Page 1


Wakacyjna szkoła T rzeciego lipca do Modrej-Harmonii przyjechali z Bratysławy, Myjavy, Galanty i Sokoloviec koło Pieszczan uczestnicy Szkoły Letniej Języka Polskiego, Sportu i Turystyki. Na początku wszyscy bez wyjątku, czyli: Ania, Diana, Magda, Kasia, Ola, Michał i ja, zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądała nasza letnia szkoła, czy zajęcia odbywaç się będą w prawdziwych klasach z tablicą i kredą, z prawdziwymi nauczycielkami. Bo przecież lipiec

to wakacje i tak naprawdę każdy z nas miał nadzieję, że będzie to szkoła typowo wakacyjna. I tak było. Wakacyjne śniadanie jadaliśmy o godzinie 8.00, a zajęcia lekcyjne rozpoczynały się o 9.00 i były typowo wakacyjne, gdyż trwały tylko cztery godziny. Lekcje prowadziły cztery panie nauczycielki w typowo wakacyjnym nastroju – uśmiechnięte i przyjazne. Panie: Irenka, Lidka, Hania i Ela uczyły nas historii, języka polskiego, geografii i nauki o społeczeństwie. Niektórzy z nas po raz pierwszy usłyszeli słowa hymnu narodowego, wiersze Kochanowskiego i Mickiewicza. Po raz pierwszy palcem po mapie płynęli z biegiem Wisły do Morza Bałtyckiego.

Zawsze o 13.00 czekał na nas smaczny obiad, a po nim wakacyjne atrakcje turystyczne i sportowe. Zwiedzaliśmy Bratysławę, Modrą i jej okolice, a nawet byliśmy na zamku w Czerwonym Kamieniu. Co wieczór mieliśmy do dyspozycji salę gimnastyczną. Graliśmy w siatkówkę, koszykówkę i kometkę. Jednak największą atrakcją sportową były kąpiele w basenie, podczas których towarzyszył nam pan Andrzej, czujnym okiem obserwujący na-

sze wyczyny. Był on również naszym przewodnikiem po okolicznych górach i górkach. Nie brakowało nam niczego. Na specjalne zamówienie smakoszy, prosto z Warszawy przyleciały oryginalne polskie kiełbaski, spożyte podczas pożegnalnego ognisko, które cieszyły się olbrzymim powodzeniem. Krótko mówiąc, było wspaniale! Na koniec wszyscy jednogłośnie postanowiliśmy: spotkamy się za rok!!! PAWEŁ BEDNÁRČIK

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

tym roku dwie polskie grupy dzieci wypoczywały w Smižanach (powiat Spišská Nová Ves). Pierwsza grupa w połowie lipca przyjechała z Ostrołęki. Organizatorem wypoczynku był ks. Tadeusz Skwarek, proboszcz parafii w Ostrołęce-Wojciechowicach. Ks. Tadeusz, pallotyn, szczególnie lubi Słowację. Już od dziesięciu lat co roku przyjeżdża z młodzieżą na wypoczynek po drugiej stronę Tatr. Oprócz Smižan obozy organizował jeszcze w Hronskim Beňadiku koło Nitry. Oba te miejsca łączy jedno – w obu są parafie prowadzone przez polskich pallotynów. „Lubię przyjeżdżaç na Słowację – mówi ks. Tadeusz – ponieważ można tutaj realizowaç bardzo bogaty program”. elaznym punktem pobytu w Smižanach jest oczywiście zwiedzanie Słowackiego Raju, a oprócz tego wyprawy w Tatry, szczególnie na Rysy, oraz poznawanie bogatej gotyckiej architektury Spišskej Novej Vsi, Levočy, Popradu. Również w Hronskim Beňadiku dzieci nie mogły narzekaç na nudę. Pod bokiem przecież znajduje się bogata w zabytki Nitra, a trochę dalej wart zwiedzenia Esztergom,

Polskie dzieci wypoczywały w Smižanach

W

2

wynajęcie autokaru, co niestety jest bardzo kosztowne. „Warto jednak przejśç te trudności, gdy widaç, jak wiele dzieci zyskują w czasie wypoczynku w tak przepięknym regionie” – powiedziała pani Alicja, gdy przyjechała z wizytą do dzieci. Polskie dzieci w Smižanach otoczone były opieką konsula Wojciecha Bilińskiego i konsula honorowego Tadeusza Frąckowiaka. Pallotynom, przyjmujących polskie dzieci w Smiżanach, marzy się jeszcze, aby podobne grupy mogły przyjeżdżaç w zimę na narty. Okoliczne stoki są wyjątkowo dobre dla początkujących narciarzy i, co najważniejsze, nie bardzo drogie i zatłoczone KS. JERZY LIMANÓWKA

FOTO: JERZY LIMANÓWKA

dokąd zorganizowano wycieczki. Ponadto w okolicy są wspaniałe szlaki turystyczne, prowadzące przez okoliczne górki. Druga grupa, przebywająca na Słowacji na przełomie lipca i sierpnia, była z dalekiego Złotowa. Rok wcześniej dzieci stamtąd wypoczywały w Predajnej w Niskich Tatrach. Młodzież sama mogła się przekonaç, że nazwa nie bardzo odpowiada prawdzie, zwłaszcza kiedy trzeba było się wspinaç na ponad 2000 metrów. Pani Alicja Andrzejewska, prezes Zarządu Towarzystwa Dzieci w Złotowie i organizatorka pobytu, przyznaje, że najtrudniejszym elementem organizacyjnym jest dojazd dzieci. Podróż pociągiem jest zbyt skomplikowana, a więc pozostaje jedynie

NAD ZALEWEM DEDINKI


Od redakcji Przed sześćdziesięciu pięciu laty, wczesnym rankiem, w piątek 1 września 1939 roku o godzinie 4.45 Trzecia Rzesza rozpoczęła wojnę z Polską. Krótkie walki graniczne szybko przekształciły się w serię błyskawicznych uderzeń przeważających sił niemieckich. W niedzielę 17 września 1939 roku o godzinie 5.00 jednostki Armii Czerwonej, łamiąc polsko-radziecki pakt o nieagresji, wkroczyły do Polski. Rozpoczęła się wojna, która wkrótce przekształciła się w wojnę światową. Dokładnej liczby śmiertelnych ofiar tej wojny nie można ustalić. Jeden z najwybitniejszych badaczy okupacji niemieckiej Czesław Łuczak szacuje straty obywateli Drugiej Rzeczpospolitej na niemal 6 milionów: 1,3 miliona zginęło w Generalnej Guberni, 200 tys. Polaków na ziemiach wcielonych do Rzeszy, ok. 500 tys. na Kresach Wschodnich i w Rosji. Spośród 3,5 miliona Żydów, będących obywatelami polskimi, śmierć poniosło ok. 3 milionów. Do zsumowanej liczby 5 milionów osób należy dodać inne grupy należące do mniejszości narodowych - 50 tys. zamordowanych Cyganów, ok. 150 tys. Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, którzy zginęli na froncie, w partyzantce lub w wyniku prześladowań władz okupacyjnych, ok. 100 tys. Niemców, będących obywatelami polskimi, którzy polegli w szeregach Wehrmachtu lub policji albo ponieśli śmierć w czasie działań wojennych w latach 1939 i 1944/1945. Po wojnie zdawało się, że przerażający bilans strat stanie się przestrogą dla ludzkości. Tak się nie stało. Zło nadal rodzi zło... DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

SPIS TREŚCI Egzamin dojrzałości w dojrzałości Wakacyjne warsztaty metodyczne Z naszego podwórka Poznajemy Kraków Cztery nieba Z kraju Co u nich słychać? W poszukiwaniu formy Demokracja po polsku Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba Młodzi w Polsce słuchają Kino-oko To warto wiedzieć Kalendarium wydarzeń Bliżej polskiej książki Okienko językowe Za nami igrzyska olimpijskie Ogłoszenia Podsumowanie ankiety Polska oczami słowackich dziennikarzy Między nami dzieciakami Piekarnik

4 5 6 6 7 7 8 9 10 12 14 15 16 17 18 19 20 20 21 22 23 24

Na okładce: zdjęcie z pleneru artystów plastyków „Spisz Art“, który odbył się w dniach 2–11. 08. 2004 w Danišovcach. Relacja z pleneru na stronach 12–13. FOTO: STANO STEHLIK Uwaga! W poprzednim numerze MP umieściliśmy numery telefoniczne wszystkich prezesów Klubu Polskiego. Ponieważ podaliśmy zły numer telefonu prezesa klubu w Koszycach, podajemy numer właściwy: Tadeusz Błoński - 055 6362993. Przepraszamy za błędną informację.

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Irena Malec, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Ľubomíra Soldánová • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov, nevracia neobjednané materiály, neodpovedá na anonymy FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

WRZESIEŃ 2004

3


Egzamin dojrzałości w dojrzałości

O

statni wieczór sierpnia. W powietrzu zapach przemijającego lata, w wazonie bukiet jesiennego wrzosu. I to panujące wszędzie nieokreślone uczucie wielkiego oczekiwania, niecierpliwe przymierzanie tornistra, przeglądanie zeszytów i książek. Pierwszy dzień września. W tysiącach ławek zasiadają uczniowie. Niektórzy po raz pierwszy, inni już kolejny raz. Od teraz każda lekcja, każda godzina spędzona nad książkami będzie kolejnym krokiem do celu: do dobrej oceny, do zaliczenia egzaminu, ukończenia kolejnej klasy, zdania matury. To właśnie wtedy, gdy trzymamy dokument, zwany świadectwem dojrzałości, albo dyplom ukończenia studiów, odczuwamy ulgę. Wreszcie nadszedł koniec. Żegnajcie wzory matematyczne i fizyczne, powtarzane do znudzenia, żegnajcie wieczory spędzone nad budową żaby, już nigdy więcej długich nocy z odmianą łacińskiego rosa pulchra do świtu. Jesteśmy wolni! Jesteśmy dorośli!

Jak to się wszystko zaczęło? W życiu, chcąc czy nie chcąc, wstępujemy do tej samej rzeki. Czasami jest to powrót wymuszony sytuacją zawodową, niekiedy to spełnienie kiedyś niezrealizowanych planów. I nie ma w tym nic dziwnego, gdy w ławkach szkolnych siadają dorośli ludzie – matki i ojcowie, mężatki i żonaci, pracujący i niepracujący, słowem – ci ze zobowiązaniami... i marzeniami. RENATA z Trenczyna: Długo nie mogłam się zdecydować. W moim wieku? Dojeżdżać do szkoły i studiować nie tylko nocami, ale i w weekendy? Znowu nerwy i napięcie przed każdym egzaminem i tym razem wszystko po słowacku? Że nie wspomnę o kosztach i czasie, których nie mogłam poświęcić rodzinie. No, ale – jak mówią moi znajomi – jestem chyba takim wiecznym studentem, więc – trochę pod presją, a trochę z chęci ponownego spróbowania czegoś nowego – zgłosiłam się na podyplomowe studia zaoczne na Uniwersytecie Żylińskim, który ma na szczęście swój oddział niedaleko Trenczyna, w Dubnicy nad Wagiem. DAREK z Bratysławy: Zdecydowałem się zdać maturę po kilku latach życia na Słowa4

cji. Była to moja decyzja i chęć zdania matury. Nie było to związane z wymaganiami pracodawcy. W szkole wieczorowej byłem najstarszy w klasie, ale to mnie nie interesowało. MARIA z Bratysławy: Byłam co prawda na urlopie wychowawczym, ale jeszcze studiowałam. Ponieważ uczelnia znajdowała się w mieście odległym o 300 km, z powodu złych połączeń w pociągu niekiedy spędzałam ponad pół dnia. Prawo jazdy było mi więc potrzebne, abym mogła wreszcie szybko i na czas dotrzeć do szkoły. MAŁGORZATA z Bratysławy: Po przyjeździe na Słowację zdecydowałam, że pójdę na kurs języka słowackiego, aby podnieść swoje kwalifikacje. Znalazłam taki kurs na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie. Ponieważ mówiłam po słowacku całkiem dobrze, zostałam przyjęta do grupy dla zaawansowanych.

Maria z Bratysławy: Język nie stanowił bariery, ponieważ prawo jazdy było egzaminem przede wszystkim praktycznym, a kodeksu drogowego i tak uczyłam się na pamięć. Jedyną trudnością było to, iż musiałam nauczyć się budowy samochodu, o której nie miałam żadnego pojęcia. Dlatego do tej części egzaminu przygotowywałam się ze słowacką ilustrowaną encyklopedią dla dzieci. IRENA z Martina: Mieszkam na Słowacji 20 lat i języka słowackiego nie postrzegam już jako obcego, który utrudniałby mi zdawanie egzaminu dotyczącego reformy systemu emerytalnego na Słowacji i wprowadzenia tzw. drugiego filaru ubezpieczeń emerytalnych. Język słowacki nie stanowił więc dodatkowej bariery. RENATA z Trenczyna: Czego się najbardziej bałam? Chyba tego, że każdy od razu zauważy, że jestem cudzoziemką, i jak poradzę sobie z pisemnymi pracami zaliczeniowymi oraz pracą końcową. Zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, że robię błędy, gdy piszę po słowacku. Na szczęście córka, która też jest studentką, zadeklarowała, że mi w tym zakresie pomoże. Już po pierwszym egzaminie wiedziałam, że sobie poradzę i że bariera językowa nie istnieje. Profesorowie bardzo mnie chwalili, przy czym większość z nich nawet nie wiedziała, że jestem Polką.

