Page 1


Wspomnienia

FOTO: MIROSLAV ZACHAR

tegoroczne spot kanie, przygoto wa ne przez martiński oddział Klubu Polskiego, przy były dzieci i mło dzież z różnych zaką tków Słowacji: Martina, Su čan, Îiliny, Nitry, Pú cho va i Dubnicy nad Váhom w towarzy stwie swych rodziców i opie kunów.

Na

ze Zlotu Młodzieży Polonijnej w Sučanach (1-3.10.2004 r.) wieczornych występów teatralnych. Zostaliśmy podzieleni na grupy, z których każda miała do wykonania odrębne zadanie. My, grupa starszych, przygotowaliśmy parodię sceniczną piosenki „Słodycze“. Naszą prezentację rozpoczęliśmy małym dyktandem. Zarówno dzieci, jak i dorośFOTO: MIRKA ZACHAROVÁ

Większość uczestników zawarła już przyjaźnie na poprzednich zlotach. Ja byłam w Sučanach po raz pierwszy. Przyjechałam z moimi koleżankami Moniką Šujakovą i Niną Vachalikovą. Naszym opiekunem był pan Zbigniew Podleśny. Z dziewczynami mieszkałyśmy razem

w chatce nr 3. Pod wieczór dołączyły do nas dwie dziewczyny z Žiliny - Janka i Karolina Bielikove. Dla mnie to była wielka niespodzianka, bo poznałam je w Modrej-Harmonii w 2003 roku i od tej pory nie miałam z nimi żadnego kontaktu. Około godziny 21.00 byliśmy już wszyscy w komplecie. Piątkowy wieczór był tylko zapoznawczy. W sobotę, tuż po śniadaniu, odbyła się wycieczka na zamek orawski, a po południu rozpoczęły się przygotowania do Na okładce praca Zdenki Błońskiej z Workoshopu „Spisz Art“. Wystawa wszystkich prac podczas Dni Polskiej Kultury w Koszycach. Więcej na ten temat na str. 21.

KRISTÍNA BARTOŠOVÁ KLUB POLSKI - MIEJSCOWE KOŁO DUBNICA NAD VÁHOM

FOTO: MIRKA ZACHAROVÁ

Wycieczka na zamek orawski

li dostali zadanie polegające na zapisaniu refrenu tej piosenki, który później musieli zaśpiewać. Naszą instruktorką była pani Iza Štefková, której dziękujemy za pomoc. Ale gwoździem programu był pieczony prosiak – przepyszny! Przez cały czas towarzyszył nam kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Bratysławie Wojciech Biliński. W tym roku pogoda nam dopisała i zlot się udał wspaniale, przede wszystkim dzięki przemyślanej, dobrej organizacji pani Ireny Zacharovej - głównej organizatorki Zlotu Młodzieży Polonijnej. Dziękujemy serdecznie.

Warsztaty teatralne MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

Od redakcji Są takie rzeczy, które możemy robić tylko raz w roku. W styczniu witamy kolejny rok, w marcu wypełniamy zeznanie podatkowe, a w sierpniu podziwiamy deszcz meteorytów. Co takiego wyjątkowego można robić w listopadzie? Chłodno, szaro i nieprzyjemnie. W parku zwiędłe liście pograbione w zgrabne pagórki. Kilkanaście lat temu zapewne rzuciłabym się w nie z radością. Teraz wydaje mi się, że jakoś nie wypada mi skakać, choć w parku zwiędłe liście kuszą... Wczoraj nieśmiało szurnęłam w nie nogą, raz i drugi. Poczułam radość i ulgę, że potrafię cieszyć się z takich rzeczy jak szelest liści pod nogami. Drodzy Państwo, nie wahajcie się, szurnijcie sobie nogą. Szurnijcie wesoło! Niech szelest liści zagłuszy zmartwienia! Tylko teraz – w listopadzie jest taka okazja. Szurajcie śmiało i z radością, jesiennym smutkom na przekór. MAJKA KADLEČEK

Nie tylko z miłości

4

Z ostatniej chwili

5

Polskie groby na Słowacji

6

Z kraju

7

Co u nich słychać?

8

Z naszego podwórka

9

K. Kosiniak-Kamysz: „Połknęłam bakcyla dyplomacji” 10 Młodzi w Polsce słuchaj

12

Kino-oko

14

„Siłaczki“ ze Słowacji

14

To warto wiedzieć

16

Kalendarium wydarzeń

17

Bliżej polskiej książki

18

Okienko językowe

19

Dyplomacja i nie tylko

20

Ogłoszenia

20

Polska oczami słowackich dziennikarzy

22

Między nami dzieciakami

23

Piekarnik

24

Z OS TATNIEJ CHWILI

P

odczas posiedzenia Rady Klubu Polskiego w dniu 23.10.2004 r. członkowie stowarzyszenia dyskutowali o problemach nurtujących środowisko polonijne, a do takich m.in. należy sprawa wyboru nowego prezesa organizacji. Jak się dowiedzieliśmy, obecna prezes Klubu podejmuje pracę poza granicami Słowacji i nie będzie mogła pełnić funkcji przewodniczącej. „Rada Klubu przyjęła moją rezygnację z dniem 31.12.2004 r. – poinformowała nas prezes Lidia Grala-Bednárčik – do tego dnia zostanie podane nazwisko nowego prezesa“. MW

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Irena Malec, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov, nevracia neobjednané materiály, neodpovedá na anonymy FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

LISTOPAD 2004

3


Początki

FOTO: STANO STEHLIK

Amerykanie są przyzwyczajeni do częstych zmian miejsca pracy i zamieszkania, natomiast dla przeciętnego Polaka przeprowadzka z miasta do miasta to wyzwanie. A co dopiero do innego kraju! Ilona Wikieł ze Szczecina w 1990 roku otrzymała propozycję pracy w Bratysławie. Pracownie Konserwacji Zabytków realizowały tu projekty renowacji kilku obiektów, m.in. Pałacu Prymasowskiego. „Nie obawiałam

ILONA WIKIEL się wyjazdu do Czechosłowacji, bo nie zdawałam sobie sprawy, z jakiego rodzaju problemami tu się spotkami” - wspomina Ilona. „Nie znałam słowackiego, który, choć podobny w mowie potocznej, ma zupełnie inne określenia techniczne. I w obcym języku musiałam zgłębiać przepisy techniczne, w myśl których miały być wykonywane prace konserwatorskie - tony dokumentacji!”. Majka Nowakowska z Łodzi skorzystała z propozycji polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej i przyjechała do Bra4

Nie tylko z miłości P

arę miesięcy temu prezentowaliśmy wypowiedzi osób, które na Słowację przyjechały za głosem serca. Tym razem przedstawiamy te, które zdecydowały się na wyjazd z Polski, by samodzielnie rozpocząć nowy etap w swoim życiu właśnie na Słowacji. Zwykło się mówić, że Polacy tu mieszkający to tzw. emigracja sercowa, ale nie tylko miłość do drugiej osoby bywa powodem przyjazdu do tego kraju. Niektórzy oczekują w życiu przygód, inni chcą się sprawdzić w nowych warunkach z dala od domu, jeszcze inni po prostu jadą „za chlebem”. Co dała im Słowacja, czego się nauczyli, jak traktują ten kraj, przedstawiamy w poniższym artykule. tysławy na podstawie umów międzynarodowych jako lektor języka polskiego na Uniwersytecie Komeńskiego. „Zawsze miałam sentyment do Słowacji i Słowaków” - opisuje Majka. „Od wielu lat przyjeżdżałam tu na przeróżne konferencje naukowe organizowane przez słowackie uczelnie, dzięki czemu poznałam słowackich językoznawców”. Zaczęła się uczyć języka słowackiego jeszcze w Polsce. Była więc językowo przygotowana na wyjazd do Bratysławy. „Kiedy jednak przyszło co do czego, to trudno było mi np. telefonicznie wytłumaczyć hydraulikowi, że trzeba wymienić uszczelkę w kranie” - dodaje. Irena Malec z Zakopanego przyjechała w 1991 roku na studia na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Komeńskiego. Studiowała słowacystykę i germanistykę. Największym problemem był język, którego po prostu nie znała, a podjęcie studiów w obcym języku było wyzwaniem.

dowisko. Jak to było w przypadku bohaterek naszego artykułu, które przyjechały do Bratysławy samodzielnie? „Na oprowadzanie po mieście nie było czasu” - mówi Ilona. „Pamiętam, że kolega, którego zmieniałam w pracy, pokazał mi, gdzie jest Pałac Prymasowski, plac SNP i ulica Obchodna. Resztę musiałam wydreptać sama”. Teraz Ilona często podpowiada, co i jak załatwić, gdzie można kupić najlepszy biały ser w mieście, dokąd się wybrać w wolnym czasie. Na Majkę czekali przyjaciele, z którymi zaprzyjaźniła się podczas wcześniejszych pobytów na Słowacji Irenie pierwsze kroki pomogła stawiać rodzina kolegi z Bratysławy. „Pomogli mi w załatwianiu różnych formalności i bardzo złagodzili spotkanie z Bratysławą - wspomina - a poza tym przyjechałam we wrześniu, więc były loksze i wino”.

Wprowadzający

Ilona, decydując się na wyjazd ze Szczecina, poniekąd zmusiła córki do samodzielności. „Starsza córka kończyła studia, druga była w gimnazjum. Stosowałam więc sterowanie telefoniczne” - wspo-

Tych, którzy przyjeżdżają za głosem serca, oczekuje ukochana osoba i jej rodzina. To oni są wprowadzającymi w nowe śro-

Rodzina

MONITOR POLONIJNY


Braki

IRENA MALEC jest ze mnie dumna” - opisuje Irena. Rozłąkę trudno znosi też jej siostra. Rozmowy telefoniczne, SMS-y, e-maile nie zastąpią bowiem kontaktu osobistego. LISTOPAD 2004

bliskości się różnimy. Dziwią na przykład przerwy obiadowe w urzędach. „Do dziś nie mogę się do tego przyzwyczaić” - komentuje Majka. „Przecież, aby zjeść obiad nie trzeba zamykać biura czy instytucji!”.

FOTO: MAREK NOWAKOWSKI

Swojskie smaki, polskie zwyczaje, dostęp do literatury i mediów to w skrócie rzeczy, których naszym bohaterkom po przyjeździe na Słowację brakowało najbardziej. „Kiedy przyjeżdżałam na Słowację jeszcze okazjonalnie, dziwiło mnie zamówienie mojej mieszkającej tu wówczas koleżanki, dotyczące przywiezienia jej ogórków kiszonych – opisuje Majka - a teraz i ja mam taką prośbę do odwiedzających mnie znajomych”. Ale szybko dodaje, że słowackie haluszki i smażony ser rekompensują jej te braki. Irenie brakowało głównie informacji, szczególnie o kulturze. Rekompensatą była szeroka oferta kulturalna Bratysławy i bliskość Wiednia i Pragi. „Podczas studiów doktoranckich w Instytucie Literatury Słowackiej przy Słowackiej Akademii Nauk już miałam więcej możliwości sięgnięcia po polską literaturę (i nie tylko)” - twierdzi Irena. „Teraz, prowadząc polską szkołę przy Ambasadzie RP, jestem znacznie bliżej polskiej rzeczywistości i potrafię to docenić”. Ilonie najbardziej brakuje polskich czasopism, rekompensuje jej to w pewnym stopniu telewizja polska. O bliskości Polaków i Słowaków i wzajemnych sympatiach mówi się często, ale dopiero dłuższe obcowanie ze sobą przynosi spostrzeżenia, że mimo tej FOTO: MAJKA NOWAKOWSKA

mina. „Dziewczyny nie robiły tragedii z mojego wyjazdu, a na tęsknotę nie było czasu, pracowaliśmy 6 dni w tygodniu”. Młodsza córka poszła w ślady mamy: zdecydowała się na wyjazd do innego kraju i podjęła tam pracę. Dziś odwiedzają się dosyć często, ale to Szczecin jest miejscem najczęstszych spotkań. Tam spędzają święta. Rodzeństwo Majki mieszka w różnych częściach Polski (rodzice nie żyją). „Dla nich mój wyjazd nie był zaskoczeniem” - mówi Majka. „Wiedzą bowiem, że lubię nowe wyzwania, choć mojej siostrze wydawało się, że wyjeżdżam na koniec świata. Później przekonała się, że łatwiej dojechać do Bratysławy niż do niejednego miejsca w Polsce”. Słowację odwiedzają często, dla nich to turystyczna atrakcja. „Cieszymy się sobą, a radość z tych spotkań jest większa, niż gdybym była w Polsce” - komentuje Majka. Wyjazd Ireny był pomysłem jej mamy. „Paradoksalnie właśnie ona nie może się pogodzić z tym, że jestem daleko od domu, chociaż

