Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:59 Page 33

Wakacyjny rozkład jazdy str.4

3 xP

czyli polscy przewodnicy pasjonaci str.22

Bohdan Butenko – artysta myślący książką

str.5


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:38 Page 2

G

ratury za oknami, ale również ze względu na niecodziennego gościa, który miał tu zawitać, by spotkać się ze słowacką Polonią. Ta przybyła do stolicy z różnych zakątków Słowacji: Koszyc, Żyliny, Dubnicy nad Wagiem, Trenczyna czy Nitry. Obecni byli przedstawiciele Klubu Polskiego, Stowarzyszenia „Polonus“, Forum Polsko-Słowackiego, a także ambasady, duchowieństwa oraz kadry nauczycielskiej i uczniów Szkolne go Punktu Konsultacyjnego przy ambasadzie RP. Po wspólnym odśpiewaniu hy mnu w imieniu wszystkich zebranych specjalnego gościa przywitała prezes Klu -

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy ze słowacką Polonią

bu Polskiego Monika Borkowska, podkreślając pogodny charakter kraju, w którym przyszło żyć słowackiej Polonii, jak również pogodne usposobienie tejże Polonii. Prezes wspomniała też o osiągnięciach organizacji, przedsięwzięciach przez nią organizowa-

nych, zmierzających do promowania Polski, pochwaliła też wydawany przez Klub Polski „Monitor Polonijny“, który trzy lata temu uzyskał Nagrodę im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego. Wymieniając aktywności polonijne, Monika Borkowska nie zapomniała też wspomnieć o wspólnym kibicowaniu polskim piłkarzom, co ożywiło zainteresowanie nie tylko prezydenta. Prezydent Andrzej Duda z kolei wyraził podziękowanie za wszystkie działania

słowackiej Polonii na rzecz Polski. „To bardzo potrzebne, byśmy to poczucie wspólnoty mieli, byśmy mieli poczucie związania ze sobą nawzajem, z krajem. A przede wszystkim, żeby edukować dzieci, młodzież, by mówić im o polskiej kul-

turze, historii, by uczyły się języka polskiego“ – powiedział. Mówił też o udogodnieniach, czekających w Pol sce na dzieci polonijne, czyli o legitymacjach uprawniających je do zniżek na przejazdy koleją. Podczas niecodziennego spotkania prezydent wręczył nagrody i dyplomy zwycięzcom konkursu artysty cznego dla dzieci i młodzieży, zorganizowanego przez „Monitor Polonijny“ i Instytut Polski, którego tematem były początki państwa polskiego i ulubiona postać z bajki (więcej na ten temat na str. 16). „Przywiozłem też dla państwa dzieła Hen ryka Sienkiewicza, ponieważ rok 2016 jest rokiem tego pisarza, a Quo Vadis lekturą narodowego czytania“ – powiedział prezydent. Spotkanie z Polonią zakończyło dwudniową oficjalną wizytę prezydenta RP w Bratysławie. RED. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

dyby w skrócie podsumować przemówienie prezydenta RP Andrzeja Dudy, z którym 30 czerwca wystąpił na spotkaniu ze słowacką Polonią, to należałoby przede wszystkim podkreślić jego fragment, w którym mówił, jak ważna jest w jego misji łączność z Polakami mieszkającymi za granicą. W Instytucie Polskim w Bratysławie panowała gorąca atmosfera i to nie tylko za sprawą wysokiej tempe-

MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:38 Page 3

Mieć bajkowe życie i zachować w sobie dziecko! Któż by nie chciał? Ale tylko niewielu to się udaje. My przynosimy podpowiedź, jak to zrobić, od osoby, która zachowała w sobie dziecko, co potwierdzają jego prace, adresowane do najmłodszych. Kto to taki? Bohdan Butenko, na którego charakterystycznych ilustracjach wyrosło już kilka pokoleń. Nam udało się z nim porozmawiać o bajkowym świecie i nie tylko („Wywiad miesiąca” – str. 5). O dziecięcych emocjach w związku z obchodami Dnia Dziecka w Instytucie Polskim piszemy na str. 14, zaś na str. 16 publikujemy wyniki konkursu adresowanego do najmłodszych, organizowanego od wielu lat przez naszą redakcję, w tym roku we współpracy z Instytutem Polskim. Dla dzieci, w rubryce specjalnie dla nich przygotowywanej przez Kubę z Nemšovej i jego mamę, mamy też artykuł, tym razem o sporcie (str. 31). By w nastroju pozostać, odsyłamy Państwa do zapoznania się z relacją ze Strefy Kibica Klubu Polskiego, gdzie nasi rodacy cieszyli się jak dzieci z sukcesów polskich piłkarzy podczas rozgrywek EURO 2016 (str. 10). Aby jednak nie odnieśli Państwo wrażenia, że zdziecinnieliśmy, uspakajamy i informujemy, że zajmujemy się też poważniejszymi zagadnieniami, czego dowodem są relacja ze spotkania słowackiej Polonii z prezydentem RP Andrzejem Dudą (str. 2), prezentacja Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie (str. 27) czy wspomnienia nawiązujące do Słowackiego Powstania Narodowego (str. 24). Ponieważ za oknami lato, z którym kojarzą się podróże, przygotowaliśmy więc dla Państwa przegląd imprez kulturalnych w Polsce (str. 4), na które warto pojechać, felieton na temat istoty podróżowania (str. 26) oraz artykuł o pracy polskich przewodników po Bratysławie (str. 22). Zaś w rubryce „Rozsiani po świecie“ tym razem powędrujemy do Izraela (str. 30). Oprócz tego w naszej letniej ofercie sporo innych ciekawych artykułów ze stałych rubryk naszego pisma, do lektury których zachęcam w imieniu całego zespołu redakcyjnego. Mam nadzieję, że nastroimy Państwa wakacyjnie, zrelaksujemy, a może nawet przeniesiemy do błogich lat dzieciństwa.

Wakacyjny rozkład jazdy

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Bohdan Butenko – artysta myślący książką

5

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

KONKURS RYSUNKOWY ROZSTRZYGNIĘTY!

16

KINO-OKO Muzyka wolności

18

SŁOWACKIE PEREŁKI W krainie Janosika

19

CZUŁYM UCHEM Zimowa „Cover the fall”, czyli intrygująca opowieść nie tylko na lato

20

Bliżej polskiej książki Skrawki rodzinne

20

3 x P, czyli polscy przewodnicy pasjonaci

22

WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE Fałszywy bohater

24

Podróż to przecież czekanie

26

Muzeum Hymnu Narodowego

27

Jedziesz na wakacje? Weź do plecaka rolki!

28

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Israel friendly – moja historia 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Florbal, czyli unihokej

31

PIEKARNIK Czasem trzeba elegancko…

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 • ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2016. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

www.polonia.sk LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

3


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:38 Page 4

Wakacyjny rozkład jazdy J

ak co roku, licząc na to, że czytelniczki i czytelnicy „Monitora” będą mieć podczas wakacji nieco więcej wolnego czasu, zachęcam do odwiedzenia Polski. Oferta imprez plenerowych, koncertów i festiwali jest naprawdę bogata – z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Przez całe wakacje fanów kina plenerowego zaprasza Orange Kino Letnie. Równocześnie w Zakopanem i w Sopocie, a od niedawna również w Giżycku będzie można oglądać pod gołym niebem kilkadziesiąt filmów. Codziennie coś innego! We Wrocławiu w dniach 21-31 lipca także będzie królować film. Miłośników kina ambitnego zaprasza festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty. To propozycja dla tych, którzy szukają nietuzinkowych wrażeń, filmów docenianych na świecie, a niekoniecznie znanych w Polsce. Z kolei fanów muzyki rockowej na pewno nie trzeba specjalnie zachęcać do przyjazdu na Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty. W ciągu miesiąca – od 7 lipca do 6 sierpnia – wystąpią między innymi Carlos Santana, Marillion, Deep Purple i The Sisters of Mercy. Dolina Charlotty to

miejsce z duszą, a koncerty można połączyć z wypoczynkiem nad morzem. W dniach 29 lipca – 7 sierpnia w Trójmieście odbędzie się Festiwal Szekspirowski. Wielbiciele dramatu z pewnością będą zachwyceni, zwła szcza że z okazji 400. rocznicy śmierci Szekspira planowanych jest wiele atrakcji specjalnych. Ten, kto lubi dobrą muzykę elektroniczną, powinien jechać do Płocka – od 29 do 31 lipca odbędzie się tam Audioriver – impreza mająca już swoją sławę. Więcej informacji na stronie audioriver.pl. Równie znany i zasłużony jest Festiwal Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym i Janowcu. Od 30 lipca do 7 sierpnia będzie można przypomnieć sobie filmy z Bogusławem Lindą, gwiazdą tej imprezy w tym roku. W tym samym niemalże czasie – od 5 do 7 sierpnia – w Katowicach odbędzie się OFF Festival, azyl dla

dlił się w Łodzi; od połowy lat 70. wraz z żoną, aktorką Igą Cembrzyńską mieszkał we wsi Gzowo. Andrzej Kondratiuk został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W WARSZAWIE w wieku 79 lat zmarł jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego kina autorskiego, reżyser, scenarzysta i operator filmowy Andrzej Kon dratiuk, autor takich filmów, jak „Dziura w ziemi”, „Hydrozagadka“, „Wniebowzięci“ czy „Gwie zdny pył“. Urodził się 20 lipca 1936 r. w Pińsku; dzieciństwo spędził z rodzicami w Kazach stanie. Po powrocie do kraju osie4

PO 16 DNIACH strajku, 8 czerwca w Centrum Zdrowia Dziecka podpisano porozumienie między protestującymi pielęgniarkami a dyrekcją szpitala. Według nieoficjalnych informacji na mocy przyjętego kompromisu od 1 sierpnia br. pielęgniarki otrzymają podwyżkę w wysokości 300 zł brutto. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł ocenił, że porozumienie to jest „do udźwignięcia“ przez CZD. Nie ujawnił jednak warunków po-

wszystkich tych, którzy interesują się muzyką i chcą posłuchać czegoś nowego. To bardzo zróżnicowana impreza, dlatego odnajdą się na niej fani różnych stylów muzycznych. Całe rodziny są bardzo mile widziane na Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu (5-15 sierpnia). To miejsce, które uczy rozumieć sztukę filmową, nierzadko pełną kontrowersji i odważnych poglądów. Seanse kinowe i niesamowita aura okolicy czynią z tego miejsca wspaniały cel wakacyjnych wypadów. Nie tak daleko od granicy – w Katowicach – w dniach 18-21 sierpnia zjadą się miłośnicy muzyki elektronicznej, jazzu, hip-hopu i rocka. Festiwal Tauron Nowa Muzyka jest właśnie dla nich, a może też dla Was, jeśli lubicie ten rodzaj brzmień. Kilkadziesiąt kilometrów od Katowic – w Krakowie – w dniach 19-21 sierpnia odbędzie się Kraków Live Festival. To również święto fanów muzyki elektronicznej, popowej, gitarowej – więcej szczegółów na stronie festiwalu. Pod koniec wakacji, 27 sierpnia

rozumienia. Centrum Zdrowia Dziecka to jeden z największych specjalistycznych szpitali pediatrycznych w Polsce. OD 9 CZERWCA znany jest oficjalny plan wizyty papieża w Polsce. Franciszek będzie gościł w naszym kraju od 27 do 31 lipca. Odwiedzi Kraków, Jasną Górę i Oświęcim. Spotka się z chorymi dziećmi w szpitalu w KrakowieProkocimiu, przejedzie tramwajem z niepełnosprawną młodzieżą, odwiedzi siostry prezentki. Na Wawelu spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, przedstawicielami rządu RP i korpusem dyplomatycznym. W katedrze wawelskiej wygłosi też przemówienie do polskich biskupów. Na Ja-

snej Górze papież odprawi mszę z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski. W dniu 29 lipca na krakowskich Błoniach będzie przewodniczył drodze krzyżowej z udziałem młodzieży. Odwiedzi też sanktuaria Bożego Miłosierdzia oraz św. Jana Pawła II w Łagiewnikach i będzie modlił się przed grobem św. Faustyny. Ostatniego dnia Franciszek weźmie udział w mszy św. w Campusie Misericordiae. PREZYDENT ANDRZEJ DUDA 18 czerwca podpisał postanowienia o wysłaniu kontyngentów wojskowych do Kuwejtu i Iraku w celu wsparcia koalicji walczącej przeciwko Państwu Islamskiemu. Polski Kontyngent Wojskowy w Kuwej MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:38 Page 5

Tuż przed nadejściem kalendarzowej jesieni odbędzie się Festiwal Filmowy w Gdyni (19-24 września). To wielkie święto polskiego kina, na którym można obejrzeć gorące premiery, spotkać największe gwiazdy polskiego filmu, jednym słowem – poczuć się jak w Hollywood, oczywiście tym naszym… Jak widzicie, warto wybrać się do Polski tego lata. Poza największymi imprezami lokalnie odbywać się będzie przecież wiele innych – w mniejszych miastach i miasteczkach. Koniecznie sprawdzajcie strony internetowe, by niczego nie przegapić! Udanych, festiwalowych wakacji! AGATA BEDNARCZYK cie (z elementami wsparcia w innych państwach regionu) będzie liczyć do 150 żołnierzy i pracowników wojska i składać się głównie z komponentu powietrznego z czterema wielozadaniowymi myśliwcami F-16. DNIA 29 CZERWCA zmarła Janina Paradowska, dziennikarka od lat związana z tygodnikiem „Polityka“ i radiem TOK FM. Karierę zaczynała od tematów społecznych w „Kurierze Polskim“. Po stanie wojennym pracowała w „Życiu Warszawy“, gdzie kierowała działem politycznym i kulturalnooświatowym. Jako dziennikarka została wyróżniona wieloma nagrodami i tytułami, m.in. nagrodą Polskiego PEN-Clubu im. KsaweLIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Bohdan Butenko – artysta myślący książką

T

worzy od ponad 60 lat. Na jego ilustracjach wyrosło kilka pokoleń dzieci w Polsce i za granicą. Kto nie zna Gapiszona, Kwapiszona, Gucia i Cezara, których stworzył? Albo kultowych już ilustracji do wierszy Jana Brzechwy czy Wandy Chotomskiej? O pracy tak dla dzieci, jak i dla dorosłych rozmawialiśmy z Bohdanem Butenko podczas jego wizyty w Instytucie Polskim w Bratysławie, gdzie z okazji Dnia Dziecka poprowadził warsztaty artystyczne. Podobno już na początku edukacji szkolnej, podczas lekcji rysował Pan w swoich zeszytach? Tak. Najbardziej to było widoczne w drugiej klasie, potem mi przeszło, ale po jakimś czasie wróciło.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

we Wrocławiu na imprezie Capital of Rock zagra zespół Rammstein. W tym samym czasie w Sopocie ucztę będą mieć miłośnicy teatru. Od 27 sierpnia do 3 września w ramach przeglądu spektakli Sopot Non Fiction będzie można zobaczyć nie tylko interesujące przedstawienia, ale również wziąć udział w warsztatach.

