Page 1

Monitor09

03.09.10 09:15

Strรกnka 33


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 2

P

rzedstawiciele Klubu Polskiego spotkali się z konsulem Grzegorzem Nowackim, który w sierpniu rozpoczął swoją misję dyplomatyczną na Słowacji. Podczas spotkania, które odbyło się 24 sierpnia w ambasadzie, prezes Klubu Polskiego Czesław Sobek przedstawił organizację polonijną i jej działaczy. Prezesi regionalni opisali pra-

cę na rzecz Polonii w środowiskach, w których mieszkają, zaś Ryszard Zwiewka, przedstawiciel Rady Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych, która funkcjonowała przy Urzędzie Rady Ministrów, przybliżył działania tego organu doradczego. W dyskusji poruszony został również problem, dotyczący zbliżającego się spisu ludności i konieczności dotarcia w związku z nim do jak największej ilości osób polskiego pochodzenia, by móc poznać rzeczywistą liczbę Polaków na Słowacji. Dyskusja toczyła się również wokół problemu braku stypendiów dla studiującej młodzieży polskiego pochodzenia. W tym roku akademickim Słowacja nie została bowiem objęta programem stypen-

Posiedzenie Rady Klubu w Prievidzy

P

Czesław Marek Sobek poinformował Radę o krokach, dotyczących przygotowań Polonii do przyszłorocznego spisu ludności. Wiceprezes Klubu Polskiego Małgorzata Wojcieszyńska podziękowała członkom Rady za współpracę, zaangażowanie, ciekawie przygotowane i zrealizowane imprezy

dialnym Fundacji „Semper Polonia”. Rozmawiano też na temat szkolnictwa polonijnego. „Cieszę się, ze mogłem państwa poznać i mam nadzieję, że częściej będziemy się spotykali. Nasza placówka jest zawsze otwarta na współpracę“ – konstatował pod koniec spotkania konsul Nowacki. red

polonijne i podkreśliła, iż atutem Klubu Polskiego jest jego działalność w kilku regionach Słowacji, które nie tylko współpracują ze sobą, ale i wzajemnie się inspirują. Zebrani rozmawiali też o problemie braku stypendiów z Fundacji „Semper Polonia” dla studentów polskiego pochodzenia na Słowacji. W drugiej części udział

wzięli zaproszeni na to spotkanie mieszkający w Prievidzy i Bojnicach Polacy. Ponieważ miało ono miejsce na lotnisku, gdzie nasz rodak pan Tadeusz Wala nie tylko lata szybowcami, ale i je buduje, wszyscy uczestnicy mogli zapoznać się z poszczególnymi etapami produkcji tych wspaniałych maszyn. red

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

odczas plenerowego posiedzenia Rady Klubu Polskiego, które odbyło się 21 sierpnia w Prievidzy, działacze polonijni z różnych regionów Słowacji przedstawili plany przyszłorocznych imprez klubowych – omówili zasady finansowania i rozliczania tych projektów. Prezes Klubu Polskiego

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Spotkanie Rady Klubu Polskiego z konsulem Grzegorzem Nowackim

2

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 3

Niedawno usłyszałam, że tego lata nie było sezonu ogórkowego. Nie, nie, nie chodzi o to, że ogórki nie obrodziły, ale o to, że tyle się działo, iż trudno mówić o nudzie. Kiedyś w rozmowie z dziennikarzami polskiej telewizji dowiedziałam się, że latem zawsze mają w przygotowaniu tematy „dyżurne”, by o czymś informować widzów, gdy nic ciekawego się nie dzieje. W tym roku na brak tematów nie mogliśmy narzekać, bo działo się sporo – a to za sprawą szalejącej pogody (artykuł na temat powodzi na str. 7), a to za sprawą krzyża, który po tragedii smoleńskiej został postawiony przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie (artykuły na ten temat na stronach 4 i 6). Dotarła też do nas bardzo smutna wiadomość o tragedii w rodzinie byłego polskiego ambasadora na Słowacji pana Zenona Kosiniaka-Kamysza, o której informujemy na stronie 10. Na naszym podwórku sporo nowości: nowym konsulem RP w RS został pan Grzegorz Nowacki, z którym rozmowę prezentujemy w rubryce „Wywiad miesiąca” na stronie 8. Słowacka Polonia przygotowuje się do spisu ludności, mającym się odbyć w maju przyszłego roku (str. 18). Latem miało miejsce kilka spotkań polonijnych, imprez, no i „odebrano” nagrodę „Monitora Polonijnego”, czyli zrealizowano lot szybowcem, który wygrała nasza czytelniczka z Bratysławy! O wydarzeniu tym mogą Państwo przeczytać na str. 14, zaś filmową relację z niego obejrzeć na Facebooku. „Monitor Polonijny” jest bowiem obecny na tym portalu społecznościowym, w związku z czym zapraszamy Państwa do zaglądania tam, przeglądania naszych relacji i umieszczania wpisów na temat naszego pisma. Te ostatnie będą dla nas cennymi wskazówkami w przygotowywaniu kolejnych numerów miesięcznika. A w tym numerze sporo jeszcze innych, ciekawych artykułów, do przeczytania których zachęcamy.

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2010 wynosią 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta 2666040059, nr banku 1100). Dokonując wpłaty prosimy o napisanie w formularzu bankowym imienia i nazwiska. Nowych prenumeratorów prosimy o zgłoszenie adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt do redakcji: monitorp@orangemail.sk lub nr tel. 0907 139 041.

Wakacje, których nie było 4 Z KRAJU 4 Nieodrobiona lekcja 6 Powódź 7 WYWIAD MIESIĄCA Grzegorz Nowacki: „Naszym zadaniem jest wspieranie wszystkich organizacji polonijnych” 8 Tragiczny wypadek 10 „Czasami odchodzą nasze anioły…” 10 Z NASZEGO PODWÓRKA 12 15 LAT MONITORA 19 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Kasia Sobczyk „O mnie się nie martw“ 20 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Czesi na terenach słowackich 20 Słowacja bliżej Wrocławia 22 KINO-OKO Komedia rodzinna 23 TO WARTO WIEDZIEĆ Posłaniec Pana Boga 24 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Dla najmłodszych i nieco starszych 26 Dobre perspektywy dla współpracy wyszehradzkiej 28 OGŁOSZENIA 29 ROZSIANI PO ŚWIECIE Finlandia – kraj 1000 jezior 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Afrykańska Szkoła Zwierząt 31 PIEKARNIK Pod grzybowym kapeluszem 32

K O N D O L E N C J E Panu Ambasadorowi Zenonowi Kosiniakowi-Kamyszowi wraz z Małżonką wyrazy głębokiego współczucia z powodu tragicznej śmierci Ich dzieci Marysi i Michała składają członkowie Klubu Polskiego na Słowacji. Łączymy się z Państwem w bólu i smutku.

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2010

3


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 4

Wakacje, których nie było

T

aki dziwny, trudny rok. Ostatnio, mieszkając w Polsce, można było mieć wrażenie, że każdego dnia człowiek budzi się w samym środku wydarzeń – poważnych, zaskakujących, dramatycznych i szalonych. Opinia społeczna uaktywniła się w stopniu dotąd chyba nieznanym. Każde wyjście z domu – do piekarni, po gazety, do pociągu – równało się z wkroczeniem w świat dyskusji i sporów, czasami kłótni i przepychanek, czasami szeptów, westchnień, refleksji. Zaczęło się w sobotni poranek 10 kwietnia. Informacje o katastrofie, płynące z odbiorników telewizyjnych szokowały, doprowadzały do łez. By opisać niemy przejazd kilkudziesięciu trumien przez warszawskie ulice i dziś brakuje słów. Uroczystości, pogrzeby, długa żałoba narodowa, po zakończeniu której ruszyła najdziwniejsza chyba kampania prezydencka. Z początku delikatna, starająca się nie dotykać tak świeżych jeszcze emocji, związanych z tragiczną śmiercią prezy-

W PIĄTEK 6 SIERPNIA Bronisław Komorowski złożył przed Zgromadzeniem Narodowym przysięgę prezydencką. Tym samym formalnie objął urząd prezydenta. W swoim orędziu podkreślił, że rozpoczyna „służbę pełną zadań i wyzwań”. Zadeklarował chęć współpracy z rządem i opozycją. Uroczystość zaprzysiężenia rozpoczęła się od uczczenia minutą ciszy 96 ofiar katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem, w której zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński. CAŁA POLSKA PRZYPOMNIAŁA sobie 30. rocznicę Sierpnia’80. 4

denta Lecha Kaczyńskiego i innych 95 osób, na finiszu przekształciła się w bezładne zabieganie głównych kandydatów o każdy głos. Zabrakło w niej wyczucia i wyobra-

W Gdyni 30 sierpnia z tej okazji odbył się krajowy zjazd delegatów NSZZ „Solidarność”. Obecni na nim byli m.in. sygnatariusze Porozumień Sierpniowych, dawni i obecni członkowie związku oraz przedstawiciele organizacji związkowych z ok. 30 krajów z całego świata – łącznie prawie 3 tys. osób. Gośćmi zjazdu byli też prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wielkim nieobecnym był Lech Wałęsa, który stwierdził, że dzisiejsza „Solidarność” nie ma nic wspólnego z „Solidarnością” sprzed 30 lat. Przemówienie premiera związkowcy przyjęli gwizdami, natomiast z wielkim aplauzem spotkał się Jarosław Kaczyński, który, jak sam powiedział, występował w zastępstwie swego tragicznie zmarłego brata. Przemó-

źni polityków, jak w takich bądź co bądź ekstremalnych warunkach przekonać do siebie zdezorientowanych wyborców. Bo przecież w tym czasie Polska żyła nie tylko polityką. Bywały chwile, że o wyborach zapominano zupełnie – w drugiej połowie maja nie było chyba domu, w którym nie odmieniano by na wszystkie sposoby słowa „powódź”. I znowu uwaga nasza skupiona była na wiadomościach telewizyjnych, prezentujących zatrważające zdjęcia ze śmigłowca, monitorującego tereny zalane przez wezbraną Wisłę. Wszyscy chcieliśmy

wienie prezesa PiS sprowokowało Henrykę Krzywonos – legendę strajku gdańskiego do spontanicznego wystąpienia, w którym poprosiła Kaczyńskiego, by nie buntował ludzi. Głównymi punktami obchodów 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych była uroczysta msza, koncelebrowana 31 sierpnia w Gdańsku, widowisko plenerowe, wystawy i konferencje. Uroczystości wsparli polscy artyści, a także gwiazdy światowej sławy. Wydarzenia sierpniowe z 1980 r. odcisnęły największe piętno na historii Europy tamtych lat. To one zapoczątkowały ruchy, które kilka lat później pozwoliły na obalenie komunizmu w Polsce i innych krajach tzw. Bloku Wschodniego. POLSKĘ NAWIEDZIŁY kolejne fale powodziowe. Ulewne deszcze spowodowały w lipcu i sierpniu wylewanie rzek, pękanie tam i zalewa-

nie wsi, miasteczek i dużych miast. Dramatyczna sytuacja była na Dolnym Śląsku, gdzie największe straty poniosła Bogatynia. Z powodu intensywnych opadów 7 sierpnia wylała tam niewielka rzeczka Miedzianka, która w kilka godzin zmieniła się w rwącą rzekę, odcinając miasto od reszty świata. W tym samym dniu woda zalała też Zgorzelec. Życie straciły 4 osoby, w tym strażak. Alarm powodziowy ogłoszono też na Podkarpaciu i w Lubuskiem. GWAŁTOWNE BURZE przeszły nad Podkarpaciem 16 sierpnia. Prądu pozbawionych zostało 15 tys. osób. Zanotowano też kilka pożarów, powstałych od uderzenia pioruna. Silny wiatr zerwał kilka dachów. W województwie kujawsko-pomorskim strażacy kilkaset razy ratowali dobytek osób poszkodowanych przez burze i wichury. MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 5

pomagać powodzianom – zbieraliśmy dla nich pieniądze, żywność, wodę, odzież i koce. Zbiórki organizowały szkoły, przedszkola, firmy i kościoły. Często ludzie ze spontanicznego odruchu serca po prostu jechali w dorzecze Wisły i pomagali w walce ze skutkami powodzi. W takich warunkach odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Jakby mało było powodziowych emocji, media podążały krok w krok za kandydatami i każde ich potknięcia, niefortunne wypowiedzi szeroko komentowały. W tym samym czasie pojawiać się zaczęły coraz to bardziej szalone spekulacje na temat przyczyn katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. W pierwszej turze wyborów skompromitowały się agencje, baNajwięcej strat odnotowano w rejonie Włocławka, Aleksandrowa Kujawskiego i Świecia. Zalane ulice, piwnice i lokale gastronomiczne, połamane konary i powalone drzewa to skutki nawałnicy, która 22 sierpnia nawiedziła Pomorze. W Gdańsku od uderzeń piorunów zapaliło się kilka domów. WALKA O KRZYŻ ustawiony przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie trwa. Największa demonstracja odbyła się 9 sierpnia wieczorem. Według policji miała spokojny przebieg – nie doszło do poważniejszych incydentów. W sumie tego dnia przed Pałacem zebrało się kilka tysięcy osób. Wśród nich byli zarówno ci, którzy domagali się pozostawienia krzyża w tym właśnie miejscu, jak i ci, którzy chcieliby jego przeniesienia gdzieindziej. Demonstrację zabezpieczało kilkuWRZESIEŃ 2010

dające opinię społeczną. Podjęto nawet dyskusje, czy nastroje obywateli w ogóle można mierzyć wiarygodnie. Kiedy 4 lipca w wyniku wolnych wyborów prezydentem został Bronisław Komorowski, można byłoby przypuszczać, że atmosfera polityczna się wyciszy – ale nic bardziej mylnego. W jednym z pierwszych wywiadów wówczas jeszcze prezydent-elekt wypowiedział się w sprawie przyszłości krzyża, postawionego spontanicznie pod Pałacem Prezydenckim, i emocje z niespotykaną siłą wybuchły na nowo. Na nic się zdało porozumienie, jakie dostojnicy kościelni, harcerze i kancelaria prezydencka wypracowali w sprawie uhonorowania krzyża i przeniesienia go do pobliskiego kościoła św. Anny. Cała Polska mogła obserwować, jak zwolennicy i przeciwnicy przeniesienia krzyża, stojąc po dwóch stronach barykady, obrzucają się wyzwiskami. Od tego momentu Krakowskie Przedmieście przekształciło się w scenę, na której modlitwy mieszały się z happeningami, refleksja z agresją. Zaprzysiężenie Bronisława Komo-

set policjantów. Przeniesienie krzyża w inne miejsce zapowiedział jeszcze na początku lipca Bronisław Komorowski. Miało to się odbyć na mocy porozumienia, zawartego pomiędzy Kancelarią Prezydenta, władzami Kościoła i harcerzami, którzy po katastrofie smoleńskiej krzyż ten postawili. PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM 18 sierpnia stołeczna policja zatrzymała 60-letniego mieszkańca Warszawy, który trzymał w ręku granat, grożąc zebranym pod krzyżem. Dzień wcześniej zatrzymano 71-letniego mężczyznę, który zbezcześcił tablicę, upamiętniającą wydarzania po katastrofie smoleńskiej i jej ofiary, zanieczyszczając ją fekaliami. O 500 DNI SZANSY dla Platformy Obywatelskiej (PO) poprosił 9 sier-

rowskiego na prezydenta to zaledwie jeden dzień wytchnienia, ale już kilkanaście godzin później gigantyczne ulewy, szalejące nad Polską, doprowadziły do zalania Warszawy, a małą przygraniczną Bogatynię zamieniły w wielkie gruzowisko. I znowu powódź, znowu zamieszki pod krzyżem – i tak w niekończącym się korowodzie bezładu upłynęły całe tegoroczne wakacje. Ciężko i gorzko w tym roku smakuje polskość. Żałoba miesza się w niej z kryzysem religii i brakiem zaufania do władzy. Nieciekawy to koktajl. Oby nie okazał się wybuchowy. AGATA BEDNARCZYK

pnia prezydent Bronisław Komorowski. Platforma chce m.in. obniżyć renty, dać ulgi studentom na przejazdy kolejowe i zająć się cenami leków. Powołany zespół rządowo-parlamentarny przygotował dokument „500 dni - plan pracy”, w którym znalazły się 34 pozycje, dotyczące konkretnych projektów ustaw, którymi zespół ma się zająć. W GDAŃSKU 12 LIPCA zmarł ks. prałat Henryk Jankowski, którego w latach 80. nazwano „kapelanem Solidarności”. Przez długie lata (do 2004 roku) pełnił on funkcję proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku. Miał 74 lata. SZWAJCARSKIE WŁADZE 12 lipca stwierdziły, że nie będzie ekstradycji Romana Polańskiego do Stanów Zjednoczonych i że jest on wolnym człowiekiem. Roman Po-

lański został zatrzymany 26 września 2009 roku po przylocie na lotnisko w Zurychu, na podstawie międzynarodowego nakazu aresztowania, wystawionego w Stanach Zjednoczonych, za gwałt na 13-letniej Samancie Geimer, popełniony w 1977 roku. WIELKĄ INSCENIZACJĘ, przedstawiającą zwycięską bitwę wojsk polsko-litewskich i sprzymierzonych nad Zakonem Krzyżackim sprzed 600 lat, obejrzało 17 lipca ponad 100 tysięcy widzów na polach grunwaldzkich. Widowisko, w którym wzięło udział ponad 2 tys. członków bractw rycerskich zarówno z Polski, jak i całej Europy, było największą atrakcją obchodów 600. rocznicy grunwaldzkiej bitwy, która miała miejsce 15 lipca 1420 r. i była jedną z największych bitew średniowiecznej Europy. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 6

