Page 1


Przyjaźń bez granic S

potkanie Polonii z Poważa pod trenczyńskim zamkiem stało się już tradycyjną i oczekiwaną imprezą kulturalną. Temat piątej edzcji podrzuciła pani Elżbieta Piskorz-Braneková, która już dwa lata temu obiecała przywieźć do Trenczyna wystawę polskich strojów ludowych. Pani Ela pracuje w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie jako etnograf i jest autorką wielu książek o strojach ludowych. Tak więc na początku mieliśmy stroje, trzeba było jeszcze tylko podkreślić ludowy charakter imprezy.

Muzyka, chyba najlepszy pomysł na dobrą zabawę, i to nie byle jaka!!! Z Cieszyna po polskiej stronie przyjechała do nas bardzo chętnie kapela góralska Kazika Urbasia „Torka”. Podobieństwo nazwiska z naszą znaną fotografką nie jest przypadkowe. Kazik jest prabratankiem pani Marii, u której często jako dziecko przebywał na wakacjach. Czy ten świat nie jest naprawdę mały? Z kolei nasze „devy slovenské“ (albo „baby“, jak je czule nazywał Kazik Urbaś) z zespołu folklorystycznego „Kubra” z okolic Trenczyna zaśpiewały kubrańskie pieśni ludowe i pokazały zwyczaje nocy świętojańskiej. Oficjalnym początkiem spotkania było otwarcie wystawy polskich strojów ludowych w Muzeum Trenczyńskim, gdzie wszystkich gości chlebem i solą witały dzieci, ubrane oczywiście w stroje ludowe. Po krótkim programie muzycznym, wykonanym wspólnie przez oba zaproszone zespoły, dyrektor muzeum pani Katka Babičová przywitała uczestników wernisażu oraz oficjalnych gości – panią konsul Urszulę SzulczykŚliwińską i pana dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie Zbigniewa Macheja. Podkreśliła, że Klub Polski i muzeum od początku współpracują ze sobą przy organizowaniu „Przyjaźni bez granic” i że tegoroczna

wystawa jest już czwartym wspólnym przedsięwzięciem. Większość Słowaków nie zna najefektowniejszego elementu polskiej ludowej kultury, jakim są stroje ludowe, więc dzięki tej wystawie mogą poznać stroje polskie i porównać je ze słowackimi. Kurator wystawy pani Elżbieta PiskorzBraneková wyjaśniła, że prezentowane eksponaty pochodzą ze wszystkich regionów Polski i zostały tak dobrane, by pokazać zarówno ich podobieństwa, jak i różnice, odzwierciedlające rozwój historyczny czy gospodarczy wsi i wpływy mody miejskiej, ubiorów szlacheckich i umundurowania. Prezes klubu w Trenczynie Renata Straková podziękowała pani kurator w imieniu Polonii oraz organizatorów za przygotowanie wystawy i dobrą współpracę. Przypomniała, że ze względu na sporą ilość eksponatów (42) zainstalowano je w muzeum oraz w galerii w rynku. Ponieważ wśród gości na wernisażu znalazła się też ekipa miejscowej telewizji i dziennikarze, udzieliła też kilku wywiadów, wyjaśniając cele imprezy oraz jej tegoroczną specyfikę. Wystawę w Trenczynie będzie można obejrzeć do 15 lipca, a następnie powędruje ona do Instytutu Polskiego w Bratysławie i do Martina. Wernisaż wystawy nie był jedynym punktem programu „Przyjaźni bez granic”.

Wzbogacił go piękny występ dwóch grup folklorystycznych na rynku miasta, który przyciągnął nie tylko Polonię z Poważa, ale i wielu mieszkańców miasta. Kazik i jego „Torka” w zmniejszonym nieco składzie bawili wszystkich, zmuszając do wspólnych śpiewów po polsku, słowacku i czesku. Na koniec zabrzmiały zaśpiewane pełną piersią piosenki: słowacka – „Niedaleko od Trenczyna” oraz polska – „Góralu, czy ci nie żal”, zaś członkinie zespołu „Kubra” zaciekawiły wszystkich, skacząc na podium przez tzw. janskie ognie. Na rynku – tylko na niby, ale wieczorem w Kubrej już naprawdę. Według zwyczaju słowackiego śpiewają i skaczą przez ogień tylko dziewczyny, wobec czego nasi klubowicze skokom raczej się przyglądali. Tylko niewielu znalazło w sobie tyle odwagi, by przeskoczyć przez płomienie. Za to ogniskowa biesiada przy dobrym jedzeniu, akompaniamencie „Torki”, wspólnym śpiewie i tańcach z zespołem „Kubra”, trwająca do późnej nocy, była jak zwykle wspaniała i jeszcze raz przekonała organizatorów, że pomimo trudów przygotowań, tego typu imprezy warto organizować. W imieniu Klubu i Polonii z Poważa chciałybyśmy serdecznie podziękować pani Ivetce Matejkovej z Centrum Kultury „Sihot” z Trenczyna za wielkie osobiste zaangażowanie i pomoc w organizacji całej imprezy, a Ambasadzie RP w Bratysławie, miastu Trenczyn, Klubowi Polskiemu i Wspólnocie Polskiej za pomoc finansową, bez której „Przyjaźń bez granic” nie mogłaby być realizowana w takich rozmiarach. Szkoda tylko, że sporo Polonusów nie skorzystało z zaproszenia do Trenczyna. Myślimy, że mają czego żałować. Może więc w roku przyszłym? Już teraz zapraszamy! RENATA & VERONIKA STRAKOVÁ KLUB POLSKI REGION ŚRODKOWE POWAŻE FOTO: JOZEF ČERY


Instytut Polski w odnowionej szacie Po kilkumiesięcznej nieobecności na Nám. SNP 27 Instytut Polski powrócił do swoich pomieszczeń. Od października ubiegłego roku trwały prace remontowe obiektu, w którym swoją siedzibę od lat 50-tych ma właśnie polska placówka kulturalna.

„Na remont słowackie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeznaczyło 9 milionów 847 tysięcy“ – poinformował dziennikarzy podczas konferencji prasowej Andrej Sokolik, dyrektor departamentu inwestycji MSZ RS. Słowacki MSZ jest obecnie właścicielem obiektu, zaś Instytut jest jego podnajemcą i użytkownikiem. Wykonano generalny remont kanalizacji, instalacji elektrycznej, wymieniono okna i drzwi, podłogi,

PREZYDENT STANÓW ZJEDNOCZONYCH George Bush odwiedził 8 czerwca Polskę. Wizyta zaplanowana na około 4 godziny przedłużyła się o kilkadziesiąt minut. Gospodarz Lech Kaczynski z małżonką zaprosił pierwszą parę USA na Hel. Po rozmowie, zdominowanej kwestią ulokowania w Polsce elementów obrony antyrakietowej, prezydenci Polski i Stanów Zjednoczonych zapewniali, że tarcza antyrakietowa ma za zadanie wzmocnić ochronę „przed działaniami państw nieodpowiedzialnych” i że za jej lokalizacją nie kryją się żadne „zamiary agresywne”. 4

odnowiono wszystkie pomieszczenia. „Udało się zrobić bardzo dużo, a przy okazji zmodyfikowano w paru miejscach przestrzeń Instytutu, co pozwoli na jego efektywniejszą pracę“ – ocenił Zbigniew Machej, dyrektor Instytutu Polskiego. Po remoncie Instytut dysponuje nowymi pomieszczeniami, funkcje niektórych zostały zmienione, a te zdewastowane i nieczynne od wielu lat zostały przywrócone do użytku. „W ten sposób zyskaliśmy dodatkowe przestrzenie do realizacji programu: mamy odnowioną galerię wraz

DNIA 19 CZERWCA rozpoczął się strajk pielęgniarek. Protestujące przed kancelarią premiera pielęgniarki zostały siłą usunięte przez policję. Ruch kołowy w Alejach Ujazdowskich był tego dnia zablokowany. Pod adresem policji padały krzyki: „gestapo”, „faszyści”. Usuwane z jezdni pielęgniarki śpiewały hymn narodowy. Kobiety zadeklarowały zaostrzenie protestu. Czują się oszukane, ponieważ za każdym razem władza nie wywiązuje się z obietnic, które im składa. Do pielęgniarek pod kancelarię premiera dołączyła 20 czerwca pierwsza grupa górników z Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”. Przed kancelarią demonstrowało kilkaset osób. TRZY PIELĘGNIARKI, przebywające w kancelarii premiera, rozpoczęły 25 czerwca wieczorem

z zapleczem, nowe pomieszczenia na bibliotekę i czytelnię, dzięki podziałowi jednego pomieszczenia uzyskaliśmy przestrzeń na ośrodek informacyjny“ – informował dyrektor Machej. Gabinet dyrektora znajduje się w nowym, mniejszym pomieszczeniu, zaś tam, gdzie był stary, powstała ładna, duża sala, mogącą służyć projekcjom filmowym, konferencjom czy kursom języka polskiego. „Teraz nasza oferta może rzeczywiście znacznie się wzbogacić i poszerzyć. Zamierzamy więcej i intensywniej informować o Polsce, rozszerzyć kursy języka polskiego, regularnie organizować projekcje filmowe. Wspólnie z wiedeńskim biurem Polskiej Organi-

głodówkę. Lekarze i pielęgniarki demonstrowali w Krakowie, Łodzi i Katowicach. Łódzcy lekarze w ramach protestu blokowali ulice przed swoimi placówkami. Przed Śląskim Urzędem Wojewódzkim w Katowicach protestujący trzymali transparenty z wyrazami poparcia dla protestujących w Warszawie oraz kamasze dla marszałka Sejmu Ludwika Dorna. ROZMOWY MINISTRA zdrowia Zbigniewa Religi ze związkowcami służby zdrowia zakończyły się 2 czerwca. Wiceszef OZZL czuje się zawiedziony: ,,Rząd nie przedstawił żadnych konkretów”. Minister zdrowia powiedział, że w tym roku żadnych podwyżek być nie może. Utrzymana zostanie tylko 30procentowa podwyżka, przyznana w roku ubiegłym – podkreślił Religa. Zapowiedział też,

że jest zgoda premiera na to, aby w przyszłym roku do tej 30-procentowej podwyżki dodać podwyżkę 20-procentową. Związkowcy – lekarze i pielęgniarki – wyszli ze spotkania bardzo rozczarowani, ponieważ domagają się podwyżek jeszcze w tym roku. POLSKA WALCZY z Unią Europejską. Przed szczytem UE w Brukseli 23 czerwca toczyły się burzliwe konsultacje. Jednym z głównych tematów był proponowany przez Polskę „pierwiastkowy” system liczenia głosów, na który nie chciały przystać m.in. Niemcy i Francja. Specjalnie po to, by porozmawiać o „pierwiastku”, przybył do Warszawy prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Tymczasem Niemcy przedstawiły projekt negocjacji nowego traktatu MONITOR POLONIJNY


C

zy wiecie, że Polska to naprawdę szczęśliwy kraj? Dlaczego? Bo ma dostęp do morza! A przecież lato bez wody, to jak truskawki bez śmietany – niby smaczne, ale jakby czegoś brak. Polskie morze ma niezwykły klimat – tak twierdzą nawet ci, którzy od dawna nad Bałtyk nie jeżdżą, wybierając słoneczne plaże Grecji, Chorwacji, Turcji i inne.

Specyficzny klimat polskiego morza tworzą szerokie piaszczyste plaże, rybka prosto z kutra, tysiące muszelek wyrzucanych na brzeg w czasie sztormu, no i właśnie owa kapryśna pogoda, która sprawia, że nigdy nie wiemy, jak nasz nadmorski urlop będzie wyglądał.

