Monitor Polonijny 2017/1

Page 1

ISSN 1336-104X

str. 10

Z Małgorzatą Pieczyńską o aktorstwie w Polsce i za granicą

Nowy Rok i jego str. 4

str. 6

niespodzianek


To

już nasza coroczna polonijna tradycja. Z tej okazji przyjeżdża Polonia z całej Słowacji, nawet z tak odległych zakątków, jak np. Preszów. Obecni są zarówno ci starsi, jak i młodsi. Jednym słowem

Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem

czyli spotkanie wigilijno-mikołajkowe chodzące święta i Nowy Rok. Część oficjalna była w tym roku wyjątkowo krótka, ponieważ wszyscy z niecierpliwością oczekiwali Świętego Mikołaja, który najmłodszych uczestników obdarował prezentami. A potem nadszedł czas śpiewania polskich kolęd przy akompa-

niamencie fortepianu. Na stołach zaś oczywiście nie brakowało typowo polskich, wyjątkowo smacznych po-

ambasador RP Leszek Soczewica, witający wszystkich zgromadzonych. Po nim głos zabrał ojciec Michał Krysztofowicz, który pobłogosławił opłatki, by zgromadzeni goście mogli się nimi podzielić, życząc sobie wszystkiego najlepszego na nad-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

wszyscy, którzy chcą przeżyć wyjątkowy przedświąteczny czas wśród swoich. Mowa o wigilijno-mikołajkowym spotkaniu, które odbyło się 9 grudnia w Instytucie Polskim w Bratysławie, a którego gospodarzem był

2

traw, takich jak kulebiak, pierogi, karp, barszcz czy sałatka jarzynowa. Tego typu spotkania to nie tylko kolędy, prezenty czy jedzenie. To przede wszystkim okazja do spotkania rodaków, poznania nowych osób i zacieśnienia starych znajomości. Dzięki temu towarzyszy odbywają się w rodzinnej atmosferze. ANNA SULEJ

MONITOR POLONIJNY


Pierwszy numer „Monitora“ każdego roku jest swoistym spotkaniem. Spotkaniem starego roku z nowym, wspomnieniem tego, co było, i wypatrywaniem tego, co będzie. To swoisty taniec postu z karnawałem. Bo oto jeszcze na naszych stronach kolorowe czapki mikołajów w relacjach z imprez grudniowych, jak choćby z tej, na którą słowacką Polonię zapraszał ambasador RP w RS (relacja na str. 2), czy spotkań świątecznomikołajowych w Trenczynie (str. 9) i Nitrze (str. 19) albo wspólne kolędowanie w Bratysławie (str. 12). Na uwagę zasługuje też 22-letnie wspomnienie, czyli wystawa fotografii, mapująca działający od ponad dwu dekad Klub Polski na Słowacji (str. 10). Do wspomnień zapraszamy też w rubryce „Wspomnienia (nie)dawne“, w której tym razem kręcić się będziemy wokół filmu (str. 24). A skoro o filmie mowa, nie może też zabraknąć recenzji filmowej – tym razem nasza redakcyjna koleżanka bierze pod lupę dosyć oryginalny film pt. „Kamper“ (str. 22). Do świata filmu zabieramy też Państwa za pośrednictwem znanej i lubianej aktorki Małgorzaty Pieczyńskiej, z którą rozmawialiśmy nie tylko o najważniejszych jej rolach, ale także o emigracji i o tym, jak artystka dzieli swój świat między Polskę a Szwecję (str. 6)? Jak dobrze Państwo wiedzą, co miesiąc publikujemy recenzje książkowe (str. 20). W tym miesiącu pokazujemy uroki książek w wydaniu… dźwiękowym (str. 28). No a skoro jesteśmy przy literaturze, to zachęcamy do wspólnej zabawy – rozwiązania literackiej krzyżówki (str. 26). Tak jak wspomniałam na wstępie, nowy rok przynosi też nowe wyzwania, plany, programy – o nich informujemy w artykule na str. 4. Zachęcamy więc do wspólnego powspominania oraz do snucia noworocznych planów, a jednocześnie życzymy Państwu wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Nowy Rok i jego 365 niespodzianek

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Z Małgorzatą Pieczyńską o aktorstwie w Polsce i za granicą

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

Noworoczne postanowienia

20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Opowieść smutnego komika

20

Zmarł Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ Longin Komołowskii 21 KINO-OKO Życie bez podkolorowywania

22

SŁOWACKIE PEREŁKI Szmeks

23

WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE Od „Noża w wodzie” po „Pannę cudotwórczynię”

24

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI „Javorina, chlapci, Javorina…“ 25 KRZYŻÓWKA

26

Książka inaczej

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Zadziwiona Gruzją

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Miła wizyta

31

PIEKARNIK Z przytupem w Nowy Rok

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2017. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

www.polonia.sk STYCZEŃ 2017

3


C

hoć w życiu codziennym niewiele się zmienia, nadejście Nowego Roku to na ogół moment, gdy zastanawiamy się, co przyniesie najbliższy czas. Można zapewne zapytać o to wróżkę, ale jak wszyscy wiemy, szklane kule raczej nie znają się na polityce, a to od niej przecież zależy nasza przyszłość. Spróbujmy więc puścić nieco wodze wyobraźni i zastanówmy się, co nas czeka w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.

Rok, który minął, obfitował w wiele znaczących chwil – zaskakujący wszystkich Brexit, wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA, a w Polsce – szereg zmian społeczno-politycznych i zaplanowane długofalowe

Nowy Rok i jego niespodzianek reformy, których pierwsze efekty odczujemy tak naprawdę dopiero w nadchodzącym roku. Do końca marca Wielka Brytania ma opuścić struktury Unii Europejskiej. Stopniowo będziemy poznawać plan jej wyjścia, bo przecież jest to wydarzenie bez precedensu i właściwie nikt do końca nie wie, jakie będą konsekwencje decyzji Brytyjczyków. Podobne obawy, ale już na skalę światową, budzi kierunek rządów nowego prezydenta USA. Jak wpłyną one na stosunki z Rosją i całą Europą?

w należącej do KGHM kopalni Rudna w Polkowicach (Dolnośląskie), śmierć poniosło 8 górników.

W WARSZAWIE 29 listopada spotkali się ministrowie spraw zagranicznych państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski – Witold Waszczykowski, Czech – Lubomír Zaorálek, Słowacji – Miroslav Lajčák i Węgier – Péter Szijjártó. Podczas obrad przyjęto wspólną deklarację w sprawie rozszerzenia UE, wyrażającą poparcie dla starań akcesyjnych sześciu krajów Bałkanów Zachodnich. Gościem spotkania była też szefowa unijnej dyplomacji Federika Mogherini. W WYNIKU KATASTROFY górniczej, do której doszło 30 listopada 4

JEDNODNIOWĄ wizytę w Warszawie złożył 2 grudnia prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, który spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą. Poroszenko podziękował polskiemu prezydentowi za wsparcie, współdziałanie i koordynację między Polską a Ukrainą w kwestii wprowadzania reform. Prezydent Duda podkreślił, że Polska, a także cała wspólnota międzynarodowa, nigdy nie pogodzą się z naruszaniem integralności terytorium niepodległego i suwerennego państwa, jakim jest Ukraina. W DNIACH 7-8 grudnia wizytę w Krakowie złożył premier Węgier Viktor Orban. Szef węgierskiego rządu wraz z premier Beatą Szydło zwiedził wystawę „Złoty wiek

To właśnie okaże się w ciągu najbliższych miesięcy, ale najpierw, 20 stycznia, Donald Trump zostanie uroczyście zaprzysiężony na głowę państwa. Pierwsza połowa roku to również emocjonujący czas wyborów prezydenckich w Niemczech i we Francji. Czy zmienią polityczny klimat w Europie – dowiemy się już niebawem.

W Polsce rok 2017 ogłoszono między innymi Rokiem Rzeki Wisły, Marszałka Józefa Piłsudskiego, Josepha Conrada, św. Brata Alberta i Tadeusza Kościuszki. Nasze emocje zapewne częściej rozgrzewać będą nie tyle patroni naj-

malarstwa węgierskiego”, na której zgromadzono prawie 90 prac z lat 1836-1936. Orban uczestniczył też w konferencji naukowej o dziejach Europy Centralnej, dedykowanej wybitnemu badaczowi tego regionu prof. Wacławowi Felczakowi. Ocenił, że Europa Środkowa przeżywa swój renesans, wzmacnia się i dynamicznie się rozwija. „Nie pozwólmy, by nasi krytycy zamglili tę sytuację“ – mówił. W WIŚLE, 11 grudnia, spotkali się premierzy Polski i Czech. Szefowie obu rządów przebywali też w Czeskim Cieszynie. Polska premier Beata Szydło podziękowała polskiej mniejszości za kultywowanie polskiej tradycji, a czeskiemu premierowi Bohuslavowi Sobotce za wspieranie tych działań. W CAŁYM KRAJU 13 grudnia obchodzono 35. rocznicę wprowa-

dzenia stanu wojennego w Polsce. W Warszawie uroczystość upamiętniającą ofiary stanu wojennego zorganizowało PiS. Jarosław Kaczyński ocenił, że dziś mamy w Polsce do czynienia z wielką, pozytywną zmianą, i dodał, że zmiana ta napotyka na wściekły opór tych, którzy tracą. TAKŻE 13 grudnia pod hasłem „Stop dewastacji Polski“ ulicami Warszawy przeszła manifestacja Komitetu Obrony Demokracji, która zakończyła się wiecem przed siedzibą PiS. Lider KOD Mateusz Kijowski apelował: „Nie dajmy się podzielić, nie dajmy podzielić Polek i Polaków, nie dajmy się podzielić w KOD-zie. Bądźmy wszyscy razem. Przyszliśmy tutaj, żeby razem sprzeciwić się zawłaszczaniu państwa, odbieraniu nam wolności“. PROKURATURA w Poznaniu wystąMONITOR POLONIJNY


bliższych miesięcy, ale przede wszystkim wydarzenia polityczne, a tych na pewno nam nie zabraknie. Już teraz dużo się mówi o przyszłości programu 500+, którego koszty okazały się dużo wyższe, niż pierwotnie zakładano. Czy nastąpi jakaś zmiana w przyznawaniu tego zasiłku? To trudna decyzja, która może kosztować partię rządzącą utratę zaufania wyborców. Pieniądze jednak nie rosną na drzewach – choć przecież mogłyby – i kasa państwowa nie może świecić pustkami. A wydatki będą spore – chociażby na wprowadzenie w życie odważnej reformy edukacji. Już od września powróci do podstawówek klasa VII, zlikwidowana w 1999 roku, gdy powstały gimnazja.

piła 1 grudnia o areszt podejrzanego o korupcję b. senatora, legendy „Solidarności“ Józefa Piniora. Usłyszał on dwa zarzuty i został aresztowany przez CBA wraz z 10 innymi osobami. Pinior nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Poręczenie za niego złożyli Henryk Wujec, Karol Modzelewski, Stefan Niesiołowski i Marek Borowski. Ostatecznie 20 grudnia Sąd Okręgowy w Poznaniu zdecydował, że Pinior pozostanie na wolności. My przypominamy, że jest on jednym z historycznych liderów dolnośląskiej „Solidarności“ w latach 80. OD 16 GRUDNIA w Sejmie trwa protest posłów Nowoczesnej oraz Platformy Obywatelskiej, którzy okupują salę obrad. Ten najpoważniejszy od lat kryzys parlamentarny rozpoczął się podczas głosowania nad poprawkami do projektu budżetu na 2017 r., kiedy STYCZEŃ 2017

Wtedy tak naprawdę zobaczymy, czy szeroko rozbudowana wizja minister Anny Zalewskiej podniosła polską szkołę na wyższy poziom, czy wręcz odwrotnie. Podobną zagadką przyszłości jest zapewne obniżenie wieku emerytalnego. Czy obecni seniorzy na tym skorzystają, czy też stracą? A może to nie ich zmartwienie, a wysokością przyszłych emerytur powinni martwić się dzisiejsi czterdziestolatkowie, bo według wielu wyliczeń to właśnie to pokolenie najboleśniej odczuje dzisiejsze zmiany w prawie emerytalnym. Rozpoczął się właśnie ciekawy rok – wiele zmian i nowych rozdziałów historii prawdopodobnie zaczęło pisać się już dzisiaj. Musimy jednak pamiętać, że na bieg na-

marszałek Sejmu Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę. W proteście przeciw temu oraz w związku z planowanymi ograniczeniami pracy dziennikarzy w Sejmie posłowie zablokowali mównicę, uniemożliwiając prowadzenie posiedzenia. Obrady zostały przeniesione do Sali Kolumnowej, gdzie przegłosowano m.in. ustawę budżetową i dezubekizacyjną. Według opozycji było to działanie nielegalne. Tego wieczoru pod Sejmem demonstrowali zwolennicy KOD, Nowoczesnej i Obywateli RP. Protestujący zablokowali wyjścia z Sejmu, uniemożliwiając posłom opuszczenie budynku. POSŁOWIE PO i Nowoczesnej zamierzają pozostać na sali obrad do 11 stycznia, kiedy to ma się odbyć kolejne posiedzenie Sejmu. Domagają się także powtórzenia głosowania nad budżetem. Mar-

szych własnych spraw, choć oczywiście zależnych od otaczającej polityczno-ekonomicznej rzeczywistości, mamy wpływ my sami. Planujmy więc nie tylko najbliższe ferie i wakacje, ale też spotkania z najbliższymi, chwile na hobby i relaks wśród drzew. Te 365 dni tak szybko mija i choć niemiło się robi na myśl, że i my wraz z upływającym czasem stajemy się starsi, to właśnie dlatego już od teraz, od dziś, jak najszybciej, zadbajmy o każdy dzień, by w swojej zwykłości obfitował w krótkie, ale wyjątkowe chwile, gdy jest nam lekko na duszy, przyjemnie i wesoło. Żadna wróżka tego nie przewidzi, to przecież nasz wybór. AGATA BEDNARCZYK

szałek Kuchciński oświadczył, że kontynuacja posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej była w pełni zgodna z konstytucją i regulaminem Sejmu. PREZYDENT Andrzeja Duda powołał 21 grudnia sędzię Julię Przyłębską na prezes Trybunału Konstytucyjnego. Dwa dni wcześniej zakończyła się 9-letnia kadencja sędziego Andrzeja Rzeplińskiego, od 2010 r. prezesa TK. PREZYDENT Andrzej Duda 29 grudnia skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o zgromadzeniach. Jednym z jego zarzutów jest różnicowanie statusu zgromadzeń publicznych – chodzi o wprowadzenie przepisów dotyczących tzw. zgromadzeń cyklicznych. W BANIACH (Zachodniopomorskie) 30 grudnia odbył się pogrzeb Łu-

kasza Urbana, kierowcy ciężarówki, zamordowanego podczas zamachu terrorystycznego w Berlinie. W tej smutnej uroczystości, oprócz rodziny i bliskich, uczestniczyli prezydent Andrzej Duda oraz szefowa kancelarii premiera Beata Kempa. Do zamachu w Berlinie doszło 19 grudnia – ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała w tłum na świątecznym jarmarku. Ciężarówką kierował 24-letni Tunezyjczyk Anis Amri. Zginęło wówczas 12 osób, w tym zastrzelony przez zamachowca Łukasz Urban, ok. 50 osób zostało rannych. PREZYDENT Andrzej Duda podpisał 30 grudnia ustawę obniżającą emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL oraz ich rodzin. Świadczenia te nie mogą być wyższe niż średnie emerytury i renty wypłacane przez ZUS. MP 5


