Page 1

(str .6)


Polskie Dni w Preszowie Na

Uniwersytecie Preszowskim w Preszowie została 19.04. została otwarta wystawa pod nazwą „Wielcy Polacy XX wieku“, zorganizowana przez Katedrę Slawistyki Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Preszowskiego. Ważną rolę w jej przygotowaniu odegrał Instytut Polski w Bratysławie, który ponadto patronował całemu wydarzeniu, czyli „Polskim Dniom w Preszowie”. Odbyły się one w dniach 12 i 19 kwietnia 2007 r. Pierwszym spotkaniem, zaplanowanym w ich ramach, był wieczór literacki, którego gośćmi byli znani polscy prozaicy Andrzej Stasiuk i Krzysztof Warga, a które poprowadził doc. Peter Kaša. Na atmosferę rozmowy z literatami istotny wpływ miało miejsce – kawiarnia literacka „Christiania”. Kolejny dzień, to otwarcie wystawy, o której wspomniałam już na samym początku. Odbyło się ono o 9.30 w foyer uniwersytetu. Pani dr Bożena Kotuła, lektorka języka polskiego powitała wszystkich zebranych i przedstawiła gości. Jako pierwsza głos zabrała pani doc. Ľubica Babotová, a po

2

niej dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie pan Zbigniew Machej. Potem można już było oglądać wystawę. Były to fotografie znanych pisarzy, polityków i różnych artystów, którzy swą pracą zapisali się w historii i kulturze narodu polskiego. Wszystkie te wspaniałe zdjęcia zostały zrobione przez dziennikarzy polskich i w takiej wersji nie były wcześniej publikowane. Później odbyło się spotkanie z panem dyrektorem Zbigniewem Machejem, który przedstawił Instytut Polski w Bratysławie. Na wstępie powiedział on kilka słów o Instytucie, o jego współpracy z uniwersytetami na Słowacji, a także o planach na przyszłość. Pan dyrektor bardzo chętnie odpowiadał na pytania studentów, którzy interesowali się zwłaszcza programem Instytutu, dostępem do biblioteki i kursami dla przyszłych tłumaczy.

Zaproszenie na to spotkanie przyjął również pan Jozef Marušiak, znany tłumacz literatury polskiej na język słowacki. Swój wykład, dotyczący teorii przekładu, wzbogacił o własne doświadczenia. Opowiadał o kłopotach, które mogą pojawić się podczas tłumaczenia. Dla tych z nas, którzy w przyszłości chcieliby pracować jako tłumacze, spotkanie to było cenną lekcją i zachętą do dalszych studiów. Całodzienny program został zakończony projekcją filmu polskiego „Superprodukcja, kulisy skandalu“, który reżyserował Juliusz Machulski. Film ten, utrzymany w bardzo specyficznym i dowcipnym stylu, odkrywa kulisy kręcenia filmu, a jednocześnie porusza problem komercji i krytyki filmowej. Wierzę, że przedstawione wyżej wydarzenia są początkiem dobrej tradycji prezentowania kultury polskiej w Preszowie i wzbogacą rozwój stosunków polsko-słowackich. DANIELA FEDOROVÁ

MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Maj w polskim kalendarzu obfituje w różne święta i rocznice: Święto Pracy, Konstytucji 3 Maja, Święto Polonii, rocznica przystąpienia do Unii Europejskiej, Dzień Matki. A czy wiecie Państwo, że w tym miesiącu są również inne, mniej znane święta, na przykład Dzień Bociana Białego, Dzień Pracownika Przemysłu Spożywczego, Dzień Kominiarza, Dzień Piwowara, Dzień Działacza Kultury i Drukarza, Dzień Leśnika i Drzewiarza i wiele innych? Nasza redakcyjna koleżanka Agata Bednarczyk przygotowała listę takich różnych świąt, abyśmy na jej podstawie mogli przygotowywać tematy wiodące na dany miesiąc. Dyskutujemy o nich i wybieramy ten, który może zainteresować Czytelników. Oczywiście, jeśli macie Państwo swoje propozycje, czekamy na nie. Każdy impuls jest dla nas ważny! O atrakcyjności podejmowanych na łamach pisma tematów świadczą efekty, jakie one wywołują. Efektem jednego z artykułów, który ukazał się na łamach „Monitora”, było to, że zainspirowana wypowiedziami naszych Czytelników, dotyczącymi białego szaleństwa, postanowiłam w tym roku sama wypróbować swoich sił na stoku! To się nazywa siła sugestii. Mam nadzieję, że równie inspirujące mogą być kolejne tematy poruszane w numerze, który właśnie Państwo trzymacie w rękach. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Sanatorium duszy, czyli Betlejem Słowacji

4

Z KRAJU

4

O, Matko jedyna!

6

Z poradnika młodej tłumaczki

7

ANKIETA

7

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

9

POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Janosik – dwa lata życia, będące inspiracją dla wielu pokoleń

10

WYWIAD MIESIĄCA Krzysztof Piesiewicz: „Współczesność trzeba opisywać w kropli wody“ 12 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Natalia Kukulska

14

NASŁUCHUJEMY „Król Roger“

16

TO WARTO WIEDZIEĆ Irena Sendlerowa – „laicka święta“ 17 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Harar Radosława Kobierskiego

19

CZYTELNICY PISZĄ Gdzie jesteśmy?

21

OKIENKO JĘZYKOWE „jj”

21

Do czterech razy sztuka!

22

Strona internetowa Klubu Polskiego

23

OGŁOSZENIA

24

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Poľský novinár sa nikdy nevzdával 26 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

27

PIEKARNIK Kawa w cieniu kwitnącego bzu

28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk , Pavol Bedroň, Andrea CupałBaricová, Anna Maria Jarina, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, Danuta Meyza-Marušiaková, Izabela Wójcik • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l ava • T L A Č : D e s i g n Tex t • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk MAJ LUTY2007 2007

3


Sanatorium duszy - czyli Betlejem Słowacji

K

tóż by nie chciał, gdy wiosna w pełni, zmienić się na lepsze? Ostatnio pisałam o poprawie kondycji ciała, dziś więc pora zająć się delikatną materią duszy. Gdy więc poczujecie, że życie codzienne nie daje Wam wytchnienia, a troski piętrzą się na głowie niczym dzbany u afrykańskich kobiet, pora wyruszyć w drogę, by odzyskać równowagę. A dokąd? Tam, dokąd w IV wieku p.n.e. dotarli Celtowie, a w V wieku n.e. Słowianie, dokąd w IX wieku przybyli Cyryl i Metody i gdzie za sprawą księcia Pribiny zbudowano pierwszy na Słowacji chrześcijański kościół. W 1995 roku nie tegoż miasta pominął nawet Jan Paweł II… Same znakomitości, a Was tam jeszcze nie było?

W takim razie ruszajcie w drogę do Nitry! Jako Polacy mamy naprawdę sporo szczęścia, bo w Nitrze od sześciu lat mieszka pani Alicja Korczyk-Chovanec, menadżer, znawczyni i miłośniczka kultury, a co więcej – przewodnik turystyczny, z którym można zwiedzić miasto jak z nikim innym. Wystarczy tylko umówić się z nią wcześniej za pośrednictwem Nitrzań-

stycznie zareagowała warszawska giełda, która skokowo poprawiła notowania.

POLSKA I UKRAINA zorganizują mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Zdecydował tak 18 kwietnia w Cardiff Komitet Wykonawczy Europejskiej Unii Piłkarskiej. Kandydatura Polski i Ukrainy zwyciężyła w pierwszej turze głosowania, otrzymując osiem głosów. W Polsce po decyzji UEFA zapanowała euforia. W miastach, w których odbędą się mecze, zgromadzeni przed telebimami mieszkańcy nie ukrywali radości. Entuzja4

POLSKA OBCHIDZIŁA drugą rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II. Około 20 tysięcy osób zgromadziło się 2 kwietnia pod papieskim oknem w Krakowie. O godz. 21.37 zapanowała cisza, a nad miastem niósł się głos dzwonu Zygmunta. ZARZUT POTRÓJNEGO ZABÓJSTWA i usiłowania zabójstwa dwóch osób przedstawiła sieradzka prokuratura 28-letniemu strażnikowi więziennemu Dariuszowi C., który 26 marca postrzelił trzech policjantów. Eskortowany aresz-

skiego Centrum Informacji Turystycznej NISYS. „To miasto promieniuje – zapewnia pani Alicja – przyciąga osobowości i talenty za sprawą historii i kultury”. Nitra rozciąga się malowniczo na siedmiu wzgórzach i wszystko, co w niej najcenniejsze, znajduje się właśnie na nich – zamek, katedra św. Emerama, pałac biskupi. Poniżej, na tzw. Dolnym Mieście, czyli Sviatoplukowym namestiu, nie sposób nie zauważyć nowoczesnego budynku Teatru im. A. Bagara. Dla każdego miłośnika sztuki to miejsce szczególne, albowiem każdego roku na międzynarodowy festiwal teatralny przybywa do Nitry wiele znakomitości, zaś Polacy mogą nacieszyć się płynącą z jego sceny ojczystą mową – będąca w repertuarze teatru sztuka D. Łukasińskiej „Agata szuka pracy” zdobyła ogromne uznanie widowni. Idąc od teatru Štefánikovą triedą, możemy przyjrzeć się życiu codziennemu miasta, wstąpić do jednego z wielu sklepików lub kafejek. Jak twierdzi pani Alicja, Nitra ma w sobie wiele z Czę-

tant był w stanie krytycznym, albowiem po próbach negocjacji został postrzelony przez antyterrorystów. Po zatrzymaniu powiedział, że „słyszał głosy, które kazały mu strzelać”. SEJM ODRZUCIŁ 13 kwietnia propozycję zmiany w konstytucji, mówiącą, że człowiek posiada niezbywalną godność od chwili poczęcia. Posłowie odrzucili też obie propozycje LPR oraz obie zainicjowane przez prezydenta poprawki PiS, dotyczące ochrony życia poczętego. Przed głosowaniem premier zaapelował do posłów, którym zależy na ochronie życia, aby poparli zmianę.

MARSZAŁEK SEJMU Marek Jurek, zwolennik zmian w konstytucji, związanych ze zwiększeniem zakresu ochrony życia, po głosowaniu w Sejmie w tej sprawie poinformował, że rezygnuje z pełnionej funkcji. Po tygodniu Jurek ogłosił, że występuje też z PiS i z klubu tej partii. Powodem tych decyzji była nieudana próba zmiany konstytucji. BYŁY WŁAŚCICIEL Bezpiecznej Kasy Oszczędności 56-letni Lech Grobelny nie żyje. Jego ciało znaleźli 2 kwietnia w pawilonie handlowym na warszawskim Targówku strażnicy miejscy. Przed laty, gdy Grobelny był symbolem roMONITOR POLONIJNY


stochowy, z Krakowa – we wnętrzu katedry zapomina się o pośpiechu i zwariowanym świecie, niemalże czuje się obecność świętych Cyryla, Metodego, Svorada (Andrzeja – Polaka, jednego z patronów miasta) oraz Benedykta. Święty Svorad wiódł pustelnicze życie w jaskini na zboczu góry Zorbo. Dziś droga do niej wiedzie przez rezerwat przyrody, gdzie spotkać można nie tylko rzadkie rośliny, ale także odpocząć przy źródełku, z którego tryska zdrowa woda. Za sprawą benedyktynów

żdżone niebo roztacza się ponoć z pobliskiej kalwarii, zwłaszcza latem, gdy spadają gwiazdy. Miłośnikom historii i tradycji w innym, niż religijny, wymiarze proponuję wizytę w Muzeum Rolnictwa, znajdującym się na terenie Międzynarodowych Targów „Agrokomplex”, oraz odpoczynek w ogrodzie botanicznym. Dzieci ucieszy z pewnością fakt, iż po Nitrze można pojeździć urokliwą kolejką, a odnalezienie posągu siłacza Corgonia zapewni pomyślność wszystkim uczniom i studentom. Gdy wzmocnieni duchowo będziecie już wracać do domu, nie zapomnijcie o kupnie doskonałego nitrzańskiego wina, aby przy nim wspominać mias-

wzgórze Zobor obfituje również w winnice i jest świetnym punktem widokowym, chociaż najpiękniejszy widok na Nitrę i rozgwie-

UWAGA KONKURS!

dzącego się w Polsce kapitalizmu, był tam jeden z jego punktów fotograficznych. Tylko tyle zostało mu po wyjściu w więzienia w 1997 r. z liczonego wcześniej w milionach dolarów majątku. Utrzymywał się ze zbierania puszek i pomocy matki. Grobelny nie żył prawdopodobnie od kilku dni. Na jego na klatce piersiowej znaleziono ranę kłutą. „DZIENNIK” DOTARŁ do nagranej rozmowy między byłym premierem Józefem Oleksym i Aleksandrem Gudzowatym z 14 września 2006 roku, którą opublikował 22 marca br. Oleksy twierdzi w niej, że były prezydent Aleksander Kwaśniewski nigdy MAJ 2007

to i jego promieniujący klimat. Kto lubi medovinę, w kawiarni „Ambroży” przy ulicy Farskiej może nie tylko jej skosztować, ale i kupić na wynos w oryginalnej butelce. To nasz polski Papież nazwał Nitrę Betlejem Słowacji i docenił jej historyczną wyjątkowość. Właśnie z Nitry na chrześcijańską misję w stronę Polski wyruszył święty Gorazd. Wyruszmy i my –w tym niezwykłym mieście odnajdziemy spokój ducha, o który dziś tak trudno, i nabierzemy sił na powrót do pędzącego, niczym samochód wyścigowy, świata. AGATA BEDNARCZYK

Kto pierwszy odpowie na pytanie: „Kto żył w Svoradovej Jaskini?”, wygra książkę o Nitrze, ufundowaną przez NISYS Nitra! Wystarczy zadzwonić pod nr 0 904 703 280! Sponsorowi dziękujemy!

nie będzie w stanie wytłumaczyć się ze swojego majątku. Zamierzał też dowiedzieć się, co Gudzowaty chce zrobić z informacjami o prowokacji łapówkarskiej, w którą zamieszani byli ludzie z otoczenia byłego premiera Leszka Millera. Trzygodzinna rozmowa, prowadzona przy obiedzie i winie, została nagrana przez ochronę Gudzowatego. Oleksy opowiadał w niej o łapówkach, przekrętach i majątkach polityków. Reakcja Aleksandra Kwaśniewskiego na te wypowiedzi byłego premiera była bardzo nerwowa. Obecnie nagranie rozmowy Oleksego z Gudzowatym jest badane przez prokuraturę.

WOJCIECH JARUZELSKI, Czesław Kiszczak i były I sekretarz PZPR Stanisław Kania – to główni oskarżeni o niezgodne z prawem wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 r. Akt oskarżenia wobec jego dziewięciu inicjatorów, realizatorów i wykonawców pion śledczy IPN w Katowicach skierował 17 kwietnia do sądu stołecznego. Śledztwo trwało 2,5 roku. Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. Odmówili składania wyjaśnień. Osobom, którym zarzucono uczestnictwo w związku przestępczym, grozi kara pozbawienia wolności do 8 lat, a oskarżonym o przekroczenia uprawnień do lat 3.

