Issuu on Google+


J

ak co roku, z okazji Zielonych Świątek i Dnia Dziecka, spotkali się w plenerze członkowie i ich dzieci z trzech oddziałów Klubu Polskiego na Środkowym Poważu. Bardzo miła, rodzinna atmosfera zacieśniła więzi miedzy rodakami i wytworzyła nowe przyjaźnie między dziećmi.

Tradycyjne spotkanie polonijne na Środkowym Poważu W dniach 3-4 czerwca w pięknej scenerii Gór Strażowskich, w ośrodku rekreacyjnym „Podskalie” gościliśmy członków Klubu Polskiego z Bratysławy, Nitry oraz Martina razem z ich dziećmi. Miłym akcentem było przybycie na spotkanie pani wicekonsul Magdaleny Gondar oraz wiceprezes Klubu pani Elżbiety T. Dutkovej. Zabrzmiało „Sto lat” dla naszego jubilata inż. Franciszka Toboły z Nowej Dubnicy. Przy ognisku pani wicekonsul rozdała dzieciom paczki ze słodyczami. Potem z apetytem zjedliśmy kiełbaski. Bardzo smaczna była też zielonoświątkowa jajecznica, którą tradycyjnie jada się w tym dniu na Śląsku Cieszyńskim. Deszcz wcale nie przeszkadzał konikom, które, dzięki dyrektorowi Domu Opieki Socjalnej panu Martausowi, były do dyspozycji naszych dzieci.

Ze względu na niesprzyjającą pogodę kontynuowaliśmy program spotkania pod strzechą naszej chaty. Śpiewaniu pieśni polskich nie było końca, a rej wiodły panie Dutková i Straková. Rozmowy na tematy polonijne i klubowe były prowadzone również następnego dnia po śniadaniu. Były też możliwości pójścia na mszę św. i wycieczki po okolicy. Uczestnicy ocenili imprezę jako bardzo udaną i pożyteczną. Wydziałowi Konsularnemu Ambasady RP w Bratysławie, a szczególnie panu radcy Wojciechowi Bilińskiemu dziękujemy serdecznie za okazaną pomoc, bez której realizacja naszego spotkania byłaby niemożliwa. Dziękujemy też wszystkim za udział w spotkaniu i już się cieszymy na kolejne. ZBIGNIEW PODLEŚNY Dubnica nad Wagiem FOTO: MARIOLA PERUŃSKÁ I ELŻBIETA DUTKOVÁ

MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

OD REDAKCJI Kiedy sięgam pamięcią do czasów dzieciństwa i przypominam sobie wakacje spędzane nad Bałtykiem, odczuwam pewną nostalgię. Szum morza, droga przez wydmy, specyficzny zapach wilgotnego powietrza i masła kakaowego, którym obowiązkowo wszyscy się smarowali przed opalaniem. W oddali słychać było dźwięki „Lata z radiem“ i głos sprzedawcy bułek-jagodzianek i lodów bambino. Woda w Bałtyku wcale nie wydawała mi się zimna, potrafiłam się w niej pluskać godzinami. A jaką frajdę sprawiały mi skoki przez fale! Kiedy wiał wiatr, chowaliśmy się przed nim za parawanami albo zajmowaliśmy miejsca w wiklinowych koszach. To były wakacje! Czasami widywaliśmy turystów z południa, którzy przyjeżdżali nad Bałtyk samochodami marki Škoda. I wtedy myślałam sobie, jak to dobrze, że mieszkam w kraju, który ma dostęp do morza, dzięki czemu nie trzeba było nigdzie podróżować (choć podróż z Wrocławia nad Bałtyk też była sporą wyprawą). Dziś chętnie podróżujemy w różne zakątki świata, ale uważam, iż atmosfera nad polskim morzem jest niepowtarzalna. Nigdzie tak nie smakują ryby ze smażalni i nigdzie nie znalazłam tylu bursztynów, które wyrzuca na brzeg morze podczas sztormu. W wakacyjnym numerze „Monitora“ staraliśmy się, choćby częściowo, uchwycić to, co jest specyficzne dla nas Polaków i naszych przyjaciół Słowaków („Czym się różnimy?“). Przygotowaliśmy też artykuły, które nazwaliśmy „turystycznymi“, choć nie są one przewodnikami po zabytkach („Turystycznym krokiem“). Z sentymentem przypominamy wspaniałą gwiazdę polskiego kina i kabaretu Irenę Kwiatkowską („Wywiad miesiąca“). Nie zabrakło też stałych pozycji o muzyce, książkach, historii, języku polskim, dyplomacji i wielu innych. A zatem życzymy miłej lektury i udanego odpoczynku czy to nad Bałtykiem, czy w jakimkolwiek innym miejscu. Wesołych wakacji! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Podróże ANKIETA: Jak często wyjeżdżamy do Polski? Turystycznym krokiem OPOWIADANIE Waniliowe i czekoladowe SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Polacy na słowackim rynku pracy Z KRAJU Moja tożsamość Polskie produkty na półkach sklepowych Taka piękna katastrofa... Kazimierz Górski DYPLOMACJA I NIE TYLKO Jak zwykle przed wakacjami Czym się różnimy WYWIAD MIESIĄCA Irena Kwiatkowska: „Aktorstwo jest sztuką pokorną“ Z NASZEGO PODWÓRKA MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Jacek Stachursky NASŁUCHUJEMY KINO-OKO TO WARTO WIEDZIEĆ Zbigniew Brzeziński BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI 20 nominacji OKIENKO JĘZYKOWE Wakacyjne potyczki z polską ortografią POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Udział Słowaków w powstaniu warszawskim Na rozstaju dróg Polonia na Słowacji – raport z badań socjologicznych CZYTELNICY OCENIAJĄ OGŁOSZENIA POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Poľsko mojimi očami MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Wakacyjne negliże i prodiże

4 4 4 7 7 8 8 9 10 10 12 14 14 16 18 24 25 25 26 28 29 30 32 34 36 37 38 39 40

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Majka Kadleček, Katarzyna KosiniakKamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o r e k , I z a b e l a W ó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska• GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 14 2 515 • R E G I S T R A Č N É Č Í S LO : 119 3 / 9 5 • R e d a k c i a s i v y h r a d z u j e p r á vo n a re d a k č n é s p r a c ova n i e a ko a j vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

3


N

awet sobie może nie zdajemy sprawy z tego, jak nam jest dobrze! Otóż, mimo że mieszkamy za granicą, do ojczyzny mamy tak blisko, że możemy sobie pozwolić na zaplanowanie podróży kiedykolwiek bądź na wyjazd nieplanowany kiedykolwiek i dokądkolwiek chcemy. Żadnych wiz, żadnych zezwoleń, żadnych zaproszeń. Ot co, tylko (a może aż?) należy znaleźć odpowiedni środek lokomocji, kilka (może kilkanaście?) godzin i już siedzimy w pokoju gościnnym u cioci Zosi czy wujka Kazka. Czy to nie cudowne?

Podróże

Inaczej to wygląda w przypadku Polaków mieszkających w odleglejszych zakątkach świata, których los rzucił daleko od ojczyzny. Podczas spotkań z polskimi dziennikarzami mieszkającymi za granicą przekonałam się, że niektórzy z nich nie byli w Polsce nawet kilka lat. Nie potrafiłabym sobie tego wyobrazić! A jednak. Grzegorz Heromiński z Nowego Jorku do Polski przyjechał po raz pierwszy po 10 latach pobytu w Stanach Zjednoczonych. Obecnie, po 15 latach spędzonych za granicą, do Polski udało mu się dotrzeć po raz piąty. Barbara Kukulska z Republiki Południowej Afryki do ojczyzny stara się przyjeżdżać co roku. Jej problem to brak bezpośredniego połączenia lotniczego z Polską – najpierw musi więc dotrzeć do którejś z ważniejszych stolic któregoś z krajów europejskich – jej droga do kraju prowadzi najczęściej przez Zurych, Frankfurt, Paryż lub Londyn. Lot z Australii do Europy trwa od 10 do 11 godzin, a bilet kosztuje około 3,5 tysiąca złotych. Anna Zymon-Stankiewicz ze Szwajcarii odwiedza kraj ojczysty raz do roku. Musi przebyć odległość około 1500 km. Najczęściej podróżuje samolotem, tanimi liniami lotniczymi z Włoch. Cena biletu w jedną stronę wynosi 100 euro (autobusem jest drożej). Janusz Szlechta, który od 10 lat mieszka w Nowym Jorku, do Polski przyjeżdża raz do roku na miesiąc. Koszt jego podróży w sezonie letnim to ok. 1060 dolarów. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 4

Jak często wyjeżdżamy

do Polski?

A

A

zy zdajemy sobie sprawę NKIET z tego, że do Polski mamy tak blisko? O to, jak często jeżdżą nasi rodacy do kraju, zapytaliśmy kilku naszych czytelników. Oto ich wypowiedzi:

C

Edyta Balážová z Galanty „Mieszkam w Galancie od 1990r. Mam tu męża i dwóch synów. Na początku małżeństwa jeździłam z mężem do Polski bardzo często, nawet co miesiąc, choćby na kilka dni. Nie przeszkadzała mi ani odległość (800 km), ani tych kilkanaście godzin spędzonych w pociągu w drodze na Lubelszczyznę. Potem przyszło na świat pierwsze dziecko, niedługo i drugie, mąż zmienił pracę

i pochłonęły nas obowiązki dnia codziennego. Teraz do Polski jeździmy raz do roku samochodem, za to na dłużej. Dzieci uwielbiają pobyty u babci., Mam nadzieję,

Turystycznym krokiem I

wreszcie mamy lato. Każdy z utęsknieniem czeka n a o k r e s u r l o p o w y, b y m ó c o d p o c z ą ć . D l a niektór ych jest to jednak czas wzmożonej pracy. W ramach naszego cyklu, w któr ym przedstawiamy Polaków mieszkających na Słowacji i wykonujących różne zawody, tym razem temat „tur ystyczny”, czyli prezentacja Polaków prowadzących biura podróży w trzech różnych miastach na Słowacji.

Własne biuro JADWIGA VARGOVÁ Z ŻYLINY prowadzi własne biuro podróży „Jadwiga“. Organizuje wyjazdy autokarowe do różnych krajów Europy, wycieczki krajoznawcze do Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Francji, krajów Beneluksu. Jej klientami są MONITOR POLONIJNY


że wkrótce, choćby ze względu na nie, ponownie będziemy mogli częściej odwiedzać rodzinne strony”.

jduję czas na wyjazd w rodzinne strony. Może kiedyś nadejdzie taki okres w moim życiu, gdy czas i obowiązki pozwolą na częstsze wyjazdy?”

Zdzisław Jakubiec z okolic Trnawy

Teresa Lukáčová z Bratysławy „Jestem mieszkanką Bratysławy od 25 lat. Przez pierwsze 10 lat jeździłam do domu przynajmniej dwa razy do roku. Obecnie jeżdżę raz w roku, raz za dwa lata. Nawet w czasie urlopu nie zawsze zna-

„Jestem na Słowacji już przeszło 20 lat. Pochodzę z woj. podkarpackiego. Przez pierwsze 15 lat jeździłem do Polski 4-5 razy w roku. Miałem pracę, podróż była tańsza, więc nie było problemu. Potem jednak straciłem pracę i tak się składa, że nie odwiedziłem rodzinnego kraju już jakieś 5-6 lat. Wybieram się tam w te wakacje. Mam nadzieję, że tym razem się uda”.

Słowacy, ale i Polacy z przygranicznych regionów. Kilka razy w roku, głównie dla młodzieży szkolnej, przygotowuje wycieczki do Krakowa, Częstochowy, Oświęcimia, Wieliczki, czasami do Warszawy. Dla najmłodszych organizuje wyjazdy do BielskaBiałej, gdzie w wytwórni filmów rysunkowych dzieci dowiadują się, jak powstawały słynne kreskówki o Bolku i Lolku. PAWEŁ JURKIEWICZ Z PIESZCZAN sprzedaje wycieczki do wszystkich zakątków świata, również do krajów egzotycznych. Jego specjalnością jest organizacja pobytów w uzdrowisku w Pieszczanach. Tu najczęściej za pośrednictwem jego firmy goszczą turyści z Polski i Czech. Często też dzięki niemu Pieszczany są bazą noclegową dla podróżujących z Polski nad Adriatyk. W branży pracuje wraz z żoną od sześciu LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

Choć do domu mamy blisko, jak widać z powyższej ankiety, wiele różnych czynników wpływa na częstotliwość naszych wyjazdów do Polski. Są to przede wszystkim: czas, finanse i obowiązki. Na niektóre z nich można wpłynąć, inne trudno zmienić.

Oto moje rady: Finanse – podróż wyjdzie taniej, jeśli pojedziemy z przesiadkami, pieszo przekraczając granicę. Taniej (nawet o 40%) wychodzi również zakupienie powrotnego biletu. Co więcej, przez ubiegłe lata kursował bardzo tani autobus na linii Warszawa – Bratysława (przez Katowice, Cieszyn i Żylinę).

lat. Jego biuro nosi nazwę „SunTour”. BEATA WOJNAROWSKA Z BRATYSŁAWY od 17 lat prowadzi własną firmę „GT-Express”. Zajmuje się głównie organizacją pobytów polskich wycieczek na Słowacji oraz kolonii. W tym roku podpisała umowę z „Orbisem” i jest jego przedstawicielem na Słowacji.

Doświadczenie Każdy z moich rozmówców zyskał doświadczenia w Polsce. Jadwiga Vargová pracowała w krakowskim oddziale PTTK. Od 1968 roku mieszka na Słowacji, a w 1975 roku podjęła wraz z mężem pracę w ČEDOK-u jako przewodnik. Najlepiej jej się współpracuje ze swoimi rówieśnikami, z którymi zetknęła się służbowo już wcześniej i na któ-

Czas – nie zawsze trzeba czekać na „odpowiednią” chwilę – na urlop, na tydzień lub miesiąc przerwy. Nawet kilka dni pobytu w ojczyźnie potrafi zmienić samopoczucie i uciszyć tęsknotę. Na przykład mój mąż w czerwcowy weekend pojechał do Krakowa. Z tego, co wiem, nie żałował! Obowiązki – na te trudno coś poradzić. Może warto zdać sobie sprawę z tego, że każdy z nas nosi w sobie kawałek ojczyzny. Może, starając się przebywać w towarzystwie ludzi z rodzinnego kraju, można byłoby i tu odnaleźć kawałek Polski? ANDREA CUPAŁ-BARICOVÁ

rych można polegać. „To stara szkoła, ale niezawodna. Młodzi podchodzą do pracy bardziej frywolnie, czasami ze zobowiązań się nie wywiązują“ – ocenia. Paweł Jurkiewicz pracował przez półtora roku w Warszawie w firmie LOT Airtours. Po przyjeździe na Słowację, 16 lat temu zajął się handlem, dopiero później wpadł na pomysł otwarcia własnego biura podróży. „To biuro to jakby protest przeciw jakości biur słowackich, których usługi mi nie odpowiadały“ – wyjaśnia. „Uważam, że bez względu na to, czy klient kupuje wycieczkę za 10 tysięcy czy za 200 tysięcy koron, należy mu zaoferować usługi na jak najwyższym poziomie“. 5


Beata Wojnarowska mieszka w Bratysławie od 22 lat. Przez wiele lat współpracowała z polskim biurem podróży, które prowadzi jej mama. Jej praca polegała głównie na pilotażu wycieczek do Grecji. Po kilku latach nieustannych podróży zdecydowała, że zdobyte doświadczenie wykorzysta we własnej firmie. „Pół miesiąca spędzałam za granicą, a po przyjeździe do Bratysławy musiałam nadganiać wszystkie zaległości. To było szalone tempo, trudno było zadbać odpowiednio o rodzinę“ – wspomina. Na szczęście mogła liczyć na pomoc życzliwych sąsiadów, którzy podczas jej nieobecności opiekowali się jej synkiem.

Między Polską a Słowacją Moi rozmówcy współpracują zarówno ze Słowakami, jak i z Polakami. Jak postrzegają polskich turystów? Jadwiga Vargová ocenia polskich klientów jako bardziej wymagających pod względem informacji. „Więcej rzeczy ich ciekawi, co może wynikać z licznych powiązań historycznych Polski na przestrzeni dziejów. By móc ich oprowadzać po różnych zabytkach, należy się odpowiednio przygotować, bowiem z ust Polaków częściej padają szczegółowe pytania “ – ocenia moja rozmówczyni. Podczas wyjazdów, niestety, i Polacy, i Słowacy bywają konfliktowi. „Jednego dnia idą na kolanach do Fatimy, a następnego się kłócą“ – opisuje Vargová. Paweł Jurkiewicz twierdzi, że Polacy są hojni, w restauracjach dają napiwki, wynajmują droższe hotele, ale często ich zachowanie jest kłopotliwe. „Polski turysta to wypisz wymaluj jakby Pan Wołodyjowski z szabelką po boku, dobrze wygląda, wydaje niemałe pieniądze, ale jak go coś wyprowadzi z równowagi, szabelką walczy“ – mówi. Często spotyka się na Słowacji z negatywną oceną Polaków. Według niego tu wciąż pokutuje 6

myślenie o Polakach jako o handlarzach czy przemytnikach. „Brakuje pozytywnej promocji Polski“ – jednoznacznie ocenia mój rozmówca. Jurkiewicz zwraca również uwagę na lekkomyślność polskich turystów, którzy często zapominają o ubezpieczeniu zdrowotnym. „Byłem świadkiem wielu wypadków naszych rodaków i, niestety, często rodziny ofiar musiały płacić spore pieniądze za lekkomyślność członków rodziny“ – wyjaśnia. Beata Wojnarowska ocenia polskich klientów z jednej strony jako wymagających i walczących o swoje prawa, z drugiej strony jako szczodrych i z gestem. „W Polsce każdy, kto pracuje w branży, wie, że aby pozyskać klienta, musi czasami coś dorzucić gratis, a więc jeśli coś takiego się zdarzy również na Słowacji, polscy klienci potrafią być wdzięczni i sypną groszem“ – opisuje. „Często turyści są tak zrelaksowani, nierzadko za sprawą alkoholu, że mam wrażenie, jakbym się opiekowała grupą młodzieży, która opuściła mury szkolne i jest z dala od swoich rodziców“ – dodaje. Wojnarowska wie, że Polacy lubią i potrafią się bawić, dlatego oprócz informacji o zabytkach musi zawsze wiedzieć, gdzie w pobliżu zakwaterowania znajdują się nocne lokale, by jej goście mogli potańczyć. I, jak twierdzi, nie ma tu znaczenia, czy są to studenci, czy emeryci. „Niedawno na prośbę pielgrzymów załatwiałam, by specjalnie dla nich lokal nocny był otwarty do rana!“ – wspomina. Paweł Jurkiewicz stara się wyjść na przeciw wszystkim oczekiwaniom swoich klientów, ale nie o wszystkim decyduje sam, bowiem współpracuje z innymi biurami. „Niektórzy jeszcze nie zrozumieli, że klientowi należy zapewnić odpowiednie warunki podczas wypoczynku, a jeśli coś zawodzi – przeprosić i zaoferować coś w za-

mian, by klienta nie stracić, ale zatrzymać“ – opisuje. Beata nie raz musiała zakasać rękawy przed przyjazdem grup z Polski, kiedy to do ostatniej chwili słowaccy współpracownicy nie byli odpowiednio przygotowani na przyjazd gości. „Od rana czekałam w pewnym ośrodku wypoczynkowym na autokar z moimi klientami i trochę się zniecierpliwiłam, kiedy zobaczyłam, że w pokojach panuje rozgardiasz“ – opisuje. „Po mojej interwencji pracownicy ośrodka uspokajali mnie, że wszystko zdążą przygotować na czas, ale, niestety, godzinę przed przyjazdem turystów sama przewlekałam pościele, by się potem nie wstydzić“.

