Monitor Polonijny 2019/02

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor 2_2018 2.2.2019 22:51 Page 33

BAL pod kolorowymi

lampionami

str. 12

Jarosław Kret:

Z Opola do Bratysławy przez Nowy Jork str. 14

„Jak pokochać inne kraje?“ str. 6


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:45 Page 2

zok, niedowierzanie, rozpacz... Brak słów! Tysiące ludzi w Gdańsku i w Polsce tkwią w jakimś irracjonalnym niedowierzaniu. Niemożliwe niestety stało się rzeczywistością. Śmierć prezydenta Pawła Adamowicza pogrążyła w głębokiej żałobie nie tylko Gdańsk. Żegnali go przyjaciele z Polski i Europy. Słowa otuchy popłynęły również ze Słowacji. Cisza, skupienie i napięcie opanowały Gdańsk oraz wszystkich, którzy do naszego miasta przyjechali, by oddać cześć i pokłonić się najdłużej urzędującemu prezydentowi miasta. W ciszy słuchano słów żony Magdy, córki Antoniny, brata Piotra, a także przyjaciół – Donalda Tuska, Jacka Karnowskiego (prezydenta Sopotu), prof. Aleksandra Halla, Aleksandry Dulkiewicz (zastępczyni prezydenta Pawła Adamowicza w czasie poprzedniej i aktualnej kadencji). Donośnie zabrzmiały również słowa duchownych – przeciw nienawiści, złemu słowu, przeciw nękaniu i upokarzaniu ludzi.

S

Ponad 57 tysięcy osób pożegnało swego prezydenta w Europejskim Centrum So lidarności. Zabiło największe serce Europy, ułożone z płonących zniczy. Prezydent Paweł Adamo wicz był gdańszczaninem z urodzenia, prawnikiem,

2

Prezydent Adamowicz

(1965 – 2019)

ZDJĘCIA: PIOTR POŁOCZAŃSKI

w latach 90. najmłodszym prorektorem w Polsce. Do polityki lokalnej wszedł jako konserwatysta i został przewodniczącym Rady Miasta Gdańska, w 1998 roku radni wybrali go na prezydenta. W bezpośrednich wyborach zwyciężył w 2002 roku i od tego momentu przekonywał skutecznie, że demokracja to więź międzyludzka, a Gdańsk jest miastem odważnym i rozważnym, miastem otwartym, obdarzonym patriotyzmem gdańszczan. Gdańsk w ciągu dwudziestolecia prezydentury Pawła Adamowicza zmienił się niesłychanie. Pomysły prezydenta, dotyczące infrastruktury, budziły w mieście zdumienie i często żywą dyskusję. Jego główne zrealizowane przedsięwzięcia – 600 km dróg rowerowych, nowy okazały stadion i sprowadzone do Gdańska Euro 2012, Euro pejskie Centrum Solidarności, Teatr Szekspirowski, Muzeum II Wojny Światowej – rozsławiły Gdańsk. Naszym miastem zachwycali się turyści z całego świata, a mieszkańcy podkreślali wysoki stopień satysfakcji z życia

w nim. Oczywiście nie brakowało codziennych problemów w ponad półmilionowej aglomeracji, ale Adamo wicz przed nimi nie uciekał. Chodził do ludzi, przyjmował w swoim biurze i z osobistym zaangażowaniem załatwiał wiele trudnych spraw. Pamiętam, jak w 2004 roku w Gdańsku odbywało się Światowe Forum Mediów Polonijnych. Wówczas prezydent Adamowicz podejmował dziennikarzy z prawdziwą radością i nadzieją, że będą towarzyszyli naszemu miastu przez kolejne lata. Otwierał Gdańsk na świat. Działał na różnych polach z pasją i zaangażowaniem. Gdańsk stał się domem dla ponad 50 rodzin repatrianckich. Jako pierwszy prezydent samorządu terytorialnego powołał Kongres Imigrantów i stworzył Model Integracji Imigrantów, który stał się wzorem dla wielu samorządów w Polsce. Powołał także Radę Równego Traktowania przeciw wszelkiej dyskryminacji. To były odważne i pionierskie decyzje. Nie wszystkim, nawet w Gdańsku, podobały się te działa-

nia, ale prezydent Adamowicz był konsekwentny i stanowczy, także w polityce. Mord na scenie w czasie 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, kiedy wypuszczano Światełko do Nieba, zakłócił poczucie bezpieczeństwa nie tylko Gdań szczan. Zginął człowiek, który Gdańsk traktował zawsze jako najważniejszą i najdroższą wspólnotę, jako ideę i niekończące się marzenie. Prezydent Adamowicz potrafił o Gdańsku mówić i pisać z nieukrywaną dumą i miłością. Miasto to przede wszystkim ludzie, dlatego prezydent Adamowicz często chodził ulicami, rozmawiał z gdańszczanami, czasami się z nimi spierał, nawet dynamicznie, ale zawsze z wielką kulturą i osobistym barometrem tolerancji. Dwie minuty przed zamachem zdążył powiedzieć dziś już pamiętne słowa: Gdańsk jest szczodry. Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. (…) To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. ALINA KIETRYS, Gdańsk

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:46 Page 3

Jedno spotkanie z gospodarzem Gdańska przed wielu laty podczas Światowego Forum Mediów Polonijnych. Krótki wywiad i niezapomniane wrażenie z tego spotkania. A potem co rok przysyłane z Urzędu Miasta życzenia świąteczne, podpisywane przez Pawła Adamowicza. To moje krótkie wspomnienie, ale na łamach „Monitora“ postaci prezydenta Gdańska poświęcamy więcej miejsca po jego tragicznej śmierci, do której doszło na skutek ataku nożownika podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (str. 2). Gdańska dotyczy też przygotowywana specjalnie z myślą o naszych czytelnikach krzyżówka (str. 26). Z Gdańska zaglądamy do Warszawy, a to za sprawą serii „Rozsiani po Polsce“ (str. 30). Kolejna historia z cyklu „Co u nich słychać?“ ma swój początek w Opolu i dociera do Bratysławy, ale przez Nowy Jork (str. 14). W smakach kulinarnych publikujemy przepis na specjał z Hiszpanii (str. 32), by powrócić na rynek polski za sprawą artykułu, dotyczącego reaktywacji polskiego samochodu, czyli syreny (str. 18). A skoro mowa o czasach socjalistycznych, to odsyłamy do artykułu, który opisuje tamte czasy, ale w kontekście powstających wtedy komiksów (str. 27). W naszej monitorowej lekturze nie może zabraknąć opisu słowackich atrakcji turystycznych – tym razem w rubryce „Słowackie perełki“ zwiedzamy Štítnik na Gemerze (str. 23). W nowej odsłonie rubryki dla dzieci zapraszamy w góry, na narty (str. 31). A skoro mowa o sportach uprawianych na dworze, czyli zależnych od pogody, zapraszamy do lektury wywiadu z prezenterem pogody Jarosławem Kretem – nie tylko o pogodzie (str. 6). Oprócz tego wiele innych stałych rubryk, ukazujących się co miesiąc na łamach „Monitora“. Życzę Państwu przyjemnej lektury.

Na okładce: trzyletnia Alisa Brendler z mamą podczas balu przebierańców ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Gdzie się podziały tamte prywatki…

4

Z kraju

4

WYWIAD MIESIĄCA Jarosław Kret: „Jak pokochać inne kraje?“ Z NASZEGO PODWÓRKA

8

CO U NICH SŁYCHAĆ? Z Opola do Bratysławy przez Nowy Jork

14

DYPLOMACJA (NIE)CODZIENNA Język dyplomatyczny

17

Legendarne auto czy motoryzacyjny koszmar minionej epoki? Plany reaktywacji syrenki

18

Dylematy kawosza

20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Świadectwo miłości

20

KINO-OKO Ratując dziecko

22

SŁOWACKIE PEREŁKI Gemerski Koh-i-Noor

23

Patriotyzm w odczuciu młodych

24

KRZYŻÓWKA

26

SUBIEKTYWNA HISTORIA KOMIKSU POLSKIEGO Komiks w Polsce Ludowej 27 Co kraj to miłosny obyczaj 28 OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO POLSCE Nie tylko o bryndzových haluškach nad Wisłą

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Mali narciarze 31 PIEKARNIK Zima po hiszpańsku

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 • ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013

LUTY 2019

3


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:46 Page 4

Gdzie się podziały

tamte prywatki…

…ależ są i właśnie rozkręcają się na całego, bo czas karnawału w tym roku jest wyjątkowo długi. Bawić się będziemy aż do ostatków, czyli do 5 marca 2019. Sama tradycja zabaw karnawałowych sięga czasów średniowiecza. Od początku kojarzono je z czasem, gdy trzeba się najeść do syta, zanim przyjdzie post. Stąd może pochodzić nazwa „karnawał”, czyli „pożegnanie mięsa” (z włoskiego carnevale). Dzisiaj można się też zastanawiać, skąd taki nacisk na taneczny chara-

W WYNIKU POŻARU, który miał miejsce 4 stycznia w Koszalinie, w tzw. escape roomie, zginęło pięć nastolatek, uczennic gimnazjum, a jeden z pracowników został ciężko poparzony. Dzie wczynki świętowały urodziny jednej z nich. Zabawa w escape roomach polega na wydostaniu się z zamkniętego pokoju dzięki rozwiązaniu zagadek. Zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze prokuratura postawiła Miłoszowi S. Z ustaleń wynika, że przygotowywał on wyposażenie escape ro4

kter tych zabaw. I tutaj znajdzie się wytłumaczenie: otóż przed wiekami wierzono mocno w związek pomiędzy wysokimi podskokami a dorodnością plonów. Im wyżej skakali tancerze, tym obfitsze miały być zbiory w nadchodzącym sezonie. W pałacach i na dworach przez stulecia wręcz prześcigano się w pomysłach, jak najwystawniej przeżyć czas zapustów. Bal – dzisiaj to słowo nie oddaje przepychu, z jakim urządzano imprezy. Wymyślne stroje, bogata oprawa muzyczno-kulinarna, pokazy sztuk wszelakich – ważne, by w kar-

omu i nie zadbał o drogi ewakuacyjne umożliwiające opuszczenie pomieszczenia rozrywki. Po tragicznych wydarzeniach w Ko szalinie w całej Polsce zarządzono kontrole policji oraz straży pożarnej w tzw. escape roomach; w wielu z nich stwierdzono nieprawidłowości, wiele zamknięto. Szef MSWiA Joachim Brudziński zapowiedział zmianę przepisów dotyczących z funkcjonowaniem escape roomów. 14 stycznia na cmentarzu w podwarszawskich Laskach została pochowana IRENA DZIEDZIC. Od 1956 r. przez 25 lat prowadziła w TVP program „Tele-Echo”. Wystąpiła też w wielu filmach, w których grała samą siebie, np. w „Po lowaniu na muchy“ czy w „Wojnie domowej“. Zmarła 5 listopada w wieku 93 lat. 13 stycznia, podczas finału Wiel kiej Orkiestry Świątecznej Pomo-

nawale przeżyć coś fascynującego, o czym będzie można wspominać przez ciche i nijakie dni wielkopostne. Stąd pomysły na bale przebierańców, bale tematyczne, ogniska oraz kuligi połączone z tańcami. Gdyby komuś nie odpowiadały polskie klimaty rozrywkowe albo chciał po prostu zobaczyć na żywo, jak bawią się inni, ma do dyspozycji kilka miejsc, w których karnawał obchodzony jest szczególnie intensywnie. Najpopularniejsza zabawa karnawałowa odbywa się w Wenecji. Obowiązują oczywiście przebrania – maski, peruki, kostiumy. Przebierańcy szaleją na tle wspaniałej architektury, popisom i sztuczkom nie ma końca, a na to wszystko sypie się deszcz konfetti.

cy prezydent Gdańska PAWEŁ ADAMOWICZ został zaatakowany nożem przez 27-letniego Stefana W. Niestety, 14 stycznia, po wielogodzinnej operacji, przeprowadzonej w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, Adamowicz zmarł, pozostawiając żonę Magdalenę oraz dwie córki 15-letnią Antoninę oraz 8-letnią Tereskę. Po śmierci prezydenta miasta KILKANAŚCIE TYSIĘCY GDAŃSZCZAN uczestniczyło 14 stycznia w wiecu przy pomniku Neptuna na Długim Targu. Obecni byli też szef Rady Europejskiej Donald Tusk oraz były prezydent Lech Wałęsa. „Chcę ci dzisiaj, kochany Pawle obiecać w imieniu nas wszystkich – gdańszczan, Polaków i Europejczyków – że dla Ciebie i dla nas wszystkich obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą. Przyrzekamy Ci to. Żegnaj Pawle“ – oświadczył Tusk. Podobne wiece odbyły

się tego dnia w całym kraju. Następnego dnia pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców kilka tysięcy osób ułożyło serce z zapalonych zniczy, upamiętniając w ten sposób zamordowanego prezydenta. Hołd prezydentowi PAWŁOWI ADAMOWICZOWI na specjalnie zwołanej sesji oddali radni Miasta Gdańska. Rada Warszawy nadała Adamowiczowi honorowe obywatelstwo stolicy. W historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej w przeddzień pogrzebu odbyło się Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Związku Miast Polskich; kilkuset samorządowców z całej Polski przyjechało, by pożegnać prezydenta Gdańska. Od czwartku 17 stycznia trumna z ciałem PAWŁA ADAMOWICZA była wystawiona w Europejskim Centrum Solidarności; Osoby, chcące oddać cześć zamordowanemu prezydentowi, musiały stać w kilkusetmetrowej kolejce. MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:46 Page 5

Zupełnie odmienny charakter ma świętowanie karnawału w Nicei. Tam przed widzami defilują artyści, przebrani za słynne bajkowe postaci, platformy udekorowane są niesamowitymi kompozycjami kwiatowymi, a każdy widz czeka z niecierpliwością aż pojawi się królowa karnawału – najpiękniejsza i najstrojniej przebrana osobistość. Tu też urządza się bitwy kwiatowe. Gorące rytmy samby i piękne tancerki to najbardziej rozpoznawalna wizytówka karnawału w Rio de Janeiro. Przez prawie tydzień zabawa nie ustaje – w specjalnie skonstruowanym sambodromie bawi się kilkadziesiąt tysięcy tancerzy, a wieczorem przenoszą się oni na najsłynniejszą plażę świata – Copacabanę. W gorącej i przepełnionej erotyką atmosferze rywalizują ze sobą różne szkoły tańca, a tancerki prześcigają się w nieprawdopodobnie wymyślnych kreacjach, obfitujących w pióra, cekiny, falbany, a wszystko to nadzwyczaj kolorowe. Amatorzy hucznych zabaw mogą wybrać jeszcze jeden karnawałowy kierunek – Nowy Orlean. „Mardi Gras”, czyli tłusty wtorek to popularna na-

zwa tej południowoamerykańskiej imprezy, na której główną atrakcją jest parada przebierańców, poruszających się na platformach. Z platform rzuca się drobne podarunki dla widzów: maskotki, monety itp. Na koniec wszyscy raczą się kolorowymi drinkami i specjalnie na tę okazję przygotowanym ciastem. Miłośnicy karnawału mają jeszcze jedną możliwość. Śledząc informacje na stronie internetowej Europejskiej Federacji Miast Karnawałowych, mogą wybrać sobie miasto, którego karnawałowa oferta będzie szczególnie interesująca i bez zbędnych ceregieli wyruszyć na wyśmienitą imprezę. Koniecznie z odpowiednim strojem w walizce.

18 stycznia wyruszył sprzed ECS kondukt z trumną prezydenta Gdańska, którą do Bazyliki Mariackiej wniosło 6 prezydentów: Warszawy – RAFAŁ TRZASKOWSKI, Sopotu – JACEK KARNOWSKI, Gli wic – ZYGMUNT FRANKIEWICZ, Lu blina – KRZYSZTOF ŻUK, Poznania – JACEK JAŚKOWIAK oraz b. prezy dent Wrocławia RAFAŁ DUTKIEWICZ.

