Page 1


Wspólnie ofiarom tsunami

Koncert zakończyły owacje na stojąco

N

asi rodacy wspólnie ze Słowakami zbierali pieniądze na rzecz ofiar żywiołu w południowo-wschodniej Azji. Dziesiątego lutego w Domu Sztuki w Pieszczanach odbył się koncert Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Poznańskiej. Wstęp był wolny, ale jego uczestnicy w zamian – niektórzy bardzo hojnie – przekazywali pieniądze na rzecz ofiar tsunami. Konkretna kwota uzbieranych datków nie jest jeszcze znana, ponieważ na konto stale wpływają kolejne wpłaty. Jednak przyglądając się stojącej przed wejściem na salę koncertową skarbonce, można było zobaczyć, oprócz słowackich i polskich, także banknoty naszych sąsiadów - czeskie korony i węgierskie forinty. Nie zabrakło i euro, głównie od kuracjuszy z Austrii i Niemiec.

Wśród publiczności nie zabrakło ambasadora RP z małżonką

Na okładce zdjęcia z VII Balu Polskiego. Więcej na ten temat na str. 14. FOTO: STANO STEHLIK & ROBERTO PORADA

2

Skarbonka była prawie pełna

Pieniądze ze zbiórki zostaną przekazane na konkretny cel. Zajmie się tym lokalny klub Rotary, który już przekazał gotówkę na zakup namiotów dla 1200 osób w Sri Lance. Sala z ponad 600 miejscami była prawie pełna. Orkiestra pod batutą Grzegorza Nowaka rozpoczęła koncert „IX Symfonią” Ludwiga van Beethovena, czyli „Odą do młodości”, hymnem Unii Europejskiej. Nie zabrakło też mazurka z opery „Straszny dwór” Stanisława Moniuszka, a także powszechnie znanych utworów: „Obrazków z wystawy” Modesta Musorgskiego, walczyków Johanna Straussa czy „Mamby” Leonarda Bernsteina. Występ poznańskich filharmoników z a ko ń c z y ł – przy owacjach na stojąco – „Marsz Radeckiego”. Koncert zorganizowały: ambasada RP na Słowacji, Instytut Polski, miasto Pieszczany i zarząd mieszczącego się w tym mieście uzdrowiska, miejski klub Rotary oraz pieszczański Dom Sztuki. Szczególne podziękowania należą się naszemu rodakowi, Pawłowi Jurkiewiczowi, właścicielowi agencji turystycznej „Suntour”, który był głównym organizatorem tego charytatywnego koncertu. Darek Wieczorek Foto autor MONITOR POLONIJNY


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Będąc w grudniu w Polsce, pobiegłam do „empiku”, gdzie zawsze kupuję gazety. Wtedy wpadł mi w ręce wydawany w Austrii polonijny miesięcznik „Polonika” (możemy pozazdrościć sąsiadom przedsiębiorczości! a może i nasz Wydawca też mógłby „nas” wprowadzić na gazetowe półki?). W owym miesięczniku przeczytałam, że organizatorzy polskiego balu w Wiedniu, by uatrakcyjnić wieczór, zapraszają gwiazdy z Polski. Pomyślałam, że mogłabym z nimi zrobić wywiad. Od pomysłu do realizacji jednak długa droga..., ale, na szczęście, w tym przypadku uwieńczona sukcesem! Kiedy organizatorka balu, pani Maria Buczak, zadzwoniła do mnie w sobotni styczniowy poranek, informując mnie, że umówiła mnie na popołudniowe spotkanie z Grażyną Torbicką, bardzo się ucieszyłam. Wraz z mężem popędziliśmy samochodem do Wiednia. Jedno spotkanie miałam „zaklepane”, ale chciałam się jeszcze spotkać z panami Jackiem Cyganem i Ryszardem Rynkowskim. Udało się! W wiedeńskim hotelu na Kertnerstrasse spotkałam wspaniałych ludzi, znanych ze szklanego ekranu (i nie tylko), których podziwiają wszyscy Polacy! Wiecie Państwo, niektórzy znani, „napompowani” popularnością, sympatyczni z ekranu w kontakcie osobistym tracą urok. W tym wypadku było dokładnie odwrotnie. Sympatyczni, dowcipni (tu prym wiódł Jacek Cygan), taktowni, bez gwiazdorskich manier… Wracaliśmy z Wiednia we wspaniałych humorach, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę przygotowywać materiał zebrany podczas spotkania. W tym miesiącu przedstawiam więc w „Wywiadzie Miesiąca“ Grażynę Torbicką. Pozostałych moich rozmówców poznacie Państwo bliżej w kolejnych numerach „Monitora“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Sekret zmartwychwstania

4

ANKIETA Jak spędzą święta?

5

OPOWIADANIE Wielkanocna pomarańcza

6

Jan Nowak Jeziorański

8

Z KRAJU

9

Z NASZEGO PODWÓRKA

10

„Tu rozgłośnia Kraków, tu rozgłośnia Koszyce”

11

WYWIAD MIESIĄCA Grażyna Torbicka: „Trzeba mieć pewien dystans do swojej pracy”

12

WYDARZENIE VII Bal Polski

14

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Oskar dla Polaka?

16

KINO-OKO Úspešné „Wesele”- dobrý „Żurek”

17

TO WARTO WIEDZIEĆ Gdy radio zaczynało...

18

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Paszport dla Sławomira Shuty

20

CO U NICH SŁYCHAĆ? Tydzień tu, tydzień tam

22

DYPLOMACJA I NIE TYLKO Tytułowanie

24

OGŁOSZENIA

25

OKIENKO JĘZYKOWE Jak to z radiem było, a jak jest obecnie

25

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY 26 Zamilovanie do konca života MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wielkanoc

27

PIEKARNIK Polska babka wielkanocna

28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Irena Malec, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

MARZEC 2005

3


A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara – pisze św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian. Zmartwychwstanie Chrystusa pozostaje centralną prawdą wiary. Wielu było proroków przed Jezusem, ale żaden nie zmartwychwstał. Wielu było też założycieli różnych religii, ale żaden nie dokazał uczynić tego, co Jezus – pokonać śmierć. Zmartwychwstanie daje bardzo optymistyczną odpowiedź na podstawowe pytanie człowieka o sens życia i śmierci. Jak na tak doniosłe wydarzenie w historii ludzkości i chrześcijaństwa fakt zmartwychwstania mamy bardzo słabo udokumentowany. Wszystko stało się w cichy, niedzielny poranek. Fakt pustego grobu (ale nie zmartwychwstania!) pierwsze stwierdziły kobiety, które przyszły dokończyć obrzęd pochówku. Chodziło o odpowiednie namaszczenie ciała, na co nie było czasu w piątek, po zdjęciu z krzyża. Fakt pustego grobu stwierdzili również uczniowie Piotr i Jan, którzy natychmiast przybiegli powiadomieni przez kobiety. Nie mamy żadnego bezpośredniego świadka samego faktu powstania z grobu. Świadectwo żołnierzy, którzy pilnowali grobu, jest odrzucane, ponieważ otrzymali oni pieniądze, aby świadczyć o czymś przeciwnym - o wykradzeniu ciała Jezusa. Zatem nie są oni wiarygodnymi świadkami. Świadków zmartwychwstania jednak nie brakuje. Za nich uważają się przede wszystkim apostołowie. My jesteśmy świadkami wszystkiego, 4

co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie... Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu – mówi św. Piotr w jednym z kazań zapisanych w Dziejach Apostolskich. Za świadka zmartwychwstania uważa się też św. Paweł, któremu Jezus ukazał się pod Damaszkiem. Same spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem, podobnie jak pusty grób, wcale nie są żelaznym, niezbitym dowodem zmartwychwstania. Dlaczego ten, który wskrzesił Łazarza i córkę Jaira na oczach setek ludzi, nie postarał się chociaż o jednego wiarygodnego świadka swojego zmartwychwstania? Dlaczego zostawił nas na łasce interpretacji wieloznacznego znaku pustego grobu i świadectwa osób, którym się objawił? Oczywiście, odpowiedzi jest wiele, ale najważniejsza dotyczy szacunku dla wolności człowieka. Gdyby fakt zmartwychwstania był niepodważalny, trudno byłoby odmówić bóstwa Jezusowi z Nazaretu. A tak pozostaje człowiekowi możliwość wyboru: chcę albo nie chcę uwierzyć w zmartwychwstanie. Sytuacja ludzi z XXI wieku niewiele się różni od tych, którzy byli współcześni Jezusowi. Oni i my mamy tylko fakt pustego grobu i świadectwo apostołów. Tylko od nas samych zależy, czy to nas przekona do Jezusa i jego zmartwychwstania. KS. JERZY LIMANÓWKA MONITOR POLONIJNY

FOTO: ARCHIWUM

Sekret zmartwychwstania


ANKIETA

Jak spędzą święta?

Mieszkamy z mężem (też Polakiem) w Bratysławie od listopada 2003 roku, kiedy to podjęliśmy pracę - ja w firmie „British Airways”, mąż w IBM. Święta spędzimy razem na Słowacji. Na Mazurach, gdzie się wychowałam, nigdy nie przygotowywaliśmy żurku, ale za to było bardzo dużo różnych ciast, m.in. słynna babka. Postaram się przyrządzić jakieś potrawy wielkanocne, może przygotuję pi-

FOTO: ARCHIWUM

Katarzyna Wachelka z Zabrza

sanki? Prawdopodobnie pójdziemy ze święconką do kościoła. Tegoroczne święta traktuję przede wszystkim jako okazję do odpoczynku.

Radosław Łach z Grudziądza W Bratysławie pracuję od maja ubiegłego roku w IBM i, przyznam, jestem zmęczony słowacką mentalnością oraz usługami na niskim poziomie. Święta spędzę w Polsce z rodziną, choć jestem niewierzący i ten okres to dla mnie tylko rodzinna tradycja. Nie wyobrażam sobie, żebym święta miał spędzać samotnie w obcym kraju. Jeszcze nigdy nie spędzałem ich poza domem, a w naszej rodzinie mają one szczególny charakter, ponieważ to czas odwiedzin, wspólnego biesiadowania przy stole. MARZEC 2005

Agnieszka Staniszewska z Łomży W Bratysławie mieszkam od lipca zeszłego roku, wtedy bowiem podjęłam pracę w firmie „SkyEurope”. Już się przyzwyczaiłam do nowych warunków, ale pewnie nie pozostanę na Słowacji dłużej, bowiem chciałabym spróbować szczęścia i popracować jeszcze gdzie indziej za granicą. Od czasu przyjazdu na Słowację bardzo rzadko widuję moją rodzinę. Święta chciałabym spędzić w rodzinnym domu, z trójką mojego rodzeństwa, rodzicami i babcią. To jedyna okazja, by spotkać się z rodzeństwem, które, podobnie jak ja, rozjechało się po świecie. U nas w domu święta są tradycyjne, ze święconką i typowymi polskimi potrawami. Mój wyjazd jest jednak uzależniony od tego, czy dostanę urlop. Jeśli nie, to pewnie będę pracować, a odrobinę czasu wolnego spędzę gdzieś poza Bratysławą. FOTO: ARCHIWUM

więta Wielkanocne już za pasem. W tym roku wyjątkowo wcześnie będziemy obchodzić rocznicę zmartwychwstania Jezusa. Ale jak? W ubiegłorocznym numerze wielkanocnym „Monitora Polonijnego“ prezentowaliśmy sposoby przygotowań i obchodów świąt Polaków mieszkających na Słowacji od dłuższego czasu. W tym roku zaciekawiło nas, jak te święta spędzą nasi rodacy, którzy od niedawna mieszkają na Słowacji, a którzy w większości przyjechali do tego kraju, by podjąć pracę. Od jakiegoś bowiem czasu słyszymy, że w międzynarodowych firmach znalazło pracę sporo osób z Polski. Dziś świat stoi otworem, odważny człowiek może znaleźć zajęcie w różnych zakątkach świata. Również z różnych zakątków świata może wrócić na święta do domu rodzinnego bądź spędzić je w nowym miejscu. Czego oczekują, jak sobie wyobrażają tegoroczne Święta Wielkanocne młodzi Polacy, przedstawiamy w poniższej ankiecie.

FOTO: ARCHIWUM

Ś

5


W Bratysławie mieszkam od października 2003 roku. Przyjechałam w odwiedziny do znajomego Polaka i okazało się, że mogę podjąć pracę w IBM, więc zostałam. Zeszłoroczne Święta Wielkanocne spędzałam sama w Bratysławie, bo na tak krótki okres nie opłacało się jechać do domu. Siedziałam dwa dni w mieszkaniu, oglądałam słowacką telewizję. Bałam się wyjść na dwór, żeby mnie

FOTO: ARCHIWUM

Karolina Sieracka z Gdyni

nie oblano wodą. Ugotowałam sobie jajka na twardo i to były moje święta. Ale odpoczęłam. W tym roku będzie inaczej.

