Page 1


tym numerze MP z okazji 10-lecia Klubu Polskiego prezentujemy wspomnienia dotyczące zało żenia Klubu, które przedstawia I. Za cha rová z Martina (str. 5), oraz zdjęcia z imprez klubu regionalnego w Martinie.

W

Zakończenie roku szkolnego - 1995 rok. Pierwsze świadectwa w szkółce piątkowej „Rodzinny wieczór“ z Ewaldem Danelem grudzień 2003 Grupa wokalny „Sklo“ podczas Dni Polskiej Kultury w Martinie

W klubie grudzień 2003

Zlot młodzieży polonijnej z całej Słowacji 1999 rok Zdjęcia na okładce: VI Bal Polski na Słowacji. Relacja z imprezy na stronach 12 - 13 2

FOTO: STANO STEHLIK MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

Od redakcji Zachęcając Państwa do czytania naszego miesięcznika, warto chyba zdradzić tajniki jego powstawania. Jak zapewne Państwo zwróciliście uwagę, poszerzyło się grono osób, które tworzy czasopismo. Każdy z nas pracuje u siebie w domu, ale raz w miesiącu zbieramy się na spotkaniu redakcyjnym w jednej z bratysławskich kawiarni (tak, tak, redakcja, niestety, nie ma swoich pomieszczeń!). Przy kawiarnianym stoliku, a raczej kilku złączonych, zastanawiamy się nad tematami, które powinny się pojawiać na łamach „Monitora”. Przedstawiamy sugestie naszych Czytelników (tu dziękuję za wszystkie telefony, e-maile, uwagi) i starannie układamy plan pracy. Już podczas drugiego spotkania stwierdziliśmy, że pomysłów i zamówień na konkretne tematy jest tyle, że brakuje nam stron w miesięczniku, by to wszystko uwzględnić. Może trzeba będzie pomyśleć o zwiększeniu objętości „Monitora”? Ponieważ pracujemy nad miesięcznikiem, z wyprzedzeniem omawiamy tematy, które będziemy publikować w kolejnych miesiącach. W tej chwili niektórzy pracują nad „majem” (czyli piątym numerem MP), a w moich rękach znajdują się już dwa artykuły do numeru grudniowego i styczniowego. Tymczasem oddajemy w Państwa ręce „trójkę“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

W Martinie Klub powstawał w 1991 roku

4

„Słowianie razem”

4

Jak zostałem członkiem Klubu?

5

Dyplomacja i nie tylko

6

Impreza integrująca Polonię i przyjaciół

6

Co u nich słychać?

7

Z kraju

8

Z naszego podwórka

8

Unia Europejska i co dalej?

9

J. Marušiak: Tłumacz musi być jak kameleon

10

Niech żyje bal

12

Kino-oko

14

Dziwny jest ten świat

15

Młodzi w Polsce słuchają

15

Kalendarium wydarzeń

16

To warto wiedzieć

16

Bliżej polskiej książki

18

Polski orzeł

20

Ogłoszenia

20

Okienko językowe

20

Polska oczami słowackich dziennikarzy

22

Między nami dzieciakami

23

Piekarnik

24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Gröslingová 20, 811 09 Bratislava (STEBEL) • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 180 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov, nevracia neobjednané materiály, neodpovedá na anonymy FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

LUTY

3


Irena Zacharová:

FOTO: STANO STEHLIK

W Martinie Klub Polski powstawał w 1991 roku S

tojąc przed zadaniem napisania o początkach Klubu Polskiego, gdy minęło już 10 lat od momentu jego zarejestrowania w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Słowacji, sięgam po kronikę, która mi przypomina zdarzenia, ludzi, atmosferę tamtych dni. Wracam pamięcią do roku 1991.

Był to szósty rok mojego pobytu na Słowacji, mieszkałam niedaleko Martina i byłam przekonana, że jestem w tej okolicy jedyną Polką. Gdy zostałam członkiem Klubu Esperantystów, który miał siedzibę w Centrum Kultury (wtedy to był Dom Przyjaźni Narodów), dowiedziałam się od dyrektor tej instytucji, że w Martinie i jego okolicy mieszkają Polacy, że planuje się zakładanie klubów mniejszości narodowych zamieszkujących na tych terenach. Pomyślałam wtedy, że jeśli są tu Polacy, to na pewno będą chcieli spotkać swoich rodaków, porozmawiać po polsku, zorganizować się, sprowadzać gazety i książki... Pod adresy uzyskane z rejestru cudzoziemców mieszkających w Martinie posłaliśmy 35 zaproszeń. Pierwsze spotkanie odbyło się 20 lutego 1991 r., a 20 czerwca 1991 r. odwiedził nas konsul, a jednocześnie dyrektor Ośrodka Informacji i Kultury Polskiej w Bratysławie pan Marian Grześczak. Potem złożył nam wizytę Ambasador RP w Słowacji pan Jerzy Korolec. Obu panów wraz z naszą delegacją oficjalnie przyjął prezydent miasta Martina. Późniejsza nasza działalność to spotkania klubowe, podejmowa-

nie gości z Polski, współorganizowanie oficjalnych Dni, a potem Miesiąca Polskiej Kultury, w ramach których miały miejsce różne wystawy, np. plakatu polskiego, ikon, porcelany i biżuterii, ponadto koncerty polskich artystów, wieczory poezji. Popularne stały się nasze spotkania przed Świętami Bożego Narodzenia, Mikołajki, pikniki z okazji Dnia Dziecka. Nasze dzieci zaczęły jeździć na kolonie do Polski. Otrzymywaliśmy czasopisma i gazety z Fundacji „Oświata Polska za Granicą”. Gdy w 1994 r. powstał Klub Polski, wchodziliśmy do niego jako gotowy klub regionalny, podziwiając tych entuzjastów, którzy wzięli na siebie tak wielką odpowiedzialność i włożyli tyle wysiłku, by skupić środowisko polonijne z całej Słowacji w jednej organizacji. Klub Polski działa i się rozwija, jest znany i ceniony. Popularne stają się imprezy, które propagują Klub w środowisku słowackim, a co najważniejsze, aktywniejsze staje się drugie pokolenie Polaków – nasze dzieci, które nie urodziły się już w Polsce. Ich udział w pracach Klubu to gwarancja jego przyIRENA ZACHAROVÁ szłości. PREZES KLUBU POLSKIEGO REGION MARTIN

W

Martinie tradycją stały się już spotkania mniejszości narodowych, których regionalne organizacje działają przy tutejszym Centrum Kultury. Tegoroczne odbyło się 6 lutego. Gdy w przeszłości zastanawialiśmy się nad nazwą wspólnego spotkania Czechów, Bułgarów, Polaków i Słowaków, pragnęliśmy, by nazwa ta objęła zarówno przyczynę wspólnej imprezy, okazję, z której miała się ona odbyć, a także i nasze oczekiwania, które z nią wiązaliśmy. Po prostu miało to być kilka słów, które nie wymagałyby już dalszego wyjaśniania i byłyby odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego?”. Tak powstał projekt „Słowianie razem” z podtytułem „Wieczór tradycji słowiańskich”. Już od pierwszego takiego spotkania wiedzieliśmy, że pomysł był naprawdę dobry. Oprócz wspólnej zabawy z tańcem i śpiewem zawsze przygotowujemy specjalny program, co roku inny. Raz były to tradycje i powinszowania noworoczne, obyczaje ludowe związane z okresem zimowym, zwłaszcza na wsi, innym razem dzieci z naszej szkółki piątkowej przygotowały montaż literacki w czterech językach, czym najbardziej zaskoczyły Bułgarów. Z martińskich klubów mniejszości naro-

Wieczór „Słowianie razem” - pokaz tańców


Słowianie razem dowych jedynie Klub Polski prowadzi szkółkę językową dla dzieci. W ubiegłym roku za temat spotkania wybraliśmy rodzinę, jej nierozerwalność, stosunki między rodzicami i dziećmi. W rozważania na ten temat wprowadziło nas musicalowe przedstawienie na motywach baśni pt. „Sól cenniejsza niż złoto”. Z kolei program tegorocznego spotkania był jakby konfrontacją naszej, słowiańskiej kultury z kulturami innych narodów. Organizowali je Czesi, którzy zaprosi-

li dzieci ze szkoły artystycznej. Te wystąpiły z pokazami tańców i scen z życia ludzi w Chinach, Japonii, Holandii, Hiszpanii, Irlandii. Aby obraz świata pod tym względem był kompletny, widzieliśmy i taniec mieszkańców Antarktydy – pingwinów. Na koniec wspaniałą zachętą do poderwania się z krzeseł i wtargnięcia na taneczny parkiet był występ z marionetkami. Tańczyliśmy zapamiętale z małymi przerwami na popisy śpiewaków z poszczególnych klubów lub wspólne śpiewanie w różnych językach na tę samą melodię. Impreza potwierdziła dobrą opinię, jaką cieszyły się poprzednie takie spotkania w Martinie i okolicy. Niechę-

Jak zostałem członkiem

Klubu Polskiego? ANKIETA Izabela Štefko Pierwszą informację o istnieniu Klubu Polskiego uzyskałam od swojej sąsiadki, która dowiedziała się o tym z rozmowy w poczekalni u lekarza. Niebawem dostałam zaproszenie pisemne oraz telefoniczne od założycieli Klubu. W pamięci utkwiło mi pierwsze klubowe spotkanie wigilijne i wspólne przyrządzanie tradycyjnych polskich potraw w mieszkaniu państwa Torebków. Przez pewien czas nie mogłam brać czynnego udziału w działalności Klubu, gdyż moja córka ciężko chorowała. Po powrocie do Klubu

ja i moja rodzina staliśmy się jego aktywnymi członkami. Jestem nauczycielką, więc stopniowo przejęłam prowadzenie szkółki piątkowej. Zawsze zależało mi na tym, by i nasze dzieci, właśnie w Klubie, poznały i opanowały nasz język. Obecnie prowadzę też kółko zainteresowań, w ramach którego uczę języka polskiego w szkole średniej, gdzie pracuję.

Maria Matulová Przyjechałam na Słowację w 1960 r., aby pracować w fabryce. Wyszłam tu za

Przedstawienie w programie Wieczór „Słowianie razem” 2003 tnie rozchodziliśmy się do domów, żegnając się z nadzieją, że za rok znów... A nie jeden głos brzmiał: „A może by się tak spotykać częściej...” IRENA ZACHAROVÁ

mąż i zamieszkałam na stałe. Pochłonęła mnie praca, wychowanie dzieci, radości i smutki codziennego życia. Wyjazdy do Polski, z różnych względów, były rzadkie. Minęło długich 30 lat i mogłoby się wydawać, że całkiem wrosłam w tutejsze środowisko, ale w głębi duszy brakowało mi Polski, polskiego języka... Gdy na początku roku 1991 dostałam zaproszenie na pierwsze spotkanie powstającego w Martinie Klubu Polskiego, ani chwili się nie wahałam, by tam pójść. Trudno mi dziś opisać uczucia, jakie mi wtedy towarzyszyły: radość, ciekawość, a trochę i niepewność, która jednakże szybko minęła. Nareszcie moje otoczenie mogło się przekonać, że ja naprawdę jestem Polką – nie Słowaczką i nie cudzoziemką bez przynależności do konkretnego narodu. I, co najważniejsze, mogłam rozmawiać po polsku. Jest przecież tyle ważnych rzeczy i myśli w życiu człowieka, które

najtrafniej można wyrazić tylko w języku ojczystym.

