Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor09:2015 08/09/15 11:20 Page 33

str.6

60 lat

Józef Pinior: „Byliśmy niesieni przez historię“

Pałacu Kultury i Nauki str. 24


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 2

i m a n przedk szkolny! wy ro

Wakacje szybko minęły,

K

olejny rok nauki w polskiej szkole w Bratysławie rozpoczął się 5 września. Jest to szkoła publiczna i bezpłatna, działająca w ramach polskiego systemu oświaty. Do szkoły mogą uczęszczać dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą oraz wszystkie dzieci polonijne, które pragną zgłębić wiedzę o języku ojczystym, historii i geografii Polski, a także jej obyczajach i kulturze. Podstawową formą pracy szkoły są zajęcia edukacyjne, prowadzone w systemie klasowo-lekcyjnym przez wykwalifikowanych nauczycieli. Ponadto organizowane są różne konkursy przedmiotowe, rysunkowe, recytatorskie oraz imprezy związane z polskimi tradycjami i świętami. Ucz niowie i ich rodzice mają dostęp do szkolnej biblioteki, wyposażonej w podręczniki, lektury i wydawnictwa encyklopedyczne. Ucznio wie otrzymują legitymacje szkolne, ważne na terenie Polski. W szkole panuje klimat życzliwości, spokoju, współpracy i tolerancji. Wszystkie dzieci – niezależnie od poziomu znajomości języka polskiego – są równie wa żne, traktowane z uwzględnieniem ich cech indywidualnych i zdolności. Zarówno nauczyciele, jak i ucz -

2

no

niowie wraz z rodzicami starają się, by każdy, kto uczęszcza do szkoły, czuł się w niej bezpiecznie i był otoczony szacunkiem i zrozumieniem. Na koniec roku szkolnego uczniowie otrzymują świadectwa szkolne zgodne z polskimi przepisami prawa oświatowego, dotyczącymi uzupełniającego systemu nauczania. Nie tak dawno w bratysławskiej polskiej szkole świętowano koniec roku szkolnego, którego uroczystość odbyła się 27 czerwca w rezydencji ambasadora RP w obecności chargé d`affaires Ambasady RP Piotra Samerka, kierownik SPK

Moniki Holzwieser, konsula RP Jacka Doliwy oraz zaproszonych gości. Rozdanie świadectw i nagród książkowych poprzedziła część artystyczna, przygotowana przez uczniów gimnazjum, nawiązującą do przeżyć Adama Mickiewicza jako ucznia i nauczyciela. Dzieci i młodzież przedstawiły wybrane przez siebie wiersze polskich poetów. Dopełnieniem tychże popisów była prezentacja prac plastycznych, które można było podziwiać w holu rezydencji. A potem był czas na poczęstunek w ogrodzie rezydencji. W niezwykle ciepłej, rodzinnej atmosferze delektowano się polskimi

produktami i rozmawiano o minionym roku, wakacjach i oczekiwaniach dotyczących nowego roku szkolnego. Nie zabrakło muzyki i śpiewu przy akompaniamencie gitary jednego z utalentowanych rodziców, pana Łukasza Cupała. Młodsi uczniowie biegali po ogrodzie, a starsi robili pamiątkowe zdjęcia, prowadząc rozmowy o miesiącach spędzonych w szkolnej ławce.

Stary rok szkolny zaledwie się skończył, a tu już koniec wakacji. Przed nami kolejny rok szkolny, który z pewnością dostarczy mnóstwo wiedzy oraz nowych TS doświadczeń. ZDJĘCIA: MAGDALENA SUWARA

Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do Szkolnego Punktu Konsultacyjnego, którego siedziba znajduje się w budynku Szkoły Podstawowej im. Jana de La Salle, ul. Detvianska 24, 831 06 Bratislava MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 3

Codziennie coś się dzieje. Każdego dnia coś nas zaskakuje, zasmuca czy rozwesela. Przed oczami mamy nowe ujęcia, zdjęcia, obrazy… A co tam w naszym, tym lokalnym świecie piszczy? Przecież upłynęły już dwa miesiące, czyli wakacyjna przerwa za nami, więc warto dowiedzieć się, co przez ten czas wydarzyło się w naszym środowisku. Tu odsyłam Państwa do rubryki „Z naszego podwórka”, w której relacjonujemy wydarzenia dotyczące słowackiej Polonii. W tym roku, podobnie jak rok i dwa lata temu, odbyły się warsztaty twórcze dla dzieci polskiego pochodzenia, z których relację przygotowaliśmy na str. 10. Co roku odbywa się też cykliczna impreza ludowa Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem, którą przedstawiamy na str. 12, zaś relację z igrzysk polonijnych przeczytać Państwo mogą na str. 16. Poza tym zamieszczamy inne informacje kulturalne, wśród których jest też relacja z pobliskiej Austrii. Otóż za miedzą, w sąsiednim Wiedniu, równo 20 lat temu powstał miesięcznik polonijny „Polonika“. Ten austriacki rówieśnik naszego „Monitora Polonijnego” swoją imprezę jubileuszową ma już za sobą. O nim i jego okrągłej rocznicy piszemy na str. 14. Przy okazji dodam, że my jubileusz naszego pisma przygotowujemy na 21 listopada 2015 r. O szczegółach poinformujemy Państwa w następnym numerze. Dziś jednak radzę już zarezerwować sobie czas na wspólne z nami świętowanie. Zapowiedzi przedsięwzięć na najbliższe dni jest jednak dużo więcej: „Przyjaźń bez granic” w Trenczynie, organowy koncert w Nitrze, „Polskie szanty na Dunaju” oraz warsztaty dziennikarskie dla osób współpracujących bądź chcących współpracować z naszą redakcją. Zachęcamy do udziału w nich, a szczegóły przedstawiamy w „Ogłoszeniach” na str. 28. A wiedzą Państwo, że kilka dni temu upłynęła 35. rocznica powstania „Solidarności“? O tym szczególnym wydarzeniu w dziejach Polski i świata rozmawiamy z Józefem Piniorem, który rok później obmyślił i zrealizował plan zabezpieczenia finansowego podziemnej „Solidarności“ na czas stanu wojennego. O tej niezwykłej historii mogą Państwo przeczytać w „Wywiadzie miesiąca” na str. 6. Poza tym w numerze wiele innych ciekawych artykułów ze stałych rubryk, które przygotowujemy dla Państwa co miesiąc. Życzę miłej lektury. W imieniu redakcji

Wszyscy jesteśmy uczniami

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Józef Pinior: „Byliśmy niesieni przez historię“

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

10

Walczymy z oczernianiem polskiej żywności

17

POLSKA MEDIALNA Ćwierć wieku Twojego Stylu

18

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wszyscy tak robią

18

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Lokator grobowca w katedrze w Koszycach

20

CZUŁYM UCHEM Niezwykły koncert w wyjątkowym miejscu

21

KINO-OKO Po omacku

22

SŁOWACKIE PEREŁKI Weselne miasteczko

23

60 lat Pałacu Kultury i Nauki 24 POLAK POTRAFI Polka w Bollywood

25

Z Nowego Targu do Trsteny rowerem lub na rolkach

26

Słowacja wygrała Jaguara?

27

OKIENKO JĘZYKOWE Żegnaj świnko!?

28

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Z „nieludzkiej Ziemi“ (część 2)

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Czas się pożegnać

31

PIEKARNIK Ciasto na suszę

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 • ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • néklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky – program Kultúra národnostných menšín 2015

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2015

3


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 4

Wszyscy jesteśmy uczniami K

iedy okres urlopowy definitywnie się kończy i nie pozostaje nic innego, jak tylko na poważnie zająć się pracą, w wielu z nas ożywa poczucie, że powinniśmy zrobić dla siebie coś pożytecznego, co pomoże realizować się w przyszłości, poprawić kwalifikacje lub chociaż nastawić się pozytywnie na nieciekawe jesienne dni. Nie na darmo we wrześniu właśnie rozpoczy-

na się sezon wszelkiej maści kursów, szkoleń, warsztatów – z jednej strony jesteśmy przecież wypoczęci i mamy więcej sił na rozpoczynanie nowego etapu w życiu, z drugiej zaś wrzesień automatycznie kojarzy się z rozpoczęciem roku szkolnego, a tym samym z szeroko pojmowaną edukacją. A tę można rozpocząć w każdym wieku i dawno minę-

z Polakami 4 sierpnia w telewizyjnym wystąpieniu. Podziękował im za zaufanie i podkreślił, że sprawując swój urząd, starał się iść drogą zgody, dialogu i kompromisu.

PIERWSZEGO SIERPNIA uczczono 71. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. O godz. 17.00 rozległy się syreny. Główne uroczystości odbyły się tradycyjnie przy pomniku Gloria Victis na Powązkach. Przy pomniku „Polegli-Niepokonani“ na Cmentarzu Powstańców Warsza wy na Woli prezydent Bronisław Komorowski podkreślił, że historia służy refleksji, by być mądrzejszym i silniejszym na przyszłość. USTĘPUJĄCY PREZYDENT Bronisław Komorowski pożegnał się 4

SZÓSTEGO SIERPNIA urząd prezydenta RP objął Andrzej Duda. W wygłoszonym przed Zgroma dzeniem Narodowym orędziu zadeklarował, że dotrzyma zobowiązań wyborczych. Podkreślił też potrzebę odbudowy wspólnoty oraz zaapelował o wzajemny szacunek. W uroczystości zaprzysiężenia oprócz parlamentarzystów wzięli udział ustępujący prezydent Bronisław Komorowski z małżonką, byli prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniew ski, dyplomaci, przedstawiciele Kościołów i wspólnot religijnych. Obecna była także rodzina nowe-

ły już czasy, w których dokształcanie się było tematem wstydliwym. Nie myślę tu bynajmniej o braci szkolnej – uczniach i studentach, ale o pokoleniu aktywnych zawodowo i – co najciekawsze – emerytach. Oferta szkoleń i kursów jest obecnie tak różnorodna, że nawet najwięksi malkontenci znajdą coś interesującego. Każdy – od malucha do staruszka – może uczyć się języków obcych; nawet najbardziej renomowane szkoły językowe oferują kursy angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego dla pracujących, seniorów czy biznesmenów. Kwalifikacje można też podnosić w ramach szkoleń z zakresu marketingu, księgowości, kosztorysowania i umiejętności praktycznych, które skierowane są przede wszystkim do grup zawodowych, chcących nauczyć się czegoś dodatkowo, co pomoże przy ewentualnej zmianie pracy lub przekwalifikowaniu się. Informacji o nich należy szukać w biurach pracy, ośrodkach szkoleń lub na stronach internetowych firm specjalizujących się w tej dziedzinie.

go prezydenta – jego rodzice, żona Agata i córka Kinga. ANDRZEJ DUDA jest szóstym prezydentem po przełomie w 1989 roku. Szefową Kancelarii Prezydenta została Małgorzata Sadurska, szefem BBN Paweł Soloch. Warto podkreślić, iż w Kancelarii powstanie biuro ds. kontaktów z Polakami za granicą, którym będzie kierował szef gabinetu Adam Kwiatkowski. NOWYM RZECZNIKIEM Praw Obywatelskich został 38-letni prawnik Adam Bodnar. Jego wybór na to stanowisko 7 sierpnia zatwierdził Senat. Bodnar zapowiedział, że będzie służyć wszystkim obywatelom. Nowy rzecznik jest adiunktem w Zakładzie Praw Człowieka Wydziału Prawa UW, współpracował z Helsińską Fun-

dacją Praw Człowieka, zasiada w Radzie Dyrektorów Funduszu ONZ na rzecz Ofiar Tortur. UROCZYSTE OBCHODY Święta Wojska Polskiego i 95. rocznicy bitwy warszawskiej1920 roku odbyły się jak co roku 15 sierpnia. Z tej okazji w Warszawie miała miejsce defilada wojskowa. Obserwujący ją prezydent Andrzej Duda w wystąpieniu skierowanym do żołnierzy zapewnił, że będzie czynił wszystko, aby mogli oni służyć ojczyźnie, nie martwiąc się o byt swój i swoich rodzin. Podkreślił też, że konieczna jest modernizacja polskich sił zbrojnych. W WIEKU 77 LAT 23 sierpnia zmarł wybitny aktor filmowy i teatralny Jerzy Kamas, znany m.in. jako odtwórca roli Wokulskiego MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 5

Jeszcze inna grupa kursów obejmuje ogólnie rozumiane aktywności związane z naszym hobby. Czyli coś dla ducha i lepszego samopoczucia. W każdym wieku można zacząć ćwiczyć, chodzić z kijkami w grupie entuzjastów tego sportu lub wyciskać siódme poty na zajęciach zumby, aerobiku lub jogi. Ogromną popularnością cieszą się kursy tańca towarzyskiego czy zajęcia ze sztuki – rysunku, malowania, lepienia w glinie. A już zupełne szaleństwo – niezależne od wieku, zawodu i stanu posiadania – to szkoły szycia na maszynie, robienia na drutach, wyszywania! Kto by pomyślał, że w czasach, gdy w zależności od zasobów portfela można kupić sobie wszystko, zapalone entuzjastki przy maszynach wyczarowują stroje własnego pomysłu, a miłośniczki

w filmowej adaptacji „Lalki“ Bolesława Prusa. Kamas zagrał też w wielu innych filmach, np. w „Nocach i dniach“, „Dolinie Issy“, „Cudzoziemce“, „Pierścionku z orłem w koronie“. Od 1968 r. występował na deskach Teatru Narodowego w Warszawie, a w 1971 r. na scenie warszawskiego Teatru Ateneum. Pochowano go na Starych Powązkach w Warszawie. DNIA 31 SIERPNIA odbyły się uroczyste obchody powstania NSZZ „Solidarność“. W oficjalnych uroczystościach wziął udział prezydent Andrzej Duda, który na spotkaniu w Stoczni Gdańskiej gratulował „S“ zwycięstwa nad komunizmem. Wcześniej w bazylice św. Brygidy odbyła się msza św. z jego udziałem. Komentatorzy zwracali uwagę, że Andrzej Duda w swoim wystąpieniach ani razu WRZESIEŃ 2015

oryginalnej biżuterii, cierpliwie operując szczypczykami, skręcają coraz to nowe kolczyki lub broszki. Ale skąd na to wziąć pieniądze? Podpowiem od razu, by ciekawych ofert szukać w domach kultury, klubach osiedlowych lub w Internecie. Takie kursy, blisko domu, często są darmowe lub za niewielką opłatą. Warto ponadto zaglądać na strony urzędów gminy lub miasta – sporo kursów i szkoleń jest organizowanych za unijne pieniądze i wystarczy jedynie zadeklarować swój udział. Opłaca się też zatrzymać choćby na chwilę przy mijanych codziennie tablicach ogłoszeń, na których publikowane są różne oferty, spośród których przy niewielkich nakładach fi-

nie wymienił nazwiska legendarnego przywódcy „Solidarności” Lecha Wałęsy. PREMIER EWA KOPACZ, która 31 sierpnia odwiedziła Europejskie Centrum „Solidarności” w Gdańsku, zaapelowała, by nie zapominać o realnym znaczenia słowa „solidarność“. Podkreśliła, iż oznacza ono „razem, a nie przeciw sobie“. Kopacz nie została zaproszona na rocznicowe uroczystości „Solidarności”. W DNIU 1 WRZEŚNIA, w 76. rocznicę wybuchu II wojny światowej, na Westerplatte odbyły się uroczystości z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy i premier Ewy Kopacz. Szefowa rządu w swoim wystąpieniu podkreśliła, że historia uczy, iż bezpieczeństwo Polski nie ma ceny, i dodała, że nie moż-

nansowych każdy może znaleźć coś dla siebie. Nigdy nie wiadomo, co nam się może przydać w przyszłości, dlatego jeśli mamy po urlopach dość siły do pracy, nie zaniedbujmy i tych dodatkowych aktywności, które mogą przynieść nam realne pożytki – lepsze zdrowie, nowych przyjaciół i na koniec odkryte pasje, które nie tylko czynią życie kolorowym, ale i udowadniają, że uczyć się można w każdym momencie życia. I nie ma się czego wstydzić – na takich zajęciach spotkać można rozmaitych uczniów w różnym wieku, których łączy pragnienie, by coś zmienić i nauczyć się czegoś, co może przynieść satysfakcję. AGATA BEDNARCZYK

na obrażać własnego kraju w imię politycznych rozgrywek. Z kolei prezydent stwierdził, iż patrząc na historię – chwile dumy i chwile straszne – „trzeba sobie powiedzieć jedno: przeszłość tłumaczy teraźniejszość, ale pozwala także budować lepszą, dobrą przyszłość“. REFERENDUM, o które wnioskował prezydent Andrzej Duda, nie odbędzie się. Głosami senatorów PO Senat odrzucił 4 września wniosek o jego przeprowadzenie. Andrzej Duda proponował, by w referendum, które miało się odbyć 25 października wraz z wyborami parlamentarnymi, Polacy odpowiedzieli na pytania dotyczące obniżenia wieku emerytalnego i powiązania upra wnień emerytalnych ze stażem pracy, utrzymania dotychczaso-

wego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i zniesienia powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego sześciolatków. DNIA 6 WRZEŚNIA odbyło się referendum, w którym Polacy odpowiedzieli na pytania, czy są za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa i wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego, na korzyść podatnika. Referendum było niewiążące, frekwencja wyniosła 7,8 procent. MP