MAJKA NOWAKOWSKA

Przyszłość na Słowacji? Pobyt Majki na Słowacji jest czasowy. „Po zakończeniu pracy lektora, czyli w przyszłym roku, wrócę do Łodzi na swój macierzysty uniwesytet” - mówi. Ilona po trzyletnich pracach konserwatorskich oddała odrestaurowne obiekty inwestorowi i pozostała w Bratysławie. Pracowała w ambasadzie polskiej, obecnie prowadzi księgowość pewnej firmy. „Gdybym miała własne mieszkanie i perspektywy pracy, zostałabym tu na zawsze” – wyznaje. „Podoba mi się spokojniejsze życie na Słowacji, mam tu wielu przyjaciół”. Irena pracuje w Słowackiej Akademii Nauk i jest kierownikiem polskiej szkoły. „Odpowiada mi to, że z Bratysławy jest wszędzie blisko: do Polski, do Wiednia, na południe Europy – więc miasto to nie jest złym miejscem na życie”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 5


Polskie groby

na Słowacji

Co

Nie ma w świecie takiego kraju, gdzie ziemia nie przyjęłaby prochów naszych rodaków. Szczególną czcią i troską otaczane są groby żołnierskie z czasów II wojny światowej. Na Słowacji jest ich niewiele. Natomiast tutejsze cmentarze wojenne z okresu I wojny światowej kryją mogiły ponad 2 tysięcy Polaków, którzy walczyli głównie w armii austro-węgierskiej w latach 1914-1918. Na podstawie dotychczasowych ustaleń wiadomo o ponad 50 miejscach pochówku. Czytelnicy „Monitora Polonijnego” w załączniku do listopadowego numeru otrzymują listę cmentarzy, którą dysponuje Wydział Konsularny Ambasady RP, z apelem o zainteresowanie i przesłanie ewentualnych informacji pod adresem konsulatu. Trzeba powiedzieć, że nie wszystkie cmentarze się zachowały. Czas i brak szacunku dla zmarłych spowodowały ich zniszczenie. Tak się stało na przykład w Liptowskim Mikulaszu, gdzie wg informacji tamtejszych władz cmentarz z grobami wojennymi z I wojny światowej, znajdujący się w dzielnicy Palúdzka, przestał istnieć w związku z budową drogi dojazdowej do miasta. Wielu żołnierzy zostało pochowanych bezimiennie w grobach zbiorowych, na przykład w Trnawie, gdzie spoczęły szczątki 84 żołnierzy polskiej narodowości, zmarłych w 1918 r. w miejscowym laza6

Cmenarz w Nitrze

roku 1 i 2 listopada udajemy się na groby rodzinne, by wspominać najbliższych, zapalić znicz, złożyć kwiaty, zmówić modlitwę. Te święta w kalendarzu Kościoła katolickiego to Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

recie na grypę hiszpankę. Są też miejsca pochówku, gdzie znajdujemy groby zachowane w dobrym stanie, na których widnieją wyraźnie polskie nazwiska i imiona. W Nitrze przy ul. Nitrianskej znajduje się cmentarz wojenny, na którym jest pochowanych 435 żołnierzy różnych narodowości, wśród nich, wg posiadanych przez ambasadę danych, spoczywają szczątki 62 Polaków. Jednakże posiadane spisy cmentarne i napisy na grobach nie potwierdzają w pełni tej informacji. Dzięki pomocy prezes Klubu Polskiego w Nitrze, pani Romany Greguškowej, oraz życzliwości dyrektor cmentarza Wydział Konsularny otrzymał szczegółowy plan kwater oraz spisy żołnierzy spoczywających w grobach.

Groby w Rimawkiej Sobocie

W dniu 6 listopada br. po mszy św. w katedrze mieszkający w Nitrze Polacy już po raz kolejny odmówią wraz z księdzem Stanisławem Ługowskim modlitwę na grobach polskich żołnierzy. W centralnej części cmentarza w Rimawskiej Sobocie znajduje się wydzielona kwatera żołnierzy poległych i zmarłych podczas I wojny światowej, pośród których jest 72 naszych rodaków. Przytoczmy niektóre ich nazwiska: Groza Janusz, Radomski Marian, Rudnicki Łukasz, Rzędczan Roman, Żmudź Wojciech. Na ziemi słowackiej spoczywają też polscy kurierzy, którzy podczas II wojny światowej przenosili pocztę na Węgry, oraz członkowie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, zabici w 1949 r. przy próbach przedostania się do Austrii. Miejsca ich spoczynku są często nieznane. Polacy oddali też życie, walcząc w Słowackim Powstaniu Narodowym. Pochowani są np. w okolicy spalonej osady Narcia przy Starej Turze. Nie wszyscy rodacy, spoczywający na Słowacji, zmarli w wyniku działań wojennych. Warto wspomnieć o grobach kilkunastu przedstawicieli rodzin Komorowskich i Zamoyskich, leżących w honorowej kwaterze cmentarza w Brestowanach. Pragnę podziękować przyjacielowi Polski, księdzu Marianowi Červenemu, który przez lata jako miejscowy proboszcz opiekował się tymi grobami, oraz byłemu ambasadorowi Janowi Komornickiemu za łaskawe zwrócenie mi uwagi na to miejsce. Z kolei na cmentarzu w spiskich Krompachach znajduje się grób Karola Przerwy-Tetmajera (1784-1875), MONITOR POLONIJNY


oficera powstania listopadowego i styczniowego, autora licznych wierszy, dziada poety Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Kilkadziesiąt lat temu mogiła ta uległa zniszczeniu. Dzięki interwencji Wydziału Konsularnego miejscowe władze odnowiły ją prowizorycznie w 2002 r. Na wiosnę 2005 r. konsulat planuje jego generalną rekonstrukcję. Pamięć o tym miejscu przez wiele lat zachowywała pani MUDr. Mária Petrašová, której składam za to jako konsul RP serdeczne podziękowania. Na cmentarzu w Trenczynie wiosną tego roku spoczęła pani Maria Urbasiówna-Holoubková, urodzona 106 lat temu w Cieszynie, artysta-fotografik, założycielka pierwszego atelier w przedwojennej Czechosłowacji, honorowa obywatelka miasta Trenczyn. Czcząc jej pamięć, Wydział Konsularny Ambasady RP wraz z Instytutem Polskim w Bratysławie, oddziałem Klubu Polskiego w Trenczynie i Muzeum Miasta Trenczyn planują w roku przyszłym pierwszą edycję konkursu fotograficznego jej imienia dla młodych fotografików.

Polacy z Nitry i pielgrzymi polscy, jadący na rowerach do Ojca Świętego, na grobach żołnierzy polskich w Nitrze - lipiec 2002 W miejscowości Šuňava znajduje się grób księdza Gejzy Findury, zmarłego 18.08.2002 r., który od 1939 r. przebywał i pełnił posługę duszpasterską na Słowacji. Pomimo że z przyczyn obiektywnych utracił obywatelstwo polskie, a nie doczekał jego odzyskania, czuł się zawsze Polakiem (wspomnienie o nim ukazało się w październikowym „Monitorze Polonijnym“ w 2002 r.). Parafrazując słowa poety, można powiedzieć, iż naród, który nie dba o swoich przodków, zatraca swoją historię. Zatroszczmy się więc o polskie WOJCIECH BILIŃSKI groby na Słowacji. Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP Zgodnie z intencją autora artykułu honorarium za artykuł zostanie przekazane na opiekę nad polskimi grobami na Słowacji

P.S. Zamiarem autora artykułu, wynikającym również z formalnych uwarunkowań, jest zewidencjonowanie polskich grobów na Słowacji i opublikowanie wyniku poszukiwań jako profesjonalnego historycznego opracowania.

FOTO AUTOR LISTOPAD 2004

MINISTERSTWO EDUKACJI NARODOWEJ I SPORTU uznało, że filie kilkunastu polskich uczelni działają nielegalnie, bowiem nie dysponują odpowiednio dużą kadrą naukową i nie przesłały do Warszawy niezbędnej dokumentacji. Ministerstwo zakwestionowało działalność sześciu ośrodków akademickich, m.in. w Nowym Sączu, Radomiu i Wadowicach.

JUŻ PO RAZ ÓSMY ulicami Warszawy przeszedł „Marsz Życia i Nadziei” zorganizowany przez Polską Unię Onkologii. Marsz odbywa się co roku w październiku miesiącu walki z chorobami nowotworowymi. Nowotwory złośliwe są drugą pod względem częstości występowania przyczyną zgonów w Polsce. Rocznie zapada na nie 120 tys. osób. W marszu uczestniczyło kilkaset osób, wśród nich lekarze, politycy, aktorzy, ludzie kultury. SEJM UDZIELIŁ rządowi Marka Belki wotum zaufania stosunkiem głosów 234 „za” do 218 „przeciw”. Za rządem opowiedziały się kluby SLD, SdPl, UP, koło PLD oraz większość posłów niezrzeszonych. Gabinet Marka Belki zdobył wystarczające poparcie w Sejmie już po raz drugi.

RZĄD SZYKUJE DUŻE ZMIANY w ustawie o kierujących pojazdami. „Gazeta Wyborcza” dotarła do rządowego projektu, który niebawem trafi do Sejmu. Zmiany posłużą zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach (liczba śmiertelnych wypadków samochodowych jest w Polsce trzykrotnie wyższa niż w „starych” krajach UE), ukróceniu korupcji (dawanie „w łapę”) oraz przekrętów przy egzaminach na prawo jazdy.

PREZYDENT ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI uważa, że stosunki Polski z Niemcami i Francją są co najmniej dobre mimo różnego podejścia wobec kwestii irackiej. Powiedział też, że dopiero za jakiś czas okaże się, która ze stron podjęła słuszną decyzję w tej sprawie. POLACY SĄ DUMNI z bycia Polakami. Aż 90 proc. ankietowanych Polaków deklaruje dumę z przynależności narodowej, 8 proc. respondentów nie jest dumna z faktu bycia Polakiem - wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej. NA PODSTAWIE PAP OPRACOWAŁA MELANIA MALINOWSKA 7


ża pojawili się zupełnie obcy ludzie, którzy poinformowali, że Roman miał wypadek przy pracy. Zmarł w nocy pod maszyną do cięcia filtrów do papierosów, którą obsługiwał.

