Page 1

czytajcie na str. 8.


Dary lasu M. WOJCIESZYŃSKA: Panie Jacku, mogę zadawać pytania? J. CYGAN: Tak, ale chcę powiedzieć, że moją ulubioną gwiazdą jest pani Grażyna Torbiczki. Niedawno zapowiadaliśmy razem koncert Rynkowskiego. Tam opowiedziałem dowcip o żebraku, który podawał się za muzyka. Żart był ilustracją relacji między sponsorem a artystą.

R. RYNKOWSKI: Nie rozumiem tego dowcipu. G. TORBICKA: Ja, prawdę mówiąc, też. M.W.: To co, robimy ten wywiad? Mogę zadawać panom pytania? R. R.: Ja sobie nie wyobrażam, że mógłbym odpowiadać na pytania razem z Jackiem. Przecież on mnie zagada!

R. R.: Nie przejęzyczyłem się. Dopóki Jacek nie przestanie żartować, nic z tego wywiadu nie będzie. G. T.: To może ja powiem dowcip á propos darów losu? Małżeństwo obchodzi 12. rocznicę ślubu. Mąż mówi: „Nie mogę powiedzieć, żeby życie było łatwe. Dziesięć lat temu tak dobrze mi szło w pracy, osiągałem sukces za sukcesem, ale firma, w której pracowałem, splajtowała. Musiałem wszystko zaczynać od początku. Po czterech latach wreszcie się odkułem, zaczęło mi się wieść, ale przyszła straszna powódź i zniszczyła nam dom. Znowu trzeba było zaczynać wszystko od początku. Kiedy wreszcie powiązałem koniec

Żebrak puka do drzwi kupca. Tamten otwiera i pyta: „Nie mówili panu, że ja nie daję jałmużny?”. Żebrak na to: „Jestem muzykiem-pechowcem, mój zespół się rozwiązał, nie mam z kim grać”. Kupiec zaciekawiony pyta: „Na jakim instrumencie pan gra?”. Ten gorączkowo myśli: „Na waltorni”. Kupiec podchodzi do szafy, otwiera ją i wyjmuje waltornię. A żebrak na to: „Mówiłem panu, że jestem pechowcem”.

J. C.: Może Pani zadawać pytania, najwyżej potem Pani sobie to potnie… M. W. (do Jacka Cygana!): Panowie długie lata współpracujecie. Ryszard Rynkowski powiedział kiedyś, że jest Pan jego darem losu. J. C.: Ja myślę, że Ryszard się przejęzyczył. Kiedyś jechaliśmy razem samochodem i przeczytaliśmy napis, który był wywieszony na „Hotelu Europejskim” w Warszawie: „Dary lasu - hotel zaprasza”.

z końcem, mam pracę, mieszkamy w małym mieszkanku, jakoś udaje się nam dotrwać do końca miesiąca, to drżę na myśl, co się znowu wydarzy jutro”. Na to odzywa się żona: „Kochanie, ale ja jestem z tobą przez całych tych 12 lat”. „No właśnie. I to jest kolejna sprawa”. J. C.: Czy ja już mówiłem, że moją ulubioną gwiazdą jest pani Grażyna Torbiczki? mw

P

FOTO: STANO STEHLIK

ierwszy dzień kwietnia to dzień żartów, postanowiłam więc przytoczyć parę dowcipów, które usłyszałam od gwiazd polskiej estrady, z którymi przeprowadzałam wywiad. Po rozmowie z Grażyną Torbicką do kawiarni, w której siedziałyśmy, przyszli Jacek Cygan z małżonką oraz Ryszard Rynkowski. Oto fragmenty tej rozmowy.

2

MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Podczas spotkań redakcyjnych, planując kolejne numery „Monitora“, zastanawiamy się, jaki temat powinien być wiodący, co uwypuklić, wzbogacić dodatkowymi materiałami. W ubiegłym roku, przed wejściem naszych krajów do Unii Europejskiej, z wyprzedzeniem zaplanowaliśmy, że w numerze majowym właśnie temu tematowi poświęcimy więcej miejsca. Sam wstęp, napisany przez pana ambasadora, był podniosły, zgodny z wyjątkowością chwili. Wówczas pojawiło się też kilka artykułów z różnych „półek”, dotyczących tego historycznego wydarzenia. Ba, nawet „Piekarnik“ był odświętny, piknikowy – z europejskimi przepisami! Ale czasami, przeglądając stare numery „Monitora“, stwierdzam, że zupełnie (no, może nie zawsze zupełnie) dominują w nich tematy niezamierzone. Zeszłoroczny numer grudniowy był „pociągowy”, ponieważ dwie autorki tekstów, niezależnie od siebie, zatytułowały swoje artykuły: „Stoi na stacji lokomotywa“ i „Wsiąść do pociągu byle jakiego…“ Tegoroczny numer marcowy był natomiast „radiowy”, bowiem zarówno w rubryce „To warto wiedzieć“, jak i w „Okienku językowym“ (co było jednak zamierzone) królowało radio. Ponadto w tym samym numerze nasza współpracowniczka z Koszyc – radiowiec, informowała o współpracy dwóch rozgłośni radiowych. W wydaniu kwietniowym, który Państwo trzymacie w ręku, prym wiodą częściowo żarty primaaprilisowe, a częściowo temat, którym ostatnio żyje cała Słowacja. Otóż program, którego pierwowzorem był wysyłany w Wielkiej Brytanii w roku 2001 „Pop Idol“, gdziekolwiek się pojawia, budzi emocje i absorbuje wielu ludzi. Tak też było w Polsce, gdzie nadawała go telewizja „Polsat” pod nazwą „Idol“. O doświadczeniach jurora (i nie tylko) polskiej edycji właśnie tego programu przeczytacie Państwo w „Wywiadzie miesiąca“, którego gościem jest Jacek Cygan. Słowacka edycja „Pop Idola“ nosi nazwę „Slovensko hľadá Superstar“, a z rubryki Co u nich słychać? dowiecie się Państwo, że Słowacja szuka idola również wśród rodzin naszych rodaków. Oprócz tego znajdziecie Państwo w tym numerze nasze stałe, ciekawe rubryki. Zachęcam do lektury. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Prima aprilis

4

Z kraju

4

ANKIETA O primaaprilisowych żartach

5

Komunia święta na rękę

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

6

CO U NICH SŁYCHAĆ? Bajkowy świat

8

WYWIAD MIESIĄCA Jacek Cygan: Dary losu

10

Do góry nogami

12

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Jacek Cygan

14

KINO-OKO Režisér „Wesela“ v Bratislave

15

TO WARTO WIEDZIEĆ Długi cień Jałty

16

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Kto zabił?

18

OKIENKO JĘZYKOWE Państwo w państwie

19

DYPLOMACJA I NIE TYLKO Tym razem będzie o napojach alkoholowych 20 OGŁOSZENIA

21

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY 22 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Najnowsze informacje dla dzieci

23

PIEKARNIK Przemęczenie wiosenne

24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Irena Malec, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

KWIECIEŃ 2005

3


Prima aprilis P

rzemarsz małolatów, przebranych za najróżniejsze postaci, zamiana klas, a jeszcze lepiej – zamiana ról: uczniowie „wyrywają“ do tablicy nauczycieli, przepytują, stawiają stopnie. Pamiętacie to Państwo? Tak, tak, to wspomnienie prima aprilis z lat szkolnych. W ten jeden dzień wolno wszystko, no, prawie wszystko… W czasach, kiedy stacje telewizyjne prześcigają się w pomysłach, jak najsprytniej kogoś nabrać (najlepiej jakiegoś VIPA), zrobić mu żart, czasami przysparzający o zawrót głowy czy ból serca (niektóre żarty są przecież na granicy wytrzymałości ludzkiej), staliśmy się jakoś bardziej leniwi w wymyślaniu oryginalnych pomysłów, które mogłyby rozweselić życie nam i innym. „Tego rodzaju humor to odzwierciedlenie stanu naszego społeczeństwa“ – ocenia w rozmowie z „Monitorem Polonijnym” słowacki humorysta Stano Radič. „To uproszczenie, bowiem humor podany jest jak na talerzu. Brak tego bardziej wysublimowanego, skrzętnie zapakowanego, którego

LISTA FUNKCJONARIUSZY milicji i tajnych służb PRL, agentów i kandydatów na agentów z nieprawdopodobną liczbą 240 tys. nazwisk krąży po Internecie. Skopiował ją z archiwów IPN Bronisław Wildstein i rozdał znajomym dziennikarzom. „Muszę potwierdzić: nielegalnie skopiowano z komputera IPN wykaz tzw. jedynek, czyli funkcjonariuszy, tajnych współpracowników i kandydatów na TW z lat 1945-1989” – przyznaje prof. Andrzej Frisz4

samo rozpakowywanie stanowi zabawę“ – dodaje. Jego zdaniem okres nieskomplikowanych form humoru trzeba przeczekać, dopóki ludzie się nimi nie nasycą, by zatęsknić za czymś bardziej wykwintnym. A gdzie w nas podział się młodzieńczy humor? Chęć spłatania komuś niewinnego psikusa? Większość osób, pytanych przeze mnie i naszą redakcyjną koleżankę, przytaczała przykłady dowcipów primaaprilisowych z czasów szkolnych. „Nie pamiętam, żeby mnie, dorosłego człowieka, ktoś nabrał 1 kwietnia. To przywilej czasów szkolnych – wspomina Radič – ale w naszej branży, humorystów, panuje tendencja świętowania prima aprilis przez cały rok.

ke, członek Kolegium IPN. Kierownictwo „Rzeczpospolitej” zwolniło dziennikarza z pracy. Niemal połowa (49 proc.) respondentów pozytywnie ocenia dotychczasową działalność IPN. Co czwarty (26 proc.) badany ma obojętny stosunek do jego działalności; 10 proc. wyraża się o niej krytycznie, a 15 proc. nie potrafiło zająć stanowiska w tej kwestii.