5


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 6

Józef Pinior: „Byliśmy niesieni przez historię“ Spotykamy się z okazji 35. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych i powstania „Solidarności“. Czy to wciąż ważna data dla Polaków? Bez wątpienia. Szkoda, że po 1989 roku państwo polskie nie ustanowiło 31 sierpnia świętem narodowym. Mówię to nie dlatego, że mamy mało świąt, wręcz przeciwnie. Ale proszę zwrócić uwagę, że nie mamy takiego dnia, który byłby tak radosnym świętem, jak 14 lipca we Francji czy 4 lipca w Stanach Zjednoczonych. Były próby podejmowane przez prezydenta Komorowskiego, by dzień pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce w 1989 roku, czyli 4 czerwca, stał się świętem radosnym. Były takie próby. Czwarty czerwca to dzień, kiedy świętujemy przełom demokratyczny. On jednak był wtórny w stosunku do 31 sierpnia. Z 4 czerwca wiąże się wolność, demokracja, ale i gospodarka wolnorynkowa. Niektórzy ponieśli ogromne koszty kształtowania się tego rynku. To było gorzkie zwycięstwo, które polegało na kompromisie, a z tym nie wszyscy się utożsamiali. W tym sensie 4 czerwca jest już mniej triumfalny, mniej jednoczący niż 31 sierpnia. Z perspektywy historii Polski 31 sierpnia jest ważniejszy. Jest jak zburzenie Bastylii, gdyby chcieć to porównać z rewolucją francuską. Pojawienie się fenomenu „Solidarności“ było absolutnie czymś nowym. Nie tylko w skali Polski, ale całego bloku. Oryginalny polski wkład w historię Europy, a nawet świata. Z perspektywy socjologicznej i historycznej rzeczywiście to coś wyjątkowego,

J

ózef Pinior jest byłym działaczem dolnośląskiej „Solidarności“, obecnie prawnikiem, politykiem, bohaterem filmowym. O jego największych rolach życiowych rozmawialiśmy we Wrocławiu, w przededniu 35. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych i powstania „Solidarności“. Mój rozmówca z pasją opowiadał o tamtych czasach, czasach tzw. karnawału. I o wyjątkowym skoku na bank, którego dokonał, dzięki któremu podziemna „Solidarność“ mogła funkcjonować przez kilka lat w całej Polsce. coś, co w dziejach narodów zdarza się raz na sto lat. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, by ustanowić to święto? Wtedy się nie udało, a dziś jest już za późno. Elity polityczne po 1989 roku nie wykorzystały tego momentu. A powinny, bo to był moment założycielski nowej, demokratycznej Polski. Taka jednoznaczna granica pomiędzy dawną a nową epoką. My, Polacy, nie mamy takiego święta, które by nas w jednoznaczny sposób jednoczyło. Szkoda, bo wydaje mi się, że byłoby ono ważne dla naszej tożsamości. Czuje Pan żal? Do polityków? Do siebie? Wszyscy to zaprzepaściliśmy. To stracona szansa. Szkoda. Dlatego świat postrzega upadek muru berlińskiego za moment przełomowy w przemianach ustrojowych w naszej części Europy, a nie wydarzenia sierpniowe? Tak, wymienia pani kolejny aspekt, dlaczego należało ustanowić 31 sierpnia świętem narodowym – powstanie „Solidarności“ symbolicznie przesłoniło zburzenie muru berlińskiego.

Pojawienie się fenomenu „Solidarności“ było absolutnie czymś nowym. Nie tylko w skali Polski, ale całego bloku. 6

Upadający mur berliński to ładny, fotogeniczny obrazek. Strajk w Gdańsku też był fotogeniczny. Albo Lech Wałęsa, podpisujący porozumienia sierpniowe czerwonym długopisem. Albo pani Ania, robotnica przemawiająca przed stocznią. Myśmy sami to zaprzepaścili, a mógł to być podstawowy symbol dla całej Europy Środkowej! Jak Pan wspomina tamten czas? Czuł Pan, że dzieje się coś wyjątkowego? Tak, od początku to czułem! Byłem po studiach prawniczych we Wrocławiu. Strajki, które miały miejsce latem w 1980 roku, były sygnałem, że musi się coś zmienić. Byłem o tym głęboko przekonany. Pan był reprezentantem inteligencji. Czytałam, że nawet Pański styl ubierania się – marynarki, szaliki – przypominał styl angielski, daleki od klasy robotniczej. A jednak potrafiliście znaleźć porozumienie. Jak to możliwe? To, że trzymaliśmy się razem, w tamtych czasach nie było niczym wyjątkowym. Prawnicy, studenci architektury czy innych kierunków spędzali wieczory z robotnikami. Dzisiaj żyjemy osobno, jakby na innych planetach. MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 7

Po podpisaniu porozumień sierpniowych, w ludziach pojawiło się nagle to, co najlepsze. Uwierzył Pan, że to już koniec? Że zbliża się demokracja? Wie pani, miałem swoje przemyślenia na ten temat i byłem przekonany, że ten system musi się zmienić. Wtedy nie wyobrażałem sobie jednak, że Jałta zostanie zniesiona, a mur berliński zburzony, ale byłem przekonany, że system musi się zreformować w kierunku demokracji. Sądziłem, że będziemy tworzyć jakieś zręby demokracji, gospodarki wolnorynkowej. Myślałem bardziej o konwergencji dwóch systemów.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Dlaczego? Czym to było podyktowane? Wynikało to trochę z systemu. Ale także z tego, że myśmy szukali porozumienia. Ja jako młody prawnik mogłem pomóc robotnikom z wrocławskich fabryk, którzy mieli swoje problemy, i to mnie zbliżyło do tego środowiska jeszcze przed 1980 r. Byliśmy razem. To był wyjątkowy czas, dziś nie do powtórzenia. Tamten czas określamy słowem „karnawał“, czyli czas święta, czegoś wyjątkowego. Pod koniec sierpnia, po podpisaniu porozumień sierpniowych, w ludziach pojawiło się nagle to, co najlepsze. Polacy zazwyczaj są w stosunku do siebie zawistni, nieufni, nie kochają siebie wzajemnie. A wtedy to był taki moment zaufania, otwarcia się na innych. Pamiętam stojących na ul. Świdnickiej w kierunku Rynku milicjantów, młodych chłopaków, którzy najpierw z napięciem patrzyli na wszystkich idących pieszo do pracy, bo przecież MPK strajkowało, a potem, po podpisaniu porozumień w Szczecinie, z ulgą. Pamiętam ich radość, bo nie musieli interweniować. Władza nie sięgnęła po represje – nastąpiło porozumienie.

Ale Wasza czujność nie została uśpiona. Przeczuwaliście, mieliście doniesienia, że „Solidarność“ będzie stłamszona? Dlatego na początku grudnia 1981 roku podjął Pan z banku 80 milionów złotych z konta „Solidarności“? Coraz bardziej docierało to do mnie, że władze jednak nie będą w stanie doprowadzić do transformacji demokratycznej. Jesienią 1981 roku sytuacja wyglądała następująco: albo w styczniu w 1982 roku odbędą się w jakiejś wolnej formie wybory i powstanie swego rodzaju rząd jedności narodowej, albo będzie uderzenie. Były różne sygnały. I stąd, i zza granicy: z Ameryki, Watykanu. Dla mnie było jasne, że trzeba uratować pieniądze związkowe, bo w przypadku stanu wyjątkowego konta w banku zostaną zablokowane. Osiemdziesiąt milionów złotych, które posiadała „Solidarność“, to na tamte czasy sporo pieniędzy? To były ogromne pieniądze. Wpadłem na pomysł, żeby podjąć je i schować. W banku zostawiłem dwa miliony na obsługę, transakcje mechaniczne, żeby się nikt nie zorientował, że rachunek jest opróżniony. To było moje najlepsze trafienie w życiu! Akcja odbyła się 3 grudnia. Dwa miliony wystarczyły na dwa tygodnie. Dopiero tydzień po wprowadzeniu stanu wojennego służby bezpieczeństwa odkryły, że konto jest puste. Skąd Pan wiedział, że właśnie to należy zrobić? Intuicja. Coś mi mówiło, że to jest ostatni moment, że inaczej nie zdążymy. Co Pan przeżywał? Mógł Pan spokojnie spać? Jak się czuje człowiek, który ma dokonać takiego nietypowego skoku na bank? Czytałem książkę, a nad ranem położyłem się spać.

WRZESIEŃ 2015

7


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 8

Plan był obmyślony precyzyjnie? Patrząc na efekty, tak. Zorganizowałem dwa auta. Nikomu nic nie mówiłem. Koledzy mogli się jedynie domyślać, że być może podejmiemy jakieś dwa miliony, ale nie osiemdziesiąt! To były pieniądze należące do „Solidarności“ z całej Polski? Nie, tylko z Dolnego Śląska. A z pozostałych regionów nikt nie wpadł na taki pomysł? Nie, nikt tego nie przewidział. Te pieniądze, które Pan podjął, pomogły ludziom „Solidarności“ w innych regionach Polski? Tak. Pieniądze z innych regionów zostały zablokowane, potem przekazane na fundusz związków zawodowych. Odzyskano je dopiero po 1989 roku. Czyli przez osiem lat pieniądze, które Pan uratował, były podstawą utrzymania podziemnej działalności w całej Polsce? Osiemdziesiąt milionów służyło całej Polsce. Pierw sza decyzja, dotycząca ich wydatkowania, dotyczyła miliona złotych dla rodzin robotników ze Świdnika na Lubel-

8

Usłyszałem, że mogę dostać od 8 lat więzienia do kary śmierci! szczyźnie. Tam po 13 grudnia doszło do zwolnień robotników, którzy z dnia na dzień zostali bez środków do życia. Wróćmy do tego 3 grudnia. Był stres? Nie pamiętam stresu. Byliśmy niesieni przez historię. Ja miałem wtedy 26 lat. Żyliśmy w ogromnym napięciu przez wiele miesięcy. Jak Pan dotarł do banku? Załatwiłem dużego fiata, którym pojechaliśmy do banku. Dzień wcześniej poprosiłem dyrektora banku, by przygotował 80 milionów do wypłaty i by nie informował milicji, że będziemy podejmować pieniądze. W tamtych czasach nie było firm ochroniarskich, a tego typu wypłaty były ochraniane przez milicję, ale my nie chcieliśmy takiej ochrony. Wszystko poszło gładko? Wziąłem ze sobą dwie duże walizki. To był pierwszy moment, kiedy zabrakło mi wyobraźni, bowiem 80 milionów do tych walizek się nie zmieściło. Pożyczyłem więc walizkę z banku. Zadeklarowałem, że ją zwrócę. Do dziś tego

nie zrobiłem, jestem dłużny bankowi walizkę. Mam wyrzuty sumienia, ale waga sprawy przesłoniła wszystko. Z banku wyszliśmy z trzema walizkami pieniędzy. Dużym fiatem podjechaliśmy do malucha, który czekał na nas. I tu był drugi moment, kiedy okazało się, że zabrakło mi wyobraźni. Trzy walizki nie mieściły się w małym fiacie. Musieliśmy pozbyć się koła zapasowego. Pieniądze zawieźliście na Ostrów Tumski. Tym małym fiatem dotarliśmy na Ostrów Tumski, gdzie czekał na nas arcybiskup Henryk Gulbinowicz, którego poprosiłem o obecność przy przekazywaniu pieniędzy. On nie wiedział, z czym przyjedziemy, ale jak nas zobaczył, domyślił się. Widziałem błysk w jego oku, błysk konspiratora. Nie pomyślał Pan, że ktoś Pana posądzi o kradzież? Wie pani, jako prawnik przygotowałem wszystko tak, by nie zostały przekroczone nawet przepisy księgowo-skarbowe. Sądziłem, że potraktowanie nas jako złodziei byłoby prowokacją, przekraczającą granice głupoty. A jednak! Wymyślono przecież odpowiednią bajkę na Pana temat. Mnie się to wydawało mało prawdopodobne, by nas przedstawiono jako złodziei i że ktoś byłby w stanie w to uwierzyć. Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywałem się w prywatnym mieszkaniu we Wrocławiu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z dziennika telewizyjnego się dowiedziałem, że jestem w Wiedniu, gdzie szastam pieniędzmi w kasynie, piję szampana i świetnie się bawię. To był straszny atak, czarna propaganda. Kiedy mnie złapano w kwietniu w 1983 roku, wywieziono mnie do więzienia na Rakowiecką w Warszawie. Tam przedstawiono mi zarzut z paragrafu 201 kk. To był zarzut zagarnięcia mienia znacznej wartości. Usłyszałem, że mogę dostać od 8 lat więzienia do kary śmierci! Siedziałem w totalnej izolacji. Prokuratura generalna cały czas pracowała MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:41 Page 9

mowi towarzyszyła książka Katarzyny Kaczorowskiej, w której opisane są fakty, dotyczące tamtych wydarzeń.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

nad tą sprawą. Potem, po roku władze wycofały się z paragrafu 201. Prokuratura doszła do wniosku, że byłaby to przesada, że nie będzie w stanie mi tego udowodnić… I skazano mnie na 4 lata za nielegalną działalność związkową.

Jak Pan usłyszał wyrok, nie przeszło Panu przez myśl: po co mi to było? Piłsudski kiedyś napisał, że dla Polaka więzienie jest jak dla Brytyjczyka morze. To jest to wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć. To jest na swój sposób pasjonujące, niebanalne. Ja wiedziałem, że muszę się zmierzyć z więzieniem. To taka próba charakteru, coś co człowieka kształtuje. Gdyby historia miała się powtórzyć, zrobiłby Pan to samo? Bez wątpienia. Mając dzisiejsze doświadczenie, pewnie bym się bardziej postarał, żeby podjęte wówczas przeze mnie pieniądze przyniosły dochód „Solidarności“. No i postarałbym się, aby w pozostałych regionach Polski zrobiono podobnie. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wypłacone wtedy pieniądze spowodowały, iż to właśnie Wrocław stał się w pewnym momencie stolicą podziemnej Polski. Film Waldemara Krzystka „80 milionów” opowiada właśnie tę historię. To dobry film według Pana? To jest świetny film w hollywoodzkim stylu. Podoba się młodym ludziom nie tylko w Polsce, ale i w różnych krajach Europy Środkowej, o czym piszą do mnie ci, którzy film obejrzeli. Krzystek trafił do młodych, zrobił swoją „Casablankę“. Co prawda „Casablanka“ nie jest filmem dokumentalnym z okresu II wojny światowej, ale ludzie na całym świecie, myśląc o II wojnie światowej, myślą o tym filmie. Tak samo jest z filmem Krzystka. To film nieprawdopodob-

nie trafiony, oddający pasję, młodzieńczość, braterstwo ówczesnych Polaków, a jednocześnie poczucie wolności. Dziś, owszem, jest wolność, ale nie towarzyszy jej braterstwo. O niewielu ludziach nakręcono film. Jak się Pan z tym czuje? Początkowo byłem niechętnie nastawiony do pomysłu nakręcenia tego filmu. Dlaczego? Myśmy jednak zapłacili za to bardzo wysoką cenę. Piotr Bednarz, który ze mną podejmował pieniądze z banku, już nie żyje. Cudem przeżył więzienie... Miałem obawy, czy można nakręcić dobry film o tej historii. Potem zrozumiałem, że dla młodych ludzi zaangażowanych w kręcenie tego obrazu, to wyzwanie. Tak jak dla mojego pokolenia wyzwaniem był związek zawodowy, konspiracja, to dla nich ten film i to, że muszą się z tym tematem zmierzyć. Zaprzyja źniłem się z Krzysztofem Czeczotem, który gra Józka. Zorientowałem się, że ten film niesie dobrą energię. Zgodziłem się, by użyto mojego imienia w filmie. Warunkiem było, by fil-

