Monitor Polonijny 2021/6

Page 1

ISSN 1336-104X

One-way ticket rodziny Pisalników str. 14

str. 25

O emocjach przed EURO 2020 z rzecznikiem polskiej reprezentacji str. 7

Klasztor na skale


D

zień Polonii i Polaków za Granicą obchodzono także w Stowarzyszeniu „Bonita” w Żylinie. Dzieci z tamtejszego przedszkola świętowały ten szczególny dzień w strojach biało-czerwonych, otoczone zabawkami w barwach narodowych. „Zastanawiałam się, jak podkreślić ten dzień, zadanie wyszukania białych i czerwonych klocków wydało mi się ciekawym wyzwaniem dla małych dzieci“ – mówi Silvia Subiak Wtoreková, szefowa stowarzyszenia i mama dwóch dziewczynek.

Dzień Polonii i Polaków za Granicą T

egoroczny Dzień Polonii i Polaków za Granicą Szkoła Polska przy Ambasadzie RP w Bratysławie uczciła, przygotowując krótki filmik z życzeniami dla pracowników i uczniów szkół polonijnych na całym świecie. Scenariusz tej miniprodukcji przygotowała dyrektor Monika Holzwieser, a wystąpiły w niej uczennice klasy III, Maria Hamada i Apolonia Żak, oraz pierwszoklasistka Ania Srogoń, natomiast za montaż odpowiedzialna była bibliotekarka szkolna Natalia KoniczHamada. Oprócz życzeń i elementu artystycznego w filmie znalazło się też miejsce na zdjęcia i krótka prezentacja działalności szkoły w czasach pandemii. Polska młodzież na Słowacji pozostaje aktywna! RED.

ZDJĘCIE: SILVIA SUBIAK WTOREKOVÁ

2

MONITOR POLONIJNY


No i mamy czerwiec – dla wielu najpiękniejszy miesiąc w roku, np. dla dzieci, które czekają na wakacje. Ale czy na pewno? W tym roku przecież dzieci nie miały zbyt wielu okazji, by być w szkole czy przedszkolu. Jak wielomiesięczna izolacja wpłynęła na najmłodszych, przeczytają Państwo na str. 18 w artykule naszej polonijnej psycholog. O radosnym czerwcu i powodach do świętowania pisze nasza redakcyjna koleżanka w tekście, otwierającym niniejszy numer naszego pisma (str. 4), a my zachęcamy też do zapoznania się w wynikami ankiety przeprowadzonej wśród naszych czytelników na temat czerwcowego (i nie tylko) świętowania (str. 5). A Państwo co będą świętować? Może szykują się Państwo na mistrzostwa Europy w piłce nożnej? Mamy więc wprowadzenie do tematu w postaci wywiadu z Jakubem Kwiatkowskim - rzecznikiem polskiej reprezentacji w piłce nożnej (str. 7) oraz artykuł poświęcony historii EURO (str. 20). Pewne znane nam i Czytelnikom „Monitora” polskie małżeństwo dziennikarzy nie miało ostatnio zbyt wielu powodów do świętowania, gdyż musiało wraz z synem uciekać z Białorusi w obawie o swoje życie. O niezwykłej parze, Iness i Andrzeju Pisalnikach, którzy podjęli decyzję o emigracji wraz z synkiem do Polski, przeczytają Państwo na str. 14. Powody do świętowania mają nasi rodacy mieszkający na Słowacji, na przykład Silvia Subiak Wtoreková, która właśnie wydała książkę dla dzieci (str. 11) czy artystka, twórczyni filmów animowanych Joanna Kożuch, która zyskała w Wiedniu Złotą Sowę, czyli polonijnego Oscara (str. 12). O sukcesach i powodach do świętowania informujemy także w związku z konkursem recytatorskim, w którym wzięły udział uczennice Polskiej Szkoły w Bratysławie (str. 12). Jak świętować to może przy jakimś specjalnym daniu? Polecamy przepis kulinarny rodem z Czech na znane i lubiane również na Słowacji specjały, które z pewnością osłodzą życie nie tylko dzieciom z okazji ich święta, ale i dorosłym (str. 32). A skoro mowa o słodyczach, polecamy kolejny odcinek „Retrohitów“, w którym tym razem o letnich przysmakach, charakteryzujących polskie i słowackie gusta, ale i warunki klimatyczne (str. 27). No i na koniec z przyjemnością informujemy o powrocie na łamy „Monitora“ ulubionej Państwa rubryki „Okienko językowe“. W tym odcinku nasza redakcyjna językoznawczyni zajmuje się m.in. najczęściej ostatnio używanym na świecie słowie „koronawirus”, który nieźle namieszał także w języku polskim (str. 21). Polecamy również inne, stałe, lubiane rubryki i życzymy udanego czerwcowego świętowania! W imieniu redakcji

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Zawsze się znajdzie jakaś okazja 4 Z KRAJU 4 ANKIETA Moje okazje do świętowania 5 WYWIAD MIESIĄCA O emocjach przed EURO 2020 z rzecznikiem polskiej reprezentacji 7 Z NASZEGO PODWÓRKA 11 One Way Ticket rodziny Pisalników, czyli co się dzieje na Białorusi? 14 Rok szkolny inny niż wszystkie. Jak wpłynął na dzieci? 17 ROZMOWY Z NINĄ Mój przyjaciel Emanuel 18 Kto rządzi piłką nożną w Europie? 20 OKIENKO JĘZYKOWE Język w czasach pandemii 21 CZUŁYM UCHEM Kierunek wschód – The Helicopters, Porter Band 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Zanim wyjedziesz nad morze 22 KINO-OKO Obowiązkowo należy obejrzeć „Jak najdalej stąd“ 24 SŁOWACKIE PEREŁKI Klasztor na skale 25 KRZYŻÓWKA 26 RETROHITY Soczyste pokusy lata 27 OGŁOSZENIA 28 BASIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA Czy bioplastik jest bio? 29 MY SŁOWIANIE Polsko-słowacki kociołek językowy 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Ciasto w dłoń! 31 PIEKARNIK Łyżką dookoła świata – Czechy 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • Projekt współfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013 Vydané 27. 5. 2021

CZERWIEC 2021

3


Zawsze się znajdzie jakaś okazja

„A czy dzisiaj ktoś przypadkiem nie ma urodzin?” – pyta mój synek niemal każdego dnia. Wiosna w mojej rodzinie to kumulacja urodzin i wszelakich rocznic, więc synkowi spodobało się śpiewanie „Sto lat” i wymyślanie życzeń. Istotnie, najczęściej świętujemy urodziny, imieniny i rocznice ślubu, ale przecież okazji do świętowania może być znacznie więcej, zwłaszcza teraz, gdy na Słowacji zniesiono trwający ponad pół roku stan wyjątkowy i stopniowo odwoływane są kolejne obostrzenia związane z koronawirusem. Umożliwia to otwarcie restauracji, hoteli czy wellness. Wiosna i piękna pogoda za oknem sprzyjają wspólnemu spędzaniu czasu z przyjaciółmi i znajomymi, co w ostatnim czasie było znacznie ograniczone przez COVID-19. Czerwiec przynosi wiele przeróżnych okazji do celebracji zarówno tych poważnych, jak i na półserio.

29 kwietnia w wieku 90 lat zmarł jeden z najwybitniejszych polskich dyrygentów KAZIMIERZ KORD. Był wieloletnim dyrektorem Filharmonii Narodowej; odbył kilkadziesiąt podróży koncer4

Miesiąc rozpoczyna bowiem Międzynarodowy Dzień Dziecka, na który z pewnością cieszą się nasi milusińscy. A czy wiecie, że w tym samym dniu przypada również Światowy Dzień Rodziców? Radować się zatem mogą i mali, i duzi. Dzieci w czerwcu świętują dwukrotnie – nie tylko w pierwszy, ale i w ostatni dzień miesiąca, kiedy to kończy się inny niż do tej pory rok szkolny. W jednej chwili z powodu pandemii nauka ze szkolnych ławek przeniosła się do dziecięcych pokoi, a system pracy uczniów i nauczycieli uległ radykalnej zmianie. Katolicy z pewnością celebrować będą ważną dla nich Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, potocznie nazywaną Boże Ciało (3 czerwca), ekolodzy Dzień Ochrony Środowiska (5 czerwca) natomiast fani piłki nożnej z radością powitają mistrzostwa Europy. Szesnasty turniej o mistrzostwo Europy w piłce

towych z orkiestrą i chórem filharmonii. Współpracował z orkiestrami w Europie, Japonii i Ameryce. Przez wiele lat prowadził działalność artystyczną w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. W 2005 otrzymał Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis“ oraz Diamentową Batutę wyróżnienie Zarządu Polskiego Radia. 2 maja w Krakowie w wieku 77 lat zmarł BRONISŁAW CIEŚLAK. Jako aktor zasłynął z roli porucznika MO Sławomira Borewicza

nożnej mężczyzn miał odbyć się w zeszłym roku, jednak w związku z COVID-19 został przeniesiony na rok bieżący. Jest zatem okazja do świętowania i to hucznego, gdyż w EURO 2021 weźmie udział reprezentacja Polski, która w swojej grupie zmierzy się ze Słowacją. Z pewnością wiele osób stanie 14 czerwca przed dylematem, której drużynie kibicować. Dla mnie jako poznanianki ważny jest Narodowy Dzień Pamięci Poznańskiego Czerwca 1956, bowiem 65 lat temu 28 czerwca wybuchł w Poznaniu pierwszy w PRL-u strajk generalny, a ulice miasta zamieniły się w pole bitwy, podczas której wojsko i milicja brutalnie tłumiły wszelkie demonstracje. W obliczu tamtych wydarzeń oraz obserwując obecną sytuację w kraju nad Wisłą, szczególnie powinniśmy cieszyć się z przypadającego na 4 czerwca Dnia Demokracji. Czerwiec to także miesiąc pełen nietypowych i zabawnych świąt, które można świętować z przymrużeniem oka. I choć nie sądzę, by ktoś celebrował Światowy Dzień Jazdy Nago na Rowerze (10 czerwca), to dlaczego nie wybrać się choćby na przejażdżkę rowerową w Światowy Dzień Roweru (3 czerwca)? A co tak w Dzień Leniwych Spacerów (19 czerwca) zwolnić na chwilę i udać się na długi spacer? A w Międzynarodowy Dzień Sushi (18 czerwca) zafundować sobie smakowitą ucztę? Z kolei Światowy Dzień Wellness (13 czerwca) to znakomita okazja, by dopieścić ciało, ko-

w serialu „07 zgłoś się“, która przyniosła mu ogromną popularność. Był też dziennikarzem, prezenterem telewizyjnym, a w latach 1997-2005 posłem na Sejm z ramienia SLD. W ostatnich latach wcielał się w postać detektywa Bronisława Malanowskiego w serialu „Malanowski i partnerzy“. W 2005 roku został odznaczony Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Bronisław Cieślak spoczął 10 maja na cmentarzu Podgórskim w Krakowie. Prezydent Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył go

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 3 maja odbyły się uroczyste obchody 230. rocznicy uchwalenia KONSTYTUCJI 3 MAJA. Na Zamku Królewskim w Warszawie prezydenci Polski - Andrzej Duda, Litwy - Gitanas Nauseda, Estonii Kersti Kaljulaid, Łotwy - Egils Levits i Ukrainy Wołodymyr Zełenski przyjęli wspólną deklarację, w której podkreślili historyczne znaczenie konstytucji z 1791 r. W Sejmie odbyło się też uroczyste, polsko-litewskie zgromadzeMONITOR POLONIJNY


rzystając z relaksujących zabiegów lub jacuzzi. W czerwcu przypada także Dzień Przyjaciela (9 czerwca) oraz Dzień Przytulania (24 czerwca), znany też jako Free Hugs. Okazją do imprezy może być także wypadający w tym miesiącu dzień: Drukarza, Elektryka, Informatyka, Księgowego, Wędkarza, Szwagra, a nawet Smerfa i Kaczora Donalda. Być może członkowie Klubu Polskiego po długiej przerwie będą mogli już wkrótce świętować wspólne spotkanie podczas flagowej imprezy Zielone Świątki. Świętowanie wprawia nas bowiem w dobry nastrój, dostarcza radości i śmiechu. Powoduje, że odrywamy się na chwilę od zabieganej codzienności, czas zatrzymuje się w miejscu, a my jesteśmy tu i teraz z osobami, które kochamy, lubimy i z którymi możemy dzielić się naszymi emocjami. Tak naprawdę każda okazja jest dobra, żeby świętować. Udanego czerwcowego świętowania! MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

nie posłów i senatorów, podczas którego głos zabrali prezydenci Polski i Litwy. 4 maja Sejm poprzez głosowanie wyraził zgodę na ratyfikację decyzji o zasobach własnych UE. USTAWĘ RATYFIKACYJNĄ poparła większość posłów PiS (przeciw głosowali posłowie Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry). „Za“ głosowali posłowie Lewicy, PSL oraz Ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni. Koalicja Obywatelska wstrzymała się od głosu. Konfederacja była przeciw. Ustawą ratyfikacyjCZERWIEC 2021

Moje okazje do świętowania

Na

całym świecie ludzie wykorzystują różne okazje do świętowania, a w czerwcu będzie ich sporo, zwłaszcza że miesiąc ten łączy wiosnę z latem i jest jednocześnie zapowiedzią wakacji. Zapytałam czytelników „Monitora Polonijnego“, co w czerwcu będą świętowali.

Arkadiusz Kugler J

BRAT YSŁAWA

ako człowiek wierzący staram się celebrować wszystkie religijne święta. Nie inaczej jest w przypadku Bożego Ciała, choć brakuje mi procesji w mojej rodzinnej parafii. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej to święto innego rodzaju, ale jak w przypadku zbliżającej się olimpiady teraz będzie chyba inaczej, nawet jeśli człowiek będzie spędzał czas przed telewizorem, to jednak widmo trwającej pandemii trochę wpłynie również na odbiór wszystkich meczów. Już chociażby z tego powodu, że publiczności będzie mniej, a mecze będą rozgrywane w przypadkowych miejscach. Do świąt typu Dzień Przytulania podchodzę z przymrużeniem oka, ale to w sumie dobra okazja, żeby dostrzec z pozoru niepozorne, ale jednak

ną zajmie się jeszcze Senat. Polska z unijnego Funduszu Odbudowy ma otrzymać 58 mld euro tj. ok. 250 mld zł. 6 maja w Warszawie zmarł LUCJAN KASZYCKI, wybitny kompozytor muzyki filmowej i teatralnej, autor słynnego standardu „Pamiętasz była jesień”. Skomponował muzykę do ponad 150 spektakli teatralnych i prawie 40 filmów; autor przebojów muzyki rozrywkowej, które śpiewali m.in. Sława Przybylska, Piotr Szczepanik, Ewa Demarczyk, Joanna Rawik, Irena Santor.

ważne w codziennym życiu rzeczy. Podsumowując, świętujmy rzeczy duże, ale również i te najmniejsze.

