Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:17 Page 33

pożegnanie pana

Franka Chmiela (1931 – 2016)

str.8

Edukacja we mgle str.4

O królikach w Berlinie i nie tylko str.5


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:02 Page 2

Teatr Ósmego Dnia w Bratysławie R

uchome metalowe konstrukcje, światło, agresywna muzyka – to wszystko towarzyszyło spektaklowi teatralnemu, który odbył się w Bratysławie, a w którym zagrał nie byle kto, bo sam Teatr Ósmego Dnia! „Summit 2.0“ to tytuł multimedialnego show, które 10 sierpnia zgromadziło na bratysławskim nabrzeżu licznie przybyłych gości. Pogoda na szczęście dopisała, przestało padać, chłodu nie można było odczuć, ponieważ wszyscy obecni zostali zaangażowani przez artystów do poruszania się razem z nimi.

2

Przedstawienie znanego poznańskiego teatru zafascynowało widownię scenografią, którą tworzyły ruchome metalowe konstrukcje, jak i oprawą muzyczną i grą świateł. Wszystko to służyło temu, by mroczną twarz dzisiejszej rzeczywistości pokazać za pomocą konfrontacji mocnych tego świata ze zwykłym człowiekiem. W plenerowym przedstawieniu wzięli również udział zaprzyjaźnieni z polskim zespołem słowaccy artyści z Teatru SkRAT. Przypomnijmy, Teatr Ósmego Dnia powstał w połowie lat 60. w Poznaniu jako

teatr studencki, scena alternatywna. Przez lata swojej działalności wielokrotnie był nagradzany zarówno za konkretne przedstawienia, jak i całokształt pracy, a także za propagowanie polskiej kultury za granicą.

że na myśl, że ktoś by chciał mnie na tego typu performance zaprosić, odczuwałam lęk, a nawet zgrozę. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie. Mój stosunek do teatru awangardowego zweryfikowało do-

Przyznam, że nie jestem fanką sztuki awangardowej i jak dotąd szerokim łukiem omijałam wszelkie tego typu przedstawienia. Teatr Cricot, Szajna nie są dla mnie pojęciami obcymi, jednak-

świadczenie, czyli udział w bratysławskim spektaklu Teatru Ósmego Dnia. I nie żałuję, bowiem ów wieczór spędziłam naprawdę ze sztuką na Ty! RENATA DOLIWOVÁ MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:02 Page 3

O zaskoczeniu Co roku mnie to zaskakuje i dziwi. Co? No, że lato tak szybko się kończy, że dni robią się krótsze, a wieczory chłodniejsze. Niby człowiek przeżył tyle wiosen i lat, a jednak zbliżająca się jesień wprawia trochę w zakłopotanie, bo zwiastuje koniec pory roku, na którą zwykle czeka się wiele miesięcy. I może właśnie dlatego, by jesień urozmaicić i uczynić ją radośniejszą, Klub Polski w tym okresie przygotowuje aż tyle ciekawych wydarzeń: w Bratysławie to tradycyjne szanty na Dunaju, w Trenczynie – Przyjaźń bez granic, a w Nitrze – koncert organowy. O tych i o innych planowanych przedsięwzięciach mogą Państwo przeczytać na str. 28. Zwracamy też uwagę na warsztaty dziennikarskie, które 1 października organizuje nasza redakcja. Zachęcamy do udziału w nich nie tylko tych, którzy tworzą nasze pismo, ale również tych, którzy chcieliby z nami współpracować (str. 27). Jeśli mowa o zaskoczeniu, to to słowo chyba dostatecznie określa obecną sytuację w polskim szkolnictwie, które przechodzi metamorfozę, o czym pisze nasza redakcyjna koleżanka na str. 4. Zaskoczeniem była dla nas smutna wiadomość o śmierci czechosłowackiego reżysera polskiego pochodzenia pana Franka Chmiela, którego wspominamy na str. 8. O zaskoczeniu możemy mówić też w związku z nominowanym do Oscara filmem w reżyserii Bartosza Konopki, zatytułowanym „Królik po berlińsku“, bowiem tytułowego królika i jego berlińskich braci zaskoczył upadek muru berlińskiego. Z reżyserem tegoż filmu udało nam się porozmawiać, a efekt tej rozmowy publikujemy w rubryce „Wywiad miesiąca” (str. 5). Dla wielu widzów zaskoczeniem mógł być imponujący występ poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, który w sierpniu gościł w Bratysławie – relacja z tego przedsięwzięcia na str. 2. Jeśli chodzi o tegoroczny plener artystyczny dla dzieci i młodzieży polonijnej, który co roku organizuje koszycki Klub Polski, to zaskoczeni mogli być jedynie ci, którzy brali w nim udział po raz pierwszy. Oczywiście zaskoczeni pozytywne, ponieważ atrakcji na nim było co nie miara, o czym można poczytać na str. 10. Kilka miesięcy temu na łamach naszego pisma przedstawiliśmy Słowaków mieszkających w Gdańsku. Tym razem może zaskoczymy Państwa historią Słowaczki mieszkającej na Śląsku. Odsyłamy zatem na stronę 20. Oprócz tego w tym numerze „Monitora“ wiele innych materiałów z lubianych rubryk naszego pisma. Mamy nadzieję, że każdy z Państwa znajdzie w nim coś dla siebie i pozwoli się pozytywnie zaskoczyć. Miłej lektury w imieniu redakcji

Edukacja we mgle 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA O królikach w Berlinie i nie tylko 5 W drodze do filmowego nieba, czyli pożegnanie Pana Franka Chmiela (1931 – 2016) 8 Wspomnienie o panu Franku Chmielu 9 Z NASZEGO PODWÓRKA 10 KINO-OKO Męskie tajemnice 16 SŁOWACKIE PEREŁKI Tam gdzie stąpał Ścibor ze Ściborzyc 17 Na granicy jawy i snu. Dnia i nocy 18 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Szlakiem polskiej nadziei 18 „Gdybym miał gitarę…“, czyli polsko-słowacka historia na Śląsku 20 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Rozmowy w Willi Tugendhat 22 Pociąg ze Słowacji do Polski 24 WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE Dzieci sławnych rodziców 25 KRZYŻÓWKA 26 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Israel friendly – moja historia (2 część) 29 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Geoskrytka 31 PIEKARNIK Jak zachować letnią formę i figurę 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2016. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2016

3


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:18 Page 4

Edukacja we mgle J

aka szkoda, że beztroskie i słoneczne wakacje już za nami! Teraz dla wielu rodzin główną codzienną troską jest namówienie swoich dużych i małych pociech do porannego wstawania, pakowania zeszytów i książek, bo przecież szkoła czeka i naprawdę „wzywa nas z daleka”. Ale jaka to będzie szkoła? – to pytanie zadają sobie w Polsce chyba wszyscy związani z edukacją – rodzice i ich dzieci, nauczyciele, wydawcy podręczników, wreszcie firmy i instytucje wspomagające szkolnictwo. Tuż po zakończeniu ostatniego roku szkolnego minister edukacji narodowej Anna Zalewska, podsumowując Ogólnopolską Debatę o Edukacji, poinformowała o zmianach, jakie czekają polskie szkolnictwo od 2017 roku – znikną gimnazja, a dzieci powrócą do ośmioletnich podstawówek i czteroletnich liceów lub pięcioletnich techników.

Te informacje, choć na razie wstępne, spowodowały, że wakacyjne niebo zasnuło się chmurami niepokoju – bo chociaż funkcjonowanie gimnazjów dla wielu Polaków było przedmiotem dyskusji, perspektywa tak szerokich i szybkich zmian zaskoczyła wszystkich. Co się stanie z gimnazjalnymi budynkami? Jaka będzie przyszłość nauczycieli, którzy obecnie uczą w gimnazjach? Kiedy poznamy nową podstawę programową, bo przecież trzeba wydrukować na nowo wszystkie podręczniki? W jaki sposób – po raz kolejny na przestrzeni kilku lat – zmieni się matura? Pytań jest znacznie więcej, ale na odpowiedzi przyjdzie nam poczekać. Ministerstwo o swoich planach będzie informować stopniowo. Polska szkoła boryka się ze zmianami od kilku lat. Poprzedni rząd w roku 2009 wprowadził w życie reformę obniżającą obowiązek szkolny do sze-

Szczyt podjął decyzję o wzmocnieniu obecności wojskowej na wschodniej flance oraz o wysłaniu do Polski i państw bałtyckich wielonarodowych oddziałów wojskowych. NATO i UE podpisały deklarację o wzmocnieniu wzajemnej współpracy, zwłaszcza tej dotyczącej zwalczania zagrożeń hybrydowych. SZCZYT NATO obradował w Warszawie w dniach 7-8 lipca. Wśród 196 przedstawicieli państw Sojuszu był prezydent USA Barack Obama, funkcję gospodarza pełnił prezydent RP Andrzej Duda. 4

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY z udziałem papieża Franciszka odbyły się w dniach 28-31 lipca w Kra kowie. Ojciec Święty odwiedził też Jasną Górę, gdzie wziął udział w mszy dziękczynnej w 1050.

ściu lat (zamiast dotychczasowych siedmiu). W praktyce oznaczało to, że na początku zmiany te miały charakter elastyczny, bowiem to rodzice decydowali o ewentualnym wcześniejszym posłaniu swego dziecka do szkoły. Wszystkie sześciolatki miały znaleźć się w szkolnych ławkach dopiero od roku 2015. Część rodziców uznała, że to zły pomysł – na skutek ogólnopolskiej akcji „Ratuj maluchy” zebrano 100 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków. Co prawda wniosek ten został odrzucony przez Sejm, ale wkrótce potem zmienił się obóz władzy i nowy rząd zdecydował, że w roku szkolnym 2016/2017 obowiązek szkolny znów będzie dotyczył siedmiolatków. Jedni się cieszą, inni wręcz przeciwnie, bo odwrócenie reformy pociąga za sobą dezorganizację w szkołach i przedszkolach. Na pewno we wrześniu mniej dzieci poszło

rocznicę chrztu Polski. Ponadto papież złożył wizytę w obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie m.in. modlił się w milczeniu w celi śmierci ojca Maksymiliana Kolbe. Franciszek wraz z premier Beatą Szydło odwiedził również chore dzieci w szpitalu w Krakowie Prokocimiu. No i oczywiście pokazał się w oknie na Franciszkańskiej 3, a na zakończenie ŚDM w podkrakowskich Brzegach odprawił mszę, w której wzięło udział ok. 1,5 -3 mln osób. W WIEKU 89 LAT zmarł 2 sierpnia w Krakowie kardynał Franciszek

Macharski, w latach 1979-2005 metropolita krakowski. Pochowano go w krypcie biskupów krakowskich w katedrze na Wawelu. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, wśród nich prezydent Andrzej Duda z małżonką, premier Beata Szydło, oraz tłumy wiernych. Mszy pogrzebowej przewodniczył kardynał Stanisław Dziwisz. W 96. ROCZNICĘ bitwy warszawskiej, w dniu 15 sierpnia odbyły się uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. Prezydent AnMONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:03 Page 5

drzej Duda dziękował żołnierzom za służbę dla Ojczyzny. „Chylę przed wami czoła. Dziękuję za tę wierną służbę dla naszego kraju. Dziękuję za budowanie pięknego wizerunku Polski“ – powiedział do żołnierzy. TEGOŻ DNIA w Warszawie odbyła się uroczysta defilada z udziałem blisko 1,5 tys. żołnierzy, ponad 150 pojazdów wojskowych oraz ponad 50 samolotów. Prezydent wręczył nominacje generalskie ośmiu oficerom, a na jednym z filarów Grobu Nieznanego Żołnierza odsłonił WRZESIEŃ 2016

O królikach w Berlinie i nie tylko

J

ednym z prelegentów Wyszehradzkiego Forum Filmowego, odbywającego się na bratysławskiej wyższej szkole filmowej (VŠMU), był Bartosz Konopka – światowej sławy polski reżyser, filmoznawca, w 2010 roku nominowany do Oscara za krótkometrażowy film dokumentalny „Królik po berlińsku“. Nam opowiedział o ciekawości i niepokorności, które – według niego – są konieczne, by stworzyć coś oryginalnego. Nominowany do Oscara „Królik po berlińsku“ jest oryginalnym spojrzeniem na rzeczywistość po upadku muru berlińskiego. Skąd Pan czerpie pomysły na filmy? W sztuce bardzo ważne jest, by zrobić coś inaczej, oryginalniej, niż robią to inni. Szczególnie dotyczy to filmu, w którym jest bardzo duża konkurencja. Kiedy na przykład dostaliśmy zamówienie na film o Polsce, powstał obraz „Sztuka znikania“, ale dopiero gdy wypracowaliśmy inne spojrzenie na problem, takie, którego nikt wcześniej nie prezentował. Było to spojrzenie na polską rzeczywistość oczami buddyjskiego mnicha. Kiedy realizuję dokumenty, to wtedy mam też taką niepokorność w sobie, która mi pomaga burzyć granice, nie poddawać się oczekiwaniom gatunku, do dokumentu dodaję fikcję.

tablicę upamiętniającą żołnierzy wyklętych. DNIA 16 SIERPNIA rząd przyjął projekt ustawy, która ma umożliwić wytaczanie procesów za użycie określeń typu: „polskie obozy koncentracyjne” czy „polskie obozy śmierci”. LETNIE IGRZYSKA OLIMPIJSKIE w Rio de Janeiro zakończyły się w niedzielę 21 sierpnia. Polscy sportowcy wywalczyli 11 medali – 2 złote, 3 srebrne i 6 brązowych. Złote medale zdobyły wioślarki Magdalena Fularczyk-Ko-

złowska i Natalia Madaj oraz Anita Włodarczyk w rzucie młotem. Srebrne medale wywalczyli Piotr Małachowski w rzucie dyskiem, Marta Walczykiewicz w kajakarstwie oraz Maja Włoszczowska w kolarstwie. Brązowymi medalistami zostali: kolarz Rafał Majka, wioślarki Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald i Joanna Leszczyńska, kajakarki Karolina Naja i Beata Mikołajczyk, zapaśniczka Monika Michalik, pięcioboistka Oktawia Nowacka oraz młociarz Wojciech Nowicki. Cieniem na igrzyskach położyła się sprawa polskich sztangistów,

