Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor11-12:Monitor11-1212/8/149:00PMPage33

Ciepło, cieplej, święta… str. 4

Aksamitna rewolucja

str. 20

z Polską w tle


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:56PMPage2

Święto Niepodległości

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

P

rzy wejściu do sali głównej ambasady RP w Bratysławie 19 listopada gości witał szpaler dyplomatów, których klapy marynarek zdobiły biało-czerwone kotyliony. Od kilku lat taką podniosłą, ale też optymistyczną formę obchodów Święta Niepodległości preferuje i promuje prezydent RP Bronisław Komorowski, a w ślad za nim i my – Polacy mieszkający na obczyźnie. Tegoroczne obchody Święta Niepodległości w Bratysławie miały dodatkowo podniosły charakter ze względu na najwyższe odznaczenia państwowe, które podczas uroczystości zostały wręczone wybitnym osobistościom. Po wysłuchaniu hymnu słowackiego i polskiego głos zabrał ambasador RP w RS To -

masz Chłoń, który przypomniał, jak ważnym w historii Polaków był dzień odzyskania niepodległości. Później przystąpił do wręczenia odznaczeń, przyznanych przez Prezy denta RP Bronisława Komorowskiego. Ján Šoth został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za zasługi w rozwoju polsko-słowackiej współpracy. Šoth jako dyplomat i szef kancelarii prezydenta Republiki Słowackiej w znaczący sposób wpływał na rozwój przyjacielskich relacji między Słowacją a Polską, w tym również osobistych kontaktów prezydentów obu krajów. Drugie odznaczenie – Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospo litej Polskiej – za zasługi we współpracy podczas demokratycznych przemian w Europie otrzymał Ján Budaj. Przypomnijmy, że w latach 80. Ján Budaj utrzymywał kontakty z polską opozycją, między innymi brał udział w pierwszym zjeździe „Solidar ności“ w Gdańsku, na Słowację

przywoził wychodzące w podziemiu publikacje, pisał teksty, dotyczące wydarzeń w Polsce, a w 1989 roku podczas aksamitnej rewolucji na Słowacji był jednym z jej liderów. Z kolei Ryszard Jerzy Zwiewka został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za działalność na rzecz Polaków mieszkających na Słowacji i za rozwój polsko-słowackiej współpracy. Warto wspomnieć, że w 1994 roku Ryszard Zwiewka był inicjatorem założenia pierwszej po przemianach ustrojowych na Słowacji organizacji polonijnej, czyli Klubu Polskiego – Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji, w którym pełnił też rolę pierwszego prezesa. Od ponad dwudziestu lat bierze też udział w spotkaniach na najwyższym szczycie jako tłumacz polsko-słowacki. „To odznaczenie to sygnał dla mnie, że nie powinienem pozostawać gdzieś w oddali od wydarzeń, dotyczących słowackiej Polonii, ale nadal brać czynny udział w życiu tej społeczności, wspierając ją moim doświadczeniem i zdolnościami“ – powiedział w krótkim przemówieniu Zwiewka. Wszystkim nagrodzonym serdecznie gratulujemy, a szczególnie ciepłe słowach kierujemy pod adresem naszego rodaka, który dał początek i naszej organizacji, i „Monitorowi Polonijnemu“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:56PMPage3

„W grudniu w przedszkolu czekają dzieci różne atrakcje. Będą mieć zabawę mikołajkową, pojadą do fabryki bombek i nawet będą sobie mogły jedną zrobić…“ – wymieniała podczas rozmowy telefonicznej moja siostra, opisując zajęcia swojego 4-letniego synka, mojego chrześniaka. Byłam pełna uznania dla tych wszystkich starań o uatrakcyjnienie maluchom przedświątecznego okresu. Potem sobie przypomniałam, że i ja mam piękne wspomnienia z dzieciństwa. Moja chrzestna na przykład pracowała w fabryce bombek i specjalnie dla mnie zrobiła ich kilka. Namalowała na nich mnie i dopisała specjalną dedykację: „Dla Małgosi od cioci Jagody“. To było coś! Chyba większość z nas wspomina okres dzieciństwa jako wyjątkowy, ba, wydaje się, że w tamtych czasach nawet pogoda świąteczna była lepsza, o czym mówią nasi rodacy, odpowiadający na pytania świątecznej ankiety (str. 7). Tak, tak, zbliżają się święta Bożego Narodzenia, stąd na łamach „Monitora“ nie może zabraknąć tematów z nimi związanych. Świętom poświęcona jest na przykład rubryka, adresowana do dzieci (str. 31), a także kulinarna, w której znajdą Państwo przepisy pani ambasadorowej na wigilijne dania (str. 32). Z Bożym Narodzeniem nieodłącznie związane są tradycje i zwyczaje. Mieszkając za granicą, zdajemy sobie sprawę, że przed nami jeszcze większe wyzwania, by tę tradycję pielęgnować i kontynuować. Pomocny w realizacji owych wyzwań może być konsul RP, dlatego zachęcamy Państwa do przeczytania wywiadu z nowym opiekunem słowackiej Polonii – Jackiem Doliwą (str. 9). A więcej o tym, jak krzewimy na Słowacji polską tradycję, w relacjach z andrzejek (str. 18) i Święta Niepodległości (str. 2 i str. 14-15). Poza tym polecamy artykuły ze stałych rubryk, które mogą pomóc w rozwiązaniu problemu, jak spędzić wolny czas podczas świąt. Nasze redakcyjne koleżanki zachęcają w nich Państwa do lektury felietonów Agaty Passent („Bliżej polskiej książki“ – str. 24), obejrzenia filmu „Płynące wieżowce” („Kino-oko“ - str. 23), posłuchania płyty Renaty Przemyk („Czułym uchem“ – str. 27) czy wybrania się na wycieczkę na zamek do Holíča („Słowackie perełki“ – str. 21). W ofercie jeszcze wiele innych ciekawych artykułów. Zachęcam zatem Państwa do przeczytania ich, życząc magicznych świąt Bożego Narodzenia, spełnienia wszystkich marzeń i tego, byśmy tegoroczne święta mogli wspominać z taką samą nostalgią, jak te z dzieciństwa. W imieniu redakcji

Ciepło, cieplej, święta…

4

Z KRAJU

4

OPOWIADANIE ŚWIĄTECZNE Za pięć dwunasta

6

ANKIETA Święta na ciepło czy na zimno?

7

WYWIAD MIESIĄCA Z Bratysławą w metryce

9

Z NASZEGO PODWÓRKA

12

OKIENKO „Polka, póki żywa, kląć będzie”

18

Aksamitna rewolucja z Polską w tle

20

SŁOWACKIE PEREŁKI Cesarska rezydencja wciąż czeka na swojego księcia

21

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Słowacy w legii czechosłowackiej, czyli o powstaniu 7. Pułku Tatrzańskiego 22 KINO-OKO A taka piękna miłość…

23

POLSKA MEDIALNA Nekromedia

24

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wykastrowana Agata

24

SPORT?! Złoto w siatce!

26

CZUŁYM UCHEM Perfekcyjnie wyrzeźbione brzmienie

27

POLAK POTRAFI Lektor - polska specjalność (cz. 2)

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Z orchideą w tle (cz. 2)

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Radość z odwiedzin w czasie świąt

31

PIEKARNIK Wigilia u ambasadora

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 • ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky – program Kultúra národnostných menšín 2014

www.polonia.sk LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

3


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:56PMPage4

Ciepło, cieplej, święta… G

dy zapytamy o wspomnienia, związane z Bożym Narodzeniem, odpowiedzi są zawsze uzależnione od wieku pytanych osób. Najstarsi na ogół skupiają się na cudownych zwyczajach, przyzwyczajeniach i domowej tradycji, ci w sile wieku wspominają trudności ze zdobyciem karpia, choinki, pomarańczy, a najmłodsi mówią tylko o prezentach! Gdybyśmy zapytali o świąteczne tradycje, najwięcej do powiedzenia mieliby chyba seniorzy, bo kilkadziesiąt lat temu, gdy nie znano jeszcze słowa „lans”, naprawdę liczyło się to, by święta przeżyć w zgodzie z religią, tradycją i naturalnym rytmem przyrody. Człowiek żył bliżej natury i potrafił odczytywać

dawane przez nią znaki. Cierpliwie znosił śnieg, mróz i wiatr, żył bez odśnieżanych dróg, ciepłochronnej odzieży i alarmów pogodowych. Czas zimowy, przygotowania do świąt pomagały wypełniać różnorodne zwyczaje i obrzędy, dziś już częściowo zapomniane. Powszechnie wierzono, że jaka będzie Wigilia, taki cały rok. Życzenia zdrowia i szczęścia składano sobie od rana, a dzieciom przez cały czas zwracano uwagę, by były posłuszne i grzeczne. Nie należało też nic pożyczać. Zwracano baczną uwagę na różne drobne wydarzenia, któ-

lach 1000 lat historii polskich Żydów.

DNIA 8 PAŹDZIERNIKA podczas zja zdu NSZZ „Solidarność“ w Bielsku Białej Piotr Duda został ponownie przewodniczącym związku. Duda ma 52 lata. Na czele „Solidarności”, liczącej ok. 700 tys. członków, stanął w 2010 r.

NOWY SZEF MSZ Grzegorz Schetyna przedstawił 6 listopada w Sejmie informację na temat polskiej polityki zagranicznej na lata 20142015. W swoim wystąpieniu podkreślił, że rok 2014 zapisze się w historii przede wszystkim jako czas, gdy w 100-lecie wybuchu I wojny światowej zakwestionowany został za sprawą Rosji ład międzynarodowy w Europie, ukształtowany po zimnej wojnie, i dodał: „Nie chcemy powtórzenia zimnej wojny, nie chcemy nowej żelaznej kurtyny – nawet przesuniętej na Bug czy Dniepr. Europa zasługuje w XXI wieku na pokój i nie powinna popełniać błędów z poprzedniego stulecia“.

W DNIU 28 PAŹDZIERNIKA prezydenci Polski i Izraela, Bronisław Komorowski oraz Re’uwen Riwlin, otworzyli w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich. Komorowski ocenił, że jest ono szansą przywrócenia pamięci o żydowskim życiu w Polsce. Muzeum Historii Żydów Polskich prezentuje w swoich sa-

POSŁOWIE ODRZUCILI 7 listopada wniosek PiS o odwołanie marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego. PiS złożył wniosek o wotum nieufności w związku z wypowiedzią b. szefa MSZ dla amerykańskiego portalu Politico, z której wynikało, że w 2008 roku w Moskwie prezydent Rosji Władimir Putin miał mó-

W KOPALNI Mysłowice-Wesoła doszło 6 października do wybuchu metanu, w wyniku czego 31 górników trafiło do szpitali, przy czym czterech z nich zmarło. Ciało jednej z ofiar odnaleziono dopiero po 12 dniach poszukiwań.

4

re mogły być prognostykami na przyszłość – jeśli pierwszą obcą osobą, która przestąpiła próg, był mężczyzna, można się było spodziewać dobrobytu, a w zagrodach zwiększenia liczby byczków. Jeśli pojawiła się kobieta, pech był murowany, a do tego plotki i kłótnie. Swoją drogą ciekawe, dlaczego? Przypominano sobie ludowe porzekadła i przysłowia, a jednocześnie nie ustawano w ciężkiej pracy, bo do wieczerzy zasiadano dopiero po zapadnięciu zmroku. W domu, gdzieś w kącie, ustawiano snop słomy, by przypominał miejsce narodzenia Jezusa. Z tego samego powodu rozściełano słomę na podłodze, upychano między belkami, kładziono na stole – ten ostatni zwyczaj szczególnie długo uchował się w naszej tradycji. Wigilię rozpo-

wić premierowi Donaldowi Tuskowi o podziale Ukrainy. Sikorski wycofał się później z tych słów, twierdząc, że w tej sprawie zawiodła go pamięć. Opublikowanie jego wypowiedzi wywołało polityczną burzę. DONALD TUSK 8 listopada przekazał kierownictwo PO premier Ewie Kopacz. Pożegnał się też z działaczami Platformy, podkreślając, że lata w PO uznaje za najważniejsze w swym życiu. Były polski premier 1 grudnia objął funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. MARSZAŁEK SENATU Bogdan Boru sewicz, otwierając 10 listopada konferencję „Polonia dla Polski w demokratycznym 25-leciu“, zapewnił: „Wolna Polska przetrzymuje we wdzięcznej pamięci wszystko to, co Polonia zrobiła dla swojego kraju w czasie, gdy dążyliśmy do wolności i suwerenności oraz później, aż do dziś“. Celem konferencji było pokazanie wszechstronnego zaangażowania organizacji polonijnych na rzecz Polski. DECYZJĄ Z 10 LISTOPADA posłowie PiS Adam Hofman, Mariusz Antoni

Kamiński i Adam Rogacki zostali usunięci z partii. To wynik incydentów, do których doszło w związku z ich wyjazdem do Madrytu na posiedzenie komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Po ujawnieniu nieprawidłowości, dotyczących podróży służbowych posłów, marszałek Sejmu Radosław Sikorski powołał specjalną komisję, która ma dokonać audytu tych wyjazdów. DNIA 11 LISTOPADA obchodzono 96. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tej okazji prezydent Bronisław Komorowski podczas oficjalnych obchodów Święta Niepodległości w Warszawie powiedział, że wzór na niepodległość to rodzina, konkurencyjność, bezpieczeństwo oraz stopień zintegrowania Polski z Zachodem. Prezydent wręczył też odznaczenia państwowe, które otrzymali m.in. ekonomistka Henryka Bochniarz, b. działacz Solidarności Bogusław Sonik i aktor Jan Peszek. Po uroczystości ulicami Warszawy przeszedł marsz „Razem dla Niepodległej“ z udziałem pary prezydenckiej. MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:56PMPage5

czynano od czytania Ewangelii, następnie łamano się opłatkiem. Warto przy okazji dodać, iż zwyczaj dzielenia się chlebem, opłatkiem, jest jednym z najstarszych zwyczajów świątecznych, tak starym, jak historia Kościoła. Przy stole wigilijnym powinna siedzieć parzysta liczba osób, w żadnym razie nie mogło być ich trzynastu. Z kolei potraw należało przyrządzić nieparzystą liczbę i spróbować każdej, choćby odrobinę. Do dziś nie podlega dyskusji, że wieczerza wigilijna powinna być bezmięsna, a potrawy nie zmieniły się tak bardzo. Boże Narodzenie to chyba ulubione święta Europejczyków. Dotychczas klimat sprzyjał i cudom tych świąt przynajmniej od czasu do czasu towarzyszył biały puch, który zmieniał nie do poznania całą świąteczną aurę. Ostatnio jednak święta mają charakter raczej jesienny niż zimowy. A co stanie się z Bożym Narodzeniem, RÓWNIEŻ 11 LISTOPADA, po południu, ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości, zorganizowany przez Ruch Narodowy, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy osób. I w tym roku nie obyło się bez incydentów, w wyniku których zatrzymano ponad 200 osób; rannych zostało kilkunastu policjantów. JAROSŁAW KACZYŃSKI poinformował 11 listopada w Krakowie, że Andrzej Duda będzie kandydatem PiS na prezydenta RP. DNIA 16 LISTOPADA w wieku 94 lat zmarła Jadwiga Jaraczewska, młodsza córka marszałka Józefa Piłsudskiego. Pochowano ją na Powązkach. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczył prezydent Bronisław Komorowski. W NIEDZIELĘ, 16 listopada, odbyły się wybory samorządowe. Polacy wybierali radnych gmin, powiatów i województw, a także wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Z powodu awarii systemu informatycznego, zakupionego przez PKW do obsługi tych wyborów, ich ostaLISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

gdy zapanują u nas tropiki? Czy wówczas będziemy zawieszać na suficie piniatę (czyli róg wypełniony słodyczami), jak to robią w Meksyku? A może będzie jak w Kamerunie, gdzie Wigilia przypada na czas żniw i wakacji? W Kolumbii przystraja się domy, drzewa i krzewy światełkami, ale poza tym trudno mówić o świętowaniu. Podobnie w Panamie. W RPA Boże Narodzenie wypada w porze upałów i bardziej przypomina amerykańskie Święto Dziękczynienia chociaż jest tam też choinka. Dbajmy o nasze tradycje, nie narzekajmy na zimową aurę – Wigilia niech będzie ciepła od uczuć, płynących z naszych serc, a na dworze niech trzaska mróz i sypie śnieg. Podtrzymujmy zwyczaje, których na-

teczne wyniki podano dopiero w sobotę 22 października w nocy. Opóźnienie w podaniu wyników oraz fakt, iż odbiegały one od sondaży przeprowadzanych przed lokalami wyborczymi, wywołały kryzys polityczny. JAROSŁAW KACZYŃSKI ocenił, że wybory zostały sfałszowane, a państwo, w którym fałszuje się wybory, nie jest państwem demokratycznym. Zapowiedział, że marsz 13 grudnia będzie początkiem wielkiego ruchu kontroli wyborów. Zda niem premier Ewy Kopacz kontestowanie wyników wyborów przez liderów opozycji, to próba niszczenia fundamentów demokracji. W ROZWIĄZANIE kryzysowej sytuacji włączył się prezydent Broni sław Komorowski, który z tego powodu odwołał swoją oficjalną wizytę w Japonii i spotkał się m.in. z prezesami Trybunału Konstytucyjnego, NSA oraz Sądu Najwyższego. „Nie ma zgody na kwestionowanie uczciwości wyborów, na przykład przez lansowanie szkodliwej tezy o konieczności powtórzenia wyborów. To

uczyli nas rodzice i dziadkowie, nie przedkładajmy ilości nad jakością. Te kilka dni w roku to czas, gdy nasze życie wewnętrzne powinno być ważniejsze niż cokolwiek innego. Chwile bliskości z seniorami i najmłodszymi kształtują przyszłe wspomnienia. I tego się trzymajmy, a klimat naszego życia zawsze będzie odpowiedni. DoAGATA BEDNARCZYK brych Świąt!