Zmieniła się moja sytuacja, mam narzeczonego – Słowaka, z którym spędzimy te święta razem. Chcę przygotować pisanki,

jajka w majonezie, które bardzo smakują mojemu chłopakowi, może rybę w galarecie. Wybierzemy się też ze święconką do

Wielkanocna W pochmurną wielkanocną sobotę w kierunku kościoła szła szybkim krokiem drobna stara kobieta. Tę drogę przemierzała codziennie. Ona sama nie uważała się za dewotkę, ale nieliczni krewni właśnie tak ją nazywali. Już od dzieciństwa uwielbiała Wielkanoc. Kadzidła, dzwony, chór śpiewający Alleluja. Ale w to sobotnie rano poczuła w sobie nutkę zwątpienia. Jakie jest jej życie, którego sens odmierzają posiłki burego kocura z nadwagą – jedynego towarzysza? W kościele mimo wczesnej godziny był tłum ludzi. Przepychali się z koszykami w kierunku stołów przykrytych białym obrusem. „Są katolikami dwa razy w roku” – pomyślała o nich z niechęcią. Jak zawsze ze skupieniem słuchała słów księdza. Nagle, na stole, wśród wielu innych rzeczy, zobaczyła w jednym koszyku pomarańczę. Kto się odważył pomiędzy tradycyjne pokarmy włożyć taki egzotyczny owoc? Dla niej było to prawie jak świętokradztwo. Nie mogła już skupić się na słowach księdza. Ta pomarańcza przyciągała jej wzrok, wręcz fascynowała. Zrozumiała, że musi ją wziąć. W ogólnym zamieszaniu, które nastąpiło po poświęceniu pokarmów, udało się jej szybkim ruchem ręki włożyć owoc do kieszeni wiosennego płaszcza. 6

MONITOR POLONIJNY


Aleksandra Grudzińska z Łodzi Na Słowacji jestem od lipca 2004 roku. Tu podjęłam pracę w firmie „British Airways”. Tegoroczne Święta Wielkanocne zamierzam spędzić z moim narzeczonym w Polsce. Będzie to dla mnie okazja do spotkania się z rodziną, której nie widuję zbyt często, od kiedy mieszkam i pracuję na Słowacji. Dla mojego narzeczonego, Słowaka, będzie to okazja do poznania czegoś nowego, ponieważ pochodzi z rodziny ewangelickiej. Tradycyjnie udamy się więc do kościoła ze święconką, cieszę się

FOTO: ARCHIWUM

kościoła, choć słyszałam, że tylko w nielicznych kościołach w Bratysławie jest kultywowana tradycja święcenia pokarmów. Mój narzeczony jeszcze nigdy nie szedł ze święconką do kościoła, a bardzo mu się podobają nasze zwyczaje. Gdy spędzaliśmy pierwsze nasze wspólne święta w Polsce – Boże Narodzenie – bardzo mu się spodobał zwyczaj łamania się opłatkiem. To ciekawe, wzajemne wzbogacanie się kulturowe.

również na wielkanocne potrawy: żurek, kiełbasę, jajka. W przyszłości prawdopodobnie święta będziemy spędzać na zmianę: raz w Polsce, raz na Słowacji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MELANIA MALINOWSKA

pomarańcza Ukradła w kościele. Zgrzeszyła. Ona, która w swoim życiu przestrzegała prawa, nie łamała konwenansów i dotrzymywała tradycji... Nie mogła się doczekać, kiedy wbije paznokieć w twardą, porowatą skórkę pomarańczy. •

W najbardziej słonecznym kącie małego mieszkania stoi donica z drzewkiem pomarańczowym. Stara kobieta, której sens życia odmierza pojawienie się nowego listka na wychuchanej roślinie, płacze. W tym roku na Wielkanoc pierwszy raz drzewko zaowocowało - jedynym owocem pomarańczy. Było to jedno z najpiękniejszych wydarzeń w jej życiu. Grzesznym życiu – nie przestrzegała prawa, łamała konwenanse i nie dotrzymywała tradycji. W kościele nie była już dawno, ale dziś, w Wielką Sobotę, ogarnęła ją przeraźliwa potrzeba podzielenia się tą radością choćby z samym Bogiem... Gdy brała koszyk ze stołu, pomarańczy w nim już nie było... AGATA SASKA MARZEC 2005

ILUSTRACJE: TADEUSZ BŁOŃSKI

7


FOTO: ARCHIWUM

Jan Nowak-Jeziorański (1914 – 2005)

Urodził się 2 października 1914 roku jako Zdzisław Jeziorański. W Warszawie ukończył gimnazjum im. Adama Mickiewicza, na uniwersytecie poznańskim studiował ekonomię, był starszym asystentem prof. Edwarda Taylora. Nakaz mobilizacji przerwał mu pisanie pracy doktorskiej. W czasie kampanii wrześniowej dostał się do niewoli niemieckiej, z której udało mu się zbiec. Od 1941 roku działał w konspiracji pod pseudonimem „Jan Nowak“ i odtąd to nazwisko towarzyszyło mu przez całe życie. Komenda Główna Armii Krajowej powierzyła mu, jako osobie nie związanej z żadnym ugrupowaniem politycznym, niezmiernie ważną funkcję emisariusza. Pięciokrotnie, jako kurier „Zych”, 8

W

dniu 21 stycznia 2005 roku zmarł Jan Nowak-Jeziorański, legendarny kurier z Warszawy, człowiek, który, choć dziesiątki lat przebywał poza Polską, miał prawo o sobie powiedzieć: „Mój aparat nadawczo-odbiorczy był zawsze nastawiony na Polskę, poczynając od 1945 roku, a zwłaszcza kiedy zacząłem pracować naprzód w polskiej sekcji BBC, a później w Radiu „Wolna Europa”. Choć przyjął obywatelstwo amerykańskie, zawsze odżegnywał się od miana emigranta politycznego. Żył dla Polski i Polaków.

przemierzał okupowaną Europę na trasie Warszawa – Londyn, pośrednicząc między przywódcami państwa podziemnego i rządem RP na uchodźstwie. Walczył w powstaniu warszawskim, podczas którego wziął ślub z Jadwigą z Wolskich, łączniczką „Gretą”. Po upadku powstania udało mu się z żoną dostać za granicę, dokąd wywiózł dokumenty o tragedii powstańczej. Już w 1945 roku opublikował pracę 63 dni Powstania Warszawskiego, a dwa lata później Rosja wobec Powstania Warszawskiego. W latach 1948–1952 stał na czele polskiej sekcji BBC. Po raz pierwszy przemówił do rodaków w kraju 3 maja 1952 roku przez mikrofony Radia „Wolna Europa“ – Głos Wolnej Polski jako jego dyrektor. Stano-

wisko to objął z rekomendacji większości politycznych środowisk emigracyjnych i wytrwał na nim do roku 1975. Do swoich szczególnych osiągnięć tego okresu zaliczył kampanię na rzecz repatriacji Polaków z ZSRR i demaskowanie działalności gen. Mieczysława Moczara. Po odejściu z Radia „Wolna Europa“ mieszkał z żoną przez dwa lata na przełęczy Pass Thurn w Austrii, gdzie napisał książkę Kurier z Warszawy, utrwalającą jego okupacyjne przeżycia. Z Europy przenieśli się do Waszyngtonu. Tam powołano go na odpowiedzialne stanowisko konsultanta Państwowej Rady Bezpieczeństwa USA. Funkcję tę pełnił za czasów prezydentur Cartera i Reagana. Był też dyrektorem krajowym Kongresu Polonii Amerykańskiej. MONITOR POLONIJNY


Po 1976 roku wspomagał opozycję w Polsce, a potem emigrację polityczną. W latach dziewięćdziesiątych angażował się w debaty na temat bezpieczeństwa międzynarodowego, stosunków amerykańsko-europejskich, stosunków z Rosją. Polemizował z opiniami szkodliwymi dla Polski. Zabiegał o wsparcie USA dla polskich wysiłków na rzecz transformacji ustrojowej. W latach 1993 – 1999 zaangażował się bez reszty w sprawę zapewnienia Polsce trwałego bezpieczeństwa poprzez przyjęcie jej do NATO. Nic więc dziwnego, że dzień przyjęcia Polski do Sojuszu był dniem jego osobistego triumfu. Później z nie mniejszym zapałem zabiegał o włączenie do Sojuszu Litwy, Słowacji, ale także Estonii, Łotwy, Rumunii i Bułgarii. Ponowny triumf przeżył 1 maja 2004 roku, w dniu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Po przełomie 1989 roku często przyjeżdżał do Polski. W Telewizji Polskiej prowadził cykl programów „Polska z oddali”. Trzy lata temu powrócił do Polski na stałe. Wydał kilka zbiorów wspomnień, esejów i artykułów, m. in. W poszukiwaniu nadziei, Polska droga do wolności, Wojna w eterze, Rozmowy o Polsce, Polska z oddali, Polska z bliska, Polska wczoraj, dziś i jutro. To o Janie Nowaku-Jeziorańskim prof. Geremek powiedział: „Zmarł jeden z najwspanialszych ludzi, jakich w życiu spotkałem. On nadaje właściwy blask i sens słowu patriota”. dmm MARZEC 2005

Ponad 20 posłów z „Samoobrony” ze swoim przewodniczącym Andrzejem Lepperem na czele zablokowało mównicę sejmową. Posłowie trzymali transparent z napisem: „Stop dla wyprzedaży służby zdrowia. Ratujmy chorych, broniąc płac w służbie zdrowia“.

Około 30 osób demonstrowało przed Sejmem poparcie dla projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, o którym dyskutują posłowie. Według organizatora, Centrum Praw Kobiet, pikieta miała też upamiętnić kobiety, które zostały zamordowane przez partnerów.

Jedna piąta Polaków stosuje wobec swoich dzieci kary cielesne - wynika z badań CBOS, przytoczonych przez „Gazetę Wyborczą”. Tyle samo badanych uważa, że rodzicom wolno bić własne dziecko. Dziennik publikuje wyniki badań w związku z przewidzianymi w Sejmie pracami nad projektem zmian w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Urzędnicy pozbawili honorowych dawców krwi ulgi podatkowej. Nie będą już oni mogli odpisywać od dochodu równowartości oddanej krwi - pisze „Życie Warszawy”

Stała, pewna praca i niezła pensja w firmie z tradycjami. Wystarczy skończyć odpowiednią szkołę – taką ofertę ma dla młodych ludzi... Wojsko Polskie. W tym roku po raz pierwszy do szkół podoficerskich będą przyjmowane osoby, które wcześniej nie służyły w armii. W końcu grudnia 2004 roku w warszawskim urzędzie pracy zarejestrowanych było 64,5 tys. bezrobotnych. Osób poszukujących pracy było jednak zdecydowanie więcej - poinformowano na konferencji prasowej w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy Aż 69% internautów uważa, że prostytucja w Polsce powinna być legalna, a osoby „pracujące” w tym zawodzie mają prawo do pracowniczych

przywilejów - wynika z sondażu przeprowadzonego przez Wirtualną Polskę

Sejm nie będzie zajmował się zmianą w ustawie antyaborcyjnej. Większość posłów odrzuciła propozycję SLD, by Sejm zaczął debatę o złagodzeniu przepisów. Marszałek zapowiedział, że takiej dyskusji nie będzie ani na kolejnym, ani na żadnym innym posiedzeniu do końca kadencji.

Polacy zatrudniani za granicą zarabiają mniej, niż wynosi płaca minimalna, mieszkają w fatalnych warunkach, nie otrzymują wynagrodzenia za nadgodziny i nie są ubezpieczani. W Wielkiej Brytanii, dokąd wyjeżdża pracować najwięcej naszych rodaków, co piąty pada ofiarą nadużyć - pisze „Rzeczpospolita”. NA PODSTAWIE PAP PRZYGOTOWAŁA MELANIA MALINOWSKA 9


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZ

J

ak co roku, w Instytucie Polskim odbyło się spotkanie noworoczne bratysławskiej Polonii. Po raz kolejny Polacy i zaprzyjaźnieni Słowacy spotkali się w miłej atmosferze, aby podsumować rok 2004 i porozmawiać o planach na rok bieżący. Zebranych powitała Beata Wojnarowska, obecna prezes Klubu Polskiego Region Bratysława, która przedstawiła program imprez polonijnych na nadchodzące miesiące. Wspomniała o siódmym balu polskim w hotelu Dukla, zapowiedziała wizytę teatru amatorskiego z Wiednia, który wystąpi z okazji święta Konstytucji 3 Maja, a także chóru polonijnego „Gaudete”, ró-

W

Wiedniu Polonia zorganizowała III Bal Wiosny, który odbył się 29 stycznia br. „Dlaczego »bal wiosny«? Ponieważ wiosna niesie ze sobą coś nowego, nadzieję, a my poprzez charytatywny charakter balu staramy się pomóc potrzebującym” - poinformowała nas organizatorka balu, Maria Buczak, z Polsko-Austriackiego Stowarzyszenia „Takt”. Na balu w reprezentacyjnej sali Pałacu Ferstel bawiło się 165 osób, z czego dwie trzecie to Polonia, pozostali to goście austriaccy. Imprezę uświetniły swoją obecnością gwiazdy z Polski: Grażyna Torbicka, Jacek Cygan oraz Ryszard Rynkowski. O północy goście wysłuchali koncertu operowego. Nie zabrakło też polskiego żurku z kiełbasą, który przygotowała restauracja, prowadzona przez panie polskiego pochodzenia. mw 10

FOTO: STANO STEHLIK

wnież z Wiednia, mającego uświetnić obchody polskiego Święta Niepodległości. Następnie Małgorzata Wojcieszyńska przypomniała o 10. rocznicy powstania „Monitora Polonijnego” i poinformowała o projekcie wydania w związku z tym specjalnego, jubileuszowego numeru czasopisma, oraz o planowanej wystawie, przedstawiającej dorobek redakcji. Pani Iwona Frączek, wicedyrektor Instytutu Polskiego, zaprosiła Klub Polski na imprezy i spotkania organizowane przez Instytut. FOTO: ARCHIWUM

FOTO: STANO STEHLIK

Po części oficjalnej wszyscy goście udali się na słodki poczęstunek, który, jak co roku, przygotowany został dobrowolnie przez polskie i słowackie gospodynie. Nie zabrakło również dobrego wina. Atmosfera całego spotkania była bardzo sympatyczna, co potwierdza zasadność organizowania tego typu spotkań polonijnych.

