Monitor Polonijny 2021/3

Page 1

ISSN 1336-104X

Szumi dokoła las… str. 7

Czy być Polakiem na Słowacji

jest in? str. 7

Na stromej skale str. 25

str. 2


W

Szanowni Czytelnicy, mili Przyjaciele!

M

arzec to okres, w którym co roku składamy zeznania podatkowe. Tradycyjnie więc w tym czasie zwracamy się z prośbą o przeznaczenie 2% z Państwa podatków na działalność naszego Klubu Polskiego. Ten rok jest wyjątkowy; wydarzenia, informacje, którymi jesteśmy bombardowani każdego dnia utrudniają nam dotarcie do Państwa z ogromną prośbą o wsparcie, dlatego czynimy to za pośrednictwem „Monitora Polonijnego“. Darowizna tych 2 % będzie dla nas cenniejsza niż w latach ubiegłych, ponieważ dotacje, o które co roku zabiegamy, przyznawane są tylko na wydarzenia zrealizowane, a wiadomo, że ze względu na pandemię część z nich nie doszła do skutku. Z codziennej działalności naszej organizacji, wydatków związanych z administracją, księgowością nikt nas jednak nie zwolnił. Wierzę, że również w tym roku uda nam się przekonać Państwa do przekazania 2% podatków, na nasze wspólne działania. MAREK BERKY prezes Klubu Polskiego JAK TO ZROBIĆ? Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę muszą w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym przedłożyć potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% na rzecz Klubu Polskiego. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2020 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji – szczegóły także na stronie www.rozhodni.sk. Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to jego pełna nazwa, IČO i adres, czyli: Poľsky klub – spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nám. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2021 organizacjach (m.in. o Klubie Polskim) znajdują się na www.rozhodni.sk. 2

Nowe

„Wołanie“ Ewy Sipos

olność i prawda? Miłość i smutek? Pożegnanie i entuzjazm? Tak po krótce można by opisać nowy singiel „Wołanie“ Ewy Sipos, który miał swoją premierę 13 lutego br. „Piosenka powstała jesienią, z potrzeby serca, jeszcze przed śmiercią mojego taty. Jej pierwszą wersję mój tato słyszał, bardzo mu się podobała“ – opisuje Ewa. Do nagrania utworu doszło trzy dni po śmierci ojca. Emocje, które artystka w tym czasie przeżywała, są mocno wyczuwalne. Ewa umiejętnie operuje głosem, harmonią, a całości dopełniają nagrane przez nią chórki – podobne klimatem do tych, które znamy z twórczości Anny Marii Jopek. Przy nagraniu Ewa współpracowała z Adamem Hudecem, którego znamy z wcześniejszego CD Ewy pt. „Sama“. Miks i mastering piosenki wykonał Mito Bodnar, teledysk nakręciła Katka Haršanyova. Piosenka jest w języku polskim, co jeszcze bardziej podkreśla autentyczność przeżywanych przez wokalistkę emocji. RED.

Andy Hryc, słowacki aktor polskiego pochodzenia, zmarł po długiej chorobie 31 stycznia. Oglądać go mogliśmy m.in. w filmach: Sladké starosti(1984), Rivers of Babylon (1998), Čiara (2017). Na premierę czeka serial TV Joj z jego udziałem pt. Slovania. Pierwszego lutego 1993 roku założył Radio Twist, które miało zasadniczy wpływ na formowanie się antymecziarowskiej opozycji pod koniec lat 90. oraz na przełomie wieków. Radio prowadził do 2004 roku. Hryc był też konsulem honorowym Seszeli. Bez większych sukcesów próbował swoich sił w polityce. Ostatnio kandydował do parlamentu europejskiego w 2019 roku. Z racji swojego pochodzenia czasami brał udział w przedsięwzięciach Klubu Polskiego czy Ambasady RP w RS. W szeregach polskiej organizacji pojawiała się też jego mama Polka - Maria Hrycová, która na Słowację przybyła jeszcze w czasach wojny. Tu wyszła za mąż i urodziła troje dzieci. O ich niełatwym losie pisaliśmy na łamach „Monitora“ w kwietniu 1999 roku.

Zmarł

Andy Hryc

(30.11. 1949 – 31.1. 2021) Andy Hryc czasami wspominał publicznie o swoich polskich korzeniach, o tym, jak jego osobowość uformowała mama Polka, np. wtedy, kiedy rozpoczynał naukę w szkole: „Dzieci patrzyły na mnie inaczej, ponieważ w tym czasie moja mama mówiła jeszcze dosyć słabo po słowacku, choć ja tego nie zauważałem i nigdy mi to nie przeszkadzało“ – opisywał w rozmowie do „Monitora“ ( marzec 2006). „Co wieczór słuchaliśmy Głosu Ameryki w języku polskim, ponieważ słowackie audycje były zakłócane. Z bezpośredniej relacji tej rozgłośni dowiedziałem się, że zabili Kennedy’ego“ – wspominał. RED.

Rodzinie i bliskim składamy głębokie wyrazy współczucia. PRZYJACIELE Z KLUBU POLSKIEGO MONITOR POLONIJNY


Przed zamknięciem każdego numeru jako jeden z ostatnich artykułów powstaje właśnie ten - od redakcji. No bo żeby zapowiedzieć, co w numerze, trzeba mieć już wszystkie materiały zebrane. I mam. Zastanawiam się, jak finezyjnie zachęcić Państwa do sięgnięcia po lekturę, ale w ramach relaksu zaczynam odpowiadać na zaczepki mojego kota. No, no, ileż on ma energii! Aaa, no właśnie, zbliżają się marcowe harce. Budzi się przyroda do życia! Hurra! No to zaczynamy od tej przyrody. A właściwie uczulamy na miłość do przyrody (str. 4) i oddajemy głos naszym czytelnikom, którzy dzielą się z nami swoimi sposobami, jak dbać o środowisko naturalne (str. 5), a w rubryce „Basia z Zielonego Wzgórza“ rozszyfrowujemy pojęcie śladu węglowego (str. 28). Marzec w tym roku wiąże się na Słowacji ze spisem ludności, więc w specjalnej ankiecie oddajemy głos Słowakom, którzy w spisie zadeklarowali polską narodowość (str. 10). Z Michalem Vašečką, słowackim socjologiem (polskiego pochodzenia!), rozmawiamy nie tylko na temat spisu, ale i o nas, zastanawiając się, czy być Polakiem na Słowacji jest „in“. (str. 7). I w tym numerze mamy dla Państwa nowość, którą zapowiada rozmowa z autorką cyklu Ewą Sipos (str. 12). Będzie to cykl szczególny, o pewnej 16-latce polskiego pochodzenia, która nie mówi, ale dzięki artykułom publikowanym na naszych łamach, jej głos zostanie usłyszany (str. 15). Przedstawiamy też inną 16-latkę polskiego pochodzenia, o której – być może – niedługo będzie głośno, bowiem Karolina Frąckowiak trenuje narciarstwo od 2 roku życia! (str. 16). A skoro mowa o sportach zimowych, to odsyłamy też do artykułu na temat skoków narciarskich, w którym autor zastanawia się, czy ta dyscyplina to nasz sport narodowy. (str. 20). Kulinarnie zapraszamy Państwa na Ukrainę, tym razem bowiem prezentujemy oryginalny przepis, przysłany przez naszą rodaczkę ze Lwowa. Domyślają się Państwo na co? (str. 32). No i na koniec mam przyjemność zaprosić Państwa na koncert jubileuszowy z okazji 25-lecia „Monitora“, który z uwagi na obostrzenia pandemiczne odbędzie się 20 marca (sobota) online. Koncert ma tytuł „Wieczorkową porą“ (więcej w ogłoszeniach na str. 29). Poza tym w numerze stałe, lubiane rubryki muzyczne, filmowe, turystyczne i inne. Życzymy miłej lektury. W imieniu redakcji

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

SPIS TREŚCI Szumi dokoła las… 4 Z KRAJU 4 ANKIETA Czy jesteś eko? 5 WYWIAD MIESIĄCA Czy być Polakiem na Słowacji jest in? Rozmowa z socjologiem Michalem Vašečką 7 ANKIETA Jedna narodowość po ojcu, druga po mamie? 10 Od rozmowy z Ewą do rozmowy z Niną 12 ROZMOWY Z NINĄ Każdy z nas jakiś ten odlot ma 15 CO U NICH SŁYCHAĆ? Slalomem do sukcesu 16 Polska na banknotach pamiątkowych 18 RETROHITY 60 lat ekspresów marki Škoda 19 Czy skoki narciarskie to polski sport narodowy? 20 CZUŁYM UCHEM Zabawa trwa? 21 Krzemowa dolina Polakami stoi? 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wszędzie widzę zioła 22 KINO-OKO „Listy do M.“ po raz czwarty! 24 SŁOWACKIE PEREŁKI Na stromej skale 25 KRZYŻÓWKA 26 Historia bardzo długiego romansu, czyli jak zakochałem się w Słowacji 27 BASIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA Ślad węglowy 28 Rozwiązanie quizu „Słynni Polacy – historia i współczesność“ 28 OGŁOSZENIA 28 MY SŁOWIANIE Nasz słowacki ślub 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Tańcowała igła z nitką 31 PIEKARNIK Łyżką dookoła świata – Ukraina 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • Projekt współfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013 Vydané 1. 3. 2021

MARZEC 2021

3


M

Szumi dokoła las…

arzec to po jesiennych słotach i zimowych mrozach miesiąc długo wyczekiwany. Nieodparcie kojarzy nam się z pierwszym dniem wiosny, będącym zapowiedzią cieplejszych i przyjemniejszych dni. Jak co roku na przedwiośniu wybrałam się z rodziną na spacer do lasu, by spędzić trochę czasu wśród budzącej się do życia natury, lecz tam zamiast pierwszych oznak wiosny, znalazłam po prostu śmieci. Niestety, gdy śnieg się topi, odsłania smutny widok porozbijanych butelek, puszek, złomu, pozostałości budowlanych, różnych szmat, a nierzadko i opon samochodowych, a nawet muszli klozetowej. Co kieruje osobami, które zadają sobie trud, by przyjechać do lasu i właśnie tam pozostawić śmieci? To właśnie 21 marca od ponad 30 lat obchodzony jest Światowy Dzień Lasu w celu uświadomienia społeczeństwu znaczenia lasów oraz potrzeby ich pielęgnacji i ochrony. I chociaż święto to stoi w cieniu zaczynającej się tego dnia wiosny i Dnia Wagarowicza, to

warto mieć na uwadze, jak niezbędne są lasy, by ludzkość mogła przetrwać na Ziemi, o czym na co dzień nie pamiętamy. Chętnie wybieramy las na miejsce wypoczynku i weekendowych wycieczek, szukamy w nim schronienia przed słońcem w upalne dni, a jesienią przysmaków runa leśnego. Las uspakaja i poprawia samopoczucie, nie bez powodu nazywany jest naturalną przychodnią zdrowia. Lubimy myśleć, że to, co dobre, będzie trwało wiecznie, ale czy faktycznie za kilkadziesiąt lat aktualne będzie powiedzenie: „Nie było nas, był las; nie będzie nas, będzie las”? O lasach przypominamy sobie najczęściej, gdy płoną, a media informują nas o straszliwych zniszczeniach, jak to było w ostatnich dwóch latach, gdy płonęły lasy deszczowe Amazonii, australijskiego buszu, lasy Kalifornii, Syberii, Sumatry czy Borneo. Rok 2019 zapisał się jako najgorszy pod względem pożarów w Europie, a z analizy sprawozdań państw członkowskich UE wynika, że największą liczbę po-

przyniosła mu rola Paździocha w serialu „Świat według Kiepskich“. 31 stycznia zmarła aktorka KRYSTYNA RUTKOWSKA-ULEWICZ. Miała 87 lat. Występowała m.in. w wielu serialach: „Na Wspólnej“, „Klan“, „Plebania“, „Ojciec Mateusz“, „Niania“. 28 stycznia w wieku 88 lat zmarł aktor RYSZARD KOTYS, znany z ról w takich filmach, jak „Pokolenie“ Andrzeja Wajdy, „Vabank“ i „Vabank II czyli riposta“, „Kingsajz“ Juliusza Machulskiego, „Wodzirej“ Feliksa Falka, „Bogowie“ Łukasza Palkowskiego. Dużą popularność 4

1 lutego w Radomiu w wieku 75 lat zmarł RYSZARD SZURKOWSKI, jeden z najwybitniejszych polskich sportowców i najbardziej utytułowany polski kolarz w historii. Mistrzem świata został w 1973 roku. Czterokrotnie wygrał Wyścig Pokoju

żarów leśnych odnotowano w Hiszpanii, Portugalii i niestety także w Polsce. Przyczyną blisko połowy z nich były podpalenia, tak jak w przypadku ubiegłorocznego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym, w wyniku, którego spłonęło ponad 5,5 tys. hektarów parku, zginęło wiele cennych gatunków zwierząt i roślin, a dym widać było nawet z kosmosu. W bardzo trudnej akcji gaszenia sięgających kilkunastu metrów płomieni uczestniczyło 1500 strażaków, ponad 300 ratowników, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej oraz kilka samolotów gaśniczych i śmigłowców. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że ogień rozprzestrzenia się szybciej, niż biegnący człowiek. Innym problemem jest zatrważające tempo wycinania lasów i kornik nie ma z tym nic wspólnego. Niestety, w ciągu ostatnich 100 lat na świecie wyciętych zostało 50% wszystkich lasów, co jest jednym z istotnych czynników powodujących nasilenie efektu cieplarnianego. Szacuje się, że co minutę wycinane są lasy o powierzchni 36 boisk do gry w piłkę nożną! Szczególnie niepokojące jest zmniejszanie się powierzchni lasów deszczowych. Wybierając się zatem na wiosenny spacer do lasu, pachnącego mokrym niebem i balsamiczną wonią żywicy, pomyślmy o zielonych płucach naszej planety i o tym, co my możemy zrobić, by nasza wiedza o środowisku nie poszła w las. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

(w roku 1970, 1971, 1973 i 1975). Zajął drugie miejsce, za Ireną Szewińską, w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski XX wieku. Od czasu wypadku, do którego doszło na wyścigach weteranów w Kolonii w 2018 r., był częściowo sparaliżowany. Szurkowski został pochowany 13 lutego w Wierzchowicach koło Świebodowa, jego rodzinnej miejscowości. Pośmiertnie został uhonorowany przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. 6 lutego w wieku 83 lat w Warszawie zmarł KRZYSZTOF KOWALEW-

SKI, jeden z najpopularniejszych aktorów filmowych, teatralnych i radiowych. Bohater legendarnej radiowej audycji „Kocham Pana, Panie Sułku“, w której niezapomniany duet stworzył z Martą Lipińską. Był też odtwórcą ról w takich słynnych komediach, jak „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz“, „Brunet wieczorową porą“, „Rozmowy kontrolowane“, „Miś“. Sławę przyniosła mu też rola Rocha Kowalskiego w „Potopie“ w reż. Jerzego Hoffmana oraz Zagłoby w filmie „Ogniem i mieczem“. W 2002 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia MONITOR POLONIJNY


Czy jesteś eko?

J

akiś czas temu, będąc z synkiem na spacerze, zauważyłam na trawniku porozrzucane puste plastikowe butelki. W ramach zabawy, która bardzo się spodobała maluchowi, braliśmy butelki na patyk i odnosiliśmy do pobliskiego kosza na śmieci. Dobrze się bawiliśmy, a przy okazji posprzątaliśmy niewielki skwer. W sprawach środowiska warto edukować już najmłodszych, a przede wszystkim dawać im dobry przykład, bo najszybciej dzieci uczą się przez naśladownictwo i to właśnie najmłodszemu pokoleniu za kilkadziesiąt lat przyjdzie zmierzyć się z poważnymi kwestiami dotyczącymi ekologii. Dziś tak popularne, a zarazem i niezbędne bycie eko to przede wszystkim kwestia codziennych wyborów i małych rzeczy, które składają się na ogromny efekt. Tym razem zapytałam naszych klubowiczów, jak bardzo są eko i jak dbają o środowisko, w którym żyją.