odmęty szaleństwa“ - oświadczył Komorowski. PO ZDOBYŁA najwięcej mandatów w sejmikach wojewódzkich - w skali kraju uzyskała ich 179, wygrała w ośmiu województwach; PiS zdobył 171 mandatów, wygrał w sześciu sejmikach; w dwóch zwyciężyło PSL, które w całym kraju zdobyło w sejmikach 157 mandatów. PiS otrzymał w sejmikach 26,85 proc. głosów; PO – 26,36 proc., PSL – 23,68 proc., a SLD-Lewica Razem – 8,78 proc. Głosów. Koalicja PO i PSL będzie rządzić w15 sejmikach wojewódzkich, PiS w jednym – na Podkarpaciu. W PIERWSZEJ TURZE wyborów samorządowych ponad 50 procent głosów uzyskali i zostali prezydentami miast: Wojciech Szczurek (Gdynia), Jacek Karnowski (So pot), Krzysztof Żuk (Lublin), Hanna Zdanowska (Łódź), Michał Zaleski (Toruń), Tadeusz Ferenc (Rzeszów), Wojciech Lubawski (Kielce), Jacek Wójcicki (Gorzów Wlkp.). W DRUGIEJ TURZE wyborów, które odbyły się 30 listopada, prezyden-

tami miast zostali: Hanna Gronkiewicz-Waltz w Warszawie, Jacek Jaśkowiak w Poznaniu, Marcin Krupa w Katowicach, Arkadiusz Wiśniewski w Opolu, Jacek Majchrowski w Krakowie, Tadeusz Truskolaski w Białymstoku, Piotr Krzystek w Szczecinie, Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu, Piotr Grzymowicz w Olsztynie, Paweł Adamowicz w Gdańsku i Rafał Burski w Bydgoszczy. W ZWIĄZKU z opóźnieniem w podaniu wyników wyborów samorządowych do dymisji podał się szef Krajowego Biura Wyborczego Kazimierz Czaplicki, a później także szef PKW Stefan Jaworski i pozostali członkowie tej komisji. DNIA 17 LISTOPADA prezydenci państw Grupy Wyszehradzkiej oraz prezydent Niemiec świętowali w Bratysławie 25. rocznicę aksamitnej rewolucji. STANISŁAW MIKULSKI, niezapomniany odtwórca kapitana Klossa w serialu „Stawka większa niż życie”, zmarł 27 listopada w Warszawie w wieku 85 lat. MP 5


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage6

OpOwiadanie świąteczne - Mamo, ty masz chłopaka? dopytywały się dorosłe dzieci, kiedy przebąkiwała, że z kimś się spotyka. Chyba nawet uważniej zaczęli się jej przyglądać i zdążyli zauważyć, że była jakaś inna – uśmiechnięta, promienna… - No więc tak. I jestem szaleńczo zakochana – zdecydowała się wyznać i córce, i synowi, kiedy spotkali się któregoś jesiennego weekendu w jej domu. Co prawda przebywała w nim rzadko, od kiedy podjęła pracę za granicą, ale wciąż to był rodzinny dom jej i jej dzieci. Tu przeżyła z nimi ich dzieciństwo, a wcześniej swoją pierwszą miłość i miesiąc miodowy… Potem, po śmierci męża długo nie mogła stanąć na nogi, ale rozbrykane maluchy nie pozwalały jej na użalanie się nad sobą. Nigdy zresztą nie miała tego w zwyczaju, choć życie jej nie rozpieszczało. Po długich latach chudych, jak zwykło się mawiać, wreszcie wydawało się, że los się do niej uśmiechnął. A właściwie to jego uśmiech wywołał uśmiech na jej twarzy. Natknęli się na siebie przypadkowo, kiedy pewnego razu usiadła przy kawiarnianym stoliku. Nie zauważyła, że na krzesełku leży jego parasol. Sądziła, że stolik jest wolny. Kiedy on wrócił z baru ze swoim napojem, stanął trochę zakłopotany. Chcąc ustąpić jej miejsca, rozglądał się za innym wolnym stolikiem. Rozejrzała się i ona, ale kiedy okazało się, że wszystkie są zajęte, podzielili się tym jednym. Podzielili się też swoimi opowieściami. Na początku rozmawiali trochę onieśmieleni, potem jakby znali się długie lata. Wracając do mieszkania w tym obcym mieście, w którym przyszło jej żyć i pracować, marzyła, by jeszcze tego samego wieczoru zadzwonił. 6

Telefon zadźwięczał minutę po tym, jak zatrzasnęła za sobą drzwi. - Tak, trzecie piętro – powiedziała, naciskając przycisk domofonu. Mijały tygodnie, a sielanka trwała. - Wiesz, aż boję się, żeby coś tego nie zepsuło – powiedziała któregoś dnia swojej przyjaciółce. I chyba wypowiedziała to w niewłaściwym momencie.

Za pięć dwunasta

- To jeszcze nie tragedia – uspakajała ją przyjaciółka. – Jeśli ma żonę, a z nią nie mieszka, są w separacji od lat, to znaczy, że to małżeństwo jest fikcją – pocieszała. Rzeczywistość jednak była bardziej brutalna. Kiedy jej dzieci dopytywały się, jak będą wyglądały święta, czy przyjedzie do Polski ze swoim „chłopakiem“ i co mu kupić pod choinkę, ona się

z nim rozstawała, ustępując miejsca tamtej, która po latach separacji upomniała się o swego męża. - Jeśli on nie umiał powiedzieć jej nie, to znaczy, że coś się jeszcze między nimi tli, a to, co było między nami, to tylko przelotny flirt – wyjaśniała córce, siąpiąc nosem. Jak co roku razem przygotowywały Wigilię. Choć najchętniej wskoczyłaby pod kołdrę i zasnęła, to nie chciała psuć nastroju, w końcu święta to święta! Była tak nieszczęśliwa, że nawet nie chciała postawić dodatkowego nakrycia na wigilijnym stole. - Jak to? Dlaczego? – dopytywała córka – Ty myślisz o nim, prawda? I w ten sposób się bronisz, chcąc go wyrzucić ze swojego życia? – zapytała ją, trafnie diagnozując sytuację. Tak, nie chciała patrzeć na puste miejsce, by jej myśli nie uciekały do niego. Przecież byli już tak blisko siebie, planowali wspólne święta i… całe życie. Jeszcze przez kilka miesięcy próbowała zapomnieć o nieudanym związku, wielkiej niespełnionej nadziei. Bolało. Bardzo bolało. Z wiosną zaczęła się uśmiechać. Pewnie to budząca się ze snu przyroda nastrajała ją bardziej optymistycznie. Praca, podróże do Polski, radości i smutki jej dzieci, wieść o tym, że zostanie babcią – wszystko to spowodowało, że coraz rzadziej myślała o nim. I znów zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Właśnie pakowała prezenty pod choinkę. Najbardziej cieszyły ją te dla maleństwa, które miało się narodzić po Nowym Roku. Kiedy po kryjomu upychała prezenty do szafy, znalazła ten, który schowała przed rokiem dla niego MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage7

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Święta na ciepło czy na zimno?

Z

pytaniem tym zwróciliśmy się do naszych czytelników, których spotkaliśmy podczas jednej z imprez Klubu Polskiego, a mianowicie podczas andrzejek, które – jak dobrze wiemy – zwiastują, iż oto nadchodzi czas adwentu, a więc czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Zadając swoje pytanie, chcieliśmy się dowiedzieć, czy dla naszych respondentów święta to tylko zimowa aura i śnieg oraz czy kiedykolwiek zdecydowaliby się na spędzanie Bożego Narodzenia w innej strefie klimatycznej. Przeczytajcie Państwo, co myślą na ten temat mieszkający na Słowacji Polacy.

Sylwia Machaj

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

– piękny zegarek. Zatrzymał się za pięć dwunasta… Wraz z córką nakrywały do stołu i nawet przez chwilę nie zadrżała jej ręka, kiedy na stole stawiała dodatkowy talerz. Wiedziała, że córka obserwuje ją kątem oka. Nie, ona już nie myślała o nim. Była przecież odpowiedzialną kobietą interesu, matką, a wkrótce i babcią. Wigilia tego roku była wyjątkowa – wszyscy się śmiali, stroili sobie żarty z jej córki i zięcia – przyszłych rodziców. No i z niej – przyszłej babci. Och, jak przyjemnie było w tym rodzinnym gronie. Zasiedzieli się. Dobrze im było razem. Ich śmiech nagle przerwał dzwonek do drzwi. - Dobrze, że mamy dodatkowe nakrycie – usłyszała głos córki, kiedy zbliżała się do drzwi. Otworzyła. Na progu stał on. Płaszcz miał pokryty śniegiem. - Przyjmiecie utrudzonego gościa? – zapytał nieśmiało, wpatrując się w jej oczy. –- Dobrze, że mamy to dodatkowe nakrycie pomyślała. - Nie miałem odwagi wcześniej, obawiając się, że mnie nie przyjmiesz. A tak… wiem, że w Wigilię przy polskim stole jest dodatkowe miejsce dla przechodnia… - mówił szybko, jakby chciał w telegraficznym skrócie wyjaśnić roczną nieobecność. Nie odmówiła mu. Przecież w taki dzień się nie odmawia. Posadziła gościa przy stole. Zdążyła zauważyć, że i on położył pod choinkę prezent. A kiedy przyszedł odpowiedni czas, rozpakowywała go drżącymi rękami. Ten dokument w ubiegłym roku mógł znaczyć dla niej dużo więcej, niż się komukolwiek zdawało, ale czy dziś zechce go przyjąć? Jej odpowiedzią na jego orzeczenie o rozwodzie było pudełeczko, które znalazła kilka dni temu, a w nim męski zegarek wskazujący godzinę za pięć dwunasta. ELŻBIETA FUS

N

ie wyobrażam sobie świąt w tropikach. Moi rodzice nie zaakceptowaliby takiego pomysłu, bo święta, spędzane u nich w domu, w Porębie koło Katowic, to święta tradycyjne, w gronie rodzinnym. Dla mnie też tradycja to tradycja. A o północy obowiązkowa pasterka! W sumie lubię ciepło, ale święta powinny być ze śniegiem. A nawet jeśli tego śniegu nie ma, to atmosfera w naszej części świata jest inna od tej, która panuje w ciepłych krajach.

Ojciec Tymoteusz Górecki

D

la mnie najlepsze święta byłyby w tropikach, pod palmami, bo lubię ciepło. Ale koniecznie z moimi bliskimi, z obowiązkowymi tradycyjnymi polskimi daniami, a o północy z pasterką. Oczywiście, najważniejsze jest ciepło, które mamy w sercach, które rozgrzewa nas wewnętrznie. Ale przecież Ziemia Święta, gdzie narodził się Pan Jezus, to raczej ciepłe miejsce. Myślę, że Panu Jezusowi w tej szopce wcale nie było tak zimno, jak przedstawiamy to na obrazach. Ja jako miłośnik ciepła wolałbym świętować pod palmami, ale do tej pory najcieplejsze święta, które spędziłem, były na Słowacji, kiedy to temperatura była o 4 stopnie wyższa niż w Polsce. 7


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage8

Bogna Zając

P

od palmami mogę sobie wyobrazić zabawę sylwestrową, ale nie Boże Narodzenie. Pamiętam z dzieciństwa to oczekiwanie na śnieg, który zwiastował, że zbliżają się święta. Choinka kojarzy się ze śniegiem. U nas w domu tradycyjnie ubiera się ją w Wigilię. Z całą rodziną wierzymy też, że dzień Wigilii wróży, jaki będzie cały rok, dlatego nigdy nie kłócimy się tego dnia, a rano przemywamy

ręce monetami, by pieniądze trzymały się nas przez cały rok. A najwspanialsze moje święta to chyba te spędzane w Białymstoku, gdzie mieszka rodzeństwo mojej babci, a do stołu zasiada 40-osobowa rodzina. Za oknem obowiązkowo zawsze sypał śnieg. Jak to będzie w tym roku? Pochodzę z Zabrza, więc to niedaleko, ale ustalamy jeszcze z rodzicami. Być może przyjadą do mnie, do Bratysławy, i tu wspólnie urządzimy święta.

Magdalena i Piort Michnowie

P

iotr: Święta zawsze spędzamy u rodziców, albo moich, w Dębicy na Podkarpaciu, albo żony, w Katowicach. Nie wyobrażam sobie świąt w ciepłych krajach. Wspomnienia z dzieciństwa, do których człowiek powraca z nostalgią, to św. Mikołaj, który przychodził po śniegu. Magda: Jestem zwolenniczką świąt przy temperaturze minus 10 stopni, ale może raz w życiu mogłabym spędzić święta w tropikach? Myślę, że byłoby to ciekawe doświadczenie. Na przykład w Izraelu, przecież tam w grudniu nie ma minusowej temperatury. Albo Australii. Teraz to tam jest pełnia lata, a mikołaje pływają na deskach surfingowych! Jednak w najbliższym czasie do Australii raczej się nie wybiorę.

W

zimowej aurze. Koniecznie. Spędzałem cztery razy święta w tropikach, kiedy pracowałem na statkach pasażerskich – na Kostaryce, Jamajce, Riwierze Meksykańskiej i w Miami. Kiedy człowiek wypływa w rejs, po jakimś czasie traci poczucie czasu. O świętach przypominały mi kartki lub listy, wysyłane przez rodziców. Chociaż bywało też tak, że z grupą Słowaków, Węgrów i Rumu nów, no i z pomocą kucharza przygotowywaliśmy sobie potrawy świąteczne: gdzieś na lądzie kupowaliśmy kiszoną kapustę, w innym porcie w polskiej restauracji na dwa tygodnie przed Wigilią dostawaliśmy barszcz, który mroziliśmy, by go potem odgrzać w święta. Wszystko to z narażeniem pozycji, bowiem nam, 8

pracownikom nie wolno było niczego wnosić na statek. Kiedy nas nakryto, kończyło się upomnieniem. No a jak wyglądają święta w tych ciepłych krajach? Spacerując gdzieś w tropikach w krótkich spodenkach, ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Tomasz Olszewski

nawet przez myśl człowiekowi nie przychodzi, że oto idą święta. Dopiero jak wchodzi do sklepów, słyszy z głośników kolędy, widzi czarnoskórych mikołajów… Ja miałem wrażenie, jakbym się znalazł w muzeum świąt, by tam mieszkający ludzie mogli zobaczyć, jak to wygląda w Europie. Dla mnie to sztuczne, na pokaz. Pochodzę z Olsztyna i chyba wszystkie święta tam spędzane były śnieżne. Pamiętam też takie, kiedy z powodu awarii prądu, siedzieliśmy przy świecach i lampach naftowych, które kolekcjonował mój tato. No i te wspaniałe, uroczyście celebrowane pasterki! To było coś fantastycznego! Ciekaw jestem, jak to będzie w tym roku, bowiem wybieramy się z żoną najpierw właśnie do Olsztyna, a potem, w pierwszy dzień świąt, do rodziny, RED. do Poznania. MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage9

Z Bratysławą w metryce Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które deleguje konsulów na placówki dyplomatyczne, ma opracowane zadania strategiczne, dotyczące współpracy z Polonią, jednakże każdy konsul, jako opiekun Polonii, nadaje jej nieco innego charakteru. Jaka jest więc Pańska koncepcja, dotycząca współpracy ze słowacką Polonią? Postaram się swoje doświadczenia, nabyte przez wiele lat pracy w MSZ, w departamentach związanych ze współpracą z Polonią, przekuć na czyny. Czy mi się to uda? Nie wiem. W Departamencie Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą opracowywana jest strategia takiej współpracy, która później zatwierdzana jest w postaci przede wszystkim programu rządowego na kolejne lata. Projekt nowego Programu na lata 20152020 po konsultacjach międzyresortowych obecnie znajduje się na etapie konsultacji ze środowiskami polonijnymi na całym świecie. Tekst projektu jest m.in. na stronie internetowej naszej ambasady. Zapraszam do zapoznania się z nim i zgłaszanie uwag i sugestii. Autorami zarysu takiego programu są pracownicy departamentu. Czy, według Pana, koncepcja opracowana przez MSZ, jest skrojona na miarę słowackiej Polonii? Taka koncepcja to po prostu pokazanie głównych kierunków, dotyczących współpracy MSZ z Polonią, a dla nas – pracowników ministerstwa – najważniejsze wytyczne. Naturalnie w tych głównych kierunkach trzeba wypracować takie sposoby działania, by odpowiadały one samym zainteresowanym, czyli w tym wypadku Polonii słowackiej. Nie da się prze-

S

potkanie z panem Jackiem Doliwą miało serdeczny charakter, nie zabrakło żartobliwych momentów, choć rozmawialiśmy o zagadnieniach bardzo ważnych dla słowackiej Polonii. Dopiero pod koniec rozmowy okazało się, że Słowacja w sercu nowego konsula RP w RS ma szczególne miejsce, tu bowiem się urodził i spędził wczesne dzieciństwo. cież automatycznie stosować tych samych zasad dla różnych grup ludzi, bo – proszę mi wierzyć – każda Po lonia, od Stanów Zjednoczonych, poprzez Lichtenstein, po Watykan, jest specyficzna, inna. Na początku wydawało mi się, że na Słowacji będę mógł w dużej mierze wykorzystać doświadczenia, wyniesione z pracy na placówce w Chorwacji. Wydawało mi się, że problemy, dotyczące i jednej, i drugiej Polonii, będą zbliżone. Jednakże po rozmowach z przedstawicielami Klubu Polskiego dochodzę do przekonania, że to wcale nie jest takie proste, automatyczne przełożenie i wykorzystanie tych samych sposobów działania nie zawsze się spra wdza. Krótko mówiąc, bez kontaktu z państwem, bez informacji o tym, jakie są państwa oczekiwania, potrzeby, co państwa najbardziej nurtuje, praca konsula nie byłaby trafiona. Naturalnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wiele zależy od finansów, których zbyt dużo nie mamy, ale jestem przekonany, że i tak możemy opracować sensowny sposób działań, by, przy niewielkich środkach móc jednak pomagać, czyli współpracować ze środowiskiem słowackiej Polonii.