Wreszcie nadszedł ten czas – dzień egzaminu

Egzamin w języku obcym Wiele z egzaminów, które w życiu zdajemy, jest trudnych. Czasami ich problematyka jest skomplikowana, abstrakcyjna albo po prostu sprzeczna z naszymi zainteresowaniami. Jeszcze trudniejsze jest przygotowanie się i zdanie takiego egzaminu w języku, który nie jest językiem macierzystym, a gdy egzamin odbywa się na Słowacji, język stanowi dodatkowe utrudnienie.

Po bezsennej albo pełnej koszmarów nocy przychodzi ten wielki dzień. Stan żołądka każe zapomnieć o śniadaniu. Jeszcze tylko nerwowe przeglądanie notatek. Kolana się trzęsą ze strachu, w gardle zasycha, a w głowie brzęczy tylko: nic nie pamiętam! MAŁGORZATA z Bratysławy: Egzamin składał się z dwóch części: pisemnej i ustnej. I choć panowała miła atmosfera, czuło się napięcie. Czekało nas przecież dyktando, ćwiczenia gramatyczne i sprawdzające zrozumienie tekstu oraz wypracowanie. Po kilku dniach było ogłoszenie wyników egzaminu pisemnego i egzamin ustny. Moja teściowa zainteresowała mnie poezją Milana Rufusa i to właśnie dzięki Rufusowi otrzymałam brawa podczas częsci ustnej, bo na pytania dotyczące jego poezji nie tylko odMONITOR POLONIJNY


powiedziałam wyczerpująco, ale zarecytowałam nawet fragment jego wiersza. RENATA z Trenczyna: Po roku bardzo intensywnej nauki przyszło mi zdawać egzaminy na międzynarodowy certyfikat Instytutu Goethego, który miał miejsce w Nitrze i trwał dwa dni. Bardzo się bałam, bowiem większość kolegów ze szkoły miała już praktyczne doświadczenia z językiem niemieckim zdobyte za granicą, ja – żadnego. Pisemne egzaminy były dość trudne i długie, ale gramatyki się nie bałam. Natomiast paniczny strach ogarnął mnie przed egzaminem ustnym, który polegał na bezpośrednich rozmowach z członkami komisji, którzy przyjechali z Niemiec. Miałam opowiedzieć o sobie, potem zagrać zaimprowizowaną scenkę na dany temat. Po tym wszystkim oświadczono mi, że komisja jest ze mnie bardzo zadowolona i otrzymuję maksymalną ilość punktów. Był to dla mnie wielki dzień, miałam poczucie dużej satysfakcji osobistej, tym bardziej, że wiele osób zdających było o wiele młodszych ode mnie. IRENA z Martina: Tremę i to znane zapewne każdemu łaskotanie w żołądku potęgował sposób, w jaki egzamin przeprowadzano, i jak poważnie do niego podchodzili egzaminujący. Początkowe obawy ustąpiły w momencie, gdy zaczęłam czytać pytania. Niezapomniane wrażenia wywarła na mnie jednak zupełna cisza panująca w sali, prawie bezszelestne zachowanie się czterdziestu dorosłych osób, zmagających się z już trochę zawodną pamięcią, opornym piórem i mokrymi od potu okularami.

Nowy wrzesień – nowa szansa Zdobycie dyplomu albo certyfikatu w wieku dorosłym jest niewątpliwie wielkim sukcesem. Podziwiamy ludzi, którzy go osiągnęli. Miarą tego sukcesu może być awans, zdobycie nowych umiejętności. Ale chyba najbardziej imponujące jest przezwyciężenie samego siebie i nie zawsze sprzyjających okoliczności. Wrzesień jest przed nami, więc nie wahajcie się Państwo, uwierzcie w swoje siły i... zasiądźcie w ławkach. MAJKA KADLEČEK WRZESIEŃ 2004

Wakacyjne warsztaty metodyczne W akacje są dla uczniów i nauczycieli wymarzonym czasem wolnym od nauki i zajęć lekcyjnych, kiedy pełnymi garściami staramy się czerpać z uroków lata, gór, jezior, morza... Dwumiesięczny okres jest jednak wystarczająco długi na to, by kilka dni poświęcić również na naukę. Właśnie na takie wakacyjne poszerzanie wiedzy i doskonalenie warsztatu pracy zdecydowała się większość nauczycielek szkółek polonijnych i Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie, które spotkały się na początku lipca w Modrej-Harmonii na drugich już letnich warsztatach metodycznych.

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Powrót do ławek szkolnych Warsztaty prowadziły doświadczone poloniwstki: pani metodyk Maria Dziurzyńska z Krakowa i pani Krystyna Bajor z Myślenic. Nauczycielki polonijne miały możliwość poczuć się na chwilę uczennicami i na własnej skórze wypróbować różne aktywizujące metody dydaktyczne. Metody te sprawdziły się tak bardzo, że nikomu nie chciało się kończyć zajęć. Prowadzące panie przywiozły „uczennicom” wiele materiałów dydaktycznych, dzięki którym zajęcia edukacyjne w szkółkach polonijnych, jak i w szkole polskiej będą bardziej urozmaicone i twórcze.

Warsztaty w Myślenicach W związku z dużym zapotrzebowaniem na tego typu spotkania uczestniczki szkolenia uzgodniły, że kolejne warsztaty odbędą się na początku października (7–9.10.2004 r.) w Myślenicach. Nauczycielki szkółek polonijnych oraz Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie będą mogły skorzystać z uprzejmego zaproszenia burmistrza Myślenic i przez 3 dni uczestniczyć w za-

jęciach dydaktycznych w przedszkolu (które współpracuje m.in. z nauczycielkami polskimi ze Lwowa), w szkole podstawowej (klasy I-III) oraz w gimnazjum. Jednocześnie pragnę poinformować wszystkich nauczycieli o możliwości wyjazdu na powyższe szkolenie, a paniom, które uczestniczyły w warsztatach, przypomnieć o tym terminie. Warsztaty w Myślenicach będą niepowtarzalną okazją do rozmów i konsultacji z nauczycielami z Polski oraz możliwością zdobycia nowych informacji i materiałów potrzebnych do pracy z dziećmi polonijnymi.

Olimpiada polonistyczna W czasie szkolenia pani Maria Dziurzyńska, którą doskonale znają wszyscy uczestnicy kolejnych olimpiad polonistycznych, przekazała nam również informacje dotyczące przyszłorocznej olimpiady. Wszyscy zainteresowani udziałem w niej mogą zgłosić się do Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie (tel. 0904 308 660, e-mail: szkola_polska@post.sk) po szczegółowe informacje dotyczące tematów, literatury oraz sposobu przygotowywania prac. Chciałabym zachęcić polonijnych licealistów do udziału w tejże olimpiadzie, ponieważ oprócz satysfakcji z poszerzania własnej wiedzy, udział w finale umożliwia zdobycie indeksu i stypendium na studia polonistyczne w Polsce. Pragnę to szczególnie podkreślić, bowiem w rozszerzonej Unii Europejskiej młodzież może studiować, gdzie zechce, jednak uzyskanie stypendium rządowego na studia polonistyczne w Polsce umożliwia obecnie tylko i wyłącznie udział w finale olimpiady polonistycznej!!! Trzydniowe szkolenie w Modrej-Harmonii na pewno zaowocuje w naszej pracy pedagogicznej i przyniesie korzyści nie tylko nauczycielom, ale również uczniom. Dlatego w imieniu wszystkich uczestniczek warsztatów pragnę wyrazić serdeczne podziękowania obu paniom – Marii i Krysi, które z wielkim zaangażowaniem i z sercem przekazywały nam swoją wiedzę, oraz organizatorom tychże warsztatów, którymi byli: Klub Polski, Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie oraz Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie RP Bratysławie. IRENA MALEC 5


Z

okazji 10-lecia Klubu Polskiego na Słowacji 29.06.004 r. w siedzibie Ambasady RP odbył się koncert zespołu „Diabolské husle”, zatytułowany „Klub Polski i jego przyjaciele“. Zespół wykonał znane melodie ludowe słowackie, cygańskie, węgierskie i oczywiście polskie. FOTO: STANO STEHLIK

Z NASZEGO PODWÓRKA

W

połowie sierpnia zakończył swoją prawie czteroletnią pracę dyplomatyczną zastępca dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie Piotr Bajda. Jego miejsce zajęła pani Iwona Frączek. FOTO: STANO STEHLIK

P

rzez Słowację przejeżdżała pielgrzymka polskich rowerzystów, udających się do Watykanu na spotkanie z Ojcem Świętym. Jej uczestnicy wyruszyli z Rzeszowa. Mieli do pokonania blisko 2000 km. Osiemdziesięciu miłośników czterech kółek z Bratysławy na granicę słowacko-austriacką pilotował na rowerze Ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz. Peleton zamykał specjalny samochód-piekarnia, w którym każdego dnia pieczono chleb dla uczestników rajdu.

W

sierpniu w Instytucie Polskim w Bratysławie została pokazana wystawa twórców polskich, słowackich i węgierskich, która jest wynikiem pleneru „Jahodna Art“ zorganizowanego w ubiegłym roku przez Klub Polski Region Koszyce. Podczas roku wystawę obejrzeli mieszkańcy ośmiu miast słowackich od Koszyc po Bratysławę.

Poznajemy Kraków

K

rólewskie miasto Kraków, dawna stolica Polski, to najpiękniejsze z miast - miasto niezwykłe, serce Polski... O tym mogliśmy się przekonać na własne oczy, gdy pojechaliśmy tam jako niewielka grupa młodzieży ze Słowacji na 10-dniowy pobyt edukacyjny. Odbyło się tam międzynarodowe spotkanie dzieci i młodzieży polskiego pochodzenia żyjących poza granicami. Po długiej podróży pociągiem w końcu dotarliśmy na miejsce, gdzie bardzo serdecznie przywitała nas kierowniczka ośrodka, w którym 6

mieszkaliśmy, i nasza wspaniała opiekunka i przewodniczka. Chociaż pogoda nie zawsze dopisywała, to jednak częsty deszcz i chłodny wiatr nie przeszkadzały nam w zwiedzaniu pięknych zakamarków Krakowa. Największe wrażenie wywarły na nas Wawel, Rynek Główny z wieżą ratuszową i Sukiennicami, no i oczywiście kopalnia soli w Wieliczce. W ramach pobytu edukacyjnego, oprócz zwiedzania miasta i jego okolic, braliśmy udział w różnych konkursach, w których mogliśmy sprawdzić swoje mo-

S

zczęśliwą posiadaczką biletów lotniczych ufundowanych przez firmę „SkyEurope” jest pani Iwona Galvanek z Senca! Przypomnijmy, że redakcja „Monitora Polonijnego” przygotowała dla prenumeratorów ankietę, która była dołączona do numeru majowego naszego czasopisma. Pod koniec czerwca, podczas kongresu Klubu Polskiego odbyło się losowanie nagrody głównej, czyli przelotu do wybranego miasta i z powrotem. Pani Iwona wraz z mężem wybrali Barcelonę, dokąd polecą na przełomie września i października. Nagrodę wręczyli im redaktor naczelna MP Małgorzata Wojcieszyńska i konsul Andrzej Kalinowski. Serdecznie gratulujemy! mw

żliwości np. w śpiewaniu, rysowaniu lub w znajomości języka polskiego, a za dobre wyniki otrzymać nagrody. Wieczory spędzaliśmy na oglądaniu filmów lub na dyskotekach. Nie zabrakło też gier sportowych i czasu wolnego na zakupy. Przedostatni dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu w Ojcowskim Parku Narodowym.