Mamy nadzieję, że będą one kontynuowane jeszcze przynajmniej najbliższych 100 lat. MELANIA MALINOWSKA

W

styczniu w Instytucie Polskim w Bratysławie odbyła się prezentacja prywatnej Szkoły Morskiej z Gdyni. Celem spotkania było poinformowanie przede wszystkim młodzieży o możliwościach kształcenia na oficerów morskich. Trwające dwa i pół roku studia kosztują 660 euro. Szkołę co roku opuszcza około 100 młodych ludzi, którzy zyskują stopień oficera wachtowego lub oficera mechanika statku morskiego. „W tym zawodzie poszukuje się na całym świecie do pracy od 40 do 50 tysięcy oficerów” - poinformował Krzysztof Michnal, prezes Zarządu Szkoły Morskiej w Gdyni. „Miesięczne zarobki zaczynają się od stawki 1800 dolarów, a stawki kapitańskie wynoszą od 4000 do 6000 dolarów”. Naukę w Gdyni pobierają chłopcy z różnych krajów, wśród nich jest też jeden Słowak. Prezentacja wzbudziła duże zainteresowanie zebranych na sali. Szkoda tylko, że termin spotkania uniemożliwił dotarcie do Instytutu większej liczbie młodzieży, bowiem w tym dniu na Słowacji wręczano uczniom świadectwa ukończenia pierwszego półrocza nauki. mw MONITOR POLONIJNY


EGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Do

podpisania umowy o współpracy między Zespołem Szkół nr 3 im. ks. prof. Józefa Tischera z Wadowic a średnią szkołą spożywczą w Bratysławie (Stredné odborné učilište potravinárske) doszło dnia 15.02.2005 r. w Bratysławie. Celem współpracy jest wymiana doświadczeń i praktyk zawodowych. Podczas podpisywania umowy obecni byli dyrektorzy szkół oraz nasza koleżanka z Klubu Polskiego - Beata Wojnarowska, która pomogła w nawiązaniu współpracy. mw

We

FOTO: MARTIN KUBUŚ

wtorek, 8 lutego w Štátnej vedeckej knižnici w Bańskiej Bystrzycy odbyło się spotkanie z polskim pisarzem Andrzejem Stasiukiem, podczas którego była prezentowana jego książka „Dukla” w przekładzie Jozefa Marušiaka. Organizatorami tego przedsięwzięcia byli studenci polonistyki FiF UMB z Bańskiej Bystrzycy oraz Instytut Polski z Bratysławy. Fragmenty przekładu odczytał aktor Michal Ďuriš. Autor wyznał, że jest miłośnikiem Słowacji, często odwiedza wraz z przyjaciółmi Bardejov. „Zwłaszcza Słowacja wschodnia jest dla mnie czymś fascynującym i jednocześnie kompletnie nieznanym - gotycki Bardejov, cygańskie slamsy, muzeum Warhola. Potoczne myślenie Polaków o Słowacji to postrzeganie jej jako kraju, do którego jeździ się tylko na narty” – powiedział. Być tzw. Środkowoeuropejczykiem - to inność, być mieszkańcem tego regionu - to wolność, dobra dla artysty, pozwalająca rozwijać wyobraźnię. Stasiuk w swoich książkach ukazuje stereotypy - trzeba mówić zawsze prawdę, trzeba się bawić i grać tymi stereotypami. STUDENCI III ROKU POLONISTYKI UMB Z BAŃSKIEJ BYSTRZYCY

MARZEC 2005

„Tu rozgłośnia Kraków, tu rozgłośnia Koszyce” Każdy chyba lubi przynosić dobre wiadomości. Cieszę się i ja, mogąc w poniższym artykule przekazać interesujące i pozytywne dla nas wieści o wzajemnej współpracy radiofonicznej Kraków – Koszyce. Wszystko to zaczęło się 9 lutego, kiedy to do rozgłośni radiowej w Koszycach zawitał wraz z dziennikarzami prezes Radia Kraków z propozycją wzajemnej współpracy. Jako wieloletni radiowiec przywitałam tę ofertę z wielkim entuzjazmem. Ciekawy zbieg okoliczności zrządził, że dwa regionalne studia, czyli Kraków i Koszyce, powstały w tym samym czasie. Radio Kraków, najstarsza rozgłośnia regionalna w Polsce, swoją działalność zainaugurowało 15 lutego 1927 roku. Koszyckie radio zaistniało w eterze 17 kwietnia 1927 roku. Jak wyobraża sobie współpracę prezes Radia Kraków Janusz Andrzejowski? „Wielu mieszkańców Małopolski, w szczególności Krakowa, często wyjeżdża na Słowację w celach turystycznych. Przyznam się, że sam jestem fanem Słowacji i nie jestem w tym osamotniony, co zresztą widać na słowackich drogach. Uważam, że po informacje o Słowacji najlepiej sięgać do źródeł, czyli właśnie do rozgłośni słowackiej, która przybliży nam elementy historii czy inne ciekawe rzeczy, których nie znajdziemy w przewodnikach. Chodzi nam również o szybkie przekazywanie informacji o warunkach drogowych, w sezonie narciarskim o wysokości pokrywy śnieżnej w górach itp.” Żyjemy bardzo blisko siebie, ale stosunkowo mało o sobie wiemy, dlatego współpraca radiofonii ma przybliżyć Polaków Słowakom i Słowaków Polakom. Z kolei dziennikarz Jan Stępień wyraził nadzieję, że rozgłośnie będą wymieniać między sobą nagrania muzyczne i że w krakowskim radiu pojawią się nowe zespoły muzyczne. Wspomniał tu o zespole No name, którego nagrania są już znane polskim słuchaczom. Dzięki takiej współpracy młodzi polscy wykonawcy będą prezentowani na Słowacji. „Mamy wspaniałe teatry, reżyserów. Bardzo chętnie wymienimy doświadczenia i zaprezentujemy to, co w kulturze polskiej, krakowskiej jest najważniejsze” - dodał Stępień. Ponieważ już niedługo przyjdzie lato i polscy turyści tłumnie zjadą na Słowację, w koszyckim radiu będą przedstawiane najciekawsze miejsca tego kraju, który jest przepiękny i stale jeszcze nie poznany. Niebawem, w maju, będziemy obchodzić pierwszą rocznicę wejścia naszych krajów do Unii Europejskiej. W związku z tym regionalne studia w Krakowie i Koszycach zaplanowały szereg imprez związanych z obchodami rocznicowymi, o czym na pewno powiadomimy Państwa w odpowiednim czasie. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS 11


WYWIAD MIESIĄCA Grażyna Torbicka: Od wielu lat cieszy się Pani nie słabnącą popularnością. Jakie to uczucie być lubianym przez telewidzów? Nie traktuję siebie jako Grażyny Torbickiej z okładki gazety, ba, nawet czasami, widząc swoją fotografię, zastanawiam się, czy to ja. Życie toczy się jakby dwutorowo: z jednej strony codzienność, a z drugiej zadowolenie, że mogę wykonywać pracę dziennikarską i prezenterską, czyli to, co naprawdę lubię, co mnie pasjonuje. Miałam szczęście, że udało mi się zaistnieć w tym zawodzie. Marzyła Pani o takiej pracy? Zawsze chciałam być dziennikarką, zajmującą się kulturą i sztuką. Nie marzyłam o telewizji i nie przywiązywałam wagi do popularności być może dlatego, że dorastałam w klimacie popularności mojej mamy (Krystyny Loski, spikerki telewizyjnej = przyp. red.). Jako mała dziewczynka dziwiłam się, że nieznani ludzie uśmiechają się do niej na ulicy. Ona te uśmiechy odwzajemniała. Dla mnie to była sytuacja zastana, być może dlatego popularność nie była dla mnie celem. Co więcej, drażniło mnie to. Podczas zakupów, kiedy chciałam, żeby mi mama doradziła, inni mi ją odbierali, chcieli z nią porozmawiać, zamienić dwa zdania. Ale teraz Pani pewnie też odwzajemnia uśmiechy na ulicy, rozmawia z wielbicielami? W tej pracy akceptacja publiczności jest szalenie dopingująca. Nawet teraz, w Wiedniu, w jednym sklepie podeszła do mnie pewna pani, rozpoznała mnie i wyraziła zadowolenie z naszego spotkania oraz przekazała pozdrowienia dla mamy. 12

Trzeba mieć pewien dystans do swojej pracy

J

est jedną z najbardziej lubianych postaci pojawiających się na szklanym ekranie. Dziennikarka, prezenterka telewizyjna i estradowa. Subtelna, elegancka, piękna, urocza, interesująca, inteligentna, ambitna, tak ją opisują wielbiciele i ci, którzy z nią współpracują. Osoba, którą zna cała Polska, swoim urokiem i profesjonalizmem zyskała też sympatię Włochów, kiedy to kilka lat temu prowadziła uroczystość rozdania nagród na międzynarodowym festiwalu filmowym w Wenecji. Grażyna Torbicka, bo o niej mowa, w specjalnym wywiadzie opowiada o swojej pracy i podejściu do życia. Wspomniała Pani o pracy dziennikarskiej. Prowadzi Pani w telewizji publicznej program „Kocham kino“, którego, niestety, nie ma na antenie TV Polonia Szkoda, ponieważ przedstawiam dużo informacji o kinie międzynarodowym i polskim, co mogłoby Państwa - mieszkających za granicą - zainteresować. Moimi gośćmi były zarówno światowe sławy, jak Nicol Kidman, Oliver Stone, Rober de Niro, Steven Spielberg, jak i młodzi twórcy polskiego kina, aktorzy, aktorki. Czy zgodzi się Pani z określeniem, że jest Pani wizytówką na okręcie flagowym Polskiej Telewizji? Załoga na tym okręcie jest liczna, tworzymy zespół, a to, co widzowie oglądają na ekranie, to efekt pracy wielu ludzi. Z Telewizją Polską jestem związana od początku mojej pracy i nigdy jej nie zdradziłam. Mimo innych propozycji zostałam w TVP z nadzieją, że właśnie tu mogę realizować to, co mnie interesuje najbardziej, czyli propagowanie kultury. Wiele Pani koleżanek jednak z rozżaleniem opuściło TVP, uskarżając się na niezdrową atmosferę, uzależnienia od szefów, którzy wymagali bezwzględnej uległości.

Szef jest po to, żeby określał pewien kierunek pracy i zawsze od szefa jest się w pewnym sensie uzależnionym. Ważne jest to, żeby znaleźć sposób na siebie. Potem należy przekonać szefa, że to, co się robi, jest dla danej osoby najbardziej odpowiednie, że nie warto przerabiać jej na kogoś innego. Mimo różnych zakrętów, sporów miałam to szczęście, że udawało mi się przekonywać szefów do moich planów, zgodnych z moimi zainteresowaniami. Jeśli sugerowano mi coś, do czego nie miałam absolutnie przekonania, to nie kończyło się to konfliktem, ale poprzez wymianę argumentów znajdowaliśmy wspólne rozwiązanie. Telewizja jest o tyle niebezpieczna, że tu najczęściej człowieka mogą omamić pokusy zdobycia łatwej popularności. Dlatego trzeba mieć pewien dystans do swojej pracy. Jest Pani dziennikarką, choć większość widzów TVP kojarzy Panią z rolą spikerki. Od wielu lat pracuję głównie jako dziennikarka. Przygotowuję autorskie programy, które również prowadzę. Czasami prowadzę duże imprezy estradowe, programy rozrywkowe czy uroczystości galowe, które są transmitowane przez telewizję. Bardzo to lubię, bo jest to bezpośrednie spotkanie z publicznością. MONITOR POLONIJNY


A jakie inne zajęcie widziałaby Pani dla siebie? Zaczynałam moją pracę w telewizji jako reporterka, przygotowywałam materiały dokumentalne. Chętnie do tego wrócę, bo praca z drugiej strony kamery bardzo mi się podoba. Życie osób znanych jest łakomym kąskiem dla prasy bulwarowej. Pani chyba się udaje unikać plotkarskiego świata. Czy to znaczy, że prowadzi Pani nieskazitelnie czyste życie? Od „nastu“ lat, odpukać, jestem w szczęśliwym związku małżeńskim z tym samym mężczyzną, więc nie bardzo znajdują tu pole do działania ci, którzy tematów do plotek szukają w moim życiu. Czym są dla Pani wszystkie zdobyte nagrody? Przypomnijmy, że w zeszłym roku uzyskała Pani prestiżową nagrodę telewizyjną - Super-Wiktora, wcześniej otrzymała Pani sześć Wiktorów. Ten Super-Wiktor mnie „załatwił“, bo już nie mogę ubiegać się o kolejnego Wiktora. I jaką ja mam znaleźć motywację do dalszej pracy? Żarty żartami, ale muszę przyznać, że nagrody przynoszą ogromną satysfakcję.

