Page 1


•KRÓTKIE ROZMOWY „FORUMOWE“ SPECJALNIE DLA CZY TELNIKÓW „MONITORA POLONIJNEGO”•

P

odczas nabitego programu Forum Mediów Polonijnych udało mi się dotrzeć do tłumnie obleganej gwiazdy sportu – Otylii Jędrzejczak – i zadać jej parę pytań. Jak się Pani czuje jako reprezentant sy sprawiają przyjemność inPolski za granicą? nym. Pewnie przyjdzie kiedyś To bardzo sympatyczne, kiedy moje naz- taki moment, że powinie mi wisko kojarzone jest z Polską. Wykonuję bardzo ciężką pracę treningową i jeżeli jest ona dostrzegana, jestem szczęśliwa. Dla Polaków mieszkających za granicą Pani znane nazwisko, jest utożsamiane z nami, czyli dzięki Pani sukcesom czujemy się i my wyróżnieni. Bardzo mnie to cieszy, choć, przyznam się, nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Przebywając za granicą, chętnie spotykam się z Polonią, choć może nie zawsze po długich podróżach starcza sił na uśmiechy. Pływanie, długie treningi to naprawdę ciężka praca, ale cieszę się, że moje sukce-

zawodów sportowych znajdziemy czas, by porozmawiać. Podziwiam ją za wytrzymałość sportową. Pamiętam sytuację, kiedy jeszcze byłam młodą zawodniczką i przegrałam z Martiną wyścig na 100 metrów stylem motylkowym. Proszę sobie wyobrazić, że ona podeszła do mnie po zawodach i zrugała mnie mówiąc: Mała, coś ty zrobiła?!

W jakim języku rozmawiacie? Nie mamy bariery językowej, rozmasię noga i wówczas, mam nadzieję, też bę- wiamy bez problemów: ja po polsku, ona po dziecie Państwo ze mną. To przecież bardzo słowacku. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, ważne dla każdego sportowca. Ruda Śląska Jak Pani wspomina spotkania ze słowackiPrzed oddaniem czasopisma do druku dowiedzieliśmy mi sportowcami? Martina Moravcová to moja bardzo dob- się, że O. Jędrzejczak miała wypadek samochodowy. Jej ra koleżanka, zawsze podczas wspólnych na szczęście nic się nie stało, niestety, zginął jej brat.

W

siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk“ im. Stanisława Hadyny w Koszęcinie o po- przez Juraja Kubankę, taniec słowacki. wiązaniach zespołu ze Słowacją rozmawiałam z jego dyrektorem Adamem Pastuchem Chcemy, by wykonał dla nas choreografię do tańca romskiego, który zamierzamy Zespół „Śląsk” od kilku lat „posiłkuje“ się o czym cały czas mówimy – o więziach po- wprowadzić do naszego programu. słowackim choreografem Jurajem Kubanką. nadkulturowych. W tym tańcu widać umieZ „Orawą“ Kliara jeszcze nie występoJak wygląda Wasza współpraca i jak jest oce- jętne połączenie typowo polskich, Kilarowniana? skich elementów z akcentami słowackimi. waliście na Słowacji. Czy to Wasz nowy Z panem Jurajem Kubanką współpracu- A to tworzy znakomitą całość. To oczy- „produkt“? W naszym programie mamy mnóstwo jemy już cztery lata i jest to współpraca wiście wywodzi się stąd, że w dużej mierze o charakterze stałym. Ten kontakt jest dla kultura gór jest kulturą jednolitą. Plemiona nowych rzeczy. Wynika to z oczywistej konnas wielce ożywczy i twórczy, ponieważ wołowskie, bo o tych plemionach musimy statacji, że gdybyśmy chcieli poprzestać na uważamy, a taka jest opinia nie tylko na- mówić, przemierzając przestrzenie całej naszym typowym repertuarze, to być może szych miejscowych fachowców, ale i publicz- Europy, przenosiły to, co dla nich w kulturze współczesna publiczność straciłaby zainteności, że jego twórczość jest rzeczą nad- było najciekawsze. A zatem nie ma rozbież- resowanie naszą działalnością. Dużo więc zwyczajną. W warunkach naszego zespołu, ności pomiędzy formami wypowiedzi artys- robimy w tym kierunku, by repertuar rozprzy takim jego składzie artystycznym, któ- tycznej, która ma źródło w Słowacji, a tymi wijać. W stałym naszym zasobie repertuarorym dysponujemy, pozwala mu to w pełni polskimi. Te zbieżności są bardzo ciekawe, wym znajduje się ponad 200 utworów wowykorzystać swoją koncepcję artystyczną. a współpraca polsko-słowacka rokuje duże kalnych i ponad 60 tańców. Oczywiście nienadzieje. W tej chwili oczekujemy przyjazdu możliwe jest pokazanie tego wszystkiego Jakie więc słowackie akcenty można zo- pana Juraja Kubanki, ponieważ tworzymy podczas jednego koncertu, bo byłby to mabaczyć podczas występów zespołu? projekt, który nosi nazwę „Europa“ albo ina- raton nie do wytrzymania ani dla publicznoPan Kubanka zrealizował polską prapre- czej „W Europie ze »Śląskiem«“. Jest to pro- ści, ani dla artystów. Zawsze musimy dokomierę „Orawy“ Wojciecha Kilara, można by jekt, w którym przedstawimy nasze najbar- nywać wyboru, a to są trudne wybory. rzec nawet, że była to prapremiera świato- dziej typowe utwory narodowe i ludowe, jak Staramy się docierać do tej publiczności, wa, bo utwór ten nigdy w formie baletowej krakowiak, kujawiak, tańce podhalańskie, która w danym środowisku może być zainnie był wystawiony. Juraj Kubanka podjął oberek, mazur. Obok tych tańców pojawią teresowana pewną ofertą repertuarową. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, się tego zadania i wykonał je fenomenalnie! się także tańce i pieśni innych narodów Koszęcin To przepiękny taniec, który mówi o tym, Europy. Mamy przepiękny, przygotowany 2

MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

OD REDAKCJI Redaktor naczelny nie tylko zbiera materiały od swoich współpracowników, koordynuje ich prace, pilnuje terminów, nadzoruje prace graficzne, drukarskie i wysyłkowe, pisze swoje artykuły, wymyśla nowe tematy. Nie jest sam, te i inne tematy są poddawane pod dyskusję podczas spotkań redakcyjnych. Ale każdy z nas przyjął ofertę pracy twórczej nad naszym miesięcznikiem jako rzecz dodatkową – oprócz codziennych obowiązków. Jest to miła przygoda i wspaniałe poczucie pełnionej misji. Nie mniej jednak czasami nie wystarcza entuzjazmu, czasami brakuje czasu i, ponieważ jest to praca cykliczna, chciałoby się zrobić sobie dłuższą przerwę. Miłe są Państwa pochwały, one dodają nam „wiatru w żagle”. Ale czasami potrzeba czegoś więcej. Takim „czymś więcej”, studnią inspiracji bywa Forum Mediów Polonijnych (patrz strona 2 i 12 - 13), organizowane właśnie z myślą o dziennikarzach polonijnych. Właśnie na takim spotkaniu przekonałam się po raz kolejny (czyli drugi), że warto robić to, co robimy, że oprócz naszej małej grupki polonijnej na Słowacji, są inne grupki, które myślą i przeżywają podobnie. Nie ważne czy w Stanach Zjednoczonych, w Czechach, czy w Republice Południowej Afryki. Wszędzie tam mieszkają Polacy i czynią starania integracyjne, pielęgnują to, co polskie. A zatem, chciałoby się powiedzieć, dołączmy się do tego i my, niech nam będzie ze sobą dobrze. Po to został powołany do życia ponad 11 lat temu Klub Polski, aby nam się lepiej działo. I niech tak będzie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Jacy tacy Polacy

4

Z NASZEGO PODWÓRKA

6

Z KRAJU

6

I Zjazd Studentów Polonijnych

7

POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Jan III Sobieski na ziemiach słowackich w 1683 r. (cz. 2.)

8

SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA

9

WYWIAD MIESIĄCA TV Polonia oknem na Polskę

10

XIII Światowe Forum Mediów Polonijnych Tarnów-Katowice 2005

12

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Sopot Festiwal

14

Moje sierpnie (1980 i 2005)

14

KINO-OKO Solidarność, Solidarność

15

TO WARTO WIEDZIEĆ Ostatnie spotkanie Wielkiej Trójki

16

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Trzy debiuty

18

OKIENKO JĘZYKOWE Klasyczna biel, kultowa fryzura

19

Obóz w Obid

20

OGŁOSZENIA

21

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Poľsko počkaj, raz prídem

22

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Jesienne chłody

23

PIEKARNIK Kapusta kiszona własnoręcznie przez nas stworzona

24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o re k , I z a b e l a Wó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

PAŻDZIERNIK 2005

3


Jacy tacy Polacy

żnych nacji” – dodaje. Wielu Polaków zajmuje znakomite stanowiska w administracji amerykańskiej, w amerykańskich firmach, wspokwietniu, kiedy zmarł Papież Jan Paweł II, rozmawiałam magają się nawzajem. „Jestem bardzo pozytywnie nastawiony z kilkoma Polakami mieszkającymi na Słowacji o odczuciach do naszych rodaków” – podkreśla związanych z tym smutnym wydarzeniem, o tym, jak Polacy w kraju Szlechta. O Amerykanach mówi, przeżywali śmierć naszego wspaniałego Rodaka, a jak przeżywali to że są grzeczni, życzliwi. „Jest coś Słowacy. I wtedy zrodził się w mojej głowie pomysł napisania artykułu takiego jak stereotyp Amerykanina temat, jacy są Polacy w kraju, jacy na obczyźnie, jak bardzo ci na, który uśmiecha się do ciebie drudzy upodabniają się do mieszkańców kraju, w którym mieszkają. i mówi How are You? albo I love Jadąc na XIII Światowe Forum Mediów Polonijnych do Tarnowa, You, ale to nic nie znaczy, oni nadużywają tych zwrotów” – wyjapostanowiłam porozmawiać z kolegami dziennikarzami pracującymi za śnia Szlechta. Według niego takie granicą. W tym artykule, który zapewne będzie mieć kilka części, chcę zachowania świadczą o powierzprzedstawić Państwu wyniki tych rozmów i zachęcić do wypowiedzenia chowności Amerykanów i ich zasię na temat, jacy właściwie jesteśmy. Zapraszam do dyskusji. mknięciu w sobie. „Amerykanie nie odgradzają się Amerykę Północną zamieszod siebie płotami, Janusz Szlechta, miekuje jedna z najliczniejszych szkający w New Jerale mieszkając obok Polonii na świecie. Polacy sey i pracujący w Nosiebie np. 20 lat, w niektórych miastach miesz- wym Jorku, twierznają się tylko po kają w polskich dzielnicach, dzi, że Polacy mają imieniu i nic o soposiadają niezliczone sklepy, opinię bardzo rzebie nie wiedzą” – restauracje, kluby. Jacy są nasi telnych i inteligenttwierdzi nasz rozrodacy na tym kontynencie? mówca. „Inaczej nych pracowników. jest w przypadku „Ludzie przyjeżdżaMarek Mańkowski, mieszkający od 17 ją często bez znajoPolaków, którzy bulat w Kanadzie (obecnie w Cal- mości języka angieldują mury, sadzą gary), wskazuje cechy negatywne: skiego, trafiają w ródrzewa, ale każdy Marek Mańkowski: „Polacy, „Pierwsze, co mi się nasuwa, to żne miejsca i na powie o każdym niemalże wszystko. Wiektórzy podjęli decyzję polska bezinteresowna zawiść, czątku zdzierają sodzą, co drugi ma o pozostaniu w Kanadzie, która nie polega na tym, że my za- bie pazury, by zaw garnku, żyją ze upodabniają się do zdrościmy komuś czegoś, bo my cząć normalne żysobą bardzo blisKanadyjczyków, korzystają też chcemy to mieć – wyjaśnia cie, a to trwa, w zako”. Szlechta podz życia, pomagają innym, są Mańkowski – ale zazdrościmy ko- leżności od szczękreśla dumę naroweseli i życzliwi”. muś czegoś i wolelibyśmy, aby ścia, od 5 do 10 lat” dową Amerykai on tego nie miał”. Kanadyjczycy, – opisuje Szlechta. nów: „Oni są nauwedług niego, to pogodny, weso- „Według najnowły, życzliwy naród, to ludzie, któ- szych danych, prowadzonych czeni, że to, co amerykańskie, jest rzy bardzo sobie pomagają. „Ci w poszczególnych stanach, co pią- najlepsze, choć po zamachach z 11 Polacy, którzy przyjeżdżają do ty obywatel w stanie, w którym września 2001 roku ta pewność Kanady, ale nie są do końca prze- mieszkam, przyznaje się do pol- siebie została zachwiana. To wykonani, czy chcą zostać tu na stałe, skości, a według danych statys- darzenie wstrząsnęło dobrym sasą nieszczęśliwi, narzekający, tycznych, prowadzonych przez mopoczuciem Amerykanów, coś mrukliwi, z nosem spuszczonym władze stanowe, Polacy są drugą pękło, wkradł się malutki robana kwintę” – twierdzi Mańkowski. nacją co do zamożności”. Janusz czek niepewności”. Według Szlechty każdy czło„Natomiast ci, którzy podjęli de- Szlechta przypisuje to pracowicyzję o pozostaniu w tym kraju, tości, pomysłowości, co świadczy wiek, chcący żyć normalnie w inupodabniają się do Kanadyjczy- o tym, że Polacy są bardzo zaradni. nym kraju, musi zrezygnować ków, korzystają z życia, pomagają „Oczywiście, zawsze są tacy, któ- z części swojej tożsamości: „To nie rym się nie uda, ale to dotyczy ró- przeszkadza czuć się Polakiem, innym, są weseli i życzliwi”.

