Page 1


FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

•Z NASZEGO PODWÓRKA•

W Ambasadzie RP w RS (10 maja ) odbyło się przyjęcie z okazji Święta Konstytucji 3 Maja. Na uroczystość przybyli goście – osobistości świata polityki i kultury Słowacji i Polski. mw Dnia 1 czerwca w Pałacu Zichy w Bratysławie odbył się polski wieczór, którego oragnizatorami byli: Staromiejski Ośrodek Kultury w Bratysławie, Ambasada RP w RS, Instytut Polski w Bratysławie oraz Klub Polski Region Bratysława. Podczas wieczoru każda z instytucji czy organizacji zaprezentowała swoją działalność na Słowacji. O oprawę muzyczą zadbały zespoły „Torka“, „No Limit“ oraz Marta Hudecová (sopran). mw

FOTO: WILIAM HESS FOTO: STANO STEHLIK

Otwarcia polskiej czesci wystawy dokonał Zbigniew Machej, dyrektor IP w Bratysławie, na planie dalszym Ladislav Snopko, dyrektor KZP wh

W Pałacu Zichy odbyło się też losowanie nagród przeznaczonych dla prenumeratorów „Monitora Polonijnego“. Szczęśliwych posiadaczy biletów autobusowych do Londynu i Paryża wylosowali starosta Bratysławy – Stare Miasto Peter Čiernik oraz radca Ambasady RP w RS Bogdan Wrzochalski (więcej na stronie 21). Przedstawicielka firmy SAD Eva Vozarová przekazała nagrody na ręce redaktor naczelnej. mw Koncert Visegrad 4 Harps z udziałem Tomasza Kamińskiego (harmonijka ustna). Projekt, który połączył działalność koncertową najpopularniejszych muzyków państw V4 grających na harmonijce ustnej. wh

FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

Uroczyste otwarcie wystawy osobistosci społecznych i politycznych państw V4 pod nazwą „Portrety wyszegradzkie“ Polską część przygotowała agencja prasowa Agora ze zbioru prac fotografów „Gazety Wyborczej“.

MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Choć jest to tekst, który widnieje na początku naszego pisma, najczęściej powstaje pod koniec przygotowywania miesięcznika do druku, kiedy większość materiałów jest gotowa. Jest sobotni wieczór. Siedzę przed telewizorem i oglądam festiwal Eurowizji. Relaks, choć nie w pełni. Na kolanach mam laptop – przecież będę jeszcze pisać tekst do „Monitora”! Czy Eurowizja może mnie zainspirować? Co za paradoks! Oglądam ją na niemieckim kanale, bo słowacka telewizja festiwalu nie transmituje, a anteny satelitarnej, dzięki której mogę odbierać TV Polonia, jeszcze nie przeinstalowałam, choć informacje o zmianach w nadawaniu sygnału umieściliśmy już w poprzednim numerze naszego pisma! A więc siedzę przed telewizorem i już wiem, że polscy reprezentanci nie przeszli do finału (czytaj „Młodzi w Polsce słuchają”). Już niebawem przed telewizorami bądź na trybunach zasiądą kibice piłki nożnej. To będą emocje! Temu poświęciliśmy artykuł zatytułowany „Polska, gooolaaa!” Zapewne wielu z Państwa z uwagą śledzi informacje, podawane przez media. Kiedy mowa o Polsce – z większym zainteresowaniem się im przysłuchuje – dotyczą przecież bezpośrednio czy pośrednio nas. Jeśli są pozytywne – jesteśmy dumni, jeśli negatywne – przeżywamy je tak, jak nasi rodacy mieszkający w kraju, a może czasami intensywniej. Na łamach „Monitora” staramy się przybliżać te wydarzenia w specjalnej rubryce „Z kraju” czy, przypominając historię Polski, w rubryce „To warto wiedzieć”. Mieszkając z dala od ojczyzny, na pewno możemy być dumni z naszego pochodzenia. O tej dumie mówi w „Wywiadzie miesiąca” prezes organizacji polonijnej na Słowacji Tadeusz Błoński. Chęć pokazania różnorodności polskiej kultury gór i morza przyświecała organizatorom imprez w Bratysławie, z których fotoreportaż znajdziecie Państwo na stronach 12-13. W tym numerze ogłaszamy też wyniki losowania wspaniałych nagród, które przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów – cztery osoby spędzą wspaniały urlop w atrakcyjnych stolicach Europy. Gratulujemy! I wszystkich zachęcamy do lektury całości czerwcowego „Monitora”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Polska, gooolaaa!! Z KRAJU SŁOWACKIE WYDARZENIA, POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Polscy lekarze na Słowacji Ach, ta historia... OKIENKO JĘZYKOWE Rok Języka Polskiego Szczęśliwa (?) trzynastka DYPLOMACJA I NIE TYLKO Dyplomacja – czy jest czego zazdrościć? WYWIAD MIESIĄCA Tadeusz Błoński: „Klub Polski jest miejscem dla aktywnych i kreatywnych” Polsko-słowacki wieczór szant i pieśni góralskich MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Mietek Szcześniak NASŁUCHUJEMY Antygona w Nitrze KINO-OKO Veľký návrat Adama Miauczyńského TO WARTO WIEDZIEĆ Gorący Czerwiec ’56 w Poznaniu BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Marek Nowakowski Dzień Dziecka OGŁOSZENIA POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Prečo mám rada aj poľské jablká MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Sen nocy świętojańskiej

4 4 5 6 7 9 9

9

11 13 14 14 15 16 17 18 20 21

22 23 24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o r e k , I z a b e l a W ó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E K O Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska• GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 14 2 515 • R E G I S T R A Č N É Č Í S LO : 119 3 / 9 5 • R e d a k c i a s i v y h r a d z u j e p r á vo n a re d a k č n é s p r a c ova n i e a ko a j vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU MINISTERSTVA KULTÚRY SR - PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN

CZERWIEC 2006

3


Po

raz kolejny nasza piłkarska reprezentacja uczestniczy w mistrzostwach świata w piłce nożnej, które tym razem odbywają się w Niemczech. Reprezentacja Polski, plasująca się obecnie na 29. miejscu w rankingu FIFA, ma szanse powalczyć o ... ? No właśnie, o co? Zgodny chór kibiców, dziennikarzy sportowych i „fachowców” twierdzi, że sukcesem będzie wyjście z grupy. Ci mniej optymistycznie nastawieni stwierdzają, że nasi odnieśli już swój sukces, ponieważ... zakwalifikowali się na mistrzostwa! Nasze „Orły” to 23 zawodników, wybranych przez selekcjonera Pawła Janasa. Szokiem dla kibiców i niektórych ludzi ze świata sportu jest niepowołanie do kadry na mistrzostwa bramkarza Jerzego Dudka oraz Tomasza Frankowskiego, który w eliminacjach do MŚ zdobył 7 goli! W jego przypadku selekcjoner tłumaczy to tym, że od jesieni nie pokazał na boisku formy i nie wiadomo, czy odzyskałby ją właśnie w Niemczech. Jerzy Dudek natomiast od prawie roku „siedzi na ławce” w swoim klubie i trudno zabierać go na mistrzostwa jako np. trzeciego bramkarza. Po ogłoszeniu składu kadry Dudek stwierdził, że musi ochłonąć, ponieważ cały czas myśli, że to żart. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze przed meczem z Litwą (02.05.br.) selekcjoner powiedział, że „w reprezentacyjnej formie jest tylko Dudek”. W kadrze znalazło się za to kilku mło-

Polska, gooolaaa!!! dych, mniej doświadczonych, ale dobrze zapowiadających się zawodników (Gorawski, Jeleń, Brożek). Trzecim bramkarzem reprezentacji został 24-letni bramkarz West Bromwich Albion Tomasz Łuszczak. Ma przed sobą wizję olśniewającej kariery. Ostatnio dużo pisano o tym, że Manchester United może zdecydować się na zapłacenie za niego 7 mln funtów! Jeśli transfer doszedłby do skutku, byłby to rekord w historii polskiego futbolu. Jeśli nawet w trakcie mistrzostw będzie tylko siedział na ławce rezerwowych, to wyjazd do Niemiec pozwoli mu oswoić się z reprezentacją i ... będzie początkiem drogi na Mistrzostwa Europy w 2008 roku. Wśród wyjeżdżających na Mundial jest 17 zawodników grających w klubach zagranicznych (w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Rosji, Belgii, Turcji, na Ukrainie i w ... Katarze). Krajowe kluby reprezentuje aż czterech zawodników Wisły Kraków oraz po jednym Wisły Płock i stołecznej Legii. Polska zaczyna mistrzostwa w grupie „A” wraz z Niemcami, gospodarzami i srebrnymi medalistami z 2002 roku, oraz reprezentacjami Ekwadoru i Kostaryki. Nasi najgroźniejsi konkurenci z grupy, Niemcy, zajmują 19. miejsce

do programu bezwizowego ruchu turystycznego do USA. Nie wiadomo jednak, czy wizy dla Polaków zostaną na pewno ostatecznie zniesione, ponieCAŁA POLSKA z głębokim sza- waż ustawa imigracyjna będzie cunkiem powitała papieża jeszcze przedmiotem negocjacji Benedykta XVI, który do kraju z Izbą Reprezentantów. Jana Pawła II zawitał pierwszy raz. Ojciec Święty wyraził og- KAZIMIERZ GÓRSKI - legendarny romną radość ze swej piel- trener polskiej reprezentacji piłgrzymki do Polski. ki nożnej i autor polskiego mundialowego sukcesu z 1974 POLACY BYĆ MOŻE już wkrótce roku zmarł dnia 23 maja będą mogli wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych bez ZATRZYMANO PODEJRZEWANYCH wiz. Senat amerykański uchwa- o korupcję wysokich urzędników lił poprawkę do ustawy o refor- ministerstwa finansów. Mieli oni mie imigracyjnej, tymczasowo w latach 1994-2004 tworzyć (na 2 lata) włączającą Polskę w resorcie tzw. przestępczy 4

w rankingu FIFA. Kostaryka jest na 26. a Ekwador na 39. miejscu. O różnicy miedzy naszymi piłkarzami a reprezentantami Niemiec może świadczyć fakt, że cena jednego tylko Michaela Ballacka na piłkarskim rynku jest wyższa od ceny całej naszej reprezentacji! Inną ciekawostką jest obecność w drużynie niemieckiej graczy z polskimi korzeniami. Zawodnicy ci to pomocnicy Tim Borowski oraz grający w ataku Miroslav Klose i Lukas Podolski. Pomimo znacznej różnicy w piłkarskiej klasie mecz pomiędzy Polską a Niemcami będzie prawdopodobnie trudny. Trener Niemiec J. Klinsmann stwierdził, że „mecz z polską drużyną będzie dla Niemiec najtrudniejszym zadaniem w rundzie grupowej”. Polska jeszcze nigdy nie wygrała z Niemcami. Rozegraliśmy 14 meczy, z czego 10 przegraliśmy, a 4 razy zremisowaliśmy. Niemcy strzelili nam 26 bramek, my im tylko 7... Lepszy bilans mamy z pozostałymi rywalami. Z Kostaryką graliśmy dwa razy: w 1989 r. wygraliśmy 4:2, a rok później – 2:0. Przeciwko drużynie Ekwadoru graliśmy tylko raz. W listopadzie ub.r. pokonaliśmy ich reprezentację w Barcelonie 3:0. Awans do 1/8 finałów oznacza mecz z Anglią lub Szwecją... Mundial to jednak niestety nie tylko futbol. Od kilku tygodni media, głównie brytyjskie i niemieckie, bija na alarm, strasząc inwazją polskich chuliganów, którzy podobno już od dawna szykują się do pozastadionowych walk z policją oraz innymi „kibicami”. Cóż... Jak można

układ, który za łapówki załatwiał uszczuplenia podatkowe dla firm. Urzędnicy ci przyjęli od mafijnych firm przynajmniej milion złotych łapówek. W prowadzonym śledztwie pojawiają się także nazwiska znanych polityków i biznesmenów. POLICJA ROZBIŁA układ w resorcie infrastruktury. Urzędnicy podobno sprzedawali dane o planowanych inwestycjach. Poprzez swoje kontakty z urzędnikami ministerstwa infrastruktury mafia pruszkowska miała zdobywać informacje o planowanych trasach autostrad, a następnie zmuszać byłych właścicieli do sprzedaży ziemi.

