Page 1


• N A J N O W S Z E

W I A D O M O Ś C I

Z

K L U B U

P O L S K I E G O •

J

ak już informowaliśmy Państwa w numerze styczniowym „Monitora Polonijnego“, na początku roku Klub Polski stał się organizacją bez prezesa. To bezkrólewie na szczęście nie trwało długo, bowiem 21 stycznia 2006 r. w Kvetoslvovie spotkali się działacze Klubu na specjalnym zebraniu, na którym przyjęto rezygnację poprzedniego kierownictwa oraz dokonano wyboru nowego prezesa stowarzyszenia. Stał się nim Tadeusz Błoński z Koszyc (prezes klubu regionalnego), a jego zastępcą została Elżbieta T. Dutková z Bratysławy. Taką decyzję podjęła Rada Klubu Polskiego, składająca się z prezesów regionalnych. Spotkanie, na którym byli też obecni długoletni działacze i założyciele organizacji, było okazją do dys-

kusji na temat kierunku działalności Klubu i planach na przyszłość (czytaj list prezesa „Kilka słów na początek“, str. 4.). Przypomnijmy, że zarówno Tadeusz Błoński, jak i Elżbieta Dutková byli w 1994 roku w gronie założycielskim Klubu Polskiego, a w latach 1996-1998 E. T. Dutková pełniła funkcję jego prezesa, zaś T. Błoński był jej zastępcą. O kolejnych przedsięwzięciach polskiej organizacji będziemy Państwa informować na bieżąco. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: STANO STEHLIK


OD REDAKCJI W czasach, kiedy wszystko szybko się zmienia, trudno przygotować miesięcznik, w którym każdy temat byłby aktualny. Dotyczy to szczególnie rubryki „Z kraju”, w której przedstawiamy Państwu wydarzenia kulturalne i polityczne z naszej ojczyzny. Kilkanaście miesięcy temu, po przeprowadzeniu przez redakcję ankiety wśród naszych czytelników, przekonaliście nas Państwo, że to ważna rubryka, chętnie przez Państwa czytana. I choć polityczne wydarzenia tego roku w naszej ojczyźnie zdają się być napięte do granic możliwości, a to, co rano wydawałoby się być wiadomością dnia, wieczorem jest absolutnie nieaktualne, staramy się przygotować naszą rubrykę „Z kraju” (w tym numerze str. 5.) najlepiej, jak potrafimy. Po otrzymaniu ostatnich materiałów od naszej koleżanki – słowackiej dziennikarki z Warszawy – do wspominanej rubryki przeczytałam od niej prośbę: „Dopisz komentarz, bo nie wiem, czy po wydrukowaniu »Monitora« to, co przygotowałam, będzie aktualne”. Podobnie może być w przypadku „Wywiadu miesiąca”, którego bohaterem tym razem jest Andrzej Lepper (str. 10.). Być może przywódca „Samoobrony” w czasie, gdy Państwo będziecie przeglądać „Monitor”, będzie zasiadać w fotelu wicepremiera albo, podobnie jak pozostali politycy, zajmie się przygotowywaniem kampanii wyborczej. Polityka polityką, ale nawet wydarzenia, dotyczące działalności Klubu Polskiego, opisane w poprzednim numerze na szczęście szybko się zdezaktualizowały. Organizacja zrzeszająca Polaków szybko otrząsnęła się z przygnębienia i wydaje się, że nabiera wiatru w żagle (czytajcie na stronie obok). A zatem Klubowi Polskiemu życzymy pomyślnych wiatrów, a politykom rozważnych decyzji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA Rodzinom i bliskim ofiar tragedii w Katowicach członkowie Klubu Polskiego na Słowacji składają kondolencje. Jesteśmy głęboko poruszeni nieszczęściem, które dotknęło zarówno naszych rodaków, jak i obcokrajowców przebywających na wystawie w Katowicach. W imieniu Klubu Polskiego jego prezes - Tadeusz Błoński

SPIS TREŚCI Kilka słów na początek

4

Z KRAJU

4

Z NASZEGO PODWÓRKA

5

Robert Dohányos: Wasi ludzie wiedzą, jak najlepiej wykorzystać środki z Ministerstwa Kultury

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

7

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

7

Wspomnienie o ks. Janie Twardowskim

9

WYWIAD MIESIĄCA Andrzej Lepper: „Ja przecież chciałem być prezydentem Polski!“

10

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Czerwone Gitary

12

KINO-OKO Opojné leto lásky

13

Emigranci

14

TO WARTO WIEDZIEĆ Struktury Polskiego Państwa Podziemnego

16

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Marek Krajewski ma Paszport

18

OKIENKO JĘZYKOWE Bluetooth

20

OGŁOSZENIA

21

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Maluch, krówky, pápež

22

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

23

PIEKARNIK Siup! Do gara! Długi z krótkim ładna para

24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o re k , I z a b e l a Wó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU MINISTERSTVA KULTÚRY SR - PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN

LUTY 2006

3


Kilka słów na początek Szanowni Rodacy! Polacy! Przyjaciele! W związku z tym, że na podstawie decyzji Rady Klubu Polskiego, podjętej w dniu 21 stycznia 2006 r., zostałem wybrany na prezesa Klubu Polskiego na Słowacji, zwracam się do wszystkich członków i sympatyków Klubu o otwarcie się, kreatywne podejście do jego działań, życzliwość i osobistą aktywność! Wiem o Waszym zaangażowaniu, które potwierdzili przedstawiciele poszczególnych klubów regionalnych na ww. spotkaniu. Pragnę, aby nasza organizacja dawała nam okazję do spotykania się ludzi i wspomagała realizację potrzeb kulturalnych i społecznych Polaków, mieszkających na Słowacji, i innych osób, niezależnie od stopnia odczuwania polskości, w tym także i innych narodo-

MINISTER SKARBU Andrzej Mikosz podał się do dymisji po aferze prawie że korupcyjnej – „Rzeczpospolita“ napisała o pożyczce 300 tys. USD, której żona Mikosza udzieliła ze wspólnego majątku małżeńskiego matce Witolda W., gracza giełdowego, mającego kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Trzy dni później doszło też do wymiany na stanowisku ministra finansów – Teresę Lubińską zastąpiła Zyta Gilow4

wości tu żyjących, dla których polskość i polska kultura nie są obojętne. Prócz tradycyjnych form bezpośredniego kontaktu i spotkań chcemy w Klubie Polskim wykorzystywać środki wzajemnej komunikacji dostępne w coraz większej mierze. Chcemy udoskonalić formy prezentacji Klubu Polskiego poprzez strony internetowe, a za pomocą Internetu czy system Skype przyspieszyć komunikację między poszczególnymi członkami organizacji porozrzucanymi po całej Słowacji. Mam nadzieję, że realizacja celów Klubu Polskiego będzie możliwa dzięki pomocy takich instytucji, jak Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej, Wydział Konsularny Ambasady RP,

Instytut Polski, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Ministerstwo Kultury RS oraz władze lokalne i regionalne instytucje kulturalne. Rozwój naszej organizacji polonijnej będzie jednak możliwy przede wszystkim dzięki osobistemu zaangażowaniu Was – naszych członków. Mam nadzieję, że swoje miejsce w Klubie Polskim znajdzie też młoda generacja.

ska, była wiceprzewodnicząca ski jako rozwiązanie przedstawił Platformy Obywatelskiej. tzw. pakt stabilizacyjny, który opozycja nazwała dyktaturą. SEJMOWY SPÓR, dotyczący prze- Jeśli pakt stabilizacyjny zostanie głosowania jednego formalnego zawarty, to, wg J. Kaczyńskiego, wniosku, i nieumiejętność doga- prezydent nie rozwiąże Sejmu. dania się w sprawie głosowania Posłowie przyznają, że nie chcą nad budżetem państwa przero- przyspieszonych wyborów, ale są dziły się w awanturę, która po- przygotowani na taką ewenstawiła Polskę przed ewentualny- tualność. Wszystkie partie podomi przedterminowymi wyborami. bno już zarezerwowały na maRządząca partia Prawo i Sprawie- rzec miejsca na billboardach. Predliwość (PiS), tworząca rząd zydent Lech Kaczyński uważa mniejszościowy, rozpoczęła po- rozwiązanie Sejmu za wyjście szukiwania partnera koalicyjne- awaryjne. go. O utworzeniu ewentualnej koalicji podjęła rozmowy z Platfor- TYTUŁEM „CZŁOWIEKA ROKU mą Obywatelską, „Samoobroną” 2005” został uhonorowany przez i Polskim Stronnictwem Ludo- tygodnik „Wprost” Jarosław Kawym. Szef PiS Jarosław Kaczyń- czyński – prezes PiS. Tytuł ten

przyznawany jest osobie, która – zdaniem członków kolegium redakcyjnego tygodnika – wywarła największy wpływ na bieg wydarzeń w Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W tym roku przyznano go po raz piętnasty. PREZYDENT LECH KACZYŃSKI podpisał nowelizację ustawy o świadczeniach rodzinnych, która zakłada, że „becikowe”, w wysokości tysiąca złotych, otrzymają, niezależnie od dochodu, wszystkie matki. Będzie to kosztować budżet państwa dodatkowo ok. 360 mln. zł. PO 26 LATACH od zawarcia małżeństwa Jolanta Kwaśniewska MONITOR POLONIJNY


Pamiętając, że realizujemy nasze cele w środowisku słowackim i wśród innych mniejszości narodowych zamieszkujących tereny tego kraju, chcemy, aby nasza działalność wzajemnie nas wzbogacała. Chcemy być otwarci na naszych sąsiadów w Austrii, na Węgrzech, w Czechach i w innych krajach. Jesteśmy częścią dużej rodziny – Unii Europejskiej. Reprezentujemy naród, który dał Europie i światu wiele wybitnych postaci, czy to ze świata nauki, kultury, czy innych dziedzin. Wiem, że duma z pochodzenia polskiego dodaje wielu z nas energii i inspiruje do działania. Mam nadzieję, że po mroźnych dniach przyjdzie ocieplenie, zaświeci słońce i mimo różnych problemów dnia codziennego będziemy znajdować dobro i chęć do działania, czego wszystkim Polakom i naszym słowackim Przyjaciołom z całego serca życzę. TADEUSZ Z. BŁOŃSKI Koszyce, 24.01.2006 r. namówiła męża, by powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Trzymana w tajemnicy ceremonia ślubu kościelnego odbyła się jeszcze w kaplicy Pałacu Prezydenckiego w roku 2005 – media podały tę informację dopiero w styczniu. To, że Aleksander Kwaśniewski jest niewierzący, nie było przeszkodą. Była pierwsza dama natomiast nigdy nie kryła swoich związków z Kościołem i wiarą. PONAD 24 MLN. 34 tys. zł zebrano podczas XIV Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) – poinformował Jurek Owsiak. W tym roku w finale WOŚP wzięło udział ok. 1,4 tys. LUTY 2006

• Z

N A S Z E G O

P O D W Ó R K A •

ragiczne wydarzenia w Katowicach, spowodowane zawaleniem się dachu hali wystawowej w dniu 28 stycznia 2006 r. podczas wystawy gołębi pocztowych, wstrząsnęły również Słowacją. O tej tragedii informowały wszystkie słowackie media. Pomiędzy 30 stycznia a 1 lutego

w Ambasadzie Polskiej była wystawiona księga kondolencyjna, a 1 lutego w kościele św. Elżbiety w Bratysławie odbyła się msza w intencji ofiar katasrofy, koncelebrowana przez arcybiskupa Jána Sokola i nuncjusza apostolskiego arcybiskupa Henryka Józefa Nowackiego. mw

T

„P

olacy na Słowacji dzielą się na tych, którzy znają, i na tych, którzy jeszcze nie poznali pana Jana Gondka“ – powiedział ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz na początku uroczystości wręczenia medalu, przyznanego przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, panu Janowi Gondkowi. W ten oto dowcipny sposób został przedstawiony człowiek, który z dużym zaangażowaniem pracuje na rzecz słowacko-polskich kontaktów, zasłużył się dla rozwoju współpracy regionalnej i transgranicznej oraz aktywnie propaguje ruch turystyczny po obu stronach granicy. Jan Gondek od 20 lat prowadzi Chatę „Pieniny“ w Leśnej, na przejściu granicznym ze Szczawnicą. Uroczystość odbyła się 25 stycznia w ambasadzie RP w Bratysławie. Uhonorowany przyjmował medal ubrany w strój ludowy typowy dla regionu z którego pochodzi, czyli Pienin. mw

sztabów z całej Polski oraz 24 z zagranicy (m.in. z USA, Kanady, Szwecji, Egiptu) – kwestowało ponad 120 tys. wolontariuszy. Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup sprzętu ratującego życie dzieci poszkodowanych w wypadkach oraz na naukę zasad udzielania pierwszej pomocy.