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

W matni „Żyłam jak w matni, w ogóle nie pamiętam, co się działo w moim życiu przez pół roku” - opowiada Ľubomira. Razem z dziećmi przeprowadziła się do swoich rodziców, by nie być samej w pustym mieszkaniu, w którym każdy przedmiot przypominał jej męża. Pomoc rodziny spowodowała, że jakoś stanęła na nogi. „Pewnego dnia moja mama, widząc w jakim jeanią Ľubomirę Śmigiel spotykam najczęściej stem stanie, nie wytrzymała i sprowadziła mnie na ziemię, uderzając w towarzystwie jej dzieci, które uczęszczają na w policzek” - wspomina Ľubomira. zajęcia szkółki piątkowej w Bratysławie. Systema„Pomogło. To mną wstrząsnęło. tycznie pobierają one naukę języka polskiego – języka Ocknęłam się i zrozumiałam, że ich ojca, którego nie pamiętają. Zmarł, gdy dzieci były muszę się wewnętrznie pozbierać, jeszcze malutkie. Świadomość, że mają polskie korzenie bo życie toczy się dalej”. i gdzieś daleko polskich bliskich, nie pozwala im żyć Przeprowadziła się ponownie życiem przeciętnej słowackiej rodziny. Ich mama do swojego mieszkania, uporząddołożyła wszelkich starań, by dzieci czuły przynależność do ojczyzny kowała wszystkie rzeczy. Okazało się, że inwestycja, jakiej dokonali ich ojca, choć nie zawsze to było łatwe. z mężem – zakup samochodu – byTymczasowo w Bratysławie staną czasy, kiedy w Polsce będzie ła pomocna w samodzielnym funklepiej” - wspomina Ľubomira. cjonowaniu w życiu z dwojgiem W latach 80-tych kryzys w PolNajpierw urodził się Jan, potem małych dzieci, dojazdami do pracy. sce spowodował, że niejeden Basia. Rodzina Śmiglów doczekała „To Roman namówił mnie, żebym Polak wyjeżdżał do pracy za grani- się swojego mieszkania. Wszystko zrobiła prawo jazdy i siadła za kółcę. Do takich osób należał Roman układało się jak najlepiej. kiem” – opowiada. „On nie mógł Śmigiel, który przyjechał do kierować pojazdami, bo miał poBratysławy w 1981 roku, by podjąć Listopadowy poranek ważną wadę wzroku. Często myślę pracę w zakładzie „Istrochem”. o tym, że gdyby dożył dzisiejszych Był to dzień jak co dzień. Roman czasów, zrealizowałby swoje wielJeszcze wtedy nie wiedział, że tu założy rodzinę. Pierwszy w Sło- przed wyjściem do pracy na nocną kie marzenie – prowadzenie samowaczce zakochał się, a potem oże- zmianę pożegnał się z żoną, dzie- chodu, bo przecież teraz można nił jego kolega. Szwagierka kolegi ćmi, które spały w łóżeczkach: korygować wady wzroku poprzez wpadła w oko Romanowi. W ten sześciomiesięczną córeczką i trzy- operację laserową... Dożyłby też sposób obydwie siostry wyszły za letnim synkiem. Nic nie wskazy- tych lepszych czasów w Polsce”. mąż za Polaków. Był rok 1985. Ľu- wało na to, że to ich pożegnanie na Przynależność do Polski bomira i Roman mieli w Braty- zawsze. „Rano czekałam na niego ze sławie pozostać na krótki okres. Ľubomira postanowiła, że bę„Roman postawił warunek, że za śniadaniem, jak każdego dnia, gdy jakiś czas wyjedziemy do Polski, wracał po nocnej zmianie” - wspo- dzie z dziećmi jeździć do teściów, ponieważ był przekonany, że na- mina nasza bohaterka. Zamiast mę- aby utrzymywać więzi rodzinne.

Życie toczy się dalej P

Co u nich

słychać?

8

MONITOR POLONIJNY


„Jestem im wdzięczna za wyrozumiałość i troskę”. Ľubomira posyła dzieci na naukę języka polskiego. Nawet trzecie dziecko, które przyszło na świat później, wychowuje w duchu szacunku do polskich korzeni starszego rodzeństwa. Gdy sytuacja finansowa pozwala, wyjeżdżają co roku w odwiedziny do Zduńskiej Woli. Tam jest grób jej męża. „Dwa lata temu teściowie podziękowali mi za trud włożony w wychowanie dzieci w szacunku do polskiej rodziny, za przyjazdy do Polski” – mówi, nie kryjąc wzruszenia. Wie, że zrobiła wszystko, co było w jej mocy, by dzieci czuły przynależność do kraju i rodziny ich ojca.

W

dniach 20–22.10.2004 r. w Starym Smokowcu odbyło się spotkanie rzeczników praw obywatelskich krajów Grupy Wyszehradzkiej, w której wzięli udział: Otakar Motejl (Czechy), Lenkovics Barnabást (Węgry), Andrzej Zoll (Polska) i Pavel Kandráč (Słowacja). Zebrani rozmawiali m.in. o zadaniach rzeczników praw obywatelskich w aspekcie wejścia naszych państw do UE, współpracy z organizacjami pozarządowymi, ochronie praw i wolności mieszkańców krajów Grupy Wyszehradzkiej w kontekście międzynarodowym. J.Š.

Na

specjalnie zorganizowanym spotkaniu z dziennikarzami słowackimi w dniu 18.10. Ambasador RP w RS Zenon KosiniakKamysz wyjaśniał sytuację spowodowaną pojawiającymi się artykułami w słowackiej prasie na temat złych gatunków towarów sprowadzanych na Słowację z Polski. „To naturalna reakcja, gdy pojawia się konkurencja i nikogo nie dziwi, że słowaccy producenci pytani przez dziennikarzy narzekają na sytuację spowodowaną otwarciem rynku po wejściu do UE” - powiedział amabasador. „Dziwi jednak, że dziennikarze nie odwołali się do kontroli jakości czy do ocen naszej placówki dyplomatycznej”. Zamieszanie wywołały publikacje na temat rzekomo złej jakości jabłek i ziemniaków importowanych z Polski. MW LISTOPAD 2004

MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

FOTO: ARCHIWUM

„Początkowo jakby mnie obwiniali za to, co się stało” - wspomina. Nie było jej łatwo, ale starała się zrozumieć żal rodziny. „Było mi szkoda teściów, bo to musi być straszne przeżycie dla rodziców, którzy tracą swoje dziecko – wyjaśnia - a ja chciałam, żeby moje dzieci miały kontakt z dziadkami, by to oni, choć częściowo, zastąpili im ojca”. Każdy wyjazd wymagał oszczędności finansowych, bo daleka podróż za granicę kilkuoosobowej rodziny kosztowała samotną matkę wiele wyrzeczeń. Potem przyszedł kolejny etap w ich kontaktach – teściom trudno było zaakceptować, że Ľubomira ułożyła sobie życie z innym mężczyzną. „Przełom nastąpił wtedy, gdy zaprosili nas wszystkich do siebie” – wyjaśnia.

Artykuł poświęcony pamięci Romana Śmigla, który zmarł tragicznie w listopadzie 1988 roku w Bratysławie.

Z NASZEGO Szkoła bliżej ucznia PODWÓRK A T radycją stały się już cosemestralne wyjazdy nauczycieli Szkolnego Punktu Konsultacyjnego na spotkania, organizowane dla uczniów kształcących się w systemie korespondencyjnym. Spotkania takie odbywają się w Liptowskim Mikulaszu w siedzibie tamtejszego Konsulatu Honorowego. I tym razem, czyli 26 września, uczniów i nauczycieli (przybyłych dzięki pomocy konsula Wojciecha Bilińskiego) polskiej szkoły osobiście powitał konsul honorowy – pan Tadeusz Frąckowiak. Tak jak i poprzednio, a była to już trzecia „wizyta”, na uczniów czekały drobne prezenty i, aby wiedza była przyswajana w przyjaznych warunkach, miły poczęstunek. Gościnność i opieka konsula honorowego sprawiają, że atmosfera szkolna nabiera charakteru prawie rodzinnego. Dziękujemy Panie Konsulu Honorowy i prosimy o jeszcze! Dzięki Panu szkoła może być bliżej ucznia! MMN

P

od hasłem „Gaudi” spędziła wczasy w Hiszpanii pani Iwona Galwanek z mężem. Przelot, ufundowany przez firmę „SkyEurope” do słonecznej Barcelony, a mający miejsce na początku października, był miłym podarunkiem dla naszej Czytelniczki, która wzięła udział w ankiecie rozesłanej prenumeratorom naszego czasopisma. Szczęśliwy los uśmiechnął się właśnie do niej. Możemy tylko pozazdrościć. MW 9


WYWIAD MIESIĄCA Czym się Pani zajmowała zanim została żoną dyplomaty? Pracowałam w krakowskiej lokalnej telewizji. Zgłosiłam się do konkursu na prezenterów do kroniki telewizyjnej, ale potem przydzielono mi zadania reporterskie. Jeżdżenie w teren w różnych warunkach pogodowych, wymyślanie tematów to wyzwania, do których, stwierdziłam, się nie nadaję. Teraz też Pani jeździ „w teren”, ale na dłużej, dalej i w innym charakterze. Polubiła Pani tę „tułaczkę”? Paradoksalnie, tak. Zawsze wydawało mi się, że jestem domatorką i ciężko mi zmieniać miejsca. Ale połknęłam bakcyla dyplomacji i stwierdzam, że jest w tym jakaś adrenalina, którą odczuwam wyruszając w nowe miejsce, i wiem, że coś ciekawego mnie czeka - nowe wyzwanie. Co należy do obowiązków żony ambasadora? Towarzyszenie mężowi podczas oficjalnych spotkań, urządzanie przyjęć w rezydencji. Biorę też udział w spotkaniach Międzynarodowego Klubu Kobiet w Bratysławie. Według polskich przepisów żona ambasadora towarzysząca mu w kraju urzędowania nie może podjąć pracy. To podobna sytuacja jak w przypadku Pierwszej Damy w państwie. Pani Kwaśniewska w swoich zwierzeniach uskarżała się, że musiała porzucić pracę, nie może prowadzić samochodu itd. Czy Pani też to odczuwa jako uniedogodnienie? Samochód na szczęście mogę prowadzić [śmiech], codziennie zawożę dzieci do szkoły w Austrii. 10

Katarzyna Kosiniak-Kamysz: „Połknęłam bakcyla dyplomacji”

R

ezydencja ambasadora RP w RS i jego małżonki znajduje się w atrakcyjnej dzielnicy Bratysławy. Często spacerują tu policjanci, którzy doglądają bezpieczeństwa jej mieszkańców. Dom otoczony jest pięknym ogrodem. U progu wita mnie pani ambasadorowa – Katarzyna Kosiniak-Kamysz. Gustownie urządzone wnętrza, bez zbędnych bibelotów tworzą część reprezentacyjną rezydencji. Zasiadamy w saloniku przy kawie i polskim serniku (pieczenie to specjalność pani domu!). Czuję się jakbyśmy się znały od lat, nawet nie zauważam, kiedy upływa póltorej godziny rozmowy. Ale bywa tak, że jak wpadnę w zły nastrój, to wypominam mężowi, że ze względu na jego pracę nie mogę robić kariery. W jakiej dziedzinie realizowałaby się Pani, gdyby nie misja męża? Studiowałam anglistykę na UJ w Krakowie i myślałam, że zajmę się tłumaczeniami. Gdy przebywamy w kraju, podjemuję tymczasową pracę nauczyciela angielskiego. Ale ze względu na częste wyjazdy nawet w hierarichii nauczycielskiej nie mogę piąć się po szczeblach kariery. Jestem nauczycielem kontraktowym, podczas gdy moje koleżanki już dawno osiągnęły wyższy pułap i podnoszą swoje kwalifikacje. A jakie są pozytywne strony dyplomacji? Poznaję świat nie jako turysta, przebywający gdzieś w kurorcie tydzień lub dwa, ale wtapiam się w życie ludzi w danym państwie. W ten sposób poznaje się kraj od podszewki. Na takich wyjazdach można się nauczyć języków obcych. Czyli zna Pani, oprócz angielskiego, niemiecki, węgierski i słowacki? Niemieckiego uczyłam się

w szkole, na placówce w Berlinie miałam możliwość doszlifowania swoich umiejętności. Słowacki znam na razie na tyle, żeby zrobić zakupy, ale w przypadku węgierskiego nawet pobyt w Budapeszcie na niewiele się zdał. Mężowi udało się opanować ten język, bo ma wyjątkowe zdolności i dużo silnej woli. Gdy się dowiedział, że wyjeżdżamy na Węgry, jeszcze w Polsce kupił sobie książki i kasety i sam zaczął naukę języka. Ja się nauczyłam na tyle, żeby zrobić zakupy i umieć powiedzieć parę grzecznościowych zwrotów. To jednak bardzo trudny język. Uczyłam się też rosyjskiego, ale już sporo zapomniałam. Jaka była Pani reakcja na wieść o wyjeździe do Bratysławy? To nie było takie jednoznaczne. Mąż miał dwie propozycje: jedną do Bratysławy, drugą do Waszyngtonu na stanowisko radcy handlowego. Nie mógł się zdecydować, bo z jednej strony Waszyngton był wyzwaniem zawodowym, a wiemy, jakie miejsce w naszych stosunkach międzynarodowych zajmują Stany Zjednoczone. Z drugiej strony stanowisko ambasadora w Słowacji to też wyzwanie, ale tuż za granicami, niedaleko mojego rodzinnego Krakowa... MONITOR POLONIJNY


Pojawił się dreszczyk emocji, gdy okazało się, że Państwa wyjazd jest przesądzony? Podeszłam do tego spokojnie. Gorzej było z dziećmi. Dzieci przywiązują się do kolegów, nawiązują przyjaźnie. Bardzo przeżyły wyjazd z Berlina, niedługo potem czekał je kolejny wyjazd - z Warszawy. Nasza córka do dziś nie może tego przeboleć i gdyby była możliwość powrotu do Warszawy, wyjechałaby natychmiast. Oczywiście wiadomość o wyjeździe oznaczała dla nas szukanie nowej szkoły dla dzieci, czarną wizję pakowania i mnóstwo innych organizacyjnych spraw do załatwienia. Utarło się w naszym języku powiedzenie, że udzielić dyplomatycznej odpowiedzi to znaczy odpowiedzieć na pytanie, ale nie zdradzić tajemnicy. Czy musiała się Pani tego uczyć, czy

przychodzi to Pani z łatwością? Żona ambasadora musi być na bieżąco z zagadnieniami, z którymi mąż ma do czynienia. Musi być zorientowana w polityce kraju, wiedzieć z kim Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne. Udzielanie dyplomatycznych odpowiedzi nie jest dla mnie takie trudne, bo zawsze byłam ostrożna w wypowiedziach. A poza tym można ustalić z mężem, jakich tematów nie należy poruszać, gdy wiemy z kim się spotykamy. Kiedy nie potrafię odpowiedzieć na jakieś pytanie, to po prostu mówię, że lepiej byłoby, gdyby mój rozmówca zapytał o to męża.

peszcie przeżywaliśmy wszystko o wiele bardziej a słowo „ambasador“ powodowało, że człowiek wewnętrznie stawał na baczność. A kiedy ambasador zaszczycił nas swoją obecnością na imieninach, to było wielkie przeżycie. Teraz to spowszedniało, ambasadora mam w domu na codzień i z czasem człowiek zżywa się ze swoją rolą . Spotkania w korpusie dyplomatycznym nie są uciążliwe, bo z wieloma osobami zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić. Męczące bywa jedzenie kilku dań na okazałych przyjęciach, choć i tak, na szczęście, teraz podaje się małe porcje.

