Monitor Polonijny 2022/3

Page 1

ISSN 1336-104X

Wiosna pod znakiem

książki str. 6

Rzym Słowacji str. 25

str. 3


Więcej osób polskiej narodowości na Słowacji! odczas ubiegłorocznego spisu ludności narodowość polską zadeklarowało 3771 osób, czyli o 687 więcej niż dziesięć lat temu. Urząd Statystyczny Republiki Słowackiej opublikował 20 stycznia 2022 roku na swych stronach internetowych wstępne wyniki spisu powszechnego (słow. základné výsledky), przeprowadzonego w pierwszej połowie 2021 roku. Wśród udostępnionych danych pojawiły się m.in. te, które dotyczą narodowości, innej (drugiej) narodowości oraz języka ojczystego. Wynika z nich, iż narodowość polską zadeklarowało 3771 osób, czyli o 687 więcej niż podczas spisu przeprowadzonego w 2011 roku (wówczas podały ją bowiem 3084 osoby). Oznacza to, iż osoby deklarujące narodowość polską stanowią 0,069% mieszkańców Republiki Słowackiej, a mniejszość polska jest szóstą pod względem liczebności mniejszością w tym państwie (po mniejszościach węgierskiej, romskiej, czeskiej, rusińskiej i ukraińskiej). W poszczególnych słowackich powiatach (słow. okres) Polacy stanowią od 0,02% (w powiatach Gelnica, Rimavská Sobota, Skalica i Trebišov) do maksymalnie 0,34% mieszkańców (w powiecie Tvrdošín). Warto też przywołać dane z największych słowackich miast (stolic województw). Wynika z nich, iż w Bratysławie narodowość polską (jako pierwszą) wskazało łącznie 520 osób,

P

2

w Koszycach 139, w Preszowie 258, w Żylinie 103, w Bańskiej Bystrzycy 65, w Nitrze 151, w Trnawie 78, a w Trenczynie 52 osoby. W zeszłorocznym spisie po raz pierwszy umieszczono pytanie o inną (drugą) narodowość. W formularzu spisowym określono ją jako przynależność mieszkańca do innego narodu lub grupy etnicznej, niezależnie od obywatelstwa, języka ojczystego lub języka, którym się on posługuje. W pytaniu tym narodowość polską wskazało 1511 osób. Z kolei język polski jako ojczysty zadeklarowało 3821 osób, czyli 0,070% Republiki Słowackiej. Należy w tym miejscu dodać, iż we wstępnych wynikach z ubiegłorocznego spisu powszechnego, nie podano jeszcze danych, dotyczących płci obywateli w odniesieniu do poszczególnych mniejszości oraz w odniesieniu do deklarowanego przez nich języka ojczystego. Nie zaprezentowano również szczegółowych informacji dotyczących obywatelstwa, stąd też nie wiadomo, ile osób, które

zadeklarowały podczas spisu polską narodowość, legitymuje się posiadaniem polskiego obywatelstwa. Szczegółowe wyniki (słow. rozšírené výsledky) z ostatniego spisu mają być opublikowane w kolejnych miesiącach 2022 roku. Zaprezentowane w styczniu br. wstępne wyniki spisu świadczą o tym, iż słowacka Polonia nadal odnawiana i wzmacniana jest przez napływy nowych emigrantów. Pokazują to także dane dotyczące liczby cudzoziemców zatrudnionych na Słowacji, które każdego miesiąca publikowane są przez Główny Urząd Pracy, Spraw Socjalnych i Rodziny (słow. Ústredie práce, sociálnych vecí a rodiny). Pozwala to spoglądać z optymizmem na przyszłość tej niewielkiej polskiej diaspory, m.in. dlatego, iż (zgodnie z jednym z praw asymilacji Ottona Bauera) „zbiorowości stale odnawiane przez nowych emigrantów asymilują się wolniej od tych, które tego dopływu są pozbawione”. Ponadto dane uzyskane podczas spisu, a zwłaszcza z odpowiedzi na pytanie o inną (drugą) narodowość, to z pewnością znaczący sukces poprzedzającej go kampanii społecznej Klubu Polskiego. Składały się na nią (wspomniane na łamach „Monitora”) krótkie filmiki z wypowiedziami Polaków mieszkających na Słowacji i Słowaków polskiego pochodzenia, udostępniane przed spisem na portalu społecznościowym Facebook oraz na portalu YouTube, a także zachęcanie do użycia specjalnej nakładki na zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych z hasłem: Aj ja som Poliak / Aj ja som Poľka! lub Ja som aj Poliak / Ja som aj Poľka! MICHAŁ LUBICZ MISZEWSKI


To miał być zupełnie inny wstęp. To BYŁ zupełnie inny wstęp. Już napisany, odesłany do korekty. Ale wszystko się zmieniło 24 lutego, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Obudziliśmy się w innej rzeczywistości. Jak zapewne Państwo się domyślają, jako ostatnie przed zamknięciem naszego miesięcznika powstają te materiały, które chcemy, by były jak najbardziej aktualne, czyli „Z kraju“ i wstępniak „Od redakcji“. Tym razem „Z kraju“ zaczynamy od końca, czyli od wiadomości dotyczącej ataku na Ukrainę. Odwróciliśmy więc kolejność przynoszonych w skrótowy sposób zdarzeń dotyczących Polski i Polaków. Atak na Ukrainę, sąsiada Polski i Słowacji jest wiadomością, która wszystkie inne odsuwa w cień. Chcę wyrazić współczucie mieszkańcom Ukrainy i solidarność z nimi, w tym także z naszymi rodakami, którzy tam żyją, budują tamtejszą społeczność. Z niektórymi z nich jestem w kontakcie. Ba, planując na początku lutego marcowy numer naszego pisma, zamierzałam oddać im głos, by opisali, jak obecnie wygląda ich życie. Ono, jak widzimy, zmienia się z minuty na minutę. Poza tym napotkałam na pewną..., nazwałabym to psychologiczną barierę, wręcz niechęć do mówienia o tym, co się obecnie dzieje na Ukrainie. „Wiesz, nie lubię tego tematu, nie chce mi się o tym mówić, robię swoje, żyję z dnia na dzień“ – reagowali niektórzy. Kto wie, jak zachowalibyśmy się my w takiej sytuacji. Pozostaje nam wierzyć, że nigdy tego nie będziemy musieli sprawdzać. Nie zmieniamy zawartości naszego miesięcznika społeczno-kulturalnego, w którym jest opisanych sporo radosnych wydarzeń. Zmieniamy „wstępniak“, bo ten pierwszy przeze mnie napisany, zaczynał się od słów: „W tym numerze będzie kobieco, filmowo, książkowo – po prostu szałowo!“, bo te słowa obecnie nie pasują do panujących w tej chwili nastrojów. Życząc miłej lektury, życzę także powrotu do normalności, by radosne słowa, typu „szałowo“, były jak najbardziej na miejscu. W imieniu redakcji

Złodzieje rzeczywistości

4

Z KRAJU

4

ANKIETA Wiosna pod znakiem książki

6

WYWIAD MIESIĄCA Być jak Kalina Jędrusik? Z Marią Dębską o roli seksbomby z PRL-u 8 Z NASZEGO PODWÓRKA

10

CO U NICH SŁYCHAĆ? Polka na czele największej firmy w powiecie rożniawskim

18

SPORT Kobiety w sporcie – sukces gwarantowany

20

ROZMOWY Z NINĄ Randka

21

CZUŁYM UCHEM Blues forever

22

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Kolorowe ptaki

22

KINO-OKO Miłość do kwadratu i Miłość jest blisko… Można wybierać

24

SŁOWACKIE PEREŁKI Rzym Słowacji

25

KRZYŻÓWKA

26

RETROHITY Słodka pieczęć

27

Lutowe igrzyska mogły się odbyć w Polsce i Słowacji

28

OGŁOSZENIA

29

MY SŁOWIANIE Idzie wiosna

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI W czasie deszczu dzieci się nudzą

31

PIEKARNIK Śląsko-koszycki klasyk

32

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: STANO STEHLIK

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • „Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorarów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013 Vydané 1. 3. 2022

MARZEC 2022

3


ażdego wieczoru czytam synkowi na dobranoc bajki i opowiadania. Zanurzam się w dziecięcy świat magii i fantazji, zaś poranki przy kawie przeznaczam na lekturę powieści dla dorosłych, pełnych tajemniczości i emocji. Kiedyś usłyszałam, że godzina czytania jest godziną skradzioną z raju. Ostatnio zastanawiałam się, jak wyglądałby świat bez książek, które są dla nas ucieczką od codzienności, inspiracją, rozwijają wyobraźnię, poszerzają wiedzę, kształtują osobowość i własny światopogląd. Co roku na rynku ukazują się nowe, coraz ciekawsze literackie pozycje i coraz więcej autorów debiutuje. Ale żeby powstała książka, musi być i pisarz. To właśnie w marcu (3 marca) przypada Międzynarodowy Dzień Pisarzy, ustanowiony w 1984 roku przez PEN Club. Stowarzyszenie zrzesza pisarzy, poetów i dziennikarzy. Założyła je w 1921 roku w Londynie angielska pisarka i poetka Amy Dawson Scott. Warto nadmienić, iż polski oddział tego stowarzyszenia powstał cztery lata później z inicjatywy Stefana Żeromskiego.

K

Złodzieje rzeczywistości Celem stowarzyszenia oraz Międzynarodowego Dnia Pisarzy jest promowanie literatury i ich twórców, rozwój społeczności pisarzy na całym świecie oraz ich współpraca w obronie wolności słowa. To święto, które na pierwszym miejscu stawia twórcę dzieła, a nie książkę. Ilekroć kojarzy-

cznik rządu Piotr Müller oświadczył, że polskie wojska są w pełnej gotowości.

24 lutego nad ranem prezydent Rosji Władimir Putin wydał rozkaz przeprowadzenia SPECJALNEJ OPERACJI WOJSKOWEJ w Donbasie. Według Putina operacja militarna w Donbasie ma na celu ochronę tamtejszej ludności, jednak Rosja nie zamierza okupować Ukrainy. Polski MSZ potępił bezprecedensowy atak zbrojny na Ukrainę i zapowiedział, że Polska we współpracy z sojusznikami podejmie wszelkie przewidziane prawem międzynarodowym działania na rzecz wsparcia Ukrainy oraz zatrzymania rosyjskiej agresji. Rze4

23 lutego SEJM RP w podjętej uchwale „z całą mocą” potępił „wszelkie działania Federacji Rosyjskiej, których celem jest zamach na suwerenność Ukrainy”. „Ukraina jest niepodległym, suwerennym i demokratycznym państwem” - czytamy w uchwale. „Przyjęcie przez Rosję konstytucji samozwańczych tzw. republik Ługańskiej i Donieckiej oznacza w istocie zamiar opanowania terytorium Ukrainy, a więc jest to działanie o czysto wojennym charakterze” – głosi uchwała. Posłowie wezwali też społeczność międzynarodową do wprowadzenia dotkliwych sankcji ekonomicznych i dyplomatycznych przeciwko agresorowi. „Wzywamy rządy państw UE i NATO oraz całą społeczność międzynarodową, by solidarnie

my jakiś wolumin, nie znając jego autora? W mediach nagłaśniany jest przede wszystkim przypadający za miesiąc Dzień Książki (23 kwietnia), ale przecież za książką stoi jej autor – osoba, która ją napisała, wielokrotnie prawdziwy czarodziej słowa. Jak pisał Jerzy Pilch: „W końcu nie jest wielkim

stanęły po stronie wolności i prawa narodu ukraińskiego do życia w niepodległym państwie” – podkreślono. Uchwała Sejmu to reakcja na decyzję prezydenta Rosji Władimira Putina, który 21 lutego podpisał DEKRET O UZNANIU niepodległości tzw. republik Donieckiej i Ługańskiej, powołanych przez prorosyjskich separatystów. Zdecydował też o wysłaniu na ich terytorium rosyjskich wojsk w charakterze „sił pokojowych”. Władze w Kijowie i państwa Zachodu zgodnie potępiły tę decyzję, uznając ją za naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Rada UE przyjęła pakiet sankcji w odpowiedzi na decyzję Federacji Rosyjskiej o uznaniu obszarów obwodów donieckiego i ługańskiego na Ukrainie za niepodległe podmioty i wysłanie do nich swoich wojsk.

19 lutego zmarł ZDZISŁAW PODKAŃSKI (ur. w 1949 r.), wieloletni działacz PSL, były minister kultury, poseł i samorządowiec. W latach 1994 - 1996 był wiceministrem, a następnie do 1997 roku ministrem kultury i sztuki. Był posłem na Sejm II, III i IV kadencji. Od 2004 r. do 2009 r. był posłem do Parlamentu Europejskiego. 19 lutego w wieku 68 lat zmarł WITOLD PASZT, piosenkarz, założyciel i wokalista zespołu Vox. Grupa ta zadebiutowała w 1979 r. i nagrała setki piosenek, koncertowała w NRD, RFN, Holandii, Szwecji, Czechosłowacji i Bułgarii, w ośrodkach polonijnych USA, Kanady czy Australii. W repertuarze zespół miał takie utwory jak „Bananowy song”, „Porwij mnie”, „A ty kochaj mnie”. Śpiewał piosenki w stylu swing, gospel, jazz i pop. MONITOR POLONIJNY


sekretem ani literackim, ani egzystencjalnym fakt, iż mówić umieją wszyscy, natomiast zapisać swe mówienie mało kto potrafi” („Pod Mocnym Aniołem”). Podczas Międzynarodowego Dnia Pisarzy dla miłośników literatury często organizowane są spotkania autorskie lub wieczory literackie. To dobra okazja, by poznać autora swoich ulubionych powieści lub wierszy i zastanowić się, jak wygląda jego warsztat twórczy. Wielokrotnie zastanawiałam się, skąd pisarze biorą pomysły i ile pracy muszą włożyć w stworzenie dzieła literackiego, które my, czytelnicy z zapartym tchem czytamy w kilka dni. Wielu z nich przez długi czas przygotowuje się do napisania książki poprzez zgłębianie tematu i zbieranie odpowiednich materiałów. Ale skąd biorą fantastyczne pomysły? Według Terry’ego Pratchetta: „Kradnie się je. Kradnie się z rzeczywistości, która na ogół prześciga fantazję”. Od prawie dekady mój ulubiony twórca literatury Remigiusz Mróz wydaje kilka książek rocznie, podczas gdy inni płodzą swoje dzieła przez kilka lat. Jak on to robi, że w swojej twór14 lutego zmarł DANIEL PASSENT, publicysta związany przez całe życie z „Polityką”. Był związany z Agnieszką Osiecką, z którą ma córkę Agatę. W latach 1996-2001 był ambasadorem RP w Chile. Od 2012 r. prowadził w radiu TOK FM autorską audycję „Goście Passenta”. Daniel Passent został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi. 14 lutego film „SUKIENKA” TADEUSZA ŁYSIAKA otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego krótkometrażowego filmu aktorskiego. Film opowiada o młodej pracownicy motelu (granej przez Annę Dzieduszycką), która z powodu niskiego wzrostu doświadcza odrzucenia ze strony mężczyzn. Laureatów tegorocznych Oscarów poznamy 27 marca. MARZEC 2022

czości sięga po różne gatunki literackie, tj. powieść historyczną, kryminał, thriller prawniczy, a nawet science fiction i każdą z jego książek czyta się z zapartym tchem, a większość z nich staje się bestsellerami, które ostatnio chętnie są ekranizowane? Czym zatem jest pisanie? Pasją, uzależnieniem, ciężką pracą czy – jak mówił Marek Hłasko – „pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka”. O tych najbardziej znanych na świecie mistrzach pióra, jak Ernest Hemingway, Truman Capote, J.R.R Tolkien, Virginia Woolf, Agnieszka Osiecka czy Bronisława Wajs, zwana Papuszą powstały filmy, ukazujące ich życie i proces twórczy. Jednak niektórzy pisarze pozostają w cieniu swoich dzieł literackich. Inni jeszcze za pośrednictwem mediów społecznościowych dzielą się z czytelnikami szczegółami swojej pracy, uchylając rąbka tajemnicy swojego kunsztu. Stephen King w książce „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” przekonuje, że „dobre pisanie to rzecz spontaniczna, uczucie, które pojawia się znikąd i natychmiast trzeba je pochwycić. Gdy buduje się schody do nieba, nie wypada stać na ziemi z młot-