Autorka dziękuje pani Marii Buczak z Wiednia za umówienie spotkania z Grażyną Torbicką.

W zeszłym roku tę nagrodę wręczała Pani mama, mówiąc: „To przecież jeszcze dziecko...“ Tak, przecież każda z nas jest dla swojej mamy zawsze dzieckiem. Czy mama doradza Pani w pracy zawodowej? Tak, oczywiście. Im jestem starsza, tym bardziej liczę się ze zdaniem mamy. Gdy byłam nastolatką, nie brałam jej zdania pod uwagę, co więcej, zachowywałam się dokładnie odwrotnie, bo młodym człowiekiem rządzi przekora. Z wiekiem przychodzi życiowa mądrość i człowiek zaczyna odróżniać te rady, które są radami od serca, od pseudorad. Powinno się wiedzieć, że mama zawsze daje rady od serca, ale to dopiero po jakimś czasie orientujemy się, że niewiele jest osób, które rzeczywiście szczerze, rzetelnie nas oceniają i ich uwagom i radom możemy zaufać, ponieważ są podyktowane przede wszystkim chęcią pomocy. Żeby się o tym przekonać, trzeba do tego dorosnąć. Obecnie sugestie mamy rozważam, biorę pod uwagę, choć nie oznacza to, że robię wszystko, co mi podpowiada. Ważne jest zachowanie swojego stylu i swojego zdania.

Myślała Pani kiedyś o tym, żeby wyjechać z Polski i osiąść gdzieś za granicą? Podziwiam wszystkich, którzy znaleźli swoje miejsce poza Polską. Na początku lat dziewięćdziesiątych mieszkałam dwa lata we Włoszech, gdzie mogliśmy oboje z mężem pozostać, bo obydwoje mieliśmy propozycje pracy. Zbyt tęskniłam za Polską, za rodziną, za miejscami, które lubię. Myślę, że to, co pomaga Polakom żyć poza Polską, to fakt, że znajdują w danym kraju swoją drugą połowę. Wtedy taki związek jest ważniejszy od tęsknoty za ojczyzną. Jeżeli ktoś znajduje dobrą pracę i miłość, to nic więcej mu do szczęścia nie potrzeba. Nasze miejsce jest tam, gdzie jest nasza druga połowa. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

FOTO: STANO STEHLIK

Miewa Pani tremę? Tak, przed każdą imprezą. Trema jest potrzebna do koncentracji, a jeśli jej nie ma, to znaczy, że wpadamy w rutynę i należałoby szukać innego zajęcia.


VII Bal Polski

K

arnawał to czas zimowych zabaw, maskarad, pochodów. Polakom żyjącym w Słowacji kojarzy się przede wszystkim z Balem Polskim, organizowanym co roku przez Klub Polski Region Bratysława oraz Ambasadę RP w Bratysławie.

tak uroczystym wstępie każdy mógł już bawić się przy typowej balowo-dyskotekowej muzyce, urozmaicanej polskimi i słowackimi przebojami. Szczególnie miłą niespodzianką tegorocznego balu było wystąpienie Urszuli Zomerskiej-Szabados, która zagrała i zaśpiewała kilka utworów. Aby tradycji stało się zadość również w tegorocznym karnawale - w sobotę 5 lutego - Ambasador RP Zenon Kosiniak-Kamysz i prezes bratysławskiego Klubu Polskiego Beata Wojnarowska w pierwszej parze poloneza otworzyli VII Bal Polski.

Dostojny polonez wyróżnia Bal Polski spośród innych balów, które w tym samym czasie odbywają się w Bratysławie, dlatego w rytmie tego wspaniałego tańca rozpoczęły całonocną zabawę prawie wszystkie przybyłe na bal pary. Po

Dla bawiących się w hotelu „Dukla” gości z Polski, Słowacji, Austrii organizatorzy przygotowali również polskie dania pyszne śledzie oraz bigos. Kulminacyjnym punktem balu była loteria. Wszyscy, którzy kupili losy, w napięciu oczekiwali, czy uda im się coś wygrać, czy też szczęście uśmiechnie się do nich dopiero za rok... A nagród w loterii było sporo: ciężkie do udźwignięcia butelki wina, bony na zakupy w hurtowni odzieżowej, prenumerata tygodnika „Polityka” i dziennika „SME”, kosze z niespodziankami, zabiegi w salonie kosme-


Klub Polski Region Bratysława składa podziękowania Ambasadorowi RP w RS, panu Zenonowi Kosiniakowi-Kamyszowi, oraz panu konsulowi Wojciechowi Bilińskiemu, a także Piotrowi Wardakowi za pomoc w przygotowaniu balu. Dziękuje również sponsorom, którzy finansowo wsparli przedsięwzięcie, czyli Janowi Badžgoňowi, Tadeuszowi Frąckowiakowi, Jurajowi Demidovowi oraz sponsorom, którzy ufundowali nagrody na loterię, a którymi byli: Ambasada RP w RS, Badžgoň Jan, CIECH, Clarins / Salon Piękności, Drogeria rodziny Šramków, Hurtownia OPERATÍVA Šamorín, ICE SLOVAKIA – Mária Sýkorová, Instytut Polski, Anna Jarina, KINO IMAX ORANGE, Kopalnia soli w WIELICZCE, KORATEX, MILI – Miroslav Lipovský, OPEL C and S, PETIT PRESS – wydawca dziennika SME, POLITYKA Spółdzielnia Pracy, SKY EUROPE, TAJPEX s.r.o., TEXTIL ŠAŇA, VINTOUR, Wydział Ekonomiczno Handlowy Ambasady RP. Pieniądze uzyskane z loterii zostaną przekazane na działalność szkółki piątkowej Klubu Polskiego w Bratysławie. Imprezę monitorowały słowackie media: TV Markiza, STV, TA3, Slovenský rozhlas, Radio Regina, Radio Express, dziennik SME

FOTO: STANO STEHLIK & ROBERTO PORADA

tycznym, a także wycieczka do Wieliczki, przelot samolotem do wybranego europejskiego miasta czy uroczysta kolacja w towarzystwie pana ambasadora z małżonką. Wybrańcy losu z uśmiechem odbierali swoje wygrane, a ci, którym tym razem szczęście nie dopisało, mieli satysfakcję, że pieniądze z loterii zostaną przekazane na rozwój działalności szkółki piątkowej. Zabawa trwała do białego rana a echo, ...cho!!!, ...ho!!!, ....o!!!!!! balu będzie dobrzmiewać jeszcze długo po zakończeniu karnawału. IRENA MALEC


Oscar dla Polaka Polski kompozytor Jan A. P. Kaczmarek zyskał Oscara za muzykę, którą skomponował do filmu „Marzyciel”. Film opowiada o Jamesie Matthew Barriem, autorze sztuki o Piotrusiu Panu, w którym główne role grają Johny Deep, Kate Winslet i Dustin Hoffman. Kaczmarek jako kompozytor debiutował w awangardowym „Laboratorium” Jerzego Grotowskiego. Założył „Orkiestrę Ósmego Dnia”. Po tournee po USA nagrał tam debiutancki album zatytułowany „Music For The End”. Od 1989 roku mieszka w Ameryce. Światową sławę zyskał dzięki kompozycjom do znanych filmów: „Całkowite zaćmienie”, „Plac Waszyngtona”, „Trzeci cud”, wszystkie w reżyserii Agnieszki Holland, oraz „Aimee i Jaguar” Maxa Farberbocka, „Niewierna” Adriana Lyne’a.

★ ★ ★ ★ ★ Pod koniec ubiegłego roku pojawiła się kolejna płyta Justyny Steczkowskiej zatytułowana „Femme Fatale”. Na krążku znalazło się 14 znanych piosenek z repertuaru zarówno światowych sław, takich jak: Edith Piaf, Marlena Dietrich, Marilyn Monroe, ale i polskich artystek: Ewy Demarczyk, Anny German czy samej Steczkowskiej. Ciekawe aranżacje, nowe klimaty starych przebojów plus ciekawe zdjęcia artystki ucharakteryzowanej na światowe divy są warte posłuchania i obejrzenia.

★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★

16

Polscy artyści wystąpili w specjalnym koncercie na rzecz ofiar tsunami. Koncert odbył się 6 lutego b.r. na Placu Teatralnym w Warszawie. Był transmitowany przez TVP 2 i TV Polonia, a promowała go piosenka Jacka Cygana i Romualda Lipki „Pokonamy falę”. W jej nagraniu wzięło udział wielu wykonawców, m.in. Irena Santor, Kayah, Zbigniew Wodecki, Maryla Rodowicz, Anna Maria Jopek, Urszula, Budka Suflera, „Kombi”, Justyna Steczkowska, Michał Wiśniewski. Oprócz artystów biorących udział

w nagraniu piosenki „Pokonamy falę” w koncercie wystąpili m.in. zespół „Blue Café”, „Sistars”, „Łzy”, Bogusław Mec. Trzygodzinny koncert zapowiadało 60 prezenterów i dziennikarzy telewizyjnych, którzy przedstawiali krótkie historie osób poszkodowanych podczas tragedii w Azji. Impreza miała charakter charytatywny. „Pokonamy falę, jeśli każdy z nas zbuduje brzeg z miłości swej...” – oto słowa piosenki, jednoczące Polaków z ofiarami w Azji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


6. MEDZINÁRODNÝ FILMOVÝ FESTIVAL BRATISLAVA

Úspešné “Wesele”- dobrý “Żurek”

7

kinosál Palace Cinemas v Auparku bolo od 3.-11. 12. 2004 dejiskom prehliadky celosvetovej filmovej produkcie v rámci 6. MFF Bratislava. Aj Poľsko malo svoje zastúpenie v dvoch sekciách. V súťažnej kategórii prvých a druhých hraných filmov sa prezentovalo snímkom „Wesele“ rež. Wojciecha Smarzowského oceneným v mnohých kategóriach na ostatnom FFF v Gdyni. V poradí druhý celovečerný film režiséra prináša neobyčajne ostrý a krutý pohľad na súčasnú spoločnosť. Ako predtext mu poslúžila svadobná hostina pri ktorej sa sťa v krivom zrkadle odráža obraz spoločnosti posadnutej chamtivosťou a kultom peňazí. Zámožný vidiecky farár Wojnar (vynikajúci herecký výkon Mariana Diędziela – cena za hlavnú mužskú rolu) v podkarpatskej oblasti vydáva svoju jedinú dcéru. Pozná veľkosť svojho majetku a je si vedomý toho, že za peniaze kúpi všetko. Aj zaťa pre svoju dcéru Kasiu (skvelá Tamara Arciuch – známa zo seriálu Adam i Ewa), ktorá v čase štúdia v meste otehotnela a jej partner o tom nechce ani počuť. Zať Janusz (Bartolomej Topa) ako morálnu satisfakciu dostáva luxusné športové Audi, ukradnuté a privezené z Nemecka švagrom miestneho farára. Ten za svoje služby žiada navyše aj dva hektáre pôdy. Problém je v tom, že majiteľom zeme je zanovitý dedko, ktorý nechce akceptovať pofidérne kšefty svojho syna i keď pôvodne mal zámer pôdu venovať vnučke ako veno. Keď sa farárov švagor, gangster, dozvie od pripitých svadobčanov že sľúbenú pôdu nezíska, odstrelí Wojnorovi prst na výstrahu. Ten v zúfalstve prehovára otca, aby súhlasil s prepisom pôdy a prostredníctvom podplateného notára (Arkadiusz Jakubik) previedol pôdu na nového majiteľa. Transakciu prekazí náhla smrť deda. Nebolo by vhodné narušiť svadobnú zábavu, a tak mŕtvola putuje do púzdra od MARZEC 2005

