Monitor Polonijny 2021/4

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 20:00 Page 33

Przyjaźń bez granic str. 12

Pan od magnetofonów str. 20

Wielkanoc str. 5

inna niż wszystkie

str. 14

Wieczorkową porą

Relacja z koncertu

25-letni „Monitor Polonijny“

bohaterem wywiadu str. 7


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 2

Życzenia

Szanowni Czytelnicy iedawno usłyszałem rozmowę dwóch pań: „Czeka nas druga kwarantannowa Wielkanoc. Jeszcze jedna taka, a ludzie zapomną, jak wygląda prawdziwa Wielkanoc. A potem ją zupełnie zlikwidują“. Wiem, był to żart (przynajmniej mam taką nadzieję). Ale… nie boicie się? Ja się nie boję, bowiem w naszej rodzinie tradycje Wielkiej Nocy są mocno zakorzenione i wierzę, że zbliżające się święta będą jeszcze bardziej symboliczne. Że zmartwychwstanie będzie bardziej realne i po roku postu i ograniczeń będziemy mogli wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza. Życzę Państwu świąt pełnych wody, jajek, radości, ale przede wszystkim zdrowia. MAREK BERKY prezes Klubu Polskiego

N

lub Polski w ostatnich latach wydał dwie płyty i przygotowuje się do wydania kolejnej. Kiedy w marcu ubiegłego roku nowy projekt zyskał zielone światło z Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych, wystarczyło puścić się do pracy. Tylko że... pandemia pokrzyżowała plany. Ale nie udaremniła. Właśnie powstaje coś nowego! Za muzyczny projekt odpowiedzialny jest Stano Stehlik, kompozytor, muzyk, członek Klubu Polskiego i grupy JaBlCo. Integruje on polonijną scenę muzyczną z tą słowacką. „Już jakieś pięć lat temu towarzyszyliśmy z zespołem JaBlCo polskim wykonawcom, którzy występowali na imprezach Klubu Polskiego promujących Polskę“ – wspomina Stehlik i dodaje, że wtedy grali znane polskie przeboje (np. podczas imprezy „Z Polską na Ty“ na bratysławskim Rynku, czy z okazji 20-lecia „Moni tora Polonijnego“). Ponieważ Słowakom i Po lakom ta współpraca wychodziła bardzo dobrze, zrodził się pomysł, by zre-

K

alizować wspólnie autorski projekt muzyczny. W ten sposób trzy lata temu Klub Polski wydał płytę, zatytułowaną „Za górami, za lasami, za Tatrami“, gdzie tło polskim wokalistom robili słowaccy muzycy z JaBlCa. Rok później Klub wydał płytę „To ostatnia niedziela“, na której polskie i słowackie tanga gra kwartet Laugaricio z towarzyszeniem polskich wykonawców.

Coś się dzieje

Tu i Tam!

Kolejny projekt ma być kumulacją tych wszystkich elementów. Oprócz zespołu JaBlCo i kwartetu Laugaricio zaprezentują się już dobrze znani i lubiani wokaliści polscy mieszkający na Słowacji, czyli Ewa Sipos, Łukasz Cu pał czy Tomek Olszewski. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK, MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

Ale nie tylko – usłyszymy bowiem nowe głosy, rzec by można polonijne odkrycia wokalne. Niektórzy z wykonawców to nowicjusze, inni to rasowi profesjonaliści (więcej o nich już niebawem). Do projektu Stehlik zaprosił też wybitnych wirtuozów słowackich: Juraja Griglaka (gitara basowa), Mariana Jaslowskiego (saksofon), Jitkę Fischerovą (śpiew operowy). Pandemia odsunęła w czasie realizację albumu, stąd przesunięcie terminu wydania płyty. Prezentacja nastąpi prawdopodobnie w połowie roku (wszystko zależeć będzie od sytuacji pandemi cznej). W utrudnionych warunkach, często na odległość, dzięki łączom internetowym powstaje kolejne dzieło. Album będzie miał tytuł „Tu i tam“. Szykuje się ekscytujące mocne muzyczne RED. uderzenie!


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 3

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I tego powinniśmy się trzymać! Jest, jak jest, więc cieszmy się tym, co mamy. A mamy wiosnę i zbliża się Wielkanoc, stąd i nasz artykuł otwierający numer dotyczy tych ważnych świąt (str. 4), a w ankiecie nasi czytelnicy wspominają swoją najbardziej nietypową Wielkanoc (str. 5). Jest, jak jest, więc ostatnio sporo wydarzeń odbyło się online, a my przynosimy relacje z nich, na przykład ze sztandarowej imprezy Klubu Polskiego w Trenczynie, ale z Beckova (str. 12). Kolejne spotkanie z cyklu „Poznajmy się, proszę“ relacjonujemy na stronie 12. Bardzo ubolewaliśmy, że jubileuszowy koncert „Monitora Polonijnego“ musi obejść się bez widzów (relacja na str. 14). Jest, jak jest, ale może nie jest aż tak źle? Proszę zauważyć, że nasz „Monitor“ „dzięki“ ograniczeniom spowodowanym pandemią świętuje już kilka ładnych miesięcy, co odzwierciedlają artykuły na temat Szanownego Jubilata, pojawiające się na jego łamach. Jemu też poświęcony jest wywiad miesiąca (str. 7). Jest, jak jest i dobrze jest, jeśli wytworzymy w sobie mechanizmy obronne przed stresem i różnymi traumami, także tymi związanymi z uwarunkowanymi pandemią ograniczeniami, o czym więcej w artykule naszej rodaczki - pani psycholog mieszkającej w Bratysławie (str. 22). A żeby sprawić sobie jeszcze więcej przyjemności, odsyłamy Państwa do rubryki „Retrohity”, w której tym razem znajdą Państwo porównanie piw polskich i słowackich (str. 20), zaś w rubryce kulinarnej publikujemy przepis na wyśmienite naleśniki prosto z Budapesztu (str. 32)! Jak przyjemności, to także doskonały film! Tym razem będzie to obraz „Zabij to i wyjedź z tego miasta”, którego recenzję publikujemy na str. 24. Jak przyjemności to także świetna książka, czyli „Rdza“ Jakuba Małeckiego (str. 22). W wielkanocnym okresie przedstawiamy również znajdujący się na Liptowie wspaniały kościół Świętego Krzyża (str. 25). Poza tym sporo innych tematów, stałych rubryk, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Życzę Państwu przyjemnych świąt Wielkiej Nocy, w pogodzie ducha, w radości i w nadziei na lepsze jutro. W imieniu redakcji

SPIS TREŚCI Osobliwe wielkanocne tradycje 4 Z KRAJU 4 ANKIETA Wielkanoc inna niż wszystkie 5 WYWIAD MIESIĄCA 25-letni „Monitor“ bohaterem wywiadu 7 Z NASZEGO PODWÓRKA 9 ROZMOWY Z NINĄ Jak przyszłam na świat 16 RETROHITY Złoty trunek za złote 17 Mania skakania 18 CZUŁYM UCHEM Modlitwa bluesmana w pociągu 19 Pan od magnetofonów – historia Stefana Kudelskiego 20 Jak pandemia kształtuje w nas zmianę 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wszystko będzie dobrze 22 KINO-OKO Nie zbijaj tej miłości… do ludzi i miasta 24 SŁOWACKIE PEREŁKI Święty Krzyż 25 KRZYŻÓWKA 26 Nie tylko zero euro 27 Historia bardzo długiego romansu, czyli jak zakochałem się w Słowacji (2) 28 Polskie ślady w Bratysławie, czyli ku pamięci poległym Polakom w Bratysławie 28 BASIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA Ryba lubi pływać 29 MY SŁOWIANIE Wielkanoc na Słowacji 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Ciepło, cieplej… Wiosna! 31 PIEKARNIK Łyżką dookoła świata - Węgry 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • Projekt współfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013 Vydané 29. 3. 2021

KWIECIEŃ 2021

3


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 4

ielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie, upamiętniające mękę, śmierć oraz zmartwychwstanie Chrystusa. Najczęściej kojarzy się nam z wiosną, pisankami, pysznymi mazurkami, święconką i śmigusem dyngusem. Jednak dla innych z Wielkanocą związane są np. pogrzeb śledzia, tajemniczy paskekrim, parada kapeluszy, taniec śmierci, a nawet krwawe misterium. W różnych krajach bowiem panują rozmaite wielkanocne zwyczaje i tradycje, czasem dziwne, nietypowe, a nawet zaskakujące. Pamiętam swoją pierwszą Wielkanoc na Słowacji. Otworzyłam drzwi, a sąsiad nagle zaczął mnie smagać rózgą po nogach, okręcając się przy tym i śpiewając coś pod nosem, po czym

W

oblał mnie śmierdzącymi perfumami, a na końcu wyciągnął z kieszeni flaszkę z mocnym trunkiem. Później dowiedziałam się, iż rózga spleciona z wierzbowych witek to korbacz, którym smaga się dziewczęta i kobiety, by zapewnić im młodość i dobre zdrowie. Z innym, jeszcze bardziej zadziwiającym zwyczajem spotkałam się wiele lat temu, gdy mieszkałam w Irlandii. Mój ówczesny przyjaciel zabrał mnie w Wielką Sobotę na pochód, któremu przewodniczył mężczyzna, niosący zawieszonego na kiju śledzia, symbolizującego post. Ludzie uderzali w tę rybę kijami, by zademonstrować zmęczenie długim postem. Następnie wrzucili śledzia do rzeki, a na jego miejsce na kiju zawiesili ba-

Osobliwe tradycje WIELKANOCNE egzekucji członków IV Zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość“.

1 marca odbyły się obchody związane z Narodowym DNIEM PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH. W tym roku miały one szczególny kontekst związany z 70. rocznicą 4

3 marca w Gdańsku w wieku 70 lat zmarł z powodu koronawirusa PROF. JERZY LIMON, anglista, pisarz, tłumacz, twórca i dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego od jego powstania w 2014 roku. Od 1989 r. był prezesem Fundacji Theatrum Gedanense, której celem było przywrócenie pamięci o obecności w Gdańsku do końca XVIII wieku teatru elżbietańskiego.

rani udziec jako znak, że czas rozpocząć świętowanie. Dziś rzadko już praktykowana ta nietypowa irlandzka tradycja została wyparta przez Easter egg czyli poszukiwanie kolorowych jajek, najczęściej czekoladowych. Ta uwielbiana głównie przez dzieci tradycja poszukiwania czekoladowych jajek w domach i ogrodach jest popularna nie tylko w Irlandii, Anglii czy USA, ale również w Australii, gdzie słodkości ukrywa króliczek Wielkouch (Bilby). Zwyczaj ten coraz częściej gości także w polskich domach. Sama z przyjemnością chowam dla swojego synka w wielkanocną niedzielę słodkie jajka, a w nich małe niespodzianki. Z kolei mieszkańcy Nowego Jorku urządzają w Wielkanoc miejskie polowanie na jajka czyli Faber ge’s Big Egg Hunt. Nazwa pochodzi od słynnego jubilera Karola Faberge, który tworzył złotnicze arcydzieła dla rosyjskich carów. W Nowym Jorku co roku projektowane są jaja - rzeźby przeznaczone specjalnie na polowanie. Ukrywa się je w różnych dzielnicach miasta, a celem zabawy jest oczywiście odnalezienie przez mieszkańców jak największej ich liczby. Innym ciekawym zwyczajem jest organizowana na Manhattanie wielkanocna parada, połączona z rewią oryginalnych kapeluszy, podczas której nowojorczycy prześcigają się w prezentowaniu fantazyjnych nakryć głowy w różnych kształtach i kolorach. Parada cieszy się opinią największej i najsłynniejszej w Ameryce i przyciąga nie tylko chrześcijan.

8 marca film „SZARLATAN“ Agnieszki Holland otrzymał pięć Czeskich Lwów, przyznawanych przez Czeską Akademię Filmową i Telewizyjną, w kategoriach: najlepszy film, reżyseria, główna rola męska, zdjęcia i dźwięk. Film opowiada historię czeskiego zielarza i uzdrowiciela Jana Mikoláška (w tej roli Ivan Trojan). „Szarlatan“ jest czeskim kandydatem do Oscara. Prezydent Andrzej Duda podpisał 8 marca ustawę w sprawie

CZTERNASTEJ EMERYTURY; dodatkowe świadczenie w listopadzie ma otrzymać ponad 9 mln osób. 15 marca polski operator filmowy mieszkający w Los Angeles DARIUSZ WOLSKI został nominowany do Oscara za zdjęcia do filmu „Nowiny ze świata“ Paula Greengrassa, w którym odtwórcą głównej roli jest Tom Hanks. To utrzymana w konwencji westernu opowieść o weteranie wojny secesyjnej, który wyrusza w podróż przez Teksas. MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 5

Natomiast Norwedzy wyjeżdżają na Wielkanoc na narty, zajadają się słodyczami i… czytają kryminały z których słyną i które uwielbiają. W czasie Świąt Wielkanocnych pojawiają się w księgarniach specjalne powieści kryminalne, nazwane paskekrim, a w telewizji emitowane są filmy i seriale o tematyce kryminalnej. Z pewnością wszystkim są też znane krwawe obchody Świąt Wielkanocnych na Filipinach, gdzie manifestowanie wiary przybiera ekstremalne formy. Co roku w Wielki Piątek na ulicach odbywają się rekonstrukcje drogi krzyżowej, podczas których część wiernych biczuje się aż do krwi, a niektórzy poddają się rytualnemu ukrzyżowaniu. Warto także wspomnieć o spektakularnych procesjach Wielkiego Tygodnia w Hiszpanii, zwłaszcza w Valladolid, Sewilli czy Maladze, gdzie ubrani w historyczne stroje członkowie bractw niosą ogromne platformy z figurami przedstawiającymi Chrystusa, Matkę Boską lub sceny pasyjne. W katalońskim Verges w Wielki Czwartek odbywa się pochód, podczas którego osoby przebrane za szkielety wykonują Dansa de la Mort, czyli taniec śmierci. Wszystko wskazuje, iż w tym roku wiele ze wspomnianych wielkanocnych zwyczajów nie będzie kultywowanych, a święta będą znowu objęte obostrzeniami z powodu koronawirusa. Mimo to niech czas Wielkanocy utrzyma nasze marzenia w mocy i przyniesie radość, wewnętrzny spokój i piękny uśmiech każdego dnia. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA Od 20 marca cała Polska została objęta NOWYMI OBOSTRZENIAMI w związku z gwałtownie rosnącą trzecią falą pandemii koronawirusa. W całym kraju nieczynne są hotele, część sklepów w galeriach handlowych. Zamknięte zostały ponownie kina, teatry i muzea. Główny doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban poinformował, że w związku z dramatycznym wzrostem zachorowań na COVID-19 wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o całkowity lockdown od 28 marca. KWIECIEŃ 2021

Wielkanoc inna niż wszystkie

naszej kulturze Wielkanoc to ważne święto religijne, spędzane zwykle w tradycyjny sposób, czyli w gronie rodziny lub przyjaciół. Zawsze jednak zdarzają się jakieś wyjątki. I właśnie o takie wyjątkowe, nietypowe święta wielkanocne zapytaliśmy czytelników „Monitora Polonijnego“.

W

Katarzyna Thomas

DUN A JSKÁ LUŽNÁ

więta Wielkanocne zawsze spędzałam tradycyjnie razem z rodziną i przyjaciółmi. Zeszłoroczna Wielkanoc była jednak inna niż poprzednie. Spędziliśmy ją z mężem i dziećmi, bez spotkania rodzinnego, bez święconki, bez wycieczek, które zawsze organizowaliśmy przy ładnej pogodzie. To były dla mnie nietypowe święta. Te z pewnością będą podobne. Pozostaje nam tylko planować kolejne. Oby Wielkanoc za rok odbyła się już w licznym gronie rodzinnym.

