Page 1

Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 1

MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY POLAKÓW W REPUBLICE SŁOWACKIEJ

Melchiora Wańkowicza

POWIETRZE ZMARTWYCHWSTANIA (czyt. na s. 6) rocznik III.

nr 3

marzec 1998

cena 5 Sk

Życzymy Zdrowia, Radości i Wszelkiej Pomyślności POLSKA PRZEWODNICZY OBWE 10 marca br. szef Stałego Przedstawicielstwa Polski przy OBWE w Wiedniu, ambasador Adam Kobieracki spotkał się ze słowackimi politykami, przedstawicielami instytucji rządowych, przedstawicielami korpusu dyplomatycznego, organizacji społecznych oraz z dziennikarzami, by informować ich o priorytetach Polski jako krainy, która przewodniczy OBWE. Na spotkanie zapraszał ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Bratysławie Jan Komornicki. Z początkiem roku 1998 Polska na dwanaście miesięcy objęła przewodnictwo Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (dalej OBWE), wcześniej znanej jako KBWE ( K - Konferencja). Organizacja powstała z inicjatywy Związku Radzieckiego w 1972 r., a rezultatem jej działań był Akt Końcowy z Helsinek (1975r.), dzięki któremu Moskwa zyskała od Zachodu akceptację polityczną oraz obietnicę współpracy gospodarczej, sama akceptując żądanie poszanowania ludzkich praw, tworząc tzw. „trzeci koszyk“ KBWE, nazywany też przez dyplomatów polskich „ludzkim wymiarem“ OBWE. Dziś struktury OBWE obejmują 53 państwa, tak więc OBWE, skupiająca wszystkie kraje europejskie, dawne republiki ZSRR, USA i Kanadę, jest największą organizacją bezpieczeństwa europejskiego, w którym uczestniczy także Rosja. Zarazem jednak jest to organizacja niewielka, jeśli wziąć pod uwagę, że posiada ok. 200 stałych pracowników, 14 misji i biur terenowych, a jej budżet zamyka się kwotą ok. 50 mln dolarów. Od stycznia 1998 r. Charmanem - in - Office, czyli urzędującym przewodniczącym OBWE został polski minister spraw zagranicznych prof. Bronisław Geremek. Zgodnie z panującym w tej organizacji zwyczajem, polskiego ministra będą stale wspomagali uprzedni przewodniczący - Duńczyk, oraz przedstawiciel Norwegii, która po Polsce przejmie przewodnictwo w 1999 roku.

Przejęcie przez Polskę przewodnictwa organizacji oznacza nie tylko to, że w Warszawie przez cały rok 1998 będą się krzyżowały drogi różnych inicjatyw dyplomatycznych, odbywały liczne spotkania, czy konsultacje, że jej przewodniczący będzie składał w imieniu organizacji różne oświadczenia, czy kierował swoich przedstawicieli do miejsc konfliktów i reprezentował OBWE w innych międzynarodowych organizacjach. Przede wszystkim oznacza, że prof. Geremek może aktywnie reagować na wydarzenia konfliktowe oraz przedkładać propozycje ich rozwiązań, co sprawia, że polski minister spraw zagranicznych jest w 1998 r. jednym z najważniejszych negocjatorów. Sytuacja to wielce korzystna dla Polski przede wszystkim ze względu na przebiegający proces ratyfikacji decyzji o przyjęciu do NATO, a także rozpoczęte rokowania o warunkach jej wejścia do Unii Europejskiej. Polska dyplomacja otrzymała zupełnie wyjątkową szansę udowodnienia swych możliwości, swego politycznego talentu, czy umiejętności godzenia interesów sprzecznych. Dla Polski, uznającej NATO jako gwaranta bepieczeństwa, OBWE jest uzupełnieniem niezmiennej od szeregu lat polityki tak wobec NATO, jak i wobec Unii Europejskiej i Unii Zachodnioeuropejskiej. Sens działań OBWE polega przede wszystkim na monitorowaniu i wczesnym ostrzeganiu przed groźbą konfliktów w całym regionie i na całym kontynencie, a z chwilą ich wybuchu odbudowa demokracji. Sama organizacja nie może zmusić stron konfliktu do przyjęcia takich, czy innych rozwiązań, ale nie konkurując innym organizacjom, współpracuje z nimi w ich zażegnywaniu czy łagodzeniu. Polska za pierwsze priorytetowe zadanie OBWE uznaje właśnie prewencję i sygnalizację możliwych konfliktów. Wymóg prewencji należy do najtrudniejszych; mieści się w nim i próba dyplomatycznego rozwiązania nabrzmiewającego konfliktu. Większość bieżących spraw stojących przed OBWE

to konflikty szczególnie trudne, bo wewnętrzne. Przypomnijmy je: budowa pokoju w Bośni, stabilizowanie sytuacji we Wschodniej Slawonii w Chorwacji, pomoc Albanii w normalizacji sytuacji wewnętrznej, konflikt wokół Górnego Karabachu, konflikty w Gruzji i Mołdawii, wojna domowa w Tadżikistanie, sprawa czeczeńska czy naruszanie praw człowieka i demokracji na Białorusi. Ostatnie dni przyniosły nam Kosowo i właśnie w chwili, gdy piszę ten artykuł (11.03.), o sytuacji w Kosowie obraduje Stała Rada OBWE a minister Geremek chce przedstawić własny plan dotyczący Kosowa. Wszystko to sprawy trudne i niejedna organizacja międzynarodowa, wliczając w to ONZ, starała się o ich rozwiązanie, a ponieważ trwałe rozwiązania często znajdują się poza zasięgiem możliwości, już samo zapobieganie eskalacji konfliktu uznać trzeba za sukces. Analiza chociażby wyżej wyszczególnionych „gorących miejsc“ na mapie politycznego kontynentu wskazuje jak istotnymi czynnikami w zapobieganiu czy łagodzeniu konfliktów są: umacnianie praw człowieka, w tym także praw mniejszości narodowych, demokracji, wolności prasy, dostępu obywateli do informacji. I ten właśnie tzw. „trzeci koszyk“ OBWE, czy „ludzki wymiar“ polscy dyplomaci uznają za drugi swój priorytet. Współpraca i współdziałanie z innymi organizacjami bezpieczeństwa, rozwijanie współpracy regionalnej i subregionalnej i jej wprowadzenie do karty bezpieczeństwa europejskiego, która ma zostać przyjęta na szczycie, to kolejny cel OBWE. Charakter działań OBWE wymaga, by organizacja ta angażowała się w konflikty przede wszystkim jako mediator a nie jako strona, co jest możliwe tylko przy pomocy taktu i talentu mediatorskiego, dużej zręczności i przezorności. Przewodniczenie Polski w OBWE jest więc także wyjątkową okazją do zdobycia wiedzy i doświadczeń. Danuta Meyza - Marušiaková


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 2

P

OLITYKA

2

MONITOR POLONIJNY PIĘCIU POLAKÓW porwanych w grudniu w Czeczenii wróciło do kraju. Po raz pierwszy na tym terenie próby odnalezienia i odbicia porwanych zakończyły się sukcesem, ponieważ przy okazji odbicia zakładników zatrzymano przestępców. W uwolnieniu Polaków, znajdujących się w więzieniu 53 dni, brały udział czeczeńskie służby specjalne Specnaz.

O WYSŁANIU POLSKICH ŻOŁNIERZY za granicę decydować będzie prezydent na wniosek Rady Ministrów. Ustawa została uchwalona przez Sejm w błyskawicznym tempie, które było wymuszone przez prawdopodobny udział polskiej kampanii Wojsk Obrony Przeciwchemicznej w operacji w Zatoce Perskiej. Jeżeli w najbliższym czasie dojdzie do konfliktu zbrojnego w Iraku, rząd wyśle tam kampanię, składającą się z ok. 120 osób, głównie żołnierzy zawodowych i kontraktowych, wyłącznie ochotników.

walili „Delegację Regionów“ popierającą rząd w przeprowadzeniu tejże reformy. Przedstawiciele m. in. Śląska, Małopolski, Mazowsza, Pomorza i Kujaw domagają się decentralizacji kraju i utworzenia nie więcej niż 14 dużych województw samorządowych. Projekt reformy spotyka się z wieloma protestami.

borska i Aleksander Kwaśniewski (4%), Zbigniew Brzeziński, Czesław Miłosz i Leszek Balcerowicz (po 3%) oraz Jerzy Giedroyc, Wojciech Jaruzelski, Jerzy Owsiak, Zbigniew Religa, Marek Kamiński i Aleksander Małachowski.

PREZYDENT ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI ratyfikował 23 lutego Konkordat między Polską i Stolicą Apostolską. Akt ten zakończył trwające już od kilku lat zmagania polityczne i kontrowersje wywołane niektórymi zapisami Konkordatu - głównie sprawami zawierania małżeństw i pochówku osób innych wyznań. Do końca marca ma nastąpić wymiana dokumentów ratyfikacyjnych podpisanych przez obie strony.

ZA NAJWYBITNIEJSZĄ POSTAĆ spośród wszystkich żyjących obecnie Polaków ankieterzy „Życia Warszawy“ uznali Jana Pawła II, który otrzymał 36% wszystkich głosów. 9% uzyskał Lech Wałęsa, a 5% - Krzysztof Penderecki. Kolejne miejsca zajęli: Wisława Szym-

OSPODARKA

G ULTURA

K

RYNEK UNII EUROPEJSKIEJ został zamknięty przed dostawami polskiego mleka i jego przetworów. W wyniku dokonanej losowo kontroli w zakładach mleczarskich stwierdzono, że ich produkty nie odpowiadają normom pod względem zawartości bakterii. Od stycznia br. w Polsce zaczęła obowiązywać nowa norma zgodna z rygorami unijnymi. Wie-

PREMIERA „SEMIRAMIDY“ Gioacchina Rossiniego odbyła się po 133 latach na wielkiej scenie Teatru Narodowego. Niezwykle trudnemu w odbiorze dramatowi z czasów babilońskich nadano o wiele przystępniejszą formę zinscenizowanego koncertu. W tytułowej partii królowej Semiramidy wystąpiła Agnieszka Kurowska, gwiazda Warszawskiej Opery Kameralnej, zaś męską partię wodza Arsace zaśpiewała Ewa Podleś. Orkiestrą dyrygował szef muzyczny Teatru Narodowego Grzegorz Nowak.

MACIEJ SKAWIŃSKI otrzymał trzecią nagrodę w konkursie World Press Photo: Nagroda Roku 1997 za zdjęcie, które jest fragmentem dużego fotoreportażu z ubiegłorocznej powodzi w Polsce.

PO RAZ TRZYNASTY wręczono Wiktory oraz Super Wiktory dla największych osobistości telewizyjnych minionego

DECYZJĄ PREZYDENTA Aleksandra Kwaśniewskiego osobom, które w marcu 1968 roku były zmuszone do opuszczenia Polski, zostanie przywrócone polskie obywatelstwo. Decyzja dotyczy prawdopodobnie ok. 12 tys. osób, z których najwięcej przebywa obecnie w Izraelu i USA.

PRZEDSTAWICIELE DWUNASTU czołowych województw kraju, które po reformie terytorialnej zachowają swój status, uch-

OD MARCA B.R. w Polsce wzrosły emerytury i renty oraz zasiłki pielęgnacyjne. Obecnie wysokość przeciętnej emerytury, która wzrosła o 39 zł, wynosi 796 zł. Najniższa emerytura oraz najniższa renta rodzinna wzrosła do 394.30 zł, a przeciętna renta rodzinna do ok. 686 zł. Druga podwyżka w tej samej wysokości nastąpi we wrześniu b. r. ZUS podniósł także m. in. wartość zasiłków pielęgnacyjnych, porodowych i pogrzebowych.

GRUPA POLITYKÓW UNII PRACY przystąpiła do Unii Wolności podczas IV Krajowego Kongresu UW. Wśród nich znaleźli się przede wszystkim działacze wywodzący się z byłej „Solidarności“, m. in.: Zbigniew Bujak, Artur Smółko, Piotr Pankanin. Polityków tych łączy pragnienie dokończenia reform, a na ich decyzję wpłynęły ostatnie działania Unii Pracy.

JAK PODAJE OBOP, 44% Polaków uważa, że przyjęcie Polski do NATO będzie wydarzeniem o wadze historycznej. Dla 56% badanych jest gwarancją niepodległości Polski. Co trzeci respondent sądzi jednak, że integracja z Paktem Północnoatlantyckim doprowadzi do kolejnego podporządkowania się Polski obcemu mocarstwu.

marzec 1998

le zakładów nie jest w stanie sprostać tym wymogom. W pierwszym półroczu 1997 roku eksport wyrobów mleczarskich miał wartość ponad 154 mln USD.