W

4

MONITOR POLONIJNY


ale człowiek musi umieć dostosować się do realiów kraju, w którym żyje, do prawa, obyczajów, do ludzi, do ich metod postępowania. Jeśli Amerykanin się uśmiecha, ty też musisz się uśmiechać, co może wyglądać sztucznie”. Ale mimo wszystko, jak twierdzi mój rozmówca, Polacy się wyróżniają. „Potrafię w 9 przypadkach na 10 rozpoznać Polaków idących po ulicy. Mimo że ubierają się i zachowują jak Amerykanie, jest coś w twarzach naszych rodaków, co nas wyróżnia. Generalnie wyróżniamy się pozytywnie” – ocenia Szlechta.

„Ten, kto cię skrzysię”. Amerykanie, wdził, już dawno według mojego roo tym zapomniał, zmówcy, idą uśmieale ty mówisz: Czechnięci i nastawiekaj, niech ja wyjni na dobrą zabadę na swoje, zobawę. „Wiele osób czysz, ja ci pokatwierdzi, że Ameryżę! Zobaczysz, że kanie przyklejają sopowinie ci się nobie sztuczny uśGrzegorz Heromiński: „W nas ga! Ale odpuścić miech, ale spróbujwciąż pokutuje podejście: nie jest łatwo, bo cie się uśmiechać, być w złym humo- byłeś biedny, będziesz biedny, to by było za darrze i myśleć o czymś nic nie zmienisz, siedź, zbieraj mo. Nas tego konauczyła, smutnym” – prowo- pieniądze na czarną godzinę. muna Wiele osób twierdzi, że nie mogliśmy kokuje Heromiński. „Ja próbowałem i nie Amerykanie przyklejają sobie muchów kopnąć sztuczny uśmiech, ale w tyłek, to się koda się, a więc coś w tym jest, że zaczy- spróbujcie uśmiechać się, być pało innych” – Grzegorz Heromiński z Nowego Jor- nasz myśleć pozyw złym humorze i myśleć twierdzi Heromińku, oceniając Polaków, wskazuje tywnie, uśmiechao czymś smutnym”. ski. na ich nadmierną powierzchow- jąc się”. Inną kwestią jest ność, przywiązanie do tradycji Heromiński zwraca uwagę na brak tolerancji religijnej, bez i doradztwo: „To takie doradztwo amerykańską umiejętność za- której w Ameryce trudno żyć. w chamskim stylu: JA wiem lepiej, chwalania różnych rzeczy, ludzi, „Wychowywano nas inaczej. jak ty powinieneś zrobić. A to zjawisk. „Oni, chwaląc czyjąś żo- Pamiętam, że kiedy jako dziecprzecież jest włażenie z butami nę, stwarzają przyjazną sytuację, ko przechodziłem z moją babw czyjeś sprawy i ocenianie: MY ale w Polakach od razu następuje cią koło kościoła, chyba anglikatak nie robimy! To pan jest wadliwa reakcja: Fajna żona? Co ńskiego, to babcia, bardzo starej Polakiem? Polak by tak nie zro- ty mówisz? Idź tam, baba jedna”. daty, strofowała mnie: Nie patrz bił!”. Według Heromińskiego ilu Polacy w odróżnieniu od Ame- się tam! To kocia wiara” – Polaków, tylu lekarzy, radców, rykanów mają złe podejście do wspomina Heromiński. „A tu prezydentów, adwokatów i in- pieniędzy – jeśli komuś się wie- nagle w Ameryce przyszło mi nych ekspertów. Polacy według dzie, to jest podejrzane. „Komuna żyć inaczej – na każdej ulicy jest niego cechują się dużym krytycyz- nas do tego przyzwyczaiła, nau- kilka kościołów różnych wymem i przesadzonymi zewnętrz- czyła myślenia, że jeżeli ktoś jest znań”. nymi zachowaniaWedług niego najszybciej do bogaty, to pewnie mi, a jednocześnie ukradł” – wyjaśnia Amerykanów upodabnia się są smutni i pesyHeromiński. W Pola- młodzież, ze starszymi jest inamistycznie podkach jest niechęć do czej: długo trzymają się starych chodzą do życia. zamożnych i obawa, przyzwyczajeń, chętnie miesz„Kiedy idę na jakąś że po odniesieniu kają w polskich dzielnicach. imprezę, od razu sukcesu dana osoba „Nie wiem, która wersja jest zauważam Polasię zmieni. „W nas lepsza?” – zastanawia się Heroków, idących wolwciąż pokutuje po- miński. „My byliśmy wychowano, krok za krodejście: byłeś bied- ni w kraju, gdzie prawie nikt kiem, i ciągle słysny, będziesz biedny, nie podróżował za granicę, nikt zę, jak do siebie nic nie zmienisz, za bardzo do nas nie przyjeżdżał mówią: Zobaczysz, Janusz Szlechta: „Amerykanie siedź, zbieraj pie- i każdy jest dla nas po części dzinie odgradzają się od siebie że się nie uda! Ty niądze na czarną wolągiem”. c.d.n. płotami, ale nic o sobie nie mnie tam wyciąggodzinę”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA wiedzą. Polacy budują mury nęłaś, będzie tak, Do Ameryki Polacy FOTO: AUTORKA i wiedzą, co sąsiad ma jak w zeszłym roprzywieźli złą cew garnku”. ku, pomyliliśmy chę – pamiętliwość. PAŻDZIERNIK 2005

5


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• Z NASZEGO PODWÓRKA•

J

Od lewej: Pavol Vincze, Stanisław Świętek, Miroslav Hrabala, Janka Burianová, Zenon Kosiniak-Kamysz

„P

amiętam zapach palonych ognisko, gdy jako 14letni chłopak wraz z rodzicami opuszczaliśmy moją rodzinną gminę – Gręboszów i przeprowadzaliśmy się do Tarnowa” – wspominał ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz podczas uroczystości nadania mu tytułu Honorowego Obywatela Gminy Gręboszów dnia 28 sierpnia 2005 r. Kosiniak-Kamysz w rodzinne strony powracał nieraz z różnych zakątków świata, gdzie pracował i pełnił misje dyplomatyczne. „Za zasługi na rzecz naszej gminy, za wielkie oddanie i zaangażowanie dla naszych spraw” – odczytał uzasadnienie decyzji gminy o przyznaniu zaszczytnego tytułu wójt Gręboszowa Stanisław Świętek. Na uroczystość przybyło około 300 gości, m.in. posłowie na Sejm RP, władze wojewódzkie, osobistości świata nauki i kultury regionu oraz rodzina ambasadora. Nie zabrakło też słowackiego akcentu, bowiem wśród gości była obecna konsul honorowy Janka Burianová oraz przedstawiciele zaprzyjamw źnionej słowackiej gminy Kvetoslavov.

uż po raz trzeci zabrzmiał dzwonek rozpoczynający nowy rok szkolny w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Dnia 17 września nowy rok w polskiej szkole rozpoczęło 58 uczniów z całej Słowacji. Uczniowie ci będą się kształcić w 11 klasach, od I kl. szkoły podstawowej do II kl. LO – w systemie stacjonarnym i korespondencyjnym. Uroczystość, na którą licznie przybyli uczniowie wraz z rodzicami, uświetnili swoją obecnością ambasador RP Zenon Kosiniak-Kamysz, attaché obrony Stanisław Wójcik, zastępca ambasadora I radca Bogdan Wrzochalski, konsul RP Wojciech Biliński. Uczniom została przedstawiona nowa polonistka, pani Monika Sadkowska, która przejęła nauczanie w klasach, które w poprzednich latach prowadziła pani Lidia Śliwa. Podobnie jak w poprzednich latach uczniowie polskiej szko-

tów nie widzi osoby godnej tego urzędu. „W proteście przeciw deprawowaniu obyczaju politycznego w Polsce przez część polityków i część dziennikarzy rezygnuję z udziału w wyborach prezydenckich” – oświadczył Cimoszewicz.

WŁODZIMIERZ CIMOSZEWICZ zrezygnował ze startu w wyborach prezydenckich. Swoim zwolennikom nie wskazał, na kogo mają głosować, bo – jak powiedział dziennikarzom – wśród pozostałych kandyda6

PBS PRZEPROWADZIŁA na zlecenie „Gazety Wyborczej” badanie na temat przyczyn wycofania się marszałka Sejmu Włodzimierza Cimoszewicza z prezydenckiej kampanii wyborczej. Opinia publiczna jest podzielona: 39 proc. uważa, że marszałek chciał ukryć swoje domniemane oszustwa, dla 25 proc. jest ofiarą fałszywych os-

ły będą uczęszczać na zajęcia z języka polskiego, historii Polski, geografii Polski i wiedzy o społeczeństwie. Zdobytą wiedzę i umiejętności będą mogli wykorzystać nie tylko po powrocie do Polski czy też podczas wyjazdów do kraju przodków, ale przede wszystkim posługując się na co dzień językiem polskim, redagując gazetkę szkolną i rozpowszechniając wiadomości o Polsce, polskiej kulturze, historii, gospodarce czy społeczeństwie wśród swoich słowackich rówieśników.... Zainteresowani w dalszym ciągu mogą się zgłaszać pod numerem telefonu 0904 308 660 lub adresem e-mail: szkola_polska@post.sk IRENA BILIŃSKA

karżeń, a 20 proc. uznało, że w ten sposób zaprotestował przeciw brudnej kampanii – pisze dziennik.

ZBIGNIEW RELIGA zrezygnował z udziału w wyborach prezydenckich, a swoje poparcie przekazał kandydatowi PO Donaldowi Tuskowi. „Analiza obecnej sytuacji wskazuje, że nie wygram wyborów prezydenckich” – powiedział Religa. Zaznaczył, że w wielu elemen-

tach jego program i program Tuska są wspólne lub zbliżone. PREZYDENT A. KWAŚNIEWSKI oświadczył w piątek 23 września, że w wyborach do parlamentu zagłosuje na SLD, a w prezydenckich na Marka Borowskiego; do poparcia lidera SdPl będzie też namawiał Sojusz.

GDYBY WYBORY prezydenckie odbyły się w połowie września MONITOR POLONIJNY


Na

początku nie bardzo chciało mi się jechać, ale zwyciężyła ciekawość i chęć poznania nowych ludzi. A towarzystwo rzeczywiście było ciekawe. W zlocie wzięli udział studenci z Białorusi, Litwy, Mołdawii, Rosji, Niemiec, Ukrainy, Włoch i Słowacji oraz organizatorzy z Polski. Bardzo szybko utworzyliśmy zwarty kolektyw. Życie towarzyskie przeciągało się codziennie do późnej nocy, na szczęście księża pallotyni, u których mieszkaliśmy, okazali nam dużo cierpliwości. Program był zaplanowany tak, abyśmy mogli zwiedzić jak najwięcej zabytków kultury i historii polskiej i miejsc związanych z wielkimi Polakami. Byliśmy w kopalni soli w Wieliczce, Krakowie, Łagiewnikach, Kalwarii Zebrzydowskiej, Oświęcimiu i na Jasnej Górze w Częstochowie. Odwiedziliśmy też Tatry (które nareszcie widziałam „z drugiej strony”) - z praw-

Wieczorne dyskusje dotyczyły zwiedzanych miesc albo życia Polonii w poszczególnych krajach. Na początku było trochę opornie, szczególnie jeśli dyskusja zaczynała się z powodu bogatego programu po dziesiątej wieczorem, ale zawsze znalazł się ktoś mniej śpiący, kto powiedział coś ciekawego i dyskusja się ożywiała. Oczywiście było też wiele okazji do bardziej osobistych rozmów w pokojach albo w autokarze. Właśnie te rozmowy bardzo dużo dla nas znaczyły, ponieważ można było bliżej się poznać, porównać realia naszych krajów, szlifować język, a także nauczyć się paru słów w języku obcym. Niestety, niecały tydzień minął bardzo szybko - krótki czas trwania był chyba jedyną wadą całego doskonale zorganizowanego Zjazdu. Serdeczne podziękowania dla organizatorów. URSULA PERUNSKA

I Zjazd Studentów Polonijnych

najlepszy wynik – 44 proc. – uzyskałby Donald Tusk (PO), za nim uplasowałby się kandydat PiS Lech Kaczyński z 26 proc. Poparcia – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Kolejne miejsca zajęliby: Andrzej Lepper – 15 proc., Marek Borowski – 7 proc., Jarosław Kalinowski – 3 proc., Janusz Korwin-Mikke – 2 proc., Henryka Bochniarz – 1 proc., Maciej Giertych – 1 proc. KOMISJA DO SPRAW PKN Orlen jednomyślnie przyjęła swoje sprawozdanie i zakończyła prace. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, b. premier Leszek Miller, b. minister skarPAŻDZIERNIK 2005

(Wadowice, 28. 08 - 3. 09. 2005) dziwym przewodnikiem górskim zeszliśmy z Kasprowego Wierchu i zwiedziliśmy Zakopane. Przedostatni dzień Zjazdu spędziliśmy w Wadowicach, bardzo miła była audiencja u pani burmistrz połączona z degustacją kremówek papieskich (dla nie-Krakowiaków: napoleonek).

