Issuu on Google+

Mój Mokotów Mokotów, Mokotów,Służewiec, Służewiec,Stegny, Stegny,Sadyba, Sadyba,Czerniaków, Czerniaków,Augustówka Augustówka

Numer świątecznonoworoczny (12/12, 1/13)

ISSN: 2084-7718 Gazeta bezpłatna

Joanna Brodzik

Znów wróciła nad Rozlewisko

Stanisław Grzesiuk Chłopak z Mokotowa

Nadchodzi czas biesiad Jedzmy na zdrowie!

Gotowy Orlik, finiszuje Reytan „Być dzieckiem legendy” – książka o życiu artystów, których kochamy, świetnym prezentem pod choinkę


Napapijri Store Zakopane - ul. Krupówki 29/P14

Napapijri Store Zakopane ul.03 Krupówki 29/P14 tel. 18 206-38 Napapijri Store Zakopane - 03 ul..Krupówki Napapijri Warszawa Mokotów ul. Wołoska 129/P14 tel. -18Galeria 206 38 (sklep firmowy, I piętro, środkowy pasaż) Napapijri Warszawa Galeria 1 Napapijri Store Zakopane - 38 ul..Krupówki tel: -18 206Mokotów 03ul. Wołoska29/P14 tel.22 22541 54134 3420 20 tel.


Wszystkie numery miesięcznika „Mój Mokotów” można znaleźć na portalu Issuu.com.

w numerze

Zapraszamy na naszą stronę: http://moj-mokotow.pl

grudzień styczeń 2012

Promocja książki „Być dzieckiem legendy”

Kuchnia:

Świąteczne przepisy

Agnieszka Mandat:

Żyję tak, jak chcę

Nadchodzi czas biesiad: Jedzmy na zdrowie!

Porady prawne:

Wspólnoty mieszkaniowe

Symbole świąt

Oni tu mieszkali:

Stanisław Grzesiuk

Mój Mokotów Wydawca: WHITE INK STUDIO, Warszawa Redaktor prowadzący: Tomasz Mackiewicz Specjalista ds marketingu: Jakub Puczyłowski

Adres redakcji i wydawcy: Warszawa, al. Jerozolimskie 89/149 redakcja@moj-mokotow.pl Dział reklamy: reklama@moj-mokotow.pl tel. 784-367-220


aktualności

Gotowy Orlik przy Chełmskiej, finiszuje Reytan Już wkrótce mieszkańcy Mokotowa będą mogli korzystać z nowoczesnych obiektów sportowych. Zakończyły się bowiem główne prace przy Orliku, który powstał na terenie Gimnazjum nr 3 przy ul. Chełmskiej 23. Na finiszu jest także budowa kompleksu boisk sportowych przy Zespole Szkół nr 61 im. Tadeusza Reytana przy ul. Wiktorskiej 30/32. Prace finansuje Dzielnica Mokotów m.st. Warszawy. W ramach pierwszej z inwestycji, na terenie Gimnazjum nr 3 powstały dwa boiska: do piłki nożnej ze sztuczną trawą oraz wielofunkcyjne m.in. do siatkówki i koszykówki o nawierzchni syntetycznej. Ponadto został postawiony budynek socjalny z szatniami oraz wybudowano trybuny i oświetlenie boisk. Dodatkowo powstała także lekkoatletyczna bieżnia i skocznia do skoku w dal a cały teren został ogrodzony. Dzięki realizacji tego projektu mieszkańcy Mokotowa będą mogli korzystać z nowoczesnej infrastruktury sportowej. Nowe boiska znacznie polepszą również warunki realizacji programu lekcji wychowania fizycznego w placówce oświatowej przy ul. Chełmskiej. To druga tego typu inwestycja na terenie Mokotowa. Pierwszy Orlik powstał przy ulicy Kazimierzowskiej 60 i został oddany do użytku mieszkańców w 2009 r. W uroczystym otwarciu obiektu wziął udział premier RP Donald Tusk. Dobiega końca także budowa kompleksu boisk sportowych przy Zespole Szkół nr 61 im. Tadeusza Reytana. Jeszcze do niedawna w tym miejscu były połacie zniszczonego asfaltu. Teraz przy ul. Wiktorskiej 30/32 powstają piękne boiska do siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej, piłki nożnej oraz lekkoatletyczna bieżna i skocznia do skoków w dal. Areny sportowe zostaną wyłożone nawierzchnią syntetyczną oraz sztuczną trawą. Na zakończenie zmienione będzie także ogrodzenie całego terenu. Nowy kompleks boisk na pewno odmieni oblicze tego uroczego zakątka Mokotowa. Zapewne stanie się również dumą młodzieży ze szkoły im. Reytana, która ma na swoim koncie wiele cennych sukcesów także na niwie sportowej. Władze Dzielnicy Mokotów na czele z burmistrzem Bogdanem Olesińskim realizują obecnie ponad 30 inwestycji. W budowie są m.in.: III odcinek Al. KEN, Dom Kultury „Kadr” przy ul. Rzymowskiego, Służewski Dom Kultury przy ul. J.S. Bacha oraz przedszkole przy ul. Bełskiej.