Do bólu (śmiech). Nie ma co ukrywać, że główna informacja to ta, dotycząca niewielkiej liczby osób polskiego pochodzenia czy Polaków w tym kraju, a druga dotyczy ich rozproszenia na obszarze całej Słowacji. I tu w pracy konsula pojawia się wyzwanie, jak dotrzeć do wszystkich. Gdyby ta sama liczba Polaków zamieszkiwała tylko Bratysławę, tak jak to jest na przykład w dużej mierze na Węgrzech, gdzie Polonia skupia się głównie w Budapeszcie, to praca byłaby zupełnie inna. Byłby ułatwiony kontakt z państwem, a tak każdy wyjazd do Koszyc czy Preszowa to inwestycja czasowa, pochłaniająca dwa dni. Wie pani, często ma się większe oczekiwania niż możliwości. Ma Pan na myśli oczekiwania Polonii czy konsula? Oczekiwania MSZ, a ponieważ jestem jego reprezentantem, więc moje – konsula. Na podstawie sprawozdań i notatek, z natury swej rzeczy ogólnych, oczekuje się, że tak a tak być powinno, a rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Przed przyjazdem do Bratysławy zapewne zapoznał się Pan z informacjami, dotyczącymi naszego środowiska. Jak słowacka Polonia jest postrzegana w Warszawie? Nie wiem, do jakiego stopnia mogę być szczery? (śmiech)

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

„Bez kontaktu z państwem, bez informacji o tym, jakie są państwa oczekiwania, potrzeby, co państwa najbardziej nurtuje, praca konsula nie byłaby trafiona”. 9


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage10

Z pewnością nie uda się zmniejszyć odległości geograficznych, jakie widzi więc Pan możliwości, by tę rozproszoną Polonię bardziej zintegrować? Nie mam jakiegoś panaceum. Chciałbym, jeżeli to jest w ogóle możliwe, żeby pojawiały się idee niestandardowe. Mam świadomość, że wszy 10

stko wymaga dużo energii, środków finansowych. Ale najpierw musi powstać pomysł, a być może później wspólnymi siłami da się go zrealizować. Jaki pomysł? Proszę mnie nie pytać, bo nie wiem. Może polskie dni w którejś miejscowości? Powiem krótko: niekoniecznie standardowe oklepane projekty, pójście po linii najmniejszego oporu, czyli np. chóry polonijne, zespoły folklorystyczne, standardowo przebrane w stroje krakowskie, od Irkucka w Rosji po Kurytybę w Brazylii. My nie mamy takich zespołów. Wiem (śmiech), ale bywały w innych krajach, w których pracowałem. Jesteśmy więc niestandardowi (śmiech). Ma pani rację (śmiech). A jakie przedsięwzięcia Pana najbardziej interesują? Moim hobby jest wszystko to, co związane z militariami. Uwielbiam zloty pojazdów opancerzonych, oglądanie jadących czołgów wyzwala we mnie wręcz euforię! Ale to taka osobista pasja. Oczywiście nie chcę, żeby to zabrzmiało, że się odżegnuję od standardowych projektów polonijnych. Nie, nie, ale nie ukrywam, że jestem nimi trochę przesycony. Bo jak reagować, kiedy po raz setny słyszy się „Hej, przeleciał ptaszek“, „Płynie Wisła, płynie“?

Wiemy, że dla MSZ priorytetowe są działania, które promują Polskę w kraju zamieszkania. A jak postrzegane jest szkolnictwo? Z pewnością będzie to stałym leitmotivem, oświata zawsze będzie ważna. W Bratysławie swoje dziesięciolecie w tym roku obchodził Szkolny Punkt Konsultacyjny przy ambasadzie RP, w ramach organizacji polonijnych działają szkółki polonijne: Klub Polski od 15 lat prowadzi taką w Nitrze, stowarzyszenie „Polonus” od kilku lat w Żylinie. Jak ważne są one dla opiekuna Polonii, którym jest MSZ? Niezależnie od głosów, które mogą mówić, że to gra niewarta świeczki, że są to wysiłki niewspółmierne do efektów, będę się starał wspierać tego typu przedsięwzięcia. Może i jest w tym trochę racji, ponieważ mało dzieci uczęszcza na tego typu zajęcia, ale przecież trzeba wziąć pod uwagę rozproszenie i faktyczną sytuację Polaków na Słowacji. Takie zajęcia to przecież nie tylko nauka języka polskiego, ale poznawanie siebie nawzajem, swoiste lekcje kultury, geografii, historii czy nawet religii. To wszystko razem sprawia, iż będę miał pełne poparcie w MSZ, by wspierać tego typu projekty.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

To znaczy, że Pan się już tu na miejscu czymś rozczarował? Nie, nie, broń Boże, jeszcze nie! (śmiech) I mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Te oczekiwania wypływają z tego, że posiadając suche informacje na temat organizacji XY, jej liczebności, zasadne wydają się pytania, dlaczego nie można zrobić jeszcze tego czy tamtego. Ale będąc na miejscu, spotykając się z państwem, patrząc na mapę, obliczam odległości, które państwa dzielą od siebie, od stolicy. Mam tę świadomość, że część z państwa żyje w innych warunkach materialnych niż nasi rodacy, mieszkający na przykład w Wielkiej Brytanii. Dlaczego akurat ich wspomniałem? Dlatego, że tam po kilku latach zakorzenienia się osiągają oni stabilność finansową. I wtedy rodzą się pomysły, by zrobić coś dla naszego kraju, środowiska polonijnego, dla dzieci, przygotować projekty, promujące polską kulturę. Łatwiej jest działać, kiedy ma się materialne zabezpieczenie. Ale na Słowacji jesteśmy w trochę innej sytuacji. Mówię „jesteśmy”, bo utożsamiam się z państwem. Widzę to zabieganie, związane ze sprawami zawodowymi, i zdaję sobie sprawę, że muszą się państwo nagimnastykować, by znaleźć jeszcze czas na sprawy polonijne. Moje chapeau bas! Wszystko więc trochę inaczej wygląda, kiedy patrzy się na to z odległości, a inaczej bezpośrednio na miejscu, kiedy się z państwem spotykam. Teraz rozumiem, dlaczego nie było natychmiastowej reakcji na przykład na mój e-mail, nabieram pewnego dystansu i zaczynam państwa rozumieć. Je stem tu krótko, dwa miesiące i mam świadomość, że pewnie za rok wszystko będę postrzegał inaczej, a jeszcze inaczej za cztery lata. Nie chciałbym sobie wyrabiać opinii pochopnie.

MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage11

A jak postrzegana jest przez MSZ prasa polonijna, która – w przypadku rozproszonych po całej Słowacji Polaków – często jest jedynym łącznikiem? Często spotykam się z opiniami, że media w formie papierowej są passé. Pan też jest tego zdania? Nie, ja wyjątkowo nie. Jestem człowiekiem starej daty, lubię szeleszczący papier. Nie za bardzo lubię czytać gazety czy książki w postaci elektronicznej. I zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które nie to, że nie lubią komputerów, ale nie potrafią ich obsługiwać. Spotykam przy okienku w konsulacie takie osoby, łaknące słowa polskiego, które – nie czarujmy się – nie czytają i nie będą czytały niczego w Internecie. Dlatego jestem zdania, że potrzebne są i papierowe, i elektroniczne środki masowego przekazu w języku polskim i o Polsce, adresowane do Polonii. A jak ocenia Pan „Monitor Polonijny“? Muszę przyznać, że przydały mi się numery pisma z ubiegłego roku, kiedy chciałem sprawdzić, jak coś wyglądało właśnie rok temu. Odpowiedź na nurtujące mnie pytanie znalazłem szybciej w „Monitorze“ niż w dokumentach, którymi dysponuje konsulat. Do tej pory zdążyłem przejrzeć tylko parę numerów pisma. Być może się mylę, może ta uwaga nie powinna być adresowana właśnie do tego medium, ale – moim zdaniem – pismo wzbogaciłyby strony adresowane do słowackich polonofilów. Może mogłaby to być jakaś wkładka? Przez kilka lat na łamach „Monitora“ publikowaliśmy w rubryce „Polska oczami słowackich dziennikarzy“ artykuły adresowane właśnie do Słowaków. Być może pojawią się znów jakieś ciekawe pomysły, którymi moglibyśmy ich znów zainteresować. Ale wracając do zagadnienia, czy lepsze są media w wersji elektronicznej, czy papierowej, to poza wspomnianymi przez Pana naszymi odbiorcami, którzy komputerów nie obsługują, na uwagę zasługuje też fakt, że kilka lat temu w Ameryce tygodnik Newsweek przestał wychodzić w wersji papierowej, ukazywał LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

„Łatwiej jest działać, kiedy ma się materialne zabezpieczenie. Ale na Słowacji jesteśmy w trochę innej sytuacji. Mówię »jesteśmy«, bo utożsamiam się z państwem“. się tylko w Internecie, niedawno jednak powrócił do wersji drukowanej. Przez MSZ media elektroniczne postrzegane są jako te bardziej ekspansywne. Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi renesans, powrót do gazety czy czasopisma drukowanego. Klub Polski, który właśnie w tym roku świętuje 20-lecie, nie posiada w Bratysławie swojej siedziby. Nawet gdyby mu się udało pozyskać odpowiedni lokal, rodzi się obawa, czy będzie go w stanie utrzymać. Czy i w jaki sposób może tu być pomocny konsul? Mam świadomość tego, że działalność bez własnej siedziby jest dosyć kłopotliwa. Posiadanie lokalu powoduje, że można spotykać się częściej, nawet tylko po to, by wspólnie napić się herbaty i porozmawiać. Obserwowałem działania Polonii w Chorwacji i widziałem, że dzięki temu, iż posiada siedzibę, pracowała efektywniej. Owszem rozumiem, że kwestie finansowe to poważny problem, ale gdyby jednak na horyzoncie pojawiła się możliwość wynajmu sali, pomieszczeń, już nie mówię o domu, daj Boże, to oczywiście oprócz werbalnego, pisemnego wsparcia, mogą państwo liczyć na pomoc, na przykład w kwestii wyposażenia lokalu. Czego Pan życzy 20-letniemu Klubowi Polskiemu? Życzę Klubowi, by otwierał nowe oddziały w różnych regionach Słowa cji i by działały one prężnie. Życzę też ciekawych, chwytliwych pomysłów, którymi zachwycą państwo również Słowaków. No i przede wszystkim życzę wytrwałości. Dziękujemy. Na koniec zapytam o wrażenia po przeprowadzce do Bratysławy – już Pan się tu zadomowił? Przyjechał Pan z rodziną?

Przyjechałem z małżonką. Niestety, do tej pory nie było czasu, by pochodzić po mieście. Chyba dwa razy byłem w centrum, ale były to raczej wyjścia służbowe. Weekendy też do tej pory były robocze. Mam nadzieję, że w końcu znajdę czas, by pospacerować po rodzinnym mieście. Rodzinnym? Tak, bo ja się tu urodziłem. Jak to się stało? Moi rodzice pracowali w Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej w Bratysławie, który mieścił się w tym samym miejscu, co dziś Instytut Polski. Pamiętam ten ośrodek i wszystkie filmy, które tam jako pięciolatek oglądałem, chociażby „Króla Maciusia I“. Tak, tak, swój pierwszy w życiu kolorowy film oglądałem w Bratysławie! Metryka wędruje z człowiekiem przez całe życie, a z Panem Bratysława właśnie! W związku z wiekiem pewnie to będzie moja ostatnia placówka dyplomatyczna, na którą zostałem wysłany, więc w pewnym senesie koło się zamyka – tu się urodziłem i tu powracam. To pewnie pierwsze słowa wypowiadał Pan po słowacku? Rodzice rozmawiali ze mną po polsku, ale chodziłem do przedszkola, gdzie oczywiście z rówieśnikami dogadywałem się po słowacku. No i pamiętam pierwszy telewizor – Atos, w którym oglądałem filmy słowackie. Pamiętam też, jak bardzo przeżywałem „śmierć” swojego sąsiada, pana Valacha, znanego w latach 50. aktora, który… umierał na ekranie. Bardzo płakałem z tego powodu, no bo przecież na ekranie, na moich oczach umierał mój sąsiad! (śmiech). Po powrocie do Polski jeszcze długo używałem słowackich słów. Moim ulubionym do dziś jest tričko. Człowiek coraz częściej wraca wspomnieniami do czasów dzieciństwa, cieszę się, że mogę je konfrontować na miejscu w Bratysławie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 11


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage12

Szukanie korzeni K

iedy z Biura Pełnomocnika ds. Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS otrzymałam zaproszenie na dyskusję pod hasłem „Szukanie korzeni“, zaplanowaną na 17 października, czyli na piątkowe popołudnie, nie liczyłam, że weźmie w niej udział wiele osób. Ale kiedy weszłam do Sali Lustrzanej w Pałacu Prymasowskim w Bratysławie, okazało się, że pęka ona w szwach! Temat poświęcony poszukiwaniu tożsamości przyciągnął wielu zainteresowanych. Patronat nad przedsięwzięciem przyjął premier RS Robert Fico, a spotkanie otworzyła Mária Jedličková, pełniąca obowiązki pełnomocnik rządu ds. mniejszości naro-

12

poszczególnych prelegentów. Szkoda tylko, że zaproszenie do tej dyskusji nie dotarło do seniorów z polskiej mniejszości, bowiem jestem przekonana, że i w naszych szeregach są znaczące osobistości, które mogłyby na forum publicznym podzielić się swoimi doświadczeniami. Kilkugodzinne spotkanie wzbogaciły występy artystyczne. Publiczności zaprezentowali się ukraiński zespół Tarasa Szewczenki, niemieckie śpiewające babcie, czyli „Singende Omas”, bułgarska grupa taneczna „Veselje“ oraz chorwaccy MW „Čunovski bećari”.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

dowych, oraz Ján Budaj, wiceprezydent Bratysławy. Do dyskusji, którą poprowadziła Adela Straková, zaproszono seniorów z Bratysławy – przedstawicieli różnych mniejszości narodowych. Swoje poglądy przedstawili reprezentanci mniejszości bułgarskiej, czeskiej, chorwackiej, węgierskiej, niemieckiej, romskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Spotkanie było okazją zarówno do prezentacji historii poszczególnych mniejszości, jak i przedstawienia ich obecnej sytuacji oczami

Dyskoteka K

iedy przychodzi weekend, uciekamy myślami od pracy i szukamy zasłużonego odpoczynku. Nasza praca coraz częściej polega na spędzaniu długich godzin przed monitorem, nic więc dziwnego, że weekendowy relaks musi się różnić pod względem innego rodzaju aktywności. A jeśli o to chodzi, czy może być coś lepszego niż spotkanie w gronie dobrych znajomych i wspólna zabawą przy lekkiej, niezobowiązującej muzyce? Członkowie i sympatycy Klubu Polskiego w Bratysławie nigdy nie wątpili w prawdziwość tej tezy i już od dłuższego czasu planowali spotkanie pod znakiem rytmów dyskotekowych. Ponieważ Klub nie posiada swojej stałej siedziby, problemem zawsze okazywał się brak odpowiedniego miejsca. Kiedy zatem pojawiła MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:57PMPage13

Pierwsze spotkanie z nowym konsulem tacje od słowackich władz, podkreślając, że warunkiem otrzymania takich dotacji jest współfinansowanie Klubu w minimum 5 procentach budżetu projektów. Z kolei radca Jacek Doliwa poinformował obecnych o zasadach składania wniosków na projekty do Ministerstwa Spraw Zagranicznych za pośrednictwem

Z

inicjatywy prezesa Klubu Polskiego Tomasza Bienkiewicza doszło 22 października do pierwszego spotkania władz organizacji z nowym konsulem radcą Jackiem Doliwą. Klub Polski na spotkaniu reprezentowali prezes i jego zastępczynie, Małgorzata Wojcieszyńska i Magdalena Štujberová, oraz reprezentant polskiej mniejszości w Ko misji ds. Mniejszości Naro-

dowych w Kancelarii Rady Ministrów RS Linda Rábeková. Celem spotkania było przedstawienie działalności Klubu Polskiego i jego władz, omówienie najważniejszych zagadnień dotyczących słowackiej Polonii oraz nakreślenie zasad prac Komisji ds. Mniejszości Na rodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS. Tomasz Bienkiewicz opisał zasady ubiegania się o do-

Klubu Polskiego się okazja wynajęcia sali w jednym z bratysławskich klubów oraz – co ważne – obietnica pełnej gotowości DJ-a do roztańczenia naszego towarzystwa, niewiele było osób, które nie chciałyby skorzystać z takiej okazji. „Urządzamy polonijną dyskotekę”– hasło rzucone przez Dorotę Chmiel z kierownictwa Klubu zelektryzowało wszystkich i sprawiło, że trudno było się doczekać finiszu jej negocjacji z kierownictwem znanego klubu „Labirynt” w Dúbravce. Gdy stało się jasne, że dyskoteka rusza w sobotę, 18 października, pozostało tylko rozgłosić dobrą wieść i zaprosić wszystkich znajomych. W nagłośnieniu imprezy wydatnie pomogła fejsbukowa strona Klubu oraz newsletter; nic dziwnego, że w umówiony wieczór wynajęta w klubie sala zapełniła się spragnionymi muzyki LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Polakami. Ku radości członków Klubu na dyskotece pojawiły się również nieznane wcześniej osoby. Oprócz sympatycznych Słowaków do zabawy dołączyli między innymi polscy studenci stypendyści programu Erasmus, wśród których byli też członkowie litewskiej Polonii. Zgodnie z warunkami wynajmu sali, parkiet miał pozostać do dyspozycji wszystkich odwiedzających dyskotekę. Nieoczekiwanie dla nas tego wieczoru w klubie „Labirynt” pojawiło się więcej gości niż zwykle, upadł zatem pomysł w pełni polskiej zabawy. Mimo iż zamiast polskich przebojów DJ puszczał światowe utwory taneczne, pokazaliśmy, że Polacy potrafią docenić dobrą atmosferę i zdecydowanie zawładnęli parkietem. Kto potrzebował chwili oddechu, mógł zaszyć się w wynajętej nam, prawdzi-

referatu konsularnego ambasady RP. Pod koniec blisko dwugodzinnego spotkania ustalono, które projekty dla Klubu Polskiego są priorytetowe, wyrażając nadzieję, że zdobędą one uznanie od darczyńców i zostaną zrealizowane w roku następnym. RED.