bu Wiesław Kaczmarek, b. minister sprawiedliwości Barbara Piwnik, marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz, minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas i b. minister skarbu Emil Wąsacz powinni stanąć przed Trybunałem Stanu – uznali posłowie z tej komisji. UMOWA PRYWATYZACYJNA PZU z 1999 r. jest nieważna – to główny wniosek raportu końcowego z prac sejmowej komisji śledczej ds. zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU. Komisja przyjęła jednogłośnie raport kończący osiem miesięcy jej prac i złożyła wniosek do ministra skarbu, aby podjął

działania zmierzające do unieważnienia umowy prywatyzacyjnej. WYNIKI WYBORÓW parlamentarnych: PiS otrzymał 26,84 proc., PO - 24,23 proc., Samoobrona 11,66 proc. głosów podała Państwowa Komisja Wyborcza opierając się na wynikach głosowania z 90,10 proc. komisji wyborczych. Według tych danych SLD otrzymał 11,38 proc., LPR - 7,89 proc., PSL - 6,95 proc. głosów. Do Sejmu nie weszły m. in. SdPl z poparciem 3,81 proc. wyborców, PD - 2,41 proc., Platforma Janusza Korwin-Mikke - 1,55 proc., Ruch Patrio-

tyczny - 1 proc. PiS będzie miało 152 mandaty, PO - 133, Samoobrona - 57, SLD - 56, PSL - 27, LPR - 33, Mniejszość Niemiecka - 2 - tyle mandatów w Sejmie zdobyły poszczególne komitety według nieoficjalnych wyników wyborów z 90 proc. lokali wyborczych, podanych przez Państwową Komisję Wyborczą. W Senacie PiS uzyska 48 mandatów, PO 35, LPR - 5, Samoobrona - 4, PSL - 3, inni kandydaci 5 - takie są wyniki wyborów do wyższej izby parlamentu podane przez PKW. Frekwencja wyniosła 40,17 proc. OPRACOWAŁ RADOSŁAW ŁACH 7


P O L S KO - S Ł O WAC K I E Z W I Ą Z K I H I S T O R YC Z N E

Po

zwycięskiej bitwie pod Parkanami (Štúrovo) 9 października 1683 r. strudzone wojska polskie pod dowództwem Jana III Sobieskiego pozostały w obozie na lewym brzegu Dunaju. Dnia 15 października król w liście do żony tak opisywał mizerię swoich żołnierzy: „... deszcze, głód na ludzie i konie (osobliwie w chlebie dla ludzi, bo mięsa i soli jest siła), choroby, rabunki, palenia wsi, kościołów, kapłanów”. Prawie w tym samym czasie, tzn. w początkach października, silna armia litewska pod dowództwem niechętnego Sobieskiemu hetmana Kazimierza Sapiehy przekroczyła granice państwowe i w bitwie pod Zamkiem Orawskim rozbiła oddziały antyhabsburskich powstańców Imre Thőkőlyego (tzw. kuruców). Wojska litewskie rozlały się po Orawie, gdzie dokonały zbrodni i gwałtów na miejscowej ludności, które porównywalne były z czynami „pogańskich” Tatarów, pustoszących ówczesne ziemie Europy Środkowej. Polscy historycy przypuszczają, że hetmani litewscy postanowili w ten sposób doprowadzić do zerwania rokowań Sobieskiego z Thőkőlym. Król zakazał gnębienia niewinnej ludności, a o tych wydarzeniach tak pisał w liście z 20 października do swej Marysieńki: „A dla Boga, a za cóż niewinni chłopkowie cierpieć mają? Ja tu nawet wziętych na wojnie węgierskich żołnierzów nazad ich odsyłam; wyjmując to im z głowy, żeśmy tu nie chrześcian ani kalwinów wojować przyszli, ale tylko samych pogan. Ten naród ustawicznie ręce wznosi do Pana Boga za nami, nam się w protekcyją oddaje, w nas wszystkie pokłada nadzieje – a ich za to ścinać? A jeszcze tych, którzy nas tu żywią i żywić dalej będą”. Dodać tu trzeba, 8

Jan III Sobieski na ziemiach słowackich w 1683 r. (cz. 2) że wojsko litewskie przed wejściem na ziemie słowackie dokonało wcześniej spustoszeń w okolicach podkrakowskich Myślenic. Powróćmy jednak do głównego teatru działań wojennych. Siły cesarsko-bawarskie po dwutygodniowym oblężeniu zdobyły Ostrzyhom (Esztergom). Pomiędzy dowódcami armii sprzymierzonych doszło jednak do sporów. W ich wyniku zrezygnowano z planów natychmiastowego zdobycia Budy i Pesztu. Sobieski przeforsował swoją koncepcję pozostawienia oddziałów polskich na ziemiach słowackich na odpoczynek przed wiosenną kampanią i uzyskał zimowe leża w trzynastu komitatach Górnych Węgier (dzisiejsza wschodnia Słowacja i Ruś Zakarpacka). Na tych terenach operowały jednak oddziały Thőkőlyego, który pod wpływem postępowania wojska litewskiego powrócił całkowicie do orientacji tureckiej

i zerwał rozmowy pokojowe z Sobieskim. Dla zilustrowania przebiegu dalszych wydarzeń proponuję spojrzenie na mapkę działań wojsk polsko-litewskich w jesiennej wojnie z kurucami (przedruk za: Jan Wimmer, Odsiecz wiedeńska 1683 roku, Warszawa 1983 r.). Obrazuje ona zarówno obszar terytorialny aktywności militarnej, jak i ukazuje ówczesne granice państwowe. Sobieski wyruszył spod Parkanów 31 października i skierował się na wschód. Dnia 19 listopada wojska polskie dotarły do Rimawskiej Soboty. Tymczasem oddziały litewskie, które wskutek rozkazu królewskiego chwilowo powstrzymały się od okrucieństw, zlekceważyły polecenie Sobieskiego uderzenia na Nitrę i Nowe Zamki i skręciły na zachód w dolinę Wagu. Ponowne starcie z powstańcami Thőkőlyego dało Litwinom pretekst do kolejnych aktów prze-

MONITOR POLONIJNY


mocy, które okryły niesławą obecność wojsk Sobieskiego na Słowacji. Następnie oddziały hetmana Sapiehy połączyły się z armią polską 19 listopada w Rimawskiej Sobocie. Dzień później połączone siły polsko-litewskie wyruszyły w kierunku Koszyc. Miejscowa ludność, głównie wyznania protestanckiego, sprzyjająca Thőkőlyemu, pamiętająca dodatkowo niedawne krzywdy doznane od katolickich wojsk cesarskich, była skłonna przyjąć protektorat turecki (Porta Ottomańska prowadziła specjalną politykę, mającą na celu pozyskanie protestantów) i opierała się czynnie wojskom Sobieskiego, utożsamianym z polityczno-religijną ekspansją Habsburgów. Thőkőly, który uszedł na terytorium opanowane przez Turków, obsadził swymi garnizonami wszystkie miasta i zamki w celu obrony przed najeźdźcą. Sobieski, ze względu na rozpoczynające się chłody, braki w zaopatrzeniu armii oraz silną obronę twierdz, zrezygnował ze zdobywania Koszyc i Preszowa i skierował się na północ ku granicom Rzeczypospolitej. Wydarzenia te tak opisuje anonimowy świadek: „Cośmy zaś za trudy, głody (...) wskroś Węgry na Koszyce do Preszowa przechodząc (...) podjęli, trudno wyliczyć. Musiało to być nader ciężko dla nas, kiedy z tyłu, z przodu i z boków brano, ścinano, chorych i nużnych ze wsiami palono. Wiązkę mizerną siana i worek obroku krwiąśmy opłacali. I byłoby to (...) ziemi obiecanej powabem (...), ale przyszedszy pod Koszyce miasto [zamiast] mleka i miodu, niestrawnymi nas częstowano kulami”. W wojsku zapanowało zniechęcenie, przeciwnicy króla rozpowszechniali pogłoski mówiące, że władca zaplanował tę wyprawę nie dla zniszczenia potęgi tureckiej, lecz dla wygubiePAŻDZIERNIK 2005

nia polskiej szlachty, ukrócenia jej wolności i wprowadzenia władzy absolutnej. Wbrew wcześniej zebranym przez dowództwo informacjom o łagodnym ukształtowaniu terenu warunki marszu jeszcze się pogorszyły. Sobieski pisał: „Jako to ludzkie zawodzą powieści (...). Udawano nam przedtem, że gór na Węgrzech nie masz, tylko te, które nas od nich dzielą [Karpaty] a teraz doznawamy tego, że od samego Dunaju aż do Polski nie masz nic, tylko góry. Mniejsze rodzą wina, złoto, srebro, miedź i insze minery; a większe śnieg a okropne lasy”. Biorąc te wszystkie uwarunkowania pod uwagę, król wydał rozkaz powrotu do kraju. Po zdobyciu miasta Sabinów większość wojska 13 grudnia przekroczyła granicę pod Muszyną. Na wschodzie Słowacji pozostały jedynie oddziały litewskie. W marcu 1684 r. kuruce Thőkőlyego odzyskali jednak Sabinów. W ten sposób zakończył się kilkumiesięczny epizod pobytu armii Jana III Sobieskiego na Słowacji. Świetne zwycięstwo pod Parkanami przysporzyło królowi polskiemu sławy, ale niestety spory wśród dowódców sprzymierzonych wojsk oraz zbójeckie czyny części polsko-litewskiej armii nie pozwoliły zdyskontować sukcesu militarnego i na wieki okryły sromotą tych, którzy zamiast przynosić wolność, siali pożogę i śmierć. Historia jak zwykle wystawiła bezlitosną ocenę swoim dzieciom. WOJCIECH BILIŃSKI P. S. Do I części artykułu zamieszczonego w numerze wrześniowym wkradł się błąd – dowódcą armii tureckiej w bitwie pod Parkanami był nie Kara Mustafa, który przebywał wówczas w Budzie, lecz Kara Mehmed.

•SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA•

L

ata w tym roku nie było w ogóle. A jesień już dawno się zaczęła i pewnie będzie długa. A jesienią – wiadomo – zbieramy kasztany. Deszcz leje, wiatr wieje, a my pod drzewem. Co jakiś czas z gałęzi padają na nas mokre kolczaste kule. A w tej naszej wsi, pod tym naszym drzewem przy kościele kasztanów pełno. Musieliśmy przynieść nawet wiklinowy kosz, bo miejsca w kieszeniach już nie wystarczało. Gdy mieliśmy ten wielki kosz do połowy pełen, towarzysząca mi ośmioletnia dziewczynka spytała, do czego są nam potrzebne te kasztany. Odpowiedziałam, że do niczego, ale tak fajnie się je zbiera... I zbieraliśmy dalej. Fajnie jest w kaloszach i płaszczu przeciwdeszczowym brodzić w mokrej trawie. Ile rzeczy w życiu robimy dlatego, że oczekujemy czegoś w zamian, wymiernych korzyści, efektów i skutków. A ile takich bezinteresownych, nieracjonalnych i bez konkretnego zysku. Tylko albo aż dla przyjemności. Zakochać się bez wzajemności, bo tak fajnie jest być zakochanym, podśpiewywać sobie nawet fałszywie, bo tak fajnie się śpiewa, puszczać kaczki z kamieni, bo tak fajnie jest słuchać pluskania wody... A obok tych kasztanów leżały w trawie orzechy, które pewnie by się nam do czegoś przydały. One tam zostały, bo kasztany zbiera się fajniej. MAJKA KADLEČEK 9


TV Polonia oknem na Polskę

działa od 12 lat. Widzowie na Słowacji od jakiegoś czasu WYWIAD MIESIĄCA TV Polonia mogą oglądać ten program poprzez telewizję kablową, inni odbierają sygnał z satelity. Ci, którzy posiadają sprzęt analogowy, chcąc

Na świecie działają różne telewizje satelitarne. Czy na którejś z nich wzoruje się TV Polonia? W Europie jest kilkanaście telewizji o podobnym charakterze działania jak nasza telewizja. TV Polonia działa w tzw. Grupie Bruges, do której należą takie stacje, jak np. węgierska Duna, rosyjska Planeta, BBC World, Deutsche Welle. Ale charakter tych stacji jest różny. Np. Deutsche Welle jest typową stacją informacyjno-promocyjną, nadawaną w kilku językach, pokazującą problemy światowe z niemieckiego punktu widzenia. TV Polonia ma nieco inne zadanie. Przygotowuje program dla piętnastu milionów widzów polskiego pochodzenia, mieszkających poza granicami Polski. Zadaniem telewizji publicznej jest utrzymywanie więzi z naszymi rodakami za granicą, promowanie kraju za granicą jest raczej drugoplanowym elementem naszej działalności. Dla twórców programu TV Polonii to nie lada wyzwanie zaspokoić gusta kilkunastu milionów widzów mieszkających na różnych kontynentach. Staramy się to robić najlepiej, jak potrafimy, choć czasami zgłaszane są słowa krytyki, ale tych jest mniej niż pochwał. Spotkał się Pan z opinią, że Polska pokazywana w TV Polonia jest niedzisiejsza? Tak, ale nie zgadzam się z tym. Niektórzy zarzucają nam, że pokazujemy za dużo np. sztuki ludowej. Ten, kto tak twierdzi, nie ogląda TV Polonia albo ogląda ją wyrywkowo. 10

nadal oglądać program TV Polonia, będą musieli zakupić sprzęt cyfrowy, bowiem TV Polonia, podobnie jak cały świat, od października zmienia system nadawania. O nowych programach, założeniach i sposobach pracy w TV Polonia rozmawiałam podczas XIII Światowego Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie z jej dyrektorem - Antonim Bartkiewiczem. W których programach Polska jest „niedzisiejsza”? W magazynach gospodarczych? W programach informacyjnych? Może kiedyś tak było. My staramy się pokazać Polskę taką, jaka jest: z dziurami w drogach, z facetem żebrzącym na ulicy, ale też i Polskę wspaniałą, z sukcesami, z zespołem „Mazowsze” czy z innymi artystami. Często właśnie polskość utożsamiana jest z ludowością. Czy to nie jest zbyt uproszczony schemat? Owszem, dla niektórych Polska to ciupagi i góralszczyzna. W Stanach Zjednoczonych są na przykład kluby góralskie. I dla tych ludzi to jest właśnie Polska. Ale na świecie działają też kluby polskich medyków i wiele innych. My staramy się dostrzegać i jedno, i drugie. Jak Pan sobie wyobraża widza, który zasiada przed telewizorem gdzieś za granicą? To są bardzo różni ludzie. Znam domy, gdzie 24 godziny na dobę ludzie oglądają TV Polonia, znam domy wybitnych światowej sławy artystów, którzy wybierają z naszej oferty ambitne programy. Dla każdego coś innego. Ale na przykład w Ameryce Południowej są środowiska polonijne, które żyją w enklawie, jak przed stu laty, i oni myślą, że taka nadal jest Polska.

