Page 1


Wizyta Marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza w Koszycach

W

dniu 13 listopada w Koszycach spotkali się przewodniczący parlamentów Grupy Wyszehradzkiej. Rozmawiali o sprawach przystąpienia nowych krajów unijnych do układu Schengen, którego termin Komisja Europejska chce przesunąć z października 2007 na rok 2009. Czyli aż o dwa lata, co może się wiązać z różnymi niedogodnościami. Uczestnicy spotkania dyskutowali o tym, jak wpłynąć na Komisję Europejską, aby ustalony wcześniej termin został dotrzymany. Z polskiej strony w debacie wzięli udział m.in. marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz oraz wicemarszałek Sejmu RP Genowefa Wiśniewska. Drugim punktem programu polskiej delegacji było spotkanie marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza, wicemarszałek Sejmu RP Genowefy Wiśniewskiej oraz ambasadora RP na Słowacji Zenona Kosiniaka-Kamysza z przedstawicielami Polonii słowackiej: prezesem Klubu Polskiego na Słowacji Tadeuszem Błońskim, zastępcą prezesa Klubu Polskiego Region Koszyce Urszulą Szabados oraz sekretarzem Klubu Polskiego w Koszycach Jadwigą Glezgo. Podczas tego spotkania rozmawiano na tematy dotyczące Polonii, za którą ustawowo odpowiedzialny jest Senat. Przedstawiciele Polonii pytali o sposób rozdzielania środków finansowych ośrodkom polonijnym na świecie. „Wspieramy Polonię wszędzie i staramy się przystosować do sytuacji, która powstała na skutek nowej migracji“ – poinformo2

wał Borusewicz. W chwili obecnej poza granicami Polski przebywa 700 000 Polaków. Na wsparcie ich działalności budżet państwa polskiego poświęca rocznie ponad 50 mln złotych. „Ta pomoc od kilkunastu lat zmienia się na lepsze, szczególnie na Wschodzie, gdzie Polacy są bardzo biedni.

W chwili obecnej mają oni swoje siedziby i sprzęt. Tak jest na Ukrainie, na Litwie i w różnych innych miejscach, które odwiedzam“ – dodał marszałek Senatu. A jakie miejsce w tej hierarchii zajmuje słowacka Polonia? Marszałek porównał liczebność słowackiej Polonii (około 5 tysięcy osób) do ilości Słowaków zamieszkujących Polskę. „Polacy zamieszkują Słowację głównie ze względów rodzinnych, nie stanowią zwartej grupy, są w rodzinach mieszanych, ale z pewnością Klub Polski na Słowacji może liczyć na wsparcie finansowe z polskiego Senatu“ – wyjaśniał Borusewicz, zachęcając do składania wniosków o dofinansowanie. Wyraził również zadowolenie z bardzo dobrych kontaktów słowackiej Polonii ze Słowakami i władzami słowackimi. Na zakończenie spotkania Marszałek Senatu RP wręczył prezesowi Klubu Polskiego na Słowacji Tadeuszowi Błońskiemu Medal Senatu RP. URSZULA SZABADOS


OD REDAKCJI

Drodzy Państwo! Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia pragnę przekazać wszystkim Państwu – Czytelnikom „Monitora Polonijnego” i Ich Rodzinom jak najlepsze życzenia. Oby te święta były pełne radości, a życzenia wypowiadane w wigilijny wieczór się spełniły. Tradycyjnie do życzeń świątecznych dołączam również noworoczne – pragnę Państwu życzyć pomyślnego, dobrego i bogatego roku 2007. Oby spełnił on oczekiwania nas wszystkich, obyśmy byli dumni z naszych Ojczyzn – Polski i Słowacji, obyśmy widzieli coraz mniej różnic między bogatszymi krajami Europy Zachodniej a Europą Środkowo-Wschodnią. Jednakże w tej pogoni za lepszym jutrem spójrzmy czasami wstecz i przypomnijmy sobie, jak to było 15-20 lat temu – może wówczas bardziej docenimy to, co osiągnęliśmy, a dzięki temu Wigilia będzie jeszcze radośniejsza! W tak szczególnym dniu wigilijnym my, Polacy myślimy tradycyjnie również o tych, których nie ma przy naszym stole – stąd zawsze jedno nakrycie więcej dla niespodziewanego gościa. Zapewne i tym razem każdy z nas będzie myślami ze swoimi bliskimi, którzy zostali w Polsce. Wspomnimy również tych, którym tegorocznej Wigilii nie było dane dożyć – górników z kopalni „Halemba”, słowackiego i polskiego żołnierza z misji w Iraku, którzy wspólnie zginęli przed kilkoma tygodniami, czy wielu innych, również spośród naszych bliskich. Tak więc do tej radości świąt Bożego Narodzenia i wielu pełnych nadziei oczekiwań na pomyślność w Nowym Roku należy także chwila zadumy i refleksji. Do siego roku! ZENON KOSINIAK – KAMYSZ AMBASADOR RP NA SŁOWACJI

SPIS TREŚCI Jak zmienia się sposób przeżywania świąt Bożego Narodzenia OPOWIADANIE Świąteczne drzewo Nowości w Ministerstwie Kultury RS Z KRAJU SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Polskie audycje radiowe na Słowacji „Wolność to skarb, który łatwo można stracić“ Dni Filmu Polskiego, czyli co jest grane… Gaz do dechy! WYWIAD MIESIĄCA O dwóch takich, co „dają czadu” Z NASZEGO PODWÓRKA MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ PytAnia o niebo NASŁUCHUJEMY TO WARTO WIEDZIEĆ Co ma Toruń do piernika… BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Dzienniki Krystyny Jandy „Ja, tylko ja wiem, jak zacząć!“ POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE PRO DOMO SUA – tajemnica końca życia króla Bolesława II CZYTELNICY OCENIAJĄ OGŁOSZENIA OKIENKO JĘZYKOWE Z okazji świąt Bożego Narodzenia… POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Moje poľské misie MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Święta – do trzech razy sztuka!

4 5 6 6 7 8 9 10 10 12 14 17 17 18 20 21

22 24 24 25 26 27 28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o r e k , I z a b e l a W ó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E K O Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 14 2 515 • R E G I S T R A Č N É Č Í S LO : 119 3 / 9 5 • R e d a k c i a s i v y h r a d z u j e p r á vo n a re d a k č n é s p r a c ova n i e a ko a j vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU MINISTERSTVA KULTÚRY SR - PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN

GRUDZIEŃ 2006

3


Jak zmienia się sposób przeżywania świąt Bożego Narodzenia albo

o tworzeniu nowych rodzinnych rytuałów

Z Dzieciństwo – święta to prezenty, żłóbek, pomarańcze, choinka ubierana w dzień Wigilii, pływające karpie w wannie...

bliżają się święta Bożego Narodzenia, o czym natrętnie przypominają nam już od początku listopada wystawy sklepowe. To nakręcanie napięcia przedświątecznego zmienia ciszę oczekiwania urodzin Syna Bożego w straszny chaos. A szkoda! Zdecydowanie dystansuję się od tego grubiaństwa konsumpcyjnej cywilizacji i zapraszam do rozważań na temat zmian w przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia w zależności od czasu i miejsca.

Okres dojrzewania – święta to teren demaskatorskich zapędów: Mikołaj – przebieraniec, prezenty – „i tak to mi było potrzebne!“, wzruszenie ojca przy modlitwie – powód do pękania ze śmiechu...

Założenie własnej rodziny – święta w domu rodzinnym jednego z małżonków są przeżywane tak intensywnie, że jakby podwójnie, śmiech przy modlitwie zastępuje powaga, uczucie przemijania wisi na każdej gałązce choinki...

We własnym domu z własnymi dziećmi – to poszukiwanie konsensusu – wspólnego obrządku, tworzenie nowego rytuału rodzinnego na podstawie dwóch różnych.....

Gdy zabraknie Tej, „która Ci pierwsza ukazała Księżyc“ – miejsce dla przypadkowego gościa jest już na zawsze „zajęte“ przez tych, którzy odeszli od nas, modlitwę szepczesz przez łzy, a twoje dzieci z trudem powstrzymują śmiech... 4

I tak wkółko... A miało być o zmianach... Jedyne, co narusza tę doskonałą cykliczność, to moment tworzenia nowego rytuału przez młodą rodzinę. On Francuz – ona Afroamerykanka, on Węgier – ona Ukrainka albo, jak w wariancie, o którym będzie mowa poniżej, on Słowak – ona Polka. Gwiazdor, Babbo Natale, Santa Claus, Ježisko, Mama, Tata czy Mikołaj? Co odpowiedzieć dzieciom, gdy zadają najważniejsze dla nich pytanie: „Kto przynosi prezenty pod choinkę?“??? Trzeba się dobrze nagłówkować, aby wyjść z twarzą: u Babičky tak, u Dziadziusia tak. A w domu jak? Synkretyzm kulturowy aż piszczy w powietrzu, zaś ojciec poci się, żeby wytłumaczyć, iż narodziny Jezusa były darem dla całej ludzkości i że od wtedy ludzie dają sobie dary w wigilię Bożego Narodzenia. A to, że wszędzie przynosi je ktoś inny? Przecież jeden by nie zdążył! Uff! Jakby tego było mało, ojciec chce, aby prezentów się nie kupowało, ale robiło własnymi rękami. Jak dar, to dar! – przynajmniej w su-

permarketach takiego tłoku nie będzie! Jodełka czy świerk – żaden problem – obie mają igły. Gorzej, gdy ojciec rodziny bombkami chce zdobić jabłonkę: „Niech Germanie wiedzą, że Słowianie i drzewko swoje mają!“ Zupełna rewolucja wigilijna!!! Bo to, czy opłatek jest posmarowany miodem, czy nie, albo czy się nim dzielić, czy nie – to łatwiej pogodzić. Niech będzie z miodem, ale i tak będziemy się nim łamać – niech paluchy słodkie będą, a co?! Kapustnica, barszcz z uszkami czy śledziówka – to też łatwo rozstrzygnąć. Potraw ma być 12, więc mogą być wszystkie te zupy do skosztowania. Karp okazuje się dość wielką przeszkodą w zachowaniu tradycji – bo jedno z dzieci ma na niego alergię. Trzeba go inną rybą zastąpić. Nie karp, to łosoś. Tradycja za głowę się chwyta! Itp., itd. Kolędy przy choince śpiewa się w dwóch językach, a potem... na pasterce „Cichą noc“ już wspólnie... Każdy wtedy uzmysławia sobie, o czym to wszystko tak naprawdę jest... Czego wszystkim serdecznie życzę. MOAN MONITOR POLONIJNY


znowu święta! Co za życie – to już trzydzieste ósme święta w tym domu. Domu pod kasztanem albo, lepiej powiedziawszy, w cieniu kasztana. Nienawidziła tego drzewa już długich trzydzieści osiem lat. Ile to było wieczorów rozmyślania i zastanawiania się, jak je zlikwidować. Najlepiej dyskretnie i nieodwołalnie. Raz na zawsze. Nie mogła złapać siekiery w rękę i wyciąć je tak po prostu...Choć w swoich marzeniach robiła to codziennie. Ale nie mogła – wstrętny kasztan rósł za płotem sąsiadów. Niby ich drzewo, ale kłopoty z nim dotyczyły tylko jej. Jej dom w cieniu, jej zapchane rynny, jej wzorowo przystrzyżony trawnik niechlujnie przysypany brązowymi liśćmi. No i te gałęzie, które chyliły się nad jej domem niczym pazury jakiegoś potwora. Choć w istocie rzeczy to drzewo było potworem. Zniszczyło całe jej życie. Z sąsiadami, a raczej już ich wnukami nie rozmawia od trzydziestu pięciu lat, kiedy to po raz któryś zdecydowanie odmówili wycięcia ohydnego kasztana. Dla nich drzewo to symbol życia i czegoś tam, dla niej – źródło gniewu. A najgorsze były święta. Gołe gałęzie, przystrojone żaróweczkami, których blask odbijał się w jej oknach. Z czasem znienawidziła wiosnę i maj, albowiem kasztan sypał swoim kwiatostanem, znienawidziła późne lato, gdy jego owoce hojnie spadały na jej trawnik, znienawidziła święta Bożego Narodzenia z powodu tych żaróweczek. Trzydzieści osiem lat to długi okres. Ile razy patrzyła w niebo z nadzieją, że raz przyjdzie huragan i wreszcie wyrwie kasztan z Matki Ziemi. Matka Ziemia – przecież i ona GRUDZIEŃ 2006

OPOWIADANIEE

ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

I

Świąteczne drzewo ma prawo stąpać po niej szczęśliwa. Kto wie, ile lat jej jeszcze zostało? Ile lat życia w cieniu tego drzewa? Trzydzieści siedem wigilijnych wieczorów w tym domu zaczynała zawsze tak samo. I sama. Ale to jej nie przeszkadzało. Wyglądała przez okno, czekając na pojawienie się pierwszej gwiazdki, a potem siadała do świątecznej kolacji. Ten wieczór miał wyglądać tak samo. Odsunęła firankę i spojrzała w niebo. Jeszcze nie było całkiem ciemno, widziała więc granatowe chmury, które zbierały się nad miastem. Zaczął padać śnieg. Najpierw sypał troszeczkę, potem więcej i więcej. Najpierw zasypał trawniki, chodniki i mniejsze drogi. Sypał dalej. Patrzyła jak urzeczona. Godzinę, dwie. Zaczęła się niesamowita zamieć, burza śniegowa. Zasypało drogi, mos-

ty i autostrady. „Zamieć stulecia” – będą pisać potem dzienniki. Silne podmuchy wiatru unosiły w powietrze kosze na śmieci, potem znaki drogowe i przystanki. Zaczęły padać i drzewa. Wreszcie stało się coś, na co czekała długie lata. Kasztan nie wytrzymał i poddał się. Wyrwany z korzeniami i uniesiony przez wiatr spadł na jej dom. Taki mały dom, który nie miał szans w pojedynku ze stuletnim drzewem, które przebiło się przez dach i przywaliło jedyną śmiertelną ofiarę zamieci stulecia. Ona też chyba nie miała szans, zresztą karetka by i tak nie przejechała, ponieważ drogi były zawiane... Święta wcale nie są przereklamowane. Podczas świąt naprawdę spełniają się marzenia. AGATA SASKA 5


yrektorem generalnym Sekcji Kultury Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury RS od 1 listopada br. jest PhDr. Jana Kresáková. Wcześniej pracowała w różnych organizacjach pozarządowych zajmujących się mniejszościami narodowymi, między innymi jako dyrektor programowy Fundacji „Inforoma“ czy w Słowackiej Informacyjnej Agencji Akademickiej. Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych wspiera rozwój kulturalny grup narodowościowych na terenie Słowacji. W formie grantów przyznaje

WSZYSCY 23 GÓRNICY z kopalni „Halemba“ z Rudy Śląskiej, którzy we wtorek 21 listopada znaleźli się w strefie wybuchu metanu, nie żyją. W czwartek 23 listopada nad ranem, po blisko 38 godzinach prowadzonej 1030 metrów pod ziemią akcji, ratownicy dotarli do ciała ostatniej ofiary. Najmłodszy zmarły górnik miał 21 lat, najstarszy 59. Nie mieli szans przeżycia. W chwili wybuchu temperatura w wyrobisku mogła sięgać 1500 stopni, a siła podmuchu była olbrzymia. Przed kopalnią nieprzerwanie płoną dziesiątki zniczy. To największa katastrofa w polskim górnictwie od 27 lat. Prezydent Lech Kaczyński ogłosił 3-dniową żałobę narodową. 6

środki finansowe na projekty opracowywane przez organizacje mniejszościowe, w tym również i polską (między innymi na czasopismo „Monitor Poloniijny“). Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych skończyła w listopadzie br. opracowanie nowych warunków, dotyczących udzielania dotacji, z którymi można się zapoznać na stronie internetowej www.culture.gov.sk Projekty na 2007 rok należy składać do 3 stycznia. W styczniu projektami zajmie się dział finansowy Ministerstwa Kultury, a na przełomie stycznia i lutego zbiorą się specjalne komisje, złożone z pięciu człon-

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Nowości w Ministerstwie Kultury RS D

ków konkretnej mniejszości narodowej, które w obecności wiceministra kultury i dyrektora Sekcji Kultury Mniejszości Narodowych zdecydują o wsparciu finansowym konkretnych projektów kulturalnych. „Nasze wyobrażenia, dotyczące działań każdej mniejszości narodowej na Słowacji, dotyczą realizacji podstawowych potrzeb kulturalnych, jak np. wy-

W CIĄGU OSTATNIEGO roku na rynek trafiło ponad 5 tys. ampułek corhydronu, z których część zamiast leku przeciw alergiom zawiera bardzo silny specyfik używany podczas operacji, którego zażycie, wg ustaleń prokuratury, mogło spowodować śmierć kilkunastu osób. Minister zdrowia Zbigniew Religa oraz Główny Inspektor Farmaceutyczny Zbigniew Niewójt podali się do dymisji (premier Jarosław Kaczyński dymisję Religi odrzucił). Wszystkie partie corhydronu zostały wycofane z rynku. W firmie farmaceutycznej „Jelfa”, produkującej lek, wstrzymano okresowo produkcję. Prokuratura bada od kilkunastu do kilkudziesięciu przypadków zgonów pacjentów przyjmujących corhydron.