Witold Bebło Mieszkam na Słowacji od 1994 r. Pierwszy raz o istnieniu organizacji polonijnej dowiedziałem się z telewizji, z programu o działalności Klubu i szkółki języka polskiego w Martinie. Było to chyba w 1999 r. Niestety nie znałem adresu Klubu. Pewnego dnia, jesienią 2000 r., złożyła mi wizytę pani Zacharová, która przedstawiła się jako prezes Klubu Polskiego w Martinie. Zaprosiła mnie wraz z rodziną na przygotowywane przez Klub imprezy. Poszliśmy na „Wieczór kolęd”. Nasza córka od razu zapisała się do szkółki. I tak się zaczęło... ANNA ZACHAROVÁ


więc lepiej, gdy nie jesteśmy pewni, ubrać się odświętnie, a jeszcze lepiej, gdy zapraszający zaznaczy, jaki strój jest wymagany, byśmy nie czuli się nieswojo. Dzień lub dwa przed przyjęciem sprzątamy mieszkanie i zaprowadzamy w nim porządek – może się wydać komuś śmieszne, że o tym piszę, ale doprawdy gościom nie będzie miło, gdy będziemy ich podejmować między stertami książek, zsuniętymi na chybcika gdzieś na bok, a spod kanapy będą wyglądały wepchnięte tam w ostatniej chwili buty... Kupujemy też potrzebne wiktuały spisane wcześniej na kartce, żeby niczego nie zabrakło – tak jak u pewnego pana, który proponował gościom gin z tonikiem, zapomniawszy, że toniku w ogóle nie kupił. Jeśli postaraliśmy się już o wszystko, przygotowaliśmy stół, napoje i ugotowaliśmy potrawy, nie pozostaje nam już nic, tylko ubrać się samemu odświętnie i czekać na gości, którzy... nie powinni się spóźniać. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ

Impreza integrująca Polonię i przyjaciół Pod koniec stycznia Klub Polski region Bratysława tradycyjnie zorganizował spotkanie członków Klubu Polskiego oraz zaprzyjaźnionych Słowaków. Cel spotkania był przede wszystkim towarzyski. „Można nawiązać nowe znajomości, spotkać się z rodakami, no i porozmawiać po polsku, co mnie nie zdarza się zbyt często” - mówi Ewa Sipos, prowadząca zajęcia z najmłodszymi dziećmi w szkółce piątkowej. Jest to również okazja do przedstawienia planów Klubu Polskiego na cały rok, wysłuchania uwag i pomysłów innych. Zorganizowanie takiego spotkania jest pewnym procesem, który wymaga zaangażowania, czasu

i chęci kilku osób. Od strony praktycznej zaczyna się to od uzgodnienia daty spotkania z dyrekcją Instytutu Polskiego, następnie trzeba wysłać zaproszenia - w tym roku zajęła się tym Majka Kadleček, co pochłonęło 1000 Sk ze składek członkowskich Klubu. Aby spotkanie przebiegało w miłej, rodzinnej atmosferze, należy również zadbać o dostarczenie ciast, słodyczy i napojów. Panie, które pieką ciasta na takie spotkania, robią to z własnej, nieprzymuszonej woli i im również należą się serdeczne podziękowania za wkład w organi-

zację imprezy. Właśnie takie podejście do całego przedsięwzięcia powoduje, że jest to nasza, czyli Polaków mieszkających na Słowacji, impreza towarzyska, gdzie można porozmawiać, niekiedy wspólnie ponarzekać. Mnie

w tym roku zaskoczył jeden polski student, przebywający na stypendium w Bratysławie, który pamiętał mnie jeszcze z Warszawy, z kursu języka słowackiego w 1998 r. Spotkania są bardzo sympatyczne, wesołe i na pewno potrzebne. Ułatwiają ogólną integrację i bliższe poznanie się. Zawsze też znajdą się na nich osoby chętne do pomocy, nawet przy sprzątaniu i porządkowaniu po całej imprezie. Trochę czasu i chęci wystarczy, żeby takie spotkania noworoczne Polaków mieszkających w Bratysławie odbywały się każdego roku. MELANIA MALINOWSKA FOTO: STANO STEHLIK

W obecnym numerze chciaładzenie, czy też powinni przyjść bym zastanowić się nad przyjędo nas już po solidnej kolacji. ciami: w jaki sposób i kiedy zaMożemy też poinformować, praszamy gości, czy wysyłamy kogo jeszcze mamy zamiar zaproszenia, czy też zapraszamy zaprosić. telefonicznie, co trzeba zaznaJeśli chcemy, by obowiązywaczyć, zapraszając. Nie będę za- Dyplomacja ły stroje nieformalne, powinnistanawiać się jednak nad oficjali nie tylko śmy to zaznaczyć, zapraszając, nymi wizytami dyplomatycznymi bo w przeciwnym razie może (kogóż mogłoby to zainteresować?), ale dojść do nieporozumień i jedni goście podam parę reguł dotyczących bardziej przyjdą w dżinsach, a inni w garniturach, prywatnych spotkań dyplomatów. tak jak nam się to raz przydarzyło... Otóż na prywatne przyjęcia wcale nie Będąc na placówce dyplomatycznej musimy zapraszać nikogo na piśmie, w Budapeszcie, urządziliśmy pewnego wystarczy zaprosić znajomych osobiście razu przyjęcie dla znajomych i sąsiadów lub telefonicznie na kilka dni (5-6) przed (wszyscy polscy dyplomaci, a więc nasi przyjęciem. Podajemy im oczywiście koledzy, mieszkali tam na jednym osiewszystkie potrzebne informacje dotyczą- dlu). Goście przyszli ubrani odświętnie, ce miejsca i czasu przyjęcia oraz jego ale sąsiad z naszego piętra wpadł do nas formy, tzn. czy to będzie koktajl (na sto- w dżinsach i klapkach na bosych stojąco), obiad bufetowy (na stojąco), obiad pach, po czym, zauważywszy, że inni są przy stole, przyjęcie w ogródku przy odświętnie ubrani, przeprosił, powiedział, grillu, czy też lampka wina i oglądanie że idzie założyć krawat i po chwili wrócił zdjęć z wakacji. Wszystko to jest ważne, przebrany w garnitur. Nie każdy z nas gdyż w ten sposób informujemy zapro- będzie miał taką możliwość, bo nie szonych, czy dostaną cokolwiek do je- zawsze chodzimy tylko do sąsiadów,

Klub Polski region Bratysława dziękuje dyrekcji Instytutu Polskiego za udostępnienie pomieszczeń na spotkanie


FOTO: STANO STEHLIK

Co u nich

Przyjaźnie największym sukcesem Kilka lat później młoda 22-latka postawiła na swoim i wyjechała do Czechosłowacji, by wyjść za mąż za obiekt miłości z lat dziecięcych. Beata Wojnarowska, bo o niej mowa, rozpoczęła dorosłe życie z dala od rodziny. Gdy okazało się, że spodziewa się dziecka, a ciąża była zagrożona, aż do rozwiązania musiała pozostać w szpitalu. „Tu uczyłam się języka słowackiego, nawiązywałam pierwsze kontakty...“ - wspomina Beata. Najgorsze chwile miały dopiero przyjść. Pierwsze lata małżeństwa pokazały, że wybór, jakiego dokonała, nie był udany - małżeństwo się rozpadło. „Wtedy pierwszy raz w życiu czułam kompletną pustkę, beznadzieję“ – opowiada Beata. – „W Polsce spaliłam za sobą wszystkie mosty, musiałam się rozliczyć z państwem, nawet oddałam mieszkanie spółdzielcze po babci. Wstyd było wrócić do domu, tym bardziej, że rodzice mnie przekonywali, żebym nie wychodziła za mąż.” Obowiązki dnia codziennego były przytłaczające. Codzienne wstawała o w pół do piątej, żeby odwieźć dziecko do przedszkola i zdążyć do pracy. Mieszkała w wynajętym mieszkaniu i po pracy dorabiała w domu, przyjmując prace na zlecenie. „Wtedy nauczy-

słychać?

K

iedy dwie rodziny, jedna z Mielca, druga z Bratysławy, podczas wspólnego urlopu nawiązały przyjaźń, nawet przez myśl im nie przeszło, że ich dzieci, bawiące się razem w piasku nad brzegiem morza, połączy miłość. łam się robić swetry na maszynie, zrobiłam kurs pilotów wycieczek po Bratysławie, tańczyłam w słowackim zespole ludowym“ – wspomina Beata. – „Od kiedy pamiętam zawsze miałam dwie, trzy prace. Chyba tylko choroba może być usprawiedliwieniem do opuszczenia rąk i narzekania, że nie wie się, co dalej.” Ten okres to jakby swoista biała plama w jej pamięci, mechanizm obronny organizmu, który odrzuca to, co smutne i przytłaczające. „Pamiętam tylko, że gdy chodziłam na spacery z synkiem, z zazdrością zaglądałam w okna, gdzie się świeciło światło. Marzyłam o tym, żeby, wracając do domu, widzieć w swoich oknach światło...” Potem przyszedł okres pilotowania wycieczek autokarowych do Grecji. Wyjeżdżała co dwa tygodnie na dwa tygodnie. Wtedy w opiece nad dzieckiem

okazała się pomocna sąsiadka. Gdy Beata była w podróży, to ona odrabiała z Bartkiem lekcje, chodziła na wywiadówki. „Mam szczęście, że spotykam w swoim życiu wspaniałych ludzi.“ – wyjaśnia. Na walizkach jednak nie można przeżyć całego życia, wobec czego po 6 latach spędzonych na podróżowaniu Beata postanowiła się ustabilizować, a doświadczenia z pracy pilota wycieczek wykorzystać, zajmując się aktywnym ruchem turystycznym na Słowacji. Z rodziną pierwszego męża i z nim samym pozostaje w bardzo dobrych kontaktach. „Zawsze starałam się wychowywać syna w miłości do ojca i przyrodniego rodzeństwa“ – twierdzi Beata. – „Co więcej, pracowałam nad znalezieniem wspólnego języka z drugą żoną mojego eksmęża, zapominając o wszystkich żalach, bo cały czas żyłam ze świadomością, że to jest druga rodzina mojego dziecka, w której ono musi się czuć dobrze.“ I tak jest. Dziś obie panie utrzymują ze sobą kontakty, nabrały do siebie zaufania. Sercowe sprawy Beaty nie zawsze układały się tak, jakby sobie tego życzyła. Kolejne małżeństwo zakończyło się przyjaźnią. To właśnie kontakty z ludźmi, przyjaźnie Beata oznacza za swój największy sukces życiowy, bo tak naprawdę nie potrafi długo gromadzić w sobie żalu, w ludziach zawsze widzi dobre cechy. Trzy lata temu zakochała się ponownie, a wszyscy znajomi obserwowali jej nowy związek, który przetrwał próbę czasu. Pod koniec stycznia w komnacie zamku Červený kameň Beata Wojnarowska i Peter Jančula, ubrani w stroje historyczne, zawarli związek małżeński. Teraz już, gdy Beata wraca do domu, widzi, że w oknach jej mieszkania świeci się światło. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


POLITYKA Spadające notowania SLD przyspieszyły karuzelę zmian personalnych: premier Leszek Miller zapowiedział rezygnację w marcu z funkcji przewodniczącego Sojuszu, Jerzy Jaskiernia przestał być przewodniczącym klubu parlamentarnego SLD, jego stanowisko objął Krzysztof Janik, a tego w fotelu ministra spraw wewnętrznych i administracji zastąpił Józef Oleksy. Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w lutym, największe poparcie - 30 % - uzyskała-

by PO. Na drugim miejscu znalazłaby się Samoobrona z 18 % głosów. Kolejne miejsca zajęłyby SLD-UP oraz PiS - po 12 % głosów; LPR oraz PSL po 7 % - wynika z sondażu „Pentor”. Odsetek Polaków krytycznie oceniających sposób sprawowania rządów przez prezydenta (52 %) przewyższa o 4 punkty odsetek Polaków wyrażających zadowolenie z tego powodu (48 %). Zadowolenie ze sposobu sprawowania władzy przez premiera wyraża niespełna co dziesiąty Polak (8 %), a niezadowolenie - 91 %. Aż 93 % Polaków jest niezadowolonych ze sposobu sprawowania władzy przez rząd, a 94 % neguje sposób funkcjonowania Sejmu. „Mam jeszcze dużo

czasu do zastanowienia się” - powiedział Aleksander Kwaśniewski, zapytany, co będzie robił, gdy już nie będzie prezydentem państwa. Według CBOS 37 % Polaków uważa, że powinien ubiegać się o prestiżowe stanowisko na arenie międzynarodowej, a 29 %, iż miałby wycofać się z działalności politycznej. Obchodzony 14 lutego Dzień Zakochanych podoba się 72 % Polaków, a prawie 32 % wyraża całkowitą aprobatę dla tego święta - wynika z sondażu CBOS. Zgodnie z nowymi przepisami Unii Europejskiej w Polsce dozwolona prędkość jazdy w terenie zabudowanym zostanie zmniejszona z 60 do 50 km/h. Kandydaci na kierowców będą musieli zali-

