Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:25 Page 33

-

100 lat po smierci

naszego noblisty str.28

str. 5

Z Wojciechem Jagielskim

o nadziejach i rozczarowaniach

Wspomnienie o księdzu profesorze Zasępie str. 22


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:21 Page 2

E

uropejski Dzień Języków w Koszycach, imprezę koordynowaną przez Dyrekcję Generalnej Komisji Europejskiej ds. Tłumaczeń w osobie pani Natašy Procházkovej i ze współudziałem instytucji, które na co dzień zajmują się nauczaniem języków obcych, propagowaniem kultury danego kraju i pielęgnowaniem bilateralnych relacji ze Słowacją, można bez cienia zawahania nazwać cyklicznym wydarzeniem kulturalnym w naszym mieście. Bo oto już po raz trzeci uczniowie szkół podstawowych oraz średnich z regionu Koszyc, Preszowa, Popradu czy też Bańskiej Bystrzycy mieli okazję do przedpołudniowej zabawy lingwistycznej, podczas której sprawdzali swoje wia domości oraz umiejętności językowe, między innymi z języka polskiego, angielskiego, francuskiego czy też hiszpańskiego. Europejski Dzień Języ ków, międzynarodowy projekt Rady Europy, mający za zadanie przybliżyć Europejczykom piękno języków obcych, motywować do nauki oraz integrować, obchodzony jest corocznie 26 września. W Koszycach obchodziliśmy go dwa dni później, 28 września, tradycyjnie już przy Dolnej Bramie na ulicy Hlavnej. Już od wczesnych godzin porannych zaroiło się tam od młodych ludzi, którzy wyrazili chęć wzięcia udziału bądź w kreatyw-

Potyczki z językiem polskim, czyli

wróbel w godle Polski

nym konkursie z nagrodami pod nazwą „Przetłumacz i zaśpiewaj”, bądź w grach i zabawach językowych przy stoiskach koordynowanych przez zaproszone instytucje kulturalne. W tegorocznej edycji imprezy każdy z zainteresowanych miał okazję rozwiązać specjalnie przygotowany quiz językowy i za dobrze wykonane zadanie otrzymywał na danym stoisku punkty. Zbierając je, nawet nie zdawał sobie sprawy, iż poświęcił tej grze ponad godzinę swojego czasu, bo minimalnie tyle było potrzeba, by rozwiązać wszystkie zadania w ró żnych językowych wersjach. Miło było popatrzeć na roześmianych uczestników

podczas odbierania nagród, na które sobie zapracowali. Oczywiście i Klub Polski wraz z przedstawicielami UPJ w Preszowie wziął udział w obchodach Europejskiego Dnia Języków, prezentując na swoim udekorowanym symbolami narodowymi stoisku polską literaturę, zapraszając energicznych i sym patycznych uczestników quizu do degustacji świeżo upieczonego polskiego sernika. Tym, którzy wiedzieli, że w godle Polski dumnie prezentuje się orzeł, a nie wróbel, dostała się podwójna porcja. Co ciekawe, młodzi uczestnicy imprezy często byli zaskoczeni faktem, jak bardzo podobne do siebie są nasze języki, a zarazem jak niebezpiecznie odmienne znaczenia mają niektóre tak samo brzmiące w nich słowa. Wyrażenie „czerstwy chleb”, czasownik „ opakować” bądź przymiotnik „odporny” przysporzyły młode głowy literalnie o zawrót głowy. Stefania Gaj -

ZDJĘCIA: MAGDALENA SMOLIŃSKA

2

došová-Sikorska, prezes Klubu Polskiego Koszyce, która po raz drugi koordynowała uczestnictwo polonijnej instytucji w obchodach Europejskiego Dnia Języków, podkreśliła, jak ważną rolę w kształceniu świadomości o potrzebie integracji europejskiej pełnią tego ro-

dzaju inicjatywy kulturalne. Zaznaczyła, iż świadomość potrzeby zachowania kulturowego dziedzictwa w Europie powinna być kształtowana w młodym wieku, a integracja, która jest gwarancją bezpieczeństwa międzynarodowego, powinna być nieodłączną częścią każdego międzynarodowego projektu. Inicjatywa obchodów Europejskiego Dnia Języków łączy oba te cele i dlatego Klub Polski zawsze dumnie w nich uczestniczy. MAGDALENA SMOLIŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:21 Page 3

O rozpieszczaniu Z pewnością zgodzą się Państwo ze mną, że tegoroczna jesień długo nas rozpieszczała ciepłą, słoneczną aurą. W takich okolicznościach przyrody człowiek szybko daje się przekonać, że ta ponoć smutna pora roku wcale nie musi być taka smutna! Korzystając z tak pięknej jesiennej pogody, rozpieszczali nas także organizatorzy wrześniowych imprez polonijnych, m.in. tej, która przebiegała na falach bratysławskiego Dunaju (relacja na str. 12), której towarzyszyły morskie pieśni, czy tej roztańczonej w Trenczynie z okazji „Przyjaźni bez granic“ (str. 10). Z kolei w Koszycach ćwiczono język polski podczas Europejskiego Dnia Języków (str. 2), a nasi redaktorzy i korespondenci szkolili swój dziennikarski warsztat na kolejnych już zajęciach pod okiem specjalisty (str. 14). Właśnie tak wyglądało wrześniowe rozpieszczanie w Klubie Polskim. Kto z okazji nie skorzystał, może sobie o poszczególnych wydarzeniach przeczytać na naszych łamach. W październikowym numerze „Monitora“ publikujemy też kilka materiałów dotyczących filmów: recenzję filmową w stałej rubryce „Kino-oko“ (str. 17), relacje z festiwalu filmowego w Gdyni (str. 18) i ze słowackiej premiery „Zjednoczonych stanów miłości“ w reżyserii Tomasza Wasilewskiego (str. 16). Nie zabraknie też recenzji literackiej, z którą mogą się Państwo zapoznać w rubryce „Bliżej polskiej książki“ (str. 20). O książkach, ale nie tylko, rozmawiamy ponadto w „Wywiadzie miesiąca“, którego bohaterem jest znany polski dziennikarz i publicysta Wojciech Jagielski (str. 5), zaś o tym, co pociąga w książkach naszego felietonistę, dowiedzą się Państwo na str. 27. A wracając do jesieni… Ciekawy artykuł przygotowała nasza redakcyjna koleżanka. Dotyczy on jesieni, ale tej życiowej, która ma również swoje pozytywy (str. 4). Mam nadzieję, że poczują Państwo się dopieszczeni naszą ofertą czytelniczą. Miłej lektury! W imieniu redakcji

Złota jesień życia

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Z Wojciechem Jagielskim o nadziejach i rozczarowaniach

5

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

KINO-OKO Western warszawski

17

41. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Namiętne spory i czerwone dywany, czyli polskie kino lubi błyszczeć

18

CZUŁYM UCHEM Organek. Wcale nie głupi

20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI WrocLOVE

20

Wspomnienie o księdzu profesorze Zasępie

22

SŁOWACKIE PEREŁKI U Téryego na chacie

24

WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE O sztuce, której nie wystawiono

25

KRZYŻÓWKA

26

Pociąg do książki, czyli książka do pociągu

27

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Bahrajn w nagrodę – część 1

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Jarmark

31

PIEKARNIK Korzenie górą!

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2016. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

www.polonia.sk PAŹDZIERNIK 2016

3


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:21 Page 4

C

hoć nikt jej nie lubi, właściwie dla każdego w pewnym momencie staje się codziennością. Starość. Bronimy się przed nią na wiele sposobów, udajemy, że nas nie dotyczy, ale przecież elementem życia, które tak kochamy, jest właśnie nieuchronna utrata sił witalnych, przemijanie, aż do momentu, gdy czujemy, że jednak – choć w duszy ciągle maj – dobiegamy do wieku umownie określanego jako seniorski. I tu mam dobrą wiadomość! Czy wiecie, że „starzy” ludzie w czasach prehistorycznych mieli „aż” 35 lat? W starożytności ta granica przesunęła się do czterdziestki, a dziś umownie przyjmuje się, że o starości zaczynamy mówić po 60, a nawet po 65 roku życia. Dzisiejszy senior to zupełnie inny człowiek niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Choć na ogół w tym wieku jest już babcią lub dziadkiem, nie oznacza to bynajmniej laseczki, włóczki i ciepłych kapci. Wiele kobiet nadal jest aktywnych zawodowo, uprawia sporty, jeździ na wycieczki. Didżejka VIKA czyli Wirginia Szmyt ma 78 lat i prowadzi dyskoteki dla seniorów w Warszawie. Helena Norowicz to najstarsza polska modelka – w wieku 81 lat nadal bierze udział w sesjach zdjęciowych! Podobnie

Złota jesień życia mężczyźni: najstarszy maratończyk w Polsce, Jan Morawiec z Łodzi, ma obecnie 84 lata, a warszawski słynny „dziarski dziadek“, czyli Antoni Hu czyński, choć jest już po dziewięćdziesiątce, żyje aktywniej niż niejeden młodzian. Napisał nawet książkę o tym, jak myśleć o sobie w podeszłym wieku, co jeść, jak żyć aktywnie. Bo też i propozycji dla seniorów nie brakuje. W miejskich klubach i wiejskich ośrodkach oferta jest bardzo bogata – zajęcia sportowe, wycieczki, książki, kluby taneczne i muzyczne. Uniwersytet trzeciego wieku to dziś norma, nie ekstrawagancja. Seniorzy za granicą też się mają znakomicie – dla Polaka synonimem „starości na bogato” jest

„Zagończyk” do stopnia podpułkownika, a ponadto odznaczono go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Obecny na uroczystościach prezydent Andrzej Duda oświadczył, że pogrzeb ten przywraca godność państwu polskiemu, które przez lata nie potrafiło uhonorować bohaterów. DNIA 28 SIERPNIA w Gdańsku, w 70. rocznicę wykonania przez komunistyczne władze wyroku śmierci na Danucie Siedzikównie „Ince”, sanitariuszce 5. Wileńskiej Brygady AK, oraz na ppor. Feliksie Selmanowiczu „Zagoń czyku”, dowódcy plutonu 5. Wileńskiej Brygady AK, odbył się pogrzeb tychże ofiar. „Inka“ została awansowana pośmiertnie do stopnia podporucznika, zaś 4

NA WESTERPLATTE 1 września odbyły się uroczystości związane z obchodami 77. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Prezydent Andrzej Duda, mówiąc o obrońcach Westerplatte, podkreślił: „To był czyn wielkiego bohaterstwa, to był czyn wielkiego heroizmu, nieustępliwości polskich żołnierzy w obronie ojczyzny.” I dodał: „Chylimy dzisiaj wszyscy przed nimi czoła.”

Niemiec na emeryturze, który korzysta z życia, podróżując po całym świecie, ubierając się w sportowym stylu i dając do zrozumienia, że wiek podeszły może być czasem radością życia. Istotnie, emeryci różnych narodowości często zawstydzają młodsze od siebie pokolenia – żyją pełnią życia, na ile pozwala im zdrowie i samopoczucie, realizują marzenia, które umknęły im gdzieś w czasie, gdy dominowały obowiązki. Możemy poczytać w gazetach o 79-letniej Brytyjce, która zrobiła sobie wymarzony tatuaż, o 86-letniej Amerykance, skaczącej ze spadochronem, o czeskich babciach grafficiarkach. Wydawać by się mogło, że dopóki wiek seniorski nas nie dopadnie,

W TEATRZE WIELKIM Operze Narodowej w Warszawie 5 września odbyła się premiera filmu „Smoleńsk“ w reżyserii Antoniego Krauzego. Obecni byli prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, prezes PiS Jarosław Kaczyński, a także członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Film opowiada o katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r., w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką, a także najwyżsi przedstawiciele władz państwa. W filmie wystąpili: Lech Łotocki (Lech Kaczyński), Ewa Dałkowska (Maria Kaczyńska), Beata Fido, Aldona Struzik, Jerzy Zelnik, Katarzyna Łaniewska i wielu innych.

DNIA 9 WRZEŚNIA zginął tragicznie fotoreporter wojenny Krzysztof Miller. Miał 54 lata. Od 1989 r. był związany z „Gazetą Wybor czą“. Wydał książkę „13 wojen i jedna prawdziwa historia reportera wojennego“. W 2014 został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. MINISTER EDUKACJI Anna Zalewska 16 września zapowiedziała reformę szkolnictwa, zakładającą m.in. na likwidacji gimnazjów, powrót do 8-letnich podstawówki, 4-letnich liceów i 5-letnich techników. W związku z tym w następnym roku szkolnym nie będzie już rekrutacji do gimnazjów, zaś uczniowie kończący obecną 6-letnią szkołę podstawową trafią do VII klasy 8-letnich szkół podstawowych. MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:21 Page 5

w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak żyją ludzie starsi. Starość kojarzy się powszechnie z dolegliwościami zdrowotnymi i spadkiem jakości życia. Ale jest jeszcze druga strona medalu – jeśli nie brak chęci i możliwości, czas na aktywność i spełnianie marzeń zawsze się znajdzie. Na świecie jest wiele organizacji, które wspomagają osoby starsze w ich rozwoju. Na przykład amerykańska fundacja „Wish of a Lifetime”, która za cel obrała sobie realizowanie pragnień osób w podeszłym wieku. W Polsce działa stowarzyszenie Senior Plus, wspierające osoby starsze nie tylko w problemach zdrowotnych, ale także zwiększające ich aktywność we wszystkich dziedzinach życia. Na to, czy jesień życia jest złota, czy przyjmuje mniej optymistyczne barwy, w dużym stopniu mamy wpływ my sami. Pracujemy na to przez większość czasu, dbając o zdrowie, o relacje z rodziną i bliskimi, o rozwijanie zainteresowań. Od młodości na naszym osobistym koncie gromadzą się nie tylko składki emerytalne, ale również indywidualny kapitał uczuć i marzeń. Oby zawsze było ich pod dostatkiem. AGATA BEDNARCZYK DNIA 23 WRZEŚNIA Sejm skierował do dalszych prac w komisji projekt, wprowadzający zmiany w przepisach dotyczących zapłodnienia in vitro, które zdaniem krytyków praktycznie doprowadzą do likwidacji tej procedury. Do dalszych prac skierowano też projekt komitetu „Stop aborcji“, przewidujący bezwzględny zakaz aborcji. Posłowie odrzucili obywatelski projekt, liberalizujący przepisy aborcyjne, przygotowany przez komitet „Ratujmy kobiety“. Wywołało to oburzenie i protesty środowisk kobiecych: 1 października przeciwko możliwości zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej setki kobiet protestowały pod Sejmem pod hasłem „Żarty się skończyły. Moje ciało moja sprawa”, zaś 3 października odbył się ogólnopolski strajk kobiet. PAŹDZIERNIK 2016

Z Wojciechem Jagielskim o nadziejach i rozczarowaniach

K

iedy na zaproszenie Wydawnictwa „Absynt” Bratysławę odwiedził ten wybitny dziennikarz, reportażysta i pisarz, od razu pomyślałam, że rozmowa z nim będzie interesująca. Absynt wydał książkę autorstwa Wojciecha Jagielskiego pt. „Nocni wędrowcy“ w tłumaczeniu Juraja Koudeli, ale my rozmawialiśmy nie tylko o tym, co napisał, ale również o tym, czym obecnie żyje Europa. Dlaczego zainteresował się Pan zawodowo odległymi krajami, rejonami konfliktów? Wybrałem sobie Afrykę, choć ta nigdy nie znajdowała się wysoko na listach priorytetów polskich mediów. Na szczęście jednak moi pierwsi szefowie w PAP nie odebrali mi tej Afryki, lecz ukierunkowali mnie inaczej – dali mi do zrozumienia, że moja droga do Afryki będzie wiodła innymi ścieżkami: przez południe Związku Radzieckiego.