Ks. prof. MICHAŁ CZAJKOWSKI był podobno przez wiele lat agentem SB i donosił m.in. na ks. Jerzego Popiełuszkę oraz na metropolitę wrocławskiego abpa Bolesława Kominka i twórców KOR-u – Jacka Kuronia i Jana Józefa Lipskiego. Informację, którą opublikowało „Życie Warszawy“ potwierdził historyk Jan Żaryn. Czajkowski zaprzecza, natomiast „Życie Warszawy“ odwołuje się do szokujących dokumentów w IPN. Rada Etyki Mediów (REM) wyraziła „głębokie oburzenie” z powodu sposobu informowania przez część mediów o domniemanej współpracy ks. Michała Czajkowskiego ze służbami specjalnymi PRL. MONITOR POLONIJNY


przeczytać na internetowych forach „kibiców“, nasi chuligani zamierzają udowodnić swoim niemieckim, a głownie brytyjskim „kolegom”, że w bijatykach są najlepsi... Według szacunków policji do Niemiec wybiera się ok. 2,5 tys. aktywnych chuliganów. Nasza reprezentacja rozegrała przedmundialowe sparingi m.in. z Litwą – przegraliśmy 1:0, Wyspami Owczymi, który wygraliśmy 4:0. Jednak na podstawie kilku spotkań trudno ustalać prognozy na Mundial. Dotychczasowe największe sukcesy polskich piłkarzy to dwukrotnie zdobyte trzecie miejsce w 1974 i 1982 roku. Jak zakończą się te mistrzostwa? Może warto przypomnieć bon motu legendy polskiej piłki nożnej, trenera najlepszego składu piłkarskiej reprezentacji Polski, Kazimierza Górskiego, który, odpowiadając, jaki będzie wynik meczu mawiał: „piłka jest okrągła a bramki są dwie” lub: „futbol to gra, w której można wygrać, przegrać lub zremisować”. Biało-czerwoni w pierwszym dniu Mundialu zagrają w Gelsenkirchen z Ekwadorem, następnie 14 czerwca w Dortmundzie ich rywalami będą gospodarze imprezy, a fazę grupową zakończą 20 czerwca pojedynkiem z Kostaryką. Pozostaje nam tylko czekać na zdobyte bramki i cieszyć się sporą dawka emocjonującego futbolu! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na dofinansowanie szkółek polonijnych BRONISŁAW WILDSTEIN został nowym prezesem telewizji publicznej. Za jego kandydaturą głosowali wszyscy członkowie dziewięcioosobowej Rady Nadzorczej TVP. PODEJRZEWANY O ZABÓJSTWO nastolatka w Brukseli 17-letni Adam G. został zatrzymany przez policję w Suwałkach. Adam G. ścigany był przez specjalną grupę policjantów. Uciekł z Belgii po morderstwie nastolatka, który na dworcu nie chciał jemu i jego kumplowi (Polakowi, zatrzymanemu od razu w Belgii) oddać odtwarzacza mp3. CZERWIEC 2006

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

P

oczątkowo wydawało mi się, że będę mieć dla Państwa smutną wiadomość. Nie mam o czym pisać. W tym miesiącu nie wydarzyło się nic wyjątkowego. Żadna rewolucja, żadna olimpiada..., no, może mistrzostwa świata w hokeju, ale te zostawmy „oryginalnym” Słowakom. Zbliżało się zamknięcie numeru, a dookoła wciąż nic i nic się nie działo. Nawet przysłowiowy listek na drzewie nie zadrżał. A wiadomo, jak wietrzyk nie wieje, a słońce grzeje, trzeba „zasuwać” w ogrodzie. Kiedy z markowym sekatorem (narzędzia dobrej jakości to podstawa) w ręku obcinałam przekwitnięte kwiaty bzu nagle – au! Wstrętna deska z trzema zardzewiałymi gwoździami tkwiła w mojej nodze. Wiem, cierpienia są różnego rodzaju i o różnym natężeniu. Ale wierzcie, jeśli tego nie doświadczyliście – trzy gwoździe w nodze to już coś! Jako osoba całkiem wykształcona wiedziałam, co mnie czeka. Tężec czai się wszędzie! I co teraz? Wizja zgonu w męczarniach z powodu tężca nie należy do najfajniejszych. W takiej sytuacji trzeba odnowić szczepionkę. I tu zaczęły się schody. Moja karta szczepień prawdopodobnie odpoczywa hen, hen w dalekiej Polsce. W lepszym przypadku – gdzieś w kar-

Okładka „DUŻEGO FORMATU”, poniedziałkowego dodatku „Gazety Wyborczej”, oraz pierwsza strona „Pulsu Biznesu” zwyciężyły w tegorocznej edycji konkursu Izby Wydawców Prasy na prasową okładkę roku „GrandFront 2005”. Nagrodę specjalną przyznano zespołowi dziennika „Rzeczpospolita”. Wręczono także osiem złotych medali (w każdej kategorii konkursu) oraz wyróżnienia. Premierowi KAZIMIERZOWI MARCINKIEWICZOWI udało się skorzystać z możliwości przekazania 1% swego podatku dochodowego na rzecz

totece przychodni rejonowej, zaś w gorszym – już dawno skończyła swoją egzystencję w punkcie skupu surowców wtórnych i została przerobiona na... wiadomo co. Moja słowacka lekarka za bardzo nie chce mi wierzyć, że ostatnie szczepienie przeciwtężcowe miałam piętnaście lat temu po wypadku samochodowym, spowodowanym przez przystojnego, acz niedoświadczonego kierowcę „malucha”. Ponieważ o takie szczepienie pytałam lekarkę już dwa lata temu, być może w jej oczach wyglądam jak nałogowiec przeciwtężcowy, taki, który, wykorzystując brak swojej karty szczepień, domaga się „nadprogramowej” dawki bezcennego serum. Podobno mam do niej prawo tylko co ileś tam lat, a karty szczepień, która dokumentuje ich frekwencję nie mam... Drodzy czytelnicy! Jeśli za miesiąc „Słowackie wydarzenia i polskie spostrzeżenia” się nie ukażą, będziecie już wiedzieć, że odeszłam na wieki z charakterystycznym stężałym „tężcowym” uśmiechem na ustach. MAJKA KADLEČEK P.S. A jednak! Jak ma być smutna wiadomość, to zawsze się taka znajdzie!

organizacji użytku publicznego. Ten 1% trafi do centrum charytatywnego, działającego w Gorzowie Wielkopolskim – rodzinnym mieście premiera. Scenariusz MACIEJA ADAMKA pt. „Zdjęcie” zdobył trzecią nagrodę w Cannes w Międzynarodowym Finale Konkursu Scenariuszowego „HartleyMerrill”. PO WSTĘPNEJ SELEKCJI tego konkursu scenariusz Macieja Adamka znalazł się w ścisłym finale, razem z trzema innymi tekstami – z Anglii, Jamajki i Szkocji.

AŻ 231 OSÓB zatrzymała stołeczna policja w związku z zamieszkami, do jakich doszło w Warszawie 14 maja podczas i po meczu Legii z Wisłą Kraków. W zamieszkach obrażenia odniosło 54 funkcjonariuszy; 34 policjantów trafiło do szpitala. 71 pseudokibicom postawiono zarzuty, niektórym grozi nawet do 10 lat więzienia. Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział zdecydowaną walkę z chuligaństwem pseudokibiców.

ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA 5


Irena Haluzová urodziła się w słowackiej rodzinie w polskiej wsi na pograniczu, w Pieninach. Ma polskie obywatelstwo i wyrastała w polsko-słowackim środowisku. „Od dziecka chciałam być lekarzem, nawet niedawno, będąc w Polsce w domu rodzinnym, znalazłam zeszyt ze swoimi wypracowaniami z języka polskiego z klasy ósmej, w którym był mój życiorys. Na końcu tego życiorysu wyraziłam nadzieję, że będę lekarzem” – opowiada. Ponieważ znała doskonale język słowacki, naturalnym wyborem były studia w Bratysławie. Otton Moroń urodził się w Polsce na terenie dzisiejszej Białorusi. Do szkoły średniej uczęszczał w Wadowicach. „Nie wiedziałem, jakie studia wybrać. Chciałem studiować albo medycynę, albo na Akademii GórniczoHutniczej w Krakowie” – wspomina. Złożył papiery do jednej i drugiej szkoły wyższej, ale jego losem pokierowała mama, pomagając w wyborze życiowej drogi, w efekcie czego studiował na medycynie w Krakowie. Ireneusz Przewłocki z Katowic, już wybierając klasę w liceum, zdecydował się na kierunek biologiczno-chemiczny. „Chciałem, aby moja praca była związana z biologią bądź zoologią” – opowiada. Później przeważyła chęć studiowania medycyny. „Coś mnie ciągnęło do te6

novie, gdzie pracuje do dziś jako lekarz radiolog. „Praca jak każda inna” – ocenia moja rozmówczyni. „Nie mam wrażenia, żebym pełniła jakąś misję, to może w literaturze tak jest opisywany ten zawód” – dodaje. Z językiem słowackim nigdy

go zawodu, choć to na pewno nie był urok białego fartucha czy zapach lizolu” – wyjaśnia. Kiedy dowiedział się o możliwościach studiowania za granicą, postanowił o takie studia się ubiegać. W latach 80-tych wchodziły w rachubę studia

Polscy lekarze na Słowacji jednym z poprzednich numerów „Monitora”

W

przedstawialiśmy polskich dziennikarzy pracujących na Słowacji, tym razem chcemy przybliżyć Państwu pracę naszych rodaków lekarzy.

lepiej nie wspominać, jeszcze podczas mojej studenckiej praktyki musiał wiele wycierpieć, ponieważ jego zębem wraz z koleżanką zajmowaliśmy się trzy godziny” – wspomina z uśmiechem. Ponieważ w Jabłonce miał słowackich pacjentów, toteż już wtedy trochę poznał ich język. Właśnie na Orawie spotkał swoją przyszłą żoną – słowacką nauczycielką, która po studiach podjęła pracę w tamtejszej szkole. Nie od razu po

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Skąd i dokąd?

Irena Haluzová

Otton Moroń

Ireneusz Przewłocki

w krajach socjalistycznych. „Nie znałem na tyle języka niemieckiego, by zdecydować się na wyjazd do Niemiec. Węgry, a tym bardziej Rosja nie wchodziły w rachubę, więc wybrałem Czechosłowację” – wspomina. W Bratysławie była możliwość podjęcia studiów na medycynie ogólnej, wybrał więc Bratysławę.

nie miała żadnych problemów, a polskie obywatelstwo nigdy nie było przeszkodą w wykonywaniu zawodu. „Chyba byłoby mi trudniej podjąć pracę w Polsce, terminologia z zakresu medycyny w języku polskim jest o wiele bardziej skomplikowana niż w języku słowackim, który posługuje się głównie łacińskimi nazwami” – ocenia moja rozmówczyni. Otton Moroń po studiach dostał nakaz pracy na Orawie. Tam pracował przez 12 lat w gabinecie stomatologicznym. „Mój pierwszy pacjent,

ślubie mógł wraz z żoną wyjechać do Bratysławy. Najpierw musiał odbyć służbę wojskową, potem pracował w Niemczech. Kiedy trafił do Bratysławy, musiał czekać na miejsce pracy i wtedy robił atestację w języku słowackim, dzięki czemu podszkolił się nie tylko w zawodzie, ale i w języku. Trzydzieści sześć lat temu dostał pracę w przychodni w Račy i tu pracuje do dziś. „Moi pacjenci nigdy nie dali mi odczuć, że czegoś nie rozumieją albo że mam obcy akcent” – opisuje Moroń i dodaje, że jego praca to

Radiolog, stomatolog, anestezjolog Irena Haluzová po studiach pozostała w Bratysławie. Tu założyła rodzinę. W 1985 roku podjęła pracę w szpitalu w Ruži-

MONITOR POLONIJNY


głównie zręczność rąk. „Kłamałbym, gdybym twierdził, że powoduje mną poczucie misji – konstatuje – ale już 50 lat staram się traktować mój zawód poważnie i szanować każdego pacjenta”. Oczywiście najprzyjemniejsze są spotkania z pacjentami, którzy do dziś pamiętają jego pracę i chwalą efekty. „Może te plomby już dawno wypadły, ale ich wdzięczność i pochwały są dla mnie bardzo cenne” – dodaje Moroń. Ireneusz Przewłocki zdecydował się na specjalizację z anestezjologii. „Zainspirował mnie mój starszy kolega z Polski, stąd ten wybór” – wspomina. Po studiach, kiedy podjął pracę w bratysławskim szpitalu na Kramarach, poznał młodą słowacką lekarkę, też anestezjologa, i to zadecydowało o pozostaniu na Słowacji. Pierwsze miesiące zgłębiania wiedzy w obcym języku były trudne, a po trzech miesiącach czekały go egzaminy. „Wcześniej w ogóle nie znałem słowackiego, a nauka w obcym języku, głównie biofizyki, była bardzo trudna” – opisuje. Dziś, po 17 latach pracy mówi o satysfakcji. Półtora roku temu przeniósł się do szpitala w Malackach, gdzie jest ordynatorem oddziału anestezjologii intensywnej opieki medycznej. Tam też pracuje jego żona. „Spotkałem się z wieloma przypadkami, nie wszystkie kończyły się szczęśliwie, na szczęście nasza pamięć działa wybiórczo” – twierdzi. Nie wszystkich można było uratować. Kiedy myśli o swoich pacjentach, ma przed oczami głównie tych, o których życie trzeba było długo walczyć. „Nie CZERWIEC 2006

tak dawno, już w mojej nowej pracy w Malackach, do szpitala trafił po ciężkim wypadku młody Polak, pochodzący z okolic Wrocławia” – wspomina. „Przewieźli go z kliniki jako pacjenta, który nie rokuje nadziei, a myśmy mu pomogli. Dziś ten chłopak studiuje!”.