NA ZAMKU W MALBORKU przedstawiciele administracji regionalnej sześciu nadbałtyckich państw: Szwecji, Danii, Rosji, Litwy, Łotwy oraz Polski podpisali porozumienie o powołaniu Euroregionu Bałtyk. Będzie to 11. euroregion w Polsce, a zarazem największy w Europie. Zgodnie ze statutem tej struktury jej zadaniem jest integrowanie działań dotyczących przemysłu, rolnictwa, leśnictwa, transportu, wymiany młodzieży, współpracy kulturalnej i usprawniania komunikacji.

POLSKI EKSPORT liczony w dolarach był w 1997 r. zaledwie o 6,4% wyż-

roku. Za najpopularniejszego polityka uznano Leszka Balcerowicza, za największą osobowość TV - Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego, najlepszą prezenterką została Krystyna Czubówna, najpopularniejszym aktorem - Marek Konrat, a największym telewizyjnym odkryciem roku - Maria Wiernikowska. Super Wiktory za całokształt twórczości otrzymali w tym roku Maryla Rodowicz, Wojciech Młynarski, Bogusław Wołoszański i Marek Konrat.

W CENTRUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ w Warszawie otwarto zbiorową wystawę „Kartografowie“ będącą wspólnym projektem czterech europejskich centrów sztuki: chorwackiego (Zagrzeb), słoweńskiego (Maribor), budapesztańskiego i war szawskiego. Wystawa pokazuje zjawisko artystycznej interpretacji kartografii, a przedstawiono na niej 180 prac osiemdziesięciu artystów z całego świata. Prezentują

szy niż przed rokiem, natomiast import - aż o 13,2%. Ceny towarów eksportowych przy tym spadły, importowanych zaś -wzrosły. Najbardziej zwiększył się wywóz żywności i żywych zwierząt, olejów i tłuszczów roślinnych oraz surowców. Eksport odpadów, złomu żeliwa i stali zwiększył się o 50%. Słabe wyniki odnotowano w wywozie maszyn, urządzeń i sprzętu transportowego.

GMINY, które podczas powodzi w lipcu ub. r. ucierpiały najbardziej, otrzymają z Banku Światowego 120 mln dolarów. Najwięcej 43 mln USD ma otrzymać Wrocław. Pieniądze te zostaną wykorzystane na odtworzenie i modernizację dróg miejskich, sieci ciepłowniczej i wodociągowej, a także placówek zdrowotnych i oświatowych.

się wszystkie możliwe techniki artystyczne oraz trendy i nurty - malarstwo, grafika, wideo, instalacje.

BIBLIOTEKA NARODOWA obchodzi jubileusz 70-lecia. Założona dziesięć lat po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, szybko stała się jedną z największych narodowych książnic. Dziś może się pochwalić nie tylko liczącymi 7 mln egzemplarzy zbiorami, wśród których są najcenniejsze zabytki polskiego piśmiennictwa, ale i nowoczesną siedzibą oraz bazą bibliograficzną w Internecie. Do najcenniejszych zabytków Biblioteki należą Kazania Świętokrzyskie z poł. XIV w., Psałterz Floriański, średniowieczne odpisy kronik Galla Anonima, Wincentego Kadłubka, Jana Długosza, czy rękopisy Chopina. Przygotowała Joanna Nowak - Matloňová


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 3

marzec 1998

FERO MRÁZIK WSPOMINA W ostatnich dniach często powracam myślami do 17 lutego br., kiedy to przekroczyłem progi Instytutu Polskiego w Bratysławie, by z rąk Jego Ekscelencji Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej Jana Komornickiego przyjąć Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej nadany mi przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyjmując go, uświadomiłem sobie, bardziej niż kiedykolwiek dotąd siłę, wolę, szlachetność serc, a przede wszystkim nadludzką ofiarność pracowników i ochotniczych członków Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Polsce i Horskej služby w Słowacji przejawianą przy różnych wspólnych akcjach. Uświadomiłem sobie, że odznaczenie, które przejmuję, jest wyrazem uznania dla ich ofiarnej pracy. Akt nadania odznaczenia był jednym z moich najgłębszych przeżyć życiowych. Przyczyniło się do tego także duże zainteresowanie telewizji, prasy i radia. Zaskoczyła mnie prośba redakcji „Monitora Polonijnego“ o napisanie któregoś z własnych wspomnień ze wspólnych - polskich i słowackich - akcji ratunkowych. Tych wspomnień nagromadziło się wiele, powróciłem do publikacji Sygnały z Tatr i zdecydowałem się opowiedzieć o jednej z moich niezapomnianych wspólnych akcji, którą noszę głęboko w sercu, podobnie jak wspomnienie na mego kolegę, ówczesnego naczelnika Tatrzańskiego Pogotowia Ratunkowego (TOPR) Zygmunta Wójcika.

MONITOR POLONIJNY Zima 1959-1960 w Wysokich Tatrach charakteryzowała się dużym śnieżeniem i licznymi lawinami śnieżnymi, które zaskoczyły wielu taterników w czasie wypraw. 29 grudnia 1959 roku z Morskiego Oka wyruszyło trzech taterników, by dokończyć zimowe przejście filaru ściany Żabiego Szczytu Wyżniego (Vyšný Žabí Štít). Z wyprawy nie powrócili, a w trakcie ich poszukiwania członkowie Tatrzańskiego Pogotowia Ratunkowego stwierdzili, że pod szczytem w Dolinie Żabich Stawów Białczańskich (Dolina Žabích plies bialčanských) aż po sam Staw leży olbrzymia lawina. Miejsce to wielokrotnie przebadali ratownicy siedmiu wypraw prowadzonych przez Zygmunta Wójcika, z którymi współpracowali członkowie słowackiej Horskej služby. Dopiero 14 czerwca 1960 roku po wielu trudnych poszukiwaniach udało się znaleźć ciała taterników niemal na środku Stawu i uwolnić je z lodowych oków. Samo uwolnienie i wydobywanie ciał było niezwykle trudne i połączone z wielkim ryzykiem. Przy pomocy desek zrobiliśmy dostęp po puszczającym już lodzie i na gumowym czółnie oraz asekurujących linach przybliżyliśmy się do ofiar lawi-

3 ny. Udało nam się je wydobyć i znieść (na fotografii fragment ofiarnej pracy ratowników). I jeszcze jedno wspomnienie ... Wspomnienie o moim zacnym przyjacielu Zygmuncie Wójciku. W 1969 roku zaproszono mnie do Zakopanego na konferencję z okazji 60. rocznicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, na której mieliśmy także Zygmuntowi Wójcikowi wręczyć honorową odznakę Horskiej služby Slovenska za wzorową współpracę. Już na miejscu dowiedziałem się, że Zygmunt w czasie pobytu w Austrii złamał nogę. Ponieważ kość źle się zrastała, musiano mu ją ponownie łamać, a wkrótce potem dostał udaru mózgu. Powiedziano mi, że teraz leczy się już w domu. I tam się z nim spotkałem. Gdy przekroczyłem próg jego mieszkania, mój przyjaciel przywitał mnie roziskrzonymi oczami. Z jego ust ozwały się głoski F...F...F...F...F... i wreszcie całe słowo Fero. Długo przetrwaliśmy w silnym objęciu. Potem wręczyłem mu przyniesione odznaczenie, usiedliśmy za stołem. Otworzył zeszyt i czytał: m-a-m-a, dając mi w ten sposób do zrozumienia, że już uczy się mówić. Walczył z konsekwencjami choroby. Wkrótce opuścił nas na zawsze, ale duch Zygmunta Wójcika stale pozostaje między nami.

Fragment akcji ratowniczej

FRANTIŠEK MRÁZIK

ZYGMUNT WÓJCIK

(ur. 12.04.1914 Żylina) taternik słowacki, ratownik górski, przewodnik tatrzański. W latach 1942-1948 był zawodnikiem narciarskim, potem działaczem i organizatorem zawodów narciarskich w Tatrach. Od 1950 r. pracował w Tatrzańskiej Łomnicy w zarządzie schronisk tatrzańskich i był ochotniczym członkiem Tatranskej horskej služby (THS), a od 1952 r. jej stałym pracownikiem. Był inicjatorem utworzenia ogólnopaństwowej Służby Górskiej w Czechosłowacji (HS ČSSR), rozwijał współpracę THS z polskim Tatrzańskim Pogotowiem Ratunkowym, a potem z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. W latach 1954-1955 był naczelnikiem Służby Górskiej w Tatrach Wysokich, a w 1956-73 naczelnikiem słowackiej Służby Górskiej. W latach 1969-74 był przewodniczącym HS ČSSR i członkiem międzynarodowej organizacji ratownictwa górskiego IKAR. Od 1953 r. był instruktorem ratownictwa górskiego klasy II, a potem I oraz przewodnikiem tatrzańskim klasy II. Jest autorem licznych artykułów o ratownictwie górskim oraz współautorem różnych publikacji na ten temat. W 1997 r. prezydent RP Aleksander Kwaśniewski nadał F. Mrázikovi w uznaniu jego zasług dla współpracy polsko-słowackiej Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

(12.11.1914 Zakopane - 18.04.1972 tamże). Zakopiański taternik, ratownik górski, przewodnik tatrzański, działacz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (PTT) i Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Taternictwo uprawiał przede wszystkim w latach 1934-47; przeszedł wtedy szereg nowych dróg i wariantów na szczytach naokoło Gąsienicowej Hali. W latach 1948-50 działał w Komisji Szkolenia Górskiego KWPTT i ZGPTT jako wiceprzewodniczący. Był członkiem Klubu Wysokogórskiego i instruktorem taternictwa. W 1950 r. został przewodnikiem tatrzańskim, od 1951 r. członkiem Tymczasowej Komisji Przewodnickiej PTTK, a w latach 1963-66 członkiem Zarządu Koła Przewodników Tatrzańskich w Zakopanem. W 1945 r. został członkiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR), brał udział w licznych wyprawach ratunkowych. W latach 50-tych i 60-tych był jednym z najaktywniejszych działaczy w polskim ratownictwie górskim. Był współinicjatorem przekształcenia TOPR w Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, celem rozszerzenia zorganizowanej działalności ratunkowej na wszystkie góry polskie. Już jesienią 1952 r. był współorganizatorem kursów ratownictwa górskiego w Szczyrku, Krynicy i Jeleniej Górze. Szkoleniem ratowników górskich zajmował się także w następnych latach. W latach 1952-60 i 1964-66 był naczelnikiem Grupy Tatrzańskiej GOPR, a w 1960-64 inspektorem do spraw technicznych i szkoleniowych GOPR.


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 4

4

MONITOR POLONIJNY

Patron Nagrody - Eugeniusz Kwiatkowski (1884-1974) był inżynierem chemikiem, politykiem i działaczem gospodarczym. W latach 1926-30 był ministrem przemysłu i handlu. W pamięci Polaków pozostaje przede wszystkim jako realizator rozbudowy portu w Gdyni i budowy polskiej floty handlowej oraz współtwórca koncepcji budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego. W latach 1928-1930 i 19381939 był posłem na sejm, a w latach 19351939 wicepremierem i ministrem skarbu. Po wojnie, w latach 1945-1947, był kierownikiem delegatury rządu do spraw rozbudowy wybrzeża. Autor wielu prac dotyczących gł. technologii chemicznej, historii chemii i przemysłu chemicznego, polityki, historii gospodarczej i spraw morskich.

w rolnictwie. Do roku 1980 pracował w Polsce na kierowniczych stanowiskach w Kombinacie Polskich Gospodarstw Rolnych w Świdnicy Śląskiej. Ożenił się ze Słowaczką, panią Vierą i w 1981 roku osiadł w Słowacji. W latach 1981 -1990 pracował w dyrekcji największego w regionie liptowskim zakładu rolniczo-spożywczego w Liptowskim Mikulaszu. Własne inicjatywy gospodarcze zaczął rozwijać w nowych warunkach polityczno-gospodarczych; założył w Słowacji 6 firm handlowo-produkcyjnych, przede wszystkim w bliskiej i znanej mu branży spożywczo-rolniczej. W programie tych firm od samego ich początku była także współpraca gospodarcza z Polską. „W Słowacji znalazłem ludzi, dziś mi bardzo bliskich nie tylko służbowo, ale przede wszy-