Jak wyglądają spotkania dyplomatyczne ustalane według protokołu, podczas których wydaje się, że prawie każdy gest i słowo są zaplanowane? Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Na początku na placówce w Buda-

Państwa prywatność jest w znacznej mierze ograniczona, bowiem na każdy wyjazd zagraniczny ambasador musi mieć zgodę z centrali w Warszawie. Możemy się poruszać w pasie przygranicznym, czyli wyjazd do Zakopanego czy do Wiednia nie jest problemem. Na pozostałe wyjadzy musimy mieć akceptację.

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Zwyciężyła Bratysława. Potem mąż musiał przejść przez „sito“ komisji zagranicznej w Sejmie, zaprezentować swoje przygotowanie z tematyki Słowacji.

Jak więc wygląda Państwa czas prywatny? Czy ambasador „porywa“ swoją żonę na przykład do kina? Nie pamiętam kiedy byliśmy w kinie. Ale lubimy razem pojechać na targi staroci. Byliśmy razem w Trenczynie, Czerwonym Kamieniu, Wiedniu. Szperanie, wyszukiwanie perełek wśród staroci to nasze wspólne hobby. Poza tym udało nam się razem z dziećmi pojechać do termalnego kąpieliska w Veľkim Mederze i do kawiarni na wieży telewizyjnej, by obejrzeć panoramę miasta. Lubimy w sposób aktywny spędzać czas wolny: jazda na rowerach, na nartach i pływanie to nasze ulubione sporty. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


FOTO: STANO STEHLIK

...Ale nie tylko młodzi i nie tylko w Polsce. Przekonałam się o tym na koncercie w bratysławskiej „Inchebie” (trzy tysiące sprzedanych biletów, cztery godziny stania w tłumie albo siedzenia na niewygodnych krzesłach z dala od sceny). Podczas tego występu zobaczyłam rzecz, wydawaç by się mogło, niemal niemożliwą: tłumy młodych, słuchających na stojąco muzyki poważnej, śpiewów chóralnych, długich partii na sekcję smyczkową... To wszystko w oczekiwaniu na znane bałkańskie rytmy. Nie sztuką jest daç ludziom to, czego chcą, ale sztuką jest daç im coś więcej. A to się Goranowi Bregoviciowi udało! Przy wejściu na koncert dowiedziałam się od organizatorów, że bagaż ze strojami niektórych artystów nie dojechał. A to oznaczało czekanie. Koncert rozpoczął się z 50-minutowym opóźnieniem. Atmosfera na sali była gorąca. W tłumie przed sceną można było usłyszeć piosenki Bregovicia, nucone przez jego wielbicieli. Co jakiś czas zniecierpliwieni oczekiwaniem ludzie wykrzykiwali imię artysty, wywołując go na scenę. Najpierw na podium wystąpiły 15osobowy chór męski i 12–osobowa sekcja

smyczkowa z Polski. Ale już drugi utwór został wzbogacony o 3 śpiewaczki w strojach ludowych (z Macedonii - to chyba na ich stroje czekała Bratysława), a potem, gdzieś z sali dało się słyszeć odgłosy instrumentów dętych. „To on!” szeptali stojący obok mnie. „Ale gdzie jest?” - dopytywał się ktoś inny. Dźwięki dobiegały z różnych stron sali. To nie był jeszcze On. Tak wchodziła na scenę 8-osobowa sekcja instrumentów dętych, która tworzy podstawę muzyki bałkań-

skiej. Dopiero podczas wykonywania trzeciego utworu na scenie pojawiły się dwie ostatnie osoby: młody chłopak – bębniarz i śpiewak, a na koniec, w białym garniturze, mistrz dramaturgii – Goran Bregović. Atmosfera na sali była na granicy wytrzymałości. Ale Bregović nie od razu „dał” to, co publiczność chciała. Umiejętnie przeplatał znane utwory z mniej znanymi (Muszę mieć tę nową płytę! Te utwory naprawdę są świetne!), a przede wszystkim „uczył” słuchać muzyki ambitnej. Niewyobrażalne! Tłumy młodych, wsłuchane w modlitwy do Boga, w mistrzowską wirtuozerię instrumentów smyczkowych,


którymi nie powstydziłaby się niejedna filharmonia! Artyście udało się przemycić to, co chciał. Przed koncertem zadałam znajomemu pytanie, czy wybiera się na koncert. Okazało się, że Polakom Bregović trochę „się przejadł”. Bałkańskie hity w wykonaniu Kayah i Krawczyka były tak często obecne w mediach, że zmęczenie nimi nie dziwi. Bratysławski koncert pokazał jednak, że Bregoviciowi nie brakuje nowych pomysłów, a zmęczenie jego słuchaczom nie grozi. Z różnych aranżacji znanych i mniej znanych utworów z przyjemnością wyławiałam te, które

znam na pamięć, a duży plus zyskał u mnie Bregowić, gdy zaśpiewał refren „Prawy do lewego” po polsku. Swoją drogą, wpaść na tak genialny pomysł, by przetransformować bałkańską muzykę ludową i nagrać ją w różnych wersjach językowych, był strzałem w dziesiątkę. Dałam się ponieść atmosferze i nuciłam „naszą“ piosenkę z Bregoviciem (bo przecież człowiek utożsamia się ze wszystkim, co polskie – a tu przynajmniej był polski tekst). Utożsamiali się też pozostali na sali, bowiem okazało się, że słowa wielu piosenek znają na pamięć. Przy pierwszych dźwiękach kolejnych

utworów, gdy słuchacze rozpoznawali ten ulubiony, słychać było z sali spazmatyczne jęki zachwytu. A Bregović, niby od niechcenia, wymachiwał ręką do taktu, bawił się z nami. Ale nie była to tylko zabawa, lecz także „zdalne sterowanie” 40 osobami, które mu towarzyszyły na scenie. Wszystko było pod kontrolą. Gdy wykonawcy schodzili ze sceny (trwa długo, zanim podium opuści tyle osób) i zostawili publiczność rozbawioną, wiedziałam, że wrócą, by zagrać na bis. Po dłuższej przerwie pojawił się na scenie sam mistrz, tylko w towarzystwie

dwóch, potem czterech osób... I znów ta gradacja, rosnące napięcie... Koncert zaczął się jakby na nowo. Teraz już rozbrzmiewały w większości znane utwory. I w końcu padła odpowiedź na prośby z sali - utwór „Kałasznikow”. Rozedrganie na sali na kwadrans przed północą wskazywało, że tak łatwo tych tłumów Bregović się nie pozbędzie. Ale on na koniec uspokoił publiczność bałkańskim utworem o rzewnej melodii z chórem w tle. Wszyscy wiedzieli, że czas się rozejść do domów. Posłusznie opuściliśmy salę, wzbogaceni o niesamowite przeżycia. Czym jeszcze zaskoczy nas Bregović? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


Gdynia praje mladým N

epochybne najvýznamnejšou filmovou udalosťou v Poľsku je každoročná prezentácia celovečernej hranej a televíznej tvorby pri vlnách Baltického mora. Svieže vetry zaduli na 29. festivale poľských hraných filmov v Gdyni, kde sa predstavilo v hlavnej súťaži dvadsať filmov.

Presne podľa známeho porekadla: ,,Do tretice všetko dobré“ resp. ešte výstižnejšieho poľského: ,,Do trzech razy sztuka“ sa mladým tvorcom, debutantom, podarilo zvíťaziť tretí raz v poradí. Po ,,Edim“ a ,,Warszave“ v predošlých ročníkoch, v tomto vyhrali ,,Pręgi“ Magdaleny Piekorz. Táto ambiciózna mladá dáma snívala najprv o kariére herečky, následne novinárky, až sa napokon rozhodla pre štúdium réžie na Sliezskej univerzite. Nakrútila niekoľko zaujímavých dokumentov a ,,Pręgi“ sú jej celovečerným hraným debutom. Jednohlasným verdiktom poroty získali nielen Veľkú cenu ,,Złote Lwy“ za najlepší film, ale aj ceny za najlepšiu kameru, zvuk, kostýmy a produkciu. Málo vídaná sym14

Magdalena Piekorz pri preberaní ceny za jej celovečerný hraný debut „Pręgi“

bióza poroty a publika jej vyniesla aj cenu diváka ,,Złoty klakier“, za čo zožala najdlhší a najsrdečnejší potlesk spomedzi všetkých účastníkov súťaže. Film vznikol podľa námetov poviedok ,,Dioboł“ a ,,Gnój“ z cyklu ,,Opowieści słychane“ Wojciecha Kuczoka, ktorý zároveň napísal aj scenár víťazného filmu. Apropo je čerstvým držiteľom ceny Niké. Výsledkom spolupráce mladých tridsiatnikov je až k slzám dojímavý príbeh vzťahu 13-ročného chlapca týraného vlastným otcom. Tragédia otca spočíva v tom, že svojho syna miluje. Týra ho pre jeho údajné dobro, chce z neho vychovať naozajstného chlapasilného a schopného samostatnosti. Odmena a trest, metóda cukru a biča, to sú jediné výchovné spôsoby otca. Jazvy na duši mladého chlapca sa hlboko zakorenia v spomienkach dospelého Wojciecha (životná rola Michała Żebrowského), v jeho konaní a z tohto začarovaného kruhu je jediným východiskom láska. A práve táto láska v postave Táni (Agnieszka Grochowska)

sa zjaví ako zázrak. To či vylieči jeho ubolenú dušu sa nedozvieme, ale určite mu dodá nádej. Práve takéto posolstvo a viera v očistenú silu lásky tak uchvátili porotu i divákov

