Page 1

Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 33

15 lat

„MONITORA“


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 2

Jest taki dzień

15 lat

„MONITORA“

T

en dzień to 20 listopada. W tym dniu bowiem z okazji obchodów 15-lecia „Monitora Polonijnego” odbędzie się koncert polskiej legendy muzycznej – „Czerwonych Gitar”. To wiedzą już chyba wszyscy, ale nie wszyscy jeszcze wiedzą, że...

Zespół powstał 3 stycznia 1965 w kawiarni „Crystal“ w Gdańsku z inicjatywy Jerzego Kosseli i Henryka Zomerskiego. Na początku miał się nazywać „Pięciolinia”, ale muzycy właśnie przemalowali swoje gitary na czerwono, więc powstały „Czerwone Gitary“. W ciągu 45 lat istnienia grupa nagrała 13 płyt, w tym sprzedaną w rekordowej ilości „Czerwone Gitary 2“, i niezliczoną ilość przebojów. Każdy z nas chyba słyszał ich „Maturę“, „Annę Marię“ „10 w skali Beauforta“, „Powiedz stary, gdzieś ty był” czy „Nie zadzieraj nosa“. Kojarzą się one z miłą, melodyjną, bezpretensjonalną muzyką. Jest w nich zaklęta pewnego rodzaju magia i siła.

Przez długie lata istnienia skład zespołu zmieniał się kilkakrotnie. Na pewien czas grupa zawiesiła swoją działalność, by w 1991 roku z okazji 25-lecia powrócić na estradę. W ubiegłym roku na łamach „Monitora“ publikowaliśmy wywiad z liderem zespołu Jerzym

Skrzypczykiem (przy okazji koncertu „Czerwonych Gitar” w Wiedniu), w którym powiedział on, że: „Kiedy następuje come back zespołu i ludzie w dalszym ciągu chodzą na jego koncerty, znają piosenki, śpiewają je, wtedy o tym zespole zaczyna się myśleć w kategoriach

legendy – coś jest w tej muzyce, jest wieczna, kolejne pokolenia chcą z nią obcować“. Nie sposób się nie zgodzić z tymi słowami. „Czerwone Gitary” śmiało można nazwać legendą czy fenomenem i nie będzie to nadużycie. Pisząc o zespole, warto wspomnieć, że jeden z jego członków – Henryk Zomerski – to brat naszej redakcyjnej koleżanki Urszuli Szabados. W ubiegłorocznym kwietniowym numerze „Monitora Polonijnego” mogliśmy przeczytać historię tego muzycznego rodzeństwa – o dorastaniu na wybrzeżu, wzajemnych relacjach, inspiracjach, karierach muzycznych i rozłące. Zmienia się moda, mijają lata, dorastają nowe pokolenia, jednak przeboje „Czerwonych Gitar” nadal są żywe. Po 45 latach „Czerwone Gitary” nadal elektryzują, o czym będą się Państwo mogli przekonać sami 20 listopada w Bratysławie w Teatrze „Arena”. PAULA TULEJKO

CZERWONE GITARY Polska oczami słowackich dziennikarzy

Z okazji 15-lecia „Monitora Polonijnego“ 20 listopada o 17.00. w Teatrze „Arena” w Bratysławie (Viedeňská cesta 10) odbędzie się koncert zespołu

oraz prezentacja publikacji pt.

Patronat nad uroczystością przyjął J. E. Nadzwyczajny i Pełnomocny Ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk.

Bilety w cenie 5 euro są do nabycia w kasie teatru codziennie od 14.00 do 18.00 lub w sieci „Ticketportal”. Ilość miejsc ograniczona!

ORGANIZATORZY: Redakcja czasopisma Monitor Polonijny • Klub Polski - Stowarzyszenie Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji GENERALNY PARTNER: Bratysławskie Województwo Samorządowe GŁÓWNY PARTNER: Hotel Apollo PARTNERZY: Zbyhněv Stebel, VANEX spol. s r.o, Dr Irena Eris PROJEKT WSPARLI: Ministerstwo Kultury i Ruchu Turystycznego Republiki Słowackiej • Wydział Konsularny Ambasady RP w RS • Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie“ • Instytut Polski w Bratysławie • Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“ • Konsulat Honorowy Republiki Słowackiej we Wrocławiu • Konsulat Honorowy Rzeczpospolitej Polskiej w Liptowskim Mikulaszu PUBLIKACJĘ PT. „POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY“ WSPARLI: Urząd Rady Ministrów Republiki Słowackiej • Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Republice Słowackiej PATRONAT MEDIALNY: Dziennik SME 2

MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 3

„Oj, zapomniałem ci powiedzieć, że mamy bilety na koncert Leonarda Cohena” – powiedział mój mąż, widząc w telewizji jego występ. Trochę się zdziwiłam, że o tak ważnym wydarzeniu zapomniał mnie poinformować, tym bardziej, że godzinę wcześniej ustaliliśmy, że przyjmiemy zaproszenie na kolację do pewnych znajomych, a termin tej kolacji to właśnie termin koncertu. Cóż… Spotkanie ze znajomymi przełożyliśmy i koncert legendarnego barda obejrzeliśmy. Dodam jeszcze, że było warto! Dlaczego o tym piszę? Co wspólnego ma Leonard Cohen z naszym miesięcznikiem? Otóż, większość z nas jest zabiegana, zapracowana, na ostatnią chwilę odkłada przyjemności, bo jeszcze trzeba załatwić to lub tamto. Czasami zdarza się, że w biegu spraw codziennych brakuje nam czasu, determinacji, by wpisać do kalendarza ważne wydarzenie, a to przechodzi nam koło nosa. W przypadku mojego męża „zapaliła się kontrolka”, kiedy zobaczył legendarnego piosenkarza w telewizji. My też „zapalamy kontrolkę” i przypominamy wszystkim naszym Czytelnikom, że zbliża się 20 listopada, kiedy to będziemy świętować jubileusz 15-lecia naszego pisma. I to jak będziemy świętować! Zagra dla nas zespół „Czerwone Gitary”! Taka okazja może się długo nie powtórzyć, dlatego nie przegapcie Państwo okazji! Bilety na koncert są już do nabycia, a ilość miejsc jest ograniczona (więcej informacji na stronie 2). A w tym numerze „Monitora” jak co miesiąc ciekawe artykuły z życia słowackiej Polonii, a także zasady udziału w wyborach do słowackich władz samorządowych (str. 18), wydarzenia historyczne dotyczące Polski i Słowacji i wiele innych. Natomiast w „Wywiadzie miesiąca” przedstawiamy Marcina Wyrostka, utalentowanego młodego mężczyznę, który w ubiegłym roku swoją wspaniałą grą na akordeonie do tego stopnia zachwycił polskich telewidzów, że dzięki ich głosom zwyciężył w polskiej edycji programu „Mam talent”! Przyjemnej lektury i do zobaczenia na jubileuszowym spotkaniu 20 listopada! W imieniu redakcji

Siedź w kącie… a z pewnością cię nie znajdą! Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Marcin Wyrostek o akordeonie, który dawniej odstraszał dziewczyny Z NASZEGO PODWÓRKA Jubileusz nowych dzwonów w katedrze św. Marcina w Bratysławie OKIENKO JĘZYKOWE Językowe hity miesiąca Wyborcza jesień WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Umowa żylińska 15-LECIE „MONITORA POLONIJNEGO” KINO-OKO „Śluby panieńskie”? Raczej zemsta... nonszalancko potraktowanego Fredry MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Wielki powrót TO WARTO WIEDZIEĆ Demokracja parlamentarna za kratami BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Nieznana Magdalena Samozwaniec SPORT!? Sosnowski vs. Kliczko OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Mołdawia – kraj kontrastów MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Przygody wikinga Torvalda – Nimfa Elsa PIEKARNIK Gdy już ptaki odleciały…

4 4 6 8 15 16 18 19 20 20 20 22 24 26 28 30 31 32

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosią 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk LISTOPAD 2010

3


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 4

Siedź w kącie… a z pewnością cię ni

Ż

yjemy w czasach wszechobecnej promocji – przedmiotów, usług, firm, społeczności, że o zwykłych ludziach nie wspomnę. Przywykliśmy do tego stanu przez ostatnie dwadzieścia lat wolności tak bardzo, że nie zastanawiamy się nawet, do jakiego stopnia reklama, promocje czy inne „ekspozycje na sławę” nami rządzą. Pomysłodawcy różnych akcji promocyjnych stali się naprawdę przebiegli – niby proponują konkurs na najciekawsze wspominki z podróży, a ukradkiem wciskają nam popularny szampon (po zwiedzaniu głowa brudna!), tabletki od bólu głowy (te hałasy w zabytkach!) lub herbatę (wiadomo, dobra na wszystko!). Dostajemy zaproszenie na koncert popularnego niegdyś piosenkarza, ale nikt już nas nie informuje, że zaśpiewa on

swój szlagier dopiero po półtoragodzinnym pokazie jakichś wyjątkowych poduszek, noży czy tabletek na odchudzanie. No tak, ale z drugiej strony, jak mają zaprezentować się ci, którzy, rozpychając się na rynku, wiedzą dobrze, że nigdy nie będą mieć możliwości światowych gigantów reklamy? To oni liczą na niebanalny pomysł, jakiś chwyt, który przyciągnie większe niż zwykle zainteresowanie. Czasami znakomitą okazją do zaprezentowania osiągnięć wła-

i powystrzela PiS-owców. Przyznał też, że chciał zabić byłego premiera Leszka Millera. Grozi mu dożywocie.

DO ŁÓDZKIEJ SIEDZIBY PiS 19 października wtargnął starszy mężczyzna i zaatakował dwie osoby. Jedna z nich zmarła w wyniku postrzału, druga, ugodzona nożem, w stanie bardzo ciężkim przewieziona została do szpitala, gdzie poddano ją operacji. Ofiara śmiertelna to Marek Rosiak, asystent europosła PiS Janusza Wojciechowskiego. Napastnikiem zaś okazał się 62-letni Ryszard C. z Częstochowy, który po zatrzymaniu przez policję opowiadał, że zabójstwo planował od roku. Chciał zabić „jakiegokolwiek polityka, obojętnie jakiej partii, żeby nie czuli się tacy pewni siebie”. Do siedziby PiS wtargnął z okrzykami, że zabije Jarosława Kaczyńskiego 4

WZMOCNIENIE OCHRONY PREMIERA, prezydenta, a także objęcie około 1200 biur poselskich ściślejszym monitoringiem policji to pierwsze efekty napaści na łódzkie biuro PiS. Ochronę BOR przydzielono już Jackowi Kurskiemu i Zbigniewowi Ziobrze z PiS oraz Grzegorzowi Napieralskiemu z SLD i Stefanowi Niesiołowskiemu z PO. Niektórzy posłowie, np. Jarosław Kaczyński i Janusz Palikot, którym BOR ochronę zaproponował, odmówili jej. NIEPUBLIKOWANE ZDJĘCIA z miejsca katastrofy TU-154, wypunktowanie błędów w oficjalnym śledztwie, przypomnienie „nagonki” na parę prezydencką oraz napiętnowanie politycznych winowajców, czyli ekipy Donalda Tuska – tak

snej firmy jest jubileusz, bo okrągła rocznica to temat chwytliwy – my przecież kochamy świętować! No i przy jednym ogniu można upiec dwie pieczenie – dać trochę radości pracownikom, a zarazem hucznie przypomnieć: „To my! Tak, tak – istniejemy i mamy się dobrze!”. Gazety napiszą o rocznicy, a czytelnicy będą się dziwować: „To oni jeszcze funkcjonują? No, no, ile to już lat? Kto by pomyślał?”. W tym roku kolejne już pokolenie małych czytelników miesięcznika „Świerszczyk” mogło ze zdumieniem przeczytać, że ich ukochane pismo jest na rynku już od 65 lat! Niby wszyscy „Świerszczyk” znają, ale nie wszyscy wiedzą, że pismo, na które z taką niecierpliwością czekali jako dzieci, może z powodzeniem być przyjemną lekturą dla ich własnych pociech. Akcja jubileuszowopromocyjna zrobiła swoje.

będzie wyglądać multimedialna wystawa, którą przygotowują Antoni Macierewicz i członkowie parlamentarnego zespołu badającego okoliczności tragedii smoleńskiej. Ekspozycja ma być pokazana w Parlamencie Europejskim oraz w polskim Sejmie, a później w całej Polsce. Mają jej towarzyszyć seminaria i wykłady. W JEDNEJ Z NAJWIĘKSZYCH KATASTROF drogowych w Polsce, do której doszło 12 października, zginęło 18 osób. W okolicach Nowego Miasta nad Pilicą bus, przewożący pracowników sezonowych z okolic Opoczna (woj. łódzkie), zderzył się czołowo z samochodem ciężarowym podczas manewru wyprzedzania. Na Mazowszu ogłoszono trzydniową żałobę. Przyczyny tragedii to prawdopodobnie śliska nawierzchnia, duża prędkość oraz to, że bus był przystosowany do przewozu zaledwie 6 osób – reszta w czasie wypadku

siedziała na podłodze samochodu, bez pasów. POLSKI „KRÓL DOPALACZY”, właściciel największej sieci sklepów z tymi używkami, Daniel Bratko został 6 października zatrzymany. Śledczy zarzucili mu wprowadzenie do obrotu znacznych ilości środków odurzających i to, że mimo zakazu sanepidu, który zamknął jego sklep w Łodzi, próbował ponownie sprzedawać dopalacze. Decyzją prokuratora w policyjnej celi spędził 48 godzin. Na początku października, na polecenie minister zdrowia Główny Inspektor Sanitarny wydał decyzję, na mocy której inspektorzy sanitarni w asyście policjantów zamknęli w całym kraju ponad 1100 sklepów z dopalaczami. MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI Krzysztof Kwiatkowski otrzymał 12 października specjalną ochronę BOR. To efekt gróźb, które szef MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 5

ię nie znajdą! Duże firmy, by uczcić okrągłą rocznicę istnienia, często urządzają koncerty, na które zapraszają zupełnie świeże lub nieco wyblakłe gwiazdy muzyki rozrywkowej. Ciekawą propozycją dla organizacji, obchodzących półwiecze istnienia, jest magiczne przeniesienie się w cudowne lata pięćdziesiąte lub sześćdziesiąte. Imprezy towarzyszące jubileuszowi mają styl „tamtych dni” – kobiety obowiązkowo w kokach, mini, z podkreślonym okiem, na parkiecie modna ongiś muzyka, zakąski itd. Na przeciwległym biegunie plasują się rozwiązania z zakresu „szczypta luksusu” – wynajęty drogi hotel, koniecznie ze SPA, kortami lub polem golfowym. Nawet jeśli świętujący okrągłą rocznicę pracownicy nie będą z owych luksusów korzystać, już sama ich obecność jest przyjemna i nobilitująca. Inną sprawą

resortu sprawiedliwości dostaje w związku z wojną wypowiedzianą producentom dopalaczy. Kwiatkowski zaczął otrzymywać pogróżki bezpośrednio po zatrzymaniu Dawida Bratki, „króla dopalaczy“ z Łodzi. Trzy dni później, 15 października, specjalną ochronę BOR otrzymała też minister zdrowia Ewa Kopacz. SENAT PRZYJĄŁ 21 października bez poprawek nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zmierzającą do zakazu handlu tzw. dopalaczami. Za przyjęciem nowelizacji opowiedziało się 79 senatorów, przeciw był jeden, trzech wstrzymało się od głosu. Nowe przepisy zakazują wytwarzania jakichkolwiek substancji lub produktów, które mogą być użyte jako środki odurzające lub substancje psychotropowe. Nie będzie wolno też nimi handlować. Za złamanie zakazu grozi grzywna od 20 tys. zł do miliona zł. LISTOPAD 2010

jest to, że sam jubileusz ma za zadanie przypomnieć o istnieniu firmy bądź instytucji i podkreślić, że takowa funkcjonuje w naszym świecie od wielu, wielu lat, co naturalnie jest kojarzone z solidnością i dobrą jakością. Nie wstydźmy się więc zaszaleć, gdy to, co robimy od lat, właśnie doczekało się rocznicy. W końcu żyjemy w czasach, kiedy rzeczy i sprawy niereklamowane, niepromowane wydają się nie istnieć. Jubileusz wielu lat ciężkiej pracy, zmagań z przeciwnościami losu i zmiennymi nastrojami dziejów nigdy nie powinien być świętowany po cichu, skromnie – jeśli nie dla innych, to chociaż ze względu na nas samych. Zasłużonej radości w życiu zwykle jest za mało, a kiedy już przychodzi, to na ogół taka skromna, wstydliwa, żeby broń Boże ludzie nie gadali. A niech gadają, niech się wszyscy dowiedzą! Szampany w dłoń, dziś wszystko co najlepsze nam się zdarzy… AGATA BEDNARCZYK

CZESŁAW JERZY MAŁKOWSKI, były prezydent Olsztyna, odwołany w wyniku tzw. seksafery w ratuszu, będzie ponownie kandydował na to stanowisko, o czym poinformował 4 października. Małkowski jest podejrzany o molestowanie urzędniczek i zgwałcenie jednej z nich. Śledztwo w tej sprawie trwa już blisko trzy lata. Były prezydent obwinieniom zaprzecza. Pierwsza tura wyborów samorządowych odbędzie się 21 listopada a druga tura 5 grudnia. GDYBY WYBORY SAMORZĄDOWE odbyły się w październiku, to PO mogłaby liczyć na 35% głosów, PiS na 25,4%, SLD na 16,4%, a PSL na 8,5% – wynika z październikowego sondażu Instytutu Badania Opinii „Homo Homini“ dla Polskiego Radia. W ciągu miesiąca poziom poparcia dla Platformy Obywatelskiej spadł zatem o 6 punktów procento-

wych, Prawo i Sprawiedliwość straciło 2 punkty, zaś poparcie dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej utrzymało się na tym samym poziomie. DNIA 8 PAŹDZIERNIKA prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia wobec dziennikarza Macieja Z. za nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. W lutym 2008 r. prowadzone z prędkością 150 km/h przez Macieja Z. ferrari rozbiło się na warszawskim Mokotowie. Na miejscu zginął dziennikarz motoryzacyjny „Super Expressu“ Jarosław Zabiega, zaś Maciej Z. został bardzo ciężko ranny. Postanowienie o postawieniu mu zarzutów prokuratura wydała już w lipcu 2008 r., ale przez dwa lata biegli uznawali, że ze względu na stan zdrowia Z. nie może brać udziału w jakichkolwiek czynnościach śledczych.