Ś

Adam Kaszuba

ietypową Wielkanoc Spowodowało to, że święta Wielkiej Nocy spędziłem spędziłem w zeszłym z innymi pracownikami, roku. Pracuję w Centrum starając się stworzyć dla Sociálnych Služieb w Ru swoich podopiecznych jak žomberku jako pracownik socjalny i fizjoterapeuta. RUŽOMBEROK najbardziej świąteczną atmosferę. Przez wzgląd na sytuW kwietniu zeszłego roku, gdy zaczęła się pandemia, a wielu praco- ację epidemiologiczną i miejsce zatruwników przebywało na kwarantannie, dnienia nie mogłem pojechać na podobnie jak w innych placówkach święta do rodziny w Polsce, ale cieszę o podobnym charakterze, również się, że mogłem zrobić coś dobrego dla i nam zaczęło brakować personelu. innych w tym trudnym czasie.

N

21 marca w Krakowie w wieku 75 lat zmarł wybitny polski poeta i eseista ADAM ZAGAJEWSKI. Urodził się w 1945 r. we Lwowie, które to miasto utrwalił w jednym z najbardziej znanych swoich utworów „Jechać do Lwowa“. Zagajewski należał do pokolenia Nowej Fali. Za swoją twórczość i działalność publicystyczną otrzymał wiele nagród i odznaczeń, m.in. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. MP

5


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 6

ieszkając jakiś czas w Niemczech oraz dziesięć lat w Meksyku, przeżywałam święta Wielkanocne na różne sposoby. Jestem świadoma faktu, że moje wspomnienia wiążą się nie tylko z tradycją obchodzenia tych świąt w danym kraju, ale raczej ze sposobem ich przeżywania w rodzinie, z którą miałam radość dzielić świąteczny czas. W Niemczech na przykład prawie zemdlałam z wrażenia, kiedy ojciec rodziny oświadczył, że święta to dni odpoczynku, więc zaprasza nas wszystkich na cały dzień na kryty basen do Szwajcarii. I tak oto lany poniedziałek spędziłam… cała w wodzie. To uczucie inności świętowania do dziś wywołuje uśmiech na mojej twarzy. W Meksyku natomiast święta wielkanocne kojarzą się z dwoma tygodniami wolnego, czyli po prostu wiosenną przerwą. Meksykanie wyjeżdżają wówczas masowo na tropikalne plaże, gdzie spędzają kolejne dni na zabawach, dyskotekach bądź poznawaniu pobliskich atrakcji turystycznych. W rodzinie moje-

M

Magdalena Smolińska

Tomasz Olszewski

6

KOSZYCE

go meksykańskiego męża święta spędza się bardziej duchowo. Cała rodzina uczestniczy w nabożeństwach Triduum Paschalnego. Tradycja uroczystego, wielkanocnego śniadania nie jest obchodzona, ale rodzina spotyka się w domu najstarszego członka klanu na uroczystym obiedzie bądź kolacji. To,

PEZINOK

co zachwyca mnie do dziś w sposobie spędzania świąt w Meksyku, to ich narodowa naturalność i bezstresowość przy przygotowywaniu uroczystego obiadu dla bardzo dużej grupy ludzi. Bo proszę pamiętać, że meksykańska rodzina jest bardzo liczna. W taki uroczysty dzień, jakim jest Niedziela Wielkanocna, spotykają się wszyscy kuzyni, wujkowie i ciocie, przy stole zasiada minimalnie 30 osób. Miałam okazję być oczywiście na o wiele liczniejszych świątecznych obiadach. Zeszłoroczną Wielkanoc 2020 też zapamiętam jako bardzo charakterystyczną. Po raz pierwszy w życiu spędziłam te święta tylko z mężem i dziećmi, w izolacji od świata i pozostałych bliskich, przed ekranem telewizora, z którego księża w maseczkach głosili zmartwychwstanie Chrystusa. Przygotowaliśmy świąteczne potrawy z różnych zakątków świata i zjedliśmy wspólnie wielkanocne śniadanie. Brakowało nam jednakże szumu i rozgardiaszu naszych najbliższych.

nną niż wszystkie Wielkanoc spędziłem kilkanaście lat temu, gdy pracowałem jeszcze na olbrzymich statkach pasażerskich. Wielkanoc ta była nie tylko inna ze względu na fakt, że w tym czasie pracowałem, ale także wyjątkowa, gdyż spędziłem ją z dala od domu, gdzieś na niezmierzonych wodach oceanu. W dodatku mój kolega, z którym dzieliłem kajutę, był Filipińczy kiem i wraz z innymi filipińskimi pracownikami otrzymał pozwolenie na przygotowanie w tym czasie narodowych filipińskich potraw. Do dziś pamiętam wygląd i straszliwy smród jednej

I

z nich. Był to balut, czyli kacze jajko, wewnątrz którego znajduje się w pełni uformowany zarodek ptaka. Pamiętam, jak się zajadali tymi jajkami, traktując je jako przysmak – dla mnie było to po prostu obrzydliwe. Inną potrawą, na szczęście zjadliwą, a nawet całkiem smaczną, były chrupiące skórki wieprzowe. Ja z kolei przygotowałem bigos, czym zaskoczyłem filipińskich kolegów. W tym celu w Vancouver w Kanadzie, w polskiej restauracji kupiłem kiszoną kapustę, którą przemyciłem na statek w pojemnikach po odżywce dla kulturystów. MZO MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 7

25-letni „Monitor Polonijny“ bohaterem wywiadu onieważ wywiad ten chcemy poświęcić jubilatowi, czyli 25-letniemu „Monitorowi Polonijnemu“, dlatego do rozmowy zaprosiłam Ryszarda Zwiewkę ówczesnego prezesa Klubu Polskiego, czyli wydawcy, oraz Juraja Marušiaka - syna pierwszej redaktor naczelnej pisma Danuty Meyzy-Marušiakovej.

P

Juraj, czy jako historyk i politolog możesz nam po krótce nakreślić, jaka była Słowacja w roku 1995? JURAJ MARUŠIAK: Słowacja była w okresie trzeciego rządu Vladimíra Mečiara, na krawędzi międzynarodowej izolacji, po tzw. nocy długich noży w 1994 roku. To okres konsolidacji władzy Mečiara i dwóch mniejszych koalicjantów: Słowackiej Partii Narodowej i Zrzeszenia Robotników Słowacji. Ten młody kraj nabierał kształtów państwa rządzonego w sposób autorytarny. Całe szczęście, że miało to miejsce w czasach, kiedy to sąsiedzi mogli podać Słowacji pomocną dłoń i w ten sposób pomagać w przełamywaniu barier izolacji, czyli w utrzymywaniu Słowacji w kontakcie z Zachodem. W tym czasie Polska i Węgry cieszyły się dobrą opinią na Zachodzie i to te kraje właśnie otoczyły młodą republikę opieką. Jednym z najwa żniejszych wydarzeń na Słowacji w 1995 roku było porwanie syna prezydenta Michala Kováča. Działo się to w ramach walki politycznej Mečiara z opozycją i byłym kolegą partyjnym Michalem Kováčem, który zasiadał w fotelu prezydenckim. Do porwania doszło we wrześniu 1995 i kiedy przywołuję w pamięci ten rok, to właśnie to wydarzenie najbardziej mi się wyłania z pamięci, choć oczywiście w społeczeństwie słowackim toczyły się również i inne gry, a konflikty nabierały na sile. KWIECIEŃ 2021

Aby wejść w atmosferę tamtych dni, przypomnijmy sobie, jak wyglądał świat w 1995 roku. W Polsce przeprowadzono denominację złotego: 10 tysięcy złotych zastąpiła jedna złotówka. Austria, Finlandia i Szwecja zostały członkami Unii Europejskiej. Swoją działalność rozpoczął portal internetowy Yahoo. W listopadzie w Polsce wybory prezydenckie wygrał Aleksander Kwaśniewski i w grudniu zastąpił w fotelu prezydenckim Lecha Wałęsę. nie było tu wtedy tylu młodych, nowych mieszkańców, przyjeżdżających na Słowację w celu podjęcia pracy. To była głównie Polonia zasiedziała tutaj od wielu lat, porozrzucana po całej Słowacji. Chcieliśmy dotrzeć do jak największej liczby rodaków. Wtedy nie było łączy internetowych, a jedynym sposobem, jak do nich dotrzeć, było czasopismo.

Rysiu, a na jakim etapie była wtedy słowacka Polonia? RYSZARD ZWIEWKA: W 1995 roku byliśmy już po zarejestrowaniu Klubu Polskiego (do rejestracji doszło w sty czniu 1994 roku - przyp. red.) i rozpoczęliśmy przygotowania do wydawania „Monitora Polonijnego“. To, że on powstał, to efekt kilku lat wysiłków. Nie tylko naszych, Polonii, ale i praco wników Instytutu Polskiego oraz ambasady RP w RS. Aby do procesu wydawniczego dobrze się przygotować, nawiązałem szerokie kontakty z Pola kami w Czechach. Oni wydawali swój dziennik. Spotykałem się z nimi i dopytywałem, co powinniśmy zrobić, by móc wydawać własną gazetę. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy to będzie miesięcznik, tygodnik, czy dziennik. Doszliśmy do wniosku, że na nasze potrzeby przygotowywać będziemy miesięcznik. Polonia była wtedy zorganizowana i pełna entuzjazmu. Jeszcze

Polonia była wtedy zorganizowana i pełna entuzjazmu.

Jak doszło do tego, że miesięcznik zyskał nazwę „Monitor Polonijny“? RZ: Danka Marušiaková zaproponowała wydawcy, czyli szefostwu Klubu Polskiego, nazwę „Monitor Polonij ny“. Innych propozycji nie było, więc się zgodziliśmy. Nam się ta nazwa dobrze kojarzyła, odzwierciedlała nasze oczekiwania: monitor - krążownik statek rzeczny i tak dalej. Juraj, pytałeś mamę, dlaczego wybrała taką nazwę? JM: Tak, nazwa nawiązuje do pierwszego pisma drukowanego w XVIII wieku, założonego przez Adama Czartoryskiego i Ignacego Krasickiego przy wsparciu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W ten sposób mama odwoływała się do polskiej tradycji historycznej. Zresztą nazwa „Monitor” używana jest do dziś, na przykład „Monitor Polski” to wydawnictwo dziennika ustaw, czyli bardzo ważnych dla funkcjonowania państwa dokumentów. Nazwa pisma polonijnego nawiązała więc do tradycji dziennikarstwa polskiego. 7


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 8

Jak wspominacie początki działania redakcji „Monitora“? RZ: Kiedy „Monitor Polonijny“ powstał, a Danka stała się jego pierwszą redaktor naczelną, to trzeba przyznać, że redaktorzy, których zaprosiła do współpracy, bali się jej. Bo ona – jak to poznanianka – podeszła do tego wyzwania bardzo odpowiedzialnie, co odzwierciedlało się w poziomie przygotowań artykułów. Każdy artykuł musiał być opracowany najlepiej, jak się dało, bo Danka nie szczędziła słów krytyki. Oczywiście robiła to w sposób dystyngowany i szlachetny, była bardzo wyrozumiała, ale jednocześnie trzymała wysoki poziom. Juraj, Ty to widziałeś z innej perspektywy. Ponieważ wtedy jeszcze mieszkałeś w domu rodzinnym, mogłeś zaglądać przez ramię redaktor naczelnej, by obserwować, jak tworzy pismo. Jaka atmosfera panowała w Waszym domu? JM: Widziałem to „od kuchni“, byłem świadkiem tych procesów przygotowawczych. Często rozmawialiśmy w domu o „Monitorze“. Mama wieczorami siedziała i przygotowywała projekt czasopisma, jak ma ono wyglądać, jego poszczególne strony, co powinno się znaleźć w nagłówku.

Danka nie szczędziła słów krytyki. Jakie cele sobie stawiała? JM: To czasopismo miało być mostem między Polską a Słowacją, o czym świadczy jego pierwszy nagłówek, w którym znalazły się godła obu krajów. Od początku pojawiały się w nim artykuły nie tylko w języku polskim, ale i słowackim, by mogli go czytać także potomkowie Polaków mieszkający na Słowacji, którzy niekoniecznie znają język polski. Muszę wyraźnie podkreślić, że fakt, iż takie czasopismo przetrwało tyle lat, to sukces. Inne mniejszości, jak na przykład Rusini, Ukraińcy, Romowie, borykają się z problemami wydawniczymi. Polacy są mniejszością rozproszoną, ale są w stanie zabiegać o to, by ich pismo było wydawane. Periodyki innych mniejszości borykały się ze spadającą liczbą czytelników, więc zanikły. Tego o „Monitorze Polonijnym“ nie można powiedzieć. Co ciekawe, na artykuły publikowane w nim powołuje się polska Wikipedia! Ostatnio czegoś tam poszukiwałem i znalazłem cytaty właśnie z niektórych artykułów z „Monitora”.

Ryszard Zwiewka 8

Czy w jakiś sposób „Monitor“ wpłynął na jakość Waszego życia, coś zmienił? RZ: To trudne pytanie. Kiedy się pojawił „Monitor“, nareszcie miałem możliwość czytania artykułów o nas, słowackiej Polonii. Dostęp do języka polskiego pisanego miałem w czytelni i bibliotece Instytutu Polskiego, do słowa mówionego poprzez Polskie Radio, które tu odbieraliśmy na falach długich. Żyłem na co dzień z językiem polskim, natomiast brakowało mi informacji dotyczących tego, co się dzieje wśród nas, Polonusów na Słowacji. Nawiązałem kontakty z rodakami z Żyliny, Koszyc, Martina, Dubnicy nad Wagiem, poznałem niektórych z nich osobiście, tym bardziej mnie cieszyło, kiedy wreszcie mogłem sobie przeczytać, co się dzieje u nich w regionach. Byłem i jestem pełen uznania, że tam tamtejsza liczna Polonia albo Słowacy, posiadający polskie korzenie, potrafią zorganizować tak bogate życie polonijne. Czy pojawienie się „Monitora“ zmieniło moje życie? Nie, ale poszerzyło moje horyzonty. JM: Moim zdaniem powstanie „Monitora“ zapoczątkowało organizację życia publicznego słowackiej Polonii. Wcześniej nie istniały organizacje zrzeszające wspólnotę polską mieszkającą na Słowacji. Inaczej to wyglądało w Czechach, gdzie taka działalność była dozwolona, ale tylko na Zaolziu. „Monitor“ stał się łącznikiem, platformą komunikacji, dzięki czemu życie środowiska polonijnego na Słowacji mogło się bardziej rozwinąć. Entuzjaści polonijni na łamach „Monitora“ widzieli innych entuzjastów i w ten sposób dowiadywali się o sobie i mogli ze sobą nawiązywać kontakty. „Monitor“ odegrał zasadniczą rolę przy kształtowaniu się mniejszości. Pamiętacie, czego dotyczyły Wasze pierwsze artykuły, które Wam zleciła pani redaktor naczelna? RZ: Nie, nie pamiętam. Prawdopodobnie był to wstęp do jednego z pierwszych numerów pisma. Najbardziej mi utkwił w pamięci duży artykuł o mojej peregrynacji do ZieMONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 9

JM: Też już nie pamiętam. Wydaje mi się, że nie od razu pisałem do „Monitora“, ale dopiero po jakimś czasie mama powierzyła mi zadanie, bym napisał o targach turystycznych w Bratysławie – miałem sprawdzić, jakie jest zainteresowanie biur podróży i Słowaków polskimi ofertami turystycznymi. Co roku, kiedy zdawałem relacje z targów, były one podobne, gdyż największe zainteresowanie budziły wyjazdy do Nowego Targu i innych przygranicznych miejscowości. I to chyba nadal wygląda podobnie. Na mapie atrakcji są Kraków, Wadowice, dziś do nich dołączył Oświęcim. Nadal dla wielu Słowaków Kraków to graniczny cel podróży. Ale to nie jedyne artykuły, które pisałem w „Monitorze“. Mam na swoim koncie i takie o charakterze historycznym. W 1996 roku przygotowałem serię dotyczącą kurierów w czasie wojny. Pisałem też o udziale Polaków w Słowackim Powstaniu Narodowym, porównywałem powstanie warszawskie z tym słowackim. RZ: Zawsze czytałem Twoje artykuły z wielkim zainteresowaniem. Były one naprawdę świetnie przygotowane. Bardzo Ci za nie dziękuję, Juraj.

szym domu obecny, ponieważ moja małżonka Gabi zawsze wypróbowuje przepisy, które pojawiają się w rubryce kulinarnej, a ja jestem konfrontowany z ich efektami. To są te artykuły, które mają na mnie ten wielki wpływ! (śmiech) O, na przykład teraz zajadamy się barszczem, którego przepis Gabi znalazła w „Monitorze”. Poza tym oczywiście znajduję w „Monitorze“ artykuły, które mnie mniej interesują i takie, które chętnie czytam. Na przykład te, dotyczące życia naszych rodaków w klubach regionalnych, czytam zawsze. Czego byście życzyli „Monitorowi“? JM: Żeby utrzymał w następnych dziesięcioleciach obecny poziom. Tu przecież bardzo różni ludzie znajdują coś, co ich interesuje. A nawiązując do rubryki kulinarnej, przyznać trzeba, że kuchnia polska nie jest tak dobrze znana na Słowacji. Obecnie uczę się gotować i niektóre dania polskie opanowałem właśnie dzięki przepisom znalezionym w „Monitorze“. To ważna część życia każdego z nas. Moja żona nie jest ani Słowaczką, ani Polką, więc rubryka kulinarna w „Monitorze” jest naszym pomocnikiem.