I tu chyba stoi przed Państwem duże wyzwanie – pokazać, jaka Polska jest naprawdę. Kiedyś czytałam w polskiej prasie wywiad z Haliną Mlynkovą (piosenkarka pochodząca z Zaolzia – przyp. od red.), która ze zdziwieniem stwierdziła po przeprowadzce do Polski, że Polacy z Zaolzia pielęgnują inny obraz Polski niż rodacy mieszkający w kraju. Okazało się, że polska młodzież rozmawia, posługując się dialogami z filmów „Rejs” czy „Miś”, i raczej nie tańczy w zespołach ludowych. W 2002 roku miałem okazję być w Ameryce Południowej, w Sao Paulo, gdzie uruchomialiśmy sygnał TV Polonia. Na sali, gdzie sprawdzaliśmy jakość sygnału, siedziało dwóch starszych panów i płakało. Kiedy zwrócili się do mnie, nie rozumiałem, w jakim języku mówią. Okazało się, że to byli dwaj Polacy pochodzący z okolic Śląska, którzy mówili gwarą śląską sprzed wielu lat. Zacząłem im tłumaczyć, co oglądają na ekranie. Właśnie wyświetlaliśmy polski serial „Klan”, a ja im wyjaśniałem, o co w tym filmie chodzi. Panowie byli tak zdziwieni tym, że taka jest Polska, że postanowili zaoszczędzone pieniądze wydać na podróż do kraju. MONITOR POLONIJNY


Często się mówi o czymś, że jest oknem na świat. Czy w przypadku TV Polonia można powiedzieć, że ona jest oknem na Polskę? Tak. Pokazujemy Polskę z całym jej wachlarzem różnorodności. Dla jednych polskość to zespół „Mazowsze”, dla innych to artyści estradowi, których uhonorowaliśmy tytułem „Artysty bez Granic”, są to m.in. zespół „Budka Suflera”, Krzysztof Krawczyk czy tegoroczny laureat tejże nagrody - grupa „Myslowitz”. Ile procent własnego programu tworzy Telewizja Polonia? TV Polonia jest jedną z anten TVP, więc mamy prawo korzystać z dorobku i twórczości programu pierwszego, drugiego i trzeciego Telewizji Polskiej. Tworzymy 30% własnego programu dedykowanego widzom za granicą, pozostałe audycje, jak np. „Wiadomości” przyjmujemy z „Jedynki”. Ile osób wyjeżdża w teren, by przygotować programy specjalnie dla Polonii?

Dla nas teren oznacza cały świat. Mamy swoich ludzi w niektórych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych. Posiłkujemy się też pracownikami z całej telewizji publicznej, czyli czterema tysiącami ludźmi. Obecnie w nowej formule audycji, nazwanej „Z daleka i z bliska”, chcemy zacząć współpracować z państwem, czyli z dziennikarzami mediów polonijnych. Chcemy, żebyście nas naprowadzali na tematy dla was ważne i przy technologii telewizyjnej je realizowali. W ten sposób pokazywalibyśmy też waszą pracę. Jakie inne nowości przygotowujecie dla swoich widzów? Po wstąpieniu Polski do Unii poza granicami kraju w celach zarobkowych znalazło się milion naszych obywateli. Oni też napotykają na różne problemy, różne zjawiska, a my im chcemy towarzyszyć. Co trzeba zrobić, żeby zaprosić TV Polonia na imprezę organizowaną w swoim kraju?

Przesłać informację, że taka impreza się odbywa i przekonać, że jest to bardzo ważne. Kogo trzeba przekonać? Mnie. Myślałam, że jakąś komisję czy radę. Ja mam metodę tzw. zarządzania partycypacyjnego. Podejmuję sam decyzje, bo ponoszę jednoosobowo decyzje i odpowiedzialność. U nas nie ma wartościowania, przyznawania punktów, jakiś konkursów piękności. Tu odbywa się to podobnie jak w redakcji gazety, gdzie redaktor naczelny decyduje, czy dany artykuł opublikuje, czy nie. Do jakiego stopnia słowacka Polonia, która jest tuż za miedzą, może być interesująca dla widza TV Polonia? Codziennie do nas wpływają lisy z zaproszeniami na imprezy odbywające się w różnych zakątkach świata. Nie możemy być wszędzie. W przypadku Czech i Słowacji to bardzo ciekawy aspekt. Wy macie zupełnie inne problemy niż np. Polacy na Wschodzie albo w Niemczech. Ale przyjeżdżamy również do was, kiedy coś się dzieje i chętnie to pokazujemy. Telewizja Polonia przygotowuje programy dyskusyjne z udziałem Polaków z całego świata. Do tej pory nikt ze Słowacji nie był gościem takiego programu. Czy to oznacza, że ten głos w dyskusji się mniej liczy? To przypadek. To nie jest celowe działanie. Opracowując jakiś temat, szuka się specjalistów. W programach biorą udział ci, którzy mogą przyjechać do studia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: AUTORKA 11


XIII Światowe Forum Mediów Polonijnych

C

zego można się spodziewać, wyjeżdżając na Śląsk? Większości z nas ten region kojarzy się z kominami hutniczymi, kopalniami węgla i szarością miast. Kiedy dowiedziałam się, że tegoroczne spotkanie dziennikarzy polonijnych odbędzie się na Śląsku, byłam pewna, że organizatorzy pokażą nam ten region od najpiękniejszej strony. Nie pomyliłam się.

Podczas oficjalnego otwarcia XIII Światowego Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie zebranych przywitał główny organizator Stanisław Lis.

stników kondycji i wytrzymałości. Warto było poświęcić wszystkie siły, by dotrzymać kroku w szalonym tempie! Na wstępie w Katowicach, w sali Sejmu Śląskiego (na tej sali wzorowano się, budując salę sejmową przy ul. Wiejskiej w Warszawie) przywitał nas wojewoda śląski Lechosław Jarzębski, zachwalając atrakcje regionu, które doceniliśmy po kilku dniach spędzonych na Śląsku. Niewątpliwie jedną z największych atrakcji turystycznych, również w skali kraju, jest sześciowiekowy zamek w Pszczynie – rezydencja książąt pszczyńskich (ten sam, który „grał” w filmie Filipa Bajona „Magnat”, niedawno transmitowanym w TV Polonia), któremu uroku dodaje zabytkowy park w stylu angielskim, gdzie wśród

Po raz trzynasty organizatorzy Światowego Forum Mediów Polonijnych – Stowarzyszenie Małopolskie Forum Współpracy z Polonią – przygotowało świetny program i warunki dla 150 dziennikarzy polskich z całego świata. Po oficjalnym rozpoczęciu Forum w Tarnowie, „mateczniku” imprezy, wstępnych dwudniowych prezentacjach i spotkaniach uczestnicy dotarli do Katowic. I tu rozpoczęła się „śląska przygoda”, wypełniona atrakcjami po brzegi, rozplanowana co do minuty, wymagająca od ucze-

Uczestnicy Forum

Koncert orkiestry kameralnej „Aukso” 12

TARNÓW-KATOWICE 2005 drzew przepływa rzeka Pszczynka, tworząc urocze zakątki i wyspy. Podczas prezentacji miasta Tychy przywitał nas wiceprezydent miasta Henryk Borczyk hasłem „My jesteśmy z TYCH najlepszych”. I okazało się, że Tychy mają wiele do zaoferowania, a ich największym potencjałem są jego mieszkańcy – przedsiębiorcze kobiety na czele z Ewą Stachurą-Pordzik, które wzięły inicjatywę do swoich rąk i pozyskały dla miasta inwestorów w ramach Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W mieście oprócz drukarni „Gazety Wyborczej” swoją siedzibę ma wiele firm o międzynarodowym znaczeniu. Polki potrafią! Tyskie Muzeum Piwowarstwa oferuje trzygodzinną wycieczkę po browarach książęcych, funkcjonujących od 1629 roku. Tu spotykają się tradycja z nowoczesnością. Nowoczesne muzeum (wspaniałe audiowizualne wyposażenie) prezentuje nie tyl-

ko najnowsze technologie (zwiedzający browar mogą obejrzeć cały proces warzenia złotego napoju), ale i dają możliwość przeniesienia się w czasie w celu obejrzenia początków browaru i kolejnych etapów jego rozwoju. Koncert tyskiej orkiestry kameralnej „Aukso” to cudowne przeżycie muzyczne na najwyższym poziomie, tym bardziej, że podczas niego zabrzmiał również utwór znanego śląskiego kompozytora – Wojciecha Kilara – „Orawa”. MONITOR POLONIJNY


Koncert odbył się w nowopowstałej siedzibie nowoczesnej Biblioteki Śląskiej. W Rudzie Śląskiej atrakcją było spotkanie z jej mieszkanką (mieszkała w Rudzie śląskiej do 14 roku życia), mistrzynią olimpijską z Aten, naszą najlepszą pływaczką – Otylią Jędrzejczak. Chorzów zwiedziliśmy z lotu ptaka, czyli z kolejki linowej „Elka”, kursującej nad przepięknym Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku im. Gen. Jerzego Ziętka (park zajmuje 620 ha powierzchni!), na terenie którego znajduje się m.in. Stadion Śląski (tu odbywają się nie tylko mecze piłkarskie i inne atrakcje sportowe, ale i koncerty – niedawno wystąpił tu zespół „U2”). Częstochowa to miasto, którego Jasna Góra jest największą wizytówką. Tam właśnie wieczorową porą odbyło się widowisko pt. „Częstochowska Victoria“, imponujące przedstawienie, które dzięki wspaniałym aktorom (m.in. Daniel Olbrychski, Krystyna Feldman), efektom muzycznym, wizualnym, fajerwerkom, zgromadziło rzesze turystów i mieszkańców tego miasta. Byliśmy tam! Na zakończenie Forum zostaliśmy ugoszczeni w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk“ im. Stanisława Hadyny w Koszęcinie. Przepiękny zamek, który został nam udostępniony, zrobił na nas duże wrażenie. Najlepsze miało dopiero przyjść – specjalny koncert zespołu „Śląsk“ w godzinach przedpołudniowych tylko dla

nas (!) w nie wyremontowanych jeszcze, nowych pomieszczeniach zespołu, czyli: „Czym chata bogata”. A bogactwo folkloru prezentowanego przez ten zespół jest niezaprzeczalne! Warsztaty dziennikarskie w Telewizji Katowice

Nikiszowiec – katowickie osiedle górnicze z początku XX wieku

Twierdza Ogrodzieniec

„Z jednej strony Forum stało się efektywną formą promocji naszej ojczyzny, z drugiej – dzięki wiedzy, talentom i patriotyzmowi dziennikarzy polonijnych – wzmacniają się więzi pomiędzy środowiskami Polonii całego świata” – ocenił tegoroczne Forum główny organizator przedsięwzięcia Stanisław Lis. „Forum pokazuje urodę poszczególnych polskich regionów, miast, gmin, firm, tworzy atmosferę wielkiej dziennikarskiej rodziny – przyjacielskiej, pracowitej, ale i bardzo wymagającej. Krytycznej, ale budującej dobre praktyki pracy dziennikarskiej” – dodał. I choć na Górnym Śląsku znajduje się wiele młodych, sztucznie wybudowanych miast, to czaruje on urokliwą zielenią lasów i parków, a przede wszystkim kulturą i przedsiębiorczością ludzi. I znów sukces! Szanowni Organizatorzy! Udało Wam się zachwycić nas tym, co z pozoru wydawało się, że zachwycić nie jest w stanie. Oby tak dalej! TARNÓW – KATOWICE – PSZCZYNA – TYCHY – RUDA ŚLĄSKA – CHORZÓW – ŚWIĘTOCHŁOWICE - SOSNOWIEC – ZAWIERCIE – CZĘSTOCHOWA – KOSZĘCIN

MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: AUTORKA

Uczestnicy Forum na stadionie w Chorzowie PAŻDZIERNIK 2005

13


T

radycyjnie niemal rokrocznie, konkretnie w sierpniu, spędzam wakacje na polskim wybrzeżu ze względu na pewien sentyment do festiwalu sopockiego, który odbywał się właśnie w końcu sierpnia. Inaczej nie było i 25 lat temu, kiedy to dotarłam wraz z mężem do Trójmiasta tuż przed rozpoczęciem strajku w stoczniach Gdańskiej i Gdyńskiej. Doskonale pamiętam chwile pełne napięcia i niepokoju w obawie, co będzie dalej, w jaki sposób i kiedy powrócimy na Słowacje ze względu na brak paliwa na stacjach benzynowych. Z drugiej strony byliśmy niezmiernie podekscytowani tym, że stała się rzecz niemożliwa, i cieszyliśmy się z tego, że byliśmy świadkami powstania „Solidarności”. Fascynowała nas spontaniczność i odwaga stoczniowców.