Z NASZEGO PODWÓRKA Futbalový turnaj osobností o pohár ministra zahraničných vecí odbył się 11 lutego br. Turniej zorganizował i objął nad nim patronat minister spraw zagranicznych Słowacji Eduard Kukan, który jednocześnie grał w druży- FOTO: ANDRZEJ KALINOWSKI nie ministerstwa. sportowej walce zwyciężyła druW turnieju uczestniczyły rów- żyna Slovenského futbalového nież drużyny Slovenského fut- zväzu przed Slovenským olimbalového zväzu, Slovenského pijským výborem, ministerstolimpijskeho výboru oraz dru- wem i dyplomatami. Wśród dypżyna dyplomatów akredytowanych w Republice Słowackiej Lyscom’ CD Lions. W sympatycznej przyjacielskiej atmosferze, ale w zaciętej 8

czyć dłuższy kurs, który będzie się kończyć egzaminem państwowym. Na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie (Małopolska) zginął 35-letni kierowca rajdowy, wielokrotny Mistrz Polski - Janusz Kulig. Rogatki nie były opuszczone. Dróżniczce z Rzezawy prokuratura w Bochni przedstawiła zarzut spowodowania katastrofy, zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób. Grozi jej za to od 2 do 12 lat więzienia. Na konto fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wpłynęło dotąd blisko 25 milionów złotych, ale nie jest to jeszcze ostateczna suma. W tym roku zbierano środki na zakup sprzętu medycznego, niezbędnego przy ratowaniu życia niemowlaków i małych dzieci.

lomatów grał również JE Ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz, a ponadto pan Ireneusz Boczko – pracownik administracji ambasady - oraz niżej podpisany. Warto dodać, że wśród uczestników były gwiazdy czechosłowackiego futbolu. Aktywnie grał Jozef Adamec - do dziś jedyny piłkarz, który w jednym meczu strzelił Brazylii trzy bramki!!! Oprócz niego zagrali m.in. mistrzowie: Dušan Galis i Ladislav Petraš. Sukcesem dyplomatów była nagroda dla najlepszego bramkarza turnieju, którą otrzymał nasz węgierski kolega - konsul László Riskó Nagy. ANDRZEJ KALINOWSKI MONITOR POLONIJNY


GOSPODARKA Polska może zapłacić wysokie kary pieniężne, jeżeli do 2005 roku nie zostanie wybudowanych lub zmodernizowanych prawie 700 oczyszczalni ścieków – ostrzega Bruksela. Dodatkowo trzeba wybudować kilkanaście tysięcy kilometrów nowoczesnej sieci kanalizacyjnej. Od 1 marca w Polsce będzie obowiązywać znowelizowana lista leków refundowanych. Ceny 134 preparatów zostaną obniżone średnio o 10 zł – poinformowała rzecznik resortu zdrowia Agnieszka Gołąbek.

KULTURA

Na scenę Teatru Nowego w Łodzi wrócił „Hamlet”, ostatni spektakl, który reżyserował nieżyjący już, swego czasu dyrektor tej placówki - Kazimierz Dejmek.

W Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach rozpoczęły się główne uroczystości jubileuszu 75. urodzin reżysera Kazimierza Kutza. NA PODSTAWIE PAP OPRAC. MELANIA MALINOWSKA ORAZ DAREK WIECZOREK FOTO: ARCHIWUM

LUTY

★ ★Unia Europejska i co dalej? ★ Teoretycznie swoboda prze- cznie wszystkie państwa należą★ pływu osób miała nam, obywate- ce do UE mają otworzyć krajowe ★ lom, umożliwić nieograniczony rynki pracy, chociaż Niemcy dostęp do rynku pracy. W prakty- i Austria z całą pewnością prze★ ce tak się nie stanie, czego dłużą czas trwania ograniczeń. ★ przykładem mogą być ostatnie Dla zachowania stosownej róniektórych państw człon- wnowagi kraj nasz posiada pew★ kroki kowskich, tj. Szwecji, Holandii ne możliwości ochrony swojego ★ czy Wielkiej Brytanii, w stosun- rynku pracy poprzez wprowa★ ku do nowych członków UE - dzenie symetrycznych ogranipaństw Europy Środkowej. To czeń w dostępie do rynku pracy ★ przecież ostatnio premier zarówno w stosunku do obec★ T. Blair grzmiał w parlamencie, iż nych państw członkowskich, jak ★ „istnieje ryzyko napływu ludzi” i wobec tych krajów przystępui z tego powodu Anglia zastano- jących, które wystąpią z tego ro★ wi się, jakie poczyni kroki celem dzaju propozycją wobec RP. ★ ograniczenia ewentualnych przy- Na szczęście nie wszystko wysocjalnych, które mogły- gląda tak pesymistycznie. W od★ wilejów by być „magnesem dla darmozja- niesieniu do dostępu do miejsc ★ dów”. Dalej Szwedzi przebąkują pracy w UE będą Polacy teore★ coś o konieczności obrony przed tycznie mogli korzystać z tzw. nadmiernymi wydatkami włas- traktowania preferencyjnego, co ★ nego systemu socjalnego. Tak oznacza, że jeżeli na dane miej★ samo zachowują się i Duńczycy, sce pracy nie zgłosi się żaden ★ którzy podjęli już ostateczną obywatel któregoś z obecnych decyzję w sprawie obowiązku członków Wspólnoty, to pierw★ posiadania pozwolenia na pracę szeństwo w skorzystaniu z tej ★ przez Polaków przez kolejne propozycji będą mieli Polacy. lata. Ponadto RP będzie mogła korzys★ dwa Jeszcze podczas negocjowania tać z możliwości programu ★ warunków członkostwa UE za- EURES (European Employment ★ proponowała państwom kandy- Services), którego celami są m.in. w tym Polsce i Słowacji, • udzielanie osobom zamierza★ dującym, wprowadzenie okresu przejścio- jącym podjąć pracę za granicą ★ wego na przepływ pracowników odpowiednich informacji, porad ★ na teren obecnej „piętnastki” i konsultacji w zakresie oferty zgodnie z formułą 2 + 3 + 2. wolnych miejsc w wybranym ★ Oznacza to, że przez pierwsze państwie Europejskiego Obszaru ★ dwa lata członkostwa nasze kraje Gospodarczego /EOG/; ★ będą wyłączone z zasady swo- • udzielanie informacji dotybodnego przepływu osób. Do- czących warunków pracy i wa★ piero po dwóch latach RP czy RS runków mieszkaniowych w pań★ będą mogły korzystać z przywile- stwie, w którym dana osoba tej zasady, chyba że dane zamierza podjąć pracę; ★ jów państwo unijne zadecyduje, iż ze • udzielanie porad i pomocy ★ względu na wyjątkowo ciężką pracodawcom, którzy chcą za★ sytuację na własnym rynku pra- trudniać pracowników z innych cy nie jest gotowe do jego otwar- państw EOG; ★ cia. Sytuacja taka może obowią- • promowanie pracy za granicą. ★ zywać maksymalnie przez MONIKA WALCZAK ★ kolejne 3 lata. Po upływie 5 lat łą9


Już od najmłodszych lat człowiek zastanawia się, co chce w życiu robić, ale chyba rzadko dziecko myśli o tym, że zostanie tłumaczem. Jak to się stało, że został Pan tłumaczem literatury? Od dzieciństwa czytałem bardzo dużo i chętnie. Wtedy jednak nie myślałem o pracy tłumacza. Zamiłowanie do literatury spowodowało, że wybrałem studia slawistyczne na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie. Podziwiałem umiejętności tłumaczy, przede wszystkim Zory Jesieńskiej, która tłumaczyła głównie klasyków rosyjskich. Uświadomiłem sobie, że rola tłumacza jest bardzo ważna.

J. Marušiak:

Tłumacz musi być jak WYWIAD MIESIĄCA

kameleon

J

ozef Marušiak jest jednym z najbardziej uznawanych tłumaczy literatury polskiej na Słowacji. Ma na swoim koncie ponad 52 przekłady z literatury polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej, m.in. „Historię estetyki“ W. Tatarkiewicza, „Mitologię“ J. Parandowskiego, „Konopielkę“ E. Redlińskiego, „Madam“ A. Libery. Za swoje zasługi został odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim przez prezydenta RP A. Kwaśniewskiego. Na łamach „Monitora Polonijnego“ oferujemy Państwu spotkanie z ciekawym człowiekiem, który zdradza tajniki swojej pracy.

Małżeństwo przyszło później. To była już jakby premia czy nagroda za zainteresowanie się Podczas studiów miał Pan tym krajem. kontakt z literaturą słowiańPraca tłumacza z pewnośską. Co spowodowało, że został Pan tłumaczem właś- cią nie należy do łatwych, ale czy pozwala na własną nie literatury polskiej? Studiowałem język rosyjski, ale inwencję? Czy tłumacz to podczas studiów slawistycznych tylko odtwórca czyjegoś zacząłem interesować się ró- dzieła, czy drugi autor? wnież innymi językami i do dziś Człowiek do każdej pracy tłumaczę z języka rosyjskiego wkłada cząstkę swojej osoboi ukraińskiego. Najbardziej jed- wości. Tłumacz musi jednak ponak podobała mi się literatura zostać wierny autorowi. Orygisąsiadów z północy. W latach nał to świętość. Tłumacz nie pięćdziesiątych i sześćdziesią- może sobie pozwolić na to, by tych współczesna literatura pol- coś dodać lub ująć z tekstu. ska była śmielsza, bardziej kry- Z drugiej strony tekst jest wytyczna niż w pozostałych krajach zwaniem - rozwiązywaniem naszego bloku. No i poza tym od problemów, a taka praca nie dzieciństwa byłem zafascynowa- może być zupełnie mechaniczny Sienkiewiczem. Ponieważ wy- na. Trzeba znaleźć środki języrastałem pod Tatrami, odczuwa- kowe, które sprawią, że barwny łem bliskość geograficzną Polski. język oryginału takim pozosTo ciekawość tego, co jest po dru- tanie i w przekładzie. Nie wygiej stronie gór, spowodowała, że starczy znaleźć w słowniku częściej sięgałem po literaturę odpowiedniego słowa, ale musi polską. ono współgrać z całym tekstem. W ten sposób tłumacz może Czy jednym z powodów wykazać się swoimi indywizainteresowania Polską dualnymi zdolnościami, swoim był fakt, że Pana małżonka językowym potencjałem. Niuanjest Polką? se, które są w tekście nie za10

wsze są wysłowione. To, czego winien domyślać się czytelnik oryginału, winien domyślać się też czytelnik tłumaczenia, a z wielu słownych możliwości tłumacz musi wybrać tę najlepszą. Czy istnieje więc recepta, jak stać się dobrym tłumaczem? Dobrym tłumaczem jest ten, kto swoją pracą nie zaćmi, nie przesłoni autora. Dlatego, według mnie, tłumacz musi być jak kameleon, bo na czas wykonywanej pracy przywdziewa inną skórę, aby jak najbardziej zbliżyć się do autora i wczuć się w jego świat. Przetłumaczył Pan „Konopielkę“ E. Redlińskiego, która ze względu na swój język była uważana za książkę nieprzetłumaczalną... To było najbardziej pracochłonne tłumaczenie. Wymagało ode mnie sporo odwagi. Książka napisana jest gwarą. Cały utwór jest stylizowany na opowieść prymitywnego człowieka – chłopa z Polesia, który z oczywistych powodów nie mógł mówić językiem literackim. MONITOR POLONIJNY


W jaki sposób Pan przystępuje do pracy? Jak wygląda proces tworzenia? W przypadku „Konopielki” był to twardy orzech do zgryzienia. Na początku nie wiedziałem, w jaki sposób dokonać tego tłumaczenia. Przez rok, półtora nosiłem w głowie poszczególne zdania, które modelowałem, zmieniałem, poprawiałem. Potem, gdy znalazłem odpowiedni styl, to była już zabawa.

spotkanie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. Z niektórymi autorami spotkałem się dość przypadkowo, jak np. z profesorem J. Tischnerem albo z J. Głowackim. Z takich spotkań czasami rodzą się przyjaźnie, jak np. z Wiesławem Myśliwskim, autorem „Kamienia na kamieniu“. Niektóre spotkania są bardzo wyjątkowe. Jak wygląda współpraca z wydawnictwami? Czy to Pan proponuje, które dzieła przetłumaczyć, czy wydawca zwraca się do Pana z konkretną ofertą? Gdy jakaś książka mnie zainteresuje, podsuwam pomysł przetłumaczenia jej na język słowacki jakiemuś wydawnictwu. Bywa i tak, że zrobię tłumaczenie, a potem oferuję gotowy produkt. Czasami wydawca zwraca się do mnie z zamówie-

Czym teraz się Pan zajmuje? Obecnie tłumaczę przede wszystkim autorów współczesnych: Jerzego Pilcha, Ryszarda Kapuścinskiego czy ostatnio Stanisława Lema. Czy spotyka się Pan z autorami utworów, które Pan tłumaczył? Moim pierwszym tłumaczeniem było „Niebo w płomieniach“ J. Parandowskiego. Spotkałem się z nim na targach książki, a potem on zaprosił mnie do siebie do domu. Było to LUTY

niem. Jeśli chodzi o wybór tytułów do tłumaczenia, zazwyczaj akceptowane są wszystkie moje propozycje. Staram się unikać tłumaczenia książek, które mnie nie interesują.