W

Bratysławie mieszkam dwa i pół roku wraz z żoną i roczną córeczką. Odkąd pamiętam w moim domu segregowało się śmieci. Nawyk ten pozostał mi do tej pory. Zabrałem go ze sobą do Krakowa na studia, a potem na Słowację. Niektórym może wydawać się to szokujące, ale wraz z żoną myjemy wszystkie opakowania oraz odrywamy z nich etykiety. Na zakupy zawsze wybieramy się z ekotorbą, bądź z koszykiem. Nie raz zdarzyło mi się pożyczyć znajomym zapasową torbę, którą zawsze noszę w plecaku. Na każdym kroku wymaga się od nas, konsumentów bycia eko. Niestety, producenci naszych ulubionych produktów rzadko nam w tym pomagają. Z pozytywnym przykładem zetknąłem się w supermarkecie austriackiej sieci w Bratysławie, gdzie można kupić płyn do naczyń z wielkiego pojemnika do własnej Polski, a w 2009 r. otrzymał Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. 8 lutego zmarł związany z Łodzią aktor MICHAŁ SZEWCZYK. Miał 86 lat. Zagrał w kilkudziesięciu filmach i serialach telewizyjnych, np. w „Historii żółtej ciżemki“, „Eroice“, „O dwóch takich co ukradli księżyc“, „Prawie i pięści“, w „Stawce większej niż życie“, „Domu“, „Klanie“, „Na Wspólnej“. 12 lutego w Polsce ZNIESIONO CZĘŚĆ OBOSTRZEŃ wprowadzonych w związku z pandemią koroMARZEC 2021

Jacek Stanisławek

BRAT YSŁAWA

nawirusa. Do 26 lutego w reżimie sanitarnym dostępne otwarte były hotele, kina, teatry, opery, filharmonie, baseny, stoki, boiska zewnętrzne. Zamknięte pozostały siłownie, a restauracje nadal mogły wydawać posiłki na wynos. Nowe obostrzenia mogą zostać wprowadzone wraz ze wzrostem zachorowań na COVID-19 i nową, trzecią falą epidemii, która dociera do Polski. 21 lutego zmarł tragicznie JAN LITYŃSKI, działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, organizator i uczestnik studenckich wy-

butelki. W zeszłym roku wymieniliśmy wszystkie żarówki na żarówki led. Zużywają one o wiele mniej prądu niż zwykłe, a oszczędności są od razu widoczne. Wyobraźmy sobie, ile mogłyby zaoszczędzić miasta, gdyby zmodernizować latarnie uliczne. Do pracy zazwyczaj jeżdżę rowerem lub chodzę pieszo. Staram się jak najmniej drukować, wszytko przeglądam na ekranie monitora. Jeśli nie jest to możliwe, drukuję dokumenty dwustronnie lub na niepotrzebnych kartkach, zużytych już z jednej strony. Każdy z nas nawet w małych czynnościach może zadbać o naszą planetę. To nie muszą być duże rzeczy, można zacząć od drobiazgów. Jeśli sytuacja zmusza nas do dojazdów do pracy samochodem, dajmy coś naturze w zamian, np. segregujmy śmieci, gaśmy zbędne światło lub zakręcajmy wodę.

stąpień w 1968 roku, wielokrotnie aresztowany. W wolnej Polsce poseł, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Członek KSS „KOR“, współpracownik Biura Inter wencyjnego KSS „KOR“. W 1980 r. był doradcą władz NSZZ „Solidarność“. Internowany w stanie wojennym, a następnie także aresztowany. W 1989 r. uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. W 1989 r. został wybrany do Sejmu. Należał do ROAD, następnie do UD i UW. Odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Komandorskim z Gwia-

zdą. Jan Lityński zginął, gdy wszedł na lód na Narwi, próbując ratować swojego psa, który wpadł do rzeki. Ciała dotąd nie odnaleziono. 22 lutego zmarł wielki kajakarz ALEKSANDER DOBA. „Zmarł śmiercią podróżnika, zdobywając najwyższy szczyt Afryki Kilimandżaro, spełniając swoje marzenia“ podkreśliła najbliższa rodzina, informując o jego śmierci. Doba jako pierwszy w historii przepłynął samotnie Atlantyk kajakiem z kontynentu na kontynent. Miał 74 lata. MP 5


D

Basia Kargul

BRAT YSŁAWA

Co

robię, żeby zmniejszyć własny negatywny wpływ na naszą planetę? Po pierwsze, jestem wegetarianką. Nadmierne spożycie mięsa w bardzo dużym stopniu przyczynia się do ocieplenia klimatu. Przemysł mięsny jest bardzo energochłonny, co powoduje ocieplenie klimatu i przyczynia się między innymi do wycinki lasów tropikalnych pod uprawę soi na paszę dla zwierząt. Ograniczenie konsumpcji mięsa do 2-3 razy w tygodniu może być nie tylko ekologiczne, ale i przede wszystkim zdrowe. Po drugie, nie kupuję produktów zawierających olej palmowy, którego produkcja także przyczynia się do wycinki lasów tropikalnych oraz do zatrudniania dzieci. Po trzecie, staram się nie kupować ubrań z tzw. sieciówek; większość mojej garderoby pochodzi z drugiej ręki. Ponadto staram się kupować produkty w większych ilościach lub, jeśli jest taka możliwość, robić je sama (sama często przygotowuję pasty wegetariańskie, takie jak hummus czy pasty z soczewicy), co zmniejsza ilość zużywanych przeze mnie plastikowych opakowań i produkowanych śmieci. Nie kupuję też wody w plastikowych butelkach, piję kranówkę, a do sklepów chodzę ze swoimi płóciennymi torbami, by nie korzystać z plastikowych jednorazówek. Używam także wyszukiwarki Ecosia, a nie Google, która za 30-40 wyszukiwań sadzi za ciebie jedno drzewo. 6

la mnie bycie eko to bardzo szeroki temat. To nie tylko segregowanie śmieci, bo to już oczywiste w dzisiejszych czasach. Nawet nasz 9-letni syn w swoich noworocznych postanowieniach podjął decyzję, że w tym roku jeszcze bardziej będzie zwracał uwagę na prawidłowe segregowanie śmieci, a przede wszystkim na zmniejszenie ich ilości. Myślę, że skoro dziecko może pojąć, jak bardzo negatywny wpływ na naszą planetę ma jej zaśmiecanie, to tym bardziej dorośli powinni to rozumieć i temu zapobiegać. Oczywiście kompostujemy co się da, wyprodukowany w ten sposób nawóz używamy we własnym ogrodzie. Nasz warzywniak, oprócz tego, że jest moim hobby, to żywi naszą rodzinę przez cały rok. Nie musimy więc kupować warzyw, które są przywożone z odległych krajów i chemicznie zabezpieczane przed szkodnikami i gniciem. Moja rodzina stara się jeść zdrowo, a większość naszych posiłków przygotowujemy sami w domu. Zwracamy uwagę, by używane produkty były lokalnego pochodzenia. Staramy się także nie wyrzucać jedzenia. Przypadkowe resztki oraz obierki zjadają nasz królik i świnka morska. W przyszłości chcielibyśmy mieć kury, a także ule. Zakupy staramy się robić raz w tygodniu według przygotowanej wcześniej listy. Nie kupujemy butelkowanej wody, używamy tej z kranu, która tutaj, gdzie mieszkamy, jest zdrowa i smaczna. Podczas zakupów używamy toreb wielokrotnego użytku. Opakowania z różnych produktów bar-

dzo często dostają u nas tzw. drugie życie albo zbieramy je i oddajemy okolicznym sąsiadom, by ci mogli je ponownie wykorzystać. Ubrania, które są już za małe, i sprzęty, których już nie potrzebujemy, oddajemy innym. Nasz dom zaprojektowaliśmy tak, by był niskoenergetyczny, czyli zużywał jak najmniej energii.

Justyna Krukowska Pilip

CHORVÁTSKY GROB

Oprócz tego staramy się spędzać dużo czasu na spacerach, które uwielbiamy, jeździć na rowerach lub hulajnogach. Bierzemy udział w corocznym sprzątaniu naszej gminy. Zachęcamy wszystkich do bycia eko. Każdy może zrobić coś i wcale nie muszą to być wielkie rzeczy – wystarczy coś małego.

W

Kajka Skowron

PEZINOK

szkole uczą nas, że nawet małe rzeczy mogą coś zmienić. Nie trzeba próbować robić czegoś wielkiego i wyjątkowego, można po prostu robić małe rzeczy każdego dnia, aby w końcu osiągnąć coś wielkiego. Wystarczy oddawać rzeczy do recyklingu, używać siatek wielokrotnego użytku z materiału czy po prostu podnosić śmieci, które leżą na ziemi. Właśnie te niewielkie rzeczy mogą zmienić świat i każdy może je zrobić. Ostatnio skupiam się na odzieży organicznej, gdyż to właśnie przemysł odzieżowy jest drugą na świecie branżą najbardziej zanieczyszczająca środowisko. Staram się też robić zakupy ekologicznie i kupować tylko rzeczy dobrej jakości, z których na pewno będę korzystała. Ponieważ ekologiczne marki są zwykle drogie i nie każdy może sobie pozwolić na nie, dlatego należy zastanowić się, czy rzecz, którą chce się kupić, jest dobrej jakości i czy będzie się jej używać przez lata. MZO MONITOR POLONIJNY


Czy być Polakiem na Słowacji jest in? Rozmowa z socjologiem Michalem Vašečką

C

zy przez górali liczebność polskiej mniejszości na Słowacji się zmniejszy? Czy możliwość zaznaczenia drugiej narodowości wyrówna ten poziom? Co to jest tożsamość narodowa i czy zyskuje się ją po urodzeniu raz na zawsze? Czy być Polakiem na Słowacji jest trendy? Na te i wiele innych pytań odpowiada słowacki socjolog dr Michal Vašečka, który ma polskie korzenie.

Co dziesięć lat odbywa się powszechny spis ludności. To, że na Słowacji rozpoczął się on już w lutym (poprzednio był w maju), mogliśmy zauważyć za sprawą zamieszania, które wokół niego rozpętał poseł Juraj Gyimesi. Czy taki rozgłos wystarczy? Jak oceniasz kampanię informacyjną? Informacja nie była dostateczna, czym jestem zaskoczony. Pamiętam wszystkie poprzednie spisy i okresy je poprzedzające, kiedy media czy Internet były pełne informacji. Były specjalne kampanie, spoty w telewizji. Bardziej aktywne były też wszystkie mniejszości narodowe, które zabiegały o głosy, bo jak wiadomo, od liczby osób danej narodowości zależy finansowe wsparcie dla niej. Prawdopodobnie pandemia przysłoniła także spis ludności. W tym roku ciszej wokół tematu, poza wyjątkiem, o którym wspomniałaś. Paradoksalnie ludzie mogli zauważyć, że zbliża się spis ludności, kiedy poseł Gyimesi zainicjował zmiany. Wyjaśnijmy, o co mu chodziło. W tym roku po raz pierwszy każdy może w kwestionariuszu spisowym zaznaczyć - jeśli tak czuje - dwie narodowości. Poseł Gyimesi na krótko przed spisem chciał nas pozbawić tej możliwości i zaproponował, by w kwestionariuszu można było zaznaczyć tylko jedną narodowość. Jego inicjatywa przyszła późno i była zupełnie nieprofesjonalna. Nikt wcześniej kogoś o nazwisku Gyimesi nie widział w kręgach fachowców zajmujących się mniejszościami narodowymi. Ale, MARZEC 2021

paradoksalnie, rozgłos, który temat zyskał, posłużył temu, że społeczeństwo zwróciło uwagę na zbliżający się spis ludności. Spis odbywa się online, co w okresie pandemii jest dobrym rozwiązaniem. Osoby, które nie obsługują komputerów czy nieposiadające łączy internetowych mogą przy wypełnianiu kwestionariusza liczyć na pomoc specjalnych asystentów. Ale czy rzeczywiście wszyscy mieszkańcy Słowacji zostaną policzeni? Zobaczymy, czy do końca marca tak się stanie. Jest jeszcze możliwość uzupełnienia danych do końca października, ale widzę tu problem.

Uzupełnić coś da się wtedy, gdy chodzi o małe ilości uzupełnień. Obawiam się, że jesienią będzie druga fala zbierania informacji, ponieważ – jak oceniam – do końca marca zostaną zebrane góra dwie trzecie danych. Nie chcę być złym prorokiem. Gdzieś popełniono błąd? Jeśli wprowadzono zmiany, czyli przeniesiono spis ludności do sfery online, co w XXI wieku jest właściwą formą, należało temu nadać rozgłos. Coś, co dzieje się pierwszy raz, nie może się obyć bez masowej kampanii. Można było przełożyć spis na termin późniejszy, by zyskać czas na te działania. Niektóre kraje sąsiednie tak zrobiły. Nie sądzę, że by to była jakaś tragedia. Czechosłowacja przekładała spis ludności raz ze względu na wojnę, drugi raz po 1989 roku. Nie byłoby to więc po raz pierwszy i pewnie nie po raz ostatni. Możliwość zaznaczenia dwóch narodowości to dobre rozwiązanie? Teraz docieramy do sedna zagadnienia, które jest bardziej złożone. Sam fakt, że w kwestionariuszu spisowym znajduje się możliwość zaznaczenia drugiej narodowości, posuwa nas do przodu. Ale prawdą jest też to, że w naszym kraju, który zamieszkują ludzie o różnorodnym pochodzeniu etnicznym, nie wszyscy zrozumieli, o co chodzi. Co to znaczy druga tożsamość? Może pytałbym, za kogo się uważasz i za kogo uważają cię inni? Albo za kogo się uważasz i który język dominuje w twoim domu? Mimochodem takie pytania zadawała monarchia Habsburgów. Nie pytano wówczas, czy ktoś jest Węgrem, Słowakiem, Polakiem, ale którym językiem porozumiewa się na co dzień oraz którym posługuje się w domu. Ludzie wybierali więcej wariantów, a to już o czymś świadczy. 7


Dlaczego sądzisz, że ważne byłoby pytanie, za kogo uważają nas inni? To rozwiązałoby problem ludzi, którzy na przykład są Romami, ale sami się za nich nie uważają. Rozwiązałoby też problem najnowszej inicjatywy górali na Słowacji, która z pewnością będzie mieć wpływ na liczebność polskiej mniejszości. Za kogo uważają inni tych, którzy dziś mówią o sobie, że są góralami? Odważę się powiedzieć, że albo za Słowaków, albo za Polaków, ale nie za górali. Przewidujesz więc, że ta inicjatywa przyczyni się do zmniejszenia liczby osób polskiej narodowości na Słowacji? Może tak się stać, bo mieszkańcy Ždiaru czy Lendaku mogliby zaznaczyć narodowość polską, ale mając do wyboru góralską, pewnie wybiorą tę drugą. To tegoroczna nowość? 10 lat temu nie mieli takiego wyboru? Nie, tej kategorii nie było. Oczywiście słyszeliśmy, że niektórzy robili sobie żarty podczas spisu. Inni na znak protestu przeciw ograniczającemu ich pytaniu o jedną jedyną narodowość, wpisywali intrygujące czy wręcz

8

Polska przez wiele wieków była przyzwyczajona do swoich diaspor. dowcipne dane na temat swojego pochodzenia etnicznego. Szczególnie w Czechach, ale na Słowacji też to się zdarzało. Masz na myśli na przykład tych, którzy się określili jako Eskimosi? Na przykład Eskimosi. Albo górale. Takie odpowiedzi nie miały wpływu na liczebność narodowości uznanych na Słowacji, po prostu je skreślano. Obecnie narodowość góralska, ponieważ została uznana, będzie podliczona, a to może zmienić dane dotyczące polskiej mniejszości na Słowacji. Może to zrekompensować możliwość zaznaczenia drugiej narodowości? Myślę, że na Słowacji jest sporo osób, które zaznaczą jako pierwszą swoją narodowość słowacką, a drugą polską. To mogą być osoby pochodzące nie tylko z mieszanych małżeństw, ale takie, które wiedzą, że ktoś z przodków był Polakiem i sympatyzują z Polską. Gdyby nie możliwość zaznaczenia drugiej narodowości, pewnie by się nad tym w ogóle nie zastanawiali, a tak wezmą to pod uwagę.

Jak do nich dotrzeć, by obudzić to coś polskiego, co w nich drzemie? Polacy w tej kwestii byli zawsze bardzo zaangażowani, wspierali rodaków mieszkających za granicą poprzez budowę koncepcji silnej Polonii. To jest koncepcja zupełnie nieznana Słowakom ani Czechom. Co więcej, Słowacy, którzy wyemigrowali, czasami są odbierani jako zdrajcy. Tak o polskich emigrantach nie mówiono. Polska przez wiele wieków była przyzwyczajona do swoich diaspor. To wręcz doświadczenie kulturowe, generacyjne. I ponieważ troszczono się o Polonię, były tego efekty, czego i ja jestem przykładem. Gdyby nie kilka Letnich Spotkań Polonii, w których brałem udział jeszcze w czasach realnego socjalizmu, nie miałbym pewnie tak żywej więzi z Polską. Polska odniosła sukces, pozyskując mnie, budząc we mnie również polską tożsamość. Odpowiedź jest prosta - o to samo musi się starać Polonia tu na miejscu. Ty jesteś jedną z tych osób, która zaznaczyła w spisie, obok słowackiej narodowości, polską? Oczywiście. Należę do tych ludzi, którzy o tym otwarcie mówią, nie skrywam tego, wręcz jestem zadowolony, że jest we mnie także polska tożsamość. Jak reagować, kiedy słyszymy, że niektórzy są przekonani, iż narodowość zyskali zaraz po urodzeniu i nie mogą jej zmienić, mimo że drzemie w nich także inna tożsamość? Nasze pochodzenie etniczne jest kwestią naszej socjalnej konstrukcji. Jak się ktoś urodzi jako Polak, powiedzmy gdzieś na Śląsku, to wcale nie znaczy, że jako Polak musi umrzeć. Na własne oczy widzimy, jak w Euro-

MONITOR POLONIJNY


pie powstają nowe narody, choćby Ślązacy. Na początku lat 90. ubiegłego wieku w Kosowie część Romów zaczęła mówić o sobie, że są Egipcjanami. To ucieczka przed stygmatyzacją. Wywołuje to śmiech, ale chcę zwrócić uwagę, że to trwa już ponad 30 lat! To znaczy, że tam już dwie generacje urodziły się w egipskich rodzinach, zaczęły podróżować do Egiptu, podziwiać piramidy. I - uwaga - dziś ci młodzi ludzie, którzy tam dorastają, mają autentycznie egipską tożsamość. My niejako na żywo obserwujemy narodziny narodu. I odwrotnie, w niektórych przypadkach widzimy zanik narodu, np. Rusinów. Paradoksalnie najlepszą pozycję dzisiaj mają na Słowacji i w Serbii. Kilka lat temu oboje byliśmy gośćmi pewnego spotkania dyskusyjnego, podczas którego mówiłeś coś, co mnie zaintrygowało, a mianowicie, że za czasów socjalizmu w Czechosłowacji specjalnie ośmieszano Polaków, wymyślano głupie dowcipy na ich temat. Jak obecnie jesteśmy odbierani? Czy być Polakiem na Słowacji jest „in“? Nie sądzę, że być Polakiem na Słowacji jest trendy, ale to już nie jest pozycja, która by była stygmatyzowana. Dawniej to podejście do Polaków było uformowane ekonomicznie. W latach 50. czy 60. zeszłego wieku Słowacja – i tu trzeba podkreślić, że dzięki temu, że była w ramach Czechosłowacji – radziła sobie ekonomicznie dużo lepiej niż Polska. Ten aspekt dziś nie odgrywa już żadnej roli. Możemy się spierać, przekomarzać, w których dziedzinach wiedzie się troszeczkę lepiej Słowakom, a w których Polakom, ale diametralnych różnic już tu nie znajdziemy. Słowacy zaczynają dostrzegać, że w czasie transformacji Polska przeszła przez niektóre zmiany szybciej, choć zaczynała z niższego poziomu. W okresie socjalizmu relacje z Polakami były formułowane niestety za pomocą otwartej propagandy antypolskiej. Było to takie ostrzeganie obywateli Czecho-

Na własne oczy widzimy, jak w Europie powstają nowe narody. MARZEC 2021

słowacji: „Zobaczcie, jak będziecie protestować tak, jak Polacy, to skończycie tak, jak oni“. I ta propaganda odniosła duży sukces.