„Siłaczki” ze Słowacji T

ak zatytułowano artykuł w „Dzienniku Polskim” z dnia 9.10.2004r., poświęcony wizycie nauczycielek Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie: Irenie Malec, Lidii Śliwie, Danucie Wieczorek, oraz szkółek piątkowych: Małgorzacie Kalinčíkovej, Danieli Nehézovej, Małgorzacie Wojcieszyńskiej w polskich szkołach w Myślenicach. Pomysłodawcą szkolenia była polonistka z Myślenic – Krystyna Bajor, która wraz z Marią Dziurzyńską-Ścibior z Krakowa już dwa razy prowadziła MONITOR POLONIJNY


gdyńského festivalu. Hovoril o tom predseda poroty Jerzy Stuhr, keď v úprimnom dojatí objal laureátku Zlatých levov. Preto vôbec neprekvapila správa, že film bol nominovaný za Poľsko na tohtoročného Oskara za zahraničný film. Druhým najúspešnejším filmom súťaže bolo ,,Wesele“ Wojciecha Smarzewského, snímka ďalšieho debutujúceho režiséra, ktorý získal zvláštnu cenu poroty, cenu za najlepšiu mužskú rolu (Marian Dziędziel), cenu Stowarzyszenia Filmowców Polskich ako aj cenu novinárov. Ostrá satira súčasného sveta mamonu, kde za peniaze je možné kúpiť všetko. Aj muža pre dcéru, farára, policajta či notára...,veď oni iba na to čakajú. Hĺbková sonda spoločnosti v reáliách poľského vidieka, warsztaty metodyczne dla nauczycielek polonijnych ze Słowacji. Dzięki pomocy ze strony Ambasady RP w Bratysławie oraz burmistrza Myślenic Macieja Ostrowskiego polskie nauczycielki ze Słowacji mogły 7 i 8 października br. roku uczestniczyć w zajęciach edukacyjnych w przedszkolu, szkole podstawowej, gimnazjum i liceum. Czas spędzony w myślenickich szkołach był dla nich wspaniałą lekcją dydaktyki i metodyki, szczególnie z zakresu wprowadzania nowych aktywizujących metod nauczania na lekcjach języka polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie. Mogły podpatrywać warsztat pracy polskich nauczycieli na poszczególnych szczeblach kształcenia i skorzystać z życzliwych rad bardziej doświadczonych koLISTOPAD 2004

vnímavé zachytenie panujúcich pomerov medzi ľuďmi sú hlavnými umeleckými hodnotami filmu nadväzujúceho na slávne 60-te roky česko- slov. novej vlny tématicky príbuzné filmu Miloša Formana ,,Hoří má panenko“. Tretím zo štvorice najúspešnejších tvorcov je Przemysław Wojcieszek, ktorý obdržal za film ,,W dół kolorowym wzgórzem“ cenu za najlepšiu réžiu a cenu Primátora za herecký debut (Przemysław Blusia). Stredobodom pozornosti tvorcu sú mladí ľudia žijúci na vidieku, ktorí chcú niečo v živote dokázať a to práve v mieste svojho rodiska. Jediným skúseným tvorcom, ktorý sa už stihol v poľskej kinematografii etablovať a zároveň aj presláviť filmom ,,Dług“ je Krzysztof Krauze, ktorý za svoj najnovší

Spotkanie w jednym z myślenickich liceów legów. Dodatkowo każda z nich została hojnie obdarowana materiałami dydaktycznymi, które bardzo się przydadzą w nauczaniu dzieci polskich i polonijnych na Słowacji. Dwudniowy pobyt w Polsce został zakończony zwiedzaniem zabytków Krakowa w niepowtarzalnej jesiennej atmosferze. Pobyt w Myślenicach zapewne zaowocuje nie tylko urozmaiceniem zajęć dydaktycznych w polskich placó-

projekt ,,Mój Nikifor“ získal ocenenie v kategórii najlepší strih, kostýmy (spoločne s filmom ,,Pręgi“) a najlepšia ženská rola pre Krystynu Feldman za postavu Nikifora (podrobnejšie v čísle 7-8). Za zmienku stojí ešte ocenenie za najlepší scenár ex aequo: Juliusz Machulski za film ,,Vinci“ a Jarosław Sokół za ,,Długi weekend“ rež: Roberta Glińského. V súťažnej kategórii nezávislého filmu boli priznané porotou dve rovnocenné hlavné ceny:,,Katatonia“ rež. Jacka Nagłowského a ,,Dzień, w którym umrę“ rež. Grzegorza Lipca. Staršia generácia tvorcov ostala tentokrát v ofsajde. Dúfame, že nie navždy. Do pozerania Váš PAVOL BEDROŇ FILMOVÝ KRITIK wkach oświatowych na Słowacji, ale również współpracą między szkołami, tj. Szkolnym Punktem Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie oraz poszczególnymi szkołami myślenickimi, na płaszczyźnie historyczno-regionalnej czy kulturalnej. Uczestniczki szkolenia pragną podziękować organizatorom pobytu w Myślenicach, którymi byli burmistrz Myślenic Maciej Ostrowski, Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie oraz Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Serdeczne podziękowania składają również na ręce pani Krysi Bajor, która z ogromnym zaangażowaniem metodycznie wspomaga pracę nauczycielek polskich na Słowacji. IRENA MALEC 15


Symboliczna data odrodzenia Polski TO WARTO WIEDZIEĆ

Po

przewrocie majowym Józef Piłsudski, który był wówczas premierem, okólnikiem z 8 listopada 1926 roku nakazał swym ministrom, by dzień 11 listopada rocznicę podpisania w 1918 roku w salonce pociągu stojącego w francuskim Compičgne kapitulacji Niemiec - uczynili dniem wolnym od pracy. Dopiero w kwietniu 1937 roku weszła w życie ustawa o święcie niepodległości, która z 11 listopada uczyniła święto państwowe.

Historycy są na ogół zgodni w opinii, iż dla dziejów Polski data 11 listopada ma charakter umowny. Znacznie donioślejszymi dla ziem polskich datami wydarzeń czasu kończącej się Wielkiej Wojny, nazwanej później I wojną światową, były: 31 października 1918 roku, kiedy to Polska Komisja Likwidacyjna przejęła rządy w Galicji, 1 listopada, gdy rozpoczęły się polsko-ukraińskie walki o Lwów, czy też 7 listopada, kiedy w Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem (wówczas nazywano go prezesem) był przywódca galicyjskich socjalistów Ignacy Daszyński. Ta ostatnia data - 7 listopada - narobiła w przeszłości sporo zamieszania. W czasie dwudziestolecia międzywojennego polscy socjaliści i lewicowi ludowcy właśnie tego dnia organizowali obchody rocznicy odrodzenia Polski, nawiązując do tradycji powstania Tymczasowego Rządu Ludowego, podczas gdy władze państwowe organizowały uroczystości cztery dni później. A ponieważ, jak zauważa prof. Andrzej Garlicki, w latach 30. wieku XX zarówno socjaliści, jak i ludowcy byli w opozycji, ta rozbieżność dat obchodów miała znaczenie polityczne. Tym większe, że oficjalna propaganda już od 1926 roku 16

coraz silniej wiązała święto niepodległości z przejęciem przez Józefa Piłsudskiego władzy wojskowej. W czasie polskiego stalinizmu, gdy dwudziestolecie międzywojenne odsądzano od czci i wiary, nie obchodzono, ba, nie pisano nawet w podręcznikach szkolnych o święcie listopadowym. Dopiero po przełomie październikowym w 1956 r. zweryfikowano sposób pisania o II Rzeczypospolitej. Oficjalną datą odzyskania przez Polskę niepodległości był 7 listopada, czyli data powstania rządu Daszyńskiego, nie będąc świętem państwowym, natomiast w dniu tym z dużym rozmachem obchodzono także w Polsce rocznicę rewolucji bolszewickiej w Rosji. Kilka miesięcy po wydarzeniach słynnego marca 1968 roku, w atmosferze nacjonalistycznej propagandy usiłujących zdobyć władzę „partyzantów“, kiedy to zajadli do niedawna krytycy II Rzeczypospolitej nagle zmienili się w jej głośnych apologetów, pojawiły się głosy o możliwości przywrócenia święta 11 listopada. Potem w latach 70. rocznicę odrodzenia Polski obchodzono 7 listopada, ale już w prasie czy w telewizji pojawiały się wzmianki o 11 listopada. Po Okrągłym Stole w kalendarzu oficjalnych polskich świąt dokonano zmian, przywracając święta 3 maja i 11 listopada, wymazując 22 lipca, przenosząc Dzień Wojska Polskiego z 12 października (bitwa pod Lenino) na 15 sierpnia (bitwa warszawska). Skoro jednak data 7 listopada pojawiała się tak długo w naszej historii, że mówiło się nawet o wojnie dat, która z międzywojnia przeniosła się na wiele lat powojennych, warto wiedzieć, co stało się 7 listopada 1918 roku, do jakich tradycji nawiązywała lewica w Polsce międzywojennej i dlaczego data ta była uznawana po II wojnie światowej. W nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku w Lublinie z inicjatywy konspiracji piłsudczykowskiej powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem, ministrem sprawiedliwości i ministrem spraw zagranicznych został

Ignacy Daszyński, przywódca socjalistów Galicji, sympatyk galicyjskiego ruchu niepodległościowego, kierowanego przez Józefa Piłsudskiego. Ministrem wojny został mianowany w zastępstwie J. Piłsudskiego, więzionego jeszcze w Magdeburgu, płk. Edward Rydz-Śmigły, któremu specjalnym dekretem nadano wówczas stopień generała. Rząd ten utworzyli przedstawiciele lewicowych ugrupowań niepodległościowych, głównie Polskiej Partii Socjalistycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego „Wyzwolenie”. Nazwa rządu nie była przypadkowa: przymiotnik „tymczasowy“ określał jego trwanie tylko w okresie powstawania struktur państwowych oraz poddanie się weryfikacji wyborczej (zapowiadano zwołanie do końca roku Sejmu Ustawodawczego), zaś określenie „ludowy“ miało przekonać masy, że rząd będzie reprezentować ich interesy, a nazwanie państwa polskiego „republiką” miało przesądzać o jego republikańskim charakterze. Znacznie bardziej niż przymiotnik „ludowy“ masy miał przekonać rozwieszony na murach Lublina plakat z tekstem manifestu z „prawami obowiązującymi cały naród polski“, ogłaszający „w Polsce całkowite polityczne i obywatelskie równouprawnienie wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia, wiary i narodowości, wolności sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, związków zawodowych i strajków“. Prócz demokratycznych wolności, manifest wprowadzał ośmiogodzinny dzień pracy, walkę ze spekulacją i zapowiadał wniesienie do Sejmu projektu reform, w tym także radykalnej reformy rolnej. W manifeście domagano się też niezwłocznego opuszczenia ziem polskich przez wojska niemieckie, wypuszczenia z więzień przetrzymywanych w nich Polaków z J. Piłsudskim na czele, zwolnienie jeńców i polskich robotników wywiezionych do Niemiec. Za najważniejsze uznawano utworzenie armii polskiej, której dowództwo, wobec nieobecności Piłsudskiego, powierzono Rydzowi-Śmigłemu. MONITOR POLONIJNY


Analizujący niejednokrotnie tekst manifestu zarówno prof. Garlicki, jak i prof. Janusz Tazbir, nie mając wątpliwości co do jego lewicowego charakteru, uważają, że jego autorzy zdecydowanie odrzucali model rewolucji rosyjskiej i za każdą cenę chcieli zapobiec krwawym wydarzeniom, jakie w tym czasie miały miejsce w Rosji. Niezależnie od tego, że program był po części utopijny, już samo sformułowanie wspomnianych wyżej postulatów było ważnym aktem politycznym, o którym warto wiedzieć. Manifest był też jedynym osiągnięciem rządu Daszyńskiego, ponieważ już w trzy dni po jego utworzeniu zmieniła się sytuacja polityczna. Rankiem 10 listopada na warszawskim dworcu garstka osób witała powracającego z Magdeburga J. Piłsudskiego; był wśród nich książę Zdzisław Lubomirski, reprezentujący powołaną w 1917 roku przez cesarzy niemieckiego i austriackiego Radę Regencyjną, nie cieszącą się szerszym poparciem społeczeństwa polskiego, oraz Adam Koc z grupą członków Polskiej Organizacji Wojskowej, stanowiącej siłę zbrojną Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej. Już na tym dworcu J. Piłsudski dokonał politycznego wyboru, przyjmując zaproszenie na śniadanie od księcia Lubomirskiego. W dniu 11 listopada na żądanie J. Piłsudskiego rozwiązał się Tymczasowy Rząd Ludowej Republiki Polskiej. Tego samego dnia Piłsudski przejął z rąk Rady Regencyjnej władzę naczelną nad wojskiem (którego zresztą nie było), a trzy dni później Rada ta, rozwiązując się, stwierdziła: „Od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu“. Dziś spory o datę święta niepodległości nie budzą już emocji politycznych, 11 listopada jest w Polsce świętem narodowym i warto wiedzieć, że chociaż po roku 1918 w Europie pojawiło się wiele nowych państw, tylko w Polsce świętem narodowym upamiętniono akt kończący I wojnę światową.

Kalendarium wydarzeń 1-2 listopada

16 listopada

1916 r. – Powstanie Związku Harcerstwa Polskiego.