W DRUGIEJ TURZE wyborów na prezydenta Warszawy zwyciężyła Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO - podała Miejska Komisja Wyborcza w stolicy. Gronkiewicz-Waltz dostała 53,18 proc. głosów, a Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) 46,82 proc. Frekwencja wyniosła 53 proc.

POLACY GŁOSOWALI w wyborach samorządowych – w wyborach do sejmików pierwsze miejsce w większości uzyskała Platforma Obywatelska przed

WARSZAWA ZABLOKOWAŁA mandat Unii Europejskiej na rozpoczęcie negocjacji w sprawie nowego porozumienia o współpracy między UE i Rosją. Polskie

Prawem i Sprawiedliwością i koalicją lewicy i demokratów; w wyborach do rad powiatów pierwszy był PiS, na kolejnych miejscach PO i PSL, z kolei w wyborach do rad gmin zwyciężył PiS, PO była druga, a trzecia koalicja centrolewicy. W niektórych dużych miastach, np. w Łodzi czy w Warszawie, o wyborze prezydenta miasta wyborcy musieli zadecydować w drugiej turze.

weto jest reakcją na restrykcje handlowe, nałożone na polskie mięso i artykuły rolne przez Moskwę w listopadzie ubiegłego roku. Drugi, podnoszony przez Polskę postulat, dotyczy kwestii energetycznych. Polska chciałaby, by podczas negocjacji nowego porozumienia domagano się od Moskwy ratyfikacji Europejskiej Karty Energetycznej i podpisania protokołu tranzytowego. Dokumenty te dają europejskim inwestorom dostęp do rosyjskich rynków, infrastruktury i surowców na zasadach przejrzystości, niedyskryminacji, wzajemności. Polskę poparła Litwa i Francja. By porozmawiać na temat polskiego sprzeciwu, niespodziewanie do Warszawy przyjechał premier Finlandii Matti Vanhanen. Polska swego stanowiska nie zmieniła. ,,Musimy bronić polskich interesów, polskich rolników” – akcentował premier Jarosław Kaczyński. MONITOR POLONIJNY


dawanie czasopism, książek, aktywne działanie stowarzyszeń, których celem jest rozwój bogatej tradycji kulturalnej – powiedziała Jana Kresáková. – Dlatego chcę w większej mierze współpracować z przedstawicielami mniejszości narodowych na Słowacji, spotykać się z nimi, pomagać w rozwiązywaniu ich problemów, związanych z realizacją ich potrzeb kulturalnych“. Jednocześnie zapewniła, że Ministerstwo Kultury RS poświęca wiele uwagi problematyce pozycji mniejszości narodowych na Słowacji i nadal będzie stwarzać dogodne warunki, by wspierać ich działalność kulturalną. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA PREZYDENT LECH KACZYŃSKI podpisał ustawę wprowadzającą nowe zasady lustracji. Zapowiedział jednocześnie, że w ciągu trzech tygodni przygotuje jej nowelizację. W prezydenckiej nowelizacji przewiduje się powrót oświadczeń lustracyjnych, które będzie badał odrębny czwarty pion w IPN; badane one będą w trybie procedury karnej, tak jak obecnie. Nowelizacja nie przewiduje zawężenia grup osób lustrowanych. Osoby publiczne mogłyby jednak w szerszym zakresie decydować o nieujawnianiu informacji z życia prywatnego, a nie tylko z życia seksualnego, jak przewiduje obecna ustawa – powiedział Kaczyński. DNIA 11 LISTOPADA cała Polska świętowała 88. rocznicę odzyskania niepodległości. ,,Mimo różnic politycznych powinniśmy potrafić się porozumieć” – mówił prezydent Lech Kaczyński podczas głównych uroczystości Święta Niepodległości w WarGRUDZIEŃ 2006

S Ł O W A C K I E W Y D A R Z E N I A I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

J

ak to się pisze w gazetach i czasopismach? Chyba jakoś tak – że redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść niezamówionych artykułów. Ten niniejszy był co prawda zamówiony, ale przedstawione w nim poglądy są subiektywne. Mówimy: „Nie dajmy się zwariować“ i... wariujemy. Znowu. Choć co roku przyrzekamy sobie, że w tym następnym to już się nie damy. Ale i tak rokrocznie ogarnia nas przysłowiowy (i dosłowny) szał ciał. Nasze ciało w okresie przedświątecznym jest bardzo intensywnie eksploatowane. Przed Bożym Narodzeniem trzeba przecież posprzątać cały dom – od piwnicy po strych, a najlepiej wyszorować też dach. Dokładnie! Niech sąsiedzi nie obgadują. Trzeba obowiązkowo zapełnić lodówkę i przygotować kilkanaście dań – oczywiście własnoręcznie! I do tego jeszcze kupić prezenty dla wszystkich. Samemu! I to sprzątanie, i to gotowanie, i te zakupy – to wszystko dla ciała. A co dla ducha? Kiczowate girlandy i jegomość, podszywający się pod postać Świętego Mikołaja, którego wizerunek ozdabia tiry, wiozące znany napój bezalkoholowy, i bez którego oczywiście święta nie byłyby prawdziwymi świętami. To jest dla ducha? Tak mało nam trzeba? Podlegamy dyrektywie, która wychodzi nie wiadomo nawet skąd. Sprzątaj, gotuj i kupuj, szary człowieku! Stresuj się i bierz pożyczki pod zastaw całego majątku tylko po to, by kupić kilka, w zasadzie niepotrzebnych rzeczy! Pracuj dwanaście godzin dziennie, zapomnij o rodzinie, zarób dużo pieniędzy, by w świątecznej promocji móc kupić nowe opony do samochodu, nowe wyposażenie do telefonu, nowy, lepszy fotel przed nowy, lepszy telewizor, w którym oczywiście „leci” świąteczny program przeplatany świątecznymi reklamami... Poza tym święta Bożego Narodzenia są całkiem fajne. Co prawda nie są ani o „bożym” ani o „narodzeniu”, ale są. Igrzyska dla ludu. Nie dajmy się zwariować! Naprawdę możemy! MAJKA KADLEČEK

szawie. Uroczystości i msze św., odprawiane w intencji Ojczyzny, towarzyszyły obchodom święta w całym kraju. LEW RYWIN wyszedł na wolność. Sąd Apelacyjny w Warszawie zgodził się na jego wcześniejsze, przedterminowe zwolnienie z zasądzonej mu kary. Rywin został skazany na dwa lata więzienia za pomoc w płatnej protekcji wobec „Agory” w 2004 r. W celu zbadania tej sprawy powstała pierwsza w historii sejmowa komisja śledcza. W grudniu 2002 r. „Gazeta Wyborcza” napisała, że Rywin spotkał się m.in. z redaktorem naczelnym „Gazety” Adamem Michnikiem i miał powoływać się na swe wpływy u premiera Leszka Millera, oferując załatwienie spółce korzystnych dla niej zmiany w ustawie o RTV. W zamian za to miał żądać 17,5 mln dolarów i dyrektorskiego stanowiska w telewizji Polsat, którą „Agora” miałaby kupić.

WICEPREMIER, MINISTER edukacji Roman Giertych poinformował, że do szkół wyruszyły pierwsze ,,trójki”, które mają przeprowadzać kontrole w szkołach, rozmawiać z uczniami i nauczycielami, m.in. na temat zjawiska przemocy, oraz zbierać informacje o zdarzeniach, a także o dealerach narkotyków. ,,Trójki” to jeden z elementów rządowego programu ,,Zero tolerancji dla przemocy w szkołach”. Roman Giertych chce też wprowadzenia przez gminy godziny policyjnej dla osób niepełnoletnich. W tym czasie nie mogłyby one przebywać w miejscach publicznych bez dozoru osób dorosłych. KLUB INTELIGENCJI KATOLICKIEJ z Warszawy – za pomoc uczniom z Białorusi i Fundacja „Muzyka Kresów” z Lublina – za kontynuowanie muzycznej tradycji Suwalszczyzny zostały laureatami głównych nagród ósmej edycji konkursu na najlepszą inicjatywę obywatelską „Pro Publico Bono”.

Tegorocznym laureatem nagrody literackiej im. Józefa Mackiewicza został Janusz Krasiński za książkę ,,Przed agonią”, zamykającą czterotomowy cykl powieści o zmaganiach niepokornego pisarza z rzeczywistością PRL-u. Wręczenie nagrody odbyło się w warszawskim Domu Literatury. ZNANA POLSKA projektantka mody Ewa Minge jako pierwsza i na razie jedyna Polka zaprojektowała kolekcję sześciu ubrań dla Barbie. Ulubienica dziewczynek ma już w swojej szafie kreacje Diora, Chanel, Versacego i Giorgia Armaniego. W listopadzie można było ją podziwiać na światowej wystawie lalek Barbie i klocków Lego w Warszawie. Trzy stroje sportowe i trzy wieczorowe w rozmiarze ,,25’’ dla Barbie zlicytowano, a zebrane pieniądze przeznaczono na cele charytatywne. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 7


Polskie audycje radiowe na Słowacji T

radycja polskich programów ra- łał się przy tym na najnowsze za- się na antenie 65 lat temu. Być modiowych na Słowacji sięga lat rządzenie rządowe, nakazujące że wśród czytelników są odbiorcy 30. ubiegłego wieku. Ich autorem unikania jakichkolwiek prowo- bratysławskiej audycji Emiliana w okresie międzywojennym był kacji wobec Niemców. Stanowisko Sroki. Czekam na Państwa wspoEmilian Sroka. Audycje nadawane ojca poparł bratysławski konsul. mnienia. Każda informacja jest dla były na zlecenie Rządu RzeczyposWieść o tym, niezbyt zresztą mnie bardzo cenna, gdyż może politej Polskiej. Sroka redagował je groźnym incydencie pomiędzy po- przyczynić się do dokumentacji z ramienia Konsulatu Polskiego słem Rzeczypospolitej a przedsta- dziejów radiofonii polskiej na w Bratysławie. W 1998 roku na ła- wicielem Konsulatu Polskiego świecie. W ten sposób możemy mach „Pisma PG” syn Emiliana, je- przedostała się jakoś do wiadomo- wspólnie ocalić od zapomnienia zuita Bronisław Sroka we wspo- ści tajnych służb niemieckich – naj- głosy polskich radiowców, które mnieniu poświęconym ojcu przy- prawdopodobniej drogą ich wy- już zamilkły w eterze. wołał tamte czasy następującymi wiadu agenturalnego. Fakt, że SroZ przedwojennej Bratysławy słowami: ka, pomimo usilnych nalegań po- przenieśmy się do współczesnych Na Słowacji panował już wó- sła polskiego, nie chciał „dokopać Koszyc. To tu od ponad 8 lat powwczas rząd w znacznym stopniu Niemcom przez radio”, wpłynął ła- stają audycje radiowe przeznaczouzależniony od Niemiec. Ludność godząco na usposobienie gestapo ne dla mniejszości polskiej. Jak to słowacka odnosiła się jednak do wobec niego. W marcu 1944 roku się zaczęło? W 1998 roku dyrektor regionalnespraw polskich na ogół życzliwie. przybywającego wówczas w BudaOjciec redagował wtedy w imie- peszcie Srokę aresztowano wraz go Radia w Koszycach nawiązał konniu Konsulatu Polskiego i na zle- z innymi Polakami. Emilian Sroka takty z czeskim radiem w Ostrawie, cenie Rządu Rzeczypospolitej był jednym z niewielu, którego których celem było przyjrzenie się audycje radiowe w języku pol- wkrótce uwolniono. To niezwykłe działalności polskiej redakcji. W Osskim. W zaistniałych warunkach odzyskanie wolności połączono trawie od lat 50-tych minionego wienie było to zadanie łatwe. Pewne- z przedwojenną, radiową działal- ku ukazuje się niemal codziennie audycja przeznaczona dla polskiej go dnia przyjechał do Konsulatu - nością Sroki w Bratysławie. dla załatwienia spraw ekonomiW ogólnie dostępnych materia- mniejszości. Obecnie redakcją polcznych - jakiś poseł z Warszawy. łach brak jest bliższych informacji ską w Ostrawie kieruje Otylia ToboBył to człowiek nastawiony hurra- na temat audycji polskiej na Słowa- la. Radiowcy z Koszyc, poznawszy tajpatriotycznie, lecz o niezbyt roz- cji. Być może wśród słowackiej niki tworzenia programu dla Polonii, winiętym zmyśle politycznym. Polonii żyją jeszcze osoby, które pa- w grudniu 1999 roku nadali pierNieświadomy delikatnej sytuacji, miętają audycje tworzone przez wszą audycję dla naszych rodaków w jakiej przyszło żyć i pracować przedstawiciela Konsulatu Polskie- w Słowacji. Od tamtej pory polski naszemu przedstawicielstwu dy- go w Bratysławie. Ciekaw jestem program nadawany jest zawsze raz plomatycznemu w Bratysławie, uwag czytelników „Monitora Polo- w miesiącu w środę. Zaczyna się począł ojca publicznie pouczać, nijnego” i słowackiej Polonii na te- o godz. i o 19.20 na antenie Radia jak należy „dokopać Niemcom mat polskiej audycji, pojawiającej „Patria” i trwa 30 minut. Jego twórcą od samego początku jest Urszuprzez radio“. Ojciec odrzekł la Szabados. Program ten odbiena to, że nie jest właścicielem Szanowni Państwo! Tyle byłem w stanie napisać dziś. Reszta, rany jest na terenie całej Słoprywatnej rozgłośni radiowej. Obowiązany jest prze- jak sądzę, powstanie wkrótce. Zwracam się wacji, o czym mogłem się osostrzegać aktualnych instru- do Państwa z prośbą o pomoc w odtworze- biście przekonać, goszcząc kilkcji rządu polskiego, które- niu dziejów przedwojennych audycji pol- ka razy na pograniczu węgiermu bardzo zależy na utrzy- skich z Bratysławy. Być może czytelnicy sko-słowackim w Velkym Medemaniu placówki dyploma- „Monitora Polonijnego” dopowiedzą dalsze rze i Štúrowie. Polskojęzyczny tycznej na Słowacji, co do losy programu lub ujawnią nieznane mi program z Koszyc na falach której wiadomo, że Niemcy szczegóły polskiego istnienia na falach sło- średnich odbieram również w Polsce. szukają tylko pretekstu, aby wackiego eteru. Łączę pozdrowienia JAROSŁAW JĘDRZEJCZAK ją skompromitować. PowoMój adres: Jarosław Jędrzejczak, ul. Wiślana 100, Szpetal Górny, 87-811 Fabianki, Polska, Tel. 0048 54 2320103, e-mail: just_jar@poczta.onet.pl 8