Uśmiech, wytrzymałość i silne zdrowie Moi rozmówcy twierdzą, że trudno utrzymać się z pracy w dziedzinie turystyki. Jadwiga Vargová zajmuje się więc również tłumaczeniami, Paweł Jurkiewicz handlem oraz sprzedażą biletów lotniczych i biletów na imprezy sportowe i kulturalne. Beata Wojnarowska przez jakiś czas zajmowała się również handlem, obecnie postawiła na rozwój biura turystycznego. Kiedy nie obsługuje własnych klientów, oprowadza po Bratysławie innych, których goszczą pozostałe biura podróży. W sezonie pracują czasami od świtu do nocy. Wiedzą, że muszą być mili i uśmiechnięci. „Przecież klienci jadą na odpoczynek, więc trzeba im zapewnić odpowiednie warunki“ – mówi Vargová. „W tej branży trzeba być przede wszystkim wytrzymałym“ – ocenia Jurkiewicz, a Wojnarowska dodaje, że potrzebne też jest silne zdrowie i umiejętność pertraktowania, by pogodzić czasami zwaśnione strony. Twierdzi ponadto, że zajmując się turystyką trzeba po prostu lubić ludzi i być komunikatywnym. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Waniliowe

OPOWIADANIEE

i czekoladowe

Telefon dzwoni i dzwoni. Piąty, dziesiąty raz. Wytrwały jak maratończyk. Dlaczego jeszcze nie zlikwidował sobie telefonu stacjonarnego? Archaiczny, taki jak on sam. Trzeba do niego biegać. Powoli składa gazetę. I tak w niej nic nie było. Same bzdety o polityce i nekrologi. Cholerny telefon… Musi przejść pięć kroków. Dla

S Ł O W A C K I E

rozwiedzionego faceta po czterdziestce to już wysiłek. Na razie mentalny, ale za kilka lat i fizyczny. Nic mu się nie chce. Dzwonił Marek. Też sobie musiał przypomnieć. W taki upał. – Wstawaj draniu, kiedy ostatnio byłeś na lodach? Musisz przyjść. Czekam koło budki. Kurczę, dlaczego nie da mi świętego spokoju? Czego tak naprawdę Marek chce od niego? Lody? Mógł lepiej wpaść do niego z zimnym piwkiem, a nie wyciągać go z domu. No dobra, jeśli muszę, to idę na te lody. Ale co to za pomysł? Chodniki rozgrzały swą szarość do białości. Przynajmniej te lody są zimne. Już jest koło budki. Marek stoi z jakąś blondynką. Przecież ona wygląda jak…

W Y D A R Z E N I A

I

Mieszkając od kilku czy kilkudziesięciu lat na Słowacji, musieli Państwo pożegnać się na zawsze z pewnymi smakami. Bo niektórych rzeczy na Słowacji po prostu nie ma. Jakiś czas temu, choć nie tak całkiem dawno, w rubryce „Piekarnik” pisałam o trudnościach ze zdobyciem botwinki. Wiem z doświadczenia, że bywa to trudne. W chwili obecnej, pozwolicie Państwo, że się tak troszeczkę pochwalę, mam na własność mały skrawek naszej planety. Kilka metrów przeciętnie urodzajnej gleby w konfiguracji z przyjaznym klimatem Słowacji południowej, a botwinka rośnie aż... radość patrzeć. Z dnia na dzień, prawie z godziny na godzinę buraczki mężnieją. Jest tylko jeden problem. Jak wiadomo, rodziny się nie wybiera. Ta moja gardzi (!) świeżutką botwinką i zupką z niej. Cóż mi więc zostaje – niebo gwiaździste nade mną, a garnek pełen botwinki przede mną. Teraz zrobię przerwę i możecie mi Państwo chwilę pozazdrościć. LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

P O L S K I E

Marta? Nie Marta? Marta. Ona! Minęli się w życiu. Nie widział jej 20 lat, a może więcej… Kiedy po raz ostatni? Na jej czy na jego ślubie? Stracił z nią kontakt. Ani śladu. Zniknęła z jego życia. A teraz jest tu. Realna, na wyciągnięcie ręki. Kurczę, dlaczego nie przebrał się przed wyjściem? – Wiesz, tam jest zimno – tłumaczy. Marta przyjechała z Norwegi, a dokładniej mówiąc – wróciła. – I takich lodów, jak tu, tam nie ma. Dwadzieścia lat mi ich brakowało. Będzie zapraszać ją na nie codziennie. Waniliowe i czekoladowe. Takie lubiła najbardziej. Nigdy o tym nie zapomniał. AGATA SASKA

S P O S T R Z E Ż E N I A

Rozumiem doskonale. Ale przejdźmy do sedna sprawy. Niestety, botwinka zasmakowała też kretowi. Być może na takiego nie wygląda, ale to śliski typ z fałszywym, niby bezbronnym spojrzeniem. Tak naprawdę to z niego kawał drania. Obżera, co się da, a ja z nim walczę. Przyznaję, naprawdę tępię małego krecika, który w kreskówkach dla dzieci tak uroczo mówi „joj”. I teraz nadchodzi ten najważniejszy moment. Proszę zauważyć kontekst międzynarodowy: ja, Polka na słowackiej ziemi, osiadłej w większości przez mniejszość węgierską, bronię botwinki na polską zupę przed sztandarowym bohaterem czeskich bajek. Czyż to nie jest działanie w ramach Grupy Wyszehradzkiej? Działanie, które być może zasłużyłoby na małe dofinansowanie z adekwatnej instytucji? Obiecuję, że wykorzystam je rzetelnie, tylko i wyłącznie na własne przyjemności. A tego kreta, z dofinansowanaiem czy bez, to jeszcze pogonię! MAJKA KADLEČEK 7


Polacy na słowackim rynku pracy Tygodnik Polityka z 17 czerwca b.r. poinformował, że w Wielkiej Brytanii pracuje już milion naszych rodaków, zaś 300 tys. w Irlandii. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej głównie młodzi ludzie ruszyli gremialnie na zachód Europy w poszukiwaniu zatrudnienia i lepszych zarobków. Nie wszyscy jednak, z różnych względów, zdecydowali się na daleki wyjazd. Systematycznie zwiększa się liczba Polaków legalnie pracujących w Czechach i na Słowacji. Dziennik Rzeczpospolita z 20 czerwca b.r. w artykule „Praca u sąsiada“ ocenia, że w Czechach pracuje obecnie ponad 13 tys. Polaków, zaś na Słowacji ponad 1,5 tys. Według słowackiego Głównego Urzędu Pracy, Spraw Socjalnych i Rodziny pod koniec 2004 r. na terytorium Słowacji było zatrudnionych 1697 pracowników

Prezydent LECH KACZYŃSKI 10 lipca przyjął dymisję rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Rezygnacja szefa rządu oznacza dymisję całego gabinetu. Dymisję Marcinkiewicza poprzedzały kontrowersje wokół jego osoby spowodowane m.in. spotkaniem premiera z szefem opozycji Donaldem Tuskiem. JAROSŁAW KACZYŃSKI – brat prezydenta dnia 10 lipca objął stanowisko szefa rządu. Prezydent wręczył mu akt desygnowania na premiera, tym samym powierzając mu misję 8

Po

wejściu do Unii Europejskiej wzrasta liczba Polaków legalnie pracujących na Słowacji. Od końca 2004 r. do końca 2005 r. zatrudnienie naszych obywateli wzrosło z 224 do 974 osób. z EOG (Europejski Obszar Gospodarczy), w tym 1691 z 24 krajów Unii Europejskiej; 6 z trzech państw EFTA (Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu) i 6 Norwegów. Najliczniej reprezentowani byli Czesi – 512 (32, 2 %), następnie Niemcy – 232 (13, 7%), Polacy (13,2%), Francuzi – 166 (9,8%), Brytyjczycy – 127 (7,5%), Austriacy – 110 (6,5%). Pracowało też po jednym obywatelu Cypru, Estonii, Finlandii, Litwy i Portugalii. Nie był zatrudniony żaden Łotysz ani Maltańczyk. W ciągu roku liczba zatrudnionych obywateli EOG wzrosła do 6915, czyli o około 80 %. Najwięcej było ponownie Czechów – 3155 (45,6%), ale już na drugim miejscu byli Polacy – 974 (14,1%), następnie Francuzi – 928 (13,4%),

tworzenia rządu. "Praca nowego gabinetu będzie koncentrowała się na wszystkim, co zmierza do naprawy Rzeczypospolitej" - zadeklarował Jarosław Kaczyński. Teraz - zgodnie z konstytucją - Jarosław Kaczyński musi zaproponować skład Rady Ministrów. W myśl konstytucji, prezydent powołuje nowego premiera i ministrów w ciągu 14 dni od przyjęcia dymisji poprzedniego rządu. BYŁY PREMIER Kazimierz Marcinkiewicz 23 czerwca zdecydował o dymisji wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej w związku z wystąpieniem przez rzecznika interesu publicznego o jej lustrację.

Niemcy 592 (8,6%). Na Słowacji pracowali już wszyscy przedstawiciele państw UE. Interesujące są dane statystyczne w podziałach na różne kategorie w odniesieniu do naszych obywateli. Spośród 974 Polaków pracujących w Republice Słowackiej: • 81,2% stanowili mężczyźni, a 18,8% - kobiety • 56,1% na podstawie umowy o pracę, pozostali na zasadach oddelegowania • 61% mieściło się w kategorii wiekowej od 25 do 39 lat • 35,2% było zatrudnionych długoterminowo (powyżej 12 miesięcy) • 23,2% posiadało wykształcenie wyższe, zaś 40,7 % – średnie z maturą • 34,3% mężczyzn było zatrudnionych w branży produkcji samochodów, 31,6% w budownictwie • 25,7% kobiet pracowało w pro-

Następcą Gilowskiej stał się dotychczasowy doradca premiera Paweł Wojciechowski. Marcinkiewicz określił Gilowską jako najlepszego ministra rządu i najbliższego współpracownika. STAŁAM SIĘ przedmiotem szantażu lustracyjnego – powiedziała Zyta Gilowska po swoim odwołaniu. Gilowskiej zarzucono, iż złożyła fałszywe oświadczenie lustracyjne. „Ktoś mnie wrobił” – powiedziała Gilowska. Według jej opinii był to mąż koleżanki ze Świdnika, były oficer SB. Według ustaleń PAP mąż przyjaciółki Gilowskiej Witold W. rzekomo został w 2005 skazany w tajnym procesie przez Sąd

Rejonowy w Lublinie za wynoszenie tajnych akt z tamtejszego Urzędu Ochrony Państwa. POLICJA ZATRZYMAŁA trzech projektantów hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich, pod gruzami której 28 stycznia zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. Dwóm zatrzymanym prokuratura zarzuciła umyślne spowodowanie katastrofy budowlanej, której skutkiem była śmierć wielu osób i straty materialne szacowane na 22 mln zł. Trzeciemu mężczyźnie, który zaakceptował pełen uchybień projekt, postawiono zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy. JeMONITOR POLONIJNY


dukcji innych środków transportu, zaś 15% w hotelarstwie i gastronomii. Jak więc widać, dynamika wzrostu zatrudnienia Polaków na Słowacji jest duża i wykazuje tendencję zwyżkową. Byłoby dobrze, gdyby Monitor Polonijny docierał również i do tych Polaków. Należy się cieszyć, że granice już nie są przeszkodą w dziedzinie zatrudnienia. W oczekiwaniu na dalsze rzesze rodaków znajdujących pracę na Słowacji Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie przestrzega ewentualnych kandydatów do pracy przed nieuczciwymi pośrednikami, apeluje o szczegółowe zapoznanie się z treściami umów oraz przypomina, że wyjeżdżając z Polski należy zaopatrzyć się w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, którą można uzyskać w oddziałach Narodowego Funduszu Zdrowia (info: www.nfz.gov.pl/ekuz). WOJCIECH BILIŃSKI, KONSUL RP den z zatrzymanych nie miał uprawnień do projektowania konstrukcji budowlanych. POSEŁ PIS Jacek Kurski poinformował opinię publiczną i prokuraturę o rzekomo przestępczym finansowaniu kampanii prezydenckiej Donalda Tuska przez PZU. Kurski oskarżył sztab wyborczy PO, syna Andrzeja Olechowskiego oraz PZU o celowe doprowadzenie do sytuacji, w której sztab wyborczy mógł za bezcen pozyskać miejsce na billboardach. Chodzi rzekomo o kilkanaście milionów złotych. W związku z „aferą billboardową” Tusk oświadczył, iż „wydatki Platformy Obywatelskiej są przejrzyste do bóLIPIEC - SIERPIEŃ 2006

Moja tożsamość Stało się. Wyjazd za granicę. Emigracja. Nie za pracą, ale z miłości. I nic już nie było takie jak przedtem. Nowy kraj, nowy język. Emigracja to skok do nieznanej, głębokiej wody. Nie każdy kończy się szczęśliwie. Mój kręgosłup został cały. Przeżyję to. Wyjechałam i zmieniłam wszystko. Nie tylko adres zamieszkania i numer kierunkowy telefonu. Mam nowe nazwisko, stan cywilny, zawód i status społeczny. Co zostało z polskiego życia? Co mogło zostać? Prawie nic. Żyję wśród obcych ludzi, którzy mówią obcym językiem. Językiem, w którym już śnię swoje sny... Inna kuchnia, inne zwyczaje, nawet krajobraz jest inny. A ja mam nowe marzenia dotyczące nowego życia. Kim jestem? Dokument w torebce. Dowód, który oficjalnie potwierdzi moją tożsamość. Częściej wyciągam „kartę cudzoziemca ”niż polski paszport.

lu”. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnego nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Donalda Tuska. W CAŁEJ POLSCE odbywały się marsze, demonstracje i pikiety przeciwko wicepremierowi i ministrowi edukacji Romanowi Giertychowi. W Katowicach, Toruniu, w Warszawie i innych miastach demonstrowali studenci nauczyciele. Demonstracje trwały kilka tygodni. Manifestanci argumentowali, że Roman Giertych chce wprowadzić w szkołach karność i rygor, a także odebrać uczniom swobodę demonstrowania swoich poglądów. Ich zdaniem, ma to

Nowa tożsamość. Nowy numer PESEL w nowym kraju. Co raz lepiej znam nowy język. Wydaje mi się, że już nie można nauczyć się go lepiej. Sny. Najczęściej w języku słowackim. Czasami łatwiej jest mi wyrazić myśli w nim, niż w języku polskim. Gdy jestem w Polsce, zdarza mi się, że się wstydzę „swojego polskiego”. Czy to znaczy, że moja tożsamość jest inna? Że jestem bardziej Słowaczką niż Polką? Czy sprawność językowa przypisuje mi nową tożsamość? Żyję w społeczności słowackiej. Na co dzień mówię przeważnie po słowacku. Bo taki jest mój kontekst życiowy. Ale czy język, w którym mówię, określa, kim jestem? Na pierwszy rzut oka nie różnię się niczym. Kolor skóry ten sam, rysy klasyczne, żadna egzotyka. Nie afiszuje się swoją polskością. Kiedy liczę – liczę po słowacku, kiedy chcę coś wyrazić – brakuje mi polskiej dosadności. Modlę się – tylko po polsku. I tylko w swoim wnętrzu. Taka jest właśnie moja tożsamość. MAJKA KADLEČEK Tylko polska.

służyć wymuszaniu pokory w społeczeństwie. Protest około 100 uczniów warszawskich szkół w połowie czerwca przed Ministerstwem Edukacji Narodowej zakończył się zatrzymaniem przez policję prawie 20 gimnazjalistów i licealistów. EDYTA GÓRNIAK przy nagrywaniu swojej nowej płyty współpracuje ze słynnym amerykańskim wokalistą, kompozytorem i producentem R. Kellym. Nieoficjalnie wiadomo, że w czasie wiosennego pobytu w Chicago piosenkarka spotkała się z ludźmi z managementu R. Kelly'ego, urodzonego w tym mieście. Edyta Górniak zrezygnowała z klubo-

wego repertuaru i oświadczyła, że prawie wszystkie piosenki, które znajdą się na jej nowej płycie, pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. PRZYRODNI BRAT byłego premiera Leszka Millera Sławomir M. trafił do aresztu. Prokuratura podejrzewa, że oszukał mafię paliwową na milion złotych. Powołując się na znajomości w SLD, obiecywał baronom paliwowym załatwienie różnych spraw. W zamian żądał łapówek. Pieniądze wpływały na jego prywatne konto oraz na konto partii. Leszek Miller twierdzi, że „nic go z przyrodnim bratem nie łączy”. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 9


Od

Polskie produkty

9 czerwca emocjonujemy się XVIII piłkarskimi mistrzostwami świata, rozgrywanymi w Niemczech, i już od tego dnia przeżywamy losy naszej drużyny. Nasza reprezentacja rozegrała trzy mecze, zgodnie z najczęściej powtarzanymi prognozami nie wyszła z grupy i 21 czerwca wróciła do Polski. Ale zacznijmy od początku.

na półkach sklepowych Latem wszyscy chcemy być piękniejsi. Niestety, to, co otrzymaliśmy od przyrody, różne rozmiary, kolory i kształty, trzeba pielęgnować i upiększać. Najlepiej sprawdzonym produktem, do którego mamy zaufanie. Wiele z Polek mieszkających na Słowacji wykorzystuje swój pobyt w Polsce by zaopatrzyć się w tradycyjne, markowe polskie kosmetyki. W chwili obecnej, spacerując po słowackich sklepach, możemy przeżyć miłą niespodziankę, ponieważ coraz częściej w handlu słowackim są dostępne polskie kosmetyki i artykuły drogeryjne. Dla osób, które są przywiązane do ich jakości, to bardzo dobra wiadomość. Trzeba powiedzieć sobie wprost – wiele z polskich kosmetyków jest naprawdę dobrych. Szkoda, że tylko nieliczne marki znalazły sobie już stałe miejsce w słowackiej sieci handlowej. Do tych, które na pewno znajdziemy na słowackich półkach sklepowych, należą m.in. artykuły higieniczne i opatrunkowe „Bella”, kosmetyki „Oceanic” oraz „Bell”. Te ostatnie możemy bez problemu kupić w co najmniej dwóch miejscach w centrum Bratysławy. Pozostałe wyroby, takich firm jak „Delia”, „Irena Eris”, „Global Cosmed”, można zakupić albo w większych supermarketach, albo w drogeriach. Niektóre są do kupienia tylko w poszczególnych regionach, np. kosmetyki „Ziaja” widziane były w Koszycach. Dlatego, miłe Panie i Panowie, gdy tylko nadarzy się okazja, bądźmy piękni i zadbani, używając polskich kosmetyków. MAJKA KADLEČEK 10

Taka piękna

Ostatnie tygodnie przed Mundialem nie były dla piłkarzy i kibiców najłatwiejsze. Na naszą kadrę piłkarską spadło kilka ciosów. Tragicznym wydarzeniem była śmierć trenera Kazimierza Górskiego, który zmarł w nocy 23 maja br. Naszej 23-osobowej reprezentacji towarzyszyło 18 członków sztabu trenersko-medycznego, 8 sponsorów i... 18 przedstawicieli Polskiego Związku Piłki Nożnej! W drużynie dokonano również zmiany. Po wykryciu u Damiana Gorawskiego poważnych problemów z sercem i wycofaniu go ze składu na jego miejsce powołano Bartosza Bosackiego. Jak jednak okazało się po badaniach przeprowadzonych w klinice w Bonn, Damian Gorawski jest zdrowy i nic mu nie dolega! Trudno w tej sytuacji zrozumieć podstawy decyzji lekarzy i trenera o wycofaniu go z rozgrywek. Czy rację mają ci, którzy od dnia ogłoszenia składu kadry doszukują się w decyzji selekcjonera gry układów i nacisku agentów piłkarskich, dążących do promocji swoich klientów? To, że futbol to przede wszystkim biznes, wiedzą nawet chłopcy kopiący piłkę na szkolnym boisku. Prawdopodobnie niebawem wyjaśni się to i owo. Jednak dla kibiców najważniejsze są rozgrywki i emocje.