Słowacy zawsze ostrożne będą podchodzić do Polaków.

Czy to nadal może mieć wpływ na postrzeganie Polaków? Mnie się wydaje, że nie. Ale patrząc na funkcjonujące w słowackiej społeczności stereotypy na temat Polaków, to widzę, że nadal odbierani są jako ci przedsiębiorczy.

Wspominasz Czechy, więc nawiążę do nich, a konkretnie do doskonałego pomysłu Polaków z Zaolzia, którzy 10 lat temu przed spisem ludności postawili kampanię na znanej osobie, która otwarcie mówi o polskiej narodowości, czyli Ewie Farnej. Myślisz, że nam byłoby łatwiej uwidocznić się, ośmielić innych, gdybyśmy mieli swojego człowieka w show-biznesie? Nie myślałem o tym w ten sposób. Ale to prawda, że gdyby tu byli tacy ludzie z show-biznesu, to byłoby łatwiej dotrzeć do innych osób polskiego pochodzenia. Wśród słowackich osobistości jest przecież więcej takich osób, którym polska społeczność jest bliska. Prawdą jest, że dowiaduję się o tym często w dosyć specyficznych sytuacjach. Na przykład mama Ivety Radičovej była Polką ze Śląska Cieszyńskiego.

To źle? Posłużę się tu polskim powiedzeniem: Polak potrafi! Słowacy często trochę z zazdrością obserwują, jak Polacy potrafią robić biznes. Pamiętam taką absurdalną sytuację, kiedy na Spiszu niektórzy Słowacy uskarżali się na to, że Polacy zbierają jabłka spadające z przydrożnych drzew, którymi nikt nie był zainteresowany. Złościli się na Polaków. No ale jak to? Skoro ich nikt nie zbierał? To przecież dobrze, że znaleźli się jacyś inicjatorzy. Czym tłumaczysz takie zachowanie? Taka ostrożność względem Polaków, którzy są zręczni, może czasami bardziej przedsiębiorczy niż Słowacy, to naturalna reakcja mniejszego względem większego. Sądzę, że Słowacy zawsze ostrożnie będą podchodzić do Polaków. Jak zatem wyjaśnić to, że niektórzy Słowacy mogą wahać się z publicznym przyznaniem się do swojego polskiego pochodzenia? Nie rozumiem tego, bo dziś tej stygmatyzacji jest dużo mniej niż dawniej. Gdyby to dotyczyło Śląska Cieszyńskiego, gdzie relacje czeskopolskie nie są najlepsze, to może bym to zrozumiał. Tam coś drzemie niezdrowego, nie wszystko zostało rozwiązane, więc sytuacja jeszcze będzie się rozwijać. My tu na Słowacji tego nie mamy. Gdybyśmy wiedli spór o jakiś teren, jak kiedyś na przykład o Javorinę, ale dziś nas nic nie dzieli. Większa liczba Polaków na Słowacji jest konsekwencją migracji niż obywateli autochtonicznych. Polaków jest tu stosunkowo mało. Dla przeciętnego Słowaka są niewidoczni.

Ponieważ już od roku zmagamy się z pandemią, zapytam, jaki ma ona wpływ na obcokrajowców mieszkających na Słowacji? Wszędzie na świecie pandemia skomplikowała życie obcokrajowcom. Ale obcokrajowcy na Słowacji zawsze mieli pod górkę. Wystarczy, że sięgnę do kilku historii, które przeżyła moja mama, która w 1971 roku zamieszkała na Słowacji. Nadal ma polskie obywatelstwo, choć żyje tu 50 lat. Kiedy występowała o emeryturę, jakaś urzędniczka, widząc, że ma do czynienia z obcokrajowcem, zażądała od niej oświadczenia, że dobrze wychowała swoje dziecko! Nie opanowałem się i zadzwoniłem do tej urzędniczki. Po chwili naszej rozmowy, wycofała się z tego pomysłu. Przy czym moja mama rozmawiała z nią płynnie po słowacku. A co w takiej sytuacji może przeżywać na przykład Wietnamczyk, który nie mówi tak dobrze po słowacku? Urzędnicy słowaccy potrafili „osłodzić“ życie różnym obcokrajowcom. Mojej mamie po wyjściu za mąż za mojego ojca długo nie chcieli wydać zezwolenia na pobyt. 9


Polska odniosła sukces, pozyskując mnie.

J

eszcze do końca marca potrwa na Słowacji spis ludności, w którym po raz pierwszy można - jeśli tak ktoś czuje - zaznaczyć przynależność do dwóch narodowości. Wielu osobom taka możliwość może pomóc w określeniu własnej tożsamości. Domyślamy się, że niektórzy mogą się kierować zasadą: jedna narodowość po ojcu, druga po mamie. Żeby sprawdzić, czy nasze domysły są uzasadnione, zwróciliśmy się do Słowaków polskiego pochodzenia, by wyjaśnili, dlaczego w spisie zadeklarowali narodowość polską.

J

estem synem Słowaczki i Polaka, którzy poznali się w Niemczech. Ja też mieszkałem w każdym z tych trzech krajów, ale mój dom jest na Słowacji. W takim samym stopniu czuję się Słowakiem, jak i Polakiem. Pracuję w firmie spożywczej CBA VEREX, która ma swoją sieć sklepów w regionie Liptowa i Orawy, w pobliżu polskich granic. Z Polską łączy mnie wiele – od ojca, przez odległą rodzinę, przyjaciół, po partnerów handlowych. Polskie wydarzenia każdego dnia wpływają na moje życie; obserwuję to, co się dzieje w biznesie, ale też wydarzenia sportowe, przede wszystkim narciarstwo i żużel. W Polsce chętnie spędzam z rodziną urlopy, przedłużone weekendy, wyskakujemy też na wycieczki jednodniowe – na łono natury, na wydarzenia kulturalne, na dobre jedzenie czy na zakupy. Kocham i słowackie, i polskie specjały, od pierogów po bigos, barszcz czy smażony ser. Ponieważ w 51 procentach czuję się Polakiem, ale urodziłem się i mieszkam na Słowacji, a moja żona Katka jest stuprocentową Słowaczką, tu płacimy podatki, więc w ramach spisu ludności zaznaczyłem dwie narodowości: słowacką i polską.

Štefánia GajdošováKOSZYCE Sikorska

Jakubckowiak Frą

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Czy pandemia też w jakiś sposób wpływa na to, jak się nawzajem postrzegamy? Polska z jakichś zupełnie mi nieznanych powodów jest odbierana jako kraj, który nie radzi sobie z pandemią, choć tak naprawdę Polska obecnie lepiej daje sobie radę niż Słowacja. Jednak taki mit tu powstał, a z nim ostrożność względem Polaków. Szczególnie tych z Podhala. Bo Słowacy w większości Polski nie znają. Dla nich Podhale i Małopolska to już jest Polska. Dalej fizycznie ani mentalnie nie dotarli. Większość Słowaków nie ma pojęcia, jak wygląda reszta Polski, że to bardzo barwny kraj. Słowacy obserwują, co się dzieje zaraz za granicami. I faktem jest, że właśnie zaraz za tymi granicami pod względem epidemiologicznym było najgorzej. Niestety, stereotypy i krótkowzroczność wciąż nam przesłaniają trzeźwe spojrzenie na Polaków. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Jedna narodowość po

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: MALGORZATA WOJCIESZYNSKA

Co 30 dni jeździła więc do Polski, by móc legalnie wrócić. Na szczęście wtedy rodzice mieszkali w Tatrach, więc mama nie musiała daleko jeździć. Sprawa się skomplikowała, kiedy mama była ze mną w ciąży i zbliżał się czas rozwiązania. Wówczas nie wytrzymał mój ojciec i na policji krzykiem „zdobył“ zezwolenie na pobyt dla mamy. Po roku od ich ślubu!

LIPTOWSKI MIKULASZ

J

estem plastyczką i pedagogiem w Szkole Przemysłu Artystycznego w Koszycach. Mój ojciec był Polakiem i od dzieciństwa wyrastałam w polskich tradycjach, zwyczajach, kulturze i na polskich specjałach kulinarnych. Nigdy nie zapomnę wakacji, spędzanych u polskiej babci. Moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa wiążą się właśnie z Polską. Częste wizyty w kraju przodków miały też wpływ na moje życie zawodowe, bowiem tam budowałam swoją miłość do mody, którą zajmuję się do dziś. Kocham polską kuchnię! W domu często gotuję pierogi ruskie, bigos, barszcz z krokietami. Podczas spisu zaznaczę i ja, i wszystkie moje dzieci narodowość polską. Jestem z niej dumna. MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ojcu, druga po mamie? Paweł Liska PRESZÓW

J

estem prawnikiem i pracuję w Regionalnym Urzędzie Publicznej Służby Zdrowia. Nie potrafię powiedzieć, w ilu procentach czuję się Polakiem, bo to nie jest kwestia liczb. Jeżeli chodzi o pochodzenie etniczne, to czuję się Polakiem z krwi i kości. Polakami byli bowiem moi przodkowie, a więc polskie pochodzenie jest moim dziedzictwem. Nie mam żadnego powodu tego się wypierać. Z drugiej strony jestem obywatelem słowackim. W domu staram się kultywować pa-

mięć o polskim pochodzeniu rodziny. Wszystkie książki, bajki, które czytam swojej córce, czytam wyłącznie w języku polskim. Córkę uczę też polskich piosenek. W życiu zawodowym – gdy jest taka potrzeba – pomagam polskim przedsiębiorcom, którzy nie znają słowackiego. W Preszowie, gdzie mieszkam, jest ich sporo. Do czasu otrzymania Karty Polaka, gdy podróżowałem do Polski, byłem niemalże zawsze traktowany jako Słowak - legitymowałem się przecież słowackim paszportem, w którym nie ma żadnej adnotacji o narodowości. Polacy często się dziwili, skąd znam język polski. Gdy wyjaśniałem, że jestem Polakiem, nie mogli tego zrozumieć, patrząc na mój paszport i miejsce urodzenia. Ale od czasu, kiedy zostałem posiadaczem Karty Polaka, już nikt się nad moją polskością nie zastanawia. Podczas spisu ludności zaznaczyłem polską narodowość – tak mogę wyrazić swoją tożsamości.

M

oja mama jest Polką, więc od zawsze czułem się półPolakiem, a Polskę uważam za swoją drugą ojczyznę. Mocne więzi z krajem przodków przetrwały do dziś. Od początku jestem dwujęzyczny, wyrastałem w kulturze polskiej i słowackiej. Studiowałem w Polsce. Obecnie pracuję jako tłumacz zwykły i przysięgły języka polskiego. Nie wyobrażam sobie dnia bez kontaktu z Polską. Kultura polska, język polski stały się moją codziennością. Jeśli chodzi o przysmaki kulinarne, lubię i polskie, i słowackie. Polski barszcz jest smaczniejszy od słowackiego, ale takiej jak słowacka soczewicowa w Polsce nie znajdę. Podczas wypełniania kwestionariusza spisu ludności wykorzystałem możliwość, której wcześniej nie było, i oprócz słowackiej narodowości zaznaczyłem również narodowość polską. Bardzo się cieszę z tej możliwości. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Ozo Guttler

BRAT YSŁAWA

MARZEC 2021

J

Andrej Ivanič

NOVÉ ZÁMKY

estem perkusistą w zespole Korben Dallas. Moja mama jest Polką, dlatego i ja czuję się w połowie Polakiem. Z tego, co pamiętam, zacząłem jeździć do Polski w latach 80. ubiegłego wieku. Wtedy problemem było tam się dostać, ponieważ w Polsce panował stan wojenny. Pojechać mogliśmy tylko na zaproszenie. Każdy przejazd przez granicę był przeżyciem. Z polskich dań lubię najbardziej... Zabrzmi to śmie-

Daniela Nehézová

DUBNICA N AD VÁHOM

M

oi rodzice osiedli w Dubnicy, choć każde z nich przybyło tu z innego kierunku: ojciec z centralnej Słowacji, mama urodziła się w Polsce, gdzie mam całą rodzinę z jej strony, co oznacza, że i ja jestem Polką. Mój język ojczysty to język polski. Chętnie jeżdżę do Polski, to moja druga ojczyzna. Jestem długoletnią członkinią Klubu Polskiego i dzięki temu miałam możliwość poznać trendy pedagogiczne w Polsce, co było dla mnie bardzo inspirujące, ponieważ pracuję jako nauczycielka. Kiedy mam wybrać między ulubionymi daniami, to daję pierwszeństwo polskim pierogom przed bryndzowymi, barszczowi przed soczewicową, ale słowacka kapustnica u mnie wygrywa z bigosem. Polską narodowość zaznaczyłam zupełnie naturalnie, ponieważ tak czuję. Dzieciom zaznaczyłam narodowość słowacką.

sznie, ale do dziś pamiętam smak zjedzonej w 1986 roku w Krakowie zapiekanki. Oczywiście, że lubię pierogi i inne dania, ale ta zapiekanka miała wtedy taki smak, który zapamiętałem jako coś szczególnego. Podczas spisu ludności zaznaczyłem oprócz słowackiej narodowości również polską, ponieważ czuję się w połowie Polakiem i odczuwam różnice między naszymi krajami. RED. 11


Od rozmowy z Ewą

do rozmowy z Niną

Diagnozy

T

o jest zapowiedź nowego cyklu, który będziemy publikować w „Monitorze“. Uznaliśmy, że warto pokazać inny świat niż ten, który jest udziałem większości z nas. O wyjaśnienie, skąd wziął się pomysł „Rozmów z Niną“, poprosiliśmy ich autorkę Ewę Sipos.

Uchylanie rąbka tajemnicy Gościłaś na naszych łamach nie raz, pisaliśmy o Twoich muzycznych występach, twórczości. Teraz poznamy Cię w roli osoby piszącej, ale w sposób nietypowy. Jaki? Pokażę moje życie z drugiej strony. Zdecydowałam się uchylić rąbka tajemnicy i pokazać, jak wygląda codzienność u nas w domu, kim jestem, kiedy nie stoję na scenie. Kim jesteś? Jestem żoną, mamą trojga dzieci, przy czym średnia córka, 16-letnia Nina jest poważnie chora – cierpi na epilepsję i autyzm. Ten cykl dotyczy właśnie jej. 12

Ponieważ jestem osobą empatyczną, interesuje mnie psychologia i mnie samej pomaga psychoanaliza, zaczęłam się zastanawiać, jakby wyglądało, gdyby Nina dostała głos. To przecież marzenie naszej rodziny! A gdybym ja jej dała ten głos? Ten proces twórczy okazał się terapeutycznym, emocjonalnym krokiem. Poza tym kierowałam się też chęcią pokazania innym, jak wygląda świat takiego dziecka jak Nina. Owszem, mówi się o tym coraz więcej, ale wciąż jest to trochę temat tabu. W ten sposób powstał cykl „Rozmowy z Niną“, który zaczęłam publikować po słowacku na portalach społecznościowych.

Trudno o tym mówić? Trudno z tym żyć? Tak, tym bardziej, że od roku jesteśmy w lockdownie, a to nie ułatwia naszej sytuacji. Bycie non stop z osobą, która wymaga stałej opieki, nie jest łatwe. W marcu ubiegłego roku byłam bardzo sfrustrowana, że Nina nie może uczęszczać do ośrodka opieki. Myślałam o tym, jak mam pomóc sama sobie, by nie zwariować. Zaczęłam się też zastanawiać, co czuje Nina. Ponieważ ona nie mówi, zadałam sobie pytanie, co się dzieje w jej głowie? Czego byśmy się dowiedzieli, gdyby zaczęła mówić.

Jak dać Ninie głos? Czyli weszłaś w jej skórę, domyślając się, co się tam w niej dzieje?