FILM „PERSONA NON GRATA” w reż. Krzysztofa Zanussiego jako najlepszy polski film 2005 r. został uhonorowany Złotą Taśmą, nagrodą polskich krytyków filmowych. Złote Taśmy to nagroda krytyków filmowych, skupionych w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, która przyznawana jest od 1985 r.

W WARSZAWSKIM SZPITALU 18 stycznia 2006 r. zmarł ks. Jan Twardowski – wybitny poeta i kapłan. Miał 90 lat. Był jednym z najchętniej czytanych przez Polaków współczesnych poetów (wspomnienie o księdzu Twardowskim czytaj na str. 9.).

ZNANY AMERYKAŃSKI aktor Nicolas Cage odwiedził Zgorzelc. Jego wizyta nie była przypadkowa, bowiem od lat jest on zafascynowany postacią Jakuba Boehme, mieszczanina i filozofa żyjącego w tym mieście na przełomie XVI i XVII wieku. Do Zgo-

rzelca Cage wraz z żoną Alice Kim i grupą przyjaciół dotarł pieszo z niemieckiego Goerlitz przez most na Nysie Łużyckiej. W SOBOTĘ 28 STYCZNIA w Chorzowie podczas trwania międzynarodowej wystawy gołębi pocztowych zawalił się dach w jednej z hal. Pod gruzami zginęło ponad 60 osób, a ponad 140 zostało rannych. „To największa tragedia III Rzeczpospolitej” – powiedział prezydent Lech Kaczyński, który ogłosił trzydniową żałobę narodową. ZUZANA KOHUTKOVÁ, WARSZAWA 5


Wasi ludzie wiedzą, jak najlepiej wykorzystać środki z Ministerstwa Kultury.

Robert Dohányos:

Jak Pan, mający możliwość porównania wszystkich mniejszości narodowych na Słowacji, ocenia działalność tej polskiej? Klub Polski bardzo dobrze działa w ramach możliwości finansowych, którymi dysponuje. Klub działałby lepiej, gdyby otrzymywał większe wsparcie finansowe ze swojego kraju ojczystego. Sugeruje Pan, że inne mniejszości otrzymują większe dotacje ze swoich krajów pochodzenia? Niemiecka, czeska czy węgierska mniejszość narodowa otrzymują większe wsparcie niż Polacy. Nie mam oczywiście prawa krytykować, ale finansowe wsparcie płynące z Polski pomogłoby w działalności Waszego Klubu. Jak Pan ocenia nasz miesięcznik, który ukazuje się z pomocą finansową słowackiego ministerstwa już 10 lat? „Monitor Polonijny” to nowoczesne czasopismo, które doskonale pełni swoją funkcję. W tym roku Ministerstwo Kultury przeznaczy na granty 750 milionów koron, czyli o 50 procent więcej niż w ubiegłym roku. Jaką część z tej kwoty zamierzacie Państwo powierzyć mniejszościom, a konkretnie mniejszości polskiej? W ubiegłym roku dysponowaliśmy 80 milionami koron, w tym roku otrzymamy 160 milionów, a więc dotacje zostaną powiększone, ale nie musi to oznaczać dwukrotnego wzrostu pieniędzy. Jakimi kryteriami kierujecie się Państwo przy rozdzielaniu środków pomiędzy organizacje? Podobnie jak w latach ubiegłych będziemy się kierować danymi, dotyczącymi procentowej ilości obywateli konkretnej mniejszości. Ministerstwo zamierza przyspieszyć proces przyznawania grantów, a jednym ze sposobów realizacji tego celu ma być elektroniczna rejestracja. Co to oznacza w praktyce? Ubiegający się o grant zgłosi się poprzez Internet, wpisze dane do systemu 6

W

połowie stycznia na stronach internetowych Ministerstwa Kultury RS (www.culture.gov.sk) zostały opublikowane zasady ubiegania się o granty, m.in. na działalność mniejszości narodowych. Aby doinformować działaczy Klubu Polskiego, w jaki sposób można ubiegać się o dofinansowanie, przeprowadziłam rozmowę z Robertem Dohányosem – dyrektorem generalnym Sekcji Kultury Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury RS.

elektronicznego, czyli poda nazwę organizacji, jej numer identyfikacji podatkowej (IČO), nazwę projektu, wysokość dotacji, o którą się ubiega itp. Później otrzyma numer rejestracyjny, wydrukuje potwierdzenie o rejestracji i dołączy je do pozostałych dokumentów, które złoży w ministerstwie. Dzięki przyznanemu numerowi rejestracji będzie mógł obserwować poprzez Internet proces opracowywania wniosku przez ministerstwo. Czy w takim razie wszystko będzie się odbywać za pomocą Internetu, czy też przewidujecie Państwo konfrontacje ze składającymi projekty? Organy doradcze, pod moim przewodnictwem, będą oceniać projekty, a potem te pozytywnie zaopiniowane zostaną przekazane pani wiceminister. Zwrócimy się również do Klubu Polskiego z prośbą o oddelegowanie odpowiednich osób, które by w wyżej wspomnianym organie doradczym ocenily projekty. Jakie kryteria muszą być spełnione, by wniosek był zaakceptowany? Należy wypełnić wniosek i dołączyć do niego wszystkie wymagane załączniki. Oczywiście, by projekt zyskał naszą

akceptację, musi mieć uzasadnienie, a jego realizacja musi odpowiadać celom, którymi powinny kierować się mniejszości. A jeśli z Klubu Polskiego wpłynie mnóstwo dobrze opracowanych projektów, to wszystkie otrzymają dotacje? Kierujemy się prostą zasadą – przekazujemy odpowiedzialność oddelegowanym osobom, aby one zdecydowały, na co wykorzystać środki finansowe, które możemy przekazać na konkretną mniejszość narodową. Te osoby muszą ustalić priorytety w zgodzie z wytycznymi konkretnego progrmu. W ubiegłym roku wśród olbrzymiej ilości projektów, opracowanych przez różne mniejszości, te polskie stanowiły zaledwie, według mojej oceny, pół procent. Czy to oznacza, że Polacy są mniej aktywni niż inni przedstawiciele mniejszości narodowych? Raczej odbieram to jako zręczność ze strony Polaków. Wasi ludzie wiedzą, na jakie środki finansowe ze strony ministerstwa mogą liczyć, i przygotowują takie projekty, aby móc jak najlepiej wykorzystać przyznane środki. A może są takie osoby, które boją się skomplikowanego procesu wypełniania formularzy i w związku z tym rezygnują z realizacji projektów? Zachęcam czytelników, by opracowywali projekty. Niech się tego nie boją! Oczywiście jako urząd państwowy musimy dotrzymywać zasad, które nas obowiązują. System grantowy to „rozdawanie“ pieniędzy państwowych, dlatego musimy stać na straży i pilnować, by sfera finansowania była przejrzysta. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


• Z

N A S Z E G O

P O D W Ó R K A • Z

N A S Z E G O

P O D W Ó R K A •

W

Bratysławie odbyła się w dniach od 26 do 29 stycznia wystawa ruchu turystycznego „Slovakiatour“. Polskie stoisko, zorganizowane przez Wydział Ekonomiczno-Handlowy Ambasady RP w RS, reprezentowały: Polska Organizacja Turystyczna, Miejski Urząd w Częstochowie, Urząd Województwa Podkarpackiego oraz Uzdrowiska Iwonicz i Rymanów. Jak nas poinformował radca minister do spraw handlowych Andrzej Tymkowski, zainteresowanie polską ofertą turystyczną było bardzo duże. „Do tej pory obserwowaliśmy zainteresowanie przede wszystkim zakupami w naszym kraju, w tym roku Słowacy pytali o wyjazdy do Krakowa i Częstochowy“ – powiedział Tymkowski. Magnesem budzącym zainteresowanie była m.in. makieta klasztoru jasnogórskiego, prezentowana na polskim stoisku. „Odwiedzający nasze stoisko byli bardzo mile zdziwieni ofertą województwa podkarpackiego, jak też uzdrowiskami, które prezentowały się w Bratysławie“ – ocenił radca. „Okazało się, że świat nie kończy się na Bardejovie“ – dodał. Z kolei młodzi ludzie najczęściej pytali o możliwości spędzenia urlopu na Warmii i Mazurach. O żywym zainteresowaniu spędzaniem wolnego czasu w naszym kraju świadczyć też mogą przygotowywane oferty na ten rok, które przedstawiły słowackie biura podróży, proponując m.in. wycieczki objazdowe po mw Polsce czy wielkanocny pobyt w Krakowie.

• S Ł O WA C K I E

Ż

W Y D A R Z E N I A

yję tu dziesięć lat. Ogólnie mówiąc, przyzwyczaiłam się do różnych zjawisk występujących na Słowacji. I tych przyjemnych, i tych mniej przyjemnych. Dziesięć lat to może nie jest zbyt długi okres w historii. Ale przypomnijcie sobie Państwo, jak wyglądała Słowacja dziesięć lat temu. Zwłaszcza jeśli chodzi o handel i usługi. Niestety, niektórzy ludzie z tej sfery myślą w taki sam sposób, jak przed dziesięciu laty. W pewien piątek tego roku byłam świadkiem dziwnej sytuacji. Musiałam powielić jakieś teksty. Przede mną różne dokumenty kserował jakiś klient. Był to młody

LUTY 2006

I

U

roczyste otwarcie przejścia granicznego Zwardoń-Skalite odbyło się 16.01.2006 r. Uczestniczyli w nim ministrowie transportu RP Jerzy Polaczek i RS Pavol Prokopovič, a także ambasador RP w Bratysławie Zenon Kosiniak-Kamysz, ambasador RS w Warszawie František Ružička, wojewoda śląski Tomasz Pietrzykowski, radca ds. transportu Ambasady RP w Bratysławie Wojciech Żarnoch, przedstawiciele ministerstwa transportu RP i RS oraz przedstawiciele wykonawców: firmy „Váhostav” (odcinek drogi w Słowacji), firmy „Strabag” (odcinek drogi w Polsce).

P O L S K I E

Murzyn, który kserował paszport, wizę itp. Niestety mówił tylko po francusku i trochę dłużej trwało, zanim wyjaśnił obsługującej paniusi, które strony musi powielić. Paniusia w punkcie ksero szemrała coś nieprzyjemnego o cudzoziemcach, którzy nie mówią po słowacku, przewracała oczami, a na odbiorcę tego monologu wybrała sobie właśnie mnie. Nienawidzę takiego zachowania, toteż zachowałam kamienną twarz. Klient skserował dokumenty, paniusia powiedziała ,,sześćdziesiąt osiem koron”, a facet ZROZUMIAŁ, bo tę sumę zapłacił jej drobnymi.

