Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor09:MP 9/10/14 11:16 AM Page 1

Ponad pół wieku z Tercetem Egzotycznym str. 5

Jeść albo str. 4

nie jeść?

Oto jest pytanie...


Monitor09:MP 9/10/14 11:16 AM Page 2

Szkoła Liderów Polonijnych U

łożenie napisu z 750 klocków domina, praca w grupach i kierowanie nimi, rozmowy przy stolikach eksperckich z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą – to tylko niektóre z licznych zadań, które przygotowano dla uczestników Szkoły Liderów Polonijnych, która odbyła się pod patronatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w dniach 18 -29 czerwca w Polsce. W Szkole Liderów Polonijnych udział wzięło dziewiętnaście osób z Litwy, Łotwy, Czech, Węgier i Słowacji. Słowację reprezentowały dwie osoby: Jakub Miloslav Bielik ze Stowarzyszenia „Polonus”, oraz niżej podpisana reprezentantka Klubu Polskiego. Możliwość wymiany doświadczeń, planowania,

2

rozwijania projektów, umiejętnego zarządzania, budowania kontaktów, bycia liderem, umiejętnego zaangażowania zespołu i wiele innych to ogromna inwestycja w przedstawicieli środowisk polonijnych, działających na ich rzecz. Zajęcia trwały po 10 godzin dziennie. Ale to nie wszystko – organizatorzy przygotowali też ciekawy program turystyczny, dzięki któremu zwiedziliśmy Lublin i Zamość, gdzie spotkaliśmy się z lokalnymi liderami. Na mnie największe wrażanie zrobił Zamość ze swoją uroczą starówką, jego wolontariusze i ich zapał do działań na rzecz środowiska. Nasza grupa młodych liderów spotkała się także z przedstawicielami Ministerstwa Spraw Zagrani cznych, Senatu i sejmowej komisji ds. łączności z Polakami za granicą. W ostatni czerwcowy weekend w Grębiszewie odbył się zjazd ab-

solwentów różnych edycji Szkoły Liderów z okazji 20-lecia przedsięwzięcia. Był on okazją do spotkania z liderami, działającymi za granicą i w Polsce. Celem Szkoły Liderów jest przygotowanie młodej Polonii do aktywności na rzecz środowiska, w którym żyje. Dzięki temu szkoleniu wróciłam do Bratysławy z bagażem doświadczeń i wiedzy, naładowana pozytywną energią do działania. Najcenniejsze jednak dla mnie okazały się kontakty ze wspaniałymi ludźmi, mającymi głowy pełne pomysłów, od których mogę się dużo nauczyć, z którymi współpraca jest samą przyjemnością. KATARZYNA THOMAS


Monitor09:MP 9/10/14 11:16 AM Page 3

Uwaga, uwaga, ogłaszamy mobilizację! Kto żyw, kto zdrów, niech zatrzyma lato! Bo kto z nas nie chciałby, by trwało ono dłużej? Co roku zaskakuje nas tym, że już się kończy, że dni stają się coraz krótsze… Zachęcamy zatem do wspólnego powspominania tego, co wydarzyło się w czasie letnich miesięcy, aby w ten sposób choć na chwilę, zatrzymać je na dłużej. A działo się sporo! Wystarczy wymienić chociażby dwie wycieczki piesze, zorganizowane przez Klub Polski Bratysława – jednej towarzyszył upał, drugiej letnia burza (str. 12), czy też ognisko polonijne w Mariance (str. 15). Również w Bratysławie spacerujący ulicami tego miasta mieli okazję obejrzenia wystawy, poświęconej 70. rocznicy powstania warszawskiego (str. 9). Z kolei w Dubnicy nad Wagiem jeszcze nie tak dawno rozbrzmiewała muzyka w ramach festiwalu folklorystycznego (str. 18). Zaś na Liptowie organizacja „Polonus“ otwierała kolejny oddział polskiej biblioteki (str. 14), a jeszcze bliżej polskich granic, pod Trzema Koronami miało miejsce spotkanie górali (str. 17). Wspomniane wyżej wydarzenia to tylko niektóre z letnich polonijnych imprez. Więcej informacji na ich temat znajdą Państwo wewnątrz niniejszego numeru. Nie zabraknie w nim też oferty turystycznej – tym razem w rubryce „Słowackie perełki“ zapraszamy do Połonin (str. 22). Mamy nadzieję, że uda nam się zatrzymać lato na dłużej, bowiem w rubryce „Rozsiani po świecie“ za sprawą naszych rodaków mieszkających na Wyspach Kanaryjskich prezentujemy miejsce, gdzie lato trwa cały rok (str. 30). No a na deser oferujemy Państwu coś naprawdę egzotycznego, a mianowicie wywiad z wokalistką zespołu, który już ponad 50 lat bawi publiczność gorącymi rytmami kubańskich czy meksykańskich plaż – rozmowę z Izabellą Skrybant-Dziewiątkowską z Tercetu Egzotycznego mogą Państwo przeczytać na str. 5. Życząc miłej lektury, zachęcam do pozostania w letnim nastroju przynajmniej jeszcze trochę, by zdążyć naładować akumulatory przed zimą. W imieniu redakcji

Jeść albo nie jeść? Oto jest pytanie...

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Ponad pół wieku z Tercetem Egzotycznym

5

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

SŁOWACKIE PEREŁKI Skarb słowackich Połonin

22

CZUŁYM UCHEM Byle do jesieni!

23

KINO-OKO Polskie filmy na LET’S CEE Film Festival

22

POLSKA MEDIALNA Taśmy show. O granicach dziennikarskiej wolności i pójściu na łatwiznę (cz. I)

24

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Szatańskie sanatorium

24

SPORT!? Czas roweru

26

OKIENKO JĘZYKOWE Moda na selfie

27

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Pasado mañana czyli pojutrze

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wesoła szkoła

31

PIEKARNIK Prosto z jesiennych drzew

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 • ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2014

3


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 4

Jeść albo nie jeść? W

rzesień to miesiąc, w którym najczęściej gromadzimy zapasy. Dotyczy to zarówno małych, domowych piwnic, jak i całego krajowego obrotu produktami rolnymi. Na ogół człowiek nie zastanawia się, co tam słychać w wielkiej państwowej spiżarni. Tego lata jednak politycy krajów europejskich straszą się nawzajem obco brzmiącym hasłem – „embargo”. Na skutek niepokojów na Ukrainie trwa przepychanka politycznogospodarcza, głównie pomiędzy krajami Unii Europejskiej, USA i Rosją. Symbolicznym owocem tej przepychanki stało się polskie jabłko. Nie pierwszy to raz, gdy produkty spożywcze jednego kraju stają ością w gardle politykom po obu stronach granic. Polska, Czechy i Słowacja przekonały się o tym w ubiegłym roku. Podłożem takich problemów jest najczęściej niska sprzedaż krajowych produktów żywności, chęć zainteresowania opinii publicznej rodzimą produkcją. O ile jednak nadgraniczne przepychanki gospodarcze rozwiązuje się na ogół, negocjując ceny, to sytuacja, w której jeden kraj postanawia odciąć się gospodarczo od swych dotychczasowych żywicieli, wydaje się bez precedensu. Ale zwykły człowiek może się temu jedynie przyglą-

DNIA 1 SIERPNIA minęła 70. rocznica wybuchu powstania warszawskiego; o godz. 17.00, czyli w godzinę „W”, w stolicy rozległy się syreny, na minutę zamarł ruch na ulicach – zatrzymały się samochody i przechodnie. Także o 17.00 odbyły się uroczystości pod pomnikiem Gloria Victis na warszawskich Powązkach z udziałem m.in. prezydenta Bronisława 4

Oto jest pytanie... dać i czekać, co będzie dalej. Bo oto coś zaczyna się zmieniać – ceny żywności przestały rosnąć, a w każdym sklepiku, delikatesach, na targowisku i w restauracji, nawet w barze mlecznym królują polskie jabłka. Pachną, błyszczą się, kuszą: Zjedz mnie! Razem poradzimy sobie z nadwyżką! W wielu polskich firmach, przychodniach lekarskich, a nawet w siedzibie rządu witają nas polskimi jabłkami. Nagle okazuje się, że mamy fantastyczny narodowy napój jabłkowy – cydr – który lawinowo zyskuje smakoszy i entuzjastów. Czasopisma kulinarne, tygodniki kobiece prześcigają się w propozycjach, jakie ciasta, przetwory i domowe nalewki możemy samodzielnie przyrządzić z naszych polskich jabłek. Możemy kupować naturalnie wyciskany, mętny sok jabłkowy w wielkich kartonach, który smakiem znacznie prześciga typowe wyroby wielkich koncernów. Pilnie poszukuje się innych rynków zbytu, które budzą ogromne nadzieje, bo

Komorowskiego, premiera Donal da Tuska, prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezesa Związku Powstańców War szawskich gen. Zbigniewa ŚciborRylskiego. Na rocznicowe obcho dy przybyli weterani walk z całego świata. W CAŁYM KRAJU 15 sierpnia uroczyście obchodzono Święto Wojska Polskiego. W defiladzie w Warszawie wzięło udział ponad tysiąc żołnierzy, w tym także Amerykanów i Kanadyjczyków. Tego dnia prezydent Bronisław Komorowski wręczył wojskowym ordery. Z udziałem głowy pań-

przecież embargo pewnie kiedyś zostanie zdjęte, a nowi odbiorcy pozostaną. Takie owocowe pospolite ruszenie ma swoje plusy – po raz kolejny opinia publiczna może się dowiedzieć, jakich mamy producentów żywności, dokąd i co eksportujemy, co najbardziej smakuje odbiorcom polskich produktów na całym świecie. Jak zawsze w takich sytuacjach głos zabierają propagatorzy zdrowego stylu życia, ekolodzy, dietetycy. Grzegorz Nawacki, dziennikarz „Pulsu Biznesu”, zaproponował, aby wykorzystać nas, konsumentów żywności, i uruchomić „osobiste moce przerobowe” polskich jabłuszek. Innymi słowy, rzu-

stwa w katedrze polowej odbyła się też msza św. za Ojczyznę i Wojsko Polskie. Święto Wojska Polskiego obchodzone jest na pamiątkę bitwy warszawskiej 1920 r., rozegranej podczas wojny polsko-bolszewickiej.

najbliższy okres. Znalazły się wśród nich podwyżka dla emerytów i rencistów, których świadczenie nie przekracza 3,3 tys. zł, co najmniej o 36 zł i zwiększenie ulg podatkowych na trzecie i kolejne dzieci o 20 proc.

W WARSZAWIE 15 SIERPNIA zmarł pianista, kompozytor, pedagog prof. Jan Ekier. Miał 101 lat. Dziełem jego życia było Wydanie Narodowe Dzieł Fryderyka Chopina. W 2010 r. został odznaczony Orderem Orła Białego.

PREZYDENCI POLSKI, CZECH I SŁOWACJI spotkali się 29 sierpnia w Bańskiej Bystrzycy. Rozmowy dotyczyły głównie sytuacji na Ukrainie i szczytu NATO w Walii, zaplanowanego na 4-5 września. Bronisław Komorowski, Miloš Zeman i Andrej Kiska spotkali się z okazji 70. rocznicy słowackiego powstania narodowego.

PREMIER DONALD TUSK 27 sierpnia przedstawił plany rządu na

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 5

PREMIER DONALD TUSK został wybrany na szefa Rady Europejskiej. Stało się to 30 sierpnia podczas szczytu UE w Brukseli. Tusk obejmie swoją funkcję 1 grudnia. Jego wybór oznacza zmiany w kraju. Polski premier złożył dymisję a jego następcą będzie obecna marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która niebawem powoła nowy rząd. Ten będzie rządzić krajem do wyborów parlamentarnych, które odbędą się jesienią 2015 roku. Tusk zapowiedział też, że do 1 grudnia zrezygnuje z szefowania PO. W tej funkcji zastąpi go prawdopodobnie też Ewa Kopacz, pierwsza wiceprzeWRZESIEŃ 2014

Ponad pół wieku z Tercetem Egzotycznym

„T

ak dobrze, że dzwoni pani teraz. Jeszcze zdążą państwo zobaczyć i sfotografować pamiątki Tercetu Egzotycznego, zanim je oddam do muzeum“ – zareagowała na moją prośbę o udzielenie wywiadu Izabella Skrybant-Dziewiątkowska, wokalistka zespołu. Podczas spotkania w jej wrocławskim domu pokazała nam nie tylko najcenniejsze pamiątki, należące do Tercetu, ale całą kolekcję swoich przepięknych strojów scenicznych, które od 17 sierpnia można podziwiać w Muzeum Tercetu Egzotycznego w Lubiniu (Wielkopolska), powstałym z inicjatywy Stowarzyszenia Oliwskie Słoneczko. Spotykamy się w przededniu otwarcia Muzeum Tercetu Egzotycznego, którego jest Pani gwiazdą. To chyba duża satysfakcja dla artysty, kiedy powstaje muzeum poświęcone jego działalności scenicznej? Tak, ogromna! Nawet nie zdawałam sobie sprawy ze swojego dorobku, dopiero przygotowania do otwarcia muzeum uświadomiły mi, jak wiele osiągnęłam. Organizatorzy przedsięwzięcia przekonywali, że skoro Dolly Parton czy ABBA mają swoje muzea, dlaczego nie mógłby go mieć Tercet Egzotyczny. Zwrócili się do mnie z prośbą o udostępnienie materiałów związanych z działalnością zespołu. Przekazuję im więc różne swoje kre-

wodnicząca partii. W PO mówi się też o wyborach lidera ugrupowania – o tę funkcję chce się ubiegać Grzegorz Schetyna. W 34. ROCZNICĘ podpisania porozumień sierpniowych w Gdańsku otwarto Europejskie Centrum Solidarności. W uroczystości – z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz legendarnego pierwszego przywódcy „S”, b. prezydenta Lecha Wałęsy – uczestniczyli też dawni opozycjoniści, m.in. działacze „Solidarności”, Komitetu Obrony Robotników i Ruchu Młodej Pol ski. W gmachu ECS, przypomina-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

cił hasło: „Postaw się Putinowi – jedz jabłka i pij cydr”. Pomysł chwycił od razu. Hitem Internetu i stacji telewizyjnych oraz prasy stały się zdjęcia znanych osób, jedzących jabłka – od prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska, ministrów, po gwiazdy i gwiazdeczki show-biznesu, celebrytów – słowem wszystkich, którzy chcieliby być ważni. Potem już tylko szybka „wrzutka” na Facebook czy Twitter, gdziekolwiek, aby się pokazać. Wszyscy chcą być na czasie i w ten sposób wyrazić swoją solidarność z sadownikami. Akcja została zauważona na świecie, pisały o niej media w Wiel kiej Brytanii, Niemczech, Francji. Dziennikarz „Economist” Edward Lucas zachęcał obcokrajowców, by odwiedzali polskie sklepy za granicą i kupowali „jabłka wolności”. My, maluczcy, możemy tylko naśladować tych wielkich, bo sprawa jest godna uwagi. Ponoć wystarczy, aby jedna osoba zjadła 4,5 kg jabłek, by nadwyżka producentów została zniwelowana. Może więc w tym sezonie róbmy więcej szarlotek, kompotów, dżemów, spróbujmy cydru – będziemy zdrowsi i modni, nawet bez fotki w Internecie. Wojny jabłkowe, mięsne i wszystkie inne trwają z reguły tyle, ile cierpliwość zwykłych ludzi. A tymczasem – jedzmy jabłka, pora ku temu idealna! AGATA BEDNARCZYK

acje, a jest ich około 50, w tym te najpiękniejsze i najsławniejsze! Udostępniam też plakaty, kapelusze hiszpańskie, meksykańskie, wszystkie nagrania, rękopisy Zbyszka Dziewiątkowskiego, jego gitary, również tę pierwszą, którą kupił za zarobione na Zachodzie pieniądze, nagrody, stare nagrania na szpulach…

jącego statek w budowie, można zobaczyć wystawę poświęconą historii „Solidarności” i innych ruchów opozycyjnych, które doprowadziły do upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. TRADYCYJNIE 1 WRZEŚNIA zainaugurowano nowy rok szkolny; w szkolnych ławach zasiadło ponad 4,5 miliona uczniów. Około pół miliona to pierwszoklasiści. W uroczystych inauguracjach uczestniczyli premier Donald Tusk, minister edukacji Joanna Kluzik- Rostkowska oraz pierwsza dama RP Anna Komorowska.