Pamiętam czasy, gdy do pociągu relacji Wrocław – Gdynia wchodziło się przez okno, a potem przez całą noc siedziało się na plecaku, marząc, żeby zwolniło się chociaż miejsce na 6

„A nad polskim Bałtykiem

życie płynie jak w bajce”

składanym korytarzowym krzesełku. Do Gdyni docieraliśmy zwykle pół żywi, ale na nogi stawiała nas myśl, że tuż za dworcem, ledwie parę kroków, jest port, morze i ten jedyny na świecie zapach… Hel, Jastarnia, Karwia, Łeba, a dalej na zachód Rowy, Pobierowo, Międzyzdroje… Plaże z wysokim klifowym wybrzeżem i te zupełnie płaskie, gdzie między lasem a wodą rozciągała się prawdziwa pustynia. Codziennie rano, wyprzedzając innych, kopaliśmy swój własny grajdołek. Otoczeni parawanem, z napojami zakopanymi w piasku mogliśmy caluteńki dzień wygrzewać się w słońcu, wypatrując lodziarza w białym stroju, z przerwami na ką-

piel lub chociaż brodzenie w zimnej wodzie. I co z tego, że czasem była lodowata? Około południa z piaskiem we włosach szło się na obowiązkową rybkę z frytkami i surów-

W jadłodajniach można było spróbować pierogów z owocami, pieczonej na patelni kiełbasy, no i oczywiście oranżady z saturatora – nie wiem dlaczego, ale nigdzie indziej poza nad-

ką z kapusty, a ci, którym zostało jeszcze miejsce w żołądku, jedli lody w muszelkowych wafelkach, obowiązkowo posypane jagodami.

morskimi kurortami dania te nie smakowały tak zjawiskowo. Czy ktoś pamięta jeszcze Fundusz Wczasów Pracowniczych? Ogromne stołówki, na których dla równowagi podawano maleńkie porcje czegokolwiek, wieczorem zmieniały się w sale telewizyjne, gdzie debatowano nad pogodą, oglądano festiwale piosenki i ciekawsze filmy. Nie było udanego wieczoru MONITOR POLONIJNY


O P O W I A D A N I E

J

N A

L A T O

uż ich nie mogła słuchać, choć jeszcze przed rokiem kilkugodzinne plotkarskie nasiadówy wydawały się jej atrakcyjnym sposobem spędzania czasu. Zwłaszcza w lecie, gdy całą ekipą tzw. ludzi sukcesu przenosili się na długi miesiąc do cienia palm w przereklamowanym kurorcie. Od tylu lat gadało się wciąż o tym samym. Kto się rozwodzi, kto ma młodego kochanka, kto zbankrutował, a kto zrobił sobie lifting. Jaka jest tym koszmarnie znudzona. Scenariusze rozmów wciąż te same... Szkoda, że ona tak się zmieniła. Przez ostatnich kilka lat weszła na drogę spełniania zachcianek swoich i swojego młodszego o kilka lat mężusia. Jego ma też dosyć. W wieku czterdziestu lat nie wierzy się w bezinteresowną miłość, zwłaszcza w takiej konstelacji wiekowej. Zachód słońca nad morzem. Ostatni, który, jak postanowiła, będzie tu oglądać. Do markowej walizki wrzuca ciuchy. Po co komu tyle szmat? Coraz częściej się nad tym zastanawiała. Jak bardzo odległe wydaje się życie młodej dziewczyny z małego miasteczka, gdzie szczytem elegancji były czerwone lakierki, które aptekarka zakładała raz w roku na Boże Ciało. Ile razy

8

marzyła o takich butach z okrągłymi czubkami i kokardką na nosku? To było tak dawno. Wiele się zmieniło od momentu, gdy po skończeniu uniwersytetu udało się jej zatrudnić w wielkiej firmie prawniczej. Jej kariera postepowała. Była najlepsza z rzeszy podobnych do niej. Choć przyznaje, że na pewno pomogło jej krótkotrwałe małżeństwo i intratny rozwód z jednym ze wspólników firmy. Oczywiście miała różne marzenia! Było ich dużo. Ale na pewno nie marzyła o analizowaniu przy kawie tego, czy już powinna sobie coś wyciąć, odessać, naciągnąć albo wypełnić silikonem. Skończy z takim życiem. Znajdzie sobie pracę w małej firmie albo jakimś urzędzie. Przeprowadzi się i kupi sobie psa basseta. Na pewno wszystko będzie dobrze. Przecież wszystko, co sobie w życiu zaplanowała, udawało się prawie na sto procent. Czterdziestka to świetny wiek, by zacząć od nowa. Siedziała w fotelu lotniczym i w myślach wznosiła toast za nowy etap życia. Zanim dopiła do dna, samolot zamiast się wzbijać, zaczął AGATA SASKA lecieć w dół.

MONITOR POLONIJNY


Nic dziwnego jednak, skoro w pobliskich systemach umocnień planowano rozmieszczenie dwustu tysięcy żołnierzy! Po wojnie obszar twierdzy przedzieliła granica i dziś w słowackim Komarnie możemy zwiedzić muzeum – lapidarium z czasów rzymskich, a w węgierskim Komarom odwiedzić Muzeum Militarne oraz Muzeum Chleba. Fortyfikacje są jednak tak rozległe, że nie sposób ich nie zauważyć, spacerując po śródmieściu. Nawet bez szczegółowego znaw-

z Komarna w stronę Szturowa mijamy po drodze dwa „rekordowe” miejsca – w Patincach przy Dunaju znajduje się najbardziej wysunięty na południe punkt Słowacji, a przy miejscowości Krawany rzeka owa osiąga największą na słowackiej ziemi szerokość. Tuż przy Patincach, w Iży, należy zobaczyć Kelemantię – odkrycie archeologiczne z epoki brązu, będące pozostałością po siedzibie plemiennej. Samo Szturowo zaś stanowi dla niektórych nie lada pułapkę, gdyż pytani o drogę miejscowi, nawet kelnerzy w restauracji, mówią głównie po węgiersku! Na szczęście najważniejsza atrakcja tego miasta, czyli piękny widok na bazylikę w Ostrzychomiu i graniczny most Marii Walerii, same rzucają się w oczy. Dla wspomnianej potężnej świątyni warto wyskoczyć na chwilę poza granice Słowacji. Tuż za mostem, skręcając w lewo, dochodzi się do zabudowań podzamcza, które, nie wiedzieć czemu, skojarzyły mi się od razu z Ostrowem Tumskim we Wrocławiu. Od głównego placu owego Wodnego Miasta do bazyliki prowadzi łagodnie

wijąca się trasa, ale łazęgom o mocnych nogach polecam Kocie Schody, odchodzące z placu w lewo, tuż za Muzeum Chrześcijańskim, po prawej stronie. Trudy wspinaczki z pewnością wynagrodzi piękny widok na most, Dunaj, Szturowo i Ostrzychom. Wspaniały finał tak długiej wycieczki! A może jednak nie? Przecież Nizina Naddunajska to nie tylko kraina jednej rzeki, w każdej miejscowości, którą mijamy, począwszy od Dunajskiej Stredy, a skończywszy na Szturowie, działają popularne aquaparki i kąpieliska termalne, a przechadzający się po ulicach turyści z ręcznikami należą wręcz do lokalnego krajobrazu. Woda daje ukojenie zarówno tym, którzy lubią po prostu patrzeć na jej leniwy bieg, jak i tym, dla których dzień bez pływania i innych szaleństw jest dniem straconym. Na czas wakacji, gdy życie biegnie w innym niż zwykle rytmie, warto czasami poczuć się jak ryba – wolnym, zrelaksowanym, podążającym prosto przed siebie. W wodzie oczywiście. AGATA BEDNARCZYK

stwa sztuki wojennej można należycie ocenić ich rolę w historii tych ziem. Komarno to jednak nie tylko wojny i żołnierze – współcześni mieszkańcy pragną rozrywki i taką ma im zapewnić ciągle tworzony Pasaż Europy – kompleks budynków, budowanych według różnych europejskich stylów, z fontannami, wieżą widokową, knajpkami i ciekawymi sklepikami. Dość osobliwy to widok, ale o gustach się nie dyskutuje – miasto trzeba odwiedzić i samemu ocenić to przedsięwzięcie. Wyjeżdżając 10

MONITOR POLONIJNY


MELANIA MALINOWSKA Z SYNEM WIKTOREM

Urlop „pod gruszą” S

ezon urlopowy w pełni, więc i tematy w naszym czasopiśmie urlopowe. Ten jednak potraktowałam trochę inaczej, powiedziałabym – przewrotnie. Chodzi bowiem o urlop, ale macierzyński. A dlaczego „pod gruszą”? Ponieważ moje rozmówczynie to Polki mieszkające w podbratysławskich miejscowościach.

OLA GRUDZIŃSKA-FRANEK na Słowacji mieszka od 3 lat. Tu wyszła za mąż i po półtorarocznym pobycie w Bratysławie postanowiła wraz z mężem przeprowadzić się do miejscowości Miloslavov – Alžbetin Dvor. W nowym mieszkaniu w podbratysławskiej wsi rodzina państwa Franków powiększyła się o uroczą, dziś roczną córkę Natalię. MELANIA MALINOWSKA rok temu urodziła synka Wiktora i również wyprowadziła się ze stolicy, by osiąść w przepięknej okolicy Modrej-Harmonii. EWA SIPOS od początku swojego pobytu na Słowacji mieszka w Dunajskiej Lužnej, skąd pochodzi jej mąż. Siedem lat temu na świat przyszła Natasha, a dwa i pół roku temu Ninka. 12

Ewa pochodzi z Żuław Wiślanych, z małej wsi Palczewo koło Tczewa. „Jako nastolatka marzyłam o tym, żeby się wyrwać ze wsi. Nie lubiłam dojazdów do szkoły autobusem i długiej drogi, którą trzeba było przemierzać z domu do przystanku autobusowego, czasami w błocie niemalże po kolana“ – wspomina. Dlatego podbratysławska wieś Dunajska Lužna w porównaniu z jej wsią wydaje się jej wielkim miastem. „Nie czuję się tu jak w dziurze! To ładna, nowoczesna, zadbana miejscowość, a do Bratysławy mam przecież kilkanaście minut drogi“ – opisuje Ewa. „Chyba nie jestem typem miejskim. Przez krótki okres mieszkałam w centrum Pragi, podobało mi się tam przez pierwsze 2-3 miesiące, ale potem stało się to dla mnie strasznie uciążliwe“ – wspomina. Melania pochodzi z Warszawy, ale po kilku latach zamieszkiwania w Bratysławie odnalazła swoje miejsce w małej miejscowości. „Może się to wydawać dziwne, bo wychowywałam się na dużym

Marzenia o wielkim mieście Ola pochodzi z małego miasteczka Łask, leżącego 30 km od Łodzi. Zawsze marzyła o tym, żeby mieszkać w dużym mieście – chciała mieć możliwość wyjścia do kina, teatru, na dyskotekę. Wiążąc się ze Słowakiem, była przekonana, że zamieszkają w stolicy. I początkowo tak było, choć mąż przekonywał ją, że to nie jest idealne rozwiązanie. „Okazało się, że mieszkając w Bratysławie nie potrafię wypoczywać, strasznie mnie bolała głowa – wspomina Ola. – Po przeprowadzce na wieś ból ustąpił i, choć fizycznie byłam zmęczona dojazdami, to psychicznie zaczęłam wypoczywać“ – wyjaśnia. MONITOR POLONIJNY


ze słowackiej rodziny, która tu jest na miejscu“ – mówi Ewa. Panie doceniają możliwości techniczne w dzisiejszym świecie, rozmawiają więc często z rodzinami przez telefon czy porozumiewają się za pośrednictwem Skype’a albo e-mailów. Ewa jest w komfortowej sytuacji, bowiem jej teściowie mieszkają w tej samej wsi – może więc liczyć na ich pomoc w opiece nad dziećmi. „Musiałam się nauczyć przyjmować tę pomoc, a jednocześnie umieć być samodzielną matką“ – ocenia. Teściowie Melanii mieszkają w Trenczynie, więc na ich codzienną pomoc nie może liczyć. Natomiast jej mama w Polsce jest aktywna zawodowo, toteż ich spotkania są ograniczone terminami urlopów. Ola ubolewa nad tym, że w pobliżu nie ma nikogo z rodziny, bowiem jej teściowie mieszkają w okolicy Martina. „Zazdroszczę trochę dziewczynom, które mogą zostawić dziecko u rodziny i wyskoczyć do miasta, ale z tym się musialam pogodzić“. Nawiązała jednak bardzo dobre kontakty z sąsiadką, która ma dziecko w tym samym wieku, co jej córka, wobec czego panie nawzajem sobie pomagają, pilnując swoich dzieci, kiedy jedna z nich ma do załatwienia sprawy poza domem.

