Page 1

str.22

w Trójmieście

ow a

św

e

Słowacy

4 str.

ięt

jow

Ma

nie

ISSN 1336-104X

Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:40 Page 33

str.6

Maciej Stuhr: „Czekałem na rolę bohatera, który zawsze wie, kogo uderzyć w mordę“


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:34 Page 2

P

onad połowa słowackiego społeczeństwa to kobiety. Również w Klubie Polskim dominuje płeć piękna. Może dlatego, że kobiety są bardziej elastyczne i to one, w przypadku emigracji sercowej, potrafią opuścić swoją ojczyznę, by pojechać za ukochanym? Tak czy siak jedno jest pewne – każda kobieta lubi być doceniona i w domu, i w pracy, i za działalność społeczną. To założenie przyświeca corocznie organizatorowi Dnia Kobiet w Dubnicy nad Wagiem Zbigniewowi Podleśnemu. Uroczystość z tej okazji, która miała miejsce w siedzibie klubowej w Du bnicy, była jak zwykle starannie zaplanowana. Na stołach nie zabrakło sło-

dkich i słonych smakołyków oraz napojów, o które zadbały członkinie Klubu, zaś program kulturalny był urozmaicony. Wystąpiła w nim młodzież z bratysławskiego oddziału Klubu: troje rodzeństwa Głębockich wraz ze słowackim perkusistą, tworzących zespół MPAP z Malinova. W ich wykonaniu zabrzmiały zarówno przeboje słowackie, jak i polskie, za co młodzi artyści zostali nagrodzeni gromkimi brawami. Dopisali też goście. Do Dubnicy przybyli ambasador RP w RS Leszek Soczewica z  małżonką Magdaleną, konsul, radca-minister Jacek Doliwa.

2

Dzień Kobiet w Dubnicy nad Wagiem

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Obecni byli też gospodarze miasta, czyli burmistrz Jozef Gašparik, jego zastępca František Mikolašek z małżonką Aleną. Najwyższy polski przedstawiciel na Słowacji, ambasador Soczewica podkreślił zaangażowanie dubnickiej

Polonii w zacieśnianie więzi między Polską a Słowacją, zaś władzom miasta podziękował za doskonałą współpracę i zapewnienie godnych warunków lokalowych dla Klubu Polskiego w tym mieście. Burmistrz Gašparik także nie krył zadowolenia z owocnej współpracy, a ponadto podziękował za szczególne zaangażowanie Zbigniewowi Podleśnemu i swojskim sposobem wytknął młodym, że nie garną się do pracy na rzecz Polonii. Po przemówieniach były życzenia i podziękowania i, aby tradycji stało się za dość, wszystkim paniom wręczono goździki i bombonierki. Biesiadowanie w serdecznej, rodzinnej atmosferze, jak zawsze na Poważu, umiliła Renata Straková, która zmobilizowała wszystkich do wspólnych śpiewów przy akompaniamencie gitary. Aż żal było kończyć to przyjemne spotkanie. Do zobaczeRED. nia na kolejnych!

MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:34 Page 3

Ale kino! – można rzec, po przejrzeniu majowego „Monitora“, w którym króluje właśnie kino. Z kinem związany jest wybitny polski aktor, który ostatnio zagrał główną rolę w słowackoczesko-polskim filmie „Czerwony kapitan“. Mowa oczywiście o Macieju Stuhrze, o którego obecności w Bratysławie, związanej z kręceniem wspomnianego filmu, informowaliśmy już kiedyś na łamach „Monitora“. Teraz, podczas słowackiej premiery „Czerwonego kapitana”, udało się nam z nim porozmawiać, a z efektem tej rozmowy mogą się Państwo zapoznać na str. 6 w rubryce „Wywiad miesiąca”. Ale to nie jedyny Stuhr, o którym mowa w niniejszym numerze naszego pisma. Do zapoznania się z historią rodziny Stuhrów zachęca nasza redakcyjna koleżanka, prezentująca na str. 20 książkę, autorstwa Jerzego Stuhra, ojca Macieja, równie wybitnego aktora, zatytułowaną „Stuhrowie. Historie rodzinne”. Kinu poświęcona jest też krzyżówka, którą znajdą Państwo na str. 26. Ale kino! – można by też powiedzieć, reagując na informację o tym, że w tym roku „Monitor” otrzymał mniejszą dotację niż w ubiegłym. Z tego też powodu musieli Państwo czekać na kolejny numer dłużej niż zwykle, bowiem wobec zaistniałej sytuacji zostaliśmy zmuszeni do zmniejszenia liczby wydawanych numerów pisma w tym roku do 9. Ale nie spuszczamy z tonu! Tym bardziej, że mamy co relacjonować. W ciągu kilku ostatnich tygodni miało miejsce tyle wydarzeń kulturalnych, że relacje z nich musieliśmy wręcz upychać w rubryce „Z naszego podwórka“. Działo się nie tylko w Klubie Polskim w Bratysławie, gdzie Polonia powitała wiosnę inaczej niż zwykle (str. 12) i gdzie odbył się II Turniej Tenisa Stołowego (str. 14), ale i w Dubnicy nad Wagiem, gdzie świętowano Dzień Kobiet (str. 2). O wydarzeniach kulturalnych informowali także przedstawiciele słowackich polonistyk z Bańskiej Bystrzycy (str. 16) i Preszowa (str. 9). W Instytucie Polskim natomiast odbyła się ciekawa dyskusja na temat holocaustu, o której mogą Państwo przeczytać na str. 10. Jak zwykle nie ograniczamy się na naszych łamach tylko do słowackiego podwórka, ale wychodzimy też poza nie. Od naszej czytelniczki tuż zza miedzy, a konkretnie z Brna, otrzymaliśmy przepis na wspaniałe pyzy wielkopolskie. Prezentujemy go w „Piekarniku” (str. 32). Z Wielkopolski blisko już do Gdańska, gdzie – jak się okazuje – mieszka kilkudziesięciu Słowaków. O losach dwojga z nich przeczytają Państwo na str. 22. Także za miedzą, tym razem w Wiedniu, odbyła się gala wręczenia polonijnych Oscarów, czyli Złotych Sów, które otrzymały dwie nasze współpracowniczki (str. 16). A dzięki rubryce „Rozsiani po świecie“ (str. 30) przeniesiemy się tym razem do Dubaju. Niekiedy słyszę skargi, że nie wiedzieli Państwo o tym czy innym przedsięwzięciu. Szczególnie wtedy, gdy zamieszczamy relację z wyjątkowo udanych imprez. Dlatego zachęcam do zapoznania się z ogłoszeniami, dotyczącymi zaplanowanych przedsięwzięć, z których wymienię choćby tradycyjne spotkanie „Z Polską na Ty“, które odbędzie się 1 maja, czy Zielone Świątki, na które zapraszamy od 13 do 15 maja. Więcej na str. 28. Życzę miłej lektury! W imieniu redakcji

Majowe świętowanie

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Maciej Stuhr: „Czekałem na rolę bohatera, który zawsze wie, kogo uderzyć w mordę“ 6 Z NASZEGO PODWÓRKA

9

KINO-OKO Pokłosie na weselu

18

SŁOWACKIE PEREŁKI Komárno czy Komárom

19

CZUŁYM UCHEM Hip-hop na poważnie. Wyjątkowy projekt Miuosha, Jimka i NOSPR-u 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI „Stuhrowie. Historie rodzinne” 20 Słowacy w Trójmieście

22

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Opozycja przeciwko komunizmowi na Słowacji. Ekolodzy i pracownicy domów kultury

24

Krzyżówka filmowa

26

WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE Piosenka, która udawała Greka

28

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Dubaj - kraina ekspatów

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Moja polska szkoła

31

PIEKARNIK Na wielkopolskim stole

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Magdalena Smolińska • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 • ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky – program Kultúra národnostných menšín 2016 a Stowarzyszenia „Współnota Polska“

www.polonia.sk MAJ 2016

3


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:34 Page 4

P

rzed nami zdecydowanie najpiękniejszy okres w roku – zielona i słoneczna wiosna, czyli czas pozbywania się ciepłych okryć, pierwszych rowerowych wycieczek i swobodnego, ogrodowego świętowania. W tym roku nie zabraknie nam okazji, by dłużej cieszyć się majową wolnością – mamy przecież tradycyjny długi weekend na początku miesiąca oraz kończące miesiąc dni wolne, związane ze świętem Bożego Ciała. Po drodze są jeszcze Zielone Świątki i wychodzi na to, że przez cały miesiąc do pracy będziemy chodzili odpocząć od majowych aktywności. Nikogo chyba nie dziwi, że kalendarz polskich tradycji i zwyczajów w maju jest tak obfity. W końcu to czas definitywnego pożegnania zimy, eksplozji zieleni, a dla wielu z nas chwila żywszych uczuć i romantycznych chwil. Zimna Zośka, czyli dzień imienin Zofii (15 maja), i tradycyjne ostatnie w sezonie

OD 4 MARCA funkcjonuje nowa ustawa o prokuraturze, na podstawie której połączona została funkcja Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Nowym szefem prokuratury został minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. DNIA 8 MARCA zebrał się Trybunał Konstytucyjny, który uznał, że kilkanaście zapisów nowelizacji ustawy o tymże Trybunale autorstwa PiS jest niekonstytucyjnych; orzekł też, że cała nowela jest sprzeczna m.in. z konstytucyjną zasadą poprawnej legislacji. Premier Beata Szydło zapowiedziała, iż orzeczenie Trybunału nie zostanie opublikowane. 4

Majowe świętowanie przymrozki, spędzają sen z powiek wszystkim miłośnikom ogrodnictwa, którzy – kiedy połowa maja już minie – mogą na całego szaleć w ogrodzie. A powodów wzmożonych prac ogrodowych jest wiele. Najważniejszym z nich jest oczywiście grillowanie. To nowa polska (i nie tylko) tradycja ogrodowa. Kiedyś na grillu skwierczały głównie kiełbaski i karkówka, dziś dominuje zdrowa kuchnia: ryby, warzywa, chude mięso, chociaż i kiełbaska się też znajdzie. W tym roku zimna Zośka mogłaby nas trochę rozpieścić pogodą – w końcu akurat tego dnia wypadają Zielone Świątki, czyli święto Zesłania Ducha Świętego. Kiedyś uważano ten dzień za początek lata. Był to czas majenia, czyli ubie-

rania w zieloność domów i obejść. Do tego celu wykorzystywano głównie młode gałęzie brzóz. Było to też święto rolników, pasterzy i panien na wydaniu. Współcześnie to jeszcze jedna okazja do rodzinnych i towarzyskich spotkań, nawet Klub Polski urządza w tym dniu wielkie świętowanie. Do kolejnej polskiej świeckiej tradycji należy długi weekend, którego częścią jest też święto Bożego Ciała. Kto może, bierze wolny piątek, szkoły na ogół dają wolne uczniom… i znowu można odpoczywać aż przez cztery dni. W Polsce masowo odwiedzane są wtedy kurorty nadmorskie, a plaże wypełniają się amatorami wczesnej opalenizny. Boże Ciało z tradycyjną procesją i biciem

W ZWIĄZKU z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego 12 marca w Warszawie odbyła się manifestacja, wzywająca rząd do jego publikacji; uczestniczyło w niej kilkanaście tysięcy osób. Protest został zorganizowany przez Nowoczesną. Demonstracje odbyły się także w innych miastach.

koła. Auto wpadło w poślizg i zsunęło się do rowu. Nikomu nic się nie stało. Prowadząca śledztwo w tej sprawie opolska prokuratura okręgowa uznała, że przyczyną wypadku było najechanie na leżący na jezdni płaski przedmiot o nieregularnych krawędziach.

KOMISJA WENECKA 10 marca opublikowała opinię na temat Trybunału Konstytucyjnego pisząc na koniec, że „osłabianie efektywności Trybunału podważy demokrację, prawa człowieka i rządy prawa“ w Polsce.

W POLSCE pojawiła się realna możliwość wprowadzenia całkowitego zakazu przerywania ciąży, nawet jeśli zagraża ona życiu kobiety. Sprawa ta wywołała falę protestów. Manifestacje przeciwników zmiany przepisów odbyły się w Warszawie i w wielu innych miastach Polski. Swój sprzeciw wyraziły też byłe pierwsze damy, które we wspólnym oświadczeniu przypomniały, że kompromis z 1993 r. w sprawie aborcji jest efektem poważnej dyskusji i został wypracowany z dużym trudem. „Jego siła polega na tym, że od ponad dwóch dekad chroni obie strony sporu przed radykalizacją prawa – w którąkolwiek ze

PREMIER BEATA SZYDŁO zdecydowała o przekazaniu opinii Komisji Weneckiej do Sejmu, by parlamentarzyści wszystkich klubów mogli podjąć wspólną pracę nad rozwiązaniem sporu politycznego. W LIMUZYNIE, którą 4 marca podróżował Andrzej Duda, doszło do uszkodzenia opony tylnego

stron. Dlatego zdecydowałyśmy się go bronić“ – napisały Anna Komorowska, Jolanta Kwaśniew ska i Danuta Wałęsa. W WIEKU 80 lat zmarł aktor Marian Kociniak, niezapomniany Franek Dolas z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową“ Tadeusza Chmielewskiego czy murgrabia z serialu „Janosik” Jerzego Passendorfera. W MARKOWEJ k. Łańcuta (Podkarpackie) 17 marca uroczyście otwarto Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów. Obecny na uroczystości prezydent Andrzej Duda podkreślił, że Polska i sprawiedliwość dziejowa potrzebowały takiego miejsca. W DNIU 18 MARCA Sejm uchwalił ustawę, na podstawie której osoby po ukończeniu 75. roku życia bez względu na status materialny będą miały prawo do bezpłatnych leków, znajdujących się na wykazie ministra zdrowia. MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:34 Page 5

dzwonów ma niespotykany gdzieindziej urok. Sypanie kwiatów, błyszcząca w słońcu monstrancja i ozdobiona trasa przejścia procesji wpływają na wzniosły charakter tego dnia, a jednocześnie są świadectwem, że i Bóg czasami wychodzi na ulicę, między zwykłych ludzi. Być może dlatego też właśnie w maju dzieci przystępują do pierwszej komunii świętej – biel ich strojów najpiękniej komponuje się z czystością młodej przyrody, a mnogość świąt skłania do religijnych refleksji. Jak widać, maj w Polsce jest podwójnie piękny: raz, że daje rodakom wiele okazji do świętowania, spotkań z rodziną i przyjaciółmi, dwa – ponieważ właśnie w tym miesiącu rozkwitają nasze najpiękniejsze tradycje. Począwszy od Święta Konstytucji 3 Maja, zarazem święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, poprzez Zielone Świątki, Dzień Matki oraz Boże Ciało możemy niejeden raz powrócić do tego, co towarzyszyło nam PIERWSZEGO KWIETNIA ruszył rządowy program Rodzina 500 plus. Świadczenie w wysokości 500 zł miesięcznie będą otrzymywać rodzice na drugie i kolejne dzieci, do czasu ukończenia przez nie 18 lat. Świadczenie na pierwsze dziecko otrzymają rodziny, w których dochód jest mniejszy niż 800 zł netto na osobę lub 1200 zł w przypadku rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym. NA POCZĄTKU kwietnia do Warszawy przyjechali wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans oraz sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland, którzy rozmawiali z polskimi władzami na temat sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Pierwszy z nich uznał, iż początkiem wyjścia z kryzysu powinno być pełne poszanowanie dla wyroków Trybunału, które powinny być ogłoszone i wdrożone, drugi zaś dodał, iż paraliż Trybunału oznacza, że w Pol sce nie istnieje system, który byłMAJ 2016

od dzieciństwa – rodzimych zwyczajów, obrzędów, które czasami już zanikają. Widok kobiet modlących się na majowym nabożeństwie przy kapliczce z Matką Boską dziś budzi zaskoczenie, dawniej był czymś normalnym, a na rozstajach dróg spotykały się wtedy nawet trzy pokolenia kobiet. Majówka ma wiele znaczeń – od religijnego po towarzyskie i turystyczne. O żadnej innej porze roku