katastrofa... Na przedmundialowym zgrupowaniu w Szwajcarii reprezentacja ćwiczyła dynamikę gry i szybkość oraz zgranie zespołu i taktykę. Rozegrano też mecz towarzyski. Nasi rozgromili 10:0... IV-ligową drużynę amatorską. Niestety, po powrocie do kraju, 30 maja w na Stadionie Śląskim w Chorzowie reprezentacja rozegrała mecz sparingowy, na którym się nie popisała. Wyraźnie słabo grający Polacy ulegli rywalom 2:1. Jedyną bramkę dla nas zdobył w 90. minucie Jeleń. Ośmieszył się bramkarz „nr 2” – Kuszczak, wpuszczając gola, którego zdobył... bramkarz Kolumbii (sic!). Kolumbijczyk wykopał piłkę spod swojej bramki, która odbiła się przed Kuszczakiem i wpadła do naszej bramki... Obecni kibice głośno wyrażali poparcie dla niepowołanych Dudka i Frankowskiego, wyśmiali i wygwizdali selekcjonera i styl gry drużyny. Następnie, 3 czerwca, już w Niemczech, nasi rozegrali kolejny sparing. Tym razem grali z Chorwacją, która również zakwalifikowała się do mistrzostw. Zwycięstwo 1:0 podniosło morale wybranków Janasa tym bardziej, że było to nasze pierwsze MONITOR POLONIJNY


zwycięstwo nad Chorwatami! Kolejny sparing odbył się 6 czerwca, a przeciwnikiem była niemiecka drużyna amatorska (de facto była to zbieranina z sześciu czwartoligowych drużyn). W meczu, rozegranym przy pustych trybunach (wbrew wcześniejszym ustaleniom trener Janas nie zgodził się na obecność kibiców i transmisje), reprezentacja odniosła kolejny „sukces” – wygrała 12:0, a cztery bramki zdobył Euzebiusz Smolarek. Od początku jasne było, że najgroźniejszym rywalem w naszej grupie będzie reprezentacja Niemiec i raczej nikt nie miał wątpliwości, że to oni zajmą pierwsze miejsce w grupie. Sami gospodarze, którzy wprawdzie w towarzyskim sparingu pokonali słabiutką drużynę Luksemburga 7:0, nie są jednak w najlepszej formie. Warto dodać, że po dwie bramki zdobyli napastnicy z polskimi korzeniami – pochodzący z Gliwic Lukas Podolski i jeden z lepszych graczy Bundesligi Mirosław Klose. Obaj między sobą rozmawiają po polsku. Jeśli zaś wspominamy Podolskiego, to trzeba dodać, że kiedyś mógł grać dla Polski. Szanse przegapili jednak działacze PZPN! Jego ojciec grał m.in. w Szombierkach Bytom. Zdaniem wielu komentatorów kandydatów do tytułu mistrza było kilku. Zdecydowanym faworytem do złotego medalu byli Brazylijczycy. Dla nich srebro oznacza klęskę. Jednak w finałach rozgrywanych w Europie tylko raz wygrała drużyna z Nowego Świata. Była to właśnie Brazylia (rok 1958, mistrzostwa w Szwecji). Pozostali najczęściej wymieniani, tym razem faworyci, to Argentyna, Francja i Holandia. W zdobycie mistrzostwa przez swą drużynę wierzyło tylko 7% Niemców, a aż 31% z nich uważało, że ich drużyna wcześniej pożegna się z Mundialem... Również trener naszych najgroźniejszych przeciwników grupowych, Niemców, Jürgen Klinsmann na zwycięzcę mistrzostw typował Brazylijczyków. Do faworytów zaliczył też Francję, Anglię, Holandię i Włochy. Na Brazylię stawiał też nasz czołowy napastnik Żurawski. A Polska? Pomimo długotrwałych narzekań na poziom polskiej piłki, słabą grę naszych piłkarzy w ostatnich sparingach i meczach klubowych oraz burzy, która przetoczyła się LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

przez Polskę po zaskakującym wyborze zawodników, dokonanym przez Pawła Janasa, na kilka dni przed rozpoczęciem Mundialu słychać było wypowiedzi z „optymizmem w tle”. M.in. prezes PZPN Michał Listkiewicz stwierdził, że ćwierćfinały są w naszym zasięgu. Jerzy Dudek, pominięty przez selekcjonera, też zakładał wyjście z grupy. Trener „srebrnej drużyny” z Hiszpanii Antoni Piechniczek szanse na wyjście z grupy oceniał na... 98 procent! Uważał on, że poziom drużyny określi dopiero mecz w 1/8 finału z... Anglią lub Szwecją. Natomiast światowa legenda piłki nożnej, Brazylijczyk Pele, mówiąc o naszej grupie twierdził, że Polska odpadnie w rozgrywkach grupowych, niespodziankę sprawi Ekwador, a gospodarze nie wejdą do ćwierćfinału! Wszyscy byli jednak zgodni, że kres możliwości naszej drużyny to awans do czołowej szesnastki... O panujących nastrojach może świadczyć fakt, że w „piłkarskiej intencji” Super Express zamówił za 50 zł… dwie msze we Wrocławiu. A na Mundialu było tak. Mecz I. Polska – Ekwador. O nadzieję Klęska 2:0 była zaskoczeniem, ponieważ po zwycięstwie nad Chorwacją zakładano jednak sukces. Zdaniem Henryka Apostola do utraty bramki nasz zespół prezentował się względnie dobrze, potem jakby piłkarze stracili wiarę. Fachowcy twierdzili, że samo ustawienie graczy nie jest złe, ale piłkarze są słabsi od innych. Podkreślano brak woli walki, nerwowość oraz

to że, zawodnicy boją się biegać i przyjąć piłkę... Zarzucano, że polska drużyna „nie miała ataku” i zawiedli liderzy. Również media słowackie podkreśliły w nielicznych komentarzach, że Polacy grali słabo, choć dość często byli przy piłce. Michał Trzeciak, b. reprezentant polski, obecnie trener w Hiszpanii, stwierdził: „Ekwador niczego specjalnego nie pokazał, mieli nas bardzo dobrze rozpracowanych, a po bramce grali cofnięci”. Mecz II. Polska – Niemcy. O wszystko Przy dopingu 20 tys. Polaków, cenie biletów „z drugiej ręki” dochodzącej do 300 euro (!) i w obecności prezydentów obu krajów nasi próbowali walczyć. Obie strony zgodnie zakładały, że mecz będzie trudny. Trener przeciwników Klinsmann stwierdził krótko, iż „Polacy są przyciśnięci do ściany” i że „Polska to bokser na deskach”. Zapominając o oficjalnym haśle Mundialu – „Świat w odwiedzinach u przyjaciół” – niemiecka prasa pisała, że Janas jest niepewny, Polacy są atakowani przez swoje media, są pod presją.


Brukowce stwierdziły, że Polakom została tylko modlitwa, ponieważ byli w kościele. Od początku rozgrywek w programach satyrycznych wyśmiewano się z naszej drużyny i kibiców. Powtarzano dowcip, że Mundial dla Polaków jest jak sezon szparagowy – bardzo krótki. Lukas Podolski, chcąc oddać napięcie przed meczem, użył niefortunnego sformułowania, że „Polacy wyjdą z nożami w zębach”. Dodał też, że gra przeciwko „swoim”. Asystent Klinsmanna m.in. stwierdził, że Polacy są groźni i nieobliczalni. Niemcy wygrają, ale ciężko, bo Polska jest trudniejszym przeciwnikiem niż Kostaryka. Im było bliżej do meczu, tym atmosfera coraz gorętsza. Niemieckie media pisały nawet, że Polacy to grupa paranoików, są w depresji, atmosfera w kadrze Polski jest zła, piłkarze krytykują trenera i odbywają spotkania bez jego udziału. Pisano nawet o buncie! Podkreślano, że stadion jest szczęśliwy dla gospodarzy, ponieważ reprezentacja Niemiec w Dortmundzie nie przegrała jeszcze żadnego meczu – wygrała 12 spotkań, a tylko jedno zremisowała! Imponujący okazał się stosunek bramek. Niemcy strzelili 58, a stracili 7! Tylko dziennik

Süddeutsche Zeitung zakładał 1:0 dla Polski! Przed meczem 56% internautów stawiało na wygraną Polaków, a 33% na Niemców. Solidarnie trzymaliśmy kciuki za naszych, ale rozsadek mówił swoje – w zakładach bukmacherskich około 90% kibiców obstawiało zwycięstwo Niemiec... W przeddzień meczu nasz czołowy napastnik Smolarek powiedział, że „wygramy z Niemcami na 100%”. W dniu meczu niemieckie gazety zapowiadały wprost, że „dzisiaj znowu party z golami”. Były bramkarz polskiej reprezentacji Jan Tomaszewski opublikował tego dnia w prasie niemieckiej felieton, w którym wylał wiadro pomyj na polski futbol. Typował 3:0 dla Niemców... Nasi jednak walczyli. W 75. minucie Sobolewski dostał czerwoną kartkę i grali w dziesięciu. Przegrali 1:0. Bramka padła pod koniec doliczonych trzech minut... Przegrana praktycznie zabrała nam szanse na wyjście z grupy. O tym, jak grano, świadczyć mogą komentarze i wypowiedzi stron. W trakcie meczu niemiecki komentator stwierdził, iż „polska drużyna jest nie do poznania”. Pod koniec meczu powiedział również, że „po

minie Klinsmanna widać, że to, co jest, nie jest po jego myśli”. Po meczu w polskiej szatni była „cisza i załamanie” – tak zaistniałą sytuację określił Boruc. Selekcjoner m.in. stwierdził, że „jeden błąd kosztował nas turniej”. Kibice i komentatorzy zachwycili się grą naszego bramkarza. 65% internautów uznało Boruca za najlepszego zawodnika meczu. On jednak powiedział: „Graliśmy słabo, nie jest się bohaterem przegranego meczu, spieprzyłem to razem z innymi”. Oceniając spotkanie Michael Ballack, kapitan reprezentacji Niemiec, powiedział, że mecz był bardzo ostry. Klinsmann dodał, że było niezwykle trudno. W reakcji na wyniki drużyny R. Giertych powiedział, że potrzebna jest narodowa debata o piłce nożnej, a jeden z kibiców zapowiedział podanie selekcjonera do sądu za poniesione straty moralne! Mecz III. Polska – Kostaryka. O honor Drużyna miała dać z siebie wszystko, chciała grać o uśmiech kibica i bardzo chciała wygrać. Kibice owacyjnie powitali piłkarzy, wygwizdali tylko trenera. Wygraliśmy 2:0! Honor uratowany. Dwie bramki zdobył Bartosz Bosacki, obrońca (sic!), który w ostatniej chwili dołączył do reprezentacji za rzekomo ciężko chorego Gorawskiego. Były jednak błędy

Kazimierz Górski

(2.03.1921 – 23.05.2006) Po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Kazimierz Górski, który już za życia stał się legendą. Nazywano go Kazimierzem Wielkim. Po jego śmierci gazety napisały: Polska piłka nożna została sierotą. Nie był typem bufona, zarozumialca i aroganta, co jest tak powszechne wśród dzisiejszych trenerów. Pochodził ze Lwowa, gdzie do wybuchu wojny grał w piłkę w RKS Lwów, później w Spartaku Lwów i Dynamie. W 1944 r. zgłosił się ochotniczo do wojska i został wysłany na front. Po wojnie pozostał w Warszawie. W latach 1945 – 1953 grał w ówczesnym klubie CWKS Legia. W 1948 roku wystąpił w reprezentacji Polski przeciwko Danii. Przeszedł liczne szczeble trenerskiej kariery. Na początku był asystentem trenera, potem trenerem kilku mniejszych warszawskich klubów, szkoleniowcem reprezentacji juniorów i reprezentacji młodzie12

żowej do lat 23. Od 1971 roku był trenerem pierwszej reprezentacji. Jako szkoleniowiec reprezentacji Polski rozpoczął „złotą erę” polskiej piłki nożnej, która przypadła na lata 70-te i początek 80-tych. Największy sukces to złoty medal olimpijski w Monachium w 1972 roku, 3. miejsce na Mundialu MONITOR POLONIJNY


w ataku i obronie, widoczny był brak kondycji. Udało się uniknąć całkowitej kompromitacji na Mundialu. I to wszystko kosztowało sponsorów i podatników milion franków szwajcarskich. Naszym sukcesem była niewątpliwie postawa... kibiców! Przez kilkanaście tygodni media, głównie niemieckie i brytyjskie, pisały o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą przyjazd na mistrzostwa polskich kibicówchuliganów. Nasi pseudokibice rzeczywiście tłumnie wybierali się do Niemiec i, jak można było przeczytać na ich forach internetowych, chcieli pokazać angielskim chuliganom, kto jest najlepszy w Europie w stadionowych rozróbach. Opinie o polskich kibicach zmieniły się diametralnie po meczach naszej drużyny. Kibice zachowali się świetnie, a gorący doping w ich wykonaniu zyskał uznanie niemieckich mediów! Jak na razie, poza stadionami, nasi kibice zachowywali się przyzwoicie. Zamknęliśmy kolejny rozdział polskiego futbolu. Dla udziału naszej reprezentacji w mistrzostwach charakterystyczna była wyjątkowo silna krytyka mediów, która rozpętała się już przed Mundialem. Nagle – tradycyjnie już – okazało się, że wszyscy znają się na futbolu, każdy komen-

tator i dziennikarz wie wszystko lepiej i ma masę rad dla selekcjonera i zawodników. Komentarze, a raczej nagonka w mediach oraz powtarzane we wszystkich wariantach określenie „mecz ostatniej szansy” stworzyły swoistą histerię. W związku z „brakiem woli walki czy wprost chowaniem się przed piłką” pojawiły się też uwagi, że naszym piłkarzom przydałby się psycholog. Pawła Janasa, z powodu jego podejścia do mediów i kontrowersyjnych decyzji, odsyłano zaś do psychiatry... Co dalej? Od ogłoszenia składu kadry Paweł Janas, który jako zawodnik wystąpił w 6 meczach na mistrzostwach świata

w 1974 r. oraz srebro zdobyte przez jego wychowanków na olimpiadzie w Montrealu dwa lata później. Następnie był trenerem greckich klubów Panathinaikos Ateny i Olympiakos Pireus. Z nimi zdobył pięć razy mistrzostwo Grecji i dwa razy puchar! Od 1986 roku zasiadał we władzach Polskiego Związku Piłki Nożnej, był też jego prezesem, a po przejściu na emeryturę został honorowym prezesem. W 2001 roku otrzymał najwyższe piłkarski odznaczenie – Złoty Order Zasługi FIFA. Otrzymał też Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (w 1996 r.), a w tym roku, z okazji 85-tej rocznicy urodzin, prezydent L. Kaczyński nadał mu Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Jego imieniem ma zostać nazwany Stadion Śląski w Chorzowie. Dnia 2 czerwca odbył się w Warszawie jego pogrzeb. Legendarny trener polskich piłkarzy spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim. Odprawianej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego mszy przewodniczył LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

w Hiszpanii w 1982 roku, jest obiektem ostrej krytyki. Od przegranej z Ekwadorem media żądają jego głowy i wylewają na niego kubły pomyj. Cóż... występ naszym nie wyszedł. Trzeba jednak pamiętać, że to Janas stworzył zespół, opracował taktykę, przeszedł eliminacje. Na 50 meczów pod jego kierownictwem przegraliśmy tylko 14, niestety te najważniejsze. Czy po tym wszystkim trener pozostanie na stanowisku, okaże się już w najbliższych tygodniach. Należy też pamiętać, że zna on zespół, a niebawem zaczynają się przygotowania do eliminacji Mistrzostw Europy 2008. A jeszcze niedawno w eliminacjach było całkiem nieźle. Na osłodę warto powspominać. Może choć przypomnienie naszych sukcesów w eliminacjach osłodzi nam choć trochę żal... W drodze na Mundial nasi spisywali się dobrze. Dwukrotnie pokonaliśmy Irlandię (3:0 i 1:0), Austrię (dwa razy 3:2), Walię (3:2 i 1:0), Azerbejdżan (8:0 i 3:0) oraz dwukrotnie „tradycyjnie” przegraliśmy z Anglią (dwa razy 2:1). A za cztery lata kolejny Mundial, tym razem w RPA. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na dofinansowanie szkółek polonijnych.

kardynał Glemp, a wśród obecnych byli m.in. prezydent i premier oraz byli piłkarze – „Orły Górskiego”. Prezydent powiedział, że: odszedł człowiek, który w ostatnich kilkunastu latach dostarczył nam wiele satysfakcji i radości. Premier podkreślił, że: mało jest takich ludzi, którzy nie dzielą, ale łączą. Mało jest takich ludzi, których wszyscy kochają. Taki był Kazimierz Górski. To był dobry człowiek. Po Kazimierzu Górskim pozostały piękne wspomnienia największych sukcesów polskiej piłki nożnej. Pozostały również jego powiedzonka, które na stałe weszły do naszego języka. Dla przypomnienia kilka z nich: piłka jest okrągła a bramki są dwie; futbol to gra, w której można wygrać, przegrać lub zremisować; w zawód trenera wpisane jest ryzyko - jak ktoś się boi, to niech się wypisze z tego zawodu; piłka nożna jest grą błędów, kto ich mniej popełni ten wygra; boisko zawsze prawdę powie; strzał w słupek jest strzałem niecelnym; jak będą strzały, to może i będą bramki; gra się do końca 90 minut; dopóki piłka w grze... ANDRZEJ KALINOWSKI 13


J

ak zwykle przed wakacjami nastąpiła wielka kumulacja przyjęć dyplomatycznych – nie ma dnia, żeby coś się nie działo. Wiele państw ma po prostu w tych dniach Dyplomacja i nie tylko swoje święta narodowe (jak np. Chorwacja), ale i wiele z okazji do spotkań należy do najmniej przyjemnej części dyplomatycznego żywota, są to po prostu pożegnania… Moment ten skłania do rozmyślań o tym, co nieuniknione, o nieuchronnej kolei rzeczy, o tym, co w życiu dyplomaty najsmutniejsze i czego nie da się w żaden sposób zatrzymać – kiedyś w końcu nadchodzi czas wyjazdu… Zawsze towarzyszy mu smutek, że już nigdy nie będzie tak samo, nie spotkamy się z tymi samymi ludźmi w tym samym czasie i miejscu. To już przeminęło i pozostanie historią. W naszej ambasadzie tego lata będzie wiele zmian. Właściwie one już się zaczęły, gdy w konsulacie rozpoczęła pracę nowa pani konsul. Wyjedzie w tym sezonie wielu pracowników z rodzinami – niektóre z tych rodzin powstały dopiero tutaj na placówce! Na ich miejsce przybędą inni, z pewnością mili ludzie, ale trzeba się będzie dopiero z nimi zapoznać, zaznajomić. Natura ludzka zawsze boi się zmian, tego, co nowe. Bliższe nam to, co już obłaskawiliśmy, poznaliśmy. W całym korpusie dyplomatycznym następują w tym roku duże zmiany. Ambasadorowie bądź to zmieniają kraj akredytacji, bądź wracają do swojej ojczyzny. Niestety bardzo wielu z nich opuszcza w tym roku gościnną Słowację. Wydaje się, że będzie nam jakoś smutno i obco bez uśmiechniętych znanych twarzy dookoła, bez tej bliskości, która była. Teraz to my musimy być tą „opoką” dla nowoprzybyłych, a przecież zaledwieśmy się tu „odnaleźli”. Tak, jak już wspominałam – praca w dyplomacji ma nie tylko swoje dobre strony… No cóż, pozostaje nam jedynie życzyć wszystkim wyjeżdżającym wielu sukcesów na przyszłość. Niech o nas nie zapominają. A może jednak znów się kiedyś spotkamy? KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ 14

Czym się różnimy? W

letnim numerze „Monitora Polonijnego“ postanowiliśmy zamieścić artykuł dotyczący spostrzeżeń Polaków mieszkających na Słowacji bądź Słowaków mieszkających w Polsce o różnicach między nami (bez oceniania, czy coś jest dobre, gorsze, czy lepsze). Choć mamy słowiańskie dusze, to jednak po jakimś czasie zauważamy pewne różnice. Zwróciliśmy się więc do czytelników forum internetowego na naszej stronie: www.polonia.sk z prośbą o wypunktowanie tego, co charakterystyczne dla Polaków, a co dla Słowaków.

Oto niektóre uwagi: - Polacy najczęściej kroją pomidory na „kółeczka, paseczki“, a Słowacy na ćwiartki czy tzw. „ósemki“ (po słowacku „mesiačiky“); - Polacy pomidory jedzą najczęściej na kanapkach, Słowacy przygryzają je do chleba; - Sygnał telefonu po podniesieniu słuchawki na Słowacji jest przerywany, w Polsce ciągły; - Kompot w Polsce najczęściej jest napojem do picia po obiedzie, na Słowacji to owoce do jedzenia, mogące służyć nawet jako przystawka do mięsa na obiad; - Jogurty owocowe na Słowacji trzeba wymieszać, ponieważ dżem owocowy znajduje się na dnie pojemniczka; - Słowacy dużo częściej sięgają po musztardę niż Polacy, stąd też spory wybór różnych musztard w tym kraju. No a słowacki sos tatarski jest nie do podrobienia! - Słowacy częściej używają octu niż Polacy. Również bita śmietanka króluje na słowackich stołach częściej niż w naszej ojczyźnie. Pod-

czas lata Polacy jako jeden z orzeźwiających deserów serwują galaretki – na Słowacji stosowane rzadko; - Słowaccy policjanci są bardziej widoczni niż ci w Polsce. Może mają czego pilnować, bo jakość dróg tu jest na wyższym poziomie? - W okresie matur słowackie miasta ożywają, bowiem wtedy na ulicach można spotkać kolorowe pochody maturzystów i obejrzeć tableau maturzystów z różnych szkół na wystawach sklepowych.