15 maja Zjednoczona Prawica zaprezentowała program POLSKI ŁAD na czas po pandemii koronawirusa. Program ten przewiduje m.in. zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, emeryturę do 2500 zł bez podatku, zapewnienie do 100 tys. zł wkładu własnego na mieszkanie. Ponadto program zakłada też 7 proc. PKB na służbę zdrowia w ciągu 6 lat, podniesienie progu podatkowego z 85 tys. do 120 tys. zł, dodatek 12 tys. zł na drugie dziecko, pozwolenie na budowę domów do 70 m2 na

podstawie zgłoszenia, umorzenie kredytów mieszkaniowych do 150 tys. zł w zależności od liczby dzieci w rodzinie. Według informacji z 22 maja w Polsce wykonano dotąd ponad 17 MLN SZCZEPIEŃ przeciw COVID-19. W pełni zaszczepionych dwiema dawkami preparatów od firm Pfizer/BioNTech, Moderna i AstraZeneca lub jednodawkową szczepionką Johnson&Johnson jest ok. 5 mln 410 tys. osób. MP 5


Tatiana Drímaj Recká

Dorota Cibińska

C

M

RA JKA

BAŃSKA SZCZAWNICA

zerwiec jest jednym z moich ulubionych miesięcy, na który czekam z niecierpliwością. Miesiąc rozpoczynam świętowaniem Międzynarodowego Dnia Dziecka (bo każdy z nas powinien zachować w sobie trochę dziecka do końca życia), potem przychodzi Dzień Przytulania, a następnie Dzień Przyjaciela i Światowy Dzień Rowerów. A dzień 21czerwca jest dniem specjalnym. Nie tylko dlatego, że to najdłuższy dzień w roku - ale w tym dniu wyszłam kiedyś za mąż. Był zwykły dzień, piątek, godz. 15.30, ratusz w Bańskiej Szczawnicy, a dla nas wyjątkowy czas. Od tej pory jest to prywatne święto moje i mojego męża. Najważniejszym jednak powodem, dlaczego czerwiec jest dla mnie szczególnym miesiącem, jest fakt, że już 12, najpóźniej 15 czerwca wyjeżdżam do Polski nad Bałtyk na minimalnie dwa tygodnie, by spotkać się z bliskimi mi ludźmi. Cały rok czekamy, by ponownie wspólnie świętować wszystkie nasze święta: imieniny, urodziny, Dzień Dziecka (z wszystkimi dziećmi przyjaciół z Poznania i Warszawy), po prostu świętować razem przyjaźń, bliskość, radość, lato. Przed rokiem, kiedy rozpoczęła się pandemia, nie spotkałam się z moimi polskimi przyjaciółmi. Martwiłam się wówczas o zdrowie, by nie przywlec nad morze wirusa. Wierzę, że w tym roku w czerwcu spotkamy się wszyscy, bo jestem po szczepieniu, podobnie jak moi polscy znajomi.

Klaudia Korcek

Ś

PEZINOK

więtować można z absolutnie dowolnego, nieraz zupełnie błahego powodu. Najlepiej jeśli sami uznamy, że jakieś wydarzenie w naszym życiu jest szczególne i będzie miło je uczcić. Sama perspektywa świętowania poprawia nam humor. Niedawno świętowałam rocznicę kupna domu, więc zaprosiłam sąsiadów na wino i fantastyczne ciasto makowe bez mąki. Kolejna okazja do świętowania w gronie rodziny to zbliżający się Międzynarodowy Dzień Dziecka, który z pewnością spędzimy gdzieś w plenerze, korzystając z atrakcji zorganizowanych dla dzieci przez miasto. Ubiegłoroczny Dzień Dziecka zapewne zapamiętam na długo, ponieważ tego dnia, po prawie 3 miesiącach izolacji w domu, pracy zdalnej i opieki nad dziećmi, trzy moje pociechy poszły do szkoły i przedszkola. 6

Byłam wtedy bardzo szczęśliwa. W tym roku będzie inaczej, dlatego chcemy spędzić ten dzień radośnie, wśród dziecięcych uśmiechów. Czerwiec jest fantastycznym miesiącem, bo zbliżają się wakacje, czas odpoczynku dla całej rodziny i odwiedzin najbliższych, z czego się cieszę najbardziej. W czerwcu czeka na nas jeszcze kilka innych radosnych chwil. Co roku właśnie w tym miesiącu dojrzewają nam czereśnie za domem, które przyciągają wszystkie dzieci z ulicy i znajomych. Nie wiedziałam, że jedno drzewo może dać tyle radości i miłych chwil, na które zawsze niecierpliwie czekamy. Od kilku lat w czerwcu jest też organizowane weekendowe spotkanie Polaków z okazji Zielonych Świątek. To pretekst do świętowania naszej polskości, możliwość poznania nowych ludzi i poczucie jakby się było blisko rodzinnego domu. Razem z mężem i dziećmi uwielbiamy tę wspaniale zorganizowaną im-

istrzostwa Europy w piłce nożnej to zdecydowanie najważniejsze wydarzenie, którego już się nie mogę doczekać. Jestem wielką fanką piłki, a moje oczekiwanie potęguje fakt, że miały się one odbyć już w zeszłym roku, ale ze względu na pandemię przełożono je na rok bieżący. Ponadto mamy teraz supersilną drużynę i wierzę, że tym razem, nie powtórzy się schemat meczu otwarcia, meczu o wszystko oraz meczu o honor. W czerwcu obchodzę również Boże Ciało. To ważne święto było w naszej rodzinie celebrowane, jak tylko sięgam pamięcią. Mój tata każdego roku pomagał przy stawianiu ołtarza na naszym osiedlu. Z kolei Zielone Świątki zaczęłam obchodzić dopiero, od kiedy jestem na Słowacji. Dzięki Klubowi Polskiemu jest to wydarzenie, które na stałe zagościło w moim kalendarzu.

prezę. W tym roku bardzo się cieszę również na mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a 14 czerwca będę świętować zwycięstwo Polaków w meczu Polska – Słowacja. Jestem pewna wygranej i już teraz z tej okazji zapraszam Polaków z okolicy na dobre wino. Świętowanie sprawia, że odryMONITOR POLONIJNY


O emocjach przed

EURO 2020 z rzecznikiem polskiej reprezentacji

W

jakiej kondycji są polscy piłkarze? Jak wpłynął na nich rok pandemii? Jak podchodzą do pierwszego meczu na Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej EURO 2020, podczas którego spotkają się ze Słowakami? Przed zbliżającymi się emocjami sportowymi udało mi się porozmawiać z Jakubem Kwiatkowskim - rzecznikiem prasowym Polskiego Związku Piłki Nożnej i reprezentacji Polski w piłkę nożną mężczyzn, który jest także odpowiedzialny za sprawy organizacyjnosportowe polskiej reprezentacji.

wamy się choć na kilka godzin od zabieganego życia, dlatego dla mnie każdy mecz Polaków na mistrzostwach będzie jak święto. Co roku w czerwcu celebrujemy też zbieranie cudownie pachnących truskawek. Szczególnie dzieci mają frajdę, zbierając i jedząc świeżutkie truskaweczki prosto z krzaczka. W połowie miesiąca będę z rodziną świętowała urodziny syna, a pod koniec miesiąca także swoje. Będzie to wydarzenie wyjątkowe – w gronie rodziny, znajomych i… na najwyższym szczycie Tatr. Jeśli uda mi się zrealizować moje plany, to będą to moje najlepsze urodziny w życiu. W świętowaniu chodzi o to, by po prostu się spotkać, by cieszyć się obecnością bliskich. Jest to bardzo ważne w relacjach międzyludzkich. A ludzie, którzy umieją i lubią świętować, są zazwyczaj optymistycznie nastawieni do świata. I właśnie takiego optymizmu życzę w czerwcu każdeMZO mu z nas. CZERWIEC 2021

Właśnie zbliżają się Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2020, choć mamy już 2021 rok. Ta niezgodność w latach jest spowodowana poślizgiem, do którego przyczyniła się pandemia, tak? Tak. Ubiegłoroczne Euro 2020 zostało jeszcze w marcu lub kwietniu zeszłego roku przełożone na 2021 rok. Decyzję tę podjęto na dwa miesiące przed pierwotnie planowanym startem, ale wszystkie materiały marketingowe UEFA już były wydrukowane. A to są przecież olbrzymie nakłady, dlatego zeszłoroczna nazwa turnieju pozostała.

Nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca w historii mistrzostw Europy w piłce nożnej. Jak to przeżywali piłkarze? Dla każdego to była poważna sprawa. Wcześniej nie mierzyliśmy się z czymś takim, jak lockdowny, zamrożenia. To było wyzwanie. Paradoksalnie rok temu zamknęliśmy się na miesiąc, półtora i nie rozgrywaliśmy żadnych meczów, a obecnie, od września funkcjonujemy w miarę normalnie: piłkarskie zawody sportowe są rozgrywane, choć przypadków zakażeń jest więcej niż w ubiegłym roku.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

7


Dla każdego zawodnika rok to bardzo dużo, szczególnie w przypadku zawodników starszych. To pokazuje, że mimo wszystko w tej trudnej sytuacji da się zorganizować wydarzenia sportowe przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności. Kierujemy się bardzo specjalnymi restrykcyjnymi protokołami, które określają, co się musi dziać, żeby dany mecz mógł się odbyć. Cierpią na tym jedynie kibice, którzy nie mogą się pojawić na stadionach. Ale powoli i to się zmienia. W Anglii na Puchar Ligi Angielskiej na trybunach obecnych było 3 tysiące fanów. Również w Polsce trybuny zostały otwarte. Wiemy, że mecze podczas EURO będą rozgrywane z udziałem kibiców, w zależności od stadionu i od kraju, gdzie mecz się odbędzie. Decyzje lokalnych władz umożliwiają udział kibiców od 25 procent pojemności stadionu do 75 procent. A Węgrzy zapowiadają, że otworzą cały stadion dla kibiców! Nie boicie się? Nie. My się nie mieszamy z kibicami. To są te wspominane przeze mnie protokoły, które mówią m.in., że musimy przebywać w swojej bańce, którą tworzy drużyna, czyli piłkarze i sztab wokół nich. Jak to wygląda w praktyce? Jesteśmy cały czas testowani, więc ryzyko, że nam się przyplącze ognisko zakażenia, jest minimalne. Pandemia trwa już długo i kilka osób z naszej drużyny przeszło już koronawirusa. Ja też jestem świeżym ozdrowieńcem. Wirusa wykryto u mnie ponad miesiąc temu na zgrupowaniu. Co więcej, przed EURO będziemy zaszczepieni. Ja już zostałem zaszczepiony. To wszystko ma sprawić, żeby ten turniej odbył się bez problemów. Bo takie mistrzostwa to olbrzymi biznes. UEFA nie może sobie pozwolić na to, żeby i ten turniej się nie odbył. Jaką szczepionką będą szczepieni nasi piłkarze? Johnson and Johnson. Taka była decyzja polskiego rządu. Dla tak dużej 8

grupy osób trudno logistycznie zorganizować szczepienia na dwa etapy, zwłaszcza, że większość z piłkarzy mieszka za granicą. Logistycznie więc łatwiej podać szczepionkę jednorazową. Jak Ty na nią zareagowałeś? Wieczorem podskoczyła mi temperatura, a na następny dzień miałem lekkie bóle mięśniowe. EURO będzie się odbywać w kilkunastu miastach. Jak logistycznie będzie wyglądało Wasze podróżowanie? Wszystko mamy opracowane. Chodzi o to, żeby sprawnie i szybko się przemieszczać, by zapewnić drużynie najmniej uciążliwą podróż, co mamy już wypróbowane od wielu lat. Staramy się, o ile to jest możliwe, wjechać autokarem na płytę lotniska, pod sam samolot. Jeżeli tak się nie da, to na lotnisku są specjalne strefy dla drużyny, a wszystko po to, żebyśmy się nie mieszali z innymi ludźmi. Zawsze tak to było zorganizowane, bez względu na to, czy była pandemia, czy jej nie było. Tak samo to działa w przypadku przylotów i odbioru drużyny bezpośrednio z płyty lotniska. Jak oceniasz pomysł organizacji EURO w 12 miastach? Według mnie to nie do końca udany pomysł, ale te decyzje zapadły bodajże w 2012 lub w 2013 roku, a wtedy jeszcze nikomu przez myśl nie przeszło, że będziemy się borykać z jakąś pandemią. Rozegranie takiego turnieju na całym kontynencie, a nawet poza nim, bo na liście jest przecież też Azerbejdżan, to logistyczne wyzwanie, którego pandemia nie ułatwia. My mieliśmy najpierw mieszkać pod Dublinem i rozegrać dwa mecze w Dublinie. Wszystko było ustalone, mieliśmy zarezerwowany hotel, położny 20 minut jazdy od stadionu. Wszystko się zmieniło, kiedy UEFA poprosiła gospodarzy meczów, by umożliwili wejście kibiców na stadiony. Chodziło o minimum 25 procent pojemości stadionu, czego Dublin

nie był w stanie spełnić. Podobnie sprawa się miała w przypadku stadionu w Bilbao, więc mecze z tych dwóch miast zostały przeniesione do Sankt Petersbura i Sewilli. Na przesunięciu mistrzostw Europy o rok nasi piłkarze zyskali, by móc się lepiej przygotować czy też spowodowało to u nich rozleniwienie? Pamiętam, że rok temu, kiedy przekładano turniej, w naszych wewnętrznych rozmowach panowało przeświadczenie, że nasi zawodnicy mogą na tym zyskać, gdyż niektórym z nich przytrafiły się wtedy groźne kontuzje, więc mieli czas na wyzdrowienie. Dla każdego zawodnika rok to bardzo dużo, szczególnie w przypadku zawodników starszych. Wszystko ma więc swoje plusy i minusy? Trudno to ocenić, bo jak spojrzymy na cały sezon piłkarski, który dobiega końca, to intensywność jest olbrzymia, co wpływa na formę zawodników. Spójrzmy na Krystiana Bielika, młodego, bardzo obiecującego zawodnika. Liczyliśmy na to, że będzie zdrowy. Miał dobrą jesień, powrócił na boisko, ale niestety pod koniec roku uległ dokładnie takiemu samemu urazowi, co przed rokiem. Cieszył się z przesunięcia EURO, a jednak w nim nie weźmie udziału. Przebyty COVID z pewnością też rzutuje na kondycję piłkarzy? Chory czy kontuzjowany piłkarz nie może dobrze pracować, jest pozbawiony regularnego treningu, więc jego forma spada. Mieliśmy kilku zawodników zakażonych koronawirusem i ta sytuacja pokazała, że po wyzdrowieniu potrzebowali trochę więcej czasu, by wrócić do wysokiej formy. Dobrym przykładem jest Piotr Zieliński, który jesienią został zakażony koronawirusem, ale na szczęście dziś jest na bardzo wysokim poziomie i będzie jednym z najważniejszych naszych piłkarzy na turnieju.

Chory czy kontuzjowany piłkarz nie może dobrze pracować. MONITOR POLONIJNY


Kogoś konkretnie koronawirus wykluczył z EURO? Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Ilu piłkarzy zmagało się z koronawirusem? Jesienią jeden zawodnik był zakażony, a w marcu, niestety, trzech i to ich wykluczyło z meczów eliminacyjnych. Nasz pierwszy mecz na EURO dopiero 14 czerwca, jeszcze będziemy się szczepić, żeby uniknąć ryzyka. EURO jest rozgrywane raz na cztery lata, a w tym wyjątkowym przypadku odbędzie się po pięciu latach. Czeka nas wyjątkowa impreza i chcielibyśmy uniknąć tego, by koronawirus decydował, kto zagra na turnieju. Jak oceniasz Paula Sousę, który został trenerem reprezentacji zaledwie kilka miesięcy przed EURO? Bardzo pozytywnie. Oczywiście, kibice czy dziennikarze pewnie mają trochę inne zdanie, ale oni nie mają takiej wiedzy, jaką mam ja, będąc blisko drużyny, widząc, co się dzieje na treningach. Jestem tam, gdzie nie ma kamer, i widzę, jak to się wszystko układa. Oczywiście, to trudna sytuacja, bo zmiana selekcjonera nastąpiła w styczniu. Nowy selekcjoner musiał przystąpić do trzech meczów eliminacji do mistrzostw świata praktycznie

CZERWIEC 2021

z marszu. Oczywiście punktowo mogłoby być lepiej, bo w trzech meczach cztery punkty to nie jest dorobek, z którego możemy być zadowoleni. Ale myślę, że jest nadzieja. Teraz będzie dużo więcej czasu na przygotowania, zrozumienie specyfików pracy selekcjonera, czego on od zawodników wymaga. Drużyna będzie ze sobą trzy tygodnie zanim rozegra pierwszy mecz. Ma polska reprezentacja szansę na duży sukces podczas EURO 2020, skoro w jej zespole gra najlepszy piłkarz świata Robert Lewandowski? Robert bez dwóch zdań jest najlepszym zawodnikiem i super, że mamy takiego piłkarza, a jednocześnie kapitana reprezentacji. Ale nie oszukujmy się, Robert w sierpniu skończy 33 lata. To jest raczej taki okres w karierze piłkarza, kiedy powinno się myśleć o skończeniu kariery. On jest zawodnikiem, który ma ogromną świadomość swojego organizmu. Przed Robertem jeszcze parę lat grania, kontuzje go raczej omijają. Udało mu się w zeszłym roku wygrać Ligę Mistrzów z Bayernem, więc czemu by nie mógł w tym roku osiągnąć czegoś z reprezentacją? Oczywiście czeka nas bardzo trudny turniej. Paradoksalnie może dobrze się stało, że Robert miał miesiąc przerwy, bo to mu pomogło odpocząć i lepiej przygotować się do turnieju.

