Page 1


FOTO: MARIA PERUŇSKÁ

W

PIKNIK w Poważskiej Bystrzycy

w Poważskiej Bystrzycy

Aby sprawić maluchom większą radość, połączyliśmy piknik z wręczeniem listów pochwalnych uczniom szkółki polonijnej. Niektóre dzieci

od pana konsula W. Bilińskiego. Serdecznie dziękujemy! Nagrodą dla nauczycielki szkółki – Gosi Kalinčik – były kwiaty, namalowane przez

otrzymały taki list na zachętę – aby zechciały zapisać się do szkółki od nowego roku szkolnego. Oprócz dyplomów dzieci otrzymały upominki – prezent

dzieci w czasie pleneru. Dzieci zdecydowały się również ozdobić kilka okolicznych kamieni. Ich prace, powiewające na sznurach zawieszonych nad trawnikiem, mogli podziwiać

wszyscy zgromadzeni. Piknik zakończyła nagła burza, która zmobilizowała wszystkich do uprzątnięcia terenu w przeciągu kilkunastu minut! Bardzo dziękuję wszystkim członkom, którzy wzięli czynny udział w organizacji imprezy: pani Rosołowskiej – za pyszne ciasto, pani Dubikovej – za pomysł, rezerwację i zaopatrzenie, Anetce, Władzi i Tani – za pracę w kuchni, Gosi – za muzykę, a panom – za ogień.

FOTO: MARIA PERUŇSKÁ

sobotę 3.06.2005 r. świętowaliśmy w Poważskiej Bystrzycy Dzień Dziecka. Wybraliśmy formę pikniku, który odbył się w przystani nad Wagiem. To piękne miejsce oprócz warunków do grillowania, wygodnej werandy z widokiem na wodę oraz szerokiego trawnika dla amatorów sportów oferowało małym i większym uczestnikom również atrakcję w postaci przejażdżki na rowerze wodnym, z czego uczestnicy pikniku skwapliwie skorzystali. Niektórzy nawet kilka razy. Podczas imprezy dopisała również cudowna letnia pogoda. Na spotkanie przybyło nieoczekiwanie wielu członków Klubu Polskiego. Z przyjemnością powitaliśmy też gości z Dubnicy nad Wagiem. Razem w imprezie wzięło udział 36 osób! Niestety, nie wszyscy zdążyli na wspaniały gulasz, który zniknął w mgnieniu oka (za co wszystkich głodnych przepraszam). Na szczęście sytuację ratowały kurczaki i kiełbaski z grilla.

Mimo że żywioł przerwał nasze spotkanie, mam nadzieję, że wszyscy byli zadowoleni – a jeśli tak, to już teraz zapraszam na przyszły rok! MARIA PERUŇSKÁ

Słodki Dzień Dziecka w Nitrze

B

Mimo problemów poszukiwania zakończyły się sukcesem. A jak potem smakowały słodycze! Za ten słodki Dzień Dziecka serdecznie dziękujemy panu konsulowi Wojciechowi Bilińskiemu. ROMANA GREGUŠKOVÁ

FOTO: ROMANA GREGUŠKOVÁ

FOTO: ROMANA GREGUŠKOVÁ

ył ładny słoneczny dzień, jeden z najpiękniejszych w roku – Dzień Dziecka! My – dorośli – pamiętamy, jakie mieliśmy marzenia, np. najeść się do woli pysznych lodów, ciasteczek czy innych słodkich smakołyków… Dziś, kiedy jesteśmy rodzicami, staramy się spełniać marzenia naszych pociech, dlatego w regionalnym Klubie w Nitrze zdecydowaliśmy się na „słodkie szaleństwo”. Wybraliśmy się do, według nas, najlepszej cukierni w mieście. Niestety okazało się, że w tym lokalu nie serwują ciastek. Wybraliśmy więc inną cukiernię, ale i tu nie mieliśmy szczęścia – popsuły się chłodziarki. Kolejny lokal okazał się zbyt mały, by pomieścić naszą sporą grupkę „klubowiczów”.

MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

OD REDAKCJI Kiedy ustalaliśmy z redaktorami naszego pisma, jak powinien wyglądać numer wakacyjny „Monitora”, nie byłam pewna, czy na jego łamach publikować wywiad z Lechem Wałęsą. Pamiętacie Państwo, że niedawno, w numerze październikowym, pojawił się wywiad z naszym byłym prezydentem. Jednak po rozmowach stwierdziliśmy, że zbliżająca się 25. rocznica „Solidarności”, jej obchody w Bratysławie i obecność Wałęsy na Słowacji są dostatecznym powodem, by porozmawiać z nim jeszcze raz. Jest on, jak się przekonujemy niejednokrotnie, naszym najlepszym „towarem eksportowym”, marką polskości za granicą (czytajcie też w rubryce „Polska oczami słowackich dziennikarzy”). Kiedy rozmawiałam z ambasadorem, jak ocenia wizytę Wałęsy na Słowacji, powiedział m.in., że podczas spaceru Wałęsy ulicami Bratysławy ludzie rozpoznawali go, zatrzymywali się, prosili o autografy. To bardzo miłe, że mamy takiego Polaka, którego zna cały świat, a którego działania zmieniły bieg historii w Europie (czytajcie o początkach „Solidarności” w rubryce „To warto wiedzieć”). Oddajemy więc w Państwa ręce numer wakacyjny „Monitora Polonijnego”, a więc podwójny, w którym oprócz stałych rubryk przedstawiamy też kilka wakacyjnych tematów, życząc udanego wypoczynku podczas urlopu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Wykład Lecha Wałęsy Z KRAJU Nostalgia za dawnymi świętami? W wolnym czasie Dynamiczne polsko-słowackie partnerstwo gospodarcze Zakupy w Polsce Z NASZEGO PODWÓRKA Dni Morza Język polski – język obcy Koncert Antoniny Krzysztoń Słowacystki z Krakowa WYWIAD MIESIĄCA Lech Wałęsa: „Byłem strategiem” Bratysława dzieciom MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Festiwale Muzyka zatrzymuje czas, czyli spełnia to, o czym wszyscy marzymy KINO-OKO Osamelosť duší a morálka súčasností TO WARTO WIEDZIEĆ Zaczęło się Sierpniem ’80 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Nie bój się Cygana OPOWIADANIE Pociągi na małych stacyjkach stoją zbyt krótko Maluch forever OKIENKO JĘZYKOWE Niepoważnie (?) o poważnym (?) POLSKO-SŁOWACKIE ZWIĄZKI HISTORYCZNE Maurycy August hr. Beniowski DYPLOMACJA I NIE TYLKO Dziś będzie o toastach w dyplomacji Konsul Honorowy RS w Szczecinie SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA Kontener Polonia w pracach magisterskich I znów wakacje! Konkurs wiedzy o życiu i nauczaniu Jana Pawła II Ogłoszenia POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Polacy wyróżniają się z dużej grupy Słowian MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Pływanie PIEKARNIK Koperek i pietruszka to dla żołądka zdrowa fuszka

4 4 5 8 10 11 12 12 14 15 16 18 20 22 22 24 25 27 28 28 28 30 32 33 32 34 36 36 37 38 39 40

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz W i e c z o re k , I z a b e l a Wó j c i k , • KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

3


Wykład Lecha Wałęsy

K

Europy” – powiedział Wałęsa na konferencji o dorobku związku zawodowego, któremu przewodniczył. W spotkaniu wzięło udział wielu czeskich i słowackich działaczy antykomunistycznych, a także liczni akredytowani na Słowacji dyplomaci. Upadek komunizmu w naszym regionie – to według Wałęsy – w 50 proc. zasługa papieża, w 30 proc. „Solidarności”, a pozostałe

„GAZETA WYBORCZA” doniosła, że funkcjonariusze Komendy Głównej Policji współpracują z gangsterami. Informacja okazała się nieprawdziwa, co sama „Gazeta” przyznała. Po szeregu krytycznych artykułów, dotyczących nieprawidłowości w policji, stanowisko stracił wiceminister spraw wewnętrznych Andrzej Brachmański. WYBORY PREZYDENCKIE odbędą się 9 października – zarządził marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz. Zgodnie z przepisami II tura wyborów – jeśli będzie konieczna – odbędzie się dwa tygodnie później, czyli 23 października. Natomiast wybory parlamentarne 4

FOTO: ARCHIWUM

prezydent Aleksander Kwaśniewski zarządził na niedzielę 25 września.

PROF. ZYTA GILOWSKA, jeden z liderów Platformy Obywatelskiej (PO), zrezygnowała z członkostwa w partii po tym, jak zarząd Platformy skierował jej sprawę do sądu koleżeńskiego w związku z zarzutami nepotyzmu. CORAZ WIĘCEJ osób pragnie zostać prezydentem. Ruszyły już kampanie wyborcze Lecha Kaczyńskiego (Prawo i Sprawiedliwość), Donalda Tuska (Platforma Obywatelska), Zbigniewa Religi (Partia Demokratyczna), Marka Borowskiego

20 proc. „to inne czynniki”. Były prezydent uważa, iż Unia Europejska jest potrzebna, aby wyrównać, a co najmniej przybliżyć poziom rozwoju między państwami członkowskimi i aby wykluczyć „konfliktowy rozwój”. Zapytany o globalizację stwierdził, iż „trzeba potroić liczbę właścicieli, bo dziś 10 procent ludności posiada 90 procent majątku, a to jest nie do pomyślenia”.

(Socjaldemokracja Polska), Jarosława Kalinowskiego (Polskie Stronnictwo Ludowe), Henryki Bochniarz (Partia Demokratyczna – demokraci.pl) oraz wielu kandydatów „egzotycznych”, jak np. pamiętnego Stana Tymińskiego. AŻ 82 PROC. Polaków, o 5 proc. więcej niż w kwietniu, negatywnie ocenia działalność Sejmu, a jedynie 6 proc. respondentów (spadek o 5 proc.) jest zadowolonych z jego pracy – wynika z sondażu CBOS. Niewiele lepszą ocenę działalności odnotowuje Senat, z którego pracy zadowolonych jest 13 proc. pytanych (4 proc. mniej niż w kwietniu). ZMIANA POKOLENIOWA w Sojuszu Lewicy Demokratycznej stała się faktem. Wojciech Olejniczak został nowym przewodniczącym SLD. Jego kontrkandydatem był dotychczasowy sekretarz generalny Sojuszu Marek Dyduch. Nowym se-

kretarzem generalnym SLD został Grzegorz Napieralski. FOTO: ARCHIWUM

Były polski prezydent uczestniczył na Słowacji w obchodach 25-lecia „Solidarności”, które odbyły się w 15. rocznicę pierwszych wolnych wyborów po upadku komunizmu w byłej Czechosłowacji. „Nie wierzyliśmy, że »Solidarność« w latach 80-tych przeżyje i dziś Wam to mogę zdradzić: przygotowywaliśmy plan powołania »Solidarności« środkowej

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

onstytucję europejską trzeba zmienić zgodnie z zastrzeżeniami, które dziś bronią jej przyjęcia przez wszystkie państwa członkowskie. Zmieniony tekst ponownie powinien przejść pełen proces ratyfikacji – uznał 9 czerwca w Bratysławie, po spotkaniu z prezydentem Słowacji Ivanem Gašparovičem, Lech Wałęsa.

PREZYDENT WARSZAWY Lech Kaczyński wydał negatywną decyzję w sprawie zorganizowania w mieście 11 czerwca Parady Równości. Dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Lucjan Bełza powiedział, że głównym powodem odmowy zarejestrowania parady był brak projektu zmiany organizacji ruchu komunikacji miejskiej. Nie dostarczyli go organizatorzy przemarszu, Fundacja Równości. Mimo zakazu parada jednak się odbyła. NA WNIOSEK prowincjała dominikanów, ojca Macieja Zięby, przewodniczący Konferencji MONITOR POLONIJNY


FOTO: ARCHIWUM

Episkopatu Polski arcybiskup Józef Michalik odwołał ojca Konrada Hejmo z funkcji opiekuna polskich pielgrzymów w Rzymie. Jego miejsce zajmie 54-letni ojciec Stanisław Tasiemski, dominikanin, pracujący obecnie w polskiej sekcji Radia Watykańskiego.

„ŻYCIE WARSZAWY” doniosło, że podczas badania oświadczenia lustracyjnego Marka Belki niektórzy świadkowie potwierdzili fakt jego współpracy z tajnymi służbami PRL. Dziennik ustalił, że Marek Belka został zarejestrowany pod pseudonimami „Nawal” i „Blech”. Sam zainteresowany zaprzeczył i twierdzi, że złożył prawLIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Nostalgia za dawnymi świętami? W

Polsce obecnie często organizowane są imprezy nawiązujące do dawnych lat, jak np. wznowiony festiwal rockowy w Jarocinie pod hasłem PRL-u (zob. też: „Młodzi w Polsce słuchają”) czy wystawy eksponatów z minionych czasów, gromadzących np. kartki na produkty deficytowe, pralki „Frania”, musztardówki, szklane syfony, drewniane figurki Lenina, stare radia i telewizory, miksery, samochody, banknoty, medale, proporczyki itp. Postanowiliśmy więc na nasz „słowacki” użytek powspominać o tamtych czasach, a pretekstem do wspomnień są święta, których dziś bądź już nie obchodzimy, bądź mają inny charakter niż kiedyś.

22 lipca Co roku przed świętem 22 lipca pani Anna Schnabl, mama Renaty Majerčikovej, miała sporo

dziwe oświadczenie lustracyjne, w którym stwierdził, że nie był tajnym i świadomym współpracownikiem tajnych służb PRL. Powiedział natomiast, że jego spotkanie z oficerami wywiadu było rutynową czynnością wobec osób wyjeżdżających w latach 80-tych do krajów zachodnich (Belka był na stypendium w USA). ARCYBISKUP STANISŁAW DZIWISZ (osobisty sekretarz Jana Pawła II) został metropolitą krakowskim. Jest to pierwsza decyzja personalna papieża Benedykta XVI, odnosząca się do polskiego Episkopatu. Nowo mianowany metropolita krakowski ma 66 lat i jest doktorem teologii z zakresu liturgiki. PEKAO SA I BANK BPH połączą się i utworzą największy bank w Europie Środkowo-Wschodniej. Połączenie jest wynikiem największej fuzji instytucji finansowych na starym kontynencie właściciela

obowiązków. Na przełomie lat 50. i 60. pracowała w Konsulacie Generalnym, który organizował duże przyjęcie w ogrodach przy ul. Štefanikovej.

Pekao SA-UniCredito Italiano oraz BPH-HypoVereinsbank. Analitycy szacują, że po połączeniu polskich banków pracę może stracić około 6 tys. osób.

Z DOKUMENTU INSTYTUTU Pamięci Narodowej wynika, że generał Jaruzelski od 1946 r. był tajnym współpracownikiem Informacji Wojskowej, którego działanie było uzależnione od Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej. Doktor Antoni Dudek (historyk IPN) podkreśla, że była ona najbardziej złowrogim narzędziem szerzenia terroru wewnątrz Wojska Polskiego, narzędziem sowietyzacji polskiej armii. SEJM I SENAT uchwaliły ustawę o kinematografii, przewidującą powołanie Instytutu

Sztuki Filmowej, finansowanego z półtoraprocentowego podatku od emisji reklam, płaconego przez nadawców programów telewizyjnych. Instytut będzie finansował produkcję polskich filmów. FOTO: ARCHIWUM

Wałęsa nie jest przekonany, czy demokracja już zwyciężyła na Ukrainie. „Nie wiem, czy tam nie powstanie kolejna oligarchia, a Unia Europejska im nie pomoże, bo sama ma własne problemy” – powiedział. „Wolność zależy od książeczki czekowej” – przyznał na zakończenie swojego wystąpieniu przed byłymi czechosłowackimi dysydentami. Lech Wałęsa przebywał w Bratysławie, gdzie ambasada RP zorganizowała obchody 25-lecia NSZZ „Solidarność”. W czwartek otworzył wystawę o powstaniu i działalności tego związku zawodowego oraz spotkał się ze słowackimi i czeskimi dysydentami okresu komunizmu. DAREK WIECZOREK

W DNIU 6 MAJA 2005 r. podpisano porozumienie, które umożliwiło 24 czerwca otwarcie cmentarza Orląt Lwowskich – powiedział sekretarz Rady Pamięci Ochrony Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. W uroczystościach otwarcia wzięli udział prezydenci Polski i Ukrainy – Aleksander Kwaśniewski oraz Wiktor Juszczenko. Tym samym zakończył się długoletni spór wokół lwowskiej nekropolii. OPRACOWAŁ RADOSŁAW ŁACH 5


FOTO: ARCHIWUM

Pani Anna Schnabl w Konsulacie Generalnym RP (1964 r.) długich sukniach mamy, o życiu polskiej śmietanki towarzyskiej. „Mama zlecała uszycie kreacji najlepszej krawcowej, która swój fach zdobywała jeszcze za czasów Austro-Węgier, a szyła tylko dla wybranej klienteli, zaś materiały na sukienki przywoziła z Wiednia” – wyjaśnia Renata. Pracownicy konsulatu przyj-

1 maja Ula Zomerska-Szabados przeprowadziła się do Koszyc i zamieszkała ze swoim mężem w dużym przestronnym mieszkaniu. „Mieliśmy kilka pokoi o wysokosci ponad trzech metrów, ale, co najważniejsze, mieszkanie znajdowało się w centrum miasta, przy dzisiejszej ulicy Hlavnej” – wspomina Ula. Obecnie w tych pomieszczeniach znajduje się Muzeum Techniki. Para muzyków – Ula i Juraj Szabadosowie – prowadziła otwarty dom, w którym zawsze gościło mnóstwo ludzi ze świata kultury. „Bardzo chętnie przychodzili do nas 1 maja, kiedy to z okien wychodzących na ulicę mogliśmy wspólnie obserwować pochód 1-majowy, a potem oficjalne przemówienia z trybuny usytuowanej pod naszymi oknami” – opisuje Ula. „Siedzieliśmy w oknie, dodawaliśmy swoje komentarze, mieliśmy atrakcję dnia”. Przez pryzmat życia towarzyskiego śmietanki kulturalnej Koszyc święto nasiąknięte ideologią socjalizmu nabierało innego charakteru. „Dziś ulica nosi inną nazwę, jest pięknie zrekonstruowana, wtedy tu, w Czechosłowacji, życie miało inny, bardziej ideologiczny charakter. Moja mama, pisząc listy do mnie, nie mogła przeboleć, że jej córka mieszka przy ulicy Lenina”. 6

FOTO: STANO STEHLIK

Renata, jako mała dziewczynka, przygotowania do święta zapamiętała jako duże wydarzenie. „Co roku mama z tej okazji szyła sobie nową suknię“ – wspomina. „Wtedy marzyłam o tym, że, jak dorosnę, będę konsulem i to są chyba moje pierwsze marzenia dotyczące pracy zawodowej”. Mała Renata marzyła o pięknych,

mowali gości w ogrodach. Do północy, ubrani służbowo, pełnili honory gospodarzy, po północy przebierali się i bawili do rana. Piękne kreacje, dziś 81-letniej pani Anny, przechowywane są w małej walizeczce. Z jedną z nich związana jest historia, którą wspomina Renata: „Razem z siostrą przymierzałyśmy piękną, białą suknię, która wisiała w szafie przygotowana na 22 lipca. Niestety, kiedy paradowałyśmy w owej sukni, wylało nam się na nią kakao. Nic nikomu nie mówiąc, schowałyśmy ją do szafy. W dniu imprezy mama odkryła nasz występek i, niestety, musiała ubrać się w coś innego”. W oczach małej dziewczynki, która obserwowała swoich rodziców szykujących się do wyjścia, święto 22 lipca jawiło się jako coś wspaniałego – huczna zabawa w dobrym stylu.

Urszula Szabados w dawnym mieszkaniu – dziś Muzeum Techniki w Koszycach

MONITOR POLONIJNY


FOTO: ARCHIWUM

Ś W I Ę T A : 8 marca Dzień Kobiet wymyśliły uczestniczki II Międzynarodowej Konferencji Socjalistycznej Kobiet w Kopenhadze w 1910 roku. Pomysł przypisuje się Klarze Zetkin, przywódczyni socjalistycznego ruchu kobiet. Już rok później obchodzono go w kilku krajach, m.in. w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Danii. Z tej okazji odbywały się wiece, manifestacje, często kończące się interwencją policji. Jednak dopiero w za czasów komunizmu święto upaństwowiono i zaprzęgnięto w tryby komunistycznej propagandy. Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet w zakładach pracy organizowano spotkania, apele, na których oczywiście nie mogło zabraknąć nieodłącznego goździka czy tulipana, z czasem kobiety zaczęły dostawać materialne dowody troski państwa, takie jak rajstopy czy ręczniki. Partia i rząd przygotowywały na okoliczność Międzynarodowego Dnia Kobiet przemówienia i apele pełne haseł o równouprawnieniu, o których 9 marca wszyscy zapominali.

