Page 1


„Czy Warszawa da się lubić?”

W

sobotni wrześniowy wieczór pod gołym niebem na dziedzińcu Pałacu Zichy rozlegał się donośny śpiew „Na prawo most, na lewo most, a dołem Wisła płynie”. To kabaret „E…” wiedeńskiej Polonii starał się znaleźć odpowiedź na pytanie: „Czy Warszawa da się lubić?”

I choć w tej kwestii pewnie zdania będą podzielone, to jedno jest pewne: Adam Turczyński – szef kabaretu wraz ze swoim zespołem podbił serca bratysławskiej (i nie tylko bratysławskiej, ponieważ przedstawienie zgromadziło na dziedzińcu pałacu również gości

z Wiednia i Wrocławia) publiczności. Turczyński był niemalże wszechobecny, na scenie widzieliśmy go w różnych wcieleniach, pozach. W skeczach, piosenkach i monologach przypomniał nam sceny z życia w Polsce (tej

socjalistycznej też), dotyczące prozy życia, komicznych sytuacji. Na scenie partnerowały mu wspaniałe aktorki: Teresa Ligęza-Krasnowska (śpiew), Elżbieta Akwa-Asare (dialogi, monologi), Bogusia Haase (dialogi, monologi) oraz muzycy grający na instrumentach

klawiszowych: Krystyna Krynicka i Adam Jasik, stroną techniczną zajął się Mariusz Michalski. Kabaret „E…” powstał w 2002 roku jako kabaret „Emigrant”. „Zmieniłem nazwę kabaretu, ponieważ nie chciałem, by ograniczała nas w działaniu” – wspomina Turczyński. Zespół ma na swoim koncie 17 spektakli. Bratysławska publiczność przyjęła go gorąco, a pospektaklowe przyjęcie było okazją do serdecznych rozmów. Organizatorem wieczoru był Klub Polski Region Bratysława we współpracy ze Staromiejskim Ośrodkiem Kultury w Bratysławie, Instytutem Polskim, Wydziałem Konsularnym Ambasady RP w RS. Projekt został zrealizowany przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury RS. Honorowymi gośćmi byli ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz z małżonką oraz konsul RP w Wiedniu Andrzej Kuźma z rodziną. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ZDJĘCIA: STANO STEHLIK


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Drodzy Państwo! Czy w październiku macie swój ulubiony dzień czy termin, na który z niecierpliwością czekacie? Może wielu z Was spyta się - co takiego ciekawego może nas czekać w październiku? A ja się cieszę. Bardzo. Nie mogę się doczekać piętnastego października. Nie, nie wygram w tym dniu ani w totolotka, ani nie dostanę Nobla. Piętnastego w naszym sklepie ogrodniczym zaczyna się sprzedaż drzewek owocowych, czyli takich, które sadzi się wyłącznie na jesień. Może fakt ten wydaje się banalny i przyziemny. Cieszyć się z jakiegoś drzewka, wokół którego trzeba się jeszcze napracować... Na naszej ulicy mieszka starszy pan. Na pewno ma około osiemdziesięciu lat. W epoce zawałów osiem krzyżyków to niezbyt popularny wiek. Ale ten pan co roku na jesień odnawia w swoim ogrodzie szkółkę drzewek owocowych.... Czasami mówi, że wiosny to on może nie doczeka i owoców z nich nie pozrywa… A my? Jedyne działanie, które wydaje się nam sensowne, to takie ze skutkiem natychmiastowym. Czy chodzi o uczenie się angielskiego, odchudzanie, terapię leczniczą, czy też o karierę – wyniki chcielibyśmy widzieć natychmiast. Przyroda ma jednak swoje prawa. Pierwsze owoce z drzewa, które sąsiad posadził, zbierze być może dopiero jego wnuk. Jak dobrze, że miał takiego dziadka.... W październiku już nie spędzamy czasu nad wodą, ale też nie szukamy jeszcze prezentów świątecznych. Mamy więc czas. Zróbmy coś! Coś, czego wynik może przekroczy nasze horyzonty życiowe. Zakopmy chociażby kasztana przed blokiem. Jesienią w 2050 roku jego owoce będą zbierać jakieś dzieci. Wyobraźcie sobie ten piękny widok! Życzmy go, może nie sobie, ale potomnym. MAJKA KADLEČEK

Z NASZEGO PODWÓRKA

4

Z KRAJU

4

Jeden teatr – dwa spektakle

6

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

7

Polskimi oczami

8

Miss World si to v Poľsku naozaj užila

9

WYWIAD MIESIĄCA Urszula Szulczyk-Śliwińska: „Chciałabym pomóc Klubowi Polskiemu w uzyskaniu siedziby“

10

Warmia i Mazury nie tylko dla dziennikarzy

12

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ SOPOT FESTIVAL 2006

14

NASŁUCHUJEMY

14

TO WARTO WIEDZIEĆ Komitet Obrony Robotników

15

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wiesława Myśliwskiego Traktat o łuskaniu fasoli

17

OKIENKO JĘZYKOWE Czego chcą polskie feministki (?)

19

CZYTELNICY OCENIAJĄ

20

OGŁOSZENIA

20

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Keď sa nám Poľsko podobá – aj páči

22

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

23

PIEKARNIK W październiku – październiaki, czyli miesiąc ziemniakami pachnący 24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o r e k , I z a b e l a W ó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E K O Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 14 2 515 • R E G I S T R A Č N É Č Í S LO : 119 3 / 9 5 • R e d a k c i a s i v y h r a d z u j e p r á vo n a re d a k č n é s p r a c ova n i e a ko a j vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU MINISTERSTVA KULTÚRY SR - PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN

PAŻDZIERNIK 2006

3


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

W

dniach od 12 do 23 września w Bratysławie odbyły się Dni Kultury Polskiej zorganizowane przez Instytut Polski. W ich programie znalazła się bogata oferta dla miłośników kina, fotografii, teatru, (czytaj: „Jeden teatr – dwa spektakle“), muzyki. Ponadto w ich ramach odbyła się prezentacja plakatów Polskich Linii Lotniczych, zatytułowana „Historia narysowana na niebie“, oraz przegląd mundurów obsługi i pilotów PLL LOT. Ten punkt programu został zorganizowany z okazji 60. rocznicy otwarcia połączenia lotniczego Warszawa–Praga.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Przegląd mundurów obsługi i pilotów PLL LOT

Otwarcie wystawy fotografii Zbigniewa Kulika stwo”. Koalicja rządowa się rozpadła a Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło poszukiwania nowych koalicjantów. WICEPREMIER I MINISTER rolnictwa, szef Samoobrony Andrzej Lepper został odwołany ze stanowiska wicepremiera. Lepper zapowiedział, że Samoobrona nie poprze budżetu na 2007 rok, jeśli nie będą spełnione jej postulaty. Premier Jarosław Kaczyński zwrócił się do brata – prezydenta o dymisję Andrzeja Leppera. ,,Lepper powrócił do praktyk warcholstwa” – powiedział premier. Szef Samoobrony skomentował natychmiast: ,,Po trzykroć cham4

POLSKĄ WSTRZĄSNĘŁA tzw. afera taśmowa. Renacie Beger (Samoobrona) za przejście do PiS-u zaproponowano stanowisko w Ministerstwie Rolnictwa. Taką propozycję złożył jej Adam Lipiński (PiS). Nagranie z próbą przekupstwa wyemitowała stacja TVN w programie ,,Teraz my”, co wywowało burzę polityczną i kryzys. W reakcji na to nagranie Platforma Obywatelska (PO) domagała się posiedzenia Sejmu w celu rozpatrzenia wniosku o samo-

rozwiązanie parlamentu i przedwczesne wybory. Przedstawiciele PiS wraz z Jarosławem Kaczyńskim w reakcji na zaistniałą sytuację mówili o ,,ataku na rząd”, o próbie jego „obalenia” i ,,kolaboracji niektórych mediów z opozycją”. Chociaż premier przeprosił za ,,niechlujne zachowanie Lipińskiego”, kryzys trwa. ROZMOWY Z PiS na temat ewentualnej koalicji zostały zawieszone – powiedział lider PSL Waldemar Pawlak, odnosząc się do rewelacji ujawnionych w programie „Teraz My”, podczas którego zostało wyemitowane nagranie ,,afery ta-

śmowej”. Dodał też, że PSL oczekuje od premiera wyjaśnienia sprawy przed Sejmem. W ZWIĄZKU Z TZW. AFERĄ TAŚMOWĄ, nazywaną przez niektórych ,,prowokacją polityczną”, oskarżono TVN o to, że jeden z jej pracowników współpracował ze służbami specjalnymi. ,,Dziennik Polski”, powołując się na ustalenia komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI), napisał, iż sekretarz programowy TVN Milan Subotić, który pełni funkcję doradcy przy akceptacji programów publicystycznych TVN (w tym programu „Teraz My”), współpracoMONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• Spotkanie z reżyserem filmu „Anioł w Krakowie“ Arturem Więckiem i producentem Witoldem Beresiem

ZDJĘCIA: KRZYSZTOF FRĄCZEK

Duet Jorgos Skolias - Bronisław Duży

Duet Clarideon Pod koniec września misję dyplomatyczną na Słowacji zakończył dotychczasowy kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP Wojciech Biliński. Jego miejsce zajęła pani Urszula Szulczyk-Śliwińska (czytaj: „Wywiad miesiąca“), jej zastępcą jest pani Magda Gondar. Obie panie pracowały na bratysławskiej placówce w latach 1996 – 2001. mw wał z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL. Telewizja TVN złożyła doniesienie do prokuratury rejonowej Warszawa-Ochota w sprawie zniesławienia stacji oraz autorów programu ,,Teraz My” przez redaktora naczelnego ,,Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza. Prezenterzy programu ,,Teraz my” Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski oświadczyli, że ani Subotić, ani nawet nikt z zarządu TVN nie mieli żadnego wpływu na treść programu. Subotić zaprzeczył, że był agentem WSI i złożył prośbę o zwolnienie z obowiązków do chwili wyjaśnienia zarzutów stawiaPAŻDZIERNIK 2006

nych mu przez ,,Gazetę Polską”. OSTATNIEGO DNIA września przestała istnieć Wojskowa Służba Informacyjna (WSI). Dnia 1 października zaczęły działać nowe służby – Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i Służba Wywiadu Wojskowego (SWW). Powołanej w 1991 r. WSI zarzucano wiele nieprawidłowości, m.in. brak weryfikacji funkcjonariuszy z czasów PRL, szpiegostwo na rzecz Rosji, udział w aferze FOZZ, nielegalny handel bronią, ,,dziką lustrację”, stworzenie sieci agentów wśród dziennikarzy itp.