Nagroda E. Kwiatkowskiego dla TADEUSZA FRĄCKOWIAKA W listopadzie 1997 roku na I Europejskim Forum Gospodarczym Polonii w Poznaniu zostały wręczone już po raz drugi doroczne nagrody Stowarzyszenia im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Nic więc dziwnego, że Kapituła Nagrody im. E. Kwiatkowskiego, składająca się z wybitnych postaci polskiego i emigracyjnego życia publicznego, honoruje wybitne zasługi w rozwoju stosunków gospodarczych między Rzeczpospolitą Polską i Polonią. W regulaminie Nagrody m. in. czytamy: “Inicjatorzy pragną corocznie wyróżniać osoby, które uruchomiły i rozwijają prywatne firmy polonijne w kraju, weszły w trwałe więzi kooperacyjne lub handlowe z partnerami polskimi lub polonijnymi, tudzież efektywnie promują polskie towary i usługi w środowiskach miejsca zamieszkania na emigracji“. Nagroda Główna ma formę brązowej statuetki przedstawiającej zarys postaci patrona, a dziewięciu laureatów otrzymuje dyplom honorowy. W 1997 roku Nagroda Główna powędrowała do Republiki Południowej Afryki, a otrzymał ją Stefan Mathews, człowiek który praktycznie całe dorosłe życie spędził poza granicami Polski, jest założycielem PołudniowoafrykańskoPolskiej Izby Handlowo-Gospodarczej w Johannesburgu i od wielu lat prowadzi interesy z polskimi firmami. Nas napawa szczególną dumą fakt, że jeden z dziewięciu Dyplomów Honorowych Nagrody Eugeniusza Kwiatkowskiego otrzymał nasz rodak mgr inż. Tadeusz Frąckowiak, współzałożyciel znanego w północnej Słowacji EUROHOLDINGU VEREX, przewodniczący jego prezydium i zarazem dyrektor generalny Spółki Akcyjnej Zdroj Verex w Liptowskim Mikulaszu, współzałożyciel Asocjacji Handlowej AVODIS z siedzibą w Bratysławie. Ten energiczny, pełen pomysłów i projektów Wielkopolanin urodził się w 1954 roku w Kościanie, studiował na Uniwersytecie im. Marcina Lutra w Halle-Wittenberg. Studia ukończył w 1977 roku obroną nowatorskiej pracy dyplomowej na temat wykorzystania komputerów

stkim osobiście, którzy są moimi wspólnikami w firmach należących do dziś już znanego w Północnej Słowacji EUROHOLDINGU VEREX - grupy firm zajmujących się produkcją i dystrybucją artykułów spożywczych“ - mówi Tadeusz Frąckowiak. Założycielem VEREXU obok T. Frąckowiaka byli dwaj bracia Mikušiakowcy i inż. Krč. Na początku lat 90-tych każdy z autorów sukcesu dzisiejszego EUROHOLDINGU działał indywidualnie w handlu czy usługach. Wspólną działalność rozpoczęli przez założenie centrali handlu hurtowego artykułami spożywczymi. Do Polski eksportowali jaja, piwo i słód; w artykuły spożywcze i artykuły gospodarstwa domowego zaopatrywali sklepy, hotele i restauracje Liptowa i pobliskich Tatr. „Już w tym czasie - mówi koncepcyjny strateg VEREXU T. Frąckowiak - zaczynaliśmy odczuwać potrzebę połączenia naszego handlu z produkcją artykułów spożywczych“. I tak w roku 1991 powstała nowa firma VEREX s. a., która rozwinęła kontakty nie tylko z producentem mięsa i mleka - Spółdzielnią Rolniczą w Liptowskim Ondreju, ale także z przetwórcami mleka - Liptowskimi Mleczarniami. W 1992 roku czterej właściciele sp. z. o. o. Verex Liptovský Mikuláš wypracowali swój projekt budowy supermarketu w Liptowskim Mikulaszu, wychodząc ze strategii, którą dyrektor, a teraz już generalny dyrektor Zdroj Verex a. s. Liptovský Mikuláš T. Frąckowiak, charakteryzuje następująco:“Okolica Liptowskiego Mikulasza i samo miasto jest tradycyjnym przystankiem, lub co najmniej miejscem tranzytowym dla rodzimych i zagranicznych turystów przybywających do najbardziej odwiedzanych terenów turystycznych Słowacji - Wysokich bądź Niskich Tatr.“ I tą ideą kierowali się, przystępując do wygłoszonego przez miasto Mikulasz publicznego przetargu na budowę centrum

marzec 1998 handlowego na Osiedlu Podbreziny. Przetarg właściciele VEREXU wygrali. Ich projekt opierał się na badaniach marketingowych liczących się z siłą nabywczą największego w Liptowskim Mikulaszu osiedla i z całorocznym ruchem turystyczny, a T. Frąckowiak, formułując stretegię firmy, wykorzystał także swe niemieckie doświadczenia. Supermarket budowali na tzw. zielonej łące. Inwestycja nie była tania; projekt liczył się z nakładem 30 mln. na samą budowę i 6 mln. na wyposażenie. Na taką jednorazową inwestycję nie mogli sobie pozwolić nawet właściciele doskonale prosperującego VEREXU. Mieli to szczęście, że finansowe poparcie znaleźli u przedstawicieli Spółdzielni Rolniczej w Liptowskim Ondreju, która stała się w końcu trzecinowym udziałowcem firmy. 1 czerwca 1993 roku, po jedenastu miesiącach, Supermarket VERIMEX przyjął pierwszych klientów. Na 2500 m2 powierzchni sprzedażnej kupujący mogą w nim codziennie wybierać z asortymentu ponad 15 tys. towarów pochodzenia krajowego, a także z tego, który firma importuje (także z Polski). Że wybór jest naprawdę szeroki, świadczyć mogą chociażby jogurty - o każdej porze dnia na półkach można wybierać z co najmniej trzydziestu rodzajów produkowanych przez mleczarnie słowackie. Nie mniejszy jest asortyment produktów mięsnych, mrożonek, wyrobów piekarskich, cukierniczych, herbat, kawy, napojów itp. W oświetlonych witrynach chłodniczych wabią stale świeże i doskonale opracowane i rozporcjowane mięsa. I, co na rynku słowackim rewelacją, obróbka mięsa dostarczanego ze Spółdzielni w Liptowskim Ondreju, odbywa się przed oczami kupujących - rzeźnicy pracują za szklaną ścianą. Mięso w danym dniu nie sprzedane, trafia natychmiast do własnego działu produkującego półprodukty i wyroby. Z własnej produkcji pochodzi także większość wyrobów sprzedawanych w dziale delikatesów (m. in. ciastka, kanapki, sałatki). Świeżość innych artykułów spożywczych zapewniają przede wszystkim Liptowska Mleczarnia, Hurtownia Owoców i Warzyw Fructal. Supermarket otwarty jest przez 362 dni w roku, a zamknięty tylko przez trzy dni - w Nowy Rok, pierwsze Święto Bożego Narodzenia i w Wielkanocną Niedzielę. Oprócz wysokiej jakości artykułów spożywczych kupujący mogą wybierać i przebierać w szerokim asortymencie towarów drogeryjnych, nabyć np. także kwiaty, a płacić mogą nie tylko gotówką (w Supermarkecie są bankomaty), ale także kartami VUB, Eurocard i Mastercard, co szczególnie cenią sobie turyści zagraniczni, których auta różnych rejestracji codziennie widać na parkingu przed Supermarketem. Supermarket, przez który dziennie przewija się ok.3 tys. kupujących (rekord wynosił 7 tys.), zatrudnia jedynie 90 pracowników, wliczając w to własną służbę strażniczą. „Trzymamy się strategii wyboru ludzi młodych, których z reguły wybieramy spośród absolwentów szkół średnich i szczerze mówiąc, wychowujemy ich sobie“. Supermarket VERIMEX stał się wizytówką EUROHOLDINGU VEREX. Tadeusz Frąckowiak nie może zaprzeć się głęboko zakorzenionych wielkopolskich genów rzetelności, gospodarności, czy umiejętności perspektywicznego myślenia i strategicznego planowania, o czym m. in. świadczyć może jego następująca wypowiedź: „Być współwłaścicielem firmy wyrabiającej artykuły spożywcze oznacza posiadanie pewności co do terminowości i jakości towarów, które firma przejmuje do swojej sieci handlowej“ - dlatego


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 5

marzec 1998 też współpracuje tylko z tymi, którzy takie gwarancje dają. Euroholding VEREX to także założony w 1993 r. VEREX ELTO - handel hurtowy z art. elektro i materiałem elektroinstalacyjnym, mający swe filie w Bratysławie i w Koszycach będący domeną działalności czwartego ze wspólników inż. Krča; wspominany już holding Liptowska Mleczarnia - zaopatrujący nie tylko region Liptowa, ale z powodzeniem ekspandujący na całą Słowację i zagranicę; znana Spółdzielnia Rolnicza w Liptowskim Ondreju; Firma Handlowo-Dystrybucyjna Fruktal; Specjalizowana Spółka Bioma - handlująca materiałem genetycznym dla produkcji zwierzęcej mającym na celu osiągnięcie wyższej mleczności krów; Šport Hotel VEREX; Firma Handlowo Dystrybucyjna HLM sp. z o. o.; Hurtownia Spożywcza VEREX - ORAWA sp. z o. o. W jego skład wchodzi również duża firma ZDROJ VEREX s. a. Liptovský Mikuláš, w której T. Frąckowiak jest prezesem zarządu, a która jest właścicielem dwu centralnych hurtowni art. spożywczych, 15 sklepów spożywczych i drogerii oraz zakładu produkującego znane słowackie sałatki majonezowe. Być może lista ta

MONITOR POLONIJNY nie jest pełna, jeśli coś pominęłam - niech mnie tłumaczy dynamiczność czterech założycieli firmy, za którą niestety nie nadążam. Tadeusz Frąckowiak silnie związany jest z Liptowem. Współpracuje z władzami miejskimi i wojewódzkimi w Liptowskim Mikulaszu i w Rużomberku. Z regionem, co bardzo ważne, silnie związany jest EUROHOLDING VEREX, który praktycznie realizuje filozofię dwóch wspólników: mgr. inż. Frąckowiaka i inż. Mikušiaka, twierdzących, że: „Pieniądze zarobione w regionie, powinny być inwestowane w jego dalszy rozwój“. Inżynier T. Frąckowiak, który sukces swój oparł m. in. na współpracy produkcyjnej i handlowej z Polską, był mile zaskoczony otrzymaniem Dyplomu Honorowego Nagrody im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Przyznaje, że w Słowacji propaguje Polskę, polską zaradność i umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach gospodarczych i życiowych. „Szczególnie miło zaskoczył mnie fakt, że tak prestiżowe wyróżnienie otrzymałem jako człowiek, który zaledwie osiem lat ma możliwość rozwijania swoich umiejętności na polu biznesu w byłym państwie socjalistycznym“ - dzieli się z nami swymi doznaniami T. Frąckowiak, któremu gratulujemy i my. Danuta Meyza - Marušiaková

5

DOBRE, BO

NASZE Na szczęście dawno już mamy za sobą czasy bezkrytycznego zachwytu nad tym, co dociera spoza granic. Minęły czasy zachłystywania się wszystkim, co pochodzi z zachodu, a porzekadło „Cudze chwalicie, swego nie znacie“ w Polsce z powodzeniem mogłoby już zostać wyparte przez „Dobre, bo nasze“. Od pięciu lat, wybierając towar w sklepie, trafić można na wyrób z biało-czerwoną naklejką opatrzoną napisem „TERAZ POLSKA“. Badania wskazują, że ponad połowa respondentów świadomie decyduje się na kupno produktów opatrzonych tymże znakiem. Wśród nich znajdują się zarówno śmigłowce czy szybowce sportowe, jak i np. robot kuchenny, odkurzacz czy sok z czarnej porzeczki, znany od lat batonik Prince Polo albo torcik wedlowski. Nic dziwnego, skoro Polskie Godło Promocyjne stało się symbolem najwyższej jakości. Formuła konkursu promującego najlepsze polskie wyroby ulegała od czasu swego powstania różnym zmianom, dziś przyznawana jest przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego, która została powołana przed dwoma laty w ramach działalności Krajowej Izby Gospodarczej. O randze wyróżnienia świadczy również fakt, iż patronat nad pracami Fundacji objął sam prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. Zainteresowanie konkursem ze strony polskich producentów jest duże. Posiadanie godła przyczynia się w niebagatelnym stopniu do podniesienia rangi firmy na rynku oraz powoduje oczywisty wzrost popytu na jej wyroby. Laureaci mają prawo do używania godła „TERAZ POLSKA“ przez okres jednego roku, z możliwością przedłużenia jego ważności na kolejny rok, po uprzedniej weryfikacji jakości wyrobu. Ponadto Fundacja wspiera ich kampanie reklamowe i działania proeksportowe. W dotychczasowych siedmiu edycjach konkursu wzięło udział ponad 3 tysiące polskich przedsiębiorstw, z czego nagrodzone zostały za swe wyroby 104 firmy. Ostatnia edycja miała wyjątkowo duże powodzenie, a swoje produkty przedstawiły na niej państwowe i prywatne, małe i duże firmy z 34 województw. Szeroko prowadzona kampania reklamowa sprawiła przy tym, że tym razem obok firm spożywczych, czy kosmetycznych, które do tej pory najczęściej ubiegały się o wyróżnienie, odnotowano duże zainteresowanie firm informatycznych, elektronicznych, czy producentów sprzętu medycznego. Ich wyroby oceniało kilkuset ekspertów. Organizatorzy, którym zależy na nadaniu konkursowi najwyż szej rangi, zadbali o wyjątkowo uroczystą oprawę imprezy, na której piętnastu producentom (ogółem było 127 zgłoszonych produktów) statuetki polskiego Godła Promocyjnego wręczył prezydent Aleksander Kwaśniewski. Trwająca obecnie VIII edycja konkursu posiada nową, rozszerzoną formułę, w której dodatkowo oceniane i nagrodzone będą najlepsze produkty i usługi rzemieślnicze. W przygotowaniu jest także konkurs obejmujący usługi i branżę hotelarsko-rzemieślniczą. Joanna Nowak - Matloňová