1 maja Dzień Kobiet w Ośrodku Kultury Polskiej w latach 70-tych (cztwarta od lewej pani Stanisława Hanudelová)

8 marca Stanisława Hanudelová w latach 70-tych pracowała w Ośrodku Kultury Polskiej w Bratysławie. W tamtych czasach w Czechosłowacji bardzo hucznie obchodzono Dzień Kobiet. Zakłady pracy organizowały imprezy plenerowe w podmiejskich ośrodkach wczasowych – bawiono się do rana. „Od rana w kwiaciarniach były kolejki po goździki, a kto się spóźnił, kwiatów już nie dostał” – wspomina pani Stasia. Panowie podobno bawili się tak hucznie, że nieraz na ulicy dochodziło do scen małżeńskich, ale w tym dniu mundurowi byli bardziej wyrozumiali dla mężczyzn. „W Ośrodku w tym dniu zapraszano nas do sali kinowej, częstowano lampką wina, ciasteczkami – opisuje pani Stanisława – a w prezencie otrzymywałyśmy upominki z polskiego sklepu: najczęściej towar, który nie cieszył się zainteresowaniem klientów”. Pani Stasia wspomina, jak któregoś roku otrzymała płytę Pendereckiego, która wówczas nie cieszyła się zainteresowaniem. Jak się potem okazało, płyty poszukiwał pewien muzyk z wiedeńskiej filharmonii. „Podarowałam mu ten longplay, a po kilku tygodniach Wiedeńczyk wrócił do mnie z austriacką bombonierką. To był prawdziwy prezent, takich słodyczy tu nie można było dostać!”. Czy dziś z nostalgią ludzie wspominają tamto święto? „Była to nasza młodość, więc człowiek o tym inaczej myśli” – twierdzi pani Stasia. „Sądzę, że święto kobiet jest jak najbardziej potrzebne. Podoba mi się, że w Polsce świętuje się Dzień Niezapominajki, ponieważ pod tym hasłem może kryć się wszystko, a więc i wdzięczność kobietom”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Święto Pracy jest często kojarzone z komunizmem. Należy jednak przypomnieć, iż święto to zostało przywłaszczone przez komunistów. Święto Pracy wprowadziła w 1889 roku II Międzynarodówka, wyznaczając dzień obchodów w rocznicę wybuchu strajku robotników amerykańskich w Chicago (1886 r.). Jednak dopiero w okresie władzy ludowej nabrało ono w naszym kraju charakteru propagandowego – święta klasy robotniczej. W dniu 1 maja (oczywiście wolnym od pracy) urządzane były masowe pochody, na które przywożono zorganizowane grupy pracowników z poszczególnych zakładów pracy i dzieci ze szkół, wyposażone w czerwone flagami, transparenty z hasłami propagandowymi i portrety przywódców partii komunistycznej. „Lud pracujący miast i wsi” defilował przed trybuną, na której stali lokalni przywódcy partii komunistycznej. Odmowa udziału w pierwszomajowym pochodzie wiązała się z szykanami. Po dniu odpoczynku klasa robotnicza zapędzana była do zdejmowania flag, aby żadna nie pozostała do 3 maja.

22 lipca W tym dniu uchwalono w 1944 Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (tymczasowy organ władzy wykonawczej komunistów powołany przez ZSRR). W 1952 roku uchwalono konstytucję, i od tego czasu państwo polskie przyjęło nazwę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Święto 22 lipca zastąpiło Święto Niepodległości, obchodzone 11 listopada. Obchody 22 lipca utrudniała data, przypadająca na okres wakacyjny i urlopowy, co wykluczało np. gremialny udział w świętowaniu szkół. Między innymi dlatego starano się obchodom 22 lipca nadać szczególnie uroczystą, a zarazem atrakcyjną oprawę. Wielkie parady obfitowały w pokazy gimnastyczne, ukazujące tężyznę fizyczną socjalistycznego społeczeństwa, oraz w pokazy artystyczne. Kroczących w pochodach witali, podziwiali i oklaskiwali dygnitarze zasiadający na trybunach honorowych. Świąteczną atmosferę podkreślały festyny i zabawy ludowe, odbywające się na głównych placach miast i miasteczek oraz lepsze niż zazwyczaj zaopatrzenie w sklepach czy też specjalnie organizowane z tej okazji kiermasze. Częstą praktyką władz było również ogłaszanie w tym dniu amnestii. OPRACOWAŁ RADOSŁAW ŁACH


W wolnym czasie ato to czas odpoczynku i realizowania różnych nowych pomysłów. Niektórzy korzystają z uroków natury w sposób nietypowy i interesujący. O to, jak spędzają wolny czas, zapytaliśmy naszych rodaków.

Petang

FOTO: ARCHIWUM

Petang to gra w kule. Z boku gra wygląda jak mały wszechświat, ponieważ wyrzucane z dużą prędkością kule przypominają małe planety krążące po orbitach. Może być świetną zabawą, uzupełniającą towarzyskie spotkania, rodzinne grillowanie lub inne imprezy. Sama gra umożliwia swobodne porozumiewanie się pomiędzy graczami, mało tego, rozmowy towarzyskie i opowiadanie różnych historii jest najbardziej wskazane, ponieważ petang nie jest grą bardzo trudną i absorbującą (rzucać kulami potrafi chyba każdy).

„Nas tą grą zarazili znajomi, którzy w jednym z supermarketów kupili duże srebrne kule i zaprosili nas do wspólnej zabawy” – wspomina swoje początki Renata Majerčiková. Zarówno kobiety, mężczyźni, jak i dzieci mają równe szanse w tej grze. Godne uwagi jest też to, że jej zasady można objaśnić w parę minut. „My zaczynaliśmy pochyleni nad instrukcją obsługi, dołączonej do kompletu kul” – opisuje Renata. Na początku chodzili grać do Horskiego Parku w Bratysławie, potem do ogrodów prezydenckich, teraz grają na specjalnym placu w Petrżalce. „Gra nas tak wciągnęła, że postanowiliśmy założyć klub“ – mówi Renata. „Potem przyszedł czas na zawody, w których bierzemy udział i które też organizujemy. Dzięki temu teraz sporo z mężem i znajomymi podróżujemy, również za granicę, gdzie odbywają się zawody petangowe” . W zależności od zaawansowania graczy kule można podzielić na dwie kategorie. Pierwszą stanowią kule rekreacyjne, służące do gry

Spływy kajakowe Weekend (i nie tylko weekend) w kajaku to świetna odskocznia od codziennych obowiązków i stresów. „Od pięciu lat wraz z mężem i dziećmi jeździmy na spływy kajakowe” – opowiada Majka Kadleček. „Nigdy nie sądziłam, że spodoba mi się tam, gdzie jest mokro i zimno”. Na łonie natury można znakomicie wypocząć od zgiełku miasta i nabrać pozytywnej energii, wpajając sobie jednocześnie szacunek do otaczającej nas przyrody. Przed wyprawą należy zaopatrzyć się w sprzęt pływający, czyli kajak, wiosła, kapok, poduszkę do siedzenia i oparcia. „Mamy własną nadmuchiwaną łódź, także w praktyce wygląda to tak, że jedziemy autem lub pociągiem w wybrane miejsce i rozpoczynamy podróż, która zwykle trwa ok. tygodnia” – relacjonuje Majka, która wraz z grupą znajomych „zaliczyła” niektóre rzeki na Słowacji i w Czechach. „W ciągu jednego dnia pły8

amatorskiej i krótkotrwałej – można je kupić w supermarketach, są wyprodukowane najczęściej w Chinach. Druga kategoria to kule używane do gry na zawodach. Są one wykonane profesjonalnie, najczęściej zamawiane dużo wcześniej pod kątem indywidualnych potrzeb gracza, dowożone z Francji. Pomimo tego, że takie kule są droższe, to jednak poleca się je nawet początkującym graczom, gdyż jakość gry nimi jest nieporównywalnie lepsza niż kulami rekreacyjnymi. Można również kupić kule junior i treningowe. Mamy lato i czas spotkań na świeżym powietrzu już się rozpoczął. „Obecnie prawie wszystkie popołudnia spędzamy na grze w petanga. Wieczorem, gdy przychodzę do domu, nawet mi się nie chce włączać telewizora” – opowiada Renata. „Jesienią staramy się wykorzystać każdy dzień na świeżym powietrzu, organizujemy różne turnieje, by nacieszyć się tym sportem, zanim przyjdzie zima”. Może warto więc spróbować czegoś nowego w gronie przyjaciół podczas wspólnych spotkań? Więcej informacji na stronach: www.guliver.sk i www.gule.sk

niemy ok. 20 km i nocujemy na kempingu. Postoje przedłużamy w zależności od miejscowych atrakcji”. Przygotowanie do całodniowej wycieczki wymaga dokładnego przemyślenia, co w drodze będzie potrzebne. Oprócz sprzętu trzeba przecież zabrać jedzenie i picie. „Wszystko musi być dokładnie przywiązane, bo jak kajak się wywróci, to nie ma szans, żeby cokolwiek złapać” – wyjaśnia Majka. „Raz odpłynęły mi tenisówki i zniknęły za horyzontem. W takich sytuacjach najpierw łapiemy dzieci i wiosła”. Lato w kajaku (tym bardziej, jeśli jest pogoda) może być ciekawą formą spędzenia wolnego czasu, o czym przekonuje nas nasza rozmówczyni. „Generalnie polecam wszystkim takie spływy, jest dużo zabawy, zwłaszcza jeśli jedzie większe grono przyjaciół. Aha, nie można tylko zapomnieć rano wlać sobie trochę wody za kołnierz w celu przebłagania wodnika“. Więcej informacji na: www.wuja.republika.pl

FOTO: ARCHIWUM

L

MONITOR POLONIJNY


Od dawien dawna człowiek marzył o tym, żeby latać. Jest wiele sposobów, by poczuć się jak ptak w przestworzach. Dziś modne sporty ekstremalne oferują wolność w przestworzach. Do takich przyjemności należą skoki spadochronowe. By móc skakać samemu, należy przejść szkolenie, ale by móc spróbować skoku ze spadochronem choć raz, można zdecydować się na skok tandemowy. Skoki tandemowe to skoki ze spadochronem przystosowanym dla dwóch osób. Jest to specjalna konstrukcja systemu spadochronowego, przygotowana dla instruktora i pasażera. Takie skoki to najlepszy sposób poznania radości swobodnego spadania. Aby wykonać taki skok, nie są potrzebne ani badania lekarskie, ani specjalistyczny kurs. Przeszkolenie odbywa się bezpośrednio przed skokiem i trwa ok. 15-20 min. Po zajęciu miejsca w samolocie obok swojego instruktora skoczków czeka ok. 15 minut lotu na wysokości 4000 m. Potem już pozostaje tylko skoczyć. Na taką porcję adrenaliny zdecydowała się Małgorzata Wojcieszyńska. „Najbardziej bałam się momentu, kiedy otworzą się drzwi samolotu i trzeba będzie skoczyć w otchłań” – przyznaje się Małgosia. „Obserwowałam tych, którzy wyskakiwali z samolotu przede mną, znikali za drzwiami jak piłeczki” – opisuje. Po wyskoczeniu z samolotu następuje 60 sekund swobodnego spadania z prędkością

ok. 200 km na godzinę. „Było to niesamowite doznanie. Najbardziej zaskoczyło mnie zimne powietrze – prawie nie mogłam oddychać” – wspomina Małgorzata. „Prędkość jest piorunująca, nie można panować nad swoim ciałem, po prostu człowiek leci. Podczas zaledwie minutowego spadania przypomniałam sobie wskazówki instruktora, żeby zerknąć w górę, by zobaczyć, jak szybko oddalamy się od samolotu (ładny widok!), a potem wyciągnąć ręce w bok, by ułatwić lot”. Za całą stronę techniczną i bezpieczeństwo skoku odpowiedzialny jest instruktor, pasażer natomiast ma czerpać jak najwięcej radości, poznając nowe wrażenie swobodnego spadania, po którym na wysokości 1500-1700 m instruktor otwiera spadochron. „Kiedy otworzył się spadochron miałam wrażenie, że to spacer po niebie” – opowiada Małgorzata. „Z góry obserwowałam piękne widoki, potem instruktor pozwolił mi sterować spadochronem”. Przygodę kończy lądowanie – dobry instruktor „posadzi” swojego pasażera FOTO: ARCHIWUM

Skoki spadochronowe

na trawie. „Po wylądowaniu na ziemi wraz ze znajomymi, którzy zdecydowali się na skok, szaleliśmy z radości” – mówi Małgosia. „Instruktor zdążył nas poinformować, że przez dwie godziny nie powinniśmy prowadzić samochodu ze względu na poziom adrenaliny. Zdecydowaliśmy się więc na spędzenie wieczoru w restauracji na rozmowach, oczywiście o… lataniu”. Wiecej informacji na stronie: www.spadochron.pl

Polowania Ostatecznym celem prowadzenia hodowli zwierzyny jest jej pozyskanie w drodze polowania – czytamy na stronach internetowych, poświęconych polowaniom. Zgodnie z prawem łowieckim pod pojęciem „polowanie” należy rozumieć ‘tropienie, ściganie, strzelanie oraz łowienie sposobami dozwolonymi zwierzyny żywej, zmierzające do wejścia w jej posiadanie’. Polowania to też rodzaj pasji, relaksu i spędzania wolnego czasu. „Jeszcze w latach 70-tych wciągnęła mnie ta pasja” – wspomina Zbyszek Stebel. „Przeszedłem kurs myśliwski, zdałem egzaminy i uzyskałem zezwolenie na łowy”. Na stronach internetowych można znaleźć wiele informacji o tym, gdzie myśliwy może sobie zamówić polowanie w najatrakcyjniejszym miejscu na świecie. Dla wielu myśliwych dużą frajdą jest gospodarowanie we własnym rewirze, troska o zwierzynę i polowanie na własnym terenie. „Wraz ze znajomymi gospodarzymy na własnym terenie w okolicy” – opowiada Zbyszek. „Wymaga to czasu, dyscypliny i poświęcenia, ale jest to duża przyjemność”. Więcej informacji na stronie www.hubertus2.com.pl MELANIA MALINOWSKA, MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

9


Handel Polsko-słowacka wymiana handlowa stale się zwiększa. Pamiętam, że kiedy w 1997 r. przyjechałem do pracy w Ambasadzie RP w Bratysławie, trwały właśnie dwustronne wysiłki, aby obroty wzajemnego handlu zagranicznego przekroczyły 1 mld USD. Teraz już zbliżają się do 3 mld. USD. Na koniec 2004 r. statystyki odnotowały, że polski eksport na Słowację, w porównaniu z rokiem 2003, wzrósł o 45% i wyniósł 1,14 mld. USD, a import ze Słowacji – 1,52 mld. USD (wzrost o 46%). Łączne obroty osiągnęły zatem poziom 2,66 mld. USD. Przy takiej dynamice wymiany prawdopodobnie pod koniec 2005 r. zbliżymy się do kwoty 3,5 miliarda dolarów. To pokazuje również postęp we wzajemnej komplementarności dwóch najbliższych sąsiadów. Z przytoczonych danych widać jednocześnie, że nasz wywóz jest mniejszy od przywozu ze Słowacji. Mamy więc do czynienia z ujemnym saldem handlowym po naszej stronie. W 2004 r. wyniosło ono 380 mln. USD. Wydaje się to dość dużo. Trzeba jednak zauważyć, że po pierwsze – już teraz ono się nie powiększa, a po drugie – jest ono w jakimś stopniu nieuniknione jako konsekwencja dużej różnicy w chłonności związanej z wielkością rynków. W słowackim eksporcie Polska zajmuje 5. miejsce – po Niemczech i Czechach, ale przed Węgrami i Francją. Natomiast w imporcie znajdujemy się na pozycji 6., po Niemczech, Czechach i Rosji, lecz np. przed Węgrami. Wśród towarów przywożonych na Słowację z Polski przeważają paliwa mineralne oraz rynkowe towary przemysłowe. Te grupy towarowe cechuje też najwyższa dynamika eksportowa. Natomiast udział żywności w polskim eksporcie jest statystycznie stosunkowo niewielki i kształtuje się na poziomie ok. 9%. Jednocześnie jednak coraz bogatsza oferta dowożonego – z naszego kraju – pieczywa oraz czekolady, dżemów, serów, owoców itp. sprawia, że polskie artykuły spożywcze są coraz bardziej widoczne na słowackim rynku. Słowacja dostarcza na polski rynek 10

Dynamiczne

polskosłowackie partnerstwo gospodarcze przede wszystkim artykuły przemysłowe i środki transportu, głównie samochody. Jak wiadomo, obecnie są to auta wytwarzane w fabryce należącej do grupy Volkswagena. Udział słowackiej żywności wywożonej do Polski jest relatywnie niewielki i raczej malejący. Sporadycznie na polskim rynku pojawia się słowackie wino czy piwo, chociaż pewnie amatorów by nie zabrakło. Będziemy czekali na postęp także w tej dziedzinie, a ściślej – w tym segmencie rynku. A może ktoś z czytelników „Monitora” widziałby się w roli promotora np. słowackiego wina w Polsce?

Inne obszary współpracy gospodarczej Tradycyjnie we współpracy gospodarczej, nie tylko polsko-słowackiej, dominuje handel. Inne jej formy są – w tym przypadku – mało rozwinięte. Nie ma praktycznie żadnej zauważalnej współpracy inwestycyjnej. Wprawdzie na słowackim rynku działają firmy polskie, ale z kapitałem tak małym, że nawet nie notowanym w statystykach (czyli poniżej 500 tys. USD). Ponadto są to przeważnie firmy dystrybucyjne, rozprowadzające m.in. artykuły meblarskie, gospodarstwa domowego i motoryzacyjne oraz materiały budowlane, żywność, odzież, obuwie itp. Polskim przedsiębiorstwom handlującym na Słowacji brakuje często odpowiedniego przygotowania i doświadczenia na rynkach za-

granicznych, stąd m.in. biorą się ich różnorodne kłopoty. Szacuje się, że łączne zaangażowanie polskich firm na Słowacji jest niewielkie i wynosi ok. 1 mln. USD. Inwestycje słowackie w Polsce są większe. W południowej Polsce czynne są stacje benzynowe należące do „Slovnaftu”. Ich wartość stanowi ok. 90% z 26 mln. USD, które firmy słowackie zainwestowały w naszym kraju. Ostatnio, po zmianach własnościowych i przejęciu firmy przez węgierski MOL, „Slovnaft” zapowiada jednak zmianę polityki dystrybucyjnej. Może to m.in. oznaczać przejęcie słowackich stacji na terenie Polski przez innych dystrybutorów. Dość dobrze rozwija się wymiana turystyczna, zwłaszcza w regionach przygranicznych, oraz ruch tranzytowy. Jednakże w ostatnim roku zmniejszyła się liczba przyjazdów pobytowych Polaków na Słowację. Była to konsekwencja umocnienia się słowackiej korony, wzrostu cen usług turystycznych oraz pewnych niedostatków w poziomie usług hotelarskich. Jednocześnie Słowacja nastawia się na poważny przyrost polskich turystów i przygotowuje w tym celu wielką kampanię promocyjną w Polsce, podobnie jak w Czechach i Holandii. Szczególną formą współpracy gospodarczej jest tzw. turystyka zakupowa. Wyjazdy Słowaków na zakupy do Nowego Targu i innych miast południowej Polski są coraz liczniejsze. Wiadomo, że się to opłaca. Polskie ceny, zwłaszcza te bazarowe, okazały się bardzo korzystne. Te zakupy nie są objęte żadną statystyką, nie ma też tak naprawdę w pełni wiarygodnych szacunków dokonywanych obrotów. Można jednak przypuszczać, że gdyby zakupy czynione przez Słowaków w Polsce doliczyć do polskiego eksportu, to prawdopodobnie nasze ujemne saldo handlowe nie tylko znacznie by się zmniejszyło, ale nawet zapewne przekształciłoby się – w dodatnie.