Rozstać się nam było bardzo trudno, ale obiecaliśmy sobie, że za rok spotkamy się znowu. Pobyt w Polsce był wspaniały - udało się nam połączyć przyjemne z pożytecznym. Szkoda jedynie, że czas tak szybko płynie i wszystko, co dobre, się kończy. IZA WÓJCIK


Wystawa Polskich artystów plastyków z krajów Grupy Wyszehradzkiej

C Z T E RY

NIEBA

czerwca do końca lipca br. w Centrum Kultury im. I. Patakyego w Budapeszcie była prezentowana wystawa: CZTERY NIEBA – NÉGY ÉGBOLT

FOTO: ZDENKA BŁOŃSKA

Od

FOTO: ZDENKA BŁOŃSKA

Jak stwierdza w katalogu autor kon- za granicami dzisiejszej Rzeczypospolicepcji wystawy Konrad Sutarski, czoło- tej – we Lwowie bądź w jego okolicach, wy działacz Polonii węgierskiej, ekspo- a nawet na Syberii i w Kazachstanie, i dozycja tego rodzaju jak prezentowany piero jako ludzie dorośli przenieśli się obecnie zbiór dzieł polskich artystów w latach 90. do Polski. plastyków z czterech krajów wyszeWystawa CZTERY NIEBA warta jest hradzkich nie miała jeszcze dotąd miej- pokazania we wszystkich krajach Grupy sca. Mimo że przedstawia ona prace Wyszehradzkiej, na co liczą nie tylko ortwórców z czterech państw – Czech, ganizatorzy. Ze Słowacji prezentowane Polski, Słowacji i Węgier, to jest ducho- są prace Xeni Bergerovej, Jana Bergera wo i narodowo jednolita. Artystów, któ- i Tadeusza Z. Błońskiego. rych prace są wystawiane, łączy zarówPrezentacja wystawy miała miejsce no narodowość, jak i to, że są oni czoło- podczas obchodów „Dnia Węgierskiej wymi reprezentantami krajów, w któ- Polonii” (26.06.2004 r.), które sprowarych obecnie tworzą. dziły wielką liczbę rodaW wielu bowiem przyków i nie tylko właścipadkach znani są oni wie z całych Węgier. nie tylko z twórczości Zainteresowanie wystapolskiej, albowiem całe wą było ogromne, rówswoje dotychczasowe nież ze strony mediów, życie bądź przynajm.in. węgierskiej TV. mniej dużą jego część Obecni na niej byli oficjalni przedstawiciele spędzili poza ojczysty- Konrad Sutarski i Tadeusz Błoński władz węgierskich, polmi granicami, w środowisku mniejszości narodowej. Mimo to skich i polonijnych, m.in. senator Tadeusz wystawa jest jednak wewnętrznie silnie Rzemykowski z Warszawy – przewodnizróżnicowana. Plastycy z Węgier to emi- czący Komisji Emigracji i Polaków za granci z Polski lub ich potomkowie. To Granicą, Helena Miziniak z Londynu – presamo można powiedzieć o artystach ze zydent Europejskiej Unii Wspólnot Słowacji, żyjących w Bratysławie i Ko- Polonijnych, Konrad Sutarski z Budaszycach, gdzie brak autochtonicznej lu- pesztu – przewodniczący Ogólnokrajodności polskiej. Inaczej jest w Cze- wego Samorządu Mniejszości Polskiej na chach, w graniczącym z Polską rejonie Węgrzech. Wszyscy mogli wziąć udział Zaolzia. Tam prawie stutysięczna lud- w mszy św. w Kościele Polskim ność polska jest ludnością rdzenną. Z ko- (ul. Óhegy 11) oraz zwiedzić Muzeum lei plastycy zaproszeni z Polski i miesz- i Archiwum Węgierskiej Polonii (ul. ÁlloTADEUSZ BŁOŃSKI kający tam obecnie urodzili się i żyli po- más 10). WRZESIEŃ 2004

Unia Europejska planuje pobieranie od osób wjeżdżających w jej granice tzw. wskaźników biometrycznych, m.in. odcisku kciuka poinformował Ryszard Kalisz - minister spraw wewnętrznych. Premier Marek Belka, który udał się z roboczą wizytą do Stanów Zjednoczonych, w Waszyngtonie rozmawiał o spełnieniu amerykańskich obietnic, dotyczących zniesienia wiz dla obywateli Polskich. Na gdańskim Jarmarku św. Dominika zanosi się na rekord. Największą plenerową imprezę w Polsce tylko w pierwszym tygodniu odwiedziło ponad 1 milion 200 tysięcy osób. Z powodu chaosu organizacyjnego, braku informacji i spóźnień w MSWiA nad Polską zawisła groźba utraty milionów euro z funduszy unijnych. Chodzi o fundamentalny projekt zniesienia kontroli na granicach z innymi krajami Wspólnoty. Działalność prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego dobrze ocenia 53% Polaków, a źle - 36%. Są to najgorsze z dotychczasowych oceny działalności głowy państwa - wynika z lipcowego sondażu CBOS. NA PODSTAWIE PAP OPRAC. MELANIA MALINOWSKA 7


W

tej rubryce zazwyczaj przedstawiamy Polaków, którzy mieszkają bądź mieszkali na stałe na Słowacji. Nasz dzisiejszy bohater jest kojarzony z ambasadą polską. Po skończeniu misji dyplomatycznej zdecydował się pozostać – przynajmniej na razie – na Słowacji. Przedstawiamy, w jaki sposób Bratysława wpłynęła na losy Andrzeja Kupicha.

Co u nich

słychać?

Andrzej Kupich. Później przyszedł trudny czas walki z chorobą żony. „Będąc w szpitalu w Warszawie, marzyła o powrocie do Bratysławy. Miała wolę życia i chciała spędzić przedłużony majowy weekend na Słowacji“. Odeszła w kwietniu 2001 roku.

Z wiarą w człowieka Do Bratysławy przyjechał w 1997 r. jako zastępca ambasadora. Tu został radcą-ministrem. W trakcie pełnienia funkcji dyplomatycznej udało mu się zrealizować wiele zadań, przybliżając Słowacji Polskę i jej reformatorskie doświadczenia i przełamując panujące czasami stereotypy o naszym kraju. To wtedy, we współpracy z Uniwersytetem Komeńskiego w Bratysławie, doszło do spotkań ze znanymi polskimi politykami i ekonomistami, m.in. D. Rosatim, A. Olechowskim, T. Mazowieckim, W. Cimoszewiczem, J. Rokitą, abp. T. Pieronkiem i L. Balcerowiczem. Gdy Słowacja powoływała swojego ombudsmana, do Bratysławy przyjechał polski rzecznik praw obywatelskich. Nasz bohater dbał o dobre efekty współpracy polsko-słowackiej. Wszystko to spotkało się z uznaniem organizacji pozarządowych i zostało docenione przez władze słowackie. W zeszłym roku na Zamku Królewskim w Warszawie otrzymał Medal Ministra Spraw Zagranicznych RS, który wręczyła mu ambasador Magda Vašaryová. Andrzej Kupich z zadowoleniem wspomina lata przepracowane w ambasadzie. „Cieszę się, że znalazłem zrozumienie i akceptację ze strony ambasadora Komornickiego, mogłem zrealizować tyle pomysłów i współkierować ciekawą placówką. To chyba moje najlepsze 8

FOTO: STANO STEHLIK

Misja

lata w pracy zawodowej“ – podsumowuje.

Elżbieta

Wtedy też, na łamach „Monitora“, ówczesny ambasador wspominał, jak była tu oczekiwana.

W Bratysławie na dłużej Elżbietę poznał w ówczesnej Jugosławii. „Byłem wtedy świeżo upieczonym doktorem Polskiej Akademii Nauk i wyjechałem jako kierownik grupy studenckiej“ – wspomina Andrzej. Wakacyjna miłość przerodziła się w małżeństwo – przeżyli razem 25 lat. „Elżbieta była osobą bardzo otwartą, łatwo nawiązywała kontakty, szczególnie z młodzieżą, której poświęcała się w warszawskim liceum jako nauczycielka niemieckiego“. Wyjazd do Bratysławy był wyzwaniem dla obojga. „Elżbieta ucieszyła się na wieść o wyjeździe do stolicy Słowacji, szczególnie ze względu na bliskość Wiednia, gdzie wcześniej pracowała w ambasadzie. Od razu pokochała Bratysławę“ – opowiada

W ambasadzie pracował do zeszłego roku. Nie spotyka się wielu ludzi, którzy z takim zapałem i energią podejmują wyzwania. „Z pewnością pomaga mi w tym wiara w człowieka, granicząca niekiedy z naiwnością. Ale to w moim życiu wygrywa“ – twierdzi nasz rozmówca. Uczestniczy w życiu publicznym, politycznym, towarzyskim Bratysławy, a ponieważ cechuje go łatwość nawiązywania kontaktów, zaprzyjaźnił się z wieloma osobami „Zdarzało się i tak, że dzięki mnie poznawali się Słowacy, którzy mieszkali obok siebie wiele lat, ale dopiero w mojej obecności nawiązywali pierwsze kontakty“ – wspomina Andrzej. Na jego pożegnalne MONITOR POLONIJNY


przyjęcie w ambasadzie przybył były prezydent RS M. Kovač z małżonką, przedstawiciele obecnych władz, ambasadorowie i bardzo wielu oddanych przyjaciół. „Chociaż zawsze byłem »tym drugim«, to z satysfakcją myślę, że udało mi się w taki sposób zainteresować Polską, że skupiłem wokół siebie tyle znamienitych osób” – dodaje . „Całe życie kierowała mną wola działania i, jeśli to działanie przynosiło owoce, wywoływało we mnie jeszcze większą chęć działania”. Gdy przeszedł na emeryturę, zdecydował, że pozostanie w Bratysławie. Polubił to miasto i tu podjął się nowych wyzwań. Na podstawie jego projektu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Bratysławie prowadzony jest cykl wykładów na temat „Dyplomacja w praktyce“. Dzięki niemu studenci mogą zapoznać się z zagraniczną polityką ekonomiczną różnych państw i organizacji międzynarodowych, a przede wszystkim z praktyką dyplomatyczną. „Cieszę się, że udało mi się zaprosić jako wykładowców wielu ambasadorów i szefów misji dyplomatycznych” – mówi Andrzej. Nikt z zaproszonych prelegentów nie odmówił mu swojego udziału. Rok akademicki za pasem, więc znów będzie sporo pracy. Jest jeszcze jeden powód dla którego został w Bratysławie...

W poszukiwaniu formy J

Po trudnym okresie po śmierci żony okazało się, że los był mimo wszystko dla niego łaskawy. Na placówce poznał młodszą od siebie kobietę. Alicja, po przyjeździe do pracy w Wydziale Ekonomiczno-Handlowym Ambasady RP, przyszła, żeby się przedstawić kierownictwu placówki. „Wtedy pełniłem funkcję chargé d‘affaires i tak się poznaliśmy. Po jakimś czasie okazało się, że mamy podobne losy, te same upodobania i zainteresowania. Nasze drogi coraz częściej się krzyżowały”. Na początku sierpnia tego roku w Ambasadzie RP w Bratysławie zawarli związek małżeński. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WRZESIEŃ 2004

FOTO: STANO STEHLIK

Dary losu

dziennikarza na co dzień. Stwierdziła, że można odstępować od formy na korzyść atrakcyjnego materiału. Umiejętność zainteresowania czytelnika bywa bowiem warunkiem sukcesu redaktora. Z kolei lektor j. polskiego Maria Ma-

FOTO: STANO STEHLIK

ęzyk, jak pisze J. Conrad w książce „Człowiek, rasa, kultura”, to najstarszy i najcenniejszy system symboli. Dzięki niemu mógł człowiek pomnożyć swoją kulturę i przekazywać ją następnym pokoleniom. Każdy, kto zna zarówno język słowacki, jak i polski zdaje sobie sprawę z kłopotów, jakie stwarza ich podobieństwo. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem przyjęłam zaproszenie na warsztaty dziennikarskie, które odbyły się 10 lipca w Modrej-Harmonii. Z inicjatywą spotkania, zmierzającego do wymiany poglądów na temat funkcji i znaczenia pracy dziennikarza, wyszła na VI Kongresie Klubu Polskiego redaktor naczelna „Monitora Polonijnego” Małgorzata Wojcieszyńska. Gościem specjalnym warsztatów była pani Joanna Dudek, reprezentująca „Wspólnotę Polską” z Warszawy, która po porównaniu setek czasopism polonijnych, wychodzących na świecie, pozytywnie oceniła pracę redaktorów „Monitora”. Z kolei pani Danuta Meyza-Marušiaková przedstawiła ciekawe informacje na temat „Róznorodności form pisarskich w publicystyce i możliwości ich stosowania w MP”. Zwróciła ona uwagę na precyzowanie tematów, wystrzeganie się monotonii oraz szukanie ciekawych osobistości wśród Polonii słowackiej. Redaktorka dziennika „Sme” – Miriam Zsilleová zaznajomiła nas z pracą

gdalena Nowakowska zwróciła uwagę na interferencje językowe, retorykę, frazeologię oraz olbrzymią odpowiedzialność dziennikarza. O wirtualnej współpracy redaktorów MP mówił Stano Stehlik, odpowiedzialny za graficzny wizerunek miesięcznika. Podkreślił on m.in., że wygląd czasopisma, ekspresja stron rozkładowych promujących nowe artykuły to ważne zagadnienia. Wspominając redakcyjną kuchnię i pewną ekscytację, czytając systematycznie MP, jako nowa współpracowniczka muszę przyznać, że w redakcji zaszły olbrzymie zmiany, świadczące o dużym zaangażowaniu redakcyjnego zespołu. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS


Demokracja po polsku WYWIAD MIESIĄCA P Jak Pan ocenia rząd Marka Belki? Przyglądam się składowi tego rządu i widzę, że jest to dobry, kompetentny, profesjonalny, uczciwy rząd. W interesie Polski jest, żeby ten rząd mógł istnieć rok. Z mojego punktu widzenia najlepszym momentem na wybory byłaby późna wiosna przyszłego roku. Ale czy posłowie zechcą sobie skrócić kadencję o 5 miesięcy? Nie wiem.