1989 r. – W Warszawie zburzony zostaje pomnik Feliksa Dzierżyńskiego.

5 listopada 1387 r. – Na Wawelu umiera Kazimierz Wielki, ostatni Piast na tronie polskim.

5 i 7 listopada 1922 r. – Pierwsze wybory do sejmu II Rzeczypospolitej.

6 listopada 1620 r. – Pod Cecorą w bitwie z Turkami ginie hetman Stanisław Żółkiewski. 1939 r. – Niemcy osadzają w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen 183 profesorów i wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczej w Krakowie.

1370 r. – Koronacja Ludwika Węgierskiego na króla Polski w Krakowie.

18 listopada 1965 r. – Biskupi polscy, obecni na Soborze Watykańskim II, skierowują list do biskupów niemieckich, zawierający znamienne słowa: „Udzielamy przebaczenia i prosimy o nie”.

19 listopada

1939 r. – Generał Władysław Sikorski zostaje Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych.

1765 r. – Otwarcie Teatru Narodowego w Warszawie. 1816 r. – Utworzenie Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego. 1995 r. – W wyborach prezydenckich zwycięża Aleksander Kwaśniewski.

10 listopada

20 listopada

7 listopada

1444 r. – W bitwie z Turkami pod Warną ginie Władysław, król Polski i Węgier. 1673 r. – We Lwowie umiera Michał Korybut Wiśniowiecki, król Polski. 1918 r. – Józef Piłsudski powraca z więzienia w Magdeburgu do Warszawy (11 listopada przejmuje władzę wojskową, potem zostaje Naczelnikiem Państwa). 1980 r. – W Warszawie zarejestrowany zostaje statut NSZZ „Solidarność”.

11 listopada 1673 r. – Hetman Jan Sobieski zwycięża Turków pod Chocimiem. 1936 r. – Generał Edward Rydz-Śmigły zostaje marszałkiem Polski. 1937 r. – Po raz pierwszy w Polsce obchodzone jest Święto Niepodległości. 1940 r. – Rządy Polski i Czechosłowacji na uchodźstwie ogłaszają w Londynie deklarację o ścisłej współpracy.

12 listopada 1989 r. – Papież Jan Paweł II kanonizuje brata Alberta Chmielowskiego.

13 listopada

1925 r. – Umiera Stefan Żeromski, pisarz.

22 listopada 1989 r. – Aneta Kręglicka, Miss Polski, zostaje Miss Świata.

23 listopada 1793 r. – Zakończenie sejmu w Grodnie, ostatniego za czasów I Rzeczypospolitej.

25 listopada 1795 r. – Stanisław August Poniatowski, ostatni elekcyjny król Polski, zrzeka się korony.

26 listopada 1855 r. – W Stambule umiera Adam Mickiewicz, wieszcz narodowy. 1990 r. – Polska zostaje przyjęta do Rady Europy.

28 listopada 1561 r. – Kurlandia staje się lennem Polski. 1627 r. – Zwycięstwo floty polskiej nad szwedzką w bitwie morskiej pod Oliwą. 1907 r. – Umiera Stanisław Wyspiański, dramaturg i malarz. 1930 r. – Otwarcie Biblioteki Narodowej w Warszawie. 1939 r. – W wyniku układu z Niemcami do Słowacji zostają przyłączone polskie tereny Spisza i Orawy.

1924 r. – Władysław Stanisław Reymont otrzymuje literacką Nagrodę Nobla za powieść „Chłopi”.

29 listopada

14 listopada

30 listopada

1920 r. – Józef Piłsudski otrzymuje buławę marszałkowską. 1990 r. – Polska i zjednoczone Niemcy podpisują traktat potwierdzający granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej.

15 listopada 1916 r. – W Szwajcarii umiera Henryk Sienkiewicz,

DANUTA MEYZA-MARUŠIAK pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla. LISTOPAD 2004

17 listopada

1830 r. – Wybuch powstania listopadowego. 1808 r. – Szwoleżerowie polscy pod dowództwem Jana Kozietulskiego zdobywają wąwóz Somosierra w Hiszpanii. Oprac. WOJCIECH BILIŃSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na pokrycie kosztów dystrybucji „Monitora Polonijnego”. 17


Czesław Miłosz (1911 - 2004)

B

ył Polakiem, Litwinem, a właściwie Żmudzinem. Przed 1939 rokiem pracował w radiu wileńskim, związany był z literacką grupą „Żagary“. Podczas okupacji niemieckiej uczestniczył w podziemnym życiu kulturalnym Warszawy.

W latach 1946-1950 był niepodzielnie panował dyplomatą polskim, najna polskiej scenie poezpierw w Waszyngtonie, ji. Przypomnijmy przypóźniej krótko w Paryżu. najmniej niektóre tytuły Od 1951 roku stał się zbiorów jego wierszy: emigrantem polityczTrzy zimy (1936), BLIŻEJ nym; do 1960 roku mie- POLSKIEJ Ocalenie (1945), Traktat KSIĄŻKI szkał w Paryżu, a później moralny (1957), Miasto w Ameryce, gdzie w labez imienia (1969), tach 1967-1978 był profeso- Gdzie wschodzi słońce i kędy rem literatur słowiańskich na zapada (1974), Dalsze okolice uniwersytecie stanowym Cali- (1992). Od czasu uwieńczenia fornia w Berkeley. W 1980 ro- poety najwyższym laurem liteku otrzymał Nagrodę Nobla rackim, co miało miejsce w dziedzinie literatury. Po jej w 1980 roku, ukazały się nootrzymaniu zaczął regularnie we tomy poezji, m. in. Hymn odwiedzać Polskę, by w koń- o perle, Nieobjęta ziemia, cu na stałe zamieszkać w Kra- Kroniki, Dalsze okolice, Na kowie. Tam, w sierpniu 2004 brzegu rzeki. W wydanym roku zakończył swe bogate ży- w 2000 roku tomie zatytułocie, tam na zawsze odłożył wanym To pisarz jak gdyby pióro. żegnał się ze światem. Czesław Miłosz tworzył Miłosz, jak mało który poeprzez ponad 70 lat. Był poetą, ta, swobodnie wypowiadał się prozaikiem, eseistą i tłuma- również w prozie. Z jego poczem. Jako poeta zaczynał wieści najbardziej znana jest w latach trzydziestych od wspomnieniowa Dolina Issy, awangardy. Od wydania de- wydana w 1955 roku, a zekrabiutanckiego zbioru Poemat nizowana w 1982 roku przez o czasie zastygłym upłynęło T. Konwickiego. W 1955 roku 71 lat. Przez ten czas niemal ukazała się powieść politycz18

Jasności promieniste Jasności promieniste, Niebiańskie rosy czyste, Pomagajcie każdemu Ziemi doznającemu. Za niedosiężną zasłoną Sens ziemskich spraw umieszczono. Gonimy dopóki żywi, Szczęśliwi i nieszczęśliwi. To wiemy, że bieg się kończy I rozłączone się złączy W jedno, tak jak być miało: Dusza i biedne ciało. [Czesław Miłosz, „To“, Wyd. „Znak”, Kraków 2000] na jego autorstwa pt. Zdobycie władzy. Wspominając prozę Czesława Miłosza, trudno pominąć jego dziennik wydany w 1990 roku, a zatytułowany Rok myśliwego. Osobny rozdział w twórczości Miłosza stanowi eseistyka. Jego utwory eseistyczne ukazywały się zawsze w momencie, gdy były potrzebne i ważne, a ich ton świadczył o olbrzymim emocjonalnym zaangażowaniu piszącego w sprawy, o których pisał, niezależnie od tego czy rozważał nad istotą poezji, czy polemizował z przyjętymi sposobami widzenia tradycji narodowej, czy też poszukiwał źródeł kryzysu duchowego współczesnego człowieka. Z bogatego eseistycznego dorobku pisarza przykładowo wymieńmy: Zniewolony umysł (1953), Rodzinna Europa (1959), Człowiek wśród skorpionów (1962), Ziemia Ulro (1977), Ogród nauk (1979), Zaczynając od moich ulic (1985), czy wydane później, w latach MONITOR POLONIJNY


dziewięćdziesiątych: Abecadło Miłosza oraz Życie na wyspach. Szczególne miejsce w eseistycznej twórczości Miłosza zajmuje książka Piesek przydrożny, wydana w 1998 roku przez Wydawnictwo „Znak”, za którą otrzymał nagrodę literacką „Nike“. Książka napisana jest zgodnie ze stosowaną chętnie przez Miłosza dyrektywą „poszukiwania formy bardziej pojemnej“. Na to dzieło, mające charakter jak najbardziej osobisty, składają się zarówno nowe wiersze, jak i metafizyczne medytacje i rozważania na temat własnego długiego życia. Krótko przed śmiercią pisarza ukazały się ostatnie wydane za jego życia książki: O podróżach w czasie oraz Spiżarnia literacka (Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2004). Spiżarnia to zbiór tekstów zamieszczanych przez autora w „Tygodniku Powszechnym“. Są to eseje o pisarzach, o sprawach trudnych i kłopotliwych w polskim życiu literackim, ale też o własnej twórczości i interpretacji niektórych własnych utworów. Tą książką zamknął pisarz swą długą i fascynującą drogę twórczą. O twórczości Czesława Miłosza Jerzy Pilch napisał w eseju Miłosz w niebie: „Na dobrą sprawę trzema rzeczami zajmował się on w swoim pisaniu: głosił ekstatyczną pochwałę życia, odganiał demony i rozmyślał o śmierci. Bo też prawdziwy pisarz i taka jest Jego nauka - tylko tymi trzema tematami winien się zajmować“. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK LISTOPAD 2004

OJĘZYKOW KIENKO E

Z

Trudne rozstrzygnięcia w zakresie fleksji

arówno język polski, jak i słowacki to języki fleksyjne, czyli o funkcji w zdaniu decyduje forma fleksyjna wyrazu.

Nasze codzienne doświadczenia dowodzą jednak, że czasami niezmiernie trudno zdecydować się na wybór końcówki fleksyjnej dołączanej do tematu wyrazu. Oba języki dysponują wieloma końcówkami, które różnicują formy gramatyczne. Problem polega jednak na tym, że dość często w tym samym przypadku pojawiają się końcówki oboczne i w związku z tym należy wybrać właściwą. Dystrybucja tych końcówek opiera się głównie na kryteriach gramatycznych, ale niekiedy dobór odpowiednich końcówek ma charakter zwyczajowy, często niezbyt przejrzysty. Tak jest na przykład w przypadku dopełniacza (kogo? czego?) liczby pojedynczej rzeczowników męskich zakończonych spółgłoską. W formach tego przypadka zarówno w języku polskim, jak i słowackim występują tylko dwie końcówki: -a, -u. Słowacki rok w dopełniaczu l.poj. to roka lub roku, ale w polskim tylko roku. Co zatem decyduje o doborze końcówki w języku polskim? Rzeczowniki męskie mogą oznaczać istoty (osoby lub zwierzęta) oraz rzeczy. Te pierwsze zawsze przyjmują końcówkę –a, np. ambasadora, człowieka, psa, kota. Wyjątek stanowią tylko formy wołu, bawołu. Ale jeśli męski rzeczownik jest nieżywotny, to przejrzystych zasad doboru końcówek jako takich nie ma. Różne poradniki językowe starają się te reguły usystematyzować, lecz z niewielkim skutkiem. Jak sobie więc radzić z problemem? Czy poprawna jest forma np. fotela czy fotelu, krawata czy krawatu? Oczywiście najlepiej jest sprawdzić wątpliwe formy w słowniku. Nie zawsze mamy go jednak pod ręką, więc najczęściej musimy sobie radzić sami. Nie będę tu Państwu przedstawiać szczegółowo poszczególnych kryteriów doboru wspominanych końcówek, lecz przedstawię krótko wskazówki normatywne dotyczące doboru form omawianego przypadka. I tak rzeczowniki o znaczeniu abstrakcyjnym, materialnym lub zbiorowym winny w sytuacjach wątpliwych przyjmować końcówkę –u, np.