kontrabasu. Smarzowski nenecháva na svojich hrdinoch suchej nitky. Dvojtvárna morálka, korupcia, faloš a chamtivosť sú hlavné charakterové črty jeho protagonistov. Svet, ktorý predstavuje, je nechutne krutý ale bolestne pravdivý. Príznačným symbolom nenažranosti je svadobný bigos, ktorý uvarili z pokazených údenín, chutí výborne ale jeho zákernosť sa prejaví v plnej sile na toaletách. Silnou stránkou tejto humorne ladenej tragifrašky je dokonalá súhra profesionálnych hercov a amatérov. Mimochodom režisér obsadzoval všetkých hercov prostredníctvom konkurzu. Mnohí prirovnávajú jeho film k rovnomennej Wajdovej adaptácii Wyśpianského drámy zo 72. roku. Pokiaľ u Wyśpianského svojský rytmus scén a dialógov určuje svadobná hudba, tentoraz filmový rytmus limituje množstvo vypitého alkoholu a jeho vplyv na svadobčanov. Temporytmus kamery, strihu a hudby je v dokonalej symbióze s dramatickosťou dejovej línie. Právom bol tento filmársky skvost vybraný medzi šesť najžiadanejších titulov na premietanie počas Filmovej noci. Novinárska obec ho vysoko ocenila za univerzálnosť predostrenej témy v postsocialistickom priestore

a považovala ho za svojho favorita. Škoda, že u poroty nenašiel pochopenie. U mňa zvíťazil. V sekcii európsky film Poľsko predstavilo snímku Ryszarda Brylského „Żurek“. Tento absolvent Akadémie výtvarných umení na Filmovej škole v Łodzi nakrútil na motívy poviedky Olgy Tokarczuk trpko-smutný príbeh o bezradnej žene, hľadajúcej svoje miesto v súčasnom brutálnom svete. Snaží sa zachovať predovšetkým svoju tvár a česť. Príbeh sa odohráva v zabudnutej vidieckej osade na pohraničí v predvianočnom období. Halina (vynikajúca rola Katarzyny Figury) a jej mladučká dcéra Iwanka (Natalia Rybicka – známa zo seriálu Samo życie) hľadajú otca dieťaťa. Malo byť pokrstené počas Vianoc. Taký bol prísľub Haliny svojmu manželovi. Ten spáchal samovraždu po zrušení železničnej zastávky kde pracoval ako výpravca stanice. Ovinutý bielo-červenou zástavou sa hodil pod posledný vlak. 15ročná Iwanka, ktorá má niekoľkomesačné dieťa je zaostalá vo vývoji a tvrdošijne zamlčuje otca svojho syna. Matka pátra po identite neznámeho otca a núti dcéru k priznaniu. Tá však zakaždým označí iného a vystavuje tým svoju matku nepríjemným situáciam. Režisér a scenárista v jednej osobe vtisol príbehu hlbší rozmer univerzálnej ľudskej drámy. Vďaka za pekný umelecký zážitok. Film získal zvláštnu cenu poroty na FFF v Gdyni 2003. Na Bratislavskom festivale udelila porota hlavnú cenu izraelskému filmu „Or (môj poklad)“ pôsobivej psychologickej sonde vzťahu matky prostitútky a jej 16-ročnej dcéry. Do pozerania PAVOL BEDROŇ 17


Gdy radio zaczynało... TO WARTO WIEDZIEĆ

W

dniu 18 sierpnia 1925 roku o godz. 18.30 redaktor Stanisław Odyniec stanął przed mikrofonem próbnej radiostacji Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego, by przekazać do publicznej wiadomości informację, że koncesję na budowę i eksploatację urządzeń radiofonicznych na terytorium całego kraju otrzymała Spółka „Polskie Radio”. Po tej audycji stacja PTR zawiesiła swą działalność. Wśród niewtajemniczonych zdumienie było ogromne. Zadawano sobie pytania, dlaczego wybrano właśnie tę małą, nieznaną nikomu, istniejącą tylko na papie-

18

rze firmę, mającą w dodatku tylko symboliczny kapitał własny (przypomnijmy – 2 tys. złotych). Dlaczego pominięto Polskie Towarzystwo Radiofoniczne, którego działacze – entuzjaści radia – wygłaszali odczyty, prowadzili kursy, publikowali artykuły, „gardłowali” w parlamencie za ustawą radiową, które wreszcie jako pierwsze wprowadziło w eter polskie słowo? By odpowiedzieć na te pytania i rozwiać wątpliwości wokół zasadności takiej decyzji, powróćmy do roku 1923. Jesienią tego roku w Warszawie dyrektorowi polskiego koncernu „Siła i Światło”, inż. Tadeuszowi Sułkowskiemu, złożył wizytę powracający z Ameryki dr Zygmunt Chamiec, lekarz, który nigdy nie praktykował, natomiast znany był w sferach finansowych, bowiem piastował odpowiedzialne stanowiska w Polskiej Kasie Kredytowo-Pożyczkowej, a potem w Banku Handlowym. Dr Chamiec wrócił z Ameryki pod wyraźnym wpływem panującego tam szaleństwa radiowego. Jego wizyta u inż. Sułkowskiego nie była przypadkowa i zaowocowała założeniem w listopadzie 1923 roku Spółki „Polskie Radio” jako jednego z przedsiębiorstw koncernu „Siła i Światło”, pierwszej polskiej spółki akcyjnej powstałej po uzyskaniu przez kraj niepodległości. Spółkę tę zarejestrowano 5 lutego 1924 roku. Jej zadaniem było czekać i w odpowiednim momencie wystąpić o koncesję na nadawanie programu radiowego. Prezesem spółki był dr Chamiec, a oparciem finansowym praktycznie nieograniczony kapitał koncernu „Siła i Światło,” któremu podlegały elektrownie, elektryczne koleje dojazdowe, tramwaje, przedsiębiorstwo budowy sieci elektrycznej „Kabel Polski”, a nawet miasto-ogród Podkowa Leśna. Dyrektor tego świetnie zarządzanego koncernu, inż Sułkowski, był człowiekiem w Polsce znanym i szano-

wanym, posiadającym też liczne koneksje w zagranicznych sferach gospodarczych. Obu panom udało się przyciągnąć do nowej Spółki „Polskie Radio” wielu znaczących udziałowców. Jednym z nich był również Leopold Skulski, chemik, założyciel Narodowego Zjednoczenia Ludowego, przedstawiciel w Lidze Narodów, poseł na Sejm Ustawodawczy, który w 1919 roku przez sześć miesięcy był premierem, a potem ministrem spraw zagranicznych. Porównanie możliwości ekonomicznych i obszaru wpływów grupy osób stojących za Polskim Radiem z możliwościami Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego wyjaśnia nam decyzję o przyznaniu monopolistycznej koncesji na nadawanie programu na obszarze całego kraju właśnie Polskiemu Radiu. W chwili otrzymania koncesji Spółka „Polskie Radio” nie miała ani własnej stacji nadawczej, ani doświadczenia w realizacji programu radiowego, zawarła więc porozumienie z Polskim Towarzystwem Radiotechnicznym, które oddało jej do dyspozycji swoją radiostację. Polskie Radio uruchomiło ją 26 listopada 1925 roku. Pracowała ona do 14 marca 1926 roku, kiedy to Spółka „Polskie Radio” rozpoczęła nadawanie próbne przez własną stację radiową. Pierwsza oficjalna stacja nadawcza Polskiego Radia w Warszawie została uruchomiona 18 kwietnia 1926 roku o godzinie 17.00. Słowami: „Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480” rozpoczęło regularną emisję programu. Otwarcie stacji było wielkim wydarzeniem. Dokonał go ówczesny premier i minister spraw zagranicznych dr Aleksander Skrzyński, a przemawiali prezes zarządu Polskiego Radia inż. Tadeusz Sułowski oraz dyrektor dr Zygmunt Chamiec. Program zapowiadała Janina Sztompkówna. Tego samego dnia oddano do użytku rozgłośnię radiową w gmachu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie przy ulicy Kredytowej 1. Była to pierwsza rozgłośnia Polskiego Radia, składająca się z jednego studia o kubaturze ok. 100 m3 oraz pomieszczeń biurowych i technicznych. MONITOR POLONIJNY


MARZEC 2005

Janina Sztompka-Grabowska

Józef Opieński

Zbigniew Świętochowski

Ewa Chojnowska

Tadeusz Bocheński

Jeden kilowat mocy i zasięg wotnych 5 200 do 42 592. 30 km na detektor nie odpowiaOpłata abonamentowa wynodały potrzebom 30-milionowesiła 3 złote, ale nie każdy pogo państwa. Nic więc dziwnego, siadacz skrzynki z magiczże równocześnie z otwarciem nym zielonym okiem chciał ją Polskiego Radia przystąpiono płacić. W 1926 roku odbył się do budowy nowej stacji napierwszy w historii Polskiego dawczej na wydzierżawionej Radia proces „radiopajęcza150-metrowej działce (za cenę rza”, którym był właściciel kilograma żyta za metr kwadrawarszawskiej piekarni „Wartowy) na Forcie Mokotowskim szawianka”. Wyrok sądu był przy ul. Racławickiej 99. Zastosurowy – 500 zł grzywny. Ossowano tam nadajnik QD8 karżony tłumaczył się przed o mocy 10 kilowatów – seryjny sądem, że radio było dla nieprodukt firmy Marconi Wirless go lekarstwem na impotencję. Co. Ltd. Regularne nadawanie Znaczna większość abonenprogramu rozpoczęła stacja na tów nie traktowała jednak rafali o długości 1115 m (269 dia jako środka leczniczego, kHz) 2 stycznia 1927 roku. lecz z uwagą słuchała prograOwe 10 kilowatów było na owe mu radiowego, który już od czasy mocą ogromną, toteż początku był, jak oceniają hisstacja na Forcie Mokotowskim torycy Polskiego Radia, dojnależała do europejskiej czorzały i profesjonalny, porówłówki, nie ustępując takim sta- Olbrzymią popularność zdobył zawód spikera. Podziwiano humor, nywalny z audycjami innych przytomność umysłu i polszczyznę. Oto najsłynniejszi z nich. cjom, jak Rzym, Wiedeń czy stacji europejskich. Stale poPowróćmy jednak do czasów, gdy Pol- szukiwano nowych form - przez pierwBerlin. Antena o długości 130 m rozpięta była na masztach o wysokości 75 m. skie Radio zaczynało… Zaledwie kilka ty- szych dziesięć lat, nazywanych też złoOdbiór detektorowy zwiększył się do godni po inauguracji Spółka „Polskie Ra- tym wiekiem Polskiego Radia, niemal 90 km. Nadajnik był wielokrotnie moder- dio” zorganizowała w Warszawie, w gma- codziennie pojawiał się nowy pomysł, nonizowany. Polskie Radio zmieniło też stu- chu Szkoły Podchorążych przy Alejach wa forma. Słuchano wszystkiego - muzydio, przenosząc się w 1929 roku z ulicy Ujazdowskich, pierwszą Ogólnopolską ki, wykładów, programów literackich Kredytowej na ulicę Zielną 25, gdzie było Wystawę Radiową. Jej otwarcie zaplano- i sportowych, audycji dla dzieci i tzw. już pięć pomieszczeń studyjnych, z któ- wano na 15 maja 1926 roku, ale po po- transmisji z życia, przypominających dzirych największe miało kubaturę 1050 m3. łudniu 12 maja Szkoła Podchorążych, siejsze reportaże. Praca w radiu nie była Wielkim wydarzeniem było urucho- broniąca Belwederu, znalazła się w ogniu wtedy prosta, bowiem wszystko szło „na mienie silnej stacji nadawczej w Raszy- szturmujących Warszawę oddziałów żywo”, niczego nie zapisywano na żadnie, której budowę rozpoczęto w marcu marszałka Piłsudskiego. Przesunięcie nych nośnikach. Sensacją stało się wyj1930 roku, a uroczyste otwarcie nastąpi- otwarcia wystawy na czerwiec nie spo- ście z mikrofonem poza studio, który ło 24 maja 1931 roku. Antena o długości wodowało spadku zainteresowania nią - zainstalowano na trybunie sejmowej, 280 m była zawieszona na dwu stalo- zwiedziło ją ponad 70 tys. osób. Oble- i zapoczątkowanie służby sprawozdawwych masztach o wysokości 200 m ka- gano przede wszystkim stoisko radioa- czej Polskiego Radia. Ogromne wrażenie żdy. Było to najwyższe umieszczenie an- matorów, którzy przez własnoręcznie na opinii publicznej wywarło ogłoszenie teny radiofonicznej na świecie. Raszyn skonstruowane aparaty przesyłali na wyniku wyborów prezydenckich już w kilpracował na fali o długości 1339 m oczach widzów pozdrowienia dla radio- ka sekund po ogłoszeniu go w Sejmie. (224 kHz). Był najsilniejszą stacją radio- amatorów z Nowego Jorku, a już po kilku Pierwsza polska powieść radiowa Dni wą w Europie (120 kilowatów), jego za minutach otrzymywali od nich podzięko- powszednie państwa Kowalskich skupiasięg na detektor wynosił do 300 km, wania. Na wystawie pokazano m.in. urzą- ła przy radioaparatach całe rodziny. a na odbiornik lampowy 4 tys. kilome- dzenia studia, zorganizowano próby gło- Melomani z niecierpliwością oczekiwali trów. Z Raszyna do całego świata docie- sów z nagrodami dla najlepszych, a dzia- piątkowych transmisji koncertów z filharrał sygnał Warszawy, którym był Polo- łający w jej ramach urząd pocztowy wy- monii i nie przeszkadzały im ani trzaski nez A-dur Fryderyka Chopina, a po dał ponad tysiąc zezwoleń na posiadanie w eterze, ani zabłąkany w mikrofonie śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego radia. Po zakończeniu wystawy liczba głos damy, polecającej z sali koncertowej początkowe takty Pierwszej Brygady. abonentów wzrosła w 1926 roku z pier- swej gosposi przygotowanie kolacji dla 19