Z Małgorzatą Pieczyńską o aktorstwie w Polsce i za granicą Jest Pani znaną w Polsce aktorką, ale niektórzy chyba nie pamiętają, że w latach 80. wyemigrowała Pani do Szwecji, gdzie wraz z mężem ma Pani dom. Jak się to Pani udaje, że jest Pani obecna i w jednym, i drugim kraju? Nigdy nie czułam się emigrantką, mimo że ponad 30 lat temu wyjechałam z Polski. W tej decyzji nie było dramatyzmu, jakim zabarwione są wyjazdy „na zawsze“. Mieszkam po prostu i pracuję w dwóch krajach. Nie miałam kompleksów zawodowych, wyjeżdżając do Szwecji. W Polsce, choć miałam dopiero 26 lat, już coś osiągnęłam w swoim zawodzie. A wyjeżdżałam z powodów prywatnych. Emigracja sercowa? Nie, to nawet nie była emigracja, bo emigracja w moim odczuciu, to coś ostatecznego. To był po prostu wyjazd do mężczyzny, w którym się zakochałam. Jak do tego doszło? Spotkaliśmy się dzięki filmowi, bo z reżyserem Januszem Zaorskim prezentowaliśmy w Sztokholmie film „Jezioro Bodeńskie“. Tam pojawił się Gabryś, przyjaciel Janusza z lat młodości.

Na

zakończenie Festiwalu Filmów Emigracyjnych EMIGRA w Warszawie pojawiła się gwiazda polskiego i szwedzkiego kina – Małgorzata Pieczyńska. Nam udało się porozmawiać z artystką o jej życiu prywatnym i zawodowym, które dzieli między dwoma krajami, co dla wielu z nas mieszkających na Słowacji może być inspiracją. Przypomnijmy, że o Małgorzacie Pieczyńskiej zrobiło się głośno w 1986 roku, kiedy otrzymała prestiżową Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego, przyznawaną utalentowanym aktorom przez tygodnik „Ekran“. Największy rozgłos przyniosły jej filmy „Wierna Rzeka” Tadeusza Chmielewskiego, „Komediantka“ Jerzego Sztwiertni czy „Piłkarski poker“ Janusza Zaorskiego. ła milicja. Żeby go uzyskać trzeba było stać w kilometrowej kolejce, mieć urlop z pracy, który musiał podpisać dyrektor. To było formalnie skomplikowane. Gabryś nie wyobrażał sobie, że przyjedzie do Polski na stałe a ja nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że mógłby zdecydować się na zamieszkanie w ówczesnej Polsce. Jaki Pani miała pomysł na siebie po przeprowadzce? Myślałam, że nie będę pracować. W ogóle nie uczyłam się języka. Kilka lat później, kiedy byłam w ciąży, lekarz zabronił mi podróżowania. Miałam się wyciszyć, więc postanowiłam oczekiwać na poród w Szwecji, tam urodzić i wychować syna. Wtedy zapisałam się na kurs językowy, ale nauka nie bardzo mi szła.

To była miłość od pierwszego wejrzenia? Tak, od pierwszego wejrzenia. Było to bardzo nietypowe i nikt temu związkowi dobrze nie wróżył. Mieliśmy za sobą konwencjonalne związki, z których nic nie wyszło, więc postanowiliśmy spróbować właśnie czegoś niekonwencjonalnego. I tak przecież nie ma przepisu na udany związek. Gdyby był, nie byłoby rozwodów.

Potrzebowała Pani silnej motywacji? Tak, zawzięłam się, że muszę wygrać casting do filmu i wygrałam. Potem grałam w teatrze główną rolę kobiecą – jedenastozgłoskowcem, wierszem.

Ale wtedy przecież nie można było tak po prostu wyjechać z Polski. To był rok 1986, mój paszport mia-

Nie miałam kompleksów zawodowych, wyjeżdżając do Szwecji.

6

Jak Panią przyjęli szwedzcy koledzy? Byli bardzo życzliwi, z dykcjonistką teatru dramatycznego, która ze mną ćwiczyła dialogi, wykonałyśmy tytaniczną pracę. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć znałam na pamięć cały scenariusz. Potem wygrałam casting do serialu telewizyjnego, gdzie jest dużo dialogów. I tu nie ma zmiłuj, trzeba znać język. Ambitne filmy opowiadają więcej obrazem, a seriale dialogiem. Nie było wyjścia wkuwałam dialogi, korygowałam je z asystentką i w ten sposób nauczyłam się szwedzkiego. Ponad rok temu rozmawiałam z Krystyną Jandą, która wyznała, że nie wyobraża sobie swojej pracy za granicą, gdyż narzędziem pracy aktora jest słowo. A Pani udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zawdzięcza to Pani swojej pracowitości? Nie wiem, pewnie jestem bardzo pracowita, ale chyba miałam również szczęście. Tyle czytaliśmy o Polkach, przed którymi drzwi zagranicznej kariery stały otworem, wspomnę na przykład Joannę Pacułę, Izabellę Scorupko, Katarzynę Figurę, ale to Pani stale występuje za granicą.

MONITOR POLONIJNY


Nie wiem, czy ktoś śledzi moją karierę, która teraz rzeczywiście nabiera rumieńców w Szwecji . Co niedzielę w szwedzkiej telewizji emitowany jest kultowy serial, podobny do polskiej „Ekstradycji“, którą ludzie kochali i czekali, aż się pojawi kolejna seria. Niedługo zacznie się emisja następnego serialu z moim udziałem. Jakie Pani tam gra role? W obydwu coś w rodzaju szefowej mafii. W „Falku“ gram po rosyjsku i po angielsku z dziwnym akcentem. W „Zanim umrzemy“ to mafia chorwacka i gram po szwedzku. Przypuszczam, że gra Pani negatywne postaci, jak więc Panią odbierają przechodnie na ulicy?

Nie wiem, nie mam czasu nad tym się zastanawiać. Może myślą, że rolę grała Rosjanka i wcale mnie z nią nie kojarzą? Sąsiedzi śmieją się ze mnie i wołają na mnie Ryska, czyli Rosjanka. To fajna rola. Nie do pomyślenia, żeby była napisana dla kobiety w Polsce, gdzie w tego rodzaju filmach zobaczyć można typowo męską obsadę. W Szwecji jest więcej ról dla dojrzałych kobiet. Scenariusze inspirowane są życiem. Im więcej ciekawych funkcji w życiu publicznym pełnią kobiety tym więcej ról dla dojrzałych aktorek. Granie prezydentów, dyrektorów banków, mafiosów, ludzi interesujących dla obiektywu kamery to taki papierek lakmusowy równouprawnienia. Grała pani również w serialu politycznym, którego tematem był, między innymi terroryzm i prawicowa ekstrema. Czy obraz ten jest odzwierciedleniem szwedzkiej rzeczywistości? To oczywiście telewizyjna fikcja, ale budząca prawdziwe emocje wśród odbiorców. Na politycznej scenie coraz mocniejsi są Szwedzcy Demokraci, bo tak się nazywa partia, w której szeregach jest sporo radykalnych nacjonalistów, a ma ona ponad 20 % poparcia. Dostali się do parlamentu po raz drugi z dwukrotnie większym poparciem niż w poprzednich wyborach.

ZDJĘCIE: ANDRZEJ ŚWIETLIK

Czuje Pani strach? Nie, ale obserwuję radykalizm, wrogie nastawianie do siebie ogromnych grup ludzi. Często używa się słowa patriotyzm szerząc nacjonalizm i manipulując emocjami ludzi.

STYCZEŃ 2017

Obcokrajowcy mieszkający w Szwecji mogą się czuć zagrożeni? Nie czuję się uprawniona do takich diagnoz politycznych. Mam świadomość, że żyję pod kloszem – mam pracę, mieszkam w centrum miasta, nigdy nie miałam problemów bytowych, nie jeżdżę metrem dalej niż na odległość 15 minut jazdy. Natomiast problemy zaczynają się na przedmieściach i na południu Szwecji, np. w Malmö, gdzie jest duże zagęszczenie obcokrajowców, tworzących getta.

Polacy też tworzą zamknięte grupy w Szwecji? Nie tak jak w Londynie, ale tworzą grupy zawodowe. Pani zawód i Pani osiągnięcia to powód do dumy mieszkających w Sztokholmie Polaków? Szwedzka Polonia korzysta z Pani zdolności czy sławy? Ja wcale nie jestem sławna. Kiedyś jak grałam w serialach, tak zwanych tasiemcach, to może byłam bardziej znana, ponieważ oglądali je wszyscy. To co teraz robię to zajęcie ciekawsze. Skandynawskie seriale kryminalne, na przykład te dziesięcioodcinkowe, są ambitne w sensie zawodowym, sprzedawane do wielu krajów, ale to wcale nie znaczy, że odbiorca jest masowy! I nie musi przekładać się na popularność. Jeśli chodzi o udzielanie się wśród Polonii to kiedyś przygotowywałam wieczory poezji, ale teraz to zapotrzebowanie spełnia kółko miłośników poezji, które zaprasza aktorów z Polski. Występowali tu więc Ania Dymna, czy Olgierd Łukaszewicz - jednym słowem gwiazdy! A jeśli Polacy w Szwecji chcą coś wypromować, zaprezentować pozytywny wizerunek Polski, zwracają się do Pani z takim zadaniem? Jak na przykład w Czechach, gdzie twarzą promującą polskość przed spisem ludności była Ewa Farna? Kiedy Polska wchodziła do Unii, brałam udział w takich wydarzeniach, prowadziłam wielki koncert dla Szwedów w obecności króla i królowej z udziałem polskich artystów. Teraz, ostatnio, nie było takich okazji. Kiedyś powiedziała Pani, że młodzi biegną szybciej, ale to starzy znają drogę. Ile dróg już Pani przemierzyła? Znam więcej dróg niż 30 lat temu, ale cały czas jestem otwarta na nowe. Jedną z cech młodości jest otwarcie na nieznane, dlatego też powinniśmy się uczyć od młodych. Mam 26-letniego syna, który uważa, że wie wszystko najlepiej, a mnie chce się śmiać, bo widzę siebie sprzed 30 lat. 7


W moim zawodzie emocjonalność jest pożądana.

Dla Szweda jest to niezrównoważona psychicznie osoba, która nie potrafi opanować swoich emocji i nie nadaje się na wychowawcę dziecka.

Czego s się Pani nauczyła od Szwedów? Głównie szacunku do natury. Korzystania z piękna przyrody. Umiłowania prostoty we wszelkim wzornictwie, modzie, architekturze. Szwedzi są bardzo poukładani, jest w ich życiu taka rutyna, dająca poczucie bezpieczeństwa. W życiu codziennym obowiązują reguły, na dobre i na złe. A jeżeli one obowiązują, to znaczy, że ja również mogę na nie liczyć. W Szwecji, jeśli dzień pracy kończy się po 8 godzinach, to nikt nie będzie chodził za mną, żebym została dłużej, że odbierze za mnie dziecko z przedszkola, zrobi zakupy, byleby przedłużyć zdjęcia. Związki zawodowe regulują umowami zbiorowymi wszelkie warunki pracy. A w Polsce w mojej branży nagminne są tzw. umowy śmieciowe, nadgodziny, za które nie ma ekwiwalentu. Przy czym najczęściej nie dotyczy to aktorów, ale wszystkich zawodów pomocniczych: oświetlaczy, rekwizytorów, garderobianych.

Pani nauczyła się opanowywać emocje? W moim zawodzie emocjonalność jest pożądana. Szwedzkie aktorstwo aż bucha emocjami i podtekstami. Jeśli chodzi o wychowanie dziecka to już Janusz Korczak spisał podstawowe zasady: „Nie bij, nie krzycz, nie strasz, nie zawstydzaj, nie lekceważ! Pocałuj, przytul, pochwal, posłuchaj, pociesz!“. Gdybyśmy się do nich stosowali byłoby mniej nieszęścia na świecie.