Po wejściu filmu na ekrany kin rozdzwoniły się telefony do Pana? Oczywiście. Ale ja nie chcę być kombatantem. Jestem czynnym politykiem, mam zadania do zrealizowania. Gdybym chciał, mógłbym poświęcić swój czas na jeżdżenie po szkołach, spotkania z młodzieżą – mam tyle zaproszeń z całej Polski i Europy! Bronię się przed tym. To oczywiście piękna karta, część mojego życiorysu, ale wolę żyć nowymi wyzwaniami. Politycy, którzy doświadczyli stanu wojennego, represji są lepszymi politykami? Mojemu pokoleniu się wydaje, że młodym jest lepiej, bo dobre wyniki na studiach otwierają im możliwości wyjazdów na stypendia zagraniczne. W naszych czasach wyzwaniem było zdobycie książki, wydanej poza cenzurą. Być może dzisiejsza epoka na swój sposób jest jeszcze trudniejsza? Ale 13 grudnia towarzyszyła nam jasna granica między dobrem a złem. To jednak daje ogromną przewagę moralną i pewność, że człowiek wie, co robić. Bez tej granicy mamy do czynienia z szeroką paletą szarej strefy. Ale nie uważam, że moje pokolenie ma jakąś przewagę nad młodymi ludźmi. To, że jesteśmy kombatantami, nie daje nam przewagi w polityce. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Wrocław

Wrocław stał się w pewnym momencie stolicą podziemnej Polski. WRZESIEŃ 2015

9


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 10

Zgrupowanie małych artystów

B

atikowanie, leporello, sitodruk… Brzmi obco? Ale nie dla dzieci i młodzieży, które wzięły udział w warsztatach artystycznych „Krok za krokiem w kierunku sztuki“!

szyc po Bratysławę. „Pierwsze dni były bardzo męczące“ – ocenia Ania Cupał z Galanty, ale wie doskonale, że program zajęć pleneru był tak skonstruowany, by na pierwszym miejscu

była praca, a potem dopiero zabawa. Motywacją do zwiększonego wysiłku był zaplanowany wernisaż, mający się odbyć po raz pierwszy w historii warsztatów w siedzibie konsula

Zgrupowanie, zorganizowane przez Klub Polski Koszyce, odbyło się od 11 do 18 lipca w Žiarskiej Dolinie, a poprowadziła je, już po raz trzeci z rzędu, Ste fania Gajdošová-Sikorska z pomocą Stana Stehlika. Wzięło w nim udział czternaścioro dzieci z różnych zakątków Słowacji – od Ko honorowego w Liptowskim Mikulaszu. To było wyzwanie! Dzieci tworzyły z pasją swoje dzieła, by móc je potem zaprezentować szerszej publiczności. Podobnie jak w ubiegłym roku, tak i w tym uczestnicy warsztatów z radością przygotowywali koszulki, wykonane metodą batiku. W ten sposób powstały zarówno wymyślne dzieła sztuki, jak i T-shirty z logo Klubu Polskiego. Karolinę Baltazarovič z Orawy naj-


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 11

bardziej zafascynowały właśnie zajęcia z batikowania, zaś jej siostrę tworzenie filmów wideo. Richard Očkay z Koszyc chętnie tworzył leporella z postaciami żółwi i krokodyli, a Barbarę Berkyovą z Dubnicy nad Wagiem pochłonęło malowanie na płótnie. Alexandra Zaťková z Kvetosla vova też pracowała z płótnem – lepiła elementy wycinane z serwetek, dzięki czemu powstał piękny ob-

raz, przedstawiający wazon z kwiatami. Na wernisaż dzieci przygotowały też specjalne maski, w których wystąpiły. „Niektóre dzieci tworzyły maski zwierząt, ja zaś rusałki“ – wspomina Alexandra. Kiedy przyszedł wyczekiwany dzień, wszyscy udali się do Liptowskiego Mikulasza. Tu na młodych artystów czekali zaproszeni goście oraz organizatorzy wernisażu, wśród których był konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu Ta-

deusz Frąckowiak oraz władze miasta. Obecni byli też goście specjalni, którzy przyjechali z Bratysławy – konsul Jacek Doliwa z małżonką. Barwne, ekspresyjne dzieła wzbudziły ogólne zainteresowanie. Ba, niektórzy nawet dokonali zakupów wybranych eksponatów! „Nie wszystkie dzieci potrafiły się pożegnać ze swoimi dziełami, wolały je zawieźć do domu“ – wspomina Alexandra. Po wernisażu na dzieci

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

WRZESIEŃ 2015

czekała upragniona nagroda za twórczy trud – wszyscy odwiedzili park wodny Tatralandia w Liptowskim Mikulaszu. I chyba pobyt tam okazał się dla nich największym przeżyciem! Choć nie brakowało też i innych atrakcji – były przecież dyskoteki wieczorową porą, wycieczki do lasu na jagody i poziomki, wyjście na salasz, obserwacja owiec, koni i poników, kąpiel w strumyku czy zwiedzanie Jaskini Niedźwiedziej.

Niektórzy uczestnicy pleneru zostali wyróżnieni za czystość, porządek i dyscyplinę – w nagrodę pojechali wyciągiem na Chopok. „Cieszę się, że zyskałam wspaniałe wspomnienia i nowych znajomych“ – podsumowuje Alexandra Zaťková. „Zabawy i wody było aż po uszy!“ – dowcipnie ocenia plener Barbara Berky, która już dziś planuje udział w przyszłorocznym zgrupowaniu. Podobne pla-

ny mają siostry Baltazarovicz, które w warsztatach wzięły udział już po raz trzeci. Zaś Ania Cupał ma nadzieję, że za rok przyjedzie na obóz z młodszą siostrą. Entuzjazm i nadzwyczajne zadowolenie wszystkich uczestników pleneru powinny być sygnałem dla organizatorów, by częściej planować tego typu przedsięwzięcia, które nie tylko uczą i bawią, ale i integrują dzieci polonijne rozsiane po całej Słowacji. RED.

Projekt zrealizowano ze środków Kancelarii Rady Minis trów RS, Program Kultura Mniejszości Narodowych 2015 oraz pr zy wsparciu konsula honorowego RP w Liptowskim Mikulaszu 11


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 12

nerskich, mieliśmy więcej gości, a to znaczy, że zainteresowanie współpracą polsko-słowacko-czeską rośnie“ – mówił z zadowoleniem, opisując współpracę między Zawadzkiem, Dubnicą nad Wagiem i Otrokovicami. Na jego zaproszenie na festiwal przy-

Barwnie,

skocznie, ludowo

jechał też zespół Ziemia Żywiecka. „To jeden z pięciu najlepszych zespołów ludowych, które mi było dane podziwiać“ – stwierdził obecny na imprezie konsul RP Jacek Doliwa, który dubnicką Polonię odwiedził wraz z żoną. „Pan konsul z żoną wzięli udział nie tylko w naszej klubowej akademii, spotkaniach z władzami miasta, festiwalu miejskim. Oboje byli obecni także na niedzielnej mszy oraz spotkaniu po niej“ – relacjonował z zadowoleniem Podleśny.

T

ak w skrócie można by opisać XXII Festiwal Folklorystyczny w Dubnicy nad Wagiem, który odbył się w dniach 29 - 30 sierpnia. Trzeba jednak podkreślić, że w międzynarodowej obsadzie tegoż festiwalu od wielu lat czołowe miejsce na scenie zajmuje Polska, a to za sprawą Zbi gniewa Podleśnego, prężnego działacza Klubu Polskiego, który jest współorganizatorem festiwalu. „W tym roku przyjechały liczniejsze niż zwykle delegacje miast part-

12

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 13

Zespół Ziemia Żywiecka zaprezentował bogaty repertuar tańców ludowych, a jego obecność w mieście została wykorzystana maksymalnie – artyści występowali od piątku do niedzieli po kilka razy dziennie, a ich piątkowy występ w amfiteatrze został przedłużony i trwał ponad godzinę! „Był to najdłuższy występ i został nagrodzony oklaskami na stojąco, czego w Dubnicy jeszcze nie wdziałem “ – opisywał zadowolony główny organizator.

Ostatni weekend sierpnia był też doskonałą okazją do spotkania się dubnickiej Polonii, którą odwiedzili Polonusi z Trenczyna i Bratysławy. „Jestem pełen uznania dla zaangażowania pana Podleśnego na rzecz tego przedsięwzięcia i tutejszej Polonii“ – powiedział obecny na akademii, pod-

czas której spotkało się blisko 120 osób, prezes Klubu Polskiego Tomasz Bienkiewicz. Słów uznania nie szczędzili też konsul Jacek Doliwa oraz prezydenci Dubnicy nad Wagiem – Jozef Gašparík, Zawadzkiego – Mariusz Sta chowski, Otrokovic – Jaroslav Budek. W niedzielne przedpołudnie na polskiej festiwalowej mszy obecni byli nie tylko Polacy, ale też zespoły z Meksyku i Czech. Po mszy, celebrowanej w nowym dubnickim kościele, odbyło się jeszcze jedno szczególne spotkanie. „Ponieważ kościół znajduje się niedaleko siedziby naszego klubu, uczestników mszy świętej zaprosiliśmy do nas na nieformalne spotkanie, w którym wzięło udział około 60 osób“ – nie krył zadowolenia Zbi-

gniew Podleśny, który zadbał o wszystkie detale trzydniowego dubnickiego przedsięwzięcia. Ludowe rytmy długo jeszcze grały w duszach uczestników festiwalu i polskich imprez. I niech towarzyszące im barwne i skoczne nastroje trwają jak najdłużej. RED

ZDJĘCIA: MARIAN ĎAMBORAK

WRZESIEŃ 2015

Pr zedsięwzięcie sfinansowane ze środków Minis ter s twa Spraw Zagranicznych RP.

13


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 14

Festiwal Hevhetia – muzyczny koniec lata

nej. Rosław Szaybo zaprojektował też okładkę najnowszej płyty Piotra Wyleżoła Improludes, a ponadto był również gościem na jego koncercie, na który złożyły się jednak głównie starsze utwory. Polski jazzman na tyle oczarował słuchaczy, iż z pewnością zapamiętają oni jego nazwisko obok takich znanych już w Bratysławie muzyków, jak Możdżer czy Kaczmarczyk. Aga Derlak Trio wystąpiło w Bratysławie w Foxford, klubie wydawni-

F

estiwal Hevhetia, odbywający się w słowackich miastach po raz czwarty, po raz pierwszy zawitał do Bratysławy. Jego organizatorem jest koszyckie wydawnictwo muzyczne Hevhetia, które od ponad 10 lat promuje muzykę outstreamową. Festiwal Hevhetia, dziś już o europejskim zasięgu, odbywa się równolegle w Budapeszcie, Paryżu, Krakowie i Gliwicach. Tegoroczna jego edycja zaskoczyła licznym udziałem polskich muzyków, wśród których byli Bartosz Dwo rak czy Krzysztof Koby liński. W Bratysławie, 24 i 25 sierpnia, wystąpili ponadto polscy pianiści jazzowi – Piotr Wyleżoł i Aga Derlak ze swoim trio. ZDJĘCIA: ANNA MARIA

14

Koncert Piotra Wyleżoła odbył się w scenerii sali wystawowej Instytutu Polskiego w Bratysławie, gdzie miejsce miała właśnie wystawa okładek płyt winylowych autorstwa Stanisława Zagórskiego i Rosława Szayby, przedstawicieli tzw. polskiej szkoły plakatu i projektantów okładek płyt największych gwiazd polskiej sceny muzycz-

ctwa Martinus, wśród pachnących świeżością książek. Grupa w składzie: Aga Derlak – fortepian, Tymon Trąbczyński – kontrabas i Bartosz Szablowski – perkusja, przedstawiło swoją debiutancką płytę First Tought, zawierającą tylko kompozycje pianistki. Warto dodać, że zespół jest laureatem Jazz Juniors z 2013 r. oraz Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Zespołów Jazzowych i Bluesowych w Gdyni, a Aga Derlak zachwyca publiczność tak swoim talentem muzycznym, jak i niezwykłą świeżością i urokiem osobistym, o czym mogli się przekonać goście Foxfordu. ANNA MARIA JARINA

Jubileusz

u sąsiadów

N

asi sąsiedzi, Polacy mieszkający w Austrii, doczekali się wspaniałego jubileuszu. W najbardziej reprezentatywnym miejscu Wiednia, w Sali Herbowej Ratusza Miejskiego odbyły się 2 września obchody jubileuszu dwudziestolecia najstarszego periodyku polonijnego – miesięcznika „Polonika”. Uroczystą galę uświetnili swą obecnością przedstawiciele polskiego i austriackiego establishmentu, m.in. ambasador RP Artur Lorkowski, konsul generalny Andrzej Kaczorowski, radczyni miej ska ds. integracji Sandra Frauenberger, wiceburmistrz Wiednia Maria Vassilakou oraz licznie przybyli działacze środowisk polonijnych. Przemówieniom, gratulacjom i ciepłym słowom uznania nie było końca.

Zaprezentowano także najnowsze dziecko redakcyjne – książkę pt. „Tacy jesteśmy”, będącą zbiorem najciekawszych wywiadów, które ukazały się na łamach pisma.

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 15

A kim są nasi sąsiedzi, którzy od dwudziestu lat nie poddają się w walce o rzetelne informowanie rodaków o tym, co w Polsce i na świecie? Miesięcznik Polonii Austriackiej „Polonika“ ukazuje się od marca 1995 roku. Założyli go Halina i Sławomir Iwanowscy, którzy do tej pory nie tylko redagują magazyn, ale i prowadzą szeroką działalność kulturalno-społeczną. Od początków swego istnienia miesięcznik pomagał Polonusom zarówno w integrowaniu się z nowym krajem zamieszkania, jak i dbał o to, by zachowali oni kontakt z ojczyzną. Pismo na swoich łamach podejmuje przede wszystkim tematykę społeczną, związaną z życiem ponad 70-tysięcznej Polonii w Austrii, jest też najważniejszym magazynem informacyjnym, przypominającym o wszystkich istotnych wydarzeniach, dotyczących zarówno Austrii, jak i Polski. „Polonika“, co chętnie podkreślali w swych przemówieniach austriaccy politycy, jest nie tylko najdłużej ukazującym się w Austrii polskim periodykiem, ale należy też do najstarszych austriackich tytułów prasy imigracyjnej. W pierwszych latach swej działalności magazyn wziął na swoje barki trudne zadanie przekazywania najważniejszych, praktycznych informacji, które miały ułatwić życie Polakom w nowym kraju zamieszkania. Pomi mo digitalizacji i siły Internetu, umożliwiających błyskawiczne uzyskanie wszelkich informacji, zainteresowanie czytelników artykułami z zakresu prawa, administracji czy edukacji nie osłabło. Dział „Prawo i vademecum Polaka w Austrii“ nadal cieszy się niesłabnącą popularnością, informując ich o systemie szkolnictwa, służbie zdrowia czy problematyce emerytalWRZESIEŃ 2015

nej. Dla swoich czytelników redakcja uruchomiła też bezpłatne, polskojęzyczne dyżury prawne. Niezwykle ważnymi, stałymi działami, bez których dziś nikt nie wyobraża sobie pisma, to m.in. „Poznaj Austrię”, „Społeczeństwo”, „Sport”, „Kultura”, „Historia”, „Felieton” czy niezwykle lubiane „Niedzielne rodaków rozmowy”. „Polonika” to pismo dbające nie tylko o integrację Polaków w nowym miejscu zamieszkania, ale stanowiące ich wizytówkę w Austrii; prezentuje wybitnych rodaków i wszystko to, co związane jest z polską kulturą, nauką, biznesem czy sportem, to, czym Polacy mogą się pochwalić i z czego mogą być dumni. Na łamach miesięcznika ukazało się ponad 1000 rozmów zarówno z osobami reprezentującymi środowiska polonijne, jak i Austriakami związanymi z Polską. Dział „Rozmowy Poloniki“ to zapis historii Polaków w Austrii, świadectwo ich dorobku. To właśnie ta rubryka jako chluba miesięcznika stanowiła punkt wyjściowy do wydania ksią -