Prognozy na najbliższą przyszłość Po pierwszym roku wspólnego członMONITOR POLONIJNY


LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Zakupy w Polsce „Monitor Polonijny” postanowił przeprowadzić małą sondę wśród Polaków mieszkających i pracujących na Słowacji. Rok temu w numerze letnim opublikowaliśmy listę zakupów wywożonych ze Słowacji, tym razem postanowiliśmy zapytać, co Polacy przywożą ze swej ojczyzny na Słowację. Poprosiliśmy, aby odpowiedzi udzielono w dwóch kategoriach: prezenty dla przyjaciół, kolegów i znajomych Słowaków oraz rzeczy przywożone dla siebie. W pierwszej kategorii absolutnym hitem okazały się żubrówka (polska wódka), ptasie mleczko oraz krówki. Te trzy produkty wymieniły wszystkie osoby pytane przez nas. Często pojawiały się też „Delicje” (na Słowacji są podobne ciasteczka, ale tych polskich, produkcji „Wedla“ nie zastąpi nic), kiełbasa (pokażmy im, jak się robi kiełbasę) oraz ogórki kiszone (w Bratysławie do kupienia jedynie na „Mileticzce”). Jeśli chodzi o produkty przywożone dla siebie, to na ich liście oczywiście nie mogło zabraknąć i tych, wymienionych w pierwszej kategorii. Widać smak dzieciństwa, wspomnienie lat spędzonych w Polsce oraz tęsknota nie tylko za ojczyzną, ale też za utrwalonymi przez lata smaka-

mi pozostają w człowieku na zawsze. Polacy okazali się niezwykle praktyczni. Oprócz słodyczy i artykułów spożywczych (sery – tańsze w Polsce, kiełbasa – lepsza oraz wszelkiego rodzaju kisiele, budynie i żelki) przywożą też odzież (w Polsce za umiarkowaną cenę można kupić dużo lepszą niż na Słowacji), kosmetyki (tańsze) oraz papierosy (tańsze o 10% – niektóre dotychczas niedostępne na rynku słowacki, jak moje ulubione „Parliament” – w sprzedaży dopiero od 2 miesięcy). Osobną kategorię stanowią produkty, których brak na Słowacji, przede wszystkim są to polskie gazety (zdecydowanie tygodniki i miesięczniki) i kolejne produkty żywnościowe (śledziki firmy „Lisner”, pasty rybne „Lisnera“ oraz wspomniane wcześniej ptasie mleczko czy żubrówka). Dużą popularnością cieszą się też polskie piwa i polskie soki („Tymbark” czy „Hortex”) oraz groszek konserwowy („Bonduelle” w Polsce jest o niebo lepszy). Jak widać z wyników ankiety, po raz kolejny Polacy okazali się nie tylko praktyczni, ale również sentymentalni. Pragną też pokazać swoim przyjaciołom Słowakom Polskę od innej strony, lepszej (tej słodszej). RADOSŁAW ŁACH

Co kupują Słowacy w Polsce? Artykuły spożywcze

Upominki i inne artykuły

1. cukierki (krówki, ptasie mleczko) 1. odzież i obuwie 2. czekolady 2. meble 3. kawa 3. płyty kompaktowe 4. herbata 4. złota i srebrna biżuteria 5. żółty ser 5. lampy i żyrandole 6. przyprawy (vegeta) 6. kosmetyki 7. wędlina 7. porcelana i kryształy 8. chałwa 8. dywany 9. alkohol (spirytus) 9. drewniane lub gliniane figurki 10. marcepan 10. widokówki

IZA WÓJCIK

kostwa Polski i Słowacji w Unii Europejskiej można z jeszcze większym prawdopodobieństwem mówić o pomyślnych prognozach rozwoju wzajemnego handlu. Przewiduje się, że w roku 2005 nasz eksport na Słowację zwiększy się do 1,7 mld. USD, a import osiągnie poziom 1,8 mld. USD (szczególnie dynamicznie będzie wzrastał eksport artykułów spożywczych). Oznacza to, że saldo obrotów statystycznie uchwytnych będzie dla Polski dalej ujemne, lecz nie powinno przekroczyć 120 mln. USD. Obserwowane już teraz zwiększone zainteresowanie rynkiem słowackim ze strony polskich przedsiębiorstw będzie prawdopodobnie wzrastać dalej. Sprzyjać temu będą niższe podatki oraz uproszczone procedury rejestracji i prowadzenia działalności gospodarczej. Natomiast niewątpliwą przeszkodą mogą okazać się swego rodzaju „kampanie propagandowe” słowackich organizacji gospodarczych i izb handlowych, przestrzegające przed zalewem polskich („niedobrych” lub wręcz „chorych”) ziemniaków, okien plastykowych itp. Miejmy jednak nadzieję, że takie sposoby walki z konkurencją nie będą się powtarzały, a rywalizacja na rynku będzie szlachetna, czyli normalna. W najbliższych latach największe szanse rozwoju współpracy gospodarczej, w tym kooperacji produkcyjnej, będą miały firmy branży motoryzacyjnej, szczególnie powiązane – bezpośrednio lub pośrednio – z nowymi fabrykami samochodów – Kia w Żylinie i PSA-Peugot Citroën w Trnawie. Jednakże ogólny brak wolnych kapitałów będzie nadal ograniczał rozwój współpracy inwestycyjnej. Pewne nowe możliwości dla rozwoju wymiany gospodarczej stwarza współpraca przygraniczna. Impulsem powinny stać się europejskie fundusze regionalne. W realizację inwestycji z tych środków mogą przecież angażować się firmy pochodzące z jednej i drugiej strony granicy. Może wtedy dojdzie też do powrotu polskich przedsiębiorstw budowlanych na rynek słowacki? ANDRZEJ KUPICH Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na rzecz Klubu Polskiego

11


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO

D

wudniowa wizyta Lecha Wałęsy w Bratysławie z okazji 25-lecia „Solidarności“ była dużym wydarzeniem politycznym i cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem Słowaków. „Przeszło to moje oczekiwania, spełnione zostały wszystkie cele, jakie sobie postawiliśmy“ – ocenił wizytę ambasador RP w RS Zenon Kosiniak Kamysz. „Chcieliśmy, żeby na Słowacji zauważono 25. rocznicę powstania »Solidarności«, a obecność Wałęsy przyczyniła się do tego, że media słowackie przez dwa dni mówiły przede wszystkim o wizycie naszego byłego prezydenta“. W tych dniach stacje telewizyjne pokazywały archiwalne zdjęcia z czasów powstania „Solidarności“. „Cieszy mnie fakt, że wyraźnie zostało powiedziane to, iż rewolucja zaczęła się w Polsce, co przyczyniło się do upadku muru berlińskiego i w efekcie upadku komunizmu“ – komentował Kosiniak-Kamysz. „To szalenie miłe, że Lech Wałęsa jest rozpoznawany nie tylko na salonach, ale i na ulicy“ – powiedział ambasador. „Kiedy wyszliśmy na spacer, prawie każda grupa turystów i pojedynczy przechodnie reagowali, prosząc Lecha Wałęsę o zdjęcia i podpisy“. mw

W

galerii Instytutu Słowackiego w Warszawie odbył się w dniu 25.05.2005 r. wernisaż wystawy słowacko-polskiej pary artystów, zatytułowanej „Zdenka i Tadeusz Błońscy – malarstwo, grafika, design”. Wystawę otworzyła dr Cecilia Kandračová, radca Ambasady RS,

Dni Morza w Bratysławie Na

falach Dunaju, jak co roku, w czerwcowe popołudnie odbyło się spotkanie polskich i słowackich przedsiębiorców pod nazwą Dni Morza, które zorganizowała Ambasada Polska w Bratysławie. współpracują. „Rola organizatorów tego typu imprezy jest niewdzięczna, podobna do roli swatki, której nigdy na chrzciny nie proszą“ – ocenił ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz, zapytany o wymierne rezultaty spotkania,

ilość podpisanych kontraktów. „Ale jest to również forma promocji, zaprezentowanie Słowakom ich partnera z północy“. Istniejąca od lat współpraca między Polską a Słowacją, która korzysta z oferty portów bałtyckich, po wejściu do Unii Europejskiej nabiera nowych rozmiarów. „Bez aktywnego uczestnictwa, prezentacji nie da się skutecznie zarządzać portem“ – przekonywał Dariusz Rutkowski, prezes portów w Szczecinie i Świnouj-

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

Na pozór wydawać by się mogło, że było to spotkanie towarzyskie z dobrym bufetem i muzyką. Ale podczas kilkugodzinnego rejsu doszło do nawiązania nowych kontaktów i zacieśnienia więzi w przypadku firm, które już ze sobą

dyrektor Instytutu Słowackiego w Warszawie w obecności przedstawicieli ambasady słowackiej w Polsce i innych gości, którzy obejrzeli obrazy i metalowe przestrzenne obiekty – kompozycje symbolizujące między innymi funkcje użytkowe. Po oficjalnym otwarciu,

12

MONITOR POLONIJNY


przy poczęstunku miejsce miały bardzo ciekawe rozmowy towarzyskie, w których dominujący język polski przeplatał się z językiem słowackim i angielskim. Wernisaż wzbogacił występ studentów Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie. Dzięki lokalizacji Instytutu Słowackiego (obok Rynku na Starym Mieście w Warszawie) na wernisaż przybyli przechodzący obok warszawiacy i turyści. Tu spotkały się również

osoby zaangażowane w rozwój kontaktów słowacko-polskich, m.in. słowaccy studenci z warszawskiej ASP czy małżonka radcy Ambasady RP w RS – pani Wrzochalska, Jesteśmy wdzięczni organizatorom za ogromne zaangażowanie w przygotowanie wystawy i życzliwość. Szczególne podziękowania składamy pani dyrektor Cecilii Kandračovej, pani Ludmile Miller oraz panu pułkownikowi Dostalkovi – attaché policyjnemu RS i jego małżonce. Warszawska wystawa jest częścią prezentacji, ukazującej przenikanie się wpływów między Słowacją i Polską w dziedzinie sztuki współczesnej. tb

ściu. „Sentyment w interesach to zbyt mało. Naszymi konkurentami są państwa zachodnie, które mają lepszą infrastrukturę, stąd nasze zabiegi, żeby tę infrastrukturę poprawiać“ – wyjaśnił Rutkowski. Spotkanie było więc również formą prezentacji zmian, do jakich doszło w polskich portach, rozmową na temat rozwoju połączeń drogowych, efektywnego wykorzystania w tym celu funduszy europejskich. „Podczas tego typu spotkań ludzie poznają się osobiście, to nie jest już tylko pewien pan czy pewna pani po drugiej stronie telefonu – powiedział radca handlowy ambasady RP w RS Andrzej Tymkowski – a partnera, którego się zna osobiście, jest trudniej zawieść“. Dyrektor poznańskiego oddziału spółki „Carogosped”– Marek Cierpiał – pod koniec imprezy pochwalił się nawiązanymi kontaktami ze słowacLIPIEC - SIERPIEŃ 2005

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

K

onsul RP przyznał Majce Kadleček i Veronice Strakovej dyplomy za prace magisterskie poświęcone Polonii na Słowacji. Dyplomy te i nagrody rzeczowe (markowe długopisy) wręczyli ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz oraz kierownik Wydziału Konsularnego Wojciech Biliński na terenie ambasady RP w Bratysławie dnia 24 czerwca br. mw

kimi partnerami, rokującymi duże nadzieje na przyszłość. „Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, które powinno przynieść obustronne korzyści“ – powiedział, choć nie chciał zdradzać szczegółów. W przekonaniu radcy do spraw transporFOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK tu w ambasadzie polskiej w Pradze – Jerzego polsko-słowackiej, głównie na Uziębły – Słowacy są za mało przejściu granicznym Skalite – agresywni w porównaniu Zwardoń“ – ocenił Uziębło. z bardziej prężnymi Czechami. Według niego Słowacja to nie„Jednakże potencjał słowacki zwykle solidny i wiarygodny jest na tyle duży, że polska stro- partner: „Po wejściu do Unii na powinna zrewidować oce- bardzo cenię sobie stanowisko ny tego kraju, bardziej powa- Słowaków w Grupie Wyszeżnie powinna podejść do bu- hradzkiej, oni zawsze szli prodowy szybkich połączeń dro- stą drogą. Czy my byliśmy gowych i polepszenia warun- zawsze tacy? Nie wiem“. ków kolejowych na granicy MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

13


W

dniach 23 i 24 czerwca w wynajętych salach Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Komeńskiego zgromadziło się 16 osób z całej Słowacji, młodszych i starszych, różnych profesji, chcących zdawać egzamin poświadczający znajomość języka polskiego jako obcego.

Egzaminy w Bratysławie Pierwsze takie egzaminy odbyły się w Polsce w 2004 r., a Bratysława jest drugim, po Berlinie, ośrodkiem zagranicznym, w którym udało się je zorganizować. Co prawda tego samego dnia i o tej samej godzinie taki sam egzamin rozpoczął się w Nowym Jorku, ale, biorąc pod uwagę różnicę czasu, Słowacja wyprzedziła Stany Zjednoczone. Organizatorem wersji słowackiej był Instytut Polski, a patronat nad nią sprawował Ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz, który przywitał zgromadzone osoby, czyli chętnych do zdawania egzaminu certyfikatowego z języka polskiego, zgłoszonych wcześniej za pośrednictwem Instytutu do Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego w Warszawie, przybyłą z Warszawy czteroosobową komisję państwową z prof. Bożeną Ostromecką na czele oraz gospodarzy. Głównymi bohaterami wydarzenia byli oczywiście sami zdający,

Język polski - język obcy niektórzy spięci i przejęci, inni – przynajmniej z pozoru – rozluźnieni. Pierwszego dnia komisja badała językowe sprawności, polegające na rozumieniu tekstu słuchanego i pisanego. Testy sprawdzały też umiejętności z zakresu zawiłej gramatyki polskiej i pisania tekstu własnego. Najtrudniejsza, zdaniem egzaminowanych, była część związana ze zrozumieniem odtwarzanych z płyt CD tekstów, ale pewnie dlatego, że była pierwsza, a w skupianiu się przeszkadzał stres egzaminacyjny. Drugiego dnia kandydaci zdawali egzaminy ustne. Nastroje zdających się poprawiły, napięcie gdzieś zniknęło (w dużej mierze to zasługa pań z komisji – przemiłych i przychylnie nastawionych do egzaminowanych), choć nikt nie był pewien: zdał część pisemną czy jej nie zdał. Jeden ze zdających egzaminy na najwyższym poziomie (C2), przyznał się, że wraz z kolegą przyjechali pewni, że taka próba zmierzenia się z polszczyzną to dla nich tylko zwykła formalność, lecz po części pisemnej tę pewność obaj stracili. Oficjalne wyniki znane będą dopiero w połowie lipca, albowiem formalnie musi je zatwierdzić komisja z Warszawy, ale ja już teraz mogę zdradzić, choć to wiado-

mość na razie nieoficjalna, że ci, którzy poddali się sprawdzeniu znajomości języka polskiego, mogą już wkrótce spodziewać się informacji z Polski, kiedy i w jaki sposób certyfikat mogą odebrać. Zdali bowiem wszyscy!!! Komisja bardzo wysoko oceniła ich umiejętności językowe, choć niektórzy zdający, przynajmniej na początku, trochę w nie zwątpili.

Informacje ogólne o egzaminach certyfikatowych z języka polskiego jako obcego Standardy wymagań egzaminacyjnych oraz zasady przeprowadzania egzaminów certyfikatowych są oparte na najnowszych zaleceniach Rady Europy, zmierzających do ujednolicenia systemów testowania znajomości języków obcych w Europie. Zdanie egzaminu oznacza uzyskanie certfikatu poświadczającego znajomość języka polskiego jako obcego, który jest jedynym urzędowym dokumentem uznawanym w krajach Unii Europejskiej (i nie tylko). Do tej pory cudzoziemiec lub obywatel polski na stałe przebywający za granicą, który nie studiował polonistyki w Polsce, a znał język polski, praktycznie nie miał możliwości uzyskania podobnego dokumentu. Dopiero Ustawa z dnia 11.04.2003 r o zmianie Ustawy o języku polskim (Dziennik Ustaw nr 73, poz. 661) i powołanie na jej podstawie przez Ministra Edukacji Narodowej i Sportu Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego tę sytuację zmieniło i dało szansę wszystkim, którzy certyfikat chcieliby uzyskać. Egzaminy w polskiej wersji są organizowane na trzech poziomach: B1 – podstawowy (co odpowiada np. angielskiemu Preliminary English Test czy systemowi Rady Europy – B1 – Threshold LeMONITOR POLONIJNY


vel), B2 – średni ogólny (odpowiednik angielskiego First Cerifikate czy wg Rady Europy – B2 – Vantage Level) i C2 – zaawansowany (ang. Cerificate of Proficiency lub wg RE – C2 – Mastery Level). Przystąpić do nich mogą wszyscy dorośli cudzoziemcy i obywatele polscy na stale zamieszkali poza Polską, niezależnie od tego, czy, gdzie, jak długo i w jaki sposób się przygotowywali. Przedmiotem oceny są następujące sprawności: rozumienie ze słuchu, poprawność gramatyczna, rozumienie tekstów pisanych i mówionych, pisanie, mówienie. Wa-

runkiem uzyskania pozytywnego wyniku jest osiągnięcie minimum 60% punktów z każdej z czterech pisemnych jego części oraz z części ustnej. Warunkiem, aby testy można było przeprowadzić za granicą, jest zgłoszenie się przynajmniej 10 chętnych do ich zdawania. Do bratysławskich egzaminów udało się zachęcić w tym roku łącznie 16 osób, które poddały się oficjalnemu sprawdzeniu swojej znajomości języka polskiego na wszystkich poziomach. Osoby zainteresowane egzaminem certyfikatowym z języka

polskiego jako obcego zachęcam do odwiedzenia strony internetowej Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego: www.buwiwm.edu.pl/certyfikacja. Informacje można uzyskać też pod adresami e-mail: certyfikacja@buwiwm.edu.pl lub majkan@chello.sk. Organizatorzy wierzą, że w przyszłym roku ponownie zgłosi się odpowiednia liczba kandydatów, by móc przeprowadzić podobne egzaminy w Bratysławie. Niektóre z osób, którym certyfikat na poziomach niższych właśnie tu udało się uzyskać, już teraz zapowiedziały swój udział w egzaminach na poziomach wyższych. Ja ze swej strony zachęcam wszystkich do zmierzenia się z polszczyzną, bo w dzisiejszych czasach chyba warto – nigdy nie wiadomo, jaki dokument i kiedy przyda nam się w życiu. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA FOTO: AUTOR

Koncert

Nie je zlé uprostred pracovného týždňa zájsť na koncert. Zvlášť, keď ide o slávneho Poliaka Stanislawa Sojku, na ktorého mám spomienky z prvých dní po svadbe, keď som bola na Slovensku len chvíľu a k zariadeniu mojej novej domácnosti patril len šijací stroj, ktorý som si doviezla z Moravy, a manželova gitara s gramofónom a platňami. Pred tými už takmer osemnástimi rokmi sa večery netrávili pred televízorom (žiadny nebol), ale práve za zvuku platne Sojku, Stinga a iných velikánov svetovej hudby. Takže jeden predletný pondelok ma manžel doslova prekvapil otázkou: „Kedy sa večer uvidíme? Ideme na koncert!“ Ďalšie prekvapenie bolo, keď sme dorazili do Zrkadlového hája v bratislavskej Petržalke: namiesto Sojku prišla z Poľska krehká Antonina Krzysztoń. Manžel so slovami: „Poľskí muzikanti sú vždy dobrí,“ kúpil lístky. Predstavili nám ju ako „Karel Kryl v sukni“ a vtedy moje české „ja“ podskočilo a zabralo. Ako mladé dievča za čias socializmu som často spievala nejakú tú Krylovu pesničku a až po revolúcii som sa vlastne z médií dozvedela, kto to ten zakázaný disident vlastne je. Aj túto speváčku nám uviedli ako jednu z tých, ktorá pracovala so

Solidaritou a bola v spojení práve s Krylom, naším Havlom a ostatnými. Jej baladický spev pripomínal chvíľami Enyu alebo Nou. Priznala sa, že má práve v deň koncertu narodeniny! Na koncerte bolo naším jediným handikepom to, že sme tak málo rozumeli poľštine. A to v pesničkách, ktoré sú založené na dobrých textoch, naozaj chýba. A v publiku, ktoré tvorili prevažne členovia Poľského klubu, sme boli jediní, ktorí sme jej piesne nepoznali. Čo som občas z textov pochopila, boli niektoré biblické verše a vyjadrenie postojov veriaceho človeka, ktoré mi nie sú vzdialené. Antonina spievala s kapelou, v ktorej dominoval gitarista. Hral na akustickú gitaru a podľa manžela-gitaristu hral dobre. Zoskupenie okrem neho tvoril kontrabas, ktorý bol „bez tela“ (asi sa s tým lepšie cestuje) a perkusionista s hrkálkami, zvukmi lesa, zvonov a pod. Čo bolo milé, speváčka sa od prvej pesničky snažila publikum vtiahnuť do svojich piesní. A tak si myslím, že je dobré, keď ľudia v týchto časoch spievajú zborovo: „Svetlo v temnote svieti, ale svet ho nepohltí!“ PAJA POČAJOVÁ

LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

FOTO: KRZYSZTOF FRĄCZEK

Antoniny Krzysztoń

15


Słowacystki z Krakowa N

iezbyt często zdarza się w życiu, że podczas krótkiego czasu, który przypadkiem spędzimy z ludźmi z innego kraju, uda się nam z nimi zaprzyjaźnić. Kilka lat temu miałam okazję poznać studentki słowacystyki z Krakowa, które przyjechały do Bratysławy na tygodniowy pobyt. Nasza przyjaźń trwa już 8 lat. Spotykamy się w Krakowie albo w Bratysławie. Nasze ostatnie spotkanie wykorzystałam do rozmowy, dotyczącej ich wyboru studiów i tego, jak wpłynął on na ich drogę życiową. Na łamach „Monitora” przedstawiane były już koleje losów ludzi, którzy przeprowadzili się na Słowację, wypowiedzi Słowaków, którzy zdecydowali się na naukę języka polskiego. Równie ciekawe wydało mi się, skąd w młodych Polkach zainteresowanie Słowacją. Oto czego się dowiedziałam.

Nie tylko przypadek Podobnie jak ja przypadkiem odkryłam możliwość studiowania języka polskiego na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie, moje koleżanki – Sabina Ebel i Katarzyna Krzynówek – trafiły na słowacystykę w Krakowie. Nie udało im się dostać na wymarzone kierunki studiów, ciekawą alternatywą okazała się słowacystyka na Uniwersytecie Jagiellońskim. W przypadku Agnieszki Jaskuły było trochę inaczej. „Mieszkałam z rodzicami w Bratysławie, podczas dwóch lat opanowałam dość dobrze język słowacki, chciałam więc kontynuować jego naukę” – wyjaśnia. Ponieważ w jej rodzinnej Warszawie na słowacystykę odbywa się nabór co dwa lata, a tego roku, kiedy miała podjąć studia, kierunku nie otwierano, więc aby nie zmarnować roku, przeprowadziła się do Krakowa, by rozpocząć studia na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Wiedza o Słowacji Ludzie zawsze są ciekawi, jak wygląda życie u sąsiadów za granicą, ale często okazuje się, że niewiele o nich wiedzą. Zanim ja podjęłam studia, wie16

AGNIESZKA

KASIA

działam, że mamy z Polakami wspólne Tatry, że nasi sąsiedzi mają dostęp do morza, cukierki krówki, których nie lubię, i bardzo śmieszny język. Co wiedziały bohaterki tego artykułu o Słowacji? Sabina, miłośniczka jazdy na nartach, Słowację znała jako świetną bazę dla narciarzy. Kasia poznała uroki Słowacji w czasie, kiedy wyjeżdżała jako wychowawczyni na kolonie i obozy nad Jezioro Orawskie koło Namestowa. Zachwyciły ją ciepłe źródła lecznicze i jaskinie. Agnieszka postrzega Słowację przez pryzmat dwóch lat spędzonych w Bratysławie (1995–1997): „Podoba mi się u Słowaków dbałość o czys-

tość, przyroda, zabytki, zamki i świetne położenie stolicy – blisko do Austrii, Czech i na Węgry”. Jej kontakty ze słowackimi rówieśnikami, wyniesione ze szkoły średniej, przyniosły też inne spostrzeżenia. „Obserwowałam wśród młodzieży to, czego nie widzę u Polaków – Słowacy dzięki temu, że mają w szkołach duży wybór kółek zainteresowań, chętnie zapisują się do różnych zespołów folklorystycznych, grają na instrumentach, muzycznych, dziewczyny interesują się pracami ręcznymi: wyszywaniem, robieniem na drutach, szyciem na maszynie” – opisuje Agnieszka. „Ja właśnie na Słowacji odkryłam MONITOR POLONIJNY


w sobie zamiłowanie do tańca”. Poza tym wysoko ocenia dbałość Słowaków o wychowanie sportowe. „Dzieci w szkołach chodzą na basen, w zimie jeżdżą na nartach, grają w hokeja, mają do wyboru różne kluby sportowe. Również dbałość o naukę języków obcych oceniam bardzo wysoko: dobrzy lektorzy, świetnie wyposażone sale językowe” – dodaje Agnieszka.

drzwi akademików, w których dziewczęta mieszkały, zamykano o godz. 22.00. Na swojej drodze spotkały jednak wiele osób przyjaźnie nastawionych do Polaków. „Słowacy pomagali nam załatwić sprawy, które są dla obcokrajowca zawsze najtrudniejsze – wypisywanie dokumentów, kwestionariuszy, pomocni okazali się nawet urzędnicy słowaccy” – wspomina Sabina. „Poza tym każdy Słowak chciał się dowiedzieć jak najwięcej o naszym kraju i zwyczajach” – dodaje.