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

wie vipowskiej sali, aby racząc się drinkiem z obowiązkową słomką, nawiązywać nowe, choć przecież swojskie, polskie znajomości. Ogromnie się cieszymy, że znajomości te zaczęły przeradzać się w bliższy związek z Klubem Polskim, zawsze otwartym na nowych członków. Zabawa w fantastycznym gronie trwała do późnych godzin nocnych, a każdy z jej uczestników z pewnością myśli już o powtórce. Powtórka to chyba jednak za małe słowo – zawsze przecież można spotkać się w jeszcze większym gronie i pobawić się w rytm bardziej polskiej muzyki. Wszystko jest tylko kwestią inwencji oraz – jak wspomniano wyżej – znalezienia odpowiedniego miejsca. Zaczynamy zatem poszukiwania odpowiedniego parkietu z nadzieją, że już wkrótce będziemy mogli przekazać kolejną relację z polskiej dyskoteki, wcześniej oczywiście rozgłaszając ową informację. Zatem, jak powiedziałby DJ, let’s stay tuned. Prosimy ARKADIUSZ KUGLER nasłuchiwać! 13


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage14

„Kocham Cię, Polsko“ akademia z okazji Święta NiepodległoŚci

D

zień 11 listopada to jedna z najważniejszych dat w historii Polski. To symbol miłości Ojczyzny, walki o wolność, wiary i zwycięstwa. Przypomina nam, że wolność raz zdobyta i niepodległość raz osiągnięta nie są czymś trwałym, tylko czymś danym, co trzeba pielęgnować. Z tej okazji 15 listopada 2014 w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie odbyła się uroczysta lekcja patriotyzmu. Swoją obecnością zaszczycił nas ambasador RP w RS Tomasz Chłoń. Uczniowie w formie występu poetyckomuzycznego przybliżyli drogę naszej Ojczyzny do odzyskania utraconej w 1795 roku niepodległości.

Przypomnieli, jak po 123 latach niewoli z walki, patriotyzmu, entu-

Pożegnanie Tomasza Grabińskiego z Instytutem Polskim

J

akże często słyszymy, że coś się kończy, a coś się zaczyna… Lub inaczej, coś musi się skończyć, aby coś innego mogło się zacząć. Przekonać o tym mogliśmy się podczas niedawnego spotkania w Instytucie Polskim w Bratysławie. W dniu 22 października dyrektor do spraw programowych In stytutu Tomasz Grabiński zaprosił najbliższych przyjaciół, znajomych i współpracowników na oficjalne zakończenie swojej trwającej od 2009 roku misji przybliżania Słowakom polskiej kultury w Bratysławie. Czę ścią spotkania było również przed stawienie następcy, którego zada14

niem będzie teraz sformułowanie planu wydarzeń kulturalnych Instytutu na nadchodzące miesiące. Planowana zmiana na stanowisku dyrektora programowego Instytutu zbiegła się z przyznaniem kilka dni wcześniej Nagrody Literackiej Środ kowej Europy „Angelus” słowackiemu pisarzowi Pavlowi Rankovowi. Angelusa za przekład jego książki „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” otrzymał również Tomasz Grabiński. Spotkanie w Bratysławie było zatem również okazją do złożenia oficjalnych gratulacji, wyrazów uznania, a także zdoby-

cia autografu tłumacza, który wcześniej przybliżył polskiemu czytelnikowi choćby zbiór głośnych esejów Rudolfa Chmela „Kompleks Słowacki”, wydanych niedawno przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie. Nie powinno zatem dziwić, iż wspomnianego dnia pomieszczenia Instytutu zapełniły się licznie przybyłymi osobami, bliskimi panu Tomaszowi, jak również i miłośnikami jego działalności kulturalnej i literackiej. Obecny na spotkaniu ambasador RP Tomasz Chłoń w krótkim, ale pełnym humoru przemówieniu podziękował odchodzącemu dyrektorowi programowemu za pracę w Instytucie oraz za możliwość krótkiej, ale bardzo intensywnej wzajemnej współpracy. Ponadto odznaczył go szczególnym wyróżnieniem – medalem pamiątkowym Ambasady RP w Bratysławie AMICUS LEGATIONIS – w podziękowaniu za wieloletnią pracę w Instytucie Polskim w Bratysławie, upowszechnianie polskiej kultury, jęMONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage15

zjazmu i idei wyłoniła się wolna Polska. Recytowane przez nich wiersze i zaśpiewane pieśni nawiązywały do wydarzeń historycznych Polski, do bohaterskiej walki naszych przodków o niepodległość, język ojczysty i tożsamość narodową. Piękny występ młodzieży do-

Święto Niepodległości w Nitrze

U

starczył wielu przeżyć i wzruszeń patriotycznych. Na znak radości i dumy z barw narodowych uczniowie przyozdobili swoje ubrania biało-czerwonymi kokardami. JOLANTA CABAN

zyka i tradycji narodowej na Słowacji. Ten gest spowodował, iż na twarzy odznaczonego zauważyć można było dyskretne wzruszenie. Następująca potem mniej oficjalna część spotkania obfitowała w innego rodzaju prezenty, należące do kategorii bardziej sentymentalnych. Odchodzący wicedyrektor otrzymał od pracowników Instytutu oraz ambasady jedyną w swoim rodzaju wypełnioną słodyczami kapitańską marynarkę oraz ogromny globus, co miało nawiązywać do życzeń dalszych sukcesów na wzburzonych falach kulturalno-literackich. Tomasz Grabiński wraz z ambasadorem RP przedstawili uroczyście nowego wicedyrektora Instytutu

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Jacka Gajewskiego. Jak przyznał ambasador, odejście Tomasza Grabińskiego przyprawiłoby go o ból głowy, gdyby nie fakt, iż funkcję wicedyrektora obejmował właśnie Jacek Gajewski. Nowy dyrektor do spraw programowych nieoficjalnie przyznał naszej redakcji, iż będzie się starał położyć dodatkowy nacisk na obecność w życiu Instytutu sztuki audiowizualnej w formie wydarzeń muzycznych, teatralnych i filmowych. Redakcja „Monitora Polonijnego“ przyłącza się do podziękowań dla pana Tomasza Grabińskiego za wspaniałą współpracę i wsparcie w działaniach słowackiej Polonii, a ponadto życzy mu wielu kulturalnych wyzwań i dalszych sukcesów na tym polu w rodzinnym Wrocławiu. Nowego dyrektora Jacka Gajewskiego zaś serdecznie wita, mając nadzieję na dobre kontakty i dobrą współpracę w zakresie propagowania polskiej kultury na Słowacji ARKADIUSZ KUGLER

roczystości, upamiętniające Święto Niepodległości, odbyły się w Nitrze 17 listopada 2014 r., jak co roku na cmentarzu wojskowym z I wojny światowej. Uczestniczyli w nich konsul Jacek Doliwa, attaché obrony pułkownik Zbigniew Komański, ksiądz Rafał Czyż ze zgromadzenia ojców salwatorianów oraz nitrzańska Polonia. Były one wspólną częścią obchodzonego w całej Europie dnia weteranów wojennych, zwanego Dniem Maku, i rozpoczęły się dokładnie o godzinie 11.11. O tej właśnie godzinie we francuskim Compiègne podczas podpisywania rozejmu oddano ostatnią salwę, która zakończyła I wojnę światową. W wojskowej asyście na grobach żołnierzy zostały złożone wieńce. Stronę polską reprezentowali wyżej wspomniani przedstawiciele ambasady polskiej w Bratysławie, zaś stronę słowacką pułkownik Miroslav Lorinc, podpułkownik Štefan Acsai oraz przedstawiciele słowackiego związku weteranów wojskowych. Na nitrzańskim cmentarzu znajduje się 437 grobów żołnierzy: Polaków, Słowaków, Czechów, Serbów, Chorwatów, Węgrów, Niemców, Rumunów, Turków. Wśród nich jest też grób kapelana wojskowego kapitana Zdráleka. To właśnie na jego grobie stoi rzeźba zamyślonego żołnierza, wykonana w roku 1924 przez Juliusa Bártfaya. Przed licznie zgromadzonymi mieszkańcami Nitry wystąpił polski konsul, który w swoim przemówieniu przedstawił dążenia narodu polskiego do odzyskania niepodległości na zgliszczach I wojny światowej po wielu latach obcych zaborów. Podczas uroczystości zapalono znicze na grobach polskich żołnierzy, o których nitrzańska Polonia nie zapomina także przy innych okazjach. Wspominano też tych, którzy przyczynili się do odzyskania niepodległości w 1918 roku. ROMANA GREGUŠKOVÁ Zgodnie z życzeniem autorki honorarium zostanie przeznaczone na działalność administracyjną szkółki polonijnej w Nitrze 15


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage16

Wystawa o trudnych relacjach polsko-sowieckich

C

entrum Języka i Kultury Polskiej w Bańskiej Bystrzycy już po raz kolejny we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej (Oddział w Warszawie) przedstawiło bańskobystrzyckiej publiczności (tym razem przede wszystkim akademickiej) interesującą kartę współczesnej historii Polski – 6 listopada w obiektach Uniwersytetu Mateja Bela odbyło się otwarcie wystawy „W objęciach Wielkiego Brata. Sowieci w Polsce 1944-1993”. Na zaproszenie CJiKP przybył do Bańskiej Bystrzycy historyk warszawskiego oddziału IPN Marcin Łaszczyński, który wygłosił okolicznościowy wykład, rozszerzający zakres informacji przedstawionych w tekstach poszczególnych paneli wystawowych. Wystawa i wykład pozwalają spojrzeć praktycznie na całość najczęściej trudnych relacji Polski z Rosją sowiecką

P

rzed 40 laty Bratysława i Kraków zostały miastami partnerskimi. Kraków jest drugim miastem, po Perugii, z którym łączą Bra tysławę tak długie partnerskie stosunki. Z tej okazji 17 października doszło do spotkania władz Krakowa i Bratysławy. Na zaproszenie prezydenta Bratysławy ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

16

na przestrzeni dwudziestego wieku. W ramach ekspozycji na 56 planszach zaprezentowano około 150 oryginalnych zdjęć, zgromadzonych przez biblioteki, agencje fotograficzne oraz osoby prywatne. Zasadnicza część wystawy obejmuje lata 1944–1993. Jednak autorzy zaprezentowali szerszy kontekst stosunków polsko-radzieckich – od wojny polsko-bolszewickiej 1919–1920 r., poprzez pakt Ribbentrop-Mołotow, represje sowieckie z lat 1939–1943, zbrodnię katyńską, konferencję w Jałcie, porwanie 16 przywódców Polskiego państwa Podziemnego, aż po opuszczenie terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez ostatnie oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej w 1993 r. Większość fotografii ukazuje życie polityczne, społeczne, gospodarcze

i kulturalne w PRL. Wśród nich znalazły się m.in. te, pokazujące uściski między partyjnymi sekretarzami, słynny gest Władysława Kozakiewicza, złotego medalisty w skoku o tyczce na olimpiadzie w Moskwie w 1980 r., mapę z 1955 r. z kierunkami ćwiczeń sztabowych wojsk „zaprzyjaźnionych“ krajów. Wystąpienie historyka IPN sprowokowało zgromadzonych studentów polonistyki i historii UMB do pytań na temat obecnej polityki Rosji w stosunku do Ukrainy, Europy, symbolicznego wymiaru rywalizacji sportowej pomiędzy Polską i Rosją itp. Wystawę można oglądać w auli bloku C Uniwersytetu Mateja Bela na ulicy Ružovej 14 w Bańskiej Bystrzycy. JAKUB PACZEŚNIAK Centrum Języka i Kultury Polskiej UMB w Bańskiej Bystrzycy

40 lat

partnerstwa Milana Ftáčnika stolicę Sło wacji odwiedził wiceprezydent Krakowa Tadeusz Ma tusz. Oprócz spotkań o charakterze roboczym, pod-

czas których obaj panowie wymienili się doświadczeniami z zakresu edukacji, transportu i samorządności, przygotowano też ciekawy akcent kulturalny, adresowany do szerszej publiczności. Właśnie tegoż dnia w Pałacu Prymasowskim otwarto wystawę autorstwa Wiesława Majki pod tytułem „Sceny zwykłego życia z niezwykłego

Krakowa” (później wystawa była prezentowana w oknach Instytutu Polskiego w Bratysławie). Piękne fotografie, przedstawiające te najbardziej znane, ale i te może trochę rzadziej odwiedzane zaułki miasta, były ciekawą formą prezentacji Krakowa. RED.

MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage17

Spotkanie wicemarszałków z Polonią S

łowacka Polonia została zaproszona na niecodzienne spotkanie z wicemarszałkiem Senatu Janem Wyrowińskim i wicemarszałek Sejmu Elżbietą Ra dziszewską. Miało ono miejsce 13 listopada w ambasadzie RP w Bratysławie. Go ści, którzy przybyli do stolicy Słowacji na obchody 25lecia aksamitnej rewolucji, przywitał gospodarz pla-

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

cówki, ambasador RP w RS Tomasz Chłoń, który opisał relacje polsko-słowackie. Wicemarszałkowie zachęcili przedstawicieli słowackiej Polonii do opowiedzenia o nurtujących ich zagadnieniach. Wiceprezes Klubu Polskiego Małgorzata Wojcie szyńska po krótce przedstawiła działalność organizacji we wszystkich regionach oraz działalność wydawniczą stowarzyszenia, wręczając gościom egzemplarze „Monitora Polonij nego“ oraz publikację „Polska oczami słowackich dziennikarzy“. Z kolei Ka tarzyna Bielik opisała przedsięwzięcia, organizowane przez Stowarzyszenie „Polonus”. Obie organizacje zaprezentowały swoje osiągnięcia, działalność edukacyjną (prezes Klubu Pol skiego z Nitry Romana Gregušková nie kryła zadowolenia, że szkółka polonijna w tym mieście działa już LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

15 lat!), jak i ciekawe osobistości: pisarza Waldemara Oszczędę z Żyliny, reżysera Franka Chmiela z Bratysławy czy tłumaczkę przysięgłą Stanisławę Hanudelovą, również z Bratysławy. Stowarzyszenie „Polonus” pochwaliło się ciekawymi przedsięwzięciami, do których należą otwierane w ró żnych miastach na północy Słowacji polskie działy w bi-

bliotekach. Oba stowarzyszenia przygotowują też przedsięwzięcia promujące Polskę na Słowacji. „Nasza sytuacja jest nieco inna niż w pozostałych miastach Słowacji, pewnie dlatego, że mieszkamy w stolicy i tu zapotrzebowanie na ofertę kulturalną mieszkańców jest nieco inne, dlatego nasze przedsięwzięcia są szeroko zakrojone, by dotrzeć do jak największej ilości Słowaków“ – powiedziała Katarzyna Tulejko, prezes Klubu Polskiego w Bratysławie. Przypomniała też, że podczas imprezy „Z Polską na Ty“ na nabrzeże Dunaju przybyło około 37 tysięcy osób. „Tego typu przedsięwzięcia jesteśmy

w stanie organizować na wysokim poziomie wtedy, kiedy wiemy, że zdobędziemy odpowiednie wsparcie finansowe, na które nie powinno zabraknąć środków“ – dodała. Z kolei Katarzyna Bielik wnioskowała, by również w innych regionach Słowacji dochodziło do spotkań przedstawicieli władz z Polski z Polonusami. Pod koniec spotkania Czesław Sobek wnioskował, by w ogólnodostępnym na Słowacji pakiecie telewizyjnym znalazły się kanały polskiej telewizji publicznej. Przedstawił też projekt wydania słownika polsko-słowackiego, do którego hasła zbierała przez wiele lat swojej pracy zawodowej tłumaczka Stanisława Hanudelová. Pod koniec krótkiego spotkania wicemarszałek Wyrowiński wręczył obu organizacjom polonijnym publikacje poświęcone Sejmowi RP i obiecał przekazać przedstawione postulaty osobom odpowiedzialnym za kontakty ze słowacką Polonią. DOROTA CHMIEL