Liczy się pacjent Praca lekarza w szpitalu wymaga pełnej dyspozycyjności. Jak twierdzi Ireneusz Przewłocki, do dzwoniących telefonów, nieprzespanych nocy można się przyzwyczaić, choć czasami obserwuje on u siebie większe zmęczenie, niż w czasach, kiedy podejmował pracę. „Bywało i tak, że trzeba było przerwać urlop i biec do pacjentów” – mówi Przewłocki. „Żadne pieniądze nie są w stanie tego zrekompensować, ale z drugiej strony nic tak nie cieszy lekarza jak fakt, że pomógł pacjentowi” – ocenia. Otton Moroń w tym roku zamierza przejść na emeryturę. „Nie żałuję mojej życiowej decyzji” – ocenia. „I choć to bardzo trudny zawód, medycynę wybrała moja córka i moja wnuczka” – dodaje. Każdy z nich w swojej pracy spotkał się z życzliwością ze strony słowackich kolegów. Każdy z nich ma polskie obywatelstwo, ale na Słowacji są ich domy. I choć zapewne mogliby pracować w jakimkolwiek kraju, wszędzie przecież są potrzebni lekarze, oni dbają o zdrowie Słowaków i, jak twierdzą, nieistotne jest, kto ma jaką narodowość czy obywatelstwo – liczy się pacjent. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Ach, ta historia… Związki polsko-słowackie były w ciągu dziejów determinowane przez bezpośrednie sąsiedztwo tych ziem. Wpływała na nie jednak przede wszystkim kolejność wydarzeń historycznych, które miały decydujące znaczenie na formowanie się obu państw. Wbrew temu, że w doświadczeniu historycznym Polski i Słowacji można znaleźć wiele różnic, te dwa terytoria łączy mnóstwo elementów, sygnalizujących ich powinowactwo i wzajemną bliskość. Właśnie nad tymi zagadnieniami skupił się pan konsul dr Wojciech Billiński, który dla nas – studentów polonistyki Uniwersytetu Komeńskiego – przeprowadził w dniu 16 maja wykład, przedstawiając chronologiczny zarys rozwoju związków polsko-słowackich, począwszy od średniowiecza a na czasach współczesnych kończąc. Skoncentrował się na konkretnych wydarzeniach, reprezentujących związki między polską elitą kulturalną i polityczną a tą, która żyła na Słowacji, będącej w przeszłości najpierw częścią państwa węgierskiego, a później wielonarodowego imperium habsburskiego. Przybliżył nam m.in. historię Spisza, który był przyczyną sprzeczek pomiędzy naszymi krajami. A przecież ten region, co podkreślił, jest fenomenem, którego wartość polega właśnie na złożoności kulturowej, kształtowanej przez różne grupy etniczne. Pan konsul wspomniał też polskie powstania narodowe z XIX w., zwracając uwagę na udział w nich, choć nieliczny, Słowaków (np. Sama Chalupki) i ich stosunek do polskich zrywów niepodległościowych. Przybliżył też historyczne postacie, np. Ondreja (Jędrzeja) Kapostasza, Słowaka, o którego istnieniu mało kto z nas wiedział, a który był twórcą polskiego banku narodowego i pierwszych polskich banknotów. Mówił również o polsko-słowackich stosunkach z czasów, gdy w całej Europie szalał hitlerowski terror, kiedy to Słowacja, jako samodzielny twór państwowy, w 1939 r. nie zachowała się jako solidarny sąsiad i wraz z Niemcami zaatakowała Polskę. Zwrócił uwagę na to, że wydarzenie to było jednak wyjątkiem w stosunkach naszych krajów i wynikało z ogólnej zawieruchy, która ogarnęła wówczas Europę. Bo przecież, jak powiedział, w ciągu dziejów w związkach naszych państw przeważały wzajemne sympatie wypływające z językowej i kulturowej bliskości. Dzięki głębokim wiadomościom i orientacji w historii (tej współczesnej też) goszczącego u nas dr. Bilińskiego zdobyliśmy wiele interesujących informacji. Wykład był dla nas bardzo miłym wydarzeniem, zaś pan konsul okazał się naprawdę wspaniałym wykładowcą, który, gdyby np. zdecydował się zakończyć pracę w dyplomacji, mógłby podjąć działalność akademicką, choćby na naszej uczelni. KRISTÍNA POTOČŇAKOVÁ (studentka II roku bratysławskiej polonistyki) 7


Rok Języka Polskiego

P

od koniec grudnia 2005 r. polski Senat zatwierdził jednogłośnie uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2006 Rokiem Języka Polskiego. W uchwale napisano m.in., że Senat zwraca się do władz publicznych i Polaków o „ochronę, otaczanie opieką i kultywowanie polszczyzny”.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie, po co taka uchwała i dlaczego właśnie rok 2006 został ogłoszony Rokiem Języka Polskiego. Jeśli idzie o pytanie drugie, odpowiedź jest prosta – w 2006 roku mija dwusetna rocznica rozpoczęcia edycji pierwszego słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego. Odpowiedź na pierwsze pytanie ma bardziej złożony charakter. Cieszyć nas powinno, że i polskie władze zdały sobie sprawę, że to, co nas – Polaków łączy, to przede wszystkim języka. W opinii Senatu ochrona i roz-

wijanie języka polskiego pozwoli zachować tożsamość kulturową i świadomość odrębności we wspólnej, ale różnorodnej Europie. „Wejście do Unii Europejskiej spowodowało, że troska o polszczyznę nabrała nowego wymiaru: nasz język stał się piątym (pod względem liczby użytkowników) językiem Unii Europejskiej i istnieje duża szansa na to, by stał się także jednym z najważniejszych języków europejskich” – napisano w uchwale, w której ponadto podkreślono, że „to, jaka będzie polszczyzna, zależy prze-

de wszystkim od nas samych, od naszej postawy wobec języka ojczystego; gospodarzami języka są bowiem wszyscy nim się posługujący”. Do obchodów Roku Języka Polskiego włączyły się też polskie media, upowszechniając wiedzę o języku, propagując dobrą polszczyznę oraz kulturę języka. Uroczysta inauguracja obchodów należała jednak do polskich parlamentarzystów, którzy 21 lutego przystąpili do parlamentarnego dyktanda. Uczestniczyły w nim wszystkie kluby poselskie. Zwyciężył

klub Prawa i Sprawiedliwości, zaś wspólne drugie miejsce zajęły kluby Ligii Polskich Rodzin, Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Samoobrony i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jak widać zmagania językowe mogą też połączyć różne ugrupowania polityczne, o których trudno powiedzieć, że na co dzień żyją w zgodzie. Bierzmy z nich przykład! „Polszczyzna nas łączy i niech to będzie język bogaty, poprawny i piękny” – zaapelował Senat w swojej uchwale. Oznacza to też, że o polszczyznę powinni dbać nie tylko Polacy w kraju, ale i ci, którzy mieszkają poza jego granicami, czyli i MY! Zatem dbajmy nie tylko o to, co mówimy, ale i o to, jak mówimy – nie tylko w tym wyjątkowym Roku Języka Polskiego. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

Szczęśliwa (?) trzynastka, c z y l i k r ó t k i e o p o w i a d a n i e o e

W

Instytucie Węgierskim w dniu 18 maja w Bratysławie odbyło się uroczyste rozpoczęcie egzaminów certyfikatowych z języka polskiego jako obcego. Przed Państwową Komisją Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego stanęło trzynaście osób. Za tą długą i chłodnie brzmiącą nazwą ukrywały się cztery przesympatyczne panie, które wytworzyły miłą atmosferę, pełną zwykłego ludz8

kiego ciepła. Przewodnicząca komisji egzaminacyjnej pani prof. dr hab. Bożena OstromęckaFrączak we wstępnym przemówieniu podkreśliła, że tegoroczne egzaminy odbywają się w wyjątkowym roku – Roku Języka Polskiego, a ponadto wyraziła nadzieję, że dla wszystkich zdających wspomniana już „trzynastka” okaże się szczęśliwa. Potem już zaczęło się sprawdzanie naszych zdolności komunikacyjnych w języku polskim. Na podstawie wybranego

poziomu egzaminacyjnego (podstawowy – B1, średni – B2, zaawansowany – C2) podzielono nas na trzy grupy. W trzech oddzielnych pomieszczeniach, każdy przy osobnym stoliku, przystąpiliśmy do pisemnej części egzaminu. Rozpoczęło ją rozumieniem ze słuchu, które według większości zdających było trudne i niesamowicie męczące. Sprawdzanie poprawności gramatycznej w formie testu pozwoliło nam zatem troszeczkę zwolnić tempo i nabrać MONITOR POLONIJNY


Dyplomacja – czy jest czego zazdrościć? N

środowisko pracowników ambasady, siłą rzeczy nieduże, sprzyja powstawaniu konfliktów. Często żony pracowników, dla których nie znalazło się stanowisko pracy choćby na część etatu, po prostu się nudzą (nie znając Dyplomacja i nie tylko języka danego kraju), mogą więc nawet popaść w depresję. Są którzy to lubią, mają czasem oczywiście i na to sposoby, jak dość. Najczęściej zdarza się tak, np. działalność w Międzynarodoże właśnie w momencie, gdy już wym Klubie Kobiet, nauka języka przyzwyczailiśmy się do miejsca czy nawet malarstwa lub szycia. pobytu, „nauczyliśmy się” noweCzasami napotykamy na rozgo miasta, wydeptaliśmy ścieżki maite trudności, choćby związado różnych urzędów i czujemy ne z leczeniem. Pamiętam, jak się jak „u siebie”, przychodzi mo- będąc na placówce w Budapeszment, że trzeba pakować walizki cie, udałam się do lekarza, poniei wracać do kraju. A było już waż byłam chora. Akurat wtedy przecież tak miło… zmieniały się przepisy dotyczące Jak we wszystkim, tak i w dy- nieodpłatnego przyjmowania plomacji są pewne plusy i minu- w klinikach dyplomatów z Polsy. Na pewno plusem jest możli- ski. Pani doktor kazała mi się rowość poznania różnych zaką- zebrać, po czym zajęła się studiotków świata i mentalności miesz- waniem jakiejś księgi, żeby dokających tam ludzi w sposób du- wiedzieć się, czy ma pobrać ode żo głębszy, niż jak poznaje je mnie opłatę za badanie, czy nie. zwyczajny turysta. Dzieci, jeśli Nie muszę dodawać, że nie czusię takowe posiada, mogą się łat- łam się zbyt komfortowo. wiej nauczyć języka obcego A więc oprócz blasków są takw kraju, w którym się go używa. że i cienie dyplomacji… Ale nie zapominajmy o tym, że KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ

iektórym ludziom z pewnością wydaje się, że życie dyplomaty to jedno pasmo szczęścia: śniadania, lunche, rauty, proszone obiadki, piękne stroje, elegancka limuzyna z kierowcą… No i jeszcze te wspaniałe zarobki! Ale jak to w życiu – tutaj też nie wszystko jest różowe… Życie dyplomaty to życie cygańskie. Przybywamy do jakiegoś kraju, by pomieszkać w nim kilka lat, po czym pakujemy się, by wrócić w domowe pielesze. Po jakimś czasie znów odzywa się tęsknota za włóczęgą i znowu pakujemy tobołki i wyjeżdżamy w dalekie kraje, gdzie będziemy niezmiennie tęsknić za polskim chlebem, kiełbasą i serem… Pal sześć, jeśli jest to tak blisko jak Słowacja, skąd możemy dość często wpaść na pierogi do Zakopanego czy nawet do domu, do Warszawy. Ale jeśli wygna nas tak daleko, jak ambasadora z filmu Krzysztofa Zanussiego „Persona non grata”? Na karierę dyplomaty nie powinien decydować się ktoś, kto nie lubi podróży, zmian miejsca zamieszkania i w ogóle nie jest ciekawy świata. Ale nawet ci,

gzaminach certyfikatowych z języka polskiego jako obcego świeżych sił do pracy nad poprawnym rozumieniem tekstów. Właśnie ta część najwięcej zamieszała nam w głowach. Po zasłużonym trzydziestominutowym wypoczynku kontynuowaliśmy egzamin poprzez pisanie tekstów własnych na podstawie wybranego zestawu, który zawierał dwa tematy. Wreszcie mogliśmy puścić wodze fantazji i zaprezentować swoje poglądy. A co myślą na temat pisemnych egzaminów sami Polacy? Jako przykład CZERWIEC 2006

przytoczę w tym miejscu jedną z wypowiedzi ze strony internetowej Biura Programów Europejskich Politechniki Gdańskiej: „Na stronach Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego poznać możemy zasady certyfikacji znajomości polszczyzny dla cudzoziemców. Warto zajrzeć, by zobaczyć, jak trudno zdać egzamin z języka, którym na co dzień mówimy. Polecamy próbę przebrnięcia przez przykładowe testy”.