Uzyskał Pan wiele nagród i odznaczeń za swoją pracę tłumacza. Które z nich uważa Pan za najważniejsze?, Do tych wyróżnień nie przywiązuję szczególnej wagi. Najbardziej cieszy mnie uznanie kolegów z branży, np. „Konopielka” E. Redlińskiego i „Kamień na kamieniu” W. Myśliwskiego uzyskały nagrody przyznawane przez tłumaczy. MAJKA KADLEČEK

FOTO: STANO STEHLIK

Największym wyzwaniem dla mnie było więc to, że musiałem w tłumaczeniu zastosować język ludu. Oczywiście mogłem uciec się do konkretnej gwary słowackiej, ale wpadłem na inny pomysł: wymyśliłem stylizowany język, którego podstawą były gwary Słowacji centralnej. Zadanie sobie utrudniłem, ponieważ nie trzymałem się sztywno jednej gwary, ale pokusiłem się o syntezę poszczególnych elementów gwarowych. Chciałem znaleźć złoty środek, aby język regionalny pozostał jednocześnie zrozumiały dla każdego. Myślę, że mi się to udało, czego potwierdzeniem są reakcje czytelników.


kupowali ich po kilka lub kilkanaście, zwiększając w ten sposób swoją szansę na wygraną. Gdy wybiła godz. 24.00, Małgorzata Wojcieszyńska zaprosiła wszystkich do losowania. O wyciągnięcie pierwszego losu poproszony został pan ambasador. Nagrody były bardzo atrakcyjne, m.in. weekendowy pobyt w Polsce wraz ze zwiedzaniem kopalni soli

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

Ambasador RP w RS Zenon on naszego psa. Po kolacji i ogólnym Kosiniak-Kamysz wraz z prezes Klubu rozlu nieniu atmosfery goście ruszyli Polskiego Jolantą Bednarčik na parkiet i każdy, kto chciał poprowadzili wszystkie pary w rytmie potańczyç, mógł to zrobiç albo przy poloneza, rozpoczynając w ten sposób muzyce zespołu No limit, albo imprezę. Goście usadowieni byli „powyginaç się” przy piosenkach w dwóch salonikach: angielskim puszczanych przez Staszka i myśliwskim, oraz w sali głównej, z Białegostoku. DJ spisał się gdzie odbywały się wszystkie tańce naprawdę dobrze, dobrał taki i hulanki. Nowy wystrój głównego repertuar, że szkoda było siedzieç pomieszczenia wzbudzał ogólne przy stoliku. Zespół No limit z kolei zainteresowanie, gdyż na zaspokoił z pewnością gusta ścianach wisiały różne słowackich gości, grając m.in. trofea myśliwskie: skóry hity grupy Elan i inne ogólnie zwierząt, głowy jeleni, znane słowackie piosenki. wypchane ptaki drapieżne Polacy chóralnie odśpiewali i borsuki, a nawet głowa refren znanego hitu Kayah żubra. al mi było tych i Bregoviç „Prawy do wszystkich zwierzaków, ale lewego”, a przy piosence H. ich „obecnośç” robiła Vondračkovej swój talent DJ Staszek wrażenie, zaś mój mąż, kiedy wokalny pokazała słowacka z Białegostoku spoglądał na wiszący nad częśç gości. W przerwach spisał się nami łeb dzika, do znudzenia sprzedawano losy loterii, powtarzał, że przypomina mu naprawdę dobrze a stali bywalcy balu

FOTO: STANO STEHLIK

...bo to życie to bal jest nad bale…” zaśpiewała Ewa Sipos w walentynkowy wieczór w hotelu „Dukla”. Stary Polonezem otwarto VI Bal Polski. W pierwszej parze J.E. Ambasador RP w RS przebój Maryli Rodowicz przypomniany został na VI Balu Polskim. Zenon Kosiniak - Kamysz i prezes Klubu Polskiego Lidia Grala - Bednarčik

Polacy chóralnie odśpiewali refren znanego hitu Kayah i Bregoviç „Prawy do lewego” 12

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

Nieżcyhje bal

Przy piosence H. Vondračkovej swój talent wokalny pokazała słowacka częśç gości

O północy nagrody rozdawali kosul Wojciech Biliński... MONITOR POLONIJNY


SPONSORZY:

FOTO: STANO STEHLIK

Ambasada RP w RS, Anna Maria JARINA, Biuro Podróży „Suntour”, Butik „Arizona“- Polus City Center, BUTFORT s.r.o., „Herbapol“ Wrocław, Hotel „Dukla”, ICE- SLOVAKIA, Kino „Orange Imax“, Konsul RP w RS Wojciech Biliński, Konsul Honorowy RP w RS Tadeusz Frąckowiak, „Koratex”, Polcommerce GmbH CIECH, Polskie Linie Lotnicze LOT, Sanatorium Kopalni Soli w Wieliczce, p. Sečkarová – właścicielka domku letniskowego „Helena” w Rajeckich Teplicach, SPAM - Modra, Harmónia, Teatr Narodowy P.O. Hviezdoslava w Bratysławie, Teatr Narodowy w Warszawie, Wydawnictwo „Petit Press”, Wydział EkonomicznoHandlowy Ambasady RP w RS, Wydział Konsularny Ambasady RP w RS

...i Ambasador RP Zenon Kosiniak-Kamysz LUTY

A oto właściciel dwóch biletów lotniczych do Polski wraz z L. GraląBednarčik dyrektorem PLL LOT w Bratysławie

FOTO: STANO STEHLIK

właścicielem poka nej liczby losów, co przy moich trzech dawało mi małą szansę wygranej. Kiedy więc przyznano ostatnią główną nagrodę, wszyscy rozeszli się do swoich stołów, by na otarcie łez popróbowaç polskich śledzi przyrządzonych bardzo apetycznie na kilka sposobów. Ostatnią kulinarną pozycją był bigos, jaki spotkaç można tylko na polskich stołach, tym smaczniejszy, że spożywany w otoczeniu trofeów myśliwskich na ścianach. Zabawa trwała do rana, a parkiet rzadko kiedy był pusty. Ja również miło będę wspominaç ten czas. Szkoda tylko, że moje trzy losy okazały się puste. MELANIA MALINOWSKA

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

nerwowo trzymali swoje losy, co chwilę wzdychając z rozczarowania lub wykrzykując z radości. Rekord pobił jeden pan, zgłaszając się po nagrody kilka razy. Był on z pewnością

Pani ambasadorowa Katarzyna KosiniakKamysz i radcy Ambasady RP w RS: Wojciech Biliński i Ewaryst Waligórski

FOTO: PAWEŁ BEDNÁRČIK

FOTO: STANO STEHLIK

w Wieliczce, roczna darmowa prenumerata dziennika „Sme”, pobyt w Rajeckich Teplicach, a oprócz tego szereg rozmaitych nagród, które przyciągały wzrok wszystkich obecnych. Nagrodą główną był dwuosobowy przelot do Warszawy z dodatkowymi biletami na przedstawienie teatralne. Goście

Organizatorzy balu dziękują sponsorom, którzy ufundowali nagrody i jednocześnie informują, że zysk z loterii zostanie przeznaczony na działalnośç szkółki piątkowej, w której dzieci polonijne uczą się języka polskiego. Dodatkowe podziękowania należą się słowackim mediom, które promowały imprezę, a do których należą: TV JOJ, TV Markiza, Slovensk˘ rozhlas i dziennik „Sme”. Specjalne podziękowania należą się pani D. Wieczorek i panu B. Stańczykowi za przygotowanie śledzi.

13


Po ľs k ý f i l m v h l a v n e j s ú ť a ž i 5 . M F F B r a t i s l a v a na 5. pokus sa podarilo pre sadi do sú a nej sekcie aj zá stup cu po skej kinematografie.

A

V súťaži debutov resp. druhých hlavných filmov zaujal ,,Sukces“ rež. Marka Bukowského dôstojné miesto. Tento herec si v Poľsku získal popularitu vďaka seriálu „Dom“. V roku 1998 založil svoju produkčnú spoločnosť Maat Studio, v ktorej realizoval aj svoj režijný debut. Táto tragikomédia s autobiografickými prvkami sa odo-

spoločným životom s Markom, ale potom sa vráti k úspešnejšiemu Viktorovi. Deprimovaný Marek sa rozhodne vrátiť domov. Netuší, že jeho dlhý boj v hlavnom meste, ktorý zdanlivo prehral, v prostredí domova znamená úspech. Kvalitné herecké výkony Krzysztofa Banaszyka, Ewy Bukowskej i Wojciecha Siemiona ako aj satiricky ostrá kamera Marka Dawida zanechali u divákov dobrý dojem.

,,Sukces“ v Bratislave

,,Sukces“ Marka Bukowského zaujal v Bratislave dôstojné miesto hráva v nedávno minulom i súčasnom Poľsku. Mapuje obdobie sedemdesiatych rokov, štrajky, vznik Solidarity, Černobyl i pád komunizmu. Marek, ktorý pochádza z malého mestečka sa rozhodne študovať herectvo, kde sa spriatelí so skúsenejším Viktorom a zamiluje sa do jeho priateľky Marty. Po páde komunizmu sa Viktor veľmi rýchlo prispôsobí novej realite a stáva sa populárnym idolom. Markovým jediným úspechom je vedľajšia rola v reklame, kde hlavný prím hrá práve Viktor. Marta vnútorne rozpoltená medzi dvoma mužmi rieši svoju dilemu najskôr 14

Ďalším účastníkom festivalu v rámci nesúťažnej sekcie Európsky film bola práve legendami opradená ,,Pornografia“ rež. Jana Jakuba Kolského. Svojsky poňatá adaptácia románu Witolda Gombrowicza budí rozporuplné pocity pri vnímaní tejto snímky. Režijne dokonale zvládnuté scenérie vidieckeho rodinného sídla v pohnutom roku 1943, v ktorom sa ocitá dvojica intelektuálov – režisér Frederyk (vynikajúca kreácia Krzysztofa Majchrzaka) a spisovateľ Witold (stvárnený Adamom Forencym) akoby sa rozmenili na drobné v plytčinách, imaginárne-

ho obrazu Poľska. Hrdinovia príbehu manipulujú citmi mladých ľudí. Tvorca ,,Histórie kina v Popielawach“ citlivou kamerou Krysztofa Ptaka,vynikajúcou smutno-veselou hudbou Zygmunda Konieczného ako aj precíznym vedením hercov vytvoril zaujímavý film, ibaže s nepodareným scenárom. Tretím príspevkom Poľska bol televízny film ,,Bellisíma“ rež. Artura Urbańskeho. Ctižiadostivá mladá matka pätnásťročnej Marysi chce svojej pôvabnej dcére zaistiť lepšiu budúcnosť – presadiť ju v modelingu. Svojím spôsobom si tak kompenzuje vlastné nenaplnené ambície. Vsádza predovšetkým na dcérine dlhé vlasy. Vytvára si dôležité známosti, ponižuje sa, dcéru doslova terorizuje svojimi nárokmi. Tá však po kariére netúži a len s premáhaním sa podvoľuje matkinej tyranii. Porozumenie nachádza u nekonvenčnej dvojice v susedstve, kde zažije ľúbostné zasvätenie. V podvečer rozhodujúcej prehliadky si so vzdorom pristrihne vlasy. Neodraditeľná matka si poradí aj s touto situáciou. Dcérin úspech si poistila u mladého fotografa, stala sa jeho milenkou. Vzťah nezostal bez následkov a ona otehotnela. Marysia sa nakoniec i proti svojej vôli stáva exkluzívnou, dobre platenou modelkou. Režisér zdôraznil sociálne a duchovné aspekty spoločenskej transformácie. Film mimo obsahu nezaujal ničím zvláštnym. V hlavných úlohách sa predstavili Ewa Kasprzyk a Maria Góralczyk. Festival sa konal začiatkom decembra v multiplexe Palace cinemas v Auparku a v kine Orange Imax Bratislava. Medzinárodná porota udelila hlavnú cenu Grand Prix českému filmu ,,Nuda v Brne“. PAVOL BEDRO FILMOV˘ KRITIK MONITOR POLONIJNY