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

do klas pierwszych, a rodzice bardziej niż dotychczas czują presję, nie mogąc zdecydować, co będzie najlepsze dla ich malucha. Jeśli zostawią dziecko w przedszkolu (choć przecież już uczęszczało do klasy 0), pójdzie do szkoły za rok i będzie to pierwszy rok szkoły po nowej reformie (tej ośmioletniej). Jeśli zaś sześciolatek jest gotowy do pójścia do pierwszej klasy, naukę rozpocznie zapewne w mniejszych klasach i starym trybem, a reforma szkolnictwa obejmie go w drugiej klasie (inne podręczniki i podstawa programowa – jak będzie, nikt jeszcze nie wie). Ten problem jest bardziej złożony – wiele szkół specjalnie na potrzeby sześciolatków wyremontowało klasy i kupiło mniejsze ławki oraz pomoce dydaktyczne… Co się stanie z tymi zasobami? Czy w przedszkolach znajdą się miejsca dla powtarzających klasę zerówkowiczów? Jak widać pytania gonią pytania – miejmy nadzieję, że ministerialni urzędnicy dobrze przemyśleli zmiany i etapy ich wprowadzania. Zawsze przecież chodzi o dobro ucznia i satysfakcjonujące wyniki nauczania. A fakt, że polskie szkolnictwo od wielu lat zmaga się z brakiem konsekwencji we wprowadzaniu reform, nie pomaga nauczycielom, rodzicom i uczniom poczuć się pewniej w murach szkół. O tym, czy planowana reforma będzie reformą na szóstkę, czy też do poprawki, dowiemy się dopiero za kilka lat. AGATA BEDNARCZYK

braci Adriana i Tomasza Zielińskich, u których wykryto doping. Obaj musieli opuścić wioskę olimpijską. W WARSZAWIE DOSZŁO 27 sierpnia do spotkania kanclerz Nie miec Angeli Merkel z premierami państw Grupy Wyszehradzkiej. Celem rozmów było przygotowanie do nieformalnego szczytu 27 państw członkowskich UE, które odbędzie się 16 września w Bratysławie. Spotkanie w stolicy Słowacji ma dotyczyć stosunku Wspólnoty wobec Brexitu. MP 5


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:03 Page 6

Nie chodzi o to, by opowiedzieć anegdotę, która jest aktualna teraz, tylko by opowiedzieć coś uniwersalnego o człowieku, o ludzkiej kondycji. Co było fikcją w „Króliku po berlińsku“? Kiedy pozbieraliśmy informacje na temat żyjących między murem berlińskim królików, okazało się, że materiału starczyło zaledwie na 5 – 10 minut. Reszta w filmie to nasze domysły. Całość stanowi fabuła, stworzona na bazie wypowiedzi profesora badającego króliki, snującego opowieść o tym, jak mogło być w rzeczywistości. Historię królików naciągnęliśmy trochę pod historię ludzi ze wschodnich Niemiec, Polski, czyli w ogóle ludzi zza żelaznej kurtyny. I dlatego to jest ciekawe. Ale wcale nie jest pewne, że to tak wyglądało; mogło być przecież inaczej. Jednak właśnie to dointerpretowanie spowodowało, że powstała pewna opowieść, w której mogą się odnaleźć różni ludzie. „Królik po berlińsku“ nie jest jedynym Pańskim filmem, w którym przez pryzmat zwierząt opowiada Pan o ludziach. Na przykład w „Balladzie o kozie“ opisuje Pan ludzi w upadającym PRL-u. Tak, bo wie pani, nie chodzi o to, by opowiedzieć anegdotę, która jest aktualna teraz, tylko by opowiedzieć coś uniwersalnego o człowieku, o ludzkiej kondycji. Myśmy tego nie wymyślili tak na chłodno. Podczas pracy zobaczyliśmy, że zwierzęta dają antropologiczny dystans, ponieważ patrzymy na nie jak na gatunek. I jeśli zwierzęta patrzą na nas, to też widzą gatunek. Ich spojrzenie daje niezwykłą perspektywę. Przecież zwierzęta są nam bardzo bliskie, w dzieciństwie czasami bliższe niż ludzie.

I nawet łatwiej ludziom nawiązać kontakt między sobą, kiedy pretekstem jest stojący obok zwierzak. To taki klucz do drugiego człowieka, prawda? Tak. Przed nakręceniem „Królika po berlińsku“ robiliśmy nawet badania literaturoznawcze i cofnęliśmy się do bajek Ezopa i La Fontaine’a, by wiedzieć, jak są odbierane, którym zwierzętom przypisuje się konkretne cechy ludzkie, a które zwierzęce ludziom. Dopiero z taką wiedzą można było zrobić ten film. Chyba niełatwo nakręcić film, w którym głównymi bohaterami są zwierzęta? W roli głównej nie wystąpiły prawdziwe króliki z Berlina, choć fotografowaliśmy potomków królików żyjących między murami. Okazało się jednak, że jest w nich za mało emocji, więc w filmie wystąpiły króliki z opuszczonej przez ludzi szkockiej wyspy. Króliki tam żyją same i świetnie prosperują. Ktoś zrobił film dokumentalny o nich, a my użyliśmy zdjęć z tego filmu. U tych królików występowały niesamowite reakcje: strach, zdziwienie, oczekiwanie… W filmie pokazuje Pan, że upadek muru berlińskiego zaskoczył nie tylko króliki, ale i ludzi. Tak, w tej naszej metaforze pojawia się szczelina w murze, a w niej babcia z dziadkiem z siatkami, bojący się przekroczyć pas. Nasz film to bardziej opowieść o tych ludziach, którzy nie zdołali się odnaleźć po transformacji, nie potrafili przekroczyć muru – stali się takimi królikami doświadczalnymi. Pański film powstał, ponieważ upadł mur berliński, natomiast obecnie powstają nowe mury, jak choćby te budowane na Węgrzech przed napływem uchodźców. Czy to temat na film? To bardzo interesujące, tylko wie pani, ja cały czas poszukuję tematów, które pokazują, co dzieje się z naszym

Nasz film to bardziej opowieść o tych ludziach, którzy nie odnaleźli się po transformacji, którzy nie potrafią przekroczyć muru, są jak króliki doświadczalne. 6

życiem wewnętrznym, tym, co człowiek przeżywa uniwersalnie, bez względu na to, gdzie żyje i mieszka. Czyli nad czym konkretnie Pan pracuje? Jesienią planujemy rozpoczęcie zdjęć do filmu fabularnego, stanowiącego duży projekt powstający w koprodukcji. To opowieść o relacji w mikroskali. Rzecz dzieje się we wczesnym średniowieczu, trochę opowiada o początkach kościoła. Głównym bohaterem jest stary misjonarz, który wybiera się na ostatnią misję. Spotyka młodego pustelnika i razem idą do pogan. To opowieść o tym, co znamy: o walce ideologicznej, o przekonywaniu do swoich racji, o manipulacji, która była obecna już w prapoczątkach. Nie będzie to jednak typowy film historyczny, ale raczej obraz, pokazujący pewne mechanizmy, z czym zmaga się człowiek, a nie jak sobie radzi z sytuacją społeczną czy polityczną. Mnie bardziej interesuje pojedynczy człowiek, jego wnętrze, jego emocje i to, jak sobie z nimi radzi. Spodoba się? Pewnie będzie kontrowersyjny. Jest to opowieść o zachłyśnięciu się władzą i ideologią. Dobrze, że całość rozgrywa się w przeszłości i ma luźny związek z dzisiejszą rzeczywistością. To nie jest bezpośrednie komentowanie wydarzeń politycznych u nas. I wydaje mi się, że taka jest rola sztuki. Co w takim razie myśli Pan na temat kinematografii patriotycznej? Wcześniej byłem przygotowywany do totalnej wolności. Nawet jeśli robiłem filmy na zamówienie, to mogłem pokazać swój punkt widzenia. No bo przecież nie da się inaczej! Ja nie mogę przyjąć innego punktu widzenia, bo to będzie sztuczne, a widz wyczuje, że jest mi to obce. I tak powinno się pracować z artystami: można ich czymś zainspirować, zainteresować, ale nie da się czegoś narzucać. Filmy historyczne też muszą wypływać z potrzeby serca. Ktoś, kto je wymyśla, musi się identyfikować z tym czy z tamtym bohaterem, musi chcieć MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:03 Page 7

coś ważnego opowiedzieć. Kiedy w jakimś projekcie nie ma duszy, to to się czuje. Bezlitośnie. Podczas wykładów czy wywiadów, podkreśla Pan, jak ważne jest odpowiednie ustawienie kamery, niekoniecznie w górę, ale – tak jak w przypadku filmu o królikach – w dół. To Pański klucz do sukcesu? Podczas wykładu dla słowackich studentów zwracałem uwagę na to, że pracę zaczynam bardzo subiektywnie, że chcę wejść w głowę bohatera, patrzeć tak, jak on widzi, czuć tak, jak on czuje. To jest podstawowa ciekawość człowieka – chcę zobaczyć, jak żyją inni, chcę na chwilę zostać kimś innym. I to wykorzystuję, to jest mój sposób opowiadania. Zmienia się życie po nominacji do Oscara? Czy ja wiem? Na pewno jest fajnie, bo ma się pewien szacunek. To takie potwierdzenie dorobku. Dla mnie to było potwierdzenie dla mojego oryginalnego sposobu myślenia. Odwaga zrobić coś inaczej została doceniona.

by udowodnić, że to pierwsze wyróżnienie to nie przypadek? Z jednej strony mobilizuje, ale z drugiej strony jest to rzeczywiście trudne. Ja na to nie byłem przygotowany, nie wiedziałem, co robić, jak się tak wysoko zaszło. Oczywiście, myślałem o tym, czy jestem w stanie zrobić coś lepszego, ale nie ścigałem się sam ze sobą. Zrobiłem sobie trochę przerwy, zainwestowałem we własny rozwój, trochę mi się zmienił punkt widzenia i myślenia. Hollywood jest Pana marzeniem? Do filmu, który zamierzam zrealizować, potrzebuję dwóch anglojęzycznych aktorów, więc może to będzie przepustka do anglojęzycznej dystrybucji? Zobaczymy. Mógłby Pan dla filmu czy z innego względu wyemigrować? Nie mam takiej potrzeby, bo ja wo-

Odwaga zrobić coś inaczej została doceniona lę spędzać czas za granicą. Kiedy realizowaliśmy film o królikach, mieszkaliśmy kilka miesięcy w Berlinie. I to jest fajne, ponieważ nie wymaga przenoszenia się, zaczynania życia od nowa. Dla filmowca to ciekawe: przyjeżdża, poznaje, eksploruje. Chę tnie bym się gdzieś wybrał, żeby tam spędzić czas, poznać miejsce i zrobić z tego film. Ale emigracja? No chyba, że mówimy o emigracji na szczebelkach kariery, żeby się przenieść do Londynu czy Hollywood, by robić filmy. Korci to Pana? Mam takie marzenia, no, ale powoli. Podoba mi się droga, którą przyjął Paweł Pawlikowski. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Takie wyróżnienie mobilizuje artystę, czy może utrudnia, ponieważ czuje on, że musi zrobić coś jeszcze lepszego,

WRZESIEŃ 2016

7


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:03 Page 8

W drodze do filmowego nieba, czyli pożegnanie pana Franka Chmiela (1931 – 2016)

„M

oglibyśmy przygotować wystawę fotografii z filmów, które wyreżyserował pan Franek Chmiel“ – ponad 15 lat temu zaproponowała ówczesna prezes Klubu Polskiego Lidia Grala-Bednarčik. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. W ten sposób poznałam szanowanego, znanego czechosłowackiego reżysera polskiego pochodzenia, który stworzył m.in. 18 filmów fabularnych i ponad 100 spektakli teatralnych dla Telewizji Czechosłowackiej.

Taktowny Na spotkanie poszłam trochę onieśmielona, ale pan Franek okazał się szalenie eleganckim, skromnym i miłym człowiekiem. Pamiętam, że swoim taktownym zachowaniem zawstydził opryskliwego kelnera, który zamiast polecić nam odpowiedni napój, dał do zrozumienia, że to nie jest jego najlepszy dzień. Pan Franek przeprosił go za uciążliwość i niezdecydowanie przy wyborze trunku, czym wprawił w zakłopotanie młodego pracownika kawiarni. Tak, pan Franek otwierał serca krnąbrnych osób swoim eleganckim zachowaniem.

„Komediant“ Współpracował z najlepszymi aktorami słowackimi: Ladislavem Chudi kiem, Božidarą Turzonovovą, Magdą Vašaryovą; ze środowiska praskiego: Radovanem Lukovskim, Jozefem Vink lářem, Rudolfem Jelínkiem, Janem Holym, a także polskimi: Józefem Harasiewiczem, Janem Monczką. Było więc co pokazywać podczas wspominanej wystawy w ramach Dni Pol 8

skich w Bratysławie, której przygotowaniem z ramienia Klubu zajęła się Anna Ciesielska. Fotografie z planów filmowych zdobiły ściany ambasady RP, a na uroczystość z okazji 70. urodzin artysty przybyli nie tylko ulubieni aktorzy pana Franka, ale też rodacy z Zaolzia. Tam przecież stawiał pierwsze kroki, współtworzył Scenę Polską w Czeskim Cieszynie. W rozmowie dla „Monitora Polonijnego“ z 2014 r. przyznał, iż Jego mama przez rok żyła w przekonaniu, że syn, który wyjechał z rodzinnego Zaolzia do Pragi, studiuje medycynę. Marzyła o tym, że będzie księdzem, z bólem serca przyjęła wiadomość, że wybrał zawód lekarza. Gdy zdążyła się oswoić z tą myślą, czekała na nią jeszcze jedna niespodzianka: Franek Chmiel będzie „komediantem“! Przygotowywał się do tego, stu-

diując w latach 1952-1958 reżyserię teatralną na Wydziale Teatralnym Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze. W tymże 2001 roku, oprócz wystawy zorganizowaliśmy też pokaz niektórych Jego filmów. W ówczesnym bratysławskim kinie Charlie współpracę z Mistrzem wspominali aktorzy Božidara Turzonovová i Maroš Kramar.

Wzruszony Otrzymał wiele nagród i odznaczeń. W 2005 r. polski prezydent odznaczył Go Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. A pięć lat temu miałam przyjemność towarzyszyć panu Frankowi w podróży do Wiednia, gdzie odbierał polonijnego Oscara, czyli nagrodę – Złotą Sowę – w kategorii film. Wtedy też poznałam Jego wybrankę serca, panią Renatę, z którą był związany kilka lat. To z nią przychodził na imprezy klubowe, również tę, przygotowaną przez Klub Polski z okazji Jego 80. MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:03 Page 9

urodzin. Ten jubileusz przygotowaliśmy na Złotych Piaskach, gdzie podczas Majówki-potańcówki wraz z grupą Polaków odegraliśmy scenę ze spektaklu telewizyjnego, przygotowanego przed laty przez pana Franka oczywiście. Nie krył zaskoczenia i wzruszenia, kiedy Jego przyjaciółka jako pierwsza zorientowała się, że odgrywana przez nas scenka pochodzi z inscenizacji „A čo ja, miláčik?“.

Młody duchem Śmierć wybranki serca, pani Renaty, bardzo przeżył. Zaczął podupadać na zdrowiu. Na kolejne spotkanie umówiliśmy się już w domu opieki społecznej w bratysławskiej Petržalce. Czekał na rogu ulicy, by zaprosić nas do pobliskiej kawiarni. Jak zwykle elegancki, żartował z nami, żartował z kelnerką. Widać było, że przychodzi tu częściej, że to tu właśnie zaprasza swoich gości. Pytał o wszystkich wspólnych znajo-

Wspomnienie o panu Franku

J

mych, komentował wydarzenia Klubu Polskiego, nawet te, w których nie mógł wziąć udziału, ale czytał o nich w „Monitorze“. Był jego wiernym czytelnikiem, choć, co zrozumiałe, najchętniej sięgał po rubrykę dotyczącą polskiej kinematografii. Kinem żył cały czas. W domu opieki organizował wieczory filmowe, na które zapraszał swoich znanych kolegów aktorów. W ten sposób fundował sobie i swoim współlokatorom trochę rozrywki. Kiedy Go odprowadzaliśmy, zażartował na temat wieku tych ostatnich, jakby uważał ich za dużo starszych od siebie. Pewnie dlatego, że On wciąż pielęgnował w sobie młodego ducha. Aż nie do wiary, że w tym roku skończył 85 lat. Ale tych urodzin już nie zdążyliśmy wspólnie świętować...