TADEUSZ MAZOWIECKI, działacz opozycji demokratycznej, pierwszy niekomunistyczny szef polskiego rządu po II wojnie światowej, skończył 18 kwietnia 80 lat. FRYDERYKI – nagrody przyznawane za największe osiągnięcia muzyczne minionego roku zostały rozdane. Za album roku w kategorii muzyki orkiestrowej Fryderyka 2007 zyskała płyta „Dominik Połoński – wiolonczela”, wydana przez Polskie Radio. Za najlepszego muzyka jazzowego minionego roku uznano Zbigniewa Namysłowskiego. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


O, Matko jedyna! N

ie ulega wątpliwości, że przed nami jedno z najbardziej szanowanych i ważnych świąt – Dzień Matki. Zapomnieć o nim to prawdziwy „obciach”, ale też i spora nuta wstydu w sercu. Jakoś tak się bowiem składa, że niezależnie od tego, czy żyjemy na co dzień z Mamą, Mamusią czy Matką, w tym jednym chociaż dniu chcemy docenić jej tak zwany trud wychowania, poświęcenie i troskę. Ale czy wiemy, że pamięć o Mamie to jednocześnie chwila zastanowienia się nad naszym miejscem w życiu, nad tym, co dziedziczymy i co przekazujemy swoim dzieciom? Kiedy jako dorastające dziewczyny pytałyśmy babci, jaka była nasza mama w młodości, babcia, rozsiadając się na ławeczce przed domem, snuła opowieści o papierosach palonych na dachu komórki, o kawalerach przewieszających się przez gałęzie jabłonki, by zajrzeć do maminego okna. Mama, słysząc te historie, ogromnie się denerwowała, twierdząc, że babci wszystko się w głowie miesza ze starości. Teraz mama sama jest babcią i moim córkom najchętniej opowiada o tym, jak w szóstej klasie ścięłam włosy na punka i jak wybiłam ząb własnej siostrze. I to jest właśnie magia zmieniających się pokoleń! Na co dzień czujemy jedynie ten znany powszechnie trud wychowania, który w dzieciństwie oznacza, że Mama jest dla nas całym światem, takim od rosołków z domowym makaronem, stłuczonego kolana i bajek na dobranoc. W czasie dojrzewania często wydaje się 6

nam, że ukochaną Mamusię ktoś w nocy wymienił na Matkę Dręczycielkę, Matkę Stu Pytań Bez Odpowiedzi czy też Matkę Mówiącą „NIE”. Na szczęście dorastanie kiedyś się kończy, zapewne w samą porę, by dostrzec w Matce taką Po Prostu Mamę z zaletami, do których zawsze tęskniliśmy, i wadami, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. A potem, gdy sami zostajemy rodzicami, w jakiś tajemniczy sposób znowu pragniemy, by Mama – Babcia była tuż obok, by służyła swoimi, niegdyś przedpotopowymi, a teraz nagle mądrymi radami, by w naszym rodzicielstwie podnosiła nas na duchu w chwilach zwątpienia, niczym dawniej, w trzeciej klasie, gdy trója z matmy wydawała się końcem świata. No i wtedy wreszcie, gdy sami mamy dzieci lub gdy nasza bezdzietna dorosłość nikogo już nie dziwi, dorastamy do prawdziwego spojrzenia na swoją Mamę – kobietę całe życie łączącą możliwe z niemożliwym, wiecznie pracującą czarodziejkę zegarów, dla której doba nie ma granic, Chińską Królową Cierpliwości – zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie nasze młodzieńcze wybryki. Jeśli dodamy do tego pomysłowość w wypełnianiu naszego czasu, nieustające, jakby mimo-

chodem przygotowywanie do życia i owo uczucie bliskości, którego łaknęliśmy jako dzieci, okazuje się, że Zwyczajna Mama to maszyna najwyższej jakości, której jeszcze nie wymyślono. A jednak istnieje i teraz mamy okazję znowu jej za wszystko podziękować. Moja babcia w Dniu Matki siedziała na swoim krzesełku, ubrana w odświętną chustkę, i z niezwykle zadowoloną miną przyjmowała od swych licznych dzieci kolejne kwiaty w doniczkach, bombonierki i kapcie. Zięciowie dokładali koniaczek na poprawę zdrowia Szanownej Mamusi, a my, wnuczęta, uczyliśmy się, jak sprawiać radość osobie, która nawet i bez swojego święta zawsze będzie robić to, co do niej należy. Tak naprawdę bowiem trudno jest wyróżnić w oryginalny sposób Dzień Matki, skoro nasze dobre i satysfakcjonujące życie jest przecież dla Mam nagrodą każdego dnia. Myślę jednak, że te wszystkie laurki, kwiaty, słodycze i drobiazgi są talizmanami, które odpędzają wszystko co złe, a co Mamom uczyniliśmy. Jednocześnie za ich pomocą przekazujemy wiarę w zdrowie, spokój i dobry los. Pamiętajmy więc o Dniu Matki, bo o tę pamięć chodzi przede wszystkim. AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Z poradnika młodej tłumaczki

P

rowadząc konwersację mailową z redaktor naczelną „Monitora“, wymieniałyśmy poglądy i spostrzeżenia na temat tłumaczeń z języka polskiego na słowacki i odwrotnie. Stwierdziłyśmy, że ci, którzy to robią sporadycznie, często narażeni są na pułapki w postaci niesolidnych agencji, zlecających tłumaczenie. Tak zrodził się pomysł, by oprócz przedstawienia tłumaczy, którzy tym fachem parają się na co dzień, i ich pracy (zob. „Monitor Polonijny” 4/2007), przedstawić i tych, którzy tłumaczeniami zajmują się okazjonalnie, wykonując oprócz tego inny zawód. Do tej grupy właściwie można zaliczyć chyba każdego z nas. Któż nie tłumaczył chociażby na użytek rodziny z Polski? Kto choć raz nie spróbował i nie podjął wyzwania przetłumaczenia choćby listu? Opisem tych doświadczeń moglibyśmy zapełnić z pewnością cały numer naszego miesięcznika. Postanowiliśmy zatem się ograniczyć i tym razem przedstawić Państwu naszych rodaków, zajmujących się tłumaczeniami, z Nitry, Trenczyna i Koszyc. Zajmując się tłumaczeniami ustnymi, można zyskać naprawdę wiele. W grę wchodzi kontakt z ciekawymi ludźmi i osobowościami, miejscami i sytuacjami. Nabywa się w ten sposób doświadczenia i różnych pozytywnych cech. Wiem, że czasami można być rzuconym od razu na głęboką wodę. Satysfakcja murowana! Podczas tłumaczenia można

- dyrektor organizacji społecznej MAJ 2007

Tłumaczę dla różnych klientów i z różnych dziedzin życia codziennego. Dzięki swojemu przyjacielowi – tłumaczowi języka słowackiego w Polsce, który dostarcza mi większości tłumaczeń z różnych dziedzin i od różnych zleceniodawców, miałem możliwość spotkania wielu ciekawych ludzi. Tłumaczę więc dla różnych kli-

entów. Dla firm, instytucji samorządowych, wydawnictw... Najcenniejsze dla mnie są jednak tłumaczenia niekomercyjne – setki stron tekstów do słowackiej wersji czasopisma „Rycerz Niepokalanej”, założonego przez wielkiego Polaka św. Maksymiliana M. Kolbe. Dzięki Bogu nie muszę dzielić niewesoły los tłumaczy, którzy

są zmuszeni tłumaczyć na przykład setki stron tekstów wyłącznie technicznych. W ubiegłym roku tłumaczyłem jak dotąd najdłuższy tekst. Był to „Informator transgraniczny” – przewodnik po Beskidzie Niskim i bliskich okolicach po stronie polskiej i słowackiej. Jest kilka słów, które sprawiają mi problem w pracy tłu-

A N K I E TA

Dariusz Żuk-Olszewski

się wiele nauczyć. Nie tylko nowych słów, których w codziennym języku się nie używa, ale również panowania nad własną tremą, współpracy z mówcą, którego wypowiedzi tłumaczymy. Tłumaczenia pisemne rzadko wymagają pracy w zespole. Ograniczają się do kontaktu z agencją, zajmującą się tłumaczeniami, i sztuki negocjowania ceny za stronę. Dobre ceny udaje się uzyskać w przypadku zleceń ekspresowych. Zdarzyło mi się, że przecierając niewyspane oczy, o 7 rano odebrałam telefon z prośbą o przekład 1 strony tekstu. Z natury nie lubię narzekać, również w przypadku braku słowników. To sprawa indywidualna. Kiedyś udało mi się kupić niedostępny słownik polsko-słowacki dosłownie na ulicy. Ale to możliwe jest tylko w Warszawie, na stoisku z książkami w Al. Jerozolimskich. Moim ulubionym słownikiem jest ten fra-

zeologiczny, autorstwa Ferdinanda Buffy (wyd. NÁUKA PREŠOV, 1998). Szukając odpowiednich słowników, warto poszperać w dobrych antykwariatach lub dać ogłoszenie do prasy – być może ktoś będzie chciał się pozbyć pozycji, stojącej bezużytecznie u niego na półce od lat. Wśród tłumaczy panuje zgodne twierdzenie, że agencje zwykle chcą mieć przetłumaczony tekst jak najszybciej. Jest to trudne, gdy chodzi o tłumaczenie stosunkowo długie lub specjalistyczne. Nie kupuj kota w worku, czyli nie angażuj się, póki nie przeczytasz danego tekstu! Dobry tłumacz jest jak sportowiec, który gra w zagranicznym klubie. Na dodatek „trenuje” wiele dyscyplin jednocześnie, uczy się kolejnych, stale poszukuje nowych możliwości rozwoju. Nigdy nie odmówi (z wyjątkiem choroby) zrobienia przekładu. Dzięki swojemu kunsztowi może przyczynić się do doskonałego oddania myśli autora, pomagając mu zaistnieć w danej kulturze. Zatem osiągnięcie mistrzostwa w tłumaczeniu jest sprawą czasu, wytrwałości, solidności, wykształcenia, doświadczeń i predyspozycji. Przydatna jest też bardzo dobra znajomość jeszcze jednego języka. Zatem: do startu, gotowi… START! ALICJA KORCZYK-CHOVANEC

7


A N K I E TA

macza. Niestety język polski jest pod względem ilości słów bogatszy od języka słowackiego. Wspomniałbym tu jednak może nie pojedyncze słowa, ale cały tekst. Kilka lat temu tłumaczyłem instrukcję obsługi grzejników do mieszkań panelowych. Bardzo brzydki tekst... Największym moim problemem są chyba terminy. Większość klientów potrzebuje bowiem tłumaczeń „na wczoraj”. Spotykam się też (chyba jak wszyscy tłumacze) z mniej poważnymi klientami, ale muszę powiedzieć, że na szczęście nie często.

Halina Zemko z Koszyc Z zawodu jestem nauczycielką, a tłumaczeniami zajmuję się w wolnym czasie. Początkowo wykonywałam tłumaczenia zarówno ustne, jak i pisemne, ale w ostatnich latach, ze względu na pracę zawodową, zajmuję się prawie wyłącznie tłumaczeniami pisemnymi. Jestem tłumaczem przysięgłym, więc tłumaczę różne dokumenty, akta sądowe, umowy, wypisy z rejestrów

Wacław Gidaszewski - Słowackie Muzeum Rolnictwa w Nitrze - orędownik budowy kolejki wąskotorowej Najczęściej współpracuję z Kielcami, Krakowem, Poznaniem, Wrocławiem i Warszawą, reprezentując instytucję, w której pracuję. Oprócz tego zajmuję się również współpracą z ministerstwami, w tym polskim Ministerstwem Rolnictwa. Biorę także udział w spotkaniach z przedstawicielami ministerstw, które odbywają się w Pałacu na Malancie. Po 1989 roku nastał nowy okres, obfitujący w spotkania różnorodnych organizacji i przedsiębiorstw. Są to słowackie firmy w Polsce, np. przedstawicielstwo fabryki spawarek (zajmowałem się tłumaczeniem dokumentacji technicznej) czy zakłady melioracyjne. Świetnie współpracuje mi się z Narodowym Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie. Miałem zaszczyt być obecnym na inauguracji Hipolita – tak nazywa się parna lokomobila (Muzeum w Nitrze wykonało serwis

handlowych itd. Czasami bardzo trudno wytłumaczyć klientowi, że tłumaczenie przysięgłe musi mieć przetłumaczony każdy element występujący w oryginale, że nie można przetłumaczyć tylko tego, czego on potrzebuje. Współpracuję z dwoma biurami tłumaczeń, dla których wykonuję również zwykłe tłumaczenia tekstów technicznych, prawniczych, handlowych, korespondencji. Przyjmuję tylko tyle zle-

techniczny tej maszyny, wyprodukowanej w 1913 roku w znanej Fabryce Cegielskiego!). Często wyjeżdżam do Polski w charakterze przedstawiciela Międzynarodowych Targów Agrokomplex (w tym charakterze wkrótce udam się do Kielc), a w związku z tym najczęściej zajmuję się tłumaczeniami technicznymi. Pomagam w rozwijaniu współpracy, a zarazem w poszerzaniu grona firm, pragnących przyjechać na Agrokomplex. Najczęściej współpracuję z instytucjami z branż bliskich naszej, np. z Muzeum Chleba w Chorzowie (polecam!), Muzeum Wsi Kieleckiej, firmami zajmującymi się przemysłem drzewnym, zabytkami techniki itd. Najdłuższym tłumaczeniem na język polski była praca doktorska (50 stron) dla Wydziału Leśnictwa w Poznaniu. Największy problem stwarzają słowa podobnie brzmiące w obu językach, np. úroda – w przekładzie na język polski to urodzaj, a nie synonim piękna.

Pomysł dla www.polonia.sk Na stronie mogłoby się znaleźć miejsce na wykaz odpowiedników polskich i słowackich z zakresu słownictwa potocznego, coś w rodzaju polonijnej SK Wikipedii (wolnej encyklopedii). Byłoby to ciekawe dla wszystkich Polaków na Słowacji, frazeologów, leksykologów, a także, a może przede wszystkim dla tłumaczy. 8

ceń, aby mieć jeszcze czas dla rodziny, przyjaciół, na odpoczynek. Tekst specjalistyczny powinien tłumaczyć specjalista z danej dziedziny, co często nie jest możliwe i klienci zwracają się z prośbą do nas – niefachowców. Tego rodzaju tłumaczenia są bardzo pracochłonne Na szczęście mam w domu wspaniałych konsultantów: mąż pomaga mi z tekstami prawniczymi, córka z ruchem turystycznym i ekonomią, syn z tekstami technicznymi. Czasami muszę korzystać z pomocy konsultantów

Joanna Korczyk-Szabo - SPU w Nitrze Po 5-letnich studiach na Słowacji opanowałam dosyć dobrze zarówno język, jak i pisownię słowacką. Tłumaczenia to jednak duży problem. Na początku musiałam poznać problematykę tłumaczonych tekstów, aby ich przekład był łatwiejszy, gdyż słownictwo było mi już znajome. Zajmowałam się też tłumaczeniami naukowymi. Tłumaczenia przychodzą w najmniej odpowiednich chwilach – uroczystości, konferencje. Niekiedy tłumaczyłam od 2 do 3 artykułów na jedną konferencję międzynarodową. To było najgorsze, jak również i to, że na ostatnią chwilę. Miałam na to strasznie mało czasu, niekedy np. 3 dni. W ten sposób wzbogaciłam jednak słownictwo. Satysfakcjonujący był kontakt z językiem i współpraca z ośrodkami naukowymi w Polsce. Najtrudniejszy był początek, potem już było lepiej. Ponieważ powstały różne formy przedsiębiorczości, język wzbogacił się o nowe słowa, które często trudno było przetłumaczyć, gdyż w obu językach brakowało odpowiedników. MONITOR POLONIJNY


z Polski, którzy wprawdzie nie znają języka słowackiego, ale potrafią mi pomóc w wyborze właściwych terminów specjalistycznych albo tłumaczą opisowo, co który termin oznacza. Nie robię tłumaczeń tekstów medycznych i farmaceutycznych. Pracę bardzo ułatwia mi Internet. Po pierwsze, można tam znaleźć prawie wszystko, a po drugie, można się szybko skontaktować z każdym, kto może pomóc. Jeżeli coś mi długo chodzi po głowie i nie mogę znaleźć satysfakcjonującego mnie odpowiednika, opisuję problem, posyłam pocztą elektroniczną do Polski, a w odpowiedzi otrzymuję dwa, trzy trafne słowa, terminy.