Co trzeba mieć w sobie, by stać się wybitnym ilustratorem? Talent? Szczęście? Pracowitość? Pracowitość. Oczywiście sama pracowitość na ogół nie wystarcza, ale jest niezbędna.

rego Pruszyńskiego, nagrodą Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 2011 r. otrzymała Na grodę Kisiela. W DNIACH 29 - 30 CZERWCA prezydent Andrzej Duda złożył oficjalną wizytę w Bratysławie, gdzie m.in. spotkał się z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską, a także premierem Robertem Ficą. Głównymi tematami ich rozmów była słowacka prezydencja w Unii Europejskiej, polskie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej oraz lipcowy szczyt NATO w Warszawie. Andrej Kiska uznał, że UE jest w nie najlepszej kondycji w związku z Brexitem. Andrzej Duda z kolei ocenił, że należy przystąpić do poważnej dyskusji

na temat tego, jak powinny funkcjonować instytucje europejskie i w jakim kierunku pogłębiać integrację. Zapowiedział też, że w tym kierunku Polska będzie składać postulaty, zacieśniając współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej oraz Unii Europejskiej. W DRUGIM DNIU wizyty na Słowacji Andrzej Duda razem z Andrejem Kiską złożyli wieniec przed Bramą Wolności w Devínie. Pomnik upamiętnia 400 ofiar komunizmu z lat 1948-89, które zginęły podczas nielegalnego przekraczania granicy między ówczesną Czechosłowacją a Austrią. Andrzej Duda podkreślił, że jest w tym miejscu z prezydentem Kiską, aby

podkreślić, że dla Polski i Słowacji jako państw członkowskich UE wartości unijne, takie jak wolność czy swobodne przemieszczania się osób, są ogromnie ważne. POLSCY PIŁKARZE 30 czerwca zakończyli swój udział w Euro 2016. W ostatnim meczu zremisowali z Portugalią, a o awansie do półfinału mistrzostw zdecydowały rzuty karne. Niestety, Polakom zabrakło szczęścia i odpadali z turnieju, nie przegrywając żadnego meczu. Występ polskiej reprezentacji został oceniony bardzo wysoko zarówno przez specjalistów, jak i kibiców. MP

5


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 6

Na Pańskich ilustracjach wyrosło kilka pokoleń dzieci i młodzieży. Kiedy spotyka się Pan z dziećmi, jest coś co Pana zaskakuje w rozmowie z nimi? Miałem w Sopocie wystawę, po której podchodzili do mnie różni ludzie. Przyszła też pewna pani z dziewczynką, która mogła mieć 7 – 8 lat. Powiedziała mi, że jej córka bardzo dużo rysuje. To nie było jakąś szaloną rewelacją, inne dzieci też tak robią, dużo rysują, potem im to przechodzi. Natomiast mnie zaskoczyło, że ta dziewczynka wszystkie swoje rysunki podpisuje: „Butenko pinxit”. Rośnie Panu konkurencja? W tym wypadku tak. Próbowałem się dowiedzieć, skąd taki właśnie podpis, ale mała była taka onieśmielona, że niczego się nie dowiedziałem. Tworzy Pan od ponad 60 lat i wciąż zachwyca. Jak to jest, że Pańska twórczość się nie starzeje? Odbiorcy aż tak bardzo się nie zmieniają. Spotykam się z dziećmi nie tylko w polskich miastach, ale też w Berlinie, Tokio, Wiedniu, Pradze czy Bratysławie. Dzieci się nie zmieniają, ale to książce doszła konkurencja w postaci nowych mediów, telewizji, komputerów. A Pan pracuje na komputerze? Nie, komputera używam wyłącznie do spraw związanych ze sprawdzeniem czegoś, na przykład wielkości czcionki, jej nachylenia. Spotykał się Pan z dziećmi w Tokio, Berlinie, Pradze czy Bratysławie. Czy te dzieci są inne od tych polskich? Nie, ich reakcje są identyczne. Zmienia się język ilustracji, jest inny od tego, który Pan tworzył 50 lat temu? Pierwsza książka, ilustrowana przeze mnie, „Pan Maluśkiewicz i wieloryb“ jest czytana do dziś. A która jest Pana ulubiona? Zawsze ta ostatnia.

Ma Pan na swoim koncie ilustracje do ponad 200 książek. Jest jakaś książka, którą koniecznie chciałby Pan zilustrować, jakieś niespełnione marzenie? Ilustrowałem różne książki, nawet książkę telefoniczną. Niewiele już można ode mnie wymagać. No, może rozkład jazdy pociągów? (śmiech).

wymyślanie metody, jak to zrobić, żeby postaci na planie się ruszały. To było jak odkrywanie Ameryki! Po to, by uzyskać ruch, wykorzystywaliśmy duży pas brystolu z rysunkami. Był też specjalnie do tego celu przygotowany bardzo długi stół, a po jego dwóch końcach stały wyżymaczki, których wałki uruchamiały nasz obraz.

Pod koniec lat 50. rozpoczął Pan swoją przygodę z telewizją i tworzył bajki animowane. Jak do tego doszło? Telewizja zaproponowała mi przygotowanie programu. Oni myśleli, że to będzie program statyczny, że ja będę coś rysował, a kamera za moimi plecami będzie to pokazywać. A ja chciałem, żeby to się ruszało. I tu się zaczęły problemy (śmiech). W ten sposób miałem pierwszy w telewizji program animowany.

Podobno z tymi programami animowanymi był Pan zapraszany do różnych telewizji zagranicznych. Spodobał się ten program w Czechosłowacji? Wszędzie się podobał, ale największe zainteresowanie wzbudzał z tegoż powodu, że do jego tworzenia było tak dużo materiałów, iż by je przewieźć, potrzebowaliśmy pół wagonu!

Jak długo program był emitowany na antenie? Szereg razy, ale ponieważ nigdy nie był utrwalany na żadnej taśmie, za każdym razem szedł na żywo, więc każdy na pewno był inny. Chciałabym to dzisiaj zobaczyć. Ja też. Chociaż muszę pani powiedzieć, że według mnie znacznie ciekawsze byłoby nakręcenie filmu o tym, co się działo w studiu podczas tworzenia tego programu. A co się działo? No powiedzmy tak: pracujący nad programem panowie pokrzykiwali na siebie (śmiech). Gdyby rejestracja tego, co działo się wtedy w studio powstała, z pewnością mogłaby być emitowana dopiero po godzinie 23. Telewidz oczywiście wtedy tego nie słyszał, dźwięk był puszczany z playbacku, studio było na szczęście wyciszone. Ile trwało przygotowanie jednego odcinka? Jeden odcinek miał ok. pół godziny, ale przygotowania trwały bardzo długo. Właściwie najdłużej trwało

Dzieci się nie zmieniają, ale to książce doszła konkurencja w postaci nowych mediów, telewizji, komputerów.

Potem dostał Pan propozycję współpracy z „Kabaretem Starszych Panów“. To wtedy było chyba olbrzymim wyróżnieniem dla młodego artysty? Oczywiście, to była wielka przygoda. Jak do tego doszło? Nigdy nie byłem pracownikiem telewizji, ale z nią współpracowałem przez około 20 lat, aż do wprowadzenia stanu wojennego. Potem zostałem skreślony z listy. W telewizji robiłem różne rzeczy, poczynając od dobranocek, kończąc na scenografii do opery. Pracowałem też nad wieloma programami rozrywkowymi. I widocznie moja praca spodobała się Jeremiemu Przyborze, bo zaproponował mi zrobienie scenografii do kabaretu. Była to absolutna przygoda życia! Program nie tylko wyróżniał się tym, że – jak to się dziś określa – już wówczas był kultowy, ale praca nad nim była bardzo nietypowa. Każdy występ ewoluował na etapie prób, zmieniał się jak w kalejdoskopie. Nie zmieniały się tylko piosenki, ale aktorzy ciągle udoskonalali ich interpretację. W przypadku powstawania innych programów telewizyjnych niechętnie akceptowano zmiany, ale kabaret rządził się innymi regułami. Bo każda innowacja wniesiona do programu powodowała to, że rodziły się nowe pomysły, jak przez pączkowanie. Pamiętam pewien występ Kaliny MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 7

Jędrusik, który poprzedzały trzy próby. Wieczorem oczywiście graliśmy na żywo. Teraz robi się wielkie halo z tego, że spektakl teatralny będzie szedł w telewizji na żywo i wszyscy się napinają. Wtedy innych nie było. Mnie to dziś śmieszy. Ale wróćmy do Kaliny. Skończyły się próby, wieczorem mieliśmy grać, a dekoracja, na tle której Kalina miała śpiewać, jakoś ją przytłaczała. Wyrzuciliśmy więc to tło, nie mając szans na sprawdzenie nowego pomysłu. Zamówiłem białe płótno, bo wtedy w czarno-białej telewizji operowało się tylko tymi dwoma kolorami. Czarną farbą zrobiłem na tym płótnie kółko i promienie. Dwie godziny to przygotowywałem i kiedy program się zaczynał, dekoracja była jeszcze mokra. Przez całe przedstawienie obawialiśmy się, aby Kalina nie podeszła do tego czarnego słoneczka zbyt blisko i się do niego nie przykleiła.

Dwa razy mi się zdarzyło, że miałem już książkę zilustrowaną, ale przy ostatnich ilustracjach stwierdzałem, że całość mógłbym zrobić lepiej. A jak się potem pracowało dla telewizji, która swoje programy nagrywała z wyprzedzeniem? To już nie było to samo. Skończył się pewien etap wielkiego teatru ogólnopolskiego, bo przecież wtedy widownią była cała Polska. Skończyło się to, co działo się podczas prób kamerowych, po których reżyser, taki czy inny, często mówił, że to się do niczego nie nadaje. Psioczył na kamerzystów, że źle biorą kadry, na pracowników, którzy zbyt głośno przesuwali dekoracje, na dźwiękowców, którzy nie panowali nad dźwiękiem. Po takim utyskiwaniu reżyser zwykł mawiać, że on się wycofuje, bo wszystko jest do niczego i on tego nie

będzie robił przed całą Polską. No i wtedy przychodziły panie z redakcji, głaskały go po główce, pocieszały, że wszystko będzie dobrze. Program szedł i co? Wszystko było znakomite – nikt nie hałasował, kamery działały jak powinny, a reżyser był zadowolony. To się w naszej terminologii nazywało cudem telewizyjnym, który polegał na tym, że jak już nie ma zmiłuj, wtedy się wszyscy sprężają tak, iż wszystko wychodzi. Wspomniał Pan, że po wprowadzeniu stanu wojennego już Pan nie pracował dla telewizji. Zostałem skreślony i to skreślenie trwa do dziś. Dlaczego? Nie wiem (śmiech). Już nic nie robię dla telewizji. A chciałby Pan? Czy ja wiem? Nie miałem jakiś specjalnych ciągot, stwierdzam tylko fakt. Moja praca dla telewizji została wtedy przerwana i już nie była kontynuowana. Czyli wydarzenia polityczne miały wpływ na Pana pracę w telewizji. A na tę ilustratorską dla dzieci też? Dotyczyło to albo tematyki, która mogła być niewłaściwa, albo na niektórych autorów był zapis, czyli nie wydawano jego dzieł.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Pana też to dotyczyło? Dotyczyło to tych, z którymi współpracowałem. Ale też różne inne rzeczy się zdarzały. Nawet Kwapiszon miał epizod cenzury.

LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Sympatyczna postać Kwapiszona była pod okiem cenzorów?! Były dwa rysunki Kwapiszona, które narysowałem, a które cenzura zatrzymała. Na pierwszym Kwapiszon stał w kolejce do sklepu, a na drugim sypał ziarenka dla ptaszków, które stały w bardzo długiej kolejce. I to się nie spodobało.

7


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 8

Musiałem narysować coś innego. Potem, po jakimś czasie udało się wydać te zakazane ilustracje. Odetchnął Pan po 1989 roku? W jakiś sposób na pewno. To się przekładało przede wszystkim na dopuszczeniu do druku autorów, którzy byli skreśleni. Już nawet nie mówię o autorach emigracyjnych, ale krajowych, bo okazało się, że ktoś coś podpisał i automatycznie podpadał. Który autor jest Pana ulubionym? Było i jest ich sporo, na przykład Wanda Chotomska! Ile jej książek ilustrowałem! No, ale też Niziurski, Brzechwa, Bahdaj... Nad czym Pan teraz pracuje? Nigdy o tym nie mówię. Dlaczego? Bo to się może zmienić. Zdarza się, że porzuca Pan jakiś projekt, bo na przykład źle idzie? Dwa razy mi się zdarzyło, że miałem już książkę zilustrowaną, ale przy ostatnich ilustracjach stwierdzałem, że całość mógłbym zrobić lepiej. Owszem, nie musiałem niczego zmieniać, ale wtedy nie mógłbym spać spokojnie. Zdecydowałem się jednak na zrobienie wszystkiego od nowa

To dorośli często narzucają takie stereotypowe widzenia świata, którego mali jeszcze w sobie nie mają. Większość Pana ilustracji dotyczy jednak dzieci. Można zatem powiedzieć, że ma Pan bajkowe życie? Tak, jak pani powiedziała. A teraz ja chciałbym pani zadać pytanie: ile znajdzie pani w księgarniach ilustrowanych książek? Chyba niewiele. Chyba wcale. Kiedyś, w zamierzchłych czasach ilustrowano Prusa, Sienkiewicza. Dziś, jeżeli się ilustruje książki, to tylko dla dzieci. Wyjątek stanowi poezja. Niech mi pani pokaże ilustrowane książki dla dorosłych. To bardzo ciekawe. A przecież mówi się, że jesteśmy pokoleniem obrazkowym. Wysyłamy wiadomości, w których zamiast słów wklejamy emotikony, przeglądając Internet skupiamy się na rysunkach... No właśnie. Wyjątek w księgarniach stanowią komiksy, ale to przecież zupełnie co innego.

Kiedyś porównał Pan swoją pracę do robienia swetra na drutach. Czyli w tych dwóch przypadkach, o których Pan wspomniał, można powiedzieć, że spruł Pan swetry? Nie całe, zostało mi przecież po jednym rysunku (śmiech). Nad czym Pan ostatnio pracował? Niedawno ukazała się druga część pirackiej powieści Andrzeja Żaka „Amarilla i weekend w kapeluszu“ z moimi ilustracjami. Zaś druga pozycja adresowana jest do dorosłych. To zbiór wierszy o żeńskich imionach. To Pańskie wiersze? Tak się składa. Dodam jeszcze, że wyszły z banderolą: „Tylko dla dorosłych“. 8

Przyjechał Pan do Bratysławy, by poprowadzić warsztaty artystyczne dla dzieci. Można nauczyć dzieci rysować podczas takich zajęć?