7 lutego w wieku 83 lat zmarł ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI - legenda polskiego jazzu, wybitny saksofonista, kompozytor, nauczyciel wielu pokoleń młodych muzyków. Był związany z grupą The Wreckers Andrzeja Trzaskowskiego; współpracował z Krzysztofem Komedą, Czesławem Niemenem, Michałem Urbaniakiem, Krzysztofem Herdzinem i Leszkiem Możdżerem. Nagrał ponad 30 autorskich płyt. Najbardziej znane jego kompozycje to m.in. „Jasmin Lady”, „Double Trouble Blues”, „Western Ballad”, „Sprzedaj mnie wiatrowi”. Jego trasy koncertowe obejmowały wszystkie kraje Europy oraz USA, Kanadę, Indie, Australię, Nową Zelandię, Kubę, Meksyk, Brazylię. 5 lutego w wieku 86 lat zmarł poeta, eseista, dramaturg, krytyk literacki JAROSŁAW MAREK

kiem w ręku”. W tym miesiącu przypada również Dzień Czytania Tolkiena oraz Międzynarodowy Dzień Poezji, którego celem jest zachęcanie do czytania poezji, a nawet tworzenia własnych wierszy. Pamiętajmy więc, że w marcu możemy celebrować nie tylko Święto Kobiet czy pierwszy dzień wiosny, ale także Międzynarodowy Dzień Pisarzy – jedno z największych literackich świąt roku. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

RYMKIEWICZ. W latach 80. związany z opozycją. W 1985 r. zwolniony z PAN po wydaniu w drugim obiegu książki „Rozmowy polskie latem 1983”, jednej z najważniejszych książek odwołujących się do mitu „Solidarności”. W 2010 r. znalazł się w komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. W r. 2000 otrzymał Nagrodę Literacką „Nike” za tom poezji „Znak niejasny, baśń półżywa”, a w 2003 r. tę samą nagrodę za tom poezji „Zachód słońca w Milanówku”, którą uznano za najlepszą polską książkę roku. Rymkiewicz tłumaczył też poezję angloamerykańską. 4 lutego zmarł były minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego PROF. JERZY OSIATYŃSKI. Miał 81 lat. W latach 1989-91 był kierownikiem

ZDJĘCIA: PXHERE.COM

Centralnego Urzędu Planowania w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Był posłem na Sejm X, I, II i III kadencji. Był też konsultantem m.in. Banku Światowego w dziedzinie transformacji gospodarczej; zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej. 23 stycznia w wieku 91 lat zmarł wybitny krytyk literacki, pisarz, poeta profesor JACEK TRZNADEL. Jego najbardziej znaną publikacją jest „Hańba domowa” – zbiór wywiadów z polskimi pisarzami tworzącymi w latach stalinizmu. W latach 1978-1983 był dyrektorem sekcji polskiej i profesorem literatury polskiej Uniwersytetu paryskiej Sorbony. Współpracował z paryską “Kulturą”. Był współzałożycielem Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej. MP 5


Wiosna pod znakiem książki Teresa Lukačová BRAT YSŁAWA owiedz mi, jakie książki masz w domu, a powiem ci, kim jesteś” – mówił Jarosław Iwaszkiewicz. Poznajmy zatem książkowe preferencje oraz ulubionych pisarzy czytelników Monitora Polonijnego. Naszych respondentów zapytałam także o to, które książki polskich autorów przetłumaczone na język słowacki poleciliby swoim słowackim przyjaciołom oraz którą polską książkę ich zdaniem należałoby przetłumaczyć na język słowacki. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

„P

Arkadiusz Kugler

BRAT YSŁAWA 6

iezwykle trudno jest mi wybrać jednego ulubionego pisarza. Jeżeli mam być szczera, to lubię czytać książki różnych autorów o różnorodnej tematyce. Chociaż muszę się przyznać, że w ostatnim czasie bardzo często sięgam po literaturę kobiecą. Lubię czytać książki Katarzyny Michalak, Magdaleny, Kordel, Ilony Gołębiewskiej, Jowity Kosiby, Hanny Cygler, ale moja lista ulubionych pisarzy stale się wydłuża. Teraz do tej listy mogę dopisać także Agnieszkę Kuźniak i jej książkę „Czarny anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk”. Mnóstwo jest dobrych książek, które warto byłoby przetłumaczyć na

N

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

język słowacki, ale wybór zostawiam wydawcom. Oni bardzo starannie dokonują selekcji, a ja mogę im tylko pogratulować! Biblioteka Instytutu Polskiego w Bratysławie oprócz książek w języku polskim posiada bogaty zbiór przekładów literatury polskiej na język słowacki. Mamy ponad 300 tłumaczeń na język słowacki, a z każdym rokiem ta liczba rośnie. Dla przykładu podam, iż w ubiegłym

ako osoba ciekawa świata już od dłuższego czasu zagłębiam się w literaturze faktu i czuję, że stanowczo muszę nadrobić zaległości z zakresu literatury pięknej. Chętnie czytam reportaże i pamiętniki z podróży; w tym temacie nie ma dla mnie w Polsce większych autorów niż Mariusz Szczygieł, Andrzej Stasiuk oraz Małgorzata Szejnert. Inspirującą lekturą od zawsze były dla mnie biografie i wspomnienia. Ostatnio nad Wisłą ukazało się wiele ciekawych tytułów, dotyczących ludzi związanych ze sportem, i kilka takich książek pochłonąłem bez reszty. Przede wszystkim chodzi o opowieść o Jerzym Kukuczce autorstwa Dariusza Kortki. Jako fan Roberta Kubicy obo-

J

roku ukazało się ok. 20 nowych przekładów, wśród nich znalazły się takie tytuły, jak „Kráľ”, Szczepana Twardocha, „Cez kosti mŕtvych pluh svoj ved“ Olgi Tokarczuk, „Môj rodák Tranoscius, môj sused Hviezdoslav” Zbigniewa Macheja, „Po troškách“ Weroniki Gogoli itd., zatem jest z czego wybierać. Wszystkich zainteresowanych literaturą polską serdecznie zapraszam do biblioteki Instytutu Polskiego.

wiązkowo sięgnąłem również po „Niezniszczalnego” – nieoficjalną biografię polskiego kierowcy F1 autorstwa Cezarego Gutowskiego i Aldony Marciniak, dziennikarzy „Przeglądu Sportowego”. Skutkiem ostatniej świątecznej wizyty w Polsce była wciągająca lektura wspomnień Michała Listkiewicza, międzynarodowego sędziego piłkarskiego i późniejszego prezesa PZPN, spisanych przez Łukasza Olkowicza i Piotra Wołosika. Książka zatytułowana „Listek” jest prawdziwą kopalnią anegdot prosto z wielkiego piłkarskiego świata. Nie brak tam jednak i gorzkich momentów, związanych z kondycją polskiej piłki. Różnorodność świata owocuje u mnie również zainteMONITOR POLONIJNY


Agata Bednarczyk PRUSZKÓW ajbardziej lubię czytać literaturę skandynawską. Z książek, znajdujących się w mojej powiatowej bibliotece, przeczytałam właściwie wszystkie, napisane przez pisarzy z tych krajów. Uważam, że pisarze skandynawscy mają jakiś tajemny dar pisania o zwykłym życiu – niby niewiele się dzieje, a między wierszami aż kipi od emocji. Na co dzień jestem polonistką i muszę przyznać, że z wiekiem doceniłam niektóre szkolne lektury, np. „Lalkę” B. Prusa, „Ludzi bezdomnych” S. Żeromskiego czy „Chłopów” W. Reymonta, które odbieram teraz zupełnie inaczej, niż za czasów, kiedy byłam nastolatką. Te powieści po prostu wciągają, są pełne uniwersalnych problemów, które spotykają również ludzi współczesnych. Cieszę się, że przetłumaczono na język słowacki dzieła naszych noblistów, m.in. Olgi Tokarczuk. „Księgi Jakubowe”, chociaż mogą onieśmielać rozmiarem, stanowią absolutny majstersztyk literacki, który powinien zaciekawić słowackich czytelników. Chociaż akcja powieści rozgrywa się w XVIII w., kreacje bohaterów, ich motywacje są jak najbardziej aktualne i naprawdę dają wiele do myślenia. A którego polskiego autora mogliby poznać słowaccy miłośnicy dobrej książki? Serdecznie polecam pisarkę, którą odkryłam niedawno. To Ałbena Grabowska. W Polsce serialowa odsłona jej cyklu

N

resowaniami językowymi – trudno nie analizować i nie porównywać języków obcych, gdy mieszka się za granicą, w dodatku w kraju, gdzie język podobny jest do ojczystej polszczyzny. Moją ostatnią wakacyjną lekturą była tym razem ciekawa analiza fenomenu wielojęzyczności, która to cecha, jak się okazuje, mocno wpływa na osobowość. Zdecydowanie polecam książkę „Języczni” Jagody Ratajczak, szczególnie znajomym polsko-słowackim małżeństwom, które stoją przed wyzwaniem wychowywania dwu- czy wielojęzycznych dzieci. Obecnie zaczytuję się w świeżo wydanej przez mojego brata książce poświęconej tajemnicom Budapesztu. „Sekrety Budapesztu” to MARZEC 2022

pt. „Stulecie Winnych” przyniosła autorce ogromną popularność. Grabowska łączy pasję pisarską z pracą lekarki – jej ostatnie powieści „Doktor Bogumił” oraz „Doktor Anna” pozwoliły mi nieco inaczej spojrzeć na posępny pandemiczny czas, ukazały bowiem mrówczą pracę lekarzy w XIX w. nad poprawą jakości życia pacjentek i pacjentów. Oprócz bardzo interesujących faktów z historii medycyny, czytelnicy dostali jednak przede wszystkim pasjonującą fabułę, zaskakujące zwroty akcji oraz solidną dawkę miłosnych perypetii głównych bohaterów. Tak, powieści Grabowskiej mogłyby zostać przetłumaczone na język słowacki z wielką korzyścią dla amatorów dobrej prozy z nutką historii.

efekt jego wieloletniej fascynacji tym miastem i tropienia zapomnianych historii w lokalnych archiwach. Cieszę się, że słowaccy czytelnicy mają coraz większy dostęp do polskiej literatury. Jest to m.in. zasługa wydawnictwa „Absynt”, dzięki któremu moich ulubionych autorów mogę również polecać słowackim przyjaciołom. W słowackich księgarniach ostatnio zauważyłem czeskie wydanie biografii Jerzego Kukuczki. Cóż, tutaj nad Dunajem zdecydowanie bardziej przystępne niż wydanie polskie, dlatego ten tytuł zamierzam również podarować bliskiej mi osobie na Słowacji. Jestem pewien, że książka spodoba się jej tak, jak i mnie.

Tomasz Olszewski

PEZINOK

zytam bardzo dużo różnych książek i trudno wybrać mi jednego ulubionego pisarza. Lubię odkrywać nowych, często debiutujących autorów, takich jak Rafał Babraj, który stworzył postapokaliptyczną wizję Warszawy w książce „Dystrykt Warszawa”, czy Agnieszka Lingas-Łoniewska i jej kryminał z inspektorem Langerem, tropiącym seryjnego zabójcę. Z kolei debiutancka powieść „Przez pomyłkę“ Agnieszki Peszek, wodzącej za nos czytelnika, wymuszając na nim ciekawość poprzez zastosowanie retrospekcji zdarzeń, była dla mnie niczym magnes – przeczytałem ją jednym tchem. Bardzo lubię czytać niedocenionego moim zdaniem Andrzeja Pilipiuka i jego prześmieszny cykl opowiadań „Kronika Jakuba Wędrowycza” lub serię „Oko jelenia”. Ostatnio często sięgam po nieznane mi dotąd pozycje cenionych i popularnych pisarzy, jak np. Janusza Andrzeja Zajdla, który pisał fantastykę naukową w czasach PRL i uważany jest za prekursora nurtu fantastyki socjologicznej w Polsce. Warto dodać, że jego imieniem nazwano najważniejszą polską nagrodę literacką w dziedzinie fantastyki. Jakiś czas temu odkryłem świetne kryminały Wojciecha Chmielarza, którymi zaczytuję się do dziś. Myślę, że to właśnie jego książki mogłyby zainteresować słowackiego czytelnika. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

C

7


Z Marią Dębską BYĆ JAK KALINA JĘDRUSIK? o roli seksbomby z PRL-u we mnie jest seks“ w reżyserii Katarzyny Klimkiewicz to historia pełna skandalu, wdzięku, seksapilu, kolorytu rodem z PRL-u i zaskakujących wydarzeń. Maria Dębska za rolę Kaliny Jędrusik w tym filmie na ubiegłorocznym festiwalu filmowym w Gdyni została nagrodzona za najlepszą rolę kobiecą. Proponujemy Państwu rozmowę z aktorką, umilając oczekiwanie na film, który platforma Netflix ma prezentować od 8 marca.