Czyli „Monitor“ był impulsem do pracy naukowej! A czy jest jakiś artykuł, który zapadł Wam w pamięci jako ten szczególny? RZ: Moja odpowiedź jest jednoznaczna: w sposób fizyczny, namacalny odczuwam, że „Monitor“ jest w na-

RZ: Przez 25 lat obserwowałem „Monitor“, widziałem, jak się zmieniał. Na początku jego pojawianie się było czymś, co nas wznosiło do góry i utrzymywało nas w kondycji. Potem się do niego przyzwyczailiśmy. Teraz jest to takie naturalne, że przychodzi co miesiąc i po prostu jest w naszym domu. Czego bym życzył „Monitorowi”? Czytelników. Dużo więcej czytelników! Żeby znajdowali w nim swoje treści, swoje tematy, które ich interesują. Gosia, bardzo sobie cenię to wszy stko, co wy robicie, co ty robisz, co robiły wszystkie panie redaktor naczelne. Tak trzymać!

To czasopismo miało być mostem między Polską a Słowacją.

JM: Dziękuję za tę rozmowę. Mam nadzieję, że będzie okazja do kolejnych rozmów i do współpracy. Dziękuję kolegom i koleżankom ze

JM: Dziękuję. Te artykuły częściowo zdołałem przekształcić w artykuły naukowe. Wykorzystałem je w mojej pracy i publikowałem też w wydawnictwie naukowym.

KWIECIEŃ 2021

Na artykuły publikowane w „Monitorze“ powołuje się polska Wikipedia! słowackiej Polonii za te lata, które spędzili z moją mamą. Dla mojej mamy „Monitor“ był zawodowym drugim życiem na emeryturze. Tworzyła go najpierw jako redaktor naczelna, później jako szeregowa redaktorka aż do śmierci. Jestem Wam wdzięczny za te lata, które spędziliście razem! W imieniu redakcji bardzo dziękuję za życzenia, pomoc i wkład, który był Waszym udziałem w procesie powołania do życia i współtworzenia „Monitora“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

mi Świętej. Wyszedł on na dwóch stronach (wtedy „Monitor“ wychodził w formacie A4 - przyp. red.). Pamiętam o tym, ponieważ w opisanie tej podróży włożyłem sporo wysiłku.

Juraj Marušiak 9


Klub Małego PolaKa online

Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 10

stało się, kiedy Monika Zázrivcová przyniosła do studia krówki mordoklejki i dlaczego w polskim sklepie chciała kupić czerstwe pieczywo? Jaką podróż samochodem zapamiętał Ozo na całe życie i co było przyczyną, że wybił z rytmu całą orkiestrę? W obecnych czasach dzięki Internetowi i nowoczesnej technice nawet w czasie pandemii bez wychodzenia z domu i swojej strefy komfortu możemy spotykać się z innymi ludźmi, a co więcej poznawać ich znowu i na nowo. Z rozwiązania tego skorzystał Klub Polski Bratysława, który we współpracy z Instytutem Polskim w sobotni wieczór 6 marca zorganizował spotkanie online z cyklu „Poznajmy się, proszę”, którego celem jest prezentacja w formie rozmów i krótkich wypowiedzi osobistości ze świata Polonii lub Słowaków polskiego pochodzenia. Tym razem dzięki żywej relacji prowadzonej na Facebooku w naszych domach mogliśmy gościć dwoje ciekawych, utalentowanych i pozytywnych ludzi: Monikę Zázrivcovą oraz Ozo Guttlera. Obojga łączy doświadczenie w pracy w mediach, gdyż razem pracowali w Radio Express. W pewnym momencie Ozo był nawet szefem Moniki, ale jak przyznał: „Nie jestem typem człowieka, który byłby jakiś bardzo poważny. Myślę, że rozumiemy się z Moniką, bo oboje zajmujemy się muzyką, a poza tym podoba mi się, jak Monika śpiewa i jak rozmawia po polsku”. Prowadząca spotkanie redaktor naczelna miesięcznika „Monitor Polonijny“ Małgorzata Wojcieszyńska pytała swoich gości o ich karierę

Co

ija już prawie rok od pierwszych zajęć online Klubu Małego Polaka. Początkowo, gdy przedszkola były zamknięte, rodzice dostawali zadania do druku i pomysły na spędzanie czasu wolnego. Kiedy sytuacja na Słowacji się nie poprawiała, z chętnymi klubowiczami rozpoczęliśmy piątkowe lekcje na platformie Zoom. Dzisiaj zajęcia te mają formę cotygodniowych spotkań kreatywno-plastycznych i pełnią funkcję przygotowania przedszkolnego, ponieważ dzieci z tej grupy od września rozpoczną naukę w Szkole Polskiej w Bratysławie. Mamy nadzieję, że sytuacja szybko się unormuje i już wkrótce wrócimy na nasz przedszkolny dywanik. AK

M

10

MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:56 Page 11

„Poznajmy się, proszę“

SPOTKANIE PEŁNE HUMORU, CZYLI

muzyczną, a także jak radzą sobie z tremą, która kiedyś u Ozo spowodowała, iż na 10 sekund wybił z rytmu 60-osobową orkiestrę. Monika i Ozo dużo mówili o miłości do muzyki, swoich muzycznych doświadczeniach i inspiracjach. Monika wyznała, że lubi piosenki Moniki Brodki, Dawida Podsiadły i Edyty Górniak, natomiast Ozo słucha Republiki, Kasi Kowalskiej, a w ostatnim czasie Tomasza Organka. Przypomnijmy, iż Monika Zázrivcová jest piosenkarką, prezenterką telewizyjną w TV Markiza, a obecnie mamą na urlopie macierzyńskim. W Radio Express pracowała 14 lat, gdzie m.in. przygotowywała humorystyczne polskie minirozmówki, będące urozmaiceniem dla słowackich słuchaczy. Swoją przygodę z muzyką rozpoczęła w tanlent show „Super Star”, będącym słowackim odpowiednikiem polskiego „Idola“. Sa ma skromnie przyznaje, że nie uważa

KWIECIEŃ 2021

się za wielką piosenkarkę. Najchętniej śpiewa dla siebie w domowym zaciszu lub nuci kołysanki dla swojego maleństwa. Z kolei Igor Guttler, nazywany Ozo (ze względu na fascynację Ozzym Osbournem), od 11 lat jest perkusistą znanego na Słowacji zespołu Korben Dallas, który nagrał 5 płyt i zdobył wiele nagród muzy cznych. Humorysta, znany kiedyś z zabawnych autorskich audycji radiowych, dziś w Radio Expres pełni funkcje PR Managera. Monikę i Ozo łączy również polskie pochodzenie – oboje mają mamy Polki (mamą Moniki jest Beata Westrych-Zazrivcová, pracującą w Teatrze Lalek w Bratysławie, która wielokrotnie gościła na łamach MP). To właśnie pytania o polskość i polski język dominowały podczas sobotniego spotkania. Na pytanie, co jest typowe dla Polaków i co w was jest polskie, Ozo stwierdził, iż czasem czuje się

Polakiem w 70%, a w Polakach ceni ich waleczność i przebojowość. Natomiast Monika czuje Polskę w 80%, głównie za sprawą polskich potraw, które uwielbia, a konkretnie barszczu, żurku, krokietów i pierogów. Uważa, że Polacy w odróżnieniu od Słowaków są bardziej dumni ze swojej narodowości oraz bardziej rodzinni. Monika i Ozo odpowiadali także na pytania, jak to jest mieć jednego rodzica z Polski, czy bycie Polakiem na Słowacji jest trendy i czy oni sami czują się ambasadorami polskości. „Jestem dumny, że mam polskie korzenie. Jestem za tym, abyśmy poznawali swoje kultury, zespoły, filmy, aktorów” – mówił Ozo. Natomiast Monika wyznała, iż stara się jak najlepiej reprezentować Polskę. Dla niej bycie w połowie Polką jest naturalne, wzbogaca jej życie, a przez lata wytworzyło w niej tolerancję i otwartość na inne narody, kultury i ludzi. Nie zabrakło też językowych wpadek i słów-pułapek oraz śmiesznych opowieści, np. wspomnień Ozo z podróży maluchem, do którego zmieściło się 9 osób, lub historyjki Moniki, która opowiedziała co wydarzyło się w radio, kiedy poczęstowała kolegę krówkami tzw. mordoklejkami. Rozmawiano także o polskich i słowackich potrawach. Oboje rozmówcy stwierdzili, iż zdecydowanie wolą krówki niż lentylki oraz bryndzowe haluszki od bigosu. Czwarta odsłona „Poznajmy się, proszę” była pełna ciekawych wypowiedzi, humoru i dobrej zabawy. To był naprawdę miły i emocjonujący MZO wieczór.

PRO JEK T ZREALIZOWANY ZOSTAŁ Z FIN ANSOW YM WSPARCIEM FUNDUSZU WSPIERA JĄCEGO KULTURĘ MNIEJSZOŚCI N ARODOW YCH I DOSTĘPNY N A KAN ALE YOUTUBE MONITORA POLONIJNEGO

11


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 12

ażdy, kto uczestniczy w życiu Polonii na Słowacji, na pewno słyszał o przedsięwzięciu „Przyjźń bez granic”, organizowanym we wrześniu w Trenczynie. Ponieważ festiwal w tradycyjnym terminie nie mógł się odbyć, jego realizacja została przesunięta na później. Niecodzienna sytuacja przyniosła niecodzienne rozwiązania i dzięki temu 18 marca mogliśmy wziąć udział we wspomnianym wydarzeniu online, które pod kierownictwem Marka Berkyego

K

Przyjaźń bez granic DOSTĘPNE N A KAN ALE YOUTUBE MONITORA POLONIJNEGO

zrealizowane zostało w scenerii gotyckiej wieży zamku Beckov, wybudowanego przez arystokratę polskiego pochodzenia Ścibora ze Ściborzyc. W ramach wydarzenia pokazano prace Anny Jagodovej, artystki o polsko-słowackich korzeniach, która uro-

dziła się w Humennem na Słowacji, a studiowała na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom magisterski otrzymała w pracowni drzeworytu u prof. Bogdana Migi. Artystka otrzymała liczne nagrody i wyróżnienia. W rozmowie

Projekty Klubu Polskiego w czasie p eszcze nigdy w historii Klubu Polskiego nie było tak, by aż tyle wydarzeń trzeba było modyfikować. Rok 2020 wraz z pandemią uczył działaczy polonijnych elastyczności, pokory i cierpliwości. Jedyne projekty, które nie zostały zagrożone, to te medialne: „Monitor Polonijny“ i redagowanie strony polonia.sk. Mało tego, zwiększyło się ich znaczenie, ponieważ w czasach lockdownu stały się najważniejszymi ogniwami łączącymi rodaków.

J

12

Klub Polski w ubiegłym roku zrealizował część swoich planów, a ponieważ Fundusz wspierający kulturę mniejszości narodowych, który te działania dotuje, zezwolił na ich realizację do końca marca roku bieżącego, część z nich realizowano w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku. Z realizacją niektórych czekano niemalże do ostatniej chwili, licząc na to, że sy tuacja epidemiologiczna będzie łaskawsza i pozwoli rodakom na spotkanie. Tak było np. z obchodami 25-le-

cia „Monitora Polonijnego“, które według planów miały się odbyć jesienią. „Kiedy wprowadzono ograniczenie zgromadzeń do 30 osób, rozważaliśmy w redakcji możliwość zorganizowania kameralnego koncertu, ale wydało nam się to niesprawiedliwe w stosunku do czytelników, z którymi chcieliśmy świętować ten ważny dla nas jubileusz, dlatego postanowiliśmy poczekać na lepsze czasy“ – mówi redaktor naczelna pisma Małgorzata Wojcieszyńska. Niestety, miesiące zimo-

we nie przyniosły oczekiwanych zmian na lepsze, stąd decyzja o koncercie w formie online. Podobnie wyglądało podejmowanie decyzji dotyczących projektów: „Przyjaźń bez granic“, „Koncert pieśni sakralnej“, „Poznajmy się, proszę“ czy „Śladami łowickich wzorów“. „Trzech projektów nie udało nam się w ogóle zrealizować. Chodzi o tradycyjne spotkania bożonarodzeniowe, które miały się odbyć w Koszycach i Dubnicy nad Wagiem. Podo MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 13

z kuratorką wystawy Alą Teicherovą, wspominała, które z nich są najważniejsze. W prezentowanych na wystawie pracach Anny Jagodovej widać symbole, łączące w sobie obrazy kobiet, przedmiotów, które opowiadają niedopowiedziane historie, pozostawiając przestrzeń na intuicję i wyobraźnię tak dla twórcy, jak i odbiorcy. Przy kładem jest para obrazów prezentujących dłoń kobiety, trzymającą czereśnie, oraz dłoń, która trzyma pestkę, jako symbole dawania i brania.

Po prezentacji prac malarskich przyszła pora na występ słowackiej ludowo-rockowej kapeli Drist, w której występują też członkowie naszego Klubu. Pierwszą piosenką wykonaną na zamku w Beckovie był utwór z polskiego musicalu „Na szkle malowane“.

ZDJĘCIA: JURAJ ŠKVARKA

Grupa Drist powstała w 2003 roku i występowała tak na Słowacji, jak i za granicą. Tworzy i śpiewa piosenki ludowe, czasem w stylu metalowym lub akustycznym, czyli – jak opisuje jej założyciel i frontman Edo Štencl – „w stylu ofensywnym i defensywnym”. Członkowie grupy najmilej wspominają występ w polskim mieście Zawadzkie. Podczas koncertu na zamku Beckov zaprezentowali takie piosenki, jak: „Na Kráľovej holi”, „Povedzte mojej materi”, „Trenčín dolinečka”. Drugi zespół na scenę online wprowadziła Justyna z grupy ProYektone, który powstała i występuje w Wiedniu. Wokalistka opisała zespół jako bluesowy z dodatkiem niespotykanej mieszanki, czasem wybuchowej i niespokojnej, a czasami łagodnej i deli-

katnie płynącej. Na początku swej działalności grupa śpiewała poezję, później przyszedł czas na covery, a obecnie na muzykę autorską. Ze spół przedstawił się z piosenkami: „Świat oszalał”, „Kocham bluesa” oraz „Beskidzka elegia”. Wieczór spędzony w tak doborowym towarzystwie artystycznym pozostawił pewien niedosyt, gdyż skończył się za szybko. Może to i dobrze, ponieważ już dziś cieszymy się na kolejne tego typu przedsięwzięcia. Tym razem „Przyjaźń bez granic” okazała się wydarzeniem przekraczającym granice przestrzenne. Duże brawa należą się jego organizatorom, którzy udowodnili że Klub Polski potrafi elastycznie reagować na sytuację i zaoferować swoim członkom i sympatykom ucztę duchową także na odleALEKSANDRA KRCHEŇ głość.