Powiedział Pan, że jest to uczciwy rząd. Czy to znaczy, że poprzedni był nieuczciwy? Ja bym powiedział tak: mam wiele sympatii i szacunku dla Leszka Millera, ale to, co było jego grzechem nadrzędnym przez pierwsze 8-9 miesięcy to była niesłychana arogancja, buta i zawrót głowy od sukcesu. A później to była pewna filozofia, która, w moim przekonaniu, była absurdalna. On uważał, że skoro nie ma prawomocnego wyroku na kogokolwiek z jego otoczenia, to taka osoba nadal może być ministrem, szefem jego doradców itd. To jest zaleta u człowieka, ale wada u polityka. W polityce nie istnieje zasada domniemanej niewinności, ona istnieje w procesie karnym. Jeżeli są poważne przesłanki i poważni ludzie formułują zarzuty, to minister powinien się podać do dymisji, bo w przeciwnym razie „topi“ premiera. W moim przekonaniu Miller nie jest człowiekiem skorumpowanym, ale wpadł w pułapkę pewnego rozumowania - cały ten rządzący układ polegał na tolerancji dla korupcji i w tym sensie ten układ uczciwy nie był. 10

olityczne wydarzenia, afery korupcyjne, wejście do Unii Europejskiej, wojna w Iraku to tematy codziennych relacji dziennikarskich w Polsce. Nam udało się porozmawiać z jednym z najbardziej charakterystycznych dziennikarzy, którego działalność wpłynęła na bieg wydarzeń historycznych na polskiej scenie. Publikujemy wywiad z Adamem Michnikiem, który jest redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej”, jednego z najbardziej opiniotwórczych dzienników w Polsce. Czy tzw. afera Rywina pomogła w oczyszczeniu atmosfery w Polsce? Z perspektywy krótkiego dystansu - nie, raczej zaszkodziła. Nagle wszystkie sprawy wypłynęły na wierzch i powstało wrażenie degeneracji klasy politycznej i biznesu. Ale to się musiało stać. Wielu ludzi, łącznie z premierem Millerem, miało do mnie pretensje, że myśmy tę sprawę opublikowali. Ja stale powtarzałem, że media to swoisty rentgen. Gdy człowiek idzie na prześwietlenie klatki piersiowej i okazuje się, że ma raka albo gruźlicę, to nie rentgen jest winny. Nie można mieć pretensji do „Gazety”, że opisała to, co się stało. Żadna gazeta, które chce być wiarygodna, nie może takiej sprawy wmieść pod dywan. A że inni wmiatali, to ich sprawa. Mówiliśmy, że trzeba z korupcją walczyć, być uczciwym, a gdy przyszła kolej na nas, to nagle mieliśmy schować głowę w piasek? Jak się Pan czuje jako ten, który odkrył aferę korupcyjną i pośrednio spowodował upadek rządu? Nie uważam, żeby rząd upadł z tego powodu. On upadł z powodu własnych błędów. Premier popełnił istotny błąd, zanadto ufając ludziom ze swojego otoczenia.

Czyli miał złe otoczenie? To pani powiedziała. Ale, łagodnie mówiąc, w jego otoczeniu byli ludzie, którzy nie zasługiwali na to, żeby tam być. Mówiłem to jemu, przed komisją parlamentarną i mogę to powtórzyć dzisiaj. Ludzie, którzy kłamali przed komisją, manipulowali przy pracach nad ustawą, nie powinni znajdować się w najbliższym otoczeniu premiera. Tym łatwiej jest mi to powiedzieć, że ostrzegałem go. Mówiłem, aby uważał, gdyż oni go okłamywali. On jednak nie był w stanie w to uwierzyć. Skończyło się tak, jak się skończyło. Ale na początku rządów Leszka Millera wyglądało na to, że potrafi on robić porządki – bardzo często przecież zmieniali się ministrowie... To nigdy nie byli ludzie z jego najbliższego otoczenia. Czy można powiedzieć, że miał słabość do minister Jakubowskiej? On miał absolutne zaufanie do pani minister Jakubowskiej. Mnie też przez wiele miesięcy nie przychodziło do głowy, że osoba, która, jak sądziłem, jest wiernym żołnierzem Leszka Millera, była bardziej lojalna w stosunku do tzw. grupy trzymającej władzę, czyli Roberta Kwiatkowskiego, Włdzimierza Czarzastego itd. MONITOR POLONIJNY


Jest Pan usatysfakcjonowany tym, że afera, którą Pan odkrył, poruszyła opinią publiczną i że miliony ludzi oglądało w telewizji posiedzenia komisji śledczej? Absolutnie. To była wielka lekcja demokracji.

Jaki byłby scenariusz wydarzeń w Polsce, gdyby wybory wygrał Andrzej Lepper? Nie mówmy o tym. Nie wygra? Mam nadzieję, że nie. Gdyby tak się stało, to byłaby całkowita kompromitacja Polski.

Gdyby cofnąć czas, czy jeszcze raz opublikowałby Pan ten artykuł? Tak.

Czyli myśl Pan, że wygra Platforma Obywatelska, która wypowiedziała wojnę Samoobronie? Myślę, że wygra Polska. Myślę, że Polska nie popełni błędu niemieckiej inteligencji sprzed 70 laty, kiedy NSDAP i Hitler zostali zlekceważeni.

Posiedzenia komisji śledczej w sprawie afery Rywina pokazywane w telewizji stały się swego rodzaju reality show. Czy Pan też tak to odbierał? Jestem bardzo zmartwiony tym pytaniem. Zawsze każde wydarzenie ma rozmaite konsekwencje. Ale w pytaniu o reality show jest jakby mowa o „Big Brother”, a więc zawarta jest intencja ośmieszenia, pomniejszenia wagi wydarzenia. Każde jawne posiedzenie sądu czy parlamentu, według pani definicji, jest takim samym reality show. Tylko, że w reality show chodzi o show, a w tej komisji chodziło o reality. I to jest różnica. Wszyscy, którzy chcą ośmieszyć to, co zrobiła komisja, w gruncie rzeczy ośmieszają procedury demokratyczne. Uważam, że całe to wydarzenie stało się olbrzymim zwycięstwem demokracji polskiej.

LIPIEC LIPIEC -- SIERPIEŃ SIERPIEŃ 2004 2004

FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Śmieszność i ułomność niektórych polityków jednak wypłynęła na wierzch. Polacy zobaczyli prawdę. Polacy muszą znać prawdę w całym jej okrucieństwie. Lew Tołstoj napisał, że stosunek oglądany z boku jest śmieszny. Ale z tego rodzą się dzieci! Ta komisja bywała śmieszna, ale z tego w końcu urodzi się zdrowe dziecko – demokracja polska.

I Polska, i Słowacja mają problemy polityczne, większość nowych państw członkowskich Unii ma rządy mniejszościowe. Czy nie zachwieje to stabilnością UE? Nie. My się ciągle uczymy demokracji. Z jednej strony wybory prezydenckie na Słowacji były katastrofą – do drugiej tury weszli Gašparovič i Mečiar, ale z drugiej strony fakt, że Gašparovič tak znacząco wygrał nad Mečiarem pokazuje, że Słowacy zachowali się

całkowicie racjonalnie. Po wejściu do UE niektórzy zastanawiają się, czy Grupa Wyszehradzka ma przyszłość. Co Pan sądzi na ten temat? Polacy zawsze się zastanawiają czy myć ręce, czy nogi. To jest złe postawienie sprawy, bo trzeba myć i ręce, i nogi. Rozumiem pomysł, żeby budować współpracę w innych rozmiarach, ale dlaczego rezygnować z tego, co powstało, ma swój sens i swoją wartość? To jest jak polisa ubezpieczeniowa: z tego lepiej nie korzystać, ale to trzeba mieć. Co Pan sądzi na temat obecności naszych wojsk w Iraku? Filozofia polskiej demokracji jest zbudowana na sprzeciwie przeciw totalitarnej dyktaturze. Reżim Saddama Husejna był totalitarną dyktaturą i myśmy słusznie opowiedzieli się po stronie USA. Gdy zanika totalitarna dyktatura, powstaje próżnia, w Iraku zapełniają ją fundamentaliści Al Sadry i dziś nie można wyjść z Iraku, bo nie można go oddać w ręce bandytów. Nie możemy popełnić hiszpańskiego błędu. Powstałoby wrażenie, że gdy bandyci podkładają bomby, to my się wycofujemy. Z bandytami trzeba walczyć, a nie ustępować im. Oni nam wypowiedzieli wojnę - naszym wartościom demokratycznym. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


słowa starej pio sen ki zespołu „Maanam”, które cały czas towarzyszyły mi pod czas mojego trzydniowego pobytu na plenerze artystów plastyków w Danišovcach, zorganizowanym przez Klub Polski Region Koszyce. Co grało w duszach artystów tam zgromadzonych, mogłam obserwo waç, zaglądając im przez ramię w czasie, gdy tworzyli.

To

Okazało się, że malowniczy region Spisza jest niebywałą inspiracją twórczą. „Po zeszłorocznym plenerze w Jahodnej przyszła kolej na następny region Słowacji – Spisz, który ma też związki z polską kulturą” – wyjaśniał Tadeusz Błoński, główny organizator pleneru, któremu udało się ściągnąç artystów (nie tylko malarzy) z Polski i Słowacji, zajmujących się sztuką

wizualną. Okazało się, że tak niewiele trzeba, by stworzyç idealne warunki do tworzenia prawdziwych dzieł sztuki. „Szczyty pagórków, kopce, pejzaż, bogactwo malowniczych płotów” – wymieniał jednym tchem swoje inspiracje Krzysztof Wojarczuk z Nowego Sącza i zaraz dodał: „Ważne były wspólne przeżycia, nawet oglądanie zdjęç na komputerze”. Jacek Mrowczyk z Krakowa czerpał z przyrody, wkomponowując


bezpośrednio w swoje prace rośliny znalezione na wycieczkach po okolicy. „Podczas całego roku człowiek ma mnóstwo obowiązków, żyje w stresie i nie zauważa detali, które może tu zobaczyç, dlatego w pracy twórczej tak bardzo potrzebne jest wyciszenie” – wyjaśniała ·tefania Gajdošová-Sikorska z Koszyc. Jak się okazało, dla zgromadzonego w Danišovcach zespołu bardzo ważnym czynnikiem motywującym były wspólne kontakty, możliwośç przebywania w grupie, wzajemne inspiracje. „Na co dzień tworzymy w pracowniach, każdy sam, indywidual-

nie, a tego rodzaju spotkania są okazją do wymiany doświadczeń” – komentował Stanisław Górecki z Rzeszowa. „Nie tworzymy tak samo, bo każdy jest inną osobowością, ale takie spotkania nas wzbogacają“. Obecnośç plastyków zainteresowała ludnośç miejscową. „Na początku tutejsi mieszkańcy patrzyli na nas nieufnie, pó niej zobaczyli, że coś się tu dzieje, że powstaje coś, czego oni są częścią składową” – komentował Błoński. Zainteresowanie wzbudził Dušan Balaž z Koszyc, rozkładając sztalugi i arkusze papieru na tarasie wiejskiej karczmy, gdzie tworzył swoje dzieła pośród zwykłych ludzi, którzy wówczas, jak powiedział organizator pleneru, zaczęli artystów traktowaç jak swoich, w wyniku czego doszło do swoistej integracji ze środowiskiem lokalnym. Plener na Spiszu przyniósł niektórym też nowe spojrzenie na rzeczywistośç.

„Jako dziecko często je dziłam z rodzicami na wakacje na Słowację” – mówiła Justyna Grabowska z Rzeszowa. „Te częste pobyty sprawiły, że ten kraj przestał mi się podobaç, a teraz odkryłam go na nowo!“. Zadowolenie, radośç z przebywania razem była wyczuwalna na każdym kroku. „My już teraz snujemy plany, gdzie będziemy wystawiaç nasze prace, gdzie się spotkamy” – dzieliła się swoimi wrażeniami Zdenka Błońska-Zaborska. „Wiem, że z tego, co obecnie tu przeży-

łam, będę czerpaç inspiracje w swojej pracy twórczej przez wiele miesięcy”. Dziesięç dni pleneru upłynęło jego uczestnikom bardzo szybko. Takie spotkania są potrzebne, albowiem przynoszą

konkretne efekty – prace plastyczne, które będzie można oglądaç na wystawach. „Nasz workshop przyczyni się też do popularyzacji Klubu Polskiego” – wyjaśniał Błoński, podkreślając, że imprezy organizowane przez polonijną organizację wykraczają poza ludowośç. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: STANO STEHLIK


egoroczne lato w Polsce podbił Krzysztof Krawczyk swoją nową płytą „To, co w życiu ważne”. Był to najchętniej kupowany krążek np. w sieci sklepów EMPiK, a na falach różnych stacji radiowych najczęściej można było usłyszeć piosenkę Krawczyka, śpiewaną w duecie z Edytą Bartosiewicz, a zatytułowaną „Trudno tak (razem być ze sobą...)”. Na płycie, oprócz niej, znalazły się też utwory nagrane w duecie z Janem

T

Z zainteresowaniem śledzę polskie teledyski, w których coraz częściej pojawia się humor i dystans do wydarzeń towarzyskich i politycznych. W polityczny zachwyt wpadła grupa „Big Cyc”, poświęcając posłance Renacie Beger piosenkę „Złoty warkocz”. W utworze umiejętnie zostały wplecione cytaty z wypowiedzi pani poseł, dotyczące jej upodobań seksualnych, znajomości języka angielskiego itp. W wideoklipie główną postacią jest oczywiście Renata Beger, pokazana podczas pracy sejmowej komisji śledczej. 14

Borysewiczem i Muńkiem Staszewskim. Nastrój płyty ogólnie można określić jako nostalgiczny, spokojny, nastrojowy. To tak naprawdę zupełnie inny Krawczyk niż ten, którego może niektórzy czytelnicy tej rubryki pamiętają z okresu lat 70-tych i 80-tych (historię jego kariery przedstawiałam trzy lata temu na łamach naszego czasopisma). Jego silnie brzmiący głos trzy lata temu wykorzystał Goran Bregović, nagrywając wspólną płytę „Dałeś mi nowe życie”. Dziś jednak Krawczyk śpiewa inaczej, stłumionym, wyciszonym głosem. Tworzy nastrój, o którego go nie podejrzewaliśmy. W ten sposób pokazał, że może zaskoczyć czymś nowym, pokazać swoje, dotąd nie odkryte, możliwości. Mam wrażenie, że nowe życie sceniczne firmowane przez Gorana Bregovicia jest rzeczywiście nowym etapem dla trochę osłuchanego, lekko kiczowatego Krawczyka „z tamtych lat”. I ta różnorodność, a także okrągły jubileusz sceniczny piosenkarza stały się okazją dla organizatorów festiwalu w Sopocie do zorganizowania specjalnego koncertu z okazji jego 40-lecia pracy. Do Sopotu zostali zaproszeni goście, z którymi Krawczyk współpracował, m.in. Edyta Bartosiewicz, Goran Bregović. Więcej na temat festiwalu w Sopocie w następnym numerze MP. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Drugim ciekawym teledyskiem jest film do piosenki Magdy Femme, opowiadający o jej przeżyciach jako byłej wokalistki zespołu „Ich Troje” i byłej żony lidera wspomnianej grupy. Jest to swego rodzaju rozrachunek z Michałem Wiśniewskim, który, jak wynika z teledysku-komiksu, skrzywdził wokalistkę. Jak? Zobaczcie Państwo sami. Na uwagę zasługuje fakt, że i Magdę Femme, i zespół „Ich Troje” firmuje to samo wydawnictwo muzyczne – „Universal Music Polska”.

