Page 1


Rodzinne spotkanie na Poważu

„K

FOTO: STANO STEHLIK

Integracja w plenerze – tak w skrócie można by określić cel spotkania około 60 osób z Klubu Polskiego z Trenczyna, Poważskiej Bystrzycy, Dubnicy nad Wagiem i Żyliny, które odbyło się 26 maja. Pretekstów do świętowania było więcej: Zielone Świątki (zwyczaj wspólnego smażenia jajecznicy nad paleniskiem w to święto „przywieziono“ ze Śląska Cieszyńskiego“), Dzień Dziecka oraz urodziny kilku członków klubu, w tym głównego organizatora Zbigniewa

FOTO: RENATA STRAKOVA

oniecznie napisz, że jajecznica była z 240 jaj“ – brzmiały podpowiedzi uczestników imprezy polonijnej w Belušskich Slatinach, zorganizowanej przez Klub Polski Region Środkowe Poważe. I bynajmniej nie była to jedyna atrakcja sobotniego popołudnia.

FOTO: STANO STEHLIK

Przybyłych przywitał szef Klubu Polskiego Środkowe Poważe Zbigniew Podleśny

rzy czas poprzedzający spotkanie w plenerze poświęcili na zebranie i omówienie najważniejszych dla organizacji spraw. Dyskutowano o środkach finansowych i ich dzieleniu na działalność polonijną w różnych regionach Słowacji. Wesołe dźwięki polskich pieśni rozbrzmiewały do późnych godzin wieczornych. Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, że prężni działacze z Poważa niestrudzenie dbają o integrację na swoim terytorium, pielęgnują

2

czami, a potem włączyły się w gry i zabawy przygotowane z myślą o nich. Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS pani Urszula Szulczyk-Śliwińska wręczyła dwóm młodym pannom: Leszce i Michaeli

Zdjęcie na okładce: Renata Straková

Dłużniewskim pisemne potwierdzenie o udzieleniu im polskiego obywatelstwa. Popołudnie i wieczór biesiadujący umilali sobie wspólnym śpiewem przy akompaniamencie gitary, na której grała Renata Straková z Trenczyna. Uczestnicy imprezy wspomnieli też niedawno zmarłego Andrzeja Chojnackiego. Na prośbę przewodniczącej Polonii z Poważskiej Bystrzycy uczcili jego pamięć minutą ciszy. Oprócz Polonii z Poważa w imprezie wzięli udział członkowie Rady Klubu Polskiego, któ-

polskie zwyczaje i inwestują w to, co najważniejsze: by po prostu być razem, wzbogacać się kulturalnie i duchowo, wspierać w radościach i smutkach. Jak w prawdziwej rodzinie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA BELUŠSKIE SLATINY FOTO: STANO STEHLIK

Podleśnego. Zabrzmiało więc kilkukrotnie tradycyjne „Sto lat“, dzieci i młodzież pod okiem swojej nauczycielki ze szkółki polonijnej Małgorzaty Kalinčikovej przygotowały krótki program artystyczny. Najmłodsi zostali obdarowani paczkami ze słody-

FOTO: RENATA STRAKOVA

W wielkim kotle, w którym przygotowywano jajecznicę z 240 jaj, drewnianą łyżką mieszali organizatorzy imprezy oraz przybyły z Litpowskiego Mikulaša konsul honorowy Tadeusz Frąckowiak (pierwszy z prawej).

MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Czy ktoś z Państwa nie lubi truskawek? Nie mogę sobie tego wyobrazić. Ja za nimi wprost przepadam! Truskawki z cukrem, truskawki ze śmietanką, truskawki z szampanem, koktajl truskawkowy, lody z truskawkami, ciasto z truskawkami… To bardzo wdzięczne owoce, których sam wygląd zasługuje na uznanie. Czerwone, rozpromienione słońcem z zielonym zdobieniem. Fantazja! Niebo w gębie! Nie piszę o tym po to, by wkraść się do rubryki Majki Kadleček i mimochodem podać nowy przepis kulinarny. Truskawki, a raczej ich brak po przeprowadzce na Słowację spowodowały, że uświadomiłam sobie, iż w nowym miejscu niektóre rzeczy działają inaczej i należy bacznie zwracać uwagę na świat dookoła, by czegoś nie przegapić. Po tym, jak zamieszkałam w Bratysławie, zdarzyło mi się przez pierwsze dwa lata przegapić sezon truskawkowy. Po prostu inna wegetacja. Okazało się, że w tym samym czasie, kiedy w Polsce zawsze zajadałam się tymi wspaniałymi owocami, tu, na Słowacji, ich już nie było. „Już się skończyły“ – brzmiała odpowiedź sprzedawców. Potem postanowiłam na nie „zapolować“. I dosłownie było to polowanie! Żadnych pań na rogu ulicy z kobiałką czerwonych owoców, jak to bywa zazwyczaj w Polsce, żadnych śladów owoców w pobliskim warzywniaku. Po prostu pustka. Dowiedziałam się jednak, że właściwym rejonem „polowań“ jest targ, gdzie w porannych (i tylko porannych) godzinach truskawki można kupić. Nauczyłam się też nawet, jak je kupować. A dziś jestem dumną właścicielką własnej grządki z truskawkami! I jest mi bajecznie, wręcz truskawkowo. Ale czerwiec wdzięczy się do nas również innymi przyjemnościami. I nie można ich przegapić. Nie można przegapić chociażby tego, że właśnie w czerwcu mamy najdłuższy dzień w roku! Nie przegapcie więc Państwo tego, co niesie ze sobą czerwiec, a „Monitor“ możecie potraktować jak małą ściągę, która nastroi Was czerwcowo… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

W przededniu wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego

4

Z KRAJU

4

Wizyta premiera Kaczyńskiego w Bratysławie

5

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

6

Wyspa skarbów

6

Jak spędzić najdłuższy dzień w roku?

7

ANKIETA

8

Zjednoczeni w różnorodności

9

WYWIAD MIESIĄCA Zenon Kosiniak-Kamysz: „Polaków na Słowacji widać ze względu na aktywność“

11

Z NASZEGO PODWÓRKA

14

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Ania Dąbrowska

16

NASŁUCHUJEMY

16

TO WARTO WIEDZIEĆ Okrągła piłka swój początek ma

17

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Trzy debiuty

19

OKIENKO JĘZYKOWE Polskie nazwy własne w słowackim wydaniu

20

Euro w Polsce!

21

CZYTELNICY PISZĄ

24

OGŁOSZENIA

24

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Moje Poľsko

26

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

27

PIEKARNIK Za mną rok trudnego gotowania

28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk , Pavol Bedroň, Andrea CupałBaricová, Anna Maria Jarina, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, Danuta Meyza-Marušiaková, Izabela Wójcik • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l ava • T L A Č : D e s i g n Tex t • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk CZERWIEC LUTY 20072007

3


W przededniu wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego W przededniu wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego redaktor „Rzeczpospolitej“ Andrzej Niewiadowski przeprowadził wywiad ze słowackim premierem Robertem Fico, w którym m.in. zapytał go w imieniu polskiej mniejszości narodowej o możliwość przyznania lokalu na siedzibę polskiej organizacji. Podczas wizyty polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego w Bratysławie dziennikarze mogli się z nim spotkać tylko podczas konferencji prasowej. Próby przeprowadzenia z nim wywiadu się nie powiodły, albowiem w programie wizyty zabrakło czasu na spotkanie z Polonią.

LUDWIK DORN, dotychczasowy wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, 27 kwietnia został marszałkiem Sejmu. Zastąpił na tym stanowisku Marka Jurka, formalnie odwołanego kilka godzin wcześniej. BYŁA POSŁANKA SLD i była minister budownictwa Barbara Blida nie żyje. Zastrzeliła się 24 kwietnia ok. godz. 6 rano podczas przeszukiwania jej domu w Siemianowicach Śląskich przez Agencję Bezpieczeństwa We4

Jak mógłby Pan premier pomóc polskiej mniejszości narodowej na Słowacji? Od dłuższego czasu działacze Klubu Polskiego daremnie występują o przydział lokalu na cele administracyjne i o zwiększenie funduszy na działalność kulturalną. Polska mniejszość ma swojego przedstawiciela w Radzie Rządu ds. Mniejszości Narodowych. W ramach finansowania mniejszości narodowych nie wygląda to wcale źle. Oczywiście mamy silniejsze mniejszości: węgierską, rusińską, czeską, ukraińską, niemiecką – toteż rozdzielanie funduszy jest bardzo trudne. Największym problemem rządu jest kwestia mniejszości romskiej. Rozmawiałem na ten temat z wicepremierem Romanem Czaplowiczem, który odpowiada za kwestie mniejszości. Zapewnił mnie, że jeśli Polacy wystąpią z prośbą o przydział lokalu czy dofinansowanie projektów kulturalnych, będziemy się tym powa-

wnętrznego. Rewizja była częścią postępowania w sprawie mafii węglowej. Barbara Blida powiedziała funkcjonariuszom ABW, że nie ma broni. Miała być jedną z siedmiu osób, które ABW zamierzała zatrzymać. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI powołał 8 maja Przemysława Gosiewskiego na stanowisko wicepremiera. Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że ta nominacja jest zwieńczeniem drogi Gosiewskiego, który w latach 80. działał w podziemiu, potem w „Solidarności”. Ponadto był jednym z działaczy Porozumienia Centrum, brał udział w two-

żnie interesować. Bardzo zależy nam na tym, by polska mniejszość narodowa czuła się na Słowacji jak u siebie w domu. ANDRZEJ NIEWIADOWSKI

rzeniu PiS. Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Przemysław Gosiewski zajął stanowisko wicepremiera po Ludwiku Dornie, który został marszałkiem Sejmu. TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY ogłosił 11 maja wyrok w sprawie ustawy lustracyjnej. Ustawa – uznali sędziowie – jest częściowo niezgodna z Konstytucją. Wyrok jest ostateczny. Oświadczenia lustracyjne osób, których lustrację Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjną, mają być im zwrócone. Niezgodna z konstytucją jest preambuła ustawy, w której jest mowa o tym, że pomoc

osobowych źródeł informacji dla tajnych służb PRL była „trwale związana z łamaniem praw człowieka”. Natomiast definicja współpracy, zawarta w ustawie, jest zgodna z konstytucją pod warunkiem, że nie doszło jedynie do stwierdzenia woli współpracy, ale do faktycznego współdziałania – podkreślał w uzasadnieniu wyroku prezes TK Jerzy Stępień. NIE ZGADZAM SIĘ z wyrokiem TK, ale go nie podważam – powiedział 15 maja prezydent po konsultacjach w sprawie lustracji z liderami głównych partii politycznych. MONITOR POLONIJNY


P

olski premier Jarosław Kaczyński przebywał 11 maja z jednodniową oficjalną wizytą w Bratysławie. Podczas rozmów ze swoim słowackim partnerem Robertem Fico obaj panowie stwierdzili, że stosunki polsko-słowackie są „ponadstandardowe“. Mimo to szefowie rządów obu krajów nie zdołali porozumieć się w podstawowych kwestiach, dotyczących polityki zagranicznej oraz konstytucji europejskiej.

Wizyta premiera Kaczyńskiego w Bratysławie BRONISŁAW GEREMEK i Tadeusz Mazowiecki odmówili złożenia oświadczeń lustracyjnych, ponieważ już raz je przedłożyli i nie widzieli podstaw do ich ponownego składania. W związku z tym PiS ogłosił utratę mandatu europosła Geremka. Zamieszanie rozwiązał Trybunał Konstytucyjny wyrokiem o sprzeczności części ustawy lustracyjnej z Konstytucją. ,,Nie ma podstaw prawnych, aby marszałek Sejmu mógł ogłosić utratę mandatu przez eurodeputowanego Bronisława Geremka“ – poinformował 21 maja rzecznik marszałka Witold Lisicki po posiedzeniu Prezydium Sejmu. CZERWIEC 2007

Zasadnicze rozbieżności to system obrony antyrakietowej w Europie. Robert Fico wyraził negatywne stanowisko w sprawie projektu budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, który budzi poważne obawy Rosji, co w efekcie, według premiera Fico, może spowodować zagrożenie dobrych stosunków między Unią Europejską a Rosją. Premierzy rozmawiali również o wspólnie przygotowywanych projektach, dotyczących połączenia drogowego na trasie

DNIA 17 MAJA zmarł prof. Wiktor Zin, znany architekt i rysownik. Profesor zmarł nagle kilka minut przed godziną ósmą rano, kiedy przygotowywał się do zajęć ze studentami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. W tej rzeszowskiej uczelni kierował Katedrą Dziedzictwa Kulturowego i Humanizacji Biznesu. Mimo natychmiastowej akcji reanimacyjnej nie udało się go uratować. Miał 82 lata.

Żylina – Bielsko-Biała, które powinno być dokończone w 2011 roku, oraz odcinka Čadca – Żywiec, którego dokończenie jest zaplanowane na koniec 2014 roku. Robert Fico pogratulował Polsce i Ukrainie wspólnych przygotowań Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Jednocześnie wyraził poparcie dla Wrocławia, zabiegającego o przygotowanie Międzynarodowej Wystawy „Expo 2012”. mw

na międzynarodowym festiwalu filmowym w Wenecji.