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 6

6

MONITOR POLONIJNY

Powietrze

ZMARTWYCHWSTANIA Baźki zapachniały ... Owszem, bywały takie Święta Zmartwychwstania z baźkami. Ale na tę Wielkanoc baźki rozwijają się z ociąganiem. Trzymają śniegi, wzbierają powodzie. Człowiek pełza dołem tych wszystkich spraw skurczony. W niebo nie patrzy, bo szare. Nagle, człowieku biedny, o nozdrza twoje uderza zapach. Podnosisz głowę. Tak, to nie baźki, którym śnieg wyleźć nie pozwolił, to zapach twojej młodości, twego dzieciństwa. Ziemia polska jest nasiąknięta zapachami, dźwiękami, szmerami, pobłyskami splecionymi przez dzieje, których nikt nie wypleni i z ciebie, człowieku. W tych zapachach jest - zapach wielkanocny. Zapach, do którego człowiek gotował się przez długi post, aby go tym chłonniej spotkać. Zapach pieczonych ciast. Zapach korzeni. Zapach mięsiw. Zapach kadzidła. Zapach rozmiękłej ziemi, kiedy się wracało z kościoła. Przeczucie kasztanów, które pękać poczną, przebiśniegów, które się przedrą przez wrogą skorupę, soków krążących w klonach - przeczucie Wielkiego Zmartwychwstania Wiosennego, które szaleństwem wypełnia burzliwy potok dziatwy, wylewający się na bure jeszcze łączki. Ich braciszkowie, cielątka, równo-

cześnie wypuszczone na wygon, wyprawiają cielęce skoki, ich braciszkowie, wróble szare, też oszalały chyba i z radosnym świergotem tarzają się w wiośnie. Przeszła zima! Przeszła zima! ... Po poddaszach sklepić się poczną gniazda, bociek zleci na założone koło, lasy i łęgi, i wody porosłe sitowiem zabuzują miłosnymi chórami - wielkie przygotowania na wzrost nowych pokoleń, na nowe tworzenie nowego kręgu ciągle odradzającego się życia. Wesoły nam dziś dzień nastał, którego z nas każdy żądał, Alleluja!... Tak śpiewają, „którzy w otchłaniach siedzieli“. Dzieciaki, które siedziały w otchłaniach domostw nie wietrzonych, wyprysnęły z różnokolorowymi jajami w łapinach. Małe szulery ustawiły łubki z kory i taczają jajka. Jajka, staczające się z łubka, zataczają elipsę w kierunku cieńszego końca i stają. Teraz należy trafić takie jajko swoim. Dzieci gości z miast są ogrywane niemożliwie, bo czy to takie wie, z jakiej wysokości łubka, w jakiej zależności od kształtu jaja należy je puszczać.

Niebawem zgrani na jajkowej rulecie pędzą z rykiem i pustymi rękami, a zasmarkanymi nosami, do swych rodzicielek wycyganić jajko na odgrywkę. Z boku zebrali się jajkowi pokerzyści - starsze chłopaki. Próbują swoje jajka, uderzając je końcami. Właściciel twardszego zabiera partnerom pęknięte. Zdarza się, że jeden ogra wszystkich, ma z pół kopy wygranych jajek, wyprawia się więc na pobliską wieś po dalsze łupy i nagle wraca z pustymi rękami i podbitym okiem. Ograni wsiowcy wezwali ekspertów, którzy rozpoznali pomalowane jajko perliczki, wiadomo, że twardsze. W otchłaniach siedzieli i ci starsi. Życie dosyć im doskwierzyło. Rok trzeba zaciskać pasa. Dziś pojedzą do woli dobrych rzeczy, pysznych rzeczy, zajadanych z pokolenia w pokolenie. Każdy szczebel drabiny społecznej ma swoje przysmaki. We dworach, wiadomo, pańskie zbytki. Na dwadzieścia osiem dni przed Wielkanocą wybiera się dorodnego indora, rozwiera mu się dziób i wpycha się orzech włoski w skorupie. Następnego dnia - dwa. Potem po jednym więcej, aż czternastego dnia biedny indor połknąć musi czternaście orzechów. Po tym co dzień wpycha mu się jeden orzech mniej, indyk myśli i myśli, starając się zrozumieć te praktyki, aż ostatniego dnia wlewa się w niego kielich wódki i zarzyna. A czyż to tylko indor na stole wielkanocnym czekał? A głowizna? Wielka świńska głowa z czerwonym jajkiem w zębach. Uczta wielkanocna poczynała się od tego, że gospodyni, po podzieleniu się jajkiem, zbliżała się do głowizny z talerzem i wycinała za uchem wąski kawałek mięsa.

marzec 1998 To już taki los gospodyni - jeść wszelkie rytualne paskudztwa. Na przykład na wilię - wszystkie cztery mazie stanowiące tzw. kutię. A w niej najgorsza: kisiel owsiany. Brrr... Może w tych obowiązkowościach był jakiś zamierzchły obowiązek umartwienia, tego, który kazał św. Franciszkowi sypać do deseru popiół zaczerpnięty z kominka? A może nawet ta nieszczęsna jakaś babunia zapędzana do owsianego kisielu za grzechy nas wszystkich to był poblask aż z pogańskich czasów, kiedy na święto wiosny wybierano Kozła Ofiarnego? Ale i innych nie dopuszczano do żarcia bez ćwiczeń duchowych. W zapadłym kącie na pograniczu Litwy i Żmudzi, gdzie spędzałem połowę lat mojego dzieciństwa, inną połowę oddając Białorusi, w małym kościółku filialnym, gdzie mężczyźni stali z jednej, a kobiety z drugiej strony kościoła, strona kobieca intonowała: Juozapia, Juozapia - pokołysz dziecię! Na co męski chór odpowiadał: Nie benda, nie benda, jak sobie kcecie. A potem już jakoś tak szło, że „runęło, błysnęło w Betlejem mieście“, no i baby triumfowały, chociaż o Dniu Kobiet nikomu nie śniło się jeszcze. A ja, biedny, z tego wszystkiego pamiętam mój pierwszy, i to wierszowany, felieton, dorabiający ostatnią strofkę: ... to Józef, to Józef dostał w łeb nareście. Ciotka to posłyszała i zaraz po Wielkanocy zapowiedziała, że postawi mnie klęczeć na grochu. Był to omen. Potem nieraz za felietony klękiwało się na grochu. Bo w dniu Zmartwychwstania był immunitet kompletny. Następował „dzień długich noży“, z którymi atakowaliśmy combry, polędwice, prosiaki pieczone i ptactwo, objadając się tak niemożliwie, że baranek z cukru wytrzeszczał oczy pod swoim baldachimem z rzeżuchy. Z kolei następował atak na mazurki i sękacza o potężnych kolcach częściowo w nocy przez „pacuki“ (wielkie azjatyckie szczury) objedzonych. Wuj Sewerutek, powstaniec, żarłok wielki, nie mógł zasnąć na naszej kawalerskiej górce i jęcząc postękiwał: - Musi ten rosół zaszkodziwszy. „Wesoły nam dziś dzień nastał“, Czytelnicy. Bo już przestaliśmy stać w kolejkach po szynkę w konserwie i po cytryny, zgrzebaliśmy, co ta kto miał, ręce opuścimy i odpoczniemy. Wsłuchajcie się w ten dzień wielkanocny, oby wam wstał słoneczny i cichy, i łaskawy. Wsłuchajcie się w ten dzień i poczujcie, jak ziemią naszą ciągną zapachy, którymi nasiąkła od lat.

MELCHIOR WAŃKOWICZ (10.01.1892 w Kałużycach - 10.09.1974 w Warszawie). Publicysta i prozaik. Studiował w Krakowskiej Szkole Nauk Politycznych i na Wydziale Prawa UJ. Działał w organizacjach akademickich, był podoficerem Związku Strzeleckiego. W latach 1917-18 był żołnierzem w Korpusie Polskim w Rosji, następnie w Wojsku Polskim. Jako publicysta debiutował w piśmie konspiracyjnym „Wici“. Był sekretarzem „Kuriera Porannego“ (1922-23), do roku 1926 naczelnikiem Wydziału Prasowego i Widowiskowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Po wybuchu wojny 1939 r. przedostał się za granicę; początkowo przebywał w Rumunii, na Bliskim Wschodzie, potem we Włoszech, Francji, Niemczech i Anglii. W latach 1943-45 był korespondentem wojennym. W 1949 r. zamieszkał w Stanach Zjednoczonych, a do Polski powrócił na stałe w 1958 roku. Jego opowieści reportażowe, łączące autentyczne wydarzenia z elementami wspomnieniowymi i fabularno-anegdotycznymi, urzekają swadą i językiem jędrnym, obrazowym, świeżym i niezwykle bogatym. Wańkowicz - to wspaniałe czytanie. -“Wańkowicz krzepi“ - głosi K. Kąkolewski, a któż by nie chciał być pokrzepiony? - Z bogatej twórczości M. Wańkowicza sięgnijmy przynajmniej po: Bitwę pod Monte Cassino, Wrzesień żagwiący, Szczenięce lata, Ziele na kraterze, Tworzywo, Drogę do Urzędowa, Jak daleko? Po utwory wspomnieniowo-gawędziarskie o dawnych sprawach i ludziach: Tędy i owędy, Prosto od krowy, czy do zbioru Zupa na gwoździu - doprawiana. Nie pomińmy jego trylogii amerykańskiej W ślady Kolumba oraz przeglądu dorobku publicystycznego z całego życia Przez cztery klimaty.


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 7

MONITOR POLONIJNY

7

Wielkanocny Poniedziałek

marzec 1998

dyby w tym roku święta wielkanocne przypadały na luty, byłyby i bazie, i tradycyjny w Słowacji złoty deszcz. Ale święta mamy w kwietniu i ozdobę naszych przybytków musimy dostosować do tego, co o tej porze oferują nam ogrody i kwiaciarnie. Zresztą chociaż Wielkanoc jest świętem ruchomym, jej termin nie jest uzależniony od pogody. Długie spory gmin chrześcijańskich, toczone w pierwszych stuleciach o termin obchodów Wielkanocy, zakończył ostatecznie Sobór Nicejski w roku 325, ustalając obowiązujący dotychczas termin tych świąt pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia w pierwszą niedzielę, po pierwszej wiosennej pełni księżyca. I znów, po czterdziestodniowym poście - czasie refleksji, pokuty i pojednań, zaśpiewamy z radością podczas Rezurekcji starą pieśń wielkanocną: Chrystus zmartwychwstan jest, na nasz przykład dan jest, iż mamy zmartwychwstać, z Panem Bogiem królować, Alleluja! Po rodzinnej Niedzieli Wielkanocnej z nieodłącznym święconym, dzieleniu się jajkiem z przyjaznymi życzeniami, uściskami i pocałunkami nastąpi Poniedziałek Wielkanocny z jego rozlicznymi zwyczajami i obrzędami, z których wiele zachowało się na polskiej i słowackiej wsi. Głównym i najważniejszym zwyczajem Poniedziałku Wielkanocnego był i pozostał nadal Dyngus zwany też Śmigusem czy Śmigustem - wielkie oblewanie. W dniu tym od wczesnego świtu woda lała się strumieniami i ona tego dnia była najważniejsza. Nic więc dziwnego, że Wielkanocny Poniedziałek nazywa się też Lanym Poniedziałkiem. Wodę, bez której nie byłoby życia, czczono od dawna na całym świecie. Występuje w wierzeniach i praktykach kultowych wszystkich ludów, zajmując szczególne miejsce w mitologii słowiań-