PROJEKT ZREALIZOWANY Z FINANSOWYM WSPARCIEM FUNDUSZU WSPIERAJĄCEGO KULTURĘ MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH

pandemii bny los spotkał festiwal folklorystyczny w Dubnicy“ – żali się Marek Berky, prezes Klubu Polskiego na Słowacji. Podkreśla, że dobrym rozwiązaniem była kumulacja wydarzeń klubowych w okresie letnim, kiedy sytuacja epidemiologiczna była dużo lepsza. „Mamy jeszcze jeden ubiegłoroczny projekt, którego realizacja jest chyba najbardziej wymagająca. Chodzi o nową płytę Klubu Polskiego, w nagraniu której mają wziąć udział dwa zespoły muzyczne i grono KWIECIEŃ 2021

wokalistów, dlatego też liczymy na przedłużenie terminu realizacji tego projektu“ – zdradza Berky. Pandemia zmusiła też działaczy klubowych do weryfikacji niektórych tegorocznych projektów i planowania ich tak, by mogłyby być realizowane bez względu na sytuację epidemiologiczną. „Wymyśliliśmy też jeden projekt, polegający na sfilmowaniu ciekawych polskich śladów na Słowa cji“ – opisuje prezes, który planuje Klub Polski wyposażyć w odpowiedni sprzęt, by umożliwić realizację tego typu zadań. Do proje któw, które będzie można realizować dzięki Interne -

towi, należą też inne, np. film dokumentalny czy teledysk do jednej z piosenek z najnowszej płyty Klubu Polskiego. „Czy chcemy, czy nie, musimy elastycznie reagować na ograniczenia, ale i możliwości, jakie niesie ze sobą obecna sytuacja“ – dodaje Berky. Poza tym w planach klubowych znalazły się znane i lubiane przez Polonię przedsięwzięcia, jak „Przyjaźń bez granic“, „Zielone Świątki w plenerze“, „Krok za krokiem w kierunku sztuki“, czyli plener artystyczny dla dzieci, „Dni polskiego folkloru, przyjaźni i współpracy“, „Chleba naszego powszednie-

go“, „Sztuka z naszych szeregów“, „Poznajmy się, proszę“ oraz koncerty, workshopy i imprezy związane z tradycją bożonarodzeniową. Nieprzerwanie trwają prace nad wydawaniem „Monitora“ i redakcją strony polonia.sk. Czy i jak zostaną zrealizowane tegoroczne plany, zdecyduje wsparcie finansowe, przyznawane na podstawie opracowanych projektów. O tym, które z nich to wsparcie zyskają, będziemy Państwa informować, jednocześnie zapraszając do udziału w nich. RED.

13


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 14

Wieczorkową porą Relacja z koncertu

lat

ARKADIUSZ KUGLER

JURAJ MARUŠIAK

RYSZARD ZWIEWKA 14

ciszek wraz z synem Radosławem zaprezentowali niezwykle różnorodny repertuar. Zanim jednak koncert się rozpoczął, widzów przywitała redaktor naczelna „Monitora” Małgorzata Wojcieszyńska, pełniąca obowiązki gospodyni wieczoru. Właściwą część artystyczną rozpoczął znany motyw muzyczny z serialu „Polskie drogi”. Państwo Wieczorkowie utworem tym wprowadzili wszystkich w atmosferę spotkania, którego tłem były nastrojowe wnętrza Państwowej Ogólnokształcącej Szko ły Muzycznej II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Mi łym akcentem były również wypowiedzi współpracowników „Monito ra” wplecione między utwory. Jako pierwszy wypowiedział się Ryszard Zwiewka, założyciel i pierwszy prezes Klubu Polskiego na Słowa -

ALINA KIETRYS

rudno uwierzyć, ale założony w 1995 roku „Monitor Polonijny” skończył już 25 lat! Sam jubileusz przypadał na koniec zeszłego roku, ale z oczywistych powodów świętowanie musiało zostać przesunięte na rok 2021. Ze względu jednak na nadal istniejące obostrzenia pandemiczne uroczysty koncert z tej okazji mógł się odbyć, ale bez udziału widzów, którzy mogli go oglądać dzięki relacji na żywo poprzez Internet. Projekt zrealizowano 20 marca na kanale You Tube czasopisma dzięki wsparciu Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych. Skąd tytuł wydarzenia „Wieczorkową porą”? Gwiazdą wieczoru była polsko-słowacka rodzina Wieczorków, której członkowie – jako „Wieczorek Guitar Trio” – słyną z wirtuozerskiej gry na gitarze. Katarina i jej mąż Fran -

T

cji, który przypomniał początki polonijnego pisma. Do jego jubileuszowych życzeń dołączył Juraj Marušiak, syn nieżyjącej już pierwszej redaktor naczelnej „Monitora”, Danuty MeyzyMarušiakovej. Po 4-częściowej Fantazji a-moll Roberta Brojera życzenia naszemu miesięcznikowi złożyły współpraco wniczki czasopisma mieszkające poza Słowacją – Alina Kietrys oraz Agata Bednarczyk. Państwo Wieczorkowie z niezwykłym wyczuciem zagrali słynną serenadę „Ständchen” Franza Schuberta. Potem nastąpiły wypowiedzi i życzenia Marii Magdaleny Nowakowskiej, redaktor językowej „Monitora”, oraz małżeństwa Magdy i Tomka Olszewskich z synem Wiktorem. Utworu Fryderyka Szopena – w tym wypadku Walca a-moll op. 34 nr 2 –

AGATA BEDNARCZYK

z okazji jubileuszu 25-lecia „Monitora Polonijnego”

MONITOR POLONIJNY


KWIECIEŃ 2021

RICHARD OČKAI MAGDA I TOMEK OLSZEWZCY Z SYNEM

FILIP I JÚLIANA OPUK

NATALIA KONICZ-HAMADA Z DZIEĆMI

EWA SIPOS ALEKSANDRA KRCHEŇ

STANO STEHLIK

Claude’a Gagnona wprowadziła z kolei odbiorców w klimaty bałkańskie, a po niej powinszowania złożyli współpracownicy „Monitora” Filip i Júliana Opuk oraz fotograf Richard Očkai. Utwór Gnossienne nr 1 Erika Satiego, choć zagrany przez Radosława Wieczorka na klasycznej gitarze, a nie na skrzypcach, myślami przeniósł słuchaczy do małego żydowskiego miasteczka. Jako ostatni opowiedział o sobie Stano Stehlik, który niemalże od po czątku odpowiada za zdjęcia i nowoczesną szatę graficzną pisma, a wieczór zakończyły ponownie słowa Małgorzaty Wojcieszyńskiej. Obecna redaktor naczelna podziękowała współpracownikom oraz czytelnikom na Słowacji, jak i poza jej granicami, a także darczyńcom, dzięki którym możliwe było i jest wydawanie „Monitora”. Muzycznym finałem transmisji było przepiękne wykonanie przez gitarowe trio czterech baskijskich pieśni ludowych Jesusa Guridiego, utrzymanych w kontrastujących klimatach: od zadumy po radość. I takie też nastroje towarzyszyły zapewne widzom, oglądającym koncert online, bowiem świadomość, jak wiele osiągnęło nasze polonijne czasopismo w ciągu 25 lat swojego istnienia budzi tak refleksję, jak i ogromną radość. Do zobaczenia na jubileuszu 30-lecia naszego czasopisma! To przecież (tylko!) za cztery lata... ARKADIUSZ KUGLER

MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ANDREJ IVANIČ

MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

nie mogło oczywiście zabraknąć na koncercie związanym z życiem Polaków na obczyźnie. Po tej chwili muzycznej nostalgii czytelnikom „Monitora” przedstawili się kolejni współpracownicy redakcji: Magdalena Olga Smolińska oraz Arkadiusz Kugler. Na gitarowym koncercie nie mogło też zabraknąć gorących, hiszpańskich klimatów. Małżeński duet artystów brawurowo wykonał słynny „Taniec młynarza” Manuela de Falli, po którym zaprezentowała się przygotowująca rubrykę „Między nami dzieciakami” Natalia Konicz-Hamada z dziećmi. Życzenia złożył również autor muzycznych recenzji Łukasz Cupał. Potem nastąpiła kontynuacja iberyjskich inspiracji. Usłyszeliśmy jeden z dwunastu nastrojowych tańców hiszpańskich, skomponowany przez Enrique Granadosa, a po nim przyszedł czas na życzenia złożone przez konsula RP na Słowacji Stanisława Kargula wraz z córką Barbarą, którzy w „Monitorze” odpowiadają odpowiednio za rubryki o tematyce sportowej i ekologicznej. Serdeczności złożyła wszystkim Ewa Sipos, prowadząca na łamach czasopisma „Rozmowy z Niną”. Południowe rytmy w spokojniejszej odsłonie to również milonga. I tak zatytułowany był kolejny nastrojowy utwór Jorge Cardosa. Z zadumy szy bko wyrwały słuchaczy optymistyczne życzenia kolejnych autorów – Ale ksandry Krcheň oraz Andreja Ivaniča. Trzy częściowa suita „Kamendja”

BARBARĄ I STANISŁAW KARGUL

ŁUKASZ CUPAŁ

MAGDALENA OLGA SMOLIŃSKA

Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 15

PRO JEK T ZREALIZOWANY ZOSTAŁ Z FIN ANSOW YM WSPARCIEM FUNDUSZU WSPIERA JĄCEGO KULTURĘ MNIEJSZOŚCI N ARODOW YCH I DOSTĘPNY N A KAN ALE YOUTUBE MONITORA POLONIJNEGO

15


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 16

moim narodzeniem to było tak, że przyszłam na świat zupełnie normalnie. Ale byłam wyró żniona, ponieważ oprócz obecnych na sali porodowej moich rodziców, położnej i lekarza, była też kamera. Tatuś bardzo chciał udokumentować moją podróż kanałem rodnym, no a mama też była ciekawa, jak taki poród wygląda. Tatuś więc zostawił włączoną kamerę na parapecie okna sali porodowej, nastawiając ją pod odpowiednim kątem tak, aby nie było widać żadnych drastycznych scen. Było to takie piękne... Miałam wrażenie, że jestem gwiazdą filmową! Wszyscy mnie podziwiali i cieszyli

Z

z Niną

Rozmowy

Jak przyszłam na świat

niestety – brakuje nam go do dziś. Był to rok 2004, kiedy jesienią zaczęłam swój pobyt na tym to świecie. Był to piękny rok. Moja mama skończyła w Wigilię 30 lat, a ja stałam się żywym prezentem dla naszej rodziny. Pamiętam jeszcze cudowne uczucie szczęścia i rodzinnej idylli, które niosło się przez nasz dom w te święta Bożego Narodzenia… Będę kończyć, bo jest już dosyć późno – prawie czwarta nad ranem. Spróbuję zasnąć... Ale obiecuję, że niedługo powrócę do ro zmów z Wami. Tylko... troszkę sobie odpocznę. NINA

za każdym razem, kiedy zasypiałam. Ze snu mnie wybudzało zawsze to samo uczucie – jak gdyby mnie ktoś zamrażał, a potem rozmrażał. Właściwie nawet mnie to nie bolało, ale było bardzo nieprzyjemne... Ja po prostu nie mogłam spać! Starałam się zasnąć. I znowu się starałam, ale daremnie. Mama wtedy też nie mogła spać. Teraz tak sobie myślę, że wtedy zaczęła się moja przygoda nieprzespanych nocy. Wszystkim nam tego snu brakowało. No i –

się z mojego przyjścia na świat! Pamiętam, jak ojciec był ze mnie dumny, że mam dużo włosów na głowie, a mama była szczęśliwa, że ją mój poród prawie wcale nie bolał. W domu na mnie czekała moja starsza siostrzyczka i świeżo przygotowany pokój dziecinny. Był żółty, tak jak moje gęste włoski. Pa 16

miętam też, jak moja siostra bardzo się cieszyła z mojego powodu, a mama była bardzo szczęśliwa i ciągle mnie chwaliła, że jestem dobrym dzidziusiem. Mieć taką cudowną rodzinę i śliczny dom – to było takie wspaniałe uczucie. Wszystko by było dobrze, gdyby nie to dziwne uczucie, które miałam MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 17

Retro

Hity

„Masz złoty? Masz złote?” - ten znany slogan ze starszej reklamy pokazał dobre porównanie polskiej waluty do piwa, no bo jedno i drugie jest przecież złote!

Historia piwa u nas Historia warzenia tego popularnego napoju ma bardzo długą tradycję, zarówno w Europie Środkowej, jak i w Polsce. Słowianie piwo warzyli od zawsze. Był to wśród nich najpopularniejszy trunek. Już za czasów Piastów pojawiały się wzmianki o nim. Na terenach Niziny Panońskiej i Państwa Wielkomorawskiego zabytki archeo logiczne dowodzą, że piwo warzono już w V wieku naszej ery. Najstarszy browar na Słowacji, który warzy piwo do dziś, znajduje się w miejscowości Vyhne. Jego produkcja ruszyła już w XV wieku. Natomiast najstarszym browarem na terenie Pol ski jest browar w Lwówku Śląskim, w którym produkcja ruszyła jeszcze w roku 1209 i trwa do dziś.

Piwo tylko w regionie Przejdźmy jednak do czasów współ czesnych, ponieważ napój ten coraz częściej swoimi walorami smakowymi łączy Słowaków i Polaków. W okresie dawnej Czechosłowacji obowiązywała zasada handlu krajowego, na podstawie której piwo produkowane przez miejscowy browar sprzedawane i rozlewane było z reguły tylko w szerszych okolicach jego produkcji. Sporo miejscowych i regionalnych marek piwa nie docierało do różnych zakątków kraju i przez długi czas miały one status piw regionalnych. Podobna sytuacja miała KWIECIEŃ 2021

Złoty trunek za złote miejsce również w Polsce: piwo które było warzone w miejscowych browarach zazwyczaj sprzedawane było na terenie danego województwa. Tylko nielicznym markom udało się przebić na piwny rynek krajowy, jeszcze mniej na rynek międzynarodowy.

Trzy potężne marki piwa Kiedy w Pilźnie w roku 1842 uwarzono zupełnie nowy gatunek piwa, znany później jako Pilzner, był to początek jego drogi na cały świat. Popularność tego piwa dawno przekroczyła granice Europy. Piwa typu pilzneńskiego zdobyły sławę na całym świecie, również te nieco słodsze, jak Budweiser. Kiedy w XVI wieku został wybudowany mały browar w Czeskich Budziejowicach, nikt jeszcze się nie spodziewał, że w 1872 roku piwo z południa Czech zdobędzie sławę w Ameryce. Te najbardziej znane czeskie piwa można było kiedyś kupić również w Polsce, oczywiście w Peweksie. Trzecie najbardziej znane piwo pochodzi z południowej Słowacji. Kiedy w 1969 roku otwarto nowo wybudowany browar w Hurbanowie, nikt nie sądził, że piwo to w bardzo krótkim czasie stanie się popularne szczególnie wśród Polaków. W Polsce za czasów byłego ustroju nie można było dostać lepszego piwa w każdym miejscu. Z ironią można powiedzieć, że RWPG działała też na szczeblu regionalnym. Najbardziej znane polskie marki z Żywca, Pozna nia czy Brzeska można było kupić tylko w wybranych sklepach.

Renesans małych browarów W ostatnich 20 latach w Europie Środkowej obserwujemy renesans browarów lokalnych, regionalnych, a asortyment piw bardzo się wzbogacił. Tylko w ostatniej dekadzie, w Polsce powstało kilkadziesiąt małych regionalnych browarów, oferujących swoje miejscowe złote trunki.

Piwa owocowe Jeszcze w ubiegłym wieku w Polsce zaczęto produkować coś, czego na Słowacji nie było – piwa owocowe. Z czasem jednak owocowe piwa podbiły rynek słowacki i szybko znalazły szerokie grono konsumentów. Kultura picia piwa w Polsce jest odmienna niż na Słowacji. Słowacy do dzisiaj nie mogą zrozumieć, jak można pić piwo z sokiem czy piwo grzane. Ale o tym innym razem. A na razie: Na zdrowie! ANDREJ IVANIČ

17


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 18

poprzednim wydaniu „Monitora“ pisaliśmy o fenomenie popularności skoków narciarskich w Polsce. Przybliżyliśmy Państwu historię polskich skoczków, którzy cieszyli się zainteresowaniem kibiców w XX wieku. Ale prawdziwe szaleństwo na punkcie tej dyscypliny sportu zaczęło się na początku tego wieku wraz z rozwojem kariery Adama Małysza.