4

Autor zdjęć: Grzegorz Borysiak

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


aktualności

Warszawskie lodowiska już otwarte

FOTO LODOWISKO Żeby pojeździć na łyżwach, nie trzeba wyjeżdżać za miasto. Już teraz czynnych jest pięć miejskich lodowisk. Znajdują się one: • przy ul. Obrońców Tobruku 40 (Bemowo), • na Torze Łyżwiarskim „Stegny” przy ul. Inspektowej 1 (Mokotów), • WOW „Wisła” przy ul. Namysłowskiej 8 (Praga-Północ), • OSiR Wawer przy ul. V Poprzecznej, • WOW „Wisła” przy ul. Górczewskiej 69/73 (Wola). Kolejne lodowiska w innych dzielnicach zostaną uruchomione jeszcze w grudniu. Planowane jest otwarcie lodowisk na Białołęce (ul. Strumykowa 21), Ochocie (ul. Rokossowska 10), Pradze-Południe (al. Stanów Zjednoczonych 24), Targówku (ul. Łabiszyńska 20), w Wilanowie (ul. Gubinowska 28/30), we Włochach (Park im. M. Kotańskiego przy ul. 1 Sierpnia) i w Ursusie (przy ul. K. Sosnkowskiego 10 oraz przy ul. Keniga 20). Wszystkie miejskie lodowiska będą udostępnione do marca przyszłego roku. Już od 5 grudnia można też bezpłatnie korzystać z lodowiska znajdującego się przed Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej). Lodowisko o nazwie „Arena” jest dostępne codziennie: od godz. 8.00 do godz. 20.00 (od poniedziałku do czwartku), natomiast w piątek, sobotę i niedzielę będzie ono czynne aż do godz. 21. Wstęp na lodowisko jest bezpłatny. Osoby nie posiadające własnego sprzętu będą mogły skorzystać z wypożyczalni. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie www.pkin.pl. Z kolei entuzjaści jazdy na nartach oraz na snowboardzie mogą skorzystać z oferty Górki Szczęśliwickiej przy ul. Drawskiej 22. Ten pokryty igielitem warszawski szczyt ma prawie 75 metrów wysokości. Trasa zjazdu wynosi 227 metrów. Zjeżdża się z niego ze średnią prędkością 36 km/h. Na górce działają dwa wyciągi: talerzowy i krzesełkowy. Godzinna jazda po stoku w dni powszednie kosztuje 19 złotych, natomiast w weekendy wynosi 23 złote. Więcej o warunkach na stoku, cenie biletów oraz możliwościach wypożyczenia sprzętu można przeczytać na stronie WOSiR.