Według CBOS – pozytywny stosunek do opublikowania

Podobnie jest u nas w rodzinie. Gdy komuś się zdarzy jakaś wpadka językowa czy inny lapsus, mamy się z czego śmiać przez kilka dni, przypominamy sobie to i ciągniemy żart dalej“. Ponieważ mieszkamy na Słowacji i reagujemy na wydarzenia w tym kraju, udziela się nam humor Słowaków. A z czego śmieją się Słowacy? „To najczęściej samoironia“ – ocenia Radič. „Jak komuś z nas uda się osiągnąć sukces, od razu znajdziemy jakieś powody, żeby to spłycić i śmiać się z danej osoby. Z drugiej strony wciąż bawią nas sprawy polityczne, a patrząc na wyniki wyborów, jestem przekonany, że mamy wyraźne poczucie humoru“. W oczach Słowaków Polacy są narodem, który umie się śmiać i bawić. „W czasie, gdy pracowałem w Słowackim Radiu, często zachwycałem się językowymi żartami np. Sławomira Mrożka“ – wspomina Radič. I choć nie zna polskich humorystów osobiście, zdradził, że od dawna jego marzeniem jest stworzenie eurokabaretu. „Byłaby to reprezentacja naj-

„listy Wildsteina” wyrażają zwolennicy lustracji (59 proc.), natomiast jej przeciwnicy (62 proc.) oceniają ten fakt negatywnie. Z badań wynika też, że co trzeci Polak (30 proc.) chce upublicznienia materiałów, stanowiących zawartość archiwów IPN, ale dopiero po wstępnej weryfikacji – bez podawania informacji dotyczących spraw osobistych. GDYBY WYBORY odbyły się w marcu, wygrałaby je Platforma Obywatelska, uzyskując 22% głosów (5% mniej niż w lutym). Kolejne miejsca zajęłyby: Samoobrona 17% (+1%), Liga Polskich Rodzin 15% (+5%), Prawo i Sprawie-

dliwość 14%, Sojusz Lewicy Demokratycznej 7% (-1%), Partia Demokratyczna 6%, Polskie Stronnictwo Ludowe 5% (-1%), Socjaldemokracja Polska 3% (-1%), Unia Pracy 3%. W marcu PO zdobyłaby 130 mandatów, Samoobrona – 90, LPR – 83, PiS – 72, SLD – 35, PD – 30, a PSL – 20. Badania przeprowadził PBS 5 i 6 marca na zlecenie „Rzeczpospolitej”. SZEF SLD, Józef Oleksy, powiedział dziennikarzom, że możliwe jest, iż Sojusz opowie się za przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych nawet wcześniej niż w czerwcu. Pytany przez dziennikarzy, czy jest MONITOR POLONIJNY


lepszych satyryków z krajów sąsiadujących ze Słowacją“ – wyjaśnia nasz rozmówca. Humor tego rodzaju przedsięwzięcia powinien mieć charakter międzynarodowy. „To taki humor, który nie zagłębia się w detale i wewnętrzne problemy tych krajów, ale humor uniwersalny, rozumiany przez wszystkich“ – twierdzi Radič. „Jeśli cały świat zna Jima Carreya, to dlaczego nie mielibyśmy się śmiać z dowcipów naszych sąsiadów?“. No cóż, to, że śmiech to zdrowie, wiemy wszyscy. Nie wszyscy jednak o tym pamiętamy, więc może tym artykułem nastroimy Państwa primaaprilisowo? A może dzięki niemu zyskacie Państwo całoroczny dystans do życia? Tymczasem uważajcie Państwo, by nie uwierzyć dziennikarskim kaczkom, tak jak, bodajże dwa lata temu, zrobili ci, którzy poważnie podeszli do informacji podanej przez Telewizję Polską, że w każdym zaparkowanym samochodzie na przedniej szybie należy zostawiać dowód rejestracyjny samochodu… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA możliwe, że zaplanowana na 12 marca Rada Krajowa Sojuszu zmieni swoje dotychczasowe stanowisko (w sprawie terminu wyborów), odpowiedział: „Wszystko jest możliwe”.

W NIEDZIELĘ, 27 lutego br., w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się konwencja ‘demokraci.pl’, podczas której Władysław Frasyniuk, Tadeusz Mazowiecki oraz Jerzy Hausner zapowiedzieli powstanie nowej politycznej formacji, która przyjmie nazwę Partia KWIECIEŃ 2005

ANKIETA

W

O primaaprilisowych żartach

poniższej ankiecie przedstawiamy przygody, które przydarzyły się naszym czytelnikom na prima aprilis.

Ivana Juríková W liceum, na lekcji matematyki (przedmiot ten przysparzał mi sporo problemów) pojawiła się nasza nauczycielka, którą przezywaliśmy Pipi Langstrumpf, ponieważ nosiła kolorowe rajstopy. Najwyraźniej nie miała daru tłumaczenia, o co chodzi w tym przedmiocie, bo, niestety, za pieniądze naszych rodziców, musieliśmy brać korepetycje, by zgłębić tajniki matematyki. Również i tego dnia prowadziła zajęcia w taki sposób, że nic nie rozumieliśmy. Pod koniec lekcji kazała nam wyjąć karteczki i zapowiedziała, że sprawdzi, czy uważaliśmy na zajęciach i ile zrozumieliśmy. Kiedy podeszła do tablicy, struchleliśmy w oczekiwaniu na zadania. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na tablicy przeczytaliśmy napis: PRIMA APRILIS, MOI DRODZY!

Jana Fikejsová Pewnego razu, jeszcze w czasach, kiedy chodziłam do liceum, przebrałyśmy się z moją koleżanką w mundury kolejarskie, które wisiały u nas w domu, ponieważ mój tato jest kolejarzem. Zabawa się

Demokratyczna. Deklarację programową „Rozwój przez demokrację” podpisało już ponad 170 osób z całej Polski. PREMIER MAREK BELKA zapowiedział, że misja jego rządu zakończy się 5 maja 2005 r. W tym dniu ma też odbyć się głosowanie nad wnioskiem o samorozwiązanie Sejmu. W przypadku nieuzyskania większości 2/3 głosów Sejm nie skróci swojej kadencji. W takiej sytuacji przewiduje się, że premier poda się do dymisji, co może mieć wpływ na wcześniejsze wybory parlamentarne. „GAZETA WYBORCZA” doniosła, że Polska jest światowym

zaczęła, gdy wsiadłyśmy do tramwaju: po prostu prosiłyśmy pasażerów, aby pokazali nam bilety do kontroli. Ludzie zaczęli posłusznie wyciągać bilety z toreb czy z kieszeni, ale niektórzy nie mieli biletu. I tu zaczęła się prawdziwa zabawa, ponieważ ze strachu niektórzy zaczęli wyciągać pieniądze z portfeli. Wtedy nie wytrzymałyśmy ze śmiechu i zdradziłyśmy, że nie jesteśmy kontrolerami. Okazało się, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że mamy na sobie mundury kolejarskie. Niektórzy zaczęli się śmiać, bo przypomnieli sobie, że to prima aprilis, niektórzy byli zdenerwowani, psioczyli pod nosem, pewnie dlatego, że tak łatwo dali się nabrać… My bawiłyśmy się świetnie.

Iza Wójcik Największe zaskoczenie przeżyłam, gdy moi kuzyni zamienili mi kubek do herbaty. W domu mojej babci były dwa takie same: jeden, mój ulubiony, w którym piłam herbatę, i drugi – w którym babcia trzymała sztuczne zęby. IVANA JURÍKOVÁ

liderem autogazu – ma najwięcej stacji sprzedaży tego paliwa, a pod względem liczby aut napędzanych gazem ustępuje tylko Korei Południowej.

PREZYDENT ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI nie stawił się przed komisją śledczą ds. PKN Orlen. „Odmawiam uczestnictwa w politycznej awanturze” – oświadczył prezydent. Ponadto zapowiedział, że nie stawi się również na ewentualne wezwania innych komisji śled-

czych. „Odmawiam, bowiem mamy do czynienia z grą polityczną, w której nie mogę i nie mam prawa uczestniczyć” – zaznaczył. ZDZISŁAW BEKSIŃSKI, jeden z najbardziej znanych polskich artystów, został zamordowany 21 lutego br. Zajmował się fotografią, rysunkiem, rzeźbą, a także grafiką komputerową. Najpełniej jednak wypowiadał się w malarstwie. Urodził się 24 lutego 1929 r. w Sanoku. Opracował RADOSŁAW ŁACH na podstawie portalów: onet.pl, wp.pl, pap.pl, gazeta.pl, oraz strony Partii Demokratycznej: www.demokraci.pl 5


Komunia święta na rękę

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO POD

P

rymas Polski zezwolił na udzielanie komunii na rękę w archidiecezji warszawskiej, począwszy od Wielkiego Czwartku, czyli od 24 marca br. Kardynał Józef Glemp podał jednak trzy warunki, które musi spełniać wierny, aby przyjąć komunię w ten sposób: musi być bierzmowany, właściwie ułożyć ręce oraz „bardzo kochać Pana Jezusa”. Ta decyzja wzbudziła bardzo duże kontrowersje w polskim środowisku, przywiązanym do tradycji. Obawia się ono, że taki sposób udzielania komunii przyczyni się do umniejszenia godności Eucharystii, może być przyczyną profanacji i nie jest zgodny z tradycją Kościoła. Jednak właśnie tradycja Kościoła ukazuje, że na początku chrześcijaństwa przystęp do Eucharystii był o wiele szerszy – nie był zastrzeżony jedynie kapłanom. Hagiografia przywołuje św. Tarsycjusza, młodego męczennika z III wieku, który nie pozwolił wydrzeć sobie komunii świętej, którą niósł uwięzionym współwyznawcom. Święty ten był świeckim młodzieńcem, który pełnił rolę akolity, roznoszącego komunię chorym i więźniom. W czasach starożytnych zwyczaj zabierania do domów i przechowywania w nich Eucharystii był, wedle wielu źródeł, dość powszechny. Dzięki temu komunię można było przyjmować nie tylko podczas niedzielnej liturgii, ale i każdego dnia. Źródła wspominają też o praktyce przyjmowania komunii na rękę. Z przyjęciem świętej hostii w taki sposób związane były też głębokie treści duchowe i teologiczne. Słynne jest świadectwo pozostawione przez św. Cyryla z Jerozolimy, który w IV w. pouczał nowo ochrzczonych: „Podchodząc, nie wyciągaj płasko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw dłoń lewą lub prawą, niby tron, gdyż masz przyjąć Króla: do wklęsłej dłoni przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz »Amen«. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. Bowiem, co by spadło na ziemię, byłoby stratą jakby części twych członków. Bo czyż nie niósłbyś złotych ziarenek z największą uwagą, by ci żadne nie zginęło i byś nie poniósł szkody? Tym bardziej winieneś uważać, żebyś nawet okruszyny nie zgubił z tego, co jest o wiele droższe od złota i innych szlachetnych kamieni”. Zwyczaj ponownego przyjmowania komunii na rękę rozpowszechnił się po II Soborze Watykańskim. Bardzo szybko przyjęły go Kościoły w Europie zachodniej. W Polsce i na Słowacji, gdzie dostęp do dokumentów soborowych w latach sześćdziesiątych był utrudniony, niektóre reformy liturgiczne były przyjmowane o wiele wolniej. Obecne zarządzenie prymasa Polski również nie obowiązuje w całej Polsce, ale jedynie w archidiecezji warszawskiej, czyli właściwie na terenie Warszawy i najbliższych okolic KS. JERZY LIMANÓWKA Na podstawie KAI 6

SCHLOSS MARCHEGG

FOTO: STANO STEHLIK

P

ierwszego maja ubiegłego roku, w chwili wejścia Polski i Słowacji do UE dziennikarze Polskiego Radia Kraków i Słowackiego Rozhlasu przeprowadzili bezpośrednie relacje z przejścia granicznego Hyžne – Trstena. Po roku, na miejsce spotkania wybrany został Słowacki Raj – miejsce tłumnie odwiedzana przez polskich turystów podczas majowego weekendu. Co zmieniło się przez ten rok w naszych regionach – Małopolsce i województwie koszyckim? Jakie są obecnie „unijne” kontakty i relacje pomiędzy przedsiębiorcami, samorządami oraz obywatelami Polski i Słowacji? O tym rozmawiać będą dziennikarze dwóch regionalnych rozgłośni w miejscowości Podlesok, w pięknej scenerii Parku Narodowego. Wspólnie z dziennikarzami Radia „Regina” w Koszycach przedstawią zabytki architektury i przyrody, świadczące o wspólnym dziedzictwie kulturowym obszaru Karpat. W kwietniu na stronie internetowej www.radiokrakow.pl będzie przedstawiona relacja z tego spotkania. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS

U

lica Oświęcimska w Trenczynie to jedyna ulica nosząca tę nazwę na Słowacji. Niektórzy jej mieszkańcy zapowiedzieli zbiórkę podpisów pod petycją o przemianowanie jej na Orawską, argumentując, iż nie chcą mieszkać przy ulicy „przypominającej miejsce ogromnej tragedii”. Władze miasta zapewniły polskiego ambasadora – Zenona Kosiniaka-Kamysza, który osobiście udał się do Trenczyna, iż „zmiana nazwy ulicy jest nie do przy-

jęcia”. „Nie ma takiej możliwości; byłoby to splamienie pamięci ofiar holokaustu” – powiedział prezydent miasta Branislav Celler. „Przekonywałem ich, że zmiana nazwy ulicy upamiętniającej miejsce tragedii nie jest rzeczą normalną. W Polsce w każdym mieście są ulice np. upamiętniające śmierć 800 tysięcy warszawskich powstańców. Gdyby przyjąć argumentację pomysłodawców petycji, to place i ulice noszące nazwę SłowaMONITOR POLONIJNY


WÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• rugi rocznik Workshopu artystów „Spisz Art 2004”, zorganizowany przez Klub Polski Region Koszyce, przyniósł konkretne wyniki. Jak Państwo już czytaliście na łamach „Monitora Polonijnego”, wystawa była prezentowana w kilku miastach na Słowacji i w Polsce: w listopadzie 2004 r. w Galerii „Rotunda” ŠÚV w Koszycach podczas Dni Kultury Polskiej na Słowacji, w grudniu 2004 r. w Galerii „Rakoczy” - Dom Węgierski w Rożniawie, w styczniu 2005 r. w Galerii „PX Centrum” w Povażskiej Bystrzycy, a w lutym w Galerii TPSP „Przy Bramie” w Lublinie. Obecnie jest prezentowana w Galerii WSIZ w Rzeszowie. Stamtąd wystawa powędruje do

Austrii i będzie gościć w malowniczym miejscu Schloss Marchegg, gdzie efekty Workshopu „Spisz Art” będą mogli poznać nasi południowi sąsiedzi. Wernisaż odbędzie się 22.04. o 17 godz. Z Austrii wystawa powróci do Polski, gdzie czekają na nią kolejne galerie. Liczni goście, którzy ją obejrzeli, oraz ich reakcje na wystawione dzieła upewniły mnie, że przyjęta koncepcja prezentowania przedstawicieli sztuki współczesnej w tej części Europy i w takiej formie jest dobrą formułą, co mnie jako kuratora i organizatora satysfakcjonuje i cieszy. TADEUSZ ZDZISŁAW BŁOŃSKI kurator i organizator

M

Fundusz udzieli stypendiów 32 doktorantom z Ukrainy, pragnącym kontynuować naukę w krajach Grupy Wyszehradzkiej. Wysokość stypendium wynosi 5.000 euro rocznie. Ponadto wyższa szkoła, która przyjmie stypendystę, otrzyma od Funduszu 3.000 euro. Bliższe informacje są dostępne pod adresem www.visegradfund.org Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki założony został w czerwcu 2000 roku przez cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej. Jego celem jest wspieranie wspólnych projektów kulturalnych, naukowych i edukacyjnych oraz wymiany młodzieży, współpracy transgranicznej i promocji turystyki. W 2004 roku Fundusz wsparł 272 projekty na kwotę 2,1 mln. euro

iędzynarodowy Fundusz Wyszehradzki z siedzibą w Bratysławie rozpoczął realizację specjalnego programu stypendialnego dla ukraińskich studentów podyplomowych. Do 25 kwietnia kandydaci mogą składać wnioski o wsparcie swoich studiów w dowolnej państwowej wyższej szkole w krajach Grupy Wyszehradzkiej (Republika Czeska, Polska, Słowacja, Węgry). „Ukraina jest sąsiadem państw wyszehradzkich i jednocześnie naszym ważnym partnerem. Ten program jest wyrazem wsparcia krajów Grupy i Funduszu dla pozytywnych zmian, zachodzących na Ukrainie“ – powiedział Andrzej Jagodziński, Dyrektor Wykonawczy Funduszu.

ckiego Powstania Narodowego należałoby zmienić na np. Zieloną, bo tak brzmi i kojarzy się przyjemniej” – powiedział Kosiniak-Kamysz. Z pomysłu zbiórki podpisów pod petycją o zmianę nazwy ulicy wycofują się już i jego pomysłodawcy. „Żadnej petycji nie będzie” – uznał Frantiszek Jarosz, który pierwszy zaproponował zmianę nazwy ulicy z Oświęcimskiej na Orawską. dw KWIECIEŃ 2005

W

listopadowym numerze „Monitora“ informowaliśmy Państwa, że Klub Polski czekają zmiany, bowiem prezes Klubu z przyczyn zawodowych nie będzie mogła pełnić swojej funkcji. Do końca roku miało być znane nazwisko nowego prezesa polskiej organizacji. W związku z tym, że do dziś to nazwysko nie jest znane, redakcja postanowiła sprawdzić, jaki jest obecny stan rzeczy i przygotować materiał na ten temat. Ów materiał powstał, ale ponieważ zostały w nim postawione pytania, na które kierownictwo Klubu nie odpowiedziało, postanowiliśmy na razie go nie publikować. Być może planowany na 23 kwietnia kongres Klubu (o którym poinformowała nas p. Jola Bednarčik) odpowie na owe pytania. Wiemy, że los polskiej organizacji nie jest naszym Czytelnikom obojętny, bowiem w dniu zamknięcia kwietniowego numeru „Monitora“ wpłynęły do nas listy z pytaniami dotyczącymi działalności klubu. W następnym numerze postaramy się przynieść bliższe informacje. mw

FOTO: TADEUSZ BŁOŃSKI

D

W

US Steel Koszyce odbyła się wystawa naszej koleżanki z Koszyc – Zdenki Zaborskiej-Błońskiej, zatytułowana „Dzienniki”. Wystawę mogli obejrzeć koneserzy sztuki pod koniec lutego i w marcu br. Regionalna prasa oceniła ją wysoko, chwaląc autorkę. mw 7


Bajkowy świat M

Czytanie bajek do poduszki Jak większość Polek mieszkających na Słowacji osiadła w Bratysławie, ponieważ wyszła za mąż za Słowaka. „Po skończeniu liceum plastycz-

8

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

agiczne miejsce, które każde dziecko chętnie odwiedza, to Teatr Lalek – niezapomniane przeżycia, pierwsze obcowanie ze sztuką. Mało kto podczas przedstawienia zastanawia się, ile trwa przygotowanie widowiska. A proces powstawania lalek? Drewniane kukiełki, żyłki, sznurki, lalki ze smutnym wyrazem twarzy, lalki z uśmiechem… Cały sztab ludzi pracuje nad tym, by widz znalazł się w świecie fantazji. Nad taką grupą ludzi, tworzących przedstawienia w bratysławskim Teatrze Lalek, czuwa Beata Westrych-Zázrívec – Polka z Krosna.

nego chciałam studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Toruniu, nie dostałam się, wyjechałam więc do pracy do fabryki szkła w Bratysławie, by w ten sposób zdobyć punkty na studia” – wspomina Beata. Miłość zdecydowała o jej dalszym losie. Ślub, narodziny córeczki, urlop macierzyński spowodowały, że już nie walczyła o indeks na uczelnię. „Jestem zadowolona ze swojego życia, realizuję się zawodowo, ale jedyna rzecz, której żałuję to to, że nie poszłam na studia” – mówi Beata. Po urlopie macierzyńskim startowała w konkursie na stanowisko artysty rzeźbiarza w Teatrze Lalek. Wygrała. Z teatrem jest związana od 20 lat, 5 lat temu awansowała na stanowisko kierownika produkcji. Ma na swoim koncie wiele przedstawień i mnóstwo wyrzeźbionych postaci z bajek. „Do snu czytam sobie bajki, bo żeby stworzyć wier-

ną postać, trzeba ją naprawdę poznać” – wyjaśnia Beata. To trudna praca, czasami trwa tygodniami, wymaga precyzji w rękach. „W moim zawodzie nie mogę sobie pozwolić na długie paznokcie, pokaleczone ręce często zdobi plaster” – mówi z uśmiechem. Lubi dzieci i tworzy z myślą o nich. „Pamiętam swoje pierwsze przedstawienie, wyraz twarzy dzieci, które siedziały na widowni” – wspomina Beata i wyjaśnia, że pracownicy muszą chodzić na premiery i próby generalne z udziałem widzów. „To zupełnie inny świat – ten z kurtyną i reflektorami. Na scenie nasze kukiełki zupełnie inaczej się prezentują niż w pracowni” – ocenia. Cieszy się, że może nieść radość małym ludziom. Ona, jako dziecko, nie miała możliwości odwiedzania teatru lalek, ponieważ w jej mieście taki nie istniał.

Co u nich

słychać?

MONITOR POLONIJNY


Drewniany świat Jej lalki „występują” nie tylko w bratysławskim teatrze – na zamówienie robiła drewniane postaci do włoskiego filmu czy do wiedeńskiego prywatnego muzeum lalek. „To jest Rubens. Aby mógł powstać, przeglądałam różne materiały, żeby wiedzieć, jak wyglądał, jak się ubierał” – opisuje, pokazując figurkę. „Niektóre postaci tworzę na podstawie szkiców czy portretów, które pozostały po tych osobach”. Rzeźbienie w drewnie wymaga precyzji i cierpliwości. „Postać z gipsu można poprawić, jak się coś nie uda, w drewnie takiej możliwości nie ma“ – wyjaśnia nasza bohaterka. Teraz planuje stworzenie w Bratysławie małego muzeum lalek.