„Trzeba skończyć z nienawiścią, trzeba skończyć z nienawistnym językiem, trzeba skończyć z pogardą, trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych“. Po mszy urna z prochami zmarłego prezydenta Gdańska spoczęła w kaplicy św. Marcina. Paweł Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat.

19 stycznia w południe odbyły się główne uroczystości pogrzebowe; mszy pogrzebowej przewodniczył przewodniczący KEP abp STANISŁAW GĄDECKI. „13 sty cznia miała miejsce porażająca zbrodnia. Wstrząsnęła milionami serc“ – mówił w homilii abp Głódź. Jak dodał, dla wielu to, co się wydarzyło, było jak potężny, gwałtowny, niemilknący dzwon na trwogę, wezwanie do rachunku sumienia, do koniecznej przemiany stylu życia, stylu politycznego, wspólnotowego“. DOMINIKANIN O. LUDWIK WIŚNIEWSKI mówił:

Premier MATEUSZ MORAWIECKI zapowiedział, że sprawa zabójstwa Pawła Adamowicza ma dla niego najwyższy priorytet. Jak podkreślił, chce, żeby służby wyjaśniły ją w jak najkrótszym czasie.

LUTY 2019

16 stycznia SEJM UCZCIŁ MINUTĄ CISZY pamięć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. „Obiecuję Pawle, że nienawiść, która odebrała Ci życie, nie zniszczy tego, co zbudowałeś“ – mówił w Sejmie o prezydencie Gdańska lider PO Grzegorz Schetyna. Na

Jak widać, cały niemalże świat celebruje ten okres w roku. Huczna zabawa, przyćmiewająca nierzadko tę sylwestrową, jest też symbolem dobrego wejścia w kolejny rok. Żyjemy w czasach wszelkiej obfitości, więc następujący po karnawale post na ogół jest tylko umownym wyciszeniem się przed Wielkanocą. A że bawić lubi się chyba każdy, więc nawet jeśli specjalnie postów nie przestrzegamy, ochoczo wykorzystujemy tradycję ostatkową. Zima staje się wtedy znośniejsza, czas szybciej płynie – byle do wiosny. AGATA BEDNARCZYK

sejmowej sali zabrakło prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz wicemarszałków z PiS Beaty Mazurek i Ryszarda Terleckiego. 18 stycznia w wieku 68 lat zmarł jeden z najbardziej znanych i rozpoznawanych lektorów filmowych JANUSZ KOZIOŁ. Od kilku lat cierpiał na SLA (stwardnienie zanikowe boczne). Głosu użyczał w wielu kultowych filmach i serialach (np. „Naga Broń”, „Gwiezdne wojny. Imperium kontratakuje”; „Marina”, „Ukryta Miłość”, „Cud miłości”). PRZEDTERMINOWE WYBORY na prezydenta Gdańska odbędą się 3 marca. O fotel prezydenta miasta zamierza się ubiegać najbliższa współpracowniczka Pawła Adamowicza Aleksandra Dulkiewicz. Lider PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jego ugrupowanie nie wystawi swojego kandydata. PO poprze Dulkiewicz.

22 stycznia Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła, że „ZIMNA WOJNA“ została nominowana do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny; nominację za zdjęcia do „Zimnej wojny“ otrzymał też operator Łukasz Żal, a Paweł Pawlikowski w kategorii najlepszy reżyser. Laureatów Oscarów, poznamy 24 lutego. 23 stycznia zmarł dyrektor Pol skiej Opery Królewskiej PROF. RYSZARD PERYT. Miał 71 lat i był oblatem zgromadzenia redemptorystów. Peryt był też aktorem, profesorem sztuk teatralnych, twórcą inscenizacji oper barokowych, klasycznych i XIX-wiecznych oraz polskich prawykonań oper XX wieku. Pochowano go w Świątyni Opatrzności Bożej w Panteonie Wielkich Polaków. MP 5


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:46 Page 6

Jarosław Kret: „Jak pokochać inne kraje?“ ie wszyscy wiedzą, że w konkursie na najlepszego prezentera pogody w Europie wygrał po raz drugi nasz rodak - Jarosław Kret. Z rozmowy z Panem Pogodynką możemy dowiedzieć się więcej na temat jego pracy, podróży oraz tego, co go interesuje w emigrantach, spotykanych w różnych zakątkach świata.

N

Niedawno po raz drugi zdobyłeś prestiżową nagrodę w konkursie na najlepszego prezentera pogody w Europie. Konkurs Wettergipfel odbywa się w austriackim Ischgl. Uczestniczyło w tych zmaganiach 35 prezenterów z 12 krajów. To rzeczywiście był sukces. Lubię startować w konkursach, to daje mi poczucie, że zawodowo jestem dobry. Chociaż ostatnio jakby mniej dla mnie miejsca w telewizji, ale szukam innych sposobów, by to rekompensować, np. podróżuję i poznaję nowych ludzi. Jestem fanem nowych znajomości, lubię rozmawiać, lubię poznawać nowe kultury, wielką radość sprawia mi spotykanie rodaków w różnych częściach świata. Jesteśmy teraz mobilni i żyjemy w różnych pięknych zakątkach.

Czasami słyszę określenie, dotyczące Ciebie - Pan Pogodynka. Przyzwyczaiłeś się już do niego? Chyba tak, rzeczywiście słyszę, jak ludzie tak reagują. Ale życzliwie. Nawet nie wiem, skąd się wzięło to słowo „pogodynka”. Skoro takie określenie lubią widzowie, to i ja je akceptuję. Pasjonuje Cię przepowiadanie pogody? Oczywiście, ale ja nie przepowiadam. Po prostu analizuję różne dane i wyciągam wnioski. Prognozowanie pogody to już działanie naukowe, więc ja jestem pomiędzy przepowiadaniem a prognozowaniem. Opieram się na różnych prognozach – polskich i zagranicznych, ale ich nie buduję. Skrzętnie też śledzę informacje od meteorologów. I tworzę swój własny, indywidualny przekaz dla telewidzów czy słuchaczy radia. Muszę znaleźć metodę dobrego docierania do odbiorcy. Masz już wprawę. Prognozami pogody zajmuję się od 2002 roku, kiedy to wystartowałem w ówczesnej TVP3, a dwa lata później pojawiałem się już po Wiadomo ściach w programie pierwszym TVP. A 15 lat później zrezygnowano ze mnie w telewizji właściwie bez podania powodów. Przyszły nowe czasy, także na pogodę. Według badań popularności i oglądalności miałeś u telewidzów 80-procentową akceptację. I to się liczy. I 80-procentowe zaufanie. Nie ukrywam, że wsparcie widzów w tru dnych momentach jest ważne.

6

A kto namówił Jarosława Kreta, żeby kompletnie zmienił zawód? Przecież zapowiadanie pogody to nie jest Twoja wyuczona profesja. Zaproponowała mi takie działania koleżanka z warszawskiego ośrodka telewizyjnego. Pamiętała mnie z Teleexpressu w latach 90. i z moich programów podróżniczych. Reaktywowałem program Klub sześciu kontynentów, słynny ongiś program Ryszarda Badowskiego. Bazowałem na tamtej scenografii i wspomnieniach wielu podróżników, którzy przyjaźnili się z redaktorem Badowskim. A ja po prostu wychowałem się na tym cyklu i uważałem, że warto do niego wrócić. Nazwałem swój program Klub podróżników. Dobre wiatry wtedy wiały w moim kierunku. Współtworzyłem też polską wersję Nationale Geographic. Od Tomasza Tomaszewskiego uczyłem się fotografowania, a ściślej myślenia przy robieniu zdjęć. To on pokierował mnie w stronę wyrażania swego stosunku do rzeczywistości właśnie poprzez zdjęcia. Wtedy też na pewien czas wyjechałem do Indii i wsiąkłem w tamten kraj. Mieszkałem jedną nogą w Warszawie, a drugą w Delhi. To po powrocie z Delhi zacząłem tworzyć swoje prognozy pogody. Musiałem spełnić oczywiście określone warunki, które stawia się prezenterom – w miarę dobra prezencja, dobra dykcja i komunikatywny sposób bycia to podstawa. A rzemiosła uczyłem się z radością. Właściwie szkoliłem się uparcie. Miałem wspaniałych mistrzów od interpretacji tekstów, emisji głosu, zachowań przed kamerą. Chciałeś być prezenterem pogody? Nie. Miałem obawę, czy znajdę formułę na wyrażenie siebie pomiędzy wyżem a niżem. I wtedy szefostwo uznało, że da mi pięć minut na opowiadanie o pogodzie. To bardzo dużo

Jesteśmy teraz mobilni i żyjemy w różnych pięknych zakątkach. MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 7

czasu w telewizji. I już wiedziałem, że muszę i mogę znaleźć sposób na wyrażenie siebie. Pracowałem też w tym czasie nad swoim pierwszym albumem fotograficznym i książką. Jedna z koleżanek uświadomiła mi, że praca w telewizji pomoże mi w moich planach i marzeniach wydawniczych. I dorzuciła: „Zrób tak, żebyś był znany”. No i stało się. Jesteś egiptologiem z wykształcenia. I rozpocząłeś swoje szaleństwa podróżnicze od stypendium w Kairze. Tak. Zaczęło się na trzecim rok studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Miałem szczęście. Było nas sześcioro studentów na tym kierunku. To dzisiaj niewyobrażalne. Nasza pani profesor załatwiła nam wszystkim stypendia do Egiptu, a czasy to były ciężkie – schyłek PRL. I wyjechaliśmy na rok do Kairu. Zamiast zajęć po angielsku, mieliśmy je w języku arabskim na uniwersytecie kairskim. Motywowano nas do nauki języka arabskiego, ale my zaczęliśmy jeździć po wykopaliskach, chodzić po bibliotekach, rozpoczęliśmy prawdziwe indywidualne studiowanie. To był czas bez Internetu i bez przewodników po Egipcie w księgarniach. Czerpaliśmy więc na miejscu wiedzę praktyczną, a resztę wyszukiwaliśmy, gdzie się dało. Sporo też dowiadywaliśmy się od arabskich studentów, szczególnie ze starszych lat, którzy już mieli jakąś wiedzę i doświadczenie. Wiedziałem dużo o starożytnym Egipcie, ale nie widziałem, jak się poruszać po tym współczesnym. Zdobywanie wiedzy stało się moją pasją i wtedy postanowiłem podzielić się tym, co już wiedziałem. Pisałem gigantyczne epistoły do domu, do rodziców i do brata. A potem do przyjaciół. Pisałem przez tydzień, bo raz w tygodniu latał samolot z Kairu do Warszawy i tą drogą podawałam te swoje listy. Potem zapraszaliśmy do nas różnych gości i tworzyłem dla nich takie mikroprzewodniki po Egipcie. To mnie wciąLUTY 2019

gnęło i to był właściwie początek późniejszych moich książek. Jeżdżenie po świecie i opowiadanie o tym świecie to było coś fascynującego. Studiowałem kiedyś stosunki międzykulturowe i różne problemy z antropologii kultury zawsze mnie fascynowały. Po Egipcie był Izrael, potem kolejne kraje arabskie. Nie mogłeś usiedzieć w miejscu?

Nie mogłem, bo zwiedziłem też kawał Ameryki Południowej, kawałek Azji i Afryki. Tylko w Australii nie byłem. Pamiętam, że jak z Olgierdem Budrewiczem poleciałem do Bhutanu, to nikt nie wiedział, gdzie to jest. Podobnie było z moją podróżą na Malediwy. To były kompletnie inne czasy, pionierska robota w latach 90. ubiegłego stulecia. My, Polacy, dopiero oswajaliśmy się ze światem. Oczywiście Polonia, która już długo żyła w świecie, wiedziała sporo. Ale my, świeżo wyjeżdżający z kraju, głównie liczyliśmy na siebie. A Kair był szczególnym miejscem. W tej chwili zupełnie inaczej ogląda się i opisuje świat. Przełom wieku to też przełom w naszych podróżach i w naszej mentalności. Polacy teraz jeżdżą właściwie wszędzie i są wszędzie. Jak się człowiek dobrze rozejrzy, to w każdym zakątku świata może spotkać swojaka. Teraz opisywanie świata jest bardzo inspirujące, ale również zupełnie inne niż to w latach 90. XX wieku. Dzięki nowym czasom nauczyłem się też inaczej opowiadać i sam zacząłem od siebie więcej wymagać. Nie mogę już być banalny, bo konkurencja wśród podróżników jest bardzo duża.

To Cię mobilizuje? Ja się już nie ścigam. Staram się być dobry w swojej konkurencji. Napi sałem już Moje Indie, Mój Egipt, Mój Madagaskar, W Ziemi Świętej no i Planetę według Kreta. I myślę, że już powoli kończę tamto pisanie, bo każda z książek to były lata doświadczeń i moje długie gawędy o tym, co znam naprawdę dobrze. Wiesz, ja jestem w tych książkach dość szczery. Jak chodzę po różnych miastach, to bacznie wszystko obserwuję. Zadzieram głowę, by Nie mogę już zajrzeć przez okna, być banalny, zaczepiam ludzi, by bo konkurencja porozmawiać. To jest fascynujące. wśród podróżników

jest bardzo duża.


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 8

Spotkania z ludźmi o polskim rodowodzie w różnych częściach świata są fascynujące. Jak chodziłem z kamerą, gdy kręciłem filmy dokumentalne, też szukałem ludzi, którzy mieli mi coś własnego do powiedzenia, np. w Izraelu fascynowali mnie ludzie, którzy pochodzili z Polski. Co trzecia spotkana przeze mnie osoba przyznawała się, że część jej rodziny pochodzi z Polski. Opisałem to w swojej książce W Ziemi Świętej. Takie spotkania z ludźmi o polskim rodowodzie w różnych częściach świata są fascynujące. Często też rozmawiam z emigrantami w różnych krajach. Bardzo mnie interesuje, jak się ludzie asymilują, na co zwracają uwagę, za czym tęsknią, a co ich w nowych ojczyznach uwodzi i zdumiewa. Starałem się z nimi w swoich opowieściach to odnaleźć. I oczywiście opisać. Prawdę powiedziawszy, to, co miałem napisać, napisałem, a teraz przyszedł mój inny czas. Jaki? Jestem w drodze do siebie po kilku zakrętach. Także osobistych. Przepowiadanie pogody jest nadal moją pasją, ale szukam też innych możliwości dla siebie i innych sposobów na siebie. A jakich? Myślę o pisaniu kryminałów. I pra wdę mówiąc, już zacząłem nad tym pracować. Moim idolem jest Stieg Larsson i jego Milenium. To jest seria nieprzeciętna. Takie pisanie wymaga czasu, ciszy i skupienia. A Ciebie ciągle ktoś zaczepia, nawet teraz, jak rozmawiamy, ludzie pozdrawiają Cię życzliwie. To miłe, nie ukrywam. Czas i zacisze znajdę, ważniejsza jest wena. I do niej potrzebny jest mi spokój, z którym przez ostatnie miesiące miałem problemy. Bycie tzw. rozpoznawalnym ma też swoją cenę. Nie uważam się za celebrytę, a i tak tabloidy lubią sobie poużywać, szczególnie 8

jeśli w tle jest lub było jakieś uczucie. A moja była partnerka jest znaną osobą publiczną. Beata Tadla? Tak. Nikt nie pyta mnie o zgodę na publikacje na mój temat i naszego związku. A wypisywane są – jak wiadomo – różne różności. Nie jestem bywalcem „na ściankach”, bo szkoda mi czasu. Wolę w tym czasie poczytać. A i tak potem się dowiaduję, że... no, jaki jestem. Dzisiaj jest wszystko na sprzedaż. I to mi naprawdę przeszkadza. A jeśli nie pasuję do szablonu tych poszukiwaczy pseudosensacji, to trzeba wymyślić mnie na nowo. I wcisnąć w taki szablon. Bo tych, co o mnie wypisują cuda, nie obchodzi naprawdę, jaki jestem i co się ze mną dzieje. Ich obchodzi wymyślone przez nich „kretowisko”. Jakoś tak smutno się zrobiło. Ależ skąd. Realnie. Trzeba szukać dystansu, także wobec siebie. Ja się staram, choć nie jest to łatwe. Ostatni czas zawirowań przepłaciłem zdrowiem. Depresja jest trudna do pokonania. Walczę. Życzę wytrwałości i powodzenia. ALINA KIETRYS, Gdańsk