Dziwny jest ten świat N

iedawno dotarła do mnie najsmutniejsza wiadomość ostatnich miesięcy. Dnia 17 stycznia zmarł w Warszawie jeden z największych artystów - Czesław Niemen. Miał 64 lata. Nie wiedziałam, że już dłuższy czas zmagał się z chorobą nowotworową. Wiadomość dotknęła mnie tym bardziej, że odchodząc, zabrał część mojego życiorysu. Ze studni wspomnień wyłania mi się sylwetka szczupłego, krótko ostrzyżonego na jeża kolegi z wąsikiem, ucznia Państwowej Średniej Szkoły Muzycznej w Gdańsku. Czesław Juliusz Wydrzycki (tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko) jako 19-letni przyjechał do Polski wraz z grupą rodaków z dawnych kresów wschodnich. Chciał się uczyć gry na gitarze, ale zaproponowano mu fagot. Komisja proponowała naukę gry na takich instrumentach, na jakie było aktualne zapotrzebowanie w orkiestrze. Po zajęciach często gromadziliśmy się w auli szkoły muzycznej i, zafascynowani jego głosem, słuchaliśmy południowoamerykańskich piosenek w jego wykonaniu. Zakwaterowany w internacie ćwiczył nie tylko swój głos, ale również i ciało - był bowiem zapalonym kulturystą. Już wtedy drażnił ludzi swoim wyglądem. Miał problemy z włączeniem się w rygorystyczny program szkoły. Myślę, że pobyt w szkole to w sumie niezbyt ważny epizod w życiu Czesława. W rezultacie w 1961 r. skreślono go z listy uczniów. W krótkim czasie szkołę zastąpił studencki klub „Żak” - mekka trójmiejskiej bohemy artystycznej. „Żak” był zapewne jakimś punktem odbicia dla Niemena, który młode lata spędził w Trójmieście, był członkiem zespołu „Niebiesko-Czarni”, później założył własne formacje: „Akwarele”, „Niemen Enigmatic”, LUTY

„Grupa Niemen”. Od 20 lat występował solowo, otoczony baterią syntezatorów i komputerów. Po wielkich sukcesach napisanych przez siebie utworów z piosenką „Dziwny jest ten świat” na czele potrafił z pokorą szukać inspiracji w poezji największych mistrzów: C. K. Norwida, J. Tuwima, L. Staffa czy A. Mickiewicza. Wysoki, dynamiczny, ale przesycony uczuciem głos Niemena świetnie sprawdzał się w przekazywaniu uczuć. Piosenkarz wydał ponad 20 płyt, występował na różnych festiwalach, m.in. na „Bratysławskiej Lirze”. Nie sprzedawał się łatwo, raziła go łatwość osiągania sukcesów. Szedł swoją drogą, nie zwracając uwagi na modne upodobania słuchaczy. Pogodny, oczytany zawsze miał swoje zdanie, ale nie narzucał się nikomu. Był artystą światowego formatu, chociaż nigdy o to nie zabiegał. Żyjąc w świecie, który nas otacza, często od niego odchodził. W jednej z telewizyjnych audycji apelował, żeby ludzie nareszcie zaczęli odkrywać piękno świata. Mówili o nim, że był królem, idolem, charyzmatykiem. Dla mnie był przede wszystkim przyjacielem i kimś, z kim mogłam siedzieć przy fortepianie, dzieląc się zdobytymi doświadczeniami z zakresu instrumentacji. Pozostał żal i smutek. Kultura polska poniosła wielką stratę. W dniu pogrzebu o godz.13.00 wszystkie stacje radiowe w całej Polsce wyemitowały najsłynniejszy utwór artysty „Dziwny jest ten świat”. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS

Całym polskim światem i to nie tylko muzycznym wstrząsnęła wiadomość o śmierci Czesława Niemena. Nawet w niektórych słowackich gazetach pojawiła się ta smutna informacja. Jego działalność na polu muzycznym na łamach „Monitora Polonijnego” przedstawiałam kilka lat temu, nie będę więc ponownie przytaczać jego biografii. Dodam, że jego ostatnia płyta NIEMEN - „Spodchmurykapelusza“ została wydana w 2001 roku przez wytwórnię Pomaton EMI. Fanów twórczości Niemena zainteresuje fakt, że znane jego utwory wykonywali różni polscy wykonawcy, odnosząc duże sukcesy na różnych przeglądach muzycznych. Już po śmierci muzyka, w specjalnym programie telewizyjnym „Hołdys Guru” piosenka „Dziwny jest ten świat“ zabrzmiała raz jeszcze w wykonaniu Marka Bałaty, którego znamy z niezapomnianego występu podczas Dni Polskich w Bratysławie w roku 2002. Ten jazzoman został jeszcze w zeszłym roku wskazany przez Niemena jako muzyk, który swoją oryginalnością interpretacji może piosenkę odkryć na nowo. I tak się stało. Na początku lutego w wyżej wspomnianym programie zabrzmiała piosenka „Dziwny jest ten świat” w nowej wersji. „To jest bajkowa gra na emocjach, rzecz poza gatunkami“ – podkreślił prowadzący program Zbigniew Hołdys, dodając, że niektórzy członkowie ekipy telewizyjnej płakali, słuchając tego wykonania. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 15


Kalendarium wydarzeń 1 marca 1938 r. - Umiera Władysław Grabski, polityk, reformator waluty polskiej. 2 marca 1333 r. - Umiera Władysław Łokietek, król Polski. 1979 r. - Umiera Jarosław Iwaszkiewicz, pisarz i poeta. 4 marca 1386 r. - Koronacja Władysława Jagiełły na króla Polski. 7-15 marca 1000 r. – Zjazd gnieźnieński. Cesarz Otton III uznaje księcia Bolesława Chrobrego za godnego korony królewskiej. 7 marca 1953 r. - Zmiana nazwy miasta Katowice na Stalinogród. 8 marca 1968 r. - Wiec studentów na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego w obronie relegowanych z uczelni kolegów i w proteście przeciwko zdjęciu z afisza przedstawienia Dziadów A. Mickiewicza. 9 marca 1652 r. - Pierwsze w dziejach Polski zerwanie obrad sejmu w wyniku sprzeciwu pojedynczego posła – liberum veto. 12 marca 1999 r. - Przyjęcie Polski do NATO. 13 marca 1440 r. - Zawiązanie Związku Pruskiego – konfederacji szlachty i miast pruskich przeciwko Krzyżakom. 15 marca 1412 r. - Polsko-węgierski zjazd w Lubowli na Spiszu. Władysław Jagiełło i Zygmunt Luksemburski zawierają sojusz. 16 marca 1901 r. - Premiera Wesela Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. 17 marca 1921 r. - Sejm uchwala konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, zw. marcową. 18 marca 1921 r. - Podpisanie polsko-radzieckiego traktatu pokojowego w Rydze. 16

TO WARTO WIEDZIEĆ 19 marca 1842 r. - Założenie wsi Adampol (dziś: Polonezköy) przez polskich emigrantów w Turcji. 20 marca 1978 r. - Krystyna ChojnowskaListkiewicz na jachcie „Mazurek” jako pierwsza kobieta kończy samotny rejs dookoła kuli ziemskiej. 23 marca 1935 r. - Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwala nową konstytucję, zw. kwietniową. 24 marca 1795 r. - Na rynku krakowskim Tadeusz Kościuszko składa przysięgę i ogłasza rozpoczęcie powstania – insurekcja kościuszkowska. 1945 r. - W Krakowie ukazuje się pierwszy numer „Tygodnika Powszechnego”. 25 marca 1977 r. - W Warszawie powstaje, opozycyjna wobec władz PRL, Rada Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO). 26 marca 1907 r. - Na ulicach Warszawy zaczynają kursować pierwsze tramwaje elektryczne. 2000 r. - Andrzej Wajda otrzymuje nagrodę filmową Oskara za całokształt dorobku reżyserskiego. 27 marca 1945 r. - Aresztowanie przez władze radzieckie 16 przywódców polskiego państwa podziemnego, zaproszonych na rozmowy pokojowe. 28 marca 1364 r. - Konsekracja katedry wawelskiej. 30 marca 1423 r. - Spotkanie Władysława Jagiełły i Zygmunta Luksemburskiego w Kieżmarku. Odnowienie postanowień traktatu podpisanego w Lubowli (zob. wyżej – 15 marca). Oprac. WOJCIECH BILIŃSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na pokrycie kosztów dystrybucji „Monitora Polonijnego”.

Od

marca 1968 r. upłynęło już 36 lat, a od chwili zniesienia w Polsce cenzury ukazało się na jego temat wiele artykułów i niejedna książka. Historykom udostępniono szereg dokumentów, zwiększył się też potrzebny do analizy zjawisk dziejowych potrzebny dystans. Ale temat wydarzeń marcowych stale powraca. O tym, że marzec 1968 r. zajmuje w naszej, polskiej świadomości społecznej miejsce ważne, świadczyć może choćby fakt, że wydarzenia, które do historii weszły pod nazwą wydarzeń marcowych umieścili respondenci „Polityki” na siedemnastym miejscu wśród stu najważniejszych polskich faktów historycznych XX wieku („Polityka” 2000, nr 1). Przypomnijmy więc (nie wchodząc w szczegóły) wydarzenia, które składają się na pojęcie „marzec 1968 roku”, a oznaczają jedne z najciemniejszych kart najnowszej historii Polski. • Ten marzec rozpoczął się już w czerwcu 1967 roku, kiedy to po zwycięstwie Izraela w wojnie sześciodniowej Związek Radziecki, Jugosławia, Węgry, Czechosłowacja, Bułgaria, a także Polska zerwały stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Sygnał do jego rozpoczęcia dał Władysław Gomułka 19 czerwca na kongresie Związków Zawodowych, w transmitowanym przez radio i telewizję przemówieniu, w którym zarzucił części polskich obywateli pochodzenia żydowskiego demonstrowanie sympatii do Izraela, mówiąc wręcz o syjonistycznej piątej kolumnie w Polsce. Po tym wystąpieniu rozpoczęło się inspirowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, którym kierował Mieczysław Moczar, usuwanie osób pochodzenia żydowskiego z niektórych stanowisk zajmowanych w redakcjach MONITOR POLONIJNY


gazet i czasopism oraz w wojsku. Sporządzano też listy osób, które III Departament MSW miał rozpracować. Rozpoczęło się polowanie na czarownice. Czystki przebiegały nie tylko w wojsku, ale także w aparacie państwowym i partyjnym oraz w wielu instytucjach. Osoby pochodzenia żydowskiego wzywano na upokarzające dyskusje. • Jesienią otwarto nowy front walki propagandowej, rozpętując nagonkę na tzw. encyklopedystów. Zaatakowano hasło „obozy koncentracyjne” w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej wydawanej

zgromadziło tłumy żywo reagującej publiczności. Po nim grupa studentów udała się złożyć kwiaty pod pomnikiem A. Mickiewicza i tam została rozpędzona przez milicję używającą pałek. Dwóch studentów Uniwersytetu Warszawskiego (Adam Michnik i Henryk Szlajfer) przedstawiło relację z zajść korespondentowi prasy francuskiej. W Warszawie i we Wrocławiu zaczęto zbierać podpisy pod pierwszą w komunistycznej Polsce petycją do Sejmu, protestującą przeciw zdjęciu Dziadów i polityce „odcinania się od postępowych tradycji narodu polskiego.”