„Bo

Zagrać Kalinę Jędrusik, legendę, o której plotkowało pokolenie Pani babci, na pewno nie jest łatwo, bo to była seksbomba tamtych czasów, kobieta nietuzinkowa, odważna, niezależna. Mierzenie się z mitem to wyzwanie. Ale mnie to kręciło. Do tej roli przygotowywałam się prawie półtora roku. Na początku myślałam, że będę naśladować Kalinę Jędrusik, ale bardzo szybko się okazało, że to nie taki jest pomysł na tę rolę. I po kolei musiałam do wszystkiego dochodzić. Zaczynałam od szukania podobieństw. Przytyłam, zgodnie z oczekiwaniami reżysera, prawie 10 kg, żeby osiągnąć fizyczny efekt bliski Kalinie Jędrusik. Była więc to oczywista zmiana zewnętrzna, ale musiałam też nauczyć czuć się dobrze z tą większą wagą i innymi kształtami, bo Jędrusik miała wszystkie kobiece atrybuty – biust, widoczne biodra i była jak osa w talii. Jak już przytyłam, to wkładano mi gorset, abym mogła w pełni osiągnąć tę niezwykłą figurę. Jadłam sporo, a wiadomo, my aktorki zazwyczaj się odchudzamy, więc to też nie było takie proste. Musiałam sobie przestawić myślenie. Ale miałam specjalną opiekę: trenerkę i dietetyczkę, a także coacha, a poza

tym spędzałam godziny na siłowni. Masa ciała była ważna. Obcięłam też włosy. Coach na planie w polskim filmie to nowe zjawisko. Ciągle jeszcze tak. Z moim coachem Anią Skorupką pracowałam na zasadach wzajemnego zaufania i partnerskiej relacji, ale na początku musiałyśmy się do siebie przyzwyczaić. A ja musiałam uwierzyć, że to, nad czym pracujemy, będzie mi potrzebne, że znajdę najlepsze rozwiązania do zagrania tej roli. Bo był to mój cel i rozwój osobisty zarazem właśnie do tego filmu. Trochę to trwało. Ale to wszystko nic, wobec faktu, że mnie po prostu fascynowała osoba Kaliny Jędrusik. I już mówiłam wcześniej publicznie, że jestem „zboczona” na jej punkcie. Jej niebywały seksapil, odwaga w takim braku wstydu, do którego przyzwyczaja się u nas dziewczynki, wychowując je właśnie na „dobrze wychowane panienki”. Kalina się burzyła, mówiła, że nie używa hamulców w swoich reakcjach, bo nie były jej te hamulce potrzebne w życiu. Była autentyczna, pozbawiona kagańca, świadomie prowokująca, rozpieszczana przez mężczyzn, ale też i obrażana. Ona się

Przytyłam, zgodnie z oczekiwaniami reżysera, prawie 10 kg, żeby osiągnąć fizyczny efekt bliski Kalinie Jędrusik. 8

nie chciała dopasowywać do sytuacji, chciała tworzyć swoje, takie, z którymi ona czuła się dobrze. Unikała wszelkich ram, to było naprawdę niezwykłe w jej osobowości. Stąd też pewnie wokół niej i o niej narosło tyle legend i anegdot. A czy poznawała Pani te opowieści, spotykała się z osobami, które dobrze znały Kalinę Jędrusik? Tak, naturalnie. Na początku chciałam wiedzieć jak najwięcej i słuchałam wszystkich opowieści. Różne osoby opowiadały o Jędrusik, każda po swojemu. A mnie się wszystko po prostu nawarstwiało i w pewnym momencie nawet zaczęło mieszać. Poza tym ubarwianie tych opowieści było różne. I każdy chciał mnie przekonać do swojej wizji i wersji Kaliny, szczególnie mężczyźni. To oni mówili, że dobrze ją znali, że mieli ją i tak dalej. Przyszedł taki moment, że miałam tego dosyć. Musiałam dokonywać własnych wyborów z tych różnorodnych opowieści. Starałam się poznać tajemnicę Kaliny Jędrusik. Musiałam też czasami przywdziewać tę maskę, którą i ona miała. W latach 60. ona była niezwykłością, właśnie w niej był seks, który znalazł się w tytule filmu. A fragment życia Jędrusik, o którym opowiada ten film, też jest niezwykły. Ale w filmie „Bo we mnie jest seks“ poznajemy Kalinę Jędrusik, kiedy się okazuje, że ma problemy z tą swoją indywidualnością i niezależnością, a jej seksapil jednych zachwyca, a innych drażni. Aktorka nie chce ulec dość jednoznacznej propozycji wpływowego nowego dyrektora telewizji, tym samym traci szansę na rolę w programie telewizyjnym. Jej odwaga i swoisty brak wstydu nie są również akceptowane przez małżonki MONITOR POLONIJNY


partyjnych notabli tamtych czasów. Pruderia dawała często o sobie znać i trzyma się nieźle i dzisiaj. (Śmiech) To prawda, tym bardziej było to dla mnie wyzwanie. Musiała zagrać taką postać, która wcześniej mogła bardzo wiele, a tu nagle wpada w dziwne kłopoty, których oczywiście wcześniej nie znała. Wiem też, że Kalina Jędrusik miewała różne nastroje – od tych euforycznych, owianych mitem i sukcesem, po sytuacje, w których nie wiedziała, co robić. Poznałam bar-

ZDJĘCIE: WIKIMEDIA - ZUZANNA SZAMOCKA

MARZEC 2022

dzo wiele stanów napięcia, grając Kalinę. Ten film opowiada o tym czasie, kiedy Jędrusik musi podjąć ważną decyzję: czy walczyć o siebie, czy się poddać. Tak więc to był też dla mnie swoisty trening psychiczny, fizyczny, ale i również wokalny. No właśnie, śpiewa Pani w tym filmie przeboje Kaliny Jędrusik. Tak i to też było wyzwanie. Śpiewam w tym filmie dziesięć jej piosenek. Są przecież nagrania Jędrusik,

W latach 60. ona była niezwykłością, właśnie w niej był seks, który znalazł się w tytule filmu. wiele osób pamięta jej charakterystyczny głos, z taką lekką chrypką. Zanim rozpoczęły się zdjęcia przez pół roku pracowałam w studio z kompozytorem Radkiem Luką. Początkowo ją jakoś naśladowałam, starałam się zaśpiewać tak jak Jędrusik. Ale okazało się bardzo szybko, że nie o to chodzi. Sama mam bardzo dobry słuch muzyczny, gram dobrze na fortepianie, więc szybko zaczęłam szukać swojej drogi do tych piosenek. Piosenki musiały dobrze łączyć się z moją rolą Kaliny, a więc musiałam znaleźć sposób śpiewania bliski mnie, ale z cechami Kaliny. Próbowałam różnych wersji głosu Jędrusik, zależało mi na tym, żeby to moje śpiewanie też wybrzmiało w tym filmie. No i musiałam się nauczyć mówić w charakterystyczny sposób jak Jędrusik. To też wymagało specjalnych ćwiczeń. W filmie „Bo we mnie jest seks” gra plejada znanych aktorów, którzy wcielają się w postaci znanych mężczyzn z życia Kaliny Jędrusik. Stanisława Dygata, męża, pisarza gra Leszek Lichota, reżysera Kazimierza Kutza Borys Szyc, znakomitego pisarza Tadeusza Konwickiego Paweł Tomaszewski, a Jeremiego Przyborę z Kabaretu Starszych Panów Rafał Rutkowski. Jak się z tym gronem luminarzy pracowało? Świetnie. Praca na planie to była przyjemność, ale też intensywna – ot, porządne aktorskie działanie w doborowym towarzystwie. Długo trwało, nim rozpoczęły się zdjęcia, bo zbierano budżet, ale ja już nauczyłam się trochę, że trzeba czekać. A ponieważ zależało mi, by zagrać rolę Kaliny Jędrusik, to już jak szłam na zdjęcia próbne, myślałam też trochę o tym, kto jeszcze zagra w tym filmie. I nie zawiodłam się. ALINA KIETRYS, Gdynia 9


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

statni piątkowy wieczór stycznia należał do Agaty Siemaszko, która śpiewem żegnała się z odbiorcami jej autorskiej wystawy w Instytucie Polskim. Tę przygotował Klub Polski we współpracy z Instytutem. Jej otwarcie odbyło się online na początku grudnia, ale na szczęście obostrzenia związane z lockdownem zostały poluzowane i przez ponad miesiąc widzowie mogli podziwiać na żywo obrazy naszej rodaczki z Kysuc. Te są inspirowane ludźmi, elementami ludowymi czy wyobraźnią artystki. „Ta moja twórczość w duchu prymitywizmu jest dla mnie pewnego rodzaju terapią, odreagowywaniem rzeczywistości“ – mówiła artystka, odpowiadając na pytania Małgorzaty Wojcieszyńskiej, gospodyni wieczoru. A wieczór to był szczególny, bo-

O

Finisaż wystawy

Agaty Siemaszko

wiem podczas niego widzowie mogli nie tylko podziwiać twórczość plastyczną Agaty, dowiedzieć się więcej na temat jej drogi życiowej, ale także posłuchać jej śpiewu z akompaniamentem fortepianu, na którym brawurowo zagrał Miroslav Rajt. Agata zaprezentowała utwory inspirowane muzyką ludową, również tą romską, która znajduje się w jej kręgu zainteresowań. Aż szkoda, że to był wieczór pożegnalny. Kolejna wystawa firmowana przez Klubu Polski w galerii Instytutu Polskiego dopiero pod koniec roku. Będzie to już piętnasta edycja cyklu „Sztuka z naszych szeregów“, prezentującego w centrum Bratysławy twórczość Polaków mieszkających na Słowacji bądź Słowaków polskiego pochodzenia. RED.

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych, we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie 10

MONITOR POLONIJNY


na „Uczniaczek – Školáčik“. Nie zabrakło też zadań praktycznych. W ich ramach dzieci układały kolorowe korki i inne sprzęty, grały w Twistera, sprawdzając znajomość kolorów w języku polskim. Potem była sesja zdjęciowa. No bo jakby to było, gdyby takie barwne i pomysłowe kreacje nie zostały uwiecznione na fotografiach! Były też tańce, zgadywanki, kto za kogo jest przebrany, a także słodki

iedy 13 lutego w progach Paľovej búdy w Żylinie witała dzieci dobra wróżka z fioletowymi skrzydłami, wiadomo było, że to nie będą zwykłe zajęcia z języka polskiego! Był to wielki bal przebierańców w Polskim Przedszkolu, który zorganizowała wspominana dobra wróżka, czyli Silvia Subiak Wtoreková, szefowa organizacji Bonita. Tego dnia na zajęcia przybyły postacie z Harry’ego Potte-

K

Pod fioletowymi skrzydłami

dobrej wróżki

ra, biedronki, wróżki, księżniczki, królewny, Janko Groszek, krakowianka, a nawet lekarz! A ponieważ kostiumy były piękne i kolorowe, to one stały się pretekstem do rozmowy o kolorach właśnie. W taki sprytny sposób wróżka z fioletowymi skrzydłami wciągnęła dzieci do nauki w formie zabawy. Pomocna okazała się też książka, wydana w ubiegłym roku przez żylińską organizację, a zatytułowa-

- a jakże! - kolorowy poczęstunek: budyń z owocami lub muffinami. Każde dziecko otrzymało też dyplom, potwierdzający udział w balu karnawałowym, oraz mały upominek. Rozdane zostały też piękne koloro-

ZDJĘCIA: VIKTÓRIA WTOREKOVÁ, SILVIA SUBIAK WTOREKOVÁ

we balony, które podczas balu posłużyły za ozdobę sali. Okazuje się, że dobra wróżka z fioletowymi skrzydłami przygotowała coś jeszcze – dla każdego uczestnika balu najpiękniejsze jego zdjęcie w kolorowej ramce. I jak tu nie koRED. chać wróżek? MARZEC 2022

11


Chwilo, trwaj wiecznie! ART YST YCZNY KARNAWAŁ W KOSZYC ACH

arnawałowe spotkanie w Koszycach rozpoczęło się od artystycznych doznań plastycznych i muzycznych, a skończyło na kulinarnych i towarzyskich. Na wszystkie było olbrzymie zapotrzebowanie, bo głód spowodowany pandemią doskwierał słowackiej Polonii już od wielu miesięcy. W siedzibie konsula honorowego RP w Koszycach została otwarta wystawa, prezentująca dzieła małych artystów. Mowa o obrazach, które powstawały podczas dziesięciu edycji plenerów dla dzieci pod hasłem „Krok za krokiem w kierunku sztuki“, organizowanych przez Klub Polski. I właśnie o tych zgrupowaniach opowiadała główna ich organizatorka, plastyczka Stefania Gajdošová Sikorska podczas uroczystości, która odbyła się 29 stycznia. Tego popołudnia pomieszczenia konsulatu sta-

K

12

ły otworem dla licznie przybyłej publiczności. „Pierwszy raz w historii koszyckiego urzędu konsularnego spotykamy się w tak szerokim gronie, co w przeciągu półtora roku działania pana konsula honorowego Konrada Schonfelda, uniemożliwiała sytuacja pandemiczna“ – mówił Stanisław Kargul, konsul RP w RS, który do Koszyc przybył z Bratysławy wraz z małżonką.

10 edycji „W ciągu tych dziesięciu lat uczestnicy pierwszych plenerów zdążyli wyrosnąć, dojrzeć, niektórzy nawet obrali drogę artystyczną. Z radością muszę powiedzieć, że nowych uczestników przybywa“ – opowiadała Stenia. Wspomnieniami podzielił się też Stano Stehlik, który na pierwszy z plenerów przybył jako zaproszony gość, by wydarzenie uwiecznić na fotografiach. „Widząc, jak trudne to wyzwanie ogarnąć tak dużą grupę podopiecznych, postanowiłem pomóc organizatorce i tak już się dzieje co roku, podczas kolejnych plenerów“ – mówił z uśmiechem. Słów uznania dla obojga

organizatorów warsztatów, ale i dzieci biorących w nich udział, nie szczędził także konsul Stanisław Kargul. „Co roku przyjeżdżam do Litpovskiego Mikulaša, gdzie odbywają się poplenerowe wystawy i mam przyjemność podziwiać efekty prac uczestników w obecności ich twórców“ – mówił konsul.

Artystyczne drogi Tym razem w wernisażu wzięli udział jedynie miejscowi – koszyccy uczestnicy plenerów, którzy z zainteresowanym pokazywali swoje działa. „Na tych obozach wyrastałem, zyskałem wielu wspaniałych przyjaciół“ – wspominał najstarszy z uczestników dziewięciu edycji dziecięcych zgrupowań artystycznych Richard Očkai. Z kolei Marek Berky, prezes Klubu Polskiego, zdradził, że troje jego dzieci MONITOR POLONIJNY


brało udział w plenerach Klubu Polskiego, a najstarsza córka dzięki udziałowi w nich zdecydowała o swojej dalszej edukacji, wybierając średnią szkołę designu. „Wcześniej nigdy bym nie uwierzył, że moje dzieci będą w stanie przez tydzień wakacji malować obrazy, a podczas plenerów stało się to możliwe“ – konstatował.