PIERWSZEGO WRZEŚNIA minęło 75 lat od wybuchu II wojny światowej. Uroczyste obchody tej rocznicy, z udziałem premiera Donalda Tuska, rozpoczęły się na Westerplatte o godz. 4.45. Po południu tę smutną rocznicę uczcili na Westerplatte prezydenci Polski Bronisław Komorowski oraz Niemiec Joachim Gauck. „Trzeba było dopiero dramatu II wojny światowej, by Europa zwróciła się w stronę tego, co narody europejskie łączy, a nie dzieli, w stronę integracji, umacniania wolnego rynku i demokracji” – podkreślił Komorowski. MP 5


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 6

Zespół w ubiegłym roku świętował swoje 50-lecie. Jak to jest być wiernym jednemu gatunkowi muzycznemu? Wygląda na to, że Pani urodziła się latynoską, ale chyba przez pomyłkę w Polsce? Attache kubańska powiedziała kiedyś, że nie wierzy, iż moja matka nie miała romansu z Kubańczykiem (śmiech). Mama był wierna całe życie mojemu ojcu! Pomysłodawcą zespołu był Zbyszek Dziewiątkowski i na początku to on wraz ze Zbigniewem Antkowiakiem tworzyli duet. Ale pewien znajomy im podpowiedział, żeby poszli do operetki wrocławskiej, gdzie występowałam, i zaprosili mnie do współpracy. Zbyszek Dziewiątkowski przyszedł, zobaczył mnie, zachłysnął się, poprosił o spotkanie za kulisami i zaproponował, bym dołączyła do ich zespołu. Nie od razu byłam zdecydowana, bo rysowały się przede mną duże perspektywy, właśnie w operetce. W podjęciu decyzji pomogła mi rozsądna dyrektor operetki, która uświadomiła mi, że jako wokalistka operetkowa mogę występować do 40. roku życia, a estrada takich ograniczeń wiekowych nie stawia.

„Dopiero po latach ówczesny szef medialny przyznał, że przyszedł rozkaz niszczenia nas w prasie i telewizji.“

lat temu Bogusław Kaczyński (popularyzator muzyki w Polsce, organizator między innymi Europejskiego Festiwalu im. Jana Kiepury – przyp. od red.) ogłosił plebiscyt na piosenkę XX wieku i wygrała właśnie „Pamela“!

No i chyba decydujące znaczenie miał repertuar zespołu – te gorące rytmy, które grają w Pani duszy. Tak, czuję to w każdej cząsteczce ciała.

Zespół często koncertował za granicą. Pamięta Pani pierwszy taki wyjazd? Szczególnie utkwił mi w pamięci pierwszy wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Podróżowaliśmy wówczas statkiem Batory wraz z plejadą polskich gwiazd, wśród których byli Lucjan Kydryński, Irena Santor, zespół Partita, Skaldowie… Było nas 30 osób. W ciągu dwutygodniowego rejsu zdążyliśmy się zintegrować, przećwiczyć cały repertuar. W Nowym Jorku zobaczyliśmy zupełnie inny świat. Mimo że był grudzień, wszystko było oświetlone, miasto przygotowywało się do świąt Bożego Narodzenia. Jakież to wszystko było inne w porównaniu z szarzyzną, panującą wtedy u nas! Poza tym czekało na nas wielu dziennikarzy, którzy dowiedzieli się, że przyjeżdżają ludzie zza żelaznej kurtyny. Potem były koncerty przy wielotysięcznej widowni! Przed pierwszym występem miałam potworną tremę; ręce mi się trzęsły, nogi uginały, ale kiedy wyszłam na scenę, wszystko opadło, bo od razu był aplauz. Nasz Tercet dostał półroczny kontrakt w Radiu City i jako jedyny polski zespół wystąpił w Carnegie Hall. New York Times się na nasz temat rozpisywał…

Nigdy nie przyszło znużenie tym repertuarem? Znużenie przyszło, kiedy zbyt długo śpiewaliśmy piosenkę „Pamelo, żegnaj“. Zmieniłam więc jej aranżacje i śpiewamy ją nadal, ale tylko na bis, podobnie jak pozostałe stare przeboje, bowiem na każdym koncercie najpierw prezentujemy nowe utwory. Ale nagraliśmy też pieśni patriotyczne, które – kiedy zaśpiewaliśmy je w Chicago – tak się spodobały ówczesnemu prezesowi tamtejszej Polonii, że spytał nas, czy jedna z nich nie mogłaby się stać ich hymnem. Mieliście dobrą rękę do hymnów, bo doczytałam się, że piosenka „Pamelo, żegnaj“ była w latach 60. hymnem więziennym, o czym wspominał przed laty Jacek Kuroń. Tak, Jacek Kuroń wtedy rozpowszechniał tekst utworu, bo znał go na pamięć, w zamian za papierosy. Pięć

Tercet Egzotyczny to najstarszy polski zespół muzyczny, działający od 1963 roku, wykonujący muzykę w stylu latynoamerykańskim. Założył go Zbigniew Dziewiątkowski, wokalistką została jego żona Izabella, a trzecim członkiem długie lata był Zbigniew Adamkiewicz. Przez około 40 lat Tercet Egzotyczny koncertował z powodzeniem na całym świecie, odwiedzając 49 razy USA. Na swoim koncie ma ponad dziesięć milionów sprzedanych płyt, ponad dziesięć tysięcy koncertów, występy w Carnegie Hall i paryskiej Olimpii oraz 25 płyt studyjnych. Kiedy w 2001 roku umarł Zbigniew Adamkiewicz, a pół roku później Zbigniew Dziewiątkowski, Izabella Skrybant nie rozwiązała zespołu, tylko zaprosiła do współpracy dwóch nowych muzyków – basistę bluesowego Włodzimierza Krakusa i gitarzystę jazzowego Janusza Konefała. Prezydent RP Bronisław Komorowski przyznał Izabelli Skrybant–Dziewiątkowskiej Złoty Krzyż Zasługi, a minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski medal Gloria Artis. 6

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 7

Jakie były tego konsekwencje? Pagart (jedyna istniejąca wtedy w Polsce państwowa agencja reprezentująca artystów – przyp. od red.) nie wydał nam paszportów. Ale Jasiu Wojewódka, menadżer sprowadzający polskie gwiazdy do Stanów Zjednoczonych, postawił warunek, że jeśli Tercet Egzotyczny nie przyjedzie, to inni artyści też nie będą mogli koncertować. Poskutkowało, bo Pagart wtedy na nas najwięcej zarabiał. Ale przyniosło to inne konsekwencje. Polskie media przestały o Was pisać, a jeśli pisały, to negatywnie? No właśnie. Dopiero po latach ówczesny szef medialny przyznał, że przyszedł rozkaz niszczenia nas w prasie i telewizji. Jedynie szef Polskich Nagrań się nie ugiął, wiedział bowiem, że to dzięki nam firma ma ogromne zyski, ponieważ publiczność nas kochała i kocha nadal. Po 1990 roku zła passa minęła; wszystko się odmieniło po naszym występie na festiwalu w Sopocie. Teraz to nawet w redakcjach w Warszawie są licytacje, kto pojedzie na wywiad ze mną – takie jest zainteresowanie dziennikarzy! WRZESIEŃ 2014

Żyliście więc jakby w dwóch różnych światach: w Ameryce uwielbiani, w Polsce napiętnowani. Nigdy nie kusiło Panią, żeby zostać za granicą? Nigdy. Miałam znakomitą propozycję pozostania na rynku amerykańskim. Nawet chłopcy z zespołu namawiali mnie, bym ją przyjęła i robiła karierę, a oni w tym czasie będą chałturzyć dla Polonii. Nie zgodziłam się.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Tercet Egzotyczny zawsze był barwny, odstawał od szarej, siermiężnej rzeczywistości socjalistycznej. Nie mieli Państwo z tego powodu kłopotów? Rzeczywiście byliśmy barwni i zza granicy zawsze wracaliśmy z kolejnymi kontraktami. Po pierwszym wyjeździe do USA, kiedy wróciliśmy do Polski, wszystko się zaczęło. Publiczność i media przecież nas uwielbiały, a tu nagle rozpoczęto nagonkę na nas. Po dwu tygodniach mieliśmy ponownie wyjechać do Ameryki, ale złożono nam propozycję współpracy: przyszła do mnie koleżanka, nawet nie wiedziałam, że pracowała w milicji, i namawiała nas, byśmy się zgodzili na podsłuchy, współpracę… Odmó wiliśmy. Jak mogłabym się na to zgodzić! Przecież mój ojciec był w AK, a potem organistą, więc wyrastałam na plebani. Dla mnie zawsze ważne były Bóg, honor, ojczyzna! Na szczęście chłopcy z zespołu byli tego samego zdania.

Co tak bardzo Panią ciągnęło do Polski? Widziałam, jak Polacy są traktowani za granicą. Wiedziałam, że dopóki przyjeżdżamy jako gwiazdy, traktuje się nas poważnie i z szacunkiem, czego efektem był wspominany występ w Carnegie Hall czy udział w największym amerykańskim telewizyjnym show.

„Teraz to nawet w redakcjach w Warszawie są licytacje, kto pojedzie na wywiad ze mną – takie jest zainteresowanie dziennikarzy!“ Nie miała więc Pani kompleksów, że pochodzi z gorszej części świata? Nie, zawsze byłam dumna z tego, że jestem Polką, i za granicą nigdy nie dałam złego słowa powiedzieć o Polsce. Wszyscy w zespole uważaliśmy, że brudy należy prać w domu. Odmówiliśmy też, kiedy zaproponowano nam współpracę z wywiadem zachodnim. Teraz mogę patrzeć prosto w oczy każdemu. Wie pani, nawet mnie dokładnie prześwietlono, kiedy politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego chcieli mnie ściągnąć do swojej partii. Odmówiłam, bo ja się na polityka nie nadaję.

telu Monopol. Zbierałyśmy monety i liczyłyśmy, na ile kaw czy herbat wystarczy. Po pierwszym powrocie z Ameryki zaprosiłam dziewczyny do Monopolu, rozsiadłam się wygodnie i dla wszystkich zamówiłam whisky. Nigdy jej nie piłam, wcale mi nie smakowała, ale człowiek taki głupi był…

Zgłaszają się do Pani partie polityczne, by je poprzeć? Tak, ale ja nie mam ulubionej partii, ja wybieram ludzi.

Wiem, że była Pani w Ameryce hołubiona, dostawała bukiety kwiatów z pierścionkami, ale wcześniej zaznała też biedy. Tak, doznałam wielkiej biedy. Kiedy byłam małym dzieckiem, mama gotowała pokrzywy. Na szczęście mieliśmy też krowę, a tato jako organista towarzyszył księdzu w odwiedzinach u parafian, więc i on czasami dostał trochę pszenicy. Ale był to bardzo piękny okres w moim życiu.

Oszałamiająca kariera powoduje, że człowiek poddany jest wielu próbom. Były takie chwile, które Panią zachwiały? Matka zawsze mnie przestrzegała, bym mimo największych sukcesów pozostawała sobą. Ale raz zachowałam się nie tak, czego do dziś się wstydzę. Jeszcze za czasów pracy w operetce, po przedstawieniach chodziłyśmy z koleżankami do kawiarni w ho-

A jak to było w tej Ameryce? Kiedyś Polonia amerykańska była bardzo bogata, dorobiła się. Na przyjazd gwiazd z Polski zawsze urządzano bankiety w dużym stylu, stoły się uginały, a później, po bankiecie, według rozpiski, zapraszano nas do siebie do domów, obdarowywano prezentami. Z pierwszego wyjazdu przywiozłam dwanaście walizek! 7


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 8

„Bardzo pracuję nad tym, by pozytywnie postrzegać ludzi, szukam wytłumaczenia dla ich nie zawsze zrozumiałych zachowań.“

To Polonia tak Was obdarowywała? Wszystkim, czego chcieliśmy. Brali nas na zakupy, za które płacili. Ale były też inne ciekawe zdarzenia. Kiedyś śpiewaliśmy w amerykańskim klubie, do którego przychodził jeden z najbogatszych rzeźników w New Jersey – Ukrainiec. Ten był we mnie zakochany. A co na to mąż? Nie, nie, bez obaw, ów Ukrainiec był bardzo eleganckim człowiekiem. Po koncercie zaprosił mnie do baru na jeden koniaczek, by wszyscy w lokalu widzieli, że poświęcam mu trochę czasu i zainteresowania. Potem dostałam od niego trzy brylanty, a chłopaków z zespołu wziął na zakupy i kupił im garnitury. Z kolei pewien piekarz przysłał mi bukiet pięknych róż z pierścionkiem. Historie jak z bajki…. Tak, rozpieszczała nas Polonia. Spotykaliśmy wtedy naprawdę bogatych ludzi. Niestety, większość z nich już poumierała. Teraz ta młoda Polonia jest na dorobku, zagoniona. Owszem, przychodzą na koncerty, chcą się napić kawy, więc ściubią cent do centa. Dziś Polacy inaczej wydają pieniądze.

członka zespołu. Na skutek tych smutnych wydarzeń z tercetu zostałam tylko ja. Ale podniosła się Pani i zaprosiła do współpracy nowych muzyków, reaktywując Tercet. Co lub kto pomógł Pani tak szybko się dźwignąć? Trzy miesiące po śmierci męża zadzwoniły do mnie Nina Terentiew (ówczesna dyrektor TVP2 – przyp. od red.) i Elżbieta Skrętkowska (autorka programów telewizyjnych – przyp. od red.), namówiły mnie i pomogły w zorganizowaniu we Wrocławiu koncertu, upamiętniającego moich kompanów z zespołu. Ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Pewnej nocy przyśnił mi się Zbyszek Adamkiewicz i podpowiedział mi, których muzyków mam zaangażować do współpracy. Z kolei mój mąż przyśnił mi się z wyraźnym nakazem, bym się brała do roboty. Posłuchałam ich. To wyzwanie pomogło mi przetrwać. A koncert na wrocławskim Rynku wyszedł wspaniale. Przedsięwzięcie wsparli też swoimi występami Kasa, Kukiz i inni.

Tamtą propozycję filmową Pani odrzuciła, ale przyszła inna i w tym roku zobaczymy Panią na srebrnym ekranie. W którym filmie? Dostałam propozycję od Jerzego Stuhra, bym zagrała siebie w jego filmie pt. „Obywatel“. Bardzo jestem dumna z tej roli. Premiera filmu jesienią.

Jakie trzeba mieć cechy charakteru, by nie tylko sukces osiągnąć, ale ponad pół wieku utrzymać się na scenie? Talent, praca, dystans do siebie.

To nie pierwszy Pani romans z filmem… Tak, zagrałam w „Rękopisie znalezionym w Saragossie“ w reżyserii Wojciecha Hasa. Ale początki były

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Nie było problemów na granicy? Z czasem wyrobiłam sobie pewien układ – przywoziliśmy prezenty, głównie ciuchy, dla żon ważnych osób, które decydowały o tym, czy przez granicę nas przepuszczą. Ja z walizkami zawsze przechodziłam bokiem.