W DNIU 23 WRZEŚNIA obchodzono 40. rocznicę powstania Komitetu Obrony Robotników. Podczas uroczystości prezydent Andrzej Duda podkreślił, że 40 lat temu miało miejsce wydarzenie, które było instytucjonalnym początkiem końca PRL. Podkreślił też, że KOR potrafił przezwyciężyć podziały w społeczeństwie i położył podwaliny pod „Solidarność“. W GDYNI zakończył się 41. festiwal filmowy. Podczas ostatniego wieczoru, 24 września, wręczono nagrody. Złote Lwy zdobył film Jana P. Matuszyńskiego „Ostatnia rodzina“ o malarzu Zdzisławie Beksińskim i jego synu Tomaszu. Srebrnymi Lwami nagrodzono film „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy. Nagrodę specjalną jury

Ciekawy szlak. Tak, szczególnie w czasach pieriestrojki. Mój ówczesny szef powiedział mi na pocieszenie, że w tym Związku Radzieckim będę mógł obserwować to, co Kapuściński w latach 50. w Afryce, a mianowicie dekolonizację. Nie wierzyłem, przecież w latach 80. słowo „dekolonizacja“ nie pasowało do Związku Radzieckiego. Ale okazało się, że nie miałem racji! Nie wchodziliście sobie w drogę z Kapuścińskim, który też w tamtych czasach pisał o upadającym Związku Radzieckim? Nijak.

otrzymał reżyser Marcin Koszałka za film „Czerwony pająk“, a statuetkę dla najlepszego reżysera Tomasz Wasilewski za „Zjednoczone stany miłości“. Platynowe Lwy jako wyraz uznania za całokształt twórczości otrzymał reżyser Janusz Majewski. Uważany za faworyta do Złotych Lwów „Wołyń“ Wojciecha Smarzowskiego otrzymał „tylko” nagrody za zdjęcia, charakteryzację i debiut aktorski. Jacek Kurski, prezes TVP, przyznał Smarzowskiemu nagrodę specjalną, którą chciał wręczyć w kuluarach – reżyser tego wyróżnienia nie przyjął. PREMIER BEATA SZYDŁO poinformowała 28 września o zmianach w rządzie. Wicepremier Mateusz Morawiecki będzie łączyć stano-

wiska ministra rozwoju i ministra finansów i stanie na czele Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Premier przyjęła dymisję dotychczasowego ministra finansów Pawła Szałamachy. Kilka dni wcześniej z funkcji ministra skarbu państwa został odwołany Dawid Jackiewicz, a jego resort podlegnie likwidacji. POLSKI INSTYTUT Sztuki Filmowej 28 września zdecydował, że film „Powidoki” Andrzeja Wajdy będzie polskim kandydatem do Oscara w kategorii obrazu nieanglojęzycznego. Bohaterem filmu, w którego wcielił się Bogusław Linda, jest malarz i pionier awangardy Władysław Strzemiński, sprzeciwiający się doktrynie socrealizmu. MP 5


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:21 Page 6

Był Pana guru? Guru może nie, bo guru to mistrz, którego się bezkrytycznie słucha i podąża ścieżką, którą on pokazuje. Kapuściński był dla mnie mistrzem, którego podziwiałem, ale nie naśladowałem. Strasznie dużo nauczyłem się z jego książek, które stały się dla mnie podręcznikami. Znaliśmy się, ale nigdy bym się nie ośmielił spytać go, jak coś zrobić. Ja byłem małym żuczkiem, który zaczynał karierę dziennikarską, a Kapuściński pomnikiem tego dziennikarstwa. Miał Pan pewną tremę przed pisaniem o tym samym regionie co on? Miałem pewne wątpliwości, bo w reportażach pociągało mnie dokładnie to, co pociągało Kapuścińskiego. Czyli? Nie wyniki wyborów, nie statystyki, nie nazwiska. Z wyborami, rewolucjami zawsze wiąże się jakaś nadzieja, a potem przychodzi rozczarowanie. To mnie interesowało i o tym też pisał Kapuściński. Bałem się więc, że moje pisanie będzie powielaniem tego, co on już napisał. Ulżyło mi, kiedy ktoś mi powiedział, że to nie Kapuściński odkrył pisanie o władzy, o rewolucjach, przed Kapuścińskim byli inni i oni różnili się od Kapuścińskiego. Powiedział Pan, że obserwował Pan rozczarowania ludzi. Pańska książka „Lara i jej synowie“ też mówi o rozczarowaniu. Myśli Pan, że za chwilę Europa będzie pełna rozczarowanych ludzi, którzy przybywają do niej jako uchodźcy? Myślę, że nawet gdyby nie pojawił się w Europie żaden uchodźca, to Euro pa byłaby kontynentem ludzi bardziej rozczarowanych niż pełnych nadziei. Dlaczego? Nasze dzieci, młodzież w wieku 20 – 30 lat, mają mniejsze szanse na realizację swoich życiowych planów, niż myśmy mieli. Bo czasy, porządek, który obowiązywał, wszystko to, czego nas nauczono, sprawiło, że myśmy przejedli ojcowiznę, przejedliśmy to, co zarobiliśmy, i przejedliśmy kredyty, które zaciągaliśmy na konto naszych dzieci. Nasze dzieci będą żyły 6

po to, żeby spłacać nasze zobowiązania. Sądzę, że nie potrzeba imigrantów, żeby być rozczarowanym. Ale na dodatek są jeszcze i oni! Europa jawi się wciąż jako ta spokojniejsza oaza, najbardziej dostatnia. To my wmawialiśmy światu, że Europa jest kontynentem najlepiej rozwiniętym, przeszczepialiśmy nasze rozwiązania w Azji, Ameryce Połu dniowej czy Afryce: demokrację, wolny rynek. Nie wyjeżdżaliśmy do Indii, żeby tam szukać rozwiązań naszych problemów, tylko tam eksportowaliśmy nasze wartości, więc ci, którzy wyruszają w podróż do Europy, mają wszelkie powody myśleć, że ich życie tutaj będzie lepsze. Z książki o Larze i jej synach wyciągam wnioski, że Pan rozumie dlaczego jej synowie stali się dżihadystami? Jedna rzecz jest coś rozumieć teoretycznie, a inna wyczuwać. Chciałem opowiedzieć bolesną historię kobiety, gruzińskiej Czeczenki, której synowie wyemigrowali do Europy, ale po jakimś czasie stali się dżihadystami. Coś, co się działo na początku lat 90. w Związku Radzieckim, a jednocześnie w Afganistanie i w Europie, ułożyło mi się w jakąś logiczną całość wydarzeń, które pozornie nie miały związku, dlatego chciałem się nimi podzielić z czytelnikami. Co ciekawe, opowiada Pan też o Syrii, choć tam Pan nie wyjeżdżał. To moja bohaterka Lara opowiedziała mi całą tę historię, łącznie z opisem Syrii, do której ona dotarła w poszukiwaniu swoich synów. Tak, ma pani rację, do tej pory zawsze wyznawałem zasadę, że nie piszę o czymś, czego nie dotknąłem, czego nie widziałem. Ale moja bohaterka uświadomiła mi, że ona może być moim bezzałogowym samolotem, który mogę posłać w teren. Takim dronem? Tak, dokładnie, dronem do Syrii, którą się nigdy nie zajmowałem.

Owszem, byłem tam jako turysta, ale to nie usprawiedliwiałoby mojej opowieści. Nie jestem znawcą Bliskiego Wschodu, nie mógłbym wyjaśniać ró żnych złożoności. Lara opowiada o Syrii, nic o niej nie wiedząc. Jej celem było odnalezienie synów i ściągnięcie ich do domu. Pomyślałem sobie, że ona jest doskonałym przewodnikiem. Skoro zrozumiał Pan, dlaczego synowie Lary stali się dżihadystami, jest Pan w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś staje się neofaszystą? Myślę, że z podobnych powodów. Na Słowacji ten ruch wszedł do parlamentu. Posiłkujemy się pewnymi kalkami, ale czy naprawdę współcześnie działające partie, ich nazwy przystają do tego, kim są? To znaczy, że Pan usprawiedliwia neofaszystów? Nie, nie usprawiedliwiam, broń Boże. Moim zadaniem jako dziennikarza nie jest usprawiedliwiać, ale próbować zrozumieć, opisać i wytłumaczyć, skąd się to bierze. No to skąd się to bierze? Mam wrażenie, że my lekceważymy kwestię przypadku. Na przykład droga synów Lary do dżihadu jest bardziej splotem rozmaitych przypadków niż ich świadomymi przemyśleniami. Lekceważymy kwestie presji środowiskowej: ktoś, kto przebywa w środowisku pijących alkohol, pewnie zacznie też po niego sięgać. Ludziom brakuje asertywności. A potem okazuje się, że to już alkoholizm. Myślę, że wielu dżihad wydawał się niegroźny. Ale jeśli chodzi o faszyzm to nie jest kwestia, czy nam się coś wydaje, czy nie, bo ludzkość już przecież została nim doświadczona! Jak więc wytłumaczyć fascynację nim? Trudno mi to zrozumieć, szczególnie w takich społeczeństwach jak Słowacja czy Polska. Faszyzm po-

Ci, którzy wyruszają w podróż do Europy, mają wszelkie powody myśleć, że ich życie tutaj będzie lepsze. MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 7

Czy to nie jest dobry temat dla takiego dziennikarza jak Pan? Gdybym się zajmował Europą, to poszukiwałbym odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięła popularność tego rodzaju ruchów. Powiedział Pan kiedyś, że boi się pisać o Polsce. Dlaczego? Nie bałbym się pisać o Polsce, gdybym sobie wybrał Polskę za swoją specjalizację. Pisanie o swoim podwórku wymaga znacznie więcej odwagi niż bycie najdzielniejszym korespondentem wojennym. Dlaczego Pan tak myśli? Odwagi wymaga pisanie kryty czne, ale prawdziwe. Gdybym krytycznie napisał o pani, byłaby pani na mnie zła. Może przez jakiś czas by się pani dąsała na mnie. Czy wciąż byśmy sobie mówili dzień dobry? Ludzie, którzy mieszkają daleko, też przecież mogą dotrzeć do Pańskich artykułów. I docierają. Od kiedy jest Internet, każdy artykuł, który piszę, jest obciążony tym, że dostaję pocztę zwrotną. Dostał Pan po głowie? Po głowie może nie, natomiast zgłaszano mi uwagi, że nie dość precyzyjnie zacytowałem czyjąś wypowiedź albo że z rozmowy wyciągnąłem inne wnioski, niż chciał mój rozmówca. PAŹDZIERNIK 2016

Niepokoi mnie też fascynacja kultem silnej władzy.

Co Pana jeszcze intryguje? Fenomen drugiego pokolenia imigrantów, czyli Europejczyków, ale o innych twarzach i innego wyznania. Na przykład historia człowieka, którego ojciec przyjechał z Pakistanu, ale on urodził się już w Anglii, czyli jest Anglikiem. Ale przecież nie wygląda jak Anglik! Ojciec modli się do Allaha. Tam, w Pakistanie, już nie są u siebie, tu jeszcze nie są u siebie. Kim są ci ludzie, którzy urodzili się w Europie? Nie obawiałbym się przyjezdnych, gdyby oni tę Europę traktowali jako swój dom. I ogromna większość tak ją traktuje. Myślę, że nowy burmistrz Londynu, głosował za pozostaniem w Unii Europejskiej, podczas gdy jego poprzednik głosował za wyjściem.

Nad czym Pan teraz pracuje? Kolejna książka będzie historią na szlaku hippisów: Afganistan, Indie, Pakistan, ale przede wszystkim będzie o ludziach, którzy ten szlak przemierzali w poszukiwaniu czegoś, czego im brakowało. To będzie fascynacja tym ruchem? Pewnie tak, bo ja nie ukrywam fascynacji muzyką, dążeniem do szczęśliwego świata, w którym będą żyli dobrzy ludzie, w którym nie będzie wojen czy wyścigu szczurów. Utopia? Może oni nie widzieli tej rzeczywistości, żyli w utopii i podążali za nią. A potem przyszło rozczarowanie, a ruch hippisów stał się przekleństwem, bo zmienił się w patologiczną formę. Miał otworzyć człowieka na świat, na kosmos. Dzisiaj starzy hippisi są narkotykowymi dilerami w Nepalu, wszystko się strasznie wynaturzyło. Fascynujące jest śledzenie tych losów, zmian – od początku po rozczarowanie.

Czyli mówi Pan uchodźcom „tak“, czy „nie“? To nie ma najmniejszego znaczenia, co ja mówię.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

winien zniknąć raz na zawsze. Mnie on bardzo niepokoi. Niepokoi mnie też fascynacja kultem silnej władzy. Dla mnie to przejaw niesamodzielności, strachu, zagubienia. Ci, którzy potrzebują silnego przywódcy, to ludzie przerażeni, bojący się wszystkiego, więc w grupie czy kolumnie marszowej wydaje im się, że się odnajdują. Wódz, führer zdejmie z nich odpowiedzialność za wybory. On będzie wiedział, w którym kierunku maszerować. Dla mnie ci ludzie są tchórzliwi życiowo.