W WARSZAWIE 23 PAŹDZIERNIKA odbył się V Kongres Obywatelski – spotkanie polskich think tanków, ludzi biznesu, kultury, edukacji. Hasło Kongresu brzmiało: Idea Polski XXI w. W obradach wzięło udział około tysiąca osób – rozmawiano o polityce, gospodarce, sprawach międzynarodowych, a przede wszystkim o tym, jak budować społeczeństwo obywatelskie. BYŁY WOKALISTA ZESPOŁU „Budka Suflera“ Romuald Czystaw zmarł w dniu 30 września . Miał 60 lat. Był pierwszym wykonawcą przebojów tego zespołu Za ostatni grosz i Nie wierz nigdy kobiecie. Czystaw wziął udział w nagraniu trzech płyt „Budki Suflera“: Na brzegu światła, Ona przyszła prosto z chmur, Za ostatni grosz. Na ostatnim z tych albumów znalazł się utwór „Nie taki znów wolny“, do którego Czystaw skomponował muzykę. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 6

Marcin Wyrostek: o akordeonie,

który dawniej odstraszał dziewczyny Jak to się stało, że Pan, człowiek, który po sukcesie w programie „Mam talent“ może gromadzić publiczność w dużych salach koncertowych, przyjeżdża do tak niewielkiego miasta na Słowacji, jakim jest Dunajská Streda, i występuje przed kameralną publicznością? Występowałem tu już czterokrotnie. Tu jest dobra energia, fajna publiczność, ciepłe, energetyczne przyjęcie. Wracam z tęsknotą do tego miejsca i przyjmuję zaproszenia od pana profesora Tibora Racza, który organizuje festiwal akordeonowy. Kieruje mną sentyment, ale to też prestiż i ambicja, by brać udział w tego rodzaju imprezach. To jest inny świat, ponieważ na tego rodzaju koncerty przychodzą ludzie z branży? Kiedyś tak myślałem, dzieliłem świat na ten z branży i poza nią, ale dziś mam do tego trochę inne podejście. Trzeba robić to, co się robi jak najlepiej, dzielić się tym z publicznością, która jest wymagająca, bez względu na to, czy tworzą ją muzycy, czy ludzie spoza branży. Dunajská Streda kojarzy mi się z wieloma wyjazdami, po których następowały kolejne wspaniałe koncerty; jest to więc dobre miejsce, do którego chętnie wracam. Jak oceniają muzycy Pański sukces w programie „Mam talent“? Czy nie pojawiły się wśród nich opinie, że zdradził Pan wirtuozów i zaczął grać dla szerokiej publiczności? Podczas występów dla szerokiej publiczności staram się przemycać jeden, dwa utwory trudniejsze, aby pokazać, jakie możliwości ma akordeon. Rozmawiałem z wieloma osobami z naszej branży, które mówiły mi, że po moim sukcesie wzrosła liczba chętnych do nauki gry na akordeonie w szkołach muzycznych. 6

S

kromny, sympatyczny, otwarty, bez gwiazdorskich manier. Kiedy podczas koncertu przyglądam się jego twarzy, widzę człowieka w zupełności pochłoniętego muzyką. Swoją miłością do akordeonu zaraził wielu Polaków, którzy obserwowali w ubiegłym roku jego poczynania w programie „Mam talent“. O jego zamiłowaniu do muzyki, drodze do sukcesu udało nam się porozmawiać po koncercie, który odbył się w październiku w ramach festiwalu akordeonowego w Dunajskiej Stredzie.

Ktoś po Pańskim występie w programie „Mam talent“ powiedział, że akordeon przestał być „obciachem“. Cieszę się, że ci, którzy nie mieli styczności z tym instrumentem, mogli zmienić zdanie. Chociaż ja w tym programie grałem ambitne utwory, by pokazać, że to jest instrument koncertowy. Nie przygotowywałem show, nie robiłem przysiadów, nie było fajerwerków. Robiłem po prostu swoje. Wcześniej spotykałem takie osoby, które jak się dowiedziały, że gram na akordeonie, nie chciały mi wierzyć – dla nich to była abstrakcja. Startując w popularnym programie, uznałem, że to promocja tego instrumentu i mojej osoby. To ważne, bo w naszej branży brakuje menedżerów, mecenasów, którzy by nam pomogli na przykład w zakupie instrumentu. Wciąż gram na akordeonie, który kupiłem na kredyt jeszcze podczas studiów i nadal ten kredyt spłacam.

„Akordeon to wspaniały instrument (…) Ma bardzo szeroki wachlarz możliwości. Gdybym miał jeszcze raz wybierać, wybrałbym tak samo”. Nie spełniło się Pańskie marzenie, by za uzyskaną w programie nagrodę finansową kupić nowy akordeon? Jest zamówiony i będzie za miesiąc. Bez tej nagrody nie mógłbym sobie na niego pozwolić – nie pochodzę z takiego domu, by było mnie stać na zakup jednego, drugiego instrumentu. Jeździłem na różne konkursy, pisałem tysiące podań o stypendia ministerialne, szukałem sponsorów – bez skutku. Zapewne udział w programie sporo zmienił w Pańskim życiu? Mam dużo koncertów, płyta świetnie się sprzedaje – pokryła się potrój-

Marcin Wyrostek (ur. 16.09.1981 r.) jest zwycięzcą polskiej drugiej edycji programu „Mam talent”. Wykłada na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach i w Kolegium Nauczycielskim w Bytomiu. Studiował pod kierunkiem prof. Joachima Pichury w AM w Katowicach. Jest współzałożycielem projektów: Tango CORAZON Quintet oraz COLORIAGE. Na stałe współpracuje z Teatrem Muzycznym w Gliwicach, Śląskim Kwintetem Akordeonowym, Joanną Słowińską oraz zespołem „Farfarello”. MONITOR POLONIJNY


02.11.10 10:48

Stránka 7

ną platyną. Mieliśmy nominacje do Fryderyków... Spotyka się Pan z zazdrością w środowisku muzycznym? Nie krytykują Pana za to, że wypromował Pan siebie? Opinie były raczej pozytywne, a ci, co krytykują, nie kupiliby mi instrumentu, nie mógłbym więc się realizować, a to jest dla mnie najważniejsze. Wydaje mi się, że nie przyniosłem wstydu naszej branży. Wiem, że im więcej człowiek robi, tym bardziej jest na świeczniku. Program telewizyjny oglądało 8 milionów widzów, więc tych krytykujących było z pewnością więcej niż w przypadku, kiedy występowałem przed stuosobową publicznością. Staram się o tym nie myśleć, żeby się nie przejmować, bo po co? Zdawał Pan sobie sprawę z tego, że po występach w programie, będzie Pan pełnił swego rodzaju misję, polegającą na propagowaniu akordeonu i jego możliwości, czy raczej podszedł Pan do tego bardziej interesownie: wygram, zdobędę pieniądze na nowy instrument? Kiedyś brałem udział w castingach do innych programów telewizyjnych, ale bez sukcesu. Przyszedłem na casting do TVN, mając czystą kartę, a kiedy dowiedziałem się, że zakwalifikowałem się do kolejnego etapu, trochę się przestraszyłem. Radziłem się przyjaciół, kilku osób z uczelni, na której wykładam, co robić dalej. Wtedy po-

„Wcześniej spotykałem takie osoby, które jak się dowiedziały, że gram na akordeonie, nie chciały mi wierzyć – dla nich to była abstrakcja. Startując w popularnym programie, uznałem, że to promocja tego instrumentu i mojej osoby”. myślałem sobie, że za 10 lat mógłbym żałować, że nie wykorzystałem okazji, więc postanowiłem spróbować szczęścia.

uczyciel był wymagający i pilnował, bym ćwiczył systematycznie. Nie było szkoda, że koledzy grają w piłkę, a Pan musi ćwiczyć? Tato mi zawsze mówił, że jak zrobię swoje, mogę wyjść na podwórko, więc wychodziłem wieczorami, kiedy koledzy szli do domu. Pamiętam, że raz oberwało mi się od sąsiadów, kiedy chciałem odwiedzić kolegę późno wieczorem, dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków.

Była trema? Jest przed każdym koncertem: mobilizująca, sprężająca, choć za mną wiele lat ciężkiej pracy. No właśnie, wiele lat ciężkiej pracy. A jak do tego doszło, że rozpoczął Pan naukę gry na akordeonie? W wieku przedszkolnym dostałem akordeon od taty i to tata był moim pierwszym nauczycielem. Potem była szkoła muzyczna.

A jakim Pan jest nauczycielem? Wymagającym, bo to chyba najważniejsze. Żeby coś osiągnąć, trzeba systematycznie pracować.

Ile godzin dziennie jako dziecko musiał Pan poświęcać na ćwiczenia? Dwie, trzy godziny dziennie. Na-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitor11

Przeżywał Pan chwile zwątpienia, czy to aby na pewno Pańskie powołanie? Życie to sinusoida. Pamiętam, jak kiedyś ktoś dzwonił do nas do domu i pytał, czy wyjdę na podwórko, a tato odpowiadał, że mnie nie ma. A ja byłem w domu, ale musiałem ćwiczyć. Ojciec czasami mnie izolował, abym nie musiał się stresować. Bywało, że się denerwowałem, iż nauka gry na instrumencie pochłania tyle czasu, ale przychodziły i takie dni, kiedy siedziałem do 5 rano w garażu, by innych nie budzić, i ćwiczyłem do skutku. Nigdy nie zastanawiał się Pan nad tym, że mógł pójść inną drogą kariery muzycznej? Akordeon to wspaniały instrument, który odnajduje się w jazzie, folku, muzyce współczesnej, dawnej, nawet w rockowych brzmieniach. Ma bardzo szeroki wachlarz możliwości. Gdybym miał jeszcze raz wybierać, wybrałbym tak samo.

LISTOPAD 2010

7


Monitor11

02.11.10 10:48

Stránka 8

Kiedy zaczął Pan występować publicznie? Jeszcze w czasach szkolnych grałem w domach dziecka, domach starców, po 3-4 koncerty tygodniowo. Miałem mnóstwo obowiązków: rano uczęszczałem do liceum, potem była popołudniowa szkoła muzyczna i przygotowywanie się do konkursów. Aż przyszły czasy, że zaczął Pan koncertować zarobkowo? Na studiach zacząłem szukać możliwości, by występować w audycjach, grać koncerty, by móc się utrzymać. Sam pukałem do różnych drzwi. Wiele osób w takich sytuacjach się poddaje, ale ja zostałem wierny, nie rezygnowałem. Wysyłałem oferty do konsulatów, szukałem różnych możliwości w Internecie. Byłem swoim menedżerem, przez co miałem mniej czasu na ćwiczenie.

Gdyby było inaczej, być może moja kariera byłaby inna. Ale z drugiej strony może miałbym inne doświadczenia, byłbym innym człowiekiem? Wypośrodkowanie jest najlepsze. I świadomość, że człowiek sam dochodzi do sukcesu. Teraz jest pewnie spore zainteresowanie Pańską osobą? Jest dużo propozycji występów. Podrywał Pan dziewczyny na akordeon? Koledzy się śmiali, że ten instrument raczej odstrasza dziewczyny. Ale Pańskiej żony nie odstraszył. Wiedziała, że gram na akordeonie, ponieważ znamy się jeszcze ze szkoły podstawowej i ona pamiętała moje występy z apelów szkolnych. Wiedziała, w co się pakuje.

Jak w 6 godzin zo

S

obota, 16 października. Chłodno i pochmurno, ale w Instytucie Polskim wrze jak w ulu i atmosfera gorąca. Za kilka minut, o 10-tej, ma rozpocząć się szkolenie dziennikarskie dla naszej redakcji. Jest już prowadząca Alina Kietrys, ekipa „Monitora” też już prawie w komplecie (18 osób!). Zaprosiliśmy również Grzegorza Nowackiego, konsula RP na Słowacji. Przyjdzie? Nie przyjdzie? Jest!

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

W co się wpakowała? Godzę życie muzyczne z rodzinnym, choć oczywiście najtrudniej jest umiejętnie rozdysponować czas. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Dunajská Streda

8

„Program telewizyjny oglądało 8 milionów widzów, więc tych krytykujących było z pewnością więcej niż w przypadku, kiedy występowałem przed stuosobową publicznością. Staram się o tym nie myśleć, żeby się nie przejmować, bo po co?“.

Nasze szkolenie zaczynamy właśnie od rozmowy z konsulem. Pytań mamy sporo, zwłaszcza w kontekście zbliżającego się wielkimi krokami spisu powszechnego. Jak dotrzeć do mieszkających na Słowacji Polaków? W jaki sposób przekonać ich do zadeklarowania w kwestionariuszu polskiego pochodzenia? Może konsulat mógłby pomóc „Monitorowi” w dotarciu do nowych czytelników? Pytania się mnożą, Grzegorz Nowacki wyjaśnia, opowiada o problemach, przytacza dane statystyczne... Wszystkie informacje, które uzyskaliśmy, z pewnością przydadzą się przy tworzeniu kolejnych numerów „Monitora”. Spotkanie z konsulem Nowackim dobiega końca. Pora przejść do meritum, czyli części stricte szkoleniowej. Na tę czekaliśmy z niecierpliwością i zamiarem dowiedzenia się wielu przydatnych rzeczy. Oczekiwania są wysokie. Prowadząca Alina Kietrys to dziennikarka z ponadczterdziestoletnim stażem pracy, wielokrotnie nagradzana za MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 9

in zostać superdziennikarzem, czyli o szkoleniu współpracowników „Monitora”

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

W szkoleniu wzięło udział 18 osób! Nasi współpracownicy z Bratysławy, Koszyc, Galanty, Dubnicy nad Wagiem, Trenczyna i Liptowskiego Mikulasza

Prowadząca szkolenie Alina Kietrys publicystka, nauczyciel akademicki z Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego reportaże i teksty publicystyczne. To również wykładowca gdańskich uczelni. Takie połączenie – kochająca swój zawód dziennikarka i jednocześnie doświadczony pedagog – fanta-

stycznie sprawdza się podczas szkolenia. Zaczynamy od informacji o... informacjach. Pani Alina wyjaśnia, w jaki sposób je zdobywać, pisać i redagować. Czego unikać i jak weryfikować źródła, wreszcie na co zwracać szczególną uwagę. Niby wszystko dla nas jasne i oczywiste, ale szkolenie zdobytą wcześniej wiedzę znakomicie uzupełnia i porządkuje. Później przechodzimy do – na pierwszy rzut oka prostego – ćwiczenia. Mamy wymyślić tytuły do napisanych wcześniej tekstów. Kilka propozycji jest naprawdę trafnych, ale większość z nas długo i z mozołem dobiera słowa. Na pocieszenie redaktor Kietrys pokazuje nam jeden z numerów „Gazety Wyborczej”, w którym pojawiły się dwa identycznie rozpoczynające się

tytuły, w dodatku obok siebie. Robi się naprawdę wesoło. Po kolejnych wprawkach z pisania przechodzimy do fotografii. Pani Alina podpowiada, jak zrobić zdjęcie, by było frapujące, ciekawe i dla nas, i dla czytelników. Oglądamy zamieszczone w gazetach majstersztyki, wykonane przez profesjonalistów, ale i fotografie nijakie, nudne, niewspółgrające z tekstami. „Monitor” też ma na sumieniu grzeszki – obrywamy za małe zdjęcie prof. Jana Miodka, zamieszczone na okładce poprzedniego numeru. „Dużo lepsze, dynamiczne zdjęcie profesora towarzyszyło tekstowi w środku. Znakomicie nadawałoby się na okładkę” – ocenia pani Alina. Szkolenie kończy się po ponad 5 godzinach, ale nie czujemy się zmęczeni. Na gorąco komentujemy to, czego się dowiedzieliśmy. Obiecujemy sobie solennie, że cenne wskazówki fachowca na pewno spróbujemy wcielać w życie przy pracy nad następnymi numerami naszego pisma. Po tej wspaniałej części „oficjalnej” idziemy do restauracji MS „Danubius” na wspólny obiad. Oprócz ekipy „Monitora” uczestniczyli w nim przedstawiciele Klubu Polskiego i ambasador Andrzej Krawczyk. Było naprawdę miło! KATARZYNA PIENIĄDZ