Na czym polega choroba Ninki? Nina urodziła się jako zdrowe dziecko. Ciąża i poród przebiegły normalnie. Był to piękny bobas, ale mnie jako mamie, która już miała jedno dziecko, coś jednak niepokoiło, szczególnie, gdy często się budziła z dziwnym spojrzeniem, jakby była nieobecna. Zaczęłam więc chodzić z Ninką po lekarzach. Mama potrafi wyczuć więcej. No właśnie. Kiedy Ninka miała pięć miesięcy, byliśmy na USG mózgu. Jej mózg wyglądał normalnie, ale później okazało się, że Nina miewa ataki epileptyczne. Hospitalizowano nas i po serii badań diagnoza brzmiała: drastyczna epilepsja. Ataki się nasilały, było ich coraz więcej, a to powodowało, że dziecko nie mogło się rozwijać tak, jak powinno. Potem do tego dołączył autyzm. Był obecny już wcześniej, ale niewidoczny. Na początku, kiedy Nina była dzieckiem, jej choroba nie była aż tak uciążliwa, jak teraz. Dlaczego? Małe dziecko można wziąć na ręce, z 16-latką już tak łatwo nie mamy. Na szczęście nigdy nie było tak, żeby Nina przestała oddychać, choć diagnoza zapowiadała przedwczesną śmierć z powodu śmierci mózgu. MONITOR POLONIJNY


Cały czas jest to zagrożenie? Nie, choć zdaję sobie sprawę, że ani my, ani medycyna, nie wie wszystkiego. Rok temu usłyszeliśmy nową diagnozę - epilepsja genetyczna, polegająca na jakimś odchyleniu w genie. Takich przypadków jest podobno około 20 na świecie.

Urodziwi mają łatwiej Jaka jest Ninka? Ninka jest przede wszystkim bardzo ładna. To jej duży atut. Może moja wypowiedź zabrzmi drastycznie, ale dzieci upośledzone są przeważnie brzydkie, mają ślinotok itd. Ninka, oprócz tego, że ma krzywe zęby, bo nie możemy jej zmusić do noszenia aparatu, wyglądem nie zdradza choroby. Według mnie to szczęście, bo na urodziwych ludzie patrzą łaskawiej. Po chwili, dwóch każdy zauważy, że coś jest z nią nie tak, bo Ninka wydaje różne dźwięki, a ponieważ nie mówi, to właśnie tak komunikuje się z otoczeniem. Wy rozumiecie jej kod? Tak, pewnie gdybyś z nią była kilka dni, też byś go poznała, bo Ninkę łatwo zrozumieć. Ona potrafi zasygnalizować najprostsze potrzeby, jak jest głodna, jak chce iść spać, dokądś wyjść czy oglądać telewizję. ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Pokazuje? Tak. Ale nie dostaniesz odpowiedzi na pytanie o jej samopoczucie. Nie reaguje na żadne polecenia, z wyjątkiem najprostszych, ale tylko wtedy, kiedy chce. Kiedyś mówiłaś mi, że musisz jej przygotowywać specjalne menu, gdyż wybiera jedzenie według kolorów, że preferuje zielony. Nadal musisz oddzielnie dla niej gotować? Tak było około 10 lat temu. Przez dwa i pół roku była na specjalnej diecie. Od tego czasu zmieniły jej się smaki i teraz je wszystko oprócz słodyczy. Nigdy w życiu nie miała dziur w zębach, ani w mlecznych, ani w tych stałych. Ninka jest estetką, lubi jak danie jest ładnie podane na talerzu i pachnie. Oczywiście ma swoje ulubione potrawy, ale dziś już nie wybiera ich na podstawie kolorów. Czasami się zdarza, że kiedy jest bardzo głodna, dostaje ataku epileptycznego i nie kończy posiłku.

Silna osobowość Jaką osobowość ma Nina? Bardzo silną i my to respektujemy. Jest nastolatką, czyli ma swoje lepsze i gorsze dni. Jak chcemy wyjść na dwór, czasami współpracuje z nami, pomaga nam w ubieraniu jej. Jak nie ma humoru, to staramy się jej nie zmuszać, bo ona ma przecież 16 lat! Można do niej dotrzeć, argumentując? Czasami tak, ale nie wiem dokładnie, ile ona z tego rozumie. Oczywiście mamy pewne hasła, na które reaguje, na przykład, gdy słyszy słowo „auto”. Ninka bardzo lubi jeździć samochodem. Ale kto lubi siedzieć w domu i patrzeć w ścianę? Oczywiście, w związku z tym, że ona nie mówi, żeby nie komplikować sytuacji, posługujemy się w domu tylko jednym językiem – słowackim. Ninka może coś robić ręcznie? Powiedzmy lepić z gliny, z plasteliny? Nie, ona kocha dźwięk i światło. To są podstawowe elementy, które tworzą nasz świat. Może z powodu ograniczonych możliwości stała się mi-

MARZEC 2021

strzem w analizie dźwięków i światła? Na przykład kiedy wieje wiatr potrafi podejść do drzewa i wsłuchiwać się, jak poruszają się liście Widzę, że wtedy jest podekscytowana. Taka obserwacja może trwać nawet pół godziny. Taka swoista terapia? Życie Niny mogę porównać do lockdownu: kiedy straciliśmy to, czym żyliśmy do niedawna, zaczęliśmy się skupiać na tym, co nam zostało. Z tym, że na dłuższą metę to nie jest normalne, bo ludzkość się rozwinęła i nie jest możliwe, by się cofnąć i udawać, że wszystko w porządku.

Codzienne podróże Niny Każdego dnia zawozisz Ninkę do ośrodka opieki socjalnej. Tak, jest kilka takich ośrodków na Słowacji, ale ten nasz, w bratysławskiej Dubravce, jest szczególny. Według mnie najlepszy. Są tam specjalne oddziały dla osób z autyzmem, a podopieczni są podzieleni na nieliczne grupy według wieku. To koło ratunkowe dla Ninki, ale i dla Ciebie? Zdrowe dziecko też gdzieś tam chodzi. Każdy rodzic potrzebuje mieć swoje życie, dokształcać się, podejmować różne własne wyzwania. Jestem wdzięczna losowi, że tak możemy funkcjonować, bo wiem, że w innych regionach Słowacji nie zawsze jest to możliwe. Są przecież rodziny, które mieszkają daleko od miasta, od takich ośrodków opieki i muszą sobie radzić same. 13


Lockdown od autyzmu i epilepsji? Jak funkcjonowaliście rok temu, kiedy przyszedł twardy lockdown? Pierwsze trzy miesiące, kiedy wszystko było zamknięte, było ciężko. Nie ja sama byłam w takiej sytuacji, wszystkim lockdown wywrócił życie do góry nogami, a przecież każdy potrzebuje jakiejś rutyny. Ninka wtedy zachowywała się inaczej? Na początku bardzo jej się to podobało, bo była z nami. Ale potem zaczęła się nudzić. My nie jesteśmy w stanie zapewnić jej wielu rozrywek. Musieliśmy funkcjonować niby normalnie, ale wszyscy pod jednym dachem: oprócz Ninki mamy przecież jeszcze dwójkę zdrowych dzieci, które mają swoje codzienne obowiązki. Mąż pracował zdalnie z domu. Na szczęście mamy ogród, więc mogliśmy chociaż tam wyjść, żeby przewietrzyć myśli. Ale poza tym wszyst-

kim trzeba przecież gotować, sprzątać, normalnie żyć. Nie mogliśmy się z nikim podzielić naszym losem, nie było żadnej ulgi od ataków epileptycznych. Potem Nina zaczęła źle sypiać, aż wreszcie przestała spać i zdarzało się, że nie mrużyła oka przez 48 godzin. Niny nie można zostawić samej sobie, szczególnie podczas ataków epileptycznych potrzebna jest opieka, by się nie zraniła? Ona ma 5 - 6 różnych rodzajów ataków. Bez względu na to, jaki atak przyjdzie: silny, słaby, długi, krótki, zawsze musi być przy niej ktoś dorosły. My nie wiemy, kiedy taki atak nastąpi. Czasami jest reakcją na dźwięk, kiedy na przykład gdzieś w oddali zaszczeka pies czy ktoś głośniej ziewnie.

Wentyle Powoli zbliżamy się do tego, jak zaczęły powstawać „Rozmowy z Niną“. ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Dobrze wiemy, że oprócz nich masz też inny wentyl. Tak, jest nim śpiewanie i moja twórczość. Każdej nocy od północy do 4 rano śpiewałam, żeby rozładować napięcie. To był pierwszy wentyl. Drugim stały się „Rozmowy z Niną“. Dzielę się ze światem tym, co przeżywa Nina. Z jakimi reakcjami słowackich czytelników się spotkałaś? W oczach wielu jestem matką bohaterką, ale mnie nie o to chodziło. Chciałam przenieść uwagę z siebie na Ninkę. Ona jakby zaczęła mówić. Dla mnie najważniejsze jest pokazanie Ninki od środka. To duże wyzwanie, bo musiałam wejść w jej skórę. Ma to też dla Ciebie znaczenie terapeutyczne? Tak, czasami wydaje mi się, że mnie jest trudno. Że trudne dzieciństwo i dorastanie mają nasze dzieci: Natashka i Alex. Owszem, to jest dla nich bolesne, ale kiedy zaczynam wchodzić z empatią w Ninkę, wtedy zapominam o tych problemach i gram rolę innego człowieka. I to wesołego człowieka, bo Ninka, której dajesz głos, taka nam się jawi! Celowo sporo sytuacji opisuję z humorem, bo on te trudne rzeczy łagodzi. Teraz na łamach „Monitora“ i na stronie polonia.sk „Rozmowy z Niną“ dotrą do nowego grona czytelników. Ważne jest, żebyśmy pokazywali naszą różnorodność na Słowacji. Ninka jest też częścią naszej społeczności, dziękujemy za to, że dałaś jej ten głos i pozwalasz nam bywać w Waszym domu. Dziękuję za tę szansę. Normalne, zdrowe dziecko, które mówi, spotyka się z ludźmi, ma okazje do wyrażenia swoich opinii, opowiedzenia o sobie. W tym momencie Ninka dostaje tę możliwość. Już teraz mówi po słowacku i po polsku. Jej życie zostawia ślad w życiu moim, Twoim czy innych ludzi. To dla mnie cud, bo Ninka dostała głos. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

14

MONITOR POLONIJNY


M

am na imię Nina i mam 16 lat, czyli jestem już nastolatką. Ale, no tak, ja wiem, że niektórzy z Was są bardzo zdziwieni, że mam już tyle lat i że nie jestem już tą małą uroczą dziewczynką, którą wielu z Was pamięta. Większość ludzi i tak sobie o mnie myśli jak o małej Nince. Pewnie dlatego, że ciągle nie umiem mówić. No i wielu rzeczy nie robię tak, jak to robią moi rówieśnicy. Ale faktem jest, że już od dłuższego czasu przechodzę burzliwy okres dojrzewania, co już po mnie całkiem dobrze widać. Mam pryszcze na twarzy i te rzeczy, które ludzie w moim wieku powinni mieć, a więc małym dzieckiem już dawno nie jestem.

Rozmowy

z Niną

Każdy z nas jakiś ten

Tatuś i córeczka

Mama ciągle o mnie myśli

No, ale prawda jest taka, że moi rodzice często traktują mnie jak niemowlaka. Szczególnie mój tata. Dla niego zawsze zostanę jego ukochaną małą księżniczką. Ojciec ze mną rozmawia, używając dziecięcych zdrobnień. Mnie to aż tak bardzo nie przeszkadza, ale moją mamę to bardzo irytuje. Myślę sobie, że mojemu tacie jest łatwiej na mnie patrzeć przez okulary dziecięcej duszy. Być może byłoby mu bardzo smutno, gdyby zaczął zdawać sobie sprawę, że pomimo tego, że dorosłam, ciągle nie potrafię robić tych wszystkich rzeczy, które już dawno powinnam umieć. Albo po prostu tak chce. Chce, abym dla niego została na zawsze tą małą Nineczką. Jak tak sobie o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że nie ma w tym nic złego, że tak mnie widzi, bo przecież tatusiowie i córeczki tak mają.

Moja mama widzi to troszeczkę inaczej. Z jednej strony ciągle się skarży na to, że jestem od niej uzależniona, no bo prawdą jest, że na niej często leżę i czasami ją zależę, a już dawno nie ważę 15 kilogramów! Mama mówi, że ją to straaasznie irytuje i limituje. Z drugiej strony, nie potrafi o mnie przestać myśleć nawet wtedy, kiedy się w końcu ode mnie oderwie. Jak któregoś lata rodzice z moim rodzeństwem byli na wczasach beze mnie, mama ciągle czekała na wiadomości od mojej piastunki. Psuło to wszystkim humor, bo ona ciągle o tym mówiła, że się o mnie boi. Że może mi się stać coś złego. Ale jak tak sobie o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że przecież nie ma w tym nic złego, że ciągle o mnie myśli, bo przecież mamusie i dzieci tak mają.

MARZEC 2021

odlot ma Siostra jest super!

Mam starszą siostrę i młodszego brata. Siostra jest super! Już jest super. Już się całkiem rozumiemy. Myślę sobie, że ona tak trochę potrafi wejść w moją skórę. Dobrze pamięta, jak to było, kiedy ona dojrzewała. Na pewno rozumie moje wybuchy złości oraz moje uzależnienie od komórki. Bardzo lubię skrolować z nią na Instagramie, ale najbardziej na świecie kocham, jak mnie głaszcze po włosach.

Mój mały braciszek Brat, co prawda jest ode mnie młodszy, ale ostatnio bardzo szybko zaczął rosnąć, no i już mnie prawie przerósł. Od dawna ma większy rozmiar butów niż ja. Tak jak ja bardzo lubi swój telefon i to jest chyba wszystko, co mamy wspólnego. Przyznaję, że często się po prostu wpycham do je-

go pokoju, bo bardzo mnie pociągają jego superksiążki. Chciałabym je sobie poczytać, leżąc na jego nowym łóżku, ale – niestety – nie za bardzo mogę to robić, ponieważ kilka razy nie mogłam się powstrzymać i odgryzłam kawałek strony. Na dodatek ją… zjadłam. Ja wiem, że to był straszny odlot, ale przecież każdy z nas jakiś ten odlot ma - ja na przykład jem książki. Ale tak w tajemnicy moja mama też je jadła, jak była mała, i jej brat też, więc tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że być może nie jest to aż takie nienormalne. Tak czy owak całkiem lubię mojego brata i on mnie też, ale jakoś do tej pory nie udało nam się sobie tego powiedzieć.

W końcu dostałam słowo Jak na razie, to chyba tyle ode mnie. Cieszę się, że Was moje życie interesuje na tyle, że macie ochotę czytać te moje wylewy. Ha, ha! W końcu i ja dostałam słowo. Trochę się tu rozpisałam i jak na razie wygląda, że jestem całkiem normalną dziewczyną. Ale tak na prawdę – tak między nami – ja aż taka normalna nie jestem. Poczytacie i osądzicie sami, bo będę tu publikować kolejne odcinki i w ten sposób pokazywać swoje życie. Nigdzie się nie wybieram, bo nie ma jak – jest przecież lockdown. Do zobaczenia wkrótce! Na pewno będę pisać - całkiem mi się to podoba! Do czytania. Siema!! NINA 15


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Slalomem do sukcesu

P

olonijna młodzież dobrze ją zna z letnich obozów artystycznych „Krok za krokiem w kierunku sztuki“ organizowanych przez Klub Polski. Znają ją też młodzi narciarze ze Słowacji i okolicznych krajów, ponieważ Karolina Frąckowiak z Liptowskiego Mikulasza intensywnie trenuje narciarstwo i osiąga pierwsze sukcesy jako juniorka. Kto wie, może już niedługo będzie o niej głośno?

Kiedy ostatnio rozmawiałam z Jakubem Frąckowiakiem, ojcem Karoliny, interesowało mnie, czy jego córka podczas lockdownu może trenować narciarstwo. Wyciągi przecież nie działają, jak więc odbywają się treningi? Czy pandemia zupełnie przekreśla szanse rozwoju młodych sportowców? Okazuje się, że nawet z tak trudnej sytuacji można znaleźć wyjście. Tym wyjściem stał się śnieżny skuter, którym każdego dnia narciarz wraz z nartami jest wwożony na górę. Nie tylko Frąckowiakowie korzystają z usług polskiej firmy zajmującej się sprzedażą i serwisem skuterów. „Takie rozwią-

16

się w trójkę w mieście, by ćwiczyć na boisku, biegać po schodach. Trenowali też na łyżworolkach, a gdy udało im się dostać w góry, biegali i tam. Kiedy otworzono siłownie, mogli pracować nad kondycją na specjalistycznych sprzętach. „Tęskniłam za nartami, od lutego do lipca nie jeździłam wcale, ale tej umiejętności człowiek, na szczęście, nie zapomina“ – opisuje.

Latem na śniegu Dla kogoś, kto kocha zimę i uprawia sporty zimowe, oczywiste są letnie wyjazdy do miejsc, oferujących śnieg. I tak już od wielu lat Karolina spędza letnie wakacje na treningach w Passo dello Stelvio we Włoszech czy Kaunertal, Stubaier Gletscher w Austrii, gdzie śnieg leży przez cały rok. Najczęściej są to wyjazdy dwutygodniowe. Po nich wraca na chwilę do domu, by po kilku dniach znów wrócić do treningów. W Niskich

zanie wykorzystuje też Martina Dubovská - słowacka slalomistka z Liptowskiego Mikulasza, reprezentująca Czechy“ – zdradza Frąckowiak, który chwali współpracę z Polakami, a szczególnie z Andrzejem Solarczykiem, szefem polskiej firmy, która zareagowała na potrzeby młodych słowackich sportowców.