T

ragicznie zakończony lot prezydenckiego samolotu miał być dla Polaków przełomem. Cezurą, wyznaczającą początek nowej epoki. Zwłaszcza podczas żałoby narodowej dominowało przekonanie, że to, co się wydarzyło, scali Polaków. Łatwo było w to uwierzyć, patrząc na tłumy, palące znicze przed Pałacem Prezydenckim i innych miejscach w kraju. Złagodniał język polityków i zanosiło się na to, że kampania, poprzedzająca przedterminowe wybory prezydenckie, będzie stonowana i wyważona. Wielu z nas ze zdumieniem przecierało oczy, słuchając kandydującego na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o możliwości współpracy z rządem Donalda Tuska i podkreślał, że dawne spory tracą na znaczeniu. Jeszcze większe zdumienie i niedowierzanie wywołał Janusz Palikot, czołowy skandalista polskiej polityki i enfant terrible Platformy Obywatelskiej. W wywiadzie dla „Newsweeka” przyznał otwarcie, że w krytyce prezydenta Kaczyńskiego przekroczył dopuszczalne granice. „Ale 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim umarł też dawny Janusz Palikot” – stwierdził dramatycznie i zaapelował, by nie odbierać mu prawa do przemiany. Socjologowie, politolodzy i komentatorzy czołowych polskich mediów spierali się, czy tak spektakularne przemiany są szczere, czy nowe wizerunki zostały jedynie skrojone przez sztaby wyborcze obu głównych partii na użytek kampanii prezydenckiej. Odpowiedź nadeszła wkrótce po jej zakończeniu. Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego nad Jarosławem Kaczyńskim było minimalne, a wynik ważył się do ostatniej chwili. Kandydat PiS po przegranej powrócił do swojej dawnej retoryki i próżno teraz w jego wypowiedziach szukać koncyliacyjnego tonu, charakterystycznego dla czasów kampanii. Jego głównym celem jest teraz wyjaśnienie okoliczności, w jakich doszło do 6

Nieodrobiona

lekcja

katastrofy w Smoleńsku. Nie pojawił się na zaprzysiężeniu Komorowskiego na prezydenta, tłumacząc, że było ono wynikiem śmierci jego brata w katastrofie lotniczej. Podał też, że Komorowski jest „promotorem i przyjacielem” Janusza Palikota, „niszczyciela polskiego życia publicznego”. Sam Palikot odwołał niedawno swą zaskakującą przemianę, tym razem na łamach tygodnika „Wprost”. „Nabrałem was” – stwierdził krótko, wyjaśniając, że jego zapewnienia o zmianie, jaka nastąpiła w nim po śmierci prezydenta, były jedynie żartem. Zbawcza rola katastrofy smoleńskiej dla jakości polskiego życia politycznego okazała się pobożnym życzeniem. Tragedia jest kolejnym punktem zapalnym w międzypartyjnych sporach. Także swoistym tematem zastępczym – ważniejszym niż bieżąca gospodarka czy nawet nękające Polskę od kilku miesięcy powodzie. Rząd chce udowodnić, że w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy robi wszystko, co może. Zapewnia, że ofiary tragedii potraktowano z godnością, ich rodzinom zagwarantowano niezbędną pomoc, a śledztwo, prowadzone we współpracy z Rosją, jest uczciwe. Opozycja zarzuca stronie rządowej opieszałość, służalczość wobec Rosji i wytyka liczne zaniedbania. Analogicznie do podziału na scenie politycznej przebiega podział polskiego społeczeństwa. Wyrazistym jego przejawem jest sprawa krzyża. Krótko po katastrofie przed Pałacem Prezydenckim ustawili go harcerze. Zbierali się przy nim ludzie, płonęły znicze. Na początku sierpnia zgromadzeni na Krakowskim Przedmieściu manifestanci uniemożliwili prze-

niesienie krzyża do kościoła św. Anny, do czego miało dojść zgodnie z porozumieniem, podpisanym między warszawską kurią, Kancelarią Prezydenta, harcerzami i Duszpasterstwem Akademickim Kościoła św. Anny. Grupa „obrońców krzyża” była na tyle liczna, że zrezygnowano z próby przeniesienia krzyża spod pałacu, obawiając się zamieszek. Teraz „obrońców” jest mniej, ale wciąż na tyle dużo, by było o nich głośno. Czego żądają? Aby w miejscu krzyża przed pałacem stanął pomnik, upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej, szczególnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kompromisem miała być umieszczona na ścianie Pałacu Prezydenckiego tablica pamiątkowa, z wykutym krzyżem i napisem: „W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób - wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa”. Protestujący przyjęli ją z niezadowoleniem i okrzykami: „Hańba, hańba”, „To przykład arogancji władzy”. Impas trwa. Pomysłu na wyjście z niego brak. Śmierć prezydenta i 95 innych osób to widać za mało, by trwale zjednoczyć Polaków. Wystarczająco jednak dużo, by podzielić ich mocno, jak nigdy dotąd. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Podobnie jak pięć lat temu, kiedy po śmierci Jana Pawła II wydawało się, że nic już nie będzie takie, jak przedtem, że szkoda czasu na spory, że lepiej żyć w zgodzie. Na krótko było lepiej, wielu przeżyło „przemianę” i deklarowało chęć zmiany życia. A potem wróciła codzienność. Tamtej lekcji nie odrobiliśmy. I tym razem przez moment byliśmy inni, trochę lepsi. Potem wszystko wróciło do dobrze znanej normy. Znów wikłamy się w spory, znów prowadzimy swoistą wojnę domową. Jak długo to potrwa? Pewnie do następnego wielkiego, szczególnego wydarzenia... KATARZYNA PIENIĄDZ MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 7

P

owodzie towarzyszą człowiekowi od zawsze; pierwszy opis tego żywiołu znajdziemy już w Biblii, gdy po 40 dniach opadów w dzień i w nocy wody wystąpiły z brzegów i zalały olbrzymie tereny Mezopotamii. W Polsce szczególnie katastrofalne skutki miała tzw. powódź tysiąclecia w roku 1997. Powstała w wyniku wystąpienia opadów deszczu o wyjątkowej intensywności, głównie w dorzeczu górnej Odry i Wisły. Trzy fale ogromnego deszczu spowodowały, iż powódź objęła swoim zasięgiem 652 gminy na terenie 26 województw (wówczas było ich 49) w dorzeczach dwóch największych polskich rzek. Zalanych zostało 2592 miejscowości, z czego 1362 całkowicie. Pod wodą znalazło się 665 tys. ha gruntów, zniszczeniu uległo 480 mostów i ok. 1370 km dróg. Szacunkowe straty materialne wyniosły 12 mld zł (prawie 3 mld euro). Z terenów objętych powodzią ewakuowano ponad 162 tysiące osób, a 54 osoby poniosły śmierć. Ich pamięć uczciliśmy 18 lipca 1997 roku podczas jednodniowej żałoby narodowej. Ponadto utonęła trudna do zliczenia ilość zwierząt domowych, hodowlanych i dzikich. Obok zagrożeń dla życia i zdrowia ludzi powódź spowodowała znaczne zniszczenia środowiska naturalnego oraz ogromne szkody materialne. Z tego czasu ówczesnemu premierowi Włodzimierzowi Cimoszewiczowi zapamiętano wypowiedź, dotyczącą braku ubezpieczeń u poszkodowanych; szef rządu twierdził, że ludzie którzy się nie ubezpieczyli, sami sobie są winni. Później jednak swoje wystąpienie uznał za niefortunne i publicznie przeprosił ofiary powodzi, urażone jego sformułowaniem: „To jest kolejny przypadek, kiedy potwierdza się, że trzeba być przezornym i trzeba

WRZESIEŃ 2010

Powódź

się ubezpieczać, a ta prawda jest ciągle mało powszechna”. Dziś świadomość konieczności ubezpieczania się jest chyba o wiele większa i taka wypowiedź nikogo by już nie wzburzyła. Co nie oznacza, że wszyscy mają polisy; jedni liczą na szczęście, inni w ten sposób oszczędzają, a jeszcze innych nie stać na opłacenie wysokich składek. A takie ubezpieczyciel wyznacza dla nieruchomości, stojących np. na terenach zalewowych, gdzie żywioł wcześniej czy później upomni się o swoje. Główną przyczyną powodzi są obfite opady deszczu, których przesiąknięta gleba nie jest w stanie przyjąć. Powodzie to najczęściej wynik normalnych zjawisk przyrodniczych. Czasami są one jednak wynikiem działalności człowieka, zakłócającej naturalny stan przyrody, lub efektem awarii urządzeń technicznych. Od roku 1997 roku wiele przeciwpowodziowych inwestycji w Polsce nie powstało, bowiem były one blokowane przez ekologów, mieszkańców lub urzędników – twierdzą polskie media. Na przykład wrocławskie osiedle Kozanów po 13 latach zostało zalane ponownie, bo wcześniej działkowcy zablokowali budowę wałów. W wielu miejscach nie doszło do planowanych inwestycji z powodu protestów działaczy ekologicznych; tylko w ubiegłym roku do sądów wpłynęło kilkadziesiąt spraw, dotyczących protestów mieszkańców i ekologów przeciw inwestycjom.

W maju i czerwcu, a także w sierpniu miały miejsce w Polsce silne opady deszczu, które spowodowały zalania i osuwanie się ziemi. Wysoka woda zagroziła nawet stolicy; przez kilka dni spodziewano się najgorszego, z powodu namoknięcia Wału Miedzeszyńskiego, który chroni przed zalaniem prawobrzeżną Warszawę. Parlamentarzyści, korzystający w sierpniu z urlopu, w trybie pilnym zostali wezwani do Warszawy na nadzwyczajne posiedzenie Sejmu w sprawie pomocy finansowej dla powodzian. Ustawę, jako jedną z pierwszych, natychmiast podpisał prezydent RP Bronisław Komorowski. Polska nie jest powodziową wyspą na mapie; powodzie nawiedzają także naszych południowych sąsiadów. Ze szczególnym zainteresowaniem przyglądamy się sytuacji meteorologicznej na Słowacji. Na szczęście granice między naszymi państwami stanowią góry, ale mimo to woda z rzeki Poprad zawaliła filary mostu między Nowym i Starym Sączem, unieruchamiając na kilka miesięcy połączenia kolejowe po obu stronach Tatr. Informacje o powodziach na Słowacji oglądamy ze szczególną uwagą i smutkiem, nie tylko dlatego, że dotyczą one naszych bliskich i dobrych sąsiadów, ale także w obawie, iż żywioł może przynieść szkody i nam. Komisja Europejska uznała, iż straty, spowodowane przez tegoroczne powodzie w Polsce, są tak znaczne, iż należy mówić o klęsce żywiołowej, i zatwierdziła program pomocy finansowej, częściowo rekompensujący poniesione przez Polaków straty. Czy taką pomoc otrzyma i Słowacja, jeszcze nie wiadomo; Bruksela nie zapomina, iż nowy rząd w Bratysławie odmówił pomocy potrzebującej wsparcia finansowego Grecji. DARIUSZ WIECZOREK

7


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 8

Grzegorz Nowacki: „Naszym zadaniem jest wspieranie wszystkich organizacji polonijnych” Ponieważ Pańska poprzedniczka nie przedstawiła Panu obecnych władz Klubu Polskiego, choć w przypadku drugiej organizacji polonijnej to zrobiła, stąd moje pytanie, czy władze Klubu Polskiego będą mogły liczyć na Pana pomoc i chęć współpracy? Oczywiście, że tak. Naszym zadaniem jest wspieranie wszystkich organizacji polonijnych. Moja wizyta w Żylinie miała miejsce ze względu na bliższe związki mojej poprzedniczki z tym środowiskiem. Mogę jednak zapewnić, że nie będzie żadnych preferencji – wszystkim będziemy starali się pomagać jednakowo. Bardzo liczę na współpracę z Polonią bratysławską i władzami Klubu Polskiego, ponieważ środowisko to działa w stolicy kraju. Klub Polski ma swoje władze i siedzibę w Bratysławie, ale pracuje w kilku oddziałach w różnych miastach Słowacji. Dobrze by było, gdyby oddziały regionalne bardziej się uaktywniły, rywalizowały ze sobą. Kto wie, może gdyby te oddziały zaczęły działać autonomicznie, każdemu z nich udałoby się pozyskać więcej środków finansowych? Polacy zostali uznani za mniejszość narodową, a zatem mają prawo do wsparcia finansowego od państwa słowackiego. Jeśli ta pomoc płynie do jednej organizacji, prawdopodobnie może być mniejsza, niż gdyby płynęła do większej ilości podmiotów. Ilość środków, przyznawanych przez władze słowackie dla konkretnej mniejszości, nie wzrasta wraz z pojawiającymi się nowymi organizacjami, ale zależy od liczebności danej mniejszości, a zatem od ilości osób, które podczas spisu ludności przyznają się do polskiego pochodzenia. I tu dotykamy bardzo ważnego zagadnienia. Spis ludności, który odbędzie się na Słowacji w przyszłym ro8

P

odczas pierwszego spotkania z Grzegorzem Nowackim, nowym konsulem RP w RS w randze radcy ministra, poruszyliśmy mnóstwo tematów, bowiem jest on człowiekiem o wielu zainteresowaniach. Rozmawialiśmy więc o historii, polityce, a także o krajach bałkańskich, gdzie w Zagrzebiu, Lublanie i Belgradzie pełnił misje dyplomatyczne jako konsul i radca polityczny. Naszym czytelnikom prezentujemy rozmowę, dotyczącą zagadnień polonijnych.

ku, to ważne źródło danych. W naszym przekonaniu oficjalne słowackie dane, opracowane na podstawie poprzedniego spisu ludności, nie odzwierciedlają stanu realnego. Sądzimy, że na Słowacji może być około 8 do 10 tysięcy Polaków. W poprzednim spisie ludności nie wszyscy oni zadeklarowali polskie pochodzenie. Podczas spotkania ze środowiskiem polonijnym z województwa żylińskiego rozmawialiśmy na ten temat. Jego przedstawiciele wskazywali na tę niedoskonałość statystyk spisowych. Podobno w arkuszach spisowych w 2001 roku były wymienione dwie największe mniejszości, a pozostałe zostały zakwalifikowane jako „inne”, co mogło spowodować, że nie wszyscy przyznali się do swojego polskiego pochodzenia. Rozmawiałam z dyrektorem w Urzędzie Statystycznym, odpowiedzialnym za przygotowanie spisu ludności, który zapewnił mnie, że w przyszłym roku arkusze będą zawierały rubryki z wyszczególnieniem wszystkich 13 mniejszości narodowych, uznanych przez państwo słowackie, w tym również i polską. To bardzo dobra wiadomość, zatem my jako ambasada będziemy starali się oficjalnie uzyskać potwierdzenie, co do treści pytań przygotowywanego spisu. Przed nami ważne zadanie dotarcia do jak największej ilości naszych rodaków i propagowania wśród nich idei przyznania się podczas spisu do polskiego pochodzenia.

Czy ma Pan jakąś koncepcję współpracy z Polonią? Naszym zadaniem jest działanie na rzecz umacniania związków Polonii z ojczyzną. Dla naszych rodaków, mieszkających blisko granic, ważne są inicjatywy przygraniczne, funkcjonowanie w ramach euroregionu. Dużą rolę w dzisiejszym świecie odgrywają media. Wiem, że tak jest też w przypadku „Monitora Polonijnego”, który dociera do Polaków, rozproszonych po całej Słowacji. Tę działalność wydawniczą również będziemy wspierali. Myślę, że powinniśmy nawet pójść dalej i w poszczególnych ośrodkach regionalnych znaleźć kolporterów, którzy by promowali pismo w swoich środowiskach. Uważam, że „Monitor” jest wydawany na wysokim poziomie – to profesjonalne pismo. Jakie jest Pańskie zdanie na temat działalności szkółek polonijnych? Widzi Pan potrzebę wznowienia ich pracy w tych ośrodkach, w których przestały one działać? Tak. Prawo nauczania w języku polskim, które gwarantują umowy między Polską a Słowacją, nie w pełni jest realizowane ze względu na rozproszenie Polonii w tym kraju. Działalność Szkolnego Punktu Konsultacyjnego nie jest w stanie zastąpić szkółek sobotnio-niedzielnych. Takich szkółek powinno być więcej. Jesteśmy gotowi wspierać je, jeśli taka będzie wola środowisk polonijnych w różnych regionach. MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 9

Skoro rozmawiamy o edukacji, chciałam zapytać o sposoby ubiegania się o stypendia dla młodzieży polskiego pochodzenia. Dotknęła pani dosyć trudnego problemu, bo to wsparcie poprzez stypendia, zwłaszcza za pośrednictwem Fundacji „Semper Polonia”, działało do poprzedniego roku. Niestety w tym roku ze względu na kłopoty ekonomiczne, które przeżywa nie tylko Polska, ale i cały świat, Słowacja nie została objęta tą formą wsparcia, ale myślę, że należałoby o nie walczyć. Kto powinien o nie walczyć? Możemy wspólnie powalczyć o poszerzenie programu „Semper Polonia”. Ale mam coraz mniej pewności, czy Słowacja zostanie zakwalifikowana do tego programu.