W ŁODZI 22 MAJA zmarł w wieku 77 lat reżyser filmowy Julian Dziedzina. Jako reżyser debiutował w 1956 roku filmem „Koniec nocy”, w którym zagrali m.in. Zbigniew Cybulski, Roman Polański i Ryszard Filipski. Inne jego filmy to m.in. „Miasteczko” (1958), „Święta wojna” (1956), „Bokser” (1966), „Mały” (1970), „Umarli rzucają cień” (1978) czy „Tajemnica starego ogrodu” (1983). Za „Boksera” otrzymał nagrody

BEZTERMINOWY STRAJK lekarzy, zrzeszonych w Ogólnopolskim Związku Zawodowym Lekarzy, rozpoczął się 21 maja w kilkuset spośród 881 istniejących w Polsce szpitali. Lekarze żądają podwyżek do 5 tys. zł brutto dla tych bez specjalizacji i 7,5 tys. zł dla tych ze specjalizacją. Minister Zdrowia Zbigniew Religa rozkłada ręce, twierdząc, że w tym roku pieniędzy już nie ma. W rozwiązaniu problemu nie pomogły rozmowy ostatniej szansy z premierem Jarosławem Kaczyńskim. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Wielu z nas Polaków, którzy zostali na Słowacji na stałe, wstąpiło w związek małżeński. Jedną z konsekwencji takiego związku, oprócz ulg podatkowych i wspólnego majątku, są dzieci. Wiadomo, dzieci – twór miły, ale i wymagający. A tam, gdzie pojawia się dzieciaczek, często pojawia się i zwierzaczek. U mnie niestety tak było. Zaczęło się niewinnie od jednego chomika. Powiem szczerze, sądziłam, że będzie gorzej. Chomiczek milutki, niewymagający. Ale według dzieciaczka smutno mu było tak samemu. Wiadomo, również chomiki wstępują chętnie w związki małżeńskie, toteż temu naszemu dokupiliśmy partnerkę – chomiczkę. Niestety, wstyd się przyznać, bo działo się to w mojej rodzinie, ale chomik okazał się damskim bokserem! Zwierzaczki po prostu biły się strasznie i ku rozczarowaniu dzieciaczka wcale się nie rozmnażały, więc dzieciaczek wydał diagnozę – chomiczka jest bezpłodna... Potem zaczęły się naukowe dywagacje, czy aby chomiczka jest na pewno chomiczką. Ponieważ nie było to takie oczywiste – dzieciaczek twierdził (i ucieszył niżej podpisaną), że chomiki to dwa samce... Wiadomo, takie się nie rozmnożą! Chomiki tłukły się nadal, aż pewnego dnia jeden po prostu zwiał. I tyle go widziano – przez tydzień. Oczywiście poszukiwano go bardziej (dzieciaczek) i mniej (autorka) gorliwie. Posunięto się nawet do tego, że po całym domu rozłożone zostały krążki marchewki, mające posłużyć za przynętę (polecam! ciekawy efekt aranżacyjny!), a całą podłogę na wszelki wypadek posypano mąką, by chomiczka ew. zostawiła na niej ślady! Bez efektu! Aż pewnej nocy… O piątej rano usłyszeliśmy tupanie – pojawiła się chomiczka, bidulka, spragniona i wychudzona! I została złapana. Najpierw trzy dni jadła, piła i tyła. Myśleliśmy, że się po prostu napchała. Ale jednego dnia… urodziła! Pięć różowych chomiczków! Jeszcze nie wiecie jaka jest puenta tego minifelietonu? Drodzy Polacy-rodacy, zanim wyjedziecie i osiądziecie gdzieś na stałe, zanim wstąpicie w związek małżeński, wiedzcie, że kiedyś pojawi się w waszym życiu dzieciaczek, potem zwierzaczek, potem drugi zwierzaczek, potem pięć zwierzaczków... MAJKA KADLEČEK 6

Wyspa skarbów B

ył sobie raz król, który bardzo lubił poziomki. Pewnego razu, wyruszywszy z szariszskiego zamku odnalazł lasy pełne tych smacznych owoców. Wśród owych lasów znajdowała się niewielka osada i to właśnie jej ów król – Bela II Ślepy – nadał nazwę Eperjes („eper” to po węgiersku poziomka). O to, skąd Preszów, bohater dzisiejszej opowieści, wziął swoją nazwę, do dziś spierają się uczeni. Dla nas najważniejszy jest jednak fakt, iż najwyraźniej już od początku istnienia miasta preszowskie skarby urzekały i urzekają przybyszów. I nic w tym dziwnego – spoglądając po raz pierwszy na charakterystyczny dla wschodniej Słowacji rynek w kształcie wrzeciona, na kolorowe, pięknie zdobione kamienice, czujemy, że Preszów tętni życiem i ma wiele do zaoferowania turystom. Po pierwsze – nie można nie odwiedzić miasta, które leży na tym samym południku co Warszawa! Po drugie – z Preszowa, dawniej jednego z miast na kupieckim szlaku do Gdańska, drogi rozchodzą się we wszystkie strony świata. Każdy więc i niegdyś, i dziś może poczuć się jak szukający przygód strudzony podróżnik,

który znajdzie chwilę wytchnienia w niezwykłej atmosferze. W Preszowie odnajdziemy kościoły różnych wyznań – rzymskokatolicki, greckokatolicki, prawosławny, ewangelicki oraz synagogę. Spacerując wzdłuż rynku, natkniemy się na fantastyczne sklepiki, oferujące regionalną porcelanę, wyroby drewniane, starocie i pamiątki religijne. Ale prawdziwe skarby dopiero czekają na nasze odkrycie. Oprócz poziomek króla Beli Preszów ma bowiem Solivar – istniejącą od XVII wieku kopalnię soli wraz z budynkami do jej przetwarzania. Dziś wszystkie te obiekty zamieniono w muzeum, dzięki czemu można dokładnie zobaczyć, jak małe niepozorne bryłki zamieniają się w śnieżnobiałą zawartość naszych solniczek. Kolejny skarb to opale. Te nie-

MONITOR POLONIJNY


zwykłe kamienie wydobywa się pod Preszowem w okolicy Zlatej Bani i Dubníka. Sztolnie otwarte są latem i wtedy można pokusić się o samodzielne poszukiwania opali. Przepiękny okaz, wykopany pod koniec XVIII wieku, został uznany za największy na świecie i umieszczony w wiedeńskim muzeum przyrodniczym jako Vienna Imperial Opal – Harlekin. Kilka koronowanych głów miało na sobie preszowskie klejnoty, które ceniono za niezwykłe piękno barw i blask. My na pamiątkę możemy sobie kupić mały wisiorek i w ten sposób chociaż trochę się zbliżyć

do królewskich progów. Innym skarbem preszowskiej ziemi jest piwo. Kilka kilometrów od miasta leży miejscowość Veľký Šariš, w której znajduje się browar, produkujący nie tylko piwo „Šariš”, ale i znanego koneserom „Smädnego mnicha” o pełnym słodowym smaku z delikatną nutą goryczki. Trunek ten wyrabia się z rosnącego w okolicy jęczmienia, toteż jeszcze długo po opuszczeniu miasta można wspominać właśnie przy piwie jego atmosferę. Ja pamiętać będę jeszcze jedno – wracając z Veľkego Šariša do Preszowa la-

wirowałam między biegającymi po szosie bażantami. Ponoć w tamtych okolicach, na łagodnych pagórkach żyje mnóstwo ptactwa i zwierzyny nieznanej mieszczuchom. Aby ochłonąć po szalonej jeździe poszłam do Muzeum Wina, gdzie można nie tylko obejrzeć wysmakowane piwniczki, ale też i popróbować tego i owego – polecam zwłaszcza tokaj! Miłośnikom widoków i mocnych wrażeń polecam również wycieczkę na preszowską kalwarię, ciekawą jako zabytek, ale jednocześnie rodem z horroru – stare, krzywe nagrobki i grobowce, pochylone krzyże… Tylko patrzeć, jak zza krzaka wyskoczy jakiś dawny preszowianin i odbierze nam zgromadzone skarby. Pewnie świetnie będzie mówił po polsku, jak wszyscy tubylcy. Wytłumaczmy mu więc, że te poziomki, opale, sól, piwo i wino to dowody, iż Preszów wart jest odwiedzenia. Na pewno zrozumie! AGATA BEDNARCZYK

Jak spędzić najdłuższy dzień w roku? Ch

yba każdy z nas po rozpoczęciu nauki w szkole na zawsze stracił cudowne uczucie nadmiaru wolnego czasu. Wraz z upływem lat mamy wrażenie, że obowiązki i zwykłe codzienne czynności porastają nas niczym gęsta broda, której niestety nie da się zgolić.

Jeśli więc doskwierają nam odkładane od dawna sprawy albo wahamy się, jakie decyzje podjąć w imię „lepszej przyszłości”, to niech najdłuższy dzień w roku będzie początkiem owych zmian. W niezapomnianej polskiej komedii „Chłopaki nie płaczą” bohater o imieniu Laska przedstawia swój sposób na udane życie: „Musisz się zastanowić, co tak naprawdę, ale to naprawdę chciałbyś w życiu robić. A potem po prostu zacznij to robić”. I my zacznijmy – tak po prostu. Najpierw poranek. W BratyCZERWIEC 2007

sławie słońce wzejdzie w tym dniu około 4.50. Jeśli idzie o inne miasta, to dociekliwych odsyłam na stronę www.calendar.sk, gdzie znajdą wszystkie niezbędne informacje na temat wschodów i zachodów słońca, imienin, świąt itp. Gdy już ustalimy dokładną godzinę początku dnia, nastawmy budzik na kilka minut wcześniej, aby móc przygotować niezbędne akcesoria: kubek kawy lub ulubionej herbaty, fotel, ciepły kocyk. Następnie szeroko otwórzmy okno, spójrzmy na zegarek i… Oto jest – wstaje dzień, a my jeste-

śmy tego świadkami! Przed piątą rano oprócz zalotnego śpiewu ptaków i zapachu prostujących się do życia listków powinno być nieskazitelnie cicho tak przynajmniej jest w moim ulubionym Horskim Parku. Ma się wtedy wrażenie, że oprócz nas na świecie nie ma nikogo, a cała radość przyrody z budzącego się dnia to teatr jednego widza – nas. Co dalej? W tym roku najdłuższy dzień przypada w środku tygodnia, a więc od zawodowych zobowiązań nie da się niestety uciec. Zatem musimy ten dzień upiększyć – pomyślmy o kimś bliskim, kogo ostatnio zaniedbaliśmy, i zadzwońmy do niego, zaprośmy na lody czy piwo koleżankę lub kolegę, z którymi nie 7


mogliśmy się dogadać, wręczmy komuś kwiaty, zasadźmy drzewo, przytulmy nasze dzieci... Najdłuższy dzień w roku to wymarzona okazja, by się spełniły nawet najbardziej niesamowite marzenia – 21 czerwca 2004 roku wyruszył na orbitę okołoziemską pierwszy prywatny statek kosmiczny. A Wy, co chcielibyście zrobić dla siebie? Może pójść na od dawna odkładany długi spacer? Może wystarczy domowy odpoczynek w wannie z ogórkową maseczką

na twarzy? Pierwsza lekcja nauki jazdy czy obcego języka? A może nic poza leżeniem na kanapie... Wszystkim pannom przypominam, że przed nimi Noc Kupały, a więc pora zacząć zbierać zioła i pleść wianki, by potem rzucić je na wodę. Kawalerów uczulam – nie wolno palić ognisk w lesie, a jeśli już ktoś koniecznie chce sobie poskakać przez ognisko, to niech wybierze miejsce tuż nad rzeką. Będzie tam z pewnością wiele

samotnych panien, niezwykle ciekawych, jak wygląda legendarny kwiat paproci. Ale zanim wyruszymy nad wodę, wznieśmy toast za pięknie spędzony najdłuższy dzień w roku – około godziny 20.55, gdy słońce dojdzie do horyzontu, napijmy się wina i pomyślmy, że tak niewiele trzeba, aby zwykłe życie uczynić lepszym – wystarczy jedynie rozpocząć dzień tak, jakby miał być dla nas najbardziej oczekiwanym świętem. AGATA BEDNARCZYK

P

A N K I E TA

onieważ w czerwcu mamy najdłuższy dzień w roku, postanowiliśmy zapytać naszych czytelników, co zrobiliby z czasem, gdyby ktoś podarował im i tylko im godzinę dla siebie.

EWA SIPOS z Dunajskiej Lužnej

Jestem na urlopie wychowawczym, wychowuję dwójkę dzieci. Starsza córka chodzi do przedszkola, z młodszą spędzam całe dni. Młodsze dziecko wymaga większej uwagi, zainteresowania, albowiem ze względu na jego stan zdrowia musimy chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne, na systematyczne kontrole lekarskie i odrabiać zadania domowe, czyli ćwiczyć w domu. Ponieważ mąż pracuje często od rana do wieczora, staramy się, jak tylko mu obowiązki i czas pozwalają, wspólnie jadać obiady w domu. Taki plan dnia wymaga ode mnie dobrej organizacji. Muszę na czas odprowadzić starszą córkę do przedszkola, by mogła wziąć udział w ćwiczeniach z młodszą 8

córką, no i muszę przygotować obiad na przyjazd męża. Ponieważ mieszkamy na wsi, a wokół domu mamy ogródek, sporo czasu zajmuje mi też pielenie grządek, sadzenie kwiatków. Robię to z przyjemnością. Jestem szczęśliwą kobietą, ale nie ukrywam, iż zmęczenie daje mi się we znaki. Gdyby mi los podarował czas tylko dla siebie, choćby godzinę, najchętniej spędziłabym go z przyjaciółką. Wyrwanie się z domu do jakiejś kawiarni w celu wspólnego wypicia kawy, a przede wszystkim przewietrzenia mózgu dobrze by mi zrobiło. Nie ma to jak babskie pogaduchy. To na prawdę świetny relaks, terapia duszy. Bo my, kobiety musimy się wygadać, omówić problemy wzdłuż i wszerz, przekonać się, że nie tylko jedna z nas ma swoje codzienne kłopoty i obowiązki. A rozmowa z dobrą przyjaciółką działa na duszę jak balsam.

Włodzimierz Butowski z Čiernej Vody Wstaję codziennie o 3.45, ponieważ muszę zdążyć na pociąg ze Sladkovičova do Bratysławy, aby na 6 rano dotrzeć do pracy. Po pracy najczęściej dorabiam w innej firmie. Kiedy wracam do domu przed ósmą wieczorem nie mam siły już na nic. I tak przez cały tydzień. W weekendy z kolei zajmuję się pracami remontowymi domu. Rok temu wraz z żoną kupiliśmy starszy dom, ale by spełniał nasze oczekiwania, wymaga przeróbek budowlanych. Sporo udało się już zrobić. Bardzo cieszy to, że z tygodnia na tydzień człowiek widzi efekty pracy, a warunki mieszkaniowe się poprawiają. Ponieważ z zawodu jestem zegarmistrzem, wydzieliłem sobie w domu mały warsztat pracy. W dzisiejszych czasach, kiedy zegarki, jak wiele innych rzeczy, są jednorazowe, nie mam zbyt dużo zleceń. Ale znajdą się tacy, którzy chcą naprawić cenne pamiątki rodzinne, wtedy w weekendy zasiadam przy moim stole zegarmistrzowskim. Gdyby mi ktoś podarował godzinę tylko dla siebie odruchowo zapytałbym dlaczego tak mało. Z doświadczenia wiem, że jak sobie usiądę w moim wygodnym fotelu, od razu zasypiam. A przecież czeka na mnie jeszcze tyle obowiązków! Chciałbym więc mieć taką godzinę dla siebie, abym mógł usiąść w fotelu bez wyrzutów sumienia i po prostu się zdrzemnąć. MONITOR POLONIJNY