Ucieka Pan od odpowiedzi? Problem uchodźctwa to kolejny etap wędrówki ludów, z której składa się historia ludzkości. Na przykład Hunowie przybywali do Indii, bo życie w części świata, w której żyli, było nie do zniesienia. Warunki się zmieniły i musieli pójść gdzie indziej, żeby przeżyć. Ale tam już mieszkali jacyś ludzie i albo zmieścili się wszyscy, albo silniejszy wypędzał słabszego. Może mamy z czymś takim do czynienia? A to, czy nam się to podoba, czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia. W Europie sprowadzamy ten problem do takiego telewizyjnego głosowania, w którym zachęca się widzów, by głosowali za pomocą SMS-ów, czy jest za, czy przeciw. To nasze głosowanie ich wędrówki przecież nie zatrzyma. No ale takie głosowanie – czy to za pomocą SMS-ów, czy w referendum – może zmienić bieg wydarzeń. Na przykład Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii. Brexit pokazuje stan świadomości Europejczyków, a przede wszystkim naszych marnych elit politycznych. Bo jeżeli rząd 7


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 8

zrzuca odpowiedzialność za ważną decyzję na obywateli, to pokazuje stan świadomości. W momencie, kiedy premier Cameron zadał pytanie, czy wychodzimy, czy zostajemy w Europie, to Brytyjczycy powinni powiedzieć: Chłopie, ciebie wybraliśmy, żebyś zdecydował. Dostałeś władzę, płacimy ci, żebyś był naszym premierem to dlaczego pytasz się nas? Jeśli ty nie umiesz decydować, to po co cię wybraliśmy? Równie dobrze mogę być premierem ja albo mój sąsiad. Zwykły obywatel przecież nie musi wiedzieć o wszystkich konsekwencjach, które wynikają z wystąpienia bądź pozostania w Unii. To jest obowiązkiem premiera! A ten tchórz zrzucił odpowiedzialność na innych. Jeżeli polski premier wystąpiłby z podobnym pomysłem, to zażądałbym jego dymisji. To jest tchórzostwo elit politycznych.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

A gdyby w Polsce doszło do takiego referendum, to jak by Pan zagłosował? Zagłosowałbym za pozostaniem w UE. W krajach, które do UE dołączyły pó źniej, jeszcze nie zdążyliśmy się nacieszyć wspólnotą, nie wszystkie jej dobrodziejstwa do nas dotarły albo trwały za krótko. Większość z krajów postkomunistycznych postrzegała Unię nie tylko jako szansę na dostatek, ale także na bezpieczeństwo, podczas gdy ci, którzy Unię organizowali na początku, mieli na myśli korzyści bytowe. Co dla Polski oznacza Brexit? Tego jeszcze nie wiadomo. Czy do Polski wróci milion ludzi, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii? I co ten po8

Narcyzm pojawia się wtedy, kiedy człowiek jest przekonany, że świat jest po to, by go podziwiać. wrót będzie oznaczał? Nie mówię tylko o scenie politycznej. Nie wiadomo, czy wrócą zamożniejsi, bardziej aktywni ludzie, czy sfrustrowani i gdzie tę frustrację będą rozładowywać. To wszystko są znaki zapytania. Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że w dziennikarstwie bardzo łatwo o narcyzm? Co Panu pomaga, by mu nie ulec? Kilka rzeczy. Na przykład to, że jestem ze wsi. Człowiek z prowincji w wielkim mieście ma raczej kompleks niższości. Na początku ten kompleks prowincjusza mi przeszkadzał, ale później zrozumiałem, że to nie jest nic złego, bowiem pozwala zachować dystans. Po drugie moja żona pilnuje, bym nie popadł w narcyzm. Bardzo głupio się czułem, kiedy byłem zapraszany do programów telewizyjnych jako ekspert od Afryki czy Afganistanu. Zapraszano mnie, a nie profesorów, którzy mnie uczyli. Dlaczego? Odpowiedzi jest wiele. Często jest tak, że w notesach ma się telefony swoich kolegów dziennikarzy, a nie profesorów. Bywa i tak, że ktoś, kto potrafi wykładać, nie potrafi występować w telewizji, bo nie jest osobą medialną. A to z kolei jest jednym z powodów popadania w narcyzm. Bo skoro jeden dziennikarz pyta mnie o Afganistan, a potem kolejny i kolejny, to ja sobie mogę myśleć, że jestem alfą i omegą. Potem zapytają, kto wygra mecz, dokąd jadę na wakacje, jaką bieliznę noszę itd. Wtedy człowiek może zacząć myśleć, że się nim interesują nie ze względu na to, co ma do powiedzenia, ale również dlatego, kim jest. I wtedy pojawia się narcyzm? Nie, narcyzm pojawia się wtedy, kiedy człowiek jest przekonany, że świat jest po to, by go podziwiać. Zachwycać się wszystkim, co robi. To bardzo kusząca, ale bardzo bolesna choroba. Jest gwiezdny czas, kiedy wszyscy pytają, piszą, że na przykład pani się zakochała, rozwio-

dła, kupiła sobie buty na obcasach, i pani jest z tym dobrze, bo świat się panią interesuje. Jest pani ważna. A potem zmienia się moda, wszyscy interesują się kimś innym i już nikogo nie ciekawi, że kupiła pani kolejne buty. To boli jak cholera, wtedy ludzie domagają się tej uwagi. Łatwiej jest temu, kto nigdy nie był w centrum uwagi, niż temu, kto był i raptem znika. To strasznie bolesne, trudno się z tego wyleczyć. W dzisiejszych czasach w mediach społecznościowych każdy może zabiegać o zainteresowanie. Nie znam tej przestrzeni. Nie przyglądam się też swoim kolegom, bo rywalizacja może nas popsuć. Na przykład jeśli dostałem pięć nagród dziennikarskich, to naturalne, że czekam na szóstą. Kiedy jej nie dostaję, zaczynam się zastanawiać, dlaczego dostał ją ktoś inny. I wtedy zamiast zajmować się tym, co robię najlepiej, zaczynamy rywalizować. A jaki jest Pana klucz do dobrego reportażu? Drążenie do samego dna. Dla mnie pisanie o tym, co widzę, nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli autor opisuje, co widział, to dla mnie czytanie tego jest stratą czasu. Czyli co powinien napisać? To, co zrozumiał. Mogę podziwiać obraz, choć przecież nie muszę znać się na malarstwie. Ten obraz może wywołać na mnie piorunujące wrażenie. Jeżeli napiszę, jak on wygląda i jakie zrobił na mnie wrażenie, to to jest opowieść. Wykłada pan dziennikarstwo? Nie. Nie potrafię. Jak nie? Przecież właśnie Pan zaczął! Nie odnoszę takiego wrażenia. Uczenie czegokolwiek zakłada, że uczeń po iluś wykładach ma prawo oczekiwać, że ten czas zaowocuje u niego jakąś konkretną wiedzą. Nie mam takiej pewności, czy potrafiłbym komuś taką wiedzę przekazać. Ja już się czuję wzbogacona. Dziękuję, jest pani wyjątkową studentką. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 9

Spotkanie polonistów w Preszowie Co

roku w innym miejscu spotykają się nauczyciele języka polskiego na Słowacji. Tym razem takie spotkanie miało miejsce we wrześniu na Uniwersytecie Preszowskim. Tam właśnie odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa Język w kulturze – kultura w języku 3, nad którą patronat objął J. E. Ambasador RP w Bratysławie Leszek Soczewica. Poprzednie edycje odbyły się na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy i na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie. Tym razem organizatorem konferencji była Katedra Studiów Środkowoeuropejskich UP w Preszowie, a współorganizatorami Instytut Polski w Bratysławie, Stowarzyszenie „Bristol” Polskich i Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego oraz Szkoła Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego. Wszystkim zależało, aby polonistyczne spotkania stały się cyklicznym wydarzeniem nauko wym. Cykliczność bowiem nie tylko sprzyja integracji środowiska, ale prze de wszystkim umożliwia wymianę doświadczeń, opinii o programach nauczania, podręcznikach i pomocach

PAŹDZIERNIK 2016

dydaktycznych, a tym samym podnosi kwalifikacje lektorów i wykładowców. Spotkania tego typu stwarzają też szansę zapoznania się z najnowszymi tendencjami w nauczaniu języka polskiego jako obcego i glottodydaktycznymi badaniami naukowymi. Uczestnicy konferencji mogą również zaprezentować własną pracę dydaktyczną i naukową. Tak było i tym razem. W konferencji wzięli udział przede wszystkim nauczyciele języka polskiego jako obcego, pracujący tak na słowackich uniwersytetach (Univerzita Mateja Bela, Univerzita Komenského, Prešovská univerzita), jak i zagranicznych, np. w Czechach (Univerzita Palackého, Ostravská univerzita, Karlova univerzita), w Słowenii (Univerza v Ljublani), na Ukrainie (Uniwersytet Lwowski) oraz w Polsce (Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Uniwersy tet Śląski, Uniwersytet Gdański, Uni wersytet Adama Mickiewicza). Obrady poprzedziło uroczyste otwar cie konferencji. Gości przywitała doc. Mgr. Marta Vojteková, PhD., kierow-

nik Katedry Studiów Środkowoeuropejskich UP, oraz prorektor ds. współpracy międzynarodowej doc. Ing. La dislav Suhányi, PhD. Głos zabrała także Monika Krzepkowska, dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie, oraz dr hab. Aleksandra Achtelik, prezes Stowarzyszenia „Bristol” Polskich i Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka Polskiego jako Obcego. Obrady trwały dwa dni i przyniosły wiele interesujących wystąpień. Dyskusje trwały nie tylko na sali obrad, ale też w kuluarach i podczas uroczystej kolacji. Organizatory mają nadzieję, że konferencja przyczyniła się do wytyczenia nowych perspektyw badawczych, stała się przestrzenią integracji środowiska promującego język i kulturę polską i dała pracownikom z polskich uczelni możliwość lepszego poznania specyfiki pracy w grupach słowiańskojęzycznych, co w przyszłości może zaowocować powstaniem odpowiednich pomocy dydaktycznych, tworzonych razem z polonistami pracującymi na Słowacji, w Czechach czy też w Słowenii. BOŻENA KOTUŁA

9


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 10

Sielankowo w Trenczynie

scena, zaprosili do tańca też członków Klubu Polskiego. Polski zespół rozgrzał serca obecnych, a – jak się potem dowiedzieli-

W

tym roku w Trenczynie Klub Polski przygotował dla swoich gości sobotnie popołudnie pełne atrakcji. A jeśli dodać, że pogoda w ten wrześniowy sobotni dzień była typowo letnia, wspomnienie tego przedsięwzięcia jawi się jako sielanka.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Wpierw na trenczyńskim rynku w ramach imprez adresowanych do mieszkańców miasta i turystów wystąpił dziecięcy zespół „Przygoda“ z Rybnika. Młodzi tancerze i śpiewacy zaprezentowali się w reper tuarze ludowym z różnych regionów Polski. Swój występ kontynuowali w centrum seniorów Sihot, gdzie siedzibę ma też Klub Pol ski. Tu na podwórku, gdzie powstała improwizowana 10

MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 11

śmy – ma on bogate doświadczenia w występach zagranicznych, bowiem właśnie wrócił z Meksyku. Taneczne występy poprzedzały otwarcie wystawy. I to jakiej! Barwnej, pełnej soczystych kolorów, gdyż obiektem zainteresowania młodych artystów polonijnych stały się owoce, głównie figa. Kto śledził ich losy, wie, że mowa o pracach, powstałych podczas tegorocznych warsztatów twórczych „Krok za krokiem w kierunku sztuki“, prowadzonych podczas wakacji pod okiem Stefanii Gajdo šovej, która – tym razem jako gość z Koszyc – opowiedziała o tegorocznym zgrupowaniu, podkreślając, iż prezentowane prace zdobiły już siedzibę urzędu Konsula Honorowego Pol-

biesiada, jak zawsze urozmaicona domowymi wypiekami. No i oczywiście okraszona wspólnymi śpiewami przy akompaniamencie gitary, z udziałem młodzieży z Rybnika. Sielankowa atmosfera trenczyńskiego spotkania pozostanie w naszych sercach i długo będzie rozgrzewać, również podczas jesiennych wieczorów. MW skiej Republiki w Liptowskim Mikulaszu, a przez kolejny miesiąc będą cieszyć wzrok odwiedzających tren czyński ośrodek Sihot. Podczas wernisażu przedstawiono publiczności młodych twórców z Trenczyna i okolic i nagrodzono ich upominkami. A potem była tradycyjna

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Minis trów RS, Program Kultura Mniejszości Narodowych 2016.

PAŹDZIERNIK 2016

11


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:22 Page 12

Szanty na Dunaju

się między innymi ze śledzi, przyrządzonych na różne sposoby, czy też domowych wypieków. O wszystkie te atrakcje postarali się nasi rodacy z Bratysławy, na czele z nową jego prezes Dorotą Cibińską. Miłą przerwą w tańcu i śpiewie był konkurs wiedzy żeglarskiej. Muszę przyznać, że pytania nie należały do najłatwiejszych i żeby dobrze na nie

To

już flagowa impreza Klubu Polskiego w Bratysławie, na którą chętnie przybywają Polacy (i nie tylko) z różnych zakątków Słowacji i z zagranicy – Wiednia czy Brna. Tak też było i w tym roku, kiedy to w połowie września, w niedzielne

12

popołudnie statek niósł nas na falach Dunaju prosto do Devina. W drodze organizatorzy zapewnili nam mnóstwo atrakcji: tańce i śpiewy przy akompaniamencie Wandy i Jurka z Wiednia, konkursy, loterie i oczywiście wyśmienite menu, które składało

odpowiedzieć, trzeba było posiadać głęboką wiedzę o o polskim wybrzeżu i Mazurach. Wszyscy uczestnicy quizu otrzymali ciekawe nagrody o tematyce pirackiej, a główną nagrodę – kupon do restauracji – wygrał zespół z Trenczyna.

MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 13

torów, była loteria fantowa. Nagród było tak dużo, że niemalże każdemu udało się coś wygrać. Losowaniu towarzyszyło spore napięcie, ponieważ niektóre nagrody były bardzo atrakcyjne, np. kurs samoobrony, kolacja w restauracji Čmelak koło Trnawy czy lot szybowcem, stanowiący nagrodę główną. Ten wyjątkowy morski wieczór skończył się wspólnym śpiewem największych przebojów szantowych. Gorąco dziękujemy organizatorom i sponsorom za możliwość spotkania się w tak miłym gronie! ALEKSANDRA KRCHEŇ

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

W Devinie mieliśmy wyjątkową możliwość zwiedzenia tej miejscowości z profesjonalnym przewodnikiem Arkadiuszem Kuglerem, który uraczył nas ciekawymi historiami i legendami związanymi z zamkiem. U stóp ruin z kolei opowiedział nam prawdziwe historie śmiałków, próbujących uciec z komunistycznego reżimu. Wielu z nich zginęło w tej swoistej drodze do wolności. Po chwilach refleksji wróciliśmy na statek, gdzie czekały już na nas piosenki szantowe, które śpiewaliśmy razem z Wandą. Kolejną atrakcją, przygotowaną przez organiza-

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Ministrów RS, Program Kultura Mniejszości Narodowych 2016, zaś nagrody do loterii ufundowali: Aeroklub Bratislava - lotnisko w Boleraz, restauracja Čmelak w Boleraz, Klub Sportowy „Chaos”, Instytut Polski w Bratysławie oraz Klub Polski Bratysława. PAŹDZIERNIK 2016

13


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 14

ODPOWIEDNIE PYTANIA, UMIEJĘTNOŚĆ SŁUCHANIA, CZYLI

warsztaty dziennikarskie „Monitora Polonijnego“ ziennikarstwo nie jest opisywaniem prawdy, lecz nieustannym dochodzeniem do niej” – to jedno z usłyszanych niedawno zdań, które zostanie w mojej głowie na dłużej. Wszystko dzięki kolejnej edycji warsztatów dziennikarskich, zorganizowanych w Bratysławie przez redakcję „Monitora Polonijnego”. Warsztaty odbyły się 1 października, a rewelacyjnie poprowadziła je po raz kolejny Alina Kietrys, dziennikarka, wykładowczyni i wybitna znawczyni tematyki dziennikarskiej z Gdańska. To było moje drugie spotkanie z tego typu dziennikarską przygodą. Mając w pa mięci ubiegłoroczne warsztaty, nie miałem wątpliwości, że muszę wziąć udział

14

w kolejnej edycji. Wiedziałem, że o żadnej rutynie nie może tu być mowy; osobo wość pani Kietrys oraz jej doświadczenie były gwarancją fantastycznie spędzonego czasu i przede wszystkim nabycia nowych, przydatnych umiejętności. Z pewnością to również sprawiło, iż w tym roku na warsztaty zgłosiło się więcej chętnych niż w roku ubiegłym. Trzeba również wspomnieć o komfortowych warunkach, w któ-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„D

rych odbyło się spotkanie. Wygodną salę udostępnił Instytut Polski w Bratysławie, za co jej kierownictwu należą się specjalnie podziękowania.

