Page 1


POLSKA „SMOTANKA“ - WIEŚCI Z OSTATNIEJ CHWILI Ambasador Zenon KosiniakKamysz został służbowo przeniesiony do jednego z państw arabskich.

Śladem ambasadora wysłaliśmy naszego dziennikarza Darka Wieczorka. Naczelna „Monitora” Gosia Wojcieszyńska – po praniu - skurczyła się. Na podstawie RAP opracowali Bolek&Lolek

Prezes Błoński ćwiczy podawanie drinków przed otwarciem nowej siedziby Klubu Polskiego.

Zbyszek Podleśny podjął pracę na dworze królewskim w Londynie.

Dyrektor Jagodziński po wyjeździe z Bratysławy zostanie modelką.

Konsul Biliński w najnowszym fasonie kapelusza dla dyplomatów.

DOGÓRYNOGAMI


OD REDAKCJI Kwiecień-plecień, bo przeplata… I nasze pismo przypomina trochę taki kwiecień. Aby urozmaicić Państwu czas spędzany na lekturze „Monitora” i aby trafić w gusta jak największej ilości Czytelników, staramy się pisać o wszystkim i dla wszystkich. Wierzymy, że interesujące materiały znajdą Państwo, zarówno Ci starsi, jak i Ci młodsi, również i w tym numerze. Choć wiosna zdaje się zapomniała o nas i trudno złapać świeży wiosenny dech, zapewniający przypływ nowych sił i pomysłów, korzystamy z energii zyskanej jeszcze podczas ubiegłorocznego lata (ale na jak długo jeszcze jej starczy?). Kwiecień to wesoły miesiąc, albowiem rozpoczyna go prima aprilis. Jak co roku z tej okazji przygotowaliśmy dla Państwa trochę zabawy, wierząc, że nasza primaaprilisowa strona (patrz str. 2.) spowoduje pojawienie się uśmiechu na Państwa twarzach, co choć trochę Państwu wiosenne chandry, wywołane częstymi zmianami pogody. Młodsi czytelnicy znajdą jak zwykle w swojej rubryce (str. 23.) ciekawe wierszyki i primaaprilisowe inspiracje, zaś ich rodzice mogą zapoznać się z przeglądem najnowszej polskiej literatury dla dzieci, którą warto poczytać swoim latoroślom nie tylko po to, aby uczyły się języka przodków, ale i po to, aby zyskały wszechstronną wiedzę (str. 20.). W tym roku w kwietniu będziemy świętować Wielkanoc, najważniejsze święto chrześcijan. Tego, kiedy naprawdę zaczyna się, mogą się Państwo dowiedzieć na str. 4. Zachęcam też do lektury wywiadu, tym razem z kontrowersyjnym dziennikarzem Bronisławem Wildsteinem, na temat „jego” listy i nie tylko. Więcej informacji dotyczących zawartości kwietniowego „Monitora” nie zdradzę, ale wystarczy go przejrzeć, aby przekonać się, że każdy z Czytelników znajdzie w nim coś dla siebie, a jeśli przeczyta i to, co mmn „nie dla niego”, tylko nas ucieszy.

SPIS TREŚCI Rok wyjątkowej obecności Kiedy zaczyna się Wielkanoc Asociácie Veľkej noci – chocholy a kvety TERAZ POLSKA polskie przysmaki w słowackich sklepach DYPLOMACJA I NIE TYLKO Znów będzie o przyjęciach – tym razem z autopsji… Coraz łatwiej, czyli coraz trudniej… SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Z NASZEGO PODWÓRKA Z KRAJU Praca dziennikarzy „od kuchni“ WYWIAD MIESIĄCA Bronisław Wildstein: „Ja się nie boję łatek, tych już mi w życiu przylepiono bardzo dużo“ Wizyta prezydenta Kaczyńskiego na Słowacji MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Robert Gawliński NASŁUCHUJEMY KINO-OKO Poľsko-slovenská splupráca v Beskydoch TO WARTO WIEDZIEĆ „Żegota” czyli o tych, którzy nie bali się pomagać ludziom BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Książki dla naszych dzieci …i po igrzyskach OKIENKO JĘZYKOWE Mełł czy mielił? CZYTELNICY OCENIAJĄ OGŁOSZENIA POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Za hranicami ako doma MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK Ab ovo – czyli od początku

4 4 4 6 6 7 7 8 8 10

12 15 16 16 17

18 20 22 23 24 25 26 27 28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o re k , I z a b e l a Wó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU MINISTERSTVA KULTÚRY SR - PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN

KWIECIEŃ 2006

3


Kiedy zaczyna się

Wielkanoc? P

amiętam ze swojego dzieciństwa wielkie dyskusje w domu rodzinnym na ten temat momentu rozpoczęcia świętowania Wielkanocy, a rozwiązanie tego dylematu miało bardzo praktyczne konsekwencje.

Rok wyjątkowej obecności

M

ija pierwsza rocznica śmierci Jana Pawła II, a wszystkim nam się wydaje, że to było wczoraj. Najpierw rozwiane szaty katolickich hierarchów, uczestników pogrzebu, potem gwałtownie zamknięta wiatrem księga Ewangelii i wreszcie znikająca w drzwiach bazyliki św. Piotra trumna z ciałem Wielkiego Papieża. Odszedł fizycznie, ale pozostał w nas i między nami. Może nawet przez swoją śmierć o wiele bliżej. Akurat w tym pierwszym roku od śmierci naszego Wielkiego Rodaka miałem szczęście być w dwóch miejscach, gdzie Jego obecność była szczególna. Pierwsze miejsce to Kolonia, gdzie odbywały się Światowe Dni Młodych, które ogłosił jeszcze Jan Paweł II. Szczególne wrażenie na uczestnikach robiły dwa olbrzymie portrety Jana Pawła II i Benedykta XVI, umieszczone na budynku na wprost kolońskiej katedry i jednocześnie głównego dworca miasta. Jan Paweł II z portretu-mozaiki, ułożonej z fotografii młodych ludzi, jakby przekazywał swoje dziedzictwo nowemu Papieżowi. I w takim duchu toczyło się całe spotkanie w Kolonii. Benedykt XVI zresztą bardzo często odwoływał się do swojego Poprzednika, co było z entuzjazmem przyjmowane przez zebranych. Drugim miejscem odwiedzonym przeze mnie był Rzym. Chociaż było to pod koniec lutego, dziesięć miesięcy od śmierci Papieża, dotarcie do Jego grobu wcale nie było proste. Trzeba było swoje odczekać w długiej kolejce. Każdego dnia do grobu Papieża przychodzi od 12 do 15 tys. pielgrzymów. Do kwietnia 2005 r. podziemia bazyliki św. Piotra odwiedzało kilkaset osób dziennie. Skupienie i przejęcie na twarzy wszystkich, którzy przechodzą przed grobem, świadczą, że nie przyszli tylko po to, by zobaczyć prosty w swojej wymowie nagrobek Polskiego Papieża. O co się modlą? O co proszą? To pozostanie tajemnicą serca pielgrzymów. Tak samo i to, czy ich nadzieje zostały spełnione. Ale jedno jest pewne: wszyscy wierzymy, że Jan Paweł II służy nam dalej tak, jak za swojego pontyfikatu. KS. JERZY LIMANÓWKA 4

Ponieważ w podtekście krył się ważniejszy problem: kiedy kończy się post? Placki i inne wiktuały już przecież od kilku dni bardzo drażniły nozdrza i pusty żołądek. Świętowanie Wielkanocy kojarzy się nam

przede wszystkim z uroczystym śniadaniem, do którego zasiadało się po powrocie z rezurekcji, czyli mszy św., odprawianej o świcie wielkanocnej niedzieli. Symbolika i czytania tej liturgii nawiązywały do ewangelicznego opisu

Asociácie Veľkej noci M

oja prvá Veľká noc v Poľsku prišla pár dní po tom, ako som pricestovala plne nabaleným autom do Varšavy na dlhšiu „službu“. Byt, do ktorého som sa nasťahovala, bol ešte neosobný, potrebovala som ho nejako zútulniť. V kvetinárstve mi padol do oka pestrofarebný chochol, tak som si ho kúpila a pichla do kvetináča. Vynímal sa pekne. Vtedy som ešte netušila, že chochol – to je vlastne palma na Palmovú nedeľu. Nebolo mi síce jasné, prečo Palmová nedeľa, keď na severe v Poľsku živé palmy vydržia všetky ročné obdobia akurát v skleníkoch a bytoch a jedinou palmou, ktorá vydrží aj poľskú zimu pod holým nebom, je umelecké dielo sochárky Joanny Rajkowskej – umelá palma na Ronde de Gaulla vo Varšave. No, priznávam bez mučenia, že som musela pátrať po tom, že Palmová nedeľa je sviatkom na pamiatku príchodu Ježiša Krista do Jeruzalema. Palmová nedeľa je naša Kvetná nedeľa – hoci aj v Poľsku – sa i keď menej – označuje ako Kvetná. Áno – priznám sa, že kým som prišla do Poľska, tak veľkonočné sviatky som vnímala svetsky. Až pobyt vo Varšave ma istým spôsobom primal, aby som si doplnila vedomosti o veciach a súvislostiach, ktoré som ako dieťa nedostala (a vlastne to bolo vtedy aj zakázané...) Veľká noc v mojom svetskom ponímaní znamenala pre mňa príchod jari, jeden deň voľna navyše, množstvo natvrdo uvarených vajíčok, vymýšľanie rôznych spôsobov zdobenia kraslíc, rodinné návštevy a vianočku. MONITOR POLONIJNY


kobiet, które o świcie udały się do grobu, by namaścić ciało Jezusa. Grób jednak był pusty. Nie mamy świadków zmartwychwst ania, a tym samym dokładnego czasu tego wydarzenia. Dlatego liturgia rezurekcji podkreśla radość z odkrycia pustego grobu. Przepisy odnowionej liturgii po II Soborze Watykańskim nakazują, aby główne wielkanocne nabożeństwo zaczęło się po zachodzie słońca z soboty na niedzielę, a zakończyło przed jego wschodem.

W tę noc zmartwychwstał Jezus. Czytania nowej liturgii przenoszą akcent z faktu odkrycia pustego grobu na starotestamentowe wydarzenia wyjścia Żydów z niewoli egipskiej, a przede wszystkim ich przejścia przez Morze Czerwone. Tym samym liturgia akcentuje nie tyle fakt zmartwychwstania, ale to, jakie ma ono znaczenie dla nas. Bo przecież zmartwychwstanie Jezusa oznacza dla nas wyzwolenie z niewoli grzechu i przejście od śmierci do życia.

– chocholy a kvety Ozaj – ktovie prečo vianočka, keď moja mama ju dávala na stôl hlavne na Veľkú noc... Tento rok som sa dokonca pri porovnávaní zvykov na Slovensku a v Poľsku snažila preložiť slovo „vianočka“ – a vyšla mi z toho akurát „wigilijka“ – no a to ma vlastne upozornilo na nelogický fakt, že u nás doma bola vianočka hlavne na Veľkú noc, a nie na Vianoce...Jedla sa s vajíčkom natvrdo, údeným mäsom a chrenom (a toto spojenie rozdielnych chutí mojim poľským priateľom tiež pripadalo trochu nelogické...) Veľká noc doma pre mňa znamenala aj nepríjemné zážitky so šibaním a oblievaním. Uznávam, že dievča musia vyšibať, aby „neoprašivelo“... V každom prípade som sa tešila, že ma vo Veľkonočný pondelok nezobudí niektorý z milých rodinných príslušníkov a neobleje a nezbije ma ešte v posteli... Ozaj – šibačka. Dalo mi dosť námahy vysvetliť, že korbáče a šibačka – teda bitie žien pospletanými vŕbovými prútmi – nie je nijaký sadizmus, že to je len „dla urody kobiety...“ No na zdesenie Neslovákov, čo sa týka tejto slovenskej tradície, som zvyknutá... Na Veľkonočný pondelok sa dievčaťu nepatrilo vychádzať von z domu – aspoň tak som to ako dieťa vnímala – a zostalo mi to do dospelosti. No a v Poľsku som sa tešila, že Varšava je veľké mesto, ktoré má viac obyvateľov než tretina Slovenska, že ma tam nikto nepozná a moja maličkosť sa na uliciach stratí. Lenže – prítomKWIECIEŃ 2006

W trakcie nabożeństwa Wielkiej Soboty po raz pierwszy od środy popielcowej brzmi radosny śpiew „alleluja”, a całość kończy się uroczystą procesją, a więc - Alleluja! Mamy już Wielkanoc! I tu właśnie było źródło naszym rodzinnych sporów. Dlaczego w Wielką Sobotę po powrocie z kościoła, gdzie śpiewaliśmy „alleluja”, mamy jeszcze pościć do rana? Faktem jest, że w świetle odnowionej liturgii taki post już nie ma sensu i opór mamy z roku

na rok słabł. A kiedy już padł całkowicie, sami stwierdziliśmy, że przepisy liturgiczne to jedno, a tradycja to drugie. Pośpieszna kolacja po powrocie w sobotę, może zaspokajała głód, ale jakoś trochę psuła smak porannego posiłku. Wielkanocne śniadanie ma swój urok tylko po solidnym poście. Było to dla nas odkryciem prawdy, że warto strzec tradycji, nawet jeśli nie ma już ona oparcia w zmienionych zasadach. KS. JERZY LIMANÓWKA

nosť na uliciach v poľských veľkých mestách môže byť nebezpečná. Naozaj. Zvyk oblievania na „lany poniedziałek“ sa udržal síce len trochu a len na vidieku. Túto tradíciu si však zmodifikovali bandy mladých chuligánov: napĺňajú igelitové vrecká vodou a hádžu ich na náhodných okoloidúcich. Ak ľudia vychádzajú z kostola alebo nastupujú do električky a zotanú mokrí, je to nanajvýš nepríjemné a môžu skončiť so silným prechladnutím – v posledných rokoch nie je zriedkavosťou, že na Veľkú noc sa ešte drží sneh, takže to prechladnutie nie je žiadna maličkosť. Horší a nebezpečnejší je ten „vyšší stupeň zábavy“ – mladíci sa zoskupia na nadchodoch pre chodcov a plné vrecká hádžu na dolu idúce autá... Koľko kolízií a nehôd sa pre to stalo, na to sa mi nechce ani myslieť... Áno – súhlasím s predstaviteľmi veľkých poľských miest i s políciou: na Veľkonočný pondelok treba posilniť policajné hliadky, sprísniť tresty a každého človeka s igelitovým vreckom naplneným vodou preventívne zadržať... Kým však táto novodobá tradícia z Varšavy nezmizne, na ulici ma nikto neuvidí! Veľká noc vo Varšave vo mne vyvoláva asociáciu ešte jedného zvyku. Dozvedela som sa, že v Poľsku, ak sa ide na návštevu, tak kvety prinesie aj žena. Sama som zažila, že keď ku mne prišla návšteva, tak som dostala kytičku od ženy. Nie je to síce priamo veľkonočná tradícia, ale mne sa spája práve s týmito sviatkami. Pretože tá prvá Veľká noc v Poľsku bola najintenzívnejším vstrebávaním a spoznávaním tunajších obyčajov – nielen tých veľkonočných. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


„TERAZ POLSKA” Polskie przysmaki w słowackich sklepach W

iadomo, że prawie każdy z nas zawsze przywozi z Polski swoje ulubione artykuły spożywcze. Zwłaszcza teraz, przed świętami, które są utożsamiane z dobrym jedzeniem, mamy ochotę na coś „smacznego i tradycyjnie polskiego”. Mamy dobrą

ku zostało przeprowadzone w kilku większych supermarketach, które znajdują się już chyba w każdym mieście i miasteczku. Na naszej liście polskich artykułów spożywczych zostały uwzględnione przede wszystkim produkty znanych polskich firm. Niektóre z nich są dostępne w poszczególnych sklepach okresowo, także trzeba na nie „polować” jak za dawnych czasów.

kach, soki „Tymbark” – dwa rodzaje, herbatki ziołowe „Vitax” – różne rodzaje; „Hypernova” – soki „Kubuś” o różnych smakach, czasami polskie żółte sery; „Prima zdroj” – kawa „Inka”, kilka rodzajów kawy „Mokate”, karmelki „Wawel”, żelki owocowe „Jutrzenka”;

OTO NIEKTÓRE PRZYKŁADY: „Tesco” – jogurty i serki „Bacoma” o wielu smawiadomość! W ostatnim czasie na rynku słowackim zaczęły pojawiać się różne polskie produkty. Nie jest ich co prawda wiele, ale ta „jaskółka” wiosnę czyni. Badanie pod tym względem słowackiego ryn-

„Rema” – herbata i kawa „Mokate”, herbatki ziołowe „Vitax”; „Jednota” – jogurty i serki „Bacoma” o różnych smakach, mrożonki „Hortex” –

mieszanki warzywne, pieczarki oraz barszcz ukraiński – wypróbowany w re-

dakcji i przez nią polecany (w przypadku tych produktów nie należy zrażać się opakowaniem z napisami w cyrlicy); „Billa” – syropy „Łowicz” o kilku smakach, soki „Sonda” o kilku smakach; „Lidl” – kiełbasa krakowska, polskie jajka.