Przed Robertem jeszcze parę lat grania, kontuzje go raczej omijają. Wiemy, że pierwszy mecz na EURO 2020 polska reprezentacja zagra ze słowacką. Słowacy są dla naszych groźnym rywalem? Żadnego rywala nie można lekceważyć. Pierwszy mecz na turnieju zawsze jest najważniejszy, bo może dodać wiatru w żagle, jeśli zawodnikom dobrze pójdzie. Przypomnijmy sobie nasz występ na EURO w 2016 i mecz z Irlandia Północną. To zwycięstwo dodało naszym zawodnikom większej pewności siebie i łatwiej im się grało kolejne mecze. Słowacja jest na pewno trudnym zawodnikiem. Od tego meczu będzie wiele zależeć, zwłaszcza że kolejny nasz mecz to ten z Hiszpanią, czyli teoretycznie z naszym najtrudniejszym rywalem. Jasne, że chcemy wygrać ze Słowakami. Wiemy, jakich zawodników ma reprezentacja Słowacji, wiemy, że grają w poważnych silnych klubach, stanowią poważny kolektyw. Ale my też jesteśmy świadomi naszego potencjału i stać nas na wygraną. Na pewno nie będzie to łatwy mecz. Do tej pory wyniki meczów Polska Słowacja to jeden remis, trzy zwycięstwa Polaków i cztery Słowaków. Co obstawiasz tym razem? Nie lubię obstawiać. Zawsze mówię z szacunkiem o przeciwniku. Wierzę, że wygramy. Prezes Zbigniew Boniek został wiceprezydentem UEFA. Co to oznacza dla Polski? Jest to funkcja bardzo prestiżowa. To osobisty sukces prezesa i trzeba mu pogratulować. Co to oznacza dla Polski? Na pewno lepiej mieć wśród władz europejskiej piłki nożnej swojego człowieka, Polaka, bo wtedy pewne rzeczy idą łatwiej. Gdyby nie prezes Boniek, to Polska by nie zorganizowała EURO do lat 21 w 2017 roku. Nie byłoby finału Ligi Europy w 2015, nie byłoby finału Ligi Europy w tym roku w Gdańsku, czy mistrzostw świata 9


do lat 20. To dzięki osobie Zbigniewa Bońka, który jest znaną osobistością w świecie piłki, Polska ma takie profity i z pewnością będzie mogła jeszcze więcej osiągnąć. Na jakie profity liczymy? W ostatnich latach nie mogliśmy narzekać na brak dużych imprez w Polsce. Wiadomo, mistrzostw świata nie zorganizujemy – o tych decyduje FIFA. EURO organizowaliśmy niecałe 10 lat temu, a UEFA nie przyznaje co chwilę prawa do organizacji takich imprez, bo od tego poprzedniego musi minąć jakiś czas. I z tego właśnie powodu Polska nie jest współgospodarzem tegorocznych rozgrywek EURO. Po prostu nie mogą nimi być państwa, goszczące EURO w 2016, 2012, 2008 ani 2004 roku. Trzeba poczekać na swoją kolej. Finału Ligi Mistrzów nie zrobimy, bo mamy za małe stadiony. Kto wie, może finał mistrzostw kobiet? Zbigniew Boniek jest jeszcze do jesieni prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, ale jego kadencja dobiega końca. Co czeka PZPN? Ustawa o sporcie określa dwukadencyjność władz federacji sporto-

wych w Polsce. Kadencja prezesa Bońka miała upłynąć w ubiegłym roku, ale ze względu na koronawirusa rząd zdecydował, że kadencje prezesów sportowych zostaną przedłużone o rok. I to ma sens. Za prezesa Bońka Polska awansowała do EURO, za innych prezesów innych związków sportowych zawodnicy awansowali na igrzyska olimpijskie, które też są przecież przełożone o rok, więc dobrze, żeby ta kadencja skończyła się pełnym cyklem. Kadencja kończy się 30 września. Wybory wyłonią nowego prezesa. Kto się ubiega o to stanowisko? Na razie jedna osoba poinformowała, że będzie się ubiegać o to stanowisko. Jest to Marek Kuzimiński obecny wiceprezes PZPN, były znakomity piłkarz. W kuluarach pojawiają się różne inne nazwiska, ale oficjalnie nie zostały one podane do publicznej wiadomości, więc nie ma co spekulować na ten temat. W pewnym momencie świat obiegł pomysł powołania do życia superligi, ale pomysł upadł. To dobrze? Tak, bo my takim projektom możemy się tylko przyglądać z boku.

Również z boku oglądamy Ligę Mistrzów, do której w historii dostaliśmy się raptem trzy razy. Ostatnio 5 lat temu, więc to raczej nie dla nas. Moim zdaniem to dobrze, że ten projekt z superligą nie wypalił, bo trochę odzierał piłkę z klimatu. Bo piłka ma to do siebie, że jest nieprzewidywalna i każdy, nawet najmniejszy może wygrać z najlepszym. Jak to jest być rzecznikiem polskiej reprezentacji w piłce nożnej? Czy rzecznik musi umieć grać w piłkę, by w razie potrzeby zastąpić kogoś na boisku? Miałem taki epizod na EURO we Francji 5 lat temu, kiedy Wojtek Szczęsny został w pierwszym meczu kontuzjowany. Ówczesny selekcjoner Adam Nawałka podczas treningu potrzebował jeszcze jednego bramkarza. Kiedyś faktycznie trenowałem piłkę i na treningach stawałem na bramce, więc to było bardzo fajne doświadczenie zastąpić Szczęsnego. Ale odpowiadając na Twoje pytanie, umiejętność gry w piłkę nie jest wymogiem w tej pracy. Przede wszystkim trzeba być opanowanym, mieć jakąś wiedzę i być asertywnym, bo inaczej by było ciężko. Bywasz czasami opiekunem, powiernikiem, do którego piłkarze zwracają się ze swoimi problemami? Tak, oczywiście i to nie tylko w czasie zgrupowań. Pamiętam na przykład, że pomagałem Grzegorzowi Krychowiakowi zorganizować odpowiednie dokumenty na ślub. Na koniec wrócę do meczu, który będzie tym pierwszym podczas EURO 2020. Zdajesz sobie sprawę, że my go będziemy przeżywać wśród Słowaków, co może być testem dla rodzin polsko-słowackich, kto mocniej w rodzinie trzyma kciuki za swoich? (śmiech) Zdaję sobie z tego sprawę. Nie pozabijajcie się tam (śmiech)! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Wywiad z J. Kwiatkowskim dostępny jest także na kanale YouTube „Monitora Polonijnego“ oraz na stronie www.polonia.sk

10

MONITOR POLONIJNY


Nowa książka dla dzieci!

S

towarzyszenie „Bonita“ Polska Szkoła Językowa z Żyliny realizuje ze wsparciem ambasady RP w Bratysławie projekt „Leksykon małego ucznia - świat pełen zabawy i kolorów“. W jego ramach powstała książka dla dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych pt. „Uczniaczek“ (Školáčik). Pomysłodawczynią i autorką książki jest Silvia Subiak Wtoreková, prezes stowarzyszenia „Bonita“. „Z uwagi na pandemię niemalże cały rok szkolny nasze przedszkole było zamknięte, co jako mama dwójki dzieci odczułam na własnej skórze. Wyszłam więc z założenia, że inni rodzice borykali się z podobnymi wyzwaniami, czym zająć swoje pociechy podczas długo trwającego lockdownu“ – tak Silvia odpowiedziała na pytanie, skąd wziął się w jej głowie pomysł napisania książki. Przez pół roku przygotowywała się do projektu, zanim rozpoczęła prace nad jego realizacją. Pisanie książki i własnoręczne przygotowywanie ilustracji do niej zajęło autorce kolejne pół roku (ilustracje wykonali także Viliam Papík, Natália Hudáková, Viktória Wtoreková). „Wydanie książki poprzedzaCZERWIEC 2021

ły rozmowy z nauczycielami, psychologami, bowiem chciałam, by tematyka była jak najlepiej dostoswana do dwujęzycznych maluchów“ – mówiła autorka. Publikacja ma charakter edukacyjny, dzieci mogą się z niej nauczyć w obu językach – polskim i słowackim – między innymi nazw zwierząt leśnych, figur geometrycznych, kolorów, liczb, kształtów. „Moje córeczki były pierwszymi recenzentkami, doradczyniami i czytelniczkami, ale oczywiście też największą inspiracją“ – opisuje autorka i dodaje, że 5-letnia Lea była czasami ostrym krytykiem. Książka wyszła pod koniec maja w nakładzie 100 sztuk. Autorka nie wyklucza dodruku, który uzależnia od zainteresowania publikacją. Ta na pewno znajdzie się na półkach bibliotek narodowych w Bratysławie, Martinie czy w Instytucie Polskim w Bratysławie. „Dostarczymy ją też do tych bibliotek, które będą zainteresowane, a które ma-

ją półki z polską literaturą“ – dodaje Silvia i podkreśla, że pierwszeństwo w dostępie do publikacji mają

dzieci uczęszczające do polskiego przedszkola w Żylinie. Pozostali mogą zamawiać książkę za pośrednictwem poczty elektronicznej (przedszkole.info@gmail.com). Kolejne plany Silvii Subiak Wtorekovej wiążą się również z przedszkolem. W sierpniu chce zaprosić rodziny z dziećmi na wydarzenie nawiązujące do Dnia

ZDJĘCIA: ZUZANA POLLÁKOVÁ

Dziecka, ale nie tylko. „Będzie to też uroczyste otwarcie nowych pomieszczeń, w których będą odbywać się zajęcia. Paľova búda to znane miejsce w Żylinie, w bliskości uniwersytetu“ – wyjaśnia organizatorka, któ-

ra zachęca wszystkie mieszkające w Żylinie i okolicy rodziny z dziećmi do nawiązania kontaktu, by i ich pociechy mogły znaleźć swoje miejsce w polskim przedszkolu. „Jestem dzieckiem z rodziny mieszanej, mój ta-

to jest Polakiem, wspiera moją działalność, również finansowo, i oboje dobrze wiemy, jakim wyzwaniem jest nauczanie w języku przodków, kiedy mieszka się poza granicami Polski“ – podsumowuje na koniec Silvia Wtoreková. MW 11


Wystawa Xenii Bergerovej

D

ziewiętnastego maja w galerii w Pałacu Palffy, przy ulicy Zámockiej w Bratysławie, została otwarta wystawa trzech malarek: Jany Hybalovej Ovšákovej, Michaeli Rázusovej, a także – co dla nas jest najważniejsze – naszej rodaczki Xenii Bergerovej. Wystawa ma tytuł IN TIMnE krajiny. Jej kuratorką jest Xénia Lettrichová, a prezentowane prace przedstawiają małe intymne kraje autorek, ich przestrzenie twórRED. czości. Wystawę można podziwiać do 9 czerwca.

Z

łote Sowy Polonii w ośmiu kategoriach przyznaje od 2005 roku redakcja polonijnego pisma „Jupiter” w Wiedniu. Z uwagi na pandemię ubiegłoroczna gala nie doszła do skutku i została przełożona na 22 maja tego roku, kiedy po raz 15. wręczono polonijne Oscary, które są uhonorowaniem dokonań twórczych, naukowych bądź społecznych Polonii i Polaków aktywnych poza Polską. W tym roku statuetka w kategorii film przypadła naszej rodaczce z Bratysławy, Joannie Kożuch, która tworzy filmy 12

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Złota Sowa dla Joanny Kożuch

animowane. „Złota Sowa jest dla mnie niespodzianką i ogromnym zaskoczeniem, nawet nie wiem, komu dziękować za nominację, serdecznie dziękuję więc wszystkim, którzy zauważyli moją twórczość“ – mówi-

ła nagrodzona. Z uwagi na ogrom pracy nie mogła statuetki odebrać osobiście. Artystka obecnie kończy prace nad animowanym filmem dokumentalnym pt. „Było sobie morze…“. Film będzie prezentowany w dwóch wersjach: 15minutowej (przeznaczonej dla kin i na festiwale) oraz 26-minutowej (przeznaczonej dla telewizji). „Dlatego całe dnie, a częściowo także i noce spędzam przed komputerem, marząc… o morzu“ – wyjaśnia artystka i dodaje, że równolegle zaczyna prace nad komikso-

wą wersją tej samej historii. Przypomnijmy, że pomysł na film „Było sobie morze…“ zrodził się w głowie Joasi podczas jej podróży pociągiem po Azji Centralnej. „Kiedy po raz pierwszy zatrzymałam się w przedziwnym, sprawiającym surrealistyczne wrażenie mieście Mujnak, porcie pozbawionym morza, poczułam się, jakbym zobaczyła pomnik ludzkiej głupoty“ – wspomina i przywołuje słowa Ryszarda Kapuścińskiego: „(...) przychodzi mi do głowy najbanalniejsza ze wszystkich refleksja, ta mianowiMONITOR POLONIJNY


Uczennice bratysławskiej Szkoły Polskiej

w kolejnym etapie konkursu

Na

przełomie marca i kwietnia w Szkole Polskiej przy Ambasadzie RP w Bratysławie odbył się pierwszy etap Konkursu Recytatorskiego „Słowem-Polska”, organizowanego przez Kancelarię Prezydenta RP pod patronatem Pierwszej Damy RP dla uczniów szkół polonijnych i polskich na całym świecie. W etapie szkolnym, którego efekty można zobaczyć na stronie internetowej szkoły, zwyciężyły: w kategorii wiekowej 7–9 lat Maria Hamada, recytująca wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pt. „Zachód słońca na zamku”, i Eva Masár z wierszem Ignacego Krasickiego pt. „Kruk i lis”, a w kategorii wiekowej 10–13 lat Apolonia Żak z wierszem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt. „Elegia o chłopcu polskim” oraz Nicole Marcinka, która zaprezentowała wiersz Ignacego Krasickiego pt. „Wilczki”. W drugim etapie konkursu decyzja o tym, kto przejdzie do etapu cie, że nie ma takiego nonsensu, którego umysł ludzki nie byłby zdolny wymyślić“. Joanna Kożuch po raz pierwszy, razem z Kapitanem, stała 26 września 2008 roku na wysokim urwisku i obserwowała martwy pustynny teren oraz leżące na piasku wraki olbrzymich kutrów rybackich. Kapitan wskazał na jeden z wraków,

kontynentalnego, należała do komisji konkursowej, w której skład wchodzili przedstawiciele: Kancelarii Prezydenta RP Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Kongresu Oświaty Polonijnej, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” oraz Fundacji „Wolność i Demokracja”. Wśród zwycięzców fazy krajowej konkursu znalazło się odpowiednio: 56 uczestników w I kategorii wiekowej, 71 w II kategorii wiekowej i 53 w III kategorii wiekowej (14–19 lat) z ponad 40 krajów z wszystkich zamieszkałych kontynentów świata. Z dumą informujemy, że wśród nich znalazły się wszystkie finalistki ze Słowacji. Marii, Evie, Apolonii i Nicole serdecznie gratulujemy i trzymamy kciuki za ich występy w kolejnym etapie konkursu, którego wyniki poznamy w połowie czerwca. Finał konkursu zaplanowany jest na początek lipca. NATALIA KONICZ-HAMADA

na którym pracował ponad 20 lat, zaciągnął się papierosem i opowiadał o gwarnym porcie, dumie uzbeckiego przemysłu rybnego, który przed laty znajdował się dokładnie w tym miejscu. „W kłębach dymu papierosowego ze zdumieniem obserwowałam cmentarz statków. Kiedyś było tu czwarte pod względem wielkości ZDJĘCIA: JOANNA KOŻUCH

CZERWIEC 2021

Eva Masar

Maria Hamada

Apolonia Żak

jezioro na świecie, nazywane Morzem Aralskim… Dziś wskutek sowieckiego planowania pozostała po nim już tylko nowo powstała słona pustynia Aral-kum. Większa część morza wyschła“ – wspomina Kożuch. „Było sobie morze...” to opowieść o zanikaniu morza, które przez całe wieki stanowiło element życia

Nicole Marcinka

codziennego mieszkańców Mujnaku, oraz ich niewiarygodnie silnej tęsknocie za „wielką wodą”. Ale również o jeszcze większej ludzkiej głupocie. Jest to opowieść o tragedii i bezsilności jednostek wobec decyzji politycznych. Joasi serdecznie gratulujemy Złotej Sowy Polonii i z niecierpliwością czekamy na zapowiadany film, życząc, by spełniły się jej marzenia, o których nam wspomniała: „Chcę robić nadal dokładnie to, co obecnie robię, ale także pojechać na wytęsknione, normalne wakacje. Pociągiem. Najlepiej daleko na Wschód“. MW 13


One-way ticket rodziny

CZYLI CO SIĘ DZIEJE NA BIAŁORUSI

To ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINY PISALNIKÓW

nie jest opowieść sci-fi. To nie jest wspomnienie zamierzchłych czasów. To prawdziwa współczesna historia trzyosobowej polskiej rodziny z Grodna, która - tak jak wiele innych rodzin na świecie - cieszyła się swoimi małymi i wielkimi radościami dnia codziennego: nowym mieszkaniem, kupnem pierwszego dywanu czy pomalowaniem dziecięcego pokoju na zielono. Wszystko to zostawili. Wyjechali z biletem w jedną stronę.