Urlop czy praca? Ewa przebywa na urlopie macierzyńskim od 7 lat, Ola i Melania – rok. Ewa wcześniej pracowała jako przedszkolanka. „Zajmowałam się cudzymi dziećmi, teraz jestem ze swoimi. To trudne zadanie i powiedziałabym, że nie jest to urlop, ale zawód, jednak daje mi tyle satysfakcji i radości, że nie zamieniłabym tego na nic 14

innego“ – stwierdza. Melania przyznaje, że dziecko wymaga mnóstwa energii i zaangażowania. „Czasami przydałaby się druga para rąk, ale doceniam już to, że nie muszę brać prysznica w przeciągu 20 sekund, a śniadania jeść na raty, dziecko bowiem jest już mniej absorbujące, a i ja radzę sobie już coraz lepiej“ – ocenia. Melania, podobnie jak Ola, pracowała wcześniej w dużej międzynarodowej firmie w Bratysławie, ale o powrocie do pracy na razie nie myśli. Podobnie jak Ewa chciałaby mieć kolejne dziecko. Ola planuje powrót do pracy od nowego roku. „Nie jestem typem karierowiczki, ale przebywanie na urlopie macierzyńskim przez dłuższy czas pewnie by mi się znudziło“ – dzieli się ze mną, ale z drugiej strony mówi, że nic nie daje jej większej satysfakcji, jak przebywanie z własnym dzieckiem. „Tyle razy w ciągu dnia się uśmiecham, jak nigdy wcześniej, bowiem dziecko daje tyle powodów do radości, że nie da się tego porównać z żadną karierą“ – wyjaśnia Ola. Melania potwierdza, że macierzyństwo jest pełne wyrzeczeń, wymaga sporo wysiłku i cierpliwości, ale człowieka cieszą małe, proste rzeczy. „Uśmiech mojego synka i jego wyciągnięte do mnie rączki są wynagrodzeniem wszystkich trudnych chwil. Jakie to banalne, prawda?“ – pyta Melania i sama się dziwi, skąd w niej tyle macierzyńskich instynktów. „Już mogę obchodzić Dzień Matki i być może wkrótce otrzymam piękną laurkę w podziękowaniu? Czego zatem chcieć więcej?“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

N

azwisko Berger w słowackim środowisku sztuki jest bardzo dobrze znane zarówno miłośnikom muzyki, jak i sztuk pięknych. Minęło już pół wieku od czasu, kiedy do Bratysławy przybył Polak – Józef Berger. Jego zamiłowanie do sztuki odziedziczyli synowie: Roman Berger – kompozytor i Jan Berger – malarz oraz córka Jana – Xenia. Z najmłodszą artystką z rodu Bergerów udało mi się spotkać i porozmawiać o życiu wśród sztalug. Spotkałyśmy się w upalny czerwcowy dzień w domu jej rodziców, gdzie na piętrze ma swoje atelier, vis a vis pracowni ojca. Wszystko tu gra kolorami, płótna zdobią ściany i inne zakamarki pomieszczenia. Prace Xenii kuszą sytością barw, pobudzają, dodają energii. „Lubię kontrasty, ekspresję – wyjaśnia ich autorka. – Może to najbardziej rzuca się w oczy, ale jest to zapewne cecha wieku, kiedy człowiek dojrzewa, starzeje się, szuka rzeczy delikatniejszych, subtelniejszych“. Jej obrazy przedstawiają otaczającą ją codzienność. „Dla kogoś innego może to być banalne, ale dla mnie inspiracją jest architektura, figura na ulicy, zwierzak, czasami jakiś motyw z książki czy czasopisma – opisuje moja rozmówczyni. – Łączę różne motywy, zdobię je ornamentami“. Jak sama ocenia, jej obrazy nie są niezrozumiałe, krzykliwą kolorystyką mają przyciągać wzrok, zainteresować. Na przekór panującym tendencjom w sztuce, wg których wszystko powinno być spekulatywne, chce udowodnić, że aktualny jest powrót do dekoracyjności. „SztuMONITOR POLONIJNY


C

zy wszystkie letnie wieczory macie Państwo zajęte? Jeśli nie, może dobrze byłoby wykorzystać któryś na fantastyczny seans polskiego kina? Uwaga! Nie musicie się Państwo ruszać z kanapy, wystarczy, że przygotujecie coś dobrego na przekąskę i do picia, a biletem będzie własna pomysłowość w zdobyciu płyty z nagraniem najbardziej interesującego Was filmu.

W tym celu można wykorzystać Internet, gdzie filmy się albo kupuje wysyłkowo (na przykład na stronach www.merlin.pl, www.allegro.pl), albo przegląda, instalując odpowiednie oprogramowanie. Czasami w poszukiwania ciekawych tytułów warto zaangażować polskich znajomych, bowiem wiele doskonałych filmów współczesnych jest dołączanych do gazet i czasopism, a ich cena nie przekracza 9 złotych. Można też dokładniej śledzić wakacyjną ofertę Telewizji Polonia, która w ramach sezonu ogórkowego powtarza najlepsze polskie produkcje. Pierwsza liga naszej kinematografii to filmy, których wstyd nie znać. Po pierwsze – najlepsze komedie: „Sami swoi”, „Nie ma mocnych”, „Nie lubię poniedziałków”, „Brunet wieczorową porą”, „Poszukiwany, poszukiwana”, „Rejs”, „Seksmisja”, „Vabank”, „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, „Miś”, „Rozmowy kontrolowane” – każdy ma chyba swoje ulubione. Po drugie – najbardziej widowiskowe adaptacje literatury polskiej: „Nad Niemnem”, „Noce i dnie”, wszystkie części „Trylogii”, „Ziemia obiecana”, „Zemsta”, „Pan Tadeusz” i inne. Po trzecie – kino wielkich nazwisk, czyli filmy Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego, Krzysztofa Zanussiego, Agnieszki Holland czy wielu innych. Tak naprawdę, 16

Polskie kino

w naszym domu mimo ciągle słyszanych uwag, iż w polskim kinie niewiele się dzieje, trzeba przyznać, że ciekawych filmów nie brakuje, a co więcej ostatnie kilkanaście lat przyniosło sporo nowych, często określanych jako kultowe.

W sylwestra roku 1992 miały swoją premierę „Psy” Władysława Pasikowskiego z udziałem Bogusława Lindy, Janusza Gajosa, Cezarego Pazury, Marka Kondrata, Olafa Lubaszenki i innych. Film opowiada o weryfikacji grupy oficerów SB, którzy w nowej rzeczywistości politycznej nie zawsze potrafią się odnaleźć. Męski, mocny język, brutalne sceny i pewna melancholia w kreacji głównego bohatera spowodowały, że „Psy” wkrótce po premierze obrosły w legendę, a część dialogów weszła na stałe do języka potocznego: „…bo to zła kobieta była…”, „…kotlet z psa, trzeciej kategorii, pomielony razem z budą…”, „…a kto umarł, ten nie żyje…”, „…nie chce mi się z tobą gadać…” itd. Film ten otrzymał wiele nagród i mimo budzących kontrowersji, nadal gwarantuje kilkadziesiąt minut autentycznych emocji. Kolejna interesująca pozycja to pochodzący z roku 1995 dramat Macieja Ślesickiego „Tato”, który w niezwykle realistyczny

sposób pokazuje walkę ojca o opiekę nad siedmioletnią córką. Przeciwko sobie ma on chorą psychicznie żonę, teściową, system prawny, stereotypy społeczne. Główną rolę, jakże odmienną od zagranej w wyżej wspominanych „Psach”, gra Bogusław Linda, a oprócz niego występują Dorota Segda, Cezary Pazura, Krystyna Janda, Teresa Lipowska, Renata Dancewicz oraz w roli córki Aleksandra Maliszewska. „Tato” również tryumfował na naszych rodzimych festiwalach filmowych i to całkiem zasłużenie, bo pokazał trudny społecznie temat w taki sposób, jakby dotyczył on każdego z nas. Rok 1997 przyniósł ze sobą komedię „Kiler” Juliusza Machulskiego. Tak, jak dwa lata wcześniej płakałam w kinie ze wzruszenia, oglądając „Tatę”, tak tym razem policzki miałam mokre od łez ze śmiechu, bo taka nieoczekiwana fabuła i brawurowa gra aktorska zdarzają się raz na dobrych parę lat. Cezary Pazura tytułowym Kilerem zostaje przez pomyłkę, ale, bojąc się o własne życie, musi brnąć dalej w niewygodne dla siebie sytuacje. Obsada „Kilera” i świetnie napisane dialogi sprawiły, że film się nie starzeje i bawi tak samo już 10 lat. Dowodem tego, że oryginalny temat można pociągnąć z sukcesem dalej, jest powstała dwa lata później kontynuacja „KileMONITOR POLONIJNY


Dwie krainy, dwa języki, jeden region, jeden cel „T

rzynastka” wcale nie musi być pechowa. Trzynasty rok działalności Euroregionu Tatry (EUT) zaowocował wieloma osiągnięciami, sukcesami w zakresie realizacji transgranicznych projektów, rozwinięciem granic terytorialnych, wybudowaniem własnego ośrodka i wieloma, wieloma innymi. Wszystko zaczęło się w Zakopanem. Na konferencji samorządowej w listopadzie 1991 roku powstała idea zbliżenia i współpracy pomiędzy Polską i Słowacją w rejonie Tatr. Po kilku latach usilnych starań i podpisaniu różnych deklaracji 26 sierpnia 1994 r. w Nowym Targu podpisano umowę pomiędzy samorządami Polski i Słowacji o założeniu transgranicznego związku Euroregion „Tatry“. Zgodnie z tą umową związek miał się przyczyniać do „przyspieszenia wszechstronnego rozwoju przylegających do siebie obszarów Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Słowackiej, w nawiązaniu do

18

historycznych korzeni i wzajemnych stosunków tych regionów“. Powstał zatem Transgraniczny Związek Euroregion „Tatry”, którego słowacka część nosi nazwę Združenie Región „Tatry“. Siedzibami Euroregionu są w Polsce Nowy Targ, a na Słowacji Kieżmark. W lutym 2004 roku otwarto Ośrodek Współpracy Polsko-Słowackiej w Nowym Targu, a jego słowacki, kieżmarski brat, czyli Dom Spotkań Polsko-Słowackich doczeka się swojego oficjalnego otwarcia 6 lipca 2007 r. z udziałem wielu znaczących dla rozwoju stosunków polskich i słowackich gości.

Granice Euroregionu wytyczone są na podstawie granic administracyjnych. Obecnie obejmuje on swoim zasięgiem po obu stronach granicy Orawę, Spisz, słowacki Liptów, polskie Pieniny, Podhale, Beskid Sądecki, Wyspowy i Niski. Po stronie polskiej Euroregion zajmuje powierzchnię niemal 4 000 km2 z około 500 000 mieszkańcami. W jego skład wchodzą powiaty, miasta i gminy. Po stronie słowackiej w skład EUT wchodzi 112 miast i wsi, a ostatnio jego członkiem stał się Kraj Preszowski. Powie-

rzchnia tej części Euroregionu wynosi 7 000 km2 i zamieszkuje ją 370 000 osób. Łącznie Euroregion Tatry rozpościera się na powierzchni 11 000 km2, które zamieszkuje niemal 900 000 ludzi. Celem Euroregionu są głównie działania transgraniczne, polegające na równomiernym i zrównoważonym rozwoju regionu, zbliżeniu mieszkańców i instytucji po obu stronach granicy. Zadania Euroregionu realizowane są przez wspieranie rozwoju współpracy gospodarczej, rozwój infrastruktury komunalnej, komunikacyjnej i telekomunikacyjnej, ochronę środowiska naturalnego (wspieranie działań inwestycyjnych, badań naukowych, rozwój monitoringu wody, powietrza, podnoszenie świadomości ekologicznej wśród mieszkańców), system wymiany informacji, współdziałanie w zapobieganiu i zwalczaniu kaMONITOR POLONIJNY


A. Kwaśniewski: „Nie możemy się gniewać na demokrację,

WYWIAD MIESIĄCA że ma twarz Sloty czy Leppera“ Półtora roku temu opuścił Pan Pałac Prezydencki i wydawać by się mogło, że chce Pan odpocząć od polityki. Jednakże niedawno podjął Pan decyzję o powrocie na scenę polityczną. Dlaczego? Chcę wesprzeć centrolewicę i pomóc jej w zyskaniu silnej pozycji. Mam też plany międzynarodowe, chcę pomagać w negocjacjach, w zyskiwaniu międzynarodowych kompromisów. Od roku prowadzę wykłady dla studentów i muszę przyznać, że całkiem mi się to podoba.