17


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage18

Andrzejkowa zabawa W

ZDJĘCIA: SZANO STEHLIK

ostatni dzień listopada odbyło się spotkanie andrzejkowe dla członków i przyjaciół Klubu Polskiego Bratysława. Dzięki uprzejmości i gościnności ojca Tymoteusza Góreckiego andrzejki, po-

dobnie jak tegoroczny śledzik, miały miejsce w Domu Pielgrzyma w Mariance. Ponieważ była to również ostatnia niedziela miesiąca, godzinę przed zabawą została odprawiona msza św. w języku polskim. Andrzejki, znane też jako jędrzejki lub wigilia św. Andrzeja (patrona miłości), traktowano dawniej bardzo poważnie. Był to czas wróżb, głównie dla niezamężnych dziewcząt. Obe cnie formuła andrzejkowego święta nieco się zmieniła. Współczesne wróżby andrzejkowe mają jedynie charakter niezobowiązującej zabawy przed rozpoczynającym się okresem adwentu. Spotkanie w Mariance rozpoczęło się od serdecznego przywitania licznie przybyłych gości przez oj-

ca Tymoteusza i prezes KP Bratysława Katarzynę Tulejko. Na stołach pojawiły się smaczne przekąski i wypieki klubowiczów. Nasza nowa koleżanka Bogna Za-

„Póki Polka żywa, póty kląć będzie…” C

zy rzeczywiście Polki klną? Na pewno klną polscy mężczyźni. I to nie tylko ci z marginesu. Klną artyści, politycy, sportowcy i inni „vipowcy”. Mało tego, ich przeklinanie odbierane jest prawie ze zrozumieniem. I owszem, kiedy ostatnio w Polsce ujawniono nagrania trzech polskich polityków, którzy – wierząc, iż ich rozmowa jest prywatna – dyskutowali nie tylko o ważnych sprawach państwowych, ale i o tym, kogo hojniej obdarzyła natura, Polacy zdawali się być oburzeni, ponieważ po pierwsze dowiedzieli się, jak robi się politykę, a po drugie jak wulgarnie się o tym mówi. Potem sytuacja się uspokoiła, a nawet zmieniła, no bo jakżeż ze sobą powinni rozmawiać prawdziwi mężczyźni. Swojskie chłopy. I kląć potrafią. Czyli i do szabli, i do szklanki… 18

Wcześniej bluźnić publicznie udało się nieżyjącemu już Józefowi Zychowi. Kiedy jako marszałek Sejmu prowadził obrady, nie zauważył, iż ma włączony mikrofon, i – ponieważ relacja była na żywo – cała Polska usłyszała, jak soczyście potrafi zakląć. Ale i on nie spotkał się z potępieniem, bo przecież zaklął swojsko, po naszemu. Kiedy jednak wulgaryzmu użyła posłanka, czyli kobieta, której nazwisko znam, ale nie wymienię (ot, taka kobieca solidarność!), a zrobiła to w stosunku do innego posła, którego nazwisko również znam, ale dla równowagi też nie wymienię (dodam tylko, że oboje pełnią dziś wysokie funkcje w państwie), wulgarnie każąc mu się wynosić, w Polsce zawrzało. Jak to? Kobieta i takie słowa? To jakaś wul-

garna baba! Fe! Nie wypada! A gdzie tu równouprawnienie? Okazuje się, że język kobiet różni się od języka mężczyzn, bo i różnica między obiema płciami nie polega tylko na tym, kto ma, a kto nie ma przyrodzenia, ale dotyczy też innych sfer. I chodzi nie tylko o jakość używanego słownictwa – bo na języku się skupię – ale i jego ilość, co dobrze widać choćby w postrzeganiu i nazywaniu kolorów; to kobiece jest bogatsze. Setki, a właściwie tysiące lat przyczyniły się jednak do powstania bardzo, ale to bardzo głęboko zakorzenionych stereotypów tak o mężczyznach, jak i o kobietach. Także dotyczących języka. Mężczyzna może przeklinać jak szewc, zwłaszcza jeśli chce pełnić funkcję samca alfy, zaś kobieta, wiotka MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage19

Polska, biało-czerwoni! E

jąc urozmaiciła spotkanie, przygotowując na tę okazję kilka specjalnych wróżb, dzięki którym można było sporo się dowiedzieć o sobie i swojej przyszłości. Nie zabrakło też tradycyjnych zabaw andrzejkowych, jak lanie wosku czy przestawianie butów. We wróżby andrzejkowe można wierzyć lub nie, śmiać się z nich i mówić o nich z przymrużeniem oka, jednak w ten jedyny w swoim rodzaju wieczór wśród polskich i słowackich przyjaciół Klubu Polskiego panowała iście magiczna atmosfera, pełna radości, ciepła i przyjaźni. Właśnie takich wyjątko-

wych spotkań życzę wszystkim naszym klubowiczom w nadchodzącym 2015 roku. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

i delikatna, powinna używać słów górnolotnych i wyszukanych. Ten wzorzec jednak wydaje się przechodzić do lamusa. My kobiety współczesne przeklinamy tak samo jak mężczyźni, a im jesteśmy młodsze, tym większą wulgarnością się wykazujemy. Wystarczy posłuchać gimnazjalistek, które wyrażają się coraz dosadniej. Czy to efekt chęci dorównania mężczyznom w tym tak trochę (ha! ha!) zmaskulinizowanym świecie? Na pewno świadczy to o potrzebie przywłaszczenia sobie świata męskiego, bo przecież chcąc pełnić funkcje stereotypowo przypisywane mężczyznom, upodobniamy się do mężczyzn. Prowadzone na Uniwersytecie Warszawskim badania wykazały, iż kobiety i mężczyźni przeklinają dziś, używając tych samych słów, jednak w różnym celu: kobiety po to, by rozładować napięcie, a mężczyźni dla saLISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

liminacje do mistrzostw Europy 2016 zgromadziły nas, kibiców z Klubu Polskiego w Bratysławie 11 października w klubie All Stars Caffe. Wyposażeni w polskie flagi oraz w biało-czerwone gadżety zasiedliśmy w lokalu, by kibicować naszym w meczu z Niemcami. Wszyscy byliśmy w doskonałych nastrojach i choć mało kto z nas na głos mówił o zwycięstwie, to w każdym tliła się mała iskierka nadziei. Traf chciał, że w tym samym lokalu zebrali się też niemieccy kibice, co dodało pikanterii naszemu spotkaniu, które zostało zorganizowane spontanicznie, w ostatniej chwili, za pomocą Facebooka. Było ono też świetną okazją, aby poznać się bliżej. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wczuliśmy się w atmosferę, panującą na stadionie w Warszawie, nucąc nasz hymn narodowy. Pierwsza połowa upłynęła na oklaskach dla bramkarza Wojtka Szczęsnego, który tego dnia bronił fenomenalnie. Druga część spotkania to euforia i nerwy. Po pierwszej bramce okrzyki radości, połączonej z niedowierzaniem, i nadzieja na utrzymanie wyniku. Druga bramka w 88. minucie to już prawdziwy obłęd! Nasi siedzący obok sąsiedzi w tym momencie opuścili lokal. Jedną nogą byliśmy już w piłkarskim raju, ale Niemcy nie są przeciwnikiem, którego należało lekceważyć. Sędzia doliczył 4 minuty, podczas których wszystko mogło się zdarzyć. Każdy z nas, obgryzając paznokcie, czekał na ostatni gwizdek. No i w końcu nastąpiła upragniona chwila! Polacy utrzymali wynik i pierwszy raz w historii zwyciężyli nad Niemcami! Uśmiechy na twarzach, oklaski, radość. Ten wieDOROTA CHMIEL czór należał do nas. Polska – Niemcy 2:0.

mego faktu przeklinania, który traktują jako swoisty wykładnik męskości. Warto też zauważyć, że kobiety przeklinają częściej w swoim gronie i wówczas potrafią być nad wyraz wulgarne i dosadne, mężczyznom zaś, jak już wspomniałam, wolno w sferze publicznej więcej, a zatem i w tej sferze częściej przeklinają. Wulgaryzmy otaczają nas wszędzie i mam wrażenie, że coraz mniej rażą, bowiem często używane tracą swoją moc. Niepokojące jest, że gdyby zakazać ich używania, niektórzy po prostu by milczeli. Czy coś się zmieni w tym powszechnym przyzwoleniu na wulgarność? Pierwsze jaskółki już widać… W Czechach doszło ostatnio do ostrych protestów przeciwko wybranemu w demokratycznych wyborach prezydentowi republiki, który zdaniem wielu nadużył swojej pozycji, używając w wywiadzie

radiowym, transmitowanym na żywo, kilku mocnych wulgaryzmów. I szala się przelała… Protestujący Czesi zaczęli się domagać dymisji głowy państwa. Co z tego wyniknie? Politycznych zmian pewnie nie będzie, ale jest to wyraźny sygnał wyborców, że wulgarnych zachowań tolerować nie będą, w każdym razie nie na tym poziomie. Na koniec pora wrócić do tytułu, zaczerpniętego z wypowiedzi znanej polskiej pisarki i feministki Manueli Gretkowskiej, która to wypowiedź w całości brzmi tak: „Póki Polka żywa, póty kląć będzie, bo nie ma powodów do radości, za to ma co najmniej dwa razy więcej powodów do frustracji niż mężczyzna”. Tylko czy to nas, kobiety usprawiedliwia? Czy ten właśnie przejaw męskiej kultury warto przejmować? Wesołych Świąt! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage20

Aksamitna rewolucja z Polską w tle O

roli, miejscu i znaczeniu aksamitnej rewolucji powiedziano przy tegorocznej okrągłej rocznicy wiele słów. Korzystając z okazji chciałbym powrócić do tych, które miałem okazję powiedzieć podczas Hanusovych dni w Preszowie 7 listopada. Zaproszono mnie tam wraz z posłanką do Parlamentu Europejskiego Janką Žitňanską i Romanem Jochem, byłym doradcą czeskiego premiera, bym powiedział, co Polak myśli o aksamitnej rewolucji. Moje wieloletnie zainteresowania sprawami słowackimi i czeskimi powodują, iż mój głos nie jest reprezentatywny dla całego polskiego społeczeństwa, gdyż większość Polaków sprawami naszych południowych sąsiadów się nie interesowała w 1989 roku i nie bardzo się interesuje dzisiaj. Pamiętajmy jednak, że ta zasada działa w obie strony. Dlatego preszowskie spotkanie było dla mnie okazją, by szczególnie obecnym tam, w Divadle Alexandra Duchnovi ča, młodym gimnazjalistom przypomnieć drogę do wolności ich rodziców, zapoczątkowaną studenckimi demonstracjami w listopadzie 1989 roku. To był dobry pretekst, by przywrócić im znaczenie „solidarności”, tej pisanej wielką i małą literą, i podkreślić, że bez tego ruchu społecznego, który w 1980 roku pociągnął za sobą 1/3 polskiego społeczeństwa, na przemiany w całym wschodnim bloku musielibyśmy czekać o wiele dłużej. To ludzka solidarność z bitymi czeskimi i słowackimi studentami w listopadzie 1989 roku zmobilizowała rzesze ludzi do wyjścia na ulice w kolejnych demonstracjach, a intelektualistów 20

do powołania OF i VPN. W swoim wystąpieniu zwróciłem też uwagę na paradoks, że w listopadzie 1989 roku Polska była już państwem częściowo suwerennym, z Tadeuszem Mazowieckim jako pierwszym niekomunistycznym premierem od 1945, co było konsekwencją na wpół wolnych wyborów, przeprowadzonych w czerwcu tegoż roku. Co więcej wydarzenia aksamitnej rewolucji miały miejsce w parę miesięcy po obradach okrągłego stołu na Węgrzech i tuż po upadku muru berlińskiego. Rodzi to zasadnicze pytanie, dlaczego ówczesna Czechosłowacja była tak zapóźniona w tym procesie przemian, dlaczego największy festiwal niezależnej kultury czechosłowackiej musiał się odbyć w dniach 3-5 listopada 1989 roku w Polsce, a dokładnie we Wrocławiu? Prezydent Havel nie wahał się nazwać później tego festiwalu uwerturą do aksamitnej rewolucji. Przyczyn, dlaczego na przemiany w Czechosłowacji musieliśmy czekać prawie pół roku w stosunku do podobnych procesów w Polsce, jest wiele, ale tą najważniejszą był brak ludzi gotowych do rozmów po obu stronach barykady. W czeskiej i słowackiej partii komunistycznej nie było żadnej grupy reformatorów ani nawet pragmatyków, dostrzegających, że cała konstrukcja się sypie. Długo,

bardzo długo żyła ona w przekonaniu, iż ta choroba ominie Czechosłowację. Tych kilku nielicznych komunistów-reformatorów było mocno ukrytych i bez żadnego wpływu na dalszy los wypadków. Jak pisałem w mojej książce o słowackich elitach politycznych, wydanej parę lat temu w Polsce, jeden z nich na pytanie o ich bierność ze szczerością stwierdził, że „nie było sensu wystawiać głowę z okopów, gdy ostatnie kule latały”. Pamiętajmy też o tym, że nie da się porównać opozycji w Polsce i Czechosłowacji. W Polsce od wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 roku dziesiątki tysięcy ludzi było zaangażowanych w różnego rodzaju działalność opozycyjną. W Czechosłowacji zaś było to udziałem garstki ludzi, w Czechach skupionych wokół Vaclava Havla i Karty77, a na Słowacji przede wszystkim wokół podziemnego Kościoła Katolickiego – nielicznych słowackich intelektualistów, współpracujących z opozycją określano mianem „wysp pozytywnej dewiacji”. To dla wsparcia tych środowisk w październiku 1981 roku grupa polskich działaczy opozycyjnych powołała Solidarność Polsko-Czesko-Słowacką, której członkowie byli właśnie głównymi organizatorami wspominanego festiwalu kulturalnego, a parę miesięcy wcześniej w sierpniu 1989 roku zorganizowali manifestację w polskim Cieszynie, w czasie której zgromadzeni ludzie trzymali transparenty, przepraszające za polski udział w agresji na Czechosłowację w 1968 roku. Te wszystkie gesty i działania były udziałem garstki ludzi, którzy potem odegrali kluczowe role w procesach transformacyjnych nad Wełtawą i Dunajem. I to w tych kartach, związanych z ruchem Solidarności, naszego wsparcia dla czeskich i słowackich opozycjonistów należy doszukiwać się jednego z powodów listopadowego przewrotu. Dlatego możemy z podniesioną głową chodzić po ulicach Pragi czy Bratysławy, a stojąc pod tablicami, upamiętniającymi wydarzenia z listopada 1989 roku, pomyśleć, że był i w nich też nasz cząstkowy PIOTR BAJDA udział. Instytut Politologii UKSW w Warszawie MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:58PMPage21

W

słabych promieniach listopadowego słońca i jesiennej mgle olbrzymia bryła zamku wydawała się jeszcze smutniejsza i bardziej zapomniana. Z daleka majestatyczna i romantyczna budowa zachwyca, z bliska straszy pustką. W miejscowości Holicz (Holíč) na Zahoriu znajduje się olbrzymi zamek. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1205 roku. Po inwazji mongolskiej w 1241 roku postawiono kamienną twierdzę na wodzie, która aż do XIII wieku pełniła rolę grodu granicznego, nazywanego w kronikach Wywarem lub Albą Ecclesią. Jednym z wielu jego właścicieli był Zygmunt Luksemburski, prawnuk Kazimierza III Wielkiego. W 1736 r. miasto wraz z zamkiem zakupił cesarz rzymski Franciszek I Lotaryński, który przebudował twierdzę na letnią rezydencję rodziny Habsburgów. Obecny barokowo-klasycystyczny wygląd pałacu jest wynikiem wielu modyfikacji, przeprowadzonych pod kierownictwem najznakomitszych austriackich artystów i architektów. Jego przebudowa była wielkim przedsięwzięciem. To właśnie monumentalność, koncepcja architektoniczna i historia spowodowały, iż zamek w Holiczu został uznany za narodowy zabytek kultury i jedno z najlepszych dzieł barokowych na Słowacji. Na rozległej przestrzeni wznosi się olbrzymi trzypiętrowy budynek mieszkalny, zaprojektowany w kształcie litery U, otoczony podwójnym systemem masywnych murów. Za fosą znajdował się kiedyś okazały park, który zlikwidowano w 1919 roku. Kiedy po raz pierwszy z oddali ujrzałam pałac, zaLISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Cesarska rezydencja Słowackie perełki

wciąż czeka na swojego księcia chwycił mnie swoimi rozmiarami. Wyobraziłam sobie czasy świetności tego miejsca: arystokratów, wjeżdżających karetami do pałacu, popołudniowe konne przejażdżki, rozległe ogrody i stajnie pełne rumaków. Podobno żona cesarza, Maria Teresa, zatrzymywała się tu na dłuższe pobyty aż 30 razy, zapraszając na swoje bale i uroczystości po 400 gości. Przez most nad fosą dotarłam na dziedziniec i wówczas moim oczom ukazał się zupełnie inny obraz, rzeczywisty: odpadający tynk, zardzewiała brama i smutne okna. W 1921 r. zamek przeszedł na rzecz państwa czechosłowackiego i od tego momentu zaczął niszczeć. Była tu zarówno szkoła, jak i sklep z częściami samochodowymi. Niektóre eks ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ponaty wywieziono na zamki do Czech i na Morawy, resztę, to co się dało, rozkradli ludzie. Dziś wnętrze dawnej rezydencji jest puste i brudne. Tylko drewniane podłogi, zdobione balustrady i zakurzone kryształowe żyrandole przypominają dawną świetność i organizowane tu szlacheckie bale. W dobrym stanie zachowała się jedynie sala, zwana chińską, zdobiona lustrami i drewnem. Jej ściany pokrywają skórzane tapety z motywami chińskiego krajobrazu. Tu też znajduje się skrzynia z resztkami oryginalnego ekwipunku, kawałki obrazów, ram, dwa krzesła i ogromny miedziany zbiornik do gromadzenia wody deszczowej. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy skończyłam

spacer wokół zamku. Dziwne to uczucie przechadzać się alejkami, którymi kiedyś chodziła cesarzowa. Przed wieczornym chłodem skryłam się w winiarni, znajdującej się w dawnym budynku gospodarczym. Tam zostałam uraczona nie tylko szlachetnym trunkiem, ale i opowieściami, dzięki którym dawna siedziba arystokratyczna na moment ożyła w mojej wyobraźni. Władze miasta sprzedały zamek w 1996 roku, a kilka lat później odkupiły go za 30 mln koron. Dziś lokalni radni starają się wskrzesić zamek i przywrócić mu dawny blask, jednak stale brakuje na to finansów. To drugi zamek na Słowacji – po bratysławskim – będący kiedyś cesarską rezydencją. Szkoda, że obraca się w ruinę i odchodzi w zapomnienie. Wciąż czeka na majętnego sponsora z sakwą pełną złotych dukatów… Mimo wszystko warto odwiedzić Holicz, w którym odnajdą Państwo tajemniczy, choć smutny świat legend i historii. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA 21