Takie zajęcia mają uwrażliwić, rozbudzić fantazje. Celem jest wyzwolenie się z norm, w które dzieci są wtłaczane przez szkołę, rodzinę czy media. Zawsze to powtarzam z uporem, że słońce w ich rysunkach wcale nie musi być żółte, a niebo niebieskie. To dorośli często narzucają takie stereotypowe widzenia świata, którego mali jeszcze w sobie nie mają. Podczas takich zajęć chodzi o rozbudzenie większej wyobraźni, fantazji. Jeżeli w 30- osobowej grupie uda się uwrażliwić dwójkę, trójkę dzieciaków, uważam to za sukces. Twierdzi Pan, że maluchy to w sobie mają. Jak zatem dorosły ma zachować w sobie dziecko? Jak Panu się to udało? Ale ja nigdy się nie wyzbyłem tego dziecka. Jak to się robi? Od początku trzeba być samym sobą. Nie słuchać tych, którzy mówią jakieś androny, ale robić swoje. Siła autorytetu ciąży? Pewna pani, która pisała pracę dyplomową na mój temat, zebrała wypowiedzi o mnie. Jedna z nich bardzo mi się podobała, gdyż mówiła o tym, że w mojej twórczości widać, że zanim zacznę robić ilustracje, czytam książkę. To był komplement. A są tacy, którzy nie czytają? Widocznie tak. Może nie tyle nie czytają, ale nie przywiązują większej wagi do detali, a ja, jak dowiem się z tekstu, że postać miała 6 guzików, to nie narysuję 7. Wanda Chotomska powiedziała kiedyś o mnie, że myślę książką. Uznałem to za bardzo ładne określenie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 9

Morze, nasze morze! I

lu z nas odwiedziło Muzeum Transportu (Múzeum Dopravy) w Bratysławie? Znajdujące się za dworcem głównym budynki skrywają w swoich wnętrzach perełki motoryzacji. Choć według mobilnej aplikacji dla turystów muzeum jest jedną z największych atrakcji słowackiej stolicy, to jednak niewiele osób tam zagląda, a szkoda. Oprócz stałej ekspozycji, w skład której wchodzą pierwsze pojazdy zmotoryzowane, rowery, samochody osobowe i ciężarowe

okresu międzywojennego czy też pojazdy z lat 60. i 70., muzeum udostępnia zwiedzającym także wystawy czasowe. Tę ostatnią, zatytułowaną „Łodzie i porty polskiego Bałtyku”, przygotowało we współpracy z Ambasadą Rzeczpospolitej Polskiej w Bratysławie. Ekspozycję można oglądać w hali B muzeum do 15 września 2016 r. W jej ramach na pięćdziesięciu obrazach i plakatach informacyjnych pokazano nie tylko piękno Bałtyku, ale również przekazano

ZDJĘCIA: JOANNA KOLLAROVIČ

W

wydawnictwie „Absynt” ukazała się kolejna pozycja, autorstwa Polaka. Tym razem chodzi o książkę Wojciecha Jagielskiego „Nocni wędrowcy“ w tłumaczeniu Juraja Koudeli. Publikacja jest reporterskim studium o jednym z najbardziej niespokojnych państw na Ziemi – Ugandzie. W 2010 roku otrzymała nominację do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.

ogromną wiedzę o nim, jego roli w kulturze krajów nad nim leżących, historię portów – tych cywilnych i tych wojennych – oraz związanego z nimi przemysłu. Historyczne fotografie przenoszą zwiedzających do czasów, kiedy praca na statkach i okrętach była wykonywana przez ludzi, bez użycia ciężkiego sprzętu, który pojawił się dopiero w drugiej połowie XX wieku. Inne plakaty przedstawiają etapy rozwoju historycznych i współczesnych portów, często związane z najważniejszymi momentami w historii Polski. W skład wystawy wchodzi również 15 pięknych modeli statków handlowych i wojennych, historycznych oraz tych, które ciągle pływają po wodach naszego morza. Modele zostały wypożyczone z muzeów w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie. Do najciekawszych można zaliczyć łódź wojenną z XVII wie-

ku, torpedowy okręt podwodny „Orzeł” czy statki parowe „Kutno” i „Malbork”. Wystawa przedstawia też tradycje szkół marynarskich w Polsce, których absolwentami są również Słowacy. Dowiadujemy się też, że niektóre czechosłowackie łodzie pływające po Dunaju pochodziły z polskich stoczni, na przykład kontenerowiec „Banská Bystrica”, którego model jest prezentowany na wystawie. Ekspozycja została przygotowana we współpracy z Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, Narodowym Muzeum Morskim w Gdań sku, Muzeum Narodowym w Szczecinie, Urzędem Miasta Gdyni oraz Urzędem Miasta Gdańsk.

Muzeum Transportu znajduje się na ulicy Šancovej 1/A w Bratysławie. Otwarte jest od wtorku do niedzieli w godz. 10.00 – 17.00. Kto zatem w letnie, upalne dni zatęskni za Bałty kiem, a obowiązki zatrzymają go w Bratysławie, niech choć na chwilę posmakuje atmosfery polskiego morza w pigułce. JOANNA KOLLAROVIČ

Wojciech Jagielski osobiście przedstawił swoją książkę słowackim czytelnikom 23 czerwca w księgarni „Martinus” w Bratysławie. „Byłem mile zaskoczony, że aż tyle osób przyszło na spotkanie z nieznanym tu przecież autorem“ – mówił, zapytany przez redakcję „Monitora Polonijnego“ o wrażenia z wieczoru auRED. torskiego.

PS Wywiad z Wociechem Jagielskim ukaże się na naszych łamach już jesienią. LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

9


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 10

Strefa Kibica

Organizacją bratysławskiej strefy kibica zajęła się Dorota Cibińska, która nie tylko zarezerwowała lokal, promowała przedsięwzięcie, troszczyła się o przybyłych gości, ale i zaopatrzyła wszystkich w odpowiednie gadżety kibicowskie. Tak jak każdy mecz na francuskich stadionach był inny, tak i nasze spotkania się różniły. Pierwsze z nich, oglądanie meczu Polska – Irlandia Północna, odbyło się w kameralnym gronie przed niewielkim telewizorem, w lokalu mieszczącym się w szerszym centrum Bratysławy. Kolejne, to

KLUBU POLSKIEGO W BRATYSŁAWIE

K

to w czerwcowe popołudnia czy wieczory nie kibicował naszym piłkarzom podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2016? Również w Bratysławie powstała Strefa Kibica Klubu Polskiego, która z meczu na mecz przeżywała coraz większe oblężenie i emocje.

Nie po raz pierwszy przekonaliśmy się, że fajnie jest robić coś razem. Wspólnie więc przeżywaliśmy sportowe emocje, o które postarali się piłkarze.

z Niemcami, które trzymało wszystkich w napięciu do ostatniej sekundy, oglądaliśmy już na dużym ekranie w lokalu Hacienda na bratysławskiej Starówce. Mimo późnej godziny w zwykły dzień zgromadziło ono około 40 Polaków. Ale już następne spotkanie, w którym nasi piłkarze wywalczyli sobie wyjście z grupy, czyli mecz Polska – Ukraina, oglądaliśmy w dwa razy większym gronie. Mało tego, do strefy ZDJĘCIA: DOROTA DURINA, MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, STANO STEHLIK

10


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 11

kibica przyszedł też ambasador RP w RS Leszek Soczewica z małżonką oraz goście z Warszawy, którzy przybyli do Bratysławy, by przygotować oficjalną wizytę polskiego prezydenta na Słowacji.

Bratysława ma nową prezes P

od koniec czerwca doszło do zmiany na stanowisku prezesa Klubu Polskiego w Bratysławie. Ze względów zdrowotnych z pełnienia tej funkcji zrezygnował Arkadiusz Kugler, a jego miejsce zajęła Dorota Cibińska, która w wyniku majowych wyborów regioRED. nalnych została wiceprezesem.

Ostatni dzień czerwca przyniósł kolejne emocje – mecz z Portugalią o wejście do półfinału. Spotkanie zakończyło się remisem, a i dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. Pierwszego półfinalistę wyłoniły dopiero rzuty karne. Niestety, szczęście Polakom tym razem nie dopisało i do

Emocjonujący mecz Polska – Szwajcaria, który wywindował naszych do ćwierćfinału, zgromadził w sobotnie popołudnie sporo rodzin z dziećmi. Nie zniechęcił ich upał ani konkurencja licznych imprez odbywających się w centrum słowackiej stolicy, które utrudniały ruch pieszy i kołowy.

LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

kolejnego etapu rozgrywek przeszli Portugalczycy. A my to wszystko przeżywaliśmy, wiernie kibicując biało-czerwonym do późnych godzin nocnych. Wspierali nas w tym też angielscy turyści, którzy na całe gardła śpiewali piosenkę o naszym świetnym piłkarzu Robercie Lewandowskim, który tego wieczoru strzelił pierwszego gola. Udział polskiej reprezentacji w EURO 2016 i jej sukcesy przyniósł nam nie tylko satysfakcję, emocje, ale też pozwolił poznać rodaków z Bratysławy i zacieśnić więzi. Nic tak nie łączy jak uczucie wzruszenia pod flagą biało-czerwoną. RED.


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:39 Page 12

Warszawa da się lubić!

W r a ż e n i a z W y c i e c z k i d o W a r s z a W y

W

arszawska Starówka, Krakowskie Przedmieście, Łazienki Królewskie, pałac w Wilanowie, Centrum Nauki Kopernik czy Muzeum Powstania Warszawskiego – to tylko niektóre miejsca, odwiedzone przez uczestników wycieczki szkolnej, która odbyła się 27 – 30 maja. Tymi uczestnikami by-

li uczniowie Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie, zaś sam wyjazd dzięki dotacji z Ministerstwa Spraw Za granicznych RP zorganizowały Teresa Samerek, nau czycielka SPK, oraz Joanna Matloňová, prezes Forum Polsko-Słowackiego. A tak pobyt w Warszawie wspominają uczestnicy wycieczki: KUBA Program wycieczki był baaardzo bogaty i baaardzo napięty. Przez trzy dni zobaczyliśmy i zwiedziliśmy najpopularniejsze zabytki, muzea czy miejsca 12

w Warszawie. Pierwszego dnia największe wrażenie zrobiło na mnie zachwycające multimedialne widowisko „Warszawskie Syreny“. Nawet burza nie przeszkodziła nam w oglądaniu wspaniałego pokazu grających fontann. W drugim dniu najbardziej zachwyciło mnie Centrum Nauki Kopernik. Mądry to był gościu! Spacer po Starym Mieście okazał się bardzo interesujący, z zaciekawieniem słuchałem tego, co opowiadał nam pan przewodnik. W drodze powrotnej do domu próbowałem sobie uporządkować wszy stko to, co udało mi się zobaczyć... Było tego wiele, ale to, co zobaczyłem i usłyszałem, to moje! I teraz o to wszystko jestem bogatszy! Wycieczka okazała się interesującym przeżyciem i do starczyła mi wielu wrażeń. Dzięki przewodnikom i ich opowieściom o naszej stolicy przypomniałem sobie wiele wątków z polskiej historii. ANTEK Centrum Nauki Kopernik to królestwo eksperymentów, raj dla ciekawych świata i przednia zabawa dla każdego. Muzeum Powstania Warszawskiego przypomniało mi wiele zdarzeń i historię, znaną wcześniej z rodzinnych relacji.

Ekspozycja, przedstawiająca walkę i codzienność uczestników powstania na tle okupacyjnej grozy, połączona ze wzruszającymi opowieściami przewodnika, wzbudziła we mnie poczucie wdzięczności dla tych, którzy walczyli i ginęli za wolną stolicę i za Polskę. Łazienki Królewskie, nazywane „najszczęśliwszym miejscem w Warszawie“, kolejny raz zachwyciły mnie pięknem przyrody i zabytkowych budowli, a lekcja w Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie pozwoliła poznać życie na sarmackim dworze i przybliżyła postać króla i jego najbliższych. MATEUSZ Podczas wycieczki odwiedziliśmy Cen trum Nauki Kopernik, gdzie było bardzo ciekawie. Spodobało mi się Niebo Kopernika w Planetarium. Kawałek naszej polskiej historii zobaczyliśmy w Muzeum Powstania Warszawskiego. W niedzielę, w pała-

cu w Wilanowie, dowiedzieliśmy się, jak żył król Jan III Sobieski. Dobrze byłoby przeżyć przynajmniej jeden dzień w roku jak on! PAWEŁ Warszawa to najpiękniejsze miasto, jakie znam. Zabytkowe pałace i kościoły sąsiadują z nowoczesną architekturą, a ich magicznym dopełnieniem są przepiękne parki i ogrody. Niezwykle podobała mi się wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego, którego ekspozycja oraz opowieść przewodnika wzbudziły we mnie dumę z naszej nieujarzmionej stolicy i ludzi, którzy w 1944 roku mieli odwagę podjąć nierówną walkę. HANIA W czasie wycieczki do Warszawy największe wrażenie zrobiło na mnie Muzeum Powstania Warszawskiego. Podobało mi się zbieranie karteczek z kalendarza z opisami kolejnych dni powstania. Oprócz wszystkich atrakcji dobrze wspominam pobyt w hotelu, dlatego że mieliśmy tam dobre jedzenie i wygodne pokoje. Dni spędzone w stolicy przybliżyły uczestnikom wycieczki historię oraz kulturę Polski. A ponieważ były to tylko dwa pełne dni, to wszystkim pozostał niedosyt i chęć powrotu, by zobaczyć więcej i głębiej pooddychać cudowną atmosferą weekendowej Warszawy. (T.S.)


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:40 Page 13

dealny uczeń nie istnieje – przekonywały dzieci 25 czerwca w programie artystycznym, przygotowanym na zakończenie roku szkolnego w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w RS. Może trochę na wyrost, bowiem te, uczęszczające do polskiej szkoły, wydają się być niemalże idealne. Wiersze oraz piosenki przy akompaniamencie gitary, na której grał Łukasz Cupał, były przedtaktem do ceremoniału głównego, czyli wręczenia świadectw oraz upominków. Świadectwa wręczały panie nauczycielki, zaś upominki konsul Jacek Doliwa. Kierownik SPK Monika Holzwieser w swoim wystąpieniu wspominała nie tylko sukcesy podopiecznych w nauce, ale i wycieczkę szkolną do Warszawy, dziękowała nauczycie-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

I

Zakończenie roku szkolnego w SPK wspominać. „My się tu przyjaźnimy, nawiązujemy nowe znajomości“ – mówiła Andrea Cupał-Barica, jedna z mam dzieci uczęszczających do szkoły. „Chcemy, żeby tu było jak w rodzinie“ – wyjaśniała kierownik SPK. I rzeczywiście tę rodzinną atmosferę mogliśmy poczuć i my, zalom, a także rodzicom, angażującym się w działania szkoły. Namacalnym przykładem takiego zaangażowania był zorganizowany przez rodziców piknik, mający miejsce zaraz po części oficjalnej, podczas którego można było po prostu porozmawiać, poproszeni goście: rodzina z Malacek, która od nowego roku szkolnego będzie posyłać córkę do pierwszej klasy SPK, czy redakcja „Monitora Polonijnego“, która korzystając z okazji, zachęcała uczniów i rodziców do współtworzenia pisma i zaprosiła ich na jesienne warsztaty dziennikarskie. Ale zanim to nastąpi, wszyscy życzyli sobie udanych wakacji! RED.