Słowacka Superstar „Kiedyś, gdy wracaliśmy z mężem i córką z Wiednia samochodem, poprosiłam Monikę, żeby zaśpiewała, by czas się nie dłużył” – wspomina Beata. „Zdziwiłam się, że nawet ładnie śpiewa, a przecież ani ja, ani mąż nie mamy zdolności muzycznych”. Córka miała wtedy 18 lat. Dwa lata później słowacka publiczność zaczęła śledzić program „Slovensko hľadá SuperStar”. Również Beata z mężem siedzieli przed telewizorem, śledząc losy uczestników programu. Wśród nich była ich córka. Byli zdziwieni, że wystartowała w słowackiej edycji „Idola”, tym bardziej, że, jak twierdzi Beata, córka w domu nigdy nie śpiewała. „Zgłosili ją znajomi, a ona, ponieważ jest bardzo aktywna, chciała spróbować swoich sił” – mówi Beata. KWIECIEŃ 2005

Przeszła eliminacje, później znalazła się w pięćdziesiątce młodych talentów słowackich. Do dziesiątki najlepszych się nie dostała, ale była w piątce rezerwowych, z których wybierano jedenastą osobę do finału. Niestety, Moniki nie wybrano, ale jej pojawienie się w programie spowodowało, że zaczęła dostawać propozycje nagrań i pracy w mediach. „Chcieliśmy, żeby córka miała dobrą przyszłość. Choć przejawiała zdolności plastyczne, wybrała szkołę handlową, w której szkoliła znajomość języków – wyjaśnia Beata – ale kto wie, jak bardzo występ w tym programie zmieni jej przyszłość?”.

ny) musiała się nauczyć samodzielności. „To procentuje w moim życiu zawodowym, ponieważ, przygotowując cztery przedstawienia rocznie, muszę odpowiednio gospodarować pieniędzmi, których na sztukę wciąż brakuje”. Jest zadowolona ze swojej drogi życiowej. Sumiennie obiecuje sobie, że będzie częściej mówić po polsku, żeby nie wypaść z wprawy. „Teraz moja córka lepiej mówi po polsku, więc postanowiłyśmy, że w soboty będziemy mówić tylko po polsku”. Beata często wysyłała córkę na wakacje do Polski, gdzie u babci, wraz z dziećmi siostry, doskonaliła ten język. Nasza rozmówczyni zdradza też, że Monika ma dużą motywację do mówienia po polsku – ma chłopaka z Polski… MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Polskie drogi Na myśl o swoich początkach na Słowacji Beata się uśmiecha i twierdzi, że z dala od swojej rodziny, od rodziny męża (pochodzącego z Żyli9


WYWIAD MIESIĄCA Niedawno, w wywiadzie dla naszego pisma, Maryla Rodowicz powiedziała, że, wybierając piosenki do swojego repertuaru, zwraca uwagę przede wszystkim na to, czy ma ona dobry tekst, potem dopiero wymieniła drugie kryterium – melodyjność. Jak Pan, autor tekstów do wielu znanych przebojów, zapatruje się na to? Piosenka jest jakąś wspólną magiczną jednością kilku bytów: tekstu, muzyki, ale dopóki nie ma w niej emocji wykonawcy, jest martwa. Ostatnio, gdy byłem na koncercie Ryszarda Rynkowskiego w filharmonii i usłyszałem, jak zaśpiewał naszą wspólną piosenkę „Intymnie”, zrozumiałem, że dopiero magiczne połączenie tekstu, muzyki, aranżacji, klimatu i emocji artysty tworzy piosenkę. Czy, aby napisać dobry tekst, musi Pan znać osobę, która ten tekst będzie interpretować? Od lat już nie piszę dla osób, nazwijmy to, z zewnątrz. Aby wyrazić kogoś swoimi słowami, potrzebna jest znajomość jego osobowości, psychiki, spojrzenia w oczy. Czasem robię wyjątek dla młodych ludzi, bo sądzę, że należy im pomóc, ale ostatnio zdarza mi się to coraz rzadziej. Kiedyś Ryszard Rynkowski powiedział, że jest Pan jego darem losu. Co Pan na to? Spotkanie ludzi to przeznaczenie. Wszystko jedno, jak to nazwiemy, czy darem losu, czy szansą od losu. Dla mnie spotkanie z Ryszardem to szansa robienia czegoś wspólnie. Pisząc tekst, posiłkuję się energią, która jest w jego muzyce. Czasami bywa tak, że wieczorem coś napiszę i uważam się za 10

Jacek Cygan: Dary losu Ma

dar opowiadania, kreślenia scen z życia do tego stopnia, że człowiek czuje się, jakby był w samym centrum opisywanego wydarzenia. Jego opisy sytuacji są tak sugestywne, że podczas rozmowy z nim niemalże byłam obecna przy odrapanym taborecie w mieszkaniu państwa Cyganów, kiedy to gościli po raz pierwszy u siebie Ryszarda Rynkowskiego. Nic dziwnego – Jacek Cygan ma dar operowania słowem. Wszyscy znamy teksty jego piosenek i nucimy je, czasami może nawet nie wiedząc, że to on jest ich autorem. Tak jak z przyjemnością słuchałam jego puent w trakcie edycji polskiego „Idola“, tak z przyjemnością przeniosłam się razem z nim do świata polskiej piosenki. geniusza (człowiek w nocy ma inną percepcję). Rano już mi się to trochę mniej podoba i dopiero jego wykonanie na scenie jest kwintesencją naszej współpracy. Pamiętam występ Raszarda w Opolu w 1989 roku, podczas wieczoru premier, który Ryszard wygrał naszą piosenką „Wypijmy za błędy”. Padał wówczas deszcz, Ryszard za chwilę miał wyjść na scenę, ale koleżanki Halina Frąckowiak i Ala Majewska nie mogły go znaleźć. Okazało się, że on spacerował w deszczu. Zaczęły go prosić, żeby wrócił do garderoby, obawiały się, że deszcz zniszczy jego kostium. Ryszard im na to odpowiedział: „Jacek mi kazał być człowiekiem z ulicy”. Dziś, każdy, kto obejrzy ten występ Rysia z Opola, zauważy krople deszczu na ramionach i na kapeluszu. Jak doszło do współpracy między panami? Nieraz jest tak, że człowiek wie, że ktoś istnieje, ale nigdy się z nim nie spotka. My z Ryszardem wiedzieliśmy o swoim istnieniu, ale spotkaliśmy się dopiero w 1988 roku przed Salą Kongresową. Zostałem tam zaproszony przez Stasia Sojkę, który śpiewał utwór z moim tekstem. Był tam też Ryszard, którego mi przedstawił Stasiu. Zaprosiłem go do nas do domu. Rozmawialiśmy w naszym

małym pokoiku –19 metrów (przy czym całe mieszkanie miało 30 metrów), gdzie były 4 fotele, 3 szafy, 2 łóżka. Spotkanie odbywało się przy taborecie, na którym stanęły szklane elementy do integracji. I przy tym drewnianym, odrapanym taborecie, przykrytym jakąś serwetką, debatowaliśmy nad przyszłością. Taki był powrót na scenę „nowego” Ryszarda Rynkowskiego? To były początki. Po naszym spotkaniu Ryszard napisał 5-6 utworów. Ustaliliśmy, który jest najważniejszy. Wybraliśmy ten, który znacie Państwo jako „Wypijmy za błędy”. Przez bardzo długi czas nie mogłem znaleźć klucza do tej piosenki. Ryszard przyniósł muzykę w grudniu, a tu minął styczeń, luty… Ponieważ zgłosiliśmy Rysia do Opola, zbliżał się termin nadesłania piosenki do konkursu, a tu… nic – tekstu nie było. I w pewnym momencie wpadło mi do głowy to: „czego może chcieć od życia taki gość jak ja?”. To początek piosenki. Jaki to jest uniwersalny tekst przekonałem się wiele razy. Kiedyś w restauracji „Zacisze” w Krynicy usłyszałem przy stoliku, jak dwóch podchmielonych facetów mówiło do siebie: „Czego może chcieć od życia taki gość jak ja?”. Od tego „Wypijmy za błędy” MONITOR POLONIJNY


Czym są dla Pana sukcesy piosenek z Pańskimi tekstami, wspomnę tu chociażby drugie miejsce Edyty Górniak na festiwalu Eurowizji za „To nie ja byłam Ewą”? Nagrody dodają wiary w to, co się robi, dodają siły do dalszej pracy. Człowiek jest próżny, lubi być doceniany. Muszę się pochwalić, mam nawet „Bratysławską Lirę”, zdobytą w 1995 roku. Wracając do Eurowizji, to była wyjątkowa sytuacja – pierwsza prezentacja Polski na Eurowizji. Konkurs ten oglądałem przez wiele lat w telewizji, jeszcze jako dziecko. Pamiętam papierową marionetkę – symbol Eurowizji – którą nawet opisałem w tekście tej piosenki. Eurowizja z udziałem Edyty była dużym przeżyciem, a życie człowieka składa się z różnych przeżyć: pozytywnych i negatywnych. To było pozytywne! W czasach socjalizmu znaliśmy artystów z bloku socjalistycznego, dziś o nich się nie mówi, nie prezentuje, przeciętny Polak nie zna słowackiej sceny muzycznej i odwrotnie. Czy były to lepsze czasy do nawiązywania współpracy sąsiedzkiej na polu muzycznym? Nie sądzę, ta współpraca istnieje. W zeszłym roku napisałem 4 polskie teksty dla Helenki Vondráčkovej, byłem razem z nią w studiu kilka dni, kiedy nagrywała te utwory. Poczytuję sobie za wielki zaszczyt, że niektóre piosenki z naszej płyty z Ryszardem Rynkowskim nagrała Hanka Zagorová.

Gratuluję. To, o czym Pan mówi, chyba jednak wypływało ze współpracy nawiązanej w „tamtych” czasach, a ja myślę o sytuacji obecnej, o kolejnych pokoleniach, które o sobie nic nie wiedzą. Nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy zrobili miesiąc piosenki polskiej w Bratysławie i odwrotnie – słowackiej w Polsce. W tym samym czasie. To musiałaby być akcja, która miałaby wsparcie w naszych mediach, bo bez tego nie ma szans. Sprzedaję pomysł! Na Słowacji dobiega końca pierwsza edycja Idola (Slovensko hľadá superstar), w Polsce po raz czwarty młodzi ludzie będą walczyć o tytuł Idola. Pan zasiadał w jury. Proszę powiedzieć, na czym polega siła i sens tego programu? Idol daje utalentowanym ludziom szansę, możliwość pracy.

Weźmy przykład Szymona Wydry, który już wcześniej grał ze swoim zespołem, ale nikt ich nie znał, więc i zainteresowanie było słabe. Idol go wylansował, Szymon dostał się do trójki najlepszych i teraz gra 200 koncertów rocznie – ten chłopak zrywa sobie paznokcie do krwi. Najważniejsza jest nie sława, ale szansa pracy, zaistnienia, a Idol taką szansę daje. Można ją wykorzystać albo zmarnować. Występ w programie Idol przynosi sławę, popularność i to nie tylko biorącym udział w konkursie, ale też jurorom. Mnie to w ogóle ani ziębi, ani grzeje. Ja byłem wcześniej popularny – prowadziłem program Dyskoteka pana Jacka, który oglądało 12 milionów widzów, a chyba w 1989 roku byłem na 2. miejscu, jeśli chodzi o oglądalność. Z żoną robiliśmy ponadto relacje z Teatru Wielkiego, z Sali Kongresowej czy z Sopotu. Pamiętam, jak w 1990 roku w Operze Leśnej zorganizowaliśmy konkurs dla młodzieży, który ogłoszono w telewizji – każdy mógł przyjechać i być przesłuchanym. 14

FOTO: STANO STEHLIK

zaczął się zupełnie inny Ryszard, różniący od tego w białym garniturze z „Bananowego songu”.