MONITOR POLONIJNY


FOTO: M. M. NOWAKOWSKA

„Wolność to skarb,

który łatwo można stracić“

...SPOTKANIE ZE STEFANEM CHWINEM

S

tefan Chwin jest wybitnym polskim pisarzem i nie ma wątpliwości co do prawdziwości tego stwierdzenia. Jednak słowacki czytelnik nie miał dotychczas możliwości zapoznania się z twórczością tego uznawanego prozaika, eseisty, krytyka literackiego i historyka literatury. Sytuacja się jednak trochę zmieniła dzięki wydawnictwu „Kalligram”, które w tym roku w serii „Proza światowa” („Svetová próza”) wydało najbardziej znaną powieść Chwina „Hanemann”, przetłumaczoną na język słowacki przez Karola Chmela. W listopadzie polski pisarz przyjechał do Bratysławy na zaproszenie Instytutu Polskiego, by wziąć udział w festiwalu „Ars Litera 2006”, w trakcie którego spotkał się ze słowackimi czytelnikami, prezentując słowacką wersję swojej książki. Chwin jako profesor Uniwersytetu Gdańskiego odwiedził także bratysławską polonistykę, gdzie wygłosił wykład na temat „Polska literatura a wolność”. Przedstawił w nim problem wolności, wartości dla Polaków wręcz świętej, która jednak w polskiej rzeczywistości kulturowej jest powodem dyskusji społecznych, a nawet sprzeczek. Najpierw mówił o polskiej sytuGRUDZIEŃ 2006

acji polityczno-społecznej i jej rozwoju w ciągu XX wieku, a potem swoją uwagę skupił na literaturze, na tym, w jaki sposób motyw wolności przedstawiają poszczególni twórcy. Według Chwina do 1989 roku stosunek Polaków do wolności był determinowany oporem przeciw totalitarnemu reżimowi komunistycznemu, który to opór reprezentowała „Solidarność”, wyrażając pragnienia obywateli PLR, związane z życiem w wolnym społeczeństwie. Po upadku reżimu w tym samym społeczeństwie powstał poważny rozłam – wróg, który łączył przedstawicieli opozycji, zniknął i okazało się, że zbudować wolną i demokratyczną Polskę nie będzie łatwo. „Solidarność” była ruchem, związanym z kościołem katolickim, a to oznaczało ograniczone pojmowanie wolności i stosunek jego przedstawicieli do tej wartości. Mimo konserwatywnego charakteru „Solidarności” poja-

wił się w niej nurt liberalny, mający zupełnie inny stosunek do wolności. To właśnie przeciwstawienie idei Polski „solidarnej” i „liberalnej” doprowadziło do powstania dwóch partii: liberalnej Platformy Obywatelskiej i konserwatywnej Prawa i Sprawiedliwości. Współczesne radykalne partie prawicowe - Samoobrona i Liga Polskich Rodzin pojmują liberalizm jak światopogląd zagrażający schematowi porządku społecznego. Jednak przede wszystkim Chwin mówił o literaturze i o motywie wolności, pojawiającym się w poszczególnych utworach. Wspomniał m.in. o Mickiewiczowskich „Dziadach”, w których wolność jednostki jest podporządkowana wolności społecznej, czego symbolem jest przemiana głównego bohatera – z Gustawa staje się Konradem. Przedstawił też pojmowanie wolności przez pisarzy współczesnych, np. Z. Herberta czy twórców z kręgu czasopisma „bruLion”. Nie pominął też twórczości polskich feministek. Na koniec Stefan Chwin podkreślił, iż istniejący spór między dwoma różnymi sposobami pojmowania wolności, powodujący napięcie w społeczeństwie i gwałtowność dyskusji, jest dowodem przejścia od systemu totalitarnego (w ramach którego dyskurs o wolności nie był możliwy) do demokratycznego, który jako jedyny gwarantuje istnienie wolnej przestrzeni, w której taka dyskusja może się odbywać. Okazało się, że Chwin jest nie tylko wspaniałym pisarzem, jest też świetnym wykładowcą, który przybliżył nam, słowackim studentem, złożone wybrane problemy polskiej literatury i nie tylko. KRISTÍNA POTOČŇÁKOVÁ STUDENTKA III ROKU BRATYSŁAWSKIEJ POLONISTYKI 9


W

tym roku w ramach Dni Filmu Polskiego ich organizator Instytut Polski postarał się o prawdziwą ucztę dla fanów polskiego kina. Od 6 do 8 listopada w bratysławskim kinie „Tatra” można było bowiem zobaczyć najnowsze filmowe przeboje. Każdy mógł wybrać coś dla siebie, a było wielu takich, którzy obejrzeli wszystkie filmy – na pewno wszystkie były tego warte. Przegląd otworzył film znanego na Słowacji (choćby z „Seksmisji”) Juliusza Machulskiego, zatytułowany „Vinci”. W dzisiejszych czasach, kiedy człowiek słyszy nazwisko Vinci, przychodzi mu do głowy tylko Dan Brown, Langdon i kody. Ten film natomiast jest zupełnie inny. Nie tylko dlatego, że jest polski, ale też dlatego, że

DNI FILMU POLSKIEGO, czyli co jest grane… jest to bardzo przyjemna komedia. Główni bohaterowie nie są wybitnymi historykami i nie rozszyfrowują żadnych kodów. Mają większe problemy niż Langdon i Sophie, bowiem postanowili ukraść najsłynniejszy w Polsce obraz – „Damę z łasiczką”. Są zatem złodziejami, z których jednego akurat zwolniono czasowo z więzienia ze względu na zły stan zdrowia (w rzeczywistości to osobnik zdrowy jak tur), z kolei drugi to jego były wspólnik, który w międzyczasie został… policjantem. Do nich dołącza wyrzucona z akademii sztuk pięknych studentka. Są jeszcze kopie słynnego dzieła i… miliony euro. Oczywiście kilka podob-

C

hoć sezon sportów zimowych w pełni, aby nadrobić zaległości, napiszę o innym sporcie. Kilka słów zatem o pierwszym Polaku w historii Formuły 1.

Robert Kubica, bo o nim mowa, raczej nie wystąpi w koszulce z orłem na piersi, ale już zyskał sobie rzesze polskich kibiców. Ten 23-letni kierowca Formuły 1, zadebiutował 6 sierpnia br. na wąskim i krętym torze wyścigowym Hungaroring. Dotychczasowy kierowca testowy w zespole BMW Sauber wystartował w deszczowej pogodzie, zastępując światową sławę, którą jest Kanadyjczyk Jacques Villeneuve. W swoim debiutanckim wyścigu w Formule 1 zajął siódme miejsce. Najwyższa prędkość, z jaką jechał Kubica, to 286,6 km/h! Jednak już wieczorem pojawiła się wiadomość, że jego bolid jest zbyt lekki. Zamiast minimalnych 600 kilogramów z kierowcą, pojazd ważył 598. Skutek tego był fatalny – nasz rodak został zdyskwalifikowany. Później 10

nych komedii już znamy z produkcji amerykańskich i innych, ale ta bliższa jest naszej rzeczywistości – słowackiemu widzowi wydaje się „bardziej naturalna”, chociaż nie brakuje w niej raczej nieprawdopodobnych sytuacji. Oglądając najnowszy hit Machulskiego, nie jesteśmy zmuszeni do zamyślania się nad sensem życia albo innymi sprawami wszechświata – mamy zaś półtorej godziny dobrej rozrywki i śmiechu, co też się liczy, niekiedy nawet bardziej! A dlaczego twórcy zatytułowali go „Vinci”, a nie „Da Vinci”? Powód jest naprawdę oryginalny, ale go nie zdradzimy! Film trzeba po prostu obejrzeć!

Drugiego dnia było już poważniej – „Komornik” Feliksa Falka na zeszłorocznym festiwalu filmowym w Gdyni zyskał prawie wszystkie główne nagrody. I chyba słusznie. Jego bohater nie ma serca, nie ma rodziny, nie ma przyjaciół. Jest arogancki, chłodny, bezlitosny. Niszczy życie innych ludzi, wykonując obowiązki służbowe. Ale czy tak można żyć? Cuda przecież się zdarzają, mało tego spotkają nas codziennie, a przychodzą nieoczekiwanie. I cud się staje – nasz komornik pod wpływem okoliczności chce się zmienić, naprawić wszystkie krzywdy. Od tego momentu film staje się wolną wariacją na temat „Opowieści

Gaz do dechy! okazało się, że to opony zużyły się bardziej niż powinny i stąd brak 2 kilogramów na wadze. Debiutancki sezon w F1 Kubica miał bardzo udany. W Grand Prix Turcji nasz rodak zajął 12. miejsce. Zachwycił startami i zajęciem trzeciego miejsca w Grand Prix na torze Monza we Włoszech. Na podium stał obok Michaela Schumachera, który odniósł 90. zwycięstwo i bił brawo Polakowi! W Brazylii Kubica był dziewiąty, a w Chinach trzynasty. Ponownie na dziewiątym miejscu był w Japonii. Jak wygląda jazda w wyścigu, wszyscy „wiemy”. Można jednak dodać kilka danych, np. w ostatnim starcie tego sezonu, w Brazylii, Kubica musiał pokonać 71 okrążeń toru, z których każde to 4309 metrów, czyli razem 305 909 metrów (!), zaś na torze Istanbul Park w Turcji jechał w niesamowitym upale, dochodzącym do 37°C – asfalt rozgrzany był do 57°C!

Pierwszy, krótki sezon Kubicy odbił się szerokim echem w świecie Formuły 1, a jego dobre występy w ostatnich sześciu wyścigach sezonu zapewniły mu kontrakt z teamem BMW Sauber na kolejny rok. Kierowca uważa, że był to dla niego bardzo dobry sezon. Panujący czempion Fernando Alonso wśród swych najgroźniejszych rywali do walki o mistrzostwo świata Formuły 1 w 2007 roku wymienia też Roberta Kubicę! „To cudowne, naprawdę. W takiej sytuacji jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że postaram się być dla niego konkurentem. Ale to nie będzie łatwe. Jestem młody, ciągle się poprawiam, ale twardo chodzę po ziemi, wiem, jaka długa droga przede mną” – powiedział Polak. Kubica uznawany jest za najlepszego debiutanta w F1 od czasu pojawienia się Jacquesa Villeneuve’a w 1996 roku! Pochodzący z Krakowa Robert Kubica wyjechał z kraju w wieku 13 lat. Rodzice, widząc talent syna, zdecydowali się szuMONITOR POLONIJNY


wigilijnej“ Charlesa Dickensa. Niestety, jest już za późno na odkupienie win. Nikt nie staje w obronie bohatera, tylko dawna miłość, ale to już właśnie nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że cud się zdarzył! „Komornik” to film o ludzkich, ale też i nieludzkich uczuciach, które rządzą światem – film dający pretekst do zamyślenia się nad sobą samym. Tego samego wieczora odbyła się projekcja filmu „Wróżby Kumaka” (reż. Robert Gliński), będącego adaptacją książki Güntera Grassa, opowiadającego ciekawą historię głównych bohaterów: Niemca Aleksandra, urodzonego w Gdańsku, i Litwinki Aleksandry, mieszkającej w Gdańsku przez całe życie. Analizuje także stosunki między Polakami

a Niemcami, które kończy wizja zupełnej harmonii. Metaforyczno-metafizyczna historia rozpoczyna się w 1989 r. oczywiście w Gdańsku, gdzie „przez przypadek“ spotkają się Aleksandra z Aleksandrem. Nic w filmie nie jest jednak przypadkowe, także tożsamość imion bohaterów. Można powiedzieć, że film jest też jakby sprawdzianem dla nas – widzów, czy umiemy zobaczyć rzeczy i symbole, które nie każdy umie zauważyć, lub wróżby, które w końcu zmienią się w rzeczywistość. To przepiękny film, chociaż trochę za bardzo nierealny, ale czy tylko to, co jest rzeczywiste, jest piękne? W ostatnim dniu przeglądu wyświetlone zostały dwa filmy: „Jestem” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej i „Odę do ra-

kać szans poza krajem. Wyjechali do Włoch, gdzie debiutant mieszka do dziś. Jednym z powodów wyjazdu był... brak perspektyw sportowych w kraju! Zainteresowanie i talent do prowadzenia samochodów Kubica wykazywał od dziecka, gdy zaczynał jeździć na gokartach. O jego „instynkcie kierowcy” świadczy opowieść kolegów, którzy kiedyś zamienili pedały gazu i hamulca. Robert Kubica stwierdził wówczas, że „coś jest nie tak”, ale bez problemów pojechał dalej, manewrując stopami odwrotnie. Rozwinął się za granicą. W 2004 roku, nie znając trasy i samochodu, zajął siódme miejsce w Rajdzie Barbórki. Za granicą jeździł też w niższych formułach. Polak, który w wielkim stylu dostał się do elity kierowców wyścigowych, skupiającej tylko 22 kierowców, prywatnie, poza torem wyścigowym gra w kręgle i na playstation. Lubi jeździć. Wprawdzie sezon wyścigowy zakończył się przed niecałymi dwoma miesiącami, to nasz najszybszy sportowiec stwierdził, że nie może już się doGRUDZIEŃ 2006

dości” trojga debiutantów: Anny Kazejak-Dawid, Jana Komasy i Macieja Migasa. Pierwszy z nich to dość smutny obraz samotności dziecka, poszukującego swego miejsca w świecie, dziecka, na którym nikomu nie zależy. Ale nie jest to obraz do końca pesymistyczny, albowiem przynosi nadzieję, że niekoniecznie człowiek, zwłaszcza jedenastoletni, musi być sam. Drugi zaś składa się z trzech nowel – każda w innej reżyserii, każda z innym bohaterem, każda rozgrywająca się w innej części Polski. Co zatem je łączy? Wszyscy młodzi bohaterowie przeżywają rozczarowanie współczesną Polską, wszyscy poszukują lepszego jutra dla siebie, wszyscy emigrują zarobkowo (co ukazane jest

czekać pierwszych testów, które odbędą się w Barcelonie, i powrotu za kierownicę bolidu. Patrząc z perspektywy zwykłego użytkownika dróg, można sobie zadać pytanie, czy to nie paradoks, że najlepszy tegoroczny debiutant w F1 pochodzi z kraju znanego z fatalnego stanu dróg, braku autostrad, których budowę zapowiadają kolejni „specjaliści”, wynajdując nowe, często absurdalne pomysły, oraz smutnej statystyki - największa w UE liczby ofiar śmiertelnych wypadków samochodowych. No cóż... • • • Nie udało się nam na mistrzostwach świata siatkarek. Po początkowych sukcesach, nasze zawodniczki zakończyły grę w Japonii po piątej z kolei przegranej, tym razem dramatycznej porażce z Turcją

w ostatniej sekwencji) do Londynu – być może tam im się uda. Nie brak w tym filmie pesymizmu, szarości, braku nadziei. Ale czy tylko tak wygląda dzisiejsza Polska? Wszystkie przedstawione w ramach Dni Filmu Polskiego produkcje, zarówno twórców renomowanych, jak i początkujących, zdają się potwierdzać, że z polskim kinem, o upadku którego mówi się od wielu lat, nie jest tak źle. Miejmy nadzieję, że ta dobra passa będzie trwać i w przyszłym roku na podobnym przeglądzie (a może i wcześniej) widzowie na Słowacji będą mieli okazję obcować z polską kinematografią przynajmniej w tak dobrym wydaniu, jak w tym roku. JANA GIBALOVÁ, MILICA URBÁNIKOVÁ

3:0. Był to de facto mecz ostatniej szansy, ponieważ wygrana przedłużyłaby nadzieję naszych „złotek” na pozostanie w turnieju i walkę o miejsca 9-12. Zdaniem trenera i obserwatorów znów okazało się, że największym problemem zespołu jest psychika. Pierwszego i trzeciego seta Polki rozpoczęły prowadzeniem, później było już gorzej. Drugi set to wymiana piłek i doganianie punktacji przeciwnika. Dla meczu charakterystyczne były proste błędy naszych zawodniczek i ich niewłaściwe reakcje. Jednak walkę można uznać za w miarę wyrównaną. Reprezentacja rozegrała jeszcze mecz z Kubą, ale również i ten przegrała 3:0. Na początku pierwszego seta Polki prowadziły jakiś czas, ale potem Kubanki uzyskały większą przewagę i utrzymały ją do końca partii. Drugi i trzeci set były dość wyrównane, nasze zawodniczki grały dobrze, nastąpiła jednak seria tradycyjnych prostych błędów i ostatecznie niewielką różnicą wygrały Kubanki. Biało-czerwone zajęły ostatnie miejsce w tej grupie. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na działalność szkółek polonijnych

11


WYWIAD MIESIĄCA O dwóch takich,

Mieszkacie w miejscowości Milówka, niedaleko granicy słowackiej. Czy istnieje współpraca między Wami a słowackimi muzykami? Łukasz: Założyliśmy „Fundację Braci Golec”, której celem jest muzyczne kształcenie dzieci. Przyjeżdża do nas nauczyciel ze słowackiego pogranicza – Roman Capik, który gra na heligonce. To taki bardzo popularny na Słowacji akordeonik guzikowy. My z kolei występowaliśmy na Słowacji właśnie na festiwalu heligonek. W rozmowach ze słowackimi góralami używacie gwary? Ł: To bardzo zbliżone dialekty i jeśli ktoś mówi „cystą” gwarą, to idzie się porozumieć.