Tak, na pewno. W drugiej połowie 2011 roku Polska obejmie prezydencję w UE. Takiemu przewodnictwu towarzyszą przedsięwzięcia kulturalne w różnych krajach. Ostatnio miałem okazję obserwować tego typu inicjatywy, będąc na placówce w Słowenii. Wtedy prezydencję obejmowała Austria, która bardzo ładnie wykorzystała rocznicę urodzin Mozarta – wydała płytę z jego utworami, zorganizowała koncerty. Na czas prezydencji Polski przewidziane są także działania, mające na celu promocję naszego kraju. W tej chwili w Warszawie opracowywane są ramy organizacyjno-programowe. Kiedy je otrzymamy, wtedy podejmiemy działania.

ków. Mam nadzieję, że sytuacja ekonomiczna naszego kraju pozwoli na korzystniejsze planowanie takiego wsparcia w latach następnych. Czy będą ustalone jakieś konkretne zasady ubiegania się o dofinansowanie? Z tego, co wiem, do tej pory odbywało się to na zasadach wniosków, składanych do konsula przez dane organizacje polonijne. W przypadku konkretnych, ciekawych projektów możemy występować o ekstra dofinansowanie z centrali. Czy w związku z przyszłoroczną prezydencją Polski w Unii Europejskiej zamierza Pan we współpracy z Polonią zorganizować jakieś przedsięwzięcie, które uwidoczni polską mniejszość na Słowacji?

Jakim zagadnieniom zamierza Pan poświęcić szczególną uwagę? Do moich obowiązków należy też opieka konsularna nad obywatelami Polski, przyjeżdżającymi czy przejeżdżającymi przez Słowację, których co roku jest około 5-6 milionów. Zamierzam też nawiązać kontakty z polskimi księżmi, pracującymi na Słowacji. Będę również odwiedzać miejsca pamięci, czyli na przykład groby polskich żołnierzy. Miałem okazję odwiedzić cmentarz polskich żołnierzy w Nitrze. Wiem, że w Štúrovie jest pomnik króla Jana III Sobieskiego.

Według jakiego klucza przewiduje Pan przydzielanie środków finansowych, którymi dysponuje konsulat, organizacjom polonijnym? Niestety, nasze środki są skromne. Budżet, którym dysponuje konsulat, jest znacznie mniejszy niż wsparcie, które otrzymują organizacje polonijne zarówno ze strony państwa słowackiego, jak i poprzez dotacje, które płyną bezpośrednio z Polski. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy wspierać inicjatyw polonijnych, będziemy je dotować w miarę posiadanych środ-

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

W Brestovanach z kolei są groby rodziny Zamoyskich, które niedawno odwiedziłam w towarzystwie byłego polskiego ambasadora na Słowacji pana Jana Komornickiego. Będziemy starali się zadbać o wszystkie polskie groby.

WRZESIEŃ 2010

Na Słowacji sporo Polaków podejmuje pracę w firmach międzynarodowych. Czy ma Pan jakiś pomysł, jak do nich dotrzeć? To chyba najtrudniejsze zadanie, bowiem te środowiska są trochę kosmopolityczne. Część z tych osób jest na kontraktach, po kilku latach zmienia miejsce pracy i nie widzi potrzeby angażowania się w działalność polonijną. Warto jednak te osoby zapraszać na różnego rodzaju imprezy. 9


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 10

A może ich firmy mogą wesprzeć niektóre działania? Klub Polski nie posiada swojej siedziby. Czy ma Pan dla nas jakieś wskazówki, jakie podjąć kroki, by pozyskać lokal? Brak własnej siedziby utrudnia pracę Klubu. Uważam to za dużą niedogodność. Oczywiście ten lokal powinien być przydzielony przez władze miasta, skoro Polacy zostali uznani za mniejszość narodową. Tego nie załatwi ambasada. Klub musi sam o to zabiegać. Może oczywiście korzystać ze wsparcia ambasady, ale wnioskodawcą nie może być placówka dyplomatyczna. Od kilkunastu dni mieszka Pan w Bratysławie. Ma Pan już jakieś swoje ulubione miejsca w tym mieście? Bardzo mnie zauroczyło Stare Miasto w Bratysławie. Widać tu zderzenie tradycji, historii z nowoczesnością. To jest miasto, które da się lubić. Słowację znam głównie z moich częstych podróży, ponieważ przez 15 lat pracy dyplomatycznej na południu Europy często tędy przejeżdżałem, wracając do Polski. Mam zamiar sporo podróżować, bowiem dobry dyplomata musi poznać kraj, jego obyczaje, by dobrze pełnić swoją misję. Spotkał się już Pan z tym, że podobieństwo języka polskiego i słowackiego prowadzi do sytuacji niekiedy dwuznacznych, niekiedy komicznych? Uczęszczałem na kurs języka słowackiego, organizowany przez Instytut Słowacki w Warszawie, ale znajomość tego języka będę oczywiście doskonalił na miejscu. Z pewnością pomagać mi będzie moja znajomość języków słowiańskich. Mam świadomość, iż podobieństwo języków słowiańskich może być źródłem wielu wpadek. Kilka z nich już poznałem: wiem już co oznacza “odporný”, wiem też, że nie należy mówić, że coś “pachnie”. Z pewnością odkryję jeszcze wiele innych pułapek językowych. Opanowanie języka to ważny krok w poznawaniu kraju i pracy dyplomatycznej. Czy na placówkę dyplomatyczną przyjechał Pan wraz z rodziną? Będę tu wraz z małżonką. Nasza córka już skończyła studia, jest samodzielna, ale pewnie będzie nas często odwiedzać. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 10

Tragiczny wy

K

iedy dotarła do nas smutna wiadomość o tragicznym wypadku, w którym zginęli Marysia i Michał KosiniakKamyszowie, nie mogliśmy w to uwierzyć. Do tragedii doszło 9 sierpnia pod Łagowem. Dzieci naszego byłego ambasadora Zenona Kosiniaka-Kamysza (obecnie ambasadora RP w Kanadzie) i jego małżonki Katarzyny spędzały wakacje w Polsce. Na Facebooku na profilu Marysi widnieją jeszcze zapisy, informujące o jej przyjeździe do Polski, z których wynika, że bardzo cieszyła się na wakacje w rodzinnym kraju. Potem kilka wpisów jej znajomych, z którymi miała się spotkać. Jest też informacja z 28 lipca, w której Marysia, będąc już w Polsce, informuje koleżankę, iż przesunęła lot do Kanady: „Ja jednak zostaję dłużej, bo tak to dzisiaj mam lot, ale tylko Mama leci, ja przełożyłam na 19 sierpnia ;)“. Ostatni wpis Marysi zamieszczony został 8 sierpnia o 14.45 – na dzień przed tragicznym wypadkiem… • • • Jak doniosła „Gazeta Wyborcza” w poniedziałek 9.08 ok. 5 godziny

nad ranem pod Łagowem samochodem renault megane podróżowała trójka młodych ludzi: 16-letnia Maria, jej 20-letni brat Michał oraz ich 20-letnia kuzynka Sylvia Maka z Toronto. Prowadząca pojazd (prawdopodobnie kuzynka Sylvia) nie zatrzymała się przed znakiem „stop“ i wjechała na skrzyżowanie prosto pod tira z naczepą. Auto stanęło w płomieniach, na ratunek ruszył kierowca tira, ale zdołał wyciągnąć tylko jedną osobę - kobietę. Niestety, zmarła mimo reanimacji. Dwie inne osoby spłonęły w aucie. • • • W 2003 roku do Bratysławy przybył nowy ambasador – pan Zenon Kosiniak-Kamysz wraz z żoną i dwój-

Czasem odchodzą

nasze anioły… Czasem odchodzą nasze anioły I nagle w miejscu staje czas. A z nim cząstka nas odchodzi. I wielki smutek marszczy twarz.

T

rudno pisać o ludziach pięknych, młodych, inteligentnych, przed którymi cały świat stał otworem, a którym jednak los odebrał możliwość pokazania, na co ich stać, co są w stanie osiągnąć… Wystarczyła chwila, by ich krótkie życie się skończyło…

Ich tragiczna, bezsensowna śmierć zszokowała przede wszystkim tych, którzy ich znali. A na Słowacji znali Ich chyba wszyscy, odwiedzający ambasadę Polską w Bratysławie w czasach, gdy na czele tej placówki stał ich ojciec. Kręcili się bowiem zawsze gdzieś w jej pomieszczeniach, zwłaszcza podczas rozmaitych świąt i uroczystości. Ta Ich obecność w placówce dyplomatycznej nadawała jej ciepła, takiego rodzinnego, eliminowała dystanse… Michała i Marysię znali też dobrze uczniowie, uczęszczający w tamtych czasach do Szkolnego MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

Stránka 11

ŹRÓDŁO: FACEBOOK

ką dzieci. Marysia i Michał przeżywały kolejną przeprowadzkę z uwagi na misję dyplomatyczną ich ojca. „Dzieci przywiązują się do kolegów, nawiązują przyjaźnie. Bardzo przeżyły wyjazd z Berlina, niedługo potem czekał je wyjazd z Warszawy. Nasza córka do dziś nie może tego przeboleć i gdyby była możliwość powrotu do Warszawy, wyjechałaby natychmiast“ – mówiła w wywiadzie dla „Monitora Polonijnego” ich mama Katarzyna Kosiniak-Kamysz („Monitor Polonijny”, listopad 2004). Dzieci pana ambasadora podjęły naukę w austriackiej szkole, do której codziennie ich zawoziła mama. Oprócz tego pobierały naukę w szkole polskiej przy ambasadzie RP w Bratysławie. Kiedy w 2004 roku na łamach naszego miesięcznika ogłosiliśmy konkurs dla dzieci pod tytułem „Moje zwierzątko“, 9-letnia wtedy Marysia nadesłała swoją pracę, którą zatytułowała „Zwierzęta można mieć“ („Monitor Polonijny” lipiec-sierpień 2004 – www.polonia.sk), a która uzyskała wyróżnienie. „Jej praca była bardzo ciekawa, bowiem sztuką było napisać o zwierzątkach, skoro ich nie posiadała“ – oceniała jedna

Punktu Konsultacyjnego przy Ambasadzie RP w Bratysławie, i oczywiście nauczyciele tam uczący. Ja miałam okazję spotkać Ich osobiście. Właśnie w szkole polskiej, w której swego czasu uczyłam, a którą i Oni odwiedzali WRZESIEŃ 2010

ŹRÓDŁO: FACEBOOK

wypadek

z członkiń jury. Kiedy w 2007 roku rodzinie państwa Kamyszów przyszło opuścić Bratysławę, znów trudno było się rozstać. Potem była przeprowadzka do Berlina, Warszawy i na początku tego roku do Kanady. Maria uczyła się w High School w Ottawie, Michał był studentem uniwersytetu w Ottawie. • • • Na Facebooku (R.I.P. Michael Kosiniak-Kamysz oraz R.I.P. Maria Kosiniak-

Kamysz <3) płyną słowa żalu, niedowierzania. Wpisują się głównie młodzi ludzie, ich przyjaciele. Pewna dziewczyna wyznaje, że Michał był jej pierwszą miłością, a ona jego ostatnią, koleżanki Marysi dziękują jej, że mogły choć przez jakiś czas być w kręgu jej znajomych… • • • Pan ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz miał lecieć do Polski 12 sierpnia na spotkanie ambasadorów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wtedy też miał spotkać się ze swoimi dziećmi... W „Gazecie Wyborczej” w dziale nekrologów czytamy: „Pogrążeni w głębokiej rozpaczy po tragicznej śmierci NASZYCH JEDYNYCH DZIECI […] ZROZPACZENI RODZICE I DZIADKOWIE ORAZ RODZINA“ Pogrzeb Michała i Marii odbył się 14 sierpnia na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Pani Kasiu, Panie Ambasadorze – w imieniu redakcji „Monitora Polonijnego“ i jego czytelników składamy głębokie wyrazy współczucia. Zdajemy sobie sprawę, że żadne słowa nie ukoją bólu, nie wrócą dawnych chwil… Chcemy, abyście Państwo wiedzieli, że pamiętamy o Was, że w tych trudnych chwilach myślami jesteśmy z Wami. Czujemy się zaszczyceni, że mogliśmy być częścią Waszego i Waszych Dzieci życia na drodze dyplomatycznej, którą Wam przyszło pokonywać. REDAKCJA „MONITORA POLONIJNEGO“

podczas weekendów. Pamiętam Ich szczere uśmiechy, otwartość na świat, chęć poznawania wszystkiego… Byli tacy… normalni. Zwykle, kiedy wspominam tamte wspaniałe czasy, łza mi się kręci w oku… Teraz też, ale tym razem to bardzo gorzka łza. Michała i Marysi nie widziałam od kilku lat. W tym czasie zdążyli wydorośleć, wypięknięć i zmądrzeć. Czasami śledziłam Ich losy z daleka. A to ktoś ze wspólnych znajomych donosił mi, że mają się dobrze, a to z oficjalnych informacji prasowych dowiadywałam się, że wraz

z rodzicami wybierają się właśnie na placówkę do Kanady, a ostatnio zajrzałam nawet na Facebook, by przekonać się, jak się zmienili zewnętrznie. I zobaczyłam tam przystojnego młodego mężczyznę, na twarzy którego pozostał ten sam uśmiech sprzed lat, i śliczną młodą dziewczynę… Trudno oswoić się nauczycielowi z myślą, iż jego uczniowie, tak młodzi, obiecujący nigdy więcej nie zasiądą do klasówki, nie napiszą kolejnego wypracowania, ba, nawet nie pójdą na wagary! Trudniej jednak pogodzić się rodzicom, kiedy muszą pochować swoje

dziecko. Jedno. Ale co z rodzicami, którzy tracą nagle dwoje dzieci i wszystkie nadzieje z nimi związane, całą przyszłość? Co czują? Rozpacz? Ból? Co wszystko muszą przeżywać teraz rodzice Michała i Marysi? Przecież w jednej chwili skończył się im świat, jaki znali dotychczas. Jak dalej będą żyć? Czy czas przywróci im równowagę? Oby! Czas wszystko zmienia, ale Marysia i Michał pozostaną już niezmiennie tacy sami. Jak anioły. Piękni i młodzi… MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 11


Monitor09

03.09.10 09:14

„W

Stránka 12

zory, które sobie wybrałyście, naniesiemy na jedwab specjalnym flamastrem, który za kilka godzin zniknie. Następnie konturową pastą obrysujemy wzór i w ten sposób zapobiegniemy rozlaniu się farby po materiale“ – tak Michaela Mikovčáková wyjaśniała krok po kroku technikę malowania na jedwabiu. Było to jedno z kilku zadań, stojących przed uczestniczkami tegorocznego pleneru „Fit Art.”, który odbył się koło Medzeva w terminie od 6 do 11 lipca z inicjatywy Klubu Polskiego z Koszyc.

Druga edycja pleneru, przygotowywanego głównie z myślą o członkiniach Klubu Polskiego, była kontynuacją ubiegłorocznego projektu. „Kobiety są wszechstronne i na plenerze mają możliwość kreatywnie się realizować” – oceniła Zdenka BłońskaZáborská, organizatorka pleneru. Podczas kilkudniowego zgrupowania uczestniczki musiały prze-

Plener 2010

łamywać swoje bariery, pokonywać strach przed nieznanym, brać udział w wykładach, wykonywać zadane prace. „Zawsze brakuje czasu, tyle wyzwań przed nami“ – mówiła organizatorka, która od wielu lat angażuje się w polskie przedsięwzięcia na Słowacji. „Czuję się Polką, mam polskie pochodzenie, zawsze mnie inPrace uczestniczek pleneru „podglądało“ oko kamery Słowackiej Telewizji

teresowało wszystko to, co związane z Polską, i chyba dlatego mam męża Polaka“ – wyznała. Po kilku dniach pleneru w pensjonacie „Ranč Šu-

gov” widać było ożywienie – to uczestniczki pleneru przygotowywały wystawę, na której miały zaprezentować wszystkie swoje dzieła. Jeszcze ostatnie poprawki przed wernisażem, ustawienie obrazów, eksponowanie szali, apaszek, biżuterii, tkanych czy dzierganych torebek, jeszcze tylko przymocowanie kar-

Uczestnicy pleneru: ZDENKA BŁOŃSKA-ZÁBORSKÁ• MICHAELA MIKOVČÁKOVÁ• TATIANA VARGOVČÁKOVÁ• URSZULA SZABADOS• HELENA GERECOVÁ• MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA STANO STEHLIK• ANNA FRIČOVÁ• JADWIGA GAŠPAROVÁ• ŠTEFANIA GAJDOŠOVÁ 12

MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:14

teczek z nazwiskami twórców dzieł i… gotowe! Goście pensjonatu, przyjaciele, uczestniczki pleneru w oczekiwaniu na słowo wstępne Zdenki Zaborskiej-Błońskiej przechadzali się wśród wystawianych eksponatów. „Jestem oczarowana tym, co stworzyły panie podczas pleneru“ – wyznała Iveta Vaculová ze Słowackiego Radia, która przyjechała z Koszyc, by przygotować reportaż z innej wystawy w Medzevie.