Zakończenie roku szkolnego w Nitrze P odczas całego roku szkolnego w każdą środę w nitrzańskim Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu rozbrzmiewał język polski, gdyż właśnie tu polonijne dzieci uczą się polszczyzny na zajęciach organizowanych przez Klub Polski Nitra. Wysiłki uczniów zostały docenione podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego – otrzymali nie tylko świadectwa, ale i nagrody. Za zaangażowanie podziękowano również ich rodzicom. LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

O tym, że nitrzańskie dzieci lubią się uczyć języka polskiego świadczyć może fakt, że już teraz, a więc jeszcze przed wakacjami, zapisywały się na zajęcia, które będą się odbywać w nowym roku szkolny. Zanim jednak spotkamy się we wrześniu, wszystkim dzieciom życzymy udanych, radosnych wakacji i wspaniałego wypoczynku. ROMANA DOROTA GREGUŠKOVÁ 13


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:40 Page 14

T

ego dnia w Instytucie Polskim w Bratysławie było głośno, ruchliwie i kolorowo. W sobotę, 4 czerwca to dzieci opanowały tę instytucję. Tu bowiem z okazji Dnia Dziecka po raz pierwszy zorganizowano specjalnie z myślą o nich różne atrakcje. Najmłodszych podpatrywaliśmy podczas warsztatów teatralnych i artystycznych, inspirowanych postaciami z polskich bajek, które pro-

wadziła autorka cyklu „Bookobrazy” Barbora Jurinová W lekko zacienionej sali wystawowej pośród kolorowych poduszek aż miło było patrzeć na ruchliwe maluchy, którym uśmiech nie schodził z twarzy. Nie tylko tańczyły, ale i malowały ulubione postaci z bajek. Z kolei znajdująca się na piętrze Instytutu czytelnia w godzinach dopołudniowych zmieniła się w labo-

14

Dzien

Dziecka

w Instytucie Polskim

ratorium, w którym pod okiem Eleeny Tomovčíkovej z organizacji Veda nás baví odbywały się warsztaty chemiczno-fizyczne. W tych specyficznych lekcjach chemii i fizyki wzięły udział dzieci w wieku 7-12

lat. Mali chemicy mogli przeprowadzić różne ciekawe doświadczenia i eksperymenty, inspirowane pracami polskiej noblistki Marii Curie-Skłodowskiej.

Po południu laboratorium zmieniło się w studio animacji filmowej. To w nim pod okiem specjalistów – polskiej reżyserki Joanny Kożuch oraz sło-

MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:40 Page 15

wackiego reżysera Borisa Šimoma – młodzi adepci sztuki filmowej pracowali nad pierwszym alternatywnym polsko-słowackim słownikiem tzw. słów zdradliwych. Na warsztat wzięli polską oponę, by później przejść do tej słowackiej. Zaintere sowały ich też ja-

wanej przez Bohdana Butenkę książki, co stało się inspiracją dla młodych artystów, tworzących swoje dzieła. Prace plastyczne, które powstały tego dnia, wzięły udział w konkursie organizowanym przez naszą redakcję i Instytut Polski. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

gody i jahody, laski i inne słowa, które w obu językach znaczą zupełnie coś innego, co potem doskonale pokazali w swoim filmie. W tym samym czasie sala wystawowa zmieniła się w atelier. Przy umieszczonej w nim tablicy stanął nie kto inny, tylko sam mistrz ilustracji Bohdan Butenko. Na początek nakreślił charakterystyczną kreską postać i zapytał dzieci, czy rozpoznają w niej króla. I tak oto rozpoczęła się dyskusja i wspólne dopracowywanie szczegółów postaci. Mistrzowi to-

LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

warzyszyła kuratorka warszawskiego Muzeum Książki Dziecięcej Ewa Gruda, która zaprezentowała dzieciom fragmenty ilustro-

Pełne emocji nietypowe obchody Dnia Dziecka sprawiły, iż z twarzy ich uczestników nie znikał uśmiech, a na koniec zewsząd dochodziło pytanie o termin kolejnych takich warsztatów. I to chyba był największy komplement dla organizatorów tegoż przedsięwzięcia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

15


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:40 Page 16

Konkurs rysunkowy !

T

radycyjnie o tej porze roku redakcja „Monitora Polonijnego“ informuje o wynikach konkursu plastycznego, adresowanego do dzieci i młodzieży. Tegoroczny został zorganizowany we współpracy z Instytutem Polskim, dzięki czemu zyskał większy zasięg. Na konkurs wpłynęło około 70 prac, które powstawały w różnych miejscach – domach, polskiej szkole, podczas imprezy plenerowej Klubu Polskiego w Dubovej czy w ramach warsztatów artystycznych, zorganizowanych przez Instytut Polski z okazji Dnia Dziecka. Uczestnicy mogli wybrać jeden

z dwóch tematów: „Moja ulubiona postać z polskiej bajki“ lub „Początki państwa polskiego“. Oceny prac dokonało międzynarodowe jury w składzie: Jacek Gajewski – dyrektor programowy Instytutu Polskiego, przewodniczący jury, Monika Holzwieser – kierownik Szkolnego Punktu Konsultacyjnego w Bratysławie, Suren Vardanyan – artysta, Ormianin mieszkający i tworzący w Polsce, Xenia

rozs trzygnięty

Bergerová – artystka polskiego pochodzenia z Bratysławy, Monika Borkowska – polska artystka z Nitry, prezes Klubu Polskiego, Ewa Gruda – artystka z Warszawy, Bohdan Butenko – ilustrator z Warszawy. Nagrody w poszczególnych pięciu kategoriach wiekowych i tematycznych otrzymali:

ULUBIONA POSTAĆ Z POLSKIEJ BAJKI Maluszki (2 - 6 lat)

Maja Cupał

Juraj Viskupič

Patrycia Juhasová

POCZĄTKI PAŃSTWA POLSKIEGO Średniaki (7 – 9 lat)

Maurycy Pawłowski

Ľudmila Šírová Ania Balun 16

Matúš Hromjak MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:40 Page 17

ULUBIONA POSTAĆ Z POLSKIEJ BAJKI Średniaki (7-9 lat)

Ema Melicherová

Jakub Melicher

Lea Procházková

ULUBIONA POSTAĆ Z POLSKIEJ BAJKI Ważniaki (10+) Ania Cupał

Patrycja Usowska

POCZĄTKI PAŃSTWA POLSKIEGO

Jarosław Juhas

Ważniaki (10+)

Mikołaj Kiniorski

∑ Paweł Samerek

Zuzanna Lacková

W poniedziałkowe popołudnie 27 czerwca zebrane w Instytucie dzieci niecierpliwe czekały na ogłoszenie wyników konkursu. Te ogłosiły Monika Krzepkowska, dyrektor Instytutu Polskiego, oraz Małgorzata Wojcieszyńska, redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“. Autorzy najlepszych prac otrzymali atrakcyjne nagrody, ufundowane przez Instytut Polski i Klub Polski. Wszystkie prace zostały zaprezentowane w instytutowej galerii. Jak na prawdziwy wernisaż przystało, na ich autorów i gości czekał dziecięcy szampan i poczęstunek. Dodatkową atrakcją popołudnia była prezentacja filmu animowanego pt. „Ako odlišiť poľskú jagodu od slovenskej jahody?“, stworzonego przez dzieci pod okiem Joanny Kożuch i Borisa Šimy podczas imprezy z okazji Dnia Dziecka Wszystkim laureatom gratulujemy, a wszystkim uczestnikom RED. dziękujemy i zapraszamy do udziału w kolejnych konkursach. w Instytucie Polskim. LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

17


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 18

Muzyka wolności

J

anusz Majewski, reżyser „Zaklętych rewirów” czy „C.K. Dezerterów”, pomimo swoich 84 lat jest nie tylko w świetnej formie życiowej, ale i artystycznej. Jego najnowszy film „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” to pokaz klasy, inteligencji i subtelnego dowcipu, których tak często brak współczesnym twórcom głupawych komedyjek nieromantycznych. Ten obraz to powód, by pójść do kina na polski film! Fabian Apanowicz (Maciej Stuhr), żołnierz polski, który po wojnie pozostał w Anglii, wraca pod koniec lat pięćdziesiątych do ojczyzny. Stalin nie żyje, a w Polsce gomułkowska odwilż. Fabian przyjeżdża do mieszkającej w Ciechocinku siostry (Sonia Bohosiewicz), a jako mienie przesiedleńcze przywozi czerwony ka-

18

briolet marki Bentley oraz wielką miłość do amerykańskiego jazzu i swingu. Na PRL-owskiej prowincji poznaje korowód innych dziwaków i ekscentryków, z którymi łączy go pasja do muzyki, a z czasem i przyjaźń. Tak powstaje Big Band z prawdziwego zdarzenia w iście amerykańskim stylu. Do grupy zapaleńców dołącza tajemnicza brunetka, Modesta Nowak (Natalia Rybicka), która użycza zespołowi swego głosu. I tak orkiestra rusza w trasę koncertową…

Historia prosta, ale ugryziona przez twórców w bardzo subtelny sposób, dzięki czemu wyciągnięta została na powierzchnię cała jej niezwykła głębia. Choć muzyka amerykańska była w PRL-u sprawą politycznie problematyczną, bo z jednej strony to dźwięki zepsutego, burżuazyjnego Zacho du, ale z drugiej muzyka uciskanych mas, reżyser nie skupia się na politycznym aspekcie tamtych czasów – ówczesny ustrój jest tylko tłem wydarzeń. Jest to duża siła „Excentryków”, których fabuła opowiada o sile przyjaźni, pasji i muzyki, a nie o politycznym babraniu się w historii. Majewski w sposób pełen miłości do detalu pokazuje realia epoki, stroje, architekturę, przedmioty; portretuje, bez ośmieszania, polską prowincję i jej mieszkańców, ludzi, którzy chcą po prostu kochać, tańczyć i cieszyć się życiem pomimo realiów ustrojowych, w którym przyszło im żyć. Głównym bohaterem filmu jest tu muzyka. To ona stanowi platformę wyrażania siebie, tęsknotę za kolorowym, radosnym życiem i silne pragnienie wolności. Oprócz znanych nam standardów jazzowych w filmie słyszymy oryginalną muzy-

kę Wojciecha Karolaka, który pojawia się na ekranie w roli pianisty hotelowego. Olbrzymim atutem filmu są aktorzy i ich kreacje. Majewski odkurzył całą masę najlepszych polskich mistrzów sceny, których potencjał nie jest obecnie wykorzystywany w polskiej kinematografii ze szkodą dla niej. Wiktor Zborowski jako milicjant kochający czarne rytmy, Wojciech Pszoniak jako tropiący homoseksualizm w literaturze stroiciel fortepianów, Adam Ferency, Marian Dziędziel, Marian Opania, Władysław Kowalski – wszyscy oni zasługują na ogromne brawa. Każda, nawet najbardziej epizodyczna rólka w ich wykonaniu to majstersztyk. Mnie najbardziej uwiodła Magdalena Zawadzka jako bufetowa w klubie nocnym oraz Anna Dymna jako złamana przez życie, ale trzymająca fason, popijająca w ukryciu Bayerowa. Dymna swoją drugoplanową rolą ukradła cały film. Padam na kolana! Bła gam, więcej Anny Dymnej w kinie!

„Excentrycy” nie są komedią, w której ktoś wpada na przeszklone drzwi i łamie nogę na skórce banana. To subtelne kino obyczajowe, dotykające w bardzo delikatny sposób bardzo ważnych tematów. Srebrne Lwy w Gdyni dla tego filmu okazały się bardziej niż zasłużone! Polecam z całego serca. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 19

Słowackie perełki

powracał temat Janosika, którego większość rodaków pamięta dzięki popularnemu serialowi z 1973 r. w reżyserii Jerzego Passendorfera i z Markiem Perepeczką w roli głównej. Słowacy zaś chyba wolą koprodukcję polsko-czesko-słowacką „Prawdziwa historia Janosika” w reżyserii Agnieszki Holland i jej córki Kasi Adamik lub dwuczęściowy film w reżyserii Paľa Bielika. Wąwozy obszaru Janosikowych Dier różnią się długością szlaków i poziomem trudności. Miejscami trzeba pokonywać trasę, wspinając się po metalowych drabinkach, kładkach, schodkach, pomostach, a nawet korzystać z łańcuchów. Każdy turysta znajdzie tu odpowiedni dla swojej

„To

niemożliwe! Przecież Janosik był Polakiem!“ – bulwersowali się moi polscy znajomi, z którymi spędzałam urlop w okolicach górskiej wioski Terchowa (Terchová). Ze zdziwieniem przyglądali się potężnemu, lśniącemu w słońcu stalowemu pomnikowi Juraja Janosika i jego stylizowanej postaci, umieszczonej w herbie wsi. Nawet wizyta w muzeum i zapoznanie się z wystawą poświęconą zbójnikowi, nie zmieniła ich przekonania. Jednogłośnie twierdzili, że Janosik jest polski, a jego dziewczyna nazywała się Maryna, a nie jakaś tam Anička. Malowniczą miejscowość Terchowa, która wywołała nieuzasadnioną potrzebę obrony polskości legendarnego Janosika, moja paczka ze studiów z pewnością zapamięta już na zawsze. Terchowa znajduje się w północno-zachodniej Słowacji, ok. 25 km od Żyliny, pomiędzy poszarpanymi skałami Małej Fatry a łagodnymi grzbietami Gór Kisuckich. Słynie nie tylko z tego, iż 25 stycznia 1688 roku urodził się tu przyszły zbójnik Jano-

LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

sik, ale jest też znakomitą bazą turystyczną i fantastycznym punktem wypadowym w okoliczne góry. My wybraliśmy się stąd do Janosikowych Dier (Jánošíkové diery) w poszukiwaniu śladów słynnego harnasia. Janosikowe Diery to system wąskich i krętych parowów skalnych, głęboko wyciętych w wapiennym podłożu, tworzących swoiste wąwozy: Dolne Diery (Dolné diery), Górne Diery (Horné diery) oraz Nowe Diery (Nové diery). Między nimi przepływa potok, który je uformował. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem pięknych widoków okolicznych gór oraz niezwykle ciekawego terenu, w którym przez wiele setek, a nawet tysięcy lat woda tworzyła nader urozmaicone mroczne wąwozy, pełne załomów, cienistych szczelin, przewieszek, skalnych filarów, gwałtownych zwężeń i niespodziewanych rozszerzeń. Jako absolwentów nauk przyrodniczych zaciekawił nas fakt tzw. zjawiska odwróconych pięter roślinnych. Otóż w niżej położonych obszarach zauważyliśmy szereg gatunków roślin górskich i alpejskich, normalnie występujących wysoko w górach, zaś na wyżej położonych terenach i na turniach, ponad dnem wąwozów, rosły np. okazy sosny zwyczajnej. Do zjawiska takiego dochodzi ze względu na panujące w kanionach znaczne zacienienie, wilgotność i stosunkowo niskie temperatury. Podziwiając dna głębokich wąwozów, poprzegradzane ciągami skalnych progów, zachwycaliśmy się malowniczymi wodospadami, których jest tu ponad dwadzieścia. Oczywiście podczas wyprawy nieustannie