Dlaczego Słowacy kochają folklor bardziej niż Polacy? Ł: Na Słowacji są szkoły folklorystyczne, u nas tego nie ma. Ale widzę, że następuje powrót do „folkomanii”. Są też przecież pewne regiony, gdzie się bardzo dba o folklor. Na przykład w Milówce? Ł: Tak, podobnie jest w całym Beskidzie Żywieckim i Cieszyńskim. U nas we wsi są trzy potężne zespoły, duża orkiestra i chór. Skoro Milówka jest taka umuzykalniona, dlaczego właśnie Wam udało się zrobić zawrotną karierę? Ł: W tłumie ludzi znajdzie się jeden talent. Czy to tylko kwestia talentu? Ł: Albo daru od Boga? Trzeba mieć szczęście. 12

co „dają czadu”

z najbardziej znanych i popularnych muzyków w Polsce, To jedni grający utwory inspirowane folklorem. Ich przeboje, takie jak „Do Milówki wróć”, „Lornetka” czy „Ściernisko” nuci cała Polska. Bardzo charakterystyczni, a jednocześnie nie do odróżnienia – bracia-bliźniacy: Łukasz Golec (trąbka, flugelhorn, śpiew) i Paweł Golec (puzon, tuba, śpiew) stoją na czele 9-osobowego zespołu „Golec uOrkiestra”. Udało mi się z nimi porozmawiać w listopadowy wieczór, tuż przed ich koncertem w Wiedniu. Na pytania odpowiadali chętnie, z otwartością i lekkością bycia. Jak sami twierdzą, mają temperament jak Harnasie. Podobno, jak się dowiedziałam od żony Łukasza – Edyty, są zupełnie inni, ale niewidoczna nić porozumienia między bliźniakami powoduje, że mają podobny gust w wielu sprawach – często bywa tak, że niezależnie od siebie kupują takie same rzeczy lub bez wcześniejszego uzgodnienia identycznie się ubierają. Paweł: Uczyliśmy się w szkole muzycznej od najmłodszych lat, inni koledzy w tym czasie grali w piłkę. Czyli na swój sukces zapracowaliście ciężką pracą? P: Tak, od czwartej klasy uczęszczaliśmy do szkoły muzycznej, oddalonej od Milówki o 14 kilometrów, a to, jak na polskie warunki w tamtych czasach, oznaczało wyrzeczenia. Wszyscy wiemy, jak działała komunikacja, 60-minutowe opóźnienia były na porządku dziennym. Zwykła polska rzeczywistość. Były chwile zniechęcenia? P: Różnie bywało, ale nas mobilizował starszy brat Rafał. Dziś pisze dla nas teksty i jest naszym menedżerem. To odkrywca Waszych talentów? P: Tak. Można powiedzieć, że dawał nam baty, ale za to jesteśmy mu dzisiaj wdzięczni.

Czujecie się prekursorami wprowadzenia folkloru na salony? Ł: Na pewno nie byliśmy pierwsi. Przecież Moniuszko, Chopin i inni czerpali z ludowości. Folklor jest dziś obecny w muzyce, jedzeniu czy w wystroju wnętrz. Swego czasu folklor wprowadzał do swojego repertuaru zespół „No To Co”. Dziś być może folklor kojarzony jest z „Golec uOrkiestrą”, bo mamy najwięcej przebojów. Sporo osób zaangażowanych w „Golec uOrkiestra” to Wasza rodzina. Dlaczego? Ł: To kwestia zaufania. Wychodzimy z założenia, że rodzinie będzie bardziej zależeć na sukcesie, niż komuś innemu. Który z braci bliźniaków jest starszy? Ł: Tego nikt nie wie, nawet mama. Jesteśmy tak podobni, że nie mogli nas rozróżnić. Zawiązano nam wstążeczki, ale mama dzieci wykąpała i wstążeczki zsunęły się z rąk. MONITOR POLONIJNY


Czy któryś z Was dominuje w zespole? Ł: Różnie bywa. Ja jestem dyrektorem artystycznym, Paweł jest głównym księgowym. Rozumiecie się bez słów? P: Tak. Czy w takim razie łatwiej jest Wam zrozumieć zachowania innych bliźniaków? Na przykład braci Kaczyńskich? P: To, że idą ramię w ramię, to jest normalne – zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, gdyby jeden brat drugiego nie popierał. Ł: Polityką się nie zajmuję, ale rozumiem chłopaków. Brat trzyma stronę brata. Tak powinno być, nie? Rozumiem, że muszą walczyć jeden o drugiego, jak im rzucają kłody pod nogi.

Czy braciom Golcom też ktoś rzuca kłody pod nogi? Ł: Różnie bywało. Życie czasami przynosi niemiłe niespodzianki, np. kiedy nie zapłacono nam za koncerty, które zagraliśmy w Kanadzie.

A zdarzyło się kiedyś tak, że graliście koncert, a ludzie się nie bawili? Ł: Nie, nigdy. Graliśmy nawet takie koncerty, na których byli ludzie z 40 krajów i wszyscy się bawili.

Wasze piosenki są pogodne, mają bawić publiczność. Ł: No, wiadomo, ludzie chcą się bawić, trzeba grać „pod nogę”, prawda? Ale wbrew pozorom taką lekką i przyjemną piosenkę najtrudniej napisać. Najtrudniej zrobić coś prostego.

Krytycy Waszego stylu zarzucają Wam, że gracie „rockową Cepelię”. Jak często musicie się bronić przed takimi ocenami? Ł: Ja się w ogóle nie bronię. Nasza muzyka broni się sama. Przecież nasze kawałki stały się hymnami kilku szkół w Polsce! My robimy swoje. Czym mamy się przejmować? Sprzedaliśmy 5 milionów płyt, jeździmy po całym świecie. Czemu i komu się będę tłumaczył? A choćby i nawet to była Cepelia, czy to jest coś złego? Folklor to piękna sprawa. Dla mnie człowiek, który umie mówić gwarą, to człowiek wartościowy. Ilu ludzi na świecie, tyle zdań, prawda? Każdy pisze, mówi, co chce – na tym polega demokracja i wolność. Jeden kocha rock and rolla, a inny jazz.

A jak Wam się to udaje? Ł: Trzeba się z „górą” pojednać. Trzeba robić, samo się nie zrobi. Na sto piosenek wybieramy dziesięć – naszym zdaniem najlepszych. Kto dokonuje wyboru? Ł: My. Do tego trzeba mieć „czuja”.

FOTO: MARIUSZ MICHALSKI

P: Między Bogiem a prawdą to przecież bez znaczenia, który z nas jest o pół minuty starszy – po równo dzielimy obowiązki związane z firmą.

Potrafilibyście robić coś innego oprócz grania? P: Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Póki co, to jest całe moje życie. Ł: Oprócz muzyki? Muzyką zajmujemy się prawie od początku – kiedy mieliśmy po 4 lata, ojciec nauczył nas grać na cymbałkach. Słuchajcie, my z tego żyjemy, co my tu będziemy kombinować dalej? Trzeba pisać piosenki, jechać z tematem. Pracujemy nad nową płytą, będzie parę szlagierów – znowu. ŁUKASZ (Z LEWEJ) I PAWEŁ 13


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓR

Co jest Waszym największym sukcesem? Ł: Że gramy, że to się jakoś kręci, że ten wóz jakoś jedzie, nie stanął w miejscu, prawda? P: To wszystko jest jednym wielkim sukcesem. Przede wszystkim pierwsza płyta, pierwsze piosenki: „Lornetka” i „Crazy is mai lajf”, z którymi wyszliśmy przed większą publiczność. Gdyby tego nie było, nie gralibyśmy koncertów i nie byłoby wielu propozycji, które miały miejsce. Sukces to to, że w krótkim okresie czasu zagraliśmy trzy razy na festiwalu w Sopocie, i to, że mogliśmy zagrać w obecności Ojca Świętego… Ł: Na pewno sukcesem było i to, że cytował nas George Busch podczas wizyty w Polsce. Mówi Pan o piosence „Ściernisko”? Ł: Tak. Bush porównywał rozwój gospodarczy Polski, używając słów naszej piosenki. Czujecie się gwiazdami? P: Nie. Czy obecność w mediach, występ w „Tańcu z gwiazdami” oznacza, że ktoś jest gwiazdą? A Wy nie wystąpicie w tym popularnym programie? P: Mieliśmy propozycję. Póki co, nie mamy takich ambicji. Oprócz nowej płyty, która jest w przygotowaniu, jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Ł: Może uderzymy na Eurowizję? W grudniu mamy tournée po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, w styczniu gościmy w Czechach – graliśmy tam 6 czy 7 koncertów, między innymi na Festiwalu Śliwowicy. Ale daliśmy czadu! Tak się podobało, że mamy propozycję nagrania piosenek w języku czeskim. Kilka numerów jest już nawet przetłumaczonych. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WIEDEŃ 14

FOTO: ROMANA GREGUŠKOVA

Kiedy ukaże się ta płyta? Ł: Na wiosnę. Takie pismaki, co piszą o Cepelii, to niech się tam…!

Święto Niepodległości J ak co roku nitrzańska Polonia pamiętała o tych, którzy polegli w walce o naszą wolność. Uroczystości rozpoczęły się od złożenia wieńca przed grobem Nieznanego Żołnierza na cmentarzu wojskowym z I wojny światowej w Nitrze. Korpus dyplomatyczny Ambasady Polskiej w Bratysławie był reprezentowany przez ambasadora Zenona Kosiniaka-Kamysza, attaché obrony pułkownika Stanisława Wójcika, kierownik Wydziału Konsularnego Urszulę Szulczyk-Śliwińską, I radcę Bogdana Wrzochalskiego oraz III sekretarza Jakuba Flasińskiego. Modlitwy nad grobami żołnierzy odmówił ks. Andrzej Pacholik wraz z innymi księżmi, m.in. przełożonym Polskiej Prowincji Salwatorianów – ks. Andrzejem Drogoszem SDS. Patrząc na płonące znicze i kwiaty na grobach polskich żołnierzy, wracaliśmy myślą do naszej wolnej Ojczyzny i dziękowaliśmy tym, którzy tę wolność wywalczyli. Na cmentarzu wojskowym pośród grobów Austriaków, Rosjan, Włochów, Serbów, Słowaków, Czechów, Węgrów znajdują się i polskie groby, opatrzone napisem – „urodzony w Polsce”. O tę naszą wolną po wielu latach niewoli Ojczyznę Polacy walczyli w różnych armiach i na różnych frontach. Jak powiedział w przepięknym kazaniu, wygłoszonym podczas uroczystej mszy św. ofiarowanej za Ojczyznę, ks. Stanisław Ługowski: „Bo wolność krzyżami

się mierzy“. Słowa tej żołnierskiej piosenki przypominają nam, abyśmy pamiętali o każdym polskim grobie, gdziekolwiek on jest. W skupieniu i zadumie przeżywaliśmy piękną mszę św., koncelebrowaną przez ks. Stanisława wraz z prowincjałem OO. Pijarów Janem Kováčem SchP i księżmi salwatorianami w Nitrzańskiej katedrze – kolebce chrześcijaństwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Śpiewając wspólnie z naszymi rodzinami, znajomymi i przybyłymi gośćmi (wśród których był m.in. dyrektor teatru w Nitrze Ján Greššo) hymn „Boże coś Polskę“, dziękowaliśmy Bogu i prosiliśmy o dobrą, jak powiedział ksiądz Stanisław – uśmiechniętą, uczciwą Ojczyznę. Po uroczystościach w katedrze w domu Salwatorianów odbyło się spotkanie korpusu dyplomatycznego z gośćmi: rektorem Uniwersytetu Konstantyna Filozofa prof. RNDr. Liborem Vozárą, CSc, prorektorem Słowackiego Uniwersytetu Rolniczego doc. Ing. Vladimírem Ratajem, PhD. i nitrzańską Polonią. Pamiętajmy o naszych korzeniach, pamiętajmy o tych, którzy szli „z ziemi włoskiej do polskiej”, tak jak mój dziadek, gdzie, jak wiem z jego opowieści, rzeka Piava płynęła nie wodą, ale krwią żołnierską. Nie wszystkim z nich udało się dojść do wolnej Ojczyzny. Ich groby są i tutaj, na ziemi słowackiej. ROMANA GREGUŠKOVA MONITOR POLONIJNY


RKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

P

odczas X Dni Kultury Polskiej w Koszycach 10 listopada w Galerii KOS w odbyła się wystawa fotografii członków Fotoklubu KDK z Krosna. Organizatorom udało się stworzyć niezwykle bogatą ekspozycję, w której obok klasycznego portretu czy pejzażu znalazły się różnorodne formy artystyczne, m.in. fotografie cyfrowe w opracowaniu komputerowym. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze przy muzyce F. Chopina w wykonaniu jednego z uczestników wystawy.

W

K

FOTO: LEA SASOVÁ

olejnym i ostatnim zespołem polskim, który 18 listopada wziął udział w „Jazz for sale”, imprezie odbywającej się w ramach Dni Kultury Polskiej oraz Dni Grupy Wyszehradzkiej w Koszycach, był zespół CRAIC. Formację tę tworzą młodzi muzycy, absolwenci Katedry Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Ich muzyka to połączenie jazzu, folku i rocka z elementami muzyki celtyckiej, zaś ich koncert był swoistym muzycznym show. Pięknie zabrzmiały zarówno ballady, jak i utwory w stylu fussion, inspirowane muzyką celtycką.

GRUDZIEŃ 2006

małej scenie Państwowego Teatru w Koszycach 21 listopada wystąpili aktorzy polskiego Teatru Pantomimy z Wrocławia, którzy zaprezentowali spektakl polskiego pisarza, grafika i rysownika żydowskiego pochodzenia Brunona Schulza pt. „Ulica krokodyli” w adaptacji Józefa Markockiego. Nieczęsto zdarza się okazja obejrzenia tak wspaniałego spektaklu – trudnego, ale warsztatowo imponującego. Twórcy stworzyli fantastyczno-mistyczną biografię autora, utrzymaną w poetyce marzenia sennego. Sugestywna i imponująca gra, umiejętnie stworzony za pomocą ilustracji muzycznej, towarzyszącej widowisku scenicznemu, nastrój – wszystko to przemawiało do widzów bez użycia choćby jednego słowa.

Na

11 listopada – polskie Święto Niepodległości – w ramach Dni Polskiej Kultury w Koszycach przypadł koncert polskiego Big-Bandu Aleksandra Mazura. Przypadek albo los zrządził, że na jednej z moich tras koncertowych w Polsce spotkałam tego wybitnego muzyka, który w tym czasie był opiekunem artystycznym, aranżerem i dyrygentem znanego w Polsce zespołu „Vox”. I chociaż nie brał on udziału w większości koncertów tej grupy, to niewątpliwie przyczynił się do osiaganych przez nią sukcesów. Po kilku latach spotkaliśmy się ponownie, tym razem podczas koncertu jego kwartetu wokalnego „The Sound Office”. Okazało się, że oprócz pracy pedagogicznej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu (kierownik sekcji jazzu), Aleksander Mazur prowadzi big-band, w którego skład wchodzą czołowi muzycy, związani przede wszystkim ze środowiskiem wrocławskim, wśród których nie brak gwiazd pierwszej wielkości. Zespół nawiązuje do najlepszych tradycji amerykańskich zespołów jazzowych. Jego muzykę charakteryzują

czyste, bogate brzmienie i pełne inwencji partie solowe. Artystom udało się znaleźć uniwersalną, magiczną formę muzyki, która podoba się wszystkim bez względu na wiek czy zainteresowania muzyczne, a już sam fakt stworzenia tak wielkiego zespołu (18 osób) jest godny uwagi. Wspólnie z towarzystwem „Forza” udało nam się zorganizować jego koncert w ramach Dni Kultury Polskiej oraz Dni Grupy Wyszehradzkiej w Koszycach.

FOTO: ZDENKA BŁONSKA

ramach Dni Kultury Polskiej w restauracji „Rosto Catering” u naszego dobrego przyjaciela i kuchmistrza Konrada Schönfelda można było rozkoszować się polskimi przysmakami. W menu restauracji znalazły się takie dania, jak żurek, barszcz z uszkami, bigos, gołąbki w sosie grzybowym, pierogi, sernik, jabłecznik i grzane wino. Z tak bogatej oferty każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Na

Koncert był ogromnym przeżyciem. W ramach Dni czekały nas też inne imprezy, nie tylko muzyczne, ale o tym w kolejnym numerze „Monitora”.

NA ZAKOŃCZENIE. Jubileusz sprzyja wszelkiemu rodzaju podsumowaniom. Same wyliczania zajęłyby nam parę stron, ale liczby nie wyczerpałyby wszystkich wartości i przeżyć, jakich doznaliśmy podczas tegorocznych X DNI, podczas których obejrzeliśmy najnowsze polskie filmy, liczne wystawy malarstwa, rzeźby i fotografii, spektakl teatralny, usłyszeliśmy sporo dobrej muzyki z najwyższej półki, nie zabrakło też wątku kulinarnego, czyli polskiej kuchni. W sumie należy podziękować wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób pomogli w realizacji projektów. Mam nadzieję, że zarówno różnorodność, jak i ilość imprez URSZULA SZABADOS w ostatecznym rozrachunku się opłaciła. 15


łający pod przewodnictwem pani Katarzyny Bielikovej, zostali uznani za kolejny region Klubu Polskiego. Podczas spotkania ustalono, że w najbliższym czasie Klub zajmie się przygotowaniem nowego statutu organizacji, w którym zostaną uwzględnione wszystkie postanowienia, przyjęte na kongresach Klubu Polskiego. Klubowiczów odwiedził polski konsul z Liptowskiego Mikulasza Tadeusz Frąckowiak z małżonką. Klub Polski składa mu serdeczne podziękowania za pomoc przy organizacji mw spotkania.