WRZESIEŃ 2010

Stránka 13

„Skoro mam okazję wziąć udział w tak imponującym przedsięwzięciu, szkoda byłoby tego nie wykorzystać, więc zabieram się do pracy“ – stwierdziła i przygotowała mikrofon, by przeprowadzić wywiady z uczestniczkami pleneru. Zdradziła też, że chętnie kupiłaby dla siebie niektóre z wystawianych rzeczy,

działy, co osiągnęły. „Wcześniej nie miałam kontaktu z taką sztuką i, przyznaję, wciągnęło mnie to“ – wyznała Jadwiga Gašparová, pokazując własnoręcznie wykonany szal i torebkę. Z kolei Štefania Gajdošová, profesjonalna artystka, przyznała, że plener był nie tylko doskonałą okazją do stworzenia nowych dzieł, ale i do obcowania z ludźmi, którzy na co dzień nie zajmują się sztuką. „Entuzjazm pań był zaraźliwy. Przede wszystkim cieszę się, że byłam wśród rodaków, dzięki czemu mogłam doskonalić znajomość języka polskiego“ – mówiłą. Michaela Mikovčáková, jedna z wykładowczyń,

podkreślała zaangażowanie i zdolności uczestniczek pleneru. „W ubiegłym roku panie były bardziej nieśmiałe, w tym roku potrafiły pokonać bariery i z zaangażowaniem poświęcić się pracy twórczej – stwierdziła. – Każda z nich wykonała malunek na jedwabiu, wybierając wzór, który odzwierciedlałby jej charakter“. Efekty pleneru z zadowoleniem przyjmowała Zdenka Błońska-Záborská: „Dorośli chcą się rozwijać, inwestują w siebie i chłoną wiadomości, a Klub Polski potrzebuje wspólnych działań“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Ranč Šugov koło Medzeva

jakiś szal lub obraz. Trudno jej było uwierzyć, że autorkami prac były amatorki. Imponujący efekt końcowy i pochlebne oceny gości spowodowały, że panie, biorące udział w zgrupowaniu, zaczęły się przyglądać swym wytworom innymi oczami. Jeszcze niedawno nie były pewne, czy dadzą radę, czy opanują techniki, teraz w pełni wi-

Projekt zrealizowany dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury – Sekcja Mniejszości Narodowych

13


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 14

W

poprzednim numerze „Monitora Polonijnego” zwróciliśmy się do naszych prenumeratorów z pytaniem konkursowym, które brzmiało: „Kiedy ukazał się pierwszy numer naszego miesięcznika?”. Pierwsza do redakcji zatelefonowała nasza czytelniczka z Bratysławy – pani Aneta Adamczyk, która prawidłowo odpowiedziała, że pierwszy „Monitor” pojawił się w grudniu 1995 roku.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Lot szybowcem

ła Prievidzę. „Proszę przyjeżdżać, lotnisko już jest przygotowane!” – usłyszałam w telefonie głos pana Tadeusza na dwa dni przed planowanym przedsięwzięciem. Udaliśmy się więc do Prievidzy wraz ze szczę-

W ten sposób wygrała ona lot szybowcem, za sterami którego miał zasiąść nasz rodak z Prievidzy pan Tadeusz Wala.

Lot został zaplanowany na 21 sierpnia. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy uda się go zrealizować z uwagi na powódź, która nawiedziśliwą zwyciężczynią konkursu. A ponieważ udało nam się przy okazji zorganizować posiedzenie Rady Klubu Polskiego oraz spotkanie z naszymi rodakami, mieszkający-

MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 15

mi w tymże mieście, to naszej czytelniczce towarzyszyło spore grono klubowiczów i przyjaciół. „Zawsze marzyłam o tym, by polecieć szybowcem, tym bardziej, że wrażenia z lotów w przestworzach opisywał mi mój tato, który żył tą pasją” – wyznała przed lotem Aneta Adamczyk i choć trochę się denerwowała, odważnie kroczyła w kierunku szybowca. Jeszcze tylko krótki instruktaż, jak w razie niebezpie-

czeństwa otworzyć spadochron i… dwuosobowa załoga zajęła miejsca w kabinie szybowca. Chwilę potem pojawił się mały, sportowy samolot, który poprowadził przymocowany szybowiec w przestworza, by ten mógł później samodzielnie szybować po niebie. „Wrażenia były niesamowite – komentowała po prawie godzinnym locie nasza bohaterka. – Genialnie, cudnie, żałujcie, że was tam nie było! Można wyciągnąć rękę i dotknąć nieba! Obok nas przelatywały bociany! Coś pięknego!”. WRZESIEŃ 2010

Słuchaliśmy wrażeń Anety, trochę jej zazdroszcząc tych niesamowitych przeżyć. Godzinę później los uśmiechnął się do jeszcze jednej uczestniczki wycieczki... Pan Tadeusz zaprosił bowiem kilkunastoosobową grupę Polaków do zwiedzenia zakładu, w którym szybowce powstają. Prezentując kolejne etapy budowania tych maszyn spontanicznie zaproponował lot samolotem sportowym jednej osobie z naszej grupy, która zgłosi się jako pierwsza. Najszybciej zareagowała Romana Gregušková. W ten sposób, choć w części, spełniło się jej marzenie z dzieciństwa.

„Zawsze chciałam być pilotem, ale kiedyś to było nierealne dla dziewcząt” – wyznała po wylądowaniu na lotnisku. Dzień spędzony w gronie rodaków z inicjatywy redakcji „Monitora” i dzięki uprzejmości pana Tadeusza Wali był po prostu… odlotowy! red

15


03.09.10 09:15

P

Stránka 16

lanowane majowe spotkanie w Strecznie z okazji Światowego Dnia Polonii ze względu na tragiczne wydarzenia w kraju i żałobę narodową organizatorzy przełożyli na 9 lipca. Ponieważ od uczestników zeszłorocznej imprezy słyszałam tylko same pochwały i słowa uznania za polski charakter spotkania, wspaniałą atmosferę, dobrą zabawę, zdecydowałam, że w tym roku i ja wraz z grupą przyjaciół z Klubu Polskiego w Trenczynie skorzystam z zaproszenia do Streczna – i nie żałuję! Organizatorzy – Stowarzyszenie „Polonus” oraz pani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska – stanęli na wysokości zadania i przygotowali ciekawy program imprezy. Przed dobrą zabawą można było skorzystać z basenu i sau-

Zlot w Strecznie ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ

Monitor09

ny w pięknym ośrodku, który okazał się wspaniały także dla rodzin z dziećmi. Nie zabrakło polskich potraw, w tym także dobrego polskiego piwa, oraz polskich tańców, do których przygrywał polski zespół. Następnego dnia ów zespół towarzyszył grupie, zwiedzającej zamek. Druga grupa uczestników spotkania wzięła udział w spływie tratwami po Wagu.

Korzystając z okazji podczas spotkaniu w Strecznie pożegnaliśmy też panią konsul, która po czterech latach pobytu na Słowacji, wyjeżdżała z rodziną na nową placówkę dyplomatyczną do Kazachstanu. Były słowa podziękowania, kwiaty i podarunki. A kiedy kapela góralska „Torka” z Cieszyna zagrała „Sto lat”, na twarzy pani konsul można było zobaczyć wzruszenie. Nie zapomnę również chwil i rozmów z zaproszonymi na to spotkanie zaprzyjaźnionymi Bułgarami oraz solowego występu Teodory, która swym bułgarskim śpiewem wszystkich ujęła za serce. W imieniu uczestników spotkania ze Środkowego Poważa dziękuję organizatorom za miłe przyjęcie i wspaniałą zabawę. RENATA STRAKOVÁ, KP TRENCZYN

II Światowy Zjazd Górali Polskich na terenie Polskich Karpat

Po

dziesięciu latach po raz drugi Związek Główny Związku Podhalan w Nowym Targu razem ze swymi oddziałami i z udziałem zaprzyjaźnionych organizacji społecznych w kraju i za granicą, Sejmem, Senatem i Kościołem, przy współpracy z władzami samorządowymi różnego szczebla zwołał II Światowy Zjazd Górali Polskich pod hasłem „W jedności siła”. Inauguracja Zjazdu rozpoczęła się w sobotę 7 sierpnia mszą świętą z udziałem księży kapelanów Związku Podhalan, która była koncelebrowana w ko16

ściele parafialnym w gminie Niedźwiedź i Porębie Wielkiej. Mszy przewodniczył ks. prałat Władysław Zązel – kapelan Górali Polskich w kraju i za granicą. W niedzielę 8 sierpnia na poszczególnych „holach – halach”, czyli na Rusino-

wej Polanie, Gąsienicowej Polanie, Turbaczu, Hali Krupowej pod Babią Górą, w Pieninach oraz Rajczy na żywiecczyźnie odbyły się rodowe spotkania Górali Polskich. W Rajczy dodatkowo promowano dziedzictwo kulturowe Karpat

na pograniczu czesko-polsko-słowackim, gdzie na Górnych Kisucach znajduje się wspólny matecznik Górali Czadeckich – ducha polskiego i Górali Kisuckich – ducha słowackiego. O godz. 22.00 odbyło się zapalenie Hudy Wawrzyńcowej. W tym samym dniu w Zakopanem część uczestników II Zjazdu Górali Polskich wzięła udział w spotkaniu towarzyskim w ramach Europejskich Targów Produktów Regionalnych. Następnego dnia w Skalitem na Słowacji starostka gminy Andrea Simurdová przyjęła m.in. Górali CzadeMONITOR POLONIJNY


03.09.10 09:15

Stránka 17

Wizyty ustępującej konsul i nowego konsula w regionach

Zmiany w konsulacie

W

sierpniu po czteroletniej kadencji Bratysławę opuściła konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska. Nowym konsulem w randze radcy ministra został Grzegorz Nowacki (w „Wywiadzie miesiąca” na str. 8 przedstawiamy rozmowę z nowym konsulem.), natomiast stanowisko wicekonsula po Magdalenie Gondar objął Adam Sitarski. red

K

ckich ze Złotnika (Polska) i z Nowego Sołońca (południowa część Bukowiny Rumuńskiej). W dniu 13 sierpnia odbyła się VI Pielgrzymka Góralska do sanktuarium Pani Ziemi Żywieckiej w Rychwałdzie. WRZESIEŃ 2010

Konsul Adam Sitarski

Pożegnanie dyrektora Instytutu Polskiego ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ończąca misję konsul Urszula Szulczyk-Śliwńska wraz z nowym konsulem Grzegorzem Nowackim 5 sierpnia odwiedzili w Żylinie Polonię ze Stowarzyszenia „Polonus”, a dzień później przybyli do Nitry. Jak się dowiadujemy ze strony internetowej „Polonusa”, głównym tematem spotkania w Żylinie były działania Polonii na rzecz promowania przyszłorocznego spisu ludności w różnych środowiskach w celu dotarcia do jak największej ilości naszych rodaków, mieszkających na terenie Słowacji. W Nitrze pod nieobecność tamtejszej prezes Klubu Polskiego Romany Greguškovej gości przyjęła wiceprezes Irena Cigaňová. W rozmowach, które odbyły się w siedzibie ojców salwatorianów, udział wzięli również Teresa Babinová i jej syn Łukasz – członkowie Klubu. Podczas wizyty w Nitrze przedstawiciele placówki dyplomatycznej odwiedzili też cmentarz, na którym zostali pochowani polscy żołnierze, polegli w czasie I wojny światowej. red

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Monitor09

„Po czterech i pół roku pracy w Bratysławie czas wyjeżdżać – mówił 19 sierpnia podczas wieczoru pożegnalnego Zbigniew Machej, dyrektor Instytutu Polskiego, który właśnie zakończył swoją misję dyplomatyczną. – Mam jednak nadzieję, że niebawem się spotkamy, bowiem w styczniu powracam do Bratysła-

W Domu Podhalan w Ludźmierzu k. Nowego Targu odbyła się światowa premiera opery góralskiej „Naski Świat” w wykonaniu Zespołu Góralskiego „Regle” z Poronina. Centralnym punktem II Światowego Zjazdu Górali Polskich był odpust Matki Boskiej Ludźmierskiej „Gaździny Podhala”, który odbył się 15 sierpnia, a któremu przewodniczył kard. Franciszek Macharski. Matka Boska Ludźmierska została intronizowana na Królową Górali Polskich na całym świecie w czasie 43. Zjazdu Związku Podhalan w 2008 r. Na zakończenie pierwszej części II Światowego

wy, by podjąć nowe wyzwanie w Funduszu Wyszehradzkim“. Spotkanie pożegnalne było okazją do wspomnień. „Zbyszek przeprowadził Instytut przez trudne zadanie, czyli remont budynku na placu SNP“ – mówił dyrektor programowy Tomasz Grabiński. Zbigniew Machej podziękował tym wszystkim, którzy wspierali jego inicjatywy, a przede wszystkim pracownikom Instytutu Polskiego i Ministerstwu Spraw Zagranicznych RS. Kiedy do Bratysławy przybędzie nowy dyrektor, jeszcze nie wiadomo. Do tego czasu Instytutem Polskim będzie kierować dyrektor programowy Tomasz Grabiński. red

Zjazdu Górali wystosowano przesłanie do wszystkich Polaków, zatytułowane „Górale Polscy w działaniu dla dobra Ojcowizny i Ojczyzny”. Przesłanie to podpisali prezes Związku Podhalan w Polsce Maciej Motor Grelok oraz prezes Związku Podhalan w Ameryce Północnej Stanisław Zagata . W drugiej części Zjazdu w dniu 17 sierpnia odbyły

się uroczystości 80-lecia Oddziału Związku Podhalan w Rabce Zdroju. W terminie 23-26 września planowane są Otwarte VI Góralskie Światowe Rekolekcje Związku Podhalan w Szczyrku, zaś 14 listopada w Nidzicy odbędą się uroczystości 90-lecia powrotu Spisza i Orawy do Polski. ROMAN CHOWANIEC romanchowaniec@interia.pl

17


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 18

W

dniu 26 sierpnia 2010 roku minęło 15 lat od podpisania umowy pomiędzy samorządami Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Słowackiej o utworzeniu transgranicznego związku Euroregion „Tatry”. Od tego czasu udało się zrealizować liczne przedsięwzięcia, dzięki którym na obszarze Podhala, Orawy, Spisza i Liptowa integracja europejska zaczęła się dużo wcześniej, niż po wejściu Polski i Słowacji do Unii Europejskiej. Dzięki wsparciu finansowemu z funduszy Unii Europejskiej zrealizowano wiele wspólnych projektów, inwestycji, wystaw, konferencji oraz wydano liczne publikacje. W 2003 roku w Nowym Targu otwarto Ośrodek Współpracy Polsko-Słowackiej, a w 2007 roku Dom Spotkań Słowacko-Polskich w Kieżmarku. W lipcu br. roku Euroregion „Tatry” zorganizował uroczyste obchody 15-lecia swojej działalności. Z tej okazji w Ośrodku Współpracy Polsko-Słowackiej w Nowym Targu można było obejrzeć wystawę, prezentującą jego najważniejsze inicjatywy i przedsięwzięcia. W dniu 22 lipca 2010 r. w Nowym Targu odbył się Nadzwyczajny Kongres Transgranicznego Związku Euroregionu „Tatry”, w którym oprócz polskich i sło-

Jubileusz 15-lecia Euroregionu „Tatry“ wackich delegatów wzięło udział wielu znakomitych gości. Za długoletnie i efektywne wspieranie rozwoju polsko-słowackiej współpracy transgranicznej kongres ten nadał tytuły Honorowego Członka Euroregionu „Tatry” miastu Kieżmark i miastu Nowy Targ. Tymże miastom przyznał też statuetki Za zasługi dla Euroregionu „Tatry”. Kongres zakończył premierowy pokaz filmu pt. Łączą nas Tatry w reżyserii Jana Makowskiego, po którym odbyła się konferencja na temat 15 lat Euroregionu „Tatry” – Od stowarzyszenia do Europejskiego Ugrupowania Współpracy Terytorialnej. Przez cały dzień na nowotarskim ryn-

ku odbywała się prezentacja rzemiosła, folkloru i kuchni siedmiu kultur pogranicza polsko-słowackiego. Następnego dnia na dziedzińcu zamku w Kieżmarku odbył się uroczysty koncert z okazji jubileuszu 15-lecia Euroregionu „Tatry”. Pod znakiem 15-lecia Euroregionu „Tatry” upłynie też wrzesień. Wówczas to bowiem w trzech szkołach (w Dolnym Kubinie, Liptowskim Mikulaszu i Popradzie) odbędzie się prezentacja związku, a w Domu Spotkań Słowacko-Polskich w Kieżmarku wystawa, prezentująca jego najważniejsze inicjatywy oraz plany na najbliższe lata. JUSTYNA CHOVAŇÁKOVÁ