Zdobyta wiedza i co dalej?

SABINA

Słowacja „na żywo” Dziewczęta podczas studiów wyjeżdżały kilkukrotnie na Słowację: do Koszyc, Bratysławy, Bańskiej Bystrzycy i Preszowa. Wtedy miały okazję nie tylko zgłębiać tajniki języka słowackiego, ale i obserwować codzienne życie mieszkańców tego kraju. „Zaskoczyło nas to, że sklepy i lokale gastronomiczne zamykano bardzo wcześnie, szczególnie w soboty” – opisuje Sabina. „Tylko dzięki urokowi osobistemu udawało nam się przekonać obsługę w kawiarniach, żeby wieczorem nie zamykano lokalu zbyt wcześnie”. Zaskoczeniem był też fakt, że LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

I choć dziewczęta podczas studiów nauczyły się języka literackiego, zasad tłumaczenia, zdobyły wiadomości o kraju i kulturze, zgłębiły tajniki gramatyki, literaturoznawstwa, językoznawstwa, uczyły się języka starosłowiańskiego, to jednak pobyty na Słowacji, według nich, przyniosły najcenniejsze doświadczenia w zdobywaniu umiejętności w posługiwaniu się tym językiem. Dziś, dwa lata po ukończeniu studiów, każda z nich mile wspomina ten okres (kto nie wspomina mile czasu studiów!). Światem rządzi angielski, nawet Polak ze Słowakiem dogaduje się po angielsku, jak więc wyglądają oferty pracy na rynku polskim dla osób z dyplomem z języka słowackiego? „W czasie studiów nie zastanawiałyśmy się nad tym, czy znajdziemy po studiach pracę – przyznaje Kasia – tym bardziej, że w czasie naszych studiów żyliśmy informacją, że w Krakowie powstanie konsulat słowacki, gdzie na pewno będzie zapotrzebowanie na osoby znające język słowacki”.

Dziś Kasia pracuje jako tłumacz przysięgły, ma stały kontakt z językiem słowackim i Słowakami. Sabina pracuje w kancelarii prawnej, z językiem słowackim nie ma kontaktu: „Bardzo tego żałuję, ponieważ chciałam, aby pięć lat studiów nie poszło marne, ale, niestety, nie znalazłam pracy, w której mogłabym wykorzystać znajomość słowackiego. Mam nadzieję, że przyszłość przyniesie lepsze oferty”. Agnieszka, warszawianka, pozostała w Krakowie, tu poznała swojego przyszłego męża. „W Warszawie pewnie miałabym dużo większe możliwości wykorzystania znajomości języka słowackiego w pracy, ponieważ jest tam ambasada słowacka, szkoły, w których prowadzone są zajęcia w języku słowackim” – mówi. „Na początku zajmowałam się tłumaczeniami, głównie tekstów technicznych. Niestety – ze względu na dziecko – na razie nie znalazłam pracy w zawodzie”. W podsumowaniu tego artykułu nasuwa się pytanie, czy w obecnej sytuacji znajomość języków słowiańskich ma przyszłość? Ja tak samo ciągle szukam pracy, w której wykorzystałabym znajomość języków obcych, wśród nich też polskiego. Aby nie stracić kontaktu z polszczyzną współpracuję z „Monitorem Polonijnym” i spotykam się z bratysławską Polonią. Z nostalgią wspominam czasy spędzone z moimi koleżankami na krakowskim czy bratysławskim rynku, kiedy bawiło nas to, że siedzący obok ludzie próbowali odgadnąć, w jakim języku rozmawiamy: po polsku czy po słowacku? IVANA JURÍKOVÁ FOTO: AUTORKA 17


WYWIAD MIESIĄCA Co zostało z „Solidarności” z 1980 roku? To, co planowałem jako jej główny konstruktor. A planowałem, że „Solidarność” będzie funkcjonować w trzech etapach. W pierwszym pokonamy monopol komunistyczny. Doprowadziliśmy do tego, ja tym kierowałem. Drugi etap to droga do kapitalizmu. To najbardziej bolesny etap, który wymagał wielu wyrzeczeń. Tego najbardziej się obawiałem, bo przecież jak można przejść z uśmiechem na ustach do kapitalizmu, kiedy zamykane są zakłady pracy? Trzeci etap to budowanie demokracji. Dziś z „Solidarności” został związek, który liczy 600 tysięcy, jego członkowie są może bardziej wykształceni, ale ja miałem 10 milionów! Czy już wtedy były widoczne różnice w sposobach myślenia przywódców „Solidarności”? Nie ma demokracji bez różnic. Wtedy jednak wyglądało na to, że wszystkim przyświeca ten sam cel. Ja byłem strategiem, podjąłem się wielkiej rzeczy. Miałem przewagę, ponieważ na własnej skórze przeżyłem strajki z 1970 roku. Miałem więc doświadczenie, dlatego mogłem planować strategiczne rozwiązania. Wtedy, kiedy inni się cieszyli, ja się smuciłem, bo wiedziałam, co nas czeka. Gdy inni się smucili, ja się cieszyłem. A dziś Pan się cieszy czy smuci? Cieszę się, że rozmawiam z panią, że jestem zapraszany przez prezydentów. Gdyby mi ktoś powiedział 30 lat temu, że tak bę18

Lech Wałęsa:

Byłem strategiem W

przededniu 25. rocznicy powstania „Solidarności” na zaproszenie Ambasady RP na Słowacji przybył do Bratysławy Lech Wałęsa, z którym rozmawiałam o doświadczeniach z okresu „Solidarności” i aktualnych tematach, nurtujących środowiska polskie i europejskie. dzie, sądziłbym, że to niemożliwe. Dziś z perspektywy czasu widzę też, ile szans zostało zmarnowanych, ile rzeczy można było zrobić lepiej. Jestem za a nawet przeciw, czyli jestem zadowolony, a nawet niezadowolony. Jak odbiera Pan fakt, że generał Jaruzelski podczas ochodów 60-lecia zakończenia II wojny światowej został w Moskwie uhonorowany medalem? Musiał się zasłużyć w Moskwie, inaczej by go nie dostał. Powiedziałem Jaruzelskiemu, że nie mam do niego pretensji za jego zachowania w czasach socjalizmu. Byłem przekonany, że jemu zależy na wolnej Polsce z tym, że on nie widział możliwości uwolnienia się Polski od Sowietów. On w to wierzył, a za wiarę nikogo karać nie będę. Dziś jego zachowania nie rozumiem, wygląda na to, że mu na wolnej Polsce nie zależy. Jak Pan zareagował na wiadomość, że generał Jaruzelski był tajnym współpracownikiem Informacji Wojskowej uzależnionej od Związku Radzieckiego? Nie mógłby być tym, kim był, gdyby współpracownikiem nie był. Sądziłem jednak, że materiały dotyczące jego współpracy zostaną zniszczone, a prawda nigdy nie wyjdzie na jaw.

Wyobraża sobie Pan prawdziwe pojednanie z generałem Jaruzelskim? Tu nie chodzi o pojednanie. On kończy swój bieg i ja kończę, obydwaj pójdziemy do św. Piotra. To pokolenie żyło w nieszczęśliwych czasach, a teraz przyszedł czas, kiedy moglibyśmy opowiedzieć, jak było, aby uchronić następne pokolenia. Generał dużo wie, a teraz mógłby odkryć prawdę – po co mają pisać głupoty? Myśli Pan, że się uda? Nie wiem, ja próbuję to osiągnąć. Jeśli o pojednaniu mowa, to jak doszło do Pańskiego pojednania z prezydentem Kwaśniewskim? To się nie mieści w głowie, prawda? Argumentem był pogrzeb papieża. Ponieważ jestem wiernym synem Kościoła, grzesznym bardzo, ale wiernym, nie potrafiłem sobie wyobrazić innego scenariusza podczas pogrzebu. Dla jasności jednak dodaję, że nadal sądzę, że podczas prezydentury Kwaśniewskiego Polska straciła swoje 5 minut. Co do przyszłości – jestem otwarty, być może uda nam się wspólnie zrobić coś dla naszej ojczyzny. Zaprosiłem nawet Kwaśniewskiego na moje imieniny, żeby nikt nie powiedział, że Wałęsa wyciągnął rękę tylko podczas pogrzebu papieża. MONITOR POLONIJNY


Chyba odczuwa Pan swojego rodzaju satysfakcję, że na polskiej scenie politycznej dochodzi do rozpadu lewicy. Wreszcie! Cztery lata temu po wielkim sukcesie przepowiedziałem ich upadek: im większa wygrana, tym większa przegrana. Ale to przecież podobny scenariusz jak w przypadku przegranej prawicy sprzed czterech lat… Ja prosiłem AWS, aby nie brała władzy wykonawczej, nie posłuchali mnie. Popsuli moją koncepcję. Teraz są więźniami przeszłości, a ja się przyglądam temu okiem starca.

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Jak Pan odbiera fakt, że Kościół współpracował ze służbami bezpieczeństwa? Byłoby to dziwne, gdyby nie współpracował. Jak mogła wyglądać współpraca, jeśli ktoś opisywał słowa Ojca Świętego? Ta praca mogła nawet wpływać na uzdrowienie agentów.

Ale ta informacja wstrząsnęła opinią publiczną. Ludzie od razu oceniają i przekreślają danego księdza. Pan to postrzega inaczej? Ja nie mam iluzji, przeżyłem i widziałem wiele, nie wierzę w bohaterów. Ale przecież Pan jest naszym bohaterem narodowym. Nieraz „usiadłem na tyłek”, musiałem przestać działać, ale nigdy nie zdradziłem. Do bohaterstwa trzeba dorosnąć. Wszystko zależy od tego, na jakim kto jest etapie w swoim życiu, jak bardzo jest zahartowany. Mnie się udało pokonać progi strachu, ale w tym mi pomagała wiara. Księżom też powinna pomagać wiara. No tak, ale tu należy zadać pytanie, o czym kto donosił. Jeden ksiądz zgodził się być agentem przeciwko mnie, bo powiedzieli

mu, że bardzo mnie lubią, ale jestem niedouczony, opowiadam głupoty. Ten ksiądz miał mi podsuwać kartki z odpowiednim tekstem, aby moje wypowiedzi były „bardziej spójne”. I on się na to nabrał, w ten sposób zgodził się na współpracę. Chciał mi pomóc. Powiedział Panu o tym? Oczywiście, że tak. I co, teraz go będziemy oceniać jak najgorszego agenta? On to robił w dobrej wierze. Dlatego każdy przypadek należy rozpatrzyć indywidualnie, nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Czy to był błąd, że Polska wcześniej nie dokonała lustracji? W tamtych czasach nie byliśmy na to przygotowani, nie mieliśmy odpowiednich fachowców, wokół sami ubecy, nawet muchy były komunistyczne. Nie doszlibyśmy do prawdy. Czas był potrzebny.


Jaki powinien być Pana zdaniem dalszy scenariusz w sprawie Konstytucji Europejskiej? Sądzę, że w zaistniałej sytuacji konstytucję należy wyrzucić, opracować nową i, zanim się ją podda pod głosowanie, poważnie przedyskutować. Obserwując to, co się obecnie dzieje w Unii Europejskiej, nie obawia się Pan Europy „dwóch prędkości”? Ważne jest to, że jesteśmy w Unii. Jeśli będziemy mieć szanse realizacji, to z nich na pewno skorzystamy. Jesteśmy bardziej zahartowani w walce o nasze prawa, mamy w tym spore doświadczenia, więc ja bym się tym nie przejmował. Do niektórych rzeczy należy podejść z przymrużeniem oka. Jak inaczej traktować zachowania, np. Francuzów, którzy konstytucję napisali, a sami jej nie przyjęli? Zbliżają się wybory prezydenckie w Polsce, na kogo Pan będzie głosować? Sami kiepscy kandydaci, ale kogoś muszę poprzeć. Jeśli będę kandydować, oddam głos na siebie, bo ja siebie lubię. Na czele sondaży figurują nazwiska braci Kaczyńskich, którzy z Panem współpracowali. Na nich głosować nie będę, choć ich najlepiej znam.

Dlaczego? Mieliśmy spór, który trafił do sądu. Kaczyńscy przegrali sprawę w sądzie i zostali zobowiązani do publicznych przeprosin. Do dziś tak się nie stało. To anarchia. Dziwię się, że tak się zachowuje były minister sprawiedliwości. Na takich ludzi nie można stawiać. Czyli raczej widziałby Pan Polskę, której będą „szefować“ politycy Platformy Obywatelskiej, czyli Donald Tusk i Jan Rokita. Na bezrybiu i rak ryba. Jeśli nie będzie Pan kandydować do fotela prezydenckiego, czym się Pan zajmie? Ja zawsze robiłem to, co lubię, tylko że czasami za to siedziałem w więzieniu, a potem byłem prezydentem.

BRATYSŁAWA DZIECIOM

Jak Pan postrzega przygotowania Pańskiego syna do kariery politycznej? Mnie rodzice zabraniali, prosili, bym się nie mieszał w gry polityczne. I co? Nie poskutkowało. Synowi nie przeszkadzam, bo i tak mnie nie posłucha. Jesienią, kiedy pojechał Pan wspierać Ukraińców podczas Pomarańczowej Rewolucji, mówił Pan, że już niedługo być może przyjdzie czas na przewrót na Białorusi… Albo na Kubie. Dzisiejszy świat jest jak klocki lego. Jeśli któryś klocek jest krzywy, to jest to strata dla każdego z nas, bo nic z nim nie można zrobić. Chodzi o to, by wszystkie klocki miały te same rozmiary, a wtedy będzie funkcjonować współpraca w różnych kombinacjach. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Mokry koniec roku szkolnego MONITOR POLONIJNY

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Jak Pan ocenia Konstytucję Europejską i fakt, że nie została ona przyjęta we Francji i Holandii? To nie jest dobra konstytucja, ale byłem za jej przyjęciem. Europa nie może funkcjonować bez prawa, tak jak do odpowiedniego funkcjonowania ruchu drogowego potrzebne są znaki drogowe. Gdyby ich zabrakło, strach byłoby wyjść na ulicę, zarabialiby tylko grabarze. Od czegoś trzeba było zacząć, zaakceptować obecną konstytucję, a potem popracować nad jej poprawkami.


FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Dzień Dziecka w Bratysławie C

Z

LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

W piątkowy wieczór majowy wśród dorosłych i małych widzów znaleźliśmy się w holu bratysławskiego Tetrau Lalek na premierze (!) przedstawienia „Sól nad złoto”. Dla niektórych to była pierwsza wizyta w prawdziwym teatrze! Podłoga była wyścielona liśćmi (jak się potem okazało, takimi samymi jak scena teatru, która udawała las), a na stołach stały miseczki z białym proszkiem. Mogliśmy skosztować owego „smakołyku”, który okazał się zwykłą solą! Po przedstawieniu wiedzieliśmy jednak, że sól jest cennym surowcem, niezbędnym do życia człowieka. Lalkowe postaci oraz aktorzy bratysławskiej sceny opowiedzieli nam historię o królu i jego trzech córkach. Przez ponad godzinę byliśmy świadkami niezwykłych wydarzeń. Gdy wychodziliśmy z teatru, skosztowaliśmy jeszcze raz soli z miseczek – smakowała inaczej. Kto wie, dlaczego? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Klub Polski składa podziękowania dyrekcji Teatru Lalek oraz pani Beacie Westrych-Zázrivec za zaproszenie uczniów szkółki piątkowej na przedstawienie i umożliwienie zorganizowania lekcji w teatrze.

Wstęp do aquaparku opłacono ze środków uzyskanych ze sprzedaży losów loteryjnych podczas VII Balu Polskiego w Bratysławie, zaś nagrody książkowe Klub otrzymał z Drukarni BB w Bratysławie. mw FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

jeżdżalnie, ślizgawki, bicze wodne, brodziki, baseny do pływania, baseny do wygrzewania się i wiele innych atrakcji zafundował Klub Polski Region Bratysława najmłodszym swoim członkom – uczniom szkółki piątkowej – na zakończenie roku szkolnego. Wręczenie świadectw ukończenia roku szkolnego oraz nagród książkowych odbyło się w bardzo nietypowym miejscu – w aquaparku w Sencu. Radości było co niemiara, tym bardziej, że pogoda dopisała, a trzygodzinna wizyta na pływalni była tym, co dzieci uwielbiają: spontanicznym szaleństwem w wodzie!

FOTO: ELENA GLEBOVÁ

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

zy kukiełka jest ciężka? Z czego robi się głowę lalki? Kto szyje suknię z krynoliną? Jak wygląda widownia ze sceny teatralnej? Wiecie? My już tak! Byliśmy w teatrze! I to bez biletów! Z okazji Dnia Dziecka uczniowie szkółki piątkowej w Bratysławie odwiedzili miejscowy Teatr Lalek. Co prawda do teatru weszliśmy wejściem przeznaczonym dla widzów, ale nasze kroki wcale nie prowadziły na widownię. Po wąskich, krętych schodach dotarliśmy do pracowni lalkarzy. Okazała się ona czarodziejskim miejscem, w którym z kawałków styropianu, gąbek, drewna i drucików powstają bajkowi bohaterowie. Mogliśmy spróbować, jak czuje się aktor w masce albo za który sznurek trzeba pociągnąć, by marionetka podała rękę. Niecodziennym przeżyciem dla wszystkich było wejście na scenę teatralną. Stojąc wśród bajkowej scenografii, w świetle reflektorów spojrzeliśmy na widownię z góry i chyba trochę pozazdrościliśmy aktorom. Wyjątkowa wizyta w teatrze doszła do skutku dzięki uprzejmości pani Beaty Westrych-Zázrivec oraz dyrekcji Teatru Lalek w Bratysławie. MAJKA KADLEČEK

„Sól nad złoto“

21


Festiwale Trzydniowy FESTIWAL PIOSENKI POLSKIEJ W OPOLU, który odbył się w dniach 10-12 czerwca 2005 r., był urozmaicony: obfitował w nagrody, wzbogacono go (jak za dawnych czasów) o „Noc Kabaretową”. Festiwal rozpoczęła grupa „Sistars” – zwycięzca ubiegłorocznego konkursu „Premier”. Tegoroczny konkurs „Opolskie Premiery” wygrała Monika Brodka. Drugie miejsce zajął Mezo, a trzecie – „Golec uOrkiestra”. Laureatów wybrała publiczność w głosowaniu za pomocą SMS-ów i audiotele. Jury wręczyło swoją nagrodę zespołowi „Zakopower”. Monika Brodka otrzymała także nagrodę słuchaczy „Jedynki” Polskiego Radia. W przerwie koncertu

W

z półgodzinnym show wystąpiła grupa „Wilki”. XLII konkurs „Debiutów” wygrał zespół „Nana” ze Stargardu Szczecińskiego. Nagrodzono interpretację piosenki „Gdzie ci mężczyźni”. Drugiego dnia festiwalu w koncercie „Superjedynek”, będącym przeglądem najważniejszych muzycznych wydarzeń minionego roku, telewidzowie wytypowali laureatów w 10 kategoriach: wokalista – Krzysztof Krawczyk, wokalistka – Ewelina Flinta, zespół – „Wilki”, przebój – Krzysztof Kilijański i Kayah, debiut – Monika Brodka, płyta rock – Kasia Kowalska, płyta pop – „Kombi”, płyta hip hop – Doniu, płyta alternatywna – Lech Janerka, płyta literacka – Grzegorz Turnau. Trzeciego dnia w Opolu, w koncercie galowym, uświetniającym 80-lecie Polskiego Radia, zaprezentowane zostały najciekawsze piosenki polskie, wybrane z ostatniego 80-lecia, przedstawione w atrakcyjnych aranżacjach i wykonane przez największe gwiazdy polskiej estrady. Usłyszeliśmy m.in. „Autobiografię”

Instytucie Polskim w Bratysławie w czerwcowe popołudnie odbyło się spotkanie z dyrektor polskiego wydawnictwa „Dux” – Małgorzatą Potocką. Firma „Dux” zajmuje się wydawaniem płyt z muzyką poważną. Czy ten rodzaj muzyki znajduje swoich odbiorców, jak słuchać muzyki poważnej, by się nią zachwycić? O tym i innych sprawach rozmawiałam z szefową wydawnictwa – człowiekiem bezgranicznie oddanym muzyce (nawet jej telefon komórkowy sygnalizuje przychodzące rozmowy muzyką Chopina!) 22

FOTO: STANO STEHLK

FOTO: ARCHIWUM

ato to doskonała pora na różnego rodzaju festiwale. Tym razem więc trochę o festiwalach, które w Polsce już wiele lat cieszą się dużą popularnością, czyli o Festiwalu Krajowej Piosenki w Opolu i wznowionym „Jarocin PRL Festiwalu” oraz zapowiedź festiwalu w Sopocie.

w wykonaniu Artura Gadowskiego, „Jej portret” zaśpiewał Bogusław Mec z Anną Marią Jopek, „Miłość ci wszystko wybaczy” – „Blue Café”, „Dni, których nie znamy” – Krzysztof Kiljański, nieśmiertelną „Małgośkę” Maryli Rodowicz. Nagrodę za całokształt twórczości – Grand Prix XLII Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej Opole 2005 – otrzymali podczas zamykającego festiwal koncertu „Wielkie, większe i największe – 80-lecie Polskiego Radia” Kora i zespół „Maanam”. W niedzielę wręczono również nagrodę fotoreporterów, którą otrzymała Marysia Sadowska, i nagrodę dziennikarzy, którą odebrał Mezo. Nagrodę TV Polonia dla artysty najpopularniejszego poza granicami Polski zdobyła grupa „Myslovitz”. Zamykający festiwal koncert prowadzili Artur Orzech i Kayah. Prezenterka i wokalistka została w jego trakcie uhonorowana nagrodą I programu TVP „Za umiejętne łączenie różnych stylów muzycznych”. Nagrody rozdane (i to ile!), festiwal opolski zakończony, a tymczasem przed nami kolejny znany festiwal w Sopocie! Tym razem odbędzie się 2-4 września (nie jak do tej w drugiej połowie sierpnia), a jego transmisję przeprowadzi prywatną FOTO: ARCHIWUM

L

Muzyka zatrzymuje czas, Przeciętny człowiek stroni od muzyki poważnej. Jak go zachęcić, by sięgnął po ten rodzaj sztuki? Muzyki poważnej nie wolno się bać. Owszem, jest ona wymagająca, ale słuchanie jej nie jest trudne. Muzyka sprzed XX wieku jest muzyką relaksacyjną. Warto się nią zainteresować, to absolutna kwintesencja sztuki. Muzyka organizuje czas, muzyka zatrzymuje czas, czyli spełnia to, o czym wszyscy marzymy.