Jej głównym ,,likwidatorem” jest wiceszef MON Antoni Macierewicz. O pracę w nowych służbach starało się ok. 2,5-3 tys. żołnierzy WSI, ale tylko zweryfikowani pozytywnie mogli do nich przejść (ok. 450 oficerów i 150 pracowników cywilnych). Opozycja mówi o ,,destabilizacji” służb specjalnych, co zagraża bezpieczeństwu kraju. W dniu 2 października kilkanaście osób nie mogło rano dostać się do pracy w budynku byłej WSI w Warszawie, albowiem wartownicy otrzymali listę osób, których nie należało wpuścić. Oficerowie WSI zagrozili, że jeśli władza nie przestanie ich

atakować, to będą musieli „odgryźć się” politykom. Jeden z nich powiedział, że w grę wchodzi przekazanie ,,ciekawych informacji” przeciwnikom obecnej władzy i dziennikarzom. PREMIER JAROSŁAW KACZYŃSKI powołał Antoniego Macierewicza na szefa nowej Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a Witolda Marczuka na szefa Służby Wywiadu Wojskowego. Macierewicz i Marczuk byli pełnomocnikami ds. tworzenia nowych służb, odpowiednio: kontrwywiadu wojskowego (SKW) i wywiadu wojskowego (SWW). 5


Jeden teatr – dwa spektakle Czym jest Teatr KTO? G Stworzyła go w 1977 r. grupa absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest to teatr alternatywny, ale od 2005 r. ma status teatru miejskiego. Ważne wydaje się to, że w kręgu jego zainteresowań jest też teatr uliczny, albowiem m.in.

doświadczenia wyniesione z ulicznych eksperymentów spowodowały, iż tworzywem scenicznym są często przede wszystkim ruch i dźwięk. Słowo, tak ważne w tradycyjnym teatrze, odgrywa często rolę drugorzędną. Spektakle swym charakterem przypominają niekiedy widowiska trochę jarmarczne, trochę kuglarskie. I takie właśnie było przedstawienie nawiązujące do twórczości Hrabala. Jednak pierwszym spektaklem, zaprezentowanym bratysławskiej

PREZES NARODOWEGO BANKU Polskiego Leszek Balcerowicz nie zapłaci grzywny za niestawienie się na przesłuchanie przed sejmową komisją śledczą. Warszawski sąd okręgowy umorzył tę sprawę ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że NBP i jego prezes nie podlegają kontroli Sejmu. 6

ościem Dni Polskiej Kultury w Bratysławie był w tym roku m.in. krakowski Teatr KTO, który na deskach teatru F7 wystąpił z dwoma przedstawieniami. Pierwsze z nich to Stryczek dla dwóch albo rzeź domowa (Slučka pre dvoch alebo domáca šibenica), autorstwa Ivana Bukovčana, wyreżyserowane przez Mira Procházkę, zaś drugie, Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać, zostało oparte na twórczości Bohumila Hrabala, a wyreżyserowane przez Jerzego Zonia, założyciela i dyrektora teatru. publiczności 18 września, był Stryczek dla dwóch albo rzeź domowa. Premiera przedstawienia miała miejsce w maju 2003 r. Warto podkreślić, że zarówno autor sztuki Ivan Bukovčan, jak i reżyser przedstawienia Miro Procházka są Słowakami, co dowodzi, że Tatry nie stanowią żadnej przeszkody we współpracy teatralnej. Stryczek… to tragikomedia, oparta na prawdziwej historii mężczyzny, który przez dwadzieścia lat ukrywał się na strychu swego domu, słuchał Radia „Wolna Europa” i czekał na przybycie amerykańskich wojsk. Ale nie uwarunkowania polityczne są tu ważne. Główny bohater Grzeszko, wspaniale zagrany przez Jacka Buczyńskiego, już dawno przestał być ofiarą systemu, rozmawia z muchami, o sensie życia dyskutuje z pająkami. Jedyną

KS. TADEUSZ ISAKOWICZ-ZALESKI powiedział, że jeden z księży pracujących w Rzymie przy procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II był tajnym współpracownikiem SB. Informacja ta wywołała zakłopotanie wśród polskiego duchowieństwa w Watykanie; polscy komentatorzy oceniają, że nie wpłynie ona na sam proces beatyfikacji. Ks. Isakowicz-Zaleski, który przygotowuje książkę pt. ,,Księża wobec SB na przykładzie diecezji krakowskiej”, powiedział, że

jego rozrywką jest obserwowanie przez dziurę w suficie dobrzej mu znanej łazienki, w której obce męskie łapy obejmują jego kobietę. Właścicielem tych łap jest Duduś (fenomenalny Błażej Wójcik), prosty mężczyzna, który trafia na strych w ucieczce przed kochanką, aby przekonać jej męża do zejścia i pozostania z nią. Aneczka (perfekcyjna Beata Wojciechowska), kochanka jednego i żona drugiego, przedstawia się jako monstrum – stanowi postrach dla Dudusia (i nie tylko dla niego), który wie, że jeśli nie przekona Grzeszka do „zstąpienia” do kuchni, zostanie przez nią totalnie ubezwłasnowolniony. Niestety, nadchodzi Aneczka i… „sprawa się rypie”. Teraz już obaj mężczyźni pozostają na strychu, próbując się wieszać na sznurze do suszenia bielizny i czeka-

o przeszłości tego duchownego wiedziało od wielu miesięcy wiele osób. Ksiądz ten został zwerbowany jeszcze w Krakowie na podstawie kompromitujących go materiałów. DO POLSKI z pierwszą wizytą przyjechał premier Słowacji Robert Fico. Spotkał się z prezydentem Lechem Kaczyńskim, marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem i rozmawiał z prezesem Rady Ministrów Jarosławem Kaczyńskim.

W SZEREGACH SAMOOBRONY trwa tzw. afera wekslowa. Andrzej Lepper „trzyma łapę” na wekslach (każdy na pół miliona złotych) posłów i ponad 800 byłych kandydatów Samoobrony do Sejmu. Działacze obawiają się, iż Lepper ich weksle gdzieś zastawił. Dotychczas mówiono o 56 wekslach, które podpisali posłowie Samoobrony. Weksle miały być straszakiem na członków partii – gdyby któryś ją porzucił, musiałby oddać pół miliona. O wekslach zrobiło się głoMONITOR POLONIJNY


jąc… Przyjdzie? A może nie? Ale Aneczka przychodzi – zawsze! Postacie sztuki są komiczne, choć podszyte tragizmem. Zdradzany mąż, okłamująca go żona i jej kochanek tworzą wyjątkowy zespół. Stryczek dla dwóch… jest spektaklem o emocjach, tchórzostwie, pasożytnictwie i straconych marzeniach, a w podaniu zespołu Teatru KTO spektaklem wręcz rewelacyjnym. Drugie przedstawienie tego teatru Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać (premiera odbyła się w grudniu 2005 r.), inspirowane życiem i twórczością Bohumila Hrabala, opiera się na w dużej mierze na archetypach. I wcale nie potrzeba znać Hrabala, aby znaleźć w nim typowy dla Europejczyka (środkowego?) komizm i tragizm sytuacji. Oryginalność spektaklu polega m.in. na tym, że słowa (wypowiedziane, a właściwie wyśpiewane, w różnych językach) padają tylko w przerwach między poszczególnymi scenami, w których pię-

cioro aktorów za pomocą języka gestu, swojej fizykalności i teatralnego symbolu przedstawia rytuały towarzyszące człowiekowi od narodzin po śmierć. Szóstym „aktorem“ jest muzyka, podkreślająca specyficzną dla aktualnie prezentowanej uroczystości atmosferę i łącząca poszczególne części w całość. Brak w przedstawieniu jakiejś wyrafinowanej scenografii – są tylko trzy duże kufry, które „grają“ wszystko: i stół biesiadny, i konfesjonał, i grób. Wszystko w przedstawieniu ma charakter uniwersalny, bawi lub zasmuca. To wspaniały spektakl teatru ciała. Teatr KTO działa już prawie dwadzieścia lat. Znany jest nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Swoje przedstawienia prezentuje od Nowego Jorku po Seul. Wszędzie przyjmowany jest z entuzjazmem. Tym razem mogliśmy zobaczyć go w Bratysławie – naprawdę było warto! JANA GIBALOVÁ, KAMILA ONDICOVÁ, IVAN KOVÁČ STUDENCI IV ROKU BRATYSŁAWSKIEJ POLONISTYKI

śno, gdy Lepper za ich pomocą próbował zdyscyplinować „zdrajców”, którzy za namową PiS odeszli z Samoobrony po rozpadzie koalicji.

nową dla Ewy Wencel, a ponadto dla najlepszego kompozytora i producenta oraz wyróżnienie prezydenta RP za szczególną wrażliwość społeczną. Za najlepszego reżysera tegorocznego festiwalu jury uznało Marka Koterskiego, twórcę filmu ,,Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Najlepszym aktorem pierwszoplanowy został Zbigniew Zamachowski, który ,,Złotego Lwa” otrzymał za rolę w filmie „Przybyli ułani”.

GŁÓWNĄ NAGRODĘ XXXI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni ,,ZŁOTE LWY” dla najlepszego filmu przyznano ,,Placowi Zbawiciela” w reżyserii Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze. „Plac Zbawiciela” otrzymał najwięcej, bo aż 6 nagród. Oprócz Grand Prix także nagrody aktorskie – za pierwszoplanową rolę kobiecą dla Jowity Budnik i drugoplaPAŻDZIERNIK 2006

ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

M

iałam oddać pewien artykuł. Znacie ten „ból terminów”. W głowie pustka i na monitorze komputera również. Po prostu stres. Piję kawę, stukam bezmyślnie w klawiaturę i nagle - nieszczęście! Znalazła się na niej cała zawartość kubka! Terminy i artykuł muszą poczekać. Trzeba ratować sprzęt! Długopisem wydłubuję poszczególne klawisze, ale to nie pomaga. Kawa cieknie do głębin (?) klawiatury. Rozkładam więc sprzęt na poszczególne części, suszę na słońcu, a po dwóch dniach składam mozolnie z powrotem (trafić klawiszem w odpowiednią literkę to syzyfowa praca). I jaki efekt? Niestety żaden! Klawiatura, pomimo zabiegów ratowniczych, nie działa! Trzeba kupić nową. Oferta nowych klawiatur jest bogata. Wybieram model reklamowany jako wodoszczelny, czyli taki, któremu żadna kawa nie straszna. Mam więc na biurku sprzęt „kawoszczelny”! Pewnie zastanawiają się Państwo, o czym są aktualne „Spostrzeżenia”. Jaki ma związek kawa, klawiatura i polskie spostrzeżenia? Otóż taki, że zanim zamieszkałam na Słowacji, kawy nigdy nie piłam! W kawiarni, cukierni albo w gościach piło się prawie wyłącznie herbatę. Na początku pobytu na Słowacji też częściej piłam liptona niż jacobsa. Ale czas leciał i miejsce szklanki z herbatą zajęła filiżanka z kawą. Uświadomiłam sobie, że wystarczyło dziesięć lat, by zmieniły się moje zwyczaje. Co gorsze, jest to rytuał powtarzany codziennie, czyli wyjątkowo mocno zakorzeniony. Zrobiło mi się żal. Łatwo poddałam się w małych sprawach, może w podobny sposób poddam się w wielkich? Ojej, smutny wątek! A to wszystko za sprawą klawiatury, którą w Polsce na pewno sprzedają z oznaczeniem „herbatoszczelna”. MAJKA KADLEČEK 7