Gdy zasnął rozum, zbudziły się upiory U WA G I O M A R C U 19 6 8 R O K U przez Państwowe Wydawnictwo Naukowe, zarzucając encyklopedystom manipulowanie faktami, pomijanie polskich tradycji narodowych, a nawet szkalowanie narodu polskiego. Manipulowano przy tym cytatami, często je fałszując. Atakowani nie mieli możliwości publicznej obrony. Sito cenzury w czasach Władysława Gomułki było wyjątkowo gęste. A że w tej nagonce posługiwano się argumentacją patriotyczną, co było w propagandzie komunistycznej czymś nowym i świeżym, trudno się dziwić, że dla przeciętnego Polaka atak ten był dość przekonujący. Opinię publiczną urabiały też szeroko kolportowane antysemickie ulotki, broszury, łącznie z przygotowanymi jeszcze przez carską policję polityczną Protokołami Mędrców Syjonu. Całej tej kampanii propagandowej patronował kierownik Biura Prasy KC PZPR – Stefan Olszowski. • Dnia 16 stycznia 1968 r. kierownictwo partii zapowiedziało zawieszenie od 1 lutego przedstawień Dziadów wystawianych w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym, zarzucając im antyradziecki charakter. Ostatnie przedstawienie, które odbyło się 30 stycznia, LUTY

• Dnia 29 lutego na nadzwyczajnym zebraniu oddziału warszawskiego Związku Literatów Polskich politykę kulturalną władz ostro skrytykowali Antoni Słonimski, Paweł Jasienica, Jerzy Andrzejewski, Stefan Kisielewski, Leszek Kołakowski i inni. Podjęto też rezolucję domagającą się przywrócenia tolerancji i swobody twórczej, którą trzy dni później ostro skrytykował tzw. aktyw partyjny, powołany przez Komitet Warszawski PZPR, mający prezentować tzw. głos ludu. • Dnia 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się wiec studentów protestujących przeciw relegowaniu z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera, zaatakowany najpierw przez „aktyw robotniczy”, a następnie brutalnie rozpędzony przez regularny oddział milicji wyposażonej w pałki bojowe. Bezwzględne stłumienie pokojowego wiecu dało początek protestom, które w następnych dniach ogarnęły wiele uczelni w całym kraju. Dochodziło do demonstracji ulicznych, które najczęściej kończyły się szarżami milicji, biciem i aresztowaniami. W Łodzi i w Warszawie podjęto strajki okupacyjne. Ze studentami solidaryzowa-

ła się część kadry naukowej. W podejmowanych rezolucjach wzywano władzę do zaniechania represji, ukarania odpowiedzialnych za brutalność milicji, piętnowano kłamstwa w prasie, a także postulowano ograniczenie cenzury i większą autonomię uczelni wyższych. • Przeciw ruchowi studenckiemu wystąpił cały aparat represji. Zduszenie protestu poparły wszystkie oficjalnie działające organizacje polityczne i społeczne. Jedynie posłowie katolickiego koła „Znak” w dniu 11 marca złożyli w Sejmie interpelację w obronie studentów, za co sami stali się przedmiotem gwałtownego ataku. • Milicyjnym represjom towarzyszyła zmasowana, niezwykle agresywna propaganda, prowadzona niemal przez wszystkie media, atakująca Żydów, rewizjonistów, niezależnych intelektualistów. Demonstracje studenckie przedstawiano jako awantury wywołane „podszeptami wrogów.” Od 11 marca we wszystkich miastach wojewódzkich odbywały się wielkie zgromadzenia tzw. aktywu, na których gromiono „wichrzycieli”, „syjonistów”, „sługusów imperializmu” i „ideologicznych dywersantów.” Na tysiącach transparentów pojawiły się hasła: „Literaci do pióra, studenci do nauki”, „Precz z syjonizmem”, „Oczyścić partię z syjonistów.” Nasiliły się czystki rozpoczęte w 1967 r. Pod pręgierzem stawiano niemal wszystkie osoby pochodzenia żydowskiego, żądając od nich na publicznych zebraniach deklaracji lojalności, potępienia Izraela, wypominając wszelkie możliwe winy, a następnie i tak usuwając z pracy i z partii (jeśli były jej członkami). • W dniu 19 marca, po transmitowanym na cały kraj przemówieniu Władysława Gomułki do aktywu partyjnego zgromadzonego w warszawskiej Sali Kongresowej, stało się jasne, że partia nie nawiąże dialogu ze studentami. Pierwszy Sekretarz rzucił ciężkie oskarżenia na opozycyjnych literatów, potępił organizatorów „awantur studenckich,” wymieniając z nazwiska Kuronia i Michnika, oraz „duchowych inicjatorów wichrzycielskich poczynań” – profesorów Kołakowskiego, Baczkę, Brusa, Morawskiego i Baumana. 17


Potępił syjonizm, zachęcając do emigracji tych, którzy „uważają Izrael za swoją ojczyznę.” Równocześnie w kuluarach partyjnych trwała walka o władzę, ale to już inny temat. Kampania antysemicka była bezprecedensowym skandalem w powojennej Europie. W jej wyniku w latach 1968–1969 opuściło Polskę bez prawa powrotu ponad 15 tys. obywateli (niektóre źródła podają ok. 20 tys.), w ogromnej większości całkowicie spolszczonych. Polska utraciła wtedy m.in. kilkuset naukowców, ok. 200 pracowników prasy i wydawnictw, 91 artystów, 26 filmowców, ponad 300 lekarzy. Większość niedobrowolnych emigrantów zamieszkała w Europie, a tylko nieliczni osiedli w Izraelu. Negatywne skutki marca 1968 roku na wyższych uczelniach przejawiły się w ograniczeniach i tak wąskiej autonomii, zwolnieniach z uczelni wymienionych przez Gomułkę profesorów i innych pracowników naukowych sympatyzujących z protestującymi studentami, osadzeniu na wpływowych stanowiskach na uczelniach osób, które brały udział w kampanii antystudenckiej, a także powołaniu na stanowisko docenta kilkuset „pewnych politycznie” osób bez habilitacji (tzw. docenci marcowi). Kilkuset młodych ludzi przeszło przez więzienia. Część uczestników wydarzeń marcowych została pozbawiona możliwości dokończenia studiów. Ale marzec 1968 roku, ów czas, gdy „zasnął rozum, zbudziły się upiory,” który przypominał, że „różne […] mogą być maski (także bardzo patriotyczne) tych, którzy w istocie dokonują zamachu stanu na demokrację i zasady państwa prawa” (prezydent RP Aleksander Kwaśniewski w 30. rocznicę wydarzeń marcowych), miał jeden pozytywny skutek. Stworzył bowiem pokolenie młodej inteligencji, którą połączyło wspólne doświadczenie, mającej głęboki dystans do panującego systemu, podejmującej próby działalności konspiracyjnej.

Pół wieku w drodze albo

Autoportret reportera U

rodził się na Polesiu w 1932 r. i stąd rozpoczął swoją wędrówkę, o początku której pisze: „Jako dziecko wędrowałem całą wojnę. Ciągle uciekaliśmy: najpierw z Pińska na stronę niemiecką, a potem przed Niemcami. Zacząłem moje wędrowanie, mając lat siedem, i wędruję do dnia dzisiejszego.”

Jest historykiem z wykszta- dwadzieścia lat mieszkał w Trzełcenia, ale w historii fascynuje cim Świecie, znajdował się go, jak pisze, to, „jak się ona w sytuacjach, gdy modlił się, by tworzy, jak reagują ludzie. móc ujść z życiem, ale nigdy nie A żeby o takiej historii pisać, ryzykował dla samego ryzyka. Jest dziennikarzem z wybooczywiście trzeba być w środku wydarzeń, bo potem i z ze- ru. Z tego, co nie mieści się wnątrz wszystko inaczej wyglą- w zwięzłych gazetowych inforda. A ja mam silną potrzebę macjach, powstają jego teksty, empatii, muszę to przeżywać bo tak nazywa swoje książki, razem z tymi ludźmi, to mi jest które uczyniły z niego najbardziej obecnie rozpoznawalnew jakiś sposób potrzebne.” Taką tworzącą się historią go polskiego twórcę na świebyły w połowie lat pięćdziesią- cie. Mowa naturalnie o Ryszartych XX w. narodziny Trzecie- dzie Kapuścińskim, którego go Świata. Był świadkiem tego takie książki, jak Szachinszach, fenomenu, „historii, która się Cesarz, Imperium czy Heban, staje, kształtuje, typu historii znane są na wszystkich kontynieksiążkowej, nieakademickiej.” nentach, a ich autor stał się Swą pierwszą podróż niedoścignionym wzoreporterską odbył w 1956 r. rem ambitnych dziennido Azji. Jako koresponkarzy, niezależnie od dent agencji prasowej kraju, w którym mieszpodróżował po Azji, kają, i języka, w którym Ameryce Łacińskiej, piszą. Dziś Ryszard Kaa przede wszystkim po puściński to pojęcie całym kontynencie afryi symbol tego, co prof. BLIŻEJ kańskim, gdzie był świadKotarbiński nazwał „doPOLSKIEJ kiem dwudziestu siedbrą robotą”. I chociaż po KSIĄŻKI świecie jeździ wielu DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ miu rewolucji. Ponad

18

MONITOR POLONIJNY


dziennikarzy, żaden nie potrafi swoimi tekstami tak przykuć uwagi czytelników, jak on, bo też chyba nikt, tak jak on, nie potrafi czuć i rozumieć świata. I dobrze się stało, że krakowski „Znak” wydał pod koniec roku 2003 niewielką książkę Ryszarda Kapuścińskiego, zatytułowaną Autoportret reportera. W przypadku Autoportretu nie mamy do czynienia z autobiografią w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na książkę składa się wybór z licznych wywiadów autora Hebanu, uzupełniony fragmentami jego wykładów czy uwagami z Lapidariów. I tu ukłon w stronę redaktorki Krystyny Strączek, która tego wyboru dokonała. Książka, będąca rezultatem jej pracy, pozwala czytelnikowi poznać Kapuścińskiego, jego warsztat pracy, stosunek do tego, co nazywa się misją i odpowiedzialnością dziennikarza. Odpowiada na szereg pytań nasuwających się w trakcie lektury jego tekstów, wyjaśnia, co zadecydowało o tym, że ich autor stał się specjalistą w szeroko pojmowanych problemach Trzeciego Świata oraz globalizmu. Barwne opowieści o własnej młodości, o rodzinnym biednym Polesiu, owej „Afryce przedwojennej Polski,” o próbach pisania „schodkowych” wierszy inspirowanych poezją Majakowskiego, o młodzieńczych futbolowych zwycięstwach i marzeniach pozwalają nam bliżej poznać Kapuścińskiego. Pozwalają nam także lepiej zrozumieć zainteresowanie autora człowiekiem Trzeciego Świata. W jednym z wywiadów autor pisze: „W czasie wojny przeżyłem straszną nędzę i głód. Wiem, co znaczy nie LUTY

mieć co jeść, nie mieć co na siebie nałożyć. Bardzo dobrze to rozumiem i pewnie dlatego tak dobrze czuję się wśród biedaków. To jest mój świat, a nie wielkie hotele, w których nie bardzo się odnajduję. A biedni ludzie – myślę tu o biedzie czystej, nie o degeneracji – są zazwyczaj wspaniali, gościnni, serdeczni. Czuję się między nimi bezpieczny i, jeśli jakoś wszędzie potrafiłem znaleźć dla siebie miejsce, to pewnie dlatego, że biedy w świecie jest tak wiele. Uważam, że mam i prawo, i moralne zobowiązanie do pisania o tych, których głosu na ogół nie słyszymy. Bo prawdziwa bieda nie krzyczy, nie płacze nawet. Bieda milczy.” Autoportret to także przewodnik dla młodych dziennikarzy, których ambicje sięgają znacznie wyżej niż poziom wyznaczony przez kolorowe czasopisma i telewizję, a któż inny niż Kapuściński jest bardziej uprawniony do uczenia o tym, jak

pisać o współczesnym świecie. Dla autora Imperium „reporter to nie tylko pisanie, ale i charakter, rodzaj człowieka.” A jaki to powinien być człowiek, określa dokładnie: „Do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Jedynie dobry człowiek usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie.” Zdradza nam też Kapuściński wiele ze swego warsztatu; pisze o tym, co zabiera, udając się w swe dalekie podróże, kiedy pisze, ba, czym pisze, co go inspiruje, jaki ma stosunek do komputerów itp. Niezwykle ciekawe są też jego uwagi o współczesnych mediach, a szczególnie o ograniczoności telewizji. Wrażliwy czytelnik chociażby jednej z książek Ryszarda Kapuścińskiego z całą pewnością sięgnie po Autoportret reportera, a dzięki tej lekturze jej autor stanie mu się jeszcze bliższy. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ

Dwa pytania do Karola Chmela poety i tłumacza literatur y polskiej Jest Pan jednym z nielicznych dziś tłumaczy literatury polskiej na język słowacki. Niedawno w wydawnictwie „Slovart“ ukazała się w Pana przekładzie Wieża błaznów Andrzeja Sapkowskiego. Czy w roku 2003 wyszły także inne Pana przekłady? Tak. Były to dwa tomiki poezji: Doba kamenná Jerzego Kronholda oraz wybór wierszy Bronisława Maja zatytułowany Svetlo a iné básne. Oba ukazały się w Wydawnictwie „Drewo a srd“.