Grunt to dobra ochrona

Weź swoje dziecko ze sobą do pracy

Tak się teraz jeździ ze Słowacji do Polski…

Czesi – na wniosek sprzedawców warzyw - wprowadzili nowy banknot

A tak się wraca z Polski na Słowację…

ało się w głowie

DOGÓRYNOGAMI

SPONSORZY


W zdrowym ciele zdrowy duch Na podstawie RAP opracowali Bolek&Lolek Ruszyła promocja nowej pasty do zębów

Pan doktor pozwolił mi na jedną lampkę alkoholu dziennie…

Pilot jednego z nowych członkowskich państw NATO właśnie wsiada do nowozakupionego tzw. „niewidzialnego“ bombardera F22

Wyjaśniło się, dlaczego Mikołaje są czerwone

Szwedzi wprowadzili nowy model EKG

Niektórym poprzewra


Ci młodzi ludzie stawali na deskach opery, gdzie występowali Charles Aznavour, Anna German, Ewa Demarczyk! Przesłuchiwaliśmy ich cały dzień i pół nocy. Ci, którzy się zakwalifikowali, nazajutrz wystąpili w konkursie. Towarzyszyli im muzycy, a telewizja to transmitowała. Nie wiem, czy pani wie, że w kategorii 19-latków wygrała wtedy Magda Rzemek, która jest teraz wokalistką „Brathanków”. Czy to znaczy, że wtedy i teraz w Idolu kierowała Panem chęć pomocy młodym talentom? Organizowałem te konkursy z żoną. Zdzieraliśmy sobie paznokcie, ponieważ mało kogo to ob-

chodziło. I nagle przyszedł do mnie ktoś i powiedział, że będzie taki konkurs i wszystko jest już zorganizowane. Moim zadaniem jest tylko ocenianie. Musiałem się zgodzić, chcąc być wiernym temu, co robiłem. To jest w moim temperamencie: żyłem tym wtedy, żyję tym i teraz. I chcę coś przekazać tym ludziom. Występ w takim programie to zabawa czy ciężka praca dla jurorów? Jeżeli gramy 8 czy 9 koncertów na żywo, za każdym razem trzeba być pięknym, uśmiechniętym, młodym i bogatym. Należy puentować 12 godzin przed kamerą, kiedy to pod wpływem reflektorów spływa makijaż i co chwilę nas malują. To bardzo ciężka praca. Jak Pan reaguje, gdy słyszy pochmurną interpretację swojej optymistycznej piosenki? Nie stają Panu włosy dęba? Podczas przesłuchań do Idola było kilka takich sytuacji, ja za-

J

acek Cygan to jeden z czołowych autorów tekstów znanych przebojów, poeta, scenarzysta, autor musicalowy, organizator i juror festiwali muzycznych. Ma na swoim koncie blisko 1000 znanych piosenek. Studiował cybernetykę w Warszawie. Założył zespół „Nasza Basia kochana”, z którym w 1976 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Pisze teksty dla najpopularniejszym wokalistów i kompozytorów, takich jak Krystyna Prońko, Zdzisława Sośnicka, Edyta Geppert, Edyta Górniak, Stanisław Sojka, Seweryn Krajewski, Ryszard Rynkowski, Krzesimir Dębski, Włodzimierz Korcz. Piosenki z jego tekstami, np. „Jaka róża taki cierń”, „Diamentowy kolczyk”, „Wypijmy za błędy”, „Mrok”, FOTO: STANO STEHLIK

pamiętałam niesamowicie mroczną interpretację „Darów losu”. Z piosenką jest tak, że kiedy zaśpiewa ją artysta, ona staje się własnością wszystkich. I to jest, niestety, a może „stety”, taki rodzaj sztuki, że każdy sobie może taką piosenkę zaśpiewać przy ognisku czy przy goleniu. Jeśli przenosi się to na forum publiczne, to powstają sytuacje tragiczne, wesołe, śmieszne, smutne. Słyszałem wiele wykonań „Darów losu“. Piosenka jest wolna i w tę wolność piosenki jest wpisane to, że każdy ją może wykonać. Mnie cieszy fakt, że ludzie nucą moje piosenki. Ostatnio byliśmy z żoną w Krynicy, zjeżdżaliśmy ze stoku na nartach. Obok nas przejechał facet, śpiewając sobie właśnie „Dary losu”. Moja żona sądziła, że ten narciarz mnie rozpoznał. Nie mógł mnie jednak poznać, gdyż byłam pozapinany, w czapce, w goglach. Ten człowiek zrobił to dla siebie. Znalazł się w jakiejś sytuacji i chciał się jakoś wypowiedzieć – wypowiedział się moją piosenką. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA „Ten sam klucz”, wygrywały różne festiwale, m.in. opolskie. Wykonując piosenkę z jego tekstem pt. „To nie ja byłam Ewą”, Edyta Górniak zdobyła II nagrodę na festiwalu Eurowizji w Dublinie. Był organizatorem i gospodarzem programu telewizyjnego „Dyskoteka pana Jacka”, obecnego na antenie telewizyjnej przez 10 lat. Jest autorem tomiku wierszy „Drobiazgi liryczne”, wydał dwie autorskie płyty, zatytułowane „Autobiografia”. Na nich znalazły się największe przeboje z jego tekstami w wykonaniu m.in. Edyty Górniak, Ryszarda Rynkowksiego, Marka Bałaty, Krystyny Prońko, Stanisława Sojki i innych. „Autobiografia” to ciekawy przegląd przebojów, znanych w Polsce od lat i nuconych przez kilka pokoleń. Kto by pomyślał, że za tym stoi jedna osoba? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Režisér „Wesela“ v Bratislave W

ojciech Smarzowski (ročník 63) prišiel do Bratislavy uviesť svoj druhý hraný film „Wesele“, ktorý v rámci MFF Bratislava bol zaradený do hlavnej súťaže. Absolvent polonistiky a filmovej vedy Jagielowskej univerzity v Krakowe je autorom mnohých hudobných videoklipov a dokumentárnych filmov. Študoval aj na filmovej škole v Lodzi odbor kameraman. V hranom filme debutoval stredometrážnou snímkou „Małżowina“. Spolupracoval na scenári filmu „Sezon na lesccza“ rež. Bogdana Lindu. Mnohé úspechy dosiahol v televíznych a divadelných inscenáciách. Jeho „Wesele“ získalo na MFF Gdyňa 2004 zvláštnu cenu poroty, cenu Stowarzyszenia Filmowców Polskich a taktiež cenu novinárov. Pri tejto príležitosti som s ním uskutočnil rozhovor: Pán režisér, prečo ste sa rozhodli nakrútiť film odohrávajúci sa na svadbe? Viete, najradšej sa venujem dôležitým témam ktoré majú aj pre mňa podstatný význam. Keby som žil niekde na západe, zrejme by som nakrúcal filmy o láske. Natočil som svadbu lebo nemôžem akceptovať systém hodnôt, ktorý v tomto priestore panuje. Nedá sa na to jednoducho nečinne prizerať. Napokon téma svadby už stáročia znamená veľa pre poľskú kultúru. Dej svojho filmu ste umiestnili na vidiek. Bol to autorský zámer? Ja sám pochádzam z podkarpatskej oblasti. Nie z dediny ale z malého mestečka, kde som bol účastníkom mnohých svadobných hostín a mal som príležitosť odpozorovať správanie svadobčanov. Veľká časť poľskej spoločnosti žije na vidieku, a preto im je prostredie blízke ako i pomery, ktoré tam panujú. Ono to tam skutočne aj tak vyzerá. Taká svadba je aj ideálnym predtextom na vyrozprávanie príbehov rôznych ľudí. Zrejme u mňa zavážila potreba pripojiť sa k Wyśpiańskeho odkazu, ukázať svetu kde sa ako národ nachádzame. Vaša ostrá satira súčasnej nadvlády mamonu utvrdzuje v presvedčení, že peniaze sú všemocné. KWIECIEŃ 2005

Apropos herci. Ako ste obsadzovali postavy? Boli vopred určené hlavní predstavitelia? Práveže vôbec nie. Všetkých hercov aj nehercov som vyberal formou konkurzu.

Bohužiaľ áno. Je to jeden z vredov našej spoločnosti. Akoby sme sa predbiehali v naplňovaní siedmych hlavných hriechov. Aj mnohí diváci mi vraveli po premietaní, že poznajú vo svojom okolí ľudí podobných filmovým hrdinom. Aký štýl práce je pre Vás charakteristický? Typickým pre mňa je realistický až hyperrealistický spôsob rozprávania príbehu, zvláštny spôsob strihu, vtip a dravá kamera. Divák musí mať pocit spoluúčasti, nesmie zostať ľahostajný. Tempo a rytmus deja udáva v značnej miere alkohol. Bol skutočne prítomný na pľaci? Úmyselne som na začiatku zvolil rozvláčne tempo rozprávania a až postupne naberá na obrátkach. Alkohol sa na pľaci nepodával, moji herci boli triezvi i keď vyzerali na opitých. Sú to profesionáli a výborní herci.

Tamara Arciuch a Iwona Bielska sa preslávili už v seriáli Adam a Eva. Neboli pre Vás dostatočne známi? Ja seriály nesledujem. Ale skutočne sú to výborné herečky taktiež hlavný hrdina Marián Dziedziel, ktorý získal cenu za herecký výkon. Aká je momentálna situácia v súčasnej poľskej kinematografii? Myslím si že situácia je dosť zlá. Existuje však silný tlak na zmenu. Svoj prvý hraný film som nakrútil až v štyridsiatke a takých ako ja je mnoho. Skôr či neskôr začnú mladí filmári točiť nezávislé filmy. Snáď sa to časom zlepší aj finančne. Chcel by som poznať vaše plány do budúcnosti. Pracujete na niečom? Momentálne píšem scenár pre film „Drogówka“ o policajtoch. Príbeh sa odohráva vo Varšave. Hlavná myšlienka je v tom, že svet treba pretvárať od seba. Neskôr by som rád nakrútil film pre môjho syna. Pavol Bedroň 15


Długi cień Jałty TO WARTO WIEDZIEĆ

W

lutym minęło 60 lat od konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie na Krymie. Konferencja odbywała się w przededniu ostatecznej klęski III Rzeszy i poświęcona była przede wszystkim powojennej przyszłości. To na niej historyczne decyzje podejmowali Winston Churchill, Franklin Delano Roosevelt, Józef Wissarionowicz Stalin. Podejmowali decyzje, które na dziesiątki lat zaważyły na sytuacji wielu państw europejskich, w tym także Polski. Gdy od 4 do 11 lutego 1945 roku Wielka Trójka obradowała na Krymie, zwycięstwo nad faszyzmem było na wyciągnięcie ręki. Armia Czerwona opanowała Bałkany, oblegała Budapeszt, zajęła Polskę, a z Niemcami walczyła już na ich własnym terytorium. Stąd też pozycja Stalina na tej konferencji była najmocniejsza. Powody do zadowolenia miał też Roosevelt; na Pacyfiku alianci konsekwentnie wypierali Japończyków, a w Europie, po udanej inwazji w Normandii, armie alianckie zbliżały się do granic Niemiec. Perspektywy na utrzymanie po wojnie ładu pokojowego, do czego amerykański prezydent przywiązywał ogromną wagę, były również obiecujące. Historycy są zgodni co do tego, że najsłabszą pozycję miał Winston Churchill, który w klęsce Niemiec, osłabieniu Francji i wzrostu potęgi i pozycji Związku Radzieckiego widział przekre16

ślenie szans na równowagę sił w Europie. Zdawał sobie też sprawę z poważnego zagrożenia dla Wielkiej Brytanii, wynikającego ze szlachetnego pomysłu prezydenta Roosevelta o powojennej likwidacji systemu kolonialnego. W Jałcie podjęto wiele decyzji; Roosevelt m. in. uzyskał zapewnienie, że Związek Radziecki będzie współpracował w budowaniu Organizacji