Moje sierpnie 1980 i 2005 W tym roku byłam świadkiem obchodów rocznicowych jednego z najpiękniejszych wydarzeń ostatniego ćwierćwiecza. I znowu Gdańsk stał się miastem, na które świat patrzył z najwyższą uwagą. Wymiar obchodów jubileuszowych miał nie tylko wydźwięk polityczny. Dwudziesta piąta rocznica sierpniowego przełomu w Polsce przyciągnęła do Gdańska wielką gwiazdę – JEANA MICHELA JARRE’A. Tym razem znowu byłam pod ogromnym wrażeniem koncertu prekursora i najlepszego wykonawcy muzyki elektronicznej na świecie .to Było bez wątpienia wy-

S

opocki festiwal przez niemal 40 lat był wizytówką najsłynniejszego polskiego kurortu nadmorskiego. To tutaj występowali m.in. Karel Gott, Ałła Pugaczowa, Chris Rea, Lionel Richie, Bryan Adams czy Whitney Houston. W zeszłym roku przetarg na organizację festiwalu piosenki w Sopocie wygrała komercyjna telewizja TVN, która postanowiła przywrócić imprezie dawną formę konkursu o Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. Podobnie jak dawniej i w tym roku impreza trwała trzy dni (2-4 września). DZIEŃ PIERWSZY należał do Moniki Brodki, Sidneya Polaka, Reni Jusis, Agnieszki Chylińskiej, zespołów „Myslowitz”, „Zakopower”, „Sistars”, a w finale do Maryli Rodowicz. Jednym słowem wystąpiła krajowa śmietanka. W DRUGIM DNIU festiwalu o nagrodę Bursztynowego Słowika ubiegało się sześcioro spośród dziesięciorga wyłonionych przez konkursowe jury wykonawców: Ewelina Flinta, Andrzej Piasek Pia-

14

seczny, Krzysztof Kiljański, Mandaryna oraz zespoły „Virgin” i „Łzy”. Artyści zaśpiewali po dwie piosenki: utwór dzięki, któremu znaleźli się w finale, oraz własną wersję jednego z największych przebojów w historii festiwali sopockich. Poza konkursem wystąpili: Katarzyna Skrzynecka z brytyjskim pieśniarzem Gordonem Haskellem, Natalia Kukulska z brytyjskim soulmanem Lemarem oraz legendarny niemiecki zespół rockowy „Scorpions”. TRZECIEGO DNIA festiwalowy wieczór otworzył Patrizzio Buanne – piosenkarz z polsko-włoskimi korzeniami. Podczas koncertu galowego usłyszeli-

darzenie, jakiego Gdańsk jeszcze nie widział. Koncert J.M. Jarre’a w Stoczni Gdańskiej obejrzały setki tysięcy osób. Wielki plenerowy spektakl artysta dedykował ludziom „Solidarności” i Janowi Pawłowi II. W koncercie „Przestrzeń wolności” towarzyszyła mu Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Bałtyckiej i Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego. śmy Beatę Kozidrak z zespołem „Bajm”, który to zespół otrzymał Złotego Słowika za całokształt pracy. A na deser – gwiazda tegorocznego festiwalu – wciąż dobry brytyjski zespół „Simly Red” z charyzmatycznym Mickiem Husknallem. W trakcie koncertu ogłoszono werdykt jury i wyniki głosowania publiczności. Główną nagrodę SOPOT FESTIWAL 2005 Bursztynowego Słowika otrzymał Andrzej Piasek Piaseczny za piosenkę „Z głębi duszy”. Przyznano również Słowika Publiczności. Zdobywcą tej nagrody został zespół „Virgin” i Doda za piosenkę „Znak Pokoju”.

MONITOR POLONIJNY


Wielki koncert zamienił się w patriotyczne wydarzenie, gdy zabrzmiały „Mury” Jacka Kaczmarskiego w nowej aranżacji. Kiedy na ścianach stoczniowych budynków pojawiły się zdjęcia Jana Pawła II, wielotysięczny tłum zamarł. Po chwili na widowni zapłonęły setki ogni z zapalniczek. Jarre mówił o swoich spotkaniach z Papieżem. Dziękował stoczniowcom, dzięki którym mógł zagrać w wolnej Polsce. „KOCHAM WAS, KOCHAM POLSKĘ” – powiedział ku radości wszystkich zebranych. Potężne nagłośnienie, światła, lasery, fajerwerki, dźwigi, pomalowane na szaro hale, które były ekranami projekcyjnymi, wszystko to układało się w opowieść o naszym kraju i świetnie wkomponowało się w stoczniową przestrzeń. Trudno było wyobrazić sobie lepszy wybór artysty na ten historyczny wieczór, a spotkanie z nim pozostanie w pamięci na długi czas. URSZULA SZABADOS Andrzej Piaseczny podziękował wszystkim, którzy byli z nim przez cale chude lata. „Musiałem nauczyć się spokoju wewnętrznego. Kiedy zdarza się takie wyróżnienie – to jest nagroda, która mówi, że tych 15 lat nie poszło na marne” –powiedział Piasek. Na pytanie, jaki to był festiwal, trudno o jednoznaczną odpowiedź. Przez długie lata w Sopocie rywalizowali wykonawcy z różnych stron świata, stąd też festiwal zwany był „międzynarodowym”. Kilka lat temu sopocka impreza była raczej festiwalem folkloru. Tym razem Sopot Festiwal zabrzmiał trochę jak Krajowy Festiwal Piosenki w Opolu, tyle że wzbogacony występami zagranicznych gwiazd. Akredytowani dziennikarze nie mogli się poruszać po zapleczu. Trudno było umawiać się na wywiady z gwiazdami. No cóż, nowy organizator – nowe porządki. Dobrze się stało, że rywalizacja o Bursztynowego Słowika powróciła do Opery Leśnej, chociaż różne były „światy muzyczne”. Z jednej strony Mandaryna, z drugiej świetny Krzysztof Kiljański. Trudno w tej sytuacji powiedzieć, co liczy się bardziej – piosenka czy popularność artysty. URSZULA SZABADOS PAŻDZIERNIK 2005

Solidarność, Solidarność O riginálny filmový počin pripravila Telewizja Polska pri príležitosti 25. výročia vzniku NSZZ Solidarność. Film je mozaikou trinástich poviedok nakrútených vynikajúcimi poľskými tvorcami, ktorí nám formou hraných príbehov, resp. dokumentárnych záberov predstavujú atmosféru okolo augusta 80. roku a zároveň poukazujú na následné premeny spoločnosti. Každá deväťminútová etuda má svojskú umeleckú výpoveď, úplne odlišnú formou i obsahom. Hneď úvodná poviedka režiséra Juliusza Machulského s názvom Sushi je poňatá v komediálnom až sarkastickom duchu. Podľa hlavných protagonistov príbehu jediným prínosom Solidarnośći je práve titulné Sushi. Machulski potvrdil svoju tvorivú invenciu a patričný nadhľad. V poviedke Torba režisér Andrzej Jakimowski odvíja príbeh dvoch vlakových zlodejov, ktorých nemilo prekvapí obsah ukradnutej tašky, keď v nej nájdu štrajkové letáky. Hraný dokument Tablice režiséra Jerzega Domaradského je príbehom o slávnych transparentoch, na ktorých štrajkujúci z gdanskej lodenice písali svoje požiadavky. Režisér Jan Jakub Kolski prežil august 1980 v Taliansku na expedícii do najhlbšej jaskyne Antro del Corchia. Práve tu sa odohráva jeho etuda Svetlo. O Lechovi Walęsovi sa dozvedia z tranzistoru. Hrdina Długopisu Piotra Trzaskalského Janusz si chce privyrobiť na obrovských večných perách z umelej hmoty s portrétom pápeža. Nikto ich však nekupuje. Zlom nastane, keď takýmto perom podpíše Lech Walęsa Augustové dohody. Filip Bajon v poviedke Benzyna čerpal námet z vlastnej skúsenosti. Muž cestuje vlakom do Gdanska za svojou ženou, ktorá uviazla v aute bez paliva. Benzín však chýba na celom pobreží. Spolucestu-

júci presvedčí manžela, aby sa kanistry zbavil. Viera je dôležitejšia ako výbušná tekutina. Absurdné?! Zaujímavým príspevkom je videoklip Ryszarda Bugajského Gdzie jest nasza Solidarność. Príbeh sa odohráva na Dworci Centralnom, ktorý symbolizuje celé Poľsko. Grzegorz Markowski zo skupiny Perfekt, rapujúc rozpráva svojim takmer dospelým synom príbeh svojho života ktorý je vlastne dejinnou udalosťou vzniku Solidarity: študentské protesty 68. roku, pobyt vo väzení pôsobenie v KOR. Synovia mu však kontrujú spievaním refrénu: „Otec, kde je teraz tá tvoja Solidarność?“ Otec prizná, že dávne ideály zostali zašantročené a on sám sa v slobodnom Poľsku cíti ako porazený. Zo staničného ampliónu počuť hlásenie, že vlak Solidarność mešká a možno vôbec nepríde. Nesklamal ani Jacek Bromski v etude I wje pan co? Bývalý prorežimový prokurátor, ktorý poslal do väzenia bývalého disidenta (dokonalá herecká kreácia Janusza Gajosa), má vo funkcii šéfa banky rozhodnúť o pridelení dôležitého kreditu pre svojho väzňa. Rozčarovanie prišlo od dvoch najslávnejších tvorcov. Andrzej Wajda v Człowiekowi s nadziei formou politickej agitky bez štipky tvorivej invencie zaznamenáva stretnutie Krystyny Jandy i Jerzego Radziwiłowicza s Lechom Walęsom. Krzysztof Zanusi v etude Czołgi ukazuje pozadie nakrúcania scén do autografie o Jánovi Pavlovi II. v Krakove. Dôstojnou bodkou celej mozaiky bola poviedka Magdaleny Szumowskej Ojciec. Autografické spomienky z pohľadu sedemročného dievčatka na neľahký osud jeho otca. Film bol uvedený v TV Polonia. Do pozerania PAVOL BEDROŇ 15


Od

konferencji w Jałcie (4-11 lutego 1945 roku) minęło kilka miesięcy, od oficjalnego zakończenia II wojny światowej w Europie kilka tygodni, gdy w pałacu Cecilienhof pod Poczdamem po raz trzeci i ostatni spotkała się Wielka Trójka, czyli szefowie państw tworzących wielką koalicję – USA, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Protokół, który na tym spotkaniu podpisali, przeszedł do historii jako układ poczdamski.