Największą wartością tego typu warsztatów są praktyczne zadania, z którymi mierzą się uczestnicy. Nie inaczej było i tym razem. W tym roku poznać mieliśmy zasady przeprowadzania sond i wywiadów, a to oznaczało sprawdzenie naszych umiejętności zadawania pytań i słuchania rozmówcy. Dodatkowym (i jak się okazało zamierzonym) efektem była więź, która wytworzyła się między wszystkimi obecnymi na sali. Z pewnością pomogła w tym dyskusja o naszych mocnych i słabych stronach, które mniej lub bardziej świadomie mogą wpływać na naszą postawę w roli reportera lub dziennikarza. Dowiedzieliśmy MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 15

W ramach warsztatów odbyło się też godzinne spotkanie z kilkoma uczniami i nauczycielkami Szkolnego Punktu Konsultacyjnego, których zachęcaliśmy do współtworzenia „Monitora“. się, że każda z naszych cech może być w tym przypadku przydatna, pod warunkiem, że towarzyszyć jej będą ciekawość, otwartość na drugiego człowieka i unikanie schematów. Wszystko to potwierdziło jedno z zadań, kiedy to na chwilę ruszyliśmy w miasto w poszukiwaniu relacji o Bożym Narodzeniu. Uzyskane od mieszkańców Bratysła-

wy i turystów opinie były cennym materiałem do pracy, lecz przede wszystkim wzbudziły w nas refleksje na temat różnic między nami. Każdy z nas wychował się w innych rodzinach, pielęgnujemy inne zwyczaje... Pisząc o innych, w jakimś sensie konfrontujemy się z naszymi wyobrażeniami o sobie. Warsztaty to także kon-

kretne wskazówki, przydatne w pracy każdego dziennikarza. Jak tytułować teksty? Kiedy najlepiej sprawdzi się felieton, a kiedy esej? Czy tekst zawsze musi posiadać wstęp i zakończenie? Przyswajaniu wiedzy sprzyjały przerwy, kiedy przy kawie i pizzy mogliśmy swobodnie przedyskutować poruszane kwestie.

Uff... wiedzy było dużo, ale mimo to koniec spotkania zaskoczył wszystkich. To chyba najlepszy znak, że za rok trzeba zorganizować kolejną edycję warsztatów dziennikarskich. Nie mam wątpliwości, że wtedy spotkamy się w jeszcze większym gronie! ARKADIUSZ KUGLER

Projekt zrealizowany dzięki gościnności Ins t ytutu Polskiego w Bratysławie, z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Minis trów RS, Program Kultura Mniejszości Narodowych 2016. PAŹDZIERNIK 2016

15


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 16

CZEGO NIE WIEMY O POLSKIEJ HISTORII:

Królowie i święci średniowiecznej Polski T

ak zatytułowane spotkanie miało miejsce w połowie września w Instytucie Polskim w Bratysławie z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski. Wzięli w nim udział prof. dr hab. Wojciech Iwańczak z Uni wersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, PhDr. Daniela Dvořáková, CSc. z Instytutu Historii Słowackiej Akademii Nauk i PhDr. Rastislav Kožiak z Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskej Bystrzycy.

Spotkanie rozpoczęło się od projekcji filmu edukacyjnego „Królowie i święci“, prezentującego najnowsze odkrycia archeologów, dotyczące początków chrześcijaństwa w Polsce i chrztu Mieszka I. Punktem wyjścia do dyskusji zaproszonych mediewistów stało się najnowsze wydanie pisma „Historická revue”, które przedstawił Jaroslav Valent, w całości poświęconego historii Polski doby średniowiecza.

Słowacki magazyn na swoich łamach zaprezentował początki państwa polskiego, chrzest Mieszka I, koronację Bolesława Chrobre go, najazdy Tatarów, kult św. Wojciecha oraz uwikłane losy wszystkich średniowiecznych władców, borykających się z niestabilną

ZDJĘCIA: ANNA MARIA JARINA

„Projekt 100” w słowackich kinach klubowych

N

agrodzony na tegorocznym Ber linale Srebrnym Niedźwiedziem za scenariusz polski film „Zjednoczo ne Stany Miłości” w reżyserii Tomasza Wasilewskiego miał na początku września swoją słowacką premierę w bratysławskim kinie „Zrkadlovy haj”. To już trzeci film – po „W sypialni” i „Płynących wieżowcach” – tego reżysera. Przeplatają się w nim historie czterech kobiet z różnymi przeżyciami „miłości niemożliwej” na tle prowincji polskiej lat 90. I choć uczucie pustki i bólu z powodu niezaspokojonej potrzeby miłości jest w tymże filmie przesadnie podkreślone za pomocą scen brutalnych i erotycznych, to jego 16

mocną stroną są świetne aktorstwo (Magdalena Cielecka, Dorota Kolak i Julia Kijowska) i zdjęcia Olega Mutu, utrzymane w szaroburej kolorystyce, dobrze oddającej atmosferę lat 90. w Polsce. „Zjednoczone Stany Miłości” otworzyły tegoroczny przegląd filmowy „Projekt 100”, który powstał w roku 1995, w setną rocznicę wynalezienia kinematografu. Od tego czasu co-

polityką i Krzyżakami, aż po bitwę pod Grunwaldem. Warto przypomnieć, że dwa lata temu laty wyszło specjalne wydanie tegoż pisma, także poświęcone w całości historii Polski, konkretnie dwóm wiekom walki o wolność: od rozbiorów aż po upadek komunizmu. ANNA MARIA JARINA

rocznie wyświetla się w słowackich i czeskich kinach dziesięć filmów różnych gatunków, a także kilka premier z bieżącego roku, nagrodzonych na różnych festiwalach filmowych. W tym roku, oprócz klasycznych pozycji, jak „Powiększenie” Michelangela Antonioniego z 1966 roku czy „Siedmiu wspaniałych” Johna Sturgesa z 1960 roku, będą wyświetlane tegoroczny głośny dokument o problemach uchodźców (nie o problemach z nimi!) „Fuocoammare” (Oheň na mori) Gianfranca Rosi czy fabularny film „Captain Fantastic” (Toto je naš svet) w reżyserii Matta Rossa, nagrodzony niedawno przez publiczność w Kar lowych Warach. ANNA MARIA JARINA MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 17

Western WarszaWski

P

atryk Vega to reżyser podążający tropami Władysława Pasikowskiego. Sam pisze scenariusze i reżyseruje swoje filmy, które najczęściej wpisują się w nurt kina męskiego. Najczęściej, bo Vega popełnił już komedyjki „Ciacho” czy „Last minute”, ale zarówno on, jak i my widzowie powinniśmy jak najszybciej zapomnieć o tych żenujących próbach rozśmieszenia publi czności. Komedie mu nie leżą, natomiast męskie kino akcji to już z pewnością jego rewir. Po serialach i filmach, takich jak „Kryminalni“, „Cie mna strona miasta”, „PitBull” czy „Służ by specjalne”, przyszła pora na kolejną odsłonę. Tym razem Vega sięgnął po sprawdzone wzorce i postanowił przedstawić nam kontynuację swego największego sukcesu. „PitBull. Nowe po-

PAŹDZIERNIK 2016

rządki” to znana nam już historia warszawskiego wydziału kryminalnego, która ma wszystkie elementy potrzebne, aby osiągnąć sukces komercyjny. Są tu strzelaniny, twardziele w stylu macho, gorące dziewczyny, wybuchy, pościgi i masa wulgarnego humoru, tak uwielbianego przez część widzów. A co z sukcesem artystycznym? Artyzm jest tu zbędny, jest to kino gatunkowe, a reżyser nie udaje, że chodzi mu o głęboką analizę psychologiczną motywacji bohatera, tylko o krwawe porachunki mafijne, silnych facetów i dowcip rodem spod budki z piwem. Świat warszawskich policjantów odmalowany jest barwnie i efektownie. Mordy są obite, giwery naładowane, a zaciśnięte pięści gotowe do spuszczenia komuś manta. Pierwszy „PitBull” był czymś świeżym w polskim kinie (trochę jak „Psy” Pasikowskiego w latach dziewięćdziesiątych), pokazywał nową perspektywę, portretował Polskę w niespotykany wcześniej sposób, nie kopiując jednocześnie amerykańskich filmów czy seriali. W drugiej części, zatytułowanej „PitBull. Nowe porządki”, mamy już więcej konwencji, a film przypomina współczesny western z Warszawą w tle. Dialogi niby zaczer pnięte z życia, niby mięsiste, akcja wartka, ale brak budowania dramaturgii i pogłębienia charakterów postaci razi, a strzelaniny, pościgi i mordobi-

cia nie układają się w spójną opowieść, lecz są po prostu wrzucone do jednego gara. Niechlujny montaż i dialogi bohaterów, w których opowiadana jest historia, przeszkadzają. Aktorsko jest nierówno. Maja Ostaszewska, choć gra rolę drugoplanową, kradnie show wszystkim innym aktorom – jej kreacja jest rozbrajająca i jakże inna od innych jej kreacji aktorskich. Agnieszka Dygant gra zaskakująco słabo i nie jest wiarygodna. Bogusław Linda pozostaje Bogusławem Lindą i nie różni się niczym od postaci z „Psów” czy „Krolla”. Piotr Stramowski buduje ciekawą rolę twardziela policyjnego o ksywie Majami, jednak kto widział pierwszą część z Marcinem Dorocińskim, ten do niego zatęskni. Film pokazuje rzeczywistość bez ściemy, czasem jednak mało logicznie. Na wieczór z kumplami przy piwku jak znalazł. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:23 Page 18

Namiętne s p o r y i c ze r wo n e d y w a ny, c z y l i

polskie kino lubi błyszczeć J

estem bogatym mężczyzną. Mam dwa drogie samochody, dom w lesie i niewygórowane potrzeby, szaleję na górskim stoku, z którego ściągnął mnie reżyser, gram na fortepianie i wykładam w filmówce. Kto to powiedział w Gdyni? Krzysztof Maj chrzak, odtwórca głównej roli w filmie Jana Jakuba Kolskiego Las 4 rano. On też publicznie ostro rozprawiał się z pustotą i głupotą co poniektórych artystów, nazywając ich bezmózgowymi leszczami i ściankowymi indywiduami. Widać szczególnie uczulony jest na tych, którzy prężą urodę i muskuły na różnych ściankach, fotografując się w nadmiarze. W Gdyni na festiwalu też była ścianka i czerwony dywan. Wędrowali po nim artyści w pierwszy wieczór, a potem w wieczór finałowy. Pojawiły się na tej drodze sławne aktorki, jak np. piękna i klasycznie stylowa Małgorzata Pieczyńska, wytworna w sukni jak marzenie Małgorzata Cielecka, aktywna Sonia Bohosiewicz, „filmowa” Mo nika Olejnik, ale też Grażyna Torbicka i Grażyna Szapołowska, a także cała plejada amantów polskiego kina z An drzejem Sewerynem na czele. Krzysztof Majchrzak na konferencji

prasowej uznał, że szacunek do samego siebie, szeroki gest i możliwość przytulenia drugiego człowieka to najważniejsze wartości w życiu, a w niezauważonym przez jury filmie Kolskiego Las o 4 rano właśnie Majchrzak jako były potwór-biznesmen, a potem człowiek lasu, porusza do żywego. Andrzej Wajda obchodził w Gdyni – nieco po terminie, ale uroczyście – 90. urodziny. Był dosłownie rozchwytywany przez znawców i miłośników kina. Twórcę Ziemi obiecanej (i czterdziestu innych filmów) oklaskiwano oficjalnie na scenie i w kuluarach Teatru Muzycznego, gdy pojawiał się, wolno idąc przy balkoniku. Spotkanie Mistrza ze studentami Gdyńskiej Szkoły Filmowej było zamknięte, choć Wajda mówił tylko o swoich filmach, w tym o ostatnim –

Powidoki z Bogusławem Lindą w roli Władysława Strzemińskiego, malarza i teoretyka sztuki. Ten film, prezentowany na pokazie specjalnym w Gdyni, uznano za jedno z najciekawszych dzieł twórcy Człowieka z marmuru. Premierę Powidoków zapowiedziano na rok 2017. Wajda za ten film otrzymał w Gdyni nagrodę specjalną, a już wiadomo, że Powidoki będą reprezentowały Polskę w walce o Oskary w kategorii filmów nieangielskojęzycznych. Bezlitośni w czasie festiwalu hejterzy nie próżnowali, ale wydaje się, że Andrzej Wajda spokojnie i z dystansem patrzy na tych, których żółć zalewa przy każdej okazji. Akredytacji na 41. festiwal polskiego kina wydano za dużo, bo ponad trzy i pół tysiąca, więc pod drzwiami na dużą scenę (ponad tysiąc miejsc na widowni) centrum festiwalowego w Teatrze Muzycznym odbywało się liczenie widzów, szczególnie na trzy projekcje: Jestem mordercą Macieja Pieprzycy, Ostatnia rodzina Jana P. Matuszyńskiego i Wołyń Wojtka Smarzowskiego. Ostatnia rodzina, opowieść o Beksińskich, zgarnęła zasłużenie najważniejsze festiwalowe laury jako dzieło filmowe (a nie dokumentalne), a więc Złote Lwy dla producentów, reżysera i główne nagrody za role aktorskie – fenomenalna wręcz Aleksandra Konieczna w roli żony i matki oraz Andrzej Seweryn jako Władysław Beksiński. Andrzej Seweryn, luminarz 41. Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni, nie dostał się na pokaz filmu Smarzowskiego Wołyń w Teatrze Muzycznym. Taki był tłok. Frekwencja festiwalowa przeszła MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 19

wszelkie oczekiwania. Tegoroczna publiczność to był swoisty fenomen. Polskie kino święciło frekwencyjny sukces. Gale festiwalowe wyzwalały namiętne oczekiwania. Otwarcie festiwalu zdominowało pytanie, czy przyjedzie minister kultury. Gala finałowa miała rozstrzygnąć, co z filmem Wojtka Smarzowskiego Wołyń, czy dostanie jakąś znaczącą nagrodę, czy też padnie ofiarą rozgrywek – o czym dyskutowano całkiem głośno. Film Wołyń dostał od jury pod przewodnictwem Filipa Bajona dwie nagrody: za zdjęcia i profesjonalny debiut aktorski. Pojawiły się opinie, że Wołyń to najbardziej przegrane dzieło, zaś Smarzowski najlepszy twórca tegorocznego festiwalu. Powinien dostać Złote Lwy – takie opinie słyszałam nie tylko w festiwalowych kuluarach. Gdyńska publiczność i akredytowani na festiwalu dziennikarze zagłosowali na film Ostatnia rodzina i jemu też przyznali swoją nagrodę. Żywe komentarze, jeszcze przez kilkanaście dni po festiwalu, budził fakt, że Jacek Kurski, prezes TVP SA, swoją nagrodę w wysokości 100 tysięcy złotych chciał wręczyć Wojtkowi Smarzowskiemu za Wołyń na schodach Teatru Muzycznego i poza werdyktem jury. Reżyser nagrody nie przyjął. Nagrodami obsypany został film Tomasza Wasilewskiego Zjednoczone stany miłości. Moim zdaniem jest on jednak emocjonalnie niejasny i swoiście antykobiecy. Nie jest to dzieło na miarę Almodovara. Wasielewski twierdził na konferencji prasowej, że w sce -