Zapraszamy tym roku Klub Polski świętuje swoje 25-lecie i już na samym początku roku w planach było mocne podkreślenie tego ważnego dla słowackiej Polonii wydarzenia, ale z uwagi na żałobę narodową w Polsce planowane na 18 stycznia przedsięwzięcie zostało odwołane i odbędzie się w nowym terminie. A zatem wciąż przed nami koncert zespołu Laugari-

W

Laugarico co i gości, którzy 9. marca zaprezentują polskie i słowackie tanga. Będzie to jednocześnie prezentacja kolejnej płyty Klubu Polskiego z tangami właśnie. Już dziś wszystkich serdecznie zapraszamy do Instytutu Polskiego w Bratysławie! Za nami drugi bal przebierańców dla dzieci. Niebawem po raz drugi w Bratysławie będzie pokazany spektakl teatralny „Wśród nocnej ciszy“ w reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej. Odbędzie się on 17 lutego w teatrze Ticho a spol. Kolejne planowane imprezy zależeć będą od finansów, przyznawanych przez Fundusz na rzecz mniejszości narodowych na Słowacji. W marcu powinniśmy już wiedzieć, czy projekty, które Klub Polski opraWśród nocnej ciszy

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 9

do tanga, na „Wesele“ lub pieczenie chleba

T O T Y L KO N I E K T Ó R E Z P RO P O Z YC J I K L U B U P O L S K I E G O N A RO K 2 019 bawy, wykład o dwujęzyczności w rodzinie, szkolenie w obsłudze strony internetowej Klubu Polskiego oraz niedzielna msza w języku polskim. Latem od 10 do 17 sierpnia planowane jest coroczne przedsięwzięcie artystyczne, adresowane do dzieci polonijnych, pod hasłem Krok za krokiem w kierunku sztuki (na Liptowie).

Romina Kołodziej cował, zyskają finansową aprobatę. A planów jest sporo. Już w marcu na Poważu planowany jest koncert polskiej pieśni sakralnej. Na wiosnę planujemy pokazać przedstawienie teatralne w reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej w Koszy cach. Wiosną rozpoczniemy w Instytucie Polskim w Bratysławie nowy cykl dyskusyjnych spotkań pod hasłem „Zapoznajmy się“, których celem jest przedstawienie interesujących Polaków mieszkających na Słowacji. W pierwszym spotkaniu będzie można bliżej poznać primabaleriną Słowackiego Teatru Narodowego Rominę Kołodziej i śpiewaczkę Ewą Sipos. W tym roku w planach są dwa tego typu spotkania: na wiosnę i na jesień.

Zielone Świątki Kolejnym przedsięwzięciem, organizowanym co roku przez Klub Pol ski, będzie impreza z okazji Zielonych Świątek. Ta tegoroczna odbędzie się od 7 do 9 czerwca w przepięknym ośrodku w Kočovcach, niedaleko Beckova (Poważe). W jej ramach planowane są przedsięwzięcia artystyczne dla dorosłych i dzieci, koncerty, zaLUTY 2019

Krok za krokiem w kierunku sztuki

Sierpień – jak co roku w Dubnicy nad Wagiem - zarezerwowany jest dla folkloru. Tu w dniach od 23 – 25 sierpnia zaprezentuje się Zespół Pieśni i Tańca „Częstochowa“. Poza tym również w tym mieście ma się odbyć prezentacja muzyków, łączących elementy folkloru z rockiem, etno czy world music. Z kolei w Trenczynie, we wrześniu odbędzie się tradycyjna impreza Klubu Polskiego pod hasłem Przyjaźń bez granic, w ramach której będzie można m.in. obejrzeć na trenczyńskim rynku ludowy zespół ze Śląska. Innego rodzaju koncert – koncert muzyki organowej – odbędzie się jak zawsze jesienią (październik lub listopad) w Nitrze. Klub Polski planuje także w tym roku realizację teledysków do utworów z płyty „Za górami, za lasami, za Tatrami“. Ważnym artystycznym wydarzeniem będzie przygotowanie nowej sztuki pt. „Wesele“ w reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej z Wiednia. Pre miera jest zaplanowana na listopad lub grudzień. Reżyserka w ubiegłym roku poprowadziła warsztaty artystyczne, dzięki którym co prawda zebrała aktorów i aktorów-amatorów, ale być może na jesień pojawi się ko-

lejne ogłoszenie o poszukiwaniu odtwórców konkretnych postaci do przygotowywanego spektaklu. Zainteresowanych uczulamy już dziś, by uważnie obserwowali ogłoszenia w „Monitorze“ i na naszej stronie www.polonia.sk. Nowością w działaniach klubowych będzie projekt „Chleb nasz każdodzienny“, którego częściami będą wystawa, warsztaty tradycyjnego rzemiosła związane np. z przygotowaniem chleba w Polsce i na Słowacji. W związku z wydanym w tym roku kolejnym CD Klubu Polskiego „To ostatnia niedziela“ w planach są też koncerty w różnych miastach Słowacji, których celem będzie prezentacja polskich i słowackich tang. Rok zamknie wystawa prac polskiej artystki z Trenczańskich Cieplic Kamili Zielińskiej, zatytułowana „Duende“. Wystawa będzie prezentowana w ramach corocznego przedsięwzięcia Sztuka z naszych szeregów w Instytucie Polskim. Kamila Zielińska

Oprócz tego oczywiście wychodzić będzie „Monitor Polonijny”, trwają też prace rekonstrukcyjne strony internetowej www.polonia.sk. Realizacja wyżej zaprezentowanych planów uzależniona jest od wysokości pozyskanych dotacji, zatem prosimy o baczne obserwowanie wszystkich ogłoszeń klubowych, w których zostaną doprecyzowane warunki realizacji i uczestnictwa w tychże wydarzeniach. RED. 9


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 10

Spotkanie marszałka Senatu RP S. Karczewskiego z Polonią „Polonia na Słowacji działa w ramach Klubu Polskiego w kilku najważniejszych miastach Słowacji: Bratysławie, Koszycach, Nitrze, Trenczynie, Dubnicy nad Wagiem oraz w ramach organizacji Polonus w Żylinie“ tak 29 stycznia w ambasadzie RP w Bratysławie informował marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego gospodarz spotkania – Krzysztof Strzałka – ambasador RP w RS. Gość z Polski dzię kował słowackiej Polonii za jej aktywność, szczególnie w dziedzinie szkolnictwa, jak również chwalił współ-

chując się w ich problemy, czy zagadnienia przez nich poruszane. W spotkaniu brali udział pracownicy ambasady RP, dyrekcja Instytutu Słowackiego, ksiądz Stanisław Ługowski oraz delegacja towarzysząca marszałkowi Karczewskiemu. Klub Polski

ZDJĘCIA: ZBIGNIEW PODLEŚNY ORAZ KANCELARIA SENATU

pracę polsko – słowacką na tym polu. „Wiem, że pań stwa działalność wspiera również słowacki rząd, za co dziś dziękowałem panu

premierowi“ mówił Karcze wski. Podczas spotkania specjalny gość poświęcił czas na rozmowy z przedstawicielami Polonii, wsłu-

reprezentowali: Małgorzata Wojcieszyńska, Dorota Cibińska, Romana Gregušková, Agnieszka Krasowska, Zbigniew Podleśny, Marek i Ilona Sobkowie. RED. 10

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 11

Igłą i nitką malowane C Z Y L I W Y S T AWA P R A C K A R O L I N Y L I Z U R E J iel płótna, a na nim czarna nitka, czasem cienka, często zapętlona, niekiedy kolorowa. Tak nitką maluje Karolina Lizurej, której ręcznie haftowane nietuzinkowe prace można było podziwiać w Instytucie Polskim 22 stycznia br., podczas otwarcia wystawy „Hefty. Karolina Lizurej”. Ta młoda artystka, pochodząca z Truskolasów koło Częstochowy, od kilku lat mieszka w Warszawie, gdzie ukończyła Wydział Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom obroniła w pracowni prof. Andrzeja Rysińskiego, aneks z artystycznej tkaniny u prof. Doroty Grynczel, a z rysunku u prof. Grzegorza Stachańczyka. Obecnie artystka kontynuuje studia na Wydziale Konserwacji i Restauracji

B

Karolina Lizurej inspiruje się starymi fotografiami ślubnymi i rodzinnymi lub przypadkowo napotkanymi osobami. To właśnie człowiek jest głównym tematem jej twórczości, dlatego na jej obarzach znajdują się m.in. panna młoda, dziewczyna z powstania warszawskiego czy kobieta, która chce być sexy. Ciekawe i niebanalne prace artystki, spajające realizm z abstrakcją, były wystawiane w różnych miastach Polski, w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. Lizurej jest laureatką licznych nagród, otrzymała m.in. dwukrotnie nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy nagrodę artystyczną Siemensa. W zeszłym roku zdobyła

nagrodę dyrektora Instytutu Polskiego V Międzynarodowym Triennale Tkaniny Artystycznej Textile Art of Today 2018/2019, zorganizowanym w Danubiana Meulensteen Art Museum w Bratysławie. Wystawa potrwa do 15 lutego. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Dzieł Sztuki oraz jest w trakcie studiów doktoranckich na Wydziale Malarstwa. Karolina Lizurej od dziewięciu lat zajmuje się przede wszystkim tkaniną artystyczną, rysunkiem i malarstwem. W Instytucie Polskim artystka zaprezentowała swój dorobek artystyczny z ubiegłego roku. Były to ręcznie wyszywane płótna o różnych wymiarach, od niewielkich 20 x 40 cm czy 70 x 60 cm po prace wielkiego formatu 230 x 160 cm i 220 x 220 cm, na których czarną nitka, rzadko kolorową, wyhaftowała kłębiące się emocje, wzruszenia, abstrakcje i postacie. LUTY 2019

11


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:47 Page 12

sobotnie popołudnie 26 stycznia już z ulicy w centrum Bratysławy widać było przez okna Instytutu Polskiego, że dzieje się tam coś wyjątkowego. Po wejściu do środka od razu zachwyciły mnie kolorowe lampiony w kształcie słonecznych twarzy, którymi ozdobiona była galeria instytutu. I pod tymi lampionami odbywał się II Bal Przebierańców dla dzieci Klubu Polskiego - bal nad bale! W rolach głównych najmłodsi: plicjanci, księżniczki, speidermeni, piłkarze, biedronka, supermeni i wielu innych. Tym wyją-

W

12

pod kolorowymi lampionami

prawdziwy magik Peter Šestak, niektórzy aż piszczeli z radości. Jego dowcipne sztuczki, doskonałe triki magiczne, do których angażo-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: JUSTYNKA PILIP

tkowym towarzystwem dowodził polski wodzirej Tomasz Klusek, również w gustownym ubraniu – kolorowym fraku. Były podskoki, tańce, wygłupy, naśladowania tego, co ktoś pokazuje, przyglądanie się, jak tańczą mamy pod dyktando wodzi reja itp. Na kolejny punkt programu czekano z niecier pliwością. A kiedy w końcu przed publicznością stanął

BAL

wał maluchów jako pomocników, wywoływały salwy śmiechu wśród publiczności. MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 13

Pod koniec prawie czterogodzinnej zabawy na dzieci czekała loteria z nagrodami książkowymi, zabawkami czy różnymi przedmiotami użytku codziennego. Wyjątkową nagrodę stanowiło zdjęcie na okładkę naszego czasopisma. Wygrała ją trzyletnia Alisa Brendler z mamą. Natomiast nagrodę główną – wejściówkę rodzinną do

Śmiech dzieci, ich rozpromienione twarze były najwspanialszą nagrodą dla organizatorek przedsięwzięcia: Doroty Cibińskiej, Agnieszki Krasowskiej i Justyny Pilip, które do przedsięwzięcia podeszły bardzo profesjonalnie i z wielkimi sercami. Podziękowania należą się też Tomaszowi Olszewskiemu za obsługę systemu rezerwacji miejsc na bal na stronie internetowej Klubu Polskiego www.polonia.sk. Na twarzach konsula Jacka Doliwy i jego małżonki, którzy byli gośćmi honorowymi balu, widać było zadowolenie, że tak pięknie się bawi najmłodsza generacja słowackiej Polonii. RED

kina na wybrany film – otrzymała rodzina Pilipów. Ale to nie był koniec niespodzianek, gdyż na każdego malucha czekała jeszcze paczka z prezentami: atrakcyjną grą „Double kids“, książką i słodyczami. Cóż to był za bal! Atrakcji było co niemiara! Także na stołach, pełnych wypieków, przygotowanych przez rodziców. ZDJĘCIE: JUSTYNKA PILIP

Projekt zrealizowano w ramach funduszy polonijnych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Nagrody rzeczowe do loterii oraz ozdoby sali ufundowała firma Makro – Vaše Domáce Potreby oraz Klub Polski. Organizatorzy balu dziękują dyrekcji Instytutu Polskiego w Bratysławie za udostępnienie pomieszczeń. 13


oraz częściej spotykamy na Słowacji polskosłowackie pary, które poznały się za granicami swoich krajów zamieszkania, jak na przykład Alicja i Ivo Zimowie. Ich połączyła Ameryka, ale tęsknota za Europą przesądziła o powrocie. Tylko dokąd? Los przyprowadził ich do Bratysławy.

C

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 14

Wakacje w Nowym Jorku Poznali się w Nowym Jorku w 2003 roku, gdzie Alicja była w odwiedzinach u swojej przyjaciółki, która kilka lat wcześniej wyemigrowała z Polski. Dzięki niej zapoznała jeszcze parę osób, z którymi wieczorami spędzała czas, wychodząc do kawiarni czy na dyskoteki. Wśród nich był pewien Słowak, pochodzący z Kamienki pod Starą Ľubovnią. „Ala mi od razu wpadła w oko“ – opisuje ów chłopak, czyli Ivo. „Nie miałam żadnych planów związanych z Ameryką, wiedziałam, że po wakacjach wrócę do Polski, by dokończyć studia” – wyjaśnia Ala, która studiowała w Opolu marketing i zarządzanie. Amerykańskie wakacje zamierzała wykorzystać na podszkolenie się w języku angielskim, a ponieważ udało się jej znaleźć dorywczą pracę w Subwayu, gdzie sprzedawała kanapki, kontakt z klientami dużą ją nauczył. „Było to spore udogodnienie, gdyż większość klientów, mówiąc, wskazywała to, czego sobie życzy“ – opisuje.