Odszedł 2 sierpnia Panie Franku, będzie nam Pana brakowało!!! Pewnie teraz, w tym filmowym niebie, wszyscy będą mówić „po naszymu“, by zyskać sympatię utalentowanego, sympatycznego i eleganckiego Zaolziaka. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

WRZESIEŃ 2016

ako aktorka oceniałam reżyserów nie tylko na podstawie tego, czy byli dobrzy i komunikatywni, ale przede wszystkim, czy można było z nimi popolitykować. A pan Franek Chmiel należał do mojej toplisty rodzimych reżyserów wraz z Milošem Pietorem i Vladimírem Strniskiem. Gdybyśmy mogli powtórzyć te niekończące się debaty o nowych faktach z historii, krytyki nudnej komunistycznej rzeczywistości i wymiany informacji na podstawie tego, co kto właśnie przeczytał... Pan Chmiel miał jeszcze jeden atut. Przychodził do Polskiego Ośrodka Kultury na plac SNP w Bratysławie, by poczytać polskie gazety i czasopisma, takie jak „Film”, „Ekran”, „Dialog”. Tu się często spotykaliśmy (mimochodem również dlatego walczyłam jak lwica w Ministerstwie Spraw Zagrani cznych, by w roku 2005 nie doszło do likwidacji ośrodka i szukałam pieniędzy na jego renowację, co się udałó). Podczas gdy na planie rozmawialiśmy po słowacku, prywatnie przechodziliśmy na język polski, którego zaczęłam się uczyć jeszcze w 1968 roku. Nasz „prywatny“ język i artykuły z polskich czasopism z czasem uczyniły z nas wręcz spiskowców. Mimo że razem nakręciliśmy mniej inscenizacji, niż można było („Znowu nie może pani Magdusia wziąć tej roli?“ – denerwował się przez telefon, a ja tłumaczyłam się rolami w filmach, które mnie zatrzymywały w Pradze), to jednak w pamięci i w archiwum Złotego Fondu RTVS pozostanie na zawsze nasza „Jennie Gerhardtová” z m.in. Ivanem Mistríkiem i Martinem Gregorem. Próby trwały długo i były precyzyjne, ale za to potem otrzymaliśmy odpowiednie „wynagrodzenie“ od widzów. W roku 1988 nakręciłam z panem Chmielem jeden ze swoich ostatnich filmów – „Šesťkrát žena” („Sześć razy kobieta”). Dokładnie rok później rozstałam się z aktorstwem. Od tego czasu widywaliśmy się rzadziej, ale kiedykolwiek się spotkaliśmy, kontynuowaliśmy politykowanie. Podczas naszego ostatniego spotkania również. A było to podczas prezentacji mojej książki „Polnočný sused”, która ujmuje moich 5 lat w funkcji ambasadora Słowacji w Polsce. Od razu o nią poprosił i przeczytał. Żegnaj, Panie Franku! Żegnaj, Panie Reżyserze! Zostawił Pan tu swoje dzieło, a ja się cieszę, że mogłam być jego częścią. Cześć MAGDA VAŠARYOVÁ Pana pamięci! 9


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:04 Page 10

Artystyczna przygoda z figą w tle

N

iektórzy uważają, że trzeba mieć wielki talent, by być artystą i tworzyć wielkie dzieła. Nieprawda, bo najważniejsze są dobre chęci, ciekawy pomysł, cierpliwość, wrażliwość i pomoc doświadczonych twórców. Przekonać się o tym można było na tegorocznym obozie Słowacji, jak i z Polski. Najważniejsze były prace plastyczne, które tworzyliśmy przez cztery dni. Pracowaliśmy od dziewiątej rano do obiadu, a potem prace omawialiśmy, modyfikowaliśmy, oceniliśmy. Tematem głównym była figa. Nasze figi były na papierze, kartonie i koszulkach. Tworzyliśmy także szkice swoich postaci. Każdy uczestnik obozu stawał przy arkuszu

papieru i był obrysowywany przez Stenię. Towarzy szyło temu wiele zabawy i śmiechu. Tak jak w poprzednich latach na koszulkach malowaliśmy logo Klubu Pol skiego oraz samodzielnie wymyślone wzory – drzewa, zwierzęta, wzory geometryczne. Wykonaliśmy także tzw. maski, a techniką sitodruku malowaliśmy kotwice na T-shirtach, któ-

artystycznym, zorganizo wanym przez Klub Polski Koszyce, który odbył się w dniach 9 – 16 lipca w Žiarskiej Dolinie. Zajęcia artystyczne poprowadziła, już po raz czwarty na tego typu obozie, Stefania Gajdošová-Sikorska przy współpracy Stana Stehlika. Było nas w sumie szesnaścioro – sześciu chłopaków i dziesięć dziewcząt – w wieku od pięciu do czternastu lat. Przyjechaliśmy zarówno ze 10

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:04 Page 11

re cieszyły się uznaniem. Sami tworzyliśmy szablony z taśmy malarskiej i naklejaliśmy je na koszulki. Nasze prace zostały zaprezentowane na wystawie w Liptowskim Mikulaszu, w siedzibie konsula honorowego RP, pana Tadeusza Frąckowiaka. Była to ważna motywacja, więc staraliśmy się tworzyć jak najlepsze i najciekawsze dzieła. Wystawa bardzo się podobała, zebraliśmy

piłkarskimi na boisku niedaleko naszego hotelu. Wspaniałą atrakcję zafundował nam pana konsul – była to wizyta w Tatralandii, wielkim popradzkim aquaparku. Następnego dnia wjechaliśmy kolejką górską na Chopok (2024 m n.p.m.), a potem zjechaliśmy na Kosodrevinę. Widoki były imponujące. Obejrzeliśmy także smoka Demiana, strażnika skarbów Chopoku. Był ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

rym piekliśmy kiełbaski i rozmawialiśmy w kilku językach. Były także długie spacery – na plac zabaw i do lasu. Dwukrotnie mieliśmy okazję wykazać się swoimi umiejętnościami

wiele pochwał. Kilka naszych prac trafiło do rąk gości konsula honorowego.

to jeden z najatrakcyjniejszych dni obozu. Dziękujemy organizatorom za wszystko! Do zobaczenia w przyszłym roku. FILIP TUSK

Aby uprzyjemnić nam pobyt, opiekunowie organizowali wiele atrakcji, jak chociażby ognisko, na któ-

Projekt zrealizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Ministrów RS, program: Kultura mniejszości narodowych 2016 oraz w ramach funduszy polonijnych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Organizatorzy składają też podziękowania Tadeuszowi Frąckowiakowi, konsulowi honorowemu RP w Liptowskim Mikulaszu, za udostępnienie pomieszczeń na wernisaż oraz ufundowanie wycieczek do Tatralandii i na Chopok. WRZESIEŃ 2016

11


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:04 Page 12

Z Parczewa do Rzymu przez Trenczyn „W Śląski Oktet Gitarowy na festiwalu w Modre

J

uż po raz ósmy Modra była gospodarzem wyjątkowego Międzyna rodowego Festiwalu Gitarowego. W tym roku trzy wieczory od 15 do 17 lipca należały do artystów z Polski, Włoch, Serbii i Słowacji. Polska była reprezentowana podczas dwóch wieczorów: w pierwszy wystąpił Śląski Oktet Gitarowy, w drugim – Duo classico. Pozostali wykonawcy to Andrea Dieci, Uroš Dojčinovič, Miriam, Rodriquez Brullová a Pavol Remenár. My zwróciliśmy uwagę na oktet, który powstał w 2001 roku na Śląsku. „Śląski Oktet Gitarowy to jedyny gitarowy oktet na świecie, występujący w stałym składzie“ – przedstawił zespół Franciszek Wieczorek, jego założyciel i kierownik. Zespół tworzą pedagodzy, absolwenci i studenci Akademii Muzycznej w Katowicach. Jest wśród nich też Katarina Wieczorek, Słowaczka mieszkająca w Polsce, dzięki której to właśnie Modra jest organizatorem takiego festiwalu i która jest jego dyrektorem artystycznym. Podczas wyjątkowego wieczoru zabrzmiały „Uwertura Egmont“ Ludwiga van Beethovena, „Orawa“ Wojciecha Kilara, „Widokówka z gór“ Jerzego Bauera czy „Bolero“ Maurycego Ravela. Niezapomniany wieczór, niezapomniane doznania i zaskoczenie, że osiem gitar może stworzyć dzieła na miarę wielkiej orkiestry! Nie dziwi więc fakt, że zespół zyskał mnóstwo nagród muzycznych i nominację do Fryderyka 2009 za pierwszą płytę pt. „Oct.Opus“! MW 12

ystarczą chęci i dobry rower” – twierdzi pani Wiesława Jańczyk, kierowniczka Parczewskiej Grupy Rowerowej, działającej w 13-tysięcznym miasteczku w województwie lubelskim. Członkowie tejże grupy już siedmiokrotnie pielgrzymowali rowerami do Częstochowy, w roku ubiegłym udali się do Medjugorie, a w tym zdecydowali się pojechać do Watykanu, na uroczystości kanonizacji Matki Teresy z Kalkuty, które odbędą się 4 września. Ponieważ trasa pielgrzymki miała prowadzić również przez Trenczyn, skontaktowali się ze mną, jako prezesem miejscowego Klubu Polskiego (korzystając z naszej strony internetowej). Na prośbę pani Wiesławy zapewniliśmy 20-osobowej grupie nocleg i możliwość odpoczynku przed kolejnymi etapami dalekiej podróży do Rzymu. Rowerowa pielgrzymka wyruszyła z Parczewa 10 sierpnia, by po 150-kilometrowym górskim – jak go określili jej uczestnicy – etapie dotrzeć wieczorem do Trenczyna. Grupa kobiet i mężczyzn (najmłodsza uczestniczka to 22-letnia studentka, najstarszy rowerzysta liczył sobie 65 lat) wraz z opiekunem duchowym, księdzem Mateuszem Targońskim, dotarcie do Rzymu zaplanowała na 4 września. Po drodze miała zwiedzić

Wenecję, San Giovanni Rotondo, Pompeje oraz Neapol. Do Trenczyna pielgrzymi dotarli zmęczeni, ale uśmiechnięci i od razu przystąpili do organizacji noclegu. Takim obieżyświatom wystarczył dach nad głową, podłoga, materace i śpiwory oraz ciepły posiłek.

Następnego dnia wcześnie rano, po mszy św., czekał ich kolejny etap, który kończył się w Bratysławie, gdzie gościć mieli u salezjanów. Zanim jednak ruszyli w trasę, zrobiliśmy sobie zdjęcie pamiątkowe oraz wymieniliśmy kontaktami. Nasi goście, zauroczeni Słowacją, postanowili bowiem zorganizować kiedyś wycieczkę po kraju, przez który teraz tylko przejeżdżali. Obiecaliśmy im w tym pomóc. A potem nastąpił czas pożegnania – życzyliśmy im dobrej pogody, kondycji i szczęśliwej drogi. RENATA STRAKOVÁ, KP Trenczyn

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:04 Page 13

Festiwal wina w Strekovie

z polskimi akcentami

My

Polacy, od kiedy mieszkamy na Słowacji, chyba wciąż nie możemy się nacieszyć festiwalami wina. Bo przecież jest to coś, o co w Polsce trudno. I owszem, coś tam słyszeliśmy o winobraniu w Zielonej Górze, wiemy też, że w Polsce wino coraz częściej gości na stołach, ale to Słowacja uczy nas, jak rozkoszować się tym napojem bogów.

WRZESIEŃ 2016

Jeden z festiwali wina odbywa się w Strekovie, miejscowości położonej między Nowymi Zamkami a Štúrovem, na szlaku winnej latorośli, bezpośrednio w ogrodach 60 miejscowych producentów wina. Co roku

w lipcu na wzgórzu nad Strekovem swoje stragany otwierają miejscowi, ale i też przyjezdni, którzy oferują różne upominki, słodycze, sery itd. Ponieważ na żadnym festiwalu nie może zabraknąć muzyki, tak i na

tym, na czterech podiach prezentowali się artyści z różnych krajów. W tym roku, już po raz drugi z kolei na strekovskiej scenie wystąpił zespół ludowy z Polski, a konkretnie z Mielca. W zaproszeniu grupy Rzeszowiacy pośredniczyła nasza rodaczka, Beata Wojnarowska, która przed laty w niej tańczyła. Polskie krakowiaki, oberki i inne tańce z przytupem wzbudziły spore zainteresowanie gości festiwalu. Mile witały ich poszczególne stoiska, częstując napojem bogów. Za tę gościnność Polacy dziękowali śpiewem i tańcem, dzięki czemu tegorocznemu słowackiemu festiwalowi wina towarzyszyły wyraźne polskie akcenty. MW

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

13


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:04 Page 14

a

oczami Słowak

były oficjalne języki Światowych Dni Młodzieży. Oprócz nich udało się zorganizować również czesko-słowacką kabinę dla pielgrzymów z krajów bezpośrednio sąsiadujących z Polską. Chociaż tłumaczenie symultaniczne jest najtrudniejszym rodzajem tłumaczenia, bowiem wymaga maksymalnego skupienia i błyskawicznego refleksu, to w tak radosnej atmosferze nie odczuwaliśmy prawie żadnego stresu. Nawet gdy brakowało obrazu na ekranach, co się zdarzyło nieraz. Kabiny tłumaczy znajdowały się na stadionie Wisły Kraków, a cały program odbywał się na krakowskich Błoniach, więc tylko na ekranach widzieliśmy, co się aktualnie dzieje. Ale kiedy czasami obraz znikał, koleżanki, które szczegółowo znały program, stawały przed kabinami tłumaczy i zaczynały tańczyć lub pokazywać choreografię, która powinna była widnieć na ekranach. I to była wskazówka dla nas tłumaczy.

10 zakazów wjazdu

P

onad 4 tysięcy Słowaków ostatni tydzień lipca spędziło w Polsce. Wśród nich byłem i ja – w charakterze wolontariusza tłumacza. Kraków, ale także i Skawina, gdzie większość z nas była zakwaterowana, stały się naszą bazą na czas pobytu w Polsce w ramach Światowych Dni Młodzieży.

Skawina dla Słowaków „Cudownie!”, „Fantastycznie!”, „Świetna atmosfera, bo był papież, bo był rozentuzjazmowany tłum młodych ludzi!” – To tylko przykłady wypowiedzi uczestników ŚDM, z którymi zgadzam się i ja. Nasza słowacka przygoda rozpoczęła się jednak trochę wcześniej, kiedy to zapisywaliśmy się na wyjazd w słowackich parafiach, które organizowały nasz przejazd do Skawi ny, jak również dbały o nasze przygotowania duchowe, byśmy w pełni mogli przeżyć ten wyjątkowy czas. Odda lona zaledwie 20 kilometrów od Kra -

14

kowa Skawina stała się dla większości z nas miejscem noclegowym – jedni mieszkali u rodzin, inni w szkołach czy klasztorach. Nie wszystkim się jednak poszczęściło i niektórzy musieli spać na niewygodnych, rozłożonych na podłodze materacach, ale duchowa strawa wynagrodziła im te niedogodności. W Parku Miejskim w Skawinie była olbrzymia scena, gdzie spotykaliśmy się rano, słuchaliśmy katechez, by po południu udać się do Krakowa na mszę.