Polskimi oczami N

itra, miasto Cyryla i Metodego w Państwie Wielkomorawskim, przyciąga dziś Polaków w celach handlowych, turystycznych i kulturalnych. Dzieje się tak za sprawą Międzynarodowych Targów „Agrokomplex”, interesujących zabytków i… Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Divadelná Nitra. Tegoroczny festiwal 22 września w Teatrze im. Andreja Bagara zainaugurował polski spektakl Woyzeck Georga Büchnera w wykonaniu Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego z Kalisza. Miłość młodego fryzjera Franza Woyzecka (Sebastian Pawlak) do Marii (Aleksandra Bożek), która pracuje jako sprzedawczyni w salonie ślubnym, nie kończy się happy endem, ale morderstwem. Mordecą jest Woyzeck. Reżyser spektaklu Maja Kleczewska, wywodząca się z nowego pokolenia reżyserów, czerpie inspirację z popkultury. Scena staje się przestrzenią burzliwej dyskusji o wartościach. W zwierciadłach salonu fryzjerskiego widzimy różne ujęcia z planu przedstawienia, niczym zapis z różnych kamer, co pomaga widzowi zrozumieć szybko toczącą się akcję. Cieszy fakt, że w Polsce mamy teatr wielopokoleniowy, różnorodnych uznawanych reżyserów. Przez Słowaków polski teatr jest postrzegany jako jeden z najlepszych w Europie – powiedział dyrektor teatru Ján Greššo. Z kolei nitrzański teatr jest uznawany w Polsce za jeden z najciekawszych w Europie Środkowej. Na swej scenie często wystawia polskie sztuki (Agata szuka pracy A. Łukasińskiej, Testosteron A. Saramowicza czy Beztlenowce I. Villqist’a). Divadelná Nitra odbywa się co roku (od 1992 r.) zawsze pod koniec września. Na deskach nitrzańskich scen teatralnych (ale i również w nietradycyjnych pomieszczeniach) występowali aktorzy znanych zespołów z Francji, Anglii, Polski, Czech, Rosji, Niemiec, Węgier, Litwy i Słowacji i innych państw europejskich. Festiwal poszukuje teatru nietradycyjnego, odkrywczego, inspirującego. Zestawia prezenta-

cje znanych osobowości reżyserii teatralnej z wschodzącymi gwiazdami. O jego znaczącej pozycji świadczy fakt, że co roku do Nitry przyjeżdżają krytycy, teoretycy i dyrektorzy teatrów z całej Europy, w tym również z polski. W Słowacji polskie teatry są znane i na tenże festiwal zapraszane, ale, co warto podkreślić, Divadelná Nitra to przede wszystkim konfrontacja teatrów Europy zachodniej i środkowo-wschodniej. W minionych latach festiwal gościł teatry z całej Polski (np. Teatr Rozmaitości z Warszawy, Teatr Stary z Krakowa, Teatr Polski z Wrocławia) oraz polskich reżyserów (np. Grzegorza Jarzynę, Krzysztofa Warlikowskiego, Jerzego Jarockiego) i aktorów (np. Annę Polony czy Jana Peszka). Teatralna współpraca polsko-słowacka jest bardzo żywa. W Polsce doskonale jest znany słowacki reżyser z Nitry – Ondrej Spišak. Spektakl Prorok Ilja Tadeusza Słobodzianka - jeden z najlepszych polskich dramatów współczesnych, wyreżyserowany właśnie przez O. Spišaka, miał swoją premiery niemal równocześnie w Nitrze i Warszawie i triumfował na XVII Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym BEZ GRANIC w Cieszynie, otrzymując nagrodę „Złamanego Szlabanu”. W rozmowach słowacko-polskich często się mówi, że po stronie polskiej szybciej buduje się nowe obiekty, dynamiczniejszy jest rozwój. Jednak obecność na Divadelnej Nitrze jest dla Polaków nobilitacją, potwierdzeniem wyjątkowości, zaś Nitra dzięki festiwalowi stała się miejscem na teatralnej mapie świata, gdzie po prostu należy być. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC, NITRA E-BIBLIOGRAFIA: WWW.NITRAFEST.SK

GEORG BÜCHNER, Woyzeck; tłumaczenie: Piotr Lachman, Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu; adaptacja tekstu i reżyseria Maja Kleczewska, scenografia: Katarzyna Borkowska, premiera 28 maja 2005. 8

Ako ste prežívali prvé minúty po tom, čo vás vyhlásili za Miss World 2006? Pred finále som si hovorila, že by pre mňa bolo obrovským úspechom, keby som sa dostala do užšieho výberu – čo bolo 17 dievčat. Po tom, čo som sa dostala do poslednej šestky, som si povedala – to je výborné, to je skvelé, už nič viac nemôžem očakávať. Naozaj, nikdy by som si nebola pomyslela, že sa môžem dostať tak ďaleko. Slováci vás budú považovať tak trochu za ,,svoju Miss“ keďže ste sa narodili v Trnave, na Slovensku... Ďakujem. Je pravda, že z Trnavy si toho veľa nepamätám. Keďže som sa na Slovensku narodila mám k nemu istý vzťah. A určite plánujem aj cesMONITOR POLONIJNY


Miss World si to v Poľsku naozaj užila N

ajkrajšou ženou sveta sa stala Češka, 18-ročná Tatjana Kuchařová. V poľskej Varšave ju 30. septembra korunovali za Miss World 2006. Historický úspech – Tatjana sa stala prvou Češkou, ktorá bude celý nasledujúci rok nosiť titul svetovej kráľovnej krásy. Úspech je o to väčší, že Tatjana zvíťazila v súťaži svetovej krásy, ktorá sa po prvý raz konala v postsocialistickej stredoeurópskej krajine a druhý raz v krajine Európy (po Londýne). Korene má na Slovensku, pretože jej biologický otec je Slovák a so starými rodičmi, ktorí žijú pri Trnave, stále udržiava kontakt. Po svojom víťazstve vo Varšave Tatjana Kuchařová odpovedala aj na otázky Monitora Polonijnego.

tu na Slovensko, keďže tam mám časť rodiny... Ako ste prežívali ten hektický mesiac v Poľsku – stále v autobusoch, so zbalenými kuframi? Pre mňa to až taký veľký stres nebol. Je pravda, že niekedy sme museli zvládať niekoľko vecí naraz a že niektoré dievčatá znášali horšie to neustále premiestňovanie sa, ale ja som medzi ne nepatrila. Mám rada cestovanie, a okrem toho – keďže robím modeling, tak som na tieto veci zvyknutá. Pobyt v Poľsku som si skutočne užila. Mali ste nejakú špeciálnu prípravu na Miss World? Nijaká zvláštna príprava, naozaj. Snažila som sa udržať v dobrej nálade. A tým, že robím PAŻDZIERNIK 2006

modeling – do toho patrí aj udržiavanie sa – svojej postavy či tváre – jednoducho, som zvyknutá starať sa o to, aby som vyzerala dobre. Pokiaľ ide o jazykovú stránku, tak si myslím, že som celkom dobre vybavená. Určite som na tom bola lepšie než mnoho iných dievčat, čo bolo tiež veľmi dôležité.

Nasledujúcich 12 mesiacov bude pre vás veľmi hektických. Čo škola? Neviem, zatiaľ som nemala čas nad tým premýšľať. Určite sa o tom poradím s rodičmi, ale ak by to čo len trochu šlo, tak by som chcela pokračovať, nechcela by som štúdium prerušiť.

Máte rada históriu, ktoré obdobie je vaše najobľúbenejšie? Obdobie Ľudovíta IV. Milujem umenie tých čias a obdivujem jeho osobnosť.

Tvrdíte, že milujete cestovanie. Ktorá oblasť je vaša najobľúbenejšia? Určite Francúzsko. Je to čarovná krajina. Na svete je však veľa krásnych miest. Napríklad Japonsko, kde som v posledných mesiacoch strávila veľa času. Naozaj sa teším, že si pozriem Ameriku, Afriku, jednoducho všetky kontinenty, naozaj, veľmi sa teším.

Povedali ste, že nemáte priateľa ani mužský ideál. Máte nejakú zlú skúsenosť? Nemám zlú skúsenosť. Ale uvedomte si, že mám 18 rokov a zatiaľ som nikoho ideálneho nestretla (úsmev)...

Finále Miss World je vždy (pre nás) v exotickej krajine. Teraz to bolo ,,u susedov“ v Poľsku. Nie je vám to trochu ľúto, že ste tú exotiku nezažili? Že ste boli skoro ako doma? Myslím si, že teraz si tej exotiky a cestovania užijem až-až. Naopak, podľa mňa to bola len výhoda. Bolo to blízko Českej republiky, takže aj spojenie s rodičmi a rodinou bolo perfektné. Ľudia ma naozaj podporovali – takže – Poľsko malo viac kladov než záporov. Mnohým Poliakom ste sa páčili viac ako ,,ich“ Poľka Marzena Cieślik... Ďakujem... PRE MONITOR POLONIJNY ZUZANA KOHÚTKOVÁ, VARŠAVA 9


WYWIAD MIESIĄCA Wraca Pani na Słowację, a ponieważ zna Pani to miejsce, więc z pewnością łatwiej jest sobie wytyczyć cele działań, które chciałaby Pani zrealizować w najbliższym czasie. Praca konsula jest dość jasno określona, to pomoc wszystkim Polakom przebywającym na Słowacji. Jak zdążyłam się zorientować podczas dwóch tygodni mojego pobytu w Bratysławie, które tu spędziłam, zanim podjęłam nowe obowiązki, trochę rzeczy się zmieniło. Powstał Szkolny Punkt Konsultacyjny, który jako szkoła polska działa przy ambasadzie pod egidą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Dzieci jest sporo i działanie szkoły jest uzasadnione. Chciałabym jednak przywrócić działanie szkółek polonijnych tam, gdzie one przestały funkcjonować. Za poprzedniej mojej kadencji ta dziedzina edukacji była na wysokim poziomie. A zatem uważa Pani, że działanie szkoły polskiej nie wyklucza działania szkółek polonijnych? W tej chwili nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego szkolnictwo polonijne w niektórych regionach podupadło. Punkt konsultacyjny w Bratysławie powstał ze względu na dzieci polskich wojskowych, którzy stacjonowali w Topolczankach. Do szkoły uczęszczają też dzieci pracowników ambasady i dzieci polonijne. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że odległość do szkoły w Bratysławie, którą muszą pokonywać dzieci polonijne z Koszyc czy innych miast Słowacji, jest duża. Dlatego sądzę, że niektóre szkółki polonijne mogłoby przygotowywać do nauki w szkole te dzieci, które ze względu na odległość, nie mogą dojeż10

Urszula Szulczyk-Śliwińska: Chciałabym

pomóc Klubowi Polskiemu w uzyskaniu siedziby

P

ani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska przyjmuje mnie w swoim gabinecie w pierwszym dniu urzędowania na stanowisku kierownika Wydziału Konsularnego w Bratysławie. Miejsce to jest jej bardzo dobrze znane, bowiem pracowała już tu w latach 1996 – 2001. Pani konsul opowiada o nowych planach w charakterystyczny dla siebie sposób, który w dwóch słowach można by okrślić: otwartość i temperament. dżać do niej co tydzień, a z nauczycielami szkoły spotykają się co jakiś czas na konsultacjach. Nie wiem, czy to, co powiem, zabrzmi dobrze czy nie, ale możemy zrobić grubą kreskę i zacząć wszystko od nowa. Nie jestem uczuciowo czy zawodowo związana ani ze szkołą, ani ze szkółkami. To są dwie rzeczy, które mogą działać obok siebie, a nie konkurować ze sobą. Czemu zamierza Pani poświęcić szczególną uwagę w najbliższym czasie? W tym miesiącu wybieram się do Liptowskiego Mikulasza, by odwiedzić konsula honorowego pana Frąckowiaka, później do Koszyc, gdzie chcę spotkać się z tamtejszą Polonią i prezesem Klubu Polskiego panem Błońskim. Nie zamierzam ingerować w działanie Klubu Polskiego, organizacja polonijna powinna żyć swoim życiem, choć, oczywiście, może liczyć na moją pomoc, wsparcie czy radę. Mój poprzednik odkrył miejsca pamięci, będę się starała je otoczyć opieką. Są to przeważnie groby polskich żołnierzy, poległych podczas I wojny światowej. Wiem, że w Nitrze są takie miejsca, którymi opiekują się członkowie Klubu Polskiego, za co im dziękuję.