Z Opola do Bratysławy Mocniejsze bicie serca

Odległość nie jest przeszkodą

Między Alą a Ivem nawiązała się szczególna nić porozumienia. „Mimo że słowackiego za bardzo nie rozumiałam, to jednak ciągnęło nas do siebie, pomagaliśmy więc sobie w komunikacji trochę na migi, trochę po angielsku“ – mówi, a Ivo dodaje, że tak się do siebie zbliżyli, iż kiedy przyszedł termin powrotu Ali do Polski, jego serce zabiło mocniej. Kiedy dziewczyna wróciła do rodzinnego Opola, ledwo zdążyła zdjąć buty, zadzwonił telefon. To był on! „Pytał z troską w głosie, czy szczęśliwie dotarłam do domu, co mnie bardzo ujęło“ – wspomina po latach. Potem ich rozmowy telefoniczne stały się częstsze. Każdego wieczoru, po skończonej pracy Ivo dzwonił do Polski. „Ja zarywałam noce, bo przecież kiedy w Nowym Jorku był wczesny wieczór, u nas już była północ“ – opisuje moja rozmówczyni i dodaje, że tak naprawdę poznali się dzięki tym długim rozmowom. „Prawie mnie te telefony zrujnowały, ale warto było“ – uśmiecha się Ivo i wyjaśnia, że to nie były czasy Messengera czy innych szybkich łączy. „Nie było smarfonów, ludzie nie pisali do siebie, tak jak teraz, co minutę. Był po prostu telefon, na który się czekało“ – dodaje Ala.

Kiedy pytam Iva, jak on znosił rozłąkę, od raz opowiada, że żył nadzieją, że dojdzie do kolejnego spotkania z uroczą Polką, że uda mu się ją namówić na ponowną wizytę w Nowym Jorku. Trzeba przyznać, że mój rozmówca potrafił zawalczyć o względy dziewczyny, zabiegać o nią; był troskliwy, a odległość mu w tym wcale nie przeszkadzała. „Na moje urodziny przesłał mi kwiaty“ – opisuje Ala i dodaje, że takimi gestami coraz bardziej zdobywał jej serce. „Odległość nie była przeszkodą. Miałem znajomych, którzy mieli dziewczyny z daleka, więc wiedziałem, że wszystko się da, jeśli się chce“ – kwituje Ivo. „Moi rodzice od razu się zorientowali, że to chyba coś poważniejszego, szczególnie kiedy mi się przyglądali, jak reagowałam na telefony z Ameryki“ – wspomina z uśmiechem Ala.

Pod Statuą Wolności i Wieżą Eiffla Zupełnym zaskoczeniem dla niej była przesyłka, którą rozpakowała pewnego dnia – bilet lotniczy do Nowego Jorku na sylwestra. „To było nie do uwierzenia! Taki prezent! Oczywiście, że poleciałam“ – zdradza Ala. Ten tygodniowy pobyt Alicji w NoMONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 15

się nie zanosiło, wymyślił, że zrobi to v Las Vegas, gdzie jest taka kopia wieży“ – wyjaśnia Ala i z rozrzewnieniem wspomina, jak przyglądały się im tłumy turystów, podpowiadający jej, jaką ma podjąć decyzję, skandując: „Say YES!“.

Byle do walentynek

przez Nowy Jork

„Dzień powrotu do Polski, kiedy skończyły się te wyjątkowe wakacje, pamiętam szczególnie – oboje płakaliśmy na lotnisku“ – wspomina nasza bohaterka, której życie nabrało zupełnie innego tempa. Wiedziała, że za kilka miesięcy wróci do Iva na stałe, ale ponieważ chciała dokończyć studia w Polsce, zrobiła wszystko, by zdać egzaminy w pierwszych terminach, dokończyć pisanie pracy magisterskiej i ją obronić. „Tym razem Sylwestra spędziliśmy oddzielnie, na pocieszenie dostałam od Iva kwiaty i szampana“ – wspomina Ala. Wtedy też poprosił swoją wybrankę serca, by przyleciała do Nowego Jorku na walentynki. „Miałam, co robić, by zdążyć z obowiązkami na uczelni. Wiedziałam, że nie może mi się przydarzyć żadne potknięcie, uczyłam się więc na pełnych obrotach, wszystko pozdawałam, pracę obroniłam, a dyplom odebrali już moi rodzice“ – opisuje.

Amerykańskie życie

wym Jorku, kiedy na statku pod Statuą Wolności w blasku fajerwerków witali Nowy Rok 2004, zmienił wszystko. „Wiedzieliśmy, że będziemy razem“ – zgodnie opisują moi rozmówcy. Potem były kolejne wspólne wakacje w Stanach Zjednoczonych, podczas których wybrali się do Las Vegas, gdzie Ivo poprosił Alicję o rękę. „Ivo marzył, że swojej wybrance serca oświadczy się pod wieżą Eiffla, ale ponieważ na wyskok do Francji LUTY 2019

Amerykańska codzienność Kiedy dopytuję się, jak Ivo znalazł się w USA, wyjaśnia mi, że pojechał tam w 1996 roku na zaproszenie swojej rodziny, która mieszkała w New Jersey. Jak twierdzi, dzięki temu, że miał w niej oparcie, miał lepszy start niż wielu jemu podobnych. Jego plan był taki, że skończy studia w Nowym Jorku – księgowość i finanse – a jednocześnie będzie pracować, by zarobić na siebie. I tak się stało. Ivo wymarzone studia skończył i pracował w finansach. Ala, która do niego dołączyła, również szła swoją ścieżką zawodową – pracowała w księgowości w jednym z amerykańskich ośrodków opieki. Mimo że żyło im się dobrze, ich myśli często wracały do Europy. „Zawsze wiedziałam, że chcę wrócić, tęskniłam za rodzicami, rodziną i nie wyobraża-

W momencie, kiedy w 2005 roku Alicja wylądowała w Nowym Jorku na walentynki, rozpoczęło się jej amerykańskie życie u boku Słowaka. Tu wiosną w 2006 roku wzięli z Ivem ślub cywilny, a kilka miesięcy później, już po narodzinach ich pierwszego syna, odbył się ślub kościelny oraz wesele, na które przylecieli i jej, i jego rodzice. Kiedy dopytuję moich rozmówców, jak wygląda amerykańskie wesele, dowiaduję się, że zazwyczaj trwa maksymalnie 4 do 5 godzin. „Wtedy nam to odpowiadało, bo byłam karmiącą matką, ale i tak całe wydarzenie wspominamy bardzo ciepło, bo urządziliśmy je po swojemu, w obecności bliskich z Polski i nowo poznanych amerykańskich przyjaciół. W sumie było około 70 osób, ale brakowało mi babć, cioć, kuzynek...“ – wymienia Ala. 15


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 16

łam sobie, że zostanę w Ameryce na stałe“ – wyznaje Ala, a jej mąż dodaje, że większość przybyszy w Ameryce myśli podobnie, lata jednak lecą, a im brakuje odwagi czy impulsu, by zdecydować się na powrót do swojego kraju. On tam w takim zawieszeniu spędził 14 lat. W przypadku państwa Zimów impulsem do powrotu był ich syn. „Wiedzieliśmy, że kiedy Marcus będzie miał 5-6 lat, musi pójść do amerykańskiej szkoły, a to by oznaczało głębsze zapuszczanie korzeni“ – wyjaśnia Ala. Zdecydowali więc o powrocie do Europy.

Lądowanie w Europie

oboje byli z tego samego kraju. Możliwości zatrudnienia zdecydowały o ich dalszych losach – Ivo dostał pracę w międzynarodowej firmie w Bratysławie, z kolei Ala dowiedziała się, że może się przenieść w ramach firmy IBM właśnie do Bratysławy. „Co ciekawe, żadne z nas wcześniej tu nie mieszkało“ – opisuje moja rozmówczyni. Jej mąż przyjechał do stolicy Słowacji najpierw sam, by przygotować rodzinne gniazdo przed przyjazdem pozostałych członków rodziny, która w między czasie powiększyła się o kolejnego synka Alexa. W ten sposób od połowy 2013 roku zaczął się pisać nowy rozdział ich życia w Bratysławie.

Słowacka rzeczywistość

Na walizkach W rozjazdach przeżyli kolejne dwa lata. Ala zastanawia się głośno, że być może ich start byłby łatwiejszy, gdyby ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Był koniec października 2010 roku, a państwo Zimowie wylądowali w Polsce i zatrzymali się u rodziców Ali. Potem, co jakiś czas pomieszkiwali raz u jednych, raz u drugich rodziców,

czyli na przemian w Opolu i w Kamience. Wierzyli, że praca dla nich się znajdzie. Marzyli o Pradze. „Miało być sprawiedliwie – ani w Polsce, ani na Słowacji“ – mówią z uśmiechem i choć Ivo nawet podjął pracę w czeskiej stolicy, to jednak w tym samym czasie Ala rozpoczęła pracę we wrocławskim oddziale IBM. To oznaczało życie na odległość i weekendowe spotkania. Okazało się też, że adaptacja w starej, ale jednak nowej rzeczywistości, wcale nie była taka łatwa. Moi rozmówcy przyznają zgodnie, że dla Iva ten powrót był trudniejszy, gdyż on opuszczał Słowację w 1996 roku, więc nie zdawał sobie sprawy do jakiego stopnia wszystko się tu pozmieniało. „Zaskoczyło mnie to, jak nasza część Europy jest rozwinięta. Kiedy opuszczałem Słowację, to tu nawet jeszcze nie było galerii handlowych. Po powrocie czułem się jak obcokrajowiec we własnym kraju“ – kwituje nasz bohater.

Kiedy pytam Alę, czy trudno jej było odnaleźć się w słowackiej rzeczywistości, odpowiada, że od początku czuła się tu jak u siebie, bo przecież trochę pomieszkiwała już u teściów w Ľubovňi, słowacki znała, a pracować mogła na odległość, z domu dla wrocławskiej centrali. „Paradoksalnie to ja chyba miałem gorzej, gdyż często borykałem się ze słowacką biurokracją, załatwiając obywatelstwo dla dzieci, zgłoszenie ich do szkoły itp.“ – skarży się Ivo, ale zaraz potem oboje dodają, że jednak tu, w Europie bardziej im się podoba. „Żyje nam się tu lepiej, wolniej, bez takiego typowo amerykańskiego biegu“ – wyjaśnia Ala, która w Nowym Jorku codziennie dojeżdżała do pracy godzinę, czasami dwie. „Tu wsiądę w autobus i za 15 minut jestem w centrum“ – chwali Ivo, a Ala cieszy się, że za cztery godziny jest w stanie dotrzeć do Polski. Poza tym oboje zgodnie oceniają, że w Ameryce niewielu Europejczykom udaje się osiągnąć sukces. „Na Polaków i Słowaków nie czekają najlepsze oferty pracy, trzeba się mocno przebijać, co też oczywiście wiele człowieka uczy“ – podsumowują.

Podwójna emigracja Pod koniec naszego spotkania w uroczym bratysławskim mieszkaniu państwa Zimów dowiaduję się, że 16

MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ma

M

na

lo cj am nadzieję, że uważne w Bratysławie, stosowałem yp Czytelniczki i Czytelnitę metodę dosyć często, to cy „Monitora Polonijnego”, znaczy słuchałem mąktórzy od początku (11 miedrzejszych od siebie – zasięcy!) śledzą cykl moich równo dyplomatów, jak e) wspomnień i rozważań o dyc o d z i e n i zwyczajnych (i nadzwyplomacji (nie)codziennej zaczajnych) ludzi. Też już o tym pisałem. Wszyscy uczestnicy tauważyli, że w ostatnim czasie trochę spoważniałem. Były ku temu powody. kiej dyplomacji stawali się bogatsi, „Polonia i świętowanie (w jedno- bo używając języka, używali słów ści)”(8), potem radość ze wspomnie- wyrażających szacunek i zrozunia zabawy w „chór ambasadorów”, mienie dla rozmówcy, nawet jeśli śpiewających polskie i słowackie ko- wyznawali inne od nich poglądy. Czym jeszcze jest „dyplomacja lędy (9), w końcu „Szacunek dla odrębności” (10) – były próbą pokaza- (nie)codzienna”? Powtórzę – niekonwencjonalnia tego, jak – w moim przekonaniu – dyplomacja może i powinna wyglą- nym działaniem, niekiedy nieprotodać, odzwierciedlając bogate i różno- kolarnym w świecie dyplomatów. rodne życie społeczne naszej Ojczyzny. Ale także działaniem normalnym, Starałem się też pokazać, że tzw. tzn. etycznym i przyzwoitym w krędyplomatyczne zachowania nie są gach politycznych, społecznych, czymś zarezerwowanym dla dyplo- a nawet towarzyskich. Cel jest ten matów, ale najczęściej stanowią nor- sam: porozumienie i szacunek. my, które powinny być przestrzegane Niech więc temu służy nasz język przez wszystkich, starających się być codzienny, który – jak język dyploludźmi przyzwoitymi. macji – nie rani, nie obraża, tylko Bo czym w ogóle jest albo czemu stara się przekonywać. No i zawsze ma służyć prawdziwa dyplomacja? szanuje rozmówcę. Oczywiście komunikacji i porozumieniu mniejszych i większych podmiotów państwowych, w bardzo zróżnicowanej politycznie wspólnocie międzynarodowej. Dyplomacja zawsze dąży do wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Stosuje różne metody i sposoby, które opisywałem. Ale zawsze posługuje się językiem. Językiem mówionym lub szeptanym, jawnym lub dyskretnie utajnionym. Także pisanym. Zwykle pięknie, wzniośle Tymi rozważaniami zmuszony jelub na okrągło, zawsze z szacunkiem. Język dyplomacji jest chyba jedynym stem na jakiś czas zawiesić swoje pina świecie językiem, który posługuje sanie o „(nie)codziennej dyplomacji”. Moje ostatnie felietoniki (tak się także milczeniem. To milczenie ma niekiedy o wiele większą wymo- ośmielam się je nazywać) były trowę, niż nieprzemyślane słowo, które chę nostalgiczne i wyrażały głęboką trzeba by później odwoływać lub pro- tęsknotę za czymś, co było i na pewstować, albo co gorsza zawile tłuma- no powróci, zarówno w dyplomaczyć, że źle zostało zrozumiane. Język cji, jak i codzienności, czego Wam, dyplomatyczny to także umiejętność drodzy Czytelnicy, Redakcji i samemu sobie życzę słuchania. Sam, szczególnie w początkach - zawsze Wasz JAN KOMORNICKI pełnienia funkcji ambasadora RP

a

LUTY 2019

Język dyplomatyczny ( ni

w stolicy Słowacji znaleźli swoje szczęście, choć są otwarci na to, co przyniesie im życie. „Nie ukrywam, że tęsknię za Polską“ – wyznaje Ala. Może dlatego pozytywnie reaguje i włącza się w różne działania Klubu Polskiego, np. w organizację dużej imprezy „Z Polską na Ty“. Rodzina Zimów stara się łapać wszystko to, co najlepsze im życie przynosi. „Nasz starszy syn, który się urodził w Sta nach Zjednoczonych, ma trzy obywatelstwa, młodszy dwa – polskie i słowackie – i tylko my mamy po jednym“ – śmieją się i dodają, że starają się rozmawiać z dziećmi w trzech językach: po polsku, słowacku i angielsku. „Czasami się umawiamy, że podczas weekendu mówimy do siebie wyłącznie po polsku, co nie zawsze nam wychodzi, ale staramy się“ – opisuje z uśmiechem Ala. „Potrafimy cenić sobie to, co nam los podarował. Oboje przeżyliśmy emigrację i to aż dwa razy – pierwszy raz do Ameryki, potem po wielu latach do Europy, wiemy więc, jak to jest stawiać gdzieś pierwsze kroki, a to uczy człowieka pokory“ – podsumowuje naszą rozmowę Ivo. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

d

Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 17

17


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 18

Plany reaktywacji

LEGENDARNE AUTO CZY MOTORYZACYJNY KOSZMAR MINIONEJ EPOKI?

i k n e r y S

iespełna 30 lat temu pożegnaliśmy – wydawałoby się z ulgą – Polską Rzeczpospolitą Ludową (PRL). Zmienić miała się nie tylko wielka polityka, ale także społeczna mentalność i obyczajowość, ukształtowane w ciągu kilkudziesięciu lat ustroju komunistycznego. Nadchodziło nowe, pachnące świeżością i wielkim światem. W przyspieszonym tempie dowiedzieliśmy się, czym są globalizacja i prywatyzacja, gwałtownie przeskakując z gospodarki planowej do nieregulowanego, agresywnego kapitalizmu. Po latach permanentnego braku towaru i kolejek w sklepach wreszcie zyskaliśmy dostęp do tych samych dóbr, co mityczny Zachód, a wybór marek, którymi polski rynek został zalany, oszałamiał. Wystarczyła obcobrzmiąca nazwa, kolorowe opakowanie i telewizyjny spot reklamowy – który zresztą był w Polsce zupełną nowością – by produkt automatycznie uznano za lepszy, wręcz luksusowy. To, co powstało w PRL – jej flagowe firmy i marki – natychmiast stało się passé, bez względu na rzeczywistą wartość i jakość wykonania. Szare i siermiężne, to były dwa słowa-klucze, opisujące niemal wszystko, co z odchodzącą epoką się wiązało. Pragnęliśmy upchnąć ją w mrokach niepamięci, pewni, że do znienawidzonej PRL-ow skiej estetyki nigdy już nie wrócimy.