Tyle osób teraz chce robić karierę, zgłaszają się do różnych show. Jak im w śpiewie nie wyjdzie, to próbują robić fikołki. Według mnie nie wystarczy sam talent, ale trzeba mieć dużo pokory. Niektórzy chcą się pokazać, wywołując skandale. Nie tędy droga. Nigdy nie próbowałam sobie w ten sposób pomagać w karierze. Wręcz odwrotnie. Po śmierci męża pewien bardzo ważny producent serialowy powiedział mi, że chciałby nakręcić telenowelę o naszej miłości. Serial miał mieć tytuł „Pamela i Pedro“. Byłam zachwycona! Niestety dowiedziałam się, że scenariusz trzeba ubarwić wymyślonymi skandalami. Nie zgodziłam się, mimo że podwyższano stawkę. Pieniądze były mi wtedy bardzo potrzebne, znajomi nie mogli wyjść z podziwu, że nie połasiłam się na nie, ale ja nigdy nie decydowałam się na drogę na skróty.

Nadal koncertuje Pani w USA? Ostatnio koncertowaliśmy tam cztery lata temu, ale chciałabym, żeby nasz kolejny występ, jubileuszowy, pięćdziesiąty w Ameryce, był dużym wydarzeniem Zmienia się Polonia, ale Tercet Egzotyczny przyjmuje tak samo z entuzjazmem? Z dużym sentymentem, miłością i podziwem, że się pozbierałam po śmierci męża i drugiego Zbyszka, też 8

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 9

śmieszne, bo pierwszy raz pojawiłam się na planie innego filmu. Potem zaprosiłam mojego ówczesnego chłopaka na jego premierę. Niestety, fragmenty z moim udziałem mocno okrojono. Kiedy wreszcie na chwilę pojawiłam się na ekranie, Zbyszek kichnął i w efekcie mnie nie zobaczył (śmiech). Tyle było z dwutygodniowego kręcenia! Czemu zawdzięcza Pani taką kondycję i świetny wygląd? Codziennie się gimnastykuję. Zabieram się za to z obrzydzeniem, ale kiedy kończę, świat wygląda inaczej. Bardzo pracuję nad tym, by pozytywnie postrzegać ludzi, szukam wytłumaczenia dla ich nie zawsze zrozumiałych zachowań. Nie atakuję, wolę ugryźć się w język, przeczekać, nawet jeśli ktoś jest niesympatyczny czy niemiły. Zmienianie własnego wnętrza to zadanie dla każdego!

„Ludzie mnie kochają, czego dowodem są setki listów, które dostaję, a na koncertach owacje na stojąco.“ Co podpowiedziałby Pani innym artystom, dzieląc się z nimi własnymi doświadczeniami? Koncertuję 5 – 7 razy w miesiącu i do każdego występu przygotowuję się bardzo sumiennie, bez względu na to, czy jest to duże miasto, czy mała wioseczka. Nigdy nie wystąpiłam dwa razy w tej samej kreacji w jednej miejscowości. Ludzie mnie kochają, czego dowodem są setki listów, które dostaję, a na koncertach owacje na stojąco. Niemalże zawsze słyszę z widowni „Sto lat!“. Ale chyba najważniejsze jest to, że po koncercie spotykam się z publicznością. Jeśli moi fani chcą mnie dotknąć – proszę bardzo, chcą mieć ze mną zdjęcie – ustawiam się do fotografii, chcą autograf – daję im go. Bo to przecież ja jestem dla nich i dzięki nim. Wydaje mi się, że o tym niektóre gwiazdy zapominają i po swoich koncertach uciekają przed publicznością. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WROCŁAW WRZESIEŃ 2014

Zmiany w Komisji ds. Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS P

od koniec czerwca zakończyli swoją kadencję przedstawiciele poszczególnych mniejszości narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS. Ponieważ przedstawiciel polskiej mniejszości Czesław Sobek nie wyraził chęci reprezentowania naszej mniejszości w kolejnych latach, w lipcu w Kancelarii Rady Ministrów RS odbyło się głosowanie, w wyniku którego przedstawicielką polskiej mniejszości w Komisji ds. Mniejszości Narodowych w Kancelarii Rady Ministrów RS została Linda Rábeková, dotychczasowa zastępczyni Czesława RED Sobka. Jej zastępczynią będzie Magdalena Štujberová.

70 lat temu W

sierpniowe upalne dni zarówno turyści, jak i mieszkańcy stolicy Słowacji, licznie spacerujący po placu Hviezdoslava, jednym z najbardziej urokliwych w Bratysławie, mogli obejrzeć przygotowaną przez Ambasadę RP oraz Instytut Polski wystawę poświęconą 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. I choć letni pogodny nastrój kontrastował z ukazującymi dramatyczne wydarzenia z historii Polski czarno-białymi zdjęciami, to jednak nie brakowało chętnych, którzy z zainteresowaniem je oglądali. Na ekspozycję złożyło się 20 plansz z historycznymi fotografiami, plakaty oraz krótkie informacje, dotyczące napaści hitlerowskich Nie miec na Polskę, Polskiego Państwa Podziemnego i jego przywódców oraz samego powstania warszawskiego, które wybuchło 1 sierpnia 1944 r. o godz. 17.00. Na jednej z tablic, zatytułowanej „Hodina W“, można było zobaczyć sceny z życia powstańczej Warszawy – były to zdjęcia pokazujące nie tylko walki żołnierzy AK, ale też codzienne życie mieszkańców stolicy, rannych, zabitych, usypane na podwórkach groby, zrujnowane miasto.

Przypomnijmy, że rozkaz o wybuchu powstania wydał ówczesny dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski-Bór. Powstanie trwało 63 dni i zakończyło się totalną klęską. Było największą akcją zbrojną II wojny światowej. Według rożnych źródeł uczestniczyło w nim ok. 45 tysięcy żołnierzy AK, z których ok. 15 tysięcy zginęło. Zginęło też ok. 200 tysięcy cywilów. Tych, którzy przeżyli, zmuszono do opuszczenia Warszawy – wielu z nich trafiło do obozów koncentracyjnych, innych wywieziono do Rzeszy. Warszawa na rozkaz Hitlera miała zostać zrównana z ziemią. W pierwszych dniach powstania, 4 sierpnia, zginął od kuli snajpera jeden z najwybitniejszych poetów pokolenia Kolumbów, żołnierz AK Krzysztof Kamil Baczyński. Miał 23 lata. Jeno wyjmij mi z tych oczu / szkło bolesne – obraz dni, / które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi. / Jeno odmień czas kaleki zakryj groby płaszczem rzeki, / zetrzyj z włosów pył bitewny, / tych lat gniewnych / czarny pył – napisał w wierszu „Niebo MP złote ci otworzę“ z 1943 roku. 9


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 10

Kolejny krok w kierunku sztuki Ponieważ mieszkaliśmy w samym sercu przepięknej przyrody, chodziliśmy zbierać grzyby, próbowaliśmy wyprodukowanych w domowych warunkach serów czy żyntycy. A po zajęciach warsztatowych, w wolnym czasie, chodziliśmy po górach, odwiedziliśmy właściciela największych

M

ieliście już kiedyś możliwość dać upust swojej fantazji i realizować się w dziedzinie sztuki? Nam się taka okazja nadarzyła podczas tegorocznych warsztatów twórczych „Krok za krokiem w kierunku sztuki“, zorganizowanych przez Klub Polski Koszyce w dniach 18 – 25 lipca w miejsco-

10

wości Šumiac w centralnej Słowacji. Nad pracami piętnaścior -

ga dzieci i młodzieży polonijnej czuwała artystka Štefánia Gajdošová-Sikorska oraz opiekun i fotograf Stano Stehlik. Czego nie robiliśmy! Nanosiliśmy wspaniałe wzory na koszulki metodą batikowania, malowaliśmy obrazy na łonie natury, owce, a nawet grzyby z pobliskiego lasu.


Monitor09:MP 9/10/14 11:17 AM Page 11

zbiorów dzwonów w okolicy, a także jaskinię lodową w Dobšinie. Wieczorami gromadziliśmy się wokół ogniska, by piec kiełbaski i podsumować swoje osiągnięcia. Mnie bardzo się podobał pomysł namalowania w plenerze owiec, których pilnował pies. Efekty naszych działań artystycznych zaskoczyły nas wszystkich – okazało się, że przez kilka dni nabraliśmy wprawy, może nawet pewności siebie w pracy z pędzlem. Niewątpliwym hitem warsztatów były koszulki z własnoręcznie wykonanymi wzorami, które każdy mógł zabrać do domu. Powstały prawdziwe rarytasy, których inni mogą nam pozazdrościć. Kto w tym roku nie wziął udziału w obozie artystycznym, niech żałuje! Następny dopiero za rok! MARTINA ZÁŤKOVÁ

Projekt zrealizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Ministrów RS, program Kultura mniejszości narodowych 2014.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Zachęcamy do odwiedzenia strony www.polonia.sk, gdzie znajduje się galeria zdjęć oraz film z warsztatów twórczych


Monitor09:MP 9/10/14 11:18 AM Page 12

J

uż jakiś czas temu w głowach członków i sympatyków Klubu Polskiego pojawiła się myśl o wspólnej wyprawie poza miasto. Dzięki Kasi Tulejko, prezes Klubu Polskiego w Bratysławie, pomysł szybko nabrał realnych kształtów. Zaprzyjaźniony z Klu bem ojciec Tymoteusz Górecki zaproponował zdobycie malowniczych ruin zamku Pajštun, wznoszących się nad wsią Borinka. Idealnie dobrana trasa, nie za łatwa i nie za trudna, miała swój początek w Mariance, gdzie znajduje się sanktuarium i Dom Pielgrzyma, którymi opiekuje się ojciec Tymoteusz, obwołany przez klubowiczów przewodnikiem wycieczki, zaplanowanej na niedzielę, 6 lipca. Wyprawę poprzedziła msza święta, odprawiona oczywiście w Mariance. Do klubowiczów dołączyło też kilkoro pielgrzymów przybyłych z Polski. I tak licząca około dwudziestu osób grupa ochoczo wyruszyła na szlak. Integracji w żaden sposób nie przeszkadzał wiek – wśród wędrowców były zarówno dzieci, jak i osoby starsze.

ZDJĘCIA: ARKADIUSZ KUGLER, STANO STEHLIK

Pierwsza, łagodna część trasy wiodła do Borinki, gdzie do grupy dołączył radosny kundelek, raźno maszerujący na czele, na każdym rozdrożu bezbłędnie obierający właściwy kierunek. Ostatnia część trasy biegła stromym wzniesieniem wśród gęstych drzew, z których na końcu wyłoniły się wspaniałe ruiny zamczyska.

12

Klub Polski

na Pajštunie i Devinskiej Kobyle Ich widok nie wymagał żadnych komentarzy... Kilka chwil poświęcono na pamiątkowe zdjęcia, a potem przyszedł czas na zasłużony odpoczynek przy ognisku i raczenie się przyniesionym ze sobą prowiantem. Później na Pajštun dotarły też inne grupy turystów, które na tym chwilowo polskim wzgórzu powitane zostały polskimi krówkami. Wszystko, co dobre, szybko się kończy, więc gdy słońce zaczęło zachodzić, trzeba było ruszyć w drogę powrotną. Chcąc dłużej być razem, członkowie polskiej grupy turystycznej przyjęli zaproszenie ojca Tymo teusza na kawę do Marianki, gdzie natychmiast zaczęli snuć plany kolejnej wyprawy… Za cel obrali Devinską Kobyłę. Chęć poznania malowniczych wzgórz, będących częścią unikatowego rezer-

watu przyrody, przyciągnęła w pierw szą niedzielę sierpnia zarówno stałą grupę turystów, jak i nowych sympatyków Klubu Polskiego. Na miejsce zbiórki wybrano podbratysławski Devin. Chociaż prognozy pogody nie były optymistyczne, wszyscy wierzyli, że uśmiechnięte słońce pozostanie nad nimi do końca wyprawy. Już sam początek trasy okazał się bardzo stromy, ale dzięki temu szybko wspięto się na tyle wysoko, by móc podziwiać przepiękne widoki. Potem była już łagodna ścieżka, biegnąca przez dający wytchnienie zacieniony las. Plan wycieczki dopuszczał możliwość zdobycia samego szczytu Devinskiej Koby ły, jednak ostatecznie skierowano się ku miejscu, zwanemu Sandberg, licząc na znalezienie odpowiedniej na piknik polany. Wkrótce grupa opuściła las, a oczom wędrowców ukazał się zapierający dech w piersiach widok – wijąca się w dole rzeka Morawa, wpadająca do potężnego Dunaju, a obok dobrze widoczne ruiny zamku Devin oraz austriackie miasteczko Hainburg. Chęć rozkoszowania się tym widokiem zwyciężył głód, który nakazał wycieczkowiczom znaleźć miejsce na tymczasowe obozowisko. W jego poszukiwaniu zeszli oni niżej, w kierunku Sandbergu, przypominającego nadmorskie wydmy. Niepokojem napawa-

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:18 AM Page 13

S

pacerując po nabrzeżu Dunaju w Bratysławie pewnego czerwcowego wieczoru, natknęłam się na jednego z najbardziej znanych polskich aktorów – Macieja Stuhra. Artysta, znany z takich produkcji, jak „Pokłosie“, „Poranek kojota“ czy „Przedwiośnie“, przyjechał do słowackiej stolicy, bo między innymi właśnie tutaj kręcone są zdjęcia do filmu „Czerwony kapitan”, w którym gra główną rolę. Film jest ekranizacją powieści najbardziej popularnego słowackiego autora kryminałów Dominika Dána i opowiada o śledztwie w sprawie morderstwa kościelnego, którego ciało przypadkiem znaleziono na cmentarzu. Wszystko wskazuje na to, że był on torturowany, a potem zabity przez służby bezpieczeństwa. W rolę jednego z prowadzących dochodzenie detektywów wciela się właśnie Maciej Stuhr (jako detektyw Krauze), drugiego gra Marián Geišberg.