Kiedy znika obraz Tłumaczenie to ciekawe wyzwanie i przygoda. Oprócz spotkań w siedzibach instytucji Unii Europejskiej tłumacze nie zawsze mają okazje spotkać się w takim szerokim gronie. W Krakowie pielgrzymi z całego świata mogli słuchać relacji z wszystkich głó wnych wydarzeń w języku polskim, angielskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, niemieckim, francuskim, a także po raz pierwszy w języku ukraińskim i rosyjskim. To

Tłumacze byli zakwaterowani w jednym akademiku, ale ja chciałem spędzić ŚDM również ze słowackimi kolegami, co oznaczało, że ze Skawiny na stadion Wisły musiałem dojeżdżać samochodem. W samym centrum Krakowa z oczywistych powodów były ograniczenia ruchu i choć bardzo się starałem poruszać po mieście wzorowo, to jednak dotarcie na miejsce było wyzwaniem –zdarzało się, że musiałem lekceważyć zakazy wjazdu (chyba z 10 razy) i spotykałem masę policjantów. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie otrzymam od nich serdecznego pozdrowienia w postaci mandatu.

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 15

Adoracja Będąc zwykłym uczestnikiem ŚDM, doświadczyłem też mnóstwa śmiesznych przygód. Po wieczornym zwiedzaniu Krakowa, w drodze powrotnej do Skawiny zobaczyliśmy plakat, zapraszający pielgrzymów do parku Jordana na adorację. Przeszliśmy cały park, a miejsca adoracji nie znaleźliśmy. Nieopodal spostrzegliśmy patrolującą piątkę żołnierzy. Podszedłem do nich i grzecznie zapytałem, gdzie w parku możemy znaleźć adorację. Zakłopotany oficer zwrócił się do mnie, pytając: „Czy mógłby pan sprecyzować, co to takiego ta adoracja?”. W tym momencie odezwał się jego bardziej obeznany kolega: „Ja wiem, co to jest! Ale przepraszamy, w tej chwili jesteśmy na dyżurze tylko parę minut, więc nie do końca się orientujemy”. Nam się adorację udało znaleźć. Następnego dnia.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy Światowe Dni Młodzieży to wydarzenie o charakterze przede wszystkim religijnym. Mnie najbardziej poruszyła postawa Ojca Świętego wobec młodych. Według słów papieża Franciszka młodzi mają w sobie siłę, dzięki której potrafią się sprzeciwić tym, którzy mówią, że nic nie może się zmienić. I z tym się jak najbardziej zgadzam. Równie imponująco zabrzmiały słowa o tym, iż młodzi czasami sprawiają wrażenie, że są przedwczesnymi emerytami. No to weźmy się w garść i zmieńmy ten nasz wspólny świat na le psze! Tegoroczne dni niestety szybko dobiegły końca, kolejne – w Panamie. I choć sam raczej się tam nie wybiorę, to polecam każdemu, kto chce spróbować chociażby łyk duchowego eliksiru. MÁRIO KYSEĽ, Kraków, Skawina

WRZESIEŃ 2016

Bergerowie w Trnawie W

uroczo położonej Galerii Jána Koniarka w Trnawie w lipcu i sierpniu zaprezentowano twórczość malarską dwojga artystów – Jana Bergera i jego córki Xénii. Wystawa „Przenikanie“ w koncepcji kuratorki Xénii Lettrichovej przedstawia najnowsze dzieła Xénii, w których forma abstrakcyjna jest budowana złotem, światłem i mocnym kolorem. Podstawą wystawianych prac Jana Bergera są natomiast te, powstałe po roku 2000 (pokazane wcześniej w Galerii Miasta Bra tysława), choć prezentowane są też jego starsze prace. Wernisaż w upalny li pcowy wieczór przyciągnął mnóstwo gości oraz telewizyjne sztaby. Warto też wspomnieć, że wybrane prezentowane prace uświetnią kolejną rocznicę powstania miasta Trzyńca w miejscowej galerii. RED. 15


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 16

W

moim idealistycznym podejściu do kina polskiego jest zarezerwowane miejsce, w którym tli się nadzieja, że jeszcze za mojego życia uda się komuś zrobić dobrą komedię romantyczną w stylu takich hitów, jak „Notting Hill” czy „Cztery wesela i pogrzeb”. Niemal po buddyjsku ćwiczę swoją cierpliwość i… czekam. Jeszcze się nie doczekałam, ale widać światełko w tunelu. Światełkiem jest scenariusz do filmu „7 rzeczy, których nie wiecie o facetach”, światełkiem jest aktorstwo Zbigniewa Zamachowskiego, a reszta… no cóż, cierpliwie czekam, aż mroczny tunel w całości wypełni się jasnością. Zacznę więc od scenariusza, który jest mocną stroną filmu. Oczywiście, jak to w komediach romantycznych masę tu stereotypów, ale pamiętajmy o tym, że komedia to kino rozrywki i oddechu, a nie ekranizacja „Dziadów” Mickiewicza. Chcemy się pośmiać, lekko i przyjemnie spędzić wieczór. Ale lekko i przyjemnie nie oznacza, że mamy być, jak w większości przypadków, potraktowani jak debile. Film w reżyserii Kingi Lewińskiej opowiada o kilku mężczyznach, którzy borykają się z codziennymi problemami w pracy, przyjaźni i miłości. Jeden z nich traci pracę właśnie wtedy, gdy jego dziewczyna oznajmia mu, że jest w ciąży, drugi przeżywa rozpad małżeń-

Męskietajemnice stwa, wyładowując agresję na otoczeniu, trzeci sypia z kim popadnie, w głębi duszy tęskniąc za swoją pierwszą dziewczyną, czwarty boi się czekającego go małżeństwa i wiązania się na całe życie, próbuje więc zdrady, która jak zawsze okazuje się najgorszym rozwiązaniem. I tak dalej, i tak dalej. Wplecenie do scenariusza komediowego nuty goryczy i smutku, nawet jeżeli są to smutki stereotypowe, dodaje mu posmaku prawdy. Umierający ojciec, utrata pracy i strachy egzystencjalne są czymś, co znamy, dzięki nim łatwiej nam uwierzyć bohaterom, rozumiemy ich dylematy. Nie stety, sam scenariusz to nie wszystko. Jest tu sporo dre wnianego aktorstwa, obok którego trudno przejść obojętnie. Najsłabszym ogni wem jest duet Alicja Ba chleda-Curuś i Mikołaj Ro znerski, którzy grają tak

płasko, że lepiej byłoby zatrudnić wyciętych z papie ru statystów. Maciej Zakościelny, od lat grający tę samą rolę, i tym razem zaprezentował nam swoje ograne do bólu trzy miny. Aktorsko zachwyca Zbigniew Zamachowski, który stworzył rolę pełną luzu, dowcipu i dystansu do samego siebie. Leszek Lichota również stanął na wysokości zadania, wcielając się w najtrudniejszą psychologicznie rolę byłego wojskowego, niepanującego nad napadami agresji. Również Piotr Głowacki, którego ostatnio pełno wszędzie, zaskoczył, pokazując nowe oblicze swojego warsztatu aktorskiego. Panie wypadły blado i pozostały w tle poza Dominiką Kluźniak w bardzo ciekawym epizodzie. Warstwa wizualna to przesłodzona pocztówka Warszawy, która udaje Nowy Jork, ale ładne zdjęcia umilają seans. W końcu to nie film dokumentalny o życiu Pragi Południe, więc czemu się trochę nie pooszukiwać? Poza tym dawkę lukru wizualnego uzupełnia kilka gorzkich prawd na temat rzeczywistości, parodia mechanizmów rządzących agen-

cjami reklamowymi, smu tne kulisy pracy w telemarketingu, przemysł muzyczny od strony śmierdzącej kuchni, smutna prawda o portalach randkowych itd. Wrócę jeszcze do scenariusza, który jest najmocniejszym punktem filmu. Chciałam pochwalić autora, ale w tej kwestii pojawia się zgrzyt. We wszystkich materiałach prasowych podane są informacje, iż autorami są Piotr Wereśniak i Kacper Szymański. Jednak nie jest to prawdą; ci panowie mogą być co najwyżej autorami adaptacji, gdyż „7 rzeczy, których nie wiecie o facetach” jest remakiem niemieckiej komedii „Faceci w wielkim mieście” ze scenariuszem Simona Verhoevena. Polska wersja opowiada kropka w kropkę te same historie, które pojawiły się w niemieckim ory-

ginale, a zmienione zostały jedynie realia. Nie wiem, czemu twórcy umieścili informację o oryginalnym scenariuszu drobnym druczkiem w napisach końcowych? Bali się porównania z – niestety – lepszym niemieckim oryginałem? Film do wybitnych nie należy, ale polecam go na babskie wieczory i letniojesienny odpoczynek dla szarych komórek. Łatwo i przyjemnie z naciskiem na „łatwo”. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 17

ewnego letniego przedpołudnia wraz z kolegą przedzieraliśmy się przez kolczaste zarośla, by skrócić sobie drogę do położonych w lesie ruin Zamku Plaveckiego (Plavecký hrad). Nagle usłyszeliśmy wystrzały z broni palnej. „Misiek, lepiej szybko stąd uciekajmy, by nie pomylono mnie z sarenką, a ciebie z niedźwiedziem“ – zwróciłam się przerażona do kolegi i czym prędzej wróciliśmy na szlak. Z daleka widoczne i górujące nad okolicą malownicze pozostałości słynącego z wielu legend zamku stanowią jedną z najbardziej znanych atrakcji turystycznych Małych Karpat w południowo-zachodniej Słowacji. Wznoszący się na skalistym wzgórzu (400 m n.p.m.) Zamek Plavecký, położony około 20 km od Malacek, powstał jako królewska twierdza graniczna w latach 1256-1273. W drugiej połowie XVI wieku z gotyckiego stylu przebudowano go w renesansową twierdzę z kilkoma dziedzińcami. Zamek był stopniowo rozbudowywany i umacniany przez każdego z kilkunastu właścicieli, m.in. przedstawicieli znamienitych rodów Ballasych, Bakicsów czy Palffych. W 1707 zniszczony przez wojska cesarskie, tłumiące bunt rebeliantów podczas powstania Rakoczego, zaczął stopniowo podupadać i tym samym stracił swoją 450 letnią chwałę i blask. Pierwotnie znany był jako Detrek, od nazwiska zwoleńskiego i spiskiego hrabiego, który go wybudował. Jego obecna nazwa pochodzi od rodu Plawców a może raczej Płowców

WRZESIEŃ 2016

salami reprezentacyjnymi i przedzamcze, a także wybudował tajne przejście, prowadzące do małej jaskini tuż pod zamkiem. Wejście do niej znajduje się na północnym stoku wzgórza. Grota jest częścią systemu jaskiń, w którym, jak głoszą legendy, ukryte są skarby. Jako ciekawostkę dodam, iż w XVI wieku w twierdzy działała jedna z pierwszych na Słowa cji drukarnia kaznodziei Petra Bornemiszy, który drukował tu kalendarze i książki religijne z kazaniami protestanckimi. Zamek znany stał się także z powodu romantycznej historii zakochanego Petera Bakiča, który porwał z zamku w Holiču piękną Zuzanę Révayovą, małżonkę hrabiego Františka Révaya i zabrał ją na Zamek Plavecký, gdzie kochankowie znaleźli schronienie. Legendy, bogata historia i widoczna stąd imponująca panorama Małych Karpat zachęcają do odwiedzin tego ciekawego miejsca przez cały rok. Ja polecam obecną porę, gdy barwne liście dodają temu miejscu romantyzmu, a jesienne mgły tajemniczości i dreszczyku emocji. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Tam gdzie stąpał

Ścibor ze Ściborzyc Słowackie perełki

(Plavci). Nazywano tak rdzenną ludność, która od XI wieku zamieszkiwała dzisiejsze tereny Záhoria. Świadczą o tym także zachowane do dziś nazwy miejscowości: Plavecké Podhradie, Plavecký Peter, Plavecký Štvrok. Plavci należeli do plemienia, które wycofało się przed napierającymi Tatarami do strefy graniczącej z Karpatami. Węgierscy władcy poprosili ich o służby wartownicze na granicach swojego królestwa oraz o opiekę nad zamkiem. W sytuacjach zagrożenia i zbliżającego się niebezpieczeństwa Plavci wysyłali żołnierzom sygnały ostrzegawcze, tak by wojsko zdążyło w porę zająć pozycje obronne. Słońce pięknie rozświetlało ruiny, a my z entuzjazmem odkrywaliśmy i fotografowaliśmy pozostałości fortyfikacji, wież, resztki pałacu, kamienną renesansową bramę oraz duże baszty armatnie. „Po tylu latach znów Polacy na zamku“ – wykrzyknęłam, a echo długo niosło mój głos pośród zalesionych szczytów. Jednym z właścicieli zamku był bowiem polski rycerz Ści bor ze Ściborzyc, który w 1398 roku otrzymał twierdzę od króla Zygmunta Luksemburskiego. Nasz rodak gruntownie przebudował zamek, wzbogacając go o gotycki pałac z wielkimi

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

P

17


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 18

Na granicy jawy i snu

Dnia i nocy

C

złowiek jest winien ogromnej zbrodni: najpierw wykradł bogom ogień, by zaraz potem wynaleźć elektryczność. Boski monopol na rozgraniczanie dobra i zła runął już dawno, teraz człowiek mógł wreszcie określać granice między nocą a dniem. Noc jest w odwrocie – zmuszona wstydliwie chować się przed światłem latarni, neonów i żarówek, których ostre światlo przesącza się zza żaluzji naszych mieszkań. My, mieszkańcy miast, na własne życzenie straciliśmy poczucie rytmu dnia. O nastaniu nocy nie decyduje już zachód słońca, a nowego dnia nie ogłasza nam piejący kogut. Cieszyć się mogą jedynie farmaceutyczne koncerny, oferujące nam - jak zwykle - cudowne lekarstwa na

brak snu czy też raczej brak nocy. Melatonina w proszku zamiast mleka w szklance. Dzień-dobra-noc. Człowiek to jednak istota atawistyczna i od instynktów przodków w żaden sposób odciąć się nie może. Tęsknota za odwieczną granicą jawy i snu, dnia i nocy kazała użyć techniki, by w sztuczny sposób przywrócić dawny porządek. Ta sama technika, która wszystko zepsuła, teraz ma ruszyć z odsieczą lunatykującym mieszkańcom miast. Pewnego dnia wreszcie odkryłem ze zdumieniem, w czym rzecz. Pierwszy poranny autobus. Pierwszy tramwaj. I pierwszy trolejbus. Pierwszy piktogram w lewym górnym rogu każdego rozkładu jazdy. Coś, dzięki czemu my, zaspani i zgu-

bieni na osi czasu wędrowcy, wiemy już bez żadnych wątpliwości. Na przystanek podjechał zwiastun naszej drogi do pracy. Zaczął się nowy dzień. Natura próbuje bawić się z człowiekiem w kotka i myszkę; tak było od zawsze. Latem słońce wstaje wcześnie, próbując wmówić nam, że nie warto spać. Zimą jest najgorzej. Choć dla nas pracowity dzień już dawno się zaczął, słońce nie pali się do pracy. Wtedy jest najłatwiej o pomyłkę. My, ludzie, jesteśmy bardzo łatwowierni. Na szczęście dla nas istnieje pierwszy poranny kurs. Choć każdy z nas doświadczył tego, że wyczekiwany w środku dnia autobus czy tramwaj nie przyjechał lub potwor-

Szlakiem polskiej nadziei

N

ajnowsza książka Normana Daviesa, znanego angielskiego naukowca, specjalisty od historii Polski, jest wyjątkowa pod każdym względem. Przede wszystkim dlatego, że nikt wcześniej nie opowiedział przedstawionych w niej wydarzeń, łącząc osąd historyków i głosy naocznych świadków.