Różnice między nami Aby kontynuować myśl przewodnią dotyczącą różnic między nami zwróciłam się do Andrei i Łukasza Cupałów z prośbą, by podzielili się swoimi uwagami. Ona pochodzi ze słowacko-polskiej rodziny z Galanty. Do Polski wyjechała na studia. Tam poznała swojego męża – Polaka. Przez pewien czas mieszkali w Krakowie, obecnie mieszkają na Słowacji. Jakie były ich doznania przy pierwszym i kolejnym kontakcie z tymi krajami? MW MONITOR POLONIJNY


FOTO: STANO STEHLIK

Polska oczami Andrei Pamiętam swoje pierwsze wrażenia z dzieciństwa: widząc z okna pociągu krowy i konie na polach, wiedziałam, że już jestem w Polsce. Cieszyłam się na wiejskie życie (spanie w stodole, wodę ze studni, mleko prosto od krowy), którego tu, na Słowacji trudno skosztować. Później, mając 17 lat, kiedy po raz pierwszy sama podróżowałam po Polsce, zdziwiły mnie miasta. Ich ilość, wielkość, ogromny kontrast między miastem i wsią. Duże wrażenie na mnie wywarła ilość bilboardów, reklam, wygląd wystaw sklepowych, przepełnione bary, sklepy, ulice. No i to, że prawie wszyscy Polacy piją herbatę lub kawę jeszcze gorącą, napełniając swoje kubki po brzegi, aż trudno chwycić i nie rozlać! Z tych wakacji mile wspominam jeszcze jedną rzecz: gdy o jedenastej wieczór na Rynku w Krakowie kupiłam widokówkę, w pobliżu pani sprzedawała kwiaty... Będąc na studiach, najtrudniej było mi się przyzwyczaić do szumu i chaosu. „Polak potrafi!” – słychać często. Spotykałam się z tym na każdym kroku. W akaLIPIEC - SIERPIEŃ 2006

demikach można było kupić wszystko (od piwa, papierosów, kart telefonicznych aż do jeansów). Polscy studenci, jak żadni inni, wykazują spryt i zmysł handlowy. Słowacki student zarobi sobie pieniądze na brygadach, Polski szukając wszelakich możliwości zysku, słowem - kombinując. Przeprowadzając się do Krakowa ciągle czekały na mnie niespodzianki: mnóstwo artystów na ulicy, bogate życie kulturalne, jak i to, że nie sprawdza się tam powiedzenie: ”jak cię widzą, tak cię piszą”. Nie sposób określić, na podstawie samego tylko wyglądu, do jakiej grupy społecznej należy dany człowiek; artyści w garniturach, biznesmeni w sandałach i krótkich spodenkach. Po prostu chaos! Przyzwyczajałam się do niego całe trzy lata, a teraz trudno się odzwyczaić.

Słowacja oczami Łukasza Pamiętam, że gdy tylko po raz pierwszy przekroczyłem granicę Słowacji, w mojej głowie zrodziło się pytanie: „Gdzie ci Słowacy właściwie mieszkają?”, bo prócz przestrzeni pól nie widziałem

nic. Dopiero, gdy po jakimś czasie na horyzoncie zaczęła się malować betonowa plama miasta, zyskałem odpowiedź. W Polsce, gdzie jedna miejscowość kończy się wtedy, gdy zaczyna druga, takiej ilości wolnej przestrzeni człowiek nie uświadczy. Za to ilość zajęcy, bażantów i saren hasających sobie po tych polach wręcz mnie ujęła. W miarę jak wgłębiałem się w słowacki styl życia, coraz więcej rzeczy budziło we mnie zdumienie. Czasem, aż trudno mi było uwierzyć w ogrom różnic między Polską a Słowacją. Przede wszystkim spokój, wręcz senność miasteczek, cisza, które to rzeczy z czasem zaczęły odsłaniać przede mną swoje uroki. Na początku pobytu w Galancie, wybrałem się z żoną na wieczorny spacer po mieście. Była sobota, dziesiąta wieczór, a ulice puste. Pamiętam, że trudno było mi wtedy to zrozumieć. Myślałem sobie, że ludzie tak wcześnie tu chodzą spać, ale oni po prostu nie są tak rozkrzyczani jak Polacy. Wydaje mi się, że Słowacy skupiają wielką uwagę na swojej najbliższej rodzinie, cały swój wysiłek poświęcając na zabezpieczenie swojego gniazda, traktując rodzinę, jak ogród, który stale trzeba pielęgnować. Z rzeczy przyziemnych, do dziś dziwią mnie drzwi do gabinetów lekarzy, które otwierają się jedynie od wewnątrz, bezpłatna toaleta na dworcu w Bratysławie, godziny otwarcia sklepów, urzędów, zakładów usługowych i barów, łatwość dostania domowego wina (z winogron!) i Absyntu. I tak często się zastanawiam, czy przypadkiem nie wyszedłbym dobrze finansowo na tym, gdybym w Polsce opatentował słowackiego rohlika? (Polacy jedzą albo chleb albo bułki) ANDREA I ŁUKASZ CUPAŁOWIE 15


WYWIAD MIESIĄCA Widzowie pamiętają Panią z serialu „Czterdziestolatek“, w którym grała Pani „kobietę pracującą, która żadnej pracy się nie boi”. Czy w życiu prywatnym potrafiłaby sobie Pani wyobrazić siebie w innym zawodzie? Tylko aktorstwo wchodziło w rachubę, to moje powołanie. Gdybym miała podjąć jeszcze raz decyzję co do mojej przyszłości, z pewnością wybrałabym aktorstwo. Miałam szczęście współpracować z mistrzami: Gałczyńskim, Boyem-Żeleńskim, Przyborą, Wasowskim. Pisali dla mnie teksty, piosenki, do których podchodziłam z ogromnym pietyzmem. Wymienieni przez Panią mistrzowie z pewnością mieli olbrzymi wpływ na Pani drogę życiową? Tak, oczywiście. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, dlatego współpraca była owocna. Wasowski pisał specjalnie dla mnie, ponieważ wiedział, że nie jestem zbyt muzykalna, jak inne aktorki, np. Kalina Jędrusik. Zazwyczaj wyglądało to tak, że Wasowski na moją prośbę śpiewał daną piosenkę, abym ja mogła potem po nim powtórzyć. Kiedy przychodziła moja kolej na śpiew Wasowskiemu trzęsły się łopatki ze śmiechu i mówił: Teraz dopiero to jest numer! Ocenia Pani swój śpiew dosyć krytycznie, ale widz nie odczuwa żadnych braków… Nie jestem za bardzo muzykalna. Moja mama bardzo mnie krytykowała. Często po moich występach mówiła: Paskudzisz! Po kim Pani odziedziczyła talent? Dar boży, po prostu. 16

Aktorstwo jest sztuką pokorną Irena Kwiatkowska:

K

iedy dowiedziałam się, że w Wiedniu w przedstawieniu „Jeden człowiek rozrywkowy” wraz Emilianem Kamińskim i Justyną Sieńczyłło wystąpi Irena Kwiatkowska, postanowiłam wybrać się do naszych sąsiadów, by przeprowadzić wywiad z wielką gwiazdą polskiego kabaretu i kina. Organizator przedstawienia trochę ostudził moje zamiary, mówiąc, że wszystko zależy od kondycji pani Ireny. A jednak! Ta 94-letnia aktorka w upalną sobotę dotarła samolotem do Wiednia, brawurowo odegrała swoją rolę, po spektaklu rozdawała autografy, a na koniec – dla czytelników „Monitora Polonijnego“ – zgodziła się odpowiedzieć na… jedno pytanie. Na szczęście rozmowa ją zainteresowała, w efekcie czego możemy Państwu bliżej przedstawić ulubienicę wielu pokoleń w specjalnym wywiadzie! Co Pani, jako aktorce, odpowiada bardziej: kabaret, film, teatr, radio? Wszystko po kolei – wszędzie mogłam się realizować. Czy upadek komunizmu wpłynął na Pani życie? Mnie komunizm nie interesował. Czy aktorzy mogli bez ograniczeń grać w takim ustroju? Nie bardzo. Były czasy, kiedy nie mogłam udzielać się aktywnie na scenie, wtedy pracowałam w ZASP-ie w kuchni, obierałam kartofle. Niestety, to były dziwne czasy, kiedy miejscem aktora czasami stawała się kuchnia. Ale dzięki temu uniknęłam nieprzychylnych ocen, kiedy przyszedł czas na rozliczenia po upadku komunizmu. Pani marzeniem było stać się aktorką dramatyczną, a jednak wszyscy Panią kojarzą z dowcipem i humorem. Być aktorką dramatyczną to wcale nie oznacza grać w łza-

wych dramatach. Charakterystyczna dramatyczna aktorka to taka, która gra w sztukach teatralnych. A gdyby dało się coś zmienić w życiu, coś by Pani zmieniła? Nie, ja dziękuję Bogu za to, co mi darował. Uważam, że zostałam bardzo obdarowana przez los i wiem, że to nie jest moją zasługą. Niektórzy aktorzy piszą pamiętniki, Pani jednak na to się nie zdecydowała. Dlaczego? Proszę pani, przychodzili do mnie dziennikarze i zadawali pytania dotyczące moich seksualnych przeżyć. Kiedy powiedziałam im, że od zwierzeń mam konfesjonał, wycofali się. I na tym się skończyło pisanie pamiętników. Czy dlatego niechętnie Pani udziela wywiadów? Nie lubię wścibstwa. Wolę, by o mnie mówiła moja praca, moje role. MONITOR POLONIJNY


Edward Dziewoński kiedyś powiedział o Pani, że lepszej aktorki nie było i nie będzie. Co Pani na to? Dziękuję, że ma taką opinię. Nie było i nie będzie? A co spadła z nieba?

Moim rolom, charakterystycznym i komicznym.

To nie jest zbytnia skromność? Nie, to przesada. Ja byłam tylko pilną i pracowitą aktorką.

Czy przez te lata Pani pracy zawodowej zmieniła się publiczność? Muszę pani powiedzieć, że moja publiczność jest stale dla mnie taka sama, bardzo życzliwa. Uważam nawet, że sobie na nią nie zasłużyłam. To genialna publiczność!

Jak Pani myśli, czemu zawdzięcza Pani życzliwość i akceptację ludzi?

Jaka jest Pani recepta na długowieczność i pogodne życie?

W każdym wieku trzeba inaczej podchodzić do życia. Ja przecież przechodziłam ciężkie czasy, trzeba było umieć się zachować, żeby nie stracić swojego imienia, wiary, misji. Aktorstwo jest sztuką pokorną, nie ma czegoś takiego, że tiepier ja. Swój zawód należy traktować jako dar boży, dopiero wtedy człowiek ma odpowiedni dystans do siebie i do innych. Z pewnością łatwiej jest żyć człowiekowi, który ma poczucie humoru. Uważam, że śmiech jest cudownym lekarstwem na wszystkie smutki i trudy dnia codziennego. No cóż, sama nie wiem, skąd mam tyle energii. Jestem ciągle zajęta – próby, spektakle, nagrania, nauka nowej roli... i tak codziennie od wielu lat. Oto moja recepta.

FOTO: STANO STEHLIK

Co Panią bawi w dzisiejszym świecie? Czy znajduje Pani coś dla siebie? Wszystko może być dla mnie! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WIEDEŃ Autorka dziękuje panu Piotrowi Szulikowi ze Stowarzyszenia „Polonez“ – organizatorowi przedstawienia za umożliwienie przeprowadzenia wywiadu

IRENA KWIATKOWSKA – aktorka filmowa i teatralna. W 1935 r. ukończyła Wydział Aktorski PIST w Warszawie. W tym samym roku zadebiutowała jako aktorka teatralna. Od tamtej pory grała na scenach wielu teatrów w Warszawie, Katowicach, Poznaniu i Krakowie. Jest wybitną aktorką komediową. Na swoim koncie ma występy estradowe z kabaretami „Siedem kotów”, „Szpak” i „Dudek”, a także telewizyjne w „Kabarecie Starszych Panów”. Brała również udział w tworzeniu audycji radiowej „Podwieczorek przy mikrofonie”. Wystąpiła w wielu filmach i serialach (np. „Czterdziestolatek”, „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”, „Wojna Domowa”, „Zacne grzechy”, „Klub kawalerów”, „Żołnierz królowej Madagaskaru”, „Rozmowy kontrolowane”, „Lata dwudzieste, lata trzydzieste”). W 1994 roku przeszła na emeryturę, jednak nadal występuje gościnnie.


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓR

I Integracyjne Spotkania Kulturalne G

dyby w ramach Klubu Polskiego istniała rywalizacja między miastami, z pewnością w kilku „dyscyplinach“ prowadziłyby Koszyce. Ponieważ w działalności naszej organizacji nie chodzi o rywalizację, to jednak warto uwypuklić to, w czym koszyccy działacze są dobrzy.

Pierwszy weekend czerwca nie nastrajał optymistycznie. Pogoda była jesienna, wiało i padało,

18

a przed nami była 400-kilometrowa droga do Koszyc. Uwieńczeniem długiej podróży było spotkanie z naszymi rodakami w podkoszyckim ośrodku Ružin, gdzie miały się odbyć I Integracyjne Spotkania Kulturalne. Na zaproszenie organizatorów na Słowację przybył zespół „Kalina“ z Lutoryża, który umilał pobyt w przepięknej, pełnej zieleni okolicy. Dopisała nawet pogoda, al-

bowiem tuż przed planowanym otwarciem spotkania przestało padać. Skoczne dźwięki znanych ludowych utworów nastrajały zebranych Polaków i ich słowackich przyjaciół do śpiewu i tańca. W przerwach między występami artystów serwowano wy-

śmienite dania. I tu kolejny punkt dla koszyczan – oni mają w centrum miasta restaurację, którą prowadzi sympatyczny Polak Konrad Schönfeld! Jak się mogliśmy przekonać następnego dnia, w karcie dań owej restauracji jest wspaniały barszcz z kro-

MONITOR POLONIJNY


KA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

kietami i wyśmienite pierogi! Palce lizać! Ponieważ w przededniu opisywanej imprezy odbyło się losowanie nagród wśród prenumeratorów „Monitora Polonijnego“,

wiedzieliśmy, że jedna ze szczęśliwych posiadaczek biletów autobusowych do Paryża – pani Štefania Gajdošová pochodzi z Koszyc, wobec czego nagrodę wzięliśmy ze sobą, by ją

P O D Z I Ę K O W A N I E Klub Polski Region Koszyce składa serdeczne podziękowanie konsulowi Wojciechowi Bilińskiemu, Konradowi Schönfeldowi - Rosto Catering w Koszycach oraz przedstawicielowi Polonii austriackiej Mariuszowi Michalskiemu za pomoc w realizacji nowego projektu Klubu Integracyjne spotkania kulturalne, które odbyły się 3 czerwca b.r. w Rużynie przy Koszycach. Spotkanie, którego celem była integracja kultury narodów polskiego i słowackiego w ramach Unii Europejskiej, było sfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury RS Sekcji Kultury Mniejszości Narodowych. URSZULA SZABADOS, Klub Polski Region Koszyce

wręczyć osobiście. Ileż było radości na twarzy szczęśliwej posiadaczki biletów! Ale jakie było moje zdziwienie, gdy przedstawiono mi syna drugiego zwycięzcy naszego losowania – pana Tadeusza Sendera z Hradiszcza, któremu wygraną posłałam pocztą! Okazało się, że cała rodzina cieszy się z biletów do Londynu, a wieści o tym dotarły aż do Koszyc. Miło jest być obdarowywanym, ale chyba jeszcze milej obdarowywać innych! Ze spotkania integracyjnego w Ružinie chyba każdy wracał obdarowany, tam bowiem obdarowano

wszystkich przede wszystkim wspaniałym nastrojem. To nic, że w drodze powrotnej do Bratysławy wiało i padało – pierwszy weekend czerwca nastrajał optymistycznie… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: STANO STEHLIK


Przyjaźń bez granici

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

T

radycyjne spotkanie „Przyjaźń bez granic“, organizowane przez Klub Polski w Trenczynie, odbyło się 1 lipca w Centrum Kultury „Kubra”. Było ono poświęcone wspomnieniom o pani Marii Urbasiównej-Holubkovej – zmarłej przed dwu laty naszej rodaczce, która była założycielką profesjonalnej fotografii i studia filmowego na Słowacji. Podczas spotkania zaprezentowano jej prace fotograficzne, wspominano jej sukcesy, rozmawiano o jej stylu życia i upodobaniach. Później obecni goście wybrali się na cmentarz, by złożyć wieńce na grobie pani Marii. „W ten sposób nasza ciocia Maria nadal żyje – w naszych sercach!“ podumowała Renata Straková organizatorka przedsięwzięcia. Spotkanie polonijne urozmaiciły występy zespołów Musica Poetica i Kubranček oraz dzieci ze szkółki piątkowej z Poważa i Pragi. Licznie przybyli goście świętowali do późnych godzin wieczornych przy wspólnym ognisku, śpiewając polskie pieśni i piosenki. mw FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: ZDZISŁAWA BUJOKOVA

Pomnik Jana Pawła II w Żylinie

W

Żylinie 3 czerwca odbyła się uroczystość z okazji odsłonięcia pomnika Jana Pawła II. Pomnik poświęcił biskup diecezji nitrzańskiej Viliam Judak. Wśród zgromadzonych nie zabrakło przedstawicieli władz miasta, mieszkańców Żyliny, Polaków zamieszkałych w tym mieście. Polską placówkę dyplomatyczną reprezentował radca Ambasady RP w RS Bogdan Wrzochalski. buj MONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•

W

upalną sobotę16 czerwca br. w austriackim mieście Marchegg odbywało się tradycyjne święto bocianów, które są symbolem tego regionu. Na ten weekend organizatorzy przygotowali bogaty program artystyczny: występy zespołów muzycznych, ludową zabawę, giełdę antyków. Urozmaiceniem święta była wystawa Klubu Polskiego. W przepięknym pałacu w Marchegg goście mogli podziwiać prace polskich i słowackich artystów, powstałe podczas wokshopu „EuryArt 2005” na Spiszu. Wystawę otworzył organizator przedsięwzięcia Helmut Kurz oraz były minister obrony rządu austriackiego, obecnie poseł z ramienia OVP pochodzący właśnie z Marchegg – dr Werner Fasselbend. Obecny był również przedstawiciel Polonii austriackiej Mariusz Michalski. Wystawą Klubu Polskiego interesowały się zarówno austriackie media, jak i liczni goście festynu. Z przyjemnością mogę się podpisać pod słowami, które zabrzmiały podczas wernisażu: Wystawa „EuryArt” jest wspaniałą wizytówką Klubu Polskiego! mw

FOTO: STANO STEHLIK

poza granicami Słowacji

T

ydzień później wystawa ta gościła w Krakowie w galerii „Café Szafé” w Krakowie. Po wystawach w Danišovcach, Košicach, Nowym Sączu i Marchegg, czas przyszedł na Kraków. Gościnne progi pracom użyczyła „Café Szafé” przy ulicy Felicjanek. Wernisaż odbył się z lekkim opóźnieniem, gdyż Zdenka i Tadeusz Błońscy z Koszyc wraz z Krzysztofem Bojarczukiem utknęli w krakow-

FOTO: KRZYSZTOF BOJARCZUK

skim, piątkowym korku. Wystawę przygotował, zaaranżował i otworzył dr Jacek Mrowczyk, któremu pomagali jego studenci z Wydziału Form Przemysłowych krakowskiej ASP. Przybyło wielu gości, plenerowiczów i ich przyjaciół. Prace wyglądały pięknie na ceglanej czerwieni ścian. Organizatorzy przygotowali skromny poczęstunek. Atmosfera była przyjacielska, uściskom i rozmowom nie było końca. Drugi dzień grupa artystów i ich przyjaciów spędziła na przechadzce po Krakowie. k.b.

21


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZ

Noc świętojańska w Nitrze Tę

FOTO: DAREK WIECZOREK

Wesoło i smutno

W sobotę 24 czerwca – podobnie jak w Polsce, ale tydzień wcześniej jak na Słowacji – zakończył się rok szkolny w polskiej szkole w Bratysławie. Było wesoło i smutno; wesoło, bo była letnia pogoda i rozpoczynały się wakacje, smutno, ponieważ część klasowych koleżanek i kolegów wyjeżdżała z Słowacji do domu, do Polski. Smutno, bo Słowację opuszczają też dyrektor szkoły Irena Bilińska oraz uczący historii Wojciech Biliński (nauczycielem jest w weekendy, bo poza tym jest polskim konsulem na Słowacji), wesoło, bo nową szefową szkoły będzie znana już uczniom polonistka Monika Sadkowska. Wesoło, ponieważ podczas zakończenia roku szkolnego wielu uczniów dostało nagrody za szczególne osiągnięcia, a pan ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz recytował wiersze po polsku, słowacku i niemiecku, smutno, gdyż w lecie będzie zamknięta szkolna biblioteka. Wesoło, smutno, wesoło, smutno – jak to w życiu. Do zobaczenia za dwa miesiące na rozpoczęciu kolejnego roku szkolnego, które odbędzie się 16 września!!! dw

FOTO: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

najkrótszą i tajemniczą noc wspominali klubowicze z Klubu Polskiego Region Nitra na integracyjnym spotkaniu, które przebiegło w miłej, chociaż bardzo gorącej (z powodu upału) atmosferze. Dobrze, że impreza odbywała się w plenerze, dzięki czemu każdy mógł znaleźć sobie własny kącik w cieniu pod drzewami.