Stuhr na Štúrovej

ły klubowiczów tylko zbierające się chmury. Postanowili więc wykorzystać jeszcze promienie słońca i zorganizować prowizoryczny piknik na skraju leśnej drogi, ale… przed deszczem niestety nie uciekli. Wkrótce lunęło naprawdę, a oni musieli zejść na dół i wrócić do Devina, gdzie zostawili swoje samochody. I to chyba ten powrót w strugach deszczu był chyba najwspanialszy! Wszyscy maszerowali dziarsko, radośnie śpiewając, mimo przemoczonych do cna ubrań. Mimo pogodowych atrakcji wycieczka na Devinską Kobyłę była równie udana, jak ta na Pajštun. Wszyscy cieszyli się, że znów mogli spotkać się w tak wspaniałym gronie klubowych trampów i że dołączyli do nich kolejni, spragnieni aktywnego wypoczynku rodacy. Bez dwóch zdań zatem – na dwóch wycieczkach Klubu Polskiego w Bratysławie na pewno się nie skończy! ARKADIUSZ KUGLER

Akcja filmu rozgrywa się na początku lat 90., stąd na planie pojawiły się popularne w owych czasach wśród biznesmenów i mafiosów škody favorit, łady żiguli i starsze mercedesy. Dominik Dán jest bardzo zadowolony z gry polskiego aktora. Stwier dził, że tak właśnie wyobrażał sobie swojego bohatera. Warto podkreślić, iż autor literackiego pierwowzoru ukrywa się pod pseudonimem i tak naprawdę, nie wiadomo, kim jest naprawdę. W wywiadach przyznaje, że był kiedyś policjantem, a jego kryminały częściowo oparte są na prawdziwych wydarzeniach. Od 2005 roku Dominik Dán wydał 19 powieści, jest również autorem scenariusza serialu „Kriminálka Staré Mesto”. WRZESIEŃ 2014

Poza wymienionymi już aktorami w filmie „Czerwony kapitan” występują: Zuzana Kronerová, Helena Krajčiová, Ladislav Chudík, Michal Suchánek, Oldřich Kaiser. Na podstawie materiałów, opublikowanych przez Macieja Stuhra na portalu społecznościowym Facebook, wśród których znalazły się zdjęcia z Ladislavem Chudíkiem, popularnym doktorem Sovą z serialu „Szpital na peryferiach“, i bratysławskiej ulicy Štúrovej, mające być dowodem, iż w słowackiej stolicy istnieje ulica nosząca „jego” nazwisko, domyślamy się, że pobyt na Słowacji przyniósł polskiemu aktorowi dużo radości i satysfakcji. W jednym z wywiadów podkreślał on swą sympatię i sentyment do Słowaków i Czechów, z którymi spotykał się już na planie filmowym, np. w filmie „Konfident” (kręconym również w Bratysławie) wcielił się w postać funkcjonariusza bezpieki, w „Operacji Dunaj” zagrał jednego z żołnierzy polskich, którzy w 1968 roku wtargnęli do Czechosłowacji, wystąpił też w polsko-słowackiej koprodukcji pt. „Wino truskawkowe”, będącej ekranizacją prozy Andrzeja Stasiuka. Premiera „Czerwonego kapitana“, na którą z niecierpliwością czekamy, zaplanowana została na jesień 2015 roku. DOROTA CHMIEL

13


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor09:MP 9/10/14 11:18 AM Page 14

Biblioteka „Polonusa“

w Liptowskim Mikulaszu

vie. Z kolei Irena Zacharová, wiceprzewodnicząca „Polonusa“, podkreśliła, że tego typu współpraca ze słowackimi bibliotekami się sprawdziła, bowiem nie wymaga ona od pomysłodawców dodatkowych środków finansowych na wynajem pomieszczeń czy opłacanie pracowników, którzy by obsługiwali czytelników – oparta jest na gościnności bibliotek, które dzięki tej współpracy powiększają swoje księgozbiory i otwierają się na szersze grono czytelników. „Współpraca między Polską i Sło wacją ma długoletnie tradycje. W taki sposób również możemy zacieśniać nasze więzi“ – stwierdził obecny na uroczystości konsul RP w RS, radcaminister Grzegorz Nowacki. Oprócz niego w otwarciu biblioteki udział wzięli m.in. Jan Komornicki – były ambasador RP w RS, przedstawiciele władz miasta Liptowski Mikulasz oraz Tadeusz Frąckowiak – konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu, który gości i organizatorów zaprosił na obiad oraz do zwiedzenia muzeum Janka Kráľa, gdzie właśnie prezentowana była wystawa z okazji 60. lat Horskej záchrannej služby.

W

zycje w ich języku ojczystym“ – powiedziała 11 lipca, podczas otwarcia polskiego działu w liptowskiej bibliotece, jej dyrektor Marcela Feriančeková. „To kolejna, już piąta polska biblioteka, którą nasza organizacja otwiera na Słowacji“ – podkreśliła podczas uroczystości Katarzyna Bielik, przewodnicząca Stowarzyszenia „Polonus“, i dodała, że w tym roku zostanie otwarty kolejny taki dział w Námesto-

Ze

Co słychać w „Polonusie“?

lipcu w Liptowskiej Bibliotece G. F. Belopotockiego w Li ptowskim Mikulaszu za sprawą organizacji „Polonus“ został otwarty dział polskiej literatury, o czym mogliśmy się przekonać, przyjmując zaproszenie od Tadeusza Frąckowiaka, konsula honorowego RP. „Odwiedzają nas zarówno Polacy, mieszkający w tym regionie, jak i polscy turyści, którzy z pewnością docenią, że mamy już w księgozbiorze po-

strony internetowej Stowarzyszenia „Po lonus“ dowiadujemy się, że 21 czerwca w Żylinie odbyło się walne zgromadzenie tej organizacji, podczas którego między innymi zostały wybrane władze tegoż stowarzyszenia. Prezesem pozostała Katarzyna Bielik, 1. wiceprezesem Irena Zachar, 2. wiceprezesem i jednocześnie skarbnikiem została Agnieszka Macek, natomiast 3. wiceprezesem ds.

14

szkolnictwa jest Gabriela Stosik-Usowska. W krótkiej relacji, dotyczącej walnego zgromadzenia, możemy się doczytać, że w spotkaniu oprócz członków „Polonu sa”, wzięła udział przedstawicielka Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP, oraz że ustalono kalendarz imprez na kolejne miesiące. Naj bliższe z nich to mające się

odbyć 13 września rozpoczęcie roku szkolnego w szkole polskiej w Żylinie, wyjazd edukacyjno-pozna wczy pod hasłem „Szlakiem Orlich Gniazd“, zaplanowany na 19 – 21 września, zlot młodzieży i rodzin polonijnych, przewidziany na 26 – 28 września, oraz środkowoeuropejski kongres polonijny, który odbędzie się

27 września. Na przełomie września i października w Żylinie, Dolnym Kubinie, Martinie, Čadcy i Liptowskim Mikulaszu ma odbyć się seria spotkań na temat powstania warszawskiego, z kolei na listopad planowane jest VIII Żylińskie Forum Mniejszości Narodowych, zaś w grudniu spotkanie mikołajkowe, połączone z opłatkiem. Jeśli idzie o imprezy już zrealizowane, to ze strony MONITOR POLONIJNY


Ognisko polonijne w Mariance W liptowskiej bibliotece zainteresowani mogą czerpać informacje, dotyczące historii i geografii Polski, wypożyczać książki i czasopisma w języku polskim, w tym również nasz miesięcznik „Monitor Polonijny“. Obecnie na jej półkach znajduje się zbiór ok. stu polskich pozycji książkowych, który – jak zapowiada Katarzyna Bielik – będzie sukcesywnie uzupełniany. „Planujemy też organizowanie różnych spotkań autorskich czy zajęć z języka polskiego dla dzieci, uczących się w szkole w Żylinie“ – dodała. Projekt otwarcia biblioteki wsparła ambasada RP w RS. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, LIPTOWSKI MIKULASZ

K

oniec sierpnia to koniec wakacji – wszyscy powoli wracają do codziennych obowiązków, szkoły i pracy. Można się z tego powodu smucić, ale można też wykorzystać piękne jeszcze przecież dni na wspólne wspominanie wakacyjnych przygód. I właśnie ta ostatnia myśl przyświecała członkom Klubu Polskiego z Bratysławy, którzy przyjmując zaproszenie ojca Tymoteusza Góreckiego, spotkali się w Mariance w ostatnią sobotę sierpnia na wspólnym ognisku. Chociaż spotkanie zaplanowano z dużym wyprzedzeniem, to wszyscy mieli świadomość, że zależeć będzie ono od… pogody. No bo przecież ognisko, jeśli ma być ogniskiem prawdziwym, powinno być rozpalone wieczorem, pod rozgwieżdżonym niebem. Kiedy przyszedł w końcu oczekiwany dzień, wydawało się, że ziści się czarny scenariusz – mimo wysokiej temperatury od rana padał deszcz... Pragnienie spotkania się klu-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor09:MP 9/10/14 11:18 AM Page 15

bowiczów było jednak tak silne, że skutecznie przegnało chmury i na godzinę przed zbiórką nad Marianką pojawiło się słońce. A niedługo potem można było podziwiać też gwiazdy. Wcześniej jednak męska cześć kilkunastoosobowej grupy zatroszczyła się o drewno na ognisko i patyki do pieczenia kiełbasek. Każdy z uczestników przyniósł ponadto ze sobą przeróżne smakołyki, co znacznie wzbogaciło i urozmaiciło wspólną polową kuchnię. Miło było spędzić ostatni wakacyjny weekend z przyjaciółmi z Klubu Polskiego, których rozmowy i śmiechy rozbrzmiewały do późnych godzin wieczornych. Za umożliwienie tego spotkania serdecznie dziękujemy ojcu Tymoteuszowi. Jak wieść niesie, takie spotkania przy ognisku będą kontynuowane. No bo niby dlaczego nie świętować w ten sposób również początku jesieni? ARKADIUSZ KUGLER

internetowej dowiadujemy się, że 8 sierpnia w Żylinie na placu Mariánskim odbył się Dzień Kultury Polskiej, podczas którego wystąpił dziecięcy zespół regionalny Mały Haśnik z Węgierskiej Górki, a żylińscy Polonusi częstowali mieszkańców miasta barszczykiem. Dzień później odbyło się rodzinne spotkanie polonijne w Rajeckich Teplicach, podczas którego gotowano gulasz, pieczono kiełbaski, a dla dzieci przygotowano gry i zabawy. Red. WRZESIEŃ 2014

15


Monitor09:MP 9/10/14 11:19 AM Page 16

„Pięćdziesiąt plus VAT“

dek, niepisany król górali pienińskich. Goście – Słowacy i Polacy – zostali poproszeni o wspólne zaśpiewanie polskiej góralskiej pieśni z akompaniamentem zespołu Kollarovców. Były więc i śpiewy, i tańce, i rozmowy niemalże do białego rana. Tak wraz z jubilatem świętowali przyjaciele, członkowie rodziny, współpracownicy, przedstawiciele władz Liptowskiego Mikulasza oraz dyplomaci, wśród których znaleźli się obecny ambasador Tomasz Chłoń, były ambasador Jan Komor-

„Ż

yczyłbym Polsce samych takich konsulów honorowych“ – powiedział w imieniu własnym oraz całej placówki dyplomatycznej Tomasz Chłoń, ambasador RP w RS, składając życzenia z okazji okrągłego jubileuszu życiowego Tadeuszowi Frąckowiakowi, konsulowi honorowemu RP w Liptowskim Miku laszu. O sukcesach zawodowych, dyplomatycznych, ale

i o wydarzeniach z życia rodzinnego mówili członkowie rodziny jubilata oraz jego współpracownicy.

Jedenastego lipca w jednym z hoteli w okolicy Liptowskiego Mikulasza na blisko stu gości czekały elegancko nakryte stoły. Nie bez znaczenia były też ściągawki, które znajdowały się obok nakryć, zawierające teksty popularnych polskich pieśni, np. „Góralu, czy ci nie żal“. Nawet podczas prywatnej imprezy konsul honorowy zadbał o popularyzację polskiej kultury wśród gości, którzy stali się m.in. świadkami jego uroczystego pasowania na górala. Tego aktu dokonał Ján Gon -

nicki oraz konsul, radca-minister Grzegorz Nowacki. Impreza pod hasłem „Pięćdziesiąt plus VAT“ – jak o swoim wieku w dowcipny sposób mówił Tadeusz Frąckowiak – na długo pozostanie w pamięci świadków tego wydarzenia. mw

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

16

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:19 AM Page 17

„Góralu, czy ci nie żal?“

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„A

może wybierzecie się na spotkanie górali w Pieninach?“ – zapytał Tadeusz Frąckowiak, konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu. O tej cyklicznej imprezie słyszeliśmy wcześniej same pozytywne opinie, postanowiliśmy więc sprawdzić, jak integrują się górale znad Dunajca. Kiedy 24 sierpnia przybyliśmy do Lesnicy, malowniczego miejsca pod Trzema Koronami, najpierw udaliśmy się na spacer, by podziwiać uroki okolicznej przyrody. Wokół króluje rzeka Dunajec, po której flisacy organizują spływy. Ich tratwy przyozdobione są polskimi lub słowackimi flagami, bo właśnie tu przebiega granica państwowa, której dziś praktycznie nie widać. Wszędzie pełno było słowackich i polskich turystów, mieszały się ich języki… Ot, taka swoista integracja! Podobnej integracji oczekiwaliśmy od imprezy kulturalnej, którą zatytułowano „Spotkanie górali w Pieninach“. Tylko pogoda nie nastrajała optymistycznie, gęste chmury ciążyły nad głowami licznie zebranych widzów. W deszczu zabrzmiały pierwsze nuty muzyki góralskiej, zaintonowane przez słowacki zespół Kollárovci, który wraz z urzędem gminy Lesnica był współorganizatorem całego przedsięwzięcia. Mimo niepogody publiczność bawiła się doskonale. Siedzący obok mnie starsi Słowacy wyjaśniali, że znają płynące ze sceny przeboje, bowiem codziennie oglądają telewizję Šlágr TV, będącą partnerem spotkania. Telewizja ta, nazywana czechosłowacką telewizją ludową, okazała się

WRZESIEŃ 2014

wspaniałym propagatorem imprezy, bowiem dzięki niej z odległych miejscowości do Lesnicy przyjechały autokary pełne Słowaków. „Jesteśmy członkami stowarzyszenia emerytów i kiedy usłyszeliśmy o możliwości przyjazdu do Lesnicy, od razu zapisaliśmy się na wycieczkę“ – wyjaśniała starsza pani. Na scenie wystąpili goście z Czech, Niemiec i Słowacji, niemalże wszyscy znani widzom z telewizji Šlágr TV. Polskim akcentem pienińskiego spotkania było przemówienie Tadeusza Frąckowiaka, konsula honorowego z Liptowskiego Mikulasza, który pozdrowił polskich widzów i podkreślił znaczenie współpracy polsko-słowackiej na pograniczu. Jego słowa zostały ciepło przyjęte przez naszych rodaków, znajdujących się na widowni. Potem miał miejsce akt pasowania wybranych gości na górali, którego dokonali Ján Gondek, zarządca Chaty Lesnica, niepisany król górali pienińskich i inicjator imprezy, oraz konsul Tadeusz Frąckowiak. Tegoroczna impreza przyciągnęła rekordową liczbę widzów – było ich ok. 5 tysięcy. „To dwa razy tyle, ile by-

ło w ubiegłym roku“ – powiedział Ján Gondek, starosta gminy Lesnica. „Poprzednią imprezę finansowaliśmy z pieniędzy unijnych, mogliśmy więc zaprosić artystów i rzemieślników z Polski; w tym roku nie udało nam się pozyskać środków z UE, więc przedsięwzięcie zaadresowaliśmy głó wnie do publiczności słowackiej “ – wyjaśniał Gondek, zapewniając o bardzo dobrej współpracy z polską gminą Szczawnica. Na pytanie, jak będą wyglądały kolejne edycje spotkań górali, nie potrafił odpowiedzieć, ponieważ wszystko zależeć będzie od tegorocznych wyborów samorządowych. „Pamiętam jak 5 lat temu, na pierwsze spotkanie górali przybyło 60 osób. Już wówczas czuło się, że jest ono czymś przełomowym i wartościowym w relacjach górali słowackich i polskich “ – wspominał konsul Frąckowiak. „Mam nadzieję, że przyszłoroczna impreza góralska będzie interesująca zarówno dla Słowaków, jak i dla Polaków“ – konstatował. Cóż, czasami ilość nie musi iść w parze z jakością, a góralskie pieśni, choć dźwięczne i skoczne, nie muszą być szlagierami, które śpiewają wszyscy. Stali bywalcy spotkań pienińskich górali w tym roku mogli odczuć silny wpływ komercji, co jednym się podobało, innym – niekoniecznie. I tak naprawdę nie wiem, co w duszach zebranych na spotkaniu górali zagrało, kiedy usłyszeli najbardziej znaną, piękną, ale i smutną pieśń „Góralu, czy ci nie żal…“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, LESNICA 17


Monitor09:MP 9/10/14 11:19 AM Page 18

Dubnickie Dni Przyjaźni, Współpracy i Folkloru 2014 skując serca słowackiej i polskiej publiczności. Dla Polonii najważniejszym punktem Dubni ckich Dni była uroczysta akademia Klubu Polskie-

D

ubnica nad Wagiem już po raz dwudziesty pierwszy zorganizowała swój festiwal folklorystyczny, na którym oczywiście nie zabrakło polskich artystów. Podczas trzydniowej imprezy, trwającej od 29 do 31 sierpnia, Polskę reprezentował przybyły na zaproszenie Klubu Polskiego Zespół Tańca Ludowego „Poznań“ Akademii Wychowania Fizycznego, który wystąpił aż siedem razy, zy-