Zatem - smacznego! MAJKA KADLEČEK

Znów będzie o przyjęciach – tym J

ednym z wielu zadań dyplomaty jest wydawanie przyjęć. Przy okazji urządzanych śniadań, koktajli, obiadów i rautów omawia się różne sprawy.

Czasami przyjęcie przyjęcie i jaką ma forjest tylko formą uczczemę, musi ono być na nia wizyty głowy pańnajwyższym poziomie. stwa lub innej ważnej W naszej rezydencji osoby przebywającej najczęściej urządzamy w kraju akredytowania wieczorne przyjęcia na dyplomaty. Wtedy na jesiedząco, czyli tzw. obiago barki spada obowiądy. Zaczynają się one zek godnego podjęcia Dyplomacja około godziny 19.00 tej osoby u siebie, jeśli i nie tylko lub 19.30. Goście schooczywiście wyraża ona dzą się i są częstowani taką chęć, a czas i okoliczności aperitifem – polską lub słowacna to pozwalają. Jednak zawsze, ką wódką, sokiem i wodą mineniezależnie od tego, jak duże jest ralną. Po dłuższej chwili – mniej 6

więcej pół godziny – przechodzimy do stołu, przy którym może zasiąść, niestety, jedynie 12 osób (zazdrościmy niektórym ambasadorom dużych stołów, powiedzmy na 18 osób, ale z kolei przy mniejszym stole rozmowa toczy się na jeden temat, podczas gdy w większej grupie zawsze tworzą się podgrupy, rozmawiające na różne tematy, i chyba nie jest już tak przyjemnie). Kelner podaje przystawkę (pamiętamy: zimna przystawka przed zupą) albo zupę i po niej ciepłą przystawkę. Potem – danie główne. MONITOR POLONIJNY


Coraz łatwiej, czyli coraz trudniej…

N

iestety, w tytule nie ma sprzeczności; z jednej strony podróż ze Słowacji do Polski (i odwrotnie) jest coraz łatwiejsza, ale z drugiej stale się komplikuje. Do odwiedzenia ojczyzny nie potrzebujemy już paszportów, wkrótce zostaną zlikwidowane przejścia graniczne, będziemy mieli tę samą walutę, ale równocześnie, według przewoźników, połączenie Bratysławy z Warszawą już dziś jest nierentowne i trzeba je zlikwidować. Zaczęła PKP; od ubiegłego roku obie stolice już nie łączy pociąg intercity; „Polonia” z Warszawy w czeskim Brzecławiu zamiast do Bratysławy i Budapesztu skręca do Wiednia. Dnia 26 marca Bratysława i Warszawa straciły połączenie lotnicze – samolot obsługujący tę linię „SkyEurope” postanowił przerzucić do Pragi, skąd firma uruchomiła nowe połączenia. Kolejarze zastanawiają się nad likwidacją ostatniego już

bezpośredniego połączenia obu stolic – pociągu wyjeżdżającego z obu miast wieczorem, aby do drugiego dotrzeć następnego dnia rano. Dla drogowców to nie powód do przyspieszenia budowy dziś dziurawego jak szwajcarski ser odcinka drogi z Czadcy, przez Zwardoń-Skalite, do Bielska; Słowacy po dobudowaniu autostrady z Bratysławy do Żyliny w pierwszej kolejności zajmą się drogą biegnącą na wschód kraju, do Koszyc i Preszowa. Dla Polaków priorytetowa jest droga szybkiego ruchu z BielskaBiałej do Cieszyna, skąd na południe Europy dostaną się przez Czechy. Efekt? Wkrótce do Warszawy szybciej i taniej będzie z Madrytu, Rzymu czy Aten niż z Bratysławy. DW

razem z autopsji… Przekonaliśmy się, że słowaccy i nie tylko słowaccy goście bardzo lubią typowo polskie dania, toteż często na przystawkę podajemy ruskie pierogi, które są przecież typowym polskim daniem! Zupy najczęściej są „międzynarodowe”, np. krem pieczarkowy, pomidorowa, krem z brokułów, z dyni, porów itp. Danie główne składa się przeważnie z mięsa i dodatków: ryżu, ziemniaków albo klusek (śląskie lub kopytka) oraz bukietu warzyw. Czasami podajemy na osobnym talerzyku sałatkę ze świeżych jarzyn. Na KWIECIEŃ 2006

koniec – deser, raczej też „międzynarodowy”, typu: gruszki w sosie waniliowym, lody, czasem polski sernik z bitą śmietaną lub polany czekoladą. Ostatnio podawaliśmy czysto polski obiad, głównie dla słowackich przyjaciół. Był więc śledzik w śmietanie, żurek z kiełbasą i jajkiem na twardo oraz golonka z chrzanem. Na deser lukrowane pączki. Może nie było do końca dyplomatycznie, ale na pewno smacznie, no i tradycji stało się zadość, bo był to… tłusty czwartek. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ

„PRIMA“ WYDARZENIA „APRILISOWE“ SPOSTRZEŻENIA

Na

świecie zdarzają się różne rzeczy. I w Polsce, i na Słowacji czy w Rio de Janeiro. Czasami są śmieszne, trochę nieprawdopodobne i absurdalne. Zwłaszcza na prima aprilis słyszymy o takich wydarzeniach! My w tym roku usłyszeliśmy o jednym. Nasza historia zaczyna się w pewnym anonimowym mieście. Miasto to było dosyć duże na to, by działała w nim prężnie pizzeria. W tymże mieście przypadkowo mieszkała moja znajoma i jej mąż, którzy uwielbiają pizzę, a w zwiazku z tym przez ostatni rok byli wiernymi klientami owej pizzerii. Mniej więcej kilka razy w miesiącu, najczęściej w weekendy, kiedy rozleniwieni oglądali telewizję, zamawiali pizzę. Wystarczał krótki telefon, podanie nazwiska i w przeciągu godziny pizza wjeżdżala na stół. Któregoś dnia znajoma wykręciła znany numer. Jakież było jej zdziwienie, gdy pan w słuchawce oznajmił, że niestety na ul. XXX pizzy już nie dowożą, bowiem ich rejon kończy sie na placu XXX, czyli tam, gdzie zaczyna się ulica XXX. Pragnę wspomnieć, że znajoma mieszka na ul. XXX 6, także na samym początku, a wejście do jej klatki znajduje się tuż obok końca rejonu. Pan z pizzerii był nieubłagany, nie pomogły nawet argumenty, że koleżanka podejdzie na plac XXX i odbierze pizzę. Finał całej przepychanki był taki, że znajoma odbyła rozmowę z menadżerem firmy. Ten, po wysluchaniu długiego monologu, łaskawie zgodził się na dostarczenie zamówienia. Na zakończenie można tylko stwierdzić, że hasło: „Nasz klient – nasz Pan“ nie jest znane w owej pizzerii. A przecież wystarczy tak niewiele, trochę dobrych chęci... Trzeba jeszcze dodać, że na ulotkach pizzerii nie ma nawet wzmianki o zmianie rejonizacji dostarczania pizzy. I tak historia się kończy. Pewnie to był prima aprilis, a całe opisane wydarzenie to taki kawał, żarcik i psota. A może nie? MELANIA MALINOWSKA MAJKA KADLECEK 7


skiego na Uniwersytecie Humboldta podczas jego wizyty w Berlinie. Demonstranci wdarli się na salę, gdzie przebywał prezydent, i zmusili organizatorów do przerwania spotkania. Rzecznik stowarzyszania nieW POLSCE pojawiła się ptasia mieckich gejów określił Kaczyńgrypa. Martwe łabędzie, znale- skiego mianem antydemokraty. zione w Toruniu, były zarażone wirusem H5N1. „Gazeta Wybor- NIE MA WOLNYCH MEDIÓW – pocza” opublikowała informacje, wiedział prezes Prawa i Sprawedług których fakt zarażenia wiedliwości Jarosław Kaczyński. ptaków groźnym dla ludzi wiru- Proszony o skomentowanie najsem rząd taił przez 84 godziny. nowszego badania PBS, opublikowanego przez „Gazetę WyGRUPA KILKUDZIESIĘCIU GEJÓW borczą”, stwierdził, że sondaże są zakłóciła planowane wystąpie- dosyć często związane z intencjanie prezydenta Lecha Kaczyń- mi tych, którzy je zamawiają. 8

PAKT STABILIZACYJNY PiS, „Samoobrony“ i LPR jest ponownie zagrożony i jeśli sytuacja się nie ustabilizuje, to parlament będzie musiał zostać rozwiązany – uważa prezes PiS Jarosław Kaczyński. Decyzja o tym, czy PiS złoży wniosek o samorozwiązanie Sejmu, może zapaść lada moment. CENTRALNE BIURO ŚLEDCZE i prokuratura we współpracy z policją hiszpańską rozbiły międzynarodową szajkę pedofilów – do zatrzymań doszło w całej Europie. W Polsce, m.in. w Gdańsku i Krakowie, zatrzymano 12 osób podejrzanych o pedofilię.

FOTO: STANO STEHLIK

Pretekstem do spotkania klubowego była chęć przedstawienia projektów imprez kulturalnych, zaplanowanych na ten rok przez nasze stowarzyszenie. O czerwcowym spotkaniu „Kultura gór i kultura morza“ oraz wrześniowym występie „Kabaretu E…“ z Wiednia poinformowała prezes bratysławskiego klubu Beata Wojnarowska. Redaktor naczelna „Monitora Polonijnego” wspomniała o planowanym poszukiwaniu naszych rodaków, do których nasz miesięcznik mógłby docierać. Motywacją takich poszukiwań są ciekawe nagrody – będą one rozlosowane wśród osób, które dotrą do nowych czytelników (patrz: „Ogłoszenia”). Na spotkaniu nie zabrakło też ambasadora RP w RS Zenona KosiniakaKamysza, kierownika Wydziału Konsu-

larnego Wojciech Bilińskiego oraz gospodarza budynku, w którym spotkanie się odbyło, czyli dyrektora Instytutu Polskiego Zbigniewa Macheja. Gościem specjalnym spotkania Polonii był językoznawca profesor Jerzy Bralczyk – doskonale nam znany z ekranu TV Polonia. Jak co roku spotkanie klubowe przebiegło w sympatycznej atmosferze, a goście mogli raczyć się wypiekami zaprzyjaźnionych pań gospodyń. Ciasta i ciasteczka były naprawdę pyszne, toteż co chwilę sięgałam po przysmaki. Spotkanie było okazją do rozmów z długo niewidzianymi rodakami, choć, jak zauważyłyśmy z moją koleżanką Ewą, mało wśród nas jest młodych i nowych ludzi na takich spotkaniach. Młodzi Polacy są w Bratysławie na pewno, tylko najwyraźniej nie docierają do nich informacje o odbywających się

imprezach. Jak można by do nich dotrzeć? – zastanawiałyśmy się. Chyba zawsze potrzebny jest jeden człowiek, tzw. łącznik, który wprowadzi nową osobę i zapozna z innymi. Potem to już idzie gładko, bo wszyscy są mili i otwarci. Trzeba jednak czuć potrzebę takich kontaktów i nie bać się. Myślę, że spora grupa Polaków, nie wiedząc o nas – spotykających się w Klubie, pomału wsiąka w codzienne, słowackie sprawy. A szkoda, bo naprawdę fajnie jest wyjść po imprezie klubowej, uprzednio wyściskawszy się z rodakami (w tajemnicy przemycając pyszne ciasteczko w torbie... psst!). MELANIA MALINOWSKA FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Spotkanie Klubu Polskiego Region Bratysława

ZBIGNIEW ZIOBRO zadba o to, by skazańcy nie siedzieli bezczynnie. Przewiduje też, że za cztery lata powstaną cztery więzienia prywatne. Wprowadzenia zmian w przepisach, pozwalających na skierowanie do pracy jak największej liczby więźniów, chce Ministerstwo Sprawedliwości. ZBIGNIEW NOWAK narodził się po raz drugi – wydobyto go po kilkudniowej akcji ratowniczej w kopalni „Halemba”. Górnik był zasypany blisko 111 godzin. W połowie marca skończyl 31 lat. Z jego cudownego oalenia najbardziej cieszą się jego żona i córka. MONITOR POLONIJNY


„I niewielka zabawa może być bardzo udana!“

Prof. Jerzy Bralczyk w Bratysławie

jednym z grudniowych spotkań naszego klubu w Trenczynie powstał pomysł, by po raz pierwszy zorganizować sobie karnawałowo-fasziangową zabawę z udziałem naszych rodzin oraz słowackich przyjaciół, którzy regularnie uczestniczą w akcjach Klubu Polskiego. W Centrum Kultury, gdzie już drugi rok wynajmujemy pomieszczenia na spotkania klubowe, mogliśmy wykorzystać dużą, piękną salę oraz kuchenkę na przygotowanie poczęstunku. Umówiliśmy się, że każdy przyniesie ze sobą napoje, które lubi, oraz kanapki lub upieczone ciasta. W organizacji bardzo nam pomogła nasza przyjaciółka Ivetka Matejková, kierowniczka Centrum Kultury, która zadbała o wystrój sali oraz muzykę. Zaprosiliśmy też naszych przyjaciół z Dubnicy i Poważskiej Bystrzycy, ale w końcu bawiliśmy się sami. W ostatnią karnawałową sobotę, w gronie trzydziestu kilku osób, przy wspaniałej muzyce na żywo, zastawionych stołach, z gitarą i polską piosenką tańczyli wszyscy bez wyjątku – zarówno najmłodsza 5-letnia Katka, jak i nasi siedemdziesięciolatkowie. Nasi słowaccy przyjaciele śpiewali z nami „Góralu, czy ci nie żal“, my – znane słowackie piosenki. Dzięki tej właśnie zabawie przybyło do grona naszego miejscowego koła czterech nowych członków. Atmosfera zabawy zachwyciła wszystkich uczestników, więc postanowiliśmy, że stanie się kolejną tradycyjną imprezą Klubu Polskiego w Trenczynie. Choć następny karnawał daleko, już dziś serdecznie zapraszamy! RENATA STRAKOVÁ, Klub Polski Region Środkowe Poważe, koło Trenczyn