PAŹDZIERNIK 2016

nariuszu chciał dotrzeć do wnętrza kobiety. Na pewno dotarł do cech dość pospolitych i najchętniej skrywanych: fascynacji zabronionych, zdrad ukrywanych i gry pozorów, w której kobiety bywają mistrzyniami. Cztery bohaterki po prostu są opętane osobistymi klęskami: wypalone i nieufne, a równocześnie tęskniące za nadzwyczajnymi miłościami i zdarzeniami. Nagromadzenie osobistych kobiecych nieszczęść w końcówce lat 80. w polskiej rzeczywistości to za mało na laur za film doskonały, a taką nagrodę za reżyserię jury w Gdyni przyznało Wasilewskiemu. Najbardziej wyrazista jest w tym filmie rola Magdaleny Cieleckiej, odtwarzającej rolę wyniosłej, zaborczej i okrutnej dyrektorki szkoły, kochanki zachowawczego i tchórzliwego lekarza, wdowca, którego dopadły mało zrozumiałe wyrzuty sumienia. Kreacja Cieleckiej zaznaczona w pierwszej scenie konsekwentnie utrzymana została we wszystkich sekwencjach filmu. Mnie cieszy nagroda dla Doro ty Kolak, aktorki Teatru Wybrzeże, za rolę tajemniczej nauczycielki języka rosyjskiego, którą fascynuje uroda i energia młodej i atrakcyjnej sąsiadki. W tej roli Marta Nieradkiewicz. Jury w Gdyni nie dostrzegło filmu Michała Rosy Szczęście świata z Karo liną Gruszką w roli głównej. Ten piękny i tajemniczy film otrzymał nagrody pocieszenia za świetną scenografię i oryginalną muzykę. Podobnie z Lasem 4 rano Kolskiego. Jury nagrodziło natomiast za debiut Bartosza M. Kowalskiego, reżysera filmu budzącego żywe sprzeciwy. Jego Plac

Zabaw to opowieść o okrucieństwie nastolatków, które bez powodu dręczą naiwną koleżankę z klasy i zabijają małego, przypadkowo spotkanego chłopca. Film oparty na wydarzeniach z lat 90., zanotowanych w kronice policyjnej, nie wnosi niczego nowego do nurtu naturalistycznego opisywania świata. Praca z dziecięcymi aktorami sprawiała reżyserowi trudności, miał do dyspozycji psychologów i terapeutów, by dzieci po scenach okrutnych mogły odreagować, pływając w basenie czy jeżdżąc konno. Przypadki kliniczne nie zawsze są dobrą materią filmową, szczególnie dla debiutanta. Mam wrażenie, że czasami twórcy polskich filmów nie liczą się z widzami, bo z tego właśnie filmu i z filmu Fale Grzegorza Zaricznego (też debiut), marnej, ale okru tnej opowieści o dorastaniu, wychodziło najwięcej widzów. Siedem debiutów w konkursie głównym na 41. festiwalu w Gdyni to powód do dumy nie tylko środowiska filmowego. Widać wyraźną zmianę warty w polskim kinie. Gdynia była zmobilizowana na ten festiwal. Organizatorzy zapewnili szeroką ofertę: konkurs młodego kina, konkurs Inne spojrzenie, pokazy specjalne m.in. filmu Smoleńsk w reżyserii Antoniego Krauzego i spotkania z ekipą i aktorami, a także projekcje skarbów kina przedwojennego i filmy muzyczne. Były też gorące spotkania z twórcami. Andrzej Wajda przypomniał, że najważniejsze, by widzowi mówić prawdę, każdą, bo właśnie prawdy widz oczekuje. W tym roku święto polskiego kina w Gdyni było różnorodne. Oby tylko widzowie chcieli te najlepsze polskiefilmy oglądać. ALINA KIETRYS, Gdynia 19


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 20

ORGANEK WCALE NIE GŁUPI

T

wórczość Tomasza Organka znana była do tej pory jedynie zagorzałym fanom niszowego zespołu SOFA. Artysta udzielał się również często na płytach innych wykonawców: O.S.T.R., Kayah czy Smolika. Każdy, kto poznał choć trochę talent tego gitarzysty, mógł stwierdzić, iż autorska płyta jest tylko kwestią czasu. I rzeczywiście – debiut pana Tomasza nastąpił w 2014 roku, kiedy to ukazała się płyta, zatytułowana „Głupi“. Nazwa „ØRGANEK“, widniejąca na niej, odnosi się nie tylko do nazwiska artysty; tym określeniem bowiem ochrzczono cały projekt muzyczny, w którego ramach Toma -

sza wspierają basista Adam Staszewski oraz perkusista Robert Markiewicz. Klasyczne rockowe brzmienie, połączone z niebanalnym przekazem – ileż to już razy powtarzano ten slogan. Po zapoznaniu się z materiałem na płycie „Głupi” stwierdziłem, iż w dużym stopniu pasuje on do niej. W warstwie muzycznej to przede wszystkim stary dobry blues rock, w którym odnaleźć można zarówno kołyszące rytmy ballad w stylu The Doors, jak i pulsujące rytmy dzisiejszych gwiazd amerykańskiej sceny, jak na przykład Black Keys lub Jack White. W większości jednak klimat piose-

nek utrzymany jest bliżej bluesowych klimatów amerykańskiego południa, w czym najwidoczniej specjalizuje się mistrz Organek. Perfekcyjnie nastrojona gitara, jak i teksty piosenek nie pozostawiają wątpliwości, co mu w duszy gra. No właśnie – pora na kilka słów o warstwie tekstowej albumu. Jeśli blues, to i bluesowe historie, traktujące o niełatwej rzeczywistości, w której najważniejsze dla autora są relacje rodzinne i uczuciowe. Najlepszym tego przykładem jest radiowy hit „Italiano”. Nie znajdą tu jednak Państwo nic z posępnego smutku. W tekstach Organka pojawia się przede wszystkim pastisz – mam tu na myśli piosenki „O matko”, „Kate Moss” czy „Głupi ja”. W wywiadzie dla radiowej Jedynki artysta przyznał, iż teksty są dla niego tak samo ważne, jak muzyka. Trudno się z tym nie zgodzić; warstwa muzyczna i tekstowa idealnie do siebie pasują i jest jasne, że nic nie zostało pozostawione przypadkowi. Co może zaskakiwać, to zróżnicowana długość piosenek na płycie. Wśród dwunastu utworów są bardzo krótkie, trwające półtorej lub dwie i pół minuty, jak i o wiele dłuższe kompozycje. Zawsze mia-

WrocLO§E N ie ma chyba nic lepszego na zakończenie lata niż kilka trupów w lubianej przez nas okolicy. Mam oczywiście na myśli zatopienie się w lekturze dobrego kryminału, którego akcja toczy się w znanych nam miejscach. „Love. A bez niej tylko mrok” (Wydawnictwo „Bu kowy Las”, 2016) to kryminalna powieść autorstwa Nadii Szagdaj, wro20

cławianki, która idzie literackim tropem Marka Krajewskiego (seria kryminałów o przedwojennym Breslau). Szagdaj

morduje swoich bohaterów literackich z zimną krwią, a akcję umieszcza w swoim rodzinnym mieście, Wrocławiu.

Młoda dziennikarka Ina Fischer powraca z kilkudniowego wypadu do Londynu. W jej wrocławskim mieszkaniu dopada MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 21

łem chęć stworzenia jednostki zupełnie niezależnej i poza wszystkim. Chciałem, żeby nic nas nie ograniczało w żaden sposób. Jeżeli chcemy zrobić piosenkę lub kompozycję, która potrwa 7 minut, to ją po prostu zróbmy – tak tłumaczył tę różnorodność artysta w ramach wspomnianego już wywiadu. Niebanalny debiut spowodował od razu istną Organkomanię w Polsce, w czym wydatnie pomogła promocja w największych krajowych stacjach radiowych. Kojarząca się z szorstkimi klimatami muzyka grupy zwróciła uwagę organizatorów popularnego projektu „Męskie granie”, którzy zaprosili Tomasza i jego zespół do występów w ramach wielkiej trasy koncertowej podczas minionego lata. Opisywana muzyka najlepiej brzmi przecież na koncertach, nie dziwi zatem ogromna popularność wystąpień na żywo grupy ØRGANEK. Bilety na promującą album trasę wyprzedały się na pniu, a zapotrzebowanie na występy grupy od tego czasu jeszcze wzrosło. Istnieje zatem duża szansa, że podczas pobytu w Polsce znajdą się Państwo w miejscu któ-

ją chandra, wynikająca z niepewnej sytuacji zawodowej i nagromadzonych problemów osobistych. Ina zapija smutki alkoholem, ale stara się poukładać swoje sprawy, jakoś się za siebie wziąć. Pewnego ranka dowiaduje się, że jedna z jej szkolnych koleżanek zaginęła w niewyjaśnionych okoli cznościach. Ina postanawia napisać o niej krótki artykuł, lecz zbierając informacje, trafia na coraz to nowe, intrygujące tropy. Nawiązuje znajomość z inspektorem policji, któremu trochę pomaga, ale bardziej przeszkadza. PAŹDZIERNIK 2016

Stare powiedzenie mówi – im dalej w las, tym ciemniej. I tak właśnie jest w najnowszej powieści Nadii Szagdaj. Bardzo spodobała mi się konstrukcja tego kryminału. Z jednej strony klasycznie zawikłana fa buła, gdzie dziennikarka i policjant łączą siły w poszukiwaniu zaginionej kobiety, z drugiej pewien klimat, który wychodzi poza ramy zwykłego kryminału i mocno pachnie thrillerem psychologicznym. Ciekawe sylwetki bohaterów, z pogłębioną psychologią postaci, zaskakujące, ale bardzo re-

regoś z koncertów grupy, a w takim wypadku należy szybko postarać się o bilety. W opinii niektórych krytyków nareszcie możemy w Polsce mówić o talencie na miarę niezapomnianego Tadeusza Nalepy, ale byłbym ostrożny z określaniem Tomasza polskim Bobem Dylanem. Do tego konieczne byłyby trochę dojrzalsze teksty, choć tego typu warsztat na pewno przyjdzie z czasem. Z niecierpliwością czekam na kolejną płytę spod szyldu ØRGANEK. Zdecydowanie polecam! ARKADIUSZ KUGLER

alistyczne zwroty akcji i je dno z moich ulu bionych miast w tle, Wrocław, pieszczotliwie

nazywany przez fanów WrocLOVE. Gdy na kartach powieści bohaterka wysiada z tramwaju na moście Grunwaldzkim, przechadza się po parku Szczytnickim czy przemierza Ostrów Tumski, moje serce bije mocniej, bo podążam razem z nią, mając gotowe wizualizacje ulubionych zakamarków tego pięknego miasta. Zapraszam Państwa na literacki spacer po Wrocławiu, który choć piękny, może w sobie kryć wiele fascynujących, mrocznych zagadek. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 22

Rozlúčka s prof. Tadeuszom Zasępom

V

minulosti preslávili mesto Ružomberok významné osobnosti Slovenského národa, ako napríklad Andrej Hlinka, alebo Vendelín Javorka. Dnes k týmto osobnostiam rozhodne patrí aj syn poľského národa, emeritný rektor Katolíckej univerzity v Ružomberku prof. Tadeusz Zasepa, ktorý si Slovensko a Slovákov zamiloval. A keďže som patril medzi jeho prvých študentov, chcem sa mu za to poďakovať.

Pred novembrom 1989 mnohí moji spolužiaci nemohli študovať . Či už z politických, alebo náboženských dôvodov. Na Slovensku chýbali katolícki žurnalisti, a tak vytvorenie pobočky Katolíckej univerzity v Lubline na pôde Trnavskej univerzity sme my študenti uvítali s nadšením. Svedčilo o tom nielen preplnené auditórium, ale aj interaktívny vzťah medzi nami a našimi pedagógmi. Mesiac, čo mesiac merali profesori takmer 800 kilometrovú vzdialenosť z poľského Ľublina do Trnavy, aby nám mohli odovzdávať svoje bohaté skúsenosti. Pána profesora Zasępu som tak po prvý krát stretol pred 19-timi rokmi. A hneď na prvej hodine nám predviedol lastovičku. Stál na jednej nohe, aby ilustroval, ako funguje mediálna propaganda. Vybuchli sme do smiechu, a odvtedy sme sa tešili na každú jeho hodinu. Lebo náš pán profesor si cez smiech postupne získal aj toho posledného v triede. Keď sme sa ale prestali smiať, náhle zmenil tón a začal hovoriť vážne. Prednášal o rodine, o jej úlohe v spoločnosti. Hovoril o nástrahách internetu, mediálnej gramotnosti, novinárskej etike, o ľudskej dôstojnosti, o poslaní človeka, o jeho mieste vo svete, o vzťahu k Bohu, k Cirkvi či k národu. Hymnickú pieseň „Slovensko moje, otčina moja, krásna si ako raj“ sme spievali po každej jeho prednáške. Rozlúčili sme sa s človekom, ktorému Boh zjavil múdrosť starca, aby ho predurčil na veľké veci. Rozlúčili sme 22

sa s kňazom, profesorom Katolíckej univerzity v Lubline, zakladateľom a rektorom Lublinskej školy pre katolíckych podnikateľov, žiakom a neskôr kolegom sv. pápeža Jána Pavla II., teológom, filozofom, veľkým humanistom na poli médií, držiteľom ocenia Muž roka, kandidátom na Nobelovu cenu mieru, emeritným rektorom a človekom, ktorý žil krátko, ale dôsledne. Nám študentom vedel ochotne poradiť a odrazu sa cítime bezradní. Možno tak bezradní, ako sa cítili apoštoli tesne po Ježišovej smrti. Pre každý prípad som si vo svojom mobile aj naďalej ponechal jeho telefónne číslo. Lebo...lebo som sa rozhodol, že mu občas zavolám. „Ak zostanete v mojom slove, ste naozaj moji učeníci. Spoznáte pravdu a pravda vás oslobodí.“ (Ján 8:31, 32) A tieto slová sú v mnohom príznačné aj pre dnešnú dobu. Lebo pravda má rôzne odtiene a v tejto dobe je nesmierne ťažké byť prorokom. Lebo dni prorokov sú spočítané. Pán profesor Zasępa pravdu bránil a právo si ctil. A hoci bol šľachtického pôvodu, zomrel v skromnosti tak, ako zomierajú svätí ľudia. Aj my veriaci sme sa museli niekedy červenať. Najmä keď upozorňoval na nekalé praktiky. Na konanie v rozpore s dobrými mravmi. Bolo mi ľúto, že sa verejne musel domáhať práva, či spravodlivosti. A to zo strany tých, čo právo nerešpektovali. A keď bolo potrebné zastať sa ho, mlčali sme. Lebo... lebo neboli sme si istí, čo je to naozaj

tak ako hovorí. A veru, našli sa aj takí, čo tvrdili, že „Lístok sa bez vetra nepohne“. Tak ako sv. Pavol v liste Timotejovi napísal: „Odvrátia sluch od pravdy a obrátia sa k bájkam.“ Pravda Vás vyslobodí, povedal Ježiš svojim učeníkom. A veru v kritickej chvíli nás veriacich zahanbovali tí, ktorí sa nikdy na vieru, či morálku neodvolávali. Ale v súlade s právom a so svedomím mu vyjadrili hlasnú podporu. Boh dopustí, ale neodpustí. Za vernosť pravde ho Boh štedro odmenil. Daroval mu slobodu až po hrob. Pri jednej mojej návšteve, keď bol napojený na hadičky a pripútaný na lôžko mi povedal: „Na nikoho sa nehnevám, Bohu za vás, ďakujem, lebo toľko lásky, koľko som dostal od vás Slovákov, si ani nezaslúžim.“ Jeho veľkosť najviac vystihujú slová, ktoré sám vyslovil. Preto mi dovoľte, aby som Vám vyrozprával príbeh, ktorý ho charakterizuje. V roku 1997 mal pán profesor cestovať lietadlom z Chicaga do Los Angeles. Jeho spolucestujúci, otec Krąpiec, držal v rukách zakúpené letenky. Ešte v hoteli, tesne pred odletom sa rozhodol, že naposledy navštívi hotelovú knižnicu.... Letenky omylom vložil do jednej z kníh, ktorú držal v ruke. Až cestou na letisko si uvedomili, že tú knihu omylom vložil do knižnice. Aj s letenkami. Namrzení sa museli vrátili späť do hotela, ale bolo už neskoro. Lietadlo zmeškali. Ustarostený rektor Krąpiec si sadol do kresla a zapol televízor. MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 23