Ustna część, która w porównaniu z pisemną była dla nas zdecydowanie mniej stresująca, odbyła się 19 maja 2006 roku. Tego dnia egzaminy się zakończyły. Wyników co prawda jeszcze nie znamy (poznamy je dopiero po 30 maja), ale wierzymy, że magiczna trzynastka tym razem będzie dla wszystkich zdających wyjątkowo szczęśliwa. INGRID MAJERIKOVÁ (ubiegająca się o certyfikat znajomości języka polskiego jako obcego na poziomie C-2) 9


Tadeusz Błoński: „Klub Polski jest miejscem WYWIAD MIESIĄCA dla aktywnych i kreatywnych” Był Pan jednym z założycieli Klubu Polskiego na Słowacji i, nieprzerwanie od 12 lat, pełni Pan funkcję prezesa regionalnego w Koszycach. To jeden z najaktywniejszych regionów Klubu na Słowacji. Czemu zawdzięcza Pan ten sukces? Najważniejsza jest motywacja i sens działania. Jeśli widzimy efekty tego, co robimy, to dodaje nam to siły. I nie chodzi tylko o duże spektakularne imprezy, choć i takie organizujemy w Koszycach, ale przede wszystkim o chęć bycia razem, porozmawiania podczas nieformalnych spotkań. To jest motorem do dalszej pracy. Chodzi o utrzymywanie więzi. Tego się nie da narzucić odgórnie. Utrzymywanie więzi międzyludzkich to potrzeba serca, wymagająca cierpliwości, chęci i czasu. Czy będzie to zatem sposób Pańskiej działalności jako prezesa Klubu Polskiego w całej Słowacji? Bardzo ważna jest komunikacja, łączność między poszczególnymi regionami. W dzisiejszych czasach, kiedy mamy dostęp do Internetu, możemy się porozumiewać codziennie. Nic jednak nie zastąpi wspólnych rozmów i, po prostu, bycia razem. Okazją ku temu z pewnością będą regionalne imprezy organizowane w poszczególnych miastach, podczas których możemy się spotykać. Co najmniej trzy razy w roku planuję też posiedzenie Rady Klubu, czyli spotkania zarządu. Właśnie kontakt z przedstawicielami poszczególnych regionów jest dla mnie ważny, podobnie jak pozycja naszego miesięcznika „Monitora Polonijnego”, w którym prezentowa10

Na

początku roku Klub Polski wybrał na swojego prezesa Tadeusza Błońskiego, który był jednym z jego założycieli i działa w nim od samego początku, stojąc na czele koszyckiego oddziału. Przez cztery lata pełnił funkcję wiceprezesa całej organizacji. Dzięki jego działalności artystycznej (jest docentem Katedry Designu na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Technicznego w Koszycach) Klub Polski zajmuje znaczące miejsce w środowiskach artystycznych, bowiem co roku Błoński organizuje plenery plastyków tworzących na Słowacji i w Polsce, których efekty są prezentowane w różnych krajach Europy. ne są wydarzenia i reakcje na nie związane nie tylko z życiem Polonii. Przez pewien czas obserwowaliśmy swego rodzaju zastój w działalności Klubu Polskiego. Jak dziś ocenia Pan jego stan? Po okresie ospałości nasza organizacja budzi się do życia. Liczę na ścisłą współpracę z jej przedstawicielami, a szczególnie z wiceprezesem dr Elżbietą Dutkovą, która wykazała się zdolnościami organizacyjnymi już w pierwszych dniach po wyborach nowego zarządu. Jak wiemy, początki są zawsze trudne, a ja jestem jej bardzo wdzięczny za konstruktywne działanie. Pragnę też pochwalić działaczy z regionu Środkowego Poważa i Bratysławy, którzy przygotowali ciekawe projekty. Jak Pan sądzi, czym była spowodowana owa ospałość? Na taki stan miało wpływ kilka elementów, przede wszystkim dosyć długi okres nieuporządkowania kompetencji w Klubie, co powodowało niejasność, a co za tym idzie zagubienie i pewną niechęć do działania czy spotykania się w ogóle. To zabiło entuzjazm, który nami kierował na początku, zaraz po powstaniu Klubu. Poza

tym, jak obserwuję, w Klubie powstała pewna luka generacyjna, to oznacza, że starsi się wykruszyli, a młodsi do niego nie dotarli. To wyzwanie przed działaczami Klubu, którzy powinni otworzyć się przed młodymi. Jak Klub zamierza przyciągnąć młodych? Trudno zainteresować młodych działalnością polonijną z zamierzchłych czasów „króla Świeczka”. Dziś należy wprowadzać nowe, również niekonwencjonalne formy działania. Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby regionalne organizacje dysponowały swoimi pomieszczeniami i były wyposażone w sprzęt komputerowy, łącza internetowe itp. W ten sposób każdy – i młodszy, i starszy, wiedziałby, że może do takiego klubu przyjść, porozmawiać czy po prostu siąść przed komputerem. Oczywiście wszyscy członkowie Klubu Polskiego na Słowacji powinni wiedzieć, że w Klubie można się realizować, a zatem jesteśmy otwarci na nowe impulsy. Gdyby kluby posiadały swoje wyposażone pomieszczenia, to byłoby idealnie, ale, aby tak się stało, Klub musiałby dysponować sporymi środkami finansowymi. MONITOR POLONIJNY


Klub Polski zrzesza Polonusów pracujących na rzecz organizacji dobrowolnie. Czy w dzisiejszym świecie, kiedy żyjemy bardzo szybko, ludzie znajdują czas i chęci na pracę społeczną? Działanie w życiu człowieka przynosi satysfakcję. Każdy ma potrzebę spotykania się z innymi. W przypadku nas, Polaków zamieszkałych na Słowacji, jest coś co nas łączy – wspólnota pochodzenia, odczuwania i przeżywania w podobny sposób. Poza tym wieCZERWIEC 2006

FOTO: STANO STEHLIK

Klub Polski jest wspierany w znacznej mierze przez słowackie ministerstwo kultury, które przekazuje mu pieniądze w postaci grantów, przyznawanych na organizację planowanych imprez kulturalnych oraz na wydawanie miesięcznika „Monitor Polonijny”. Ta dotacja finansuje część bardzo ważnej naszej działalności. Część środków finansowych otrzymujemy za pośrednictwem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, czyli z polskiego Senatu, a część z Wydziału Konsularnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Być może uda nam się nawiązać również współpracę z innymi fundacjami działającymi w naszym kraju, które pomogłyby nam w wyposażeniu oddziałów regionalnych. Problemem wciąż jednak pozostaje fakt, że Klub nie posiada swojego lokalu, choć w historii naszej organizacji zdarzały się takie momenty, że byliśmy już blisko celu. Zazwyczaj jednak wszystko kończyło się w momencie poszukiwania środków na utrzymania lokalu. Podczas mojej prezesury chciałbym doprowadzić do tego, by Klub Polski mógł ubiegać się o status organizacji, której obywatele Słowacji czy podmioty gospodarcze tu działające mogłyby przekazywać 2 procenty swoich dochodów.

lu z nas odczuwa dumę narodową i chce się pochwalić dorobkiem kulturalnym naszej ojczyzny. Oczywiście, aby Klub istniał, musi działać. Ktoś, kto nie czuje takiej potrzeby, nie będzie lgnąć do Klubu. I nikt na siłę nikogo nie będzie przeistaczać w działacza. Klub jest miejscem dla aktywnych i kreatywnych. I, na szczęście, jest sporo takich osób, które odczuwają potrzebę działania. Poza tym Klub jako organizacja jest poważanym partnerem w stosunkach z innymi organizacjami na Słowacji czy polskimi za granicą. W wielu przypadkach przyczynił się też do łatwiejszego startu młodzieży na studia w Polsce. A jednym z warunków uzyskania stypendium dla młodzieży polskiego pochodzenia jest właśnie działalność w organizacji polonijnej. Poza tym to właśnie Klub jest taką „skrzynką kontaktową” między Polską a Polakami na Słowacji. Jako artysta plastyk wypowiada się Pan poprzez swoje prace. Czy również działalność klubowa podczas Pańskiego przewodnictwa będzie nacechowana akcentami artystycznymi? Poprzez sztukę można dotrzeć do ludzi, bowiem każdy człowiek jest wrażliwy na piękno. To bardzo wdzięczne pole działalności.

Właśnie niedawno rozmawiałem z panem Frankiem Chmielem (słowacki reżyser filmowy polskiego pochodzenia – przyp. od red.) i doszliśmy do wniosku, że warto byłoby zorganizować spotkanie artystów polskiego pochodzenia. Artystów z różnych dziedzin sztuki: plastyków, muzyków, tancerzy, śpiewaków, ludzi świata teatru, filmu czy folkloru. Kiedyś w wywiadzie dla „Monitora Polonijnego” jedna z Pańskich poprzedniczek mówiła o projekcie stworzenia grup zawodowych w ramach Klubu Polskiego, które zrzeszałyby np. lekarzy, prawników, przedsiębiorców, artystów czy młodzież. Czy to, o czym Pan mówi, to kontynuacja tej myśli? Nie dzieliłbym małej grupy Polaków zamieszkującej Słowację na mniejsze podgrupy, raczej adresowałbym do nas wszystkich coś co jest w stanie zainteresować większość. Na kulturę są wrażliwi wszyscy ludzie, tu łatwiej zna11


leźć wspólny mianownik i w ten sposób zainteresować i prawnika, i lekarza. Klub Polski zrzesza Polaków zamieszkałych w pięciu regionach. Czy zamierza Pan podjąć kroki w celu dotarcia do naszych rodaków, którzy zamieszkują i inne regiony? Oczywiście. Dochodzą do mnie pewne sygnały, że takie ogniska aktywizują się w niektórych miastach, jak np. w Żylinie. I nad tym już pracujemy. Po wejściu Polski i Słowacji do Unii Europejskiej nasze rynki otworzyły się i na Słowację przyjeżdżają nasi rodacy, którzy podejmują tu pracę. W wielu przypadkach są to pobyty czasowe. Ale ci młodzi ludzi tworzą pewną grupę, do której warto byłoby dotrzeć. Czy Klub Polski przygotowuje coś specjalnie dla nich? Dla tych ludzi najważniejsza jest możliwość spotkania się z innymi, którzy pracują w podobnych warunkach, jak oni. Tym ludziom najczęściej potrzebne są praktyczne rady, a nie specjalne programy czy warsztaty robótek ręcznych. Czasami jest tak, że te osoby nawet nie szukają kontaktu z rodakami ze Słowacji, bowiem tu przyjeżdżają tylko do pracy, a na weekendy wracają do Polski. Ale ci, którzy chcą znaleźć kontakt z nami, odnajdą nas, głównie dzięki naszej nowopowstałej stronie internetowej (www.polonia.sk). I znów wrócę do idealnego rozwiązania, o którym mówiłem wcześniej: gdybyśmy mieli swój lokal, gdzie moglibyśmy spotykać się systematycznie, byłoby i nam, i tym, którzy stawiają pierwsze kroki na Słowacji, dużo łatwiej. To po prostu ułatwiłoby kontakty międzyludzkie. Nie możemy się przecież poruszać tylko w wirtualnej przestrzeni! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 12

Polsko-słowacki wiec K

lub Polski Region Bratysława dnia 31.05.2006 zorganizował polskosłowacki wieczór szant i pieśni góralskich. Aby przybliżyć uczestnikom imprezy atmosferę morza, wieczór odbył się na statku płynącym z Bratysławy do Devina i z powrotem. Niektórzy „wycieczkowicze“ byli ubrani w stroje marynarskie a atmosferę morza stworzyła grupa muzyczna „No Limit“ śpiewająca polskie szanty (z pomocą obecnych na pokładzie gości). Dzięki występom grupy „Torka“ z Cieszyna zaaranżowana została atmosfera gór. Na imprezę zostali zaproszeni aktywni działacze Klubu Polskiego Region Bratysława, prezesi regionalnych oddziałów Klubu, przedstawiciele austriackiej Polonii z Wiednia i Grazu, zaprzyjaźnione organizacje polskie i słowackie oraz firmy wspierające przedsięwzięcia Klubu.