by faktycznym wykonawcą prawa i stał na straży wykonania prawa. PIĄTEGO KWIETNIA zmarła Zyta Gilowska, b. wicepremier i minister finansów w rządach PiS, b. członkini RPP. Gilowska była wcześniej członkiem Platformy Obywatelskiej, jej wiceprzewodniczącą. Została pochowana 11 kwietnia na cmentarzu w Świdniku (Lubelskie). W CAŁYM KRAJU 10 kwietnia odbyły się uroczyste obchody 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej, w której zginęło 96 osób w tym prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką. Z tej okazji na fasadzie Pałacu Prezydenckiego odsłonięto tablicę upamiętniającą zmarłego tragicznie prezydenta, w Sejmie złożono kwiaty i wieńce przed tablicami upamiętniającymi ofiary smoleńskiej katastrofy – parlamentarzystów oraz marszałka Sejmu III kadencji Macieja Płażyńskiego. Uroczystości rocz-

człowiek nie pragnie tak mocno wyjść z domu na powietrze i zanurzyć się w zieleni. Korzystajmy więc z tego jak najczęściej, zanim zieloność się zakurzy i spowszednieje, a przyjemną majową pogodę zastąpi kapryśne czasami lato. AGATA BEDNARCZYK

nicowe odbyły się także na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach, gdzie znajduje się kwatera, w której pochowanych jest 28 ofiar katastrofy. ANDRZEJ DUDA apelował 10 kwie tnia o wzajemne wybaczenie. Jarosław Kaczyński zaś mówił, iż przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu kary. Prezes PiS podczas apelu pamięci przed Pałacem Prezydenckim zapowiedział ponadto, że na Krakowskim Przedmieściu musi stanąć pomnik smoleński oraz pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. PARLAMENT EUROPEJSKI przyjął 13 kwietnia rezolucję dotyczącą Polski. Podkreślił w niej, że paraliż Trybunału Konstytucyjnego zagraża demokracji, prawom człowieka i praworządności. Wezwał polski rząd do przestrzegania, opublikowania oraz bezzwłocznego wykonania orzeczenia Trybu-

nału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r. PiS oceniło, że rezolucja jest absurdalna, nierzetelna i szkodzi Polsce. W DNIACH 14-16 KWIETNIA w Pol sce odbyły się uroczystości związane z 1050. rocznicą chrztu Polski i początków polskiej państwowości. Kulminacją obchodów było uroczyste posiedzenie Zgromadzenia Narodowego w Poznaniu. Uczestniczyli w nim także prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i ministrowie jej rządu, członkowie Konferencji Episkopatu Polski pod przewodnictwem arcybiskupa, metropolity poznańskiego Stanisława Gądeckiego, przedstawiciele parlamentów europejskich i korpusu dyplomatycznego. Na tymże posiedzeniu Prezydent Duda powiedział, że chrzest Mieszka I to najważniejsze wydarzenie w dziejach państwa i narodu polskiego i że mamy obowiązek strzec fundamentów naszej tradycji i kultury. MP 5


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:34 Page 6

Maciej Stuhr: „Czekałem na rolę bohatera, który zawsze wie, kogo uderzyć w mordę“

O

Jak się Panu udało zyskać główną rolę w filmie „Czerwony kapitan“? Michal Kollar przyjechał do Polski w poszukiwaniu finansów i aktora, którego mógłby obsadzić w roli głównej. Nie chciał znanej na Słowacji twarzy, kojarzącej się z innymi rolami. Darek Jabłoński, reżyser „Wina truskawkowego“, który jest zaprzyjaźniony ze Słowakami i Czechami, polecił mu, by obejrzał serial „Glina“ Władysława Pasikowskiego. W nim zobaczył mnie i powiedział, że to jest jego Krauz. Po czym przyjechał do mnie do Warszawy, by dać mi scenariusz do przeczytania. Na to spotkanie przywiózł gotowy komplet dokumentów. Jakich dokumentów? Prawo jazdy, dowód osobisty, cały komplet dokumentów na nazwisko Richard Krauze z  moim zdjęciem. Pomyślałem sobie, że skoro mam już dokumenty postaci, to muszę ją zagrać (śmiech). Nie wiem, jak on to zrobił, może to moje zdjęcie ściągnął z  Internetu. Wieczorem przeczytałem scenariusz i wiedziałem, że chcę w tym filmie zagrać. Co Pana przekonało? Czekałem na rolę takiego bohatera, który zawsze wie, co ma robić, dokąd pobiec, kogo uderzyć w mordę. Czyli wymarzoną rolę zaproponowali Panu Słowacy? Tak. Wreszcie! W Polsce jestem utożsamiany z lekkim repertuarem komediowym, od niego bowiem zaczynałem karierę. Potem, mimo że robiłem wiele, by ten wizerunek przełamać, zacząłem przecież grać poważny repertuar, to jakoś polscy 6

obecności Macieja Stuhra w Bratysławie informowaliśmy naszych czytelników już niemalże dwa lata temu. Ten znany i ceniony polski aktor został obsadzony w roli głównej w filmie „Czerwony kapitan“ w reżyserii Michala Kollara. Film na podstawie kryminału Dominika Dana powstał w koprodukcji słowacko-czesko-polskiej. Już wtedy obecność Stuhra nad Dunajem elektryzowała jego fanów. Nam udało się porozmawiać z nim na słowackiej premierze tego filmu, która miała miejsce w marcu. Na tę polską, jak się dowiedzieliśmy, trzeba będzie poczekać prawdopodobnie do lata. widzowie nie chcą mnie oglądać w takich bardzo męskich rolach. Jestem raczej chłopakiem od opowiadania dowcipów. No ale przecież w filmie „Pokłosie“, który dotyka bardzo wrażliwych tematów, grał Pan rolę dramatyczną. No tak, to był najważniejszy film w moim życiu. Za tę rolę dostałem też najważniejszą nagrodę filmową, Polskiego Orła. Ten film był dla mnie nie tylko ważny, ale i w pewnym sensie przełomowy – zrobił ze mnie mężczyznę. Nie mogłem być przecież wiecznym chłopcem. Za udział w tym filmie musiał Pan potem stawić czoła ostrej krytyce. Zarzucano Panu, że broni Pan Żydów, tym samym pokazując inne, nieznane oblicze Polaków. Mimo to wspomina Pan to miło? No tak. Wie pani, nauczyłem się czerpać z  tego męską satysfakcję. Przestałem być ciapciusiem, a zacząłem być facetem, który nie boi się stanąć naprzeciw pędzącego pociągu. Wygląda na to, że nadal staje Pan naprzeciw pędzącego pociągu. W marcu, podczas wręczania tegorocznych Polskich Orłów pozwolił Pan sobie na żarty polityczne. Jest Pan bojownikiem politycznym?

Jestem raczej chłopakiem od opowiadania dowcipów.

Wie pani, nie chcę być bojownikiem politycznym. Oczywiście, czasami się tak zdarza, że nie wytrzymuję, jak coś mnie zdenerwuje. Dziś bardzo poważnym instrumentem są media społecznościowe. To mocna broń, którą człowiek ma w rękach. O, nawet teraz, podczas naszej rozmowy mogę wysłać z kieszeni informację, że oto jestem tu, na premierze w Bratysławie, i nie potrzebuję do szczęścia dziennikarzy. Moi fani o tym się dowiedzą, a mam ich w tej chwili ponad 600 tysięcy. To więcej niż nakład największej gazety w Polsce. Myśli Pan, że aktorzy mają prawo, a może nawet obowiązek, by komentować sprawy polityczne? Na przykład teraz, kiedy na Słowacji w wyniku wyborów do parlamentu dostali się neofaszyści? Coś robi się brunatnie w Europie, a pewne ruchy odżywają. To przerażające, że ludzkość się nie uczy, nie wyciąga wniosków i historia zaczyna zataczać koło. Jeśli zatoczy do końca, to strach się bać, bo nie wiadomo, co się zdarzy. Nawiązując do pani pytania, jeżeli aktor ma trochę oleju w głowie i pomysł na to, jak zaistnieć w dyskusji publicznej, to powinien to robić, ponieważ ma swoich widzów, których może uwrażliwić na dany problem. Często jesteśmy proszeni, by być ambasadorami w różnych sprawach. Czasami chodzi o szampon przeciwłupieżowy, a czasami, jak w moim przypadku, to idea dawstwa szpiku kostnego czy segregacja śmieMONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:35 Page 7

Jak Pan sobie radzi z hejtem? Staram się nie czytać komentarzy, ale czasami się zdarzy. Do tego trzeba mieć odpowiedni nastrój i wtedy sobie mówię, że najwyżej się pośmieję. Ale chyba do śmiechu to nie jest? Zależy od poziomu piszących. Niedawno przeczytałem: „Żebyś zdechł w męczarniach, ty ubecka gnido“. To już tylko można się śmiać. Co Pan myśli na temat filmów o patriotycznym charakterze, które mają być realizowane w Polsce? Wszystko zależy od talentu osób, które będą realizować takie kino. Jeżeli urodzi się drugi Wajda i będzie potrafił przedstawić pewne mity w sposób artystyczny, to dlaczego nie? Albo jeżeli urodzi się drugi Hoffman i przyciągnie tłumy do kina. Moim zdaniem nieważny jest temat, tylko talent. Każdy temat można zrobić pięknie i każdy można schrzanić. W ubiegłym roku ukazała się książka o Pańskim życiu i karierze pt. „Stuhrmówka“, która bardzo szybko zniknęła z półek. To sukces? Namówiono mnie, bym z  okazji swoich 40. urodzin poopowiadał o swoim życiu. Obawiałem się, czy to

MAJ 2016

Przestałem być ciapciusiem, a zacząłem być facetem, który nie boi się stanąć naprzeciwko pędzącego pociągu. nie za wcześnie na takie wspomnienia. Przekonał mnie argument, że lepiej spisać wspomnienia, póki się ma pamięć (śmiech). Chciałem, żeby to była zabawna książka, nawet jeśli traktuje o poważniejszych problemach, żeby czytelnika rozśmieszała. Mam nadzieję, że tak jest. Wróćmy do realizacji filmu na Słowacji. Polubił Pan tę Bratysławę? Widziałam w mediach społecznościowych, że żartobliwie opisywał Pan swoje spostrzeżenia, iż ma Pan tu swoją ulicę i nawet cukier nosi Pańskie nazwisko. Tak, nawet kawiarnia Štúrova przysłała mi do domu całą paczkę cukru, więc kiedy przychodzą goście, dostają go do kawy, a ja się w ten sposób chwalę, jak mnie cenią na Słowacji (śmiech). Kiedyś Pan mówił, że nie podbija Hollywod czy Bollywod, ale odkrył Pan dla siebie kino czeskie i słowackie. Powiem pani, że kariera zagraniczna dla aktora jest mało przewidywalna. Przede wszystkim jest ogromna bariera językowa, a my aktorzy przecież językiem się posługujemy. Oczywiście kino zna sztuczki, jak w przypadku „Czerwonego kapita-

na“, w którym bohater przemawia nie tylko po słowacku, ale nawet z bratysławskim akcentem. Przecież ja, choćbym nie wiem jak się starał, uczył, to takich niuansów nie jestem w stanie wychwycić. Ale trochę słowackiego Pan się nauczył? Tak, po dwóch miesiącach zdjęć już się swobodnie dogadywałem. Zwłaszcza po słowacku, bo czeski jest dla nas trudniejszy. Ale muszę powiedzieć, że to, co się za danym słowem kryje, jaka jest jego pełnia znaczeń, jak wykorzystać je do aluzji, dowcipów, to już wyższy poziom znajomości języka. Dlatego czasami czułem się pozbawiony dużej części moich możliwości.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ci i niemarnowania jedzenia. Jednak jestem przeciwny temu, by aktor popierał konkretnego polityka, konkretną partię. Nigdy tego nie robię.

7


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:35 Page 8

W Polsce na planie filmowym czasami my, aktorzy, udoskonalamy dialogi, podpowiadamy, że rezygnacja z danego słówka czy jego zmiana spowoduje, że kwestia będzie brzmiała lepiej. Tutaj tego nie mogłem robić. W Pana ocenie to mniej twórcza praca? Grałem tylko to, co zostało napisane, ale muszę powiedzieć, że z  pomocą przychodzili mi słowaccy aktorzy, zwłaszcza pani Kronerová, strażniczka czystości języka słowackiego. To ona mi dawała uwagi, co jak akcentować. Czy to oznacza, że już Pan nie marzy o karierze międzynarodowej? Co z Hollywood? Kariera międzynarodowa bardziej szuka człowieka niż człowiek jej. Ja

Kiedy przychodzę do domu, zamykam usta i delektuję się ciszą. parę tygodni posiedziałem w Los Angeles, byłem na paru spotkaniach z producentami i myślę,  że gdybym wszystko postawił na jedną kartę, to pewnie bym jakoś tam pracował, coś robił. Ale obawiam się, że nie realizowałbym się tak bardzo artystycznie i zawodowo, jak to mogę robić w Polsce, wybierając sobie projekty, filmy, w których chcę grać. Tam musiałbym brać wszystko, co dają, dlatego się nie zdobyłem na ten krok. Wiele propozycji w Polsce Pan odrzuca? Bardzo dużo. Więcej odrzucam, niż przyjmuję.

Ze Słowacji lub Czech też Pan coś odrzucił? Nie, potraktowałem to jako swoją szansę i rzeczywiście traf chciał, że ze Słowakami i Czechami miałem najwięcej styczności. Najpierw pracowałem z operatorem Martinem Štrbą, który robił zdjęcia do filmu „Chłopaki nie płaczą“, później nawiązałem przyjaźnie z Zuzką Fialovą i Jiřím Machačkiem podczas kręcenia filmu „Wino truskawkowe“. Pański tato, Jerzy Stuhr, podobno w rodzinie jest nazywany Dominatorem, ponieważ lubi być w centrum zainteresowania, opowiadać dowcipy. Odziedziczył to Pan po nim? Nie, ja jestem zupełnie innej konstrukcji psychicznej i towarzyskiej. Czasem zdarza się, że bywam duszą towarzystwa, ale częściej jestem obserwatorem i w gronie najbliższych bywam milczkiem. Tutaj, podczas premiery, odpowiadam na pytania, co oznacza wywiady, spotkania z publicznością, z kolegami z planu, czyli gadanie, gadanie... Kiedy przychodzę do domu, zamykam usta i delektuję się ciszą. Doczytałam się, że w przygotowaniu jest nowa seria kultowej bajki o Misiu Uszatku i że Pan mu użycza głosu, zaś zajączek ma mówić głosem Czesława Mozila. Tak, na razie nagraliśmy zajawkę, która jest zrobiona głównie po to, by producent zebrał finanse. Scenariusz jeszcze powstaje. Myślę,  że to śpiew przyszłości. No ale to dla mnie duże wyzwanie, by zmierzyć się z  wielką legendą – Mieczysławem Czechowiczem – który przecież wspaniale czytał tę bajkę. On ożywiał swoim głosem wszystkie bajkowe postaci, od Misia po mamę Prosiaczka.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

8

O co by Pan siebie zapytał, gdyby był na moim miejscu? To mnie pani zażyła (śmiech). Najchętniej bym zapytał słowackich widzów, czy oni tutaj tego Polaka zaakceptują. Jeżeli sprawdzę się w ich ocenie, to kto wie, może to nie będzie moja ostatnia przygoda tutaj? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:35 Page 9

Dni Polskie na Uniwersytecie w Preszowie

K

atedra Studiów Środkowoeuropejskich Uniwersytetu Preszowskiego zorganizowała w dniach 1 i 2 marca imprezę, której celem było przybliżenie kultury polskiej Słowakom. Realizacja ambitnego programu była możliwa dzięki Instytutowi Polskiemu w Bratysławie oraz współpracy z miejscową Biblioteką Uniwersytecką, Katedrą Muzyki PU, Katedrą Wychowania Artystycznego PU, Stowarzyszeniem na Rzecz Sztuki Katedrum oraz klubem Wawe. Impreza, którą organizatorzy zamierzają kontynuować w następnych latach, została zatytułowana Polskie Dni na Uniwersytecie Preszowskim (Poľské dni na Prešovskej Univerzite). Jako podtytuł wykorzystano hasło, towarzyszące propagowaniu kierunku studiów, prowadzonych przez głównego organizatora: Poznaj swojego sąsiada (Poznaj svojho suseda). Inauguracja Polskich Dni odbyła się w Bibliotece Uni -

wersyteckiej. Zebranych powitali przedstawiciele władz Uniwersytetu i Wydziału Filozoficznego: prorektor ds. kontaktów zagranicznych doc. Ing. Ladislav Su hányi, PhD. oraz dziekan FF prof. PhDr. Vasil Gluchman, CSc. Imprezę otworzyła dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Monika Krzepkowska. Następnym punktem programu był wernisaż wystawy Presahy (Poľskoslovenské pohraničie umenia). Kurator tejże wystawy Vladislav Grešlík mówił o znaczeniu sztuki i o pol-

sko-słowackich kontaktach artystycznych. Wernisaż uświetnił występ orkiestry kameralnej Camerata Academica pod batutą Karola Medňanskiego. Po południu obchody Polskich Dni przeniosły się do klubu Wawe. Wszyscy chętni mogli tu obejrzeć współczesny polski film w reżyserii Jacka Lusińskiego Carte blanche z Andrzejem Chyrą w roli głównej. Pierwszy dzień zakończył wernisaż drugiej wystawy, tym razem karykatury, autorstwa Pawła Kuczyńskiego ze Szczecina.