Niezapowiadana wizyta Była 7.45. Grodno budziło się do kwietniowego rana. Pisalnikowie jeszcze spali, ale dzwonek domofonu zerwał ich na równe nogi. „Zazwyczaj przychodzą między 8 a 11 rano, więc w tym czasie starałam się nic nie robić, żeby mnie nie oderwali od domowych prac: prania czy prasowania, które - gdyby mnie zabrali - musiałabym zostawić rozgrzebane“ – mówi Iness, prezentując sposób myślenia, którym się kierowała, zanim przyszli. Oboje z mężem Andrzejem przeczuwali, że będą mieć niezapowiadaną wizytę. Nie otworzyli. Zdążyli zadzwonić do adwokata, który ostrzegł ich, że jak nie otworzą, to tamci wyłamią drzwi. Chwilę później już przed nimi stali. Iness podeszła do nich, a Andrzej w tym czasie zdążył jeszcze powiadomić dziennikarza z Polskiego Radia, co się dzieje. „Zobaczyłam ludzi ubranych na czarno, z bronią w ręku“ – wspomina Iness. Pokazano jej dokument, na podstawie którego zabierano ją i jej męża na przesłuchanie. Od razu odebrano im telefony komórko14

we. Ich 11-letni syn jeszcze spał, gdyż tego dnia miał rozpocząć lekcje dopiero o 9.00. W szkole już się nie pojawił.

Cud o imieniu Marcinek Z Iness i Andrzejem Pisalnikami znamy się od lat ze środowiska mediów polonijnych - bywaliśmy na tych samych zgrupowaniach dla dziennikarzy z całego świata. Mamy ze sobą też kontakt za pośrednictwem mediów społecznościowych, widziałam więc, jak cieszą się z sukcesów swojego jedynego syna. „Andrzej ma 50 lat, ja – 47. W późnym wieku urodziłam synka i był to dla mnie cud, który mi się w życiu zdarzył“ – ocenia Iness. Wyrazy swojej miłości nie raz dawała również w mediach społecznościowych, gdzie jako dumna mama dzieliła się radością z nagród, które Marcinek zdobywał w sobotnio-niedzielnej szkole polskiej, na przykład w konkursach recytatorskich wierszy polskich poetów. Chłopiec osiągał też sukcesy w białoruskiej szkole, gdzie zbierał niemalże same dziesiątki (skala ocen na Białorusi jest od 1 do 10 przyp. od red.) z białoruskiego, rosyjskiego, angielskiego i wielu innych przedmiotów. „Uzdolniony jest! Chyba nam się udał“ – uśmiecha się jego mama.

ne, co jej się udało, to uprosić funkcjonariuszy OMON (Oddział Mobilny Specjalnego Przeznaczenia - przyp. od red.), by mogła wykonać jeden telefon. Co prawda zaproponowali jej, że odwiozą chłopca do szkoły, ale „podwózka“ piątoklasisty w eskorcie wozów OMON z pewnością wywołałaby sensację i strach wśród uczniów szkoły. Chcieli im tego oszczędzić. Iness zadzwoniła więc do swojej mamy z prośbą, by zaopiekowała się Marcinkiem. „Musiałam ważyć słowa, łagodnie wytłumaczyć, co się dzieje, by jej nie zestresować, bo jest po zawale“ – opisuje. Nie udało się – mama z nerwów nie mogła wykręcić numeru telefonu po taksówkę, a potem zapomniała torebki. „W takim stresie zapomina się o wszystkim, dopiero po przyjęciu leków doszła do siebie i przyjechała po Marcinka. A on przez

Na oczach 11-latka Nietypowe odgłosy obudziły chłopca. „Widział, jak nas wyprowadzają“ – relacjonuje Iness i dodaje, że jedyMONITOR POLONIJNY


Pisalników godzinę siedział sam w domu, bojąc się, czy za chwilę znów nie wkroczy OMON w celu przeszukania mieszkania“ – dodaje.

4 marca - urodzinki „Najukochańszy Marcinku, najsłodszy Synku, Skarbie mój cudowny, dziś - 4 marca - kończysz 11 lat. Nie mogę w to uwierzyć, czas leci tak szybko! Z okazji Twojego Święta chciałabym Ci życzyć dużo zdrówka, dni wypełnionych miłością, śmiechu do bólu brzucha, przyjaciół - tych prawdziwych, najprawdziwszych, uważności - dokładnie takiej, jaką jesteś przepełniony, energii, wspaniałych przygód! Jesteś Cudem, Marcinku! To wielkie słowa, ale żadne inne nie pasują. Nie mogę napisać, że jesteś spełnieniem moich najskrytszych marzeń, gdyż jesteś od nich dużo, dużo lepszy. Z okazji Twoich 11. urodzinek życzę Ci jeszcze, aby Twoje skrzydła zaniosły Cię bardzo, bardzo wysoko. Kocham Cię, Marcinku. Żadne słowa tego nie wyrażą. Jesteś początkiem i końcem wszystkiego! Twoja Mama lub Mamuleczka (tak zawsze zwracasz się do mnie)“. Taki wzruszający wpis umieściła Iness na swoim profilu portalu społecznościowego. Wtedy nawet nie przypuszczała, jak szybko jej dziecko będzie potrzebowało nadprzyrodzonej siły, by wznieść się ponad problemy białoruskiej codzienności.

Przeżyj to sam Iness i Andrzej nie wiedzieli, dokąd ich wiozą. Podróż trwała kilka godzin. Kiedy pytam moją rozmówczynię, o czym wtedy myślała, głos jej się załamuje. „Kiedy nas wyprowadzali z mieszkania, Marcinek wychylił się ze swojego pokoju - stał na końcu długiego korytarza i ten obraz miałam stale przed oczami“ – wspomina. Całą drogę słyszeli, jak dzwonią ich telefony, które były już w rękach funkcjonariuszy. Kolumna samochoCZERWIEC 2021

dów, którą jechali, nie zatrzymała się nawet na chwilę, nie mogli więc nawet skorzystać z toalety. W tle grała muzyka zagrzewająca milicjantów do działań. „Modliłam się i w duchu śpiewałam sobie nasz, Polaków na Białorusi hit z repertuaru zespołu Lombard Przeżyj to sam“ – dodaje.

Zakazane biało-czerwone Marcinek zawsze marzył o tym, żeby zamieszkać w Polsce. Dopytywał rodziców, dlaczego nie zostali tam po studiach. „Nigdy nie wstydził się nosić barw narodowych, a wręcz przeciwnie - był z tego dumny“ – opisuje jego mama, ale dodaje, że ostatnimi czasy biało-czerwonych ubrań ani jakichkolwiek innych elementów w tych kolorach już nosić nie mogli. Za to na Białorusi zamykają albo grożą kary pieniężne. Taki los spotkał pewną nauczycielkę ze Związku Polaków na Białorusi, którą zatrzymano w Mińsku za to, że miała biało-czerwoną parasolkę. „Marcin już nawet nie mógł nosić swojej ulubionej biało-czerwonej czapki“ – opisuje Iness.

Małżeństwo zostało przesłuchane w ramach postępowania karnego, dotyczącego rzekomego podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i rehabilitacji nazizmu (art. 130 Kodeksu karnego RB). Podobne zarzuty karne mają inni przedstawicieli władz Związku Polaków na Białorusi, w tym prezes Andżelika Borys. Działaczom grozi od pięciu do dwunastu lat więzienia! Pisalnikowie dostali w tej sprawie status świadków, choć podczas przesłuchania w Mińsku obchodzono się z nimi jak z najgorszymi przestępcami. „Mnie nawet do toalety eskortowały dwie milicjantki“ – opisuje Iness.

Życie na gorąco Obserwowałam, co się dzieje na Białorusi z Polakami tam mieszkającymi i widząc, że kolejne osoby są zatrzymywane, postanowiłam skontaktować się z Iness. Z jej odpowiedzi wywnioskowałam, że są w gorącym momencie swojego życia. „Załatwiamy prawników, póki jesteśmy na wolności“ – napisała. Wiedzieli, że po nich przyjdą. „Nikt tu nie śpi spokojnie, mogą przyjść po każdego“ – wyjaśnia. Bo na Białorusi przynależność do polskiego narodu może być pretekstem do represji. „Podejrzewamy, że tajne służby dostarczają mediom rządowym nagrań z ukrytych kamer, byle tylko kogoś skompromitować i pokazać Białorusinom Polaków jako wrogów“ – opisuje i dodaje, że z takich oskarżeń bardzo trudno jest się oczyścić, tym bardziej że adwokaci są straszeni utratą licencji, więc trudno

Przesłuchanie Do Komitetu Śledczego w Mińsku wprowadzili ich tylnymi drzwiami. Zostali przesłuchani oddzielnie. Przesłuchanie trwało około 4-5 godzin. „Śledczy powiedział Andrzejowi, że dziś ma buty ze sznurowadłami, następnym razem tak być nie musi, czym mu dał do zrozumienia, że pójdzie siedzieć“ – opisuje Iness. Tego dnia dowiedzieli się, że są wrogami Białorusi. 15


znaleźć takiego, który się ujmie polskiej sprawy. A sprawy, którym stawiają czoła nasi rodacy w tym kraju, są z kategorii politycznych, dla których dyktatura nie zna litości. „Na Białorusi nie działa prawo, łamane są wszelkie zasady“ – kwituje moja rozmówczyni.

Kierunek sierociniec? „To były takie nerwy, że kiedy wysiadłam z samochodu, pierwsze, co mi przyszło do głowy, to to, że muszą zapalić papierosa, choć nie palę już od kilku lat“ – tak Iness opisuje moment, kiedy późnym wieczorem zostali odwiezieni z przesłuchania w Mińsku do Grodna. Odebrali synka od dziadków, do własnych łóżek kładli się spać późno w nocy. Nie dowierzali, że wypuszczono ich na wolność. Mimo zmęczenia, nie mogli zasnąć. „Marcin przeżył taki stres, że usnął dopiero o czwartej nad ranem!“ – opowiada moja rozmówczyni. Wtedy coś się w niej złamało i oboje z mężem podjęli decyzję, że ze względu na sy-

na muszą wyjechać z Białorusi. „Jesteśmy dziennikarzami, więc pewnie oboje byśmy trafili do więzienia. A co z dzieckiem???“ – pyta drżącym głosem i dodaje, że z uwagi na to, że rodzice męża już nie żyją, a jej rodzice są już 80-latkami, sąd nie przyznałby im opieki nad Marcinkiem, ale skierowałby go do sierocińca. „Wtedy zgodnie stwierdziliśmy, że nie możemy tego zrobić synowi. Poza tym nie chcemy być kolejnymi zakładnikami reżimu Łukaszenki“ – tak decyzję o wyjeździe do wolnego kraju, z którego by mogli informować opinię publiczną o tym, co się dzieje na Białorusi, motywowała Iness. 16

Misiu i tablet jadą! Pod blokiem, w którym mieszkają Pisalnikowie, wczesnym rankiem zaparkował samochód na dyplomatycznych tablicach rejestracyjnych. Trzyosobowa rodzina zatrzasnęła drzwi własnego mieszkania. „Rok temu je kupiliśmy. Było to nasze wymarzone mieszkanie, które stopniowo sobie urządzaliśmy, w którym Marcinek miał wreszcie swój pokój, pomalowany na ulubiony zielony kolor“ – opisuje Iness. Wytłumaczyła synkowi, że jeśli zostaną, to chłopiec może stracić na wiele lat oboje rodziców. Zrozumiał i bez żalu żegnał się ze swoim nowym, pięknie urządzonym królestwem w zielonym kolorze, z wymarzonym krzesełkiem, które właśnie tydzień temu doręczył kurier. Chłopiec mógł zapakować do walizki dwie rzeczy. Wybrał misia i tablet. „Spakowaliśmy parę ciuchów, paszporty i Karty Polaka“ – wymienia Iness.

Prowokacja? Wychodzili i bloku z dwiema podręcznymi walizkami, które pożyczył im konsul RP Andrzej Raczkowski, ten sam, który odwiózł ich na lotnisko do Mińska. Tam nie obeszło się bez incydentu, kiedy Andrzeja zaczepili jacyś mężczyźni. „Zapewne chcieli go sprowokować i nagrać ukrytą kamerą, a potem pokazywać w mediach jako awanturnika“ – domyśla się moja rozmówczyni. Kiedy pytam ją, czy o wyjeździe zdążyła kogoś poinformować, mówi, że rozmawiała tylko z mamą. „Nie zdążyłam się pożegnać z tatą, nie mogłam – on by tego nie przeżył, on by mnie nie wypuścił“ – opisuje łamiącym się głosem.

Spokojny sen Kiedy wylądowali w Warszawie, z lotniska odebrali ich i zaopiekowali się nimi minister Jan Dziedziczak oraz przedstawiciele Fundacji Wolność i Demokracja z prezes Lilią Luboniewicz na czele. Pisalnikowie przebywają w mieszkaniu zaprzyjaźnionych osób, których tożsamości nie mogą zdradzić.

„Dostaliśmy bilet w jedną stronę“ – mówi Andrzej i jest świadomy, że wszystko przez to, że na bieżąco informował o wydarzeniach na Białorusi. Będąc już w Polsce, nadal o reżimie Łukaszenki informuje, udzielając wywiadów polskim mediom, komentując aktualne wydarzenia i prowadząc portal Znadniemna.pl, który jest źródłem informacji dla Polaków na Białorusi. „Będziemy musieli poszukać jakiejś pracy, żeby mieć z czego żyć, a latem będziemy intensywnie przygotowywać Marcinka, by mógł kontynuować naukę w 6 klasie, ale już w polskiej szkole“ – mówi Iness, kiedy pytam ją, jak sobie wyobraża przyszłość swojej rodziny. Teraz cieszy się, że dzieciak wreszcie zaczął sypiać spokojnie, bo wcześniej wciąż odbijały się na jego psychice ostatnie wydarzenia. Oczywiście, że brakuje mu kontaktów z rówieśnikami, ale nie może ich szukać, by nie komplikować życia tym, którzy zostali na Białorusi.

Stalinizm XXI wieku Iness z przeszłością jeszcze się nie rozprawiła, ta wciąż się w niej odzywa. „Zaraz po studiach dziennikarskich pisałam sporo artykułów na temat sybiraków czy akowców, ubolewając nad ich losem, a dziś podobny spotkał mnie“ – mówi i z niedowierzaniem dodaje, że nie sądziła, że będzie jej dane przeżyć coś tak charakterystycznego dla stalinizmu, choć mamy przecież XXI wiek! Gdy pytam ją, o czym marzy, cicho mówi, że o spotkaniu z rodzicami. „Marcinek jest ich najmłodszym wnuczkiem, ich oczkiem w głowie. Nie wiem, jak sobie radzą z codziennością bez niego“ – dodaje drżącym głosem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Rok szkolny inny niż wszystkie

JAK WPŁYNĄŁ NA DZIECI?