FOTO: IVANA KOĽOVÁ

Zjednoczeni w różnorodności ĽUBA KOĽOVÁ

z Bratysławy

Co

Co za dziwne pytanie. Godzina? To za mało, żeby wypocząć, żeby oderwać się od rzeczywistości. Często powtarzam, że z natury jestem leniwa i gdyby nie konieczność, to najchętniej nie robiłabym nic. Moja codzienność jest jednak inna. Niekiedy wydaje mi się, że tylko pracuję, pracuję, pracuję… Jednak nie narzekam, no może czasami, albowiem taki sposób życia wybrałam świadomie. Widać taki ze mnie typ, choć pracoholikiem z pewnością nie jestem. Kiedy już naprawdę nie radzę sobie z czasem, marzę o małym wiejskim domku z ogródkiem, w którym mogłabym oddawać się pielęgnacji kwiatów. Uwielbiam to. Nie przeszkadza mi, że to też praca, niekiedy brudna i ciężka, ale inna. Lubię obserwować, jak z nasionka czy cebulki wyrasta roślinka, która, kiedy przyjdzie jej czas, przepięknie zakwita – to nagroda dla ogrodnika za jego pracę. Ponieważ nie mam ogródka i nic nie wskazuje na to, że będę go mieć, więc wyżywam się w ogrodzie przyjaciół. Tam w wolnych chwilach pielę, kopię, sadzę… A gdyby ktoś mi podarował dodatkową godzinę, to pewnie nie robiłabym nic, bo to za mało, aby dotrzeć do „dzierżawionego” przeze mnie ogrodu. mw, mmn

W tym roku Redakcja Mniejszości Narodowych Słowackiej Telewizji w Koszycach obchodzi swoje 15-lecie. Od samego początku istnienia jej redaktor naczelną jest Ľuba Koľová, która na swoim koncie ma setki reportaży i filmów dokumentalnych. Jest też autorką projektu „Koncepcie vysielania pre narodnostne mensiny“, za który otrzymała szereg nagród, m.in. w 2005 roku nagrodę dyrektora naczelnego za rozwój i współpracę regionalnych oddziałów telewizyjnych ze specjalnym uwzględnieniem wkładu przy umacnianiu europejskiej tożsamości. „Przed rokiem 1989 ludzie nie mieli możliwości deklarowania swojej tożsamości narodowej, ale po przełomie i po dokonaniu spisu ludności na Słowacji postanowiłam opracować koncepcję projektu, który umożliwiłby prezentację mniejszości narodowych na ekra-

MARIA M. NOWAKOWSKA

CZERWIEC 2007

jakiś czas na łamach „Monitora Polonijnego” informujemy o emisji „Magazynu mniejszości narodowych”, poświęconego nam - Polakom. Postanowiliśmy więc zajrzeć, jak wygląda praca przy powstawaniu tego typu programów. W tym celu zwróciliśmy się do redaktorów odpowiedzialnych za ich realizację. nie TV“ – wspomina Koľová. Do roku 1989 szansę takiej prezentacji miały jedynie mniejszości węgierska i ukraińsko-rusińska. Projekt został przyjęty przez ówczesnego dyrektora naczelnego w Bratysławie. „Magazyn mniejszości narodowych” prezentowany jest regularnie w II programie STV i trwa 26 minut. „Magazyn polski” nadawany jest dwa razy w roku z Koszyc, Bańskiej Bystrzycy i Bratysławy. Polska mniejszość narodowa prezentuje się także w ramach „Mix-Magazynu”, który emitowany jest nieregularnie, a ponadto informacje o działalności Polaków pojawiają się rokrocznie w ramach „Wieczoru mniejszości narodowych”, odbywającym się w Koszycach. „Magazyn Polski” adresowany jest do szerokiego grona Polaków oraz osób zamieszkałych na terenie Słowacji, których interesuje życie Polonii. 9


10

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Często zaglądamy do historii, kach podoba mu się duma naprezentujemy aktualne wyda- rodowa, przywiązanie do trarzenia, wszystko, co wiąże się dycji i to, że cenią sobie histoz tradycją i kulturą polską, łą- rię swojej ojczyzny. Często locznie z kuchnią polską. Cieka- sy przedstawianych w prograwi nas też życie ludzi, żyjących mach bohaterów, są dla realina pograniczu – mówi Koľová. zatorów inspiracją i motorem – Nasz magazyn pełni rolę in- do działania. „Kiedy w ubieformacyjną, nie komercyjną“. głym roku spotkaliśmy się Polacy, podobnie jak Bułga- z panią Wojnarowską, dowierzy, Niemcy czy Chorwaci, na- działem się od niej, że miała leżą do mniejszych grup spo- problemy w życiu osobistym – łecznych, żyjących na teryto- wspomina Homolka. – Kiedy rium Słowacji. „W przypadku jednak stanęła przed kamerą, Polaków spotykamy się za- by opowiedzieć o swojej pracy wsze z otwartością i serdecz- zawodowej, tryskała energią, nością, która z nich emanuje“ rozdawała uśmiechy. Dla nas, – ocenia Koľová. Podobne zda- całego sztabu realizatorów, bynie ma realizator programu ła to inspiracja, by zawsze opw Bratysławie Milan Homolka. tymistycznie podchodzić do „Współpraca z Polakami to życia“. prawdziwa przyjemność. Są Realizacja 26-minutowego otwarci i zawsze chętni do po- programu wymaga kilkudniomocy“ – twierdzi. Aby poprzeć wych, czasami kilkunastodniswoje słowa, wspomina sytua- owych przygotowań. „Najcję, która miała miejsce pierw telefonuję do osób, któw ubiegłym roku podczas rea- re chcę przedstawić, potem lizacji kolejnego odcinka „Ma- się z nimi spotykam, rozmawigazynu” w Nitrze. „Spotkałem amy, szukamy miejsca, gdzie się z panem Gidaszewskim, będziemy kręcić materiał“ – który odpowiada za działanie opisuje Homolka. kolejki wąskotorowej w tym mieście. Ponieważ była już późna jesień, lokomotywa była zakonserwowana na zimę, ale ten pan był chętny uruchomić kolejkę dla potrzeb telewizji!“. Oboje redaktorzy doceniają bliskość językową i korzystają z pomocy naszych rodaków. „Zawsze chętnie pomogą czy to we wstępnej fazie poszukiwań ciekawych osobistości z życia Polonii, czy też podczas tłumaczeń“ – mówi Homolka. Dodaje też, że w PolaMILAN HOMOLKA

„Podczas czterech dni musimy nagrać materiał w plenerze, następne cztery dni poświęcamy na kompletyzację, tłumaczenia, komentarze itp.“ – wyjaśnia Koľová. Nad realizacją programu czuwa sztab ludzi: reżyser, scenarzysta, dramaturg, kamerzysta, dźwiękowiec, oświetleniowiec i montażysta. Przygotowanie tego typu programów wzbogaca też ich realizatorów. „Dla mnie przedstawiciele mniejszości narodowych są lustrem, w którym odbija się nasze społeczeństwo. Oni mają coś więcej niż my, mają w sobie jeszcze swoją ojczyznę“– twierdzi Homolka. Realizacja „Magazynu” jest też okazją do nawiązywania współpracy z telewizjami innych krajów. Taką międzynarodową współpracą mogą się pochwalić Koszyce, które od 2000 roku współpracują z regionalnymi oddziałami Telewizji Polskiej w Rzeszowie i Krakowie. Owocem innej współpracy jest program „Kwartet”. „Jeszcze w 1999 roku w koszyckiej telewizji spotkali się pracownicy telewizji z czterech państw: Polski, Czech, Węgier i Słowacji w celu realizacji wspólnego programu, który by przedstawiał życie mniejszości narodowych” – wspomina Koľová. „Kwartet” emitowany jest regularnie we wszystkich czterech państwach. Do chwili obecnej miał minimalnie 100 wydań. „Stanowimy centralną redakcję i to nasz wielki atut – ocenia Koľová. – Koszyce mają idealne warunki do pracy ze względu na wielokulturowość, a nasze mottto to: Zjednoczeni w różnorodności“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA URSZULA SZABADOS MONITOR POLONIJNY


Zenon Kosiniak-Kamysz: „Polaków na Słowacji widać

WYWIAD MIESIĄCA

Objął Pan urząd ambasadora cztery lata temu w przededniu wejścia Polski i Słowacji do Unii Europejskiej. Był to niewątpliwie przełomowy okres. Jakie zmiany zaobserwował Pan w stosunkach polsko-słowackich? Jestem wdzięczny losowi, że mogłem przebywać w kraju naszych sąsiadów w tak ciekawym, historycznie przełomowym okresie. Oprócz symbolicznego przecięcia szlabanu na granicy między Polską a Słowacją zniknęły szlabany zarówno w sensie dosłownym, jak i mentalnym. Zmieniło się bardzo dużo w zakresie wymiany towarowej. Słynne wycieczki wielopokoleniowe po meble do Polski, kiedy to każdy z członków rodziny mógł kupić ograniczoną ilość towaru, należą już do przeszłości. Dziś każdy może zakupić określone produkty bezpośrednio w Polsce czy też poprzez pośrednika handlowego. Mamy do czynienia z dużym napływem polskich towarów, począwszy od artykułów rolno-spożywczych, przez osławione meble, na oknach plastikowych i artykułach budowlanych kończąc. Ale to nie jest tylko ruch w jedną stronę, również słowackie towary goszczą na rynku polskim. Pojawienie się polskich towarów na rynku słowackim swego czasu wywołało dyskusję na temat ich jakości. Czy podobna sytuacja miała miejsce w Polsce? Nie. Trzeba pamiętać, że Polska to dużo większy rynek, bardziej chłonny, a więc bardziej przyzwyczajony do konkurencji. Problemy, o których mowa, pojawiły się zaraz po wejściu do Unii. Słowaccy przedsiębiorcy, często monopoliCZERWIEC 2007

ze względu na aktywność“

P

od koniec czer wca swoją misję dyplomatyczną kończy ambasador pełnomocny i nadzwyczajny RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz. W wywiadzie dla naszego miesięcznika podsumowuje czteroletni okres pobytu w Słowacji. ści, przestraszyli się konkurencji. Uświadomili sobie, że nie mogą dyktować cen. Słynna wojna kartoflana w wydaniu polsko-słowackim polegała na oskarżeniu strony polskiej o eksport na Słowację rzekomo skażonych ziemniaków, których spożycie miało być szkodliwe dla zdrowia. Była to wierutna bzdura, nie poparta żadnymi przesłankami. Na szczęście udało się nam umieścić w mediach słowackich sprostowanie. Dochodziło do innych zgrzytów? Na początku Słowacy nie potrafili zrezygnować ze starych przyzwyczajeń. Dotyczyło to procedury stosowania podwójnych cen, czyli za te same usługi, oferowane Słowakom, cudzoziemcy płacili podwójne ceny, także podczas wizyty w operze, pobytu na basenie czy w hotelu. Przypomnieliśmy więc nowemu członkowi Unii Europejskiej, że według prawa unijnego takie zachowania określane są jako dyskryminacja pochodzenia. Niebawem problem zniknął. Jednakże w tym niefortunnym okresie zainteresowanie Słowacją ze strony polskich turystów spadło. Ale to przecież było logiczne: „nie chcieliśmy być robieni w konia“! To się skończyło. Jeżeli chodzi o ruch turystyczny, to z satysfakcją należy odnotować, że nie jest to ruch w jedną stronę. Polacy chętnie przyjeżdżają na słowackie piwo, a Słowcy podróżują nie tylko na kilkugodzinne zakupy, ale coraz częściej w celach turystycznych.

Promocją ruchu turystycznego zajmuje się Polska Organizacja Turystyczna, która, niestety, nie ma swojego przedstawicielstwa na Słowacji. Dlaczego? Bardzo żałuję, że nie ma tu przedstawicielstwa POT. Uważam, że Słowacja zasługuje na to, żeby ta organizacja zainteresowała się nią, co niewątpliwe zwiększyłoby ruch turystyczny między naszymi krajami. Czy zwrócenie uwagi na to i podpowiedzenie stronie polskiej, że jest takie zapotrzebowanie, nie jest zadaniem ambasady? Niewątpliwie jest i zadanie to, przynajmniej ze strony ambasady, zostało spełnione. Zlikwidowano szlabany między nowymi członkami UE, ale zapewne nie oznacza to, że zniknęły wszystkie problemy. Największy problem mamy z infrastrukturą. Tym problemem będzie zajmować się mój następca i, niestety, pewnie jego następca. Tempo budowy dróg, autostrad, połączeń kolejowych nie będzie nadążało za potrzebami. Mówi się o priorytetach, o osi północ – południe, a buduje się często na linii wschód – zachód. Z umów polsko-słowackich sprzed kilku lat wynika, że autostrady powinniśmy mieć dawno temu. Teraz widzimy, że prace nad ich budową do Żyliny są kontynuowane w szybkim tempie z określonych względów. 11


Wygląda na to, że słowa polityków nie są tak zobowiązujące, jak słowo dane inwestorowi. Niestety. Potrzeby są większe niż możliwości. Mam nadzieję, że po polskiej stronie będziemy mieć do czynienia ze znacznym polepszeniem infrastruktury, również ze względu na kalendarz. W roku 2012 będziemy współgospodarzami Mistrzostw Europy w piłce nożnej i to stanowi dla nas olbrzymie wyzwanie w zakresie infrastruktury. Ale to znowu będzie kierunek wschód – zachód! Na pewno priorytetem będzie ten kierunek, ale zakładam, że szybsze tempo realizacji na linii wschód – zachód przyspieszy terminy realizacji budów na osi północ – południe. Przyjeżdżając na placówkę do Bratysławy, z pewnością stawiał Pan sobie jakieś cele, wyzwania. Czy udało się je Panu zrealizować? Wiele z tych zadań wiązało się przede wszystkim z wejściem naszych krajów do Unii Europejskiej. Pęd historii wymuszał realizację tych zadań, więc trudno mówić o własnych zasługach. Ale kiedy ten szybki pociąg historii natrafiał na jakieś drobne przeszkody, staraliśmy się je eliminować. Jaka więc była Słowacja cztery lata temu, a jaka jest dziś? Podczas mojego pobytu na Słowacji zauważyłem bardzo pozytywne zmiany w myśleniu Słowaków. Otóż Słowacy przestali mieć kompleks Polski, nabrali pewności siebie, uznają się w relacjach z nami za równorzędnych partnerów. Przyczynił się do tego wzrost gospodarczy, którego możemy Słowacji pogratulować czy wręcz pozazdrościć. Z pewnością wpływ na to miał wyścig o inwestycje zagraniczne i pozyskanie inwestorów. 12