N

18

Życie bywa przewrotne i czasem pisze zaskakujące scenariusze. Oto trzy dekady po ustrojowej transformacji PRL przestaje być tylko czasem mroku, smutku i braku. Do łask wraca kultura i literatura tamtego okresu, wzornictwo niespodziewanie okazuje się funkcjonalne i ponadczasowe, a produkty jeszcze kilka lat temu uznawane za obciachowe zyskują miano kultowych bądź legendarnych. Jak do tego doszło? Po początkowym zachłyśnięciu się towarami z Zachodu i nasyceniu, a wręcz przesyceniu nimi i rozczarowaniu ich jakością z nostalgią zaczynamy spoglądać w przeszłość. Po okresie radości ze stania się obywatelami świata i mieszkańcami globalnej wioski eksplorujemy PRL w poszukiwaniu własnych korzeni i autentyczności. Warto przy tym pamiętać, że dla wielu Polaków był to czas beztroski i młodości, a więc okres, który bywa najbardziej idealizowany we wspomnieniach. Ta nostalgia zaowocowała powrotem wielu PRL-owskich marek; oczywiście rzadko w formie identycznej z oryginałem. Zdarza się, że decyzja o wskrzeszenia produktu sprzed lat jest strzałem w dziesiątkę i przynosi pomysłodawcy przyzwoite zyski oraz popularność także wśród młodszej klienteli, dla której PRL to zabawna egzotyka. Doskonałym przykładem może być łódzka marka odzieżowa Pan tu nie stał, która podbiła serca Polaków projektami nawiązującymi do estetyki poprzedniej epoki. Nie brak jednak również zadziwiających

prób reaktywacji tego, co już w przeszłości zawiodło i słusznie zostało odesłane do lamusa. Tak ma się rzecz z syreną, pieszczotliwie nazywaną skarpetą. To miała być duma polskiej motoryzacji. Krótko po II wojnie światowej nad Wisłą produkowano głównie pojazdy stworzone na licencji zagranicznych modeli, jednak ambicją władz było stworzenie całkowicie polskiej konstrukcji. W 1953 roku, krótko po śmierci Stalina, Prezydium Rządu podjęło uchwałę o konieczności zaprojektowania samochodu małolitrażowego. Zamówienie trafiło do żerańskiej Fabryki Samochodów Osobowych (FSO) i cztery lata później rozpoczęto seryjną produkcję syreny. Planowano z rozmachem – fabrykę miało opuszczać kilka tysięcy aut rocznie; ostatecznie przez pierwsze dwa lata powstało ich kilkaset. Szybko stało się jasne, że syrena jest produktem słabym. Owa słabość była wypadkową wielu czynników; przede wszystkim jednak próba zbudowania zaawansowanego technologicznie samochodu w realiach gospodarki centralnie sterowanej była z góry skazana na niepowodzenie. Permanentne braki zaopatrzeniowe i państwowe wytyczne, zgodnie z którymi MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 19

syrena miała być tania i wymagająca minimalnych inwestycji, nie ułatwiały pracy inżynierom z FSO. Nie dziwi więc, że już w chwili rozpoczęcia produkcji skarpeta była przestarzałą konstrukcją. Marnej jakości, ciężkie, awaryjne, niewygodne i mało odporne na korozję auto ze słabymi hamulcami nie było chlubą rodzimej motoryzacji. Twórcy syreny oczywiście zdawali sobie sprawę z jej niedostatków, na bieżąco próbując zminimalizować wady i wprowadzając coraz to nowe ulepszenia. Tylko w ciągu pierwszych piętnastu lat produkcji auto poddano 2300 zmianom konstrukcyjnym, które jednak w mało satysfakcjonującym stopniu poprawiły komfort jego użytkowania. Do 1972 roku syrena zjeżdżała z taśm produkcyjnych wspomnianego warszawskiego FSO, później odpowiedzialność za flagowe polskie auto spadła na Fabrykę Samochodów Małolitrażowych (FSM) z Bielska-Bia łej. Syrena wydawała się już wtedy projektem bez większej przyszłości.

Pod względem parametrów technicznych i wygody przegrywała z innymi samochodami dostępnymi w kraju, nawet z produkowanym na licencji Fiatem 126p, czyli poczciwym maluchem. Ostatecznie produkcję zakończono w 1983 roku liczbą 521 311 egzemplarzy. Od wielu lat próżno szukać syren na polskich drogach, niemniej auto ma swoich miłośników, którzy organizują zloty syren, rajdy i spotkania im poświęcone. To prawdziwi pasjonaci, którzy w odrestaurowanie zabytkowych pojazdów wkładają mnóstwo Bibliografia: Syrena - historia jedynego polskiego samochodu via: www.moto.wp.pl; Co dalej z nową syreną? via: www.motoryzacja.interia.pl; Vosco to nie pierwszy pomysł na nowy polski samochód via: www.autokult.pl; Mija 61 lat od powstania pierwszej fabrycznej Syreny via: www.businessinsider.com.pl LUTY 2019

serca, energii i pieniędzy. Równolegle z hobbystycznym uwielbieniem dla starej syreny funkcjonują plany stworzenia jej współczesnej wersji. Plany, jak już wspomniałam, kontrowersyjne, bo trudno wyobrazić sobie klientelę, która miałaby być zainteresowana kupnem takiego samochodu. A jednak skonstruowanie syreny na miarę nowych czasów marzy się aż dwóm konkurencyjnym firmom, AK Motor i Fabryce Samochodów Osobowych Syrena Kutno. Próby reaktywowania skarpety ciągną się już od dawna. W 2011 roku AMZ Kutno, którego głównym inwestorem była firma farmaceutyczna Polfarmex stworzyło auto o nazwie Syrenka. Syrenkę dopuszczono do ruchu, jeździła po drogach i nawet uczestniczyła w stłuczce, ale do masowej produkcji nie trafiła. Podobnie jak jej pierwowzór sprzed lat, nie wyróżniała się niczym szczególnym i również była przestarzałą konstrukcją. Projekt ostatecznie upadł, jednak Polfarmex nie porzucił planów stworzenia nowej syreny. Firma zdecydowała się na założenie wspomnianej już FSO Kutno, pod skrzydłami której powstaje nowe wcielenie syreny, Vosco S106. Dotychczas wyprodukowano sześć prototypów, które przechodzą testy drogowe i czekają na homologację. Oprócz tradycyjnego samochodu w planach jest również wersja elektryczna Vosco S106. Projekty kutnowskiej spółki działają na AK Motor jak płachta na byka. AK Motor zakupiła bowiem prawa do oryginalnej nazwy Syrena i twardo stoi na stanowisku, że FSO Kutno działa na jej szkodę. “(...) używa samowolnie naszego znaku towarowego, bez praw do marki, bez naszej zgody, licencji (...)” - napisali przedstawiciele AK

Motor w komunikacie przesłanym do redakcji Monitora Polonijnego. AK Motor pierwsze grafiki przedstawiające nową syrenę – Syrenę Meluzynę – zaprezentowała w 2013 roku. Dwa lata później sportowa Meluzyna R zadebiutowała w Rajdzie Barbórki Warszawskiej. Firma planowała wówczas budowę 25 egzemplarzy Meluzyny R, każdy w cenie od, bagatela, 60 tysięcy euro. Brak jednak szczegółowych danych dotyczących rzeczywistych zamówień i sprzedaży; zaś sama AK Motor koncentruje się na nowych projektach, przede wszystkim auta elektrycznego. Póki co, zaprezentowała głównie ich wizualizacje. Trudno powiedzieć, dla kogo miałaby być przeznaczona nowa syrena. Moda na retro samochody i tęsknota za tym, co minione, mogą nie wystarczyć do przekonania klientów, by zainwestowali niemałe pieniądze w produkt, który w swojej konkurencji przegrywa z innymi na rynku. Przy wyborze samochodu głównym kryterium raczej nie będzie produk-

cja w Polsce, a parametry techniczne, bezpieczeństwo i stosunek jakości do ceny. Sentymenty odejdą na dalszy plan, a kto szaleje za starą skarpetą, prędzej weźmie udział w zlocie fanów tego auta, niż wyda krocie na jego nowe wcielenie. KATARZYNA PIENIĄDZ

19


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 20

kąd możemy mieć pewność, że metr mierzy dokładnie... metr? Wszyscy wiedzą, że czuwa nad tym Międzynarodowe Biuro Miar i Wag w Sèvres. Sto centymetrów to sto centymetrów, kropka. Polscy uczniowie mogą mieć różne zdanie o tym, jak się pisze słowo „rzeżucha“, na szczęście istnieje Rada Języka Polskiego. Zasiadający w niej znawcy języka polskiego rzadko zmieniają zdanie i to w sumie pozytywna wiadomość. Użytkownicy polszczyzny prędzej czy później powinni przyswoić sobie poprawną pisownię, by nie popełniać błędów. Jak widać, w dzisiejszym zwariowanym świecie istnieją jeszcze żelazne zasady i gremia, które dozorują ich przestrzegania. Ja miałbym jeszcze jeden mały postulat. W tym wszystkim zapomniano bowiem o pewnej rzeczy, bez której niektórzy nie mogą wyobrazić sobie codzienności. Co bowiem zrobić z... kawą? Kiedyś nie miałem problemu. Lubiłem nieskomplikowaną, popularną i w sumie zwykłą, tzw. małą czarną. Potem odkryłem subtelny smak kawy z mlekiem. Podkreślę – kawy! Mleka bowiem wystarczy odrobina, to w końcu kawa ma grać pierwsze skrzypce. I wydawać by się mogło, że wraz z powstaniem wielu przyjemnych kawia-

S

y t a m e l y D kawosza

renek, w których pracują wykształceni bariści i kelnerzy, będę mógł do woli delektować się smakiem idealnie przygotowanej kawy z mlekiem. Niestety, rzeczywistość daleka jest od ideału i tą drogą zmuszony jestem oficjalnie zaapelować o powołanie międzynarodowego instytutu do spraw kawy, który raz na zawsze ustali wzorzec pysznej kawy z mlekiem. Jak się okazuje, zamówienie kawy z mlekiem, drodzy Czytelnicy, to nie jest prosta sprawa. Każdy lokal ma na ten temat inną teorię i inne – jedynie słuszne – rodzaje kawy podaje. Oto klasyczny przykład: siedzę w lokalu, biorę do ręki kartę napojów. Czuję, jak rośnie mi tętno, a ręce zaczynają się pocić. Gdybym wypił już choć łyk kawy, winną tego stanu rzeczy byłaby być może kofeina, ale tu chodzi o czekający mnie dopiero akt wyboru. Nareszcie wiem, jak musi się czuć saper, który ma właśnie przeciąć właściwy drucik. Jak zgadnąć, którą kawę mam zamówić? Czy chodzi o wielkie, czy małe presso z mlekiem? A może lungo z mlekiem? Cafe americano, a do tego mleko? Wybór musi być jasny i precyzyjny. I niech nikt nie ośmiela się przypadkiem pytać kelnera! Spojrzy wtedy jedynie wzrokiem pełnym politowania i żalu, że musi

Świadectwo miłości ydawać by się mogło, że o miłości powiedziano w literaturze już wszystko. Czasem jednak trafiamy na historię wyjątkową, która mogłaby należeć do gatunku nieprawdopodobnych, gdyby nie to, że napisało ją samo życie.

W

Wiesława Pajdak, młodziutka studentka stomatologii, i Jerzy Śmiechowski, chłopak z Wybrzeża, mogliby być zakochaną parą jak każda inna. Mogliby, gdyby nie scenariusz, który zgotowała im rzeczywistość. Mała i Ju, jak pieszczotliwie nazywali siebie, nie znali się 20

w czasie wojny, choć oboje działali w Polsce Podzie mnej. Za tę działalność oboje zostali skazani przez władze stalinowskie na cię żkie więzienie. Umieszczeni w sąsiednich celach zaczęli stukać do siebie przez ścianę i komunikować się za pomocą alfabetu Morse’a.

Początkowo chcieli w ten sposób zabić nudę, wymienić się informacjami i po prostu mieć kontakt z drugim człowiekiem. Ich dialog stał się jednak miłosną korespondencją, wystukiwaną po dwóch stronach zimnego, więziennego muru. Gdy więźniów rozdzielo-

no i przeniesiono w inne miejsca, ojciec Jerzego przemycał dla nich korespondencję już w formie klasycznej, pisanej na papierze. Przez długie lata musiały im wystarczyć tylko te listy. W przemycanej korespondencji padają słowa pełne tęsknoty, smutku, MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 21

pracować z takimi amatorami. „Zachciało się do kawiarni, a w domu pewnie tylko po turecku pije!“. W porządku, to jeszcze można znieść. Najgorzej, gdy wykształcony za granicą barista zaczyna mnie przekonywać, że jedyny słuszny wybór to latte. I cóż z tego, że to mleko z kawą, a nie kawa z mlekiem! Bo skoro już chcę mieć w kawie mleko, to chyba im więcej, tym lepiej! W takich sytuacjach nieraz opuszczałem kawiarnię w pośpiechu, zastanawiając się, czy biała herbata Yin Zhen nie byłaby lepszym wyborem. Jednak nie poddaję się łatwo. W mojej głowie niedawno zaczęły rodzić się konspiracyjne myśli: a może zamawiać tylko czarną kawę, by potem, w całkowitym sekrecie wyjąć z kie-

ale i nadziei, że kiedyś się spotkają i będą mogli razem spędzić życie. Mimo tortur, okrucieństwa i wszechobe cnej śmierci relacja przeradza się w miłość i trwa latami. Zakochani więźniowie nie poddają się i w ich przypadku można powiedzieć, że miłość zwycięża wszystko. Choć trudno w to uwierzyć, Wiesława i Jerzy pierwszy raz zobaczyli się dopiero na swoim ślubie, po którym po zostali ze sobą już do końca życia. „Krótka historia o długiej miłości” autorstwa Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz-Oboładze (Wyda wnictwo Znak 2018) to opowieść o miłości nieLUTY 2019

szeni płaszcza fiolkę idealnie zagęszczonego słodkiego mleka i zmieszać go z czarnym napojem w odpowiednich proporcjach? Fanów kawy z mlekiem jest wielu i z pewnością nie byłbym pierwszą osobą, walczącą w ten sposób z systemem. Kto wie, czy po latach nie moglibyśmy założyć związku kombatantów walki o kawę z mlekiem, nosić z dumą ordery (oczywiście brązowe) oraz legitymacje (o oczywistym kolorze okładek...). Urządzalibyśmy potem uroczyste zjazdy, na których do woli pilibyśmy... kawę z mlekiem. Całkiem piękna (i smaczna) wizja.