Ďalej už budem citovať slová pána profesora: „Lietadlu, ktoré letelo z Chicaga do Los Angeles, v ktorom sme mali práve sedieť, sa odtrhol motor. Spadlo na parkovisko kontajnerov a začalo horieť. Zhorelo v ňom 273 ľudí. My dvaja sme sa zachránili. Dalo by sa povedať, že je to vrcholné sebectvo, že iba dvaja ľudia sa zachránili a 273 ľudí zahynulo. Vlastne teraz, keď sa nad tým zamýšľam, Pán Boh mal pre nás nejaký plán. Dnes vidím obrovský zmysel toho všetkého. Dnes, keď sme skončili s výstavbou budovy Kolégia Jána Pavla II., to bol hlavný náš plán, hlavný cieľ našich ciest po USA, Kanade, zhromaždiť finančné prostriedky. Keď dnes v tomto kolégiu študuje osemnásťtisíc našich študentov, z toho sedemsto ľudí z postkomunistických krajín, ktorí budú nositeľmi ducha Jána Pavla II. do svojich krajín. Teraz začínam chápať, aký zmysel mala táto záchrana. Vlastne dá sa povedať, že teraz žijem vďaka požičanému životu. Lebo som prekonal operáciu srdca, mám 4 bypasy, prežil som okamih umierania. No a tú udalosť spojenú s lietadlom. To všetko definuje môj život. Že vlastne on je iba prepožičaný. Obetovaný Pánu Bo hu a je potrebné sa jednoducho spaľovať. Aj tak, to všetko, čo som mal prežiť, som už prežil. Teraz mi ostáva iba slúžiť. Slúžiť a robiť toľko, koľko je to možné, aby som mohol ľuďom pomôcť. Aby na svete bolo lepšie, aby bolo lepšie v Poľsku, na Slovensku, v Európe. Všade, kde sa len dá. Aby bolo lepšie.“

PAŹDZIERNIK 2016

Pán rektor, za vaše svedectvo Vám ďakujeme. „Hej, mám otčinu ja ešte inú, kde večne vládne môj Boh a Pán“. Bratia Poliaci, odkážte Vášmu národu, že dnes sme sa v Ružomberku rozlúčili s veľkým synom poľského národa, ktorý pre lásku k Slovensku žil a pre lásku k Slovákom aj zomrel. Nech odpočíva v pokoji.

Dodatok: V čase komunistického režimu profesor Tadeusz Zasepa spolu s vtedajším rektorom KULu, navštívili vplyvného amerického podnikateľa slovenského pôvodu Boleslava Romana, a to s prosbou o podporu výstavby Katolíckej univerzity v Lubline. Boleslav Roman poskytol univerzite žiadanú pomoc s podmienkou, že ak sa vyskytne príležitosť, budú môcť na poľskej univerzite študovať aj slovenskí študenti. Po páde komunistického režimu mesiac čo mesiac, prekonávali poľskí profesori takmer 800 kilometrovú vzdialenosť medzi Trnavou a Lublinom, aby odovzdali slovenským študentom vzácne vedomosti. Pred dvomi rokmi organizoval Ústav pamäti národa konferenciu o Svetovom kongrese Slovákov. Konferenciu navštívila aj dcéra pána Boleslava Romana, pani Anna. Povedal som jej, že som jeden z tých študentov, ktorí vďaka podpore jej otecka mohli študovať v poľskom Lubline. A v mene pána profesora Tadeusza Zasepu jej za to ďakujem. Videl som, ako sa jej v tej chvíli od dojatia rozkotúľali po lícach slzy. ONDREJ KRAJŇÁK, predseda správnej rady Ústavu pamäti národa

Wspomnienie o księdzu profesorze Zasępie

K

siędza profesora Tadeusza Zasępę spotkałem w życiu dwa razy. Były to spotkania, które rezonowały we mnie bardzo długi czas. Tak długi, że teraz, kiedy powrócił do domu Ojca, wspomnienia wróciły. Do pierwszego spotkania doszło w Lublinie, gdy zbiegiem okoliczności rezerwacja noclegów zawiodła i z kolegą nie wiedzieliśmy, gdzie się podziejemy. W gronie osób, które usłyszały o naszym kłopocie, znalazł sią ksiądz Zasępa, już wtedy wykładowca jednego z uniwersytetów słowackich, bez wahania proponując nam nocleg. Znaleźliśmy jednak inne rozwiązanie, nie krępujące gospodarza ani nas, jego niedoszłych nocnych gości. Ludzki gest, który natychmiast rozwiązywał nasz kłopot, pozostał w mojej pamięci do dziś. Drugi raz spotkałem księdza profesora w Bratysławie, kiedy był już rektorem Uniwersytetu Katolickiego w Rużomberku. Zbiegiem okoliczności podczas obiadu posadzono mnie obok niego. Mieliśmy okazję do rozmowy. Wyjątkowo łaskawy w rozmowie, napełniony pozytywnym myśleniem o Słowacji i Słowakach, przewyższał wielu w rozumieniu historycznych zawiłości kraju, w którym przyszło mu żyć i – jak dziś wiemy – spocząć aż do czasu wskrzeszenia. Interesowały mnie okoliczności i motywy wystąpienia o obywatelstwo słowackie. Wtedy usłyszałem słowa pełne uznania dla narodu słowackiego, jego historii, martyrologii, kultury. Nigdy do wtedy (i do teraz) nie słyszałem z ust cudzoziemca tylu pochwał o mieszkańcach Słowacji. Nic zatem dziwnego, że w trudnych chwilach, bo i takie miały miejsce podczas pełnienia funkcji rektora, ksiądz profesor znajdował oparcie u swoich studentów i współpracowników, którzy znali jego człowieczeństwo. Wspaniale reprezentował Polskę; był wybitnym naszym rodakiem w czasach, w których przyszło mu żyć. RYSZARD ZWIEWKA 23


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 24

O sztuce, której nie wystawiono P

racując w Ośrodku Kultury Polskiej, czyli dzisiejszym Instytucie Polskim, prowadziłam zajęcia z języka polskiego. Aby je uatrakcyjnić, sięgaliśmy po polskich twórców teatralnych, których dzieła potem wystawialiśmy. Niestety, raz nam się to nie udało. Sztuka, którą przygotowaliśmy nie została pokazana, mimo że aktorzy byli doskonali!

Odwilż Okres poprzedzający wejście wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji poprzedzała odwilż we wszystkich sferach życia, ale głównie w polityce i kulturze. Po latach ortodoksyjnego socjalizmu i zapatrzenia tylko w jeden wzór powiało świeżym wiatrem, który przyniósł nowe osiągnięcia w kinematografii, życiu teatralnym i literaturze. Zaczęto tłumaczyć wybitne dzieła zachodnich pisarzy, także tych polskich. Ekonomiści rozpoczęli poszukiwania innych rozwiązań, nie naruszając przy tym podstawowych zasad socjalizmu. Spośród ówczesnych polityków największe sympatie wzbudzał Alexander Dubček, którego portret wisiał prawie w każdym domu. Uśmiechnięty, nie stroniący od ludzi był idolem i zupełnie nowym zjawiskiem w polityce.

i przed Uniwersytetem Komeńskiego zebrały się tłumy ludzi, starając się wyjaśnić żołnierzom, że tu nie ma żadnej kontrrewolucji. Ale bez skutecznie. Padły strzały. O tym, kto zginął, informują tablice pamiątkowe. Padły serie z karabinów maszynowych. Ze ściśniętym sercem słuchaliśmy wiadomości, nadawanych przez nielegalną już stację radiową i telewizyjną. Potem wszystko umilkło. Po powrocie przedstawicieli państwa z Moskwy rozpoczął się bezwzględny okres normalizacji, na czele której stanęli Vasil Bilak i Gustav Husak.

Wspomnienia

(nie)dawne

Czystki Najbardziej wartościowi ludzie musieli opuścić swoje stanowiska; przez całe lata pilnowano, by nie mogli awansować. Czystki dotknęły członków ich rodzin, a nawet dzieci, którym często odmawiano dostępu do szkół średnich i wyższych. Jednym z takich ludzi był znany wówczas dziennikarz i redaktor opozycyjnej „Smeny” Gawrył Gryzłow. Po wyrzuceniu z redakcji osiadł gdzieś na wsi we wschodniej Słowacji. Jego rogata rosyjska dusza nie pozwoliła mu na przyjęcie uwłaczających mu propozycji. Tam odwiedzał go jedyny kolega z redakcji, jak się później okazało po to, by donosić ŠTB, czy nie zajmuje się działalnością antypaństwową. Żona Gryzłowa, Jarka – świetna nauczycielka – została zwolniona z pracy, a córka – bardzo dobra uczennica – nie została przyjęta do szkoły średniej. Po śmierci męża Jarka wyemigrowała z córką do Francji. Takich przykładów zmarnowanych losów było mnóstwo.

Szok „Na pełnym morzu“ Noc z 20 na 21 sierpnia 1968 r. była szokiem dla wszystkich. Do dzisiaj pamiętam to uczucie bezsilności, żalu, wściekłości, wstydu i nasuwające się pytanie, dlaczego udział w tym bierze mój kraj. Już nad ranem na placu SNP 24

padł na jednoaktówkę Mrożka „Na pełnym morzu”. Przed odwilżą Mrożek był w Czechosłowacji zakazany. Przypomnę krótko treść tej sztuki. Otóż na tratwie na pełnym morzu znaleźli się rozbitkowie, którzy uświadomili sobie, że skończyły się im zapasy żywności i że rozwiązaniem jest zjedzenie jednego z nich. Okazuje się jednak, że nikt dobrowolnie nie za-

Wracając do Ośrodka, na zakończenie roku szkolnego z tymi, którzy opanowali w wystarczającym stopniu język polski, staraliśmy się zorganizować jakieś występy i recytacje. Wybór

mierza się poświęcić, bowiem każdy z rozbitków jest niezastąpiony. Wów czas wyłania się samozwańczy szef, który zaczyna organizować życie na tratwie. Pomaga mu w tym inny rozbitek. Uwaga obu skupia się na najsłabszym pasażerze tratwy i cała argumentacja zmierza do przeświadczenia go, że dając się zjeść, poświęci się dla dobra całej ludzkości, a jego czyn będzie aktem bohaterskim. Argumenty są tak silne, że tenże najsłabszy rozbitek daje się przekonać i zgadza na ofiarę z samego siebie. Szefa grał nauczyciel jednej ze szkół bratysławskich. Typ Fernandela, aktora francuskiego, i olbrzymi talent komediowy. Do dzisiaj żałuję, że człowiek ten nie został zauważony przez słowacki film. Pamiętam, jak na próbach z przeraźliwym zgrzytem ostrzył nóż, którym miał zaszlachtować ofiarę, a następnie na własnych włosach próbował, czy jest dostatecznie ostry. Wystawienie sztuki przełożyliśmy na początek roku szkolnego. Jak wiadomo znane wydarzenia uniemożliwiły nam występ, ale ta niepozorna sztuka Mrożka w zaistniałej sytuacji politycznej nabrała niesłychanej aktualności. STANISŁAWA HANUDELOVÁ MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 25

W

iele osób uważa, że słowackie Tatry są atrakcyjniejsze od polskich, ponieważ ich obszar jest trzy razy większy, a szlaki nie są zatłoczone. Postanowiłam to sprawdzić i wraz z koleżankami wybrałam się w najwyższe góry Słowacji – Tatry Wysokie. Naszym celem było Schronisko Téryego (Téryho chata), położone na wysokości 2015 m n.p.m., na granicy dolin Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) i Pięciu Stawów Spiskich (Kotlina Piatich Spišských plies). Pełne energii i w dobrych humorach wyruszyłyśmy z Popradu do Starego Smokowca, a następnie na wzniesienie Siodełko (Hrebienok, 1284 m n.p.m.), gdzie znajduje się początek wielu szlaków turystycznych i skąd rozpoczęłyśmy naszą górską wędrówkę. To właśnie tu jakiś czas temu uczyłyśmy się jeździć na nartach. Ależ to była przygoda! Wspominałyśmy rozradowane tamten wypad, podążając dalej zielonym szlakiem w stronę Doliny Zimnej Wody (Stu dená dolina). Szłyśmy tak wśród lasów i malowniczych wodnych kaskad, zwanych Wodospadami Zimnej Wody (Vodopády Studeného potoka), by dotrzeć najpierw do najstarszego w Tatrach Schroniska Rainera (Raine rova chata) a następnie do Schroniska Zamkowskiego

PAŹDZIERNIK 2016

Słowackie perełki

U Téryego na chacie (Zamkovského chata). Bę dąc na wysokości prawie 1500 m n.p.m. posiliłyśmy się, po czym kontynuowałyśmy wyprawę. Wkrótce dotarłyśmy do Doliny Małej Zimnej Wody. Tam pojawiły się przed nami olbrzymie, postrzępione szczyty m.in. Pośrednia Grań (Prostredný hrot, 2441 m n.p.m.), Żółty Szczyt (Žltá veža, 2385 m n.p.m.) oraz Żółta Ściana (Žltá stena, 2169 m n.p.m.). Udało nam się także dostrzec daleko i wysoko cel naszej wspinaczki – małą chatkę zawieszoną na skale. Gdzie nie spojrzałyśmy, wokół rosły zielone kosówki i limby, polany pokrywały kobierce rdzawych wrzosów, a złote, wypłowiałe trawy falowały na jesiennym wietrze. Ponad nami w słońcu lśniły olbrzymie granie i bloki skalne. Wido ki tak nas zachwycały, że często się zatrzymywały-