I

zolacja, ograniczona aktywność fizyczna, nauczanie online – tak po krótce można by opisać kończący się rok szkolny 2020/2021. Same negatywy? Czy uda się go ocenić w sposób pozytywny? W napisaniu artykułu pomógł mi sondaż, przeprowadzony wśród znajomych posiadających dzieci.

Izolacja i brak sportu Kilka miesięcy izolacji to w życiu dzieci, szczególnie nastolatków, czas, w którym mogły kształtować się relacje społeczne, a zamiast tego przestały działać. „Mój syn nie rozpoznał swoich rówieśników, kiedy po kilku miesiącach izolacji wrócił do szkoły“ – relacjonowała znajoma, mama 14-latka. Rodzice zauważyli też, że brak aktywności fizycznej boleśnie doświadczył dzieci i młodzież. Sport jest motorem do działania, rozładowuje napięcia, lęki, frustrację i stres, wydziela hormony szczęścia, które na etapie rozwoju są szczególnie ważne. Sport też świetnie integruje rówieśników. Ten aspekt życia naszych pociech również został w poważny sposób ograniczony, a lekcje wychowania fizycznego (czy muzycznego) w formie online kompletnie się nie sprawdziły.

Czarny ekran Nauka, która odbywała się online, wymagała godzin patrzenia w monitor. To męczy dorosłego człowieka, a co dopiero dzieci! Te mają dużo energii i potrzebują wielu bodźców do nauki. Bardzo często wszyscy, włącznie z nauczycielami, podczas zajęć online mieli wyłączone kamery, a to oznacza, że młodzi ludzie siedzieli, wiele godzin patrząc w czarny ekran monitora, co niekorzystnie wpływało na ich motywację do pracy czy skuteczne nabywanie nowych umiejętności i wiedzy. Mam dwoje CZERWIEC 2021

dzieci, w wieku 6 i 9 lat, i moja obserwacja wyłoniła ułomność systemu pracy online. Choć szkoła, do której uczęszczają dzieci, robiła wszystko, aby zadbać o realizację całego programu, to uczniowie niekoniecznie przyswoili sobie ten program. Podstawowym problemem 6-latków było wytrwanie przed monitorem dłużej niż 30 minut. Ich uwaga po tym czasie była zupełnie gdzie indziej. Opanowanie dzieci przez nauczyciela również było sporym wyzwaniem. W tym wieku mali uczniowie nie potrafią jeszcze płynnie czytać ani posługiwać się komputerem, co wymagało dodatkowego zaangażowania rodziców.

Większa bezkarność? Starsza córka lepiej sobie radziła z wyzwaniami w sferze online, ale miała trudności z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Pracując nad wspólnymi szkolnymi projektami, doświadczała trudności, które w dużej mierze wynikały z różnych szumów komunikacyjnych oraz większej odwagi stosowania przez dzieci krytyki. Powiedzenie komuś czegoś przykrego prosto w oczy jest wyzwaniem, natomiast puszczanie czegoś w przestrzeń Internetu bardzo często młodym ludziom wydaje się bezkarne.

Gorzej wyposażeni Nie można zapomnieć o tych dzieciach, które nie były przygotowane do nauki w domu, ponieważ nie miały Internetu, komputera, własnego kąta do pracy czy też ogromnego wsparcia i pozytywnej kontroli dorosłych. Tu widzę dużą przestrzeń na pomoc różnych instytucji, organizacji, aby w przyszłości rozwiązywać te problemy i umożliwić takim dzieciom normalne funkcjonowanie na poziomie ich rozwoju.

Media społecznościowe Nastąpiło zafascynowanie mediami społecznościowymi jako substytutem normalnych kontaktów, choć tęsknota za żywym kolegą i żywą koleżanką zawsze była obecna. Musimy pamiętać, że u dzieci od ok. 10 roku życia wzrasta naturalne zainteresowanie płcią przeciwną, rodzi się naturalna potrzeba bliskości, budowania więzi, czego nie można zrobić online. Warto podkreślić, że jest wiele grup dzieci, które różnią się pod względem wieku i osobowości, co w odmiennym stopniu wpływa na lepsze lub gorsze funkcjonowanie w czasie pandemii.

Maluchy górą Dzieci w wieku 1-3 lepiej zniosły czas pandemii, ponieważ na tym poziomie rozwoju dziecka ważny jest autorytet rodziców, a budowanie 17


relacji społecznych nie jest aż tak bardzo istotne. W przypadku takich dzieci rodzice mogli nawet wzmocnić swoje więzi z nimi, co niektórzy skrupulatnie wykorzystywali. W Polsce w pewnym momencie pojawił się problem z zakupem gier planszowych i puzzli, ponieważ większość dorosłych starała się spędzić czas izolacji z dziećmi w sposób kreatywny, inaczej niż przed pandemią. Sama tego doświadczyłam tu, na Słowacji. Na całe szczęście zabraliśmy z Polski dużo planszówek.

Wycofanym było łatwiej

Pozytywne strony Czas pandemii obok wielu trudności ujawnił również kilka pozytywnych stron. W dużym stopniu dzieci i młodzież doceniły stracone więzi z rówieśnikami. Dzieci stały się bardziej samodzielne w wypełnianiu obowiązków domowych. Z opinii rodziców wynika, że ich pociechy nauczyły się przygotowywać posiłki, robić pranie, lepiej dbać o porządek w pokoju z racji tego, że to było ich stałe miejsce pracy. Kolejnym plusem było zaciśnięcie więzi rodzinnych. Co ważne, wzrosła motywacja do samorozwoju. Można również zaobserwować wzrost rozwijania swoich pasji. Dzieciaki obecnie bardziej doceniają wszystkie aktywności sportowe, stąd też w Polsce pojawił się problem np. z zakupem rowerów. Dużym plusem jest wzrost nabycia 18

ZDJĘCIA: ARCHIWUM ALEKSANDRY ŻAK

Zdecydowanie lepiej również odnalazły się w sytuacji pandemicznej dzieci, które w życiu normalnym były bardziej wycofane, onieśmielone kontaktem społecznym. Świat online zdecydowanie okazał się ich światem, gdyż bez stresu mogły dzielić się tym, co potrafią i czują. Z tą opinią spotkałam się wśród psychologów, rodziców, a także nauczycieli. Co oczywiste, dzieciaki bardziej ekspresyjne funkcjonowały zdecydowanie gorzej. U młodzieży, która bardzo potrzebuje ekspresji, w momencie jej zablokowania często następuje depresja.

umiejętności obsługi programów komputerowych i poruszania się w świecie online.

Rodzic w pandemii Kluczowe było wsparcie rodziców w postaci rozmów z dziećmi o tym, co je niepokoiło, denerwowało, z czym sobie nie radziły. Skupianie się na rozwiązaniach, okazywanie miłości to były ich główne role. Warto było ograniczać rozmowy o pandemii, skupiając się na rzeczach pozytywnych: książkach, filmach, planszówkach, szachach, wspólnym gotowaniu, jeżdżeniu na rowerze czy innych aktywnościach w celu ukierunkowywania dziecka na rozwój zdolności i pasji. Zawsze jest ważne, aby rodziny pokazywały, że są jednym zespołem, gdyż wspólne działania budują i cementują więzi i dają siłę psychiczną, dzięki czemu lepiej funkcjonujemy w niepewnym świecie. Życzę, aby zbliżające się wakacje stały się szansą budowania pozytywnych relacji z ludźmi. ALEKSANDRA ŻAK psycholog, coach

Rozmowy

z Niną

Mój przyjaciel

Emanuel T

ak, wiem, długo już nic nie napisałam, ale dni się jakoś zlewają, jakby się posklejały jeden z drugim. Mnie się często zdarza, że nie jestem w stanie odróżnić dnia od nocy. Żyję sobie swoim życiem nastolatki, między pokojem a ogrodem. Moi rodzice też nie wyrabiają i są bardzo zmęczeni sytuacją z koronawirusem. Ta nas jeszcze bardziej odseparowała i zamknęła w naszym mikroświecie - już i tak bardzo ubogim i obdartym z radosnych wrażeń. Przykro mi bardzo, że to ja jestem główną przyczyną zmartwień rodziców. Oczywiście, że wiem, iż mnie bardzo kochają, ale lekko ze mną nie mają. Ja właściwie jestem niewinna, taka się przecież urodziłam.

Kiedy trzeszczy mi w głowie Z drugiej strony muszę przyznać, że tylu nieprzespanych nocy nikomu bym MONITOR POLONIJNY


nie życzyła, ile oni już ze mną przeżyli. Ja po prostu nie potrafię spać. Mam ciągle chęć coś robić. Czasami mi z tej chęci trzeszczy w głowie i to tak, że nie mogę tego zatrzymać. Mama mówi, że być może tak się dzieje, ponieważ jestem na odwyku. Nie biorę już tylu leków, co wcześniej, ale moje ciało się od nich uzależniło i ciągle walczy o następną dawkę. To taki detoks, a ja mam nadzieję, że się to we mnie niedługo uspokoi i będę mogła spać. Mama już zaczyna mówić o tym, że jej serce mocno kołacze i bolą ją kości - to podobno też z braku snu. Biedna mama. Ojciec się też zamartwia i z powodu mamy, i ze względu na mnie. No i ze względu na siebie samego też. Nie jest mu lekko być z mamą ani ze mną, ani z samym sobą. Życie to wielka walka, ale o tym przekonałam się już dawno.

Rodzeństwo, hormony i ja

ZDJĘCIA: EWA SIPOS

Moja starsza siostra i młodszy brat nauczyli się żyć po swojemu. Nie mam im tego za złe, ale czasami mi ich brakuje, bo dosyć się

CZERWIEC 2021

ode mnie separują. Właściwie, to się czuję bardzo samotna i sama nie wiem, czego tak naprawdę chcę. No ale podobno w okresie dojrzewania to całkiem normalne uczucie. Hormony buzują, jak chcą, a potem i ja buzuję. Mój brat to ma zupełnie na odwrót. Zamyka się sam w pokoju i leży na łóżku. Być może jego hormony są leniwsze niż te moje. Mama się o niego też boi, żeby się za bardzo nie odseparował. Korona zrobiła swoje także w jego głowie. Dziś poszedł do szkoły. Jest normalny, więc mu już szkołę otworzyli.

Śpiewne rozmowy Mama też by chciała dokądś pójść, ale jej wyjścia są uzależnione ode mnie. Musi mnie ciągle pilnować. Wszystkiemu jest winna ta głupia epilepsja. Mama to nazywa służbą pogotowia non stop – 24 godziny, 7 dni w tygodniu. Ja tak sobie myślę, że jest tego trochę za dużo, jak dla niej, bo często się skarży i płacze. Ona lubi robić tyle fajnych rzeczy, ale teraz nie może, więc się nie dziwię, że jest smutna. Jej artystyczna dusza krzyczy, a ona powtarza, że ma serce na dłoni. Chyba to musi boleć, mieć takie gołe serce na dłoni. Sama nie wiem. Z mamą rozmawiamy bez słów. Znaczy się, wygląda to tak, że ona mówi, a ja milczę. Opowiada różne rzeczy, ale najczęściej mi śpiewa. Mnie to w ogóle nie przeszkadza, że tyle śpiewa. Mama twierdzi, że jest to jej kanał do nieba. Całkiem to rozumiem i sama bym pewnie śpiewała, gdybym potrafiła.

Z muzyką za pan brat Muzykę kocham. Przenika przeze mnie i czuję, jak w moim ciele rezonują dźwięki. Jest to chyba podobne uczucie jak śpiewanie, ale w odwrotnym kierunku. Wchodzi ono we mnie, a nie ze mnie. Słyszę bardzo dużo dźwięków. Ciągle je słyszę. Są różne, mają swoje zapachy, smaki i gęstość, a ja je czuję całym swoim ciałem. Bardzo lubię słuchać, jak się kołyszą liście na wietrze. Wtedy cała zaczynam się trząść i próbuję tańczyć razem z nimi. Wygląda to trochę głupio, bo macham bardzo szybko rękami i skaczę na jednej nodze. Ale to nie szkodzi. Ja też się muszę od czasu do czasu artystycznie wyszaleć, nie tylko moja mama.

Gdybym umiała mówić, powiedziałabym rodzicom o tych tajemnicach, o których mi opowiedział. Ciekawe, że kiedy jestem z nim, umiem mówić, ale nikt oprócz niego i mnie tego nie słyszy. Jest to zupełnie inne uczucie niż komunikacja z mamą. My się z tym kolegą po prostu dobrze rozumiemy. Mama też próbuje z nim rozmawiać, ale często mówi tylko ona. Co prawda, jest w słuchaniu coraz lepsza, więc być może raz i jej się uda usłyszeć, co on do niej mówi. Mama nawet zna jego imię. Jest to to samo imię, którym się przedstawił mnie. Nazywa się Emanuel, ale trudno mi to zapamiętać, więc zwracam się do niego po prostu Man. Powiedział mi, że mogę tak mówić i że mu korona z głowy z tego powodu nie spadnie. Ja tam żadnej korony u niego na głowie nie widziałam, czyli pewnie żartował. Lubię jego humor. Często razem się śmiejemy. No dobra, muszę lecieć, bo właśnie wiatr zaczął silniej wiać i liście mnie już wołają. Będziemy tańczyć. To do następnego razu! NINA

Tajemniczy przyjaciel Mam jeszcze jednego przyjaciela, ale nikt go nie widzi oprócz mnie. Mama i tata o nim często rozmawiają, ale tylko ja się z nim spotykam. 19


M

istrzostwa Europy w piłce nożnej to wydarzenie sportowe śledzone przez kibiców nie tylko naszego kontynentu, ale z całego świata. Mecze rozgrywane podczas tych mistrzostw swą atrakcyjnością z całą pewnością dorównują tym rozgrywanym na mundialu. Już za parę dni czeka nas kolejne święto piłkarskiej Europy, a udział w nim weźmie reprezentacja Polski, która w pierwszym meczu zmierzy się ze Słowacją.

Puchar Narodów Europy Taką nazwę nosiły rozrywki w pierwszych swych edycjach w 1960 roku we Francji i 1964 roku w Hiszpanii. Zainteresowanie nimi było umiarkowane – do pierwszych mistrzostw zgłosiło się 8 drużyn narodowych, a do kolejnych 16. Nie rozgrywano toczących się wiele miesięcy meczów eliminacyjnych, a jedynie 2 mecze, których zwycięzca awansował dalej – jak w rozgrywkach pucharowych. Turniej finałowy rozpoczynał się od fazy półfinałowej. Nazwa „Mistrzostwa Europy” pojawiła się podczas turnieju rozgrywanego we Włoszech w 1968 roku. Od tego czasu zaczął się też czas rozgrywania meczy eliminacyjnych w 8 kilkuzespołowych grupach. Zwycięzcy grup awansowali do ćwierćfinałów, gdzie rozgrywali 2 mecze, dające zwycięzcy awans do turnieju finałowego. Taki format rozgrywek funkcjonował do roku 1976. W latach 1980-1992 w turnieju finałowym brało udział 8 reprezentacji, a potem do 2012 roku – 16 zespo20

i z d ą z r Ktpo iłką nożną ?

e i p o r u E w

łów. Od 2016 roku w mistrzostwach udział biorą 24 reprezentacje.

Mistrzowie Do tej pory rozegrano 15 turniejów mistrzowskich. Najwięcej tytułów zdobyli Niemcy (w latach: 1972, 1980 i 1996) oraz Hiszpanie (1964, 2008 i 2012). Co ciekawe, Hiszpania jako jedyna obroniła tytuł mistrzowski na kolejnym czempionacie, a do tego dołożyła jeszcze mistrzostwo świata w 2010 roku. To był fenomenalny okres dla hiszpańskiej piłki nożnej. Za to Niemcy zdobyli najwięcej medali, bo aż dziewięć. Do trzech złotych krążków należy dodać jeszcze po 3 srebrne (1976, 1992 i 2008) oraz 3 brązowe medale (1988, 2012 i 2016). Dwa razy mistrzami Europy byli Francuzi (1984 i 2000), a po jednym razie Rosjanie (jako ZSRR w 1960 roku), Włosi (1968), Czesi i Słowacy (jako Czechosłowacja w 1976 roku), Holendrzy (1988), Duńczycy (w 1992 roku wystąpili w zastępstwie zdyskwalifikowanej reprezentacji Jugosławii), Grecy (2004) i aktualni mistrzo-

wie, Portugalczycy, którzy wygrali ostatni czempionat rozegrany w 2016 roku we Francji.