żki zatytułowanej „Tacy jesteśmy“. Sławomir Iwanowski, redaktor naczelny, tak podsumował lata swojej pracy: „Te dwadzieścia lat były pełne inspiracji; wydać 250 numerów miesięcznika to wyzwanie nie tylko intelektualne, ale i kreatywne”. Ważne jest, aby wspomnieć o tym, że „Polonika” to nie tylko miesięcznik. Redakcja jest organizatorem konkursu Lider Biznesu Polska - Austria, którego celem jest uhonorowanie oraz promocja polonijnych i polskich firm działających na terenie Austrii. Sławomir i Halina Iwanowscy udzielają się w niemal każdym aspekcie życia polonijnego. Od 5 lat organizują Bieg o Puchar Króla Jana III So bieskiego, który odbywa się na wzgórzu Kahlenberg w kolejne rocznice odsieczy wiedeńskiej. W 2012 r. redakcja wydała przewodnik „Wędrówka śladami Jana III Sobieskiego“. W tym samym roku redakcja powołała do życia Polski Uniwersytet Trze ciego Wieku w Austrii, który liczy w tej chwili ponad 250 słuchaczy. Jego celem było wzbogacenie oferty kulturalno-edukacyjnej dla polskich seniorów mieszkających w Austrii. Umożliwienie studentom-seniorom zdobywania wiedzy, rozwijania zainteresowań oraz utrzymania ich aktywności społecznej okazało się sukcesem. Takich przedsięwzięć można jego organizatorom tylko pogratulować i życzyć im dalszych inspiracji i wytrwałości. „Polonika” jest do nabycia na terenie całej Austrii. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

ZDJĘCIA:MARIUSZ.MAGNUSZEWSKI@HOTMAIL.COM

15


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 16

G

dy po tygodniu sportowych zmagań gaśnie znicz polonijnych igrzysk, nawet zdobyte medale nie są w stanie poprawić nastroju uczestników. Bo opuszczenie olimpijskiej flagi oznacza, że kolejny dzień przyniesie pożegnanie. I znowu zacznie się odliczanie dni do kolejnej edycji tej niepowtarzalnej imprezy. Bo światowe igrzyska polonijne, czy to letnie, czy zimowe, to impreza wyjątkowa. Podobne wydarzenia organizują jedynie Izrael i Armenia. W tym roku polonijni miłośnicy sportu spotkali się na gościnnym Śląsku, by po raz kolejny wziąć udział w XVII Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych. Od 2 do 8 sierpnia Rybnik, Sosnowiec, Wodzisław Śląski i Chorzów były świadkami walki o medale. Przypomnijmy, że pierwsze igrzyska polonijne odbyły się w listopadzie 1933 roku i nosiły nazwę Igrzyska Sportowe dla Polaków z Zagranicy i Wolnego Miasta Gdańska, a ich gwiazdą była Stanisława Walasiewiczówna, sprinterka, 24-krotna mistrzyni Polski i dwukrotna mistrzyni olimpijska, zwana królową lekkiej atletyki. Drugie igrzyska rozegrano 40 lat później w Krakowie. Ale tak na dobre w kalendarz imprez polo-

16

Polonia, Polonia,

sportowa kolonia

nijnych olimpiada wpisuje się od 1997 roku, gdy jej realizacją zajął się dziennikarz i komentator sportowy Krzysztof Miklas. I to on właśnie jest jedną z osób, bez których igrzysk nie można sobie wyobrazić. Dzięki niemu niepisany hymn igrzysk polonijnych stworzył duet Romuald Lipko i Andrzej Mogielnicki, a wykonał po raz pierwszy Felicjan Andrzejczak z Budką Suflera. Utworu tego, którego refren brzmi: „Polonia, Polonia, sportowa kolonia, wygrywa najlepszy, ale wszyscy górą są”, nie usłyszy się nigdzie poza stadionem, na którym odbywa się uroczystość otwarcia igrzysk. Nie znajdzie się go również w Internecie.

Kto bierze udział w polonijnych zawodach sportowych? Krótko mówiąc, każdy, kto kocha sport, uprawiał go wyczynowo czy też jedynie rekreacyjnie i nadal prowadzi aktywne sportowe życie, kto ma polskie korzenie lub jest partnerem Polaka żyjącego na stałe za granicą. Nie ma ograniczeń wiekowych, jest natomiast podział na wiekowe kategorie w poszczególnych dyscyplinach. W tym roku najmłodsza uczestniczka igrzysk miała 3 lata, a najstarszy sportowiec 79. Były również sportsmenki występujące w kategorii wiekowej 70 plus, ale – ponieważ kobiety są wiecznie młode – nie będziemy ujawniać, ile ich było i z skąd przyjecha-

ły. Najmłodsi sportowcy polonijni rywalizowali w miniigrzyskach i turniejach rodzinnych. Dorośli mogli wybrać sobie swoją konkurencję spośród 20 zaproponowanych przez organizatorów. Możliwości było wiele: golf, kajakarstwo, strzelectwo, brydż, pływanie, siatkówkę plażową, piłkę nożną, tenis itd. Nie zabrakło oczywiście lekkiej atletyki, jak również wymyślonej przez polskiego szermierza Włodzimierza Strzyżewskiego gry w ringo. Zależnie od miejsca, w którym zawody się odbywają, wybór dyscyplin sportowych nieco się zmienia. Uzależniony jest od zaplecza sportowego danego ośrodka. Jednak jest to zawsze ok. 20 dyscyplin olimpijskich, których oferta jest rozszerzona o konkurencje rekreacyjne, np. nordic walking czy badminton. Ponieważ nie samym sportem się żyje, a i zdobyte medale należy odebrać, nierozerwalną częścią igrzysk polonijnych są wieczorne spotkania w wiosce olimpijskiej. Tu najważniejsza jest dekoracja medalistów, a zaraz po niej spotkania, rozmowy, nawiązywanie nowych przyjaźni. Wspólnej zabawie towarzyszy program artystyczny w wykonaniu gości z regionu. Bo igrzyska to integracja. A jest się z kim integrować. Tu spotykają się Polonusi z całego świata – od Argentyny po Australię. Na polonijną olimpiadę przyjeżdżają często sportowcyamatorzy wraz z całymi rodzinami. Przepięknie wygląda ich przemarsz w oryginalnych strojach krajów zamieszkania, mający miejsce podczas uroczystego otwarcia imprezy. W tłumie MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:42 Page 17

sportowców trafiają się i dziś prawdziwe gwiazdy polskiego sportu, np. z polonijną reprezentacją USA przyjeżdża do Polski Krystyna Kacperczyk, płotkarka i lekkoatletka. Pisząc o polonijnej olimpiadzie, nie można zapomnieć o jeszcze jednej niezwykle ważnej rzeczy z nią związanej. Chodzi o ich charytatywny charakter. Zebrane podczas każdych igrzysk datki przekazywane są najbardziej potrzebującym w mieście goszczącym Polonusów. Pomoc taka dociera do dzieci z domów dziecka i ośrodków opieki lub sportowców ciężko doświadczonych przez los. A to też rodzaj integracji.

ZDJĘCIA: DOROTA FISCHER

XVII Światowe Letnie Igrzyska Polonijne Śląsk 2015 przeszły już do historii. Zgromadziły ponad 800 sportowców. Podczas pięknej uroczystości otwa rcia w Rybniku ich uczestników powitał zespół Pe ctus, a w Chorzowie pożegnał Sebastian Riedel i Cree. Za kilka miesięcy będzie okazja do ponownego spotkania, tym razem na XII Światowych Zimowych Igrzyskach Polo nijnych, prawdopodobnie w Arłamowie. Będzie to szaleństwo narciarsko-snowboardowo-saneczkowe. Niektórzy już trenują. A Wy? DOROTA FISCHER WRZESIEŃ 2015

Walczymy z oczernianiem polskiej żywności „K

ocham polskie jedzenie” – plakaty z takim przesłaniem zagościły tego lata na słowackich i czeskich ulicach. Kampania informacyjna, która na Słowacji odbywała się pod hasłem „I love poľské jedlo”, została zrealizowana przez prywatną firmę PR-owską ThinkBig na zlecenie polskiego Ministerstwa Rolnictwa. „Niektórzy czescy i słowaccy urzędnicy w swoich komentarzach o jakości polskich wyrobów kwestionowali prawidłowość funkcjonowania polskich i unijnych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności. Z tego względu Polska zdecydowała się na reakcję w postaci kampanii informacyjnej. Kampania nie ma charakteru propagandowego. Nie zachęca do zakupu polskich produktów ani nie ocenia, że są one lepsze od wyrobów produkowanych w innych krajach UE. Kampania natomiast udziela informacji, które dotyczą bezpieczeństwa i jakości polskich produktów” – można przeczytać w materiałach informacyjnych agencji reklamowej ThinkBig. Czy przeprowadzone działania okażą się skuteczne, przekonamy się najwcześniej za kilka miesięcy, gdy poznamy aktualne statystyki polskiego eksportu do południowych sąsiadów. Negatywne stereotypy dotyczące polskiej żywności nasiliły się po wejściu Polski, Czech i Słowacji do UE i likwidacją w związku z tym barier w handlu między tymi krajami. Wiązało się to ze znacznym wzrostem polskiego eksportu do Czech i Słowacji, co nie było i nie jest na rękę miejscowym producentom żywności. Według ubiegłorocznych danych słowackiej Poštovej banky ceny żywności i napojów bezalkoholowych są w Polsce o 30% niższe niż na Słowacji i o 23% niższe, niż w Czechach. Przy takich różnicach cenowych słowackim i czeskim rolnikom i producentom trudno wytrzymać presję polskiej konkurencji. Jak twierdzą słowaccy producenci, aby móc konkurować cenowo z tanim importem z Polski,

ich zakłady musiałyby obniżyć ceny o jedną trzecią, co nie jest możliwe bez rażącego obniżenia jakości. A stąd już tylko krok do zarzutu, że Polacy mogą zaproponować niższe ceny właśnie kosztem obniżenia jakości. Czy rzeczywiście? Niezupełnie. Jeśli już można coś Polsce zarzucić, to dumping cenowy, spowodowane wyjątkowo mocnym wsparciem wsi przez państwo. Za sprawą silnego w polskiej polityce lobby chłopskiego rolnicy korzystają z mnóstwa przywilejów, których nie mają ich koledzy z Czech czy Słowacji i których mogą tylko pozazdrościć inne grupy zawodowe w Polsce. Nasi rolnicy są praktycznie zwolnieni z podatków dochodowych i płacą symboliczne składki emerytalne, a podczas rozmów akcesyjnych Warszawa wynegocjowała znacznie wyższe dotacje do hektara, niż południowi sąsiedzi. Do tego dochodzi słaby złoty i mocne euro. To jawne i ukryte wsparcie dla branży rolniczej siłą rzeczy musi przełożyć się na znacznie niższe ceny polskiej żywności, przy często wyższej jakości w porównaniu z czeskimi czy słowackimi produktami. Ale coś za coś – za tańszą żywność tak naprawdę płacą polscy podatnicy, bo utrzymywanie przywilejów podatkowo-emerytalnych rolników kosztuje budżet państwa miliardy złotych. To również dlatego mniej zarabiający Polacy płacą wyższe podatki, niż ich słowaccy koledzy (ze względu na niski poziom polskiej kwoty wolnej od podatku) – aby wspomagać branżę rolno-spożywczą, trzeba najpierw zabrać innym. Efekt jest jednak taki, że ze względu na niskie ceny i wysoką jakość polski eksport coraz bardziej „rozpycha się” na czeskim i słowackim rynku. A pozbawieni możliwości stosowania barier celnych słowaccy i czescy producenci próbują ograniczać polską konkurencję w inny, nie zawsze uczciwy sposób, jak choćby podsycając negatywne stereotypy na temat polskich produktów. JAKUB ŁOGINOW

17


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 18

Polska

Ć W I E R Ć

medialna

W I E K U

daje wolny rynek. Nie miałam pieniędzy, ale miałam pomysł. Wziął się on głównie z oglądania zagranicznych „Marie Claire”, „Cosmopolitan”, „Elle”. Chciałam, aby Polki miały magazyn, jakie mają kobiety na całym świecie – wspominała po latach Krystyna Kaszuba. Pierwszy numer Twojego Stylu, w nakładzie liczącym 100 tysięcy egzemplarzy, wyprzedał się na pniu. Do końca lat dziewięćdziesiątych pismo rozwijało się niezwykle prężnie, a redakcja pracowała na najwyższych obrotach. Zdarzały się miesiące, w których nakład wynosił imponujące 600 - 700 tysięcy egzemplarzy i bez trudu był sprzedawany w całości. W 1992 roku Twój Styl zorganizował po raz pierwszy plebiscyt Kobie ta Roku – tytuł ten przypadł ówczesnej rzecznik praw obywatelskich Ewie Łętowskiej. W 1995 roku ruszyła zakrojona na szeroką skalę kampania edukacyjna, zachęcająca do badań mammograficznych. Hasło Zdążyć przed rakiem. Październik miesiącem szansy oraz różowa wstążeczka, przypięta do marynarki modelki z okładki, szybko zdobyły rozgłos i stały się symbolami walki z rakiem

Twój Styl, jeden z najpopularniejszych polskich magazynów dla kobiet, kończy właśnie 25 lat! Pierwszy numer, wydany pod skrzydłami Wydawnictwa Prasowego, ukazał się w czerwcu 1990 roku. Redaktor naczelną na – jak się później okazało – długie 12 lat została Krystyna Kaszuba. Na postkomunistycznym, ciągle jeszcze siermiężnym rynku prasowym Twój Styl powitano jak powiew świeżości. Na tle innych dostępnych w kioskach pism prezentował się wręcz luksusowo. Uwagę przykuwała zwłaszcza nowoczesna szata graficzna, wzorowana na wciąż jeszcze niedostępnych zagranicznych tytułach, niezłej jakości papier, mnóstwo zdjęć ze światowych wybiegów. Pozytywnie zaskakiwały świetne warsztatowo reportaże, zabawne felietony i – mimo wspomnianych wzorców z zachodnich rynków prasowych – dostosowanie do krajowych realiów. Postanowiłam jak najszybciej skorzystać z szansy, którą

T W O J E G O

piersi. Rok później pod patronatem Twojego Stylu odbył się pierwszy Marsz Różowej Wstążki. Od tamtej pory magazyn nieprzerwanie angażuje się w profilaktykę raka piersi, a organizowana przez niego akcja urosła do rangi jednej z największych tego typu w Polsce. Pozycja Twojego Stylu nieco osłabła wraz z pojawieniem się polskich edycji zagranicznych pism dla kobiet. Prysnął czar nowości i niedostępności, a konkurencja, należąca do pierw-

Wszyscy tak robią

N

ie od wczoraj wiemy, że alkoholik czy narkoman może kryć się w każdym z nas, a uzależnienie może być tajemnicą, którą przed światem skrywa nasz lekarz, znany polityk czy ksiądz.