G

skiej i polskiej, zarówno w obrzędach i rytuałach, jak i w praktykach rolniczych, w tradycyjnym lecznictwie i magii, szczególnie zaś w magii miłosnej. Woda, którą oblewano się w Lany Poniedziałek, miała zapewnić zdrowie, urodę i płodność. Pierwsze wzmianki o dyngusie na ziemiach polskich pochodzą z XV wieku i świadczą o tym, że istniały zakazy kościelne zabraniające „zwyczaju pogańskiego, co się zwie dyngus“. W tamtych czasach polewanie się wodą połączone z wypraszaniem datków, uważane było za grzech śmiertelny, a uchwała synodu diecezji poznańskiej z 1420 roku pn. Dingus prohibeatur nakazywała księżom: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie nazywa się dyngować, ani do wody ciągnąć. Dyngus oparł się jednak srogim zakazom kościelnym i przetrwał do naszych czasów, będąc podobnie jak inne zwyczaje i rytuały wielkanocne, wyrazem siły i radości życia. Nazwy „śmigus“ i „dyngus“ stosuje się w Polsce zarówno dla tzw. śmigusa zielonego lub suchego występującego w Polsce północnej, polegającego na dotykaniu lub uderzaniu zieloną gałęzią, jak i dla niepodzielnie panującego w innych częściach Polski śmigusu - dyngusu z wody. Od wieków śmigus - dyngus był swawolną, połączoną z zalotami zabawą przede wszystkim młodzieży, praktykowaną tak w miastach, jak i na wsiach i to przez wszystkie grupy społeczne. Z wielką dokładnością opisał ją ks. Kitowicz: Była to swawola powszechna w naszym kraju tak między pospólstwem, jako też między dystyngowanymi; w Poniedziałek Wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek i inne następujące dni kobiety mężczyzn, uzurpu-

jąc sobie tego prawa aż do Zielonych Świątek ... Oblewali się rozmaitym sposobem. Amanci dystyngowani, chcąc tę ceremonię odprawić na amantkach swoich bez ich przykrości, oblewali je lekko różaną lub inną pachnącą wodą po ręce, a najwięcej po gorsie, małą jaką sikawką lub flaszeczką. Którzy zaś przekładali swawolę nad dyskrecją ... oblewali damy wodą prostą, chlustając ją garnkami, szklanicami, dużymi sikawkami, prosto w twarz od nóg do góry ... Po ulicach zaś w miastach i wsiach młodzież obojej płci czatowała z sikawkami i garnkami z wodą na przechodzących i nieraz chcąc dziewka oblać jakiegoś gargasa, albo chłopiec dziewczynę, oblał inną jaką osobę, słuszną i nieznajomą, czasem księdza, starca poważnego lub starą babę. Tak więc dziewczęta i piękne panie przygotujcie godny dynguśników poczęstunek, szeroko otwórzcie im drzwi i pamiętajcie, że im więcej wody tym lepiej. Pamiętajcie też, że dziś, tak jak i w przeszłości, najwięcej wody dostaje się najmilszym, najbardziej lubianym i najładniejszym - a takie jesteśmy przecież wszystkie ... A we wtorek słodki rewanż ... Trzęście się panowie. Danuta Meyza - Marušiaková

Przygotowując przysmaki świąteczne, wypróbujmy przepis na tort migdałowy: 30 dkg obranych migdałów należy posiekać na drobno i utrzeć z 30 dkg cukru, stopniowo dodając (po jednym) 10 jaj, a na końcu łyżkę masła i łyżkę pszennej mąki. Gdy ciasto jest dobrze utarte, podzielić na 3 części, rozwałkować na krążki. Każdy krążek ciasta przełożyć marmoladą (najlepiej morelową) i całość upiec w gorącym piekarniku. Po upieczeniu oblać cukrem pomadkowym.

P.s.

Tradycyjne święcenie potraw w Wielką Sobotę o godz. 11.00 w bratysławskim kościele Św. Michała w Karlovej Vsi


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 8

8

MONITOR POLONIJNY

domu mojego męża początkowo rozmawiałam po polsku i rodzina mnie rozumiała. Któregoś dnia porównywaliśmy styl życia ludzi na Zachodzie i w państwach byłego bloku socjalistycznego. Włączając się do dyskusji, powiedziałam, że ludzie na Zachodzie nie ujawniają swoich zarobków, więc nietaktem jest zadawanie pytania na ten temat, co w warunkach socjalistycznych było normalne. U nas natomiast nietaktem jest pytanie o wiek. Natomiast na Zachodzie ludzie często pytają, ile kto ma lat. W tym momencie zareagował mój mąż: Mňa sa nikto nepýtal na záchode, koľko mám rokov.

W

początku naszej znajomości pojechaliśmy na ferie zimowe w Tatry. W czasie spaceru w przepięknej scenerii, oczarowana przyrodą, spoglądając na lodowe wytwory, przypomniałam sobie piosenkę ze szkolnych lat. Uważałam, że pasuje do chwili i miejsca, w którym się znajdujemy, więc ją zanuciłam: ”...a sopelki są różne, kwadratowe i podłużne”. Mój chłopak i cała wycieczka czeskich turystów nie podzielała mojego zachwytu nad ”wytworami przyrody”, kojarząc moje sopelki ze słowackimi soplami.

Na

P

ewnego razu mój chłopak przyjechał do mnie, do Polski w odwiedziny ze swoją siostrą, która nie znała języka polskiego. Podczas rodzinnej biesiady moja mama trzymając kotka (rodzinnego pupilka) na rękach, spytała się Lubki, czy podoba jej się nasz kotek. Lubka domyśliła się, że chodzi o zwierzaka, ale nie mogła zrozumieć, na czym polega jej podobieństwo z kotem. Z grzeczności jednak odpowiedziała, że tak.

iedząc kiedyś w towarzystwie polS sko-słowackim opowiadałam po polsku naszą przygodę ze świerszczem, który pewnej letniej nocy wpadł do naszego pokoju: ”...wyobraźcie sobie, że ten świerszcz cykał całą noc...”, a mój mąż dokończył: áno, cikal, cikal a ocikal nám celý byt.

ewien znajomy, słowacki dziennikarz sportowy opowiadał mi o swoich doświadczeniach z językiem polskim, podczas pobytu w Polsce. Polski kolega zapytał się go na przywitanie:- ”Jak się pan czuje?” Mój znajomy zdziwiony takim bezpośrednim pytaniem po chwili namysłu odpowiedział: Ako sa pančuje...? Tak si zoberte liter vína a liter vody...

marzec 1998 arek dziękował słowackiemu znajomemu za przysługę. Gdy znajomy odparł: - za málo - zmieszany Jarek zaczął zastanawiać się nad inną formą wdzięczności, co oczywiście nie było potrzebne.

P

J

asz rodak Stanisław wybrał się na wykład do Polskiego Instytutu. Nie czuł się najlepiej, był trochę przeziębiony. W rozmowie z pewną Słowaczką powiedział (po polsku), że raczej usiądzie sobie z brzegu, by mieć bliżej do wyjścia: ”... nie wiem, czy wytrzymam do końca wykładu, mam taki katar...” Pani spojrzała na niego ze współczuciem i z wyrozumiałością wskazała na pierwsze z brzegu miejsce, pytając po słowacku, czy długo już cierpi na nieżyt żołądka.

arek - szef jednej z polskich firm na Słowacji przyjmował nową sekretarkę do pracy. We wstępnej rozmowie z kandydatką - Słowaczką - zadawał jej pytania (w języku polskim) dotyczące wykształcenia, stażu pracy, wieku itp. Kandydatka na wszystkie pytania odpowiadała, ale w momencie, gdy Jarek zapytał o to, czy jest panną, dziewczyna oburzona odpowiedziała: - ”Takich pytań się nie zadaje”. Jarek zdziwiony jej reakcją poszedł do swojego wspólnika zapytać się o powód zdenerwowania młodej kandydatki. Wszystko się wyjaśniło i Jarek już żadnej Słowaczki nie zapyta, czy jest dziewicą.

N

J

O oburzonej dziewicy, nieprzytomnym Maćku i siusiającym świerszczu Pozorne podobieństwo języków polskiego i słowackiego jest przyczyną tego, że zarówno my, jak i nasi słowaccy rozmówcy od czasu do czasu wpadamy w pułapkę, którą przygotowały nam słowa równako lub podobnie brzmiące. Dobrze, gdy w rezultacie takiego qui pro quo śmieje się nasz rozmówca i śmiejemy się my. Wierzę, że językowe przygody, które przeżyłam sama oraz moi znajomi, wywołają uśmiech u czytelników, przypominając im własne, z którymi może zechcą podzielić się z „Monitorem Polonijnym“.

elenka, gdy przyszła pierwszy raz na obiad do swojej przyszłej teściowej (Słowaczki), już w przedpokoju poczuła rozchodzące się z kuchni smakowite zapachy. Chcąc pochwalić teściową, na wstępie powiedziała po polsku:- ”Jak tu ładnie pachnie”. Nie było to zbyt fortunne sformułowanie, bowiem wywołało konieczność obszernego sprostowania tego, co usłyszała teściowa: ako tu vadne páchne.

H

oja teściowa, której od dawna podobał się język polski, często słuchała polskiego radia. Bardzo chwaliła polskich dziennikarzy, za ich prawdomówność nawet w czasach socjalistycznych, ponieważ zawsze zanim rozpoczęli przekazywanie wiadomości, zapewniali słuchaczy, że będą to wiadomości ”zawsze prawdziwe”. I tak słowackie zavše podbudowywało wiarygodność polskich radiowców.

M

tenia, będąc na obozie międzynarodowym w byłej Czechosłowacji, początkowo była bardzo zachwycona szarmem Czechów i Słowaków. Której dziewczynie nie pochlebiałoby, gdyby jej chłopcy mówili, że jest śliczna? Po pewnym czasie zaczęła się zastanawiać ... Chłopacy zwracali się w ten sposób do każdej dziewczyny z obozu, nawet tej najmniej interesującej. Rozczarowała się, rozwiązując zagadkę, że słowacka slečna to po prostu panna.

S

aciek, oddelegowany do pracy na Słowację, wyjeżdżając z Polski tłumaczył swojej żonie, żeby się nie martwiła o jego zdrowie, gdy będzie dzwonić do niego do pracy i dowie się, że jest neprítomný.- ”To wcale nie znaczy, że leżę nieprzytomny pod stołem, to po prostu znaczy, że jestem nieobecny”.

M

o kilku miesiącach pobytu na Słowacji Maciek gościł swojego znajomego z Polski. Gdy się wybrali do restauracji, chciał się pochwalić swoją znajomością języka słowackiego. Z karty dań wybrał okiem znawcy jako pierwsze danie zupę z ryb - halasle, jako drugie danie zamówił guláš. Kelner ze zdziwieniem przyjął zamówienie - po pierwszej zupie zaserwowano gościom drugą zupę - gulaszową. Chcąc pomyłkę zrekompensować, Maciek stwierdził, że przynajmniej deser będzie dobry i zapytał swojego gościa, czy ma ochotę na sernik. Życzenie obu panów było zgodne, zamówił więc posługując się słowacką nazwą przeczytaną z karty dań, tvarohové rezance. Jakież było ich zdziwienie, gdy zamiast sernika kelner postawił przed nimi kluseczki posypane białym serem i cukrem.

P

arek z kolegą weszli do sklepu. Jarek już chciał zamawiać jakiś towar, gdy nagle ekspedientka go zaskoczyła pytaniem: - Čo pre vás páni? Jarek zmieszany spojrzał na siebie i kolegę próbując zrozumieć dlaczego sprzedawczyni dostrzegła w nim coś kobiecego.

J

arek, wchodząc do sklepu, usłyszał: - Nech sa páči. Zaczął więc oglądać towar na sklepowych półkach. Ekspedientka powtórzyła jeszcze raz: Nech sa páči. Zdziwiony poleceniem, postanowił jednak dostosować się do słów sprzedawczyni i patrzył nadal. Jakież było jego zdziwienie, gdy po chwili ekspedientka powtórzyła te słowa raz jeszcze, ale już rozdrażnionym głosem. Potem dowiedział się, że ekspedientka uprzejmie pytała: - „Czego Pan sobie życzy?“

D

wonka gościła na Słowacji przyjaciółkę z Polski. Gdy były w restauracji, koleżanka poszła do toalety. Za chwilę jednak wróciła do stolika z bardzo niepewną miną i konspiracyjnym szeptem zapytała: ”Słuchaj, mam dylemat, jaka jest różnica między: - dámy a páni? Na co Iwonka odpowiedziała: - ”Zasadnicza: taka jak między kobietą a mężczyzną”.

I

asia przedstawiła rodzicom swojego chłopaka ze Słowacji. Lubo, który szczerze podziwiał zręczność i zgrabność swojej dziewczyny, chciał Kasię pochwalić przed mamą i wyraził się o niej: - Kasia je šikulka. Pech chciał, że mama Kasi zrozumiała sikulka, czym Lubo nie zrobił największego wrażenia.

K

asia na początku znajomości z Lubem któregoś dnia zaproponowała mu: - ”Zróbmy sobie zdjęcia”. Lubo był zaskoczony propozycją, nie dowierzając własnym uszom. Trudno się dziwić. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że chodzi o wspólną fotografię. On usłyszał zrobme si dieťa.

K

ado (Słowak) pokazywał znajomym Polakom jeden z zamków na Słowacji, zagospodarowany dla pracowników naukowych. Stojąc przed okazałym budynkiem, wyjaśniał, jakie pomieszczenia znajdują się na kolejnych piętrach. Jakież było zdziwienie Polaków, gdy dowiedzieli się, że wszystkie okna na parterze okazałego budynku to ubikacie.