S P O S T R Z E Ż E N I A • Paniusia nic. Ani trochę jej nie było głupio. Potem ja podałam jej moje polskie teksty – więc paniusia mogła się domyślić, że mogę być też ,,beznadziejnym cudzoziemcem”. Ale ona nic, żadnego zażenowania. Ten typ chyba tak ma! Ponadto milusia paniusia posłała mnie, abym rozmieniła pieniądze, bo ONA nie miała mi jak wydać, co udało mi się dopiero za trzecim podejściem. Jestem ciekawa, za którym podejściem tej paniusi uda się zmienić swój sposób myślenia. Może za następnych dziesięć lat... Oby! MAJKA KADLEČEK 7


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z

Premier Marcinkiewicz stawia na Grupę Wyszehradzką

N

owy polski premier Kazimierz Marcinkiewicz już w swoim exposé zapowiedział, iż jego gabinet będzie się starał o jak najbliższą współpracę z państwami Grupy Wyszehradzkiej: Czechami, Słowacją i Węgrami. Gdy w wyniku konfliktu ukraińsko-rosyjskiego (o cenę gazu ziemnego) dostawy tego surowca i do państw Grupy spadły o 1/3, postanowił osobiście spotkać się ze swoimi partnerami. W dniu 16 stycznia rozmawiał w Pradze z premierem czeskim, a w Budapeszcie z węgierskim, zaś 17 stycznia był w Bratysławie. Uzgodniono, iż państwa Grupy Wyszehradzkiej w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa energetycznego będą ze sobą ściśle współpracować; w lutym spotkają się ministrowie odpowiedzialni za gospodarkę, aby na marcowym szczycie Unii Europejskiej Czechy, Polska, Słowacja i Węgry prezentowały wspólne stanowisko. Sprawa jest poważna, ponieważ należy pamiętać, iż obecnie państwa Grupy Wyszehradzkiej są prawie całkowicie (np. Słowacja w 100 procentach) uzależnione od

rosyjskich dostaw gazu ziemnego i ropy naftowej. Gdyby Rosjanie, z różnych powodów, wstrzymali dostawy tych surowców, groziłoby to poważnymi konsekwencjami nie tylko naszym przemysłom, ale każdemu z nas. Wobec zaistniałej sytuacji rząd w Warszawie zastanawia się nad tzw. dywersyfikacją,

czyli zróżnicowaniem źródeł dostaw nośników energii – w grę wchodzi m.in. sprowadzanie gazu ze Skandynawii, Kazachstanu czy Afryki, skąd w skroplonej postaci byłby on dostarczany do portu w Gdyni przez specjalne statki. Podczas kilkugodzinnego pobytu w stolicy Słowacji Marcinkiewicz rozmawiał z premierem Mikulaszem Dzurindą także o wzajemnej współpracy obu państw. Słowacki premier zachęcał Polaków do przyjęcia podatku liniowego (jednakowa procentowo stawka podatkowa od wszystkich dochodów). Szef polskiego gabinetu uznał, iż taki podatek „prawie u nas istnieje”. Ponadto stwierdził, iż obowiązująca stawka podatku od firm jest w Polsce tylko jedna i równa tej na Słowacji, zaś jeśli chodzi o podatek dochodowy od osób fizycznych, to 98 procent Polaków odprowadza podatek mieszczący się w najniższym przedziale. Dzurinda i Marcinkiewicz rozmawiali także o połączeniach drogowych między naszymi państwami. Polski premier przypomniał, iż na wybudowanie autostra-

Spotkanie z poetą oraz ogłoszenie wyników konkursu na tłumaczenie

Na

dworze w ten dzień łatwo było złapać poślizg. Impreza w instytucie też złapała taki – czasowy. Na szczęście wygodne krzesełka uratowały nasze... nerwy. Antoni Pawlak – poeta, człowiek ponad pięćdziesięcioletni, wyglądał jak prawdziwa artysta. Dzięki długim włosom i okularom, tzw. lenonkom, przypominał nam trochę wodnika z bajki. A teraz konkrety. Za dobry pomysł uważamy przygotowanie minitomików wierszy Antoniego Pawlaka, w których znalazły się również słowac8

Konfrontacja generacji kie tłumaczenia. Niestety było ich albo za mało, albo my siedzieliśmy w złym miejscu, bo ich nie dostaliśmy. Bohater spotkania sam zaznaczył, że mówi jedynie po polsku, ale niestety jego odpowiedzi nie były tłumaczone na język słowacki. Wierzcie nam, mówił tak szybko, że wiele nie rozumieliśmy. Publiczność tworzyli z jednej strony studenci i uczniowie, a z drugiej strony starsze osoby, najwyraźniej na emeryturze. Było nam trochę

nieprzyjemnie, gdy w dyskusji z poetą padały słowa, krytykujące młodą generację (która nic nie czyta oprócz kolorowych magazynów), a do tego narzekania na wszystko (rynek wydawniczy, wysokość VAT-u na książki itp.). W drugiej części spotkania ogłoszono wyniki konkursu na tłumaczenie polskiej literatury. Niestety nie zyskaliśmy żadnego z nagrodzonych miejsc, ale trudno nam – gimnazjalistom porówMONITOR POLONIJNY


Z NASZEGO PODWÓRKA• dy z Rzeszowa przez Preszów i Koszyce do Miszkolca na Węgrzech, czekają państwa nadbałtyckie, dla których byłaby to droga na południe Europy. Z kolei premier słowacki powtórzył zobowiązanie ministra transportu Pawla Prokopowicza, który dzień wcześniej, podczas otwarcia terminalu towarowego Zwardoń-Skalite, zapewniał, iż do roku 2010 autostrada, a przynamniej droga ekspresowa przez to przejście graniczne połączy Żylinę i Czadcę z Żywcem i Bielskiem-Białą tak, aby było można szybko i wygodnie dojechać samochodem z Bratysławy do Warszawy. I prawie bym uwierzył, ale spojrzałem do swojego archiwum – w 2000 roku ówcześni ministrowie transportu zapewniali nas, iż taka autostrada powstanie do roku 2005. Mamy rok 2006 – po polskiej stronie od granicy biegnie 4-kilometrowy odcinek dobrej drogi, a po słowackiej ma ona długość… 300 metrów. DAREK WIECZOREK

nywać się z nagrodzonymi studentami polonistyki. Byliśmy trochę rozczarowani, ale na szczęście ci z nas, „już prawie pełnoletni”, mogli spróbować całkiem dobrego winka. Mimo wszystko spotkanie z Antonim Pawlakiem, jak również udział w konkursie udowodniły nam, uczniom gimnazjum, że nauka języka polskiego to nie tylko podręcznik i cztery ściany klasy. MICHÁL ČARNÝ, FERO LEHNART, JOZEF VALENTOVIČ (uczniowie VI klasy Słowiańskiego Prywatnego Gimnazjum w Bratysławie) LUTY 2006

Wspomnienie o ks. Janie Twardowskim

P

ierwszy raz z księdzem Twardowskim spotkałem się tuż po Pierwszej Komunii Świętej. Wówczas w prezencie od swojego wujka, który był proboszczem w Dębicy, otrzymałem „Zeszyt w kratkę” autorstwa nieznanego wtedy jeszcze poety o bajkowym nazwisku – Twardowski. W pierwszej chwili byłem nawet przekonany, że chodzi o tę samą księżycową postać. Nie pamiętam, ile razy przeczytałem tę książkę w całości, a ile razy na wyrywki. Na parę lat pozostała na pewno moją ulubioną książką. Dziś trudno mi sobie przypomnieć konkretne tytuły rozdziałów czy bohaterów, ale ducha prostoty, z jaką autor potrafił mówić o rzeczach trudnych, pamiętam do dziś. Nie mam wątpliwości, że była to jedna z kluczowych pozycji, która ukształtowała moje spojrzenie na wiarę, a może nawet wspomogła powołanie do kapłaństwa. W okresie mojego nowicjatu i seminarium w latach 80-tych ks. Twardowski był już do nieprzyzwoitości popularny, przynajmniej w moim kościelno-oazowym środowisku. A to, co popularne i powszechne, wzbudza we mnie jakiś dystans. Przytaczanie cytatów z jego poezji w życzeniach na wszystkie możliwe okazje budziło we mnie odruch przesycenia. Chociaż z jednym z najpopularniejszych jego cytatów jest związana miła anegdota. Otóż w nowicjacie zorganizowaliśmy raz wieczór poezji. Oczywiście, nie mogło zabraknąć Twardowskiego. Gdy jeden z kolegów doszedł do słów: „Spieszmy się kochać ludzi / tak szybko odchodzą / zostają po nich buty / i telefon głuchy”, rozległo się pukanie do drzwi i zdyszany brat z furty zwrócił się do deklamującego: „Sławek, telefon do Ciebie”. Nie znam się na poezji i nie ukrywam tego. W związku z tym nie

przepadam za czytaniem tomików wierszy. Jedyną lekcję na temat poezji otrzymałem od innego poetyksiędza Jana Sochonia. Według niego – o ile dobrze pamiętam ten wykład – poezja to przede wszystkim umiejętność stosowania metafor, nadawania słowom nowego znaczenia. Stosując to kryterium poezja Twardowskiego jest jedną z nielicznych, którą rozumiem i lubię czytać. Tomik „Nie przyszedłem Pana nawracać” jest chyba jedynym, który na mojej półce z książkami ma zatłuszczone od przewracania rogi kartek. Personifikacja świata zwierząt i roślin u Twardowskiego zachwyca i pobudza wyobraźnię nawet tak opornego na poezję umysłu, jak mój. Ks. Jana Twardowskiego osobiście spotkałem raz w życiu. Zaraz po święceniach miałem przyjemność zastępować go w czasie wakacji na jego kapelani u sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Po zakończeniu zastępstwa musiałem zdać „sprawę z włodarstwa”. Cichy, przygarbiony, starszy człowiek. Był ucieleśnieniem swojej poezji: prostej, skromnej, ale przejmującej. Z pewnością będzie go nam brakowało. Na szczęście poezja zostaje. JERZY LIMANÓWKA 9


Andrzej Lepper: Ja przecież chciałem być WYWIAD MIESIĄCA prezydentem Polski! „Samoobrona” poparła Lecha Kaczyńskiego przed drugą turą wyborów prezydenckich, co, według obserwatorów, pomogło mu w zwycięstwie. Pańska partia straciła kilka procent poparcia. Jak Pan to tłumaczy? W to nie wierzę (śmiech). Ja mam poparcie wśród wyborców! Poleciłem im, aby głosowali na Kaczyńskiego i posłuchali mnie, mimo że Platforma Obywatelska nawoływała, aby Leppera nie słuchać. Jestem przekonany, że kiedy będę potrzebował poparcia od moich wyborców, dostanę co najmniej milion trzysta tysięcy głosów. Przy takiej frekwencji, jaka była podczas ostatnich wyborów, to zupełnie wystarczy, aby „Samoobrona” uzyskała bezpieczną pozycję w parlamencie. Rozmawiamy jeszcze przed głosowaniem o budżecie państwowym. Czy „Samoobrona” wesprze projekt budżetu, czy też dojdzie do przedterminowych wyborów? My się nie boimy przedterminowych wyborów. Wiem, że partia Prawo i Sprawiedliwość ma obecnie duże poparcie. Sam zleciłem, aby zrobiono sondaż, a jego wynik pokazuje, że PiS obecnie zyskuje około 40 procent, co oznacza, że mógłby rządzić samodzielnie. Wybory jednak nie odbędą się dzisiaj. Sądzę, że do czasu wyborów popularność PiS spadnie do 30 procent. 10