Przed przyszłorocznym Spisem Ludności na Słowacji

Na

ręce prezesa Klubu Polskiego Czesława Sobka wpłynął list od Stowarzyszenia „Polonus” z Żyliny z propozycją współpracy w koordynowaniu działań na rzecz kampanii informacyjnej przed spisem ludności na Słowacji, który odbędzie się w 2011 roku. Jak czytamy w przesłanym liście: „W związku z wnioskami z dyskusji podczas II Zjazdu Polonii Województwa Żylińskiego w Rajeckich Cieplicach pragniemy zwrócić się także do pozostałych organizacji polonijnych, ambasady RP o podjęcie wspólnych działań w celu dyskusji ze Słowackim Urzędem Statystycznym i pozostałymi instytucjami, odpowiedzialnymi za Spis Ludności 2011 na Słowacji. Podczas ostatnio prze18

prowadzonego spisu ludności na Słowacji wystąpiła, jako problematyczna, kwestia określenia rzeczywistej liczby osób polskiej narodowości na Słowacji. W formularzach spisowych brakowało możliwości zadeklarowania swojej narodowości jako narodowości polskiej, dlatego osoby polskiego pochodzenia wpisywały narodowość słowacką lub inną. Sporo osób polskiego pochodzenia nawet nie uświadamia sobie faktu, że mogą się przyznać do swojego pochodzenia bez żadnych konsekwencji (głównie osoby starsze, osoby nie posiadające w swoim środowisku kontaktów z innymi Polakami itp.). Według tak przeprowadzanych spisów mniejszość polska należy oficjalnie do najmniej licznych na Słowacji, co jed-

nak nie odpowiada stanowi faktycznemu”. Aby zbadać problem, redakcja „Monitora Polonijnego” zwróciła się o informacje do Urzędu Statystycznego w Bratysławie. Podczas rozmowy z Marianem Horeckim, dyrektorem odpowiedzialnym za przygotowanie spisu ludności, dowiedzieliśmy się, że kwestionariusze, przygotowywane na przyszłoroczny spis ludności, będą zawierać rubrykę, umożliwiającą wybór narodowości polskiej. „W kwestionariuszach zostaną uwzględnione wszystkie mniejszości narodowe, uznane przez rząd słowacki. O to zabiegał były wicepremier Dušan Čaplovič” – powiedział M. Horecký. W odpowiedzi na inicjatywę organizacji „Polonus” Czesław Sobek w imieniu Klubu Polskiego napisał:

„Wyrażamy naszą aprobatę wspólnego działania w zakresie propagowania naszej polskiej mniejszości narodowościowej na Słowacji, również przed spisem ludności w roku 2011. Deklarujemy udział w kampanii oraz pomoc w przygotowaniu spotkania z kompetentnymi przedstawicielami polskich i słowackich urzędów, które są władne pomóc nam w osiągnięciu naszego wspólnego celu – zwiększenia oficjalnej liczby polskiej mniejszości narodowej na Słowacji. Pragnę nadmienić, że polska mniejszość narodowa została oficjalnie uznana przez państwo słowackie już w roku 1999, a nasz polski przedstawiciel i równocześnie członek Klubu Polskiego podejmował działania, zmierzające w kierunku uwzględnienia polskiej narodowości na arkuszach spisowych”. red MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 19

Medal Gloria Artis dla Magdaleny Vášáryovej P

iątego lipca 2010 roku w Międzynarodowym Centrum Kultury (MCK) w Krakowie odbyła się niecodzienna uroczystość, pierwotnie planowana na 12 kwietnia, przełożona z uwagi na żałobę narodową. W największej sali MCK na Rynku Głównym w Krakowie z rąk Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego najwyższe polskie odznaczenie za zasługi w dziedzinie kultury – Złoty Medal Gloria Artis – otrzymała dobrze znana w Polsce i na Słowacji Magdalena Vášáryová. O jej odznaczenie wystąpił dyrektor Międzynarodowego Centrum, wybitny krakowski uczony, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jacek Purchla. Witając licznie zgromadzonych gości przypomniał związki Magdy (bo tak ją zawsze nazywają przyjaciele) Vášáryovej z królewskim Krakowem; te dawne i te całkiem bliskie z okresu, kie-

dy pełniła ona zaszczytną misję ambasadora Republiki Słowackiej w Polsce (2000 – 2005). Między innymi za czasów jej ambasadorowania zaczęto obchodzić w Krakowie „Dni Słowackie”, utworzono Konsulat Generalny RS w tym mieście. Z kolei minister Bogdan Zdrojewski w swoim wystąpieniu podkreślił szczególne zasługi pani ambasador dla budowania słowacko-polskich mostów, w niezwykle ważnym dla naszych narodów okresie, wspólnego negocjowania, a następnie wstępowania do Unii Europejskiej. Magdalena Vášáryová, niegdyś wybitna aktorka, opozycyjna intelektualistka, a następnie dyplomata (po aksamitnej rewolucji była pierwszym ambasadorem Czechosłowacji we Wiedniu) potrafiła swoje liczne talenty, zdolności i osobiste kontakty ofiarować tej wielkiej sprawie – podkreślił minister. I dodał, ze była wzorem i ozdobą korpusu dyplomatycznego w Warszawie, do dziś niezwykle serdecznie wspominaną. Pełniąc po powrocie z Warszawy wiele ważnych funkcji politycznych i państwowych w Republice Słowackiej (m.in. sekretarza stanu w MSZ RS, a następnie przez dwie kadencje posłanki do Rady Narodowej RS), nadal pozostawała inicjatorką wielkiego zbliżenia naszych krajów w wielu dziedzinach. Uroczystość zakończyła lampka szampana, bukiety kwiatów i gratulacje, którym nie było końca i do których ja przyłączam się ponownie, tym razem wraz czytelnikami „Monitora Polonijnego” JAN KOMORNICKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora”.

WRZESIEŃ 2010

15 lat

„MONITORA“

P

ierwszy egzemplarz „Monitora Polonijnego” dotarł do moich rąk pocztą w grudniu 1996 r. Do tej pory nie wiem, komu to zawdzięczam. Wówczas redaktor naczelną miesięcznika była pani Danuta Meyza-Marušiaková, zaś współpracującymi redaktorami pani Joanna Nowak-Matloňová oraz pan Ireneusz Giebel. Do tego czasu nie wiedziałem o istnieniu ani pisma, ani stowarzyszenia polonijnego, które zrzeszało żyjących na Słowacji Polaków. Z dużym zaciekawieniem przeglądałem stronice kolejnych numerów „Monitora”. Szczególną uwagę zwracałem na artykuły pana Ryszarda Zwiewki, który właśnie kończył kadencję jako pierwszy prezes Klubu Polskiego. Ożywiały one wspomnienia, bowiem kiedyś na Zaolziu i ja za pośrednictwem PZKO w Republice Czeskiej włączałem się w podobne działania na rzecz polskości. W tym okresie pracowałem na Orawie i z powodu braku czasu (praca poza miejscem zamieszkania i związane z tym dojazdy) nie włączyłem się od razu w aktywną działalność polonijną. Brakowało mi jednak kontaktów z rodakami. Z „Monitorem Polonijnym“, promującym Polonię i Klub Polski w RS, rozpocząłem współpracę na początku 2000 r. po przejściu na wcześniejszą emeryturę. Wpierw angażowałem się w sprawy polonijne za pomocą wypowiedzi na łamach „Monitora”. Publikacje moich listów, spostrzeżeń, uwag i reakcji pobudzały mnie do kolejnych działań. Można powiedzieć, że „Monitor Polonijny“ zainicjował pośrednio integrację Polaków, żyjących na terytorium Środkowego Poważa, i znacząco pomógł w powstaniu w tym regionie nowego oddziału Klubu Polskiego. Zawsze też towarzyszył Klubowi podczas wszystkich imprez polonijnych, a kolejne panie redaktor naczelne wspierały je, biorąc w nich udział osobiście, co było i jest bardzo cenne. „Monitor Polonijny” jest promotorem działalności polonijnej na Słowacji i znacząco wzmacnia poczucie naszej polskiej tożsamości narodowej. U progu 15-lecia jego istnienia w imieniu Klubu Polskiego Środkowe Poważe pragnę serdecznie podziękować całej jego redakcji z panią Małgorzatą Wojcieszyńską na czele za promowanie naszej działalności polonijnej i za współpracę, a także życzyć wielu dalszych sukcesów! ZBIGNIEW PODLEŚNY, Dubnica nad Wagiem 19


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 20

Czesi na te

Kasia Sobczyk

P

O mnie się nie martw... D

nia 28 lipca 2010 roku w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzyża na Ursynowie w wieku 65 lat zmarła popularna polska piosenkarka Katarzyna Sobczyk, właściwie Kazimiera Sawicka. Lata sześćdziesiąte to okres mojej fascynacji m.in. muzyką młodzieżową, zwaną wtedy big-beatem. Symbolem tego stylu były, jak już wspominałam w wakacyjnym numerze „Monitora Polonijnego”, legendarne „kolorowe” zespoły muzyczne. Katarzyna Sobczyk miała zaledwie 16 lat, gdy została solistką zespołu „Czerwono-Czarni”. W roku 1964, śpiewając piosenkę O mnie się nie martw, zdobyła swoją pierwszą nagrodę na festiwalu w Opolu, a za piosenkę Biedroneczki otrzymała wyróżnienie. Publiczność ją ubóstwiała. Bo któż i dzisiaj nie zna takich jej piosenek, jak Mały książę, Trzynastego, Nie bądź taki szybki Bill, Był taki ktoś. Później występowała ze swoim mężem Henrykiem Fabienem i zespołem „Wiatraki”. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych wyjechała do USA, zamieszka-

20

ła w Chicago i poświęciła się w pełni śpiewaniu polskich piosenek dla tamtejszej Polonii. Nagrała dwie solowe płyty Ogrzej mi serce oraz Niewidzialne. W roku 2008 powróciła do kraju na stałe, ciężko chora na raka. Wiedziałam co prawda o chorobie Kasi. Raz już ją pokonała i marzyła o kolejnej trasie koncertowej. Otrzymała wiele propozycji recitali w Polsce, niedawno nagrała nawet kilka nowych wersji swoich największych przebojów, a ja wybierałam się na jej koncert w czasie wakacji. Zarażała optymizmem swoich bliskich, jak kiedyś w swoim słynnym przeboju O mnie się nie martw, ja sobie radę dam. Niestety, diagnoza brzmiała jak wyrok. Moje osobiste kontakty z Kasią Sobczyk ograniczały sie do spotkań na festiwalach muzycznych (było to w czasie, kiedy mój brat Henryk w pewnym okresie dołączył do „Czerwono-Czarnych”). Wcześniej znałyśmy się z tras koncertowych, występowałyśmy nawet w tym samym czasie w tym samym mieście. Ale to już było i nie wróci więcej – tak, jak w piosence Maryli Rodowicz. Chociaż Kasia przegrała walkę o życie, jej hity nucą dziś nawet młodzi, którzy niekiedy nie wiedzą, że w latach 60. śpiewała je właśnie ona. Katarzyna Sobczyk pochowana została na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie 5 sierpnia 2010 r. URSZULA SZABADOS

ierwsze lata Czechosłowacji, podobnie jak całej powojennej Europy po roku 1918, nie były łatwe. Zniszczenia, przerwane połączenia komunikacyjne, zamknięte przedwojenne zakłady pracy, na horyzoncie najbardziej podstawowa groźba – głód. Na Słowacji sytuacja była szczególnie trudna.

Kraj wydzielony został z dawnych Węgier i dawne powiązania gospodarcze z nimi zostały zerwane. Tysiące ludzi, którzy wcześniej jeździli za pracą do Budapesztu i Dolnych Węgier, powiększyły szeregi bezrobotnych. Urzędnicy państwowi, policjanci, kolejarze, w sporej mierze i nauczyciele byli narodowości węgierskiej. W nowej sytuacji starali się oni bojkotować zarządzenia władzy i świadomie eskalować trudy życia codziennego. Z tego względu, jak też i z ogólnych powodów ideologicznych władze zdecydowały się na masowe zwolnienia Węgrów z pracy. Wysiedlanych specjalistów nie było jednak łatwo zastąpić. Aby utrzymać w ruchu najważniejszą dla Słowacji linię kolejową Bratysława-Żylina, trzeba było przeprowadzić wśród czeskich kolejarzy mobilizację do wojska i w ten sposób pozyskanych MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 21

a terenach słowackich pracowników skierować do pracy na Słowacji. Rząd Vavra Šrobára mógł liczyć jedynie na 600 słowackich nauczycieli, co było ilością zdecydowanie niewystarczającą. Jeszcze gorsza była sytuacja w szkolnictwie średnim, gdzie powinno pracować co najmniej 500 nauczycieli. Tymczasem Słowaków z uprawnieniami do wykładania w gimnazjach znaleziono zaledwie dwudziestu. W takiej sytuacji trzeba się było odwołać do specjalistów i fachowców z Czech. Ściągnięto ich kilka tysięcy – objęli wszystkie ważniejsze stanowiska. Byli wśród nich różni ludzie: jedni, przejęci ideą wspólnego państwa Czechów i Słowaków, pracowali z dużym poświęceniem, inni szukali okazji do łatwego awansu i wzbogacenia się. Duże rozgoryczenie wśród Słowaków wywoływał fakt, że przyjeżdżający Czesi dostawali specjalne dodatki za pracę na zacofanych terenach i za rozłąkę z domem, co sprawiało, że ich zarobki były znacznie wyższe. Na dodatek zajmowali mieszkania po wyjeżdżających Węgrach – co ze względów formalnych było normalne, bo gdzieś mieszkać musieli, ale na te mieszkania liczyli też Słowacy. Jakby nie było dość konfliktów, większość czeskich urzędników nie mówiła i nie pisała po słowacku. Wprowadzali więc do komunikacji język czeski, co wywoływało komentarze, że panowanie węgierskie zostało zastąpione panowaniem czeskim. Czasem bywało jeszcze gorzej, bo przyjezdni urzędnicy w swej gorliwości traktowali język słowacki jako swego rodzaju czeską gwarę, którą posługują się ludzie niewykształceni, i promowali porozumiewanie się po czesku. Przyjeżdżający Czesi albo wykształceni w Pradze Słowacy byli w dużej mierze wolnomyślicielami, ateistami i przeciwnikami kościoła katolickiego, co wywoływało dodatkowe konflikty z miejscową ludnością, zwłaszcza gdy niszczyli figurki świętych i walczyli

WRZESIEŃ 2010

WAŻKIE WYDARZENIA W D Z I E JA C H S Ł OWA C J I

z „panoszeniem się kościoła”. Przyjezdnym czeskim specjalistom i urzędnikom Słowacja zawdzięczała wiele, ale wraz z ich przybyciem pojawiło się też wiele problemów. Tworzące się dopiero słowackie elity były dość mocno podzielone. Šrobár oparł się w swej działalności na ludziach, związanych ze środowiskiem wychodzącego od 1898 roku pisma „Hlas”. Byli to Słowacy wykształceni w Czechach, liberalni i antykościelni, uważający za swojego przywódcę Tomáša Masaryka. Na swój sposób oderwali się oni już od życia prostych ludzi na Słowacji. Wszystkie ważniejsze stanowiska na Słowacji objęli ludzie tej orientacji. „Hlasistą” był i Šrobár, i Hodža, i Štefánik. Drugą grupę tworzyli inteligenci katoliccy, skupieni wokół Maticy Slovenskej, których – od

miejsca siedziby tej szacownej instytucji – nazywano „Martinskimi”. „Hlasiści” i politycy z Pragi patrzyli na nich z góry jako na nie do końca wykształconych klerykałów, schłopiałych, zacofanych, naiwnych rusofilów. Wytykali im, że przeżyli jakoś czasy węgierskie i nie siedzieli w więzieniach, co miało oznaczać, że są dotknięci „syndromem służalczości i pokory”. A już zupełnie z lekceważeniem patrzyli na wiejskich proboszczów, choć to przecież w pewnym sensie oni w codziennej pracy duszpasterskiej zachowali słowackiego ducha i język. Katolicy czuli się zepchnięci na drugi plan. Wśród nich był też ich przywódca Andrej Hlinka. Ten zasłużony i znany powszechnie co najmniej od 1907 roku ksiądz i przywódca był teraz demonstracyjnie marginalizowany; nie zapraszano go na ważne spotkania i do prezydium, a na którejś z narad poproszono go nawet, by wyszedł przed poufną dyskusją. Oburzało to wielu, bowiem Hlinka, był dla nich symbolem walki o prawa Słowaków i więźniem władz węgierskich. Jeszcze 28 listopada 1918 roku zorganizował on w Rużomberku zjazd słowackich księży z poparciem dla nowopowstałej Czechosłowacji. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 22

Słowacja bliżej Wrocławia

M

inęło zaledwie kilkanaście miesięcy od utworzenia we Wrocławiu Konsulatu Honorowego Republiki Słowackiej, by Słowacja stała się bliższa sercom Dolnoślązaków. Wzrosła nie tylko wiedza o Słowacji, nawiązano także szereg kontaktów gospodarczych i kulturalnych, pojawiają się nowe pomysły na współpracę. O stosunku wrocławian do Słowacji najlepiej świadczy fakt, że w czasie Mundialu kibicowali oni tłumnie na placu Solnym w centrum miasta słowackiej drużynie oglądając jej występ na olbrzymim telebimie. Konsulatem kieruje Maciej Kaczmarski, znany z innowacyjnych pomysłów, wrocławski biznesmen. Ponad rok temu został Pan konsulem honorowym Republiki Słowackiej we Wrocławiu. Jak do tego doszło? Kiedy otrzymałem propozycję objęcia funkcji konsula honorowego Słowacji, długo się zastanawiałem. Słowacja, jako samodzielne państwo istnieje od niedawna, ale jako naród ma długą i piękną historię. Zawsze też Słowacy byli bliscy sercom Polaków. Uznałem, że reprezentowanie Słowacji będzie dla mnie zaszczytem, a po rozmowach z kolegami dyplomatami, konsulami Słowacji, nabrałem przekonania, że dam sobie radę. Jak po roku ocenia Pan działalność konsulatu? Dał Pan radę? Swoją funkcję traktuję bardzo poważnie, taką mam zresztą zasadę w życiu, że jak już się jakiegoś zadania 22