TOMASZ SIKORA i Justyna Kowalczyk, to dwoje członków polskiej reprezentacji olimpijskiej, którzy jako jedyni zdobyli medale na zimowych igrzyskach olimpijskich w Turynie. ANDRZEJ WAJDA, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych i teatralnych, symbol polskiego kina, 6 marca skończył 80 lat. POLSKIE DZIECI nie będą już głodować! Premier Kazimierz Marcinkiewicz razem z „Faktem” zapowiada zdecydowaną walkę z niedożywieniem dzieci. Szef rządu ma 600 miKWIECIEŃ 2006

FOTO: MARIA NOWAKOWSKA

Na

Prof. Jerzego Bralczyka znamy chyba wszyscy z ekranów telewizyjnych. Jego cotygodniowy program, zatytułowany „Mówi się…”, w którym stara się on przybliżyć przede wszystkim Polonusom (ale nie tylko) zawiłości współczesnego języka polskiego i odpowiedzieć na często trudne pytania z tego zakresu, nadaje już 10 lat TVP „Polonia”. Tym razem mogliśmy zobaczyć go na żywo. Do Bratysławy przybył na zaproszenie Instytutu Polskiego i polonistów z Katedry Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Komeńskiego. Był tu po raz pierwszy w życiu, ale, jak stwierdził, nie po raz ostatni. Miasto bowiem, pomimo brzydkiej pogody i silnego wiatru, bardzo się profesorowi podobało. Ponieważ nie zdążył obejrzeć wszystkich bratysławskich ciekawostek, wierzy-

lionów złotych na ciepłe posiłki dla nich. „Uporamy się z tym wstydliwym problemem” – przyrzekł premier. Według danych EUROSTATU 6,5% polskich dzieci żyje w skrajnej biedzie. W WARSZAWSKIM SZPITALU zmarła gwiazda polskiej estrady Hanka Bielicka, mistrzyni monologów mówionych najpiękniejszą chrypką świata. W listopadzie ubiegłego roku skończyła 90 lat „KOMORNIK” w reżyserii Feliksa Falka otrzymał „Orła 2006” w kategorii najlepszy

my, że obietnicę swojej ponownej wizyty wkrótce spełni. Studenci polonistyki, dla których 13.03. 2006 r. przeprowadził niezwykle interesujący wykład o zróżnicowaniu współczesnej polszczyzny, byli wprost zachwyceni jego bezpośredniością, bezpretensjonalnością, a przede wszystkim lekkością i jasnością przekazu. Tego samego dnia możność porozmawiania z tak znakomitym gościem mieli członkowie Klubu Polskiego Region Bratysława i ich przyjaciele, którzy zgromadzili się w Instytucie Polskim na corocznym spotkaniu ponoworocznym. O poglądach profesora na zmiany zachodzące w języku polskim i jego językowej ocenie rzeczywistości przeczytacie Państwo w majowym nummn merze „Monitora”.

film oraz w pięciu innych kategoriach – w tym za najlepszą reżyserię, najlepszą główną rolę męską (Andrzej Chyra) i najlepszą główną rolę żeńską (Kinga Preis) – a także nagrodę publiczności. Ceremonia wręczenia nagród Polskiej Akademii Filmowej odbyła się w warszawskim Teatrze Narodowym. „Komornik” triumfował także w kategoriach: najlepszy scenariusz (Grzegorz Łoszewski) i najlepsza scenografia (Anna Wunderlich). W POBLIŻU Międzynarodowych Targów Katowickich,

gdzie w końcu stycznia pod gruzami hali wystawowej zginęło 65 osób, powstanie symboliczne miejsce, upamiętniające ofiary tej katastrofy. Z inicjatywą jego stworzenia wystąpiło Bractwo Artystyczne Związku Górnośląskiego. NAJSTARSZY MIESZKANIEC Dolnego Śląska i prawdopodobnie najstarszy Polak – Paweł Parniak – skończył 116 lat. Dostojny jubilat mieszka z 59-letnim wnukiem i jego rodziną w małej miejscowości Wolibórz koło Nowej Rudy. ZUZANA KOHUTKOVÁ, Warszawa 9


Praca dziennikarzy „od kuchni“ Dlaczego dziennikarstwo? Do rozmowy o pracy dziennikarskiej „od kuchni” udało mi się namówić Darka Wieczorka – korespondenta Polskiej Agencji Prasowej na Słowacji i Andrzeja Jagodzińskiego – byłego korespondenta Gazety Wyborczej w Czechosłowacji, obecnie dyrektora Funduszu Wyszehradzkiego, którego siedziba jest w Bratysławie. Oboje zdecydowali się na wyjazd z kraju, ponieważ Czechy i Słowacja są krajami bliskimi ich sercu. „Uważałem, że najlepiej jest dobrze poznać swoich sąsiadów” – opowiada Darek Wieczorek. „Zawsze lubiłem Czechów i Słowaków, ale kiedy zacząłem nawiązywać kontakty z mieszkańcami tego kraju, odwiedzać ich, ta miłość się pogłębiała” – dodaje. Andrzej Jagodziński studiował slawistykę i pokochał literaturę czeską i słowacką. „Moje kontakty z ludźmi z tego kraju nawiązałem właśnie dzięki literaturze” – wspomina. „Byłem częstym gościem Dany i Jiřiego Nemców, którzy mieli wspaniały księgozbiór, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że obcuję z działaczami opozycji, którzy znaleźli się na indeksie” – dodaje. Darek dzięki częstym wyjazdom do Czechosłowacji jako opiekun grup studenckich nauczył się czeskiego. Po studiach socjologicznych podjął pracę w PAP i rozpoczął dziennikarskie studia podyplomowe. „Zawsze interesowali mnie ludzie, stosunki międzyludzkie” – wyjaśnia. Początkowo pracował w dziale ekonomicznym PAP, później awansował i został sekretarzem redakcji. W roku 1997, kiedy na Słowacji pełniącym obowiązki prezydenta został Vladimír Mečiar, agencja prasowa uznała, że powinna mieć swojego korespondenta w tym kraju. „Przyjechałem sam, bez żony, żeby się zorientować, jak wygląda tutaj życie. Później, po kilku miesiącach podjęliśmy decyzję, że dołączy do mnie małżonka” – wspomina mój rozmówca. Andrzej Jagodziński nie widział siebie w roli dziennikarza, choć przez rok studiował dziennikarstwo podypolomowe. Dopiero powstanie Gazety Wyoborczej spowodowało, że był coraz bliżej wydarzeń opisywanych w nowym, niezależnym dzienniku. „Pierwszy numer Gazety Wyborczej wyszedł 8 maja 1989 r., a 16 maja zwolnili Havla z więzienia” 10

Do

napisania tego artykułu zainspirowały mnie wypowiedzi jednego z polskich dziennikarzy pracujących na Słowacji. Tenże dziennikarz kiedyś opowiadał mi, jak często jego życie jest podporządkowane pracy, w której liczy się czas i dyspozycyjność, co odczuwają na własnej skórze on i jego rodzina, ba, nawet pies, z którym czasami nie zdąrzy wyjść na spacer, ponieważ, kiedy zadzwoni telefon, musi biec do pracy. Liczą się bowiem świeże informacje na już, na teraz – natychmiast!

– wspomina Jagodziński. „Zadzwonił do mnie przyjaciel, szef działu zagranicznego Gazety, z prośbą o przeprowadzenie wywiadu z Havlem” – opisuje. „Później propozycji współpracy było coraz więcej i wkrótce całe dni spędzałem w redakcji, aż zostałem jej pracownikiem”. Kolejne wydarzenia listopadowe z roku 1989 spowodowały, że zaczął kursować między Warszawą, Pragą a Bratysławą, a w 1991 roku wyjechał do Pragi jako korespondent Gazety. „To były fascynujące czasy – człowiek był świadkiem przemian politycznych. Musiałem jedynie znaleźć odpowiedni klucz, by polskiemu czytelnikowi przybliżyć czeskie i słowackie realia, a przy tym nie obciążać go zbędnymi informacjami” – wyjaśnia. „Byłem amatorem, ale myślę, że udało mi się nauczyć paru chwytów dziennikarskich, a moim atutem były kontakty z najważniejszymi ludźmi, którzy wtedy decydowali o biegu historii, do których w każdej chwili mogłem zadzwonić i poprosić ich o komentarz aktualnych zdarzeń”.

Stres Zarówno Andrzej Jagodziński, jak i Darek

Wieczorek zwracają uwagę na to, że z ich pracą wiąże się stres. „Wiadomość agencyjna to wiadomość błyskawiczna” – opisuje Wieczorek. W jego domu przez cały dzień są włączone radio, telewizja TA3, na bieżąco dokonuje przeglądu informacji agencyjnych. W takiej pracy nie ma dnia wolnego, ponieważ w każdej chwili może się coś zdarzyć. „To podobnie jak z pracą strażaka: może mu ktoś zarzucać, że siedzi i nic nie robi, ale on czeka na informację o pożarze, by móc natychmiast zareagować” – mówi. „Ja czekam na wydarzenia, by móc je opisać”. Na moje pytanie, czy przeżył wiele „pożarów” związanych z wydarzeniami na Słowacji, odpowiada: „Wiele rzeczy da się przewidzieć. Kultura polityczna na Słowacji jest wyższa niż w Posce, a więc, wydaje mi się, że tu nie doszłoby do sytuacji, podobnej tej ostatniej w Polsce, kiedy to obywatele do ostatniej chwili czekali przed telewizorami na orędzie prezydenta Kaczyńskiego, który miał ogłosić, czy rozwiązuje parlament, czy nie”. Z drugiej strony mój rozmówca wspomina wydarzenia związane z chorobą prezydenta Schustera, o ktorej dowiedział się nieoczekiwanie podczas pobytu w Polsce. „Musiałem relacjonować ten dramat z kraju, korzystając z moich informatorów i różnych źródeł” – opisuje. Czasami to, co się dzieje na Słowacji, każe całkowicie podporządkować życie Darka i jego najbliższych jego pracy. „Pamiętam, MONITOR POLONIJNY


Gafy Każdemu dziennikarzowi przytrafiły się sytuacje, które przyspożyły mu kłopotów i czasami spędzały sen z powiek. Przeciętny czytelnik, przeglądając prasę, nawet nie zdaje sobie sprawy, jaka odpowiedzialność ciąży na dziennikarzach i ile za tym kryje się pracy, dylematów i w pośpiechu podejmowanych decyzji. Andrzej Jagodziński wspomina, jakie nieprzyjemności spowodowało użycie przez niego w artykule czeskiej nazwy miasta Czeski Cieszyn, co wydawać by się mogło błahostką. „Wśród czytelników Gazety przez trzy miesiące trwała polemika, w której zarzucano mi, że nie znam historii i jak mogłem sobie pozwolić, by w polskim dzienniku napisać Česky Tešin, skoro Polacy mają swoją nazwę”. Relacjoniowanie wydarzeń z danego GRUDZIEŃ 2005

kraju, wybieranie takich, a nie innych informacji zawsze budzi emocje wśród osób, których dany materiał dotyczy. „Moje artykuły powodowały czasami burze wśród czytelników, z jednej strony zarzucano mi, że jestem czechofilem albo słowakofilem, a z drugiej strony władze Czechosłowacji oskarżały mnie, że jestem przeciwko nim, co nawet przeradzało się w protesty” – wspomina Jagodziński. Darek Wieczorek o swoich pierwszych krokach w pracy dziennikarskiej mówi jako o szkole życia. „Nie zdawałem sobie sprawy, jaką wagę i konsekwencje ma moja praca. Pamiętam, jak na początku lat 90-tych, kiedy zatrudniono mnie w PAP, usłyszałem, że mają podrożeć dolary, więc napisałem o tym” – wspomina. „Okazało się, że ta wiadomość spowodowała oblężenie wszystkich kantorów, a moją notatkę opublikowało czterech dziennikarzy. No cóż, skończyło się na naganie”. Również praca na polu słowacko-polskim, a szczególnie podobieństwo obu języków przyniosły Darkowi pewne niespodzianki. „Wstydzę się tego incydentu, ale, pewnie jak większość z nas, Polaków, przebywających na Słowacji, wpadłem w pułapkę językową, bo wydwało mi się, że znam język słowacki” – wspomina Darek. „Mylna informacja, którą przygotowałem, dotyczyła jednostki słowackich wojsk, która na podstawie decyzji władz miała wyjechać do Iraku czy do Afganistanu. Chodziło o ženistov, a ja z saperów zrobiłem jednoskę żeńską”.

kaniu byli dziennikarze warszawscy, mógłbym poprosić ich o pomoc, bo w świecie mediów panuje solidarność, ale ci obecni na konferencji rozjechali się do swoich miast. Musiałem więc bazować na notatkach i swojej pamięci. Po opublikowaniu materiału jeszcze przez tydzień czekałem na ewentualne reakcje z Pałacu Prezydenckiego. Na szczęście okazało się, że pamięć mnie nie zawiodła, a materiał, który opracowałem, był zgodny z prawdą”. Innym razem cytował wypowiedź jednego z senatorów, który twierdził, że udało mu się wywalczyć umorzenie części długów Polski względem Japonii. „Po publikacji materiału ów senator zaprzeczył jakoby coś takiego powiedział i żądał zwolnienia mnie z redakcji”– opisuje Darek. „Ponieważ tej wypowiedzi nie nagrałem, zacząłem poważnie obawiać się, że może stać się to najgorsze: że wylecę z redakcji i nigdzie nie znajdę pracy”. Koledzy dziennikarze podpowiedzieli mu wtedy, że wszystkie posiedzenia senackiej komisji są nagrywne. „Ta informacja poskutkowała i senator spuścił z tonu. Mało tego, potem okazało się, że po opublikowaniu mojego materiału naprawdę doszło do umorzenia części długów, a więc bieg wydarzeń zmienił się o 180 stopni” – wspomina Wieczorek. Andrzej Jagodziński, jeszcze zanim rozpoczął pracę dziennikarską, dwa razy na własnej skórze przekonał się, jakie figle może płatać sprzęt techniczny. „W połowie lat 80-tych przygotowywałem książkę, w której przedstawiałem rozmowy z czeskimi pisa-

Czysta kaseta Jednym z największych nieszczęść, jakie mogą się przytrafić dziennikarzom, jest sytuacja, kiedy wywiad z przyczyn technicznych nie zostanie nagrany na kasetę. Jak sobie z tym radzą? Darek Wieczorek wspomina spotkanie dziennikarzy z prezydentem Kwaśniewskim, które było poświęcone tematyce gospodarczej. Wówczas to posłuszeństwa odmówił mu jego dyktafon, o czym przekonał się dopiero po konferencji. „Na spotkanie w Warszawie zostali zaproszeni dziennikarze regionalni, ja zostałem wysłany z redakcji PAP jako jedyny wtedy dziennikarz z Warszawy” – wspomina mój rozmówca. „Gdyby na spot-

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

jak w którąś sobotę miałem jechać z małżonką do Nitry, gdzie ona wtedy uczyła dzieci języka polskiego. Tam odbywała się duża uroczystość w obecności ówczesnego amabasadora i innych gości honorowych. Niestety, kiedy wsiedliśmy do samochodu, okazało się, że w Bratysławie podczas pokazów lotniczych spadł samolot – ja wróciłem do pracy, a żonie załatwiłem transport zastępczy” – wspomina. Andrzej Jagodziński również wskazuje na czas, który w pracy dziennikarza jest najbardziej stresującym czynnikiem. „Gazeta jest zamykana o określonej godzinie, do tego czasu należy dostarczyć materiały i wtedy często rodzi się dylemat, czy zostać do końca na jakimś wiecu czy spotkaniu, co pisać, co się może jeszcze wydarzyć? – opowiada Jagodziński. „A trzeba pamiętać, że w tamtych czasach, kiedy pracowałem jako korespondent, jeszcze nie było telefonów komórkowych ani internetowych łączy!” – dodaje. Jednakże pozycja Jagodzińskiego w Pradze dawała mu pewien komfort czasowy. „Byłem na przykład obecny 9 grudnia 1989 r. w nocy na poufnym spotkaniu Forum Obywatelskiego, na którym przedstawiono skład nowego rządu czechosłowackiego, który następnego dnia w południe miał być zaprzysiężony. Ponieważ byłem bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń i udało mi się nagrać parę wywiadów z przyszłymi ministrami, miałem czasowe wyprzedzenie” – wspomina.


rzami emigracyjnymi” – opisuje. „Po rozmowie z Karelem Krylem okazało się, że nic się nie nagrało. Na szczęście przebywałem wtedy dłużej w Monachium i wywiad mogliśmy powtórzyć, ale to już była zupełnie inna rozmowa” – ocenia Jagodziński. Drugi przypadek dotyczył rozmowy z Karelem Hviždialą. „Te sytaucje nauczyły mnie, że potem zawsze nagrywałem moje wywiady na dwóch sprzętach – w razie czego” – dodaje.