Treningi w lockdownie Kiedy łączę się z Karoliną online, dopytuję, jak teraz w lockodwnie wyglądają jej treningi, a jak wyglądało jej życie przed pandemią. Rok temu wybuch pandemii zmienił życie młodej narciarki i przez jakiś czas pozostawił sporo pytań bez odpowiedzi. Jak to zniosła nastolatka, która niemalże cały swój wolny czas od drugiego roku życia poświęca narciarstwu? „Były obawy, zastanawiałam się, co z nami będzie, kiedy będziemy mogli wrócić na stoki, czy wyjazd do Włoch, gdzie trenujemy latem, będzie możliwy“ – wspomina moja rozmówczyni. Właśnie wtedy, rok temu rozpoczęła współpracę z nowym trenerem, Radoslavem Košíkiem, który ma pod opieką jeszcze jedną młodą narciarkę. Nie mogąc korzystać ze stoków, spotykali

Tatrach, gdzie mieszka, trenuje od listopada lub grudnia do kwietnia. To jednak zbyt krótki okres spędzany na śniegu, by móc się dobrze przygotować do prawdziwej rywalizacji sportowej. Pytam ją, czy w związku z treningami ma w ogóle czas, by korzystać z uroków lata. Przytakuje, bo jeszcze latem przed pandemią spędzała z rodzicami i rodzeństwem dwa tygodnie nad morzem w Chorwacji i Turcji. „W ubiegłym roku, po powrocie z obozu sportowego we Włoszech, wakacje spędziłam w domu“ – opisuje i dodaje, że wszystko było inaczej. Ze względu na pandemiczne obostrzenia, do Włoch mogła wyjechać dopiero pod koniec lipca, w normalnych okolicznościach trenowałaby tam od czerwca do końca sierpnia. MONITOR POLONIJNY


Na skuterze

Kryzys Kilkanaście lat życia Karoliny to codzienne obowiązki związane ze sportem: pobudka o 5.30., potem droga mikrobusem do Jasnej, gdzie na stoku najpierw odbywała się rozgrzewka. Od 7 do 10 godziny, gdy uruchomiono wyciągi - treningi zjazdowe. Potem szkoła, do której docierała najczęściej na ostatnie lekcje - resztę musiała nadrabiać samodzielnie lub indywidualnie (uczęszcza do 8-letniego gimnazjum w Liptowskim Hradku). Popołudniami treningi kondycyjne, a raz w tygodniu wolne. Gdy pytam, co jej ten sport zabiera, od razu mówi o spotkaniach z rówieśnikami. I właśnie to przyczyniło się, że w wieku 10 lat przeszła kryzys, chcąc definitywnie pożegnać się ze sportem, by móc spotykać się z koleżankami i kolegami i jak oni beztrosko korzystać z czasu wolnego. „Przez dwa miesiące w ogóle nie trenowałam. Rodzice powiedzieli mi wtedy, że byłaby szkoda porzucić sport, ale nie naciskali na mnie, a ja sama zdecydowałam, że jednak chcę wrócić do treningów“ – wspomina Karolinka, a kiedy proszę ją, by powiedziała, jakie były początki jej narciarskiej przygody, uśmiecha się znacząco i opowiada, jak to tata postawił ją jako dwulatkę na małych, szpiczastych, żółtych nartach. Podobno już wtedy wszystkich oczarowała, tak dobrze sobie radziła. MARZEC 2021

Pod koniec ubiegłego roku wydawało się, że wraz ze śniegiem i otwartymi stokami w Jasnej, wszystko powoli wróci do normy. Karolina spędziła cały grudzień na treningach narciarskich. Kiedy przyszła decyzja o zamknięciu wyciągów od 1 stycznia, znów stanęła przed pytaniem, co robić dalej w pełni sezonu zimowego, by nie stracić roku. I tu rozwiązaniem okazał się wspominany już skuter śnieżny. „Już go nawet raz prowadziłam!“ – chwali się Karolina. W Jasnej w ten sposób trenuje kilka klubów. Dopytuję, jak teraz wyglądają góry, w których nie ma zwykłych narciarzy. Karolina przyznaje, że stoki są wyludnione, można jedynie zobaczyć spacerowiczów lub skialpinistów. Dodaje, że jednak nie wszędzie można trenować, gdyż nie każdy stok jest dostosowany do treningów.

rodzaju przepustkę na wyjazdy – potwierdzenie o przebytej chorobie“ – mówi. Właśnie wróciła z Polski, ze Szczyrku, gdzie wzięła udział w zawodach. Najczęściej udaje jej się dostać do pierwszej piętnastki przy udziale około 50 zawodniczek. Ale 30 stycznia w mistrzostwach juniorów w Szczawnicy zajęła 6. miejsce w slalomie! To jak do tej pory jej najlepszy wynik. Kiedy przebywa wśród Polek, wykorzystuje swoje polskie pochodzenie i porozumiewa się w języku swojego dziadka. ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Najlepszy wynik Gdy pytam moją rozmówczynię, co najbardziej lubi w narciarstwie, bez wahania wymienia pobyt na świeżym powietrzu w pięknych, majestatycznych górach. No i możliwość podróżowania. To w czasach pandemii jest utrudnione, choć zawodnicy często poddawani są testom na koronawirusa. „Ja już byłam chora na COVID-19, więc przez jakiś czas miałam swego

Być jak idolki Sport jest wymagający, szczególnie, gdy się rywalizuje z innymi o najwyższe podia. Narciarstwo jest także bardzo kosztowne. Karolina używa obecnie czterech par nart, ale w jej piwnicy stoi jeszcze osiem dodatkowych. Czasu na miłość specjalnie nie ma, choć na pytanie, czy jest ktoś, kto jej wpadł w oko, uśmiecha się zagadkowo. Zapytana, co by chciała w życiu osiągnąć, mówi o udziale w światowym pucharze. Wzorem dla niej są Lara Gut, Mikaela Shiffrin czy Petra Vlhová. Kto wie, może ta 16-latka niebawem będzie święcić triumfy jak jej idolki? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 17


Polska na banknotach pamiątkowych W

poprzednim artykule wspomniałem, iż Polska dołączyła do „strefy eurozero” w listopadzie 2019 r., wydając banknot z warszawskim Zamkiem Królewskim i placem Zamkowym. Na następne trzeba było czekać do sierpnia 2020 r., kiedy to piłkarski klub RKS Radomsko wydał banknot z podobizną Jana Benigera, najbardziej znanego swojego wychowanka. Po nim powstał walor upamiętniający 100. rocznicę bitwy warszawskiej 1920 r., przedstawiający walczących polskich żołnierzy i ks. Ignacego Skorupkę. Swój banknot wydała również Legnica – przedstawia on Zamek Piastowski i floren legnicki, znajdujący się w zbiorach tamtejszego Muzeum Miedzi. W październiku 2020 r. można było zyskać banknot, wydany przez pierwszy polski podmiot prywatny, czyli częstochowskie Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II. W kolejnym miesiącu Muzeum Miejskie w Wadowicach wydało banknot upamiętniający 100. rocznicę urodzin Karola Wojtyły – papieża Jana Pawła II. Jest on o tyle interesujący, iż jako jedyny z licznych artefaktów poświęconych polskiemu papieżowi (znaczków pocztowych, monet,

18

plakiet czy medali), przedstawia go jako nastolatka, maturzystę z Wadowic. Muzeum Diecezjalne w Tarnowie (najstarsza tego rodzaju instytucja w Polsce) było emitentem banknotu, przedstawiającego jego najbardziej wartościowy zabytek: powstałą w XIII w., a pochodzącą z Łącka rzeźbę głowy św. Jana Chrzciciela. Rok 2020 zamknęła edycja banknotu bożonarodzeniowego, będącego wspólnym projektem Polski, Słowacji, Czech i Portugalii. Elementem odróżniającym były życzenia „Wesołych świąt!”, napisane w poszczególnych językach. Rok 2021 rozpoczęły emisje banknotów z Zamkiem Piastowskim w Raciborzu oraz średniowiecznym wizerunkiem Krakowa i florenem króla Władysława Łokietka. Na ten rok zaplanowane są m.in. banknoty z kościołem Pokoju w Jaworzu czy upamiętniający trenera Kazimierza Górskiego. Emisje polskich banknotów pamiątkowych łączą się z wydawaniem pocztówek z przeniesionymi z banknotów obrazami, podpisanymi przez ich projektantkę Małgorzatę Pławecką-Jasek, okolicznościowych kopert i ulotek. Same banknoty można także nabywać w spe-

cjalnych etui, zawierających dwa walory: normalny i w wersji „anniversary”, o numerach mających takie same dwie czy trzy ostatnie cyfry, oraz w tzw. blistrach z pojedynczymi banknotami o niskich numerach. Ale eurozero wydane w naszym kraju nie są jedynymi, które przedstawiają polskie motywy. W 2016 i 2017 r. we Francji wyszły banknoty przedstawiające plac Stanisława Leszczyńskiego w Nancy, który znajduje się na liście dziedzictwa UNESCO. Popularne są banknoty z wizerunkiem papieża Jana Pawła II, wydane w Niemczech. Pierwszy wyszedł w 2018 r. w serii poświęconej współczesnym papieżom, drugi (2020 r.) przypomina 100. rocznicę papieskich urodzin. Kolejny niemiecki banknot, tym razem przedstawiający spotkanie Jana Pawła II z Michaiłem Gorbaczowem w 1989 r., ukaże się w ramach długiej serii poświęconej upadkowi komunizmu i zjednoczeniu Niemiec. W tym cyklu wyszło już eurozero przypominające zawarcie w listopadzie 1990 r. polsko-niemieckiego traktatu granicznego. Niemcy planują też emisję banknotu przypominającego rolę polskiej Solidarności

i Lecha Wałęsy w upadku komunizmu. Warto także wspomnieć wydane w 2020 r. eurozero z okazji 50. rocznicy wizyty kanclerza Willego Brandta w Polsce i jego hołd oddany bohaterom getta. Ciekawostką jest to, że umieszczony na tym walorze orzeł ma koronę, co jest niezgodne z prawdą, bowiem w tamtych czasach polskim godłem był orzeł bez korony. Z okazji piłkarskich mistrzostw świata w Rosji wyszła seria niemieckich banknotów poświęconych drużynom i państwom w nich uczestniczącym, w tym jeden dedykowany Polsce: grający piłkarze na tle wawelskiego zamku. W ramach serii poświęconej władcom Finlandii w 2002 r. ukazał się walor z Zygmuntem III Wazą, królem Polski, Szwecji i Finlandii. Warto również wspomnieć o innych banknotach z polskimi akcentami: belgijskim – przedstawiającym komiksowego bohatera Thorgala, autorstwa Grzegorza Rosińskiego, holenderskim – upamiętniającym operację Market-Garden i bitwę o most w Arnhem, w której uczestniczyła brygada spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego, czy francuskim z serii poświęconej prowansalskim „artystycznym” kamieniołomom Carrières de Lumières, na którym widnieje Dama z gronostajem Leonarda da Vinci, znajdująca się przecież w zbiorach krakowskiego Muzeum Narodowego. JACEK GAJEWSKI

MONITOR POLONIJNY


„Chleb podrożał, ale lokomotywy staniały” – w czasach minionego ustroju to było jedno z ironicznych haseł, dotyczących rozwoju polskiej gospodarki, absurd który lud pospolity wyśmiewał. A my właśnie chcemy nawiązać do tego hasła, ponieważ w tym odcinku „Retrohitów” mowa będzie o... lokomotywach. Przemysł maszynowy w minionych dekadach był jednym z wyznaczników rozwoju krajowej gospodarki, a że ten polski po II wojnie światowej podnosił się mozolnie, w związku z tym powojenną myśl techniczną oparto na kupnie różnych zagranicznych licencji technicznych. Tak też było w przypadku zakupionej licencji na angielskie lokomotywy elektryczne. Jednak ze względu na opóźnienia związane z wdrażaniem licencji należało problem lokomotyw rozwiązać jak najszybciej. Zrobiono to, kupując nowe lokomotywy elektryczne z Czechosłowacji.

ZDJĘCIA: ANDREJ IVANIČ

Ekspres „Sawa” z lokomotywą EP05-16z

W Polsce przez przypadek W 1961 roku PKP zamówiło z bieżącej produkcji zakładów Škoda Pilzno 30 sztuk uniwersalnych lokomotyw elektrycznych z serii EU05. Były to nowoczesne lokomotywy, oparte na licencji szwajcarskiej, które od początku aż do końca swojej służby wyjeżdżały z warszawskich lokomotywowni (na początku z Odolan, później z Olszynki Grochowskiej).

Wyjątkowa lokomotywa To, co z początku było powodem ironii odzwierciedlającej stan gospodarki, okazało się w końcu rozwiązaniem, przynoszącym korzyści przez długie lata. MARZEC 2021

polska lokomotywa czechosłowackiej produkcji EU05-29

60 lat

Retro

Hity

ekspresów marki Škoda Dobre właściwości trakcyjne, niezawodność i łatwa konstrukcja sprawiły, że elektrowozy te bardzo szybko polubili kolejarze. Natychmiast pojawiły się na najważniejszych kolejowych trasach krajowych i międzynarodowych. Sami maszyniści mówili, że prowadzenie tych lokomotyw było niejako wyróżnieniem – tylko dla kolejarskich elit. W 1968 roku po pomyślnych badaniach i jazdach próbnych podjęto decyzję o modernizacji tych lokomotyw, co zapoczątkowało nową epokę w dziejach polskich kolei. Od 1966 roku przez kolejnych 8 lat elektrowozy z Pilzna jeździły do czeskiej Pragi, prowadząc ekspres „Hutnik“. W tamtych czasach brak wymiany lokomotywy na granicy było bardzo odważnym przejawem „przyjaźni czechosłowacko-polskiej”. Przez kolejnych pełnych 30 lat lokomotywy takie można było widywać w Polsce codziennie na czele najbardziej prestiżowych pociągów krajowych i międzynarodowych. Jeździły one do wszystkich stacji przygranicznych, przewożąc całe rzesze Polaków. Prowadziły takie znane pociągi międzynarodowe, jak „Polonia”, „Batory”, „Chopin”, „Praha” czy „Silesia”. Wszystkie te składy wyjeżdżały z Warszawy, by na południu przekroczyć granicę kraju.

lor seledynowooliwkowy, jednak w 1972 poddano je modernizacji, dzięki czemu osiągały prędkość maksymalną 160 km/h, i przemalowano na pomarańczowo. Zwykły podróżny po kolorze mógł poznać, że pociąg będzie prowadziła lokomotywa ekspresowa. Już w 1973 roku ekspresy jeździły na odcinku z Warszawy do Poznania z prędkością 130 km/h, 11 lat później do Katowic i Krakowa pędziły już z prędkością 140 km/h. Najważniejszy moment w historii tych lokomotyw w Polsce nastąpił 25 września 1988 roku, kiedy to ekspresy „Krakus” i „Górnik” do Krakowa i Katowic zaczęły jeździć z prędkością 160 km/h.

Lokomotywa świadkiem historii W czasie strajku w warszawskim Ursusie, który wybuchł 25 czerwca 1976 roku, tłumy strajkujących zablokowały główną linię kolejową w kierunku Warszawy, co spowodowało, że ciągnięty przez lokomotywę EP0522 ekspres „Opolanin” stał się uczestnikiem zamieszek. Lokomotywa owa istnieje do dziś i znajduje się pod opieką Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak nic nie trwa wiecznie. Już w 1988 roku zaczęto wycofywać z ruchu pierwsze lokomotywy z serii EP05. Do dziś przetrwały tylko 3, o numerach 016, 022 i 023. W marcu mija 60 lat od chwili pojawienia się na polskich torach czechosłowackich lokomotyw EU/EP05, które znamiennym i zasłużonym sposobem przyczyniły się do rozwoju polskiego kolejnictwa. ANDREJ IVANIČ Uroczysta prezentacja lokomotywy EP05-23 po jej naprawie

Pomarańczowy ekspres Lokomotywy sprowadzone z Czechosłowacji były pomalowane na ko19


Z

imowe dyscypliny sportu cieszą się w Polsce zróżnicowanym zainteresowaniem. Najczęściej ich popularność wiąże się z sukcesami naszych sportowców. A te nie są takie częste. Choć za sprawą biegaczy narciarskich, biatlonistów i łyżwiarzy szybkich mogliśmy się cieszyć z medali olimpijskich i mistrzostw świata, to najwięcej trofeów w ostatnich latach zapewnili nam skoczkowie narciarscy.

Wojciech Fortuna

Czy skoki narciarskie to polski sport narodowy?

Przewrotna popularność skoków narciarskich Skoki narciarskie to dyscyplina sportowa rozgrywana od ponad 150 lat na specjalnie budowanych skoczniach. Wraz z biegami narciarskimi oraz kombinacją norweską (połączenie biegów i skoków) należy do grupy sportów narciarstwa klasycznego. Dyscyplina ta cieszy się popularnością głównie w Europie - w Austrii, Finlandii, Niemczech, Norwegii, Słowenii i Szwajcarii, a z innych kontynentów – w zasadzie tylko w Japonii. Jej popularność wśród kibiców, w przeciwieństwie do biegów narciarskich czy łyżwiarstwa szybkiego, nie przekłada się na powszechność uprawiania tego sportu przez ogół społeczeństwa tych krajów. Trudno sobie zresztą wyobrazić, by na skoczniach narciarskich był taki tłok, jak w ośrodkach

Bronisław Czech i Stanisław Marusarz 20

narciarskich, gdzie uprawiane jest narciarstwo alpejskie – zjeżdżanie na nartach czy snowboardach. Sam widok ze szczytu skoczni, który mają zawodnicy, siedząc na belce startowej, a który my możemy zobaczyć w relacjach telewizyjnych, u większości widzów powoduje gęsią skórkę na myśl o możliwości wcielenia się w rolę skoczka.