W

Pańskie pojawienie się na politycznej scenie ma pomóc w zjednoczeniu rozdrobnionej lewicy? Centrolewica będzie zjednoczona, to jest pewne. Pytanie jednak brzmi, czy uda jej się uzyskać poparcie wyborców. Zdecydowałem się na ryzykowny krok, ale wiem, że Polska potrzebuje równowagi. Dziś ta scena polityczna jest bardzo niewyważona.

Czuje się Pan współodpowiedzialny za tę porażkę? Tak, dlatego że nie można powiedzieć o prezydencie, który przez 10 lat był głową państwa, że nie jest odpowiedzialny za to, co się stało, choć ja już na samym początku prezydentury zdecydowałem o tym, że będę bezpartyjny. Zajmowałem się różnymi innymi problemami, ważnymi dla naszego kraju, jak na przykład konstytucją, bezpieczeństwem czy wejściem Polski do NATO. Oczywiście, można było wiele rzeczy zrobić lepiej, ale patrząc na bilans, myślę, że jest bardzo dobry. Powiem nieskromnie, sądzę, że byłem najlepszym prezydentem w historii Polski.

Czy to oznacza, że ma Pan ambicje zostać premierem? Dziś nie ma o czym mówić, centrolewica ma zbyt małe poparcie, by móc o tym w ogóle dyskutować. Co przyniesie przyszłość? Tylko abyśmy zdrowi byli. Czym Pan tłumaczy tak wielką przegraną lewicy? Po pierwsze cierpliwość Polaków się skończyła, byli zmęczeni transformacją, co przecież nierzadko było bolesne. Po drugie lewica nie potrafiła właściwie zareagować na problemy związane z korupcją, choć dziś widzimy, że ta korupcja nie była aż taka, jak o niej pisano. 20

czerwcu na zaproszenie Slovenskej spoločnosti pre zahraničnú politiku do Bratysławy przybył i w słowackim Ministerstwie Spraw Zagranicznych wystąpił z wykładem na temat „Bezpośrednie sąsiedztwo“ były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. Udało mi się z nim spotkać i porozmawiać na aktualne tematy, dotyczące wydarzeń politycznych w kraju i w Europie. Po trzecie trzeba docenić przeciwnika. Bracia Kaczyńscy są zdolnymi politykami i ich sukces nie zrodził się z niczego. Nie zgadzam się z nimi, ale trzeba ich docenić jako polityków.

Jak Pan ocenia wynik szczytu w Brukseli? Dobrze, że szczyt zakończył się porozumieniem. Ponieważ wszyscy mówią o sukcesie, oznacza to, że jest to prawdziwy sukces Europy. Sądzi Pan, że strategia Polski, która walczyła o silną pozycję w UE, była właściwa?

Według mnie było to źle przygotowane i źle poprowadzone. Kiedy słyszę, że za pierwiastek należy umierać, a nikt do tej pory nie umarł, to oznacza, że nie było to aż tak ważne. Bracia Kaczyńscy muszą zrozumieć, że w Europie ważna jest współpraca. Zrozumieją to? Nie wiem, mam nadzieję, że tak. Jeszcze przed szczytem Polska stała się centrum zainteresowania całej Europy. Czy to właściwa prezentacja Polski? Polska powinna być mocnym graczem w kwestiach europejskich, ale powinna grać innymi metodami. Polaków powinni szanować w Europie za konstruktywną, a nie destruktywną siłę. Póki co chyba się to nie udaje. Będziemy musieli za to zapłacić. Jak? Nie wiem, ale już dziś niektórzy Słowacy oceniają nasze stanowisko jako aroganckie. Oczywiście polityka braci Kaczyńskich jest tak ukierunkowana, by się spodobać wyborcom, by ci byli przekonani, że nie ma lepszych obrońców interesów narodowych. MONITOR POLONIJNY


Pańska żona robi karierę medialną. W prywatnej stacji TVN Style radzi kobietom, jak się ubierać. Czy to oznacza, że definitywnie wykluczyła możliwość aktywnego włączenia się do polityki i kandydowania na stanowisko prezydenta? Nie będzie kandydować, raz o tym zdecydowała. Moja żona robi to, co lubi. Pańska rodzina nieustannie pojawia się na pierwszych stronach gazet. Ostatnio o medialne zainteresowanie postarała się Pańska córka, która obecnie pracuje w telewizji, a wcześniej wzięła udział w programie „Taniec z gwiazdami“. Udało jej się zdobyć drugie miejsce. Obserwował Pan jej zmagania na parkiecie? Kiedy córka podjęła decyzję, że weźmie udział w tym programie byłem temu przeciwny. Uważałem, że nasza rodzina już zbyt długo pojawia się na pierwszych stronach gazet. Ale ona mnie przekonała, że wreszcie musi zrobić coś dla siebie, na własną rękę. Wtedy zapytałem ją, czy umie w ogóle tańczyć. Ona mi odpowiedziała, żebym się tym nie martwił i po kilku odcinkach programu zrozumiałem, że moje pytanie było nie na miejscu. Jestem dumnym ojcem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 22

Polsko-słowacki wi J

ak fajnie kołysać się wśród fal Dunaju! Podziwiać piękną panoramę Bratysławy, obserwować ze statku zachód słońca. I to w dodatku w miłym towarzystwie! To właśnie przeżyłam, przebywając ostatnio na Słowacji. Dnia 27.06.2007 r. miałam przyjemność uczestniczyć w ciekawej imprezie polskosłowackiej, zorganizowanej przez Klub Polski Region Bratysława. Tym bardziej było to dla mnie interesujące, ponieważ miałam okazję zaobserwować, jak Polacy i Słowacy świetnie bawią się razem w morskiej atmosferze, panujacej na statku „Żylina”, płynącym z Bratysławy do Devina i z powrotem. Dodatkową atrakcją tego rejsu był polski zespół z Wiednia „Wanda i Jurek“, który umilał czas podróżującym, śpiewając znane polskie utwory i przebojowe szanty. Duże wrażenie wywarła na mnie wokalistka zespołu – Wanda. Śpiewając i tańcząc, zachęcała wszystkich do

FOTO: TADEUSZOWIAK FRĄCKOWIAK

W ostatnim czasie spada poziom demokracji w krajach Europy Środkowej. Co Pan na to? Uratować to mogą tylko wyborcy, kiedy dojrzeją do tego, by chcieć innego stylu rządzenia, innych metod, innych liderów. O ile chcemy demokracji, musimy się liczyć z tym, że jednego dnia przyjdzie Slota, drugiego Lepper, trzeciego Mečiar, a czwartego Giertych. Nie możemy się gniewać na demokrację, że ma twarz Sloty czy Leppera. To są tylko krótkie epizody na długiej drodze, którą kroczą nasze kraje. Ważne jest to, że nasze kraje są demokratyczne. Słowacja rozwija się gospodarczo i zasługuje na podziw. Jest w NATO i UE. A w Unii zachowuje się bardziej proeuropejsko niż duża Polska. Przeżyjemy to. Slotę też przeżyjemy!

wspólnej zabawy. Bardzo ciekawy był także moment, w którym licznie zebrani na parkiecie goście, wspólnie uczyli się piosenki szanty. Urzekła mnie miła obsługa. Podobał mi się także pomysł zwiedzenia okolicy po przybiciu do brzegu Devina. Tym, którzy wcześniej nie mieli okazji poznania tego cudownego miejsca, pozostawiono wystarczająco dużo czasu, aby mogli zobaczyć na przykład ruiny znajdującego się tam zamku i podziwiać rozpościerające z nich widoki. Ogromnie się cieszę, że miałam możliwość porozmawiania z interesującymi ludźmi, poznania ciekawych osób. Na statek zaproszone były bowiem takie osobistości, jak ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz wraz

Ambasador (z prawej) dziękował Polonii oraz konsulowi honorowemu z Liptowskiego Mikulasza Tadeuszowi Frąckowiakowi za współpracę MONITOR POLONIJNY


w Austrii „P

Prace artystów plastyków, które powstały w ubiegłym roku podczas pleneru „EuryArt”, co roku organizowanego przez Klub Polski Region Koszyce, przemierzyły setki kilometrów wzdłuż i wszerz Europy Środkowej, by w czerwcu zagościć w Austrii. Najpierw, już tradycyjnie, prace zostały zaprezentowane w mieście Marchegg pod-

przez organizatorkę goście: zarówno Polacy, jak i Austriacy, a także inni obcokrajowcy, przebywający w Wiedniu. W piwnicznym półmroku gości przywitała swoją poezją i jakże oryginalną jej interpretacją Gata Göttel. W ten sposób nastrój upalnego dnia prysł, a obecni znaleźli się w przestrzeni sztuki. Była to doskonała uwertura

do podziwiania sztuki, prezentowanej na obrazach, i przeniesienia się w inny wymiar rzeczywistości. Gości, podziwiających obrazy w wydaniu „EuryArt“, czyli Polaków i Słowaków tworzących podczas wspominanego pleneru, oprowadzał po galerii główny organizator plenerów Tadeusz Błoński. „Jestem wdzięczny organizatorom za tak świetne przygotowanie wernisażu. Nie spodziewałem się, że zainteresowanie będzie tak duże, że do galerii przyjdzie tylu gości“ – podsumował Błoński. Niewątpliwie miłym akcentem była też obecność kierownika Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Austrii radcy ministra Tadeusza Oliwińskiego,

24

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: MARIUSZ MICHALSKI

Gata Göttel na wstępie przywitała gości swoją poezją

czas dorocznej imprezy pod hasłem „Święto bocianów“ (15 – 17.06.2007). Następnie, dzięki kontaktom z Polonią wiedeńską, 19 czerwca zostały pokazane w Wiedniu w Piwnicy „Takt“. Organizatorką przedsięwzięcia była pani Krystyna Meduna, właścicielka Galerii „Meduna”. W uroczych piwnicznych pomieszczeniach zebrali się zaproszeni

FOTO: MARIUSZ MICHALSKI

olacy wszystkich krajów łączcie się“, „Sztuka nie zna granic“ – to hasła i ich parafrazy, które nasuwały mi się podczas wieczoru spędzonego w Wiedniu, gdzie słowacką Polonię gościła austriacka Polonia. Przyjęcie miało charakter bardziej niż przyjazny!

który dokonał otwarcia wystawy, oraz konsula Andrzeja Kuźmy. Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, że dzięki sztuce bariery, granice nie istnieją, a w każdym zakątku świata odnaleźć możemy nie tylko przyjazne dusze, ale i naszych rodaków spragnionych kontaktu ze MAŁGORZATA „swoimi“. WOJCIESZYŃSKA WIEDEŃ


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• FOTO: STANO STEHLIK

Pożegnanie ambasadora w Koszycach

Otwarcie Instytutu Polskiego Po

mierz Szeląg – dyrektor biura POT w Wiedniu. Tego dnia w nowo wyremontowanych pomieszczeniach Instytutu prezentował się Teatr Witkacego z Zakopanego. Prezentowano też twórczość Polańskiego, Rybczyńskiego, Kieślowskiego oraz kultowy polski film „Janosik“. Otwarcie polskiej placówki kulturalnej było imponujące. mw

Zakończenie roku

U

Władysław Bartoszewski w Bratysławie

P

rofesor Władysław Bartoszewski, b. minister spraw zagranicznych RP, historyk i eseista w dniu 9 czerwca 2007 roku odebrał z rąk prezydenta Słowacji Ivana Gašparoviča Międzynarodową Nagrodę Św. Wojciecha. Uroczystość odbyła się w Sali Konstytucji bratysławskiego zamku Laudacje wygłosił dr Helmut Kohl, b. kanclerz Republiki Federalnej Niemiec. Międzynarodowy Komitet Nagrody Św. Wojciecha przyznał tegoro-