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage22

słowacy w legii czechosłowackiej czyli o powstaniu 7. pułku tatrzańskiego

W

ybuch wojny światowej udział Słowaków, zwłaszcza od WAŻKIE w roku 1914 zakończył WYDARZENIA roku 1916, kiedy to powstała istnienie dotychczasowego po- W DZIEJACH idea Czechosłowacji – wspólnerządku świata, który wydawał go państwa obu narodów na SŁOWACJI się stabilny i niewzruszony. Nagruzach monarchii Habsburwet zmasowane i wielonarodowe ruchy gów. Legia miała być swego rodzaju larewolucyjne kilkadziesiąt lat wcześniej, boratorium przyszłej Czechosłowacji, w czasie Wiosny Ludów 1848 roku, nie mającej stać się wzorcem demokracji potrafiły go zmienić. Zdawało się, że tak dla całej Europy Środkowej. Przejawem będzie już zawsze. Dla Słowaków oznatego było m.in. zwracanie się żołnierzy czało to, że będą żyć w państwie węgierdo siebie za pomocą formy „bracie”, co skim, a w najlepszym wypadku mogą było czymś wyjątkowym. Legia czechosłowacka w Rosji miawalczyć o autonomię kulturalną. Jeła być zalążkiem przyszłego państwa. dnak wojna zmieniła wszystko. NaprzeW nazwach oddziałów miała być zawarciwko Austro-Węgier stanęła Rosja. Czeta cała ideologia: pierwszy pułk nosił si i Słowacy widzieli w tym szansę na imię Jana Husa, XV-wiecznego księdza, poprawę bytu narodowego. Mit Wielktóry wystąpił przeciwko kościołowi kiego Brata był silny. Polacy, doświadi został spalony jako heretyk; upatrywaczeni rosyjskim panowaniem, brutalnono w nim symbol oporu przeciwko ścią administracji rosyjskiej i krwawym Habsburgom, ściśle połączonym z Kodławieniem kolejnych powstań narodościołem Katolickim. Piąty pułk nazwawych, nie mogą tego pojąć, ale nasi pono imieniem Tomáša Masaryka, wodza łudniowi sąsiedzi wierzyli w słowiańi filozofa, uosabiającego czechosłowacskie braterstwo i Wielką Rosję, która byką rewolucję, bo takim mianem określałaby w stanie rozbić Niemcy i Węgry no dążenia do stworzenia Czechosłoi wesprzeć słowiańskich pobratymców wacji. Bardzo ważne było też zaznaczew budowie ich własnego państwa. Ponie słowackiej obecności w legii i przywoływanym żołnierzom nie chciało się szłym „braterskim państwie”. Dlatego walczyć i umierać za Austrię i Węgry. też jeden z pułków zdecydowano naW gruncie rzeczy większość z nich sympatyzowała z formalnym wrogiem. zwać na cześć Słowaków. Ponieważ słoOczywiście państwo, a zwłaszcza wojwackim symbolem są Tatry, dlatego sko, miało swoją siłę, dyscyplinę i porząsiódmy pułk legii nazwano Tatrzańdek, które wielu uważało za rzecz natuskim. Z czasem inny pułk (tworzony już ralną. Niełatwo było więc zerwać z taką trochę na wyrost) – dwunasty – nazwasiłą bezwładu. A jednak wielu żołnierzy no jeszcze imieniem Milana Rastislava narodowości czeskiej, w mniejszym Štefánika. Pułk zaczęto tworzyć w czerwcu stopniu także słowackiej, decydowało 1917 roku. Rewolucyjny rząd rosyjski się na dezercję i przejście na rosyjską (mowa o pierwszej rewolucji rosyjskiej, stronę. Wiadomo było, że żyjący w Rosji demokratycznej, z marca 1917 roku) dał Czesi (była to przede wszystkim kilkudziesięciotysięczna grupa osadników na Wołyniu oraz grupa techników-specjalistów w różnych miastach Ukrainy) powołali zaraz po wybuchu wojny oddział, nazwany Drużyną Czeską. Stopniowo oddział ten rozrósł się aż do kilkunastu pułków (kiedy w 1917 roku Czesi mogli opuścić rosyjskie obozy jenieckie). Większość tej tzw. legii tworzyli Czesi, ale ważny był w nich także 22

zgodę na zwolnienie z obozów jenieckich Czechów i Słowaków i wezwał ich do wstępowania do legii. Zborny punkt dla ochotników z całego imperium rosyjskiego ulokowany został w Boryspolu koło Kijowa, niedaleko dzisiejszego lotniska stolicy Ukrainy. Co ciekawe, wśród Słowaków, którzy docierali do Boryspola, była spora grupa słowackich żołnierzy, zmobilizowanych w Wojwo dinie. W relacjach kombatantów pojawiało się często wspomnienie, że język słowacki czasami mieszał się im z serbskim. Słowackich ochotników było jednak za mało, by stworzyć cały pułk. Mimo że starano się do niego kierować wszystkich docierających do obozów legii Słowaków, to stanowili oni zaledwie połowę legionistów tejże jednostki. Jeden oddział był jednak w 100% słowacki. Była to 12. kompania, stacjonująca w małym ukraińskim miasteczku Berezań. Słowacy stanowili też większość 11. kompanii. Część z nich trafiła do innych pułków, duża grupa znalazła się w obozie zbiorczym dla Słowaków w Irkucku we wschodniej Syberii. Ogółem do legii wstąpiło około 4 tysięcy żołnierzy słowackich. Dla porównania warto dodać, że o wiele więcej, bo ok. 25 tysięcy amerykańskich Słowa ków wstąpiło na ochotnika do armii USA i walczyło potem we Francji, zaś w armii francuskiej walczyło 7 tysięcy słowackich żołnierzy, wywodzących się z emigracji zarobkowej. Dowódcą najbardziej słowackiego oddziału czechosłowackiej legii, owej 12. kompanii, został porucznik Ján Gustáv Čipka. Miał 38 lat, pochodził z Gemeru, w domu zostawił żonę i czworo dzieci. Był rolnikiem, ale nietypowym, bo miał maturę, co było wówczas rzadkością. Przed wojną był starostą ogniska „Sokoła” w swojej rodzinnej wsi. Jednym z dowódców plutonu był podporucznik Rudolf Viest, który 37 lat później, już jako generał, był dowódcą Słowackiego Powstania Narodowego. W Rosji tymczasem nasilała się anarchia. W listopadzie wybuchła rewolucja październikowa, co doprowadziło do ostatecznego chaosu. Zbolszewizowane masy rozkradły wszystko, co było do rozkraMONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage23

dzenia. Żadna administracja już nie działała. Dwu i pół tysiącu żołnierzy 7. pułku (jak i całej legii) groził głód. Pomimo wypraw po okolicznych wsiach brakowało najbardziej podstawowych produktów: ziemniaków, mąki, cukru; mięso było rarytasem. Na początku 1918 roku kierownictwo czeskiej emigracji politycznej zdecydowało o podjęciu próby przeniesienia legii z Rosji do Francji, co miało być ratunkiem dla żołnierzy i wzmocnić obecność czechosłowacką w Europie Zachodniej. Ukraina była w tym czasie, po przewrocie bolszewickim, samodzielnym państwem, nieuznającym rządu w Moskwie. W obronie przed bolszewikami rząd ukraiński zwrócił się o pomoc do Niemiec. W środku tego zawirowania politycznego znalazł się korpus czechosłowacki. Tomáš Masaryk, który w tym czasie przyjechał z USA do Rosji, wynegocjował, iż czechosłowaccy legioniści będą mogli przejechać przez całą Rosję, Ural, Syberię aż do Oceanu Spokojnego, skąd przez Amerykę i Atlantyk zostaną przetransportowani do Europy, na front francuski. Chłopcy spod Trenczyna, Zwolenia czy ze Spisza mogli od wyobrażeń o takiej podróży dostać zawrotu głowy. Siódmy pułk ruszył w swą wielką podróż 4 marca 1918 roku. Wszystkich 173 żołnierzy kompanii wsiadło do pociągu na stacji kolejowej Jagotin i ruszyło w wielką niewiadomą przez niefunkcjonujący kraj pełen dezerterów, band i ludzi poszukujących chleba oraz rozmaitych wojsk, zwalczających się nawzajem… Podstawowym problemem okazał się brak drewna napędzającego parowóz (węgiel był tak cenny, że do pilnowania każdego worka wyznaczono osobnego stra żnika). Planowano zdobywać je po drodze, na każdej większej stacji. I tak rozpoczęła się czechosłowacka Anabaza. ANDRZEJ KRAWCZYK Ciąg dalszy w następnym numerze „Monitora Polonijnego“ LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

P

A taka piękna miłość…

odobno o miłości powiedziano już wszystko, a przecież wciąż powstają kolejne książki, wiersze, teksty piosenek i filmy, które niby mielą ten sam temat, wciąż opowiadając nam jakąś nową historię, ukazującą coś, czego nie znaliśmy do tej pory, lub coś, co znamy aż za dobrze z własnego życia. Miłość w swych różnych aspektach jest, była i będzie! Towarzyszy nam lub do niej tęsknimy, jest siłą napędową, często bywa niszcząca. O miłości można godzinami opowiadać, słuchać, czytać, oglądać, a i tak tematu się nie wyczerpie. „Płynące wieżowce”, film Toma Wasilewskiego (reżyseria i scenariusz), to kolejna opowieść o miłości niespodziewanej, która zaskakuje bohaterów, uskrzydla, ale jest tak trudna do zaakceptowania przez otoczenie, że staje się wstydliwym problemem, który doprowadza do tragedii. Dwoje zakochanych, cały świat przeciwko nim. Pierwsze skojarzenie? Romeo i Julia. Wasilewski opowiedział nam historię, której szkielet jest nam wszystkim dobrze znany, tyle że w tym przypadku chodzi o miłość dwóch mężczyzn. Jeżeli widz spodziewa się skandalu obyczajowego, taniej sensacji, gejów z piórami w pupie rodem z Almodovara lub też propagandowego kina gejowskiego, to się rozczaruje i lepiej, żeby pozostał w domu. Homoseksualizm nie jest tu ani niczym strasznym, ani cudownym, schodzi wręcz na drugi plan tak, jakby w ogóle nie miało znaczenia, jakiej płci są bohaterowie. To film o miłości i miłość jest głównym bohaterem. „Płynące wieżowce” to opowieść tak uniwersalna i autentyczna w swej wymowie, że wrzucanie

jej do jednej szuflady z kinem gejowskim byłoby co najmniej dużym uproszczeniem. Należy też zauważyć, że jest to pierwszy polski film, który nie pokazuje geja w oklepanej konwencji nadwrażliwego samotnika lub groteskowego ekscentryka. Głównym tematem filmu jest rozdarcie wewnętrzne i konieczność dokonywania życiowych wyborów w sytuacji, gdy inni mają jasno sprecyzowane oczekiwania, co do tego, co powinniśmy zrobić. To opowieść o tym, jak trudno czasem wybrać pomiędzy ciepłym, wygodnym, dawnym życiem a podążaniem za czymś nowym, nieznanym, o trudności wyrwania się z uporządkowanego życia nawet, jeżeli nas uwiera i nie daje szczęścia. W filmie świetnie zarysowane są portrety psychologiczne bohaterów. Każdy z nich ma dwie twarze, nikt nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Wspaniałe kreacje aktorskie zgotowali nam wcielający się w główne role Mateusz Banasiuk (Kuba), Bartosz Gelner (Michał) i Marta Nieradkiewicz (Sylwia). Młodzi, zdolni, naturalni, bez ogranych twarzy i serialowej, tandetnej maniery. Film miał swą premierę na festiwalu Tribeca w Nowym Jorku, gdzie zebrał świetne recenzje. Wygrał też w kategorii East of West w Karlowych Warach, a ostatnio pokazywany był na Lets Cee Film Festival w Wiedniu, gdzie publiczność po napisach końcowych zamarła w ciszy na długie dwie minuty, po czym uhonorowała twórców niekończącymi się owacjami. Gorąco polecam wszystkim, nie tylko kinomanom! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 23


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage24

Polska

N E K R O M E D I A

medialna

S

ex sells, czyli w wolnym tłumaczeniu seks wszystko sprzeda. Podtekst seksualny zarówno w subtelnym, jak i boleśnie dosłownym ujęciu, towarzyszy reklamom przeróżnych produktów. Od rzeczy nieodwołalnie kojarzących się z seksem, jak prezerwatywy, poprzez spoty zachęcające do kupna dachówek i blachy falistej, na wysokobudżetowych kampaniach promujących luksusowe torebki i perfumy skończywszy. Seks i skandale z nim związane to także świetny temat dla mediów, szczególnie jeśli dotyczą ludzi władzy i ich pilnie strzeżonych sekretów. Rozporkowa afera w Białym Domu, w której główne role grali prezydent Bill Clinton i stażystka Monika Lewinsky, była tematem samograjem nie tylko dla bulwarówek i magazynów seg-

mentu people. Poważni dziennikarze szanowanych tytułów z całego świata analizowali sprawę, wątek po wątku, na bieżąco rzucając opinii publicznej najbardziej smakowite kąski. Kilka lat później w Polsce rozgorączkowane media niczym telenowelę w odcinkach relacjonowały seksaferę, w którą uwikłani byli posłowie Samoobrony. Ich intymne kontakty z pewną panią i niemoralne propozycje, które jej składali, na pewien czas zmonopolizowały nagłówki gazet i czołówki serwisów informacyjnych. Teraz, gdy sprawa została niemal przez wszystkich zapomniana, a jej bohaterowie odeszli w polityczny niebyt, widać wyraźnie, jak niewielkie było jej znaczenie. Groteską wydają się poświęcone aferze programy publicystyczne, czerwone paski z „pilnymi“ depeszami w kanałach informacyjnych i transmitowane na żywo konferencje prasowe. Niepokojąco atrakcyjna staje się dla mediów również tematyka śmierci. Oczywiście nie jest tak uniwersalna i dająca pole do działania jak seks – bo wciąż istnieje silne tabu kulturowe – jednak niemal zawsze gwarantująca zainteresowanie odbiorcy. W znakomitej większości media rozgrywają śmierć cynicznie. Nieważne, czy nastąpiła w wyniku choroby, zaniedbań lekarza, tragicznego wypadku, samo-

bójstwa, wreszcie morderstwa – każdą można potraktować jak sensację, przygotować dziesiątki, ba! setki informacji. Wszystkie oczywiście pilne i przełomowe. Jest trup – jest temat, który trzeba wyeksploatować do granic możliwości. Kiedy na początku października na raka trzustki zmarła aktorka Anna Przybylska, media wpadły w histerię. Poza standardowym w takich sytuacjach przypomnieniem filmografii zmarłej, którą w medialnym dyskursie nagła śmierć nobilitowała do miana jednej z największych polskich aktorek, czytelnicy i widzowie dostali pakiet de luxe, czyli wspomnienia bliskich i dalekich znajomych Przybyl-

Wykastrowana Agata

F

elieton uważany jest za najtrudniejszy gatunek dziennikarski. Wymaga zarówno niebywałej erudycji, wiedzy, oczytania, jak i lekkiego pióra, bystrego zmysłu obserwacji i niezwykłego dowcipu.