Z czego wynika niechęć do muzyki poważnej? Błędnie wyobrażamy sobie, że wszystko w życiu musimy mieć natychmiast, bez żadnego wysiłku. A, jak wszyscy wiemy, największą frajdą jest wejść na Mount Everest, a nie dotrzeć tam helikopterem. Prawdziwą przyjemność sprawiają nam rzeczy, które stawiają pewien opór. Tak jest też z muzyką poważną. MONITOR POLONIJNY


FOTO: ARCHIWUM

Legendarny FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCH W JAROCINIE (Wielkopolska), organizowany jeszcze za czasów komuny, cieszył się ogromnym zainteresowaniem, choć towarzyszyły mu wtedy spore utrudnienia ze strony władz. Ostatni odbył się w 1994 r. Późniejsza próba wznowienia go w 2000 r. pod nazwą „Start Festiwal Jarocin” się nie powiodła. W tym roku, 3-4 czerwca, festiwal reaktywowano, a frekwencja była zaskakująca – w dwudniowej imprezie uczestni czyło około 10 tysięcy fanów. W sobotnio-niedzielnym koncercie wystąpiły legendy Jarocina z czasów odbywających się tam Festiwali Muzyków Rockowych: „Dezerter”, „Syjon”, „Bakshish”, „Kobranocka”, „Dżem”, „TSA”, „Variete” i „Acapulco”. Wśród festiwalowych gości było wielu uczestników dawnych imprez, którzy przyjechali ze swoimi potomkami. Przez dwa dni Jarocin zdobiły hasła i tablice socjalistyczne, bilety na koncerty wyglądały jak talony z lat osiemdziesiątych na artykuły reglamentowane, a „milicja” patrolowała ulice i karała mandatami za „złe zachowaFOTO: ARCHIWUM

stacją TVN (nie jak do tej pory publiczną TVP). Organizatorzy zapowiedzieli oprócz wielu zmian wiele atrakcji. Przywrócono na przykład formułę konkursową. Zgłoszenia do konkursu o nagrodę „Bursztynowego Słowika” i „Słowika Publiczności” przyjmowane były do końca kwietnia. Nadesłano blisko 200 utworów, z których komisja konkursowa wybrała 10 piosenek. Przeszły one tym samym do drugiego etapu (eliminacji) i zostaną przedstawione telewidzom. Ci z kolei wybiorą sześć z nich w głosowaniu za pomocą SMS-ów. Ostatniego dnia festiwalu najlepsi z tej szóstki zostaną uhonorowani nagrodami. Impresariat ITI – organizator festiwalu, chce zaprosić kilka gwiazd światowego formatu (nazwiska do tej pory nie zostały ujawnione) i czterech znanych wykonawców polskich. Reżyserii podjęła się Julia Knowles, Szkotka, odpowiedzialna m.in. za reżyserię pięciu ostatnich gali europejskich nagród MTV i zeszłorocznego – pierwszego w historii – finału MTV Awards w Australii. Przypomnijmy, że pierwsza edycja sopockiego festiwalu odbyła się w 1961 roku. Jego pomysłodawcą był kompozytor i pianista Władysław Szpilman. Na scenie Opery Leśnej gościli m.in. Charles Aznavour, Boney M, Paul Young, Helena Vondračková, Chuck Berry, Vaya Con Dios, Lionel Richie, Whitney Houston oraz cała plejada polskich gwiazd piosenki.

nie” i „niechlujny wygląd”. Imprezie rockowej towarzyszyły dodatkowe atrakcje, np. retrospektywne wystawy: „Jarocińskie festiwale” czy przygotowana przez łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej ekspozycja pt. „Jarocin w obiektywie bezpieki”. Odbyła się też prezentacja filmu Piotra Łazarkiewicza „Fala”, nakręconego w Jarocinie 20 lat temu. Reżyser pojawił się również w tym roku na festiwalu, tym razem ze studentami z Warszawskiej Szkoły Filmowej, którzy pod jego kierownictwem artystycznym kręcili film pod roboczym tytułem „Fala 2”. O jarocińskich festiwalach ukazały się publikacje książkowe, wspomnienia uczestników, dziennikarzy i krytyków muzycznych. Dokumenty SB, dotyczące inwigilacji organizatorów i uczestników tych imprez, oraz zebrane przez IPN relacje muzyków wydano pod koniec ubiegłego roku w publikacji pt. „Jarocin w obiektywie bezpieki”. „Jarocin PRL Festiwal” zakończył w niedzielę po szóstej rano występ zespołu „Armia”. OPRACOWAŁA MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

czyli spełnia to, o czym wszyscy marzymy Od czego powinien więc zacząć ktoś, kto jeszcze nie odkrył tego rodzaju muzyki? Najlepiej zacząć od muzyki wokalnej. Polecam panią Podleś. Jej nazwisko rozpoznawane jest absolutnie wszędzie. To prawdopodobnie najlepszy na świecie głos do arii Rossiniego, z tak szeroką skalą głosu, że słuchając jej śpiewu mamy wrażenie, że śpiewają dwie osoby. Warto też posłuchać Chopina. Wydaje nam się, że LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

go znamy, ale w jego muzyce na pewno odkryjemy coś dla siebie. Polecałabym też muzykę współczesną, np. Kilara, czy Góreckiego. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Proszę zdradzić, jakimi komercyjnymi wydawnictwami wspiera Pani budżet firmy w sytuacji słabego zainteresowania muzyką poważną? Nasza „komercja” to nagrywanie płyt na zlecenie, ulubionych kolęd czy płyt z muzyką

Chopina, sprzedawanych np. do hotelów. Trzecim filarem okazał się pomysł sprzedaży w sieci sklepów EMPiK składanek z najbardziej znanych utworów muzyki poważnej: fragmentu V symfonii Bethovena, „Marzenia” Schumana, „Lotu trzmiela” itd. Okazało się, że ta wiązanka ma wielu nabywców. Wydajemy również książeczki dla dzieci o muzyce, licząc na to, że wychowamy sobie w ten sposób słuchacza, że za 20 lat

dzisiejsze dzieci zaczną chodzić do filharmonii. Pani obecność w Bratysławie zaowocowała rozmowami na temat projektu Grupy Wyszehradzkiej. Na czym ma polegać ów projekt? W ramach współpracy wyszehradzkiej mamy wydać i promować płytę z nagraniami archiwalnymi z XVIII i XIX wieku, które nam przekażą Słowacy. Podobny projekt powstał we współpracy z Węgrami. mw 23


Osamelosť duší a morálka súčasnosti N ové f i l m y D o rot y K ę d z i e r z aw s ke j a Feliksa Falka Až sedem rokov diváci museli čakať na nový film Doroty Kędzierzawskej Jestem. Niet sa čo čudovať, pretože filmový priemysel totálne ovládli vlčie zákony trhu a získať prostriedky na nekomerčné projekty vôbec nie je ľahké. Režisérka sa preslávila hlavne snímkami Wrony, Diabły, Diabły a Nic. Využívala v nich svojskú poetiku výrazu: málo slov, viac symbolov, mimiku tváre a pohľadov, z ktorých možno vyčítať myšlienkové pochody protagonistov. Nikdy nenakrútila filmy o silných jedincoch idúcich od úspechu k úspechu, skôr ju zaujímajú ľudia nerozhodní, osamelí, neveriaci vlastným hodnotám. Námet na film Jestem vzišiel ako vždy zo života. Tentoraz z oznamu v novinách o úteku dvanásťročného chlapca z detského domova. Vlastná matka ho odmietne prichýliť, a tak sa potuluje po periférii Łodže. To je vlastne začiatok príbehu Kundla, hlavného hrdinu filmu (Piotr Jagielski). Chlapec sa vláme do pristavenej loďky na brehu Visly v blízkosti zámožného domu, v ktorom žije aj sedemročná Kuleczka (Agnieszka Nagorzycka). Ona sa tiež cíti osamelá aj napriek tomu, že žije v blahobyte. Deti sa spriatelia a snažia sa tak zmierniť pocit odvrhnutia. Autorka rozpráva v príbehu i o snoch, o tom, čo je v živote človeka skutočne dôležité, čo chlapcovi dodáva silu, aby si aj napriek nepriazni osudu mohol povedať – Som tu! Kundel chráni svoju česť, právo na existenciu i rozhodovanie o sebe samom. Kędzierzawska vyberala svojich detských predstaviteľov v autentic24

kom prostredí na ulici, dvore či v detskom domove. Nechcela známe tváre z reklamy či televíznych seriálov. Chlapca objavila v Sliezsku a dievčinu v Toruni. Deťom sekundovali ako partneri Edyta Jungowska (matka Kundla) a Paweł Wilczak (otec Kuleczky). Nakrúcalo sa v mestečku Chełm za účasti kameramana Artura Reiharta, ktorý stavil na dynamiku obrazu ručnej kamery. Producentmi filmu sú: TVP, Agencja Produkcji Filmowej, Kid Film, Orka Film a Panavision Polska. Premiéra je plánovaná na jeseň tohto roka.

Autor slávneho Wodzireja veru tiež čakal niekoľko rokov, kým natrafil na zaujímavý scenár. Felix Falk tvrdí, že v ňom Komornik vyvolal naozajstné emócie. Vyšiel z pera Grzegorza Łoszewského a odohráva sa v Dolnom Sliezsku vo Wałbrzychu, kde sa film aj nakrúcal. Tento región akoby obišla vlna transformácie, ale výrazne ho postihla bieda a nezamestnanosť. Ľudia, ktorí tu žijú, už nie sú schopní platiť ani nájomné, za elektrinu či plyn, a tak im hrozí exekúcia. Lucek (Andrzej Chyra), ambiciózny tridsiatnik, ktorý viackrát zažil, ako chutí úspech, sa v mene zákona domáha, aby mu nájomníci zaplatili dlhy. Zľutovanie nepozná. Dokonca má radosť z pocitu všemocnosti. Stáva sa arogantným a bezcharakterným ku svojim obetiam. Nakoniec dochádza ku tragédii, ktorá ho preberie z obludného sna despotizmu. Usiluje sa vykúpiť svoje skutky. Režisér nachádza paralelu medzi typmi hrdinov Wodzireja a Komornika. Obaja sú bezcharakterní, schopní urobiť pre kariéru čokoľvek aj cez mŕtvoly. V niečom sú však predsa len odlišní. Lucek na rozdiel od Danielaka (Wodzirej) sa mení k lepšiemu. Andrzejovi Chyrovi boli partnermi: Jan Frycz, Kinga Preis, Małgorzata Kożuchowska, Sławomir Orzechowski a Marian Opania. Falk zostavil vynikajúci štáb. Za kamerou sa predstavil Bartek Prokopowicz (Dług, Torowisko), scénografiu naprojektovala Anna Wunderlich (Przedwiośnie), kostýmom velila Małgorzata Braszka (Seksmisja, Kariera Nikodyma Dyzmu). Vedúcim výroby bol Paweł Gawryś. Rozpočet filmu sa vyšplhal na 2 mil. 400-tisíc złotých. Producentmi sú: Telewizja Polska, Canal +, Studio Perspektywa, APF a WFDiF vo Varšave. Tešíme sa na premiéru filmu koncom roka. PAVOL BEDROŇ FOTO: ARCHIWUM MONITOR POLONIJNY


ok 2005 to rok wielkich rocznic, z których dla najnowszej historii Polski ta najważniejsza to 25. rocznica Sierpnia ’80. Ów Sierpień 1980 roku żyje w świecie symboli i legend. I niezależnie od tego, czy nazwiemy go czasem wielkiego przełomu, czy polską rewolucją, jedno jest pewne – wtedy w Polsce działa się historia, opisywana teraz w światowych podręcznikach. Zaczęło się strajkami jeszcze w lipcu 1980 roku. Chodziło o ceny mięsa, a dokładniej o przesunięcie od 1 lipca niektórych gatunków tanich mięs i wędlin do grupy towarów sprzedawanych po wyższych cenach, tak zwanych komercyjnych. Strajki wybuchały w wielu fabrykach oddalonych od siebie o setki kilometrów. Strajkowano w Ursusie, Włocławku, Tczewie, Mielcu i w innych miejscowościach, żądając wycofania podwyżki lub zwiększenia płac. Władze, obawiając się eskalacji sprzeciwu, przyjęły metodę szybkiego gaszenia strajków przez zaspokajanie żądań ekonomicznych. Wiadomości o tym, że poprzez strajk można otrzymać podwyżkę, docierała do kolejnych przedsiębiorstw i skłaniała ich załogi do tej formy protestu. Szybko okazało się, że ruch strajkowy, mający początkowo dość typowy i znany już wcześniej scenariusz oraz charakter, jest jednak ruchem zupełnie innym. Strajki na Lubelszczyźnie, zapoczątkowane 8 lipca w Świdniku, już nie ograniczały się jedynie do żądań ekonomicznych. Lubelscy kolejarze żądali wyboru nowej, niezależnej od dyrekcji rady związków zawodowych. Na Lubelszczyźnie próbowano też stworzyć międzyzakładowy komitet strajkowy. Strajk lubelski zakończył się porozumieniem, zawartym 19 lipca przez wicepremiera Mieczysława Jagielskiego. W Stoczni Gdańskiej strajk rozpoczął się 14 sierpnia. Od samego początku miał on charakter ekonomiczno-polityczny, a jego bezpośrednią przyczyną było zwolnienie z pracy działającej w Wolnych Związkach Zawodowych Anny Waletynowicz. Inicjatorami strajku byli działacze Wolnych Związków Zawodowych, którzy odegrali w nim zasadniczą rolę. W sierpniu ludzie byli już bogatsi o doświadczenia lipca i to właśnie w Gdańsku udało się przerwać stary rytm, według którego przebiegały dotąd strajki: podwyżka cen, protest, ustąpienie władz, LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Zaczęło się

partii i pracodawców związków zawodowych. W dalszych żądano m.in. prawa do strajku, wolności słowa i druku, zniesienia represji za przekonania. Większość postulatów miała charakter roszczeniowy, ale czymś rewolucyjnie nowym był postulat nr 1, w którym domagano się zalegalizowania FOTO: ARCHIWUM

R

Sierpniem ’80

TO WARTO WIEDZIEĆ w konsekwencji – odwołanie strajku. Przerwanie tej logiki właśnie w Gdańsku stało się możliwe, ponieważ tu stale żywe były doświadczenia Grudnia 1970 roku i właśnie tu powstały w 1978 Wolne Związki Zawodowe, w których Komitecie Założycielskim byli m.in. Lech Wałęsa, Andrzej Gwiazda i Anna Walentynowicz, a także dzięki silnemu środowisku opozycyjnemu (Bogdan Borusewicz, Lech Bądkowski, Aleksander Hall, liberałowie), utrzymującemu kontakty z ośrodkami oporu w całej Polsce, a zwłaszcza z Komitetem Obrony Robotników (KOR). Ogromne znaczenie miało powołanie 16 sierpnia w Gdańsku wspólnej reprezentacji strajkujących załóg – Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, do którego prezydium wybrano Lecha Wałęsę jako przewodniczącego oraz Andrzeja Gwiazdę i Bogdana Lisa jako wiceprzewodniczących. Następnego dnia ułożono listę 21 postulatów, z których pierwszy zawierał żądanie przyznania prawa do tworzenia niezależnych od

niezależnych związków zawodowych, wzmocniony dwoma kolejnymi: prawem do strajku i zagwarantowaniem wolności słowa, druku i publikacji. W Stoczni Gdańskiej w czasie strajku panowała wzorowa dyscyplina. Ważnym elementem integrującym strajkujących stały się silne akcenty religijne, jak msze święte, krzyże, modlitwy, portret Jana Pawła II na bramie stoczni i żywa pamięć o jego pielgrzymce. O narodowym i patriotycznym charakterze ruchu świadczyły biało-czerwone opaski i flagi narodowe. Od pierwszych godzin strajkujący mieli swego niekwestionowanego przywódcę, którym był charyzmatyczny Lech Wałęsa. Historyk Andrzej Friszke ocenia, że gdański „MKS stał się nie tylko doraźnym kierownictwem strajku, ale również szeroką reprezentacją społeczną, organizatorem życia codziennego, prawdziwą władzą samorządową strajkującego wielkiego miasta”. W czasie strajku gdańskiego rodziła się solidarność robotników i inteligencji, która miała stać się fundamentem „Solidarności”. 25


W dniu 18 sierpnia przerwała pracę Stocznia Szczecińska i inne zakłady w tym mieście. I tu, wzorem Gdańska, utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Marianem Jurczykiem na czele i sformułowano podobną do gdańskiej listę żądań. Stopniowo robotniczy protest ogarniał kolejne miasta Polski centralnej i południowej. Biuro Polityczne PZPR już 16 sierpnia powołało specjalny zespół, który pod przewodnictwem Stanisława Kani miał koordynować działania zmierzające do likwidacji strajku. Były to przede wszystkim działania propagandowe. Możliwości złamania strajku siłą nie brano pod uwagę. Do obu miast – Szczecina i Gdańska – wyjechali wysoko postawieni przedstawiciele kierownictwa PZPR. W Szczecinie negocjacje między MKS a komisją wicepremiera Barcikowskiego rozpoczęły się 21 sierpnia, a dwa dni później – 23 sierpnia – w Gdańsku komisja wicepremiera Jagielskiego rozpoczęła rozmowy z MKS reprezentującym 388 zakładów pracy. Przywódcy strajku gdańskiego dysponowali wsparciem powstałej przy MKS komisji ekspertów (Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Tadeusz Kowalik, Bohdan Cywiński, Waldemar Kuczyński, Andrzej Wielowiejski i Jadwiga Staniszkis). Komisja ta gwarantowała konkretność rozmów i możliwie precyzyjne zapisy porozumienia. Rozmowy nie były łatwe, przywódcy PZPR nie chcieli spełnić robotniczych żądań,

ale też nie chcieli rozlewu krwi, a Edward Gierek odrzucił rady ambasadora radzieckiego, by użyć przemocy. W Moskwie kierownictwo KPZR wyłoniło specjalną komisję, mającą analizować wydarzenia w Polsce. Tymczasem strajk się rozszerzał: 26 sierpnia ogarnął Wrocław, potem Łódź, Śląsk. W dniu 30 sierpnia strajkowało 700 tys. ludzi w 700 zakładach na terenie 28 województw. W tej sytuacji kierownictwo PZPR zdecydowało o zawarciu porozumienia ze strajkującymi. Była to decyzja suwerenna, podjęta bez zgody Moskwy. W dniu 30 sierpnia Kazimierz Barcikowski podpisał porozumienie ze szczecińskim MKS, kończące strajk. Nazajutrz, 31 sierpnia o godz. 16.40 w Stoczni Gdańskiej Lech Wałęsa i Mieczysław Jagielski podpisali uroczyście porozumienie, a bezpośrednią transmisję telewizyjną tego historycznego faktu oglądała cała Polska. W porozumieniu gdańskim zagwarantowano powstanie nowych, samorządnych związków zawodowych przestrzegających zasad Konstytucji PRL, uznano kierowniczą rolę PZPR „w państwie” (co nie oznaczało, że w społeczeństwie), rząd zobowiązał się do poszanowania niezależności związków, zapowiedziano przygotowanie ustawy o związkach zawodowych, określającej m.in. warunki organizowania strajków, a także wniesienie do Sejmu projektu ustawy o cenzurze,

chroniącej interesy państwa. Władze zobowiązały się również do rewizji wyroków w procesach sądowych i przywrócenia do pracy osób zwolnionych z przyczyn politycznych. Andrzej Friszke uważa, że podpisanie porozumień sierpniowych było zwycięstwem zaproponowanej przez KOR strategii: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne; nie wychodźcie ze strajkujących zakładów na ulice; zachowajcie solidarność, nie dajcie się podzielić; negocjujcie z kierownictwami zakładów, a ustalenia spisujcie w formalne umowy; nie rozwiązujcie komitetów po zakończeniu strajku, gdyż muszą one nadal reprezentować załogę i pilnować realizacji porozumień”. W dniu 10 listopada Sąd Najwyższy zarejestrował Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Rejestrację poprzedzał I Krajowy Zjazd Delegatów „Solidarności” w Gdańsku, na którym przyjęto deklarację programową związku. Na zjeździe tym uchwalono też „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”, w którym m.in. czytamy: „Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy”. Ruch „Solidarności” szybko stał się ruchem masowym (wiosną 1981 r. liczył ponad 9 mln. członków). Sierpień ’80 i powstanie „Solidarności” obudziło w różnych grupach społecznych ogromną aktywność i wolę wyrwania się spod kontroli aparatu władzy. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