Skoro pracuje Pani i w Szwecji, i w Polsce to za każdym razem musi się Pani przestawiać z jednego systemu na drugi. Nie jest to męczące? Nie mam z tym problemu, łatwo się przestawiam. Gdzie pracuje się lepiej? Tam gdzie ciekawsze zadanie aktorskie, ciekawszy temat. Oczywiście luksus grania w ojczystym języku doceni tylko ten kto spróbował swoich sił w jezyku obcym. Kocham więc granie po polsku. Dzięki filmowi „Obce niebo“ mogliśmy zobaczyć inną twarz Szwedów, którzy w imię czasami rzekomego dobra dziecka są gotowi odebrać je rodzicom. Tematem jest tu niezrozumienie kodów kulturowych oraz mowy ciała. Agnieszka Grochowska gra impulsywną osobę, która potrafi się rozpłakać, trzasnąć drzwiami, uderzyć dziecko. 8

A czego Szwedzi mogliby się uczyć od Polaków? Ja bym w ogóle nie robiła tutaj podziałów, bo to są tacy sami ludzie jak my. Szwedzcy aktorzy są bardzo otwarci, ale się strasznie dziwią na przykład, że mogę grać kilka ról jednocześnie – trzy role w teatrze i dwie w serialach w Polsce. Moja szwedzka koleżanka nie może zrozumieć, jak ja te wszystkie role mieszczę w głowie, zapamiętuję, przeżywam emocjonalnie. Oni mają luksusową sytuację grają jedną rolę teatralną a jak mija umowa na dany spektakl, zajmują się następnym.

Problemy Polaków mieszkających na obczyźnie, urodzonych w krajach dalekich od Polski i czujących mimo to więź z krajem rodziców są ciekawe. Stykam się z nimi często, dlatego są mi bliskie. Również historie przesiedleńców wojennych łapią za serce, szczególnie z perspektywy problemów dzisiejszej Europy, w kontekście wojny z Syrią. Paralela do sytuacji Żydów w czasie II wojny światowej nasuwa się sama. Chciałabym, abyśmy stawali się lepsi, bardziej empatyczni, aby historia nas uwrażliwiała, uczyła. Abyśmy nie dopuszczali do podobnych tragedii, które już się zdarzały. Jeśli filmy mogą pełnić rolę edukacyjną, to niech pozwolą nam zmieniać świat na lepszy! Niech nas bawią, pouczają i straszą. Bycie jurorem na festiwalu to mój skromny udział w tym dziele. To wyraz poparcia dla idei uaktywniania ambicji artystycznych wśród Polaków na obczyźnie. Jeśli choć jeden młody człowiek, zamiast biernie spędzać czas przed telewizorem, spędzi go kreatywnie, robiąc film ważny dla siebie i środowiska, w którym żyje, to warto było się w ten projekt zaangażować! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WARSZAWA

Udział w polskich serialach to możliwość bycia obecnym w świadomości widzów? To zależy. To musi być serial popularny i dobry. Taki komfort daje mi serial „M jak miłość“. Niedawno zaczęłam grać bardzo fajną rolę w serialu „Druga szansa“. Co znaczy „fajna” rola serialowa? Fajna to znaczy konfliktowa, ciekawa do zagrania, wyróżniająca się na przykład dowcipem, temperamentem albo dramatyzmem losu. Spotykamy się na Festiwalu Filmów Emigracyjnych EMIGRA. Dlaczego zgodziła się Pani być jurorką na tym festiwalu? MONITOR POLONIJNY


W świątecznym nastroju... Po

kolejnym roku zasiedli klubowicze z Trenczyna przy wspólnym stole, kolorowej choince, świeczkach i dźwiękach polskich kolęd, by podzielić się opłatkiem z przyjaciółmi, by przeżyć ponownie wzruszające i radosne chwile z dziećmi i wnuczętami, czekającymi na przyjście mikołaja, który przybył do nas 10 grudnia wraz z aniołkiem, przywożąc bogate paczki z Polski oraz z Bratysławy, pełne słodyczy, polskich książek, gier i upominków. Mikołaja nie bały się nawet najmłodsze maluchy, pierwszy raz uczestniczące w imprezie, a te starsze musiały się wykupić wierszykami. Wyszło to

lepiej lub gorzej, ale najlepiej wypadła babcia Janka Polaková, która w zastępstwie swego nieobecnego wnuka wyrecytowała piękny wiersz świąteczny. Otrzymane upominki zainteresowały najmłodszych na tyle, że dorośli uczestnicy spotkania mogli spokoj-

nie zasiąść do świątecznego stołu i przywitać w swoim gronie przybyłych gości z Bratysławy – Renatę Doliwę, małżonkę konsula Jacka Doliwy, oraz Dominikę Zalewską-Małek, przedstawicielkę polskiej ambasady. Opłatkiem z Polski dzielili się wszyscy – zarówno star-

ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ, MARIAN PAVLASEK

STYCZEŃ 2017

si stażem członkowie Klubu Polskiego, jak i ci nowi oraz ich słowaccy i czescy przyjaciele. Zgodnie z tradycją każdy dorosły uczestnik przyniósł ze sobą nie tylko pyszne domowe wypieki, ale również drobny upominek dla wylosowanej wcześniej osoby. A potem – jak co roku w Trenczynie – było już wspólne śpiewanie kolęd przy akompaniamencie gitary.

Wierzymy, że wszyscy – zdrowi i szczęśliwi – spotkamy się znowu w tym samym lub jeszcze większym gronie w roku przyszłym. A tego zdrowia i szczęścia życzymy również redakcji „Monitora Polonijnego“ i jego wszystkim czytelnikom! RENATA STRAKOVÁ, Klub Polski Trenczyn 9


czyli wystawa przypominająca 22 lata działalności Klubu Polskiego ne wydarzenia. Dzięki jego fotografiom młoda Polonia mogła zobaczyć, jak to kiedyś było, a ta starsza miała okazję do wspomnień. Moją szczególną uwagę zwróciła informacja, podana w którymś z przemówień, dotycząca liczby zdjęć, które przeszły przez ręce i komputer Stana Stehlika – ponad 50 tysięcy!!! Nie muszę chyba dodawać, że większość z nich trzeba było odrzucić, by długoletnią działalność Klubu zaprezen-

ysiące zdjęć, kilka albumów i kronik z fotografiami, prowadzonych przez Polonię z Trenczyna czy Nitry, wiele godzin spędzonych na przeglądaniu, skanowaniu i wyborze tych najważniejszych, tych, które najlepiej będą prezentowały 22 lata działalności Klubu Polskiego… Ale trud się opłacił. Z wybranych zdjęć powstały kolaże, a z tych wystawa, której wernisaż odbył się 7 grudnia w Instytucie Polskim 10

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK, ANNA SULEJ

T

w Bratysławie. Otwarcia wystawy dokonały dyrektor Instytutu Polskiego Monika Krzepkowska, redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ Małgorzata Wojcieszyńska oraz założyciel Klubu Polskiego Ryszard Zwiewka. Swoją obecnością uroczystość uświetnili również ambasador Leszek Soczewica z małżonką oraz konsul Jacek Doliwa z małżonką. Autorem wystawy jest Stano Stehlik, który od wielu lat dokumentuje polonijtować w pigułce. „Najnowsze zdjęcia mieszczą się na jednym większym dysku, te starsze – w albumach i kronikach, rozsianych po całej Słowacji“ – wyjaśnił Stano Stehlik, kiedy spytałam go, czy zanim powstała wystawa, miał cały dom usiany fotografiami. Okazało się też, że sporo zdjęć archiwalnych było na papieMONITOR POLONIJNY


ścią projektu był wybór zdjęć. Bo tak naprawdę każde jest ważne, każde wiąże się z cudownymi wspomnieniami i przy każdym kręci się łezka w oku. Wernisaż swoim wystąpieniem umiliła nasza rodaczka Ewa Sipos, która zaśpiewała polskie piosenki z akompaniamentem zerze fotograficznym, a więc trzeba je było zeskanować. „Dwu dziestodwu le tnią działalność podzieliłem na ponad 20 tematów i tak powstało ponad 20 plakatów z kolażami tematycznymi, dotyczącymi różnych wydarzeń polonijnych“ – wyjaśnił autor wystawy. I tak wśród nich były między innymi kolaże z polskich balów w Bratysławie, z plenerów artystycz-

nych, z Dubnickich Dni Przyjaźni i Folkloru czy szant na Dunaju. Oddzielnym tematem były przedsięwzięcia adresowane przede wszystkim do dzieci, czyli różne imprezy mikołajkowe czy szkolne. Dość zabawne były chwile, kiedy na prezentowanych zdjęciach odnajdywali się obecni na wernisażu goście, dziś już dorośli ludzie.

Po rozmowie z Małgorzatą Wojcieszyńską, jedną z organizatorek wystawy, odniosłam wrażenie, że zdecydowanie najtrudniejszą czę-

społu Jablco. Na wszystkich gości czekał też mały poczęstunek oraz lampka dobrego wina. ANNA SULEJ

Projekt realizowany we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie oraz finansowany przez Kancelarię Rady M i n i s t r ó w R S , p r o g r a m : K u l t u r a m n i e j s z o ś c i n a r o d o w y c h 2 016 . STYCZEŃ 2017

11


Boże Narodzenie w sercach nam gra W

oczach dziecka wszystko wydaje się piękne, kolorowe, prawdziwe. Naprawdę nie trzeba wielu starań, żeby je zadowolić, bo i tak zapewne uzna to za wspaniałe. Z dorosłymi nie jest już tak łatwo. Wszystko już widzieli i słyszeli. Dlatego idąc na jasełka w wykonaniu Koła Teatralnego ZSG w Żędowicach, chóru mieszanego oraz instrumentalistów Stowarzyszenia METANOYA w Zawadzkiem

pod batutą Anity Stachowskiej i Sybilli Czech, obawiałam się, że będzie nudno, a czas będzie dłużył się w nieskończoność. Na całe szczęście bardzo się pomyliłam. Przedstawienie okazało się świetne, z dużą dawką humoru. Na uwagę zasługuje chociażby kłótnia Heroda z żoną, żywcem wyjęta z dzisiejszych realiów. Rola Żyda, diabła czy czarownicy były tak wyraziste, że trudno zdecydować, która była najlepsza. Prawie każdej scenie z ich udziałem towarzyszyły brawa i gromkie wybuchy śmiechu. Inne role, choć mniej wyraziste, również zasługują na pochwałę, ponieważ bez nich nie byłoby całości, która wypadła po prostu wspaniale. W drugiej części spotkania wystąpił chór, który zaśpiewał kilkanaście kolęd z różnych zakątków świata, między innymi z Czech, Rosji, Włoch i oczywiście Polski. Ten ZDJĘCIA: STANO STEHLIK, ANNA SULEJ

P r oj e k t f i n a n s o w a n y p r z e z K a n c e l a r i ę R a d y M i n i s t r ó w R S , p r o g r a m : K u l t u r a m n i ej s z o ś c i n a r o d o w y c h 2 016 oraz w ramach funduszy polonijnych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. 12

MONITOR POLONIJNY


występ wspomogła nawet publiczność, na chwilę podzielona na dwie części, z których każda śpiewała inną kolędę w tym samym czasie. Wypadło zabawnie, ale była to również chwila wzruszająca.

Sylwester w Dubnicy nad Wagiem T

Na koniec, już za kulisami, na wszystkich gości czekał poczęstunek. I to nie byle jaki, ponieważ niektóre specjały zostały przywiezione prosto z Polski specjalnie na tę okazję. Dzięki temu niektórzy po raz pierwszy w życiu mogli spróbować kutii czy makówek, a swojski chleb na zakwasie, przygotowany przez panią dyrygent, rozszedł się jak świeże bułeczki. Całe przedsięwzięcie zostało zorganizowane przez Marka Sobka oraz Ilonę Wikieł-Sobek pod szyldem Klubu Polskiego w Bratysławie przy współpracy Domu Kultury przy

STYCZEŃ 2017

radycyjnie Klub Polski w Dubnicy nad Wagiem zorganizował zabawę na Sylwestra, na krórej nie zabrakło barwnych strojów – tym razem w stylu retro. Zabawa przebiegała w gronie ponad dziesięciu osób, nie tylko Polaków, ale i zaprzyjaźnionych Słowaków. Przybyli też rodacy z Trenczyna. W budynku, w którym ma siedzibę Klub Polski w Dubnicy nad Wagiem, odbywała się jeszcze jedna

impreza – młodzieżowego zespołu muzycznego. A ponieważ młodzi byli ciekawi a nasi rodacy otwarci, nic dziwnego, że zaprosili zespół. Młodzież ochotnie wlączyła się do zabawy, przygrywając i śpiewając. Były też oczywiście tańce i życzenia pomyślności na rok 2017. Szkoda, że kolejna tego typu impreza dopiero za rok! RED.