Wiemy o tym, a mimo to słowo alkoholik automatycznie przywołuje obraz brudnego żula śpiącego na chodniku lub ławce w parku. Małgorzata Hal ber obala ten mit w swoim debiucie literackim „Najgorszy człowiek na świecie”, wydanym przez 18

Znak w 2015 roku. Autor ka jest znaną dziennikarką telewizji muzycznych, która przyznała się niedawno do wieloletniego życia w nałogu. Po licznych terapiach, nawrotach, upadkach i kolejnym podejmowaniu walki postanowiła wyjść z ukrycia. Jej powieść, choć jest fikcją literacką, ewidentnie opar-

ta jest w głównej mierze na jej własnych, bolesnych przeżyciach i zawiera wiele wątków autobiograficznych. Krystyna jest przebojową dziennikarką telewizyjną, ma chłopaka i wielu znajomych, jest magistrem filozofii i mistrzynią ciętej riposty. Praca w show-biznesie, kariera i wesoła co-

dzienność na bankiecie życia to tylko fasada. Krystyna pije. Pije ze strachu, że jest nieciekawa, zbyt głupia i brzydka. Strach jest jej codziennym towarzyszem. Krystyna boi się niemal wszystkiego, boi się kontaktów międzyludzkich, tego, jak wypadnie, jak będzie oceniona. W jej środowisku alkohol i narkotyki MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 19

S T Y L U szej ligi światowych medialnych graczy, ostro walczyła o czytelników. Po odejściu Krystyny Kaszuby i kupnie miesięcznika przez grupę Bauer zabrakło redaktora naczelnego z porównywalną charyzmą, zapałem i wizją. Jej następczynie – Anna Achmatowicz, a później Jolanta Pieńkowska – próbowały przyciągnąć czytelniczki z młodszych grup wiekowych i nieco odmłodzić wizerunek pisma. Z różnym skutkiem. W roku 2007 naczelnym Twojego Stylu został Jacek Szmidt, związany z magazynem niemal od początku jego istnienia. Udało mu się przywrócić pismu pozycję lidera na rynku magazynów luksusowych, choć nie obyło się bez zmian, które nie wszystkie czytelniczki zaakceptowały. Szmidt wiedział jednak, że pismo nie ma już uprzywilejowanego statusu pioniera, że czasy się zmieniły. Konkurencja jest tak wielka, że czytelniczki często mówią: „Ach, to już było, zaskoczcie mnie, przenieście w naprawdę lepszy świat (....)” – opo-

to standard, a ciągły rausz pomaga cokolwiek poczuć. Zresztą… komu to przeszkadza? Jeden drink po pracy, wino na bankiecie, kilkanaście piw na imprezie. Prze cież wszyscy tak robią! Hal ber opisuje nie tylko powody sięgania po kieliszek, ale przede wszystkim to, jak trudno jest zawrócić i żyć w trzeźwości. Droga przez różne terapie jest wyboista i usiana zasadzkami. Na imprezie bawimy się w grupie, ale trzeźwiejemy w całkowitej samotności. I nią głównie przepełniona jest ta książka – całkowitą samotnością, pojawiającą się nawet w otoczeniu wielu WRZESIEŃ 2015

wiadał w wywiadzie dla serwisu Wirtualne Media. – Na podstawie ostatnich badań zauważam, że nastrój społeczny, poczucie kryzysu, pewnego zagrożenia trochę wyostrza oczekiwania czytelniczek nie tylko w kierunku „pokażcie mi, jak to jest fajnie w Paryżu”, tylko „dajcie mi coś, co mi się przyda”. Widzę to np. w ocenach naszych sesji mody. Kiedyś piękna sesja designerska wy-

ludzi. „Najgorszy człowiek na świecie” to historia boleśnie realistyczna, opowiedziana brutalnie i bezkompromisowo, bez pięknych dodatków i poetycznych ozdobników. Trzeźwienie Krystyny jest przedstawione w sposób ekshibicjonistyczny, upadek na samo dno jest upadkiem na samo dno, rzyganie jest rzyganiem i nie ma co się oszukiwać pięknymi metaforami. Ten intymny dziennik walki z uzależnieniem jest z pewnością elementem autoterapii, stąd szczerość autorki. Niestety minusem jest wkradający się czasami

woływała zachwyt: „Ach, jakie to piękne; ja sobie tego nie kupię, nie włożę, ale chętnie popatrzę”. Dzisiaj czytelniczki mówią: „No dobrze, dobrze, a co dla mnie, w co JA mam się ubrać?”. Więc trzeba bardzo delikatnie monitorować nastrój czytelniczek i ich obecne oczekiwania – wyjaśniał. Diagnoza Szmidta i jego pomysł na zarządzanie Twoim Stylem okazały się trafione. Mimo kryzysu, który wpłynął negatywnie na cały segment luksusowych pism dla kobiet, i mimo rosnącej w siłę konkurencji, magazyn wciąż pozostaje liderem w swojej kategorii. Mało tego, jako jedyny poprawił wyniki sprzedaży. Choć nie ma już mowy o 600 - 700 tysiącach egzemplarzy nakładu, około 250 tysięcy też robi duże wrażenie. Z okazji 25. urodzin pozostaje życzyć tytułowi wszystkiego dobrego i co najmniej kolejnego ćwierćwiecza na rynku. Jacek Szmidt zapewniał, że „Twój Styl chce być pismem praktycznym, pozytywnym, dającym kobiecie poczucie bezpieczeństwa i tego, że dowiaduje się pożytecznych rzeczy”. A właśnie takich pism nam potrzeba. KATARZYNA PIENIĄDZ

narcyzm. Z niektórych zdań aż bije poczucie wyższości i pogarda bohaterki wobec innych. Ciężki bywa też język pani Halber,

który jest mieszaniną hipsterskiego żargonu showbiznesowego, mowy potocznej i bełkotu filozofującej nastolatki. Pierwsze strony są stylistycznie trudne do przejścia, potem jest lepiej. No cóż, nie każdy może z bełkotu zrobić majstersztyk jak Masłowska czy Witkowski. Ogromnym plusem książki jest temat, do bólu szczere opowiedzenie o rzeczach wstydliwych i striptiz emocjonalny, bo Małgorzata Halber pokazuje nam całą siebie, pokazuje więcej, niż gdyby opublikowała swoje nagie zdjęcia. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 19


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 20

Lokator grobowca w katedrze w Koszycach

W

poprzednim numerze „Monitora” zajmowaliśmy się WAŻKIE antyhabsburskim powstaniem Thökölyego z lat 70. WYDARZENIA i 80. XVII wieku, którego najistotniejsze wydarzenia W DZIEJACH SŁOWACJI toczyły się na terenie Słowacji. Austriakom udało się powstanie spacyfikować, a jego przywódcę, nieudanego króla Północnych Węgier, zmusić do emigracji. Nie udało im się jednak całkowicie zwalczyć ruchu kuruców. Pochodzenie słowa „kuruc” nie jest dokładnie znane. Prawdopodobnie na początku nazywano tak chrześcijańskiego Turka, później zaś zaczęto nim określać węgierskich uciekinierów z Austrii spod rządów Habsburgów, by w końcu stosować je do oznaczenia węgierskich przeciwników austriackiego panowania. W ćwierć wieku po upadku powstania Thökölyego na ziemiach węgierskich wybuchło nowe powstanie przeciwko Habsburgom. Do dawnych przyczyn niezadowolenia i tęsknoty za starymi Węgrami doszły nowe. Od roku 1684 sukcesywnie wypierano Turków z ziem dawnego królestwa węgierskiego; ku oburzeniu węgierskiej szlachty, tylko część ziem wracała do ich rąk. Duże majątki nadawano Niemcom lub innym cudzoziemcom, zasłużonym w służbie Habsburgów. Wę gry obłożono dużym podatkiem na prowadzenie dalszej wojny z Turcją, wielu młodych mężczyzn wcielono do armii austriackiej, co spowodowało brak rąk do pracy, a dodatkowo oddziały wojskowe, szykowane do walk z Turkami, rozmie szczano po wsiach, które 20

musiały je żywić. Wystarczyła iskra, by wybuchło kolejne powstanie…. Tą iskrą był powrót z emigracji z Polski przywódcy opozycji antyhabsburskiej Franciszka II Rakoczego. Stało się to 16 czerwca 1703 roku. Od tego momentu węgierska historia znów rozgrywała się przede wszystkim na Słowacji. Franciszek Rakoczy (Rákóczi) miał w 1703 roku 27 lat. Urodził się na zamku Borša koło Trebišova. Pochodził z jednej z najboga tszych węgierskich rodzin arystokratycznych (był m.in. bardzo dalekim krewnym polskiego króla Stefana Ba torego). Jego majątek ziemski liczył ponad milion hektarów! Matka, córka byłego bana (wielkorządcy) Chor wacji Petara Zrinskiego, ściętego za antycesarski spisek, od dziecka wychowywało go w nienawiści do Habsburgów. Gdy miał 12 lat, dwór cesarski po kolejnym buncie oddał go na wychowanie do klasztoru

jezuitów w Czechach, a po pięciu latach skierował na studia do Pragi. W roku 1694 wbrew woli cesarskiej Rakoczy ożenił się w Kolo nii z niemiecką arystokratką i upomniał się – już jako osoba pełnoletnia – o zwrot majątku po rodzicach. Kon sekwentnie spiskował przeciwko cesarzowi, taktycznie wchodząc w porozumienie z największym przeciwnikiem Habsburgów – królem Francji. Kiedy kompromitująca go korespondencja, uzasadniająca postawienie mu zarzutu zdrady, wpadła w ręce dworu, został aresztowany. Dzięki łapówce uciekł z więzienia, a później wyjechał do Pol ski. Ponad półtora roku spędził na emigracji w Warszawie, czekając na dogodny moment, by wzniecić kolejne powstanie, i wypatrując szansy przejęcia władzy na Węgrzech lub w ich części. Cesarz skazał go zaocznie na karę śmierci i konfiskatę majątku. Gdy wiosną 1703 roku nadeszły wieści o rozruchach chłopskich w dzisiejszej wschodniej Słowacji, Rakoczy zdecydował się na powrót do kraju. Wrócił przez Karpaty. Okazało się, że ma duże poparcie zarówno szlachty, jak i chłopstwa. Do końca roku opanował tereny całej dzisiejszej Słowacji (Górne Węgry), a jego podjazdy podchodziły pod Wiedeń. W 1704 roku opanował Siedmiogród. Uda-

ło mu się stworzyć 60-tysięczną armię. Wydawało się, że zrealizuje swoje marzenia. W 1705 roku zwołał sejm węgierski, uznający go za „księcia Węgier”, a w dwa lata później, na kolejnym sejmie przeprowadził uchwałę o detronizacji Habsburgów i odłączeniu się Węgier od Austrii. Szukał pomocy u przeciwników Habsburgów na arenie międzynarodowej. Nawiązał kontakt z dworem rosyjskim, a Piotr I namawiał go nawet do objęcia jednocześnie z tronem węgierskim tronu polskiego. Niestety, w bitwie pod Trenczynem 3 sierpnia 1708 roku Austriacy rozbili armię Rakoczego. Później wydarzenia potoczyły się szybko i spowodowały upadek powstania. Do końca roku antyhabsburskie wojska zostały wyparte z zachodniej Słowacji, a wiosną 1709 roku z Liptova. Zwo lennicy Rakoczego masowo go opuszczali, a prości żołnierze dezerterowali. On sam próbował jeszcze zatrzymać ludzi, zwołując kadłubowy sejm w grudniu 1708 roku w Sárospataku, na którym uchwalił, iż każdy wierny mu żołnierz zostanie zwolniony z poddaństwa osobistego i otrzyma ziemię. Ale było już za późno. Ludność odwróciła się od niego. Na dodatek cesarz ogłosił amnestię dla uczestników powstania. W roku 1711 Rakoczy musiał ponownie uciekać z kraju. Znów udał się do Polski, skąd w roku 1713 pojechał do Francji, gdzie Ludwik XIV nadał mu dożywotnią rentę i zaprosił jako stałego rezyMONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 21

denta do Wersalu. Przez rok Rakoczy przebywał jako hrabia Sarus w klasztorze karmelitów. Modlił się, umartwiał i pisał pamiętniki. W roku 1717 wraz z 40 teoretycznie najwierniejszymi ludźmi (teoretycznie, bo z czasem większość dała się przekupić i donosiła na niego do cesarza austriackiego i rosyjskiego cara) wyjechał do Turcji. Tam przyjęto go pod warunkiem, że zamieszka w azjatyckiej części państwa. Zmarł w roku 1735, mając 59 lat. Klęska powstania Rakoczego oznaczała koniec walki przeciwko Habsburgom. Węgrzy wystąpili ponownie przeciwko Austrii dopiero kilka pokoleń później, w roku 1848, ale ta rewolucja i powstanie były dziełem nowej romantycznej idei narodowej i liberalnych idei. W roku 1866 Austria, stojąc w obliczu kryzysu grożącego rozpadem państwa, zdecydowała się na porozumienie z największymi rebeliantami i zaproponowała Węgrom koegzystencję i podział władzy. Efektem była przemiana państwa w unikalny twór – monarchię dualistyczną. Dla Wę gier nastały dobre czasy prosperity, których symbolem stała się budowa nowej siedziby parlamentu w Budapeszcie. Bazując na sukcesach, rozwinął się węgier-

WRZESIEŃ 2015

ski patriotyzm (a może nacjonalizm?), którego częścią był plan madziaryzacji wszystkich mieszkańców węgierskiej części monarchii i odmowa uznania narodu słowackiego. Ale to już inna historia…. Tworząc wizję Wielkich Węgier i budując dumę z węgierskiej historii na początku XX wieku odwołano się do postaci Rakoczego, który stał się (właściwie dopiero wówczas) bohaterem narodowym. W 1906 roku sprowadzono jego zwłoki i uroczyście złożono w narodowym sanktuarium – katedrze św. Elżbiety w Koszycach. W tym celu trzeba było przebudować jej wnętrze i zbudować dodatkową kryptę, by stworzyć miejsce na monumentalny grobowiec. W czasie I wojny światowej, tuż przed upadkiem c.k. monarchii nad północnym wejściem do katedry namalowano wielką apoteozę księcia Rakoczego. Franciszek Rakoczy był węgierskim patriotą, wodzem powstania, emigrantem w Polsce, dworzaninem w Wersalu, kolaborantem rosyjskiego cara, klasykiem języka węgierskiego (jego listy z tureckiego odludzia!)… Tyle historii w jednej biografii, odzwierciedlającej skomplikowane losy środkowo-wschodniej Europy. ANDRZEJ KRAWCZYK

Niezwykły koncert w wyjątkowym miejscu Hey

i jego liderka Katarzyna Nosowska gościli w Czułym uchem wiele razy. Nic dziwnego. Każda nagrana Czulym nich płyta to na polskim rynku muuchem przez zycznym duże wydarzenie. Mało jest artystów o tak ugruntowanej pozycji i z tak imponującym dorobkiem, których utwory znają i cenią kolejne pokolenia słuchaczy i krytyków. Kiedy więc Hey wydaje nowy album, grzechem byłoby po niego nie sięgnąć. Zwłaszcza, że uprawiana przez zespół w ostatnich latach żonglerka konwencjami i poszukiwanie nowych brzmień dostarczały dodatkowych emocji. Czym nas zaskoczą? Powrócą do stylistyki znanej z początku kariery czy zupełnie rozkochają w rozedrganej elektronice? Kogo zainspirują swoją płytą? Która z „młodych, oryginalnych i świeżo brzmiących” wokalistek spróbuje być „nową Nosowską”? Najnowszy album zespołu, Hey w filharmonii. Szczecin unplugged, to zapis marcowego koncertu, który odbył się w sali symfonicznej filharmonii w Szczecinie. Budynek tejże filharmonii to architektoniczny majstersztyk, wyróżniony prestiżową międzynarodową nagrodą im. Miesa van der Rohe i uznany za najpiękniejszy w Europie. Muzycy Hey przyznają, że wywarł na nich ogromne wrażenie, a występ w jego murach to spełnienie ich marzeń. „Zwiedzałam go jeszcze, zanim padł pomysł zarejestrowania tam materiału. I wyraziłam wtedy nieśmiałą prośbę do opatrzności o doprowadzenie do sytuacji, w której będziemy mieli możliwość wykonania w tych okolicznościach czegokolwiek. Nie nalegałam, żeby to było coś konkretnego. Tam jest cudownie” – opowiadała Katarzyna Nosowska w udzielonym Gazecie Wyborczej wywiadzie. Dany w tak szczególnym miejscu występ również odbiegał od schematów. Efektem są utrwalone na płycie utwory grupy, przebrane w symfoniczne aranżacje. Podobnych na przestrzeni ostatnich lat słyszeliśmy mnóstwo, ale Hey postanowił wyłuskać z tradycyjnego brzmienia symfoników tylko to, co dla niego było najbardziej interesujące, odrzucając na przykład smyczki. „Próbowaliśmy znaleźć takie instrumentarium, które np. w orkiestrach symfonicznych jest na drugim planie (...) Harfa, dzikie perkusjonalia typu dzwony rurowe, waltornie, które zawsze są skaraniem boskim w orkiestrach, a nam się z nimi bardzo fajnie grało” – mówił odpowiedzialny za aranżacje Marcin Macuk. W nowej odsłonie zaprezentowano zarówno starsze, jak i nagrane stosunkowo niedawno utwory Hey. Jedne i drugie brzmią więcej niż interesująco. Warto posłuchać. KATARZYNA PIENIĄDZ

21


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 22

D

laczego lubimy filmy opowiadające historie, w których bohater walczy z przeciwnościami losu i przezwycięża piętrzące się niepowodzenia? To proste – takie opowieści dają nam nadzieję na wygraną z własnymi słabościami, podbudowują i motywują do działania. Gdy scenariusz filmu oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, wtedy siła jego przekazu trafia do nas ze zdwojoną mocą. Hollywood o tym wie, a w ostatnim czasie i polscy scenarzyści sięgają coraz częściej do prawdziwych historii z gatunku feel good. O tym, że najciekawsze historie pisze samo życie przekonaliśmy się wielokrotnie. Najlepszym dowodem tego są triumfy, które ostatnio święciły filmy „Chce się żyć“ i „Bogowie“. Do tej samej kategorii można zaliczyć najnowszy obraz Jacka Lusińskiego „Carte Blanche“, opowiadający historię pewnego pedagoga, tracącego w wyniku choroby wzrok i ukrywającego ten fakt w obawie przed utratą pracy. Kacper (Andrzej Chyra) jest lubianym i szanowanym przez młodzież nauczycielem historii w jednym z lubelskich liceów. Początkowe problemy ze wzrokiem bagatelizuje i tłumaczy zmęczeniem. Po tym, jak powoduje tragiczny wypadek, dociera do niego, że