I trzeci ciekawy „kawałek” to teledysk zespołu KASA, który nawiązuje do lat 80-tych i do stylu muzycznego New Romantic. KASA przeistacza się w nim w zespół „Kasagoogoo”, parodiując tym samym słynnego Limala i grupę „Kajagoogoo”. Słowem – lata 80-te w pełni! mw MONITOR POLONIJNY


D

oslova kultúrnou revolúciou možno nazvať boom, ktorý spôsobil v Poľsku druh filmového umenia zvaný „Nezávislý film“ resp. „kino offowe“. Nielenže verejnoprávna TP2 usporiadala už II. ročník festivalu nezávislých filmov, kedy po 5 večerov prezentovala minuloročnú produkciu (najlepší film vybrali diváci), ale dokonca v marci tohto roku zahájila svoju činnosť distribučná a produkčná spoločnosť „Motór – Film“ s projektom pod heslom KinoOffala. Formou digitálnych nosičov je poľská nezávislá tvorba prezentovaná vo vybraných kinách po celej krajine. Hlavnou zásadou je: jedno predstavenie v týždni, nízke vstupné a čo najväčší počet kín sústredených hlavne v kultúrnych domoch resp. filmových kluboch tzv. DKF-och. Prvotná myšlienka prezentácie nezávislých filmov v kinách sa zrodila už pred niekoľkými rokmi. Vtedy vznikla spoločnosť „Grupa Inicjatyw Filmowych“, ktorej hlavným poslaním bolo podporovať nezávislú tvorbu. Tieto filmy sú vyrábané z minimálnych rozpočtov a samotní tvorcovia nemajú prostriedky na ich dokončenie, prípadne ozvučenie resp. zostrih, nehovoriac už o prepise na klasický 35 mm pás. Práve na dokončovacích prácach tzv. post produkcii im pomáha „Grupa Inicijatyw Filmowych“. Taktiež sa venuje reklame a spolu s „Motór Filmom“ aj distribučnej činnosti. Všetky náklady spojené s prezentáciou a distribúciou financuje spoločnosť Motór Film. Bez účasti sponzorov je nútená náklady spojené s prepravou, propagačnými materiálmi, plagátmi alebo nosičmi DVD pokrývať z vlastných zdrojov. Kritériom, aby sa film ocitol v projekte KinoOffala, je orginálne poňatý, zaujímavo a profesionálne nakrútený film. Jednoducho film kvalitný a dobrý. Ako definovať pojem nezávislý film? Je to predovšetWRZESIEŃ 2004

Nezávislý

film

kým produkt, ktorý vzniká bez príspevku zo štátneho rozpočtu, prípadne bez spoluúčasti štátom dotovanej televízie. Sú to filmy rýdzo autorské t. j. v jednej osobe spájajú funkcie režiséra, kameramana, scenáristu resp. vedúceho výroby alebo strihača. Dôležitý je aj fakt, že z formálneho hľadiska ide o nekomerčný produkt vymykajúci sa zažitým konvenciám, ktorý dáva priestor pre vlastné vízie sveta, pocity z prežitého, experimentovanie v čase i priestore, ale aj v dejovej postupnosti. To všetko tvorí autorskú výpoveď – čisté žriedlo nezávislej tvorby. Je to ideálna príležitosť hlavne pre mladých tvorcov nezaťažených stereotypmi minulosti prezentovať svieže nápady formou digitálnej kamery, keď im jednodu-

cho na drahú filmovú surovinu chýbajú prostriedky. Prvým filmom uvedeným v projekte KinoOffa bol snímok režiséra Ryszarda Nyczki „Kobieta z papugą na ramieniu“ doslova ovešaný množstvom ocenení na rôznych fórach. Druhým v poradí bol film režiséra Wiesława Palucha „Motór“, ktorý okrem iných získal aj hlavnú cenu OFICC-03 v súťaži nezávislých filmov na FPFF v Gdyni. Vzhľadom na fakt, že najlepšie filmy posledných rokov: „Edi“, „Zmróż oczy“ a „Symetria“ sú nezávislými produktami, je nesporné, že offové produkcie budú mať pozitívny vplyv na obraz poľskej kinematografie. Podrobnejšie o nezávislých filmoch, ich úspechoch na domácich i zahraničných podujatiach v budúcom čísle. Do pozerania Váš PAVOL BEDROŇ FILMOVÝ KRITIK 15


Generał Władysław Sikorski

i jego rząd TO WARTO WIEDZIEĆ

P

óźnym wieczorem 4 lipca 1943 roku pod Gibraltarem runął do morza samolot, na którego pokładzie wracał do Londynu z inspekcji sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie premier rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie, Naczelny Wódz – generał Władysław Eugeniusz Sikorski. W katastrofie oprócz niego zginęli jego córka Zofia, szef sztabu, szef oddziału operacyjnego sztabu, oficer łącznikowy między premierem polskim i brytyjskim i inne towarzyszące osoby. Ocalał jedynie, ranny, pierwszy pilot, Czech Eduard Prchal. I chociaż od katastrofy pod Gibraltarem minęło już wiele lat, nie udało się do tej pory ustalić z całą pewnością, co było bezpośrednią przyczyną wypadku, w którym zginął jeden z najciekawszych polskich polityków II wojny światowej.

W dniu 17 września 1939 roku prezydent RP Ignacy Mościcki, który przez most na Czeremoszu wraz z rządem i korpusem dyplomatycznym opuścił Polskę, wysłał z rumuńskich Czerniowiec przygotowane jeszcze na terenie Polski orędzie, w którym m.in. stwierdził: „Z przejściowego potopu uchronić musimy uosobienie Rzeczypospolitej i źródło konstytucyjnej władzy. Dlatego, choć z ciężkim sercem, postanowiłem przenieść siedzibę Prezydenta Rzeczpospolitej i naczelnych organów państwa na terytorium jednego z naszych sojuszników“. To oświadczenie stało się dla Rumunów pretekstem do internowania władz polskich. Na mocy konstytucji kwietniowej z 1935 r., przewidującej w warunkach wojennych przekazanie przez prezydenta urzędu następcy, internowany w Rumunii Mościcki w pierwszej chwili podjął decyzję przekazania urzędu gen. Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu – ambasadorowi RP we Włoszech, lecz po 16

proteście francuskim wycofał się z niej, a prezydentem został Władysław Raczkiewicz, kilkakrotny minister w rządach sanacyjnych, wojewoda nowogródzki, wileński, krakowski i pomorski, marszałek Senatu w latach 1930-1935, a od 1934 roku prezes Światowego Związku Polaków z Zagranicy. Po dymisji całego rządu – z premierem Felicjanem Sławojem-Składkowskim na czele – premierem został gen. Władysław Eugeniusz Sikorski, a jego gabinet zaprzysiężono 1 października. Od 22 września 1939 roku do 23 czerwca 1940 roku siedzibą rządu było miasto Angers, położone w północno-zachodniej części Francji. Generał Sikorski był jednym ze znanych nie tylko w Polsce przywódców opozycji, chociaż formalnie nie należał do żadnej partii. W czasie pierwszej woj-

ny światowej był czołowym działaczem Komitetu Narodowego, współorganizatorem Legionów Polskich. Tego okresu sięga jego ostry spór z Józefem Piłsudskim, który nieco ostygł po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, a zwłaszcza po wojnie z bolszewikami w 1920 roku, kiedy to Sikorski jako jeden z najzdolniejszych generałów wsławił się w bitwie warszawskiej. Po zabójstwie prezydenta Narutowicza stanął on na czele rządu, ale już po sześciu miesiącach musiał ustąpić większości centroprawicowej. Nadal jednak pozostawał w centrum życia politycznego. Spór z Piłsudskim odżył, gdy Sikorski był ministrem spraw wojskowych. Wtedy też zyskał opinię jednego z głównych przeciwników Marszałka. Odsunięty od armii po przewrocie majowym, stał się interesującym publicystą. Analizował m.in. rozwój strategii wojskowej, trafnie przewidując totalny charakter przyszłej wojny. Był zwolennikiem ścisłego sojuszu polsko-francuskiego jako podstawy polskiej polityki zagranicznej. W 1936 roku wraz z Ignacym Paderewskim, Wincentym Witosem, Józefem Hallerem i Wojciechom Korfantym stał się współtwórcą Frontu Morges - porozumienia demokratycznych polityków. Posiadał znaczące kontakty we Francji. W czasie kampanii wrześniowej był bez przydziału. Rząd, który utworzył na uchodźstwie, miał charakter koalicyjny, weszli do niego ministrowie należący do czterech największych stronnictw przedwojennej opozycji - Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Narodowego, Polskiej Partii Socjalistycznej i Stronnictwa Pracy. Legalne przekazanie władzy na podstawie konstytucji kwietniowej sprawiło, że rząd ten był oficjalnym reprezentantem Polski. Prezydent Raczkiewicz pełnił przede wszystkim rolę konstytucyjnego symbolu, natomiast Sikorski, który prócz funkcji premiera objął także stanowisko naczelnego wodza oraz w decydującym stopniu kształtował polską politykę zagraniczną, stał MONITOR POLONIJNY


się faktycznym przywódcą rządu i symbolem Polski Walczącej. Funkcję namiastki parlamentu pełniła powołana w grudniu 1939 roku Rada Narodowa. Dla rządu Sikorskiego najważniejszym zadaniem było kierowanie walką o odbudowanie niepodległego państwa polskiego, a drogą do tego celu współdziałanie polityczne i wojskowe z aliantami - Francją i Wielką Brytanią. Oczekiwano, że ofensywa mocarstw zachodnich przeciw Rzeszy ruszy najpóźniej wiosną 1940 roku, dlatego też Sikorski dołożył wszelkich starań, by na terenie Francji stworzyć możliwie liczną armię polską. Do czerwca 1940 roku polskie wojska lądowe liczyły ponad 70 tys. żolnierzy, dywizjony lotnicze ok. 10 tys. ludzi, istniała też marynarka wojenna. Już w maju 1940 roku strzelcy podhalańscy uczestniczyli w obronie Norwegii i zasłużyli się w bitwie o Narwik. Po kapitulacji Francji rozproszone oddziały polskie musiały złożyć broń. Około 20 tys. żołnierzy polskich przedostało się do Anglii, a czterotysięczna Brygada Karpacka z Syrii przeszła na terytorium brytyjskiej Palestyny. Do Londynu przeniósł się także rząd polski. Tam też zaraz po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej toczyły się pierwsze rozmowy polskosowieckie, rezultatem których było podpisanie przez Sikorskiego i Majskiego układu anulującego układy podpisane przez rząd sowiecki z Niemcami w 1939 roku, dotyczące zmian terytorialnych Polski. Rezultatem układu Sikorski-Majski było nawiązanie przez oba państwa stosunków dyplomatycznych oraz współdziałania w walce z Niemcami. Niewątpliwym osiągnięciem Sikorskiego było wyrażenie przez Moskwę zgody na utworzenie w ZSSR Armii Polskiej z dowództwem mianowanym przez polski rząd, a także protokół, w którym stwierdzono, iż rząd sowiecki udzieli amnestii wszystkim obywatelom polskim pozbawionym wolności. Na mocy tego protokołu Stalin uwolnił ponad 300 tys. więźniów, deportowanych i jeńców wojennych. W ZSSR powstała polska ambasada i jej placówki terenowe, a dowódcą Armii Polskiej został uwolniony z więzienia moskiewskiego gen. Władysław Anders. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK Dokończenie w następnym numerze WRZESIEŃ 2004