MONITOR POLONIJNY


czór szant i pieśni góralskich

FOTO: STANO STEHLIK

Wieczór został sfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury RS - Sekcja Mniejszości Narodowych, we współpracy z Ambasadą RP w RS, Instytutem Polskim w Bratysławie oraz Staromiejskim Ośrodkiem Kultury w Bratysławie. mw

CZERWIEC 2006


Czarna muzyka

na białym tle

Tak można by charakteryzować muzykę Mietka Szcześniaka, który w swojej twórczości porusza się w okolicach muzyki jazzowej, soulowej i bluesowej. Nagrywanie płyt soulowych w Polsce jest dość ryzykowne ze względu na konkurencję płynącą prosto z rynków zachodnich. Mietek Szcześniak czerpie inspirację właśnie z czarnej muzyki według własnej receptury. Udowodnił to, nagrywając płytę zatytułowaną Czarno na białym. W wywiadzie dla „Gazety Muzycznej” powiedział: „Jest to jedna z moich najbardziej osobistych płyt. Jestem w większości autorem tekstów, a także współaranżerem i współkompozytorem. Poza tym nosi ona piętno mojej osobowości, czyli ma znamiona pewnego rodzaju oryginalności twórczej”. W roku 1993 Szcześniak zetknął się z grupą „New Life M.”, będącą reprezentantem nurtu, określanego mianem muzyki chrześcijańskiej. Grupa nagrała kilka płyt, zdobyła olbrzymie uznanie. Po kilkuletniej działalności w tym zespole Mietek został trzykrotnym laureatem Fryderyka w kategorii najlepszy wokalista roku.

W roku 2000 wyszła jego nowa płyta zatytułowana Spoza Nas. W nagraniach do niej wzięła udział cała plejada wspaniałych artystów, m.in. gwiazda sceny jazzowej perkusista Lenny White, brazylijski gitarzysta P. Garcia, Jose Torres, pianista R. C. Hechavarria, M. Urbaniak, bracia Golcowie. Mottem albumu są słowa zawarte w wierszu Jana Twardowskiego: „....bo co nas spotyka, przychodzi spoza nas”. Szcześniak często występuje na festiwalach ekumenicznych i w programach muzyki gospel. Koncertuje w Polsce i za granicą. Oprócz płyt takich jak: Niby nowy, Czarno na białym, Spoza nas, Złotej kolekcji, nagrał kolędy Raduj się świecie. A jak sam odbiera fakt udziału w konkursie Eurowizji? „Czułem się nieźle, chociaż za Eurowizją nie przepadam. Tym bardziej, że to trochę igrzyska w starym stylu. Ja po prostu starałem się wypaść jak najlepiej. Śpiewam dla ludzi. Śpiewam, bo mam się czym dzielić”. URSZULA SZABADOS

MIECZYSŁAW

SZCZEŚNIAK Występował na różnych festiwalach, np. na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu (1985), Jazz Jamboree (1987), festiwalu Złoty Orfeusz w Bułgarii – I miejsce, Intertalent w Austrii – I miejsce, Cesme w Turcji – I miejsce, Fidof w Nashville w USA – Złota Płyta Miasta Muzyki. W 1999 r. w konkursie Eurowizji w Izraelu reprezentował Polskę z piosenką Seweryna Krajewskiego Przytul mnie mocno. W tym samym roku z Edytą Górniak nagrał utwór Dumka na dwa serca do filmu Ogniem i mieczem.

Eurowizja

Po raz pierwszy Polska wzięła udział w Konkursie Piosenki Eurowizji w 1994 roku w Dublinie. Wielką niespodzianką dla wszystkich było wówczas zdobycie drugiego miejsca przez młodziutką Edytę Górniak. W kolejnych latach reprezentowały nas Justyna Steczkowska, Kasia Kowalska i Anna Maria Jopek, których Europa jednak nie doceniła. Im później, tym było gorzej: „Sixteen”, Mietek Szcześniak, „Ich Troje”, Piasek, a w ubiegłym roku Iwan Komarenko. W tym roku „Ich Troje” nawet nie przeszło przez eliminacje do finału.

Z

okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka spytaliśmy, jakich polskich piosenek słuchają Karolinka – 3 latka, Melita – 3 latka i Niki – 9 lat, czyli dzieci z rodzin polsko-słowackich.

Od urodzenia Karolinka słucha piosenek popularnego w Polsce zespołu „Arka Noego”. Do jej ulubionych piosenek należą również hity dziecięcego zespołu „Fasolki”. Chyba każde z dzieci pamięta ich przeboje „Ogórek, ogórek zielony ma garniturek” czy „Ufoludki”. Karolinka często słucha też piosenek z filmu „Akademia pana Kleksa”. Melita również lubi słuchać piosenek

„Arki Noego”. Jej ulubioną jest przebój, w którym wykonawcy śpiewają: „Taki mały, taki duży może świętym być”. Uwielbia też oglądać teledysk do tej piosenki. Niki też lubi piosenki „Arki Noego”. Gdy był mniejszy, słuchał ponadto piosenek z programu TVP o Margolci, wydanych na kasecie magnetofonowej. Teraz, gdy nie jest już małym chłopcem,

chętnie słucha czegoś „poważnego”, czyli przebojów zespołu „Wilki”, ściąganych z Internetu. P.S. Dla dorosłych! Jak Państwo widzą, płyta z polskim piosenkami dla dzieci to dobry pomysł na prezent, który na pewno nie pokryje warstwa kurzu. MAJKA KADLEČEK


Antygona w Nitrze Ś

wiat mężczyzn, konwencjonalne wyobrażenia o kobietach. Wykształcona dziewczyna szuka własnej tożsamości, szczęścia i swojego miejsca w społeczeństwie. Bohaterka trafia do dużej firmy, gdzie musi udowodnić, że umie sprzedać gumę do żucia. Tak rozpoczyna się historia Agaty, którą opisała Dana Łukasińska. Tekst komedii Agata szuka pracy powstał w czasie, kiedy autorka sama była bezrobotna. Polska sztuka trafiła na deski Teatru im. Andreja Bagara w Nitrze. Przedstawienie pełne wesołych żartów, noszące podtytuł Lekko zabawna gra ze współczesności z piosenkami, obficie napudrowane jest komedią sytuacyjną. Agata chodzi na spotkania w sprawie uzyskania pracy. Trafia m.in. do upadającego baru, gdzie zostaje wciągnięta w świat ludzi z marginesu. Pożądanym efektem kontrastu jest udział dziewczyny w kursie katolickich sekretarek. Interesujące są również zajęcia relaksacyjne dla kobiet, na których dziewczyna uczy się być „pra-Ewą” i „jak pokochać własną waginę”. W główną rolę Agaty z gracją Amazonki wcieliła się Kristína Turjanová. Według pierwotnego planu repertuarowego nitrzańskiego teatru w bieżącym sezonie miała być wystawiana sztuka Progesteron, będąca kontynuacją Testosteronu autorstwa Andrzeja Saramowicza. „Na początku grudnia byliśmy w Warszawie. Andrzej oznajmił nam, że – ponieważ ma dużo zobowiązań zawodowych i problemy natury osobistej – nie zdążył napisać sztuki. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji.“ – wspomina reżyser przedstawienia Svetozár Sprušanský. Polscy teatromani z Warszawy zainteresowali jednak słowackiego gościa pewnym tekstem, na podstawie którego przygotowywano przedstawienie w Teatrze „Buffo”. Następnego dnia reżyser z Agatą..., bo o tej sztuce mowa, powrócił do Bratysławy. CZERWIEC 2006

Dokąd zmierzamy? Totus Tuus? Motyw odrzucenia, odtrącenia. Agata, która jest wyrzutkiem społeczeństwa, człowiekiem z początku XXI wieku, dzisiejszym everymanem. Tragikomiczną postacią z marginesu, Agatą z Warszawy, Nitry czy Antygoną z Nowego Jorku? O tempora! o mores! O czasy! O obyczaje! (Cicero). Sprušanský pokazał Agatę w sposób komediowy, wykorzystując rewiowe ujęcie, zapewniając jej sympatię widza. Scenografia Alexandry Gruskovej w przedstawieniu jest prosta, a aktorstwo solidne. Od opublikowania Agaty... w miesięczniku Dialog, po rozpoczęcie współpracy Dany Łu-

kasińskiej z Tadeuszem Słobodziankiem w „Laboratorium Dramatu” minął miesiąc. W wyniku tych spotkań powstawały kolejne wersje sztuki. W końcu doszło do jej premiery w Teatrze Studio „Buffo” w Warszawie – 27 XII 2005, a w tym roku w Nitrze. Polskie sztuki w repertuarze Teatru im. A. Bagara w Nitrze prezentowano już wcześniej. Ostatnio były to wspominany Testosteron A. Saramowicza i Beztlenowce I. Villqista. Międzynarodowy festiwal teatralny Divadelna Nitra wielokrotnie gościł zespoły teatralne z Polski. Z jednej strony Dana Łukasińska i Teatr im. A. Bagara z Nitry, a z drugiej współpraca Tadeusza Słobodzianka z nitrzańskim „Teatro Tatro”. Między tymi dwoma płaszczyznami kryje się wspólna więź. Marzenia dyrektora teatru w Nitrze Jána Grešša się spełniły. Nitra stała się centrum teatrów w Europie Środkowej. Stare miasto Nitra, miasto Cyryla (Konstantego) i Metodego znów promieniuje w Europie. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC

Dana Łukasińska Agata szuka pracy; Teatr im. Andreja Bagara w Nitrze, Scena Studio, Słowacja;. reż. Svetozár Sprušanský, scen. Alexandra Grusková; premiera – 5 maja 2006. 15


Veľký návrat Adama Miauczyńského N OV Ý F I L M R E Ž I S É R A M A R K A KO T E R S K É H O

F

rustrovaný, agresívny a nedôverčivý voči okoliu. Taký je Adam Miauczyński, hlavný hrdina takmer všetkých filmov režiséra Marka Koterského. Inteligent, ktorému na ceste k vytúženému cieľu a úspechu vždy čosi prekáža. V Dome wariatów si nedokázal porozumieť so svojimi najbližšími a vo filme Dzień świra hlavne so spolupracovníkmi i okolím. Tento národný hrdina Poliakov sa prezentuje na plátne už dobrých dvadsať rokov. Prevažne vo fenomenálnej hereckej kreácii Mareka Kondrata, ale objavili sa aj Cezary Pazura (Aj lawju a Nic smiesznego) či Wojciech Wysocki (Życie wew-

nižovanie a strach. Závislosť otca od alkoholu poznačí aj život syna, ktorý siahne po modernejších pôžitkoch – drogách. Koterski dvadsať rokov nakrúcal smutno-smiešne príbehy v štýle grotesky, tentoraz však zrealizoval skutočnú tragédiu plnú brutálnych scén (záchytka), ktoré nezmiernia ani miestami vtipné dialógy. Drzosť, s akou režisér zobrazil samotné dno ľudského

nętrzne). Adamove neustále fóbie, frustrácie a komplexy prerástli aj do každodenných zvláštnych rituálov hraničiacich s bláznovstvom. Jeho obrad sedemnásobného miešania kávy či skladania toaletného papiera hraničí s debilitou. V najnovšom filme Marka Koterskeho Wszyscy jestésmy Chraystusami nie sú hlavným motívom paranoidné stavy Adasa, ale boľavé spomienky jeho dvadsaťročného syna Sylwestra na pijanské excesy svojho otca. Vďaka pitkám si z detstva pamätá iba neustále po-

správania v jeho najprimitívnejších prejavoch, je ohromujúca. Uvidieť seba samého v úlohe úbohého ožrana, odohrať pred