Podczas wspólnego obiadu ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk przypomniał historię prasy na świecie i w Polsce S z ko l e n i e o d by ł o s i ę d z i ę k i g o ś c i n n o ś c i I n s t y t u t u P o l s k i e g o w B r a t y s ł aw i e o r a z d z i ę k i f i n a n s o w e m u w s p a r c i u z F u n d a c j i „ Po m o c Po l a ko m n a W s c h o d z i e ”

LISTOPAD 2010

9


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 10

Seminarium o stosunkach polsko-słowacko-czeskich w latach przedwojennych i po II wojnie światowej

Jacy byliśmy w przeszłości... Na

zaproszenie Książnicy Cieszyńskiej działacze Klubu Polskiego Środkowe Poważe wzięli udział w seminarium naukowym na temat elementów polskich w stosunkach czesko-słowackich w latach 1918-1948, które odbyło się 20 października br. Podczas seminarium głos zabrali znani historycy pol-

M

iędzynarodowy program staży parlamentarnych (MPSP), umożliwiający staż w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej (RP), jest wspaniałą możliwością dla młodych ludzi, chętnych do uczestniczenia w życiu politycznym i parlamentarnym w Polsce. Jest to też okazja do zdobycia doświadczeń i wiedzy praktycznej. W bieżącym roku w edycji jesiennej programu uczestniczą młodzi ludzie z Korei Południowej, Włoch, Węgier, Gruzji oraz ze Słowacji. Jestem jedną z jedenastu osób biorących udział w stażu. Moje wrażenia z pierwszych tygodni pobytu w Warszawie są bardzo pozytywne. Pierwszego dnia wszystkich stażystów przywitał uroczyście szef Kancelarii Sejmu pan minister Lech 10

scy, słowaccy, czescy, reprezentujący Uniwersytet Śląski z Katowic, Ośrodek Studiów Wschodnich z Warszawy, Instytut Historyczny z Bratysławy, Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Karola z Pragi, Instytut Historyczny z Pragi. Tematem przewodnim były decyzje polityczne, które w XX wieku doprowadziły do podziału jednoli-

tych historycznie regionów Europy Środkowej. Decyzje te, wytyczające nowe granice, rozbiły wiele zwartych, integralnie rozwijających się jednostek terytorialnych. Różnie zostały ocenione przez prelegentów role ówczesnych polityków – E. Beneša, A. Hlinki, J. Beka. Bardzo dobry wykład na temat „Śląsk Cieszyński w stosunkach czesko-słowackich” wygłosił prof. Krzysztof Nowak z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Nam, uczestnikom seminarium, którzy nie bez emocji słuchali wykładów dotyczących przeszłości, cały czas nasuwało się pytanie dotyczące teraźniejszości: Jacy jesteśmy w dzisiejszych czasach i jak będziemy oceniani przez kolejne pokolenia? ZBIGNIEW PODLEŚNY, Cieszyn

Staż w Sejmie RP Czapla. Kolejne dni to spotkania w Biurach Kancelarii Sejmu z ich przewodniczącymi. Interesujące i bogate w doświadczenia były spotkania w Wydawnictwie Sejmowym, gdzie miałam okazję przyjrzeć się licznym publikacjom tegoż wydawnictwa. Dodatkowo otrzymałam, w formie prezentu, wyjątkowo ciekawe

pozycje książkowe, dotyczące funkcjonowania i pracy Sejmu RP oraz Rady Narodowej Słowacji. W Biurze Analiz Sejmowych zapoznałam się z zasadami funkcjonowania tej instytucji. Spotkałam się tam z ogromną chęcią pomocy, ze strony jego pracowników, w przypadku jakichkolwiek pytań czy problemów polityczno-pra-

wnych. Umożliwiono mi też nieograniczony wstęp do Biblioteki Sejmowej, która jest największą biblioteką specjalistyczną w kraju, a jej zbiory główne to ok. 350 tys. woluminów. Bardzo ciekawym doświadczeniem była wizyta w Biurze Prasowym Sejmu RP, gdzie miałam przyjemność uczestniczenia w konferencji prasowej, dotyczącej aktualnego projektu budżetu państwa na rok 2011. W Biurze Legislacyjnym Sejmu poznałam pana Piotra Kędziorę, który w sposób wyczerpujący opowieMONITOR POLONIJNY


02.11.10 10:49

Stránka 11

O działalności „Polonusa” w telegraficznym skrócie

J

eśli między sierpniem a październikiem byliście w okolicach Żyliny, z pewnością ucieszyły was różnorodne imprezy, na które zapraszało Stowarzyszenie „Polonus”. Na wszystkich ceniących sobie tradycyjną polską kuchnię czekało Wielkie Bigosowanie. To święto bigosu odbyło się 20 sierpnia w ramach Dni KulZDJĘCIE: MK RS

tury. Można wówczas było nie tylko skosztować tegoż przysmaku, ale również dowiedzieć się więcej o jego pochodzeniu. Zainteresowani mogli ponadto otrzymać przepis na przygotowanie tego typowo polskiego dania. Polacy nad Wisłą hucznie obchodzą Rok Chopinowski. Nasi rodacy na Słowacji również o tym fakcie nie zapomnieli. Z tej okazji 17 września podczas II Festiwalu Polskiej Muzyki w Żylinie wystąpili Dominik Gołuch i duet „Duo Glass”. W ich wykonaniu można było usłyszeć m.in. polonezy, mazurki i walce słynnego kompozytora. „Polonus” w swojej działalności dba również o młodzież. Wszyscy chętni mogli wziąć udział w organizowanym 24 września Zlocie Młodzieży Polonijnej w Demänowskiej Dolinie. Tematem przewodnim spotkania był Język młodych a mowa literacka. Więcej informacji o działalności żylińskiej Polonii znajdą Państwo na oficjalnej stronie Stowarzyszenia: www.polonus.sk. OLGA TULEJKO (Opracowane na podstawie informacji ze strony internetowej)

dział o pracy biura i udzielił cennych informacji dotyczących roli adwokatów w procesie ustawodawczym. Następne spotkania odbyły się w Biurze Komisji Sejmowych i w Biurze Spraw Międzynarodowych, gdzie stażyści będą pracować na co dzień. Każdy ze nas został przydzielony do konkretnego parlamentarzysty przy komisji sejmowej. Ja będę miała przyjemność brać udział w pracach Komisji

Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a moim opiekunem w tym zakresie będzie pan poseł Zbigniew Girzyński z Prawa i Sprawiedliwości. Jako uczestnicy MPSP mieliśmy także spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim, który umożliwił nam udział w wybranych przez nas zajęciach i zdawanie z nich egzaminów. Pod koniec września odbyła się inauguracja roku akademickiego 2010/2011, w której brałam udział. Jej

Nowy dyrektor Instytutu Polskiego

P

od koniec września stanowisko dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie objął Andrzej Jagodziński – absolwent filologii czeskiej i słowackiej, eseista, tłumacz, publicysta, były korespondent „Gazety Wyborczej“ w Pradze i Bratysławie, były dyrektor Instytutu Polskiego w Pradze, były dyrektor Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego z siedzibą red w Bratysławie.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Monitor11

głównym punktem było przemówienie pana prof. Władysława Bartoszewskiego. Organizatorzy stażu zadbali także o możliwość pokazania nam wielu ciekawych miejsc w Warszawie i poza nią. Planowane są liczne wycieczki oraz imprezy kulturalne, które pozwolą lepiej poznać kraj, a dodatkowo umożliwią stażystom zżyć się ze sobą. W październiku odbyła się jednodniowa wycieczka do Kazimierza Dolnego.

Na listopad są zaplanowane wycieczki do Poznania i Trójmiasta. MPSP ma dwie edycje w ciągu roku. Zachęcam zatem młodych i aktywnych ludzi do wzięcia w nim udziału. Staż w Sejmie RP jest niepowtarzalną możliwością, wspaniałą okazją do pogłębienia zainteresowań z dziedziny polityki, prawa i stosunków społecznych, a ponadto otwiera bramy życia zawodowego. MONIKA DIKÁCZOVÁ

ZDJĘCIA: MONIKA DIKÁCZOVÁ

LISTOPAD 2010

11


Środkowe Poważe ponownie przywitało gości z miasta partnerskiego Zawadzkie

Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 12

„Skąd przychodzimy i

Goście z Polski w Klubie

M

iejscowe Koło Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem miało okazję do ponownego spotkania się z przyjaciółmi z Polski w ramach XVII Dubnickiego Festiwalu Folklorystycznego. W rozmowach, które przebiegły w bardzo miłej atmosferze, wzięli też udział działacze dubnickiego Klubu oraz posłanka VÚC z Trenczyna Eva Bočincová. Głównym tematem były możliwości dalszej współpracy w dziedzinie programów dla dzieci i młodzieży oraz dla polskich i słowackich seniorów.

T

W ogólnym spotkaniu wszystkich delegacji miast partnerskich z czołowymi przedstawicielami miasta Dubnica nad Wagiem stronę polską reprezentowali burmistrz Zawadzkiego Mariusz Stachowski wraz z wiceburmistrzem Januszem Szamperą, zaś Klub Polski Zbigniew Podleśny. Ponieważ i w Polsce, i na Słowacji w listopadzie odbędą się wybory samorządowe, mamy nadzieję, że przyniosą one umocnienie więzi między miastami partnerskimi. ZBIGNIEW PODLEŚNY

ymi słowami prof. Kazimierz Braun ze Stanów Zjednoczonych przywitał uczestników, którzy przybyli do kraju na Forum Polonijnych Przedstawicieli Kultury i Ruchu Artystycznego „Łańcut – Rzeszów 2010”. To ogromne przedsięwzięcie, zorganizowane przez rzeszowski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ przy wsparciu Senatu RP, zgromadziło 100 Polaków z 21 krajów świata, zaangażowanych w działalność polonijną. Patronat honorowy nad nim sprawował marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz. Celem spotkania przedstawicieli kultury i ruchu artystycznego, które odbyło się w dniach 8-13.10.2010 r. było: • stworzenie polonijnym animatorom kultury płaszczyzny dyskusji nad problemami upowszechnienia kultury polskiej za granicą oraz wprowadzenie działalności kulturalnej w środowiskach polonijnych; • upowszechnienie dorobku kulturalnego środowisk polonijnych oraz sformułowanie ich oczekiwań, będących podstawą programowania działalności Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ oraz współpracujących z nim instytucji i organizacji;

Nieprzeciętni Przeciętn

M

niej okazuje się czasami więcej, ale na pewno nie, jeżeli chodzi o sztukę. Dlatego podczas Miesiąca Fotografii w Bratysławie można obejrzeć aż dwie wystawy polskich zdjęć. Stanisława Ignacego Witkacego zapewne nie trzeba przedstawiać. Z okazji 70-lecia jego śmierci została przygotowana wystawa fotograficzna „Psychoholizm”, na którą Maria Anna Potocka i Stefan Okołowicz wybrali ponad sto portretów i autoportretów Witkacego, pokazujących jego zainteresowanie psychologią i tym, co nazywał „portretem psychologicznym”. Wystawę

12

MONITOR POLONIJNY


02.11.10 10:49

Stránka 13

dzimy i kim jesteśmy?” • upowszechnienie prowadzonych w imieniu Senatu RP przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“ oraz współpracujące z nim organizacje pozarządowe działań na rzecz aktywizacji kulturalnej środowisk polonijnych; • wypracowanie wniosków i propozycji przed planowanymi na następne lata festiwalami zespołów polonijnych i innymi działaniami prezentującymi dorobek artystyczny Polonii; • wzbogacenie zasobów Centrum Dokumentacji Polonijnego Ruchu Artystycznego w Rzeszowie, gromadzącego materiały do badań nad aktywnością kulturalną Polonii i Polaków za granicą. W tegorocznym forum wzięli

ZDJĘCIA: STEFANIA GAJDOŠOVÁ

Monitor11

udział plastycy, muzycy, aktorzy, dziennikarze prasy polonijnej, zajmującej się problematyką kulturalną, kierownicy polonijnych zespołów artystycznych, przedstawiciele polonijnych stowarzyszeń, prowadzących działalność kulturalną, oraz domów i ośrodków polonijnych. Słowacką Polonię reprezentowały Stefania Gajdošová i Urszula Szabados z Klubu Polskiego Koszyce. W obradach wzięli też udział przedstawiciele Senatu i Sejmu RP,

Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz przedstawiciele władz państwowych i lokalnych. Najczęściej poruszanymi tematami był problem zaangażowania młodzieży w działalność polonijną oraz potrzeba zorganizowania kongresu kultury polskiej poza granicami kraju. Uczestnicy spotkania poza Rzeszowem i Łańcutem odwiedzili również Sandomierz, Leżajsk, Krosno i Sanok. W sali koncertowej w Łańcucie wysłuchali koncertu Chopina, a w teatrze im. Wandy Siemiaszkowej w Rzeszowie obejrzeli spektakl pt. „Dobry wieczór, Monsieur Chopin“ w wykonaniu kanadyjskiego teatru z Toronto. Na koniec stwierdzili, że tym razem stolicą kultury polskiej stała się gościnna ziemia rzeszowska. URSZULA SZABADOS, Rzeszów

rzeciętni i Witkacy zwiedzają Miesiąc Fotografii w Bratysławie można oglądać w Słowackim Teatrze Narodowym do końca listopada. Od 2 listopada można zobaczyć drugą polską wystawę w ramach Miesiąca Fotografii, zatytułowaną „Przeciętni”. Prezentuje ona Polaków, uważających, że to do nich właśnie pasuje określenie „przeciętny”. „Zwykle w naszych cyklach fotograficznych próbowałyśmy docierać do ludzi nieprzeciętnych – o niezwykłych losach, rzadkich zawodach lub wyjątkowo trudnych warunkach życia. Tym razem spróbowałyśmy użyć innego klucza. Postanowiłyśmy odnaleźć właśnie tych zwyczajnych, szarych ludzi, których zwykle nikt nie LISTOPAD 2010

chce fotografować ani opisywać. I wśród tych pozornie przeciętnych obywateli, odkryłyśmy niespodziewane bogactwo. Nie definiowałyśmy same przeciętnego Polaka. Czekałyśmy na zgłoszenia tych, którzy przeczytali o naszej akcji w gazecie i którzy sami siebie tak określili. Zgłosiło się blisko sto rodzin, par lub osób samotnych z całej Polski” – tak Monika Redzisz i Monika Bereżecka z Zorkaprojektu, autorki prezentowanych prac, wyjaśniają, dlaczego i w jaki sposób szukały przeciętnych Polaków. Zdjęciom towarzyszą wywiady z fotografowanymi ludźmi, w których

mówią oni o swoich lękach, marzeniach, o przeszłości, rodzinie, wyjaśniają, dlaczego uważają się za przeciętnych. Jednak uważny czytelnik widz zauważy, że ci ludzie dzięki swojej sile, poglądom i wartościom są zaprzeczeniem przeciętności. Projekt został zrealizowany we współpracy z „Dużym Formatem”, dodatkiem do „Gazety Wyborczej”, w roku 2008. Od tego czasu „Przeciętni” prezentowali swoją wyjątkową przeciętność już na kilku wystawach. W Bratysławie w Instytucie Polskim można ich obejrzeć do końca listopada. MILICA URBANÍKOVÁ 13


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 14

Aga Zaryan w Bratysławie A

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Do

ga Zaryan to po Annie Marii Jopek, która wystąpiła w Bratysławie kilka lat temu w ramach Dni Jazzu, kolejna polska wokalistka jazzowa, która przyciągnęła rzesze słowackich widzów i… nie rozczarowała ich. Podczas koncertu można było usłyszeć utwory z jej repertuaru w języku angielskim oraz jeden w języku polskim z płyty „Umiera piękno”, przygotowanej z okazji 63. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Nostalgicznymi, refleksyjnymi utworami Aga Zaryan wprowadziła publiczność w wysublimowany świat jazzu. Zaśpiewała też utwór z repertuaru Leonarda Cohena „Suzanne” w nowej jazzowej wersji, wciągając publiczność do wspólnej zabawy. red