22

Po omacku

coś jest nie tak. Badania lekarskie okazują się bezlitosne – powoli i bezpowrotnie traci wzrok. Choroba doprowadza go na skraj załamania nerwowego i próby samobójczej. Kacper jest kawalerem i nie ma żadnej rodziny; praca z młodzieżą jest jego pasją i całym życiem. Gdy dyrektorka szkoły (Dorota Kolak) dodatkowo awansuje go, powierzając mu wychowawstwo klasy maturalnej, jak tonący chwytający się brzytwy postanawia tak długo, jak się da, ukrywać swój problem. Liczy kroki pomiędzy sala-

mi, uczy się topografii pomieszczeń szkolnych, rozmieszczenia przedmiotów, koncentruje się na wrażeniach słuchowych, dokładnie planuje swoje poczynania. Jego determinacja w pracy nad sobą doprowadza do tego, że udaje mu się coś, co wydawałoby się niemożliwe. Nikt nie zauważa jego ślepoty! Trzeba przyznać, że reżyser Jacek Lusiński stworzył dobry warsztatowo film, łączący gatunkowe kino środka z autorską, artystyczną oprawą wizualną. Jest to niewątpliwie zasługa współ-

pracy z operatorem Witoldem Płóciennikiem, który za pomocą filtrów i eksperymentowania z kolorem i ostrością wiarygodnie przedstawił świat widziany oczami osoby stopniowo tracącej wzrok. Zaciemnienia, plamy, rozmazane kontury i przebarwienia powodują, że łatwiej się nam wczuć w tragiczną sytuację głównego bohatera. Kolejnym plusem filmu jest obsada, bezbłędnie dobrana przez reżysera. Chyra gra w sposób zredukowany, niehisteryczny, za pomocą małych, lecz wymownych gestów buduje napięcie, dzięki któremu razem z nim przeżywamy rozterki i boimy się, że zaraz zostanie przyłapany na kłamstwie. Jego przyjaciela brawurowo gra Arkadiusz Jakubik, znów – jak w wielu swych poprzednich rolach – jowialny brat-łata, tym razem z dodatkową dozą praktycyzmu i zimnej krwi. Duże wrażenie wywarła na mnie Dorota Kolak w drugoplanowej, lecz bardzo wyrazistej, jakby skrojonej na jej miarę roli dyrektorki liceum. Podsumowując, film „Carte Blanche“ jest dobrym technicznie, miłym dla oka obrazem, którego historia wzrusza, bawi, napawa optymizmem i daje nam, widzom, sporo do myślenia na temat nas samych. Polecam gorąco! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 23

Słowackie perełki

Weselne miasteczko Na

otoczonym niskimi kamieniczkami rynku panowała ożywiona atmosfera. Odświętnie ubrani ludzie tłoczyli się przed kościołem, a lokalny zespół przygrywał skoczne szlagiery. „Dajte si koláčik” – usłyszałam od pani, wystrojonej w elegancką suknię. „Zoberte si zopár” – poprosiła. Z przyjemnością poczęstowałam się słodyczami. W sobotnie popołudnie w niepozornym słowackim miasteczku spodziewałam się pustki i leniwej atmosfery, tymczasem – ku mojemu zaskoczeniu – w Bytczy, oddalonej o 16 km od Żyliny, było zupełnie inaczej. Do miejscowości o prastarym rodowodzie trafiłam zupełnie przypadkiem. Postanowiłam zatrzymać się na kawę, a załapałam się na ślub, odbywający się w kościele na głównym placu. Zaskoczyła mnie otwartość ludzi, którzy z przypadkowo napotkanymi osobami dzielili się nie tylko szczęściem i radością, ale i smakowitymi wypiekami. Kiedy już się trochę z tym oswoiłam, czekała mnie kolejna miła niespodzianka. Otóż zaledwie kilkanaście kroków od rynku zauważyłam ciekawy budynek. To Pałac Ślubów (Sobášny palác), który okazał się najcenniejszym zabytkiem miejscowości, jedynym swego rodzaju na Słowacji. Pałac Ślubów wybudował bardzo bogaty i wpływowy szlachcic Juraj Thurzo dla swoich 7 córek i syna. Okazały budynek, zaprojektowany przez włoskich mistrzów w celu orWRZESIEŃ 2015

ganizacji ceremonii ślubnych, ukończono w 1601 roku. Wraz z budynkami mieszkalnymi i gospodarczymi stanowił część areału zamkowego i obecnie jest jednym z najważniejszych zabytków renesansowych Europy Środkowej oraz najbardziej imponującą architektonicznie siedzibą feudalną na Słowacji. Po pierwszych właścicielach – Thurzonach – zespół dworski przeszedł w ręce magnackiego rodu Eszterhazych, a później rodziny Popperów. Pałac w przeszłości pełnił także inne role, m.in. spichlerza, składu soli czy budynku administracyjnego sądu okręgowego. W 1950 roku został znacjonalizowany, a dwadzieścia lat później wpisany na Listę narodowego dziedzictwa kulturowego. Dzięki finansowemu wsparciu zarówno regionalnych, jak i  europejskich organizacji Pałac Ślubów został poddany kompleksowej renowacji. Obecnie w jego wnę-

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

trzach ponownie odbywają się śluby, wesela oraz spotkania i imprezy kulturalno-społeczne. W słońcu ściany budynku oślepiają bielą i zachwycają bogatą ornamentyką wokół kamiennych okien i portalu. Nad głównym wejściem zauważyłam napis informujący o celu wybudowania pałacu oraz herb Juraja Thurzo i jego drugiej żony Elżbiety Czobor. Przysiadłam na ławce w otaczającym pałac ogrodzie i obserwowałam młodą parę oraz gości weselnych, gromadzących się przed wejściem do budynku, któremu przywrócono oryginalny wygląd z XVII wieku. „Kolejny ślub w Bytczy! Co za weselne miasteczko” – pomyślałam. Huczne wesela organizowane tutaj dawniej wspominają kronikarze, wymieniając m.in. rodzaje i ilości produktów, wykorzystywanych do przygotowania wykwintnych weselnych dań. I tak np. podczas wesela Judity

Thurzovej z Andrejem Jakušicem użyto m.in. 5365 jaj, 2300 pstrągów, 784 kur, 525 kuropatw, 419 gęsi, 188 zająców, 156 jagniąt. Uroczystości trwały zazwyczaj 2 tygodnie. Na ceremonię weselną córki Juraja Thurzy, Barbary, przybyło 186 wysokiej rangi dostojników państwowych i kościelnych wraz z rodzinami i służbą, a całkowita liczba gości wyniosła 2621 osób i 4324 koni. Warto wspomnieć, iż Juraj Thurzo wyprawił w Pałacu Ślubów wesela wszystkim swoim dzieciom. Pałac Ślubów to nie tylko klejnot Bytczy i duma jej mieszkańców, ale także kulturalny i historyczny skarb Słowacji, który po prostu trzeba zobaczyć. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 23


Monitor09:2015 08/09/15 10:43 Page 24

60 lat

Pałacu

Kultury i Nauki

stawy, kiermasze i targi, jak np. odbywające się od 1958 roku Międzynarodowe Targi Książki. W budynku mieści się m.in. sala konferencyjno-widowiskowa na 3000 osób (Sala Kongresowa), Muzeum Techniki, Muzeum Ewolucji PAN, kino oraz basen. Sala Kongresowa była miejscem największych wydarzeń kulturalnych w powojennej Warszawie. Na jej scenie występowali najsłynniejsi polscy i zagraniczni artyści, np. The Rolling Stones, Marlena Dietrich czy Jan Kiepura. To właśnie tu, w 1965 r. swoją kolekcję zimową prezentował Dom Mody Christiana Diora. Sala Kongresowa była też świadkiem znaczących wydarzeń z najnowszej historii Polski, w tym ostatniego zjazdu PZPR czy finałowej gali wyborów Miss World. Na 30. piętrze, na wysokości 114 metrów znajduje się taras widokowy, z którego rozpościera się wi-

Od

lat jest symbolem Warszawy i dominującym budynkiem stolicy. Jednych zachwyca i cieszy, że został wpisany na listę zabytków, inni go nienawidzą i domagają się jego zburzenia. Pałac Kultury i Nauki (PKiN) w lipcu obchodził 60 lat.

Zbudowany został według projektu radzieckiego architekta Lwa Rudniewa i przekazany Polakom 22 lipca 1955 jako dar od narodu radzieckiego. Pomysłodawcą jego postawienia był Józef Stalin. Przy jego budowie w latach 19521955 pracowało ok. 3500 robotników radzieckich. Podczas prac 16 z nich zginęło – według miejskich opowieści ich ciała zostały zamurowane w fundamentach budynku. Stojący na placu Defilad Pałac Kultury i Nauki ma 3288 pomieszczeń na 42 kondygnacjach i mierzy 237 metrów. Budynek miał początkowo jasną fasadę, która została wykonana ze spieków ceramicznych w kolorze piaskowca, produkowanych w fabryce na Uralu. Detale budynku i płaskorzeźby wykonano z wapienia, granitu, piaskowca i marmuru. Je szcze przed oddaniem do użytku, dwa dni po śmierci Stalina, wspólną uchwałą Rady Państwa i Rady Ministrów PRL nadano budynkowi oficjalną nazwę: Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. 24

Na uwagę zasługują ciekawe pomieszczenia budynku, pełne dzieł sztuki autorstwa polskich artystów, tj. obrazy, meble, ceramiczne żyrandole i szklane kinkiety. Do dziś w olbrzymich wnętrzach pałacowych organizowane są różnego rodzaju wy-

dok na całe miasto. Niestety po serii samobójczych skoków, które miały miejsce w 1956 r., taras okratowano. Wiele pałacowych pomieszczeń nie jest udostępnionych, a teorie spiskowe o labiryncie tajnych przejść w podziemiach budowli żywo poruszają wyobraźnią Polaków. Kontrowersyjna budowla przez wiele lat inspirowała polskich twórców literackich i filmowych, pojawiając się niemal w każdym filmie, którego akcja toczyła się w Warszawie. Zobaczyć ją można w takich filmach, jak „Miś”, „Rozmowy kontrolowane”, „Ekstrady cja” czy „Hacker”. Pokazany został także w japońskim filmie animowanym „Sky Crawlers”. Pałac Kultury i Nauki przetrwał różne przemiany polityczne i ustrojowe. Ozdabiały go zarówno symbole stalinizmu, jak i niebieska flaga EU. W 1987 roku odprawił pod nim mszę św. papież Jan Paweł II. Budynek ma już 60 lat jednak i wciąż budzi emocje MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 25

zarówno mieszkańców Warszawy, jak i większości Polaków. Jego przeciwnicy traktują go jako symbol zniewolenia i podporządkowania narodu polskiego ZSRR. Pojawiały się koncepcje zasłonięcia go biurowcami, a nawet zburzenia. Zwolennicy budynku twierdzą natomiast, że jest on nieodłącznym symbolem polskiej stolicy, połączeniem współczesności z przeszłością, przestrzenną ikoną Warszawy na trwałe wpisaną w krajobraz miasta. Za zabytek pałac uznano 2 lutego 2007 r. Spowodowało to oburzenie wielu osób ze świata kultury, nauki i mediów. Czy tego chcemy, czy nie, Pałac Kultury i Nauki jest obecny na pocztówkach, zdjęciach, w filmach i programach telewizyjnych. Paryż ma wieżę Eiffla, Pisa swoją krzywą wieżę, Nowy Jork szczyci się Empire State Building, a Warszawę wyróżnia Pałac Kultury i Nauki. Nie burzmy tego, co już mamy! Doceńmy i promujmy ten wyjątkowy, choć kontrowersyjny symbol Warszawy. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ZDJĘCIE: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

WRZESIEŃ 2015

POLAK POTRAFI

M

arzyła o modelingu, ale zbyt niski wzrost okazał się przeszkodą nie do pokonania. Nie załamała się, tylko wyznaczyła sobie inne cele. Zjawiskowo ładna, z powodzeniem startowała w konkursach piękności, a przy okazji zwiedzała świat. Trzy lata temu wzięła udział w wyborach Supermodel International, organizowanych w Tajlandii. Poproszona o zaprezentowanie swojego największego talentu, bez wahania postawiła na taniec. Autorski układ do muzyki Michaela Jacksona zachwycił publiczność i… jednego z producentów filmowych z Bollywood. Tak w telegraficznym skrócie można opisać początek filmowej kariery urodzonej w Bielsku-Białej Natalii Janoszek. Dziś, w wieku 25 lat, jest ona jedną z największych gwiazd Bollywood, z licznymi nagrodami na koncie, prywatną limuzyną i sześcioma ochroniarzami. Hinduska publiczność pokochała ją za film Dreamz (2012). Wcieliła się w nim w Afreen, wykorzystywaną seksualnie uciekinierkę z Afganistanu. Później był Flame (2013), w którym zagrała Brytyjkę Elenę. Ta rola przyniosła jej hinduską nagrodę dla aktora młodego pokolenia i sprawiła, że trafiła na szczyt listy największych nadziei Bollywood. Jakby tego było mało, dzięki występom w Indiach trafiła do… Hollywood. Wspomniany Dreamz był pokazywany podczas festiwalu w Cannes, gdzie obejrzał go jeden z amerykańskich producentów i zachwycony występem Janoszek zaprosił ją do Los Angeles

Polka

w Bollywood na zdjęcia próbne. Horror Death Rang, do którego obsady dołączyła, jest w trakcie realizacji. Brzmi jak sen? Natalia Janoszek cieszy się z osiągniętego sukcesu, możliwości spełniania marzeń i uwielbienia, jakim darzą ją fani, ale przekonała się również, że życie w zdominowanych przez mężczyzn i tradycję Indiach ma ciemniejszą stronę, z którą trudno jej się pogodzić. Zdjęcia trwają nawet dwadzieścia godzin. Zaczynają się przed wschodem słońca, zanim zrobi się gorąco. Czasem przez miesiąc mieszkam na odludziu, w przyczepie albo tanim hoteliku. Nie protestuję, tam z nikim się nie pieszczą – mówiła w wywiadzie dla magazynu Twój Styl. – Zaskakują mnie też różnice kulturowe. Jest przerwa na posiłek, dwie osoby siadają przy osobnym stole. Mówię: „Chodźcie do nas, dlaczego sami siedzicie?”. I jestem gromiona wzrokiem przez ludzi przy moim stole. Bo przecież tamci są z innej kasty! Nie szkodzi, że pracujemy razem, jeść mają osobno – opowiadała. I pewnie dlatego, pytana o to, gdzie widzi się za pięć lat, bez namysłu wskazuje na Warszawę. Dodaje też, że jej ogromnym marzeniem jest zagrać w polskim filmie. Póki co, korzysta ze zdobytej w Indiach popularności i przygotowuje się do podjęcia nowych wyzwań. Na razie jadę do Indii na spotkanie z producentem Madhurem Bhandarkarem i reżyserem Imtiasem Alimem – to dwa znane nazwiska. Dostaję kolejną szansę – powiedziała. KATARZYNA PIENIĄDZ 25


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 26

Ch

oć od wejścia Polski i Słowacji do strefy Schengen minęło już prawie 8 lat, wciąż brakuje miejsc, w których granicę można wygodnie przekroczyć pieszo lub rowerem poza dawnymi przejściami granicznymi. Powoli się to jednak zmienia, zwłaszcza na Podtatrzu, gdzie dzięki euroregionowi „Tatry” realizowany jest projekt stworzenia sieci tras rowerowych wokół naszych wspólnych gór. Docelowo w ramach tego ogólnego, tzw. parasolowego projektu, składającego się z kilkunastu mniejszych, ma powstać cała sieć asfaltowych i szutrowych ścieżek rowerowych na obszarze Podhala, Orawy, Spisza i Liptowa. Łącznie kilkaset kilometrów – w różnych wariantach, z wieloma odgałęzieniami. W ciepłych miesiącach szlaki te mają służyć rowerzystom i rolkarzom, zimą – narciarzom biegowym. Zaletą całego projektu ma być między innymi odciążenie samych Tatr, gdzie na niektórych trasach wysokogórskich bywa w wakacje tłoczno niczym na zakopiańskich Krupówkach czy bratysławskiej ulicy Michalskiej. Większość projektowanych oraz już zrealizowanych tras prowadzi bowiem w pewnym oddaleniu od Tatr – zwłaszcza po polskiej stronie, gdzie poprowadzono je głównie w powiecie nowotarskim, pozostającym