26

czną nagrodę prof. Władysławowi Bartoszewskiemu w uznaniu jego wybitnego politycznego zaangażowania na rzecz Europy. Po uroczystości wręczenia nagrody arcybiskup metropolita gnieźnieński Henryk Muszyński celebrował wspólnie z arcybiskupem Jánem Sokolem i biskupem Františkiem Tondrą, prymasem Słowacji, uroczystą mszę św. w katedrze św. Martina w Bratysławie. red.

czniowie polskiej szkoły przy Ambasadzie Polskiej w Bratysławie dnia 23 czerwca otrzymali świadectwa ukończenia roku szkolnego 2006/2007. To bardzo uroczyste spotkanie otworzyła pani kierownik Monika Sadkowska, dziękując kończącemu już swoją misję dyplomatyczną na Słowacji panu ambasadorowi Zenonowi Kosiniakowi-Kamyszowi i jego żonie za pomoc szkole i patronat nad nią. Pożegnała też nauczycielkę Danutę Wieczorek, powracającą FOTO: ANNA MARIA JARINA

FOTO: STANO STEHLIK

kilkumiesięcznym remoncie dnia 18 czerwca bieżącego roku został ponownie otwarty Instytut Polski w Bratysławie. Uroczystość odbyła się w obecności licznie zebranych gości, których witał dyrektor placówki kulturalnej Zbigniew Machej wraz z małżonką. Przecięcia wstęgi dokonali goście honorowi: wicepremier i minister finansów RP Zyta Gilowska oraz wicepremier RS Dušan Čaplovič. Spotkanie umilały występy muzyczne Marka Styczyńskiego – lidera zespołu „Karpaty Magiczne” i Slava Pecucha, kapeli góralskiej rodziny Wilkoszów z Zakopanego czy minirecital sopranistki Perly Perpetuy Voberovej i pianisty Dušana Šujana. W nowych pomieszczeniach powstały stoiska Polskich Linii Lotniczych LOT, które reprezentowała Jolanta GralaBednarčik – dyrektor regionalny PLL LOT w Pradze, oraz stoisko Polskiej Organizacji Turystycznej, które obsługiwał Włodzi-

MONITOR POLONIJNY


OPOLE 2007

W Opolu zakończył się 44. festiwal polskiej piosenki 17 czerwca. Trwał 3 dni, w ciągu których odbyły się następujące koncerty: Debiuty, Superjedynki, Premiery, Kabareton oraz wielki koncert piosenek Seweryna Krajewskiego, zatytułowany „Niebo z moich stron”. Wróćmy na chwilę do historii festiwalu. Wszystko zaczęło się 19 czerwca 1963 roku w amfiteatrze pięknego miasta nad Odrą – Opola za sprawą zapaleńców, czyli dziennikarzy programu III Polskiego Radia. Od tego czasu festiwal odbywał się każdego roku, z wyjątkiem okresu stanu wojennego, kiedy go zawieszono aż do roku 1984. Potem powrócił, ale czy do dawnej świetno-

Napój miłosny S

zanowni Czytelnicy! Może posądzicie mnie o patriotyzm lokalny. I chyba słusznie. Ale czy, przebywając za granicą, nie powinniśmy dbać o dobry wizerunek miast i miejscowości, z których pochodzimy? Może właśnie na łamach „Monitora“ powinniśmy prezentować dorobek naszych „małych ojczyzn”. „Mój“ Wrocław może poszczycić się wieloma walorami, na dobrą jego markę pracuje również opera – obecnie chyba najbardziej znana i ceniona opera w Polsce. W czerwcu mogłam się przekonać po raz kolejny, że trud ten nie jest nadaremny, że publiczność (ta międzynarodowa też) potrafi docenić to, co przygotowują twórcy.

ści? Sporo się w nim zmieniło, są inne piosenki, wszystko się skomercjalizowało… Mimo to zawsze towarzyszą mu wielkie emocje i zawsze pozostaje nadzieją dla polskiej piosenki. To jedyny festiwal, który pomaga zaistnieć debiutantom i utwierdzić w swojej pozycji już uznawanych piosenkarzy. W tegorocznym konkursie „Debiutów” zwyciężyła Anna Lubieniecka, natomiast w konkursie „Premier” 1. miejsce zdobyła Patrycja Markowska. Kryształowy Kamerton otrzymała Ania Stach za piosenkę „To nie tak miało być”. Pozostałe nagrody otrzymali: Debiut roku – Gosia Andrzejewicz; Teledysk roku – Stachursky („Z każdym Twym oddechem”); Płyta literacka –

Grzegorz Turnau; Płyta hip hop/ R N B – Mezzo, Kasia Wilk, Tabb; Płyta rock – „Bohema”; Płyta pop – „Psałterz wrześniowy” (P. Rubik, Z. Książek); Przebój roku – „The Jet Set Time To Party”; Zespół roku – „Wilki”; Wokalistka roku – Gosia Andrzejewicz; Wokalista roku – Robert Gawliński Na zakończenie tegorocznego Opola w niedzielę 17 czerwca odbył się koncert „Niebo z moich stron”, w którym wystąpiły takie gwiazdy, jak: Kasia Kowalska, Andrzej Rybiński, Małgorzata Ostrowska, Zbigniew Wodecki, Maryla Rodowicz, Piotr Cugowski, Ania Dąbrowska, Jerzy Kiljański, Jerzy Połomski i inni. Artystom towarzyszyła orkiestra URSZULA SZABADOS „Kukla Band”.

Mowa o widowiskowym przedstawieniu „Napój miłosny“ Gaetano Donizettiego. To superwidowisko „na wodzie”, przygotowane przez zespół Opery Wrocławskiej, prezentowane jest w Pergoli Parku Szczytnickiego, tuż koło Hali Ludowej. Nie pierwszy raz Opera Wrocławska wychodzi poza gmach swojego budynku. Wcześniej, w 2003 roku nad brzegami Odry wystawia-

no „Giocondę” Ponchiellego. W tym roku „Napojem miłosnym“ Opera Wrocławska przywróciła tradycje Letniego Festiwalu Operowego. Podczas sześciu przedstawień widowisko obejrzało 20 tysięcy osób. Przedstawienie „Napoju miłosnego” rozgrywa się na scenie i pomostach, wybudowanych specjalnie na stawie koło Pergoli, która jest jednym z najbardziej malowniczych miejsc Wrocławia. Na potrzeby widowiska został wykorzystany niemal cały teren wokół Pergoli: na trawnikach wybudowano koszary, a porośnięta winoroślą pergola, specjalnie oświetlona, tworzy kulisy przedstawienia. Całe widowisko kusi przepiękną grą świateł, powabnymi

Gaetano Donizetti „Napój miłosny”, reżyseria i scenografia – Michał Znaniecki, kierownictwo muzyczne – Ewa Michnik, kostiumy – Ilona Binarsch, choreografia – Irina Mazur, wykonawcy – orkiestra i chór Opery Wrocławskiej oraz zaproszeni soliści: Maria Constanza Nocentini (Adina), Gregory Turay (Nemorino) oraz zabawny Bogusław Szynalski (Dulcamar). 28

MONITOR POLONIJNY


TO WARTO WIEDZIEĆ

W

grudniu 2006 roku polski Senat jednogłośnie podjął uchwałę ustanawiającą rok 2007 Rokiem Generała Władysława Andersa, jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku. Władysław Anders urodził się 11 sierpnia 1892 roku w Błoniu koło Kutna, gdzie jego ojciec był zarządcą majątku ziemskiego. Do gimnazjum uczęszczał w Warszawie, a po jego skończeniu w 1910 roku trafił na rok do armii rosyjskiej. Potem rozpoczął studia na politechnice w Rydze. W 1914 roku został powołany do armii rosyjskiej. W walce na froncie I wojny światowej dał się poznać nie tylko jako człowiek odważny, ale wsławił się też jako utalentowany przywódca. Uzyskał najwyższe rosyjskie odznaczenie wojskowe – Krzyż Świętego Jerzego. W trakcie bojów był ranny. Z frontu skierowano go do Akademii Sztabu Generalnego w Piotrogrodzie, którą ukończył w 1917 roku i wówczas został nominowany na stanowisko szefa sztabu rosyjskiej dywizji piechoty. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej wstąpił do I Korpusu Polskiego na Wschodzie, który w Rosji organizował gen. Józef DowborMuśnicki. Uczestniczył w formowaniu I Pułku Ułanów Krechowieckich. Po zdemobilizowaniu w 1918 roku przedostał się na ziemie polskie, gdzie brał udział w rozbrajaniu jednostek niemieckich. Z wojskiem związał się na całe życie. W powstaniu wielkopolskim był szefem sztabu Armii Wielkopolskiej, w wojnie polsko- radzieckiej (1919-1921) dowódcą 30

Generał

Władysław Anders 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Zarówno pułk ten, jak i osobiście Władysław Anders zostali przez Józefa Piłsudskiego odznaczeni Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari. Władysław Anders otrzymał również stopień podpułkownika i awansował na stanowisko szefa sztabu Armii Poznań. W 1921 roku został wysłany na dwuletnie studia do Wyższej Szkoły Wojennej w Paryżu. Podczas przewrotu majowego (1926 r.) był szefem sztabu wojsk wiernych legalnemu rządowi. Od 1926 roku był dowódcą 2. Samodzielniej Brygady Kawalerii. W 1934 roku został mianowany generałem, a od 1937 roku dowódcą Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, mającej zadanie osłaniania rejonu Płocka w przypadku agresji niemieckiej. W kampanii wrześniowej, raniony odłamkiem bomby, dowodził nadal Nowogródzką i Wołyńską Brygadą Kawalerii i zdziesiątkowaną w walkach 10. Dywizją Piechoty. Gdy próby utrzymania frontu, podejmowane przez polskie wojska okazały się bezskuteczne, Władysław Anders wraz z resztkami armii wycofał się w kierunku

przyczółku rumuńskiego. Kiedy 17 września 1939 roku na teren Polski wkroczyła Armia Czerwona, generał wraz ze swymi żołnierzami znajdował się w okolicach Lwowa. Dwukrotnie ranny w potyczkach z wojskami radzieckimi dostał się do sowieckiej niewoli. Po krótkim pobycie w lwowskim szpitalu został osadzony w więzieniu, początkowo w lwowskich Brigidkach, a od lutego 1940 roku w więzieniu NKWD w Moskwie. Z więzienia został wypuszczony po ataku Niemiec na Związek Radziecki i podpisaniu w Londynie 30 lipca 1941 roku przez gen. Władysława Sikorskiego i ambasadora ZSSR Iwana Majskiego w obecności Winstona Churchilla i Anthonego Edena umowy o pomocy w wojnie przeciw Niemcom hitlerowskim, bardziej znanej pod nazwą układ Sikorski-Majski. W umowie tej rząd radziecki stwierdził, że układy, dotyczące zmian terytorialnych Polski, które w 1939 podpisał z Niemcami, tracą moc. Na mocy układu SikorskiMajski oba państwa nawiązały stosunki dyplomatyczne i miały współdziałać w wojnie z Niemcami. Moskwa wyrażała w nim zgodę na utworzenie w ZSSR Armii Polskiej z dowództwem mianowanym przez władze RP. Do umowy dołączono protokół, w którym stwierdzono, że Moskwa udzieli amnestii wszystkim obywatelom polskim, którzy byli więzieni lub przetrzymywani na terenie Związku Radzieckiego. Układ Sikorski-Majski spowodował rozłam w rządzie polskim w LondyMONITOR POLONIJNY