Po niemal dwudziestu książkach historycznych, poświęconych najważniejszym wydarzeniom z historii Polski, Norman Davies wziął na warsztat armię Andersa, liczącą 120 tysięcy 18

ludzi, którzy w 1334 dni przebyli ponad 12 tysięcy kilometrów. W tym morderczym przedsięwzięciu wzięli udział ci Polacy, którzy po przymusowej zsyłce w głąb Rosji z nadzieją

w sercach wierzyli, że mogą jeszcze powrócić do ojczyzny i że mogą się przy-

czynić do walki o jej wolność i niepodległość. Norman Davies nie chciał napiMONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 19

nie się spóżnił, nic takiego wczesnym rankiem nie może mieć miejsca. Jak świat światem nikt nigdy nie widział, aby pierwszy poranny kurs nie odbył się dokładnie w określonym czasie. W przypadku autobusu to pierwszy błysk w odbiciu szyby po tym, jak pojazd wyłania się zza niedalekiego zakrętu. Tramwaj ową granicę nowego dnia przekracza już z oddali; znakiem tego są bowiem delikatne wibracje szyn. Nie ważne, jak czarna jest noc lub jak wysoko jest słońce – nie ma nowego dnia bez owego majestatycznego przybycia autobusu czy tramwaju na pierwszy w kolejności przystanek. Ulice są puste, a zmęczone miasto jeszcze głęboko śpi. Pasażerowie cicho zajmują miejsca w pojeździe. Panuje idealny porządek. Tylko tak może zacząć się nowy dzień w kalendarzu. Z jego biegiem chaos będzie rósł z każdą godziną, z każdym pasażerem, z każdą zakorkowaną ulicą. Pośpiech i zmęczenie – nieodzowni partnerzy wieczornej, doskonałej entropii. Nieporządek, jak łatwo się domyślić, swoje apogeum osiąga z ostatnim, wieczornym kursem. Potem przychodzi ukojenie. Fascynują mnie kierowcy i motorniczy pierwszych porannych kursów. Czy zdają sobie sprawę, jak

sać kolejnej historycznej monografii, lecz stworzyć dzieło przystępne dla każdego czytelnika. W tym celu ogłosił w Internecie akcję zbierania dokumentów, fotografii i historii ludzi, którzy byli naocznymi świa dkami i uczestnikami marszu po wolność. Dodatko wo historyk postanowił osobiście odwiedzić miejsca związane z armią An dersa; w podróż wybrał się razem z fotografem Ja nuszem Rosikoniem. Obaj odwiedzili Rosję, Iran, Iz rael, Włochy, a nawet Nową Zelandię i Afrykę. Książka „Szlak nadziei. Armia Ander WRZESIEŃ 2016

ważna jest ich misja? Być może nikt do tej pory im tego nie powiedział. Skądś jednak bierze się ów wyostrzony wzrok wczesnym rankiem, brak jakiegokolwiek zaspania w oczach i dumna, wyprostowana postawa za kierownicą. Są jak niebiańscy posłańcy, mający władzę oddzielania dnia od nocy. Pracują, by każdego ranka na nowo stwarzać świat. Rozkład jazdy – Księga Rodzaju człowieka XXI wieku. Niebiosa zlitowały się nad nami, wygnańcami z raju. Dostąpiliśmy łaski uczestnictwa w tym codziennym widowisku, choć może nie

sa. Marsz przez trzy kontynenty” nie bez powodu doczekała się w 2016 roku drugiego wydania w wydawnictwie Rosikon Press. Zawarte w niej nieznane relacje świadków, niepublikowane dotąd zdjęcia i materiały archiwalne oraz współczesna relacja z podróży po miejscach historycznych tworzą niesamowity album, w którym wiedza historyczna łączy się z emocjami i przeżyciami prawdziwych ludzi, nie tylko żołnierzy, ale także cywilów, dzieci, kobiet i starców. Trudy marszu, codzienne radości i dra-

dzieje się to tak spektakularnie, jak zapisano w Biblii. Jutro, jak zawsze, wsiądę wczesnym rankiem do trolejbusu. Rozejrzę się po cichej kabinie i zatrzymam wzrok na zdumionych owym niezmiennym porządkiem pasażerach. Uśmiechnę się do siebie i pomyślę, że właśnie zaczął się nowy dzień. Dzień, w którym wszystko, dosłownie wszystko jest możliwe. A jeśli nic się nie uda i nowego świata nie uda się zbawić, to nic straconego. Następnego dnia rano na przystanek znowu przyjedzie autobus... ARKADIUSZ KUGLER

maty, życie w szpitalach, sierocińcach, poświęcenie, rozterki i przepełniająca wszystkich nadzieja – to wszystko znajdą Pań-

stwo na kartach tej wyjątkowej książki. A co mówi na jej temat sam Norman Davies? „Generał Anders i jego armia należą już do historii. Cierpienia i dążenia jego ludzi już się skończyły. I dlatego właśnie istotne jest, by nowe pokolenia dowiedziały się, co się wydarzyło, i oddały hołd triumfowi ludzkiego ducha. Gdyby współcześni Polacy lepiej znali swoją historię, nie byliby tak skłonni do lekceważenia osiągnięć narodu z ostatnich dwudziestu pięciu lat”. Gorąco polecam! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 19


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 20

„Do zakochania jeden krok...“ Kiedy w 1987 roku otrzymała propozycję, by pojechać do Ostrzyhomia, nie miała zbytniej ochoty, ale organizowany w tym mieście renomowany festiwal był magnesem dla wszystkich, którzy poważnie myśleli o karierze muzycznej. A Katarina z gitarą wiązała swoje życie zawodowe, bowiem studiowała na bratysławskiej VŠMU. W Ostrzyhomiu codziennie ćwiczyła na swoim instrumencie, czym niemalże wyprowadziła z równowagi pewnego młodzieńca. I tu swoją opowieść zaczyna Franciszek, siedzący obok swojej żony podczas naszego spotkania. Okazało się, że na festiwal przybyło mnóstwo ludzi z różnych zakątków świata, a połowę z nich stanowili Polacy. Franciszek dobrze obejrzał zakamarki budynku, w którym byli zakwaterowani i w piwnicy znalazł sobie idealne miejsce do ćwiczeń na gitarze. Jakież było jego zdziwienie, kiedy następnego dnia, wcześnie rano zszedł na dół i już z oddali usłyszał dźwięki gitary. Ktoś zajął jego miejsce! Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. „Tego już było za wiele, postanowiłem kolejnego dnia nastawić budzik, by być jeszcze przed intruzem“ – wspomina. Wstał wcześnie, poszedł do piwnicy, gdzie rozłożył nuty, podnóżek, a potem wrócił do łóżka. Kiedy później zszedł

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK I ARCHIWUM KATARÍNY WIECZOREK

Gdybym miał gitarę… CZYLI POLSKO-SŁOWACKA HISTORIA NA ŚLĄSKU

K

iedy kilka miesięcy temu przedstawiliśmy losy dwójki Słowaków z Gdańska, miałam nadzieję, że uda nam się dotrzeć do Słowaków z innych miast. Nie myliłam się, okazja nadarzyła się latem, kiedy w Modre pojawiło się słowacko-polskie małżeństwo spod Katowic. Katarina i Franciszek Wieczorkowie przyjechali tu, by wystąpić tu na festiwalu gitarowym, który Katka organizuje od wielu lat. Jak to się stało, że mieszkanka Modry zamieszkała w Polsce? do piwnicy, znów usłyszał odgłos gitary. Tym razem postanowił dać temu komuś nauczkę. Jakież było jego zdziwienie, kiedy ujrzał delikatną, piękną dziewczynę. Jej widok go rozbroił. Przez kolejne dni już mu nie zależało, by ją w czymś ubiec, ale by być blisko niej.

„Wsiąść do pociągu...“ Po festiwalu Katarina chciała zaprosić Franka do Modry. Zadzwoniła do mamy, by spytać, czy przyjmie pod swój dach miłego chłopca z Polski, z którym chcą wymienić się nutami. „W słuchawce nastała długa cisza“ – wspomina Katarina. Na szczęście mama wyraziła zgodę. Kiedy przybyli na miejsce, mama naszej bohaterki mu20

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 21

siała zgłosić na policję, że ma w domu zagranicznego gościa i zobowiązać się, że przez trzy dni będzie on na jej utrzymaniu. Kolejne wizyty zakochanych w czasach socjalizmu wiązały się z obowiązkiem wysyłania zaproszeń. „Wymyśliłem, że Katka łatwiej uzyska pozwolenie na przyjazd do Polski, jeśli otrzyma zaproszenie na festiwal gitarowy, więc taki zorganizowałem“ – wspomina Franek. Ów festiwal w Żorach trwa do dziś i odbywa się co dwa lata. „Innym razem Franek wysłał mi zaproszenie na turniej szachowy“ – mówi Katka, która całą podróż martwiła się, by celnik nie zaprosił jej przypadkiem na partyjkę, ponieważ szachy nigdy nie były jej mocną stroną.

„Już mi niosą suknię z welonem...“ Wizyty w Polsce Katarina wykorzystywała również na doskonalenie gry na gitarze, ponieważ Franek załatwił jej specjalne lekcje u swojej profesor. Tymi lekcjami Katarina była oczarowana. Na Słowacji nie spotkała pedagogów na takim poziomie, prowadzących zajęcia z takim zaangażowaniem. Miłość, ale i perspektywa dalszego kształcenia zdecydowały, że Katarina coraz częściej myślała o przeprowadzce do Polski. Tym bardziej, że ukochany po dwóch latach znajomości poprosił ją o rękę. „Przygotowywał się, coś tam powtarzał sobie na głos, w ogóle nie wiedziałam, że mnie tak zaskoczy“ – wspomina nasza bohaterka. Okazało się, że Franek nauczył się na pamięć formułki w języku słowackim i w ten sposób poprosił rodziców wybranki o jej rękę. „Używał takich archaicznych słowackich słów, że aż nam odebrało mowę“ – dodaje z uśmiechem. Ślub odbył się w Modre, ale niestety nie wszyscy goście z Polski mogli w nim wziąć udział, gdyż nie wszy stkim udało się uzyskać paszport, mimo że narzeczeni wysłali zaproszenia z półrocznym wyprzedzeniem. Zaraz po ślubie para młoda z plecakami udała się do Warszawy, by zalegalizować pobyt Katariny w Polsce. WRZESIEŃ 2016

„Wina, wina dajcie...“ Kiedy Katarina składała wizyty u polskiej rodziny, było jej niezręcznie częstować się tym, co było na stole, gdyż wiedziała, że w tych czasach w Polsce były ogromne problemy z zaopatrzeniem i wszystko się zdobywało. Wtedy przekonała się też o polskiej bezgranicznej gościnności. Zazwyczaj gospodarze zachęcali ją do jedzenia zdaniem: „Gość w domu, Bóg w domu“. Katarina nie zauważyła jakiś większych różnic między naszymi narodami, przyzwyczajeniami. No, może oprócz fantastycznych polskich serników i makowców. Zdarzało się, że brano ją za Czeszkę, musiała więc wyjaśniać różnice. Zaczęła też organizować wykłady na temat słowackiej literatury, wystawy malarstwa, rękodzieła, ceramiki i słowackiego wina.

„Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą“ Katka i Franek są pedagogami, uczą gry na gitarze, ale też koncertują, razem od 26 lat. Nagrali dwie płyty z muzyką poważną, pracują nad kolejnymi. Występują w duecie, oktecie lub z dziećmi. Małżeństwo zagrało wspólnie tysiące koncertów. Z nostalgią wspominają te, które odbyły się w Grecji. Którejś zimy zostali zaproszeni przez polską ambasadę do Aten. Najpierw zagrali koncert w największej sali w Atenach, potem otrzymali propozycję, by zagrać też koncert na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zgodzili się. Okazało się je dnak, że koncert ma być na dworze, przy blisko zerowych temperaturach. „Pod suknię ubrałam wszystkie grubsze rzeczy, łącznie z pidżamą“ – wspo-

mina Katarina. Koncert się udał, ale oboje wspominają, jak zazdrościli dziewczynce, która miała na rękach rękawiczki i trzymała ich nuty, by nie odwiał ich wiatr.

„Gdybym miał gitarę...“ Katka zawsze sprawdzała się jako organizator, nic więc dziwnego, że kiedy jeszcze studiowała w Bratysławie, zaczęła przygotowywać wykłady dotyczące muzyki poważnej dla mieszkańców swojego rodzinnego miasta. „Chciałam pokazać, czym się zajmuję“ – wyjaśnia. Kiedy skończyła studia i przygotowywała się do koncertu dyplomowego, spędzając święta w Modrej, poprosiła pastorkę o możliwość ćwiczeń w kościele ewangelickim. Pastorce tak się to spodobało, że potem, podczas lata zaproponowała Katce powtórkę. I tak Katka zaczęła organizować najpierw koncerty w kościele, potem w innych salach, aż w 2008 roku prezydent miasta złożył jej propozycję organizacji festiwalu. Na przestrzeni lat Katarina zaprosiła do swego rodzinnego miasta wielu gitarowych wirtuozów z różnych zakątków świata.