Praca konsula to również opieka nad uboższymi i więźniami. W chwili obecnej mamy dwóch polskich więźniów po wyroku, a dwaj inni, którzy tu byli, zostali przeniesieni na własną prośbę do kraju. Jeśli chodzi o pomoc dla ubogich, to wraz z moją zastępczynią panią Magdą Gondar już wcześniej zrobiłyśmy listę osób najuboższych. Na terenie Słowacji jest sporo Polek - samotnych matek wychowujących dzieci. Chodzi o około czterdzieścioro dzieci. Dla nich teraz przeprowadziłyśmy akcję wyposażenia ich w przybory szkolne. Będziemy o nich pamiętać też na Boże Narodzenie. Zdajemy sobie sprawę, że losy niektórych ludzi są bardzo powikłane. Ich wdzięczność, a szczególnie wdzięczność tych najmłodszych, od których dostawałyśmy podziękowania, są czymś, co człowieka cieszy najbardziej. Za pośrednictwem Klubu Polskiego staramy się dotrzeć do rodzin potrzebujących pomocy, czasami pomagają nam w tym polscy księża. Oczywiście konsulat nie jest kasą zapomogowo-pożyczkową i nie można do nas wystąpić o pożyczkę zwrotną czy bezzwrotną. Dysponujemy jednak pewnymi środkami z budżetu państwa polskiego, które chcę mądrze rozdzielić. MONITOR POLONIJNY


A co jest niemiłego w tej pracy? Bardzo lubię pracę konsularną. Choć miałam różne możliwości wyjazdów na placówki dyplomatyczne, to wyjazd do Bratysławy do pracy konsularnej był moim świadomym wyborem. To jest praca, w której się bez przerwy coś dzieje, spoty-

ka się ciekawych ludzi. Oczywiście, że są też smutne obowiązki, kiedy nasi rodacy ulegają wypadkom, kiedy umierają na Słowacji, wtedy do obowiązków należy również lakowanie trumien.

grupa około tysiąca osób, do których będę starała się dotrzeć. Podejrzewam, że ci ludzie sami się organizują w miejscach, gdzie pracują. Na Słowacji przebywa również sporo księży polskich. Czy w jakiś sposób konsulat z nimi współpracuje? Księża są naszymi małymi konsulami i wtedy, kiedy dochodzi do jakiegoś wypadku, kiedy potrzebna jest pomoc, pomagają bezinteresownie. Nasi księża najczęściej pracują w słowackich parafiach, choć są też zakony, jak ten franciszkanów w Bratysławie, w których są prawie sami Polacy. Obecnie w Nitrze polscy księża są w trakcie budowy nowej siedziby, która powinna być oddana do użytku na jesień. Planujemy więc zorganizowanie spotkania w nowym budynku, który, być może będzie również udostępniany nitrzańskiej Polonii.

Po wejściu Polski i Słowacji do Unii Europejskiej zostały otwarte nasze rynki pracy, co spowodowało przyjazd na Słowację wielu Polaków. Czy zamierza Pani nawiązać również z nimi kontakt? Otrzymałam od mojego poprzednika całą teczkę danych, dotyczących Polaków pracujących w różnych miastach na Słowacji: w Nitrze, Bratysławie, Żylinie. To

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Klub Polski przygotowuje również imprezy o charakterze reprezentacyjnym. Czy zamierza Pani ze środków konsularnych przeznaczyć jakąś kwotę na wsparcie tej działalności kulturalno-integracyjnej? Oczywiście, że tak. Zdaję sobie sprawę, że słowacka Polonia jest specyficzna. Mieszkacie państwo blisko kraju, nie wszyscy odczuwają potrzebę jednoczenia się, tak jak to się dzieje w krajach bardziej odległych od naszej ojczyny. Dlatego cenię sobie tę pracę działaczy klubowych i, choć nie należę do osób, które chętnie biorą udział w imprezach, jestem przekonana, że i na tę działalność znajdę jakieś fundusze. To nie jest tak, że ja dostaję worek pieniędzy i dysponuję nimi, jak mi się podoba, ale mam odgórne wytyczne. Jednym z najmilszych zakresów moich obowiązków pracy konsula podczas poprzedniej kadencji była właśnie współpraca z Klubem Polskim.

Czy w chwili obecnej konsulat wprowadza jakieś nowości w załatwianiu polskich dokumentów? W tym roku, 28 sierpnia, weszła nowa ustawa paszportowa, według której każdy obywatel musi osobiście w ambasadzie złożyć wniosek o paszport. Ponieważ odległość między Bratysławą a Koszycami to prawie 500 kilometrów, a na Spiszu i Orawie mieszka wielu naszych rodaków, najprawdopodobniej raz w miesiącu, jeśli będzie taka potrzeba, będziemy urzędować w terenie. Pierwszy wyjazd jest planowany na 17 października do Liptowskiego Mikulasza, a potem raz w miesiącu będziemy urzędować albo w Preszowie, albo w Koszycach. 11


Jeszcze nie mamy do dyspozycji lokalu, więc nie mogę podać adresu. Pragnę też zwrócić uwagę na kolejną kwestię związaną z paszportami. Otóż do nowych polskich paszportów potrzebne są zupełnie inne zdjęcia niż do tej pory i niż te, które robi się do słowackich dokumentów. Każdemu zainteresowanemu wysyłamy rameczkę i opis, jak ma wyglądać zdjęcie. W Bratysławie mamy już zaprzyjaźnionego fotografa, który umie robić odpowiednie zdjęcia do polskich dokumentów.

K

ilka lat temu w wywiadzie dla „Monitora Polonijnego” znany słowacki podróżnik Boris Filan, spytany o najpiękniejszy zakątek świata, bez wahania odpowiedział: Mazury! O tym, że to miejsce jest urokliwe, mogłam się po raz kolejny przekonać podczas XIV Światowego Forum Mediów Polonijnych.

Warmia i Mazury

Czy to oznacza, że wszyscy mają obowiązek wymiany paszportów? Nie, paszporty, które były do tej pory ważne, są nadal aktualne, ale ci, którym kończy się ważność dokumentu, muszą go wyrobić już według nowych wzorów. Jakie są opłaty za nowy paszport? Wyrobienie nowego paszportu na Słowacji kosztuje około tysiąca koron. Na wniosek mojego poprzednika opłata ta została obniżona o 75 procent. Przyświeca Pani jakiś jeden duży cel, który chciałaby Pani zrealizować podczas pobytu na Słowacji? Nie chcę składać deklaracji, ale podczas szkoleń przed wyjazdem na placówkę i na specjalnych spotkaniach w Senacie natchnęła mnie myśl, że bardzo chciałabym pomóc Klubowi Polskiemu w uzyskaniu siedziby. Myślę o Bratysławie, choć wiem, że prezes klubu jest w Koszycach, a i inne oddziały klubowe też nie dysponują swoimi lokalami. Ale te mniejsze kluby regionalne jakoś sobie radzą, wynajmując pomieszczenia w domach kultury czy w innych miejscach. W Bratysławie – stolicy kraju, gdzie tej Polonii jest najwięcej, brakuje lokalu, tym bardziej, że obecnie budynek Instytutu Polskiego, z którego gościnności czasami państwo korzystali, został oddany do remontu. Mówiąc obrazowo, widzę światełko w tunelu, które pozwala mieć nadzieję, że dojdzie do tego, że słowacka Polonia osiądzie „na swoim“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 12

nie tylko dla dziennikarzy Każdego roku Światowe Forum Mediów Polonijnych, organizowane przez Małopolskie Stowarzyszenie Współpracy z Polonią, początek swój ma w Tarnowie – urokliwym mieście, gdzie na przyjazd 150 dziennikarzy polonijnych z całego świata przygotowują się bardzo starannie gospodarze miasta – bądź co bądź właśnie tu medialna „śmietanka” Polonusów za-

wsze spędza dwa dni, więc należy ich ugościć należycie! I tak się dzieje. Stąd „forumowicze” ruszają w Polskę. W tym roku wybraliśmy się na Warmię i Mazury, a po drodze odwiedziliśmy Busko Zdrój, które w tym roku świętuje 170. rocznicę lecznictwa uzdrowiskowego. W programie dla dziennikarzy wykrojono nawet czas na ekspresowe zabiegi lecznicze

MONITOR POLONIJNY


(z mrożącą krew w żyłach krioterapią, która odbywa się w komorze przy 140 stopniach poniżej zera!). Pierwszym przystankiem na Warmii i Mazurach, jakże ważnym z historycznego punktu widzenia, były pola Grunwaldu, gdzie w 1410 roku zostały pokonane wojska krzyżackie. A jakże, przed naszymi oczami również walczyli rycerze w zbrojach. W ten sposób gospodarze regionu (Agencja Turystyki i Promocji KOMTUR, która towarzyszyła nam podczas całego pobytu) przenieśli nas w czasy zamierzchłe. Wyprawy w czasie, nawiązania do wydarzeń historycznych regionu, ważnych ludzi, którzy kiedyś zamieszkiwali te obszary, stały się miłą codziennością dla uczestników Forum. Warmia i Mazury roztaczały przed nami swoje uroki: atrakcje turystyczne i kulinarne, biesiady, spotkania w plenerze i na ekskluzywnych zamkach, rejsy statkiem i żaglowcem… Jest co wspominać. Sercem regionu jest powiat giżycki, na którego obszarze leży ponad 110 jezior, w tym najbardziej znane jeziora Mamry i Niegocin. Z kolei Mikołajki są usytuowane w centrum unikatowego szlaku wodnego o długości

PAŻDZIERNIK 2006

150 km, tworzonego przez skupienie dużych, naturalnych zbiorników wodnych, połączonych licznymi kanałami i rzeczkami. Stąd wiedzie wiele szlaków turystycznych, między innymi do Reszla, gdzie znajduje się imponujący zamek. Region może pochwalić się również innymi zamkami, wspomnę chociażby ten w Olsztynie czy Ostródzie. Powroty do przeszłości wkomponowano również w wieczorne programy Forum, kiedy to biesiadowaliśmy. Wspaniałą atmosferę historii wytworzono na zamku (obecnie jest to hotel) w Rynie, gdzie organizatorzy w urokliwej scenerii, przy odpowiedniej oprawie muzycznej i w gustownych strojach historycznych „porwali” nas po raz kolejny w czasy zamierzchłe. W spacerach historycznych pomagał nam również Mikołaj Kopernik, który w tym regionie spędził wiele lat swego życia, a którego duch nadal unosi się nad tymi miejscami – chociażby we Fromborku, gdzie przed katedrą zwiedzający mogą podziwiać jego imponującej wielkości pomnik. Kompleks katedralny też zachwyca swoim urokiem. Jeśli już mowa o obiektach sakralnych, to wspomnieć należy

kościół w Świętej Lipce. Na tych, którzy pozostaną obojętni na piękno zdobień kościoła i niepowtarzalną atmosferę, wrażenie wywrze z pewnością dźwięk organów. Ba, nie tylko dźwięk, ale i całe przedstawienie, w koncercie bowiem „występują” figurki, zdobiące organy. Wspominając Mazury, Boris Filan zachwycał się możliwością połowu ryb, zbierania grzybów, polowań i wyciszenia się z dala od miejskiego zgiełku na łonie przyrody. I choć moje doświadczenia są zgoła inne, bowiem nie udało mi się złowić węgorza, nie znalazłam ani jednego grzyba, o wyciszeniu też nie mogło być mowy, bowiem Forum zgromadziło 150 dziennikarzy z całego świata, to i tak wróciłam zachwycona tym regionem, jego specyficznym urokiem, może odrobiną „czegoś” jeszcze nie odkrytego, nie poddanego obróbce, nie zagospodarowanego. To „coś” jest czarujące i warto „to” zobaczyć. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA TARNÓW, BUSKO-ZDRÓJ, GRUNWALD, STARE JABŁONKI, OLSZTYN, OSTRÓDA, FROMBORK, BARTOSZYCE, RYN, GIŻYCKO, MIKOŁAJKI, ŚWIĘTA LIPKA, RESZEL, WARSZAWA ZDJĘCIA: MARIUSZ MICHALSKI