sześciu osób. Dużą popularnością cieszyły się też tzw. skrzynki radiowe, czyli audycje przygotowane na podstawie listów słuchaczy, zawierające porady z zakresu różnych dziedzin. Do radiowych anegdot przeszła historyjka, dotycząca redaktora jednej z takich skrzynek, pana Stempowskiego, który to słuchaczce, skarżącej się na wypadanie włosów, polecił zrezygnowanie z jazdy na rowerze. Oburzenie radiosłuchaczy było tak wielkie, że tylko dzięki swej popularności i tolerancji dyrekcji Polskiego Radia autor rady pozostał w rodzinie radiowców. W pierwszym dziesięcioleciu powstały rozgłośnie regionalne Polskiego Radia w Krakowie, Poznaniu, Katowicach, Wilnie, Lwowie, Łodzi, Toruniu. W 1937 roku dołączyły do nich Warszawa II, w 1938 Baranowicze. Każda z tych rozgłośni wzbogacała program ogólnopolski o to, co miała najlepsze i najoryginalniejsze: z Krakowa był to hejnał z wieży mariackiej, z Poznania gimnastyka poranna, z Wilna słuchowiska i audycje literackie, a ze Lwowa Wesoła lwowska fala Szczepcia i Tońcia. W 1927 roku Polskie Radio jako pierwsze w świecie zainaugurowało międzynarodową wymianę programów. Z zagranicy transmitowano przede wszystkim koncerty. Pierwszy był transmitowany z Wiednia. Z ogromnym wzruszeniem słuchano w 1931 roku transmitowanego z Lozanny koncertu Ignacego Paderewskiego. Polskie Radio jak magnes przyciągało zarówno pisarzy, dyrygentów, aktorów, jak i polityków. Było największą sceną, największym wydawnictwem, największą trybuną. W dwudziestoleciu międzywojennym jego pracownikami lub współpracownikami byli m.in. Stefan Jaracz, Aleksander Zelwerowicz, Jerzy Szaniawski, Jarosław Iwaszkiewicz, Maria Dąbrowska, Maria Kuncewiczowa, Grzegorz Fitelberg, Zdzisław Górzyński. Trudno znaleźć wśród artystów, pisarzy, polityków i uczonych kogoś, kto nie uległ magicznej sile radia. Ale też każdy, kto znalazł się w radiowym studiu, musiał liczyć się z tym, że poddaje się krytycznej ocenie tysięcy radiosłuchaczy. 20

Olbrzymią popularność zdobył zawód spikera. Podziwiano humor, przytomność umysłu i polszczyznę najsłynniejszej spikerki - pani Janiny Sztompkówny. Podziwiano legendarnego dziś spikera - Tadeusza Bocheńskiego, który z radiem związany był od początków jego istnienia przez całe swoje życie. Bocheński, zmarły w 1968 roku, pozostawił po sobie wspomnienia, zatytułowane Znam tylko Twoje listy. Spiker w owych czasach był profesją wyjątkową, nie był tylko „zapowiadaczem” programu, ale musiał czuwać nad jego wykonaniem, przyjmował występujących gości, po występie wypłacał im honoraria, obsługiwał urządzenia studyjne, nakręcał stojący w studiu gramofon sprężynowy, odbierał telefony, a wszystko to w stroju wieczorowym i na stojąco. Musiał być nienaganny, mieć podniosły tembr głosu, a jeśli się pomylił, to mówiła o tym cała Warszawa i bliższa oraz dalsza okolica. Wydarzeniem, zamykającym pierwsze dziesięciolecie Polskiego Radia, swoistym egzaminem technicznym i dziennikarskim była transmisja z pogrzebu marszałka Józefa Piłsudskiego w maju 1935 roku. Trwała 15 godzin. Na trasie konduktu, który kroczył ulicami Warszawy, potem koleją jechał do Krakowa i dalej już pieszo na Wawel, umieszczono 34 mikrofony dla 11 przemieszczających się sprawozdawców (na mikrofon w dzisiejszej postaci trzeba było jeszcze długo czekać). Pierwsze dziesięć lat Polskiego Radia to nie tylko okres jego rozwoju technicznego, okres niebywałego rozwoju radiofonii w Polsce oraz dziennikarstwa radiowego, ale również doniosły czas budowania przez Polskie Radio etosu radia publicznego, integrującego społeczeństwo polskie, oraz etosu polskiego radiowca. To wówczas Polskie Radio formowało wrażliwość społeczną i solidarność. Toteż dziś, w roku, gdy obchodzi ono swe osiemdziesięciolecie i jest instytucją cieszącą się największym zaufaniem społecznym, warto wiedzieć, jak zaczynało. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

J

uż po raz dwunasty redakcja prestiżowego tygodnika „Polityka” wręczyła swoje doroczne nagrody – Paszporty. Redakcja traktuje Paszporty „jako dowody artystycznej tożsamości międzynarodowej klasy twórców”. Otrzymują je twórcy młodzi, dopiero budujący swą znaczącą pozycję artystyczną. Nagrody „Polityki” przyznawane są za dokonania w następujących dziedzinach: literatura, film, teatr, sztuki wizualne, muzyka poważna, estrada. W tym roku Paszport „Polityki” w dziedzinie literatury otrzymał Sławomir Shuty za powieść Zwał, wydaną przez warszawskie wydawnictwo „W.A.B.” w 2004 roku. Powieść, o której Dariusz Nowacki, jeden z nominujących krytyków, napisał: „…jadowita, szalona i demaskatorska powieść, najbardziej nieprzyjemna książka ostatniego sezonu.” O Sławomiru Shuty koledzy z krakowskiego czasopisma „Ha!art” mówią, że jest totalną osobowością, fotografuje, reżyseruje, promocje książek zamienia w performance, pisze manifesty antykonsumpcjonistyczne. Ten prorok antykonsumpcjonizmu (jak sam siebie nazywa) śmieje się ze wszystkiego, z siebie też. Jest twórcą jednoosobowego Cyrku Shuty, który nazywa „błazenadą na żywo”. Podczas najgłośniejszych performeance’ów biczuje się parówkami z hipermarketu. Jego koledzy twierdzą, że w ten sposób „biczuje się za błędy konsumpcyjne rodaków”. MONITOR POLONIJNY


Paszport dla Sławomira

Shuty

Urodzony w 1973 roku w londyńskim przytułku w Nowej Hucie pisarz dla narkomanów, po powuważa, że właśnie w tym rocie do kraju wykopaliska mieście tkwi ogromny poarcheologiczne i znów tencjał literacki i filmowy. bank, naturalnie w Nowej BLIŻEJ Nic więc dziwnego, że Hucie, w którym wytrzyPOLSKIEJ strony swych książek zamał rok i trzy miesiące. KSIĄŻKI pełnia nowohuckimi bloDebiutował w 1999 roku kersami, oszołomionymi rekla- tomem opowiadań Nowy wspamą, bezrobotnymi, znajomymi, niały smak. W 2001 roku opubprzechodniami. Z właściwą so- likował powieść Bełbie ironią opisuje zarówno życie kot, rok później Cukier codzienne Nowej Huty, jak i to w normie oraz powieść „od święta“, a zna je doskonale, internetową Blok. Pisał ponieważ do 15 roku życia nie w „Rastrze,” „Lampie przekroczył granic swego osied- i iskrze Bożej” oraz la, gdyż, jak pisze: „Szkoła, sklepy, w kwartalniku undergmagiel, boisko sportowe, bu- roundowym „Ha!art”. dowlanka – osiedle było mikroJego pierwsze próby światem. Nie było potrzeby się prozatorskie, w których przede stamtąd ruszać. Rodzice też nie wszystkim krytykował Polaków palili się do wycieczek do Kra- za układne i leniwe przysposakowa”. Z wykształcenia bianie się do nowego, jest ekonomistą, absolkapitalistycznego systewentem krakowskiej mu, nie wzbudzały wielAkademii Ekonomiczkiego podziwu wśród nej. Po studiach szukał krytyków, którzy zarzuswego miejsca: cztery cali autorowi m.in. ulemiesiące pracował w banganie schematom liteku, potem była firma kurackim i wzorom małerierska, wojsko, praca go realizmu. Ich poMARZEC 2005

wściągliwość przełamał dopiero Zwał. Powieść stała się głośna. Uznano, że krytyka autorska jest w niej nie tylko dojrzała, ale nabrała ostrości. Ponadto, co z literackiego punktu widzenia i czytelniczego zresztą też bardzo ważne, powieść charakteryzuje się bogatą inwencją narratorską, ciętym dowcipem i wyrafinowanym stylem przekazu. Zwał jest opowieścią o grupie młodych inteligentów zatrudnionych w symbolicznym Hamburger Bank, o której autor pisze: „…jesteśmy jak wpuszczone do słodkich wód sukcesu, nieznające goryczy i groszy wielkiego oceanu, ryby gupiki”. Są w tej powieści systematyczne spotkania integracyjne z serkami i winogronkami. Jest menedżerka, która wie wszystko, co należy, zna ekskluzywne i najmodniejsze trasy turystyczne, kuchnię i samochody, opiekuje się pracownikami ciemiężonymi na najniższych szczeblach drabiny – idealna przedstawicielka konsumpcyjnego imperium. Jest Krzysio i inne tuzy najwspanialszego ze światów. W Zwale Shuty przetworzył rzeczywistość poznaną w czasie swej bankowej kariery. Jest to więc powieść nie tylko antykonsumpcyjna, ale także przedstawiająca najrozmaitsze stany uzależnienia, modły składane gadżetom i zachłystywanie się blichtrem cywilizacji. Marek Zalewski tak napisał o tej powieści: „…to napisana z drapieżnym humorem, ironiczna, a zarazem realistyczna proza, w której autor daje opowieść o kolejnym, tym razem pokoleniu straconym inaczej, bo w trybach kapitalistycznej rzeczywistości”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ 21


Tydzień tu, tydzień tam Od czwartku do czwartku Darek Gleb ma miesiące podzielone na tygodnie – od czwartku do czwartku. Cały tydzień spędza w pracy w ośrodku resocjalizacyjnym w Tomkach, kolejny tydzień – ze swoją rodziną w Bratysławie. Po tygodniu nieobecności ma co nadrabiać – czekają na niego żona i 5-letnia córeczka. Taki styl pracy wymagał wyrzeczeń, kiedy cztery lata temu Darek zdecydował się na nową pracę. „Było mi przykro, że nie widział niektórych postępów małej Ani, że zna je tylko z moich relacji telefonicznych” – mówi jego żona. „Brakowało nam Darka, ale trzeba było się z tym pogodzić”. Mama i córka nauczyły się żyć w cyklu: tydzień bez Darka, a potem tydzień z nim. Wbrew pozorom to wcale nie jest łatwe. Pracy Darka musiała podporządkować się cała jego rodzina. Dlaczego zdecydowali się na takie wyrzeczenia? „Byłam zaskoczona i pełna podziwu dla jego odwagi podjęcia pracy w zupełnie nowej dziedzinie” – wyjaśnia Elena Glebová.

G

rupa 14 młodych ludzi. Wszyscy po przejściach. Każdy z bagażem doświadczeń i życiowych zawirowań. Choć młodzi, wiedzą, co to znaczy sięgnąć dna i być uzależnionym. To wieczorne spotkanie grupy terapeutycznej narkomanów w ośrodku resocjalizacyjnym ROAD, n.o. w Tomkach koło Malacek. Pod okiem specjalisty opowiadają o swoich problemach. Darek Gleb służy im pomocą, podpowiada, naprowadza na właściwe ścieżki. Rozumie ich, w życiu przeszedł swoje. do Czechosłowacji zaczął pracować jako tokarz. Najpierw mieszkali w Pezinku, z teściami, potem w okolicy Senca. „Było ciężko, musieliśmy wcześnie wstawać, żeby dotrzeć na czas do pracy do Bratysławy” – opisuje Darek. „Zimą wstawałem o 4.30, żeby napalić w piecu i zdążyć na autobus o 6 rano. Potem Elenka dostała mieszkanie w Bratysławie”. Darek blisko 10 lat spędził w Bratysławie bez kontaktu z Polakami. „Bardzo tęskniłem za Polską, ale w Instytucie Polskim, który często odwiedzałem, nie natknąłem się na żadną informację o mieszkających tu Polakach”. Dopiero pod koniec 1996 roku po raz pierwszy spotkał rodaków, którzy, podobnie jak on, zdecydowali się zamieszkać na Słowacji.