Kalendarium wydarzeń

1 września 1939 r. – O g. 4.45 armia niemiecka atakuje Polskę – rozpoczyna się II wojna światowa. 2-4 września 1933 r. – Franciszek Hynek i Zbigniew Burzyński zwyciężają w zawodach balonowych o „Puchar Gordona Benetta” (15 września 1935 r. po trzecim triumfie zdobywają go na własność). 5 września 1981 r. – W Gdańsku rozpoczyna obrady I Zjazd „Solidarności”. 7 września 1939 r. – Kapitulacja załogi Westerplatte. 8 września 1079 r. – Męczeńska śmierć biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa, późniejszego patrona Polski. 1370 r. – Umiera Kazimierz Wielki, król Polski. 1717 r. – Uroczysta koronacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. 1968 r. – Na znak protestu przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, podczas dożynek w Warszawie aktu samospalenia dokonuje Ryszard Siwiec. 9 września 1794 r. – W bitwie pod Racławicami Tadeusz Kościuszko pokonuje wojska rosyjskie. 11 września 1382 r. – Umiera Ludwik Andegaweński, zw. Węgierskim, król Węgier i Polski. 1932 r. – W katastrofie lotniczej pod Terlickiem (Cierlickiem) na Zaolziu giną polscy piloci Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura. 12 września 1635 r. – Polsko-szwedzki traktat pokojowy w Sztumskiej Wsi. 1683 r. – Król Polski Jan III Sobieski zwycięża armię turecką pod Wiedniem. 15 września 1339 r. – Obradujący w Warszawie sąd papieski nakazuje Krzyżakom zwrot Polsce Pomorza, Kujaw, ziemi dobrzyńskiej, chełmińskiej i michałowskiej oraz wypłatę odszkodowania. 1697 r. – Koronacja Augusta II Wettina na króla Polski. 16 września 1658 r. – Ugoda w Hadziaczu zapowiadająca powstanie księstwa ruskiego jako równorzędnego członu państwa polsko-litewskiego. 17 września 1374 r. – Król Ludwik Węgierski wydaje w Koszycach przywilej dla rycerstwa polskiego w zamian za uznanie praw swych córek do tronu polskiego. 1939 r. – Armia Czerwona, wykonując tajne postanowienia paktu Ribbentropp-Mołotow, uderza na Polskę.

18 września 1620 r. – Klęska wojsk polskich w bitwie z Turkami pod Cecorą i śmierć hetmana Stanisława Żółkiewskiego. 1939 r. – Władze Polski przekraczają granicę z Rumunią, gdzie zostają internowane. 1939 r. – Śmiercią tragiczną umiera Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), pisarz, malarz i dramaturg. 1993 r. – Polskę opuszczają ostatni żołnierze rosyjscy. 23 września 1492 r. – Koronacja Jana Olbrachta na króla Polski. 1976 r. – W Warszawie powstaje Komitet Obrony Robotników (KOR). 24 września 1926 r. – Powstają Polskie Koleje Państwowe. 1927 r. – Zgromadzenie Ogólne Ligi Narodów przyjmuje zaproponowaną przez Polskę deklarację o nieagresji w stosunkach pomiędzy państwami. 25 września 1953 r. – Władze PRL aresztują kardynała Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski. 1629 r. – Rozejm polsko-szwedzki w Altmarku (Stary Targ). 27 września 1331 r. – Bitwa z Krzyżakami pod Płowcami. 1605 r. – Polska husaria gromi armię szwedzką pod Kirholmem. 1939 r. – W Warszawie powstaje konspiracyjna Służba Zwycięstwu Polski, późniejsza Armia Krajowa. 1942 r. – W okupowanej Polsce powstaje Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom („Żegota”). 28 września 1939 r. – Rosja i Niemcy podpisują w Moskwie układ graniczny, będący w istocie kolejnym rozbiorem Polski. 29 września 1669 r. – Koronacja Michała Korybuta Wiśniowieckiego na króla Polski. 1939 r. – Władysław Raczkiewicz zostaje prezydentem Polski, a generał Władysław Sikorski premierem rządu polskiego na uchodźstwie. Oprac. WOJCIECH BILIŃSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na pokrycie kosztów dystrybucji „Monitora Polonijnego”. 17


Książka dla nastolatek i nastolatków C

zęsto słyszymy, że dziś niełatwo młodego czytelnika zachęcić do czytania, że idzie on na łatwiznę; kolorowe pisma dla dziewcząt, komiksy dla chłopaków, a w lepszym przypadku lektura szkolna, to cały kontakt młodych ze słowem pisanym. Nie chcę dołączyć do tego chóru narzekających na „niegramotność“ naszych nastolatków. Zawsze byli tacy, którzy tylko ganiali za piłką, i tacy, dla których książka była tym najwspanialszym podarunkiem. Byli też i tacy, którzy godzili jedno z drugim. A że tych pierwszych dziś jest może trochę więcej, to nie przyczyniła się do tego tylko piłka i fascynacja komputerem. I my dorośli mamy w tym swój udział. Często narzekamy, że na czytanie nie mamy czasu, a znajdujemy go jednak bez trudu na oglądanie kolejnych seriali i telenowel - to taka nasza „piłka”, a że „gole” strzelamy nie tylko sobie, to już inna sprawa. Dzisiejszy odcinek cyklu „Bliżej polskiej książki“ adresuję przede wszystkim do tych nastolatkó oraz ich rodziców, którzy buntują się przeciw płaskiemu, obrazkowemu widzeniu świata. Polecić młodemu czytelnikowi dobrą i interesującą książkę nie jest tak łatwo. Trzeba sobie zdawać sprawę, że młodzi mają skłonność do traktowania literatury (filmu zresztą też) jako imitacji życia. Stąd też pochodzą pewne utarte schematy we współczesnej literaturze młodzieżowej, które umożliwiają młodzieży konfrontację fabuły z własnym doświadczeniem. Czytelnik-nastolatek szuka w bohaterach lektury samego siebie, poprzez wybranego bohatera chce poznać własną osobowość i psychikę. Stąd też największym powodzeniem wśród młodzieży cieszą się książki podejmujące problemy, z którymi młodzi ludzie się borykają, a które dotyczą m.in. zainteresowania płcią odmienną, potrzeby 18

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

znalezienia swego miejsca w rodzinie czy wśród kolegów, prób usamodzielnienia się, wyzwolenia spod bezpośredniej opieki dorosłych, buntu przeciw autorytetom czy dokonywania wyborów, które we współczesnym skomplikowanym świecie wcale nie są łatwe. Nastolatek znający język polski bez większego trudu znajdzie wśród książek współczesnych polskich autorów prozy młodzieżowej takie tytuły, które go niewątpliwie zainteresują, i takich pisarzy, do których będzie wracał. Z całą pewnością zrobi dobrze, jeśli zainteresuje się serią „Nasza Biblioteka“, w której Zakład Narodowy im. Ossolińskich od trzech lat wydaje współôlczesną literaturę młodzieżową. W tej serii ukazała się m.in. w 2001 roku książka Ewy Nowackiej Miłość, psiakrew, w której autorka opisuje perypetie rodziny robotniczej. Widzimy w niej młodych ludzi, zbyt wcześnie przywodzących na świat dzieci, i ich rodziców pozwalających sobą manipulować, rodziców, którzy nie potrafią przygotować młodych do życia. Nowacka odwraca tradycyjny schemat, w którym niewinna dziewica zostaje uwiedziona i ponosi konsekwencje macierzyństwa. Tym razem to właśnie dziewczyna jest motorem działania, a chłopak - Daniel pozbawiony młodości i szans na ułożenie sobie życia, jest ofiarą. To świetnie napisana powieść z łatwością wciągająca czytelnika.

Beaty Ostrowickiej Świat do góry nogami, wydany w 2002 roku w tej samej serii, to również powieść realistyczna, w której akcja toczy się wartko. Są w niej świetne dialogi i bardzo zróżnicowane sylwetki bohaterów. W świecie tej powieści wszystko się chwieje od momentu śmierci matki, ale stopniowo i dzieci, i ojciec stawiają ten swój świat na nogi, wracają do rodzinnego porządku, umacniają wzajemne więzy. Powieść ma charakter pamiętnika pisanego przez najstarszą córkę Olę, której wydaje się, że to właśnie ona najboleśniej przeżywa śmierć matki. Jej konflikty z ojcem, rodzeństwem, przyjaciółmi i chłopakiem kończą się dobrze. Wielki sukces czytelniczy w Polsce miała powieść Grażyny Bąkiewicz O Melba! („Pruszyński i S-ka“, Warszawa 2002), nieczęsto bowiem się zdarza, by powieść z życia nastoletniej bohaterki tak bezkompromisowo przedstawiała okrucieństwo, korupcję i hipokryzję – najbardziej bolesne sprawy współczesnej rzeczywistości. Malina – siedemnastoletnia bohaterka powieści – mieszkająca w uroczym uzdrowiskowym miasteczku południowej Polski, wyobraża sobie, że piękno przyrody wyzwala w ludziach tylko pozytywne uczucia. Tymczasem w tej sielskiej scenerii rozgrywa się z jej udziałem brutalny dramat. Tajemniczy labirynt wydarzeń, zmagań z losem, wewnętrznych walk bohaterów, zacieranie śladów przeszłości wciągną czytelnika w lekturę tej powieści. W roku 2003 Grażyna Bąkiewicz w tym samym wydawnictwie wydała książkę kontynuującą losy bohaterów zatytułowaną Stan podgorączkowy. Jej bohaterką jest Zoja, koleżanka Maliny, ale tak jak w Melbie cały otaczający świat jest porażająco zły. Bardzo krytyczna wobec rzeczywistości, wobec postępowania i dorosłych, i dzieci jest Ewa Przybylska w Trzecim świecie Mateusza („Akapit Press”, Łódź 2001). W tym samy łódzkim wyMONITOR POLONIJNY


dawnictwie w ubiegłym roku ukazała się kolejna powieść dla młodzieży lubianej pisarki Krystyny Siesickiej, zatytułowana Kapryśna piątkowa sobota. Jest to książka zachęcająca do refleksji, odrzucenia pośpiechu, dostrzegania piękna codzienności, bogactwa i uroku zwykłych chwil. Powieść Siesickiej daje wiele do myślenia zarówno wnukom, jak i ich dziadkom. Warto też sięgnąć po wydaną w 2000 roku powieść tej samej autorki ...nie ma z kim tańczyć, będącą też rozmową pokoleniową. Utwory Siesickiej, podejmujące współczesne tematy ważne dla młodzieży, od lat cieszą się wśród niej dużą popularnością dzięki pomysłowej konstrukcji i świetnej fabule. Lubiących sensację, tajemnicę, przygodę zachęcam do zainteresowania się serią „Puzzle“ gdańskiego wydawnictwa „Novus Orbis”. W tej serii ukazała się m.in. w 2001

roku powieść Haliny Popławskiej W przyćmionym świetle. To historia niezwykłej, sięgającej za grób miłości. Losy siedemnastowiecznej pary wiążą się z pałacem w Wilanowie, który to pałac odgrywa też ważną rolę w życiu współczesnego nam studenta prawa Damiana. Z zestawienia czasu odległego minionego i dzisiejszego wynikają różne nieporozumienia. Fakty historyczne mieszają się z autorską fantazją - tak bowiem powstaje przygodowa powieść, w której prawda miesza się ze zmyśleniem. Lektura dla młodego odbiorcy powinna budzić radość życia, ciekawość świata, wyzwalać sporą dawkę energii i optymizmu. I taką właśnie książką jest Buba Barbary Kosmowskiej (Wydawnictwo „Muza”, Warszawa 2002). Buba - szesnastoletnia dziewczyna w nieśmiertelnych dżinsach i martensach -

chce być zwykłą dziewczyną, kochaną i docenianą, ale najbliższa rodzina: matka – autorka kiczowatych powieści, ojciec – telewizyjny showman, dziadek – birbant i brydżysta, to dobra „szkoła przetrwania“. Karykaturalne przerysowania, komediowa narracja, trafne obserwacje, śmiech z przywar, a zarazem tolerancja drobnych ludzkich słabości nie wykluczają przekonania, że rodzina jest wartością, którą należy chronić. Warto przeczytać tę przyjemną i łatwą książkę, zawierającą wiele trafnych spostrzeżeń o współczesnej rodzinnej codzienności. Powieści wspomniane w tym szkicu zostały napisane z myślą o starszych nastolatkach. Tych młodszych, kandydatów na licealistów, bardziej zainteresują książki o wakacyjnych przygodach, które napisali tacy polscy pisarze, jak Niziurski, Nienacki czy Woroszylski oraz wielu innych. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Łącznik czy myślnik, czyli znów o interpunkcji (I)