aiiiiiiiiiiMój Mokotów grudzień-styczeń 2012

Deweloper wybuduje dwie nowe drogi na Mokotowie Władze Mokotowa podpisały z firmą 5th Avenue Holding porozumienie, na mocy którego deweloper wybuduje na własny koszt dwie nowe drogi publiczne w okolicach Dworca Południowego. 5th Avenue zobowiązała się także do wybudowania chodników, oświetlenia i skrzyżowania jednej z projektowanych dróg z ul. Wita Stwosza. Inwestycja ma na celu ułatwienie dojazdu do planowanego budynku „Manhattan Place”. To nie pierwsze tego rodzaju porozumienie na Mokotowie. W podobny sposób Dzielnica porozumiała się już z deweloperami w sprawie ulic: Potoki, Konstruktorskiej, Suwak, Bluszczańskiej, Pęcherskiej i ul. Pułku AK „Waligóra”. Wydaje się, że to niewielki sukces w porównaniu z wpadką przy budowie nowej al. KEN – przypomnijmy, że budowana w rejonie metra Wilanowska ulica kończy się przed działką, na której nadal stoi niezamieszkana willa. Warto jednak pamiętać, że do tej pory w Warszawie powszechną praktyką deweloperów było unikanie budowania dróg dojazdowych. Firmy chętnie zrzucały ten obowiązek na władze dzielnic, proponując im odkupienie gruntów za słone pieniądze. Taka sytuacja miała miejsce na przykład rok temu w sąsiednim Wilanowie, gdzie mieszkańcy długo nie mogli korzystać z przedłużenia alei Rzeczpospolitej i wyjechać nią na ulicę Branickiego, gdyż dzielnica spierała się z firmą Polnord o... 10 metrów należącego do tej firmy gruntu. Urzędnicy argumentowali, że ten odcinek, jako właściciel, powinien sfinansować Polnord. Deweloper z kolei odbijał piłeczkę, ripostując, że za budowę dróg powiatowych odpowiedzialne jest miasto.

5


aktualności

Wenezuela

o smaku mango W ramach cyklicznego Spotkania Globtrotterów Dom Kultury KADR zaprasza wszystkich zainteresowanych podróżowaniem i egzotycznymi wyprawami w środę 19 grudnia o godzinie 18 na spotkanie z Katarzyną i Andrzejem Mazurkiewiczami, którzy opowiedzą o swoim pobycie w Wenezueli. „Podróż do Wenezueli była dla nas przede wszystkim odkrywaniem fascynującej przyrody i zjawiskowych krajobrazów. Podziwialiśmy wyłaniające się z sawanny i dżungli malownicze góry stołowe Tepuis. Weszliśmy na jedną z nich: tajemniczą, spowitą mgłą Roraimę, na której znajduje się wiele endemicznych roślin. Kąpaliśmy się pod wodospadami Gran Sabany a największe wrażenie zrobił na nas najwyższy wodospad świata Salto Angel spływający z porośniętej dżunglą góry stołowej Auyan Teput. Obserwowaliśmy kapibary, anakondy, kajmany i niezliczone ilości ptaków na pasterskich mokradłach Los Llanos. Płynęliśmy łodzią przez dżunglę po rzece Rio Caura, odwiedzając wioski indiańskie, kąpiąc się na piaszczystych plażach i docierając do wspaniałego wodospadu Salto Paro. Uczestniczyliśmy w święcie Bożego Ciała w San Francisco de Yare, obserwując procesję tańczących diabłów – Los Diablos Danzantes. Smak aromatycznego mango towarzyszył nam podczas całej wenezuelskiej wędrówki, którą zakończyliśmy na rajskich wyspach Karaibów”. Wstęp na spotkanie wolny.

6

Cięcia w warszawskim budżecie W roku 2013 dzielnice dostaną do podziału 343,6 mln złotych – to o 15 mln mniej niż w 2012. Jak wygląda nowy budżet z perspektywy Mokotowa? Nasza dzielnica ma dostać na inwestycje w sumie 31 milionów zł. To mniej niż Bemowo, Targówek i Białołęka, ale więcej niż otrzymają wszystkie pozostałe dzielnice. Rzecznik Urzędu Dzielnicy, Jacek Dzierżanowski, przyznał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że tegoroczne cięcia, w porównaniu z budżetowymi przydziałami z ostatnich lat, są „ogromne”. I zapowiada, że mimo tego władze dzielnicy będą kontynuowały m.in. budowę Domu Kultury „Kadr” na Służewcu, trzeciego odcinka al. KEN i przedszkola przy Bełskiej. Okrojony budżet władze miasta chcą zrekompensować podwyżką cen biletów i podatków od nieruchomości. Nowością w tym roku mają być wpływy z opłaty śmieciowej – według prognoz mają one wynieść 231 mln złotych.