Mieć wpływ na wydarzenia O dziennikarzach mówi się, że są czwartą władzą. Ich praca ma wpływ na opinię publiczną, a nierzadko i na bieg wydarzeń. Darek Wieczorek wspomina, jak kilka lat temu na podstawie oficjalnego pisma od słowackich władz wysłał do Polski informację, dotyczącą konieczności posiadania odpowiednich, podniesionych wtedy taks dolarowych na wjazd do Słowacji. „Ta wiadomość wywołała rozruch nie tylko wśród polskich turystów” – opowiada. „Spowodowała też to, że od razu odezwali się do mnie z ambasady słowackiej z Warszawy. Jej pracownicy pospieszyli z uściśleniami, że wprowadzana nowa taksa dotyczy głównie Ukraińców, a nie Polaków. Być może, gdyby nie mój materiał, kontrole Polaków na granicy spwodowałyby spadek zaintereswoania Słowacją?” – zastanawia się mój rozmówca. Andrzej Jagodziński przyznaje, że praca dziennikarza jest bardzo odpowiedzialna, ale nie jest pewnien, czy właśnie on – korespondent z Pragi kształtował rzeczywistość. „Ja tylko relacjonowałem wydarzenia z Czechosłowacji” – twierdzi. I choć już nie pracuje w tym fachu, czasami rodzą się w jego głowie pomysły napisania różnych artykułów. „Najczęściej są to tylko pomysły, na których realizację brak czasu” – wyjaśnia. „Fajnie jest mieć świadomość, że to, co człowiek napisze, kszatłtuje światopogląd czytelnika, ale to wymaga ogromnej odpowiedzialności! Niedawno przeglądałem w archiwum Gazety Wyborczej swoje teksty sprzed kilkunastu lat i doszedłem do wniosku, że dziś bym to napisał inaczej. Ależ ja byłem wtedy emocjonalistą!” – ocenia. Dla niego dziennikarstwo to zamknięty rozdział życia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 12

Bronisław Wildstein: „Nie boję się łatek, tych już mi w życiu przylepiono bardzo dużo“

Na

zaproszenie Instytutu Polskiego Bratysławę odwiedził Bronisław Wildstein – dziennikarz, którego nazwisko w ubiegłym roku odmieniano przez przypadki wiele razy za sprawą publikacji tzw. listy Wildsteina. Udało nam się z nim porozmawiać o lustracji i o obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Ponad rok temu opublikował Pan listę osób, które znalazły się w spisach SB. Dlaczego Pan to zrobił? Nie opublikowałem listy, ale wydobyłem katalog osobowy Instytutu Pamięci Narodowej i przekazałem go dziennikarzom. Dlaczego to zrobiłem? Ponieważ wtedy trwała walka o to, czy tę listę zamknąć przed dziennikarzami, a jednym z argumentów, przemawiających za tym rozwiązaniem, było to, że dziennikarze tym się nie interesowali. I to była prawda, zainteresowanie było niewielkie, wtedy wręcz nie wypadało się tym interesować. Chodziło mi o to, by zwrócić uwagę dziennikarzy na ten problem i ten cel osiągnąłem. Pomogło to wyjaśnić przeszłość komunistyczną? Nie należy tego przeceniać. To spowodowało większe zainteresowanie. Na tej liście widnieją nazwiska i współpracowników, i tych, którzy nie współpracowali z SB. Wśród 170 tysięcy nazwisk jest kilka procent osób, które współpracownikami nie były. Reszta to byli współpracownicy, funkcjonariusze reżimu, tajni współpracownicy, partyjni i ludzie, odnośnie których podjęto decyzje, że współpracownikami mogliby zostać, ale z jakichś powodów tak się nie sta-

WYWIAD MIESIĄCA ło. Ja od początku mówiłem, że nie można tego traktować jako listy współpracowników i dlatego nie opublikowałem jej w Internecie. Skąd więc takie zamieszanie? „Gazety Wyborcza” opublikowała artykuł z dużym nagłówkiem „Lista ubecka“. A ja przecież wcześniej tłumaczyłem, co to za lista! Ci ludzie, którzy się na niej znaleźli, a których spotykam, w ogromnej mierze nie mają do mnie pretensji. Spodziewał się Pan, że to przyniesie Panu taki rozgłos? Przyznam się szczerze, że nie. To nie najlepiej świadczy o moich zdolnościach analityka politycznego. Cóż ja takiego zrobiłem? Wziąłem katalog w czytelni IPN i zapytałem pracowników, czy wolno mi go skopiować. Otrzymałem odpowiedź, że wolno przepisywać. De facto ja tylko użyłem innego sposobu przepisywania. Mógł to zrobić ktoś inny? Oczywiście! Mam kłopoty z wytłumaczeniem dziennikarzom zachodnim, co takiego właściwie się stało. Ja pokazałem jawny katalog swoim kolegom dziennikarzom! Przypuszczałem, że będzie jakiś szum wokół tego, ponieważ znam siłę środowisk antylustracyjnych MONITOR POLONIJNY


Czuje się Pan usatysfakcjonowany takim biegiem wydarzeń? Przyniosło to Panu rozgłos. Ja tego rozgłosu nie kocham. Śmiem twierdzić, że jako dziennikarz byłem w Polsce trochę znany, napisałem osiem książek, dostałem ileś nagród za nie, więc jeżeli mnie kojarzy się z tą listą, to jest to dla mnie balast, a nie, jak się wydaje, sukces. Na takim sukcesie mi mniej zależy. Spowodowało to dalsze konsekwencje, wyrzucono Pana z pracy. Tego się nie spodziewałem, co nie znaczy, że nie opublikowałbym listy, gdybym wiedział, że spowo-

duje to to, co się stało. Zrobiłbym to tym bardziej! Czym wytłumaczono wyrzucenie Pana z pracy? Mój szef ponad miesiąc od publikacji listy otworzył debatę na jej temat. Ja napisałem swój tekst o tym problemie, on napisał swój tekst, w którym wyraził pełne zaufanie do mnie. Tekst ukazał się w poniedziałek i w tenże poniedziałek zostałem wylany z pracy. Widocznie w nocy szef stracił do mnie zaufanie. Mogę domniemywać, że coś się stało. Co się mogło stać? Wiadomo co, był telefon! Ja domniemywam, że nacisk był z prezydenckiego ośrodka, bo zaczęła się gra dotycząca prywatyzacji „Rzeczpospolitej“. Jako wyjaśnienie usłyszałem od szefa, że się zachowałem jak polityk. Z tego powodu wytoczyłem „Rzeczpospo-

FOTO: PAVOL FUNTAL

w Polsce, z których najsilniejszym jest „Gazeta Wyborcza”. Ale nie przypuszczałem, że walka będzie aż tak ostra. To był ostatni bój o zablokowanie lustracji.

litej“ proces. Nie dlatego, że mnie wyrzucono z pracy, bo szef może podjąć taką decyzję, ale nie ma prawa podawać fałszywych powodów, które mi uwłaczają. „Rzeczpospolita“ poszła na ugodę i zostały spełnione wszystkie moje oczekiwania. Co Pan sądzi na temat lustracji dziennikarzy? Należy się spodziewać jakiś niespodzianek? Myślę, że będą olbrzymie niespodzianki, a dla niektórych „spodzianki“. Pan coś wie? Tak, ale nie będę mówił. Przejrzałem trochę dokumentów i mam daleko idące podejrzenia, ale nie mam pewności. Czy po 17 latach od upadku komunizmu ludzie nadal chcą wiedzieć, co się wtedy działo? Jak najbardziej. Badania to potwierdzają. Większość jest za dekomunizacją. Nawet ci, którzy głosują na SLD, co jest paradoksalne. I co ciekawe, zainteresowani są nawet młodzi ludzie. Często używał Pan hasła „IV Rzeczpospolita“, którym posługują się też bracia Kaczyńscy. Czy to przypadkowa zbieżność? Nie byłem pierwszy, który użył tego hasła. To hasło było odpowiedzią na to, co działo się za kulisami państwa prawa, demokracji i gospodarki rynkowej w Polsce, odpowiedzią na ujawnioną aferę Rywina i inne wydarzenia. Głębia zepsucia w naszym kraju pokazała, że trzeba zrobić nowy projekt państwa. I to, co robi Prawo i Sprawiedliwość w dziedzinie odbudowy państwa, mnie się podoba. Może mniej mi się podoba podejście tej partii do gospodarki. Tu bardziej skłaniam się 13


do prorynkowej polityki gospodarczej Platformy Obywatelskiej. Co to jest „IV Rzeczpospolita“? To państwo uczciwe, a ja chcę państwa uczciwego! Czyli, żeby osiągnąć cel – stworzyć IV Rzeczpospolitą, należy spodziewać się kolejnych czystek? Jakich czystek? Ja tych czystek nie widzę! Ja tęsknię za nimi! A odwołanie dziesięciu ambasadorów? Za mało! Powinno się ich odwołać dużo więcej. Te czystki powinny być głębsze i większe. Ogromna liczba naszych dyplomatów to absolwenci moskiewskiej szkoły kadr, co mnie niepokoi. To nie znaczy, że każdy absolwent tej szkoły jest do wyrzucenia, ale najgorsze są układy, kiedy ci ludzie nawzajem walczą o swój kolektywny interes, który, moim zdaniem, nie zawsze jest zgodny z interesami Polski. Czy te czystki nie będą służyły temu, by bracia Kaczyńscy osiągnęli pełnię władzy i wprowadzili wszędzie, gdzie się da, swoich ludzi? Zawsze tak jest, że na miejsce usuniętych wprowadza się nowych ludzi. Przez całą III Rzeczpospolitą mniej więcej byli ci sami ludzie, więc może przyda się nam trochę zmiany? Z tą pełnią władzy Kaczyńskich to jakaś mistyfikacja. Co za pełnia władzy, skoro jest rząd mniejszościowy? Ale przecież trzy główne funkcje w państwie obsadziło właśnie PiS. Jakie funkcje? Prezydenta, premiera i przewodniczącego parlamentu. Czy to mało?

Ale przecież to są tytularne funkcje! To jest gra słów! A cóż takiego ma do zrobienia marszałek Sejmu? A jaką władzę ma prezydent? No to co może być więcej poza tymi funkcjami? Ja bym się zastanawiał, czy szef Trybunału Konstytucyjnego nie ma większej władzy. Nie przesadzajmy! W USA głową rządu jest prezydent i kiedy obejmuje swój urząd, jego ludzie przejmują stanowiska. Czy to oznacza, że w Stanach Zjednoczonych jest dyktatura? Prawo i Sprawiedliwość ma za mało władzy! Ja chcę, żeby rząd w Polsce miał realną władzę. Jeśli źle będzie rządził, to się go wymieni po czterech latach. Poprzedni rząd SLD miał prezydenta, premiera i poparcie mediów. A Kaczyńscy nie będą mieli poparcia mediów? Nie, teraz mają przeciwko sobie zmasowaną, często niesprawiedliwą krytykę mediów. Dziennikarze są generalnie niechętni wobec konserwatystów. Nie zasłużyli sobie na to czymś? A czym? Oni są oskarżani o przyszłość. Zarzuca się im pazerność na władzę. To jest śmieszne, polityk idzie do władzy po to, żeby ją sprawować. Nie obawia się Pan radykalizmu PiS? A na czym polega ten radykalizm PiS? Trzeba rozróżnić populistów, którzy rzucają tylko hasła, żądają i nie przedstawiają konkretów, jak Lepper w Polsce czy na Słowacji Mečiar. Kaczyński mówi, co należy zrobić.