14

Liptovskiego Mikuláša 14 ktami, powstałymi w wyniku października 2010 r. z ofiwspółpracy zarówno pomiędzy cjalną wizytą przybył ambasador samorządami miast partnerskich, RP w Bratysławie Andrzej Krawjak i pomiędzy firmami, stowarzyczyk. Konsul honorowy RP w Liszeniami czy innymi instytucjami, ptovskim Mikulášu Tadeusz Frąuzyskującymi środki finansowe ckowiak przyjął go w pomieszczez funduszy Unii Europejskiej. niach Konsulatu Honorowego RP, Ambasador RP wyraził opinię, że po czym obaj panowie udali się na stosunki polsko-słowackie są barspotkanie z burmistrzem Jánem dzo dobre. W godzinach popołudnioBlcháčem w Urzędzie Miasta Lipwych Andrzej Krawczyk przetovskiego Mikuláša. Tematem rozmów był rozwój ruchu turystycznego. Burmistrz Liptovskiego Mikuláša poinformował ambasadora, że z aktualnych danych statystycznych wypływa, iż liczba Polaków odwiedzających region Liptova w porównaniu z poprzednimi dwoma laty znacznie wzrosła. Andrzej Krawczyk interesował się również partnerską współpracą pomiędzy Liptovskim Mikulášem a Żywcem, a ponadto podkreślił wagę utworzenia w Liptovskim Mikulášu takiej organizacji, jaką Ambasador RP wraz z konsulem honorowym RP jest KLASTER. Zapoznał się w kancelarii burmistrza Liptovskiego Mikuláša też z różnorodnymi proje- Jána Blcháča

Poezja łączy ludzi „Każdy ma moim zdaniem ulubiony wiersz, tylko o tym nie wie” – powiedziała Ewa Zadrzyńska na prezentacji swoich filmów w Instytucie Polskim podczas festiwalu „Ars Poetica”. Jej filmy pokazują właśnie ludzi, którzy swój ulubiony wiersz już znają. Zostały zrealizowane dzięki pracy autorki i wsparciu finansowemu belgijskiej fundacji „Evens Foundation”. Są to krótkie komunikaty, nader interesujące i wzbogacające, noszące wspólny tytuł „Poezja łączy ludzi – Mój ulubiony wiersz”. Zadrzyńskiej nie chodzi o poetów, krytyków literackich, intelektualistów lub studentów komparatystyki. W swoich filmach skupia się na zwykłych ludziach z Polski i z zagranicy, którzy nie rzucają się

w oczy. Jednak ci ludzie mówią o wiele razy bardziej pociągająco i z większym natchnieniem niż którykolwiek z wyżej wymienionych „fachowców”. Poprzez przedstawianie swojego życia w świetle ulubionego wiersza ci na pozór zwykli ludzie stają się jednak niezwykli. Mamy więc sprzątaczkę, która po czterdziestce zdała maturę i zaczęła studia na uniwersytecie, dziennikarza, kolekcjonującego widoki z okien mieszkań i pokojów hotelowych, w których zdarzyło mu się mieszkać, uczennicę liceum, zainteresowaną medycyną sądową i traktującą ludzi jako kawałki mięsa, które kiedyś zgniją w ziemi, uroczą cygańską dziewczynkę, która w dwa lata opanoMONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 15

prowadził wykład dla uczniów szkół średnich, którego tematem była historia i rozwój stosunków polsko-słowackich z punktu widzenia współczesnego, nowoczesnego społeczeństwa. Ambasador RP w Bratysławie podkreślił również znaczącą rolę konsula honorowego RP Tadeusza Frąckowiaka i docenił jego pracę, wykonywaną dla dobra Polaków, przyczyniającą się do umacniania dobrych stosunków pomiędzy Polską i Słowacją. Dnia 15 października 2010 r. ambasador RP w towarzystwie konsula honorowego RP udał się z wizytą do Konsulatu Honorowego RS w Zakopanem, gdzie został przyjęty przez konsula honorowego RS w Zakopanem Wiesława Wojasa. W spotkaniu tym uczestniczyli burmistrzowie miast Nowy Targ i Zakopane, jak również inni przedstawiciele jednostek samorządowych. Rozmowy toczyły się w konsulacie, a następnie w pomieszczeniach zakopiańskiego Grand Hotelu. Ambasador zapoznał się z pracą i problemami słowackiego konsulatu oraz ze współpracą pomiędzy oboma konsulatami honorowymi. red

wała język polski, bo pokochała swoją panią w szkole, i wiele innych. Wszystkich bohaterów łączy poezja i fakt, że postrzegają ważne miejsce, które ona zajmuje w ich życiu, jak ich życie ją odzwierciedla. W dzisiejszych ekstremalnie szybkich i konsumpcyjnych czasach czytanie poezji zaskakuje. Nie chodzi oczywiście o żadną lekturę podstawową. W filmach brzmią wiersze Shakespearea, Szymborskiej, Różewicza, Baudelairea, Miłosza, Herberta, nawet Horacjusza. Rocznie powstaje takich filmów około 65. Celem ich autorki jest pokazanie uniwersalizmu i jednocześnie wyjątkowości poezji za pośrednictwem „gwiazd z ludu”, które zarażają widzów pasją czytania poezji. Filmy dostępne są w Internecie, nadaje je także Telewizja Polska. Naprawdę warto je obejrzeć. MILICA URBANÍKOVÁ LISTOPAD 2010

Jubileusz nowych dzwonów w katedrze św. Marcina w Bratysławie

D

okładnie 11 listopada 2010 roku mija 10 lat od poświęcenia pięciu nowych dzwonów w katedrze św. Marcina w Bratysławie. Była to piękna akcja międzynarodowa, ze znacznym udziałem Polski, o której nie pisano wówczas wiele, dlatego warto ją teraz przypomnieć. Bratysławska katedra św. Marcina jako świątynia koronacyjna cesarzy austro-węgierskich na królów Węgier jest, jak z resztą cała Bratysława, bardzo ważną pamiątką historyczną dla naddunajskiego słowacko-austriacko-węgierskiego pogranicza. W minionych wiekach ten piękny gotycki kościół miał wszystko, co powinna posiadać katedra, przez kilkaset lat związana z prymasem Węgier, a po odzyskaniu przez Czechosłowację niepodległości z metropolią bratysławską, tj. siedzibą arcybiskupa. Wiek XX zapamiętamy jako tragiczne stulecie, w którym ludzkość musiała doświadczyć aż dwóch wojen światowych. Kiedy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, cesarz Franciszek Józef I wydał edykt orzekający konfiskatę dzwonów kościelnych i nakazujący ich przetopienie na armaty. Nie miało być żadnych wyjątków, dlatego też pięć spośród sześciu dzwonów katedry św. Mar-

cina zostało wyrzuconych na dziedziniec przez wielkie okno wieży, pełniącej równocześnie rolę dzwonnicy, rozbitych i przekazanych armii. Los oszczędził, tylko z powodów technicznych, największy dzwon bratysławskiej katedry, noszący imię św. Wendelina – był on bowiem tak wielki, że by go zabrać i przetopić na armaty, należałoby rozebrać wieżę, na co na szczęście się nie zdecydowano. Minęły lata okrutnej I wojny i jeszcze okrutniejszej II wojny światowej. Po nich nastały czasy trudne dla słowackiego narodu i dla Kościoła

15


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 16

katolickiego w tym kraju. Śmiało można powiedzieć, że wieża katedry św. Marcina ze złotą koroną św. Stefana ocalała tylko cudem, bo kiedy burzono synagogę i unikatowe fragmenty starego miasta, również ona miała być rozebrana, aby nie ograniczać budowy Nowego Mostu, prowadzącego ze starej Bratysławy do nowoczesnej, socjalistycznej Petrżalki. Ruchliwa arteria, poprowadzona bardzo blisko zabytkowej wieży, była poważnym zagrożeniem dla stabilności jej konstrukcji. I tak dożyliśmy do słowackiej niepodległości w 1993 r., a następnie zbliżyliśmy się do Wielkiego Millenium, zamykającego wiek XX i rozpoczynający XXI stulecie. Miałem ten szczególny przywilej reprezentowania Rzeczpospolitej Polskiej w Bratysławie w tym właśnie czasie. W 1999 r. spotkałem się z panią Márią Demeterovą, wówczas zastępczynią burmistrza Bratysławy, która poprosiła mnie o ocenę i konsultację w Polsce pomysłu, który narodził się w społecznej Radzie Parafii św. Marcina. Chodziło o to, aby pięciu sąsiadów Słowacji (Austria, Węgry, Polska, Republika Czeska i Ukraina) zaanga-

żowało się w ufundowanie nowych dzwonów dla katedry, które na zakończenie XX wieku miałyby powrócić do Bratysławy z różnych stron świata. Byłem też poproszony o przedstawienie projektu części moich kolegów ambasadorów. Bardzo pozytywnie przyjął ten pomysł nieodżałowanej pamięci profesor Bronisław Geremek – wówczas minister spraw zagranicznych, choć nasze zaangażowanie wiązało się z poszukiwaniem środków finansowych na wydatek, który trudno było zakwalifikować do jakiejś typowej „szufladki”. Szybko jednak złożyliśmy akceptującą deklarację, aby mógł się rozpocząć cykl zamawiania i produkcji dzwonów. Biorąc przykład z Austrii i Wiednia, pozostałe kraje także uzna-

ły, że fundatorami poszczególnych dzwonów powinny być stolice państw – sąsiadów Słowacji. To one miały nadać imiona „swoim” dzwonom, zapłacić za ich odlanie i sprowadzenie do Bratysławy. Akceptowaliśmy również stosowne łacińskie „wołania”, które obok imion byłyby umieszczone na dzwonach. Zleceniodawcą była formalnie Rada Parafii św. Marcina, a duszą przedsięwzięcia wspomniana już wcześniej pani Mária Demeterová oraz załatwiająca wszystkie formalności pani Mária Poraziková. Pewne kontrowersje budził wybór ludwisarni, która w sposób odpowiedzialny przyjęłaby wykonanie zadania odlania pięciu nowych dzwonów, różniących się wielkością, ale wydających po odlaniu tony współgrające w jednym akordzie, także z szóstym dzwonem – Wendelinem, który na wieży katedralnej pozostawał. Ostatecznie tego zadania podjęła się prywatna ludwisarnia w Brodku k. Přerova w Czechach. Jej właścicielka pani Marie Tomášiková-Dytrychová nauczyła się trudnej sztuki ludwisarskiej od ojca, który był prześladowany przez komunistów za współpracę z Kościołem po wojnie i zmarł

Językowe hity miesiąca

D

ziś prawie każda stacja radiowa ma swoją listę przebojów, każda księgarnia listę bestsellerów. Pomyślałam więc sobie, że można by zrobić też listę językowych hitów miesiąca, czyli wyrazów, które w danym miesiącu są w mediach najczęściej używane i najbardziej rzucają się w oczy i uszy użytkownikom języka. W poprzednim numerze „Monitora” pisałam o „kondominium” – leksemie, który we wrześniu pojawił się chyba na łamach wszystkich dzienników i w audycjach wszystkich rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych. Ale już w październiku polskie życie polityczne zdominowały inne wyrazy. I znów one były odmieniane wszędzie i przez 16

wszystkie przypadki, osoby i czasy. Najpierw głośno zrobiło się o „dopalaczach”, którą to nazwę wcześniej znali przede wszystkim ci, którzy mieli z nimi do czynienia – przynajmniej tak mi się wydaje. I choć produkty tak nazywane istniały już wcześniej, to jednak naprawdę rozreklamowane zostały dopiero w ostatnim

miesiącu z racji licznych debat dotyczących problemu: zakazać czy nie zakazać handlu dopalaczami. Dyskutowali o nich wszyscy, ale tak naprawdę nie wszyscy chyba wiedzieli, co kryje się pod ich nazwą. Jeśli zajrzymy np. do Uniwersalnego Słownika Języka Polskiego (Wydawnictwo PWN SA, 2004), to pod hasłem „dopalacz” znaj-

dziemy takie oto objaśnienia: 1. „urządzenie w układzie wydechowym silnika samochodowego redukujące szkodliwe składniki w spalinach”, 2. „w silniku turboodrzutowym: urządzenie do spalania dodatkowego paliwa w celu zwiększenia siły ciągu silnika”, przy czym w drugim znaczeniu leksem ten został oznaczony kwalifikatorem „lotn.”, czyli ‘związany z lotnictwem’. Ale to nie o dopalacze w znaczeniach podanych przez słownik toczył się bój medialny i polityczny. Zatem o które? Otóż w tym przypadku termin „dopalacze” przejęto z polszczyzny kolokwialnej. Tak bowiem potocznie nazywa się różnego rodzaMONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 17

w wieku zaledwie 50 lat. Pani Marie przejęła firmę ojca wraz z jej zawodowymi tajemnicami i pozostała w Brodku razem z mamą – Polką, pochodzącą z Zaolzia. Poniżej podaję nazwy dzwonów ufundowanych przez stolice, w kolejności zależnej od ich wielkości, wraz z przesłaniem umieszczonym po łacinie na ich obwodzie: WIEDEŃ – Maria Teresa – „Rodzę się z Wami i z Wami umieram”,

BUDAPESZT – Św. Małgorzata – „Raduję się z Wami i z Wami płaczę”, WARSZAWA – Jan Paweł II – „Przywołuję Was do siebie swoim sercem”, PRAGA – Św. Wojciech – „Słuchajcie mojego głosu swoimi sercami”, KIJÓW – Św. Władimir – „Wy, wszyscy ludzie dobrej woli – słuchajcie”. W dniu parafialnego odpustu, tj. 11 listopada 2000 r., w święto św. Marcina uroczyście poświęcono dzwony, umieszczone na specjalnych

postumentach przed katedrą. Wówczas to zostały im także nadane formalnie imiona, wybrane wcześniej przez fundatorów. Na uroczystości obecni byli, poza dostojnikami kościelnymi, prezydenci lub wiceprezydenci stolic – fundatorów (Warszawę reprezentował jej ówczesny prezydent M. Piskorski), dyplomaci i władze Bratysławy. W ciągu następnego miesiąca dzwony zostały umieszczone na wieży i odpowiednio przygotowane do tego, co miało nastąpić. W noc sylwestrową 2000 roku na uroczystym spotkaniu korpusu dyplomatycznego z prezydentem Słowacji Rudolfem Schusterem, które miało miejsce na bratysławskim zamku, żegnaliśmy XX wiek i witaliśmy wiek XXI. Dokładnie o północy, mimo huku niezliczonych petard usłyszeliśmy dostojny głos sześciu bratysławskich dzwonów. Ogłaszały one zakończenie starego wieku, znaczonego strasznymi wojnami, i nastanie nowego, przesyłając niebiosom i ludowi swoje błaganie, aby był on czasem trwałego pokoju. JAN KOMORNICKI Zgodnie z życzeniem autora jego hnorarium zostanie przekazane na uroczystości jubileuszowe „Monitora Polonijnego”.

ju substancje psychoaktywne, które nie znalazły się na liście środków kontrolowanych przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Spożycie ich ma na celu wywołanie w organizmie jak najwierniejszego efektu narkotycznego substancji, które w Polsce są nielegalne. Krótko mówiąc, te środki, określane są przez oferujących ich sprzedaż jako „legalna alternatywa dla narkotyków”. „Dopalacze” zrobiły zawrotną karierę językową. Teraz już chyba wszyscy znają ten termin i jego dotychczas nie odnotowane przez słowniki znaczenie. I choć nie wiadomo, czy prezydent ustawę o dopalaczach podpisze – była ona PAŻDZIERNIK 2010

przygotowywana w pośpiechu i budzi wątpliwości konstytucjonalistów – to leksem „dopalacz” wszedł już prawdopodobnie na stałe do polszczyzny, stając się językowym hitem numer 1 października. Miejsce drugie natomiast zajęła chyba rodzina wyrazów, związana z czasownikiem „przepraszać”. Otóż po napaści chyba niezrównoważonego mężczyzny na biuro PiS w Łodzi (19 października zabił on jedną osobę, a drugą poważnie zranił) większość Polaków stwierdziła, że był to efekt agresyjnego języka i agresywnych zachowań polityków wobec siebie i pora z tym skończyć. No i zaczęło się… Część polityków

wręcz zażądała przeprosin od swoich przeciwników politycznych i mediów, a część zaczęła przepraszać. Czasownik „przepraszać” odmieniano w tę i we w tę (tu uwaga: w mniej starannym tekście mogłabym napisać „wte i wewte”), do znudzenia. Mało tego, nawet na Facebooku powstała specjalna strona, na której każdy mógł wpisać swoje przeprosiny, które dotyczyły jednak tylko jednego polityka (nie podam którego). Te „facebookowe” przeprosiny były raczej formą happeningu, bowiem szansę udziału w przepraszaniu miał każdy – wystarczyło spać pomiędzy 23. a 4. rano w nocy z 30 na 31 października.

Cóż, słowo „przepraszam” to słowo do tej pory bardzo ważne w kulturze i życiu społecznym. Mam nadzieję, że po tych wszystkich przeprosinach, które miały ostatnio miejsce, a które prawdziwymi przeprosinami raczej nie były, nie zdewaluuje się jego wartość. Chciałabym też wierzyć, że życie społeczne i polityczne w Polsce w końcu się uspokoi, wyciszy, a język dyskusji publicznych będzie wyważony i przestanie mnie prowokować do zajmowania się nim w tej rubryce. Jest przecież tyle innych tematów… MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 17


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 18

T

egoroczny listopad jest miesiącem wyborów samorządowych – 21 listopada głosowanie odbędzie się w Polsce, a tydzień później (27 listopada) na Słowacji.