Po

jesiennych wyborach do parlamentu został wicemarszałkiem Sejmu. W jego gabinecie wszystko kręci się wokół niego. Sztab ludzi pilnuje terminów. Po spotkaniu z grupą słowackich dziennikarzy ze Słowacji, w której byłam i ja, do gabinetu wkraczają jego wielbiciele, którzy byli umówieni, aby zrobić sobie wspólne zdjęcie z przywódcą. Andrzej Lepper, bo o nim mowa, jest uśmiechnięty i opalony. Co chwilę kontroluje swój wygląd, sprawdza, czy odpowiednio leży marynarka. Widać, że dobrze się czuje, gdy jest w centrum zainteresowania. Na pytanie, czy zawsze otoczony jest tyloma ludźmi, odpowiada, że prowadzi aktywne życie, z czego jest bardzo zadowolony. Co więcej – codziennie ćwiczy w siłowni. Dodaje też, że kiedyś był świetnym bokserem. Dlaczego PiS cieszy się dziś taką popularnością, że nawet zyskuje Waszych wyborców ? Nie, to nieprawda, my mamy poparcie od 9 do 14 procent, a do wyborów możemy mieć 17 czy nawet 18 procent. Czy to oznacza, że „Samoobrona” nie boi się przedterminowych wyborów? Nic na nich nie stracimy, a Prawo i Sprawiedliwość i tak będzie musiała szukać partnera koalicyjnego. „Samoobrona” chciałaby wejść do koalicji z PiS? Tylko pod warunkiem zgodności programowej. W jaki sposób chce Pan pozyskać więcej głosów dla Pańskiej partii? Ma Pan jakiegoś asa w rękawie? Nie. Ludzie oczekują od rządu konkretnych rozwiązań, tu nie wystarczy powiedzieć „nie“ antykoncepcji, „nie“ zapłodnieniu in vitro i tylko mówić o tym, że trzeba ratować ludzkie życie. Nie

wystarczy powiedzieć, że paliwo dla rolników potanieje, trzeba robić konkretne kroki w celu rozwiązania istniejących problemów. Jeśli nad tym się nie pracuje, należy ludziom powiedzieć prawdę. Nie wystarczy mówić, że przestępców należy zamykać w więzieniach, ale trzeba to naprawdę realizować. Czy bracia Kaczyńscy nie odbierają Panu głosów, stosując retorykę podobną do Pańskiej? Ich hasła to tylko hasła, nie są konsekwentni w ich realizacji. Ale w czymś jednak chyba są Panu bliscy, skoro poparł Pan Lecha Kaczyńskiego? Nie podziwia Pan w jakimś stopniu braci Kaczyńskich za to, co osiągnęli? Podziwia? Pani redaktor, jak ja mogę ich podziwiać? Ja przecież chciałem być prezydentem Polski! Na razie to nie wyszło. Na razie! Jak mógłbym ich podziwiać? Za pięć lat wszystko się zmieni. MONITOR POLONIJNY


Jak Pan zareagował, gdy na okładce tygodnika „Polityka“ zobaczył Pan swoje zdjęcie obok braci Kaczyńskich i podpis: „trzeci bliźniak“? Ojej, to czasopismo pokazywało mnie nawet jako Hitlera! Nic sobie z tego nie robię, już się przyzwyczaiłem. A czy objęcie przez Pana funkcji wicemarszałka Sejmu w zamian za wcześniejsze wsparcie Lecha Kaczyńskiego jest dla Pana wystarczające? Pani redaktor, ta funkcja należy się każdemu szefowi klubu parlamentarnego. A czy ja różnię się czymś od pozostałych wicemarszałków? Jedynie może tym, że miałem kilka rozpraw sądowych, w których walczyłem o niewinnych ludzi. Okradłem kogoś? Popełniłem jakieś przestępstwo? To znaczy, że fotel wicemarszałka nie był formą wynagrodzenia za poparcie? Nie, takich rozmów nigdy nie prowadziliśmy. My postawiliśmy warunek: wszystkie kluby mają swoich przedstawicieli i nikt nie ingeruje w to, kto kogo nominuje. PiS powiedział, że wesprze kandydata, którego przedstawimy. Tu absolutnie nie doszło do żadnego targowania się. Ja i tak nie mógłbym poprzeć Tuska. On przecież popełnił poważny błąd. Jaki? Nie odpowiedział na mój list. Gdyby potrafił się zachować i byłby mądrym politykiem, nigdy nie powiedziałby, że nie zależy mu na poparciu Leppera i „Samoobrony”. LUTY 2006

Wtedy, być może, wszystko skończyłoby się inaczej. W każdym razie wygrana pana Tuska oznaczałaby dla Polski nieszczęście. Dlaczego? Ponieważ to typowy liberał. Chciałbym, żebyście chociaż za granicą napisali prawdę o Lepperze, że ja jestem socjalliberałem. Z akcentem na „socjal”. Liberał tylko tam, gdzie to możliwe. Wybory prezydenckie wygrał Lech Kaczyński, o którym mówi się, że nie pomoże w poprawie stosunków polsko-rosyjskich. Jak Pan to odbiera? Nie chcę powrotu ruskich wojsk, ale zawsze twierdziłem, i zdania nie zmienię, że powinniśmy mieć dobre kontakty z Rosją, Ukrainą i Białorusią. Według mnie ten rząd popełnia błąd, nie korzystając z moich bardzo dobrych stosunków w Rosji. Czy oznacza to, że gdyby Pan został prezydentem, bardziej ukierunkował-

by Pan politykę zagraniczną Polski na Wschód? Polska jest członkiem Unii Europejskiej, a my nigdy nie byliśmy przeciwko wejściu Polski do Unii. Napiszcie to za granicą tak, jak to jest naprawdę. My byliśmy jedynie przeciw warunkom, na jakich Polska do Unii wstępowała. Te warunki były dla nas niekorzystne. Jesteśmy członkiem NATO i ja to respektuję. Członkostwo w NATO i Unii Europejskiej nie przeszkadza nam w tym, żebyśmy mieli dobre kontakty z Rosją i Białorusią. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WARSZAWA


ODMŁODZONE

Czerwone Gitary C

zterdzieści lat temu młodzi muzycy z Wybrzeża założyli grupę wokalno-instrumentalną, której dali nazwę „Czerwone Gitary”. W sześcioosobowym składzie zespołu występowali wówczas: Krzysztof Klenczon – gitara I, Jerzy Kosela – gitara II, Bernard Dornowski – gitara rytmiczna, Henryk Zomerski – gitara basowa, Seweryn Krajewski – śpiew. Oprócz grania na instrumentach wszyscy z nich oczywiście również śpiewali. W następnych latach skład zespołu ulegał małym zmianom. Przeboje takie, jak Historia jednej znajomości czy No bo ty się boisz myszy, śpiewała młodzież w całym kraju. Potem przybyły piosenki ambitniejsze, ciekawsze, coraz bardziej zróżnicowane warsztatowo: Takie ładne oczy, Biały krzyż, Anna Maria czy Dozwolone od lat osiemnastu. W ślad za rosnącą popularnością przybyły nagrania w radiu i TV oraz udział w festiwalach piosenek. „Czerwone Gitary” nagrały wiele przebojów, wydanych na ponad 50 płytach, z czego pięć to Złote Płyty.

12

Piosenka Nie spoczniemy, którą śpiewają do dziś, stała się hasłem obowiązującym na kolejne lata. W ostatnich latach nagrali i wydali dwa kompakty: Czerwone Gitary.......jeszcze gra muzyka i Czerwone Gitary - O.K. W ubiegłym roku w plebiscycie tygodnika „Polityka” głosami czytelników „Czerwone Gitary” zostały wybrane jednym z najlepszych polskich zespołów XX wieku. Są także laureatami nagrody „Prometeusz 2000”, przyznawanej za największe osiągnięcia artystyczne w sztuce estradowej. Po latach wylansowali nowy przebój Senny szept. Doceniła to TVP 1, zapraszając zespół na kon-

cert JEDYNKI w Sopockiej Operze Leśnej, gdzie zdobył czwarte miejsce. Dziś grupa postanowiła promować młode talenty. Obecny skład zespołu tworzą pełni zapału Marek Kisieliński, Arkadiusz Wiśniew-

W 51. edycji Konkursu Piosenki Eurowizji, który odbędzie się 20 maja w Atenach, Polskę będzie reprezentować zespół „Ich Troje”. Polskie eliminacje odbyły się 28 stycznia. W programie Telewizji Polskiej „Piosenka dla Europy” wystąpiło 15 wykonawców. Wyboru reprezentanta naszego kraju dokonali telewidzowie (poprzez głosowanie w systemie audiotele i za pomocą SMS-ów) oraz jury, złożone z muzyków, krytyków i dziennikarzy muzycznych, pod przewodnictwem Maryli

ski, Mieczysław Wądołowski – wokalista, łączący w sobie cechy poprzedników, czyli Seweryna Krajewskiego i Krzysztofa Klenczona, zaś siłą napędową jest trójka dinozaurów: Jerzy Skrzypczyk, Jerzy Kosela i Henryk Zomerski. Ich najbliższe plany to koncerty w Stanach Zjednoczonych, które mają się rozpocząć 2 lutego 2006 r. Jaka publiczność chodzi na ich koncerty? Zdecydowanie wielopokoleniowa. Pod sceną jednak jest głównie młodzież, która zna teksty i śpiewa wspólnie z zespołem przynajmniej 10 jego największych przebojów. URSZULA SZABADOS

Rodowicz. Przypomnijmy, że Michał Wiśniewski z zespołem „Ich Troje“ reprezentował Polskę na festiwalu Eurowizji w Rydze trzy lata temu i zajął 7. miejsce z piosenką „Keine Grenzen“. W tym roku zespół zaśpiewa piosenkę „Follow My Hart”. Aby wziąć udział w finale tegorocznego konkursu Eurowizji, „Ich Troje” będą musieli pomyślnie przejść kwalifikacje, które odbędą się w stolicy Grecji dwa dni przed koncertem finałowym. mw MONITOR POLONIJNY


Opojné leto lásky S

talo sa už dobrou tradíciou obohatiť slovenskú distribúciu ponukou významných diel poľskej kinematografie, resp. poľských režisérov pôsobiacich mimo vlasti. To je aj prípad režiséra Pawla Pawlikowského, rodáka z Varšavy, ktorý sa usadil vo Veľkej Británii. Známym sa stal najmä svojimi dokumentárnymi filmami, v ktorých osobitým a poetickým spôsobom mieša skutočnosť s fikciou. Jeho hraný film Posledné útočisko (Last resort) získal mnoho významných ocenení, napríklad cenu BAFTA 2001 za najlepší debut, Grand Prix MFF Dijon a iné. Najnovšia snímka, ktorou sa prezentoval aj na ostatnom MFF v Bratislave Moje leto lásky (My summer of love) bola vyhodnotená ako najlepší film roka vo Veľkej Británii. Film je opojnou romancou dvoch žien, ich vzájomnou zničujúcou posadnutosťou, bojom za lásku a vieru v ňu v spoločnosti, v ktorej sa stáva v dôsledku tabu ilúziou. Príbeh Mony a Tasmin je situovaný do yorkshirskej dediny jedného sparného leta. Monin život sa nečakane zvrtne, keď sa jej brat Phill stane členom sekty a povylieva všetok alkohol vo svojom bare do umývadla. Mona počúva bratove slová s iróniou, ale aj strachom. Smeje sa z jeho presvedčenia „Znovu sa narodiť“ ako riešenia na zahodenie vlastnej násilníckej minulosti. Už ju prestávajú baviť čudní sektárski kamaráti, ktorí akosi pričasto vysedávajú v ich dome a tárajú hlúposti. Mona chce opustiť brata i svoj doterajší nie najslávnejší spôsob života. Prázdne LUTY 2006

a bezcieľne alkoholické orgie s miestnymi stroskotancami, občasný sex bez kúštička lásky zvyčajne na zadnom sedadle auta a dom večne plný bratových kresťanských zjazdov. Túži utiecť za novým poznaním. Tu sadá na svoj zvláštny moped bez motora a uháňa na lúku rozprestierajúcu sa nad dedinou. Tam stretne tajomnú Tasmin, pochádzajúcu z bohatších kruhov, rozhľadenú a vzdelanú a zároveň skazenú a vypočítavú. I napriek tomu, že nádherná Tasmin je protipólom Mony, ich vzťah prerastie do vzájomnej fascinácie a príťažlivosti. V Tasmininom dome nachádza všetko, po čom túžila. Spoznáva filozofov, skladateľov, pije najlepšie víno. Spolu sa smejú, tancujú, bozkávajú sa a strávia aj spoločnú noc. Obe chcú uniknúť od svojich do-

terajších životov, vzoprieť sa zažitým konvenciám spolunažívania. Phill ich chce navrátiť zo scestia, no márne. Mona by zasa mala rada späť navrátivšieho brata, ktorého ľúbila. Tasmin láka zistiť, ako nalomiť jeho nový pohľad na svet. Keď sa životy týchto troch stretnú, napätie medzi dobrom a zlom vedie k dramatickému záveru. Neobyčajný a tajuplný príbeh ozvláštňuje pôvabné herectvo dvoch hlavných protagonistiek, Natálie Press (Mona) za svojím drsným vzhľadom a vidieckou jednoduchosťou dokonale skrýva mimoriadnu inteligenciu a veľkú túžbu zažiť niečo neobvyklé. Emily Blunt (Tasmin) dokonale stvárnila komplikovanú a primerane skazenú dievčinu. Bravúrne herectvo dvoch mladých žien zdôraznené pôsobivou kamerou Ryszarda Lenczewského a predovšetkým vynikajúca réžia Pawla Pawlikowského stvorila úchvatný inteligentný film s patričnou dávkou odvahy nabúrať zažité spoločenské tabu. Vďaka spoločnosti INTERSONIC si ho môžeme pozrieť i v našich kinách. Srdečne pozývam. Do pozerania PAVOL BEDROŇ