Czy udało się Panu podczas pobytu w Bratysławie posunąć do przodu prace związane z budową nowej, własnej siedziby polskiej ambasady? Dysponujemy przepiękną parcelą w pobliżu pomnika żołnierzy radzieckich Slavin. Niestety, podczas mojego pobytu w Bratysławie nie udało się rozpocząć prac budowlanych. Jest to kwestia priorytetów Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Przed wejściem Polski do UE musieliśmy otworzyć kilka konsulatów w Rosji, na Ukrainie, co wymagało sporych środków finansowych. Budynek, który dzierżawimy, a w którym obecnie mieści się ambasada, robi dobre wrażenie na przedstawicielach polskiego rządu, a więc nie możemy narzekać, że pracujemy w złych warunkach. Przyjeżdżając na Słowację, miał Pan doświadczenia z poprzednich placówek, chociażby z Niemiec, gdzie pracuje się inaczej – znana jest choćby niemiecka dokładność, punktualność. Czy trudno było się Panu przyzwyczaić do mentalności słowackiej? W Niemczech króluje zasadnicze podejście do każdego najdrobniejszego tematu, natomiast mentalność Słowaków jest o wiele bardziej zbliżona do tej polskiej, gdzie często ważną rolę odgrywa improwizacja. Podczas moich pierwszych tygodni pracy w Bratysławie często moi współpracownicy przypominali mi: „Panie amabsadorze, ale pan już nie jest w Berlinie“. Musiałem się przyzwyczaić, że jest to o wiele mniejszy kraj, co ma oczywiście wiele plusów. Chociażby taki, że do każdego ministerstwa mogę dojechać w ciągu 10 minut. Takiego komfortu nie miałem ani w Warszawie, ani w Berlinie, ani w Budapeszcie. Trudno jednak od czasu do czasu nie dostrzec tej drugiej strony. Jeżdżę do rezydencji ulicą Mudroňovą i dziura, którą zrobioną na ulicy 12 dni temu, na-

dal jest zaopatrzona tylko w znaki ostrzegawcze. A przecież wystarczyłoby wylanie dwóch wiaderek asfaltu, aby ją załatać. To są drobiazgi, które jednak utrudniają życie. Nie chcę przez to powiedzieć, że u nas w Polsce jest lepiej, ale od kraju, który przeżywa taki boom gospodarczy, wymagałoby się, żeby takie sprawy były załatwiane automatycznie. Czy ta mentalność przejawia się też na najwyższym szczeblu, w kontaktach z Pańskimi partnerami? Nie. Takiego komfortu psychicznego, jaki mam na Słowacji, nie miałem w żadnym kraju, w którym do tej pory pracowałem. W tym roku mija 20 lat moich zagranicznych pobytów w różnych krajach. Gdybym pisał pamiętniki, Słowacji musiałbym poświęcić bardzo ciepły rozdział. Czyli dostrzega Pan pełen profesjonalizm? Tak. Ponadto nakładają się na to dwie rzeczy: maksymalne odbiurokratyzowanie na samej górze i bardzo życzliwe podejście do Polski. To ułatwia życie. Pamiętam, jak zaraz po moim przyjeździe do Bratysławy, przygotowywałem jedną z pierwszych wizyt polskiego polityka. Chciałem, aby gość spotkał się z prezydentem. Niestety, dowiedziałem się, że tego dnia prezydent będzie poza Bratysławą. Byłem zrozpaczony. Zadzwoniłem do jednego z pracowników kancelarii prezydenckiej z prośbą o pomoc. Zostałem odesłany bezpośrednio do prezydenta Schustera, który znalazł wyjście z sytuacji: zaproponował, by gość z Polski został godzinę dłużej, a on o godzinę skróci pobyt poza miastem. Byłem oczarowany tego typu podejściem głowy państwa! Opowiadam to często moim kolegom ambasadorom, którzy pracują w różnych krajach, i nie każdy mi wierzy. Staram się MONITOR POLONIJNY


Przez cztery lata pobytu w danym kraju można się do wielu rzeczy przyzwyczaić. Czego Panu będzie najbardziej brakować po wyjeździe ze Słowacji? Bardzo zżyłem się z tym krajem i jego mieszkańcami. Nadal będę żył ich sprawami. Poza sferą zawodową będzie mi bardzo brakować wa-

łów wzdłuż Dunaju z trasami rowerowymi. Przejeździłem je dziesiątki razy. Zazdroszczę mieszkańcom Bratysławy możliwości uprawiania cyklistyki. Wydaje mi się, że Słowacy są narodem bardziej usportowionym, wolny czas spędzają zdrowiej niż my. Cieszę się, że zarazili mnie tym swoim stylem życia, że na dwóch kółkach mogłem przemierzyć trasy nie tylko wzdłuż Dunaju, ale i te, prowadzące przez całą Słowację. Dyplomacja rządzi się pewnymi prawami i zgodnie z nimi nie dojdzie do spotkania między Panem a Pańskim następcą. Jaką wiadomość chciałby Pan jemu przekazać? FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

też o niektóre konkretne dowody, by pokazać, że ze Słowacją mamy świetne stosunki. Przykładem tego może być spotkanie trzech prezydentów Słowacji w moim gabinecie: Kovača, Schustera i Gašparoviča. Było to jedyne spotkanie w swoim rodzaju, nigdy wcześniej ani później coś takiego nie miało miejsca!

Zmienia się charakter dyplomacji. Coraz większego znaczenia nabiera współpraca ambasadorów Unii Europejskiej. To jest nowa jakość naszej pracy. Lepsza? Bardzo sympatyczna, szczególnie w takim kraju jak Słowacja, gdzie królują dobre relacje. Po wejściu naszych krajów do UE większe znaczenie zyskuje dyplomacja unijna, trzeba więc pamiętać o stronie warsztatowej, czyli o znajomości języka angielskiego. Ja należę do tej mniejszej grupy ambasadorów, którzy znają również język słowacki, ale naszym roboczym językiem jest angielski. Jak ocenia Pan działalność słowackiej Polonii? Wysoko oceniam działalność grup polonijnych w różnych regionach. To dzięki tym zapaleńcom mniejszość polska jest dostrzegana. Na tyle mocno, że nawet prezydent Gašparovič w orędziu o stanie państwa, wymieniając mniejszości narodowe, nie zapomniał, że poza liczną, bo 10 procentową mniejszością węgierską, są i inne, mniejsze, w tym polska, co oznacza, iż Polaków bardziej widać nie ze względu na liczebność, ale ze względu na aktywność. To cieszy, kiedy od czasu do czasu słychać o wydarzeniach kulturalnych z życia Polonii, kiedy słowacka telewizja pokazuje poloneza tańczonego na polskim balu w Bratysławie, podaje informacje o Dniach Polskiej Kultury w Koszycach czy o polskim rejsie statkiem po Dunaju. Ważne jest, że Polacy potrafią się pokazać i pokazać Polskę z tej lepszej strony. Duże znaczenie ma również działalność medialna Polonii, czyli miesięcznik „Monitor Polonijny“, który już prawie od czterech lat nieustannie chwalę. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 13


FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO

W

P

FOTO: JOLANTA DROBCOVÁ

rywatna bratysławska galeria „ForZet”, znajdująca się przy ul. Panenskiej 6, prezentuje od 16 maja kolejną wystawę z serii „Ślady”, zatytułowaną „Bergerovci“. „Ślady” przynoszą prezentacje artystycznych rodzin. Rodzinną wystawę z okazji stulecia mojego dziadka Józefa Bergera

(1901-1962) „Trzy pokolenia“ przedstawiliśmy w roku 2001 w Warszawie, Rzeszowie, Krakowie, Cieszynie i w Instytucie Polskim w Bratysławie. Obecna wystawa przedstawia naszą malarską trójkę – Józefa, mojego ojca Jana i mnie w zupełnie innej koncepcji. Kuratorką wystawy jest pani Xénia Lettrichová. Zasadniczą różnicę odczuwam w klimacie całości. Dramatyczne treści obrazów dziadka Józefa z obozów w Oświęcimiu i Dachau zastąpiły pejzaże z Podbeskidzia i Słowacji.

FOTO: XÉNIA BERGEROVÁ

zaproszenie konsula honorowego T. Frąckowiaka w jego siedzibie, wizytę złożył ordynator oddziału chirurgii miejscowego szpitala, MUDr. Jan Drobco, który studiował na Akademii Medycznej w Łodzi. Na kierowany przez niego oddział przyjmowani są pacjenci z Polski, którzy ulegli wypadkom w górach, głównie przy uprawianiu sportów zimowych. Konsul honorowy podziękował gościowi za jego pomoc polskim pacjentom, która często ma nie tylko typowo lekarski charakter, ale także ludzki. j.d.

FOTO: XÉNIA BERGEROVÁ

Na

FOTO: JOLANTA DROBCOVÁ

W siedzibie Ambasady RP w Bratysławie 2 maja odbyło się przyjęcie z okazji Święta Konstytucji 3 Maja. Na uroczystość przybyli goście – osobistości świata polityki i kultury Słowacji i Polski. mw

Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu wizytę złożyli przedstawiciele Wojska Polskiego, wśród których był gen.broni Lech M. Konopka, zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, oraz przedstawiciele wojska słowackiego z gen. Ing. Petrem Gajdoszem na czele. Rozmowy dotyczyły współpracy między uczelniami polskimi i słowackimi oraz przygotowywanej wizyty dowódców ze Sztabu Generalnego WP na Słowacji w czerwcu 2007. Generał

o tegorocznych o egzaminach Ciekawe doświadczenie, czyli certyfikatowych z języka polskiego J

14

W sobotni poranek o godz. 8.45 spotkaliśmy się my wszyscy, chcący zmierzyć się z polszczyzną. Oprócz jedenastu osób ze Słowacji na egzaminy przyjechał też jeden pan z Czech. Każdy się bał. Mało tego, byliśmy wręcz

przerażeni, oczekując, co nastąpi. Prawie wszyscy milczeliśmy. W takiej chwili pomogłoby tylko jakieś lekarstwo. Niestety, wszystkie środki wzmacniające były zabronione. Jednak jeden, jak się w rzeczywistości okazało, najważniejszy, był dozwolony. Była nim FOTO: MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

uż jakieś dwa tygodnie wcześniej czułam się jakoś dziwnie. Byłam nerwowa, rozdrażniona, a z drugiej strony ciekawa i podekscytowana zbliżającym się wydarzeniem. A co spowodowało, że nie mogłam sypiać po nocach? Nie, nie szło o pierwszą randkę – takie rzeczy już za mną. Państwo na pewno przyznają mi rację, że długie tygodnie czy miesiące spędzone z książką w ręku albo na lekcjach, mogą przyczynić się do takiego stanu. A o co właściwie chodziło? No przecież o egzaminy certyfikatowe z języka polskiego jako obcego, które odbyły się w dniach 12-13 maja w gmachu Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie.


FOTO: ROMANA GREGUŠKOVA

PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• Konopka wpisał się do księgi pamiątkowej w Konsulacie Honorowym w Liptowskim j.d. Mikulaszu.

Dzień dzieci w Nitrze

J

uż tradycyjnie Klub Polski region Nitra zorganizował Dzień Dziecka. Uroczystość odbyła się w jednej z nitrzańskich restauracji, gdzie dzieci i małe i duże, zostały poczęstowane lodami i innymi słodyczami. Długo szukaliśmy lokalu, w którym

pomieścilibyśmy się wszyscy. Letni taras jednej z pizzerii ledwo nas pomieścił, było gwarno i tłoczno, ale wesoło. Uśmiechy dzieci mówiły same za siebie. Do słodkiego widzenia w następnym roku. r.g.

Majka Nowakowska, nasza nauczycielka języka polskiego i doradczyni, która uśmiechem i dobrym słowem pomogła nam pokonać tremę. Egzamin składał się z pięciu części. Cztery pisemne przeprowadzone zostały w sobotę. Pierwsza to rozumienie ze słuchu. Sprawdzenie, czy jesteśmy w stanie zrozumieć odtwarzane z płyty teksty wiadomości czy rozmów radiowych. Następne dwie części dotyczyły poprawności gramatycznej i rozumienia tekstu pisanego. Dla mnie najtrudniejszym chyba zadaniem była czwarta część, to znaczy pisanie tekstów na zadane tematy przy ograniczeniu czasowym. Potem mogliśmy już pójść do domu, pełni wątpliwości, ale z nadzieją, że to, co napisaliśmy, było wystarczająco dobrze

zrobione pod względem gramatycznym i ortograficznym. W niedzielę rano znów się spotkaliśmy. Podczas ostatniej, piątej części egzaminu specjalna komisja z Polski sprawdzała poziom naszych umiejętności mówienia i wyrażania opinii na zadane tematy. Moim zdaniem, ta część przebiegła w najbardziej przyjacielskiej atmosferze, ale i tak chyba wszyscy byliśmy zdenerwowani i roztrzęsieni. Egzaminy skończone. Nam, którzy wzięliśmy w nich udział, zostaną w pamięci niezapomniane, wyjątkowe przeżycia i świadomość, że coś osiągnęliśmy własną pracą i wytrwałością. Mam nadzieję, że wyniki egzaminu będą powodem do dumy dla nas i dla naszej nauczycielki. IVANA POLAKOVIČOVÁ

K

FOTO: ROMANA GREGUŠKOVA

Wystawa w galerii „ForZet” potrwa do końca czerwca. Oglądać ją można od poniedziałku do piątku w godz. 13.00 17.30. Serdeczne zapraszam! XÉNIA BERGEROVÁ

CZERWIEC 2007

FOTO: JOLANTA DROBCOVÁ

onsul honorowy Tadeusz Frąckowiak spotkał się z Ladislavem Milanem, pisarzem, słowackim taternikiem, który wręczył mu swoją książkę „Lawiny ” dotyczącą systemu powstawania i zachowywania się lawin po obu stronach Tatr. Konsulat Honorowy RP pomógł finansowo j.d. w wydaniu tej książki.

