Issuu on Google+

                                       

                                             

  „Problemy  współczesnej  młodzieży”   -­‐  Monika  Milewska  


Biegłam coraz szybciej, nie oglądając się za siebie, wokół mnie były ściany porośnięte bluszczem. Nie wiedziałam, gdzie jestem, ani czemu biegnę. Jedyne co czułam, to strach. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię, jednak wokół nie było nikogo. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a głos bardziej rozdrażniony. Po chwili obudziłam się przerażona. To była moja mama, która krzyczała, że czas do szkoły. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do toalety. Po wykonaniu wszystkich czynności, ubrana zeszłam na dół. W kuchni krzątali się rodzice, tata jak zwykle czegoś szukał, a mama karmiła moją młodszą siostrę. W domu od dawna nic nie było dobrze. Odkąd tata dostał wyższe stanowisko w firmie, coraz rzadziej go widywałyśmy. Ciągle wyjeżdżał w długie podróże do Chin bądź Ameryki. Natomiast, kiedy był w domu, siedział w swoim gabinecie, nawet do późna w nocy. Niewątpliwie jego relacja z mamą również na tym ucierpiała. Mama starała się, jak tylko mogła, jednak czasami brakło jej już sił. Starałam się jej pomagać, ale to i tak było za mało. - Siadaj do stołu Sara, bo się spóźnisz! – powiedziała mama. Nic nie mówiąc, usiadłam i zaczęłam jeść kanapki. 10 minut później byłam już w drodze. Szłam zamyślona z trudem przemierzając dobrze znaną mi ulicę. Śniegu przybywało z dnia na dzień, a temperatura utrzymywała się na minusie. Po chwili byłam już przed murami mojej szkoły, zmarznięta weszłam do środka. Byłam uczennicą drugiej klasy jednego z lepszych liceów warszawskich. Gdy byłam jeszcze w gimnazjum, odmierzałam dni do końca roku szkolnego mając nadzieję na lepsze życie w liceum. Ale jak to niektórzy mówią o nadziei – sprowadza wieczne nieszczęście. W moim przypadku nie było inaczej. Z początku było bardzo dobrze, zyskałam grono nowych przyjaciół, często wychodziłam z domu, byłam szczęśliwa. Wszystko zmieniło się dokładnie rok temu, 10 lutego, gdy dowiedziałam się, że mój najlepszy przyjaciel przedawkował kokainę. Zmarł w wieku 17 lat. Miał marzenia i plany, jednak uzależnienie okazało się zbyt silne. Od tego dnia przestałam sięgać po wszelkiego rodzaju używki, przez co ograniczyłam swój kontakt ze znajomymi, którzy nie umieli się bawić bez paru skrętów i wódki. Tomek był wspaniałym przyjacielem, któremu ufałam bezgranicznie, mogłam mu o wszystkim opowiedzieć, a on słuchał i zawsze wiedział, co powiedzieć. Jednak pod wpływem niektórych substancji Tomek stawał się zupełnie innym człowiekiem. Kiedy prosiłam go, żeby już nie brał narkotyków krzyczał, rzucał się, raz podniósł nawet na mnie rękę. Potem przepraszał i bardzo żałował tego co zrobił. Jego nastrój zmieniał się tak szybko, że czasem trudno było za nim nadążyć. Wielokrotnie prowadzałam go na leczenie, ale ten, przerażony uciekał. Niestety, nie umiałam mu pomóc, nie było dla niego ratunku. Z moich rozmyślań, wyrwała mnie pani Kowalska: - Sara? – powiedziała nauczycielka języka polskiego. - Tak, słucham? – odparłam. - Jak myślisz, czy Werter miał słuszność mówiąc, że samobójstwo może być jedynym wyjściem z beznadziejnej sytuacji? - To zależy od tego, jak bardzo ta osoba cierpi. – bez namysłu odpowiedziałam na pytanie i wnet zobaczyłam 20 par oczu skierowanych na mnie. - Czy dobrze zrozumiałam? Sugerujesz, że czasami jedynym wyjściem jest odebrać sobie życie? – kontynuowała oburzona nauczycielka.