18

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:19 AM Page 19

go, w której po raz pierwszy wziął udział ambasador RP w Bratysławie Tomasz Chłoń. W ramach tego integrującego Polonię cyklicznego spotkania wystąpił Zespół Tańca Ludowego „Poznań“ oraz grupa „Jesienka” z DUO Baginová, a podziwiali ich Polacy, przybyli z Dubnicy, Poważskiej Bystrzycy, Trenczyna i Bratysławy. Potem były rozmowy i podziękowania. Te najważniejsze złożono kończącemu misję dyplomatyczną na Słowacji konsulowi, radcy-ministrowi Grzego rzowi Nowackiemu, który na dubnickiej imprezie był obecny rokrocznie. Dziękował mu też

ZDJĘCIA: ZBIGNIEW PODLEŚNY. MARIAN ĎAMBORÁK

Za pomoc w przygotowaniu akademii jej organizatorzy składają podziękowania występującym na scenie zespołom, dubnickim seniorkom oraz przewodniczącemu J. Bajzie, zaś wszystkim gościom dziękują za przybycie. ZBIGNIEW PODLEŚNY

burmistrz Dubnicy nad Wagiem Jozef Gašparík. Spotkanie wykorzystali też przedstawiciele miast partnerskich: Dubnicy nad Wagiem, Za wadzkiego i Otrokovic, organizacji non profit oraz Macierzy Słowa ckiej – którzy przeprowadzili długie rozmowy. Niezapomnianym przeżyciem była polsko-słowacka festiwalowa msza św. na Dubnickiej Kal warii, którą celebrował Peter Mlynarčík z Nowej Dubnicy. PROJEK T ZREALIZOWANY DZIĘKI WSPARCIU KANCELARII RADY MINIS TRÓW RS PROGRAM KULTURA MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH 2014 ORAZ AMBASADY RP W RS WRZESIEŃ 2014

19


Monitor09:MP 9/10/14 11:20 AM Page 20

„S

zła dzieweczka do laseczka“ – tą piosenką zakończył swój występ Zespół Tańca Ludowego „Poznań“ i pewnie dlatego jeszcze długo po koncercie nuciliśmy ją, wspominając wydarzenie artystyczne, które miało miejsce 1 września na nabrzeżu Dunaju w Bratysławie. Kolej ne przedsięwzięcie Klubu Polskiego, obchodzącego jubileusz 20-lecia, promujące polską kulturę wśród Słowa ków, odbyło się w ramach „Kulturalnego Lata“, organizowanego rokrocznie w stolicy Słowacji. Zespół Tańca Ludowego „Poznań“ Akademii Wychowania Fizycznego zaprezentował najbardziej znane tańce ludowe z różnych regionów Polski. Było co podziwiać! Niektórzy nawet podrygiwali w rytm skocznej mu-

W BRATYSŁAWIE

chwycają i oczarowują publiczność. Tak też było w Bratysławie, czemu wyraz dał konsul, radca-minister Grzegorz Nowacki, przybyły na koncert z małżonką, który w podziękowaniu wręczył pamiątkową publikację książkową szefowi zespołu. „Cieszymy się, że nasz występ się po-

na ludowo W repertuarze zespołu są tańce z 15 regionów – wśród nich tańce rzeszowskie, wielkopolskie, lubelskie, opoczyńskie czy łowickie. Poznańscy tancerze mogą też pochwalić się znajomością tańców góralskich. Choreografie z okolic Beskidów, Pienin, Spisza czy Nowego Sącza oraz przepiękne pieśni góralskie, wykonywane przez śpiewaków zespołu „Poznań“, za-

zyki – nie tylko dlatego, że było chłodno i padał deszcz, ale głównie dlatego, że choreografia, której autorem jest kierownik artystyczny Dariusz Majchrowicz, nastrajała do zabawy. Zespół tworzą studenci wszystkich poznańskich uczelni, młodzież pracująca i ucząca się. W Bratysławie wystąpiła grupa ponad 30 tancerzy, śpiewaków i muzyków, grających na skrzypcach, kontrabasie, klarnecie, trąbce, akordeonie, cymbałach rzeszowskich i basach góralskich.

dobał, choć w dzisiejszych czasach niełatwo zdobywa się środki finansowe na działalność, krzewiącą tradycje ludowe“ – powiedział Dariusz Majchrowicz, który prowadzi zespół od samego początku, czyli od 1982 roku, zarażając pasją kolejne pokolenia. W tym celu też od 14 lat organizuje w Poznaniu Światowy Przegląd Folk loru „Integracje”, zapraszając co roku zespoły ludowe z całego świata. Sam zespół też może się pochwalić wieloma sukcesami – zdobywał wyróżnienia i nagrody na międzynarodowych festiwalach folklorystycznych nie tylko w Europie, ale i na innych kontynentach. Nim dotarł do Bratysławy, na Słowacji pojawił się podczas Dubnickich Dni Folkloru i Przyjaźni. Jego słowackie występy były możliwe dzięki zaangażowaniu działaczy Klubu Polskiego: Zbigniewa Podleśnego, Ilony Wikieł oraz Marka Sobka. mw

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

20

PRO JEK T WSPARŁA AMBASADA RP W RS

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:20 AM Page 21

Polscy prawnicy-rajdowcy w Bratyslawie łośny warkot silników, unoszące się spaliny z kilkunastu „rumaków“ – to widok niecodzienny; mo żna go było jednak zobaczyć 31 sierpnia przed ambasadą RP w Bratysławie. A wszystko za sprawą ponad dwudziestu uczestników XIV Rajdu Prawników na Motocyklach WarszawaBratysława-Warszawa 2014, zrzeszonych w „Rajlawenpis – Motor Klub”. Idea rajdów prawników, podróżujących na motocyklach, zrodziła się w 2001

roku, kiedy do Polski w celach turystycznych na dwustu motocyklach przyjechało wielu parlamentarzystów i prawników niemieckich. „Wówczas wraz ze znajomymi prawnikami, którzy dzielą ze mną pasję rekreacyjną, a w niektórych także przypadkach sportową jazdę na motocyklach, postanowiliśmy zorganizować podobną wycieczkę do kraju naszych sąsiadów, na WRZESIEŃ 2014

Ukrainę, do Lwowa“ – wspominał Piotr Kochański, szef wyprawy. W kolejnych latach pasjonaci jednośladów, zgodnie z regulaminem imprezy, ostatnie weekendy sierpnia spędzali w europejskich metropoliach, dokąd jeździli oczywiście na motorach. I tak np. w 2003 roku odwiedzili Brukselę, by uczcić spodziewany akces Polski do Unii Europejskiej, w 2005 roku byli w Rzymie,

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

G

by odwiedzić grób Jana Pawła II, w 2007 roku udali się do Bukaresztu, aby wraz z Rumunami świętować ich wejście do UE. Byli też w Wilnie i Grodnie, Sztokholmie, Zagrzebiu, Pradze, Wiedniu, Berlinie, Lublanie, Rydze i Tallinie oraz Budapeszcie. W tym roku po raz czternasty już osiodłali swoje „rumaki”, by zawitać na Słowację. Pierwszy przysta-

nek zrobili na Štrbskim plesie, a 30 sierpnia dotarli do Bratysławy, gdzie czekali na nich ambasador RP w RS Tomasz Chłoń oraz radca Piotr Samerek. Gospodarz placówki dyplomatycznej przybliżył gościom specyfikę stosunków polsko-słowackich, pracę ambasady, a także mentalności Słowaków. Prawnicy z zaintereso-

waniem reagowali na wszystkie informacje, pytali też dyplomatów o reakcje na świeże wieści, dotyczące wyboru premiera Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europy. „To najcieplejsze przyjęcie w polskiej placówce dyplomatycznej, jakie było nam dane przeżyć“ – komentowali uczestnicy wyprawy. Gospodarze ambasady i rajdowcy szybko znaleźli wspólny język – połączyła ich pasja, z którą wykonują swoje zawodomw we obowiązki.


Monitor09:MP 9/10/14 11:20 AM Page 22

Słowackie perełki

Skarb słowackich Połonin K

iedy dojechaliśmy do maleńkiej wioski, położonej w górskiej okolicy, akurat zaczął padać deszcz. Zmęczeni po długiej podróży popijaliśmy gorącą kawę, zastanawiając się, czy uda nam się zwiedzić wnętrze starej cerkwi w Ruskim Potoku. Na niewielkim wzniesieniu we wschodniej Słowacji, w małej wiosce, położonej w Górach Bukowskich, stoi drewniany kościół św. Michała Archanioła. Źródła podają, iż wybudowano go w 1740 roku, jednakże nad wejściem wi dnieje rok 1600, uważany przez miejscowych za datę postawienia cerkwi. Świą tynia składa się z trzech pomieszczeń, symbolizujących Trójcę Świętą: sień, nawa i prezbiterium, i dwóch wieżyczek, zakończonych trójramiennym krzyżem. Wszystko to pokryte gontowym dachem z ciekawym, rzeźbionym ornamentem. Kościółek z ciemnobrązowego drewna, bez zbędnych zdobień i złotych kopuł, sprawia wrażenie niepozornego i skromnego, jednak prawdziwe bogac22

two skrywa w swoim wnętrzu. Kolega poszedł z misją odnalezienia proboszcza parafii, a my usiedliśmy na ławeczce i zastanawialiśmy się, jak ten wyjątkowy zabytek architektury sakralnej zachował się przez tyle stuleci w tak dobrym stanie. Po dłuższej chwili ku naszej uciesze przyszedł rosły chłop w kaloszach z kluczem do cerkwi. Uradowani przestąpiliśmy jej próg i znaleźli-

śmy się w niewielkim przedsionku. Naszym oczom ukazał się barwny ikonostas z XVIII wieku. Wpadające przez małe okna światło uwydatniało przepiękne kolory malowanych na drewnie obrazów. Ikony, przedstawiające świętych i proroków oraz sceny biblijne zajmują całą ścianę pomiędzy ołtarzem a nawą. Według Cerkwi prawosławnej sanktuarium jest symbolem nieba, a ikonostas, obrazując je,

wprowadza wiernych w mistykę wydarzeń, rozgrywających się w miejscu ołtarzowym. Jednocześnie jest on swoistą przegrodą między ludźmi, znajdującymi się w nawie głównej, a niedostępnym dla wiernych prezbiterium. Malowidła umieszczono w czterech rzędach, z których każdy charakteryzuje się swoistym układem. Z powodu ograniczonego miejsca niektóre z ikon umieszczono wzdłuż bocznych ścian świątyni. Przekazy podają, iż w wyniku niewłaściwej renowacji w 1933 i 1960 roku, obrazy częściowo straciły swój pierwotny charakter, ale my i tak z zachwytu nie mogliśmy oderwać od nich oczu. W centralnym punkcie ikonostasu umieszczone są bogato zdobione dwuskrzydłowe Carskie Wrota, przez które przechodzić mógł jedynie kapłan, sprawujący Świętą Liturgię. Oprócz nas wewnątrz świątyni znajdował się jeszcze tylko jakiś mieszkaniec wsi, który opowiedział nam o wyjątkowości tego

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:20 AM Page 23

bezcennego zabytku narodowego dziedzictwa kulturowego. Od niego dowiedzieliśmy się między innymi, iż w 1956 roku dobudowano drewnianą dzwonnicę, a w 2000 roku świątynia zmieniła swój charakter – z greckokatolickiej stała się cerkwią prawosławną, która do dziś zachwyca także bezcennymi księgami liturgicznymi, drukowanymi cyrylicą w połowie XVII wieku we Lwowie oraz w innych ukraińskich miastach. Dziś nabożeństw już się tu nie odprawia. Kościółek przez większość czasu jest zamknięty, dlatego tym bardziej cieszyliśmy się z możliwości przyjrzenia się z bliska tej najbardziej malowniczej cerkwi słowackich Połonin.

Ruski Potok to wieś, która dzięki geograficznemu położeniu oraz w wyniku różnych uwarunkowań historycznych stała się miejscem krzyżowania się różnych kultur, które tu (i w okolicy) się spotykały i oddziaływały na siebie. Efektem tego są powstałe na przestrzeni wieków cenne okoliczne zabytki architektoniczne, do których niewątpliwie należy drewniana cerkiew w Ruskim Potoku, będąca świadectwem tradycji starosłowiańskich i rusińskich. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA WRZESIEŃ 2014

Byle do jesieni! Lato tradycyjnie nie przyniosło żadnych muzycznych premier. To, zresztą

nie tylko w Polsce, czas wydawania rozmaitych składanek, których zadaniem jest umilanie słuchaczom wakacyjnego wypoczynku, a wytwórniom płytowym przynoszenie łatwego zarobku. Schemat działania jest prosty i od lat niezmienny – na jednej płycie zestawia się zwykle nie najwyższych lotów i nieco już przykurzone piosenki i sprzedaje jako nowy album. Najczęściej pod patronatem jakiejś rozgłośni radiowej lub popularnej telewizji. I tak pod szyldem RMF FM wydano Polskie przeboje 2014 oraz Muzy kę najlepszą pod słońcem 2014, zawierającą mało wy-

rafinowane, mainstreamowe piosenki w wykonaniu polskich i zagranicznych artystów. Podobne kompilacje firmowały Radio Zet (Muzyka Radia Zet Vol.7) oraz Radio Wawa (Jazda na wakacje 2014). Wszystkie te propozycje to średniej jakości produkty o krótkim terminie ważności. Może i nie szkodziły słuchane wyrywkowo na nadmorskim deptaku, w aromacie ryb z lokalnej smażalni; może stanowiły miłe tło ogródkowego grilla z przyjaciółmi. Może nawet nie irytowały w korku na Zakopiance lub wjeździe do Trójmiasta… Wraz z powrotem do codzienności nagle tracą swój chwilowy urok i trafiają do hipermarketowych koszy z przecenionymi płytami.