Język polski wśród innych języków słowiańskich

FOTO: M. M. NOWAKOWSKA

W

W

tym roku już po raz czwarty slawiści z Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie przygotowali pod patronatem Rektora program pod nazwą Akademia Slavica 2006, czyli dzień poświęcony wszystkiemu, co słowiańskie, w ramach którego 27 listopada w godzinach dopołudniowych w gmachu rektoratu można było obejrzeć prezentację 12 słowiańskich języków. Oczywiście nie zabrakło wśród nich i języka polskiego. Studenci bratysławskiej polonistyki przygotowali wspaniały pokaz polszczyzny, która w ich wydaniu stała się przyjazna dla każdego „przechodzącego obok”. W tym celu wykorzystali panele, na których umieścili zabawną prezentację autorstwa Mira Zumríka, zatytułowaną „Poľština pre okoloidúcich”, a ponadto przedstawili imponujący multimedialny pokaz zawiłości gramatyki polskiej w porównaniu ze słowacką, opracowany profesjonalnie przez Kamilę Ondicovą, dzięki czemu polszczyzna cieszyła się ogromnym zainteresowaniem przybyłych gości. Ale to nie wszystko. Wieczorem w auli uniwersyteckiej miało miejsce przedstawienie pt. „Na pôde slovanskej školy...”. Aktorami byli studenci, reprezentujący poszczególne kraje słowiańskie, w tym i Polskę. Spektakl był pretekstem do pokazania tego, co nas Słowian dzieli, oraz, a może przede wszystkim tego, co nas łączy. Tego dnia tak szybko na Uniwersytecie Komeńskiego się nie zapomni. Był on mmn wspaniałą reklamą języka polskiego (i nie tylko). 16

ramach 16. Festiwalu Mesiąc Fotografii na początku listopada w Słowackim Muzeum Narodowym została otwarta wystawa fotograficzna Andrzeja Dudka– Diirera przygotowana we współpracy z Ośrodkiem Kultury i Sztuki we Wrocławiu. W tym samym czasie została zaprezentowana wystawa nowych polskich dokumetalistów przygotowana we współpracy z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie.

FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

dniach 25 – 26 listopada br. w Demänovskej Dolinie zebrała się Rada Klubu Polskiego. Prezesi Klubu Tadeusz Błoński i Elżbieta Dutková oraz przedstawiciele klubów regionalnych podsumowali tegoroczną działalność organizacji polonijnej, omówili zasady opracowywania projektów przedkładanych Ministerstwu Kulturu RS oraz do Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”. W spotkaniu po raz pierwszy wzięli udział przedstawiciele nowego regionu – Żyliny: Alena Benešová i Ryszard Urbański. Członkowie tego regionu, dzia-

W

czerwcu na łamach „Monitora Polonijnego” ukazało się ogłoszenie Instytutu Polskiego i Katedry Filologii Słowiańskich UK o konkursie na przekład tekstu specjalistycznego. Adresatem byli studenci polonistyki i uczący się języka polskiego jako przedmiotu wybranego w słowackich ośrodkach akademickich. Prace konkursowe nadesłali, niestety, tylko studenci bratysławscy. Powołana przez organizatorów komisja teksty dokładnie przejrzała i po dość burzliwych obradach (poziom przekładów był wyrównanie wysoki) ustaliła kolejność laureatów. Oficjalne ogłoszenie wyników nastąpiło 20 listopada, przy okazji wizyty dyrektora Instytutu Polskiego Zbigniewa Macheja na bratysławskiej polonistyce. Pan dyrektor został przez studentów

FOTO: M. M. NOWAKOWSKA

W

FOTO: TADEUSZ BŁOŃSKI

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

MONITOR POLONIJNY


Z NASZEGO PODWÓRKA•

Z

bliża się koniec roku, czas więc na pewne podsumowania. Dnia 15 listopada w historycznym ratuszu w Koszycach odbyło się spotkanie przedstawicieli poszczególnych mniejszości narodowych z prezydentem miasta Koszyce Franciszkiem Knapikiem. Głównym tematem spotkania było podsumowanie dotychczasowej współpracy mniejszości narodowych z magistratem oraz perspektywy dalszej współpracy. Prezes Klubu Mniejszości Narodowych i Izby Pamięci Sandora Máraiho Anton Glezgo podsumował działalność Klubu. Podkreślił, iż wielokulturowość wszystkich wzbogaca i łączy, nie stwarzając większych problemów, albowiem każda grupa mniejszościowa może się realizować na swój sposób. Każdorocznie w grudniu Klub Mniejszości wspólnie z magistratem Koszyc organizuje wieczór mniejszości narodowych. Podczas spotkania powstał pomysł stworzenia Domu Mniejszości Narodowych, który jeszcze bardziej zacieśniłby stosunki społeczne i kulturalne między różnymi grupami narodowymi. Przeprowadzone rozmowy potwierdziły jednoznacznie przyjazny stosunek miasta do mniejszości narodowych w nim żyjących. U.Sz.

i ich wykładowców przyjęty bardzo ciepło, a o jego życzliwości do słowackich polonistów (nie tylko bratysławskich) niech świadczy choćby fakt, że zwycięzcy konkursu otrzymali z jego rąk nie tylko nagrody książkowe, ale i pieniężne, co dla studenckich kieszeni nie jest bez znaczenia. Pora więc przedstawić laureatów: I miejsce – Jana Gibalová, II – Milica Urbániková, III – Kamila Ondicová. Nazwiska te wiernym czytelnikom „Monitora” nie są zupełnie obce, albowiem wszystkie panie relacjonują na łamach naszego pisma różne polskie wydarzenia kulturalne. Miejmy nadzieję, że w kolejnych takich konkursach (organizatorzy zobowiązali się ogłaszać je rokrocznie) udział wezmą także studenci z innych ośrodków. Laureatki dziękują dyrekcji Instytutu Polskiego za miłą niespodziankę finansową, zaś reszta polonistów bratysławskich liczy na to, że współpraca z tą polską instytucją będzie zawsze układać się tak dobrze, jak mmn obecnie. GRUDZIEŃ 2006

PytAnia o niebo

Na

jesień wytwórnia płytowa „Universal Music” wydała album Anny Marii Jopek, zatytułowany „Niebo”. Zawiera on 13 nowych utworów, które są autorskimi kompozycjami Anny Marii Jopek, Marcina Kydryńskiego oraz Marka Napiórkowskiego. Ponadto na płycie znalazł się utwór W. A. Mozarta w opracowaniu Ani. Wszystkie nagrane są na żywo, akustycznie. Żadne rytmy czy aranżacje nie są wprowadzone na siłę. Wszystko ma naturalny charakter. Utwory w prostych formach i fakturach docierają do słuchacza przez samą swą istotę. Płyta „Niebo” mówi o „świecie, kraju ponad naszymi głowami”. Zawiera odwieczne pytania, dotyczące ulotności ludzkiego istnienia i pewną zadumę. Co zadecydowało o wyborze takich właśnie utworów? W jednym z wywiadów A. M. Jopek

powiedziała: „W dzieciństwie i młodości kilka bliskich mi osób odeszło w tak błyskawiczny sposób, że nie mogłam w to uwierzyć...”. Niedawno zmarł jej ojciec, znany tenor zespołu „Mazowsze” Stanisław Jopek i teść Lucjan Kydryński. Pytania o niebo pogłębiły się więc jeszcze bardziej. W utworach piosenkarki przewijają się motywy nieba, małego nieba na ludzką miarę, poddającego się rozumowi i zmysłom. „Z nieba bardzo blisko już do Mozarta, do jego Adagia z koncertu A-dur, który dawno temu grałam na studiach. Muzyka Mozarta przynosi wiele odpowiedzi, choć nie przemawia do mnie słowami, więc nie umiem tego wytłumaczyć inaczej niż samą muzyką”. Jedno jest pewne – „Niebo“ to piękna płyta i warto jej posłuchać. URSZULA SZABADOS

J

nuje u mnie do dnia dzisiejszego, ja po prostu lubię Abbę. Ponieważ pochodzę z Krakowa, lubię też dobrą muzykę góralską. Jest w Krakowie taka wokalistka, która występuje ze swoim zespołem w klubie Pod Jaszczurami. Nazywa się Paulina Bisztyga. Preferuje ona bardzo ciekawy klubowy styl art-rock. Jak tylko mam okazję, chodzę na jej koncerty“. U. Sz.

akiej muzyki słucha Konrad Schönfeld – właściciel i kucharz restauracji Rosto Catering w Koszycach? „Muszę się przyznać, że nie jestem jakimś ekspertem muzyki. Muzyka po prostu towarzyszy mi na co dzień przy pracy czy w życiu. Najbliższa jest mi muzyka lat 80tych i to zarówno polska, jak i zagraniczna. Jako nastolatek często słuchałem zespołu Abba albo D. Roussosa. Zresztą ta muzyka rezo-

17


Co ma Toruń do piernika... A gdyć za szkutę w zad uciekną góry, Oglądasz świetne jako płomień mury, Miasto, jak z rąbka wywinął, osobne, Na wszem ozdobne. O WARTO WIEDZIE Toruń budowny i bogaty w cnotę; Tam szczerych mieszczan oglądasz ochotę, Tam pokój, tam wstyd, tam płuży uczciwość I sprawiedliwość.

T

Tak opiewał Toruń w 1595 roku Sebastian Klonowic w poemacie Flis, to jest spuszczanie statków Wisłą... Toruń cieszył się opinią najpiękniejszego, obok Gdańska, miasta pomorskiego. Był miastem bogatym i, choć oddalony od morza, należał do potężnego związku miast hanzeatyckich, cieszacym się licznymi przywilejami handlowymi. To do Torunia płynęły Wisłą naładowane zbożem szkuty, dubasy, komiegi, trafty. Tu przywiezione ziarno przechowywano w specjalnie zbudowanych wielkich spichrzach. A towary wyprodukowane przez toruńskich rzemieślników cieszyły się sławą nie tylko na ziemiach polskich. Jednym z takich produktów, które rozsławiły miasto, był piernik. Nie darmo istnieje stare powiedzenie, że najlepsze w Polsce są: „gdańska gorzałka, toruński piernik, krakowska panna i warszawski trzewik”. Toruń słynie piernikiem już od XIII wieku, nic więc dziwnego, że historia toruńskiego piernikarstwa składa się z faktów i z legend, w których tajemnicze duchy, skrzaty i pszczoły pomagały toruńskim piernikarzom w robieniu najlepszego ciasta piernikowego. I choć torunianie piernika nie wymyślili, jedna z legend przypisuje powstanie tego smakołyku Mikołajowi Czanowi, toruńskiemu czeladnikowi, który pewnego dnia poczuł się bardzo źle i chciał pójść do domu, na co majster się nie zgodził. I tak Czan do późnej nocy wyrabiał ciasto chlebowe. Zmęczony, przez pomyłkę zamiast wody dodał do ciasta miodu. Czan wystraszył się, gdy ciasto pociemniało i, chcąc ratować 18

Ć

swą reputację, powykrawał z ciasta śmieszne figurki, które rano podziwiali kupujący. Tak według legendy miały powstać pierniki w Toruniu. Każdy, kto choć trochę orientuje się w tajemnicach kuchni, w tę legendę nie uwierzy, bo cóż by to był za piernik z ciasta chlebowego z miodem, ale bez przypraw korzennych. To właśnie one znane słowianom ciasto miodowe zmieniły w piernik, ale nadały mu także nazwę; XV-wieczne pierny, pierzny przeobraziły się później w pieprzny, a ostatecznie w piernik. Nic więc dziwnego, że sztuka pieczenia piernika rozwinęła się w Europie północno-zachodniej przede wszystkim w miastach hanzeatyckich, do których docierali podróżnicy ze Wschodu, przywozący niezbędne do wypieku pierników przyprawy, tj. pieprz, goździki, imbir, cynamon, później anyż oraz cykatę, czyli smażoną w cukrze skórkę pomarańczy, cytryny, melona lub arbuza. Umiejętność wypieku pierników trafiła do Torunia prawdopodobnie z Norymbergii, a jej początek wiąże się z zakonem sióstr benedyktynek, które z ich wypieku i sprzedaży czerpały środki na utrzymanie klasztoru. Po latach strzeżoną tajemnicę wypieku zdobyli piekarze toruńscy i każdy z nich ją doskonalił. Przechowywana w wielkiej tajemnicy rodowa receptura przechodziła w rodzinach piekarskich z ojca na syna, a że piernik był towarem luksusowym ze względu na cenę przypraw, początko-

wo mogła sobie na niego pozwolić tylko grupa najzamożniejszych, zaś faska z ciastem piernikowym była jedną z najważniejszych części posagu panny młodej. Dokumenty miejskie, pochodzące z 1380 roku, odnotowują nazwisko Mikołaja Czana, tym razem nie legendarnego, ale historycznego mistrza piekarskiego, obok innego piernikarza – Henryka Kuche. Są to pierwsi piernikarze toruńscy, których znamy z nazwiska. Piernikarze toruńscy nie posiadali własnego cechu, należeli do cechu piekarzy. A kiedy w 1598 roku cech się rozpadł na dwie odrębne grupy, znaleźli się wśród piekarzy „chleba miętkiego i niewarzonego”. Cechy pilnie przestrzegały tradycji wypracowanych motywów i wzorów pierników. Po długich i uporczywych zabiegach toruńscy piernikarze otrzymali w 1577 roku przywilej sprzedaży swych wyrobów na jarmarkach królewskich. Piernikarze cieszyli się też w Toruniu innymi przywilejami – miasto zwalniało ich z akcyzy za zakupione przyprawy korzenne i popierało eksport pierników, rezygnując z należnych mu podatków. W XVII i XVIII wieku toruńscy piernikarze z powodzeniem konkurowali z tymi najsławniejszymi – z Norymbergii i Królewca. A gdy w 1757 roku wygrali spór z piernikarzami królewieckimi, którym prezydent tamtejszej policji zakazał podszywania się pod toruński smakołyk, w Europie uznawano już tylko pierniki z Torunia i z Norymbergii. Najstarszy znany przepis na piernik toruński pochodzi z książki, wydanej w 1725 roku przez księży jasnogórskich, zatytułowanej Compendium medicum auctum, to jest krótkie zebranie i opisanie chorób. Jest w tym przepisie i miód praśny i sporo gorzałki mocnej, i imbir biały, goździki, cynamon, bliżej nie znany mi kubeb, znany anyż, kardamon, skórka cytrynowa, mąka żytnia, cykada krojona, jest tajemnicze zyngowanie miodem z piwem smażonym. Z czaMONITOR POLONIJNY


sem przepisy się zmieniały, ale zawsze pozostawał miód, mąka i przyprawy korzenne. Jednak największy sekret, jak mawiali dawni i mówią współcześni toruńscy piernikarze, spoczywa w odpowiednich proporcjach. Ale nie tylko smak rozsławił toruńskie pierniki. Były to także wspaniałe formy podziwiane w całej Europie. Robieniem form trudzili się co zręczniejsi mistrzowie pierni-

karscy czy czeladnicy, którzy na naukę do toruńskich mistrzów docierali z całego świata. Wiele form zamawiano też u znanych snycerzy. Do dziś w toruńskim Muzeum Okręgowym przechowuje się ich około 300. Formy, wykonywane najczęściej z drewna gruszy, jabłoni, lipy, rzadziej z drewna bukowego lub dębowego, przedstawiają królowe i królów, dworzan i dwórki, szlachciców, doboszów, trębaczy, ale także papugi, słonie, niedźwiedzie czy małpy. Wyliczenie motywów zajęłoby nie jedną stronę. Do dziś możemy kupić pierniki z XVIII-wiecznej formy – słynnej karety, wyciętej w drewnie gruszy przez nieznanego piekarza z Torunia. Ci, którzy tworzyli formy, świadomie szukali kształtów skomplikowanych i trudnych do odwzorowania. Sztuka ręcznego wykonywania form piernikowych zaczęła zanikać w XIX wieku. Od początku wypieku toruńskich pierników, a więc od średniowiecza, smakołyk ten dostawały w darze osoby znakomite. Otrzymywały one obok pierników jadalnych także pierniki ozdobne o szczególnie wyszukanej i pięknej formie, często malowane i pozłacane. Toruńskimi piernikami obdarowanych zostało 12 polskich królów, od Władysława Jagiełły do Augusta II Mocnego, otrzymali je m.in. Jan Długosz (8 września 1464 roku), Marysieńka Sobieska, cesarz Francuzów Napoleon I, ale także Julian Ursyn Niemcewicz czy Zygmunt Krasiński. W 1696 roku za pomocą pierników próbowano wpłynąć na szwedzkiego hrabiego GRUDZIEŃ 2006