śmy, by uwiecznić je na fotografiach. Po kilku godzinach dotarłyśmy do schroniska. Dziewczyny od razu pobiegły do bufetu, a ja, zauroczona widokami, długo jeszcze przechadzałam się wokół budynku. Dno Doliny Pięciu Stawów Spiskich (kotlina Piatich Spišských plies) stanowią wypukło wklęsłe, obłe ogładzenia polodowcowe, zwane mutonami, w których zagłębieniach zbiera się woda, tworząc stawy. W ciemnoniebieskich taflach odbijają się potężne wierzchołki gór. Zauroczona podziwiałam okoliczne malownicze szczyty, m.in. Baranie Rogi (Baranie rohy), Durny Szczyt (Pyšný štít), Łomnicę (Lomnický štít) czy Lodowy Szczyt (Ľadový štít). Dla takich krajobrazów warto się pomęczyć i spocić – pomyślałam i udałam się do schroniska. Chata Téryeho, zwana także Terinką, jest najwyżej położonym schroniskiem w Tatrach, czynnym przez cały rok. Wybudowane zostało według projektu Gedeona Majunkego, a nazwane na cześć Ödöna Téryego, taternika i inicjatora jego budowy. Wybudowanie

chaty wymagało ogromnego nakładu sił i środków, gdyż kamienny materiał budowlany (ponad 50 tys. ton) wnoszono jedynie na plecach. Podczas gdy rozkoszowałyśmy się ciepłem herbaty, pitej w przytulnej atmosferze schroniska, za oknami zrobiło się nieprzyjemnie ciemno i zimno, a silny, lodowaty wiatr nie pozostawiał złudzeń, iż zejście będzie nie lada wyzwaniem. Niestety, pogoda w górach potrafi się bardzo szybko zmienić. Gdy pogodziłyśmy

się już z myślą, że przyjdzie nam spędzić noc na podłodze w jadalni schroniska, wiatr przewiał chmury i zrobiło się na tyle widno, że ruszyłyśmy w drogę powrotną, pozostawiając za sobą jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc. Czasem warto pokonać ból mięśni i zmęczenie, by stojąc wśród najwyższych szczytów górskich, poczuć się prawdziwym zdobywcą i popijając gorącą herbatkę, podziwiać piękno słowackich Tatr. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA 25


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 26

1 3

2

4 7

8

5

6

29

30

9

10 11 12 13

14

15

16 17 18 19

20

23

21

22

24

25

26 27

28 31

32

33

34

35

36 www.CrosswordWeaver.com

Jesienna aura za oknem, więc i temat Rozwiązanie prosimy przesłać pod adres: Rozwiązaniem poprzedniej DOWN ACROSS krzyżówki przygotowanej specjalnie mwobla@gmail.com do 27 października. krzyżówki było hasło: z myślą o naszych Czytelnikach Spośród autorów poprawnych rozwiązań Witaj w szkole. 1 Pomarañczowy symbol Halloween 3 Tworz• je ptaki na niebie nawiązuje do tej pory roku. Hasło wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę Prawidłową odpowiedź 2 Inaczej warzywo 7 Œwiêto wina zostało ukryte w polach oznaczonych prześlemy pocztą. Prosimy, by nie przesłała Gražyna Zimnickajesieñ. 4 W jakim klimacie wystêpuje 10 Odlatuj• na zim• do ciep!ych kraj—w. następującej kolejności: zapomnieli Państwo5podać swoich danych: Michalička z Myjavy. Inaczej wybuch Rosn• powdeszczu 12numerami Co gromadz• zwierz•ta przed kolejn• zim•. pocztą. warzywo lub potocznie prostak, cham 6 142 Pospolite – 5 – 31 – 13 – 9 – 8 – 23 – 18 – 6 imienia, nazwiska i adresu pocztowego. Nagrodę przesyłamy Z niego wino z kolorów jesiennych liœci. 7 15–Jeden 33 – 22 – 4 – 19 – 18 Miłej zabawy! Red, TO 16 Przetwory owocowe na zimê 1726Jesienny przygn•biaj•cy nastr—j, smutek. 19 Ma kapelusz w bia•y wzorek, jest czerwony jak biedronka i uÏmiecha si• do s•onka.

8 9 11 13

Jesieni• zimne s• zw!aszcza É MONITOR POLONIJNY Stan zachwytu, zapa• Kolor wina Wynik mno¿enia


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 27

Poziomo 3. Tworzą je ptaki na niebie 7. Święto wina 10. Odlatują na zimę do ciepłych krajów 12. Rosną po deszczu 14. Pospolite warzywo lub potocznie prostak, cham 15. Jeden z kolorów jesiennych liści 16. Przetwory owocowe na zimę 17. Jesienny przygnębiający nastrój, smutek 19. Ma kapelusz w biały wzorek, jest czerwony jak biedronka i uśmiecha się do słonka 23. Czesław … pięknie śpiewał o jesieni 24. Wino … - polsko-słowacki film w reż. dariusza Jabłońskiego 27. Jakie są liście jesienią 28. Słowackie „cześć” 31. Na przykład z jabłek 33. Jesienny kwiat lub satelita 34. długie, cienkie nitki pajęczyny unoszące się w powietrzu w ciepłe, jesienne dni 35. dzieci robią z nich ludziki 36. „... złociste” w piosence Janusza Popławskiego

Pionowo 1. Pomarańczowy symbol Halloween 2. Inaczej warzywo 4. W jakim klimacie występuje jesień 5. Inaczej wybuch 6. Co gromadzą zwierzęta przed kolejną zimą 7. Z niego wino 8. Jesienią zimne są zwłaszcza… 9. Stan zachwytu, zapał 11. Kolor wina 13. Wynik mnożenia 18. Bohater dzieła Homera 20. Gromadzi je wiewiórka 21. Nie znoszą jajek i rosną w lesie 22. Gdy w dzień szary pada z nieba, parasola nam potrzeba. 25. Popularna roślina jesienią 26. Spadają z nich liście 27. Pyszne ze śliwkami 29. Chroni przed deszczem 30. Ziemniaczane żniwa 32. Idealne buty na jesień PAŹDZIERNIK 2016

Pociąg do książki, czyli książka do pociągu Są

rzeczy i pojęcia, których nie można rozdzielić. Istniały i istnieć będą zawsze obok siebie. Dzień i noc, światło i cień, śmiech i łzy… Nie będę zapewne jedynym, ośmielającym się tu również wymienić podróż pociągiem i lekturę książki. Czasami myślę, że kolej wynaleziono tylko po to, aby rozkoszować się przyjemnym kołysaniem wagonu i stukotem kół. W jakiś przedziwny sposób wrażenia te idealnie dopełnia zapach drukarskiej farby i szelest przewracanych stron. To dla mnie oczywisty powód, dla którego człowiek posiada tak wiele zmysłów. Sam nie wiem, kiedy uświadomiłem sobie, jak wiele zawdzięczam podróżowaniu koleją. Nie chodzi tylko o fantastyczne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy z całą rodziną podróżowaliśmy na wakacje. Nie chodzi także o ludzi spotkanych w przedziałach i wartościowe rozmowy z nimi. Żadna inna instytucja poza biblioteką nie poszerzyła tak mojej wyobraźni, wiedzy i wrażliwości jak kolej właśnie. Ostatnio przyłapałem się na tym, że podróż pociągiem zaczynam planować od doboru odpowiedniej książki. Zakup biletu – obowiązkowo z miejscówką – jest już tylko ostatnim etapem przygotowań. To trasa i długość podróży mają wpływ na objętość książki, którą ze sobą wezmę. Czas wyjazdu natomiast decyduje, jakiego rodzaju tematyka pochłonie mnie bez reszty podczas kilku magicznych godzin podróży. Porannej podróży, gdy umysł jest jeszcze jasny i niezmęczony, sprzyja przyswajanie faktów. Oddaję się wtedy bez reszty poznawaniu historii, dzienników i pamiętników. Nie przeszkadza mi wtedy zbytnio, jeśli książka napisana jest w obcym, choć znanym mi języku. Co innego, gdy podróżować przychodzi mi później – po południu czy wieczorem. Zmęczona, przepełniona obrazami z minionego dnia głowa pragnie już tylko uciec w inną rzeczywistość. Rzeczywistość owa może być pełna przygód i wymyślonych historii, byleby tylko przeżywali je również

wymyśleni bohaterowie zamiast mnie. Tak, myślami w odległe światy najlepiej ucieka się przy miękkim świetle zachodzącego słońca. Zachodzącego i – tak samo, jak moje myśli – uciekającego... Czytanie należy do najbardziej intymnych czynność, a zatem potrzebuje bezpiecznego, cichego i wygodnego miejsca. Przedział pociągu nie musi obawiać się konkurencji kabiny autobusu. Autobus wybija z rytmu przyspieszaniem i hamowaniem czy podskakiwaniem na nierównościach drogi. Podróżując koleją, możemy całkowicie skupić się na lekturze. Nic nas nie może zaskoczyć – znana jest dokładna godzina przyjazdu na stację końcową, znany jest kierunek jazdy, a przesuwające się za oknem krajobrazy będą dokładnie takie, jak zaplanowała je ręka kolejowego inżyniera planisty dawno, dawno temu. Podobnie jak treść książki została wymyślona, spisana i na zawsze niezmienna. Wszystko, co musimy zrobić, to dotrzeć do ostatniej strony, niczym do peronu, gdzie każdy skład kiedyś skończy swój bieg. Na razie jednak czekam na dworcu na swój pociąg. W myślach powtarzam numer wagonu i zarezerwowanego miejsca. Za moment lokomotywa wtoczy się na peron, ciągnąc liczne wagony. Przeciskam się już przez tłum podróżnych i wąskie korytarze. Wreszcie jest – mój przedział. Otwieram drzwi, witam się z towarzyszami podróży i zajmuję miejsce; książkę już dawno trzymam w dłoni. Współpasażerowie – jak na rozkaz – zakładają słuchawki, zamykają oczy i odcinają się od świata. Ja wolę się zanurzyć w swój własny wszechświat. Wszechświat, w którym będę tylko ja. Choćby tylko przez tych kilka godzin podróży. ARKADIUSZ KUGLER

27


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 28

O H E N R Y K U „ U R O DY M Ę S K I E J , C H O C I A Ż N I E P O S T AW N Y M “ , C Z Y L I

-

100 lat po smierci naszego noblisty „Ale jak pisze Sienkiewicz? Pan z panów – bez trudu. Jedzie ze swymi bohaterami po kraju, mówi ich językiem o ich ubiorach, sprzęcie, rzędach końskich, obyczajach, porusza się po żmudzkich zaściankach, ukraińskich chutorach, nad Wisłą, w Wielkopolsce, jakby to wszystko schodził, jakby w tym wszystkim był. Czytając innych autorów powieści historycznych, wciąż zastanawiamy się, czy utrafili. Tu wierzy się absolutnie, nie dość: chyba bohaterowie musieli rządzić Sienkiewiczem, żyli, jak chcieli”. Tak scharakteryzował Sienkiewicza wybitny reportażysta i pisarz Melchior Wańkowicz, któremu nie można było zarzucić braku pracowitości czy niedoboru fantazji. Te kilka zdań spełnia wszystkie wymogi opisania narodowego pisarza, który spóźnił się do panteonu wieszczów. Henryka Sienkiewicza znamy wszyscy tylko dlatego, że jego Trylogia ukształtowała popularne pojmowa-

28

nie narodowej historii kilku pokoleń Polaków. Znamy pisarza przez jego twórczość i prestiżową Nagrodę Nobla. Czasami literaturoznawcy nazywają Sienkiewicza „Matejką literatury polskiej”, co jest kolejnym komplementem, gdyż obaj – malarz i pisarz – utrwalili wizerunki i fragmenty dziejów Polski. Dzięki nim wydaje się, że wiemy, jak wyglądał król Bolesław Chrobry i jaki przebieg miała obrona Częstochowy. Nam, czytelnikom, dzięki pisarskiemu przekazowi wydaje się, że Henryk Sienkiewicz – kawaler francuskiej Legii Honorowej, noblista, autorytet i szanowany obywatel, filantrop i patriota, dziennikarz i korespondent zagraniczny, polityk, mąż trzech żon i ojciec dwojga dzieci – mógł, a nawet musiał tam wszędzie być, by opisać dokładnie ulice, wsie, miasta, amerykańskie stepy czy afrykańskie pustynie. Podróżował wiele, ale w oblężeniu Zbaraża udziału nie brał. W 1898 roku w Warszawie odsłaniano pomnik Adama Mickiewicza i w przejmującej ciszy (bo rosyjskie władze zakazały przemówień) to właśnie Sienkiewicz prowadził córkę Mickiewicza Marię Górecką, specjalnie przybyłą z Paryża. Był też honorowym gościem na pogrzebie wie szcza na Wawelu w 1890 roku. Lubiany, podziwiany i kochany przede wszystkim przez polskich czytelników otrzymał od Narodu specjalny prezent – dworek w Oblęgorku.

Stał się przyczyną kłopotów pisarza, który musiał sporo dokładać, by ten prezent utrzymać. Literaturoznawcy i „sienkiewiczolodzy” rozgrzebują życiorys polskiego noblisty, szukając przede wszystkim pierwowzorów powieściowych postaci. Kojarzą odległe epizody biografii i domyślają się, że dwuletnia opieka nad ciężko chorą pierwszą żony pisarza została w mniejszej skali odtworzona przez niego w powieści „W pustyni i w puszczy“. Natomiast wzorcem dla kultowej postaci Onu frego Zagłoby był daleki krewny jego twórcy Kazimierz Szetkiewicz, wła ściciel Hanuszyszek na Litwie, powstaniec 1863 roku, zesłany za Ural. Ale i Wołodyjowski – pierwsza szabla Rzeczpospolitej – swój wzrost wziął od samego autora, który „był urody męskiej, chociaż niepostawny”. Henryk Sienkiewicz zdawał sobie sprawę z popularności i wiedział, ile ona kosztuje. Nie znosił wścibskich i plotkarzy, chroniąc przed nimi prywatność swoją i rodziny. Mawiał: „Wszystko, co miałem do dania narodowi, dałem w moich książkach. Moje życie prywatne należy do mnie”. Polski pisarz, tłumaczony na ponad pięćdziesiąt języków, Henryk Adam Aleksander Pius Sienkiewicz zmarł 15 listopada w Vevey w Szwajcarii w wieku 70 lat. W roku 1924 jego prochy sprowadzono do Polski i pochowano w warszawskiej katedrze św. Jana. TADEUSZ URBAŃSKI MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 29

Na grudzień Klub Polski zaplanował wystawę z cyklu

Koncert polskiej muzyki organowej w Nitrze Klub Polski Nitra serdecznie zaprasza na IX edycję koncertu polskiej muzyki organowej, który odbędzie się 16 października o godzinie 16.00 w katedrze św. Emerama. Wystąpi m.in. polski zespół „Ad libitum”. Przed koncertem, o godzinie 15.00, odbędzie się msza św. w języku polskim.

SZTUKA Z NASZYCH SZEREGÓW Tym razem postanowiliśmy pokazać zdjęcia, ukazujące 22-letnią historię naszego Klubu. Z tegoż powodu zwracamy się do wszystkich, którzy dysponują takimi fotografiami, szczególnie tymi z początkowego okresu działalności naszej organizacji, o skontaktowanie się z nami pod adresem: monitorpolonijny@gmail.com lub pod numerem telefonu: 0907139041.