Skoczkowie bohaterowie W okresie międzywojennym w Polsce pojawiło się kilku znakomitych skoczków narciarskich. Najwybitniejszymi z nich byli Bronisław Czech i Stanisław Marusarz. Obydwaj odnosili sukcesy międzynarodowe, kilkukrotnie byli olimpijczykami, ale nie udało im się zdobyć medalu olimpijskiego, choć Marusarz został wicemistrzem świata w 1938 roku. W czasie II wojny światowej obydwaj uczestniczyli w działaniach polskiego ruchu oporu, m.in. byli konspiracyjnymi kurierami z Zakopanego na Węgry. Dla Czecha skończyło się to tragicznie - w maju 1940 roku został aresztowany przez Gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie zginął 4 lata później. Maru-

sarz był kilkukrotnie aresztowany prze okupantów, ale zawsze udawało mu się uciec, w tym w brawurowy sposób z krakowskiego więzienia Montelupich. Jego ucieczka wzbudziła podziw w okupowanej Polsce, a w 1998 powstał film dokumentalny o tych wydarzeniach, zatytułowany „Ucieczka z Montelupich”.

Fortuna. Wojciech Fortuna Wyczyn Wojciecha Fortuny, pierwszego polskiego mistrza olimpijskiego w sportach zimowych, posłużył za kanwę dwóch filmów dokumentalnych oraz licznych publikacji, w tym dwóch jego autobiografii. W zasadzie Fortunę można nazwać mistrzem jednego skoku. Na zimowych igrzyskach olimpijskich w Sapporo w 1972 roku w pierwszym konkursie na średniej skoczni zajął bardzo dobre, jak na przewidywania dziennikarzy i oczekiwania polskich kibiców, 6. miejsce. Natomiast konkurs na dużej skoczni na słynnej Okurayamie przyniósł mu międzynarodową sławę i uwielbienie polskich kibiców. W pierwszej serii skoczył aż 111 metrów, co było absolutnym rekordem tej skoczni, i wyprzedził zasko-

czonych jego osiągnięciem konkurentów o kilkadziesiąt punktów. Powtórkę jego skoku emitowano w japońskiej telewizji ponad 80 razy. Miejscowi kibice bardzo liczyli na drugi złoty medal dla miejscowego zawodnika. Po skoku Fortuny sędziowie przerwali konkurs z obawy o kolejne tak dalekie skoki i potencjalne kontuzje zawodników, ale na szczęście dla nas nie odwołali całych zawodów. W drugiej kolejce Fortuna skoczył zaledwie 87,5 metrów, prawie 25 mniej niż w pierwszej, ale to wystarczało, by minimalnie wyprzedzić konkurentów. Po powrocie do kraju był witany jak bohater narodowy, otrzymał różne odznaczenia i liczne wyróżnienia. Jednak nigdy więcej nie osiągnął już sukcesu w zawodach międzynarodowych, a mistrzem Polski został zaledwie raz. Jego karierze nie pomagały też liczne ekscesy alkoholowe i problemy w życiu prywatnym.

Puchar Świata Oprócz zawodów olimpijskich i rozgrywanych co 2 lata mistrzostw świata, najważniejszym polem rywalizacji skoczków narciarskich są zawody Pucharu Świata. Jest to coroczny cykl ponad 30 konkursów, przeprowadzany przez Międzynarodową Federację Narciarską – FIS. Odbywa się głównie w krajach nordyckich i Europie Centralnej (Austria, Czechy, Niemcy i Polska) z pojedynczymi konkursami w Japonii, a sporadycznie także w Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej, Kanadzie, Rosji, Szwecji, Rumunii, Kazachstanie oraz we Francji i WłoMONITOR POLONIJNY


szech. Za zajęcie miejsca w pierwszej trzydziestce pojedynczych zawodów skoczek otrzymuje od 1 do 100 punktów. Na podstawie punktów z każdego konkursu indywidualnego tworzona jest klasyfikacja Pucharu Świata. Po odbyciu się wszystkich konkursów jednego cyklu skoczek, będący na jej czele, staje się zwycięzcą i otrzymuje Puchar Świata – Kryształową Kulę. Zawody cieszą się dużą popularnością wśród kibiców, co przyciąga również sponsorów i reklamodawców w czasie kilkugodzinnych transmisji telewizyjnych. Pierwsze sukcesy w zawodach Pucharu Świata polscy skoczkowie odnieśli w 1980 roku na rodzimej skoczni w Zakopanem. Najpierw, 26 stycznia 1980 roku, konkurs na Wielkiej Krokwi wygrał Stanisław Bobak. Dzień później jego wyczyn powtórzył Piotr Fijas, który swój sukces powtórzył jeszcze raz w tym samym roku na skoczni we francuskim SaintNizier oraz 6 lat później w czeskim Libercu. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku na podium zawodów Pucharu Świata obydwaj pojawili się jeszcze kilkukrotnie (Bobak – 3 razy w 1980 roku, Fijas – 7 razy do 1987 roku), a oprócz nich po jednym razie udało się to Januszowi Malikowi (1984) i Tadeuszowi Fijasowi (1985). Kolejne wielkie sukcesy przyszły dopiero z pojawieniem się Adama Małysza. Od tego momentu skoki narciarskie zdobyły serca polskich kibiców w stopniu dotychczas niespotykanym, ale o tym dopiero za miesiąc. STANISŁAW KARGUL

MARZEC 2021

Zabawa trwa?

P

ostanowiłem zrobić sobie przyjemność i kolejny raz poświęcić ten krótki wpis płycie, której czas jeszcze nie zweryfikował i prawdopodobnie nigdy jej nie zweryfikuje. Wątpię bowiem, czy za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat będziemy wspominać ten krążek z takimi wypiekami, jak choćby płyty UNU, Enigmatic, czy Mrowisko. Dlaczego? Bo to już nie te czasy. Niemniej pragnę zaznaczyć, że w mojej subiektywnej ocenie Zabawa Krzysztofa Zalewskiego to najbardziej interesująca propozycja fonograficzna na polskim rynku w 2020 roku. Na początku lat XXI wieku jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że żyję w chwili zmierzchu bogów, że czas gigantów właśnie dobiega końca, a raczkujący Internet przenicuje świat muzyczny. W tamtym czasie w programie „Idol” pierwszy raz błysnął pewien metal z Lublina, niejaki Krzysiek Zalewski, a ja, hippis z Bochni, próbowałem swoich sił w Krakowie. Przypadek sprawił, że jako początkujący wokalista, posiadający niewspółmiernie więcej chęci niż faktycznych umiejętności, trafiłem do samego epicentrum działania młodych adeptów sztuki rock’n’rollowej i hodowli muflonów. Przerwę jednak wątek biograficzny, bo niechybnie sprowadzi mnie na manowce. W tamtym czasie moja głowa była sformatowana pod kątem muzycznym; słuchałem wszystkiego, od bluesa po heavy metal, byłem jak Chuck Norris rock’n’rolla, znałem wszystkie płyty, wszystkich artystów, a ponadto jawnie marzyłem o byciu bożyszczem! Podejrzewam, że za młodu Idol z Lublina miał podobnie. Zabawa, wydana w październiku 2020 roku, to płyta na wskroś taneczna i piosenkowa. Zalewski to wytrawny wykonawca, który tym wydawnictwem bierze pod włos swoich wiernych fanów i zaprasza ich do wspólnego tańca na muzycznym polu minowym w aurze końca świata. Otwierający album tytułowy utwór nabija puls, a mroczna Annuszka nastraja na właściwe frekwencje. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich utworów jest syntezatorowe brzmienie lat 80. (to nie jest definicja, jedynie wesołe skojarzenie), które wróciło w ostatnim czasie

Czulym uchem

do łask i w udoskonalonej formie pojawia się często w produkcjach współczesnych. W warstwie tekstowej artysta snuje imprezowo-osobisto-apokaliptyczne refleksje. Szczególnie te ostatnie mocno wybrzmiewają w obecnych czasach, co nie było zamiarem autora, gdyż wszystkie teksty na album powstały przed wybuchem pandemii. Mocno na tle tego wątku wyróżnia się świetna piosenka Wszystko będzie dobrze i rewelacyjny numer Na apatię. Parafrazując tytułowy refren, mogę napisać: Zabawa to piosenki, piosenki, piosenki! Zabawa to refreny, refreny, refreny! Tak dobrych piosenek i refrenów nie słyszałem już dawno! Założę się, że Zalewski dwadzieścia prawie lat temu marzył o tym, aby stać się gigantem sceny. I choć bezapelacyjnie na to zasługuje, nigdy się to nie stanie. Sława ma już inny wymiar, więc nie będzie gigantem, bożyszczem, idolem, ikoną czy chłopcem z plakatu wiszącym w pokoju fana. Bo ani chłopcem już nie jest, ani nikt już chyba nie wiesza plakatów swoich idoli, a i młodzieńcze pokoje beztrosko oblepione panteonem bóstw bezpowrotnie przeszły do lamusa wraz z wiarą włócząca się po miejscach z żywą muzyką w poszukiwaniu nowych idoli i tanich alkoholi. To już nie jest potrzebne. Technologia wszystko nam ułatwia, ciekawość jest zaspokajana natychmiast, kosztem zużycia energii elektrycznej naszego urządzenia. Jutro przyniesie kolejne osiem, może więcej godzin spędzonych z laptopem, towarzyszem, który – jak ktoś bliski! – nigdy nas nie opuszcza, który nas bawi, edukuje i utrzymuje bez wychodzenia z domu. Niby fajnie, ale jednak czegoś żal. ŁUKASZ CUPAŁ 21


Dolina Krzemowa

podczas jednej z konferencji technologicznych zaciekle broniła swojej odważnej wizji przyszłej współpracy człowieka i komputera. Właśnie ktoś taki był potrzebny firmie, zamierzającej zrewolucjonizować rynek komputerów poprzez udostępnienie ich zwykłym użytkownikom.

„Żona” swojego szefa

Polakami stoi? 3

Ż

adna inna firma nie kojarzy się tak bardzo z innowacjami komputerowymi jak Apple. Warto tym bardziej opowiedzieć o roli, jaką odegrali w powstaniu marki mający polskie korzenie jej twórcy i pracownicy.

Kobiecy talent z Europy Wschodniej Często bywa tak, że o sukcesie przedsięwzięcia decydują w dużym stopniu osoby wykonujące swoją pracę gdzieś w tle. Tak też było w przypadku Joanny Hoffman, córki reżysera Jerzego Hoffmana i Ormianki

Marleny Nazarian. Joanna po rozstaniu rodziców zamieszkała z matką w jej ojczyźnie, wtedy będącej częścią ZSRR. Gdy Marlena ponownie wyszła za mąż, cała rodzina wyemigrowała do USA, a Joanna – rzucona na głęboką wodę – już wtedy ujawniła swój talent. Szybko opanowała język angielski i skończyła prestiżowe studia w Massachusetts Institute of Technology (na kierunkach fizyka i antropologia). Studia doktoranckie przerwała z powodu rozpoczęcia pracy w małej wtedy firmie, nazywającej się Apple. Namówił ją do tego jeden z jej pracowników po tym, jak

Kariera Joanny Hoffman nabrała rozpędu po objęciu kierownictwa działu marketingu, w czym niewątpliwie pomagało jej europejskie pochodzenie i znajomość języków. Szczególną słabość do naszej bohaterki miał Steve Jobs. Apodyktyczny szef budził lęk wśród pracowników firmy Apple i tylko Joanna nie bała się wyrażać otwarcie swoje zdanie wobec niego. To bardzo imponowało Jobsowi, który stopniowo powierzał Joannie naj-

Wszędzie widzę zioła

T

ęsknota za wiosną powoduje, że podczas każdego spaceru wnikliwie sprawdzam, czy przyroda już zaczęła budzić się do życia. Pierwsze trawki, pączki na krzakach i drzewach – wszystko mnie fascynuje, przepełnia radością i dodaje

A ponieważ jak na razie sytuacja pandemiczna nie jest jasna, postanowiłam nieco inaczej niż w zeszłym roku podejść do życiowych ograniczeń, wiedząc już, czego mniej więcej można się spodziewać w covidowej rzeczywistości. Postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę z zakresu ziół. Mieszkam na wsi, gdzie cią22

gle coś wyrasta pod stopami, więc chciałabym wiedzieć, czy to coś to roślinka pożyteczna, czy raczej uroczy chwast… Kupiłam zatem pokaźną księgę „Zielarnia. Jak czerpać ze skarbów natury” i zakochałam się w niej! Jest to publikacja stworzona przez naukowców związanych z Wydziałem Farmaceutycznym Akademii Medycznej

w Poznaniu. Imponuje nakładem pracy, drobiazgowością i autentyczną miłością do ziół, ziółek i innych roślin zielarskich, rosnących nie tylko w Polsce, ale też i u naszych sąsiadów (jako że klimat mamy bardzo podobny). „Zielarnia” jest podzielona na kilka sekcji, z których największą stanowi opis prawie dwustu roślinnych

skarbów natury. Inna pozwala nam zajrzeć do ziołowej apteki i skorzystać z ziołowego salonu piękności, który na kartach tej publikacji po prostu zachwyca wnikliwością i zakresem porad. Muszę przyznać, że „Zielarnia” to książka należąca do tych pozycji, które trzyma się w domu przez całe życie. Jej studiowanie nigdy się nie znudzi, a nawet jeśli nie skorzystamy z oceanu wiedzy zawartej w niej, to nie szkodzi – czytanie o ziołach i ich zastosowaniach to sama przyjemność! Uwagę przyciągają piękne ilustracje roślin, ciekawy układ informacji oraz fotograficzne instrukcje dotyczące choćMONITOR POLONIJNY


Niedawno media obiegła jej krytyka agresywnego postępowania Facebooka, czerpiącego profity ze stopniowego uzależnieniu od siebie swoich użytkowników. Korzystając ze szkolnych doświadczeń w Polsce i ZSRR, Joanna Hoffman podkreśla też konieczność zmiany upadającego w zachodnich krajach systemu nauczania. Błędem według niej jest rezygnacja z nauczania faktów i wiedzy na rzecz tylko umiejętności. Jak podkreśla, nawet komputer potrzebuje do swojej pracy danych, zapisanych uprzednio na dysku. Hoffman utrzymuje serdeczne relacje ze swoim ojcem, który co roku gości ją wraz z synami ważniejsze zadania w firmie i konsultował z nią wszystkie decyzje. „Byliśmy jak pracownicze małżeństwo” przyznała w jednym z wywiadów nasza bohaterka. Ciekawostką jest, że postać Joanny w znanym filmie „Steve Jobs” wykreowała Kate Winslet, której bardzo zależało na zagraniu tej kultowej w Ameryce postaci.

w swoim mazurskim domu. Znany reżyser często opowiada, że pracuje na komputerze iMac, który sprezentowała mu córka. Przy okazji warto wspomnieć, że kultowy klawisz command z charakterystycznym znaczkiem na klawiaturze komputerów Apple, to również pomysł Joanny. Kto by pomyślał, że kultowe komputery mają tyle wspólnego z Polską! Historia informatyki jak widać pełna jest polskich wynalazców, chociaż nazwiska wielu z nich trzeba przypomnieć na nowo. Być może nastąpi to w kolejnych numerach „Monitora”. ARKADIUSZ KUGLER

Technologiczny autorytet Joanna Hoffman, mimo iż nie pracuje już w firmie Apple, jest powszechnie szanowanym autorytetem w sferze nowoczesnych technologii i ich obecności w życiu człowieka. by przyrządzania ziołowych płukanek lub toników. A jakie magiczne są nazwy niektórych ziół! Taki ziarnopłon wiosenny – kto by się domyślił, że to oficjalna nazwa niepozornych jaskrów! Drapacz lekarski, czyli oset, jak się okazuje w średniowieczu był uznawany za roślinę czarodziejów, a gwiazdnica, polski uporczywy chwast, w USA jest prawdziwą gwiazdą zielarstwa. Czytając „Zielarnię” możemy pogłębić swoją wiedzę o roślinach znanych i bardzo popularnych – dowiedzieć się, jak inaczej można wykorzystać korzeń pietruszki, czosnek, kwiat MARZEC 2021

lipy czy owoce berberysu. Może po lekturze tej książki odważymy się spróbować naturalnych kuracji na rozmaite dolegliwości? Autorzy znają się na rzeczy! Stoją za nimi lata badań i naukowych prac. Jeśli polecają któreś zioła, można być pewnym, że te nie zaszkodzą. Podobnie rzecz się ma z poradami kosmetycznymi – naturalnymi metodami można zadbać o cerę i włosy, zwalczać trądzik, łupież i pomóc przemarzniętym dłoniom. Twórcy „Zielarni” zachęcają czytelników do samodzielnego zbierania ziół i zgłębiania wiedzy na ich temat. W książce znajdzie-

my informacje, która część rośliny jest do wykorzystania oraz kiedy i jak dokonywać cięć. Nic dodać, nic ująć – ogromna dawka

wiedzy o roślinach zielnych zamieszkała właśnie w mojej biblioteczce. Kiedy przyroda wiosną rozpoczyna na nowo swój życiowy cykl, od pierwszych momentów można przyglądać się jej pod kątem zdrowotnej użyteczności. W tym roku wyprawa do lasu, na łąki czy buszowanie w przydomowym ogródku dostarczy mi zapewne wielu nowych wrażeń. Czas pandemii trzeba jakoś przetrwać i jakoś zrównoważyć. Zamierzam poświęcić się nowemu hobby, które – kto wie – może kiedyś przerodzi się w coś więcej? AGATA BEDNARCZYK 23