Gyllenberga, by likwidatorzy długów miasta zbyt srogo nie ściągali należności. Do historii przeszedł piernik, darowany carycy Katarzynie w 1778 roku, wart 300 talarów, który miał 2 metry długości i 30 centymetrów grubości. Imponujących rozmiarów pierniki otrzymywali regularnie Hohenzollernowie aż 1867 roku, kiedy to od tej tradycji odstąpiono „z obawy, czy dobroć pierników odpowiada godności obdarzonych”. Tradycja darowania pierników osobom wybitnym przetrwała w Toruniu do dnia dzisiejszego, a nazwiska obdarowanych i data wręczenia daru są równie skrzętnie odnotowywane, podobnie jak w minionych stuleciach. Koniec wieku XVIII i wiek XIX oznaczają wielkie zmiany w toruńskim piernikarstwie. Piernik z nadwiślańskiego grodu nie traci wprawdzie zyskanej sławy, ale zaczyna się zmniejszać liczba rzemieślniczych zakładów piernikarskich. Ich miejsce zajmują fabryki, wytwarzające pierniki w sposób zmechanizowany, w których wyraźnie zwiększył się asortyment pierników konsumpcyjnych, zniżyła się zaś czy wręcz zaczęła zanikać produkcja pierników ozdobnych. W wieku XIX i na początku XX stulecia tradycję piernikarską kontynuowały w Toruniu trzy zakłady przemysłowe. Najstarszym był zakład Gustawa Weesego, założony w 1751 roku, gdy to poprzez małżeństwo Jana Weesego i wdowy po znanym piernikarzu Shreiberze doszło do połączenia dwóch zakładów rzemieślniczych. Do dynamicznego rozwoju tego zakładu doszło w latach 1908 – 1913. Z Weesem konkurował istniejący od 1857 roku zakład Hermana Thomasa, który w 1911 roku na wystawie cukierniczej w Berlinie zdobył złoty medal. W 1907 roku fabrykę pierników wybudował Jan Ruchniewicz. W 1939 roku Gustaw Weese sprzedał swą fabrykę Związkowi Spożywców „Społem” z Warszawy. Po II wojnie światowej fabryka przeszła kilka restrukturyzacji, z których ostatnia dokonała się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. W 1991 przyjęła nazwę Fabryka Cukiernicza „Kopernik” Spółka Akcyjna

z 100% polskim kapitałem. Fabryka z dumą przyznaje się do wielowiekowych tradycji toruńskiego piernikarstwa, a przy współczesnej technologii opiera się na starych recepturach. Oferuje pierniki konsumpcyjne nie tylko na stoły polskie, ale także np. Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, Bułgarii, Węgier, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Kuwejtu czy Japonii. Wzorem dawnych piernikarzy współcześni mistrzowie z „Kopernika” oferują również modelowane w historycznych formach pierniki pamiątkowe. To one wręczane są nadal osobom zasłużonym czy głowom państw. Otrzymali je np. Czesław Miłosz, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski. Dwukrotnie pierniki ze specjalnie przygotowanych form złożono w darze papieżowi Janowi Pawłowi II. Ale nie tylko „Kopernik” podtrzymuje tradycję toruńskiego piernikarstwa, którą zwiedzający miasto mogą bliżej poznać, wstępując do Muzeum Okręgowego i zwiedzając stałą ekspozycję „Świat toruńskiego piernika”. Od czterech lat corocznie w czerwcu obchodzi się Święto Piernika, a głównym organizatorem tego święta jest Muzeum Etnograficzne. Święto nawiązuje do odbywanego w czasach pruskich i w 20-leciu międzywojennym jarmarku św. Katarzyny, którego piernik był głównym bohaterem, a z pierników najpopularniejsze były do dziś sławne „katarzynki”. Nim jednak wybierzemy się do Torunia, spróbujmy w przedbożonarodzeniowym czasie upiec pierniki w domu. Przecież na polskim stole nie może ich zabraknąć w te święta. Nie dorównają wprawdzie piernikom mistrzów toruńskich, prawdopodobnie nie zdążą też do Wigilii zmięknąć, chociaż tym nie musimy się martwić, bo piernik jak wino – im starszy, tym lepszy, ale i tak warto je upiec, bo nic nie zastąpi zapachu ciasta piernikowego w naszym domu. Już tylko dla tego zapachu warto zagnieść piernikowe ciasto. Korzenny zapach przypraw przeniesie nas w lata dzieciństwa, kiedy to był on pierwszym sygnałem zbliżających się świąt. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 19


Dzienniki Krystyny Jandy M

agia Internetu ogarnia coraz więcej ludzi. Ulegają jej zwykli zjadacze chleba, nie omija tych, którzy są na świeczniku. Blogi są „trendy”; mają je młodzi i ci starsi, wybitni publicyści i grafomani, pisarze, artyści i politycy, chociaż podejrzewam, że za tych ostatnich piszą je urzędnicy. Blogi piszą ci, którzy rzeczywiście mają coś do powiedzenia, i ci, którym się tylko wydaje, że ich przekaz wart jest puszczenia do sieci. Do tych ostatnich z całą pewnością nie należy Krystyna Janda. Któż nie zna Krystyny Jandy, jednej z najciekawszych współczesnych aktorek filmowych i teatralnych, twórczyni świetnych kreacji w filmach Andrzeja Wajdy, Piotra Szulkina, Ryszarda Bugajskiego, Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Zanussiego. Ale Janda to nie tylko aktorka, ale także reżyser teatralny i telewizyjny. Otrzymała liczne nagrody, wśród których nie brak Złotej Palmy z Cannes, Medalu im. Vittoria de Sicy i nagród otrzymanych na festiwalach w Gdańsku, Belgradzie czy San Sebastian. Jest też laureatką oryginalnej, przyznanej jej w maju 2002 roku przez Telekomunikację Polską nagrody „...za twórcze i osobiste wykorzystanie Internetu”. Gdy przyznawano jej tę nagrodę, już od dwóch lat miała swoją stronę internetową, którą zało20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

żyła, aby, jak wyjaśnia, „ułatwić sobie pracę aktorki, osoby publicznej, upraszczając także dzięki tej stronie kontakty z prasą”. Początkowo strona miała zawierać tylko informacje o tym, co gra, gdzie gra, o jej teatrze, o repertuarze, wyjazdach. Po naradzie z profesjonalistami na stronie zaczęła pisać dziennik. „Dziś pisanie dziennika, odpowiadanie na listy i inne sprawy na tej stronie zajmują mi około godziny, dwóch godzin dziennie /.../ zajmuje mi to naprawdę dużo czasu”. Ale Krystyna Janda lubi to pisanie i przyznaje: „Mam uczucie, że jestem wśród przyjaciół i znajomych, że stworzyło się pewnego rodzaju towarzystwo, które się tu spotyka i jesteśmy wszyscy sobie potrzebni, ja Wam i Wy mnie”. Ale jest jeszcze inna przyczyna, dla której ma blog. Wyjaśniła ją w sobotę

26 października 2002 roku w sposób następujący: „Spotkania z samą sobą! /.../ Ta strona też przede wszystkim jest spotkaniem z samą sobą. Z Wami, ale i ze sobą. Próba zrozumienia, analizy siebie, terapii dla samej siebie, sposób na zyskanie świadomości, wiedzy o sobie i o Was, widzach, ludziach dla których pracuję, podzielenia się wątpliwościami, troskami, spostrzeżeniami. /.../ Ta strona to dla mnie to właśnie, co idzie za tym zdaniem. Terapia w grupie“. Dziesiątki czytelników odwiedza stronę internetową Krystyny Jandy i nic dziwnego – strona to ciekawa, zmuszająca do przemyśleń, czasem do polemiki, o czym mogą się przekonać nie tylko internauci, ale także czytelnicy „zwykłych” książek. W 2004 roku warszawskie wydawnictwo „W.A.B.” wydało bowiem pierwszą część dzienników internetowych Krystyny Jandy zatytułowaną www.małpa.pl. Część druga, po której lekturze właśnie jestem, nosi tytuł www.małpa2.pl., została wydana przez to samo wydawnictwo w 2005 roku, a zawiera zapiski autorki od października 2001 roku do października 2002 roku. Janda pisze zwięźle, ale barwnie, konkretnie. Pisze emocjonalnie, ale doskonale sobie radzi z zachowaniem równowagi między tym, co w dziennikach napisać warto, a co pominąć. Nie epatuje tym, co w jej życiu intymne, a mimo to dzienniki mają bardzo indywidualny charakter. Z krótkich notatek, pisanych najczęściej we wczesnych rannych godzinach, poznajemy jej pełen zajęć dzień powszedni i czas absolutnego wypoczynku. Poznajemy Jandę aktorkę, jej ulubione sztuki, lektury, bo Janda, gdy tylko znajdzie czas, to „siedzi” w książkach. Poznajemy MONITOR POLONIJNY


Jandę jako artystkę, wciąż szukającą nowych wyzwań, wierzącą w siłę słowa i znajdującą potwierdzenie tej wiary. Za jej pośrednictwem wchodzimy w świat aktorski, bliżsi stają się nam ci wielcy polskiej sceny i ekranu, współcześni i dawni, od których uczyła się kochać teatr i tego, co wyznawał Aleksander Zelwerowicz, że „teatr to przyjemność, to zabawa i rozkosz”. Janda, choć niektórzy uważają ją za osobę egocentryczną, daje nam świadectwo, że żyje tu i teraz, reaguje na sytuację polityczną, na to, co ją drażni w prasie, kulturze i na ulicy. Uważa, „że ludzie mądrzy, kulturalni, myślący, inteligencja, powinni się zjednoczyć lub wyraźnie reagować protestem, niezgodą na chamstwo, wulgarność i dyktaturę prostactwa, a nie chować się w swoje skorupki, grupki, wycofywać, narzekać pod nosem”. Janda uchyla nam w dziennikach furtkę do swej prywatności, bo przecież jest nie tylko aktorką, osobą publiczną, ale także kobietą, żoną, matką i babcią. Zaprasza nas do swego domu, ogrodu, w którym giną kasztanowce, do kuchni na śniadanie, na którym spotykają się cztery pokolenia kobiet (jeśli o kilkuletniej wnuczce można napisać, że jest kobietą), zamieszkujących pod jednym dachem. Dzieli się GRUDZIEŃ 2006

z nami troską, że zbyt mało czasu poświęca synom, i radością z aktorskich sukcesów córki. W tej „swojej gazecie codziennej”, bo tak traktuje stronę internetową, sama wyznacza reguły, wymyśla tematy, wśród których znajdziemy wątki poważne i rozrywkowe. Są tam też wspaniałe obserwacje ludzi, np. chłopca czekającego z różą czy pięknej kobiety z głuchą komórką na plaży, oraz ulubione wiersze aktorki i nieprzebrana ilość anegdot, z których każdą chce się zapamiętać. I chociaż aktorka krytycznie ocenia swe talenty kulinarne, nie powstrzymała się od podania kilku przepisów. Lektura tego dziennika wciąga i wręcz żal się z nim rozstawać; okazuje się, że z kilkunastu zdań, pisanych codziennie, można stworzyć opowieść ciekawą, ale... Ale trzeba być emocjonalnie zaangażowanym w sprawy, o których się pisze, zachować dystans do siebie, posiadać poczucie humoru, no i naturalnie talent, bo przecież nie każdy blog jest literaturą. Krystyna Janda, obok talentów aktorskich i reżyserskich, talent pisarski niewątpliwie ma, co potwierdzają jej liczne felietony, a także wcześniej wydane książki, jak np. Gwiazdy mają czerwone pazury (1998), Moja droga B. (2000), Różowe tabletki na uspokojenie (2002). DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

„Ja, tylko ja wiem jak zacząć!“

D

as Küchendrama – czyli dość niesmaczna wariacja na temat Matki Witkacego w czterech koszmarnych częściach, widziana oczami tłumaczki Dnia 14 listopada w ramach festiwalu Teatru Astorka Korzo ‘90 w Bratysławie pokazano m.in. spektakl Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego z Kalisza „Das Küchendrama“ w reżyserii Stanisława Ottona Miedziewskiego, będący wolną wariacją na temat dramatu „Matka“ Witkacego, o czym informuje już dośc długi tytuł. Polski teatr współczesny opiera się w durzej mierze na tradycji Brechtowsko-Witkacowskiej i nie inaczej było w tym wypadku. Ta inscenacja pokazała specyfyczny charakter bohaterów Witkacego, a także stosunek między nimi – matką Janiną Węgorzewską a jej synem Leonem. Jako tłumacz miałam podczas prób świetną okazję do spędzenia czasu z aktorami: panią Caryl Swift (aktorką angielskiego pochodzenia, mówiącą oczywiście świetnie po polsku) i Marcinem Bortkiewiczem, mającym „na sumieniu“ także scenariusz. Są to aktorzy naprawdę genialni, z szalenie bogatą wyobraźnią. Wykorzystanie środków fonetycznych i wizualnych, improwizacja, gra świateł, muzyka i kontrasty, specyfyczne środki językowe, szybkość artykulacji tekstu – wszystko to w trakcie spektaktlu nabierało sensu, nic nie było kwestią przypadku. Przedstawienie ciągle się zmieniało, nie radykalnie, ale wciąż jakby się doskonaliło, dopełniało... Efekty specjalne, jak wykorzystanie echa, które aktorzy zauważyli tylko przez przypadek, a z czego byli bardzo zadowoleni, scena a la lustro, interaktywna, z fotografmi itp. powstały dopiero w ciągu prób! Oczywiście, że spektakl nie opierał się tylko na środkach pozajęzykowych czy językowych – najważniejsi byli przecież aktorzy. Ich przemiana w „Matkę“ i „Leona“ była naprawdę niesamowita! Byłam zachwycona atmosferę panującą w kaliskim zespole: nie tylko wśród aktorów, ale też wśród ekipy technicznej. Ponieważ „Leon“ pozostawił nam – widzom pełną swobodę interpretacji, napiszę tylko to, że niech żałują ci, którzy tego nie widzieli. A przy okazji chciałabym jako tłumacz bardzo serdecznie podziękować aktorom z Kalisza za współpracę, a jako widz – za wyjątkowe wrażenia estetyczne. JANA GIBALOVÁ

21


P O L S K O - S Ł O W A C K I E

Ś

wiatopogląd chrześcijański nie uznaje czegoś przypadkowego. Nieprzypadkowe jest to, że urodziłem się w Pieninach, że od dzieciństwa lubiłem historię i filozofię (mówi się, że każdy góral jest urodzonym filozofem), że stałem się pallotynem – księdzem i że wysłano mnie na Słowację, gdzie w końcu znalazłem się w Hronskim Beniadiku. Wieś, kiedyś – ale to bardzo dawno – miasteczko o takich samych prawach targowych, jakie miała Bratysława, nosiła nazwę Święty Benedykt, bo w roku 1075 dwaj bracia z arpadowskiego rodu Władysław i Gejza, którzy urodzili się w Polsce i matkę mieli z rodu piastowskiego, oddali benedyktynom na własność wybudowany przez nich klasztor i kościół w stylu romańskim. Dlaczego wybudowano je właśnie w tym miejscu? Myślę, że dlatego, gdyż jest to miejsce strategiczne, zasiedlone już w epoce kamiennej, stanowiące bramę pomiędzy południem a środkową Słowacją. Bardzo dawna legenda mówi, że król Gejza zabłądził na polowaniu w lasach nad Hronem. Zbliżała się noc. Nagle między drzewami zobaczył palące się ognisko. Podszedł bliżej i zobaczył siedzącego przy nim pustelnika w pokutnych szatach. Jakież było jego zdziwienie, gdy w tym pokutniku rozpoznał swojego kuzyna Salomona, któremu niedawno odebrał tron. Przyrzekł wtedy Panu Bogu, że w tym miejscu zbuduje benedyktynom kościół i klasztor. Myślę, że do tej legendy nawiązał sponsor witraża w obecnym kościele, przedstawiającego króla Salomona. Nie powinien on być umieszczany w kościele, bo przecież w 1081 r. Salomon został ekskomunikowany. Każda legenda ma swoją prawdę. Ta również. Historycznie spotkanie Gejzy i Salomona w tym miejscu było niemożliwe z wielu względów. Oso22