Terapia

Początki Darek z Elenką poznali się w 1985 roku w Szczecinie, dokąd Elenka przyjechała z grupą studentów do pracy. Darek pracował w zakładzie chemicznym. Po dwóch latach znajomość zaowocowała ślubem. „Mogłem mieć mieszkanie w Warszawie, ale zastanawiałem się, co zaoferuję żonie oprócz octu i zielonego groszku. Podjąłem decyzję, że przeprowadzę się do niej” – wspomina Darek. Po przyjeździe 22

Do ośrodka terapeutycznego w Tomkach trafiają narkomani, którzy zdecydowali się wyjść z nałogu. Spędzają tam cały rok. Żyją w grupie pod okiem wychowawców–terapeutów, pracując (pomagają np. w pracach kanalizacyjnych, porządkują las) i dzieląc obowiązki między sobą: ktoś gotuje, ktoś robi zakupy, każdy jest za coś odpowiedzialny. Po południu – porządki i wspólne zajęcia, np. piłka nożna, siatkówka. Jak w rodzinie. Wieczorem

rozmawiają. Darek należy do tych, którzy mówią o problemach prosto w oczy, nie oszczędza rozmówcy. Oni wiedzą, że nie będzie „cackania się” z nimi. „Lubię ich, ale wiem, po co tu przyszli” – wyjaśnia nasz bohater. „To radość widzieć, jak ci ludzie się zmieniają: na początku nie potrafią sobie wyobrazić życia bez narkotyków, są rozbici, a po roku opuszczają ośrodek zupełnie inni”. Według nieoficjalnych statystyk 76% z nich to ludzie wyleczeni. Dlaczego „brali”? Żeby zasmakować czegoś nowego, odreagować złe relacje w rodzinie. Często są to młode osoby, pochodzące z rozbitych rodzin. Do ośrodka trafiają ludzie pełnoletni, najstarszy pacjent miał 40 lat. Darek pracuje w ośrodku cztery lata. Ma opinię wymagającego i bezpośredniego. Podopieczni wiedzą, że jest Polakiem. „Nie stanowi to przeszkody. Czasami się uśmiechną, gdy się przejęzyczę” – mówi nasz rozmówca. Połowę okresu ich pobytu spędza z nimi, żyje ich problemami, cieszy się ich sukcesami.

Odbić się od dna Zdecydował się na pracę z uzależnionymi, ponieważ sam przeszedł podobną drogę – walczył z alkoholizmem. Trzy lata uczęMONITOR POLONIJNY


FOTO: STANO STEHLIK

szczał do centrum uzależnionych alkoholików, miewał tzw. suche okresy, bywało, że nie pił 4 miesięce czy 9, ale potem następował kryzys. Wystarczyło, że pojawiły się problemy. „Mówiłem sobie, że każdy pije – to normalne. Alkohol był wszechobecny” – wspomina Darek. Niektórzy twierdzą, że alkoholik musi dotknąć dna, by się od niego odbić. „U każdego to wygląda inaczej. Dno to wcale nie musi być kałuża na ulicy” – wyjaśnia. Przełom nastąpił u niego 8 lat temu. „Przyznałem się sam przed sobą, że jestem alkoholikiem” – mówi. „Spojrzałem na siebie i postanowiłem, że nie będę pić”. Alkoholizm to choroba. Człowiek musi sam zdecydować, czy chce wyzdrowieć. Czy wyleczenie zależy od silnej woli? Jeśli kogoś boli wątroba, to musi on zdecydować, czy nadal będzie pić kawę, jeść słodycze i ciężkostrawne potrawy, czy wyeliminuje te pozycje z jadłospisu, by ratować swoje zdrowie. A jak to wpłynęło na rodzinę Darka? „To jest mój problem” – wyjaśnia. „Ten, kto ma chorą wątMARZEC 2005

robę, nie może zmuszać innych, aby nie jedli rzeczy, które jemu szkodzą”. W domu Darka nie ma alkoholu. Tak zdecydowała jego żona, choć nie był to warunek jego abstynencji. Po czterech latach od podjęcia przełomowej decyzji Darek otrzymał propozycję pracy na rzecz uzależnionych.

Nowe perspektywy Dziś Darek niesie ludziom nadzieję, pokazując możliwość wyjścia z trudnych sytuacji. Praca w ośrodku otworzyła przed nim nowe perspektywy. „Od kiedy przestałem pić, zrobiłem maturę, teraz rozpocząłem studia” – opisuje. „Wcześniej były aspiracje, ale nie było silnej woli. Moje życie dezorganizował alkohol”. Darek jest studentem pierwszego roku studiów zaocznych, kierunku praca socjalna, w Kate-

drze Pedagogiki Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Chce być lepszym terapeutą, chce się sprawdzić, udowodnić sobie, że stać go na więcej. Udowadnia, że na naukę nigdy nie jest za późno. „Choć mam 48 lat, nie czuję się stary. Pracuję z młodymi ludźmi, od nich czerpię energię” – wyjaśnia nasz bohater. „Bardzo dużo zawdzięczam mojej żonie, która nie akceptowała picia, ale akceptowała mnie” – dodaje. Elenkę cieszy fakt, że Darek odnalazł swoje miejsce w nowej pracy, bo przecież nie każdy nadaje się do takich zadań. Ludzie, z którymi pracuje, to jego druga rodzina. „To trudna droga dla naszej rodziny, ale wiem, że nie byłabym szczęśliwsza, gdyby Darek był cały czas z nami, bowiem wówczas nie mógłby realizować się zawodowo”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Tym czytelnikom, którzy chcieliby porozmawiać o uzależnieniach, potrzebują rady, podajemy numer telefonu Darka Gleba: 0902 348 064. Informacje o ośrodku w Tomkach można znaleźć na stronach internetowych: www.road-tomky.sk 23


Tytułowanie T

ytuły używane w dyplomacji mogą, jak sądzę, większości osób przysparzać więcej kłopotów niż tytuły urzędowe i naukowe. Tytuły głów państw dotyczą cesarzy, królów i oczywiście papieża.

Cesarza tytułujemy: „Jego Cesarska Mość”, króla: „Wasza Królewska Mość, zaś Papieża: „Wasza Świątobliwość” lub „Ojcze Święty”. Do księcia zwracamy się „Wasza Książęca Wysokość” albo „Wasza Królewska Wysokość”. Do prezydenta mówimy „Panie Prezydencie” w stosunkach wewnętrznych, zaś obywatele innych państw używają w stosunku do niego tytułu kurtuazyjnego - „Ekscelencjo”. Tytuły dyplomatyczne obejmują: • ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego, do którego zwracamy się: „Panie Ambasadorze”, • charge d’affairs – jest to dyplomata pełniący chwilowo obowiązki szefa misji (gdy np. ambasador jest na urlopie albo z kraju długo nie przyjeżdża następca poprzedniego ambasadora, który już wrócił do ojczyzny) – zwracając się do niego, używamy tytułu zależnego od rangi, jaką zajmuje w ambasadzie, np. „radca” czy „sekretarz”, • inne tytuły w ambasadach

Dyplomacja i nie tylko

to: I sekretarz, II sekretarz i attaché. Na placówkach dyplomatycznych pracują też radca handlowy i attache wojskowy. Rozmawiając z radcą handlowym używamy tytułu „radca”, zaś w kontaktach z attache wojskowym – jego tytułu wojskowego, np. „pułkownik”. Od siebie chciałabym dodać, że do kogoś, pełniącego funkcję konsula, posiadającego też tytuł w hierarchii dyplomatycznej, np. I sekretarza, ładniej będzie zwracać się, mówiąc: „Panie Konsulu” niż „Panie Pierwszy Sekretarzu”, ponieważ drugi zwrot, zwłaszcza na obszarze naszych postkomunistycznych krajów, po prostu źle się kojarzy. Muszę też przyznać, że problematyczne bywa też tytułowanie kobiet zajmujących stanowiska dyplomatyczne, które powinniśmy nazywać np. „pani radca”, „pani pierwszy sekretarz”, (nie „pani pierwsza sekretarka”!), pani konsul, pani ambasador. Radczyni, to żona radcy, ambasadorowa, to żona ambasadora, konsulowa, to żona konsula. A co robić w przypadku,

gdy to żona pracuje w misji dyplomatycznej, a mąż nie pracuje w ogóle? Będąc z mężem na placówce w Budapeszcie, poznaliśmy bardzo miłą panią konsul z Australii, która miała męża Polaka. Nazywaliśmy go żartem... „pan konsulowy”. Oprócz już przedstawionych istnieją jeszcze tzw. tytuły kurtuazyjne, które wyrażają poważanie dla kraju oraz osoby, który ona reprezentuje. „Ekscelencja” – to tytuł przysługujący głowie państwa, premierowi, ministrom i ambasadorom obcych państw. W kontaktach z osobistościami własnego kraju mówimy do nich: „Panie Ministrze”, „Panie Ambasadorze”. „Ekscelencją” nazywamy też dostojników Kościoła rzymskokatolickiego: biskupów i arcybiskupów. Do dostojników kościelnych, którzy nie są odziani w purpurę, mówimy: „Księże Biskupie”, „Księże Arcybiskupie”. Tytuł „eminencja” zarezerwowany jest wyłącznie dla kardynałów, zaś „magnificencja” to zawsze rektor wyższej uczelni, ale tylko w sytuacjach uroczystych, bowiem na co dzień mówimy do niego: „Panie Rektorze”. Pamiętajmy jednak, by tytułów w rozmowie nie nadużywać, gdyż wówczas staje się ona zbyt drętwa. Tytuł rozmówcy wystarczy wtrącić od czasu do czasu. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ

• Ż Y C Z E N I A • Ż Y C Z E N I A • Ż Y C Z E N I A • Ż Y C Z E N I A • Ż Y C Z E N I A •

Wszystkim Czytelnikom składamy najserdeczniejsze Redakcja oraz Wydawca życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych 24

MONITOR POLONIJNY


Z P RO G R A M U N S T Y T U T U P O L S K I E G O W B R AT YS Ł AW I E P O L E C A M Y : •3.03. i 4.03. godz. 19.00, Słowacka Filharmonia, Bratysława – koncert światowej sławy polskiego pianisty Piotra Palecznego z Orkiestrą Filharmonii Słowackiej w Bratysławie pod batutą Jakuba Hrušy. Program: A. Dvořák „Gołąbek” – baśń symfoniczna op. 110, F. Chopin „Koncert na fortepian i orkiestrę nr 1 e-mol op. 11”, C. Franck – „Symfonia d-mol” •9.03. godz. 16.30, Instytut Polski - otwarcie wystawy plakatów Mariana Oslislo

•14.03. „Studio 12”, Jakubovo nam. 12 wideoprojekcja spektaklu „Emigranci” S. Mrożka w reż. Kazimierza Kutza •16.03. godz. 18.00, Wielki Kościół Ewangelicki, ul. Panenska – w ramach festiwalu muzycznego „Johann Sebastian Bach – Slovensko 2005” – „Pasja wg św. Mateusza” z udziałem polskiej sopranistki Anny Mikołajczyk •16.03. godz. 15.00 – festiwal „Literárna Banská Bystrica“, a w jego ramach spotkanie z poetą i krytykiem literackim Krzysztofem Lisowskim

Jak to z radiem było, a jak jest obecnie

•17.03. godz. 16.30, Instytut Polski – spotkanie autorskie z Krzysztofem Lisowskim •22.03. godz. 19.00, Mała Sala Słowackiej Filharmonii – koncert wielkanocny „Musica aeterna” z udziałem Artura Stefanowicza (kontratenor) •22.03. godz. 16.30, Instytut Polski – spotkanie z Andrzejem Kacorzynem, przedstawicielem Muzeum w Oświęcimiu, na temat „Edukacyjna rola Muzeum w Oświęcimiu”