TO WARTO WIEDZIEĆ W rozpoczętych 17 lipca w pałacu Cecilienhof obradach Związek Radziecki reprezentował Józef Stalin, Stany Zjednoczone Harry Truman, który został prezydentem po śmierci Franklina Delano Roosevelta, a Wielką Brytanię Winston Churchill. Podpis tego ostatniego nie widnieje jednak pod komunikatem końcowym konferencji poczdamskiej, albowiem podpisał go Clement Attlee, który po wygraniu wyborów w Wielkiej Brytanii zastąpił w końcowych dniach konferencji Winstona Churchilla na stanowisku premiera. Przy poczdamskim „okrągłym stole” najsilniejszą pozycję miał Józef Stalin, mimo iż to właśnie on był współwinny wybuchu II wojny światowej. Do Cecilienhof wchodził jako wódz armii stojących w Berlinie, a po klęsce wyborczej Churchilla był jedynym przywódcą, który bezpośrednio rozgrywał losy wojny od jej początku do końca. To jemu Truman szepnął na powitanie, że Amerykanie właśnie dokonali udanej eksplozji bomby atomowej, która przyspieszy koniec wojny na Dalekim Wschodzie. Amerykański prezydent był jednak zdumiony, gdy Stalin przyjął tę wiadomość obojętnie. Nie wiedział bowiem o tym, że wywiad radziecki otrzymywał od niemieckiego fizyka, komunisty Klausa Fuchsa, który wyemigrował z Niemiec do Londynu, dokładne informacje o postępach w przygotowaniu do produkcji broni atomowej. Wielką Trójkę w Poczdamie wiele różniło, różniły ich nie tylko interesy 16

geopolityczne, ale także, a może przede wszystkim, rozumienie polityki międzynarodowej i filozofii dziejów, łączyło zaś przekonanie, że trzeba uczynić wszystko, by uniemożliwić Niemcom wywołanie kolejnej wojny. W komunikacie końcowym wyraźnie stwierdzono, że Niemcy muszą ponieść karę i konsekwencje za zbrodnie popełnione podczas II wojny światowej, ale też podkreślono, że „nie jest zamiarem aliantów zniszczenie lub zniewolenie narodu niemieckiego”, że otrzyma on „możliwości przygotowania się do ponownej odbudowy swego życia w oparciu o zasady demokracji i wolności”. W Poczdamie Wielka Trójka podzieliła między siebie Niemcy na cztery strefy okupacyjne, nad którymi władzę najwyższą miała wykonywać Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec, złożona z głównodowodzących sił zbrojnych ZSSR, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Zgodnie z układem poczdamskim okupacja Niemiec miała zapewnić denazyfikację przez likwidację ustawodawstwa faszystowskiego i faszystowskich organizacji. Zbrodniarze wojenni mieli być postawieni przed Międzynarodowym Trybunałem Wojennym. Każde z czterech mocarstw miało egzekwować reparacje ze swojej strefy wpływów, a Związek Radziecki miał dodatkowo otrzymać także reparacje w formie części instalacji przemysłowych z innych stref okupacyjnych. Mówiąc o odszkodowaniach wojennych, nie zapomniano o Polsce, która miała takowe otrzymać z radzieckiej strefy okupacyjnej. Na konferencji poczdamskiej pod-

jęto też decyzję o masowym przesiedleniu do Niemiec ludności niemieckiej z Polski, Czechosłowacji i Węgier. Taki masowy „transfer” ludności był niewątpliwie rozwiązaniem drastycznym i dziś nie może służyć za przykład rozwiązywania konfliktów między sąsiadującymi państwami. Pamiętać należy jednak o tym, że to III Rzesza rozpętała rasistowską wojnę w celu zdobycia „przestrzeni życiowej”, a jej główny architekt Adolf Hitler już w 1939 roku rozpo-

Ostatnie spotkanie

Wielkiej Trójki czął wielkie masowe deportacje ludności z terenów zajętych przez Rzeszę, jednocześnie zgadzając się na powrót do Rzeszy Niemców z tej części Europy, którą zaanektował Związek Radziecki. W Poczdamie powołano również Radę Ministrów Spraw Zagranicznych, składającą się z przedstawicieli czterech mocarstw oraz Chin. Jej zadaniem miało być opracowanie traktatów pokojowych z sojusznikami III Rzeszy. Układ poczdamski postawił przed Niemcami trudne warunki, czyniąc je odpowiedzialnymi za ludobójczą walkę. Komunikat mówi wyraźnie o tym, że naród niemiecki „nie może uchylać się od odpowiedzialności za to, czym sam się obciążył”. Nie wymazywał jednak na trwale Niemiec z mapy Europy, obiecując im, że po demilitaryzacji, denazyfikacji i demokratyzacji zajmą właściwe miejsce na kontynencie europejskim. Ustalenia konferencji poczdamskiej był ważne nie tylko dla NiemMONITOR POLONIJNY


ców, równie ważne, a może najważniejsze były dla Polaków. Do Poczdamu zaproszono na konsultacje liczną delegację polską, w skład której wchodzili m. in. Bolesław Bierut, Stanisław Grabski, Stanisław Mikołajczyk, Edward Osóbka-Morawski, Michał Rola-Żymierski i Wincenty Rzymowski. Delegacja ta przedstawiła polskie postulaty, które dotyczyły

dzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec”. De facto wytyczono więc naszą zachodnią granicę. Owa rozstrzygająca definitywnie jej linię konferencja pokojowa nigdy się nie odbyła, tak więc niejednoznaczność sprawy polskiej granicy zachodniej na długie lata wzmocniła zależność Polski od Związku Radzieckiego. Przyszłe rozstrzygnięcia, przesą-

przede wszystkim polskiej granicy zachodniej. O ile w lutym 1945 roku na konferencji w Jałcie Wielka Trójka wyznaczyła wschodnią granicę Polski, o tyle sprawę granicy zachodniej pozostawiła otwartą – miała się nią zająć przyszła konferencja pokojowa. W Poczdamie uzgodniono, przede wszystkim dzięki konsekwentnemu stanowisku Stalina, przesunięcie zachodniej granicy Polski aż do Odry i Nysy Łużyckiej. Powtórzono wprawdzie formułę jałtańską, że „ostateczne ustalenie zachodniej granicy Polski powinno być odłożone do konferencji pokojowej”, ale zarazem uznano, że do tego czasu terytorium znajdujące się między przedwojenną granicą Polski a linią Odry i Nysy Łużyckiej, południowa część Prus oraz Wolne Miasto Gdańsk „powinny znajdować się pod zarządem państwa polskiego i nie powinny być uważane za część ra-

dzające o polskiej granicy zachodniej, przewidywała jednak wspomniana już uchwała trzech mocarstw o przesiedleniu ludności niemieckiej. W listopadzie 1945 roku Sojusznicza Komisja Kontroli, sprawująca władzę nad Niemcami, przyjęła plan przesiedleń ludności niemieckiej z Polski do stref okupacyjnych radzieckiej i brytyjskiej, przy czym zdecydowano, że wysiedleniu podlegają wszyscy Niemcy mieszkający na wschód od linii Odry i Nysy. Dzięki postanowieniom konferencji poczdamskiej Polska uzyskała duże rekompensaty terytorialne za ziemie stracone na wschodzie. Wprawdzie uzyskane terytorium było o 20 proc. mniejsze niż straty, ale były to ziemie o znacznie wyższym poziomie cywilizacyjnym. Pamiętać jednak trzeba, że były straszliwie zniszczone w wyniku działań wojennych i ogołocone z wszystkiego, co udało

PAŻDZIERNIK 2005

się wywieźć specjalnym jednostkom radzieckim. Niejasne sformułowania komunikatu konferencji poczdamskiej w sprawie polskiej granicy zachodniej na długo zaciążyły nad Polską. O ile ZSSR określał ją jako granicę stałą, o tyle mocarstwa zachodnie w czasie zimnej wojny miały co do jej trwałości zastrzeżenia. Nienaruszalność tej granicy pierwsza uznała NRD, podpisując 6 lipca 1950 roku w Zgorzelcu „Układ między Rzecząpospolitą Polską a Niemiecką Republiką Demokratyczną o wytyczeniu ustalonej i istniejącej polsko-niemieckiej granicy państwowej”. W dniu 7 lipca 1970 roku w Warszawie premier Józef Cyrankiewicz i kanclerz Willy Brandt podpisali układ, w którym NRF uznała zachodnią granicę Polski, ustaloną w Poczdamie. Obie strony, potwierdzając nienaruszalność granic, zobowiązały się wówczas do wzajemnego poszanowania integralności terytorialnej i wyrzeczenia się wszelkich roszczeń w tym zakresie. Dwadzieścia lat później, 14 listopada 1990 roku premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Helmut Kohl podpisali w Warszawie traktat między RP i RFN o potwierdzeniu istniejącej między nimi granicy. Od ostatniego spotkania Wielkiej Trójki w pałacu Cecilienhof i rezultatu tego spotkania – komunikatu zwanego układem poczdamskim – minęło 60 lat i mimo wszelkich dyskusji, które układ ten budził, trudno nie zgodzić się z oceną Adama Krzemińskiego (Dialog głuchych, „Polityka” 2005, nr 31), że: „Postanowienia poczdamskie stały się zarówno stabilną podstawą powojennego ładu w Europie, jak i zarzewiem dramatycznych napięć tak między zwycięzcami, jak i między Niemcami i ich wschodnimi sąsiadami. Przypieczętowały tryumf koalicji nad III Rzeszą Hitlera i zarazem były początkiem zimnej wojny między głównymi zwycięzcami”. DANUTA MEYZA - MARUŠIAK 17


Trzy debiuty BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

K

ażdy, kto w czasie pogodowo niezbyt udanego lata chociaż na kilka minut wpadł do polskiej księgarni, a wierzę, że takich wśród czytelników „Monitora” było wielu, stanął niewątpliwie przed trudnym wyborem, co kupić...

Ukazała się nowa powieść Doroty Masłowskiej – Paw królowej – o świecie mediów, showbiznesu, menedżerów, dziennikarzy, speców od marketingu i ich wpływie na twórczość literacką, a przede wszystkim na nasz język. Krakowskie Wydawnictwo Literackie wydało nową powieść Tomasza Piątka Nionio, trudno było nie zwrócić uwagi na trzecią powieść Marka Krajewskiego, zdecydowanie najlepszego polskiego twórcy powieści z pogranicza kryminału i thrillera. Jego Widma w mieście Breslau obiecują ponowne spotkanie z Eberhardem Mockem, no i z samym dawnym Wrocławiem. Dawid Bieńkowski, autor powieści Jest, wydał drugą powieść o równie krótkim tytule Nic, Marek Nowakowski nowy tom opowiadań zatytułowany Stygmaty, a uwadze wielbicielek Grocholi nie uniknęła Ćma, którą autorka tym razem wydała już dzięki własnemu wydawnictwu. To tylko kilka dość zresztą przypadkowo wybranych tytułów nowinek księgarskich. Obok książek znanych nam autorów pojawiło się wiele sygnowanych nazwiskami, które, jak dotąd, nic nam nie mówią. To nowi autorzy, którzy debiutują i poszukują swego czytelnika. Do debiutów zwykle podchodzimy dość ostrożnie, ich lektura może, ale nie zawsze musi być źródłem tych pozytywnych doznań, a jednak po debiuty warto sięgać. Warto po nie sięgać chociażby 18

dlatego, by nie uszła naszej uwadze książka Marka Sobola Mojry, wydana przez Wydawnictwo W. A. B. w serii „Archipelagi”. Nie popełnię chyba błędu, twierdząc, że jeśli pod koniec roku krytycy będą oceniać pierwsze książki nowych autorów, to Mojry znajdą się, jeśli nie na pierwszym, to z całą pewnością na jednym z pierwszych miejsc. Powieść składa się z trzech wzajemnie przepojonych części, a wspólnie tworzą one całość o człowieku i literaturze w czasie kryzysu. Trzy Mojry, współczesne Parki, snują opowieść swego życia; a różni je wszystko. Lachesis – to opowieść starej paryskiej Żydówki, która przywędrowała z Polski do Paryża i zwierza się gościowi kawiarenki ze swego długiego życia. Kloto – zwierzenia prostytutki z krakowskiego Kazimierza, opowieść chropawa, do bólu realistyczna. I porządkująca obie części Atropos – listy, a potem dziennik pielęgniarki z dziecięcego oddziału onkologicznego, adresowany do zmarłej ukochanej. To jej pisanie pozwala w końcu wyrwać się z pęt żałoby. Powieść Sobola mówi nam o tym, jak cenne jest ocalenie chwili i teraźniejszości: „Wszystko biegnie tak szybko, nie doceniamy życia, pozwalamy mu uciekać, a przecież każda chwila jest szczególna”. Jego bohaterki po burzach i kryzysach wygrywają, zyskując panowanie nad własnym losem. To

naprawdę dobra literatura i, co ważne i zadziwiające, autorowi, informatykowi udało się przywrócić tak ostatnio zaniedbywany urok narracji, decydującej o tym, że urocze historyjki kobiet świetnie się czyta. Drugi debiut prozatorski, na który pragnę zwrócić uwagę czytelnika, to powieść Bartosza Żurawieckiego Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny, wydana w Krakowie przez „Korporację Ha!Art”. Autor, znany czytelnikom interesującym się polskim kinem jako krytyk filmowy, tym razem prezentuje się jako powieściopisarz. Po słynnym już Lubiewie Michała Witkowskiego to już druga powieść o środowisku polskich homoseksualistów, jaka ostatnio ukazała się na polskim rynku księgarskim. Ale jakże inaczej wygląda świat gejów Żurawieckiego. O ile u Witkowskiego był to barwny świat „ciot”, o tyle gejowie Żurawieckiego pochodzą już jakby z innej epoki, epoki poemancypacyjnej. Są to wykształceni, robiący kariery zawodowe, dobrze sytuowani mężczyźni po trzydziestce, pogodzeni i aprobujący swą inność, celebrujący ją. Autor skupia się na warstwie psychologiczno-obyczajowej tego środowiska. Bohaterzy powieści Żurawieckiego – Adam, Michał, Paweł, Kuba czy Krzysztof – nie są społecznymi wyrzutkami; łączy ich przyjaźń cementująca długoletnie związki, opiekuńczość, życzliwość, łączą układy mąż – żona i ten trzeci. Ich życie pozazawodowe to koncerty muzyki oldskulowej, organizowane z wielką pieczołowitością wieczorki zapoznawcze, pobyty w gejowskich klubach czy zajęcia przypisywane w sferach hetero raczej kobietom. Ostentacyjna normalność, może wydawać się, że życie niemal sielskie, a jednak historia Adama, jego degradacja od samodzielnego praMONITOR POLONIJNY


cownika agencji reklamowej do roli gosposi i okazjonalnego partnera seksualnego starzejącego się nieatrakcyjnego lekarza ujawnia ulotność tych związków, jakie dotąd łączyły bohaterów powieści, ujawnia bezduszność i okrucieństwo, które stają się udziałem tych, co wyszli z obiegu. Powieść Trzej panowie w łóżku… podobnie jak wcześniejsze Lubiewo, przyciąga opisem środowiska mało znanego i nie bardzo rozumianego przez czytelnika o orientacji hetero. Jest to powie-

ść inteligentna i błyskotliwa, a jej autor chłodnym okiem obserwuje świat kochających inaczej. I wreszcie trzeci debiut powieściowy – Kobieta roku – napisana przez Annę Tymko i wydana przez Oficynę Wydawniczą „Rytm”, książka, o której właściwie nawet pisać nie warto. Historia jakby żywcem wzięta z któregoś tableau. Źle napisana bajka dla ubogich duchem o seksownej sekretarce, która po chwilowym upadku niemal z dnia na dzień wstaje jak feniks z popio-

łu, by stać się renomowaną projektantką mody, potem redaktor naczelną prestiżowego czasopisma i kobietą roku. Przed lekturą ostrzegam, chyba że czytelniczki szukają adresów modnych salonów Warszawy czy zestawu kosmetyków, które zagwarantują im młodość do śmierci, ale wtedy naprawdę lepiej poświęcić czas czytaniu reklam – pożytek będzie większy. I chociaż lektura trzeciego debiutu powieściowego okazała się kompletną wpadką, nadal twierdzę, że po debiuty sięgać warto. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Klasyczna biel, kultowa fryzura poprzednim numerze „Monitora Polonijnego” pisałam o swoich ogólnych

W

wakacyjnych obserwacjach współczesnej polszczyzny. Tym razem postanowiłam skupić się zaledwie na dwóch wyrazach, które ostatnimi czasy zrobiły niesamowitą karierę.