R

Małgorzata Wojcieszyńska


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 9

M

ÓWIMY POPRAWNIE PO POLSKU

Proszę pani, proszę pana, czyli o formach grzecznościowych w języku polskim dyby trzeba było wskazać najbardziej typowe dla polszczyzny mówionej sposoby zwracania się osób, z którymi nie jest się „na ty“, należałoby wymienić zwroty proszę pani, proszę pana i konstrukcje typu pani, panie + imię w wołaczu, np. pani Aniu, panie Piotrze. Po tych formułach czasowniki występują w 3. osobie liczby pojedynczej, np. Pani Helenko, czy pani to odniesie?, Proszę pana, pan tego chyba nie zrobił! To odróżnia polszczyznę od innych języków słowiańskich, które mają w tej funkcji różne formuły grzecznościowe, ale czasowniki po nich występujące mają postać 2. osoby liczby mnogiej. Tak jest i w języku słowackim. Do osoby, której bliżej nie znamy, możemy zwrócić się np. tak: Pani Nováková, buďte taká láskavá, pomôžte mi. albo: Jano, kúpili ste tie lístky do divadla? Z moich obserwacji wynika, że Polakom żyjącym w słowackim otoczeniu językowym właściwe używanie polskich form grzecznościowych sprawia ogromne problemy. Przyjrzymy się bliżej tym skomplikowanym konstrukcjom gramatycznym. Najbardziej oficjalny charakter mają formuły zawierające imię i nazwisko, tytuł i wyraz pan, pani, a w liczbie mnogiej panie, panowie lub państwo. Oto kilka przykładów takich oficjalnych form: pan magister Jan Kowalski, pani minister Hanna Suchocka, panie Anna i Jadwiga Malinowskie, panowie Adam Nowotny i Krzysztof Zdanowski, państwo Wiśniewscy. Pani minister, właśnie tak. We współczesnej polszczyźnie nasila się tendencja do posługiwania się męskimi tytułami i nazwami wykonawców zawodów także w odniesieniu do kobiet. Formy pani profesor, pani dyrektor są uznawane za bardziej eleganckie i oficjalne niż pani profesorka, pani dyrektorka, które dziś jeszcze słyszy się w polszczyźnie potocznej. Drugim oficjalnym wyrażeniem grzecznościowym jest model pani, pan + nazwisko. Ten model przeważa w środowiskach robotniczych i wiejskich, często także w kontaktach służbowych z podwładnymi. Znany językoznawca polski Jan Miodek w jednej ze swoich prac cytuje wypowiedź pewnego młodego inżyniera: Gdybym do starego robotnika zwrócił się za pomocą formuły typu panie Józefie, poczułby się tym dotknięty, konstrukcja panie Kasprzyk jest bezpieczna. Takie formuły grzecznościowe są powszechne na ziemiach byłego zaboru pruskiego (Pomorze, Śląsk, Poznańskie), co odpowiada niemieckim zwyczajom w tym zakresie. Model pani, pan + imię ma charakter inteligencki. Formy typu panie Stanisławie, pani Jadwigo są typowe dla tej warstwy społecznej, a także dla Polaków z różnych środowisk pochodzących z kresów wschodnich. W tego typu konstrukcjach konieczne jest używanie imienia w wołaczu, czyli pani Mario, panie Pawle, co różni polszczyznę od języka słowackiego. Nieodmienne pozostają natomiast nazwiska, np. pani Kowalska, panie Nowak - tak, jak w mianowniku. Odmiana imion i nazwisk oraz tworzenie tzw. żeńskich form nazwisk w języku polskim i słowackim znacznie się różni, należałoby im poświęcić osobny artykuł. Wróćmy do rzeczników pani, pan, w liczbie mnogiej panie, panowie, państwo. Odmieniają się one bez względu na to, czy występują w połączeniu z imionami, nazwiskami, tytułami, czy samodzielnie. Idę na koncert z panią Kamińską, z panią doktor, w odróżnieniu od słowackiego s pani Kaminskou, s pani doktorkou. Bardzo częstą formułą, używaną zarówno w sytuacjach oficjalnych, jak i w mowie potocznej, jest zwrot proszę pani (pań), proszę pana (panów), proszę państwa. Polacy nagminnie mylą zwroty proszę panią i proszę pani. Proszę pani to forma grzecznościowa, używana przy bezpośrednim zwracaniu się do kogoś, np. Proszę pani, która jest godzina? Zwrot proszę panią wymaga dopełnienia, o co tę panią prosimy, a więc np. Proszę panią o podanie mi adresu tej firmy, albo : Proszę panią o rękę. Zwrot proszę pani jest archaizmem, formą skostniałą o funkcji jedynie grzecznościowej. Po rzeczownikach pani, pan czasowniki przybierają postać 3. osoby liczby pojedynczej, np. Czy była pani na tym przedstawieniu?, Proszę pana, niech mi pan poda tę walizkę., Mam nadzieję, że jest pani zadowolona. Jeżeli rzeczowniki pani, pan występują w liczbie mnogiej, czasowniki mają postać 3. osoby liczby mnogiej, np. Widzę, że wracają panie z plaży., Pozwolą panowie, że ich przedstawię moim gościom. Dopuszczalna jest też forma 2. osoby liczby mnogiej, np. Czy wracacie panowie z urlopu?, Zróbcie to, panie!, Miło nam, panowie, że już jesteście. Tego typu sformułowania są uważane za niezbyt uprzejme. Mnóstwo problemów cudzoziemcom, ale i Polakom, sprawia rzeczownik państwo w znaczeniu „para małżeńska; pan i pani jako gospodarze“. Używamy go też wtedy, gdy oznacza on większą grupę osób, w której znajdują się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Mówimy państwo Barbara i Jan Zielińscy, państwo Nowakowie, szanowni państwo - w odniesieniu do pary lub większej ilości osób. Rzeczownik państwo używa się w takim znaczeniu jedynie w liczbie pojedynczej, choć łączy się z innymi wyrazami w liczbie mnogiej. Przykłady właściwego użycia formy grzecznościowej państwo i typowych błędów cytuję ze Słownika poprawnej polszczyzny: Ci państwo przyszli (nie: to państwo przyszło). Państwo są zmęczeni (nie: państwo jest zmęczone). Zająć się państwem młodymi (nie: państwem młodym). Mówić o znajomych państwu (nie: państwie) Kowalskich. Rozmawiał z obojgiem państwa Kowalskich. Czy byli już państwo na tej sztuce albo (nieco mniej uprzejmie) czy byliście już państwo na tej sztuce. Jak można po polsku w sposób grzeczny ustalić, do kogo należy dany przedmiot? Słowackiemu zwrotowi: Je to váš klobúk? (w liczbie mnogiej: Sú to vaše klobúky?) odpowiada w polszczyźnie kilka pytań. Czy to pani kapelusz? - pytamy kobietę, Czy to pana (lub bardziej elegancko: pański) kapelusz? pytamy mężczyznę, w liczbie mnogiej: kapelusze pań, panów i kapelusze państwa, gdy chodzi o grupę osób obojga płci. Nie jest prosty ten polski językowy savoir - vivre.

G

Lidia

ALEJDOSKOP SPORTOWY

MONITOR POLONIJNY

K

marzec 1998

9

Po Nagano Na XVIII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Nagano polska reprezentacja wywalczyła 12 punktów, na które złożyły się piąte lokaty Andrzeja Bachledy w kombinacji alpejskej i sztafety 4 x 7,5 km biathlonistów, szósta pozycja Anny Stery w biathlonowym sprincie (7,5 km) oraz ósme miejsce skoczków w konkursie drużynowym. Bez większego entuzjazmu prasa sportowa komentuje te punkty, stwierdzając, że jest lepiej niż było, a 12 punktów z Nagano oznacza o cztery więcej niż w Lillenhammer (1994) i dwanaście razy więcej niż Polacy mieli w Albertville (1992), parokrotnie więcej, niż w Calgary (1988) i Sarajewie (1984). Mimo tej matematyki, wzmagania biało-czerwonych nie budziły zbytniego entuzjazmu. Medali nie było, a 12 punktów zdobyło zaledwie parę osób z 40-osobowej reprezentacji. Bądźmy trzeźwi i nie ulegajmy czarowi żonglowania z punktami. Prezes PKOI, Stefan Paszczyk już po igrzyskach stwierdził, że tylko w części można za polską klęskę na samych igrzyskach - plus brak elementarnego profesjonalizmu w przedstartowej koncentracji - winić zawodników. Jego zdaniem, tyle samo winy leży po stronie wychowawców - trenerów i działaczy. Pozostaje nam wierzyć, że polskie środowisko sportowe poważnie przeanalizuje, dlaczego nie byliśmy w stanie rywalizować ze zdobywającymi medale biednymi Kazachami, z Belgami, Chińczykami, Australijczykami, Bułgarami, Duńczykami, czy Anglikami. Andrzej Napierkowski, komentator Zimowych Igrzysk Olimpijskich Nagano ‘98 w „Przeglądzie Sportowym“, oceniając polskich reprezentantów, stwierdził: „Jedynym zawodnikiem polskim, z którego występu możemy być zadowoleni, jest Andrzej Bachleda Curuś.[...] Dlatego, że jego podejście do sportu, do pracy treningowej jest całkiem odmienne od podejścia kolegów i koleżanek.“ Zanim zapłonął znicz olimpijski wybrano dziewięciu nowych członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. I tu odnieśliśmy oczywisty sukces. Miejsce Włodzimierza Reczka zajęła Irena Szewińska, której wielka kariera sportowa zaczęła się przed 34 laty właśnie w Japonii. Członkiem MKOl stała się przez aklamację. Dzięki Irenie Szewińskiej oraz przyjętej do MKOl Tunezyjce El Moutawakel liczba kobiet w MKOl wzrosła do dwunastu, a za cztery lata mają stanowić 20-procentową część tej organizacji założonej przez barona de Coubertin, totalnego przeciwnika uczestnictwa kobiet w ruchu olimpijskim. Juan Antonio Samaranch nie jest zadowolony z liczby pań biorących udział w zawodach i planuje, że w kolejnych igrzyskach zimowych będą już stanowiły 42 procent zawodników. Zdaniem dziennikarzy najciekawsza gra toczyła się na boisku przeznaczonym dla kandydatów na gospodarzy igrzysk zimowych w 2006 roku. O sukcesach słowackich w tej konkurencji wiemy, a Zakopane? Zdaniem obserwatorów Zakopiańczycy mają duże szanse i w prezentacji wypadli zadziwiająco dobrze, mimo kiksu popełnionego przez J. Lassotę, prezydenta Krakowa, który na spotkaniu prezentacyjnym z dziennikarzami nie ustrzegł się politycznych dywagacji, mimo kategorycznego zalecenia MKOl - ani słowo o polityce. Przypomnijmy, że o prawo zorganizowania zimowych igrzysk olimpijskich w 2006 roku, obok Popradu i Zakopanego, ubiegają się: Klagenfurt, Helsinki z Lillehammer, Sion i Turyn. Największym faworytem pozostaje szwajcarski Sion. Przypomnijmy jeszcze, że Szwajcarzy byli organizatorami igrzysk 50 lat temu. Klagenfurt chce igrzysk „bez granic“ - wspólnie ze Słowenią i Włochami, a Finowie z Norwegami. Obie te kandydatury są niezgodne z kartą olimpijską przewidującą igrzyska w jednym kraju. dmm


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 10

10

MONITOR POLONIJNY

Stare Miasto. Fragment panoramy Dahlberga

K

ARTKA Z HISTORII

MAŁY MONITOR

marzec 1998

wiedzający Warszawę najczęściej swe pierwsze kroki kierują na Starówkę, czyli do najstarszej części Śródmieścia, która powstała na przełomie XIII i XIV wieku, gdy książęta mazowieccy, opuściwszy swój gród w Jazowie, zbudowali nowy na terenie późniejszego Zamku Królewskiego przy wsi Warszawa lub Warszowa.