Agata Passent we wstępie do swojej najnowszej książki pisze: „Wychowali mnie wybitni polscy fe lietoniści Daniel Passent i Agnieszka Osiecka, których dowcip, kultura i erudycja kastrowały mnie od 24

wschodu do zachodu”. Trzeba przyznać, że wszystkie cechy dobrego felietonisty pani Agata musiała wyssać z mlekiem matki. Minęło już 18 lat odkąd autorka wkroczyła na ścieżkę, wyznaczoną przez jej wy-

bitnych rodziców. Swoje felietony publikuje w najbardziej poczytnym magazynie kobiecym „Twój Styl” i z okazji swojej osiemnastki, czyli pełnoletności w pisaniu felietonów, na nowo posegregowała teksty z po-

przednich prawie dwóch dekad. W 2014 roku do rąk czytelników trafił zbiór felietonów pt. „Kto to pani zrobił?”, które autorka pogrupowała tematycznie. Warto dodać, że tematów pani Agacie nie brakuje! Jej bystre oko i niesamowity dar obserwacji oraz cięty język to mieszanka wybuchowa. Teksty dotyczą spraw pozornie błahych i codziennych, dzieci, macierzyństwa, przemian społecznych, kobiet, mężczyzn, zakupów i życia pełnego MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage25

skiej, rozważania o tym, jak poradzą sobie owdowiały mąż i trójka dzieci, dywagacje na temat doskonałych ról, które mogłaby zagrać, wreszcie odważne stwierdzenia, że gdyby nie mieszkała w Polsce, jej udziałem stałaby się kariera na miarę Julii Roberts. I crème de la crème - emitowany w TVP1 wywiad z lekarzem aktorki, który zdradził dość drastyczne i intymne szczegóły dotyczących jej choroby. Nagle wokół śmierci Ani zaczął robić się magiel. Przerażający, bo jego źródłem była czyjaś realna tragedia. Licytacja, kto ją lepiej znał, z kim się bardziej przyjaźniła. I najgorsze: licytowanie się, kto wiedział więcej o jej chorobie, a kto mniej (...)

absurdów. Wszystkie napisane lekko, dowcipnie, bez tonu moralizatorskiego i narzucania swojego zdania czytelnikowi. Sko jarzenia filmowe, cytaty i motywy literackie, którymi autorka posługuje się jak pianista nutami, to perełki, którymi celnie okrasza portret współczesnej kobiety i otaczających ją paradoksów. Felietony podzielone zostały na pewne podkategorie, których tytuły mówią same za siebie: „Baba w LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

- trafnie skomentował przyjaźniący się z Przybylską dziennikarz Kuba Wojewódzki. To był zlot medialnych cmentarnych hien. Nie wiem, czy byłaby dumna z takiego towarzystwa. Jej prawdziwi przyjaciele żegnali ją godnie i w milczeniu – dodał. Podobne niezdrowe zainteresowanie towarzyszyło śmierci małżeństwa reporterów, Brygidy Frosztęgi-Kmiecik i Dariusza Kmiecika. Zginęli oni pod gruzami kamienicy, która zawaliła się w wyniku wybuchu gazu. Jeszcze kiedy rumowisko było przeszukiwane przez strażaków, serwisy internetowe umieściły notki biograficzne dziennikarzy oraz wypowiedzi ich współpracowników, wspominających przygotowywane wspólnie materiały. W sytuacji, w której wystarczające i chyba najbardziej właściwe byłoby

futrze, czyli z życia Polaka”, „Pasożytka, czyli z życia Warszawki”, „Szeherezada, czyli z życia kosmopolitki”, „Doświadczona dziewica, czyli z życia matki, żony i kochanki”, „Mężczyzna w lufciku, czyli z życia myślicielki”, „Tanio popsuję, czyli z życia mojego”. W swoich obser wacjach autorka nie pozostawia suchej nitki ani na męż-

powstrzymanie się od komentarzy (i w ogóle od podawania personaliów zaginionych), przynajmniej do czasu zakończenia akcji ratunkowej, media przygotowały grunt pod kolejne żałobne show. Kiedy informacja o śmierci Kmiecików została potwierdzona, prezydent Komorowski postanowił o nadaniu im pośmiertnie Złotych Krzyży Zasłu gi. Ta decyzja rozpętała w mediach burzę; zarzucano, że została podjęta pochopnie i bez wyraźnego uzasadnienia. Spór o to, czy odznaczenie należało się zmarłym, czy nie, niemal przyćmił tragedię. Dyskusja i przerzucanie się argumentami dobiegły końca w dniu pogrzebu reporterów – oczywiście relacjonowanego na żywo. KATARZYNA PIENIĄDZ

czyznach, ani na kobietach, ale z nikogo nie szydzi, nikogo nie wyśmiewa, a jej krytyczny sposób widzenia świata nie ma nic wspólnego z krytykanctwem. Jest trafnie, smacznie i inteligentnie. Jedynym minusem jest to, że felieton czytany jako pojedynczy tekst, na dłużej pozostaje w naszej pamięci, a zbiór kilkudziesięciu

tekstów, czytany na raz, sprawia wrażenie przeładowanego tematyką. Tru dno zatrzymać się przy jednej myśli na dłużej, gdy za chwilę robimy skok kwantowy do innego uniwersum. Może po prostu dawkować sobie felietony i nie czytać ich jednym tchem? Obojętnie, w jakim tempie postanowią Państwo czytać „Kto to pani zrobił?”, ważne, by tę książkę przeczytać. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 25


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage26

W

prawdzie babcie mawiały, że w złoto zawsze warto inwestować i najlepiej trzymać je w banku ziemskim, rzecz jednak nie będzie o zakupach kruszcu. Trzymamy się sportu. Radość kibiców zaczyna w naszym kraju przyjmować formę constans!

! e c t a i s w o t o ł Z

W ostatnich miesiącach mijającego roku sportowi reprezentanci Polski dawkują nam dość regularnie sukcesy i medale. Ostatnio stało się to, o czym marzyliśmy i na co czekaliśmy. Reprezentacja Polski wygrała XVIII Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn i to w Polsce! Ta edycja międzynarodowego turnieju siatkarskiego z udziałem 24 reprezentacji narodowych, organizowana przez Polski Związek Piłki Siatkowej (PZPS) i Telewizję Polsat pod patronatem Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB), została rozegrana w dniach 30 sierpnia – 21 września 2014 r. Chęć udziału w kwalifikacjach do mistrzostw świata (MŚ) pierwotnie wyraziły 154 federacje krajowe – rekord w dotychczasowej historii rozgrywek o mistrzostwo świata. Ostate cznie jednak do eliminacji przystąpiło 149 reprezentacji ze wszystkich pięciu konfederacji kontynentalnych. Nasza reprezentacja do rozgrywek zakwalifikowała się automatycznie – taki jest przywilej gospodarza. Miasta mi, w których miano rozgrać mecze, były Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź i Wrocław, ale turniej przeprowadzono też w Warszawie, na Stadionie Narodowym, gdzie rozegrano mecz otwarcia pomiędzy Pol ską i Serbią. I właśnie już podczas 26

inauguracji mistrzostw polska reprezentacja pokonała Serbię 3:0. Tego dnia padł też rekord liczby widzów w historii tej imprezy. Na trybunach Stadionu Narodowego zasiadło 63 tys. kibiców, co według zarządzających obiektem jest także rekordem frekwencji stadionu. W sumie podczas tegorocznych mistrzostw rozegrano 103 mecze. Po uroczystym otwarciu imprezy prezes PZPS Mirosław Przedpełski podkreślał: „Otwarcie mistrzostw zachwyciło przedstawicieli FIVB i innych zagranicznych gości. To było dla nich coś zupełnie nowego. Wszyscy mieli rozdziawione gęby (…) Dla przedstawicieli FIVB to było coś zupełnie nowego. Czas skończyć ze stereotypami, że Polacy to złodzieje i pijacy. To się zmieniło. To już nie jest takie społeczeństwo. Jesteśmy fajnym, wesołym i pomysłowym narodem. I niech świat się o tym dowie!”. Po części oficjalnej 63 tysiące widzów odśpiewały a capella Mazurka Dąbrowskiego. Później kibice stworzyli gorącą atmosferę, pomagając reprezentacji Polski w zwycięstwie nad Serbią. Cały udział naszych w fazie grupowej można nazwać pasmem sukcesów. Zaczęło się od meczu otwarcia. Potem były zwycięstwa nad Australią 3:0, Wenezuelą 3:0, Kamerunem 3:1

(Kameruńczycy jako jedyni wygrali set) i Argentyną 3:0. W drugiej rundzie fazy grupowej było już trudniej. Na początku przegraliśmy ze Stanami Zjednoczonymi (3:1). Potem nasi złapali rytm i z chwilowymi trudnościami po kolei gromili rywali. Pokonali Włochów (3:1), Iran (3:2) i Francję (3:2). Wejście do trzeciej fazy grupowej było już sygnałem, że może być dobrze. Wprawdzie grupę uznano za grupę śmierci, ale na początku białoczerwoni pokonali Brazylię (3:2). Następnie rozegrali mecz z reprezentacją Rosji. W przeciągu kilkudziesięciu minut wybili Rosjanom z głowy myśl o półfinałach. Mecz wygraliśmy 3:2! Podopieczni Stephane’a Antigi z pierwszego miejsca w grupie awansowali do grona czterech najlepszych drużyn świata. Po tej dawce napięcia nerwowego można powiedzieć, że mniej więcej normalnie w półfinale pokonaliśmy Niemców 3:1. Dnia 21 września zagraliśmy finał w katowickim Spodku! Przeciw nam stanęli broniący mistrzowskiego tytułu Brazylijczycy. Z naszymi reprezentantami było 12 528 rozentuzjazmowanych kibiców, wśród nich patron honorowy turnieju, prezydent RP Bronisław Komorowski wraz z małżonką. No i stało się! Pokonaliśmy Brazylijczyków 3:1, a Polska została siatkarskim mistrzem świata! To nasz drugi złoty medal w historii tej imprezy. Dodatkowo Mariusz Wlazły, który grał pierwsze skrzypce niemal w każdym z trzynastu meczów, został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem mistrzostw i… zakończył karierę w reprezentacji. Jego gra zasługuje na olbrzymią pochwałę. Nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie on

MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage27

przyczynił się w dużej mierze do tego, iż po 40 latach znów jesteśmy złotymi medalistami mistrzostw świata. Objawieniem turnieju i naszej reprezentacji został przyjmujący Mateusz Mika, który był wsparciem dla drużyny w trudnych sytuacjach. W finale mistrzostw świata przeszedł samego siebie. Był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem meczu i doprowadzał Brazylijczyków do rozpaczy, notorycznie mijając ich lub odbijając ich bloki. Awansowaliśmy do Pucharu Świata – pierwszego turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Selekcjoner polskich siatkarzy, Francuz Stephane Antiga zapewnia, że nie zostawi polskiej reprezentacji, nawet gdyby otrzymał propozycję poprowadzenia reprezentacji francuskiej. Cień na te mistrzostwa rzuciła sprawa transmisji telewizyjnej. Prawa do niej zakupiła Telewizja Polsat, płacąc 15 milionów euro. Transmisja w otwartych kanałach Polsatu wiązała się z PKN Orlen, który miał być sponsorem imprezy, ale w końcu się wycofał. Wtedy podjęto decyzję o kodowaniu meczów, z wyjątkiem meczu otwarcia. Darmowy dostęp mieli tylko abonenci Cyfrowego Polsatu. Przed półfinałem Polska – Niemcy stacja zadecydowała o transmisji meczu o mistrzostwo na kanale otwartym pod warunkiem, że nasi wejdą do finału. Decyzję tę podjęto po apelu prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Kodowanie mistrzostw wywołało wściekłość i falę krytyki ze strony kibiców. Wzywano do bojkotu Polsatu. Na znak protestu wobec kodowania transmisji wywiadu dla stacji odmówił trener reprezentacji Bułgarii Płamen Konstantinov. Odkodowany finał w Polsacie oglądało 9,62 miliona widzów, ceremonię medalową zaś 17,2 mln widzów! Pozostaje tylko powiedzieć, oby tak dalej! Życzę Szanownym Czytelnikom i sobie, aby nadchodzący rok przyniósł nam przynajmniej tyle samo sukcesów polskich reprezentantów na światowych arenach sportowych, co poprzedni, i oczywiście wielu emocji! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach „Monitora”. LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Perfekcyjnie wyrzeźbione brzmienie

R

enata Przemyk nie jest tywokalną, brzmiącą jak kalka pową polską piosenkarką. stylu Katarzyny Nosowskiej. Rzadko gości na salonach, nie Sama Przemyk jest z Rzeźby pozuje na ściankach, nie ocenia dnia bardzo zadowolona i zauczestników talent shows. Kto pewnia, że niczego by na tej wie, może kiedyś zmieni zdanie płycie nie zmieniła. O zawari zapragnie zabiegać o krótkotości krążka opowiadała nietrwałą popularność, mierzoną dawno w dość enigmatyczny Czulym liczbą tekstów publikowanych sposób. To piosenki o tym, co w plotkarskich portalach interuchem jest teraz, dokładnie w tym netowych. Teraz trudno mi wymomencie życia. Na serio obrazić sobie taką woltę ze strony i na żarty. Szeptem, loopem, z piersi, Przemyk, ale jeszcze kilka miesięcy z głowy, na wiele instrumentów, konie podejrzewałabym jej o flirt z brzmieta, wilka i kobietę. O tym, co jest z naniami elektronicznymi. Tymczasem mi, ze światem wokół, między ludźoblicze nowego albumu artystki, Rzemi bliskimi i wszystkimi innymi. źba dnia, nie pozostawia złudzeń – Wszystko, co nam się przydarza, i to, Przemyk nic przeciwko takiemu flirco wybieramy każdego dnia spratowi nie ma, a nawet nie wyklucza powia, że jesteśmy tacy, a nie inni – móważniejszego związku. wiła. Warto posłuchać Rzeźby dnia Ci, którzy z bogatego dorobku przynajmniej raz i samodzielnie rozPrzemyk najbardziej cenią mroczny szyfrować wszystkie znaczenia. Tym i rockowy Andergrant (1996) albo bardziej, że znając Renaty Przemyk szczególnie zżyli się z Mało zdolną chęć do zmian i poszukiwania noszansonistką (1992), mogą poczuć wych artystycznych wyzwań, kolejny się zawiedzeni. Rzeźba dnia to płyta album może być zupełnie inny. KATARZYNA PIENIĄDZ zdecydowanie lżejsza i stylistycznie inna, choć nie jest to tak drastyczna zmiana, jak w przypadku pamiętnego Modern Rocking (2009) Agnieszki Chylińskiej. Na Rzeźbie dnia, oprócz wspomnianej już elektroniki (chwytliwy Kłamiesz), odnajdziemy etniczno-orientalne elementy (wyjątkowo udany Czas M) i odrobinę rytmów, kojarzących się z reggae (Nic to jest). Brzmieniowych niespodzianek jest dużo, choć nie wszystkie przyjemne. Utworem ze zmarnowanym potencjałem jest w moim odczuciu Wilk, w którym interesująca elektronika została przyćmiona irytującą manierą 27


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage28

Lektor - polska specjalność G

POLAK

łos Tomasza Knapika, chociaż charakterystyczny i rozpoznawalny, nie wszystkim się podoba. Znany krytyk filmowy i publicysta Tomasz Raczek, który jest zdeklarowanym przeciwnikiem szeptanki, nazwał go wręcz głosem, który zabija. (...) lektorzy wszystko czytają tym samym, lekko zblazowanym głosem. Charakter filmu w TVP zależy więc nie od gatunku, reżysera czy odtwórcy głównych ról, lecz od maniery lektora - pisał Raczek w jednym z felietonów. - Jak może to być irytujące, niech zaświadczy przykład miłego skądinąd Tomasza Knapika (...) Knapik akcentuje najczęściej pierwszą sylabę, dodając do tego wystudiowany ton, co ma upozorować potoczystość i swobodę. Nic bardziej błędnego! Owe “dzień dobry”, “wró - ciłem”, “za - pomnia-

nie wspomnieć o innym cenionym lektorze, Macieju Gudowskim. Gudowski, który czyta dialogi w filmach od blisko trzydziestu lat, a telewidzom znany jest głównie z kina akcji,

POTRAFI

MACIEJ GUDOWSKI

łem” i “do - widzenia” śnią mi się po nocy, a włosy stają mi przez sen dęba na głowie, aż dziurawią poduszkę na istne rzeszoto – narzekał. Widzo wie zdają się tej awersji nie podzielać. Więcej – uważają, że Knapik doskonale sprawdził się, czytając listy dialogowe kultowych seriali Świat według Bundych i Strażnik Teksasu. Bez niego to nie byłoby to samo – to jeden z najczęściej słyszanych komentarzy. Nic przeciwko rzekomej manierze Knapika nie mają na pewno warszawiacy – w autobusach komunikacji miejskiej to właśnie jego głos od kilku lat informuje o przebiegu trasy. Skoro jesteśmy przy stołecznym transporcie publicznym, nie wypada 28

KSAWERY JASIEŃSKI

zdecydowanie zwyciężył w zorganizowanym niedawno plebiscycie na głos zapowiadający przystanki drugiej linii metra. Zdobył blisko 48 procent wszystkich głosów, pokonując m.in. aktorki Danutę Stenkę i Krystynę Jandę. Mieszkańców Warszawy nie przekonały feminizujące środowiska, argumentujące, że skoro głosem pierwszej linii metra jest mężczyzna (znany lektor filmów dokumentalnych Ksawery Jasieński), o przystankach drugiej linii powinien informować głos kobiecy. Z przeprowadzonych wcześniej sondaży wynikało, że duże szanse na zostanie głosem drugiej linii metra miałaby Krystyna Czubówna. Kojarzona głównie z filmami przyrodniczymi i bardzo przez widzów ceniona lektorka nie zdecySTANISŁAW OLEJNICZAK

dowała się jednak na udział w konkursie. Wyliczając najpopularniejszych lektorów telewizyjnych, nie wypada pominąć Stanisława Olejniczaka. Polskim głosem zagranicznych produkcji jest od 1989 roku. Współpracuje z największymi stacjami telewizyjnymi: TVP, TVN, Polsat i HBO. Czytał listy dialogowe emitowanych na srebrnym ekranie filmów Cztery wesela i pogrzeb, Tańczący z wilkami, Rambo, Titanic. Jego głos znają też doskonale fani seriali, m.in. Allo, allo, JAG Wojskowe Biuro Śledcze czy niekończącego się tasiemca Moda na sukces. Dużą sympatią telewidzów cieszy się Jacek Brzostyński, który nie tylko czyta listy dialogowe w filmach i serialach (Kill Bill, Dzień świstaka, Robin Hood – książę złodziei; Na wariackich papierach, Przyjaciele, CSI, Teletubisie), ale także współpraJACEK BRZOSTYŃSKI

cuje przy wersjach dubbingowanych. Brzostyński wspomagał swoim głosem również kampanie społeczne, m.in. Polskiej Akcji Humani tarnej i Wielkiej Orkiestry Świąte cznej Pomocy. Do grona wielkich głosów zza kadru bezsprzecznie zaliczali się nieżyjący już, nieodżałowni lektorzy Lucjan Szołajski i Zdzisław Szczotkowski. Szołajski w ciągu czterdziestu lat pracy zawodowej przeczytał listy dialogowe 20 tysięcy filmów, z Niewolnicą Isaurą na czele. Podobnie jak Szczotkowski był jednym z lektorów emitowanego w latach 80. ubiegłego stulecia popularnonaukowego programu Sonda. MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage29

OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA Szeptanka to jeden z niewielu reliktów epoki przedinternetowej, który ma się dobrze i jeszcze długo nie odejdzie w zapomnienie. Biorąc pod uwagę preferencje polskich telewidzów i rosnącą liczbę nowych produkcji, można spodziewać się wysypu młodych, zdolnych lektorów. Czy będą równie rozpoznawalni i popularni jak ci, o których wspominałam – czas pokaże. KATARZYNA PIENIĄDZ

p oz vá n ka n a ve r n i s á ž v ý s t a v y

V R ÁMCI C YKLU UMENIE Z NAŠICH R ADOV

&

' "

S TOWA R Z YS Z E N I E P O L A KÓW I ICH PRZYJACIÓŁ NA SŁOWACJI

' '

' ' ' ' ' ' % $' !