W Iranie gen. Anders dalej organizował armię. Uważał, że Polacy powinni utworzyć zwarty korpus, walczący samodzielnie u boku Anglików. Z tą koncepcją zgodzili się Brytyjczycy. Po reorganizacji, dozbrojeniu i rekonwalescencji żołnierzy Armia Polska została przeniesiona z Iranu do Iraku, gdzie ochraniała pola naftowe w zagłębiu Mosul-Kirkuk przed dywersją niemiecką. Następnie została przemieszczona do Palestyny, gdzie z z jej żołnierzy utworzono II Korpus Polski na etatach brytyjskich. Składał się on z dwóch dywizji piechoty, jednej brygady pancernej i grupy artylerii. Na przełomie lat 1943/1944 żołnierze II Korpusu gen. Andersa zostali przerzuceni z Palestyny do Włoch i podporządkowani 8. Armii Brytyjskiej, staczającej boje z zaciekle broniącymi się na Półwyspie Apenińskim Niemcami. Przed żołnierzami polskimi stanęło zadanie zdobycia silnie ufortyfikowanego masywu górskiego i klasztoru Monte Cassino, które blokowały wojskom alianckim drogę na Rzym. Podejmowane od stycznia przez aliantów trzy próby zdobycia Monte Cassino nie powiodły się. W czwartym ataku, rozpoczętym 12 maja, kluczową rolę wyznaczono II Korpusowi. Niezwykle ciężkie walki trwały do 18 maja i zakończyły się zdobyciem klasztoru przez polskich żołnierzy. Straty były ogromne – ponad 900 zabitych i ponad 3000 rannych. U stóp klasztoru powstał później polski cmentarz – sanktuarium narodowe. W czerwcu i w lipcu 1944 roku II Korpus brał udział w bitwie o Anconę, ponosząc także ciężkie straty, a od października walczył w toskańskich Apeninach. Wiosną 1945 roku wziął udział w walce o Bolonię. Za zwycięstwo pod Monte Cassino gen. Władysław Anders otrzymał wysokie woj32

skowe odznaczenie brytyjskie – Order Łaźni. Decyzje, podjęte w lutym 1945 roku przez wielką trójkę w Jałcie, kiedy to alianci praktycznie dali Stalinowi wolną rękę w podejmowaniu decyzji dotyczących Polski, wstrząsnęły nie tylko generałem, ale także jego żołnierzami. W dzień po ogłoszeniu komunikatu z konferencji w Jałcie gen. Anders wysłał do prezydenta Władysława Raczkiewicza telegram: „Wobec tragicznego komunikatu z konferencji trzech w Jałcie melduję, że II Korpus nie może uznać jednostronnej decyzji, oddającej Polskę na łup bolszewikom. Zwróciłem się do władz sojuszniczych o wycofanie korpusu z odcinków bojowych, bo nie mam sumienia żądać w obecnej chwili od żołnierza ofiary krwi”. Podobną depeszę skierował także do dowódcy 8. Armii Brytyjskiej. Alianci, tłumacząc się względami operacyjnymi, odmówili wycofania żołnierzy polskich z linii frontu. Swój protest przeciw pozostawieniu Polski w sferze wpływów radzieckich i przeciw granicy wschodniej przedstawił Anders również na spotkaniu z Winstonem Churchillem, który odpowiedział mu, że Wielka Brytania nigdy nie gwarantowała granic wschodnich Polski. Gdy gen. Tadeusz Bór-Komorowski znalazł się w niewoli niemieckiej, gen Anders w lutym 1945 roku przejął jego obowiązki. Po skończeniu wojny Władysław Anders pozostał na emigracji i osiedlił się w Londynie. Po odmowie powrotu do kraju Rada Mini-

strów we wrześniu 1946 roku na wniosek Stanisława Mikołajczyka pozbawiła go obywatelstwa polskiego. W latach 1946-1954 Anders był naczelnym wodzem i generalnym inspektorem Polskich Sił Zbrojnych przy rządzie emigracyjnym. Jego główną troską był los jego żołnierzy i Polaków, którzy po wojnie z różnych przyczyn znaleźli się na zachodzie Europy. To z jego inicjatywy powstawały instytucje, mające zapewnić im pracę, powstawały szkoły i kursy zawodowe. W roku 1954 generał stał się członkiem Rady Trzech. Dla emigracyjnych środowisk wojskowych był przywódcą politycznym, dla wielu stał się symbolem wolnej Polski. W 1969 roku wziął udział w obchodach 25. rocznicy bitwy pod Monte Cassino. Rok później 12 maja 1970 roku zmarł. Zgodnie ze swoim życzeniem został pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich na Monte Cassino. Gen. Władysław Anders został odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari, brytyjskim Orderem Łaźni, francuską Legią Honorową, amerykańskim Legion of Merit, a pośmiertnie w 1995 roku polskim Orderem Orła Białego. Od ewakuacji armii Andersa z ZSSR minęły lata, ale w Polsce wciąż żywe są spory o słuszność tej decyzji i, podobnie jak spory wokół powstania warszawskiego, prawdopodobnie nigdy nie zostaną rozstrzygnięte. Skoro wspomnieliśmy powstanie warszawskie, dodajmy, że gen. Anders na wieść o jego wybuchu depeszował do Londynu, że decyzję dowódcy AK uważa za nieszczęście, a po trzech tygodniach, w depeszy z 23 sierpnia 1944 zaostrzył swe stanowisko: „Wybuch powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy, kto poniesie za to odpowiedzialność”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MONITOR POLONIJNY


o pierwszej damie polskiego kryminału. Przy okazji dowiadujemy się o jej stosunku do polityki w przeszłości i obecnie. Pisarka zdradza nam swe poglądy na miłość i partnerstwo, na sztukę, na rolę, jaką w jej życiu odegrały pasje i hobby. Z właściwą sobie autoironią mówi o realizacji własnych marzeń, kompromisach i granicy rezygnacji z siebie dla partnera. Psychografia gadana Lewandowskiego jest doskonałym dopełnieniem napisanych wcześniej przez Joannę Chmielewską pięciu tomów Autobiografii, potwierdzającym raz jeszcze, że ironia i humor, które zawsze były silną stroną jej powieści, z upływem lat nie opuszczają autorki. I na koniec jeszcze jeden typ na lato – tym razem dla miłośników Gdyby do tej, w większości młodej emigracji zarobkowej dodać wszystkich Polaków mieszkających na Słowacji od lat, okazać by się mogło, że jest nas naprawdę dużo, czego wszelkie statystyki ze względu na brak pełnych danych nigdy nie odnotują. Pojawia się więc pytanie – czy polskie instytucje na Słowacji pomagają nam odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czy zapewniają emigrantom poczucie tożsamości narodowej poza granicami kraju i czy wreszcie umożliwiają szeroko rozumiane życie towarzyskie – kontakty między członkami Polonii, imprezy integracyjne, miejsca, gdzie mogą się oni poczuć jak w domu, wśród swoich. Ambasada, Instytut Polski, Klub Polski – to trzy filary polskości podarowane nam przez Rzeczpospolitą. Kontakt z Wy34

sportu, a szabli w szczególności. Jest nim wydana w 2006 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy książka wspomnieniowa Wojciecha Zabłockiego Walczę, więc jestem. Ten wybitny szermierz, mistrz szabli pisze nie tylko o sobie, o polskiej szkole szermierczej i jej złotym okresie, opisuje nie tylko pojedynki szermiercze, cięcia, natarcia i cofnięcia, ale także swoją pracę architekta, wyspecjalizowanego w projektowaniu obiektów sportowych nie tylko w Polsce, ale także poza jej granicami, np. w Syrii. Bogato ilustrowana książka napisana jest z równą pasją, z jaką Wojciech Zabłocki walczył na planszy i zdobywał medale. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Zastavenie Počas pobytu v Grenobli, tesne po veľkonočných sviatkoch, kde sme mali v apríli samostatnú výstavu, sme sa vybrali na nedeľnú omšu. Veľká komunita Poliakov žijúcich v tomto regióne za hranicami, akýsi sentiment a sviatočná pohoda nás hnali na stretnutie s Poliakmi. Vybrali sme sa do BASILIQUE DE SACRE COEUR na 3, Place Doyen Gosse v Grenobli.

JESTEŚMY ale czy razem?

O

statnio odnoszę wrażenie, że na Słowacji, otacza mnie coraz więcej Polaków. Nie myślę tu jednak o turystach, choć w pierwszy wakacyjny weekend na bratysławskiej Starówce doliczyłam się pięciu polskich wycieczek, lecz o tych, którzy pracują na rzecz wielu słowackich oddziałów światowych koncernów, czasami dojeżdżają do pracy z terenów nadgranicznych, przyjeżdżają na Słowację ze swoimi rodzinami na czasowe kontrakty. Ci, którzy rodzin jeszcze nie mają, pod wpływem zgrabnych słowackich dziewczyn i zadbanych mężczyzn wkrótce mogą osiąść w tym kraju na stałe. działem Konsularnym Ambasady jest ograniczony do spraw związanych z wizami, aktami urodzenia lub zgonu, czasami z otrzymywaniem określonych stypendiów. Od 2003 roku

przy ambasadzie działa polska szkoła, dzięki której uczestnictwo w emigracyjnym systemie nauki bywa potwierdzane świadectwem polskiego MEN-u. Dwa razy w roku w siedzibie

ambasady organizowane są spotkania polonijne – z okazji Święta Konstytucji 3 Maja i bożonarodzeniowy opłatek. Instytut Polski w Bratysławie zajmuje się popularyzowaniem kultury polskiej wśród Słowaków, organizowaniem wystaw, koncertów, spotkań literackich, projekcji filmowych oraz kursów języka polskiego. A Klub Polski? To zdecydowanie największa organizacja polonijna na Słowacji, powstała w 1994 roku i obecnie składająca się z pięciu oddziałów regionalnych – w Bratysławie, Nitrze, Koszycach, Martinie i na Środkowym Poważu. Klub liczy około 1000 członków i spore grono sympatyków. Zrzesza Polaków i „ich przyjaciół” – niekoniecznie obywateli polskich. Jego misją jest pielęgnowanie polskości, organizowanie imprez i spotkań, w czasie których cenna jest MONITOR POLONIJNY


Ale jazda …

W

połowie lata i wakacji, gdy w wielu dziedzinach sportu na chwilę zamierają nie tylko kalendarze rozgrywek, ale i emocje, pełnię sezonu przeżywa jeden z najpopularniejszych i najbogatszych sportów, choć uprawiany tylko przez garstkę najlepszych z najlepszych. Mowa rzecz jasna o Formule 1. O zmaganiach pilotów bolidów (tak oficjalnie nazywani są kierowcy samochodów wyścigowych) warto wspomnieć tym bardziej, że od ubiegłorocznych wakacji jest wśród nich 23-letni krakowianin Robert Kubica. Drugi sezon wyścigów naszego rodaka, de facto pierwszy pełny, zaczął się może niezbyt pomyślnie, ale powoli nasz pilot rozkręcał się na całego. Na wyścigu inauguracyjnym w Australii Kubica, który otrzymał nową superskrzynię biegów, miał tryumfować. Jednak to właśnie jej awaria przerwała mu Grand Prix Australii na 36. okrążeniu. Kilku innych zawodników też nie ukończyło wyścigu, ale tylko on z powodu awarii. Wyścig w Malezji nasz rodak ukończył na 18., ostatnim miejscu. O takim wyniku przesądziła stłuczka na jednym z pierwszych zakrętów, do której doszło między samochodami kierowców 36

BMW Sauber. Kubica zawadził lewą stroną przedniego skrzydła o prawe tylne koło Nicka Heidfelda, w wyniku czego bolid został trochę zniszczony, co miało wpływ na prędkość i powiększającą się stratę do prowadzących. Do tego doszły straty czasu na postoje i działania mechaników oraz to, że nasz kierowca wypadł z toru. Lepiej było podczas startu w Bahrajnie. Robert Kubica w rezerwowym bolidzie BMW Sauber ukończył wyścig na 6. miejscu. A, co ważne, po awarii skrzyni biegów w Grand Prix Australii, po fatalnym wyścigu w Malezji, gdzie psuło się niemal wszy-

stko, w Bahrajnie było spokojnie. Kubica nie popełniał błędów, nie było poważnych awarii, a na trybunie widać było białą flagę z napisem „Kubica go!!! Toruń”, zagrzewającą Polaka do walki. Pierwszy wyścig w sezonie bez problemów technicznych – Grand Prix Hiszpanii – dał Robertowi Kubicy 4. miejsce,