możliwej, ale prawdziwej, zrodzonej w ekstremalnych warunkach, która okazuje się miłością wielką, prawdziwie głęboką, wygrywającą z przeciwnościami losu i trwającą po grób. Mała i Ju przeżyli ze sobą prawie sześćdziesiąt wspólnych lat. Jest to opowieść piękna, poruszająca i romantyczna. Jednak w formie, która trafia do naszych rąk, zaburzono proporcje – 90% tekstu stanowią ory ginalne listy zakochanych, których treść poprzez powtórzenia staje się w pewnym momencie monotonna. Dla samych zakochanych powtarzanie wciąż tych samych słów o miłości i tęsknocie

Czekanie na kombatanckie przywileje to jednak wizja pełna niepewności. Walkę o wzorzec kawy z mlekiem można podjąć już dziś. I tak jak w wielu sferach życia, zapewne najlepiej zrobią to urzędnicy z instytutu do spraw kawy, gdy już taki powstanie. I chociaż mógłbym starać się o posadę jego dyrektora, to jednak będę bardziej zachowawczy. Jak widzimy bowiem, przed takim dyrektorem stałoby zapewne nie lada wyzwanie, wymagające trudu i z pewnością zabierające wiele czasu. Kiedy więc znalazłbym czas na picie kawy? Z mlekiem, oczywiście. ARKADIUSZ KUGLER

było tym, co trzymało ich przy życiu, dla czytelnika są one po pewnych czasie nużące. Zabrakło tu pewnego tła, podmalówki literackiej, budującego napięcie

narratora. Możliwe, że założeniem autorek było całkowite oddanie głosu zakochanym, ale literatura rządzi się swoimi prawami i pozostawienie czytelnikowi niemal gołych listów nie jest do końca udanym zabiegiem. Byłby to świetny materiał na reportaż, ale i ten wymagałby innej obróbki. Temat oceniam jako arcyciekawy, ostateczny kształt produktu, którym jest ksią żka, nie wydaje się do końca zadowalający. Mimo wszystko „Krótka historia o długiej miłości“ to wspaniałe świadectwo tego, że miłość jest najsilniejsza i zwycięża wszystko. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:48 Page 22

adaniem sztuki filmowej jest opowiadanie historii i zadawanie pytań. Opowiadane w filmach historie mają nas pobudzić do myślenia, wzbudzić jakieś emocje, poruszyć. Jeżeli film Beaty Dzianowicz (scenariusz i reżyseria) „Odnajdę cię” ma wywołać w nas widzach to „coś”, to jedyne, co pozostaje po jego obejrzeniu, to pytanie o to, co byśmy byli w stanie poświęcić, by uratować kogoś bliskiego.

Z

Policjantka Justa (Ewa Kaim) bierze udział w akcji undercover w celu złapania groźnego mordercy. Akcja „pod przykrywką”, w której bierze udział, jest spektakularną klapą, a Justa po prostu zawala robotę, umożliwiając ściganemu ucieczkę. Błędy w pracy, nieustabilizowane życie osobiste, wiraże życiowe, to wszystko doprowadza policjantkę do stanu, w którym przełożeni postanawiają ją wysłać na przymusowy urlop. Justa, zamiast wykorzystać czas wolny jako szansę na naprawienie spraw rodzinnych, na własną rękę podąża śladem swojego przeciwnika. Żeby nasza główna bohaterka miała wystarczająco kłód pod nogami, a widz mógł obgryzać w zdenerwowaniu pazury, scenariusz doda tkowo nakazuje złoczyńcy porwać córkę policjantki, 22

Ratując dziecko

a samą przedstawicielkę prawa postawić przed dylematem moralnym, czy przejść na złą stronę mocy i ratować dziecko, czy pozostać szlachetną i ryzykować życiem córki. Film „Odnajdę cię” ma wiele zalet, ale i wad. Nie zapiera tchu w piersiach, ale też nie leży w szufladzie z napisem „żenada”, obok produkcji Vegi. Czło wiek nie wstydzi się sam przed sobą, że to coś ogląda, ale dwa dni po seansie

nie pamięta dokładnie, o czym to było. To, co należy pochwalić, to gra aktorska Ewy Kaim, która świetnie oddaje emocje niezrównoważonej policjantki. Michał Żurawski jako jej przełożony też wypada świetnie, podobnie jak młoda Zofia Stelmach w roli Lenki, córki głównej bohaterki. Muzyka Mariusza Goli daje dobre, mroczne tło historii, również cała kolorystyka i wizualny klimat filmu narzucają mroczność,

wymaganą w tego typu gatunku. Śląsk pokazany jest tu niesztampowo, bez przewidywalnych stereotypów, biedaszybów, hałd i ceglastych familoków. Sam scenariusz też wygląda ciekawie, ale nie jest jednak dopracowany i traci swój potencjał w trakcie oglądania. Niektóre wątki śledztwa i motywy są nieprzekonujące lub trącą sztucznością. Brak jest zaskoczeń, niedopracowane są też montaż i dynamika całości. Czasem coś przelatuje za szybko, a czasem się dłuży. Tak bywa, gdy proporcje scen nie są wyrównane. Montaż i udźwiękowienie obnażają tę produkcję jako niskobudżetową. Zabrakło kasy na takie rzeczy, których niby nie widać, ale które jednak zaniżają jakość filmu. Widz nie słyszy, co tam aktor mamrocze, do tego jakieś dłużyzny w dialogach i już sięgamy po telefon, żeby sprawdzić, co sły chać na Facebooku i przestajemy podążać za bohaterami. Niestety bardzo słabo, jak drewienko przed ociosaniem, wypada Piotr Stramowski. Czekam na film, w którym wreszcie dobrze zagra. Poza wymienionymi niedociągnięciami film nie jest klapą, można go uznać za dobry wypełniacz wieczoru, coś na zaplombowanie dziury czasowej. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 23

ajbardziej cieszą mnie nieoczekiwane odkrycia podczas podroży. Nigdy nie wiadomo, kogo się spotka i co się odkryje. Tak też było podczas mojej eskapady z rodziną na wschód Słowacji, gdy postanowiliśmy zrobić sobie mały odpoczynek w podroży. Zaparkowaliśmy auto na rynku w mia steczku Štítnik w regionie Gemer, ok. 13 km od Rožňavy. Miejscowość położona jest w dolinie rzeki o tej samej nazwie na Pogórzu Rewuckim (Revucká vrchovina). To, co od razu rzuciło mi się w oczy, to dominujący nad doliną monumentalny gotycki kościół z masywną więżą, zwieńczoną drewnianym hełmem. I właśnie tam skierowałam swoje kroki. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi świątyni, otuliła mnie cisza i dziwne wrażenie, jakbym przeniosła się w odległe czasy do jakiegoś tajemniczego i fascynującego miejsca.

N

W gotyckiej, trójnawowej bazylice z XIV wieku (choć część ekspertów uważa, że budowa pochodzi z XIII wieku) panował półmrok, rozświetlony wpadającymi przez duże okna promieniami słońca. Od razu zauważyłam piękne gwiaździste, sieciowe sklepienia oraz barwne, spektakularne malowidła na ścianach. Gdy żyrandole rozbłysły silnym światłem, moim oczom ukazały się oszałamiające freski z XIV - XVI wieku, pokrywające praktycznie wszystkie ściany. Te wspa niałe dzieła włoskich mistrzów i ich uczniów przedstawiają głównie sceny religijne, przypowieści biblijne, postacie apostołów i świętych. Cieka wy jest cykl malowideł, ukazujący Chrystusa od momentu jego przybycia do Jerozolimy po sceny krzyżowe. Unikatowe jest przedstawienie na freskach śmierci jako jeźdźca na białym koniu, pędzącego ku grupie ludzi. LUTY 2019

Gemerski Koh-i-Noor Słowackie perełki

Obrazy te są związane z twórczością włoskiego mistrza z Plešivca. Zjawiskowe freski stanowią najobszerniejszą zachowaną kolekcję średniowiecznych malowideł ściennych na Słowacji i należą do jednych z najbardziej wartościowych zabytków. Kościół, pierwotnie poświęcony Marii Pannie, został przejęty przez ewangelików podczas reformacji w połowie XVI wieku. Ewangelicy zamalowali malowidła, które ponownie zostały odkryte przez Štefana Groha i Kornela Dival da w latach 1908-1909 podczas odnowy kościoła. Poza freskami mój zachwyt wzbudziło także 14 bezcennych renesansowo-barokowych i wczesnobarokowych epitafiów, mortuaria, pięknie zdobione stalle oraz empory. Na uwagę zasługuje jeszcze kilka innych artefaktów, należących do najcenniejszych przykładów średniowiecznej sztuki sakralnej, np. brązowa chrzcielnica, pochodząca z 1454 roku, autorstwa mistrza Jana ze Spišskej Soboty czy wczesnobarokowa ambona i renesansowo-barokowy ołtarz z XVII wieku. Nie spieszyłam się, chodząc po kościele i przyglądając się za-

bytkowym malowidłom, rzeźbom, ławkom, a także kolekcji haftów i kielichów. Natrafiłam też na kamienne płyty nagrobne, wśród których znalazłam nagrobek, pochodzący z 1594 roku, należący do Štefana Csetneky. Kościół w Štítniku zafascynował mnie tak bardzo, że straciłam poczucie czasu. Mąż z synkiem, zaniepokojeni moją przedłużającą się nieobecnością, weszli do świątyni i – podobnie jak ja – ulegli czarowi tego

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

wyjątkowego miejsca. Ogromne wrażenie zrobiły na nas organy, zarówno wielkie z 1723 roku, jak i małe z XV wieku, umieszczone w renesansowej skrzyni, uważane za najstarsze organy na Słowacji. Zachowany prawie w oryginalnej postaci kościół ewangelicko-augsburskiego wyznania w Štítniku jest jednym z najstarszych i najcenniejszych zabytków kulturowych i historycznych na Słowacji. Uznany za narodowy zabytek, do dziś zachwyca i fascynuje nie tylko przyjezdnych. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 23


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 24

PATRIOTYZM

w odczuciu młodych

eszcze wciąż wybrzmiewają echa setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, jak i powstania Czechosłowacji, dlatego też nie mogliśmy wraz ze studentkami I roku środkowoeuropejskich studiów magisterskich zignorować tych ważnych dat i nie porozmawiać na lektoratach języka polskiego o tym, jak widzą patriotyzm młodzi Słowacy, słowaccy Węgrzy i Ukraińcy. Ich zaskakująco dojrzałe wypowiedzi mogą zawstydzić niejednego malkontenta, narzekającego na dzisiejszą młodzież. Może też staną się inspiracją dla młodzieży polonijnej i sprawią, że i ona zechce odpowiedzieć, czym dla niej jest patriotyzm?

J Julia Fokeevá la mnie patriotyzm oznacza dumę ze swojego miejsca urodzenia, ze swojego kraju i języka. Prawdę mówiąc, poczułam taką dumę po raz pierwszy, kiedy wyjechałam na studia na Słowację. Czas jednak minął i przyzwyczaiłam się do swojego nowego miejsca zamieszkania, z którego zaczęłam być tak samo dumna, jak ze swojej ojczyzny. Uważam się więc za kosmopolitkę i myślę, że w XXI w. to jest normalne. W dzisiejszych czasach ludzie nie mają tak dużo czasu, aby myśleć o patriotyzmie. Są zajęci swoimi sprawami i kłopotami. O patriotyzmie przypominają sobie dopiero wtedy, gdy wyjeżdżają za granicę, tak jak ja, albo w święto niepodległości czy – w najgorszym wypadku – w momencie wybuchu wojny. Prawdziwy patriota to jednak ten, kto lubi swój kraj nie tylko raz w roku lub z jakiejś okazji, ale ten, kto nosi zawsze swój kraj w sercu.

D

Barbora Horáčková

Radka Perekstová atriotyzm to miłość do ojczyzny i oddanie się jej. W przeszłości, w czasie wojny to pojęcie przedstawiało jednak gotowość walki za swoją ojczyznę. Sądzę, że w dzisiejszych czasach jest to pielęgnowanie tradycji, kultury i języka. Moim zdaniem, prawdziwy patriota z zadowoleniem przyjmuje wolność nie tylko swojego kraju, ale również wszystkich narodów i doce-

P

24

edług mnie patriotyzm jest przedkładaniem dobra ojczyzny ponad interesy osobiste. Powinniśmy umieć prezentować swój kraj w pozytywnym świetle, również za granicą, aby zachęcić obcokrajowców do przyjazdu na Słowację. Niestety, teraz więcej ludzi wyjeżdża ze Słowacji, niż do niej przyjeżdża. Mam nadzieję, że przyjdzie lepszy czas dla mojej ojczyzny, bo to przecież piękny kraj z bogatą przyrodą, górami, nowoczesnym transportem publicznym i miastami, a także bardzo dobrą opieką medyczną.

W

nia patriotyzm innych krajów. Ktoś mógłby powiedzieć, że dla patriotyzmu już nie ma miejsca we współczesnym społeczeństwie. Myślę, że patriotyzm nie jest czymś negatywnym. Problem pojawia się jednak, gdy łączy się go z nacjonalizmem i przekształca się w faszystowską ideologię. Nigdy nie wątpiłam w swój patriotyzm. Chociaż Słowacja jest tylko małym krajem, mamy swoją wyjątkowość i różnorodność. Czu-

ję się częścią słowackiego społeczeństwa obywatelskiego i zawsze się cieszę, kiedy osiągamy jakieś sukcesy na świecie jako Słowacy. Chociaż, dla mnie wielką wagę ma też lokalny patriotyzm. Rodzinne miasto także kształtuje naszą tożsamość. Słowacja jest moją ojczyzną i czuję z nią więź emocjonalną. Oprócz tego mój patriotyzm nie wyklucza mojego szacunku dla innych narodów i wiary w Europę. MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 25

Fanni Urban atriotyzm oznacza miłość do swego kraju i tradycji. I to nie jest nic złego, ale jest bardzo mała różnica między patriotyzmem a nacjonalizmem i faszyzmem. Myślę, że w dzisiejszych czasach coraz mniej ludzi rozróżnia te pojęcia. Najlepszym przykładem są Stany Zjednoczone. W Ameryce istnieje bardzo duża organizacja antyfaszystów, którzy w zasadzie zachowują się jak faszyści. Myślę, że z jednej strony patriotyzm – jako miłość swojego kraju – jest ważny i potrzebny, ale z drugiej strony silny patriotyzm może zmienić się w coś niedobrego. Unaocznia nam to XX wiek. Jeśli człowiek przesadza z miłością do swojego kraju i swoich ludzi, może uwierzyć, że jego kraj jest lepszy od innych.

P

Viktoria Gutayová to lat temu patriota był uczestnikiem bitew wojen. Dzisiaj niektórzy młodzi ludzie myślą, że patriotyzm znaczy tylko to, że pochodzą z danego kraju. Jeśli chcemy być patriotami, nie powinniśmy zapominać o tym, jak nas wychowywali nasi rodzice. Dla mnie najważniejszy jest patriotyzm regionalny, to znaczy miłość do rodziny, do miejsca urodzenia i wychowania, miejsca zamieszkania. Patriotyzm dla mnie to dbałość o język, bo jest on podstawą międzyludzkich relacji. Patriotą jest człowiek, który bierze udział w wyborach. Ja uważam siebie za patriotkę regionalną, bo aktywnie biorę udział w wyborach i w życiu naszej wsi. Bardzo ważne jest dbanie o wspólne mienie, czyli np. nieniszczenie rzeczy w parku, niezaśmiecanie ulic i lasów odpadkami, nierysowanie po murach i zabytkach, ale staranie się o to, żeby

S

LUTY 2019

w naszych lasach, szkołach, miastach było jak najczyściej i jak najpiękniej. Wielu ludzi planuje przyszłość za granicą, bo warunki na Słowacji nie są zbyt korzystne. Jestem żyjącą na Słowacji Węgierką i moim zdaniem patriotyzm to też otwartość na inne narody i kultury. Dlatego patriotyzm to dla mnie także pokazywanie wszystkim, że da się żyć i być szczęśliwym w tym kraju.