Z

Rynek Starego Miasta jest najstarszym placem Warszawy. Usytuowany został na drodze wzdłuż Wisły, przy głównym szlaku komunikacyjnym Starej Warszawy. Na prostokątnym placu o wymiarach 90 na 73 m, z którego czterech rogów (podobnie jak i dziś) wybiegały po dwie prostopadłe do siebie uliczki, wytyczono 40 działek budowlanych. Miały one 9 m szerokości i od 30 do 40 m długości. Od frontu tych wąskich a długich działek budowano dom mieszkalny, a w głębi, za podwórzem, zabudowania gospodarcze. Na placu rynkowym od samych jego początków było gwarnie i tłumnie, bowiem początkowo znajdowało się tam targowisko, na którym handlowano towarami rozłożonymi na ziemi, na straganach i kramach. Do lat siedemdziesiątych XIV wieku w Rynku i w całym mieście władzę w imieniu księcia sprawował powoływany przez niego wójt, który nie tylko wynajmował działki na kramy i jatki, pobierał opłaty za korzystanie z wagi i studni miejskiej, ale wraz z wybieranymi przez mieszczan ławnikami, rozstrzygał spory między obywatelami. Wójt urzędował na Rynku, w kamienicy dziś oznaczonej numerem 19 i noszącej nazwę Wójtowska. Wójtowstwo było dziedziczne. Gdy w XIV wieku powstała w Warszawie rada miejska (pisaliśmy o niej w numerze lutowym), rozpoczął się proces ograniczania władzy wójta, zakończony wykupieniem w 1609 roku urzędu wójta przez miasto. Odtąd wójt był mianowany co roku przez radę miejską. Ostatnim wójtem Starej Warszawy był Jan Wilk Kałęcki, zmarły w 1618 roku. Wspomnieliśmy już, że od XV wieku rada miejska urzędowała we wzniesionym na środku placu rynkowego ratuszu. Domy na Rynku Staromiejskim początkowo były drewniane, ale już w drugiej połowie XIV wieku wzniesiono pierwsze domy murowane. Już pod koniec XVI wieku domy drewniane znikły całkowicie z Rynku, a ich miejsce zajęły kamienice gotyckie - nie otynkowane, wąskie, przeważnie dwukondygnacyjne i dwutraktowe. W trakcie przednim była obszerna i wysoka sień, często ozdobiona malowidłami i ożywiona wnękami. W głębi sieni znajdowała się drewniana klatka schodowa, prowadząca do pomieszczeń na piętrze. W trakcie tylnym mieściła się obszerna izba mieszkalna i przejście na podwórze. Służba i czeladnicy zajmowali piętro. Z biegiem czasu parter przebudowano na sklepy i warsztaty, a na wyższe kondygnacje przeniesiono pomieszczenia mieszkalne i kuchnie. Na dalszy rozwój Starego Miasta i Rynku wielki wpływ

Na północ od zamku założono miasto z prostokątnym rynkiem i regularną siecią ulic. Początkowo było otoczone wałem ziemnym, a na początku XV wieku otrzymało podwójny mur obronny z bramami i basztami. Później to miasto zaczęto nazywać Starą Warszawą w odróżnieniu od części miasta później powstających - Nowej Warszawy.

Rynek Starego Miasta miało ustanowienie Warszawy miejscem sejmów walnych Korony i Litwy (1569 r.), miejscem elekcji królów polskich (1573 r.) oraz przeniesienie stolicy z Krakowa do Warszawy (1611 r.). Z całego państwa do Warszawy zjeżdżali wówczas senatorowie i posłowie z licznymi dworzanami. Patrycjat miejski, który zamieszkiwał kamieniczki przy Rynku Starego Miasta, czerpał wielkie korzyści z wydanego przez króla Zygmunta III przywileju zwalniającego mieszkańców Starej Warszawy od opłat celnych od wszelkich towarów, zbóż i innych artykułów, skądkolwiek bądź lądem, bądź wodą przywożonych, odwożonych wozami, tratwami, łodziami i statkami po Wiśle, Narwi, Bugu, Sanie, Wieprzu, Noteci i innych rzekach państwa i prowincji, w górę lub dół żeglujących. Pieniądze płynęły do kupieckich kas, nic więc dziwnego, że prześcigano się w zdobieniu kamienic Starej Warszawy, a przede wszystkim Starego Rynku. Nie omijały Warszawy i Starego Rynku klęski żywiołowe, a jednak po każdej z nich miasto odradzało się coraz piękniejsze. W 1602 r. szalejący nad Warszawą huragan zerwał z kamienic Starego Miasta wiele dachów, obalił kominy, zniszczył kościół św. Jana. W 1607 r. znaczną część Starego Rynku i przyległe doń ulice Jezuicką i Kanonię - strawił pożar spowodowany przez szlachtę przybyłą do Warszawy na obrady sejmu. W kamienicach rynkowych na czas obrad rezerwowano kwatery - gospody dla senatorów. Senatorowie - możnowładcy - przybywali w otoczeniu licznych dworaków, którzy rozkładali się obozem na Rynku. Tam rozpalali ogniska i jak na biwakach gotowali strawę pod gołym niebem. Ogień od jednego z ognisk przeniósł się na pobliskie domostwa i szybko objął całą wschodnią stronę Rynku pomiędzy ulicą Celną a Kamiennymi Schodkami, przerzucił się na ulicę Jezuicką i na Kanonię, zagrażając Zamkowi. Nowa klęska dotknęła Stare Miasto i Rynek w 1624 roku, kiedy to zaraza morowa wyludniła niemal całe miasto. Po pożarze w 1607 roku Rynek Starego Miasta został

szybko odbudowany w stylu późnego renesansu i wczesnego baroku. Budowano już trzytraktowe kamienice o barwnych elewacjach i ozdobnych portalach, surowe fasady ocalałych kamienic gotyckich pokrywano barwnymi tynkami, a ostre gotyckie łuki zastępowano półkolistymi. W piwnicach i parterach kamienic mieściły się sklepy i składy kupieckie, a w nich - najwykwintniejsze towary, jakich tylko mogły dostarczyć słynne fabryki Wschodu i Zachodu. Na Starym Rynku czynne były winiarnie i gospody, w których spotykali się kupcy i rzemieślnicy. W połowie XVIII wieku na Rynku było 8 składów sukna, 13 - bławatów, 8 - towaru brabanckiego (koronki, nici), 12 - płótna, 28 - handlu tureckiego (np. dywany, chusty, tytoń), 21 sklepów korzennych i 17 winiarni. Oprócz bogatych kupców sprzedawali tam swe wyroby warszawscy rzemieślnicy, a w czasie trwania sejmów ustawiano pod kamienicami rynkowymi tzw. budy kupieckie, przy których przybysze mogli zakupić sukno, jedwabie, galanterię, obuwie, broń. Na zawsze zapisały się w historii Warszawy nazwiska bogatych mieszczan - właścicieli kamienic na Starym Rynku - Baryczków, Gizów, Czamerów, Busserów, Korbów, Dzianotów, Walbachów, Strubiczów, Kociszewskich. To z tych rodów pochodzili burmistrze i rajcy Starej Warszawy, oni pełnili wysokie stanowiska na dworze królewskim, brali czynny udział w życiu politycznym i kulturalnym nie tylko miasta, ale całego kraju, a gdy ojczyzna była w potrzebie stawali w jej obronie. Do Starego Rynku powrócimy jeszcze w kwietniowej Kartce z historii, tę dzisiejszą zakończymy wierszem poświęconym Staremu Rynkowi pióra Adama Jarzębskiego, muzyka, architekta i budowniczego króla Władysława IV, który ukazał się w książeczce wydanej w 1643 roku pt. Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy z okolicznościami jej: Barzo kamienice śliczne W Rynku, także i uliczne, Błyszczą się od złota prawie, Nie masz takich w Czersku, w Rawie. To cnej Warszawy ozdoba, Nie zmureć jej chudoba. Na nich dziwne rysowanie, Farbami ukształtowane. dmm


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 11

marzec 1998

MONITOR POLONIJNY

Od samojazdu Edmunda Perla do Szurkowskiego

11

M

ŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ

DROGA DALEKA K

iedy w październikowym numerze „Monitora Polonijnego“, kończąc artykuł Od «szybkochodu» do welocypedu, obiecywałam, że podczas zimowych miesięcy, gdy przyjaciel naszych wędrówek, wycieczek i kondycyjnych jazd rower - będzie odpoczywać, czytelnicy będą dowiadywać się o rozwoju polskiej cyklistyki i o ludziach, którym rower pomógł w drodze do sławy, ani na moment nie przypuszczałam, że obietnicę tę będę mogła zacząć spełniać dopiero w pierwszym dniu miesiąca rozpoczynającego wiosnę. Mój wrodzony optymizm nie liczył się ze złośliwością przedmiotów martwych. Długa bowiem, przedługa okazała się droga materiałów o polskiej cyklistyce, na podstawie których mogłabym opracować kolejne informacje. Dzięki łańcuchowi ludzi dobrej woli, dotarła do mnie wspaniała Złota księga kolarstwa polskiego napisana przez dr. Bogdana Tuszyńskiego dziennikarza, sprawodawcę radiowego, publicystę, prasoznawcę, historyka sportu, nagrodzonego za książki m. in. Złotym Wawrzynem Olimpijskim. Któż ze starszych czytelników nie pamięta jego głosu, relacjonującego Wyścigi Pokoju, czy Wyścigi Dookoła Polski? Autor, księgę tę zadedykował przede wszystkim „nowemu pokoleniu młodych Polaków, by wzbogacili swą wiedzę o przeszłości polskiego kolarstwa“ - z myślą o budowie równie chlubnej przyszłości polskiej cyklistyki. Informacje o polskiej cyklistyce, z którymi będziecie spotykać się na naszych łamach, czerpie autorka właśnie ze Złotej księgi kolarstwa polskiego B. Tuszyńskiego, stamtąd również pochodzą ilustracje. I mnie zależy na tym, by rozbudzić zainteresowanie polskim kolar stwem, a w rezultacie, być może znajdą się młodzi entuzjaści kolarstwa, którzy założą przy Klubie Polskim kluby kolarskie i może kiedyś zdobędą laur na Światowych Igrzyskach Polonijnych. Gdy mówimy o początkach kolarstwa polskiego, musimy pamiętać, że

sięgają czasów, gdy Polska nie istniała na politycznych mapach Europy - czasów rozbiorowych. Pierwszy trycykl (trzykołowy welocyped) z korbą i pedałami umieszczonymi na przednim kole - zwany wówczas również samojazdem lub samochodem - pojawił się w Warszawie na rogu ulicy Zgoda w 1866 r. i był własnością Edmunda Perla (później znanego malarza). Prawdopodobnie został wykonany w warsztacie stolarskim jego ojca. Niebawem E. Perl - za namową swego przyjaciela Stanisława Korezkiego - usunął jedno tylne koło i jeździł tylko na dwóch. Od Światowej Wystawy Powszechneqj w Paryżu (1867 r.), na której wspominany przez nas warsztat Michaux zademonstrował welocyped żelazny z większym przednim kołem, nastała nie tylko era wysokich kół, ale rozpoczął się zwycięski rajd welocypedu przez Europę. Prosto z Paryża zakupiła kilka welocypedów także Warszawska Fabryka Powozów i Uprzęży Władysława Romanowskiego, a do Lwowa przywiózł z Paryża jeden taki pojazd Michał Mrozowicki. W tym czasie we Francji pojawiają się pier wsze inicjatywy kolarskie: w 1865 r. zorganizowano tam pierwsze zawody szosowe o Grand Prix d’Amiens, w których zwyciężył Francuz Cavigneaux; w 1868 r. pierwsza impreza torowa w paryskim parku Saint Claud; a w 1869 odbył się pierwszy na świecie wyścig szosowy z miasta do miasta na trasie Paryż - Louen, w którym zwyciężył Anglik James Moore. dmm

Pierwszy trycykl Edmunda Perla (1866)

K

ONKURS BŁYSKAWICZNY

Uprzejmie informujemy, że z powodu poważnych opóźnień w dystrybucji czasopisma, jesteśmy zmuszeni przerwać druk konkursu. Naszych przyjaciół zapewniamy, że wznowimy go, gdy będą gwarancje terminowego otrzymywania „Monitora“ przez czytelników.