ZDJĘCIA: IRENA ŠUJAK

13


Jarmark z udziałem

ambasadora Co

Nitrzańskie dialogi „Dialogi międzykulturowe” to cykl seminariów, organizowany przez doc. Zuzanę Meszárošovą z Uniwersytetu Konstantyna Filozofa w Nitrze. Pod koniec listopada w ich ramach odbyło się spotkanie z Małgorzatą Wojcieszyńską. Reprezentantka Klubu Polskiego przedstawiła krótki wykład na temat historii mniejszości polskiej na Słowacji. Szczególną uwagę poświeciła współczesnym Słowakom, reprezentującym życie kulturalno-artystyczne i mającym polskie pochodzenie. Przypomniała, że polskie geny mają na przykład była premier RS Iveta Radičová czy aktor Andy Hryc. Przedstawicielka słowackiej polonii opowiedziała też o działalności Klubu Polskiego, obchodzącego właśnie 22. rocznicę swojego powstania, i Stowarzyszeniu „Polonus“. Nie zapomniała też o miesięczniku „Monitor Polonijny”, którego jest redaktor naczelną, i o Stanislavie Stehliku, który od wielu lat dokumentuje fotograficznie wszystkie polonijne wydarzenia. W spotkaniu uczestniczyli młodzi politolodzy z Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Konstantyna Filozofa w Nitrze, jak również studenci z Wydziału Studiów Środkowoeuropejskich. Przybyły również osoby, którym polska tematyka jest bliska z różnych względów, a wbrew pozorom nie jest ich w Nitrze mało. W drugiej części spotkania był czas na prawdziwą rozmową. Goście przywieźli ze sobą polskie krówki, które miały 14

pełnić rolę słodkich „motywatorów” do zadawania pytań, ale tych i tak było bardzo dużo. Dotyczyły one zarówno spraw osobistych, np. „Jak znalazła się pani na Słowacji?“, jak i kulinarnych, np. „Co oznacza nazwa krokiet po obu stronach granicy?“. Były też pytania, związane z historią Polski i jej obyczajowością, np. „Jak wygląda dziś kult świętego Wojciecha w Polsce?“, jak i te o najświeższe wydarzenia polityczne i społeczne, rozgrywające się w Polsce. Małgorzata Wojcieszyńska odpowiadała na nie bardzo rzeczowo i wyczerpująco, przedstawiając racje różnych stron konfliktu. Pozostaje życzyć sobie, aby studenci, żyjący coraz bardziej w przestrzeni wirtualnej, mieli częściej możliwość spotykania się w realnej rzeczywistości z kompetentnymi osobami, znającymi dobrze sytuację w obu krajach, mogącymi być prawdziwymi pośrednikami w budowaniu rzeczywistego dialogu i porozumienia, tak bardzo nam wszystkim potrzebnego. ANNA SIROVÁ-MAJKRZAK

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

roku na początku grudnia, na świętego Mikołaja, patrona miasta, władze Liptowskiego Mikulasza organizują tradycyjny jarmark. Nie inaczej było i w roku 2016. Ale tym razem jarmark zaszczycił swoją obecnością Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Bratysławie Leszek Soczewica wraz z małżonką, który najpierw w towarzystwie konsula honorowego RP Tadeusza Frąckowiaka spotkał się z burmistrzem miasta Jánem Blcháčem w Urzędzie Miasta, by wraz z władzami miasta i wiceministrem spraw wewnętrznych Rudolfem Urbanovičem wziąć udział w uroczystym otwarciu nowej remizy miejscowej straży pożarnej.

Burmistrz Liptowskiego Mikulasza uroczyście przywitał nie tylko Ambasadora RP, ale i delegacje miast partnerskich, które przybyły między innymi z Polski, z Żywca, z Czech, Serbii, Węgier. Po krótkim spotkaniu wszyscy goście wspólnie przeszli na rynek miasta, gdzie odbyło się uroczyste otwarcie jarmarku, a potem wspólny spacer pomiędzy stoiskami. Następnie wszyscy goście udali się na bankiet do Muzeum Janka Kráľa. Później Ambasador RP z małżonką, radni z Żywca wraz z zastępcą burmistrza Markiem Czulem zostali przyjęci w Konsulacie Honorowym RP przez MONITOR POLONIJNY


Drugi dzień pobytu ambasadora i delegacji miast partnerskich był również wypełniony bogatym programem. Goście zwiedzili pełen atrakcji park MINI-Słowacja w Liptowskim Janie, a oficjalny pobyt zakończyli wspólnym obiadem w kolibie Strachanovka, gdzie degustowali specjały regionalnej kuchni. Uczestnicy tradycyjnego jarmarku wyrazili życzenie i chęć ponownego spotkania w ramach przyszłorocznego jarmarku w Liptowskim Mikulaszu. J.D. Konsula Honorowego RP Tadeusza Frąckowiaka. Do Konsulatu Honorowego RP przybył też zastępca Dyrektora Szpitala Powiatowego w Liptowskim Mikulaszu Ján Drobčo, często udzielający pomocy medycznej Polakom. Tego dnia polski ambasador wraz z burmistrzem miasta i konsulem honorowym wybrali się jeszcze na mecz hokeja. Przy dopingu takich kibiców miejscowa drużyna oczywiście wygrała. W godzinach wieczornych wszyscy zaproszeni goście spotkali się na uroczystej kolacji, zorganizowanej przez władze miasta.

ZDJĘCIA: ARCHIWUM TADEUSZA FRĄCKOWIAKA

STYCZEŃ 2017

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Odwołanie dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie

M

onika Krzepkowska, dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie, po zaledwie ponadrocznej pracy zakończyła swoją misję dyplomatyczną na Słowacji. Jeszcze rok temu w wywiadzie udzielonym „Monitorowi Polonijnemu“ mówiła o swoich planach: „Będzie kolorowo, głośno i interesująco“. I było. W minionym roku wraz ze swoim zespołem przygotowała wiele ciekawych przedsięwzięć, jak na przykład spotkanie z Michałem Rusinkiem, sekretarzem Wisławy Szymborskiej, laureatki Nagrody Nobla, występ Teatru Ósmego Dnia, wiele konferencji, koncertów, wykładów, projekcji filmowych, konkursów literackich, akcji adresowanych do dzieci… I właśnie dzięki obecności w Instytucie najmłodszego pokolenia Słowaków i Polaków wydawało się, że siedziba tej instytucji kulturalnej mocno ożyła. „Postrzegam siebie jako urzędnika, reprezentującego każdym swoim działaniem i słowem Polskę, choć tu, w Instytucie, mam większy margines dowolności w podejmowaniu działań i zajmuję się wdzięczniejszą działką, czyli kulturą. To z pewnością duża odpowiedzialność, ale i satysfakcja. Świadomość, że niosę ludziom radość, dodaje skrzydeł“ – mówiła nowa dyrektor przed rokiem. Krzepkowska skończyła misję z dniem 31 grudnia. Jej odwołanie przyszło na początku grudnia bez podania przyczyny. Nazwisko nowego dyrektora RED. nie jest jeszcze znane. 15


Nasza rodaczka Ewa Sipos nagrała płytę dym utworze. Na koniec wykonali oni raz jeszcze utwór „Vrchy“, do którego powstało też wideo, dostępne na kanale YouTube. A jak zrodził się projekt albumu? „Rok temu Viliam,

długoletni przyjaciel naszej rodziny, zaproponował mi, że jeśli będę mieć jakieś teksty, to on do nich skomponuje muzykę“ – wspomina Ewa. Wokalistka zabrała się więc do pracy twórczej, na

Na

początku grudnia w bratysławskim lokalu Gospel Cafe odbyła się promocja albumu, „Heavy Rain“, nagranego przez Ewę Sipos i Viliama Sandora. Płyta naszej rodaczki z bardzo osobistymi tekstami, śpiewanymi po angielsku i słowacku, z dynamiczną, a miejscami melancholijną muzyką Viliama Sandora robi wrażenie. Przekonali się o tym licznie przybyli na spotkanie goście. Gwiazdy wieczoru zaprezentowały na nim bowiem efekty swojej blisko rocznej pracy. Koncert rozpoczął się od dość skocznej, w stylu word musik piosenki „Vrchy“, która ożywiła publiczność. Kolejne utwory były bardziej nostalgiczne, aż po wzruszającą kołysankę dla Niny. Publiczność nagradzała wykonawców gromkimi brawami po każ-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

którą wcześniej nie miała czasu. Potem powstała muzyka, a podczas prób ostateczne aranżacje utworów, w których pięknie brzmiący głos Evy doskonale współgra z głosem Viliama. Kameralne brzmienia pianina czy gitary nadają utworom tajemniczości. Przypomnijmy, że nasza rodaczka Ewa Sipos przeprowadziła się z Żuław pod Bratysławę pod koniec lat 90., gdzie wyszła za mąż za Słowaka. Tu mieszka i wychowuje trójkę dzieci, w tym jedno dziecko autystyczne. Jej głębokie przeżycia wewnętrzne zostały poniekąd odzwierciedlone właśnie na płycie „Heavy RED. Rain“.

Pożegnanie Imricha Gablecha

„Odszedł bohater“ – tak na jednym z portali społecznościowych napisał prezydent Republiki Słowackiej 16

Andrej Kiska. Sentymentalnym wpisem, pełnym osobistych wspomnień i podziwu, żegnał 12 grudnia Imricha Gablecha, czechosłowackiego pilota, uczestnika kampanii wrześniowej po stronie Polski, który zmarł w wieku 101 lat. „Nie wystarczy tylko przeżywać, trzeba żyć“ – wspominał prezydent Kiska radę, której udzielił mu ten wyjątkowy człowiek podczas ich osta-

tniego spotkania. Był on ostatnim z Czechów i Słowaków, którzy pomagali bronić Polski przed najazdem Hitlera w pierwszych dniach wojny. Imrich Gablech urodził się pod Trenczynem, gimnazjum ukończył w Nowym Mieście nad Wagiem, a w 1936 roku zaciągnął się do wojska. Uczył się w szkole pilotów w Chebie, a następnie w Prościejowie. Po MONITOR POLONIJNY


Piotr Rubik w Bratysławie

J

uż na kilka miesięcy przed bratysławskim koncertem, na Słowacji, między innymi w siedzibach duszpasterskich, pojawiły się plakaty z napisem: „Tu es PETRUS”. Zapraszały one na listopadowy koncert Piotra Rubika. Nasz rodak, kompozytor, zaprezentował się w stolicy Słowacji z 66osobową orkiestrą symfoniczną, 55-osobowym chórem oraz z 6 solistami. Do kompozycji Rubika Zbigniew Książek napisał teksty, które nawiązują do życia i twórczości papieża Jana Pawła II. Koncert odbył się w hali im. Ondreja Nepeli, którą po brzegi wypełnili fani z całej Słowacji. „Bardzo mnie to cieszy, że dzięki muzyce dochodzi do fajnego kontaktu między naszymi krajami. Osoby, które słuchają

mojej muzyki, z pewnością inaczej patrzą teraz na Polskę i kawałek swojego serca mają w naszym kraju. Muzyka czasami przynosi lepsze efekty w kontaktach międzypaństwowych niż rozmowy polityków“ – tak przed kilku laty w rozmowie z „Monitorem Polonijnym“ oceniał swoje sukcesy na Słowacji Piotr Rubik, któremu największą popularność przy-

ukończeniu szkoły służył w 3. pułku lotniczym w Pieszczanach. Siódmego czerwca 1939 wraz z 7 innymi żołnierzami uprowadzili 4 samoloty i uciekli do Polski. W dniu 1 sierpnia 1939 został wcielony do polskiego lotnictwa wojskowego, a 18 września dostał się do niewoli sowieckiej. Zdołał zbiec z łagru i w 1941przedostał się do Wielkiej Brytanii. Próbował znów pilotować samoloty, ale ze względu na zły stan zdrowia musiał podjąć pracę jako kontroler lotów. STYCZEŃ 2017

niosły wielkie formy wokalno-instrumentalne, takie jak oratoria „Tu es Petrus” czy „Psałterz wrześniowy”. Pochodzące z nich piosenki, np. „Niech mówią, że to nie jest miłość” (uznana polską piosenką wszechczasów w plebiscycie Radia ZET) czy „Psalm dla ciebie”, stały się wielkimi przebojami i przez wiele tygodni zajmowały pierwsze miejsca na polskich li-

stach przebojów. Dotychczasowe płyty Piotra Rubika rozeszły się w setkach tysięcy egzemplarzy. Kompozytor jest zwycięzcą wielu festiwali i laureatem licznych nagród, m.in. zdobył 1. miejsce na Festiwalu Jedynki w Sopocie w 2005 r, Superjedynkę za płytę roku oraz Superjedynkę dla najpopularniejszego wykonawcy w 2006 r., Wiktora 2006, Telekamerę 2007, 1. miejsce na festiwalu Top Trendy w 2007 r., Teraz Polska 2007, Różę Gali 2007. „Czuję satysfakcję z tej drogi, którą przebyłem, bo od 6 roku życia kształciłem się muzycznie, usilnie pracowałem na to, żeby do czegoś dojść. Czuję radość i spełnienie – wiem, że warto było“ – podsumował Rubik. RED.

Po wojnie powrócił do kraju, lecz był szykanowany przez nowe władze. W 1948 zwolniono go z wojska. W 1970 przeszedł na emeryturę. W 2005 wydał książkę „Hallo, airfield – control, go-ahed”. „Dziękujemy za Pańską odwagę, Panie Gablech. Nigdy nie zapomnimy. Cześć i szacunek Pańskiej pamięci“ – napisał prezydent Kiska. A my się pod jego słowami podpisujemy. RED. 17


Dobry Targ W BRATYSŁAWIE P od koniec ubiegłego roku Instytut Polski po raz pierwszy został partnerem Dobrego Targu w Bratysławie. „Inicjatywa ta ma na celu zainspirowanie ludzi, by poznali swoją okolicę, sąsiadów, otworzyli się na

ZDJĘCIA: ANNA SULEJ

drugiego człowieka. Ma też zachęcić do wspólnego działania” – wyjaśniła dyrektor Instytutu Polskiego Monika Krzepkowska. Głównymi organizatorkami Dobrego Targu są Barbara Zavarská oraz Illah van Oijen. Jak powiedziała nam Anna Jabłonowska-Holy, członek zespołu programowego Dobrego Targu, pomysłodawczyni przedsięwzięcia pochodzi z Holandii, ale przeszło 10 lat temu przyjechała na Słowację, zakochała się w tym kraju i już została. Postanowiła też zaszczepić wśród mieszkańców Bratysławy holenderską tradycję, według której w Dniu Króla w całej Holandii organizowanych jest wiele jarmarków i targów, ponieważ tego dnia można prowadzić sprzedaż bez zezwolenia i płacenia podatków. 18

Dobry Targ w tym roku odbył się 17 grudnia w bratysławskiej Starej Hali Targowej już po raz piąty. W jego ramach Instytut Polski zorganizował promocję książki pt. „Mapy“ Aleksandry i Daniela Mizielińskich, która właśnie pojawiła się w słowackich księgarniach. Na spotkaniu, podczas którego odbyła się wideokonferencja z jednym z autorów, obecny był m.in. prezydent Bratysławy Ivo Nesrovnal. A wieczorem

w oknach sąsiadującego ze Starą Halą Targową budynku Instytutu Polskiego moż-

na było obejrzeć dwie wideoprojekcje – „Meeting point“ i „Interface“ – norweskiego artysty Michela Pavlou. Instytut Polski udostępnił również przestrzenie dla projektu tanecznego Transportation Dance, którego liderem jest norweski tancerz Martin Slaatto. Towarzyszyło mu kilku tancerzy nieprofesjonalnych, zachęcających przechodniów do wspólnej zabawy. Przed Instytutem przygrywała zaś grupa Funny Fellows. ANNA SULEJ


Dziecięca Akademia „Moje korzenie 2016“ Do

akademii „Moje korzenie 2016”, która odbyła się w grudniu w Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu w Nitrze, dzieci przygotowywały się na zajęciach z języka polskiego już od września. Właściwie ich przygotowania były jednocześnie szukaniem odpowiedzi na pytania, dotyczące własnej tożsamości: kim jestem i gdzie są moje korzenie?