- Nie, nie uważam tak. – odparłam chcąc zakończyć tę dyskusje, choć w mojej głowie odpowiedź była zupełnie inna. Pani Kowalska już miała coś powiedzieć, jednak przeszkodził jej dzwonek sygnalizujący przerwę. Niezauważona szybko wybiegłam z klasy. Poszłam do łazienki i zamknęłam się w jednej z kabin. Tylko w tym miejscu mogłam dać upust moim emocjom. Szlochałam, jak najciszej mogłam, a w piersi brakowało mi tchu. Jednak tym razem po policzkach nie spływały mi słone łzy, najwyraźniej wyczerpałam już limit płaczu, jeśli taki istnieje. Byłam zmęczona, zmęczona moim życiem. Mogłabym zostać nawet w tej kabinie, byle nie przechodzić korytarzami tej szkoły. Jednak rzeczywistość nie jest taka kolorowa, ludzie, których spotykam codziennie, to tak naprawdę ludzie odpowiedzialni za moje łzy i smutek. I znów dzwonek i kolejna godzina wyjęta z mojego życia. Wyszłam z toalety i udałam się do klasy. Lekcje mijały jedna za drugą, aż w końcu doczekałam się upragnionej ostatniej godziny. Na lekcji wos-u parę osób wymieniało z nauczycielem swoje poglądy na temat praw dziecka, ja byłam raczej biernym słuchaczem. Pan Drozdek pytał uczniów m.in. o to, czy prawa dziecka są wszędzie respektowane. - Nie każdy rodzic przestrzega tych praw, kiedy nie daje dziecku możliwości do rozwoju i edukacji. – powiedziała jak zawsze pewna siebie Ola. - A co jeśli nie mają środków? – spytał ktoś z końca sali. - Rodzice powinni o tym pomyśleć wcześniej, zanim postanowili starać się o dziecko. – odparła dziewczyna. - To słuszna uwaga. – powiedział nauczyciel. Kolejne osoby wypowiadały się na temat poszanowania prywatności, życia bez przemocy oraz wolności wypowiedzi. Moje zdanie na ten temat od zawsze było takie samo: nie wszyscy szanują prawa swoich dzieci, ponieważ nie każdy nawet o nich słyszał. Uważam, że konwencja o prawach dziecka powinna być szerzej nagłaśniana, by każdy rodzic wiedział, jaki ma obowiązek wobec dziecka. Wybiła 15, a lekcje dobiegły końca, udałam się w stronę mojej szafki, niefortunnie natrafiłam przy niej na Agnieszkę. Ta szczupła, drobna brunetka, o szerokim uśmiechu nie tak dawno była moją przyjaciółką. Ostatnimi czasy mało rozmawiałyśmy, ona preferowała inny typ spędzania czasu niż ja i nowe grono przyjaciół. Jednak czekała na mnie pod szafką, by mi coś powiedzieć. Idąc w jej kierunku podejrzewałam o co zamierza spytać, jednak dałam jej szansę, by zaczęła rozmowę. - Hej, jak się czujesz? – niepewnie spytała. - Hej, dobrze. Ty? – odparłam, wyjmując książki z torby. - Wiesz o co mi chodzi. Jak przeżywasz ten dzień? – naciskała z pytaniem - Tak jak powiedziałam – dobrze. Jakoś sobie radzę. – powiedziałam łamiącym się głosem. Po chwili Aga ściskała mnie mocno, a jej łzy spływały po moim ramieniu. Nie sądziłam, że i ona przejmowała się śmiercią Tomka. Nigdy o tym nie rozmawiałyśmy, od tamtego pamiętnego dnia zamknęłam się w sobie, nie chciałam z nikim o tym rozmawiać. Okazuje się, że nie tylko ja potrzebowałam wtedy mojej przyjaciółki. - Nie płacz, już dobrze. – powiedziałam miłym głosem. - Tęsknie za Tobą Sara, dlaczego nie może być jak dawniej? – spytała. - Zmieniłam się, nie wiem, czy miałybyśmy jeszcze o czym rozmawiać. odparłam. - Zawsze możemy przecież spróbować. – powiedziała zachęcająco.


Miała jeszcze coś dodać, ale pojawili się jej znajomi. - Aga, wszędzie Cię szukamy, pamiętasz o imprezie u Piotrka? Musimy jeszcze ogarnąć jakiś alkohol i dojechać na Bielany – bezczelnie kontynuował jeden z jej kolegów. - Tak pamiętam, nie widzisz, że rozmawiam? – odparła stanowczo - Z kim? Z nią? Nie trać czasu na ten kłębek nerwów. – powiedział po czym zwrócił się do swojej grupki - Dzisiaj na polskim rozważała czy się nie zabić! – wszyscy zaczęli się śmiać, a on najgłośniej. - Rafał, skończ. – nakazała Aga Chciała coś mi powiedzieć, ale mnie już dawno tam nie było. Biegłam przed siebie ze łzami w oczach. Myślałam, jak można być tak nieczułym, jak można śmiać się komuś prosto w twarz, żartować z tak poważnych tematów. Przemierzałam ulice, nie zwracając na nic uwagi, aż w końcu upadłam z braku sił. Usiadłam pod pniem drzewa i płakałam jeszcze mocniej. Wraz z kolejnymi łzami myślałam o lekcji polskiego i o tym jak zachowałby się Werter, gdyby był na moim miejscu. Po paru minutach przestałam płakać, patrzyłam już tylko w dal, czując ogarniającą mnie bezsilność. Wstałam i ruszyłam do domu, było mi już wszystko jedno. W domu zastałam płaczącą Ninkę i mamę, która starała się ją uspokoić, przygotowując w tym samym czasie obiad. - Hej – powiedziałam - Hej, mogłabyś ją uspokoić, płacze i płacze, już mnie głowa boli! – krzyczała mama - Nie ma sprawy, jest po prostu głodna i śpiąca. – odparłam i zajęłam się siostrą. Usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam, ostrożnie kładąc Ninkę do łóżeczka i poszłam sprawdzić kto to. Po chwili zobaczyłam zapłakaną Agnieszkę. - Co się stało? – spytałam obojętnym tonem. - Pokłóciłam się z Rafałem. Tak bardzo Cię przepraszam za to co powiedział. odparła. - W porządku, nie płacz. Choć pójdziemy się przejść. – powiedziałam. Szłyśmy rozmawiając tak jak za dawnych czasów. Agnieszka opowiedziała mi o swoich problemach, o tym jak podłym człowiekiem potrafi być Rafał, że liczy się dla niego tylko seks i narkotyki. Ja z kolei powiedziałam jej jak się czuję od śmierci Tomka oraz o moich problemach rodzinnych. Aga okazała się bardzo dobrym słuchaczem. Od dłuższego czasu trzymałam wszystko w sobie, nie mówiąc o swoich uczuciach, ta rozmowa okazała się miłą alternatywą dla szarych i smutnych dni, które spędzałam sama z moimi myślami. I chociaż miałam wiele problemów, z którymi musiałam się dalej zmagać, tego wieczoru zasnęłam z uśmiechem na ustach.


Problemy współczesnej młodzieży