MONITOR POLONIJNY


musi wysiąść ze swojego BMW Sauber w ciągu... 5 sekund, co nie jest łatwe, bo kokpit – pomimo łatwo demontowanej kierownicy – jest ciasny, a następnie w ciągu kolejnych 5 sekund musi pozostawić auto w takim stanie, aby można je było odholować). Raz podawano, że Kubica testy kontrolne przeszedł pomyślnie, drugi raz, że miał zbyt słabe wyniki komputerowej próby, sprawdzającej czas reakcji, logicznego myślenia, a także koordynację ruchową. Ostateczna decyzja lekarzy podyktowana była tym, że od wypadku upłynęło zbyt mało czasu. Przed wyścigiem o Grand Prix USA Polak przeszedł kolejne badania. Zadecydowano, że na torze Indianapolis nie wystartuje. Uznano, że nie będzie jeszcze zdolny do startu i zastąpi go kierowca testowy teamu BMW Sauber – Sebastian Vettel. Kubica nie ukrywał rozczarowania. Po obejrzeniu relacji telewizyjnej z kraksy, zdał sobie jednak sprawę, jak poważny był to wypadek i stwierdził, że „był w wielkim szoku”, ale „z punktu widzenia kierowcy, nie wyglądało to tak strasznie”. Nasz rodak jest profesjonalistą i jeśli tylko jest cały, niebawem wróci na tor. Ryzyko ma wliczone w swoja pracę. Szefostwo Formuły 1 podało, że Kubica powinien wrócić do ścigania się 1 lipca w Grand Prix Fran38

cji na torze Magny-Cours. Warunkiem jest zgoda komisji medycznej. Podobno sportowy dyrektor BMW potwierdził, że miejsce w BMW Sauber czeka na naszego rodaka i wystartuje on w wyścigu, kiedy tylko dopuszczą go lekarze – przed startami we Francji czeka go komisja lekarska. Media podkreślały opinię legendy wyścigów

samochodowych, trzykrotnego mistrza świata, który w 1976 roku przeżył koszmarną kraksę Niki Laudy, że „im szybciej Kubica wróci na tor, tym szybciej zapomni o wypadku”. Pozostaje jeszcze kwestia samochodu. Jeden kosztuje ok. 400 tysięcy dolarów, a bolidy... nie są ubezpieczone od wypadku! BMW Sauber przygotuje dla Polaka całkiem nowy bolid, co potrwa zaledwie dwa dni! Jednak nowy bolid będzie wielką niewiadomą i Kubica będzie się musiał z nim zapoznać. No cóż, sporty motorowe nie kojarzą się z wypoczynkiem na zielonej trawce, ryk potężnych silników nie ma nic wspólnego z szumem morza czy śpiewem ptaków w lesie, ale za to (czasami również „niestety”) emocje są pewne. A może w trakcie wakacyjnych wyjazdów ktoś z Państwa odwiedzi węgierski Hungaroring? Jest to o tyle proste, że odległość nie stanowi problemu, a wyjazd tam można potraktować jako weekendowy wypad czy jednodniową wycieczkę. Emocje gwarantowane! Na co dzień pamiętajmy jednak, że nie każdy jest Kubicą. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na działalność szkółki piątkowej MONITOR POLONIJNY


urodzonym w... Finlandii, ale jego rodzice pochodzili z Hrubieszowa. W Polsce mieszka od 23 lat. Dorastał w Kazachstanie, gdzie „za młodu” był m.in. pomocnikiem tokarza i kombajnistą. Na nartach jeździ od zawsze, bo to w Kazachstanie konieczne, od 10. roku życia chodził na polowania. Uprawianie sportu rozpoczął od narciarstwa biegowego, w wojsku najpierw przez 6 miesięcy był kierowcą 50-tonowego czołgu IS-3, potem w jednostce sportowej zaczął uprawiać biathlon, był w kadrze Radzieckiej Republiki Kazachstanu. Kariera była krótka. Na studiach przestał się ścigać, ponieważ był za słaby i miał kłopoty z kręgosłupem. W Ałma Acie skończył AWF, a doktorat „z biathlonu” zrobił w Moskwie, gdzie poznał studentkę z Rawicza, przyszłą żonę. Jego pierwszy pobyt w Polsce przypadł na

rok 1980 r. Po ślubie, z woli żony, zamieszkali w Polsce na stałe. Wierietelny pracował m.in. na AWF w Gorzowie, był też trenerem w „Górniku” Wałbrzych. W 1986 roku na mistrzostwach Polski jego zawodnicy zdobyli osiem z dziewięciu możliwych medali. Zajęli całe podium w sprincie i biegu na 20 km. W 1987 r. został pierwszym szkoleniowcem kadry Polski. Wraz z nim polscy biathloniści zakwalifikowali się na Olimpiadę w Albertville w 1992 roku. Wcześniej, przez 16 lat nie udało się to ani razu! W 1987 r. został pierwszym szkoleniowcem kadry. Doprowadził Tomasza Sikorę do mistrzostwa świata w biathlonie w 1995! Prowadził kadrę przez 11 lat (19871998), aż do igrzysk w Nagano, po których został zwolniony. Powodem były nie słabsze wyniki, ale... spory z kierownictwem związku!

Trenował też Justynę Kowalczyk, brązową medalistkę w biegach narciarskich z olimpiady w Turynie. Ma poprowadzić naszą reprezentację w biegach narciarskich do olimpiady zimowej w Vancouver w 2010 roku. Trudno powiedzieć obecnie, ile zarabia. Jakiś czas temu przeczytałem w jednym z dzienników, że jego pensja jest siedem razy mniejsza od pensji Heinza Kuttina, byłego trenera Adama Małysza. Cóż... Może to efekt globalizacji, może praktyczna realizacja w sporcie zasady „cudze chwalicie, swego nie znacie”, a może... tak po prostu jest lepiej? Powiedziałbym, że nie jest ważne, jaki paszport ma trener, liczy się medal reprezentanta Polski. I oby było ich więcej! cdn. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na działalność szkółki piątkowej

Najmniej sympatyczny

okres dyplomatycznego życia

N

adszedł już i dla mnie. Trzeba się pakować i… wracać do domu. Tak, jak już kiedyś wspominałam – gdy wiesz, jak się poruszać po mieście, gdzie zrobić dobre zakupy, do jakiego udać się lekarza – czas wracać do domu. Ale zanim to zrobię, chciałam jeszcze pożegnać się z czytelnikami tym ostatnim artykułem. Ostatni rok w Bratysławie minął mi jak z bicza strzelił, choć po wakacjach nic na to nie wskazywało. Wszystko zaczęło się normalnie: dzieci wróciły do szkoły, mąż do pracy w ambasadzie, ja do obowiązków żony ambasadora. Urządzaliśmy przyjęcia w domu, towarzyszyłam mężowi 40

w oficjalnych wyjściach, brałam udział w spotkaniach nieformalnej grupy żon ambasadorów, uczestniczyłam w lunchach „Cooking group” (mniejszej grupy żon dyplomatów, spotykającej się co miesiąc i wymieniającej się przepisami na różne narodowe potrawy). Ten ostatni rok

Dyplomacja i nie tylko

obfitował w różne ciekawe wydarzenia, np. w sezonie karnawałowym uczestniczyliśmy z mężem aż w pięciu balach – czterech w Bratysławie i jednym w Nitrze. Tyle się dokoła działo, że mieliśmy mało czasu dla siebie i nie czuliśmy, jak szybko biegnie czas. Nadeszła wiosna, a z nią MONITOR POLONIJNY


rodziłam się w Ostrowcu Świętokrzyskim, w Polsce. Mieszkałam w niewielkiej miejscowości Ćmielów, słynącej z produkcji porcelany. Tam też chodziłam do przedszkola i do szkoły podstawowej. Kiedy skończyłam czwartą klasę podstawówki, wraz z mamą i siostrą przeprowadziłyśmy się na Słowację.

·owym `rodowisku ml- odziez W s

U

Powodów, żeby wyjechać za granicę, było tysiąc, jednak najważniejszym był ten, że moja mama wyszła ponownie za mąż, za Słowaka. Miałam wtedy dziesięć lub jedenaście lat. Z początku bardzo się cieszyłam, że poznam nowych ludzi, zobaczę inny świat, ale gdy nadszedł czas wyjazdu, uświadomiłam sobie, że bardzo się boję, że nie wiem, co mnie czeka, że bardzo będzie mi brakowało przyjaciół, rodziny, a przede wszystkim mojej kochanej babci. I właśnie tej osoby do dziś mi brakuje najbardziej na Słowacji, dlatego regularnie ją odwiedzam, przynajmniej raz w roku. Początki były bardzo trudne. Wcale nie mogłam się przyzwyczaić. Nikogo nie znałam, nie smakowały mi słowackie dania i, co najważniejsze, w ogóle nie znałam słowackiego. Myślałam, że będę chodzić do polskiej szkoły, ale niestety wtedy nie było takich możliwości jak dziś. Zaczęłam uczęszczać do słowackiej szkoły podstawowej. Pierwsze dwa tygodnie tylko siedziałam na lekcjach i słuchałam, niczego nie rozumiejąc, a moi koledzy z klasy nie bardzo się mogli ze mną dogadać. Dopiero po dwóch miesiącach intensywnego korzystania z podręczników dla pierwszoklasistów nauczyłam się pisać i czytać, co by42

ło warunkiem przyjęcia mnie do piątej klasy. Pomogli mi bardzo ojczym i koleżanki z bloku. Już piętnaście lat mieszkam wraz z rodziną w Zlatých Moravcach. Tu skończyłam szkołę podstawową i średnią. Teraz jestem studentką piątego roku dwukierunkowych studiów przekładowych – język polski i język rosyjski Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. W zeszłym roku jeden semestr studiowałam w Krakowie. Były to wspaniale przeżyte miesiące, ponieważ Kraków to cudowne miasto, w którym cią-

gle można odkryć coś nowego. Właśnie tam spotkałam nie tylko wielu miłych ludzi, ale również swoich starych przyjaciół, z którymi straciłam kontakt po wyjeździe na Słowację. To właśnie oni, a przede wszystkim język, którym się posługiwali między sobą, oraz różne polskie kolorowe czasopisma młodzieżowe stały się dla mnie inspiracją do napisania pracy magisterskiej na temat „Leksyka polskich miesięczników młodzieżowych”. W niniejszym artykule chciałabym w skrócie przedstawić, czym jest język młodzieżowy i jak bardzo różni się od języka starszego pokolenia.

Język współczesnej młodzieży wyróżniany jest na podstawie młodego wieku osób, posługujących się nim. Jest on wykładnikiem postaw wobec świata oraz drugiego człowieka. Młodzi ludzie mówią innym językiem niż ich rodzice, a te różnice wpływają na istnienie międzypokoleniowego konfliktu. Miejscem szczególnego rozkwitu języka młodzieżowego jest z pewnością szkoła, miejsce, gdzie młodzież spędza najwięcej czasu. Tu powstaje większość celnych i barwnych, choć często podszytych ironią i pogardą określeń. Również ekspansywny rozwój mediów i technologii informatycznych ukształtował nową rzeczywistość kulturową i komunikacyjną, której przejawem są inne formy i sposoby porozumiewania się. Przejawem przemian komunikacyjnych jest dążenie do skrótowości, nieoficjalność, emocjonalność, a w sferze kultury popularnej przede wszystkim muzyka hip-hopowa i teksty graffiti. W języku młodzieży odnajdujemy wiele wyrazów określających pozytywny lub negatywny stosunek do rzeczywistości. Często w grupie określeń wartościujących spotykamy wyrazy oraz wyrażenia, wskazujące duże natężenie jakiejś cechy. Można tu zaliczyć chętnie używane wyrazy i cząstki: super, ekstra, mega lub na maksa. Słownictwo młodych ludzi spróbuje przybliżyć na przykładzie: „Bloker Edzio zaiwaniał się z dżamprezy na chawiorę. Gały i słuchy miał na full, bo ultrasi z Żydowa przytargali się na Hanysew i wywijali bejsbolem, gdzie popadnie. Nagle jego wachlarze odebrały sygnał: – Ty nisko skanalizowany pierdzielu, gdzie uderzasz?! Melodia płynęła za banami. Blokerowi szczes pojechał dębem. W dżinach powiało chłodem. Szybki wziął w końcówki i przekręcił zwłoki. Lukali na MONITOR POLONIJNY


Redakcja „Monitora Polonijnego“ składa podziękowanie za czynny udział w procesie tworzenia czasopisma swoim współpracownikom, autorom licznych artykułów: Marii Magdalenie Nowakowskiej

Klub Polski oraz Redakcja „Monitora Polonijnego“ składają podziękowania za współpracę kończącemu misję dyplomatyczną Ambasadorowi RP w RS Zenonowi Kosiniakowi-Kamyszowi.