A zmiany w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji nie niepokoją Pana jako dziennikarza? Ta poprzednia KRRiT była fatalna! Teraz Radę tworzy pięciu członków, mianowanych przez Sejm, prezydenta i Senat. Dlaczego media boją się zmian? Kiedyś media siedziały cichutko, bały się, nie poruszały kłopotliwych tematów. Ale afera Rywina wyszła na jaw właśnie dzięki mediom. Tak, ale „Gazeta Wyborcza“ opublikowała to dopiero po pół roku, choć i tak wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nie miał odwagi o tym napisać. Ale znaleźli się odważni. To nie byli odważni. Znaleźli się ci, którzy uznali, że ta sytuacja im zagraża. Wracając do Krajowej Rady, uważam, że straszy się PiS środowiska opiniotwórcze. Krytyka PiS jest niesprawiedliwa. Pan broni PiS? Tak, bardzo często, mimo że miewam z tym kłopoty. Miewa Pan kłopoty w tygodniku „Wprost“, w którym Pan pracuje? Dopóki tam będę, będę pisał to, co ja uważam za stosowne. Czy to oznacza, że „Wprost“ atakuje braci Kaczyńskich? Tak. Moim zdaniem nie zawsze sprawiedliwie. A nie obawia się Pan, że zostanie Pan odebrany jako człowiek na usługach PiS? Ja się nie boję łatek, tych już mi w życiu przylepiono bardzo dużo. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


P

FOTO: DAREK WIECZOREK

rezydenci Polski i Słowacji Lech Kaczyński i Ivan Gašparovič - zapewnili po rozmowach 22 marca w Bratysławie, że stosunki między obu krajami są bardzo dobre. Opowiedzieli się też za dalszą współpracą w ramach Grupy Wyszehradzkiej. „Słowacja jako sąsiad Polski, sojusznik w NATO i UE, należy do naszych najistotniejszych partnerów“ - podkreślił Kaczyński. Jak dodał, w stosunkach dwustronnych nie mamy żadnych znaczących problemów. Polski prezydent zapewnił, że nasz kraj jest gotowy do współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, do której, oprócz

Polski i Słowacji, należą także Czechy i Węgry. „Słowacja w sposób jednoznaczny jest za współpracą Grupy Wyszehradzkiej; państwa Grupy mogą sobie wzajemnie pomagać w ramach UE“ - zaznaczył Gašparovič. Według Kaczyńskiego, trzeba określić problematykę, w zakresie której państwa Grupy Wyszehradzkiej mogłyby współpracować w UE. „Wspólnie w Unii Europejskiej możemy zrobić więcej niż każdy odzielnie“ podkreślił. Polski prezydent spotkał się także z premierem Mikulašem Dzurindą wiceszefem parlamentu Belą Bugarem, złożył kwiaty

FOTO: DAREK WIECZOREK

Wizyta prezydenta Kaczyńskiego na Słowacji

pod pomnikiem Ľudovíta Štúra oraz odebrał Złoty Medal Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. DW


Z

aczął śpiewać już w wieku trzech lat. Jako pięciolatek miał swój ulubiony repertuar – piosenki J. Stępowskiego i zespołu „No To Co”. Później był wielbicielem Czesława Niemena. Kiedy był w ósmej klasie szkoły podstawowej, założył swój pierwszy zespół rockowy „Gniew”. Potem na swojej drodze spotkał muzyków dojrzałszych i lepszych warsztatowo i tak powstał zespół „Madame”. Następnie Gawliński występował z zespołami „Made in Poland” i „Opera”. W roku 1991 pod wpływem Zbyszka Hołdysa założył zespół „Wilki“, w skład którego weszli też A. Żwirski, M. Rollinger, M. Cupas i D. Nowak. Zespół obsypany został nagrodami i tytułami na różnych festiwalach, konkursach radiowych, telewizyjnych i prasowych. Swoją pozycję w polskim rocku „Wilki“ ugruntowały płytami „Wilki”, „Przedmieścia”, „Acoustic Rock”. Ich piosenka „Son of the Blue Sky“ stała się jednym z najwięk-

FOTO: STANO STEHLIK

T

16

ROBERT GAWLI¡N´SKI

szych przebojów anglojęzycznych w Polsce. W roku 1992 formacja „Wilki” pojawiła się na festiwalu piosenki w Sopocie, gdzie otrzymała nagrodę Bursztynowego Słowika. Po dwóch latach Wilki się rozpadły. W roku 1995 Robert Gawliński rozpoczął karierę solową – wydał płytę zatytułowaną „Solo”, na której znalazła się m.in. piosenka „O samym sobie”. Płyta ta po pięciu miesiącach sprzedaży uzyskała status „złotej”.

Kolejne albumy Roberta to „Kwiaty jak relikwie” (1997) oraz „Gra” (1999). W roku 2000 ukazał się podwójny album „Największe przeboje”, podsumowujący karierę zarówno nieistniejącej wówczas grupy „Wilki”, jak również solowe sukcesy jej lidera – Roberta Gawlińskiego. W 2001 r. „Wilki” reaktywowano, a Robert znowu stanął na ich czele. Po 8-letniej przerwie ukazała się ich wspólna płyta, na której znalazł się wielki przebój „Baśka”. Zespół z tym utworem wygrał konkurs premier na festiwalu opolskim w 2002 r. W roku 2004 ukazał się album grupy, zatytułowany „Watra“. Na festiwalu krajów nadbałtyckich w Karlshamn (1996) Gawliński zdobył drugie miejsce i nagrodę publiczności. Sam o sobie powiedział „Nie podchodzę do festiwalu jak do gry w bilard, bo w bilard lubię wygrywać. Sztuka jest niewymierna i dlatego nie nastawiam się na wygraną”. URSZULA SZABADOS

ym razem nadstawiamy ucha, by dowiedzieć się, jakiej muzyki słucha Wojciech Biliński – kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w RS.

W latach 60-tych i 70-tych – jako nastolatek – oprócz „ The Beatles” i „The Rolling Stones” słuchałem polskich zespołów młodzieżowych modnych w tamtych czasach, czyli „Czerwonych Gitar”, „Skaldów” czy takich wykonawców, jak Czesław Niemen i Stan Borys. Kupowałem płyty gramofonowe, miałem ich około 200. Później przyszły czasy, kiedy człowiek dojrzał, uspokoił się, dlatego coraz częściej sięgałem po muzykę komponowaną do poezji, którą śpiewali Marek Grechuta i Ewa Demarczyk. Zainteresowała mnie też muzyka klasyczna – lubię Chopina i koncerty skrzypcowe Henryka Wieniawskiego. Jeżeli chodzi o współczesnych wykonawców muzyki polskiej chętnie słucham zespołów „Myslowitz“ i „Golec

uOrkiestra“. Zupełnie natomiast nie odpowiada mi styl osobowościowy i płytkie teksty grupy „Ich Troje“. Cenię sobie Annę Marię Jopek, jej interpretacje muzyczne i walory tekstowe piosenek. Lubię też posłuchać Ryszarda Rynkowskiego, interpretującego teksty Jacka Cygana. Nie jestem melomanem, ale muzyka towarzyszy mi na co dzień: podczas podróży samochodem czy w domu. Szkoda, że w dzisiejszych czasach pozostaje człowiekowi zbyt mało czasu na koncerty, a pamiętam czasy, kiedy jeszcze jako student, zakosztowałem atmosfery wolności podczas „Jazz Jamboree” w Warszawie, Festiwalu Studenckiego „Fama” w Szczecinie i „Jazz nad Odrą”. IVANA JURÍKOVÁ MONITOR POLONIJNY


P O Ľ S KO - S L OV E N S K Á S P L U P R Á C A V B E S K Y D O C H

Opowieśći galicyjskie očami Dariusza Jablońského

V

eľkou výzvou pre Dariusza Jablońského, známeho producenta a tvorcu dokumentárneho filmu Fotoamator, je filmová adaptácia diela Andrzeja Stasiuka Opowieśći galicyjskie. Pre debutanta v hranej réžii o to náročnejšia, že próza je postavená vo veľkej miere na klíme prostredia, v ktorom sa odohráva. Hlavný hrdina príbehu Andrzej, tridsiatnik znudený mestským spôsobom života, sa rozhodne odísť do Beskýd. Ocitá sa na križovatke života a mieni ho zmeniť od základov. Vlastne uteká od nástrah, ktoré mu prináša každodenná realita. Túži sa ocitnúť v mieste, kde mu dá každý svätý pokoj. Preto prichádza do dedinky Żłobiska na slovenskom pohraničí. Nachádza tu divných ľudí riadiacich sa vlastnými zákonitosťami vidieckeho prostredia. Práve tento čudný svet mu prinavráti rovnováhu duše, vieru v zmysel života i vieru v Boha. Jabloński, keď si prečítal Stasiukowu prózu, vybral sa za ním na Duklu. Spolu prešli všetky miesta. Nachádzali tam opustené doliny, kde kedysi stáli chalupy a dnes našli iba kríže a prázdne miesta po kaplnkách. Najtvrdším orieškom pre režiséra bolo vykreslenie aury hlavného hrdinu príbehu, ktorá má vyžarovať z prírody a ľudí okolo nej, a nie z neho samého. Do roly Andrzeja obsadil režisér známeho českého herca Jiřího Macháčka (preslávil sa filmom Samotáři) zrejme aj pre tragikoKWIECIEŃ 2006

mickosť postavy Anrzeja strániaceho sa okolitého sveta, človeka učiaceho sa žiť na novo ako malé dieťa. Sála z neho dobro, ľudské teplo a zároveň pôsobí mužne. Práve v Macháčkovi uzrel takého chlapíka a je presvedčený, že urobil dobre. Ako hovorí: je to veľký profesionál, nebojí sa nijakej náročnej scény, dokonca odmietol kaskadéra pri páde z vodopádu. Do úlohy zvodnej Ľubice, ktorú miluje pol dediny, režisér obsadil slovenskú herečku Zuzanu Fialovú. Ľubica je iná, cudzia, vymykajúca sa zo stereotypu dedinských postáv. Preto aj kasting prebehol na

Slovensku. Hneď, ako som ju prvýkrát uvidel, hneď som vedel, že ona je tá pravá. Spontánna, impulzívna, nepredvídateľná a zároveň zahmlená i tajomná. To dievča je ako sopečná láva. Priniesla na pľac mnoho pozitívnej energie - hovorí Jabloński. Podľa slov Zuzany Fialovej jej hrdinka už svojou prítomnosťou prebúdza emócie. Je slobodná a nezávislá: „Pre túto rolu som odmietla výhodnú ponuku na veľkom slovenskom projekte. Veľmi sa mi zapáčil scenár. V tej dedinke cítiť čosi zvláštne, akési tajomstvo, mágiu.“ V netypickej úlohe autistického, trochu bláznivého traktoristu sa ukázal Maciej Stuhr. Ten je pre Ľubicu pripravený urobiť čokoľvek. V role farára sa objaví Jerzy Radziwiłowicz. Tragickú postavu muža, ktorý hľadá samotu v lese a po návrate domov zabije milenca svojej ženy, stvárnil Marian Dziędziel (Wesele). Nakrúcanie sa začalo v krásnej scenérii beskydských dolín a pokračovalo na Dukle a Jasliskách. Za kameru sa postavil Tomasz Michałoski. Architektom je Slovák Fero Lipták a kostýmy majú na starosti Małgorzata Gwiazdecka a Agata Culak. Film produkuje spoločnosť Apple Film v koprodukcii TRIGON PRODUCTION zo Slovenska a TVP s podporou Eurimages. Do pozerania PAVOL BEDROŇ 17


„żegota”

albo o tych, którzy nie bali się pomagać ludziom

Shoah, Zagłada to różne określenia tej samej zbrodni, TO WARTO WIEDZIEĆ H olocaust, będącej dziełem niemieckich nazistów, zbrodni, mającej na celu zlikwidowanie Żydów w całej podbitej Europie. Odrębnym problemem Polscy historycy podzielają opinię jest stosunek podbitych narodów do hitlerowskiej polityki prof. Andrzeja Friszke, że początkowo eksterminacyjnej, do losów prześladowanych i mordowanych. wśród Polaków najpowszechniejszą postawą była obojętność, wynikająca Na przeciwnym bieguz poczucia obcości wobec Żydów, róprzekształcono w Radę żniących się religią, kulturą i językiem. nie znajdowali się ci Pomocy Żydom przy Nie bez wpływu na taką postawę były Polacy, którzy starali się Delegaturze Rządu, dziarozpowszechniane w latach trzydzies- Żydom pomagać mimo łającą pod kryptonimem tych uprzedzenia antysemickie, a tak- grożącej im za to kary „Żegota”. Profesor Właże po wrześniu 1939 roku dość po- śmierci. Pomoc polegała dysław Bartoszewski, wszechne postrzeganie Żydów jako np. na załatwianiu „lewspółzałożyciel „Żegosympatyzujących z ZSRR oraz oddzia- wych” dowodów tożsaty”, wyjaśnia przyczynę ływanie propagandy hitlerowskiej. mości, ukrywaniu osób, powołania Rady w spoRównież rozmiary represji, które spa- przemycaniu do gett sób następujący: „Tu już dły na polską społeczność, sprzyjały żywności i lekarstw. Władysław Bartoszewski nie wystarczał jakiś koskoncentrowaniu się Polaków na włas- Wielu czyniło to z bezinmitet według formułki ponym losie. teresownej solidarności, kierując się mocy społecznej, przyjętej w tradycji Pewien procent społeczności pol- troską o zachowanie życia człowieka. charytatywnej, tylko musiała być – na skiej wyrażał wrogość wobec Żydów W 1942 roku, po przystąpieniu szerokiej bazie oparta – działająca nawet w najostrzejszej fazie niemiec- Niemców do likwidacji gett, wyraźnie z pomocą rządu, autoryzowana instykiej polityki eksterminacyjnej, ale rów- wzrosła liczba Żydów ukrywających tucja ogólnokrajowa. Prace przygotonocześnie polscy antysemici prze- się po stronie aryjskiej, a ukrywanie wawcze wymagały dziesiątków konstrzegali przed bezpośrednim pomaga- ich wymagało wielu starań organiza- taktów konspiracyjnych. Z czynnikami niem hitlerowcom. W obozach zagłady cyjnych oraz znacznych funduszy. AK oraz Delegatury Rządu na Kraj, czy w czasie akcji likwidacyjnych nie Wówczas też, we wrześniu 1942 roku. zwłaszcza z Departamentami Opieki było żadnych polskich formacji po- przy Delegaturze Rządu RP na Kraj po- Społecznej, Spraw Wewnętrznych mocniczych, chociaż polska policja wołano Tymczasowy Komitet Pomocy i z samym Pełnomocnikiem Rządu” granatowa w Generalnym Gubernator- Żydom. Powołanie Komitetu było bez- (Nie bój się, pomagać ludziom, stwie była wykorzystywana do pilno- pośrednią reakcją na treść ulotki „Polityka” 2002 nr 47). wania murów gett, do pogoni za ucie- „Protest” autorstwa Zofii KossakNajwiększe zasługi w powołaniu kającymi czy do konwojowania „prze- Szczuckiej, znanej pisarki katolickiej, Rady Pomocy Żydom przypisuje prof. siedlanych”. Ludność wiejstojącej na czele konspi- Bartoszewski Zofii Kossak-Szczuckiej ska zachowywała się racyjnej organizacji sku- i Wandzie Krahelskiej-Filipowicz, mawobec Żydów różnie; piającej inteligencję kato- jącej pepeesowsko-demokratyczny roniektórzy chłopi pomalicką – Frontu Odrodzenia dowód. Obie panie miały dojścia do rógali im, a także ich ukryPolski. Tymczasowy Ko- żnych decydentów, także w rządzie wali, inni denuncjowali, mitet Pomocy Żydom był londyńskim, i były dla nich osobami a nawet mordowali uciekomórką opiekuńczą, absolutnie wiarygodnymi. Do nich dokinierów z gett. Odrażaw której aktywnie działali łączyła Czesława Wojeńska z konspijącą formą kolaboracji przede wszystkim człon- racyjnych kół syndykalistyczno-socjabyło tzw. szmalcownictkowie Frontu Odrodzenia listycznych. Dużą rolę w powstaniu wo, czyli tropienie, szanPolski oraz Stronnictwa „Żegoty” odegrała Anna Maria Lasoctażowanie i wydawanie Demokratycznego. ka, żona Romana Lasockiego, działaNiemcom ukrywających W grudniu 1942 roku cza Stronnictwa Narodowego i prezesa Zofia Kossak- Szczucka się Żydów. Tymczasowy Komitet Ziemian Polskich. To w domu państwa 18