50 nazwisk Wyboru prac na wernisaż dokonała Stenia Gajdošová Sikorska, która zadbała także, by na ścianie zawisł spis nazwisk wszystkich dzieci, biorących udział w warsztatach – było ich 50! By poczuć atmosferę pleneru, można było obejrzeć na ekranie telewizora fotografie Stana Stehlika, wykonane podczas plenerowych spotkań. „Bardzo mi się te prace podobają. Stały się

one okazją do przypomnienia sobie czasów, kiedy moje wnuki brały w nich udział“ – komentowała Helena Gerec, która w Koszycach mieszka 50 lat. Nie kryła też wzruszenia, że po dłuższej przerwie spowodowanej pandemią doszło wreszcie do spotkania z rodakami.

którego szef Marek Berky ma polskie pochodzenie, zaś pozostali członkowie są Słowakami. „Bardzo dobrze się czuję wśród was. Wasza energia mnie oczarowała, dlatego udział w projektach Klubu Polskiego – zarówno tych twarzą w twarz, jak i podczas nagrywania CD – oceniam bardzo wysoko“ – mówiła Veronika Staňková, która w zespole gra drugie skrzypce. Zdradziła także, że dzięki Klubowi Polskiemu dotarła po raz pierwszy do Koszyc, które bardzo się jej spodobały.

Polskie specjały Po części oficjalnej miało miejsce spotkanie w restauracji Rosto, przy suto zastawionym stole, na którym królowały typowe polskie dania, jak śledzie, żurek, bigos, biała kiełbasa, sernik czy jabłecznik.

Z całej Słowacji

„Jestem bardzo mile zaskoczona, że takie wydarzenia się tu odbywają. Pierwszy raz biorę w nim udział, choć w Koszycach mieszkam od 22 lat“ – zachwalała Aneta Mikitová, która o spotkaniu dowiedziała się od Konrada Schonfelda. „Znamy się z branży gastronomicznej, bowiem i ja kiedyś prowadziłam w Koszycach swój lokal“ – dodała, ciesząc się na kolejne tego typu spotkania, w których zamierza wziąć udział.

Koszyce stały się miejscem spotkania Polaków lub Słowaków polskiego pochodzenia, którzy tu zjechali z Bratysławy, Levočy, Trenczyna, Dubnicy nad Wagiem, Medzilaborec czy Żyliny. „W Medzilaborach, gdzie mieszkam, czuję się trochę osamotniony. Znam tam tylko jednego Polaka, a Koszyce to najbliższe miasto, gdzie działa Klub Polski i dlatego zawsze mnie tu ciągnie“ – mówił Przemek Masio. Z kolei Silvia Subiak Wtoreková przyjechała z rodziną z Żyliny, by zaczerpnąć inspiracji do działań na rzecz Polonii, skupiającej się w jej mieście wokół organizacji Bonita, której szefuje. „Jestem oczarowana imprezą, a muzyka w wykonaniu kwartetu Laugaricio, to miód na moją duszę“ – zachwalała. Z pewnością to artystyczno-karnawałowe spotkanie na długo zostanie w pamięci słowackiej Polonii, o czym świadczyć może choćby to, że nikomu nie chciało się opuszczać lokalu. I aż cisnęło się na usta: „Chwilo, trwaj wiecznie!“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Koszyce

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Polacy i Słowacy Przyjemne popołudnie zostało oprawione pięknym muzycznym akcentem – występem kwartetu Laugaricio, MARZEC 2022

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych, we współpracy z Konsulatem Honorowym RP w Koszycach 13


RELACJA Z PREMIERY FILMU „RYSZAR estem bardzo wzruszony. Nie oczekiwałem, że ten film aż tak mocno na mnie zadziała“ – mówił Ryszard Zwiewka zaraz po obejrzeniu filmu dokumentalnego, którego bohaterem jest właśnie on. O realizacji projektu – pierwszego tego rodzaju w ramach działań Klubu Polskiego – informowaliśmy Państwa na łamach „Monitora“ już w ubiegłym roku. Powstanie dokumentu wymagało sporo czasu i zaangażowania, o czym 18 lutego, podczas premiery mówiła jego pomysłodawczyni, a jednocześnie jedna z autorek Małgorzata Wojcieszyńska.

„J z Karoliną Frąckowiak O

NA STOKACH

„naszej“ Karolinie Frąckowiak na łamach „Monitora“ pisaliśmy już nie raz. Nastolatka jest wnuczką naszego rodaka, Tadeusza Frąckowiaka, konsula honorowego RP w Liptovskim Mikulašu, i od dzieciństwa trenuje jazdę na nartach. W ten sposób krok za krokiem realizuje swoje marzenia sportowe, a do nich należy występ na olimpiadzie i zdobycie Pucharu Świata. Karolina konsekwentnie bierze udział w różnych zawodach sportowych, o czym informuje swoich fanów na Facebooku. W styczniu i w lutym brała udział w licznych konkursach narciarskich w Czechach (pod Śnieżką), w Polsce (w Szczawnicy) czy na Słowacji (Valčianská dolina). Na stokach w Czechach Karolinie towarzyszył RED. sztab TV Polonia.

Tego wieczoru w Instytucie Polskim w Bratysławie zebrało się liczne grono widzów, chcących obejrzeć film pt. „Ryszard J. Zwiewka. Stracił wiele, by zyskać wszystko“. Byli wśród nich ambasador RP w RS Krzysztof Strzałka i inni pracownicy ambasady, wicedyrektor Instytutu Polskiego Monika Olech. Nie zabrakło też tłumaczy, z którymi Ryszard Zwiewka współpracuje, jak i członków Klubu Polskiego, którego był założycielem. „Jestem ciekaw historii Polonii w Czechosłowacji, potem na Słowacji. To właśnie pan Zwiewka integrował tę Polonię. Serdecznie mu gratuluję wszystkich sukcesów, które udało mu się osiągnąć w ciągu ponad 40 lat działań na Słowacji“ – powiedział na wstępie ambasador Krzysztof Strzałka.

bywalcem naszej placówki i długie lata czaruje nas swoim głosem“ – powiedziała. O kulisach powstawania filmu mówiła Małgorzata Wojcieszyńska, która zdradziła, że realizatorzy zebrali ponadtrzygodzinny materiał. „Czujemy się zaszczyceni, że Ryszard i jego rodzina obdarzyli nas zaufaniem i dali nam wolną rękę w tworzeniu opowieści“ – dziękowała i podkreśliła, iż również rodzina Zwiewków dopiero teraz zobaczy ten film po raz pierwszy. Reżyser Juraj Lehuta, dzieląc się swoimi wrażeniami z planu filmowego, chwalił współpracę z bohaterem

Przed prezentacją filmu

ZDJĘCIA: FACEBOOK

14

Radości ze spotkania z Polonią i jej słowackimi przyjaciółmi nie kryła też wicedyrektor Instytutu Polskiego Monika Olech. „Dzięki pomysłom Klubu Polskiego możemy się spotykać i wzajemnie poznawać. Ten wieczór należy do kogoś, kto jest stałym MONITOR POLONIJNY


RD J. ZWIEWKA. STRACIŁ WIELE, BY ZYSKAĆ WSZYSTKO“ z mężem podjęła się tłumaczenia dialogów i napisów do filmu.

Reakcje bohaterów

filmu i jego bliskimi. „Zyskałem nowe spojrzenie na to, co ludzie w latach 70. musieli przeżywać, a to, że poznałem Ryszarda, odbieram jako przywilej, bo to bardzo inspirujący człowiek z wielką charyzmą“ – ocenił.

Reakcje publiczności Potem przyszedł czas na projekcję. Film wywołał wzruszenie, ale i ogro-

Publiczność była ciekawa pierwszych refleksji bohaterów filmu. Ci nie kryli wzruszenia. „Autorzy filmu postarali się o taką atmosferę podczas pracy na planie, że chyba opowiedziałem o sobie bardzo dużo, może nawet za dużo. Dziękuję im za to. Dziękuję też wszystkim, którzy przyszli zobaczyć mnie takiego, jakim byłem 40, 30, 20 i 10 lat temu, no i oczywiście jakim jestem dziś“ – mówił Ryszard Zwiewka, który dziękował także żonie za wsparcie. „Było mi bardzo miło, gdy usłyszałem, jak Gabi pięknie o mnie mówi w tym filmie. W domu aż tak często mnie nie chwali“. Z kolei pani Gabi ze wzruszeniem mówiła o tym, jak sobie ceni, że oko kamery zostało skierowane właśnie na jej męża. „Ryszard zasłużył na tę

uwagę, włożył bardzo dużo pracy w to, by powstał Klub Polski, by Polacy i ich rodziny mogli się spotykać. Opłaciło się, bo te twarze znajome widzę także dziś, a Klub Polski przyniósł wielu z nas realne korzyści. Skorzystały też i nasze dzieci, które mogły studiować w Polsce“ – konstatowała. Na koniec gość z Polski, Elżbieta Juranyi-Krajewska (kiedyś także mieszkająca w Bratysławie, współtworząca Klub Polski), złożyła na ręce Ryszarda Zwiewki list od Jana Komornickiego, w którym były ambasador RP w RS gratulował bohaterowi jego osiągnięć, dziękował twórcom za realizację filmu i pozdrawiał wszystkich zebranych gości. RED. O możliwościach prezentacji filmu w telewizji toczą się rozmowy – o jej wynikach będziemy Państwa informować. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

mną radość. „To mistrzostwo w graniu na emocjach! Miejmy nadzieję, że wkrótce powstanie kolejna część“ – chwaliła wicedyrektor Monika Olech. „Ani chwili się nie nudziłam, nawet nie zauważyłam, kiedy tych 25 minut minęło“ – mówiła Julia Batmendijnová, która współpracuje z Ryszardem przy tłumaczeniach i która w prezentowanym filmie wystąpiła. „Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w premierze i zobaczyć reakcje twórców i głównych bohaterów na żywo. Sama się wzruszyłam. Pięknie to zrobiliście, świetna historia, wspaniała praca!“ – oceniła Natalia Konicz Hamada, która wraz MARZEC 2022

Projekt zrealizowany ze wsparciem Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych. Klub Polski składa podziękowania dyrekcji Instytutu Polskiego w Bratysławie za możliwość skorzystania z pomieszczeń podczas kręcenia niektórych ujęć do filmu, a także za możliwość zorganizowania premiery.


Do dwóch

ZDJĘCIE. STANO STEHLIK

nimowany dokument „Było sobie morze…” Joanny Kożuch, naszej rodaczki z Bratysławy, otrzymał nagrodę Student Prize w konkursie Międzynarodowego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Clermont-Ferrand. Tegoroczna edycja odbyła się w dniach 28 stycznia - 5 lutego. Na tegoroczny festiwal zgłoszono 6200 filmów z 55 krajów z całego świata, z których do konkursu międzynarodowego wybrano 77, w tym 51 fabularnych, 10 dokumentalnych i 16 animowanych. Clermont-Ferrand Short Film Festival jest najważniejszym

A

odlicz! odobno nie warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Na szczęście uczniowie Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP w Bratysławie nie wzięli sobie tego powiedzenia zanadto do serca i wzięli udział w drugiej edycji Konkursu Recytatorskiego „SłowemPolska” dla uczniów szkół polonijnych i polskich na całym świecie, organizowanego przez Kancelarię Prezydenta RP pod patronatem Pierwszej Damy RP. Pierwszy etap, szkolny, odbył się na przełomie grudnia i stycznia. Wzięło w nim udział siedmioro uczniów w dwóch kategoriach wiekowych. W kategorii wiekowej 7–9 lat zwyciężyli: Maria Hamada z wierszem Marii Konopnickiej pt. „Rota” i Jozef Skala, recytujący „Naszą Hanię” tej samej autorki. W kategorii wiekowej 10–13 lat serca komisji kon-

P

Film naszej rodaczki z Bratysławy najlepszy! festiwal filmowy we Francji po Cannes. Ale to nie koniec sukcesów Joanny Kożuch – jej film został bowiem nominowany do słowackiej nagrody filmowej „Slnko v sieti” (Słońce w sieci) w kategorii najlepszy film animowany. RED.

i największym festiwalem filmów krótkometrażowych na świecie. Pod względem widowni i obecności profesjonalistów z branży filmowej to drugi co do wielkości

W karnawale same bale lub Małego Polaka mimo przedłużających się ograniczeń spowodowanych pandemią nie zwalnia tempa. Tym razem podjął temat – a jakże! – karnawału. Pani Bożena Miczek-Majka, prowadząca spotkania Klubiku, nie zapomniała w lutym o najmłodszych członkach słowackiej Polonii i zorganizowała dla nich specjalne spotkanie online poświęcone tematyce balów, przyśpiewek i przeróżnych kostiumów karnawałowych. Ponieważ sama przywitała uczestników w szalonej tęczowej peruce i kocich uszkach, chłopcy też

K

16

MONITOR POLONIJNY


kursowej podbiły dziewczęta, również recytujące Marię Konopnicką: Natalia Kamińska z wierszem „Tęczowy duszek” i Eva Masár z wierszem „Nasz domek”. Pozostali uczestnicy, Aleksander Kamiński, Adam Masár i najmłodszy występujący, Leonard Pilip z klasy I, otrzymali wyróżnienia. Wszystkie recytacje konkursowe z tego etapu konkursu można znaleźć na stronie internetowej Szkoły Polskiej w Bratysławie, ponieważ konkurs odbywa się w formie online. W drugim etapie konkursu decyzja o tym, kto przejdzie do etapu kontynentalnego, należała do Komisji Konkursowej, w której skład wchodzili przedstawiciele Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Kongresu Oświaty Polonijnej, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Z ponad 400 uczestników fazy krajowej szybko zabrali się do pracy i zaczęli kolorować własne fantazyjne maski. Wprawdzie poddali się temu zajęciu z taką werwą, że ledwo słyszeli przekazywane im ciekawostki na temat tradycji karnawałowych, za to satysfakcja z wykonania pięknych masek towarzyszyła im przez kilka następnych dni. Dobrą zabawę dopełniło wspólne śpiewanie i oglądanie przeróżnych kostiumów. Może nie było tańców, balonów i konkursów, ale czy członkom Klubiku czegoś brakowało? Nie, bo najważniejszego mieli pod dostatkiem – byli razem, razem się bawili, razem tworzyli, razem się wygłupiali. Oczywiście wraz ze swoją ukochaną panią Bożenką! NATALIA KONICZ-HAMADA MARZEC 2022

konkursu wybrano odpowiednio 58 uczestników w I kategorii wiekowej, 57 w II kategorii wiekowej i 39 w III kategorii wiekowej (14–19 lat) z całego świata. Z dumą informujemy, że w tym zaszczytnym gronie, podobnie jak rok temu znaleźli się wszyscy nasi finaliści ze Słowacji. Ich sukcesu nie byłoby oczywiście bez nieocenionej pomocy pani Marzanny Danek-Hnelozub, polonistki ze Szkoły Polskiej, której również serdecznie gratulujemy. Pozostaje nam trzymać kciuki za występy naszej słowackiej Polonii w przedostatnim etapie konkursu. Do wyboru mają wiersze Adama Asnyka, Władysława Bełzy, Marii Konopnickiej i Bolesława Leśmiana. Czyim wierszem zachwycą komisję, wyłaniającą finalistów i laureatów drugiej edycji? Dowiemy się tego już w drugiej połowie marca. Finał konkursu (czwarty etap, ostatni) przewidziany jest na czerwiec 2022 roku. NATALIA KONICZ-HAMADA

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

17


Polka na czele największej firmy w powiecie rożniawskim

S

potykamy się w Rožniawie, gdzie mieszka od trzech lat. Stąd ma blisko do pracy do Gemerskiej Hôrky, gdzie mieszczą się największe zakłady w regionie – Essity – zatrudniające tysiąc osób! Nasza rodaczka, Marta Błyszczyk, jest jej dyrektorem.