ZDJĘCIA: BOŻENA KOTUŁA

MAJ 2016

Drugi dzień Polskich Dni rozpoczęło spotkanie z dyrekcją Instytutu Polskiego – Moniką Krzepkowską i Jackiem Gajewskim. Kolejne spotkanie, pod hasłem Czytanie bez Granic (Čítanie bez hraníc), poprzedziła wystawa książek polskich autorów w słowackim przekładzie oraz prezentacja wydawnictw Czarne (Mo nika Sznajdermann) i Absynt (Juraj Koudela). Szczególnie ważne dla studentów były refleksje tłumaczy – Tomasza Grabińskiego z Wrocławia i Slavomíra Bachury z Preszowa (polonisty – absolwenta Uniwersytetu Preszowskiego). Popołudnie przebiegało pod znakiem muzyki. Chętni mogli wysłuchać wykładu prof. dr hab. Jadwigi Uchyły-Zroski z Uniwersytetu Śląskiego na temat Detský hlas – výsledky komparatívneho výskumu. Wieczorem natomiast w PKO Čierny orol odbył się koncert pianisty Micha ła Korzistki (też z Uniwersytetu Śląskiego). W programie znalazły się utwory Ignacego Jana Paderewskiego, Fryderyka Chopina oraz Karola Szymanowskiego. Organizatorzy mają nadzieję, że Polskie Dni na Uniwersytecie Preszowskim dostarczyły wielu artystycznych wzruszeń i że w przyszłym roku impreza będzie jeszcze ciekawsza. BOŻENA KOTUŁA 9


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:35 Page 10

Wystawa Bergera

w Galerii Miasta Bratysława

J

ana Bergera naszym czytelnikom przedstawiać nie trzeba. Wszyscy jeszcze pamiętamy wspaniałą wystawę jego prac, zorganizowaną pod koniec ubiegłego roku przez Klub Polski we współpracy z Instytutem Polskim, zaś w poprzednim numerze „Monitora“ informowaliśmy o jego wystawie w Berlinie. Tym razem przynosimy wieści, że najnowsze dzieła naszego rodaka oglądać można w Galerii Miasta Bratysławy, mieszczącej się w Pałacu Mirbacha. W Galerii Miasta Bratysława Jan

Berger prezentuje swoją twórczość już po raz trzeci. Tym razem są to prace powstałe po roku 2000, przy czym niektóre z nich, oleje Alternantky i Mastaba, całkiem niedawno, bowiem w roku bieżącym. Prezentowanych obrazów w ra-

mach wystawy, której wernisaż odbył się 17 marca, jest około 50 – kilka z nich dość pokaźnych rozmiarów. Wszystkie noszą ciekawe tytuły, np. Nedobrý sen, Klasický dialóg, Roztopašná scéna, Návrat krotiteľa, Správa o svete (návrat infantky). Ciekawy jest też klimat wystawianych dzieł, na który uwagę zwiedzających zwróciła kuratorka wystawy Xénia Lettrichová podczas wernisażu, nazywając go mitycznym. Dla tych, którzy na wernisaż przybyć nie mogli lub się nie dostali ze względu na dużą liczbę przybyłych gości, mamy dobrą wiadomość – wystawę Jana Bergera, zatytułowaną „Kontinuum“, będzie można podziRED. wiać do 19 czerwca.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

O rodzinie Ulmów i tysiącach im podobnych

P

odczas II wojny światowej za pomaganie Ży dom groziła kara śmierci. Kara taka dotyczyła całej rodziny. Ale znaleźli się i tacy, którzy pomocy z narażeniem własnego życia mimo to udzielali. I właśnie o tym przypomniano podczas spotkania w Instytucie Pol skim, zorganizowanego we współpracy z Ambasadą RP w RS. Gośćmi spotkania, które poprowadził Jaroslav Da 10

niška, byli Dariusz ŻukOlszewski z Uniwersytetu Konstantyna Filozofa w Nitrze i Eduard Nižňanský z Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Nie bez przyczyny odbyło się ono 17 marca. Tegoż bowiem dnia w polskiej wsi Marko wa koło Rzeszowa otwarto Muzeum Polaków Ratują cych Żydów podczas II Woj ny Światowej im. Rodziny Ulmów. W inauguracji muzeum wziął udział nie tylko prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda, ale też rodziny ratujących – odznaczonych medalem Spra wiedliwy Wśród Narodów Świata – i ratowanych. Muzeum w Markowej opowiada tragiczną histo-

rię jej mieszkańców – Wiktorii i Józefa Ulmów oraz ich sześciorga dzieci. To właśnie oni pomagali w czasie II wojny światowej dwóm rodzinom żydowskich, których w tej największej w Polsce gminie, zamieszkałej przez 4500 osób, było 30. Za swą odwagę Ulmowie zapłacili cenę najwyższą. W nocy 24 marca 1944 roku do ich domu wkroczyli Niemcy, którzy rozstrzelali Józefa

i jego ciężarną żonę, sześcioro ich dzieci oraz ośmiu ukrywanych przez nich Żydów. To nie jedyna taka historia. Oprócz rodziny Ul mów czy znanych na całym świecie Ireny Sendlerowej i Jana Karskiego istniały tysiące podobnych nieznanych polskich bohaterów. Im właśnie poświęcono muzeum i spotkanie w bratysławskim Instytucie PolRED. skim.

MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 11

Twórczość

Luka Brase

„T

o, że znajdujemy się w Instytucie Polskim, jest trochę nietypowe, gdyż słowaccy artyści nie bywają tutaj zbyt często. Od kiedy mieszkam w Bratysławie, nierzadko tędy przechodząc, rozmyślałem, że chciałbym zrobić w tym miejscu wystawę, która byłaby dialogiem między Polakami a Słowakami” – tak Luka Brase wyjaśniał licznie przybyłym gościom powód prezentowania swojej wystawy, zatytułowanej „Back in Old Town”, w Instytucie Polskim na początku marca. Luka Brase, którego prawdziwe nazwisko brzmi Lukáš Brašeň, to 33-letni słowacki artysta, zajmujący się głównie kreślarstwem, grafiką i fotografią. Pochodzi z Dolnego Kubina, a obecnie mieszka i pracuje zarówno w Bratysławie, jak i w innych krajach Europy. Po ukończeniu uniwersytetu w Nitrze studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Bańskiej Bystrzycy pod okiem Igora Benca. Mimo młodego wieku jego dorobek artystyczny jest bardzo bogaty. Do tej pory prezentował swoje prace w 14 krajach, zarówno w ramach wystaw indywidualnych, jak i zbiorowych, m.in. w Belgii, Holandii, Austrii, Irlan dii, Niemczech, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Czechach MAJ 2016

i na Słowacji. Jego prace znajdują się w prywatnych kolekcjach na całym świecie. Jest współautorem wielu znaczących projektów o zasięgu europejskim, m.in. założył program „Art on the way ™”. Jego prace są prezentowane przez DE Galerie w Den Haag w Ho landii. Od lat współpracuje z polskimi artystami w ramach grupy „322”, stąd też fascynacja i przyjazne nastawienie do Polski. Podczas prezentowanej w Instytucie Polskim wystawy Luka Brase pokazał kilkanaście rysunków w różZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

nych rozmiarach, łączących cechy grafiki i malarstwa. Prace te odzwierciedlają inspirowane życiem dialogi pomiędzy różnymi kulturami i ludźmi. Są także swoistym wizualnym pamiętnikiem ich autora, w którym

rejestruje on refleksje na temat swoich podróży po Europie. Przedstawia też miasta, które odwiedził, m.in. ukochany Kraków. Jak twier dzi artysta, kosmopolityczny Kraków wyróżnia się spośród innych polskich miast, stąd też wystawa „Back in Old Town” jest inspirowana właśnie tym miastem. „Moje prace nie powstają z głębokich przeżyć. Codziennie rysuję to, co widzę i doświadczam, obserwuję i słucham ludzi. Chcia łem, by moje prace łączyły ludzi, by oni mieli radość” – mówił artysta na wernisażu. Dla licznie przybyłych gości wernisażu artysta przygotował dodatkową słodką niespodziankę w postaci własnoręcznie upieczonych ciasteczek, ozdobnie zapakowanych w małe paczuszki. Otwarcie wystawy urozmaicił występ Jany Bezek, która podczas swego minikoncertu fortepianowego wykonała utwory z albumu „Cracow”. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 12

Wiosna, wiosna, wiosna,

ach, to Ty!“

wielki pożar zniszczył go doszczętnie. Kompleks zamkowo-pałacowy został odbudowany dopiero w drugiej połowie ubiegłego wieku. Spod pomnika Świętopełka Morawskiego nasza grupa poszukiwaczy Pani Wiosny wyruszyła śladami Marii Teresy (która miała w zwyczaju przechadzać się po pięknym parku, należącym do zamku) do miejsca, w którym mogliśmy podziwiać fundamenty wielkomorawskiej bazyliki oraz urzekającą panoramę bratysławskiej starówki, na której znajdują się najcenniej-

W

iosenny niedzielny spacer po zakątkach słowackiej stolicy chyba dla nikogo nie byłby złym pomysłem. A jeśli do tej propozycji doda się grupę radosnych i pełnych chęci do aktywnego spędzenia wolnego czasu członków i sympatyków Klubu Polskiego w Bratysławie, to pojawia się pierwszy z wielu obrazów wspaniale zorganizowanej imprezy, w której dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności mogła wziąć udział i moja rodzina. Hasło „Przywitajmy wiosnę, zwiedzając Bratysławę” pojawiło się już w marcowym numerze „Monitora Polonijnego“. Klub Polski Bratysława zapraszał wszy stkich chętnych do przybycia na spotkanie z najdalszego nawet zakątka Słowacji i nie tylko. Dwudziestego marca w południe, przed gmachem parlamentu na zamkowym wzgórzu wszy stkich przybyłych witał serdecznie Arkadiusz Kugler – pomysłodawca wiosennej akcji, przewodnik po Bra tysławie i okolicach, a prze de wszystkim wielki miłośnik miasta i entuzjasta kultury środkowoeuropej12

skiej. Zróżnicowana wiekowo grup poszukiwaczy Pa ni Wiosny, w której skład weszli także goście z Austrii, Niemiec czy nawet Meksyku (ci ostatni to meksykańska część mojej polsko-meksykańskiej rodziny, przybyłej wraz ze mną z drugiego końca Słowacji, z Koszyc), już od samego początku wykazywała duże zdeterminowanie chęcią jej znalezienia w Bratysławie, a przy okazji poznania zabytków

i historii słowackiej stolicy. Zwiedzanie rozpoczęliśmy na wzgórzu zamkowym, z uwagą wsłuchując się w szczegółowe opisy zawiłej historii Zamku Bratysławskiego. Czy istnieje w ogóle jakikolwiek zamek na Słowacji, któremu w całej jego historii udało się ani razu nie spłonąć? Patrząc na przepięknie odnowiony obiekt, który jest dumą i chlubą miasta, aż trudno uwierzyć, że przed 200 laty

sze zabytki stolicy i gdzie koncentruje się ruch turystyczny miasta. Dlatego też po krótkim przemarszu pomiędzy starymi żydowskimi domami oraz fragmentem dawnych murów obronnych znaleźliśmy się w sercu miasta, wśród tłumów wielojęzycznych turystów. Podczas dwugodzinnego spaceru po Starym Mieście mieliśmy okazję zapoznać się z historią najważniejszych bratysław-

MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 13

skich obiektów zabytkowych – obejrzeliśmy m.in. Pałac Prymasowski, klasycystyczny budynek z II poł. XVIII wieku, jeden z najpiękniejszych w Bratysławie, czy Pałac Grasalkoviča, będący dziś siedzibą prezydenta Słowacji. Zwiedziliśmy gotycką konkatedrę św. Marcina,  secesyjny  tzw. niebieski kościółek, wysłuchaliśmy opowieści o barokowym  kościele Trynitarzy z jego charakterystyczną, niefortunną – według

naszego przewodnika – żółtą elewacją. Stare Miasto dosłownie zdeptaliśmy wzdłuż i wszerz, a co najważniejsze cały czas w doskonałych nastrojach. Zajrzeliśmy też na ulicę Obchodną, czyli Han dlową, słynącą z dużej liczby pubów i restauracji, przeszliśmy wzdłuż całą uliczkę Mi MAJ 2016

chalską, aż do Bramy Michalskiej, w pobliżu której znajdował się kiedyś dom kata. Podobno, aby nie zwracać na siebie uwagi kata i nie wzbudzić jego gniewu, należało przejść pod bramą, zachowując absolutną ciszę. I do tego też zachęcał nas nasz przewodnik, co – jak to było do przewidzenia – dawniej skończyłoby się pewnie ścięciem wszystkich głów, ponieważ polski temperament i cisza są po prostu nie do pogodzenia. Panią Wiosnę, której obecność czuliśmy podczas całego spaceru choćby w ciepłych promieniach słońca, przywitaliśmy uroczyście nad brzegiem Dunaju. Tradycji musiało stać się zadość, a to za sprawą Doroty i Kamila Cibińskich, którzy przygotowali piękną, przyozdobioną kolorowymi wstążkami marzannę, którą – jakżeby inaczej – wrzuciliśmy do Dunaju. Koniec wycieczki uwień-

czyła wspólna wizyta w kawiarni, gdzie w miłej atmosferze snuliśmy plany, dotyczące kolejnych przedsięwzięć klubowych. MAGDALENA SMOLIŃSKA

W bratysławskim Muzeum Handlu

handlują... muzyką! „T

yle lat mieszkam w Bratysławie, a nawet nie wiedziałam, że w Podunaj skich Biskupicach jest takie muzeum“ – zareagowała pewna Polka na wieść, że w Muzeum Handlu ma się odbyć polski koncert. I to jaki! Towarem na sprzedaż był krakowski zespół Levi, który do Bratysławy zawitał w drodze do Wiednia. W ten sposób dwie najbliżej siebie położone stolice Europy dzień po dniu zalała fala bluesa z domieszką soulu. Charyzmatyczna wokalistka Ewa Novel nie pozostawiła obojętnymi zebranych na sali słuchaczy. Na harmonijce ustnej towarzyszył jej Bartek Łuczyński, na gitarze grał Grzegorz Skoczylas, na basie Tomasz Budek, a na instrumentach perkusyjnych Andrii „Vedomyr” Volynko. Było kameralnie i nostalgicznie, ale też skocznie i z przytupem, co niektórych zachęciło do tańca. „To prawdziwa uczta muzyczna na wyciągnięcie ręki“ – skomentowała pewna znajoma, która karierę zespołu obserwuje już od pewnego czasu. Levi bowiem dał się już poznać nie tylko w klubach muzycznych i kultowych lokalach Krakowa czy innych miast Polski, ale wziął udział w programie muzycznym Must be the Music, emitowanym na antenie TV Polsat. Wcześniej grupa zyskała nagrody i wyróżnienia na różnych festiwalach, m.in. Galicja Blues Festival, Pulavian Blues Festival, festiwalu im. Miry Kubasińskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim czy Festiwalu „Blues nad Bobrem“. W roku 2013 reprezentowała Polskę na jednym z największych festiwali muzycznych w Europie – Sziget w Budapeszcie. To był wspaniały początek weekendu w połowie marca! Kto do muzeum nie dotarł, niech żałuje. Stracił nie tylko możliwość zapoznania się ze wspaniałą muzyką, ale i osobiście z muzykami, którzy – podobnie jak zebrani goście – po koncercie udali się do pobliskiego MW klimatycznego browaru.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