Cieszymy się, że w spotkaniu wzięli też udział Polonusi z kolejnego pokolenia. Ci najmłodsi przy pomocy dziadków czy babć zaczynali stawiać pierwsze kroki nie tylko w życiu, ale i w języku swoich przodków. W konkursie o zwyczajach nocy świętojańskiej wzięli udział wszyscy, nawet ci, którzy recytowali wiersze, trzymając za rękę mamę czy tatę. Ponieważ niektórzy mieli problemy z polską wymową, a na zwycięzców czekały słodkie nagrody, więc wzywali na pomoc pozostałych członków rodziny. Nas wszystkich cieszyło jednak przede wszystkim to, że mogliśmy się spotkać, za co serdecznie dziękujemy panu konsulowi Wojciechowi Bilińskiemu i Ambasadzie Polskiej w Bratysławie za pomoc finansową.

Uczniowie szkółki piątkowej w Bratysławie w drugiej połowie czerwca odebrałi świadectwa wydawane prze Klub Polski oraz otrzymałi nagrody książkowe. I choć obecnie dzieci i młodzież tej szkółki uczęszczają mniej licznie na zajęcia organizowane w formie gier, zabaw i ćwiczeń, nie można odmówić im zaangażowania i radości z nauki. Zajęcia odbywają się w trzech grupach wiekowych: przedszkolnej, nauczania początkowego i młodzieżowej. Grupy liczą od 3 do 6 uczniów. Pozostałe dzieci i młodzież mieszkająca w Bratysławie uczęszczają na zajęcia do polskiej szkoły. W tym roku nauczycielki każdej z grup spotkały się ze swoimi uczniami, by w przyjacielskiej atmosferze przy lodach pożegnać się przed wakacjami. mw

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

FOTO: DAREK WIECZOREK

Koniec roku szkolnego w szkółce piątkowej


EGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

FOTO: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Przy ognisku nie tylko wspominaliśmy, bawiliśmy się, ale też decydowaliśmy o ważnych dla nas sprawach klubowych. Postanowiliśmy, że od września nowi uczniowie zaczną uczęszczać do szkółki polonijnej, zaś ci starsi będą dojeżdżać do szkoły polskiej w Bratysławie. W dalszym ciągu w Nitrze będą się odbywać polskie msze, za co tą drogą wszyscy serdecznie dziękujemy ks. Stanisławowi Ługow-

W

nusów z Nitry i jej okolic podajemy kontaktowy numer telefonu: 037/6524323 ROMANA GREGUŠKOVÁ FOTO: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

FOTO: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

skiemu oraz ks. Andrzejowi i ks. Jackowi za ich pracę duszpasterską. Planujemy również następnie spotkania integracyjne. Noc świętojańska w jakiś zaczarowany sposób

tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, urządziliśmy dla najmłodszych Dzień Dziecka na słodko. Już miesiąc wcześniej dzieci pytały, czy i w tym roku będą ciastka, lody i pizza, bo czy jest coś lepszego niż olbrzymi puchar lodów z owocami? Dzięki pomocy finansowej Ambasady Polskiej w Bratysławie i konsula Wojciecha Bilińskiego słodkie dziecięce marzenia mogły się spełnić. Popołudnie 6 czerwca było pełne radości i dziecięcego śmiechu. Niektóre z dzieci miały problem, co zamówić wcześniej: lody, ciastka, pizzę czy może wszystko naraz. Najmłodsze nawet tańczyły, by potem ze zmęczenia zasnąć na kolanach u rodziców. Byliśmy wszyscy razem: i dzieci, i dorośli. Ci ostatni z sentymentem wspominali swoje Dni Dziecka i różne dziecięce marzenia. Teraz, przechodząc obok cukierni, wiemy, że chociaż raz w roku możemy tak na słodko poszaleć, za co jeszcze raz serdecznie dziękujemy fundatorom. ROMANA GREGUŠKOVÁ Foto: autor

pomogła rozstrzygnąć wiele spraw i jeszcze bardziej nas połączyć, aż żal było się rozstawać. Wszystkim zainteresowanym życiem klubowym Polo-

Dzień Dziecka w Nitrze


„Jestem taki, jak w swoich piosenkach…” Na początku był rockmanem, liderem zespołów EVE i EVE BOYS. Karierę solową rozpoczął w 1994 roku i wówczas jego piosenka pt. Taki jestem stała się przebojem. Od tego czasu jego kolejne płyty utwierdzały w przekonaniu, że Stachursky zasługuje na miano króla polskiej muzyki tanecznej. Wydał kilkanaście płyt i singli. Fani z coraz większym zainteresowaniem i entuzjazmem reagowali na jego kolejne utwory. Urodziłem się, aby grać (1997), Gdy zapłaczesz (1999), Zostańmy razem (1999), Tak jak

anioł (2000), Czuję i wiem (2000), Typ niepokorny (2001). Ma rzesze sympatyków w kraju i za granicą. Jego koncerty przyciągają nawet 50-tysięczną publiczność. W roku 2002 nagrał płytę zatytułowaną FINAŁ. Król polskiej sceny popdance FINAŁEM starał się podsumować pewien etap swojej kariery. Album okazał się ukoronowaniem pasma sukcesów, jakie Stachursky odniósł od roku 1994. Artysta na szczęście nie żegnał się ze swoimi fanami na zawsze. Co prawda w roku 2003 usunął się z rynku

muzycznego, ale już rok później powrócił, aby wielkimi koncertami uczcić swój jubileusz 10-lecia pracy artystycznej. W roku 2005 wydał długo oczekiwany album TRWAM. W tym roku bierze udział w polskich eliminacjach do konkursu SOPOT FESTIWAL 2006, który rozpocznie się 1 września. Sam o sobie mówi: „Nie jestem artystą związanym z gatunkiem dance, gram muzykę, przy której ludzie się bawią i tańczą i to jest dla mnie najważniejsze”. Nagrywa utwory o różnym charakterze: ballady, typowo dyskotekowe piosenki, w niektórych można usłyszeć rockowe brzmienie. Jego popularność to pewnego rodzaju fenomen. Nie zabiega o popularność, ale ma świadomość swojej artystycznej potęgi. Na potrzeby telenoweli TV Polsat pt. Samo życie zaśpiewał utwór pod tym samym tytułem. Co uznaje za swój największy sukces, a co za porażkę? „Sukcesem jest to, że wielu ludzi na świecie nie wyobraża sobie życia bez mojej muzyki, a porażka to to, że jednak moja muzyka także może dzielić ludzi, co jest dla mnie nie do przyjęcia i bardzo mnie martwi”. URSZULA SZABADOS

43. KRAJOWY FESTIWAL PIOSENKI POLSKIEJ OPOLE 2006 W dniu 4 czerwca zakończył się w Opolu kolejny 43. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej. Trwał 4 dni. W konkursie debiutantów im. Anny Jantar spośród 10 młodych artystów zwyciężyła trójka finalistów „Superpuder”, „Jarecki” i „Que Passa”. Dnia 2 czerwca w plebiscycie Superjedynki najlepszymi artystami minionego roku w siedmiu kategoriach zostali: - przebój roku – Kasia Cerekwicka Na kolana, - najlepsza płyta rock – Szymon Wydra i „Carpe Diem” Bezczas, - najlepsza płyta hiphopowa – „Verba” 21 listopada, - najlepsza płyta alternatywna – „Mosqitoo” Mosqitoo Music, - najlepsza płyta literacka – Piotr Rubik – różni wykonawcy – Oratorium Tu Es Petrus, - najlepsza płyta pop – „Virgin” Dicca, - wykonawca roku – Maryla Rodowicz. W trakcie plebiscytu Superjedynki Złotą Płytę wręczono zespołowi „Virgin”, a Platynową Beacie Kozidrak. Trzeciego dnia wystąpiły gwiazdy polskiej estrady: „Blue Cafe”, „Budka Suflera”, Edyta Górniak, Ewelina Flinta, Krzysztof Kiljański, „Łzy”, „Maanam”, Robert Chojnacki/Paweł Kukiz, Ryszard Rynkowski, Urszula, „Virgin”, „Zakopower”. Po raz pierwszy 24

w dniu premierowym na tegorocznym festiwalu w Opolu ww. artyści zaprezentowali utwory, które nie były wcześniej prezentowane w mediach. Zwycięzca wyłoniony na podstawie SMS-ów weźmie udział w tegorocznym festiwalu piosenki w Sopocie, organizowanym przez TVP. W dniu 4 czerwca odbył się koncert „Świat w obłokach”, poświęcony twórczości Marka Grechuty. Podczas „101 lat kabaretu” wystąpili: Irena Kwiatkowska, Wiesław Gołas, Wiesław Michnikowski i inni. us

MONITOR POLONIJNY


Plné kiná len na Valentína eď som prišla pred troma rokmi do Varšavy, prekvapilo

K Jakiej muzyki słucha Mariusz Światłowski, polski przedsiębiorca zamieszkały na stałe na Słowacji? „Mimo iż urodziłem się nieco wcześniej niż rówieśnicy Myslovitz, to z polskiej muzyki najchętniej słucham właśnie muzyki współczesnej. Mężczyźnie wypada pochwalić się wiekiem, więc ułatwienia, że kończyłem o rok później to samo liceum, z którego wyszła Budka Suflera. Bo, szanowni Czytelnicy, z muzyką to jest tak, jak z kobietami, to znaczy, że czasami chce się ciągle słuchać tego samego, a kiedy indziej szuka się czegoś nowego. Ostatnio, dosłownie przed niecałym miesiącem, duże wrażenie wywarł na mnie najnowszy album grupy COMA. Najchętniej słucham programu trzeciego Polskiego Radia bądź w aucie w podróżach służbowych po Polsce, bądź w domu w Koszycach na Internecie. Wychowałem się na dobrej, ambitnej polskiej muzyce rozrywkowej, którą od lat propaguje właśnie Trójka. Dzisiejsza polska muzyka młodzieżowa przeżywa według mnie taki sam boom, jak w okresie początku lat osiemdziesiątych. Dojrzałem także do słuchania dobrego polskiego jazzu, np. fantastyczną płytą jest „The Time” Leszka Możdżera i jego przyjaciół. Zachęcam także do obejrzenia świetnego filmu Kidawy-Błońskiego „Skazany na bluesa” o Ryśku Riedlu z Tychów. us LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

ma, že na rozdiel od Slovenska (aspoň mne sa tak zdá), je repertoár v kinách oveľa pestrejší – pokiaľ ide o rôznorodosť krajín produkcie. Nie som určite nijaký kinomaniak, no na Slovensku som mala pocit, že naše kiná sú zahltené americkou produkciou, výnimkou bol snáď festival frankofónnych filmov. Poľských filmov sa nakrúca oveľa viac než tých slovenských, aj keď, samozrejme, poľskí tvorcovia nariekajú, že na dobrú produkciu je stále málo peňazí a ak sa financie nájdu, tak väčšinou na brakové sladké komédie, ktoré majú byť domácimi kasovými trhákmi. Ale na druhej strane, prečo nie – na seba zarobili určite minimálne dve romantické komédie nakrútené podľa knižky spisovateľky Katarzyny Grocholi: Nigdy w życiu a Ja wam pokaże!, ako aj slaďák Tylko mnie kochaj, ktorý si síce vyslúžil vlnu kritiky od kritikov, diváčky si aspoň trochu zasnívali, no a všetci ocenili len herecký výkon päťročnej Julii Wróblewskiej. Poľské hity Nigdy w życiu a Tylko mnie kochaj mali premiéru práve na Deň zaľúbencov – na sv. Valentína vo februári – rok po roku. Sama som bola svedkyňou, že v tento deň sú sály plné na prasknutie – a vôbec nie len preto, že išlo o premiéry. Na Valentína – a to je tuším národný zvyk – Poliaci chodia do kina. V pároch, samozrejme, pretože ,,normálny“ divák zostane vtedy radšej doma. Možno v iných krajinách si dávajú viac darčekov alebo viac párov ide na drahú večeru do reštaurácie – ale poľskí zaľúbenci chodia do kina. A inak – tých ostatných 365 dní v roku sa musia kiná veľmi snažiť, aby tie sály zaplnili tak ako na Valentína. Niektorí poľskí tvorcovia sa snažili zaujať aj ,,psychologickejšími formami s väčšou výpovednou hodnotou“ (napríklad kritikmi ospevovaný film Ławeczka režiséra Macieja Żaka či filmový debut režisérky Magdaleny Piekorz s Janom Fryczom a Michalom Żebrowskim v hlavných úlohách), ale tie vážnejšie diela nedosiahli takú návštevnosť ako romantické hity. Kým vo veľkých mestách vznikajú obrovské multikiná najmä v megaveľkých obchodných centrách, ktoré vyrastajú ako huby po daždi, malé mestečká – podobne ako na Slovensku – svoje kiná neuživia. V mnohých menších mestách kiná zmizli – a zmenili sa – tak ako napríklad v juhopoľskej Suchej Beskidzkej – na supermarkety. Samozrejme, o návštevnosť sa nemusia obávať americké filmy. Ale čo je zaujímavé, čoraz väčšiu popularitu v Poľsku získava nová škandinávska ki-

nematografia, najmä švédska. Ešte stále jej niet v poľských kinách toľko ako francúzskej (na ktorú sú, napokon, Poliaci zvyknutí), ale švédski tvorcovia sa už nespájajú len s menom Ingmara Bergmanna. Do povedomia sa dostáva nová generácia švédskych režisérov. Na druhej strane, z plátien kín takmer úplne zmizlo kino talianske, také populárne v 60. a 70. rokoch. Filmy ,,exotických“ krajín ako napr. Vietnam – ale zaradila by som sem aj Slovensko – sa púšťajú len pre hŕstku skutočných filmových fajnšmekrov v komornej atmosfére len v určitých kinách. Slovenská filmová tvorba je tu absolútne neznáma (hoci pri kvantite produkcie slovenských filmov po revolúcii sa tomu ani nečudujem). Pritom je zvláštne, že tri filmy Martina Šulíka (Záhrada, Orbis Pictus a Krajinka) som videla práve v Paláci kultúry vo Varšave. Sála poloprázdna a ten jeden a pol plného radu boli väčšinou moji známi, ktorých som dotiahla... Slovenské filmy sa premietajú len na festivaloch, počas dní slovenskej kultúry alebo v Slovenskom inštitúte – ale tú návštevnosť naozaj nemožno označiť za masovú... Na druhej strane – a to ma z pochopiteľných dôvodov tiež veľmi teší – o české kino je veľký záujem. Myslím nové kino – nie melancholické spomienky na Krtka, zbojníka Rumpeľa či Nemocnicu na okraji mesta. Zdeněk Svěrák je považovaný za kultového režiséra, Samotári sa stali kultovým filmom a najnovším českým hitom je film Český sen (o tom, čo dokáže s ľuďmi urobiť reklama). Ak však môžem dať tip – najširší výber českých i slovenských filmov, ako aj tých iných ,,exotických“ neamerických filmov možno nájsť vo varšavskom kine Muranów. Stále si však myslím, že Poliaci sú oveľa väčšími kinomaniakmi než Slováci. Každý rok sa totiž snažia prekonať svetový rekord a dostať sa do Guinnessovej knihy rekordov v kategórii ,,v dĺžke pozerania filmov“. Pred dvoma rokmi tento rekord pokonali vo varšavskom kine Atlantic – sama som sa na to bola pozrieť – a minulý rok to isté urobili vo Vroclave. Som presvedčená, že toto leto skupina nadšených kinofanúšikov sa pokúsi o to isté... ZUZANA KOHÚTKOVÁ, VARŠAVA 25


Zbigniew Brzeziński O

T

Ć

sobie mówi, że jest O WARTO WIEDZIE amerykańskim politologiem polskiego pochodzenia. Ci którzy znają go od lat i pilnie śledzą jego karierę naukową i polityczną, jak np. szef „Gazety Wyborczej” Adam Michnik czy Stefan Meller, pierwszy minister spraw zagranicznych w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, określają go jako wielkiego polskiego patriotę, patriotę realistę. Warto więcej wiedzieć o profesorze Zbigniewie Brzezińskim, człowieku uhonorowanym tytułem doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu w Dublinie, Uniwersytetu w Wilnie, a także polskich uczelni: Uniwersytetu Jagiellońskiego (16.06. 2000 r., m.in. za zasługi dla zapobieżenia interwencji rosyjskiej w Polsce w latach 1980-1981 oraz za zabiegi na rzecz przyjęcia naszego kraju do NATO), Uniwersytetu Warszawskiego (2.05.1991), Akademii Obrony Narodowej (15.03.2002) oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Kim jest nosiciel najwyższych cywilnych odznaczeń: amerykańskiego Medalu Wolności (1981 r.) i polskiego Orderu Orła Białego (1995 r.), a także Orderu za Zasługi dla Ukrainy I klasy (1996 r.) i czeskiego Orderu Masaryka I klasy (1998 r.)? Zbigniew Brzeziński urodził się 28 marca 1928 roku w Warszawie w rodzinie polskiego dyplomaty Tadeusza Brzezińskiego. Przez kilka lat mieszkał u dziadków w Przemyślu, gdzie w latach 1935-1938 uczęszczał do szkoły podstawowej. Gdy miał dziesięć lat wraz z ojcem, który został skierowany na pla26

cówkę dyplomatyczną, wyjechał do Kanady, gdzie po skończeniu gimnazjum studiował nauki polityczne i ekonomię na renomowanym uniwersytecie McGill w Montrealu, skąd po uzyskaniu w 1950 roku stopnia magistra przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Na Harvardzie obronił w 1953 roku doktorat z nauk politycznych i do roku 1960 był wykładowcą tej uczelni. Jego specjalnością były stosunki międzynarodowe, a szczególnie badania nad systemem komunistycznym. W 1956 roku wraz z Carlem Friedrychem wydał pracę Totalitarian Dictatorship and Autocracy, uważaną za pracę klasyczną, zawierającą definicję totalitaryzmu i typologię sytemów niedemokratycznych. Kolejne prace, jak The Soviet Bloc. Unity and Conflict (1960) i Ideology and Power in Soviet Politics (1962) umocniły jego pozycję wśród amerykańskich ekspertów totalitaryzmu i polityki ZSRR. Madelein Albright, która była wówczas studentką profesora Brzezińskiego, a później znaną nam sekretarz stanu USA, w swoich wspo-

mnieniach zatytułowanych Madam Secretary pisze o nim: „w wieku zaledwie trzydziestu kilku lat był on już wszędzie cytowany i coraz bardziej widoczny w kręgach opiniotwórczych zajmujących się kwestiami politycznymi. Już wtedy nie pozostawiało wątpliwości to, że odegra on ważną rolę w amerykańskiej polityce zagranicznej” (cyt. za: Stefan Meller: Patriotyczny realista, „Gazeta Wyborcza” z 19.05.2006). W latach 1960-1989 Brzeziński był wykładowcą na uniwersytetach amerykańskich oraz członkiem Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie. Na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku utworzył Instytut Badań nad Przemianami Międzynarodowymi. Był doradcą i konsultantem w sprawach międzynarodowych wielu znaczących polityków amerykańskich, np. w latach sześćdziesiątych w kampaniach wyborczych Johna F. MONITOR POLONIJNY


Kenedy’ego i Lyndona Johnsona. W latach 1966-1968 był członkiem Rady Planowania Polityki Departamentu Stanu USA, a w latach 1973-1977 dyrektorem Komisji Trójstronnej ds. Amerykańsko-EuropejskoJapońskiej Współpracy. W czasie kampanii prezydenckiej Jimmy’ego Cartera w 1976 roku był jego doradcą, a w latach 1977-1981 szefem Narodowej Rady Bezpieczeństwa, przygotowującej najważniejsze analizy polityki zagranicznej państwa. Była to jedna z najważniejszych funkcji w amerykańskiej administracji. Profesor Brzeziński zajmował się kluczowymi dla Stanów Zjednoczonych problemami, jak np. stosunkami z ZSRR, kładąc nacisk na potrzebę prowadzenia zarówno strategicznych rozmów rozbrojeniowych, jak i przestrzeganie praw człowieka w krajach Europy Wschodniej. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie pod wpływem Brzezińskiego amerykańska administracja pilnie śledziła wydarzenia w Polsce, szczególnie w zakresie ochrony praw człowieka i rozwoju demokratycznej opozycji. Gdy pod koniec 1977 roku wraz z prezydentem Carterem odwiedził Polskę, zachęcił amerykańskiego prezydenta do spotkania z kardynałem Wyszyńskim. Postawa prof. Brzezińskiego miała decydujący wpływ na rozwiązanie kryzysu polskiego na początku grudnia 1980 roku – to przede wszystkim dzięki niemu USA udaremniło wówczas inwazję sił sowieckich i państw Układu Warszawskiego na Polskę. W grudniu 1980 roku ostrzegał Kreml, że planowana interwencja w celu zdławienia „Solidarności” może przynieść fatalne konLIPIEC - SIERPIEŃ 2006

sekwencje w stosunkach międzynarodowych. To z jego inicjatywy powołano w USA Fundację Wolności, organizację wspierającą rozwój społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Ale angażował się nie tylko w sprawy polskie, był m.in. zwolennikiem normalizacji stosunków amerykańsko-chińskich, zabiegał o postęp w rozwiązaniu konfliktu bliskowschodniego, w tym o zawarcie porozumienia pomiędzy Izraelem a Egiptem. Po odejściu z administracji powrócił do pracy naukowej na Columbia University i był doradcą w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych na Georgetown University w Waszyngtonie. W czasie prezydentury Ronalda Regana prof. Brzeziński zasiadał m.in. w Komisji ds. Zintegrowanej Strategii Długookresowej oraz w Prezydenckiej Radzie Doradczej ds. Wywiadu Zagranicznego. W 1988 roku stał się współprzewodniczącym Doradczej Grupy Zadaniowej ds. Polityki Bezpieczeństwa przy prezydencie George’u Herbercie Bushu. Jego głos, głos eksperta w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego, zwolennika twardego kursu wobec ZSSR i wspierania transformacji systemowej w Polsce oraz w innych krajach Europy ŚrodkowoWschodniej był z uwagą słuchany. Wspierał Polskę, gdy kraj nasz w latach 90. poszukiwał swego miejsca w strukturach europejskich, a równocześnie wspierał poszerzenie NATO o Polskę i inne dojrzałe kraje regionu środkowo- wschodniego. W tym roku w maju „Gazeta Wyborcza” w 17. rocznicę swych urodzin wyróżniła prof.