15


ANIA DĄBROWSKA

M

łoda polska piosenkarka, triumfatorka tegorocznych Fryderyków urodziła się w Chełmie. Śpiewać uczyła się sama. Wystąpiła w jednej z polskich edycji „Idola” i mimo że nie wygrała, zauroczyła wszystkich, w efekcie czego dostała propozycję nagrania płyty. Jest wokalistką, kompozytorką, autorką tekstów oraz producentką. Muzyka towarzyszy mi głównie dzięki Programowi I Polskiego Radia, który budzi mnie codziennie rano. W ten sposób mam „dwa w jednym“ – najświeższe wiadomości z kraju i polską muzykę. Czasami za pośrednictwem Internetu oglądam muzyczne programy telewizyjne, aby dowiedzieć się, co nowego słychać w świecie polskiego popu. Jednak do najprzyjemniejszego obcowania z muzyką dochodzi wtedy, kiedy do Wiednia przyjeżdżają na koncerty gwiazdy z Polski. Takich koncertów jest sporo i, co ważne, po każdym z nich można kupić płyty występujących w nich artystów. W Wiedniu gościło wielu muzyków. Największe wrażenie zrobił na mnie występ zespołu „Bajm”, po16

Pod koniec 2002 r. nagrała demo z 30 kompozycjami. Jeszcze przed nagraniem swojej debiutanckiej płyty jej piosenki pojawiły się na krążku „Projekt SI 031“. Współpracowała z Andrzejem Smolikiem podczas nagrywania albumu Krzysztofa Krawczyka „Bo marzę i śnię“, na którym zaśpiewała chórki. Po długiej przerwie nagrała swoją pierwszą płytę „Samotność po

zmierzchu” i w tym roku zyskała najwięcej Fryderyków – jako wokalistka roku, autorka najlepszej piosenki roku („Trudno mi się przyznać“), za album roku pop oraz za wideoklip do utworu „Trudno mi się przyznać“. „Słuchałam moich idoli na okrągło, do momentu, gdy byłam w stanie powtórzyć każdą nutkę. To niesamowity warsztat. Nabyłam takiej biegłości w śpiewaniu, że teraz na scenie nie boję się, że nie będę potrafiła zaśpiewać jakiegoś dźwięku. Dzięki temu całą energię mogę skupić na przekazywaniu emocji. To jest najważniejsze. Kiedy śpiewam, to tak, jakbym znikała. Jakby mnie nie było” – mówi o sobie. Same emocje jednak nie wystarczają, dlatego też w drugiej klasie liceum Ania zapisała się do szkoły muzycznej, do klasy kontrabasu, aby poznać trochę teorii. „Muzyka to dla mnie wielkie słowo, całe życie. Dzięki niej nauczałam się komunikowania ze światem, ale to, że czuję, to dar boży, a nie moja zasługa” – wyjaśnia. URSZULA SZABADOS

W

tej rubryce przedstawiamy muzyczne upodobania naszych czytelników. Tym razem o wypowiedź poprosiliśmy Mariusza Michalskiego – naszego czytelnika z Wiednia. chodzącego z moich stron rodzinnych. Beata Kozidrak przedstawiła wówczas utwory zarówno z najnowszej płyty, jak i piosenki z lat wcześniejszych. Ponieważ w Wiedniu są polskie sklepy, również i tam można dokonać zakupu najnowszych polskich wydawnictw muzycznych. Najczęściej, gdy kupię już jakąś płytę, to słucham jej przez dłuższy czas w samochodzie. Tak było na przykład z najnowszymi płytami zespołów „Kombi”, „Budki Suflera”, a wcześniej grupy „Za-

kopower”. Lubię przede wszystkim muzykę łatwo wpadajacą w ucho, rytmiczną, która da się nucić. Fajne są też wszelkiego rodzaju przeróbki starych przebojów w nowej aranżacji. Choć są „odświeżone“, to jednak przypominają czasy, kiedy mieszkałem w Polsce. Pewnie jak każdy chętnie wracam pamięcią do piosenek sprzed lat, ponieważ kojarzą mi się z beztroskimi chwilami. Zawsze z przyjemnością słucham przebojów takich zespołów, jak „Bajm”, „Perfect”,

„Lady Pank”, „RSC”, „Maanam”, „Various Manx” czy „Papa Dance”. Jeśli chodzi o wykonawców austriackich, to po kilkunastu latach przeżytych w Wiedniu mam wśród nich swoich ulubieńców, np. ciągle obecnego w austriackim radiu Falca i największe odkrycie tutejszej sceny muzyki pop Christinę Stürmer z jej hitami „Ich lebe“, „Mama ana ahabak” – co w języku arabskim oznacza „Mamo, kocham Cię”. Podoba mi się też najnowsza ulubiona piosenka mojego syna i młodzieży austriackiej „Nie Genug”. Ale jednak nie ma nic lepszego od dobrych polskich przebojów, które darzę wielkim sentymentem i, gdy je słyszę, nastawiam radio głośniej. mw MONITOR POLONIJNY


Okrągła piłka swój początek ma W

Polsce piłka nożna należy do najpopularniejszych sportów. Od lat mecze, rozgrywane na lepszych czy gorszych stadionach, gromadzą tysiące rozentuzjazmowanych kibiców. Teraz, gdy wiadomo już, że gospodarzami mistrzostw Europy – EURO 2012 – będą Polska i Ukraina, grono kibiców rozszerzyło się również o tych, którzy wprawdzie na stadiony nie chodzą, nie oglądają meczów na małym ekranie, nic nie wiedzą o wymiarach boiska czy bramek, ani o regułach gry, ale martwią się, czy zdążymy zbudować nowe stadiony, zmodernizować istniejące, czy rzeczywistością staną się nowe drogi, czy powstanie sieć tanich hoteli itd. itp. W to zwiększone zainteresowanie wokół piłki nożnej wpisuje się również jej historia na ziemiach polskich. W czasie, gdy w ojczyźnie europejskiego futbolu, czyli w Anglii, J. C. Thring ustalił pierwsze przepisy nowoczesnej gry (1862 r.), gdy powstał pierwszy Angielski Związek Piłki Nożnej (1863 r.), Polska była pod zaborami, a Polacy piłki jeszcze nie kopali. Historycy sportu zakładają jednak, że już jakieś dwadzieścia lat później, czyli w połowie lat 80. XIX wieku, za piłką ganiano także u nas. Nie wiemy, czy piłka rozpoczęła podbijać serca Polaków w Krakowie, w Lwowie czy w otwartym na świat Gdańsku. A może zaczęli z nią Anglicy, pracujący w polskim Manchesterze – Łodzi. Wiemy natomiast, kiedy pierwsza prawdziwa piłka futbolowa pojawiła się w Krakowie. Było to w 1889 roku, a przywiózł ją z Niemiec profesor

CZERWIEC LUTY 20072007

Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Henryk Jordan – lekarz, pionier wychowania fizycznego dzieci i młodzieży w Polsce. W 1888 roku założył pierwszy w Polsce ogród gier, zabaw i ćwiczeń fizycznych dla dzieci i młodzieży, oparty na wzorach amerykańskich, który pod nazwą „Park Miejski dra Henryka Jordana” oficjalnie rozpoczął swą działalność w Krakowie 12 marca 1889 roku. Dwa lata później na krakowskich Błoniach były już cztery boiska, na których biegano za piłką, trenowano i rozgrywano mecze. O ile w Krakowie początki piłki nożnej powiązane są ściśle z działalnością prof. H. Jordana, o tyle we Lwowie mają swój związek z powstałym w lutym 1867 roku Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół”. Nie wiadomo, kiedy to w „Sokole” zaczęto grać w piłkę no-

TO WARTO WIEDZIEĆ żną, ale wiadomo, że pierwszą piłkę futbolową przywiózł z Anglii do Lwowa w 1892 roku działacz „Sokoła” Edmund Cenar, co skrzętnie odnotowała prasa galicyjska. We Lwowie prawdopodobnie za piłką – chociaż nie tą, spełniającą normy ustalone przez J. C. Thringa, biegano już wcześniej, bo w tym samym 1892 roku planowano tam rozegranie pierwszego „prawdziwego” meczu piłkarskiego. Miało to nastąpić w czasie I Zlotu „Sokoła”, miało, ale nie stało się. Pierwszy udokumentowany mecz piłkarski na ziemiach polskich rozegrano dwa lata później – 14 lipca 1894 roku we Lwowie podczas II Zlotu „Sokoła”. Na boisku „Sokoła” spotkała się młodzież lwowska i krakowska. Był to, patrząc oczami dzisiejszego kibica, przedziwny mecz, albowiem trwał tylko sześć minut. Właśnie w szóstej minucie 16-letni lwowianin Włodzimierz Chomicki zdobył gola dla gospodarzy, a krakowski sędzia Zygmunt Wyrobek zagwizdał ostatni raz. Zdobycie pierwszej bramki uznano za dobry moment do zakończenia pierwszego historycznego pojedynku futbolowego między dwoma galicyjskimi miastami. I chociaż mecz ten nie spełniał angielskich warunków spotkań piłkarskich, już sam fakt, że odbył się w ramach popularnych imprez „Sokoła”, zwrócił wielką uwagę młodych lwowian na piłkę nożną. Futbolowa pasja ogarnęła przede wszystkim 17


uczniów szkół realnych, gimnazjów i uczelni wyższych. Pod koniec wieku XIX zakładane przez nich drużyny zaczęły przekształcać się w kluby. To właśnie we Lwowie powstały trzy pierwsze kluby piłkarskie: „Lechia”, „Czarni” i „Pogoń”. Od pierwszego spotkania pił-

karzy lwowskich i krakowskich upłynęło 12 lat, by spotkali się oni ponownie. W dniu 4 czerwca 1906 roku w krakowskim Parku Jordana odbył się mecz rewanżowy. Lwowiaków reprezentował klub „Czarnych”, a krakowian IV Gimnazjum. To spotkanie przyczyniło się do szybkiego rozwoju piłki nożnej, tym razem w Krakowie, gdzie dotychczas działające drużyny utworzyły dwa silne kluby: „Cracovię” i „Wisłę”. Po nich powstawały w Galicji liczne kolejne kluby. Z zaboru austriackiego piłka nożna przedostała się do zaboru pruskiego i rosyjskiego, gdzie jej prekursorami stały się kluby „Normania” w Poznaniu, który później zmienił nazwę na „Poznania”, „Venetia” w Ostro18

wie Wielkopolskim, „Łodzianka” w Łodzi i „Polonia” w Warszawie. Do wybuchu I wojny światowej piłka nożna miała jednak najlepsze warunki rozwoju w zaborze austriackim. Nic więc dziwnego, że właśnie tam, we Lwowie powstał Związek Polskiej Piłki Nożnej dla Galicji, założony 25 czerwca 1911 roku z inicjatywy Stanisława Kopernickiego przez cztery polskie kluby: „Czarnych” Lwów, „Pogoń” Lwów, „Cracovię” Kraków i RKS Kraków. Związek miał działać tylko na terenie Galicji i tam też organizował życie sportowe. Formalnie działał w strukturach Austriackiej Federacji Futbolu, ale jako jednostka autonomiczna cieszył się pełną swobodą w organizacji własnych imprez piłkarskich. Związek Polskiej Piłki Nożnej dla Galicji nie mógł wystawiać własnej reprezentacji narodowej. Polacy jednak zasiadali we władzach Austriackiej Federacji Futbolu, a Stanisław Kopernicki był jej wiceprezesem. Pierwszym prezesem związku był Ludwik Żeleński, pierwszą siedzibą

stał się Kraków, a w 1912 roku przeniesiono ją do Lwowa. W 1913 roku Związek Polskiej Piłki Nożnej dla Galicji, dziś uznawany za protoplastę utworzonego po uzyskaniu przez Polskę niepodległości Polskiego Związku Piłki Nożnej, zrzeszał już nie 4, ale 24 kluby, którym nadawał tzw. klasy klubowe, zależne od prezentowanego przez nie poziomu, od klasy I, poprzez klasę II A i II B, do klasy II C. W 1912 roku związek rozpoczął rozgrywki pod nazwą „Zapasy eliminacyjne o I klasę”, a w maju 1913 roku rozegrano inauguracyjne spotkanie I Mistrzostw Galicji w piłce nożnej klasy I. O tytuł mistrza rywalizowały wówczas trzy najlepsze polskie kluby sportowe Galicji: „Cracovia”, „Pogoń” Lwów oraz „Wisła” Kraków. Wówczas mistrzem została „Cracovia”, drugie miejsce zajęła „Wisła”, a trzecie „Pogoń”. Drugie mistrzostwa Galicji w 1914 roku przerwał wybuch I wojny światowej. W momencie ich przerwania prowadziła znów „Cracovia” przed „Czarnymi” Lwów, „Pogonią” Lwów i „Wisłą” Kraków. W tym samym czasie prowadzono rozgrywki w klasie II, w których wystąpiło 20 klubów piłkarskich zaboru austriackiego. Wśród nich były m.in. „Cracovia II”, „Lechia” Lwów, „Hasmonea” Lwów, „Jutrzenka” Kraków, „Makkabi” Kraków, „Polonia” Kraków, RKS Kraków, „Resovia” Rzeszów, „Tarnovia” Tarnów, „Polonia” Przemyśl, „Sandecja” Nowy

MONITOR POLONIJNY


Trzy debiuty Po Sącz, „Sparta” Kraków, „Wisłoka” Dębica, „Revera” Stanisławów. Już samo wyliczenie klubów świadczy, jak bardzo w ciągu 20 lat, które upłynęły od czasu pierwszego spotkania lwowiaków z krakowianinami, piłka nożna zyskała na popularności w Galicji. Mecze piłkarskie rozgrywano już nie tylko we Lwowie i Krakowie, ale także w dużo mniejszych miastach. Wybuch I wojny światowej przerwał nie tylko galicyjskie mistrzostwa, ale na kilka lat zahamował rozwój tego sportu we wszystkich zaborach. No cóż, przy szczęku broni milkną nie tylko muzy. W wolnej Polsce w dniach 20 i 21 grudnia 1919 roku odbył się w Warszawie zjazd założycielski dziś największego i równocześnie jednego z najstarszych polskich związków sportowych – Polskiego Związku Piłki Nożnej, w którym udział wzięło 31 przedstawicieli klubów i okręgów. Pierwszym prezesem PZPN został wówczas dr Edward Cetnarowski, znany i popularny działacz „Cracovii”, a jego pierwszą siedzibą stał się Kraków (od 1928 roku jest nią Warszawa). Pierwsze rozgrywki o mistrzostwo Polski przeprowadzono w 1921 roku i znów – już po raz trzeci – triumfowała „Cracovia”. Dwa lata później w PZPN było zarejestrowanych 510 klubów piłki nożnej, liczących 17 tysięcy zawodników i 200 sędziów. Piłka nożna zdobyła serca Polaków. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK CZERWIEC 2007

debiutanckie książki sięgamy zawsze z pewnym ryzykiem, sięgając po książkę znanego nam już autora tego ryzyka jesteśmy pozbawieni. Wiemy, czego BLIŻEJ POLSKIEJ po lekturze możemy się spodziewać, znamy język, KSIĄŻKI którym się posługuje, jesteśmy ciekawi, co tym razem będzie chciał nam powiedzieć, a że nas czasem rozczaruje, no cóż, wybaczymy mu to, pamiętając, że tamta czy tamte książki były o niebo lepsze. Ale niebezpieczeństwo ryzyka nie powinno nam przeszkadzać w lekturze debiutów. Traktujmy je jak spotkanie z nieznanym człowiekiem, spotkanie, któremu nie towarzyszą uprzedzenia, ale ciekawość, jaki jest, co w sobie skrywa, jak widzi świat, ten mały i ten wielki.