13


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 14

Uszczęśliwianie sportem

śliwić wzajemnie, a przy okazji poruszać i powygłupiać. Wszakże wszyscy trenerzy fitnessu od dawna trąbią, że endorfiny, które budzą się podczas aktywności fizycznej, nas uszczęśliwiają. I wydaje się, że uśmiech nie schodził z twarzy tych, którzy się zebrali w sali gimnastycznej Gimnazjum La Salle w Bratysławie. Nie było ich wielu, ale sportowy duch dominował. Bratysławskich zawodników wspo-

mogli nitrzańscy, a nawet zagraniczni – z Wiednia. Swoje umiejętności sportowe sprawdzały i dzieci, i nastolatki, i dorośli. Na czterech stołach rozegrano ponad 50 meczy, by wyłonić zwycięzcę. Został nim Ivo Zima. Drugie miejsce zajął Maciej Dziambor, a trzecie Stano Stehlik. Dyplomy oraz puchar wręczył konsul RP w RP Jacek Doliwa, któremu towarzyszyła małżonka Renata. Były też drobne,

„N

ie idzie mi, nawet z dziećmi przegrywam“ – powiedziała jedna z  uczestniczek II Turnieju Tenisa Stołowego o Puchar Konsula RP. „Ty nie przegrywasz, tylko uszczęśliwiasz innych“ – żartobliwie odrzekła druga. I o to chodziło w sobotnie popołudnie 16 kwietnia, by się uszczę -

Organizatorzy z Klubu Polskiego Bratysława składają podziękowanie Konsulowi RP Jackowi Doliwie za patronat nad przedsięwzięciem i ufundowanie pucharu, kierownictwu Gimnazjum La Salle za udostępnienie sali, zaś bratu Maciejowi Dziamborowi za energiczną koordynację w prowadzeniu rozgrywek. 14

MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 15

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK, MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

słodkie upominki oraz szampan dla zwycięzcy, ufundowane przez Klub Polski. Zwycięzcom serdecznie gratulujemy! Po aktywności fizycznej był czas na rozmowy przy kawie i ciastach, snucie planów na przyszłość. Wspominano też Kasię Tulejko, która była inicja-

G

rand prix tegorocznego festiwalu „Hory a mesto“, który odbył się w Bratysławie na początku kwietnia, otrzymał film polskiej reżyserki Elizy Kubarskiej „K2 - Dotknąć nieba”. Gratulujemy! Jego bohaterami są dzieci trojga tragicznie zmarłych przed 30 latami himalaistów: Tadeusza Piotrow skiego, Dobrosławy Miodo wicz-Wolf „Mrówki” oraz Julie Tullis. Ich dorosłe dziś dzieci – Hania Piotrowska, Łukasz Wolf oraz rodzeństwo Lind say i Chris Tullis – wyruszyły wspólnie pod K2, na miejsce tragicznej śmierci swoich rodziców, by się z nimi pożegnać. Warto przypomnieć, że tegoż tragicznego lata na K2 zginęło aż 13 wspinaczy. Wspólnie z nimi, wchodzimy po zboMAJ 2016

torką i organizatorką pierwszego, ubiegłorocznego turnieju, a która już niestety nie mieszka na Słowacji. Wszystkich zaskoczył wieczór, więc „uszczęśliwianie“ trzeba było zakończyć. Ci, którzy nie wzięli udziału w turnieju, niech żałują, ale nikogo RED. nie da się uszczęśliwić na siłę.

Dotknąć nieba

czu najwyższego szczytu Karakorum, na symboliczny cmentarz. Jesteśmy świadkami umieszczenia przez Hanię tablicy, upamiętniającej jej ojca. Słu chamy bolesnych zwierzeń Łukasza, który mimo że stracił w górach oboje rodziców, sam się wspina. Obserwujemy emocje Chris, która chce mieć całą wyprawę jak najszybciej za sobą –

nie lubi gór, ale wie, że tylko dzięki tej wspinaczce będzie mogła się tak naprawdę od nich uwolnić. Eliza Kubarska w swoim filmie zadaje też pytanie, czy alpinistom wolno mieć dzieci bez konieczności rezygnacji ze wspinania się. Co ciekawe, podczas 5-letniego procesu powstawania filmu jego reżyserka sama została matką, która pra-

gnie pogodzić swoją pasję wspinania się z macierzyństwem. Zadanie tak ważnego pytania zostało nagrodzone główną nagrodą również na festiwalu filmów górskich w Vancouver w lutym br. Reżyserce życzymy dalszych sukcesów, a przede wszystkim znalezienia odpo wiedzi na zadane w filmie pytanie. Chińskie przysłowie mówi, iż dobre pytanie niesie swoją odpowiedź, jak ślimak swoją muszlę… ANNA MARIA JARINA

15


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:36 Page 16

Złote Sowy W Spotkanie z kulturą łemkowską

I

le jest w Polsce mniejszości etnicznych? Ile narodowych? Kim są Rusini, a kim Łemkowie? Co w takim razie robią wśród nich Bojkowie? Czym była akcja „Wisła”? Ile osób w Polsce zdaje po łemkowsku maturę? Co łączy wsie Powroźnik, Brunary Wyżne, Kwiatoń, Owczary, Turzańsk, Smolnik, Chotyniec, Radruż? Czym różnią się cerkwie od świątyń katolickich? Co znaczy, że budowla jest orientowana? Ilu dziś w Polsce mieszka Pola ków, a ilu mieszkało ich tam przed II wojną światową? Co to jest babiniec? Czym są soboty (bo nie tylko dniami tygodnia między piątkiem a niedzielą)? Kto namalował mandylion w Brunarach? Ilu gwoździ użyto do zbudowania świątyni w Owczarach? Dlaczego okna cerkiewki w Powroźniku nie wyglądają na północ? Jak, włócząc się po pustkowiach Beskidów, rozpoznać, że w danym miejscu znajdowało się kiedyś miejsce kultu? Dlaczego w cerkwi w Kwiatoniu, zamiast prawosławnych czy grekokatolickich, odbywają się dzisiaj msze rzymskokatolickie? Pytań co niemiara. Odpowiedzi na nie usłyszeliśmy 17 marca z ust dr. Tomasza Kwoki z Uniwersytetu Jagiel lońskiego, slawisty, niestrudzonego badacza południowej słowiańszczyzny, również pasjonata i propagatora ZDJĘCIA: MIŁOSZ WALIGÓRSKI

16

w Bańskiej Bystrzycy kultury łemkowskiej. Gościł on na zaproszenie Centrum Kultury i Języka Polskiego w Bańskiej Bystrzycy na Uniwersytecie Macieja Bela, gdzie wygłosił wykład na temat mniejszości narodowych w Polsce. Ze względu na ogromne zainteresowanie słuchaczy tematyka wykładu została znacznie poszerzona. Zachwyceni byli przede wszystkim studenci polonistyki, poznający dotychczas Polskę i polską kulturę z perspektywy języka polskiego. Wystąpienie krakowskiego naukowca uświadomiło im, że wielowiekowe dziedzictwo Rzeczpospolitej w równym stopniu, co Polacy, wzbogacali przedstawiciele innych wyznań i narodowości, w tym także Łemkowie. Dla wielu zgromadzonych opowieść o tej właśnie mniejszości etnicznej była zatem nie tylko pierwszym kontaktem z grekokatolicyzmem czy prawosławiem na ziemiach polskich oraz z architekturą sakralną obrządku innego niż katolicki, ale i pierwszą możliwością spojrzenia na Polskę jako kraj wielokulturowy. Podjęte przez dr. Tomasza Kwokę wątki nie zostały, rzecz jasna, wyczerpane. Na szczęście ten wybitny specjalista i przedni gawędziarz przyjął zaproszenie Centrum i odwiedzi Bań ską Bystrzycę ponownie w przyszłym roku akademickim. Jeśli więc czytelników „Monitora Polonijnego” nurtują któreś z wyżej przedstawionych kwestii, serdecznie zapraszamy do Bańskiej Bystrzycy jesienią. O szczegółach poinformuje Instytut Polski w Bratysławie, współorganizator spotkań z ciekawymi ludźmi na Uniwersytecie Mateja Bela. MIŁOSZ WALIGÓRSKI

czesną wiosną Wiedeń staje się ważnym dla Polonii miejscem. A to za sprawą nagród, przyznawanych wybitnym Polakom rozsianym po całym świecie. Co prawda tym razem Złote Sowy, czyli polonijne Oscary, nie powędrowały na Słowację, ale warto podkreślić, iż te szczególne wyróżnienia otrzymały współpracowniczki „Monitora Polonijnego“, wspierające nas na odległości!

Magdaleny Marszałowskiej naszym czytelnikom przedstawiać nie muszę, bowiem jej recenzje, czy to książkowe, czy filmowe ukazują się na łamach „Monitora“ niemalże co miesiąc od kilku już lat. Magda brała też czynny udział w obchodach 20-lecia naszego pisma. Ci z Państwa, którzy na urodzinowej gali „Monitora” byli, zapewne pamiętają, że jest ona reżyserką i autorką scenariusza sztuki „Okno na świat“, która została pokazana z okazji jubileuszu naszego pisma. I właśnie za działalność teatralną redakcja czasopisma „Jupiter” i Klub Inteligencji Polskiej w Austrii przyznała jej Złotą Sowę. W tej samej kategorii została nagrodzona też inna osoba, znana naszemu środowisku polonijnemu – Halina Graser, która we wspomnianym spektaklu zagrała rolę główną.

MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:37 Page 17

Z nieco większej odległości wspiera nas kolejna nagrodzona w tym roku osoba – Agata Lewandowski z Berlina. Również jej artykuły pojawiały się na łamach „Monitora“, natomiast od trzech lat jej nazwisko sygnuje ważne przedsięwzięcie kulturalne, o którym czytelnicy mogli dowiedzieć się z  naszego pisma. Mowa o Festiwalu Filmowym „Emigra”, którego Agata jest główną organizatorką, a który odbywa się co roku w Warszawie Po odbiór tegorocznych Złotych Sów przybyli wybitni Polacy z  różnych zakątków świata, m.in. z Holantnością współpracy z polonijnymi środowiskami, działających ponad podziałami i broniących dobrego imienia Polski i Polaków na emigracji. Galę rozdania statuetek poprowadzili Jadwiga Hafner oraz Armin Innerhofer. Wieczór został uświetniony występem Basi Moore oraz Macieja Salomona, którym akompaniował Marek Kudlicki.  MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WIEDEŃ

dii, Francji, USA czy RPA. Przypomnijmy, że w jedenastoletniej historii nagród, Złotymi Sowami nagrodzono trzy osoby ze Słowacji: reżysera filmowego Franka Chmiela, artystkę plastyka Zdenkę Zaborską-Błońską oraz redaktor naczelną „Monitora Polonij nego“ Małgorzatę Wojcieszyńską. Na liście nagrodzonych pojawiały się też nazwiska światowej sławy, m.in.

Piotra Beczały, Rafała Olbińskiego, Agnieszki Holland czy Kasi Adamik. Trzeba przyznać, że idea stworzona przez główną organizatorkę przedsięwzięcia Jadwigę Haffner, nie starzeje się. To szczytny cel, by co roku nagradzać osoby, wyróżniające się talentem i dokonaniami, aktywnością, kulturą osobistą, postawą moralną i społeczną, życzliwością i umieję -

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

złote sowy 2016 zostały przyznane przez kapitułę konkursową przeDstawicieloM polonii w sieDMiu kateGoriacH Statuetkę za całokształt literatura Brygida Helbig (Niemcy) teatr Magdalena Marszałkowska (Austria) działalności przyznano Markowi – pisarka polsko-niemiecka, literaturoznawczyni, – autorka sztuk i reżyserka, dziennikarka Brzezińskiemu z Francji, publicystka i tłumaczka polonijna i felietonistka katarzyna Mol (Niemcy) – pisarka Halina Graser (Austria) – śpiewaczka, aktorka i wieloletniemu korespondentowi Polskiego Radia w Paryżu, znawcy reżyserka MeDia Joanna Majksner-pińska (RPA) sztuki kulinarnej.  – muzyk (pianistka) i pedagog sztuki plastyczne lidia Moliński (Austria) Osobą spoza środowisk polonijnych, która w tym roku otrzymała Złotą – malarka i graficzka FilM agata lewandowski (Niemcy) Sowę, jest pochodząca z Ugandy – dziennikarka i reżyser, prowadząca Festiwal Działacze poloniJni Julian Gaborek Austriaczka Jenny Bill – Filmów Emigracyjnych EMiGRA (Austria) – założyciel i prezes Wspólnoty Polaków śpiewaczka, miłośniczka polskiej Muzyka Janusz sporek (USA) – dyrygent i w Górnej Austrii kultury, prywatnie żona Polaka. Mariusz soltanifar (Holandia) – pomysłodawca Wszystkim laureatom organizator koncertów i menedżer zarządzający portalem Link to Poland Basia Moore (USA) – artystka jazzowa serdecznie gratulujemy! MAJ 2016

17


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:37 Page 18

Pokłosie

laków. Do tego samego pudełka spakował nie tylko opętanie, żydowski folklor i polską tradycję weselną, ale także temat znany z „Idy” czy „Pokłosia”, czyli motyw pamięci historycznej i jej traktowania przez Polaków. Dybuk, żydowski upiór wykopany z płytkiego grobu, ma przypominać, że los, historia i pamięć grzechu nie dają się łatwo wymazać.

na w eselu M

oja babcia zawsze mówiła, że kto szuka, ten w końcu znajdzie. Kiedy zobaczyłam, jak w filmie „Demon” bohater z zapamiętaniem kopie w ziemi, mój mózg od razu przywołał babciną mądrość i sparafrazował automatycznie: kto w ziemi kopie, ten w końcu coś wykopie i z pewnością będzie to trup. Żaneta (Agnieszka Żulewska), mieszkanka polskiej prowincji, ma wyjść za mąż za poznanego w Anglii Piotra (Itay Tiran). Jej ojciec (Andrzej Grabowski) przygotował nowożeńcom prezent ślubny – ziemię i dom, w którym mają zamieszkać młodzi. Pan młody stara się, jak może, integrować z rodziną ukochanej i autochtonami, ale z tej integracji wychodzi tyle, że w ogródku wykopuje… ludzkie kości. Nie dzieli się z nikim tą informacją. Tymczasem świat dookoła niego zaczyna się zmieniać w dziwny, przerażający sposób. Wesele toczy się według znanego nam pol skiego stereotypu: hektoli-

try wódki, pijackie tańce, dzikie wygibasy i trzęsąca się od muzyki stodoła. I właściwie nie dziwi fakt, że po spożyciu takiej ilości alkoholu pan młody wpada w trans. To jednak nie bimber pędzony przez teścia jest sprawcą halucynacji i mamrotania. Widz przecież pamięta wykopki, jakie urządził sobie Anglik w ogródku teścia. Gdy Piotr zaczyna bredzić w nieznanym sobie języku jidysz, wszystko staje się jasne! Zaczerpnięty z żydowskiego folkloru dybuk opętał cudzoziemca na polskiej ziemi. Film Marcina Wrony „Demon” miał być z założenia ambitnym kinem gatunkowym, czymś w rodzaju horroru artystyczno-intelektualnego. Niestety takie mariaże udają się rzadko i tylko mistrzom, a Wrona, choć zapowiadał się bardzo dobrze, to w „Demonie” nie do końca wywiązał się z zadania. Z horroru mamy tu wiele: niepokojącą scenerię, świetny klimat wywołany kolorystyką, lato prezentu-

jące się momentami jak szary listopad, błoto i strugi deszczu, stalowe chmury i piękne kadry pełne tajemniczości i strachu, a na koniec płytkie groby z ludzkimi kośćmi. Elementy układanki się zgadzają, ale… Tu pojawia się zgrzyt. Niestety, poprzez umieszczenie akcji na polskim, wiejskim weselu, reżyser naraził się na porównania ze Smarzowskim, przy którym wypada gorzej. Smarzowski dokonał analizy społecznej, Wrona tylko prześlizgnął się po niej. Postaci „Demona” są jakby kopiami bohaterów „Wesela” i brak im cech indywidualnych. Wrona nie chciał jednak się skupiać na samym stereotypowym pijaństwie Po-