gniewu, plastyku, rumianku (w znaczeniu zbiorowości). Jeśli rzeczownik oznacza rodzimą nazwę narzędzia, wówczas z największym prawdopodobieństwem dołączamy –a, np. młotka, tasaka. Rzeczowniki odczasownikowe utworzone poprzez odcięcie zakończenia przybierają końcówkę –u, np. zjazdu (od zjeżdżać), skoku (od skoczyć), również wyrazy zapożyczone, jeśli wyraźnie są odczuwane jako obce i nie można ich zaklasyfikować do grupy narzędzi, powinny otrzymywać końcówkę –u, np. wehikułu, budżetu. Z kolei wszelkie zdrobnienia prawie bezwyjątkowo przyłączają –a, np. stolika, daszka, fotelika. Warto podkreślić, że stosowanie końcówek –u i –a może różnicować znaczenie. Ten sam rzeczownik niekiedy może występować jako żywotny i wówczas otrzymuje końcówkę –a, a jeśli kryje się za nim kategoria nieżywotności, dołącza w dopełniaczu –u, np. oryginała (dziwaka) i oryginału (pierwowzoru), szacha (władcy) i szachu (posunięcia w grze). Tradycyjnie różnicowane są też formy rzeczowników nieżywotnych, mogących występować w różnym znaczeniu, np. przypadka (terminu gramatycznego) i przypadku (trafu), zamka (urządzenia do zamykania) i zamku (budowli). Oprócz tego istnieje w polszczyźnie wiele rzeczowników męskich, które przybierać mogą zarówno jedną, jak i drugą końcówkę, np. fotela i fotelu, krawata i krawatu, prysznica i prysznicu, wieczora i wieczoru. W przypadku tej ostatniej formy zwyczajowo powiemy jednak: Miłego wieczoru! I choć forma z –a jest równoprawna, to jednak w tym połączeniu zwyczaj nakazuje użycie tej z –u. Jak Państwo widzą, sprawa doboru końcówek bywa bardzo skomplikowana. Zdaję sobie sprawę, że moja krótka publikacja nie wyczerpuje zagadnienia, w związku z czym, jeśli zajdzie taka potrzeba, postaram się ten temat kontynuować w kolejnych numerach „Monitora”. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Dobrze nakryty stół D

ziś chciałabym Państwu przybliżyć zasady estetycznego i eleganckiego nakrywania stołu na przyjęcia.

A więc tak: zanim nakryjemy stół obrusem, powinniśmy położyć na nim jakiś miękki materiał przykryty folią. Jest to pewnego rodzaju zabezpieczenie stołu przed rozlanymi płynami. Obrus musi być świeży, biały lub kolorowy w delikat- Dyplomacja i nie tylko ny wzór. Powinien zwisać 20-30 cm poza brzeg stołu. Każdemu gościowi siedzącemu przy stole powinno przysługiwać ok. 60 cm krawędzi stołu, tak, aby nikomu nie było ciasno. Przygotowujemy serwetkę dla każdego biesiadnika, kładąc ją bądź na talerzu (jeżeli przyjęcie rozpoczyna się od przystawki podawanej z półmiska i nakładanej na ten talerz), bądź z lewej strony nakrycia (jeśli posiłek zaczyna się od zupy). Serwetki kładziemy na stole płasko złożone. Na miejscu przeznaczonym dla każdego gościa stawiamy tzw. talerz podstawowy. Jest to duży płaski talerz, który służy jako podstawka pod inne talerze, na których znajdą się potrawy. Na nim kładziemy okrągłą serwetkę z materiału, która niweluje odgłosy stawianych talerzy. Gdy przyjęcie zaczyna się od przystawki, na tym talerzu stawiamy płytki talerz, jeśli zaczynamy od zupy, stawiamy na nim talerz głęboki lub filiżankę z dwoma uszkami – każda z tych rzeczy na talerzu do nich pasującym. Talerzyki na pieczywo stawiamy z lewej strony ponad talerzem podstawowym – na tym samym miejscu, po spożyciu przystawki i zupy, znajdzie się talerzyk z sałatą. Sztućce układamy przy talerzu według kolejności użycia, zaczynając od zewnętrznej strony, a kończąc przy talerzu. Sztućce do deseru kładziemy nad talerzem: łyżeczkę – rączką w prawą stronę, nad widelczykiem – rączką w lewą stronę. Jeśli podajemy rybę gotowaną lub smażoną, podajemy również sztućce do ryb. Kieliszki ustawiamy ponad talerzem podstawowym, z prawej strony, według kolejności użycia, zaczynając od strony prawej, np. kieliszek do białego wina, kieliszek do czerwonego wina, kieliszek do szampana. Trochę oddalona od kieliszka do białego wina winna znaleźć się szklaneczka na wodę mineralną. Kieliszków do likieru i koniaku nie podajemy do stołu, gdyż będą używane dopiero później, przy kawie, w innym pokoju. Przygotowujemy również kartę dań dla każdego z gości i kładziemy ją na stole obok talerza podstawowego. Każde z dań na karcie powinno być zapisane w osobnej linijce, z wielkiej litery, zaś jarzyny i sosy umieszczamy pod daniem. Przy większej liczbie gości zaproszonych na przyjęcie oficjalne przygotowujemy również kartoniki z ich nazwiskami, które kładziemy na kieliszku do wina, na złożonej serwetce bądź na specjalnej, służącej do tego podstawce. Niedawno na przyjęciu u jednego z dyplomatów spotkałam orzechy, które będąc jednocześnie ozdobą stołu, służyły za podpórki do tych kartoników. Stół na eleganckie przyjęcie należy również ozdobić. Najłatwiejsze jest to w okolicy świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, gdyż mamy wówczas do dyspozycji różne ozdoby związane z tymi świętami. Na wiosnę dysponujemy kwiatami, zaś jesienią różnorakimi płodami w postaci owoców czy orzechów. Ostatnio modne stały się np. małe dynie. Musimy tylko pamiętać, by ułożone kwiaty czy inne ozdoby nie piętrzyły się tak, że przysłonią nam widok na gości po drugiej stronie stołu. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ 20

•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZ Uwaga! Prenumerata! Zbliża się koniec roku, a więc czas zaprenumerować „Monitor Polonijny” na rok przyszły. Dla tych, którzy się pospieszą, mamy ciekawą ofertę! Ci, którzy dokonają wpłat do końca roku 2004, zamiast płacić 300 Sk, mogą zapłacić cenę promocyjną – 250 Sk (studenci, emeryci, renciści - 200 Sk)! Tych, którzy będą prenumerować nasze pismo po raz pierwszy, prosimy o przekazanie swoich danych telefoniczne pod nr tel. Stana Stehlika - 0907 139 041, bądź pod adresem e-mail: staste@orangemail.sk. Niestety, niedoskonałość systemu opłat w banku nie pozwala nam na wgląd, kto jest wpłacającym. Wpłat należy dokonywać na poczcie na numer konta: Tatra banka, 266 604 0059, kod banku: 1100, numer klienta: 142515, Variabilný symbol: MP 2005. Wydawca Klub Polski - region Środkowe Poważe informuje, że zajęcia w ramach szkółki polonijnej przy Miejscowym Kole – Dubnica odbywają się w terminach: 5 i 19 listopada, 3 i 17 grudnia, 7 i 21 stycznia, 4 i 18 luty, 4 i 18 marca, 1, 15 i 29 kwietnia, 13 i 27 maja, 10 i 24 czerwca. W tym czasie w Klubie będzie obecny prezes lub jego zastępca, co daje możliwość konsultacji w sprawach klubowych i osobistych. Adres: ul. ČSA 1187/4, 018 41 Dubnica nad Váhom, Kolonki (siedziba Klubu). Nauczycielka: mgr Daniela Nehézová, tel. 042-4423367, 0905 391857 Spotkania członków Miejscowego Koła - Dubnica odbędą się w terminach:10 IX, 8 X, 5 XI, 3 XII, 5 XII – spotkanie mikołajkowe, 7 I, 4 II, 4 III, 15 IV, 15

•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA• Najszlachetniejszy kamień jest ten, który kraje Wszystkie inne - a siebie zrysować nie daje. Najszlachetniejsze serce jest to, które właśnie Raczej się da skaleczyć, niż samo zadraśnie. Bądź szczęśliwy mogąc witać jutro świata Ofiarą poświęcenia, okrzykiem wesela, Pewny, że przyszłość w dary najświętsze bogata, Anielskim chlebem życia, i ciebie poobdziela. Naszemu zacnemu Jubilatowi - dr. Piotrowi Petrykowskiemu z Dubnicy, najserdeczniejsze życzenia z okazji jego 40-tych urodzin składają członkowie Klubu Polskiego - Region Środkowe Poważe. MONITOR POLONIJNY


ZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• V – na łonie natury, 24 VI - zawsze od godz. 16.30, (z wyjątkiem spotkania mikołajkowego i 15 V). Informacje: tel./fax 042-4424 590, 0902 372167, e-mail: klub.polski@stonline.sk Klub Polski - Region Środkowe Poważe, szkółka polonijna przy Miejscowym Kole - Poważska Bystrzyca. Terminy zajęć: 11 grudnia, 8 i 22 stycznia, 5 i 19 luty, 5 i 19 marca, 2, 16 i 30 kwietnia, 14 i 28 maja, 11 i 25 czerwca. Adres: Dolný Moštenec 216, 017 01 Považská Bystrica (dom rodzinny p. Cingelovej). Nauczycielka: mgr Małgorzata Kalinčíková, tel. 042-4321061, 0907 708379 Internetowe Centrum Handlowe TOTU www.totu.com, które działa od 1997 roku, informuje o możliwości zrobienia zakupów za pośrednictwem Internetu. Jest to sposób na nowoczesne zakupy dla osób spoza Polski, chcących zrobić niespodziankę bądź wspomóc rodzinę w kraju. Podziękowanie W imieniu redakcji „Radia Regina” pragnę złożyć serdeczne podziękowanie za listy od słuchaczy. W ubiegłym miesiącu otrzymałam pocztą elektroniczną list od słuchacza z okolic Włocławka. Okazuje się, że „Magazyn Polski”, nadawany w każdą czwartą środę miesiąca od godz. 7.20 do 7.50, można odbierać na falach średnich o częstotliwości 1098 kHz w centralnej Polsce. Serdecznie zapraszam do słuchania „Magazynu Polskiego”. Urszula Zomerska-Szabados ŻYCZENIA•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA• Szczęśliwym rodzicom: Ewie i Robertowi Siposom gratulujemy przyjścia na świat córeczki. Nina Sipos urodziła się w Bratysławie w południe 18.10.2004 r. Klub Polski Region Bratysława

KLUB POLSKI Region Koszyce informuje, że w listopadzie odbędą się

VIII DNI KULTURY POLSKIEJ - KOSZYCE 2004 W

P R O G R A M I E :

13.11.2004 (sobota), godz. 14.00 UROCZYSTE OTWARCIE VIII DNI KULTURY POLSKIEJ – KOSZYCE 2004 Sala Historyczna Wschodniosłowackiej Galerii, ul. Hlavná 27, Koszyce 12.11.2004 (piątek), godz. 17.00 WERNISAŻ WYSTAWY: „SPISZ ART 2004“ Międzynarodowy Workshop Klubu Polskiego – Region Koszyce Galeria „Rotunda”, ul. Zbrojniczna, Koszyce (wystawa potrwa do 26.11.2004 r.) 13. 11. 2004 (sobota), godz. 15.30 WERNISAŻ WYSTAWY „POLSKA SZTUKA ABSTRAKCYJNA“ z kolekcji Muzeum Chełmskiego w Chełmie Wschodniosłowackia Galeria, ul. Hlavna 27, Koszyce (wystawa potrwa do 16.01.2005 r.) 13. 11. 2004 (sobota), godz. 17.00 WERNISAŻ WYSTAWY RENATY WOTY „ZAPIS MATERII“ Słowackie Muzeum Techniczne, ul. Hlavna 88, Koszyce (wystawa potrwa do 23.11.2004 r.) 3.11.2004 (środa), godz. 19.00 Spektakl teatralny: CZTERY SIOSTRY Janusza Głowackiego, reż. Henryk Rozen Teatr Państwowy - Mała Scena, Hlavna 67, Koszyce 6.11.2004 (sobota), godz. 19.00 JAZZ FOR SALE FESTIVAL 2004: Beata Kosowska & BluesBand Teatr Thalia, ul. Timonova 3, Koszyce