(mestské zastupitelstvo). Dodatkowo w Bratysławie i Koszycach wybieramy starostę i radę dzielnicy (mestská časť). Bratysławskie i koszyckie dzielnice decydują o takich sprawach, jak szkoły podstawowe i przedszkola, wydawanie decyzji budowlanych czy inwestycje w drogi osiedlowe i ścieżki rowerowe, parki itp. Jeśli więc mieszkasz w Bratysławie lub Koszycach i narzekasz na brak ścieżek rowerowych i zieleni, właściwym adresatem tych oczekiwań są właśnie starostowie i radni dzielnic, których możesz wybrać, oddając głos w wyborach. Komunalne wybory będą odbywać się na Słowacji po raz szósty. Reformę samorządową, na mocy której powstały gminy samorządowe, przeprowadzono w 1990 roku, wtedy też miało miejsce pierwsze głosowanie – kolejne wybory odbyły się w latach 1994, 1998, 2002 i 2006. W pomieszczeniu do głosowania wyborca otrzymuje dwie (w Bratysławie i Koszycach cztery) karty do głosowania (na burmistrza/starostę oraz do rady gminnej/miejskiej, w Bratysławie i Koszycach dodatkowo na starostę i radnych dzielnicy). Z kartami należy udać się do kabiny wyborczej i zakreślić swojego kandydata na burmistrza/starostę, a także taką liczbę popieranych kandydatów na radnych, którą przewidują miejscowe przepisy. Następnie karty do głosowania należy włożyć do koperty i wrzucić do urny. JAKUB ŁOGINOW

Wyborcza jesień

Mało kto wie, że aby zagłosować na radnego czy starostę lub burmistrza słowackiej miejscowości, nie trzeba wcale mieć słowackiego obywatelstwa. W wyborach lokalnych uprawnieni do głosowania są wszyscy, którzy mają na Słowacji stały pobyt – warto więc wykorzystać swoje prawo do współdecydowania o życiu miasta lub gminy, w której przyszło nam żyć. Według danych Ambasady RP w Bratysławie na dzień 31 grudnia 2009 stały pobyt na Słowacji miało 4672 obywateli RP, włącznie z osobami niepełnoletnimi, które nie mogą głosować. Jak można się domyślić, najwięcej Polaków może głosować w dużych miastach – w Bratysławie, Koszycach, Żylinie czy Nitrze. Aby to zrobić, nie trzeba się dodatkowo rejestrować – urzędy gmin są zobowiązane na kilka tygodni przed dniem głosowania przesłać informacje o obcokrajowcach, zameldowanych na terenie danej gminy i dopisać ich do rejestru wyborców. Wystarczy więc po prostu 27 listopada przyjść do odpowiedniej komisji wyborczej i oddać ważny głos. Jeśli jednak chcemy mieć pewność, że jesteśmy na liście wyborców, można to w każdej chwili sprawdzić w swoim urzędzie gminy lub miasta (w Bratysławie i Koszycach – w urzędzie dzielnicy). Oczywiście głosować mogą tylko osoby ze stałym pobytem na Słowacji, posiadające povolenie na trvalý pobyt (plastikowy dokument, będący odpowiednikiem dowodu osobistego) – to ważna informacja, gdyż wielu naszych rodaków mieszka i pracuje na Słowacji bez oficjalnego zarejestrowania tu swojego pobytu. 18

Warto przy okazji powiedzieć trochę o samych samorządach i ich kompetencjach, gdyż trochę się one różnią od tych polskich. W obu państwach istnieje trójstopniowy podział terytorialny – w Polsce: gminy, powiaty i województwa, na Słowacji: obce, okresy i samosprávne kraje, nazywane też VUC (Vyžši uzemný celok). Jednak w odróżnieniu od Polski, słowackie okresy (odpowiednik powiatów) są jedynie jednostkami statystycznymi, gdyż na Słowacji nie ma samorządowej administracji na szczeblu powiatu. Drugą istotną różnicą jest to, że wybory do VUC, czyli odpowiedników polskich sejmików wojewódzkich, odbywają się w innym czasie, niż wybory gminne. Wynika to z tego, że samorządność słowackich samosprványch krajów (odpowiedników województw) została ustanowiona później, niż reforma gminna z 1990 roku. Ostatnie regionalne wybory odbyły się w 2009 roku. W związku z powyższym, w odróżnieniu od Polski, gdzie 21 listopada będzie się wybierać przedstawicieli aż trzech poziomów samorządu (gminy, powiaty i województwa), słowackie wybory odbędą się wyłącznie na poziomie gminnym. W gminach wiejskich będziemy wybierać starostów i rady gmin (obecneé zastupitelstvo), a w miastach – burmistrzów i rady miast

MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 19

Umowa żylińska

D

ojście do władzy w Niemczech w 1933 roku narodowych socjalistów Adolfa Hitlera zmieniło sytuację w Europie. Pod hasłami zjednoczenia wszystkich Niemców w państwie niemieckim Hitlerowi udało się pozyskać przygniatającą większość ponad 3-milionowej mniejszości niemieckiej w Czechosłowacji. Trzecia Rzesza eskalowała napięcie i domagała się przekazania Niemcom terenów państwa czechosłowackiego, zamieszkałych przez ludność niemiecką. Grożąc otwartym konfliktem, Hitler doprowadził do konferencji w Monachium 29 i 30 września 1938 roku, na której Niemcy wymogły na przedstawicielach Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch, by uznali ich roszczenia i „zaproponowały” Czechosłowacji w zamian za gwarancję dalszego istnienia dobrowolne oddanie żądanego terytorium. Państwa zachodnie oceniły, że w imię zachowania pokoju światowego warto zapłacić taką cenę (ofiarę zresztą mieli ponieść nie oni, a Czechosłowacja). Do dziś trwa dyskusja nad oceną tej ówczesnej polityki „powstrzymywania agresora”. Postawione przed ultimatum władze Czechosłowacji przyjęły niemiecki dyktat. Dla Czechów kapitulacja monachijska była szokiem. Prezydent Benesz zdecydował się podać do dymisji i dobrowolnie udać na emigrację. Pomniejszony kraj zaczął budować nowy ustrój, który historycy czescy nazywają II Republiką. W ówczesnej sytuacji kapitulacji i poczucia bezbronności 1 października władze w Pradze zgodziły się spełnić polskie żądania zmiany granicy na Śląsku Cieszyńskim oraz drobne roszczenia na Spiszu i Orawie (w sumie 16 wiosek o łącznej powierzchni 221 km2). Przyjęły również słowackie żądania uznania istnienia odrębnego narodu słowackiego i przyznania Słowakom autonomii, czego domagała się partia Andreja Hlinki. Jeszcze w marcu tegoż roku, kiedy Hlinkowa Słowacka Partia Ludowa (HSPL) przedstawiała swoje żądania w Senacie, prezydent Benesz kategorycznie odmówił jakichkolwiek rozmów na ten temat. W nowych reaLISTOPAD 2010

WAŻKIE WYDARZENIA W D Z I E JA C H S Ł OWA C J I liach HSPL zażądała ponownie autonomii i natychmiastowego oddania w ręce partii rozgłośni radiowej w Bratysławie. HSPL dała rządowi w Pradze ultimatum – domagała się odpowiedzi w ciągu 24 godzin. Jednocześnie wezwała do stawienia się swoich aktywistów oraz przedstawicieli innych partii działających na Słowacji w Żylinie, gdzie następnego dnia miał się odbyć zjazd. Obradujący od popołudnia 5 października uczestnicy zjazdu wydali 6 października – bez akceptacji rządu w Pradze – deklarację o autonomii dla Słowacji, którą przez analogię do umowy pittsburskiej z 1918 roku nazwano umową żylińską. Rząd w Pradze jeszcze tego samego dnia przyjął ją do wiadomości i ministrem do spraw Słowacji mianował ks. prałata Jozefa Tiso, najbardziej znanego po śmierci Hlinki przywódcę słowackich autonomistów. Następnego dnia na wniosek ks. Tiso mianowano jeszcze 4 kolejnych ministrów, którzy mieli zajmować się sprawami słowackimi, a 9 września rząd w Pradze uroczyście proklamował objęcie władzy na terenie Słowacji przez rząd autonomiczny. Autonomia miała polegać na przekazaniu w ręce Słowaków szkolnictwa, służby zdrowia, komunikacji, finansów lokalnych, samorządu lokalnego i sądownictwa. Polityka zagraniczna, budżet państwa oraz wojsko i policja miały nadal należeć do kompetencji rządu centralnego w Pradze. Strona czeska wyobrażała sobie, że będzie to początek przebudowy państwa przez powołanie jako ogniw pośrednich między rządem centralnym a urzędami powiatowymi rządów kra-

jowych (czeskiego, słowackiego, morawskiego) i tym samym zminimalizowanie faktu powstania rządu słowackiego Nową organizację państwa zatwierdził czechosłowacki parlament w Pradze na swym posiedzeniu 22 listopada 1938 roku, zmieniając jednocześnie nazwę państwa z Republiki Czechosłowackiej na Republikę Czesko-Słowacką. Trzeba pamiętać, że w tych samych dniach rząd w Pradze zaakceptował powstanie rządu autonomicznego Rusi Podkarpackiej w Użhorodzie, a 2 listopada w Wiedniu podpisał tzw. arbitraż z III Rzeszą, na mocy którego oddawał Węgrom duży fragment południowej Słowacji i południowej Rusi Podkarpackiej (a w samej Bratysławie przekazał Rzeszy Petrżalkę). Pierwszego grudnia nowy rząd czechosłowacki Rudolfa Berana zawiesił działalność parlamentu, uznając że przebudowę kraju łatwiej dokona się bez takiego „obciążenia”, kierując państwem za pomocą rządowych dekretów. Tymczasem na Słowacji autonomiczny rząd ogłosił 7 października powstanie ogólnokrajowej organizacji paramilitarnej Gwardii Hlinki (Hlinkova garda), która miała organizować życie Słowaków (na wzór SA w Niemczech), a 9 października zakazał działalności partii komunistycznej. W grudniu rząd Tiso ogłosił, że w ramach słowakizacji kraju planuje odesłać do Czech 9 tysięcy czeskich urzędników z administracji publicznej (ogółem do końca 1939 roku do Czech wyjechało ok. 15 tysięcy osób – z członkami rodzin stanowiło to 62 tysiące). Wydawało się, że Słowacja zaczyna nowy rozdział swojej historii, który spora część społeczeństwa witała z radością. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten rozdział trwać będzie zaledwie do marca 1939 roku, kiedy to Hitler podejmie decyzję o ostatecznej likwidacji Czechosłowacji i zmusi Słowaków do ogłoszenia suwerenności. Jak wyglądało powstanie Państwa Słowackiego i jaka była droga życiowa nowego przywódcy Słowaków ks. Tiso – w następnej „pigułce” historycznej. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

19


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 20

„Śluby panieńskie”? Raczej zemsta... nonszalancko potraktowanego Fredry

P

amiętają Państwo film, o którym pisałam w poprzednim numerze „Monitora”? To był „Święty interes” Wojtyszki. Komedia.

Widać współczesne polskie kino komediami stoi, bo ledwie minął miesiąc i możemy oglądać kolejną tego typu produkcję – „Śluby panieńskie”. Filmowej adaptacji leciwej sztuki (powstała w 1832 roku) Aleksandra Fredry podjął się Filip Bajon. „Śluby panieńskie” z racji tego, że od wielu lat figurują w kanonie lektur szkolnych, są z pewnością doskonale Państwu znane, więc nie będę ich streszczać, a jedynie zarysuję akcję. Energiczna, pewna siebie Klara (w filmie Marta Żmuda-

15 lat

„MONITORA“

Wielki powrót

E

dyta Bartosiewicz, jedna z najjaśniejszych gwiazd polskiej piosenki, po dziesięciu latach w wielkim stylu powróciła na scenę. To wspaniała piosenkarka.

Chociaż minęło sporo czasu od jej ostatnich solowych występów, to jej piosenki stale były i są na fali. Wystarczy wspomnieć „Jenny” z albumu „Dziecko” czy piękną, subtelną balladę „Skłamałam”. Sama Edyta twierdzi, że lubi te piosenki, gdyż jest w nich dużo spokoju. Najważniejszym jej instrumentem jest jej głos – wspaniały, niczym nieograniczony. Uwagę zwracają MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 21

Trzebiatowska) i łagodna, eteryczna Aniela (Anna Cieślak) nienawidzą mężczyzn i poprzysięgają sobie nigdy nie wyjść za mąż. Zagmatwana intryga doprowadza jednak do tego, że ostatecznie Klara związuje się z zakochanym w niej Albinem (Borys Szyc), a Aniela poślubia początkowo niechętnego jej Gustawa (Maciej Stuhr). Wypada dodać, że niemały wkład w taki obrót rzeczy mają Radost (Robert Więckiewicz), opiekun Gustawa, i sprawująca pieczę nad Anielą i Klarą pani Dobrójska (Edyta Olszówka). Pracując nad filmową wersją „Ślubów panieńskich” Bajon zapowiadał rewolucję. „Film będzie próbą współczesnego odczytania tej wspaniałej sztuki, jak również próbą odkrycia w niej ścieżek współczesnej psychologii i erotyki” – mówił. A co z tego wynikło? Niestety, niewiele dobrego. Próby unowocześnienia tekstu Fredry wypadają, delikatnie mówiąc, nieprzekonująco. Ograniczają się głównie do pokazania we wstawkach z planu zdjęciowego telefonów komórkowych, współczesnych widzom

równie wspaniałe aranżacje utworów. Edyta, mając 18 lat, skomponowała piosenkę pt. „Coś zmieniło się”, która niczym nie ustępowała późniejszym kompozycjom. Na pierwszym albumie „Love” wokalistka zaśpiewała w języku angielskim. Co prawda spotkała się z uznaniem na festiwalu w Sopocie i w Opolu, ale nie odniosła większego LISTOPAD 2010

czasopism, samochodów. Pojawia się trochę dialogów, dopisanych przez scenarzystów (np. o prozacu), które z założenia mają być śmieszne, ale jakoś nie śmieszą. Mało tego – zgrzytają nieprzyjemnie wśród oryginalnego tekstu, burzą jego rytm, zabijają lekkość. Również aktorstwo nie powala na kolana. Z wierszowanymi dialogami dobrze radzą sobie odtwórcy głównych ról męskich, zwłaszcza Stuhr i Więckiewicz. Wcielające się w kluczowe postaci żeńskie Marta ŻmudaTrzebiatowska i Anna Cieślak momentami zupełnie nie panują nad tekstem; czasem trudno nie odnieść wrażenia, że zwyczajnie się go boją. „Śluby panieńskie” z pewnością będą mogły się pochwalić sporą jak na polskie warunki frekwencją. Wszak to lektura i gros polonistów pewnie zorganizuje swoim uczniom obowiązkowe wyjścia do kina. Część pewnie obejrzy film z ochotą, rezygnując z czytania dzieła Fredry. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że o tym ostatnim będą pamiętać kolejne pokolenia, a o produkcji Bajona, obsadzonej w dużej mierze sezonowymi gwiazdkami seriali i komedii romantycznych, szybko zapomnimy. Myślę, że już niedługo film Bajona znajdzie się w odpowiednim dla siebie miejscu – pośród w różnym stopniu udanych adaptacji lektur szkolnych. Osamotniony nie będzie; ostatnie lata obfitowały bowiem w takie produkcje – wystarczy przypomnieć „Przedwiośnie” (2001) także w reży-

sukcesu. Dopiero kolejny album „Sen”, nagrodzony Fryderykami, przyniósł jej sukces – została uznana za najlepszą wokalistkę roku. Kolejnym albumem był „Shok’n Show”, za który otrzymała Fryderyka za najlepszy album rockowy. Album „Dziecko” ukazał sie po dwuletniej przerwie. W roku 1998 pojawił się następny krążek „Wodospady”, za który Bartosiewicz

serii Bajona, słabiutkie „Quo vadis?” Jerzego Kawalerowicza (2001), „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana (1999), „Pana Tadeusza” Wajdy (1999) czy wreszcie chyba najlepszą w tej grupie „Zemstę” (2002) tego ostatniego. Niesłabnąca od lat chęć ekranizowania lektur nie powinna być dla polskich filmowców powodem do dumy. Drodzy Państwo, nie dajmy się nabrać na górnolotne zapewnienia, że te bardzo często już teraz niezrozumiałe i nierzadko nudne utwory mają jakieś uniwersalne przesłanie, że niosą w sobie ukryty sens czy aktualne prawdy i dlatego trzeba je koniecznie sfilmować. Nie. Ekranizacja lektur to często po prostu pójście na łatwiznę. Od lat brakuje ciekawych scenariuszy, umiejętnie opowiadających historię niedawną i czasy nam współczesne. Chlubnymi wyjątkami są „Rewers” Borysa Lankosza (2009) z kapitalnym scenariuszem Andrzeja Barta i „Dom zły” (2009) Wojciecha Smarzowskiego. Zapytam zatem jeszcze raz – pamiętają Państwo film, o którym pisałam w poprzednim numerze „Monitora”? Jeśli jeszcze go Państwo nie widzieli, a chcą obejrzeć polską komedię z ostatnich miesięcy, lepiej niż „Śluby panieńskie” wybrać „Święty interes”. Do ideału mu daleko, ale ma przynajmniej świeży scenariusz i odrobinę oryginalności, czego o filmie Bajona, przeciętnym i pretensjonalnym, niestety nie można powiedzieć. KATARZYNA PIENIĄDZ

otrzymała cztery nominacje do Fryderyków. Pod koniec listopada 1999 roku wyszła jej płyta „Dziś są moje urodziny”. Potem Edyta występowała tylko wspólnie z innymi wykonawcami, ale w sierpniu 2010 wróciła na scenę. Na Orange Warsaw Festival usłyszeliśmy zarówno jej nowe utwory, jak i największe hity. URSZULA SZABADOS 21