#

' " '

'

Výstava potrvá do 19. decembra REALIZOVANÉ S FINANČNOU PODPOROU ÚRADU VLÁDY SR, PROGRAM KULTÚRA NÁRODNOSTNÝCH MENŠÍN 2014

Prezentacja Koncert bożonarodzeniowy Wydawnictwo RECO s.r.o., Księgarnia Ex Libris w SNG oraz autorzy zapraszają na prezentację malarskiej monografii LUCJAN SZOŁAJSKI

JAN BERGER

Klub Polski Bratysława zaprasza na koncert bożonarodzeniowy w ramach projektu

UWAGA! CZYTELNICY!

w czwartek 11 grudnia 2014

Informujemy, że kto chce wesprzeć naszą działalność wydawniczą, może dokonać wpłat w Tatra banku (nr konta: 2666040059, nr banku 1100). Nowych odbiorców pisma prosimy o podanie redakcji swojego adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt z redakcją: monitorpolonijny@gmail.com

Café Berlinka w SNG w Pałacu

(„Vianoce v srdciach hrajú”).

Esterházyowskim

Koncert odbędzie się 12 grudnia 2014 o 17.00 w Moyzesovej sieni Filharmonii Słowackiej w Bratysławie. Serdecznie zapraszamy do wspólnego kolędowania!

Życzenia W imieniu Klubu Polskiego wszystkim Rodakom oraz ich słowackim Przyjaciołom chcę złożyć serdeczne życzenia bożonarodzeniowe – zdrowych, pogodnych, pełnych miłości chwil, przeżytych w gronie bliskich. TOMASZ BIENKIEWICZ – prezes Klubu Polskiego na Słowacji Panu Janowi Bergerowi, który w tym roku obchodzi okrągły jubileusz życiowy, składamy najserdeczniejsze życzenia zdrowia, sukcesów artystycznych oraz spełnienia wszystkich marzeń. Przyjaciele z Klubu Polskiego LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

o godzinie 18.00

Plac Ľudovíta Štúra 4 w Bratysławie

„Boże Narodzenie nam w sercach gra“

pOlskie kOlędy w nitrze Klub Polski Nitra zaprasza 28 grudnia o godzinę 16.00 do katedry św. Emerama na koncert polskich kolęd, w którym wystąpi zespół Musica Poetika oraz grupa wokalna VOX. Jednocześnie informujemy, że msza święta w języku polskim odbędzie się w tym samym miejscu i tego samego dnia o godz. 15.00.

Nauka na wesoło

Klub Polski Nitra przypomina, że w kościelnym Centrum Wolnego Czasu Nitra-Klokočina w każdą środę od godziny 16.30 odbywają się zajęcia z języka polskiego. To swoista szkoła na wesoło. Do grupy można jeszcze dołączyć. Serdecznie zapraszamy!

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUT POLSKIEGO W BRATYSŁAWIE Ë 25 ROCZNICA SŁOWACKIEGO PEN CLUBU

11 grudnia, godz.17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Z okazji 25. rocznicy Słowackiego Centrum PEN pod patronatem Marka Maďariča, ministra kultury RS, odbędzie się literackie spotkanie autorów z państw Grupy Wyszehradzkiej oraz Austrii i Ukrainy. Wspólnie będą dyskutować na temat „Literatura w kontekście dziejów”.

Ë MIĘDZYNARODOWA KONFERENCJA

12 grudnia, godz. 9.00-16.00, Bratysława, Primaciálny palác, Primaciálne námestie 1 poświęcona tematowi „Literatura w kontekście dziejów - wewnętrzna i zewnętrzna przestrzeń wolności w krajach V4, Austrii i Ukrainy”. Więcej informacji: www.scpen.sk. 29


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/148:59PMPage30

Bez taryfy ulgowej Kilka dni temu media obiegła wiadomość, że dwóch młodych turystów niemieckich umieściło graffiti na wagonie metra. Mimo że wyjechali oni do Tajlandii, a następnie polecieli do Malezji, to już tam, na lotnisku w Kuala Lumpur, czekała na nich policja, która odesłała ich do Singapuru. Tutejszy kodeks karny przewiduje za wan dalizm karę więzienia lub grzywnę. I nie byłoby z tym większego problemu, gdyby możliwą karą nie była… chłosta. A jest ona obowiązkowa. Można zresztą na Internecie znaleźć specjalny film, objaśniający i przedstawiający sposób wymierzania tej specyficznej kary. Ci dwaj młodzi ludzie z Europy zapewne jej nie unikną mimo oficjalnych protestów. Ale przebywający dłużej w Singapurze przyjezdni z różnych zakątków świata wiedzą, że jest to przyjemne, miłe miejsce do mieszkania, do robie nia interesów, ale pod jed nym warunkiem: trzeba bezwzględnie przestrzegać prawa. Brak tutaj taryfy ulgowej, szczególnie w przy padku przemytu narkotyków, za które to przestępstwo sądy orzekają karę śmierci.

Cztery pory lata Spacerując po Singapu rze (i stosując się do wszystkich tutejszych zakazów i nakazów), czujemy się bez piecznie. Nie ma tutaj kradzieży, nie ma natrętnych handlarzy, ścigających bie dnych turystów całymi kilometrami, nie ma naciąga-

Z orchideą w tle

Im

dłużej jestem w tym odległym miejscu, tym więcej rzeczy mnie zaskakuje. Wielu znawców Azji twierdzi, że Singapur to Azja dla początkujących. Jest w tym wiele racji – argumenty przemawiające za tą tezą przedstawiałem poprzednio. Jest to niewątpliwie jedna z najnowocześniejszych części kontynentu, ze sterylną niemal czystością, ale jednak z odmienną kulturą i tradycją. czy, oferujących tanie podróbki renomowanych firm. A przecież takie widoki znamy z wielu miejsc Azji. Za to jest wiele miejsc, które zadziwiają swoim urokiem. Singapur kojarzy się co prawda z nowoczesną, piękną architekturą, okazałymi drapaczami chmur, ogrodami i basenami na szczytach budynków, ale ma też i drugie oblicze. Określenia „ogród w mieście” czy „miasto w ogrodzie” są jak najbardziej adekwatne. Roślinnością w Singapurze można zachwycać się bez końca. Oprócz królowej, którą niewątpliwie jest orchidea, o której pisałem w poprzedniej części artykułu, jest jeszcze wiele innych, oryginalnych gatunków egzotycznych roślin. Mimo stosunkowo małej powierzchni wyspy i rosnącej liczby mieszkańców

władze dbają o utrzymanie terenów zielonych. Są tutaj duże parki, dobrze zachowane resztki lasów tropikalnych, akweny wodne itd. Wydawałoby się, że w warunkach tropiku utrzymanie terenów zielonych nie wymaga żadnych nakładów. Nic bardziej błędnego! Liście z drzew opadają tutaj cały czas i są natychmiast sprzątane. Oczywiście rosną tu drzewa tropikalne, które nigdy nie zrzucają wszystkich liści, a większość z nich kwitnie niezależnie od pory roku, która jest tutaj umowna. Przyjście zimy daje się zauważyć tylko przez pryzmat wystroju miasta sztucznymi choinkami i iluminacją. Je sienią jest trochę więcej opadów, ale one są częścią tutejszego życia – pada często, gwałtownie, potem szybko obsycha. Wracając do

pielęgnacji drzew, to z jeszcze większą starannością traktowane są liście palm, które mogą zatrzymywać wodę. Te liście są natychmiast usuwane, aby zapobiec rozmnażaniu się komarów. Owady te mogą bowiem przenosić dengę, której tu wszyscy się obawiają. Toteż przeprowadzane są kontrole, nawet w prywatnych domach i ogrodach, w celu sprawdzenia, czy gdzieś nie ma stojącej wody. Mimo wszystko, zapuszczając się w tutejszy las, warto pamiętać o zabraniu ze sobą środka przeciw komarom, bo te jednak często tu występują.

Rozwiązania architektoniczne Kolejną ciekawostką są niskie zabudowania, których na szczęście jest w Singapurze jeszcze dużo. Są całe enklawy domów jednorodzinnych, również budowanych obecnie, ale są też przepiękne pozostałości z czasów kolonialnych; stare, gustowne hotele, rezydencje czy też mniejsze domy. Na szczególną uwagę zasługują białe domy z czarnymi elementami, budowane na przełomie XIX i XX wieku, w stylu zwanym tutaj black and white. Są oczywiście inne ciekawe budowle w stylu balijskim lub też szereg rozwiązań architektonicznych, pochodzących z krajów regionu. Ale najciekawsze dla mnie są niektóre rozwiązania architektoniczne, łączące tradycję z nowoczesnością. Zdarza się, szczególnie w centrum miasta, że stary, piękny budynek, został obudowany w postaci wieżowca. To robi wrażenie!

Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przeznaczone na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych przez redakcję. 30

MONITOR POLONIJNY


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/149:00PMPage31

Wieża Babel I na koniec świątynie – na całym świecie często najciekawsze i najokazalsze pozostałości architektoniczne po czasach minionych. W Singapurze, który jest jak wieża Babel Azji, można znaleźć miejsca kultu niemal wszystkich religii. A więc uwagę turystów przykuwają liczne świątynie hinduskie, buddyjskie, meczety, będące dla przybyszów z Europy szczególnie ciekawe. Ale jest tutaj również cała masa kościołów chrześcijańskich – pierwsi dotarli na tę wyspę kupcy ormiańscy, którzy wybudowali swój kościół. Jest tutaj wiele kościołów protestanckich, ale również są liczne parafie katolickie. Mimo że chrześcijanie stanowią niecałe 10% ogólnej populacji, to jednak liczba świątyń, szczególnie katolickich, jest stosunkowo duża – przejeżdżając przez miasto, dość często można zauważyć budowle z krzyżem. Nie wszystkie te budynki są jednak miejscami kultu. W niektórych mieszczą się muzea, a w jednej dawnej świątyni protestanckiej jest nawet restauracja. Restauracje, jadłodajnie – to chyba najczęściej spotykane miejsca w Singapu rze. Z ofertą dla każdego, od bogatych snobów, po zwykłych turystów, oszczędnie gospodarujących swoimi zasobami. Ale o atrakcjach kulinarnych Singapuru może następnym razem! ZENON KOSINIAK-KAMYSZ, ambasador RP w Singapurze, w latach 2003 - 2007 ambasador RP w RS Dokończenie w następnym

numerze „MP” LISTOPAD-GRUDZIEŃ 2014

Radość z odwiedzin w czasie świąt C

zas Bożego Narodzenia to czas radości. Rodziny spotykają się w dużym gronie. Przyjeżdżają wujkowie, ciocie, kuzyni i kuzynki. Babcie i dziadkowie czekają na wszystkich z otwartymi ramionami. Rodzice uwijają się jak pszczółki podczas przygotowań do świąt. Ale na wigilii obecni są nie tylko członkowie rodziny, którzy mogą przyjść osobiście. Na uroczystą wieczerzę przychodzą też i ci, których już wśród nas nie ma. Bo to taki czas! Czas, w którym łączą się ludzie, łączą się światy, wszyscy chcą być blisko innych, czuć ciepło, radość.

W tym roku odeszli moi dziadkowie – w czerwcu babcia, w listopadzie dziadziuś – rodzice mojej mamy. Brakuje mi ich. Często o nich myślę. Im bliżej Bożego Narodzenia, tym częściej mi się to zdarza...

Dotąd zawsze byli z nami w czas świąteczny, ze mną, z moją młodszą siostrą Hesią, przy jednym stole z moimi rodzicami, prababciami, wujostwem, kuzynostwem. Śpiewali z nami kolędy, dziadek wołał: „O, jaka pyszna ryba!”, babcia wybierała raczej jako główne danie pierogi z kapustą, mogła ich zjeść nawet tuzin, choć była drobnej postury. Pomagali nam rozpakowywać prezenty, robili zdjęcia… Często myślę sobie, że dziadkowie towarzyszą mi na co dzień. Czasem, idąc rano z siostrą – ja do szkoły, siostra do przedszkola – spoglądamy w stronę zawieszonych na niebie chmurek i wołamy: „Cześć, babciu Jolu! Cześć dziadziu Rysiu!”. Uśmiechamy się przy tym, tak jak dziadkowie lubili. W święta będziemy się uśmiechać jeszcze szerzej na samą myśl o ich bliskiej obecności. W wigilię pójdziemy na cmentarz zapalić świeczkę na grobie dziadków, a potem „przyprowadzimy” ich na kolację do domu. Do zobaczenia, babciu! Do zobaczenia, dziadziu! Wesołych Świąt!!! SONIA PACZEŚNIAK z pomocą mamy – Beaty Oświęcimskiej

W mojej rodzinie przy stole wigilijnym, jak sięgam pamięcią, zawsze się ustawiało jedno wolne krzesło dla zbłąkanego wędrowca czy niespodziewanego gościa. Mam już tyle lat, że wiem, iż ten wędrowiec czy gość nie musi się stawić osobiście. Wiem, że on przychodzi najczęściej symbolicznie. W tym roku będę oczekiwać symbolicznej obecności moich dziadków. 31


Monitor11-12:Monitor11-1212/8/149:00PMPage32

Nasze domowe święta są swojskie i – jak życie pokazuje – w pełni przewidywalne. Na pewno wiele razy zastanawialiście się, jak by to było zasiąść do Wigilii z kimś niezwykłym, kto zaczarowałby nas swoją osobowością i sprawił, że zwyczajowy plan świąt trochę by zmienił swój rytm. Pod choinką wszystko jest możliwe, więc dziś gość specjalny – Pani Ambasadorowa Jolanta Chłoń – znana

czytelnikom także z wywiadu, opublikowanego w wiosennym numerze „Monitora”, w którym opowiedziała nie tylko o realiach ambasadorskiego życia, ale również o popisowych potrawach ze swojej kuchni. Wyobraźmy więc sobie, że właśnie otrzepujemy buty ze śniegu, stojąc w progu rezydencji polskiego ambasadora, i już za chwilę zasiądziemy do stołu, na którym pojawią się pierogi i barszcz.

Pierogi z kapustą i grzybami Ciasto:

Farsz:

• 500 g mąki • 250 ml wody • 2 łyżki oleju • 1 jajko • sól

• 800 g kiszonej kapusty • 50 g lub więcej suszonych grzybów • 2 cebule, sól, pieprz, liść laurowy

Sposób przyrządzania Kapustę dusimy z przyprawami, osobno gotujemy namoczone uprzednio grzyby. Gdy kapusta i grzyby są już miękkie, odcedzamy i drobno siekamy. Pokrojoną w kosteczkę cebulę podsmażamy na patelni i dodajemy do niej resztę farszu, dusząc aż do odparowania płynu. Zostawiamy do wystygnięcia. Z mąki, jajka, soli i oleju wyrabiamy ciasto, dolewając stopniowo ciepłą wodę aż do powstania jednolitej masy. Zostawiamy ją przykrytą miską na

około pół godziny. Następnie cienko (około 2 mm) rozwałkowujemy i za pomocą szklanki wykrawamy krążki, do których wkładamy po łyżce farszu. Zlepiamy dokładnie swoją ulubioną metodą. Pierogi wrzucamy na osoloną, gotującą się wodę z dodatkiem oleju i po około 2 minutach od wypłynięcia wyjmujemy łyżką cedzakową. Można je potem zrumienić na patelni.

Barszcz Do pierogów idealny będzie czerwony barszcz, oczywiście postny, gotowany z dużej ilości buraków z dodatkiem zwyczajowej włoszczyzny. Jego smak wzbogacą: liście laurowe, pieprz, sok z cytryny i garść suszonych grzybów. Sok z cytryny dodajemy do barszczu na końcu i później go już nie zagotowujemy ponownie, bo straci swój piękny kolor.

Jak ładnie pachną te wszystkie rady Pani Ambasadorowej! A potrawy smakują pewnie równie wyśmienicie, skoro sam prezydent Słowacji, goszcząc w rezydencji ambasadora, nie powstrzymał się od dokładki. Co na to protokół? Pewnie zaleca złożyć życzenia Wesołych Świąt! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2014/11-12  
Monitor Polonijny 2014/11-12  
Advertisement