I tak oto po kilku tygodniach przygotowań stanęły na scenie, by pochwalić się swoją polskością, noszoną w sercach. Zrobiły to w sposób uroczy – deklamując wiersze. Potem, by ich słowaccy słuchacze zrozumieli sens recytowanej poezji, mówiły o słowach brzmiących tak samo w językach polskim i słowackim, a znaczących zupełnie coś innego. Po występach na dzieci czekały R.G słodkie upominki od mikołaja.

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Minis trów RS, program Kultura mniejszości narodowych 2016, oraz w ramach funduszy polonijnych Minis ter s twa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Wieczór polskich pieśni adwentowych i kolęd w Nitrze

P

rzedświąteczny okres adwentu nitrzańska Polonia wykorzystała na niecodzienne spotkanie w katedrze św. Emerama w Nitrze, gdzie po mszy świętej w języku polskim i już w świątecznej atmosferze odbył się koncert polskich kolęd i pieśni adwentowych z czasów gotyku i renesansu. Zespół Musica Poetica i grupa wokalna VOX przedstawiły staropolskie pieśni przy akompaniamencie starodawnych instrumentów oraz organisty Lukaša Fily. Wsłuchiwaliśmy się w przepiękne sakralne pieśni polskich kompozytorów, co pozwoliło się nam wyciszyć, na chwilę zatrzymać i odpowiednio przygotować do świąt Bożego Narodzenia. Była to już szósta edycja wieczoru pieśni, który cieszy się zainteresowaniem zarówno Polonii, jak i mieszkańców Nitry i okolic. Na ten wyjątkowy koncert przybyli STYCZEŃ 2017

do Nitry wyjątkowi goście z ambasadorem RP Leszkiem Soczewicą i konsulem Jackiem Doliwą na czele, któ-

rzy wzięli udział także w przedwigilijnym spotkaniu nitrzańskiej Polonii. R.G

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Ministrów RS, p r o g r a m K u l t u r a m n i e j s z o ś c i n a r o d o w y c h 2 016 , o r a z w r a m a c h f u n d u s z y p o l o n i j n y c h Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. 19


N

owy rok. Nowe postanowienia. Lub stare, troszkę tylko odkurzone. Będę bardziej... Będę mniej... Nauczę się tego i owego. Co prawda, miałem takie samo postanowienie już przed rokiem, ale teraz to co innego. Poprzedni rok był trudny – na nic nie starczyło czasu i jakoś tak szybko zleciał. Nowy rok będzie lepszy. Na pewno uda się wszystko lepiej zaplanować. Bo przecież trzeba mieć nadzieję. Nie wiadomo, skąd wziął się zwyczaj noworocznych postanowień. Może zadziałała magia kalendarza? Z dniem 1 stycznia w naszych głowach zmienia się nie tylko data. Z nowym rokiem przychodzi nadzieja i ogrom nowych możliwości. Wystarczy tylko przerzucić kartę wiszącego na ścianie kalendarza... Gdy jednak się zastanowić głębiej, to owa magiczna data jest tylko dziełem przypadku. W naszej części świata od kilkuset lat obowiązuje kalendarz gregoriański. Czy Chińczycy również dokonują noworocznych planów? Jeśli tak, to nie muszą się spieszyć – podobno w tym roku ich postanowienia zaczną obowiązywać dopiero w lutym. Ale to i tak wcześniej, niż w przypadku Indian, którzy

ewentualnych analiz, dotyczących minionego roku, dokonują w marcu. I jak tu cokolwiek zaplanować i wykonać?

Jakby nie było, kalendarz obowiązuje wszystkich, a wędrówka Ziemi wokół Słońca trwa właśnie jeden rok. To całkiem dobry powód, aby rozgraniczyć stare i nowe. Pozostawmy tu takie astronomiczne szczegóły, jak fakt, że Ziemia wraz z całym układem słonecznym (ba, z całą Drogą Mleczną!) mknie przez bezmiar wszechświata z trudną do wyobrażenia sobie prędkością i tak naprawdę droga naszej planety nigdy nie jest taka sama. Podobnie, jak każdy następny rok. Podobnie, jak my. To wcale nie jest głu-

pie, zaplanować coś, czego nie udało się osiągnąć, jeszcze raz. Świat ciągle się zmienia, zmieniają się okoliczności, a my jesteśmy coraz bardziej doświadczeni. „Nie ma nic prostszego od rzucania palenia – robiłem to już tysiące razy”. Mark Twain znał już tę prostą prawdę ponad sto lat temu. Noworoczne postanowienia mają krótką datę ważności oraz nieograniczony termin reklamacji. Wystarczy rok, by móc cieszyć się znów nadzieją na lepsze. Oczywiście, są wśród nas osoby, które co roku postanawiają nic nie postanawiać. Cóż za godna podziwu regularność! Zaryzykuję stwierdzenie, że z roku na rok owo postanowienie niepostanawiania ma coraz większą szansę na sukces, zgodnie z zasadą nabywanego doświadczenia. Ale co oznacza w tym wypadku sukces? To najwidoczniej musiałoby być jakieś naprawdę wielkie postanowienie. Niechby nawet i bez postanawiania. Będę bardziej... Będę mniej... Bądźmy, drodzy Państwo, po prostu bądźmy. Dla naszych bliskich i dla siebie samych. Codziennie, nie tyko w styczniu nowego roku. ARKADIUSZ KUGLER

Opowieść smutnego komika

R

ok 2016 obfitował w wiele wydarzeń, okazał się także rokiem pożegnań z wielkimi artystami i ulubieńcami publiczności. Dla mnie, z wielu powodów, jedną ze smutniejszych wiadomości roku była ta o śmierci Bohdana Smolenia.

Kim był? Aktorem, satyrykiem, człowiekiem kabaretu, naczelnym rozśmieszaczem PRL-u, a po przemianach nawet muzykiem di20

sco polo. Swego czasu był gwiazdą telewizji, idolem, uwielbianym przez naród; publiczność wynosiła go na szczyty popularności, lecz także zrzucała go z piedestału i krytykowała za pewne wybory zawodowe, jak

choćby krótki mariaż z muzyką chodnikową. Smoleń bawił i śmieszył, na zewnątrz był człowiekiem sukcesu, otoczonym wianuszkiem fanów. A kim był, gdy show dobiegał końca, gasły światła ramp? Kim był

prywatnie? Jakim był mężem i ojcem? W świetle śmierci tego wybitnego artysty polecam Państwu książkę, która – choć ma już kilka lat – jest jedną z najbardziej szczerych i przez to poruszających biografii, które czytałam. „Niestety wszyscy się znamy” to wywiad rzeka, który ze Smoleniem przeprowadziła dziennikarka Anna Karolina Kłys. To właśnie w tej rozmowie artysta mówi niemal wszystko, momentami jakby aż za szczerze. Obnaża zawiłoMONITOR POLONIJNY


P

od koniec ubiegłego roku, 30 grudnia dotarła do nas smutna wiadomość - po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Longin Komołowski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Przedstawicielom słowackiej Polonii może nie było dane zbyt często z Nim obcować, ale był to Człowiek, któremu zależało na nas – Polakach mieszkających za granicą. Pamiętam, jak spokojnie, rzeczowo rozmawiał z nami, przedstawicielami Klubu Polskiego, kiedy na zaproszenie krakowskiego oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ mieliśmy przyjemność zjeść z Nim kolację. Był rok 2011, a ja wraz z ówczesnym prezesem naszej organizacji Markiem Sobkiem i jego małżonką Iloną Wikiel wracaliśmy do Bratysławy po miłym spotkaniu i cieszyliśmy się, że na czele tak ważnego stowarzyszenia stanął właśnie On. Longin Komołowski był prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” od czerwca 2010 r. Jego życiorys był bardzo bogaty. Skończył budownictwo okrętowe na Politechnice Szczecińskiej. Od 1964 r. pracował w Stoczni Szczecińskiej. W czasie wydarzeń ści polskiej estrady, układy i układziki międzyludzkie i polityczne, opowiada o okolicznościach powstania krakowskiego kabaretu „Pod Budą” oraz słynnego poznańskiego „Tey”. Przy okazji tych opowieści dowiadujemy się, jak się piło, bawiło i walczyło o swoje w PRL-u, poznajemy szarą

STYCZEŃ 2017

Zmarł Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“

Longin Komołowski grudniowych brał udział w strajkach w 1970 r. oraz w 1980 r. i został członkiem NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego działał w jego podziemnych strukturach. Był wielokrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany przez organy bezpieczeństwa. Po zalegalizowaniu związku został przewodniczącym komitetu zakładowego „S” w stoczni szczecińskiej, od 1990 r. był przewodniczącym całego regionu Pomorza Zachodniego. W 1994 r. zasiadł w Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych. Był posłem na Sejm dwóch kadencji. W latach 1997–2001, najpierw z listy Akcji Wyborczej „Solidarność”, później jako kandydat bezpartyjny z listy PiS. W latach

rzeczywistość tamtych czasów oraz rządzące polską sceną artystyczną zasady. „U nas każdy mógł się spotkać – minister, sekretarz, prywaciarz, striptizerki i ich koleżanki, goście, którzy mieli przerwę między pociągami. Każdy mógł przyjechać do Teya, wypić pół flaszki i taksówką wró-

1997–2001 pełnił funkcję ministra pracy w rządzie Jerzego Buzka, a w latach 1999–2001 wiceprezesa Rady Ministrów. Był odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski, Krzyżem Wolności i Solidarności oraz odznaczeniem kościelnym Ordynariatu Polowego WP Milito Pro Christo. Ostatni raz dane mi było spotkać Longina Komołowskiego na Festiwalu Filmów Emigracyjnych EMIGRA w Warszawie. Z projekcji filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń“ wychodził wyraźnie poruszony. Żegnamy Człowieka, którego poruszały losy Polaków na obczyźnie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

cić na dworzec (...). Wiedzieliśmy o wszystkim, co się w kraju działo. Wszystkie opcje nas odwiedzały” – czytamy w książce. Ale PRL i życie pomiędzy sceną i bankietem to nie wszystko. W tym wywiadzie Smoleń nie tworzy zafałszowanego obrazu siebie, opływającego w dostatki człowieka sukcesu. Porusza bardzo bolesne tematy – samobójstwa ukochanej żony, śmierci własnego dziecka i choroby. Dwoistość jego życia, które jakby zawisło nad przepaścią pomiędzy wielkim sukcesem i ogromną liczbą nieszczęść, wydaje się czymś, co nazywamy ironią losu, Mieć wszystko i nie mieć nic?