MONITOR POLONIJNY


Lasockich bywał Tadeusz Komorowski-Bór, a także ludzie z Bundu i z Żydowskiego Komitetu Narodowego. Do Rady Pomocy Żydom weszli mandatariusze partii politycznych, które popierały Rząd RP na Uchodźstwie i które wchodziły w skład organów rządowych w kraju. Tak więc w Radzie znaleźli się przedstawiciele podziemnej Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność-Równość-Niepodległość, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego i dwóch konspiracyjnych partii żydowskich: Bundu i Żydowskiego Komitetu Narodowego. Pierwszym prezesem Rady został Julian Grobelny (PPS – WRN), wiceprzewodniczącymi byli Tadeusz Rek ze Stronnictwa Ludowego i Leon Feiner z Bundu, sekretarzem Adolf Berman z Żydowskiego Komitetu Narodowego, a skarbnikiem Marek Arczyński ze Stronnictwa Demokratycznego. Z ramienia Delegatury Rządu RP na Kraj do Rady weszli Witold Bieńkowski oraz jego zastępca w referacie żydowskim Delegatury Władysław Bartoszewski, wówczas najmłodszy, a dziś jedyny żyjący współzałożyciel „Żegoty”, delegowany przez Front Odrodzenia Polski. Później, gdy z powodu częściowej dekonspiracji Grobelny musiał się wycofać, prezesem Rady został Roman Jabłonowski, również delegowany przez PPSWRN, a po powstaniu warszawskim Radzie przewodniczył Leon Feiner z Bundu. „Żegota” działała nie tylko w Warszawie, ale również w Krakowie, gdzie jej czynnością kierował Stanisław Dobrowolski (PPS – WRN), i we Lwowie, gdzie na jej czele stała Władysława Chomsowa ze Stronnictwa Demokratycznego. Organizacja posiadała też swe oddziały w innych miastach Polski. Działalność Rady była w 90 procentach finansowana z budżetu Delegatury na Kraj, a dokładniej z budżetu jej Departamentu Opieki Społecznej oraz Departamentu Spraw Wewnętrznych. DyreKWIECIEŃ 2006

ktorzy tych departaw katolickie metryki chrztu, mentów – Stanisław które pomagały im ocaleć. Jankowski i Leopold Klasztory były też miejRutkowski – od począscem, w którym ukrywano tku byli wciągnięci wiele dzieci. Uciekinierom w pracę Rady, podobzapewniano opiekę menie jak Stanisław Kordyczną. Rada Pomocy Żyboński, szef Kierowdom łącznie udzieliła pomonictwa Walki Cywilnej, cy – w różnej formie – tysiąa potem szef Oporu com osób. Z KierownicSpołecznego w KieroJulian Grobelny twem Walki Podziemnej wnictwie Walki Podwspółpracowała w zwalziemnej. Pewne fundusze (10 proc.) czaniu szmalcowników i szantażystów, napływały do „Żegoty” ze środowisk wydawała ulotki, w których apelowała żydowskich, działających w wolnym o udzielanie pomocy Żydom, zorganiświecie. Prof. A. Garlicki podaje, że zowała kilka ucieczek z obozów pracy Rada Pomocy Żydom w czasie swej i przerzutów uciekinierów na Węgry, działalności (tj. od 4 grudnia 1942 r. opracowywała materiały o sytuacji Żydo stycznia 1945 r.) rozdysponowała dów dla prasy konspiracyjnej, rządu na pomoc Żydom 34 miliony złotych londyńskiego i Delegatury. (A. Garlicki: Historia 1939-1996. PolW Radzie nie znalazła się komuska i świat). Z tych funduszy „Żegota” nistyczna Polska Partia Robotnicza, pomagała ukrywającym się, wspierała która nie uznawała rządu londyńskieich materialnie, pomagała finansowo go, ale i ta partia otrzymywała za porodzinom ukrywającym dzieci żydow- średnictwem Żydowskiego Komitetu skie. Przeciętna zapomoga miesięczna Narodowego pewne fundusze z „Żewynosiła 500 zł. Ukrywającym się Ży- goty” na akcje pomocy Żydom. dom dostarczano fałszywych dokuZa całą tą działalnością stali konmentów (50 tys.). „Żegota” wyszuki- kretni ludzie, którzy mimo zagrożenia wała dla nich mieszkania i kryjówki, życia nie bali się pomagać innym. organizowała opiekę nad dziećmi. Reprezentowali różne opcje polityczW samej Warszawie Referat Dziecięcy ne, różniły ich poglądy, ale łączył „Żegoty”, którym kierowała Irena Sen- szlachetny cel ratowania ludzi. Przydlerowa ps. „Jolanta”, roztaczał opie- pomnijmy, że na to, by w warunkach kę nad 2,5 tys. dziećmi, przemycony- okupacji hitlerowskiej ocalić życie mi z warszawskiego getta. Rada we jednego człowieka, potrzebne było współpracy ze wspólnotami zakonny- współdziałanie kilkunastu, a czasem mi, m.in. z zakonem marianów i zako- nawet kilkudziesięciu osób. nem urszulanek, zaopatrywała Żydów Różne były drogi prowadzące do zaangażowania się w działalność „Żegoty”. Prowadziły one przez partie, konspiracyjne organizacje społeczne, harcerstwo, Armię Krajową czy Front Odrodzenia Polski, grupujący inteligencję katolicką, która w Radzie Pomocy Żydom wykazała się szczególną aktywnością i ofiarnością. Irena Sendlerowa 19


Książki Z

Profesor Władysław Bartoszewski na pytanie, jak trafił do „Żegoty”, odpowiada: „Ja zostałem /.../ delegowany przez FOP, a z FOP zetknąłem się przez Karskiego w sierpniu 1942 r. I wtedy to Zofia Kossak zaproponowała mi udział w akcji pomocy Żydom. Chciałbym tu zaznaczyć, że na motywację moich działań, jako gorącego katolika, miał wpływ mój ówczesny spowiednik, 45-letni wówczas ks. Jan Zieja. On mi powiedział, żebym się nie bał i żebym pomagał ludziom. i że to byłaby forma mojej wdzięczności Panu Bogu za to, że mnie wyprowadził z Oświęcimia”. Inna była droga Ireny Sendlerowej. Tę absolwentkę polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego wojna zastała na stanowisku opiekunki społecznej w Wydziale Opieki Społecznej miasta Warszawy, gdzie od 1935 r. zajmowała się biedotą polską i żydowską. Znała więc dobrze to środowisko, którego sytuacja materialna znacznie się pogorszyła po zamknięciu getta w listopadzie 1940 r. Wówczas, jeszcze na długo przed powstaniem „Żegoty”, pani Irena rozpoczęła swą prywatną wojnę z okupantem, organizując wśród najbardziej zaufanych koleżanek zespół dla ratowania Żydów. „Fałszowałyśmy setki dokumentów, podstawiając pod właściwe nazwiska żydowskie – polskie” – powiedziała Irena Sendlerowa w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Szarocie („Polityka” 1997 nr 21). Z pieniędzy uzyskanych tą drogą z Wydziału Opieki Społecznej wspomagały najbardziej 20

głodujące rodziny w getcie. Dzięki przepustce otrzymanej od dr. Juliana Majkowskiego z Urzędu Sanitarnego i umieszczeniu jej nazwiska na fikcyjnej liście jego pracowników wchodziła do getta, codziennie niosąc pomoc. W getcie współpracowała m.in. z Centosem ( Żydowską Organizacją Opieki nad Dziećmi), spotykała tam także dwoje innych Polaków: Marię Łeszeżankę i Władysława Salę, którzy z ramienia Wydziału Opieki i Zdrowia pomagali Januszowi Korczakowi i jego Domowi Sierot. W chwili powstania „Żegoty” Irena Sendlerowa, mająca już bogate własne doświadczenia w udzielaniu konspiracyjnej pomocy, została kierowniczką Referatu Dziecięcego. W podbitej Europie Rada Pomocy Żydom „Żegota” była jedyną tego typu organizacją ratującą ludzi. Miała też inny trwały efekt, była, jak pisze prof. Batoszewski, instytucją, „gdzie z własnego wyboru i przy akceptacji legalnego rządu polskiego współdziałały organizacje polskie i żydowskie o różnym zabarwieniu politycznym, o różnych rodowodach, przy wzajemnym zaufaniu”. Myślę, że działalność „Żegoty” ma jeszcze jeden trwały efekt – biografie ludzi związanych z „Żegotą” dowodzą, że wojna nie musi być tylko czasem nihilizmu moralnego. I jeśli dziś często mówi się o poszukiwaniu autorytetów moralnych, warto ich szukać także wśród tych Polaków, którzy nie bali się pomagać innym.

ależy nam, by nasze dzieci, uczące się w słowackich szkołach, mające słowackich kolegów, krótko mówiąc, nasze dzieci z rodzin słowacko-polskich, znały oprócz języka słowackiego także język polski. Staramy się, jak potrafimy, uczyć je sami, posyłać do klubowych szkółek języka polskiego, jeśli takie w naszym mieście istnieją, ale często zapominamy, jak dużą rolę w przyswajaniu języka odgrywa książka. Na polskim rynku wydawniczym stale ukazuje się wiele pięknie wydanych książek dla dzieci. Obok wznowień dobrze znanych nam autorów pojawiają się nazwiska nowe. Jest więc z czego wybierać. Naszym najmłodszym, którzy jeszcze sztuki czytania nie posiadły, czytajmy my – dorośli. Do takiego głośnego czytania świetnie nadają się wydane w 2004 roku Wierszyki wyssane z palca Beaty Biały z ilustracjami Ewy Olejnik. Są to zgrabne, wpadające w ucho wierszyki o zwierzętach. Przy zwierzątkach jeszcze pozostajemy, polecając wierszowaną opowieść, autorstwa znanej i uznawanej poetki Mieczysławy Buczkowskiej, o ptasim konkursie na wiosenną piosenkę, zatytułowaną Wiosenny trele-turniej („Siedmioróg”, Wrocław 2005).

DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MONITOR POLONIJNY


dla naszych dzieci Uroczą „ptasią” książką Nasze ptaki („Literatura”, Łódź 2005) obdarzyła najmłodszych czytelników niezawodna Wanda Chotomski. Znajdziemy w niej 57 rysunków różnych gatunków ptaków, a pod nimi ich krótkie, bezpretensjonalne wierszowane „wizytówki”. Do książki wydawca dołączył płytę z nagraniami głosów ptaków. Przy słuchaniu tej książki nasze dzieci nudzić się na pewno nie będą. Natomiast na pewno zasną przy słuchaniu Śpiących wierszyków („Ezop”, Warszawa 2005) Joanny Papuzinskiej, tej sławnej najdowcipniejszej pani o duszy dziecka. Na pewno zasną nie z nudów, ale po prostu dlatego, że są to wierszyki nasenne, wyciszone i liryczne, chociaż nie pozbawione charakterystycznego dla Papuzińskiej sowizdrzalskiego humoru. Starsze dzieci, lubiące zagadki, z niewątpliwą przyjemnością przeczytają humorystyczne opowiadania pseudokryminalne Grzegorza Kasdepke, zatytułowane Detektyw pozytywka („Nasza Księgarnia”, Warszawa 2005). Pisarz, którego nie opuszcza poczucie humoru, daruje dzieciom 15 anegdot, tylko na pozór kryminalnych, będących próbą rozwiązania zagadek typu: czy prawdą jest, że ból brzucha jest skutkiem próby otrucia, jak sądzi sąsiadka, czy następstwem jedzenia nie mytych owoców. Wyjaśnienia zagadek są nie tyle natury kryminalnej, ale czysto fizycznej. Dla małych dzieci ta wesoła, z dużym humorem napisana książka, jest równocześnie książką edukacyjną. KWIECIEŃ 2006

Do tej samej edukacyjnej kategorii lektur dla dzieci możemy zaliczyć zbiór 19 anegdot Renaty Piątkowskiej Z przysłowiami za pan brat („bis”, Warszawa 2005). Każda z tych anegdot objaśnia sens jednego polskiego przysłowia. Dziecięcy bohaterowie książki w rozmowie z dziadkami, rodzicami i sąsiadką poznają nie tylko same przysłowia, bez których język byłby bezbarwny, ale także znaczenie sentencji i związków frazeologicznych, używanych w polszczyźnie. To bardzo pożyteczna książka dla naszych dzieci, bo przecież jak dziś, w dobie zapałek i zapalniczek zrozumieć mogą znaczenie np. zwrotu „wpaść jak po ogień” bez znajomości archaicznych korzeni tego porównania, pochodzącego z czasów, gdy użyczano sobie ognia w postaci żaru przenoszonego z domu do domu w glinianym garnku. Zaletą tej książki jest ponadto prosty, jasny język. Rodzicom dzieci starszych, znających język polski, chciałabym zwrócić uwagę na autora Rafała Kosika, który dwoma swymi powieściami podbił w Polsce serca młodych czytelników. Kosik sławę zdobył już swoją debiutancką po-

BLIŻEJ wieścią zatytułoPOLSKIEJ waną Feliks, Net KSIĄŻKI i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi, wydaną w 2004 roku przez wydawnictwo „Powergraph”. Książka rozpoczyna się od całkiem realistycznego napadu na bank, do którego gangsterzy weszli przez schowek na środki czystości. Zrobili, co zrobić chcieli, i uciekli. Potem jest równie realistycznie – w nowej szkole kilkoro dzieci stało się ofiarami złodziei ze starszej klasy. Ale dalej to już powieść science fiction. Paczka trojga trzynastoletnich przyjaciół ma niezwykłe zdolności przeżywania niezwykłych przygód, w których ważną rolę odgrywa sztuczna inteligencja, komputery, androidy, UFO, które nie jest UFO, ale także św. Mikołaj, duchy, gnom z podziemnego zamku i inne równie bardziej i mniej dziwne zjawiska. Druga książka – Feliks, Net i Nika oraz teoretycznie możliwa katastrofa, która ukazała się w 2005 roku, została uhonorowana przez Polską Sekcje IBBY tytułem „Książka Roku 2005”. I w niej nasi bohaterzy przeżywają niezwykłe historie: najpierw w szkole, w której nieco szalony profesor Butler wyhodował gigantyczną rosiczkę tygrysią i monstrualną muchę, potem zgłębiają przedziwne tajemnice Instytutu Badań Nadzwyczajnych i korzystają z tajemniczej linii, umożliwiającej im przemieszczanie się w czasie i przestrzeni. Obie książki Rafała Kosika to mądre książki przygodowe dla młodzieży XXI wieku. Zachęcam do lektury. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

21


...i po igrzyskach T

ak też można podsumować udział „naszych” na XX Zimowych Igrzysk Olimpijskich we Włoszech, które przed kilkunastoma dniami przeszły do historii (w poprzednim tekście chochlik drukarski zamienił XX na XIX – za zachowanie chochlika przepraszam). Wraz z nimi po raz kolejny przeszły do historii, a raczej stały się mało przyjemną przeszłością, polskie marzenia o olimpijskich tryumfach i zdobywaniu medali. W dniu 26 lutego 2006 roku o godz. 22.07 zgasł znicz olimpijski.

Występ naszej 46-osobowej ekipy przyniósł tylko (a może aż) dwa medale: srebrny Tomasza Sikory w biatlonowej rywalizacji na 15 km i brązowy Justyny Kowalczyk w biegu narciarskim na 30 km.