„Takie spotkanie to wspaniała odskocznia od szarej trudnej rzeczywistości, zwłaszcza w lutym 2022 roku, kiedy jeszcze panuje pandemia“ – mówi na początku naszej rozmowy. Nie zna w okolicy żadnych Polaków, ale na brak kontaktów międzyludzkich nie narzeka, bo te zawodowe są bardzo intensywne. „Nasz zakład zatrudnia całe rodziny. My tu naprawdę dbamy o bardzo dobre relacje“ – podkreśla. Nasza rodaczka ma kontakt z pracownikami na różnych szczeblach, stara się poznać ich problemy od podszewki. Kiedy zachwycam się jej osiągnięciami, mówi, że jest osobą skromną i po prostu wykonuje pracę, którą lubi. „Zarządzam zespołem ludzkim, a ten zespół opiekuje się maszynami, które produkują wyroby. To artykuły higieniczne dla pań i panów, podpaski, wkładki, wszystko, co potrzebne do higieny“ – opisuje.

Wyzwania idealne Kiedy pytam moją rozmówczynię, jaką przebyła drogę, by dotrzeć na Słowację, uśmiecha się i wyjaśnia, że jest zwolenniczką małych kroków, stawia na ewolucję, nie rewolucję. Jej opowieść jest tego dowodem. „Pokochałam produkcję, odpowiada mi współpraca z ludźmi, zarządzanie oraz tworzenie czegoś, co jest dobrem, produktem, pomagającym w życiu codziennym“ – zaczyna opowiadać. Jej pierwszym pracodawcą był Procter and Gamble. Potem były jeszcze dwie inne firmy. W sumie w produkcji przepracowała już 27 lat. „Nadal mnie to cieszy, jestem zmotywowana i zaangażowana w to, co robię, dla mnie to wyzwania idealne“ – ocenia. Dopytuję, czy potrafiłaby 18

stanąć przy maszynie. „Obecnie nie, ale wszystkie podstawowe zadania związane z czyszczeniem maszyn potrafię wykonać. Jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję“ – kwituje z uśmiechem.

Na taśmie w NRD W naszej rozmowie wracamy pamięcią do czasów, kiedy moja rozmówczyni dokonywała różnych wyborów życiowych. Pochodzi z Mazur, z okolic Kętrzyna, skąd wyjechała na studia do Warszawy. Skończyła Wydział Mechaniki Precyzyjnej na Politechnice Warszawskiej, ale pierwsze doświadczenia zawodowe zyskała jeszcze przed rozpoczęciem studiów, w latach 80. podczas praktyk robotniczych w NRD, w okolicach Drezna. „To był wyjazd integracyjny. Taki bonus dla studentów roku zerowego i w sumie atrakcyjna praca! A za pieniądze wtedy zarobione można było sporo kupić“ – wspomina. Wtedy pracowała na taśmie montażowej zamrażarek i – jak z uśmiechem wyjaśnia – była odpowiedzialna za wkręcanie dwóch śrubek. „Obiadami za 1 markę zachęcano nas do pracy na nocnej zmianie, więc pracowaliśmy w nocy“ – opisuje.

Wokół kineskopu Kolejne praktyki to praca w firmie Polkolor w Piasecznie, gdzie nasza bohaterka pracowała w dziale produkcji działek elektronowych do kineskopów. „Nie była to taśma, ale miejsce, gdzie się komponowało elementy. Z koleżankami przeszłyśmy wtedy przez wszystkie stanowiska, od manualnych do najbardziej odpowiedzialnych“ – opisuje i do-

daje, że obie te praktyki dały jej nie tylko doświadczenie zawodowe, ale przyniosły więzi koleżeńskie, które przetrwały do dziś. „Każda praca fizyczna uczy pokory i szacunku, ale tę lekcję wyniosłam także z domu“ – mówi i dodaje, że dorosłe życie zawodowe otworzyło ją na miłość do środowiska produkcyjnego. „Widok namacalnych wyników pracy przynosi mi największą satysfakcję“ – konstatuje.

Inwestycja z Australii Po skończonych studiach, na początku lat 90., podczas zmian ustrojowych i gospodarczych w Polsce wcale nie było łatwo znaleźć odpowiednią pracę. Wtedy pani Marta postanowiła wyjechać do swojej siostry, do... Australii. „Siostra mieszka w Sydney i wtedy właśnie urodziła dziecko, ale by móc wrócić do pracy, potrzebowała opiekunki. I to było moje zadanie, a wieczorami uczyłam się języka angielskiego“ – wspomina i ocenia, że to była bardzo dobra inwestycja we własne wykształcenie. Znajomość angielskiego w kombinacji ze znajomością rosyjskiego i niemieckiego otworzyła jej drzwi do świata.

Międzynarodowa przygoda „Firma Procter mnie zatrudniła, ponieważ znałam angielski“ – twierdzi. A potem małymi kroczkami pięła się dalej – z Warszawy do Wielkiej Brytanii, a trzy lata temu rozpoczęła przygodę ze Słowacją. „To było spotkanie dwóch potrzeb: szwedzka firma poszukiwała dyrektora zakładów na Słowacji, a ja rozglądałam się za nowym wyzwaniem“ – opisuje. Jak wspomina swój pierwszy dzień na Słowacji? „Jechałam samochodem z lotniska w Budapeszcie, był maj i urzekająca przyroda, choć jakość dróg nie zachwyciła“ – opisuje z uśmiechem. Kiedy pytam, co wiedziała wcześniej o Słowacji i Słowakach, przyznaje, że niewiele, gdyż jej doświadczenia sięgają wyjazdu na narty dwadzieścia lat temu. „Bliski sąsiad, kraj MONITOR POLONIJNY


wsze dostępna pod telefonem, nawet podczas weekendów. „Kiedy odkryliśmy pierwsze przypadki zachorowania na COVID-19, narada odbyła się w niedzielne południe i wszyscy musieliśmy zmienić nasze osobiste plany po to, byśmy zapewnili sobie bezpieczeństwo w pracy“ – wspomina wiosnę 2020 roku. Pytam więc, czy tego typu wydarzenia jakoś negatywnie wpłynęły na pracę w zakładach, a pani Marta uspokaja. „Pandemia przysporzyła nam dodatkowej pracy, bo trzeba było przyjąć nowe reguły, obostrzenia, obowiązki“ – wymienia. Dlatego uczula swoich pracowników, by dbali o zdrowie. „Bardzo cenię tych ekspertów, którzy jasno mówią, że poprzez szczepienie chronimy siebie i bliskich“ – dodaje.

Słowian, bogata kultura, bardzo gościnni, szczerzy ludzie z przyjaznym podejściem, co się potwierdziło“ – opisuje.

Pandemia największym wyzwaniem Jak Słowacy przyjęli Polkę na stanowisku dyrektora? Czy nasza bohaterka spotkała się z nieufnością? „Na pewno trzeba było się poznać, ale zdobyliśmy wzajemne zaufanie“ – konstatuje. Kiedy wybuchła pandemia, należało zachowywać dystans i postawić na inny rodzaj komunikacji. Opanowywanie sytuacji związanej z pandemią moja rozmówczyni ocenia jako największe wyzwanie, z którym się spotkała w nowym miejscu pracy. „Kiedy dochodzi do jakiejś awarii, wpływającej na produkcję, to trzeba działać szybko i skutecznie, ale COVID-19 przyniósł wyzwania dużo większe“ – opisuje. Na szczęście produkcji nie musiała wstrzymywać, choć – jak twierdzi – największym wrogiem w takich sytuacjach są strach i obawy przed zakażeniem. „To nie tylko inny rodzaj organizacji pracy, inwestycja w środki ochronne, ale dzięki świetnemu zespołowi radzimy sobie“ – podkreśla. Owszem, pani Marta przyznaje, że pandemia wiąże się też ze zmęczeniem wszystkich. Ona sama jest dla swoich pracowników zaZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Po słowacku Nie każdy, kto przyjeżdża na Słowację, zaczyna żyć jak pani Marta, która od razu postawiła na naukę języka słowackiego. „Wszyscy mi mówili, że słowacki jest bardzo podobny do polskiego, ale żeby się porozumiewać skutecznie, chciałam znać język, a nie polegać tylko na intuicyjnym porozumiewaniu się“ – mówi i dodaje, że dla niej nauka kolejnego języka obcego to także ważny element ćwiczenia pamięci. Wieczorami ogląda słowacką telewizję, by być na bieżąco z wydarzeniami dotyczącymi kraju, w którym przyszło jej mieszkać.

Firma wielopokoleniowa Praca w środowisku wielokulturowym to dla niej nie nowość, ale przyznaje, że ten region Słowacji jest szczególny. Tu stykają się dwa języki – słowacki i węgierski – a obie kultury wzajemnie się przenikają. „To jest ciekawe i piękne, ale trzeba być bardzo uważnym, żeby nikogo nie urazić ze względów kulturowych czy językowych właśnie“ – opisuje. Poza tym w Gemerskiej Hôrce zakłady tworzą ludzie wyjątkowi; w ich życiu firma jest traktowana jak rodzina. „Tu pracują całe pokolenia, najpierw pracowali tu dziadkowie, potem ojcowie, a teraz przyszła kolej na tych młodszych. Nigdy wcześniej z czymś takim nie miałam do czy-

nienia“ – przyznaje. Co ciekawe, pani Marta z zadowoleniem mówi, że pracę podejmuje coraz więcej kobiet, choć nadal panuje tu stereotyp, że dział produkcyjny to typowo męskie środowisko. „U nas zatrudnionych jest niemalże 50 procent kobiet, choć wciąż jest ich zbyt mało na stanowiskach kierowniczych. Zachęcam więc dziewczyny do podejmowania studiów na politechnikach, na kierunkach ścisłych i już widzę pierwsze efekty“ – zdradza z zadowoleniem. W tym roku zakład obchodzi 30-lecie istnienia na Słowacji. „To wielka rzecz dla pracowników. Tych 30 lat to ciąg dużych inwestycji i rozwoju, ale też wielka odpowiedzialność na kolejnych 30 lat“ – mówi nasza rozmówczyni. Jeśli sytuacja pandemiczna pozwoli, pani Marta ma zamiar zorganizować imprezę jubileuszową, by świętować wspólnie z pracownikami i ich rodzinami.

Światowo, ale na wsi Nasza rodaczka stoi na czele dużego zakładu, atrakcyjnego pracodawcy w regionie, który daje możliwość bezpośredniego kontaktu ze środowiskiem międzynarodowym, a jednocześnie z przyrodą. „To idealna kombinacja, gdzie to, co światowe przeplata się z intymnością i bliskością przyrody i gór“ – konstatuje. Co jeszcze naszą bohaterkę urzekło na Słowacji? „Zbyt mało miejsc odwiedziłam, miałam dużo większe plany, bo to piękny kraj, ale COVID-19 do tej pory mocno ograniczał podróże“ – opisuje i wymienia miejsca, które już odwiedziła, a które ją zauroczyły: pałacyk w Betliarze, Zamek Spiski czy Koszyce. Do jej ulubionych dań należą halušky i koložvárska kapusta, która przypomina jej polskie gołąbki. Wolne chwile dzieli między Słowacją a Polską, gdzie odwiedza rodzinę, czy Wielką Brytanią, gdzie studiuje jej syn. Umiejętność pogodzenia wszystkich elementów tej barwnej układanki, jaką jest życie pani Marty, z pewnością nie jest proste. „Mnie ekscytują wyzwania, duże zakłady i odpowiedzialne zadania“ – podsumowuje moja rozmówczyni, która wykonując swoje obowiązki, pracuje także na dobrą renomę Polaków mieszkających na Słowacji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, ROŽNIAVA 19


Kobiety w sporcie

– sukces gwarantowany

ozycja kobiet w sporcie, ich rola w codziennej rzeczywistości, to tematy obszerne, ale warte przyjrzenia się z bliska, tym bardziej, że w marcu obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Skupimy się na początkach kobiecego sportu.

P

Trudne początki Prawa kobiet i ich udział w życiu publicznym nie zawsze były takie oczywiste jak obecnie. Emancypacja kobiet i odchodzenie od patriarchatu jako systemu społecznego, w którym większość funkcji społecznych, władza i dziedziczenie było domeną mężczyzn, dokonywały się stopniowo, ale dosyć powolnie. Dopiero pod koniec XIX wieku zmiany te nabrały nieco rozpędu. Kobiety systematycznie zyskiwały nowe przestrzenie w codziennym życiu społeczeństw – prawa wyborcze czy prawo do wykonywania poszczególnych zawodów. Podobnie sytuacja wyglądała z publicznym uprawianiem sportu i udziałem kobiet w zawodach sportowych. Powszechnie znany i szanowany animator sportu, twórca idei nowoczesnego olimpizmu baron Pierre de Coubertin uważał, że „kobiety potrzebne są na igrzyskach tylko po to, by na stadionie roztaczał się miły zapach i by pocieszać przegranych…”.

20

Sprzeciwiał się on startom kobiet w igrzyskach olimpijskich, ale mimo to już w 1900 roku na II Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu panie zadebiutowały na olimpijskich arenach. Były to przede wszystkim tenisistki i golfistki. Wśród około tysiąca uczestników tych igrzysk były 22 kobiety. Pierwszą zwyciężczynią została amerykańska golfistka Margaret Abbott, która jednak nie otrzymała złotego medalu, gdyż podczas igrzysk w Paryżu zwycięzcy poszczególnych konkurencji dostawali upominki lub gratyfikację pieniężną, a medale dostawali pocztą po zakończeniu zawodów, jednakże do części z nich olimpijskie krążki nigdy nie dotarły… Stopniowo do olimpijskiej rywalizacji wprowadzano coraz więcej konkurencji w dyscyplinach sportu, uznawanych za typowo męskie. Odkąd w 2012 roku wprowadzono boks kobiecy to nie ma już dyscypliny sportu, w której nie startowałyby kobiety. Pierwsza Polka na olimpijskich arenach pojawiła się w 1924 roku, ale o tym i o innych, głównie olimpijskich osiągnięciach wybitnych polskich zawodniczek przeczytacie w kolejnych wydaniach „Monitora Polonijnego”.