Zbigniewa Brzezińskiego tytułem Człowieka Roku „Gazety Wyborczej” „za wielkie zasługi w odzyskaniu przez Polskę niepodległości i umocnienie naszej demokracji”. W przemówieniu, które z tej okazji prof. Brzeziński wygłosił, mówił o miejscu Polski w Europie i świecie. Przemówienie to miało ogromne znaczenie. Powiedział w nim, m.in.: „Polska nie jest na Księżycu, ale między Odrą, Nysą i Bugiem. Polska jest, ale bez przesady, do pewnego stopnia sojusznikiem Ameryki, ale nie jest jej sąsiadem. Punktem wyjścia dla zapewnienia trwałości, optymalnej sytuacji, która obecnie istnieje, jest przyjacielskie, naprawdę historycznie zakotwiczone pojednanie polsko-niemieckie, mimo – oraz właśnie dlatego, że Polsce jest ono znacznie bardziej konieczne niż Niemcom. Pojednanie polsko-niemieckie to nie tylko odskocznia do z czasem lepszych stosunków z Rosją, ale odskocznia konieczna. Jest ono również konieczne do utrzymania bliskich sojuszniczych stosunków z Ameryką, bo dla Ameryki Niemcy są obecnie głównym sojusznikiem na kontynencie europejskim. A dla Ameryki Rosja jest jednocześnie koniecznym partnerem”. Ponadto Brzeziński ostrzega: „Pojednanie, każde pojednanie, wymaga pracy, wysiłku, cierpliwości i specjalnie szerszej perspektywy historycznej, a nie głównie bolesnej pamięci historycznej. O swych racjach należy przekonywać przyjaciół, ale ich nie zrażać z pozycji moralnej wyższości.” (cyt. Za: Zbigniew Brzeziński: Najlepsze lata Polski, „Gazeta Wyborcza” z 19.05.2006). DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 27


Ważne dla autorów, ponieważ samo znalezienie się na liście nominowanych jest już ogromnym wyróżnieniem. Ważne dla wydawców i księgarzy, ponieważ wzrasta zainteresowanie kupujących książkami, które na tej liście się znalazły. Ważne również, a może najważniejsze dla czytelników – jest to bowiem najlepsza oferta tego najlepszego, co jest w polskich księgarniach. Fundatorom nagrody – „Gazecie Wyborczej“ i Fundacji „Agora” – przyświeca cel „promocji literatury polskiej ze szczególnym zwróceniem uwagi na powieść“, ale w samym konkursie mogą startować wszystkie gatunki literackie. Tak więc w tym roku nominowane zostały zarówno powieści, jak i opowiadania, poezja i eseistyka, a nawet dramat. Na liście znajdziemy książki, o których wspominaliśmy w „Monitorze“, ale także takie, o których nie pisaliśmy. Wśród nominowanych znalazło się osiem książek prozatorskich, z których każda warta jest przeczytania. Są wśród nich opowiadania Mieczysława Abramowicza Każdy przyniósł, co miał najlepszego, wydane przez gdańskie Wydawnictwo „Słowo / Obraz / Terytoria”, o żydowskich mieszkańcach Gdańska. W tej dokumentalnej prozie poznajemy indywidualne losy ludzi, odtworzone przez autora na podstawie starych fotografii, szczątków macew, ba... nawet starego biletu teatralnego. W tej prozie odżywają ludzie, o których miano zapomnieć – gdańskie domy, ulice, zaułki i sklepy zasiedlają ich dawni mieszkańcy. Z tego samego wydawnictwa pochodzi druga z nominowanych książek, powieść Popiół i wiatr, napisana przez znanego poetę i prozaika Aleksandra Jurewicza. Na tej samej liście znalazła się też wydana przez krakowski „Znak” i wspominana przez nas 28

20 nominacji Od

19 maja czytelnik polski, ten, który bacznie BLIŻEJ obserwuje życie literackie, już wie, które książki POLSKIEJ KSIĄŻKI rodzimych autorów wydane w roku 2005 zostały nominowane do tegorocznej Nagrody Literackiej „Nike“. W tym roku „Nike“ – nagroda za najlepszą książkę roku – zostanie przyznana po raz dziesiąty. Odpowiedź na pytanie, w czyich rękach znajdzie się statuetka dłuta prof. Gustawa Zemły i czek na 100 tys. Złotych, otrzymamy wprawdzie dopiero w pierwszą niedzielę października, ale ważne są już same nominacje. powieść Zbigniewa Mentzla Wszystkie języki świata, będąca swego rodzaju pamiętnikiem późnego dojrzewania bohatera w realiach PRL. Nominację do „Nike“ uzyskała również powieść Piotra Kalwasa Czas (Wydawnictwo „Rosner i Wspólnicy”, Warszawa), powieść o swoistej podróży do Afryki, podróży nie krajoznawczej, ale wędrówce w sferę poszukiwań samego siebie, w sferę medytacji, autentycznych przeżyć, ale też w sferę myślenia ludzi Afryki Wschodniej. Już po raz drugi na liście nominowanych znalazła się książka Doroty Masłowskiej. Tym razem jest to Paw królowej (Wydawnictwo „Lampa i Iskra Boża”, Warszawa). Paw królowej, którego forma przypomina rapową piosenkę, to kpina z sensacji przynoszonych przez tabloidy, z tandetnej estrady, z tego wszystkiego, co udaje kulturę. Wśród nominowanych do nagrody nie zabrakło też klasycznej powieści Eustachego Rylskiego Warunek, którą polecaliśmy uwadze czytelnika. Czytelnikowi polecam też powieść Wołoka (Wydawnictwo Literackie, Kraków), autorstwa Mariusza Wilka, Polaka mieszkającego na Wyspach Sołowieckich w północ-

nej Rosji. Autor, prowadzący pustelniczy tryb życia, w formie dziennika pisze o Rosji historycznej i tej współczesnej, ale także o ludziach, o sobie, o poszukiwaniu własnego miejsca pod słońcem. I wreszcie ostatnia z nominowanych powieści – wspominane przez nas Lubiewo Michała Witkowskiego (Korporacja Ha!Art, Kraków), opowieść o środowisku gejowskim, której sama nominacja do najbardziej prestiżowej polskiej nagrody literackiej wywołała wielkie kontrowersje. Miłośników poezji niewątpliwie usatysfakcjonuje to, że wśród dwudziestu nominowanych książek znalazło się sześć tomików poezji. Autorzy tej poezji dobrze są czytelnikom znani, są poetami średniego i starszego pokolenia. Do „Nike“ zostały nominowane następujące tomy poezji: Ewa Lipska Gdzie indziej (Wydawnictwo Literackie, Kraków, Jacek Podsiadło Kra (Wydawnictwo „Znak”, Kraków), Urszula Kozioł Supliki (Wydawnictwo Literackie), Piotr Matywiecki Ta chmura powraca (Wydawnictwo Literackie), Wisława Szymborska Dwukropek (WydawMONITOR POLONIJNY


nictwo „a 5”, Kraków) oraz Adam Zagajewski Anteny (również Wydawnictwo „a 5”). Bardzo różnorodna jest eseistyka roku 2005, uznana przez nominujących za tę najlepszą. O statuetkę ubiega się tom esejów Iwony Kurz Twarze w tłumie („Świat Literacki”, Warszawa), którego bohaterami są Marek Hłasko, Jerzy Skolimowski, Kalina Jędrusik i Zbigniew Cybulski; ich popularny wizerunek oraz wpływ na potoczną świadomość lat sześćdziesiątych. Do „Nike“ pretendują też Przed wybuchem wstrząsnąć Ewy Graczyk („Słowo / Obraz / Terytoria”, Gdańsk) – analiza przedwojennej twórczości Gombrowicza, oraz eseje znakomitego krytyka i literaturoznawcy Jerzego Jastrzębskiego Prowincja centrum (Wydawnictwo Literackie) o Brunonie Schulzu, jego Drohobyczu i freskach wywiezionych przez Instytut Yad Vashem. Szczególne miejsce zajmują eseje filozoficzne Barbary Skargi. W tomie Kwintet metafizyczny („Universitas”, Kraków) spotkamy się z tekstami dotyczącymi kwestii fundamentalnych, takich jak pojęcie zła, czasu, doświadczenia, różnic między dobrem a szczęściem, czy między złem a nieszczęściem. Kolejnym nominowanym tomem esejów są szkice literackie o pisarzach polskich i obcych, przede wszystkim anglosaskich znakomitego krytyka Piotra Sommera, zatytułowane Po stylach („Słowo / Obraz / Terytoria”). Wśród dwudziestu nominacji znalazł się jeden dramat LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

teatralny, co w dziesięcioletniej historii nagrody zdarzało się rzadko. Jest nim Noc Andrzeja Stasiuka (Wydawnictwo „Czarne”, Wołowiec). Ta groteska, napisana dla teatru i wystawiona przez jeden z teatrów niemieckich, operuje przede wszystkim obiegowymi stereotypami, zgodnie z którymi Niemcy są okrutni i głupi, Polacy to pazerne cwaniaczki, a Rosjanie są dzicy i zwycięscy. Stasiuk, ubiegłoroczny laureat „Nike” za prozę Jadąc do Babadag, umiejętnie uderza w te stereotypy. Ogłoszenie nominacji to pierwszy etap wyłaniania zwycięzcy. Od tej chwili zaczyna się etap drugi – wybór siedmiu finalistów, których poznamy we wrześniu, a decyzja o przyznaniu tej najważniejszej polskiej nagrody literackiej zostanie podjęta przez jury w dniu jej wręczenia, tj. w pierwszą październikową niedzielę. Do tej chwili wszystko osnute jest tajemnicą. Intensywnie pracują jurorzy Nagrody Literackiej „Nike 2006“, a są nimi Henryk Bereza (przewodniczący), Izabella Cywińska, Tadeusz Drewnowski, Andrzej Makowiecki, Tadeusz Sobolewski, Marian Stala, Małgorzata Szpakowska, Piotr Wierzbicki i Marek Zaleski. Życzmy im dobrego wyboru. Ale i my czytelnicy mamy pewną szansę: możemy nie tylko wybrać sobie dobrą lekturę z listy nominowanych, ale spośród książek-finalistów wybrać tę, której przyznamy wprawdzie nie „Nike 2006”, ale zawsze cieszącą autorów nagrodę czytelników. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

OJĘZYKOW KIENKO E Wakacyjne potyczki z polską ortografią Czas wakacji to okres wypoczynku i relaksu. Zatem w tym numerze nie będę teoretyzować na temat zawiłości języka polskiego, ale zachęcam Państwa do zmierzenia się z polską ortografią w praktyce. Każdy z nas, kto posługuje się językiem słowackim, wie, jak wiele problemów sprawia Polakowi słowacka pisownia. Ale czy nie zapomnieliśmy już trochę pisać po polsku? Te wszystkie ortograficzne pułapki…, „ó” czy „u”, „h” czy „ch”, problem pisowni łącznej i rozłącznej… W poprzednim numerze „Monitora” pisałam o Roku Języka Polskiego. Przy okazji jego inauguracji do parlamentarnego dyktanda przystąpili polscy parlamentarzyści. Poniżej znajdziecie Państwo tekst, który sprawdzał ich wiedzę z zakresu polskiej pisowni. Spróbujcie go wykorzystać i „powalczyć” z ortografią, choćby dla zabawy. Sprawdźcie, czy z tej potyczki wyjdziecie zwycięsko. Możecie też Państwo przeprowadzić to dyktando wśród znajomych i przyjaciół. Niech się trochę pomęczą! A może nie jest ono wcale takie trudne? Może zachęci ono i ich, i Państwa do letniego zgłębiania tajemnic języka polskiego? Zatem do dzieła! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

29


P O L S K O - S Ł O W A C K I E

Z W I Ą Z K I

H I S T O R Y C Z N E

Z

bliża się kolejna, już 62. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Mam nadzieję, że mało znany fakt udziału Słowaków w tym wielkim polskim zrywie zainteresuje Czytelników Monitora Polonijnego. Niepodważalną prawdą historyczną jest, że wojska słowackie u boku niemieckich zaatakowały Polskę 1 września 1939 roku. Ich udział był raczej symboliczny, ale był faktem. Są w tym względzie zgodni polscy badacze (ostatnio M. Jagiełło, Słowacy w polskich oczach, Warszawa 2005, t. II, s. 377388). Informację o tym wydarzeniu coraz częściej można znaleźć również w najnowszych opracowaniach słowackich. W tym miejscu warto przypomnieć postać Ladislava Szathmáry’ego, posła słowackiego w Warszawie, który w dniu najazdu na Polskę w deklaracji złożonej wobec władz polskich i w radiowym wystąpieniu potępił wsparcie, którego udzielił rząd ks. Tiso niemieckiej napaści. Za karę Szathmáry’emu nakazano powrót na Słowację, którego odmówił i 5 września wraz z korpusem dyplomatycznym opuścił Warszawę. Na południu Polski założył Komitet Słowacki, mający walczyć przeciwko nazizmowi. Polskę opuścił 17 września i przez Rumunię dotarł do Francji. Za poparcie Polski bratysławski sąd skazał go zaocznie na 7 lat więzienia, 3 lata utraty praw obywatelskich i utratę majątku. Słowacy zamieszkujący ziemie okupowanej Polski rozpo30

Udział Słowaków

w powstaniu warszawskim częli współpracę z polskimi organizacjami podziemnymi już w 1940 r. W początkach 1943 r. Słowacki Komitet Narodowy (SKN) w Polsce wydał rezolucję określającą relacje z Polskim Państwem Podziemnym. Już w 1942 r. SKN zorganizował kursy wojskowe, na których szkolono przyszłych dowódców. Słowacy rozpoczęli też wydawanie biuletynów informacyjnych. Pod koniec 1943 r. został sformowany oddział, który jako samodzielny pluton nr 535 „słowacki”, zorganizowany na prawach kompanii kadrowej, wszedł w skład kompanii kpt. „Leguna” – Czesława Zawadzkiego, w batalionie majora „Korwina” – Czesława Szymanowskiego. W strukturach konspiracyjnych należał do Obwodu I „Mokotów” Rejonu II Armii Krajowej w Warszawie. Decyzją Komendy Głównej AK w skład

plutonu „Słowaków” zostali wcieleni cudzoziemcy, będący w konspiracji. Przed wybuchem powstania oddział liczył 57 osób, w tym 28 Słowaków, 3 Węgrów, 6 Gruzinów, 1 Ukraińca, 1 Czecha i 18 Polaków. Pluton otrzymał własny sztandar, a jego żołnierze mieli prawo noszenia narodowych opasek słowackich. Dowódcą został ppor. Miroslav Iringh, ps. „Stanko”, który wraz z rodziną od I wojny światowej mieszkał w Warszawie. Dowódcą I drużyny był podchor. Adam Chalupec, ps. „Janko”, krewny Apolonii Chalupec – aktorki filmowej słowackiego pochodzenia, znanej w świecie jako Pola Negri.

Powstanie Warszawskie Oddajmy głos dowódcy plutonu ppor. Iringhovi, którego relacje zostały zawarte w zbiorze Słowacy w Powstaniu Warszawskim (wybór źródeł), (wstęp, wybór i opracowanie Józef Ciągwa, Jan Szpernoga, wyd. II, Kraków 2004, Towarzystwo Słowaków w Polsce). „W dniu wybuchu powstania, MONITOR POLONIJNY


w myśl rozkazu, dwie drużyny plutonu w niepełnym składzie wyruszyły z punktu oczekiwania na ulicę Parkową, skąd miały wykonać uderzenie na Belweder. Trzecia drużyna pozostała dla osłony w punkcie oczekiwania (tj. ul. Czerniakowska 189) dowództwa batalionu. (...) Stan oddziału wynosił 24 ludzi, w tym 6 Węgrów, 9 Słowaków, pozostali Polacy. W ataku na Belweder oddział ten zostaje rozbity (...) i przedziera się do Lasów Chojnowskich (...). Przy ul. Czerniakowskiej 189 grupuje się reszta plutonu w ilości 11 Słowaków, 1 Czech, 3 Gruzinów, 1 Ukrainiec i 10 Polaków. Według otrzymanych rozkazów oddziałek ten wykonuje natarcie na koszary szwoleżerów, aby wesprzeć uderzenie od strony Dolnego Mokotowa. Szturm się nie udał. Zdziesiątkowany oddział wycofuje się (...), buduje barykadę w poprzek Czerniakowskiej oraz umacnia i rozbudowuje obronę wybrzeża przy ul. Solec. Stan oddziału po pierwszych szturmach i odparciu ataków niemieckich wynosi 14 ludzi, w tym: 4 Słowaków, 3 Gruzinów, 6 Polaków, 1 Ukrainiec”. Następnie do plutonu zostaje przydzielonych 16 żołnierzy (5 Gruzinów i 6 sanitariuszek i łączniczek). „W dniu 10 sierpnia pluton otrzymuje rozkaz szturmowania domów B.G.K. Po krótkiej walce z obsadą niemiecką domy zostają zdobyte. Pluton umacnia pierwszy blok, jak i następne trzy, ciągnące się między ulicą Przemysłową a Fabryczną. Do pomocy przydzielona zostaje drużyna Armii Ludowej (...). Około 20 sierpnia pluton zostaje ściągnięty z domów B.G.K. (...) otrzymuje rozkaz obsadzenia brzegów Wisły (Solec, róg Mącznej), (...) osłania kępę ciągnącą się od Portu Czerniakowskiego. Przez placówki plutonu i przy pomocy jego przechodzą wszyscy łącznicy Armii Ludowej, kierujący się do Dowództwa LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

Wojska Polskiego. (...) Oprócz obrony brzegu, pluton bierze udział w walkach o kościół na Łazienkowskiej, walczy w obronie poważnie zagrożonej Blaszanki, odbija opuszczone domy na Przemysłowej, róg Rozbrat. Osłania odwrót wycofujących się oddziałów z Przemysłowej 36, odbija opuszczone domy przy Solcu 1. Pluton utrzymuje w posiadaniu najdogodniej szy brzeg Wisły do przeprawy aż do dnia 14 września, w którym otoczony zewsząd wycofuje się z wielkimi stratami do domów przy ul. Zagórnej 6. (...) Pluton odpiera ataki aż do chwili (...) cofnięcia się na wysokość ul. Idzikowskiego [gdzie] przypływają zwiadowcy Wojska Polskiego. Wspólnie z Wojskiem Polskim pluton walczy do dnia 19 września, w którym to dniu zostaje wycofany na Solec. Pluton nie przedstawia już

chowaniem języka, którego używał Iringh. Żołnierze plutonu, którzy w chwili wybuchu powstania nie dotarli na miejsce koncentracji, walczyli w innych rejonach miasta. Według relacji ppor. Iringha przez szeregi plutonu 535. przewinęło się około 60 powstańców, z których 26 poległo. Miroslav Iringh zmarł w Warszawie w 1971 r. W dniu 4 września 2002 r. został odsłonięty pomnik upamiętniający walki plutonu słowackiego w powstaniu warszawskim. Różne były postawy Słowaków wobec Polski podczas II wojny światowej. Do tych pozytywnych dodajmy jeszcze, oprócz pomocy dla kurierów tatrzańskich (zob. „MP” nr 11/2005), świadectwo, jakie zostawił słowacki poeta Andrej Žarnov, który jako profesor histopatologii w 1943 r. był członkiem

żadnej bojowej wartości. Stan ludzi wynosił 11, w tym 9 było lżej lub ciężej rannych. W dniu 20 września resztka plutonu przebywa Wisłę i bądź wstąpiła w szeregi Wojska Polskiego, bądź skierowana została do szpitali. Kilku, którzy na odcinku dostali się do niewoli, ucieka z niej, a po tym walczy w Powstaniu na Słowaczczyźnie i u marszałka Tito. Pluton przez cały okres trwania powstania występował w opaskach „słowackich” i pod własnym sztandarem z godłem Polaków po jednej stronie, a po drugiej Słowaków”. Oto relacja uczestnika przytoczona z za-

międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża, badającej groby polskich oficerów pomordowanych w Katyniu. Jako jeden z niewielu po zakończeniu II wojny światowej nie odwołał swych zeznań obciążających władze sowieckie za tę zbrodnię. W roku 1951 emigrował do USA, gdzie zmarł w 1982 r. Był zdeklarowanym polonofilem, jako pierwszy przełożył na język słowacki wiersze Karola Wojtyły. WOJCIECH BILIŃSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na koszty dystrybucji „Monitora Polonijnego”.