Redakcja „Monitora Polonijnego“ składa podziękowania panu Andrzejowi Kupichowi – wieloletniemu pracownikowi amabasady RP w RS, radcy ministrowi, dzięki któremu powstało wiele ciekawych materiałów dziennikarskich publikowanych również na łamach naszego czasopisma. W S Z Y S T K I M

P R O G R A M

Ż Y C Z Y M Y

(odpowiedzialnej również za korektę językową naszego miesięcznika),

Katarzynie Kosiniak-Kamysz oraz Darkowi Wieczorkowi. Nasi współpracownicy kończą pobyt na Słowacji.

S U K C E S Ó W

W A K A C Y J N Y

P O

P O W R O C I E

I N S T Y T U T U

D O

K R A J U

P O L S K I E G

➨ 4.07. - 25.07. – Bratysława, Instytut

➨ 1.08., godz.17.00, Bratysława,

➨ 22.08., godz.17.30, Bratysława, Instytut

Polski , Nám. SNP 27 • Wystawa – „Współczesna polska sztuka złotnicza” • Współorganizator: Galeria Sztuki w Legnicy www.galeria.legnica.pl ➨ 25.07., godz.20.00, Bratysława, Primaciálny palác, Nádvorie Sv. Jána Nepomuckého • Koncert kwartetu jazzowego w składzie: Piotr Baron, Dodo Šošoka, Klaudius Kováč i Robert Ragan w ramach Kultúrneho leta i Hradných slávností Bratislava 2007 • www.bkis.sk. Projekt realizowany jest dzięki pomocy finansowej Miasta Wrocław. www.wroclaw.pl. ➨ 27.07., Malá Franková, pow. Kieżmark • Koncert kwartetu jazzowego w składzie: Piotr Baron, Dodo Šošoka, Klaudius Kováč i Robert Ragan w ramach Kultúrneho festivalu Zogrod ➨ 28.07., godz.13.00, Namestowo, amfiteatr • Koncert grupy „Vader” w ramach 5. festiwalu Oravský rockfest 2007 • www.oravskyrockfest.sk, www.vader.pl

Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wystawa „Polskie stroje ludowe” • Ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Warszawie • Wystawa będzie prezentowana do 25.08. www.pme.art.pl ➨ 5.08., godz. 18.00, Kremnica, kościół św. Katarzyny • Recital organowy Arkadiusza Bialicy • 11. Europejski Festiwal Organowy Kremnický hradný organ www. kremnickyhradnyorgan.sk ➨ 19.08., godz.19.00, Bratysława, Sala Muzyczna bratysławskiego zamku • Recital organowy Józefa Serafina w ramach Dní organovej hudby Jána Levoslava Bellu ➨ 19.08., godz. 15.00 i 17.00, Bratysława, Międzynarodowy Dom Sztuki dla Dzieci „Bibiana” • Przedstawienie teatralne teatru „Banialuka” z Bielska-Białej „O rycerzu bez konia” • www.bibiana.sk , www.banialuka.pl

Polski, Nám. SNP 27 • Wideoprojekcja filmu „Chłopi” (1973, reż. J. Rybkowski) - część I - „Boryna” (87 min) ➨ 23.08. godz.17.30, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wideoprojekcja filmu „Chłopi” (1973, reż. J. Rybkowski) - część II - „Jagna” (79 min) ➨ 25.08, godz. 21.00, Bańska Bystrzyca, areał Pomnika SNP • Koncert duetu „Skalpel” • W ramach festiwalu Barbakan 2007 • Projekt realizowany jest dzięki pomocy finansowej Miasta Wrocław www.wroclaw.pl. ➨ Prezentacja cyklu filmów polskich PWSFTViT w Łodzi i filmu Mój Nikifor w reżyserii K. Krauzego w ramach festiwalu Barbakan 2007 (22. -26.08.) www.vresk.sk ➨ 26.08., godz.10.00, Kremnica, kino „Akropola” • Przedstawienie „Siała baba mak” teatru „Banialuka” z Bielska-Białej • Stredoeurópsky festival humoru a satiry Kremnické gagy 2007 www.gagy.sk, www.banialuka.pl

44

MONITOR POLONIJNY


Poľsko – to nie je len voňavý kôpor M

ožno si to ani dobre neuvedomujeme, ale hneď za Tatrami máme krajinu, v ktorej každému rozumieme, ceny v obchodoch sú pre nás prijateľné a od Poliakov sa môžeme veľa naučiť.

Keď som bol naposledy v Krakove, veľmi mi zachutil. Dlho som tam nebol a pri poslednej návšteve som objavil krásne európske mesto, ktoré nie je ďaleko od Bratislavy, ale všetko má lepšie ako Bratislava. Toto tvrdenie môže niekto odo mňa považovať za surovosť, ale je to tak. Nie sú to len kiná a divadlá, ale aj starostlivosť o pamiatky. V Poľsku majú veľa maličkých klubových kín. Nie sú tam len veľké monštrá, obrovské kinosály. Vieme, že Poliaci vyrábajú veľa nových filmov – to si my nevieme ani predstaviť. V Krakove som videl päť nových poľských filmov, ktoré boli naozaj dobré. V kine plačete, smejete sa, mrazí vás... V Poľsku si vždy nakúpim videá, aby som mal tieto filmy aj doma. A keď príde na pretras strava, už teraz sa mi zbiehajú slinky. Mám rád poľskú kuchyňu. Čím je zaujímavá? Keď zacítim vôňu kôpru idú na mňa mdloby. Kôpor – to je Poľsko. A nezabudnuteľné sú poľské pirohy. Cestoviny s náplňou. Ani o tom nemôžem hovoriť, takú mám na ne chuť... Dobrá poľská kyslá smotana, čo dodať? Azda už len spomenúť ich vynikajúcu červenú repu. A nesmieme zabudnúť na našich spoluhodovníkov – Poliakov. Sú to úžasní ľudia. Poliaci sú národ, s ktorým by sme sa mali viac stýkať, dať sa dokopy a vytvoriť takú koalíciu, že by nás nikto nepremohol.“ 46

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

DÁŠA ŠEBANOVÁ nezávislá novinárka Pozerám sa na muža, ktorý sedí naširoko rozkročený na stoličke predo mnou a vrelo s ním súhlasím. Režisér Jozef Bednárik cestuje veľa a rád, miluje veľké mestá. Teraz mi rozpráva o Poľsku. O tej lahodnej krajine, ktorá vás ovanie svojím dychom hneď, ako necháte za sebou tatranské štíty na slovenskej strane. Aby vám za nimi nebolo smutno, vztýčia svoje ukazováky do výšin aj poľské Tatry a vy pomaly prekleniete rozdiel medzi Slovenskom a Poľskom. Ponoríte sa do krajiny, ktorá vonia tak ako reč jej obyvateľov. Akoby ste si dali na jazyk čerstvú rumovú pralinku, z pravej horkej čokolády, naplnenú roztekajúcou želatínou, dosť pevnou na to,

aby vám neskĺzla hneď do hrdla, ale aj dosť tekutou, aby oblažila vaše zmysly. Taká je poľština, také je Poľsko. Krajina oblých a obrovitých syrov, teplých vlnených svetrov, trojposchodových domov a ľudí na priedomí. Krajina krásnych lúk, mäkkej trávy a širokých sukien, ktoré sa na zeleni dajú rozprestrieť do šírych diaľav, pretože vy máte v Poľsku pocit, že táto krajina siaha úplne všade, až na samý okraj zemegule. Nemusíte ísť do kina ako pán režisér Jožko Bednárik, aby ste si vychutnali túto krajinu. Stačí zájsť kúsok za hranice a vy pocítite tú nádhernú vôňu a život, ktorý Poliaci vedia tak krásne žiť. Sú odľahčení – presne tak ako ich vábna reč. Nikdy som nevedela milovať cudzinca, pretože mi prekážala jazyková bariéra a nebola som dosť usilovná na to, aby som sa dokonale naučila reč muža, ktorou by som mu mohla rozpovedať svoje zážitky. Ale Poliak – to je niečo celkom iné! Naša príbuznosť odmieta akékoľvek nedorozumenie. Poliak sa so Slovákom snáď ani hádať nemôže. Taká blízka reč, taký blízky jazyk. Ani na známych trhoch, na ktoré odchádzajú plné autobusy Slovákov, nikdy nedôjde k hádke. Ponuka – áno, trhovnícke handlovanie – áno, ale hádka? Tú som na poľských trhoch nepočula nikdy. Krajina rozmanitej architektúry, príjemných ľudí, výbornej zmrzliny, keď vám leto v horúčave steká po lýtkach, lahodných koláčov a voňavých kurčiat. To je zasa moja posledná skúsenosť s Poľskom. Daj Boh, aby nebola posledná. MONITOR POLONIJNY


M

oże powinnam zatytułować ten artykuł „Oda do pomidora”? Bo właśnie pomidory dzisiaj będą głównym bohaterem. Pomidor towarzyszy nam przez całe życie. Oczywiście w różnej formie. We wczesnym dzieciństwie występuje w postaci absurdalnej gry „w pomidora”, potem jako przedszkolna zupa pomidorowa, gołąbki w jadalni szkolnej, a jeszcze później jako Krwawa Mery, czyli drink z sokiem pomidorowym. Mając szczęście posiadania ogrodu, dałam się namówić na uprawianie pomidorów. I dzięki Bogu, bo okazało się, że pomidory razem z sałatą to mój największy sukces ogrodniczy. Truskawki rodzą słabo, kukurydza jest niska, a na brokułach siedzą i jedzą wstrętne ślimaki.... Ale pomidory! Te mogłabym zbierać na taczki, a sałatę sprzedawać na targu prosto z ciężarówki! Ale, jak wiadomo, od przybytku głowa nie boli, więc cieszę się z pomidorów. Patrzę, jak powoli dojrzewają, czerwienieją na słońcu, nabierają smaku i zapachu. Najsmaczniejsze są pomidory takie po prostu zerwane, pokrojone i posypane świeżymi listkami bazylii. No właśnie – krzaczki, a raczej krzaczory bazylii są trzecim moim sukcesem ogrodniczym... O sukcesach zdecydowanie nie wolno zapominać. Trzeba je kolekcjonować i pamiętać o nich – trochę filozofii przy okazji pomidorów nie zaszkodzi....

POMIDORY & MOZZARELLA SKŁADNIKI:

Ale jeśli wracamy do konkretów, czyli jedzenia, pomidory odgrywają główną rolę przede wszystkim w sałatkach. Proszę bardzo, zapraszam do krzaczków i kuchni – będziemy smacznie jeść!

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Ser pokroić w cienkie plasterki. Na plasterki pokroić również pomidory. Obrać ogórek (niestety wciąż nie wiem, z której strony powinno się prawidłowo zaczynać to obieranie) i pokroić w drobną kostkę. Przygotować sos ziołowy: 1 porcja octu winnego na trzy porcje oleju –w misce ubić ocet z solą i pieprzem. Można dodać dwie łyżki musztardy. Stopniowo dodawać olej (jednocześnie ubijając), aż sos zgęstnieje. Dodać tymianek albo rozmaryn do smaku.

• 500 g sera typu mozzarella – już powszechnie dostępny w sklepach • 6 pomidorów dojrzałych na słońcu Na talerzykach ułożyć w krąg na przemian pomidory i mozzarellę, w środku każdej • 1 mały ogórek porcji położyć małą górkę pokrojonych ogórków. Sałatkę polać sosem i pozostawić • sos winegret ziołowy w chłodnym miejscu do czasu „przegryzienia się” składników. ZA MIESIĄC: INNA NIŻ WSZYSTKIE KANAPKA DO SZKOŁY

MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2007/07-08  
Monitor Polonijny 2007/07-08  
Advertisement