Z W I Ą Z K I

H I S T O R Y C Z N E

PRO DOMO SUA

– tajemnica końca życia króla Bolesława II biście uważam, że jest to echo pobytu na tych ziemiach innego zdetronizowanego króla pokutnika – Bolesława Śmiałego. Bolesław II, zwany Śmiałym lub Szczodrym, narodził się ok. 1040 r. Jego ojciec Kazimierz Odnowiciel i matka Dobronega Maria, siostra księcia kijowskiego Jarosława Mądrego, długo czekali na narodziny potomka. W tym samym czasie narodził się jego siostrzeniec, późniejszy król węgierski św. Władysław. Gejza, brat Władysława narodził się później. Bolesław zaczął panować jako osiemnastolatek, na króla koronowano go w 1076 r. Koroną cieszył się tylko trzy lata. Przyszedł 1079 r., a z nim zamordowanie podczas mszy św. biskupa krakowskiego Stanisława. Różni różnie tłumaczą przyczyny tego czynu. Z mojego punktu widzenia nazwanie biskupa zdrajcą i ukaranie go śmiercią i poćwiartowaniem ciała było próbą bronienia swojego sposobu widzenia władzy królewskej, przeciwstawnego poglądowi biskupa Stanisława i Kościoła. Biskup sądził, że król jest chrześcijaninem i jako władca ma dawać przykład katolickiego życia. Król stawiał siebie ponad wszystkich i uważał, że wszystko mu wolno, a tym bardziej zasługuje na wyjątkowe traktowanie, bo przecież zakłada klasztory (w Tyńcu, Mogile czy Lublinie), dba o duchowieństwo i kościoły i, co najważniejsze, wspiera działania papieża Grzegorza VII przeciwko cesarzowi Henrykowi IV. Wobec tego w jego mniemaniu, jak jakiś tam biskup śmiał go napominać. Ekskomunikę, tzn. wyłączenie ze społeczności Kościoła, potraktował więc jako zdradę i uważał, że ma prawo ukarać biskupa jako zdrajcę. Przecież ekskomunika odbierała mu

władzę w katolickim państwie, jakim była Polska. Trzeba przecież pamiętać o reakcji wojewody mazowieckiego Masława na nie tak dawną wyprawę wojenną Brzetysława, księcia czeskiego, po ciało Wojciecha, w trakcie której niszczono i rabowano kościoły, mordowano księży, a także o zagrożeniach z zachodu, północy i wschodu, konieczności wojskowych interwencji w sąsiednich Węgrzech... Bolesław mógł czuć się zdradzony. Myślę, że między tymi dwiema silnymi osobowościami, mogła istnieć też osobista antypatia, podyktowana różnym wychowaniem, kolejami życia, cechami charakteru i dojrzałością. Biskup Stanisław dojrzał do nieba, Bolesław musiał dojrzewać i osobiście widzieć duchowo to, co jest najistotniejsze. Śmiem twierdzić, że takie dojrzewanie przeszedł w benedyktyńskim opactwie w Świętym Benedykcie. Kroniki podają, że po zabiciu biskupa Stanisława król Bolesław musiał uciekać z Polski i że schronił się w jednym z klasztorów na Węgrzech, gdzie w pokucie zakończył życie. Jako miejsce jego śmierci w 1081 r. podawany jest Osjak w Karyntii. Inni uważają, że król Bolesław swoje ostatnie lata życia spędził w Vilten (dzisiejsza dzielnica Insbrucku). Myślę jednak, że te informacje są nieprawdziwe, a służyły tylko zmyleniu przeciwników króla, którzy czyhali na jego życie. A miał ich niemało nie tylko w Niemczech czy na Rusi, ale też w Polsce i na Węgrzech. Z powodu zatarcia śladów, dotyczących miejsca pobytu króla Bolesława trudno będzie udowodnić, że swoje życie pokutnicze zakończył w Świętym Benedykcie. Można jedynie przytoczyć fakty, świadczące o tym, iż tak być mogło. MONITOR POLONIJNY


W chwili obecnej w Hronskim Beniadiku stoi kościół gotycki, zbudowany w 1375 r. przez króla Ludwika Wielkiego (Węgierskiego). I on, tak jak Władysław i Gejza, miał matkę z rodu piastowskiego. W roku 1881 pożar z Beniadika przeniósł się po drewnianych rusztowaniach na dach świątyni. Spaliła się też wieża (wnętrze kościoła pozostało nietknięte). Po okresie, kiedy to kościół i klasztor funkcjonowały jako twierdza obronna przeciwko Turkom, należało przywrócić im pierwotne funkcje. Dlatego ówczesne ministerstwo kultury Austro-Węgier posłało prof. Hirschmanna, by sporządził raport o wartości kulturalnej tych obiektów. Tenże profesor napisał, że kościół w Świętym Benedykcie jest najpiękniejszym przykładem budowy późnogotyckiej w całych Austro-Węgrzech, albowiem cechuje go harmonia i dopracowanie każdego szczegółu w sposób wysoce profesjonalny, w trosce o wytworzeniu jak najlepszych warunków do sprawowania przez benedyktynów liturgii. Dlatego to ministerstwo kultury wyasygnowało na regotyzację kościoła ok. pół miliona złotych. Dla porównania – jeden z kościelnych witraży, wykonany w Budapeszcie, kosztował 200 zł. Nie wiem, czy dziś na taki witraż starczyłoby 300 000 zł polskich. Ile musiała kosztować sama budowa kościoła? Co skłoniło króla Ludwika do tak olbrzymiego wydatku? Czy wystarczyło tylko to, że romański kościół, postawiony przez jego dalekich krewnych, był w opłakanym stanie? Czy to, że jego znajomym był opat ze Świętego Benedykta? Myślę, że za tym kryło się coś więcej. To ta tajemnicza postać w stroju pokutnym.... Logicznie myśląc, do kogo król Bolesław mógł zwrócić się o pomoc w trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł, gdy wszyscy w Polsce zwrócili się przeciw niemu. Czy nie do krewnych, którzy zawdzięczali mu tak wiele? Przecież król Bolesław dwa razy GRUDZIEŃ 2006

osobiście interweniował ze swoim wojskiem. Najpierw, by pomóc Beli – ojcu Władysława i Gejzy, przeciwstawić się nieuczciwemu starszemu bratu, królowi Andrzejowi. Gdy św. Stefan wyznaczył na swojego następcę siostrzeńca Piotra Orsela, wybuchł bunt. Węgrzy zarzucali Piotrowi, że rządzi nimi przy pomocy Niemców i Włochów. To wywołało tzw. pogańską reakcję. Za sprzyjanie poganom już król Stefan kazał uwięzić i oślepić swojego kuzyna Vazula, a synów wygnać z kraju. Najstarszy Leventi, do śmierci nie ochrzczony, i jego młodszy brat Andrzej udali się do Kijowa, a najmłodszy Bela do Polski. Powstańcy wezwali na pomoc Leventiego i Andrzeja z wojskami ruskimi. Ci wygnali Piotra z kraju. Leventi nie chciał rządzić, dlatego królem został Andrzej. Po śmierci najstarszego brata król Andrzej wezwał w 1048 r. z Polski Belę, dał mu księstwo nitrzańskie i przyrzekł następstwo tronu. W roku 1053 narodził się Andrzejowi syn Salomon. Jego to, jako pięcioletniego, ożenił z jedenastoletnią siostrą Henryka IV Justyną i koronował na współkróla. Bela, obawiając się o swoje życie, uciekł do Polski, a stamtąd wrócił ze szwagrem Bolesławem i polskimi rycerzami. Decydująca bitwa rozegrała się nad Tisą w 1060 r. Król Andrzej, któremu pomagały wojska niemieckie, przegrał, a w czasie ucieczki zginął. Belę koronowano na króla. Władzą cieszył się trzy lata. W czasie wyprawy przeciwko Henrykowi i Salomonowi spadł z konia i umarł. Po raz drugi Bolesław udał się na Węgry, by doprowadzić do pokoju między swoimi siostrzeńcami a osadzonym na tron przez cesarza Henryka IV Salomonem. Dzięki niemu Gejza i Władysław stali się samodzielnymi książętami w Nitrze i Bilharsku. To prawda, że pokój nie trwał długo, bo Salomon starał się na wszelkie sposoby zlikwidować swoich kuzynów. Myślę, że wojska polskie brały również udział w bitwie,

do której doszło 14 marca 1074 r. w Mogyorodzie, w której Salomon został pokonany. Na polu bitwy stracił on prawie wszystkich swoich rycerzy, a sam skrył się na zamku w Bratysławie. Królem został Gejza. W czasie ucieczki Bolesława z Polski Gejza już nie żył. W 1077 r. na króla został koronowany Władysław. Wprost niemożliwe jest to, by Władysław z wdzięczności nie pomógł Bolesławowi, z którym przecież spędził dzieciństwo. Można przypuszczać, że też z powodu wdzięczności Władysław umieścił Bolesława w klasztorze w Świętym Benedykcie. Przecież to opactwo nie tylko razem z bratem zbudowali, wyposażyli, ale i hojnie obdarowali wszystkimi swoimi majątkami, którymi dysponowali w księstwie nitrzańskim. W Świętym Benedykcie przebywała młoda społeczność braci, w przeciwieństwie do klasztoru benedyktyńskiego na Zoborze, niedaleko Nitry (oddalonego ok. 45 km od Świętego Benedykta) czy innych starych klasztorach. Przypuszczam, że w klasztorze na Zoborze byli zakonnicy w większości pochodzenia niemieckiego i węgierskiego. Może i dlatego św. Andrzej Sworad wybrał raczej pustelnię na Skałce pod Trenczynem. To zupełnie naturalne, że w nowym opactwie byli młodzi zakonnicy, przeważnie Słowianie, którzy tworzyli lepszą społeczność dla Bolesława. Król Władysław też z pewnością chciał mieć blisko swojego krewnego, by pomóc mu również psychicznie i duchowo, a z Ostrzychomia do Beniadiku nie jest aż tak daleko (ok. 75 km). Lubił on zresztą często przebywać w okolicach Nitry. Tam też umarł 29 lipca 1095 r. Tajemnicą zostaje również data śmierci Bolesława. Myślę, że nie przeżył swojego rówieśnika, króla św. Władysława, ale z pewnością i on dojrzał do nieba, bo miał i drugiego orędownika – św. Stanisława, biskupa krakowskiego. KS. ANDRZEJ PIERWOŁA SAC. Hronski Beniadik 23


Czytelnicy OCENIAJĄ Narodila som sa v Českom Těšíne, ale už takmer 20 rokov (!) žijem na Slovensku. Minimálne s tromi ľuďmi, ktorí sú zodpovední za zrod každého nového čísla Monitoru, mám viac ako blízke susedské vzťahy. Niekedy je to práve naše auto, ktoré privezie čerstvé voňavé výtlačky MP z tlačiarne. Niekedy je to práve moja dcéra, ktorá balí časopisy do obálok a pomôže tak šéfredaktorke a aj svojej finančnej situácii. Moji starí rodičia žili roky ako českí emigranti v Poľsku, môj ocko sa tam počas vojny narodil. Ja sama som navštívila túto krajinu len raz so svojím mužom, ktorý vystupoval na džezovom festivale v Krakove. Napriek tomu sa mi zdá, že Poľsko a Poliaci sú mi blízki. Rozumiem im lepšie ako Maďarom, s ktorými žijem v jednej dedine. Musím však priznať, že písaná poľština je pre mňa náročnejšia, tých nečakaných písmeniek je niekedy v jednom slove toľko! Snažím sa vždy v novom čísle Monitoru prelúskať zopár článkov. Prvé, čo ma zaujme, sú fotografie. Vždy sa snažím nájsť svojich priateľov z Poľského klubu. Potom hľadám, či nájdem pod článkami ich mená. Ak poznám pozadie, ako vznikol článok či rozhovor, vždy si ho rada prečítam. Bavia ma rozhovory s Poliakmi, ktorí žijú na Slovensku, pretože viem, aké to je byť cudzinkou v tejto krajine! Rada si však prečítam aj články, kde Slováci píšu o Poľsku, pretože mi to túto krajinu tiež priblíži. Rada si prečítam aj Paľove príspevky zo sveta poľského filmu. Asi najobľúbenejšia rubrika je na poslednej stránke. Prekvapuje ma poetika a vtip, ktorý vie Majka dostať na papier, a vždy sa veľmi snažím porozumieť nielen danému receptu. Recept na zemiakový chlieb, ktorý je v našej rodine taký populárny, s obľubou dávam ďalej. Je mi jasné, že vytvoriť takýto časopis na takej špičkovej úrovni dá zabrať a treba mnoho času, energie a nápadov, aby zaujal vždy nanovo. Preto patrí vďaka hlavne našej milej šéfredaktorke Gosi, ktorej touto cestou prajem veľa úspechov v tvorbe nášho Monitora Polonijneho! PAVLÍNA POČAJOVÁ 24

• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Wszystkim Czytelnikom z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku składamy najserdeczniejsze życzenia Redakcja oraz Wydawca Gratulujemy urodzin, prawie jednoczesnych - wnusi w Bratyslawie i wnuczka w USA - i skladamy serdeczne życzenia dziadkom Chojnackim, aby dzięki nowym członkom rodziny przeżyli wiele szczęśliwych chwil. Przyjaciele z Klubu Poważska Bystrzyca Na tegorocznych targach bożonarodzeniowych w Koszycach (5 - 23 grudnia) będzie m.in. stoisko oferujące specjalności kuchni polskiej, grzane wino i… góralską muzyką. W dniu 17 grudnia wystąpi 18-osobowy zespół góralski HAMERNIK z Krakowa. Serdecznie zapraszam!

Uwaga Czytelnicy! Przypominamy o prenumeracie naszego czasopisma na rok 2007. Koszty roczne prenumeraty wynoszą 300 Sk. (emeryci, renciści, studenci – 250 Sk). Do końca tego roku obowiązuje cena promocyjna – 250 Sk (200 Sk dla emerytów, rencistów i studentów). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100), a następnie zgłosić na e-mail: staste1@orangemail.sk, nr tel. 0907 139 041) i podać adres, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Dnia 5 grudnia br. o godz. 16.30 na 2. programie STV będzie prezentowany Magazyn Mniejszości Narodowych o Polakach zamieszkałych w Bratysławie. Powtórka programu 6 XII o 2.40 oraz 6 XII o 9.35.

I N S T Y T U T P O L S K I W B R AT Y S Ł AW I E P R O G R A M – 1– 9 grudnia 2006 – Bratysława • Palace Cinemas Aupark • 8. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Bratysława /www.iffbratislava.sk/2006/index.php/ • Prezentacja filmów polskich: Chłopiec na galopującym koniu /2006, reż. Adam Guziński/ • Z odzysku /2006, reż. Sławomir Fabicki/ • Summer Love /2004, reż. Piotr Uklański/ • Skazany na bluesa /2005, reż. Jan KidawaBłońsk/ • /www.stopklatka.pl/film/film.asp/ 6 grudnia 2006 - godz. 18.00 – Bańska Bystrzyca • Akademik Wydziału Ekonomicznego UMB, Trieda SNP • Wieczór wigilijny organizowany przez studentów polonistyki UMB w Bańskiej Bystrzycy • W programie prezentacja zwyczajów świątecznych i kolęd. 8 grudnia 2006 – godz. 17.00 – Bratysława • Instytut Polski – czytelnia, Nám. SNP 13 • Maraton filmu polskiego – przegląd filmów fabularnych: • Mój Nikifor / 96 min.,2005 / reż. Krzysztof Krauze • U Pana Boga za piecem / 96 min., 1998 / reż. Jacek Bromski • Nic śmiesznego / 95 min.,1995 / reż. Marek Koterski /www.stopklatka.pl/film/film.asp/ 11 grudnia 2006 – godz. 18.00 - Bratysława • Pálffyho palác, Zámocká ulica 47 Prof. Joanna Domańska – recital fortepianowy. W programie utwory W. A. Mozarta, L. van Beethovena, W. Szalonka, K. Szymanowskiego i Fr. Chopina. 14 grudnia 2006 – godz. 17.30 - Bratysława • Instytut Polski – czytelnia, Nám. SNP 13 • „ Pisanie“ i „Oko za ząb“ – Antologie współczesnej poezji słowackiej - prezentacja książek z wydawnictw Modrý Peter i Pogranicze z udziałem tłumacza Jacka Bukowskiego i poetów słowackich Petra Milčaka i Karola Chmela. MONITOR POLONIJNY


G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • Instytut Polski w Bratysławie wraz z Katedrą Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Komeńskiego planują na przełomie maja i czerwca 2007 roku przeprowadzenie przez polską komisję egzaminów poświadczających znajomość języka polskiego jako obcego na poziomach: podstawowym, średnim ogólnym i zaawansowanym. Do egzaminów mogą przystąpić osoby powyżej 18 roku życia (w wyjątkowych przypadkach młodsze), będące cudzoziemcami lub Polakami na stałe zamieszkałymi za granicą. Szczegółowe informacje (w tym przykładowe testy) można znaleźć na stronach internetowych Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego: www.buwiwm.edu.pl/certyfikacja. Wszelkie pytania dotyczące uzyskiwania certyfikatów można kierować pod adresami internetowymi Komisji: certyfikacja@buwiwm.edu.pl i dr Marii Magdaleny Nowakowskiej: majkan@chello.sk (tel. 0908 169 743). Chętni mogą zgłaszać się już teraz do dr M. M. Nowakowskiej lub do sekretariatu Instytutu (tel. 02/20655513, e-mail: info@polinst.sk). Przypominamy, że certyfikat jest jedynym urzędowym dokumentem potwierdzającym znajomość języka polskiego jako obcego i jest uznawany w krajach Unii Europejskiej (i nie tylko). Informację podajemy już teraz, aby wszyscy chętni do zmierzenia się z językiem polskim mieli czas na odpowiednie przygotowanie się do egzaminów.