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

W krainie Janosika

kondycji szlak. To bardzo urokliwe miejsce, które choć nie zmieniło przekonań moich przyjaciół co do narodowości lokalnego bohatera, to dzięki pięknej, dzikiej naturze dostarczyło i im, i mnie mnóstwa pozytywnych wrażeń. Jeśli dodać do tego wyśmienite lokalne sery, pyszne słowackie piwo oraz odbywający się latem w Terchowej folklorystyczny festiwal Dni Janosika, to zarówno wieś, jak i jej okolicę można polecić każdemu jako doskonałe miejsce na wakacyjną przygodę. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 19


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 20

zimowa „Cover the fall”, czyli intrygująca opowieść nie tylko na lato Czulym uchem

Ch

łodny, przestrzenny, podniosły – takimi słowami określany jest styl muzyki prezentowanej przez duet Zimowa. Z tym chłodem nie do końca bym się zgodził, bo słuchając utworów z debiutanckiej płyty zespołu, czuje się naprawdę żywe emocje. Choć trudno je do końca nazwać, na pewno nie jest to chłód i obojętność. Muzyka, wykonywana przez pochodzących z Wodzisławia Śląskiego wokalistkę Anetę Maciaszczyk oraz instrumentalistę Michała Mentela, zainteresowała mnie na długo przed wydaniem przez nich płyty. Kilka utworów zaprezentowano na promocyjnej epce, która bardzo szyb-

ko została jednym z ulubionych wydawnictw redaktorów radiowej Trójki. Efektem tego była w całości poświęcona Zimowej popularna audycja „Offensywa” Piotra Stelmacha. Po tym wydarzeniu wydanie płyty było już tylko kwestią czasu. Pomogli w tym fani, którzy wsparli finansowo swoich ulubieńców za pośrednictwem jednej z popularnych platform crowdfundingowych w Internecie. Znak czasu, chciałoby się powiedzieć – uzdolnieni artyści wreszcie uniezależnili się od wielkich wytwórni muzycznych i długoletnich kontraktów, a o tym, czy jakiś talent zasługuje na nagranie płyty, decyduje konkretny

gest potencjalnych słuchaczy. Jeśli chodzi o Zimową i jej debiut zatytułowany „Cover the fall”, ja nie mam wątpliwości – talent jest. I to na wielu płaszczyznach. Ale po kolei. Przede wszystkim muzyka, którą sami członkowie duetu określają jako „mieszankę przestrzennej elektroniki z brudnymi gitarami w odrealnionej formie, nawiązującej do brzmień z przełomu lat 80 i 90”. Faktycznie, gitara to znak rozpoznawczy każdego niemal utworu na płycie. Zaskakujące, jak dobrze brzmią zapętlone dźwięki strun w połączeniu z pulsującymi syntezatorami. Nastroju, który udało się stworzyć, nie słyszałem w muzyce żadnego innego polskiego zespołu. Melancholijne, nostalgiczne, lecz wbrew pozorom wcale nie powolne utwory od pierwszej sekundy uderzają słuchacza swoją wyrazistością. Jest tu tajemnica i nastrój czegoś niedopowiedzianego – słuchając po kolei wszystkich utworów mamy nadzieję na rozwiązanie zagadki, które jednak nie nadchodzi. Jakby płynąca historia nie kończyła się wraz z dwunastą – ostatnią – tytułową piosenką. To chyba właśnie ten niedosyt sprawia, że słuchamy płyty po raz kolejny i kolejny... I już nie chodzi o rozwiązanie zagadki. Chcemy po prostu, by aura tajemnicy trwała...

Skrawki rodzinne

Z

niektórymi książkami jest tak, jak z podróżą. Myślisz, że wiesz, dokąd się udajesz, a lądujesz gdzieś w kosmosie. Ja w takim kosmosie wylądowałam po lekturze „Niebka” Brygidy Helbig (Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013), które zabrałam na urlop pod palmami.

Pomyślałam, że warto nadrobić braki w czytaniu powieści nominowanych onegdaj do NIKE, a wiadomo, że dobra powieść plus słońce i palmy, to dobry wypoczynek. Już po pierwszych pięciu stronach wiedziałam, że ta książka to nie 20

wypoczynek, ale kolejna daleka podróż bez ruszania się z leżaka. Podróż nie tylko do świata bohaterów, ale i w głąb siebie i swoich przodków. „Niebko” to wielowątkowa i wielopłaszczyznowa historia rodzinna, której struktura przypomina cebulę.

Warstw mamy tu setki, są posklejane ze sobą, choć każda rządzi się swą autonomią. Czytelnik obiera tę literacką cebulę w drodze do jądra i odkrywa kolejne płaszczyzny opowieści, jak detektyw na tropie, jak historyk w poszukiwaniu prawdy.

Marzena, bohaterka „Niebka”, ze skrawków wspomnień i opowieści rodzinnych próbuje ułożyć historię swoich przodków. Wygrzebywanie ukrytych głęboko rodzinnych strzępów i skrawków wspomnień przypomina dziecięcą zabaMONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 21

Za to wszystko odpowiedzialny jest też niesamowicie klimatyczny wokal Anety – stłumiony, wydobywający się z tła śpiew przypomina mi legendy o syrenach, kuszących marynarzy do rzucenia się w otchłań morza. Wszystkie teksty na płycie zaśpiewane są w języku angielskim, co w tym wypadku bardzo pomaga w przekazie. Bezpośredniość i zwięzłość języka Szekspira pomaga skupić się w odbiorze na całości, w przeciwnym wypadku mgła nostalgii, wydobywająca się z głośnika, mogłaby nas pochłonąć całkowicie, niczym nicość w filmie „Niekończąca się opowieść”. Otóż to – znowu ta nieskończoność... Trudno wskazać najlepszy czy najsłabszy utwór na płycie, bo każdy z nich jest częścią większej opowieści. Brak którejkolwiek z dwunastu piosenek równałby się brakowi ważnej strony w książce. Do najlepszych zaliczyłbym jednak z pewnością tytułowy „Cover the fall”, „Sing the breath” oraz otwierający krążek „Prism”. Wi dać zatem, że dobór utworów i kompozycja całości w odpowiednim porządku nie były przypadkowe i za to twórcom płyty również należy się ogromne uznanie. Zgodnie z tym, co mówią o sobie muzycy, staram się również używać słowa „projekt” zamiast „zespół”. Projekt oznacza bowiem coś szer-

wę w niebko. Proces ten okazuje się jednak bolesną, choć wzruszającą podróżą, na końcu której znajduje się mroczny sekret rodzinny. Powikłane losy polsko-niemieckiej rodziny, zsyłka do Kazachstanu, Hitlerjugend, Armia Czerwona i poszukiwanie własnej tożsamości to kolejne warstwy cebulowej struktury, które odkrywamy z zainteresowaniem. „Niebko” to historia Niemców galicyjskich, Ukrainy, Białorusi, Polski i Pola ków, którzy Polakami nie są, ale właściwie są bardziej polscy, niż cała reszta. Co stanowi o tym, że LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

się jest Polakiem? Miejsce urodzenia? Mentalność? Tradycja? Kto ma prawo wydawać o tym wyroki? Autorka zarzeka się, że powieść jest fikcją, jednak sposób, w jaki prezentuje losy swoich bohaterów, jest tak drobiazgowy, pełny miłości do detalu i miłości do nie zawsze kryształowych bohaterów, że trudno jest uwierzyć, iż Helbig pisała o postaciach wyimaginowanych. W tej bardzo wyrafinowanej, lecz zarazem prostej w przekazie, trafiającej do serca powieści, autorka wodzi czytelnika za nos. Auten -

szego, większego, wybiegającego w przyszłość. Kolejne utwory i płyty? Myślę, że właśnie tego życzyliby sobie fani. Zimowej posłuchać można również na koncertach w całej Polsce. Nie są to oczywiście wielkie stadionowe popisy – muzyka tego typu wymaga bowiem specjalnej oprawy. Stąd raczej występy w niewielkich, nastrojowych klubach i to niekoniecznie w dużych miastach. A stąd już tylko krok do zdobycia kolejnych fanów. Czego Zimowej serdecznie żyARKADIUSZ KUGLER czę.

tyczność tematu i emocji daje wrażenie, że Marzena to Helbig we własnej osobie. Wątek tajemnicy rodzinnej wprowadza nas w atmosferę kryminału. I choć „Niebko” nie jest klasycznym reprezentantem tego gatunku, to jednak przebija inne jego pozycje. Książka była nominowana do Nagrody Literackiej Nike już w 2014. Dla mnie, spóźnialskiej, jest to książka roku 2016. Nie wiem, kiedy ktoś czy coś ją przebije. Poprzeczka jest bardzo wysoko. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 22

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

3 xP czyli polscy przewodnicy pasjonaci Elastyczni Wygodne obuwie i niekrępujące ruchów ubranie to, oprócz wiedzy na temat Bratysławy, podstawa. Niektórzy z megafonami lub mikrofonami, by opowiadane przez nich ciekawostki historyczne słyszeli nawet ci, stojący gdzieś dalej. No i żeby nikogo po drodze nie zgubić. Upał czy deszcz, słońce czy wiatr – na każdą okoliczność pogodową muszą być przygotowani i reagować w zależności od po-

S

potykamy ich czasami z flagą w ręku, a czasami z parasolem lub innym gadżetem, który powinien być widoczny i charakterystyczny na tyle, by za nim podążała cała grupa. To przewodnicy, oprowadzający polskich turystów po Bratysławie. Jak wygląda ich praca od kuchni, zapytaliśmy troje naszych rodaków, pracujących w tej branży. Z ich wypowiedzi powstała swoista charakterystyka przewodnika idealnego. trzeb i wymogów turystów. „Czasami zdarzają się zaskakujące sytuacje, kiedy zgodnie z zaplanowaną trasą chcemy zwiedzić jakieś muzeum, a na miejscu okazuje się, że jest ono nieczynne“ – mówi Arkadiusz Kugler, który po Bratysławie oprowadza od dwóch lat. Nie raz zaskoczyły go też zamknięte ulice na trasie zwiedzania, co wymuszało zmianę planów lub dłuższy spacer. „Zawsze staram się sprawdzać ewentualne utrudnienia na trasie, jednak wiele instytucji nie ułatwia sprawy turystom, gdyż tego typu utrudnienia pojawiają się bardzo często bez jakiegokolwiek uprzedzenia“ – żali się Arek.

Zgłębiający wiedzę

Arkadiusz Kugler 22

Beata Wojnarowska polskimi turystami w Bratysławie zajmuje się od 28 lat. Oprowadzała różne grupy zawodowe i już wie, że każda z nich ma inne zainteresowania związane ze

stolicą Słowacji, więc przed przyjazdem grupy wertuje książki i przegląda Internet, by przygotować się na pytania związane z jej profesją. Zdarzają się też kłopotliwi turyści, nawet ci z kategorii VIP. „Nie zapomnę pewnego polityka z pierwszych stron gazet, który w obecności słowackich gospodarzy pogardliwie wyrażał się na temat słowackiej historii“ – wspomina Beata.

Baczni obserwatorzy Ilona Wikieł, która po Bratysławie oprowadza 9 lat, chwali polskich turystów za to, że są zainteresowani historią, zabytkami, turystyką, życiem codziennym Słowaków i ich tradycjami. „I coraz częściej są świadomi tego, że zwiedzają stolicę Słowacji, a zatem już nie myślą w kategoriach Czechosłowacji“ – dodaje z uśmiechem. Arek potwierdza ciekawość polskich turystów, którzy chcą wszystkiego spróMONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 23

bować i wywieźć jak najwięcej wrażeń, wiedzy oraz pamiątek. Zależy im na posmakowaniu lokalnej kuchni, chętnie zostawiają kelnerom duży napiwek, jeśli są zadowoleni z obsługi. Niestety, zauważa też gorsze cechy rodaków, które nie napawają go dumą. „Polski turysta potrafi wydać wiele na pamiątki dla siebie i rodziny, ale jest zszokowany, że za skorzystanie z toalety lub parkingu trzeba zapłacić, tak jak za każdą inną usługę. Zdaniem wielu rodaków takie rzeczy powinny być darmowe, a miasto powinno być szczęśliwe, że oni przyjechali tu, a nie do Wiednia” – mówi.

Podpowiadający coś ekstra Podstawową trasą, zwiedzaną przez polskich turystów w Bratysławie, jest zachowana część Starówki wraz z zamkiem. Bardzo często wycieczki chcą zobaczyć ruiny zamku Devín, dokąd chętnie wybierają się statkiem. Ilona podpowiada, że również Slavín jest atrakcyjnym dla Polaków miejscem. „Zdarza się coraz częściej, że turyści są na tyle zachwyceni miastem, iż dopytują o dodatkowe atrakcje“ – mówi Arek, który, podobnie, jak Ilona pokazuje turystom bratysławską perełkę – Modry Kościółek.

Ilona Wikieł LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

„Zdarza się, że grupa ma jeszcze mnóstwo sił po całodziennym zwiedzaniu i chce poznać nocne życie miasta“ – opisuje Arek, który w takich sytuacjach poleca najlepsze dyskoteki czy nocne kluby, ale w eskapadach do nich nie bierze udziału, chcąc zachować formę na następny dzień. Beata z kolei w takiej sytuacji ma przygotowaną dla swoich klientów degustację win, np. w piwnicach w Świętym Jurze, lub dyskotekę, którą specjalnie dla polskich turystów przygotowuje jej mąż. „Polacy starają się skorzystać ze wszystkich atrakcji, które im oferujemy, i czasami są trochę jak dzieci na wycieczkach szkolnych – zachłanni na przeżycia i wrażenia“ – ocenia Beata.