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 22

Demokracja parlamentarna za kr

P

rofesor Andrzej Garlicki w jednym ze swoich studiów pisał, że „z parlamentaryzmem jest tak jak z angielskim trawnikiem – trzeba go systematycznie podlewać, plewić, strzyc i gdzieś po dwustu latach jest taki, jaki powinien być”. Przypomnijmy, że istotą parlamentaryzmu są przede wszystkim wolne wybory, począwszy od zgłaszania kandydatów, po sam akt wyborczy, a dalej suwerenność wybranego parlamentu stanowiącego prawo i sprawującego funkcję kontrolną nad władzą wykonawczą, czyli rządem. Jeżeli uwzględnimy te dwa kryteria w odniesieniu do Polski, to musimy dojść do wniosku, że system demokracji parlamentarnej w II Rzeczpospolitej istniał jedynie w latach 19191926, a więc ten „trawnik” pielęgnowano wówczas zaledwie siedem lat. Gdy w listopadzie 1918 roku na czele odradzającego się państwa stanął z początkowo nieograniczonymi uprawnieniami Józef Piłsudski, jednym z pierwszych wydanych przez niego dekretów był dekret zarządzający na dzień 26 stycznia 1919 roku wybory do sejmu ustawodawczego. I chociaż mogło się wydawać, że przygotowanie i przeprowadzenie wyborów w tak krótkim czasie i to w państwie, które właściwie jeszcze nie istniało, jest niemożliwe, to jednak wybory odbyły się w wyznaczonym terminie i zostały przeprowadzone sprawnie i uczciwie. Adam Pragier, wybitny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, w swoich wspomnieniach, zatytułowanych Czas przeszły dokonany, napisał: „W Polsce niepodległej powszechne wybory były zjawiskiem nowym. A jednak do pierwszych dwu kolejnych wyborów sejmowych ludność szła – jak w polonezie. Z podniesioną głową i w zgodnym rytmie”. W tych pierwszych wyborach wybrano sejm, który uchwa-

22

lił szereg ustaw, a po upływie nieco ponad dwu lat także konstytucję, zwaną później konstytucją marcową, bo uchwalona została w marcu 1921 roku. Historycznym paradoksem pozostaje fakt, że twórca demokracji parlamentarnej w II Rzeczpospolitej – Józef Piłsudski – później, w 1926 roku, zadał jej śmiertelny cios, uznając, że Polska do demokracji parlamentarnej nie jest przygotowana. Po krwawym przewrocie majowym w 1926 roku oczekiwano, że Marszałek rozwiąże parlament – tak się jednak nie stało. Piłsudskiemu sejm był potrzebny, ale sejm fasadowy. Na zwołanym na 31 maja posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego, uzyskując 292 głosy (konieczna dla wyboru większość wynosiła 243 głosy), pozwolił wybrać się prezydentem, ale wyboru tego nie przyjął, stwierdzając, że nie może „wydobyć z siebie aktu zaufania i do siebie w tej pracy, którą już raz czyniłem, ani też do tych, co mnie na ten urząd powołują. Zbyt silnie w pamięci stoi mi tragiczna postać zamordowanego Prezydenta Narutowicza”. Stwierdził też, że konstytucja nie umożliwia prezydentowi pracy. Jednak sam akt wyboru przez Zgromadzenie Narodowe był równoznaczny z wyrażeniem mu wotum zaufania i z legalizacją zamachu majowego – a o to Piłsudskiemu chodziło. To pogardliwe odrzucenie prezydentury było pierwszym krokiem Marszałka do poniżania parlamentu. Na wniosek Piłsudskiego prezydentem został chemik Ignacy Mościcki, który jednak o polityce nie

miał pojęcia, za to był bezwzględnie lojalny wobec Piłsudskiego. W dniu 2 sierpnia sejm dokonał zmian w konstytucji i uchwalił szerokie pełnomocnictwa dla prezydenta, z których najważniejsze było uprawnienie prezydenta do rozwiązania sejmu i senatu na wniosek Rady Ministrów (poprzednio mógł to uczynić jedynie za zgodą senatu). Nowela sierpniowa uprawniała też prezydenta do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, wprowadzała zmianę w procedurze uchwalania wotum nieufności wobec rządu, a także ścisłe terminy prac sejmu i senatu nad budżetem. Te ostatnie mogły spowodować sytuację, w których projekt rządowy nabierał mocy prawnej bez uchwały sejmowej. Ograniczenie uprawnień sejmu i senatu szło w parze z ustawowym rozszerzeniem kompetencji prezydenta, które obejmowały szeroko pojmowane „uporządkowanie stanu prawnego w państwie”. Nowela sierpniowa wyraźnie zmieniła określone konstytucją marcową kompetencje władzy ustawodawczej i wykonawczej. Dla uzyskania pełnego obrazu zmian po przewrocie majowym dodajmy jeszcze wydany przez prezydenta 6 sierpnia dekret o sprawowaniu dowództwa nad siłami zbrojnymi i ustanowieniu Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych nie podlegającego kontroli parlamentarnej oraz kilka dni później mianowanie J. Piłsudskiego Generalnym Inspektorem Armii. Zmiany te nie były jedynie korektą systemu demokracji parlamentarnej; zamach majowy podważył istotę systemu parlamentarnego w Polsce, istotę polegającą na tym, że społeczeństwo w wolnych wyborach wyłania swą reprezentację, która powołuje rząd. Od maja 1926 roku decyzje w tej sprawie już nie zapadały w Sejmie, ale w Belwederze – siedzibie Józefa Piłsudskiego, któMONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 23

za kratami ry, będąc premierem i niekontrolowanym Generalnym Inspektorem Armii, zdobył po przewrocie majowym pełnię władzy. Dla Marszałka najwyższą wartością było państwo. Przekonanie o nadrzędności państwa nad innymi formami organizacji społeczeństwa powodowało, że odrzucał on system partyjny, uważając, że interesowi państwa powinny być podporządkowane interesy wszystkich klas społecznych, środowisk politycznych czy społeczeństw lokalnych i narodowości. Uważał też, że władza wykonawcza nie powinna być zbyt uzależniona od parlamentu, w którym ścierają się różnorodne interesy społeczne, ponieważ to uzależnienie osłabia jej funkcyjność, a tym samym osłabia państwo. Równocześnie zdawał sobie sprawę, że ani rozpędzenie parlamentu po zwycięskim zamachu, ani zdławienie opozycji środkami administracyjnymi – czyli wprowadzenie zewnętrznych form dyktatury – nie przyśpieszy politycznego opanowania państwa, a może je utrudnić, jeśli nie uniemożliwić. Świadomie wybrał więc taką formę walki, która miała parlament kompromitować w oczach społeczeństwa. W latach 1926-1930, czyli w pierwszym okresie rządów sanacji (od łacińskiego terminu sanare, czyli ‘uzdrawiać’) w społeczeństwie dość powszechnie panowało początkowo przekonanie, że po maju zmieniła się jedynie ekipa sprawująca władzę, ale nie doszło do zmiany samego systemu władzy z parlamentarnej na autorytatywną. Parlament dotrwał do końca kadencji i w marcu 1928 roku odbyły się wybory na zasadzie tej samej ordynacji wyborczej, która obowiązywała w poprzednich. W wyborach wystartował Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem Marszałka Piłsudskiego, który uzyskał w Sejmie LISTOPAD 2010

125 mandatów. Wielkim przegranym była endecja i PSL „Piast”, czyli oba stronnictwa, które tworzyły gabinet, obalony w maju 1926 roku. Marszałkiem Sejmu wbrew woli J. Piłsudskiego został Ignacy Daszyński z PSS. BBWR był wprawdzie najsilniejszym klubem parlamentarnym, ale nie tworzył większości, co zresztą nie miało znaczenia, bo zadaniem tego ugrupowania była przede wszystkim destrukcja systemu parlamentarnego i sekundowanie Marszałkowi w kompromitowaniu i poniżaniu sejmu. W czerwcu Piłsudski złożył dymisję gabinetu. Nowym premierem został Kazimierz Bartel, uważany za przywódcę tzw. liberalnego skrzydła sanacji. Dnia 30 czerwca 1928 roku Piłsudski udzielił wywiadu, w którym poprzedni sejm nazwał „sejmem korupcji”, a posłów „publicznymi szmatami”. Sejm ustawodawczy określił „sejmem ladacznic”, a o posłach powiedział m.in.: „Każdy z posłów ma prawo wrzeszczeć, krzyczeć, ma prawo rzucać obelgi, ma prawo oszczercze pisać interpelacje dotykające

honoru innych, ma prawo i przywileje zachowywać się jak świnia i łajdak”. Nie zmienił swej retoryki również wówczas, gdy ponownie stanął na czele rządu; obejmując gabinet, powiedział w wywiadzie prasowym, że nieraz wątpił „o jakiejkolwiek wartości tak zwanych demokratycznych pojęć, a jeszcze mniej o wartości tak zwanego parlamentaryzmu, gdyż on prowadzi do musu oszukiwać i do musu życia w świecie oszukańczym”. Konstytucja była dla niego „konstytuta prostituta”, o posłach zaś mówił: „W każdym urzędzie pana posła należy usuwać za drzwi, jeśli zaś przy tym coś mu dołożą – to także nie szkodzi”. W innych wywiadach używał podobnie brutalnego słownictwa. Można jednak przypuszczać, że sejm i senat przetrwałyby do końca kadencji, gdyby nie wielki kryzys, który jesienią 1929 roku wstrząsnął gospodarką światową i znalazł swe odbicie w Polsce, i gdyby nie krzepnięcie zjednoczonej w Centrolewie polskiej opozycji oraz przeforsowanie przez nią postawienia przed Trybunałem Stanu ministra Gabriela Czechowicza, który na

Twierdza brzeska, w której więziono opozycyjnych parlamentarzystów. 23


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 24

polecenie Marszałka bezprawnie przekazał z funduszów państwowych 8 mln zł na akcję wyborczą BBWR, co szczególnie kompromitowało sanację, głoszącą przecież hasła uzdrowienia życia publicznego. Wszystko to spowodowało, że obóz rządzący dokonał rewizji swej dotychczasowej polityki wobec opozycji parlamentarnej. W dniu 30 sierpnia 1930 roku prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał obie izby parlamentu i wyznaczył termin wyborów sejmowych na 16 listopada, a senackich tydzień później. Kilka dni wcześniej Piłsudski zakomunikował w Belwederze płk. Wacławowi Kostkowi-Biernackiemu, że mianuje go naczelnikiem więzienia wojskowego w twierdzy w Brześciu nad Bugiem. Równocześnie poinformował go, iż przygotowuje się wielka akcja państwowa, w wyniku której zostanie aresztowanych około 200 osób, przedstawicieli środowisk politycznych i finansowych, mających trafić właśnie do twierdzy brzeskiej, ponieważ cywilna służba więzienna nie cieszy się jego zaufaniem. Kostka-Biernacki, który w legionach dowodził oddziałem żandarmerii wojskowej, nie miał dobrej opinii – był człowiekiem bezwzględnym i przejawiał

skłonności sadystyczne; nieprzypadkowo nazywano go Kostką-Wieszatielem. Na tę „wielką akcję państwową” nie trzeba było czekać długo. W dniu 10 września 1930 roku w prasie ukazał się komunikat Polskiej Agencji Prasowej informujący, że „dokonano zatrzymania szeregu byłych posłów, którzy dopuścili się przestępstw natury zarówno kryminalnej (kradzieże, oszustwa, przywłaszczenia itp.), jak i natury politycznej (strzały do policji, nawoływanie do gwałtu i nieposłuszeństwa władzom, wystąpienia antypaństwowe itp.)”.

Osiemdziesiąt lat temu, w nocy z 9 na 10 września 1930 roku aresztowano byłych posłów opozycyjnych z PPS: Norberta Barlickiego, Adama Ciołkosza, Stanisława Duboisa, Hermana Liebermana, Mieczysława Masteka i Adama Pragiera; z PSL „Piast”: Władysława Kiernika i Wincentego Witosa; z PSL „Wyzwolenie”: Kazimierza Bagińskiego Józefa Putka; z Narodowej Partii Robotniczej: Karola Popiela; ze Stronnictwa Narodowego: Aleksandra Dębskiego i Jana Kwiatkowskiego; ze Stronnictwa Chłopskiego: Adolfa Sawickiego. Aresztowano również pięciu byłych posłów ukraińskich:

Nieznana Magdalena Samozwaniec

T

rzydzieści siedem lat po śmierci Magdaleny Samozwaniec otrzymaliśmy nową książkę tej pisarki. Stało się to dzięki Rafałowi Podrazie, który, przeglądając teczki z jej spuścizną, znalazł maszynopis nieznanych gawęd, prawdopodobnie przeznaczonych dla radia, i ku radości czytelników opublikował je. Starszym czytelnikom Magdaleny Samozwaniec nie musimy przedstawiać, ale przypuszczam, że młodszym jej pisarstwo uszło uwadze, a szkoda, bo należała ona do nie tak znów licznego w polskiej 24

literaturze grona pisarzy satyrycznych. Była córką malarza Wojciecha Kossaka i straszą siostrą znanej poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Sławę przyniosła jej wydana w 1922 roku powieść

z wyższych sfer Na ustach grzechu, będąca parodią Trędowatej Heleny Mniszkówny. Pisała farsy i komedie, humoreski i felietony. Do najbardziej znanych powieści M. Samozwaniec należą: Wielki

szlem, Maleńkie karo karmiła mi żona, Błękitna krew, Kartki z pamiętnika młodej mężatki. MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 25

Włodzimierza Celewicza, Osipa Kohuta, Jana Leszczyńskiego, Dymitra Palijewa i Aleksandra Wisłockiego oraz byłego posła z BBWR Józefa Baćmagę, oskarżonego o malwersacje finansowe. Po rozwiązaniu Sejmu Śląskiego do aresztowanych dołączono przywódcę powstań śląskich Wojciecha Korfantego. Decyzję o tym, kto ma zostać aresztowany, podjął Józef Piłsudski. Aresztowań dokonano w środku nocy; do mieszkań wkraczał komisarz policji w towarzystwie policjanta i żandarma wojskowego i pokazywał nakaz aresztowania podpisany przez ministra spraw wewnętrznych gen. Sławoja Składkowskiego. Był to nakaz bezprawny. Aresztowanych przewożono samochodami do twierdzy w Brześciu nad Bugiem. Osadzenie ich w więzieniu wojskowym było także złamaniem prawa, ponieważ wszyscy oni byli cywilami. W drodze do Brześcia konwojenci bestialsko pobili sześćdziesięcioletniego doktora praw ppłk. Hermana Liebermana – skacząc mu po nerkach, krzyczeli: „Niech żyje Józef Piłsudski!”. Była to odpłata za to, że był oskarżycielem Czechowicza przed Trybunałem Stanu. Bito również w Brześciu. Więźniów znieważano rynsztokowymi wyzwiskami, przekleństwami.