21 postulatów MKS w Gdańsk u, przyjętyc h 17 sierpnia 1980 r. 1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych. 2. Zagwarantowanie prawa do strajku. 3. Przestrzeganie zagwarantowanego w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji. 4. Przywrócenie do poprzednich praw ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 i studentów wydalonych z uczelni za przekonania, zniesienie represji za przekonania. 5. Podanie w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS oraz opublikowanie jego żądań. 6. Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu. 7. Wypłacenie strajkującym zarobków za strajk, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ). 8. Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys. zł. 9. Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen. 10. Realizowanie pełnego zaopatrzenia rynku. Eksport wyłącznie nadwyżek. 26

11. Zniesienie cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym. 12. Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz zniesienie przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego. 13. Wprowadzenie bonów żywnościowych na mięso. 14. Obniżenie wieku emerytalnego – dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn. 15. Zrównanie rent i emerytur „starego portfela”. 16. Poprawienie warunków pracy służby zdrowia. 17. Zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach. 18. Wprowadzenie płatnych 3-letnich urlopów wychowawczych. 19. Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania. 20. Podniesienie diety z 40 do 100 złotych i dodatku za rozłąkę. 21. Wprowadzenie wszystkich wolnych sobót wolnych od pracy. MONITOR POLONIJNY


Na

Z autorem książki i jej słowackim tłumaczem ci, którzy ją przeczytali, oraz potencjalni czytelnicy spotkali się w czerwcu w Instytucie Polskim w Bratysławie, by zgodnie stwierdzić, że takie kompendium wiedzy potrzebne jest zarówno gadziom, jak i Cyganom. Autor Nie bój się Cygana – Adam Bartosz – etnograf, cyganolog, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie dobrze znany jest nie tylko etnografom słowackim, ale dzięki swym rozprawom, artykułom czy książkom o Romach cieszy się międzynarodową sławą. Jest też twórcą pierwszej w świecie stałej ekspozycji muzealnej „Historia i kultura Cyganów / Romów”, uważanej za stałe muzeum romskie. Jako nie-Rom uczestniczy aktywnie w ruchu jednoczącym międzynarodową społeczność romską, bierze udział w kongresach i w tworzeniu organizacji romskich. W zakresie jego zainteresowań etnograficznych znajdują się też polska kultura ludowa i problematyka mniejszości narodowych. Swej aktywności nie ogranicza do pisania rozpraw czy książek, ale jest też pomysłodawcą i autorem wielu wystaw polskich i zagranicznych, dotyczących mniejszości narodowych, szczególnie romskiej i żydowskiej. To wszystko jednak nie ukazuje w pełni działalności Adama Bartosza, promującego różnorodność kulturową, przełamywanie stereotypów w naszym myśleniu o „tym drugim, obcym”. Ostatnia książka Bartosza Nie bój się Cygana – Na dara Romestar to doskonałe źródło wiedzy o Cyganach / Romach, potrzebne każdemu z nas. Żyjemy w kraju, w którym mieszka od 300 do 400 tysięcy Romów, co stanowi 9-10 proc. populacji Słowacji (dla porównania: w Polsce żyje 30 tys. Romów, co oznacza 0,09 proc. populacji), a jakże mało o nich wiemy. Warto więc tę wiedzę dopełnić, tym bardziej, że mamy ku temu doskonałą okazję, jaką jest lektura tego kompenLIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Nie bój się

Cygana FOTO: ARCHIWUM

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

początku 2005 roku ukazało się w Polsce drugie, zmienione i rozszerzone wydanie książki Adama Bartosza Nie bój się Cygana – Na dara Romestar (Wydawnictwo „Pogranicze”, Sejny). Nie trzeba było długo czekać, a już mamy jej słowacki przekład (Wydawnictwo „Romani vodži”) pióra romskiego działacza Petra Horvátha.

ADAM BARTOSZ dium. Kompendium przedstawiającego Cyganów życzliwie, ale przede wszystkim obiektywnie, bez taniego sentymentalizmu. Czytając je, dowiemy się, jak przodkowie Cyganów w X wieku wyruszyli w daleką drogę, by z Pendżabu dotrzeć na przełomie XIII-XIV wieku do Grecji, gdzie prawdopodobnie ukształtowały się zręby ich kultury, a stąd rozejść się po całej Europie. Dowiemy się o ich historii na ziemiach polskich, o tym że pierwszy opis Cyganów w literaturze polskiej pochodzi z 1564 roku i że już w nim utrwalone zostały istniejące do dziś niektóre antycygańskie stereotypy. Ale równocześnie autor pokazuje nam ich lustrzane odbicia, czyli stereotypy antygadziowskie. Bartosz nie koncentruje się

jedynie na problematyce polskich Romów, zajmuje się Romami w całej Europie, a nawet w Ameryce. W zakresie jego zainteresowań znalazły się zarówno zwyczaje i obyczaje Romów, np. związane z narodzinami, ślubami czy pogrzebami, jak i zasady, czyli normy postępowania, których prawdziwy Rom winien przestrzegać. Mowa w tym kompendium o romskich dialektach, o języku i jego kodyfikacji, o stosunku do religii, ale także o podziale Romów i współczesnych przejawach integracyjnych tej społeczności, o kształtowaniu się romskiego narodu. Niezwykle ciekawe są te partie książki, które dotyczą relacji cygańsko-polskich Autor nie omija też największej tragedii Romów w całej ich historii. W rozdziale Wprowadzili nas bramami, wypuścili kominami pisze o zagładzie Romów w czasie II wojny światowej, kiedy to w komorach gazowych i w inny sposób zamordowano 1-1,5 miliona Cyganów, nie unika też opisów antycygańskich ekscesów w Europie w drugiej połowie XX wieku, które wybuchały przy pierwszej lepszej okazji. Trudno w informacji o książce Adama Bartosza Nie bój się Cygana – Na dara Romestar zasygnalizować całe bogactwo problemów, które autor w niej prezentuje – jest to przecież kompendium wiedzy o Romach, a kompendium to zbiór podstawowych wiadomości, tym razem zbiór niezwykle bogaty. Zachęcając do lektury, pragnę rozwiać obawy czytelników: nie obawiajcie się, że książka jest suchym, naukowym wykładem. Bartosz, mający poważny dorobek naukowy, okazał się utalentowanym prozaikiem; potoczysty język, anegdota nie są mu obce. Znakomity etnolog Ludwik Stomma, profesor paryskiego uniwersytetu, we wstępie do książki pisze: „Wszystko, co obce, jest dziwne. To zaś, co jest dziwne, budzi fascynację, ale przede wszystkim lęk i negację”. Czy po przeczytaniu książki Adama Bartosza przestaniemy „bać się Cygana”? Prawdopodobnie nie, byłoby to zbyt proste i łatwe, nasze lęki będziemy odrzucać jeszcze długo, ale może od lektury tej książki warto ten proces zacząć. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

P.S. Polskim oryginałem dysponuje biblioteka Instytutu Polskiego, natomiast słowacki przekład można otrzymać np. za pośrednictwem wydawnictwa „Romani vodži”. 27


O

E

ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

Mała wiejska POWIADANIE stacyjka, jeden peron, dwa tory i trzy pociągi w ciągu dnia. Rozpalone słońcem podkłady kolejowe mają charakterystyczny zapach smoły. Przypomina mi się dzieciństwo. Na peronie podróżni. Dzieci jadą nad wodę, baby na targ, a młodzież do hipermaketu w najbliższym mieście. Tylko ja jestem bez biletu. Chyba nigdzie nie pojadę, choć nie jestem o tym przekonana. A może chciałabym usłyszeć coś, co pozwoli mi się zdecydować. Ale co można powiedzieć, stojąc na peronie. Szarpane zdania i urwane słowa. – Wyjedź... przecież wróciłabyś do domu... – Nie mogę... wierz mi, chcę, ale teraz nie... Nie wierzę, że oponuję właśnie jemu, facetowi ze snów. Tyle lat się mijaliśmy, zawsze to nie był ten czas ani to miejsce. A teraz zależy tylko ode mnie, czy odjadę burym podmiejskim pociągiem i zmienię kierunek swojego życia. Dziesięć lat temu na pewno bym wsiadła. Z tym facetem, nawet bez biletu do Orient Expresu. – Nic nie stracisz, zaczniemy... – Nie potrafię, zrozum to teraz... Niby nic prostszego. Wsiadam i jadę. Ale nie potrafię się zdecydować i zostawić za sobą kilku lat życia i małego ogrodu z krzywym trawnikiem... Może gdyby jeszcze raz spróbował mnie przekonać... może bym wsiadła. Nie zdążył. Odjechał. Pociągi na małych stacyjkach stoją zbyt krótko... AGATA SASKA

28

K

iedy przyjechałam na Słowację swoim czerwonym maluchem, dziwiło mnie, że kierowcy fiatów 126 pozdrawiają mnie, migając światłami. Przyzwyczaiłam się już do uśmieszków, które wzbudzał mój samochód, czy do pytań niedowiarków, w jaki sposób udało mi się wjechać na górę. Ale gesty kierowców były oznaką ciepła i życzliwości. Podróżowałam, więc swoim „červenym autičkiem”, podziwiając ten piękny kraj, lecz pewnego dnia samochód mnie zawiódł. Gdy podjeżdżałam pod górę, usłyszałam przeraźliwy zgrzyt, nie byłam w stanie wbić jakiegokolwiek biegu. Mechanik z najbliższego warsztatu stwierdził, że padła półośka i niestety nie może naprawić auta, bo nie ma części. Zadzwoniłam do serwisu fiata, ale i tam nie potrafili mi pomóc. Załamałam ręce, w głowie huczały mi słowa znajomych, którzy ostrzegali mnie przed wyjazdem. Cóż, wzięłam książkę telefoniczną i po kolei wykręcałam numery warszta-

Niepoważnie (?) N

astał czas wakacji, urlopów, wypoczynku, czyli sezon ogórkowy. Nie będę więc Państwa zamęczać różnymi zasadami poprawnościowymi, dotyczącymi języka polskiego. Pogoda temu nie sprzyja – mam nadzieję, że za oknami świeci słońce! Większość z nas odwiedzi Polskę, a w związku z tym będzie miała kontakt z żywą polszczyzną, która potrafi zaskoczyć. Już wcześniej pisałam o mieszaniu stylów w wypowiedziach oficjalnych („Monitor Polonijny” 2/2005), zwłaszcza o nadużywaniu odmiany potocznej. W tym numerze, wakacyjnym, trochę o ciekawostkach z języka prasy, trudnej do kodyfikacji odmiany języka polskiego, niezapisanej w żadnym ze znanych słowników, a przede wszystkim o grach językowych, z którymi możemy zetknąć się w polskich informacjach prasowych, zwłaszcza w ich nagłówkach. Dziennikarze uwielbiają bawić się językiem, w związku z czym czytelnicy, chcący ich gry rozszyfrować, powinni być oczytani, posiadać dozę inteligencji i znać polską rzeczywistość. Autorzy artykułów często bowiem odwołują się do utworów literackich, ich tytułów, jak również tytułów filmów, piosenek oraz różnego rodzaju frazeologizmów, modyfikując je według potrzeby (i poglądów politycznych) – żeby było ciekawiej i... śmieszniej. Wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek polski tygodnik, by się o tym przekonać. MONITOR POLONIJNY


to 220 maluszków przejechało w kolumnie. Zostałam zaproszona na kolejny zjazd już naszego klubu, na którym członkowie będą świętować międzynarodowy ślub Dorotty Diosy, prezes węgierskiego 126 fanklubu, z Michałem Żurawskim, prezesem warszawskiego fanklubu. Pan Matuška zachęcał do wzięcia udziału w konkurencjach: sprint na 400 m, wyścig pod górę, slalom, wjazd na górę i zjazd z góry w tym samym czasie, cross, przeniesienie auta o 12,6 m, make-up 126, wymiana kół na czas. Ale nie konkursy są ważne – twierdził Matuška – lecz dobra zabawa, spotkanie starych znajomych i długie nocne rozmowy o autach, które, jak mówił, mają prostą konstrukcję, dzięki czemu

FOTO: ARCHIWUM

tów samochodowych. W końcu ktoś powiedział, że w Zwoleniu naprawiają maluchy. To była moja ostatnia deska ratunku. Udało mi się dodzwonić, głos w słuchawce potwierdził tę informację, zastrzegł jednak, że naprawiają tylko auta członków „126 Fan Slovakia”. Moją natychmiastową reakcją było pytanie: jak mogę stać się członkiem tego klubu? Zapisanie się do fanklubu trwało parę sekund, znajomi odholowali mnie na miejsce. Powitał mnie prezes „126 Fan Slovakia” – Ľudovít Matuška. Od ręki zajęto się moim samochodem. Mnie pan prezes zaprosił na kawę, opowiedział o działalności klubu, pokazał stronę internetową (www.126fan.sk), kasety video z corocznych zlotów właścicieli maluchów. Dowiedziałam się, że klub działa 6 lat, ma 1206 członków (niekoniecznie trzeba być posiadaczem malucha) nie tylko ze Słowacji, ale i z Niemiec, Austrii, Węgier, Szwecji, Holandii, Anglii, Czech i oczywiście z Polski. Już trzykrotnie został ustalony rekord Guinnessa, ostatni w 2004 roku, kiedy

o poważnym (?) Mnie wpadło w ręce „Wprost” z 23.05.2005 r. (może nie najnowsze, ale zaległości prasowe zwykle odrabiam z opóźnieniem), na okładce którego czytamy: Kwaśniewska bez barier. Komuś, kto nie zna polskich realiów, ten nagłówek nic nie mówi, ale Polak wie, że znajdzie w środku informacje, związane z aferą, w którą wmieszana jest żona obecnego prezydenta RP i stworzona przez nią fundacją „Porozumienie bez Barier”. W środku (str. 7.) spotykamy tytuł PZUJE POGRĄŻONE (zapis wg oryginału) i konia z rzędem temu, kto nie jest Polakiem, zna język polski i wie kim są PZUJE. Otóż końcowe -UJE nawiązuje, niestety, do formy liczby mnogiej pewnego wulgaryzmu, zaś część początkowa dotyczy PZU, czyli (kto dziś pamięta, co oznacza ten skrót!) Państwowego Zakładu Ubezpieczeń, i kolejnej polskiej afery. Na str. 9. pojawia się nagłówek: Z „Wprost” do Putinokia, czyli do prezydenta Rosji Putina, którego nazwisko skontaminowano z imieniem LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

OJĘZYKOW KIENKO E

tytułowego bohatera książki Carla Colodiego – kłamczuchem Pinokiem. Dlaczego? W związku z zachowaniem (tj. kłamstwami) tego pierwszego, czyli Putina, wobec Polski podczas obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej. W tym samym numerze znajdziemy w tytułach artykułów kilka odwołań do znanych filmów, np. na str. 30. Odmienne stany świadomości (reż. Ken Rusell, 1980) – tekst dotyczy nienormalnych psychicznie zachowań polskich posłów, na str. 70. Gry uliczne (reż. Krzysztof Krauze, 1996) – artykuł o festiwalu filmów dokumentalnych i towarzyszących mu demonstracjach neonazistów, na str. 100. Gwiezdne wojny wydawców (film Georga Lucasa z 1977 r. to Gwiezdne wojny) – o polskim rynku książki, a na str. 102. Zemsta Lucasa – o najnowszym filmie G. Lucasa Zemsta Sithów. Z kolei w „Polityce” z 21.05.2005 r. na str. 4. nagłówek Który skrzywdziłeś (artykuł przedstawia raport

można je samemu złożyć, naprawić, nie ma problemu z częściami, a przy tym można wykazać się swoją fantazją. Prezes posiada trzy maluchy – na każdą pogodę. Mnie zachwycił żółty kabriolet z zaprojektowaną przez niego automatycznie otwieraną przyczepą, autoalarmem, klaksonem z dźwiękiem z lat dwudziestych – idealny na zbliżające się wakacje. Martin Matuška (syn prezesa) naprawił mi samochód, na szczęście nie trzeba było wymieniać półośki. Jako członek „126 Fan Slovakia” nie muszę już się obawiać. W razie awarii dzwonię do warsztatu w Zwoleniu, mechanicy służą pomocą o każdej porze, mają części zamienne, panuje tu wręcz rodzinna atmosfera. Jedno mnie dziwi, że największe zloty maluchów są właśnie tu, na Słowacji. Jeżdżę więc dalej swoim maluszkiem i zwiedzam Słowację, ale teraz ja pozdrawiam wszystkich kierowców 126 światłami i uśmiechem. GABRIELA OLCHOWA o doświadczeniach zagranicznych komisji prawdy i pojednania) jest kalką tytułu wiersza Czesława Miłosza, zaś na str. 22. nazwa artykułu Powstanie w Ubekistanie (tekst o wydarzeniach Uzbekistanie, pozostającym pod rządami starego reżimu, stąd „ubekistan” – od UB), to parafraza tytułu książki dla dzieci Porwania w Tiutiurlistanie Wojciecha Żukrowskiego. W tym samym numerze (str. 21.) zamieszczono tytuł Kieres ofiarny (treść dotyczy Leona Kieresa, prezesa IPN), który jest modyfikacją frazeologizmu kozioł ofiarny. Przykłady można mnożyć (łamy „Monitora” są jednak ograniczone), ale mam wrażenie, że i te wystarczą, abyście Państwo, będąc w Polsce (i nie tylko w Polsce) i czytając polską prasę (i nie tylko prasę), nie dali się zwariować. Nagłówki prasowe wabią, są elementem reklamy, ale często to tylko gry językowe! I jeśli są mądre, inteligentne i zabawne, to bawcie się Państwo, rozszyfrowując ich pochodzenie i zapoznając się z często poważnymi artykułami prasowymi o niepoważnych (niekiedy) tytułach lub odwrotnie, bo śmiech to zdrowie, a tego nigdy za wiele, zwłaszcza w porze wakacji. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 29


P O L S KO - S Ł OWA C K I E Z W I Ą Z K I H I S T O R YC Z N E

W

kolejnej opowieści z cyklu „Polsko-słowackie związki historyczne” pragniemy przybliżyć Czytelnikowi barwną postać szlachcica węgierskiego, zapewne pochodzenia słowackiego, który jeden z epizodów swego barwnego życia związał z Polską. W roku 1790 ukazały się w Londynie w języku francuskim Pamiętniki Maurycego Augusta hrabiego Beniowskiego. Ich rękopis do dnia dzisiejszego znajduje się w British Museum. Autor opisuje w nich swoje przygody do roku 1776. Zaznaczyć jednak trzeba, że wielokrotnie są to opowieści bałamutne czy wręcz nieprawdziwe. Ten, „podróżnik i awanturnik, słynny ze swych przygód na lądach i morzach, błędny rycerz XVIII w.”, jak pisze o nim Teofil Emil Modelski, przemierzył wiele krajów: Węgry (Słowacja), Austrię, Litwę, Niemcy, Holandię, Polskę, Ruś, Rosję, Japonię, Chiny, Formozę (dziś Tajwan), Macau (kolonia portugalska), Francję, Bawarię, Stany Zjednoczone, Anglię, Brazylię, Madagaskar. Mieczysław Lepecki, autor biografii tego obieżyświata, twierdzi, że polskie korzenie rodziny Beniowskiego sięgają czasów Władysława Łokietka. Podkreślając to, Lepecki przywołuje różne zdarzenia z życia naszego bohatera, mające potwierdzać jego polskość, np. że ożenił się z polską szlachcianką ze Spisza Zuzanną Heńską, nazwisko Beniowski przyjął od swego stryja, do kongresu amerykańskiego w Filadelfii zwracał się jako Polak, tak też zeznawał przed sądami rosyjskimi. Na okrętach, którymi dowo30

Maurycy August hr. Beniowski (ur. 1741 lub 1746 – zm. 1786)

dził, miał podobno wywieszać polską banderę, a w podtytule pamiętników napisał: „Szlachcic węgierski i polski”. Zrozumiałe jest, że choćby i z tych względów również Węgrzy uważają go za swego ziomka. Natomiast w słowackim Všeobecným encyklopedickým slovníku Beniowski określany jest mianem „uhorského šľachtica z Trnavy”. W wielu słowackich beletrystycznych (i nie tylko) publikacjach nazywa się go jedynym Słowakiem, który został obrany królem.