Atrakcyjne sporty kobiece Siatkówka – to emocjonująca dyscyplina, pełna zwrotów akcji, efektownych zagrań, a do tego jeszcze te długie nogi zawodniczek. Za najseksowniejszy kobiecy sport uchodzi plażowa odmiana siatkówki. Tenis ziemny – sport bardzo kobiecy chociażby ze względu na stroje - zazwyczaj krótkie białe spódniczki, ale ostatnimi laty zawodniczkom zdarza się zaszaleć w kwestii stroju. Z naj-

bardziej oryginalnych kostiumów słyną Serena Wiliams i Bethanie Mattek-Sands. Pływanie synchroniczne to jedna z niewielu wyłącznie kobiecych dyscyplin sportowych. Łyżwiarstwo figurowe – elegancja, szyk i artyzm w jednym. Kibicom czasami trudno ocenić, która z pań jeździ lepiej, a która gorzej, ale to zupełnie nikomu nie przeszkadza – można poczekać na decyzję sędziów. Na lodzie poza umiejętnościami łyżwiarki mogą zabłysnąć także fryzurą, makijażem i pięknym, prawie wieczorowym strojem. W wykonaniu pań nawet upadki są eleganckie. Jeździectwo – sport, dzięki któremu można poczuć wiatr we włosach. Poza tym pozwala paniom robić to, co prawdziwa kobieta lubi najbardziej: kierować, poskramiać i dominować.

Gimnastyka artystyczna – to niekończący się pokaz piękna. Jest to kolejna z nielicznych dyscyplin olimpijskich zarezerwowanych wyłącznie dla kobiet. I nic dziwnego, bo trzeba się w niej wykazać typowo żeńskimi atrybutami jak gracja, lekkość, elegancja, a równocześnie należy posiadać niezwykłą sprawność fizyczną. Trudno sobie wyobrazić mężczyznę, który potrafiłby połączyć te cechy. Gimnastyka sportowa – to potwierdzenie tezy, że kobieta potrafi wszystko, łącząc wdzięk, powab, grację, ale również siłę i zdecydowanie. I tego z okazji Ich święta życzymy wszystkim Paniom, zarówno tym na co dzień uprawiającym jakiś sport lub formę aktywności fizycznej, jak i tym, które dopiero o tym myślą! STANISŁAW KARGUL MONITOR POLONIJNY


zasami, kiedy się bardzo nudzę, zaczynam marzyć. Jak by to było, gdybym chociaż jeden dzień była normalną, zdrową nastolatką? Co takiego mogłabym zrobić, czego nie mogę zrobić w moim (nie)normalnym życiu?

rodziców ranią. My przecież z tym strachem sobie po prostu nie potrafimy poradzić. Ale to jest inna historia, o której napiszę innym razem.

C

Adoratorzy

Śliczna jak modelka

Randka

MARZEC 2022

z Niną

Rozmowy

w zębach, co jest dość niespotykane, ale to przecież jestem cała ja!

Z litością Mama mówi, że ludzie często patrzą na takie dzieci jak ja z litością i z zażenowaniem. Nie wiedzą, jak się mają względem nas zachowywać. Ale ja się im nie dziwię, bo przecież skąd to mają wiedzieć? Kiedy widzą dzieZDJĘCIA: EWA SIPOS

Doszłam do wniosku, że chciałabym pójść na randkę. Na taką zwykłą, platoniczną. Bo przecież już mam swoje lata! No i brzydka też nie jestem. Tato twierdzi, że jestem śliczna jak modelka. Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, co tym chce powiedzieć, ale prawdopodobnie to, że dobrze wyglądam. Bo wiecie, wcale to nie jest takie oczywiste, że my ludzie z upośledzeniem dobrze wyglądamy. Ja mam rzeczywiście duże szczęście, iż nie posiadam wyraźnych deformacji na twarzy ani na ciele. Wszystko mam normalne, oprócz krzywych zębów, ale to podobno nie jest aż taki wielki problem. Poza tym nigdy nie miałam żadnej dziury

cko wyglądające inaczej, czują się niezręcznie, głupio. Ale to jest ich problem, bo my ze sobą problemu nie mamy. Czasami to bywa trochę bardziej skomplikowane.

Ale powróćmy do tej randki. Mam wielu adoratorów. Są to chłopcy z mojej grupy w ośrodku. Podobno są we mnie zakochani. Panie nauczycielki czasami wysyłają mojej mamie zdjęcia, na których ci chłopcy wpatrują się we mnie zakochanymi oczami. Jeden z nich nawet wysłowił moje imię jako jedno ze swoich pierwszych słów! To podobno miłość, na bank!

Ze strachu Są też dzieci z niepełnosprawnością, po których na pierwszy rzut oka nic nie widać. Ale zachowują się dziwnie, na przykład krzyczą w miejscach publicznych, są głośne i mocno się złoszczą. Ludzie to postrzegają jako coś nieakceptowalnego. Niezrozumiałego. Odstrasza to ich od nas. Ale rzeczywistość jest inna. Te dzieci nie zachowują się tak, ponieważ są niegrzeczne, ale dlatego, że się boją. Ci, którzy tego nie rozumieją, często popełniają błąd, komentując zachowanie tych dzieci lub ich wygląd. No i krytykują rodziców, którzy nie potrafią zapanować nad dziećmi. Ci, którzy to komentują w ten sposób, nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo nas i naszych

Ja tak naprawdę nie wiem, jak pachnie romantyczna miłość. Nic szczególnego do żadnych z tych chłopców nie czuję, ale podobno na randkę może pójść nawet wtedy, gdy głowa nie buja w obłokach. Co to znaczy? Prawdę mówiąc, sama nie wiem. Nawet nie wiem, jak taka randka wygląda. Może to straszna nuda? Ja sobie raczej obejrzę moją ulubioną Bellę Balerinę albo Krecika. Ich naprawdę kocham. A na randki mam chyba jeszcze sporo czasu. NINA 21


Blues

Czulym uchem

forever Co

jakiś czas przychodzi mi zmierzyć się z dziełem absolutnym. Celowo dozuję sobie tego typu atrakcje. Boję się, że mógłbym popaść w pompatyczność, głosząc peany i przy okazji bijąc pianę. Bo jak być świeżym, pisząc o dziele, o którym napisano już wszystko? Odpowiem krótko: nie wiem. Ale skoro już odkurzyłem ten album i postanowiłem o nim napisać, wykorzystam go jako okazję i pretekst, by podzielić się z Wami pewną obawą, towarzyszącą mi od jakiegoś czasu. Album Blues zespołu Breakout, rocznik 1971, jego opus magnum, klasyka gatunku, klasa sama w sobie, legenda to dzieło, które już przeszło 50 lat broni swej pozycji i często się udowadnia, że będzie

laurką tamtych czasów dla przyszłych pokoleń. Skąd ta pewność? – pytam. Jest coś dziwnego w nas, Polakach, że tak pędzimy, na złamanie karku, nie oglądając się za siebie, rozpamię-

tując jedynie ewentualne potknięcia. Po drodze udaje nam się jednak stworzyć wiele wartościowych rzeczy. Wypychamy nimi kieszenie, ale te są niestety dziurawe i co rusz coś tracimy. W kieszeniach zostają jedynie

Kolorowe ptaki uszę przyznać, że po książkę Remigiusza Grzeli „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną? Historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata” sięgnęłam, by zrozumieć fenomen tej legendarnej niegdyś pary.

M

Czasy, w których błyszczała Kalina Jędrusik, są dla mnie odległe; lepiej pamiętam charakterystyczną twórczość Dygata, którego powieść „Jezioro Bodeńskie” kiedyś wydała mi się pełna przekornego uroku. Jednak we wspomnieniach wielu artystów XX w. związek tych dwojga opisywany był jako absolutnie niepowtarzalny, trudny do zrozumienia dla zwykłych zjadaczy chleba. 22

Kiedy więc ukazała się książka Remigiusza Grzeli, nie wahałam się ani chwili – uznałam, że już czas na wyrobienie sobie własnej opinii. Autor oczarował mnie sposobem, w jaki przedstawia czytelnikom biografię Jędrusik i Dygata. Ich losy, zwykła codzienność, bolączki i namiętności przeplatają się ze sobą niczym pędy dzikiego wina – nie po ko-

lei, nie krok po kroku, ale w jakimś swoim własnym splocie, którego kierunek przynosi po prostu życie. Wokół wielu faktów, również tych politycznych (były to przecież czasy powojenne, niezwykle trudne, by je jednoznacznie oceniać), Grzela buduje solidną podstawę w postaci wspomnień rozmaitych ludzi kultury, a także osób z grona rodzinnego tej nietuzinko-

wej pary. Efekt jest piorunujący – czytelnik co chwilę zachwyca się i oburza, rumieni, wzrusza; w tym kalejdoskopie emocji, bogactwie postaci, naprawdę można się chwilami pogubić. Do Kaliny przylgnęła łatka seksbomby, aktorki, która nie do końca mogła zaprezentować swój oryginalny talent – autor próbuje opisać ją jako kobietę, która urodziła się w trochę MONITOR POLONIJNY


rzeczy zbyt duże, aby przecisnąć się przez dziurę – kamienie. Dobrze byłoby się zatrzymać, załatać dziury, obejrzeć się za siebie i pozbierać małe, zgubione diamenty, które są jeszcze w zasięgu wzroku, ale przede wszystkim wyrzucić z kieszeni kamienie. Trudno z nimi biec, można się potknąć. Frank Herbert pisał w Diunie: „...miłosierdzie to możność zatrzymania się choćby na moment. Nie ma miłosierdzia tam, gdzie nie można się zatrzymać”. Bieg Polaków przez historię i jego mechanika to wielki temat i nie chcę go tutaj roztrząsać, bo ani tu miejsce, ani kompetencje ku temu, ale dostrzegam go jako niepodjęty, a przecież powinien być w centrum debaty publicznej. Dostrzegam i, co za tym idzie, jestem niemal pewny, że za 50 lat płyta Blues i wszystkie dzieła jej podobne będą istniały jedynie w świadomości wąskiego grona ludzi wtajemniczonych, pasjonatów i praktyków, tak samo jak bezpowrotnie utracona ludowość, dzieła polskich kompozytorów czy literatura piękna, która miała odwagę nie chwytać się kurczowo tematu kamieni. Uwarunkowania historyczne to jedno, ale sanieswoich czasach, stąd być może ten obciążający osąd. Kreacja artystyczna Kaliny Jędrusik, jej stosunek do życia i wymagania stawiane sobie, kojarzą mi się momentami z życiem współczesnych gwiazd – aktorce zależało na autentycznej ekspresji własnego „ja”, bez względu na obyczajowy koszt. Stąd być może tak wiele plotek na jej temat, licznych anegdot i opowiastek, którymi żyła opinia publiczna w połowie XX wieku – lata to były szare, dla artystów politycznie wymagające, a dla społeczeństwa po prostu niepewne. Każdy kolorowy ptak dawał szansę na chwilową ucieczkę od panującej szarzyzny, dlatego chętnie podglądano życie polskich ludzi kultury, żyMARZEC 2022

mi też dorzucamy trzy grosze. Tak! Mało śpiewamy! A już, nie daj Boże, Niemena. Tego nikomu nie wolno! Świętość! A za pięćdziesiąt lat... Pięćdziesięciolecie albumu Blues przebiegło na tyle niemrawo, że sam go nawet nie zauważyłem, a przy tym śledzę tematyczne fora, portale i wydarzenia. Tylko jakaś audycja w Polskim Radio i wznowienie płyty, co akurat cieszy. Cudze chwalimy, swego nie doceniamy. Tak wygląda cierpka w mojej ocenie rzeczywistość. A co do samego albumu... Cóż mógłbym dodać od siebie… Pewnego dnia mój przyjaciel, Węgier, wysłał mi pytanie, czy znam tę piosenkę. Pisał, że trafił na nią przypadkiem i nie może się uwolnić od jej tematu gitarowego. Był oczarowany i chciał wiedzieć więcej, bo kawałek jest światowy. Chodziło o Kiedy byłem małym chłopcem. Podobnych historii mógłbym przytoczyć jeszcze kilka. O tajemniczej mocy utworów, takich jak Oni zaraz przyjdą tu, Gdybym był wichrem, Co się stało kwiatom, Ona poszła inną drogą najlepiej przekonać się, śpiewając je lub grając, choćby w do-

wiono się plotkami, skandalami – przynajmniej książki i gazety czytano dużo chętniej niż dziś, doszukując się często niepoprawnych politycznie podtekstów. Stanisław Dygat mówił o sobie, iż został pisarzem, gdyż żadne inne zajęcie mu nie wyszło. Mimo tej nonszalancji (a może właśnie dlatego) zgromadził wokół siebie liczną grupę literatów i aktorów, grzejących się w jego popularności. O wpływie pisarza, jego możliwościach towarzyskich, intelektualnych oraz licznych romansach obficie rozpisuje się Remigiusz Grzela, kreśląc obraz człowieka stojącego zawsze po stronie wolności, swobody intelektualnej oraz indywidualizmu. Dziś już praktycznie nieczy-

mowym zaciszu. Zawsze, czy to z zespołem Jablco w Bratysławie, czy proYektone w Wiedniu lub innymi muzykami, z którymi brałem na warsztat utwory z tej lub innej płyty Breakoutu, była to duża przyjemność, wyzwanie i odkrywanie na nowo muzycznego języka. To esencjonalna, korzenna muzyka, z jednej strony niesamowicie wymagająca na pewnym poziomie, ale z drugiej przystępna, jak mało która, dająca się nucić, na przykład przy goleniu. ŁUKASZ CUPAŁ

tany, kojarzony z epoką powojennych rozliczeń, może nas zainteresować jako człowiek – i taką szansę daje nam właśnie relacja Grzeli. Muszę przyznać, że lektura

skomplikowanego życiorysu Dygata, jego nietuzinkowego podejścia do życia, zrobiła na mnie pewne wrażenie – był pozerem czy genialnym zwierzęciem towarzyskim? Niedocenionym talentem czy zaledwie odbiciem pewnych trendów? Kto ciekawy, sam musi sięgnąć po książkę Grzeli. Czytelnicy biografii często nastawiają się na smaczki – chcieliby poznać dotąd nieznane fakty z życia bohaterów opowieści, wewnętrzne motywacje, rozterki i chwile szczęścia. W tej lekturze takich zadziwiających wyznań nie zabraknie. Jeśli macie ochotę ruszyć w tango z tak intrygująca parą artystów, zapraszam do lektury. AGATA BEDNARCZYK 23


i Miłość jest blisko…

ym razem chcę Państwu T zaproponować dwa filmy. I to takie, które pomogą trochę odetchnąć od napiętej i męczącej codzienności i uwierzyć, że za chwilę z ogromną siłą wybuchnie wiosna – pora miłości. Oba filmy są bowiem o miłości i oba zrobione przez mężczyzn: Filipa Zylbera i Radosława Dunaszewskiego. Miłość do kwadratu to film, który pojawił się na Netflixie przed rokiem i dzielnie trzyma się do tej pory zapewne dlatego, że ma swój klimat, nastrój i zachęca dorosłych widzów, by uwierzyli, że w życiu, jak w bajkach, prawie wszystko jest możliwe. To pierwsza polska komedia romantyczna dla Netflixa. Fabuła filmu jest dość prosta. Młoda ambitna nauczycielka Monika Grabarczyk pracuje w prywatnej szkole. Nie lubi jej dyrektor – w tej roli Tomasz Karolak, nawet śmieszny. Niestety, kłopoty rodzinne Moniki, a ściślej problemy finansowe jej ojca, właściciela warsztatu samochodowego, zmuszają nobliwą nauczycielkę do podjęcia pracy modelki. W nowym fachu ma szanse lepiej i szybciej zarobić, ale w szkole będzie uczyć dalej, bo to jej pasja. Miłość i porozumienie córki z ojcem w tym filmie są ciekawym wątkiem. 24

Miłość do kwadratu

W roli ojca Mirosław Baka, aktor, którego bardzo lubię i cenię właściwie od pierwszej wielkiej jego roli w filmie Krzysztofa Kieślowskiego Krótki film o zabijaniu, bo Baka nawet z małego epizodu – tak jak w tej komedii Zylberta – potrafi stworzyć smakowity drobiazg. Monika jako modelka i nauczycielka, słowem przebieranky co chwilę, w obu wcieleniach spotyka sławnego i zblazowanego dziennikarza. W dziennikarskiego playboya wcielił się Mateusz Banasiuk, aktor, który potrafi na ekranie zaistnieć z wdziękiem. Podwójna osobowość Moniki jako nauczycielki i modelki przyniesie oczywiście liczne niespodziewane sytuacje. No i musi też być miłość. A do kogo? Przekonajcie się Państwo sami. Ada Chlebnicka jako Monika błyszczy w tym filmie urodą. Potrafi być delikatna, natomiast trochę kłopotu sprawia jej wcielanie się w modelkę wampa. Choć nie jest, jak dotąd, aktorką pierwszego planu, warto zapamiętać jej nazwisko. Film Miłość do kwadratu ma przeciwników i zwolenników. Lubią ten film widzowie, którzy chcą po prostu odpocząć, oglądając niezobowiązującą bajeczkę z udziałem sympatycznych aktorów.