Zapraszam Państwa do lektury tego okrutnego momentami w swej szczerości wywiadu, bez cukru i fałszywego podkolorowywania. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

21


z posiadaniem dzieci, chcą żyć beztrosko, konsumpcyjnie, ale nie bez refleksji. Kto jednak powiedział, że trzydziestolatek musi być zarobiony po pachy i mieć trójkę dzieci, z którymi nie wyrabia na zakręcie w szpaga-

w którym odbija się życie bez makijażu i botoksu, związki bez podkolorowanych bajek o książętach i księżniczkach, którzy żyli długo i szczęśliwie. Tu jest nuda, brak ochoty na seks, marnowanie czasu na głupoty. Tu jest strach przed walką o cokolwiek, brak walki wynikający ze strachu, że się nie uda. Fantastyczna gra aktorów młodego pokolenia sprawiała, że momentami zapominałam o tym, że to nie żadne reality show. Przyzwyczajona do drewnianych aktorek i szarżujących pod publiczkę polskich „aktorów komediowych” ze zdumieniem patrzyłam na naturalność i szczerość Piotra Żurawskiego (Kamper) i Marty Nieradkiewicz (Mania), którzy dali twarz nie

cie pomiędzy rodziną i pracą? Czasy się zmieniają i zmieniają się modele życiowe. Trzydziestolatek widział już życie swoich rodziców, którzy cały czas mówią mu, jaki jest niedojrzały. Niedojrzały, bo chce żyć inaczej niż rodzice? Niedojrzały, bo chce od życia czegoś innego? To, co bije z tego filmu, to szczerość, jakiej dawno nie było w polskim kinie. Szczerość wręcz bezkompromisowa, bez miejsca na ściemę, że coś jest lepsze, niż nam się wydaje. Tu nie ma związków i małżeństw wymyślonych przez słabego scenarzystę, tu jest lustro,

tylko bohaterom filmu – oni dali twarz pierwszemu filmowemu manifestowi pokolenia trzydziestolatków, pokolenia Piotrusiów Panów. Dobór muzyki i przemieszanie współczesnych artystów, takich jak Pezet, Czarny HIFI, z klasykami, takimi jak Maanam czy Zbigniew Wodecki, tworzy bardzo mocne tło historii. Film był nominowany w konkursie głównym do nagrody Złotych Lwów i otrzymał nagrodę East od West w Karlovych Warach. Gratulacje dla twórców! Polecam. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

Życie bez

podkolorowywania

N

areszcie mamy polski film, który choć jest o miłości, to ani nie jest komedią, ani nie jest romantyczny, ani nie ma w nim Karolaka i Szyca! Da się? Da się! „Kamper” w reżyserii Łukasza Grzegorzka to film obyczajowy, opowiadający o życiu współczesnych trzydziestolatków, o ich marzeniach, obawach, błędach i tym, co różni to pokolenie od pokolenia ich rodziców. Kampera i jego żonę Manię poznajemy, gdy dopada ich początek końca ich małżeństwa. Ona żyje marze-

22

niami o tym, by wypełnić życie czymś więcej – chce życie brać garściami, kroić nożem i czuć. On, zatopiony w świecie gier komputerowych, którymi zajmuje się zawodowo, nie ma żonie już nic do zaoferowania. Ot, nie chce mu się. Tak, jak jest, jest dobrze. Gdy ona zapisuje się na kolejne kursy i szkolenia, on zaczyna więcej uwagi poświęcać zazdrości o żonę niż samej żonie, a gdy spotyka tajemniczą nauczycielkę hiszpańskiego, wiadomo, że dojdzie do katastrofy. Ale czy koniec związku jest katastrofą? Czy to my zmieniamy się w trakcie trwania związku, czy dopasowujemy swoją postawę życiową do tego, aby wytłumaczyć swoje wybory? Kiedyś ktoś nazwał Grzegorzka „rzecznikiem niedojrzałych trzydziestolatków, którzy pielęgnują w sobie wewnętrzne dziecko”. Coś w tym jest, ja jednak uważam, że Grzegorzek nie jest rzecznikiem, bo to stawiałoby go w pozycji obrońcy, a on nikogo nie ocenia, nie staje po którejś ze stron, on tylko trzyma lustro i pokazuje, jaki jest współczesny świat. Tacy są dziś trzydziestolatkowie – nie spieszą się

MONITOR POLONIJNY


Szmeks Słowackie perełki

G

dybym wygrała w lotto, kupiłabym tu dom – marzyłam, podziwiając stare, stylowe wille, malowniczo położone na tle górskiej scenerii. Za każdym razem, kiedy wracam do Starego Smokowca, miasteczko to hipnotyzuje mnie pięknymi widokami Tatr i unikatową przyrodą. To miejsce, w którym można się zakochać i nie sposób się nudzić. Stary Smokowiec (Starý Smokovec, dawniej z niemieckiego Szmeks), oddalony od Popradu zaledwie 15 km, jest dziś centrum administracyjnym Tatr Wysokich, jednym z najbardziej popularnych tatrzańskich miasteczek i uznawanym sanatorium. Początki osady sięgają 1793 roku, gdy wokół źródeł lokalnej wody hrabia Štefan Csáky wybudował leśniczówkę i domek myśliwski. Już wtedy miejscowe wody (źródła Kastor i Polluks) znane były w całej okolicy, a w 1797 r. Stary Smokowiec był pierwszym uzdrowiskiem w Tatrach Wysokich, gdzie leczono wodami mineralnymi. Na początku XIX w. Jan Rainer wybudował pierwsze obiekty sanatoryjne: Flora, Bellevue i Szwajcarski Dom, które po rekonstrukcji stoją do dziś. Pod koniec XIX wieku nastąpiła wielka roz-

budowa kurortu, a działki sprzedawane były jedynie osobom bogatym lub wysoko urodzonym. Jedną z takich osób, która wybudowała willę i nazwała ją swoim imieniem, była arcyksiężna habsburska Klotylda. Obecnie jej dom nosi nazwę Kamzik. Dziś miasteczko rozrosło się, ale obok nowych zabudowań wciąż podziwiać można stare wille z przepięknie drewnianą ornamentyką, a wśród nich dostojny pierwszy tatrzański Grandhotel z 1904 roku. To właśnie te rezydencje urzekły mnie najbardziej i zawsze, gdy przechadzam się po Smokowcu, to marzę o takim właśnie domu. Zachwycające widoki i lecznicze wody to nie jedyne atuty tej najstarszej tatrzańskiej osady. Stary Smokowiec jest stolicą zimowego wypoczynku. W 1970 roku odbyły się tu narciarskie mistrzostwa świata. Miasto leży w samym sercu regionu i dzięki znakomitej lokalizacji jest fantastyczną bazą wypadową zarówno na piesze wędrówki, jak i zimowe szaleństwa na stokach narciarskich. Znajduje się tu nowoczesna kolejka linowo-terenowa na Hrebienok, zwa-

ny Siodełkiem, która dociera na wysokość 1285 m n.p.m., skąd turyści mogą wybrać się zielonym, niebieskim lub czerwonym szlakiem na łatwiejsze lub trudniejsze wyprawy m.in. do schronisk Biliková Chata, Zbójnicka Chata, Téryho Chata, Sliezsky dom czy do Łomnickiego Stawu (Skalnaté pleso), do doliny Pięciu Stawów Spiskich (kotlina Piatich spišských plies) lub na Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít). Jest tu także czynny w dzień i w nocy dwuipółkilometrowy tor saneczkowy, dwa wyciągi orczykowe oraz pięć tras zjazdowych. W niedalekiej okolicy skorzystać można z trzech parków wodnych z termami, natomiast za sprawą tatrzańskiej kolejki elektrycznej w kilka minut można dojechać do Popradu, Tatrzańskiej Łomnicy i Szczyrbskiego Jeziora. Stary Smokowiec stał się także popularny dzięki konkursowi rzeźb w lodzie Tatry Ice Master, który w tym roku rozpocznie się 29 stycznia. Już teraz na Hrebienoku turyści oglądać mogą niesamowity lodowy dom w stylu gotyckim, wyrzeźbiony z 90 ton lodu, w którym odbywają się koncerty. Do Starego Smokowca pierwszy raz dotarłam jeszcze przed huraganem, który 19 listopada 2004 roku dokonał ogromnego spustoszenia na powierzchni około 14 tysięcy hektarów. Gdy ponownie wróciłam w to miejsce nie mogłam uwierzyć w całkowicie zmieniony wygląd Tatr. Jednak czar górskiego kurortu przetrwał i nadal przyciąga turystów, którzy pragną tu odpocząć od miejskiego zgiełku, spędzić romantyczne chwile lub zaszaleć na śniegu. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

STYCZEŃ 2017

23


Od „Noża w wodzie” po „Pannę cudotwórczynię” W

poprzednim roku (i nie tylko) głośno było o naszym jednym z najbardziej znanych i cenionych reżyserów – Romanie Polańskim. Niedawno TV Polonia emitowała materiał wspomnieniowy, dotyczący powstawania znanych filmów, między innymi kultowego filmu Polańskiego „Nóż w wodzie“. Wspomnienia te zaciekawiły mnie, tym bardziej, że Jolanta Umecka, grająca główną i jedyną rolę kobiecą w tym filmie, była moją koleżanką z czasów, kiedy występowałam w warszawskim klubie „Stodoła“. Jolanta nigdy nie występowała publicznie, była dziewczyną jednego ze „stodolarzy“ i wędrowała z nami wszędzie, gdzie występowa-

Wspomnienia

(nie)dawne

ła „Stodoła“. Jej nagła kariera aktorki filmowej wzbudziła moje zdumienie. Ale sprawa się wyjaśniła. Roman Polański, mając gotowy scenariusz „Noża w wodzie“, poszukiwał aktorki. Wszystkie te znane i popularne w tym czasie odmówiły udziału, bo nie chciały występować w filmie jakiegoś „debiutanta”. Polański wybrał się więc na basen Legii, gdzie uwagę jego zwróciła czarnowłosa dziewczyna, uczesana na Kleopatrę, o wspaniałej figurze. Za-

24

proponował jej rolę w swoim filmie, a ona wyraziła zgodę. Jak wiadomo cała akcja „Noża w wodzie” rozgrywa się na łodzi motorowej, płynącej przez mazurskie jeziora. Na miejscu okazało się, że panna Jola nie umie pływać. Trzeba było więc nauczyć ją pływać na tyle, by mogła utrzymać się na wodzie. Film kręcono tylko w jednej scenerii, a zatem jego powodzenie zależało od emocji, pokazanych przez aktorów. I tu Polański musiał się bardzo namęczyć, by obudzić w pięknej pannie jakieś uczucia. Jak wiadomo, rezultat był nie najgorszy. Film debiutanta Polańskiego wysłano do Cannes na festiwal filmowy, gdzie o mały włos nie zdobył Złotej Palmy. Wyprzedził go jedynie film Felliniego „Osiem i pół“. Prasa piała z zachwytu, a Polański doszlusował do grona najwybitniejszych reżyserów. Wkrótce wyjechał z kraju. Jego losy są wszystkim znane: nieustające sukcesy na polu filmowym, skandale oraz tragedie w życiu osobistym. Z panną Umecką spotykałam się wielokrotnie już tu, w Bratysławie. W latach 70. została zaangażowana do głównej roli w filmie na podstawie powieści Dominika Tatarki „Panna zázračnica“, którego polski tytuł brzmiał „Panna cudotwórczyni“. Film nie ma właściwie fabuły. Jest to próba wyra-

żenia nastroju powieści, pełnej tajemniczości, niedopowiedzeń, przeczucia klęski i śmierci. „Panna zázračnica“ snuje się w tym filmie z tajemniczą miną po pracowniach artystów, na uniwersytecie wśród intelektualistów czy też na cmentarzu, gdzie prowadzi dialog ni to z grabarzem, ni konserwatorem zabytkowych tablic nagrobnych. Film miał całkiem dobre recenzje. Panna Umecka miała duże powodzenie wśród bratysławskich młodych aktorów. O jej względy zabiegał – jak sobie przypominam – młody Juraj Kukura. O swoich niepowodzeniach przy kręceniu „Noża w wodzie“ oczywiście nie wspominała. Z dumą i zachwytem opisywała swój pobyt na festiwalu w Cannes – był to przecież jej pierwszy wyjazd za żelazną kurtynę na zachód. Była oszołomiona tym powiewem wielkiego świata oraz tym, że jadąc po mieście w otwartym kabriolecie, widziała wszędzie bilbordy ze swoją podobizną w stroju kąpielowym. Film „Panna zázračnica“ wkrótce znalazł się na półce. Dominik Tatarka po podpisaniu Karty 77 i po pamiętnym roku 1968 nie mógł więcej publikować. STANISŁAWA HANUDELOVÁ

MONITOR POLONIJNY


WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

Javorina, chlapci, Javorina… ❶

D

wa kilometry od polsko-słowackiego przejścia granicznego w Łysej Polanie, w bok od drogi, znajduje się piękna willa (taka ze trzydzieści pokoi), zbudowana w tzw. stylu tyrolskim. Miejscowi oraz urzędnicy z Bratysławy nazywają ją „zameczkiem”. Willa jest siedzibą recepcyjnorekreacyjną prezydenta Republiki Słowackiej. Jesienią 2015 roku obecny prezydent Andrej Kiska podjął decyzję o udostępnieniu jej zwiedzającym. Oficjalnie willa znajduje się w Javorinie (od 1993 roku to Tatranská Javorina; polska nazwa – Jaworzyna, a w latach 1938-1939, kiedy należała do Polski – Jaworzyna Spiska). Do samej wsi jest stąd ponad kilometr, zaś do Zakopanego 24, a do Popradu 40. Wieś jest nieduża, licząca dwustu mieszkańców. Prawie wszyscy dorośli pracują w słowackim parku narodowym TANAP lub są z nim w jakiś sposób związani. W ostatnim spisie ludności jeden mieszkaniec zadeklarował narodowość polską. Pięknie położona w niemalże puszczańskim lesie wieś wydaje się zagubiona w górach, gdzieś na samym końcu świata. Ale to tylko pozór. Ma bowiem za sobą ciekawą historię – kiedyś budziła duże emocje. Tak duże, że wydają się one niepasujące do idyllicznego krajobrazu. Jej dzieje są jak soczewka, skupiająca w sobie i odbijająca złożoną pro-

STYCZEŃ 2017

blematykę dziejów Europy Środkowej. Do połowy XIX wieku w zasadzie były to tereny niezamieszkałe, znajdujące się na pograniczu polskowęgierskim, a etnograficznie polsko-słowackim. Po rozbiorach Polski granica zanikła, a potem odbudowała się jako galicyjsko-węgierska, czyli wewnętrzna granica austriacko-węgierska w dualistycznej monarchii. Bardzo długo granica w górach nie była dokładnie wytyczona. Urzędy kończyły się w Nowym Targu po galicyjskiej stronie, a w Liptowskim Mikulaszu i Niemieckiej Wsi (dzisiejszy Poprad) po węgiersko-słowackiej stronie. W zasadzie można powiedzieć, że granicę stanowiła linia, do której miejscowi chłopi po obu stronach wyrąbywali drzewa i paśli swoje owce, a dalej… Dalej były góry, które miały specjalny status, gdzie nikt nie sprawował władzy. Dopiero pod koniec XVIII wieku zaczę-

to, i to niezbyt precyzyjnie, wykreślać granice administracyjne. Tereny nad potokami Białczańskim i Jaworowym pod Tatrami wraz z przyległymi dolinami wydawały się terenami należącymi do Galicji. Pasmo wokół Murania i Hawrania oraz nieco dalszego Lodowego Szczytu zdawało się w oczywisty sposób oddzielać je od leżących z tej perspektywy „za górami” wsi spiskich. Aż do roku 1863 rejony dzisiejszych wsi Łysa Polana i Jaworzyna (aż do wsi Podspady) były przez urzędowych geometrów przypisane do galicyjskiej wsi Jurgów. Ale przyszły nowe czasy, życie uległo przyśpieszeniu i licznym zmianom. Najpierw podzielono na części wielki majątek nad Dunajcem z siedzibą w Niedzicy (leżący wówczas po węgierskiej stronie granicy). Polacy taki zespół majątkowy nazywali „kluczem”, a Słowacy „panstvem”. Jedną z czę-