W

szystko zaczyna się w cichą noc. W tajemnicę zdarzeń, reklamowanych jako świąteczna zawierucha filmowa, wprowadza zadumana Karolina (Magdalena Różczka). A jest to prawdziwa zawierucha, bowiem do tej pory film na playerze obejrzało ponad 23 miliony widzów! Aż trudno uwierzyć, bo premiera była zaledwie w połowie lutego. To absolutny rekord wśród polskich filmów. Ale też dowód, jak spragnieni jesteśmy komedii. Wśród gwiazd polskiego kina w „Listach do M. 4“ zagrała też Venessa Aleksander, której mama – jak Państwo zapewne wiedzą – jest Słowaczką i która wyznała w jednym z wywiadów, iż „mama jest wielką fanką Listów do M”. „Listy do M. 4” to zarówno kalejdoskop postaci znanych z wcześniejszych produkcji (z 2011, 2015 i 2017 roku) i plejada aktorów wcielających się w nie (Agnieszka Dygant, Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Wojciech Malajkat, Borys Szyc, Danuta Stenka), jak i postaci nowych, granych przez Magdalenę Boczarską, Cezarego Pazurę, Venessę Aleksander. Strój świąteczny mikołaja przywdział jak zwykle Tomasz Karolak, czyli Mel. Pomysłów scenariuszowych było co niemiara – wydaje się, że Mariusz Kuczewski i Marcin Baczyński za wszelką cenę chcieli wszystkich rozbawić. Walorem niewątpliwym tej opowiastki, pełnej dziwnych gagów i zaskoczeń, jest świąteczny klimat, nastrój budowany od nowa co chwilę i burzony kolejną awanturką. To film dla tych, którzy nie oczekują niczego nadzwyczajnego, ale lubią od czasu 24

po raz czwarty! do czasu się pośmiać i odrobinę wzruszyć, szczególnie gdy przy okazji tego filmu zastanowią się nad niezasłużoną samotnością jednego z bohaterów w czasie świąt Bożego Narodzenia. Ciekawa tu rola Rafała Zawieruchy (też nowy bohater w „Listach do M.”), wcielającego się w rolę samotnego, zapracowanego programisty, który ma dostarczyć zgubiony prezent starszemu małżeństwu. I świetna, dawno nie widziana na ekranie Barbara Wrzesińska we wzruszającym epizodzie. Główna para bohaterów „Listów do M. 4” Karina i Szczepan (Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk) mieszkają oczywiście na ła-

dnym, nowym osiedlu, ale zagonieni codziennością nie mają czasu, by poznać swoich sąsiadów. A na ich klatce dzieje się wiele ciekawych rzeczy, bo ludzie są tu specyficzni i intrygujący. Bohaterów ciągle ktoś niespodziewanie odwiedza z jakąś drobną, sąsiedzką sprawą. Pozornie niby wszyscy się znają, ale de facto są sobie obcy. Trzeba przyznać, że to naprawdę dobry fragment filmu, rozszyfrowujący naszą obojętność wobec tych, którzy żyją wokół nas. A poza tym Karina i Szczepan ciągle się o coś kłócą i każdy bez mała powód jest dobry, by rozpocząć kolejną sprzeczkę. W ich życiu co chwilę coś się wydarza,

w drogę wchodzą im niejako nowe postacie i robią spore zamieszanie. Oczywiście wszystko kręci się wokół Mela, czyli Tomasza Karolaka, który w tej części „Listów do M.” zbliża się natrętnie do Magdaleny Boczarskiej, grającej jego szefową, ale to niby-zauroczenie nie wychodzi specjalnie na dobre tej parze. Mel jest nieznośny, trochę nadęty i ciągle niezadowolony. Ciekawe dlaczego? Ale to on w efekcie wykrzykuje po kolejnej awanturce : „Trochę życzliwości! Święta są!”. Bo każdy z bohaterów tej komedii stara się choć trochę odmienić swoje życie z racji nadchodzących świąt. Najmniej udany w tym filmie jest wątek Wojciecha (Wojciech Malajkat), postaci, która w poprzednich częściach „Listów do M.” zyskała wiele sympatii widzów. Teraz Wojciech jest w związku z Agnieszką (Iza Kuna) i widać wyraźnie, że to niezbyt przemyślana przez twórców filmu relacja. Reżyser Patrick Yoka, specjalista od komediowych filmów telewizyjnych (reżyser wielu odcinków „Świata według Kiepskich”) i rozśmieszania masowej widowni, dobrze czuje się w sytuacjach, gdy świat odbija się w krzywym zwierciadle, więc gdzie może błyska drobnymi złośliwościami i ironią. „Listy do M. 4” oglądać należy z takim samym nastawieniem jak kolejne części Kevina albo „Złego Mikołaja”. Odrobina naiwnego szaleństwa, trochę oderwania od męczącej codzienności ostatnich miesięcy może okazać się całkiem niezłym relaksem w jakiś piątkowy albo sobotni wieczór. Czego Państwu życzę. ALINA KIETRYS MONITOR POLONIJNY


G

dy byłam dzieckiem, w każdą sobotę przed obiadem tata zabierał mnie i mojego brata na wycieczkę do pobliskiego lasu. Ach, co to były za wyprawy i przygody! Pamiętam, jak do domu wracaliśmy zmęczeni, głodni i ubrudzeni, ale zawsze dotlenieni i z uśmiechem na twarzy. Teraz ja w każdy weekend, gdy tylko pogoda sprzyja, zabieram synka na różne eskapady do lasu, który o każdej porze roku jest fantastycznym miejscem wypoczynku, pełnym niespodzianek i ciekawych miejsc. Jednym z takich miejsc jest Ostry Kamień (Ostrý Kameň), pozostałości XIII wiecznego zamku położonego w Małych Karpatach, około 3 km na południowy zachód od wsi Bukowa i 22 km od Tarnawy.

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Po raz pierwszy trafiłam tu z grupą słowackich znajomych, z którymi wiele lat temu odkrywałam najpiękniejsze miejsca Małych Karpat. Do ruin zamku prowadzi kilka szlaków turystycznych, ale my wyprawę rozpoczęliśmy w Smolenicach, skąd wiedzie najbardziej urokliwa trasa. Szlak prowadził nas przez las, łąki, a następnie grzbietem gór, skąd podziwialiśmy piękne widoki, upajając się urokami wiosny, soczystą zielenią i wonią niedźwiedziego czosnku. Najpierw dotarliśmy na najwyższy szczyt Małych Karpat – Záruby (767 m n.p.m.) – a następnie kontynuowaliśmy wędrówkę skalistym grzebieniem, by w końcu dojść do ruin zamku Ostry Kamień, położonych na wysokości 576 m n.p.m. To właśnie położenie na stromej wapiennej skale nadaje temu miejscu wyjątkowego charakteru. Zamek, zbudowany z rozkazu króla Andrzeja II, pełnił rolę przygraniMARZEC 2021

Na stromej skale

Słowackie perełki

cznej twierdzy, o czym po raz pierwszy wspomina się w 1273 roku. Miał chronić szlak handlowy, biegnący z Budapesztu do Pragi, który był jednym z najważniejszych szlaków handlowych w regionie. Początkowo gotycka twierdza składała się z pałacu oraz wieży i była własnością królewską. Następnie została przekazana Ściborowi ze Ściborzyc oraz kolejnym rodom szlacheckim: Kegelewiczom, Revaiowcom, Thurzom i Forgáčom, a od XV wieku bogatym właścicielom ziemskim ze Świętego Jura i Pezinka, którzy ją rozbudowali. W 1704 roku w czasie powstania Rakoczego w okolicach zamku doszło do bitwy, w wyniku której część warowni została uszkodzona przez armię cesarską. Wraz z rozwojem pokojowych stosunków pomiędzy Czechami i Węgrami zamek stopniowo tracił funkcję twierdzy przygranicznej. Od końca XVIII wieku opuszczony zaczął niszczeć. Dziś pozostały tylko ruiny na dawnym zamkowym wzgórzu, z którego roztacza się malowniczy widok na Małe Karpaty, zaporę Bukowską, wzgórze Veterlín i Záhorie. Częściowo zachowały się fragmenty kamiennych murów obronnych, baszt oraz ścian. Poszczególne elementy zamku dolnego w postaci murów obwodowych i pozostałości wieży skrywają się w zalesionej części wzgórza. To właśnie tam urządziliśmy sobie piknik, by posilić się przed drogą powrotną. Wtedy też koleżanka opowiedziała

nam legendę związaną z tym miejscem. Historia głosi, iż pewnego razu stara kobieta, zbierając drewno w lesie, zawędrowała do ruin zamku, gdzie odkryła podziemne pomieszczenie, skrywające skarby. Owładnięta chciwością upychała drogocenności do chusty i ubrania. Była tym tak pochłonięta, że nie zauważyła osuwających się ścian, które w pewnym momencie z wielkim hukiem runęły, grzebiąc ją żywcem. Ponoć nocami w ruinach zamku słychać dziwne odgłosy uwięzionej kobiety. Dziś, przyglądając się pozostałościami twierdzy, aż trudno uwierzyć, iż jeszcze trzy wieki temu było to potężne zamczysko. Warto jednak zawitać w te strony dla ciekawej historii i pięknych widoków z ruin najwyżej położonego zamku w Małych Karpatach. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA


Tych, którzy chcą się zabawić, a jednocześnie sprawdzić swoją wiedzę, zapraszamy do rozwiązania kolejnej krzyżówki, skrojonej specjalnie dla naszych Czytelników. Mamy nadzieję, że sprawi Państwu sporo radości. Życzymy udanej zabawy! Hasło naszej styczniowej krzyżówki brzmiało: Kiedy luty schodzi, człek po wodzie brodzi Hasło marcowej krzyżówki zostało ukryte w polach, oznaczonych numerami w następującej kolejności: 1 - 26 - 29 - 6 - 28 - 14 - 27 - 13 - 19 - 11 - 23 - 7 - 12 - 15 - 20 - 33 - 8 - 10 - 25 - 35 - Ę - 4 - 31 - 5 - 16 - Ż - 24 - 21 - 17 - 12 - 3 - 30 - 36 - 18 - 9 - 2 - 22. Red., TO

Poziomo 1 mecz na niby 7 ozdobny, wieszany u stropu świecznik 8 wykrywa zmiany zapalne i nowotworowe 11 z pentliczkiem 12 przełęcz w Karkonoszach 13 słowa honoru 15 system rachuby dni 17 jadalny skorupiak 18 produkt z maku

26

Pionowo 21 region z Pizą 24 dowódca ataku na Pearl Harbor 25 warzywo 26 pompa z nieba 29 dreszcze 32 polska Greczynka na estradzie 33 małpolud z Himalajów 34 bywa na lodzie 35 bimber potocznie 36 jadalny - to maron

2 3 4 5 6 9 10 12 14

umorzenie powszechne przed kredą obok epiki i liryki jeden z braci Karamazow obywatel z Hagi obiekt badań speleologa dokument towaru brak towarzystwa cierpienie i męczeństwo narodu lub wyznawców religii 16 podium z mikrofonami

19 20 22 23 27 28 30 31

wypiera zapałki „łzy“ poranka Kwaśniewska sanskryckie słowo dosłownie oznaczające koło słynny duński bajkopisarz zamek patentowy gatunek herbaty ze stepu na jezdnię

MONITOR POLONIJNY


Historia bardzo długiego romansu

– były czymś niezwykle ważnym. Mówiąc żartobliwie: Tatry były tym pierwszym, niezwykle pięknym obrazkiem, który zauroczył moje serce. Jeżeli, jak mówi stare, polskie powiedzenie - „do ukochanego lub ukochanej można trafić smakołykami – przez żołądek do serca” - to tym co odkryło przede mną Słowację – były właśnie Tatry.

60 lat temu!

CZYLI JAK ZAKOCHAŁEM SIĘ W SŁOWACJI

R

obiąc przegląd moich, trwających już 24 lata kontaktów z „Monitorem Polonijnym” uświadomiłem sobie, że choć pisałem niemal o wszystkim czego nauczyło mnie życie, szczególnie polityczne i dyplomatyczne, to nigdy nie pisałem o miłości – jako takiej. I druga refleksja, to moja skłonność do zwierzeń, które niemal zawsze były obecne w tym, co na łamach „Monitora” przekazywałem, lub chciałem przekazać jego Czytelnikom. Dziś przyszedł czas na opowieść i ostateczne wyznanie tego uczucia, bez którego życie każdej i każdego z Was (nas) – nie miałoby sensu.

Miałem już 18 lat i 8 lat intensywnego chodzenia z Ojcem po Tatrach Polskich. W ramach turystyczno-politycznej odwilży, latem 1961 roku (60 lat temu!) uruchomiono piesze przejście graniczne na Kasprowym Wierchu. W połowie sierpnia (1961), zaopatrzeni w jednorazowe „przepustki turystyczne”, jedzenie i sprzęt do biwakowania – grupą 6-osobową (pod wodzą mego Taty) – zeszliśmy z Kasprowego do Doliny Cichej – aż do „Trzech Studniczek”, skąd zaczynał się rzadko uczęszczany szlak turystyczny na Krywań. Biwakowaliśmy nielegalnie na małej, śródleśnej polance, a następnego dnia rano wyruszyliśmy na Krywań, zostawiając plecaki ukryte w kosodrzewinie.

Słowacka Święta Góra Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że na szczyt idziemy

w tłumie słowackich turystów, którzy z jakimś nabożnym szacunkiem szli na wierzchołek swojej „Świętej Góry” w ramach (o czym dowiedzieliśmy się od nich) tzw. národného vystupu. Národný vystup nie był mile widziany, ani przez władze Cesarstwa Austro -Wegierskiego z czasów Ludovita Śtura, ani przez komunistyczne władze Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej (ĆSSR). W taki oto sposób dowiedziałem się, że jest odrębna Słowacja i jej dumny naród, mający swoją „Świętą Górę” - symbol własnych dążeń do wolności i niezależności. O genezie sierpniowych, masowych „pielgrzymek” Słowaków na Krywań od płowy XIX wieku pisałem w Monitorze Polonijnym w 1999 roku (MP r.IV, nr 10 s.8-9 „Krywań”). Przedmiot mego „zauroczenia” poznawałem coraz dokładniej, bo turystykę i taternictwo uprawiałem już po obu stronach Tatr. W 1970 r., już jako pracownik naukowy Tatrzańskiego Parku Narodowego – zdałem egzamin państwowy na „Przewodnika Tatrzańskiego”, który wówczas uprawniał do prowadzenia pojedynczych turystów lub całych wycieczek także w Tatry Słowackie. JAN KOMORNICKI w latach 1997-2003 ambasador RP w RS dalszy ciąg w kolejnym numerze „Monitora“

Czas zauroczenia W moim dzieciństwie Słowacja niemal nie istniała. Za to niemal od zawsze istniały Tatry. Były one moim genetycznym obciążeniem po dziadku Stefanie S. K.(1887-1942) i ojcu Tomaszu K.(1916-1994), dla których Tatry – podobnie zresztą jak dla mnie MARZEC 2021

27


CZTERY MARCOWE WEEKENDY

Ślad węglowy J

Z

BASIA

ÓRZA ZG

ak wspomniałam w poprzednim wydaniu „Monitora“, na jednej z lekcji geografii dowiedziałam się, czym jest ślad węglowy. Otóż jest to miara powierzchni, której potrzebuje jedna osoba, miasto ONEGO W lub kraj, aby zapewnić ZIEL wszystkie niezbędne do życia potrzeby danej grupie osób. Jedna osoba średnio potrzebuje około 2,2 hektara rocznie, by zapewnić sobie dostateczną ilość gruntów i łowisk, z których czerpie wyżywienie, powierzchnię na asymilację jej odpadów, lasów na pochłonięcie całej emisji dwutlenku węgla przez nią pośrednio i bezpośrednio wyprodukowanych, miejsca na stworzenie wszystkich dóbr, które zużywa, oraz na dom, w którym mieszka. Z uwagi na ograniczoność lądów na Ziemi na jedną osobę powinno przypadać tylko 1,8 hektara. To znaczy, że w ostatnich latach już pod koniec lipca ludzkość zużyła wszystkie zasoby przypadające na cały rok. Dzień, w którym owe roczne zasoby zostały wykorzystane, nazywa się dniem długu ekologicznego. W 2019 roku został on osiągnięty już 29 lipca. Bardzo niepokojące jest to, że dzień ten wypada coraz wcześniej. Oznacza to bowiem, że z roku na rok zużywamy więcej zasobów i w szybszym czasie niż robiliśmy to w roku poprzedzającym. W chwili obecnej mieszkańcy Ziemi potrzebowaliby 1,7 jej powierzchni, żeby zapewnić sobie wszystkie zasoby, zużywane w ciągu roku. Do wykorzystania największego poziomu zasobów, głównie ze względu na wysoki konsumpcjonizm, przyczyniają się mieszkańcy Ameryki Północnej, Australii oraz Europy. Chcesz być bardziej świadomym konsumentem i dowiedzieć się, jaki wpływ ma Twój styl życia na naszą planetę? Własny ślad węglowy możesz obliczyć za pomocą kalkulatora znajdującego się na stronie www.footprintcalculator.org. Gdyby wszyscy żyli w ten sam sposób, co Ty, to ilu kul ziemskich byśmy potrzebowali? W moim przypadku to 1,2 powierzchni Ziemi… BASIA KARGUL

28

Poznajmy się, proszę

Klub Polski we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie zaprasza na kolejny odcinek cyklu „Poznajmy się, proszę“, którego gośćmi polskiego pochodzenia tym razem będą Monika Zázrivcová, moderatorka radia Expres i telewizji Markiza, oraz Ozo Guttler, perkusista zespołu Korben Dallas. Spotkanie poprowadzi Małgorzata Wojcieszyńska, a obejrzeć je będzie można online w sobotę 6 marca o 18.00 na Facebooku i kanale YouTube Klubu Polskiego Bratysława, Instytutu Polskiego w Bratysławie i „Monitora Polonijnego”.