ZDJĘCIA STANO STEHLIK

podejmuję, to staram się robić to najlepiej i najsumienniej jak potrafię. Pierwszy rok uważam za udany, choć oczywiście – jak to powtarzam swoim pracownikom - zawsze można zrobić więcej. Zorganizowaliśmy Dni Słowacji we Wrocławiu, które budziły duże zainteresowanie tak mediów, jak i przede wszystkim mieszkańców miasta, pośredniczę w kontaktach gospodarczych i kulturalnych, które powoli zaczynają przynosić owoce. W trakcie tworzenia jest specjalny fundusz stypendialny dla słowackich i polskich studentów, którzy chcą studiować w drugim kraju i poznawać jego kulturę. Pomysłów nam nie brakuje, wszystkie będą konsekwentnie realizowane. Jakie jest zainteresowanie Słowacją we Wrocławiu, który ze względu na swoje położenie geograficzne bliższy jest Czechom? Polacy znają Słowację przede wszystkim z Tatr, które promujemy jako miejsce wypoczynku zimowego i letniego. Ale staramy się pokazać także inne oblicza tego kraju. Wielu wrocławian ze zdumieniem dowiedziało się, że słowackie wina są równie dobre, jak włoskie czy francu-

skie. Ale staram się także uświadomić dolnośląskim przedsiębiorcom, że Słowacja to także dobry kraj do inwestycji. I tu jest także zainteresowanie współpracą. Do Pańskich obowiązków należy przede wszystkim pomoc Słowakom na terenie Dolnego Śląska i województwa lubuskiego. Czy dużo było takich przypadków? W przeciągu tego roku mieliśmy kilka zdarzeń, związanych z obywatelami Słowacji, ale dotyczyły one głównie tych, którzy przejeżdżali przez nasz region tranzytem. Trzech obywateli Słowacji zostało zatrzymanych przez policję, bowiem prowadziło pojazdy pod wpływem alkoholu. Doszło też do jednego zgonu – kierowca samochodu ciężarowego targnął się na swoje życie. Ilu Słowaków mieszka w Pańskim regionie? To było moje pierwsze pytanie, które zadałem w ambasadzie słowackiej. Niestety, ambasada nie posiada takich danych. Ubolewam nad tym. Osobiście nie znam ani jednego Słowaka, mieszkającego na terenie Dolnego Śląska, a chętnie bym poMONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 23

znał. Jeśli w naszym regionie mieszkają jacyś Słowacy, którym mógłbym w czymś pomóc, to chętnie bym to zrobił. Bycie konsulem honorowym to nie jest jedyne Pańskie zajęcie. Czym Pan się zajmuje na co dzień? Jestem właścicielem Krajowego Rejestru Długów. To biuro informacji gospodarczej – instytucja, która przechowuje i udostępnia informacje o zadłużonych osobach i firmach. W tej chwili w Polsce są trzy takie biura, ale to KRD jest największym, wyznaczamy standardy działania na tym rynku. Nazwa Krajowy Rejestr Długów stała się w Polsce synonimem biura informacji gospodarczej, tak jak np. Adidas synonimem buta sportowego. Konsulem honorowym może zostać ktoś, kto odnosi sukcesy w swojej pracy zawodowej i stać go na utrzymanie konsulatu. To prawda, bycie konsulem honorowym wymaga środków i zaangażowania. Nasza działalność to przecież nie tylko imprezy kulturalne, ale spotkania izb gospodarczych, wyjazdy na Słowację w celu rozwijania współpracy turystycznej. To wymaga czasu i pieniędzy. Jaki jest Pański przepis na sukces? Przede wszystkim wyznaczyć sobie cele i konsekwentnie do nich dążyć. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, WROCŁAW

WRZESIEŃ 2010

W

tym numerze „Monitora” podzielę się z Państwem wrażeniami z filmu „Projekt dziecko, czyli ojciec potrzebny od zaraz“. Celowo nie od razu zapraszam do kina, ponieważ po obejrzeniu tego obrazu nie jestem pewna, czy chcę to zrobić. Budzi on we mnie co najmniej mieszane uczucia. Film ten reklamowany jest jako komedia, ba, nawet komedia rodzinna, czyli dla wszystkich! Zobaczyć w nim można całą plejadę gwiazd, znanych także z ekranu telewizyjnego, czyli m.in. Dominikę Ostałowską, Zbyszka Zamachowskiego, Tomka Karolaka, Pawła Królikowskiego, a nawet typowego komedianta Miśka Koterskiego. I co? Tematem są problemy małżeństwa po 40-tce z poczęciem dziecka. Bohaterowie wpadają więc na pomysł zastąpienia męża kimś z naj-

Komedia rodzinna?

bliższego otoczenia. Wszak od czego ma się przyjaciół?! W swoistym castingu na tatusia biorą udział gej, pechowiec miłosny, a także żołnierz, który przed wyjazdem do Afganistanu chce „coś po sobie zostawić“. W życie małżonków wtrąca się również teściowa, bo przecież w komedii o życiu rodzinnym nie mogłoby jej za-

braknąć. Są w filmie momenty, które śmieszą, ale ja mam wrażenie, iż zrobiono go jakby dla wypełnienia kinematograficznej luki w sezonie ogórkowym. Wydaje mi się, iż jest to obraz stworzony dla fanów Karolaka czy Koterskiego. Wiem, że jest ich wielu, ale mnie jakoś ich rodzaj humoru nie wciąga. Państwo zrobią, jak zechcą – albo film obejrzą, albo nie. Dodam tylko, że jego reżyserem i scenarzystą jest Adam Dobrzycki – autor spektakli telewizyjnych: „Kryzys“, „Wigilijna opowieść“, „Ballada o kluczu“. MAGDALENA PIETZ 23


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 24

Posłaniec Pana Boga

K

iedy 6 listopada 1990 roku w jerozolimskim Instytucie Yad Vashem i w Alei Sprawiedliwych na Wzgórzu Pamięci odbywały się uroczystości pośmiertnego uhonorowania go tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, ci, których ocalił w latach Zagłady, mówili o nim „posłaniec Pana Boga”, „nasz prawdziwy przyjaciel”, „niezwykły człowiek o dobrych oczach”. Na medalu, przyznawanym tym, którzy ratowali Żydów w czasie Holocaustu, widnieje sentencja z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”. Henryk Sławik ocalił życie ponad pięciu tysiącom Żydów polskich. Ocalmy więc i my pamięć o tym bohaterskim Polaku.

Henryk Sławik urodził się w 1894 roku w zaborze pruskim, we wsi Szeroka, która dziś jest dzielnicą Jastrzębia Zdroju. Był dziewiątym dzieckiem niezamożnej śląskiej rodziny chłopskiej. Ukończył niemiecką szkołę ludową, z której prócz podstawowego zasobu wiadomości wyniósł doskonałą znajomość języka niemieckiego. Po ukończeniu edukacji wyjechał do Pszczyny. Nie studiował na uniwersytetach, był jednak wyjątkowym człowiekiem, któremu wiadomości z Volksschule nie starczały; był dociekliwy, pracowity i, podobnie jak Witos czy Mikołajczyk, był samoukiem. W roku 1912 wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej Zaboru Pruskiego. Po wybuchu I wojny światowej został wcielony do armii pruskiej. Dostał się do niewoli rosyjskiej, z której na Śląsk powrócił po podpisaniu pokoju brzeskiego. Brał udział w powstaniach śląskich, był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej, silnie angażował się w akcję plebiscytową, m.in. pisząc liczne artykuły do „Gazety Robotniczej”, organu Okręgowego Komitetu PPS Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Po przyłączenie części Śląska do Polski nie zaprzestał działalności politycznej i społecznej. Pozostał w Polskiej 24

Partii Socjalistycznej, w latach 19341939 był członkiem jej Rady Naczelnej, zakładał stowarzyszenia i kluby sportowe, organizował uniwersytety robotnicze, kierował Stowarzyszeniem Kulturalno-Oświatowym Młodzieży Robotniczej „Siła”. W 1922 roku zawodowo związał się z wydawaną w Katowicach „Gazetą Robotniczą”; początkowo pracował jako redaktor odpowiedzialny, a od 1928 roku jako jej redaktor naczelny. W roku 1930 i w latach 1936-1939 był prezesem Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Był człowiekiem znanym i powszechnie szanowanym; pełnił funkcję radnego Katowic, wybrano go posłem do Sejmu Śląskiego, był też delegatem do Ligi Narodów. Nie tracił jednak więzi z robotnikami, m.in. znany jest fakt wspomagania przez niego strajkujących w Giszowcu górników. Szczęśliwie układało mu się także życie rodzinne. Ożenił się w 1928 roku z Jadwigą Purzycką, pochodzącą z zamożnej rodziny warszawskiej. Cieszył się urodzoną w 1930 roku córką Krystyną, która po latach zwierzała się dziennikarce „Dziennika Zachodniego” Grażynie Ku-

źnik, że lata jej dzieciństwa były cudowne, pełne miłości, spacerów, książek i rozmów z ojcem. Wybuch II wojny światowej zmienił życie Henryka Sławika. Był jednym z tych Ślązaków, którzy znaleźli się na hitlerowskiej liście osób, które po zajęciu Śląska należało natychmiast aresztować. Zdawał sobie sprawę, że hitlerowcy nie wybaczą mu ani działalności plebiscytowej, ani zaangażowania w przygotowania do obrony Śląska. Z niemiecką dokładnością bowiem odnotowywali jego aktywność polityczną i jego antyhitlerowskie artykuły. W pierwszych dniach września bomba zniszczyła dom, w którym mieszkał. Żonę i córkę wysłał do Warszawy, sam zdecydował się opuścić Polskę i dołączyć do odradzającego się na Zachodzie wojska polskiego. Podobnie jak tysiące polskich uchodźców także Henryk Sławik schronienie znalazł na Węgrzech, bowiem to właśnie Węgry, mimo iż były państwem obozu hitlerowskiego, wobec Polski zachowały neutralność i po 1 września nie wypowiedziały jej wojny, chociaż rząd III Rzeszy za bezpośredni lub pośredni udział w wojnie przeciw Polsce obiecywał im oddanie okolic Sambora i Turki. Już w kwietniu 1939 roku węgierski minister spraw zagranicznych István Csáky w liście do ambasadora węgierskiego w Rzymie Villaniego pisał: „W akcji zbrojnej przeciw Polsce ani pośrednio, ani bezpośrednio nie jesteśmy skłonni uczestniczyć. Pod pojęciem pośrednio rozumiem każde żądanie przejścia oddziałów niemieckich pieszo czy na pojazdach mechanicznych przez nasz kraj w celu zaatakowania Polski. Żądania takie będą odrzucone. Jeżeli Niemcy odpowiedzą na to przemocą, kategorycznie odpowiadam, że na broń odpowiemy bronią”. (cyt. za Ákos Engelmayer: Polscy uchodźcy na Węgrzech /1939-1945/). Gdy 9 września Ribbentrop zażądał przepuszczenia przez terytorium węgierskie wojsk niemieckich, mających zaatakować południową Polskę w kierunku na Stanisławów, premier Teleki stanowczo się temu sprzeciwił. We wrześniu 1939 roku Węgrzy otworzyli swe granice MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 25

dla Polaków. Przez tę granicę przeszło, zwłaszcza po 17 września, tysiące polskich uchodźców wojskowych i cywilnych. Od 18 września do początku października granicę węgierską przekroczyło 50-60 tysięcy polskich żołnierzy i około 15 tysięcy osób cywilnych. W sposób zorganizowany przekroczyła ją m.in. 10. Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej, dowodzona przez płk. Stanisława Maczka, oddziały 3. Brygady Strzelców Górskich i 14. Pułku Artylerii Lekkiej, jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza, Policji Państwowej i Straży Granicznej, krakowski szpital wojskowy. Miejscowa ludność witała Polaków jak bohaterów, a na Przełęczy Tatarskiej ustawiono nawet bramę powitalną z herbami Polski i Węgier i napisem „Witamy braci Polaków”. Na terytorium węgierskim oficerom pozwolono zachować broń boczną. Szeregowcy musieli złożyć ją do depozytu. Z chwilą przekroczenia granicy jeńcy polscy przechodzili na utrzymanie rządu węgierskiego. Żołnierzy umieszczono w obozach internowania pod strażą i dowództwem węgierskim, oficerów w sanatoriach, dworach i prywatnych willach. Wszyscy wojskowi traktowani byli zgodnie z konwencją genewską z 1927 roku – otrzymywali żołd, wyżywienie, nie byli zmuszani do pracy. Do czerwca 1940 roku kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy i oficerów, w tym liczący 900 osób personel lotniczy (biorący później udział w bitwie o Anglię), dotarło przez Węgry do formowanej we Francji armii polskiej. Uchodźcy cywilni kierowani byli do tzw. obozów, w praktyce najczęściej były to mieszkania prywatne, dwory i hotele. W pierwszych tygodniach, gdy nie istniały jeszcze instytucjonalne formy pomocy Polakom, Węgrzy dzielili się z nimi tym, co mieli. Szczególną rolę odegrał wówczas Związek Stowarzyszeń Węgiersko-Polskich, który utworzył Węgiersko-Polski Komitet Opieki nad Uchodźcami, kierowany przez hr. Erzsebet Szapáry. Już 21 września 1939 roku przy IX departamencie węgierskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powstało Biuro Uchodźców pod kierownictwem dr. Józsefa WRZESIEŃ 2010

Antalla, które przejęło opiekę na uchodźcami cywilnymi, z których każdy otrzymywał stały miesięczny zasiłek, odpowiadający średniej pensji krajowej. Uchodźcy mogli podejmować pracę, a młodzież miała możliwości nauki w szkołach i uczelniach węgierskich lub specjalnie tworzonych szkołach polskich. Henryk Sławik został skierowany do obozu dla osób cywilnych pod Miskolcem i tam właśnie spotkał się z Józsefem Antallem, który wizytował poszczególne obozy, pragnąc na miejscu poznać warunki, w jakich przebywają Polacy. Rozmowa z tym charyzmatycznym Węgrem, którego nasi rodacy wkrótce nazywali pieszczotliwie Ojczulkiem Polaków, zmieniła jego plany. Przyjął jego propozycję i stanął na czele powołanego pod koniec listopada 1939 roku polskiego Komitetu Obywatelskiego do spraw Opieki nad Uchodźcami Polskimi. Obaj panowie nie tylko blisko ze sobą współpracowali, ale także się zaprzyjaźnili. Z Komitetem Obywatelskim współpracowały: Węgierskie Towarzystwo Adama Mickiewicza, Węgierski Czerwony Krzyż, Krajowe Węgiersko-Polskie Towarzystwo Studentów, duchowieństwo oraz wiele innych organizacji i szereg osób prywatnych. Sprawy bytu tysięcy uchodźców, 35 polskich szkół podstawowych, jedynego wówczas w całej Europie gimnazjum w Balatonboglár, Instytutu Polskiego, domu starców w Keszthely czy polskich czasopism to tylko część problemów, z którymi musiał uporać się Sławik i ludzie pracujący w Komitecie Obywatelskim. Udawało się to dzięki doskonałej współpracy z Antallem. Na początku 1940 roku rząd RP na

uchodźctwie udzielił Sławikowi swego pełnomocnictwa, co niewątpliwie ułatwiło mu kontakty z władzami węgierskimi, a po likwidacji ambasady RP w Budapeszcie Komitet Obywatelski był uznawany przez Węgrów za reprezentację rządu polskiego na emigracji. Od samego początku istnienia Komitetu Obywatelskiego Henryk Sławik zdawał sobie doskonale sprawę, że najbardziej zagrożeni są polscy Żydzi. W „Wieściach Polskich”, wydawanych w Budapeszcie pisał później: „Dla nas każdy uchodźca żydowski /.../ jest takim samym obywatelem jak każdy inny. Dzielimy się jednak na dobrych i złych Polaków. Dobrym Polakiem jest ten uchodźca, który w każdej sytuacji zachowuje się godnie, nie przynosząc ujmy dobremu imieniu Polaka, który nie utrudnia innym uchodźcom życia, który w swoim sąsiedzie widzi rodaka i bliźniego, po prostu ten, który trzyma się biblijnej zasady nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe”. Sławik był dobrym Polakiem, na długo, nim otrzymał instrukcje z Londynu, na podstawie niepisanej umowy z dobrym Węgrem Antallem wyrabiał Żydom z Polski dokumenty, umożliwiające im legalizację pobytu na Węgrzech. Wystawiał je na podstawie fałszywych metryk chrztu, wydawanych przez legalnie działający na Węgrzech Urząd Duszpasterski, kierowany przez franciszkanina, kapelana wojskowego mjr. Piotra Wilka-Witosławskiego, który przygotowywał je we współpracy z kościołem węgierskim. Zarówno Sławik, jak i Antall objęli opieką także dzieci żydowskie, umieszczając je w szkołach i sierocińcach To właśnie oni wpadli na pomysł założenia w małym miasteczku Vác nad Dunajem Sierocińca dla Dzieci Polskich Oficerów, który faktycznie był schronieniem dla ok. 100 sierot żydowskich, różnymi drogami i sposobami trafiających na Węgry z ostatnią falą około 5 tysięcy żydowskich uciekinierów, pochodzących przede wszystkim z południowej Polski. Dzieci wyposażono w fałszywe dokumenty, nauczono je podstawowych modlitw w języku polskim. W każdą niedzielę na mszę do kościoła ostentacyjne prowadził je znaleziony przez Sławika polski ksiądz Bucharczyk. W sierocińcu był oficjalnie 25