Nie lubię zleceń, przy których na pytanie o termin realizacji tłumaczenia dostaję odpowiedź, że już wczoraj było za późno. Klienci wyobrażają sobie, że przeczytam zdanie i napiszę je w języku, na który tekst jest tłumaczony. „Jaki problem? Przecież pani umie po polsku i po słowacku”. Tłumaczenie jest dla mnie czynnością wzbogacającą słownictwo, poszerzającą moją wiedzę. Zmusza mnie do poszukiwań na stronach internetowych, w różnych słownikach. Czasami ze zdziwieniem stwierdzam, że zupełnie zapomniałam niektórych zwrotów, wyrażeń. Jeżeli nie goni mnie czas, praca ta mnie satysfakcjonuje, jest pewną formą odpoczynku.

Veronika Straková

dziny do drugiej, wytrzymywania paru godzin w skupieniu... Myślę, że to bardzo dobry i twardy trening. Do tej pory nie współpracowałam z żadnym biurem, więc nie mam doświadczeń, myślę jednak, że wolałabym sama szukać klientów, niż korzystać z pośrednictwa, do którego nie mam zaufania. Nie miałam też żadnych poważnych problemów z klientami, a wręcz odwrotnie, dobrze mi się z nimi współpracuje. Może dlatego, że nie mam problemu pytać się, jeśli czegoś nie rozumiem. Tłumacz, to nie słownik i encyklopedia w jednym, ale zwykły człowiek, który uczy się do końca życia. Mimo że tłumaczenie jest dla mnie bardzo stresujące, szczególnie ze względu na brak czasu, to jednak daje mi ogromną satysfakcję. Gdy skończę pracę i wiem, że nareszcie mogę chwilę odetchnąć, że nauczyłam się znowu czegoś nowego, a na koncie pojawią się pieniążki, to zapominam o bólu mięśni, stresie i nieprzespanych nocach. Trochę mi to przypomina opowiadania koleżanek o przeżyciach z porodu, albowiem każde tłumaczenie w pewnym sensie jest moim dzieckiem. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC, vs, hz

z Trenczyna Na co dzień pracuję w firmie mleczarskiej, której właścicielem jest spółka francuska, dla której robię tłumaczenia z francuskiego, ale zdarza się, że sporadycznie, podczas kontaktów z polską filią tłumaczę również na polski. Ponieważ studiowałam polonistykę, po godzinach pracy zajmuję się też tłumaczeniami z tego języka. Czasami jest ciężko, bo po paru godzinach pracy mam wrażenie, że muszę każde słówko sprawdzać w słowniku, a najlepiej w dwóch... Najlepszą pomocą okazuje się słownik ortograficzny, Internet albo, w wypadku kompletnej desperacji, „przyjaciel na telefon“, najlepiej jakiś krewny z Polski. Tłumaczenie pisemne potrzebuje czasu, by „dojrzało”, ale to tylko teoria, której uczyli nas na studiach. Rzeczywistość niestety jest taka, że klienci chcą dostać tłumaczenie jak najszybciej (tzn. wczoraj było za późno). O tym, jak często i długo tłumaczę, najlepiej powiedziałyby moje plecy... Tłumaczenia ustne, którymi zajmuję się w pracy codziennie (język francuski), są bardzo wyczerpujące. Bez żadnych przygotowań musiałam nauczyć się przeskakiwania z jednej dzieMAJ 2007

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Fobie. Jaki wdzięczny i ciekawy temat! Kto cierpi z powodu fobii, postrzegany jest przez otoczenie jako osobnik podejrzany. Przyznaje: taki jestem. Życie bez fobii jest piękne i ciekawe. Z fobią jest trudne, trudniejsze, strasznie trudnie, przeraźliwie trudne... Zwłaszcza wtedy, gdy ona uaktywnia się niespodziewanie i podstępnie. Korzystając z okazji świąt wielkanocnych, wybrałam się do chałupki położonej w Tatrach Niskich. Niestety, te Tatry dla mnie okazały się za wysokie... Niby nic, ale atak paniki w samochodzie, pokonującym tatrzańską przełęcz, nie należy do przyjemnych. Ani dla osoby bezpośrednio zaangażowanej w atak paniki (tak oględnie można nazwać osobę panikująca), ani dla osób postronnych, tzw. pasażerów. W takiej sytuacji, kiedy już zaczęłam oddychać samodzielnie, zrozumiałam, jaki jest najgorszy zawód świata. Nie, nie hutnik, pracujący przy piecu hutniczym, ani nie saper w Afganistanie czy rybak na Alasce. To kierowca autobusu, który codziennie, oprócz świąt państwowych i kościelnych, pokonuje trasę pomiędzy dwoma górskimi wioskami. I jedzie szerokim, tak strasznie szerokim, szerokim prawie na całą drogę autobusem! Nurtuje mnie jedno pytanie – czy do tych wysokości można się przyzwyczaić? Pewnie tak. Jeśli żyje się w górach od urodzenia to kilkaset metrów w górę czy w dół nie ma specjalnego znaczenia. Ale jak mamy tu żyć my – ludzie z polskich nizin geograficznych? Wiem, że Słowacja dla postronnych to kraj cudowny. Góry, piwo i świetna bryndza. Ale czy ktoś słyszał o „piwofobii” albo o „bryndzofobii”? Dlaczego akurat u mnie uaktywniła się akrofobia, czyli lęk wysokości? Może dlatego, że moje rodzinne województwo łódzkie jest jak placek, a najbliższe dostępne góry to chyba hałdy kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie. Drodzy Państwo, ponieważ chciałam być świadoma i wykształcona, więc przeczytałam nieco o fobiach. A tego nie powinnam robić. O rany! Myślałam, że cierpię jedynie na lęk wysokości. Nic z tego! Dotyczy mnie też akrofobia, hypsofobia, gefyrofobia oraz awiofobia. Lepiej, abyście się nie dowiedzieli, co znaczą te nazwy, bo dostaniecie od tego jakiejś fobii. MAJKA KADLEČEK 9


POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE

Janosik – dwa lata życia, będące inspiracją dla wielu pokoleń

wierniem naród swój miłował to jedyna moja wina [J. Botta, Śmierć Janosika]

ostać Janosika jest dobrze znana chyba każdemu czytelnikowi. Wychowując się na Słowacji, słyszałam o nim jako o szlachetnym, dobrym, słowackim zbójniku o niezwykłej sile, który bogatym zabierał, a biednym dawał.

10

krzywdę biłem

nie ma prócz niej żadnej innej“

P

Jako dziecko oglądałam o nim kreskówkę, a później czarno-biały film, w szkole uczyli mnie wiersza J. Botty „Śmierć Janosika“, coś mi się obiło o uszy również o jakimś musicalu... Tak więc wieści o nim towarzyszyły mi od dawna. Potem wyjechałam na studia do Polski, gdzie się okazało, iż i tam wszyscy go dobrze znają! Co więcej, większość twierdziła, że Janosik był Polakiem (!) i urodził się na Podhalu gdzieś pod Nowym Targiem, a nie w Terchowej, jak było mi wiadomo, część zaś uważała, że był on jedynie postacią z legendy. Dla wielu Polaków serial „Janosik“ był jednym z najbardziej ulubionych, a „Na szkle malowane“ okazało się być polskim dziełem... Nastała więc pora, by

„…w prawdzie żyłem

zebrać fakty, według których słowackie pochodzenie Janosika jest na tyle dobrze udokumentowane, że nie ma co do niego wątpliwości. Juraj Janosik urodził się w 1688 r. w Terchowej koło Żyliny w biednej rodzinie (zapis o jego chrzcie zachowały sie w metryce warinskiej). W wieku 18 lat został zwerbowany do antyhabsburskich wojsk Franciszka Rakoczego II. W 1708 r. po klęsce tych wojsk pod Trenczynem Janosik zbiegł do domu, lecz został ujęty przez cesarskich żołnierzy i wcielony do oddziału, stacjonującego na zamku w Bytczy, na którym więziono ku-

ruców. Tam spotkał Tomasza Uhorczika, który namówił go do zbójowania. Obaj wraz z kilkoma członkami „zielonego regimentu” uciekli i stworzyli uzbrojoną grupę, której przywódcą w 1711r. został Janosik. Stało się to prawdopodobnie dlatego, że z grupy odszedł Uhorczik, który się ożenił i próbował ustatkować pod nazwiskiem Martin Mravec. Janosik ze swoją kompanią działał na pograniczu węgiersko-polskim. Napadali głównie kupców, a oprócz nich plebanów oraz inne zamożne osoby. Prawdopodobnie mieli układy z niektórymi okolicznymi możnowładcami, którzy wyciągali ich z tarapatów w zamian za podział w łupach. Stało się tak np. podczas pierwszego ujęcia Janosika i osadzeniu go w lochu. Wtedy świadczył na jego korzyść wiceżupan komitetu liptowskiego, dając mu alibi i doprowadzając w ten sposób do jego uwolnienia. Rok później, wiosną 1713 r. Janosika schwytano po raz drugi i osadzono w Liptowskim Mikulaszu. Tym razem został oskarżony o zabójstwo plebana z Demanicy. Proces odbył się 16 i 17 marca 1713 r., a jego przebieg znany jest dzięki zachowanym protokołom. Sąd skazał Janosika na karę śmierci przez powieszenie na haku. Wyrok wykonano prawdopodobnie następnego MONITOR POLONIJNY


dnia po procesie. Janosik miał wtedy dopiero 25 lat, a zbójnikował niecałe dwa lata... Te dwa lata jednak wystarczyły, by po jego śmierci zrodziła się legenda. Ciężkie warunki życia, nędza spowodowały, że wśród górali zakiełkowało poczucie krzywdy i pragnienie nagłej odmiany losu. W tej sytuacji opowieści o bohaterskim harnasiu, który pomagał biednym, zaczęły odzwierciedlać ich marzenia. Te gawędy szerzyły się także za granicą, przemówiły do ludzi z polskich gór i lasów oraz z morawskiej części Czech (w skansenie budownictwa ludowego w mieście Rožňov pod Radhoštěm stoi rzeźba przedstawiająca Juraja Janosika), a to z kolei zapoczątkowało jego „karierę literacką“ we wspominanych już krajach. Na Słowacji temat „słowackiego Robina Hooda“ głęboko przeniknął do sztuki nie tylko ludowej. Stał się on bohaterem pieśni Janka Kráľa, Sama Chalupki, a przede wszystkim utworu Jana Botty „Śmierć Janosika”. Powieści o Janosiku napisali P. Beblavý, G. Maršall-Petrovský, J. Hrušovský i M. Ferko. Janosik inspirował też autorów dramatów, takich jak S. Petruš, E. M. Škultéty, M. Rázusová-Martáková, Ľ. Feldek itp. W sztukach plastycznych uwiecznili go między innymi J. Alexy, M. A. Bazovský, M. Benka, Ľ. Fulla, F. Štefunko, K. Sokol. J. L. Bella skomponował kantatę „Ślub Janosika”, B. Urbanec „Zbójnicki taniec”, a J. Cikker operę. Pierwszy film o Janosiku nakręcono na Słowacji już w 1921 roku. Film ten, w reżyserii Jaroslava Siakeľa, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po raz drugi historię Janosika sfilmował w roku 1935 Martin Frič, a następne powstały w latach 1962-1963 roku. Tym razem reżyserem był MAJ 2007

Paľo Bielik – odtwórca roli Janosika z poprzedniego filmu. Filmy te noszą tytuł „Janosik I” i „Janosik II”. Postać legendarnego harnasia inspirowała również partyzantów podczas II wojny światowej, kiedy to powstała Partyzancka Brygada Janosika. Nie mniej dzieł o Janosiku powstało również w Polsce. Najbardziej znanym jest 13-odcinkowy serial telewizyjny pt. „Janosik” z 1974 roku w reżyserii Jerzego Pessendorfera, którego akcja rozgrywa się na początku XIX wieku na Podhalu, co znaczy, że nie ma on wiele wspólnego z autentycznymi wydarzeniami i autentyczną postacią. Trzeba zaznaczyć, że serial ten cieszył się i cieszy nadal ogromną popularnością i chyba nie spotkałam w Polsce nikogo, kto by go nie widział! Na jego podstawie nakręcono również film pełnometrażowy. W roku 2005 roku zrealizowano polsko-słowacko-czeski film, zatytułowany „Prawdziwa historia Janosika i Uhorcika”. Film ten wyreżyserowały Agnieszka Holland i Kasia Adamik. Żadnemu czytelnikowi na pewno nie obca też jest słynna polska śpiewogra „Na szkle malowane” z muzyką Katarzyny Gärtner i librettem Ernesta Brylla. Przedstawienie to od czasu prapremiery w Warszawie wystawiane było około 600 razy, a w bratysławskim Słowackim Teatrze Narodowym od premiery w roku 1974 jeszcze więcej, bo około 670 razy! Jeśli idzie o motyw Janosika w polskiej poezji, to wykorzystał go chociażby K. Przerwa-Tetmajer w swoim wierszu „Jak Janosik tańczył z cesarzową“. Zarówno na Słowacji, jak i w Polsce można się spotkać z licznymi hotelami, pensjonatami, karczmami, których nazwa nawiązuje do tradycji Janosika.