Można wybierać

Natomiast ci, którzy szukają w komedii romantycznej czegoś więcej niż tylko oddechu, zżymają się na marny scenariusz i puste dialogi. Reżyser Filip Zylbert zaistniał w filmie z rozmachem, bo jest także aktorem i scenarzystą. A jego debiut reżyserski Pożegnanie z Marią, według prozy Tadeusza Borowskiego, był oceniony bardzo dobrze. Za ten film zdobył w 1993 roku nagrodę na festiwalu filmowym w Gdyni. Potem zrealizował jeszcze kilka filmów fabularnych, ale przede wszystkim pracował w telewizji jako reżyser popularnych seriali Na wspólnej, BrzydUla czy Lekarze. Od kilku lat bawi go – jak sam przyznaje – gatunek komedii romantycznej. Drugi film dopiero co wszedł na ekrany kin. Miłość jest blisko w reżyserii Radosława Dunaszewskiego również wywołuje różne emocje. Na pewno pięknie pokazane zostały w tym filmie Góry Stołowe i świetnie zagrała plejada dobrych aktorów. Scenariusz jest dość banalny, choć pisany przez kilka osób. Czasami, jak widać, praca zbiorowa zawodzi. Adam, w tej sympatycznej roli Wojciech Solorz, przyjaź-

ni się z Natalią, czyli pełną wdzięku Weroniką Książkiewicz. Przyjaciele mieszkają obok siebie. Znają się od dziecka. Natalia jest zapaloną podróżniczką, Adam po nieudanym małżeństwie szuka wsparcia i spokoju. Mają oczywiście swoje marzenia i zastanawiają się, jak je zrealizować. Natalia chce poznać opiekuńczego mężczyznę, który byłby dobrym ojcem dla jej synka, a Adam marzy o wyprawie do Amazonii. W pewnym momencie oboje spotykają ciekawych i atrakcyjnych partnerów. Co z tego wynika? Emocjonalne zawirowanie. Dobrze ogląda się czwórkę głównych aktorów: Wojciecha Solarza, Weronikę Książkiewicz, Olgę Bołądź i Grzegorza Małeckiego. I warto jeszcze wymienić Janusza Chabiora jako kierownika budowy, który jest jak zwykle charakterystycznie niebanalny. Jeśli ktoś z Państwa lubi kino familijne, sentymentalne, nieco romantyczne i chce spokojnie wczuć się w atmosferę dziwnych życiowych zmian, którym ulegają bohaterowie, znajdzie w tym filmie sporo miłych scen. Będzie to relaks z uśmiechem. Może to dzisiaj wcale nie tak mało?! Życzę filmowego wiosennego odprężenia. ALINA KIETRYS MONITOR POLONIJNY


zy wiedzieliście, że Słowacja ma swój Mały Rzym? To miasto położone jest w zachodniej części kraju i od wieków związane było z Kościołem katolickim. Pełne jest sakralnych obiektów i historycznych budynków. Zapraszam więc na spacer po Trnawie, która jest jednym z najstarszych średniowiecznych miast Słowacji oraz pierwszą słowacką siedzibą arcybiskupa. Trnawa leży zaledwie 50 km od Bratysławy, pośród malowniczych wzgórz, a swój czar i sławę zawdzięcza dużej liczbie zabytków kościelnych. W żadnym innym mieście na Słowacji nie znajduje się tyle kościołów jak tu, stad często nazywana jest słowackim Rzymem. Każdy z jej zabytków zasługuje na uwagę, ale szczególnie warto odwiedzić bazylikę św. Mikołaja, która powstała na fundamentach kościoła romańskiego z XIV w. Charakterystyczna dwuwieżowa budowla łączy w sobie gotyk z barokiem i uważana jest za najstarszy kościół w mieście. W swoim wnętrzu w jednej z bocznych kaplic skrywa niezwykły obraz Matki Boskiej Trnawskiej, który trafił tu pod koniec XVI w.

C

Obrazowi temu przypisuje się cudowną moc, choć jest tylko kopią dzieła znajdującego się w bazylice św. Bonifacego i Aleksego na Awentynie w Rzymie. Rzekomo w 1663 r., gdy Turcy planowali atak na miasto, Matka Boska na obrazie zapłakała krwawymi łzami i wojska osmańskie zawróciły. Na uwagę zasługują także historyczne organy. Należy też wspomnieć, iż to właśnie do Trnawy została przeniesiona kościelna stolica państwa węgierskiego, a przez trzy wieki bazylika św. Mikołaja, uważana za sanktuarium maryjne, pełniła funkcję świątyni katedralnej arcybiskupa ostrzyhomMARZEC 2022

Rzym Słowacji skiego. Mówiąc o Trnawie, trzeba podkreślić, iż było to pierwsze słowackie miasto, które otrzymało przywileje wolnego miasta królewskiego, a najstarsze zapiski historyczne o nim pochodzą z 1238 r. Z ciekawostek dodam, że to właśnie w Trnawie zmarł Ludwik Węgierski, syn króla Węgier i Elżbiety Łokietkówny, który w latach 1370–1382, będąc królem Węgier, był też królem Polski. Kolejnym klejnotem miasta, który koniecznie trzeba zobaczyć, jest okazała katedra św. Jana Chrzciciela, wybudowana w 1637 r. według projektu włoskich architektów Pietra i Antonia Spazzów, będąca częścią kompleksu budynków uniwersyteckich. Ta wyjątkowa budowla powstała w miejscu średniowiecznego kościoła i klasztoru. W pięknie zdobionej świątyni znajduje się największy drewniany wczesnobarokowy ołtarzy na Słowacji i jeden z największych w Europie autorstwa wiedeńskich rzeźbiarzy Baltazara Knillinga i Vita Knotha z 1640 r. Jest tu też polski akcent w postaci stojącego przed kościołem pomnika papieża Jan Pawła II, który

odwiedził świątynię dziewiętnaście lat temu. Trnawa jest miastem z wieloma budynkami o ciekawej architekturze. Jej dominantą jest usytuowana na rynku głównym renesansowa wieża miejska, która stanowi doskonały punkt widokowy. Niestety, nie brakuje tu też wielkich betonowych brył, jak choćby szpecący budynek Domu Kultury. Klimat miastu dodają XIII-wieczne mury obronne, uważane za najlepiej zachowane fortyfikacje miejskie w kraju i jeden z najcenniejszych zabytków w Europie Środkowej. Odwiedzając Trnawę, warto pospacerować również

bocznymi uliczkami, by odkryć fascynujące i malownicze zakamarki miasta, a czasem także prawdziwą perłę. Takim wyjątkowym miejscem jest XIX-wieczna synagoga Status Quo Ante, będąca jednym z najbardziej oryginalnych budynków w mieście dzięki elementom stylu mauretańskobizantyjskiego oraz charakterystycznym dwóm wieżom z kulistymi kopułami. Innym wartym odwiedzenia zabytkiem jest dawna ortodoksyjna synagoga, dziś przemieniona na kawiarnię (MP12/2021). Zapraszam więc na wiosenny spacer i filiżankę wybornej małej czarnej do słowackiego Rzymu. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

25


Poprzednia krzyżówka niosła się w duchu karnawałowym, stąd i jej hasło nawiązywało do zabaw. A co nas czeka w marcu? Zapraszamy do rozruszania szarych komórek. Bawcie się dobrze! Hasło krzyżówki zostało ukryte w polach, oznaczonych numerami w następującej kolejności: 2 - 5 - 3 - 21 - 19 - 22 - 25 - 1 - 10 - 11 - 16 - 20 - 4 - 13 - 29 - 30 - 23 - 26 - 15 - 9 - 6 - 7 - 32 - 20 - 33 - Ń - 27 - 12 - 31 - 17 - 8 - 24 - 14 - 28.

Poziomo 4. zachwyt 6. muzułmanin dla katolika 8. ma prawo wybierania 11. małpolud z Himalajów 15. Penderecki 16. Washington i Johnson 17. stan USA z rzeką Ohio 19. wódka ze śliwek 20. pestka, faramuszka 24. kutwa, chciwiec 25. proces niszczenia skał

Wśród tych, którzy prawidłowe rozwiązanie prześlą na adres: monitorpolonijny@gmail.com, zostaną rozlosowane nagrody książkowe. Prosimy zatem także o podanie imienia, nazwiska i adresu pocztowego. T.O., red.

Pionowo 28. grecki Amor 29. postawiony cel 30. Niziurski 31. mycie i tarcie 32. czaszka lub skorupa 33. człowiek korzystający z etatu

1. beznoga larwa 2. dreszcze, dygotanie 3. miasto nad jeziorem Jamno 5. leczy wady zgryzu 7. tragediopisarz grecki 9. flakon 10. z syreną w herbie 12. mniejszy model toyoty

13. miasto w obwodzie kijowskim, nad Prypecią 14. wada wzroku 18. kar i odsetek 20. marzycielstwo 21. Fredro 22. król III Waza 23. aktualny prezydent Warszawy 26. taniec w takcie 3/8 27. morski glon

Hasło lutowej krzyżówki brzmiało: W karnawale czas na maski i szalone bale. 26

MONITOR POLONIJNY


retrohitach nie możemy pominąć słodkich piecczęci. O co chodzi? No przecież o studencką! Chyba wszyscy w Polsce kiedyś o niej marzyli. Tylko dlaczego mowa tu o jakiejś pieczęci? Przyjrzyjmy się po krótce historii handlu czekoladą, która dotarła do Europy 7 czerwca 1550 roku i temu, jak sobie z produkcją czekolady radzono w Czechosłowacji i dlaczego Polacy pokochali te produkty?

W

Słodka produkcja na Słowacji Na terenie Austro-Węgier przemysł cukierniczy powstał w 1896 roku za sprawą wybudowanej na terenie dzisiejszej Bratysławy fabryki cukierniczej Stollwerck. Był to największy w swoim rodzaju austro-węgierski zakład produkujący wyroby cukiernicze, kakao i czekoladę. Głównym jego produktem po I wojnie światowej stała się Złota Czekolada – bo tak brzmiała oficjalna nazwa tutejszej czekolady.

Retro

Hity

Słodkazęć piec w różnych regionach Czechosłowacji, należały do Czechosłowackiego Przemysłu Czekoladowego, przy czym asortyment produktów poszczególnych zakładów bardzo się różnił. To dawało możliwość wprowadzenia na rynek różnych smakowitych ciekawostek.

Pieczęć czekolady

Po upaństwowieniu fabryki w 1958r. ruszyła produkcja najbardziej znanej słowackiej czekolady Figaro. W 1985 roku roczna produkcja przekroczyła 18 ton, a zakład Figaro Bratysława osiągnął 36% udziału w produkcji krajowej kakao i 20% udziału w produkcji czekolad tabliczkowych. Produkcja czekolady odbywała się zarówno na terenie dzisiejszej Republiki Czeskiej, jak i na Słowacji. Pojedyncze zakłady, umiejscowione MARZEC 2022

Historia prawdziwej legendy wśród czekolad, czyli czekolady Studencka Pieczęć, sięga 1975 roku, kiedy podjęto decyzję o produkcji czekolady z kawałkami rodzynków, orzeszków ziemnych i galaretki. Ponieważ do tego czasu nic podobnego w Czechosłowacji nie istniało, czekolada ta natychmiast stała się popularna w całym kraju. Jej poprzednikiem był Studentský chlebíček (‘kanapka studencka’). W skład tego przysmaku wchodziły pokrojone i słodzone owoce, orzeszki ziemne, rodzynki i pokrojona w plasterki galaretka. Wszystko to było polane czekoladą. Produkcja studenckiej pieczęci ruszyła w zakładach Orion w czeskich Modřanach, ale po pół roku została przeniesiona do Zory w Ołomuńcu, gdzie jest produkowana do dziś. Tam pod okiem doświadczonych mistrzów wyrabiana jest z wysokiej jakości kakao, mleka i cukru. Co ciekawe, większość surowców pochodzi wy-

łącznie od producentów krajowych. Przez wiele lat czekoladę wyrabiano ręcznie, co dziś byłoby niemożliwe. Z biegiem lat czekolada Studencka Pieczęć kilkakrotnie zmieniała swój wygląd. W czasie, kiedy produkowano ją w Pradze, na opakowaniu widniała pieczęć Uniwersytetu Karola. Po przeniesieniu produkcji do Ołomuńca pieczęć ta została zastąpiona orłem ołomunieckim. W nazwie czekolady „pieczęć” jednak pozostała, choć obecnie firmuje ją wspominany orzeł.

Po prostu studencka Ciekawostką jest fakt, że Polacy pomijają drugie słowo w nazwie czekolady i mówią o niej po prostu – studencka. Jej oryginalne opakowanie było najdłużej istniejącym – stosowano je w latach 1975 – 1994. Potem dokonano niewielkiej korekty. Dość radykalna zmiana nastąpiła w 1998 roku, kiedy na opakowaniach zaczęły pojawiać się rodzynki, orzeszki ziemne i tabliczka czekolady, dzięki czemu wiadomo, czego można się spodziewać w środku.