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 26

nauczyciel religii katolickiej, czyli mgr Władysław Bratkowski, który tak naprawdę nazywał się Itzak Bretler. To on uczył dzieci Starego Testamentu, by nie zapomniały o swoich korzeniach. Kiedy w małym Vácu mieszkańcy zaczęli szeptać, że te sieroty po polskich oficerach jakoś dziwnie wyglądają, Sławik i Antall za pośrednictwem hr. Erzsebet Szapáry, jednej z najbardziej ustosunkowanych postaci ówczesnego Budapesztu, zorganizowali w sierocińcu oficjalną wizytę nuncjusza apostolskiego Angello Rotta, który pobłogosławił sieroty i mieszkańców miasta. Plotki ucichły, ale zarówno Sławik jak i Antall nadal demonstracyjnie składali wizyty w sierocińcu, usypiając w ten sposób czujność hitlerowców i uspokajając mieszkańców. Przypomnijmy, że działo się to w czasach, gdy na Węgrzech obowiązywały już ustawy antyżydowskie. Dodajmy, że wszystkie dzieci z sierocińca zostały uratowane – nim Niemcy weszli na Węgry, dzięki Sławikowi, Antallowi i hrabinie Szapáry, zostały umieszczone w bezpiecznych miejscach, przede wszystkim na terenie Budapesztu. Latem 1943 roku zyskał Sławik na kilka miesięcy cennego współpraco-

wnika, prawnika, absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego dr. Henryka Zvi Zimmermanna, uciekiniera z obozu pracy Julag 3 w Bieżanowie, który po zgłoszeniu się w Komitecie Obywatelskim przemienił się w arystokratę angielskiego. Zvi Zimmermann stał się łącznikiem Sławika z budapesztańskim środowiskiem żydowskim. Jak po latach wspominał, w Komitecie dostał biurko i pieczątkę Sławika i przyjmował żydowskich uciekinierów z Polski, a działo się to w czasach, gdy w wyniku nacisków hitlerowców i wspierających ich węgierskich ugrupowań faszystowskich na władzę w Budapeszcie zwiększał się nacisk. Niemcy żądali ścisłego przestrzegania nakazu, że legalnie mogą przebywać w tym kraju tylko Polacy wyznania katolickiego. Tak więc akcję ratowania Żydów należało przyśpieszyć. To dzięki Sławikowi udało się wówczas m. in. wyprowadzić 200 osób z obozu w miejscowości Vamoszmikola, 30 młodych Żydów z obozu w Mohaczu nad Dunajem przerzucić do partyzantki jugosłowiańskiej, a kilkaset osób

przerzucić do Rumunii. Tę ostatnią akcję koordynował Zimmermann, zaopatrzony przez Sławika w gryps do delegatury polskiej w Rumunii z prośbą o wsparcie uciekinierów. W jerozolimskim Yad Vashem znajduje się pięć tysięcy udokumentowanych oświadczeń Żydów polskich, że Henryk Sławik uratował im życie w czasie Zagłady. Wojnę przeżył też dzięki Sławikowi dr Henryk Zvi Zimmermann, który po wojnie był w Izraelu członkiem Rady Miejskiej Hajfy, a następnie jej burmistrzem, później w latach 19591973 był posłem do Knesetu, jego wiceprzewodniczącym, a w latach 19781983 ambasadorem Izraela w Nowej Zelandii, działaczem Instytutu Yad Vashem. W wydanej w 1997 roku w Krakowie książce Przeżyłem, pamiętam, świadczę napisał, że tych, których ocalił Sławik, było znacznie więcej, że mogło ich być kilkanaście tysięcy. Kiedy w marcu 1944 roku niemieckie dywizje błyskawicznie opanowały Węgry, aresztowano większość pracowników Komitetu Obywatelskiego, polskich księży, nauczycieli, lekarzy, aresz-

Dla najmłodszych i nieco starszych

C

zęsto skarżymy się, że telewizja i Internet wypierają książkę, że nasze dzieci, zamiast czytać, spędzają godziny przed monitorem, zapominamy jednak, że za to, czy dziecko nabędzie nawyk czytania, odpowiedzialni jesteśmy przede wszystkim my rodzice, to my powinniśmy pamiętać, że książki dają nie tylko wiedzę, ale wpływają na wrażliwość człowieka, szczególnie młodego.

W naszych dwujęzycznych rodzinach ważne jest, byśmy wśród naszych dzieci nie tylko popularyzowali ideę książki, ale także wyrobili w nich nawyk sięgania po polską książkę. Nie zniechęcajmy dzieci lekturą, która drażni mentorstwem i belferstwem, podsuńmy im natomiast książki prowokujące do pytań i refleksji. 26

Oto kilka typów na jesienne i zimowe wieczory. Dla najmłodszych dzieci, którym czytamy jeszcze my, nowo powstałe warszawskie wydawnictwo „Bajka” wydaje specjalną

kolekcję „Lubię bajki”. W niej to ukazały się pięknie ilustrowane i starannie wydane tytuły, z których polecam przede wszystkim Maleńkie królestwo królewny Aurelki, książkę, napisaną przez Roksanę Jędrzejewską-Wróbel. To opowieść o małej kapryśnej dziewczynce, która

otrzymała pocztą miniaturowe królestwo i sama za sprawą magicznego eliksiru zmniejszyła się do lilipucich rozmiarów. Początkowo królowanie pozwala jej poznać uroki władzy absolutnej, potem jednak staje się męczące i żmudne. Nasza królewna przebywa długą drogę – od bezmyślnej kapryśnicy do odważnej, rozumnej dziewczynki. Książeczka napisana z właściwym autorce poczuciem humoru, wzmacnia u małego czytelnika, czy raczej jeszcze słuchacza, ducha krytycyzmu i przekory. Przedszkolaki i dzieciaki z niższych klas podstawówki z radością przywitają zaMONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 27

towano też wielu Węgrów. Henryk Sławik, mimo że wcześniej został uprzedzony o mającym nastąpić wkroczeniu Niemców i mimo iż posiadał paszporty szwajcarskie dla siebie, żony i córki, które to w 1943 roku zdołały się przedostać na Węgry, zdecydował się pozostać na miejscu i chronić powierzonych jego opiece Polaków. Poszukiwany przez gestapo ukrywał się przez prawie trzy miesiące. W czerwcu 1944 roku aresztowano jego żonę, która trafiła do obozu w Ravensbrük. Córce Krystynie udało się uciec. Sławika gestapo aresztowało 16 lipca. Zdradził go Polak, maturzysta z liceum w Balatonboglár, konfident policji. Aresztowano także Józsefa Antalla. O roli Sławika w niesieniu pomocy Żydom i przerzucaniu żołnierzy polskich do Francji i na Bliski Wschód hitlerowcy dobrze wiedzieli. Torturami chcieli jednak wymusić od niego zeznania, obciążające tymi zarzutami także Antalla. W czasie przesłuchań dwukrotnie doszło do konfrontacji. Skatowany Sławik Antalla nie zdradził, całą winę biorąc na siebie. Antall w 1969 roku wspominał: „Mnie wyprowadzono, Sławika dalej torturobawne miniopowiadania Beaty Ostrowickiej Anatol i przyjaciele (Wydawnictwo „Literatura”, Łódź 2009), mówiące o bezinteresownej przyjaźni dwu pluszaków: zająca Anatola i dinozaura Plotka, które wraz z wiewiórką Elą, panią Żabą, pyskatą panią Sroką i wróblem Ksawerym stanowią wesołą i hałaśliwą paczkę przyjaciół. Ta ładnie ilustrowana książka jest zbiorem krótkich, zabawnych anegdot, z któ-

WRZESIEŃ 2010

wano. Doszło do ponownej konfrontacji. Sławik nadal zaprzeczał, żebym miał z tym coś wspólnego, powiedział tak: pan Antall wyłącznie zajmował się opieką społeczną”. Antall pisał też o tym, jak zdołał podziękować Sławikowi w więźniarce, wywożącej obu z budapesztańskiej siedziby gestapo: „W ciemności odszukałem jego rękę, dotknąłem i powiedziałem: dziękuję”. Sławik odpowiedział krótko: „Tak płaci Polska...”. Antalla wypuszczono, ale do końca wojny się ukrywał. Henryk Sławik 25 lub 26 sierpnia został rozstrzelany w obozie w Mauthausen. Po zakończeniu wojny, gdy pamięć o Henryku Sławiku była jeszcze na Śląsku żywa, jedną z ulic Katowic nazwano jego imieniem. Nazwa ta przetrwała jednak tylko trzy dni i ulicę szybko przemianowano na Zabrską. O Sławiku można było przeczytać w wydanej w 1976 roku Encyklopedii powszechnej, ale na tym się skończyło. Przez niemal pół wieku ten bohaterski człowiek był skazany na zapomnienie. Od śmierci cywilnej uratował go wspominany już Hen-

rych każda nadaje się na jedno czytanie dziecku do poduszki i gwarantuje kolorowe sny. Naszych nastolatków niewątpliwie zainteresują dwie przygodowe książki Agnieszki Błotnickiej, wydane w tym roku przez „Naszą Księgarnię”, zatytułowane Kiedy zegar wybije dziesiątą i Czarna operacja. Ich akcja toczy się w Kazimierzu Dolnym i w Warszawie. Mamy w tych powieściach przestępców i szpiegów, tajemnicze spotkania na cmentarzu o północy, tajne projekty i szyfry, no i naturalnie pościgi. Bohaterowie tych książek, dwóch pełnych pomysłów i fantazji nastolatków, działają ramię w ramię przeciw szajce fałszerzy obra-

ryk Zvi Zimmermann, który po długich poszukiwaniach odnalazł w 1988 roku jego rodzinę. To przede wszystkim on przyczynił się do przyznania Sławikowi Medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, przybliżył jego postać w książce Przeżyłem, pamiętam, świadczę, a potem ten uparty 88-letni Żyd zainspirował Grzegorza Łubczyka, byłego ambasadora RP na Węgrzech, do napisania dwu książek o bohaterze Polski, Węgier i Izraela: Polski Wallenberg (2003) i Henryk Sławik. Wielki zapomniany bohater trzech narodów (2008). Łubczyk wspólnie z Markiem Madisem jest też autorem filmu dokumentalnego Henryk Sławik, Polski Wallenberg. Postać Sławika popularyzuje także Elżbieta Isakiewicz w książce Czerwony ołówek (2003). W sierpniu 2004 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał pośmiertnie Henrykowi Sławikowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a prezydent Lech Kaczyński, na wniosek powstałego w Katowicach w 2008 roku stowarzyszenia „Henryk Sławik – Pamięć i Dzieło”, Order Orła Białego. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

zów, potem przeciw szpiegom, próbującym wykraść projekt wytwarzania pożądanego w świecie materiału – grafenu. W obu książkach autorka przemyca różne ciekawostki z zakresu techniki, historii czy matematyki. W obu książkach czytelnicy znajdą i napięcie, i niespodziankę, a ja mogę zapewnić, że z trudem oderwą się od lektury. I jeszcze jedna propozycja powieści detektywistycznej dla nastolatków – to książka Pawła Beręsewicza Tajemnica człowieka z blizną (Wydawnictwo „Literatura”, Łódź 2010). Głównym bohaterem jest Jasiek Makowski, którego

babcia, zgłębiająca tajemnice telefonii komórkowej i poczty mailowej, odkrywa prawdziwe oblicze swego syna, czyli ojca Jaśka. A Jasiek z kolei odkrywa losy swego taty, wplątanego w przeszłości w aferę kryminalno-miłosną. Akcja powieści rozgrywa się na dwu płaszczyznach: w rzeczywistości i w wyobraźni dwunastoletniego chłopca. To dobrze napisana książka, zawierająca ciekawe obserwacje. Napisana dla rozrywki, rozrywką jest. Nas i nasze dzieci czekają długie jesienne i zimowe wieczory. To najlepszy czas na zaprzyjaźnienie się z książką. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 27


Monitor09

03.09.10 09:15

O

statnie wybory parlamentarne na Węgrzech, w Czechach i na Słowacji doprowadziły do tego, że we wszystkich krajach Grupy Wyszehradzkiej rządzi umiarkowana prawica, o podobnych poglądach na gospodarkę i politykę zagraniczną. Oznacza to niebywałą szansę na ożywienie współpracy wyszehradzkiej, która w ostatnich latach trochę osłabła. Dziewiętnastoletnia historia Grupy Wyszehradzkiej dowodzi, że między naszymi krajami jest możliwa zarówno bardzo ścisła współpraca, jak i totalne osłabienie więzów. Współpraca środkowoeuropejska bardzo dobrze rozwijała się na samym początku, w latach 1991-1993: zasługą tych lat jest stworzenie rozpoznawalnej marki wyszehradzkiej, koordynacja wysiłków na rzecz integracji z UE i NATO oraz stworzenie strefy wolnego handlu CEFTA. W latach 1994-1998 współpraca polityczna niemal zupełnie zanikła, pozostała jedynie integracja gospodarcza w ramach CEFTA. Przyczyną tego była przede wszystkim izolacjonistyczna polityka Vladimíra Mečiara, ale także stanowisko Czech, które uważały się już za część Zachodu i dystansowały od środkowoeuropejskich sąsiadów. Reanimacja grupy i jej dynamiczny rozwój nastąpiły razem z objęciem rządów w Bratysławie przez 28

Stránka 28

Dobre perspektywy

dla współpracy wyszehradzkiej Mikulaša Dzurindę w 1998 roku. Grupa znów miała wspólny cel: pomoc Słowacji w szybkim wejściu do NATO (pozostałe kraje V4 już były w pakcie), a także wspólne przystąpienie do UE, w tym koordynacja działań podczas negocjacji akcesyjnych. Wtedy powstały również instytucjonalne spoiwa grupy: Fundusz i Sekretariat Wyszehradzki z siedzibą w Bratysławie. Co ważne, funkcjonowanie grupy w największym stopniu zależy właśnie od Słowacji, która jest siedzibą wyszehradzkich instytucji. Słowacja jest położona centralnie w ramach grupy, jest jej naturalnym spoiwem i jedynym krajem V4, granicznym ze wszystkimi pozostałymi. Duże znaczenie ma również to, jak rozwijają się stosunki słowacko-węgierskie: w czasach, gdy są one napięte, w naturalny sposób przekłada się to na osłabienie V4. I kolej-

ny ważny aspekt – Słowacja jest jedynym krajem V4, dla którego nie jest oczywistą sprawą priorytetowe traktowanie stosunków z Ukrainą (wspieranie euroatlantyckich aspiracji Kijowa) oraz niezgoda na imperialistyczną politykę Rosji. W czasie, gdy Słowacją rządzili socjaliści (Mečiar, Fico), priorytetem zagranicznej polityki Bratysławy były stosunki z Rosją, a nie z Ukrainą, co w naturalny sposób paraliżowało wspólne wystąpienia krajów wyszehradzkich na wschodnim odcinku polityki zagranicznej. Lata 1998-2004 były złotą erą Grupy Wyszehradzkiej, a współpracę konsolidował wspólny cel: integracja z UE i wstąpienie Słowacji do NATO. Po spełnieniu tych celów w 2004 roku nastała na jakiś czas pustka i wielu ekspertów twierdziło, że współpraca wyszehradzka wyczerpała swoją formułę. Odpadło

również ekonomiczne spoiwo integracji środkowoeuropejskiej, czyli CEFTA: razem z przystąpieniem do UE kraje V4 musiały wystąpić ze Środkowoeuropejskiej Strefy Wolnego Handlu, w której pozostały już tylko kraje bałkańskie. Po 2004 roku kraje V4 postanowiły szukać nowej formuły współpracy. Stało się nią wzmacnianie środkowoeuropejskiej tożsamości (dzięki grantom Funduszu Wyszehradzkiego), wspólne lobbowanie wyszehradzkich interesów już w ramach UE oraz wspieranie euroatlantyckich aspiracji pozaunijnych sąsiadów: Ukrainy, Mołdawii oraz krajów bałkańskich i kaukaskich. Współpraca na tym polu z oczywistych względów osłabła po 2006 roku, zwłaszcza że w ukraińsko-rosyjskim konflikcie gazowym Słowacja jako jedyna opowiedziała się po stronie Rosji. Na osłabienie współpracy miały wpływ również słowacko-węgierskie konflikty – trudno bowiem mówić o wyszehradzkiej jedności, kiedy dwa państwa członkowskie skaczą sobie do gardła. Obecnie wiele wskazuje na to, że kraje V4 znów zaczną mówić jednym głosem w kwestii polityki wschodniej UE, a ponadto zaczną szukać sposobów na lepszą integrację wewnętrzną. Nowym spoiwem V4 może stać się projekt budowy kanału żeglugowego Odra – Dunaj oraz VI korytarza transportowego Bałtyk-Adriatyk. Są to projekty, dotyczące wszystkich krajów wyszehradzkich, a ich przedmioty stanowią naturalny kręgosłup transportowy grupy. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 29

KLUB POLSKI NITRA

Redakcja „Monitora Polonijnego“

uprzejmie informuje, że msze święte w języku polskim odbywać się będą w nitrzańskiej katedrze w każdą pierwszą niedzielę miesiąca o godz.15.00. Pierwsza msza po wakacjach odbędzie się zatem 5 września br., a kolejne: 3 października, 7 listopada, 5 grudnia. ROMANA GREGUŠKOVÁ PREZES KLUBU POLSKIEGO W NITRZE

ogłasza nabór współpracowników Jeśli lubisz pisać, masz ciekawe pomysły, zapraszamy do współpracy! Poszukujemy też korespondentów z regionów Żyliny i Martina. Wkrótce przygotowujemy szkolenie! Zainteresowanych prosimy o kontakt pod numerem telefonu: 0905623064 bądź na adres e-mail: monitorp@orangemail.sk

Kurator dla nieznanych z miejsca pobytu Kazimiery Nowackiej, ur. 10.12.1921 r. w Trzebini, córki Filipa i Wandy zd. Urbanek, oraz Zbigniewa Nowackiego, ustanowiony Postanowieniem Sądu Rejonowego dla Krakowa Śródmieścia w Krakowie Wydział III Rodzinny i Nieletnich z dnia 21 stycznia 2010r., sygn. akt: III RNs 538/09/S, zwraca się z prośbą do wszystkich osób, mogących udzielić informacji o losach Kazimiery Hauslerovej z domu Nowackiej, zamieszkałej w 1958 r. w Bratysławie przy ul. Kvetná 8, oraz jej brata Zbigniewa Nowackiego, zamieszkałych przed II wojną światową w Trzebini (woj. śląskie). Kurator ustalił iż ww. osoby wyjechały po wojnie za granicę, najprawdopodobniej do Czechosłowacji, i zamieszkały w Bratysławie. Kazimiera Nowacka najprawdopodobniej zmieniła nazwisko na Hauslerová i zamieszkiwała w 1958r. przy ul. Kvetná 8 w Bratysławie. Wszelkie informacje o losie ww. lub o ewentualnych spadkobiercach ww. osób proszę przekazać bezpośrednio do kuratora: Mateusz Miąsik, ul. Kremerowska 6/1, 31-130 Kraków, tel. (48 12 631-92-20), e-mail: mateusz.miasik@wp.pl.