A czego może oczekiwać czytelnik w 2004 roku? W tym samym wydawnictwie ukaże się niebawem mój przekład prozy Olgi Tokarczuk Gra na wielu bębenkach, nieco później wybór esejów Adama Zagajewskiego zatytułowany Mały Larousse. Pozostanę również wierny poezji. „Drewo a srd“ wyda w moim tłumaczeniu wybór z poezji młodych poetów śląskich Martwe punkty oraz wybór z twórczości Piotra Zomera. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ 19


Ch

yba każdy rodak, nie tylko kibic, zna nazwisko jedynego „latającego” Polaka. Adam Małysz, bo to o nim mowa, stał się fenomenem polskiego sportu. Za jego sprawą kibice sportów zimowych, a zapewne nie tylko oni, codziennie słyszeli o Polsce, poznali Zakopane i wiele dowiedzieli się o naszym kraju. Fenomen Małysza stał się najlepszą reklamą dla Polski, a sam mistrz wędrującym, a raczej skaczącym ambasadorem naszego kraju. Nasz najlepszy skoczek urodził się 3 grudnia 1977 r. w Wiśle, małym miasteczku w Beskidzie Śląskim. Za namową taty i wujka pierwsze skoki oddał już jako sześciolatek w roku 1983. W roku 1994 został wicemistrzem Polski juniorów w kombinacji norweskiej. W tym samym roku został członkiem polskiej kadry w skokach narciarskich. W sezonie zimowym 1994/1995 pokazał się z dobrej strony na Turnieju Czterech Skoczni i ten sezon można uznać za początek jego drogi przez skocznie świata. Pierwszy sukces w Pucharze Świata nadszedł w marcu 1996 r. Mistrzowska kariera, rozpoczęta na dobre w sezonie 2000/2001, do dziś przyniosła mu m.in. trzykrotne zdobycie Kryształowej Kuli - zwycięstwo w Pucharze Świata, około trzydziestu zwycięstw w konkursach w ramach Pucharu Świata, wielokrotne zwycięstwa drużynowe i indywidualne w zawodach na terenie Polski oraz liczne nagrody w plebiscytach krajowych i zagranicznych. Jak grzyby po deszczu pojawiały się fan-cluby Małysza. W roku 2001 pod jego domem zatrzymało się około 800 autobusów z kibicami, chcącymi zdobyć autograf mistrza i zrobić sobie z nim zdjęcie. Sam Adam powtarza zaś, że skoki to również sport i może nadejść czas, gdy nie będzie stale na najwyższym miejscu w tabeli.

Już przed rozpoczęciem kolejnego sezonu 2002/2003 wróżono Małyszowi koniec kariery, „fachowcy” straszyli kibiców „zużyciem się mistrza”, opowiadali o „królach jednego sezonu” i różnych przypadkowych zwycięzcach. Małysz natomiast z typowym dla siebie spokojem i skromnością kontynuował skoki. I zwyciężał. W trakcie całej kariery komentatorzy i kibice zwracali uwagę na niezwykłą skromność młodego skoczka. Nie zmienił on stylu bycia nawet w okresie największych sukcesów, gdy w Polsce kulminowała „małyszomania”, a przecież ilość nagród i stała obecność w mediach mogłaby każdemu zawrócić w głowie. Do tego nie był i nie jest skandalistą. Wolne chwile poświęca rodzinie, poprzez założoną przez siebie fundację wspiera młodych sportowców i jest szczęśliwy. Przed obecnie trwającym sezonem 2003/2004 było podobnie. Znów zapowiadano koniec kariery Adama, a dotychczasowe niepowodzenia traktuje się jako niezbite dowody na „koniec mistrza”. W obecnym sezonie Adamowi wiedzie się trochę gorzej. W chwili obecnej zajmuje „tylko” siódme miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata. Ponownie wielu „fachowców” mówi o końcu kariery i spisuje Adama na straty. On jest jednak mistrzem, ma trwałe miejsce w światowej czołówce i, czy to się komuś podoba, czy nie, zachwycił kibiców, ożywił polski sport i zajął miejsce w jego historii. A jak będzie dalej, zobaczymy! Adam walczy. OPRACOWAŁ: ANDRZEJ KALINOWSKI

Polski

orzeł

20

•ŻYCZENIA•

Klub Polski składa życzenia rodzinie państwa Ewy i Piotra Bajdów z okazji narodzin córki. Weronika Julia Bajda przyszła na świat 3 lutego 2004 r. w bratysławskim szpitalu w Petržalce. Wszystkiego najlepszego! Pani Jabłońskiej z Senca składamy serdeczne gratulacje z okazji narodzin PRAWNUKA MACIEJA. Klub Polski region Bratysława

Kilka słów o

rzeżusze M

imo że w poprzednim numerze zapowiadałam kontynuację rozważań nad polską składnią, dotyczących łączliwości czasowników z rzeczownikami, postanowiłam w tym numerze wykorzystać okazję i napisać kilka słów o polskiej ortografii. Przyczyna jest banalna. MONITOR POLONIJNY


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• UWAGA CZYTELNICY! Kto jeszcze nie zaprenumerował „Monitora Polonijnego“ na ten rok, niech się pospieszy, bo do końca marca zapłaci starą cenę, czyli 180 Sk. Od kwietnia cena egzemplarza wzrośnie do 25 Sk, co znaczy, że roczna prenumerata będzie wynosić 300 Sk. Wydawca

OFERTA PRACY!!! Duża międzynarodowa firma poszukuje do pracy (rezervačný agent) osoby znające dobrze języki: polski, angielski i słowacki. Zainteresowani mogą dzwonić pod numer telefonu 02 – 4850 1110. Redakcja nie pośredniczy w kontakcie z firmą oraz nie odpowiada za ustalenia pomiędzy stronami.

Trzyosobowa rodzina poszukuje do wynajęcia taniego mieszkania w Bratysławie lub okolicy. kontakt: Włodzimierz Butowski, tel. 0905 662 316.

UZYSKANIE POLSKIEGO DOWODU OSOBISTEGO!!! Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie informuje, że obywatele polscy, którzy, wyjeżdżając z Polski, musieli oddać dowód osobisty, oraz obywatele polscy, którzy nigdy dowodu osobistego nie posiadali, mogą w chwili obecnej otrzymać nowy polski dowód osobisty. Obywatele polscy, którzy oddali dowód osobisty przed wyjazdem z Polski, a chcieliby uzyskać nowy, powinni złożyć odpowiedni wniosek w wydziale spraw obywatelskich w ostatnim miejscu zameldowania na pobyt stały w Polsce. Obywatele polscy, którzy nigdy

Informujemy, że w tym miesiącu audycja radiowa w j. polskim – „MAGAZYN POLSKI” – zostanie wyemitowana dwa razy: 3 i 31 marca o godz. 19.20. MAGAZYN POLSKI. AM — Poprad 1071 kHz, Stačin 864 kHz, FM - Stará Ľubovňa 96,1 MHz Snina 102,2 MHz FM - Bratysława - Veľká Regina 103,2 MHz

nie posiadali polskiego dowodu osobistego i nigdy nie mieli zameldowania na pobyt stały w Polsce, a w chwili obecnej uznali, że dowód osobisty będzie im potrzebny, powinni złożyć wniosek w Urzędzie Dzielnicowym, WarszawaŚródmieście, ul. Nowogrodzka 43, 00 – 691 Warszawa, tel. 00 48 /22 /699 81 79, fax: 00 48 /22 /699 81 30. Do wniosku należy dołączyć dwa zdjęcia o wymiarach 3,5 cm x 4 cm - lewy profil (widoczne lewe ucho, bez nakrycia głowy i ciemnych okularów), akt urodzenia, paszport lub potwierdzenie posiadania obywatelstwa polskiego. Osoby zamężne/żonate dołączają akt małżeństwa. Rozwiedzeni powinni dołączyć akt małżeństwa z adnotacją o rozwodzie, natomiast wdowy/wdowcy akt zgonu współmałżonka. Każdy wnioskujący zobowiązany jest do osobistego stawienia się w urzędzie. Opłata skarbowa wynosi 30 zł. Wydział Konsularny nie pośredniczy w uzyskiwaniu dowodów osobistych.

REDAKCJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ OGŁOSZEŃ

OKIENKO JĘZYKOWE

Otóż w numerze lutowym, który sama sprawdzałam pod względem językowym, pojawił się błąd ortograficzny w zapowiedzi kolejnych przepisów w rubryce kulinarnej. Co prawda bardzo małymi literkami i zupełnie na końcu, ale jednak, pojawiła się zapowiedź: „Za miesiąc: rzerzucha – powiew wiosny, czyli ogródek na parapecie”. I do tej pory zadaję sobie pytanie, jak to się mogło stać, że nazwa tego wspaniałego ziela przedostała się do druku błędnie zapisana. Drodzy Czytelnicy! „Rzeżucha” piszemy z pierwszym „rz”, ale drugie to oczywiście „ż”!!! Ponieważ czuję się odpowiedzialna za stronę językową „Monitora”, mogę Państwa tylko przeprosić za ten chochlik drukarski lub… za swoją nieuwagę. Rzeżucha, gżegżółka czy piegża to LUTY

często wykorzystywane wyrazy w przeróżnych dyktandach sprawdzających znajomość ortografii, nawet w konkursach ogólnopolskich. Ich pisowni nie da się wytłumaczyć logicznie. Nie da się bowiem utworzyć od nich form, w których jedno „rz” lub drugie „ż” wymieniałoby się na odpowiednie inne spółgłoski. Ich zapis należy po prostu zapamiętać. Ortografia polska nie należy do łatwych (wbrew twierdzeniom niektórych). To nieprawda, że zawsze piszemy tak, jak mówimy. Podstawowe zasady pisowni polskiej są cztery. Pierwsza to zasada fonetyczna, polegająca na całkowitej i stałej odpowiedniości między głoską a literą, tzn. jednej głosce odpowiada zawsze ten sam

znak graficzny, np. agrafka, mama, woda. Na szczęście w ten sposób zapisujemy znaczną część wyrazów. Druga zasada – morfologiczna – zachowuje tożsamość poszczególnych wyrazów i ich cząstek, mimo iż w wymowie zachodzą upodobnienia i uproszczenia wymawianiowe. Na jej podstawie piszemy np. gwiazdka (nie: gwiastka), bo forma zależna to: gwiazdek; wróg (nie: wruk), bo: wroga. Trzecia zasada to zasada historyczna, dotycząca odróżniania rz i ż, ó i u, ch i h. Nie da się dziś wytłumaczyć pisowni takich wyrazów, jak np. chór, skóra, żaba czy właśnie rzeżucha. Ich zapis opiera się bowiem na historycznych procesach rozwojowych języka i trzeba po prostu go zapamiętać. Ostatnia zasada opiera się

na konwencji, czyli na umowności, a dotyczy przede wszystkim pisowni wielkimi literami, łącznej i rozdzielnej pisowni nie i innych cząstek, zapisu wielu wyrażeń przyimkowych, np. do siego roku, do widzenia, na pewno, naprawdę. Praktyka pokazuje, że przyswojenie sobie tych wszystkich zasad nie jest sprawą prostą. Pisownia niektórych wyrazów i ich połączeń rodzi dyskusje wśród samych językoznawców zajmujących się problemami ortografii, niektóre można zapisywać dwojako (o tym przy innej okazji), ale pisownia „rzeżuchy” jest tylko jedna. Pojawienie się błędnego zapisu potwierdza tylko słowackie powiedzenie: „Aj múdry schybí”. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