16

sebou psychodrámu vlastnej mizernej existencie a nakoniec si uvedomiť, že lepšie to už nikdy nebude. Čo dodať? Hlboká poklona. Navyše režisér sa odvoláva na analógiu mučeníctva Ježiša Krista. Nie je v tom však nijaká uštipačnosť. Ak Kristus sníma naše hriechy, tak sú to aj hriechy závislosti od alkoholu. Adaś sa v delíriu vzhliadne ako Kristus kľačiaci pod krížom na wroclavskom sídlisku. Život Adasia Miauczyńského je sériou pokleskov, ale aj pokusov postaviť sa opäť na nohy. Vízie hrdinu stotožňujúce sa s Kristom možno považovať za halucinácie, ale aj za vyznanie viery v bezhraničnú dobrotu Božieho syna, nesúceho s pokorou každú bolesť a poníženie. Režisér, podľa vlastných slov, už dávno chcel nakrútiť film o problémoch alkoholizmu ničiaceho vzdelaného človeka, ktorý niečo dosiahne a vzápätí všetko premrhá. Námet čerpal čiastočne aj z vlastných skúseností a sám si napísal aj scenár. Tento výnimočný a dôležitý film nasnímal skvelý kameraman Edward Klośiński, zhudobnil Jerzy Satanowski a herecky výborne stvárnili v rolách mladého a staršieho Adasia Andrzej Chyra a Marek Kondrat. Do úlohy Sylwestra režisér obsadil vlastného syna Michala Koterského. V ďalších úlohách sa predstavia: Joanna Traczykówna (matka), Małgorzata Bogdańska (Beata), Artur Źmijewski (lekár) a iní. Do pozerania PAVOL BEDROŇ MONITOR POLONIJNY


R

ok 1956 był rokiem gorącym. Rozpoczął się w lutym, kiedy to w Moskwie odbywał się XX Zjazd KPZR, na którym jego uczestnicy, bez delegacji zagranicznych, wysłuchali referatu Nikity S. Chruszczowa zawierającego druzgocącą krytykę Stalina. Chruszczow nie tylko ujawnił część zbrodni stalinowskich, ale odrzucił też tezę o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę sukcesów w budowaniu socjalizmu, tezę, która dotąd ideologicznie uzasadniała nasilenie terroru komunistycznego nie tylko w Związku Radzieckim, ale także w państwach, które znalazły się po II wojnie światowej w sferze jego wpływów, a więc także w Polsce. Ujawnienie zbrodni stalinowskich zbiegło się ze śmiercią w Moskwie przywódcy PZPR Bolesława Bieruta. Nowym I sekretarzem PZPR został Edward Ochab. Ta zmiana wyraźnie osłabiła pozycje polityczne niektórych przedstawicieli stalinowskiego reżimu w Polsce (np. Jakuba Bermana czy Hilarego Minca). Nowe kierownictwo PZPR zdecydowało się upowszechnić referat Chruszczowa przede wszystkim wśród członków partii. Szybko stał się on jednak powszechne znany. Pisma młodzieżowe, dziennikarze i literaci zadawali pytania o to, co robić, by „wypaczenia” stalinowskie się nie powtórzyły. W wyniku ogłoszonej w kwietniu amnestii, która była odcięciem się od zbrodni lat minionych, więzienia opuściło ok. 36 000 ludzi, w tym 9 tysięcy więźniów politycznych. Sądy i adwokatura zaczęły uzyskiwać większą niezależność, zmiany dotyczyły też prokuratury. Doszło również do liberalizacji warunków pracy, m.in. zwolniono więźniów zatrudnianych w kopalniach, rozluźniono dyscyplinę pracy, a robotnicy coraz śmielej CZERWIEC 2006

Gorący Czerwiec ’56

w Poznaniu

TO WARTO WIEDZIEĆ upominali się o swoje prawa, kwestionowali wysokość norm, sposoby obliczania zarobków, a także złą organizację pracy. Nie było dziełem przypadku, że pierwszym miastem, w którym doszło do otwartego wybuchu społecznego niezadowolenia, stał się Poznań – miasto zdecydowanie pomijane przez władze w nakładach inwestycyjnych. Poznański Czerwiec ’56 rozpoczął się w największej fabryce miasta, w Zakładach Przemysłu Metalowego im. J. Stalina (dawniej i obecnie Hipolita Cegielskiego), których załoga już od 1955 roku zgłaszała niezadowolenie m.in. w sprawie niesłusznie pobieranego przez lata podatku od więcej zarabiających przodowników pracy i pracowników akordowych, niezadowolenie ze złej organizacji pracy, wysokich norm i złej kooperacji z innymi fabrykami. Ponieważ dyrekcja zakładów nie mogła spełnić żądań załogi, wysyłano petycje, listy i delegacje do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego i do KC PZPR. Ostatnia taka delegacja, wybrana przez załogę zakładów, udała się do Warszawy 26 czerwca. Poprzedzające wyjazd 17-osobowej delegacji dyskusje, masówki, wybór delegatów i formułowanie listy postulatów z uwagą śledziły załogi innych zakładów pracy Poznania. Wszędzie atmosfera była bardzo napięta. Delegacja powróciła

z Warszawy w nocy z 26 na 27 czerwca z poczuciem, że w stolicy doszło wreszcie do korzystnych uzgodnień. Ten dobry nastrój został częściowo rozwiany, gdy przybyły do Poznania minister przemysłu maszynowego zakwestionował część uzgodnień warszawskich (płace robotników akordowych). Dnia 28 czerwca robotnicy Zakładów Cegielskiego rozpoczęli strajk, do którego dołączyły załogi innych największych poznańskich zakładów pracy. W godzinach rannych ulicami miasta ruszył pochód, który z demonstracji robotniczej szybko przekształcił się w manifestację społeczeństwa. Przed Zamkiem Cesarskim, w którym mieściło się Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, zgromadziło się około 100 tysięcy ludzi, domagających się cofnięcia narzuconych norm pracy, obniżki cen i podwyżki płac. Manifestujący podjęli próbę nawiązania rozmów z przedstawicielami Wojewódzkiej Rady Narodowej, żądali przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza. Po godzinie 10.00 nastroje manifestantów zaczęły się radykalizować. Demonstracja żywiołowo przybrała charakter narodowy, antykomunistyczny i antyradziecki. Do radykalizacji nastrojów niewątpliwie przyczyniła się wiadomość, którą powtarzano z opanowanego radiowozu, o rzekomym aresztowaniu w Warszawie delegacji Zakładów Cegielskiego. 17


Część demonstrantów zajęła pobliski gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a część udała się pod więzienie na ul Młyńskiej. Więzienie zostało przez nich opanowane, na wolność wypuszczono 257 więźniów. Opanowane zostały też gmachy sądu i prokuratury. Palono akta, demolowano sprzęt. Demonstranci zdobyli broń palną. Około godziny 12.00 grupa demonstrantów ruszyła na ul. Kochanowskiego, pod budynek Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie już około godz. 10.40 padły pierwsze strzały. Tam też doszło do wielogodzinnej krwawej walki z użyciem broni palnej. Przed południem do starć doszło także na dworcu kolejowym. Po południu do miasta wkroczyły regularne jednostki wojskowe. Pierwsza była 19. Dywizja Pancerna, później także 10. Dywizja Pancerna oraz 4. i 5. Dywizja Piechoty; co oznacza, że do pacyfikacji miasta skierowano ponad 10 300 żołnierzy, ok. 360 czołgów, ponad 30 transporterów opancerzonych. Po drugiej stronie były grupki przeważnie młodych cywilów, mających 188 sztuk broni, w tym 1 erkaem oraz butelki z benzyną. Walki trwały w różnych punktach miasta do godzin popołudniowych 29 czerwca, a sporadycznie strzelano jeszcze 30 czerwca. Podczas tych wydarzeń życie straciły 73 osoby, w tym 63 cywilów, przeważnie ludzi młodych, rannych było około 600 osób. Tego, co stało się w Poznaniu, władze nie mogły ukryć przed światem, bo w tym czasie w mieście odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie. Było więc tam kilkuset zagranicznych handlowców i dziennikarzy. W dniu 29 czerwca Polska Agencja Prasowa informowała: „W dniu 28 czerwca bm. agentom wroga udało się sprowokować zamieszki uliczne. Doszło do napadów na niektóre gmachy publiczne, co pociągnęło za sobą ofiary w ludziach. W oparciu o świadomą część klasy robotniczej władze opanowały sytuację i przywróciły spokój w mieście”. O imperialistycznych agen18

tach mówił też tego dnia w swym przemówieniu radiowym z Poznania premier Józef Cyrankiewicz, któremu nigdy nie zapomniano wypowiedzi: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny.“ Ani prokuraturze, ani aparatowi bezpieczeństwa nie udało się jednak znaleźć ani agentów, ani śladu organizacji przygotowującej wydarzenia poznańskie, które utrwaliły się w pamięci Polaków jako Poznański Czerwiec ’56. A stało się tak mimo poważnych represji. Aresztowania rozpoczęły się już wieczorem 28 czerwca. Dane Urzędu Bezpieczeństwa mówią o 746 osobach aresztowanych do 8 sierpnia. Zatrzymanych kierowano do tzw. punktów filtracyjnych, skąd przekazywano ich do więzień. Po wstępnych przesłuchaniach zwolniono ponad połowę osób. Blisko 80 proc. zatrzymanych stanowili robotnicy. Rozpoczęte już 29 czerwca śledztwo nie udowodniło przyjętej przez PZPR tezy o prowokacji przygotowanej i przeprowadzonej przez agentów amerykańskich i zachodnioniemieckich oraz polskie reakcyjne podziemie, nie stwierdzono też zorganizowanego charakteru zajść. Z ustaleń śledztwa i późniejszych procesów jednoznacznie wynikało, że wydarzenia poznańskie miały charakter żywiołowy i spontaniczny oraz że powszechnie poparła je ludność miasta. Wystąpienia poznańskie ukazały nie tylko ogromny potencjał wrogości do władz i sytemu, ale pogłębiły też podziały w samej PZPR. Część aktywu partyjnego nie akceptowała uproszczonych ocen buntu robotników, a ponadto krytykowała inne błędy polityki władz. Odwilż trwała, a gorący w tym roku był nie tylko czerwiec, ale także lipiec, wrzesień i październik. DANUTA MEYZAMARUŠIAK

Marek Nowakowski D ebiutował w 1957 roku opowiadaniem „Kwadratowy” i opowiadaniu jako gatunkowi literackiemu dotąd pozostał wierny. Na niewielu stronach potrafi, jak mało kto, w interesujący sposób opowiadać interesujące historie. Pisze dużo i właściwie nie ma roku, by nie ukazała się jego nowa książka. Gdyby nawet stało się tak, że na okładce czy stronie tytułowej zabrakłoby nazwiska autora, to jego czytelnikom wystarczyłoby przeczytanie jednej, dwóch stron, by rozpoznać charakterystyczny styl Marka Nowakowskiego – pisarza rozpoznawalnego, jak nazwał go przed laty Michał Łukaszewicz.