Polacy, nic się nie stało… Przez wiele lat polscy kibice, niestety, mogli tylko śpiewać tę znaną przyśpiewkę na pocieszenie po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy. Nawet w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, gdy nasza reprezentacja dwukrotnie zdobyła trzecie miejsce na świecie, nie udało się nam awansować do europejskich finałów. Dopiero w 2006 roku reprezentacja pod wodzą holenderskiego trenera Leo Beenhakkera zdobyła upragniony awans. Turniej finałowy odbywał się w Austrii i Szwajcarii, a nasi piłkarze zagrali jak to najczęściej im się zdarzało w XX wieku tylko 3 mecze

grupowe: mecz „otwarcia”, mecz „o wszystko” i mecz „o honor”. Tak samo było w 2012 roku na mistrzostwach rozgrywanych po raz pierwszy na polskich stadionach. Polska (wraz z Ukrainą) była wtedy współgospodarzem turnieju. Najlepszy występ nasza reprezentacja odnotowała 4 lata później na boiskach we Francji, gdy po zwycięstwach 1:0 z Irlandią Północną i Ukrainą oraz bezbramkowym remisie z Niemcami wyszliśmy z grupy. W kolejnej rundzie Polska zremisowała 1:1 ze Szwajcarią, ale wygrała konkurs rzutów karnych 5:4 i awansowała do ćwierćfinału. Tam zmierzyła się z Portugalią. Wynik był identyczny, ale tym razem to Portugalczycy lepiej wykonywali jedenastki i to oni awansowali do półfinału, a potem wygrali cały turniej i zdobyli tytuł mistrzowski.

EURO 2020 Co nas czeka w czerwcu i lipcu 2021 roku? Może to niektórych zdziwi, ale wtedy odbędzie się finałowy turniej mistrzostw Europy z 2020 roku – przeniesiony o rok ze względu na pandemię koronowirusa. Turniej po raz pierwszy odbędzie się nie w jednym czy dwóch krajach, ale aż w jedenastu. Półfinały i finał zostaną rozegrane w Londynie na słynnym stadionie Wembley. Mecze grupowe, mecze 1/8 finału

MONITOR POLONIJNY


i ćwierćfinały ponadto zostaną rozegrane na stadionach w Amsterdamie, Baku, Budapeszcie, Bukareszcie, Glasgow, Kopenhadze, Monachium, Rzymie, Sankt Petersburgu i Sewilli. Na tych dwóch ostatnich stadionach swoje mecze rozegra reprezentacja Polski. Dla Polaków mieszkających na Słowacji dodatkową atrakcją, zapewne niektórych przyprawiającą o ból głowy albo palpitację serca, będzie pojedynek Polska - Słowacja, który jako pierwszy w grupie E odbędzie się w poniedziałek, 14 czerwca o godz. 18.00 na Stadionie Kriestowskim w Sankt Petersburgu, gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa aktualny mistrz Rosji – Zenit. Stadion Krestowskij może pomieścić 67 000 widzów, ale w związku z ograniczeniami pandemicznymi podczas mistrzostw stadion będzie mógł pomieścić nie więcej niż połowę z tego. Polacy i Słowacy zagrają tam również swoje mecze ze Szwecją - Polska 23 czerwca o godz. 18.00, a Słowacja 18 czerwca o godz. 15.00. Natomiast z kolejnym grupowym przeciwnikiem – Hiszpanią – Polacy zagrają 19 czerwca o godz. 21.00, a Słowacy 23 czerwca o godz. 18.00. Hiszpanie wszystkie swoje mecze grupowe rozegrają w Sewilli na stadionie Estadio La Cartuja, który może pomieścić 57 619 widzów. Co ciekawe, z grupy do dalszych rozgrywek mogą wyjść nawet 3 drużyny. Miejmy nadzieję, że zarówno polscy, jak i słowaccy piłkarze nie będą pakować swoich walizek już po trzech meczach grupowych, a na wakacje w tym roku wyjadą dopiero po 11 lipca, czyli po ostatnim meczu rozegranym z ich udziałem na Wembley… Trzymajmy mocno kciuki, aby te marzenia się spełniły. STANISŁAW KARGUL CZERWIEC 2021

Język w czasach pandemii Od

ponad roku tematem numer jeden na całym świecie jest koronawirus. I choć nazwa ta odnosi się do całego rodzaju wirusów z podrodziny Coronavirinae, to teraz przeszła ona z terminologii specjalistycznej do języka ogólnego. Mało tego rzeczownik ten zawęził swoje znaczenie do jednego reprezentanta całej grupy, konkretnie do SARS-CoV-2, bo tak właśnie został oznaczony wirus, który spowodował globalne zamieszanie. To właśnie on w listopadzie 2019 r. pojawił się w chińskim mieście Wuhan, a potem rozszerzył się na wszystkie kontynenty, wywołując pandemię COVID-19. Ów wirus wpłynął na wszystkie dziedziny życia współczesnego człowieka, w tym także na język. Przyniósł bowiem całą masę leksemów z nim związanych, będących różnymi częściami mowy, a także problemy z ich użyciem (pisownią, wymową, odmianą itd.). Na początku pandemii polscy użytkownicy języka mieli wątpliwości, której wersji nazwy należy używać: koronawirus czy koronowirus, bo obie pojawiały się w mediach. Po roku potyczek z tym wirusem prawdopodobnie wszyscy już przyjęli do wiadomości, że jedyną poprawną formą jest koronawirus, pochodzący od łacińskiego słowa corona. Błędna forma z -o- (koronowirus) pojawiła się zapewne pod wpływem złożeń, w których funkcję łącznika pełni właśnie afiks -o-, np. meblościanka czy pralkosuszarka, lub pod wpływem fonetycznego upodobnienia -a- do dwu poprzedzających je samogłosek -o-. Warto też dodać, że koronawirus jest rzeczownikiem rodzaju męskiego i odmienia się tak jak wirus. Kłopot może dotyczyć jego formy biernikowej (kogo? co?): stwierdzono koronawirusa czy też stwierdzono koronawirus. Skoro jednak mamy w tym przypadku dwie wariantywne formy wirusa: równą mianownikowi (wirus) i równą dopełniaczowi (wirusa) – obie tak samo dobre, co potwierdzają słowniki języka polskiego – to i podobnie rzecz będzie się miała z koronawirusem, co oznacza, że obie wymienione wyżej formy należy uznać za poprawne. Kolejny problem to pisownia nazwy choroby, którą ów wirus wywołuje. Nazwa jej bowiem brzmi obco i tak samo obco jest zapisywana – COVID-19. COVID to skrótowiec powstały od coronavirus disease, co dosłownie zna-

czy: choroba koronawirusowa. Zapisywany jest z tego względu wielkimi literami, podobnie jak inne obce skrótowce, np. IKEA czy TESCO. Ponieważ jednak jest to skrótowiec angielski, zwykły użytkownik języka traktuje go jak każdy inny wyraz zapożyczony z tegoż języka, a zatem próbuje zapisać go małymi literami covid, co – przynajmniej na razie – traktowane jest jako błąd. Jeśli jednak obce nazwy dziś możemy zapisać już jako Ikea czy Tesco (oba rzeczowniki to nazwy własne, dlatego wielka litear początkowa), to dlaczego nie moglibyśmy pisać Covid (i tak już jest np. w języku rosyjskim) lub covid (nazwy chorób zwykle zapisywane są małą literą). Jeśli pandemia się przedłuży, to pewnie do tego dojdzie, ale na dziś to jeszcze błąd. A co z rodzajem gramatycznym interesującego nas skrótowca? Otóż skrótowce, wymawiane jako jeden wyraz, a nie litera po literze (np. PAN, GUS), przyjmują zwykle taki sam rodzaj jak rozwinięta nazwa (np. PAN zrobiła = Polska Akademia Nauk zrobiła; GUS zrobił = Główny Urząd Statystyczny zrobił). Mogą też zachowywać się jak zwykłe wyrazy i tak jak one być odmieniane, czyli skrótowce zakończone spółgłoską przyjmują rodzaj męski, te zakończone samogłoską -a – żeński, a samogłoską -o – nijaki. Widać więc, że COVID teoretycznie mógłby być zaliczony do rodzaju żeńskiego (choroba), jak i do męskiego (spółgłoskowe zakończenie). Ponieważ jest to leksem pochodzący z angielskiego i nie każdy widzi w nim chorobę, to – biorąc pod uwagę jego brzmienie i zapis – ewidentnie dominuje jego użycie w rodzaju męskim, np. COVID przebiegł bezobjawowo i takowe jest zalecane. Ponadto COVID jest na razie wyrazem nieodmiennym. Ale tylko formalnie i na razie, bowiem chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by w języku fleksyjnym, a takim jest język polski, zaczął być odmieniany przez przypadki, tym bardziej, że już dziś stanowi on bazę słowotwórczą choćby dla przymiotnika COVID-owy, którego zapis może dziwić, ale o tym, dlaczego właśnie taki jest, w następnym numerze, bowiem obecna pandemia niezwykle mocno wpłynęła na naszą tzw. nową normalność, także tę językową, i warto poświęcić jej trochę więcej miejsca. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


Kierunek wschód

Czulym uchem

P

ojawienie się Johna Portera w kraju nad Wisłą w drugiej połowie lat siedemdziesiątych uważam za dar niebios i dowód na to, jak nieprzewidywalne może być życie, któremu zwyczajnie pozwoli się żyć. Oto pewien młody, pochodzący z Walii hipis, być może rozczarowany kwiecistą rewoltą, udaje się w świat i ląduje w Berlinie Zachodnim, który w owym czasie uchodził za kolebkę pop awangardy. Podejmuje pracę w amerykańskiej bazie lotniczej, która umożliwia mu – uwaga! – tanie wczasy w Polsce, na które mógł się udać wraz z kilkoma amerykańskimi żołnierzami, w cywilu oczywiście. Splot różnych okoliczności, pojawienie się kobiety i szczęśliwy traf, który spowodował, że poznał w tym czasie takie osobowości, jak Maciej Zembaty, Kora i Marek Jackowscy oraz Jacek Kleyff, doprowadziły do tego, że w Polsce został. W ten sposób John Porter dołączył do składu Maanam Elektryczny Prysznic, aby z Markiem Jackowskim akompaniować Korze podczas koncertów akustycznych. Wiosną 1979 roku Porter miał wystąpić wraz z Maanamem na koncercie we Wrocławiu. Na miejscu jednak się okazało, że koledzy z zespołu się nie pojawili. Jednocześnie poznał tam znanych w lokalnym środowisku muzy-

Zanim wyjedziesz nad morze

W

ielkimi krokami zbliża się czas urlopów. Może w tym roku nie do końca jeszcze w pełni swobodnych, ale nie ma co narzekać – wszak planować i rozmyślać o wolnych dniach lubi chyba każdy. Ważną chwilą podczas pakowania walizek jest dla mnie dobór wakacyjnej lektury. Musi być odpowiednio dopasowana – nie za ciężka (fizycznie i tematycznie), nie za męcząca, ale też nie płytka. Ma wciągać i dostarczać rozrywki, gdyby pogoda kaprysiła lub towarzystwo nie dopisywało. Szukałam, szukałam i znalazłam – kryminał Macieja Paterczyka „Czarny Bałtyk”. 22

Chociaż tytuł kojarzy się z wakacjami, nie jest to opowieść o urokach plażowania, oj nie… Muszę powiedzieć, że zdecydowałam się kupić tę książkę, ponieważ lubię historie alternatywne, czyli pisane na zasadzie „co by było, gdyby...” Oto Polska kilka lat po zakończeniu wojny. Inny rozkład sił spowodował, że nie zostaliśmy pokonani. Okolice Kołobrze-

gu stanowią teraz przeniesione ze wschodu województwo stanisławowskie, do którego zewsząd ściąga ludność żydowska, co budzi miejscowe napięcie. Pośród tego zamieszania w mrocznym hotelu nad brzegiem morza ginie w zaskakujący sposób młoda dziewczyna. Do wyjaśnienia morderstwa zostaje skierowana dość oryginalna para funkcjonariuszy prawa: młody polski

policjant i jego nowa, żydowska asystentka. Walcząc z uprzedzeniami i wzajemną podejrzliwością, krok po kroku usiłują rozwiązać kryminalną zagadkę. Nie jest im łatwo nie tylko ze względów zawodowych czy osobistych, Kołobrzeg jest miastem niebezpiecznym, do którego po wojnie ściągnęli nie tylko ludzie chcąMONITOR POLONIJNY


ków – gitarzystę Aleksandra Mrożka oraz basistę Kazimierza Cwynara – i zagrał z nimi improwizowany akustyczny koncert w parku im. Hanki Sawickiej. Wydarzenie to pociągnęło za sobą konsekwencje – John Porter przestał być członkiem Maanamu, a zarazem stworzył własną grupę o niezbyt oryginalnej nazwie Porter Band, której skład uzupełnił perkusista Leszek Halimoniuk. W grudniu tego samego roku zespół wszedł do studia Polskiego Radia w Opolu i w zaledwie trzy dni nagrał swój debiutancki album The Helicopters, który został wydany w 1980 roku. Materiał zawarty na płycie to bardzo zgrabna mieszanka tego, co działo się cy zacząć życie od nowa, ale także bezwzględni biznesmeni, bogacze, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. „Czarny Bałtyk” ma swój specyficzny klimat. Mroczny budynek wielkiego hotelu, dodatkowo podzielony na części – polską i żydowską – kryje wiele zakamarków i wydaje się żyć własnym życiem. Przemierzanie wraz z bohaterami jego długich korytarzy przypomina nieco scenariusze rodem z horrorów, a fakt, iż niedaleko hotelu stoi latarnia morska, w której niegdyś dokonała się rodzinna tragedia, jeszcze podkręca niesamowitą atmosferę. Policjanci wydają się poruszać po omacku, tropy się plączą, a zabitych przyCZERWIEC 2021

w owym czasie w światowej muzyce, a mianowicie rocka, punku, nowej fali, a nawet disco, którego wpływy słychać w pulsującej pracy sekcji rytmicznej. Jednocześnie Porterowi udało się zdefiniować swój rozpoznawalny styl, który towarzyszy mu po dziś dzień. Już pierwszy utwór z tej płyty, Ain’t Got My Music, zapowiada, jak bardzo wybuchowa będzie jej zawartość. I rzeczywiście, dzisiaj, słuchając albumu czterdzieści lat po premierze, nadal nie można oprzeć się jego energii i świeżości. Trudno też wskazać jakieś konkretne utwory, ponieważ każdy z nich jest trochę inny i każdy równie przebojowy. Jeden będzie podobał się o dziewiątej rano, inny wieczorem, jeszcze inny w poniedziałek albo w piątek. To bardzo równa, uniwersalna i jednocześnie przełomowa płyta. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałyby losy polskiego rocka bez tego wydawnictwa. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy słyszałem z ust polskich artystów, którzy czy to w wywiadach radiowych, prasowych, czy telewizyjnych, wymieniali Helicopters Porter Bandu za jedną z najbardziej przełomowych płyt w polskiej fonografii. Jestem fanem Johna Portera od lat, ale do tej pory sięgałem jedynie po nowsze wydawnictwa artysty. Płyty

bywa, dodatkowo wszystko wskazuje na to, iż lada moment w mieście dojdzie do politycznego przewrotu. Chociaż fabuła powieści momentami nadmiernie się gmatwa, w końcu wszystko znajduje swoje wyjaśnienie. Rozplątują się również wą-