Zbliżają się wakacje, życzę Czytelnikom „Monitora Polonijnego”, aby były udane. Jeżeli zaś drogi zawiodą Państwa do Warszawy, zachęcam do odwiedzenia miejsc związanych z powstaniem warszawskim i zapalenia lampki przed pomnikiem 535. plutonu AK, zwanego „słowackim”. 31


Na rozstaju dróg

MARIOLA PERUŇSKÁ z Poważskiej Bystrzycy, zanim założyła z mężem firmę komputerową, pracowała w dużym zakładzie jako programista, później, w hamowni silników lotniczych, projektowała trasy pomiarowe. Po podziale Czechosłowacji i stopniowym podupadaniu firmy, w której oboje z mężem byli zatrudnieni, podjęli decyzję o założeniu własnej firmy, w której Mariola pracowała przez 13 lat, do kwietnia bieżącego roku. TADEUSZ BŁOŃSKI, artysta plastyk-designer z Koszyc, od kilkunastu lat jest zatrudniony jako docent wydziału sztuk na koszyckim uniwersytecie. KAZIMIERZ FILIPEK z Bratysławy jeszcze w Polsce pracował w zakładzie mechanicznym, gdzie był monterem maszyn włókienniczych. Przez 16 lat jeździł po świecie, wykonując swój zawód w różnych zakładach tego typu. W 1984 roku podjął decyzję o przeprowadzce do Bratysławy, skąd pochodzi jego żona. Tu zatrudnił się w zakładzie produkującym przędzę i nici, w którym wcześniej montował maszyny i w którym pracował do 2004 roku.

Przełom Po 13 latach pracy z mężem we wspólnej firmie Mariola dojrzała do decyzji, by spróbować własnych sił na neutralnym gruncie. „Nie wiedziałam, czy mam moralne prawo wycofać się z naszego projektu. W podjęciu decyzji pomogła mi świadomość, iż nasza firma będzie prosperować beze mnie, że główne jej zyski pochodzą z oprogramowania do systemów pomiarowych, które opracował mój mąż, a to jest jego specjalizacja. Poczułam, że to jest odpowiedni moment“ – opisuje Peruňska. „Kiedy powiedziałam o tym 32

L

ato

nastraja

raczej

do

relaksu, a nie do myślenia

o pracy, ale… Dobrze wiemy, że kiedy nasza egzystencja stoi pod znakiem zapytania, trudno o relaks. Bohaterowie tego artykułu obecnie są zadowoleni ze swojej pracy, choć przeżyli pewien zwrot w życiu. To, co ich

ł ą c z y,

to

moment

przełomowy związany z pracą – znaleźli się na rozstaju dróg.

mężowi, spadł mi kamień z serca. Okazało się bowiem, że w pełni akceptuje moją decyzję. Poczułam się wolna!“. Zmieniła się też rodzinna sytuacja naszej bohaterki. „Córka jest już dorosła, syn w tym roku też wyjedzie na studia, zostaniemy z mężem sami. Nie chciałam więc, żeby nasze życie toczyło się tylko wokół firmy“ – wyjaśnia. „Wspólna praca przynosi sytuacje konfliktowe. Brak wyraźnego rozgraniczenia między pracą zawodową a życiem prywatnym był dla mnie dyskomfortem. Pomyślałam, że jeśli kobieta w moim wieku (46 lat) chce coś zmienić, to najwyższy czas!“. Peruňska była świadoma tego, że mogłaby się utrzymywać ze specjalistycznych tłumaczeń technicznych, ale chciała wykorzystać swoje umiejętności zawodowe i znaleźć nową pracę. Tadeusz Błoński miał podpisaną umowę o pracę do końca kwietnia br. A ponieważ od pewnego czasu na uniwersytecie obowiązuje nowy system zatrudniania na czas określony, na trzy lata, musiał wziąć udział w konkursie, aby pozostać na swoim stanowisku. „Idea jest dobra, ma bowiem zmusić pracowników do pracy nad sobą, rozwoju twórczego“ – ocenia Błoński. Kandydatów było więcej niż miejsc pracy. Przez długi czas nie udzielano żadnych informacji. I choć Tadeusz był ze swojej prezentacji konkursowej zadowolony, nie wiedział, co go czeka, a jego umowa o pracę wygasała 30 kwietnia. „Pod koniec miesiąca nie wiedziałem, czy mam się spakować i uprzątnąć kancelarię i co zrobić ze studentami, których prowadziłem“ – opisuje Błoński. W takiej niepewnej sytuacji zwykle pojawia się więcej pytań dotyczących egzystencji, bytu, przyszłości. „Mam wolny zawód, nie brakuje mi zajęć, brak pracy na uniwersytecie nie uniemożliwiłby mojego działania. Może nawet MONITOR POLONIJNY


wręcz przeciwnie?” – konstatuje Błoński. „Z drugiej strony jednak pojawiły się trywialne problemy comiesięcznych opłat. Uświadomiłem sobie, że dzięki systemowi zleceń bankowych, kiedy człowiek nie musi wypłacać pieniędzy, by uregulować opłaty np. za gaz, światło, ta dziedzina życia do tej pory mnie nie obciążała. Wszystko było jakby poza mną, aż tu nagle taka niewiadoma!“. Całą sytuację ocenia mój rozmówca jako uderzającą w jego godność. Kazimierz Filipek wraz z innymi pracownikami dwa lata temu nie został wpuszczony do fabryki, w której pracował. Okazało się, że zakład jest w stanie likwidacji. „Najpierw zdecydowano o prywatyzacji zakładu, który został podzielony na mniejsze, a potem doszło do tunelowania“ – opisuje Filipek. „Owszem, były wcześniej przypadki, że zakład stanął na dwa dni, ale zawsze potem pieniądze skądś się znalazły i mogliśmy produkować dalej“. Jednakże 13 stycznia 2004 roku fabryka już nie ruszyła. „Do końca marca pozostawaliśmy w domu i czekaliśmy, ale nic się nie zmieniło. Byłem bez pracy“ – wspomina. „Zadawałem sobie pytanie, co robić dalej. Z długoletniego, sumiennego, dość dobrze zarabiającego pracownika na stanowisku kierowniczym stałem się bezrobotnym!“. Sytuacja w jego rodzinie skomplikowała się jeszcze bardziej, bowiem wcześniej pracę straciła jego żona, a kilka miesięcy później on sam uległ wypadkowi.

Rozwiązanie Mariola Peruňská powiadomiła swoich znajomych o tym, że poszukuje pracy. Napisała też życiorys i umieściła go na stronie internetowej, za pośrednictwem której można znaleźć pracę (www.profesia.sk). Wtedy dopiero uświadomiLIPIEC - SIERPIEŃ 2006

ła sobie, ile rzeczy potrafi, bowiem na wiele pytań o umiejętności, które znalazły się w kwestionariuszu, mogła odpowiedzieć twierdząco. Dzięki stronie internetowej i znajomym dostawała zaproszenia na rozmowy w sprawie pracy. „Przeżywałam przyjemne emocje, mogłam się zaprezentować. Wiedziałam, że jeśli nie znajdę pracy w ciągu miesiąca lub dwóch, to znajdę ją później“ – wspomina. „Do tej pory sprzedawałam produkty naszej firmy, teraz musiałam sprzedać jak najlepiej siebie, zapomnieć o swojej skromności. Postawiłam wysokie warunki finansowe. Powiedziałam sobie, że spróbuję się sprzedać drogo, jak nie wyjdzie – sprzedam się taniej“ – dodaje. Zaprezentowała się w kilku firmach, a latem podejmie pracę na stanowisku głównej księgowej w dużej firmie w swoim mieście. Jej warunki zostaną spełnione. Tadeusz Błoński otrzymał umowę o pracę na kolejne trzy lata. „W czasie oczekiwania na werdykt władz uczelni wiele razy chciałem wszystko zostawić i zacząć życie od nowa, ale z drugiej strony uświadomiłem sobie, że sytuacja, w jakiej się znalazłem, nie była kwestią celowych działań, lecz pewnej nieudolności organizacyjno-technicznej, nieumiejętności podjęcia decyzji ze strony decydentów“ – wspomina Błoński. Całą sytuację porównał do pozycji kierowcy na drodze, który potrafi prowadzić samochód, ale ponieważ nie jest jedynym użytkownikiem dróg, może mu się zdarzyć wypadek spowodowany nieumiejętnością innego kierowcy. „W tym roku zdarzył mi się właśnie taki wypadek – wpadłem do dołka, ponieważ ktoś inny nie dotrzymał zasad obowiązujących w moim świecie“ – ocenia. Kazimierz Filipek cały rok był bezrobotny. Ze złamanym obojczy-

kiem szukał pracy. „Wszędzie pytają o wiek, a ja jako 58-latek jestem już niepotrzebną inwestycją. Ale powiedziałem sobie, że pracę muszę sobie znaleźć – z powietrza nie da się żyć“ – wspomina. Po pierwszym momencie załamania się otrząsnął. „Nikt nigdy mnie nie zwolnił z pracy! Czułem się odrzucony. Nigdy w to nie wierzyłem, że może się coś takiego stać, kiedy zakład ma ludzi, zbyt, surowiec i maszyny“ – opowiada. Jego celem było znalezienie dobrej pracy. W ostateczności mógł podjąć pracę ochroniarza jakiegoś obiektu. W jego branży włókienniczej pracy nie znalazł, ale okazało się, że naprzeciwko jego domu w zakładzie mechanicznym może od zaraz podjąć pracę na stanowisku, które właśnie się zwolniło. Nie bacząc na złamany obojczyk, przerwał zwolnienie chorobowe i podjął nowe wyzwanie. „Musiałem trochę spuścić z tonu i zgodziłem się na mniejsze niż do tej pory wynagrodzenie, ale cieszę się, że pracę mam i jestem z niej zadowolony“ – ocenia. Z nostalgią jednak wspomina poprzednią pracę. „Poświęciłem jej kawał mojego życia, jak było trzeba wstawałem w nocy, by pracować, to był mój drugi dom, tam się mogłem realizować“.

Rady Każdy z moich rozmówców zyskał doświadczenia i wyciągnął wnioski. Dziś mogą poradzić innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Mariola twierdzi, że już teraz wie, że w życiu nie trzeba bać się zmian. „Kiedy czujesz, że coś ci nie odpowiada, trudno żyć z przekonaniem, że tak musi być. Nie należy dać się unosić z prądem rzeki, trzeba próbować coś zmienić, nawet jeżeli okoliczności nas do tego nie 33


zmuszają, ale tylko wewnętrzne przekonanie“ – wyjaśnia. Dziś wie, że ofert pracy jest wiele. Jeśli ktoś rzetelnie szuka pracy, znajdzie ją. Internet to niezobowiązująca forma prezentacji i poszukiwań, może być alternatywą, nawet w wypadku, gdy ktoś jeszcze nie zdecydował się dać wypowiedzenia z pracy. „Każdy, kto się waha przed podjęciem takiej decyzji, może się sprawdzić, umieszczając swój życiorys na Internecie. Mój życiorys jeszcze tam jest, codziennie przychodzą do mnie oferty pracy!“. Tadeusz dzięki swojemu doświadczeniu wrócił pamięcią do czasów, kiedy zmienił nie tylko miejsce pracy, ale i kraj zamieszkania. „To nieprzyjemne doświadczenie spowodowało też, ze odczułem dreszczyk emocji, myślałem bowiem o tym, że może uda mi się zrzucić z siebie pajęczyny, którymi człowiek jest opleciony, i poczuję się wolny“ – konstatuje. „Może ta sytuacja spowoduje, że przewartościuję swoje życie, powyrzucam to, co niepotrzebne, całe mnóstwo przedmiotów, do których, wydaje mi się, że jeszcze wrócę i że bez nich nie mogę żyć?“ Owe doświadczenie naruszyło jego poczucie stabilizacji. Dziś wie, że powiedzenie „co nas nie zabije, nas wzmocni“ jest prawdziwe. „Człowiek musi sobie uświadomić, że wszystko jest chwilowe, każda rzecz, każdy kontakt, relacja, nic nie jest doskonałe i wszystko się może skończyć. Rozwiązanie w dużej mierze zależy od wewnętrznej siły człowieka” – ocenia. Kazimierz radzi, by nie przywiązywać się na całe życie do jednego miejsca pracy. „Trzeba iść do przodu, być elastycznym – dziś robię to, jutro mogę robić coś innego“ – wyjaśnia. „ Teraz mam 4 lata do emerytury, już wiem, że trzeba iść dalej, a gdyby mnie dziś zwolnili, wiem, co mam robić, do kogo się zwrócić. Wiem, że trzeba dać o sobie znać“. Nie ukrywa, że był rozczarowany. Wie, że niektórzy po takich przejściach nie potrafili wyjść z załamania. Pomogło mu to, że ma silną wolę. Wiedział, że musi znaleźć pracę. „Człowiek szybko się przyzwyczaja do tego, że może sobie pospać, ma czas na spotkania z kolegami, a potem już tylko krok do zawieszenia w próżni“ – ocenia. Zna takich, którzy zostali w domu, popadli w apatię albo skończyli na ulicy, żyją z zasiłku czy z żebrania. I sprawdziło się to, że człowiek musi być przygotowany na czarną godzinę i mieć zabezpieczenie finansowe. Bez tego byłoby mu trudno przejść przez ten ciężki okres. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 34

Polonia na Słowacji – B

adania empiryczne z reprezentantami słowackiej Polonii zostały przeprowadzone w latach 2002-2003, na potrzebę pracy doktorskiej pt.: Polonia na Słowacji. Położenie. Kultura. Tożsamość. Studium socjologiczne. Tożsamość słowackich Polaków została zbadana na dwóch poziomach, badania objęły bowiem przedstawicieli dwóch pokoleń słowackiej Polonii. Wśród respondentów znaleźli się przedstawiciele „dorosłej” Polonii (I-sze pokolenie) oraz dzieci i młodzież polonijna (II-gie pokolenie ). W przypadku dorosłej Polonii zdecydowano się na zastosowanie jako narzędzia badawczego wywiadu swobodnego ze standaryzowaną liczbą poszukiwanych informacji. W tej grupie badanych przeprowadzono łącznie 91 wywiadów. Z kolei badania młodzieży polonijnej, przeprowadzono na podstawie kwestionariusza-ankiety, które wypełniły 62 osoby. Badania objęły wszystkie ważniejsze skupiska Polaków na Słowacji. Respondenci zarówno dorośli, jak i młodzi zostali dobrani w sposób celowy. Pierwszą grupę badanych obu pokoleń stanowili Polacy związani z Klubem Polskim, zamieszkali na terenie oddziaływania jednego z pięciu oddziałów Klubu (w Bratysławie, Nitrze, Koszycach, Martinie i Trenczynie). W drugiej grupie badanych, także z obu pokoleń, znaleźli się Polacy niezrzeszeni

w Klubie Polskim. Większość z nich pochodziła z terenów Liptowa oraz Spisza i Orawy. Spośród wszystkich 153 dorosłych i młodzieżowych respondentów łącznie 72 osoby, czyli 47%, mogły - biorąc pod uwagę miejsce stałego zamieszkania na Słowacji uczestniczyć w działalności Klubu, a 81 osób, czyli 53 %, było tej możliwości pozbawionych. Z przeprowadzonych badań wynika, iż zdecydowana większość z dorosłych badanych uważa się za Polaków, przyznaje się do polskiej tożsamości i Polskę traktuje jako swą pierwszą ojczyznę. Głównym tego powodem jest fakt, iż dorośli respondenci w przeważającej większości pochodzą z małżeństw jednolitych narodowościowo (91 %), urodzili się w Polsce (96 %) oraz mieli obywatelstwo polskie (93 %). Szczególną rolę w podtrzymywaniu polskiej tożsamości narodowej spełnia polski język. W domach polonijnych dość częstym zjawiskiem jest dwujęzyczność. Jest ona koniecznością, ponieważ w większości Polacy na Słowacji żyją w rodzinach mieszanych narodowo. Jednakże dla większości przebadanych MONITOR POLONIJNY


– raport z badań socjologicznych przedstawicieli pierwszej generacji słowackich Polaków jest on językiem ojczystym, wyniesionym z domu. Pozostaje on językiem pierwszym, choć nie pozbawionym licznych naleciałości i zapożyczeń z języka słowackiego. Duże znaczenie w podtrzymywaniu polskiej tożsamości i integracji Polaków na Słowacji odgrywa Klub Polski. Zasięg jego oddziaływania jest jednak ograniczony, ponieważ posiada on łącznie tylko pięć oddziałów regionalnych: w Bratysławie, Nitrze, Koszycach, Martinie i na Środkowym Poważu. Na uczestnictwo w działalności Klubu Polskiego mogą sobie zatem pozwolić jedynie mieszkańcy tych regionów. Polacy, rozproszeni w miejscowościach położonych z dala od jednego z klubów regionalnych, nie mają możliwości włączenia się w działalność klubową. Bywa i tak, iż niekiedy w ogóle nie zdają sobie sprawy z istnienia Klubu. Członkowie i sympatycy Klubu Polskiego podkreślali rolę tegoż stowarzyszenia w integracji Polonii, nauczaniu języka polskiego, podtrzymywaniu polskiej kultury oraz pomocy w codziennym życiu Polaków na Słowacji. Z pewnością znaczenie Klubu Polskiego w podtrzymywaniu i rozwijaniu słowackiej Polonii będzie wzraLIPIEC - SIERPIEŃ 2006

stać, o ile będzie on w stanie rozszerzyć swą działalność, zwłaszcza na Spiszu i Orawie, oraz przezwyciężyć trudności organizacyjne (szczególnie finansowe i lokalowe). Wśród ankietowanych przedstawicieli młodzieży polonijnej tożsamość kształtuje się wyraźnie w odmienny sposób niż u dorosłych respondentów. Młodzi respondenci stanowią drugie pokolenie słowackiej Polonii. Większość z nich urodziła się bowiem już na Słowacji, w małżeństwach mieszanych narodowościowo. Nie dziwi więc, iż tylko trzech spośród nich zadeklarowało, iż uważają się za Polaków. Zdecydowana większość zadeklarowała tożsamość podwójną, uważając się bądź równocześnie za Polaka i Słowaka (52 %), bądź też za Słowaka polskiego pochodzenia (23 %). A zatem o ile większość dorosłych respondentów przyznawała się do polskiej tożsamości narodowej, to wśród młodzieży polonijnej samookreślenie własnej tożsamości było znacznie bardziej złożone. Z badań ankietowych przeprowadzonych wśród młodzieży polonijnej wynika również, iż język polski jest traktowany jako język drugorzędny, dodatkowy, pomocny w porozumiewaniu się z dziadkami i rodziną w Polsce lub z rodzicem polskiego pocho-

dzenia. Znamienne jest, iż wśród 62 badanych nie znalazł się nikt, kto posługiwałby się w domu wyłącznie językiem polskim. Według uzyskanych odpowiedzi połowa ankietowanych posługuje się w domu wyłącznie językiem słowackim, zaś 35 % z nich używa zarówno języka słowackiego, jak i polskiego. Znajomość języka polskiego jest postrzegana jako atut, stwarza perspektywy lepszego zatrudnienia bądź też wyjazdu na studia do Polski. Jednakże podstawowym narzędziem codziennej komunikacji dla młodych respondentów jest język słowacki; jest on zdecydowanie bliższy ankietowanym niż język polski. W przypadku ankietowanej młodzieży polonijnej rola Klubu Polskiego polega głównie na umożliwianiu nauki języka polskiego w szkółkach polonijnych oraz w pomocy w starcie na studia w Polsce. Jednakże spośród ankietowanych, tylko blisko 1/2 korzystała z tych możliwości. Na koniec warto dodać, iż przedstawione tu badania zakończono niecały

rok przed przyjęciem Polski i Słowacji do Unii Europejskiej. Jak donosi „Rzeczpospolita” po 1 maja 2004 na Słowację przybyło do pracy przeszło 1500 Polaków. I z każdym miesiącem jest ich więcej. („Rzeczpospolita” 20 VI 2006) Stąd też, aby prześledzić dalszy rozwój i przemiany kultury i tożsamości słowackiej Polonii, należałoby ponownie przeprowadzić badania tej zbiorowości, np. po upływie dekady. Szczególnie cenne byłoby dotarcie do respondentów młodzieżowych celem przeanalizowania kierunków zmian ich tożsamości. Warto by wówczas dotrzeć także do szerszej grupy słowackich Polaków, zwłaszcza zaś do tych, którzy zamieszkują regiony Słowacji nie objęte zrealizowanymi badaniami oraz do przedstawicieli najnowszej fali polskiej emigracji. Można się spodziewać, iż ciągłość emigracji będzie skutkować spowalnianiem procesów asymilacyjnych zachodzących wśród zamieszkałych na Słowacji Polaków. MICHAŁ LUBICZ MISZEWSKI