Jego imię noszą również niektóre potrawy lub uroczystości. W Polsce czasami można się zetknąć z bardzo oryginalnym wykorzystaniem nazwiska Janosika – tak na przykład nazywa się firma, która swoje nadwyżki finansowe przeznacza na cele charytatywne. Ponadto imię słynnego harnasia nosi program komputerowy, będący wolną, otwartą i darmową programu „Płatnik” i wymagany przy elektronicznym przekazywania dokumentów do ZUS. Co więcej, wyhodowano polską odmianę arbuza, którego nazwano „Janosikiem”. Trudno nie doceniać postaci Janosika w tradycji, bo, jak widać, do dziś postać ta na wiele sposobów inspiruje twórców (i nie tylko) w kilku państwach. ANDREA CUPAŁ-BARICOVÁ

11


Krzysztof Piesiewicz: „Współczesność trzeba opisywać

WYWIAD MIESIĄCA

K

w kropli wody“

rzysztof Piesiewicz – adwokat, polityk (senator), scenarzysta filmowy, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego (1970), prowadzący od 1973 praktykę adwokacką. W okresie stanu wojennego brał udział w procesach politycznych jako obrońca m.in. działaczy „Solidarności” Huty Warszawa i „Ursusa”, Radia „Solidarność”, a także jako oskarżyciel posiłkowy w procesie o uprowadzenie i zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. Jest współautorem większości scenariuszy filmów Krzysztofa Kieślowskiego, m.in. „Dekalogu“, trylogii „Trzy kolory” („Niebieski”, „Biały“, „Czerwony”), „Podwójnego życia Weroniki“ i innych. Za scenariusze duet Piesiewicz i Kieślowski był wielokrotnie nominowany do prestiżowych nagród, np. Cezara za „Trzy kolory” – „Niebieski” i „Czerwony”, BAFTY (Nagroda Brytyjskiej Akademii Sztuki Filmowej) i Oscara (za Bohaterowie filmów, do których napisał Pan scenariusze, musieli dokonywać trudnych wyborów. Dlaczego starał się Pan uchwycić moment życiowych dylematów Pańskich bohaterów? Dotykałem problemów egzystencji ludzi związanych z prawem, bo akurat troszeczkę się na tym znam. Wydaje mi się, że w każdej przestrzeni, w każdej działalności trzeba dokonywać wyborów, bez względu na to, czy to życie policjanta, lekarza, nauczyciela, sędziego czy hydraulika, bo i ten przecież musi wiedzieć, jak rurę poprowadzić, żeby działała. W każdej przestrzeni są to wybory związane z egzystencją. Obraca się Pan w świecie polityki. Czy dla Pana jako scenarzysty nie jest to odpowiedni temat, umożliwiający pokazanie widzowi, jakich wyborów muszą dokonywać politycy? Wie pani, ja jestem w dosyć nietypowej sytuacji, ponieważ mnie naprawdę, a mówię to 12

„Trzy kolory: Czerwony”, kiedy to nagrodzono scenariusz QuentinaTarantino i Richarda Avary do filmu „Pulp Fiction”). Na podstawie jednego z ostatnich scenariuszy wspomnianego duetu, zatytułowanego „Niebo”, film dla amerykańskiej wytwórni Miramax zrealizował niemiecki reżyser Tom Tykwer. Krzysztof Piesiewicz jest członkiem m.in. Amerykańskiej Akademii Filmowej i Rady Etyki Mediów. Po dłuższej przerwie ponownie pisze dla kina, czego efektem jest m.in. scenariusz „Cisza”, według którego Michał Rosa nakręcił film, który można było zobaczyć w marcu w ramach bratysławskiego Festiwalu „Febiofest“. Najbardziej znany polski scenarzysta, będący gościem tegoż festiwalu, po konferencji prasowej dla słowackich dziennikarzy zgodził się odpowiedzieć na pytania dla czytelników „Monitora Polonijnego“.

szczerze, nie interesują żadne funkcje władzy. Ale jest Pan senatorem! Tak, jestem senatorem. Po pierwsze dlatego, ponieważ pełnienie tej funkcji jest jakby kontynuacją mojego wykształcenia prawniczego, a po drugie – senatorem zostałem w bezpośrednich wyborach, w których ludzie głosują na konkretne osoby. Do Senatu przechodzą ci, którzy uzyskują największą ilość głosów. A zatem wygląda to tak, jakbym przyjmował pełnomocnictwo jako adwokat od większej liczby osób w Warszawie, bo aż od 400 tysięcy mieszkańców tego miasta! Reprezentuję ich interesy i to jest obecnie mój związek z prawem. Mam pełnomocnictwo od ludzi i jestem bezpartyjny. Oczywiście bycie w parlamencie jest przestrzenią polityczną i, przyznaję, miałem różne propozycje od różnych partii…

A jakie to były propozycje? Różne, różne. Nie chcę o tym mówić. Czy więcej może Pan oferować światu, będąc senatorem, czy scenarzystą? Wie pani, to są różne przestrzenie, ale w każdej chodzi o dialog międzyludzki. Twórczość jest próbą podjęcia rozmowy z ludźmi, dotykania spraw, które ich interesują. Język czy ton filmu mogą powodować, że ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać. Adwokatura też jest formą dialogu, ponieważ przemawianie, argumentowanie musi być pewną formą dialogu. Polityka też powinna być oparta na dialogu, bo inaczej staje się dyktatem. To wszystko są naczynia połączone. Suma tych działań może wyzwolić to, że ludzie zaczną ze sobą rozmawiać i się porozumiewać, a nie „przeciągać linę”. To bardzo ważne w demokracji, bo MONITOR POLONIJNY


Rozumiem, że idąc jedną czy drugą ścieżką ma Pan podobny cel: zmieniać świat. Która ścieżka jest bardziej skuteczna? Wszystkie są ważne. Jestem przekonany, że ważny jest sposób myślenia, bo coraz częściej mamy do czynienia z próbą naginania innych ludzi do swoich, poprawnych poglądów. To idzie i z lewa, i z prawa. My żyjemy w świecie, dyktującym nawet poprawność estetyczną, jak co ma wyglądać, jak człowiek ma się poruszać, co ma włożyć na grzbiet. Dzieje się tak również w przestrzeni zachowań seksualnych, obyczajowych. Jak Pan ocenia projekt braci Kaczyńskich, dotyczący budowania IV RP? Proszę pani, niech sobie ludzie stawiają cyferki, niech sobie kombinują! To jest tak zwana przestrzeń gry politycznej. Natomiast każdy Polak i każdy Europejczyk musi pamiętać, że to, co się stało w 1989 roku, szczególnie dla Polaków jest jednym z największych wydarzeń w dziejach państwa polskiego. Jeszcze nigdy Polacy nie uzyskali tak dużo za tak małą cenę. Sukces był gigantyczny. Jeszcze nigdy od ty-

MAJ 2007

siąca lat Polska nie potrafiła zmienić swojego układu geopolitycznego, jeszcze nigdy Europa nie była tak zintegrowana! To zasługa bardzo wielu ludzi, którzy w tej chwili są potępiani, a ich autorytety są kwestionowane. Ja w to myślenie nie wchodzę, ja tylko proponuję, aby zatrzymać się w tym biegu, który ma cyferkę IV, i zastanowić się, czy to nie przyniesie szkód. Nie pozwolę odebrać sobie tego wielkiego sukcesu, który osiągnęliśmy między rokiem 1989 a 2004, kiedy to na Palcu Zwycięstwa w Warszawie wciągnięto na maszt flagę Unii Europejskiej. Unia to największy projekt w dziejach ludów, zamieszkujących Europę, projekt mający swoje problemy, mankamenty i słabości, wynikające z ludzkich charakterów, z przerostu biurokracji itd., ale to wielki projekt. Mało jest takich krajów jak Polska, mających taki bagaż doświadczeń, krajów, które powinny na kolanach, pazurami budować wspólnotę. Mówił Pan o skarbie, który Polska zyskała za małą cenę… Za stosunkowo małą cenę!

…czy rozumiem dobrze, iż uważa Pan, że w Polsce źle się gospodarzy tym skarbem? Ja bym wymagał jednego: spokojnego, obiektywnego, szczerego, prawdziwego opisu przeszłości. Również tej przeszłości z okresu realnego socjalizmu i totalitaryzmu. Nie może Pan w tym pomóc piórem scenarzysty? O, wie pani, to jest bardzo skomplikowane! Robienie filmów to nie jest tylko kartka papieru. To są miliony euro czy złotych. To są duże przedsięwzięcia. A poza tym ja nie jestem scenarzystą filmów historycznych! Niech się tym zajmują inni.

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

jeżeli tego nie ma, to coś zaczyna korodować. Źle jest, kiedy do głosu dochodzą ludzie, którzy wiedzą lepiej albo najlepiej.


Ależ proszę pani, dziś polskie kino nie budzi zainteresowania, ale może za dwa lata zacznie. Mnie się wydaje, że jest zbyt duży nacisk na sukces.

A współczesność? Wie pani, współczesności nie można opisać w ten sposób, że się poruszy wielkie sprawy polityczne. Współczesność trzeba opisywać w kropli wody, pojedyncze zjawiska, pojedyncze sytuacje. Oczywiście, próbuję to opisywać właśnie w kropli wody, z perspektywy mikrokosmosu.

Czy to coś złego, że ktoś chce odnieść sukces? W sztuce sukces osiąga się wtedy, gdy najpierw jest nacisk na szczere opisanie świata i mówienie od siebie. Myślę, że polscy filmowcy oglądają za dużo filmów, za dużo telewizji, a za mało przyglądają się światu. Ale, porównując takiego kolosa, jakim było kino włoskie, a jakie jest w tej chwili, to też możemy mówić o kryzysie, prawda?

Podczas konferencji prasowej dla słowackich dziennikarzy powiedział Pan, że tacy ludzie jak Pan czy Kieślowski, miewali „pod górkę“. Czy dziś ma Pan „pod górkę“? Proszę pani, zawsze jest „pod górkę“, gdy myśli się w sposób niezależny. Posłużył się Pan cytatem Kieślowskiego: „Żeby było lepiej, musi być gorzej“. Interesuje mnie, jak Pan ocenia dzisiejszą rzeczywistość – teraz jest lepiej czy gorzej? Nie wiem. Mnie się wydaje, że wielu ludziom jest ciężko, ale ciężko w sposób bardzo względny, ponieważ nigdy w naszej przestrzeni geograficznej tak wielu ludzi nie miało takiej wolności. Ale często ta wolność to niesamowite wyzwania.

Czyli to jest naturalna sinusoida? Tak, tak mi się wydaje. Szkoda, bo na przykład kino włoskie to był fenomen absolutny! Przepiękny wachlarz obrazów, które opisywały świat w sposób wiarygodny, z miłością i ogromną empatią. A kiedy, według Pana, polskie kino było na górze sinusoidy? Mnie się wydaje, że to były lata 60-te i 70-te. Kieślowski to już była ostatnia dekada XX wieku. Kieślowski się wymknął… Jego fenomen polega na tym, że znają go i uwielbiają w Japonii, Indiach, Korei, a obecnie zaczyna

Jest Pan członkiem akademii filmowej, ma Pan możliwość oceny polskiego kina w szerszym kontekście… Nie ma się co oszukiwać, że to kino nie budzi zainteresowania. Taka jest prawda! To dlaczego na przykład Czechom się udaje? 14

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Myśli Pan, że polskie społeczeństwo nie dojrzało do wolności? Nie, dojrzało, ale często wszystko rozmienia na drobne. Jest skłonne do strasznego indywidualizowania, do konfliktów. Trudno jest się w nim dogadać. Ale nie narzekajmy, jeszcze wszystko przed nami!

być bardzo popularny, a nawet kultowy w Chinach. Czy to oznacza, że w Polsce był niedostatecznie doceniany? Eee, niedoceniany! Wie pani, to jest taka przekora. Ludzie walczą z nim, bo być może jego cień przykrywa inne rzeczy. Stąd to się bierze, a, jak pani wie, Polakami często kieruje, nie chcę używać niezręcznych słów, delikatnie mówiąc – zazdrość. Pan również pracuje obecnie bardziej na polu międzynarodowym… A to z wielu przyczyn. Jest mi łatwiej dogadać się na zewnątrz, mam lepsze warunki, nie potrzebuję się tłumaczyć, dlaczego robi się właśnie mój film, a nie kogoś innego. Jest to bardziej komfortowe. Czyli ze względu na uciski i naciski? Wie pani, ja akurat jestem osobą publiczną, mógłby mi ktoś zarzucić… Konflikt interesów? Tak. W tej chwili jest Unia Europejska i, jeżeli przyjmie się właściwy ton, mamy możliwość dogadywania się wśród Europejczyków. Najnowszy Pana scenariusz opowiada o świecie mediów. Obserwuje Pan coś niepokojącego w tym środowisku? W każdym środowisku są łobuzy i wspaniali ludzie. Wśród dziennikarzy też. Mówiąc najkrócej, demokracja to wybory, wybory to świadomość, a świadomość kształtuje się na podstawie prawidłowej informacji. Wybory, które potem następują, dokonywane są pod wpływem tej informacji, a z tym nie ma żartów! To bardzo poważna sprawa. Nie będę zdradzać więcej szczegółów. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Natalia Kukulska N

atalia Kukulska, jedna z najpopularniejszych piosenkarek, stale bardzo ambitna, poszukująca i niespokojna twórczo. Śpiewa od siódmego roku życia, teraz inaczej – dojrzalej. Lubi eksperymentować ze stylami i brzmieniem głosu.

Urodziła się w rodzinie artystycznej: ojciec Jarosław Kukulski jest znanym kompozytorem, a mama Anna Jantar była jedną z największych gwiazd polskiej piosenki lat 70-tych, zginęła w katastrofie lotniczej w 1980 roku. Natalia, będąc dzieckiem, nagrała płyty „Natalia” i „Bajki Natalki”. W 1992 roku ukazała się jej płyta zadedykowana papieżowi Janowi Pawłowi II, zwierająca najpiękniejsze polskie kolędy. Jej solowe albumy to oprócz już wymienionych wyżej: „Natalia Kukulska”, „Tobie”, „Autoportret”, „Puls”, „Światło”. Artystka ma na swoim koncie tak wiele najróżniejszych artystycznych przedsięwzięć, ciekawych i wyjątkowych duetów, że nie sposób ich wszystkich wyliczyć. W 1997 roku reprezentowała Polskę na festiwalu w szwedzkim Karlshamn, gdzie zdobyła nagrodę puMAJ 2007

bliczności oraz III nagrodę jury. Tego samego roku zdobyła II nagrodę jury i nagrodę publiczności na Międzynarodowym Festiwalu w Sopocie. Nagrywała i współ-

pracowała z wybitnymi zagranicznymi artystami, takimi jak: holenderska grupa R’N’G’, slynnym producentem muzycznym Davidem Fosterem czy Jose Carrerasem, a we wrześniu 2005 roku na festiwalu sopockim wystąpiła w duecie z brytyjską gwiazdą Lemarem, śpiewając piosenkę „Let’s stay together”.

W 1999 roku wydała „Autoportret”, za który zyskała Złotą Płytę m.in. za wyjątkowe połączenie swojego głosu z głosem mamy Anny Jantar w takich piosenkach, jak „Tyle słońca w całym mieście”, „Przychodzimy tylko raz“. W 2005 roku ukazał się dwupłytowy album „Po tamtej stronie“. Pierwsza płyta zawiera piosenki w wykonaniu Anny Jantar – mamy Natalii, druga w jej własnym wykonaniu. Rok wcześniej zdecydowała się wystąpić w musicalu i na scenie Teatru Muzycznego „Roma” w Warszawie, gdzie zagrała tytułową rolę w „Miss Sajgonu”. Obecnie pracuje nad nową płytą. W jednym z wywiadów stwierdziła: „Zmie-

niam się pod każdym względem, muzycznie jestem gdzieś indziej i przyznam się, że czasem cierpię, wracając do swoich poprzednich płyt. Skończyłam 30 lat, poczułam mobilizację. Dziś jestem w pełni sił“. Jej ostatnia solowa płyta wyszła prawie 4 lata temu, czyli stosunkowo dość dawno, ale Natalia nie robi nic na silę. I jeszcze jedno wyznanie artystki: „Ludzie zawsze będą widzieć we mnie mamę, ale ja zakończyłam już przygodę z jej muzyką. Znalazłam w sobie nową energię, zaczynam nowy etap!“. URSZULA SZABADOS


„Król Roger“ FOTO. M. GROTOWSKI

W

nie, przynajmniej mogę o wydarzeniach scenicznych pisać! „Król Roger“, którego wyreżyserował we wrocławskiej operze Mariusz Treliński, stał się wydarzeniem sezonu. Spektakl powstał w ramach obchodów Roku Karola Szymanowskiego. Treliński wcześniej, w 2000 roku wyreżyserował „Króla Rogera“ w warszawskim Teatrze Wielkim. Opera nawiązuje do dziejów autentycznego władcy, który panował na Sycylii w latach 1130-1145. Treliński we wrocławskim spektaklu przeniósł akcję do współczesności. Tytułowy Roger ma niemalże wszystko: władzę, pieniądze, jest piękny i zdrowy.