Adam Kaczanowski Z ostatnio przeczytanych książek debiutanckich wybrałam trzy, które moim zdaniem są dość reprezentatywne dla prądów, przeważających w prozie nowych polskich autorów. Nie rozczaruje czytelnika Adam Kaczanowski, autor powieści Bez końca („Prószyński i S-ka”, Warszawa 2005). Charakteryzuje go doskonały zmysł obserwacji. Swych bohaterów – młodych, pracowitych menedżerów umieszcza w scenerii luksusowych biur i równie luksusowych mieszkań czy klubów. Są nieźle sytuowani, pracą zapewnili sobie wygodne życie, jakiego wielu może im po-

zazdrościć. A jednak ci zdolni trzydziestolatkowie w pewnym momencie zaczynają się czuć zagubieni, dużo starsi niż wskazują ich metryki. Chcą w swym życiu coś zmienić, rozpocząć je od nowa. Burzą dotychczasowe związki uczuciowe, ale, o ile ich burzenie dokonuje się stosunkowo łatwo, budowanie czegoś nowego jest znacznie trudniejsze. Bez końca to dobra powieść realistyczna o nowych bohaterach naszych czasów, młodych ludziach klasy średniej, wiecznie zabieganych pracoholikach, nad którymi pojawia się widmo wypalenia. Z debiutów, które prezentuję, to 19


właśnie powieść Adama Kaczanowskiego wydaje mi się najdojrzalsza. Autor nie epatuje nas patologią dzisiejszych dni, nie ma u niego ani zbrodni, ani alkoholizmu czy narkomanii, dyżurnych motywów nowej prozy, są natomiast z dużym dystansem opisane nasze czasy i ludzie w tych czasach żyjący. Powieść debiutancką Anny E. Kamienieckiej Dziewczyna

Anna E. Kamieniecka

z Buenos (Wyd. „Czarne”, Wołowiec 2005) można w uproszczeniu określić jako dość popularną w twórczości młodych historię trudnego związku. To opowieść o kobiecie, ustawicznie wystawiającej na próbę uczucia partnera. Akcja powieści rozgrywa się w ulicach Amsterdamu. Nie są to jednak malownicze zakątki, znane z turystycznych folderów, ale ponure labirynty, pełne zagubionych, obojętnych ludzi. Wszyscy są anonimowi, wszyscy są sobie obcy, a międzyludzkie kontakty są, jak w każdej metropolii, bardzo powierzchowne. Świat Anny Kamienieckiej jest wyjątkowo pesymistyczny i ponury, wszyscy w nim są ofiarami. Optymistyczne jest jedynie to, że każda z przedstawionych postaci z tej pustki i szarości chce uciec, każda ma swoje miejsce, gdzie świeci słońce.

Zbigniew Masternak Trzecim debiutantem, którego książkę czytelnikom przedstawiam, jest Zbigniew Masternak ze swoją powieścią Niech żyje wolność, wydaną przez poznańskie wydawnictwo „Zysk i S-ka” w 2006 roku. Jak wielu przed nim i Masternaka fascynuje zdegradowana

Polskie nazwy własne w słowackim wydaniu

K

iedyś na łamach „Monitora” pisałam o przystosowaniu słowackich nazw własnych do języka polskiego (MP 5/2004). Okazuje się, że problemem jest również zapis nazw polskich po słowacku. Z prośbą o wyjaśnienie, jak to robić, aby było poprawnie, zwróciła się do mnie pewna pani, zajmująca się przekładami, której dziękuję za „podrzucenie” tematu. Ponieważ nie jestem specjalistką od języka słowackiego, o pomoc w interpretacji słowackiej normy w tym zakresie zwróciłam się do specjalistów, 20

czyli językoznawców ze Słowackiej Akademii Nauk. I już wiem! Zatem mogę podzielić się z Państwem zyskaną wiedzą. Alfabet słowacki różni się od polskiego i to jest oczywiste. W polskim są bowiem dźwięki, przy zapisie których używa się trochę innych lub zupełnie innych znaków diakrytycznych. Jak zatem np. zapisać polskie nazwy, typu Rzeszów, Łódź, Ostrołęka, Krzczonów, Częstochowa, Nowy Sącz? Podobnie jak przy zapisie słowackich nazw po polsku, wyjścia mamy dwa. Pierwsze,

najprostsze – zachować pisownię oryginalną. Ale w sytuacji odmiany takich nazw przez przypadki należy dołączać do nich tylko słowackie końcówki. Niekiedy jednak nie mamy możliwości użycia znaków polskich (np. z powodu braku czcionek w drukarni) lub chcemy te nazwy uprościć, by przybliżyć je Słowakom, nie znającym polskiego. Wówczas pozostaje nam wyjście drugie, czyli pomijanie specyficznych polskich znaków diakrytycznych lub zastąpienie ich słowackimi. Ale jak to robić? Słowackie „Pravidlá sloven-

OJĘZYKOW KIENKO E ského pravopisu“ we wszystkich swoich współczesnych wydaniach (najnowsze wydanie można znaleźć również na Internecie – www.juls.savba.sk) tę sprawę po części regulują. Otóż na miejsce polskiego „ł“ można zapisać słowackie „l”, np. Kolo (pol. Koło), „ń” można zapisać po słowacku jako „ň”, np. Toruň (pol. Toruń), a „ó” jako zwykłe „o”, np. Brodno (pol. Bródno). A co dalej? Co z polskimi samogłoskami nosowymi „ę” i „ą”? Przecież ich zapis bez „haczyków” prowadziłby do błędnej wymowy! Zatem w takich przypadkach słowaMONITOR POLONIJNY


prowincja, zatęchłe miasteczko, upadające przedsiębiorstwa, kończące się mordobiciem dyskoteki; motywy dobrze nam znane z niezliczonej ilości lepszych i gorszych powieści polskich ostatnich lat i, przyznajmy, już dość ograne, niezbyt zachęcające do lektury. Ale są w tej książce pewne fragmenty, epizody, żyjące autonomicznie, dla których warto po nią sięgnąć. Takie właśnie fragmenty jak Psy czy O wydalaniu poezji pozwalają nam wierzyć, że Masternak w literaturze zaistnieje, może jednak nie jako powieściopisarz, ale autor opowiadań. Nie przypadkowo przedstawiłam książki bardzo się różniące – taka jest literatura i na tej różnorodności polega jej urok. DANUTA MEYZAMARUŠIAK

cka norma przewiduje możliwość zapisu zbliżonego do oryginalnej wymowy, tzn. „ę” i „ą” można zastąpić połączeniami „en” i „on”, np. Ostrolenka (pol. Ostrołęka), Wonchock (pol. Wąchock). Przy okazji wizyty w SAV dowidziałam się też, że nazwisko polskiego prezydenta Wałęsy, zapisywane po słowacku jako Walesa, jest wykroczeniem przeciwko powyższej normie, bowiem wg niej winno się pisać Walensa (lub oczywiście Wałęsa!). W języku słowackim funkcjonują też utrwalone polskie nazwy miejscowe i geograficzne, np. Varšava, Lodž, Poznaň, CZERWIEC 2007

Euro w Polsce! T

ak, tak. Nie chodzi jednak o wyśnioną lub oczekiwaną z niepokojem jednostkę monetarną części państw członkowskich Unii Europejskiej, ale o finały Mistrzostw Europy w piłce nożnej, które w roku 2012 mają się odbyć w Polsce i na Ukrainie.

Propozycję wspólnego ubiegania się o prawo do organizacji mistrzostw złożyliśmy z Ukraińcami w roku 2003. Na polską część kandydatury przeznaczyliśmy ponad 11,5 mln zł. To śmiałe marzenie stało się rzeczywistością w dniu 18 kwietnia br. o godz. 11.36, kiedy w brytyjskim Cardiff legenda francuskiego i światowego futbolu Michael Platini w obecności prezyden-

Baltik, Bielostok, Čenstochova, Krakov, Vroclav (które równie dobrze można zapisywać oryginalnie). Przyczyną tego są albo uwarunkowania historyczne, albo częste ich użycie, albo są to nazwy zamieszkane przez mniejszość słowacką (np. pol. Łapsze Wyżne = słow. Vyšné Lapše, pol. Harkabus = Harkabúz, Niedzica = Nedeca). Przyznam się, że kiedy przeglądałam tego typu nazwy, zaskoczyła mnie pisownia polskiej Bydgoszczy, którą można po słowacku zapisać także jako Bydhošť (!), czy rzeki Bóbr jako Bobrava. Nie wiem, czy te krótkie wyjaśnienia wystarczą. Pewnie

tów Polski i Ukrainy ogłosił decyzję UEFA. Głosowało 12 członków UEFA, otrzymaliśmy 8 głosów. Konkurenci, Włosi, dostali cztery, a wspólna kandydatura Chorwacji i Węgier zero głosów. Warto zwrócić uwagę, że, wg przecieków, naszą kandydaturę poparli M. Platini, prezydent organizacji oraz przedstawiciele m.in. Turcji, Cypru, Rosji, Rumunii i Holandii. Włosi dostali głosy Anglika, Hiszpana, Niemca i Norwega. Euforii wywołanej decyzją nie można porównać z niczym, ponieważ Polska po raz pierwszy będzie (współ)organizatorem tak wysokiej rangi imprezy sportowej. Przed kilkoma laty rozważaliśmy już próbę organizacji olimpiady zimowej wspólnie ze Słowacją, ale skończyło się na -

nie do końca, ale wierzę, że przynajmniej trochę pomogą. Wiem natomiast na pewno, że w wątpliwych przypadkach najlepiej zachować oryginalną pisownię. A jeśli ktoś jednak będzie dociekał, czy istnieje „zesłowacczona“ polska nazwa miejscowa, to polecam mu przejrzenie stron interenetowych Urzędu Geodezji, Kartografii i Katastru Republiki Słowackiej (Úrad geodézie, kartografie a katastra Slovenskej republiky) www.geodesy.gov.sk, na których informacje takie się znajdują (po wejściu na stronę najpierw należy wybrać temat: „Štandarizácia geografického názvoslovia“, a potem: „Geo-

grafické názvoslovné zoznamy OSN Slovenskej republiky“). A jeśli i to nie wystarczy, to najlepiej zwrócić się do poradni językowej, istniejącej przy Słowackiej Akademii Nauk. Można tam dzwonić codziennie od 8.00 do 12.00 pod nr tel. 02/54431761-2, wew. 124, lub posłać pytanie e-mailem: poradna@juls.savba.sk. I to by było na tyle. Aha, jeszcze jedna uwaga! Przymiotniki od polskich nazw miejscowych można tworzyć po słowacku tylko od nazw już utrwalonych!!! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


niczym. Tym razem początek jest połową sukcesu, a dalej ma być lepiej. Organizację ME 2012, która ma dać polskiej gospodarce ogromnego „kopa” rozwojowego i inwestycyjnego, porównywano do... budowy Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego przed II wojną światową! Przy budowie infrastruktury i organizacji mistrzostw ma powstać 100 tys. miejsc pracy. Wpływy z turystyki po mistrzostwach mają wzrosnąć nawet o 100%! Analitycy chóralnie twierdzą, że nasz kraj czeka pięcioletni boom inwestycyjny. Każdego roku możemy spodziewać się dodatkowych (związanych z mistrzostwami) 1-3 punktów procentowych wzrostu PKB. Ma powstać 800 km autostrad, zostanie zmodernizowanych tysiąc kilometrów torów kolejowych oraz osiem lotnisk, a ponadto planuje się budowę kilkuset nowych hoteli – w samym Poznaniu ponad 40! Choć do mistrzostw pozostaje jeszcze pięć lat, a stadiony, hotele i autostrady istnieją tylko jako projekty, to organizatorzy już zacierają ręce. A to dlatego, że wpływy, inwestycje i dochody z organizacji Mistrzostw Europy są ogromne. Wstępnie podano, że Polska może otrzymać ok. 40 miliardów euro z Unii Europejskiej na przygotowanie infrastruktury. Oblicza się również, że kibice z całej Europy wydadzą u nas ok. jednego miliarda euro! Błyskawicznie na wiadomość zareagowała Giełda Warszawska – notowania firm budowlanych poszły w górę. Na mistrzostwach zyskać mają również hotelarze i restauratorzy, różnego typu przewoźnicy, branża spożywcza, operatorzy telefoni22

czni, agencje reklamowe i producenci gadżetów, media, pośrednicy finansowi czy wreszcie... producenci telewizorów. Psycholodzy społeczni twierdzą, że wzrośnie nawet morale narodu. Po pierwszych kilku dniach gorących emocji stopniowo następuje otrzeźwienie. Powody są prozaiczne. W Polsce de facto nie istnieje obecnie odpowiednia infrastruktura, zapewniająca pełną obsługę mistrzostw i przyjęcie dziesiątek tysięcy kibiców. Jednak natychmiast lawinowo posypały się zapewnienia o od dawna planowanych stadionach, hotelach, ośrodkach sportowych, modernizacji dróg i lotnisk. Rozgrywki mają odbywać się w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. Rezerwowe miasta to Kraków i Chorzów. Wszędzie tam trwa gorączkowe planowanie i budowanie infrastruktury sportowej. Najgorzej prawdopodobnie wygląda sprawa stadionu w Warszawie. „Istniejący” Stadion Dziesięciolecia otwarto 22 lipca 1955 r. Mógł pomieścić 71 tys. widzów. Ostatnia oficjalna impreza sportowa odbyła się na nim w 1983 r. - w eliminacjach piłkarskich ME Polska zremisowała z Finlandią 1:1. Samobójczego gola strzelił wówczas Paweł Janas. W 1989 r. państwowy Centralny Ośrodek Sportu wydzierżawił stadion firmie „Damis”, która założyła tam „Jarmark

Europa”. Ocenia się, że skupia on ok. 7 tys. podmiotów gospodarczych. Oficjalne obroty to ok. 600 mln zł, nieoficjalne, według Centralnego Biura Śledczego, sięgają 12 mld! W miejscu bazaru - ruiny ma powstać supernowoczesny zadaszony stadion z miejscami dla 60 tys. widzów. Kupcy, handlujący obecnie na stadionie, zagrożeni utratą dobrego miejsca pracy zapowiedzieli ostre protesty i wyjście na ulice stolicy 10 tys. ludzi z kamieniami. W Warszawie ma powstać również m.in. druga linia metra oraz połączenie kolejowe lotniska Okęcie z centrum. Na rozwiązanie czeka przy tym kwestia siły roboczej. Rząd najpewniej da firmom zielone światło i zezwoli na zatrudnianie pracowników z zagranicy, głównie Ukrainy i Białorusi, bo przez exodus polskich fachowców na Zachód zagrożone są inwestycje, na które UE daje nam pieniądze. Na razie w grę wchodzą doraźne rozwiązania. Na otwarcie rynku pracy dla pracowników spoza UE musi zgodzić się też Bruksela. Jedna ze znanych firm branży budowlanej chce sprowadzać na swoje budowy pracowników z Uzbekistanu i Tadżykistanu, a inna zamierza zatrudniać Chińczyków! Mamy już za to Komitet Organizacyjny ME 2012, w skład którego weszła prawie połowa rządu. Na czele Komitetu stanął premier. Jego zastępcami mają być minister sportu Tomasz Lipiec oraz szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Przemysław Gosiewski. Oprócz nich w skład Komitetu Organizacyjnego wejdą szefowie następujących resortów: Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Transportu, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Spraw WewnęMONITOR POLONIJNY


trznych i Administracji, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Zdrowia, prezydenci miast, w których mają się odbywać mecze, przedstawiciel Polskiego Związku Piłki Nożnej. Zyski są niezaprzeczalne. Organizatorzy zyskują światowy rozgłos pod warunkiem, że mistrzostwa będą udane i przebiegną bez zakłóceń. Na ME w Polsce i Ukrainie mogą wystąpić nawet 24 drużyny. Polska reprezentacja nigdy jeszcze nie była uczestnikiem mistrzostw, a organizacja gwarantuje nam udział. Euforia dotknęła również opinii kibiców – aż 38% z nich wierzy, że w roku 2012 to biało-czerwoni zdobędą mistrzostwo! Zapał i widmo różnego rodzaju zysków doprowadziły do tego, że już 13 polskich miast chce wziąć udział w organizacji ME, planując jeśli nie meczu grupowego, to przynajmniej towarzyski. A jeśli i to nie, to chcą przynajmniej utworzyć bazę treningową dla jednego z finalistów. Lista chętnych do organizacji błyskawicznie się wydłuża. Teoretycznie zamkniętą listę można jeszcze otworzyć. Przedstawiciele miast spoza magicznej szóstki liczą, że komuś powinie się noga. Najgłośniej swoje aspiracje zgłasza Łódź, drugie co do wielkości polskie miasto, które nie znalazło się nawet na liście rezerwowej. A na razie... polscy piłkarze zajmują 21. miejsce w rankingu UEFA i dostali premie za... awans