W R Z E S I E Ń

W

➨ BAJKOBUS

10 września, godz. 10.00, Koszyce, Kasárne Kulturpark, Kukučínova 2 Wystąpienie Teatru Lalek z Wrocławia w projekcie „Bajkobus” na festiwalu dla dzieci i ich rodziców „Kraina Haliganda” ➨ ANDRZEJ WAJDA W BRATYSŁAWIE - PREMIERA FILMU TATARAK

14 -17 września, Bratysława • W ramach „Projektu 100” odbędzie się słowacka premiera najnowszego filmu Andrzeja Wajdy Tatarak (2009). ➨ WEEKEND Z SOLIDARNOŚCIĄ przegląd filmów

16 września, godz. 20.00,Bratysława, A4- Nultý priestor, Nám. SNP 12 • Człowiek z marmuru, reż. Andrzej Wajda, 1976. 17 września, godz. 20.00, Bratysława, A4- Nultý priestor, Nám. SNP 12 • Człowiek z żelaza, reż. Andrzej Wajda, 1981. 19 września, godz. 20.00, Bratysława, A4- Nultý priestor, Nám. SNP 12 • Popiełuszko. Wolność jest w nas, reż. Rafał Wieczyński, 2009. WRZESIEŃ 2010

Redakcja „Monitora Polonijnego“ oferuje zakup roczników naszego pisma z lat 2005-2008, oprawionych w twarde okładki. Cena jednego tomu wynosi 15 euro plus koszty przesyłki (na terenie Słowacji to koszt 1 euro, do Czech – 5,50 euro, do pozostałych krajów UE – 6,90 euro). Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie zamówień pod adresem e-mail: monitorp@orangemail.sk bądź pod numerem telefonu: +421 907 139 041

ILOŚĆ EGZEMPLARZY OGRANICZONA!

I N S T Y T U C I E

P O L S K I M

➨ EPOKA BRĄZU

➨ DIVADELNÁ NITRA

22 września, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy rzeźb artystów rumuńskich w ramach festiwalu Neskoré leto w Bratysławie ➨ WILCZEK 22 września, godz. 19.00, Koszyce, Teatr Państwowy, Mała Scena Spektakl teatralny Vasilija Sigareva VĹČIK (dramat Cool ze Wschodu) w reżyserii polskiej reżyser Joanny Zdrady ➨ EUROPEJSKI DZIEŃ JĘZYKÓW 24 września, godz. 8.45 - 13.00, Bratysława, Hviezdoslavovo nám. Program kulturalny z okazji Europejskiego Dnia Języków ➨ KONCERTY ORGANOWE JÓZEFA SERAFINA 24 września, godz. 20.00, Koszyce, katedra św. Elżbiety 28 września, godz. 18.00, Poprad, konkatedra Siedmiobolesnej Panny Marii

27 września, godz. 18.30, Nitra, Teatr Andreja Bagara, Svätoplukovo nám. 4 Teatr Polski z Wrocławia zaprezentuje spektakl teatralny Samsara disco w reżyserii Agnieszki Olsten. ➨ FESTIWAL BARBAKAN 29 września – 3 października, Bańska Bystrzyca • Projekcje filmów w ramach sekcji Polski film offowy, prezentacja muzyki polskiej na festiwalu filmowomuzycznym ➨ TRIO JANA BEZEKA 29 września, godz. 21.00, Bratysława, Nu Spirit Club, Šafárikovo nám. 7 30 września, godz. 20.30, Bardiów, Kaktus club• Koncert polsko-słowackiego tria w składzie: Jana Bezek (fortepian), Wojciech Szwugier (kontrabas) i Dominik Stankiewicz (perkusja) 29


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 30

F I Nkraina L A N Dtysiąca I A jezior

Do

Finlandii wyjechałem dosyć przypadkowo. Na początku lat 60-tych XX wieku zliberalizowano sztywne przepisy, dotyczące zarobkowych wyjazdów muzyków za granicę. Jesienią 1964 roku miałem jechać z zespołem do Pragi, ale już rok wcześniej zacząłem starania o paszport. Kto pamięta te czasy, ten wie, przez jaki kierat przesłuchań, badań (od milicji do UB) trzeba było w tym celu przejść. W końcu wiosną 1964 r. otrzymałem wiadomość, że „mój” paszport jest już w „szufladzie” PAGART-u. W połowie czerwca tegoż roku zadzwoniła do mnie jakaś urzędniczka, że nowy agent z Finlandii potrzebuje od 1 lipca duetu do Helsinek. Oczywiście spytałem: „Dlaczego ja? Jest wielu innych pianistów”, a w odpowiedzi, pamiętam do dziś, usłyszałem: „Pan jest jedynym pianistą, który ma już paszport. Jedzie Pan?”. Nie zastanawiając się dłużej odrzekłem, że tak. I tak 29 czerwca 1964 roku dotarłem (z wieloma przygodami) do Helsinek pociągiem z Warszawy przez Leningrad. Wcześniej studiowałem grę na fortepianie, najpierw w Średniej Szkole Muzycznej w Poznaniu, potem w Sopockiej Wyższej Szkole Muzycznej. W Trójmieście zaraziłem się muzyką improwizowaną, jazzem, nabrałem rutyny, grając w wielu tamtejszych restauracjach i hotelach. Ta umiejętność otworzyła mi drogę do pięknej Finlandii, gdzie z trzymiesięcznego kontraktu zrobiło się 46 lat! Po znudzeniu się w miarę „prymitywną” muzyką taneczną, zacząłem grać sam. Postanowiłem zostać w Finlandii. Po otrzymaniu moich dokumentów z Polski i uzyskaniu uprawnień zacząłem pracę wykła30

dowcy gry na fortepianie w Konserwatorium Muzycznym w Helsinkach i pracowałem tam 34 lata. Zajmowałem się również chałturzeniem w restauracjach i hotelach w Finlandii, głównie w Helsinkach, a w czasie urlopów w innych krajach, zwłaszcza w marokańskim Agadirze. Grając na statkach wycieczkowych „opłynąłem” Morze Egejskie, Śródziemnomorskie, Atlantyk do Zachodniej Afryki. Mówi się, że Finlandia to „kraina tysiąca jezior”, ale tak naprawdę jezior jest (oficjalnie) ponad 180 000. Mimo że kraj ten należy do Unii Skandynawskiej, to od pozosta-

łych jej członków różni się językiem, mentalnością, obyczajami. W Finlandii urzekła mnie czysta, przepiękna przyroda – 79% jej powierzchni to lasy i jeziora. Na obszarze większym od Polski mieszka tylko 5,2 miliona ludzi. Finowie są bardzo spokojni, wręcz flegmatyczni, co było dla mnie swoistym katalizatorem polskiego temperamentu. Wszyscy wiedzą, że w Finlandii mieszkają Muminki (w Naantali) oraz Święty Mikołaj (po fińsku JOULUPUKKI) - ponad 1000 km od Helsinek w Rovaniemi, za kręgiem polarnym. Tu sauna jest tradycją rodzinną, w Laponii stada reniferów pasą się w tundrach, klimat latem jest krańcowo inny niż zimą, przez 2 letnie miesiące na północy słońce nie zachodzi, a zimą w ogóle się nie pokazuje. Pięknym miastem są Helsinki, pełne zieleni, z trzech stron otoczone przez Bałtyk. Liczą 530 000 mieszkańców. W samym ich sercu znajduje się port, do którego zawijają promy i statki wycieczkowe. Są tu też oczywiście Polacy. Od lat 70-tych XX wieku udzielam się społecznie w Zjednoczeniu Polskim w Helsinkach (więcej na www.polonia-finlandia.fi). Zjednoczenie Polskie powstało 3 kwietnia 1917 roku i jest starsze od Republiki Finlandii o 8 miesięcy (6.12.1917 r). Jestem prezesem honorowym i urzędującym. Finowie życzliwie się odnoszą do Polaków, w dużej mierze pewnie ze względu na wspólnych sąsiadów i historię. Opanowanie bardzo trudnego języka fińskiego, akceptacja i przystosowanie się do warunków życia w Finlandii, przy równoczesnym zachowaniu swojej polskości i polskich tradycji, wyniesionych z rodzinnego domu, były warunkiem zdobycia sobie uznania i szacunku Finów, zwłaszcza pracodawców. Od 1967 roku mam fińskie obywatelstwo i zawsze starałem się być obywatelem Finlandii. Myślę, że to mi się udało. MICHAŁ ZIELIŃSKI HELSINKI, FINLANDIA MONITOR POLONIJNY


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 31

- Zwierzat ´ Afrykanska Szkola ‘ Na

afrykańskiej sawannie dzień zaczyna się bardzo wcześnie. Echo niesie ryk lwa i stukot kopyt pędzących zebr. Wszystkie zwierzęta ogarnia poranne zdenerwowanie. Hipopotamy biegną szybko, by wziąć błotną kąpiel, zanim słońce wzejdzie wysoko nad horyzont. Szympansy zaś biegają po całym gaju. – Dzieci dzisiaj już koniec zabawy. Zaczyna się szkoła! – zawołała małpia mama Saba. – Mamo! Przecież dopiero zaczął się dzień! Chcemy skakać po drzewach! – krzyknęły małe szympansy chórem. – Czas zacząć lekcje! – dodała żyrafa Zula. Przed nią nikt się nie ukryje. Ma długą szyję i spogląda z wysoka na wszystkie zwierzęta. – Zaraz zaczynam sprawdzać obecność! Czekam na spóźnialskich w cieniu baobabu. Na lekcji pojawili się wszyscy mali mieszkańcy afrykańskiego lasu. Z przodu usiadły krokodylki, lwiątka i tygryski, dalej zebry i antylopki, na końcu małe hipopotamki i żyrafki. Na gałęziach palm rozsiadły się szympansiątka i papużki. Nauczycielka Zula zaczęła lekcje. – Przedstawiam wam nowego ucznia naszej klasy. Oto słoń Tumba! Tumbo, proszę, dołącz do innych dzieci. – Witaj Tumbo w naszej klasie! – krzyknęły zwierzęta.

WRZESIEŃ 2010

Zawstydzony Tumba zaczął szukać sobie miejsca. Z przodu zasłaniał wszystkim krokodylkom. Stając wśród kotów deptał ich długie ogony. – Uważaj grubasie! – warknął lew Beso. Tumba usiadł wśród hipopotamków. – Na co ci taki dziwny nos? – zapytały ospałe hipopotamki? – Nie wiem – odrzekł Tumba. – Proszę o ciszę! Dzisiaj omówimy sobie jadalne rośliny dżungli – powiedziała Zula. – Oczywiście banany! – krzyknęły szympansy. Lekcja przebiegła bardzo szybko. Podczas przerwy zwierzęta otoczyły Tumbę. Naśmiewały się z jego długiego nosa. Tego dnia słońce mocno przygrzewało. Nagle wśród traw sawanny pojawiły się smugi dymu. Przestraszona Zula wszczęła alarm. Wszyscy przygotowali się do ucieczki. Wszyscy, oprócz małego Tumby, który bardzo chciał, by po-

lubiły go dzieci. Pobiegł on do rzeki i zanurzył trąbę w wodzie. Zamiast uciekać, jak reszta klasy, podbiegł do tlącej się trawy i uniósł wysoko trąbę. – Patrzcie! – Zaskrzeczała papuga – Jaka fontanna nad Tumbą! – słonik ugasił ogień i wrócił do reszty zwierząt. Te, zachwycone patrzyły na jego nos-trąbę. – Tumbo, byłeś bardzo dzielny i dobrze wykorzystałeś swoje afrykańskie umiejętności. Ale pamiętaj, by następnym razem słuchać starszych – pokiwała głową Zula. Tego dnia małe zwierzęta zrozumiały, że bardzo różnią się od siebie wyglądem, lecz te różnice pozwalają im przetrwać w dżungli. Tumba wrócił do swego stada bardzo zadowolony. – Jak było w szkole? – zapytał go tata. – Poznałem dziś moją klasę i odkryłem, że potrafię używać trąby do gaszenia ognia! No i od dziś będę robił wodne fontanny na gimnastyce wodnej… Słońce powoli zaczęło zachodzić. Zwierzęta zaczęły przygotowywać się do snu. Jutro znów rano wstaną, by udać się na lekcje w szkole dżungli! KASIA UFNAL

31


Monitor09

03.09.10 09:15

Stránka 32

Dlaczego sezon grzybowy tak krótko trwa? Niespieszny spacerek po pachnącym lesie, dokładne oglądanie każdego ukrytego w mchu osobnika, systematycznie napełniany koszyk – i wreszcie tryumfująca mina, bo pośród ściółki znaleźliśmy ten najpiękniejszy ze wszystkich okaz! To podgrzybek, koźlak lub prawdziwek – każdy dorodny niczym król lasu. Grzybomaniacy potrafią przyrządzać grzyby na tysiące sposobów. A pani Melania Malinowska przysłała do „Piekarnika” przepis, zgrabnie łączący miłość do grzybów z równie gorącym uczuciem do pierogów.

Pierogi z grzybami Składniki: • świeże grzyby (kurki, maślaki, podgrzybki, koźlaki) • 1 cebula • 1/2 kg mąki • woda mineralna gazowana do zarobienia ciasta • 1-2 łyżki oleju • 1 jajko • sól, pieprz • smalec ze słoninki do polania pierogów

Sposób przyrządzania:

A kto się grzybów w sezonie nie naje, może je sobie zamrozić i delektować się nimi przez cały rok. Zebrane grzyby wystarczy przebrać, oczyścić i szybko opłukać. Następnie zalać wodą w dużym garnku i zagotować. Wszelkie zanieczyszczenia, które wypłyną na wierzch, szybciutko zebrać

z powierzchni wywaru. Gotowanie winno trwać dosłownie minutkę, potem grzyby należy wystudzić i ostrożnie odcedzić lub wybrać cedzakiem z garnka. Wystygłe grzyby należy przełożyć do woreczków i zamrozić. Po rozmrożeniu będą idealne do zup lub sosów. Darz bór!

Grzyby przebrać, gotować około 15 – 20 minut, odcedzić, przestudzić, a następnie posiekać. Dodać do nich podsmażoną wcześniej posiekaną cebulkę. Tak przygotowany farsz doprawić solą i pieprzem, a następnie wstawić do lodówki. Ciasto wyrobić z przesianej mąki z dodatkiem wody i oleju. Można dodać też jajko. Podzielić na dwie części. Wałkować placki i wykrawać z nich szklanką pierogowe krążki. Napełniać grzybowym farszem i pięknie zlepiać. Następnie wrzucać do wrzącej osolonej wody, a gdy wypłyną, wyjmować łyżką cedzakową. Dla poprawienia smaku pierogi można polać słoninką, cebulką lub masełkiem.

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2010/09  
Monitor Polonijny 2010/09  
Advertisement