Jednakże pojawienie się w jego świecie żyjącego według innych zasad Pasterza ten porządek burzy. Pasterz staje się symbolem buntu jednostki, porywa za sobą tłumy, łącznie z żoną tytułowego bohatera Roksaną. Spektakl Trelińskiego opowiada o kryzysie wieku średniego, o tragedii Rogera, który na koniec ulega przemienianie, odnajdując sens życia. Kameralna, minimalistyczna konwencja scenograficzna (twórcą scenografii jest Słowak Boris Kudlička, współpracujący z Trelińskim na deskach światowego teatru) jest świetnym tłem do muzyki Szymanowskiego. Opera w sposób urzekają-

cy przedstawia nie tylko historię Rogera, ale bogactwo muzyki Szymanowskiego. Wystawiony w 70. rocznicę śmierci kompozytora „Król Roger” stał się wydarzeniem muzycznym w Polsce, a opera wrocławska pod kierownictwem Ewy Michnik jeszcze raz pokazała swój wysoki poziom. Obcowanie z muzyką tak wybitnego kompozytora, jakim niewątpliwie był Karol Szymanowski, stało się dla mnie nie tylko zachętą do sięgania po dzieła muzyki poważnej, ale też powodem, by powspominać dawne czasy… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WROCŁAW

FOTO. M. GROTOWSKI

Kiedy we wrocławskich przedszkolach rozpoczęto poszukiwania muzycznych talentów, wybrano i mnie. Zdałam egzaminy wstępne do szkoły muzycznej. W malutkim mieszkanku pojawił się sporych rozmiarów instrument – pianino i rozpoczęły się lata żmudnych ćwiczeń gam, pasaży, etiud i menuetów. Muzykiem jednak nie zostałam. W tym roku, w marcowy wieczór, siedząc na widowni wrocławskiej opery i studiując program przedstawienia, z przyjemnością zauważyłam znane mi nazwiska aktorów i muzyków – kolegów z lat szkolnych. Ha, pomyślałam, skoro nie występuję na sce-

tej rubryce przedstawiamy gusta muzyczne czytelników naszego pisma. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że na co dzień słucham muzyki Szymanowskiego. A jednak wydarzenie, jakim była premiera jego opery „Król Roger“, skłoniła mnie do napisania na ten temat.

„Król Roger”, reżyseria: Mariusz Treliński, scenografia: Boris Kudlička, kostiumy: Wojciech Dziedzic, kierownictwo muzyczne: Ewa Michnik, soliści: Andrzej Dobber, Aleksandra Buczek, Pawio Tołstoj, Rafał Majzner; Opera Wrocławska, premiera: 30 marca 2007 r.

MONITOR POLONIJNY


TO WARTO WIEDZIEĆ

W

dniu 14 grudnia 2006 roku Polska Agencja Prasowa wydała krótki komunikat: „Irena Sendlerowa, bohaterska Polka, która w czasie okupacji hitlerowskiej uratowała od zagłady ok. 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z getta warszawskiego, została nominowana do pokojowej Nagrody Nobla”. Kandydaturę Ireny Sendlerowej do pokojowej Nagrody Nobla zgłosił amerykański nauczyciel nauk społecznych Norman Conard w porozumieniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Izraela Ehudem Olmertem. W marcu 2007 roku Senat RP podjął uchwałę, w której złożył „hołd 97-letniej Irenie Sendlerowej /.../ oraz nie żyjącym i żyjącym członkom podziemnej Rady Pomocy Żydom ŻEGOTA i osobom ratującym Żydów w okupowanej Polsce”. Profesor Władysław Bartoszewski, działacz „Żegoty“, twierdzi, że pani Irena była „jednym z najwspanialszych ludzi, który wniósł zasługi do ratowania Żydów”. Pod petycją Forum Żydów Polskich, popierającą kandydaturę bohaterskiej Polki, skierowaną do Norweskiego Komitetu Noblowskiego, podpisały się tysiące osób prywatnych i organizacji z Polski i świata. Nie zabrakło podpisów prof. Władysława Bartoszewskiego, ks. Adama Bonieckiego, prof. Bronisława Geremka, b. prezydenta RP na emigracji Ryszarda Kaczorowskiego, prof. Leszka Kołakowskiego, bp. Tadeusza Pieronka, abp. Józefa Życińskiego, noblistki Wisławy Szymborskiej, Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Zanussiego.

Irena Sendlerowa – „laicka święta“

MAJ LUTY2007 2007

O Irenie Sandlerowej nie uczyliśmy się w szkole, albowiem do niedawna jej nazwisko nie figurowało w podręcznikach historii. Więcej wiedzieliśmy o Oskarze Schindlerze, który uratował 1100 Żydów, niż o Polce, która uratowała 2500 żydowskich dzieci. Uratowani ze Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” nazywają ją „matką Dzieci Holocaustu”, a literaturoznawca Michał Głowiński, który też zawdzięcza jej życie, mówi o niej „laicka święta”. W Czarnych sezonach wspomina: „Kiedy było trzeba uciekać ze »spalonego domu«, zjawiała się wielka, wspaniała Irena Sendlerowa, dobry duch ukrywających się”. Urodziła się 15 lutego 1910 roku w Otwocku. Jej pradziadek był powstańcem styczniowym, zaś ojciec – Stanisław Krzyżanowski – lekarzem społecznikiem, działaczem Polskiej

Partii Socjalistycznej, który wolnej Polski nie doczekał, albowiem zmarł w 1917 roku, zaraziwszy się od pacjentów tyfusem. Jego córka Irena w 1920 roku zamieszkała z matką w Warszawie. W latach 30-tych studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, działała w lewicującym Związku Młodzieży Demokratycznej, brała udział w proteście przeciw gettu ławkowemu dla Żydów, wstąpiła do polskiej Partii Socjalistycznej. Jeszcze w czasie studiów w 1931 roku wyszła za mąż za Mieczysława Sendlera, studenta filologii klasycznej. Po studiach podjęła pracę w utworzonym przez Wolną Wszechnicę Polską Ośrodku Opieki nad Matką i Dzieckiem – instytucji zajmującej się pomocą rodzinom bezrobotnych, dla której przeprowadzała wywiady środowiskowe. Po latach tak to wspomina: „Nigdy nie spotkałam takiej skrajnej nędzy u Polaków, jak u Żydów. Były rodziny żydowskie, w których jednego śledzia dzielono w szabat między sześcioro dzieci”. Wojna zastała ją na stanowisku opiekunki środowiskowej Wydziału Opieki Społecznej Zarządu Miasta Warszawy. Nadal zajmowała się biedotą żydowską. I chociaż od drugiego miesiąca wojny Wydziałowi nie wolno było udzielać pomocy materialnej osobom narodowości żydowskiej, to jego pracownicy na podstawie fałszywych dokumentów pomagali ok. 3000 Żydów z getta aż do jego zamknięcia w listopadzie 1940 roku. W Referacie Opieki nad Dzieckiem powstała zakonspirowana grupa pomocy, licząca początkowo 5, a potem 10 osób, którą kierował Jan Dobraczyński, znany po wojnie pisarz. 17


Irena Sendlerowa wspomina: „Początkowo kierowałam się raczej pobudkami emocjonalnymi, zdając sobie sprawę z potworności wegetacji za murami, starałam się pomóc dawnym przyjaciołom“. Jej konspiracyjna grupa, w skład której wchodzili: Irena Schultz, Jadwiga Piotrowska, Janina Grabowska, Jadwiga Bilwin, Iza Kreczkowska, Wanda Drozdowska, Lucyna Franciszkiewicz, Stanisław Papuziński, Róża Zawadzka i Janina Deneka, wchodziła do getta na podstawie legitymacji kolumny sanitarnej, przemycając w ubraniach lekarstwa, żywność, odzież i pieniądze. Szybko jednak okazało się, że ta pomoc to kropla wody w morzu cierpienia. Na ulicach getta codziennie pojawiały się zwłoki dzieci, przykryte gazetami lub szarym papierem. W tej sytuacji przemyt jedzenia i lekarstw już nie wystarczał. Z tego piekła trzeba było wyciągać dzieci, wyciągać za wszelką cenę – postanowiła Irena Sendlerowa. W 1942 roku trwała już likwidacja getta, a powstanie we wrześniu 1942 roku „Żegoty” – Rady Pomocy Żydom, finansowanej z budżetu Delegatury Rządu RP na Kraj, ułatwiło ratowanie dzieci żydowskich. Irena Sendlerowa została szefową referatu dziecięcego „Żegoty”. Grupa Sendlerowej przemycała dzieci poza mury getta czterema drogami. Sanitarką, którą codziennie jeździł do getta ze środkami dezynfekcyjnymi Antoni Dąbrowski, wywożono uśpione środkami nasennymi dzieci, zapakowane w workach, zgłaszając straży, że są to zwłoki ofiar tyfusu. Druga droga ratunku prowadziła przez przylegający do murów getta gmach sądu na Lesznie. Była to jednak droga niepewna, albowiem zagrożona przez szmalcowników. Dzieci wyprowadzano z getta również tajnymi przejściami przez piw18

nice domów, stojących po obu stronach getta. I to była trzecia droga, a czwarta wiodła przez zajezdnię tramwajową po żydowskiej stronie. Mąż jednej z łączniczek pani Ireny był motorniczym. Rano znajdował pod ławką karton z uśpionym dzieckiem i przewoził go na drugą stronę. Po aryjskiej stronie dzieci trafiały najpierw do konspiracyjnych oddziałów pogotowia opiekuńczego, a stamtąd do bezpiecznych miejsc. Wiele z nich znalazło schronienie w polskich rodzinach, wiele u sióstr zakonnych, które przechowywały je w 40 zakonnych sierocińcach. Najwięcej dzieci – ponad 500 – ocaliły siostry Rodziny Maryi. Wszyscy ich żydowscy podopieczni przeżyli, a siostrom udało się uniknąć represji. Mniej szczęścia miały szarytki - w 1944 roku na Powązkach za ukrywanie dzieci żydowskich Niemcy oblali benzyną i spalili żywcem osiem sióstr tego zakonu. Każde z wyprowadzonych dzieci otrzymywało nową tożsamość, nowe dokumenty. Pani Irena nie tylko wynajdywała kryjówki dla dzieci, ale prowadziła dokumentację, mającą ratować substancję narodu żydowskiego. Na cienkich bibułkach zapisywała prawdziwe imiona i nazwisko dzieci,

Irena Sendler przyjmuje odznaczenie w roku 1958

fikcyjne personalia i zaszyfrowane adresy. Ze względów bezpieczeństwa tę swoistą kartotekę prowadziła tylko ona. W dniu 20 października 1943 roku w nocy Sandlerowa została aresztowana przez Niemców i osadzona przy alei Szucha. Przez wiele dni i nocy była torturowana, ale o tym nie mówi. Wspomina natomiast szok, który przeżyła, gdy przesłuchujący ją gestapowcy pokazali jej grubą teczkę z donosami, pisanymi przez znajomych i nieznajomych. Nie zdradziła nikogo. Potem był Pawiak. Skazana została na śmierć. Wykupiła ją „Żegota” za pośrednictwem Marii Palestre. Wykupiła niemal w ostatniej chwili. Jej nazwisko znalazło się na już rozplakatowanej w Warszawie w lutym 1944 roku liście rozstrzelanych. Do końca wojny działała w pełnej konspiracji jako Klara Dąbrowska. Tuż przed wybuchem powstania warszawskiego swą bezcenną kartotekę ocalonych włożyła do butelki i zakopała pod jabłonią w ogródku zaprzyjaźnionych państwa Poniklewskich. Podczas powstania wraz ze Stefanem Zgrzembskim (późniejszym drugim mężem) stworzyła punkt sanitarny w piwnicach przy ul. Łowickiej. Po wojnie rozszyfrowaną dokumentację, dotyczącą ocalonych dzieci, pani Irena przekazała Adolfowi Bermanowi, sekretarzowi „Żegoty”, pełniącemu od 1947 roku funkcję przewodniczącego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce, dzięki czemu działacze tegoż komitetu mogli dotrzeć do ok. 2 tys. dzieci. Uzgodniono, że dzieci i ich opiekunowie do rozstania będą przygotowywani, ale niestety tego warunku nie dotrzymano. Niewiele z ocalonych dzieci odnalazło rodziny i tylko pani Irena wie, jak skomplikowane były ich powojenne losy. Ale i jej losy nie były proste. Po wojnie pracowała w opiece społecznej; tworzyła sierocińce, domy dla starców i dzienne pogotowia dla dzieci. Szybko zainteresował się nią Urząd Bezpieczeństwa. Od aresztowaMONITOR POLONIJNY


nia ocaliła ją interwencja żony dygnitarza UB, która była jednym z dzieci uratowanych w czasie wojny. Sandlerowa nie uniknęła jednak przesłuchań, dotyczących jej współpracy z Armią Krajową. Była wówczas w ciąży, dziecko urodziło się przedwcześnie i zmarło. W latach 60. nie ominęła jej bezwstydna kampania rozrachunków z tzw. syjonizmem w Polsce. Córkę jej skreślono z listy studentów, a ona musiała przejść na wymuszoną emeryturę. W 1965 roku Irena Sendlerowa otrzymała tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, ale dopiero w 1983 roku mogła wyjechać do Jerozolimy i w Yad Vashem zasadzić własne drzewko. W 1998 roku uczennice z Uniontown w stanie Kansas pod kierunkiem nauczyciela Normana Conarda napisały szkolną sztukę teatralną Życie w słoiku, opartą na życiu Ireny Sendlerowej. Wystawiona ponad dwieście razy w Stanach Zjednoczonych i w Europie, przyniosła rozgłos jej bohaterce. W dwu amerykańskich stanach 10 marca jest dniem Ireny Sendlerowej. W 2003 roku film Michała Dudziewicza Lista Sendlerowej otworzył Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentarnych w Sztokholmie. W tym samym roku Irena Sendlerowa została uhonorowana orderem Orła Białego. Jest też laureatką nagrody im. Jana Karskiego i otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela. Dziś 97-letnia pani Irena, mieszkająca w domu opieki przy klasztorze oo. bonifratrów w Warszszawie, poruszająca się na wózku inwalidzkim, chętnie spotyka się z ludźmi, udziela wywiadów, nie lubi, gdy mówi się o niej jako bohaterce. Zaszczyty, którymi po latach ją obdarzono, przyjmuje jako podziękowanie tym wszystkim, którzy, nie dbając o zagrożenie własnego życia, podawali rękę tonącym. „Taka była potrzeba – twierdzi Irena Sendlerowa. – Naród polski, kiedy zaczęła się wojna, krwawił bardzo. Ale jeszcze bardziej krwawili Żydzi, a w tym narodzie – niewinne dzieci”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MAJ 2007

Harar Radosława Kobierskiego T

rzydziestokilkuletni pisarz Radosław Kobierski może chlubić się bogatym dorobkiem literackim, na który składają się tomy poezji i opowiadań. Przed wydanym w 2005 roku Hararem (Wydawnictwo W. A. B ., 1999) ukazały się następujące tytuły tegoż autora: Niedogony (1997), Rzeź winiątek (1999), Wiek rębny (2000), We dwójkę płyną umarli (2002), Południe (2004). Jego wiersze i proza były tłumaczone na języki serbski, włoski i węgierski. Czytelnika z całą pewHarar to opowieść nością zaskoczą niektóre o wchodzeniu chłopca dziwne tytuły utworów w dorosłość, w wiek Kobierskiego, w tym takmęski, oznaczający przeże powieści, którą pragde wszystkim przejście nę polecić. Sam autor od beztroski do odpoBLIŻEJ objaśnia jej tytuł dwukwiedzialności z wszystPOLSKIEJ KSIĄŻKI rotnie. W motcie do kimi zasadzkami, które książki informuje, że Hapodczas tego procesu rar to miejscowość, do której na człowieka czekają. udał się Artur Rimbaud, gdy Myliłby się jednak czytelnik, porzucił poezję na rzecz bar- oczekując, że znajdzie w ksiądziej intratnego zajęcia – han- żce studium młodego pokoledlu. Po raz drugi Kobierski ty- nia i jego oczami ujrzy współtuł umieszcza w bardzo istot- czesną rzeczywistość. Nie to nym dla czytelnika kontekś- było autorskim zamiarem. cie, pisząc: „Harar, Powieść Kobierskiego bo brzmieniowo kojest przede wszystkim jarzy mi się ze słopowieścią psychologiwem horror. Bo jest czną, a jej bohater z cahistorią ucieczki przed łą pewnością nie jest odpowiedzialnością, typowym przedstawia w ostatecznym racielem pokolenia, do chunku – ucieczką którego metrykalnie w odpowiedzialność”. należy, i tę odmienność 19


doskonale sobie uświadamia. Zdaje sobie sprawę, że jego koledzy ze studium policealnego: „Inaczej się ubierali, zachowywali, nawet mówili innym językiem. Pamiętaliśmy tych samych ludzi, zdarzenia, czasy, ale ich stosunek do tych zdarzeń, czasów, ludzi był diametralnie inny, nie emocjonalny, nie nabożny ani wiernopoddańczy. Raczej obojętny. Przejawiali jakąś trudną do opisania szybkość w działaniu, nie tylko z powodu amfetaminy. Stałem w miejscu, oni szli naprzód“. Bohater Kobierskiego spogląda przede wszystkim wstecz, w stronę trudnego dzieciństwa, które w fazie dojrzewania jest powodem jego nerwicy i depresji, gdy, jak mówi: „Obawiałem się powrotu, wolałem zostać w niczyim pokoju, sycąc

„jj”

P

rzestaję rozumieć, co się do mnie mówi i pisze. Starzeję się. Może tego nie odczuwam tak bardzo fizycznie, ale za młodym pokoleniem nie nadążam językowo.