Narodów Zjednoczonych i że po pokonaniu Niemiec przystąpi do wojny z Japonią. Stalin za gotowość spełnienia tych życzeń chciał uzyskać (i to mu się udało) wolną rękę we wschodniej Europie i strefę okupacyjną w Niemczech oraz wysokie na owe czasy odszkodowanie wojenne (10 miliardów dolarów). W tajnym porozumieniu Wielkiej Trójki otrzymał też uznanie kontroli ZSSR MONITOR POLONIJNY


nad Mongolią, Wyspy Kurylskie i południowy Sachalin, bazę morską w Port Arthur, współzarządzanie Wschodnią Koleją Chińskiej oraz Południową Koleją Mandżurską. Zgodzono się również, że do ONZ oprócz Związku Radzieckiego wejdą również dwie republiki radzieckie: Ukraina i Białoruś. Ustalono powołanie Rady Bezpieczeństwa, zadeklarowano pomoc wyzwalanym krajom Europy, w tym także dotychczasowym sojusznikom III Rzeszy, we wprowadzaniu systemów demokratycznych. Potwierdzono podział Niemiec na strefy okupacyjne. W Jałcie najdłużej dyskutowano nad sprawą polską. Stosunkowo szybko porozumiano się w sprawie jej granic – decyzje zasadnicze o nich zapadły przecież już w ostatnim dniu pierwszego spotkania Stalina, Roosevelta i Churchilla, które odbyło się w Teheranie w dniach od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku. Zgodnie zaakceptowano linię Curzona jako wschodnią granicę Polski z odchyleniami w niektórych miejscach od pięciu do ośmiu kilometrów na korzyść Polski. Churchill i Roosevelt postulowali włączenie do Polski także Lwowa, ale po kategorycznym sprzeciwie Stalina szybko z tego postulatu zrezygnowali. O ile ostateczną granicę wschodnią ustalono szczegółowo, co do granicy zachodniej szefowie trzech rządów uznali jedynie, że: „Polska powinna uzyskać znaczny przyrost na północy i zachodzie”. Nie wymieniono żadnej konkretnej linii granicznej, stwierdzono natomiast, że co do wielkości KWIECIEŃ 2005

owego przyrostu „trzeba będzie zasięgnąć opinii nowego polskiego rządu”, a ostateczne jej ustalenie miało nastąpić dopiero na konferencji pokojowej. W Jałcie zgodzono się, że powojenna Polska ma być państwem silnym, wolnym, niepodległym i demokratycznym. Były to jednak sformułowania ogólne, które nawet Stalin mógł ze spokojem akceptować. Gdy jednak doszło do konkretów, był nieprzejednany i przeforsował powstanie nowego rządu polskiego przez przekształcenie Rządu Tymczasowego, którego podstawą programową był Manifest PKWN, w nowy rząd, który miał otrzymać nazwę Polski Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej. W podjętej w Jałcie uchwale

czytamy m. in.: „W. M. Mołotow, p. Harriman i sir Archibald Clark Kerr są upoważnieni, żeby, jako komisja, porozumieli się przede wszystkim w Moskwie z członkami obecnego Rządu Tymczasowego i innymi polskimi przywódcami demokratycznymi z samej Polski i z zagranicy w celu przekształcenia Rządu /.../” Dalej czytamy, że nowo powstały rząd ma obowiązek prze-

prowadzenia jak najszybciej wolnych i nieskrępowanych wyborów, opartych na głosowaniu powszechnym i tajnym. Z ostrym sprzeciwem Stalina spotkała się próba wprowadzenia przez Roosevelta i Churchilla do tekstu uchwały sformułowania, że ambasadorzy będą czuwać nad uczciwością wyborów. W komunikacie znalazło się stwierdzenie, że: „Rząd Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, który utrzymuje stosunki dyplomatyczne z obecnym Rządem Tymczasowym Polski, oraz rządy Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych Ameryki nawiążą stosunki dyplomatyczne z nowym Polskim Rządem Tymczasowym Jedności Narodowej i wymienią ambasadorów, których relacje będą informowały odnośne rządy o sytuacji w Polsce”. Podpisany przez Wielką Trójkę komunikat wymieniał kilkakrotnie warszawski Rząd Tymczasowy, tym samym Stalin zyskał formalną jego akceptację. Całkowitym milczeniem pominięto natomiast istniejący w Londynie legalny Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, nadal uznawany przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. W dniu 5 lipca 1945 roku Stany Zjednoczone cofnęły uznanie rządowi polskiemu w Londynie i uznały Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w kraju. Nazajutrz to samo uczyniła Wielka Brytania, a w ślad za nią poszła większość innych państw świata. Teheran i Jałta zadecydowały, że Polska na długie dziesięciolecia znalazła się w radzieckiej sferze wpływów. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 17


Kto zabił? P

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

ytanie o to, kto zabił, towarzyszy nam przy lekturze powieści kryminalnej czy sensacyjnej od pierwszej do ostatniej strony, ale nie tylko odpowiedź na nie jest przyczyną, że na ogół raz rozpoczętej lektury nie odkładamy, a z radością brniemy z autorem do szczęśliwego końca.

W dobrze napisanym kryminale zaciera się granica między czytelnikiem a światem fikcyjnym. Sami nie wiemy, kiedy stajemy się jednym z bohaterów. Według własnych upodobań możemy być mordercą lub dzielnym detektywem, który w imieniu prawa, a często także własnego sumienia porządkuje świat. W powieściach najczęściej detektywem czy śledczym jest mężczyzna po przejściach, obdarzony dzięki nim mądrością życiową, rzadziej natomiast w tej roli występuje kobieta, chociaż i tu coś się zmienia, coraz częściej, np. w kryminale amerykańskim, to wykształcona kobieta odpowiada na nasze pytanie, kto zabił. Lubimy kryminały także za wiarygodność szczegółów przedstawianego świata. Tej wiarygodności m. in. zawdzięcza Marek Krajewski nie tylko uznanie wśród czytelników, ale także główną nagrodę - „Wielki Kaliber” - przyznaną mu przez Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w Szafie” za najlepszą powieść kryminalną 2003 roku Koniec świata w Breslau, którą już polecaliśmy uwadze czytelnika. To samo Stowarzyszenie przyznało nagrodę za całokształt twórczości Joannie Chmielew18

skiej, której każda wydana książka od lat króluje na listach polskich bestsellerów. Skoro już o Chmielewskiej mowa, zwracam uwagę miłośnikom jej pisarstwa, że w bibliotece Instytutu Polskiego znajdą także jej ostatnią powieść z roku 2004, zatytułowaną Kocie worki, a sama autorka w jednym z wywiadów zapowiada następny kryminał. Ale nie tylko na Chmielewskiej czy Krajewskim polski kryminał stoi. Chociaż ciągle jeszcze i nie bez racji pokutuje przekonanie, że dobry kryminał nie może powstać w Polsce, coś się w tej sferze zaczyna dziać. Obok kolorowych okładek Ludluma czy Forsytha pojawiają się w polskich witrynach księgarskich powieści polskich autorów, np. Marka Grina Szerokiej drogi, Anat, Pamiętnik diabła czy szczególnie przyjaźnie przyjęty przez krytykę Szkarłatny habit. Krytyk literacki Jerzy Sosnowski wydał powieść sensacyjną Apokryf Agłai. Jarosław Mikołajewski, poeta, italianista, eseista, dziennikarz napisał powieść kryminalną Herbata dla wielbłąda, Artur Baniewicz jest autorem Góry trzech szkieletów i powieści Drzymalski przeciw Rzeczpospolitej, a subtelny

dotąd poeta i krytyk literacki Jacek Klejnocki jest autorem kryminału zatytułowanego Przylądek pozorów, który wprawdzie w podtytule nazwał antykryminałem, a którego głównym bohaterem jest współczesna Warszawa. Nie czytałam ani powieści Marka Grina, ani Jerzego Sosnowskiego czy Mikołajewskiego, Baniewicza i Klejnockiego. Wiem o nich jedynie z drugiej ręki, wiem, że są w polskich księgarniach i cieszą się popularnością wśród czytelników. Przeczytałam natomiast debiutancką powieść kryminalną Joanny Szymczyk, zatytułowaną Ewa i złoty kot, wydaną w roku 2004 przez Wydawnictwo WAB w Warszawie. Z czystym sumieniem mogę ją polecić miłośnikom tego rodzaju prozy. Wartka akcja, dowcipne dialogi, inteligentnie zagmatwana fabuła gwarantują, że czytelnik nudzić się nie będzie. W stosunku do debiutów zazwyczaj zachowujemy pewną ostrożność i traktujemy ich autorów na zasadzie taryfy ulgowej. W przypadku Joanny Szymczyk ta ostrożność jest zbędna. Ewa i złoty kot to wprawdzie debiut powieściowy, ale jego autorka znana jest jako osoba sprawnie władająca piórem. Z wykształcenia jest kulturoznawcą, z zawodu krytykiem filmowym, publicystką. Publikowała artykuły o filmie, Internecie, kulturze i stylu życia m. in. w „Maksie”, „Machinie”, „Cosmopolitan”, „Filmie”, „Opcjach”, jest też autorką rubryki „Hit kit” w „Wysokich Obcasach”. Doświadczenie publicystyczne, MONITOR POLONIJNY


zdolność obserwacji, duże poczucie humoru – wszystko to można znaleźć w Ewie i złotym kocie. Bohaterka, Ewa, młoda dociekliwa dziennikarka „Bazaru Warszawskiego”, idąca tropem sensacyjnych tematów, gdy dowie się o tajemniczych przypadkach zaginięć kobiet, postanawia sama przeprowadzić śledztwo. A że ma wyjątkowy talent do pakowania się w tarapaty, wpada w sam środek gangsterskich porachunków. Są w tej powieści tajemnicze związki rodzinne, jest mafia,

strzela się, wysadza w powietrze. Ale nasza bohaterka ma to szczęście, że czuwa nad nią Adam, zakochany w niej od lat policjant. Ma też przyjaciółkę od serca i kota Błażeja, celnie i zjadliwie komentującego poczynania ludzi. W jednym z wywiadów Joanna Szymczyk zdradziła czytelnikom, że Ewę i złotego kota napisała, gdy: „...zamknięto firmę, w której pracowałam i w której świetnie się czułam. Trzy miesiące wolne-

go, spora dawka frustracji... Dochodzimy do motywu: napisałam kryminał, bo tylko w ten sposób można kogoś zabić i nie pójść do więzienia”. Okazuje się, że ta brawurowo i zabawnie opowiedziana historia kryminalna to nie tylko epizod w biografii twórczej Joanny Szymczyk. Autorka zapowiada następną część powieści i powstanie całego cyklu z Ewą i kotem Błażejem. Już dziś cieszę się na tę lekturę. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Państwo w państwie