Nie tylko mleczna i gorzka W pierwszych latach produkcji można było kupić tylko dwa rodzaje tej czekolady – mleczną i gorzką. W 2004 roku producent przedstawił wersję z białej czekolady, która zdobyła ogromną popularność. Od tej pory zwolennicy czekolady co roku mogą oczekiwać czekoladowych nowości. Na początku studencka miała wagę 200 g, od 1996 roku klienci mogli kupić jej mniejszą wersję, czyli kwadratową tabliczkę o wadze 100 g. Wszystkim studentom i niestudentom życzę słodkich chwil podczas delektowania się wybornymi walorami smakowymi czekolady, a w następnym odcinku naszej serii w poszukiwaniu kolejnych retrohitów zajrzymy na polski rynek czekolady. ANDREJ IVANIČ 27


Lutowe igrzyska mogły się odbyć w Polsce i Słowacji

ledząc igrzyska olimpijskie w Pekinie, mało kto już pamięta, że niewiele brakowało, a ta impreza odbyłaby się w Polsce i na Słowacji. Kandydatura Kraków 2022 przewidywała rozegranie większości pozagórskich dyscyplin w stolicy Małopolski, natomiast sporty wysokogórskie miały być rozgrywane w Zakopanem oraz w słowackich Tatrach Niżnych (narciarstwo alpejskie na Chopoku). Pomysł polskosłowackich igrzysk został w 2014 roku odrzucony przez krakowian w miejscowym referendum. Dziś Małopolska przygotowuje się do przyznanych jej igrzysk europejskich w 2023 roku, ale tym razem bez Słowacji Z pomysłem zimowych igrzysk w Krakowie i na Słowacji wyszła znana snowboardzistka, a obecnie posłanka Jagna Marczułajtis-Walczak. Sam pomysł nie był jednak nowy, gdyż już wcześniej oficjalną kandydaturę igrzysk w 2006 roku zgłosiły (osobno) Zakopane oraz Poprad. Ta w dużej mierze bratobójcza walka dwóch tatrzańskich ośrodków przesądziła o fiasku pomysłu, drugą przyczyną były niedociągnięcia infrastrukturalne ówczesnej Polski i Słowacji, które zgłaszając te kandydatury pod koniec lat 90., były dopiero na początku transformacji.

Ś

28

Odpadnięcie obu tatrzańskich kandydatur skłoniło obie delegacje do refleksji, że polsko-słowacka konkurencja nie ma sensu, a wygrać można jedynie, działając razem, ponad granicami. Igrzyska Kraków 2022 miały być już wspólne i dużo lepiej przygotowane. Tym razem markę i prestiż miało zapewnić nie małe i zakorkowane Zakopane, ale duży i znany na całym świecie Kraków, który w momencie składania aplikacji był już doinwestowanym, popularnym turystycznie miastem. Udało się też uniknąć problemów z poprzedniej aplikacji olimpijskiej w kwestii ochrony przyrody. Wcześniejsze pla-

ny Zakopanego zakładały dewastację Polskich Tatr na potrzeby rozbudowy infrastruktury narciarskiej Kasprowego Wierchu. W pomyśle Kraków 2022 zaplanowano rozgrywki alpejskie po słowackiej stronie, gdzie odpowiednia infrastruktura już była. Aplikację olimpijską poparły oficjalnie władze Krakowa, Zakopanego i słowackich samorządów, temat mocno wspierały słowackie organizacje turystyczne. Kontrkandydatów nie było wielu – oprócz Pekinu był to m.in. Lwów (igrzyska forsował Janukowycz, po Euromajdanie wycofano się z tego projektu) oraz Oslo i kilka innych europejskich miast, które

MONITOR POLONIJNY


również wycofały się z kandydowania. Zdaniem ekspertów Kraków wraz ze Słowacją prawdopodobnie wygrałby z Pekinem i niedawne igrzyska odbyłyby się w polsko-słowackim formacie. Wiązałoby się to jednak z ogromnymi kosztami – i to głównie one przesądziły o negatywnej decyzji krakowian w referendum, które w tej sprawie odbyło się w maju 2014 roku. Główny zarzut – Kraków nie ma chodników i kanalizacji na osiedlach peryferyjnych, nie ma pieniędzy na podstawowe usługi komunalne, a porywa się na kosztowne igrzyska. Zwolennicy z kolei podkreślali aspekt promocyjny, prorozwojowy, niektórzy widzieli w igrzyskach okazję do zintegrowania Polski ze Słowacją (stale we znaki daje się brak połączeń kolejowych, autobusowych i lotniczych).

Gdy już temat krakowskich igrzysk wydawał się zamknięty, w 2019 roku powrócił w nowej odsłonie – tym razem igrzysk europejskich. To nowa, mało znana i jak na razie mało prestiżowa impreza, rozgrywana dotychczas jedynie w Azerbejdżanie i na Białorusi, stąd też przez przeciwników nazywana „igrzyskami dyktatorów”. Zwolennicy, do których należy m.in. samorząd Małopolski, podkreślają, że Kraków ze swoją marką może nadać nowego impetu tej imprezie, a zyskają na tym wszyscy. Fakt jest taki, że mimo protestów i kontrowersji decyzja o organizacji igrzysk europejskich w Małopolsce już zapadła i odbędą się one latem przyszłego roku. Tym razem w przygotowaniach pomijany jest jednak transgraniczny aspekt imprezy. A szkoda, bo igrzyska w pobliżu słowackiej granicy mogłyby być dobrą okazją do utworzenia brakujących połączeń autobusowych i kolejowych oraz rozwoju polsko-słowackiej współpracy w wielu aspektach. JAKUB ŁOGINOW MARZEC 2022

Szanowni Czytelnicy, mili Przyjaciele! asza organizacja zrzeszająca Polaków w kilku regionach Słowacji i wydająca od 27 lat czasopismo „Monitor Polonijny“, zwraca się do Państwa z prośbą o przeznaczenie tych 2% z Państwa podatków na swoją działalność. Wszyscy odczuwamy skutki pandemii, podczas której nasze działania są utrudnione. Mimo ograniczeń w kontaktach osobistych staramy się utrzymywać z Państwem kontakt poprzez nasz miesięcznik, wydarzenia na żywo lub te, organizowane online. Darowizna 2 % Państwa podatku będzie dla nas w tym roku cenniejsza niż w latach ubiegłych, ponieważ dotacje, o które zabiegamy, przyznawane są tylko na wydarzenia zrealizowane, a wiadomo, że ze względu na pandemię część z nich nie doszła do skutku. Z codziennej działalności naszej organizacji oraz wydatków, związanych z administracją i księgowością, nikt nas jednak nie zwolnił. Wierzę, że również w tym roku uda nam się przekonać Państwa do przekazania 2% podatku na nasze wspólne działania. Z podziękowaniami za dotychczasowe wsparcie MAREK BERKY, prezes Klubu Polskiego

N

2% na rzecz Klubu Polskiego jak to zrobić? Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę muszą w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym przedłożyć potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% na rzecz Klubu Polskiego. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2021 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji – szczegóły także na stronie www.rozhodni.sk. Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to jego pełna nazwa, IČO i adres, czyli: Poľský klub – spolok Polia kov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nám. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2022 organizacjach (m.in. o Klubie Polskim) znajdują się na www.rozhodni.sk. 29


Idzie wiosna

MY

ar, vesna, wiosna? Już ją czujemy w powietrzu, już jest tuż, tuż! Umilmy obie oczekiwanie na nią ciekawostkami językowo-kulturowymi.

J

w których prawdopodobnie miały postać odpowiednio wósr i yēro-.

ry tak samo jak dziś oznaczał pierwszą porę roku. Wyraz vesna wprawdzie dalej występuje w języku słowackim, ale jest to słowo poetyckie, książkowe, dość rzadko spotykane w języku codziennym. Z kolei słowacka jar (ponieważ rzeczownik jest rodzaju żeńskiego) pochodzi z prasłowiańskiego jaro. Korzenie obu nazw sięgają zamierzchłych czasów praindoeuropejskich,

Wyrazy powiązane ze słowem jar spotkać można również w języku polskim, przykładowo w postaci przymiotnika jary, który oznacza ‘siany na wiosnę’, i w związku frazeologicznym stary, ale jary, gdzie oznacza ‘krzepki’. Drugie znaczenie wyszło już w polszczyźnie z użycia; w języku słowackim jest jeszcze obecne w literaturze pięknej pod postacią jarý.

Utopić zimę Pomimo odmienności słów starodawne zwyczaje dalej trwają w naszych kulturach. Początek wiosny dla naszych przodków wiązał się z wieloma obrzędami, do których zaliczało się również topienie marzanny. Również dzisiaj, choć odbywa się to o wiele rzadziej niż przed wiekami, podczas wiosennej równo-

nocy Polacy i Słowacy tworzą kukłę, którą następnie topią w rzece. W języku słowackim ta kukła nazywa się morena. Zwyczaj wywodzi się czasów słowiańskich. Kukła przedstawiała postać Marzanny, bogini śmierci, zimy i odrodzenia. Utopienie kukły (i często też wcześniejsze podpalenie) miało być ofiarą, mającą zakończyć zimę i rozpocząć wiosnę. Tradycyjnie marzanna była noszona przez dziecięcy orszak po całej wsi, a wieczorem była przejmowana przez młodzież, która podpalała i wrzucała ją do wody.

„Równodzienność” wiosenna Na zakończenie zostawiamy jeszcze jedną ciekawostkę językową. Wyraz równonoc, który oznacza dzień, kiedy Słońce jest obecne przez tyle samo czasu nad i pod horyzontem, w języku słowackim ma postać rovnodennosť. Zabawne, jak po raz kolejny zresztą pokrewieństwo językowe nie musi wcale oznaczać bliskości słownictwa. W końcu *rovnonoc brzmiałaby dla Słowaka tak samo dziwnie, jak *równodzienność dla Polaka! VELESLAVA OPUK i FILIP LEON OPUK PolishSlovak.eu

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Chociaż wiosna w Polsce i na Słowacji wygląda bardzo podobnie, od strony językowej może zaskoczyć. Słowacy bowiem na wiosnę mówią jar. Słowo „wiosna” pochodzi od prasłowiańskiego przodka vesna, któ-

30

N IE

Jara wiosna

OWIA SŁ

MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIA: PXHERE.COM

sposobem wyrażenia siebie, puszczenia wodzy fantazji, uwolnienia ducha kreatywności oraz… odpoczynku od obowiązków szkolnych i innych. Z drugiej strony jest też sposobem kontaktu z otoczeniem – pokazania tego, co w duszy gra, skonfrontowania własnej melodii z melodią najbliższych. Najważniejsze to pozwolić własnemu wnętrzu dojść do głosu i nie bać się go usłyszeć. Pytanie, czy chcemy się podzielić naszą twórczością z innymi, możemy pozostawić otwarte, ale nie wstydźmy się sami siebie i nie zamykajmy pod kluczem

…to ogólnie znana rzecz – tymi słowami zaczyna się słynna piosenka Kabaretu Starszych Panów. Jednak niezależnie od tego, czy marzec okaże się dla nas łaskawy i porozpieszcza nas słońcem, czy też może chętniej wpuści nam za kołnierz rzęsisty prysznic, przychodzę dziś

MARZEC 2022

z propozycją, która może zapobiec nudzie. Czy zadaliście sobie już kiedyś pytanie, co sprawia wam autentyczną radość? Co lubicie robić? Co pomaga wam wyrazić siebie? Rysunek? Śpiew? Gotowanie? Konstruowanie robotów? Dlaczego pytam? Bo często w pośpiechu codzienności umykają nam te najważniejsze kwestie. Tracimy zdolność odpowiedzenia na pytanie, co nas cieszy, bez oglądania się na wszystkie strony i szukania źródła radości gdzieś na zewnątrz. Tymczasem warto się niekiedy zatrzymać i zajrzeć do własnego wnętrza. I to wnętrze trochę… uzewnętrznić. Przykład? Moja córka pisze książki. O różnej tematyce – od przygodowych po encyklopedie. Liczą od kilku do kilkunastu stron, niektóre są ilustrowane, inne nie. Łączy je jedno – ich tworzenie sprawia autorce olbrzymią frajdę. Jest jej

ZDJĘCIE: NATALIA KONICZ-HAMADA

W czasie deszczu dzieci się nudzą…

własnych pomysłów. Bądźmy dla samych siebie najlepszymi przyjaciółmi, a nie największymi krytykami. Wtedy żadna nuda nie będzie nam straszna. NATALIA KONICZ-HAMADA

31


Pamiętam, że gdy w czasach studenckich odwiedziłam koleżankę z Górnego Śląska, jej mama ukoiła nasze wygłodniałe od nauki żołądki rewelacyjnym obiadem – roladą z kluskami i czerwoną kapustą. Dlatego tak bardzo ucieszyła mnie

propozycja pani Heleny Gerec z Koszyc. Autorka dzisiejszego przepisu od pół wieku mieszka na Słowacji, ale pochodzi z Katowic, więc kuchnię śląską zna od dawna. Jej zrazy z kluskami i modrą kapustą na pewno zachwycą niejednego łasucha.

Zrazy z kluskami i modrą kapustą SKŁADNIKI: • porcja kotletów wołowych

na zrazy – lub kawałek udźca, rostbefu itp. • musztarda • kilka plastrów wędzonego boczku – do zrazów i kapusty • kilka kiszonych ogórków • kilka cebul • sól i pieprz • śmietana • czerwona kapusta

• łyżka kminku • cukier i ocet

do smaku • ziemniaki • mąka

ziemniaczana • jajko

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Mięso kroimy na kotlety i rozbijamy cienko. Solimy i pieprzymy, następnie smarujemy musztardą. Boczek, ogórki oraz cebulę kroimy w drobną kostkę i nakładamy na rozbite kotlety. Zawijamy (można spiąć wykałaczką). Następnie obsmażamy na patelni lub w wyższym rondlu. Do podpieczonego mięsa dolewamy trochę wody i dusimy około 40 minut pod przykryciem, na koniec dolewając śmietanę. Kapustę szatkujemy i dusimy do miękkości w dużym garnku z dodatkiem kminku. Na patelni obsmażamy pokrojony boczek i cebulkę, gdy

zmiękną, dodajemy je do garnka z kapustą. Przyprawiamy solą, pieprzem, cukrem i octem do smaku. Ziemniaki gotujemy do miękkości, potem przecieramy przez praskę i mieszamy z mąką, solą i jajkiem. Najlepsze proporcje powstają wtedy, gdy podzielimy ziemniaki na 4 części, odejmiemy jedną i w zamian dodamy tyle samo mąki ziemniaczanej. Wyrabiamy gładkie ciasto, formujemy z niego okrągłe kluski z wgłębieniem w środku. Kluski wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy na minimalnym ogniu około 5 minut.

W taki oto sposób na wschodzie Słowacji od lat przyrządza się śląski klasyk – obiad na co dzień i od święta, danie, które nigdy się nie znudzi. Smacznego! AGATA BEDNARCZYK