JUSTYNY KOWALCZYK Brąz Kowalczyk i dwa punktowane miejsca jej kolegów to największy sukces naszych zawodników w jednej dyscyplinie. Pomimo tragicznych przeżyć w trakcie biegu po trudnej trasie na 10 km, kiedy to nasza biegaczka upadła na niespełna dwa kilometry przed metą, straciła przytomność i po licznych trudnościach logistycznych została przewieziona do punktu medycznego, Kowal22

czyk potrafiła się zmobilizować. Kolejny start potraktowała już inaczej, a efektem jest medal. Nasza zawodniczka poza medalowym miejscem pokazała również, że w przyszłości należy się z nią liczyć. A że sportową karierę ma jeszcze przed sobą, może jeszcze kiedyś sprawi nam medalową niespodziankę. W przypadku doświadczonego zawodnika, jakim jest T. Sikora, medal można potraktować jako ukoronowanie jego sportowej kariery. Biathlonista, na co dzień zawodnik Dynamitu Chorzów, już w trakcie igrzysk wspominał o startach jeszcze może przez dwa sezony i zbliżającym się końcu jego sportowej drogi. Nasz medalista zakończył pobyt w Turynie jako chorąży naszej ekipy, niosąc polską flagę podczas ceremonii zamknięcia igrzysk. Nasi skoczkowie wypadli indywidualnie wprawdzie słabo, ale jako drużyna... lepiej niż na igrzyskach w Salt Lake City! W Turynie, dzięki m.in. dobrym skokom Roberta Matei, zajęli piąte miejsce. Kamil Stoch zajął 16. miejsca, a do tego w pierwszej trzydziestce było tym razem pięciu naszych zawodników – przed czterema laty tylko trzech. Zabrakło jedynie medalu... Sam

Małysz zajął siódme miejsce w skokach na K-95 w Pragelato. W komentarzach specjalistów dominowało stwierdzenie, że skoczył na miarę swoich możliwości. Jednak jego możliwości w tym sezonie pozostawiają wiele do życzenia, a trudno pocieszać się tym, że kilka wielkich nazwisk również się nie popisało.

TOMASZ SIKORA W pozostałych dyscyplinach też było słabo. Warto jednak przypomnieć najlepsze, najciekawsze występy czy epizody z udziałem Polaków. Pomimo tego, że Monika Kołowiec, nasza skeletonistka, zajęła ostatnie miejsce, trzeba pamiętać, że do startów zakwalifikowało się tylko 15 najlepszych zawodników na świecie, a do tego Polka trenowała za... własne pieniądze (sic!). Rozpoczęła treningi przed dwoma laty, a finansowała je z pieniędzy, które zarobiła jako pomoc kuchenna w restauracji, sprzedawczyni w sklepie z artykułami fotograficznymi, obsługując jacuzzi, a przy tym jeszcze fotografowała i sprzedawała własne fotografie! Blado wypadło łyżwiarstwo szybkie. Lansowany przed igrzyskami Paweł Zygmunt się nie popisał, a do tego zyskał sobie MONITOR POLONIJNY


opinię pieniacza. „Zaistnieli” natomiast Katarzyna Wójcicka (8. i 10. miejsce) oraz Konrad Niedźwiedź (12. i 13. miejsce). Ekipę snowboardzistów krytykowano bardzo mocno. Trudno ją jednak usprawiedliwiać. Szum medialny wokoło Pauliny Ligockiej i Jagny Marczułajtis przed wyjazdem do Turynu zdawał się gwarantować medal. Tymczasem upadkami i skargami na sędziów nasi zawodnicy raczej tylko dodatkowo się ośmieszali. Marczułajtis mogła być rozżalona – zabrakło jej tylko jednej setnej sekundy, by awansować do finałowej szesnastki. Pozostałe występy biało-czerwonych przeszły prawie bez echa. Trudno bowiem ekscytować się miejscami pod koniec drugiej lub w trzeciej dziesiątki. Jako dającą do myślenia ciekawostkę podawano fakt, że za najlepszymi wynikami naszych zawodników stoją trenerzy cudzoziemcy! Tak jest w przypadku drużyny skoczków, biathlonistek, J. Kowalczyk i T. Sikory. Tylko za punktowanym miejscem panczenistki Katarzyny Wójcickiej stoi polski trener. No cóż... z tym naszym sportem coś jest nie tak. To nie tajemnica. I po raz kolejny pierwsze głosy krytyki pojawiły się... przed igrzyskami, zaś kolejna ich fala natychmiast po pierwszych klęskach czy kompromitacjach Polaków. Na „coś lepszego” pozostaje nam czekać do następnej olimpiady. Tak to już bywa, że łatwo jest krytykować czy wyśmiewać, ale coraz częściej nawet zatwardziali kibice z trudem znajdują powody do pochwał i rzadziej zachowują optymizm. Jednak już za cztery lata mamy kolejną szansę na „zimowy medal”, tym razem w kanadyjskim Vancouver. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na dofinansowanie szkółek polonijnych. GRUDZIEŃ 2005

Mełł czy mielił? B

O

ardzo lubię czytać w „MonitoKIENKO rze” rubrykę kulinarną. Jego JĘZYKOW autorka, oprócz tego, że doskonale prezentuje kulisy nie tylko polskiej kuchni, potrafi bawić się językiem – a to umiejętność rzadka, wymagająca doskonałej znajomości materii i… talentu. W tym miejscu chylę głowę! Przyznam, że z przepisów prezentowanych przez nią nie korzystam, bowiem smakoszem nie jestem, a ponadto natura nie obdarzyła mnie zdolnością kucharzenia, krótko mówiąc – gospodyni ze mnie żadna. Ucztą, ale tylko duchową, jest dla mnie samo czytanie o tym, co mogłabym zjeść.

E

W marcowym „Piekarniku” jego autorka, rozpisując się na temat sera i jednocześnie bawiąc się formami językowymi, użyła form: mielił się i mielił się albo mełł i mełł. Skąd ta oboczność? Obie formy są poprawne, ale… problematyczne. Problematyczny jest już sam bezokolicznik wspomnianego czasownika: mleć czy mielić? Otóż jeszcze niedawno jedyną poprawną formą było mleć, które w czasie teraźniejszym odmienia się: mielę, mielesz (nie: mielisz!) itd. I właśnie te formy spowodowały tworzenie na ich podstawie wtórnego bezokolicznika mielić. Stopień jego rozpowszechnienia był tak ogromny, iż nie pozostawało nic innego, jak tylko uznać i tę formę za poprawną (jak widać demokracja funkcjonuje i w języku), choć może trochę gorszą, bowiem „Nowy słownik poprawnej polszczyzny” pod red. A. Markowskiego (PWN, Warszawa 2002) oznacza ją kwalifikatorem „potoczna”, czyli dopuszczalna w języku nieoficjalnym. Ale skoro mielić i mielę, to dlaczego miałyby pozostać w czasie przeszłym tradycyjne i trudne mełłem, mełłeś, mełł? Prostsze i formalnie bliższe stało się wobec tego mieliłem, mieliłeś, mielił – przez ww. słownik uznawane również za potoczne, ale… spotykane powszechnie, również i w odmianie oficjalnej. Podobnie rzecz się ma z innym, podobnym czasownikiem pleć (pielę, pielesz, nie: pielisz!), który w formie podstawowej występuje też jako pielić, a w czasie przeszłym jako pełł lub pielił. I choć te drugie formy są kwalifikowane jako teoretycznie niepoprawne w normie wzorcowej, to zdecydowanie spotyka się je o wiele częściej również w językowej odmianie nieoficjalnej. Jak Państwo widzą, współczesne zmiany zachodzące w języku nie są oceniane przez specjalistów biegunowo, na zasadzie: białe – czarne. Obecna norma ma charakter dwupoziomowy, czyli uzależnia poprawność językową od sytuacji, w której problematycznych form się używa, a zatem dopuszcza i odcienie „szarości”. A im więcej kolorów (choć zdaje się, że dla fizyków czarny, biały i szary nie są kolorami), tym ciekawiej, wobec czego życzę Państwu wesołych i kolorowych świąt Wielkiejnocy.* MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA * Wielkanoc można odmieniać również dwojako: kogo? czego? Wielkanocy lub Wielkiejnocy – obie formy są równouprawnione, ale o tym przy innej okazji. 23


Czytelnicy OCENIAJĄ

W

rubryce tej przedstawiamy wypowiedzi naszych czytelników, ich uwagi, dotyczące naszej pracy dziennikarskiej, podpowiedzi, sugestie. Tym razem o ocenę poprosiliśmy Ewę Baltazarovič, która kilka lat temu przyjechała z Warszawy do Bratysławy, gdzie założyła rodzinę i podjęła pracę. O „Monitorze Polonijnym” dowiedziałam się od znajomych Polaków, mieszkających w Bratysławie. Czytam go, aby dowiedzieć się, co słychać w świecie polonijnym na Słowacji, jakie imprezy są przygotowywane itp. Polonijny magazyn dostaje się też do rąk mojego męża - Słowaka, który być może nie czyta go tak skrupulatnie jak ja, ale i on dzięki temu miesięcznikowi orientuje się w naszym małym polskim świecie na Słowacji. Nie ukrywam, że zaprenumerowałam pismo również dlatego, żeby je wspierać, gdyż zdaję sobie sprawę, że im nas czytelników jest więcej, tym lepsza kondycja finansowa wydawnictwa, a to oznacza, że pismo może się nadal ukazywać. Moje ulubione rubryki w „Monitorze” to „Wywiad miesiąca“, recenzje nowych polskich książek, a także rubryka Majki Kadleček, dzięki której wzbogaca się mój domowy „jedálny lístok“. Na łamach czasopisma mogłoby się ukazywać jeszcze więcej informacji z życia Polonii, aktualne zaproszenia na imprezy. Mniej mnie interesuje rubryka o wydarzeniach z Polski, ponieważ codziennie czytam o tym w Internecie. MELANIA MALINOWSKA 24

•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA

Wszystkim Czytelnikom życzymy spędzenia wesołych Świąt Wielkanocnych w rodzinnej atmosferze. Redakcja i Wydawca

Uwaga Czytelnicy!

DO WYGRANIA WSPANIAŁE NAGRODY! Ponieważ chcemy dotrzeć do jak największej grupy Polaków mieszkających na Słowacji, zwracamy się do Was – Czytelników naszego pisma – z prośbą o pomoc. Jesteśmy przekonani, że wśród nas mieszkają nasi Rodacy, którzy może nawet nie wiedzą, że wydajemy jedyny miesięcznik w języku polskim. „Monitor“ jest łącznikiem pomiędzy nami – Polakami, porozrzucanymi po całej Słowacji. Być może w Państwa sąsiedztwie, gdzieś blisko żyją nasi Rodacy, którzy dzięki Wam dowiedzą się o nas. Dlatego każdy z Państwa, kto znajdzie kolejnego prenumeratora „Monitora Polonijnego” weźmie udział w losowaniu nagród: 2 biletów autobusowych do Paryża i z powrotem oraz 2 biletów do Londynu i z powrotem. Nagrody ufundowała firma „EuroLines”, która oferuje przewozy klimatyzowanymi autobusami do różnych miast Europy. W tym celu przygotowaliśmy koperty z kwestionariuszem. Wypełniony kwestionariusz z nazwiskiem osoby, która „Monitor” już prenumeruje, i nazwiskiem nowego prenumeratora należy przesłać pod adresem naszego pisma do końca maja. Losowanie nagród odbędzie się w czerwcu, a więc cztery osoby będą mogły spędzić urlop w atrakcyjnych stolicach Europy. Redakcja Instytut Polski w Bratysławie wraz z Katedrą Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Komeńskiego planują 18-19 maja 2006 r. przeprowadzenie przez polską komisję egzaminów poświadczających znajomość języka polskiego jako obcego na poziomach: podstawowym, średnim ogólnym i zaawansowanym. Do egzaminów mogą przystąpić osoby powyżej 18 roku życia (w wyjątkowych przypadkach młodsze), będące cudzoziemcami lub Polakami na stałe zamieszkałymi za granicą. Szczegółowe informacje (w tym przykładowe testy) można znaleźć na stronach internetowych Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego: www.buwiwm.edu.pl/certyfikacja. Wszelkie pytania dotyczące uzyskiwania certyfikatów można kierować pod adresami internetowymi Komisji: certyfikacja@buwiwm.edu.pl i dr Marii Magdaleny Nowakowskiej: majkan@chello.sk (tel. 0908 169 743). Chętni mogą zgłaszać się już teraz do dr M. M. Nowakowskiej lub do sekretariatu Instytutu (tel. 02/5443 2013, e-mail: info@polinst.sk). Przypominamy, że certyfikat jest jedynym urzędowym dokumentem potwierdzającym znajomość języka polskiego jako obcego i jest uznawany w krajach Unii Europejskiej (i nie tylko). MONITOR POLONIJNY


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• Dzięki kierownikowi Wydziału Konsularnego panu Wojciechowi Bilińskiemu oraz redakcji „Gazety Wyborczej” w Bydgoszczy do rak naszych prenumeratorów trafia prezent z okazji rocznicy śmierci Papieża Jana Pawła II – CD z jego wypowiedziami. Serdecznie dziękujemy. Miejscowe Koło Regionalnego Klubu Polskiego Środkowe Poważe ogłasza konkurs literacki „WSPÓŁBRZMIENIE“, przeznaczony dla autorów dwujęzycznych – Polaków, mieszkających w Słowacji, oraz dla Słowaków, władających językiem polskim. Do konkursu będą zakwalifikowane jedynie prace dwujęzyczne (oryginał i tłumaczenie) – po polsku i po słowacku. Temat – dowolny. Chodzi o krótkie formy – wiersze i opowiadania o objętości maks. 18000 znaków (10 stron). Nagrody pieniężne w wysokości 3 000 Sk będą przyznane w trzech kategoriach wiekowych – dzieci do lat 14, młodzież od 15 do 25 lat i dorośli ponad 25 lat, oraz w dwóch dziedzinach – proza i poezja (ogółem 18 nagród). Termin przesyłania prac: koniec września 2006 r. Konkursowe prace należy przesyłać w zaklejonej kopercie, opatrzonej godłem. W drugiej kopercie, opatrzonej tym samym godłem, należy podać imię, nazwisko, adres i kontakt telefoniczny (ew. e-mail) autora. Prace prosimy przesyłać pod adresem: Maria Peruňská, Rozkvet 2012/31-20, 017 01 Považská Bystrica Konkurs rozstrzygnie jury, którego skład podamy w jednym z następnych numerów „Monitora”. Dwujęzyczne prace konkursowe zostaną wydane w publikacji, której chrzest, planowany na 9.12.2006 r., będzie połączony z rozdaniem nagród. Zachęcamy do wysiłków twórczych! Maria Peruňská, organizator Retrospektywny przegląd filmów Krzysztofa Zanussiho w ramach Febiofestu program projekcji: BRATYSŁAWA - kino Mladosť: 27. 3. | 18.30 – Iluminácia; 28. 3. | 18.00 – Konštanta; 29. 3. | 20.00 – Nech si kdekoľvek...; 31. 3. | 16.00 – Rodinný život; 1. 4. | 18.00 – Špirála; 2. 4. | 16.00 – Štruktúra kryštálu • - Charlie Centrum: 30. 3. | K3 17.00 – Štruktúra kryštálu; 1. 4. | K2 16.30 – Konštanta; 2. 4. | K1 16.00 – Špirála • BAŃSKA BYSTRZYCA - kino Korzo: 4. 4. | 17.45 – Persona non grata; 4. 4. | 20.30 – Iluminácia • KOSZYCE - FK Cinefil: 22. 4. | 16.00 – Štruktúra kryštálu; 25. 4. | 16.00 – Rodinný život • MARTIN - kino Strojár: 13. 4. | 18.15 – Štruktura kryštalu • ŻYLINA - kino Klub: 10. 4. | 20.00 – Konštanta LITERATURA POLSKA WYDANA W PRZEKŁADZIE NA JĘZYK SŁOWACKI OD ROKU 2004 • Witold Gombrowicz: „Ferdydurke” w przekładzie Jozefa Marušiaka. Wydawnictwo KALLIGRAM, 2004 • Adam Bartosz: „Neboj sa Cigána” w przekładzie Petra Horvátha. Wydawnictwo: Občianske združenie Romani vodži - Nižná Rybnica, 2004 • Zespół autorów: „Mŕtve body” w przekładzie Karola Chmela. Wydawnictwo „Drewo a srd”, 2004 • Adam Mickiewicz: „Balady a romance” w przekładzie Jozefa Bánskiego. Wydawnictwo: EX TEMPORE, 2005 • Wojciech Kuczok: „Hnoj” w przekładzie Marianny Minarikovej. Wydawnictwo „Belimex” s.r.o., 2005 • Henryk Jurkowski: „Metamorfóza bábkového divadla XX. storočia” w przekładzie Renaty Majerčíkovej. Wydawca: Divadelný ústav, 2005 KWIECIEŃ 2006