Emese Borsová atriotyzm może oznaczać różne rzeczy dla różnych ludzi. Niektórzy myślą, że oznacza on to, że ślepo wspierasz swój kraj i nigdy go nie krytykujesz, bez względu na to, co się w nim dzieje. Inni uważają, że aby zostać patriotą, musisz zaakceptować wady swoich i spróbować je naprawić. Dla mnie patriotyzm oznacza bycie dumnym z dziedzictwa i osiągnięć ludzi, należących do tej samej narodowości. Kocham moją ojczystą mowę, ale to nie znaczy, że myślę, że moje dziedzictwo lub język są lepsze od innych. Nie podoba mi się, gdy ludzie próbują udowodnić, że są lepsi od innych, ponieważ należą do pewnej narodowości. To tylko powoduje kłopoty i przemoc. Musimy uważać, jak pokazujemy nasz patriotyzm, ponieważ inni mogą interpretować to inaczej i myśleć, że jest to atak na ich dziedzictwo. Bycie patriotą powoduje, że uczę się o własnej kulturze, mówię swoim językiem narodowym, wspieram kreatywność rówieśników i upewniam się, że polityka nie definiuje mojej tożsamości. W dzisiejszych czasach ludzie mogą myśleć, że Węgrzy są jak ich politycy, ale to nieprawda. W tej chwili kraj nie jest na dobrej drodze, ale wierzę, że to się zmieni. XXI-wieczny patriotyzm powinien ocalić nas od tego rodzaju nacjonalistycznych polityków. Aby być patriotą, masz obowiązek chronić innych przed dyskryminacją, ponieważ jest to jedyny sposób, abyśmy żyli w pokoju i upewnili się, że każdy ma takie same prawa do bycia patriotą.

P

25


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 26

Oddajemy w Państwa ręce krzyżówkę, przygotowaną specjalnie z myślą o naszych czytelnikach, która jest jednocześnie nawiązaniem do ostatnich wydarzeń w Polsce. Jej hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 8 – 25 – 6 – 3 – 20 – 21 – Ę – 18 – 16 – 12 – 19 – 10 – Ł – 13 – 4 – 24 – 15 – 1 – 11 – 14 – 17 – 9 – 22 – 19. Jednocześnie informujemy, że hasło poprzedniej krzyżówki brzmiało: Pamiętaj, Ziemia jest tylko jedna. Nagrodę za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki przesyłamy pani Teresie Pavlaskovej z Trenczyna. Red. T.O.

26

Poziomo 4. Noego 5. Artur, urodzony w Gdańsku filozof niemiecki, przedstawiciel pesymizmu w filozofii 7. jedna z planet lub pomnik w Gdańsku 8. trzyma statek w ryzach 9. lina holownicza 10. płyn drogocenny 12. próżnia 13. podstawa białka 19. imię Gizy, komika urodzonego w Gdańsku 23. olinowanie statku 24. niemiecka nazwa Gdańska 25. Dom - Kamienica w Gdańsku na ulicy Długiej, nosi nazwę jej pierwotnego właściciela, znanego Gdańszczanina Johanna 26. nazwisko Gdańszczanina, autora „Blaszanego bębenka“

Pionowo 1. piękna uliczka Gdańska, rozpoczyna się przy Bazylice Mariackiej 2. Jan, astronom Gdański 3. Dwór... , budynek usytuowany w centrum Gdańska, przy Długim Targu, dawniej miejsce spotkań kupców 6. meta rejsu 11. dzielnica Gdańska lub do ognia 14. dzielnica Gdańska z Akademią Medyczną i Politechniką 15. imię Schwarzeneggera 16. sedno sprawy 17. metoda dowodzenia twierdzeń matematycznych 18. parostatek w kuchni 19. antonim koronacji 20. płycizna 21. na monitorze komputera lub symbol 22. oprych

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 27

latach powojennych stosunek władz komunistycznych do komiksu był ambiwalentny. Z jednej strony uznawały go za przejaw „amerykańskiego imperializmu” czy „moralnej zgnilizny Zachodu”, z drugiej zaś same publikowały opowieści rysunkowe o właściwych ideowo bohaterach, silnie trącące propagandą i tanim dydaktyzmem. Odrodzenie polskiego komiksu nastąpiło po październiku 1956 r., głównie za sprawą gazet, w których to ponownie pojawiły się normalne, apolityczne opowieści obrazkowe. Największe znaczenie miało pojawienie się młodzieżowej, harcerskiej gazety „Świat Młodych”. Na jej łamach w 1957 r. ukazał się pierwszy odcinek cyklu Romek i A’Tomek (z okazji wystrzelenia pierwszego satelity Ziemi). Towarzyszy im Tytus – bardzo inteligentny szympans znalezio-

W

ny w rakiecie. To on stał się najpopularniejszym bohaterem całej serii, stworzonej przez Henryka J. Chmie lewskiego (Papcia Chmiela). Po kilku gazetowych seriach, przygody i podróże w czasie i przestrzeni trójki bohaterów, odbywane prze różnymi pojazdami (wannolotem, syfonolotem czy slajdolotem) zebrano w księgi – do dzisiaj ukazało się ich LUTY 2019

komiks w Polsce Ludowej

trzydzieści jeden. Doszły też wydania specjalne, w których Tytus, Romek i A’Tomek uczestniczą w ważnych wydarzeniach historycznych (bitwie pod Grunwaldem, odsieczy wiedeńskiej czy powstaniu warszawskim). O niesłabnącej popularności trójki bohaterów niech świadczą kolejki po autograf Papcia Chmiela na targach książki i wykorzystanie ich postaci w reklamie. W „Świecie Młodych” drukowano również komiksy zmarłej w 2018 r. Szarloty Pawel, autorki postaci Jonki, Jonka i Kleksa – dwójki dzieciaków z miejskiego osiedla, którym towarzyszył Kleks, powstały z atramentowej plamy, oraz Kubusia Piekielnego, szalonego i zmyślnego nastolatka, którego imały się karkołomne pomysły i niewiarygodne przygody. Przygody tych i innych bohaterów opowieści Szarlo ty Pawel są wznawiane do dziś. Równie popularni pozostają stworzeni przez Janu sza Christę prasłowiańscy wojowie Kajko i Kokosz, ich przyjaciele: kasztelan Mirmił i jego żona Lubawa czy para: czarownica Jaga i zbój Łamignat, a także smok Miluś. Ich odwiecznym wrogiem jest łupieżcza

Subiektywna historia

komiksu polskiego

banda zbójcerzy (ani chybi wzorowana na Niemcach czy Krzyżakach). Komiks o Kajku i Kokoszu drukowany był wcześniej w „Wieczorze Wybrzeża”, gdzie od 1957 r. ukazywały się tegoż autora Przygody Kajtka i Koka, dwóch marynarzy, podróżujących nie tylko po morzu, ale też w powietrzu i kosmosie, będących pierwowzorami Kajka i Kokosza. Ze „Światem Młodych” związany był także Tadeusz Baranowski, autor postaci chudego flegmatyka Kudłaczka i krągłego raptusa Bąbelka, bohaterów komiksów Skąd się bierze woda sodowa czy W pustyni i w pasz-

czy, a także Orient Mena i Profesora Nerwosolka. Przełomem dla polskiego komiksu był „Relax. Magazyn Opowieści Rysunko wych”, ukazujący się w latach 1976-1981. Był to pierwszy z prawdziwego zdarzenia komiksowy magazyn w państwach komunisty cznych. Publikowali w nim nie tylko polscy rysownicy: Szymon Kobyliński, Bogusław Polch, Janusz Christa, Tadeusz Baranowski, Jerzy Wróblewski, Marek Szyszko, ale także autorzy z innych państw bloku – na jego łamach ukazały się np. dwie opowieści Kai Saudka Zamach i Piętnaście istnień. W 1977 r. w „Relaksie”, w opowieści Zdradzona czarodziejka zadebiutował znany na całym świecie Tho rgal Grzegorza Rosińskiego. Trzeba również pamiętać, że z krakowskim tygodnikiem „Przekrój” związany był Profesor Filutek, elegancki, trochę staroświecki emeryt o pogodnym usposobieniu. Krótkie, trzy- lub czteroobrazkowe opowiastki autorstwa Zbigniewa Lengrena ukazywały się tam nieprzerwanie aż 55 lat! JACEK GAJEWSKI

27


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:49 Page 28

alentynki, przypadające na 14 lutego, są już tak komercyjnym i globalnym świętem, że mam wrażenie, iż straciły swój urok, zamieniając się w jeden z najpotężniejszych biznesów na świecie. Kiedy w pracy rozmawiałam o tym z koleżankami, jedna z nich, która jest Hiszpanką, zaskoczyła mnie opowieścią o katalońskim odpowiedniku walentynek. Święto zakochanych w Katalonii Dia de Sant Jordi czyli Dzień św. Jerzego, obchodzone 23 kwietnia, uznawane jest za najbardziej

W

gdzie rozlała się smocza krew. Od 1930 roku dzień 23 kwietnia obchodzony jest też jako Dzień Książki – a zatem święto patrona połączono ze świętem książki i zakochanych. Zaczęłam się zastanawiać, czy w Polsce mamy odpowiednik święta miłości. Otóż Noc Kupały, przypadająca zwykle na 21 czerwca, związana z letnim przesileniem Słońca, to właśnie słowiańskie walentynki. Dzień ten, na południu Polski często nazywany sobótką, a na Warmii i Mazu rach palinocką, na skutek nacisków Kościoła, został zasymilowany z obrzędowością chrześcijańską, stąd dzisiejsza jego nazwa wigilia św. Jana lub Noc Świętojańska. Słowia nie przykładali szczególną wagę do żywiołów ognia i wody, symbolizujących miłość i płodność. W Noc Świętojańską kobiety i młode dziewczęta rzucały wianki na wodę, śpiewały i tańczyły w blasku ognisk. Tej nocy kojarzyły się pary, a młodzi kochankowie udawali się do lasu pod pretekstem szukania mistycznego kwiatu paproci. Z kolei kolega z Armenii opowiedział mi, że 9 tygodni przed Wielkanocą Ormianie obchodzą dzień św. Sarkisa (Sergiusza), patrona zakochanych. W ormiańskie walentynki młodzi ludzie przed pójściem spać jedzą bardzo słone ciasteczka, nie popijając ich wodą. Zgodnie z ludowymi przesądami, jeżeli ma się czyste serce, to św. Sarkis ukaże we śnie przyszłego małżonka. Ormianie wystawiają też na noc na dach lub balkon tacę z mąka, wierząc,

y n Co raj iłosj k m za to byc o romantyczny dzień roku i nazywane jest również Dia de los Amantes, co oznacza Dzień Kochanków. Panowie kupują swoim wybrankom róże, a kobiety dają swoim mężczyznom książki. Tego dnia na głównych ulicach Barcelony – La Rambla i Rambla de Catalunya – pełno jest straganów z kwiatami, książkami, które przy tej okazji podpisuje wielu pisarzy. Święto to powstało dla uczczenia patrona Katalonii św. Jerzego, który – jak głosi legenda – pokonał smoka, a ocalonej księżniczce podarował czerwoną różę, która wyrosła w miejscu, 28

2%

iż św. Sarkis, przejeżdżając na białym koniu przez niebo, zostawi na tacy ślad kopyt swojego konia, co wróży szybkie spotkanie swojej drugiej połowy. Do tej ciekawej dyskusji włączyła się jeszcze jedna koleżanka, która jest Rosjanką i pochwaliła się interesującym, stosunkowo młodym, ale coraz bardziej popularnym świętem zakochanych w Rosji, które Klub Polski został stanowi konkurencję dla zarejestrowany jako zachodnich walentynek. organizacja, mogąca Jest to obchodzony 8 lipca przyjmować dotacje 2 % Dzień Rodziny, Miłości z podatków za rok 2018 od i Wierności, zwany Dniem osób fizycznych Rumiankowym. Święto to i prawnych. związane jest z uznanymi za świętych Piotrem i jego Osoby zatrudnione na pod żoną Fiewronią, patronastawie umowy mi rodziny prawosławnej, o pracę muszą w swoim którzy sprawowali władzę (właściwym dla miejsca w XIII w. i zasłynęli ze swej zamieszkania) Urzędzie wzorowej miłości i wierSkarbowym przedłożyć ności małżeńskiej. Zmarli potwierdzenie od w tym samym dniu, o tej pracodawcy o zapłaceniu samej godzinie i choć popodatku wraz chowani zostali oddzielnie, podobno następnego z oświadczeniem dnia ich ciała w niewyjao przekazaniu jego 2% śniony sposób znalazły się na rzecz Klubu Polskiego. obok siebie. W dniu 8 lipWzory druków znajdują się ca w Rosji liczba ślubów na stronie internetowej i wesel bije rekordy, małżonwww.rozhodni.sk. kowie modlą się o miłość i zgodę, a urzędy państwowe Firmy i osoby prowadzące przyznają specjalne medale działalność gospodarczą małżeństwom z długim sta- w końcowej części zeznania żem. podatkowego za rok 2018 Każda kultura ma swoje wpisują tylko nazwę, obrzędy i tradycje. Warto IČO i adres naszej organizacji. wrócić do korzeni, poznać Szczegóły na stronie historię i pochodzenie świąt www.rozhodni.sk. we własnym kraju oraz na Informacja dla urzędu nowo odkryć ich czar. A święto zakochanych o odbiorcy 2% Państwa bez względu, kiedy i jak podatku to jego pełna obchodzone, ma zawsze nazwa, IČO i adres, czyli: na celu propagowanie miPoľsky klub - spolok łości i rodziny jako nieprzePoliakov a ich priateľov mijalnych wartości w życiu na Slovensku, IČO każdego człowieka. MAGDALENA ZAWISTOWSKA- 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. OLSZEWSKA

z podatków dla Klubu Polskiego

MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:50 Page 29

Koncert z okazji 25-lecia Planowany na 18 stycznia koncert z okazji 25-lecia Klubu Polskiego został odwołany z uwagi na ogłoszoną w Polsce żałobę narodową. Nowy termin naszej uroczystości to 9. marca (sobota)! Zapraszamy więc do Instytutu Polskiego w Bratysławie (Nám. SNP 27) na godzinę 18. Podczas wieczoru, tak jak już wcześniej zapowiadaliśmy, zostaną zaprezentowane polskie i słowackie tanga w wykonaniu kwartetu Laugarico i gości. Klub zapewni napoje i słone przekąski, zaś klubowiczów prosimy o przyniesienie własnych wypieków.

P R Z E D S TAW I E N I E

-

Wsrod nocnej ciszy Klub Polski w Bratysławie zaprasza wszystkich miłośników teatru i dobrej muzyki na przedstawienie „Wśród nocnej ciszy“ w reżyserii Magdaleny Marszałkowskiej, które zostanie jeszcze raz pokazane w bratysławskim Teatrze Ticho a Spol. (ul. Školska 14, Bratysława, niedaleko Radia Słowackiego) 17 lutego (niedziela) o godzinie 18:00. Bilety w cenie 5 euro do nabycia za pośrednictwem portalu tootoot.fm (link bezpośrednio do wydarzenia znajdziecie Państwo na stronie polonia.sk). W cenie: wejściówka na przedstawienie oraz małe co nieco na ząb i kieliszek wina po spektaklu. Uwaga! Teatr Ticho a spol. to teatr kameralny, więc liczba miejsc jest ograniczona. Przypomnijmy, że w przedstawieniu udział wezmą również nasi rodacy mieszkający na Słowacji. W pociągu jadącym do Polski tuż przed Bożym Narodze niem spotkają się różne osoby, dla których podróż ta okaże się przełomowym momentem życia. Sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, kiedy pociąg nieoczekiwanie staje w polu.