26

Z Nowego Targu do Trsteny

row erem lub n a ro lkac h

w tyle za zatłoczonym i popularnym powiatem tatrzańskim. I podczas gdy większość z projektowanych tras wciąż widnieje tylko na mapach, jedna z nich już doczekała się realizacji. Mowa o 35-kilometrowej ścieżce rowerowo-rolkowej, łączącej Nowy Targ ze słowacką Trsteną i prowadzącej śladem dawnej, zlikwidowanej w 1989 roku linii kolejowej. W momencie pisania tego artykułu trasa nie została jeszcze oficjalnie oddana do użytku, chociaż była już gotowa w ponad 99% (włącznie z tabliczkami informacyjnymi, ławkami itp.) i czekała jedynie na kosmetyczne poprawki. W tym miejscu warto wspomnieć, że sam pomysł poprowadzenia ścieżki rowerowej w miejscu dawnego torowiska był dosyć kontrowersyjny – jako al-

ternatywę wobec niego proponowano odbudowę torów i ustanowienie nowego połączenia kolejowego między Polską a Słowacją, których to połączeń ciągle brak. Temat ten pojawiał się w ostatnich latach kilkukrotnie: najpierw zaraz po wejściu naszych krajów do UE, później podczas dyskusji o wspólnych, niedoszłych polsko-słowackich igrzyskach w 2022 roku. Zdecydowano jednak inaczej i otwarcie ścieżki rowerowej oznacza koniec złudzeń, że pomiędzy Nowym Targiem i Orawą znów pojadą pociągi, które pojawiły się tu dzięki prywatnej inwestycji hrabiego Zamoyskiego jeszcze w czasach Austro-Węgier. Linia kolejowa była bardzo używana w dwudziestoleciu międzywojennym, zwłaszcza w ruchu towarowym. Podczas wojny jej granicz-

ny odcinek został zniszczony, w efekcie czego słowa ckie pociągi jeździły tylko do Suchej Hory, a polskie do Podczerwonego. Mimo to aż do lat 80. pociągi były pełne – korzystali z nich zwłaszcza robotnicy, dojeżdżający do fabryk przy nieistniejącej dziś stacji Nowy Targ Fabryczny oraz w Pod czerwonem. O kolejowej historii tego szlaku możemy się zresztą przekonać naocznie. Przy trasie znajdują się dość dobrze zachowane ruiny dawnych stacji Nowy Targ Fabryczny, Czarny Dunajec, Podczerwone, Sucha Hora i Liesek, a na trasie znajdziemy tablicę informacyjną, poświęconą historii tej niezwykłej linii kolejowej. Obecna trasa dostarczy nam wielu atrakcji i zadowoleni z niej będą zarówno rowerzyści, jak i rolkarze. Szlak już teraz cieszy się ogromną popularnością, mimo że jeszcze nie został oficjalnie oddany do użytku. Jego zaletą jest to, że jest totalnie odizolowany od ruchu samochodowego, a więc bezpieczny. Na całej trasie położony jest asfalt, co oznacza, że od samego Nowego Targu do Trsteny da się ją przejechać także na rolkach. Polski i słowacki odcinek szlaku bardzo się od siebie różnią. W Polsce jest raczej płasko, trasa wiedzie przeważnie wzdłuż szosy i pięciu wsi, a po drodze spotkać można kilka sklepów, stacji benzynowych i restaurację. Słowacki odcinek jest natomiast dziki, pochylony i bardzo malowniczy. To, co łączy oba odcinki to piękne, niepowtarzalne widoki na majaczące w oddali Tatry. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 27

słowacja

wygrała

?

jaguara

W

Polsce informacja, iż Jaguar Land Rover może wybudować swoją fabrykę nad Wisłą, pojawiła się dopiero kilka dni przed ostateczną decyzją koncernu, kiedy to wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński powiedział: „Prowadzimy rozmowy z poważnym partnerem z sektora motoryzacyjnego. Chodzi o inwestycję wartą 1,7 mld funtów, budowę fabryki samochodów kategorii premium“. Nie chciał jednak zdradzić, o którą markę aut chodzi, i zastrzegł, że „nie będziemy licytować się z innymi konkurentami za wszelką cenę“. Media informowały, że inwestycja koncernu Tata mogłaby trafić do Jawora. Powstaje tam Dolnośląska Strefa Aktywności Gospodarczej, która będzie obejmować ponad 460 ha. To jeden z największych obszarów inwestycyjnych w Polsce, zlokalizowany tuż obok budowanej trasy ekspresowej S3 jako podstrefa Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Gdy 11 sierpnia poinformowano, iż Jaguar wybrał Słowację, polski wicepremier stwierdził: „Dzisiaj sytua cja naszej gospodarki jest taka, że nie walczymy o każdego inwestora za ka żdą, nawet tak bardzo wysoką cenę. Twierdzimy, że polski sektor motoryzacyjny i gospodarka mają na tyle atrakcyjne atuty, że nie musimy przepłacać, szczególnie przy lokalizacji inwestycji typu montownia. Dlatego podjęliśmy decyzję, że nie będziemy się ścigać z naszymi przyjaciółmi ze Sło WRZESIEŃ 2015

wacji na kolejnym etapie negocjacji”. Piechociński nie chciał podać konkretnych kwot, ale w jednym z wywiadów nieopacznie zdradził, iż rząd w Bratysławie zaproponował inwestorowi różnego rodzaju ulgi i ułatwienia o wartości przekraczającej nawet pięciokrotnie ofertę z Warszawy. Ile rzeczywiście słowacki rząd dopłaci do tej inwestycji, dowiemy się już wkrótce – Robert Fico musi bowiem uzyskać zgodę Unii Europejskiej na dotację z budżetu państwa, przeznaczoną dla inwestorów zagranicznych w celu zachęcenia ich do inwestowania na Słowacji. W mojej ocenie kluczowe w wypowiedzi wicepremiera Piechocińskiego jest użycie przez niego określenia „montownia”. Bo żeby była pełna jasność – na Słowacji nie ma fabryk samochodów, lecz ich montownie. Czy li miejsca, gdzie się auta montuje, czyli składa z części pochodzących od producentów z całego świata. A w tej branży w wielu dziedzinach prym wiodą polskie firmy, np. produkujące instalacje elektryczne. Dla wielu z nich nowa motoryzacyjna montownia,

obojętnie gdzie zlokalizowana, to dodatkowe zamówienia i zyski. Jest i drugi, o wiele ważniejszy aspekt, czyli funkcjonowanie montowni. Ludzie tam pracujący codziennie przy taśmie i wykonujący przez tygodnie, miesiące i lata tylko jedną czynność zamieniają się w maszyny. To nie przypadek, że w takich miejscach zatrudnia się coraz więcej psychologów. Montownie funkcjonują w naszej części Unii Europejskiej, bo oferujemy równie dobrych, jak nie lepszych, wykształconych techników i inżynierów, którzy zadawalają się o wiele niższą płacą niż ich koledzy z Zachodu. Tyle że wcześniej czy później będą oni chcieli zrównania zarobków, a gdy UE poszerzy się na wschód i tam będzie tania siła robocza, koncerny nie będą się zastanawiać; mury nowych montowni powstaną tam w ciągu roku, dwóch lat, a ich wyposażenie będzie pochodzić z działających dziś u nas zakładów. Warto też pamiętać o prognozach demograficznych – już za 5 lat w Pol sce (na Słowacji pewnie też) nie będzie bezrobocia, bo będzie więcej wolnych miejsc pracy niż chętnych do jej podjęcia. Gwałtownie rośnie liczba emerytów (bo żyjemy coraz dłużej), rodzi się mniej dzieci, a młodzi Polacy i Słowacy emigrują, w efekcie czego już dziś w niektórych miejscowościach w Polsce mamy tzw. rynek pracobiorcy, co oznacza, iż pracowników jest mniej niż ofert pracy i dlatego to oni zaczynają stawiać warunki zatrudnienia. A dlaczego piszę o tym w artykule o Jaguarze? Bowiem ze względu na stopę bezrobocia poszczególnych słowackich województw nie mogę zrozumieć lokalizacji tejże inwestycji – gdyby to była zielona łąka między Preszowem a Koszycami, to byłby to strzał w dziesiątkę… Ale Nitra? DARIUSZ WIECZOREK

27


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 28

Żegnaj świnko!? N

iedawno polskie media obiegła informacja, iż… nie ma już świnki morskiej. Nie, na szczęście nie wyginęła, jak wiele innych gatunków – ot, po prostu zmieniła tylko swoją nazwę. Właściwie to nie miała w tym względzie nic do powiedzenia, gdyż nazwę jej zmienili naukowcy, którzy w wydanej w roku 2015 przez Muzeum i Instytut Zoologii PAN w Warszawie publikacji, zatytułowanej „Polskie nazewnictwo ssaków świata”, zwierzę, którego łacińska nazwa brzmi Cavia porcellus, a które powszechnie jest, a raczej było znane pod nazwą świnka morska, zostało opisane jako… kawia domowa. Informacja ta zbulwersowała nie tylko miłośników świnki morskiej, ale i zwykłych użytkowników języka. I raczej nie pomogły argumenty naukowców, że zmiana nazwy jest tylko efektem próby naprawienia wcześniejszej pomyłki tłumaczeniowej i wyrównania nazewnictwa całej grupy zwierząt należących do rodzaju Cavia. Większość społeczeństwa tę zmianę oceniła jako zbędną, totalnie niepotrzebną. Kto ma rację? Cavia porcellus to niewielki gryzoń pochodzący z Ameryki Południowej, udomowiony przez tamtejszych Indian już 5 tys. lat temu. Inkowie hodowali go nie tyle dla jego urody i towarzystwa, ale… dla mięsa, które w Boliwii, Argentynie czy Peru do dziś, niestety, stanowi ważny składnik regionalnej kuchni. W Europie, dokąd przywieziono go w wieku XVI, hodowany jest tylko jako zwierzę domowe, towarzyszące człowiekowi. Nazwanie tegoż zwierzęcia świnką wynikło wskutek błędnego tłumaczenia nazwy hiszpańskojęzycznej na angielską (guinea pig), a z języka angielskiego na poszczególne języki narodowe – ang. pig ‘świnia’. Niektórzy tę nazwę uzasadniają też fizycznym podobieństwem świnki morskiej, przepraszam, kawii do świni – chodzi o proporcje głowy wobec reszty ciała, krótką szyję i zaokrąglony zad. Zwolennicy tej drugiej, wątpliwej teorii pochodzenia nazwy twierdzą ponadto, że oba gatunki większość czasu spędzają na jedzeniu, co jeszcze bardziej je do siebie zbliża. A ponadto jedne i drugie zwierzęta wydają podobne dźwięki. 28

Dawną nazwę gryzonia dopełniało określenie „morska”. I ono także nie znalazło aprobaty specjalistów od systematyki zwierząt (nie od języka!). Skąd się wzięło? Jedni twierdzą, że to także pomyłka, bowiem powinno brzmieć „zamorska”, jako że przywieziono ją zza morza, inni uważają, że jest to efekt przyswojenia sobie staroniemieckiej nazwy tegoż zwierzęcia merswin, co oznaczało pierwotnie ‘delfin’; ponoć zwierzęta te wydają dźwięki podobne do tych emitowanych właśnie przez delfiny. A jeszcze inni twierdzą, że „morska”, ponieważ dawniej żaglowce płynące do Nowego Świata zabierały ze sobą w morską podróż duże zapasy świnek, jako… źródło świeżego mięsa. Jak zwał tak zwał, wiadomo jednak, że gryzoń ten nie jest ani świnką, ani morską. Ale czy to powód, by zmieniać jego nazwę? W języku mamy przecież wiele przykładów nieadekwatnych czy nieuzasadnionych nazw. Jako przykład niech posłużą Indianie, którzy z Indiami nie mają nic wspólnego, a których tak nazwał Krzysztof Kolumb, wierząc, że dotarł do Indii. Oczywiście nazwa tego ludu nie wszędzie jest akceptowana – w Kanadzie  oficjalnie są to  First Nations (‘Pierwsze Narody’), zaś w USA  Native Americans (‘Tubylczy lub Rdzenni Amerykanie’) lub First Americans (‘Pierwsi Amerykanie’). Zresztą, nie ma o co kruszyć kopii, niech w systematyce zwierząt Cavia porcellus nazywa się kawią domową, tak jak np. awokado smaczliwką, mlecz mniszkiem lekarskim a wieloryb waleniem. Dla szerokiego grona użytkowników języka nadal to jednak będzie świnka morska. Ci, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się nowej nazwie, mogą dołączyć do grona jej zwolennków, którzy założyli nawet profil „Obrońmy świnkę morską” na jednym z portali społecznościowych. I właśnie na tym profilu znalazłam taki oto wierszyk autorstwa Marcelego Szpaka, który na koniec przytaczam: Proszę państwa, oto kawia. Chętnie z wami porozmawia Nie chce gadać, fochy czyni? Zwyzywajcie ją od świni. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

Przyjaźń bez granic w Trenczynie Zapraszamy klubowiczów oraz ich przyjaciół ze wszystkich regionów Słowacji na XIII spotkanie w ramach międzynarodowej imprezy kulturalnej pod hasłem „Przyjaźń bez granic 2015“, która odbędzie się 12 września (sobota) w Trenczynie. Jej rozpoczęcie odbędzie się na rynku miasta o godz. 14.00, kiedy to wystąpi zespół regionalny „Nasz Tata“ z Chrzanowa koło Krakowa. Następnie o godz. 16.30 w Centrum Seniorów (siedziba klubu) uczestnicy imprezy oraz miłośnicy rękodzieła wezmą udział w uroczystym wernisażu koronki klockowej. Autorkami prezentowanych dzieł są członkinie stowarzyszenia LUD-ART z Krakowa oraz Słowaczka z Trenczyna Katarina Vozariková. Ta interesująca wystawa, zatytułowana „Tradycja i współczesność“, będzie udostępniona zwiedzającym do końca października br. Imprezą towarzyszącą wystawie będzie festiwal „Pod trenczyńską bramą“. Będzie też wspólne biesiadowanie i wspólna zabawa.

Życzenia Piętnastego sierpnia w Bratysławie urodziła się Antonina Bogna Reško. Szczęśliwym rodzicom – Bognie Zając i Milanowi Reško – gratulujemy, a Tosi życzymy samych pogodnych dni! Przyjaciele z Klubu Polskiego

W dniu 1 sierpnia pod Dunajską Stredą zawarli związek małżeński Beata Wojnarowska oraz Piotr Starosielec. Nowożeńcom życzymy szczęścia i spełnienia marzeń. Przyjaciele z Klubu Polskiego MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 29

Koncert polskiej muzyki organowej w Nitrze Klub Polski Nitra serdecznie zaprasza na VIII edycję koncertu organowego muzyki polskiej, który odbędzie się 20 września o godzinie 16.00 w katedrze św. Emerama. Przed koncertem, o godzinie 15.00 odbędzie się msza w języku polskim, na której mile widziani będą wszyscy.

Szkolenie współpracowników „Monitora Polonijnego“ Redakcja „Monitora Polonijnego“ zaprasza swoich współpracowników oraz osoby, które chciałyby nimi zostać, na warsztaty dziennikarskie, które odbędą się 3 października (sobota) w godz. od 10.00 do 16.00 w Domu Kultury przy ul. Vajnorskiej 21 w Bratysławie. Tegoroczne szkolenie, podobnie jak dwie poprzednie edycje, poprowadzi mgr Alina Kietrys – publicysta, nauczyciel akademicki z Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego. W programie między innymi: w jaki sposób zdobywać informacje, pisać i redagować, czego unikać i jak weryfikować źródła, na co zwracać szczególną uwagę (m.in. w reportażu). Na zajęcia złożą się wykłady oraz ćwiczenia praktyczne. Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie się pod adresem e-mail: mwobla@gmail.com do 1 października (ewentualnie telefonicznie: 0905623064).