Dopiero z końcem lata pojawią się prawdziwe premiery. Krótko po wakacjach nowe krążki wydadzą m.in. ulubienica nastoletniej publiczności Margaret (anglojęzyczny album pt. Add the Blonde) oraz dawno niesłyszana, choć doskonale pamiętana Gaba Kulka. Jej fantastyczna płyta Hat, Rabbit była objawieniem 2009 roku i rzuciła na kolana tak publiczność, jak i krytyków. Premierę jej kolejnego dzieła,

Czulym uchem The Escapist, zaplanowano na 8 września. Również we wrześniu ma ukazać się

długogrająca płyta Donatana i Cleo, którzy kilka miesięcy temu odnieśli spory sukces dzięki przebojowi My Słowianie. Ciekawe, czy będą w stanie zaproponować więcej takich chwytliwych i świeżo brzmiących piosenek, czy też przylgnie do nich etykieta wykonawców jednego hitu? Nowy materiał przygotowuje także weteranka polskiej sceny muzycznej Justyna Steczkowska. Oczeki wania są duże, bo mimo niekwestionowanej pozycji w branży i wciąż dużej

rozpoznawalności, Steczkowska od wielu lat nie wydała nic, co dorównałoby popularnością jej debiutowi – wydanej w 1996 roku płycie Dziewczyna szamana. KATARZYNA PIENIĄDZ 23


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 24

Polska

medialna

T A Ś M Y S H OW O G R A N I C A C H D Z I E N N I K A R S K I E J WO L N O Ś C I I P Ó J Ś C I U N A Ł A T W I Z N Ę ( c z . I )

L

ikwidacja tytułów, które ukazywały się przez wiele lat, fuzje różnych czasopism, redukcja etatów, drastyczne obniżanie stawek dziennikarzy, przeprowadzki w mniej prestiżowe lokalizacje, stażyści zamiast doświadczonych autorów… Kryzys, który dotknął branżę dziennikarską – zwłaszcza prasę – nieustająco się pogłębia. Gracze, którzy zostali na rynku, ledwie zipią. Nic więc dziwnego, że aby zwiększyć, choćby doraźnie, sprzedaż i zostawić konkurencję w tyle, decydują się na podjęcie niekonwencjonalnych kroków. Bardzo często kontrowersyjnych i etycznie wątpliwych. W połowie czerwca tygodnik Wprost ogłosił, że zamierza upublicznić nagrania rozmów najważniejszych urzędników państwowych. Obiecy wał, iż owe nagrania rzucą nowe światło na funkcjonowanie polskich elit, ukażą ich obłudę i niechybnie doprowadzą do rychłego zakończenia kadencji rządu. Srogo zawiedli się jednak ci, którzy oczekiwali sensownego, popartego twardymi dowodami dziennikarskiego śledztwa; którzy spodziewali się starannie wyselekcjonowanego materiału, żmudnie gro-

madzonego przez profesjonalistów. Redakcja Wprost przywdziała kostium bojownika o praworządność przypadkiem, ba, nie do końca nawet zdawała się wiedzieć, o co i przeciwko komu walczy. Nagrania (czy też, jak kolokwialnie ochrzciły je media, taśmy), których dokonano nielegalnie, bo bez wiedzy i zgody nagranych osób, po prostu otrzymała od tajemniczego informatora. Węsząc sensację i skandal, zawsze zapewniające zysk, zdecydowała się na ich opublikowanie. Poza tym nie wykonała żadnej pracy dziennikarskiej, na czele ze zweryfikowaniem źródła (miała na to niespełna dwa dni!) i oceną stopnia ważności poruszanych w nagraniach treści. Ale po kolei. Pierwsze uderzenie tygodnika wydawało się mocne. Marek Belka, prezes Narodowego Banku

Polskiego, i jego najbliższy współpracownik Sławomir Cytrycki rozmawiają z Bartłomiejem Sienkiewiczem, szefem Ministerstwa Spraw Wewnę trznych, o możliwości pokrycia deficytu budżetowego środkami z NBP. „Załatany“ w ten sposób deficyt dobrze wyglądałby przed wyborami i wytrącałby opozycji z ręki argument o niegospodarności rządu. Szkopuł w tym, że finansowanie deficytu budżetowego przez NBP jest formalnie zakazane. Belka widzi jednak możliwość ominięcia tego zakazu – pod warunkiem odwołania Jacka Rostow skiego ze stanowiska ministra finansów i zastąpienia go technicznym, niepolitycznym ministrem finansów, który znajdzie w banku centralnym pełne wsparcie. Waga tych, wydawałoby się istotnych politycznych ustaleń, znacząco zmniejsza się, gdy umieścimy je w szerszym kontekście i bliżej przyjrzymy się okolicznościom, w których toczy się rozmowa. Było to nieformalne spotkanie w jednej z warszawskich restauracji, suto zakrapiane alkoholem, pełne rubasznych żartów i nieparlamentarnego słownictwa. KATARZYNA PIENIĄDZ (ciąg dalszy w następnym numerze)

Szatańskie sanatorium

H Bo tak to już bywa, że to, co się podoba ludziom, czy to w muzyce, czy w literaturze, czy w ogóle w szeroko pojętej rozrywce, jest przez krytyków najczęściej miażdżone. Marcin Szczygielski wielokrotnie udowadniał, że literatura przy24

orror czy powieść grozy to gatunki bardzo popularne wśród czytelników, przez krytykę często jednak traktowane jako literatura drugiej lub trzeciej kategorii.

stępna w odbiorze nie musi rezygnować z wysokiego poziomu. Jego nowa powieść „Sanato“, która ukazała się nakładem Instytutu Wydawniczego Latarnik to kolejny po „Poczcie królowych polskich” przykład

udanego mariażu czytadła z literaturą z najwyższej półki. Jest rok 1931, do luksusowego sanatorium w Zakopanem przyjeżdża niemiecki lekarz, który chce wypróbować swą rewolucyj-

ną, lecz jeszcze niesprawdzoną metodę leczenia chorób układu oddechowego. Kilkoro z pensjonariuszy wyraża zgodę na wzięcie udziału w eksperymencie, polegającym na leczeniu gruźlicy zastrzykami z płynnego złota. Ryzy kowna terapia początkowo zaczyna się sprawdzać, jednak z czasem pojawiają się przerażające skutki uboczne. Tragiczny w skutkach eksperyment medyczny, MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 25

O

festiwalu filmowym LET’S CEE Film Festival pisałam już w zeszłym roku i choć nie lubię się powtarzać, to o tej wyjątkowej imprezie chętnie wspomnę jeszcze raz, bo warto. Od 2 do 11 października 2014 r. w Wiedniu zaprezentowane zostaną najlepsze produkcje filmowe z Europy Środkowowschodniej, Turcji i Kau kazu. Konkurs obejmie kilka kategorii: film fabularny, dokumentalny i krótkometrażowy. Tematami przewodnimi trzeciej edycji festiwalu są miłość, komunizm i młodość. W tym roku organizatorzy zgotowali nie lada gratkę fanom polskiego kina. W ramach LET’S CEE pokazane zostaną polskie produkcje, wybrane – podobnie jak w roku ubiegłym – przez wybitnego krytyka filmowego Tomasza Raczka, który i tym razem osobiście je przedstawi oraz poprowadzi dyskusje z publicznością w ramach konkursu filmów fabularnych, którego jest kuratorem. Jest to wyjątkowa okazja, aby nie tylko przyjrzeć się współczesnemu kinu polskiemu, ale i wziąć udział w wyjątkowych spotkaniach z jego twórcami, którzy przyjadą z Polski specjalnie na festiwal. Papusza

opisany w polskiej prasie lat trzydziestych jako „gorączka złota“, stał się kanwą powieści Szczygielskiego. Ale czy tak było naprawdę? Szczygielski jest autorem sprawnie posługującym się swym rzemiosłem, niezwykle produktywnym i przykładającym wielką wagę do szczegółów. Po raz kolejny zaskakuje niesamowitą dbałością o zachowanie realiów epoki i wszystkie detale z nią związane, od opisów mebli, strojów aż po sferę językową. Jego opisy w sposób niemal plaWRZESIEŃ 2014

Polskie filmy na LET’S CEE Film Festival W prestiżowym gronie filmów konkursowych Polskę reprezentować będzie obraz w reżyserii Joanny Kos-Krauze oraz Krzysztofa Krauzego „Papusza“, prezentujący przejmującą histoJack Strong

rię romskiej poetki Bronisławy Wajs. W ramach austriackiej premiery pokazany zostanie film „Jack Strong“, którego reżyserem i scenarzystą jest Władysław Pasikowski. To prawdziwa historia pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, człowieka, który współpracując z CIA, stał się kluczową postacią zimnej wojny. Austriackie premiery będą miały też filmy: „Płynące wieżowce” (reż. Tomasz Wasilewski), „Hardkor Disko” (reż. Krzysztof Skonieczny), „Pod Mocnym Aniołem” (reż. Wojciech Smarzowski). Nowym punktem programu festiwalowego jest cykl filmów pozakonkursowych, prezentowanych w formie przeglądu 25-THE RETROSPECTIVE, mający upamiętniać 25. roczni-

styczny przenoszą nas do innych czasów i innych miejsc. Autor niewątpliwie stwo rzył błyskotliwe połączenie współczesnego horroru z powieścią rodem z literatury międzywojennej. Jego książka to wciągająca czytelnika historia, która wymaga skupienia zarówno w sferze uważnego czytania, jak i wyciągania wniosków. Dodatkowym smaczkiem są inspiracje zaczerpnięte z „Czarodziejskiej góry“ Tomasza Manna i „Lśnienia“ Stephena Kinga.

cę upadku muru berlińskiego i przypomnieć kultowe filmy, powstałe po tym wydarzeniu. W jego ramach pojawi się kolejna perełka polskiego kina, którą niewątpliwie jest „Podwójne życie Weroniki” Krzysztofa Kieślowskiego. W programie festiwalu nie zabraknie muzyki. Z okazji dwudziestolecia światowej premiery „Trzech kolorów“ w Wiedniu wystąpi znakomita sopranistka Elżbieta Towarnicka, której to nagrania muzyki do filmów Krzysztofa Kieślowskiego przyniosły międzynarodową popularność. W sumie podczas wiedeńskiego festiwalu filmowego widzowie zobaczą około 10 polskich produkcji. Wszystkie prezentowane będą w oryginalnej wersji językowej z angielskimi lub niemieckimi napisami. Terminy i miejsca seansów filmowych można znaleźć na stronie www.letsceefilmfestival.com. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA Podwójne życie Weroniki

Dużym plusem powieści jest silne wrażenie autentyczności opisanych wydarzeń. Jednak pytanie, czy prezentowana historia naprawdę miała miejsce, pozostaje kwestią otwartą. Czy autor, pomimo załączników w postaci zdjęć i dokumentów, nie wyprowadził nas na manowce? Czy przerażające eksperymenty medyczne faktycznie miały miejsce? Bez względu na manipulacje autora czy też ich brak, trzeba jasno stwierdzić, że „Sanato“ przyprawia o ciarki na ple-

cach. Pomimo tego, że nową powieść Szczygielskiego można łatwo i szybko zaszufladkować gatunkowo, to wymyka się ona wszelkim klasyfikacjom. Mo żna jedynie powiedzieć, że jest intrygująca i inna od poprzednich książek jej autora. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

25


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 26

Z

akończono 71. edycję Tour de Pologne, którą rozegrano w dniach 3 – 9 sierpnia 2014 roku. Na starcie siedmioetapowego wyścigu, o łącznej długości 1251 km, stanęło 167 kolarzy, do mety dojechało 131. Wygrał Rafał Majka. Jego zwycięski czas to 30 godzin 16 minut i 18 sekund. Dla przypomnienia Tour de Pologne, czyli wyścig dookoła Polski, to wieloetapowy szosowy wyścig kolarski, organizowany cyklicznie na terenie Polski. Należy on do najstarszych i najbardziej prestiżowych międzynarodowych imprez sportowych. Od 1. edycji w 1928 roku do 49. edycji w 1992 miał status wyścigu dla amatorów (choć w 1974 wyjątkowo dopuszczono udział zawodowców). Od 1993, od kiedy wyścig organizuje Czesław Lang, ma charakter w pełni zawodowy. Długość trasy to średnio 1200 km, ale bywały i dłuższe, np. w 1953 roku do pokonania było 2311 km! Zawodnicy ścigają się w kierunku z północy kraju na południe, choć trasa bywa modyfikowana. Od 2008 roku wyścig przebiega przez wschodnie tereny kraju, a meta jest w Krako wie. Jak już wspomniano wyżej, tegoroczny 71. Tour de Pologne wygrał Polak Rafał Majka, po wspaniałym zwy-

Czas roweru

cięstwie w szóstym etapie w Bukowinie Tatrzańskiej. Na dzień przed zakończeniem wyścigu w trudnym górskim etapie nasz kolarz zdobył żółtą koszulkę lidera. Na ostatnim podjeździe tegoż etapu, 13 km przed metą zaatakował z niewielkiej grupki, która oderwała się od peletonu. Na dwa i pół kilometra przed metą odskoczył najpierw na kilkanaście, potem na kilkadziesiąt metrów od rywali i dopingowany przez tłum dojechał do mety. Warto odnotować, że po raz pierwszy w historii Tour de Pologne jeden z etapów rozegrano na Słowacji, gdzie 8 sierpnia, w piątym etapie wyścigu w słowackim Štrb skim Plesie też triumfował Majka. Na finiszu pod górę wyprzedził o 10 sekund dwóch Hiszpanów z ekipy Movistar Benata In txaustiego i Jona Izagirre. Było to też pierwsze zwy-

cięstwo etapowe polskiego kolarza w Tour de Pologne od 11 lat. W 2004 roku w Olsztynie najlepszy był Marcin Sapa. To nie pierwsze sukcesy Majki w tym roku. Wcześniej wygrał też 14. etap górski Tour de France (Grenoble - Risoul, 177 km) z czasem 5:08.27. Po znakomitym drugim miejscu we wcześniejszym etapie zapowiadał dalszą walkę o sukces. I udało się. W finałowym podjeździe łatwo oderwał się od rywali i samotnie przekroczył linię mety. Miał ok. 35 sekund przewagi nad grupą, 23 sekundy później na metę wjechał drugi zawodnik. Ostatni Polak, Zenon Jaskuła, wygrał etap Tour de France w 1993 roku. Pomysł ze słowackim etapem Tour de Pologne okazał się sukcesem promocyjnym i jednocześnie sportowym polskiego kolarstwa.

Rafał Majka

Marcin Sapa

Pomimo deszczowej pogody na trasie wyścig obserwowało wielu kibiców, najwięcej w Štrbskim Plesie i na 25-kilometrowej rundzie wokół tej miejscowości. Ciekawostką jest to, że kolarzom towarzyszyły pojazdy elektryczne GreenWay Operator. Po raz pierwszy w historii w wyścigu wzięły udział samochody napędzane silnikami elektrycznymi, które przejechały w peletonie całą trasę. To pierwszy krok, aby nadać wyścigom kolarskim ekologiczny charakter, bez emisji substancji szkodzących środowisku i kibicom. Przypomnieć trzeba też, że przed Majką ostatnim naszym kolarzem, zwycięzcą w Tour de Pologne był w 2003 roku Cezary Zamana. Tak naprawdę nasz zwycięzca nie w pełni jest „nasz”. Reprezentuje bowiem zawodową rosyjską drużynę kolarską TinkoffSaxo, której właścicielem od 2 grudnia 2013 roku jest rosyjski przedsiębiorca Oleg Tinkow, właściciel m.in. Tinkoff Bank. Ale co tam, Majka jest Polakiem i jako taki wygrał cały wyścig! I tak trzymać! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach „Monitora”.