13


SOPOT FESTIVAL 2006

Tegoroczny Sopot Festival 2006 odbył się w Operze Leśnej po raz 43. i trwał 3 dni – od 1 do 3 września. Pierwszego dnia odbył się konkurs, do którego po latach powrócono już w roku ubiegłym. Wśród polskich wykonawców m.in. zaśpiewali: Stachursky, Gosia Andrzejewicz, Mezzo/Tabb i Mietek Szcześniak, Sumptastric i The Jet Set. W tym roku postawiono na nowych nieznanych wykonawców. Wygrał Stachursky i on dostał się do konkursu międzynarodowego, w którym rywalizowało pięć zespołów zagranicznych, wśród których była brytyjska grupa MATA FIX, która zdobyła Bursztynowego Słowika. Jury – podobnie jak w ubiegłym roku – obradowało publicznie. Oprócz Bursztynowego Słowika mieliśmy też Słowika Publiczności, który przypadł Stachursky’emu (o czym zdecydowali widzowie za pomocą SMS-ów). Drugi dzień festiwalu był niezwykle atrakcyjny. Był to wieczór gwiazd. W pierwszej części wystąpiła piosenkarka brytyjska KATIE MELUA, z pochodze-

nia Gruzinka, zaś w drugiej – megagwiazda – ELTON JOHN, który przypomniał swoje największe przeboje – i te nowsze, i te sprzed lat, które lubimy, a wręcz kochamy. Trzeci dzień miał charakter wspomnieniowy. Na estradzie pojawili się Maryla RODOWICZ i zespół BUDKA SUFLERA, który otrzymał Złotego Słowika za całokształt twórczości. Przyjechali też nasi dobrzy znajomi: Helena VONDRAČKOVA, Karel GOTT, DRUPPI i Demis ROUSSOS. Tych wykonawców pamiętamy z lat 70-tych, kiedy to święcili

W

triumfy w sopockim amfiteatrze. Jaki był zatem tegoroczny SOPOT, przygotowany po raz drugi z rzędu przez komercyjną stację TVN? Na pewno dużo lepszy od ubiegłorocznego, skoncentrowanego na pojedynku dwóch polskich gwiazdeczek Mandaryny i Dody. Tegoroczny był przygotowany zdecydowanie pod kątem wymogów przekazu telewizyjnego, ale jednocześnie nie do końca skrystalizowany, jeśli chodzi o profil. Na pewno jednak był lepszą lub gorszą rozrywką dla wczasowiczów. URSZULA SZABADOS

niedzielę 10 września zmarł Lucjan Kydryński, prezenter, dziennikarz i konferansjer, który z festiwalem sopockim związany był niemalże od jego początku przez wiele lat. W latach 70-tych był zawsze szarmanckim prezenterem, nigdy nie korzystającym z kartki – miał doskonałą pamięć, znał życiorysy wszystkich wykonawców, nawet jeśli pochodzili z odległego kraju Kwitnącej Wiśni. Przez długie lata w Polskim Radiu prowadził audycję pt. „Rewia Piosenek”.

WŁODZIMIERZ BUTOWSKI - na Słowacji mieszka od kilkudziesięciu lat, a od kilku miesięcy w swoim nowym domu! „Moje młodzieńcze czasy to przede wszystkim Czesław Niemen. Szczerze mówiąc, po prostu uwielbiałem go i szalałem za nim, jak zresztą wielu moich rówieśników. W chwili obecnej nie słucham jakiejś konkretnej muzyki. Czasami słucham radia, choć muszę przyznać, że długo nie 14

potrafiłem przyzwyczaić się do muzyki słowackiej. Jest zupełnie inna niż muzyka polska. Co prawda nie posiadam nagrań polskich piosenkarzy, ale kiedykolwiek jadę do Polski z przyjemnością słucham radia i polskiej muzyki. Ze współczesnej muzyki polskiej najbardziej mi odpowiada twórczość Ryszarda Rynkowskiego i Maryli Rodowicz oraz, ogólnie mówiąc, tego typu muzyka“. MAJKA KADLEČEK


Komitet Obrony Robotników (w trzydziestolecie powstania)

We

wrześniu na Uniwersytecie Warszawskim spotkali się na dwudniowej konferencji twórcy, działacze i współpracownicy Komitetu Obrony Robotników (KOR), by z perspektywy trzydziestu lat, które upłynęły od jego powstania, nie tylko wspominać, ale także analizować i oceniać działalność tej pierwszej w PRL zorganizowanej opozycji. Uczestnicy spotkania, a także historycy oczekują, że dyskusje przebiegłe na konferencji wniosą wiele nowego do naszej dotychczasowej wiedzy o KOR-ze.

Był 24 czerwiec 1976 roku, gdy premier Piotr Jaroszewicz na posiedzeniu Sejmu przedstawił posłom projekt zmian cen żywności, projekt długo przez władze przygotowywany. Utajnione przygotowania do operacji cenowej rozpoczęto już w maju 1975 roku. Z decyzją wprowadzenia nowych cen zwlekano długo w obawie przed reakcją społeczeństwa, które żyło w przekonaniu, że przedłużanie przyjętego w 1971 roku przez ekipę Edwarda Gierka zobowiązania o zamrożeniu cen żywności stało się trwałą zdobyczą grudnia 1970 roku. Drastyczna podwyżka cen żywności podważała wyraźnie głoszoną przez ekipę rządzącą propagandę sukcesu. Tymczasem „złota era“ gospodarki Gierka się kończyła; kredyty konsumpcyjne zostały przejedzone, a kredyty inwestycyjne nie dawały oczekiwanych rezultatów. Rano 25 czerwca sklepy spożywcze w całej Polsce wywiesiły nowe cenniki, zgodnie z którymi ceny mięsa wzrastały średnio o 69 proc., słoniny, smalcu, masła i serów o 50 proc., cukru o 100 proc., drobiu i warzyw o 30 proc. Równocześnie ogłoszono przedziwną rekompensatę – najlepiej zarabiający mieli z jej tytułu otrzymywać 600 zł, a pracownicy o najniższych zarobkach – 240 zł. PAŻDZIERNIK 2006

Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Tego samego dnia, tj. w piątek 25 czerwca, strajki i nieformalne przerwy w pracy ogarnęły około 50 zakładów w 10 województwach. Szczególnie dramatyczny przebieg miały protesty w Radomiu i podwarszawskim Ursusie. W Radomiu robotnicy wyszli na ulice i z żądaniem odwołania podwyżki udali się przed gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR – gdy nic nie osiągnęli, podpalili go. W ulicach miasta między robotnikami i milicją toczyły się walki, podczas których zginęło dwu demonstrantów, a kilkuset zostało rannych. Po ich stłumieniu milicja rozpoczęła aresztowania. Podczas strajku w Ursusie robotnicy zablokowali tory kolejowe i zatrzymali pociągi, zawiadamiając w ten sposób Polskę o swym proteście. W godzinach wieczornych milicja demonstrantów rozproszyła. Do wystąpień na mniejszą skalę doszło też w Płocku. Obawiając się eskalacji robotniczych protestów,

TO WARTO WIEDZIEĆ już wieczorem 25 czerwca podwyżkę cen odwołano, ale fala strajkowa w następnych dniach ogarnęła kolejne miasta. Władza, chcąc przywrócić swój porządnie nadszarpnięty autorytet, rozpoczęła wielką kampanię propagandową, organizując dziesiątki wieców „poparcia”. Jednocześnie w Radomiu i Ursusie brano odwet na zatrzymanych, często osobach przypadkowych. Według oficjalnych danych władz PRL w Radomiu, Ursusie i Płocku zatrzymano 861 osób, z których część zwolniono, sprawy 354 osób skierowano do kolegiów, a 51 postawiono przed sądem. Dane zebrane przez opozycję mówią o ponad 2,5 tys. aresztowanych. Nastąpiły też natychmiastowe zwolnienia z pracy. Wokół uczestników czerwcowych protestów w Radomiu, Ursusie i Płocku władza chciała wytworzyć mur – określano ich jako „buntowników” i „warchołów”. „Ma być atmosfera pokazywania na nich jak na czarne owce” – mówił Edward Babiuch, członek KC PZPR. I wtedy nastąpił czas działania inteligencji. Rozpoczęło się od pisania do władz listów w obronie represjonowanych robotników, ale dojrzewał pomysł bardziej efektywnego działania. Wojciech Onyszkiewicz, wówczas 28-letni historyk, pracownik Instytutu Badań Pedagogicznych, po latach wspomina: „Mieliśmy świadomość, że żyjemy w kraju, w którym ostateczną, choć bardzo rzadko wypowiadającą się instancją, są robotnicy /.../ W 1976 roku każdy miał w głowie, że tym razem trzeba dołączyć do buntu”. Mówiąc „każdy”, 15


myślał o inteligencji z otoczenia Jana Józefa Lipskiego, historyka, krytyka literackiego, byłego żołnierza AK, pracownika Instytutu Badań Literackich. Kiedy 17 lipca 1976 roku na sali sądowej w Warszawie sądzono robotników z Ursusa, na korytarzu czekały nie tylko rodziny oskarżonych, ale także kilkunastu opozycjonistów. Byli wśród nich Jacek Kuroń (historyk), Jan Lityński (informatyk), Henryk Wujec (fizyk), Antoni Macierewicz (historyk), Piotr Naimski (biochemik) oraz wspominany już Jan Józef Lipski, który później zanotował, że tego dnia w sądzie przy ul. Leszno narodził się Komitet Obrony Robotników (KOR), choć wówczas jeszcze bez nazwy. Rodzinom oskarżonych proponowano opiekę nad dziećmi, niewielką pomoc finansową. Obrony oskarżonych podjął się mecenas Jan Olszewski. Jan Józef Lipski jako pomysłodawców Komitetu Obrony Robotników podaje Jacka Kuronia i Antoniego Macierewicza. To Jacek Kuroń ponoć powiedział: „Zamiast palić komitety, lepiej założyć własny.“ Przyszli korowcy już w lipcu ustalili, że będą jeździć i pomagać rodzinom represjonowanych, działać jawnie, podając swe nazwiska i adresy, a w swoich działaniach wykorzystywać obowiązujące w Polsce prawo i działać doraźnie. Zakładali też wówczas, że będą unikać polityki. Zaczęli zbierać pieniądze dla represjonowanych, nawiązywali kontakty z rodzinami więzionych i wyrzuconych z pracy. Oficjalnie Komitet Obrony Robotników powstał 23 września 1976 roku, a deklarację założycielską podpisało 14 osób: Jerzy Andrzejewski (literat), Stanisław Barańczak (poeta, tłumacz), Ludwik Cohn (adwokat), Jacek Kuroń (historyk), Jan Józef Lipski (historyk, krytyk literacki), Edward Lipiński 16

(ekonomista), Antoni Macierewicz (historyk), Piotr Naimski (biochemik), Antoni Pajdak (adwokat), Józef Rybicki (filolog klasyczny), Aniela Steinsbergowa (prawnik), Adam Szczypiorski (demograf), ks. Jan Zieja (kapelan wojskowy w czasie wojny bolszewickiej, kapelan Szarych Szeregów), Wojciech Ziembiński (grafik). Kilka dni później do KOR-u przystąpili: Halina Mikołajska, Mirosław Chojecki, Emil Mozgiewicz, Wacław Zawadzki, Bogdan Borusewicz, Józef Śreniowski, a w styczniu 1977 roku Anka Kowalska, Janusz Onyszkiewicz i Stefan Kaczorowski, zaś Adam Michnik, przebywający w tym czasie za granicą, zajął się propagowaniem KOR-u. W KOR-ze spotkali się ludzie w bardzo różnym wieku, ludzie o odmiennych poglądach i biografiach politycznych, co nie przeszkadzało im we wspólnym działaniu. Akcje pomocy prawnej i finansowej dla represjonowanych, początkowo podejmowane spontanicznie w opozycyjnych środowiskach inteligenckich i studenckich, przybrały formę działań zorganizowanych. Mecenasi Jan Olszewski i Władysław Siła-Nowicki jako obrońcy występowali w sądach, nie biorąc za to wynagrodzenia. Od września 1976 roku co tydzień ukazywał się „Komunikat” korowców, przekazujący dane o represjach i rozmiarach pomocy. Stałym elementem „Komunikatu” była lista nazwisk członków KOR-u z ich adresami i numerami telefonów.