ści tych dóbr stanowiło „panstvo” w Lendaku, gdzie żyli głównie Polacy, zaś właściciele majątku byli Węgrami. Kolejni właściciele (rodziny Horvathów, Palocsayów, Salomonów) próbowali wytapiać z występujących w górach rud żelazo w małych hutach-kuźniach, gdzie zamiast węgla używano drewna, którego było w okolicznych lasach dużo i wydawało się darmowe, oraz wycinali co ładniejsze drzewa na eksport. Walczyli też nieustająco i bez powodzenia z miejscowymi góralami, aby nie paśli oni owiec na ich terenach. W 1879 roku majątek zakupił książę Christian Kraft

Hohenlohe, czyli cudzoziemiec, Prusak, jeden z najbogatszych ludzi w Niemczech, z rodziny pochodzącej niegdyś z Badenii-Wirtembergii, a od kilku pokoleń inwestujący w huty i kopalnie na Górnym Śląsku. Książę Hohenlohe zakupił 15 tysięcy hektarów ziemi na Podtatrzu, bo chciał tam stworzyć dla siebie i przyjaciół wzorcowy rewir polowań. Zastosował zresztą bardzo oryginalną i przemyślaną taktykę. Najpierw 25


prowadził na tym terenie jedynie hodowlę – sprowadzał nowe zwierzęta i je dokarmiał. Pierwsze polowanie urządził dopiero po 10 latach. Niestety, zabijał zwierzęta niemalże hurtowo. Chlubił się, że upolował prawie 300 kozic, 250 lisów i ponad 200 saren i jeleni. „Na rozkładzie” miał także 11 niedźwiedzi. Hohenlohe urządzał wielkie polowania dla arystokracji z całej Europy. W swoim majątku chciał też stworzyć rezerwat przyrody i mieć do swojej dyspozycji ogromne tereny lasów. Podjął negocjacje z mieszkańcami nieodległej wsi Ždiar, od których chciał odkupić ich gospodarstwa za dobrą cenę, pod warunkiem, że wyprowadzą się ze Spisza, a ich ziemie na powrót staną się nieużytkami do zalesienia. Po kilkunastu latach dokupił też grunty Vyšné Hágy po drugiej stronie Tatr, aby mieć praktycznie dla siebie całe wschodnie Tatry od północnej strony. Przyznać trzeba, że kierował się ideą zachowania ich w stanie dziewiczym. Zabronił chodzenia po górach w granicach swojej własności. Państwo węgierskie walczyło z nim, widząc szansę dla biednego regionu w rozwoju turystyki. Dopiero

26

w roku 1901 wymuszono na księciu wytyczenie trzech szlaków pieszych, które przechodziły przez jego tereny prywatne. Hohenlohe nie zgodził się jednak na stawianie żadnych schronisk turystycznych, a jego leśnicy pilnowali, aby wędrowcy nie schodzili ze szlaków. Słowacki TANAP po II wojnie światowej przejął dużo ze sposobu zarządzania księcia. We wschodnich Tatrach nie ma do dzisiaj infrastruktury turystycznej, a do Tatr Bielskich nie wolno nawet wchodzić. Niektórzy ekolodzy i miłośnicy gór bardzo się z tego cieszą! Pracownicy majątku i papierni w Jaworzynie oraz służba leśna zatrudniona przez księcia Hohenlohe pochodzili głównie z pobliskich Brzegów i Jurgowa. Byli to więc Polacy i aż do końca I wojny światowej Jaworzyna była zorientowana na współżycie z pobliskimi galicyjskimi wsiami: Jurgowem i Bukowiną Tatrzańską, a nie z odległymi słowackimi wsiami po drugiej stronie Tatr, chociaż administracyjnie oczywiście należała do Węgier. ANDRZEJ KRAWCZYK Dokończenie w następnym numerze „Monitora“.

Poziomo 2. Dłuższy utwór wierszowany, obejmujący ciąg wydarzeń tworzących fabułę bądź refleksje, rozważania, opisy itp. 6. Postać z „Zemsty“ Aleksandra Fredry 7. Autor hymnu polskiego 9. Znany dramat Stanisława Wyspiańskiego 11. Pan... – postać występująca w wierszach Zbigniewa Herberta 12. Co Jacek i Placek w powieści Kornela Makuszyńskiego zrobili z księżycem? 13. Gall... 15. Jan… autor wielu znanych wierszy dla dzieci, m.in.: „Kaczki dziwaczki“, „Na straganie“, „Na wyspach Bergamuta“ 16. Pluszowy bohater Janczarskiego 18. Jej sekretarzem był Michał Rusinek 22. Napisał „Zemstę“ 25. Autor słów: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają“ 27. Powieść historyczna Bolesława Prusa, której akcja rozgrywa się w starożytnym Egipcie 28. ... Nikodema Dyzmy 29. Inaczej twórca, osoba, która stworzyła dzieło, utwór

32. Zdrobniale auto lub bohater powieści Zbigniewa Nienackiego 33. Tytuł książki Ryszarda Kapuścińskiego o Etiopii i dworze cesarskim Haile Selassie 34. Powieść Edwarda Stachury 36. Wykształcona kobieta 40. Znak pisarski w kształcie przecinka, umieszczany w górnym indeksie 41. Jeden z trzech rodzajów literackich obok liryki i epiki 43. ... Weneda 45. Kunsztowna kompozycja poety ckiego utworu literackiego, złożona z 14 wersów 47. Rodzaj pieśni religijnej, której adresatem jest Bóg; może mieć charakter dziękczynny, patriotyczny lub żałobny 48. Jeden z głównych bohaterów „Chłopów“ Władysława Reymonta 49. Nazwisko autora „Mitologii” 50. Potocznie bezsensowne, bezowocne i niekończące się prace 51. Polski ksiądz, poeta. To z jego wiersza pochodzi znany cytat: „Spieszmy się kochać ludzi / tak szybko odchodzą“

Pionowo 1. Tworzył głównie bajki, satyry i poematy heroikomiczne; nazywany był „księciem poetów polskich“ 2 . Literackie nazwisko Aleksandra Głowackiego 3. Imię Brylla, polskiego poety, pisarza, autora tekstów piosenek i dziennikarza 4. Autor „Lokomotywy“ lub „Rzepki“ 5. Tytuł tragedii Słowackiego o dwóch siostrach 8. Gatunek literacki, łączący w sobie cechy liryki i dramatu, którego tematem są niezwykłe wydarzenia, np. „Pani Twardowska”, „Świtezianka” 10. Cykl IV dramatów romantycznych Adama Mickiewicza. 14. Krótki utwór liryczny pisany wierszem, np. „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz“ 17. Znany jezuita i kaznodzieja, autor kazań sejmowych 19 . Polski poeta epoki renesansu, autor m.in. „Fraszek“

20. Imię Słowackiego 21. Imię twórcy powieści „Szatan z siódmej klasy“ 23. Imię Wallenroda 24. Taniec Mrożka 26. Nazwisko autora „Ody do młodości“ 30. Imię córki Jana Kochanowskiego, której poświęcił „Treny” 31. Tytuł powieści, w której „gęba“ określa relacje między ludźmi i oznacza maski społeczne, które są nam narzucane i które przyjmujemy 35. Laureat Nagrody Nobla za czterotomową epopeją chłopską 37. „Pan…, czyli ostatni zajazd na Litwie” 38. Drugie imię Baczyńskiego 39. Powieściopisarz, nowelista i dramaturg, znany głównie jako autor „Ferdydurke” 42. Kazimierz Przerwa ... 44. Imię Staffa 46. Imię współczesnej pisarki, eseistki, dwukrotnej laureatki Nagrody „Nike“ za „Biegunów“ oraz „Księgi Jakubowe“ MONITOR POLONIJNY


Zaraz na początku nowego roku przygotowaliśmy dla Państwa krzyżówkę, która jest jednocześnie małym sprawdzianem wiedzy na temat polskiej literatury. STYCZEŃ 2017

Spośród autorów tych poprawnych wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę prześlemy pocztą. Prosimy, by nie zapomnieli Państwo podać swoich danych: Hasło zostało ukryte w polach imienia, nazwiska i adresu oznaczonych numerami Rozwiązanie prosimy pocztowego. Życzymy wszystkiego w następującej kolejności: przesłać pod adres: 43 – 36 – 42 – 3 – 35 – 29 – 51 – 16 mwobla@gmail.com dobrego w Nowym Roku oraz miłej zabawy! Red., TO – 15 – 40 – 6 – 46 – 44 – 18 – 1 – 13 do 25 stycznia.

Hasło z poprzedniej krzyżówki: GWIAZDA BELTEJEMSKA. Autorką prawidłowej odpowiedzi jest Grażyna Zimnicka-Michalička z Myjavy, która otrzymuje od nas nagrodę. 27


J

ako świeżo upieczona mama nie mam zbyt wiele czasu na przyjemności. Jedyną rozrywką było czytanie książki podczas spaceru z maluszkiem, gdy ten spał w najlepsze. Piszę „było”, bowiem zima nie zachęca, aby przysiąść na ławeczce w parku i oddać się lekturze. Znalazłam jednak rozwiązanie – audiobooki, czytane przez lektorów bądź znanych aktorów. Taka forma czytania, a właściwie słuchania książek ma mnóstwo zalet. Jedną z nich jest to, iż można słuchać ulubionych powieści podczas spacerów, prasowania, wykonywania różnych prac domowych. Dziś podróżując, zatracam się w obrazach przemijają-

Książka inaczej

cych za oknem pociągu lub auta, jednocześnie śledząc przygody ulubionych bohaterów moich książek. Audiobooki to również przyjaciele naszych oczu. Książka w wersji mówionej jest wybawieniem dla nadwyrężonych oczu. To wspaniałe rozwiązanie dla osób starszych, mających problemy ze wzrokiem lub po prostu zmęczonych. Coraz bardziej zabiegani mamy coraz mniej czasu na czytanie, a dzięki audiobookom można na ten specyficzny rodzaj czytania wykorzystać każdą wolną chwilę. Poza tym nie trzeba dźwigać grubych tomów w torebce – audiobook można zabrać ze sobą wszędzie, by o każdej porze i w każdym miejscu rozkoszować się ulubioną powieścią. W niektórych audiobookach oprócz głosu lektora pojawiają się różne efekty dźwiękowe lub muzyka, które potęgują nastrój odbioru, tym samym wciągając słuchacza równie mocno jak książka. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, słuchowiska radiowe, np. „Matysiakowie”, gromadzi28

ły przy radioodbiornikach całe rodziny. Podobnie było z bajkami dla dzieci, które razem z bratem wieczorową porą słuchaliśmy w radiu przed zaśnięciem. Przypominam sobie też opowieści, odtwarzane w przedszkolu na magnetofonie szpulowym, lub wierszyki

i opowiastki, słuchane z płyt gramofonowych. Mało kto wie, że w Polsce już w połowie lat 30., firma płytowa Orpheon nagrała bajki Adama Mickiewicza, czytane przez aktora i malarza Mariusza Maszyńskiego. Audiobooki dostępne są w sklepach internetowych oraz księgarniach i są tańsze niż książki papierowe. Nie wspomnę już o ich aspekcie ekologicznym. Na wielu stronach internetowych można znaleźć darmowe audiobooki, np. lektur szkolnych. Są także aplikacje i strony, np. Audioapp.pl, oferujące wypożyczanie audiobooków o połowę taniej. Dobrym rozwiązaniem są też darmowe rozdziały, które można ściągnąć przed zakupem, by sprawdzić, czy książka interesuje nas na tyle, by ją odsłuchać w całości. Wiele osób twierdzi, że nic nie zastąpi papierowej książki, szelestu i zapachu przewracanych kartek. Ja natomiast uważam, że audiobook tak samo potrafi wciągnąć i porwać słuchacza jak tradycyjna książka, gwarantując przy tym fantastyczną rozrywkę. Uważam, że to świetna alternatywa w dzisiejszych czasach. Polecam i zachęcam do zapoznania się właśnie z taką formą książki. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


Spotkanie noworoczne W imieniu Klubu Polskiego Bratysława składam Państwu serdeczne życzenia noworoczne, niech ten rok 2017 będzie pełen sukcesów zawodowych, kontaktów towarzyskich oraz rodzinnego ciepła. Chcę też zaprosić Państwa na spotkanie noworoczne, które odbędzie się w Instytucie Polskim w Bratysławie (Nám. SNP 27) 19.01. (czwartek) o godzinie 18.00. Na spotkaniu przedstawimy plan działania na rok 2017, będzie też okazja do rozmów, wymiany zdań i nawiązania kontaktów towarzyskich. Jako organizatorzy zapewniamy napoje natomiast jak co roku liczmy na Państwa znakomite wypieki. DOROTA CIBIŃSKA, Prezes Klubu Polskiego Bratysława

Sonda w Sprawie balu Szanowni Państwo, po ponad 10 latach od ostatniego Balu Polskiego w Bratysławie, sondujemy, jakim zainteresowaniem może cieszyć się tego typu impreza dziś, dlatego prosimy o przesyłanie do końca stycznia sugestii w tej sprawie na adres: monitorpolonijny@gmail.com

Kondolencje Z głębokim żalem żegnamy Slava Šuraka, który po długiej i ciężkiej chorobie opuścił nas 2 stycznia. Pogrzeb odbędzie się w bratysławskim krematorium 12 stycznia (czwartek) o 11.45. Składamy wyrazy współczucia naszej rodaczce Małgosi – Jego żonie oraz całej rodzinie. Przyjaciele z Klubu Polskiego

Życzenia Drodzy Czytelnicy, Klubowicze i Przyjaciele! W tych niełatwych czasach życzę Wam roku pełnego szczęścia i radości. Spróbujmy uczynić ten rok choć trochę lepszym, wypełnić prawdziwą miłością, dobrem, przyzwoitością, szacunkiem dla drugiego człowieka. Bądźmy dla siebie dobrzy, nie traćmy optymizmu i poczucia humoru. Spotykajmy się jak najczęściej w gronie przyjaciół i ludzi dobrej woli. Zapraszamy Was również do współpracy i uczestnictwa w życiu polonijnym. Niech ten rok będzie lepszy niż poprzedni pod każdym względem. MONIKA BORKOWSKA Prezes Klubu Polskiego na Słowacji

Msze w języku polskim W styczniu msze święte w języku polskim odbędą się w Bratysławie 15.01. o 17 godzinie w kościele Notre Dame (ul. Palackeho 1) oraz w sanktuarium w Mariance 29.01. również o 17 godz.