Chodzi o dwa przymiotniki: klasyczny i kultowy. Muszę przyznać, że wprost zadziwiły mnie konteksty, w których używa się właśnie tych słów. Wszystko jest albo klasyczne (np. klasyczny western, klasyczna uroda, ale i klasyczna biel czy klasyczne klapki), albo kultowe (np. kultowy film, kultowa muzyka, kultowa fryzura czy kultowa impreza). Jakie zatem znaczenia kryją w sobie te dwa wyrazy? Czy rzeczywiście ich użycie jest zawsze uzasadnione? Komputerowy słownik języka polskiego podaje cztery znaczenia przymiotnika klasyczny: 1. ‘odnoszący się do starożytnej kultury greckiej, antyczny’; 2. ‘właściwy klasycyzmowi epok późniejszych, związany z kierunkami mającymi charakter nawrotu do antyku’; 3. ‘uznany za wzór, normę: typowy, najczęściej w znaczeniu dodatnim, doskonały’; 4. ‘uznawany za doskonały w okresie przed nowszymi odkryciami naukowymi; tradycyjny’. Ww. przymiotnik najczęściej nadużywany jest w różnego rodzaju promocjach i reklamie. Pełni w nich funkcję perswazyjną, czyli przekonującą, namawiającą. O ile klasyczny western to western typowy, a klasyczna uroda to dziś uroda doskonała, to jakimi cechami charakteryzują się klasyczna biel i klasyczne klapki? Z punkPAŻDZIERNIK 2005

tu widzenia semantycznego użyte w tych połączeniach formy przymiotnika klasyczny są pustymi elementami perswazyjnymi. Stanowią chwyt reklamowy, na który dajemy się nabrać, bowiem ich użycie sugeruje, że wszelkie produkty tak określane są dobre i należy je kupić. Ale czy rzeczywiście tak jest? Z kolei kultowy to ww. słownika ‘związany z kultem, z oddawaniem czci bóstwu, z religią; religijny, obrzędowy’. Czy zatem kultowe imprezy, kultowe filmy mają charakter religijny, obrzędowy? Może niektóre, ale większość na pewno nie. Okazuje się, że ten wyraz, związany pierwotnie ze sferą sacrum, przeszedł do strefy profanum, Widać to zwłaszcza w polszczyźnie po 1990 r. Współcześnie w warstwie językowej kult Boga zastępowany jest przez kult rzeczy czy osób. Szczególnie daje się to zauważyć wśród subkultur młodzieżowych, których przedstawiciele określają jako kultowe swoje najważniejsze elementy, odróżniające ich od innych subkultur (np. pogo – kultowy taniec punków, Harley – kultowy motocykl). Określenia tego nadużywają też osoby zajmujące się kulturą. W ich przypadku związane jest ono z ważnymi wydarzeniami, prądami kulturalnymi czy też z ich twórcami.

O

KIENKO JĘZYKOW

E

Najczęściej jednak niesie za sobą znaczenie ‘awangardowy, ekstrawagancki, skandalizujący, szokujący’ (np. Marek Piwowski – kultowy reżyser kultowego filmu „Rejs”, Salvatore Dali – kultowy twórca). Ponadto, podobnie jak i klasyczny, przymiotnik ten pełni funkcje perswazyjne i wówczas najczęściej znaczy po prostu ‘popularny’ (np. kultowe meble, kultowe buty). Ale czy coś, co jest zaledwie popularne, dobrze się sprzedaje? I w tym cała magia języka konsumpcji. W każdym z nas drzemie snob i dlatego jako nabywcy dóbr zarówno materialnych, jak i niematerialnych chcemy mieć coś oryginalnego, niepowtarzalnego, chcemy być wyjątkowi, a to, wbrew pierwotnym znaczeniom, mają nam zagwarantować dobra określane jako klasyczne czy kultowe. Oba wyrazy straciły swoją semantykę i pierwotną wyrazistość. Ich obecne użycie odzwierciedla całą siłę odpowiednio dobranych słów, wykorzystywaną w oddziaływaniu na potencjalnego odbiorcę. My starajmy się w naszym codziennym języku tych słów przynajmniej nie nadużywać – to tylko wyrazy modne, które stosowane zbyt często po prostu denerwują, a na dodatek powszednieją. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Już na początku działań wojennych rzesze obywateli II RP, uchodźców cywilnych i wojskowych, znalazły się na terenach ówczesnego państwa węgierskiego – dzisiejszej Słowacji. Jednym z regionów, gdzie znaleźli schronie, były m.in. okolice dzisiejszego Štúrova. W miejscowości Obid mieścił się jeden z wielu ówczesnych obozów dla polskich uchodźców cywilnych. W niedalekim Ostrzyhomiu (dzisiejsze Štúrovo-Esztergom) umieszczono około 1000 polskich uchodźców wojskowych. Oni jednak zmierzali do polskiego wojska, co większości udało się z czasem zrealizować. Obóz w Obid powstał 10 października 1939 roku z chwilą przybycia w te okolice pierwszych uchodźców, których umieszczono w dwupiętrowym budynku dawnych koszar. Druga, większa grupa przybyła już 16 października 1939 roku. Pierwszą grupę polskich uchodźców powitał Ernő Góra, notariusz, który w przez cały okres pobytu Polaków pomagał im w sprawach urzędowych i administracyjnych. W kilka dni po przybyciu uchodźców przekazał on kierownictwo obozu A. Tomaszewskiemu. Uchodźcy mieli zapewnioną pomoc lekarską – dwa razy w tygodniu w dwóch obozowych ambulatoriach chorych przyjmował lekarz powiatowy z Mužli dr László Bukoszký, wesoły przyjacielski człowiek, dusza towarzystwa. Potrzebujących przyjmował rów-

Obóz w Obid P

rzed kilkoma miesiącami obchodziliśmy 60. rocznicę zakończenia II wojny światowej. W październiku zaś warto może wspomnieć o innej rocznicy, związanej z wydarzeniami ostatniej wojny, rocznicy, która wprawdzie nie wiąże się z wydarzeniami o znaczeniu globalnym, związana jest jednak z losami ludzi, których te wydarzenia dotknęły. Rocznica ta ważna jest dla rzeszy polskich uchodźców, których koleje losu poprowadziły we wszystkie strony świata. nież poza obozem. Posługę kapłańską zapewniał polski ksiądz Orłowski, który dojeżdżał z Močy. Uchodźcy otrzymali pomoc również od organizacji amerykańskich. Były to m.in. radio, materiały piśmienne, gry itp., w związku z czym w jednym z gabinetów lekarskich urządzono małą świetlicę. Z czasem obozy w Mužli i Nánie zlikwidowano. Część osób zakwaterowano we wsi u rolników. Inną grupę, wraz z szefem obozu Tomaszewskim, przeniesiono do miejscowości Balatonszárszó. Po pewnym czasie A. Tomaszewski powrócił i od zastępującego go Henryka Sneidera ponownie przejął kierownictwo obozu. Od 7 maja 1940 roku uchodźcom przydzielono polskiego lekarza, doktora Aleksandra Icksza, który współpracował z doktorem Bukoszkým. Część uchodźców pracowała na polach okolicznych rolników, za co otrzymywała odpowiednie wynagrodzenie. Dziesięć osób pracowało m.in. w Mužli, wśród nich byli Sadlak, Evi i Matkowski. Do dziś na jednej z piwnic znajduje się tab-

Wigilia 1940 roku 20

lica z napisem w języku węgierskim: „Zbudował Józef Krzyżelewski – polski uchodźca, 11.09.1943 r.”. Należy podkreślić, że nie było obowiązku pracy i pracowali tylko ochotnicy. Czas uchodźcom wypełniały również wycieczki, kąpiele w Dunaju, później również nauka języków niemieckiego i węgierskiego. Latem 1940 roku grupa rodaków powróciła do domów, wśród nich był m.in. A. Tomaszewski. Część, głównie młodzi, stopniowo nielegalnie odchodzili do polskich formacji wojskowych na Zachodzie. Były też przypadki ukrywania się Polaków w okolicy. W dniu 15 sierpnia 1940 roku nowym kierownikiem obozu został Eryk Lizak, którego głównym zadaniem stało się podniesienie poziomu socjalno-higienicznego w obozie. Kobietom i chorym zapewniono łóżka, które uzyskano dzięki pomocy miejscowych obywateli. Uchodźcom wymieniono słomę w siennikach, a żupan darował im koce. Wspólnie spędzano święta. Boże Narodzenie na obczyźnie prze-

Praca w polu MONITOR POLONIJNY


biegło zgodnie z polskimi tradycjami przy wspólnej choince. W wieczór wigilijny zamiast posiłków w miejscowych jadłodajniach uchodźcy otrzymali pewną sumę pieniędzy, co umożliwiło im zorganizowanie uroczystej wieczerzy wigilijnej. Do wspólnego stołu, przygotowanego przez Polki, zaproszenie przyjęli również notariusz Góra i Hessky. Godnym wzmianki jest fakt, że pomimo trudnych warunków na obczyźnie w roku 1940 uchodźcy zorganizowali zbiórkę na rzecz ofiar powodzi oraz uchodźców z Siedmiogrodu (!). W pierwszą rocznicę założenia obozu uchodźcy uroczyście podziękowali opiekunom za rok pomocy i wsparcia, a Ernő Góra otrzymał od nich na pamiątkę srebrną szkatułę. Polacy przebywali w tych okolicach przez 5 lat. Jedni odchodzili, na ich miejsce przychodzili inni. Po wojnie pozostało tu trzech byłych żołnierzy, którzy założyli rodziny. Pozostali dobrowolnie jako przedstawiciele „emigracji serc”. Tamte czasy i polskich uchodźców przypomina tablica pamiątkowa znajdująca się na ówczesnym budynku obozu. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na działalność szkółki piątkowej dla dzieci z Klubu Polskiego

Autor dziękuje Państwu Beate i Ivanovi FARKAS za pomoc i potwierdzenie danych.

Odpoczynek w trakcie prac polowych PAŻDZIERNIK 2005

•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• Wszystkich, którzy chcieliby uczyć się języka słowackiego jako obcego, informujemy, że Sekcja Języka Słowackiego jako Obcego Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie rokrocznie organizuje takie kursy na trzech poziomach: dla początkujących (A), średnio zaawansowanych (B) i zaawansowanych (C). Kursy dostosowane są do wymogów klasyfikacji europejskiej znajomości języków obcych i odbywają się w budynku Wydziału Filozoficznego przy ul. Gondovej 2 w Bratysławie zarówno w godzinach dopołudniowych, jak i popołudniowych. Cena za minimalnie 10-tygodniowy kurs (dwa razy po 90 min tygodniowo) wynosi 4000 Sk. Zgłoszenia przyjmowane są od 1 do 15 września i od 1 do15 lutego. W semestrze zimowym tego roku akademickiego takie kursy rozpoczęły się już pod koniec września, ale czytelnicy „Monitora Polonijnego”, chętni do nauki słowackiego, będą przyjmowani nadal. Wszelkich informacji na temat ww. kursów udzielają PhDr. Ľudmila Žigová pod nr. tel. +421/2/59 339 212, e-mail: ludmila.zigova@fphil.uniba.sk i dr Maria Magdalena Nowakowska pod nr. tel. +421/908169743, e-mail: majkan@chello.sk

Tym, których interesuje życie Polonii na całym świecie, polecamy największy portal internetowy, w którym można znaleźć informacje o poszczególnych organizacjach polonijnych, organizowanych przez nie imprezach, adresach kontaktowych itp. www.polonia.org Klub Polski Region Nitra informuje, że dnia 22.10.2005 o godzinie 16.00 odbędzie się w Katedrze w Nitrze msza święta odprawiana w języku polskim.