Jacek Kuroń telefonicznie przekazywał paryskiej „Kulturze”, Radiu Wolna Europa i BBC treść „Komunikatów”, przepisywanych na maszynie. W ciągu pierwszego roku działalności KOR udzielił pomocy ponad 600 rodzinom, wydając na ten cel ponad 3 miliony złotych. Korowcy zwrócili się do społeczeństwa z apelem o wysyłanie do Sejmu listów z żądaniem powołania komisji nadzwyczajnej dla zbadania rozmiarów i przejawów łamania prawa. W ciągu kilku miesięcy listy takie posłało kilka tysięcy osób. Opozycjoniści starali się działać w ramach obowiązującego wówczas kodeksu karnego i konstytucji werbalnie gwarantującej prawa obywatelskie. Autorami strategii korowskiej byli przede wszystkim Jacek Kuroń i Adam Michnik. Historyk Andrzej Friszke streszcza ją w sposób następujący: „...udowadniać możliwość i skuteczność sprzeciwu; skupiać ludzi wokół drogich im spraw społecznych, zachęcać do wyrażania własnych poglądów, obrony swoich praw; uświadamiać potrzebę samoorganizacji środowisk, grup społecznych i zawodowych; pobudzać niezależne inicjatywy; nawiązywać współdziałanie między powstającymi wysepkami nonkonformistycznej aktywności; wyjaśniać cele i zakres działań opozycji możliwie największej liczbie obywateli. Wszystko to powinno prowadzić do powstawania enklaw wolnego społeczeństwa, które są niezależne od dyrektyw partii i narzucanych przez nią reguł. Enklawy te – mające własną hierarchię wartości, cele, przywódców, środki informacji – będą stopniowo się rozrastały, zmniejszając obszar życia społecznego kontrolowanego przez aparat władzy komunistycznej“. W sierpniu 1977 roku KOR przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”, który za MONITOR POLONIJNY


swe zasadnicze cele uznał: walkę z represjami z powodów politycznych, światopoglądowych i wyznaniowych, pomoc ludziom z tych powodów prześladowanym, dążenie do instytucjonalnego zabezpieczenia praw i wolności obywatelskich, popieranie wszelkich inicjatyw zmierzających do realizacji praw człowieka i obywatela. Od lata 1977 roku działała korowska Niezależna Oficyna Wydawnicza „Nowa”, kierowana przez Mirosława Chojeckiego, która do lata 1980 roku wydała około 60 książek. Wydawała ona także pisma, takie jak wspomniany już „Komunikat” czy „Biuletyn Informacyjny”, „Robotnik”, „Głos”, „Krytyka”, „Placówka”. Szczególne znaczenie miał inicjujący ruch samoobrony i samoorganizacji robotniczej „Robotnik”, który w 1979 roku osiągnął 20 000 nakładu. To KOR inicjował powstawanie np. Komitetów Założycielskich Wolnych Związków Zawodowych, Uniwersytetu Latającego przekształconego później w Towarzystwo Kursów Naukowych czy Komitetów Samoobrony Chłopskiej. Władze pozornie ignorowały istnienie KOR, nie ignorowały korowców natomiast służby bezpieczeństwa; nie tylko ich inwigilowały, ale postarały się o zwolnienia z pracy, dotkliwe pobicia, częste rewizje w mieszkaniach i areszty, np. Mirosław Chojecki obliczył, że był aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa 44 razy. Ale korowcy nie dali się zastraszyć. Brali aktywny udział w strajkach 1980 roku i współorganizowali „Solidarność”. KSS „KOR” rozwiązał się 23 września 1981 roku na pierwszym zjeździe NSSZ „Solidarność”. Wielu korowców znalazło się we władzach „Solidarności” lub pełniło role jej ekspertów. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ PAŻDZIERNIK 2006

Wiesława Myśliwskiego

Traktat

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

o łuskaniu fasoli W

iesław Myśliwski nie często obdarza na nową książką. Mówi o sobie, że jest „pisarzem od czasu do czasu”, że nie ma „w sobie tej profesjonalnej namiętności pisania, która /.../ decyduje o zawodowstwie”. Pisanie nowej książki zaczyna po latach wewnętrznej bezczynności, której potrzebuje, jak wyznaje: „by zebrał się we mnie znów jakiś zasób doświadczeń, przemyśleń, który wart byłby opisania /.../ do świata, który chciałbym opisać, docieram w wielkim trudzie, przez mozolną selekcję zdarzeń, postaci, nawet poszczególnych zdań”. 17


Owa pozorna bezczynność autora Nagiego sadu (1967 r.), Pałacu (1970 r.), Kamienia na kamieniu (1984 r.), Widnokręgu (1996 rok), pierwszego laureata literackiej Nagrody „Nike” (1997 r. za Widnokrąg) owocuje zawsze dziełem znaczącym w literaturze polskiej. Nie inaczej stało się w przypadku ostatniej powieści Wiesława Myśliwskiego, która ukazała się w maju tego roku, wydana przez krakowski „Znak”. Traktat o łuskaniu fasoli, bo taki nosi tytuł, nie zawiódł wiernych autorowi czytelników. I w tej powieści autor pozostaje wierny swemu głębokiemu zakotwiczeniu w przeszłości, która, jak deklarował kiedyś na łamach dwutygodnika literackiego „Sycyna”, jest jego jedynym trwałym gruntem. „Gdybym nie miał przeszłości, tej nawet zmitologizowanej, czułbym się bezdomny” – pisał wówczas. I gdyby nie pamięć o minionym życiu takim bezdomnym czułby się z całą pewnością stary człowiek doglądający kolonii domków letniskowych, pilnujący tam porządku i opiekujący się dwoma psami. Do tego samotnika, byłego elektryka, teraz człowieka wyciszonego przez starość, któregoś jesiennego wieczoru trafia spóźniony letnik, który chce kupić fasolę. Staruszek proponuje mu łuskanie strąków fasoli. Przy tym łuskaniu płynie jego opowieść o życiu. Noc jest długa, słuchacz jest jed18

nym z tych dziś nielicznych, którzy słuchać chcą. I tak płynie opowieść o polskim jednostkowym losie człowieka urodzonego na wsi nad rzeką Rutką, który jako jedyny przeżył pacyfikację, ale wskutek traumatycznych przeżyć stracił mowę. Znaleziony przez partyzantów, przyłączył się do ich oddziału. Po wojnie się włóczył, potem trafił do szkoły prowadzonej przez wojskowych, uczył się zawodu – chciał być spawaczem, ale został elektrykiem. Pracował przy elektryfikacji wsi i na wielkich budowach. W orkiestrze szkolnej uczył się gry na saksofonie, który go oczarował. Ucząc się grać, odzyskiwał mowę. Saksofon odegrał w jego życiu ogromną rolę, podobnie jak kapelusz. Oba przedmioty były w sferze jego marzeń, ale stały się rzeczywistością. Nasz elektryk, teraz już saksofonista, wyjechał za granicę, gdzie w nocnych lokalach grał do tańca. Po latach powrócił do kraju schorowany i postanowił odwiedzić rodzinne strony. W miejscu, gdzie znajdowała się jego rodzinna wieś nad Rutką, powstał zalew. Został tu jednak; nie tylko dogląda osiedla domków letniskowych, ale co pewien czas odmalowuje rdzewiejące tabliczki na zapomnianych, rozrzuconych w lesie grobach mieszkańców wsi, którzy zginęli ponad pół wieku temu podczas wojennej rzezi, tak przedłużając pamięć o nich.

Traktat o łuskaniu fasoli nie obfituje w niezwykłe historie czy przygody. Tak jak w nie nie obfituje zwyczajne ludzkie życie; życie, w którym jest miejsce na marzenia i pasje, na miłość i samotność, na beznadziejność i radość, na zadowolenie i gorycz. W tle tej niezwykłej opowieści jest pierwsza i druga wojna światowa, ale także PRL i czas teraźniejszy, ale przede wszystkim to opowieść o losie człowieczym i, na jego przykładzie, losie pojedynczego człowieka, Myśliwski, jak zwierza się w wywiadzie udzielonym „Polityce”, stara się „dokonać naturalnie jakiejś cząstkowej rekapitulacji tego strasznego XX wieku, który, jak wynikało z marzeń i nadziei pokoleń poprzedniego, XIX w., miał rozwiązać większość udręk ludzkości. Tymczasem to, co się stało, zaprzeczało wszelkim marzeniom i nadziejom, a konsekwencje tego strasznego wieku będziemy jeszcze długo odczuwać”. By zaraz dodać: „Nie była to, ma się rozumieć, moja jedyna i nie najważniejsza intencja. Ale ponieważ w moim przekonaniu każdy los jest zdeterminowany społecznie, nie mogłem usytuować bohatera w jakiejś wyabstrahowanej przestrzeni i w nieokreślonym czasie”. Czytelnika, dla którego Wiesław Myśliwski nie jest autorem nieznanym, nie muszę zachęcać do przeczytania Traktatu o łuskaniu fasoli – prędzej czy później sięgnie po tę powieść, natomiast tym, którzy dotąd nie mieli radości z obcowania z dziełami tego autora, gorąco polecam książkę niezrównanego mistrza narracji, książkę niezwykle ważną i mądrą. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ MONITOR POLONIJNY