13


Powodów wyjazdu z kraju może być wiele. Główną przyczynę swojej emigracji upatrują moi rozmówcy w niezadowoleniu z życia, które prowadzili w Polsce. Kierowała nimi chęć zmiany i przeprowadzki do lepszego świata. Grzegorz Heromiński, który w Stanach Zjednoczonych mieszka 15 lat, wyjechał z Polski, nie bacząc na swoją rozwijającą się karierę aktorską. „Wystąpiłem w paru dobrych i znanych filmach, np. w Kingsajzie J. Machulskiego czy Pogrzebie kartofla J. J. Kolskiego, występowałem w dobrych teatrach w Tarnowie, Opolu i Łodzi, ale pewnego dnia zacząłem zauważać, że już mnie to nie cieszy” – wspomina. „Za komuny człowiek jakieś pieniądze zarobił i, jak ja to mówiłem, było ich za dużo, żeby umrzeć, za mało, żeby żyć” – dodaje. Pod koniec lat 80-tych Grzegorz zatrudnił się w przedsiębiorstwie rozrywkowym. „Po upadku komunizmu nie było wiele do powiedzenia, nie było w kogo kopać, z kogo się śmiać i wtedy w mojej głowie powstał pomysł wyjazdu do Stanów Zjednoczonych” – opisuje. Mariusz Michalski na wyjazd z Lublina zdecydował się w 1990 roku jako 22-letni chłopak. „Ojciec chciał, abym, podobnie jak on, został wojskowym, uciekłem przed jego wizją mojego życia, chciałem się realizować, iść własną drogą życiową” – mówi. Wraz z kolegami zdecydował się na wyjazd do Wiednia. „Chcieliśmy znaleźć pracę i usamodzielnić się, a gdyby ten plan się nie powiódł, za zaoszczędzone w Polsce pieniądze mieliśmy zrobić 14

Emigranci S

łowo „emigracja” kojarzy mi się głównie z PRL-em, z ludźmi, którzy uciekali z kraju za chlebem, za lepszym życiem na tak zwany Zachód. Od kilku lat, od kiedy mieszkam na Słowacji, operuję nowym pojęciem – „emigracja sercowa”. Ta dotyczy części z nas – Polaków, którzy założyli rodziny, wiążąc się ze Słowakami. Ale przecież na świecie mieszka kilka milionów naszych rodaków, których zawiłe losy rzuciły daleko od rodzinnego domu. Rozmawiałam z niektórymi z nich, mieszkającymi na trzech kontynentach: w Ameryce, Afryce i Europie. W tym numerze pragnę Państwu przedstawić ich losy. FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Decyzja

BARBARA KUKULSKA

MARIUSZ MICHALSKI

zakupy na Mexiko Placu, a potem chodliwy towar sprzedać w kraju” – dodaje. Barbara Kukulska opuściła wraz z mężem rodzinną Łódź w 1981 roku. To był wyjazd za chlebem. Ona była magistrem inżynierem włókiennikiem ze specjalizacją odzieżownicwto, jej mąż inżynierem mechanikiem z tytułem doktora. „Mężowi zaoferowano pracę w Wiedniu w jego zawodzie, ale na możliwość wyjazdu trzeba było długo czekać, cała wyprawa stała zatem pod znakiem zapytania” – wspomina Barbara. „Doszliśmy więc do wniosku, że zbyt dużo włożyliśmy pracy w to, żeby zdobyć takie kwalifikacje i doświadczenie zawodowe, by żyć w niepewności i kolejną propozycję – pewniaka – przyjęliśmy”. Wyruszyli do Republiki Południowej Afryki.

GRZEGORZ HEROMIŃSKI

Pierwsze kroki Grzegorz Heromiński uzyskał wizę amerykańską i wyjechał do Stanów. Początki nie były łatwe. „Miałem dwie ręce do roboty, więc myłem samochody, kosiłem trawę, robiłem rzeczy, których wcześniej nie umiałem robić” – wspomina. „Dopiero w Ameryce przekonałem się, że podróże kształcą. W Polsce wydawałem trzy pensje na malarza, bo nie wiedziałem, że umiem malować mieszkania!”. Mariusz Michalski z kolegami dotarł do wymarzonego Wiednia starym samochodem. „Na przetargu kupiliśmy ze szpitala starą karetkę pogotowia – dużego fiata – i z oknami pomalowanymi na biało ruszyliśmy w drogę do wolności”. Ich początki też MONITOR POLONIJNY


nie były łatwe. Pierwsze noce spędzili w piątkę w samochodzie, śpiąc na siedząco. Od przypadkowo napotkanych na ulicy Polaków dowiedzieli się, gdzie można zdobyć pracę. Rozpoczęły się wyprawy „na stójkę”, czyli na jedną z ulic Wiednia, gdzie po stojących wzdłuż Polaków i innych emigrantów przyjeżdżali Austriacy, szukający taniej siły roboczej. Nie wszyscy wytrzymywali wyczerpanie psychiczne i fizyczne, część kolegów zdecydowała o powrocie do Polski. Mariusz został w Wiedniu. Z plecakiem i śpiworem wylądował na dworcu kolejowym, gdzie spędził kilka nocy. „Nauczyłem się, które miejsca na dworcu są najcieplejsze, gdzie nie ma przeciągu i gdzie chodzi mało ludzi”. Wytrwałość się opłaciła i Mariusz dostał pierwszą pracę. „Pracowałem na budowie, późnej na roli – do dziś pamiętam olbrzymie pole kapusty, którą musiałem pozbierać”. Zarobione pieniądze cieszyły, niewygodne lokum dworcowe zamienił na „luksusowe” dwupokojowe mieszkanie, które wynajmował wraz z siedmioma innymi mężczyznami. Na Barbarę, jej męża i dzieci czekał piękny, sześciopokojowy dom, kompletnie umeblowany i wyposażony, z dwiema łazienkami, garażem, ogrodem o powierzchni ponad 1000 m2. Przez pierwsze pięć lat Barbara pracowała, później z pracy zrezygnowała. „To nam się nie opłacało, ponieważ zsumowane podatki małżeństwa były tak wysokie, że lepiej było pozostać w domu” – opisuje. Jej mąż do dziś pracuje w swoim zawodzie i jest bardzo cenionym specjalistą. LUTY 2006

Znaleźć swoje miejsce Grzegorz po jakimś czasie zatęsknił za aktorstwem. „Jestem dobrym obserwatorem, napisałem więc swój monodram pod tytułem parafrazującym tytuł książkę Życie po życiu, który nazwałem Życie po żyćku” – opisuje. „Potrafię się śmiać z zawodu aktora, potrafię się śmiać sam z siebie, a wychodząc na scenę ujmuję widownię sposobem, w jaki się przedstawiam: Ja, Grzegorz Heromiński, urodzony aktor, który najchętniej o sobie mówi, że jest przystojny, utalentowany i skromny”. Grzegorz mówi dużo i ciekawie, a jego zdolności zostały w Nowym Jorku docenione – pracuje w rozgłośni radiowej, nadającej programy dla Polaków, odbieranej przez 400 tysięcy słuchaczy. Oprócz tego pracuję w Polskim Instytucie Teatralnym. „Co dwa lata przyjeżdżamy na rzeszowskie spotkania aktorów teatrów polonijnych, z naszymi przedstawieniami występowaliśmy we Lwowie, Krakowie, Krynicy” – opowiada. Mariusz Michalski miał szczęście do napotkanych osób, które mu zaproponowały pracę. „Na stójce poznałem Austriaka, dla którego miałem przez 3 dni przenosić meble, ale w efekcie pracowałem u niego ponad 7 lat”. Został jego asystentem w firmie prawniczej. „Kierowałem grupą ludzi, która zajmowała się likwidacją firm, a z moim szefem zwiedziłem prawie cały świat” – wspomina Mariusz. Obecnie zajmuje wysokie stanowisko w jednej z międzynarodowych firm. Podczas pobytu w Wiedniu zaangażował się w życie Polonii, pracuje w miesięczniku „Polo-

nika”, a w ubiegłym roku założył radio internetowe. Barbara jest prezesem Zjednoczenia Polskiego w Johannesburgu, wiceprezesem Rady Polonii Afryki Południowej, redaguje gazetą polskojęzyczną.

Powroty Grzegorz pierwszy raz od wyjazdu odwiedził ojczyznę po 10 latach. Podczas pobytów w Polsce zastanawia się nad możliwością pomieszkania w kraju. „Ale co ja powiem mojej amerykańskiej żonie? Kotom, psom? Nie ukrywam jednak, że coś mnie ciągnie do Polski” – mówi. „Czasami, podczas spacerów w Nowym Jorku z wnukiem mojej żony zastanawiam się, kto chodzi na spacery z wnukiem, którego mam w Polsce”. Mariusz w Austrii poznał Polkę, założył rodzinę. „Nie wyobrażam sobie powrotu do kraju, tu jest mój dom, tu mam pracę. W Polsce musiałbym zaczynać wszystko od początku”. Basia co roku jeździ do Polski, do brata. Jej dorosły syn niedawno ożenił się z Angielką i właśnie zamieszkali w Krakowie. „Moje serce zostało w Polsce” – wyjawia Basia. „Wraz z mężem myślimy o tym, by na emeryturę powrócić do ojczyzny, ale to wcale nie jest łatwe. Wyjeżdżając z kraju, łatwiej było wziąć dwie walizki i parę groszy, teraz będzie trudniej” – ocenia i dodaje: „Będę tęsknić za Afryką, już teraz mam rozdarte serce”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez autorkę podczas XIII Światowego Forum Mediów Polonijnych 15


Struktury Polskiego Państwa Podziemnego Autorzy polskich słowników historycznych terminem Polskie Państwo Podziemne określają ogół polskich organizacji konspiracyjnych z lat 1939 – 1945, działających w najważniejszych dziedzinach życia społecznego, tworzących struktury konspiracyjne, stanowiące odpowiednik aparatu legalnego państwa, a jednocześnie będących w stanie spowodować przestrzeganie przez ludność wydawanych przez siebie norm prawnych i rozporządzeń. W Polskim Państwie Podziemnym władza centralna spoczywała w rękach delegata rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, władzę administracyjną sprawowała Delegatura Rządu Rzeczypospolitej na Kraj. Przedstawicielstwem politycznym był Polityczny Komitet Porozumiewawczy. Polskie Państwo Podziemne miało swoje siły zbrojne, które początkowo stanowiła Służba Zwycięstwu Polski, potem Związek Walki Zbrojnej, przemianowany w 1942 roku na Armię Krajową. Istniał też podziemny aparat sprawiedliwości, m.in. podziemne sądownictwo, działające według zasad określonych przez Kierownictwo Walki Cywilnej. Konspiracyjną Delegaturę Rządu RP na Kraj powołał rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie swymi dekretami z 18 kwietnia i 8 maja 1940 roku, a utworzona została ona w Warszawie 3 grudnia 1940 16

W

wielu nowszych opracowaniach na temat II wojny światowej i okupacji w Polsce spotykamy się z pojęciem Polskie Państwo Podziemne. Dla tych czytelników, którzy swą wiedzę historyczną zdobywali w PRL, termin ten może być niezrozumiały, spróbujmy go więc wyjaśnić.