W

Adam Małysz – trudne początki kariery Adam Małysz pochodzi z rodziny o tradycjach narciarskich. Jego pradziadek miał własną skocznię, ojciec pracował w Klubie Sportowym „Wisła”, zaś wuj – Jan Szturc – najpierw był skoczkiem i piłkarzem, a po zakończeniu kariery klubowym trenerem narciarskim. Właśnie za namową ojca i wuja w wieku sześciu lat Małysz rozpoczął treningi narciarskie. Mając 16 lat rozpoczął rywalizację w zawodach seniorskich. Początkowo nie odnosił wielkich sukcesów, ale z czasem zaczął plasować się w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata, a nawet stawać na podium. W marcu 1996 roku w Oslo wygrał swoje pierwsze zawody Pucharu Świata. Rok później w Japonii wygrał 2 kolejne konkursy tego cyklu, co spowodowało, że apetyty polskich kibiców na kolejne sukcesy znacząco wzrosły. Niestety, kolejne lata nie były już tak dobre. Na igrzyskach olimpijskich w Nagano w 1998 roku zajął bardzo odległe 51. i 52. miejsce w zawodach indywidualnych i 8. w drużynowych.

Mania

skakania Przełomowy sezon Dopiero w sezonie 2000/2001 miała miejsce prawdziwa eksplozja jego talentu. Dużo dobrego do rozwoju kariery Małysza wniosła współpraca z fizjologiem – Jerzym Żołądziem – i psychologiem – Janem Blecharzem – wcześniej raczej nie praktykowana przez polskich zawodników. Swoją rolę odegrał też trener Apoloniusz Tajner, obecny Prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Pasmo sukcesów Małysza zaczęło się od zwycięstwa w konkursach w Insbrucku i Bischofshofen oraz zdobycia po raz pierwszy przez Polaka pierwszego miejsca w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni, który tradycyjnie odbywa się na przełomie roku. Potem było jeszcze 9 wygranych pucharowych oraz złoty i srebrny medal na mistrzostwach świata w Lahti. Znakomity sezon zakończył Małysz zdobyciem Kryształowej Kuli za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata – też jako pierwszy Polak.

Małyszomania Już od wspomnianego wcześniej Turnieju Czterech Skoczni Małysz zaczął wzbudzać duże zainteresowanie mediów i oczywiście polskich kibiców. A ci pokochali go od razu. Skromny chłopak z gór z charakterystycznym wąsem, kolczykiem w uchu i czapką „Red Bulla” – postać wcześniej zupełnie nieznana, szybko zy18

skała status kultowej. Orzeł z Wisły, jak go nazwano, stał się najgorętszym tematem wiadomości medialnych. Co drugi Polak wiedział, kim jest jego żona (Iza Małysz), gdzie się poznali (dyskoteka w Koniakowie), jak ma na imię ich córka (Karolina). Analizowano jego dietę, zwłaszcza zajadanie się bułkami i bananami, stan konta bankowego, drzewo genealogiczne i styl ubierania. Nie wiadomo, kto wymyślił termin „małyszomania”, ale trudno lepiej oddać stan zjawiska, które opanowało wówczas Polskę. Do Wisły zjeżdżali fani z całej Polski, a młodzi chłopcy chwytali za narty i ruszali na skocznię. Wielu z nich, jak choćby Piotr Żyła, otwarcie przyznaje, że to dzięki Małyszowi zapragnęło uprawiać ten sport. Niezwykła i niespotykana dotąd popularność sportowca, który – jak powiedział jeden ze znanych komentatorów sportowych Włodzimierz Szaranowicz – „był posłańcem dobrej wiadomości i przyczyną zbiorowej radości”, przerodziła się w wiele propozycji pozasportowych. Małysz stał się nagle gwiazdą reklam – od telefonów komórkowych i okien poprzez herbaty, czekolady i zupki regeneracyjne do ubezpieczeń i funduszy emerytalnych oraz samochodów osobowych. O jego karierze sportowej nakręcono kilka filmów dokumentalnych, powstały też utwory muzyczne na jego cześć. Ale trudno się temu dziwić, skoro przez 10 kolejnych lat dostarczył polskim kibicom wiele radości z osiąganych przez siebie sukcesów i wzruszeń, towarzyszących słuchaniu Mazurka Dąbrowskiego, kiedy to stał na podium zwycięzców. A trochę tych sukcesów się uzbierało: MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:57 Page 19

cztery medale olimpijskie (srebrny i brązowy w 2002 w Salt Lake City i dwa srebrne w 2010 w Vancouver), sześć medali mistrzostw świata (złoty i srebrny w 2001, dwa złote w 2003, złoty w 2007 i brązowy w 2011), cztery zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (w sezonach 2000/2001, 2001/2002, 2002/2003 i 2006/2007), 39 zwycięstw i 92 razy na podium w zawodach Pucharu Świata. Karierę narciarską Małysz zakończył w 2011 roku. Ta chwila została uczczona przez skoczków, trenerów i kibiców – 26 marca tegoż roku na jego cześć odbyła się akcja „Cała Polska nosi wąsy”. Wiele osób w tym dniu miało własne lub doklejone wąsy, takie jak miał Małysz. W wąsach wystąpiły także niektóre osoby publiczne, jak choćby znani prezenterzy telewizyjni: Maciej Orłoś w „Teleexpressie”, Piotr Kraśko w „Wiadomościach” czy Hubert Urbański w programie „Bitwa na głosy”.

Co dalej, Orle z Wisły? W swoim ostatnim sezonie Małysz wygrał konkurs w Zakopanem, zdobył brązowy medal mistrzostw świata i zajął 3. miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata. Godnie się pożegnał ze skokami i doczekał następcy – Kamila Stocha, później nazwanego Orłem z Zębu. Sam zaś przerzucił się na inną dyscyplinę sportu – rajdy

KWIECIEŃ 2021

samochodowe. W 2012 zdobył tytuł międzynarodowego rajdowego mistrza Polski i Czech, a w latach 2012–2016 pięciokrotnie uczestniczył w Rajdzie Dakar. Małysz czterokrotnie zwyciężył w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski (w 2001, 2002, 2003 i 2007). Jest honorowym obywatelem miasta Zakopane i patronem skoczni narciarskiej w Wiśle. Ale na sporcie życie się nie kończy. Nasz legendarny skoczek początkowo edukację ukończył w 1995 roku na dyplomie szkoły zawodowej – specjalizacja blacharz-dekarz. Nie poprzestał jednak na tym. Piętnaście lat później zdał maturę i uzyskał wykształcenie średnie. W 2018 obronił pracę licencjacką, a w 2020 magisterską na Wydziale Zarządzania Politechniki Częstochowskiej. Od 2020 roku wraz żoną prowadzi fundację wspierającą rozwój dzieci uzdolnionych sportowo. Za wybitne osiągnięcia sportowe trzykrotnie został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski. Od 2016 roku Adam Małysz jest dyrektorem koordynatorem kadry narodowej w skokach narciarskich i kombinacji norweskiej w ramach Polskiego Związku Narciarskiego. Sukcesy polskich skoczków to opowieść bez końca… Ale wrócimy do nich dopiero za kilka miesięcy. STANISŁAW KARGUL

dziecka tak mam, że odgłos jadącego pociągu uspokaja mnie i sprawia, że czuję się bezpiecznie. Doprawdy nie wiem, skąd to się wzięło, że wyrwany strachem w środ- Czulym ku nocy z najczarniejszego nawet snu, uchem uspokajam się natychmiast, słysząc za oknem sunące w oddali składy. Najbardziej lubię te pospieszne, które nie zatrzymują się w moim mieście. Wyobrażam sobie wtedy ich wyludnione przedziały i nielicznych pasażerów, którzy w nich siedzą. Zastanawiam się kim są, o czym myślą, dokąd jadą, ale przede wszystkim zazdroszczę im tego, że tną przez noc w pustym przedziale, oderwani od wszystkiego, odrealnieni, zasłuchani w stukot kół, będąc w pełnym transie przy stu dwudziestu kilometrach na godzinę. Nikt tak naprawdę nie śpi. Może dlatego, że kiedy byłem dzieckiem, wiózł mnie taki skład przez dwa dni do samego Kijowa, miasta, które było wtedy dalej niż teraz i które nie było jeszcze na Ukrainie. Pamiętam cztery godziny na zmianę podwozia w Medyce. Pamiętam nocny postój we Lwowie, przedział sypialny, górną pryczę, gorąco, chciało mi się pić. I tę ciszę panującą w wagonie, i stojące za oknem składy towarowe, i czuwające nad nimi szeregi latarni. Był to stan duchowego uniesienia. Był to stan modlitwy. Zgrzyt. Gwizd. Amen. Mam dzisiaj świetny pretekst do pisania o pociągach. „Modlitwa bluesmana w pociągu” to koncertowy album Jana „Kyksa” Skrzeka z 1997 roku. Album został zarejestrowany w Chorzowie, w Domu Pracy Twórczej, słynnej „Leśniczówce”, 1 listopada podczas zaduszkowego koncertu poświęconego pamięci Ryszarda Riedla. Warto odnotować, że płyta – zasłużenie – zyskała miano bluesowego albumu roku. Jest według mnie kilka przyczyn, dla których tak się stało. Po pierwsze osoba lidera przedsięwzięcia, charyzmatycznego, rasowego bluesmana,

Od

19


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 20

który bez upiększeń, ale z miłością i często poczuciem humoru opisuje w swoich songach życie Górnego Śląska. Po drugie kompozycje. Świetny zestaw utworów – mamy tu wszystko: rasowego bluesa, funky, soul, balladę, a nawet boogie. Po trzecie, w przedsięwzięciu wzięli udział Leszek Winder (gitara), Jacek „Kawa” Kawalec (bas), Michał Giercuszkiewicz (bębny), czyli skład zespołu Bezdomne Psy, a oprócz nich Rafał Rękosiewicz (klawisze Hammonda), Bronisław Duży (puzon), Jarosław Kędziora (saksofony), a w chórkach Beata Bednarz i Ewa Uryga. Postanowiłem wymienić wszystkich wykonawców bez wyjątku, ponieważ pominięcie któregokolwiek byłoby dużym nietaktem wobec prawdziwych legend śląskiego bluesa.

Pan od magnetofonów HISTORIA STEFANA KUDELSKIEGO zy wiecie, kto z Polaków zdobył po raz pierwszy nagrodę Oscara? O dziwo nie był to aktor ani aktorka, reżyser czy reżyserka. Nie był to również nikt związany z wielkim studiem filmowym. Poznajcie historię wybitnego Polaka, który jak mało który nasz rodak zasłużył się w dziejach elektroniki i zapisu dźwięku.

C

Wojenna tułaczka i pierwsze eksperymenty

Udział tak uznanych muzyków musiał zaowocować świetnym wykonawstwem. Szczerze mówiąc, gdy wróciłem do tej płyty po latach, byłem zaskoczony, że jest to koncertówka. Zupełnie o tym zapomniałem. Tak dobrze jest zagrana. Zapamiętałem ją jako świetny album po prostu. Śpiewane gwarą piosenki zapadają w pamięć na bardzo długo lub, jak w moim przypadku, na zawsze. „W Siemianowicach”, „I tak nas wciąga kapitalizm”, „Rajska kuźnia”, „Modlitwa bluesmana w pociągu”, „Stoją na zdjęciu” czy mój ukochany „Sztajger” – każda z tych piosenek przywołuje w mojej głowie konkretny obraz. Tak wyśmienitym Jan „Kyks” Skrzek był muzycznym gawędziarzem. W okresie, gdy pierwszy raz słyszałem ten album, często jeździłem ze swoją kompanią żółto-niebieską ezetą, która niemiłosiernie się wlokła już od Oświęcimia. Lokowaliśmy się na końcu składu w ostatnim przejściu. Dawno już odplombowaną wajchą otwieraliśmy sobie drzwi i siedząc w nich z gitarą i bełtem w ręku, jechaliśmy na Górny Śląsk na spotkanie z prawdziwym bluesem. Aż trudno uwierzyć, że Kyks, Kawa, Gier załapali się już na bilet w jedną stronę, na nocny pociąg donikąd, by pograć sobie w Największej Orkiestrze. ŁUKASZ CUPAŁ 20

Stefan Kudelski – bo o nim mowa – urodził się w 1929 roku w polskiej rodzinie inteligenckiej związanej ze Stanisławowem (dzisiejszy Iwano-Frankiwsk na Ukra inie). Jego ojcem chrzestnym był późniejszy prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Po wybuchu II wojny światowej rodzina ewakuowała się przez Rumunię i Węgry do Francji. Ojciec Stefana, Tadeusz, jako oficer Wojska Polskiego dołączył do francuskiego ruchu oporu, jednak groźba dekonspiracji zmusiła go do ponownej ucieczki. Tym razem cała

rodzina bezpiecznie dotarła do Szwajcarii, gdzie się osiedliła. W Genewie nastoletni Stefan zaczął naukę w szkole średniej (Collège Florimont). Tutaj po raz pierwszy dało o sobie znać jego zamiłowanie do raczkującej wtedy elektroniki. W przydomowym warsztacie polski nastolatek badał urządzenia do ekstrakcji pyłów, a także konstruował narzędzia, pozwalające mierzyć dokładność zegarów przy użyciu generatorów kwarcowych. Efektami tych badań były pierwsze patenty młodocianego badacza.

Konstruktor bez studiów Wydawało się, że studia na Politechnice Federalnej w Lozannie pozwolą na rozwinięcie badawczych pasji Polaka, które zaczęły się koncentrować na metodach zapisu dźwięku. Szybko okazało się, że uczelniane laboratorium nie dysponuje wystarczającym wyposażeniem. Stefan porzucił więc studia i kontynuował badania w przydomowym warsztacie.

MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 21

partnerkę: „Pierwsze nagrody techni czne Amerykańskiej Akademii Filmowej przez nas, zawodowców, zwane małymi Oskarami, otrzymałem w 1965 i 1977 roku. Prawdziwe Oskary, tak zwane duże, mam dwa. Pierwszego dostałem w 1978 roku za NAGRA 4.2 L, bez której ówczesna kinematografia nie mogła się obejść. Potem przyznano mi jeszcze drugiego, w 1990 roku, za tzw. całokształt.“

Sukces przyszedł szybko – pierwszy ręcznie wykonany przenośny magnetofon lampowy ze sprężynowym napędem taśmy kupiła rozgłośnia Radio Genève. Zarobione 1000 franków pozwoliło Polakowi na założenie w 1951 r. własnej firmy „Kudelski”. Jednak nie nazwisko, a nazwa nowej linii przenośnych magnetofonów reporterskich „NAGRA” przyniosła mu światową rozpoznawalność. Pierwszy model – wtedy jeszcze lampowy i monofoniczny – otrzymał w 1952 roku I nagrodę na międzynarodowym konkursie CIMES w Lozannie. Kolejne konstrukcje były jeszcze bardziej rewolucyjne – niezawodność, wytrzymałość i niespotykana jakość dźwięku sprawiły, że magnetofony sygnowane polsko brzmiącym słowem nie miały w swojej klasie konkurentów. W 1952 roku szwajcarscy alpiniści zabrali taki magnetofon na Mount Everest, a w 1960 roku sprzęt Nagra znajdował się w batyskafie, badającym dno Rowu Mariańskiego.

Hollywood docenia dźwięk Tranzystorowa wersja NAGRA III stała się w latach 60. podstawowym wyposażeniem reporterów radiowych i telewizyjnych. Szczególnie branża filmowa pokochała nowy wynalazek – dotychczasowe aparaty nagrywające dźwięk wielkości olbrzymiej szafy mocno ograniczały pracę w studiach plenerowych. Nic więc dziwnego, że amerykańska Akademia Filmowa doceniła Stefana Kudelskie go oraz jego firmę aż czterokrotnie! Tak wspominał to on sam w książce „Nagrastory”, napisanej przez Annę Marię Macurę, jego ostatnią życiową KWIECIEŃ 2021

Zabawki nie tylko dla Jamesa Bonda Opinia, którą cieszyły się urządzenia produkowane przez Kudelskiego, nie mogła nie zainteresować branż, w których miniaturyzacja i niezawodność stawiane są na pierwszym miejscu. Bardzo szybko Kudelski nawiązał współpracę z liczącymi się na świecie służbami specjalnymi. Miniaturowa wersja szpulowych magnetofonów NAGRA, znana jako SN (Série Noire – „Seria Czarna”), powstała na specjalne zamówienie administracji prezydenta Kennedy’ego. Nie powinno również dziwić, że słynne słowa Neila Armstronga, wypowiedziane na Księżycu, zostały zapisane na urządzeniach marki NAGRA.

starczyło przynieść zużyty magnetofon do siedziby firmy, aby po kilku godzinach spędzonych przy kawie i poczęstunku otrzymać z rąk techników wyczyszczony i odnowiony sprzęt.