W 1956 roku ukazała się wielokrotnie później wznawiana jej powieść autobiograficzna Maria i Magdalena, a pośmiertnie w 1973 książka o M. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej Zalotnica niebieska. Dotąd nieznany rękopis Magdaleny Samozwaniec, zatytułowany Z pamiętnika niemłodej już mężatki, który opracował i wstępem opatrzył Rafał Podraza, ukazał się w 2009 roku w warszawskim Wydawnictwie „W. A. B.”. W książce czytelnik znajdzie malownicze opoLISTOPAD 2010

Trzykrotnego premiera Wincentego Witosa zmuszano do czyszczenia celowo zabrudzonych kałem ubikacji. Pozorowane egzekucje miały aresztowanych złamać psychicznie. Całkowicie izolowano ich od świata zewnętrznego, przetrzymywano w zimnych, wilgotnych celach, głodzono. W tym czasie, gdy opozycjoniści przebywali w więzieniu brzeskim, władze polskie przeprowadziły akcję pacyfikacyjną w Galicji Wschodniej. Była to reakcja na tzw. częściowe wystąpienie Ukraińskiej Wojskowej Organizacji z lipca 1930 roku, która przez akcje sabotażowe, terrorystyczne, podpalenia chciała zwrócić uwagę Europy na problem ukraiński w Polsce. Akcja pacyfikacyjna, trwająca od 16 września do 30 listopada, oparta była na odpowiedzialności zbiorowej i objęła 450 wsi ukraińskich. Przybyła do wsi ekspedycja wojskowa lub policyjna likwidowała ukraińskie instytucje społeczne i kulturalne, niszczyła ich majątek, demolowała ukraińskie czytelnie, spółdzielnie czy sklepy, przeprowadzała rewizje w domach, często niszcząc cały dobytek ich mieszkańców, a w niektó-

rych przypadkach przemocą zmuszając rady gminne do podjęcia uchwały o lojalności wobec władzy i gotowości głosowania na listę rządową. Zbliżał się termin wyborów parlamentarnych, które nazwano brzeskimi. Kampania wyborcza przebiegała w atmosferze terroru, stosowanego przez obóz rządowy na wielką skalę; w czasie jej trwania aresztowano z powodów politycznych ok. 5 tys. osób, w tym 84 byłych posłów i senatorów. Unieważniano listy wyborcze, zmuszano do jawnego głosowania, a tam, gdzie i te metody zawiodły, fałszowano wyniki. W klimacie terroru Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem uzyskał 247 mandatów w Sejmie, co stanowiło 55,6 proc. W rezultacie tych wyborów obóz rządzący w pełni podporządkował sobie parlament. Na powrót demokracji parlamentarnej, której pierwszy cios zadał przewrót majowy, trzeba było w Polsce czekać 65 lat. Stało się to w roku 1991, roku pierwszych demokratycznych wyborów w III Rzeczpospolitej. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Opracowano na podstawie książek Andrzeja Garlickiego: Przewrót majowy, Od maja do Brześcia i Od Brześcia do maja. Z nich też pochodzą przytoczone cytaty.

wieści obyczajowe, których tłem jest Kraków z początku wieku XX, ale także powojenny Paryż czy Warszawa. Wśród gawęd krakowskich można przeczytać o Wojciechu Kossaku czy Boyu Żeleńskim, który swoimi Słówkami rozbijał „zatęchłą dewocyjno-snobistyczną atmosferę Krakowa”. Dzisiejszego czytelnika szczególnie rozbawią gawędy o balach u państwa Tarnowskich, na któ-

re zapraszano jedynie „dobrze urodzonych”. O ile krakowski konserwatyzm wywoływał ironiczno-satyryczne wypowiedzi autorki, o tyle swoboda obyczajowa lat pięćdziesiątych stała się źródłem jej refleksji nad zanikiem kobiecości. W książce znajdują się też wspomnienia z Juraty czy rozważania o obejrzanych filmach, odbytych podróżach czy wakacjach.

Osią całego pisarstwa Magdaleny Samozwaniec są relacje damskomęskie. Nie inaczej jest i w tej książce, chociaż można w niej zaobserwować już zmianę optyki autorki, która, dostrzegając przemiany w stylu życia kobiet i mężczyzn, coraz częściej satyrę zastępuje gorzką refleksją. Pytania: „Czy kobieta zrobi się męską? A mężczyzna kobiecy?” nie są jedynymi pytaniami, które autorka zadaje czytelnikowi. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 25


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 26

Sosnowski vs. Kliczko

N

asz rodak przeciwko legendzie wagi ciężkiej! Poza tym rozkręca się na poważnie nowa epoka polskiego boksu, tym razem zawodowego. Mamy kilku zawodników w europejskiej i światowej czołówce, którzy aspirują do tytułów mistrzowskich. O bokserach z Polski mówi się w branży na całym świecie. Nie powinien zatem dziwić wzrost zainteresowania boksem wśród kibiców i mediów. Z pewnością należy odnotować jedno spotkanie, bowiem takiego pojedynku w historii naszego boksu zawodowego jeszcze nie było – 29 maja br. na mieszczącym aż 61 tys. widzów niemieckim stadionie Veltins Arena w Gelsenkirchen doszło do kolejnej „walki stulecia”. Nasz rodak Albert Dariusz Sosnowski „Dragon” zmierzył się z legendą wagi ciężkiej Witalijem Kliczką, zwanym „Doktor Żelazna Pięść”, starszym z ukraińskich braci. Stawką pojedynku był prestiżowy pas WBC (World Boxing Council) i tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, którego nie zdobył do tej pory żaden polski pięściarz. Pojedynek był wielką szansą dla „Dragona”, ponieważ walki Kliczki o mistrzostwo przyciągają uwagę kibiców i ekspertów z całego świata. Sosnowski był pierwszym po Andrzeju Gołocie pięściarzem z Polski, który miał szansę sięgnąć po pas mistrza świata wagi ciężkiej. Zdecydowanym faworytem walki był oczywiście aktualny mistrz, jednak historia zawodowego boksu zna wiele przy26

padków, w których pretendent pozbawiał pasa faworyzowanego czempiona. Tym razem skończyło się zgodnie z przewidywaniami. Nasz rodak przegrał przez nokaut w dziesiątej rundzie. Zebrał jednak pochlebne opinie. Pewne od początku było, że za walkę Sosnowski dostanie 1 milion USD. O ile wiem, Sosnowski jest pierwszym Polakiem, który walczył z jednym z braci Kliczko. Kim jest? Albert Dariusz Sosnowski urodził się 7 marca 1979 r. Nie jest przypadkowym zawodnikiem. Jako bokser zawodowy zadebiutował 22 lipca 1998 roku w duńskim Utrup, gdzie technicznym nokautem już w pierwszej rundzie wyeliminował reprezentanta Czech Jana Drobenę. Zanim w grudniu 2009 roku po wygraniu walki z Włochem Paolo Vidozem i zwycięstwem nad pogromcą… Mike’a Tysona Danny’m Williamem został mistrzem wagi ciężkiej Europy, miał już piękną listę zwycięstw, a do chwili pojedynku

z Kliczką przegrał tylko dwa razy. Fizycznie nie jest gigantem, mierzy 190 cm, waży 104 kilogramy (dla porównania Kliczko ma 202 cm, waży 113 kilo). Dlaczego przeciwko Kliczce stanął w ringu właśnie Sosnowski? Powód był dość nieoczekiwany. Witalij Kliczko nie dogadał się z innym pretendentem do tytułu mistrzowskiego i nie miał zbyt dużego wyboru. Nasz rodak boksuje już 12 lat, w ostatnim czasie jego kariera nabrała rozpędu, zdobył tytuł mistrza Europy, był w pierwszej piętnastce WBC, co zostało docenione przez team Kliczki, który, śledząc rankingi, zdecydował się właśnie na naszego rodaka. Dwa dni po swoich 31. urodzinach Sosnowski otrzymał prezent, o jakim marzy każdy pięściarz. Kliczko oficjalnie przedstawił go jako swojego rywala w walce o obronę mistrzowskiego pasa wagi ciężkiej federacji WBC. Polak był bardzo zadowolony: „To dla mnie ogromna szansa (…) strasznie się cieszę, MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 27

że zostałem tą walką tak wyróżniony”. W tej sytuacji zrezygnował z obrony mistrzowskiego pasa EBU (European Box Union). Walka z ukraińskim gwiazdorem zawodowych ringów była największym wyzwaniem i szansą w jego karierze. Przyznał: „Dzięki zaproszeniu do walki o mistrzowski pas moja kariera zaczyna się na nowo, nabiera przyspieszenia. Szykowałem się do obrony tytułu mistrza Europy, a tu dostałem szansę walki o mistrzostwo świata (…) To prezent od losu”. Zaś mistrz Kliczko zapewniał na konferencji prasowej: „Sprawą honorową jest dla mnie obrona pasa”. W tym miała mu pomóc specjalnie przygotowana „kombinacja sześciu ciosów”. Eksperci byli właściwie zgodni – na tę walkę było w przypadku Sosnowskiego za wcześnie. Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz Europy amatorów, złoty medalista igrzysk w Tokio i Meksyku twierdzi, że po przegranej walce Sosnowski znów powinien boksować o zawodowe mistrzostwo Europy, aby okrzepnąć w wadze ciężkiej. Kulej powiedział też: „Sosnowski był już czempionem Starego Kontynentu, więc oczywiste jest, że kolejnym krokiem w pięściarskiej karierze jest pojedynek o mistrzostwo świata. Tymczasem w Gelsenkirchen popełnił falstart”. Ponadto podkreślał: „…Adamkowi wcześniej radzono, żeby omijał ukraińskie wieże (bracia Kliczko), a przecież on ma nieporównywalnie większe osiągnięcia w ringu niż Albert”. Stwierdził ponadto, że szkoda, iż w ogóle doszło do pojedynku: „To było nieporozumienie. Obawiałem się, czy któryś z najgorszych ciosów, jakimi Witalij poraża przeciwników, nie dojdzie do Alberta. Zresztą obaj Ukraińcy mają potworny młotek w prawej ręce (…) Powinien stoczyć ze dwie obrony, aby okrzepnąć w kategorii ciężkiej. Już samo zdobycie tytułu mistrza EuroLISTOPAD 2010

py, zwłaszcza w tej wadze, to spory sukces. Przyjęcie oferty Kliczki miało podłoże chyba bardziej biznesowe niż sportowe“. Lubomir Palamar, były szkoleniowiec Sosnowskiego, stwierdził: „Dla Sosnowskiego jest rzeczywiście zbyt wcześnie, aby walczyć przeciwko Kliczce (…) Kliczko walczy świetnie na dystans, z Albertem mógłby poradzić sobie jedną ręką. Po stronie Ukraińca bez dwóch zdań stoją zarówno gabaryty, jak i doświadczenie oraz psychika”. Trener Kliczki Fritz Sdunek (pracował też z Dariuszem Michalczewskim) powiedział, że Sosnowski jest „bardzo solidnym pięściarzem”, zaś sam Kliczko konstatował: „Albert nie jest Muhammadem Alim, nie ma wielkiego nazwiska, ale jest młody i perspektywiczny, nie mogę go lekceważyć”. Przed walką Sosnowskiemu pomagał psycholog. Sam bokser twierdził: „Będę chciał te szansę wykorzystać. Wiem, że eksperci nie dają mi większych szans, natomiast ja wierzę w siebie, wierzę, że tego dnia będzie mój dzień i zaskoczę cały świat”. Zapewniał: „Chcę godnie reprezentować Polskę i pokazać dobry boks. Zrobię wszystko, aby nie było blamażu, wyjdę bardzo skoncentrowany i pewny swego (…) przygotowanie fizyczne, praca z psychologiem, dopracujemy każdy detal i to pozwoli mi na bardzo dobrą postawę w ringu”.

Sosnowski mówił też, że nie czuje presji przed pojedynkiem: „Dla mnie będzie to wielkie święto, będę mógł się pokazać całemu światu z jak najlepszej strony. Sam sobie nie będę robił presji, będę zmotywowany i nastawiony pozytywnie do tego pojedynku”. Podkreślał: „Chcę wyjść na ring na luzie, z radością boksowania. Bardzo ciężko pracuję na treningach, to na pewno przyniesie owoce”. Słowa dotrzymał – pojedynek był ciekawy. A w niedzielę, 26 września br. w angielskim Wigan w jubileuszowym, pięćdziesiątym pojedynku na zawodowych ringach, a jednocześnie w pierwszej walce po przegranej z Kliczką Albert Sosnowski błyskawicznie pokonał Paula Butlina, nokautując go w pierwszej rundzie! Już w pierwszych sekundach przypuścił zdecydowany atak na 34-letniego Brytyjczyka. Doświadczony Butlin nie był w stanie długo się opierać i dwukrotnie lądował na deskach, nim sędzia ringowy zdecydował się na przerwanie walki. Dotychczas Sosnowski zwyciężył 46 razy, raz przegrał, a 3 pojedynki uznano za nierozstrzygnięte. Aż 28 walk wygrał przed czasem przez KO (nokaut)! Sosnowski znów będzie walczył o zawodowe mistrzostwo Europy w wadze ciężkiej. Europejska Unia Boksu (EBU) ogłosiła, że polski pięściarz został oficjalnym pretendentem do tytułu należącego do Ukraińca Ołeksandra Dimitrenki. Promotor Sosnowskiego na oficjalnej stronie boksera poinformował, że do pojedynku może dojść jeszcze w tym roku. Polski boks jest coraz mocniejszy. O naszych robi się głośno. Mamy się czym pochwalić, a zatem do bokserskich tematów z pewnością jeszcze wrócę. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

27


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 28

KLUB POLSKI BRATYSŁAWA KLUB POLSKI NITRA informuje, że święcenia kapłańskie serdecznie zaprasza na wystawy pt. księdza O. Andrzej M. Mituta CCG odbyły się w Mariance 16.10.2010, natomiast pierwsza msza prymicyjna w języku polskim odbędzie się 14.11.2010 o godz.17.00 w kościele Notre Dame w Bratysławie (Hviezdoslavovo nám.). Zapraszamy wszystkich Polaków z rodzinami mieszkających w Bratysławie i okolicy!

L I S T O P A D

„Moje korzenie

Polski ślad w Nitrze” którą można będzie oglądać w dniach od 24 do 30 listopada 2010 r. w Centrum Wolnego Czasu „Domino“ w Nitrze (Štefánikova 63). Otwarcie będzie miało miejsce 24 listopada o godz. 17.00.

-

G R U D Z I E Ń

➨ ZORKA PROJEKT - PRZECIĘTNI ➨ CHRZEST 2-30 listopada - wernisaż 6 listopada, godz. 16.00, 7 listopada, godz. 19.15, Bratysława, Bratysława, Instytut Polski, Nám SNP 27 Wystawa Palace Cinemas Aupark, Einsteinova 18 fotografii w ramach festiwalu Miesiąc Fotografii 8 listopada, godz. 18.00, Bratysława, Kino Mladosť, Hviezdoslavovo nám. 18 ➨ PSYCHOHOLIZM WITKACY 14 listopada, godz. 14.00 - Koszyce, Kino 2-30 listopada - wernisaż 4 listopada, Úsmev, Kasárenské nám. 1 godz. 18.00, Bratysława, Slovenské Prezentacja filmu Marcina Wrony národné divadlo, Pribinova 17 Chrzest (www.film-chrzest.pl ) Wystawa fotografii w ramach festiwalu w ramach XII MFF Bratysława Miesiąc Fotografii z udziałem polskich filmowców: ➨ POEZIA CASOVIA reżysera filmu Marcina Wrony, manager 4-6 listopada, Koszyce, Kasárne Kulturpark, programowej Anny Uszyńskej, Kukučínova 2 • Wieczory autorskie poetów producenta Marka Rudnickiego, aktora polskich w ramach koszyckiej edycji Adama Woronowicza, producentki międzynarodowego festiwalu poezji i dystrybutorki Agnieszky Drewno 4 listopada, godz. 19.00 (Veľká sála) Wieczór i krytyka filmowego Michala poezji z Bartłomiejem Majzlem Szcześniaka 6 listopada, godz. 19.00 (Veľká sála) Wieczór poezji z Krzysztofem Siwczykiem ➨ UCHOFONY Od 10 listopada, Bratysława, Instytut ➨ GISELLE Polski, Nám. SNP 27 – Marta info 5 i 6 listopada 2010 r., godz. 19.00, Bratysława, Prezentacja projektu Uchofony, Slovenské národné divadlo, Sála opery a baletu, prezentującego województwo Pribinova 17 • Premiera nowego sezonu małopolskie oraz życie i twórczość baletowego – Adolphe Adam Giselle • W roli F. Chopina • Wystawa potrwa tytułowej Romina Kołodziej, polska primabalerina, do 14 stycznia 2011 r. solistka baletu SND ➨ STREDOEURÓPSKE FÓRUM 2010 5 listopada, godz.16.30 i 6 listopada, godz.10.00, Bratysława, Mestské divadlo P. O. Hviezdoslava, Laurinská 20 • Z udziałem Adama Michnika, Zygmunta Baumana i Natalii Gorbaniewskiej w dyskusjach panelowych 28

➨ POPIEŁUSZKO. WOLNOŚĆ JEST W NAS 10 listopada, godz. 20.45, Bratysława, DK Zrkadlový háj, Rovniankova 3 Projekcja filmu Rafała Wieczyńskiego w ramach przeglądu filmowego Festival slobody

W

I N S T Y

➨ UHORSKO – POĽSKÁ KRONIKA 11 listopada, godz. 17.30, Bratysława, prednášková miestnosť Univerzitnej knižnice, Ventúrska ul. 11 Prezentacja książki Martina Homzy Uhorskopoľská kronika. Nedocenený prameň k dejinám strednej Európy z udziałem autora ➨ CHOPIN NA FESTIWALU HAMMERKLAVIER 12 listopada, godz. 20.00, Bratysława, Koncertná sála Dvorana, HTF VŠMU, Zochova 1 • Koncert duetu Viviana Sofronitzki (fortepian) i Sergei Istomin (wiolonczela) ➨ 14 listopada, godz. 19.00, Bratysława, Koncertná sála Dvorana, HTF VŠMU, Zochova 1 SOLAMENTE NATURALI • Miloš Valent (kierownictwo artystyczne),Daniela Varinská (fortepian ), Jordana Plovičová (fortepian) • Viviana Sofronitzki (fortepian) ➨ HAMMERKLAVIER 13 listopada, godz. 19.00, Bratysława, Koncertná sála Dvorana, HTF VŠMU, Zochova 1 • Koncert Marka Niewiedziała (obój) i Szymona Józefowského (fagot) w ramach festiwalu Hammerklavier • W programie utwory W. A. Mozarta i L. v. Beethovena ➨ LIŚCIE W POMIDORACH 17 listopada, godz. 17.00, Bratislava, Divadlo Astorka Korzo ‘90, Nám. SNP 33 • Recital autorski Marka Sitarskiego z Lubuskiego Teatru Zielona Góra w ramach Festivalu Astorka MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 29

Klub Polski Bratysława przy wsparciu ambasadora RP w RS Andrzeja Krawczyka zaprasza na koncert Fundacji „Cultura Animi”, w którym można będzie usłyszeć zespół muzyki dawnej

PROAVITUS w programie „Dzień Polski - muzyka dawnych czasów” oraz

GRUPĘ AMABILE z programem „Chopin bliski...