TO WARTO WIEDZIEĆ roku w chwili, gdy premier gen. Sikorski mianował Cyryla Ratajskiego ze Stronnictwa Pracy delegatem rządu na Generalne Gubernatorstwo. Równocześnie z mianowaniem Ratajskiego delegatem rządu na ziemie zachodnie, czyli tereny włączone do Rzeszy, został mianowany Adolf Bniński, wybitny działacz poznańskiej prawicy. Po aresztowaniu Bnińskiego w 1941 roku Ratajski został delegatem na cały kraj. W koncepcji rządu delegat na kraj zajmował kluczową pozycję, odpowiadając za stworzenie aparatu wspierającego w kraju politykę rządu na uchodźstwie. Pierwszy delegat, Cyryl Ratajski, polityk związany z umiarkowaną prawicą, wieloletni prezydent Poznania, przez ponad półtora roku sprawowania swojej funkcji stworzył podstawy funkcjonowania cywilnej administracji podziemnej – Delegatury Rządu na Kraj. Delegatura posiadała departamenty, odpowiadające zakresem swej pracy ministerstwom. Powstały m.in. departamenty: prezydialny, spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, informacji i prasy, przemysłu i handlu, rolnictwa, oświaty, pracy i opieki społecz-

nej, robót publicznych i odbudowy, sprawiedliwości, skarbu, poczt i telegrafów, komunikacji. Do najaktywniejszych należał Departament Spraw Wewnętrznych, który m.in. organizował na całym obszarze II Rzeczypospolitej delegatury okręgowe i powiatowe, mające tworzyć podziemną administrację państwową i objąć władzę po okupancie. Departament ten m.in. analizował sytuację na ziemiach wschodnich i wcielonych do Rzeszy, próbował roztaczać opiekę nad Polakami wywiezionymi do Niemiec, uwięzionymi i przetrzymywanymi w obozach koncentracyjnych, prowadził wywiad i kontrwywiad. Powstała w nim również komórka zajmująca się wspieraniem akcji pomocy dla Żydów. Z Departamentem Spraw Wewnętrznych ściśle współpracował Departament Informacji i Prasy, prowadzący studia nad różnymi aspektami sytuacji pod okupacją, które przesyłano do innych komórek Delegatury oraz przekazywano do szerszego użytku w postaci biuletynów agencyjnych i czasopism. Tam też przygotowywano dla rządu londyńskiego sprawozdania o sytuacji w kraju, gromadzono prasę konspiracyjną. Materiały te wysyłano za pośrednictwem kurierów. W Departamencie Pracy i Opieki Społecznej organizowano pomoc dla aresztowanych i ich rodzin. Departament MONITOR POLONIJNY


dotował działającą legalnie Radę Główną Opiekuńczą, a także przygotowywał na okres powojenny reformę prawa pracy i zasady działania samorządu pracowniczego. Departament Oświaty i Kultury koordynował niezwykle rozgałęzioną akcję tajnego nauczania, współpracując z Tajną Organizacją Nauczycielską, a jego Dział Kultury zajmował się rejestrowaniem dokonywanego przez okupanta rabunku dzieł sztuki, próbował ustalać miejsca ich przewiezienia, starał się zabezpieczyć część zbiorów. Z jego funduszów wypłacano zapomogi pisarzom i naukowcom pozbawionym środków do życia. Z budżetu Delegatury, który w 1943 roku wynosił ponad 4 mln. dolarów, a w 1944 roku 12 mln. dolarów, najwięcej wydawano na opiekę społeczną oraz oświatę. Pracą Delegatury kierował delegat Rządu RP na kraj. Po Cyrylu Ratajskim, który z funkcji ustapił we wrześniu 1942 roku, kolejnymi delegatami by-

LUTY 2006

li: Jan Piekałkiewicz, Jan Stanisław Jankowski i Stefan Korboński. Delegatura rozwiązała się 1 lipca 1945 roku w związku z powstaniem Rządu Jedności Narodowej. Podziemny aparat sprawiedliwości działał według zasad określonych przez Kierownictwo Walki Podziemnej, utworzone w styczniu 1941 roku przy Komendzie Głównej Armii Krajowej, a jesienią 1941 roku przekształcone w samodzielną komórkę Delegatury Rządu Rzeczypospolitej na Kraj. KWP nie tylko organizowało czynny i bierny opór ludności cywilnej wobec okupantów, sabotaże, ale też przeciwdziałało rozpowszechnianiu się kolaboracji, opracowywało instrukcje postępowania dla ró-

żnych grup zawodowych. W swych instrukcjach zakazywało Polakom wykonywania pewnych funkcji w aparacie okupacyjnym, piętnowało osoby utrzymujące stosunki towarzyskie z Niemcami, zakazywało chodzenia do kin, kasyn, na niemieckie koncerty. Za takie przewinienia piętnowano konkretne osoby w prasie podziemnej, karano chłostą, naganą, kobietom golono głowy. Poważniejsze przestępstwa kierowano do podziemnych sądów specjalnych, które mogły wydawać także wyroki śmierci. Siłą zbrojną Polskiego Państwa Podziemnego była Armia Krajowa, konspiracyjna organizacja wojskowa stanowiąca krajową część sił zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Powołana na rozkaz Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych 13 listopada 1939 roku praktycznie zaczęła działać w kraju od stycznia 1940 roku jako Związek Walki Zbrojnej. W dniu 4 lutego 1942 roku po scaleniu wszystkich krajowych podziemnych organizacji wojskowych Związek zmienił nazwę na Armia Krajowa. Wiosną 1944 roku Armia Krajowa liczyła ok. 10,7 tys. oficerów, ok. 7,5 tys. podchorążych i ok. 87,9 tys. podoficerów, ogółem liczyła ponad 300 tys. zaprzysiężonych członków. Kolejnymi komendantami głównymi Związku Walki Zbrojnej, a potem dowódcami Armii Krajowej byli: gen. Kazimierz Sosnkowski, gen. Stefan Rowecki „Grot”, gen Tadeusz Komorowski „Bór”, gen. Leopold Okulicki „Nie17


dźwiadek”. Armia Krajowa formalnie została rozwiązana przez jej dowódcę gen. L. Okulickiego w dniu 19 stycznia 1945 roku. Część jej członków w obawie przed aresztowaniem przez radzieckie władze wojskowe i NKWD pozostała w konspiracji. Konspiracyjną reprezentacją partii politycznych w okupowanej Polsce był utworzony 7 lutego 1940 roku Polityczny Komitet Porozumiewawczy. Jego poprzedniczką była, powstała w październiku 1939 roku, Główna Rada Polityczna, stano-

wiąca polityczne oparcie dla Służby Zwycięstwu Polski. Polityczny Komitet Porozumiewawczy rozpoczął swą działalność 26 lutego 1940 roku w Warszawie. Tworzyli go przedstawiciele następujących partii: socjalistycznej Wolności, Równości, Niepodległości (dalej WRN), Stronnictwa Ludowego (SL), Stronnictwa Narodowego (SN) oraz Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), od lipca 1940 roku było w nim także Stronnictwo Pracy (SP). Od października 1941 roku do marca 1943 roku zamiast przedstawiciela WRN w skład

Politycznego Komitetu Porozumiewawczego wchodziła Partia Polskich Socjalistów. Do grudnia 1940 roku Komitet działał przy Związku Walki Zbrojnej, a później przy Delegaturze Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj. W marcu 1943 roku Polityczny Komitet Porozumiewawczy przekształcił się w Krajową Reprezentację Polityczną, która w wydanej w sierpniu 1943 roku Deklaracji Porozumienia Politycznego stwierdzała m.in., iż stanowi surogat parlamentu polskiego w konspiracji. Ponadto głosiła konieczność

Marek Krajewski ma Paszport C

ieszą się polscy księgarze; Polak, znużony telewizyjną „też rozrywką” i tasiemcowymi serialami, wraca do czytania. W roku 2005 sprzedano o 10 proc. więcej książek niż w roku BLIŻEJ poprzednim. Bibliotekarze również notu- POLSKIEJ ją wzrost czytelnictwa. Czytelnik naj- KSIĄŻKI częściej sięga po prozę popularną, a w literaturze popularnej nastąpiło względne ożywienie. Marek Krajewski wydał „Widma w Breslau”, Zygmunt Miłoszewski „Domofon”, Małgorzata Saramowicz „Sanatorium”, a Janina Zającówna „Perkusistę”. Marek Krajewski, filolog klasyczny, wykładowca na Uniwersytecie Wrocławskim, obdarzył nas kolejnym tomem, w którym znów spotykamy się z bohaterami jego dwu czarnych kryminałów – Eberhardem Mockem w roli głównej i Wrocławiem w kolorze sepii w tle. 18

Tą powieścią są Widma w mieście Breslau (Wydawnictwo W. A. B., Warszawa 2005). Jest początek września 1919 roku i nasz znajomy Eberhard Mock uczestniczy w śledztwie dotyczącym bestialsko okaleczonych ciał czterech mężczyzn w marynarskich czapkach,

na które natrafili gimnazjaliści na wyspie w rozlewiskach Od-

ry. Przy ofiarach znaleziono kartkę z biblijnym cytatem, adresowaną bezpośrednio do asystenta kryminalnego Eberharda Mocka. Od tej chwili zaczyna się czytelnicza wędrówka po ponurych, naznaczonych zbrodnią zaułkach Wrocławia, po lokalach, w których szacowni i mniej szacowni mieszkańcy miasta nad Odrą oddają się narkotycznemu upojeniu. Wędrując z Mockem, poznajemy nie tylko zbrodnie miasta, ale też nieodległą przeszłość asystenta kryminalnego. Brutalne morderstwa stanowią pretekst do przedstawienia niemieckiego Breslau i jego barwnej sceMONITOR POLONIJNY


przeprowadzenia po wojnie reform społecznych oraz nienaruszalność przedwojennych wschodnich granic Polski przy jednoczesnym rozszerzeniu jej terytoriów na zachodzie. Działała do stycznia 1944 roku, kiedy to na jej miejsce delegat Rządu RP na Kraj powołał 17-osobową Radę Jedności Narodowej, która, pełniąc funkcję podziemnego parlamentu, wydała swą deklaracją programową O co walczy naród polski, uzupełnioną Odezwą do narodu polskienerii. Krajewski niemieckim Wrocławiem interesował się już dawniej. W jednym z wywiadów radiowych mówił o tym, że w latach siedemdziesiątych, gdy miał kilkanaście lat, zafascynowała go niemiecka przeszłość miasta, którą starał się bardzo intensywnie poznać. Teraz dzięki owej młodzieńczej fascynacji autora mamy tę możliwość i my. Cykl kryminałów z Eberhardem Mockem, rozpoczęty debiutancką powieścią Śmierć w Breslau (1999), kontynuowany wydanym w roku 2003 roku Końcem świata w Breslau i Widmami w Breslau (2005), został doskonale przyjęty przez czytelników polskich LUTY 2006

go z 15 marca 1944 roku. W przyjętej 22 lutego 1945 roku uchwale Rada, protestując przeciwko p o s t a n ow i e n i e m konferencji jałtańskiej w sprawie wschodniej granicy Polski, jednocześnie głosiła, iż „zastosuje się” do tych decyzji w nadziei zachowania niepodległości Polski oraz ułożenia stosunków z ZSRR na zasadach obustronnej nieingerencji w sprawy wewnętrzne. Po utworzeniu Rządu Jedności Narodowej Rada rozwiązała się w dniu 1 lipca

i niemieckich. Zyskał uznanie krytyków podkreślających wielką erudycje autora, językową sprawność i nieczęstą u współczesnych pisarzy umiejętność wykreowania pełnokrwistego bohatera. Koniec świata w Breslau został uhonorowany przez Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” nagrodą „Wielkiego Kalibru”, a mieszkańcy Dolnego Śląska w plebiscycie wrocławskich