21


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:05 Page 22

„A ty całuj mnie, to taka piękna gra...“ Na koniec spotkania z tym sympatycznym polsko-słowackim małżeństwem, pytam Katarinę, co jest jej największym sukcesem. Na pierwszym miejscu wymienia rodzinę. „I to, że robię to, co lubię“ – dodaje szybko. W Polsce już zapuściła korzenie, chociaż wciąż śni po słowacku. Podobnie jak większość przebywająca na emigracji i jak sama przyznaje, swoją ojczyznę idealizuje. „Czasami tęsknię za słowacką spontaniczną duszą, bo ta ma dużo więcej temperamentu“ – wyjaśnia Katka. Trochę mnie to dziwi, bo ja to samo myślę, ale o Polakach, którzy wydają mi się bardziej spontaniczni niż Słowacy. Katka tęskni też za rodzinnymi spotkaniami przy wspólnym stole, kiedy nie tylko jedzą i rozmawiają, ale też razem śpiewają. Tu przyznaję jej rację, bowiem Polacy może i chętnie by śpiewali, ale najczęściej nie znają słów, nawet tych najpopularniejszych ludowych piosenek. „No i wiesz, te trzy pocałunki na pożegnanie, chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję“ – dodaje na koniec. Kiwam głową ze zrozumieniem, ponieważ ja się od tych trzech pocałunków nie mogę odzwyczaić, choć już tyle lat mieszkam na Słowacji. Zatem, by zapobiec niezręcznej sytuacji, przy pożegnaniu Polka mieszkająca na Słowacji uzgadnia ze Słowaczką z Polski, ile razy się pocałują. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Rozmowy w Willi Tugendhat WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

M

Dwadzieścia cztery lata temu, 26 sierpnia 1992 roku w Brnie, w Willi Tugendhat, w ogrodzie pod starą rozłożystą lipą Václav Klaus i Vladimír Mečiar ustalili zasady podziału Czechosłowacji na Czechy i Słowację. Było to historyczne wydarzenie dla obu narodów. Zmieniło optykę spojrzenia na siebie, swoje państwo, swoją historię – i Czechów, i Słowaków. Zmieniło też geopolityczny kształt Europy Środkowej. Początkowo wywołało szok, dziś jednak wszyscy przyzwyczaili się już do nowej rzeczywistości.

Dominacja Czechów? Rozmowy w Brnie były kolejną turą w cyklu trudnych debat o nowej organizacji stosunków między Czechami a Słowakami, które toczyły się od 1990 roku w ramach demokratyzacji i transformacji państwa, zapoczątkowanej aksamitną rewolucją. Słowacy czuli się nieusatysfakcjonowani swoją pozycją we wspólnym państwie i oskarżali Czechów o dominację oraz o prowadzenie polityki nierównomiernego rozwoju, w którym Słowacji przypadała rola materiałowego zaplecza, rezerwuaru siły roboczej i miejsca lokowania przestarzałych gałęzi przemysłu. Czeska strona broniła istniejącej federacji. Ze strony słowackiej pojawiały się różne pomysły, np. utworzenia w miejsce jednego państwa wspólnoty ekonomiczno-obronnej czy powołania dwóch osobnych banków emisyjnych przy zachowaniu wspólnej waluty.

Z marynarką przerzuconą przez ramię Po czerwcowych wyborach 1992 roku stosunki czesko-słowackie były zaostrzone do tego stopnia, że strona słowacka symbolicznie nie chciała podjąć uchwały o potwierdzeniu wyboru Václava Havla na prezydenta Czechosłowacji, a 17 lipca 1992 roku 22

posłowie do Słowackiej Rady Narodowej przyjęli deklaracje o suwerenności Słowacji. Na wieść o tej słowackiej deklaracji Václav Havel ogłosił rezygnację z funkcji prezydenta i podjęcie technicznych przygotowań do ewentualnego rozdzielenia państwa, po czym demonstracyjnie przed kamerami telewizyjnymi wyszedł z praskiego zamku jako zwykły obywatel – z marynarką przerzuconą przez ramię i podwiniętymi rękawami koszuli.

W połowie drogi między Pragą a Bratysławą Willa Tugendhat w Brnie była dobrym miejscem do rozmów: symbolicznie leżała w połowie drogi między Pragą a Bratysławą, była znanym symbolem cywilizacyjnego znaczenia Moraw, a do tego wygodnym miejscem do prowadzenia negocjacji. Trzykondygnacyjny budynek został zbudowany w latach 1929-1930 przez głowę rodu znanej niemiecko-żydowMONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 23

skiej rodziny fabrykantów z Brna z myślą o małżeństwie córki (nota bene rodzina musiała opuścić dom za czasów Protektoratu i nie mogła po wojnie wrócić do Czechosłowacji; ostatecznie osiedliła się w Meksyku). Willę zaprojektował znany niemiecki architekt Ludwig Mies van der Rohe. Była ona w swoim czasie światową nowością i stała się symbolem stylu architektonicznego, zwanego funkcjonalizmem. W roku 2001 UNESCO wpisało ją na swoją Listę światowego dziedzictwa. W czasach komunistycznych pełniła funkcję rządowego ośrodka konferencyjno-rekreacyjnego. Pierwsze rozmowy słowacko-czeskie odbyły się w wilii Tugendhat 8 czerwca 1992. Miejsce się sprawdziło i dlatego bez zastrzeżeń zaakceptowano je na negocjacje, mające się odbyć 26 sierpnia.

W cieniu rozłożystego drzewa Rozmowy, które przeszły do historii, miały nietypowy charakter z punktu widzenia technik negocjacyjnych i procedury wypracowywania decyzji. Najistotniejsze ustalenia zostały bowiem podjęte osobiście w poufnej rozmowie przez dwóch polityków – nie powstał żaden protokolarny zapis ich rozmowy ani nikt nie był jej świadkiem. Rozmowy czesko-słowackie odbywały się w zasadzie w willi, w jej sali konferencyjnej. W trudnych momentach Klaus i Mečiar odchodzili od stołu obrad do ogrodu i tam we dwójkę wypracowywali kompromis. Rozmo wy między oboma delegacjami trwały już długie godziny, kiedy Klaus i Mečiar po raz czwarty wyszli do ogrodu. Tym razem, siedząc na składanych krzesłach w cieniu rozłożystego drzewa, dyskutowali dwie i pół goWRZESIEŃ 2016

dziny (paparazzi zrobili im kilka słynnych dzisiaj zdjęć). Wszyscy ich widzieli, ale nikt ich nie słyszał.

Historia się dokonała A później wrócili do willi i poinformowali o tym, co ustalili. Vladimír Mečiar powiedział do zebranych: „Zakładamy, że 1 stycznia 1993 roku powstaną Republika Czeska i Republika Słowacka jako dwa byty państwowe”. Historia się dokonała. Piętnaście milionów ludzi miało stać się obywatelami dwóch nowopowstałych państw. W kilkadziesiąt minut później tymi samymi słowy Klaus i Mečiar rozpoczęli konferencję prasową, informując świat o swej decyzji. Po raz pierwszy padła data rozdzielenia Czechosłowacji. Václav Klaus, podkreślając, że mówi w imieniu Republiki Czeskiej i swojej partii ODS, dodał, że wierzy, iż dzięki tej decyzji można będzie wypracować wzajemne stosunki między Czechami i Słowakami lepsze od tych, które istniały dotychczas. A Vladimír Mečiar dodał, że wie, iż wielu ludzi czuje się emocjonalnie związanych z Czechosłowacją, ale sytuacja taka, jaka istniała dotychczas, jest nie do utrzymania. „Trwanie w dzisiejszym stanie jest gorsze niż zmierzenie się z prawdą i wyciągnięcie z niej wniosków” – powiedział.

Eksperyment

kształtowała się przez kilku tygodni. Przytacza się sytuację z rozmów, przeprowadzonych w Bratysławie 19 czerwca, kiedy to czeska delegacja oświadczyła, że gdyby trzeba było się decydować, czy wybrać zmianę Czechosłowacji w konfederację Czechów i Słowaków, czy też całkowite rozdzielenie państwa, wybiorą podział. Milan Kňažko, znany aktor, współpracownik opozycji i pierwszy minister kultury Słowacji, wspominał kiedyś, że Klaus powiedział wtedy: „Jak mamy eksperymentować, to lepiej niech będą dwa suwerenne państwa”.

Zmęczenie tematyką Decyzja o zaniku Czechosłowacji w dużej mierze była zaskoczeniem, ale w pewnym stopniu była też oczekiwana. Przecież rozmowy na temat stosunków między Czechami a Słowakami toczyły się już ponad dwa lata. Początkowo dyskusję inicjowali Słowacy, którzy byli rozgoryczeni pragocentryzmem i czuli, że nie są pełnoprawnymi obywatelami. Po pewnym czasie zwolennikami rozdziału państwa stali się bardziej Czesi, którzy czuli się dotknięci ocenami i postulatami słowackimi. Uważali, że Słowacy zapomnieli o wszelkiej pomocy, której udzielili im od czasu powstania Czechosłowacji. • • • W rozmowie z dziennikarzami podczas konferencji prasowej 26 sierpnia 1992 obaj autorzy decyzji dotyczącej podziału Czechosłowacji nie odpowiedzieli na żadne z pytań, związanych z przebiegiem i treścią ich rozmów. Zapowiedzieli tylko, że kiedyś napiszą o tym w pamiętnikach, na które do dziś czekają nie tylko Czesi i Słowacy. ANDRZEJ KRAWCZYK

Według uczestników rozmów pierwsza wzmianka o rozdzieleniu państwa padła ze strony czeskiej podczas wspólnych obrad wewnątrz willi. W ogrodzie Klaus i Mečiar rozmawiali raczej już tylko o sposobie realizacji przekształcenia Czechosłowacji w Czechy i Słowację. Historycy oceniają, że myśl o podziale Czechosłowacji 23


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 24

Pociąg ze Słowacji do Polski

S

tarsi czytelnicy pamiętają czasy, kiedy bezpośredni pociąg z Krakowa do Koszyc jeździł dwa razy dziennie. Jechał długo, ale był. Dziś przez kolejowe przejście graniczne Muszyna – Plaveč nie kursuje nic – przyczyną jest fatalny stan infrastruktury, zwłaszcza po polskiej stronie. O tym, czy może się to zmienić, rozmawiamy z Piotrem Manowieckim, koordynatorem kampanii społecznej „Pociąg – autobus – góry”, która walczy o budowę linii kolejowej Podłęże – Piekiełko i stworzenie systemu komunikacji publicznej na Podhalu.

Niedawno zapadła decyzja i linia Podłęże – Piekiełko trafiła na listę podstawową projektu Krajowego Programu Kolejowego. Co to oznacza w praktyce? Mówiąc skrótowo, lista podstawowa obejmuje projekty, które są przewidziane do realizacji w pierwszej kolejności. To ważna decyzja, bo do tej pory o linii Podłęże – Piekiełko dużo się mówiło, ale nie było środków na jej realizację, gdyż priorytety były inne. Teraz nareszcie otwiera się droga do tego, by zacząć szukać środków na tę inwestycję. Obecnie trwają konsultacje Krajowego Programu Kolejowego, ale pozycja tejże inwestycji na liście podstawowej nie jest zagrożona.

szcze w tym roku. W takim przypadku w 2019 roku mogłaby ruszyć modernizacja linii 104 Chabówka – Nowy Sącz. Przy czym nie byłaby to zwykła modernizacja, ale faktycznie zbudowanie tej trasy od początku, z tunelami i estakadami. Ze względu na rozmiar inwestycji warto byłoby ją podzielić na dwa etapy: w pierwszym modernizować wspomnianą już istniejącą linię i równocześnie przygotowywać budowę zupełnie nowego odcinka Podłęże – Tymbark, włącznie z wykupem gruntów. Natomiast w drugim etapie mogłaby się rozpocząć budowa nowej trasy. Dlaczego ta trasa jest tak potrzebna? Nie wystarczy zmodernizować istniejącej linii do Zakopanego i z Tarnowa do Muszyny? Obie linie były budowane w innych warunkach i nie spełniają parametrów, umożliwiających ruch szybkich pociągów. Nadal będą one ważne w ruchu lokalnym, ale dla zapewnienia szybkiego dojazdu w Tatry i na Słowację trzeba zbudować nową linię, która będzie przystosowana do współczesnych wymogów, z tunelami, estakadami, bez ostrych łuków. Dzięki tej inwestycji przejazd z Krakowa do Zakopanego będzie trwać zaledwie półtorej godziny, z Warszawy dojedziemy pod Tatry w trzy i pół godziny. To będzie zupełnie nowa jakość, która pozwo-

Co oznacza, że już wkrótce ruszy budowa? Nie tak szybko. Najpierw musi zostać rozpisany przetarg na wykonanie dokumentacji projektowej. Chcielibyśmy, żeby stało się to je 24

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 25

li kolei realnie konkurować z transportem samochodowym, a wszyscy wiemy, że na Podhalu samochodów jest za dużo. Naszych czytelników interesuje nie tyle dojazd w polskie Tatry, co przejazd ze Słowacji do Polski. Czy ta linia będzie miała także znaczenie międzynarodowe, pojawi się np. pociąg z Krakowa do Popradu i Bratysławy? Nasza inicjatywa skupia się głównie na kwestii ułatwienia dojazdu na Podhale, ale jednym z celów tej inwestycji jest też lepsze skomunikowanie ze Słowacją. Ale raczej z Preszowem i Koszycami niż z Popradem. Na trasie Kraków – Koszyce nowa linia znacznie skróci czas przejazdu, tak że uruchomienie pociągu do Koszyc, a nawet dalej w stronę Budapesztu jest jak najbardziej realne. Taki pociąg jechałby z Krakowa do Koszyc około czterech godzin, a więc jest to dość atrakcyjny czas przejazdu. Natomiast w stronę Popradu ma to mniejszy sens, ze względu na to, że pociąg jechałby dość okrężną trasą, a więc dłużej niż samochód czy autobus. Ale i tak Polacy mieszkający na Słowacji na tej linii skorzystają, na przykład w ten sposób, że będzie można szybko dojechać z Krakowa czy Warszawy do Zakopanego, a stamtąd autobusem do Popradu. Szybka kolej wymusi stworzenie systemu komunikacji publicznej na pograniczu; ideałem byłoby, gdyby w sezonie z Zakopanego do Popradu autobus kursował co dwie godziny. Warto pamiętać też o znaczeniu inwestycji dla ruchu towarowego. Kiedy mamy szansę po raz pierwszy przejechać się pociągiem po nowej trasie? Najwcześniej w 2026 roku. Ale wcześniej może zostać oddana do użytku zmodernizowana trasa z No wego Sącza do Chabówki. Już teraz rozmawiamy o uruchomieniu szynobusów na trasie Rabka – Nowy Targ – Zakopane, które mogłyby kursować co godzinę lub częściej. JAKUB ŁOGINOW WRZESIEŃ 2016

Dzieci sławnych rodziców

Jan Hempel

W

O dalszych losach młodego Hempla dowiedziałam się nieco później. Małżonka Jana Hempla, która pracowała w gabinecie Feliksa Dzierżyń skiego, również naszego rodaka złej sławy, została uwięziona i skazana na wieloletnie więzienie. Małoletnie dzieci – dziewczynkę i chłopca – umieszczono w domu dziecka, gdzie przebywały pod zmienionymi nazwiskami. Młody Hempel w wieku 18 lat został wcielony do wojska i wysyłany wraz z innymi „bezprizornymi“ na pierwszą linię frontu wojny z Japonią. Po napaści Hitlera na ZSSR wraz z Armią Czerwoną jako czołgista przemierzył cały szlak bojowy do Berlina. Po wojnie wrócił do ZSRR, bo innej ojczyzny nie znał. Jako kierowca ciężarówki przemierzał szlaki Sybiru. Jedna z krewnych, która wojnę przeżyła i wróciła do Warszawy, rozpoczęła poszukiwania dzieci Jana Hempla przez Międzyna rodowy Czerwony Krzyż. Jakie były losy dziewczynki, nie wiem, ale udało się ustalić miejsce pobytu młodego Hempla i spowodować, że zatrudniono go w charakterze kierowcy w naszej ambasadzie w Moskwie. Następnie udało się go sprowadzić z jego nową rodziną do Polski. Mogłoby się wydawać, że człowiek, który doznał tylu cierpień i przeciwności losu, będzie zgorzkniały i obrażony na cały świat. Wprost przeciwnie! Był życzliwym, uczynnym i pełnym humoru człowiekiem, sypał anegdotami jak z rękawa. Przeważnie opowiadał dowcipy polityczne o kraju, z którego powrócił, co w tym czasie nie było zupełnie bezkarne. Był typowym przykładem człowieka uwikłanego nie z własnej woli w maszynerię historii zbrodniczego reżimu. Takich jak on, było zresztą mnóstwo. Nie wiem, czy jeszcze żyje, ale w Bratysławie pozostawił jak najlepsze wspomnienia. STANISŁAWA HANUDELOVÁ

Wspomnienia

(nie)dawne

latach 70. do pracy w charakterze kierowcy w Konsulacie Generalnym PRL w Bratysławie przysłano pewnego mężczyznę. Pracowałam wtedy w Ośrodku Kultury Polskiej. Kiedy w drzwiach tej instytucji pojawił się ów niepozorny człowiek i z wyraźnie rosyjskim akcentem zapytał: „A Wielka Encyklopedia u was jest?“ – przytaknęłam i poprosiłam, żeby skonkretyzował, który tom go interesuje. Mężczyzna otworzył tom z literą „h“ i wyszukał hasła: „Jan Hempel“. Przyznał, że Hempel był jego ojcem. A ja z niedowierzaniem czytałam na dwu stronach Wiel kiej Encyklopedii fascynujący życiorys człowieka, który idei poświęcił nie tylko własne życie, ale – jak się później okazało – także losy własnej rodziny. „Działacz robotniczy, spółdzielczy i komunistyczny, publicysta, literat... – czytałam w encyklopedii o Hemplu – współzałożyciel spółdzielni mie szkaniowej i spółdzielni spożywców, w Polsce sanacyjnej parokrotnie więziony. Wraz z rodziną wyemigrował do Związku Radzieckiego pod opiekuńcze skrzydła Stalina. Był tu działaczem Kominterny (Międzynarodów ki Robotniczej). Po fałszywym oskarżeniu o szpiegostwo w roku 1937 Jan Hempel został uwięziony i stracony“.