CZERWIEC 2007

do Euro 2008… Piłkarska reprezentacja Polski wygrywa ostatnio mecz za meczem. Na półmetku eliminacji do Euro 2008 zajmuje pierwsze miejsce w swojej grupie. Nic więc dziwnego, że Polski Związek Piłki Nożnej postanowił wypłacić piłkarzom część premii. Pierwotnie premia ze związku miała trafić na konta kadrowiczów już jesienią. Umowa była taka, że muszą wygrać z Belgią i awansować na drugie miejsce w tabeli grupy A. Piłkarze częściowo wywiązali się ze swojego zadania. Po bramce Matusiaka pokonali Belgię 1:0, ale mając tyle samo punktów, co Serbia, w tabeli byli dopiero na trzecim miejscu. Po ostatnich zwycięstwach nad Azerbejdżanem (5:0) i Armenią (1:0) władze piłkarskiej centrali zamierzają w końcu wywiązać się z wcześniejszych obietnic. Nie będzie to jednak dodatkowa premia dla kadry, ale zaliczka z puli premii za awans do Euro 2008. Przed rozpoczęciem eliminacji szefowie związku na spotkaniu z piłkarzami ustalili, że w przypadku zakwalifikowania się naszej drużyny do mistrzostw Europy PZPN wypłaci im premię w wysokości 1,5 mln dolarów! Po serii znakomitych meczów kadry Leo Beenhakkera część z tych pieniędzy, czyli 200 tys. dolarów, ma trafić na konta zawodników. Kwota będzie przeznaczona wyłącznie dla piłkarzy, którzy sami rozdzielą ją między siebie. Zanim jednak nasi awansują do Euro 2008 w ramach eliminacji, zmierzą się z Azerbejdżanem (2 czerwca) i Armenią (6 czerwca). Pod koniec wakacji, 22 sierpnia, czeka nas w Moskwie mecz z Rosją. Dla naszej

drużyny będzie to sprawdzian przed kolejnymi meczami eliminacyjnymi z Portugalią (8 września) i Finlandią (12 września). Rosjanie również walczą o awans i zajmują trzecie miejsce w grupie E. Na rok przed mistrzostwami Polska po 7 meczach jest na pierwszym miejscu w grupie i ma 16 punktów, Portugalia po 6 meczach ma 11 punktów, również Serbia i Finlandia są po 6 meczach i uzyskały też po 11 punktów. Tabelę grupy zamykają Belgowie, którzy po 6 meczach mają tylko 7 punktów. Ale właściwie dlaczego my? Najczęściej twierdzi się, że to szansa na integrację Ukrainy z Europą, szansa na piłkarski rozwój zaniedbanej części kontynentu, a ponadto od olimpiady w Moskwie w 1980 roku nie było w tej części Europy tak dużej imprezy sportowej. Istotne jest również to, że Polska i Ukraina to rynek 85 milionów konsumentów. Oczywiście pojawiły się też głosy sceptyczne. Mówi się, że nie damy rady, nie zdążymy itp. Niektórzy finansiści ostrzegają też, że przygotowania do Euro 2012 mogą mieć niekorzystny wpływ na przyjęcie euro (tym razem chodzi o walutę). Uważają oni, że z powodu wysokich wydatków Polsce nie uda się obniżyć deficytu budżetowego, co jest konieczne, aby wejścia do strefy euro. Ale zobaczymy. Najważniejsze, że do piłkarskiego święta w Polsce już coraz bliżej! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na działalność szkółki piątkowej 23


• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G

Czytelnicy piszą Na łamach „Monitora Polonijnego“ przeczytałam ogłoszenie o konkursie „Najdroższe gniazdo rodzinne”, zorganizowanym przez Towarzystwo Przyjaciół Wąglan. Postanowiłam więc napisać parę wierszy. Wysłane na konkurs prace powstawały przez cały rok. Najpierw pisałam je w języku słowackim, a potem wybrane utwory przetłumaczyłam na język polski. W wierszach poruszam różne nurtujące mnie tematy, jak np. różnice między bogatymi a biednymi. Piszę też o miłości, tęsknocie za domem rodzinnym i o spotkaniu twarzą w twarz ze śmiercią. W lutym dotarła do mnie koperta z werdyktem jury. Przyznano mi wyróżnienie, co niezmiernie mnie ucieszyło, tym bardziej, że w wirze codzienności zupełnie zapomniałam o tym konkursie. Od organizatorów otrzymałam zaproszenie do Wąglan na uroczystość wręczenia nagród. Postanowiłam pojechać i nie żałuję spędziłam tam dwa cudowne dni. Zyskałam bowiem możliwość poznania innych uczestników konkursu, którzy przyjechali z Czech, Włoch i całej Polski. Wręczenie nagród odbyło się 6 maja, a wzięło w nim udział około 100 osób. Przeżyłam niezapomniane chwile w cudownej atmosferze. Takich chwil się nie zapomina! Pochodzę z Ziemi Cieszyńskiej i, choć od 18 lat mieszkam na Słowacji, w Trenczynie, myślami wciąż powracam do stron rodzinnych. Na co dzień człowiek żyje swoim życiem, jest zabiegany, ma swoje obowiązki, ale tego typu konkursy są motywacją do podzielenia się z innymi swoimi wspomnieniami. Moje były swoistą wycieczka w rodzinne strony, uświadamiającą mi po raz kolejny, gdzie tkwią moje korzenie. BEATRICE KOŁATKOVÁ 24

Droga BEATKO Miej to, o czym marzy dusza, Co oczy Twoje nęci i serce wzrusza, Twoje niebo nigdy się nie chmurzy, Zdrowa bądź, szczęśliwa i żyj jak najdłużej. Kochanej naszej Jubilatce dr Witczak-Šnapko wielu dalszych słonecznych dni, sukcesów i łask bożych życzą Klubowicze ze Środkowego Poważa Na łamach majowego Monitora Polonijnego ogłosiliśmy konkurs, dotyczący znajomości Nitry. Na pytanie konkursowe jako pierwsza odpowiedziała pani Zlatica Balková z Nitry. Naszej Czytelniczce serdecznie gratulujemy i wysyłamy jej publikację książkową, którą ufundowała firma NISYS z Nitry.

Klub Polski Środkowe Poważe Miejscowe Koło Trenczyn zaprasza Polaków żyjących na Słowacji wraz z ich rodzinami i przyjaciółmi na rokroczną, już 5. imprezę kulturalną „Przyjaźń bez granic”, która odbędzie się 23 czerwca w Trenczynie. Rozpocznie się ona o godz. 15.00 wernisażem wystawy „Polskie stroje ludowe”, wypożyczonej z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Wystawę będzie można obejrzeć w Muzeum Trenczyńskim oraz w sali wystaw, należącej do Centrum Kultury (Mierové nám. 16). Później na rynku miasta odbędą się występy zespołów ludowych z Polski i Słowacji, a po nich w Ośrodku Kultury Kubra będzie miała miejsce biesiada polonijna dla gości i Polonii. Zainteresowanym podajemy e-mail organizatorki imprezy: rena59@post.sk

Spoločnosť Equus a.s., so sídlom v Bratislave II, ktorá je lídrom na trhu v obchode s mrazeným ovocím a zeleninou, hľadá na pracovnú pozíciu „manažér nákupu” pracovníka, ktorý bude spĺňat nasledovné predpoklady: USO, príp. VŠ vzdelanie, znalosť anglického a poľského jazyka, prax 2 roky, v prípade znalosti poľského jazyka aj absolvent, vodičský preukaz sk. B Kontakt: Katarína Nemcová 02/402 593 43

Najnowszy magazyn mniejszości narodowych, przygotowywany przez słowacką telewizję, a poświęcony Polakom mieszkającym w zachodniej Słowacji zostanie wyemitowany 12 czerwca o godzinie 16.20 na STV2.

Klub Polski w Považskiej Bystrici z żalem zawiadamia o nagłej śmierci Andrzeja Chojnackiego (59). Był to czarujący człowiek o niezwykłej kulturze osobistej, mówiący piękną polszczyzną. Jego Żonie i Córkom przekazujemy wyrazy najgłębszego współczucia. Żegnaj Andrzeju, na zawsze zostaniesz w naszej pamięci. Przyjaciele z Klubu Polskiego

INST Y TUT POLSKI W BRAT YSŁAW ➨ 2 - 9 czerwca Miejski Ośrodek Kultury Wystawa Polacy – Węgrzy. Spotkania za komunizmu ➨ 2 - 9 czerwca Miasteczko bajkowe Film Lolek i Bolek wyruszają w świat www.festivalmeteorit.com ➨ 5 czerwca – godz. 17.00 – Bratysława Instytut Kultury Węgierskiej, Palisády 54 Salon Wyszegradzki na temat Istnieje idealny system podatkowy? z udziałem Jarosława Nenemana, byłego polskiego wiceministra finansów, Ivana Mikloša, byłego słowackiego ministra finansów, Lajosa Bokrosa, byłego węgierskiego ministra finansów i Pavla Mertlíka, byłego czeskiego ministra finansów.

➨ 8 czerwca – godz. 11.00 – 16.00 – Bratysława Hviezdoslavovo námestie Uliczka językowa 2007 Program kulturalny z konkursami, dający możliwość wygrania ciekawych nagród i zapoznania się z różnymi językami europejskimi oraz możliwościami ich nauki ➨ 8 i 9 czerwca – Bratysława Tyršovo nábrežie Występy polskich formacji muzycznych: Pink Freud, 3 Channels i Maximiliana Skiby w ramach Wilsonic festival 2007 www.wilsonic.sk MONITOR POLONIJNY


Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A •

Konkurs Fundacji SEMPER POLONIA „OCALMY OD ZAPOMNIENIA” Do udziału w konkursie pragniemy zaprosić młodzież polskiego pochodzenia zamieszkałą za granicą oraz młodzież nie posiadającą pochodzenia polskiego, ale szczególnie zainteresowaną tematyką konkursu, do 26 roku życia włącznie. Prace konkursowe powinny przedstawiać opis zabytków, upamiętniających ślady polskości poza granicami kraju, bądź działalność osób polskiego pochodzenia czy postaci związanych z polską kulturą, historią, sztuką i nauką, działających/znajdujących się poza granicami kraju. Jury szczególnie wysoko oceniać będzie opracowania nowatorskie na temat osób, zabytków i miejsc, które są słabo udokumentowane w ogólnodostępnych źródłach i literaturze. Prace konkursowe można nadsyłać do 31 października br. na adres Fundacji SEMPER POLONIA (z dopiskiem „KONKURS: Ocalmy od zapomnienia”). Uczestnik konkursu zobowiązany jest do przesłania wydruku tekstu pracy w języku polskim; dokumentacji fotograficznej – minimum 3 fotografie; gdy tematem pracy jest obiekt architektoniczny; i minimum 1 fotografia, gdy praca dotyczy osoby; podpisanego oświadczenia dotyczącego praw autorskich; krótkiej informacji o danych osobowych – imię, nazwisko; dokładny adres, numer telefonu, adres mailowy, wiek. Dodatkowo uczestnik powinien dołączyć do pracy wykaz źródeł uzyskanych informacji (tylko w przypadku, gdy korzystał z nich przy przygotowywaniu pracy), negatywy fotografii lub zdjęcia w wersji elektronicznej, jeśli zostały wykonane metodą cyfrową (nie jest to warunek konieczny).

Warunkiem koniecznym jest przesłanie wydruku pracy oraz jej wersji elektronicznej (CD lub dyskietka). Prace, składające się wyłącznie z samego tekstu lub tylko z dokumentacji fotograficznej, nie będą dopuszczone do konkursu ze względu na niespełnienie wymogów formalnych. Format zdjęć nie może być mniejszy niż 10 x 15 cm; technika fotografii dowolna. Każda fotografia powinna zawierać przyklejoną na odwrocie kartkę z czytelnym opisem, zawierającym: tytuł wraz z informacją o obiekcie prezentowanym na zdjęciu, datę i miejsce wykonania zdjęcia, imię i nazwisko autora oraz kraj, z którego pochodzi. Nadesłane prace (fotografie i opracowania) przechodzą na własność Fundacji, która ma prawo do nieodpłatnego ich wykorzystania na wybranych przez siebie polach eksploatacji w nieograniczonym zakresie. Wszystkie dokumenty nadesłane do Fundacji powinny posiadać tłumaczenie na język polski. Jury przyzna następujące nagrody: I nagroda - zestaw komputerowy; II nagroda - kamera cyfrowa; III nagroda - cyfrowy aparat fotograficzny; IV – V - aparat fotograficzny; VI – X - albumy, książki. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do dnia 17 grudnia br. na stronie internetowej Fundacji „SEMPER POLONIA“. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne ze zgodą na opublikowanie imienia i nazwiska, miejsca zamieszkania uczestnika oraz nazwy szkoły w przypadku uczniów.

u l . k s . I . K ł o p o t o w s k i e g o 11 , 0 3 - 7 18 W a r s z a w a

OGŁASZAMY 2. EDYCJĘ KONKURSU LITERACKIEGO

„WSPÓŁBRZMIENIE“ Temat – „Moja przygoda z językiem słowackim”

Chodzi o krótkie formy – anegdoty i opowiadania, opis zabawnych sytuacji, które powstały w związku z niezrozumieniem podobnie brzmiących słów. Objętość prac - maks. 9 000 znaków ( 5 stron). Prace prosimy przysyłać w dwóch wersjach językowych – polskiej i słowackiej. W przypadku problemów z przekładem tekstu, prosimy o wcześniejsze zasłanie pracy po polsku lub po słowacku – organizatorzy dokonają tłumaczenia. Wszyscy autorzy, których prace będą przez jury zakwalifikowane do publikacji, której wydanie jest planowane na jesień br., otrzymają honoraria autorskie.