1945 roku, wydając jeszcze manifest Do narodu polskiego i Narodów Zjednoczonych. Polskie podziemie na tle ruchu oporu w innych krajach Europy wyróżniało się niezwykle wysokim stopniem zorganizowania, a główne instytucje podziemia miały oparcie w pełnomocnictwach udzielonych przez legalne władze państwowe, przebywające poza krajem. Stąd też mówimy o Polskim Państwie Podziemnym, a nie o spontanicznym ruchu oporu.

mass mediów uznali tę powieść za „Dolnośląski Brylant Roku 2003”. W dniu 10 stycznia 2006 roku kapituła redakcyjna tygodnika „Polityka” już po raz trzynasty przyznająca swoje nagrody kulturalne, którymi honoruje „twórców młodych i oryginalnych, zwracających uwagę pierwszymi dokonaniami, mającymi przed

sobą długą i piękną karierę” wręczyła „Paszport” w dziedzinie literatury wła-

DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

śnie Markowi Krajewskiemu. Jeden z nominujących do nagrody, Andrzej Rostocki z Uniwersytetu Łódzkiego, przyznanie jej motywował w sposób następujący: „Za świetne połączenie thrillera z powieścią psychologiczną, za stworzenie postaci głównego bohatera Eberharda Mocka i za sportretowanie bohatera nie mniej ważnego – Wrocławia”. Nagrodzony autor obiecuje czytelnikom, że w połowie roku ukaże się zamykająca cykl powieść Festung Breslau. My, czytelnicy, wierzymy, że nie będzie to ostatnia powieść Marka Krajewskiego. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

19


Bluetooth

OJĘZYKOW KIENKO E

W

dzisiejszym świecie nie sposób obyć się bez Internetu i telefonu komórkowego. W Internecie można znaleźć w zasadzie wszystko: zarówno to, co nam potrzebne, jak i to, czego nie potrzebujemy, z wirusami komputerowymi (różnymi robakami czy trojanami) włącznie, zaś telefon komórkowy jest dziś standardowym wyposażeniem prawie każdego z nas. Nawet ci, którzy uważają się za techniczne antytalenty, korzystają z dobrodziejstw współczesnej elektroniki. Nie wszyscy jednak orientują się w nazewnictwie funkcjonującym w tej dziedzinie. A nazwy te to przede wszystkim pożyczki z angielskiego, niekiedy kalkowane, niekiedy na różny sposób przyswajane przez użytkowników języka polskiego czy słowackiego. Nie chcąc jednak pozostać w tyle, ciągle poszerzamy swoją wiedzę na ten temat, a co za tym idzie i słownictwo z nim związane. Ponieważ moja komórka dzwoni zwykle w najmniej odpowiednich momentach, zwłaszcza kiedy siedzę za kierownicą (a kierowca ze mnie niedoświadczony), postanowiłam zaopatrzyć się w coś, co pozwalałoby mi wykonywać dwie czynności naraz, czyli prowadzić zarówno samochód, jak i rozmowę telefoniczną. No i się zaczęło!!! W sklepie elektronicznym okazało się, że nazwy produktów, które miałyby pomóc w realizacji przedsięwzięcia, nic mi nie mówią. Zasięgnęłam więc porady u znajomych (tych bardziej zorientowanych), którzy polecili mi kupno czegoś, co nazywa się bluetooth. Ale nie orientowałam się za bardzo, co to jest. Wiedziałam mniej więcej, jak „to” wygląda (taka ładna minisłu20

chawka bezprzewodowa), ale zasada działania tego „czegoś” i pochodzenie nazwy pozostawały dla mnie tajemnicą. Odpowiednie informacje znalazłam w Internecie. Otóż bluetooth to nie tylko jakaś tam bezprzewodowa słuchawka, jak próbowano mi wmówić, ale nazwa całej technologii, której celem jest połączenie wszystkich standardów komunikacji bezprzewodowej. Skąd jednak taka nazwa? Otóż w X w. żył sobie król wikingów Harald Blaatanad II, zwany Sinozębym (Bluetooth), który zjednoczył Danię i Norwegię. Utworzone przez niego państwo miało znaczący wpływ na losy średniowiecznej Europy. Tak jak Sinozębemu udało się połączyć dwa państwa, tak technika nazwana od jego imienia ma połączyć bezprzewodowo wszystkie urządzenia elektroniczne, a te urządzenia to nie tylko bezprzewodowe słuchawki, ale i zestawy głośnomówiące, adaptery itp. Tak więc doszło do połączenia współczesnej technologii ze średniowieczem. Uzbrojona w tę wiedzę ponownie udałam się do sklepu, gdzie sprzedawca zaoferował mi nabycie czegoś, co nazywał Bluetooth Headset (ang. headset ‘słuchawki’). Kupiłam, a w domu okazało się, że niestety moje nowe cacko nie chce współpracować z moją

starą (?) komórką, wobec czego, prowadząc samochód, nie obieram telefonów. Dlaczego o tym piszę? Bowiem język polski, podobnie jak i słowacki, zalewany jest przez obcą terminologię, w której przestajemy się orientować. Wiele desygnatów nosi podwójne, potrójne, a nawet poczwórne nazwy (np. flash dysk, klucz USB, pamięć przenośna, pen driver to nazwy tego samego urządzenia, które umożliwia przenoszenie danych z jednego urządzenia elektronicznego do drugiego) i trudno znaleźć odpowiedź na pytanie, która z tych nazw jest poprawna i obowiązująca. To swoisty bałagan, świadczący o żywym procesie językowym, którego jesteśmy świadkami. Prawdopodobnie w przyszłości jedna z takich nazw zostanie uznana przez polską czy słowacką normę językową, ale która – trudno dziś stwierdzić. Może się też zdarzyć, że nastąpi wyspecjalizowanie się przynajmniej niektórych terminów i np. bluetooth zacznie oznaczać jedynie bezprzewodową słuchawkę telefoniczną, wspomagającą telefon komórkowy, a może, w zależności od rozwoju elektroniki, zakres znaczeniowy tego zdecydowanie obcego przecież wyrazu ulegnie zmianie. Nie przejmujmy się zatem, kiedy nie wiemy, jak nazwać pojawiające się nowości na rynku elektronicznym, albowiem żyjemy w ciekawych czasach, kiedy słownictwo z tego zakresu jest dopiero kształtowane i odpowiednio dopasowywane do języków narodowych. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA MONITOR POLONIJNY


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• W styczniowym numerze „Monitora Polonijnego” w rubryce Polsko-słowackie związki historyczne ukazał się artykuł pani Ireny Bilińskiej pt. Reakcje Słowaków na powstanie styczniowe, w którym zabrakło nazwiska autorki, za co serdecznie przepraszamy ją i Czytelników naszego pisma. Redakcja „Monitora Polonijnego” 28 lutego 2006 o godzinie 16.30 na STV2 zostanie wyemitowany Magazyn Mniejszości Narodowych, w którym zosatną przedstawieni Polacy z Bratysławy. U W A G A

C Z Y T E L N I C Y !

Przypominamy o prenumeracie naszego czasopisma na rok 2006. Koszty roczne prenumeraty wynoszą 300 Sk. (emeryci, renciści, studenci – 250 Sk). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku, a następnie zgłosić to pod adres e-mailowy: monitorp@orangemail.sk, staste1@orangemail.sk, tel: 031 5602 891 lub tel./sms 0907 139 041 i podać adres, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Adres KP w Słowacji: Nám. SNP 27, 811 01 Bratislava, Nr konta bankowego w Tatra banku: 2666040059, kod banku 1100, variabilný symbol: 001/06, konštantný symbol: 0308, Nr klienta: 142515

Pani ing. Zdzisławie Kamrowskiej-Bujok i jej mężowi życzymy wielu lat zdrowia z okazji okrągłej rocznicy urodzin. Zdzisiu, cieszymy się na Twój powrót do Żyliny, jesteśmy z Tobą! Przyjaciele z Żyliny i Martina Instytut Polski w Bratysławie wraz z Katedrą Filologii Słowiańskich Uniwersytetu Komeńskiego planują 18-19 maja 2006 r. przeprowadzenie przez polską komisję egzaminów poświadczających znajomość języka polskiego jako obcego na poziomach: podstawowym, średnim ogólnym i zaawansowanym. Do egzaminów mogą przystąpić osoby powyżej 18 roku życia (w wyjątkowych przypadkach młodsze), będące cudzoziemcami lub Polakami na stałe zamieszkałymi za granicą. Szczegółowe informacje (w tym przykładowe testy) można znaleźć na stronach internetowych Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego: www.buwiwm.edu.pl/certyfikacja. Wszelkie pytania dotyczące uzyskiwania certyfikatów można kierować pod adresami internetowymi Komisji: certyfikacja@buwiwm.edu.pl i dr Marii Magdaleny Nowakowskiej: majkan@chello.sk (tel. 0908 169 743). Chętni mogą zgłaszać się już teraz do dr M. M. Nowakowskiej lub do sekretariatu Instytutu (tel. 02/5443 2013, e-mail: info@polinst.sk). Przypominamy, że certyfikat jest jedynym urzędowym dokumentem potwierdzającym znajomość języka polskiego jako obcego i jest uznawany w krajach Unii Europejskiej (i nie tylko). Stowarzyszenie Polonez z Wiednia informuje, że przygotowuje koncert polskiego zespołu LOMBARD, który odbędzie się w niedzielę, 26 lutego 2006 r. o godz. 18.00 w sali widowiskowej Kongresshaus (1050 Wien, Margaretenguertel 138-140). Rezerwacji miejsc można dokonywać codziennie (również w weekendy) w godz. 10.00 – 22.00 pod nr. telefonu 0043/1/714 58 01.