Czego chcą polskie feministki (?) N

O

ie, nie będzie tu rozważań na temat KIENKO praw kobiet, dyskryminacji słabej płci JĘZYKOW i jej wykorzystywania przez płeć brzydką. Będzie o pewnej tendencji językowej, obserwowanej przeze mnie od dłuższego czasu. Otóż coraz częściej słyszę i widzę w polskich mediach (które, chcąc nie chcąc, są dla ogółu wzorem językowym) żeńskie formy nazw różnych prestiżowych zawodów. Mieszkającym na Słowacji Polakom formy typu profesorka, doktorka, docentka osłuchały się już do tego stopnia, że nie rzadko przenoszą je do rodzimego języka. Te formy są zgodne ze słowacką normą słowotwórczą, ale polszczyźnie są, a może były (?), do tej pory obce. Ponoć emancypacja kobiet przyczyniła się do tego, że Polki jeszcze w XX w. były wręcz dumne, kiedy nazywano je formami męskimi, np. kierowca, dyrektor, kierownik. Zrównywały one obie płci i brzmiały dostojnie. O tym, czy chodzi o mężczyznę czy kobietę, decydowała (czas przeszły?) odmiana, a właściwie jej brak w przypadku form żeńskich, np. o (pani) kierownik, z (panią) kierownik, dla (pani) kierownik… Współczesne polskie feministki nawołują (o czym przez przypadek doczytałam się na stronach internetowych) do zmian w polszczyźnie. Nie chcą już być nazywane po męsku, chcą podkreślić swoją żeńskość również w nazwach wykonywanych zawodów. I w tym tkwi problem. Do tej pory żeńskie nazwy zawodów funkcjonowały w przypadku, gdy wykonywaPAŻDZIERNIK 2006

E

ły je głównie kobiety, np. sekretarka, asystentka, tancerka, fryzjerka. Ale nazwać poważną panią docent „docentką” zakrawało na lekceważący stosunek do osoby (tu kobiety), ew. dowcip. Do dziś pamiętam, kiedy to nasi koledzy ze studiów – przyszli lekarze (płci oczywiście męskiej), chcąc nas trochę upokorzyć, nazywali nas „filolożkami”. A dziś? Otóż we współczesnej prasie (wcale nie tej podrzędnej, bulwarowej) udało mi się znaleźć formy reżyserka, filozofka, a w telewizji usłyszałam teolożka. I właśnie ta ostatnia forma stała się inspiracją do zajęcia się problemem. Co to się porobiło? Norma się jednak nie zmieniła (przynajmniej na razie!), a to znaczy, że te ostatnie formy są zgodne z systemem języka polskiego, ale niezgodne z jego normą. Owszem, można ich używać w języku nieoficjalnym, ale w oficjalnym to błąd. Przynajmniej na razie. Często przyczyną niemożności utworzenia żeńskiej formy zawodu są przeszkody formalne. Wiele z takich potencjalnych nazw zostało już wykorzystanych do nazwania, ale nie kobiet, np. „szoferka” to kabina szofera, „kolejarka” to czapka kolejarza, zaś „konduktorka” to torba konduktora. Z kolei takie formy, jak „prezydentowa” – nazwa prezyden-

ta-kobiety, „sędzina” – często tak się mówi o sędzi-kobiecie, ze względu na funkcję dodawanych przyrostków -owa i ina, które to tworzą nazwy żon, również są nieprzydatne do nazwania kobiet wykonujących funkcje prezydenta czy sędziego. Z kolei w tworzeniu innych form żeńskich przeszkodą mogą być czynniki fonetyczno-morfologiczne. Trudno bowiem urabiać nazwę żeńską od zawodu, którego nazwa kończy się grupą spółgłoskową, np. architekt – architektka (?), adiunkt – adiunktka (?). Znów zgodne to z systemem, ale kto to wymówi? A jak tworzyć żeńskie odpowiedniki męskich nazw zawodowych, kończących się na –owiec, np. sportowiec? Formalnie powinna to być sportówka (!), a jest? Nie! Ponieważ w tym przypadku nazwa żeńska wydaje się niezbędna, utworzono ją, korzystając trochę z angielskiego, trochę z polskiego i wyszła… sportsmenka. Nielogiczne to, jak się bliżej przyjrzymy (kto powiedział, że język musi być logiczny!), ale się przyjęło. Co zatem robić? Tworzyć nazwy żeńskie czy nie? Odpowiedź przyjdzie z czasem. A na razie w języku oficjalnym do nazwania prestiżowych zawodów i tytułów kobiet używajmy nadal form męskich (oczywiście jeśli ich żeńskie odpowiedniki nie są zwyczajowo przyjęte), ale nie odmieniajmy ich. W języku potocznym możemy natomiast eksperymentować, jednak z umiarem. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Czytelnicy OCENIAJĄ Som Slovenka, ale pravidelná predplatiteľka a hlavne čitateľka MP. Jeho čítaním si udržiavam kontakt s poľským jazykom a hlavne získavam prehľad o udalostiach v Poľsku a predovšetkým na Slovensku, spojených s Poloniou. Podľa môjho zlozvyku čítať časopisy odzadu postupujem aj pri MP. Veľmi rada čítam rubriku Piekarnik - recept prichádza nebadane so sprievodným slovom o aktuálnom ročnom období. Majka Kadleček ho píše tak sugestívne, že sa rýchlo dostanem do nálady, ktorú vytvára text. Mám chuť zavolať Majke a vytrhnúť ju z nostalgie alebo ma nakazí hravosťou či veselými spomienkami. Majka, z toho by mohla byť „slušná“ kniha rozprávaní o poľskej sezónnej kuchyni! S dcérkou prejdeme Międzi nami dzieciakami. Nikdy nevynechám Polska oczami słowackich dziennikarzy - som zvedavá, čo upútalo na Poliakoch či Poľsku iných Slovákov, čím sa líšia moje postrehy od pozorných novinárskych. Keď sa k MP vrátim, idem pekne od začiatku, úvodník nevynímajúc. Nasledujú ostatné rubriky, praktické Ogłoszenia - Informujemy-Polecamy. Mám rada ankety aj informácie o akciách v regionálnych kluboch, plánovaných akciách.... Aspoň takto sa na nich „zúčastním“, keď nie vždy mi čas dovolí osobne. Mám radosť, že MP sa stále vyvíja, že ma vždy v ňom čaká niečo nové a zaujímavé. A nielen mňa, ale aj mojich blízkych - manžela a dcérku. Redakcii želám veľa tvorivých síl a energie na zvládnutie náročnej práce pre úžitok nás - všetkých čitateľov. ELENA GLEBOVÁ 20

• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • Telewizja Słowacka w Koszycach rokrocznie przedstawia program poświęcony mniejszościom narodowym, m.in. Polakom żyjącym na Słowacji. W dniu 17 października o godz. 16.30 na drugim programie /STV 2/ w ramach „Magazynu Polskiego” dowiecie się Państwo o imprezach przygotowanych przez Stowarzyszenie Polaków i ich przyjaciół na Słowacji. Będą również informacje z różnych dziedzin życia naszych rodaków. Powtórzenie programu - 18 października o godz. 9.40. U. SZABADOS • K O N D O L E N C J E • Teresce Lukačovej wyrazy głębokiego współczucia w związku ze śmiercią męża składają przyjaciele z Klubu Polskiego

SALES SPECIALIST FOR POLAND Popis pracovnej pozície: Sales Specialist for Poland by mal disponovať základnými obchodníckymi vlastnosťami, ktoré mu pomôžu vedieť identifikovať obchodné príležitosti pri kľúčových zákazníkoch, komunikovanie s nimi a tým k smerovaniu a k zvyšovaniu obratu IBM. Sales Specialist for Poland je zodpovedný za výnos, zlepšenie úrovne a vyhľadávanie príležitosti, získanie nových oprávnení v rámci rôznych krajín a Poľska. Je zodpovedný za uzatváranie obchodov a zároveň pôsobenie na zákaznickú spokojnosť s ponukami IBM. Sales Specialist for Poland pracuje samostatne a pod vedením „team leadra“ alebo viac skúseného „Sales Specialistu“, ktorý mu poskytuje príležitostnú asistenciu. Očakáva sa od neho navrhovanie konečných riešení a vyjadrení k predaju softwaru. Má prezentovať a vyzdvihovať kvalitu výrobkov IBM a tým zvyšovať predajnosť a dobré meno IBM na trhu. Požiadavky na zamestnanca: • vysokoškolské vzdelanie • prehľad v IT oblasti • výhodou je prax na obchodníckych pozíciách • plynulá znalosť poľského jazyka a aktívna znalosť anglického Zamestnanecké výhody: • práca v silnej medzinárodnej spoločnosti • možnosť kariérneho a osobnostného rastu • možnosť kvalitného rozširovania praxe v žiadanej profesií • 3 dni dovolenky v roku navyše po vyčerpaní zákonom stanovenej sadzby • notebook na súkromné účely • voyager na športové a kultúrne aktivity • možnosť vybrať si e-learningový kurz z reálnych 3000 kurzov • široký sociálny program • stravné lístky , z ktorých 20,- Sk hradí zamestnávateľ • rôzne zľavy (napr, vo Food Courte v Polus City Center) • bezplatné zdravotné vyšetrenie STAŇTE SA SÚČASŤOU SPOLOČNOSTI, KTORÁ SA VO VÝZNAMNEJ MIERE PODIEĽA NA PÍSANÍ HISTÓRIE IT! KONTAKTNÉ ÚDAJE: Manpower Professional, Kolárska 6, 811 06 Bratislava, Slovenská republika T: +421 2 5710 6905, F: +421 2 5710 6910, M: +421 905 20 30 40, recruitment@manpower.sk, www.manpower.sk MONITOR POLONIJNY


I N S T Y T U T P O L S K I W B R AT Y S Ł AW I E P R O G R A M – W R Z E S I E Ń 11.-18. októbra - Klub A4, Nám. SNP Bratislava Medzinárodný literárny festival Ars Poetica 2006 (www.arspoetica.sk) 13.10. – 16.00 - Klub A4 - projekcie dokumentárnych filmov : Antikvariát, rež. Maciej Cuske /2005/, Krystyna Miłobędzka – wszystko jest dziecko, rež. Ewa Pytková, /1996/, Czesława Miłosza historia literatury polskiej XX wieku, rež. Ewa Pytková, /1999/ 13.10. -17.00 - Kino Mladosť - projekcia filmovej adaptácii románu Czesława Miłosza Dolina Issy /1982/ v réžii Tadeusza Konwického 13.10 – 19.00 - Klub A4 – večer poézie poľských a vyšehradských autorov s účasťou Dareka Foksa, Marcina Barana, Agnieszky Wolny-Hamkałovej a Bohdana Zaduru. 13.10.- 21.00 - Klub A4 - vystúpenie spacejazzovej skupiny Matplaneta (www.matplaneta.com) 14.10.- 21.30 - Klub A4 vystúpenie jazzovej hudobnej formácie Pink Freud (www.pinkfreud.art.pl) 13. – 15. októbra - Bratislava, SPŠ Dopravná, Kvačalova 20 Festival slovanskej mytológie, scifi a fantasy - SlavCon 2006. S účasťou poľského spisovateľa Andrzeja Pilipiuka (www.pilipiuk.valkiria.net) Hlavný organizátor: Občianske združenie Spoločnosť Tolkiena (www.slavcon.tolkien.sk) 17. – 21. októbra kino Mladosť, Bratislava VIII. Medzinárodný festival animovaných filmov pre deti Bienále animácie Bratislava BaB (www.bab-slovakia.sk ) Prezentácia varšavského Štúdia filmovej grafiky s účasťou jeho riaditeľa