TERMIN NADSYŁANIA PRAC UPŁYWA 30 WRZEŚNIA 2007 R. Prace konkursowe należy przesyłać w zaklejonej kopercie, opatrzonej godłem (również w formie elektronicznej, co ułatwi pracę jury). W drugiej kopercie opatrzonej tym samym godłem należy podać imię, nazwisko, adres i kontakt telefoniczny (ewent. e-mail) autora. Prace należy przesyłać pod adresem Maria Peruňská, Rozkvet 2012/31-20, 017 01 Považská Bystrica lub kniha46@orangemail.sk Wręczenie nagród, połączone z promocją dwujęzycznego zbiorku, jest planowane na grudzień 2007 r. Zachęcamy do wysiłków twórczych. Maria Peruňská, organizator Miejscowe Koło Regionalnego Klubu Środkowe Poważe

WIE PROGRAM – CZERWIEC 2007 – NIEKTÓRE PROPOZYCJE www.akademiaruchu.republika.pl

➨ 19 – 25 czerwca – Żylina, ulice miasta Teatr Akademia Ruchu – Thousand of Hands Wystawa instalacji teatralnych Twórczość teatru Akademia Ruchu z Warszawy Projekt realizowany we współpracy ze Stanicou Žilina-Záriečie. ➨ 21 czerwca – godz. 17.30 – Bratysława. Instytut Polski, Nám. SNP 27, Zakończenie kursów języka polskiego CZERWIEC 2007

➨ 23 czerwca – godz. 15.00 – Trenczyn Muzeum Trenczyńskie i Galeria Miejska, Mierové nám. č.16 Otwarcie wystawy Polskie stroje narodowe w ramach imprezy kulturalnej Przyjaźń bez granic. Eksponaty pochodzą ze zbiorów Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Główni organizatorzy: Klub Polski i Centrum Kultury w Trenczynie (wystawa będzie prezentowana do 16 lipca 2007 r.) ➨ 23 czerwca – godz.22.00 – Żylina Hlinkovo nám. Teatr Biuro Podróży – Carmen Funebre, Teatr uliczny w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatru Otwartego – Żylińska Noc Świętojańska www.teatrbiuropodrozy.ipoznan.pl (22 czerwca Teatr Biuro Podróży wystąpi na festiwalu Cibulák w Pezinku. www.cibulak.sk)

➨ 27 czerwca – godz. 17.00 – Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27. Ciąg dalszy cyklu Polska klasyka filmowa Panny z Wilka /1979/ – reż. Andrzej Wajda (pl. wersja jęz. – 111 min.) ➨ 28 czerwca - 2 września – Bratysława Areał Bratysławskiego Zamku Wystawa Zbigniewa Frączkiewicza pod nazwą My z XX wieku w ramach międzynarodowej wystawy rzeźbiarskiej Socha a objekt. Wystawa zrealizowana we współpracy z Ośrodkiem Kultury i Sztuki we Wrocławiu i Agenturą Artlines w Bratysławie

Instytut Polski ogłasza konkurs na najlepsze tłumaczenie z literatury polskiej /proza/. Bliższe informacje można uzyskać na stronie internetowej IP www.polinst.sk lub pod numerem telefonu 02/544 32 013. U W A G A ! Mamy przyjemność zakomunikować, że w drugiej połowie czerwca Instytut Polski powraca do swojej siedziby na Nám. SNP 27. Cieszy nas perspektywa wspólnych spotkań w zrekonstruowanych pomieszczeniach. 25


Moje Poľsko S

lovo Poľsko, Poliaci, poľský či poľština budem ešte skloňovať niekoľkokrát, ale nevyhnem sa tomu. Aby som mohla povedať o mojom pohľade na Poľsko, očami novinára, musím vysvetliť celú genézu môjho vzťahu, k tak trochu aj „môjmu“ Poľsku.

Neviem, či vôbec vnímam nejaký okamih, keď by som mohla povedať: „ Toto bolo moje prvé stretnutie s Poľskom.“ Poľsko, poľskú kultúru, poľské tradície či Poliakov...som od začiatku vnímala ako súčasť svojho života. Narodila som sa ani nie 20 kilometrov od poľských hraníc a podstatnú časť života som prežila práve na mieste, kde sa miešajú dve kultúry, poľská a tá slovenská. Neverím na náhody, skôr na osud, ktorý nás istým spôsobom nasmeruje tam, kde je naše miesto a záleží na nás, ako s tým naložíme. A tak to je aj v mojom prípade. Poľský duch bol pri mne stále a neopustil ma ani po tom, čo som sa presťahovala od hraníc viac ako 300 kilometrov. Ale pekne postupne. V rámci strednej školy, mali sme zmiešanú školu, kde chodili aj žiaci z Poľska, takže výmenné pobyty a víkendy medzi nami fungovali výborne. V Poľsku som prvýkrát ochutnala aj tradičný „žurek“ a hneď som si ho obľúbila ako mnoho iných jedál z poľskej kuchyne. V Poľsku som vôbec mnohé prežila prvýkrát. Napríklad prvý bozk som dostala v Poľsku, od Poliaka ako inak. Prvá zaľúbená pohľadnica prišla tiež z Poľska... všeobecne na Poľsko mám iba pekné spomienky. Počas strednej školy som pracovala blízko hraníc v takmer Poľskom hoteli, kde 90 percent hostí bolo Poliakov. Všeobecne, Oravská kotlina sa stále teší obľúbenosti poľských turistov, aj keď omnoho viac ich tam chodilo pred desiatimi rokmi, teda v období, keď som tam pracovala. Ešte stále si pamätám na malé „trapasy“ a slovné prehrešky, ktoré som pri svojej práci dennodenne zažívala. Pamätám si, ako som neskutočne nakričala na svojho známeho, ktorý mi s úsmevom povedal: „Ladne pachneš“ 26

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

ZUZANA ČIŽMARIKOVÁ Redaktorka Slovenského rozhlasu (ospravedlňujem sa za prepisy, ale naozaj, síce po poľsky hovorím, ale nenapíšem ani slovo). Tiež si pamätám zdesenú tvár jedného z hostí, ktorému som vysvetľovala, že všetko, čo sa varí v našej kuchyni, je super čerstvé nechcem vedieť, čo si v tom čase myslel. Ale aby som vyrovnala skóre, ani poľskí známi a hostia neboli na tom lepšie so slovenčinou. Napríklad som sa dobre bavila, keď moji dobrí známi zo Swiebodzinu s údivom pozerali na Západne Tatry a hovorili, že si mysleli, že sú „zapadnente - zapadnuté“, a nie západné. Alebo sa usmievam iba pri myšlienke, ako išli na záchod, keď som ich poslala na západ. Títo moji známi Jarek a Monika, ktorí najskôr boli hosťami v danom hoteli, a potom naši rodinní známi, asi boli medzi prvými exportérmi korbáčikov do Poľska. Tiež som ich pristihla, ako rozmýšľali nad kúpou mlynčeka na mäso, pretože uverili, mojej rozprávke, že korbáčiky

vyrobíte z kusa syra v tvare tehly, ktorý pomeliete na mlynčeku na mäso. Presne preto som neverila kauze: Poľské či slovenské korbáčiky? a podobne to bolo aj s oštiepkom. Ako prvá som neverila, že niekto z Poľska môže tvrdiť, že korbáčiky sú ich, tak ako som vedela, že to bola iba mediálna kampaň, žiaľ, umelo vytvorená istými slovenskými novinármi. Nemusela som mať ani novinársku ochutnávku poľského oscypka na poľskom veľvyslanectve v Bratislave, aby som pochopila, že poľský oscypek a slovenský oštiepok sú dve úplne odlišné veci. To, žiaľ, vedia iba ľudia blízko hraníc, vedia to však aj tí, čo to vedieť chcú, alebo radšej vidieť, ale bulváru sa nevyhnete nikde. Aj keď jednu hádanku stále nám a možno stojí aj na rozpútanie ďalšej kampane. Práve tí moji spomínaní známi Jarek a Monika mi tvrdili, že Jánošík bol vlastne Poliak a že jeho družka Anička bola Slovenka a stretol ju, keď prechádzal Tatrami. Tak tomuto som nikdy nechcela veriť a tvrdo som bojovala za slovenského národného hrdinu, ale v rámci našich poľsko-slovenských diskusií sme riešili aj túto otázku. Moje kontakty s Poľskom, žiaľ, chladnú. Tým, že sa stále viac vzďaľujem od hraníc a moje poľské priateľstvá postupne prechádzajú do fázy iba e-mailov a esemesiek na sviatky, to už nie je také intenzívne. Nikdy však nevychladnú moje spomienky na Poľsko, Poliakov a ich kultúru a kultúrnosť. Netuším, ako je to teraz s tou mladšou generáciou, ale z toho, čo si pamätám, tak k slovu Poliak neodmysliteľne patrí neskutočná galantnosť a taká trošku príchuť prichuť patiny a džentlmenstva, ktoré sa už dnes, žiaľ, „nenosí“ a je škoda, že sa tak rýchlo naň zabúda. Nie som taký typický objavovateľ Poľska, nemôžem povedať, že som ho celé pochodila, keďže dobre poznám iba niektoré časti z juhu tejto krajiny. Som však taký netypický Slovák, ktorý má tak trochu dušu chytenú Poľskom. A to vďaka iba tým príjemným spomienka a skúsenostiam s Poľskom. MONITOR POLONIJNY


KĄCIK

CZY TELNICZY

Czy byliście już kiedyś tak zakochani jak Aniela „kłamczucha”? „Aniela spojrzała na nią z nagłą nienawiścią. Jeszcze jakaś Cesia! Różowa blondynka o zielonych oczach, paskudztwo! No, nie, co to za koszmarna historia, można zwariować. Pawełek! Pawełek zajęty jest napełnianiem czajnika, jego śliczne oczy o odcieniu ani trochę nie zmienionym przez te trzy miesiące śledzą strumień wody, ale zaraz czajnik się wypełni. Paweł odwróci się i ujrzy przed sobą swoją Anielę, tę samą, do której tęsknił, do której pisał listy.... „RANY JULEK!!!” – pomyślała Aniela z przerażeniem. Pawełek odwróci się i ujrzy czupiradło. Przyszła tu przecież oszpecona, ubrana najohydniej jak można, i w dodatku odstawia pomoc domową! Paweł może pomyśleć tylko jedno: że Aniela lata za nim nieprzyzwoicie, posuwając się do haniebnego wtargnięcia w progi jego domu. O losie, losie. Zaplątała się w straszną kabałę i tylko cud mógłby teraz ją uratować.

Dla 5-, 10-latków i nie tylko

CZERWIEC 2007

(....) – Kłamczucha się wykopyrtnęła – skonstatował w przedpokoju pogodny głosik Tomcia i dźwigająca się powoli Aniela aż osłabła z wdzięczności, że kochany chłopczyna nie nazwał jej po imieniu. Albowiem Pawełek najwyraźniej jej nie poznawał. Jego najmilsza twarz o prostym rzymskim nosie i szlachetnym czole, o oczach rozumnych i pełnych blasku wyrażała najczystszą obojętność.(...) Wzrok Pawełka przesunął się obojętnie po jej twarzy, po czym wyraził lekką niechęć i ześlizgnął się z dziewczyny jak z krzesła czy wieszaka na ubranie. Jakaś tam Frania w okularach i okropnej bluzce, uczesana w lakierowany tapir, tandetnie umalowana i skulona przy drzwiach, mogła być tylko kimś w rodzaju sprzątaczki i jako taka nie zasługiwała na uwagę”.

Dzieciaki! W tym miesiącu polecamy Wam czytanie polskich czasopism. Wiemy, że wersje niektórych z nich wydawane są też na Słowacji, ale ta sama przygoda

MAŁGORZATA MUSIEROWICZ KŁAMCZUCHA, „NASZA KSIĘGARNIA”, WARSZAWA 1989

przeczytana po polsku jest już inną przygodą – to spotkanie z Waszym krajem albo krajem Waszych rodziców, do którego Was serdecznie zapraszamy.

stronę redaguje Moan

27


G

otowanie podobno jest sztuką. Zaprzeczam! Jest żmudną, mozolną eliminacją wolnego czasu, którego jest coraz mniej. Nie oznacza to, że jestem zwolenniczką tzw. śmieciowego jedzenia. Zup z torebki, gotowych sosów oraz gotowych dań typu „podgrzać i na stół”. Wręcz przeciwnie! Chciałabym, żeby wszystko było domowe, zdrowe i pożywne. Wiadomo, człowiek jest tym, co je. Według żywieniowców powinniśmy jeść dużo warzyw zielonych, strączkowych i nie wiadomo jakich jeszcze. Uzupełnieniem powinny być owoce, kasze, pieczywo oraz niewielkie ilości mięsa oraz ryb. Tyle w skrócie o zdrowym żywieniu, które, powtarzam, gorąco popieram! Ale co ma człowiek zrobić, jeśli jednego dnia musi wyrzucić z kuchni i z serca: ziemniaki, marchewkę, pietruszkę, seler, wszystkie warzywa strączkowe, pomidory i ogórki, a do tego jabłka, banany, brzoskwinie, wiśnie, wszystkie cytrusy, ryż i fistaszki... I sama już chyba nie pamiętam, co wszystko z powodu alergii na zawsze opuściło moje garnki. Jaki wniosek? Odpowiem Wam szczerze adekwatnym,

choć nie literackim słowem – kicha! Codzienne pytanie, zdecydowanie gorsze niż „być czy nie być” – co ugotować??? Tym razem z pięciu dopuszczalnych produktów. Kukurydzę na dwieście osiemdziesiąty sposób? Szczerze mówiąc, to nudne, mało twórcze gotowanie... Dlatego więc raczej przytaczam i polecam ciasto awaryjne. Nie tylko dla zrezygnowanych, ale również zmęczonych, zapracowanych, a także tych leniwych (no co? trochę lenistwa nie zaszkodzi!), gotujących dzień w dzień.

CIASTO AWARYJNE SKŁADNIKI: • 1 duży biały jogurt albo kartonik zsiadłego mleka • 2 szklanki mąki – można użyć pełnoziarnistej • łyżeczka sody jadalnej • 1 jajko • 1 kubek wiórków kokosowych • 1 kubek cukru • ziarno słonecznika, wiórki czekoladowe w dowolnych ilościach

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Zamieszać, zapiec, zjeść, zapomnieć! ZA MIESIĄC: UPAŁ NIEZNOŚNY, ALE JEŚĆ SIĘ CHCE

MAJKA KADLEČEK


Monitor Polonijny 2007/06  
Monitor Polonijny 2007/06  
Advertisement