Dla zainteresowanych słowacką Polonią podajemy linki do 2 artykułów, stanowiących cząstkę doktoratu pana Michała Miszewskiego, które można odnaleźć w Internecie: 1) Polonia na Słowacji - historia i współczesność http://www.polonia-polska.pl/index.php?id=pwko36 2) Historia i działalność Klubu Polskiego na Słowacji http://www.polonia-polska.pl/index.php?id=pwko37 35


Czytelnicy OCENIAJĄ

W

tym numerze „Monitora“ poprosiliśmy o ocenę naszego pisma Ewę Sipos, która mieszka w Dunajskiej Lużnej koło Bratysławy „Na Słowacji mieszkam od 10 lat, a obecnie przebywam na urlopie macierzyńskim. Pomimo braku czasu „Monitor” staram się czytać na bieżąco, choć w mojej obecnej sytuacji nie jest to łatwe. Pochodzę z Gdańska, więc moje wizyty w domu u rodziny są sporadyczne i wypadają mniej więcej raz do roku. Z tego względu „Monitor Polonijny” jest dla mnie takim oknem na polski świat. Z zainteresowaniem czytam wszystkie informacje o tym, co dzieje się w kraju, a także wszystko, co dotyczy aktualnych spraw tutaj, w Bratysławie. Interesują mnie również wszelkie informacje muzyczne. Cieszę się, że Polacy mają swoje pismo. Z pewnością czytałabym też rożne historyczne artykuły, gdyby były ciut krótsze...” MELANIA MALINOWSKA

36

• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A Fundacja SEMPER POLONIA przypomina o programie podypolomowego kształcenia, studiach doktoranckich i stażach w Polsce. Kandydaci ubiegający się o stypendium powinni spełniać następujące wymagania: - posiadają narodowość polska lub mogą wykazać swoje polskie pochodzenie (potwierdzone przez polską placówkę konsularnodyplomatyczna działającą w kraju zamieszkania wnioskodawcy); - ukończyli szkolę średnią z polskim językiem nauczania (chyba, że nie ma takiej szkoły w miejscu zamieszkania wnioskodawcy); - ukończyli studia magisterskie i obronili dyplom na uczelniach w krajach innych niż Polska; - w czasie odbywania studiów magisterskich osiągali w nauce wyniki co najmniej dobre; - legitymują się opinią wystawioną przez promotora pracy magisterskiej, potwierdzającą predyspozycje do kontynuowania pracy naukowo-badawczej; - posługują się językiem polskim w stopniu dobrym; - aktywnie działają na rzecz miejscowego środowiska polonijnego lub biorą udział w przedsięwzięciach promujących Polskę; - nie posiadają stałego zatrudnienia; - nie otrzymują i nie ubiegają się o stypendium z innej organizacji społecznej lub instytucji rządowej, działającej na rzecz środowiska polonijnego; - nie ukończyli 30 roku życia w momencie składania pierwszego wniosku o przyznanie stypendium Fundacji SEMPER POLONIA na kształcenie podyplomowe w Polsce; - oznaczają się stanem zdrowia, zezwalającym na kontynuowanie studiów lub odbycie stażu w Polsce. Wniosek i regulamin Fundacji SEMPER POLONIA oraz dodatkowe informacje można uzyskać w Wydziale Konsularnym Ambasady RP w Bratysławie lub na stronach internetowych Fundacji: www.semperpolonia.pl

MONITOR POLONIJNY


• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • PRACA Polski sklep z materiałami budowlanymi MERKURY MARKET w Koszycach przyjmie do stałej pracy sprzedawców i magazynierów. Bliższe informacje pod numerem telefonu 0915237276

Oddział Warszawski Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Koło Wspólnoty Polskiej w Kielcach informuje, że II Zjazd Studentów Polonijnych odbędzie się w dniach 20-26.08.2006 r. w Murzasichlu koło Zakopanego. Chcielibyśmy zaprosić studentów polskiego pochodzenia ze Słowacji do udziału w naszej inicjatywie. Poszukujemy sześciu chętnych osób, które chciałyby uczestniczyć w takim spotkaniu. Program Zjazdu dla studentów oraz adres strony internetowej naszego Zjazdu: www.zjazd.studentow.prv.pl. Koszt uczestnictwa w zjeździe pokrywa Senat RP. Studenci ponoszą ze swojej strony koszt wyżywienia i noclegu, w granicach 45 euro, oraz przejazdu do Polski. Zainteresowani uczestnictwem w zjeździe powinni drogą mailową kontaktować się bezpośrednio z organizatorem zjazdu: karol.budzynski@gazeta.pl lub budzy2@op.pl

•ŻYCZENIA•

30 czerwca przyszedł na świat synek naszej redakcyjnej koleżanki – Melanii Malinowskiej. Meli i jej mężowi – Petrowi gratulujemy! Wiktor, witaj między nami!

INST Y TUT POLSKI W BRAT YSŁAWIE PROGRAM – LIPIEC / SIERPIEŃ 12 lipca – godz. 19.00 - Humenne • Recital organowy Ireneusza Wyrwy podczas IV festiwalu Humenské organové dni Štefana Thomána 12 - 16 lipca – Dom fotografie, Liptovský Mikuláš • Letná škola fotografie z udziałem fotografów i krytyków z Polski, m.in. Jerzego Gawła, K. K. Olsiewskiego i Ireneusza Zjeżdżałki redaktora naczelnego kwartalnika Fotografia • Bliższe informacje: www.domfoto.sk do 12 lipca – Bratysława, Instytut Polski, Nám SNP 27 • Prezentacja wystawy pod tytułem Wolność! Chleb! Poznański czerwiec 1956 w fotografii, poświęconej 50. rocznicy wydarzeń poznańskich Współorganizator: IPN Oddział w Poznaniu 14 lipca – Bratysława, Instytut Polski, Nám SNP 27 • Wystawa plakatów Najlepsze przedstawienia teatrów warszawskich 18 – 20 lipca – Stará Ľubovňa, zamek • Wystąpienie duetu pantomimy Mirosława Kasprzyka i Artura Z. Żebrowskiego w spektaklu Beniowski w więzieniu z okazji 260. rocznicy urodzin Beniowskiego • Bliższe informacje: www.muzeumsl.sk

21 lipca, godz. 19.00 – Kremnica, Dom komorského grófa • Koncert sopranistki Agnieszki Cząstki w ramach Międzynarodowego Festiwalu Petra Michalicy Hudba pod diamantovou klenbou. 23 lipca, godz. 18.00 – Kremnica, kostol sv. Kataríny • Recital organowy Lidii Książkiewicz podczas X Europejskiego Festiwalu Organowego Kremnicky hradný organ od 29 czerwca do 3 września – Bratysława, ul. Ventúrska • Wystawa prac Jerzego Kędziory w ramach XI Międzynarodowego Festiwalu Socha a Objekt 3 sierpnia, godz. 18.00 – Bratysława, Stredoeurópska galéria fotografie, ul. Prepoštská • Międzynarodowa wystawa współczesnych fotografii artystycznych 4 pre 4 z udziałem Grzegorza Przyborki 16 sierpnia, godz. 16.30 – Bratysława, Instytut Polski, Nám SNP 27 • Wystawa prac z Międzynarodowego Workshopu Klubu Polskiego – Koszyce Eury Art 2005 17 sierpnia, godz. 18.00 – Bratysława, zamek • Recital organowy Jerzego Kukly w ramach festiwalu Bratislavsky hradný organ

19 sierpnia, godz. 21.30 – Námestovo Koncert polskiego zespołu „Chainsaw” /rock-metal/ w ramach IV festiwalu Oravský rockfest • Bliższe informacje: www.oravskyrockfest.sk 25 – 27 sierpnia – Kremnica • XXVI. Festiwal satyry i humoru – Kremnické Gagy • W programie: Wystawa karykatury polskiej ze zbiorów Muzeum Karykatury w Warszawie • Wystąpienie karykaturzysty i ilustratora Tomasza Brody • Koncert grupy muzycznej Mitch &Mitch • Bliższe informacje: www.gagy.sk

PONADTO POLECAMY: 21 lipca – Dobrohošť • Punk Island Festival Dobrohošť • Wystąpienie polskiego zespołu „Awariat Nato“ • Bliższe informacje: www.punkisland.sk 17 – 19 sierpnia – Ružina pri Lučenci • More Than Fest • Wystąpienie polskich zespołów „Behemoth” i „Chainsaw” • Bliższe informacje: www.epg.sk

BIBLIOTEKA I CZYTELNIA IP ZE WZGLĘDU NA INWENTARYZACJĘ BĘDZIE W OKRESIE WAKACYJNYM ZAMKNIĘTA LIPIEC - SIERPIEŃ 2006

37


Poľsko mojimi očami H

ovorí sa, že život každého človeka je sínusoida. Raz sme hore, raz dolu. Niečo podobné platí aj pre každú krajinu. A kde sa nachádza Poľsko? Mám pre vás dobrú správu: je na ceste hore... Poľsko som po prvý raz navštívil v 23 rokoch. Áno, priznávam, trochu neskoro na človeka, ktorého štát má s touto krajinou najdlhšiu hranicu. Pracovné povinnosti ma vtedy zaviali do Varšavy. Ako to už na podobných cestách býva – naplno som registroval akurát letisko a hotel. Tam boli všetci veľmi milí, no vyvodzovať z toho záver, že Poliaci sú pohostinní, večne vysmiati ľudia, sa mi nezdalo „kóšer“. Veď vo viachviezdičkovom hoteli je to povinnosť personálu. O nejaký čas som sa do Varšavy opäť vrátil. Tentoraz na dlhšie. Pomaly som nasával atmosféru a zoznámil sa s Poliakmi žijúcimi v meste, po druhej svetovej vojne znovupostavenom prakticky z ničoho. UNESCO spravilo dobre, keď Stare Miasto zaradilo do zoznamu svetového kultúrneho dedičstva. Pre istotu – človek nikdy nevie, čo sa môže stať. Poliaci by o tom vedeli rozprávať. Vo varšavskom Historickom múzeu to aj robia. Filmové šoty o nacistickej okupácii a systematickej deštrukcii mesta. Obdobie, keď sa z ľudí stali potkany blúdiace v systéme podzemných kanálov, len aby si zachránili život. Niet sa preto čo čudovať, že obyvatelia mesta majú averziu k akýmkoľvek izmom a dar „veľkého brata“ – Palác kultúry Varšavčania tak nenávidia. Iste, hrôzy najkrvavejšej vojny sa dotýkajú takmer celej Európy. Keď sa však spomenie pojem koncentračný tábor, myšlienky nás automaticky zavedú do Poľska. Samozrejme – ako každý iný – aj ja som veľa počul o týchto zariadeniach. No lepšie raz vidieť, ako 100 ráz počuť. Príležitosť sa mi naskytla minulý rok pri 60. výročí oslobodenia koncentračného a vyhladzovacieho tábora Auschwitz – Birkenau. Najväčšia pietna spomienka bola priamo v areáli tejto továrne na smrť. Na 38

oficiálnom programe sa zúčastnili viacerí štátnici. Nenápadné juhopoľské mestečko Osvienčim a blízka obec Brezinka už niekoľko dní žili spomienkou na výročie oslobodenia. Hlavnému ceremo-

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

VILIAM HAUZER REDAKTOR SLOVENSKÉHO ROZHLASU niálu predchádzali sprievodné akcie: diskusné fóra a prednášky na tému holokaust. Areál prešiel rekonštrukciou a dnes slúži ako múzeum. Od roku 2002 tam má svoju expozíciu aj Slovenská republika. Pre väčšinu ľudí je asi najznámejší záber vstupnej budovy s bránou, pod ktorou vedú koľajnice. Tento obraz má pred sebou pri príchode každý návštevník tohto pietneho miesta. Na rekonštrukcii si naozaj dali záležať. Chladné počasie posledných dní mesiaca januára roku 2005, umocnené silným snežením a svetlami reflektorov vojenských veží, dávalo pocit, ako keby boli tmavé baraky ešte stále plné väzňov. Atmosféra bola silná a dojímavá. Silu dávala oslavám okrem delegátov ako prezident Izraela Moshe Katzav, Ruska Vladimir Putin, prezidenti Fran-

cúzska a Nemecka najmä prítomnosť a výpovede bývalých väzňov – obetí, na ktorých počesť sa vlastne celá akcia konala. Hlavnou časťou pietneho aktu bolo zapálenie sviečok pri Pomníku pamäti národov. Táborom sa pritom niesli židovské modlitby za zosnulých. Ústrednou myšlienkou bolo nezabudnúť na hrôzy minulosti. Nemecký prezident Horst Köhler dokonca vyhlásil, že koncentračné tábory budú navždy súčasťou nemeckej histórie. Treba však k tomu viesť aj mladú generáciu. Píšem tu o hrôzach, ktoré Poľsko zažilo za posledných 100 rokov. Nechcem tým povedať, že história Poliakov bola iba pochmúrna. Mohol by som písať o veľkých spisovateľoch, maliaroch či skladateľoch. Tí sa už hlboko vryli do svetovej histórie. Zverstvá spred 60 rokov však treba neustále pripomínať. Aby ľudia nezabudli. Hovorí sa, že život každého človeka je sínusoida. Raz sme hore, raz dolu. V prípade Poľska boli štyridsiate roky 20. storočia absolútnym dnom. Neskôr sa situácia zlepšila, i keď komunizmus rozhodne nemožno označovať za ideálny stav. Víziu stúpajúcej krivky naznačil až Lech Walesa so svojou Solidaritou. Nemalú zásluhu zohral aj pápež Ján Pavol II. Na začiatku som písal, že počas svojej prvej návšteve Poľska som nechcel hneď vyvodiť záver, že Poliaci sú pohostinní, večne vysmiati ľudia, i keď som stretol najmä takých. Žiadalo sa mi viac ich spoznať. Medzitým som sa osobne stretol s Lechom Walesom i s Jánom Pavlom II. Obaja na mňa zapôsobili veľmi silným dojmom. Povedal som si, jeden riadil poľské telo, druhý poľskú dušu. Ak národ viedli takéto osobnosti, je veľmi malá pravdepodobnosť, že by tam mohli byť zlí ľudia... Samozrejme, nájdu sa výnimky. Tie k sínusoide patria. „Podľa môjho názoru Poľsko ešte zďaleka nedosiahlo vrchol – čaká ho ešte veľa pozitívneho.“ Uzavrel by som svoje rozprávanie slovami môjho kolegu, ktoré vyriekol v staničnom bufete v mestečku Wisla pri šálke „herbatky“. Aj také je Poľsko. MONITOR POLONIJNY


Dzieciaki! Wam też jest tak gorąco? Na pewno tak! I nie ważne, czy jesteście w Grecji, Szwecji czy na Słowacji. Lato chyba wszędzie jest gorące. Oczywiście są na świecie miejsca, gdzie jest bardzo, bardzo gorąco, np. w Afryce, i są miejsca, gdzie jest „tylko” bardzo gorąco, np. w Europie. Co najchętniej robicie podczas letnich upałów? Skaczecie do wody? Leżycie pod gruszą i czytacie komiksy?

Chodzicie co dwie godziny do cukierni na lody? Macie do tego prawo. Na dwa miesiące wakacji na pewno sobie zasłużyliście. Ale czy choć czasami ruszacie głową i troszeczkę gimnastykujecie intelekt? Nie, nie zamierzam Was przepytywać z tabliczki mnożenia! Abyście jednak trochę odpoczęli (choć brzmi to troszeczkę absurdalnie) od lodów, morza i upałów, pogłówkujcie z nami!

1. Plaża, fale i .... 2. Nie chcemy go dostać podczas wakacji 3. Wakacyjny środek lokomocji 4. U babci na wsi, rogata, daje mleko, ale nie krowa 5. Pierwszy miesiąc wakacji 6. Domek z płótna nad jeziorem 7. Piramida w lesie 8. Jagodowe, z cukrem i śmietaną na talerzu – najlepsze na świecie 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8.

Wakacje dłuższe niż rok szkolny to nasze LIPIEC LIPIEC--SIERPIEŃ SIERPIEŃ2006 2006

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK

39


Na

samym początku muszę zdecydowanie podkreślić, że artykuł t e n n i e j e s t a r t y k u ł e m t z w. s p o n s o r o w a n y m a n i r e k l a m o w y m . Proszę mi wierzyć – na moje konto nie wpłynęła okrągła sumka od producenta takiego cudu techniki gastronomicznej, jakim jest prodiż. Ha, wiedzą Państwo w ogóle, jak taki prodiż wygląda? „Słownik języka polskiego” informuje swoich wiernych czytelników, którzy dotarli aż do litery „P”, że prodiż to „naczynie metalowe ze szczelną pokrywą z wizjerem służące do pieczenia ciast, drobiu i mięs, ogrzewane gazem lub prądem elektrycznym“. Wiem, że bardziej intrygujące jest słowo „negliże“, ale tego chyba nie muszę wyjaśniać. Wiadomo, kuchnia wakacyjno-urlopowa jest trochę bardziej „wyluzowana“ i nawet przy stole widać ciałka trochę więcej (waga jednak nie drgnęła). Nie chciałabym Państwu zawracać głowy wspomnieniami z mojego zamierzchłego już dzieciństwa, ale, niestety, wynurzenia na temat, kiedy powiedziałam po raz pierwszy „kro-wa”, wiążą się nierozerwalnie z tematem aktualnego „Piekarnika”. Proszę o głęboki wdech, a na wydechu jakoś przez to Państwo przebrną.... Dawno temu, gdy byłam mała, podczas wakacji jeździło się na tzw. letniska, czyli, mówiąc językiem współczesnym, wynajmowało się kwatery. Na takiej jednej wsi w okolicach miasteczka Łask po raz pierwszy zobaczyłam krowy. I właśnie te historyczne wakacje toczyły się wokół prodiża. Uściślę – zepsutego prodiża. Mój ojciec co jakiś czas jeździł do Łasku po spiralę do niego. Niestety, w tych czasach jeśli czegoś nie było, to nie było. Toteż przez całe wakacje prodiż stał zimny i niewykorzystany (przepraszam jeśli komuś ten zwrot wydaje się zbyt dwuznaczny). Proszę sobie wyobrazić, MAJKA KADLEČEK

że w tym czasie nie mogłam mieć więcej niż cztery latka z kawałkiem, ale kłopoty z prodiżem wywarły na mnie silne wrażenie, żeby nie powiedzieć - piętno na całe życie! Wróćmy jednak do kontekstów kulinarnych. W prodiżu można przygotować wszystko. Gdyby się uprzeć, to nawet cały obiad z deserem ... Można w nim piec kurczaka, różne inne rodzaje mięs, ciasta, można smażyć kotlety, dusić warzywa, gotować ryż i kaszę, a nawet ziemniaki (wszystkiego spróbowałam). O doskonałości prodiża może świadczyć fakt, że przez ponad kilkadziesiąt lat się nie zmienił. Mój pierwszy model to był 35-letni weteran, sprzęt, który moja teściowa dostała z okazji ślubu. Niektórzy uczestnicy tej ceremonii byli już dawno w królestwie niebieskim, ale prodiż działał nadal! Niestety, ze względu na swój wiek zużywał na pewno więcej prądu niż cała ulica razem wzięta, dlatego też skończył na śmietniku. Kupiłam więc nowy egzemplarz, który oprócz mniejszego zużycia prądu (mam taką nadzieję) i teflonowej powłoki nie różnił się absolutnie niczym od swojego poprzednika! Na koniec przydałby się jakiś przepis. Są wakacje, więc odpoczywajmy! „Wrzućmy“ na siebie letnie negliże, a to, co zechcemy upiec, ugotować albo udusić, wrzućmy do prodiża... Wszystko uda się doskonale! Bo lato jest piękne, życie jest piękne, a prodiż błyszczy w słońcu ...

ZA MIESIĄC: SZKOŁA WOŁA, CZYLI COŚ, CZEGO NAPRAWDĘ NIENAWIDZIMY


Monitor Polonijny 2006/07-08