26

MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 27

S

elfies, czyli amatorskie autoportrety, robione zwykle trzymanym w ręku aparatem cyfrowym lub telefonem komórkowym, ew. tabletem, wręcz zalewają nasze konta na portalach społecznościowych. Na takim zdjęciu autor przedstawia samego siebie lub swoje odbicie w lustrze. Polskie odpowiedniki selfie to m.in. autofotka, samostrzałka, samopstryknięcie, rękopstryk, samofotka czy samofocia. Nie brakuje też wyrażeń obrazowych: sweet fotka, sweet focia (pisane też jako słit fotka, słit focia lub słitfotka, słitfocia), focia z rąsi, fotka samolubka, a także wulgarnych: fotka samojebka lub po prostu samojebka. Te ostatnie formy mają zapewne wyrażać ironię i pogardę wobec światowej tendencji do tego swoistego ekshibicjonizmu. Początkowo fotografie typu selfie popularne było głównie wśród ludzi młodych, jednakże obecnie nie gardzą nim i osoby dorosłe. Selfies robią sobie dziś właściwie wszyscy. Mało tego stały się one nawet stałym elementem życia politycznego czy show-biznesu. Odkąd słitfocie zaczęły robić sobie gwiazdy Hollywood, prezydent Barack Obama czy papież Franciszek, również i nasze rodzime gwiazdy i gwiazdeczki wszelkiego asortymentu chwalą się telefonicznymi autoportretami. W czerwcu, podczas ceremonii rozdania Nagród Gospodarczych Prezydenta RP selfie zrobił sobie i opublikował na Facebooku nawet polski prezydent Bronisław Komorowski. Wcześniej na rodzimym podwórku zdjęciem z rąsi zasłynął poseł PiS Zbigniew Girzyński, z którego śmiał się cały Internet. Innemu politykowi, Jackowi Kurskiemu z So lidarnej Polski, dostało się nieźle od internautów za opublikowanie na portalu społecznościowym autofotek z kijowskiego Majdanu. Ale selfies robili sobie też premier Donald Tusk czy prezes PiS Jarosław Kaczyński. Termin selfie po raz pierwszy pojawił się w użyciu w roku 2002 WRZESIEŃ 2014

Moda na selfie na australijskim forum internetowym, w komentarzu jednego z internautów do zamieszczonego zdjęcia własnej twarzy. Dziesięć lat później, czyli w roku 2012, owo słowo znalazło się wśród dziesięciu najmodniejszych wyrazów. W 2013 roku jego popularność została zauważona przez redaktorów Oxford English Dictionary, którzy najpierw włączyli je do wersji online oksfordzkiego słownika, by kilka miesięcy później ogłosić je słowem roku 2013. Selfies atakują nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie. Dziwią, śmieszą, cieszą, smucą i… irytują swoją wszechobecnością. Na gruncie polskim selfie sprawia ponadto wiele problemów gramatycznych. Pierwszy z nich to kłopot z przypisaniem mu rodzaju gramatycznego. Niewymawianie końcowej litery -e sprawia, że może być traktowane jako wyraz rodzaju nijakiego – to selfie – tak jak inne obce rzeczowniki zakończone na -i, np. kombi. I tak też potraktowane zostało w niniejszej publikacji. Za zaliczeniem go do rodzaju nijakiego przemawia ponadto fakt, iż oznacza on rodzaj zdjęcia, a zdjęcie ma właśnie rodzaj nijaki. Można też selfie potraktować jako rzeczownik rodzaju żeńskiego (ta selfie), wzorując się na podobnie brzmiących w wygłosie obcych imionach żeńskich, np. Pippi czy Katie. Na rzecz zaliczenia tegoż wyrazu do rzeczowników żeńskich przemawia również fakt, iż jest on synonimem specyficznej fotografii, a ta jest rodzaju żeńskiego. Zatem w chwili obecnej trudno jest jednoznacznie zdecydować o rodzaju tegoż rzeczownika w polszczyźnie. Drugi problem to liczba mnoga. W języku angielskim formy liczby mnogiej rzeczowników tworzy się najczęściej przez dodanie do form

liczby pojedynczej końcówki –s. Czyli forma mnoga selfie to selfies. A co z liczbą mnogą selfie w polszczyźnie? Inne zakończone w wymowie na –i obce rzeczowniki form liczby mnogiej w polszczyźnie po prostu nie mają, np. body. Obecnie w polskim użyciu liczby mnogiej selfie pojawia się albo angielska forma pluralna (selfies – i taką zastosowano w niniejszym artykule), albo forma singularna (selfie). Warto dodać, iż o znaczeniu liczby mnogiej tegoż wyrazu w tym drugim przypadku świadczą formy mnogie jego określników, np. Śmieszne selfie pojawiają się wszędzie… Kolejny problem to odmiana przez przypadki. Czy selfie w ogóle da się odmieniać? Na tym etapie adaptacji do polszczyzny raczej nie. Czyli wyraz ten należy traktować jako nieodmienny, podobnie jak kombi czy body. Co się stanie z selfie w polszczyźnie? Czas pokaże. Być może pozostanie ono w nieodmiennej formie, a być może zastąpi je jakaś spolszczona i łatwiejsza w użyciu jego wersja – już dziś takich bowiem nie brakuje; pojawiła się np. sympatyczna selfka, która nie sprawia żadnych problemów gramatycznych – ani w zakresie rodzaju, ani w zakresie liczby, ani w zakresie odmiany przez przypadki, i która mogłaby zastąpić selfie w przyszłości. Ale równie dobre może być zastąpienie tej kłopotliwej formy innymi polskimi odpowiednikami, wymienionymi na początku artykułu. Na ostateczną adaptację selfie do polszczyzny trzeba jeszcze poczekać. Ale warto obserwować proces przyswajania tegoż słowa, bowiem zawojowało ono właściwie cały świat – pojawia się chyba w każdym języku i chyba w każdym języku sprawia mniejsze lub większe problemy. W słowackim też. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 28

- wiosny nie czyni Jedna jaskólka

czyli o polsko-słowackim autobusie Krynica-Bardejov

O komunikacyjnej pustyni na polsko-słowackim pograniczu pisaliśmy na łamach „Monitora“ wielokrotnie. W czasie tegorocznych wakacji pojawił się jednak bardzo pozytywny i wart naśladowania przykład, jak można w prosty sposób poprawić dostępność transportową pogranicza. Mowa o linii autobusowej Krynica Bardejov, uruchomionej z inicjatywy Gminnej Fundacji Bardejov (Komunitná nadácia Bardejov). Krynica i oddalony od niej o 30 km słowacki Bardejov to miasta partnerskie. Pojawienie się na razie tylko sezonowej linii autobusowej, łączącej obie miejscowości turystyczne, to zasługa projektu unijnego pod nazwą „Od aktywnego obywatelstwa do euroobywatelstwa“, realizowanego przez wspomnianą już Gminną Fundację Bardejov wraz z partnerami z Polski, Czech, Łotwy, Włoch, Słowenii i Rumunii. Linię autobusową – jako element większego projektu – dofinansowała Komisja Europejska w ramach jej programu „Europa dla obywateli“. Jak informuje inż. Jozef Jarina z bardejowskiej fundacji, celem projektu było umożliwienie mieszkańcom miast partnerskich aktywniejszego wpływu na realizację idei zjednoczonej Europy. To hasło jest na polskosłowackim pograniczu traktowane jako coś abstrakcyjnego, a tymczasem tak być nie powinno, gdyż idea wspólnej Europy bez granic może i powinna się realizować właśnie tutaj, w małych społecznościach. Pra ktycznym przykładem wcielenia w życie tej idei jest likwidacja kontroli granicznych i umożliwienie mieszkańcom obu partnerskich miast wzajemnych, nieskrępowanych kontaktów. Jednak bez stworzenia połączeń ko28

munikacyjnych (np. autobusowych) wszystko będzie tylko fikcją, stąd właśnie fundacja nie poprzestała na organizacji w ramach projektu konferencji i tym podobnych wydarzeń, ale utworzyła także wakacyjną linię autobusową, łączącą oba miasta. Autobusy między Bardejovskimi Kupelami, Bardejovem a Krynicą kursowały w każdy wakacyjny weekend dwa razy dziennie. Z Bardejovskich Kupeli do Krynicy odjeżdżały o 9.00 i 15.00, z Krynicy na Słowację o 10.00 i 16.00. Cena biletu w obie strony wynosiła 4,50 euro. I chociaż wspomniana linia była tylko linią sezonową, przykład tego połączenia pokazuje, że wbrew głosom sceptyków nie jesteśmy skazani na komunikacyjną pustynię na pograniczu. Wydaje się, że powinniśmy iść właśnie w kierunku finansowania podobnych lokalnych transgranicznych linii autobusowych z unijnych środków, w ramach współpracy partnerskiej miast przygranicznych. Skoro udało się między Krynicą a Bardejovem, to dlaczego nie oczekiwać, że z podobną inicjatywą wystąpią inne współpracujące ze sobą miasta i gminy po obu stronach granicy? W ten sposób przy odrobinie inwencji ze strony lokalnych społeczności mogłyby za unijne środki powstać np. połączenia autobusowe Nowy Targ - Kežmarok, Trstená Jabłonka czy Bielsko-Biała - Żylina, które byłyby bardzo przydatne nie tylko dla osób podróżujących lokalnie. Jak widać na przykładzie bardejovskiej inicjatywy, Komisja Euro pejska jest gotowa takie linie dofinansować. W tej sytuacji aż rodzi się pytanie, dlaczego do tej pory nikt nie wpadł na podobny pomysł, chociaż corocznie euroregiony „Tatry“ i „Beskidy“ dofinansowują (rozdzie-

O lając unijne środki) różnorakie polsko-słowackie projekty, niekoniecznie najwyższych lotów? Pieniądze są, trzeba tylko umieć po nie sięgnąć. Dużo gorzej jest natomiast z komercyjnymi połączeniami autobusowymi. Do niedawna na polskosłowackim pograniczu funkcjonowały dwie linie, obsługiwane przez zakopiańską firmę „Strama”: Zakopane – Poprad i Zakopane – Liptowski Mikulasz przez Chochołów i Oravice. Ta druga została jednak zlikwidowana. Inni prywatni przewoźnicy, choć dostrzegają popyt na polsko-słowackie przewozy, nie chcą podejmować ryzyka, związanego z nadmierną biurokracją i nieformalnymi przeszkodami, towarzyszącymi przewozom międzynarodowym. Pozostaje więc liczyć na linie, uruchamiane z europejskich środków – jak widzimy, możliwości są, wszystko zależy jednak od lokalnych społeczności. JAKUB ŁOGINOW

Ostatni koncert na 40-lecie

w w i e d n i u gościnnie: Felicjan Andrzejczak i Izabela Trojanowska

27 września o godzinie 20.00 w Wiedniu, Gasometer Wien Guglgasse 6.

Bilety w cenie od 37 do 55 euro. Informacje pod numerem telefonu: 00436766533208. MONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 29

OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA • OGŁOSZTENIA

Koncert organowy w Nitrze

Klub Polski Nitra serdecznie zaprasza na siódmą już edycję organowego koncertu polskich pieśni, który odbędzie się 14 września o godz.16.00 w nitrzańskiej katedrze. Koncert będzie wyrazem wdzięczności za dar kanonizacji Jana Pawła II. Szczegółowy program znajduje się na stronie www.polonia.sk oraz na plakatach i w biuletynach. Przed koncertem, o godz.15.00, odbędzie się msza św. w języku polskim. Wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy!

„Przyjaźń bez granic“ w Trenczynie Klub Polski Trenczyn zaprasza wszystkich klubowiczów i ich przyjaciół na tradycyjną, już jedenastą z kolei imprezę kulturalną pod nazwą „Przyjaźń bez granic“, podczas której przedstawi sie grupa wokalna MONK z partnerskiego miasta Tarnów. Ponadto w jej ramach dzięki współpracy z Muzeum Etnograficznym w Krakowie zostanie otwarta wystawa najstarszych fotografii Tatr i Podhala. Tegoroczne spotkanie pod trenczyńskim zamkiem odbędzie się 13 września 2014 r. w ramach festiwalu miejskiego. Program rozpocznie się o godz. 14.00 na rynku w Trenczynie. Wernisaż i wspólna biesiada gości oraz klubowiczów odbędą się w Centrum Seniora – siedzibie regionalnej Klubu Polskiego. Organizatorzy gwarantują niezapomniane wrażenia, miłą atmosferę i dobrą zabawę! W przypadku potrzeby rezerwacji noclegu należy się kontaktować z Renatą Strakovą z Klubu Polskiego Trenczyn – tel. 0908751988.

Droga Jedwabna jESzCzE raz

Dzielnica Koszyce–zachód oraz Klub Polski Koszyce zapraszają na wernisaż wystawy „Droga jedwabna“ artystki polskiego pochodzenia Štefánii GajdošovejSikorskiej, który odbędzie się w piątek, 19 września, o godzinie 16.00 w Klubie Átrium, zuzkin park 4, Košice–západ. Wystawę będzie można oglądać do 10 października w dni robocze od 8.00 do 15.30.

KONDOLENCJE Z głębokim żalem zawiadamiamy, iż w wieku 78 lat zmarł Franciszek Tobola, nasz dubnicki klubowicz, przyjaciel i kolega, Zaolzianin. W imieniu Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem Zbigniew Podleśny

Klub Polski Bratysława zaprasza na pożegnalne spotkanie z kończącym misję dyplomatyczną konsulem, radcą-ministrem Grzegorzem Nowackim. Spotkanie odbędzie się 28 września (niedziela) o godzinie 16.00. w Instytucie Polskim w Bratysławie. Prosimy miłych klubowiczów, jeśli to możliwe, o przyniesienie ze sobą wypieków domowych.

W YBÓR Z PROGRAMU INST Y TUT POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE NA WRZESIEŃ Ë PÓŁSŁOWO: R. URC

10 września, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Tradycyjny wieczór Dušana Junka, którego gościem będzie słowacki dramaturg, autor, reżyser Rudolf Urec. Ë TACY JESTEŚMY: POLANIE 11-14 września, Levice, Tlmače, Želiezovce, Jur nad Hronom • Podczas 7. Międzynarodowego Festiwalu Folklorystycznego w Levicach wystąpi polski zespół pieśni i tańca Polanie z Trzcianki. Ë WARSZTATY TEKSTYLNE 2014 / TEXTILNÝ WORKSHOP 2014: I. KRUCZKOWSKA-KRÓL 15-20 września, Bratysława, Klub Artystów Włókienniczych ARTTEX, Karloveská 61 Warsztaty włókiennicze. Wystawa prac autorów odbędzie się od 20 do 31 października w Instytucie Polskim. Ë DYSKUSJA: Co wiemy o historii Polski? 19 września, godz. 11.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Wrześniowe wydanie miesięcznika Historická revue będzie poświęcone Polsce XIX i XX wieku. Przy okazji prezentacji numeru odbędzie się dyskusja na temat tego, co wiemy o historii Polski, z udziałem ambasadora RP Tomasza Chłonia. Ë BÁBKARSKÁ BYSTRICA 23-27 września, Bańska Bystrzyca WRZESIEŃ 2014

Ë TEATR ATOFRI: KOŁO, KOŁO MŁYŃSKIE 24. września, godz. 9.00, Bábkové divadlo na rázcestí, Skuteckého 14 • Inscenizacja poznańskiego niezależnego Teatru Lalek „Atofri” w reżyserii Beaty Bąblińskej i Moniki Kabacińskej. Ë M. GUŚNIOWSKA: O RYCERZU BEZ KONIA 25. września, godz. 12.00, Šapito / pod pomnikiem SNP • Bajka M. Guśniowskiej z repertuaru Teatru Lalek w Koszycach w reżyserii Jacka Malinowskiego, dyrektora Teatru Lalek w Białymstoku. Ë TEATR LALEK BANIALUKA: SEN NOCY LETNIEJ 26 września, godz. 19.00, Štátna opera, Národná 11 • Spektakl Williama Shakespeara w wykonaniu teatru z Bielska-Białej z udziałem artystów słowackich: Mariana Pecki (reżyseria), Evy Farkašovej (lalki i kostiumy), Pavla Andraški (scenografia) i Roberta Mankoveckiego (muzyka). Ë WILLIAM SHAKESPEARE I JEGO INTERPRETACJE W TEATRZE LALEK 26 września, godz. 11.00, Bábkové divadlo na rázcestí, Skuteckého 14 • We współpracy z organizatorami festiwalu Instytut Teatralny w Bratysławie zorganizował międzynarodową konferencję na temat „William Shakespeare i jego interpretacje w teatrze lalek” z udziałem prof. Henryka Rogackiego. Więcej informacji: www.bdnr.sk,

Ë MARIUSZ SZCZYGIEŁ: 20 LAT NOWEJ POLSKI 24 września, godz.18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Spotkanie z autorem reportaży z okresu przemian ustrojowych w Polsce, wybitnym polskim dziennikarzem i czechofilem Mariuszem Szczygłem. Jego książka Gottland stała się bestsellerem w Polsce i Czechach. Spotkanie poprowadzi Dado Nagy. Ë EUROPEJSKI DZIEŃ JĘZYKÓW 26 września, godz. 9.00 – 12.30, Bratysława, Hviezdoslavovo námestie, Kino Mladosť • W Unii Europejskiej funkcjonują 24 oficjalne języki i ponad 60 języków regionalnych lub mniejszościowych. Dzień 26 września jest ich świętem. Ë KAROLINA KUBIK: ARE YOU SATISFIED WITH THE EXPERIMENT? HAS EUROPE SUCCEEDED? 26 września, godz.14.00/15.00, Topoľčany, Nástupište 1-12, Autobusová stanica Karolina Kubik w swoim dziele Czy jesteś zadowolony z eksperymentu? Czy Europa to sukces? analizuje związek między geopolityką i artystą w kontekście stosunków społeczno-kulturowych. Poprzez ruch i rytm autorka własnym ciałem interpretuje powstające sytuacje. 29


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 30

Pasado mañana, czyli pojutrze

W

kontynentalnej części Hiszpanii często używa się zwrotu mañ ana czyli jutro. Na Wyspach Kanaryjskich popularniejsze jest pasado mañ ana, czyli pojutrze. Nie chodzi oczywiście o termin spotkania, lecz o to, na kiedy da się załatwić jakąkolwiek prostą sprawę. Cóż… niewątpliwy urok Wysp Kanaryjskich może wynagrodzić pewne niedogodności.