- utwory F. Chopina w opracowaniu na klarnet i kwartet smyczkowy”.

Koncert odbędzie się 13 listopada 2010 r. o godz.18.00 w kościele św. Rodziny w Bratysławie-Petrżalce. WSTĘP WOLNY

S T Y T U C I E

Z okazji niedawno obchodzonego okrągłego jubileuszu życiowego życzymy Ryszardowi Zwiewce wszystkiego najlepszego, zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń. Przyjaciele z Klubu Polskiego

KONDOLENCJE Pani Krystynie Zindlerovej wyrazy współczucia z powodu śmierci męża składają przyjaciele z Klubu Polskiego

P O L S K I M

➨ ZONA SEGURA 19 listopada, godz. 20,00, Bratysława, Klub A4 nultý priestor, Nám. SNP 12 • Występ taneczny Małgorzaty Haduch w ramach V Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego i Teatru Ruchu Nu Dance Fest ➨ CZERWONE GITARY 20 listopada, godz. 17.00, Bratysława, Divadlo Aréna, Viedenská cesta 2374/10 Koncert kultowego zespołu „Czerwone Gitary” oraz prezentacja publikacji pt. „Polska oczami słowackich dziennikarzy”, wydanej z okazji 15-lecia miesięcznika „Monitor Polonijny” ➨ WILLIAM SHAKESPEARE BURZA 20 listopada, godz. 21.00, Bratysława, Klub A4, Nám. SNP 12 • Projekcja spektaklu teatralnego Shakespearowskiej Burzy w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego w ramach Europejskiej Nocy Teatralnej ➨ JAK BRZMI HARMONIA CAELESTIS W EUROPIE ŚRODKOWEJ 22 listopada • Udział Teresy Worowskiej w spotkaniu tłumaczy literatury pięknej w ramach projektu Visegrad Magic Cube ➨ CHEMIA 23-28 listopada, Bratysława • Projekcja filmu Pawła Łozińskiego Chemia w ramach XI Festiwalu Filmów Dokumentalnych Jeden svet • Więcej informacji na: www.jedensvet.sk LISTOPAD 2010

ŻYCZENIA

➨ WIECZÓR POLSKO-SŁOWACKI 25 listopada, godz. 19.30, Bratysława, Historická budova SND, Hviezdoslavovo nám. • Koncert Krakowskiej Filharmonii im. K. Szymanowskiego i Chóru Filharmonii Słowackiej pod dyrekcją Pawła Przytockiego z udziałem solistów: Piotra Palecznego (fortepian), Anny MikołajczykNiewiedział (sopran), Ewy Marciniec (alt) i Mikołaja Zalasińskiego (baryton) w ramach 46. festiwalu Bratislavské hudobné slávnosti ➨ EASTERN DAZE 27 listopada, Koszyce, Tabačka Kulturfabrik, Gorkého 2 10 grudnia, Żylina, Stanica Žilina-Záriečie, Závodská cesta 3 • Udział muzyków polskich – Peter 1, The Phantom, Dawid Szczęsny – w projekcie międzynarodowym „Eastern Daze” (Listening to the East: An Exploration of Up-andcoming Independent Eastern Arts and Music) ➨ THE EUROPEAN SAXOPHONE ENSEMBLE 3 grudnia, godz. 19.00, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1, Koncert międzynarodowego 12-osobowego zespołu saksofonowego pod dyrekcja Cezariusza Gadziny ➨ ERROR 4 grudnia, godz. godz. 18.00, Bratysława, Štúdio 12, Jakubovo nám. 12 • Udział Teatru Grodzkiego z Bielska-Białej ze spektaklem Szukanie pracy w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Divadlo bez domova ERROR

➨ VASILIJ SIGAREV VĹČIK 8 grudnia, godz. godz. 19.00, Koszyce, Štátne divadlo, Malá scéna, Hlavná 76 Spektakl teatralny Vasilija Sigareva Vĺčik (Cool dráma z Východu) w reżyserii polskiej reżyserki Joanny Zdrady ➨ XÉNIA BERGEROVÁ 9 grudnia, godz. 17.00, Bratislava, Poľský inštitút, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy obrazów Xénii Bergerovej ➨ ANNA MOGILNICKA 9 grudnia, godz. 17.00, Bratislava, Poľský inštitút, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy fotografii Anny Mogilnickej • Wystawa potrwa do 7 stycznia 2011r. ➨ KONCERTY JANA JAKUBA BOKUNA 13.12. 2010 o godz.19.00 – Bańska Bystrzyca, Koncertná sala Akadémie umení, J. Kollára 22 14.12.2010. o godz. 19.00 - Trnawa, Galéria Koniarka, Kopplova vila GJK, Zelený kríček 3, 15.12 .2010 o godz. 19.00 – Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Koncerty Jana Jakuba Bokuna (klarnet) z zespołem Slovenské kvarteto Na koncertach zostaną zaprezentowane utwory z nowo wydanej wspólnej płyty Clarinettino. 29


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 30

Mołdawia – kraj kontrastów

R

ozciągające się po horyzont złote pola słoneczników i malutkie, rozsypujące się domki z gliny; luksusowe samochody na ulicach i takie dziury w drogach, że mimo woli człowiek się zastanawia, jak te samochody mogą jeździć; jeden z najniższych w Europie wskaźników PKB na mieszkańca i piękne panie w naturalnych futrach i drogiej biżuterii; ludzie niesamowicie gościnni i przyjaźni, ale gotowi zabić spojrzeniem sprzedawczynie w sklepach lub panie w okienkach czy urzędach; no i oczywiście te słynne, dobre mołdawskie wina! Urodziłam się w rodzinie mieszanej – tata pochodzi z mołdawskiej wsi, mama natomiast to mieszkanka miasta o polskim pochodzeniu. To ona zadbała o to, żebyśmy z bratem uczyli się polskiego i poznawali swoje polskie korzenie. W odróżnieniu od Białorusi czy Ukrainy w Mołdawii Polacy są dobrze traktowani. Mniejszość polska cieszy się szacunkiem i pewnego rodzaju prestiżem wśród ludności miejscowej. Stosunki polsko-mołdawskie układają się dobrze, a Stowarzyszenie Polskie zawsze było godnie reprezentowane na lokalnych festiwalach kultury. I choć czasami w szkole koledzy mówili do mnie żartobliwie „Polaczka”, robili to z pozytywnym nastawieniem, może nawet ze szczyptą podziwu. Polskie pochodzenie jest w Mołdawii swego rodzaju szansą, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Wraz z założeniem Stowarzyszenia „Dom Polski” pojawiła się tam możliwość nauki języka na kursach, poznawania polskiej kultury na spotkaniach i wieczorach poetyckich oraz integracji młodych Polaków podczas wycieczek lub kolonii w Polsce. Młodzież może również pokazać światu swoje talenty artystyczne, uczęszczając na zajęcia zespołów tanecznych i wokalnych, działających przy „Domu Polskim”, oraz publikując swoje prace literackie, poetyckie bądź malarskie na łamach polskiego miesięcznika „Jutrzen30

ka”. Polskość umożliwia też działalność dorosłym i osobom starszym. Najbardziej aktywni członkowie założyli szereg polonijnych organizacji, takich jak Polskie Towarzystwo Medyczne i Hospicjum Domowe czy Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ta aktywność Polaków w Mołdawii, przeważnie charytatywna, pomaga zapominać o tym, że opłaty za rachunki niekiedy znacznie przewyższają miesięczną pensję, o tym, że w drodze do pracy można sobie połamać nogi, wpadając do jakiejś dziury, o „europejskich” cenach, które mają się nijak do malutkich mołdawskich wynagrodzeń i o innych trudnościach, związanych z życiem w jednym z najbiedniejszych krajów Europy. Nigdy nie lubiłam utożsamiać się z tłumem, a polskie pochodzenie dawało mi poczucie wyjątkowości

i inności. Z niecierpliwością czekałam na letnie wakacje, żeby pojechać na parę tygodni do Polski. Zawsze ciągnęło mnie do Ojczyzny przodków. Od siedmiu lat mieszkam w Polsce i teraz ciągnie mnie do Mołdawii. W codziennych relacjach z otoczeniem staram się podkreślać swoje mołdawskie pochodzenie, co zresztą spotyka się ze zwiększonym zainteresowaniem nowo poznanych osób. Może wynika to znowu z chęci wyróżnienia się, a może, tak jak w przypadku innych osób, które mają dwie ojczyzny, tęsknię bardziej za tą, która jest daleko… Gdybym mogła znowu przyjść na świat i wybrać swój kraj urodzenia, to nie zmieniłabym niczego. Życie w Mołdawii nauczyło mnie wielu rzeczy i ukształtowało osobowość. Nauczyłam się przede wszystkim radzić sobie w trudnych sytuacjach i skupiać się na rozwiązaniu problemów. Wiem, że nie zdarza się taka sytuacja, z której nie ma wyjścia, umiem zaakceptować rzeczywistość i podejmować decyzje w takich warunkach, jakie mi są dane, nie czekając na ich poprawę. Potrafię znaleźć pozytywne strony niedogodności. Brak prądu wieczorami w Mołdawii stwarzał okazję do spotykania się z klasą przy latarce, muzyce i przyniesionych ze sobą ciastkach. A kiedy nie było wody w kranie, to wiadomo było, że wcześniej trzeba zrobić jej odpowiednie zapasy. Dlatego teraz, kiedy już mieszkam w Polsce, cieszę się jak dziecko z gorącej wody w kranie. Umiem docenić to, co mam, i dzielić się tym z innymi. Czasami moje myśli, odrywając się od rzeczywistości, lecą na południowy wschód Europy, gdzie leży mały kraj o kształcie odwróconej kiści winogron. Tam zostawiłam swoje beztroskie lata dzieciństwa, młodzieńcze przeżycia, rodzinę i dawnych przyjaciół. Zabrałam natomiast ze sobą wspomnienia, otwartość na nowe doświadczenia i nadzieję na świetlaną przyszłość. ELENA PUMNEA Mołdawia MONITOR POLONIJNY


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 31

Przygody wikinga Torvalda – Nimfa Elsa Po

ostatniej morskiej wyprawie Torvald wraz ze swoją drużyną postanowił odpocząć w rodzinnej wiosce. Nastała jesień. Wyspę Gotlandię otulały poranne i wieczorne mgły. Drzewa zrzucały kolorowe liście, a od morza wiał coraz chłodniejszy wiatr. We wiosce przygotowywano się do zimy. Mężczyźni chodzili na polowania do lasów, kobiety szyły ciepłe futra. Wszyscy szykowali się do srogiej zimy. Wieczorami wikingowie spotykali się przy ogniskach, śpiewali, opowiadali legendy, planowali kolejne wyprawy. Torvald czuł się jednak na wyspie uwięziony przez matkę naturę, czekał na wiosnę i odliczał dni do kolejnej wyprawy. Nie cieszyły go nawet turnieje i walki z innymi wojownikami. Czuł się samotny i dużo czasu spędzał głęboko w lesie. Pewnego razu podczas leśnej

– Kim jesteś i co robisz w lasach Gotlandii? – spytał, a zaskoczone dziewczę upuściło kosz. – Nie bój się. Jestem Torvald, wojownik i myśliwy urodzony na tej wyspie – uspokajał ją. – Jestem Elsa, służąca bogini waszego lasu Frai. Nie mogę z Tobą rozmawiać. Muszę zebrać zioła, zanim zapadnie zmrok – odrzekła dziewczyna. – Czy spotkamy się jeszcze? – pytał Torvald, zauroczony jej urodą. – To niemożliwe. Bogini Fraja rzuciłaby na ciebie urok i nie mógłbyś już nigdy wrócić do swoich przyjaciół – odrzekła. – Czy istnieje jakiś sposób, by cię od niej uwolnić? – nalegał wiking. – Tak. Fraja kocha klejnoty. Jej największym marzeniem jest zdobyć czarną perłę. Fraja spełni każde życzenie tego, kto ją jej przyniesie. Nagle na polanie zrobiło się szaro. Elsa zaczęła biec w kierunku drzew. Biegła coraz szybciej, a jej ciało uległo przemianie. Ku zdziwieniu Torvalda nimfa zmieniła się w łanię, która zatrzymała się i spojrzała na wikinga. Tylko niebieskie oczy zdradzały ludzką postać ukrytą w ciele leśnego zwierzęcia. – Wrócę, by Cię uwolnić! – krzyknął Tor-

vald. W oczach łani zabłysła radosna iskra i zwierzę zniknęło w głębokim jarze. Do wioski Torvald wracał pełen szalonych myśli, a jego serce ogarnęło nieznane mu dotąd uczucie. Za wszelką cenę chciał jeszcze spotkać piękną i wrażliwą nimfę. Nie wiedział jednak, jak daleka i niebezpieczna czeka go droga, by mógł wrócić na leśną polanę i uwolnić Elsę. Nie słyszał nigdy o czarnej perle. Nie wiedział, gdzie mógłby ją zdobyć. Ale czuł, że odnalazł nowy cel w życiu. W jego głowie powstawał już plan nowej wyprawy, tym razem w poszukiwaniu własnego szczęścia. KASIA GREGUSKA

wędrówki ujrzał piękną jasnowłosą dziewczynę, biegnącą wśród drzew. Jej oczy miały kolor jasnego nieba, a śmiech był ciepły jak letnie słońce. Miała na sobie białe szaty, a w ręku kosz pełen ziół. Torvalda ogarnęło dziwne, ale przyjemne uczucie. Wyskoczył ze swojego ukrycia. LISTOPAD 2010

31


Monitor11

02.11.10 10:49

Stránka 32

Na przekór listopadowej nudzie, jesiennym smutkom i chandrze musimy w kuchni przyrządzić coś, co poprawi humor nam i naszym najbliższym. Niezawodnym rozwiązaniem, gdy gospodyni nic ciekawego do głowy nie przychodzi, jest przyrządzenie

pieczonego kurczaka. Ten samozwańczy król współczesnej kuchni nie odlatuje na zimę do ciepłych krajów, a uniwersalność jego mięsa daje naprawdę spore pole do kulinarnych popisów. Dziś wypróbujmy przepis, nadesłany do „Piekarnika” przez panią Krystynę Sečkarovą, która proponuje

nadzienie do upieczonego wcześniej kurczaka. Przepis to świetny, bo nadzienie przyrządza się niezależnie od pieczenia mięsa – a to rodzi wiele możliwości.

Gotowane nadzienie do kurczaka Sposób przyrządzania:

• • • • • • •

Pokrojoną drobno słoninkę podsmażyć, dodać pokrojone wątróbki drobiowe, jeszcze chwilę smażyć, a potem odstawić. Pokroić rogale, dobrze je zwilżyć mlekiem, dodać jajko, a następnie podsmażone i przestudzone mięso. Doprawić przyprawami. Dodać też

ZDJĘCIE: KRYSTYNA SEČKAROVÁ

Składniki: 10 rogali (bułek, rożków) mleko duże jajko 5 wątróbek drobiowych wędzona słoninka natka pietruszki wegeta, sól, pieprz

natkę pietruszki. Wszystko dokładnie wymieszać, a następnie włożyć do woreczka foliowego, w którym, opróżniwszy go najpierw stopniowo z powietrza, zostawiamy miejsce na „rośnięcie” masy. Worek mocno zawiązać i włożyć do wypełnionego

wodą garnka. Gotować powoli do 2 godzin. Następnie wyjąć z wody, ostudzić i delikatnie wyjąć z niego nadzienie. Gdy przestygnie, można je kroić na plastry i układać obok upieczonego wcześniej kurczaka.

Przepis Pani Krystyny na pewno zaciekawi wszystkie mistrzynie kuchni – brzmi bardzo ciekawie, a wyobraźnia podpowiada, że i bez kurczaka owo nadzienie stworzy udany związek z chlebem, np. w postaci kanapki. No i można je ulepszać w nieskończoność, dodająco na przykład suszonego majeranku lub innych ziół. Pani Krystyna stworzyła świetną bazę. Pozostaje jedynie życzyć smacznego AGATA BEDNARCZYK

Monitor polonijny 2010/11  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you