Drogi Czytelniku, przeczytaj więc, jak do tego doszło. Nasz bohater urodził się w miejscowości Vrbové w ko-

mitacie nitrzańskim w połowie XVIII w. W młodości pobierał nauki w Wiedniu, w kolegium jezuickim i szkole wojskowej. Jako 17-latek odziedziczył na Litwie majątek po stryju, od którego przyjął nazwisko. W roku 1768 zjawił się wśród wojsk konfederatów barskich w Krakowie, którym zaoferował swoje służby w walce zbrojnej przeciwko Rosji. Jednak zawarte w Pamiętnikach informacje mówiące, iż dowodził oddziałami liczącymi tysiące żołnierzy, nie znajdują potwierdzenia w innych źródłach historycznych. Pewne jest jedynie, że znalazł się u boku Franciszka Pułaskiego, późniejszego bohatera wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, oraz że ranny dostał się do niewoli rosyjskiej. Po ucieczce przedostał się do Petersburga, został jednak ponownie aresztowany i zesłany na Kamczatkę, dokąd dotarł, przemierzając całą Syberię. W czasie półrocznego pobytu na zesłaniu zorganizował spisek, którego wynikiem był bunt, zabicie komendanta garnizonu i opanowanie miasta Bolszerecka. Po wzięciu zakładników zajął wraz z kilkudziesięcioma skazańcami statek „Święty Piotr”, załadował zrabowane futra i pieniądze i wypłynął w kierunku południowym. MONITOR POLONIJNY


Podczas kolejnych etapów żeglugi zatrzymywał się na Wyspach Aleuckich (Kuryle), w Japonii i Formozie (dzisiejszy Tajwan). W listopadzie 1771 r. przybył do portugalskiej kolonii Macau na wybrzeżu Chin. Pojawienie się tajemniczej jednostki doprowadziło do powstania wielu domysłów o niezwykłych odkryciach nowych lądów i dróg morskich przez egzotycznego kapitana. Imię Beniowskiego stało się głośne w ówczesnym świecie. Po spieniężeniu statku i jego ładunku przyszły władca Madagaskaru wyruszył do Francji, gdzie pierwszy minister królewski przyjął go do służby w randze pułkownika. Po rocznym pobycie nad Sekwaną otrzymał zadanie skolonizowania wyspy Madagaskar. Przybył tam w lutym 1774 r. Według współczesnych źródeł francuskich Beniowski gospodarował na Madagaskarze jako gubernator przez dwa i pół roku, doprowadzając do ogromnych długów w skarbie francuskim. Zaspokoił jednak swoje ambicje osobiste i polityczne, zręcznie doprowadzając do obwołania go przez miejscowych władców plemiennych „ampanaskabe”, czyli królem bądź cesarzem wyspy. Był to kulminacyjny moment w bujnym życiu Beniowskiego. Interesujące jest, że po powrocie do Paryża w 1777 r. uzyskał tytuł hrabiego, awansował do stopnia generała brygady, został odznaczony Orderem Świętego Ludwika i otrzymał dożywotnią pensję. LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

Utraciwszy jednak zaufanie Francji, Beniowski, „król Madagaskaru”, ofiarował swe służby cesarzowej Austrii Marii Teresie. Na przełomie 1778 i 1779 r. walczył bez powodzenia w wojnie o tron bawarski. Odtrącony przez cesarza Austrii znalazł się w sierpniu 1779 r. w Ameryce, gdzie przebywał z przerwami (wyjazdy na Węgry i do Francji) do roku 1782. W tym czasie próbował stworzyć u boku Jerzego Waszyngtona i Benjamina Franklina legion wojskowy rekrutowany z Niemiec. Po niepowodzeniu tego projektu powrócił do pomysłu międzynarodowego handlu morskiego, który przedstawił na dworze królewskim w Londynie w 1783 r. Nie uzyskawszy wsparcia dla swych planów, rok później pojawił się ponownie w Stanach Zjednoczonych. Tym razem za-

interesował Benjamina Franklina mirażem zdobycia Madagaskaru. Uzyskał fundusze od jednego z domów handlowych i na wynajętym statku z nieliczną załogą wyruszył do miejsca swego ziemskiego przeznaczenia. Po drodze zawitał jeszcze do Brazylii, by w lipcu 1785 r. wylądować na ziemi malgaskiej. Rozpoczął zbrojną walkę z wojskiem francuskim, które wcześniej opanowało wyspę. Tym razem jednak opuściło go szczęście. Gdy bronił wraz z garstką swych żołnierzy twierdzy, zabłąkana kula wystrzelona z muszkietu przeszyła mu pierś. Losy Maurycego Beniowskiego dowodzą, że nie był on, jakby tego chcieli Słowacy, Węgrzy czy też Polacy, obywatelem jednego z tych krajów, ale obywatelem świata. Historia przygód Maurycego Beniowskiego inspirowała wielu polskich twórców, m.in. Juliusza Słowackiego, czy też słowackiego pisarza Jozefa Nižňanskiego do napisania dzieł poświęconych tej nietuzinkowej postaci. Przywoływany wyżej M. Lepecki podejrzewa, że błyskotliwa kariera Beniowskiego i rozległe kontakty towarzyskie w wysokich sferach mogły wynikać z jego przynależności do loży masońskiej. W związku z nadchodzącymi wakacjami zachęcam wszystkich odważnych i żądnych przygód Czytelników „Monitora Polonijnego” do podróżowania śladami Beniowskiego i to nie tylko palcem po mapie. WOJCIECH BILIŃSKI 31


Dziś będzie o toastach w dyplomacji

T

oasty to „strawa duchowa”, nieodłączny element śniadań i obiadów, zwłaszcza tych uroczystych.

Czas wygłaszania toastów to moment Powinny one być solidnie napełnione szampo zjedzeniu dania mięsnego, gdy podany panem lub winem, nie powinno być w nich został deser i szampan. Jeśli szampana nie resztek. Trącając się, trzymamy je za nóżpodajemy, toast możemy wznieść innym kę. Wygłaszając toast, starajmy się utrzywinem, ale nie wódką. Nie powinno się mać kontakt ze wszystkimi, nie wpatrujmy wznosić toastu, gdy podano danie gorące – się ani w jedną osobę, ani w jakiś, sobie tylpotrawa stygnie i właśnie na niej, a nie na ko wiadomy punkt na ścianie. wygłaszanym toaście skupi się zainteresoSprawa staje się bardziej skomplikowawanie gości. na, gdy w grę wchodzą toasty polityczne. Co innego, gdy podczas Dotyczą ich bowiem zarówno przyjęcia wznieść toast chcą wszystkie powyżej wymienione również inni jego uczestnicy, zasady, jak również zasady doa nie tylko gospodarz i gość datkowe. Jedną z nich jest honorowy. Wtedy toasty ponp. przesłanie gościowi honorowinno się wznosić w przerwemu przez stronę zapraszającą wach pomiędzy daniami. Jako (przed przyjęciem) tekstu toastu, pierwszy głos zabiera oczywiktóry wygłosi gospodarz, by ście gospodarz. Dyplomacja gość miał czas przygotować odGdy śniadanie lub obiad nie i nie tylko powiedź. Toasty polityczne są są urządzane w jakimś kondłuższe, wygłasza się je w językretnym celu, toastów się nie wygłasza, ale ku znanym zarówno gospodarzowi, jak gospodarz, pijąc pierwsze wino, wita gości, i gościowi, bądź w języku ojczystym dziękuje im za przyjęcie zaproszenia i – z tłumaczeniem. Toast i odpowiedź powinw imieniu własnym i żony – życzy spędze- ny mieć mniej więcej jednakową długość. nia miłego wieczoru. Toasty te są często odczytywane, gdyż poJeśli w czasie przyjęcia toasty jednak tem drukuje je prasa. Przestrzega się przy mają miejsce, wówczas jako pierwszy za- nich zasady wzajemności – jeśli gospodarz biera głos gospodarz, na stojąco. Wita goś- wznosi toast za rozwój przyjacielskich stoci, przede wszystkim honorowego i jego sunków, odpowiedź gościa powinna rómałżonkę i wymienia ich z nazwiska. Wita wnież dotyczyć przyjacielskich stosunków. też osoby towarzyszące gościowi honoroMożna wznieść toast np. za pomyślność wemu oraz te, które przybyły po raz pier- głowy państwa, co powinno mieć odzew wszy, i pije za zdrowie gościa honorowego. w podobnym toaście ze strony gościa. Ale W toastach można wspomnieć nieco na z tym ostrożnie! Trzeba mieć na uwadze temat wzajemnych stosunków z gościem zwyczaje panujące w danym kraju, np. lub państwem, które się reprezentuje. w Danii toast za królową można wznieść tylMożna się odnieść do prowadzonych wła- ko w jej obecności. śnie rozmów na różnych szczeblach, można Pamiętajmy też, że w czasie wygłaszacytować fakty z własnego życia, anegdoty nia toastu przerywamy jedzenie, wszelkie i wspomnienia. Najlepszy jednak toast, to... rozmowy i uważnie słuchamy, nie okazując krótki toast. w żaden sposób ani aprobaty, ani dezaproNa wystąpienie gospodarza odpowiada baty. Kelnerzy w tym czasie nie powinni gość honorowy, dziękując za zaproszenie w żaden sposób przeszkadzać przemawiai miłą atmosferę. On również może się usto- jącemu i nie rozpraszać uwagi słuchasunkować do wypowiedzi gospodarza, po- jących. W OPARCIU O „PROTOKÓŁ winien też wypić za zdrowie gospodarzy. DYPLOMATYCZNY” E. PIETKIEWICZA Kieliszkiem trącamy się z najbliższymi sąKATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ siadami i tylko na uroczystych przyjęciach. 32

W

naszym miesięczniku przedstawialiśmy w ubiegłym roku konsula generalnego Słowacji w Krakowie, parę dni temu miałam możliwość porozmawiać z konsulem honorowym Słowacji w Szczecinie panem Romanem Pomianowskim. Być może ktoś z naszych słowackich czytelników zawita do Szczecina, warto więc wiedzieć, że na terenie województwa lubuskiego i zachodniopomorskiego urzęduje przedstawiciel Słowacji. Pan Roman Pomianowski jest Polakiem. W latach dziewięćdziesiątych aktywnie współpracował z Hutą „Koszyce”, która korzystała z usług portu w Szczecinie. Słowacki konsul honorowy, jak każdy inny konsul hono-

•SŁOWACKIE WYDARZENIA I

Kontener C

zasami w życiu nastanie taka chwila, gdy trzeba podjąć poważną decyzję – zamawiamy kontener na śmieci. Ja wiem, wy-

MONITOR POLONIJNY


rowy, nie pobiera opłat z tytułu usług, które oferuje. Jego praca polega głównie na promowaniu Słowacji na terenie swojej aktywności, współpracuje z Instytutem Słowackim w Warszawie, organizuje wystawy, koncerty, pomaga w nawiązaniu kontaktów handlowych. „Spacerując po Bratysławie, zauważyłem, że tutejsze biura podróży oferują głównie wypoczynek na południu Europy” – mówi Pomianowski „Być może warto byłoby nawiązać współpracę właśnie ze Szczecinem i nadmorskimi biurami podróży w Polsce, które mogą sporo zaoferować. Jestem w stanie pomóc w zorganizowaniu szkolenia żeglarskiego na wodach Bałtyku czy wodach przy-

brzeżnych“ – dodaje. Niedawno za sprawą konsula Pomianowskiego odbyła się w Szczecinie promocja słowackich biur podróży. Konsul honorowy angażuje się też w nagłych wypadkach w pomoc na rzecz obywateli Słowacji, którzy znaleźli się w kłopocie, będąc w okolicach Szczecina. „Kiedy ktoś znajdzie się w szpitalu, areszcie, zostaje okradziony, wtedy interweniuję“ – wyjaśnia konsul. Słowacy rzadziej wybierają się na północ Polski. „Moi koledzy, konsul Niemiec czy Danii, mają więcej interwencji“ – wyjaśnia Pomianowski. Warto też wiedzieć, że mimo sporej odległości od Słowacji w Szczecinie mieszkają mieszane

FOTO: STANO STEHLK

Konsul Honorowy RS w Szczecinie

małżeństwa, w sumie jest tam ponad 30 Słowaków, a w szkołach morskich studiują studenci ze Słowacji. Kontakt na stronach internetowych www.ambasada-slowacji.pl MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

POLSKIE SPOSTRZEŻENIA•SŁOWACKIE WYDARZENIA I POLSKIE SPOSTRZEŻENIA• nie kontenera – ogromnego i trochę zardzewiałego – przywitałam z radością. Niestety radość trwała krótko – do momentu, gdy w kontenerze znalazłam cudze śmieci. Okazuje się, że mieszkam wśród ludzi, którzy pozwalają

ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

daje się, że jest to sprawa banalna, wręcz przyziemna. Ale śmieci trzeba się pozbyć. By sytuacja była jasna, od razu wyjaśniam – zamówienie takiego kontenera jest stosunkowo kosztowne. Działka jest duża, dom zbudowany, także odpadów dostatek. Podstawie-

LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

sobie wejść na cudzą działkę i spokojnie wyrzucać do czyjegoś osobistego kontenera stary komputer, plastikowe krzesełko, dwie pary kaloszy, stare opony, a nawet przycięte róże. Co myśli o sobie Złodziej Przestrzeni w Kontenerze, a co myśli o nas? Że wykazał się niesamowitym sprytem, bo ktoś inny zapłaci za wywóz jego śmieci? A my w jego oczach jesteśmy skończonymi naiwniakami? Ktoś bezmyślnym i aroganckim zachowaniem zrobił więcej, niż na początku mogło się wydawać. Na każdego sąsiada patrzę jak na ewentualnego podejrzanego i zastanawiam się, czego (złego) mogę jeszcze oczekiwać. Także trzeba uważać na takich Złodziei Przestrzeni w Kontenerze, bo zaczną nam ograniczać inną, ważniejszą przestrzeń – życiową. MAJKA KADLEČEK 33


Polonia w pracach magisterskich P

rzedstawiamy Państwu na łamach „Monitora” wypowiedzi dwóch naszych rodaczek, które podjęły się napisania prac magisterskich dotyczących życia Polaków na Słowacji. Obie panie, Majka Kadleček i Veronika Straková, zajęły się tematami, które dotyczą nas bezpośrednio. Prace obroniły, a ich wysiłek został nagrodzony podczas specjalnej uroczystości wręczania dyplomów w ambasadzie RP w RS (patrz „Z naszego podwórka”). Z nami podzieliły się swoimi zarówno wspomnieniami dotyczącymi przygotowań, poszukiwań materiałów, jak i efektami swojej pracy.

Jak napisać pracę dyplomową? ociaż tytuł artykułu może się kojarzyć z tytułem jakiegoś podręcznika dotyczącego pisania pracy dyplomowej, to w tym wypadku jest to tylko pytanie retoryczne. Jednak nie było to jedyne pytanie, które dręczyło mnie i moją promotorkę Nataszę podczas mojego ostatniego roku studiów. Warto chyba zacząć od początku...

Pytanie nr 1: Jaki wybrać temat? Początki zawsze są trudne – powiedział ktoś bardzo mądry... i miał rację. Studenci innych specjalizacji mieli konkretne tematy, z których mogli wybierać. Na polonistyce mogliśmy o tym sami zdecydować. – Świetnie! – pomyślałam w pierwszej chwili, bo nie należę do tych z nas (filologów), którzy lubią „teoretyzować”. Wolę literaturę, komparatystykę, realia, móc rozmawiać, a nie tylko „wkuwać” do głowy same obce słowa, które na oko wyglądają i brzmią bardzo mądrze, ale w rzeczywistości (i dla biednego studenta) nie są najważniejsze. Chciałam napisać pracę, która byłaby mi tematycznie bliska i która by była zrozumiała dla wszystkich. Moim celem było też jej praktyczne wykorzystanie, więc w końcu zdecydowałam się na temat Stosunki słowacko-polskie po 1989 roku. Jednak decyzja ta nie była taka prosta, bo studiując na wydziale filologicznym, musiałam udowodnić, że 34

temat jest „wystarczająco filologiczny”. Całe szczęście, że stała za mną moja kochana Natasza, która ani razu nie podważyła mojego wyboru.

Pytanie nr 2: Od czego zacząć? Teraz, kiedy już mam początek i wszystkie opisywane problemy za sobą, uśmiecham się, wspominając pierwsze miesiące pisania pracy. Podsumowując temat, od razu stwierdziłam, że jest on za obszerny, więc zrobiłam pierwsze ograniczenia. Poszłam do biblioteki, aby zrobić spis książek oraz artykułów na dany temat i wyszło z tego łącznie prawie 500 stron – powoli przestałam się uśmiechać... Minęły ponad trzy miesiące, zanim wszystko uporządkowałam według tematu i daty, a to były tylko spisy, które tworzyły część załączników. Jeszcze stale nie miałam napisanego ani jednego słowa „czystej” pracy.

Pytanie nr 3: Mamoooo, gdzie mamy „Monitory”? Nie, to nie jest celowa reklama pewnego miesięcznika polonijnego. Ale to właśnie „Monitor Polonijny” był dla mnie bezcennym źródłem informacji. Wyciągnęłam z szafy wszystkie numery i zaczęło się długie przeglądanie, podkreślanie, przepisywanie. Niestety, w najbardziej nieodpowiednim momencie – miesiąc przed terminem ukończenia pracy dyplomowej – złamałam sobie rękę. Wtedy dopie-

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Ch

ro poczułam, co to jest prawdziwy stres. Na dodatek moje ograniczenie tematu spowodowało, że trochę mi brakowało materiałów na potrzebnych 60 stron. Uśmiechałam się w ogóle kiedyś? Dwa dni przed drukiem i wiązaniem pracy nie wiedziałam już, jak mam na imię, ale zdążyłam. W ostatniej chwili, ale który student tego nie zna? Myślę, że udało mi się osiągnąć podstawowy cel, czyli napisać pracę, która nie jest teoretycznym, lecz praktycznym źródłem informacji o stosunkach między Słowacją a Polską po 1989 roku. Temat ten, jak już wcześniej wspomniałam, jest bardzo obszerny, można by go rozwinąć czy uzupełnić, czeka tylko na chętnego... VERONIKA STRAKOVÁ MONITOR POLONIJNY


P

ochodzę z Łodzi i po maturze rozpoczęłam studia na Wydziale Historyczno-Filozoficznym Uniwersytetu Łódzkiego. Jednak z powodu decyzji o przeprowadzce na Słowację nie udało mi się ich dokończyć.

historyczna aktualność omawianego zagadnienia oraz dotychczasowy brak opracowania dotyczącego Polaków w Bratysławie. Celem pracy magisterskiej była analiza procesów i płaszczyzn asymilacji, która opierała się na badaniach przeprowadzonych w formie wywiadów. Bada-

Asymilacja nieunikniona i konieczna

W Bratysławie zaś mogłabym studiować, niestety, jedynie jako student zagraniczny, który za rok nauki musi płacić ok. 4500 USD. Z tego powodu zdecydowałam się podjąć studia zaoczne w filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Wybrałam pedagogikę ze specjalizacją animacja społeczno-kulturalna. Po ciężkich pięciu latach udało mi się napisać pracę magisterską i, choć po terminie, ukończyć studia z wynikiem „dobry plus”. Pracę magisterską na temat Asymilacja mniejszości narodowej na przykładzie społeczności Polaków w stolicy Słowacji – Bratysławie pisałam pod kierunkiem prof. dr hab. Haliny Rusek. Co zdecydowało o wyborze tematu pracy? Przede wszystkim LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

nia te objęły zbiorowość Polaków żyjących w Bratysławie, którzy w większości podjęli dobrowolną decyzję o emigracji. Ich wyjazd z Polski był najczęściej konsekwencją wyboru partnera życiowego, w nielicznych przypadkach splotu wydarzeń historycznych lub związany z działalnością gospodarczą. Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdziłam, iż w przypadku omawianej społeczności nastąpiła asymilacja obywatelska oraz częściowa asymilacja na płaszczyźnie kulturowej i osobowościowej. Procesy asymilacyjne przebiegają, ponieważ członkowie badanej społeczności znaleźli się w sytuacji życiowej, która wymaga nabycia pewnych zachowań unifikujących z narodem większościowym (np. umiejętności językowych). Proces asymilacji w sferze społecznej powodują czynniki zewnętrzne i potrzeba pełnego uczestnictwa w społeczeństwie. Moi respondenci nie mieli i nie mają wyboru – muszą zaakceptować wymogi administracyjne państwa przyjmującego, wymagania obowiązujące na rynku pracy, posiąść wiedzę o wydarzeniach politycznych i gospodar-

czych kraju, w którym przebywają, wreszcie zabezpieczyć potomstwu adekwatne możliwości kształcenia i życia w państwie przyjmującym. Dlatego też asymilacja na płaszczyźnie społecznej i częściowo kulturalnej jest nieunikniona i konieczna. Asymilacja na płaszczyźnie kulturowej i osobowościowej jest kwestią dobrowolną i indywidualną. Zakres i natężenie procesu asymilacji w tych zakresach mogą być przez respondentów regulowane. Za krok ku asymilacji można uznać swobodne korzystanie z języka słowackiego w kontekście problemowego języka polskiego. Jednakże obecność elementów tradycji polskiej, chociażby w zakresie zwyczajów świątecznych i kulinarnych, zadeklarowanych przez wszystkich respondentów, świadczy o trwałych więzach z państwem macierzystym. Kontynuacja pewnych zachowań w sferze kultury, również takich, jak np. zachowanie polskiego nazwiska, jest wyrazem wewnętrznej potrzeby danej jednostki. Świadomość własnej tożsamości narodowej, nieodcinanie się od kultury polskiej oraz administracyjny, towarzyski, rodzinny czy emocjonalny związek z Polską przy równoczesnym pełnym zaistnienu w państwie słowackim pozwalają przypuszczać, iż badaną społeczność stanowią ludzie, którzy, tworząc małżeństwa mieszane, stali się łącznikami pomiędzy państwami i ich kulturami. ,,Właśnie takich ludzi świat potrzebuje jako pośredników, abyśmy nauczyli się żyć w pokoju, ludzi, których zrozumienie dwóch kultur i języków wynika z ich wnętrza. Tacy ludzie są ludźmi przyszłości w naszych najbardziej optymistycznych marzeniach”. MAJKA KADLEČEK 35