Natalia Kukulska jest reprezentantką młodego pokolenia, ale korzenie jej muzycznego przygotowania sięgają parę lat wstecz. Natalia jest córką słynnej w latach siedemdziesiątych piosenkarki Anny Jantar, która podbiła serca publiczności polskiej (i nie tylko) przebojami: Tyle słońca w całym mieście, Staruszek świat, Najtrudniejszy pierwszy krok i in. Karierę Anny Jantar, z powodzeniem koncertującej w Polsce i poza granicami, przerwała jej tragiczna śmierć (katastrofa lotnicza). Mała córka - Natalka wychowywała się pod okiem ojca - aranżera i kompozytora Jarosława Kukulskiego. Debiutowała w wieku siedmiu lat piosenką Co powie tata?. Już jako mała dziewczynka w swoim dorobku posiadała dwie złote płyty: Natalka i Najpiękniejsze kolędy polskie oraz pierwszą w Polsce platynową płytę: Bajki Natalki. Największą popularność wśród dzieci zyskały piosenki: Puszek-Okruszek, Zuzia - lalka nieduża. Do dziś piosenki te są chętnie słuchane przez najmłodsze pokolenie, bowiem nic nie straciły ze swojej aktualności. Mała, trochę pulchna Natalka przemieniła się w pięknego motyla o silnym, pięknie brzmiącym głosie, przypominającym głos jej mamy ... Natalia rozpoczęła solową karierę i dorosłe życie. Ponad rok temu mogliśmy ją podziwiać na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. Jeden z festiwalowych wieczorów poświęcony był wspomnieniom - występującym i nagrodzonym polskim piosenkarzom na deskach sopockiego amfiteatru. Wtedy poproszono Natalię, by reprezentowała swoją mamę z piosenką Tyle słońca.... Po długich wahaniach Natalia przyjęła tę propozycję i wystąpiła z piosenką mamy i swoją. Pod koniec roku 1996 Natalia Kukulska zaprezentowała swoją płytę pt. Światło, która ma charakter taneczny. Na płycie znalazły się utwory: Piosenka światłoczuła, Już nic, Kręte poręcze, Nazywanie, Sobie, Czy to już wszystko, Daleki brzeg, Przed wschodem słońca, Kołysanie, Próg nadziei, Wiara czyni cuda, Ja będę tobą, ty mną, Dłoń. W roku 1997 na festiwalu w Sopocie znów było głośno wokół Natalii - zyskała wiele nagród i podbiła serca publiczności. Pod koniec roku ukazała się nowa płyta artystki pt. Puls. Na płycie pojawiły się utwory: W biegu, Czy ona jest, Im więcej ciebie tym mniej, Za to, Chcę być sobą, Zmieniam się w ciebie, Znam cię, Każde słowo każdy krok, When in love, Jak byś chciała mi coś powiedzieć, Co by było, Powieki kryją świat. Płyta ma charakter nastrojowy, niektóre piosenki wprowadzają nas w zadumę, choć pewna figlarność i młodzieńcza zmysłowość wyraźnie dominują. Na płycie znalazła się piosenka wykonywana przez Barbarę Streisand When in love, która w nowej, ciekawej interpretacji Natalii może być ”smakołykiem“ dla uszu. Wokół Natalii jest sporo szumu, ale zawsze przedstawiana jest w pozytywnym świetle - chyba zyskała serca dziennikarzy? Jest to skromna, urocza i pogodna dziewczyna. O jej pogodzie ducha, ludzkiej wdzięczności i optymistycznym usposobieniu świadczą również podziękowania umieszczone na okładce płyty: „Moje podziękowania zaczynam od początku czyli od Boga. Dziękuję, że mogę robić w życiu to, co najbardziej lubię.(...)“ Małgorzata Wojcieszyńska


Monitor03:Monitor03 24/01/16 14:05 Page 12

12

MONITOR POLONIJNY

PARLAMENT EUROPEJSKI uznał sekty za duże zagrożenie społeczne. Powołany w Polsce z inicjatywy społecznej Komitet Obrony przed Sektami stwierdza, że w kraju pod wpływem działania sekt znika rocznie z domów ok. 12 tys. ludzi. Na terenie Polski działa około 300 sekt skupiających milion osób. Wiele sekt zakłada na terenie Polski zamknięte ośrodki, posiada własne restauracje, prowadzi działalność gospodarczą. Zmiana osobowości człowieka - to największe zagrożenie ze strony sekt.

RADA WSPÓLNA KATOLIKÓW I MUZUŁMANÓW powstała w Polsce. Jest to pierwsza tego rodzaju rada na świecie. Celem rady są działania zmierzające do wzajemnego poznania się katolików i wyznawców islamu oraz do nawiązania kontaktów między wyznawcami obu wyznań, by przezwyciężać wzajemne uprzedzenia.

Z

RÓŻNYCH SZUFLAD

nymi kolegami byłaby przejawem rozbudzonej wrażliwości na potrzeby drugich. Pamiętajmy, że o naszym bogactwie nie świadczy to co mamy, ale to co dajemy.

SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE oznacza demokrację, podmiotowość, solidarność, ale także odpowiedżialność nie tylko za siebie, ale i za tych wszystkich, którzy potrzebują pomocy. Obywatele społeczeństwa obywatelskiego zdają sobie dobrze sprawę, że podatki płacone państwu na wszystko nie starczą i dlatego zbiorowość ludzka dobrowolnie opodatkowuje się. Gdyby nie hojność ofiarodawców, nie byłoby funduszów na zwalczanie AIDS ani tysięcy innych instytucji i przedmiotów na całym świecie. W krajach zachodnich i w Ameryce działa mrowie instytucji charytatywnych wyspecjalizowanych w zbieraniu funduszów na określone cele. Ludzie gotowi są dawać pieniądze, jeśli wiedzą komu i na co. I owa ofiarność płynąca z poczucia odpowiedzialności za swą zbiorowość jest chyba jedną z najważniejszych cech społeczeństwa obywatelskiego. Taka ogólniejsza refleksja nasuwa się, gdy słyszymy o nowych inicjatywach niestrudzonego Marka Kotańskiego, który planuje założenie ośrodka osiedlowego typu dla Polaków z Kazachstanu, którym państwo obiecało możliwość powrotu. W planowanym przez M. Kotańskiego osiedlu mieliby znaleźć nie tylko mieszkanie, ale także pracę, miałyby w nim być placówki zapewniające godziwe życie. M. Kotański pracuje również nad projektem budowy pod Warszawą centrum rehabilitacyjnego dla dzieci niepełnosprawnych, dzieci specjalnej troski. By zebrać potrzebne na ten cel środki, zamierza zwrócić się do wszystkich polskich dzieci z apelem, by każde z nich odmówiło sobie batonika, czy czekoladki i przekazało na budowę centrum małą sumę - 50 gr. Taka forma solidarności dzieci zdrowych z ich upośledzo-

III GIEŁDA ZABYTKÓW odbyła się na początku marca w Toruniu. Z dotychczasowych była to giełda największa. Kupującym oferowano 400 obiektów: dworków i większych zespołów pałacowo-parkowych. Stare, zniszczone dworki i pałace znajdują w Polsce wielu chętnych nabywców, mających dość pieniędzy, by je odrestaurować pod kierunkiem uprawnionych ku temu konserwatorów. Konserwatorzy zabytków mają też ostatnie słowo w przyjęciu lub odrzuceniu programu wykorzystania obiektu zabytkowego, jaki musi przedstawić każdy potencjonalny nabywca. Ku radości konserwatorów wreszcie niszczejące od lat obiekty zabytkowe znajdują swoich ratowników. W Polsce panuje pozytywna moda i pozytywny snobizm na tworzenie z małych, otoczonych parkiem dworków siedzib rodzinnych, a z wielkich obiektów pałacowo-parkowych przede wszystkim pensjonatów i hoteli.

• ANDY WARHOL króluje w Warszawie, króluje na bilbordach, plakatach, tramwajach. U dyrektora Muzeum Narodowego urywają się telefony - to bliżsi, dalsi i całkiem nieznani znajomi przypominają się, by bez kolejki dostać się na wystawę dzieł Andy Warhola, która w warszawskim Muzeum Narodowym trwać będzie do 3 maja, a potem od 19 maja do końca czerwca będzie ją można obejrzeć w Krakowie też w Muzeum Narodowym. A na wystawie 248 prac tego kontrowersyjnego artysty - portrety, grafiki, rysunki dla dzieci, formy przestrzenne. Po raz pierwszy Muzeum Narodowe prezentuje tak wielką kolekcję dzieł jednego autora, reprezentanta określonego nurtu sztuki XX wieku. Kolekcję przywiozły ze Stanów Zjednoczonych trzy specjalnie wynajęte samoloty. Ogromne koszty sprowadzenia, urządzenia wystawy i towarzyszącej jej reklamy pokrywają przede wszystkim polscy sponsorzy. Warto wybrać się do Warszawy czy bliższego Krakowa - taka okazja tak szybko w Europie się nie powtórzy.

KAYAH - nagrodzona Paszportem „Polityki“ piosenkarka krocząca własną ścieżką, okazała też wielkie serce potrzebującym, przekazując bez wahania swoją nagrodę, 5 tysięcy złotych, na powstające w Warszawie hospicjum dla dzieci. „Do wakacji jeszcze daleko - powiedziała Kayah - myślę, że zdążę na nie jeszcze zarobić śpiewaniem.“

ŻYCIE BEZ ZŁOŚCI - Coraz częściej spotykamy ludzi, którzy są stale wściekli, wciąż zaciskający szczęki, nieustannie walczący z przełożonymi lub wyżywający się na podwładnych. Złość - broń brutalna, dyktująca swoje prawa, narzucająca styl zachowań - niepostrzeżenie, ale coraz częściej wdziera się w nasze życie, niszcząc człowieka, który jest jej nosicielem, niszcząc jego otoczenie. Ron Patter Efrona, autor wydanego niedawno w Polsce poradnika psychologicznego pt. Życie ze złością, omawiając jej barwy i odcienie, radzi o sposobach uwolnienia się spod jej panowania. Pisze m. in., że gdy podejmiesz decyzję o rozstaniu się z własną złością, gdy powiesz STOP, poczujesz się dużo lepiej, znajdziesz spokój i zaczniesz się cieszyć. Aby przedsięwzięcie się udało, należy zacząć od złożenia sobie przyrzeczenia: PRZYRZEKAM SOBIE ZACHOWAĆ SPOKÓJ PRZEZ JEDEN DZIEŃ. Przez 24 godziny nie będę krzyczeć, tylko mówić, nie będę żądać tylko prosić. Autor proponuje sześć kroków, które pomogą dotrzymać tej obietnicy: - Powiedz o swoim postanowieniu innym; - Poproś ich o wsparcie; - Nie używaj zwrotów „tylko..., jeśli“ i „tak...,ale“; - Nie zapominaj o przykrych chwilach, które dotąd powodowałeś; - Planuj z wyprzedzeniem; - Wyznacz sobie pozytywne cele. Praca nad sobą jest ciężka, ale przyjdzie chwila, gdy przekroczysz próg prób, przejdziesz do długofalowego działania i uzyskasz szansę na normalne życie bez wściekłości i bezużytecznej złości. Wybór zależy tylko od ciebie.

marzec 1998

O

GŁOSZENIA

• Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej zmieniła adres i numery telefonów. Aktualny adres: Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej, ul. Jančova 8 811 02 Bratislava tel.: 580 34 18. • Piotr Lubak z Białegostoku (ul. Daleka 1A m. 9) pragnie nawiązać kontakt ze zbieraczami starych i nowych kart telefonicznych w celu wymiany. Sam zbiera takie karty z całego świata.

Ś

MIEJMY SIĘ Z „PRZEKROJEM“ Prosimy nie powtarzać

Największe sukcesy odnoszą kobiety, które potrafią pędzić przez życie w tempie stu uśmiechów na godzinę

O Wacusiu - Damskie stroje zaczęły się od figowego liścia - powiedział Falczak - ale z upływem lat wszystko wskazuje na to, że i ten liść został zaprojektowany w zbyt dużym rozmiarze. Od red.: Humor tu zamieszczony przedrukowaliśmy z „Przekroju“.

R

EDAKCJA INFORMUJE:

• korespondencję należy adresować Monitor Polonijny, ul. Mlynské Nivy 42, 821 09 Bratislava; • kontakt telefoniczny - 07/5313 187 (wtorek 9.00 - 12.00 godz., środa 18.00 20.00 godz.); • zastrzega sobie prawo do opracowania redakcyjnego nadesłanych materiałów oraz do skrótów; materiałów, które nie zamówiła, nie odsyła; nie czyta anonimów; • gwarantuje tajemnicę korespondencji, jeśli autor sobie życzy i oprócz nazwiska poda wybrane hasło.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B

MIŁE PANIE wszelkiego wieku i stanu, jeśli najbliżsi 8 marca zapomnieli obdarzyć was kwiatkiem, pocieszcie się, że i tak Polki górą! Już „Dziennik Lipski“ z 1801 r. pisał: „Wiadomo, że Polki są piękne i rozsądne, mężczyźni składają im hołdy, jakich w innych krajach kobiety bynajmniej nie doznają“; a Honore de Balzac o Polkach twierdził: „To anioł miłości a demon fantazją, dziecię wiarą, starzec doświadczeniem, mężczyzna mózgiem, kobieta sercem“; Immanuel Kant uważał, że: „Polska jest rajem kobiet“. Dobrze się to czyta, ale ... Spuśćmy zasłonę i nie dopowiadajmy, raczej przygotujmy sobie w łazience pachnącą kąpiel, która nie tylko, że cudownie pachnie, ale pozwala pozbyć się wielu dolegliwości, takich jak napięcie mięśni, przeziębienie czy bezsenność. Olejki aromoterapeutyczne są dobrodziejstwem także dla skóry, są i kojące i odprężające. Wszystko zależy od tego, jaki wybierzemy. na podstawie audycji radiowych Programu I Polskiego Radia i prasy polskiej opracowała Barbara

ŠÉFREDAKTORKA Danuta Meyza - Marušiaková REDAKCIA: Ireneusz P. Giebel, Joanna Nowak - Matloňová STÁLI SPOLUPRACOVNÍCI: Zuzana Laščeková, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Mlynské Nivy 42, 821 09 Bratislava tel. 5313 187. Rozširuje Poľský klub. Registračné číslo 1193/95. Z dodaných predlôh vytlačil LÚČ - vydavateľské družstvo, Bratislava, Špitálska 7. FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

Monitor Polonijny 1998/3  
Monitor Polonijny 1998/3  
Advertisement