W

tym numerze „Monitora Polonijnego” poruszę problem etykiety językowej, który jednak ograniczę do podstawowych zwrotów grzecznościowych, czyli do używania form: pani, pan, państwo. W języku polskim i słowackim stosuje się różne formy oficjalnego zwracania się do osób w kontaktach bezpośrednich. Moda przyjęta z Zachodu upowszechnia stosowanie w każdej sytuacji form ty, przy zwracaniu się do pojedynczej osoby, i wy – do zbiorowości. Prym w tym względzie wiodą radio i telewizja. Mnie, a mam nadzieję, że nie tylko mnie, razi jednak, kiedy młoda osoba, prowadząca np. teleturniej, zwraca się do nobliwej starszej pani lub starszego pana per ty. Przecież nasze tradycje językowe mają własne oficjalne formy grzecznościowe. Słowacy w takich sytuacjach używają formy vy (tzw. vykanie), którą łączą z formami 2 osoby l. mn. czasownika (lub używają samej formy czasownika), np. vy máte, vy robíte, co można przetłumaczyć na język polski w zależności od kontekstu lub konsytuacji: Pan/Pani ma, robi; Państwo macie/mają, robicie/robią; wy macie/robicie. Polakom forma bezpośredniego zwracania się przez wy, kojarzy się z minionymi czasami, albowiem tak zwracali się do nas przedstawiciele ówczesnych władz, np. milicjanci czy towarzysze partyjni: wy, obywatelu/towarzyszu, macie/robicie, i dlatego jej nie lubimy. Polska tradycja kulturowa i językowa przywiązuje KWIECIEŃ 2005

niezwykłą wagę do przestrzegania dystansu istniejącego między rozmówcami i nakazuje używanie w opisywanych sytuacjach form: pani, pan, państwo, które to formy przysparzają wiele problemów nie tylko cudzoziemcom, ale i rodzimym użytkownikom. Rzeczowniki pan i pani zawsze łączą się z 3 os. l. poj. czasownika, bez względu na to, czy o nich mówimy, czy też zwracamy się do nich bezpośrednio, np. Pani pozwoli, że..., Pan powiedział, że... Kiedy chcemy zwrócić uwagę rozmówcy, wówczas zwracamy się do niego: Proszę pana! lub Proszę pani! (NIE: Proszę panią!). Natomiast państwo to zarówno ‘kraj’, jak i ‘pan i pani, małżeństwo, panowie i panie’. W pierwszym znaczeniu wyraz ten odmienia się tak jak inne rzeczowniki rodzaju nijakiego (także w liczbie mnogiej) i łączy się z określeniami i czasownikami w odpowiedniej liczbie i formie, np. To państwo leży nad morzem; Kolejne państwa zgłosiły swój udział w olimpiadzie. Jeśli jednak państwo występuje w znaczeniu drugim, to sytuacja się komplikuje. Rzeczownik ten bowiem występuje tylko w liczbie pojedynczej, ale oznacza zbiorowość, i odmienia się tak jak państwo w znaczeniu ‘kraj’ – tylko forma miejscownika (o kim? o czym?) jest różna: o państ-

O

KIENKO JĘZYKOW

E

wie ‘o kraju’, o państwu ‘o pani i panu, małżeństwie, paniach i panach’, lecz łączy się zawsze z określeniami i czasownikami w liczbie mnogiej rodzaju męskoosobowego, np. Ci państwo przyszli (NIE: To państwo przyszło); Państwo Kowalscy zrobili (NIE: Państwo Kowalskich zrobiło). Kiedy jednak zwracamy się bezpośrednio do pani i pana, małżeństwa czy pań i panów, wówczas znów natykamy się na problem, czy użyć formy czasownika w 2. osoby liczby mnogiej, oczywiście rodzaju męskoosobowego (w czasie przeszłym lub przyszłym), czy też 3. osoby liczby mnogiej, tzn. np. Państwo mają dwoje dzieci czy Państwo macie dwoje dzieci. Otóż w takiej sytuacji norma do końca nie rozwiązuje problemu. Niektórzy językoznawcy uznają pierwszą sytuację (łączliwość z 2. os. l. mn.) jako potoczną, zaś drugą (z 3. os. l. mn.) jako oficjalną, inni zaś twierdzą, że łączenie rzeczownika państwo z czasownikiem w 2. os. l. mn. jest wyrazem pewnej zażyłości z rozmówcami, zaś łączenie go z 3. os. l. mn. oznacza tylko i wyłącznie stosunki oficjalne. A zatem Państwo muszą (?) / musicie (?) sami zdecydować, którą formę zastosują (?) / zastosujecie (?). MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Tym razem będzie o napojach alkoholowych...

Z

namy wiele rodzajów napojów alkoholowych podawanych w czasie przyjęć, np. wino, wódka, koniak, whisky, gin, likiery, szampan oraz koktajle. Jednak nie zawsze wiemy, co i kiedy podać albo co znaczą pewne nazwy, jak np. wino deserowe, wino stołowe czy wino musujące.

Dyplomacja i nie tylko Wina można ogólnie podzielić na wytrawne, półwytrawne i słodkie. Wina wytrawne i półwytrawne nazywamy stołowymi. Zawartość alkoholu wynosi w nich 8,515%. Zawierają też niewiele cukru. Z obu powodów win tych nie można przechowywać po otwarciu butelki. Wina słodkie nazywamy deserowymi. Powiedzenie że „wino im starsze, tym lepsze”, też nie zawsze jest prawdziwe. Dotyczy ono jedynie najszlachetniejszych gatunków, u których takie cechy, jak kolor, klarowność, zapach i smak rozwijają się, dojrzewają z biegiem lat (powiedzmy do 40). W większości przypadków wina są dojrzałe już po roku, a po 5-ciu starzeją się i mętnieją. Szampana i inne wina musujące produkuje się ze specjalnego gatunku winogron, przy zastosowaniu odpowiednich metod. Rozróżniamy następujące rodzaje win musujących: mocno wytrawne - brut wytrawne - sec półwytrawne - demi sec półsłodkie - demi doux słodkie - doux Choć często wina musujące nazywamy szampanem, to tak naprawdę nie powinniśmy tego robić, ponieważ nazwa ta 20

zastrzeżona jest dla pewnego rodzaju musujących win francuskich, produkowanych według określonych reguł z winogron z okolic Szampanii. Wszystkie inne, to już tylko wina musujące. Szampana i inne wytrawne wina (czyli te z napisem „brut”, „sec” lub odpowiednikiem tych nazw w innych językach) podaje się do wszystkich dań, łącznie z deserami, ale nie do zupy! Zawartość alkoholu w tych winach wynosi 8-11%. Wino rosé, czyli różowe, produkowane z białych i czerwonych winogron, może zastąpić zarówno wino białe, jak i czerwone. Można je podawać do wszystkich dań, oczywiście poza zupą. Wina ziołowe pochodzą z Włoch. Najlepsze z nich to cinzano i martini (zwane wermutami ), ale są też inne, jak alpini, campari, cora, cynar lub istra. Wina te mogą być zarówno słodkie, jak i słodko-gorzkie oraz wytrawne. Słodko-gorzkie i wytrawne pobudzają apetyt i można je serwować w czasie różnych spotkań towarzyskich same lub z tonikiem. Mogą też służyć do sporządzania koktajli. Miód pitny, który też zaliczamy do win, produkowany

jest na bazie miodu pszczelego, rozcieńczonego wodą, do którego dodany jest chmiel oraz przyprawy (korzenie, soki owocowe i kwiaty). Miody mogą mieć różną moc: dwójniak – stosunek miodu do wody 1 : 1, zawartość alkoholu 15-18%, trójniak – miód do wody w stosunku 1 : 2, zawartość alkoholu 12 – 15%, czwórniak – miód do wody 1 : 3, zawartość alkoholu 9 – 12%. Miody przechowujemy w pozycji leżącej i zużywamy do 12 miesięcy od daty produkcji. W ogóle wszystkie wina przechowujemy w pozycji leżącej, gdyż wtedy korki, którymi wino jest zamknięte, nie wysychają, nie kurczą się i hamują dostęp powietrza do butelek. Najlepszym miejscem do przechowywania wina jest sucha piwnica o stałej temperaturze 8-12 stopni Celsjusza. Zbyt niska temperatura hamuje proces dojrzewania, zbyt wysoka go przyspiesza. Win nie powinniśmy pozostawiać w sąsiedztwie chemikaliów, bo mogą przejść ich zapachami. Nie lubią one też nagłych zmian temperatury i wstrząsów. Tak więc, planując przyjęcie, powinniśmy kupić wino i przynieść do domu kilka dni wcześniej, aby się „uspokoiło”. W następnym numerze ciąg dalszy o trunkach. NA PODSTAWIE „PROTOKOŁU DYPLOMATYCZNEGO” E. PIETKIEWICZA PRZYGOTOWAŁA KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ MONITOR POLONIJNY


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•

Komunikat

Instytut

Konsulat Generalny RP informuje, iż 1 kwietnia weszła w życie rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie asymilacji. Na jej podstawie każdy obywatel UE, mieszkający w innym państwie Unii, ma prawo do finansowej rekompensaty, związanej z koniecznością przyswojenia sobie obcej kultury. Rekompensata jest bezzwrotna, jej wysokość jest uzależniona od długości trwałego pobytu (jednak nie więcej niż 10 lat) i wynosi za każdy udokumentowany pełen miesiąc pobytu poza Ojczyzną 3 euro, czyli maksymalnie może wynieść 360 euro miesięcznie. „Monitor Polonijny” w następnym numerze wydrukuje formularz wniosku o przyznanie takiej rekompensaty.

Polski

w

przeprowadzenie państwową

Bratysławie

przez

egzaminów

planuje

polską

komisję

poświadczających

znajomość języka polskiego jako obcego na poziomach: podstawowym, średnim ogólnym, zaawansowanym. Patronat nad przedsięwzięciem zgodził się objąć ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz.

Szczegółowe

informacje

(w tym przykładowe testy) dotyczące ww. egzaminów

można

znaleźć

na

stronach

internetowych Państwowej Komisji Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego: www.buwiwm.edu.pl/ceryfikacja Pytania można też kierować pod adresem internetowym Komisji: edukacja@buwiwm.edu.pl Wszyscy chętni do uzyskania certyfikatu (dostosowanego do sytemu potwierdzania znajomości

SPROSTOWANIE Złośliwy chochlik nie śpi! W marcowym numerze „Monitora Polonijnego” w artykule „Wspólnie ofiarom tsunami” pojawił się błąd rzeczowy. Hymnem Unii Europejskiej jest oczywiście „Oda do radości”, a nie – jak napisaliśmy – „Oda do młodości”. Autorem oryginalnego tekstu tej pierwszej jest F. Schiller (przekładu polskiego dokonał K. I. Gałczyński) i to właśnie ją wykorzystał Bethoveen w finale słynnej IX Symfonii. Drugą zaś napisał A. Mickiewicz i chyba wszyscy znamy ją choćby ze szkoły. Czytelników przepraszamy i zapewniamy, że to sprostowanie nie jest żartem primaaprilisowym. REDAKCJA

języków obcych w krajach Unii Europejskiej) proszeni są o jak najszybsze zgłaszanie się do dr Marii Magdaleny Nowakowskiej (tel. 0908 169 743, e-mail: majkan@chello.sk), ewentualnie do sekretariatu Instytutu Polskiego (tel. 02/5443 2013, e-mail: polinst@ba.psg.sk Planowany termin egzaminów: druga połowa czerwca 2005 r. Miejsce przeprowadzenia egzaminów: Instytut Polski w Bratysławie.