Opiekuńczy Niestety, czasami zdarzają się też sytuacje trudne, wymagające interwencji lekarskiej lub policji. Ilona wspomina nieprzyjemną sytuację, kiedy podczas zwiedzania katedry św. Martina okradziono turystę z grupy jej podopiecznych. Z kolei Arek musiał koordynować akcję udzielenia pomocy turyście, który zasłabł w hotelu. „Karetka prosto z hotelu przewiozła tę osobę na ostry dyżur, potem oprócz pośrednictwa między pacjentem a kierownikiem grupy pełniłem też rolę tłumacza i pomagałem przy formalnościach z ubezpieczeniem“ – wspomina mój rozmówca i dodaje z ulgą, że wszystko skończyło się dobrze. Beata była świadkiem wielu zdarzeń, również tych tragicznych. Zda rzało się, że ktoś z jej podopiecznych długie tygodnie przebywał w słowackim szpitalu. „Pamiętam chłopca, który zapadł w śpiączkę. Dzień w dzień odwiedzałam go w szpitalu wraz z jego mamą“ – wspomina. Ta historia skończyła się happy endem, gdyż chłopak ze śpiączki się wybudził, mało tego, pamiętał wiele słów, które Beata do niego mówiła. Ale byli też tacy, którzy nie mieli szczęścia, wtedy Beata pomagała bliskim przy załatwianiu formalności pogrzebowych, przewozie zwłok. „W takich sytua cjach bardzo ważna jest dobra współ-

Beata Wojnarowska

praca z polskim konsulem. Wszystko zależy od piastujących to stanowisko ludzi, pamiętam bowiem takich, którzy absolutnie nie byli pomocni i wtedy zostawałam z taką rodziną sama“ – opisuje Beata. Moja rozmówczyni przeżyła już tak wiele historii związanych z niesfornymi turystami, którzy na przykład pijani ginęli na kilka dni, poszukiwała ich policja, a potem cudem się odnajdywali lub też takich, którzy spędzali część swojego wyjazdu na policji, gdyż zakłócali porządek. „Zawsze, kiedy mam grupy, zastanawiam się, co wydarzy się tym razem, gdyż polska ułańska fantazja nie zna granic“ – dodaje z uśmiechem i, po tylu latach pracy w branży, poniekąd z wyrozumiałością.

Wykształceni Wszyscy moi rozmówcy zgodnie przyznają, że egzaminy, które trzeba zdać, by zostać przewodnikiem, należą do bardzo trudnych i wymagają ogromnej wiedzy. Najmłodszy mój rozmówca, który taki egzamin zdawał dwa lata temu, tak go opisuje: „Najpierw przygotowuje się oraz broni pracy dyplomowej, czyli opracowanego przez siebie planu teoretycznego wycieczki z opisem wszystkich atrakcji wraz ze szczególnymi wyliczeniami dotyczącymi kosztów, trasy, liczby kilometrów, czasu pracy kierow ców itp. Po dyskusji na temat 23


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 24

Fałszywy

bohater

H

istoria, którą przypominam, należy raczej do wstydliwych i jako taka szybko została zatuszowana. Mo że jednak warto ją dziś odkurzyć z oka zji zbliżającej się kolejnej rocznicy Słowackiego Powstania Narodowego?

złożonej pracy następuje kolejna cześć, polegająca na odpowiadaniu na losowo wybrane pytania, z których każde dotyczy innego zagadnienia, np. historii i geografii Słowacji oraz reszty świata, prawa turystycznego, psychologii społecznej, pierwszej pomocy itp. Trzeba również przygotować się na pytania z kategorii case study, czyli umieć odpowiedzieć, jak się zachować w określonej, problematycznej sytuacji podczas wycieczki”.

Pasjonaci Jednak miłośników historii chętnych do oprowadzania turystów trudne egzaminy nie zniechęcają. Dlaczego to robią? „Mam sentyment do Bratysławy, uwielbiam jej burzliwą historię, a do tego lubię przekazywać swoją wiedzę i pasję“ – zdradza Arek i dodaje, że Bratysława jest mniej w Polsce znana od innych środkowoeuropejskich stolic, bowiem wśród Polaków nadal żywe są stereotypy i fałszywe opinie o tym mieście. „Być może zatem jest tu również poczucie jakieś misji?“ – zastanawia się na głos. Również Ilona podkreśla, że podstawą jest zainteresowanie historią, które jeszcze w latach szkoły podstawowej zaszczepił w niej jej nauczyciel. „Po tem, na przełomie lat 80. i 90. pracowałam w Bratysławie przy rekonstrukcji zabytków, więc i to doświadczenie było inspiracją, by podjąć pracę z turystami“ – dodaje. 24

Z doświadczeniami Bohater Beatę ku pracy w turystyce pchnęło zarówno zainteresowanie historią, jak i doświadczenie zdobyte w polskim biurze turystycznym jej mamy, w którym pracowała przez kilka lat. Dziś nie tylko ona oprowadza turystów po Bratysławie, robią to też jej syn i mąż. Mało tego, współpracuje też z wieloma przewodnikami po mieście, mówiącymi po polsku. Ich najbardziej potrzebuje podczas długich polskich weekendów, kiedy organizuje pobyty dla Polaków na Słowacji, przygotowując dla nich całościowy program. Przez wszystkie te lata zaobserwowała zmieniające się zainteresowanie Słowacją i Bratysławą. „Kiedyś polscy turyści przyjeżdżali tu tylko w celach noclegowych, by zaoszczędzić przed wyjazdem do pobliskich krajów, gdzie spędzali całe dni, a na zwiedzanie Bratysławy zostawiali sobie tylko trochę czasu. Dziś jest inaczej. Polacy coraz częściej odkrywają uroki Braty sławy i okolic, mało tego, wracają tu, a po nasilających się zamachach terrorystycznych w Europie i na świecie śmiem twierdzić, że Słowacja staje się coraz bardziej atrakcyjnym i bezpie cznym celem turystycznym“ – ocenia moja rozmówczyni. Kto wie, może jest to więc wyzwanie dla innych, by bardziej zainteresowali się historią i zabytkami Słowacji, gdyż polskich turystów będzie tu przybywać, a ich wiedza może okazać się pomocna. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Co roku z okazji obchodów kolejnej rocznicy Słowackiego Powstania Narodowego przybywał na Słowację bezpośredni jego uczestnik o pseudonimie Marian. Przystojny, inteligentny, elokwentny, o wyglądzie amanta filmowego. Słowem – bohater! Towarzyszyli mu miejscowi działacze partyjni, przedstawiciele Związku Bojowników Antyfaszystowskich i przedstawiciele polskiej placówki dyplomatycznej. Stał na trybunach w Martinie i w Bańskiej Bystrzycy, przemawiał, zaprzyjaźnił

MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 25

się z dowódcą powstania, Ukraińcem Wieliczką. Potem twierdził, że był adiutantem Wieliczki ds. specjalnych, pisał artykuły i nawet książki o SNP. Tak było przez kilka lat. Któregoś lata wstąpił do Ośrodka Polskiej Kultury (dziś: Instytut Polski) sam. Jedna z nas, pracowniczek ośrodka, powiadomiła o wizycie tak ważnego gościa dyrektora, ale ten okazał się bardzo zajęty. Poczęstowałyśmy więc gościa kawą, którą wypił z markotną miną, a po chwili odszedł. Więcej go nie spotkałyśmy. Byłyśmy oburzone takim potraktowaniem tak wybitnej osoby.

Wspomnienia

(nie)dawne

„Oklepana“ historia Sprawa wyjaśniła się rok później. Już jako tłumaczka miałam towarzyszyć pisarzowi, który napisał książkę o bezpośrednim uczestniku SNP o pseudonimie Marian. Jej bohater jako 19-letni chłopiec pracujący w fabryce broni w Skarżysku Kamiennej został wywieziony przez hitlerowców wraz z całą załogą fabryki do pracy w zakładach o podobnym profilu na obrzeżach Drezna. W czasie bombardowania miasta przez samoloty amerykańskie udało mu się zbiec i przez Czechy dotarł na Słowację, do podgórskiej wsi w pobliżu Martina. Do Polski bał się wracać w obawie, że będzie tam poszukiwany. Na Słowacji pomagał chłopom przy pracy w gospodarstwie rolnym. Po wybuchu Słowackiego Powstania Narodowego w sierpniu 1944 r. zgłosił się na ochotnika jako pierwszy, by wziąć w nim udział. Nienawidził Niemców i chciał z nimi walczyć. Po wyzwoleniu Marian wrócił do Polski i słuch o nim zaginął. Pisarz, który napisał książkę na podstawie opowieści Mariana, nie ukrywał, że często wysłuchiwał ich przy wódce. Dopiero potem zdecydował się na wyjazd na Słowację dla sprawdzenia wiarygodności tych relacji i spotkania z ludźmi, którzy znali jego bohatera. Przyznam, że towarzyszenie w charakterze tłumacza owemu pisarzowi wcale mnie nie pociąLIPIEC-SIERPIEŃ 2016

gało. Tematyka jego książki wydawała mi się „oklepana“, bowiem miałam wrażenie, że o SNP napisano i powiedziano już chyba wszystko. Ale rzeczywistość okazała się zaskakująca. Nie tylko dlatego, że pojawił się nowy wątek, który mógłby stanowić materiał do napisania kolejnej, może jeszcze ciekawszej książki.

Marian to nie Marian? Mieszkańcy owej wsi pamiętali Mariana, bardzo się z nim zaprzyjaźnili, chwalili jego odwagę i determinację, która zresztą często była powodem ich poważnych kłopotów, bo do spokojnej do tej pory wsi sprowadzała Niemców. Rozmowa z tymi mieszkańcami i ich relacje były zaskakujące. Wróćmy jednak do Mariana. Po wielu latach po wojnie wybrał się z rodziną do Bułgarii i po drodze postanowił odwiedzić przyjaciół z owej wsi. Ci przywitali go z pretensjami i pytaniami, dlaczego nigdy ich nie odwiedził, skoro tyle razy przyjeżdżał do Czechosłowacji na zaproszenie władz jako bohater SNP. Marian zaś twierdził, że od czasu wojny przyjechał w to miejsce po raz pierwszy. Wtedy stało się jasne, że ktoś się pod Mariana podszywa. Mieszkańcy wsi postanowili więc wybrać się na najbliższe uroczystości z okazji SNP, by oszusta po prostu sprać. Nie zostali jednak dopuszczeni do niego. Udali się więc do Związku Bojowników i przedstawili całą sprawę. A potem poinformowano pisarza o tym, jak do tego doszło, że Marian to nie Marian.

Fałszywy partyzant Otóż w latach 60. na zaproszenie którejś z gazet przybył do Bratysławy młody warszawski dziennikarz. W trakcie wizyty opowiedziano mu o SNP i o tym, że był tu taki odważny partyzant z Polski o pseudonimie Marian. Dziennikarz zaś oświadczył, że to właśnie on jest owym Marianem. Poproszono go więc o umieszczenie w prasie pozdrowień dla współbojowników, co też uczynił, a ponadto serdecznie im podziękował za chleb, słoninę i serce. Na to odezwał się gajowy z owej wsi, który napisał do Mariana serdeczny list pełen wspomnień. Fałszywy Marian nie próbował nic prostować, tylko poprosił gajowego, by ten potwierdził jego uczestnictwo w powstaniu, co gajowy uczynił. Wtedy obowiązywała zasada, że każdy podający się za partyzanta musiał mieć świadectwo dwu żyjących osób, uznanych już wcześniej za uczestników powstania. Po otrzymaniu potwierdzenia i załatwieniu następnego fałszywy bohater rozpoczął swoją karierę bezpośredniego uczestnika SNP i bohatera. W czasie wizyt na Słowacji nigdy jednak nie odwiedził wsi, w której ponoć spędził wojnę, i nigdy nie próbował się spotkać z ludźmi, których podobno znał. Oni bowiem w postawnym mężczyźnie nie rozpoznaliby zapewne niepozornego, niewysokiego chłopca. Związek Bojowników poinformował o całej aferze polską placówkę i na tym sprawa ucichła. Przypadki fałszywych partyzantów zdarzały się też wśród słowackich uczestników powstania – niektórzy z nich podobno byli wcześniej aktywnymi członkami hlinkowych gard. STANISŁAWA HANUDELOVÁ 25


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 26

D

worce. W Czechach, na Słowacji, no, może jeszcze na Węgrzech – to nie budynki. To nie kasy i nie perony. Na południu dworce to przede wszystkim sytuacje. Magiczne, choć przecież bardzo życiowe i codzienne. Tej magii, codzienności i życia nie byłoby bez dworcowych knajpek, restauracji i bufetów. Na Śląsku i Morawach bez „čapovanego” radegasta i starobrna; na Zahoriu i w Bratysławie bez bażanta i pilznera. Nie tylko w kuflu zresztą; piwne marki łypią na podróżnych z zielonych obrusów, pomiętych tekturowych wafli pod piwo i przykurzonych półek za ladą. Piwa podczas podróży nie piję; zawsze jednak muszę odwiedzić dworcową kawiarnię. Kawa ze szklanką wody, podana przez jeszcze bardziej klasycznego kelnera w białym fartuchu (kelnera uniżonego, co oczywiste) smak ma raczej poprawny. Cały aromat nadaje jej wnętrze lokalu, w którym się ją pije. Może to z racji ledwo widocznego kurzu, który pokrywa stiukowy sufit i zabytkowy żyrandol? Kurzu, który pamięta czasy parowych ekspresów na linii Praga – Koszyce, nobliwych zawiadowców w czerwonych czapkach i bagażowych, którzy sprawnym okiem gotowi byli wyłowić z tłumu majętnego pasażera, gotowego bez sze mrania sypnąć tygodniowym napiwkiem. Kurz niepostrzeżenie spada do filiżanki, gdy wpatruję się za okno, w kierunku peronów. Kolejny łyk i już nie chcę się spieszyć na pociąg. Czas istnieje, ale dotyczy tych nieszczęśników na zewnątrz: maszynistów, kole26

Podróż to przecież czekanie jarzy, pasażerów... Tutaj, przy najzwyczajniejszym z najzwyczajniejszych kawiarnianych stolików czas nie ma żadnego znaczenia. Czas nie ma znaczenia w Bratysławie. Ta sama kawiarnia, którą odwiedziłem w 2007 roku. Ta sama szklana witryna z tortowymi ciastkami pokrytymi cytrynową galaretką. Ten sam drewniany wysoki kontuar z rzędem świeżo umytych szklanek, czekających na spragnionych klientów. Zawsze czyste, choć bardzo zużyte dywany, stoliki i krzesełka. Dyskretne radio w rogu lady – jedyna rzecz przypominająca o istniejącym gdzieś daleko realnym świecie. Zamawiam czarną herbatę i cytrynowe ciastko. Najchętniej zamówiłbym kilka kolejnych od razu, tylko po to, aby obserwować ubranego w białą koszulę i fartuch bufetowego. Lubię patrzeć, z jaką starannością wyjmuje talerzyki, nastawia wodę i dobiera kostki cukru, ale także jak sprząta po gościach: odnosi filiżanki i kufle, myje dokładnie każde z nich i rytualnie wyciera, upewniając się pod światło, że nie została na nich żadna smuga. A jeśli nawet – nie szkodzi. Każda szklan-

ka i kufel będą wytarte jeszcze dwieście razy w chwili, gdy do bufetu nie zajrzy żaden gość. A jeśli już gość zajrzy, nie musi mówić nic. Najczęściej wszystko jest jasne od progu. Obok mnie siada starsze małżeństwo. To stali klienci; bufetowy już wie, że jak zawsze (kto wie, od jak dawna?) poda obojgu miętową herbatę z obowiązkowym miodem. Bufetowy nastawia wodę w czajniku i wybiega do kiosku za ścianą. Za dwie sekundy przynosi świeżą gazetę starszemu jegomościowi, jeszcze zanim herbata zdąży naciągnąć. To ważna rzecz wiedzieć, co wydarzyło się na