Korporacja Kudelski Stefan Kudelski zmarł w 2013 roku, opatentowawszy liczne wynalazki i otrzymawszy za nie liczne nagrody i tytuły, wśród których, co ciekawe, znalazł się tytuł doktora honoris causa szwajcarskiej uczelni, w której naukę porzucił. Wynalazca polskiego pochodzenia został też zaliczony w poczet stu największych wynalazców szwajcarskich. Firma „Kudelski”

Praca zamiast zaszczytów Osobowość Kudelskiego, który pochłonięty był pracą i nie dbał o sławę i zaszczyty, dobrze opisują dwie sytuacje. Goście wchodzący do francuskiej willi wynalazcy podobno ze zdziwieniem odkrywali oparte niedbale o kaloryfer Oscary. Z kolei na pierwszym miejscu dla Polaka był klient i renoma produktów, posiadających dożywotnią gwarancję. Wy-

sprawnie przeszła z epoki analogowej do cyfrowej, odnosząc sukcesy także w XXI wieku. Kudelski Group to dzisiaj światowy holding, skupiający 15 firm, zajmujących się m.in cyberbezpieczeństwem i telewizją cyfrową. ARKADIUSZ KUGLER

21


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 22

Jak pandemia kształtuje w nas zmianę I C O WA R T O R O B I Ć , A B Y Z A C H O WA Ć R Ó W N O WA G Ę I P O Z Y T Y W N E N A S T AW I E N I E

pół roku mieszkam wraz z mężem i dwojgiem dzieci w Bratysławie. Nasze życie w przeciągu 2020 roku dwa razy zmieniło się diametralnie: najpierw zmieniła je pandemia, potem emigracja. I teraz, podobnie jak Państwo, czytelnicy „Monitora Polonijnego“, każdego dnia dostosowujemy się do zaleceń, restrykcji z dużą nadzieją i optymizmem, że wszystko to się kiedyś skończy i znowu będzie jak dawniej. Jako psycholog i coach, obserwując dookoła to, co się dzieje, mogę śmiało powiedzieć, że my ludzie staramy się sobie radzić z tą sytuacją na swój sposób i na pewno wykorzystujemy do tego różne mechanizmy obronne. Do tych najczęstszych należą: DYSOCJACJA – czyli odsunięcie się od tego, co się dzieje. Bardzo dobrze funkcjonuje w obliczu sytuacji traumy, stresu. Jeśli bardzo boli, to nasz mózg działa tak, że po prostu tego nie

Od

czujemy. Jesteśmy w stanie zdysocjować rzeczywistość, w której żyjemy tak, aby była obok nas, jakby nas nie dotyczyła. INTELEKTUALIZACJA – wszystkie nauki świata mamy w jednym paluszku po to, aby sobie wytłumaczyć dane zachowanie lub myśli, np. w tym celu wykorzystujemy wszystkie powstałe teorie spiskowe. REAKCJA UPOZOROWANA – wyrażamy uczucia przeciwne do tych, które odczuwamy, po to, aby te prawdziwe zostały wyparte. SUBLIMACJA – agresję, złość, czy inne niepożądane emocje wyładowujemy w społecznie akceptowalny sposób, np. na siłowni, boksując, biegając itp. WYPARCIE – to proces nieświadomy, polegający na niedopuszczaniu do świadomości myśli, uczuć, wspomnień, impulsów, fantazji, pragnień itp., które przywołują bolesne skojarzenia.

Aleksandra Żak - z wykształcenia psycholog, z zawodu Coach ICF, trener biznesu; od ponad 15 lat wspiera ludzi w rozwoju, ucząc dobrych relacji na podstawach zdrowej komunikacji, towarzyszy drugiemu człowiekowi w zmianach i efektywnym osiąganiu celów; uczy jak radzić sobie ze stresem w życiu osobistym i zawodowym.

RACJONALIZACJA – pozornie racjonalnie uzasadniamy po fakcie swoje decyzje i postawy, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością. To trochę zafałszowywanie rzeczywistości, aby nie odczuwać negatywnych skutków. PRZENIESIENIE – czyli wyładowanie emocji na kimś innym, np. na dziecku czy innej bliskiej osobie. Programy informacyjne, w których przeważają

Wszystko będzie dobrze uż wszystko dobrze” – to słowa często słyszane przez bohaterkę powieści Jakuba Małeckiego pt. „Rdza”. Tośka wiele w życiu przeżyła, części z tych wydarzeń mogłoby wcale nie być, ale rodzimy się w jakiejś epoce i jesteśmy zmuszeni przyjąć to, co przynosi codzienność.

„J Tośce życie przyniosło dzieciństwo naznaczone wojną, nieszczęśliwą miłość i macierzyństwo pełne trosk. Kobietę mocno to doświadczyło. Na szczęście swojego wnuka - Szymka – starała się wychować inaczej, zwłaszcza w sytuacji, kiedy z babci weekendowej stała się nagle babciąopiekunką. „Rdza” to niezwykła opowieść o zwykłym życiu gdzieś w literackich Choj 22

nach. Rozciągnięta czasowo, obejmuje trzy pokolenia bohaterów – wojenne doświadczenia Tośki, młodość jej córki Elizy oraz dzieciństwo i dorastanie osieroconego wnuka Szym ka. Autor konsekwentnie, choć małymi plamkami, maluje ich emocje, wybory, doświadczenia. Na pozór może się więc wydawać, że to opowieść jakich wiele,

taka „książka o życiu”, w której nie wydarza się nic spektakularnego, a postaci przemijają, gdy tylko ją zamkniemy. Ale nie. W obserwacji, jak bohaterowie zmagają się z często dramatycznymi doświadczeniami, jak mimo wszystko powstają, starając się pogodzić własne pragnienia ze złośliwościami losu – jest ogromna ciekawość drugiego człowie-

ka. Wraz z rozwojem fabuły można mieć wrażenie, że Tośka, Szymek, Budzik czy Eliza to ludzie, których gdzieś już kiedyś spotkaliśmy, rozmawialiśmy z nimi, nasze ścieżki się przecięły. Czasami życie mocno przyciska. Kiedy w czasie wojny w Chojnach spaliła się stodoła, a w niej przypadkowi, niewinni uciekinierzy, skutki tego wypadku MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 23

złe wiadomości, w rozmowach przekazywane są wraz z nadinterpretacją i ze wszystkimi własnymi lękami. Każdy mechanizm obronny pomaga nam odreagować złe emocje bądź nie dopuszcza do przeżywania tych emocji w nas samych po to, aby zachować równowagę i zdrowie psychiczne. Mechanizmy te w większości włączają się automatycznie, bez udziału świadomości i rzeczywiście stają w naszej obronie, jak twierdzą psycholodzy. Ważne jest, aby zadbać o zdrowie, dobre relacje z bliskimi i mimo wszystko patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem. Moje doświadczenie, jak i obserwacja innych, którzy dobrze funkcjonują pomimo trudności, pomogły sformułować kilka kluczowych rad, których wykorzystanie może pozytywnie wpłynąć na nasze samopoczucie i napawać optymizmem: •ograniczyć oglądanie programów informacyjnych, ze względu na samopoczucie własne i bliskich; •unikać tematu pandemii przy dzieciach, ponieważ może to wywołać u nich stres pourazowy; •oglądać filmy wywołujące pozytywne emocje, np. dobre komedie, poprawiające humor i wywołująodczuwane są nie tylko w sferze psychologicznej bohaterów, ale mają również wymiar międzypokoleniowy. A gdy nagle i bezsensownie tracą życie rodzice Szymka, beznadzieja staje się jeszcze bardziej dotkliwa, ogarnia jeszcze więcej osób. Tytułowa rdza okrywa wszystko to, co kiedyś tętniło życiem. Nie ma na nią rady, sprawy dawniej najwa żniejsze dosięga stagnacja, a bohaterowie najchętniej uciekliby od rzeczywistości w jakieś lepsze strony. Tyl ko gdzie one są i dlaczego tak trudno ruszyć z miejsca? Chociaż wydarzenia w powieści są naznaczone sporą dawką pesymizmu, na końcu zwycięża jednak zdrowy KWIECIEŃ 2021

ce uśmiech na twarzy. Pamiętajmy, że to wszystko ma znaczenie dla naszej psychiki, ponieważ koduje się w naszej nieświadomości i odpowiada za nasz nastrój i stan psychiczny •korzystać ze wszelkich form rozwoju, które oferuje Internet (np. webinaria, szkolenia). To mogą być naprawdę ciekawe źródła inspiracji i tym samym początek małej i dużej zmiany. •wprowadzić w życie nowe nawyki samorozwojowe – sport, zdrowa dieta, odpowiednia suplementacja organizmu, dobra książka; •często się dotleniać, najlepiej w miejscach, gdzie można swobodnie oddychać świeżym powietrzem; •korzystać ze słońca i dbać o witaminę D w organizmie; •koncentrować się nad strefą własnego wpływu; •brać odpowiedzialność za swoje czyny; •robić swoje, czyli realizować swoje wcześniej postawione cele, dążyć do realizacji wizji; •rozwiązywać problemy, a nie je stwarzać; •żyć zgodnie z własnymi wartościami;

rozsądek. Człowiek, choć nieco zardzewiały, potrafi zebrać się w sobie i w decydującym momencie ruszyć z kopyta – zwłaszcza, gdy stawką jest życie. I w ten sposób smętny klimat szarej codzienności zyskuje właściwy kolor – kobieta po trudnym macierzyństwie może odzyskać sens życia, opiekując się wnukiem, rozczarowany przyjaźnią mężczyzna ucieknie jak najdalej się da (czyli nie tak znów daleko), ale zdesperowany rzuci wszystko, by uratować dawnego przyjaciela. A staremu już bratu Tośki – Michałowi – uda się spełnić marzenie i wybrać do Berlina. Uważa się, że literatura skandynawska osiągnęła

•dużo spacerować i jak tylko to

możliwe, spędzać czas ze swoimi bliskimi, budując głębokie więzi; •dbać o rozwój duchowy w zależności od tego, kto w co wierzy. Moje motto: Sposób na bycie szczęśliwym to myślenie – dzięki temu, co masz w głowie, możesz zmieniać swoje życie! W ostatnim czasie sama wprowadziłam mnóstwo nowych nawyków do swojego życia, wypracowałam nawet odpowiedni rytm dnia, dzięki czemu mam czas na sport, pracę, rozwój i rodzinę. Dostosowałam się do warunków, jakie panują obecnie, zajęłam się tylko tym, na co mam wpływ, i dzięki temu łatwiej jest mi znieść rozłąkę z rodziną i przyjaciółmi, a poza tym lepiej sobie radzę w walce z codziennymi przeciwnościami. Dziś z dużym uśmiechem cieszę się wiosną i pełna optymizmu życzę Państwu wesołych Świąt Wielkanocnych, dużo wewnętrznego spokoju i wiary, że wiosna zapoczątkuje dla wszystkich dobry czas. ALEKSANDRA ŻAK

mistrzostwo w snuciu historii pozornie o niczym. Ich największym walorem jest jednak takie przedstawienie ludzkich emocji, że ciarki chodzą po plecach. Muszę przyznać, że Jakub

Małecki ma chyba jakiś skandynawski gen, bo „Rdza” posiada ten specyficzny klimat, to coś, co uwodzi czytelnika i wciąga go w wir akcji głębiej i głębiej. Odpowiedź na pytanie, dlaczego zginęli rodzice Szymka, znajduje się na końcu, a wszelkie spekulacje na ten temat nie odzwierciedlają scenariusza, który przygotowało samo życie. I z bohaterami, i z czytelnikami jest tak samo – czasami chodzimy jak w zegarku, częściej jednak rdzewiejemy na raz obranych pozycjach. Na szczęście jesteśmy mechanizmami, które mogą się same naprawić. Wystarczy naprawdę mocno chcieć. AGATA BEDNARCZYK 23


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 24

do ludzi i miasta

Nie zbijaj tej miłości… właśnie słowa z samby, śpiewanej przez Hannę Banaszak, kojarzą mi się z filmem, który bardzo Państwu polecam, jakby wbrew oryginalnemu tytułowi. Bo „Zabij to i wyjedź z tego miasta” to prowokujący tytuł filmu Mariusza Wilczyńskiego, nad którym reżyser pracował konsekwentnie przez 14 lat. I od razu powiem, że nie jest to kino rozrywkowe.

To

Film Wilczyńskiego jest refleksją nad czasem, który przemija, jest opowieścią o ludziach, którzy odchodzą. Twórca znany jest przede wszystkim z kró tkiego filmu animowanego. Jego dzieła w krótkim metrażu prezentowane były w Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi i na przeglądzie filmów krótkometrażowych w Nowym Jorku, a także w Japonii, w Ottawie czy Annecy. Reżyser odniósł prawdziwe sukcesy jako oryginalny artysta filmów animowanych. „Zabij to i wyjedź z miasta” miał być począ tkowo filmem na kilkanaście minut, a stał się dziełem pełnometrażowym, które 24

w marcu na chwilę zagościło na ekranach polskich kin – niestety i jego dopadł lockdown. Mam jednak nadzieję, że ten nieprzeciętny obraz nie zniknie z ekranów i jeszcze wróci, pozwalając widzom nacieszyć się wnikliwą opowieścią artysty, przepojoną odwagą mówienia prawdy o sobie i mieście, o świecie i ludziach, których los zetknął z artystą. Film Mariusza Wilczyńskiego zdobył na 45. festiwalu polskiego kina w Gdyni Złote Lwy. To było zaskoczenie dla wielu obserwatorów, gdyż po raz pierwszy pełnometrażowy film rysunkowy, animowany sięgnął po tak wysokie trofeum. To rzeczywiście zaskakujący film, na pewno dla dorosłego widza, który rozumie już, co to ból po stracie bliskich osób, który potrafi odczytać różne przesłania. Bowiem mieszczą się w tym filmie obawy, lęki, niepoko je, ale i olśnienia człowieka, który szedł przez życie własną drogą, popełniał różne błędy, do których po latach nie boi się przyznać. Wilczyński bez ogródek mó wi, że film powstał z pobudek osobistych, „z potrzeby serca, chciałem naprawić to, co nie wyszło zbyt pię knie w życiu realnym”. Nie ukrywa, że zaniedbywał rodziców, że nie zauważył w porę, jak się zestarzeli.