Zawsze tak było, że młodzi tworzyli własny język jako wyraz swojej integracji, odrębności i buntu przeciw „starym”, ale współczesny język młodzieży, zarówno polskiej, jak i słowackiej, nigdy chyba nie był tak wulgarny i tak ubogi. Moje obserwacje pokazują, że charakteryzuje go niewielki zasób słow20

się miazmatami przeszłości, wolałem trwać w sytuacji bez wyjścia, bez wpływania na rzeczywistość, wegetować niż wracać i próbować jednak podjąć jakiś wysiłek”. Swe własne przeżycia konfrontuje z przeżyciami odchodzącego ojca. Często na swe doznania patrzy przez pryzmat otoczenia. Z depresji, ze swoistego bezruchu wyrywa go dopiero spełniona miłość i ojcostwo, do którego dochodzi powoli, pełen obaw, by w końcu z satysfakcją przyjąć na siebie odpowiedzialność, która kiedyś zdawała mu się brzemieniem ponad jego siły. Powieść Kobierskiego różni się od prozy jego rówieśników, jej tok jest znacznie wolniejszy, a w centrum autorskiego zainteresowania są zakamarki duszy ludzkiej. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

nictwa i ogromna skrótowość. Młodzi ludzie chcą przekazać wiele, ale za pomocą jak najmniejszej ilości słów. Co prawda tendencja do skrótu, obok tendencji do precyzji, była zawsze główną cechą rozwojową polszczyzny (i nie tylko), ale te obecne skróty to, mam niekiedy wrażenie, skró-

Gdzie jesteśmy?

No właśnie gdzie? Dlaczego nas nie widać pomimo tego, iż w statystykach wspomina się liczbę co najmniej 3000 osób? Pewnie, każdy z nas zna może jednego, może kilku Polaków i na tym koniec. Gdzie jest reszta? Czasami może rzeczywiście lepiej jest wtopić się w tłum. Może nie w każdej sytuacji zwyczajnego dnia korzystne jest „chwalić” się swoją polskością. Zwłaszcza, jeśli posiada się tylko jeden paszport – polski. Są to sytuacje zwyczajne, np. odbiór przekazu na poczcie, gdy pani w okienku po raz kolejny w tym samym roku patrzy na właściciela obcego paszportu jak na przybysza co najmniej z Marsa. Albo przy zapisie do biblioteki czy przy wniosku o kredyt... Nie wiem jak wy, ale ja raczej korzystam z karty cudzoziemca. To taki drobiazg, ale dzięki niemu w podobnych sytuacjach w jakiś sposób oddalam się od swojej polskości. Może dla swojej wygody, bo pani na poczcie przynajmniej z kartą stałego pobytu nie biega po całym urzędzie i nie konsultuje ze współpracowniczkami, czy na dany paszport może wydać list...

OJĘZYKOW KIENKO E ty skrótów, nieczytelne dla zwykłego użytkownika języka (i pewnie o to chodzi!). Zdarza się – i to dość często – że elementy slangu młodzieżowego zakorzeniają się w polszczyźnie ogólnej. Często stoi za tym chęć odmłodzenia się „starych” lub chęć przypodobania się młodym. Zawrotną karierę zrobiło np. początkowo młodzieżowe słówko „okej”. Wydaje się ono pożyczką stosunkowo niedawną. Ale czy pamię-

tacie Państwo stare, przedwojenne filmy? Przecież w jednym z nich Eugeniusz Bodo śpiewał: Jeśli znajdę taką żonę, co się kochać będę w niej/ Okej, Okej! Widać z tego, że to pożyczka dość stara i dobrze zakorzeniona w języku potocznym. Na stronach internetowych, na których język młodzieży wręcz króluje (chodzi mi przede wszystkim o wszystkie blogi, czaty – uwaga na pisownię!), przeczytałam, że na wartości traci takie słowo ze slangu młodych, które podchwytują „staMONITOR POLONIJNY


C Z Y T E L N I C Y Nasza polskość ginie więc w wirze codziennych spraw, kłopotów i zmartwień. Nie wiem, na ilu z Was ciąży odpowiedzialność, że tu na Słowacji nie „gramy ” tylko za siebie. Że od nas zależy, czy „ta Polka” albo „ten Polak” zabrzmi pozytywnie czy negatywnie. Ja sobie uświadamiam ten fakt i rozumiem, że nie każdy odczuwa potrzebę afiszowania się tym, że pochodzi z Polski. W moim otoczeniu są też ludzie, którzy nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Dlaczego? Może dlatego, że czasami piętno polskiego handlarza jest ciągle obecne wśród Słowaków? Ja co prawda nie handluję bluzkami, nie piję wódki na umór i nie chodzę w kreszowych dresach do restauracji, ale taki obraz Polaka pozostawili właśnie nasi rodacy. Z drugiej strony spotykam się z przyjemnymi niespodziankami, gdy np. całkiem przypadkiem dowiaduję się, że ta miła pani z banku jest Polką, że dobrze wychowany mechanik też jest Polakiem. To podnosi na duchu. Wśród czynników, które też być może wpływają na to, że Polaków nie bardzo widać (zaznaczam: być może!), jest małe zainteresowanie instytucji nami Polakami, instytucji, które „służą Ojczyźnie”

rzy”. Dla młodych oznacza to potrzebę zastąpienia tego wyrazu innym. Ponoć „cool” to już mało atrakcyjne określenie, bo używane także przez pokolenie starsze. Na tychże stronach internetowych można się spotkać z różnymi skrótami, które, przyznam to od razu, nic mi początkowo nie mówiły. Ileż musiałam się natrudzić, aby je rozszyfrować! Oczywiście, aby to osiągnąć, skorzystałam z pomocy młodych. Dzięki Bogu, ci moi „młodzi” to ludzie przesympatyczni i… pomogli. Teraz już MAJ 2007

(zresztą naszej wspólnej). Wielu Polaków i Polek zakłada na Słowacji rodziny, rodzą się tu ich dzieci. Niektóre z nich mają polskie obywatelstwo, niektóre nie. Dlaczego? Może rodzice są niedoinformowani, może odstrasza ich czyjaś postawa w konsulacie, gdzie rodzic próbował zasięgnąć informacji? Dlaczego konsulat nie może raz w roku, chociażby przy okazji Dnia Matki, Dnia Dziecka czy mikołajek zaprosić rodziców dzieci urodzonych w danym roku i wręczyć im (chociażby symboliczne, bez następstw prawnych) polskie akty urodzenia. Przecież nie chodzi tu o setki ani nawet dziesiątki osób, ale kilka, kilkanaście. Słowackie urzędy miejskie organizują takie miłe, uroczyste „powitanie nowych obywateli”. I pewnie w wielu polskosłowackich domach zdjęcia z podobnej imprezy w konsulacie byłyby umieszczane na honorowym miejscu. Na imprezy okolicznościowe, organizowane w ambasadzie, dostaje zaproszenia coraz mniej i mniej ludzi ze środowiska polonijnego. I nie chodzi tu o to, by bywać wśród „elity towarzyskiej”. Dla osób, przede wszystkim w podeszłym wieku, otrzymane chociażby raz w roku zaproszenie na uroczyste

wiem, co znaczy, użyte w tytule „jj”. A Państwo wiecie? Jeśli jesteście „starzy”, a obok nie macie kogoś młodego, to na pewno nie. A przecież to takie proste (?)!!!! To skrót od „już jestem”. Młodzi korzystają ze współczesnych metod porozumiewania się, czyli różnych programów komputerowych, typu Gadu-Gadu, Skype, SMSów itp. Trudno wówczas rozpisywać się na temat swego stanu emocjonalnego, wrażeń itp. Trzeba ograniczać słowa do minimum, a więc trzeba

P I S Z Ą

spotkanie w ambasadzie czy już z okazji świąt Bożego Narodzenia, czy 11 listopada, jest bardzo ważnym momentem. Rozumiem, że pomieszczenia ambasady mogą pomieścić określoną ilość osób, że również środki finansowe, przeznaczone na tego typu imprezy, nie są duże. Rozumiem, że jako pierwsi zapraszani są „ważniejsi” – korpus dyplomatyczny, partnerzy handlowi, współpracownicy itp. Spytajcie się, na ilu bankietach ci „ważniejsi” byli w danym miesiącu? Dla wielu Polaków, którzy na Słowacji żyją kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, takie wydarzenie to wydarzenie roku. Wydarzenie, które być może utwierdza ich polską tożsamość. I może po takim pięknym spotkaniu na polskim kawałku ziemi na Słowacji łatwiej jest pokonać wygodnictwo, obawy i z dumą pokazać chociażby opryskliwej „pani z okienka” polski dokument. Może to nie jest krok siedmiomilowy, ale mały kroczek. Gdzie jesteście Polacy? Właśnie tam. W drodze. Wciąż w drodze. Pomiędzy sobą, polskością a problemami bieżącego dnia codziennego życia Polaka na Słowacji. P.Pl.

używać skrótów i emotikonek - różnych znaków, symbolizujących emocje, np. :). Ba, bycie niedbałym jest dobrze widziane, a wręcz oczekiwane, co widać też na stronach słowackiej Polonii. Ale z języka młodzieżowego większości udaje się wyrosnąć. Pozostają z niego tylko niektóre słowa, na dobre zakorzeniające się w języku. Takimi reliktami „innych” młodości są przecież „fajnie” czy „super”. Co zostanie z obecnego języka młodych? Zobaczymy!

Króciutki wykaz niektórych skrótów: kc – kocham cię omg – o mój Boże! (oh my God!) nmm – nie ma mnie np – no problem do zo – do zobaczenia btw – bo tak w ogóle (by the way) ly – love you thx – dzięki (thanks) nmzc – nie ma za co 4U – dla ciebie (for you) 3m się – trzymaj się odp – odpisz zw – zaraz wracam pzdr – pozdrawiam MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


Do czterech razy sztuka! W

okresie zimy, kiedy nie odbywają się jakieś mistrzostwa, nie odnosimy „kolejnego” spektakularnego sukcesu w mniej popularnej dyscyplinie i jeśli nie mam o czym i o kim napisać, zawsze mogę napisać o... tak, tak, o Adamie Małyszu. Nasz najlepszy skoczek powoduje zazwyczaj wzrost poziomu adrenaliny u kibiców i, choć nie zawsze plasuje się na najwyższym miejscu, gwarantuje nam solidną dawkę emocji. W ostatnią niedzielę marca zakończył się kolejny sezon skoków i lotów narciarskich. Skoro w poprzednich numerach wspomniałem o rozpoczęciu sezonu narciarskiego, później pisałem o występach naszych skoczków w połowie sezonu, to teraz powinienem napisać o jego zakończeniu. I to tym bardziej, że zakończył się on czwartym z kolei tryumfem Adama Małysza, który po fascynującej, ale dość nerwowej walce pod koniec sezonu zdobył jednak Puchar Świata i czwartą Kryształową Kulę! Zresztą, pomimo tego, że nasz czterokrotny mistrz od początku skakał dobrze, miniony sezon nie nastrajał optymistycznie. Zazwyczaj do sukcesu 22

brakowało mu tylko drobiazgów. Tu się nasz mistrz przewrócił, bo był „zły wiatr”, a tam miał po prostu pecha, a raz, już pod koniec sezonu, miał bardzo poważne problemy podczas lotu, ale długoletnie doświadczenie uratowało go przed groźnym upadkiem. Właściwie dopiero na przełomie stycznia i lutego powrócił do dobrej formy i właśnie końcowy okres sezonu skoków zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ wtedy pomiędzy naszym najlepszym skoczkiem a młodym Norwegiem Andersem Jacobsenem doszło do walki o Puchar Świata. Adam Małysz dosłownie gonił zajmującego pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej Norwega.

I w końcu go dogonił. Dnia 25 marca br. zdobył czwartą w karierze Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wygraną zapewnił sobie, zwyciężając w finałowym pojedynku – ostatnim konkursie sezonu 2006/2007, który odbył się w słoweńskiej Planicy (warunki atmosferyczne pozwoliły na rozegranie tylko jednej serii skoków). Skoczył 220 m i z notą 215 punktów o 3 wyprzedził Szwajcara Simona Ammanna (217,5 m) oraz o 3,2 Austriaka Martina Kocha (216,5 m). Tym samym wszedł do historii, bo wcześniej tylko Matti Nykaenen wygrał cztery razy Puchar Świata. Dodatkową radość polskim kibicom sprawił Kamil Stoch, który uzyskał 210,5 m, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze. Miał kłopoty przy lądowaniu, ale zajął 11. pozycję! W klasyfikacji generalnej po sezonie 2006/2007 Adam Małysz zdobył 1453 punkty i zajął pierwsze miejsce. Drugi był rewelacyjny debiutant, Norweg, Anders Jacobsen, który uzyskał 1319 punktów). Żal jednak, że w naszej drużynie skoczków błyszczy tylko „Orzeł z Wisły”, zaś pozostali reprezentanci zajmują raczej odległe miejsca.. Kolejny Polak w klasyfikacji, Kamil Stoch, miał 168 punktów i zajął 30. miejsce... „Następny” był Piotr Żyła, który zdobył 34 punkty i zajął 56. miejsce, na 62. pozycji z 26 punktami uplasował się Stefan Hula, a ostatni z naszych, Robert Mateja, miał cztery punkty i był 85. Marcin Bachleda, Robert Skupień i Rafal Śliż nie zdobyli ani jednego punktu i zostali sklasyfikowani ex aequo na 92. miejscu.