Szanty na Dunaju Klub Polski Bratysława organizuje lubianą imprezę integracyjną. Początek rejsu statkiem Martin z Bratysławy do Čunova został zaplanowany na 26 września (sobota) godz. 13.00. Na pokładzie będzie można skosztować śledzi przyrządzonych na rożne sposoby, a także innych przekąsek. Uczestników prosimy o wzbogacenie naszego szwedzkiego stołu o wypieki własne – tak słodkie, jak i słone. Hitem tegorocznej imprezy będzie szantowy zespół muzyczny „Zejman I Garkumpel“, którzy zaproszą na rejs muzyczny pt. „Od Cape Horn po Dunaj“. Mirek „Koval” Kowalewski i Zbigniew Murawski będą grać, śpiewać i czuwać nad wspólnymi tańcami egzotycznymi, zabawami i konkursami, epatując słuchaczy niepowtarzalnym instrumentarium! Koszt imprezy to 10 euro od osoby dorosłej, 5 euro od dzieci do lat 15. Dla Klubowiczów opłacających składki opłata jest obniżona do 5 euro; ich dzieci mają wstęp bezpłatny. Osoby chcące wziąć udział w przedsięwzięciu prosimy o zgłaszanie się pod adresem:  kasiaklub.ba@gmail.com. Dodatkowe informacje są aktualizowane na stronie facebookowej Klubu Polskiego Bratysława oraz na stronie www.polonia.sk.

W Y B Ó R Z P R O G R A M U I N S T Y T U T U P O L S K I E G O W R Z E S I E Ń 2 015 Ë 7SEM: MARCIN BERDYSZAK

9 – 19 września, Bratysława, Gorazdova 31 W ramach projektu Międzynarodowe Sympozjum Sztuki Hommage a Erna Masarovičová Ë TACY JESTEŚMY: PROMNI

10 – 13 września, Maláš, Levice, Šahy, Želiezovce, Ipeľský Sokolec • Na 8. Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym Tacy jesteśmy w Levicach i jego okolicach wystąpi polski zespół muzyki ludowej Promni Zofii Solarzowej z Warszawy. • www.promni.pl, www.roslevice.sk Ë A. TREBATICKÝ: DOBRY WIDZ

11 września, Bratysława, Instytut Polski, okna od ul. Klobučníckiej • Wystawa fotografii autorstwa „dobrego widza“ Andreja Trebatickiego, dokumentującego działalność instytucji kulturalnych w Bratysławie, w tym Instytutu Polskiego. Wystawa potrwa do 2 października. Ë MIĘDZYNARODOWA KONFERENCJA

ARTEROTERAPEUTYCZNA: W. KAROLAK 11 – 12 września, Bratysława, Uniwersytet Komeńskiego, Gondová 2 OZ ARTE i Katedra Pedagogiki Uniwersytetu Komeńskiego organizują drugą międzynarodową konferencję arteroterapeutyczną z udziałem prof. Wiesława Karolaka. bratislava2015.wix.com/artekonferencia WRZESIEŃ 2015

Ë SAM NA SCENIE: A. SKUBIK

12 września, godz. 19.00, Trenczyn, Klub Lúč, Kniežaťa Pribinu 3 • Międzynarodowy festiwal teatrów jednego aktora. www.klubluc.sk Ë TEXTILE ART OF TODAY

17 września, godz. 18.00, Bratysława, Zamek, Zámocká ul. • Międzynarodowa objazdowa wystawa tkanin artystycznych. www.textileartoftoday.com Ë DIVADELNÁ NITRA: NOWY TEATR -

APOKALIPSA 24 września, godz. 18.30, Nitra, Teatr Andreja Bagara, Svätoplukovo nám. 4 Międzynarodowy Festiwal Divadelná Nitra otwiera spektakl Tomasza Śpiewka, zatytułowany Apokalipsa, w wykonaniu warszawskiego Nowego Teatru i reżyserii Michała Borczucha. www.nowyteatr.org Ë EUROPEJSKI DZIEŃ JĘZYKÓW

25 września, godz. 09.00 – 13.00, Bratysława, Hviezdoslavovo nám. Na straganach różnych zagranicznych instytucji będzie się można wiele dowiedzieć na temat języków i kultur europejskich. W sąsiadującym kinie Mladosť (Hviezdoslavovo nám. 17) ponownie będzie można zobaczyć filmy krótkometrażowe, w tym Hosannę Katarzyny Gondek.

Ë BITWA POD WIEDNIEM W 1683 ROKU

25 września, godz. 17.30, Bratysława, Instytut Polski, nám. SNP 27 Wykład na temat bitwy pod Wiedniem z 1683 roku w kontekście podbojów tureckich w Królestwie Węgierskim 26 września, Bratysława, kościół franciszkanów, Rudnayovo nám., Hviezdoslavovo nám., Tyršovo nábrežie Wspomnienia o jednej z największych bitew wojennych w historii Europy Środkowej, bitwie pod Wiedniem www.bos-bratislava.sk Ë DZIKIE POLA. HISTORIA

AWANGARDY WROCŁAWIA 29 września, Koszyce, Kunsthalle / Art Hall, Rumanová 1 • Wystawa zorganizowana przez Muzeum Współczesne we Wrocławiu • www.k13.sk Ë BASS FEST 2015: JACEK N. MEIRA

1 października, godz. 21.00, Bańska Bystrzyca, Koncertná sála J. Cikkera, nám. SNP • W ramach koncertów BASS FEST + 2015 w projekcie Bass Friends przedstawi się wspaniały polski kontrabasista Jacek Niedziela Meira wraz z muzykami słowackimi – Jurajem Grilákiem i Robertem Raganem. www.slovakdoublebassclub.com 29


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 30

Z „nieludzkiej ziemi” ❷

W

poprzednim numerze „Monitora“ opisałam swoje wczesne dzieciństwo i częste przeprowadzki w ramach Związku Radzieckiego. Można by więc rzec, że byłam (jestem?) wciąż w drodze. Moja droga do Archangielska była nietypowa jak na losy polskie. W naszej historii i świadomości to miasto jest jednym z symboli „nieludzkiej Ziemi”. W latach czterdziestych zesłano tu dziesiątki tysięcy Polaków. Wielu zostało tu na zawsze. Tymczasem dla mojej rodziny, wówczas zwykłych obywateli Związku Radzieckiego, było to kolejne miejsce zamieszkania i pracy.

Archangielsk Koniec wakacji i powrót na mroźny, niegościnny Kołgujew. Na szczęście nie było tam szkoły, więc do pierwszej klasy poszłam na Litwie. Do drugiej w miasteczku Miezeń, leżącym daleko na północy, na granicy tundry i tajgi. Potem kolejna przeprowadzka i trzecią klasę rozpoczęłam w Archangielsku, który na długie lata stał się moim miastem. Tu skończyłam szkołę, studia i tu przez lata pracowałam w moim ukochanym zawodzie wykładowcy uniwersyteckiego.

Wewnętrzna podróż na „Wyspę szczęścia” Lecz zanim to wszystko nastąpiło, odbyłam swoją wewnętrzną podróż do Polski. Oczywiście o praw-

dziwym wyjeździe nie mogłam nawet marzyć. Byłam przecież córką radzieckiego oficera. Z zazdrością czytałam listy swojej koleżanki z Litwy, która jeździła już do Polski. Podczas wakacji oglądałam przywiezione stamtąd cudowne rzeczy. Wśród nich była książka „Wyspa szczęścia”. Wiedziałam, że jest o miłości, i tak bardzo chciałam ją przeczytać, że nie było innego wyjścia, jak nauczyć się czytać po polsku. Babcia pięknie wykaligrafowała mi alfabet i wytłumaczyła, jak czytać te wszystkie dziwne litery z ogonkami i kreskami. I stało się! Od tamtej pory czytam po polsku. Pokochałam polską poezję. W szkole w Archangielsku było mi nawet żal koleżanek i kolegów, którzy nie mogli jej poznać tak jak ja. Polska i jej kultura przyszła do mnie poprzez książki. Dzięki nim poczułam się Polką, a dzięki rodzicom w radzieckim dowodzie osobistym w rubryce „narodowość“ miałam wpisane: „polska“.

Odkrycie innych Polaków Nadszedł pamiętny rok 1991. Zniknął Związek Radziecki. Skądś dowiedziałam się, że z Petersburga przyjedzie do nas, na północ, polski ksiądz i odprawi mszę. Poszłam na nią i odkryłam, że w Archangielsku są Polacy. Poznałam ludzi, którzy 30

tak jak i ja interesowali się Polską i jej kulturą. Niespodziewanie dla mnie samej okazało się, że w całym mieście to ja mówię po polsku najlepiej. I tak rozpoczął się mój długi romans z Polonią. To były w Rosji zupełnie inne czasy niż dziś. Lata dziewięćdziesiąte nie zapisały się w pamięci Rosjan najlepiej. Było biednie, głodno i niebezpiecznie, lecz były to czasy wolności i swobody działania, a władze były otwarte na różne inicjatywy obywatelskie.

Pierwsza konfrontacja Pierwszy raz zawitałam do Polski w roku 1995 jako opiekunka dzieci na polonijnych koloniach. Najbardziej obawiałam się momentu konfrontacji z… językiem polskim. Bałam się otworzyć usta. Co innego być najlepszą tam, gdzie nikt nie mówi poprawnie, a co innego tu, gdzie wszyscy mówią po polsku. Przełamałam się dopiero po dwóch tygodniach. Było ognisko, zabawa, coś dla kurażu i nagle… popłynęła ze mnie polszczyzna.

Złowrogi cień Z czasem zostałam prezesem Archangielskiej Organizacji Polo nijnej. MONITOR POLONIJNY


Monitor09:2015 08/09/15 10:44 Page 31

Dużo zrobiliśmy dla zbliżenia Polski i Rosji. Propagowaliśmy polską kulturę wśród mieszkańców północy, organizowaliśmy kursy językowe, współpracę naukową. Ze wszystkich sił staraliśmy się unikać polityki, lecz polityka o nas nie zapomniała. Kłopoty się zaczęły, gdy jako organizacja zajęliśmy się poszukiwaniem śladów polskich zesłańców. Trafiło ich tutaj ponad 50 tysięcy i z każdego zakątka naszego obwodu – który jest wielkości Francji – dochodziły do nas sygnały o polskich cmentarzach, grobach, krzyżach. Rozpoczęliśmy poszukiwania, staraliśmy się dotrzeć do archiwów. Udało się nam postawić trzy pomniki, kilka krzyży, uporządkować cmentarze. Lecz to nie były już lata dziewięćdziesiąte. Nad naszą działalnością pojawił się złowrogi cień służb specjalnych. W lokalnej prasie ukazały się napastliwe artykuły. Coraz trudniej było działać. Nasi członkowie, będący na państwowych posadach, odsuwali się od Polonii.

Repatriacja Pierwsza myśl o repatriacji pojawiła się – co znamienne – podczas podróży do Smoleńska na uroczystości katyńskie w roku 2010. Decyzja nie przyszła łatwo. W Rosji przeżyłam ponad trzydzieści lat. Tu mam rodzinę, przyjaciół, tu chodziła do szkoły moja córka. Mimo wszystko zdecydowałam się. Od trzech lat jesteśmy w Polsce. Realizuję swoje marzenia – zajmuję się pracą naukową, robię doktorat na jednej z warszawskich uczelni. Naszym domem jest akademik. Córka przechodzi trudny wiek dojrzewania i stara się oswoić z nową rzeczywistością. Dziś nie mam już złudzeń. Nie tak miało być. Przekonałam się, że codziennego szarego życia nie zbuduje się z wielkich idei, z Polski, z jej historii, z obietnic i nadziei… ALBINA JEGOROWA z Archangielska WRZESIEŃ 2015

Czas się pożegnać C

ześć! To już mój ostatni tekst dla „Monitora Polonijnego”. Nadszedł ten czas – definitywnie opuszczamy Słowację. Tato kończy tu pracę. Pięć pięknych lat, wraz z ostatnim dniem wakacji, dobiegło końca. Wracamy do Polski. Będzie mi brakowało słowackich koleżanek i kolegów, „mojego” miasta, czyli Bańskiej Bystrzycy, gdzie chodziłam do przedszkola i gdzie zaprzyjaźniłam się z wieloma dzieciakami. Tu po raz pierwszy smakowałam słowackie knedliki, smażony ser z frytkami, buchty z marmoladą. Tu też, do cukierni „Pod wieżą”, chodziłam latem na swoje ulubione lody, a jesienią i wiosną na gofry, i tu nauczyłam się jeździć na rowerze, pływać, a także polubiłam wędrówki po okolicach bliższych i dalszych, najbardziej te górskie… Z wrażenia nawet nie potrafię wyliczyć wszystkich zdobytych umiejętności i przeżytych wspaniałych przygód, związanych z pobytem na Słowacji… Pod koniec wakacji w Bystrzycy nie mogłam usiedzieć w domu, chciałam spacerować, zajrzeć tu i tam, do wszystkich tych zakątków w mieście, które wiążą się z dobrymi wspomnieniami. Pojechałam też z rodzicami

i młodszą siostrą zobaczyć jeszcze raz Králický vodopád nieopodal miasta, gdzie szum wody daje przyjemne poczucie odprężenia, a potem do pobliskich Šachtiček, gdzie zimą często jeździłam na nartach, skąd można wyruszyć na taką górę, z której widać całą Bystrzycę prawie jak z lotu ptaka. Tak mi się właśnie zdawało, że latam sobie nad moim miastem i widzę wszystko, co się w nim dzieje, wszystkie bliskie mojemu sercu miejsca – dom, przedszkole, rynek z przyległymi uliczkami, kawiarenkę na rogu, gdzie są najlepsze ciasteczka czekoladowe na całym świecie, a także przyjaciół, którzy machają do mnie na pożegnanie i uśmiechają się, chcąc powiedzieć, że z Polski przecież na Słowację niedaleko, że zawsze będę mogła do nich wpaść i znów się z nimi pobawić, pobiegać, pojeździć na rowerze, pozbierać kasztany, porzucać się śnieżkami... Także Wam, Dzieciaki z „Monitora”, dziękuję, że chciałyście zaglądać do tej rubryki na przedostatniej stronie naszego miesięcznika i czytać to, co dla Was od przeszło dwóch lat wspólnie z mamą przygotowywałam! Będę za Wami tęsknić! SONIA PACZEŚNIAK I BEATA OŚWIĘCIMSKA


Monitor09:2015 08/09/15 11:20 Page 32

Trzeba przyznać, że to lato było ekstremalne – gorąco, a deszczu jak na lekarstwo. Pani Bogna Zając z Bratysławy jakby na przekór pogodzie nadesłała do „Piekarnika” przepis na mudcake, czyli tzw. błotne ciasto. Ponoć pomysł na taki wypiek zrodził się na dalekim południu USA, w delcie rzeki Missisipi, która tworzy

tam właśnie niezwykłe, bagniste krajobrazy. Czy tak było, czy nie, nie ma znaczenia. Ważny jest efekt! Przyjrzyjmy się zatem temu oryginalnemu wypiekowi – pogody na pewno nie zmieni, ale na naszych stołach może wywołać prawdziwą rewolucję.

błotne ciasto Składniki: • 4 jajka • 200 g cukru • 200 g ciemnej czekolady • 200 g margaryny • 200 g mąki • 100 g białej czekolady • 1 opakowanie proszku do pieczenia

Sposób przyrządzania: Rozgrzewamy piekarnik i czekamy, aż nagrzeje się do 200 stopni. W tym czasie miksujemy jaja i cukier na puszystą masę, a ciemną czekoladę i margarynę powoli rozpuszczamy w wodnej kąpieli (czyli stawiając miskę nad parującym garnkiem). Kroimy w kostkę białą czekoladę. W jednym naczyniu łączymy zmiksowane jaja i cukier, mąkę, proszek do pieczenia oraz rozpuszczoną czekoladę z margaryną i dorzucamy pokrojoną białą czekoladę. Całość wlewamy do okrągłej formy (najlepsza jest 26-centymetrowa) i wsuwamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy około 10 - 15 minut i wyjmujemy, gdy ciasto jeszcze się rusza. Dokładnie studzimy, a następnie pozwalamy naszemu „błotku” wychłodzić się w lodówce. Jak łatwo się domyślić, mudcake jest najlepszy następnego dnia. Ma niedościgniony smak czekolady i dlatego pasują do niego wszystkie owoce, bita śmietana, ulubione polewy – wariacji podawania jest naprawdę wiele.

Domowe „błotko” mogą przygotować nawet starsze dzieciaki, podczas gdy my będziemy zmagać się z nawałnicą domowych przetworów. I na tym właśnie polega największa zaleta przepisu pani Bogny. Smacznego! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2015/09  
Monitor Polonijny 2015/09  
Advertisement