25


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 26

Chyba większości z nas wrzesień kojarzy się z rozpoczęciem roku szkolnego. Przygotowaliśmy więc dla Państwa krzyżówkę, dzięki której możemy powspominać szkolne czasy. Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 28 – 31 – 9 – 36 – 38 – 10 – 43 – 23 – 8 – 34 – 4 - 20

Rozwiązanie prosimy przesłać pod adres: mwobla@gmail.com do 27 września. 1

2

3

4 8 9

11

12

13

14

15

16 17 18 19

20

21 22 23 24

25

28

26

29

27

30

32 34

35

36

38 40

39 41

4 43

44

45

46

49

47

50

51 52

5

www.CrosswordWeaver.com

26

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 27

Spośród autorów poprawnych rozwiązań wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę prześlemy pocztą. Prosimy, by nie zapomnieli Państwo podać swoich danych: imienia, nazwiska i adresu pocztowego. Miłej zabawy! RED., TO

5

6

7

10 15

18

27

31 32

33

Poziomo

Pionowo

2. Przedmiot ścisły o przemianach materii i energii 4. Szkolna miarka 5. Nazwa przedmiotu o naturze 8. Potocznie wymagający nauczyciel lub narzędzie do koszenia 10. Sportowa lekcja 12. Gospodarcza lub polityczna w atlasie 14. Pierwsza szkoła 16. Najważniejsza osoba w akademiku 17. Skacze z samolotu 18. Inaczej ziemniak 19. Medyczna piłka, która nie leczy 21. Przedmiot o przeszłości 22. Inaczej ganiany lub goniony; rodzaj zabawy na przerwie 23. W kratkę lub linie 28. ...i odmyk 29. Zwykle rządzi tam woźna 30. Potocznie ładna dziewczyna lub element koła rowerowego 32. Klasowy albo rodzicielski 35. W nim oceny i uwagi 39. Szkolne ubranie 40. Ogólnokształcące 41. Pani belfer oficjalnie 42. Weryfikuje znajomość ortografii 43. System Eliminacji Studentów Już Aktywny 44. Oznajmia początek i koniec lekcji 45. Potocznie o szkole lub dla psa 46. Nauczyciel religii 47. Obowiązkowa książka 48. Tajemnicza istota mieszkająca w Himalajach 49. Pomoce dydaktyczne na lekcjach muzyki 50. W nim pomoce szkolne ucznia 51. Podziemna grota 52. Praca zadana po szkole 53. Przedmiot, na którym się rysuje i maluje

1. Uczy w szkole 3. Grupa uczniów 6. Inaczej dafnia 7. Kierownik wydziału uczelni 9. Inaczej plecak 10. Nauczyciel, który wychowuje klasę 11. Między lekcjami 13. Kolorowa, zmiennokształtna masa plastyczna 15. Samowolne przebywanie ucznia poza szkołą 20. Np. dojrzałości 24 .Dom dla studenta 25. Pisze się po niej kredą 26. Zbiórka w holu szkoły 27. Do rysowania okręgów 31. Przedmiot szkolny, na którym wykorzystuje się mapy 33. „Dzienniczek ucznia“ studenta 34. Zbiór zasad i norm regulujących sposób zapisu słów danego języka 36. Doktor na uczelni 37. Przedmiot w szkole z komputerem w tle 38. Majowe święto studentów 39. O tym tytule przed nazwiskiem marzy każdy student 46. Urządzenie do kopiowania notatek kolegów

37

Szkolenie wSpółpracowników R e d a kc j a „ M o n i to r a P o l o n i j n e g o “ p r z y g o to w u j e ko l e j n e w a r s z t a t y dziennikarskie, które odbędą się 1 października (sobota) w godz. od 10.00 do 16.00 w Ins t ytucie Polskim (Nám. SNP 27) w Brat ysławie. Tegoroczne szkolenie, podobnie jak tr zy popr zednie edycje, poprowadzi mgr Alina Kietr ys – publicysta, nauczyciel akademicki z Inst ytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego.

42

w 47 48

53

WRZESIEŃ 2016

p r o g r a m i e

m i ę d z y

i n n y m i :

jak s k utecznie rozmawiać i dobr ze się komunikować z bohaterami swoi c h t e k s t ó w • j a k z d o b y w a ć c i e k a w e i n f o r m a c j e • a n a l i z y, d y s k u s j e i ćwiczenia różnych form dziennikarskiej wypowiedzi • pisanie a redagowanie teks tu • jak unikać pułapek i wpadek dziennikarskich • poszukiwanie własnych pomysłów innowacy jnych w zakresie dziennikars twa • repor t aż i koment ar z w piśmie polonijnym Zainteresowanych współpracowników oraz osoby, które chciałyby nimi zos tać, prosimy o zgłaszanie się pod adresem e-mail: mwobla@gmail.com (ewentualnie telefonicznie: 0905623064). 27


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 28

Przyjaźń bez granic Klub Polski TRENCZYN zaprasza klubowiczów ze wszystkich regionów oraz ich przyjaciół na tradycyjne czternaste już międzynarodowe spotkanie pod Trenczyńskim Zamkiem „Przyjaźń bez granic”, które odbędzie się w sobotę, 10 września 2016 r. W programie występy dziecięcego zespołu folklorystycznego „PRZYGODA” z Rybnika na trenczyńskim rynku (ok. godz.14.00), gdzie równocześnie będzie mieć miejsce festiwal „Pod trenczyńską bramą“. Po występach w siedzibie Klubu odbędzie się wernisaż wystawy prac z dziecięcego workshopu Klubu Polskiego Koszyce „KROK ZA KROKIEM W KIERUNKU SZTUKI 2016“ oraz wspólna biesiada polonijna.

Bieg sztafetowy Kraków – Wiedeń przez Słowację Międzynarodowy bieg sztafetowy i Bieg Pocztyliona Kraków-Wiedeń będzie prowadzić również przez Słowację, między innymi przez Čadcę, Żylinę, Dubnicę nad Wagiem, Nowe Miasto nad Wagiem, Senec. Do Bratysławy biegacze przybędą 10 września. Tego dnia o godz. 22.00 ze Złotych Piasków wystartuje XV sztafeta w kierunku Austrii. Chętni do udziału w biegu więcej informacji znajdą na stronie www.paka-s.eu w zakładce Bieg Pocztyliona. Z a P r a s Z a m y !

P R O G R A M

Klub Polski Nitra serdecznie zaprasza na IX edycję koncertu polskiej muzyki organowej, który odbędzie się 16 października o godzinie 16.00 w katedrze św. Emerama. Wystąpi m.in. polski zespół „Ad libitum”. Przed koncertem, o godzinie 15.00, odbędzie się msza św. w języku polskim.

KONDOLENCJE Dnia 2 sierpnia zmarł pan Franek Chmiel – reżyser polskiego pochodzenia, który przez większość swojego życia mieszkał i tworzył w Bratysławie. Jego śmierć to ogromna strata zarówno dla środowiska słowackiej kinematografii, jak i słowackiej Polonii. Rodzinie składamy głębokie wyrazy współczucia. Klub Polski – Stowarzyszenie Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji

Na grudzień Klub Polski zaplanował wystawę z cyklu

SZTUKA Z NASZYCH SZEREGÓW Tym razem postanowiliśmy pokazać zdjęcia, ukazujące 22-letnią historię naszego Klubu. Z tegoż powodu zwracamy się do wszystkich, którzy dysponują takimi fotografiami, szczególnie tymi z początkowego okresu działalności naszej organizacji, o skontaktowanie się z nami pod adresem: monitorpolonijny@gmail.com lub pod numerem telefonu: 0907139041.

I N S T Y T U T U

Ë Do 15 września, godz. 10.00 – 17.00, Bratysława, Múzeum dopravy, Šancova 1/A WYSTAWA STATKI I PORTY POLSKIEGO BAŁTYKU Ë PROJEKCJA FILMU Bartosza Dombrowskiego 6 kroków 6 września, Košice, Kino Tabačka, 7 września, Liptovský Mikuláš, Diera do sveta, 8 września, Trnawa, Berliner DKP, 9 września, Bytča, Filmový klub Ë 9 września, godz. 19.00, Bratysława, Zrkadlový háj, Rovniankova 3 • Prezentacja filmu ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI (reż. Tomasz Wasilewski) w ramach 22. przeglądu filmowego „Projekt 100”. Ë X FESTIWAL TEATRÓW EUROPY ŚRODKOWEJ 10 września, godz. 20.00, Koszyce, Dielne ŠDKE, Južná trieda 60 • Spektakl teatralny Granice w wykonaniu Teatru Polskiego z Bydgoszczy 11 września, godz. 17.00, Koszyce, Malá scéna ŠDKE, Hlavná 58 • Warszawski Teatr Powszechny zaprezentuje monodram Julii Holewińskiej Rewolucja balonowa, napisany specjalnie dla Katarzyny Marii Zielińskiej. 28

Koncert polskiej muzyki organowej w Nitrze

P O L S K I E G O

Ë 9 – 10 września, godz. 19.00, Bratysława, Mestská knižnica, Klariská 16 • Udział Jana Słowińskiego, dyrektora festiwalu etno i world music EtnoKraków / Rozstaje, wraz z Joanną Słowińską, śpiewaczką i skrzypaczką zespołu Muzykanci, w konferencji prezentującej słowacką scenę artystyczną Ë 12 września, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Prezentacja wrześniowego numeru miesięcznika HISTORICKA REVUE, poświęconego historii Polski Ë 12 – 13 września, Preszów, Prešovská univerzita, ul. 17. novembra 1 KONFERENCJA POLONISTYCZNA Język w kulturze, kultura w języku 3, skupiająca się na zagadnieniach i problemach kulturowych i literacko-językowych Ë 17 września, godz. 18.00, Trenczyn, Klub Lúč, Kniežaťa Pribinu 3 • WYSTĄPIENIE MATEUSZA NOWAKA • ze spektaklem teatralnym Z przodu i z tylu na XXII międzynarodowym festiwalu teatralnym jednego aktora Sám na Javisku (15-18. 09.) w Trenczynie.

W

B R A T Y S

Ë 22 września – 13 listopada, Nitra, Nitrianska galéria, Župné nám. 3 Z okazji festiwalu teatralnego Divadelná Nitra WYSTAWA polskiego artysty MARCINA BERDYSZAKA. Ë 24 września, godz. 20.00, Bratysława, A4, Karpatská 2 KONCERT polsko-czeskiego duetu elektroakustycznego BA:ZEL. Ë 25 września, godz. 11.15, Bratysława, DK Lúky, Vigľašská 1 • SEMINARIUM, poświęcone technice tańca orientalnego w ramach Pressburg dance fest Ë 26 września, godz. 9.00 – 13.00, Bratysława, Hviezdoslavovo nám. EUROPEJSKI DZIEŃ JĘZYKÓW – promocja języków, przygotowana przez zagraniczne instytuty kulturalne. Ë 27 września, godz. 16.00 i 20.30, Nitra, Staré divadlo Karola Spišáka v Nitre, Tatra, ul. 7. pešieho pluku SPEKTAKL teatralny KANTOR DOWNTOWN Teatru Polskiego z Bydgoszczy. MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 29

Israel friendly

Klub Polski Bratysława zaprasza do wspólnej zabawy na falach Dunaju w niedzielne popołudnie 18 września. Będziemy śpiewać szanty kultura morza i tańczyć przy akompaniamencie Wandy i Jurka z Wiednia. Pzrewidujemy też konkurs wiedzy żeglarskiej oraz loterię z atrakcyjnymi nagrodami. Naszym celem rejsu w tym roku jest Polskie Szanty na Dunaju Devin, gdzie przewidujemy ok. godzinną przerwę na spacer. Klubowiczów, jak co roku, prosimy o wzbogacenie szwedzkiego stołu o własne wypieki. Na pokład zapraszamy od godziny 14.30, by nie tworzyć tłoku przy wejściu na statek Żylina i odpłynąć z przystani punktualnie o 15.00.

- moja historia

Na miejscu będziemy pobierać symboliczną opłatę za wspólną zabawę w wysokości 5 euro od członków Klubu, 10 euro – od niezrzeszonych, dzieci do lat 15 na pokład wchodzą bezpłatnie. Dress code nie jest obowiązkowy, ale mały marynarski dodatek na pewno doda uroku całej wyprawie. Zgłoszenia udziału prosimy kierować na adres e-mail: klubpolskibratyslawa@gmail.com lub pod numer telefonu głównej organizatorki Doroty: +421 944 690 365.