13.11.2004 (sobota), godz. 109.00 JAZZ FOR SALE FESTIVAL 2004: „Pink Freud” Teatr Thalia, ul. Timonova 3, Koszyce 20.11.2004 (sobota), godz. 19.00 JAZZ FOR SALE FESTIVAL 2004: ANNA MARIA JOPEK Teatr Thalia, ul. Timonova 3, Koszyce 25.11.2004 (czwartek), godz. 19.00 KONCERT FILHARMONII KOSZYCE POD BATUTĄ JERZEGO SWOBODY w programie: - Czarnecki: „Concerto liliowe” na 2 skrzypiec i instrumenty smyczkowe; - Zagar: „Rondo a Allegro” na wiolonczelę i orkiestrę; - Podprocký: „Dialog leśnego rogu” na harfy i orkiestrę smyczkową; - Perna:„Cinq Images Apres René Magritte” Państwowa Filharmonia – Dom umenia, ul. Moyzesova, Koszyce 30.11.2004 (wtorek), godz. 19.00 Spektakl teatralny: CZTERY SIOSTRY Janusza Głowackiego, reż. Henryk Rozen Teatr Państwowy - Mała Scena, Hlavna 67, Koszyce 15.11.2004 (poniedziałek), godz. 17.00 PRZEGLĄD FILMU POLSKIEGO Klub „Galéria“, ul. Hlavná 27, Košice 16.11.2004 (wtorek), godz. 17.00 PRZEGLĄD FILMU POLSKIEGO Klub „Galéria“, ul. Hlavná 27, Košice

7.11.2004 (niedziela), godz. 19.00 Koncert „ NEW MUSIC ORCHESTRA” Katowice Państwowa Filharmonia – Dom umenia, ul. Moyzesova, Koszyce

17.11.2004 (środa), godz. 17.00 PRZEGLĄD FILMU POLSKIEGO Klub „Galéria“, ul. Hlavná 27, Košice

13.11.2004 (sobota), godz.14.30 Koncert Kameralny Przemyskiego Kwartetu Smyczkowego Wschodniosłowacka Galeria, ul. Hlavna 27, Koszyce

12-14.11.2004 r. Impreza towarzysząca: Prezentacja naturalnej kosmetyki z Polski producent: ZIAJA Ltd. Gdańsk; Galeria „Rotunda”, ul. Zbrojniczna, Koszyce

Kontakt z organizatorami: Tadeusz Błoński: 0903 626299, Urszula Szabados: 0904 434424 Z okazji 15-lecia Stowarzyszenia POLONEZ w Austrii w sali widowiskowej Bank Austria Halle (GASOMETER) - 1110 Wien, Guglg. 12 w niedzielę 14 listopada br. o godz. 18.00 wystąpi

MARYLA RODOWICZ Bilety w cenach: 35, 28, 24 i 19 euro (dzieci, młodzież szkolna, studenci - 6 euro mniej). Informacja telefoniczna i rezerwacja miejsc: Tel: 00431 714 5801, codziennie w godz. 10.00–14.00 i 16.00-22.00 (również w soboty i niedziele). LISTOPAD 2004

21


H

mla ustúpila a pohľad do hlbokých dolín zatajoval dych. „Podívej, Ďuro, tamhle...“ Jiří Rusnok, v osemdesiatom siedmom kamarát z vojenčiny a o štrnásť rokov neskôr minister financií Českej republiky, hodil gesto kamsi ponad severné žľaby Červených vrchov a vzrušene dodal: „Tamhle hluboko pod námi je Giewont a na něm kříž. Vidíš? Kříž nad katolíckou zemí.“ Tá chvíľa a tie slová skrývali v sebe čosi mystické, akoby ich vyslovil čísi hlas zo stredoveku a ja som bol iba poctený ich vypočutím. Dodnes tú vetu cítim v sebe ako citát z múdrej knihy či repliku z filmov, na ktoré nikdy nezabudnem.

s Poľskom bežným, každodenným. Keď som pred troma rokmi v Slovenskom kultúrnom centre vo Varšave otváral výstavu prác šiestich legiend svetovej fotografie z New Yorku, ktorí poskytli svoje dielo ako súčasť knižnej publikácie Interview s fotografiou, sála sa zaplnila vnímavým auditóriom. Až neskôr vysvitlo, že len niekoľko zvedavcov si prišlo odborným okom prehliadnuť práce Arnolda Newma-

P O L S K A Michał Wołodyjowski Oczami słowackich dziennikarzy JURAJ MRAVEC REPORTER STV Jirko je rodák z Českého Těšína a do Poľska, ktoré sa rozprestiera za humnami jeho mesta, chodieval tak ako chodieva Bratislavčan z centra mesta do Rače alebo do Podunajských Biskupíc. Ja som dovtedy, do osemdesiateho siedmeho, keď som s Jirkom prechádzal komplet hrebeňom Západných Tatier, bol v Poľsku iba raz. V tom prvom osobnom dotyku s krajinou severných susedov sa tiež skrýval magický okamih. Edo Decker, šéf slovenskej časti medzinárodného pionierskeho tábora sa nás, štrnásťročné deti, vtedy spýtal, či sme už videli Baltické more. Nik na súhlas nezdvihol ruku. Stáli sme v Mielno Uniesce pred vysokým piesočným valom, ktorý oddeľoval pobrežnú asfaltku od pláže, spoza valu šumeli vlny a naše srdcia bili vzrušením. Kto prvý vybehne na vrchol a zakričí – Baltik – dostane tortu. Dodnes cítim, ako sa mi v nohách napli struny a ako lakte zápasili v tom krkolomnom šprinte na vytúžený obzor... Avšak o veľa rokov skôr, ako som objavil Baltik a pocítil v ústach omamnú chuť krowiek, zamiloval som sa do postáv z legiend poľskej histórie. Dodnes poznám melódiu z televízneho seriálu, v ktorom víťazila česť a odvaha, dodnes mám pred očami fúzkatého Michala Wolodyowského, toho poľského D’Artagnana, fešáka Ketlinga a korpuletného Zaglobu, dodnes ich radím do teamu svojich obľúbených hrdinov z detstva. A potom prišli iné roky. Poľsko v nich 22

a kříž nad katolíckou zemí bolo odomňa ďaleko, a predsa tak blízko! Boli to roky, keď komunistický totalitný systém dostával prvé údery od Solidarity, keď sa štrajkovalo v Gdaňsku, keď predák Walesa nevedel prísť na meno armádnemu aparátnikovi Jaruzelskému... Správy o pohybe v poľskom disente prúdili z rozhlasovej stanice Hlas Ameriky a v prvej polovici osemdesiatych rokov zneli v Husákom a Jakešom normalizovanej gubernii ako relácia zo sfér sci-fi. Krajina Michala Wołodyjowského, Adama Michnika, Andrzeja Wajdu, tá krajina, ktorú si Hitler so Stalinom vo vojenských mapách porcovali ako syr, akoby mala v genotype zakódovaný imperatív: Aj keď padneš na kolená, lebo iní ťa zradili, aj keď sa ťa budú chcieť zbaviť v plynových komorách a vápenných jamách, lebo ťa budú nenávidieť, a bude sa dokonca zdať, že už nemôžeš ďalej, ty napokon vstaneš, aby si si opäť vychutnala vlastnú hymnu... Obrazy Poľska glorifikovaného dejinnými zvratmi sa mi v pamäti striedajú

na, Brucea Davidsona, Elliotta Erwitta a ostatných a že väčšinu, tak ako aj na iné akcie v kultúrnom centre prilákalo znamenité slovenské vínko a pagáčiky. Vlastne, priateľsky mi to prezradil jeden z poľských pracovníkov kultúrneho centra, aby slušne predbehol moje prípadné rozčarovanie. „Je to v poriadku, ani na Slovensku to nie je iné,“ ubezpečil som Poliaka, ktorému očividne odľahlo. „Ľudia sú rovnakí na celom svete,“ tľapkali sme sa napokon nad pohárom znamenitého vínka... O rok neskôr som v Krakowe stretol ženu, pri ktorej sa mi roztriasli kolená. Sedeli sme spolu v taxíku a ja jej vravím: „Viete, že ste prvý človek, ktorý ma presvedčil, že Leonardo DiCaprio je skvelý charakterový herec? Váš film Úplne zatmenie ma očaril.“ Agnieszka Holland, hollywoodska režisérka poľského pôvodu, sa iba usmiala. Ten úsmev ma ubezpečil, že všetky moje doterajšie dotyky s Poľskom boli magické vďaka ľuďom, ktorí mi krajinu s krížom na Giewonte sprítomňovali... MONITOR POLONIJNY


RYSUNKI NADESŁANE DO KONKURSU „MOJE ZWIERZĄTKO“

no , ki kinie o Kin tym m l iś w ł fi Dz to by

znów listopad, czyli jesień. Co takiego można robić jesienią? Gdy pada deszcz, niestety najczęściej siedzi się w domu. Jeśli jest jeszcze całkiem przyzwoita pogoda, można pojeździć na rowerze czy na wrotkach. Ale co robić, gdy jest zimno i leje deszcz? W jesienne popołudnia wspaniale chodzi się do kina! Czy jest coś przyjemniejszego niż zasiąść wygodnie w fotelu i na dwie, trzy godziny przenieść się w świat niesamowitych historii? Czasami przez cały seans siedzimy nieruchomo, bo tak interesujący jest film. Ale co się dzieje po ostatniej scenie filmu? Tłum widzów biegnie do drzwi. Alarm pożarowy? Ewakuacja? Nie, nic takiego się nie stało! Tłum ludzi pcha się do wyjścia, tak jakby film już się skończył. A przecież na ekranie ciągle

I

LISTOPAD LISTOPAD 2004 2004

ie film ą tym solk A w para linie a Z sn pie

pojawiają się nazwiska całego sztabu filmowego. Nie obejrzeć filmu do samego końca, do najmniejszych napisów na ekranie to tak, jakby przeczytać książkę bez ostatniego rozdziału, wysiąść z pociągu w biegu, skończyć obiad przed deserem.

SIMONKO NEHÉZ (3 LATA) - „PROSIACZEK “

yło o b o! t , No le kin a

Dlatego następnym razem gdy będziecie w kinie, proszę, nie zrywajcie się z fotela po ostatnich kwestiach aktorów. Bez charakteryzatorek, kaskaderów, scenarzystów i wielu innych film, który przed chwilą widzieliście, nie mógłby przecież powstać.

HENRIETKA NEHEZOVÁ (5 LAT) „PIESEK BABCI“

STRONĘ REDAGUJE MAJKA KADLEČEK

23


– czyli co kasztan chciał mi powiedzieç

Nie zwariowałam! Kasztan naprawdę przekazał mi ważną wiadomość! Pierwszy raz kasztany jadłam na Słowacji. Spróbowałam kasztanów pieczonych i deserów z kasztanów. Niestety ich smak wcale nie był taki legendarny, jak oczekiwałam. Może winne są te okropne plastikowe laboratoryjne miseczki, w których desery są sprzedawane albo czarne

ręce sprzedawców tego smakołyku? Wiem, że to od węgla, ale... Ale Pani Redaktor postawiła wymogi, więc trzeba było się przełamać i z kasztanów przygotować coś smacznego. Co takiego wyjątkowego z kasztanów mogłabym Państwu zaproponować?

Podejście pierwsze, czyli tort z kremem kasztanowym.

Pachnące, pieczone kasztany

Kosmaty deser, czyli piure z kasztanów z bitą śmietaną

Przyznam się szczerze – napracowałam się porządnie. A efekt? Hm, nic specjalnego. Dzieci co prawda tort zjadły, ale one zjedzą wszystko, co jest choć trochę słodkie.

Kasztany naciąć na krzyż. Piec 20-30 minut w nagrzanym piekarniku.

Mrożone piure zetrzeć na tarce. Śmietanę ubić z cukrem pudrem. Podawać w pucharkach. MAJKA KADLEČEK

Pół dnia szatkowałam i gotowałam. Mąż chodził po mieszkaniu i pytał, co tu tak brzydko pachnie. A efekt? Hm, nic specjalnego. Nawet dzieci tego nie zjadły. Wtedy zrozumiałam, co mi kasztan chciał powiedzieć: Po co komplikować rzeczy proste z natury? Nie będą ani lepsze, ani smaczniejsze. Od dziś przestańmy więc wymyślać, kombinować i spekulować. Będzie lepiej i łatwiej.

FOTO: STANO STEHLIK

Próba druga - kapusta czerwona z kasztanami.

Monitor Polonijny 2004/11  
Monitor Polonijny 2004/11  
Advertisement