PAŻDZIERNIK 2006

Leszka Marka Gałysza 18. októbra - 19.00 hod. – Nitra, Synagóga Koncert dueta AWAO (Aleksander Wilgos a Andrzej Olewiński) v rámci XXIV. Medzinárodného gitarového festivalu Cithara Aediculae /16.21.10.2001. Hlavný organizátor: nitrianska agentúra Originál 20 - 22. októbra – Svidník, Dom kultúry III. Festival vojnového filmu pri príležitosti Dňa Dukly a výročia dukelských bojov. Prehliadka poľských filmov Hlavný organizátor: Občianske združenie HISTORI 22. októbra - 18.00 hod, Bratislava, Estrádna sála PKO: Anna Maria Jopek Trio & Mino Cinelu v rámci Bratislavských jazzových dni /20 -22. 10.2006/ ( www.bjd.sk ) Hlavný organizátor: Agentúra RockPop 30. októbra – 20.00 hod.- Bratislava, Klub Za zrkadlom, DK Zrkadlový haj Jazzový koncert The Colors: Ścierański - Wertico v zložení: Krzysztof Ścierański - basgitara, Paul Wertico - bicie, spev, Bernard Maseli - vibrafon, Marek Raduli - gitara (www.topguitar.pl/news/170) V spolupráci s Klubom Za zrkadlom - DK Zrkadlový haj Október – Bratislava Oficiálne vyhlásenie súťaže na najlepší preklad poľskej literatúry

ODPORÚČAME / INFORMUJEME: 1.- 29. októbra - Bratislava, priestor záhradnej vily na Lazaretskej 9 Medzinárodný projekt Crazycurators Biennale s účasťou kurátora Łukasza Gorczycu a umelca Igora Przybylského Hlavný organizátor Galéria Space 29.09. - 25.10. 2006 - Bratislava, dvorana MK Medzinárodná výstava Bridge:ing. Symbols and art s účasťou poľských umelcov Karoliny Kowalskej a Janka Simona

UPOZORNENIE! Poľský inštitút v Bratislave informuje všetkých priaznivcov poľskej kultúry a záujemcov o informácie o Poľsku, že z dôvodu rozsiahlej rekonštrukcie svojho sídla na Nám. SNP 27, od októbra 2006 bude presťahovaný na prechodnú adresu Nám. SNP 13, / čitáreň, knižnica, kurzy poľ. jazyka - blok B - 3 posch.; kancelárie - blok A - 5 posch./, na ktorej po dobu opravy objektu bude pôsobiť. Priame čísla telefónov: sekretariát 02/20655513, 02/ 20655518; program 02/20655512, 02/20655510; čitáreň 02/2065394. Pôvodne čísla telefónov budú presmerovane. Číslo poštovej schránky a mailove adresy zostanú nezmenené.

21


Keď sa nám Poľsko podobá – aj páči

Do

Malopoľského vojvodstva nás spoločne s manželom fotografom pozvali na tri dni z Departmentu promoji, turystyky i wspolpracy miedzynarodowej v Krakove v rámci projektu Malopolska in Focus. Manželovou úlohou bolo urobiť a odovzdať aspoň 30 dobrých snímok, ktoré sa neskôr použijú pri propagácii regiónu, mojou zasa priniesť si domov novinárske zážitky.

Musím sa čestne priznať, že vo svojich 35 rokoch života som sa toto leto v auguste v Poľsku ocitla po prvýkrát. Netušila som, ako sa zmení krajina po prekročení hraníc Trstená/Chyžné, ani či budem rozumieť jazyku. Poľsko som mala, pravdu povediac, v mysli zakódované ako krajinu, kam chodia našinci na lacné nákupy. A keďže pracujem ako zdravotnícka novinárka, vedela som, že sa tu nachádzajú unikátne soľné bane, ktoré blahodarne pôsobia na pacientov s dýchacími a alergickými ochoreniami. Uháňali sme v aute z Oravy smerom na Krakov a ráz krajiny sa veľmi mierne menil. Cesty sú v Poľsku rovnako mizerné ako u nás, samá záplata a rekonštrukcia. Potešilo ma, že relatívne dobre rozumiem jazyku. Náš sprievodca Maciej s nami hovoril po poľsky, my s ním v našej reči. Vyvolávalo to vo mne pocit akejsi slovanskej spolupatričnosti. Historické centrum Krakova je nádherné, trávili sme tam každý večer. Holuby, kone s kočmi a kaviarničky s atmosférou, to je to, čo mi utkvelo v pamäti, ak nemám citovať bedekre historických pamiatok. Do polnoci sme sa túlali po židovskej štvrti Kazimiercz, zo statívu snímali na dlhý čas tých, čo holdujú nočnému životu. 22

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

Bianka Stuppacherová-Popovičová autorka pracuje v denníku Pravda Fascinujúca bola najstaršia poľská soľná jaskyňa v Bochni. Tu, 250 metrov pod zemou, sú nádherne zdobené kaplnky, obrovská telocvičňa, sanatórium s 300 posteľami! Tri hodiny sme sa presúvali z jednej soľnej komory do druhej, kúsok nás odviezol vláčik, ďalších 142 metrov zasa vlastné zadky na dlhej drevenej šmykľavke. Sama som alergička, a tak viem oceniť mikroklímu, kde sa v ovzduší nachádza sedemnásobne viac jódu ako počas búrky nad morom. Hapčí! Tam sa chcem raz vrátiť! Fotografovali sme aj v krakovskom Muzeu lotnictwa.

Pobavilo nás, keď sme sa dozvedeli, že pôjde o lietadlá, očakávali sme totiž lode. Tá poľština sa mi teda podobá (páči)! Po skončení oficiálneho programu sme sa s manželom rozhodli, že si cestu predĺžime ešte o víkend a prespíme v Zakopanom. To, čo sme tam zažili, malo zakončiť náš pobyt u severných susedov neveľmi príjemnou bodkou. Ani jediný z „tiežpodnikateľov“, ktorí stáli pri ceste s tabuľkami ponúkajúcimi izby, nás nechcel ubytovať na jednu noc. Bola už tma, pršalo a bolo jasné, že v tú noc k nim ďalší hostia neprídu. Im sa jednoducho neoplatilo prezliekať po nás na druhý deň periny. Zaklincoval to majiteľ jedného penziónu, ktorý nám na slušnú prosbu o nocľah odpovedal, že on Slovákov nikdy neubytúva, pretože sme vraj národ s nepublikovateľným prívlastkom. V tú noc sme sa znechutení vrátili do oravských končín a prespali v Trstenej. Po tých troch nádherne strávených dňoch som odrazu mala pocit, že všetci Poliaci nás nenávidia. Na druhý deň mal byť v Zakopanom trh. Vyberme sa tam, opravíme si určite mienku, prehováral ma manžel. Poznáte to, jediný zážitok vo vás dokáže pokaziť dojem z celej krajiny. A my sme sa nechceli dať znechutiť. Dobre sme urobili! Tie farebné trhy, usmievaví ,,oštiepkári“ a drevené tatranské stavby nás presvedčili, že Poľsko sa nám podobá. Aj tam žijú rôzni ľudia. Ako všade na svete. MONITOR POLONIJNY


J

ak Wam minął pierwszy miesiąc szkoły? Mówi się, że „pierwsze koty za płoty”, więc jeśli już przytrafiły się wam złe oceny, trzeba szybko o nich zapomnieć i obudzić się z wakacyjnego snu! Wiem, że początek roku bywa ciężki. Czasami zmieniają się nauczyciele, dochodzą nowi uczniowie i przedmioty lekcyjne. Z upływem czasu na pewno przyzwyczaicie się do zmian. Ale co zrobić, gdy z początkowego wrześniowego entuzjazmu zostały już tylko wspomnienia? Bo jak długo można cieszyć się z tego, że widzi się kolegów z klasy? Przecież nie samą szkołą człowiek żyje!

PAŻDZIERNIK 2006

A zwłaszcza młody. Chyba już najwyższy czas, by rozejrzeć się i znaleźć sobie jakieś zajęcia pozalekcyjne albo kurs. Najpowszechniejszymi są prawdopodobnie kursy języków obcych. Większość z Was uczęszcza na angielski albo niemiecki. To standardowe języki. Może w tym roku zaskoczycie wszystkich i zdecydujcie się na kurs języka chińskiego czy fińskiego! Albo zapiszcie się na kurs malowania na szkle czy zdobienia pierników. Niech źródłem waszej inspiracji będą nazwy kółek zainteresowań w polskich szkołach. Nawet ja jestem ciekawa, co kryje się za niektórymi ich nazwami!

• Drużyna ruchu drogowego • Siatkówka chłopców • Koszykówka dziewcząt • Kółko biblijne • Gimnastyka korekcyjna • Kółko biblioteczne • Zespół wokalny • Zajęcia wyrównawcze • Kółko języka angielskiego • Kółko polonistyczne • Kółko przedmiotów ścisłych • Kółko matematyczne • Kółko ortograficzne – rozrywki umysłowe • Klub Europejski • Koło dziennikarskie • Kółko taneczne • Kółko recytatorskie

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK


Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że październik stał się jakiś nijaki. Od kiedy? Czasy się zmieniły, a huczne kiedyś obchody rocznicy rewolucji październikowej (świętowane zresztą w listopadzie) stały się niemodne albo, jak mówi się współcześnie – nie są „trendy”. Celowo użyłam tu słowo „trendy”, ponieważ za moich czasów, gdy mieszkałam jeszcze w Polsce (zaledwie 10 lat temu!), „trendy” w ogóle nie istniało! Dzięki niemu jednak trochę ożywię nijaki październik wstawką językową... Wracając do poprzedniego wątku, w którym twierdzę, że październik jest nijaki, chciałabym podać kilka potwierdzających tę tezę przykładów, np. październikowe warunki pogodowe. Do lata jest jeszcze strasznie daleko, a pożądana prawdziwa jesień jeszcze się nie zaczęła. Do końca roku szkolnego, a przynajmniej semestru, też pozostaje wiele czasu. Również do śniegu, Bożego Narodzenia i noworocznych postanowień. Na szczęście nie trzeba się jeszcze stresować i obiecywać sobie, że w nowym roku na pewno się schudnie... Ani wbijać się na siłę w narciarski kombinezon.

Co więc nam pozostaje? Możemy bezkarnie jeść i budować sobie małą warstwę tłuszczowo-ochronną przed listopadowymi szarugami! ZATEM DO DZIEŁA! Niestety, jak wspominałam, nijakość października odnosi się również do jego nazwy. Kto wie, jakie jest pochodzenie nazwy miesiąca. Mnie osobiście, ale nie jestem językoznawcą, kojarzy się ona wyłącznie z płytą paździerzową... Byłam więc ogromnie zaskoczona, gdy usłyszałam nazwę słowackiej potrawy - październiaki. Są to pieczone placuszki ziemniaczane ze skwarkami. Niesamowite, ale wszystko pasuje! Przecież październik to właśnie miesiąc jesiennych wykopów ziemniaków, więc październiaki w październiku - jak znalazł! P.S. Może słowacka nazwa potrawy jest związana zupełnie z czymś innym niż z pierwszym miesiącem jesieni? Nie będę się nad tym zastanawiać. Mnie to połączenie nazwy miesiąca i potrawy całkiem, całkiem się podoba. A Państwu?

PAŹDZIERNIAKI CIASTO ZIEMNIACZANE: gotowane ziemniaki, mąka krupczatka, jajko, sól Poszczególne składniki połączyć, wyrobić z nich ciasto i rozwałkować. Skwarki zmielić i posmarować nimi powstały placek, a następnie zwinąć go jak roladę i pokroić w poprzek na kawałki długości ok. 2 cm. Brzegi kawałków zlepić. Każdy kawałek rozwałkować oddzielnie, aby powstały małe placki. Upiec w piekarniku. MAJKA KADLEČEK

ZA MIESIĄC: GĘSI I KACZKI – APOLITYCZNE PRZEPISY

Monitor Polonijny 2006/10  
Monitor Polonijny 2006/10  
Advertisement