A T Y S Ł A W I E

W R Z E S I E Ń

2 0 1 6

Ë 27 – 28 września, Bratysława, kino Ë FESTIWAL BÁBKARSKÁ BYSTRICA Mladosť, Hviezdoslavovo nám. 18 27 września – 4 października, Projekcja filmu WSZYSTKO, CO zamek Modrý Kameň KOCHAM w reżyserii Jacka Warsztaty specjalistyczne w ramach Borcucha w ramach minifestiwalu festiwalu Bábkarská Bystrica. filmów europejskich EuroFilm 1 października, godz. 15.00, Bańska Bystrzyca, Bábkové divadlo na rázcestí, Ë 27 września, godz. 18.00, Spiska Spektakl A niech to gęś kopnie! Nowa Wieś, kościół ewangelicki, poznańskiego Teatru Animacji Radničné nám. 2 października, godz. 17.00, Bańska 29 września, godz. 18.00, Poprad, Bystrzyca, Štátna opera katedra Matki Boskiej Bolesnej, Wystąpienie Teatru Lalek Banialuka Mnoheľova ul. z Bielska-Białej. Dwa KONCERTY ORGANOWE Władysława Szymańskiego Ë 28 września, godz. 19.00, Preszów, w ramach 46. Międzynarodowego kawiarnia literacka Viola, Tkáčska 2 Festiwalu Organowego Ivana KONCERT polskiego jazzmana Sokola GRZEGORZA KARNASA (wokal) z kwartetem New Inspiration. KURSY JĘZYKA POLSKIEGO • Kursy składają się z 30 godzin lekcyjnych w semestrze. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu (dwie godziny). Opłata za kurs wynosi 65 za semestr – płatne przed pierwszą lekcją. Osoby zainteresowane mogą się zgłaszać telefonicznie – nr tel. +421 2 54432088, e-mailem – teresa.lukacova@instytutpolski.org, lub osobiście w bibliotece Instytutu Polskiego.

WRZESIEŃ 2016

W

poprzednim numerze „Monitora“ opisałam początki swojej przygody związanej z Izraelem. Tym razem zapraszam czytelników do mojej drugiej ojczyzny.

Izraelski romans zakończony weselem W trakcie swoich samotnych podróży po Izraelu poznałam Shahaka, Izraelczyka. Zakochałam się po uszy na miesiąc przed powrotem do Polski. Postanowiliśmy ostatecznie spróbować być razem, co oznaczało moją przeprowadzkę do Izraela, przynajmniej na następnych kilka miesięcy. Rozpoczęłam zatem normalne życie w Izraelu. Już nie jako wolna dziennikarka, ale jako imigrantka, która musi od nowa poukładać sobie życie w nowym otoczeniu. Przez pierwsze trzy miesiące nie miałam pozwolenia na pracę. Chodziliśmy z Shahakiem po urzędach, wyrabiając dla mnie izraelską „zieloną kartę“. 29


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 30

Kolekcjonowaliśmy dokumenty, zdjęcia i opinie przyjaciół. Trzeba było przedłożyć urzędnikowi listy rekomendacyjne od znajomych, którzy mogli potwierdzić, że w rzeczywistości jesteśmy razem. Po roku wspólnego, szczęśliwego życia zdecydowaliśmy się na małżeństwo. Szybko, co? Wesele w kręgu bardzo wąskiego grona rodziny i przyjaciół zorganizowaliśmy na Cyprze. Ja Żydówką nie jestem, a w Izraelu można zawrzeć jedynie ślub religijny. Nie ma opcji ślubu cywilnego. Dla urzędu ważne jest natomiast każde małżeństwo zawarte za granicą. Nawet takie z Las Vegas, zawarte na przysłowiowym kacu, udokumentowane przed izraelskim urzędem będzie ważne, w związku z czym w regionie rozkwita turystyka ślubna. Krótkie narzeczeństwo też ma swoją praktyczną przyczynę. Ot, jako żona Izraelczyka nabywam więcej formalnych praw, takich jak lepsza opieka zdrowotna, emerytura, zasiłki. Po 4-5 latach od daty zawarcia małżeństwa można otrzymać izraelski paszport, a co za tym idzie można stać się pełnoprawnym obywatelem Izraela.

Początki imigrantki w Izraelu Po pierwszych trzech miesiącach wolności i wakacji przyszedł czas na poważne życie. Już nie miałam być jego obserwatorem, ale aktywnym uczestnikiem. Życie w innym kraju i kulturze jest zawsze wyzwaniem. Przez pierwszych kilka miesięcy pracowałam jako kelnerka w hotelu i chociaż cieszyłam się z faktu, że w ogóle mogę pracować, to mając dwa dyplomy i wspomnienie niedawnej wygodnej pracy, trudno było mi akceptować zupełnie inne zasady gry. Nie znałam języka, więc nikomu w Izraelu na nic się nie zdały moje psychologiczne umiejętności. Trzeba było pracować od świtu do nocy. Pocieszające było to, że w podobnej sytuacji jest większość Izraelczyków. Ludzie są tu bardzo pracowici i głodni sukcesu. Do Izraela rokrocznie przybywa

rzesza nowych Żydów, korzystających z prawa powrotu Żydów do Izraela, nazywanego alija. Państwo organizuje im przez kilka miesięcy pomoc finansową, bezpłatny kurs języka hebrajskiego, wsparcie w poszukiwaniu pracy, ulgi podatkowe i wiele innych udogodnień. W większości są to ludzie młodzi w wieku produkcyjnym, którzy szukają dobrej pracy, mają nadzieję na świetlaną przyszłość w Ziemi Obiecanej. Ja jako nie-Żydówka, bez tych wszystkich uprawnień startowałam z zupełnie innego pułapu, choć doprawdy nie mam na co narzekać.

Ludzie o trudnych początkach Mam tu męża i jego rodzinę, która jest bardzo pomocna. Wiem, że mogę na nich liczyć w każdej sytuacji. Wielu młodych ludzi przyjeżdża do Izraela samotnie, nie mając realnego wsparcia bliskich, bo ich rodziny zostały w kraju. Rozpoczynanie życia od zera nigdzie nie jest łatwe, a już na pewno nie w Izraelu, gdzie panuje ogromna konkurencja i wszelkie możliwe różnice pomiędzy grupami społecznymi. Niemal 1,5 mln z 8 mln wszystkich obywateli Izraela to izraelscy Arabowie, ok. 130 tysięcy to Żydzi etiopscy (tzw. Felaszowie). Ogromna imigracja z krajów postkomunistycznych to ok 400 tysięcy osób. Są też liczne imigracje z Iraku, Jemenu, Ameryki czy Argentyny. Ja z moją polskością nie jestem tu żadnym ewenementem. Tu niemal co trzecia osoba nie urodziła się w Izrae lu. To czyni nas wszystkich ludźmi o trudnych początkach.

Polonia w Izraelu Od początku promowania mojego projektu w Internecie kontaktowali się ze mną Polacy, którzy żyją w Izraelu, niejednokrotnie oferując wszelaką pomoc, począwszy od noclegu po wspólne podróżowanie czy pomoc w kompletowaniu dokumentów. Po lonia w Izraelu to w większości kobiety. Niemal 80% to młode kobiety,

które wyszły za mąż za Izraelczyków. Nie znam szacunkowych danych, ale w mojej ocenie to jakieś kilkaset osób w samym Tel Avive. Mamy swoje grupy na Facebooku. Jestem pod wrażeniem wsparcia, jakie można tu otrzymać od rodaków. Począwszy od codziennych rad na forum, po długie spotkania przy kawie, gdzie omawiamy z naszej polskiej perspektywy życie w Izraelu. To wspaniały wentyl dla wszystkich emigranckich emocji, wspaniała życzliwość i możliwość rozmawiania w języku polskim. Po decyzji o pozostaniu w Izraelu na dłużej nie musiałam nikogo prosić o pomoc. Telefon sam dzwonił. Polskie kobiety kontaktowały się ze mną, oferując pomoc w znalezieniu pracy. To było coś fantastycznego! Co kilka tygodni na forum Polaków w Izraelu pojawiają się nowe twarze i każdy z nas chce pomóc, odwdzięczając się za pomoc, którą otrzymał od innych. Wszyscy jesteśmy bardzo zapracowani, ale od czasu do czasu udaje się nam zorganizować jakieś większe spotkanie. Kilka miesięcy temu odbył się w Izraelu piknik dla Polaków i ich rodzin. Spontanicznie przybyło niemal 100 osób, mimo że – jak się potem okazało – informacja nie dotarła do wszystkich zainteresowanych.

Słowiańskie dusze Mam wąską grupę przyjaciół w Izraelu i niemal wszyscy są z Polski lub Rosji. Nasze dusze słowiańskie najlepiej się rozumieją. Głębokie przyjaźnie z Izraelkami przychodzą mi znacznie trudniej. Mam wielu dobrych znajomych, ale to nie to samo i zapewne niczyja to wina. Jesteśmy wychowywani na innym poziomie wrażliwości. Nas Polaków łatwo urazić, a Izraelczycy mówią dokładnie to, co myślą. Z jednej strony uwielbiam ich za to i sama się tej asertywności tu nauczyłam, z drugiej strony… czasem boli. Nie bez powodu mówi się o Iz raelczykach, że są jak owoc Sabry, na zewnątrz kolce, a w środku… aloes. KAROLINA CZYŻOWSKA, IZRAEL

W i ę c e j n a t e m a t s ł o n e c z n e j i z r a e l s k i e j e m i g r a c j i a u t o r k i m o g ą P a ń s t w o p o c z y t a ć n a j e j b l o g u : w w w. i z r a e l f r i e n d l y. p l 30

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 31

C

ześć! Jak Wam minęły wakacje? Na pewno odwiedziliście wiele fantastycznych miejsc. My z rodziną czas wolny od szkoły spędziliśmy również wspaniale. Ale nie będę Wam opowiadał o tym, gdzie byliśmy. Zamiast tego opiszę grę, którą odkryliśmy podczas wakacji i w którą można grać przez cały rok. Podczas pewnego deszczowego dnia tata zapytał nas, czy gdy przestanie padać nie chcielibyśmy iść poszukać geoskrytki. Nie wiedzieliśmy, co to takiego, ale bardzo chcieliśmy się dowiedzieć. Nie mogliśmy się doczekać następnego dnia. Tata pokazał nam obrazek kamienia, na którym trzeba było odczytać wiek. Tę liczbę trzeba było potem wpi-

Geoskrytka szybko znaleźliśmy pojemnik. Skrytka była schowana w konstrukcji znaku drogowego. Wpisaliśmy się do logbooka, który posiada każda geoskrytka. Czym jest geocaching, trudno wyjaśnić, dopóki się samemu nie spróbowało tej zabawy. Ale postaram ZDJĘCIA: ALEKSANDRA KRCHEŇ

sać do łatwego zadania matematycznego, które miało nam pomóc obliczyć dokładne współrzędne geograficzne schowanego pojemnika. Ponieważ park znajdował się niedaleko, a mój młodszy brat wiedział, gdzie znajduje się ten kamień, pobiegliśmy tam z samego rana. Zapamięta liśmy liczbę 82, którą razem z tatą dodaliśmy do dalszych wyliczeń. Okazało się, że mając dokładne współrzędne i korzystając z urządzenia GPS, bardzo WRZESIEŃ 2016

się to zrobić. Geocaching to szukanie skarbów, ukrytych pod współrzędnymi GPS. Skarby te zostały wcześniej ukryte w przyrodzie. Odnalezienie pojemnika trzeba zapisać w logbooku, czyli książce każdego schowka, oraz na stronie internetowej jako do-

wód sukcesu. Każdy schowek jest nazywany skrytką, geocachką lub keszką. Geocoaching jest zabawą międzynarodową, w którą grają poszukiwacze przygód w każdym wieku. Jej uczestnicy nawiązują ze sobą kontakt, organizują spotkania, wspierają ochronę środowiska. Zabawa bardzo nam się spodobała. Okazało się, że w najbliższej okolicy mamy jeszcze kolejne keszki, które chcieliśmy znaleźć jak najszybciej. Później w każdym miejscu, które odwiedziliśmy w ciągu wakacji, szukaliśmy geoskrytek. Jedną udało nam się znaleźć w pobliskich winnicach, druga była ukryta pod poluzowaną cegłą w murach zamku, który zwiedzaliśmy. Następnej szukaliśmy w parku, a udało się nam ją znaleźć tylko dzięki latarce w telefonie, ponieważ w euforii poszukiwań nie zauważyliśmy, że zrobiło się ciemno. Dobrze pamiętamy też skry-

tkę ukrytą w wierzbie nad potokiem, do której można było się dostać tylko ścieżką pośród wysokich pokrzyw, przecinającą całkiem szeroki potok. Geocaching okazał się doskonałą zabawą, która przybliża nas do natury. Bardzo nam się spodobało szukanie miejsc, gdzie mogą być schowane skrytki. Przeważnie znajdują się one w atrakcyjnych turystycznych miejscach, związanych z zabytkami, przyrodą czy historią. Często, żeby odnaleźć miejsce schowania skrytki, trzeba było rozwiązywać zagadki, zebrać informacje z innych miejsc albo wykonać jakieś inne określona zadania. W poszukiwaniach pomagał nam telefon, zaopatrzony w kompas i aplikację, pomocną w odnajdywaniu skrytek. W ostatnim czasie udało się nam odnaleźć 16 skrytek! Będziemy szukać kolejnych! JAKUB KRCHEŇ

REBUS

31


Monitor09:Monitor09 05/09/16 13:06 Page 32

Czas owoców i świeżych warzyw w pełni. Latem na ogół nie mamy ochoty na ciężkie i tłuste posiłki, a skoro lato powoli się kończy, warto zadbać o lekkie menu, zanim dopadną nas zimne i słotne czasy, kiedy to ukojenie przynieść zdoła jedynie aromatyczny gulasz,

solidny kotlet czy gęsta, pożywna zupa. Na rozgrzewające dania przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem pani Xénia Bergerová z Bratysławy nadesłała do „Piekarnika“ przepis na bardzo oryginalną przekąskę z fenkułu, zwanego też koprem włoskim.

Przekąska z fenkułu Składniki: • 1 większy fenkuł, lub dwa

mniejsze • 2 marchewki • kiść słodkich winogron

bezpestkowych • 1/2 cytryny • cukier lub miód do smaku

Sposób przyrządzania: Fenkuły dokładnie myjemy i kroimy w paseczki. Układamy je w niezbyt głębokiej misce lub na talerzu. Marchewki ścieramy na wiórki i posypujemy nimi kawałki fenkułów. Winogrona przekrawamy na pół

i również dokładamy do naszej sałatki. Wszystko skrapiamy do smaku sokiem z cytryny. Jeśli mamy wrażenie, że sałatka jest niezbyt

ZDJĘCIA: XÉNIA BERGEROVÁ

słodka, możemy doprawić ją miodem lub cukrem. Teraz wystarczy jedynie odstawić ją na jakiś czas, by smaki się przegryzły.

Sałatka fenkułowa jest dobra sama w sobie, ale można ją podawać razem z daniami mięsnymi lub rybami. Fenkuł to niedoceniana roślina z rodziny selerowatych, mająca wiele zastosowań w lecznictwie i kosmetyce. Niektórzy nie przepadają za jej specyficznym anyżowym aromatem, ale dobrze przyrządzona staje się rarytasem i na pewno zadziwi naszych gości. Fenkuł można również zapiekać, na przykład w sosie śmietanowym lub beszamelu, a położony na rozgrzanym grillu oczaruje okolicę aromatem. Co ciekawe, bardzo dobrze uzupełnia smak śledzi w sałatkach i zalewach, nadając im interesujący zapach. Jak widać, pora zapoznać się z tą ciekawą rośliną, zwłaszcza jeśli pani Xénia poleca tak miło. Smacznego! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2016/9  
Monitor Polonijny 2016/9  
Advertisement