J

eszcze nie tak dawno leniuchowaliśmy, opalając się na plażach i zwiedzając świat, a tu już nastał wrzesień i trzeba zabrać się do nauki i pracy. Powakacyjne rozważania nad językiem ojczystym zaczniemy od omówienia zasad stosowania znaków interpunkcyjnych, które są często mylone. Chodzi o myślnik ( — ), nazywany też pauzą, oraz łącznik (-), zwany też dywizem lub tiretem. W piśmie odręcznym właściwie brak różnic między nimi. Jednak w druku są one wyraźnie rozróżniane i służą do zupełnie innych celów. W tym miesiącu przedstawię tylko zasady użycia łącznika, bowiem jest ich stosunkowo mniej i są bardziej wyraziste. Łącznik, niezależnie od tego, że jest znakiem przenoszenia WRZESIEŃ 2004

wyrazów z wiersza do wiersza, służy też do łączenia dwóch (a niekiedy i więcej) znaczeniowo równorzędnych członów w jeden wyraz. Wyrazy te mogą być przymiotnikami, np. białoczerwony, polsko-słowacki, północno-wschodni, angielsko-czesko-polski; lub rzeczownikami, będącymi nazwami miejscowości powstałymi z dwu oddzielnych osad, np. Bielsko-Biała, Skarżysko-Kamienna (pozostałe tego typu nazwy piszemy oddzielnie, np. Jastrzębie Zdrój, Grudziądz Przedmieście); nazwiskami złożonymi (nawet wtedy, gdy jeden z członów jest pseudonimem), np. Czerny-Stefańska, Kosiniak-Kamysz, BoyŻeleński; rzeczownikami dwuczłonowymi, np. szkoła-pomnik, laska-parasol. Należy jednak podkreślić, że jeżeli między członami zachodzi stosunek podrzędności, czyli jeden człon określa drugi, to takie wyrazy pisze-

my bądź łącznie (np. wschodniosłowacki, bo ‘wschodnia Słowacja’, ciemnozielony, bo ‘ciemny zielony’), bądź oddzielnie, np. nowo otwarty, lekko strawny. Wobec powyższego nasuwa się pytanie: który zapis jest prawidłowy: zielono-niebieski czy zielononiebieski? Otóż oba są poprawne, a różnica dotyczy znaczenia: zielono-niebieski to złożony z dwu kolorów – zielonego i niebieskiego (np. w paski), zaś zielononiebieski, to jeden kolor – pośredni, między zielonym a niebieskim. Łącznik używany jest ponadto w pisowni połączeń przedrostków z nazwami własnymi, np. super-Polak, pseudo-Słowak; jeśli przedrostkiem jest niby, eks, quasi, to również pozostałe rzeczowniki i przymiotniki zapisujemy z łącznikiem, np. niby-człowiek (tylko w terminach przyrodniczych niby piszemy

OJĘZYKOW KIENKO E

łącznie, np. nibynóżki), eks-minister, quasi-nauka. Z łącznikiem zapisujemy też pary wyrazów występujące zawsze razem, np. czary-mary, koszałkiopałki, gadu-gadu; a także wyrażenia, w których występuje ten sam przymiotnik złożony, różniący się pierwszym członem, np. dwu- i trzyletni; oraz wyrazy złożone z liczbą w części pierwszej, np. 40-letni, 3-majowy. Na zakończenie tego odcinka jeszcze jedna uwaga: jeśli wyraz zawierający łącznik jest dzielony w miejscu przenoszenia do następnego wiersza, to wskazane jest przeniesienie tego łącznika do następnego wiersza, przy jednoczesnym postawieniu znaku przeniesienia na końcu wiersza poprzedniego, czyli: hokus-pokus. Ciąg dalszy w następnym numerze. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Za nami igrzyska olimpijskie O k re s p e ł e n w i e l k i c h w r a ż e ń , n i e s p o d z i a n e k i ro z c z a rowa ń

J

eszcze przed olimpiadą marzono i łudzono się, że może jednak..., może zabłyśniemy... Zastanawiano się, ile razy świat posłucha „Mazurka Dąbrowskiego” w kolebce igrzysk olimpijskich, kto z naszych stanie na podium, na czyjej piersi zabłyśnie złoto. Pesymiści zadawali sobie pytanie, czy Otylia na czyjejkolwiek piersi zabłyśnie medal i czy Jędrzejczak świat zauważy reprezentantów Polski. Co do jednego zgodni byli wszyscy – fachowcy i kibice – o „medalowych żniwach” można zapomnieć. Polskie szanse na medal szacowano bardzo różnie. Oceny, prognozy i przepowiednie „różnych fachowców” przedstawiały najróżniejsze warianty naszych sukcesów i klęsk. W rozważaniach przedolimpijskich niektórzy doliczali się nawet możliwości zdobycia 47 polskich medali! Jednak wariant optymistyczny zakładał zdobycie przez polską ekipę olimpijską 25 (!) krążków. Znacznie skromniejszy był wariant realistyczny, w którym mówiono o zdobyciu już tylko 12 medali, zaś pesymiści mówili zaledwie o... 7. Najczęściej wymienianymi pewnymi kandydatami do medalu byli: dwójka kajakowa kobiet na 500 m, Robert Korzeniowski w chodzie na 50 km, Otylia Jędrzejczak w pływaniu na 200 m stylem motylkowym, Agata Wróbel – podnoszenie ciężarów, Dariusz Jabłoński w zapasach w stylu klasycznym, Mateusz Kusznierewicz – żeglarstwo. Szansę dawano też m.in. Aleksandrze Klejnowskiej (podnoszenie ciężarów), Sylwii Gruchale i Aleksandrze Sosze (obie: szermierka). Niespodzianki mieli 20

sprawić m.in. judocy, kolarze szosowi, torowi i górscy, skoczkowie o tyczce, strzelcy, tenisiści oraz zapaśnicy. Zastanawiające, a przy tym smutne jest to, że nawet najwięksi optymiści nie dawali cienia szansy na medal naszym bokserom i gimnastykom. W przypadku wielu dyscyplin mówiono o „pewnych szansach” czy „ewentualnych niespodziankach”...

Może warto zatem przypomnieć, że na dotychczasowych letnich igrzyskach olimpijskich Polacy zdobyli 56 złotych medali, 72 srebrne i 110 brązowych. Najwięcej, bo aż siedem medali zdobyła biegaczka Irena Kirszenstein-Szewińska. Najwięcej występów na olimpiadach – po sześć – mają szermierz Jerzy Pawłowski i strzelec Bogdan Smelczyński. W Moskwie w 1980 r. Polacy zdobyli 32 medale, cztery lata wcześniej w Montrealu 26 medali, a na

ostatniej olimpiadzie w Sydney już tylko 14, w tym aż 6 złotych! Wówczas dwa razy złoto wywalczył Robert Korzeniowski w chodzie na 50 i 20 km. Dla porównania, Polska debiutując na IO w Paryżu w 1924 r. zdobyła jeden srebrny medal (kolarstwo torowe) i jeden brązowy (jeździectwo). Klęską zakończył się występ pięściarzy – przegrali przez nokaut lub dyskwalifikację za nieznajomość reguł gry, a nasi piłkarze przegrali z Węgrami 5:0. Letnie Igrzyska Olimpijskie w Atenach rozpoczął bieg ze zniczem olimpijskim. Wśród prawie 11 tysięcy biegaczy ogień olimpijski nieśli reprezentujący Polskę m.in. satyryk Marcin Daniec, aktorzy: Małgorzata Foremniak, Danuta Stenka i Artur Żmijewski, piosenkarze: Kayah i Andrzej Piaseczny, oraz złoty medalista w skoku wzwyż z IO w 1976 r. w Montrealu Jacek Wszoła. Ze względu na rozbieżność terminów igrzysk i wydania wrześniowego numeru „Monitora” występ naszej reprezentacji na IO w Atenach przedstawię w kolejnym numerze. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na nauczanie dzieci j. polskiego w szkółce piątkowej.

•OGŁOSZENIA•OG DRODZY CZYTELNICY „Monitora Polonijnego“, jeśli macie swoją skrzynkę internetową, a chcecie brać udział w ankietach do naszego czasopisma, napiszcie pod adresem: staste@orangemail.sk W ten sposób skompletujemy bazę adresów internetowych naszych Czytelników. Państwa głos pomoże nam w przygotowaniu artykułów dotyczących życia Polaków na Słowacji (publikowane wypowiedzi na pytania ankietowe będą anonimowe). KLUB MARTIN INFORMUJE: Zlot Młodzieży Polonijnej odbędzie się w dniach 01– –03.10.2004. Zgłoszenia należy posyłać do 15.09.2004 pod adresem: Irena Zacharová, Komenského 29, 038 52 Sučany, tel. /fax: e-mail: 043/4293655, pirin@nextra.sk. UWAGA MŁODZIEŻ! Przypominamy, że trwa konkurs na temat: „Szukamy swoich polskich korzeni. Co wiem o najstarszych przodkach mojej rodziny“. Organizatorzy konkursu przesuwają termin nadsyłania prac – do 30.10.2004. Pozostałe zasady dotyczące wzięcia udziału w konkursie publikowaliśmy w poprzednich numerach MP. UWAGA! Cały wrzesień czytelnicy MP po okazaniu wrześniowego numeru „Monitora Polonijnego“ mogą korzystać z 15% zniżki na usługi fryzjerskie w salonie fryzjerskim w Karlovej Vsi w Bratysławie u p Dany Maličkovej. Konieczne jest wcześniejsze umówienie się telefoniczne: 0903 229 219. MONITOR POLONIJNY


ŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•

ZAPROSZENIE: KLUB POLSKI - Region Środkowe Poważe zaprasza wszystkich członków i dzieci z MK Poważska Bystrzyca, MK Dubnica i MK Trenczyn oraz ich przyjaciół na regionalne spotkanie z okazji rozpoczęcia nowego r. szk. 2004/2005. Impreza odbędzie się w dniu 10 września br. o godz. 16-tej, w siedzibie Klubu w Dubnicy n.W. przy ul. ČSA 1187/4 (za motelem „Troja“). Główne punkty programu: rejestracja dzieci i młodzieży do szkółek j. polskiego, propozycje i plany działalności poszczególnych Miejscowych Kół po VI Kongresie KP, sprawy konsularne, współpraca Klubu Polskiego z Konsulatem RP w Bratysławie. Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w spotkaniu wszystkich znanych i nieznanych nam rodaków i przyjaciół. POĎAKOVANIE: POĽSKÝ KLUB - región Stredné Považie ďakuje Mestskému úradu v Dubnici nad Váhom, za vytvorenie podmienok umožňujúcich činnosť nášho Klubu, za preukazovaný záujem a priazeň. Ďalej ďakujeme fi AWAX - DIA SLOVENSKO, s.r.o., Bratislava, Tomášikova 25, za podporu, ktorú venovala Poľskému klubu na realizáciu celozväzového podujatia pre deti a mládež. ZBIGNIEW PODLEŚNY, predseda KP-región Stredné Považie. •ŻYCZENIA•ŻYCZENIA•ŻYCZENIA NOWOŻEŃCOM: pani ALICJI RACZYŃSKIEJ i panu ANDRZEJOWI KUPICHOWI, którzy zawarli związek małżeński 7.08.2004 r. w Ambasadzie Polskiej w Bratysławie składamy najserdeczniejsze życzenia Redakcja MP oraz Klub Polski

Witaj szkoło!

WSZYSTKIM UCZNIOM I NAUCZYCIELOM, którzy rozpoczynają nowy rok szkolny życzymy wiele sił do pracy i sukcesów. Redakcja MP

We wrześniu rozpoczyna się rok szkolny, a z nim nowe obowiązki. Ponieważ Klub Polski organizuje zajęcia nauki języka polskiego, informujemy wszystkie zainteresowane dzieci i młodzież, gdzie i kiedy mogą uczęszczać na zajęcia: Klub Polski Region BRATYSŁAWA: grupa najstarsza: nauczycielka Danuta Wieczorek: 0908 126 193; grupa nauczania początkowego: nauczycielka Małgorzata Wojcieszyńska: 0905 623 064; grupa przedszkolna: naczycielka Majka Kadleček: 0903 231 795. Rozpoczęcie roku szkolnego odbędzie się w piątek 17.09. 2004 o 16.00 w Instytucie Polskim. Klub Polski Region NITRA: nauczycielka Irena Cigaňová: 037 733 22 21 lub 0904 570 323. Zajęcia odbywają się w Centrum Wolnego Czasu „Domino” przy ul. Štefanikovej w co drugi piątek od 16.30 do 18.00. Klub Polski Region KOSZYCE: nauczycielka Halina Zemko: 055 678 30 22. Zajęcia rozpoczną się prawdopodobnie w listopadzie (klub nie dysponuje pomieszczeniami). Klub Polski Region MARTIN: nauczycielka Izabela Štefko: 043 428 9075. Centrum Kultury, Hviezdoslavova 5, Martin, w środy od 16.00 do 18.00. Klub Polski Region ŚRODKOWE POWAŻE: DUBNICA: nauczycielka Daniela Nehezová; POWAŻSKA BYSTRZYCA: nauczycielka Małgorzata Kalinčiková. Rozpoczęcie roku szkolnego odbędzie się 10 września br. o godz. 16.00, w siedzibie Klubu w Dubnicy n.W. przy ul. ČSA 1187/4 (za motelem „Troja“). WRZESIEŃ 2004