Adama Małysza, czterokrotnego zdobywcę Pucharu Świata w skokach narciarskich, na uroczystym śniadaniu przyjął prezydent Lech Kaczyński z małżonką. Natomiast rodzinna Wisła powitała mistrza uroczystą fetą na jego cześć. W siedzibie fundacji Izabeli i Adama Małyszów uroczyście otwarto galerię z trofeami mistrza, który stwierdził, że wciąż jest głodny sukcesów na skoczniach. Dziennikarzy zapewniał, iż będzie walczył o kolejne laury. Miejmy nadzieję, że to mu się uda, i nie zapominajmy, że w sporcie wszystko jest możliwe. Potwierdza to przypadek zdobywcy drugiego miejsca w klasyfikacji Norwega Jacobsena, któremu, jak pisała prasa, „życie odwróciło się do góry nogami. Jeszcze przed rokiem był hydraulikiem, a teraz znalazł się w czołówce narciarskiego cyrku i sportowo, i finansowo”.

SAPPORO Obok udziału w zawodach w ramach Pucharu Świata nasi skoczkowie uczestniczyli w Mistrzostwach Świata w japońskim Sapporo. Tu również, zresztą już w pierwszej serii konkursu na średniej skoczni Miyanomoto, Adam Małysz zdeklasował rywali i zdobył... złoty medal – swój czwarty tytuł mistrza świata! W pierwszej serii skoczył na odległość 102 metrów (nota 141 punktów), co okazało się nokautem dla konkurentów i dało mu taką przewagę nad drugim w klasyfikacji zawodnikiem, że po dobrym skoku w kolejnej serii zwycięstwo Polaka było pewne. Potwierdził je skokiem na odległość 99,5 m w drugiej turze. Łączna nota polskiego zawodnika to 277 punktów, czyli MONITOR POLONIJNY


21,5 więcej od najgroźniejszego chyba rywala Simona Ammanna! Inni faworyci – od Andreasa Kuettela ze Szwajcarii do Rosjanina Dimitrija Wasiljewa – lądowali, pokonując odległość ok. 95 metra. Dzięki temu zwycięstwu po czterech latach przerwy na narciarskich MŚ Małysz powtórzył swój sukces, a kibice ponownie wysłuchali Mazurka Dąbrowskiego. Nasz mistrz był bardzo wzruszony – na początku hymnu tylko słuchał, a później śpiewał już razem z obecnymi na trybunach Polakami Na najwyższym stopniu podium cieszył się jak dziecko, skakał z rękami wzniesionymi do góry w geście triumfu. Po odebraniu medalu, jeszcze przed hymnem, zszedł i uścisnął ręce kolejnym zawodnikom. Wcześniej, po drugim skoku złożył hołd wiwatującym na jego cześć kibicom, kłaniając się im w pas. Mistrz z dużej skoczni - Ammann zdobył „tylko” srebro, ale cieszył się z niego, głośnie się śmiejąc, i razem z brązowym medalistą Thomasem Morgensternem nosił Małysza dookoła zeskoku.

Drugi z Polaków, który wystąpił w finałowej serii, Kamil Stoch, skacząc kolejno 92,5 i 93 m zajął 11. miejsce. Niestety, Robert Mateja, który brylował na czwartkowym treningu, i Piotr Żyła nie powtórzyli dobrych skoków z serii próbnej i na pierwszej serii zakończyli swój udział w konkursie. MAJ 2007

Mateja skoczył tylko 87 m i zajął 39. miejsce, a Żyła 86,5 m i zakończył mistrzostwa na 41. lokacie. Zwycięstwo Małysza zrobiło wielkie wrażenie zarówno na kibicach, jak i na nim samym. Udzielając po zwycięstwie wywiadów polskim dziennikarzom był tak wzruszony, że nie mógł wyrazić słowami tego, co czuł. Swoje słowa przerywał głębokimi westchnieniami, by uniknąć łamania się głosu... Po mistrzostwach świata w Sapporo Małysz spotkał się z premierem Jarosławem Kaczyńskim, który pogratulował mu sukcesu, zaś Polski Związek Narciarski wypłacił mu w nagrodę prawie 40 tys. złotych. Efektem ubocznym sukcesów Małysza i niewątpliwej popularności skoków w Polsce jest fakt, że starty w składzie polskiej drużyny rozważa Alexander Herr – Niemiec polskiego pochodzenia. Jednym z motywów tych starań jest jego konflikt z niemiecką federacją i fakt, iż obecnie nie może skakać. W podobnej sytuacji znalazł się zdolny młodzik Artur Pauli, który zastanawia się, czy wybrać Polskę, czy Austrię. Jego ojciec chciałby, żeby wybrał Polskę, ale jaką decyzję podejmie, zobaczymy. Informacje tego rodzaju potwierdzają atrakcyjność Polski w skokach narciarskich, nie są jednak gwarantem kontynuacji sukcesów. Przyjęcie ukształtowanego skoczka ograniczy dostęp do kadry rodzimym talentom i nie motywuje do inwestowania w młodzież. Trenerzy i działacze ogłosili już skład naszej podstawowej kadry na sezon 2007/2008, w skład której weszli: Adam Małysz, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Stefan Hula. Mogą do nich dołączyć młodzi skoczkowie. A początek nowego sezonu skoków i lotów narciarskich już 30 listopada br.! ANDRZEJ KALINOWSKI

Strona internetowa Klubu Polskiego Od roku Klub Polski ma swoją stronę internetową: www.polonia.sk. Jej obsługą zajmują się Ewa i Peter Baltazarovičowie. Na stronie znajdują się podstawowe informacje dotyczące polskiej organizacji polonijnej, linki do ważnych stron internetowych, forum czytelników, numery „Monitora Polonijna“ z lat ubiegłych. Co jakiś czas pojawiają się też informacje, dotyczące imprez kulturalnych. „Imprez dla Polaków jest stosunkowo mało“ – twierdzi Ewa Baltazarovič. „Na początku informowaliśmy również o wydarzeniach, organizowanych przez Instytut Polski w Bratysławie, ale ponieważ ogłoszenia do nas nie napływają, nie ma o czym informować“ – dodaje. Sporadyczne informacje o imprezach klubowiczów nie są w stanie zaspokoić zainteresowania „nowych“ Polaków na Słowacji, stąd od czasu do czasu na forum pojawiają się dyskusje, dotyczące organizacji spotkania. „Wiem, że Polaków pracujących i mieszkających w Bratysławie jest wielu, są to najczęściej ludzie młodzi, a tych, jak sądzę, przestarzała forma spotkań klubowych nie jest w stanie zainteresować – ocenia Baltazarovič. – Z drugiej strony, jak obserwuję, nie są oni w stanie sami nic zorganizować. Choć pojawiają się propozycje spotkania w którejś z kawiarni w mieście, to jednak nic z tego nie wychodzi“. Na stronach pojawiają się też oferty pracy. „To bardzo przydatne informacje, które przyciągają ludzi na stronę“ – konstatuje Baltazarovič. Niekiedy pojawiają się wymiany poglądów i doświadczeń, związanych z warunkami pracy na Słowacji, możliwościami znalezienia kontaktu z innymi Polakami, załatwianiem dla dzieci przedszkola czy szkoły. „Forumowicze” wymieniają też spostrzeżenia na temat podobieństwa i różnic w języku słowackim i polskim, pytają i udzielają sobie porad w sprawach prawnych i innych, opisują swoje pierwsze kroki na Słowacji. Ewa Baltazarovič zdaje sobie sprawę z niedoskonałości strony (brak zdjęć z imprez, uboga szata graficzna). Wraz z mężem włożyli sporo pracy, by stronę uruchomić, i liczyli na większe zainteresowanie Polaków. „Tak naprawdę na forum dyskutuje 5 osób“ – informuje Baltazarovič. „I choć wiem, że strona mogłaby mieć nowocześniejszą szatę graficzną, to, według mnie, tak najbardziej przyciągnęłaby więcej zainteresowanych, gdyby na Słowacji coś się działo specjalnie dla nich, gdyby wiedzieli, że znajdą ogłoszenia o tym, iż w kawiarni, klubie, pubie czy przy ognisku będą mogli się spotkać i porozmawiać po polsku“. mw 23


• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A

WAKACYJNA PROPOZYCJA ZESPOŁU PIEŚNI I TAŃCA „ŚLĄSK” IM. STANISŁAWA HADYNY Od 4 lipca do 5 sierpnia 2007 roku Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny w Koszęcinie organizuje zajęcia baletowe i wokalne w ramach Letniej Szkoły Artystycznej. Nowa inicjatywa edukacyjna Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” wykorzystuje doświadczenia, zdobyte w zeszłym roku podczas I edycji Międzynarodowej Letniej Szkoły Tańca Współczesnego, która cieszyła się ogromnym powodzeniem. W ciągu najbliższych wakacji „Śląsk” sięgnie po nowe elementy wyrazu artystycznego – rozszerzające działalność zespołu. Tym razem oferta skierowana jest do wszystkich wielbicieli tańca oraz śpiewu. Celem warsztatów jest artystyczne spotkanie, podczas którego najlepsi pedagodzy wprowadzą początkujących uczestników w techniki taneczne i wokalne, a artystom profesjonalnym pozwolą udoskonalić warsztat. Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” pragnie, aby w czasie przerwy wakacyjnej odbywały się cykliczne spotkania tancerzy i śpiewaków. Inauguracja Letniej Szkoły Artystycznej 2007 jest zatem wstępem do kolejnych edycji. Pobyt w koszęcińskiej siedzibie to niepowtarzalna szansa, aby skorzystać z doświadczenia pedagogów Zespołu „Śląsk” oraz wykładowców z Polski i zagranicy. W ramach Letniej Szkoły Artystycznej odbędą się: Warsztaty Polskich Tańców Ludowych i Narodowych 4 lipca – 13 lipca 2007 roku II edycja Międzynarodowej Letniej Szkoły Tańca Współczesnego 16 lipca – 25 lipca 2007 roku Śląska Letnia Szkoła Wokalna 27 lipca – 5 sierpnia 2007 roku Wszystkie szczegóły, dotyczące zgłaszania się kandydatów, formularz zgłoszeniowy oraz adresy kontaktowe organizatorów są dostępne na stronie internetowej zespołu „Śląsk” pod adresem www.lsa.zespolslask.eu w dziale „Zapowiedzi wydarzeń”. 24

OGŁASZAMY 2. EDYCJĘ KONKURSU LITERACKIEGO

„WS P Ó Ł B R Z M I E N I E “

Temat – „Moja przygoda z językiem słowackim” Przedmiotem konkursu są krótkie formy – anegdoty i opowiadania, opisy zabawnych sytuacji, powstałych w związku z niezrozumieniem podobnie brzmiących słów lub innych. Objętość prac – maks. 9 000 znaków (ok. 5 stron). Prace konkursowe prosimy przesyłać w dwóch wersjach językowych – polskiej i słowackiej. W przypadku problemów z przekładem prace można przesłać wcześniej w wersji polskiej lub słowackiej – organizatorzy zapewnią tłumaczenie. Przesłane prace oceni jury, w którego skład wchodzi 5 osób (Słowacy i Polacy). Wszyscy autorzy, których prace zostaną zakwalifikowanym do publikacji, której wydanie planowane jest na jesień br., otrzymają honoraria autorskie. Termin nadsyłania prac upływa 30 września 2006 r. Wręczenie nagród, połączone z promocją dwujęzycznego tomu, planowane jest na grudzień 2007 r. Prace konkursowe należy przesyłać w zaklejonej kopercie, opatrzonej godłem (również w formie elektronicznej, co ułatwi pracę jury). W drugiej kopercie, opatrzonej tym samym godłem, należy podać imię, nazwisko, adres i kontakt telefoniczny (ewent. e-mail) autora. Prace należy przesyłać pod adresem: Maria Peruňská, Rozkvet 2012/31-20, 017 01 Považská Bystrica lub: kniha46@orangemail.sk

Zachęcamy do wysiłków twórczych! Maria Peruňská, organizator Miejscowe Koło Regionalnego Klubu Środkowe Poważe

Na łamach Monitora Polonijnego informowaliśmy o konkursie polonijnym „Najdroższe gniazdo rodzinne“, którego organizatorem było Towarzystwo Przyjaciół Wąglan. W konkursie tym wzięła udział nasza Czytelniczka – pani Betrice Kałatková z Trenczyna, która za swoją pracę otrzymała wyróżnienie. Serdecznie gratulujemy! Redakcja Przypominamy, że Klub Polski ma swoją stronę internetową. Zachęcamy do jej odwiedzania i dyskusji na jej łamach:

www.polonia.sk

INSTYTUT POLSKI W ➨ 7 maja – godz.19.00 – Koszyce Centrum súčasných umení, Nižná úvrať 25, Vyšné Opátske Spektakl teatralny – W. Shakespeare Sen nocy letniej Projekt międzynarodowy z udziałem studentów aktorstwa z Wrocławia ➨ 10 maja – godz. 18.00 – Trnawa Galéria Jána Koniarka, Helenárska 2 W sztuce sny stają się rzeczywistością – 12 wideoprojekcji Katarzyny Kozyry Katarzyna Kozyra – rzeźbiarka, autorka instalacji artystycznych i wideo, absolwentka Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie; jej kontrowersyjne prace od początku wywołują dyskusje o granicach sztuki i wolności w procesie twórczym, o moralności i smaku MONITOR POLONIJNY


• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A •

OBÓZ JĘZYKOWO–KRAJOZNAWCZY DLA MŁODZIEŻY

SCA Hygiene Products, spol. s r.o., Gemerská Hôrka

Zapraszamy młodzieży polskiego pochodzenia (wiek 15-17 lat) do udziału w wakacyjnym obozie, którego celem jest doskonalenie znajomości języka polskiego oraz poznanie uroków krajoznawczych południowej części Polski. Zapewniamy aktywny wypoczynek, opiekę wykwalifikowanych wychowawców oraz spotkania z rówieśnikami polskiego pochodzenia z różnych krajów świata.

hľadá vhodného kandidáta na pozíciu:

Termin: 29.VII – 11.VIII 2007 r. Cena: 120 EURO

Administratívny pracovník

Program obozu: • zajęcia językowe z lektorem ( 5 godz. dziennie) • zwiedzanie wybranych muzeów i zabytków Krakowa (m. in. Drogi Królewskiej, Wawelu, trasy uniwersyteckiej) • wycieczka do Kopalni Soli w Wieliczce • wycieczka edukacyjna „Śladami Jana Pawła II po Małopolsce” (Łagiewniki, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska) • wycieczka krajoznawcza w Pieniny ( w programie: spływ tratwami przełomem Dunajca) • zajęcia rekreacyjne i sportowe, wyjścia na basen Zakwaterowanie: Centrum Edukacyjne „Radosna Nowina” w Piekarach koło Krakowa. Obiekt strzeżony i monitorowany, pokoje trzy - i czteroosobowe (wspólne łazienki) Świadczenia zawarte w cenie: noclegi, trzy posiłki dziennie (pierwszym posiłkiem w dniu przyjazdu jest kolacja), opieka wychowawców, zajęcia językowe z lektorem, udział w programie edukacyjno–krajoznawczym, bilety wstępu do zwiedzanych obiektów Organizator: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” Oddział w Krakowie, 31–008 Kraków, Rynek Główny 14, tel./faks (+48 12) 422 43 55, www.wspolnota-polska.krakow.pl, e-mail: biuro@wspolnota-polska.krakow.pl

Medzinárodná švédska spoločnosť, výrobca a distribútor hygienických výrobkov značky Libresse a Tena

Žiadame: Ukončené stredoškolské vzdelanie, znalosť práce s počítačom (MS Office, Excel), Poľský jazyk aktívne (slovom aj písmom), Anglický jazyk vítaný, komunikatívnu, flexibilnú osobnosť, schopnosť samostatne pracovať. Náplň práce: Spracovanie pohľadávok, spracovanie záväzkov, komunikácia s internými a externými zákazníkmi Ponúkame: Prácu v perspektívnej zahraničnej spoločnosti, zodpovedajúce pracovné ohodnotenie, kontinuálne profesionálne vzdelávanie, nadštandardný balík zamestnaneckých výhod. Svoje žiadosti so štruktúrovaným životopisom zašlite do 15.6.2007 pod heslom „Administratívny pracovník“ na adresu: Personálne oddelenie, SCA Hygiene Products, spol. s r.o., 049 12 Gemerská Hôrka, e-mail: personalne@sca.com., bližšie informácie na tel. č. 058 / 7860 205. Miesto výkonu práce je obec Gemerská Hôrka, ktorá sa nachádza na Východnom Slovensku v okrese Rožňava. Kontaktovať budeme iba uchádzačov, ktorí sa dostanú do užšieho výberu.