PROGRAM INSTYTUTU POLSKIEGO NA LUTY 2006 • 9.02 – Instytut Polski • Wystawa malarstwa Henryka Cześnika (we współpracy z Galerią Atlas Sztuki z Łodzi) • 14.02 – Instytut Polski • Spotkanie z Vlastimilem Kovalčíkiem, laureatem nagrody translatorskiej polskiego PEN Clubu za 2005 rok – w ramach cyklu Literatura polska i jej tłumacze • 15.02 – Ponitrańskie Muzeum w Nitrze • Otwarcie wystawy Igraszki z Erosem (we współpracy z Muzeum Karykatury w Warszawie) • 21.02 – Klub „Level” – Bańska Bystrzyca • Projekcja filmu Pogoda na jutro w reż. Jerzego Stuhra • 28.02 – spotkanie z Jerzym Pomianowskim, redaktorem naczelnym Nowej Polszy, nt. polskiej polityki wschodniej (we współpracy z Ambasadą RP i SFPA) • 28.02 – VŠMU • Projekcja spektaklu Teatru TV Emigranci S. Mrożka w reż. Kazimierza Kutza WYBÓR Z NOWOŚCI KSIĘGARSKICH W BIBLIOTECE IP: Andrzej Stasiuk: Jadąc do Babadag Radosław Kobierski: Harar Wojciech Kuczok: Widmokrąg Magdalena Grochowska: Wytrąceni z milczenia Tadeusz Borowski: Kamienny świat LUTY 2006

Jacek Kaczmarski: Tunel Adam Zagajewski: Obrona żarliwości Radek Knapp: Franio Katarzyna Grochola: Osobowość ćmy Dorota Masłowska: Paw królowej Tadeusz Różewicz: Słowo po słowie

P O D Z I Ę K O W A N I E Serdeczne podziękowania składamy Małgosi Wojcieszyńskiej i Stanowi Stehlikowi za zorganizowanie i stworzenie wspaniałych warunków do spotkania rodaków, którym leży na sercu działalność Klubu Polskiego. Nadzwyczajne posiedzenie Rady Klubu odbyło się w Kvetoslavovie (miejscu zamieszkania naszych przyjaciół) po oficjalnej rezygnacji pełniących funkcje prezesa Anny Tóthovej oraz wiceprezesa Zbyhněva Stebla. Podziękowania należą się również przybyłym na obrady gościom: Ryszardowi Zwiewce, Elżbiecie Dutkovej – osobom, które przyczyniły się do powstania Klubu, oraz p. Mariuszowi Michalskiemu – przedstawicielowi Polonii austriackiej. Przekonaliśmy się, że wciąż możemy liczyć na ludzi, którzy chcą działać w Klubie Polskim. Nowemu prezesowi życzymy owocnej pracy w Klubie Polskim. Urszula Szabados Klub Polski Region Koszyce 21


Maluch, krówky, pápež V

aršava nie je mesto, ktoré stačí vidieť a potom už možno s pokojom v duši umrieť. Môj poľský kamarát, renomovaný novinár sa pred rokmi sťahoval z Prahy naspäť do svojho mesta. Svoj návrat prežíval ako menšiu tragédiu. „Je to chladné mesto, v ktorom sa dobre pracuje, ale veľmi zle žije,“ hovoril vtedy. Pre niekoho, kto vie o Varšave akurát niekoľko historických faktov – čosi o varšavskom gete, niečo o Varšavskom povstaní a potom už len to, že úplne zničené staré mesto sa po druhej svetovej vojne Varšavčanom podarilo podľa starých fotografií obnoviť – to bol len ťažko pochopiteľný smútok. Pochopil som rýchlo, stačilo pár hodín po prílete na varšavské letisko. Mesto na obrovskej ploche, neuveriteľne a prakticky všade porozmiestňované paneláky, deravé cesty – to nie je postreh povýšeného Bratislavčana, iba konštatovanie niekoho, kto na prvý pohľad pochopil trápenie starého kamaráta, ktorý už vtedy, pred rokmi presne vedel, v čom je rozdiel medzi Prahou a Varšavou. Lenže to sú iba povrchné dojmy. V skutočnosti je Varšava – lepšie povedané jej centrum, zvyšok som nestihol objaviť – mestom, z ktorého napriek veľkým ranám stále vyžaruje čosi ako hrdá spomienka na kráľovstvo. A tiež ten nedefinovateľný pach veľkej a dôležitej krajiny. Veľké paláce, zámky a vládne budovy, to všetko má atmosféru, ktorú v Bratislave a ani v Prahe takmer necítiť. Najbližšie som tomuto pocitu bol v hlavnom meste politického sveta, v americkom Washingtone. Pár dní vo Varšave bolo výborných z niekoľkých dôvodov. Mesto je krajšie, než sa na prvý dojem javí. Ešte aj Palác kultúry, pre mnohých stalinistická oblu22

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

ROBERT ŽITŇANSKÝ AUTOR PRACUJE V ČASOPISE TÝŽDEŇ da, vo svetle nočných reflektorov vôbec nevyzerá zle. Krówky sú stále rovnako chutné ako v detských časoch. Aj bez špeciálnej jazykovej prípravy sa poľštine dá pri troche sústredenia rozumieť. Lenže v skutočnosti nejde o budovy, ulice, jamy v ceste ani o chutné krówky. Ide o ľudí, ktorí ten priestor vypĺňajú. Čím sú vlastne Poliaci pre moju generáciu, teda pre tridsiatnikov z druhej strany Tatier? Odpoveď nie je taká jednoduchá, ako by sa v prvej chvíli mohlo zdať. Pre tých z nás, ktorí sme ako deti občas cestovali do Tatier či na Dunajec, sú Poliaci dobrí obchodníci. Obchodníka či pašeráka s koňmi dnes už možno vidieť len vo filmoch, ale Poliakov, ktorí vozili lacnú vodku a šaty

a kupovali u nás čokoládu, si z druhej polovice 80. rokov musí pamätať každý. Poliaci sú v našich očiach aj odolní kočovníci – historky o nekonečnej výdrži kompletne naložených „maluchov“, križujúcich často pol Európy, sú nesmrteľné. Poľský fiat bol pred desaťročím aj mojím prvým autom a na rozdiel od drahších značiek ma nikdy nesklamal. Akurát nemalo zmysel rozmýšľať v ňom o kúpe autorádia, nebolo by ho počuť. Poliaci sú pre mnohých z nás dodnes chudobným národom – tento stereotyp pretrváva ešte z konca 80. rokov, keď na tom skutočne neboli dobre. Dnes už to neplatí a to, kto je na tom lepšie, záleží na tom, aké regióny našich krajín budeme porovnávať. Poľsko je krajinou lacných cédečiek, z dôvodov, ktorým ani veľkí milovníci hudby – ako napríklad ja – veľmi nerozumejú. Poliaci mali svojho pápeža Karola Wojtylu, ktorý sa významne zaslúžil aj o našu slobodu a – aspoň sa to u nás traduje – mal veľmi rád Slovensko a Slovákov. Aj keď sme nevedeli, čím sme si tú vzácnu priazeň zaslúžili, tešilo nás to a lichotilo nám to. Poliaci sú tiež národ, ktorý – na rozdiel od nás Slovákov – niekoľkokrát bojoval o svoje prežitie a za svoju slobodu. To je postreh, ktorý tu na Slovensku nie je veľmi populárny, ale o našich povahách, pri veľkej dávke zovšeobecňovania, čosi napovie. V Poľsku bolo fajn – aj preto, že na podobne hlbokomyseľné úvahy tam nebol čas. Keď už sme pri tých úvahách, rozmýšľam, čím asi tak môže byť pre Poliakov zaujímavé Slovensko. Snáď na nás niečo objavia. Mne nič nenapadá. MONITOR POLONIJNY


UWAGA! Jeśli siedzicie, WSTAŃCIE! Podejdźcie do okna, odsłońcie firankę! Spójrzcie za okno! Co za nim widzicie? Pewnie w pierwszym momencie pomyślicie sobie, że chyba nic ciekawego. Co takiego w lutym może dziać się na podwórku i w ogrodzie. Jeśli macie szczęście, z okna widzicie drzewa. O tej porze roku klony i kasztany prawie się nie różnią – nagie gałęzie, bez liści, często pokryte szronem. Drzewa wyglądają, jakby były zupełnie martwe. Ale co tam skacze na gałązce? Wróbel? Kruk? Szpak? Sikorka? Wrona?

Widzieliście kiedyś, jak wczesną jesienią po niebie krążą jaskółki szykujące się do drogi? Albo bociany? Do ciepłych krajów odlatują również takie ptaki wędrowne, jak szpaki, dudki i skowronki. Tym, które odlecą do Afryki, jest chyba dobrze. Możemy im pozazdrościć. Mają tam dostatek świeżego pokarmu i odpowiednie warunki klimatyczne (ciepło, cieplutko!). Do nas, do Europy zaczną wracać na wiosnę. Ale co się dzieje z tymi ptakami, które zostały u nas i widzimy je za oknem? Czasami możemy zauważyć ślady ich maleńkich łapek na śniegu! Biedni nasi mali skrzydlaci przyjaciele – nawet butów nie mają! Ani szalików, ani czapek, ani ciepłej kurtki puchowej – tylko piórka! Naprawdę im też jest ciężko w zimie. Jak im możemy pomóc? Możecie zrobić prosty, drewniany karmik!

A najlepiej zawieście go w ten sposób, byście widzieli go z okna. Jeśli w Waszej okolicy przebywają ptaki różnych gatunków, musicie przygotować różne rodzaje pokarmów. Niektóre ptaki lubią okruchy chleba, inne płatki owsiane, rodzynki, a nawet żółty ser! Sikorki będą wdzięczne za kawałek skórki od słoninki zawieszonej na zewnątrz. Potem zróbcie sobie kubek dobrej herbaty, usiądźcie wygodnie w ciepłym mieszkaniu i popatrzcie za okno. Co za nim widzicie? Teraz na pewno dzieje się za nim coś naprawdę ciekawego!

JULIAN TUWIM

Rozmowa ptaków Kukułeczka kuka, Dzięcioł w drzewo stuka, Jaskółeczka śmigła Ćwierka coś do szczygła. Szara pliszka kwili: Ciszej, moi mili, Boście mi pisklęta W gniazdku obudzili. Więc przerwały ptaszki Leśne swe igraszki. Pliszka dziatki tuli: Luli, małe, luli. LUTY LUTY2006 2006

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK

23


Co

mają wspólnego makaron i luty? Może to, że luty raz jest krótki, a raz troszeczkę dłuższy. Dlatego nasunęło się nam w redakcji skojarzenie: długie - spaghetti, a krótki, czyli sos.

SPAGHETTI Zagotować wodę. Osolić. Do wody wlać łyżkę oliwy. Makaron wrzucać na wrzątek i gotować wg przepisu producenta.

SOS WŁOSKI PODOBNO ORYGINALNY I OCZYWIŚCIE PYSZNY! Ząbek czosnku podsmażyć na gorącej oliwie, dodać świeże pomidory pokrojone na kawałki, posolić. Podgrzewać do momentu, gdy pomidory uzyskają półpłynną konsystencję. Posypać listkami bazylii. Luty to taki specyficzny miesiąc. Zastanawiam się czasami, dlaczego właśnie luty został obdarzony tym jednym wyjątkowym dniem. Niby jeden dzień to nic szczególnego. Krakowa w jeden dzień nie zbudowano. Ale gdyby mieli Państwo taki jeden, jedyny dzień w roku do wyłącznej dyspozycji? Co by Państwo w ten dzień robili? Można się wyspać, wreszcie posprzątać mieszkanie, przeczytać najnowszy bestseller od początku do końca, przefarbować sobie włosy na rudy kolor albo napisać artykuły do „Monitora” na cały rok! Oj, przydałby się taki dzień! I to bardzo! ZA MIESIĄC: SERCEM SERNIKA SER

,,Do gara” i ,,para” to nie tylko prosty rym. Bo makaron do gara najczęściej wkłada się w parach (oj, kolejny rym). ,,Do gara” to jasna sprawa. Spaghetti trzeba w czymś ugotować. A jeśli ktoś jeszcze ma taki fantastyczny garnek, specjalny do gotowania spaghetti... Ja o nim marzę już od jakiegoś czasu! A ,,para”? To też jasna sprawa. Spaghetti z sosem zazwyczaj gotuje się w parach. To danie pierwszych domowych randek, gdy szkoda czasu na gotowanie i zwracanie uwagi, czy przypadkiem coś się nie przypala. To danie pierwszych miesięcy w małżeńskim stadle, gdy wydaje nam się, że do szczęścia nie potrzebujemy nic więcej.

SOS Z TUŃCZYKIEM (OD SĄSIADKI) NIEZWYCZAJNY, ALE TEŻ PYSZNY! Na gorącym oleju podsmażyć czosnek przepuszczony przez praskę. Dodać tuńczyka z puszki, sos pomidorowy i podgrzać.

SOS WŁAŚNIE WYMYŚLONY ALE PYSZNY Na maśle podsmażyć natkę pietruszki i czosnek przepuszczony przez praskę. Dodać sos pomidorowy i starty żółty ser. Całość podgrzewać do momentu, aż rozpuści się ser. (UWAGA! Sos jest również doskonały na zimno jako ,,smarowidło” na chleb). MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2006/02  
Monitor Polonijny 2006/02  
Advertisement