Przyjaźń bez granic W ramach przedsięwzięcia „Przyjaźń bez granic” Klub Polski planuje w drugi marcowy weekend (12-14.03.) zrealizować wystawę Anny Jagodovej, polskej malarki mieszkającej na Słowacji. Ponieważ festiwal „Przyjaźń bez granic” w ubiegłym roku się nie odbył, ten tegoroczny będzie trwać kilka dni i, by zachować tradycję, oprócz plastycznych wrażeń przyniesie także te muzyczne. Odbędą się więc koncerty dwóch zespołów: polskiej bluesovej grupy „Projekt one“, obecnie działającej w Wiedniu, oraz słowackiej rockowej kapeli „Drist“, w której występują członkowie naszego Klubu. Aby zachować wszystkie obostrzenia związane z pandemią, całe przedsięwzięcie odbędzie się online - wydarzenie realizowane na zamku w Beckovie będzie można obejrzeć za pośrednictwem naszego kanału na YouTube oraz na Facebooku Klubu Polskiego Bratysława i „Monitora Polonijnego”. Więcej szczegółów opublikujemy na stronie polonia.sk.

Rozwiązanie quizu „Słynni Polacy – historia i współczesność“ W poprzednim numerze „Monitora“ zaprosiliśmy Państwa do rozwiązania quizu, przygotowanego specjalnie z myślą o naszych Czytelnikach. Mamy nadzieję, że dzięki niemu przypomnieli sobie Państwo co nieco z historii Polski oraz jej teraźniejszości. Nagrodę – w postaci książki pt. „Nakarmić dyktatora“ Witolda Szabłowskiego, ufundowaną przez wydawnictwo Absynt – za poprawne rozwiązanie otrzymuje Aleksandra Krcheň. Wszyscy pozostali mogą się sprawdzić jeszcze raz, kontrolując prawidłowe odpowiedzi, które publikujemy: 1b, 2c, 3b, 4c, 5c, 6a, 7b, 8c, 9b, 10a, 11c, 12b, 13b, 14b, 15c, 16c, 17b, 18a, 19c, 20b, 21b, 22a, 23c, 24a, 25c. RENATA STRAKOVÁ, RED. MONITOR POLONIJNY


„Wieczorkową porą“ na 25-lecie „Monitora“

Ogłoszenia

Długo czekaliśmy na bardziej przyjazne okoliczności, by razem z naszymi Czytelnikami móc świętować 25-lecie „Monitora Polonijnego“. Niestety, nic się nie zmieniło i aby w ogóle nasze przedsięwzięcie doszło do skutku, postanowiliśmy je przenieść do przestrzeni wirtualnej. Chodzi o koncert wirtuozów gitary, Słowaczki i Polaków: Katariny Wieczorek, jej męża Franciszka i syna Radosława, na który zapraszamy 20 marca (sobota) o 18.00. Wydarzenie będzie transmitowane na stronach internetowych Klubu Polskiego Bratysława i Instytutu Polskiego w Bratysławie, „Monitora Polonijnego” na Facebooku oraz na kanale YouTube.

Śladami łowickiego wzoru

W ostatni marcowy weekend Klub Polski we współpracy z Muzeum Dubnickim organizuje wystawę połączoną z work shopem o nazwie „Śladami łowickiego wzoru“. Inspiracją były światowej sławy wzory łowickie, które - ku naszemu zdziwieniu - na Słowacji uważane są za tutejsze. Celem projektu jest pokazanie dzieł inspirowanych tym wzorem. Ponieważ wystawa odbędzie się tuż przed Wielkanocą, Stenia Gajdošová-Sikorska poprowadzi workshop, podczas którego każdy będzie miał okazję nauczyć się tego wzoru. Jeśli lubicie twórczość ludową, prace ręczne i sztukę, obserwujecie nasze socjalne sieci, dowiecie się więcej na temat workshopu i wystawy. O wydarzeniu będziemy też przypominać na stronie www.polonia.sk

Życzenia

Kasi Rzentarzewskiej i jej mężowi Branislavowi Zudelowi gratulujemy z okazji narodzin córeczki. Witamy między nami Stellę, która przyszła na świat 23 lutego, i życzymy jej samych szczęśliwych dni! Przyjaciele z Klubu Polskiego

Podziękowanie

Panu Dyrektorowi Instytutu Polskiego w Bratysławie Jackowi Gajewskiemu dziękujemy za długoletnią współpracę w ramach działań na rzecz słowackiej Polonii i czytelników naszego miesięcznika. Marek Berky i Małgorzata Wojcieszyńska w imieniu Klubu Polskiego oraz redakcji „Monitora Polonijnego“ MARZEC 2021

Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele, moja misja w roli dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie wraz z końcem lutego dobiegła końca. Spędziłem na Słowacji sporo czasu: od października 2014 roku. Początkowo jako zastępca dyrektora, a od marca 2017 r. miałem przyjemność kierować bratysławskim Instytutem. Przez cały czas starałem się, wzorem moich poprzedników, aby Instytut pozostawał otwarty dla Polaków żyjących stale lub tymczasowo na Słowacji. I mam nadzieję, iż to się udało. W słowackiej Polonii widziałem partnera działań promujących Polaków i Polskę wśród Słowaków. Nie sposób wymienić wszystkich wspólnych udanych akcji, których dokumentacja znalazła się również na łamach „Monitora Polonijnego”. Konkursy rysunkowe, warsztaty naukowe dla dzieci, bale karnawałowe, ale też wydarzenia poważniejsze – wystawy z cyklu „Twórczość z naszych szeregów”, koncerty zespołów JaBlCo i Laugarico Quartet, prezentacje teledysków czy spotkania „Poznajmy się, proszę”. Dzięki wspólnej pracy te i inne wydarzenia cieszyły się naprawdę dużym zainteresowaniem. Dziękuję Państwu również za udział we wszystkich pozostałych akcjach: wystawach, koncertach, prelekcjach, spotkaniach autorskich w Instytucie i przez Instytut organizowanych, a „Monitorowi Polonijnemu” jestem wdzięczny za bieżące relacjonowanie tego, co się u nas działo. Instytut starał się być również partnerem Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP oraz pozostałych polskich placówek oświatowych na Słowacji i wzbogacać ich obowiązkowy program, jak tylko mógł. Chcieliśmy włączyć jak najwięcej uczniów i ich rodziców w nasze przedsięwzięcia. Dziękuję wszystkim Wam za współpracę i udział w naszych konkursach plastycznych. Pamiętaliśmy o Polakach, którzy wpisali się w słowacką historię i miejsce ostatniego spoczynku znaleźli na słowackiej ziemi. Za tę ponadsześcioletnią współpracę chciałbym Państwu i Państwa współpracownikom, kolegom, przyjaciołom, rodzinom z całego serca podziękować. Epidemiczne okoliczności nie pozwalają na zorganizowanie spotkania, oficjalnego pożegnania, dlatego jestem zmuszony uczynić to tylko w formie listu. Współdziałanie z Państwem, Państwa wsparcie i przyjaźń zachowam w serdecznej pamięci. Mam nadzieję, iż nowe kierownictwo Instytutu Polskiego w Bratysławie, poniekąd nie mając wyjścia, kontynuować będzie otwartą, partnerską współpracę z Polakami na Słowacji, czego Państwu życzę. Do zobaczenia w Polsce lub na Słowacji, mam nadzieję, iż wkrótce. JACEK GAJEWSKI ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Z KLUBEM POLSKIM

29


MY

E

M

am na imię Julka i jestem Słowaczką. W sylwestra wyszłam za mąż za Polaka. Mieszkamy w Bratysławie, a urząd stanu cywilnego mamy blisko domu. Wystarczy tam tylko pójść. Proste, prawda? Tak to sobie naiwnie wyobrażałam.

NI

Nasz słowacki ślub

OWIA SŁ

terminie i za ślub z obcokrajowcem. Razem 90 euro!

Stroje ślubne Marzyliśmy o ślubie w strojach ludowych. Prawdziwe stroje są bardzo drogie, dlatego tylko je wypożyczyliśmy. Przymierzanie strojów przed wielkim lustrem w garderobie żarliwej kolekcjonerki, pani Lucki Turiničovej, było niesamowitym przeżyciem. Oboje czuliśmy się tak pięknie. Były to stroje słowackie; polskich nie mogliśmy znaleźć w żadnej z wypożyczalni. Dlatego postanowiłam uszyć sobie maskę ślubną z materiału z łowickim wzorem.

Ślub

Ślub z Polakiem na Słowacji Okazało się, że jeśli partner jest obcokrajowcem, musi w urzędzie złożyć aż cztery dokumenty. Cztery! Po pierwsze, musi mieć zarejestrowany pobyt na Słowacji. Po drugie, musi przedstawić swój dowód osobisty albo paszport. Musi również przynieść odpis zupełny aktu urodzenia i zaświadczenie o stanie cywilnym, które wydaje polski urząd stanu cywilnego. Oba dokumenty muszą być przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język słowacki.

Ryzyko kwarantanny Ślub w sylwestra był naszym marzeniem. Coś pięknego na zakończenie roku, który wywrócił świat do góry nogami. Czy Filip powinien pojechać do Polski i ewentualnie pozostać tam na kwarantannie? Zadzwoniliśmy do ambasady, gdzie udzielono nam dobrych rad. Po wypełnieniu formularza i uiszczeniu opłaty za pośrednictwem polskiej placówki dyplomatycznej 30

załatwiliśmy zaświadczenie o stanie cywilnym,. Otrzymaliśmy je w wersji dwujęzycznej, zatem nie wymagało tłumaczenia. A co z aktem urodzenia? Okazało się, że urząd stanu cywilnego w Polsce może wydać taki dokument również rodzinie.

Pomogła rodzina

Do ostatniego dnia czekaliśmy w napięciu na to, czy nie odwołają naszego ślubu z powodu stanu wyjątkowego. Nie odwołali. Małe śluby były dozwolone, więc w sylwestra spotkaliśmy się w budynku Technopolu razem z naszymi świadkami – moją słowacką przyjaciółką Andrejką i polskim przyjacielem Filipa, Piotrem. Kiedy zobaczyła nas taksówkarka, zakrzyknęła: „Boże, jacy jesteście piękni!”. Obrzęd był wspaniały, wzruszający. Więcej możecie się dowiedzieć z filmu na naszym kanale na YouTube.

Moje nowe nazwisko bez -ová

Ślub w sylwestra

Jestem dumna z tego, że jestem Słowaczką i dlatego zawsze chciałam mieć po ślubie nazwisko z przyrostkiem -ová. Jednak z czasem zaczęłam patrzeć na swoje przyszłe nazwisko nie z punktu widzenia swojego pochodzenia, ale pochodzenia nazwiska i przodków, którzy mi je przekazali. Jest to ukraińskie nazwisko (ojciec Filipa jest Polakiem, który wychował się na Ukrainie), więc postanowiłam nie „słowaczyć” go na siłę.

W urzędzie stanu cywilnego w Karlovej Vsi powiedzieli nam, że nie udzielają już ślubów pod koniec roku. Nawet w sylwestra. Pomógł nam urząd stanu cywilnego w Petržalce, pobierając opłaty za ślub w niestandardowym

Od naszego ślubu minęły dwa miesiące i nadal jest on dla nas jak sen. Codziennie żartujemy, zwracając się do siebie per „manžel”, per „żona”. JÚLIANA OPUK I FILIP LEON OPUK PolishSlovak.eu

Rodzice Filipa udali się do takiego urzędu, akt urodzenia uzyskali i przesłali nam pocztą. Dotarł na dwa dni przed początkiem stanu wyjątkowego na Słowacji, więc musieliśmy szybko załatwić jego tłumaczenie. Na szczęście udało nam się znaleźć wspaniałego tłumacza, który następnego dnia wręczył nam gotowy dokument.

MONITOR POLONIJNY


P

Tańcowała igła z nitką

amiętam z czasów pierwsza litera imienia i każde szkolnych, że gdy tylko z dzieci nakreśliło ją ołówkiem na zajęciach technicznych na materiale. A potem zaczęła się pojawiały się robótki ręczne, zabawa z nawlekaniem nici moja mama chwytała się na igłę – okazało się, że to wcale z przerażeniem za głowę. nie takie proste No cóż, nie należałam do zadanie! Gdy jednak specjalnie utalentowanych, jeśli uporaliśmy się chodzi o posługiwanie się igłą i z tym, dotarliśmy i nitką, a to przed mamą stawało do najważniejszego karkołomne zadanie punktu programu – dopilnowania, bym jednak haftowania. Moje dokończyła w domu rozpoczętą dzieci – z drobną na lekcji pracę. I choć dość pomocą – poradziły szybko zyskałam sobie opinię sobie z tym zadaniem niewyuczalnej, to jednak nauka śpiewająco i żaden nie poszła w las i pewne palec przy tym nie podstawowe umiejętności udało ucierpiał. Za to efekt mi się zdobyć. A szycie zdecydowanie należy do takich, które prędzej czy później przydadzą się w życiu każdemu – trzeba przecież wiedzieć, co zrobić z urwanym guzikiem! Gdy więc moje dzieci, przeczytawszy w jakiejś książce o prezencie w postaci serduszka z wyhaftowanymi inicjałami, postanowiły skorzystać z tego pomysłu, przyklasnęłam. W końcu na przygodę z igłą i nitką zawsze jest dobra pora, a ja jestem żywym dowodem na to, że jednak nie ma ludzi niewyuczalnych. Sięgnęliśmy więc po filc, mulinę, igły i… spędziliśmy bardzo udane popołudnie. Zaczęliśmy od wydrukowania i wycięcia szablonu, który następnie posłużył nam do wykrojenia serc z kolorowego filcu. Uznaliśmy, że na dobry ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA początek wystarczy tylko

MARZEC 2021

zrobił na obdarowanych ogromne wrażenie. Jedno serduszko – wyhaftowane wspólnie – trafiło do słowackich dziadków z okazji ich rocznicy ślubu, drugie, podklejone korkiem, stało się podkładką pod kubek z herbatą dla polskiej babci, a ostatnie posłużyło jako element dekoracyjny laurki dla polskiego dziadka. Zabawę z igłą i nitką polecamy serdecznie każdemu! NATALIA KONICZ-HAMADA

31


Kontynuując naszą kulinarną podróż, zatrzymujemy się na Ukrainie. Pani Anna Gordijewska z „Kuriera Galicyjskiego” przesłała do „Piekarnika” przepis na sztandarowe danie ukraińskie –

barszcz – w wersji najchętniej jadanej w jej domu. Sposobów, jak ugotować tę popularną potrawę, jest bowiem bardzo wiele; różnią się na ogół ilością dodawanego przecieru pomidorowego i buraczków.

Barszcz ukraiński SKŁADNIKI: • ok. 1 kg mięsa dowolnego rodzaju • 2 l wody, w zależności od tego, jak gęsty ma być barszcz • 2 buraki • 1/2 główki kapusty • 1 l soku pomidorowego lub puszka pomidorów w sosie własnym, ewentualnie przecier

• 5 średnich ziemniaków • 3 średnie marchewki, • 2 pietruszki • 1 cebula • 2 liście laurowe • kilka ząbków czosnku, sól, cukier, pieprz, ocet

W wersji bez mięsa dodaje się szklankę fasoli średniej wielkości.

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Wkładamy z powrotem do wywaru i co 5 minut dodajemy kolejno ziemniaki, kapustę, buraki z octem oraz sok pomidorowy. Warzymy na małym ogniu. Jeśli zupa ma być bez mięsa, do wywaru warzywnego dodajemy fasolę. Autorka przepisu pod koniec gotowania dodaje również lekko podsmażony na patelni czosnek.

Barszcz można podawać ze śmietaną, koperkiem lub zieloną pietruszką. Jest pyszny z czarnym chlebem, a w niektórych rejonach kraju podaje się do niego drożdżowe bułeczki – pampuszki. Pani Anna twierdzi, że ukraiński barszcz najlepszy jest trzeciego dnia i ja w to wierzę: gdy wszystkie składniki się przegryzą, zupa musi smakować wyśmienicie. Smacznego!

SK EW DIJ R GO

A

Mięso gotujemy, dodając marchew, pietruszkę i cebulę. Buraki gotujemy w łupinach, następnie kroimy w paseczki lub ścieramy na tarce. Kapustę szatkujemy, a ziemniaki obieramy i kroimy w średnią kostkę. Ugotowane mięso wyjmujemy z garnka i kroimy na kawałki.

A ANN CIA: ZDJĘ

AGATA BEDNARCZYK


Millions discover their favorite reads on issuu every month.

Give your content the digital home it deserves. Get it to any device in seconds.