WYBÓR Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE NA KWIECIEŃ 2006 R. 4.04.2006 r., Bańska Bystrzyca, kino „Korzo”, Nám. SNP 3 • Pokaz filmu Persona non grata (godz.18.00) i Spirala (godz. 20.00) z udziałem reżysera Krzysztofa Zanussiego 5.04.2006 r., godz.19.30, Bratysława, kino „Tatra” • Premiera filmu Persona non grata Krzysztofa Zanussiego z udziałem reżysera (kontynuacja projektu K. Zanussi – retrospektywa w ramach „Febiofestu”) 12.04.2006 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski • Spotkanie autorskie z Wojciechem Kuczokiem przy okazji promocji przekładu „Gnoja” w tłumaczeniu Marianny Minárikovej (Wydawnictwo „Belimex”) 20.04.2006 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski • Spotkanie ze Stanisławem Zawiślińskim, autorem biografii reżysera pt. „Kieślowski. Ważne, żeby iść…” oraz wystawa fotografii, poświęcona Krzysztofowi Kieślowskiemu (imprezy organizowane z okazji 10. rocznicy śmierci Krzysztofa Kieślowskiego) 25.04.2006 r., Żylina, Dom Sztuki • Koncert zespołu Royal String Quartet w ramach Środkowoeuropejskiego Festiwalu Sztuki Estradowej • Główny organizator: słowackie Centrum Muzyczne INFORMUJEMY / POLECAMY 03.04.2006 r., godz. 19.00, Bratysława, Wielki Kościół Ewangelicki, ul. Panenská • Wykonanie Pasji wg św. Jana J. S. Bacha – z udziałem Marka Rzepki (bas) i Marka Niewiedziała (obój) • Ponadto wystąpią: Julian Podger (GB) – Ewangelista; Hana Blažíková (CZ) – sopran, Barbara Jernejčič (SLO) – alt; continuo: Soma Dimyes (HU) – celesta, Rebeka Rusó (SVK) – viola da gamba, Stanislav Šurin (SVK) – organy, Juraj Kováč (SVK) – wiolonczela; Orchester Solamente naturali, kierownik art. Miloš Valent (SVK), Chór Chorus alea, prowadzący Braňo Kostka (SVK); dyrygent i lutnia Steven Stubbs (USA)

• Zbigniew Herbert: „Barbar v záhrade“ w przekładzie Karola Chmela. Wydawnictwo: KALLIGRAM, 2005 • Andrzej Sapkowski: „Boží bojovníci” w przekładzie Karola Chmela. Wydawnictwo „Slovart”, 2005 • Małgorzata i Jan Wilkowie: „Alžbetkine príbehy”, „O prekonaní strachu”; „O poslušnosti”; „O upratovaní”; „O maškrtnosti”; „O radosti”; „O nájdených veciach” w przekładzie Maroša Kovačika. Wydawnictwo LÚČ, 2005 • „Európska civilizácia”, oprac. Maciej Kominski w przekładzie Ivy Hankovej, Jozefa Marušiaka, Viliama Rotha, Karola Chmela. Wydawnictwo KALLIGRAM, 2006 • Stefan Chwin: „Hanemann” w przekładzie Karola Chmela Wydawnictwo KALLIGRAM, 2006 • W przygotowaniu / II kwartał br./: Witold Gombrowicz: „ Kosmos” w przekładzie Tomáša Horvátha. Wydawnictwo KALLIGRAM, 2006 25


Za hranicami ako doma

Po

Keďže sme vyrastali na Kysuciach, výhodu sme mali tú, že do Poľska bolo blízko a aj naše tenké študentské peňaženky odfinancovali moderné rifle či topánky, originálny sveter či bundu. Po nástupe do novinárskej praxe som absolvoval niekoľko pracovných ciest i odborných zájazdov do Poľska. Takto sa mi podarilo preniknúť do súčasnej printovej žurnalistiky nášho severného suseda, predovšetkým vďaka šéfredaktorovi Kroniky Beskydskej Piotrovi Vysockému v krajskom meste Bielsko Biala. Výmena skúseností mi pomohla budovať prvky regionálnej žurnalistiky v Žiline, čeliť konkurencii. Spolu sme sa zaoberali prípravou na výrobu spoločných poľsko-slovensko-českých novín, ktoré by čerpali námety zo všetkých troch štátov a expedovali by sme ich v beskydskom trojuholníku. Pri tejto príležitosti musím zdôrazniť otvorenosť a úprimnosť poľských kolegov, ktorí sú ochotní diskutovať a pomôcť. Pomôcť rozvoju svojej krajiny, svojej žurnalistiky a pomôcť aj náprotivku. Kronika Beskydska a Žilinský večerník si takto vymenili niekoľko zaujímavých rukopisov, Poliaci prišli do Žiliny na naše výročie, my sme boli viackrát u nich. Poľsko by však nebolo Poľskom, keby ste na každom rohu necítili obchod. A bola by chyba, keby ste nevyužili pracovnú cestu na atraktívny nákup, napríklad na trhovisku v Žywci, ktorý je iba 30 km od slovenskej hranice v Skalitom. Tu pochopíte, čo je trhovisko. Miesto na predaj domácej výroby, miesto na predaj i kúpu všakovakých po26

FOTO: ARCHIWUM

prvýkrát v živote som prišiel do kontaktu s Poliakmi vari ako desaťročný školák na školskom výlete v Skalitom, kde sme sa na hraničnej čiare stretli s našimi rovesníkmi spoza hraníc. Kúpil som si vtedy od nich vreckový nožík za päť korún. A spoločne sa sme sa vtedy veľmi čudovali, prečo sú koľajnice na hranici zasypané valom hliny.

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

ŠTEFAN DEBNÁR PUBLICISTA, ŽILINA môcok. U drevára z Węgierskej Górky si kúpite drevené súdky na víno či kapustu, džberky, maselničky, črpáky. Obďaleč stojaci železiar ponúka pánty s ozdobným kovaním, prekrásne klasické starodávne kľučky, krbovú súpravu... Manželia Golkovci zasa ponúkajú na trhu okrasné dreviny. Kúpil som od nich väčšie množstvo tují do záhrady na živý plot. Z pôvodných dvanásť zlotých mi spustili cenu na sedem. Poľský výrobca – predajca si jednoducho váži zákazníka. Široký sortiment, vysoká kvalita, cena dohodou. A moje zľavy u Golkovcov platia doživotne. Vhodným príkladom poľského remeselníka – živnostníka môže byť aj železiar Krzysiek Jambor z Przybedy. Pred svojou dielňou, v ktorej zamestnáva štyroch chlapov z rodiny vrátane vlastného otca, vystavuje zaujímavé vzorky zá-

bradlí na balkóny, schodiská, terasy. Zjednáte sa, dohovoríte za krátku chvíľu a o týždeň dva môžete prísť s nákladným autom po kus vášho domu či záhrady. Za tretinovú cenu oproti slovenským tzv. umeleckým kováčom. A K. Jambor nemá problém s ničím – dokázal vyrobiť slovenský dvojkríž na kaplnku, ozdobné mreže na pivnicu, ozdobné šišky na plot i bránu, stojan na kotlík či pevný metrový kompas ako ozdobu v záhrade. V súčasnosti mi vyrába plechovú stenu za piecku, ktorú si podaktorí pamätáme z kuchýň starých rodičov. No dnes takýto výrobok nekúpite nikde na Slovensku ani v Poľsku. Vyrobiť sa však dá, ak je ochota a zručnosť. A tejto je na sever od Žiliny neúrekom. Do Poľska chodievam pravidelne každý druhý týždeň so svojím priateľom Rudom Marčanom. Pomáham mu v jeho obchodných záležitostiach, fotografujem, čerpám témy na články a sem-tam si prikúpim kvalitný poľský tovar do domácnosti i záhrady. Teší ma ochota poľských partnerov, ich ústretovosť a predovšetkým konečná cena. Tu by sa naši výrobcovia i obchodníci mali čomu priúčať. Poliak má svoje myslenie – radšej viackrát po troške ako raz maximum. A týmto si získava slovenského zákazníka, ktorý sa k nemu rád vracia, ja minimálne tridsaťkrát do roka a už nevnímam, či som na slovenskom území, alebo za štátnou hranicou. A to nielen pre opatrenia Európskej únie, ale hlavne pre množstvo priateľských vzťahov. Podľa mňa je práve štyridsaťmiliónové Poľsko krajinou neobmedzených možností so svojím obrovským trhom a slovenskí manažéri by mali občas pozrieť aj sem. Začať môžu na ktoromkoľvek trhovisku a skončiť napríklad v Pivovare Žywiec, ktorý je pre každého podnikateľa otvorenou učebnicou. MONITOR POLONIJNY


Powrzucamy czapki i szaliki Na najwyższy w domu strych Precz z kurtkami, kożuchami, Etolami, apaszkami i rękawicami! Jest już ciepło! Kwiecień jest! Miłe dzieciaki i nie tylko! Przed nami kwiecień, czyli drugi miesiąc wiosny. Na pewno liczycie na to, że będzie cieplejszy niż marzec. Ale z kwietniem nic nie wiadomo. W tym miesiącu pogoda bywa szczególnie zmienna i kapryśna. Dziś może świecić słońce, a jutro będzie padał deszcz. Kwiecień w tym roku będzie miesiącem wyjątkowym. Zaczyna się świętem dowcipnisiów, znanym jako prima aprilis. W tym dniu możecie bezkarnie zrobić kawał komuś znajomemu. Nie obrażajcie się, jeśli to Wam ktoś zrobi jakiś dowcip. Tegoroczny kwiecień jest też miesiącem matur w szkołach słowackich – toteż trzymamy kciuki i życzymy lekkiego pióra! A do tego Wielkanoc i ferie świąteczne! Przed nami jest wiec okres żartowania, wysiłku naukowego oraz świętowania i odpoczynku. Wykorzystajcie ten czas maksymalnie, bo przecież taki urozmaicony miesiąc jest tylko raz w roku!

KWIECIEŃ 2006

Kolorowy i wiosennie odurzony Wariowaniem miesiąc się zaczyna Ile mamy czasu na kawały? Energicznie trzeba działać Cały dzień dowcipkować I radośnie śmiać się z siebie Ełk, Warszawa oraz Żywiec w miastach żartów nastał dzieŃ! Wiatr cieplutki i południowo-zachodni Radio nam prognozę przepowiada Ej, dzieciaki czas na spacer Strasznie w zimie pomarzliście? Złapcie rower albo wrotki Chodźcie z nami na podwórko Idziesz? Idę. Także chodź! Elementarz wrzuć do szuflady!

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK


FOTO: STANO STEHLIK

Mili Czytelnicy, dzisiaj w tytule wstawka dokształcająca: ab ovo – czyli od jajka – mówili starzy Rzymianie. Od jajka zaczynali uczty, których możemy im zazdrościć (choć w okresie postu nie bardzo wypada o tym pisać). Zastanawiam się nad tym i dochodzę do wniosku, że istnieje podobieństwo między nami a mieszkańcami imperium rzymskiego. Tak, tak, my też, co prawda tylko podczas świąt, zaczynamy posiłek od jajka. Jajka świąteczne – pisanki, kraszanki i tysiące innych. Podczas całego roku nie sprzedaje się ich aż tyle i za takie ceny! Na głowę pięć, a na rodzinę przynajmniej trzydzieści sztuk... Choć w tym roku może popyt przyhamuje grasująca ptasia grypa. Ale nawet podczas pozostałej części roku konsumentom jajek nie jest zbyt wesoło. Raz nam żywieniowcy mówią: „codziennie jedno jajko“, a potem: „tylko jedno jajko tygodniowo“. I jeszcze straszą cholesterolem i salmo-

nellą! Brr! I kto ma się w tym orientować? Samo jajko na pewno nie. Na dodatek jest takie delikatne i kruche. Wieczna zmora zakupów – jajka zapakowane w brązowe, papierowe torby, na których prawie zawsze po rozpakowaniu odkrywamy charakterystyczne wilgotne plamy. Wtedy można już tylko zgadywać, ile sztuk się rozbiło i co z tego uda się uratować. W ogóle zakup jajek to nie łatwa sprawa. Dylematy, które rodzą się przed witryną chłodniczą: kupić jajka z białą skorupką czy z brązową? Wielkości A, B czy C? Z jednym czy z dwoma żółtkami, z selenem czy bez? Z chowu naturalnego czy z farmy drobiowej? I czy aby na pewno są świeże? Przed świętami trzeba kupować, jak leci, nie zastanawiać się! Bo i tak raz w roku, bez względu na rozmiar, kolor i pochodzenie, trzeba zacząć posiłek ab ovo i życzyć sobie Wesołych Świąt!

JAJKA MARMURKOWE zaskoczcie rodzinę nowością! SKŁADNIKI: 10 jajek, 2 łyżki herbaty liściastej, łyżeczka czarnego pieprzu, 1-2 łyżeczki ciemnego sosu sojowego i ew. łyżeczka gotowej chińskiej przyprawy w proszku SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Jajka ugotować na twardo. Trzonkiem noża dość gęsto nadtłuc skorupki, ale ich nie zdejmować. Jajka zalać wodą tak, aby były całe przykryte, dodać sos sojowy, herbatę liściastą, przyprawy i gotować na małym ogniu ok. godziny. Pozostawić w wodzie, w której się gotowały przez całą noc. Następnie delikatnie obrać ze skorupek – by nie naruszyć wzoru.

POLSKI SOS WIELKANOCNY DO JAJEK I WĘDLIN NIECH ŻYJE TRADYCJA! SKŁADNIKI: 250 ml gęstej śmietany, 3 jajka, 3 łyżki drobno posiekanego szczypiorku, 1 łyżka drobno posiekanego koperku, 1 łyżka tartego chrzanu, sok z połowy cytryny, sól, cukier SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Jajka ugotować na twardo, obrać i przetrzeć przez sito. Do śmietany dodać przetarte jajka, posiekany szczypiorek, koperek, chrzan, sok z cytryny. Doprawić do smaku solą i cukrem. Dokładnie wymieszać. Odstawić na 3-4 godziny do lodówki. Przed podaniem posypać posiekanym szczypiorkiem i koperkiem.

ZA MIESIĄC: JEDZENIE PATRIOTYCZNE

MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2006/04  
Monitor Polonijny 2006/04  
Advertisement