OJĘZYKOW KIENKO E

W

tym odcinku naszych rozważań językowych chciałabym zająć się przyswajaniem niektórych wyrazów obcych do polszczyzny. Inspiracją do zajęcia się tą tematyką był zamieszczony w poprzednim numerze „Monitora”, a kontynuowany w tymże, ciekawy artykuł D. Meyzy-Marušiakovej o początkach polskiego radia. Otóż rzeczownik radio jest pożyczką francuskiego skrótu wyrazu radiophone, zaś źródłem jego jest łacina (łac. radius ‘promień’). Ma dwa znaczenia: 1. ‘odbiornik radiowy’; 2. ‘rozgłośnia, radiostacja’. Na podstawie swej budowy (końcówka –o) zaliczony został do rodzaju nijakiego i z początku był wyrazem nieodmiennym, ponieważ –o kończy w polszczyźnie rzeczowniki nijakie, ale z tematem twardym, zaś radio ma temat miękki. Dziś jednak wyraz ten najczęściej odmieniamy: radio, radia, radiu..., ale forma nieodmienna jest nadal poprawna, choć dziś już rzadko spotykana (w najnowszych słownikach pojawia się z adnotacją „rzadka”). Do niedawna, np. w „Słowniku języka polskiego” pod red. M. Szymczaka, wersja multimedialna z 1998 r., nie zalecano stosowania form liczby mnogiej tego rzeczownika, ale już „Nowy słownik poprawnej polszczyzny” pod red. A. Markowskiego z 2002 r. odnotowuje „zwykle brak liczby mnogiej” tylko przy znaczeniu ‘rozgłośnia, radiostacja’. Ten sam słownik przy formie dopełniacza (kogo? czego?) wyrazu radio za uprawnioną, choć rzadko używaną, uznaje formę radiów. Niektórym wydaje się ona jeszcze nie do przyjęcia, ale przecież istnieje i jest zgodna z polskim systemem. Przystosowanie obcego wyrazu radio do systemu języka polskiego ukazuje, że polszczyzna ciągle się zmienia. To, co jeszcze niedawno było niezgodne z normą, dziś już jest uznawane za poprawne. Język polski jest językiem fleksyjnym i wszelkie pożyczki, które przenosimy do niego, wcześniej czy później zaczynamy odmieniać, jeśli oczywiście przypominają swą budową wyrazy typowo polskie. To, co się stało z radiem, dotyczy i innego zapożyczonego rzeczownika studio, niegdyś nieodmiennego, dziś występującego we wszystkich formach przypadkowych: studia, studiu, MARZEC 2005

studiem itd. Żywy proces dostosowywania do polskiego systemu fleksyjnego rzeczowników zakończonych na –o możemy obserwować na przykładzie i innych wyrazów, np. nazwy własnej sieci supermarketów „Tesco”, która na razie jest nieodmienna: Idziemy do „Tesco”, ale ponieważ jej budowa przypomina inne rzeczowniki polskie, np. drzewko, można już usłyszeć formę: Idziemy do „Tesca”, która dowodzi spolszczeniu nazwy. Wspólną walutą większości państw Unii Europejskiej jest euro, dziś w polszczyźnie nieodmienne, ale ze względu na podobieństwo do innych rzeczowników rodzaju nijakiego istnieje możliwość jego odmiany, co, jeśli ulegnie rozpowszechnieniu, będą musiały uznać i normy poprawnościowe. Oczywiście jest to tylko przypuszczenie, ale historia innych, podobnych pożyczek, pozwala przewidzieć, że i ten wyraz zostanie przyswojony do polskiego systemu fleksyjnego. Jest to tylko sprawa czasu. Warto w tym miejscu zauważyć, że w języku słowackim zarówno „Tesco”, jak i euro, choć przez „Slex 99”, czyli multimedialny słownik języka słowackiego, jeszcze nie odnotowane, odmieniają się wg wzorców rodzimych. Czy zatem bronić się przed przystosowywaniem do polskiego systemu fleksyjnego obcych wyrazów nieodmiennych? Dopóki oficjalna norma ich nie dopuszcza, to raczej tak, ale rozsądnie, bowiem przedstawione wyżej sytuacje odzwierciedlają żywe procesy językowe zachodzące w polszczyźnie, która ciągle ulega przeobrażeniom. Maria Magdalena Nowakowska P.S. Osoby zainteresowane przystosowaniem słowackich nazw własnych do pisowni polskiej odsyłam do nr. 5/2004 „Monitora Polonijnego”, w którym problem ten został szczegółowo przedstawiony. 25


Zamilovanie do konca života Z

Ono – hovorí sa, že naše jazyky sú podobné, a preto nemáme problém sa dorozumieť. Ale práve v tej podobnosti je aj nebezpečenstvo. Snažila som sa vyhnúť tomu, aby som rozprávala slovensko-česky s poľským prízvukom. Chcela som rozprávať správne. Chybičky mi zostanú do konca života, ako aj prízvuk, v ktorom poľština znie – ako tvrdia domáci – smiešne, šušľavo, detsky, ale sympaticky. Nevyhla som sa ani rôznym smiešnym situáciám, vyplývajúcim práve z podobnosti oboch našich jazykov. Určite každý z vás pozná ten najzákladnejší bradatý vtip o ,,hľadaní bývania“ a ,,zmeškaní ....“. Úplný výbuch smiechu som 26

FOTO: STANO STEHLIK

rejme to bol zásah osudu, keď som si ako 19-ročná úplnou náhodou kúpila v kníhkupectve Poľštinu pre samoukov. Jazyk sa mi páčil – môj otec tvrdil, že poľština je slovanská francúzština – spevavá, mäkká, príjemná pre ucho. Prebrala som vtedy asi 5 lekcií. Po rokoch, keď som sa pripravovala na výjazd do Varšavy ako spravodajkyňa Slovenského rozhlasu, knižku akoby som našla.

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy ZUZANA KOHÚTKOVÁ

spravodajkyňa Slovenského rozhlasu vo Varšave vyvolala vždy vtedy, keď som sa ,,pochválila“, že viem robiť ,,paličkovanú čipku“. Alebo keď som vysvetľovala, čo u nás znamená slovo ,,wzruszony“. Ak sa možno zamilovať do krajiny bez akýchkoľvek výhrad, tak mne sa to v prípade Poľska podarilo na sto percent. A to nielen kvôli krásnej krajine, ale predovšetkým kvôli ľuďom. Pamätám si na moje prvé Vianoce v Poľsku –

musela som zostať ,,slúžiť“, pretože rozhlas vysiela 24 hodín denne a 365 dní v roku. A dostala som asi päť pozvaní od rôznych poľských známych, aby som Štedrý večer a Vianoce strávila u nich v rodine. Bolo to veľmi milé, sama seba som sa vtedy pýtala, či by sa niečo podobné stalo aj na Slovensku. No a kuchyňa nemá chybu! Ľúbim si dobre zapapkať – bigos či pirohy, alebo ,,ryba po grec-

ku“ bolo to ,,pravé orechové. A hlavne – klobása! Poľská klobása nemá konkurenciu – nikdy v živote som nezjedla toľko klobásy v takom krátkom čase ako práve v Poľsku. Vrátim sa však k ľuďom. Nechcem uraziť Slovákov – ale od začiatku sa mi videlo, že Poliaci sú – najmä v oficiálnom styku v rôznych úradoch a inštitúciách – milší a ochotnejší. Poliaci sa síce vždy čudovali, keď som vyhlásila tento postreh – ale ja vychádzam zo svojich skúseností, ktoré samozrejme, štatisticky potvrdené nemám. Nikdy som nenatrafila na arogantného čašníka či neochotnú predavačku. Otázka ,,chutilo?“ po obede v reštaurácii je vo Varšave niečo úplne normálne. Poliakov som nedokázala zniesť v jednej jedinej situácii (prosím o odpustenie): Keď si sadli za volant. Vtedy sa títo milí, pokojní a priateľskí ľudia zázrakom zmenili na ,,zvery“ – arogantní a agresívni, bez rešpektovania predpisov – snáď okrem červenej na križovatke. Upokojuje ma, že títo arogantní a agresívni vodiči si to aj uznajú – keď vystúpia z auta. Najhoršie však je, že ,,poľský“ spôsob šoférovania som si osvojila aj ja sama... MONITOR POLONIJNY


Wielkanoc. Wystarczy, że usłyszycie to słowo i już macie przed oczami pisanki, kolorowe palemki, baranki i kurczaczki oraz wiele innych tradycyjnych symboli tego święta. Jednym z nich jest również... A może sami zgadniecie? „Mały, szary i puchaty Długie uszy, krótki ogon Skacze, kica, stoi słupka Startuj szybko i go dogoń” Już na pewno wiecie! Tak! Gryzoń roślinożerny, średniej wielkości, zwany potocznie zającem.

Puchaty zajączek z milutkim pyszczkiem występuje na świątecznych pocztówkach, w telewizyjnych relacjach wielkanocnych kica pomiędzy pisankami. To nie wszystko. UWAGA!!! Zające są wszędzie. Nie wierzycie? Zając to nie tylko jeden ze świątecznych motywów. Jest też bohaterem chyba najbardziej znanej rosyjskiej kreskówki. Pamiętacie jak sprytnemu zającowi zawsze, choć często w ostatniej chwili, udawało się uciec wstrętnemu wilkowi? W niektórych regionach Polski w Wielkanoc „zajączkiem” są nazywane słodycze darowane dzieciom z okazji świąt. Oczywiście najczęściej są to czekoladowe jajka i zające oraz cukrowe baranki. MARZEC 2005

Gdy ktoś powie, że „złapał zająca”, to wcale nie musi oznaczać, że akurat wrócił z polowania, ot, po prostu potknął się, przewrócił na chodniku. Lubicie obserwować ruchomą plamkę światła w słoneczny dzień? To ktoś „puszcza zajączki”, czyli za pomocą lusterka, szkiełka lub gładkiego metalu odbija światło. Wiadomo, że zające biegają po polu, ale co zając albo zajączek robi w lesie? Oczywiście rośnie! Zajączkiem jest nazywany popularny grzyb jadalny z oliwkowym kapeluszem, który rośnie w lasach liściastych. Nawet w ulubionym przysłowiu leniwych ludzi występuje nasz przyjaciel szarak: „Robota nie zając, nie ucieknie”. A to wcale nie jest prawda! Toteż precz z lenistwem i do roboty, np. do świątecznych porządków (mama się ucieszy!).

Zając, a raczej zajączek, jest też główną postacią wielu, wielu dowcipów, np. tego: Przychodzi zając do sklepu i pyta: • Czy jest w sprzedaży mak? • Tak – odpowiada sprzedawczyni. • A ma pani kilko maku? • Tak, oczywiście. • A 10 kilo maku się znajdzie? • Tak. • A sto kilu maku? – nie daje za wygraną zajączek. • Proszę poczekać, sprawdzę na zapleczu – opowiada ekspedientka i znika za drzwiami prowadzącymi do magazynu. Po chwili wraca i z zadowoleniem odpowiada kilentowi–zajączkowi: • Mamy nawet sto kilo maku! • Ojej, tyyyle maku! – reaguje zajączek.

STRONĘ OPRACOWAŁA MAJKA KADLEČEK


M

am nadzieję, że nie wszędzie tak jest, ale w mojej okolicy święta wielkanocne sprowadzają się do lanego poniedziałku.

W pierwsze spędzane na Słowacji święta wielkanocne odwiedziłam trzy kościoły ze święconym-niepoświęconym w koszyku i... nic. Po, wydawałoby się, katolickiej tradycji ani śladu. Co roku wspominam tę pierwszą Wielkanoc i wiem, co mnie czeka – smutne niby-święta. Jednak o pochodzeniu się nie zapomina i na czas świątecznego tygodnia staje się ze mnie polska „babka wielkanocna” (walcząca). • Zaczynam od malowania jajek i przygotowania koszyczka. Następnie ignoruję jęki mojego syna, który twierdzi, że „ciągle chodzimy do kościoła”, zmuszam męża do zmiany dresów na garnitur i udajemy się do kościoła, znajdującego się na drugim końcu Bratysławy, ze święconką. Najmilsze jest to, że potem cała rodzina, wbrew wstępnemu oporowi, jest zadowolona. • Krok następny – bojkot powtarzanych co roku na każdym programie bajek w telewizji.

Na początku członkowie rodziny cierpią (walka z uzależnieniem nie jest łatwa), ale jakoś to przeżywają. • Walka trwa – czyli bunt przeciwko dyskryminującemu kobiety słowackiemu lanemu poniedziałkowi. Bo dlaczego ja, dziewczyna nieco po trzydziestce, mam siedzieć cały dzień zamknięta w domu i czekać, aż ktoś przyjdzie, zbije mnie rózgą po nogach, obleje wodą, a ja nie mogę mu oddać? Mało tego, powinnam jeszcze się cieszyć i dziękować za to! Lepiej więc wyciągnąć całą rodzinę na spacer do lasu, na starówkę, nad jezioro, broń Boże nie do otwartych nawet podczas całych świąt centrów handlowych! Bez koszyczka, malowania pisanek i choć paru myśli o sensie tych dni święta wielkanocne są warte tyle, ile czekoladowe jajko-niespodzianka. A to zbyt mało. Prawda?

FOTO: STANO STEHLIK

SPOSÓB WYKONANIA:

SKŁADNIKI:

Z drożdży, łyżki mąki, łyżki cukru i kilku łyżek ciepłego mleka zrobić zaczyn i zostawić do wyrośnięcia. Masło rozpuścić. Do przesianej mąki dodać zaczyn i jajka, utarte z cukrem i solą oraz połową ciepłego mleka. Wyrabiać ręką, dolewając stopniowo resztę mleka. Gdy ciasto będzie miękkie, dodać roztopione masło. Na koniec wsypać bakalie i wyrabiać do wtedy, gdy ciasto nie będzie się kleić do ścian miski i do ręki. Przełożyć do natłuszczonej formy i pozostawić do wyrośnięcia. Piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C. Upieczoną i wystudzoną babkę polać polewą czekoladową, a po jej zastygnięciu udekorować lukrem i bakaliami.

3 szklanki mąki pszennej, kostka drożdży, 4 jajka, 5 łyżek cukru, 180 g masła, 1/4 litra mleka, szczypta soli, bakalie, polewa czekoladowa, lukier.

ZA MIESIĄC: PRZEMĘCZENIE WIOSENNE

MAJKA KADLEČEK

Monitor Polonijny 2005/3  
Monitor Polonijny 2005/3  
Advertisement