świecie. Szczególnie, gdy pije się poranną miętową herbatę. Oczy wiekowego gościa uśmiechają się do kelnera z wdzięcznością; niewiele już osób wie, jakie to ważne. W Ostrawie bufet jest mniejszy. Dwa stoliki z krzesłami i kilka miejsc stojących, obleganych przez gości. Wiem, że oprócz kawy i obowiązkowej marlenki, mogę tu dostać solidny posiłek. Utopence, kanapki, gulasz czy zupy – zadziwiające, że ta różnorodność nie gryzie się w tym małym wnętrzu. Zapachowo-smakowego bałaganu nie ma na stołach i w małej kuchni. Co tworzy w takim razie wspólnotę? Odkryłem to całkiem niedawno. Bagaże. Wszystkie walizki i plecaki, ustawione w jednym wolnym miejscu pod ścianą, zdają się potwierdzać niepisaną zasadę: wszyscy tutaj jesteśmy sobie bliscy, podróżujemy w tym samym kierunku, a właśnie tutaj mamy wspólny przystanek. I ja ulegam tej pewności wspólnego losu, odwracając się w stronę okna. Wiem, że postawiona pod ścianą walizka jest bezpieczna, a osobą, która ją wyniesie, będę

MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 27

tylko i wyłącznie ja. Wiem, że inni również to wiedzą. Tutaj nie tylko czas, ale także własność nie mają żadnego znaczenia. W bufecie fascynuje mnie jeszcze jedna rzecz: niewielkie zaplecze. Zamawiam kawę, a starsza pani po upewnieniu się: „S mlékem, jo?” znika za drzwiami. Drzwi są otwarte i wszystko widzę jak na dłoni. Filiżanka wyjęta z górnej szafki, spodek z dolnej. Półka z równo poskładanymi, kolorowymi ścierkami, zdjęcia uśmiechniętych dzieci (wnuków?) na drzwiach lodówki. Na odchodne śmiesznie niska cena. Mam akurat drobne, kilkanaście koron... Dobrze wiedzieć, że schowane w zakamarkach kieszeni drobniaki choć w ten sposób pozwalają ukraść bezcenny czas. No, może choć trochę go spowolnić. Pod warunkiem, że będzie to dworcowy bufet. Obserwuję innych klientów. Niezależnie skąd i dokąd jadą, tutaj wszyscy są mi bliscy. Wszyscy czekamy, mając nadzieję, że czekanie będzie trwało w nieskończoność. Wiem, że przyjdzie dzień, kiedy to czekanie, obserwowanie i trwanie będzie milion razy ważniejsze niż sama podróż. Ale jeszcze nie teraz. Teraz spoglądam na dworcowy zegar, choć już nie jest to klimatyczny „Pragotron made in Praha”. Kobiecy głos gdzieś w górze woła: „Osobní vlak ve směru…”. Wybiegam na peron, by ruszyć wreszcie w dalszą drogę. Jest tu nas więcej, nieszczęśliwców, porzucających niedopitą kawę i piwo. Niezależnie, dokąd jedziemy, spotkamy się znowu. Jeśli nie w wagonie, to na pewno w dworcowym bufecie. ARKADIUSZ KUGLER LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Muzeum Hymnu Narodowego

W

iedzieliście Państwo, że w Polsce istnieje muzeum hymnu narodowego? Ja też nie zdawałam sobie z tego sprawy aż do momentu, kiedy jadąc z Kościerzyny do Gdańska przez Nową Karczmę, zauważyłam tablicę z napisem: Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Ciekawość, która zwyciężyła, okazała się bardzo dobrym doradcą.

Dlaczego waśnie tu? Na to pytanie odpowiedziała mi przewodniczka. Otóż 29 września 1747 roku w dworku w Będominie urodził się Józef Wybicki. Wcześniej, zanim otworzono muzeum, w dworku mieściła się szkoła podstawowa. Przeniesiono ją do sąsiedniej wsi. Tutaj początkowo miało być muzeum Józefa Wybickiego. Pomysł, aby w Będominie powstało muzeum hymnu wysunął Stanisław Poznański, dziennikarz z Warszawy. Przez wiele lat było to jedyne na świecie takie muzeum, ale też historia naszego hymnu jest wyjątkowa, bo napisana przez Wybickiego pieśń ma już 219 lat. Kilka lat temu Francuzi otworzyli muzeum „Marsylianki” – nowoczesny, multimedialny, wspaniały obiekt, który według szacunków kosztował 4 miliony euro. Z kolei w Niemczech, w malutkim muzeum Augusta Hoffmanna znajduje się sala poświęcona hymnowi Niemiec.

Jak powstał nasz hymn? Gdy w 1795 roku w wyniku rozbiorów Polska utraciła niepodległość, Józef Wybicki znalazł się na emigracji w Paryżu. W lipcu 1797 roku przyjechał do włoskiego miasta Reggio Emilia, gdzie stacjonowały legiony Jana Henryka Dąbrowskiego. Tam właśnie powstała jego „Pieśń legionów polskich we Włoszech”. Miała to być zwykła żołnierska piosenka, pełna optymizmu i nadziei na szybki powrót do ojczyzny. Pieśń zdobyła niezwykłą popularność wśród żołnierzy. Towarzyszyła spotkaniom patriotów, zagrzewała do walki, a w polskich domach jej melodię wygrywały zegary i pozytywki.

Od 1927 roku oficjalnie hymnem Rzeczypospolitej Polskiej Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku „Mazurek Dąbrowskiego” uważany był przez większość społeczeństwa za hymn odrodzonej Polski. W roku 1927 stał się oficjalnym hymnem Rzeczypospolitej. Mało kto wie, że do konstytucji wpisano tę pieśń dopiero za czasów I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. I właśnie wówczas – 17 lipca 1978 roku – powołano muzeum w Będominie, które w bardzo atrakcyjny sposób pokazuje bogatą historię polskiego hymnu narodowego. Opuszczałam je pełna wrażeń i dumy. Jeśli będą Państwo podróżować po Pojezierzu Kaszubskim, koniecznie muszą zajrzeć do Będomina, położonego 10 km na północny wschód od Kościerzyny, bo naprawdę warto! HALINA MEDVEDOVÁ 27


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 28

Jedziesz na wakacje? Weź do plecaka

rolki!

Z

aczęło się lato, czas pomyśleć o wakacyjnych wyjazdach, które warto połączyć z aktywnością fizyczną. Przydałoby się zrzucić kilka kilo, a nie bardzo wiadomo jak. Pomóc w tym mogą rolki – jazda na nich to nie tylko dobra zabawa i przyjemność, ale także świetny sposób na odchudzanie. Pod tym względem rolki biją na głowę inne popularne sporty – śmigając na nich spalamy w ciągu godziny średnio dwa razy więcej kalorii, niż jeżdżąc na rowerze lub pływając. Skuteczniejsze jest tylko bieganie, ale rzadko kto jest w stanie biec dłużej niż godzinę czy dwie. Na rolkach możemy za to jeździć wiele godzin, nie odczuwając głodu ani szczególnego zmęczenia. Przyczyną jest technika – dzięki kółkom, nawet gdy jesteśmy zmęczeni, i tak posuwamy się do przodu i odczuwamy przyjemność z jazdy, inaczej niż w przypadku pieszych wędrówek czy biegów, które o wiele bardziej obciążają kolana. Jazda na rolkach doskonale też współgra z ludzką fizjologią. Mówiąc w uproszczeniu, nasz organizm zużywa energię i korzysta z mięśni w sposób, który pozwala na oszczędzanie zapasów glikogenu (rezerw energetycznych w mięśniach i wątrobie) i szybkie przejście na spalanie tłuszczu. Czyli inaczej niż w przypadku biegania czy jazdy na rowerze, kiedy to szybciej zużywamy glikogen, przez co robimy się głodni i musimy coś zjeść. Rolki to idealne rozwiązanie – nic tylko je założyć i patrzeć, jak opada wskazówka na wadze. Ale zaraz… żeby był efekt, trzeba jeździć długo! Najlepsze są kilkugodzinne wycieczki. I tu pojawia się problem – w Bratysławie, Koszycach i innych słowac28

kich miastach za bardzo nie ma gdzie poszaleć. Kręcenie się w kółko wokół stadionu jest dobre dla początkujących, ale po godzinie każdemu może się znudzić. Na szczęście można wyjechać za miasto, np. na Dunajską Hradzę pod Bratysławą, albo gdziekolwiek tam, gdzie się da jeździć na rolkach. Coraz więcej długich, idealnie gładkich asfaltowych tras dla rolkarzy i rowerzystów powstaje na Podta trzu i w Polsce. Można na nich zrobić w ciągu jednego dnia nawet kilkadziesiąt kilometrów, podziwiając po drodze piękne widoki. O jednej z takich tras – 35-kilometrowej rolkostradzie z Nowego Targu do Trsteny na Orawie – pisaliśmy już w „Monitorze” przed rokiem (wrzesień 2015). Warto o tej trasie przypomnieć i skorzystać z niej przy okazji pobytu na Orawie czy Podhalu. Ale na tej kultowej trasie możliwości rolkarskie się nie kończą. Sieć świetnych rolkostrad powstała w ostatnim czasie także na Spiszu. Jedna z nich jest szczególnie malownicza, a skorzystać z niej można w ramach urozmaicenia górskich wędrówek po Tatrach Wy sokich i Bielskich. Mowa o 10-kilometrowej trasie ze Spiskiej Białej do Tatrzańskiej Kotliny, gdzie swój początek ma kilka znanych tatrzańskich szlaków turystycznych. Co ciekawe, już wiosną przyszłego roku ta trasa ma zostać przedłużona do Żdiaru, a stamtąd do Kacwi na i dalej do Nowego Targu. Rano w góry, a po południu, gdy starczy sił, na rolkach do Polski – już wkrótce nasze sportowe aktywności w Tatrach mogą wyglądać właśnie w ten sposób. Podobnych tras jest na słowa ckim Podtatrzu więcej, m.in. w re-

jonie Kieżmarku, Popradu, Lewoczy i w Liptowskim Mikulaszu. Rolki warto zabrać ze sobą, planując wakacje w Polsce. Nad morzem dobrym przykładem jest świetna promenada nadmorska w Gdańsku i Sopocie, która jest wręcz oblegana przez rolkarzy i rowerzystów. Ciekawe trasy dla rolkarzy są także w Świętokrzyskiem. Polecam zwłaszcza rolkostrady Busko Zdrój – Wełecz – Kameduły oraz Sielpia – Radoszyce. W obu przypadkach urlop będzie udany nie tylko ze względu na rolki. Busko Zdrój to znane i urokliwe uzdrowisko, którego reklamować nie trzeba. Z kolei Sielpia Wielka to takie świętokrzyskie Mazury, gdzie można odpocząć nad malowniczym jeziorem wśród sosnowych lasów. Pakujcie zatem rolki i w drogę – tyle miejsc do zobaczenia. To może być naprawdę ciekawy i korzystny dla zdrowia urlop. JAKUB ŁOGINOW

PROGRAM INSTYTUTU PO Ë 17 LAT POLSKI W NATO 7-13 lipca, Bratysława, Nieformalna galeria IP, ul. Klobučnícka Wystawa przedstawia okres członkostwa Polski w strukturach NATO w latach 1999 – 2016. Ë MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL GITAROWY 2016 15-17 lipca, Modra, niemiecki kościół ewangelicki, ul. Dolná 1 W tym roku 15 lipca wystąpi Śląski Oktet Gitarowy, złożony z pedagogów i studentów Akademii Muzycznej w Krakowie i Katowicach, zaś 16 lipca Duo Classico, czyli Małgorzata Otremba (solowa flecistka polskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia) i Andrzej Otremba (znany polski gitarzysta i nauczyciel). Więcej informacji: www.modra.sk, www.guitaroctet.eu Ë 101. ŚWIATOWY KONGRES ESPERANTA 22-30 lipca, Nitra W dniu 22 lipca o godz. 17.00 w nitrzańskiej synagodze odbędzie się otwarcie wystawy Zamenhof, prezentującej życie i dzieło inicjatora języka esperanto. MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 29

Klub PolsKI TreNcZyN zaprasza klubowiczów ze wszystkich regionów oraz ich przyjaciół na tradycyjne czternaste już międzynarodowe spotkanie pod Trenczyńskim Zamkiem

Przyjaźń bez granic soboTa, 10 wrZeśNIa 2016 r. w programie występy dziecięcego zespołu folklorystycznego „PRZYGODA” z rybnika na trenczyńskim rynku (ok. godz.14.00), gdzie równocześnie będzie mieć miejsce festiwal „Pod trenczyńską bramą“. Po występach w siedzibie Klubu odbędzie się wernisaż wystawy prac z dziecięcego workshopu Klubu Polskiego Koszyce „Krok za krokiem w kierunku sztuki 2016“ oraz wspólna biesiada polonijna.

Życzenia

Monice Dikáczovej i jej mężowi Przemysławowi Fabijańczykowi składamy serdeczne gratulacje z okazji narodzin ich syna. Artur Fabijańczyk przyszedł na świat 8 czerwca w Gorzowie Wielkopolskim. Maluszkowi życzymy samych słonecznych dni! Przyjaciele z Klubu Polskiego

SPROSTOWANIE Do artykułu „Gdy piłka w grze“, zamieszczonego w czerwcowym numerze „Monitora“, zakradła się nieścisłość: grupy C i D dotyczyły eliminacyjnej fazy rozgrywek; w pierwszej części Euro 2016 walczyli już zwycięzcy tych grup, zmieniła się więc i klasyfikacja, i liczba drużyn. Polska znalazła się więc w grupie C wraz z Niemcami, Irlandią Północną i Ukrainą, Słowacja zaś walczyła w grupie B z Rosją, Anglią i Walią.Wszystkich fanów piłki nożnej przepraszam za ten błąd. Choć widać, że kibic ze mnie nieszczególny, to jednak bardzo mocno trzymałam kciuki za obie drużyny – i polską, i słowacką. AGATA BEDNARCZYK