Niestety, pomimo wszystkich plusów, głównie wizualnych, w filmie „Demon” coś się fabularnie rozjeżdża, a scenariusz jest jakby niedopracowany. Niektóre wątki nie zostają doprowadzone do końca, urywając się gdzieś po drodze. O koegzystujących ze sobą kiedyś społecznościach żydowskiej i polskiej nie dowiadujemy się nic – jakie były ich wspólne losy pozostaje tajemnicą. Czuję pewien niedosyt, bo ani nie bałam się jak na horrorze, ani nie poczułam się dopieszczona artystycznie bądź filozoficznie. A szkoda, bo potencjał historii był duży. Niestety. Wrona już nie będzie miał okazji pokazać nam wszystkich swoich umiejętności artystycznych. Reżyser popełnił samobójstwo – 19 września zeszłego roku, w czasie festiwalu filmowe w Gdyni powiesił się w pokoju hotelowym. Poprzez pryzmat tego zdarzenia film ogląda się nieco inaczej. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:37 Page 19

K

iedyś brudny i zdezelowany pociąg osobowy wlókł się bez końca, od kilku lat na szczęście podróż do tej części Słowacji ma inny charakter. Teraz na tej właśnie trasie kursuje elegancki, klimatyzowany pociąg z miłą obsługą. Za oknem migają posępne widoki biednego południa Słowacji. Na szczęście Komarno – najbardziej wysunięte na południe słowackie miasto, a także najniżej położony punkt kraju – zaskoczyło mnie ciekawą architekturą, wyjątkowym rynkiem i swoją węgierskością. To prawie 40-tysięczne miasto graniczne położone jest przy ujściu dwóch rzek, Dunaju i Wagu, i podzielone na dwie części połączone mostem. Jedną z nich stanowi Komárno, należące do Słowacji, a drugą Komárom, będące częścią Węgier. Co ciekawe oba miasta stanowiły jedno do 1920 roku, a także w latach 1938-1945. Pierwsze swoje kroki skierowałam na most, by w ten wiosenny dzień, po podróży, odetchnąć świeżym powietrzem nad wodami Dunaju. Chciałam też koniecznie przejść na stronę węgierską, która jednak okazała się mniej atrakcyjna. W oczy od razu rzuciły mi się pływające po rzece ogromne barki. Przemysł stoczniowy zaczął się tu rozwijać już w XVIII w., a wyprodukowane w Komarnie statki były i są bardzo cenione. W chwili obecnej komarniańska stocznia jest największym producentem statków rzeczno-morskich w Europie Środkowej. Następnie skierowałam się do Starej Twierdzy (Stará pevnost), powstałej w latach 1546-1557, będącej największym bastionem i systemem fortyfikacji austro-węgierskiej monarchii. Do dnia dzisiejszego jest ona najważniejszym zabytkiem miasta i jedną z głównych jego atrakcji. W pewnym momencie,

Słowackie perełki

Komárno czy Komárom zwiedzając miasto, straciłam orientację. Zapytałam przypadkowo napotkane osoby o drogę. Dzięki temu przekonałam się, że chociaż wszelkie napisy, ogłoszenia czy billboardy, były zapisane w obu językach – słowackim i węgierskim – to na ulicach zdecydowanie królował ten drugi język. Obecnie 64% mieszkańców Komarna stanowi mniejszość węgierska. Zresztą wszystkie pomniki, które tam widziałam, upamiętniały węgierskich pisarzy, polityków lub kompozytorów. Następnie przeszłam do historycznego centrum miasta, gdzie podziwiać można m.in. pałac Zichyego, znajdujący się przy pl. Generała J. Klapki, kasyno oficerskie, barokowy kościół św. Andrzeja czy neorenesansowy ratusz. Zmęczona przysiadłam w małej kawiarence na rynku i z zaciekawieniem studiowałam historię miasta, którego pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z epoki brązu. W IV w. p.n.e. osiedlili się tu Celtowie. Z kolei Rzymianie założyli tu osadę, budując fort obronny. Pierwsze przywileje miejskie miasto otrzymało w 1265 r. od króla węgierskiego Beli IV. W średniowieczu Ko marno przeżywało okres swojej ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

świetności – chętnie przebywali tu węgierscy władcy i członkowie dworu – a w 1745 roku zyskało rangę wolnego miasta królewskiego. W kolejnych stuleciach zostało zniszczone przez trzęsienia ziemi, pożary i powodzie. Dziś jest miejscowością bardzo chętnie odwiedzaną przez turystów, m.in. ze względu na unikatowy Dziedziniec Europy, wybudowany w stylizowanej formie, na którym można podziwiać budynki, prezentujące architekturę 45 krajów i regionów europejskich. To wyjątkowe miejsce zostawiłam sobie na koniec zwiedzania.

Centrum Komarna łączą z Dziedzińcem Europy zabytkowe bramy: św. Stefana, Beli IV, Marii Teresy i Macieja I. Na środku głównego placu, wokół fontanny, znajdują się posągi monarchów i świętych patronów Europy, a także liczne kawiarenki i sklepiki, czyniąc dziedziniec barwnym i gwarnym. Komarno jest ciekawym, tętniącym życiem miejscem o podwójnej tożsamości. To jedno z najstarszych miast Słowacji, w którym mówi się, myśli i czuje po węgiersku. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 19


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 20

Hip-hop

na poważnie

Czulym uchem

P

róby łączenia muzyki symfonicznej z innymi gatunkami muzycznymi nie są niczym nowym. Najlepszym tego przykładem są chociażby płyty nagrane przez znane rockowe zespoły: Deep Purple, Metallica, a w Polsce przez Dżem i Perfect. A gdyby tak z towarzyszeniem wielkiej orkiestry nagrać album... hiphopowy? Okazuje się, że pomysł ten naprawdę może się udać, czego dowodem jest bijąca w Polsce rekordy popularności koncertowa

płyta MIUOSH + JIMEK + NOSPR, zatytułowana po prostu „2015” . Miuosh (Miłosz Borycki) to młody, pochodzący z Katowic raper, który na swoim koncie ma już kilka uznanych w środowisku muzycznym albumów. Pod pseudonimem Jimek ukrywa się Radzimir Dębski, kompozytor, o którym zrobiło się głośno po tym, jak jego remiks jednej z piosenek Beyonce wybrany został przez tę artystkę spośród 3 tysięcy innych propozycji i trafił na jej płytę. Narodowej

Orkiestry Polskiego Radia z Katowic nie trzeba przedstawiać nikomu – istniejąca już 80 lat instytucja ma w swoim dorobku 200 nagranych płyt i niezliczoną ilość koncertów w Polsce i na świecie. Wymienieni artyści postanowili stworzyć jedyny w swoim rodzaju projekt, polegający na połączeniu hip-hopu i muzyki poważnej. Efe ktem rocznych przygotowań były w 2015 roku trzy widowiskowe koncerty na Górnym Śląsku. Jednym z założeń projektu było również wydanie płyty z zapisem koncertu. Pod wspomnianym tytułem „2015” wydano płyty – zarówno CD, jak i DVD – dostępne także jako jeden komplet. Artyści stanęli przed niemałym wyzwaniem. O swojej roli w przedsięwzięciu w wywiadzie dla jednej z lokalnych śląskich gazet tak mówił Jimek: Jestem mostem między orkiestrą a Miuoshem, tłumaczem. (...) Wyobraź sobie tyle osób razem pracujących, do tego na co dzień znajdujących się w dwóch różnych muzycznie światach. Moim drugim podstawowym zadaniem było napisanie nut, od tego wszystko się zaczyna. Trwało to kilka miesięcy. Raper Miuosh do-

„Stuhrowie. Historie rodzinne”

K

siążka Jerzego Stuhra pt. „Stuhrowie. Historie rodzinne” wydana została trzy lata temu, ale dzięki swojej ciekawej i uniwersalnej treści wciąż jest aktualna.

Publikacja wzrusza, bawi, a przede wszystkim skłania do zastanowienia się nad jedną z najważniejszych wartości w życiu, którą jest rodzina. Jej autor, ceniony aktor, reżyser filmowy i teatralny, a także wykładowca krakowskiej PWST, zebrał wspomnienia o swoich przodkach oraz relacje swoich dzieci o nim samym. Uznał, że w jego życiu, będącym na granicy spełnienia zawodowego, dążeń, marzeń i klęsk, rodzina za20

istniała bardzo silnie i to właśnie o sile rodziny i świecie, z którego się pochodzi, jest ta książka. Jerzy Stuhr w gawędziarskim stylu opowiada o swoich pradziadkach, dziadkach i rodzicach. Dowiadu jemy się o jego wielonarodowościowych korzeniach, zawiłych historiach, dramatach i radościach. Austria ckie, węgierskie i czeskie wątki mieszały się w życiu Stuhra, by zaowocować polskością. Autor przekonuje

nas, że tak naprawdę „nie trzeba pokoleń, herbów szlacheckich, rodowodów, żeby czuć lojalność w stosunku do ziemi na której się mieszka”, a jego rodzina jest tego znakomitym przykładem. To właśnie ona, a nie zabezpieczenie materialne, pozostała ostoją wszelkich wartości mimo zawirowań historii. Wśród wielu ciekawych opowieści, prezentowanych w książce, znajdziemy opis dziadka Oskara, mającego

poczucie humoru w typie wojaka Szwejka i piszącego pamiętnik w więzieniu i w obozie pracy; w sanatorium zaś tenże dziadek organizował wyścigi pielęgniarek. Są też historie o babci Masi, która miała 5 mężów, o rodzicach: mamie Rysi i tacie Tadeuszu, uznanym prokuratorze, MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 21

W YJĄTKOW Y PROJEKT MIUOSHA, JIMKA I NOSPR-U dawał: Stworzenie aranżacji, muzyki było wyjątkowo trudne, bo w skład wchodzą numery z moich 3 krążków, mocno różniących się od siebie. Z innym tempem, przekazem. To utwory napisane w różnych momentach mojego życia, wiążące się z odmiennymi uczuciami. Rzeczywiście, wykonane podczas koncertu utwory są różnorodne, tak jak różnorodne są przemyślenia Miuosha na temat życia związanego z rodzinnymi Katowicami i Śląskiem. Wbrew obiegowym opiniom na te-

o żonie Basi, znakomitej skrzypaczce, będącej motorem wszystkich podejmowanych decyzji w domu, i oczywiście o samym autorze. Stuhr odkrywa przed nami swoje dzieciństwo, wspólne wyjazdy z rodzicami w góry, fascynację perkusją w liceum, wspomnienia zapachu rosołu i świeżo upieczonego ciasta oraz przeżycia związane z ciężką chorobą, której doświadczył, żyjąc przez pewien czas na granicy śmierci. Pisze również o ważnych wydarzeniach w swoim życiu, takich jak oświadczyny i ślub w Bielsku Białej, oraz o rodzinnym Krakowie i pierwszym wynajmowanych mieszkaniu. Dużo miejsca poświęca swoim dzieciom: synowi Maciejowi MAJ 2016

mat hip-hopu teksty utworów nie są wulgarne. W muzycznym środowisku Miusoh uważany jest wręcz za poetę hip-hopu, używającego wyszukanych słów i rymów, którego teksty dalekie są od prostoty i jednoznaczności. Nie będę ukrywał – cały koncert zrobił na mnie niesamowite wrażenie, podobnie jak i na żywiołowo reagującej publiczności. Na dołączonej płycie DVD widać, że na widowni obecni byli ludzie w różnym wieku, co potwierdza moją tezę, iż płyta „2015” spodoba się właściwie każdemu. Tej płyty nie da się słuchać na siedząco. Najlepsze utwory to według mnie rewelacyjnie wykonany „Reprezent” (wraz raperem Joką) oraz „Piąta strona świata” z repertuaru Jana „Kyksa” Skrzeka, będąca swoistym hołdem dla tego niedawno zmarłego śląskiego bluesmana. Polecam zdecydowanie zakup całego kompletu – płyta CD z zapisem 13 utworów nadaje się idealnie do słuchania np. podczas jazdy samochodem, a wzbogacony o dodatkowe materiały zapis koncertu na DVD pozwoli na przeniesienie się do

i córce Mariannie. Wspomina, jak w 1975 roku, kiedy miał być na planie filmu Kieślowskiego, rodził mu się syn. Na szczęście reżyser przesunął zdjęcia, co zaowocowało długotrwałą przyjaźnią obu artystów. W książce przeczytamy także o karierze aktorskiej i kabaretowej pierworodnego syna oraz o ciężkiej chorobie Marianny, którą ta przeszła w wieku 22 lat i która sprawiła, że ojciec z córką bardzo się do siebie zbliżyli. Prezentowana książka uświadamia, jaką siłę może dać rodzina. „Wartość i siłę rodziny odkrywa się powoli, dojrzewając latami do tej wiedzy. W dzisiejszych czasach młodzi ludzie nie upatrują w rodzinie jedynego celu w życiu,

siedziby NOSPR-u – jednej z najlepszych akustycznie sal na świecie. To także idealny pomysł na prezent dla bliskiej osoby. Myślę, że album „2015” w genialny sposób przełamuje stereotypy. Artyści Jimek i Miuosh zaproponowali najlepszy sposób, w jaki można zacząć swoją przygodę z hip-hopem lub… muzyką poważną. I przekonać się, że oba gatunki muzyczne potrafią tak samo zachwycić. ARKADIUSZ KUGLER

dzieci wychowują się często bez rodziców, a rodzice nie uczestniczą w życiu swoich pociech” – podsumowuje autor. Jeśli ktoś kontynuuje rodzinną ciągłość i nie odrzuca bagażu, w który wyposażają go przodkowie, to po latach

dojdzie do podobnych wniosków. Jerzy Stuhr napisał tę książkę dla swoich dzieci i wnuków, a historię rodziny zrekonstruował na podstawie wspomnień, opowieści, domniemań i dokumentów zachowanych w domowym archiwum. „To dług, który spłacam rodzicom, dziadkom i pradziadkom, by przechowywana wiedza przetrwała w następnych pokoleniach. Tradycje rodzinne to jest najważniejszy kapitał, jaki dziedziczy się z pokolenia na pokolenie”. Książka o Stuhrach to prawdziwie rodzinna opowieść, do której lektury serdecznie zapraszam. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA 21


Słowacy

Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 22

w Trójmieście

N

ie ma to jak przyjaźnie! Za sprawą znajomego Słowaka spod Bratysławy postanowiłam sprawdzić, czy w mojej okolicy mieszkają i pracują jego rodacy. A nuż ktoś ze Słowacji na trwale zakochał się w Gdańsku? Niby sprawa prosta. Trzeba zajrzeć do urzędu. W województwie pomorskim mieszka 77 Słowaków. Dane ze spisu ludności. Ale jak ich znaleźć? O to zapytałam oczywiście urzędnika.

– Nie mam pojęcia. Słowacy w Trójmieście ani na Pomorzu nie są zrzeszeni ani stowarzyszeni – odpowiedział, jakby usprawiedliwiając swoją niewiedzę. Zaczęłam szukać, drążyć. Głośno było i jest o piłkarzu ze Slovana Bratislavy, którego za duże pieniądze kupiła Lechia, gdańska drużyna piłki nożnej. Napastnik tego zespołu Lukaš Haraslin podoba się nie tylko na stadionie. Szukałam dalej. Upór czyni cuda. Rozbawił mnie blog „Vezmeš si ma, czyli słowacki galimatias” charakternej Polki, żony mądrego Słowaka, mamy uroczej małej Słowianki i podbijającego serce Słowianina. Autorka pochodzi z Wybrzeża, dwa lata temu przeprowadziła się do Bratysławy. Nie ukrywa, że czasami dopada ją nostalgiczna tęsknota. „Bo na Wybrzeżu są moi rodzice, babcie, brat, mnóstwo dalszej rodziny. Bo tam nad morzem, jest dwadzieścia lat mojego życia, znajome kąty, znajome widoki. Nie chcę

22

zapomnieć” – pisze. I dodaje od razu: „Mam kochającego męża, fantastyczne dzieciaki, ciepły otwarty dom dla przyjaciół. Na Słowacji. Tu jest teraz moje miejsce. Mam już pierwsze kontakty z Polonią za sobą, będę szukać kolejnych. Przede mną sporo wyzwań”. Z prawdziwą radością zaczęłam korespondować z Natalią KoniczHamałą. To ona dała mi kontakt na Ivanę Szablową. Zadzwoniłam, umówiłyśmy się na spotkanie w klimatycznej kawiarni na gdańskim Starym Mieście. – Przyjdę z psem, dobrze? – raczej stwierdziła, niż zapytała Ivana. Oczywiście zgodziłam się natychmiast, bo lubię zwierzaki. Przyszła punktualnie. Weszła z labradorką bez kagańca. Spokojna suczka Kaja, dostojna, bardzo posłuszna, położyła się przy stoliku. – To pies ratownik – zakomunikowała Ivana. I wtedy zobaczyłam charakterystyczny znaczek na obroży.