Nie wątpię, że czytelnik tej rubryki z twórczością Nowakowskiego spotkał się niejeden raz, że przeczytał niejedno jego opowiadanie i poznał niejednego bohatera tych opowiadań, bohatera skłóconego ze światem codziennych kompromisów i układów, człowieka z marginesu, często buntownika o ciekawej biografii, niebieskiego ptaka, złodziejaszka, sutenera, dziewczynę z ulicy. Bohaterowie Nowakowskiego odchodzą, zapijają się, wpadają w obłęd, ale też zmieniają się, tak jak zmienia się polska rzeczywistość, której autor niemal pół wieku jest kronikarzem. Knajaków rządzących się swoistym kodeksem honoru zastępują bezwzględni mafiosi czy sfrustrowani, nie nadążający za kapitalistycznymi przemianami badylarze. Nie zmienia się jednak tło mniejszych czy większych ludzkich dramatów. Najczęściej jest nim Warszawa, ale nie ta od Starego Miasta czy Alei MONITOR POLONIJNY


Jerozolimskich. Bohaterowie Nowakowskiego wywodzą się z tej „gorszej” Warszawy, z Pragi czy Bródna. I ta Warszawa obrzeży, dziś już coraz mniejsza, to rownież bohater opowiadań Nowakowskiego. Z bogatej twórczości Marka Nowakowskiego ostatniego dziesięciolecia polecam uwadze czytelnika kilka tytułów. Przede wszystkim będą to Powidoki. Chłopcy z tamtych lat, wydane w 1995 roku, na które złożyły się pisane i drukowane przez „Express” przez trzy lata felietony,

Zachęcam również do sięgnięcia po opowiadanie Empire, wydane w 2001 roku, którego akcja rozgrywa się na początku lat pięćdziesiątych w małym podwarszawskim miasteczku wśród gruzów zniszczonej stolicy. To prosta i wzruszająca historia o blichtrze utraconego raju, o kłamstwie w imię miłości. Tym później urodzonym czytelnikom, którzy PRL znają już tylko z historii, ale i tym starszym, którzy go przeżyli, rekomenduję wydany w 2002 roku Mój słownik PRL-u. Marek Nowakowski unika w nim

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

felietony o miejscach w Warszawie, których już nie ma, a które dla autora mają znaczenie magiczne. Są miejscami, które, jak sam mówi, „są po prostu ważne w mojej biografii”; odżywa więc ulica Złota, dawny Dworzec Główny, dawne kina, knajpy i kawiarnie, ale też odżywają charakterystyczne dla tej nie tak znów dawnej Warszawy postacie i figurki. Powidoki to cały ciąg postaci i miejsc, wytwarzający specyficzny mikroklimat Warszawy. Te felietony, a może raczej wspominki, czasem mikroopowiadania, to taki swoisty fotoplastykon odchodzącej Warszawy. Mistrzowsko napisane należą do najlepszych książek Marka Nowakowskiego. CZERWIEC 2006

czarno-białego schematu w myśl zasady „bywało wesoło, ale bywało i groźnie. Jedni walczyli, drudzy się świnili”. W 58 hasłach autor stara się przedstawić realia tych czasów, a hasła te dotyczą, najogólniej mówiąc, systemu języka władzy, symboli, instytucji czy narzucanych obyczajów. To krótkie ciekawe historie literackie, często ironiczne zapisy, które nie tyle wzbogacają naszą wiedzę, ale przede wszystkim dają dystans do czasu przeżytego. W tym samym roku Nowakowski obdarzył czytelników zbiorem Opowiadań ulicznych, w których na pierwszym planie są mafiosi, skorumpowani politycy, bandziory nie mający już nic wspólnego

z mitologizowanym we wcześniejszych utworach honorowym lumpem. W 2004 roku ukazały się dwa zbiory opowiadań Nowakowskiego: przesycony uczuciem, wyrafinowany Nul i To wolny świat. To wolny świat – to krótkie, świetnie napisane obrazki z życia wielkiego miasta, sygnały o tym, co dzieje się na ulicach, śmietnikach i bazarach, a o czym wolelibyśmy nie wiedzieć. O ile dawniej Marek Nowakowski swe utwory poświęcał środowiskom szeroko rozumianego lumpenproletariatu, a w latach osiemdziesiątych swym krytycznym osądem obejmował całe społeczeństwo, o tyle w wydanym w 2005 roku zbiorze opowiadań Stygmatycy daje czytelnikowi portrety ludzi, którym powszedni byt skomplikowały zmiany ustrojowe. Mamy tu więc całą galerię osób przegranych, zubożonych, nie potrafiących przystosować się do nowej rzeczywistości – od dawnej tzw. prywatnej inicjatywy po byłych dygnitarzy. I wreszcie ostatnia książka – Nekropolis (2005) – zbiór dwudziestu opowieści o pisarzach, politykach, redaktorach i sportowcach, ale także o sobie samym, o atmosferze literackiej, o „nocnych rodaków rozmowach” w zadymionych restauracjach czy knajpach. Przypomnienie ludzi z II Rzeczypospolitej. Opowiadania Nowakowskiego najczęściej są krótkie, ale zawsze mistrzowskie, dające epicki obraz kilku polskich dziesięcioleci. Zachęcając do ich lektury, myślę również o potencjalnych uczestnikach konkursu literackiego, rozpisanego przez Koło Regionalne Klubu Polskiego Środkowe Poważe, dla których opowiadania tego pisarza mogą być dobrym wzorcem formalnym. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 19


Dzień Dziecka

D

zień Dziecka to jeden z najmilszych dni w roku. I to nie tylko dla dzieci, ale i dla nas – dorosłych, szczególnie tych, którzy mogą obdarowywać prezentami swoje dzieci albo po prostu powspominać przyjemne chwile związane z okresem dzieciństwa. Ponieważ do redakcji napisała nasza czytelniczka, która we wspomnieniowym materiale ujęła dowcipne wypowiedzi swoich

Usia – 2 latka: W pierwszym tygodniu pobytu w żłobku. - Usia, płakałaś w jasliczkach? - Płakałam. - A czemu? - Bo mi jeciały łeśki. - A czemu ci leciały łezki? - Bo płakałam. Usia nie chciała stać grzecznie podczas ubierania. Spróbowałam podstępu i krzyknęłam: - Baczność! Usia klapnęła na pupę. - Co ty zrobiłaś? - Bacnąć!

W Y B Ó R

Z

Usia – 3 latka, po wczasach nad Bałtykiem: - Mamo, wiesz, co to jest morze? To jest taka woda, co się złości na piasek! Usia – 4 latka - Mamo, daj mi lizaczka. - Dam, ale po obiedzie. - Ja zjem ładnie obiad, SŁOWO HUMORU! Lizaka możesz mi dać teraz. Usia i jej świat abstrakcji: - Mamo, wiesz, jak się da dojść do nieba? Wystarczy obrócić świat do góry nogami i zejść w dół po drabinie! - A wiesz, jak można zabić smoka? Wejść na niego, jak śpi, i zadeptać! Krew wsiąknie w piasek, a ze skóry można uszyć buty!

P R O G R A M U

8 czerwca – Kolarowo, Miejski Dom Kultury • Międzynarodowy festiwal teatralny Meteoryt a) godz.10.00 – spektakl Teatru Maska z Rzeszowa pt. Trzy świnki S. Michałkowa, otwarcie wystawy lalek rzeszowskiego teatru b) godz. 22.00 – spektakl Genesis Teatru A z Gliwic, jedynego w Polsce zawodowego, offowego teatru religijnego 8 czerwca – Bratysława, Klub „Za zrkadlom”, DK Zrkadlovy haj • Koncert grupy Beltaine – jednego z najlepszych zespołów polskiej sceny folkowej

dzieci, kiedy te były malutkie, pomysł nam się spodobał i te wypowiedzi publikujemy. Jednocześnie zachęcamy pozostałych czytelników, którzy chcieliby się pochwalić swoimi pociechami, aby przesłali dowcipy warte opublikowania. A czasami warto się im przysłuchiwać, tym bardziej, że „nasze“ dzieci są dwujęzyczne, co może powodować humorystyczne sytuacje. Redakcja

I P

W

9 czerwca – Szamorin Recital organowy Marcina Szelesta, adiunkta w Katedrze Organów Akademii Muzycznej w Krakowie, współzałożyciela i kierownika artystycznego zespołu muzyki dawnej Harmonia Sacra, oraz wystawa plakatów muzycznych • w ramach festiwalu Starej hudby (4-10.06.2006)

Superabstrakcja: - Mamooo, a jakiego byś chciała niedźwiedzia: całego z kuczaków czy całego z cukierków? - ?????!!! Niedźwiedzia?! Usia zniecierpliwiona: - Noooo, jakby jakiś tędy przelatywał... Usia – 6 lat, polski akcent letni: - Jak babcia ugotowała zupkę truskawkową, to jak ją sobie chciałam posolić, to ją musiałam posłodzić! MARIOLA PERUŃSKA

B R A T Y S Ł A W I E 10 czerwca – Rewiszte przy Żarnowicy Występ krakowskiej grupy Siódma w nocy, finalisty festiwalu Blues Colours z Ostrowa Wielkopolskiego 2006 w ramach festiwalu Blues na ostrove.

20 czerwca, godz. 18.00 – Bratysława, Słowacka Galeria Narodowa Międzynarodowa wystawa Autopoesis z udziałem Katarzyny Kozyry, Grzegorza Klamana, Wacława 9 czerwca, godz. 20.00 – Braty- Szpakowskiego, Konrada Kuzyszyna Andrzeja sława, Babylon Club • Występ tria Karmasza i Zofii Kulik gitarzysty Adama Fulary Fool-X w ramach Międzynarodowego Fes- 22 czerwca – Bratysława-Petrżalka • Otwarcie tiwalu Gitarowego Guitarfest 2006 międzynarodowej wystawy architektury i de8 czerwca – Nowe Zamky (9 -1006.2006); Prowadzenie signu Danubian Dreams z udziałem polskich Występ Ryszarda Borowskiego (flet) z ze- warsztatów tappingu przez Adama architektów Przema Łukasika i Łukasza społem • w ramach festiwalu Klikk Fest Fularę Zagały z pracowni Medusa Group w Gliwicach 20

MONITOR POLONIJNY


• O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A • O G Ł O S Z E N I A •

Odbyło się losowanie! Już wiemy, kto pojedzie do Londynu i Paryża! W dniu 1 czerwca, podczas imprezy Klubu Polskiego Region Bratysława odbyło się losowanie wśród prenumeratorów „Monitora Polonijnego“, którzy odpowiedzieli na naszą prośbę i dotarli do kolejnych prenuemratorów naszego pisma. Nagrodami mogą cieszyć się pani Štefania Gajdošová z Koszyc, która wraz z osobą towarzyszącą pojedzie do Paryża i z powrotem, oraz pan Tadeusz Sender z Hradiszcza, który wygrał 2 bilety do Londynu i z powrotem. Obu gratulujemy i dziękujemy za współpracę. Redakcja

NAGRODY UFUNDOWAŁA FIRMA EUROLINES • Ż Y C Z E N I A • Ż Y C Z E N I A • Baczność, czujność i uwaga, Klubowicze - Rodacy drodzy, To n a s z m i ł y F r a n c i s z e k , Swój jubileusz obchodzi. Miej to, o czym marzy dusza, C o o c z y Tw o j e n ę c i i s e r c e w z r u s z a , Tw o j e n i e b o n i g d y s i ę n i e c h m u r z y, Zdrów bądź, szczęśliwy i żyj jak najdłużej! Franciszkowi Tobołowi, obchodzącemu 70-te urodziny, w podzięce za wspieranie Polonii słowackiej i czynną działalność w KP serdeczne życzenia składają KLUBOWICZE z regionu Środkowe Poważe.