Nie zdążył z nimi odbyć tych bodaj najważniejszych ostatnich rozmów. Nie pożegnał się… Można przypuszczać, że podobne problemy dotyczą wielu z nas. W pogoni za codziennością zapominamy, iż powinniśmy jeszcze znaleźć czas dla najbliższych, żeby z nimi cierpliwie porozmawiać i ich przytulić. Świat, który nas otacza, może kształtować egoistyczną bezwzględność. Jak się przed nią bronić? Spróbujcie to odczytać w filmie Wilczyńskiego. Reżyser tylko pozornie opowiada o jednym, wybranym mieście - o Łodzi, jego ważnym miejscu na ziemi w trudnych czasach. Rysuje też swój stosunek do rzeczywistości, określa relacje z różnymi ludźmi. Robi to powoli, z rozmysłem, budując napięcia i wciągając widza we własną grę. Snuje swoją opowieść prosto, komunikatywnie, niczego nie udaje, bo najważniejsze są napięcia między postaciami, które opowiadają niby swoje historie. To właśnie budzi w nas wieczny niepokój, który nie pozwala zapomnieć… Do rysowanych opowieści reżyser zaprosił znakomitych artystów. Bohaterom filmu głosu udzielili bowiem m.in. Irena Kwiatko wska, Barbara Krafftówna, Krystyna Janda, Anja Rubik,

Anna Dymna, Marek Kondrat, Krzysztof Kowalewski, Daniel Olbrychski, a nawet reżyser i legenda polskiego kina Andrzej Wajda czy muzyk Tadeusz Nalepa. Trzydziestoletnia przyjaźń ze znakomitym, zmarłym już niestety jazzmanem jest również ważnym wątkiem tego filmu. Artyści, których głosy słyszymy w filmie, pogłębiają napisane przez Wilczyńskiego dialogi, dopowiadają własną prawdę. Obejrzyjcie Państwo ten film, jeśli tylko nadarzy się okazja, w spokoju. Dajcie sobie czas na wytchnienie i szanse na zauroczenie animacjami twórcy. Popatrzcie, jak bohater filmu chowa się w świat wspomnień, jak kreuje w skupieniu obrazy niełatwe, jak próbuje wyzwolić swoją głowę z obsesyjnych myśli. Akcja filmu wędruje w różne miejsca, w których poza rysunkami otacza widza świat dźwięków – takich całkiem realnych, ale też i tajemniczych. Każdy dorosły widz w tym animowanym filmie może odnaleźć kawałek swego świata i własnego doświadczenia, a także powędrować z głównym bohaterem Mariuszkiem. Warto na to poświęcić 85 minut, choć nie będzie to czas rozrywkowego wytchnienia, ale raczej minuty głębokiej refleksji. ALINA KIETRYS

MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 25

padające do wnętrza przez okna promienie słoneczne ocieplały surowy wystrój kościoła, dodając mu swoistej mistyczności. Panującą ciszę przerywał jedynie odgłos stawianych przeze mnie po drewnianej posadzce kroków oraz charakterystyczne skrzypienie starych desek. Jak to się mogło trzymać bez żadnego gwoździa? – rozmyślałam, przyglądając się unikatowemu kościołowi, jednemu z pięciu kościołów artykularnych na Słowacji, który zachował się do dziś. Ewangelicki kościół artykularny Świętego Krzyża (Svätý Kríž) znajduje się w niewielkiej wsi o tej samej na-

W

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

zwie, niedaleko drogi krajowej nr 18, jakieś 10 km od Liptowskiego Mikulasza. Wybudowany został w 1729 roku na terenie nieistniejącej już wsi Paludza. Niestety, nie zachowały się dokumenty, opisujące wygląd kościoła sprzed jego przebudowy, mającej miejsce w 1774 roku, której autorem był mistrz ciesielski Jozef Lang. To właśnie on z 40 pomocnikami bez udziału architekta, korzystając jedynie ze swojego doświadczenia, przebudował kościół w ciągu 8 miesięcy i 22 dni. W latach 1974–1982 ze względu na budowę zbiornika retencyjnego Liptowska Mara oraz konieczność zalania 13 liptowskich gmin, świątynię rozebrano i przeniesiono do wsi Święty Krzyż. Dobrze, że udało się zachować autentyczny kościół, który nie zniknął wraz z zatopioną wsią – pomyślałam, rozglądając się po ascetycznym wnętrzu z nielicznymi dekoracjami, skupiając wzrok na dwupiętrowych emporach ozdobionych roślinnymi ornamentami, wizerunkami świętych i motywami biblijnymi oraz herKWIECIEŃ 2021

Słowackie perełki

Święty Krzyż

bami rodowymi liptowskich rodzin szlacheckich. Najcenniejszym elementem obiektu jest barokowy ołtarz główny z 1693 roku z obrazem przemiany Chrystusa. Kazalnica jest dziełem Jana Lercha z Kieżmarku, natomiast XVIII-wieczne organy powstały w pracowni Martina Podkonickiego. O tym, że jest to dawna świątynia ewangelicka, świadczą obrazy przedstawiające Marcina Lutra i jego najbliższego współpracownika Filipa Melanchtona. Masowy napływ osadników pochodzenia niemieckiego na tereny północnej i środkowej Słowacji przyczynił się do szybkiego rozwoju reformacji, w wyniku której powstały kościoły ewangelickie. W drugiej połowie XVII wieku Habsburgowie rozpoczęli politykę rekatolicyzacji tych obszarów. W tym okresie doszło do prześladowań miejscowych ewangelików. W 1678 roku wybuchło antyhabsburskie powstanie pod dowództwem Emeryka Thökölyego. Powodzenie powstańców zmusiło Leopolda I do ustępstw wobec protestantów. Podczas sejmu w Sopronie w 1681 roku zatwierdzono kodeks, który zezwalał im na budowę kościołów, ale z pewnymi obostrzeniami.

Mogli oni budować kościoły poza granicami osad wyłącznie z drewna, bez wież i dzwonów, a wejście do nich musiało znajdować się po przeciwnej stronie niż osada. Kościół Świętego Krzyża, tak jak pozostałe słowackie kościoły artykularne, został wzniesiony według zasad określonych podczas sejmu w Sopronie. Wybudowany na planie krzyża imponujących rozmiarów (43 m długości, 11,5 wysokości) może pomieścić nawet 6 tysięcy wiernych. W 1781 roku po wydaniu przez

cesarza austriackiego Józefa II patentu tolerancyjnego, przed kościołem dobudowano samodzielnie stojącą drewnianą wieżę, pełniącą funkcję dzwonnicy. Niestety, stare dzwony zostały zarekwirowane podczas I wojny światowej, a obecne pochodzą z początku lat XX minionego stulecia. Kościół artykularny w Świętym Krzyżu można zwiedzać przez cały rok. Uważany jest za jedną z największych budowli drewnianych na Słowacji i w Europie Środkowej. Ten rzadki zabytek architektury uznany za narodową pamiątkę kultury zachwyca swoim wyglądem do dziś. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 25


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 26

Nastrajamy Państwa wiosennie, optymistycznie i zapraszamy do rozwiązania kolejnej krzyżówki, skrojonej specjalnie dla naszych Czytelników. Z pewnością przyniesie Państwu sporo radości. Hasło kwietniowej krzyżówki zostało ukryte w polach, oznaczonych numerami w następującej kolejności: 16 - 37 - 18 - 31 - 2 - 5 - 6 - Ń - 29 - 44 - 36 - 14 - 27 - 39 - 4 - 28 - 42 - 6 - 43 - 35 - 7 - 10 20 - 22 - 34 - 21 - 23 - 19 - 17 - 11 - 8 - 1 - 40 - 13 - 25 - 9 - 24 - 15 - 12 - 32 - 3 - 41 - 33 - 38 - 26. Życzymy miłej zabawy! Red., T.O.

Poziomo 4. zawieja 6. z cyrklem i linijką 8. pogranicznik (potocznie) 12. ubikacja 14. racja 17. grecka Minerwa 19. Andrzej (ur. 1964), aktor 23. powietrze w tkankach 26. stan zachwytu 27. imię z „Gangu Olsena“ 28. krzew lub drzewo z rodzaju śliwa

Pionowo 31. ludzki zarodek 33. zabawa z opaską na oczach 34. morale grupy 35. szlachetny, prawy, uczciwy 36. kolega yale 39. szeroka wstęga 40. trawnikowy kwiatek 41. popularny klawisz komputera 42. szablonowy, standardowy, rutynowy 43. silny ból głowy 44. karierowicz Nikodem

1. marka instrumentów muzycznych 2. prostak 3. na monitorze 5. domena D. Copperfielda 6. rozkosz, raj 7. skalpel 9. państwo jak roślina 10. duży rozmiar ubrania (potocznie) 11. imię Chmielewskiej, pisarki 13. wypiek dla jubilata

15. rakieta Gagarina 16. jeden z zakonników 18. Siuks 20. ma go dudek 21. wygląda jak kobieta 22. scalanie 24. do ubicia bez trzepaczki 25. forma ustroju 29. kiepski literat 30. samolubny kwiatek 32. rosyjski kilometr i trochę 37. gatunek piwa 38. przysmak z ryby

Hasło naszej marcowej krzyżówki brzmiało: Suchy marzec, mokry maj będzie żytko jako gaj

26

MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 27

ero euro nie są jedynymi banknotami kolekcjonerskimi w obiegu. Rozwój technologii graficznych i drukarskich i ich potanienie spowodowały, że stały się one łatwiej dostępne. Z drugiej strony doskonalenie profesjonalnych zabezpieczeń stosowanych przez państwowe drukarnie banknotów spowodowało, iż te prostsze i tańsze stały się ogólnodostępne. Wydaje się, iż modę na pamiątkowe banknoty rozpoczęły same wspomniane wyżej wytwórnie. Zaczęły one wytwarzać banknoty testowe, pokazujące z jednej strony możliwości technologiczne wytwórcy, z drugiej zaś służyły do testowania nowych sposobów zabezpieczeń. Wzbogaciły też swoją ofertę handlową o druk banknotów i bonów okolicznościowych czy pamiątkowych. Przykładem niech będą wyroby Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. W 2010 r. wydano banknot, prezentujący postać Jana Krzeptowskiego „Sabały”, który opatrzono próbkami ponad dwudziestu nowoczesnych zabezpieczeń. Podobnie wysoko pod tym względem oceniany jest banknot Szachy (2017 r.). Wśród kolekcjonerów poszukiwane są także banknoty upamiętniające 80. rocznicę urodzin Krzysztofa Pendereckiego, osobę płk. Ignacego Matuszewskiego czy 100-lecie Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Ten ostatni walor osiąga na aukcjach cenę 7500 PLN! Sukces zero euro zamierzają powtórzyć niemieccy inicjatorzy banknotów memo euro. Są one większe od poprzedników, mają inną, zieloną kolorystykę, zamiast jednego „0” są opatrzone dwoma „00” w tonacji zielono-granatowej oraz podwójnymi numerami seryjnymi. Posiadają również mniej fachowych zabezpieczeń.

Z

KWIECIEŃ 2021

Nie tylko zero euro Ich wydawanie rozpoczęto w 2018 r. Do tej pory banknoty te ukazały się w Niemczech, Austrii, Włoszech, Francji, Holandii, Belgii, Czechach, na Słowacji i Węgrzech oraz – oczywiście – w Polsce. Pierwsze słowackie memo euro przedstawiało synagogę w Nowych Zamkach, zaś najnowsze Muzeum Holokaustu w Seredi. Pierwsze polskie memo euro, wydane we wrześniu 2020 r. przez centrum turystyczne ZakoLove, przedstawiało Zakopane i Giewont. Po nim ukazały się banknoty z bazyliką w Krzeszowie i zamkiem w Książu. W przygotowaniu jest walor przypominający sukcesy Zagłębia Sosnowiec i jego najlepszego piłkarza Józefa Gałeczki, pierwszy z cyklu „Polskie kluby piłkarskie”. Dodatkowo w styczniu 2021 r. ukazał się banknot, upamiętniający bitwę pod Wiedniem w 1683 r., z postaciami polskiego króla Jana III Sobieskiego i wodza tureckiego Kary Mustafy. Więcej o memo euro przeczytacie tu: https://memoeuro.eu/ Powstają również indywidualne banknoty pamiątkowe, projektowane przez uzdolnionych grafików z ich własnej inicjatywy lub na zamówienie podmiotów zewnętrznych. Przy kładem takich działań jest walor pamiątkowy „1 Bronka”, wydany na początku tego roku przez gminę Lipowa na Żywiecczyźnie, czy banknoty („slovakovki”), wypuszczone w obieg przez stowarzyszenie „Mr. Slovak”, popularyzujące w ten sposób najciekawsze miejsca Słowacji, głównie Bańską Szczawnicę. W naszej części Europy najpopularniejszym ich autorem jest Słowak Matej Gábriš. Stąd

banknoty jego autorstwa nazywane są „gábrišovkami” (https://www.gabrisnote.sk/). Gábriš tworzy walory z różnymi motywami: znanymi postaciami (monarchami, politykami, naukowcami, literatami, biznesmenami, artystami), atrakcjami turystycznymi, zabytkowymi pojazdami, przyrodą, wydarzeniami historycznymi. Zaczął je projektować już w 1993 r., a na swoim koncie ma również projekty banknotów zero euro. Bardzo ciekawy i popularny jest jego polimerowy banknot upamiętniający 50. rocznicę agresji państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Gábriš przygotował m.in. banknoty z motywami bratysławskimi, na których w tle widać siedzibę Instytutu Polskiego. Jest on również autorem miniserii walorów pamiątkowych, powstałych w 2017 r., z polskimi miastami: Warszawą, Krakowem i Katowicami. W tym samym roku przygotował także walor pamiątkowy sygnowany przez Gdańsk (Wolne Miasto Gdańsk), przedstawiający wybitnego gdańskiego astronoma i piwowara Jana Heweliusza. Rok później Gábriš opracował na zamówienie Zgorzelca banknot pamiątkowy, przedstawiający związanego z tym miastem filozofa i teologa Josefa Böhme. Spod jego ręki wyszły także banknoty i bony kolekcjonerskie z wizerunkiem „Damy z gronostajem”, której obraz pędzla Leonarda da Vinci znajduje się w zbiorach krakowskiego Muzeum Narodowego. Kończę minicykl artykułów o banknotach pamiątkowych, mając nadzieję, że zachęciły one Państwa do bliższego zapoznania się z nimi, a być może także do rozpoczęcia ich kolekcjonowania. JACEK GAJEWSKI

27


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:58 Page 28

Historia bardzo długiego romansu

2 zumiałem wówczas już od-

CZYLI JAK ZAKOCHAŁEM SIĘ W SŁOWACJI

ZDJĘCIE: ARCHIWUM JK

olejną fazą głębokiego zauroczenia Słowacją była działalność w ratownictwie górskim: Tatrzańskim oraz Górskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym i Horskiej Službie RS. Po znawałem ludzi, nawiązywałem przyjaźnie, fascynowała mnie historia Słowacji i język, którym już w latach

K

70. i 80. ubiegłego wieku nieźle się posługiwałem. Przyczyniała się do tego także praca naukowa oraz współpraca TPN i TaNaP, w którą bardzo się angażowałem.

Po zauroczeniu Zauroczenie przeszło w fa zę fascynacji i dogłębnego poznawania. Samo romansowanie już mi nie wystarczało. Swoją sympatię do Słowacji i Słowaków zacząłem okazywać publicznie. W 1984 r. w Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej

w Bratysławie (dziś Instytut Polski) prezentowałem wystawę „75 lat ratownictwa tatrzańskiego 1909-1984”. Chwilę później była już aksamitna rewolucja i zmiany ustrojowe w Polsce. Już jako poseł na Sejm (II kadencji) w latach 1993-1997 zostałem wybrany przewodniczącym Polsko-Słowackiej Grupy Parlamentarnej (Sejm i Senat) w ramach Unii Mię dzyparlamentarnej. Wkroczyłem w fazę, w której mogłem mówić, że jestem w Słowacji zakochany, bo dobrze znam ją i bardzo wielu jej przedstawicieli. Ro-

PolsKie ślady w bratysławie olskie ślady w Bratysławie można znaleźć na nieoczekiwanych miejscach. Najczęściej rzucają się w oczy nazwy ulic, takie jak Poľská, Varšavská oraz Krakovská, czy też ulice których patronami są znani również na Słowacji przedstawiciele polskiej literatury, np. Sienkiewicza, Mickiewicza czy dalej od centrum ulica Słowackiego. Chyba najnowszym przykładem jest plac w Petržalce, nazwany imieniem Jana Pawła II. Ale nie tylko nazwy ulic przypominają nam o obecności Polaków w historii miasta. Nieopodal centrum, w dzielnicy Lamač przy ulicy Vrančo vičovej można zobaczyć niezwykły pomnik. Jest jednym z wielu, które zostały zbudowane ku pamięci ostatniej bitwy w wojnie między Królestwem Prus i cesarską Austrią, rozegranej 22 lipca 1866 roku. Ale tylko na tym można przeczytać napisy nie tylko po niemiecku i węgiersku (z nowszych czasów także po słowacku), ale ró wnież po polsku: „Ku pamięci na poległych c.k. pułku piechoty zbroj-

P

28

rębne państwo – Republikę Słowacką – jego ambicje, dążenia i potrzeby.