Ivana Był to znaczek WOPR (Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe). Ivana opowiada o sobie: – Pochodzę z Bratysławy, studiowałam języki obce, ekonomię i księgowość. Przyjechałam do Polski, bo bardzo chciałam. Zawsze ciągnęło mnie w świat. Na Cyprze, gdzie pracowałam, poznałam chłopaka z Polski. I tak to się zaczęło, choć potem się rozstaliśmy. Kiedy przyjechałam do Polski w 2011 roku było ciężko, przez ponad dwa miesiące nie miałam żadnej pracy, ale postanowiłam się nie poddawać. Języki to moja pasja, podobnie jak psy. Mój brat bliźniak nigdy nie był taki ciekawy i niecierpliwy jak ja. Jeszcze nie był za granicą. Nie ciągnie go. Teraz już ma swoją rodzinę, został tatą, a ja szczęśliwą ciocią małego Levoslava. Moja mama pracuje w biurze w Bratysławie, tata w przemyśle gazowym. Mój dziadek był Czechem, znanym kolarzem, jeździł w wyścigach. – W Wyścigu Pokoju? – pytam. – Nie wiem, możliwe. Ja też jeździłam zawzięcie na rowerze, na nartach, kochałam snowboard, ale posypały mi się kolana – mów Ivana – to teraz pauzuję. Ivana pracuje w firmie, która handluje ze Słowacją i Czechami, zajmuje się gadżetami reklamowymi. Ma już własne mieszkanie, które kupiła dzięki wsparciu rodziców. Ale początkowo z pracą nie było łatwo. Musiała zaciskać zęby. Aż spotkała swoją dobrą MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 23

bratnią duszę, Kamilę JarzombekOrmianin, mistrzynię w pływaniu kraulem i ratowniczkę pracującą z psami. – Od tego momentu wszystko się zmieniło na dobre. Jej zawdzięczam niemal wszystko – mówi Ivana. – Zajmowaliśmy się profilaktyką bezpiecznej kąpieli. Kamila mówiła, że jeden pies może doprowadzić do brzegu nawet troje tonących, a człowiek najwyżej jednego. Nasze psy ratują ludzi. To wymaga stałych treningów. Kamila bardzo o to dbała, byśmy pracowali sumiennie. Ratowała innych, a sobie nie umiała pomóc. Właśnie niedawno odeszła… Tu opowieść Ivany wyraźnie się rwie. Śmierć Kamili to bolesne i świeże doświadczenie Ivany. – Ale my chcemy kontynuować jej dzieło – zaczyna po chwili mówić dalej – i rozwijać to, co w nas zaszczepiła. Z psem ratownikiem trzeba umieć pracować, nie można go psychicznie zmęczyć. Moja labradorka Kaja musi patrolować plażę. Jest cudowna, ma siłę, energię i świetny kontakt z człowiekiem. Jest gwiazdą, a ja podaję jej miski. Razem ćwiczymy w wodzie, od wiosny nawet trzy razy dziennie. Pasję Ivany podziela jej chłopak i jego mama. – Wszyscy jesteśmy psiarzami – z uśmiechem dodaje. Ivana ma jeszcze drugiego psa,

MAJ 2016

dwuletniego wilczura Ranczo. Kiedy pytam o marzenia, mówi z radością: – Spełniły się. Mieszkam nad morzem, bo bardzo chciałam, mam psy, myślę o rodzinie. Pasję i hobby udało mi się połączyć – dodaje. Pavla Penińsko i Anię Kaczmarek poznaję dzięki Ivanie. Spotykamy się w sobotnie kwietniowe przedpołudnie. Widać od razu, że Pavel i Ania są zakochani – w czasie rozmowy trzymają się cały czas za ręce i uśmiechają do siebie. Pavel w sierpniu ubiegłego roku obronił doktorat na Uniwersytecie Technicznym w Zvoleniu, a więc jest doktorem inżynierem leśnictwa, a Ania robi doktorat na Wydziale Mechanicznym Politechniki Gdańskiej i prowadzi zajęcia ze studentami. Poznali się w Zvoleniu. Ania była tam na Erasmusie, a potem jeszcze na stypendium doktoranckim. – Pierwszy mój kontakt z językiem polskim to był film Chłopaki nie płaczą – mówi Pavel. – Spotykałem też Polaków, którzy przyjeżdżali ze Śląska do mojego ojca po drewno, a potem poznałem Anię. Lubię języki słowiańskie, jestem fanem słowackich dialektów. Polski poznawałem powoli. Początkowo nie wiedziałem, które słowa są brzydkie, więc popełniałem niekiedy językowe faux pas. Byłem takim słowiańskim dzikusem. To mnie bawiło – dodaje. Do Polski Pavel przyjechał z miłości do Ani. Jak mówią oboje, rok temu w lecie zrobiło się między nimi ciepło. – Jechałem do Ani autostopem wiele godzin, utknąłem w Łodzi, ale dojechałem. Pavel też nie mógł od razu znaleźć pracy w Polsce. W końcu trafił na stację benzynową BP, a teraz znalazł pracę w korporacji, w której ma szefa Słowaka. Pavel kocha góry i cały czas myśli, jakby tu uciec od gwaru i zgiełku wielkiego miasta. – Moja dusza leśnika tęskni do borów. Na szczęście w okolicach Gdańska są wzgórza morenowe i lasy. Jestem dzieckiem natury – dodaje. – Fascynuje mnie folklor słowacki, polski, a denerwuje moda na angielszczyznę. Nawet w muzyce.

Pavel i Ania

Kiedy pytam, co go drażni w Polsce, chwilę się zastanawia. – Nie lubię, jak tutaj nie mówią wprost, co myślą. Rozprawiają tak trochę na okrągło, jak dawna szlachta – mówi Pavel. I opowiada pewną historię, która mu się przydarzyła, gdy kupował telefon w jednej z sieci. – Ja mam temperament i chcę wszystko szybko załatwić, a tu niepotrzebne trudności, gadanie bez sensu. Muszę się uczyć cierpliwości – dodaje. A o czym marzy ta para? O spokojnym, ustabilizowanym życiu rodzinnym. Myślą, że uda im się to zrealizować w Polsce. – Będziemy się kochali, będziemy mieli dzieci i zwierzaki: psa, kota. Taki mamy pomysł na najbliższe lata – mówi Pavel. – I będziemy mieszkać pod lasem. ALINA KIETRYS 23


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 24

O p O z y c j a p r z e c i w k O k O m u n i z m O w i n a S ł O wa c j i

ekolodzy i pracownicy domów kultury

W sferze ochrony środowiska, w której nie poruszano tematów politycznych i ideologicznych, łatwiej było zdecydować się na konflikt z władzami i pozyskać poparcie dla publicznego protestu. Nawet dla zatwardziałych komunistów i ludzi związanych z aparatem władzy poparcie dla aktywności ekologicznej nie brzmiało dysydencko i nie wymagało przełamywania bariery strachu. W środowiskach ekologicz nych istniała pewna grupa ludzi, świadomie walczących z rzeczywistością na tym polu, ale generalnie protest ekologów był zjawiskiem złożonym i dopiero stopniowo, także wskutek nieumiejętności reagowania komunistów na krytykę, nabierał mocniejszych akcentów opozycyjnych. Wśród kilku inicjatyw ekologicznych, często niezależnych od siebie, wymienić trzeba protest przeciwko budowie zapory wodnej na Dunaju Gabčíkovo-Nagymaros, obronę kompleksu klasztornego w Mariance oraz sprzeciw przeciw pochopnym wyburzeniom w centrum Bratysławy i Bańskiej Bystrzycy. Ciekawą inicjatywą społeczną, wymyśloną i kierowaną przez lekarza Petera Tatára, był program Badanie 111. Jego celem było zdiagnozowanie istniejących na Słowacji problemów społecznych i opisanie form ich naprawy. Opracowana lista składała się z 111 pozycji. Szczytowym osiągnięciem ruchu ekologicznego i jego wkładem w walkę z reżimem była broszura z 1987 r. Bratysława – na głos. Publi kacja została przedstawiona jako protokół posiedzenia Koła nr 6 i Koła nr 13 (z Bratysławy) Słowackiego Związ ku Ochrony Przyrody i Kra jobrazu, które odbyło się 4 czerwca 1987 r. W 17 artykułach 23 autorów dokonało krytycznego przeglądu warunków życia na Słowacji – od jakości powietrza po grupy społecznie poszkodowane. Z tekstu wynikało, iż komunizm oznacza dla Słowa 24

To

w łonie ruchu ekologicznego na Słowacji WAŻKIE w drugiej połowie lat 80. narodziły się, WYDARZENIA W DZIEJACH kształtowały i umacniały postawy SŁOWACJI opozycyjne. Z tych krę gów wyszły pierwsze publiczne głosy niezadowolenia i kontestacji. Ján Budaj

ków zacofanie cywilizacyjne, niszczenie środowiska naturalnego, rabunkową gospodarkę zasobów naturalnych i utratę materialnego dorobku cywilizacyjnego. Autorzy publikacji, z Jánem Budajem na czele, wezwali władze, aby we współpracy z obywatelami podjęły działania na rzecz uczynienia z Bratysławy miasta, gdzie się zdrowo żyje. Zaproponowano, aby prezydent miasta regularnie spotykał się z przedstawicielami społecznego ruchu ekologicznego, a w urzędzie miejskim działała stała zielona linia telefoniczna. Do regulaminu prac rady miejskiej chciano włączyć możliwość zgłaszania inicjatyw przez nieformalne grupy obywateli. Takie pomysły musiały budzić niepokój władz komunistycznych. Pierwsze wydanie wspomnianej broszury ukazało się w nakładzie zaledwie tysiąca egzemplarzy, a następne – dwa razy większe – trzy tygodnie po publikacji pierwszego. Ocenia się, że razem z wszelkimi różnego rodzaju reprintami i masowo produkowanymi kopiami (większość z nich powstała na sprzęcie poligraficznym w instytucjach komunistycznego aparatu władzy) w obieg społeczny weszło około 60 tys. egzemplarzy tekstu, co – biorąc pod uwagę warunki słowackie – jest ogromną liczbą. Jeżeli doda się do tego lekturę

całego tekstu w Głosie Ameryki i Radiu Wolna Europa, to można powiedzieć o masowej recepcji książeczki na gruncie słowackim. Trudno przecenić jej znaczenia dla procesu dystansowania się społeczeństwa słowackiego od realnego komunizmu. A od momentu, kiedy o działalności ekologów zaczęły regularnie i na bieżąco informować zachodnie rozgłośnie radiowe, stała się ona już jednoznacznie aktywnością polityczną.

Samizdat Samizdat pojawił się na Słowacji w pierwszej połowie lat 80. Pod koniec lat 70. powstała pierwsza wydawnicza inicjatywa społeczno-literacka, rodzaj almanachu nawiązującego do popularnej w Czechach i na Słowacji starej żydowskiej opowieści – Trinásta komnata (Trzynasta komnata). Od 1981 r. wychodziło pismo Kontakt, ważne dla krystalizacji środowiska słowackich dysydentów. W 1987 r. zastąpiło je pismo K, rok później, po połączeniu z innym, przekształcone we Fragment-K, redagowany przez znanego dysydenta i działacza Karty 77 Milana Šimečkę. Pierwszym niezależnym wydawnictwem katolickim było założone w 1982 r. czasopismo Náboženství a soućastnost (Nabożeństwo i Współczesność). Na uwagę zasługuje działalność Ivana Polanskiego z Dubnicy nad Váhom, która w tamtych czasach była wielkim ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego pod szczególnym nadzorem władz, symbolem pustki kulturowej reżimu komunistycznego. Polanský zupełnie sam zaczął wydawać i kolportować w swoim środowisku Historický zápisník (Notatnik Historyczny), poświęcoMONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:38 Page 25

ny pamięci Jozefa Tisy. Taka niespodziewana aktywność na prowincji wzbudziła wielkie zaniepokojenie służby bezpieczeństwa, w efekcie czego w październiku 1987 r. Polanskiego aresztowano.

Kierownik Domu Kultury i intelektualiści W drugiej połowie lat 80. w atmosferze pierestrojki i głasnosti – pomimo zachowawczości czechosłowackiego kierownictwa partyjno-państwowego, sięgającej czasem do bojkotowania i blokowania impulsów nadchodzących z Moskwy – zaczęły się rodzić oddolne inicjatywy, wychodzące z ram i ograniczeń komunizmu. Zaczęli pojawiać się ludzie, którzy nie bali się tak, jak ci z pokolenia lat pięćdziesiątych czy epoki tzw. normalizacji. W bratysławskim domu kultury na ul. Sybirskiej kierownikiem był fan jazzu i sztuki współczesnej Ladislav „Agnes” Snopko (późniejszy minister kultury Słowacji), który realizował program Dotyky a spojenia (Dotyki i połączenia), promujący kulturę alternatywną. W Akademii Nauk młody literaturoznawca Peter Zajac organizował interdyscyplinarne seminaria, na których poruszano nowe tematy i posługiwano się nowym językiem. Socjolog Fedor Gál organizował seminaria z udziałem gości z Pragi. Początkowo poszczególne odłamy aktywności obywatelskiej żyły własnym życiem, słabo się ze sobą kontaktowały i nie miały do siebie zaufania. Organi zatorzy spotkań ekologów np. nie dopuścili do swoich przedsięwzięć prof. Miroslava Kusego, jednego z odważniejszych dysydentów związanego z Kartą 77, gdyż obawiali się, że da to władzom powód do ataku na nich. Jednocześnie mieli uprzedzenia wobec Kusego, który przed 1968 r. był najmłodszym profesorem marksizmu w Czechosłowacji i kierownikiem jednego z wydziałów Komitetu Centralnego.

Coś się dzieje wśród słowackich Węgrów…. W 1978 r. ujawniły się na Słowacji pierwsze niezależne inicjatywy społeczne mniejszości węgierskiej. W marMAJ 2016

cu tegoż roku powstał Komitet Ochrony Praw Mniejszości Węgierskiej. Wszystko zaczęło się od protestu przeciwko zwiększaniu liczby godzin języka słowackiego w szkołach dla mniejszości węgierskiej. Przywódcami komitetu byli Miklós Duray i László Nagy. W maju 1979 r. komitet rozesłał list otwarty do przywódców państwa i partii, zwracając uwagę na nierespektowanie przez Czechosłowację zagwarantowanego w artykule 114. konstytucji prawa do rozwoju społecznego, ekonomicznego i kulturalnego narodowości (w Polsce w takim przypadku używa się określenia mniejszości narodowe). W połowie lat 80. współpraca dysydentów słowackich z Węgrami uległa intensyfikacji do tego stopnia, że zaczęto myśleć o wydaniu wspólnego oświadczenia na temat warunków życia mniejszości słowackiej na Węgrzech i węgierskiej na Słowacji. Pomysł cieszył się poparciem przywódców Karty 77 w Pradze; odbyło się kilka tur rozmów, ale ostatecznie do wydania deklaracji nie doszło ze względu na różnice między Słowakami i Węgrami w sprawie zdania: Dzisiejsze granice państwowe uważamy za nienaruszalne.