GRUDZIEŃ 2006 – NIEKTÓRE PROPOZYCJE 16 grudnia 2006. – godz. 20.00 - Nitra • Stara piekarnia • Quidam – koncert polskiej rockowej i art rockowej formacji muzycznej w składzie: Zbyszek Florek /instrumenty klawiszowe/, Bartek Kossowicz /śpiew/, Maciek Meller /gitary/ Maciek Wróblewski /bębny/ Jacek Zasada /perkusja/, Mariusz Ziółkowski /bas/ /www.quidam.pl/ 18 grudnia 2006 – godz. 19.00 - Bratysława • Subclub, Nab. Arm. Gen. L. Svodody • Photo:: Drone – City Mapping Projekt (www.magiccarpathians.com/photodr.htm) • Impreza artystyczna Projektu Karpaty Magiczne oraz fotografika Bogdana Kiwaka – instalacja fotograficzna oraz pokaz multimedialny, którym towarzyszy audio performance Anny Nacherj (preparowana gitara, media, głos) i Marka Styczyńskiego (generatory fal sinusoidalnych, obiekty, field recordings) 19 grudnia 2006 – godz.18.00 - Bratysława • Teatr Astorka, Nám. SNP 33 • Hanka Chowaniec - Rybka z zespołem - koncert bożonarodzeniowy. W programie muzyka góralska, piosenki ludowe, kolędy, przyśpiewki i tradycyjne życzenia świąteczne . Po koncercie spotkanie polonijne z opłatkiem /www.hankarybka.pl/ Grudzień 2006 – Liptowski Mikulasz • Urząd miasta • Wolności! Chleba! Poznański czerwiec 1956 w fotografii – prezentacja wystawy dokumentalnej, otwartej z okazji Polsko-słowackich warsztatów dziennikarskich Polska – Słowacja – Unia Europejska /30 XI i 1 XII/ GRUDZIEŃ 2006

Z okazji świąt Bożego Narodzenia… OJĘZYKOW KIENKO L E

ubią Państwo Boże Narodzenie? Chyba nie ma nikogo, kto odpowiedziałby na to pytanie negatywnie. Ja jednak się przyznam, że jest w tych świętach coś, co rokrocznie przeszkadza mi cieszyć się z oczekiwania na małego Jezuska, zieloną choinkę, prezenty, kolędy…To życzenia świąteczne. Tradycją jest rokroczne wysyłanie życzeń bożonarodzeniowo-noworocznych wszystkim przyjaciołom i znajomym. Co zatem w tym tak przecież miłym zwyczaju strasznego? Pisanie!!! Kiedy trzeba wysłać…, no, może inaczej – kiedy chce się (!) wysłać kilkadziesiąt życzeń, to trzeba je zredagować. Każdemu adresatowi chciałoby się napisać coś miłego, coś innego niż pozostałym, ale czasu mało, sterta jeszcze nie wypisanych kartek wielka, a rączka od pisania już boli… Całe szczęście, że dziś mamy Internet i telefony komórkowe, bowiem przynajmniej oszczędzamy czas, nie musząc chodzić na pocztę, kupować znaczków, naklejać ich… Ale tak czy owak, nawet e-maile i SMS-y wymagają zredagowania. Oczywiście – najlepiej kupić kartki z wypisanymi już życzeniami i tylko się podpisać albo otrzymane drogą internetową czy za pomocą SMS-a życzenia przesłać dalej… Problem językowy, o którym chcę dziś napisać, i tak nie zniknie. Chodzi o zapis nazwy świąt Bożego Narodzenia. A może raczej Świąt Bożego Narodzenia? Nazwa tego święta to tylko Boże Narodzenie (wyraz święta nie jest jej integralną częścią), więc wszystkie wydawnictwa poprawnościowe opowiadają się za pierwszym wariantem pisowni – święta Bożego Narodzenia. A kto z Państwa tak tę nazwę zapisuje? Ja czasami! Częściej jednak, ale tylko (!) w życzeniach, piszę Święta Bożego Narodzenia. Myliłby się jednak ten, kto oskarżyłby mnie o popełnianie w tym przypadku uchybienia ortograficznego. Otóż po pierwsze – norma normą, a zwyczaj zwyczajem – większość Polaków używa zapisu z wielką literą, co może nie być rozstrzygające, ale po drugie, co już jest decydujące – ortografia polska zezwala na stosowanie wielkich liter ze względów emocjonalnych, a w sytuacji życzeń chodzi przecież o emocje! Dokładnie przepis ortograficzny, który usprawiedliwia zapis Święta Bożego Narodzenia wielkimi literami brzmi tak: „Użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych jest indywidualną sprawą piszącego. Przepisy ortograficzne pozostawiają w tym wypadku autorowi tekstu dużą swobodę, ponieważ użycie wielkiej litery jest wyrazem jego postawy uczuciowej (np. szacunku, miłości, przyjaźni) w stosunku do osób, do których pisze, lub w stosunku do tego, o czym pisze” (Nowy słownik ortograficzny PWN z zasadami pisowni i interpunkcji, red. E Polański, Warszawa 2002, s. XLVI). Ale to nie wszystko. Niedawno, bo w 2004 r., Komisja Języka Religijnego Rady Języka Polskiego postanowiła wziąć pod uwagę zwyczaj i wyraziła zgodę na możliwość fakultatywnego zapisu innych ważnych świąt: Świąt Wielkanocnych lub świąt wielkanocnych. Można się zastanowić, dlaczego jej członkowie nie zatwierdzili przy okazji podwójnej pisowni świąt Bożego Narodzenia? Czyżby o nich zapomnieli? A przecież to ten sam problem! Zatem pewnie wkrótce Komisja ta przypomni sobie o świętach Bożego Narodzenia i formalnie zezwoli na podwójną pisownię i ich nazwy. Tymczasem życzę Państwu zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA i pomyślności w Nowym Roku. 25


“ W S P Ó Ł B R Z M I E N I E ” K O N K U R S U W Y N I K Ó W O G Ł O S Z E N I E

ORGANIZATORZY KONKURSU „WSPÓŁBRZMIENIE” Klub Polski Region Środkowe Poważe oraz jury w składzie: 1. Mgr. Viera Baničová , Dyrektor Považskiej Biblioteki 2. Ľudmila Ješková, Przewodnicząca Miejskiego Oddziału Słowackiej Macierzy 3. Viera Procházková, poetka, członkini Związku Pisarzy Słowackich 4. Dr Maria Gáboríková Klub Polski, czytelnik 5. Dr Mirosław Wujas pomysłodawca i realizator Przeglądu Kabaretów Amatorskich PAKA

OGŁASZAJĄ WERDYKT: P R O Z A KATEGORIA DO LAT 15. 1. miejsce Anetka Kalinčíková 2. miejsce Dominika Gregušková 3. miejsce Paulinka Kalinčíková KATEGORIA OD 15 DO 25 LAT 1. miejsce Uršula Peruňská 2. miejsce Lukáš Straka 3. miejsce Martin Pavlásek KATEGORIA POWYŻEJ 25 LAT 1. miejsce Małgorzata Wojcieszyńska 2. miejsce nie było przyznane 3. miejsce nie było przyznane

P O E Z J A KATEGORIA DO LAT 15 Nie było prac KATEGORIA OD 15 DO 25 LAT Były przyznane dwa równorzędne pierwsze miejsca: Daniela Fedorová i „NOC“ KATEGORIA POWYŻEJ 25 LAT 1. miejsce nie było przyznane 2. miejsce „Maria“ 3. miejsce „D.C.“

26

Moje

poľské misie

V

Poľsku som bol trikrát, raz ako novinár a potom dvakrát ako hudobník. Po prvýkrát som išiel na Jazz Jamboree v roku 1989, pred revolúciou. Poľsko na mňa pôsobilo ako iný svet. U nás to bol vtedy ešte ten upotený sivý socializmus, v Poľsku už bolo citeľné predjarie.

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

Marian Jaslovský Hudobník a novinár denníka Sme

Pozeral som na fantastické koncerty v tej neuveriteľnej stalinskej budove a keďže som mal backstage pass, videl som svoje poľské džezové idoly v značne nelichotivých situáciách. V bufete, samozrejme, a následkom vodky. Bolo to dosť zábavné. Nazrel som do klubu Aquarium, kúpil som si odznak Solidarnosć, nejakú kozmetiku a iné hlúposti na trhu a plný dojmov som sa vrátil do perestrojkového socíku. Ešteže sa začala revolúcia, tak som dlho nezávidel. Potom, v roku 2002 sme dvakrát vystupovali v Krakove so skupinou Take One, s ktorou som vtedy hrával. Počas prvého zájazdu sme mali vystúpenie v prominentnom Harris Piano Bare, kde hrali ľudia ako Art Farmer, Garry Bartz, Mike Stern, z Poliakov tu pravidelne vystupujú Jaroslaw Smietana, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbygniew Namyslowski a mnohí ďalší. Na druhý deň sme hrali v Katoviciach. Ten má síce svojský industriálny pôvab, ale pravdupovediac sa nám viac páčil Krakov. Očaril architektúrou,

pripomínajúcou Prahu, aj atmosférou – toto je naozaj džezové mesto. A chutil nám aj bigos a pivo Zywiec. Miestnym sa zasa páčilo, že sme nehrali mainstreamový džez (ten sme ani nevedeli), ale rôzne džezrockové výlety. Dali sme sa dokopy s perkusionistom Tomasom Sanchezom, Mexičanom, ktorý žije alebo žil v Poľsku. Hrá s prominentnými hudobníkmi (nahrával napríklad s Jaroslawom Smietanom). Bez skúšky s nami odohral vo veľkom štýle celý koncert a na druhý deň druhý koncert. Keď ho náhodou uvidíte, pozdravujte ho. Videl nás aj kritik Gregorz Tusziewicz a pekne o nás napísal do Dziannika Polskiego. O dva mesiace sme sa do Krakova vrátili a hrali sme v klube U Louisa a bolo to tiež pekné. No a potom sa naša poľská manažérka prestala kamarátiť s nemenovaným členom skupiny a koncertom bol koniec. Iného manažéra sme nenašli, ale do Poľska sa určite ešte vrátim. Je tam dobre. MONITOR POLONIJNY


W

ieczór, poprzedzający dzień Bożego Narodzenia, to Wigilia. Być może kojarzy się Wam głównie ze świątecznie zastawionym stołem i prezentami pod choinką. Ale jest to też czas szczególnego oczekiwania na narodzenie Jezusa. Przyszłość jest dla nas tajemnicą, którą od dawna chcieli poznać ludzie, chętnie wróżąc sobie przy różnych okazjach. Zawsze też starali się przestrzegać zwyczajów i obrzędów, mających zapewnić im pomyślną przyszłość. A w dzień wigilijny, ponieważ to dzień wyjątkowy, wiele czynności stanowiło podstawę takich wróżb i obrzędów:

• w Wigilię nie wolno było pożyczać – kto z domu wydaje ten się majątku nie dorobi; • nie można było też cerować ani szyć – aby to, co jest nowe, się nie darło; • gdy w wigilijny poranek do domu wszedł mężczyzna, wróżyło to zdrowie przez cały rok, gdy zaś jako pierwsza weszła kobieta – choroby miały być częstym gościem domostwa; • podczas wigilijnej wieczerzy należało mieć przy sobie pieniądze – by je mieć przez cały kolejny rok;

• żelazo, położone pod stołem, miało chronić gospodarstwo przed ryciem kretów; • zamiatając pokój przed wieczerzą, należało pamiętać o tym, by robić to w kierunku „od drzwi”, by nie „wymieść” kawalerów; • wróżono też z pogody – pogodny wigilijny dzień zapowiadał, że w następnym roku za mąż wyjdą panny stare i bogate, jeśli niebo było jasne – za mąż miały wychodzić panny młode i biedne;

• pod koniec wigilijnej wieczerzy wróżono ze źdźbeł siana: jeśli dziewczyna wyciągnęła zielone – mogła w ciągu roku oczekiwać zamążpójścia, żółte źdźbło oznaczało, że umrze jako stara panna; • wyciągano kłosy ze snopów i liczono ziarna – ich parzysta liczba oznaczała szybkie małżeństwo, a nieparzysta samotność; • do wróżb używano też trzech talerzy, pod którymi znajdowała się woda, piasek i świerk, oznaczające w następny roku odpowiednio chrzciny, śmierć czy zamążpójście; • wieczorem w sadach potrząsano drzewami owocowymi – w ten sposób chciano zapewnić sobie urodzaj w następny roku.

Wy

zapewne też w Waszych rodzinach podtrzymujecie jakieś specjalne wigilijne zwyczaje, które mają Wam zapewnić pomyślny i szczęśliwy kolejny rok. A właśnie takiego Wam serdecznie życzę! MAJKA KADLEČEK GRUDZIEŃ GRUDZIEŃ 2006 2006

27


J

ak ten czas leci… Już po raz trzeci spotykam się z Państwem na łamach świątecznego „Monitora“. Tak, tak, wszyscy jesteśmy o trzy lata starsi, może mądrzejsi, a na pewno bardziej doświadczeni. Jak często mówicie Państwo sobie „do trzech razy sztuka”? Oj chyba często. Sportowcy mają trzy podejścia, by skoczyć i nie strącić poprzeczki. Niektórzy, zawierając po raz kolejny związek małżeński, też sobie mówią – do trzech razy sztuka... I wierzą, że ten kolejny raz powinno się udać. Do trzech razy sztuka – to takie zaklęcie, by się nie poddać i próbować znów i znów. Chociaż czasami trzy razy to zbyt mało, by osiągnąć cel. Ile mieszkań obejrzeliście, by kupić wymarzone M-4? A w ilu modelach samochodów siedzieliście, by móc wybrać ten, który byłby dla Was najlepszy? A jeśli mowa o motoryzacji – ile razy niektórzy z Was

ZA MIESIĄC: POWSTANIE STYCZNIOWE

podchodzili do egzaminu z prawa jazdy? Osiem razy? No i co z tego? Ważne, że się jeździ! Albo ile razy próbowaliście ugotować coś, co nie za bardzo się udawało? Na pewno więcej razy niż trzy... Ale w życiu bywa tak, że gdy staramy się, by coś wyszło jak najlepiej, to wtedy akurat wychodzi tak średnio. Na przykład na święta zapraszacie całą rodzinę i… oczywiście barszcz jest trochę za słony, w karpiu jest za dużo ości, a piernik okazuje się twardy jak skała... Nie szkodzi – do trzech razy sztuka! Następnym razem będzie lepiej!

Kulebiak świąteczny - czyli duży pieczony pieróg z farszem Do przygotowania kulebiaka można wykorzystać gotowe ciasto francuskie albo drożdżowe, sporządzone wg sprawdzonego przepisu. Ciasto przygotować wg przepisu. FARSZ: 0,5 kg kiszonej kapusty, 2 listki laurowe, 5 ziaren pieprzu, 50 g suszonych grzybów, 2 cebule. Grzyby zalać dwiema szklankami przegotowanej wody i pozostawić przez noc. Następnego dnia ugotować w tej samej wodzie. Kapustę poszatkować, dodać wywar z grzybów, przyprawy i gotować do miękkości. Posiekaną cebulę podsmażyć na oleju. Można do niej dodać ugotowane grzyby, pokrojone w paski. Można też grzyby zmielić i dodać do ugotowanej kapusty. Następnie z kapusty wyjąć przyprawy i dodać cebulę. Farsz osolić i popieprzyć do smaku, a potem podgrzewać, by odparować nadmiar wody. Ostudzić. Ciasto rozwałkować na placek, posmarować farszem i zwinąć jak makowiec. Potem posmarować „skłóconym” jajkiem, jego wierzch można też ponakłuwać widelcem. Piec w gorącym piekarniku. Kulebiak należy podawać na ciepło – prosto z pieca albo też podgrzany np. piecyku czy tosterze. MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2006/12  
Monitor Polonijny 2006/12  
Advertisement