Rusza X edycja konkursu „Być Polakiem“, którego adresem są dzieci i młodzież polonijna oraz, po raz drugi, nauczyciele. W tegorocznej edycji organizatorzy konkursu czekają na odpowiedzi na następujące pytania: Dzieki komu zaczałem czuc sie Polakiem? Kto lub co sprawia, ze chce umacniac polskosc? Dzieki komu lub czemu poczułem dume z faktu przynaleznosci do narodu polskiego? Forma przygotowania pracy dla grup wiekowych: •Grupa I, 6 – 9 lat – prace plastyczne. Prosze wysłac poczta na adres Fundacji „Swiat na Tak”, Al. Szucha 27, 00-580 Warszawa, Polska •Grupa II, III, IV, 10 – 22 lata – prace literackie. Prosze wysłac emailem: bycpolakiem2019@gmail.com •Grupa V, 10 -22 lata – prace filmowe. Prosze wysłac za pomoca serwisu: wetransfer.com (bycpolakiem2019@gmail.com ) Prace nalezy przesłac w nieprzekraczalnym terminie do 3 marca 2019 r. Więcej na www.polonia.sk

PODZIĘKOWANIE Redakcja „Monitora Polonijnego“ dziękuje za współpracę Oli Krcheń i jej synowi Kubusiowi, którzy z powodzeniem przez kilka lat tworzyli rubrykę „Między nami dzieciakami“. Rodzinie Krcheniów życzymy wielu pięknych chwil w oczekiwaniu na nowego członka rodziny.

P R O G R A M I N S T Y T U T U P O L S K I E G O W B R AT Y S Ł AW I E N A L U T Y 2 019 ➠ 1-28 lutego, Bratysława, Umelka, SVÚ Wystawa fotografii artystycznej Marty Kossakowskiej „Zavreté oči/ Ponor do tanga“.

➠ 4-28 lutego, Bańska Bystrzyca, Państwowa Biblioteka Naukowa Wystawa „Żydzi w Wojsku Polskim“, prezentująca udział Żydów w działalności patriotycznej, walkach o niepodległość Polski i ich służbę w Wojsku Polskim do czasu II wojny światowej (wernisaż 12.02.2019 r.). Wystawie towarzyszy wykład dr Alicji Gontarek, eksperta IPN, o zbrojnym oporze Żydów wobec Holokaustu na terenie okupowanej Polski. LUTY 2019

➠ 15 lutego, Bratysława, RTVS Koncert polskiego pianisty Mariana Sobuli z Orkiestrą Symfoniczną Słowackiego Radia. W programie IV Symfonia op. 60 K. Szymanowskiego

➠ 21 lutego, Bratysława, Instytut Polski Wieczór dyskusyjny Ústavu pamäti národa na temat przemytu literatury bezdebitowej przez Tatry z udziałem eksperta IPN dr. Bartosza Kaliskiego oraz pokaz słowackiego filmu dokumentalnego „Stopy v snehu“ („Ślady w śniegu“; reż. S. Zrebný).

➠ 20 lutego – 29 marca, Bratysława, Instytut Polski ➠ 28 lutego, Bratysława, Instytut Polski Recital polskiego pianisty Wojciecha Wystawa biżuterii artystycznej „Polski Waleczka. W programie utwory polskich bursztyn, polskie srebro“ z udziałem kompozytorów: F. Chopina, znanych polskich artystów plastyków I. J. Paderewskiego, S. Moniuszki, Marcina Tymińskiego i Andrzeja M. Szymanowskiej oraz W. Lutosławskiego. Kupniewskiego.

29


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:50 Page 30

Nie tylko o bryndzových haluškach nad Wisłą

drugim odcinku cyklu „Rozsiani po Polsce“ publikujemy historię Słowaka, który swoją przyszłą żonę – Polkę – poznał w Niemczech. Para najpierw zamieszkała na Słowacji, ale dopiero przeprowadzka do Warszawy przyniosła im nowe możliwości, związane z otwarciem Instytutu Słowackiego i promowaniem Słowacji w kraju nad Wisłą.

W

ky (pomidory) i pažitku (szczypiorek). Najlepszym nauczycielem języka polskiego była dla mnie Dorota i przede wszystkim dzięki jej pomocy oraz swojemu zaangażowaniu dosyć szybko opanowałem polski.

Nieudany agrobiznes Studenckie czasy Podczas praktyk zagranicznych w Niemczech poznałem Dorotę. Ona studiowała w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, a ja na Uniwersytecie Rolniczym w Nitrze. Nasze uczelnie w tym samym czasie wysłały swoich studentów na trzymiesięczne praktyki do miejscowości Hörstel (niedaleko granicy z Holandią). W ten sposób poznałem moją przyszłą żonę, a dzięki niej zaczęła się moja przygoda z Polską. Owszem, wcześniej też miałem kontakt z Polską, bowiem oglądałem czasami polską telewizję, którą odbierali wszyscy mieszkańcy mojego urokliwego miasteczka Bardejova, położonego ok. 20 km od granicy z Polską. Studenckie praktyki sprzyjały nawiązywaniu przyja źni, ta nasza przerodziła się w trwały związek. Był rok 1993, kiedy to po podziale 30

Czechosłowacji powstała Republika Słowacka. Sylwester 1992 roku i powitanie Nowego Roku 1993 spędziliśmy w Bardejovie razem z częścią polskich przyjaciół z praktyk.

Uroki Warszawy Po praktykach w Niemczech wielokrotnie odwiedzałem Warszawę, która zrobiła na mnie duże wrażenie – ogromne miasto, mnóstwo ludzi, niezliczona liczba samochodów, no i Pałac Kultury i Nauki! Z porozumiewaniem się z Polakami nie miałem wię kszego problemu. Większość słów rozumiałem, gorzej było z mówieniem. Zdarza ło mi się, np. podczas zakupów, że byłem przekonany o tym, że mówię poprawnie, a pani sprzedawczyni albo nie bardzo mnie rozumiała, albo na jej twarzy pojawiało się lekkie zakłopotanie, gdy prosiłem choćby o czerstwy chleb, paradaj-

Po zakończeniu studiów zdecydowaliśmy się na wspólny półroczny kurs agroturystyki w Nitrze, który był połączony z praktykami w Austrii. Dorota realizowała kurs w języku słowackim, co było dla niej wielką przygodą i możliwością zapoznania się z językiem słowackim. Po kursie planowaliśmy zostać w Bardejovie i w mojej rodzinnej miejscowości rozkręcić biznes w agroturystyce. Opracowałem projekt agro-relax-farmy i zacząłem się poważnie zajmować jego realizacją, ale pomysł nie wypalił. Zaczęliśmy się wtedy poważnie zastanawiać nad przeprowadzką do Pol ski, do Warszawy. Na początku, kiedy jeszcze nie mieliśmy swojego samochodu, największym problemem było podróżowanie pomiędzy Polską i Słowacją. Brakowało bezpośrednich połączeń, nie było wtedy jeszcze telefonów komórkowych, a zagraniczne połączenia telefoniczne były dosyć drogie. Komunikowaliśmy

się za pomocą zwykłych listów, co w obecnych czasach jest rzadkością.

Przełomowa wizyta Decydująca zmiana w moim dalszym życiu nastąpiła podczas jednej z kolejnych wizyt w Warszawie na początku 1995 roku. Odwiedziłem wówczas ambasadę Słowacji, gdzie odbyłem krótką rozmowę z ówczesnym dyrektorem Instytutu Słowackiego w Warszawie, panem Ladislavem Volką. Zapytał mnie, dlaczego przyjechałem do Warszawy, jakie mam dalsze plany i czy nie jestem zainteresowany pracą w Instytucie Słowackim w Warszawie, którego nową siedzibę planowano otworzyć we wrześniu 1995 r. Była to dla mnie niespodziewana propozycja, która mnie bardzo ucieszyła. Poprosiłem o trochę czasu na podjęcie tak ważnej dla mnie decyzji. Z propozycji pracy w Instytucie Słowackim najbardziej ucieszyła się Dorota. Gorzej było z moją mamą, która nie bardzo była zachwycona perspektywą mojej przeprowadzki do Polski. Po rozmowach z moimi najbliższymi zdecydowałem jednak, że przyjmę propozycję z ambasady i poprosiłem o spotkanie z dyrektorem Instytutu w sprawie ustalenia szczegółów.

Praca od podstaw W kwietniu 1995 r. wzięliśmy z Dorotą ślub w Łowiczu – jej rodzinnym mieście. Pracę w Instytucie Słowackim w Warszawie zacząłem w lipcu. Najpierw MONITOR POLONIJNY


Monitor 2_2018 2.2.2019 23:09 Page 31

na okres próbny w budynku ambasady. Od podstaw uczestniczyłem w przygotowaniach do otwarcia nowej słowackiej placówki kulturalnej w Warszawie. Praca od samego początku bardzo mnie interesowała i w pełni się zaangażowałem w promocję słowackiej kultury i turystyki. W dniu 1 września 1995 roku nastąpiło uroczyste otwarcie nowej siedziby instytutu na warszawskiej Starówce, przy ul. Krzywe Koło 12/14. Podczas mojej ponad siedmioletniej pracy w instytucie zrealizowaliśmy mnóstwo bardzo ciekawych imprez, związanych z promocją mojego kraju. Na początku dużo czasu zajmowało nam tłumaczenie Polakom, gdzie są granice Słowacji i Polski, które miasto jest stolicą Słowacji i że Tatry są tylko polskie i słowackie, a nie czeskie. Polacy nie bardzo odróżniali Czechy od Słowacji, większość nie miała pojęcia, że podczas tworzenia wspólnego państwa z Czechami, my – Słowacy – mówiliśmy w szkole i w domu cały czas po słowacku, że wiadomości czy mecze sportowe w telewizji lub radiu były komentowane w obu językach i że coś takiego jak język czechosłowacki nie istniało. W instytucie organizowaliśmy wiele wystaw, koncertów, prezentacji słowackich regionów i występów słowackich zespołów w całej Polsce. Dla dziennikarzy realizowaliśmy wyjazdy prasowe po Słowacji, by mogli na żywo zobaczyć, opisać i posmakować młodego państwa słowackiego. JÁN BOŠNOVIČ, Warszawa Dokończenie w kolejnym numerze „Monitora“ LUTY 2019

Dzieci i Rodzice! Ruszamy z nową stroną poświęconą właśnie Wam. Mam nadzieję, że wspólnie uda nam się stworzyć Wasz własny świat w „Monitorze Polonijnym”. Zachęcam do przesyłania prac, zdjęć, opowiadań, anegdot i wszystkiego, czym chcielibyście się podzielić z czytelnikami. Całą twórczość wraz z poniższym oświadczeniem przesyłajcie na AGNIESZKA KRASOWSKA adres stronkadladzieci@gmail.com.

y za ujem Dzięk ne prace ! sła nade y o więcej m i s i pro

„Oświadczam, że wyrażam zgodę na nieodpłatną publikację przesłanych treści, wizerunku mojego dziecka oraz jego imienia i wieku w miesięczniku Monitor Polonijny w formie tradycyjnej i elektronicznej, zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawie pokrewnym (Dz. U. z 2006 r. nr 90 poz. 631 z późn. zm.)”

Mali narciarze

uż wkrótce, bo 25 lutego, w Bratysławie rozpoczynają się ferie zimowe. To doskonały moment, by przed zbliżającą się wielkimi krokami wiosną aktywnie spędzić czas na nartach. Nasuwa się jednak pytanie, jaki wiek jest bezpieczny dla dziecka i co zrobić, by zaszczepić w nim miłość do nart. Otóż szkółki narciarskie organizują zajęcia dla dzieci już od drugiego roku życia w tzw. przedszkolach narciar skich, dlatego nawet mając małe dziecko, nie musimy rezygnować z tego zimowego hobby. Nauka dwu- i trzyla tków polega głównie na zabawie, zapoznaniu ich ze śniegiem i dyskomfortem, wynikającym z założonych nart. Wiele zależy również od indywidualnej predyspozycji dziecka oraz jego koordynacji ruchowej. Pierwsze kroki na nartach dla dwulatków to często tylko zabawa i ślizganie się po śniegu, które daje dzieciom ogromną radość. Takie początki umożliwią dziecku bezstresowo stanąć na nartach w następnym roku, kiedy to zwykle w wieku 4 – 5 lat rozpoczyna się nauka pierwszych zjazdów. Jednak zawsze warto zapisać malucha do profesjonalnej szkółki i przedszkola, których umiejętności i praktyka instruktorów pozwolą najmłodszym z chęcią wrócić A.K. na stok w kolejnych sezonach.

Ola, lat 6 narysowała swoją mamę

J

Osi, lat 9, obraz „LOL”

….i troszkę twórczości moich, zdolnych smyków z Klubu Małego Polaka

Laurki na Dzień Babci i Dzień Dziadka

Kolorowe prace Julki i Helenki Pamiętajcie, by na ferie zabrać ciekawą książkę, która umili Wam podróże i wieczory. Zachęcam do korzystania z ciekawego księgozbioru dla dzieci i dorosłych w bibliotekach tak Instytutu Polskiego, jak i szkoły polskiej w Bratysławie. 31


Monitor 2_2018 2.2.2019 22:50 Page 32

Zimą najbardziej brakuje mi słońca, które tak znakomicie poprawia nastrój. Ale na samopoczucie ma wpływ również to, co jemy, zwłaszcza jeśli wspominamy przy tym letni urlop i ciepłe, słoneczne dni.

Z tym większą przyjemnością przedstawiam przepis pani Magdaleny ZakrzewskiejVerdugo na danie, które podaje jej hiszpańska teściowa.

Cieciorka ze szpinakiem dla dwóch osób: •1 opakowanie szpinaku mrożonego lub dwa świeżego •1 puszka cieciorki (lub szklanka suszonej ciecierzycy) •2 ząbki czosnku (lub kilka ząbków – zależy od preferencji)

•1 duży pomidor lub 2 małe •1 gałązka pietruszki •oliwa z oliwek •1 łyżeczka mielonej papryki (najlepiej wędzonej) •odrobina mielonego kminku •1 kromka białego chleba •sól

ZDJĘCIA: JOSÉ MARIA I CARMINA z baru „Cristina“ w Ubrique (prowincja Kadyks)

Sposób przyrządzania Suszone ziarna ciecierzycy namoczyć na noc, a następnie ugotować do miękkości z solą i dwiema łyżkami oliwy. Można użyć cieciorki z puszki. W obu przypadkach zachować ciecz. Na osobnej patelni podgrzać łyżkę oliwy. Kiedy będzie gorąca, usmażyć na niej kromkę chleba, drobno posiekane czosnek oraz gałązkę pietruszki. Ostudzić, a następnie w moździerzu kuchennym zmiażdżyć wszystko na pastę. Jeśli wyjdzie zbyt gęsta, można ją odrobinę rozwodnić płynem z cieciorki.

Następnie sparzyć szpinak, ostudzić go i drobno pokroić. Na dużej patelni, na odrobinie oliwy podsmażyć pokrojone na ćwiartki pomidory (można je sparzyć i zdjąć z nich skórkę, ale niekoniecznie) z łyżeczką papryki i kminkiem. Dodać ugotowaną cieciorkę, przygotowaną pastę oraz szpinak. Wymieszać wszystkie składniki i doprawić do smaku solą. Jeśli potrawa wydaje się zbyt gęsta lub zbyt sucha, podlać zalewą lub wodą z cieciorki. Zagotować, a następnie podawać na głębokich talerzach.

Smacznego! Czy też, jak mawiają Hiszpanie - ¡que aproveche! AGATA BEDNARCZYK