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUT POLSKIEGO W BRATYSŁAWIE – STYCZEŃ 2017 Ë 11-31 stycznia, Bratysława, Galeria IP Ë 23 stycznia, Koszyce, Galeria Löfflera Wystawa współczesnego malarstwa Małgorzaty Mirgi, 24 stycznia, Bratysława, Instytut Polski młodej polskiej artystki romskiego pochodzenia Koncert zespołu muzyki klasycznej Quasars Ensamble; w programie m.in. Ë 13 stycznia, Bratysława, Muzeum Handlu W. Lutosławski „Taneczne preludia“ Koncert czołowej polskiej grupy bluesowej Nocna zmiana bluesa, rozpoczynający obchody 35-lecia Ë 25 stycznia, Bratysława, Instytut Polski działalności zespołu Wręczenie Orderu Zasługi RP Tomašovi Petrivemu in memoriam (odbierze Oleg Ë 13 stycznia i 24 marca, Koszyce, klub TabackaPastier) oraz okolicznościowa dyskusja Kulturfabrik z udziałem opozycjonistów ówczesnej Projekt „Living Library“ („Żywa biblioteka“) – Czechosłowacji i Polski o osobie, warsztaty prowadzone przez Dorotę Mołodyńskątwórczości i działalności opozycyjnej T. Küntzel (Żywa Biblioteka Wrocław) w celu Petrivego. W spotkaniu udział weźmie uruchomienia podobnego projektu na Słowacji polski krytyk i tłumacz Andrzej S. (w oparciu o współpracę Koszyc i Wrocławia jako ESK Jagodziński. 2013 i 2016) STYCZEŃ 2017

Ë 26 stycznia, Bratysława, Instytut Polski Spotkanie dyskusyjne Instytutu Pamięci Narodowej, poświęcone historii kontaktów opozycji antykomunistycznej w Polsce i ówczesnej Czechosłowacji, a także 40-leciu powstania Karty 77 z udziałem dr. Łukasza Kamińskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego Ë 31 stycznia, Bratysława, Instytut Polski Cykliczne spotkanie dyskusyjne Dušana Junka „Polslovo“ z udziałem słowackich gości, grafików i designerów Pavla Vitka i Vladislava Rostoki 29


Zadziwiona Gruzją

Do

Gruzji po raz pierwszy trafiłam w styczniu i był to najgorszy z możliwych momentów, aby się tam znaleźć. Niewiele wiedziałam o tym kraju, jednak mgliście kojarzył mi się z palmami, ciepłem i Morzem Czarnym… W rzeczywistości przywitał mnie śnieg, ciemność i nieprzyjemny chłód. Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, że już za kilka miesięcy za tym chłodem zatęsknię… Ale może po kolei. Nigdy nie sądziłam, że zamieszkam poza Polską i nigdy nie miałam takich planów. Owszem, od pewnego czasu obowiązki służbowe coraz częściej sprawiały, że przychodziło mi spędzać za granicą długie tygodnie, ale zamieszkania akurat w Gruzji nie wyobrażałam sobie nawet w najdziwniejszych snach. Tak naprawdę nawet nie bardzo potrafiłam wskazać ten kraj na mapie, gdy nagle okazało się, że będę tam pracować i żyć. Powiedzieć, że Gruzja mnie zaskoczyła, to jakby nic nie powiedzieć. Prawie wszystko w tym kraju jest inne, niż sobie wyobrażałam. To nie znaczy, że gorsze lub lepsze – po prostu inne.

Zdziwienie pierwsze: język Przed przyjazdem do Gruzji jakoś automatycznie wyobrażałam sobie, że skoro jest to kraj byłego Związku Radzieckiego, to język będzie podobny do rosyjskiego. Nic bardziej mylnego. Już w pierwszych chwilach się zorientowałam, że z językiem łatwo nie będzie, bo gruziński nie brzmi podobnie do niczego, co kiedykolwiek wcześniej słyszałam. Na przykład sama nazwa Gruzji po gruzińsku brzmi Sakartvelo, 30

dworzec kolejowy, prowincjonalny szpital – tak wyglądały główne punkty orientacyjne mojego nowego domu. Obrazu dopełniały krowy, konie i świnie, paradujące nawet po głównych ulicach, oraz gnające na łeb, na szyję głośno trąbiące samochody maści wszelakiej, które zupełnie nie zwracały uwagi na pieszych. Taka jest właśnie Gruzja – granica między wsią a miastem jest tu bardzo płynna i często tylko liczba mieszkańców, a nie rodzaj zabudowy decyduje o statusie miejscowości.

Zdziwienie trzecie: klimat

a zapisywana jest tak: საქართველო. Język jest bardzo gardłowy, chrapliwy, w dodatku zapisywany jedynym w swoim rodzaju alfabetem, przypominającym skręcone kawałki spaghetti. Na szczęście w miarę szybko udało mi się ten alfabet opanować. Dziś piszę i czytam całkiem płynnie, choć kosztowało mnie to sporo wysiłku. Z mówieniem jest gorzej, bo okazało się, że gruzińska gramatyka rządzi się bardzo skomplikowanym zasadami, które mnie pokonały. Ze starszym pokoleniem porozumiewam się zatem po rosyjsku, a z młodszym po angielsku, wplatając czasami słowa z innych języków, i jakoś działa!

Zdziwienie drugie: wsie i miasta Prawie jedna trzecia Gruzinów mieszka w Tbilisi. W Gruzji jest jeszcze kilka sporych miast, a reszta to tzw. prowincja. I tu znowu przeżyłam zaskoczenie, bo z Internetu wiedziałam, że będę mieszkać w 50-tysięcznym mieście, a kiedy dotarłam do Zugdidi, moim oczom ukazało się coś na kształt bardzo rozległej wsi. Kilka większych sklepów, wielki bazar z „mydłem i powidłem”, zapuszczony ogród botaniczny, dwie czy trzy lokalne knajpki, pamiętający lepsze czasy

Klimat mojego regionu Samegrelo opisywany jest jako subtropikalny. I rzeczywiście, przez okno widać palmy, po domu chodzą skorpiony, a w sezonie drzewa uginają się od mandarynek i kiwi. Jednak moje pierwsze gruzińskie miesiące nie były łatwe, bo wszechobecny chłód odbierał chęć do robienia czegokolwiek. Pisząc „wszechobecny”, mam na myśli nie tylko temperaturę na zewnątrz, ale także w domach, w których nie ma ogrzewania, co przy zimowych nieznacznie ujemnych temperaturach i dużej wilgotności powietrza sprawia, że człowiek marznie do szpiku kości, niezależnie od ilości nałożonej odzieży. Z kolei latem temperatura dochodzi do 45 stopni, co przy wilgotnym powietrzu daje efekt sauny parowej. MONITOR POLONIJNY


Zdziwienie czwarte: ruch drogowy O gruzińskim ruchu drogowym napisano już wiele, a można go podsumować krótko: pierwszeństwo ma większy. Znaki drogowe to zaledwie sugestia, jak powinno się jeździć, a w zasadzie nie ma takiego manewru, którego lokalny kierowca by nie wykonał. Wyprzedzanie z prawej, jazda pod prąd, zatrzymywanie się pośrodku ulicy, ignorowanie pieszych – to standard. Tak naprawdę w Gruzji uczyłam się jeździć na nowo, szczególnie, że o ile główne drogi są całkiem niezłej jakości, o tyle wszystkie pozostałe to koszmar.

Zdziwienie piąte: zabytki i przyroda Gruzja pełna jest miejsc, które z powodzeniem mogłyby być zabytkami klasy „0”. Jest to kraj, który przyjął chrześcijaństwo już w IV wieku, w związku z czym w każdej większej wsi stoi kościółek, datowany na VIII, IX czy X wiek, i jest to tak naturalne, że nikt nawet nie zastanawia się nad nadaniem im jakiegoś specjalnego statusu. Równie niesamowita jest przyroda – bujna, dzika, dominująca. Właściwie dokądkolwiek by się w Gruzji nie pojechało, w bliższej lub dalszej perspektywie widać łańcuchy gór Małego lub Wielkiego Kaukazu, które aż kuszą, by zobaczyć je z bliska. DANUTA ŁAZARCZYK, Gruzja

Miła wizyta Święta, święta i po świętach, jak mówi moja babcia. Ale ja cały czas jeszcze myślę o nich, bowiem w tym roku na Boże Narodzenie przyjechał do nas mój wujek, brat mojej mamy, z żoną i małym synkiem, który ma teraz 4 miesiące. Bardzo się ucieszyłem z ich przyjazdu, ponieważ z wujkiem zawsze była fajna zabawa, a tym razem miał przyjechać z malutkim synkiem. Mały Tymon okazał się naprawdę mały. Nie umie jeszcze mówić, nie chodzi, nie siedzi, właściwie jeszcze dużo nie umie, ale ile z nim było zabawy! Bardzo fajnie się uśmiecha, gdy pokazuje mu się wesołe miny. Wydaje też różne dźwięki. Często chyba mu się dłużyło albo coś mu się nie podobało i wówczas trzeba było go zabawiać. Tymon potrafi już się bawić zabawkami i… tańczyć, gdy gra muzyka. Niestety potrafi też głośno płakać, gdy czegoś chce albo… No właśnie – czasami nie wiadomo było, dlaczego mały Tymuś

ZDJĘCIA: ALEKSANDRA KRCHEŇ

płacze, więc wszyscy starali się wymyślić coś, co by go uspokoiło. Okazało się, że normalne zajęcia nabierają zupełnie innego charakteru, gdy jest się starszym bratem ciotecznym. Pierwszego dnia po przyjeździe poszliśmy na spacer. Każdy chciał pchać wózek, ale nie było to takie łatwe, ponieważ dzidziuś bardzo płakał, choć – podobno – lubi spacery. Uspokoiła go dopiero jego mama. Potem zasnął, a my mogliśmy urządzać zawody w prowadzeniu wózka. Udało nam się z bratem wziąć maluszka na ręce, oczywiście pod czujnym okiem rodziców. Maluch okazał się całkiem ciężki, ale najbardziej się ucieszyłem, gdy spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Po wyjeździe wujostwa pomyślałem, że chciałbym mieć siostrzyczkę. JAKUB KRCHEŇ z mamą ALEKSANDRĄ

REBUS

Dokończenie w następnym numerze „Monitora“. STYCZEŃ 2017

31


Gdy na ścianie wisi już kalendarz na nowy rok, przychodzi moment, w którym należy pomyśleć o karnawałowym przyjęciu. Nie tylko od strony wyjątkowej kreacji, ale też specjalnie przygotowanego menu. Corocznym dylematem jest przecież problem – czy iść gdzieś, czy urządzać u siebie. Dla tych, którzy w tym roku wybrali tę drugą opcję, mamy przepis specjalny – kurpiowskie fafernuchy, które są popularne na Kurpiach,

Podlasiu, Warmii i Mazurach. Jest to danie pieczone na Nowy Rok, podawane też w Święto Trzech Króli. Przepis pochodzi od Adama Charubina, który obecnie mieszka w Bratysławie, ale autorką dania jest mama Artura. Gdyby ktoś się zastanawiał, czym są fafernuchy, to odpowiadam, że są to po prostu oryginalne ciasteczka.

Kurpiowskie fafernuchy Składniki: • • • • •

250 g mąki pszenno-żytniej 125 g marchewki 2 łyżki cukru 1 łyżka miodu 2 łyżeczki cukru waniliowego • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Sposób przyrządzania: Marchewkę obrać, ugotować i zmiksować. Mąkę przesiać i wymieszać z proszkiem do pieczenia. Do mąki dodać marchewkowe puree, miód, cukier, cukier waniliowy i zagnieść ciasto, które potem należy podzielić na 3 części, by z każdej uformować wałek. Każdą część lekko spłaszczyć i kroić po skosie, tak jak kopytka. Piec około 25-30 minut w temperaturze 190-200 stopni. Fafernuchy są twarde, jeżeli chcemy, by były miękkie, musimy skrócić czas pieczenia.

ZDJĘCIA: ANNA SULEJ

Przepis ten, choć jest cząstką tradycji Podlasia, został unowocześniony – kiedyś zamiast marchewki używano buraków cukrowych. Te niecodzienne, choć niezbyt skomplikowane ciastka, na pewno zasmakują gościom. Warto dodać, że istnieje też wersja mniej słodka, podawana na przykład do piwa. Fafernuchy to propozycja na jeden gryz – uważajmy jednak, bo gdy zasmakują, na kilku sztukach się nie kończy. Smacznego i wystrzałowej karnawałowej zabawy! AGATA BEDNARCZYK