Zakazana miłość Ale kiedy najwyższe władze RP w 1997 roku postanowiły wysłać mnie do Bratysławy jako ambasadora, musiałem zrezygnować z okazywania gorących uczuć, bo sympatia owszem, ale miłość była zakazana. W każdym razie tak uważało Ministerstwo Spraw Zagrani cznych, które było moim pracodawcą. Wysyłano mnie do Bratysławy z pełną świadomością, że bardzo lubię i dobrze rozumiem Słowaków. Wówczas w dyplomacji i wyborze ambasadorów obowiązywała żartobliwa

CZYLI KU PAMIĘCI POLEGŁYM POLAKOM

mistrza hrabiego Alojzego Mazzuchell No. 10 Mondel go dnie 22go lipca 1866 roku”. Tekst w języku polskim oznacza, że wśród poległych żołnierzy armii austriackiej było wielu Polaków. Ci jednak walczyli podobno też po stronie drugiej, bowiem po rozbiorach Polski pod koniec XVIII wieku oraz po kongresie wiedeńskim w 1815 roku Polacy tworzyli znaczną część ludności Prus. Pomnik ma kształt prostego kwadratowego pylonu, osadzonego na wyższym cokole z napisami w języku niemieckim, węgierskim oraz polskim. Do niedawna był prawie nieznany. Dopiero w 2010 roku został przeniesiony z miejsca walk niedaleko kolei, łączącej Bratysławę z Devínską Novą Vsią i austriackim Gänserndorfem, do centrum starej, wiejskiej części dzisiejszego Lamača, nazywanego da wniej Blumenau. Obecnie znajduje się przed budynkiem kościoła św. Margity w zielonym pasie, pośrodku ulicy. Inne pomniki, przypominające wspomnianą bitwę,

można znaleźć w lasach nad Lamačem, na wzgórzu Klanec, na lamačskim cmentarzu przy ulicy Hodonínskiej oraz przy ulicy Agátovej, która kiedyś łączyła Lamač z Dúbravką. Właśnie w lasach Małych Karpat, między dzisiejszymi dzielnicami Dúbravka, Lamač i wzgórzem Kamzík, w pobliżu znanej restauracji Slamená búda toczył się ostatni w tym czasie już bezsensowny bój o Bratysławę. Bezsensowny dlatego, że w chwili jego rozpoczęcia, czyli o godz. 7.00, już było wiadomo, że o dwunastej zacznie obowiązywać rozejm. Decydująca bitwa odbyła się bowiem jeszcze 3 lipca w pobliżu Sadovej, niedaleko czeskiego Hradca Královej. Ambitny pruski generał Bose postanowił sobie, że w dniu rozejmu będzie jadł kolację w Bratysławie, znaczącym centrum regionu zachodnich Węgier. I choć przegrana Austrii w tej wojnie była już przesądzona, to jego decyzja kosztowała dodatkowo życie 600 żołnierzy armii austriackiej i ok. 100 żołnierzy armii pruskiej, MONITOR POLONIJNY


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:59 Page 29

Odwzajemniona miłość Ale dopiero po powrocie do Polski, w swoich wspomnieniach („Słowacja odkrywana na

przynosząc zniszczenie miejscowości Dúbravka i Lamač. Wojska austriackie Bratysławy nie zajęły, za to mieszkańcy miasta mieli okazję odwiedzić pruskie obozy wojskowe i zobaczyć, jak żołnierze nieprzyjaciela przygotowują sobie jedzenie. Wojna prusko-austriacka w 1866 zakończyła rywalizację tych dwóch państw w obszarze niemieckim. Decydującym czynnikiem wojny, który umo żliwił zwycięstwo znacznie mniejszym Prusom, była pruska przewaga technologiczna i sojusz Prusów z Włochami na froncie południowym. Pruskie karabiny iglicowe okazały się bardziej skuteczne od tradycyjnych austriackich karabinów odprzodowych. Porażka Austrii zadecydowała, że Związek Niemiecki, założony po kongresie wiedeńskim i odnowiony po rewolucjach 1848 roku, który był kontrolowany przez Wiedeń, został rozwiązany. W zamian powołano Związek Północnoniemiecki pod przewodnictwem Prus. Właśnie ten stał się centrum przyszłej odnowionej Rzeszy Niemieckiej, która ostatecznie została proklamowana po inkorporacji małych państw południowoniemieckich i porażce Francji w 1871 roku. JURAJ MARUŠIAK KWIECIEŃ 2021

Ryba lubi pływać Z

astanawialiście się kieLONEGO W ZIE dyś, jak w prosty sposób zadbać nie tylko o swoje zdrowie, ale także o otaczające nas środowisko? Odpowiedź jest prosta – Stupava! Może zabrzmieć to dziwnie, ale to właśnie w tym małym miasteczku, znajdującym się tuż poza granicami Bratysławy, tkwi sedno zielonego życia. Otóż w Stupavie znajduje się ekologiczne gospodarstwo rybackie - Rybárstvo Stupava, w którym można zakupić wiele różnych rodzajów ekologicznych ryb. No dobrze, ale czym się charakteryzują takie ryby? Zwierzęta te żyją w naturalnych warunkach przyrodniczych (zwykle stawach) od wylęgu z ikry do połowu. Warunki te sprzyjają rozwojowi wielu innych gatunków zwierząt oraz roślin, co przekłada się na zwiększoną bioróżnorodność w stawach oraz lepszą jakość konsumowanego przez nas mięsa. Rzeczywiście mogę potwierdzić, że smakuje ono o niebo lepiej niż mięso ze sklepu. Ryba hodowana tam nie pływa w betonowych czy plastikowych stawach, ma wystarczająco dużo miejsca do życia, co eliminuje konieczność podawania jej antybiotyków czy przeprowadzania kąpieli leczniczych. W dodatku, jak wynika z badań Morskiego Instytutu Rybackiego z 2019 roku, co dziesiąty dorsz i co dwudziesty śledź zawiera elementy mikroplastiku, czyli włókien lub folii, w swoim przewodzie pokarmowym. W niektórych krajach liczba ryb, u których wykryto ślady plastiku, jest wyższa – nawet do 25% ryb pochodzących z USA czy Szwecji zawiera ten związek. Wybierając ryby z ekologicznych stawów, zmniejszasz ryzyko i ilość konsumowanego przez Ciebie plastiku. Mikroplastik, inne toksyczne związki chemiczne czy metale ciężkie, takie jak np. rtęć (również często znajdywana w mięsie ryb), mogą spowodować wiele poważnych schorzeń. Pomyśl więc o własnym zdrowiu i znajdź ekologiczne gospodarstwo rybackie w swojej okolicy. Kupuj owoce i warzywa w lokalnym warzywniaku lub bezpośrednio od rolnika. Zadbaj o własne zdrowie i o przyszłość naszej planety – kupuj i konsumuj lokalnie! BASIA KARGUL

Z

BASIA

nowo”, Bratysława 2003) napisałem: „...kiedy wyjeżdżałem na Słowację w kwietniu 1997 r., wiedziałem, że Tatry nas rozdzielają, kiedy wracałem w lipcu 2003 r., czułem, że te same Tatry nas łączą...”. To było coś fantastycznego. Dopiero po zakończeniu swojej dyplomatycznej misji i po wspólnym wejściu do Unii Europejskiej mogłem wreszcie przyznać się do tego, że kocham Słowację. Ta miłość już trwa prawie 18 lat i trwać nadal będzie. I pewnie byłaby banalna, gdyby nie ludzie. Ich pokochałem całym sercem. Miłość ma sens, jeśli jest odwzajemniona. A ja tę wzajemność odczuwam od bardzo wielu lat. Uczuć nie da się zmierzyć. One żyją w naszych sercach. JAN KOMORNICKI w latach 1997-2003 ambasador RP w RS

ÓRZA ZG

zasada, że nie mianuje się dyrektorem ogrodu zoologicznego człowieka, który nie lubi zwierząt. W każdym razie moje ponad 6 lat w służbie Rzeczpospolitej na Słowacji było i łatwiejsze, i bardziej owocne dzięki sympatii, zaufaniu i osobistym kontaktom – bez względu na polityczne sympatie, których nikomu nie okazywałem. Trwało to dosyć długo, ale nadszedł wreszcie moment kiedy długotrwały romans mógł z fazy fascynacji przejść w fazę zakochania, uprawnionego do wyznania miłości. To wyznanie wyszło z mojego serca i nabrało charakteru publicznego.

29


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:59 Page 30

Wielkanoc na Słowacji MY

E

W

NI

2018 roku przeżyłem swoje pierwsze święta ŁOWIA S wielkanocne na Słowacji. Napisaliśmy nawet artykuł o tym, jak Polacy i Słowacy świętują Wielkanoc. W tym czasie moja słowacka żona, wówczas jeszcze dziewczyna, wyjaśniła mi, że Wielkanoc na Słowacji może wyglądać różnie. Mowa tu o „šibačce” (śmigusie, czyli smaganiu rózgą) i „polievačce” (dyngusie, czyli polewaniu wodą). Na Słowacji jest tak, że w niektórych rodzinach się polewa, w innych zaś smaga.

Tradycje wielkanocne w rodzinie Julki

„Śmierdząca” Wielkanoc

30

Ten zwyczaj mi się podoba! Ja chcę jeszcze raz! Była wzruszona, że nauczyłem się wierszyka, a po smaganiu przytuliła mnie i powiedziała, żebym chwilę poczekał, po czym dokądś pobiegła. Kiedy wróciła, wepchnęła mi w ręce dużego czekoladowego zajączka wielkanocnego. Mniam! Uwielbiam czekoladę. Wysmagałem ją jednak z miłości, a nie dla nagrody. Wtedy Julka zaśmiała się i wyjaśniła, że na Słowacji „šibač” (smagacz) lub „polievač” (polewacz) dostaje „wynagrodzenie”. Taką zapłatą bywa zazwyczaj coś słodkiego lub kieliszek czegoś (najlepiej ostrego) domowej roboty, a niekiedy jakiś pieniądz.

W rodzinie Julki obie tradycje zostały połączone, więc po tym, jak otrzymywała zwykle dawkę wody (raz skończyła nawet w potoku), musiała jeszcze „przecierpieć” smaganie rózgą w rytm tradycyjnego wierszyka: „Šibi, ryby, mastné ryby, kus koláča od korbáča. Ešte k tomu groš, aby bolo dosť” (Śmigi, ryby, tłuste ryby, kęs kołacza od rózgi. Jeszcze do tego grosz, żeby było dość)

Kiedy Julka była jeszcze małą dziewczynką, jej bracia cioteczni wymyślili nowy sposób polewania. Wzięli stare męskie perfumy, których już nikt nie używał, i gonili Julkę i jej siostrę po domu babci, gdzie zwykle na Wielkanoc zje żdżała się cała rodzina, by je nimi polać. Julka i jej siostrzyczka pachniały wów czas jak tania perfumeria, a babcia grzmiała, że śmier -

skoczyć i oprócz naszego tradycyjnego polskiego polewania, wysmagać ją też rózgą. Taką rózgę mieliśmy już w domu, bowiem Julka kupiła ją wcześniej, by zrobić zdjęcie do artykułu na naszą stronę. Ja tymczasem wkułem na pamięć wierszyk, by w Wielkanocny Poniedziałek doskoczyć do niej z rózgą z „šibi, ryby...” na ustach. Ucieszył mnie jej promienny uśmiech.

Juhu! Ten zwyczaj mi się podoba! Nie mogę się już doczekać tego roku!

dzi w całym domu. Chło pcy zaś się śmiali.

Powrót tradycji Z biegiem czasu jakoś się zapomniało o tradycji.

Chłopcy wyrośli i byli zainteresowani czym innym, a starszemu pokoleniu się jakoś nie chciało. Julka była smutna, kiedy mi o tym mówiła, więc w zeszłym roku postanowiłem ją za-

PS Julka myślała, że na smaganiu się skończy, więc w ogóle nie zdążyła zareagować, gdy chwilę potem wyszedłem z pokoju i wróciłem ze szklanką wody... JÚLIANA OPUK I FILIP LEON OPUK PolishSlovak.eu


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 19:59 Page 31

udekorowaliśmy nasze cztery kąty własnoręcznie zrobionymi palemkami, przygotowanymi jeszcze na Niedzielę Palmową. Okazało się, że kwiaty, wykonane z bibuły, wyglądają fantastycznie, a ponieważ starzeją się duuużo wolniej niż te cięte, zajęły w naszym domu poczesne miejsce. I choćby kwiecień chciał nas jeszcze postraszyć i poprzeplatać trochę zimy i trochę lata – my się nie damy. Bo wiosnę mamy już i w domu, i w sercu! NATALIA KONICZ-HAMADA

Ciepło, cieplej… Wiosna! oi mili, nareszcie mamy kwiecień! Po długich zimowych miesiącach pełnych chłodu i wszechogarniającej szarości w końcu przyszła wiosna! I jeśli nawet temperatura za oknem nie od razu zacznie nas rozpieszczać, to już nic nie może zatrzymać tego radosnego pochodu życia i kolorów. Nadejście żadnej innej pory roku nie cieszy chyba tak bardzo. Początek kalendarzowej wiosny przynosi energię każdemu, nawet najzagorzalszemu miłośnikowi zimy. Nieśmiałe pąki na gałęziach, wspaniały zapach kolejnych kwiatów, przebijających się na powierzchnię coraz mniej zmarzniętej ziemi, i słońce, najważniejszy towarzysz wiosennych zabaw – po prostu nie można się im oprzeć.

M

Wiosna to radość, wiosna to feeria barw, wiosna to cudowny triumf natury. Warto uczcić jej nadejście również we własnym domu. Jednym z najprostszych sposobów jest przyniesienie z wiosennego spaceru bukietu kwiatów (trzeba tylko uważać, by nie zrywać kwiatów znajdujących się pod ochroną!). Innym, chyba ciekawszym ze względu na możliwość przyglądania się całemu procesowi wzrostu rośliny, jest posianie rzeżuchy. Jego dodatkową zaletą może być fakt, że samodzielnie wyhodowaną rzeżuchę można po wszystkim… zjeść – świetnie smakuje na świeżym chlebie. Jednak nie tylko żywe rośliny przywodzą na myśl wiosnę. Ponieważ w naszym domu wiosna nierozerwalnie wiąże się z Wielkanocą,

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

31


Monitor 4_2021_2021 28.3.2021 20:12 Page 32

W tym wydaniu „Piekarnika” przeniesiemy się na chwilę tuż za miedzę – na Węgry. Przepis na jedno z kultowych węgierskich dań przesłała nam Bożena Bogdańska-Szadai,

Gundel Palacsinta

Polka od 34 lat mieszkająca w Budapeszcie, dziennikarka, m.in. redaktor naczelna „Głosu Polonii” i radiowego „Magazynu Polskiego” MTVA.

czyli naleśniki a’ la Gundel

SKŁADNIKI:

NADZIENIE: • 20 dag cukru i tyle samo zmielonych włoskich orzechów • laska wanilii • garść rodzynek i garść migdałów • starta skórka pomarańczowa i cytrynowa • śmietana kremówka • 1 łyżka rumu

• • • •

2 szklanki pszennej mąki 3 jajka 1/2 szklanki mleka 1/2 szklanki wody sodowej • 1/2 kostki masła lub kilka łyżek oleju • szczypta soli

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Naleśniki przygotowujemy w tradycyjny sposób – mieszamy wszystkie składniki, zostawiamy na około 10 minut do odstania, a następnie smażymy na tłuszczu. Składniki nadzienia również łączymy ze sobą, dokładnie mieszamy. Osobno przyrządzamy polewę.

Gotowe naleśniki smarujemy nadzieniem, zawijamy w rulony lub składamy na cztery. Następnie polewamy polewą i posypujemy orzechami włoskimi. Można też skropić je spirytusem i przed podaniem podpalić.

POLEWA: Niepełną szklankę wody zagotowujemy i dodajemy 20 dag cukru, 5 łyżek kakao i 2 łyżki rumu. Mieszamy.

Chociaż sam przepis nie wydaje się skomplikowany, jego urok tkwi właśnie w prostocie – w ten sposób w niecałą godzinę można przenieść się do Budapesztu, nie wychodząc z własnego domu. Klimatu dodaje również fakt, że danie to wymyśliła ponoć żona pisarza Sándora Máraiego Lola, a jej przepis zachwycił słynnego peszteńskiego restauratora Gundela, który w 1894 roku włączył je na stałe do karty dań. Potrawy, które powstały z miłością i naprawdę są rozkoszą dla podniebienia, powinny być przyrządzane w każdej kuchni – przynajmniej od czasu do czasu… Smacznego! AGATA BEDNARCZYK


Millions discover their favorite reads on issuu every month.

Give your content the digital home it deserves. Get it to any device in seconds.