Z P RO G R A M U N S T Y T U T U P O L S K I E G O W B R AT YS Ł AW I E P O L E C A M Y : 11-17.04.05 - Bratysława, kino „Mladosť“ i „Tatra“, 18-27 – Koszyce, Żylina, Poprad, Reprospektywa filmów Andrzeja Wajdy w ramach Przeglądu Febiofest 2005 projekcja filmów: Popiół i diament, Niewinni czarodzieje, Smuga cienia, Wesele, Człowiek z żelaza, Ziemia obiecana, Danton, Biesy, Korczak, Krajobraz po bitwie - spotkanie z reżyserem. Współorganizator: Słowacki Instytut Filmowy, Klub Kultury Filmowej w Zielonej Górze • • • 13.04.05 /środa/– godz. 17.00 – IP Bratysława Wystawa rysunków japońskich Andrzeja Wajdy. Współorganizator: Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha Kraków KWIECIEŃ 2005

14.04.05 /czwartek/ - godz. 17.00 - Studio 12, Jakubovo nám. 12 Bratysława. Prezentacja dokumentu „Teatr Andrzeja Wajdy”. Współorganizator: Słowacki Instytut Teatralny • • • 18.04.05 /poniedziałek/ - godz. 21.00 – Uniwersyteckie Centrum Pastoralne, Mlynská dolina 36, Bratysława. Projekcja komedii S. Barei pt. „Miś” • • • 19.04.05 /wtorek/ - godz.19.00 - Dom Umenia Fatra, Żylina. Występ polskiego wirtuoza gitary klasycznej Marcina Dylli w ramach Środkowoeuropejskiego Festiwalu Sztuki Estradowej. Współorganizatorzy: słowackie Centrum Muzyczne

21.04.05 /czwartek/ - godz. 20.00 – Galeria HIT, Bratysława, Hviezdoslavovo nam. 18. Wystawa prac Janka Simona (nowe media) • • • 26.04. /wtorek/ – godz. 11.00 - Klub Dziennikarzy, Bratysława, Żupné nám. 7. Spotkanie z Mieczysławem Rakowskim pt. „Perspektywy lewicy w Polsce”. Współorganizator: Ambasada RP, słowacki Syndykat Dziennikarzy • • • 30.04. – 1.05.05 – Podzamcze Revište przy Żarnovicy. Koncert zespołu Beltaine w ramach Festiwalu Kultury Celtyckiej Beltine. Współorganizator: Agencja „Keltieg” 21


T

elefónne účty v desiatkach miliónoch zlotých, premiérka Suchocka, Radio Zet, premiér Pawlak, Wyborcza, Kwaśniewski vs. Walesa, kauza Oleksy, banícke protesty, škandy NIE, džínový Kuroń s kávou a cigaretou, blokády ciest, głębokie reformy polityczne i gospodarcze, program „terapii szokowej“, przeprowadzenie demokratycznych reform politycznych....to sú útržky spomienok pri pomyslení na Varšavu prvej polovice deväťdesiatych rokov... Samozrejme výlučne z pohľadu trojročnej práce stáleho agentúrneho spravodajcu...Veci verejné v Poľsku podobne ako na Slovensku boli a sú do veľkej miery „prepolitizované“. Ale zatiaľ čo slovník poľských politikov bol už vtedy prešpikovaný výrazmi „reformný, ambiciózny, razantný, líder integrácie a spojenec“, Slovensko si v tom čase zatiaľ len pestovalo svoju ukrivdenosť a ofukovalo komplexy. Poľsko prechádzalo prudkým a nepokojným vývojom, posúvalo sa však výrazne dopredu a nezaujatí, ktorí nestíhali sledovať väčšinu zmien, si len kládli otázku: čo sa to v tom Poľsku vlastne deje? Rýchlosť zmien diktovala všeobecné presvedčenie, že Poľsko je lídrom reforiem v tejto časti Európy, nie Česi, ktorí si to mysleli samozrejme tiež...Slovensko sa radšej ani nespomínalo, ale na túto susedskú konfrontáciu sa s odstupom času spomína skôr s pobavením... Varšava prežívala hektické obdobie, keď nová vláda „vznikala“ celé týždne a novinári do noci obliehali stranícke sekretariáty, aby sa ráno stretli na rovnakom mieste. A baníci „označili“ budovu URM-u červenou tak, až im vláda za vyčistenie fasády vystavila účet v stovkách miliónov zlotých... Žiadna šokujúca suma, v miliónoch sme vtedy počítali všetci... Po nástupe denominácie zahraniční návštevníci len hľadeli do rúk plných bankoviek, keď akosi nechápali, ako mohli z drobného nákupu plateného jednou mincou dostať niekoľko desiatok bankoviek v hodnote od 50 až po niekoľko päťtisícoviek... Varšava žila na plné obrátky, a to 22

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

IGOR RABATIN Stály spravodajca TASR vo Varšave v rokoch 1993-95, bývalý šéfredaktor agentúry SITA a TV Markíza, v súčasnosti šéfredaktor spravodajstva Rádia Okey

samozrejme vyžadovala aj od novinárov, ktorí do nej prichádzali. Pamätám si na svoj prvý deň. Po nočnej ceste vlakom, vyzbrojený agentúrnym backgroundom a malou poľskou encyklopédiou v hlave, som s dvojročným „varšavským veteránom“ Jožom Hubelom pokračoval zo stanice priamo na tlačovku SLD. Mesto som vôbec nepoznal a mal som mesiac predvolebnej kampane na zvládnutie jazyka...Každé bližšie spoznávanie krajiny sa začína práve jazykom a poľština má neprekonateľnú výhodu. Slovensko-poľské podobnosti a rozdiely sú vďačnou témou na dlhé hodiny a práve cez ne človek dokáže pochopiť a „uchopiť“

mnohé a zaznamenať ozajstný prienik do poľských reálií. Tri hektické roky boli pre mňa asi tým najrýchlejšie prežitým obdobím. Aj to prispelo k tomu, že Varšava sa mi dostala pod kožu a zostane vo mne navždy. Boli návykové, odvtedy sa aspoň raz za pol roka musím prejsť po Rynku Starego Miasta... Pri návštevách sa o mňa síce nepokúša sentiment, ale môj pestovaný nadhľad novinára už môže ísť bokom. Rád si preto spomeniem, že tam na Ochote som predsa istý čas býval a do PAP-u na Alejach Jerozolimských to bolo len pár zastávok. Pub na Krakovskom predmestí sa nijako nezmenil od doby, keď pivo stálo 24 000 starých zlotých a na služobnom parkovisku istého úradu sa ešte stále dá „rýchlo a nepozorovane“ zadarmo zaparkovať... S odstupom takmer desiatich rokov ale musím konštatovať, že predstavy a stereotypy o Poľsku a Poliakoch sa na Slovensku ani časom príliš nemenia. Slovák si väčšinou pamätá jeden vtip o generálovi Jaruzelskom, pár vulgárnych narážok na poľštinu, niektorí sú ešte bohatší o „poznanie“ trhovísk. Takto väčšinou vyzerá náš kontakt, na základe ktorého si vytvárame obraz o severnom susedovi. „Okresné rozmery“ nášho poznania neobsiahnu, že kráľovský Krakov so svojou históriou je len kúsok od našich hraníc. O čosi ďalej na západ za Malopoľskom leží Sliezsko a objasnenie pojmu „trójmiasto“ by zrejme vysoko ocenili v každej vedomostnej súťaži. Pre niekoho možno trpké konštatovanie, ale náš severný sused zostáva pre väčšinu stále neznámy. Prostoduchý mediálny obraz nám väčšinou s neskrývaným údivom okresného investigatívca a PR managera trhoviska súčasne - prezentuje výhodné nákupy, nadšených kupujúcich a naplnené modré autobusy... MONITOR POLONIJNY


UWAGA! UWAGA! UWAGA!

NAJNOWSZE INFORMACJE DLA DZIECI: • wakacje będą trwać 10 miesięcy, • do szkoły będzie się chodzić tylko we wtorki i środy, • matematyka nie będzie już obowiązkowym przedmiotem szkolnym, • już nigdy więcej nie będzie zadań domowych, • w stołówkach szkolnych codziennie będą hamburgery i frytki, • prezentów gwiazdkowych będzie przynajmniej pięć, • na śniadanie najzdrowsze będą lody śmietankowe,

UWAGA! UWAGA

• lektur szkolnych już nie trzeba czytać, • śmieci nie trzeba wynosić, • pokoju nie trzeba sprzątać, • można się spóźniać na obiad, • zupy kalafiorowej już nigdy nie trzeba jeść!

UWAGA! UWAGA! UWAGA! UWAGA! UWAGA!UWAGA! UWAGA! UWAGA!

UWAGA! UWAGA! UWAGA! UWAGA! UWAGA!

Czy już skaczesz z radości? Spokojnie, spokojnie, spójrz do kalendarza! Dziś jest pier wszego kwie tnia! A jaka jest jego łacińska nazwa? PRIMA APRILIS, a przysłowie mówi – nie wierz, bo się pomylisz. Już od dawna w tym właśnie dniu KAŻDY – KAŻDEMU może zrobić mały dowcip czy nieszkodliwie go oszukać. Tylko raz w roku masz taką szansę! Zastanów się więc, komu dziś zrobisz jakiś kawał, komu śmieszny żart, komu nieoczekiwanego psikusa, a komu śmieszny dowcip. KWIECIEŃ KWIECIEŃ 2005 2005

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK

23


(każdemu może się zdarzyć) Przemęczenie wiosenne stało się przysłowiowym stanem ducha i ciała. Wiadomo, co to znaczy. Natura przed tym, niż na nowo ożyje, musi się zregenerować, tzn. ODPOCZĄĆ. Ludzie, jako część przyrody, również. To oczywiste. Ale kiedy? Przez kilka ostatnich lat dziwne anomalie pogody powodują, że wieczorem kładziemy się spać w zimie, tzn. za oknem mróz, wiatr, śnieg, a następnego ranka budzimy się latem, tzn. 25 stopni w cieniu i palące słońce. I od razu trzeba być w formie, zimowe kilogramy wepchnąć do letnich ubrań. Siać trawnik z uśmiechem Nicole Kidman, a w duchu umierać ze zmęczenia. A co takiego złego jest w tym, że sobie wiosną (przynajmniej tą kalendarzową) człowiek poleży na kanapie w towarzystwie kota, niezliczonej ilości pustych kubków po kawie, pełnych popielniczek, kalorycznych chipsów – do wyboru, włączy melancholijną muzykę, poczyta kolorowe pisma, zignoruje bałagan, pustą lodówkę, głodną rodzinę, jakieś terminy i kalendarz... Te kilka dni raz w roku mamy usprawiedliwione. Pozwólmy sobie na przemęczenie wiosenne, następna szansa aż za rok... A słyszeli Państwo o przemęczeniu letnim, jesiennym i zimowym? To cenna informacja i... do wykorzystania!

PIEROGI LENIWE – nie dla leniwych, ale dla upartych dzieci, dla których pojęcie „przemęczenie wiosenne“ jest nieznane. Trzeba im z kanapy przesłać wiadomość – zróbcie to sobie same. Jak nie będą leniwe, to sobie przygotują!

SKŁADNIKI: •paczka twarogu •2 jajka •1,5 szklanki mąki pszennej •sól •bułka tarta •masło •cukier

WYKONANIE: Twaróg zemleć albo przepuścić przez praskę. Dodać żółtka i szczyptę soli. Wymieszać. Z białek ubić sztywną pianę i stopniowo dodawać do twarogu z żółtkami na przemian – łyżkę piany, łyżkę mąki. Całość wymieszać i przełożyć na stolnicę posypaną mąką. Z ciasta uformować wałek i spłaszczyć bokiem noża. Tępą stroną ostrza zaznaczyć kratkę na wierzchu. Pokroić w romby. Gotować we wrzącej, osolonej wodzie. Masło rozpuścić w rondelku, dodać do niego bułkę tartą i wymieszać, a następnie polać nim gotowe pierogi i posypać cukrem. FOTO: STANO STEHLIK

MAJKA KADLEČEK

ZA MIESIĄC: PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

Monitor Polonijny 2005/04  
Monitor Polonijny 2005/04  
Advertisement