takie jak Honey Trap, uwielbiana przeze mnie Alice Left The Wonderland, czy niesamowity album Philosophia nagrany wspólnie z Wojtkiem Mazolewskim, do którego wysłuchania gorąco zachęcam, bo o nim miałem pierwotnie napisać w tym odcinku, pod względem częstotliwości odtwarzanych przeze mnie płyt plasują się w ścisłej czołówce. Teraz, w chwili szczerości muszę przyznać, że bałem się podejścia do Helicopters. Bałem się, że będę zawiedziony, że to będzie inna bajka, że to nie będzie mój Porter. Bałem się długo i długo zwlekałem. Aż wreszcie przyszedł właściwy czas. I wiecie co? Nie żałuję! ŁUKASZ CUPAŁ

tki z przeszłości, a ich przypieczętowaniem jest smutny los, jaki dosięga budynek hotelu na ostatniej karcie kryminału. Gdy już zamknęłam książkę, przyszła mi do głowy jeszcze jedna refleksja – niezależnie od uwarunkowań politycznych i rzeczywistości, w której przychodzi żyć, ludzie zawsze pozostaną tylko ludźmi – namiętności i pragnienia, których nie da się w porę opanować, na ogół prowadzą do nieszczęśliwych zakończeń, bez wskazania zwycięzców. Powieść Macieja Paterczyka naprawdę dostarcza wrażeń i sprawia, że nadmorskie realia przestają mieć wymiar jedynie turystyczny. Naszkicowanie zupełnie in-

nego powojennego świata jest ciekawym zabiegiem fabularnym, dzięki czemu miłośnicy historii mogą snuć wizje, oparte na propozycji autora, wyobrażając sobie, jak mogłaby wyglądać Polska dzisiaj, gdyby machina wojenna przetoczyła się przez nasze ziemie w trochę inny sposób. Mnie na przykład zachęciła do sprawdzenia, czy w historii Kołobrzegu faktycznie był tak spektakularny budynek hotelowy, który mógłby stać się inspiracją dla pochodzącego z Pomorza pisarza. I co się okazało – nie tylko był, ale stoi nadal, służąc społeczności na nowych zasadach… AGATA BEDNARCZYK 23


produkcję dosłownie obsypano nagrodami. Paszport „Polityki“ w kategorii film wręczono reżyserowi Piotrowi Domalewskiemu „za konsekwencję i odwagę mierzenia się z problemami podzielonych rodzin i za wsłuchiwanie się w głos Polaków na emigracji”. Na festiwalu w Gdyni nagrodzono scenariusz – również Piotra Domalewskiego – i debiut aktorski Zofii Stafiej. „Jak najdalej stąd” nominowano w dziesięciu kategoriach do Polskiej Nagrody Filmowej „Orzeł”, film ten nagro-

dzono również w trzech kategoriach w Cottbus w ramach Festiwalu Młodego Kina Wschodnioeuropejskiego, uhonorowano go także na festiwalach w Chicago, Brunszwiku i Arras. Tak duża liczba nagród wskazuje jednoznacznie, że to film nieprzeciętny, który trzeba koniecznie obejrzeć. Reżyser i scenarzysta Piotr Domalewski zadedykował film swoim rodzicom. Jego opowieść to ważna historia o relacjach rodzinnych, o fanatycznie religijnej matce, która nie radzi sobie z codziennością, i o ojcu, nieobecnym, bo pracującym w Irlandii, o którym dzieci nic właściwie nie wiedzą poza tym, że co miesiąc przesyła pieniądze, ratujące rodzinny budżet. Fabuła 24

OBOWIĄZKOWO NALEŻY OBEJRZEĆ

wsparta jest świetnymi zdjęciami Piotra Sobocińskiego juniora. „Jak najdalej stąd” porusza, wywołuje najprawdziwsze emocje, zdumiewa realistyczną szczerością i bezpośredniością. Są też w tym filmie trzy świetne kreacje aktorskie. Główną bohaterkę Olę Hudzik gra Zofia Stafiej – nowa twarz polskiego kina, aktorka bardzo młoda, która debiutowała w filmie „25 lat samotności”. Jej matkę gra niezawodna Kinga Preis, której ekranowa obecność niemal zawsze gwarantuje bardzo dobre aktorstwo. Oglądamy również Arkadiusza Jakubika jako spotkanego w Irlandii doradcę, próbującego zrozumieć postępowanie i działania Oli. Aktorzy magnetyzują swą grą, wciągają widzów w intrygę, dzięki czemu reżyser precyzyjnie krok po kroku odsłania ku-

lisy życia polskich emigrantów zarobkowych. To nie jest film tylko o polskiej biedzie, ale przede wszystkim o pewnym stanie umysłu, o marzeniach, których realizacja daje jakieś szanse na lepsze życie. Ola, zbuntowana siedemnastoletnia dziewczyna z niewielkiego miasta, marzy o samodzielności i własnym samochodzie, uczy się i pracuje na czarno w myjni samochodów, mieszka w bardzo skromnych warunkach z mało zaradną matką i upośledzonym bratem. Ojciec Oli pracuje w Irlandii, żeby dać szansę na normalne życie rodzinie. Niestety, los nie jest dla niego łaskawy i trzeba pojechać po… trumnę. Ola jedzie w tę podróż z polecenia matki, jedzie w nieznane, do świata ludzi kompletnie jej obcych. Ta wyprawa odmieni i przewartościuje jej życie. W Irlandii musi walczyć dosłownie o wszystko, bo nie ma pieniędzy, a bezduszni urzędnicy po prostu ją ignorują. Bohaterka jednak się nie poddaje i ze wszelką cenę szuka wyjścia z trudnej sytuacji, w której się znalazła.

Film Domalewskiego jest ciekawie skonstruowany, ogląda się go z narastającym zainteresowaniem; dobrze napisane są dialogi, niepozbawione czarnego humoru, a sfilmowane z ironią i dystansem sytuacje pokazują wrażliwość reżysera-scenarzysty. Wcześniejszy film Piotra Domalewskiego „Cicha noc” również dotyczył emigracji i polskich gastarbeiterów. Ten niełatwy więc temat Domalewski drąży wnikliwie, ale też z niepokojem. Odnajduje swój styl filmowej narracji, dba o ważne elementy składowe: scenografię, montaż i muzykę. Autorką muzyki do „Jak najdalej stąd” jest Hania Rani, a jej piosenka „Uciec jak najdalej” stanowi niezwykle ważny komentarz. Film chwyta za serce i pokazuje nas, ludzi, nieradzących sobie z codziennością kapitalistycznego świata, ale mających marzenia, szukających szczęścia i wiary w ludzi. To napawa nadzieją.

Domalewski z pieczołowitością i talentem tworzy swój świat filmowy, który bywa porównywany do kreowanych wiele lat temu wizji znakomitego Krzysztofa Kieślowskiego, co stawia młodego reżysera wśród ważnych twórców współczesnego polskiego kina. ALINA KIETRYS MONITOR POLONIJNY


Z

Słowackie perełki

aciekawiona rozglądałam się po pomieszczeniu wykutym w skale z podziemnymi przejściami i jednocześnie rozmyślałam o legendzie związanej z tą częścią pradawnego klasztoru, który jest najstarszym miejscem pielgrzymkowym na Słowacji i narodowym zabytkiem kultury. Klasztor Wielka Skałka (Veľká Skalka) jest wyjątkowy, gdyż nie stoi na szczycie wzgórza, ale jest jakby przyklejony do stromego, skalistego zbocza. Po raz pierwszy zobaczyłam go z autostrady, jadąc w kierunku Bratysławy, tuż przed Trenczynem, na wysokości gminy Zamarovce. WieloZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Klasztor na skale

krotnie przejeżdżając tą trasą, próbowałam przyjrzeć się budowli, która mnie zaintrygowała, ale z szybko jadącego samochodu nie było to łatwe. Kiedyś w końcu zjechałam z autostrady i odnalazłam ową tajemniczą budowlę, która znajduje się ok. kilometra na południe od wsi Skałka nad Wagiem, przy drodze nr 507. Gdy dotarłam do celu, ujrzałam pozostałości benedyktyńskiego klasztoru, skrywającego wejście do oryginalnej jaskini pustelników, uważanej za najstarszą publicznie dostępną jaskinię na Słowacji. Historia tego miejsca związana jest z życiem św. Świerada-Andrzeja i św. Benedykta, którzy osiedlili się tu w 1031 roku. Mnisi wiedli pustelnicze życie, nauczali okoliczny lud, modlili się, uprawiali ziemię i karczowali las. Według najstarszego zachowanego przekazu z okresu Królestwa Węgierskiego „Żywota świętych pustelników Świerada i Benedykta Męczennika” autorstwa Maurusa biskupa Pecsu z połowy XI wieku, pustelnik Świerad wiódł skromne życie pełne surowej ascezy, osobliwego męczeństwa, niezwykłego samozaparcia, ciężkiej CZERWIEC 2021

pracy i modlitwy. Podobno po śmierci na jego ciele znaleziono żelazny łańcuch tak głęboko wrośnięty w tkanki, że przy jego wyciąganiu słychać było trzask pękających żeber. Po śmierci swojego nauczyciela św. Benedykt mieszkał na Skałce przez kolejne trzy lata. Pewnego dnia napadli go zbójnicy, myśląc, że w sakwie wiszącej u boku ma dukaty, podczas gdy on nosił tam orzechy. Rozłoszczeni łupieżcy zabili Benedykta, a jego zwłoki rzucili ze skały do rzeki Wag. Rok później wyciągnięto z wody jego ciało w nienaruszonym stanie i pochowano na zamku w Nitrze. W 1083 roku obaj pustelnicy zostali pierwszymi kanonizowanymi świętymi Królestwa Węgierskiego, a Skałka od tego czasu stała się najstarszym na Słowacji miejscem pielgrzymek. Legendy to jedno, a co mówią fakty historyczne? Kościół i klasztor opactwa na Wielkiej Skałce zostały ufundowane przez biskupa Nitry Jakuba I w 1224 roku na pamiątkę męczeństwa właśnie wspomnianych dwu pustelników. Na początku XVI wieku osiedlili się tu benedyktyni, a klasztor stał

się duchowym centrum Poważa. W połowie XIII wieku czas świetności klasztoru przerwał najazd Tatarów, a następnie powstania husyckie. W 1528 roku generał Katzianer podbił klasztor i rozproszył benedyktynów. Dopiero jezuici, którzy przybyli w to miejsce ponad sto lat później, odbudowali klasztor, w którym ponownie rozkwitło życie duchowne. Niestety, zniesienie zakonu jezuitów przez papieża Klemens XIV spowo-

dowało, iż klasztor zaczął popadać w ruinę. Dzięki kilku renowacjom dziś możemy odwiedzać to niesamowite miejsce, jakby ukryte przed światem, przesiąknięte historią, powieściami i legendami o życiu świętych oraz cudach, które wydarzyły się po ich śmierci. Spektakularny klasztor jest zabytkiem unikatowym o niezwykłym połączeniu architektury i naturalnych formacji jaskiniowych. Miejsce to zachwyca naturalną scenerią i magiczną atmosferą. Czasem warto zboczyć z wyznaczonej drogi, by odkryć coś nieznanego, ciekawego. Jak pisał J.R.R Tolkien: „Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu”. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 25


Jak Państwo wiedzą, każda krzyżówka jest przygotowywana specjalnie z myślą o naszych Czytelnikach, mieszkających na Słowacji. Reagujemy na aktualne wydarzenia i zachęcamy do zdrowego stylu życia, motywujemy do gimnastyki umysłu w języku polskim. Jeśli są Państwo ciekawi, jakie hasło ukrywa najnowsza krzyżówka, zapraszamy do zabawy i życzymy przyjemnych dni! Hasło czerwcowej krzyżówki zostało ukryte w polach, oznaczonych numerami w następującej kolejności: 2 - 16 - 14 - 5 - 15 - 35 - 12 - 23 - 10 - 7 - 21 - Ę - 22 - 25 - 33 - 32 - 20 - 8 - 18 - Ś - 17 - 1 - 26 - 11 - 31 - 4 - 13 - 18 - 36 - 24 - 26 - 34 - 9 - 29 - 3 - 30. T.O., red.

Poziomo 2. rodzaj kolubryny 6. usamodzielnienie się dam 9. kojarzony z lampą 11. odszczurzanie 14. ma ząbki 16. osoba pochodząca z tej samej okolicy 17. mały motocykl 18. dobry, gdy kokosowy 20. mniejszy Szczecin

Pionowo 23. kotek 26. pojazd jak erudyta 29. rodzaj krwinek białych 31. wybucha w noc sylwestrową 33. mongolski namiot 34. imię aktorki Kwiatkowskiej 35. parowiec 36. potoczystość wymowy

1. motocykl z Japonii 3. osad po spaleniu 4. w nim towar 5. osoba pochodząca z tej samej okolicy 7. ma litościwe serce 8. baskijski bębenek 10. škoda - wielka stopa 12. tam płacą rupiami 13. poeta natchniony

15. pośladki 19. imię Stachury 21. atrapa 22. fabryka piwa 24. samolotu do lotniska 25. sceniczny utwór muzyczny 27. poetycki strumień 28. rulon banknotów 30. także inteligencji 32. wschodni władca

Hasło krzyżówki z poprzedniego numeru „Monitora“ brzmiało: Jeśli w maju deszcze na dworze, to jesienią chleb w komorze. 26

MONITOR POLONIJNY


Retro

C

zerwone, soczyste, słodkie, kuszące! Co mam na myśli, kiedy dodam, że chodzi o letni przysmak? Polak na pewno pomyśli o truskawkach. A Słowak? O arbuzach! Owoce te są z dzisiejszego punktu widzenia postrzegane jako nasze, rodzime, choć nie od zawsze rosły w naszych rejonach. Przyjrzyjmy się ich historii bliżej.

Co ma poziomka do truskawki? Pierwsze wzmianki o poziomkach pochodzą z Włoch z roku 234 przed naszą erą, kiedy to w starożytnym Rzymie te owoce były małe, cierpkie i bez smaku. Dopiero w XIII wieku we Francji zaczęto uprawiać poziomki jako zioła. W XVI wieku w Polsce zaczęto uprawiać poziomki pospolite i poziomki wysokie. W XVII wieku z amerykańskiej Virginii została do Europy sprowadzona poziomka wirginijska, ale dopiero kiedy w 1714 roku sprowadzono do Europy poziomkę chilijską i skrzyżowano ją z tą z Virginii, powstał obecny rodzaj truskawek. Za tą operacją stał francuski uczony Amédée-Franćois Frézier.

Owocna współpraca Okres renesansu wyznaczał się bardzo ścisłymi stosunkami między Francją a Polską, co zaowocowało i to dosłownie! - przywiezieniem truskawek do Polski przez Marię Leszczyńską, córkę króla Polski w latach 1704–1709 i 1733–1736, żonę króla Francji Ludwika XV. Truskawki zostały przeflancowane z królewskich ogrodów produkcyjnych, za-

Hity

Soczyste

pokusy lata

opatrujących gigantyczny dwór francuski w Wersalu. W Polsce trafiły oczywiście najpierw do ogrodów przy siedzibie rodu Leszczyńskich w Gołuchowie.

Polskie zagłębie truskawkowe Polska zajmuje 7. miejsce na świecie w produkcji truskawek. W 1978 roku ich produkcja po raz pierwszy przekroczyła 200 tysięcy ton. Obecnie zbiory truskawek wynoszą ok. 200 – 340 tysięcy ton rocznie. Przyjazne warunki spowodowały, że uprawiane są w całej Polsce. Na Słowacji natomiast truskawki uprawia się zazwyczaj w zachodniej i południowej części kraju, gdzie dojrzewają nieco wcześniej niż w Polsce.

Owoc czy warzywo? Na świecie zjada się go ok. 116 mln ton rocznie, zawiera ponad 90% wody, dzięki czemu podbił stoły na całym świecie. Po prostu bez arbuza mało kto wyobraża sobie lato. Nie każdy jednak wie, że zjadając soczystego arbuza zjada owoc, a nie warzywo. Arbuz pochodzi z rodziny dyniowatych, a dynie zwyczajowo zalicza się do warzyw, to jednak tak arbuz, jak i dynia z botanicznego punktu widzenia są owocami, zaliczanymi do… jagód.