P

olska szkoła w Bratysławie ma już dwa lata. W sobotę 25 czerwca uczniowie przybyli do niej nie na lekcje, ale aby odebrać świadectwa, identyczne z tymi, jakie otrzymują ich koledzy i ko-

FOTO: DAREK WIECZOREK

I znów wakacje!

leżanki w Polsce. Na ich twarzach było widać radość – większość miała oceny, których nie trzeba się wstydzić, no i zaczęły się wakacje – ale i smutek; ze szkołą żegnała się polonistka Lidia Śliwa,

która wraz z rodziną wraca do Polski, do Szczecina. Mieszane uczucia miało i trzech pierwszych absolwentów liceum ogólnokształcącego; już jesienią rozpoczną samodzielne studia na wyższych uczelniach, niektórzy w Polsce, z dala od rodziców i dotychczasowych znajomych. Okazało się, że ta niewielka szkoła ma spore sukcesy, o czym świadczyły wręczone podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego nagrody za udział jej uczniów w licznych konkursach; i to nie tylko organizowanych na Słowacji, ale także w Polsce. Nie zabrakło nagrody i dla Nikoli Lehotskiej, która mimo sporej odległości do szkoły (na zajęcia do Bratysławy przyjeżdżała spod Preszowa), nie miała ani jednej godziny opuszczonych zajęć!!! Dyplom z podziękowaniami za pomoc i wsparcie dla działalno-

Konkurs wiedzy o życiu i nauczaniu Jana Pawła II inicjatywy Ambasady RP w Bratysławie, Wydziału Konsularnego oraz Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie w dniu 21. 06. 2005 r. odbył się finał konkursu poświęconego Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. W eliminacjach, przeprowadzonych korespondencyjnie w maju br., wzięło udział 250 słowackich uczniów z 50 szkół z całego kraju. W ostatecznej rozgrywce spotkało się 40 uczestników. Pytania dotyczyły życia i nauczania Papieża-Polaka oraz jego pielgrzymek na Słowację. Wiele pytań związanych było także z błogosławionymi i świętymi słowackimi, których Jan Paweł II wyniósł na ołtarze. Młodzież wykazała się imponującą wiedzą. Do ścisłej rozgrywki awansowało 10 młodych ludzi, którzy uzyskali maksymalną liczbę punktów w bardzo trudnym te36

worzył konkurs w siedzibie Instytutu Polskiego w Bratysławie. Do Krakowa pojedzie Ivona Markuseková z Gimnazjum im. M. Hattaly w Trstenej. Trzecią nagrodę, ufundowaną przez prezesa polskiej Katolickiej Agencji Informacyjnej – wyjazd do Gniezna – wręczył ks. Stanisław Ługowski, który jako korespondent Radia Watykańskiego jeszcze tego samego dnia przekazał relację z konkursu na jego falach. W zjeździe gnieźnieńskim weźmie udział Katarína Prašková ze szkoły podstawowej w Liptowskiej Tepliczce. Każdy z uczestników finału otrzymał prezenty związane z osobą Jana Pawła II i Polską. Wielką niespodzianką dla finalistów i ich opiekunów była obecność Nuncjusza Henryka Józefa Nowackiego, który z ojcowską dobrocią długo opowiadał młodzieży słowackiej o swojej wieloletniej praFOTO: DAREK WIECZOREK

Z

ście pisemnym. Główną nagrodę – przelot do Rzymu dla zwycięzcy i opiekuna, który ufundował SKY EUROPE, oraz 5-dniowy pobyt w Wiecznym Mieście, ofiarowany przez Dom Polski im. Jana Pawła II w Rzymie, wręczył Ksiądz Arcybiskup Henryk Józef Nowacki, Nuncjusz Apostolski na Słowacji. Nagrodę tę zdobyła Terézia Karpielová z Gimnazjum św. Cyryla i Metodego w Humennym. Fundatorem II nagrody – weekendowego pobytu w Krakowie dla dwóch osób – był Ambasador RP na Słowacji Zenon Kosiniak-Kamysz, który ot-

MONITOR POLONIJNY


FOTO: DAREK WIECZOREK

ści szkoły otrzymał płk Wojciech Klimas, zastępca dowódcy czesko-polsko-słowackiej brygady w Topolczanach. Pan pułkownik nie pozostał dłużny: kierownik szkoły dr Irena Malec-Bilińska otrzymała wojskowe odznaczenie, które noszą na swoich mundurach oficerowie właśnie tej brygady. Na koniec zrobiliśmy sobie „rodzinne” zdjęcie i… rozpoczęły się wakacje. Uczniowie tej szkoły wrócą do swoich ławek 18 września. dw

FOTO: DAREK WIECZOREK

cy u boku Papieża, o pracowitości Jana Pawła II oraz jego oddaniu sprawom innych ludzi. To wzruszające spotkanie z zastępcą Ojca Świętego na Słowacji zakończyły wspólne zdjęcia, modlitwa i odśpiewanie słowackiego hymnu papieskiego. Nuncjusz Apostolski rozdał wszystkim uczestnikom konkursu religijne podarki (zdjęcia Jana Pawla II i medaliki), błogosławił młodym ludziom i rozdawał autografy. Odmłodzony w ten sposób Instytut Polski zamienił się na kilka godzin w pracowite, pełne radości i entuzjazmu spotkanie młodych, z którego nasz Papież na pewno by się cieszył. IRENA I WOJCIECH BILIŃSCY

LIPIEC - SIERPIEŃ 2005

•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA• Z okazji pięknych 70. urodzin życzenia zdrowia, wielu radosnych i szczęśliwych lat życia, spełnienia i tych najskrytszych marzeń oraz niegasnącego optymizmu drogiemu jubilatowi – Jožkovi Špačkovi – życzą przyjaciele z KP w Trenczynie oraz pozostali członkowie KP Środkowe Poważe • W Y D Z I A Ł

Państwu Żuk-Olszewskim serdeczne życzenia z okazji urodzin syna Mateusza Maksymiliana składa Klub Polski Region Nitra . Redakcja Monitora Polonijnego składa podziękowanie za opiekę konsularną i współpracę przy tworzeniu naszego pisma panu Andrzejowi Kalinowskiemu, który kończy swoją misję dyplomatyczną na Słowacji.

K O N S U L A R N Y

UWAGA STUDENCI!!! Fundacja SEMPER POLONIA oferuje stypendia dla studentów pochodzenia polskiego, którzy studiują na słowackich uniwersytetach i szkołach wyższych. Stypendium przyznawane jest studentom wszystkich kierunków studiów i uczelni. Studenci, którzy już kiedyś otrzymali ww. stypendium, winni złożyć podanie z prośbą o przedłużenie, raport o działalności, potwierdzenie zaliczenia semestru wraz z listą uzyskanych ocen oraz kserokopię paszportu. Maturzyści, przyjęci na studia i ubiegający się po raz pierwszy o przyznanie stypendium, powinni złożyć wniosek o przyznanie stypendium, zaświadczenie z uczelni o podjęciu nauki na studiach wyższych, poświadczoną kopię świa-

I N F O R M U J E •

dectwa maturalnego wraz z wykazem ocen za ostatni rok nauki w szkole średniej oraz kserokopię paszportu. Studenci, którzy po raz pierwszy zamierzają wnioskować o przyznanie stypendium, winni dostarczyć wniosek, zaświadczenie z uczelni potwierdzające zakończenie ostatniego semestru wraz ze średnią ocen, zaświadczenie z uczelni o pobieraniu stypendium w ostatnim roku nauki oraz kserokopię paszportu. Wszystkie dokumenty słowackie powinny zostać przetłumaczone na język polski. Dokumenty należy złożyć osobiście w Wydziale Konsularnym Ambasady RP do 10 września 2005 r. Informacje o warunkach można uzyskać w Ambasadzie RP pod nr. tel. 02/54412422 lub na stronie www.polskevelvyslanectvo.sk

•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• Firma polska poszukuje na terenie Słowacji swojego przedstawiciela – na zasadach wyłączności – do dystrybucji ekologicznego środka czyszczącego o nazwie UNIWERSALNY KAMIEŃ. Oczekuje zgłaszania się osób operatywnych, planujących otworzyć własny biznes. Informacje o produkcie można znaleźć na stronie www.universalstein.com. Osoby zainteresowane prosimy o kontakt pod nr. tel. +48/58/ 345 35 99 lub +48/600 503 010; adres: BeDeKa RADA, ul. Rabatki 9, 80-299 Gdańsk

Firma z Polski Zakład Produkcji Odzieży „Eldorado“ zatrudni przedstawiciela handlowego na teren Słowacji. Zainteresowane osoby prosimy o kontakt: tel. +48 608 03 22 43 , p. Dorota Rochnińska, www.eldorado-moda.com.pl

MASÁŽ V CENTRE BRATISLAVY! Pomôžeme vám zmierniť a odstrániť vašu telesnú i duševnú únavu použitím príjemnej shiatsu masáže v pravej japonskej atmosfére so šálkou zeleného čaju. Každý deň 11:00 - 21:00 hod. Štúdio tatami Masahiko Shiraki Laurinská ulica 9, Bratislava. Telefón: +421 (0)905 483 558, +421 (0)907 175 731, studio.tatami@chello.sk. Każdy czytelnik Monitora Polonijnego, który w miesiącach lipiec-sierpień zamówi masaż, po okazaniu letniego numeru MP otrzyma 10% zniżki. 37


M

asahiko pracował jako dziennikarz w japońskim czasopiśmie poświęconym podróżowaniu. Jego specjalnością były artykuły na temat egzotycznych krajów, więc pewnie nigdy by nie przypuszczał, że ktoś go zapyta o jego refleksje na temat Polski, tym bardziej, że przez prawie 40 lat swojego życia był w Europie raz – w Anglii. Ale, jak to w życiu bywa, los płata figle. Masahiko zamieszkał w Bratysławie, ponieważ kilka lat temu, będąc w Australii, poznał wspaniałą Słowaczkę – aktorkę Olgę Belešovą. Prawie trzy lata temu się pobrali, a Masahiko rozpoczął nowe życie w zupełnie innym kulturowo kraju. O jego spostrzeżeniach, przemyśleniach, rozczarowaniach i radościach możemy się dowiedzieć, czytając jego refleksje publikowane w każdą sobotę w weekendowym dodatku dziennika „Sme”. Przygotowując ten artykuł, przejrzałam prawie 140 archiwalnych artykułów, które napisał Masahiko. Dowiedziałam się z nich wielu ciekawych rzeczy: jak wygląda życie Japończyków w porównaniu z życiem Słowaków, jaką herbatę, tzw. zieloną, kupujemy w tutejszych sklepach, myśląc, że to oryginał, co jedzą Japończycy, jak się przemieszczają, czyli o podróżach na dwóch kółkach, jak skomplikowane jest wywożenie śmieci w Tokio itd. Jego uwagi, dotyczące stawiania pierwszych kroków na Słowacji, przypominały mi trochę sytuację każdego z nas, kiedy to szukaliśmy swojego miejsca po przeprowadzce do tego kraju. Dzięki temu Masahiko od razu stał mi się bliski i choć jego przeskoku kulturowego nie da się porównywać z naszym, chyba łatwiejszym, bo uwarunkowanym słowiańską bliskością, to jednak… Dziś, po prawie trzech latach pobytu „naszego“ Japończyka na Słowacji możemy podziwiać go za to, że znalazł tu swoje miejsce: pisze artykuły (najpierw po angielsku, potem razem z żoną tłumaczą je na słowacki), gra w teatrze (m.in. w „GUnaGU” i w „Astorce”), jest też masażystą. Kiedy w naszym polsko-słowackim domu gościliśmy tę słowacko-japońską parę, byłam ciekawa, jakie będą jego spostrzeżenia dotyczące Polski i Polaków. „Jechaliśmy do Polski samochodem

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

...Ale trochę inaczej niż zwykle. Tym razem przedstawimy wspomnienia z pobytu w Polsce mieszkającego na Słowacji i piszącego do słowackiego dziennika „Sme” – Japończyka – Masahiko Shiraki.

poważna, muzyka fortepianowa“ – twierdzi Masahiko. „Z wizyt Polaków w Japonii wiemy, że Polacy lubią japońską kulturę, więc czujemy się sobie bliscy. Mam też wrażenie, że oni rozumieją naszą filozofię“ – wyjaśnia. „Polska jest bardziej znana, ponieważ mamy o niej sporo informacji, a ci, którzy interesują się historią, architekturą, planują podróże do Polski. Poza tym czujemy z Wami pewną bliskość historyczną – II wojna światowa przyniosła i Polakom, i Japończykom wiele strat i zniszczeń“. Japończycy są znanymi turystami, często ich widzimy w uliczkach różnych miast, a jak się dowiedziałam od mojego rozmówcy, oni chętnie zwiedzają miejsca na podstawie map, wyznaczonych przez listę światowego dziedzictwa UNESCO. Stąd zapewne obecność Japończyków przede wszystkim w Krakowie. Masahiko docenił też dobrą polską obsługę: „Wszyscy byli uśmiechnięci, widziałem, że zależy im na kliencie, nie załatwiali spraw byle szybko, byle się mnie pozbyć”. Nasz bohater po kilku latach pobytu na Słowacji nauczył się już trochę języka słowackiego i wciąż nie może wyjść z podziwu, że może się nim porozumiewać np. w Czechach. Będąc w Polsce, też spróbował szczęścia. „Pytałem przechodniów na ulicach Krakowa, czy mówią po angielsku? Nie. Po niemiecku? Nie. Po słowacku? Byli zaciekawieni, skąd Japończyk, spacerujący po Krakowie, zna język słowacki. Oczywiście nie wszyscy mnie rozumieli, ale potem znalazłem i takich, z którymi dogadałem się po słowacku. Byłem zaskoczony“. Masahiko nigdy wcześniej nie spotkał w swoim życiu Polaków, daleki jest więc od ocen i porównań. „Dla mnie Czesi, Słowacy, Ukraińcy, Białorusini to Słowianie, jedynie Polacy są bardziej charakterystyczni, to indywidualności, które wyróżniają się z dużej grupy Słowian – wyjaśnia – ale to są informacje, którymi dysponowałem, zanim się przeprowadziłem na Słowację. Dziś nie oceniam Polski jako kraju lepszego od Słowacji. Słowacja to moja druga ojczyzna, tu zdecydowałem się zamieszkać. Nie mogę porównywać Słowacji z Polską, tak jak Wy nie możecie porównywać Chin z Japonią“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Polacy wyróżniają się z dużej grupy Słowian

38

z moim japońskim kolegą – dziennikarzem, który mnie odwiedził w Bratysławie” – wspomina Masahiko. „Na szczycie gór, gdzie przekraczaliśmy granicę, ujrzeliśmy Polskę. Zupełnie inny kraj. Od razu poczułem zmianę. Inne oznaczenia dróg, dokładne tablice, precyzyjne informacje turystyczne i ludzie, mówiący w różnych językach”. Masahiko odwiedził Kraków – najbardziej reprezentacyjne miasto i chyba najlepiej przygotowane pod względem turystycznym i stąd, być może, jego oceny są tak łaskawe dla nas Polaków. Poinformował mnie, że w oczach Japończyków Polska, spośród krajów słowiańskich, zajmuje szczególne miejsce – jest najbardziej znana i dobrze postrzegana. Polska jest im bliska i często u nich obecna dzięki prezentacjom zespołów ludowych: „Wielu artystów z Polski przyjeżdża do Japonii, prezentują twórczość ludową, folklor. To podobne tańce do słowackich, które tam nie są jednak znane. Polacy chyba lepiej potrafią się wypromować“. Przeciętny Japończyk zna takie nazwiska (a co ważne, kojarzy je z Polską), jak Lech Wałęsa, Fryderyk Chopin, papież Jan Paweł II, Maria Skłodowska-Curie. „Moje pierwsze skojarzenie z Polską to muzyka

MONITOR POLONIJNY


L

ato na pewno kojarzy się Wam z basenem, jeziorami i morzem, krótko mówiąc – po prostu z pływaniem. Umiecie pływać! Ktoś umie pływać kraulem, ktoś inny żabką, motylkiem lub na plecach, a JA PŁYWAM PO WARSZAWSKU!!! Słyszeliście już o takim stylu pływackim? Jest naprawdę specjalny i wyjątkowy. Co prawda sprawdza się raczej na wodach zdecydowanie płytkich. Nie potraficie sobie wyobrazić, jak może wyglądać pływanie takim stylem? Jeśli jesteście ciekawi, wytrzymajcie. Odpowiedź znajdziecie na tej stronie.

W Polsce, by np. wypożyczyć rower wodny albo łódkę,

Czy Wam udałoby się zdać egzamin na kartę pływacką?

chcąc na nich popływać, trzeba być posiadaczem karty

Wierzę, że tak. Ale by kąpać się bezpiecznie, oprócz

pływackiej. Dokument ten potwierdza posiadanie

umiejętności pływackich potrzebna jest rozwaga

wystarczających umiejętności pływackich. Podczas

i przestrzegania pewnych zasad:

egzaminu na kartę pływacką wymagane jest:

• kąpać się pod dozorem osoby dorosłej, która umie pływać,

• przepłynięcie w wodzie stojącej 200 metrów w dowolny

• kąpać się w miejscach do tego przeznaczonych,

sposób i w dowolnym czasie, w tym przynajmniej 50 metrów

• respektować flagi informacyjne na kąpieliskach publicznych:

na plecach, albo przepłynięcie z prądem wody 400 metrów

flaga w kolorze białym – kąpiel dozwolona,

w dowolnym czasie i w dowolny sposób, w tym przynajmniej

flaga w kolorze czarnym – kąpiel zabroniona!!!

100 metrów na plecach,

• nie skakać do nieznanych zbiorników wodnych,

• wykonanie skoku do wody z wysokości co najmniej 0,7 metra,

• nie wrzucać ani nie wpychać nikogo do wody,

• przepłynięcie pod lustrem wody przynajmniej 5 metrów

• znać podstawowe techniki ratownicze w przypadku

Odpowiedź na pytanie: Pływanie ,,po warszawsku” czyli pupą po piasku!

w wodzie stojącej lub 15 metrów z prądem wody - start z wody.

topienia się.

Jeśli zdecydujecie się przestrzegać tych zasad, możecie wyruszyć. Kostiumy na siebie, czepki na głowy i... hurrra! do najbliższego basenu!!!

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK

39


Zabrzmi to może dramatycznie, ale w moim życiu pojawił się mur. Wprawdzie wcale nie chciałam o nim pisać, lecz... Stało się. Z okna mojej kuchni widzę betonowy, powiem wprost, ohydny mur. Już będzie tam zawsze i na wieki... Ale zacznę od początku. Zastanawiając się nad rolą koperku i pietruszki we współczesnej kuchni (tak, tak, to bardzo poważna kwestia), zaczęłam wyszukiwać odpowiednie porównania, takie jak: koperek jest jak kropka nad „i”, jak korek do butelki, jak śmietanka do kawy, jak lukier na pączku, jak płot wokół domu... całkiem trafnie.

Tymczasem przed moim oknem pojawił się – płot z betonu. Nie, płotem nie można go nazwać. To jest mur cmentarny, ogrodzenie twierdzy, przeszkoda dla komandosów i nie wiem co jeszcze w jednym. Zastawiam się nad tym, czy wysokość murów wokół domów jest adekwatna do wysokości kont ich właścicieli albo czy, gdy ktoś posiada więcej, tym bardziej się boi. Chyba tak. Ale koperek i pietruszka są dostępne dla wszystkich, a życie z nimi jest piękniejsze i smaczniejsze, nawet po tej stronie muru.

DLA SMAKOSZY

FO T

O: S

TAN OS

TEH LIK

P.S. Po pierwsze: mur berliński został zburzony, mur chiński się sypie, a mur w strefie Gazy nigdy nie będzie dokończony – mury nie mają przyszłości... A po drugie, ZUPEŁNIE PRZYPADKOWO odkryłam, że gdy stanę na stole w kuchni, to i tak widzę, co się dzieje za murem...

Ryba w sosie koperkowym

SKŁADNIKI: węgorz, włoszczyzna bez kapusty, cebula Z ryby ściągnąć skórę, a następnie opłukać i posolić. Włoszczyznę z przekrojoną na pół cebulą, listkiem laurowym i zielem angielskim zalać zimną wodą i gotować przez około pół godziny. Do wrzącego wywaru włożyć rybę i na małym ogniu gotować około 30 min. Ugotowaną pokroić na porcje i zalać gorącym sosem koperkowym.

Sos koperkowy SKŁADNIKI: 4 łyżki drobno pokrojonego koperku, 4 dag mąki, pół szklanki śmietany, łyżeczka masła, sól Wywar z ryby przecedzić. Mąkę rozprowadzić kilkoma łyżkami wody, połączyć z wywarem i zagotować. Na końcu dodać koperek ze śmietaną i masło. MAJKA KADLEČEK

DLA DIETETYKÓW I ŻYWIENIOWCÓW

Napój pietruszkowy dr. Bukovskiego SKŁADNIKI: pęczek natki pietruszki, woda, sok z połowy cytryny, łyżeczka miodu Końcówką rozdrabniającą miksera rozetrzeć natkę z wodą. Przecedzić i osłodzić miodem, dodać sok cytrynowy. Podawać chłodzone.

ZA MIESIĄC: JESIENNY SMUTEK EGZYSTENCJALNY – CO Z NIM?

Monitor Polonijny 2005/07-08  
Monitor Polonijny 2005/07-08  
Advertisement