Karta 77 po słowacku Najbardziej znanym przejawem oporu antykomunistycznego i działań dysydenckich w byłej Czechosłowacji była inicjatywa Karta 77. Ludzie Karty przełamali barierę strachu. Karta 77 w pierwszych latach działalności miała około 800 sygnatariuszy w całej Cze chosłowacji. Na Słowacji podpisało ją zaledwie 20 osób, a spośród nich aktywnie udzielało się około 10. Do 1989 r. liczba ta wzrosła do ok. 40 osób. Aczkolwiek Václav Havel kilkakrotnie wspominał, że dwa pierwsze podpisy pod Kartą, które zdobył, należały do Słowaków: filozofa Dominika Tatarki

Dominik Tatarka

i historyka Jána Mlynárika, to jednak dysproporcja między udziałem Czechów i Słowaków w działaniach Karty była widoczna. Częściowo wytłumaczyć to można dominacją w ruchu Karty byłych komunistów-reformatorów z lat 60. A ponieważ reprezentacja Czechów w aparacie władzy (a zwłaszcza w dziedzinie aparatu ideologicznego) była znacząca, znalazło to odzwierciedlenie także w dysydenckiej aktywności byłych funkcjonariuszy. Nie wolno również zapominać, że w Czechach, w ramach tzw. normalizacji po 1969 r., represje stosowano na znacznie większą skalę. Wśród działaczy Karty 77 – rozczarowanych ekskomunistów i mar ksistów-rewizjonistów, którzy w 1968 r. głęboko zaangażowali się w przemiany, a potem byli gnębieni przez władze – byli tylko nieliczni Słowacy, np. wspominani już filozof Miroslav Kusy czy niezależny publicysta, były wykładowca uczelni artystycznych (a później doradca prezydenta Vaclava Havla do spraw stosunków czesko-słowackich) Milan Šimečka.

Ku jawnej demonstracji… Klimat społeczny w Bratysławie się zmienia W 1987 r. grupa działaczy katolickich – František Mikloško, Ján Čarnogurský, Vladimír Jukl – postanowiła ujawnić swoje istnienie, wydając deklarację potępiającą Holocaust na Słowacji. Pomimo nagonki medialnej i oskarżeń o próbę wskrzeszenia klerofaszyzmu, ta sama grupa wezwała kilka miesięcy później do pierwszej od 1968 r. demonstracji antykomunistycznej nie tylko na Słowacji, ale i w całej Czechosłowacji. Był marzec 1988 r… O tym, co było potem w następnym numerze. ANDRZEJ KRAWCZYK 25


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:39 Page 26

1

W tym numerze „Monitora“ zapraszamy Państwa do rozwiązania krzyżówki o tematyce filmowej, przygotowanej z myślą o słowackiej Polonii.

filmowa

2

3

8

9

13

4

10

14

5

11

15

16

21

17

18

22

19

20

23

24

25

26

27

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

43

39

40

44

45

47

48

50

49

51

53

54

55

56

62

57

63

58

59

64

65

67

68

69

70

71

72

73

75

76

79

77

78

80

81

82

84

85

83

86

87

88

89

Rozwiązanie prosimy przesłać pod adresem: mwobla@gmail.com www.CrosswordWeaver.com do 27 maja. Spośród autorów poprawnych rozwiązań wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę prześlemy pocztą. 26

90

93

Prosimy, by nie zapomnieli Państwo podać swoich danych: imienia, nazwiska i adresu pocztowego. Miłej zabawy! red., to

91

92

94

95

Informujemy, że rozwiązaniem poprzedniej krzyżówki świątecznej, opublikowanej w marcowo-kwietniowym numerze „Monitora“ było hasło: „alleluja“. MONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:39 Page 27

Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 94 – 41 – 50 – 79 – 92 – 88 – 37 – 5 – 2 – 69 – 65 – 93 – 95 – 84 – 70 – 34 - 20

1. Daniel, polski aktor, znany m.in. z roli Kmicica 3. Sąsiad Kargula 4 . Zagrał tytułową rolę w filmie A. Wajdy „Korczak” 11. „Tata, a … powiedział” 13. Cwaniak warszawski grany przez Adolfa Dymszę 19. Pan Janek z kabaretu Olgi Lipińskiej 21. Filmowa lub sceniczna forma pierwowzoru literackiego 22. Imię reżysera kultowego filmu „Nóż w wodzie” 23. Obiecana w filmie Andrzeja Wajdy 25. Nazwisko aktora, odtwarzającego główną rolę w filmie „Wielki Szu” 27. Tytuł popularnego serialu „Usta ...“ 28. Reżyser kultowego filmu „Człowiek z żelaza” 29. Imię bohatera filmu „Kiler” 30. Serial o „sweet sweet“ polskim Casanovie 31. Ekranowy Zdzicho, Mamoń i Arkaszka 33. Królowa z rodu Sforzów z serialu historycznego TVP 36. Marian, aktor, ojciec Bartosza, też aktora 39. „Popiół i …“ Andrzeja Wajdy 40. Tytuł serialu o taksówce nr 1313 41. Lubaszenko junior 45. Gustaw, zagrał Wita Stwosza w „Historii żółtej ciżemki“ 47. Aktor, który zagrał główną rolę w filmie „Jak rozpętałem II wojnę światową” 50. Imię latającego chłopca z czechosłowackiego serialu animowanego 51. Krystyna, zagrała główną męską rolę w filmie „Mój Nikifor“ K. Krauze 52. Film Marka Piwowskiego z inżynierem Mamoniem 53. Imię Dziewońskiego 55. Grał Ferdynanda Kiepskiego w serialu „Świat według Kiepskich“ 57. Stała za ladą w czeskim serialu telewizyjnym 59. Królewna, która posiadała magiczny pierścień, a jednocześnie tytuł czeskiego serialu o niej 62. Krzysztof, polski aktor znany z ról komediowych 67. Imię bohatera policmajstra z przedwojennego filmu 68. Borys, aktor filmowy („Vinci“, „Testosteron“) 69. Jednostka systemu opieki zdrowotnej na peryferiach 71. Nagroda dla Andrzeja Wajdy za całokształt twórczości 72. „Czarne ...“, serial z pułkownikiem Dowgirdem 74. Pyzdra z „Janosika“ 76. Krystyna, aktorka, znana choćby z filmu Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” 78. Imię karierowicza Dyzmy 79. Komedia Andrzeja Kondratiuka, z której pochodzi cytat „As nigdy nie odmawia w słusznej sprawie“ 81. Stalińska 83. Adolf, grał w komedii „Skarb“ 84. Dawniej iluzjon 86. Jerzy, aktor odtwarzający rolę trenera II klasy w klubie sportowym „Tęcza“ 88. Roztańczona pani grana przez Tolę Mańkiewiczównę 89. Imię tramwajarza z serialu „Miodowe lata” 90. Pies bez munduru 91. Miasto, w którym rozgrywa się akcja kultowego serialu „Dom” 92. Aktor, zagrał w filmie „Karol. Człowiek, który został papieżem“ 93. Polski film, który zdobył Oskara 94. Kobieta-astronom z filmu „Seksmisja” 95. Cała grupa, realizująca film

Poziomo

6

7

12

8

19

20

7

28

41

42

46

48

49

52

2. Joe o smaku oranżady 3. Nazwisko obywatela z filmu „Zezowate szczęście” 5. „… i mieczem” Jerzego Hoffmana na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza 6. Halski z „Ekstradycji“ 7. Z numerem „13” w serialu komediowym z Cezarym Pazurą 8. Marek, w popularnym serialu zagrał Janosika 9. Niejeden w multipleksie 10. Imię Dolasa, który rozpętał II wojnę światową 12. Niemczyk, aktor 14. Tytuł serialu Krzysztofa Kieślowskiego albo Dziesięć przykazań 15. Kultowy serial kryminalny albo rasa psa 16. Kwiatkowska, grała w „Czterdziestolatku“ 17. Pan, który odkrywał skarby Templariuszy 18. Katarzyna, aktorka („Pociąg do Hollywood“, „Killer“) 20. Ruch oddalający kamerę od przedmiotu 24. Serial, w którym ten sam aktor występuje w podwójnej roli - księdza i wójta 26. Organizacja Profesora Tutki 32. Grała matkę Pawła w serialu „Wojna domowa“ 34. Jeden z kolorów tryptyku „Trzy kolory” 35. Już nie trzydziestolatek… tytuł serialu 37. Nazwisko aktora, grającego Gustlika w serialu „Czterej pancerni i pies” 38. Kultowy serial rodzinny TVP, grany od 1997 r. do dziś 42. Nazwa ulicy z numerem 4 w polskim serialu 43. „... pana Michała“, tytuł serialu 44. Porucznik z serialu „07 zgłoś się” 46. Czterej z „Rudego“ 48. Film z Henrykiem Gołębiewskim i Jackiem Braciakiem 49. Film, w którym Kwinto pokazywał ucho od śledzia 54. Kot z serialu „Siedem życzeń” 56. „Pod … dachem” - tytuł czechosłowackiego serialu komediowego z Jiřim Sovakiem i Josefem Kemrem w rolach głównych 58. Serial o przygodach komisarza Halskiego 60. Pomieszczenie filmowe w wytwórni filmowej 61. Polski film z 1979 roku w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego 63. Żmijewski lub Barciś 64. Tworzyła wesołą serialową parę z Tomkiem 65. Kazimierz, aktor grający Jana Serce w serialu pod tym samym tytułem 66. Kultowy film z balową rolą Jerzego Stuhra 70. Nazwa kina w jego niemych czasach 73. Imię prezydenta, który jako dziecko zagrał w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc“ 75. Anna, Pawlakówna i Radziwiłłówna poza planem 76. Za tyle uśmiechów odbyła się podroż w serialu dla młodzieży 77. U boku Stasia 80. „… od szosy”, serial z Leszkiem i Anią 81. „Wakacje z .... „ – polski serial dla dzieci z lat 70. 82. Większa niż życie dla Klosa 85. Sensacyjny hit z Bogusławem Lindą w roli głównej i w reżyserii Władysława Pasikowskiego 87. Odtwarzał rolę listonosza z serialu „Złotopolscy”

Pionowo

59

60

61

66

73

74

81

92

95

Spośród poprawnych odpowiedzi wylosowaliśmy Magdalenkę rošťák z Oravskiej Lesnej, której przesyłamy nagrodę książkową. MAJ 2016

27


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:39 Page 28

Wspomnienia

(nie)dawne

Piosenka, która udawała Greka M

oja przygoda z piosenką rozpoczęła się w szkole średniej, w Liceum Pedagogicznym w Zamościu. Śpiewałam tu w chórze szkolnym, a poza tym utworzyłyśmy z koleżankami kwartet, który miał w repertuarze popularne przeboje, piosenki rosyjskie i ukraińskie, a nawet jedną grecką, którą nie wiadomo skąd przyniosła jedna z koleżanek. Piosenka była skoczna, łatwo wpadająca w ucho, można ją było śpiewać na głosy i bardzo podobała się publiczności. Śpiewałyśmy ją na różnych akademiach. Zapowiadano ją jako piosenkę greckich partyzantów, co miało się odnosić do aktualnych wtedy wydarzeń, bowiem w tym czasie Grecja była w stanie wojny domowej. Będąc już na studiach, dorabiałam sobie na życie, pracując na koloniach letnich jako wychowawczyni. Oczywiście uczyłam dzieci wszystkich piosenek, które sama znałam. Piosenki te dzieci śpiewały na harcerskich ogniskach dla miejscowej ludności i rodziców. Wśród nich również ową piosenkę greckich partyzantów. Któregoś dnia w czasie wycieczki, bodajże do Krynicy Górskiej, siedzieliśmy z dziećmi na ławkach w parku, czekając na autobus i wykonując oczywiście nasz repertuar. Nagle zauważyłam, że w pobliżu zatrzymał się młody mężczyzna, trochę ciemniejszej karnacji, pewnie student, i z zainteresowaniem słuchał. Po tym, jak zaśpiewaliśmy grecką piosenkę, podszedł do mnie i zapytał, kto jej nauczył dzieci. Odparłam z dumą, że ja. Młodzieniec dopytywał, czy wiem, o czym jest ten utwór. Okazało się, że to piosenka greckich marynarzy, pełna niecenzuralnych, sprośnych słów i opisów niedwuznacznych sytuacji. Wiadomość ta zwaliła mnie z nóg. Gdy sobie przypomniałam, na jakich ważnych politycznych akademiach ją śpiewaliśmy, uświadomiłam sobie, jakie to było szczęście, że wśród tej licznej publiczności nie było nikogo, kto by znał język grecki. To chyba jedyny przypadek, gdy nieznajomość języków okazała się zbawienna. Od tej pory nigdy nie śpiewam piosenek, których słów nie rozumiem. STANISŁAWA HANUDELOVÁ 28

Życzenia

Kasi Thomas i Janovi Holečce składamy serdeczne gratulacje z okazji narodzin ich syna. Jan Holečka Thomas przyszedł na świat 29 marca w Bratysławie. Maluszka witamy wśród nas i życzymy mu wielu szczęśliwych lat!

W Bratysławie13 marca na świat przyszedł Jan Gawlowski, syn Katarzyny Dikáczovej i Davida Gawlowskiego. Rodzicom gratulujemy a Jankowi życzymy szczęścia w życiu!

Witamy kolejnego członka Klubu Polskiego w Nitrze! Jan Karol Chvanec przyszedł na świat 16 marca. Rodzicom Alicji i Stanowi Chovancom – gratulujemy i życzymy pociechy z potomka. Przyjaciele z Klubu Polskiego

Międzynarodowy Dzień Dziecka W INSTYTUCIE POLSKIM W BRATYSŁAWIE W Instytucie Polskim w sobotę, 4 czerwca, na Nám. SNP 27 odbędą się warsztaty teatralne, filmowe, plastyczne i naukowe (fizyczno-chemiczne). Dla najmłodszych (4-6 lat) - warsztaty teatralne i artystyczne, inspirowane postaciami z polskich bajek, dla nieco starszych (7-10 lat) na warsztatach rysunkowych spotka się legenda polskiej ilustracji, Bohdan Butenko. Na miłośników filmu czekają warsztaty animacji, które poprowadzą adepci sztuki filmowej. Podczas warsztatów chemiczno-fizycznych dzieci w wieku 7-12 lat będą miały okazję przeprowadzić ciekawe doświadczenia i eksperymenty, inspirowane pracą polskiej noblistki Marii Skłodowskiej-Curie. Prace plastyczne, przygotowane podczas warsztatów, wezmą udział w konkursie. Wernisaż laureatów oraz premiera przygotowanego podczas warsztatów filmu odbędą się 27 czerwca o godz. 16.30. Osoby zainteresowane udziałem ich dzieci w przedsięwzięciu proszone są o zgłoszenie się drogą mailową (teresa.lukacova@instytutpolski.org) do dnia 15 maja. Wszystkie szczegóły dostępne na www.polinst.sk

KONKURS ARTYSTYCZNO-LITERACKI Z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka Instytut Polski oraz redakcja „Monitora Polonijnego“ zapraszają wszystkie dzieci i  młodzież do udziału w konkursie plastyczno-literackim. Uczestnicy mogą wybrać jeden z  dwóch tematów: „Moja ulubiona postać z  polskiej bajki“ lub „Początki państwa polskiego“. Technika i materiały dowolne. Tych, którzy zdecydują się coś napisać, prosimy o ograniczenie swojej pracy do wielkości tzw. normostrony (1800 znaków ze spacjami). Prace należy przesłać do 5 czerwca drogą elektroniczną na adres teresa.lukacova@instytutpolski.org oraz pocztą tradycyjną na adres Instytutu Polskiego Námestie SNP 27, 814 99 Bratislava (decyduje data stempla pocztowego). Nazwiska zwycięzców zostaną ogłoszone 15 czerwca 2016 r. na stronie internetowej Instytutu Polskiego w Bratysławie (www.polinst.sk) oraz „Monitora Polonijnego” (www.polonia.sk). Na autorów najlepszych prac czekają atrakcyjne nagrody, a ich prace zostaną wystawione w galerii IP od ul Klobučníckiej. Wszystkich uczestników zapraszamy też na wernisaż w dniu 27 czerwca o godz. 16.30. MONITOR POLONIJNY


Nad Dunajem po polsku!

Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:39 Page 29

Zielone Świątki w plenerze

Klub Polski Bratysława we współpracy z Instytutem Polskim zaprasza po raz czwarty na flagową imprezę pod hasłem

Z Polską na Ty odbywać będzie się 1 MAJA od południa po godziny wieczorne na nabrzeżu Dunaju koło EUROVEI. Patronat nad przedsięwzięciem przyjął J. E. Pełnomocny i Nadzwyczajny Ambasador RP w RS Leszek Soczewica. W programie przewidziano różne atrakcje, a wśród nich koncert zespołu Silllmarion (na koniec wspólny polonez), występ zespołu Jablco, pokazy sztuki walki i break dance, przedstawienie „Only you“ w wykonaniu Teatru Formy, czyli pantomimy z Wrocławia, degustację polskich dań, prezentacje wozu pancernego i wiele, wiele innych, a specjalnie dla dzieci: warsztaty twórcze, malowanie twarzy, nadmuchiwany zamek. Program będzie aktualizowany na stronie: www.polonia.sk

klubowiczów z wszystkich zakątków słowacji zapraszamy na weekendowy pobyt w Dubovej koło Modrej, w której od 13 do 15 maja (piątek – niedziela) odbędzie tradycyjne spotkanie z okazji zielonych Świątek. Program: piątek po kolacji: wieczór gitarowy; gitarzystów amatorów prosimy o przywiezienie instrumentów, reszta będzie ich wspierać śpiewem; sobota: piesze wycieczki, warsztaty artystyczne dla dzieci i dla dorosłych, gry i zabawy, które poprowadzi brat Maciej Dziambor, wieczorem ognisko oraz tradycyjna zielonoświątkowa jajecznica, występ naszych ulubieńców wandy i Jurka z Wiednia, którzy w swoim repertuarze mają wszystkie lubiane przez klubowiczów piosenki – te starsze i te nowsze; niedziela: msza zielonoświątkowa, celebrowana przez ojca Tymoteusza Góreckiego. Cena uczestnictwa to jedynie 5 euro dla klubowiczów płacących składki i 10 euro dla osób niezrzeszonych; dzieci bezpłatnie! Opłata obejmuje posiłki, nocleg oraz pozostałe atrakcje. Na miejscu będzie czynny bufet, w którym można będzie kupić napoje i drobne przekąski. Dojazd na koszt własny. Zgłoszenia imienne z podaniem liczby osób (oraz wieku dzieci), chcących wziąć udział w imprezie prosimy przesyłać pod adres: polskiklubsk@gmail.com. uwaGa! liczBa MieJsc oGraniczona – DecyDuJe koleJnoŚć zGłoszeń.

-

Warsztaty tworcze dla dzieci polonijnych Klub Polski Koszyce organizuje w terminie od 9 do 16 lipca warsztaty twórcze dla dzieci polonijnych w wieku od 7 do 15 lat. Plener odbędzie się w Žiarskej Dolinie, niedaleko Liptowskiego Mikulasza. Dla dzieci członków Klubu Polskiego wpisowe wynosi 30 euro, dla pozostałych 60 euro. Więcej informacji udziela organizatorka Štefania Gajdošová: 0905797645, e-mail: gajdosova.stena@atlas.sk

Nagrody dla uczestników konkursu rysunkowego Uczestnikom ubiegłorocznego konkursu rysunkowego, ogłoszonego na łamach „Monitora“, w marcu przesłaliśmy pocztą nagrody rzeczowe. Niestety, nie udało nam się wręczyć tych nagród podczas imprezy klubowej, adresowanej do dzieci, ponieważ ta się w tym roku nie odbyła. Mamy nadzieję, że przesyłki dotarły i ucieszyły małych artystów. Redakcja „Monitora Polonijnego“

PROGRAM INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE Ë 28 kwietnia • Preszów KADEMICKÝ PREŠOV: Teatr Ósmego Dnia spektakl „Summit_2.0”, Ë 29 kwietnia • Bratysława, IP Udział komunistycznych służb specjalnych w zamachu na Jana Pawła II: nowe fakty, pytania i interpretacje Ë 1 maja • Bratysława Dzień Polski „Z POLSKĄ NA TY” w centrum handlowym „Eurovea” (główny organizator Klub Polski) Ë 4-31 maja • Bratysława, IP Wystawy: InDEX (Industrial Design Examples): polskie innowacyjne wzornictwo przemysłowe oraz prace polskich studentów

MAJ 2016

Ë 5-31 maja • Bratysława, IP Wystawa twórczości DESIGNERSKIEJ i plakatowej Rosława Szaybo i jego masterclass dla studentów Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie Ë 6-8 maja • Bratysława BRATYSŁAWSKI MAJALES: wspólny koncert zespołów Paprika Korps (Polska) i Polemic (Słowacja) Ë 8 maja • Bratysława – KONCERT ORGANISTY Marka Stefańskiego w ramach koncertów organowych Radia Devin (RTVS) Ë 8-10 maja • Bratysława • POKAZ FILMU Wszystko, co kocham w ramach European Film Festival Ë 11 maja • Bratysława i inne miasta NOC LITERATURY: publiczne czytanie fragmentów książki Lidii Ostałowskiej „Cygan to Cygan” („Cigan je Cigan”- słowacka edycja wydawnictwa Absynt)

Ë 20 maja • Żylina Przedstawienia zespołu STK Theatre Concept pt. Nick / Burza Ë 20 maja - 12 czerwca • Levice MIĘDZYNARODOWE DNI FOTOGRAFII w Levicach (DFLV): wystawa prac Anny Panek-Kusz Ë 21 maja • Bratysława NOC MUZEÓW – III Polska Noc Bluesowa: występ polskich zespołów Blues Time, Blues Junkers, Outsider Blues Ë 24 – 29 maja, Bratysława Bratysławskie DNI ARCHITEKTURY i Designu (DAAD) z udziałem architektów z Polski.

29


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:40 Page 30

Dubaj - kraina ekspatów

N

ajwiększa różnica pomiędzy Dubajem, a moim rodzinnym Lublinem odczuwalna jest rano. No, może nie największa, ale bardzo namacalna. Dotyczy szafy, a ściślej garderoby. W Dubaju nikt nie pyta, jak jest na dworze, i nikt nie radzi w związku z tym, by wyjrzeć przez okno, by zobaczyć, jak ludzie chodzą ubrani. Na oknach czy parapetach nie ma termometrów.

na to o czymś, o czym na co dzień staramy się zapomnieć: Dubaj jest na chwilę. Dla niektórych chwila ta to jednoroczny kontrakt, dla innych to dekada, ale dla nikogo to nie jest miejsce na zawsze. Trudno przez to zapuścić tu korzenie, trudno myśleć o tym miejscu jak o domu. Jeszcze trudniej jest żyć tu przez lata, cały czas trzymając oko na walizce, dlatego tworzymy tu swoje małe światy i staramy się wyprzeć z umysłu świadomość, że gdzieś, kiedyś trzeba będzie się stąd ruszyć.

Kiedy jaśminowe drzewo przekwita Można powiedzieć, że tu codziennie świeci słońce. Pada zaledwie kilka dni w roku, w sumie parę godzin. Raz na kilka lat pada całą dobę, co powoduje potop, bo nie ma studzienek odprowadzających wodę. W Dubaju w zasadzie przez cały rok ubieramy się jak latem. Z tą różnicą, że w zimie, z samego rana, kiedy zwrotnikowe słońce jeszcze się leni, odczuwamy lekki chłód, a w lecie... w lecie już nic nam nie jest w stanie ani pomóc, ani zaszkodzić. Kiedy temperatura przekracza 40 stopni Celsjusza, rozebranie się „do rosołu” nie przyniosłoby większej ulgi. A kiedy oscyluje w okolicy 50 stopni i tak nikt nie wychodzi na zewnątrz. Dzisiaj jednak cieszę się wiosną w pełni. Niebo jest jeszcze błękitne (w lecie przybiera kolor biało-żółtawy), termometr pokazuje równo 30 stopni, a powietrze nie jest jeszcze przesycone wilgocią. Wychodząc na ulicę, zauważam, że drzewo jaśminowe już przekwitło i trochę mnie to martwi, bo to znak, że nadchodzi lato. Może w tym roku też uda mi się ewakuować z miasta w najgorętszym okresie, czyli od lipca do września. Mo głabym sobie na to pozwolić. Jako przewodnik turystyczny, pracujący na własny rachunek, w lecie, po sezonie, nie mam praktycznie żadnych zleceń. 30

Dubaj na chwilę

Popijając wtorkową kawkę

Myśląc o zbliżających się upałach, trochę zazdroszczę Katie, koleżance na której pożegnalne śniadanie właśnie się udaję. Po czterech latach w Piaskownicy, jak nazywamy Dubaj, Katie wraca do siebie, do Anglii. Poznałyśmy się na Wtorkowej Kawce. Wtorkowa Kawka to cotygodniowe spotkania w osiedlowej kawiarni, na które przychodzą mieszkające w okolicy dziewczyny. Zorganizowałyśmy się na jednej z grup facebookowych. Co jakiś czas dołącza do nas ktoś nowy, czasem ktoś przestaje przychodzić, ale trzon grupy jest jak dotąd niezmienny. Teraz Katie wraca do siebie. Smutno jest nam podwójnie, bo raz, że szkoda tracić dobrą znajomą, a dwa, że przypomi-

Wchodzę do kawiarni. Gdyby nie to, że nie ma Katie, byłabym ostatnia z zapowiadających się na dzisiaj dziewczyn. W środku czekają już Ilona, Leyla, Noor, Naseem i Sara. Ilona jest Litwinką. Do Dubaju przyjechała z mężem Irakijczykiem. Niedawno otworzyła sklepik internetowy, w którym sprzedaje wykonane przez siebie przedmioty: rzeczy zrobione na szydełku i biżuterię z bursztynów zbieranych w lecie nad Bałtykiem. W lokalnym centrum kultury udziela też lekcji rękodzieła. Leyla, zielonooka blondynka, nosząca krótkie zwiewne sukienki, jest inżynierem architektem. Jest też weganką. W wolnym czasie udziela się w schroniskach dla bezMONITOR POLONIJNY


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:40 Page 31

domnych kotów i zbiera odzież na akcje charytatywne. Pochodzi z Syrii. Jest muzułmanką. Tak samo jak Noor, z tym że Noor pochodzi z Pakistanu i zamiast krótkich i zwiewnych sukienek, woli poszarpane dżinsy, glany i czarny t-shirt z koncertu Slipknot. Jest pełnoetatową mamą dwóch dziewczynek. Z Pakistanu jest też Naseem, która od jakiegoś czasu rzadko do nas dołącza. Zmieniła pracę i obecnie dużo podróżuje, sprzedając usługi jednej z dużych firm z branży IT. To właśnie w mojej (i jej) poprzedniej pracy się poznałyśmy, jeszcze zanim powstał pomysł Wtorkowej Kawki, a ja ze specjalisty IT zamieniłam się w wolnego strzelca pracującego w turystyce. Sara jest Niemką. Nigdy się nie spóźnia i zawsze jest dobrze poinformowana o tym, co dzieje się na naszym osiedlu. A trzeba przyznać, że bycie na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami – zważywszy na mające tu miejsce egzotyczne podejście do przekazywania informacji (tyle wersji ilu referentów, czasem o dwie więcej) – jest wyczynem godnym podziwu. Razem z mężem zajmują się produkcją filmów reklamowych.

Różnice tu i tam W końcu dołącza do nas Katie. Zaczynają się wspomnienia i dy skusje o powrotach, różnicach między tym co tu, a tam i o tym, za czym można zatęsknić. Barista przynosi nam kawę. Uśmiecha się serdecznie i pyta, czy jeszcze czegoś potrzebujemy. Jest z Filipin, jak większość pracowników gastronomii. Włączam się do dyskusji i mówię, że gdybym wróciła do Pol ski, tęskniłabym właśnie za uśmiechniętym baristą. MARTA ALI, DUBAJ

Moja polska szkoła Cześć! Dzisiaj chciałem wam opowiedzieć o mojej szkole, a właściwie to o moich szkołach. Tak, dobrze przeczytaliście! Chodzę bowiem do dwóch szkół. Jak to możliwe? Jestem uczniem II klasy słowackiej szkoły podstawowej, a ponadto polskiej szkoły internetowej Libratus. Spytacie, na czym polega nauka w internetowej szkole. W tej szkole moim najważniejszym nauczycielem jest moja mama, która pomaga mi zrozumieć partie materiału i kontroluje, czy już go opanowałem. Pomocne w nauce są plany lekcji i materiały edukacyjne, przygotowane przez pedagogów platformy edukacyjnej Libratus. I może nie brzmi to ciekawie, ale wierzcie mi, że w tym wszystkim są też fajniejsze rzeczy. W Internecie dostępna jest platforma, na której są przygotowane gotowe scenariusze lekcyjne z materiałem, którego powinienem się nauczyć, w połączeniu z różnymi ciekawymi filmami, grami, muzyką czy bajkami. Dodatkowo raz w tygodniu mamy wspólne on-line webinarium, na którym pani nauczycielka powtarza materiał z całego tygodnia. Podczas tego spotkania w sieci oglądamy też filmy, piosenki czy słuchamy wierszy, związanych z omawianym materiałem. Fajnie jest spotykać się z dziećmi

z całego świata i rozmawiać na czacie z kolegami. Na takiej lekcji spotyka się około 170 dzieci. Dzieci piszą, jakie mają tego dnia święto albo czy u nich pada deszcz, czy świeci słońce. Mamy też zadawane prace domowe, które są na szczęście dobrowolne. Dzieci przesyłają je w formie zdjęć, które pani nauczycielka pokazuje na Webinarium wszystkim uczniom. W taki sposób możemy poznać się nawzajem i zobaczyć, gdzie mieszkamy i jakie mamy zwyczaje. Pod koniec roku szkolnego zapisujemy się na egzamin klasyfikacyjny do wybranej polskiej szkoły, gdzie podczas wakacji zdajemy egzamin z całego roku. Pamiętam, że w zeszłym roku bardzo się bałem, ponieważ nie wiedziałem, jak taki egzamin wygląda. Okazało się jednak, że był on bardzo przyjemny, a nawet zabawny. Później dostałem prawdziwe polskie świadectwo. JAKUB KRCHEŇ z mamą ALEKSANDRĄ

REBUS

Dokończenie w następnym numerze „Monitora“ MAJ 2016

31


Monitor04-05:Monitor04-05 21/04/16 13:40 Page 32

Czasami, ni stąd, ni zowąd, najdzie nas jakaś nieoczekiwana tęsknota za przeszłością. Smaki dzieciństwa zawsze są idealne, często nie można ich odtworzyć w dzisiejszej kuchni, gdzie trudno o naprawdę naturalne

składniki. Ale czasami się udaje! Pani Danuta Dopitová z Brna nadesłała do „Piekarnika” przepis na pyzy, będące właśnie takim dziecięcym kulinarnym wspomnieniem.

Pyzy poznańskie Składniki: • 450 g mąki • 30 g drożdży • niecała łyżeczka soli • łyżeczka cukru • 2 jajka, nie prosto z lodówki • ok. 220 ml mleka, lekko podgrzanego

Sposób przyrządzania: Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy jajka i szczyptę soli. Do ciepłego mleka dodajemy pokruszone drożdże, cukier i dokładnie mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Kiedy zaczyn drożdżowy jest gotowy, dodajemy go do mąki i przez około 20 minut wyrabiamy ciasto, aby było gładkie, sprężyste i jednolite w swej strukturze. Odstawiamy je przykryte czystą ściereczką i czekamy, aż podwoi

swoją objętość. Następnie wykładamy ciasto na posypaną mąką stolnicę lub stół i lekko spłaszczamy. Szklanką wycinamy w cieście porcje (jak na pączki) i układamy obok siebie na około 15 minut, aby wyrosły. W tym czasie przygotowujemy większy garnek, wlewamy do niego wodę – mniej więcej do połowy. Gdy woda zaczyna wrzeć, nakrywamy wierzch garnka płócienną ściereczką i obwiązujemy dookoła sznurkiem. Na tej konstrukcji układamy pyzy, a całość przykrywamy miską. Gotujemy na parze około 10 minut.

Pyzy są idealne do kurczaka, kaczki, zrazów, jednym słowem do mięs, przyrządzanych na ogół z aromatycznym sosem. Jako surówka pasuje do nich czerwona kapusta. Dodam jeszcze od siebie, że w czasie mojego dzieciństwa na granicy Wielkopolski i Dolnego Śląska jadło się takie pyzy również na słodko, z sosem truskawkowym lub wiśniowym. To była poezja – ukochane danie wszystkich dzieci. Ja już biegnę do sklepu po drożdże, a wy? AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2016/4-5  
Monitor Polonijny 2016/4-5  
Advertisement