BRAT YSŁAWIE PROGRAM – MAJ 2007 – NIEKTÓRE PROPOZYCJE ➨ 12 -13 maja - godz. 8.30 -15.00 – Bratysława. Wydział Filozoficzny UK, Gondova 2 Egzaminy certyfikatowe z języka polskiego. ➨ 16 maja – godz. 17.00 – Bratysława Instytut Polski – Nám. SNP 27 Ciąg dalszy cyklu Polska klasyka filmowa • Niewinni czarodzieje /1960/, reżyseria Andrzej Wajda /pol. wersja językowa – 83 min./ Studium psychologiczne dwojga młodych ludzi. On – lekarz sportowy, ona – dziewczyna przypadkowo spotkana w lokalu. Przeżywają wspólną noc, stopniowo odkrywają pozornie ukrywane uczucia i pragnienia. MAJ 2007

➨ 18 maja – godz.18.00 – Bratysława PKO Koncert Wojtka Pilichowskiego, jednego z najlepszych europejskich gitarzystów basowych z zespołem ➨ 19 maja – Workshop Wojtka Pilichowskiego w ramach Guitarfest 2007 /18-19 maja 2007/ (www.guitarfest.sk) ➨ 21 – 26 maja – Bańska Bystrzyca, Akadémia umení w Bańskiej Bystrzycy • Pracownia twórcza studentów aktorstwa z udziałem Andrzeja Dziuka, reżysera i dyrektora Teatru Witkacego w Zakopanym. ➨ 23 maja – godz.17.00 – Bratysława, Instytut Polski – Nám. SNP 27 Ciąg dalszy cyklu Polska klasyka filmowa • Wszystko na sprzedaż /1968/, reżyseria Andrzej Wajda /pol. wersja językowa – 94 min./ Film, inspirowany tragiczną śmiercią Zbigniewa Cybulskiego, jest opowieścią o człowieku, który niespodziewanie odszedł. Jego śmierć zmusza do zastanowienia się nad tym, kim był naprawdę...

➨ 25 maja – godz. 19.00. – Bratysława, Kościół Jezuicki w Bratysławie, Františkánske námestie Koncert Śląskiego Oktetu Gitarowego pod dyrekcją Franciszka Wieczorka Festiwal Musica Sacra Bratysława (23 – 27 maja 2007) www.choralmusic.sk ➨ 29 maja – godz.19.30 – Koszyce, katedra św. Elżbiety Bornus Consort – Missa in Pentecostes cum octava solemnissama. Gotycki chorał dominikański; 52. Koszycka Wiosna Muzyczna, Międzynarodowy Festiwal Muzyczny (2-31 maja 2007) (www.sfk.sk/download/khj_v09032 007.pdf) 25


Poľský novinár sa nikdy nevzdával K

eď sa mi v novinárskej práci nedarí získať na rozhovor vytypovaného športovca a už-už prepadám beznádeji, chcem sa vzdať, vždy si spomeniem na poľského kolegu Jaroslawa Sližewského z Gazety Wyborcza. S nevysokým veselým chlapíkom mám úsmevný zážitok z majstrovstiev sveta 1993 v Mníchove, na ktorý nikdy nezabudnem.

V roku, keď po rozdelení federácie vznikli dva štáty, Česko a Slovensko, prešli nástupnícke práva v najsilnejšej A-kategórii majstrovstiev sveta v hokeji na Čechov, zatiaľ čo Slováci sa museli medzi elitu prebíjať z najspodnejších poschodí. Do Nemecka už cestovala reprezentácia zostavená iba z českých hráčov, takže na Slovensku po dlhých rokoch sledovali fanúšikovia zápasy bez väčšieho záujmu. Keďže ani Poľsko nehralo v Mníchove v elitnej kategórii, slovenskí a poľskí novinári nemali na šampionáte svoje tímy a v tlačovom stredisku vytvorili spoločnú skupinu. Jarek v nej hral prím. V zábave aj práci. Najväčšou hviezdou nemeckého šampionátu bol kanadský útočník Eric Lindros. Robustný hokejista, ktorý spôsobil veľký rozruch na drafte v roku 1991. Talentovaného rodáka z Londonu v štáte Ontario si z prvého miesta ako najžiadanejšieho hráča vybral klub NHL Quebec Nordiques, ale tvrdohlavý mladík odmietol ísť hrať hokej do frankofónnej oblasti Kanady. Radšej ešte rok zostal v juniorskom tíme Oshawa Generals a žiadal výmenu do iného mužstva. Potom ho Quebec predsa len vytrejdoval do Philadelphie. Získal zaňho šiestich hráčov, práva výberu v 1. kole v dvoch rokoch za sebou a ešte aj 15 miliónov dolárov. Skrátka Lindros bol ideálny typ na rozhovor. Keď prišiel reprezentovať krajinu javorového listu na majstrovstvá sveta do Mníchova, mal za sebou prvú sezónu v NHL. Nosil už prezývku The Next One ako nástupca najslávnejšieho hokejistu všetkých čias Wayna Gretzkého, ktorého volali The Great One a kariéra sa mu pomaly chýlila ku koncu. 26

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

ONDREJ GAJDOŠ Športový redaktor denníka SME „Idem osloviť na rozhovor Lindrosa,“ oznámil nám v tlačovom stredisku Jarek po víťaznom zápase Kanady so Švajčiarskom 2:0 v základnej skupine šampionátu. O štvrť hodiny sa vrátil s dlhým nosom. Kanadská star sa pri ňom v mixzóne ani nepristavila. S novinármi sa v pohode rozprávali iní známi hráči z NHL ako Bill Ranford, Garry Galley, Geoff Sanderson, Mark Recchi, Kevin Dineen či Mike Gardner, ale tí neboli pre poľského kolegu dosť zaujímaví. Zatiaľ písal o atmosfére na majstrovstvách sveta, o prehrách a víťazstvách. No jednoznačne chcel Lindrosa a jeho príbeh zložitej cesty do NHL. Na ďalší deň sa Jarek vybral do haly na tréning Kanaďanov už predpoludním, opäť sa pripomenul kanadskému hráčovi. Z rozhovoru zasa nič nebolo. Lindros prehodil pár slov len so zámorskými

novinármi, ktorých dobre poznal. Večer ho neobmäkčila ani výhra nad Švédskom 4:1. Zdalo sa však, že už zaregistroval ikstú novú žiadosť poľského novinára s diktafónom. „Not now,“ odpovedal Lindros a dal tak Jarekovi určitú šancu. Tomu viac nebolo treba. Chodil na každý tréning Kanady, už ho zdravil aj tréner Mike Keenan. Favorit na zlato rozbil v základnej skupine dvojcifernými výsledkami Rakúsko 11:0 a vzápätí aj Taliansko 11:2. Eric zakaždým nemo prešiel v mixzóne okolo číhajúcich žurnalistov a zmizol v kabíne. Prestíž Kanady po každom víťazstve stúpala, na výborne hrajúceho Lindrosa, ktorý sa potom dostal aj do All Star tímu šampionátu, sa upriamila pozornosť väčšiny akreditovaných novinárov. V záverečnom kole základnej skupiny Kanada vyhrala aj nad Ruskom (3:1) a tuším, že to bolo práve po tomto zápase: takmer dvojmetrový obor v drese s javorovým listom bez záujmu prešiel popri natiahnutých rukách s mikrofónmi a diktafónmi, keď zrazu zbadal známu tvár. „You, come on!“ vyzval Lindros svojho každodenného prenasledovateľa a smiešne vyzerajúca dvojica ako Dávid s Goliášom odkráčala s mužstvom do kabíny. V tlačovom stredisku sme na poľského kolegu s napätím čakali takmer pol hodiny. Zrazu sa objavil vo dverách premočený, ale so širokým úsmevom. „Mám ho!“ kričal na celé prescentrum s rukami nad hlavou a pre istotu si pustil diktafón, či bude Lindrosov hlas dobre počuť. Všetko bolo v poriadku. Až potom sa Jarek priznal, že v šatni schytal aj kvapky vody, keď pri sprchovaní šantili kanadskí hokejisti. V ten večer bol pre novinárov na MS najväčšou hviezdou Jaroslaw Sližewski. Kanada potom prehrala v semifinále s Ruskom, Česi ju obrali aj o bronzové medaily a Lindros už v Mníchove nikomu rozhovor neposkytol. MONITOR POLONIJNY


Międzynarodowe polonijne warsztaty recytatorsko-teatralne w Budapeszcie (28 marca – 1 kwietnia) W kwietniowym numerze „Monitora” wspominaliśmy o „chorobie” recytatorskiej, która pojawiła się w polskiej szkole w Bratysławie, i o tym, że najbardziej zarażone nią są dzieci. Dominika, Silvia, Filip, Vesna, Paulina, Michaela, Marianka, Marysia, Karol, Tomek, Kasia leczyły się z niej w Budapeszcie. Okazało się zresztą, że jest to epidemia międzynarodowa, gdyż na leczenie przybyły również dzieci polonijne z Pragi i Budapesztu. I już na wstępie musimy się Wam pochwalić, że nasze „słowackie” dzieci zdobyły, ściślej powiedziawszy – zagarnęły wszystkie nagrody w konkursie recytatorskim!!! Bezkonkurencyjny był Karol, który jako jedyny otrzymał maksymalną ilość punktów. Karol postarał się również o inne atrakcje, wśród których nie zabrakło lotu z piętra łóżka na kolegę Tomka w pierwszą noc pobytu, który miał przeciekawy program. Wszystkie dzieci wzięły udział w pracach warsztatowych i, oczywiście, w konkursie recytatorskim, zwiedziły stolicę Węgier, a ponadto pod kierunkiem wspaniałej instruktorki z Polski pani Eli wspólnie przygotowały krótkie przedstawienie, zatytułowane „Małpa w kąpieli”, będące interpretacją wiersza Aleksandra Fredry pod tym samym tytułem. Uczestników „leczenia” chcę pocieszyć, że nauczycielki wszystkich trzech szkół, biorących udział w warsztatach, umówiły się, że tak wspaniałą imprezę integracyjną powtórzą w przyszłym roku w kolejnej stolicy. O randze niech świadczy fakt, że swoją obecnością zaszczycili je nie tylko pani ambasador RP z Budapesztu, ale i pan ambasador oraz pani konsul z Bratysławy. Wszystkim dzieciom serdecznie gratulujemy!!! MAJ 2007

Dla 5-latków i nie tylko Czy wiecie, co to jest ? PAN TO MI MA za złe? Zróbcie rodzicom małe przedstawienie! Ciekawi jesteśmy, czy odgadną odegraną przez Was bez słów czynność. I niech nie będzie to dłubanie w nosie, ale coś dużo trudniejszego!

K Ą C I K

C Z Y T E L N I C Z Y

Szanowny Panie Boże, Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki, nie mialem czasu. Uprzedzam Cię od razu: nienawidzę pisać. Muszę mieć naprawdę jakiś ważny powód. Bo pisanie to bzdura, odchyłka, bezsens, jajo. To lipa. W sam raz dla dorosłych. Mam to udowodnić? Proszę, weź choćby początek mojego listu: „Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki, nie miałem czasu”. No więc równie dobrze mógłbym napisać: „Nazywają mnie Jajogłowym, wyglądam na siedem lat, mieszkam w szpitalu z powodu mojego raka i nigdy się do Ciebie nie odzywałem, bo nawet nie wierzę, że istniejesz”. Eric-Emmanuel Schmidt, Oskar i pani róża, „Ynak”, Kraków 2004, przekład Barbara Grzegorzewska stronę redaguje Maon

27


T

ak to sobie wyobrażałam... Kiedyś tam dawno. Maj, kwitnie bez biały, niebieski i purpurowy. I pachnie tak pięknie, że jeszcze chwila, a stanę się życiową optymistką. Kwitnące krzewy, drewniany taras, na stole kawa ze szpanerskiego ekspresu, a przy stole ja. Oczami wyobraźni widziałam to dokładnie – w tych marzeniach występowałam w rozmiarze 36, a czegoś takiego nie zapomina się łatwo. Niestety, rzeczywistość wygląda następująco: taras niedokończony – by nie powiedzieć nawet nie zaczęty, bez przekwitł już w kwietniu, dzbanek od ekspresu do kawy rozbity łokciem, a rozmiar 36 to totalna fikcja. I co teraz? Muszę zadowolić się wariantem zastępczym. W spodniach w rozmiarze „ciasna czterdziestka“ usiądę na schodach, kawa będzie rozpuszczalna. A bez? Z tym chyba nic się nie da zrobić, choć może znajdzie się ktoś miły, kto ofiaruje mi wymarzone perfumy o zapachu bzu (ewentualnym ofiarodawcom podałabym dokładną ich nazwę, ale wyglądałoby to na jakiś chwyt reklamowy, a to jest zakazane).

Z LODAMI Kawę zaparzyć, a następnie zalać nią kulki lodów śmietankowych, waniliowych albo kawowych. Tak przyrządzoną można udekorować dodatkowo bitą śmietaną.

Kawa nawet rozpuszczalna też może być świetnie – używając słownictwa z branży motoryzacyjnej – „podrasowana” albo, inaczej mówiąc, „wytuningowana”. Wiem o jednej takiej. Podawana jest w popularnym barze szybkiej obsługi. Kawa sama w sobie jest raczej słaba, ale lody, z którymi występuje w parze, są świetne. I o to chodzi! Obsługa tegoż baru ma mnie już w swoich niezdrowych szponach, bo ja tę kawę piję nałogowo.

HAWAJSKA

LATTE

Podawana jest w specjalnych wysokich szklankach. Do 1/3 wysokości szklanki nalać gorącej kawy i uzupełnić gorącym, spienionym mlekiem. W handlu są dostępne WIEDEŃSKA specjalne ubijaczki do mleka, również Na mocną kawę nałożyć czapkę z bitej śmietany. Śmietanę niektóre ekspresy do kawy posiadają można posypać czekoladą w proszku albo kakao. funkcję spienianie mleka. Do szklanki nalać rum „Malibu”, dolać do niego gorącej kawy i udekorować bitą śmietaną

ZA MIESIĄC: A ZA MNĄ JUŻ ROK TRUDNEGO GOTOWANIA

MAJKA KADLEČEK


(str .6)

Monitor Polonijny 2007/05  
Monitor Polonijny 2007/05  
Advertisement