Drodzy Czytelnicy! Spośród rozesłanych do prenumeratorów „Monitora” 175 ankiet do redakcji wróciły 53 wypełnione. Dotarły one niemal z całej Słowacji. „Monitor Polonijny” ma bowiem swoich czytelników w Lewicach, Preszowie, Sencu, Twrdoszinie, Koszycach, Bratysławie, Dubnicy, Martinie, Hradisztu, Poważskiej Bystrzycy, Nitrze oraz w innych miastach i miasteczkach. Na ich podstawie możemy stwierdzić, że dla Czytelników „Monitora” najbardziej interesujące są artykuły informacyjne (wśród nich przede wszystkim rubryka „Przegląd wydarzeń”) i związane z życiem Polonii, a więc informacje o Klubie Polskim, i ogłoszenia wydziału konsularnego. Drugie miejsce zyskały publikacje kulturalne, z rubryką „Kino-oko” na czele, i dotyczące czasu wolnego, a zwłaszcza „Wywiad miesiąca”. Nasi Czytelnicy chcieliby, aby na łamach naszego pisma pojawiały się informacje dotyczące kwestii prawnych (np. spraw spadkowych, emerytalnych). Ponieważ jednak zakres tematyki prawniczej jest bardzo szeroki, prosimy o konkretne pytania, na które postaramy się udzielić odpowiedzi w kolejnych numerach naszego pisma. Czytelnicy postulowali też, aby na stronach „Monitora Polonijnego” były publikowane terminy i miejsca spotkań oddziałów regionalnych Klubu Polskiego. O dostarczanie takich informacji zostali już poproszeni prezesi poszczególnych regionów. Nasze pismo stara się też informować o polskich imprezach kulturalnych (wystawach, koncertach spektaklach teatralnych itd.). Niestety, instytucje zajmujące się ich organizacją nie zawsze są zainteresowane podawaniem takich informacji. Wszystkie, niezmiernie cenne uwagi i wskazówki przesłane przez Państwa zostaną wykorzystane przy pracy nad kolejnymi numerami „Monitora”. Często użyte przez naszych respondentów słowa typu: „Trzymamy za was kciuki!” są tak serdeczne, jakby pochodziły od kogoś bardzo bliskiego. Mamy nadzieję, że i w ten sposób – poprzez ankietę - zbliżyliśmy się do siebie. „Monitor” jest bowiem pismem, które bez Państwa nie mogłoby istnieć! Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za Państwa czas, poświęcony wypełnianiu ankiet. W imieniu Redakcji MAJKA KADLEČEK 21


POKRAČOVANIE Z PREDCHADZAJÚCEHO ČISLA

od vedľajšieho stolu. Zaujímavý moment to bol, dosť silný. Panorama Racławicka - bol to obrovský obraz, na ktorý sme sa boli pozrieť v Rotunde. Veď si len predstavte rozmery 120 krát 15 metrov. Videla som už prekvapivé umelecké diela, ale prejsť kvôli obrazu niekoľko desiatok metrov, to sa vám podarí len tu. Tisíce postáv, absolútne detailne vypraco-

Ďalším úžasným miestom, ktoré mi Poľsko ponúklo vidieť – je Wroclaw. Zasa úplne iná ako Varšava a Krakov. Aj to ma fascinuje, akú tieto mestá vedia mať originalitu v atmosfére. Wroclaw je živé mesto, kde ale dokážete oddychovať. Mám rada mestá na riekach...voda je obrovský živel a dáva mestu šmrnc. Aj keď Wroclaw si vyskúšala práve jej odvrátenú stránku...obrovská potopa, keď sa pre pár rokmi rieka vyliala z brehov...doteraz si môžete všimnúť označkované paneláky so stopami, pokiaľ siahala. Ale heslo:“ To nam musi wyjść“ zafungovalo opäť, a wroclavčania sa spamätali aj z tejto katastrofy. Ja som sa spamätávala z obrovskej haly (Hala Ludowa), v ktorej zažijete šport, megahudobný koncert aj divadlo – na všetko je perfektne uspôsobená a pripravená. A tak Oczami słowackich dziennikarzy miestnych napr. vôbec neprekvaSANDRA VYCHLOPENOVÁ pí, ak si sem odskočí koncertovať REDATKORKA RÁDIA EXPRESS taký Joe Cocker -jeho plagáty boli po celom meste, škoda, že mal vy- vaných v reálnom príbehu, dostúpenie deň po našom odchode, tvorené trojrozmerne tak, že máa sme ho nestihli. te pocit, že pomaly aj vy do príJeden koncert sme ale vo Wro- behu patríte – dlho sme o tomto clawi zažili. „Poďte na super jaz- diele debatovali. zík“ – znelo lákavo, keď som si ešKostoly celkove mám rada. Ale te k tomu predstavila sedieť na te- musia byť staré, tie moderné novorase nóbl hotela a na chvíľku sa ty, ktoré sú síce architektonicky cítiť, že aj my na to máme... (nie dokonalé (páni architekti, toto som mamonár, ale oklamať sa na prosím, nečítajte), ale mne sa tak okamih takýmto pocitom nie je nehodiace o predstave svätostánzlé) jasné, že sme išli „jazzovať“. ku – ten pre mňa musí mať nádych Kapela bola skvelá a viete, čo eš- starých malieb, vôňu kadidla a tyte? Že ten bohovský jazzík počú- miánu. Vo Wroclawi sú kostoly vali naraz nóbl hoteloví hostia, aj nádherné. Na vežu Katedrály sme starý otrhaný rybár, ktorý asi 5 me- si vyšľapali, trikrát nás museli trov od nás chytal...a počúval. Dve okríknuť, aby sme už išli dole, nevrstvy tak ďaleko od seba, s tým vedeli sme sa dovýhľadovať. najodlišnejším životom, aký si len A o pár minút ste nás zase mohli viete predstaviť...a všetci pozorne vidieť hladkať leviu labu. Neboli a nadšene počúvajú jazz. Aj do sme v zoo, ale stále pred katedrárytmu si ten rybár klopkal nohou lou...to spôsobila povesť o levíkovi presne takisto, ako ten pracháč – soche, ktorú keď pohladkáte po

To nam musi

FOTO: STANO STEHLIK

wyjść

POLSKA

22

ľavej labke, do roka sa vydáte. Chudák levík, z ľavej laby mu zostal len kýptik, nepreháňam, fakt bol taký obchytkaný, ale akosi nezafungoval. Alebo ma len láka ísť si to do Wroclawi zopakovať ešte raz? Chcela by som sa vrátiť. Mimochodom, keď som sa z poľských potuliek (za rok sa mi tam podarilo byť 3 krát) vrátila, a robila nejaké príspevky do rádia, začali sa ma vypytovať, či sa k Slovensku pripája poľský región, že tak stále o ňom rozprávam. Keď ja musím, a podotýkam, robím to absolútne dobrovoľne. Vážne mi táto krajina učarovala, a to som bola za detstva odchovaná Chorvátskom, Nemeckom, no dobre aj Ruskom... Poľsko treba vidieť. Nie, to je málo. Zažiť. A keď takto vedia učarovať 3 mestá, čo potom všetko ďalšie: to ich vraj studené, ale veľmi príjemné more, nádherné Mazúrske jazerá, o ktorých som, žiaľ zatiaľ tiež len počula. Je toho na objavovanie naozaj dosť. A teším sa na to. Aj na tie ich kúzelné slovíčka: pre slováčiskov znie veľmi zlato: samochód, telefon komórkowy. Keď sme sa pred letom občerstvovali v kaviarničke zvanej “podniebny barek“, ešte v lietadle sme naň spomínali, kým sme spod sedadla nevytiahli ono inkriminované vrecko prvej pomoci zvané: „torba chorobowa“. „Pani letuška, však sa nehneváte, že som vám jedno na pamiatku potiahla, keď mne sa ten názov tak páčil?” Aj čokoládku z hotela mám odloženú, akurát krowky sme už pojedli...tie makové z varšavského námestia sú perfektné. Už by som ich aj chcela znovu ochutnať. A čo ak sa mi to just v krátkom čase podarí?. Verím tomu, že sa do Poľska, pre mňa ohromne inšpirujúcej krajiny, čoskoro opäť dostanem, a stále si opakujem: „To mi musi wyjść“. MONITOR POLONIJNY


Moja największa pociecha – kot

ważam, że każdy człowiek (z wyjątkiem niektórych ludzi) może zaprzyjaźnić się ze zwierzątkiem. Przed czterema laty nasza 5-osobowa rodzina powiększyła się o nowego członka – kota. Był malutki, czarny i bardzo ładny. Mama go musiała karmić. Mleko pił z buteleczki po kroplach do nosa, która miała długi, gumowy kroplomierz. Kot nazywa się Salem. Podobny kotek pojawiał się w serialu telewizyjnym ,,Sabrina – młoda czarodziejka”, tylko szkoda, że ten nasz nie potrafi mówić. Ale on właściwie tego nie potrzebuje, bo umie porozumiewać się z nami swoim kocim sposobem. Gdy jest głodny, uderza łapką w szafę, w której są schowane jego granulki. Gdy chce skorzystać z ubikacji, miauczy albo drapie w drzwi balkonowe. Na balkonie ma swoją kuwetę, legowisko oraz miski z wodą i jedzeniem. Do zabawy wystarczą mu: patyczek od lizaka, moje gumki i spinki do włosów, pomięte papierki, sznurki i inne rzeczy, które może znaleźć na moim stole. Jest bardzo ciekawski. Interesują go wszystkie szafy. W jednej chwili wślizgnie się, schowa, a potem go szukamy. Potrafi też otwierać drzwi tak, że wskakuje na klamkę i trzyma się niej. Chodzi po kaloryferze, a w zimie śpi na nim. Denerwują go muchy, więc goni je i skacze na firanki. Na szczęście dziury nie zdążył zrobić. Ale zdążył mamie rozbić kryszta-

U

WRZESIE 2004 S T RO N Ę R E DAG U J E

łową misę, gliniany dzbanek, cukierniczkę, a mnie zepsuł zegarek w kształcie piłki nożnej. Od wtedy pokój gościnny zamykamy na klucz. Mój kot „pomaga” mi przy odrabianiu lekcji w ten sposób, że wyskakuje na stół i kładzie się na książki i zeszyty. Mama mówi, że Salem jest wtedy w solarium, bo lampa świeci prosto na niego. Każdy, kto do nas przyjdzie, podziwia jego piękną, lśniącą, czarną sierść. Co roku chodzimy z nim do weterynarza na szczepienia. Zawsze go tam ważymy. Teraz waży 4,5 kg. Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez Salema. Bardzo go kocham i chciałabym, aby żył jak najdłużej. Dla mnie jest tym najlepszym, co w swoim życiu spotkałam – przyjacielem, który mnie nie opuści i nie zawiedzie. MONIKA RONCOVÁ z Novej Dubnicy

MAJKA KADLEČEK


O Słowacjo Południowa! Ziemio Urodzajna! Dlaczego, dlaczego mnie karzesz? Gdzie jest wieża Babel na tej nizinie przepięknej? Dlaczego, gdy poproszę o melon, dostaję arbuza? Dlaczego, gdy poproszę o dynię, dostaję melona, a gdy chcę arbuza, nie dostaję nic, albo... najwyżej po głowie od sprzedawcy, w którym to pochodzące z tureckiego słowo wyzwala negatywne emocje.

SKŁADNIKI: 3 kg pomidorów 5 cebul 1 szklanka cukru 1 łyżeczka soli 4 go dziki 10 ziarenek pieprzu 1/2 łyżeczki cynamonu

ciężkie trzeba oszczędzać)! Dlatego w kuchni czekają miłe przetwory-potwory. Ach! Wrzesień może być cudowny! Przecież można go spędzić na Wyspach Kanaryjskich, w Londynie czy Peru. Można też leżeć na piasku albo pod stosem słoików i pokrywek, a to

1/2 startej gałki muszkatołowej (niekoniecznie) 1/2 szczypty czerwonej papryki 1/2 szczypty imbiru 1/2 – 3/4 szklanki octu (z octem ostrożnie, wystarczy o ciut za dużo, a keczup będzie kwaśny)

zupełnie co innego. Nie pogodzona z losem robię więc keczup. Mieszam pachnące pomidory, wrzucam do przecieru szczyptę tego i tamtego. I tylko skąd się wzięło to gorsze ,,ja” w moim wnętrzu, które szepce: „Zamień, zamień goździki na gwoździki”.

Pomidory i cebule pokroić na małe kawałki. Wrzucić do większego garnka. Można je dodatkowo rozdrobnić tłuczkiem do ziemniaków. Dusić do miękkości, mieszając od czasu do czasu. Przetrzeć przez gęste sito albo rozdrobnić mikserem z końcówką rozdrabniającą. Dodać przyprawy i dalej dusić. Ponownie przetrzeć, a następnie odparować. Keczup przełożyć do małych słoiczków i chwilę pasteryzować. Keczup ma specyficzny smak, który nie każdemu musi odpowiadać, dlatego lepiej po raz pierwszy przygotować go z połowy składników. MAJKA KADLEČEK

ZA MIESIĄC: CIASTO PEŁNE GRZECHU

Wiem, co chcę kupić! Ale co przyniosę do domu...? Jedno jest pewne – na Słowacji Południowej warzyw i owoców jest w bród. Odczuwam coś pośredniego między pokorą i podziwem dla tego bogactwa. A takiego bogactwa ignorować nie mogę (czasy są

Monitor Polonijny 2004/09  
Monitor Polonijny 2004/09  
Advertisement