Życzenia Janie i Tomkowi Madejom składamy gratulacje z okazji narodzin ich drugiego dziecka. Nicolka Lea przyszła na świat 6 września. Życzymy jej powodzenia w życiu! Przyjaciele z Klubu Polskiego

KONDOLENCJE W wieku 70 lat po długiej chorobie zmarł 18 września w Rużomberku ks. prof. Tadeusz Zasępa, rektor miejscowego Uniwersytetu Katolickiego latach 2008-2014. Rodzinie składamy głębokie wyrazy współczucia. Klub Polski – Stowarzyszenie Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji

PROGRAM INSTYTUTU POLSKIEGO W BRATYSŁAWIE PAŹDZIERNIK 2016 Ë Do 13 listopada - Nitra, Nitrianska galéria, Župné nám. 3 • Wystawa prac Marcina Berdyszaka z okazji festiwalu teatralnego Divadelná Nitra w ramach wystawy międzynarodowej Newrope. Ë 15 października, Zlaté Moravce, Tekov 19 października, Bardejovské kúpele, Žriedlo Projekcje filmowe: Zjednoczone stany miłości, reż. Tomasz Wasilewski, 2016. Ë 29 października, godz. 19.00, Koszyce, Štátne divadlo, Hlavná 58 • Adaptacja znanej powieści Stanisława Lema Solaris Ë 5 – 31 października, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Mistrzostwo animacji kukiełkowej Ë 13 października, godz. 17.00, spotkanie autorskie Tadeusza Wilkosza ystawa prac wybitnego twórcy polskiego i światowego filmu animowanego Tadeusza Wilkosza w ramach Bienále animácie Bratislava 2016 (10-14. 10.) Ë 10 i 29 października, godz. 19.00, Koszyce, Štátne divadlo, Hlavná 58• Spektakl Na szkle malowane E. Brylla i K. Gärtner

Ë 11 października, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Projekcja filmu Solidarność według kobiet (reż. Marta Dzido) i prezentacja książki Občianky a revolucionárky (ASPEKT 2015) oraz biblioteki Aspektu. Ë 11 października, godz. 20.00, Bratysława, A4 – priestor súčasnej kultúry, Karpatská 2 W ramach międzynarodowego festiwalu teatrów autorskich PRO-TÉZA wystąpi krakowski Teatr Nowy z muzycznym spektaklem Macabra Dolorosa. Ë 13 i 14 października, godz. 9.00, 10.30 i 14.00, 16 października, godz. 14.30 a 16.30, 18 października, godz. 9.00, Koszyce, Bábkové divadlo, Alžbetina 38 Spektakl O mniejszych braciszkach św. Franciszka Marty Guśniowskiej Ë 14 – 15 października, Námestovo, Dom kultúry, Štefánikova 7 Podczas V Festiwalu Orava Jazz 2016 wystąpi Krzysztof Kobyliński, charyzmatyczny polski kompozytor i pianista.

Ë 19 – 21 października, Bratysława, Stará tržnica, Nám. SNP 25 • Projektantka mody Klaudia Markiewicz zaprezentuje swoje modele na festiwalu Fashion Festival LIVE Ë 20 października, godz. 18.00, Preszów, Sála Čierneho Orla PKO, Hlavná 50 Na festiwalu Jazz Prešov wystąpi Jazz Band Ball Orchestra z Marcinem Dyjakien Ë 23. 10. / 16:00 - Spiska Nowa Wieś, Spišské divadlo, Radničné nám. 4 • Spektakl Pan Samochodzik i templariusze Zbigniewa Nienackiego Ë 23 października, godz. 20.00, Bratysława, A4 – priestor súčasnej kultúry, Karpatská 2 Koncert wiolonczelisty Antona Lukoszevieze i kontrabasisty Kaspra T. Toeplitza Ë 25 października, godz. 17.00, Bańska Bystrzyca, Štátna vedecká knižnica, Lazovná 9 26 października, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Z okazji 20. rocznicy przyznania Nagrody Nobla Wisławie Szymborskiej polski literaturoznawca Michał Rusinek zaprezentuje postać wielkiej poetki.

BĄDŹ JAK SZYMBORSKA! Z okazji 20. rocznicy przyznania Nagrody Nobla Wisławie Szymborskiej Instytut Polski w Bratysławie ogłasza konkurs na limeryk, krótką żartobliwą formę literacką, w której mistrzynią była polska noblistka. Wystarczy do 16 października 2016 roku przesłać limeryk własnego autorstwa i w języku słowackim pod adresem e-mail: teresa.lukacova@instytutpolski.org. Pięć najbardziej oryginalnych prac zostanie nagrodzonych. Nagrody w postaci powerbanków i atrakcyjnych książek wręczy Michał Rusinek, polski literaturoznawca, tłumacz, pisarz, sekretarz Wisławy Szymborskiej, na spotkaniu w Bańskiej Bystrzycy w dniu 25 października 2016 roku oraz w Bratysławie w dniu 26 października 2016 r. PAŹDZIERNIK 2016

29


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 30

Bahrajn w nagrodę

P

ierwszy raz pojechałam do Bahrajnu na wakacje prawie10 lat temu. Był wówczas listopad. Wszystko, absolutnie wszystko było inne niż w Polsce. Począwszy od pogody, która o tej porze roku była przepiękna. Dziś wiem, że to najlepsza pod tym względem pora roku. Było 30 stopni, a do tego słonecznie.

Do Bahrajnu przez Londyn Ten wyjazd był jakby nagrodą dla mnie za długi pobyt zarobkowy w Wielkiej Brytanii, która – co tu dużo mówić – nie przypadła mi do gustu. Studiowałam wtedy historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wiedziałam, że wschodnia Polska niewiele miała mi do zaoferowania. Moje koleżanki z roku dorabiały sobie w knajpach za 3,5 zł za godzinę! Stąd moja decyzja, by po pierwszym roku studiów zarobić na Wy spach Brytyjskich. Nawet udało mi się tam dostać do brą pracę biurową w fir mie, która archiwizowała dokumenty. No, ale to i tak nie było moje miejsce na Ziemi.

Przepych i bogactwo Nie jest tajemnicą, że Bahrajn, jak i inne kraje 30

Zatoki Perskiej, to miejsce znane z przepychu, bogactwa i wysokiego standardu życia, głównie za sprawą występującej tu ropy naftowej. I to bogactwo nie tylko wywarło na mnie wrażenie estetyczne, ale dało mi do myślenia, że my tam w Polsce, w Lublinie, pracujemy za 3,5 zł, a tu ludzie jeżdżą po ulicach ferrari czy lamborghini, żyją w wielkich willach, mając kilku służących. To niesprawiedliwe! Wówczas postanowiłam sobie, że kiedyś tu zamieszkam.

Z jedną walizką Przez kilka dobrych lat powracałam do Bahrajnu w czasie wakacji, ciągle jeszcze nie wiedząc, jak spełnić swoje marzenie o zamieszkaniu tam. Był też czas, kiedy przestałam się już łudzić, że jest to w ogóle możliwe, i zaakceptowałam swoje życie za najniższą stawkę krajową w war szawskiej korporacji. Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie pojawiła się możliwość pra-

cy, co prawda za stawkę prawie taką samą co w Warszawie, ale w wymarzonym Bahrajnie! Zgodziłam się bez wahania i po załatwieniu kilku spraw organizacyjnych spakowałam walizkę i pojechałam. To było 3 lata temu. Wspólna mata Od tamtej pory sporo się zmieniło, kilka razy zmieniałam pracę, by w końcu otworzyć własną firmę. Wyszłam też za mąż za Bahrajńczyka i cudownego człowieka, wraz z którym prowadzimy naszą rodzinną działalność. Poznaliśmy się dość nietypowo, na treningu sztuk walki. Można powiedzieć, że to mata nas połączyła. I łączy nadal, gdyż dwa lata później otworzyliśmy Akademię Sztuk Walki, w której mój mąż jest głównym trenerem, a ja menadżerką i trenerką. Trenuję ukochany kickboxing i rozwijam swoje pasje. Na kanale YouTube można mnie znaleźć pod pseudonimem „isiasworld”.

Łatwiejsze życie? Kiedy przyjechałam do Bahrajnu po raz pierwszy, utkwiło mi przekonanie, że mniej jest tu smutku, codziennych trosk, że żyje się łatwiej, nie ma podatków, ludzie jakby mniej się martwią niż w Polsce. I trochę w tym jest prawdy. Żyje się łatwiej, standardem jest posiadanie służącej lub chociaż sprzątaczki i niekoniecznie wiąże się to z wysokim statusem społecznym. A że do takich prac, jak i wielu innych, zatrudnia się zwykle przybyszów z ubogich krajów azjatyckich, co dużo nie kosztuje, to stać na nich niemal każdego. Typowe jest również to, że codziennie, ewentualnie co drugi dzień, przychodzi ktoś, najczęściej Hindus, i myje mi samochód. I do takiego błyszczącego cacka wsiadam co rano.

Bez wysiadania z auta Coś, do czego się do dziś nie przyzwyczaiłam i ciągle mnie zadziwia, to to, że drobne zakupy robi się, nie wysiadając z samochodu. I nie chodzi tu o jakąś supernowoczesną technologię, wystarczy podjechać pod sklep i zatrąbić, by podszedł jeden z pracowników, który przyjmie zamówienie, by po kilku chwilach nasze zakupy wylądowały w bagażniku. Ja w zasadzie z tej możliwości nie korzystam, ponieważ uważam to za przejaw ekstremalnego lenistwa, i póki mogę wysiąść z samochodu o własnych siłach, to zdecydowanie będę to robić. Ale mieszkańcy Bahrajnu, MONITOR POLONIJNY


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:24 Page 31

pomimo wielu zalet, są zdecydowanie zbyt leniwi, a ich styl życia pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o podstawy zdrowego odżywiania i minimum ruchu. Zresztą, problem otyłości widać gołym okiem. Łatwo też zauważyć niską świadomość konsumpcji, co akurat bardzo mnie irytuje, jako że jestem wegetarianką i entuzjastką zdrowego stylu życia i sportu. Z drugiej strony to duże pole do popisu dla nas, trenerów. Poza tym Bahrajńczycy są dość otwartymi i uśmiechniętymi ludźmi. W porównaniu na przykład z pobliskim Dubajem, gdzie rdzennych mieszkańców jest garstka i dość rzadko przyjaźnią się oni z ekspatami, tu jest odwrotnie. Tutejsi mieszkańcy są otwarci na inne narodowości i coraz częściej można zauważyć małżeństwa mieszane – sama znam ich wiele, również polsko-bahrajńskich.

Jarmark Z

awsze o tej porze roku w naszym mieście odbywa się nemszowski jarmark i zawsze czekamy na niego z niecierpliwością, ponieważ jest tam bardzo wesoło. Rodzice pozwalają nam wybrać zwykle jedną zabawkę, którą możemy sobie kupić, a my mamy problem z tym wyborem, gdyż oferta jest olbrzymia. Jarmarkowi towarzyszy ciekawy program artystyczny. W tym roku były to występy dziecięcych zespołów folklorystycznych, różnych innych grup muzycznych, a także pokazy sokolnicze. Każdego roku oglądamy też ciekawe wystawy, ale najważniejsze są jednak spotkania ze znajomymi, z którymi rozmawiamy i śmiejemy się, jedząc jednocześnie bułki z mięsem po cygańsku albo inne przysmaki.

Głównym towarem były wówczas nadwyżki hodowlane lub rolne. Oprócz tego jarmarki były często jedyną okazją, by obejrzeć występy komediantów, jak kiedyś nazywano aktorów, czy muzyków. W 80. latach XX wieku niektóre miasta zaczęły odświeżać historię starych jarmarków, co pozwoliło różnym tradycyjnym rzemieślnikom prezentować swoje towary. Okazało się, że ludzie lubią spędzać czas na jarmarkach, na których mogą kupić ręcznie wykonane produkty. A jeśli do tego dołączyć degustację różnych smakołyków i spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, to okazuje się, że jarmarki są idealną propozycją na spędzanie wolnego czasu. JAKUB KRCHEŇ

Trochę się zdziwiłem, gdy dowiedziałem się, że jarmarki były już w średniowieczu. Ich termin ustalały władze miasta. Przeważnie związany był on ze świętem religijnym. Na tradycyjnych targach sprzedawano i kupowano wszystko, co było potrzebne do życia. Kupowano za pieniądze albo wymieniano towar za towar.

REBUS IZABELA HASAN, BAHRAJN Dokończenie artykułu w kolejnym numerze „Monitora“ PAŹDZIERNIK 2016

AGODY

ZEG

KI

PA 31


Monitor10:Monitor10 06/10/16 15:25 Page 32

Im bardziej zadomawia się jesień, tym mniejsza różnorodność świeżych warzyw. Na szczęście w tym czasie bardzo dobrze mają się wszelkie korzenie i bulwy – marchewki, pietruszki, selery, dynie, buraki oraz rzadziej

spotykane pasternaki czy rzepy – które z powodzeniem dają się przechować przez całą zimę. Wszystkie te rarytasy można nie tylko gotować czy przecierać, ale także piec, a nawet robić z nich chipsy.

Pani Natalia Możdżyńska z Bratysławy zaproponowała na przykład kremową zupę z marchwi w nieco orientalnym stylu

kremowa zupa z marchwi Składniki: • 4-5 marchewek • mały kawałek świeżego

imbiru • olej lub masło

do smażenia • ok. 600 ml bulionu • puszka mleka

kokosowego • cukier, sól i pieprz do smaku

Sposób przyrządzania: Marchewkę obieramy, kroimy w kostkę lub plastry i dusimy na tłuszczu, aż zmięknie. Dorzucamy do niej obrany i starty na tarce imbir. Chwilę podsmażamy, a następnie całość przekładamy do garnka z bulionem. Mleko w puszce wstrząsamy, by uzyskać jednolity płyn, po czym dodajemy do garnka i gotujemy ok. 20 minut. Doprawiamy przyprawami według upodobań. Gdy marchewki są miękkie, odstawiamy zupę, by chwilę przestygła, a następnie całość miksujemy.

Dla ozdoby można na pełen zupy talerz położyć strużki startej świeżej marchwi, posypać ziarnami słonecznika lub sezamu, a nawet – dla kontrastu – nałożyć łyżkę zielonego bazyliowego pesto. Tym, którym sama zupka nie wystarczy, proponuję dodatkowo grzanki z serem lub czosnkiem, a dla amatorów spektakularnych kuchennych eksperymentów mam

jeszcze jedną radę – gdy marchewki gotują się w garnku, dorzućcie do niej łyżeczkę curry, kawałek trawy cytrynowej lub suszone liście kafiru (limonki) – można je kupić w sklepach z kuchniami świata; przypominają liście laurowe, ale mają niezwykle świeży, limonkowy aromat. Te dodatki trzeba wyjąć przed zmiksowaniem.

str Wszystkie warzywa korzeniowe i bulwiaste świetnie nadają się na zupy, a ich niezwykłą zaletą jest fakt, że znakomicie rozgrzewają, gdy jesienią pogoda nie dopisuje. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2016/10  
Monitor Polonijny 2016/10  
Advertisement