Naše dve dovolenky v Poľsku

22

chov“ a skvalitnila sa sieť čerpacích staníc, na väčšine zahraničných možno platiť kartou. Aj strakaté maringotky s nápisom „GRIL“ či „frytki“ popri hlavných ťahoch vystriedali dôstojnejšie motoresty či reštaurácie. Kvalita ich služieb nijako nezaostáva, ale ani neprevyšuje kvalitu služieb na Slovensku. Celkovo máte dojem, že vlastne nie ste až tak ďaleko od domova jazyku s troškou fantázie rozumiete, ceny sú na rozdiel od Jadranu prijateľné a Poliaci sú nám povahovo dosť blízki. Historické centrum Varšavy má za seOczami słowackich dziennikarzy bou určite nákladnú rekonštrukciu a podobne ako Bratislava sa stáva stále ZORA KALOUSKOVÁ atraktívnejším - s pôvabnými kaviarničNEZÁVISLÁ NOVINÁRKA kami, galériami a antikvariátmi v starobylých uličkách, ktoré sú však len vernou v škárach betónových sutín sa usídlili kópiou tých pôvodných - Varšava totiž vzácne vtáky a po rozvalinách sa nahá- pamätá časy, kedy doslova vstávala ňajú deti... z prachu... Aj Mazury nepatrne zmenili Cesta späť cez preplnenú a v asfalte svoj charakter: maličké rybárske „smasa topiacu Varšavu bola len potvrdením žalnie ryb“ na mnohých miestach vystriesprávnosti našej voľby. Každému sme po dali pekné reštaurácie, prístav v Mikolajnávrate rozprávali naše úžasné zážitky, kách má novú dlažbu, pribudlo klenotnícdošlo dokonca na televízny rozhovor pre tiev, cukrární, predajní so suvenírmi a janistú súkromnú televíziu. A tí istí kamaráti tárom, športovými a rybárskymi potrebazase nechápavo krútili hlavami... Ale kto mi, bankomatov a platených parkovísk, by sa nechcel vrátiť po rokoch tam, kde dokonca aj nemeckých autobusov. sa cítil dobre? Príležitosť sa naskytla toto Údené úhory predávajú v štýlových leto, keď sme sa rozhodli navštíviť cez stánkoch. pobaltské krajiny Fínsko a Škandináviu. Určite sa zvýšila aj kvalita služieb Malý stan sme vymenili za trošku mnohých kempov, pribudlo jácht, luxusnejší (a hlavne teplejší) autokara- vodných turistických ciest pre vodákov, van. A naša cesta viedla opäť cez Varša- výletných lodí a penziónov. V sezóne je vu na Mazury, na ktoré sme spomínali tu už určite plno. Ale stále majú svoj celé tie roky. Istému sklamaniu sme sa pôvab. Ešte stále môžete nájsť dôstojné nevyhli, keď sme podľa stavu ciest zistili, ticho zelených stromov, pokojnej hladiny že do Varšavy opäť za jeden deň v nor- jazera, rybára ťahajúceho z vody plné málnom čase neprídeme. Počas tých siete. Ešte stále sú akoby nedotknuté niekoľkých rokov sa stav vozoviek vôbec krikľavým megaturizmom, laserovými nezmenil, práve naopak, mali sme pocit, diskotékami a vodnými skútrami. Ak že aj tie dobré už ohlodal zub času. Ak nepôjdete po hlavných ťahoch, za pár slovenskí motoristi bedákajú nad našimi zlotých vám dievčatko pri ceste predá cestami, nevedia o čom hovoria. Diaľnic prútený košík pre mačku. Kto hľadá, je žalostne málo a na menej priemyselný nájde. Nájde určite aj to „svoje“ jazero. sever, hoci malebný a lákavý, nevedú vô- Dúfame, že na Mazurských jazerách sa bec. Našťastie radikálne ubudlo „malu- bude dať nájsť ešte veľmi, veľmi dlho... FOTO: STANO STEHLIK

Oblasť Mazurských jazier bola presne taká, akú sme si ju podľa slov Borisa Filana predstavovali. Zelená, tichá a dôstojná. Nikto sa nikam neponáhľa. Ani konský povoz plne naložený prútenými košíkmi, ani osamelý rybár na brehu jedného z tisícok jazier. Neviem si ani predstaviť, že by medzi plachetnicami, pokojne brázdiacimi hladinu, prefrčal motorový vodný skúter. Ten sem jednoducho nepatrí. Ak by sa turizmus podarilo udržať v takejto forme aj v 21. storočí, bolo by to úžasné. Ale to asi žiaľ, nepôjde. Náš záväzok, že každý deň budeme nocovať pri inom jazere, statočne dodržiavame. Dokonca si vyberáme kempy! tento nemá pekný výhľad na jazero, tamten je príliš z kopca... Po pár dňoch sme sa dokonca odvážili rozložiť svoj malý stan mimo kemp! Našli sme na mape najmenšie jazierko a slastne vychutnávali zelené ticho okolo nás. S nevôľou sme po návrate z prechádzky zaregistrovali ďalší stan pri „našom“ jazere ale s rodinkou z Katowic sme si porozumeli veľmi rýchlo: vymenili sme si „tekuté“ domáce zásoby a došlo aj na toho údeného úhora... A ráno si náš stan zvedavo obzeral odvážny bocian a zuby sme si umyli v krištáľovo priezračnej vode v jazere... Vďaka, pán Filan. Byť na Mazurách a nenavštíviť „Vlčie hniezdo“ je ako Paríž bez Eifelovky. Z bývalého Hitlerovho bunkra, v ktorom mal počas druhej svetovej vojny svoj super utajený stan, z ktorého ostali po samozničujúcich výbuchoch pri úteku nemeckých vojsk len ruiny, naskakujú zimomriavky aj dnes. Len šialený mozog fanatika je schopný toľkej sily - a toľkého strachu. Gigantické bloky niekoľko metrov hrubého betónu, hlboké podzemné bunkre, od obrovskej horúčavy skrútené tony železa - a to všetko v deštrukčnom chaose nahádzané na smetisko dejín. Ešteže to všetko obkolesuje upokojujúca zeleň, ktorá si svojsky poradí aj s najväčšími zločinmi proti humanizmu -

POLSKA

MONITOR POLONIJNY


miejskich osiedlach nie mieszka dużo zwierząt. Oczywiście nie liczę psów i kotów. Niektórzy hodują w domu chomiki, świnki morskie, a nawet białe myszki. Ale na naszym osiedlu mieszka KOZA. Nie żartuję, najprawdziwsza koza z rogami. Dla ludzi z osiedla jest ona wielką atrakcją. Przy siatce, za którą jest ,,jej“ ogródek często zatrzymują się dzieci. I nie są to wcale maluchy z przedszkola. Na kozę przychodzą popatrzeç nawet uczniowie z podstawówki! Koza przechadza się po

Na

ogródku rodzinnego domu i z godnością obskubuje korę z jabłonek. O tej porze roku ogródek jest pusty, drzewka nie mają liści, ale za to koza..., ta wygląda doskonale. Ma puszyste zimowe futerko w łaty. Chyba polubiła towarzystwo ludzi, bo bardzo chętnie wystawia pyszczek i czeka, co takiego dadzą jej dzieci przez oczka w siatce.

Wanda Chotomska Owca beczy już od rana, A przez kogo ? Przez barana! Mój mąż poszedł już na mecz, a ty owco, sied i becz ....

D o m i n i k a G re g u š ková z N i t r y n a p i s a ł a n a m o s woj e j ś w i n c e m o r s k i e j - R i k i m

Mój przyjaciel Każdy mówi, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Tak, to prawda, ale są i inne zwierzątka, którym można powiedzieć: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem”. Ja mam świnkę morską. Nazywa się Riki. Jest to bardzo mądre i kochane zwierzątko. Codziennie, gdy idę spać, zawsze przytulam Rikiego do siebie. To ciekawe, ale, jak zasnę, Riki jest przy mnie i nie rusza

się ani na krok. Nie ruszył się nawet wtedy, gdy rodzice poszli kiedyś w odwiedziny. On mnie pilnował, jak spałam, i nigdzie nie odszedł, a przecież mógł wówczas chodzić po całym mieszkaniu. Cały czas był przy mnie. Kiedy ktoś obcy przychodzi i chce go wziąć na ręce albo pogłaskać, to Riki zaraz ucieka albo gryzie. Latem byłam 2 tygodnie u mojej babci i dziadka w Polsce. Riki był wtedy sam z moim bratem. Świnka cały ten czas nic nie chciała jeść. Mój brat bardzo się bał, że kiedy przyjadę, to będę płakać, bo, jak mówił, jeszcze dwa dni, a Riki całkiem usechłby z tęsknoty. Kiedy przyjecha-

łam, mój Riki był chudziutki i przez całą noc tylko jadł i pił wodę, a my z bratem nie mogliśmy spać. Mój brat powtarzał tylko: „Riki, teraz to tylko pijesz i nikt przez ciebie nie może spać. A jak ja ci wcześniej dawałem jeść i pić, to nic nie chciałeś, tylko uciekałeś. Tak, Riki, schudłeś, ale przeżyłeś!“ Było mi wówczas smutno. Kiedy wracam ze szkoły i otwieram drzwi, to Riki mnie wita i robi ,,chrm chrm“, staje na łapkach i czeka, aż go wezmę na ręce. Bardzo lubię mojego Rikiego. Jest on moim najlepszym przyjacielem. Razem ze mną się cieszy, a jak jestem smutna, to on jest smutny, ale potem mnie rozweseli. Chciałabym się dowiedzieć, czy inne dzieci mają jakieś zwierzątko, a może ktoś też ma świnkę morską? STRONĘ REDAGUJE MAJKA

KADLEČEK


czyli powiew wiosny nają Państwo wyraz PRZEDNÓWEK? Po przeczytaniu obowiązkowych lektur szkolnych słowo to kojarzy mi się wyłącznie z obrazem dziewiętnasto wiecznej głodnej polskiej wsi. A jak wygląda przednówek w XXI wieku? W supermarketach smutne ziemniaki i zwiędłe buraki w towarzystwie podejrzanie zdrowo wyglądających importowanych owoców i warzyw.

Z

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

Na początek – by dokładnie wyjaśnić kwestie dotyczące rzeżuchy – proponuję rozwiązać „rzeżuchowy” test podwójny: a) test językowy – odmień przez przypadki słowo „rzeżucha” (ha, wcale to nie jest takie łatwe), b) test rzeczowy – czy rzeżucha to warzywo czy zioło? (udowodnij!).

DLA ZAAWANSOWANYCH – 3 x „S”, czyli sos, sałatka i surówka.

DLA POCZĄTKUJĄCYCH - pierwszy

SURÓWKA Z RZEŻUCHY

przepis-zagadka jest bardzo prosty, więc podaję tylko składniki: ciepły chleb z piekarnika, prawdziwe masło (z mleka „prosto od krowy”), świeża rzeżucha z parapetu, sól.

Składniki: garść rzeżuchy, sól, starty żółty ser, majonez. Rzeżuchę wymieszać z serem i majonezem, posolić.

SOS Z RZEŻUCHY (doskonały do jajek na twardo) Składniki: łyżeczka musztardy, ugotowane żółtko, 3/4 szklanki śmietany, sól, 2 łyżki rzeżuchy. Żółtko rozetrzeć z musztardą, dodać śmietanę i ucierać. Dodać posiekaną rzeżuchę, osolić.

SAŁATKA Z KAPUSTY Z DODATKIEM RZEŻUCHY Składniki: 1/2 małej główki kapusty, 2 jabłka, garść orzechów włoskich, rzeżucha. Sos do polania sałatki: 2 łyżeczki oleju, 2 łyżeczki octu winnego, cukier i sól do smaku. Kapustę poszatkować, jabłka zetrzeć na tarce, dodać orzechy. Składniki wymieszać. Sałatkę polać sosem i posypać rzeżuchą. MAJKA KADLEČEK Za miesiąc: Roztańczona Wielkanoc,

czyli wariacje na temat mazurka

Natury nie można oszukać. Zaczynamy odczuwać dotkliwy brak witamin, depresja czyha za rogiem, a do wiosny daleko... Organizm zmęczony zimą aż krzyczy: chcę zjeść coś świeżego, nie nawożonego, prawdziwego! A gdyby tak własnoręcznie posiać, zebrać i skonsumować? Nie, nie trzeba orać zamarzniętej ziemi, wstawać o świcie i odganiać głodne wróble i wrony. Wystarczy kupić w sklepie ogrodniczym nasionka rzeżuchy za kilka koron. Za podłoże wystarczy wilgotna wata na większym talerzu. Kiełkująca rzeżucha to taki mały cud natury, który odgrywa się przed naszymi oczami. Rano jest tylko nasionko, po południu już pierwsze kiełki, a kolejnego ranka pierwsze maleńkie roślinki, które w ciągu tygodnia urosną do wysokości 6-7 cm. Wtedy rzeżuchę można ściąć nożyczkami. Roślinka jest bardzo delikatna i szybko więdnie, dlatego trzeba ją konsumować zawsze świeżą.

Monitor Polonijny 2004/03  
Monitor Polonijny 2004/03  
Advertisement