U T U P O L S K I E G O W B R AT Y S Ł A W I E L I P I E C - S I E R P I E Ń 2 016 Ë ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY W OBIEKTYWIE SŁOWAKÓW 28 lipca – 7 sierpnia, Bratysława, Nieformalna galeria IP, ul. Klobučnícka Najbliższe Światowe Dni Młodzieży, czyli ogólnoświatowe spotkanie młodzieży katolickiej, odbędą się od 25 do 31 lipca 2016 roku w Krakowie. Nieformalna Galeria IP stanie się miejscem prezentacji fotografii wykonanych przez Słowaków rejestrujących to wydarzenie. Ë MIKULÁŠSKY JAZZOVÝ FESTIVAL 2016: A. ZARYAN, M. TOKAJ 29-31 lipca, Liptowski Mikulasz, Route 66, ul. 1. mája Koncert wokalistki jazzowej Agi Zaryan i pianisty Michała Tokaja Ë KONCERTY ORGANOWE KRZYSZTOFA LUKASA 2 sierpnia, godz. 20.00, Bardějov, bazilika św. Egídia, Radničné nám. 3 sierpnia, godz. 19.00, Humenné, kościół rzymskokatolicki, Brestovská 4 sierpnia, godz. 19.00, Michalovce, kościół rzymskokatolicki, Kostolné námestie W programie muzyka Jana z Lublina, Mieczysława Surzyńskiego, Johanna Sebastiana Bacha, Felixa MendelssohnaBartholdyego i Louisa Vierne’a. LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Ë TRNAVSKÝ JAZZYK: ADAM BAŁDYCH & HELGE LIEN Ë MOSTY – GESHARIM TRIO • 6 sierpnia, godz. 19.00, Trnawa, Mestský 12 – 15 sierpnia, Liptowski Mikulasz, amfiteáter, ul. Halenárska 20 synagoga, ul. Hollého • W ramach projektu Trnawa jest miastem mającym nie tylko własny Mosty – Gesharim spotkają się artyści język, ale i własny festiwal jazzowy, na którym z Polski, Słowacji, Czech i Węgier, czyli w tym roku swój styl zaprezentuje utalentowany Peter Lipa, Milan Lasica, Jaromír Nohavica polski skrzypek Adam Bałdych, występujący z Robertem Kuśmierskim. Kwartet ten z trio norweskiego pianisty Helge Liena. uzupełni węgierski saksofonista i wokalista Gábor Vinand. Ë POLSKIE PLAKATY TEATRALNE Więcej informacji: www.mosty-gesharim.sk 8 – 28 sierpnia, Bratysława, Nieformalna galeria IP, ul. Klobučnícka • Wystawa polskich Ë DIKANDA • 25 sierpnia, Brezno, Bombura, plakatów teatralnych ze spektakli nám. M. R. Štefánika 16 • Występ zespołu prezentowanych w teatrach słowackich Dikanda, gwiazdy polskiej world music, we współpracy z Instytutem Polskim w klubie Bombura. Wielokrotnie nagradzana grupa czerpie inspiracje z polskiej muzyki Ë TEATR ÓSMEGO DNIA: SUMMINT_2.0 ludowej, motywów i rytmów cygańskich, 10 sierpnia, godz. 21.00, Bratysława, Tyršovo orientalnych, macedońskich i bałkańskich. nábrežie • Monumentalne przedstawienie na Więcej informacji: www.bombura.sk, otwartej przestrzeni Summit_2.0 w wykonaniu dikanda.com Teatru Ósmego Dnia wraz z artystami Divadla Skrat Ë SPADOCHRONIARZE. THE SILENT AND UNSEEN 29 sierpnia – 18 września, Bratysława, Ë FESTIWAL ORGANOWY: WITOLD ZALEWSKI Nieformalna galeria IP, ul. Klobučnícka 11 sierpnia, godz. 19.00, Bratysława, Wystawa przygotowana przez Wojskowe katedra św. Martina, Rudnayovo nám. 1 Centrum Edukacji Obywatelskiej Koncert Witolda Zalewskiego, głównego im. płk. dypl. Mariana Porwita we współpracy organisty na Wawelu, w ramach VII Festiwalu z Departamentem Dyplomacji Publicznej Organowego. W programie kompozycje i Kulturalnej MSZ RP z okazji Roku Johanna Sebastiana Bacha, Césara Francka, Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Feliksa Nowowiejskiego i Bronisława Krajowej, ustanowionego przez Sejm RP Kazimierza Przybylskiego Więcej informacji: wceo.com.pl 29


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:41 Page 30

israel friendly - moja historia

I

Izrael – kraj skomplikowany, historia pogmatwana, ludzie nieoczywiści. Czy to naprawdę opis tej Ziemi Obiecanej?

Państwo jednak zrozumieć, że nigdy do odważnych osób nie należałam. Zawsze podróżowałam z rodzicami, całe swoje życie spędziłam w Polsce, nie wyjeżdżając na wakacje do pracy, tak jak to robiło wielu moich znajomych. Nie umiałam porozumiewać się po angielsku i to był mój kompleks. Jednym słowem, gdyby mnie Państwo znali kilka lat temu, nie spodziewaliby się, że wpadnę na tak szalony pomysł, jak samotna podróż do kraju na Bliskim Wschodzie, gdzie co kilka lat wybucha wojna.

Ruszam z kopyta Kawiarniany początek Izrael oczarował mnie już samym opisem. Pierwszy raz o wyjeździe tam pomyślałam 3 lata temu, kiedy na mojej drodze pojawili się izraelscy przedsiębiorcy, otwierający w Warszawie przy Kruczej kawiarnię „Aroma”. Chodziłam tam z koleżankami na kawę, bo wieść gminna niosła, że właśnie tam stężenie przystojnych mężczyzn na metr kwadratowy jest o wiele wyższe niż gdziekolwiek indziej. Przychodziłam i chłonęłam tamtejszą atmosferę. Stoły w tej kawiarni były długie, dzięki czemu do obfitych posiłków zasiadały przy nich całe rodziny. Polubiłam to miejsce. Polubiłam Izraelczyków, których tam spotkałam – to był zupełnie inny świat. Miałam nowych znajomych, więc nie chcąc wyjść na ignorantkę, któregoś dnia po prostu zaczęłam czytać artykuły na temat ich kraju, po nocach oglądałam filmy dokumentalne o Izraelu, jego historii, kulturze, konflikcie izraelsko-palestyńskim, czyli w zasadzie o wszystkim, co miało z nim jakikolwiek związek.

„Izraelski wirus“ Pracowałam wtedy w dziale szkoleń dużej stacji telewizyjnej. Niemal codziennie przynosiłam do biura nową książkę, nowy artykuł i w prze -

Pół roku później projekt Israel friendly ruszył z kopyta! Byłam już spakowana, nabuzowana emocjami i nawet zazdrościłam sama sobie, że udało mi się doprowadzić do tego wyjazdu. Miałam sponsorów, partnerów i wsparcie rodziców. Oni wszyscy wierzyli we mnie lub przynajmniej obdarzyli mnie kredytem zaufania i chwała im za to.

Pierwsze jaskółki

rwach czytałam. Dostałam jakiegoś „izraelskiego wirusa”. Moje otoczenie jakoś to tolerowało, ale z dużym dystansem, czasami wtrącając w żartach, że się „zżydziłam do reszty”.

Niespodziewany przełom Któregoś jesiennego dnia obudziłam się i wiedziałam, czego chcę i jak to osiągnąć. Tego ranka postanowiłam, że zostanę samozwańczą dziennikarką. Pojadę do Izraela na kilka miesięcy i będę kręcić filmiki o tym kraju. I nic nie było mnie w stanie zatrzymać. Muszą

Więcej na temat słonecznej izraelskiej emigracji autorki mogą Państwo poczytać na jej blogu: www.izraelfriendly.pl 30

Pierwsze moje relacje filmowe i teksty na blogu dotyczyły toczącej się wówczas wojny. Tutejsi mówili, że to nic nadzwyczajnego, że mniej więcej co 2-3 lata mają taką samą sytuację. Zwykle składa się na to kilka czynników: kryzys w negocjacjach pokojowych plus jakieś wydarzenie, które jest aktem jawnej agresji którejś ze stron. I pomimo, że ta agresja nie jest odbiciem myśli i intencji wszystkich Izraelczyków i Palestyńczyków, to jednak konsekwencje tego ponoszą oba narody.

Czym chata bogata Izraelczycy przywitali mnie niewiarygodnie przyjaźnie. Właściwie od pierwszych dni byłam zapraszana od domu do domu przez nowo poznanych znajomych. Czasem na obiad, kawę, poczęstunek, na piątkową szabasową kolację. To było MONITOR POLONIJNY


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:42 Page 31

niewiarygodne doświadczenie. Podróżowałam sama i dzięki temu miałam mnóstwo czasu i uwagi dla ludzi, których spotykałam. Miałam czas, by porozmawiać z każdym i o wszystkim. I taka też była moja prawdziwa intencja. Rozmawiać z dzisiejszymi Żydami, zajrzeć do ich umysłów, skonfrontować z rzeczywistością to, co ludzie w Polsce mówią o Izraelu i Izraelczykach.

Aroganccy? Sprawdzałam każdą tezę czy informację, o której czytałam w książkach. Nakręciłam nawet krótki filmik o przewrotnym tytule „Mówią o nas aroganccy“. Rozmawiałam z Izraelczykami wprost o tym, jakie jest ich wyobrażenie o sobie i skąd się może u nich brać poczucie wyższości. Według międzynarodowej opinii Izraelczycy są ponoć wyniośli i aroganccy. Chciałam skonfrontować tą tezę i pokazać tych „okropnych” i „aroganckich” ludzi. Jak się pewnie Państwo spodziewają, moja opinia o nich była zupełnie inna. Kiedy patrzyłam w twarze konkretnych osób i pozwalałam im mówić, stereotypy przestawały mieć rację bytu, bo historia każdego człowieka była inna, przyczyny zachowań zrozumiałe, a ich ocena co najmniej względna. I o to właśnie w moim projekcie chodziło. Zależało mi na tym, żeby pokazywać ludzi, z którymi my Polacy możemy się utożsamić. W swoich materiałach mówiłam także o różnicach kulturowych i zawsze starałam się pokazać dwie strony medalu. Mówiłam o tym, co mi się w Izraelu podoba, czego brakuje mi w Polsce, i o tym, co nie zyskało mojej aprobaty. KAROLINA CZYŻOWSKA, Izrael

Florbal, czyli unihokej Też jesteście fanami sportu, tak jak moja rodzina? Ostatnio mieliśmy okazję oglądania wielu znaczących imprez sportowych i kibicowaniu naszym drużynom. U nas w domu jest fajniej niż w domach moich kolegów, bowiem my możemy oglądać dwa razy więcej meczów, kibicując i Polsce, i Słowacji. Nie będę się tu jednak rozpisywał o wielkich sportowych rozgrywkach, np. tych w piłce nożnej, które wszyscy oglądaliśmy na przełomie czerwca i lipca, ale opowiem wam o tych naszych. Bo przecież gra w prawdziwym zespole to zupełnie co innego niż kibicowanie! Razem z moim bratem gramy w miejscowym klubie unihokeja (po słowacku to florbal, zaś po angielsku floorball) i ostatnio reprezentowaliśmy Nemszową na mistrzostwach Słowacji dzieci do lat 9, które zostały rozegrane w Koszycach. Hala sportowa była podzielona na 3 boiska, na których równocześnie grało 6 drużyn. Z tego powodu panowała niesamowita atmosfera, ponieważ mieszały się głosy 3 kibicujących grup, które cieszyły się z każdego zdobytego gola i wydawały dźwięki rozczarowania, gdy piłka nie wpadała do bramki. A wierzcie mi, kibice mieli ze sobą prawdziwe bębny i trąbki, co motywowało nas do walki. W sobotę rozegraliśmy 3 mecze, a w niedzielę 1 mecz w kwalifikacjach. Niestety nie udało się nam wywalczyć miejsca w finale. Było nam przykro, ale rodzice powtarzali, abyśmy się nie martwili, bo najważniejsze, że walczyliśmy i daliśmy z siebie wszystko. Na koniec dostaliśmy pamiątkowe medale i dyplomy, co nas trochę pocieszyło.

Nie wiem, czy wiecie, co to za sport ten unihokej. To gra podobna do hokeja, w której zawodnicy biegają po boisku z kijkami, by ażurową plastikową piłeczką trafić do bramki. Oczywiście, kto strzeli więcej goli, wygrywa. W dorosłych zespołach gra 5 zawodników i bramkarz. Wszyscy oni w trakcie gry mogą się wymieniać na boisku wielokrotnie – wymiana może dotyczyć pojedynczych graczy lub całej formacji. Nas obowiązują trochę inne zasady: nasza formacja składa się z 3 zawodników, boisko i bramki są mniejsze.

A wiecie skąd pochodzi unihokej? Grę wymyślili w latach 50. XX wieku pracownicy fabryki tworzyw sztucznych Cosom w USA, którzy wyrobili sobie kijki dla zabawy i zaczęli za ich pomocą strzelać gole. Do Europy sport ten sprowadzili Szwedzi, dlatego rozpowszechnił się on najpierw w krajach skandynawskich, a później w całej Europie; dotarł też do Japonii. Co roku odbywają się mistrzostwa świata kobiet i mężczyzn w unihokeju. W tym roku wzięły w nich udział nasze starsze koleżanki z Nemszowej, reprezentując Słowację. Może kiedyś będziemy tam grać i my? JAKUB KRCHEŇ z mamą ALEKSANDRĄ

REBUS

Dalszy ciąg w kolejnym numerze „Monitora“ LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

31


Monitor07-08:Monitor06 06/07/16 11:42 Page 32

Letnie imprezy, pikniki i grille czasami stanowią nie lada wyzwanie. Gdy zapraszamy szczególnych gości, zazwyczaj chcemy zrobić dobre wrażenie. I tu pojawia się problem – potrzebne na taką okazję jest danie niezbyt trudne, ale

budzące uznanie. Znacie takie? Na ratunek pospieszyła nam pani Monika Krzepkowska, dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie, która nadesłała do „Monitora” przepis na kisz. Brzmi elegancko, a jak smakuje…

kisz na elegancko

Składniki: ciasto

Sos wypełniający

• 250 g mąki pszennej • 125 g masła (zimnego i twardego) • 1/4 szklanki zimnej wody • 1 łyżka oleju • szczypta soli

• 1/2 szklanki śmietany (18-22%) • 1/4 szklanki mleka • 1/2 szklanki tartego sera żółtego (najlepiej parmezanu) • 2-3 jajka • sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Farsz (wg uznania) • zblanszowane brokuły, młode marchewki lub inne warzywa • kawałki wędzonej lub pieczonej ryby, np. łososia • szybko podduszona na maśle rukola (maks. 2 minuty), doprawiona tymiankiem • kawałki sera – camemberta, pleśniowego lub innego

Sposób przyrządzania: Aby sporządzić ciasto, musimy jak najdrobniej posiekać masło w mące, dodać pozostałe składniki i dość szybko wyrobić ręcznie. Z tego formujemy kulę i schładzamy w lodówce (ok. 1 h). Możemy też zostawić ją do następnego dnia.

W celu przygotowania sosu mieszamy dokładnie ze sobą jajka, śmietanę i mleko, do tego dodajemy żółty ser i przyprawy. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Tradycyjna forma do pieczenia kisza jest blaszana i okrągła, ale korzystamy z tego, co mamy. W formie umieszczamy ciasto, wykładając nim wnętrze wysoko, do samego brzegu. Nakłuwamy widelcem. Następnie układamy wybrane składniki, np. rybę, rukolę, warzywa, sery, i zalewamy sosem. Wierzch możemy posypać tartym serem. Pieczemy około 35 – 45 minut, najpierw na dolnym ruszcie, a po 20 minutach na środkowym. Przyrządzanie kisza wciąga! Ci, którzy zdecydują się na jego przygotowanie, szybko zaczną eksperymentować, bo to danie nie tylko eleganckie i uniwersalne (można je podawać na ciepło i zimno), ale i pozwalające wykorzystać fantazję kreatywnych kucharzy. Smacznego! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2016/7-8  
Monitor Polonijny 2016/7-8  
Advertisement