Przeprowadzka Po spędzeniu urlopu na Teneryfie w 2007 roku i pobytach w kolejnych latach na tejże wyspie oraz Gran Canarii postanowiliśmy się tam przeprowadzić!!! Wybór padł na Gran Canarię. Kompaktowa wyspa (raptem 50 km średnicy), pełna rozrywek i, co najważniejsze, ze wspaniałą pogodą. Po pięciu latach spędzonych w Irlandii ten ostatni argument przeważył o naszym wyborze. Prawie osiem miesięcy szykowaliśmy się do przeprowadzki. Trzeba było zabrać cały dobytek i zorganizować jakieś rozsądne warunki u celu podróży. Ceny usług firm przewozowych były koszmarnie wysokie, więc kupiliśmy przyczepę i zapakowaliśmy ją aż po sam dach! Był 18 maja 2010 roku, kiedy wyruszyliśmy promem do Holy head. Następnie odbyliśmy nocną podróż do Portsmouth, gdzie w samo południe ruszyliśmy kolejnym promem do Santander w Hiszpanii. Po 24 godzinach zobaczyliśmy przepiękną plażę. Płynąc wzdłuż niej dotarliśmy do portu. Tysiąc kilometrów, prowadzących z północy Hiszpanii na południe do Cadiz, to przepiękne widoki i doskonałe drogi. Teraz czekał nas jeszcze jeden, ostatni, dwudniowy etap podróży: promem z Cadiz do Las Palmas na Gran Canarię.

Problemy Jeszcze będąc w Irlandii, znaleźliśmy w Internecie oferty wynajmu mieszkań i z pomocą znajomego Hiszpana dogadaliśmy się w tej sprawie mailowo. Niestety, po raz pierwszy przekonaliśmy się o zgoła odmiennym podejściu 30

do obietnic składanych przez Kanaryjczyków. Najpierw nie mogliśmy się dodzwonić do właściciela mieszkania, później okazało się, że ma jakiś zabieg w szpitalu, więc mieszkanie pokaże nam poprzednia lokatorka. Pokazała, ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że najwcześniej możemy się wprowadzić... za tydzień. Cóż było robić? Zakwaterowaliśmy się w hotelu i… rozwiązywaliśmy kolejny problem, tym razem zepsutego samochodu. Ale, o dziwo, w ciągu jednego dnia udało nam się uzyskać dokument, poświadczający, że jesteśmy rezydentami Wysp Kanaryjskich!

Spokojnie, ale i z przytupem Na Kanarach życie płynie powoli i spokojnie. Dzień rozpoczyna się przeważnie kawą, a pomiędzy 13-16 jest sjesta, kiedy to wszystko zamiera. Wieczorem, gdy zrobi się chłodniej, ożywają bary, restauracje i kawiarnie. W czerwcu 2010 Hiszpania zdobyła tytuł Mistrza Świata w piłce nożnej. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tak świetnej zabawy i radosnej atmosfery. O północy całe miasto dudniło od jeżdżących aut, klaksonów, śpiewów i bębnów. Wszędzie były flagi, piwo, a co kilka metrów minidyskoteka. Nigdzie żadnych policjantów, ale również żadnej agresji czy bójki. Po prostu jedna wielka FIESTA. Dlaczego nas Polaków to dziwi?

Po znajomości W urzędach bywa różnie, ale na ogół urzędnicy są bardzo mili i pomocni. Wszędzie bar-

dzo popularne są numerki, również na poczcie i w sklepie przy stoisku z mięsem lub serem. Warto się integrować z tutejszymi, bo to znacznie ułatwia życie. Wiele spraw można załatwić po znajomości i wtedy często okazuje się, że niektóre dokumenty w ogóle nie są potrzebne.

Język Z hiszpańskiego znaliśmy zaledwie kilka słów, co w pierwszym okresie okazało się zbawienne: przy zjeździe z promu, po przybiciu do brzegu Gran Canarii, celnik, widząc szczelnie spakowane auto z przyczepą i nie mając możliwości dogadania się z nami, machnął tylko ręką. Ale język warto znać. Co prawda Wyspy Kanaryjskie to przede wszystkim turystyka, wiec szczególnie w ośrodkach turystycznych można się dogadać po angielsku, lecz bez znajomości hiszpańskiego szanse na jakąkolwiek pracę są raczej znikome. Podjęliśmy więc naukę w szkole językowej. Tam też poznaliśmy pierwszych rodaków. Środowisko polonijne nie jest tu zbyt liczne i zwarte – to zaledwie kilkadziesiąt osób. Wiele z nich wraz z nastaniem kryzysu „nie przedłużyło wakacji” i wyjechało tam, gdzie łatwiej o pracę. Na Wyspach Kanaryjskich bezrobocie dochodzi do 40%. Wielu ludzi pracuje na czarno lub za niewielkie stawki. Przy powszechnej korupcji pracodawcy czują się bezkarni, wykorzystując nie tylko emigrantów z pobliskiej Afryki, ale również Kanaryjczyków.

Wieczne wakacje? Przedłużone wakacje były fajne, ale trzeba było myśleć, z czego będziemy żyć. Od początku chodził nam po głowie pomysł na filmowanie turystów, którzy taki film mogliby zabrać ze sobą do domu jako pamiątkę z pobytu na Wyspach Kanaryjskich. Początkowo współpracowaliśmy z małżeństwem starszych Kanaryjczyków i wtedy wiele dowiedzieliśmy się o miejscowych zwyczajach. Był to trudny okres. Ludzie, którzy od 20 lat żyją z turystów, nie są gotowi na zmiany jakościowe. Wychodzą z założenia, że dopóki turysta płaci, nie warto nic zmieniać. My zamierzaliMONITOR POLONIJNY


Monitor09:MP 9/10/14 11:21 AM Page 31

śmy robić filmy takie, które sami chcielibyśmy mieć jako pamiątkę, dlatego nie widząc możliwości rozwoju na Gran Canarii, postanowiliśmy szukać okazji na innych wyspach archipelagu. Wybór padł na Fuerteventurę. Wiele telefonów i maili oraz testowy wypad na Fuertę w celu rozejrzenia się w terenie zaowocowały nawiązaniem współpracy z jedną agencją turystyczną i rozpoczęciem rozmów z drugą.

Wyspy Szczęśliwe I znów po dwóch latach czekała nas przeprowadzka, ale tym razem znacznie bliżej i już z pewną znajomością języka, na wyspę, będącą znacznie dalej od cywilizacji, mimo że drugą co do wielkości wśród Wysp Kanaryjskich. Kamienna pustynia z niewielkimi górami i więcej pasących się kóz niż mieszkańców. O kupowaniu bardziej zaawansowanych technologicznie wyrobów można zapomnieć. Takie zakupy albo na Gran Canarii, albo przez Internet. Rozmowy z drugą agencją okazały się na tyle korzystne, że w styczniu 2013 roku dostaliśmy od jej szefa wolną rękę i najlepszych przewodników, jakich do tej pory spotkaliśmy. Szef tejże agencji przyznał, iż jakość naszych filmów oraz sposób ich montowania jest znakomity i dlatego chce, abyśmy wykonywali je przede wszystkim dla jego klientów. Warto dodać, że agencja ta obsługuje turystów niemieckich. Wcześniejsze rozmowy z agencją, obsługującą polskie biuro turystyczne, uważamy za nieporozumienie. I tak spokojnie płynie nam życie na Wyspach Szczęśliwych, rozwijamy naszą firmę, kupujemy wciąż nowocześniejszy sprzęt, wykonujemy też inne produkcje, jak choćby reklamówki wideo czy rejestracje koncertów na DVD. Do naszych filmów z wycieczek dokładamy dodatkowo film pokazujący całą Fuerteventurę, a myślimy o całej serii filmów z poszczególnych wysp archipelagu. Wszystko przed nami! Może jutro czy pojutrze, czyli – jak mówią Kanaryjczycy – pasado mañana, spełni się nasz sen. DOMINIK BORBULAK, WYSPY KANARYJSKIE WRZESIEŃ 2014

w esoł a sz koł a

K

ilka dni temu podczas spaceru zwróciłam uwagę na grupę bocianów, które zebrały się na łące. Tato powiedział mi, że to był prawdopodobnie bociani sejmik, będący zwiastunem końca lata, kiedy to ptaki szykują się do odlotu. Trochę zrobiło mi się smutno, ponieważ koniec wakacji oznacza, że nie będę mogła tak często spotykać się z kuzynkami, zostawać u nich na noc ani kąpać się w morzu czy jeziorze. Postanowiłam jednak nie martwić się zbyt długo, bo jak mówi moja mama, koniec jest też początkiem nowego, a tym nowym będzie dla mnie powrót do Krakowa i rozpoczęcie nauki w szkole. Wiem już o niej co nieco, bo przed wakacjami zdążyłam ją obejrzeć, a moja przyjaciółka Malwina, która chodzi już do trzeciej klasy, zdradziła mi kilka tajemnic z nią związanych. Bardzo jestem ciekawa, jak będzie wyglądać moja nauczycielka i klasa oraz jak bardzo zmieni się moje życie. Mama powiedziała mi, że od czasu jej nauki w szkole sporo się zmieniło. Po pierwsze, kiedyś edukację szkolną rozpoczynało się w wieku siedmiu lat, a dzisiaj sześciu. Po drugie, w szkole obowiązywał jednolity strój. Dzieciaki nosiły granatowe fartuszki z białym kołnierzykiem, do tego obowiązkowo, na lewym ramieniu, musiała być przyszyta tarcza z numerem szkoły i nazwiskiem jej patrona. Po trzecie, w szkole obowiązywała czterostopniowa skala ocen – bardzo dobra, czyli piątka, była najwyższą notą, niedostateczna, czyli dwójka, najniższą. Po czwarte, porządku w szkole strzegła najgroźniejsza kobieta świata, pani woźna, która pilnowała, czy dzie-

ciaki noszą pantofle na zmianę i czy się nie spóźniają. Po piąte, na przerwach najbardziej popularną formą zabawy było skakanie w gumę. Skakały najczęściej dziewczynki, ale potem moda ta dotknęła też wielu chłopców. Mój dziadek opowiadał mi, że gdy chodził do gimnazjum, szkoły podzielone były często na męskie oraz żeńskie. Do jego klasy uczęszczali sami chłopcy! Nauczyciele byli bardzo wymagający i surowi. Zdarzało się, że stosowali kary cielesne! W każdej klasie biurko nauczyciela stało na specjalnym podwyższeniu, zwanym katedrą. Kiedyś w ławkach uczniów umieszczone były kałamarze, tj. specjalne szklane pojemniki na atrament, ponieważ wszyscy pisali piórami. Przykładano też bardzo dużą wagę do szkolnego ubioru i manier. Najstarszą osobą w mojej rodzinie jest prababcia Waleria, która naukę rozpoczęła w 1932 r.! Mieszkała wówczas w Lusinie, małej miejscowości pod Krakowem. Jej szkoła była maleńka, nie było w niej podziału na klasy. Razem z prababcią, wówczas małą dziewczynką, w jednej sali uczyły się dzieci w różnym wieku. Na początku nikt nie miał zeszytów ani piór. Dzieciaki nosiły ze sobą specjalne tabliczki, na których pisały rysikami, a potem wycierały to gąbką. Współczesne szkoły wyglądają trochę inaczej. Budynki są duże, jest wiele klas, w salach znajdują się pomoce naukowe: tablice interaktywne, projektory, komputery. Ale myślę, że dzieciaki tak bardzo się nie zmieniły. Jak dawniej potrafią figlować i psocić oraz świetnie liczyć dni do wakacji! SONIA PACZEŚNIAK I BEATA OŚWIĘCIMSKA

Ze szkolnych ciekawostek światowych: Czy wiecie, że zajęcia w szkołach Australii rozpoczynają się pod koniec stycznia i trwają do połowy grudnia? Potem następują sześciotygodniowe wakacje LETNIE!

Na Grenlandii uczniowie mają ponoć 8 godzin zajęć tygodniowo! Podczas nich nie ma sprawdzianów ani klasówek, nie ma też zadawanych prac domowych! Uczniowie nie muszą prowadzić zeszytów, a oceniani są dopiero pod koniec roku szkolnego.

Wieczne pióro powstało znacznie wcześniej niż ołówek. W 1922 r. Howard Carter odnalazł w grobowcu Tutenchamona pierwsze narzędzie pisarskie, które przypominało obecne wieczne pióro.

31


Monitor09:MP 9/10/14 11:22 AM Page 32

Owoce, orzechy to dobre towarzystwo na żegnające lato przyjęcia. Wkrótce już nie będzie takiego bogactwa smaków, więc trzeba korzystać z każdej propozycji przyrządzenia czegoś

niebanalnego. Pan Piotr Michna z Bratysławy nadesłał do „Piekarnika” przepis swojej mamy na pyszne ciasto o wdzięcznej nazwie – kora orzechowa. Spróbujmy, jak smakuje!

kora orzechowa Składniki: • 8 białek • 200 g cukru • 3 żółtka • 100 g orzechów siekanych • 100 g orzechów mielonych • 100 g wiórków kokosowych • 100 g rodzynek • 1 łyżka mąki pszennej • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Krem: • 1 puszka brzoskwiń • 370 g masła • 3 łyżki cukru • 2 budynie śmietankowe bez cukru • 3/4 szklanki wody • 1 łyżka mąki pszennej • 5 żółtek

Sposób przyrządzania

Ubić białka, dodać cukier, żółtka i pozostałe składniki (bakalie obsypać mąką). Wymieszać i upiec (35-40 minut) dwa placki w temperaturze 160 stopni. Następnie przygotować krem. Sok z brzoskwiń Dodatkowo zagotować z cukrem. Budynie • 2 paczki ciastek typu delicje śmietankowe rozpuścić w 3/4 szklanki • 1/2 szklanki kawy wody, dodać mąkę i żółtka. Wszystko • 1-3 łyżki spirytusu wymieszać i wlać na wrzący sok. • 2 galaretki brzoskwiniowe Ostudzić. Utrzeć masło i stopniowo

dodawać wystudzony krem. Na upieczony placek bakaliowy wyłożyć połowę kremu. Na to położyć delicje, nasączone kawą ze spirytusem. Na ciastka wyłożyć drugą część kremu, pozostawiając kilka jego łyżek. Przykryć drugim plackiem i cieniutko posmarować pozostałym kremem. Na to ułożyć brzoskwinie. Całość zalać przygotowaną wcześniej galaretką (rozpuścić 2 galaretki w 3 szklankach wody). Wstawić do lodówki.

Czyż już sam przepis nie brzmi pysznie? Wrzesień to czas przygotowywania przetworów, dżemów, kompotów – odpoczywając od tych żegnających lato prac, usiądźmy na chwilę

z kawałkiem apetycznego ciasta, popatrzmy na drzewa, zanim zmienią swoje barwy. Nadchodzi pora, w której każda chwila relaksu w promieniach słońca będzie na wagę złota. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2014/09  
Monitor Polonijny 2014/09  
Advertisement