Z PROGRAMU NST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE POLECAMY: • 5 października, godz. 16.30 – Instytut Polski Otwarcie wystawy prac Andrzeja Tobisa • 6 października, godz. 19.00 – Konserwatorium Bratysława, ul. Tolsteho 11 Koncert Marcina Wyrostka (akordeon), zwycięzcy Międzynarodowego Konkursu „Konfrontacje” w Częstochowie i prof. Reginy Strokosz-Michalak (fortepian) • 14-15 października – SÚZA, Drotárska cesta 46, Bratysława; II Międzynarodowy Festiwal COMICS Salón – udział polskich ilustratorów: Jacka Frąsia i Mateusza Skutnika • 17 października, godz. 19.00 – Synagoga, Nitra; Inauguracyjny koncert XXIII Festiwalu Gitarowego Cithara Aediculae w wykonaniu Jacka Potasińskiego • 19-21 października - Rużomberok, Wydział Pedagogiczny KU; Międzynarodowa konferencja Organomistrzostwo w Europie Środkowej

– współczesność – perspektywy” z udziałem mgr. Ireneusza Wyrwy z KUL w Lublinie (główni organizatorzy: Uniwersytet Katolicki, Rużomberok; Słowackie Towarzystwo J.S. Bacha) • 20 października, godz. 16.30 – Instytut Polski; Spotkanie z historykiem, eurodeputowanym prof. Wojciechem Roszkowskim przy okazji promocji książki W. Roszkowskiego i Jana Kofmana Słownik biograficzny Europy ŚrodkowoWschodniej XX wieku PONADTO PRZYGOTOWUJEMY: • Wykład arcybiskupa Alfonsa Nossola, metropolity opolskiego, pt. „Postulaty ekumenizmu na III tysiąclecie” • Spotkanie autorskie z Adamem Zagajewskim – promocja przekładu „Mały Larousse” w tłumaczeniu Karola Chmela • Prezentacja polskich filmów w ramach festiwalu Minority Film Festival Zmiany w programie zastrzeżone!

INSTYTUT POLSKI OGŁASZA KONTURS NA PRZEKŁAD Z LITERATURY POLSKIEJ NA JĘZYK SŁOWACKI – BLIŻSZE INFORMACJE MOŻNA UZYSKAĆ NA INSTYTUTOWEJ STRONIE INTERNETOWEJ WWW.POLINST.SK 21


Poľsko, počkaj, raz prídem N

iekedy musia prejsť celé roky a vystriedať sa dva režimy, aby človek zistil, že krajina ležiaca len niekoľko desiatok kilometrov severne, má v sebe viac ako len nudu zo zaužívaných klišé. Ovocná polievka, džínsy z trhoviska a pán Tragáčik. Kedysi mi to stačilo, aby som si myslel, že viem, ako vyzerá Poľsko. V časoch končiaceho sa reálneho socializmu bola ovocná polievka z rozprávania kamarátov dostatočným odradením od pomyslenia na leto strávené v tábore s takým divokým jedálnym lístkom. Preplnené Fiaty 125 a neforemné Polonezy smerujúce každé leto do kempingov v Turčianskej kotline stačili na informačný kontakt s Poliakmi. A o krajine som sa dozvedel aj v pohodlí domova z farbistých opisov Zbigniewa Nienackého v detektívnom „thrilleri" o príhodách pána Tragáčika. Aj preto, keď sa cestovanie v časoch transformácie Slovenska na demokraciu s otvorenými hranicami zjednodušilo, radšej som meral cestu do rozprávkovej kapitalistickej Viedne ako do socialistickej Varšavy. Dnes mi je to trochu ľúto. Z mojich rodných Vrútok to bolo do Krakova možno bližšie ako do Viedne a nemenej zaujímavé. Ale až keď človek s cestovateľským nadšením obehne celú zemeguľu, zistí, že najzaujímavejšie miesta má prakticky pod nosom. Poľsko bolo a je na Slovensku podceňované. Vieme viac o boji amerického Severu proti Juhu ako o Varšavskom povstaní. Za poznávaním ideme radšej dva dni autobusom do Amsterdamu, ako by sme za pár hodín dorazili do Krakova, Katovíc či Varšavy. Prevažná časť slovenskej turistiky na sever je nákupná. Aj ja som svoj prvý fyzický kontakt s Poľskom zažil na trhovisku. Do poľského pohraničia som si šiel kúpiť džínsy. Pravé, turecké. Z mesta si veľa nepamätám. O pár rokov ma však do Varšavy zaviedla práca. Z rýchlej cesty na otočku sa mi v spomienkach zachovala lacnejšia jedáleň (kde predávali aj ovocnú polievku!) a budova paláca kultúry, ktorú Poliaci zrejme nemajú veľmi radi. Vtedy sme okolo nej len prefrčali. Neskôr som si ju už poobzeral lepšie. Nech mi Poliaci prepáčia, ale mne sa aj napriek jej prepojeniu na Stalina páči. Je INÁ ako šedé bratislavské domy. Je INÁ 22

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy PETER STANO ako supermoderné bezduché mrakodrapy, ktoré vyrastajú aj vo Varšave zo skla a ocele. Je taká skromne majestátna. Pri poslednom pobyte vo Varšave na jeseň 2004 som na ňu hľadel každý večer pred spaním z okna hotelovej izby. A v mojich očiach - na pozadí vetchých vedomostí o poľskej histórii a mentalite - do istej miery symbolizuje Poľsko a Poliakov: veľký národ, ktorý sa týči nad ostatnými v regióne, ale bez arogancie a nafúkanosti. S nenápadným šarmom a smutným dedičstvom prepleteným so sovietskou érou. Nech čítate čokoľvek a koľkokoľvek, podľa mňa je najlepším exkurzom do duše národa pozorovanie jeho ľudí, životného rytmu na uliciach a atmosféry miest. Ja som pozoroval len krátko, ale z viacerých pohľadov - z podkrovia luxusného hotela Bristol (medzi univerzitou a starým mestom), ako aj spoza výkladu rýchleho občerstvenia. V hľadisku opery i v odľahlých uličkách. Objavil som sympatický národ so zdravou sebadôverou. Objavil som životaschopný národ, ktorý sa napriek nepriazni histórie vždy dokázal pozviechať a rozbehnúť s novou silou. Stačí sa len pozrieť, ako sa vo Varšave ťahajú do oblohy stále nové stavby. Ako sa čoraz viac starých fasád leskne po renovácii. Ako sa zdvihla životná úroveň (sa-

mozrejme, sú aj chudobní - ako všade). Stačí zájsť na rynek v starom meste a prečítať si na pútačoch, ako bolo mesto zlikvidované pred 60 rokmi. Dnes stojí, v niekdajšej, aj keď zrekonštruovanej kráse a nadchýna návštevníkov z blízka i ďaleka. No nielen stavby a pamiatky sú predmetom obdivu. Aj ľudia, hoci sa náhlia rovnako ako obyvatelia ktorejkoľvek svetovej metropoly, majú v sebe niečo teplé slovanské. Ľubozvučný jazyk a pekné tváre sú rovnako výrazným zážitkom ako estetické vnemy z meštianskych domov či starých kostolov. Hlavné mestá nemusia byť vždy najlepším odrazom toho, aká je celá krajina. No pri Varšave to neplatí aspoň v jednom prípade v prípade Varšavského povstania. Možnože nie každý turista si vo Varšave všimne pamätník jeho obetiam. Možnože nie všetci poznajú príbeh zahanbujúceho prístupu Sovietov, spojencov i Nemcov k Poľsku. Ale pre mňa je súčasťou Varšavy aj to, čo sa tam dialo pred viac ako polstoročím. Ani dnes sa nedá pochopiť a ospravedlniť hanebná nečinnosť sovietskych vojsk na druhom brehu Visly. Rovnako nemožno odpustiť spojencom, že Stalinovi ustúpili v záujme „vyšších" geopolitických záujmov. Nehovoriac o Nemcoch a o tom, čo v meste narobili po potlačení povstania. Ale je pozoruhodné, že z pamätníka necítiť hnev. Aj ľudia sa viac pozerajú do budúcnosti a príliš sa neobzerajú do minulosti. A to je na Poľsku sympatické. Nepoznám túto krajinu do detailov, môj obraz o nej tvoria skôr útržkovité dojmy z troch krátkych návštev. Ale čím viac sa o nej dozvedám, tým viac ju chcem spoznať. Zatiaľ posledným vydareným kúskom poľského ducha konfrontovaného s nepriaznivými vonkajšími náladami je nesmierne vtipný plagát s vodoinštalatérom, ktorý ubezpečuje Francúzov, že zostane doma. Využiť predsudky iných na svoju propagáciu a jemnú iróniu, to je schopnosť, ktorá na Slovensku chýba. Napriek tomu máme dosť spoločného, aj keď sme si stále akosi ďaleko. Inštalatérova „kolegyňa" - poľská ošetrovateľka teraz zvodne láka do krajiny Francúzov, ale som presvedčený, že čaru Poľska môže ľahko podľahnúť aj Slovák. A preto tam (najmenej) raz zájdem a poprezerám si tom tam poriadne. A nielen vo Varšave. MONITOR POLONIJNY


I znowu przyszły jesienne chłody i szarugi. Październik jest niezbyt przyjemnym miesiącem. Wspomnienie lata juz wybladło, a zimowe radości dopiero przed nami. Za oknem wieje wiatr, a w rynnach grają krople deszczu. Nikomu nie chce się wyjść ani na króciutki spacer. Niektórzy mówią, że w taka pogodę ani psa nie wypuszcza się na dwór. A może Wy jednak spróbujecie właśnie to zrobić? Weźcie psa, pod pachę – jeśli nie będzie chciał sam wyjść, włóżcie kolorowe kalosze i płaszcz przeciwdeszczowy albo porządną parasolkę. Tak ubrani możecie skakać do wszystkich kałuży i brodzić w błocie i mokrej trawie... Tylko uwaga na wichury i błyskawice! Czy wiecie, że BŁYSKAWICA jest ogromną iskrą elektryczną, która powstaje w chmurze burzowej albo pomiędzy dwoma chmurami w wyniku różnic w potencjale elektrycznym? Jej wyładowania następują na powierzchni ziemskiej w najwyższych punktach. Dlatego nie chowajcie się podczas burzy pod samotne drzewo albo pod najwyższą skałę w okolicy. Podczas burzy najlepiej jest wyłączyć światła i patrzeć przez okno na granatowe niebo, malowane błyskawicami. PAŻDZIERNIK 2005

Julian Tuwim

Kapuśniaczek Jak wesoły milion drobnych, wilgotnych muszek, Jakby z worków szarych mokry, mżący maczek, Sypie się i skacze dżdżu wodnisty puszek, Rośny pył jesienny, siwy kapuśniaczek. Slabe to, maleńkie ledwo samo kropi, Nawet w blachy bębnić nie potrafi jeszcze, Ot, młodziutki deszczyk, fruwające kropki, Co by strasznie chciały być dorosłym deszczem. Chciałby ulewą lunąć w gromkiej burzy, Miasto siec na ukos chlustająca chłostą, W rynnach się rozpluskać, rozlać się w kałuży, Szyby dziobać łzawą i zawiłą ospą... Tak o sobie marzy kapanina biedna, Sił ostatkiem pusząc się w ostatnim deszczu... Lecz cóż? Spójrz: na drucie jeździ kropla jedna. Już ją wróbel strząsnął. Już po całym deszczu. STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK

23


Mili Czytelnicy! Kto z Was nie marzył po przebalowanej sylwestrowej nocy o czymś kojącym głowę, żołądek i nerwy zarazem? Kto z Was nie buszował w kapciach po balkonie i zdrętwiałymi z zimna palcami otwierał denko kamionkowej beczki

z kapustą, kapustką, kapuchą, by potem naczerpać z niej choć kubeczek lodowatego soku? Nikt? A więc, Drodzy Czytelnicy, do dzieła! Właśnie teraz nadszedł właściwy czas na przygotowanie takiej doskonałej rzeczy, jak kiszona kapusta. A gdy

KAPUSTA KISZONA (podstawowy przepis i proporcje)

SKŁADNIKI: • 50 kg kapusty • 1 kg marchwi • 1 kg soli • 70 dag soli • 10 dag nasion kopru lub kminku Oczyszczoną z zewnętrznych liści kapustę poszatkować (na niektórych targowiskach można kupić już kapustę poszatkowaną albo na miejscu skorzystać z usług „profesjonalnych” szatkujących), marchew obrać i zetrzeć na tarce. Rozdrobnione warzywa wymieszać z solą i przyprawami. Liśćmi kapusty wyłożyć dno beczki, na nich układać przygotowana kapustę i ubijać. Ubitą kapustę przykryć denkiem lub talerzykiem i obciążyć wygotowanym kamieniem. Gdy na powierzchni wytworzy się piana, kapustę można odkryć i w 2-3 miejscach „przebić” ostrym narzędziem. Po opadnięciu piany kapustę odstawić do ukwaszenia i przenieść w chłodne miejsce.

ZA MIESIĄC: WIDMO KINDERBALU KRĄŻY NAD RODZINĄ

taka kapusta już jest na świecie, możemy ją wykorzystywać nie tylko w celach „terapeutycznych”, ale przede wszystkim kulinarnych. I możemy balować do rana…

SURÓWKI Z KAPUSTY KISZONEJ • Drobno posiekaną kapustę lekko oprószyć mielonym kminkiem i doprawić oliwą. • Posiekaną kapustę wymieszać z drobno pokrojoną cebulą i jabłkiem. Dodać cukier, doprawić oliwą i posypać natką pietruszki. • Posiekaną kapustę zmieszać z tartą marchewką. Dodać cukier i starte jabłko. • Starte gotowane buraczki otoczyć wianuszkiem posiekanej kapusty i doprawić oliwą.

MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2005/10  
Monitor Polonijny 2005/10  
Advertisement