C Z E R W I E C Obchody 50. rocznicy Poznańskiego Czerwca ’56

2 0 0 6

26 czerwca – Bratysława, klub A4, Nám. SNP • Projekcja filmu Poznań ‘56 Filipa Bajona 27 czerwca – Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Spotkanie z historykiem Karolem Modzelewskim i Marianem Grześczakiem, poetą i uczestnikiem wydarzeń poznańskich. • Prezentacja wystawy pt. Zbuntowane miasto, dotycząca polskiego czerwca 1956 r., zorganizowanej we współpracy z Wielkopolskim Muzeum Walk Niepodległościowych w Poznaniu. 29 czerwca – Bratysława • Otwarcie wystawy prac Jerzego Kędziory • w ramach XI Międzynarodowego Festiwalu Socha a objekt CZERWIEC 2006

INTERNATIONAL VISEGRAD FUND Drotárska cesta 46, 811 02 Bratislava, SLOVAK REPUBLIC, Tel.: 00421 2 67207111, Fax: 00421 2 59354180 www.visegradfund.org, e-mail: visegradfund@visegradfund.org

Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki, organizacja międzynarodowa z siedzibą w Bratysławie, poszukuje pracownika na stanowisko

Asystenta/tki OCZEKIWANIA: osoba komunikatywna, życzliwa i optymistyczna • zdolności organizacyjne i chęć pracy w zespole• doskonała znajomość języka angielskiego • znajomość pracy administracyjnej (prowadzenie korespondencji, maszynopisanie, podstawy księgowości) • umiejętność pracy na komputerze (internet, Microsoft office – Word, Excell, Access) • znajomość języka polskiego bardzo mile widziana OBOWIĄZKI: prowadzenie sekratariatu Funduszu • pomoc w prowadzeniu administracji Funduszu • prowadzenie korespondencji oraz archiwum Funduszu • obsługa centralki telefonicznej • udzielanie podstawowych informacji osobom zamierzającym ubiegać się o granty OFERUJEMY: • pracę w przyjemnym, międzynarodowym zespole • miesięczne wynagrodzenie od 16.000 SKK, z możliwością podwyżek i premii • zatrudnienie na umowę stałą, począwszy od czerwca/lipca 2006 • trzymiesięczny okres próbny • możliwość awansu w ramach Funduszu Oferty wraz z CV prosimy przesyłać e.mailem na adres:

kubasek@visegradfund.org

KONKURS NA PRZEKŁAD TEKSTÓW SPECJALISTYCZNYCH Instytut Polski w Bratysławie wraz z Katedrą Filologii Słowiańskich UK ogłaszają konkurs na przekład polskiego tekstu specjalistycznego z dowolnej dziedziny, który wcześniej nie był tłumaczony na język słowacki. Konkurs przeznaczony jest dla studentów polonistyki lub uczących się języka polskiego jako przedmiotu wybranego z wszystkich słowackich ośrodków akademickich, w których prowadzony jest lektorat języka polskiego. Prace konkursowe o objętości ok. 3 normalizowanych stron (1 strona = 1800 znaków) winny składać się z fotokopii tekstu oryginalnego w języku polskim i przekładu tego tekstu na język słowacki. Przesyłać je należy (w zaklejonej kopercie, opatrzonej godłem; w drugiej kopercie, opatrzonej tym samym godłem, należy podać imię, nazwisko, adres i kontakt telefoniczny lub e-mail autora) pod adresem: Poľský inštitút, Nám. SNP 27, PO Box 153, 814 99 Bratislava (z dopiskiem „Konkurs na przekład tekstu specjalistycznego”). Termin nadsyłania prac: 30 września 2006 r. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi pod koniec października 2006 r. Na uczestników czekają ciekawe nagrody. 21


Prečo mám rada aj poľské jablká M

ilujem rána s dostatkom času na kúpeľňu a pokojné raňajky. V to zimné ráno vo Varšave nás však vydurili z hotela už o pol siedmej. Ešte za tmy! Vraj dôležitá exkurzia mimo hlavného mesta na poľnohospodársku burzu. Z izby hotela Imperial som vyletela bez umytých zubov a s nedotiahnutou linkou na oku. Švédske raňajky v noblesnej reštaurácii mi ukázali len z rýchlika a do novinárskeho mikrobusu som vtrhla v poslednej chvíli. Vidina neznámej burzy, kde sa budeme motať ako trhovci po bratislavskej Miletičke, ma o tom viac rozlaďovala.

Bolo ešte ranné šero, keď sme dorazili do Bronisze, asi 20 kilometrov za Varšavou. Prešli sme elektronickou závorou a ocitli sa na okraji obrovského areálu. Dookola sa týčili hangáre poukladané ako kocky. S hmlistými predstavami, čím nás môže taký megapriestor prekvapiť, sme prišli k prvej hale. Z diaľky sa to nezdalo, ale len čo sme sa priblížili k mohutnej posuvnej bráne, čosi mi bliklo v hlave - tu veru nepôjde o trhovisko s babským handlovaním. A naozaj. Tak ako prvý, tak druhý, za ním ďalší a ďalší hangár nás prekvapovali nielen rozmermi, ale najmä atmosférou vnútri. Kóje a oddelenia, plné domáceho a exotického ovocia, potravín či kvetov a všadeprítomní obchodníci s manažérskym imidžom. Čo hala, to iný sortiment. Nikde špina ani puch, také príznačné pre miesta, kde sa skladujú poľnohospodárske produkty. Naopak. Poriadok, systém a rovnako i dojem z čistých naaranžovaných plodov, kvetov, črepníkov, uložených na regáloch a pultoch, vďačne plnili svoje ekonomické poslanie. Dolovali zo spotrebiteľovej duše chuť siahnuť si na ne, objednať a kúpiť aspoň za metrák. 22

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

TÁŇA RUNDESOVÁ VOĽNÁ NOVINÁRKA S čoraz väčším nadšením z poznania som putovala za našou novinárskou skupinkou cez haly a vonkajšie priestory. Priznám sa, po rannom rozladení nebolo ani stopy. Čulý obchodný ruch, odvíjajúci sa pred očami, nás neskutočne unášal. Do podstaty burzy sme však vnikali až postupne. To, čo sme videli, už nebola individuálna hra o fazuľky v sedliackom štýle predám – dostanem. To, čo sme pozorovali, bol gigantický obchodný systém s vyspelou logistikou. Spletitá hra medzi veľkoodberateľmi a dodávateľmi navonok prevtelená do príjaz-

dov a odjazdov tisícok áut denne. Nie náhodou burzu v Bronisze známu ako Varšavská roľnícka burza budovali dva roky a stála 57 miliónov dolárov. Každý akcionár tam vlastne závisí od úspechu ostatných. Alebo aj neúspechu. Na čom to však stojí, sú tisícky poľských zeleninárov, ovocinárov a chovateľov v okruhu do dvesto kilometrov. O týchto ľudí – o ich odbyt, a teda živobytie - šlo predovšetkým, keď sa štát v Poľsku rozhodol v 90. rokoch podporiť budovanie takýchto nadregionálnych búrz. Krok, ktorý umožnil stať sa Poľsku jedným zo siedmich najväčších exportérov jabĺk na svete, ale aj dôležitým vývozcom zemiakov, zeleniny a ktovie čoho ešte. Krok, ktorý medziiným spôsobil i to, že na Slovensku je takmer každé druhé predané jablko poľské... O pár hodín neskôr sme vyliezli schodiskom na strechu viacposchodovej centrálnej administratívnej budovy. V jej múroch pod našimi nohami sa skrýval elektronický mozog vyše 60-hektárového areálu. Burzu sme mali ako na dlani. Nemohla som si vtedy nespomenúť na slovenských farmárov, ktorí už dlho márne bijú na poplach pred narastajúcou konkurenciou nielen Poľska, ale aj Česka i Maďarska. A potichu závidia. Pretože u nás takú podporu nemajú a podobné pokusy o burzy či len o také malé burzičky v podobe odbytových združení fatálne nevyšli. MONITOR POLONIJNY


Na

pewno już policzyliście wszystkie dni, które w tym roku szkolnym spędzicie w szkole. Wygląda na to, że jeszcze przez około dwadzieścia dni będziecie nosić tornistry i plecaki z książkami. Miesiąc – to z jednej strony mało, ale jeśli chodzi o 30 dni pozostałe do wakacji – to jednak strasznie długi okres, zwłaszcza dla uczniów. Macie wrażenie, że okres oczekiwania już się nigdy nie skończy? Spróbujcie więc go sobie skrócić. Jak? To proste! Musicie mieć bardzo dużo zajęć. Najlepiej takich, które nie są związane ze szkołą, ale z nadchodzącymi wakacjami. Wtedy czas będzie wam płynął bardzo, bardzo szybko. Pewnego dnia się obudzicie i już nie będziecie potrzebować ani drugiego śniadania w woreczku, ani tornistra, ani kapci na zmianę, ani nawet dzienniczka ucznia. To naprawdę będą już wakacje! Abyście przeżyli ten trudny czas oczekiwania, przedstawiamy wam kilka propozycji jego spędzenia!

CZERWIEC 2006

•Przygotujcie sobie szczegółowy plan wakacyjny; •Zapiszcie sobie w nim, dokąd chcecie pojechać, co chcecie zwiedzić i, oczywiście, w jakim towarzystwie; •Przygotujcie sobie mapy okolic, do których się wybieracie; •W bibliotece szkolnej poszukajcie przewodników i innych publikacji, dotyczących wakacyjnych wycieczek; •Przygotujcie sobie aparat fotograficzny i skontrolujcie, czy działa; •Możecie jeszcze np. zgłosić się na kurs fotografii albo nauczyć się wędkowania, by swoje umiejętności wykorzystać podczas wakacji;

•Możecie też skontaktować się z przyjaciółmi z innych miast albo nawet państw, których poznaliście podczas poprzednich wakacji – kto wie, może znów uda wam się spędzić razem lato? •Rozbijcie namiot na działce i skontrolujcie, czy nie brakuje mu śledzi, szpilek i linek; •Skontrolujcie pozostały sprzęt wakacyjny – śpiwory i karimaty; •Jeśli wybieracie się podczas wakacji na wycieczkę rowerową, zdążycie jeszcze oddać swój pojazd na przegląd do serwisu; •Możecie też przygotować dla swoich koleżanek i kolegów z klasy spotkanie, na którym uroczyście pożegnacie rok szkolny.

Ani się nie obejrzycie, a nadejdzie ten oczekiwany dzień! Pierwszego lipca będziecie gotowi, nie będziecie tracić cennego czasu – ani dnia, ani minuty. Także życzę Wam miłych przygotowań wakacyjnych! Macie na ich realizację pare dni. Tylko pare dni!

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK


Z

czym kojarzy się Państwu wyraz „świętojańska”? Dla mnie to wspomnienie drogi z czarnego żwiru, która prowadziła na moją działkę, a przy której widniała pożółkła tabliczka z napisem „Świętojańska”. Na końcu owej drogi była stara brama z wielką zacinającą się kłódką... To były dość zamierzchłe czasy, więc wspomnień wystarczy, dinozaury poszły już spać, mówmy o współczesności. Dwudziestego pierwszego czerwca nastąpi zrównanie dnia z nocą. Wyjątkowa okazja by tę noc spędzić w miłym towarzystwie. Już nasi przodkowie, choć nie pracowali 12 go-

dzin na dobę, chętnie korzystali z każdej okazji, by trochę się zrelaksować. Kiedyś dawno obchodzono święto wianków... Dziewczęta plotły je z kwiatów i puszczały na wodę. Młodzieńcy skakali przez ognisko, które paliło się przez całą tę magiczną, jak wierzono, noc. Dziś i tych wianków na

WARZYWA Z GRILLA

dziewczęcych głowach jakby mniej, a chłopcy? Szkoda gadać. Który z tych komputerowych maniaków zdobyłby się na skok – jakikolwiek! Toteż zamiast ognisk w tę piękną noc dymią grille i słychać: „Pijmy za zdrowie pana Jana – najlepszego kierownika..”. Trochę ponarzekałam, ale prawda jest taka, że również te grille mają swój urok. Czar, który działa przede wszystkim na kubki smakowe. Rozpalcie więc grille i skaczcie DOOKOŁA, a nie przez nie... nawet po północy.

ZIEMNIAKI Z GRILLA

SKŁADNIKI:

SKŁADNIKI:

Marynata: roztarte ząbki czosnku, po łyżeczce świeżego tymianku i rozmarynu, listki laurowe (albo inne ulubione zioła i przyprawy), pieprz do smaku, oliwa Warzywa (w zasadzie można eksperymentować z różnymi gatunkami): np. młoda kukurydza, podgotowane buraki, bakłażany, cukinie, cebula żółta i czerwona, podgotowane ziemniaki, marchewka, papryka, brokuły, kalafior, kapia

średnie ziemniaki, słoik majonezu albo sosu tatarskiego, kilka łyżek musztardy, czosnek, natka koperku i pietruszki (ew. listki bazylii itp.).

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Połączyć składniki marynaty, odstawić na ok. pół godziny. Warzywa pokroić w plasterki lub małe kawałki. Nadziewać na drewniane albo metalowe szpadki do szaszłyków i smarować obficie marynatą. Piec około 15 – 20 minut. Warzywa podczas grillowania można dodatkowo smarować marynatą. ZA MIESIĄC: WAKACYJNE NEGLIŻE I PRODIŻE

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Majonez zmieszać z musztardą, dodać czosnek (drobniutko pokrojony lub przeciśnięty przez praskę). Dokładnie wymieszać i odstawić w zimne miejsce. Do sosu można ewentualnie wkroić jeszcze świeżego albo kiszonego ogórka, młody szczypiorek (co kto lubi). Ziemniaki zawinąć w folię aluminiową i piec na grillu (ziemniaki można podgotować, wtedy szybciej będą miękkie). Podawać gorące, polane zimnym sosem. Na sos można położyć kawałek pomidora albo ogórka. MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2006/06  
Monitor Polonijny 2006/06  
Advertisement