Kaszëbskô malëna Na Kaszuby truskawki dotarły dopiero z początkiem XX wieku, ale ciekawostką jest uprawiany właśnie tam i tylko tam gatunek truskawki kaszubskiej, który w 2009 roku został wpisany na listę Chronionego Oznaczenia Geograficznego. Polska, zaraz po Hiszpanii, jest największym w Europie producentem truskawek. To właśnie w Polsce znajduje się kilka potężnych zagłębi truskawkowych. W czerwcu Słowacy bardzo często i chętnie przy-

CZERWIEC 2021

jeżdżają do Polski, by kupić właśnie te owoce. Obecnie istnieje ponad 600 gatunków truskawek, które różnią się smakiem, wielkością i okresem dojrzewania. Truskawki zawierają ponad 90% wody i dużą ilość substancji odżywczych, dzięki czemu mają bardzo dobry wpływ na zdrowie i chronią przed różnymi chorobami. Są bogate w witaminę C, która wzmacnia system odpornościowy, wspomaga dobre zdrowie oczu, cery i włosów.

Pochodzenie arbuza Pochodzenie arbuza jest sprawą dyskusyjną. Niektórzy badacze twierdzą, że pochodzi z różnych regionów Afryki, inni skłaniają się ku jego egipskiemu rodowodowi. Starożytne arbuzy nie były smaczne, były twarde i gorzkie, ale dla Egipcjan miały szczególne znaczenie: w pustynnym terenie były idealnym źródłem wody. 27


Arbuzy do Europy dotarły w XI i XII wieku. W Polsce zaczęto je uprawiać w XVI wieku, a w XVII wieku znanych już było kilka jego odmian: o miąższu białym, żółtym i czerwonym. Niestety, w Polsce ze względu na warunki pogodowe nie uprawia się go często, a jeśli już to głównie w szklarniach i tunelach foliowych.

Ogłoszenia

Słowackie arbuzy Inna sytuacja panuje w południowej części Słowacji, która latem jest usiana plantacjami różnych odmian arbuzów, dojrzewających w przyjaznym panońskim klimacie. Arbuzy zawierają od 80 do 92 procent wody, wspomagają funkcjonowanie nerek, działają przeciwutleniająco, zawierają mnóstwo antyoksydantów. Przydatne są też w kosmetologii.

Kawon, arbuz czy melon? Nazwa „kawon” pojawiła się w czasach komunistycznych, kiedy to w Polsce starano się obcą nazwę zastąpić polską. Ale „kawon” się nie przyjął, został więc „arbuz”, zaś jego mniejszy, żółty brat nosi nazwę „melon”. W celu zaspokojenia potrzeb rynku krajowego do Polski co roku trafia ponad 100 tys. ton arbuzów, sprowadzanych z krajów o cieplejszym klimacie. Co dodać na zakończenie? Nie chcę lać wody, choć i truskawki, i arbuzy składają się prawie z samej wody, dlatego latem, gdy słońce przygrzewa, pobocza dróg w Polsce usiane są kramami sprzedawców rumianych, słodkich truskawek, zaś przy słowackich poboczach na licznych stoiskach sprzedawane są soczyste, słodkie arbuzy. Życzę więc szerokich dróg, usianych soczystymi przysmakami! ANDREJ IVANIČ

Jeszcze przez cały czerwiec można zapisywać dzieci pochodzenia polskiego do Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Nabór prowadzony jest zarówno do szkoły podstawowej, jak i liceum ogólnokształcącego. Ze względu na pandemię odbywa się wyłącznie drogą elektroniczną. Zgłoszenia należy wysyłać na adres: bratyslawa@orpeg.pl, w tytule wiadomości prosimy wpisać „Rekrutacja do klasy…” Wszystkie niezbędne dokumenty znajdują się do pobrania na stronie internetowej szkoły: www.bratyslawa.orpeg.pl w zakładce „Organizacja – Rekrutacja”. Nauka w Szkole Polskiej w Bratysławie odbywa się w soboty i jest całkowicie bezpłatna. Szkoła jest znana z przyjaznej, rodzinnej atmosfery, klasy są niewielkie, a zajęcia prowadzą kompetentni i zaangażowani pedagodzy. Warto stać się częścią naszej szkolnej społeczności! Serdecznie zapraszamy do zapisów! Szkoła Polska w Bratysławie poszukuje pracowników na stanowisko nauczyciela bibliotekarza, nauczyciela języka polskiego i edukacji wczesnoszkolnej. Więcej informacji pod tym linkiem: https://bratyslawa.orpeg.pl/2021/04/29/nabor/

28

MONITOR POLONIJNY


Warsztaty twórcze dla dzieci Klub Polski Koszyce organizuje w terminie 10-17 lipca 2021 roku warsztaty twórcze dla dzieci polonijnych w wieku od 7 do 15 lat. Plener „KROK ZA KROKIEM W KIERUNKU SZTUKI“ odbędzie się w Liptowskim Janie. Czekamy na zgłoszenia dzieci polskiego pochodzenia z artystycznym zacięciem. Liczba miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Zastrzegamy, że organizacja przedsięwzięcia będzie uzależniona od sytuacji epidemiologicznej na Słowacji. Więcej informacji udziela organizatorka Štefania Gajdošová: +421 905 797 645, e-mail: gajdosova.stena@atlas.sk

Kondolencje 1 maja w wieku 89 lat zmarł

Kazimierz Lech Gałkowski – ojciec Renaty Strakovej z Trenczyna, który ją często odwiedzał na Słowacji, w związku z czym był też częścią naszej społeczności polonijnej, zrzeszonej w Klubie Polskim. Renatce, rodzinie i bliskim składamy głębokie wyrazy współczucia. Panie Leszku, będzie nam brakowało Pańskiej pogody ducha, uśmiechu i serdeczności. Przyjaciele z Klubu Polskiego CZERWIEC 2021

BASIA

LONEGO W ZIE

ÓRZA ZG

O

Z

Czy bioplastik jest bio?

statnio z różnych źródeł dochodzą do nas wszelakie informacje na temat plastiku. Chyba już wszyscy wiemy, że plastik trzeba segregować, nie wolno zaśmiecać nim lasów (bo się bardzo wolno rozkłada), a najlepiej to z niego zrezygnować, albo skorzystać z wielorazowej alternatywy, kiedy nadarzy się nam taka okazja. A jak jest z bioplastikiem? Bioplastik, czyli PLA (polilaktyd), to polimer pochodzenia roślinnego. Zwykle wytwarzany jest z kukurydzy lub trzciny cukrowej. PLA charakteryzuje się biodegradowalnością, czyli umiejętnością naturalnego rozkładania w odpowiednich warunkach kompostowania. Wytworzone z tego polimeru opakowania, słomki, sztućce i inne przedmioty jednorazowego użytku coraz częściej zastępują ich tradycyjne plastikowe odpowiedniki. PLA jest bardzo przeźroczysty i podobny do zwykłego plastiku, przez co trudno je rozróżnić. W dodatku PLA nie ma swojego własnego oznakowania na opakowaniach. Jest oznaczany jako other, czyli ‘inne’. Takie oznaczanie dotyczy jednak też innych tworzyw, na przykład tych, które nie są stosowane w kontakcie z żywnością. Niektóre firmy ze względu na bardzo wysokie fizyczne podobieństwo PLA i plastiku zmieniają swoje opakowania na te biodegradowalne. Ale czy kupując bioplastik, niwelujemy problem wysokiego zanieczyszczenia Ziemi? PLA można kompostować, ale tylko w określonych warunkach (w temperaturze ponad 70°C i wysokiej wilgotności), co w domowych warunkach jest prawie niemożliwe ze względu na dłuższy (od innych odpadów biologicznych) czas rozkładu tego tworzywa. W dodatku jeśli wyrzucimy bioplastik do odpadów biologicznych, w miejskiej kompostowni zostanie on potraktowany jako zanieczyszczenie i nie będzie kompostowany! Jednym słowem rynek nie jest jeszcze przygotowany na PLA, ponieważ struktury segregowania i utylizowania tego tworzywa na razie nie istnieją (przynajmniej w Polsce). A zatem wyrzucone PLA, tak jak większość plastiku, trafia do spalarni. Podsumowując, bioplastik jest bardzo dobrym zamiennikiem zwykłego plastiku, ale ze względu na brak infrastruktury jego kompostowania, wybranie opakowania wielorazowego jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż zakup bioplastiku (przynajmniej na razie). BASIA KARGUL

29


Polsko-słowacki kociołek językowy

O

Kiedy przeprowadziłem się na Słowację, zacząłem szukać sobie pracy. Tu nasze języki okazały się bardzo przyjazne, ponieważ polskie słowo „praca” i jego słowacki odpowiednik „práca” dzielą bardzo podobne znaczenia. Obydwa wyrazy swe dawne pochodzenie mają w prasłowiańskim słowie „porťa”, którego rdzeń „pérti” oznaczał „pchać, naciskać”. Znalezienie pracy dzięki temu było odrobinkę łatwiejsze! Nie samą pracą jednak człowiek żyje. Wiemy to bardzo dobrze – szukanie i zbieranie kolejnych fałszywych przyjaciół do naszych artykułów i filmów bardzo często wywołuje u nas salwy śmiechu! Jakże zręcznie przechodzimy tu do słowa „śmiech”. Ze słowackim słowem „smiech” łączy je znaczenie oraz pochodzenie, wywodzą się bowiem z prasłowiańskiego rzeczownika „směx”. 30

MY

A skoro już o śmiechu mowa...

Gdyby wszystko było podobne, toby było nudno! Nie wszystko zawsze jednak okazuje się pomocne. No właśnie – „zawsze”. Polskie „zawsze” i słowackie „zavše” są bardzo zdradliwe, ponieważ „zavše”

E

Podobne słowa z podobnym znaczeniem

NI

podobieństwach i różnicach naszych języków OWIA SŁ można napisać całą serię książek. W większości jednak skupiamy się na słowach, które są do siebie łudząco podobnie, lecz oznaczają coś zupełnie innego, pomijając wyrazy prawdziwie pomocne. Tym razem będziemy sprawiedliwi i przyjrzymy się obu grupom, ku nauce i przestrodze.

oznacza „czasami, raz na jakiś czas”. Gdy z Julką dopiero zaczynaliśmy rozmawiać w naszych językach ojczystych, było to jedno ze słów, które przyczyniało się u nas do pewnej zadumy. Trudno się dziwić, w końcu, gdy mówiłem „zawsze odnoszę naczynia do zlewu”, Julka mogła stworzyć sobie o mnie mylny obraz bałaganiarza,

który ma w pokoju stosy brudnych naczyń. Ta znaczeniowa rozbieżność nie jest jednak wielkim problemem, gorzej, kiedy za pomocą dwuznacznych wyrazów kogoś się np. nieumyślnie obraża, nie wiedząc o tym. Zwłaszcza, gdy zamiarem jest pochwała! Wiele razy, chcąc Julkę za coś pochwalić, mówiłem jej, że jest „bezcenna”. Kilka razy zignorowała to, myśląc sobie, że zapewne po polsku oznacza to coś innego, jednak w końcu nie wytrzymała i otwarcie zapytała mnie, co mam na myśli. W języku słowackim „bezcenný” oznacza bowiem „bezwartościowy”. Jeśli chcecie Słowaczce czy Słowakowi pochlebić, użyjcie raczej słowa „nieoceniony”, które podobne jest do słowackiego odpowiednika „neoceniteľný”. To niesamowite, jak dwa bliskie sobie języki mogą zupełnie odwrotnie rozumieć to samo słowo!

Podobieństwo języków – zaleta czy wada? Tu rodzi się pytanie – czy podobieństwo języków jest zaletą, czy też wadą? Niestety nie da się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Dlatego też nie wyrazimy tutaj naszych mniemań, ale poradzimy wam: Nie polegajcie na pokrewieństwie i podobieństwie naszych języków, ale czytajcie i uczcie się jak najwięcej, żeby żadne słowo nie było dla was problemem. JÚLIANA VELESLAVA OPUK I FILIP LEON OPUK PolishSlovak.eu MONITOR POLONIJNY


dti S

w

pozwolą nam stworzyć masę idealną do zamierzonych działań – czy to będą małe modele, większe rzeźby, czy może kafle lub wyroby schnące wyłącznie na powietrzu. Niezależnie od tego, na który przepis się zdecydujemy, możemy być pewni, że czeka nas fantastyczna zabawa. Sama tworzę z masy solnej już od

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

zklanka mąki, szklanka soli, pół szklanki wody… Czyżbyśmy planowali coś upiec? Niezupełnie. Dziś zapraszamy Was do sięgnięcia po sztukę znaną już w starożytności – do tworzenia dekoracji z ciasta! Tak, tak, tradycja sporządzania z ciasta przedmiotów o charakterze religijnym lub ludowym liczy sobie już tysiące lat. My skorzystamy z masy solnej, której skład wypracowano w XIX wieku – duża ilość soli służyła w tamtym czasie do ochrony wyrobów przed szkodnikami. Samo wykonanie masy solnej jest banalnie proste. W różnych książkach i Internecie można znaleźć mnóstwo dodatkowych wskazówek, które

a ń sł

dzieciństwa. Kiedyś wyrabiałam figurki do zawieszenia na ścianie, z czasem spod moich rąk zaczęły wychodzić również bombki, świeczniki, a nawet tabliczki na drzwi. Masę solną wyróżnia dostępność składników potrzebnych do jej wykonania i narzędzi do jej obróbki (wszelkiej maści nożyki do ciasta, foremki, praska do czosnku), łatwość posługiwania się nią oraz trwałość wytworzonych przedmiotów po ich wysuszeniu (w piekarniku lub na świeżym powietrzu). Poza tym nasze wyroby można polakierować, utrwalając ich naturalny kolor, lub pomalować farbami, co rozszerza możliwość dobrej zabawy i twórczej pracy. Moje dzieci podczas swojego pierwszego spotkania z masą solną zdecydowały się na stworzenie mniejszych modeli. Wyraźnie jednak spodobała im się ta zabawa, bowiem po jej zakończeniu miały ochotę na więcej. To samo powtórzyło się, gdy nadszedł czas malowania naszych figurek. Coś czuję, że niedługo czeka nas powtórka! NATALIA KONICZHAMADA

CZERWIEC 2021

31


Czasami po coś dobrego najlepiej wpaść do sąsiada. Tym razem więc w kulinarną podróż udamy się do sąsiednich Czech, gdzie dziennikarka Renata Bilan zaprasza nas na buchtową ucztę.

Buchty to czeska klasyka, każdy o tym wie. Podstawą jest ciasto drożdżowe w słodkiej wersji, z którego formuje się małe bułeczki, z nadzieniem – tradycyjnie powinny to być śliwkowe powidła, twaróg lub mak.

Buchty SKŁADNIKI: • 325 g mąki pszennej • 3 łyżki rozpuszczonego masła • 130 ml ciepłego mleka • 1 żółtko • 1 jajko

• 1/4 szklanki cukru • szczypta soli • słoiczek powideł śliwkowych • 10 g świeżych drożdży

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA W dużej misce wymieszać razem mleko, drożdże i cukier. Odstawić na 15 minut. Następnie dodać resztę składników. Wyrabiać ciasto przez 10-13 minut, aż powstaną w nim pęcherzyki powietrza. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 10 -15 min. do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto podzielić na ok. 30 części.

Każdą z nich rozpłaszczyć na dłoni, nałożyć 1 łyżeczkę nadzienia i dokładnie zlepić. Bułeczki układać w brytfannie, sklejeniem do dołu. Przykryć ściereczką i odstawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia. Posmarować roztopionym masłem, a potem nagrzać piekarnik do 185 stopni i piec buchty ok. 40 minut. ZDJĘCIA: RENATA BILAN

Podawać posypane cukrem pudrem. W innej wersji można ulepić minibułeczki, czyli dukátové buchtičky, bez nadzienia, które już upieczone i wyłożone na talerzu polewa się niezbyt gęstym waniliowym sosem, takim z budyniu na mleku, do którego można dodać masła, żeby był bardziej delikatny, ewentualnie kilka kropelek rumu dla zapachu. Pyszne danie, które uwielbiają wszyscy, zwłaszcza dzieci (dla nich oczywiście sos do bucht bez rumu).

Latem, gdy nie mamy ochoty na ciężkie, syte dania, potrafię sobie wyobrazić buchtowy lunch na słodko, z dodatkiem świeżych owoców. Mniam! Smacznego! AGATA BEDNARCZYK