Prywatny inwestor uratuje zabytek Przedwojenna willa Arpada Chowańczyka przy ulicy Morskie Oko, zbudowana w latach 20., położona blisko Pałacu Szustra, od lat obracała się w ruinę. W czasie powstania była miejscem walk. Obecnie odrapane mury, zabite deskami okna, wysmarowane na froncie napisy „HWDP” i ślady po kilku pożarach straszą przechodniów. Groziła jej też rozbiórka, gdy spadkobiercy Chowańczyka kilka lat temu sprzedali ją spółce Candela, która zamierzała w jej miejscu wybudować apartamentowiec. Na szczęście plany te pokrzyżował w 2010 roku wojewódzki konserwator zabytków, wpisują willę do rejestru zabytków. Niedawno natomiast znalazł się nowy nabywca, który postanowił przywrócić zrujnowanej willi dawny blask. Andrzej Piliszka, właściciel spółki AP Projekty z Konstancina-Jeziorny, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, obiecuje: – Nie tkniemy elewacji, zachowamy ściany nośne, klatkę schodową i inne elementy. Nie zmienimy bryły domu. Odtworzymy spalone okna i drzwi. Na podstawie starych zdjęć przywrócimy dawny kształt dachu z lukarnami. Andrzej Pliszka zamierza zacząć generalny remont wiosną przyszłego roku.

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


aktualności

Zmiany cen biletów – jak zaoszczędzić? 28 grudnia (piątek), godz. 19.00 ŚMIETANKA ŁOWICKA – WIECZÓR ŚWIĄTECZNO-NOWOROCZNY. „CO BĘDZIE...TO BĘDZIE”. Spotkanie ze Stanisławem Tymem, Jerzym Derflem i Magdaleną Warzechą. Bilety 20 i 30 zł. 11,12,13 stycznia, godz. 19.00 SPEKTAKL „PRAWDA” WG FLORIANA ZELLERA Reżyseria: Jerzy Bończak Scenografia: Marek Chowaniec, opracowanie muzyczne: Hirek Wrona Występują: Małgorzata Pieczyńska, Magdalena Wójcik, Jerzy Bończak/Piotr Polk, Piotr Cyrwus/ Karol Strasburger Fenomenalna komedia trzydziestoletniego Floriana Zellera, który z niezwykłą dojrzałością i ogromnym poczuciem humoru analizuje zakamarki ludzkiej duszy. W 2011 roku stała się przebojem scen teatralnych i podbiła serca francuskiej publiczności. Bohaterowie „Prawdy” rozmawiają ze sobą „szczerze” o miłości. Ale czy kłamią? Czy tylko nie mówią całej prawdy i tylko jedno z nich kłamie? Czy wszyscy są nieszczerzy we wzajemnych relacjach? Jaka jest prawda? Każdy ma swoją! Człowiek stworzony jest na to, by szukać prawdy, a nie ją posiadać. Blaise Pascal Czasami ludzie potykają się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało. Winston Churchill Każdy dureń potrafi mówić prawdę, ale zręczne kłamstwo wymaga niejakiej wprawy. Samuel Butler A ksiądz Józef Tischner stwierdza: Są trzy prawdy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda. A jaka jest Twoja prawda? Bilety do kupienia w sekretariacie w cenie 60 zł oraz przez ebilet.

Już od 1 stycznia 2013 r. mieszkańcy Warszawy odczują skutki kolejnej wielkiej podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. Ale zapobiegliwi mogą nieco zaoszczędzić! Po wejściu w życie nowych cen na starych zasadach będzie można jeździć jeszcze przez pół roku. Jak to możliwe? Rozwiązanie jest proste: aby uniknąć podwyżki cen biletów, która wejdzie w życie 1 stycznia, trzeba wcześniej zakodować na karcie miejskiej dwa bilety 90-dniowe. Rzecznik ZTM przyznaje, że kontrolerzy będą musieli honorować zakodowane w ten sposób bilety, ponieważ zgodnie z prawem na „pustą” kartę miejską można zakodować dwa bilety tego samego rodzaju i typu. Ważne jednak aby pamiętać, że przed zakodowaniem drugiego, pierwszy bilet musi już być aktywowany. Oznacza to, że pasażerowie, którzy np. 31 grudnia zakodują na karcie dwa bilety 90-dniowe, przez blisko pół roku będą mogli jeździć komunikacją miejską po starych cenach. Drugi bilet zostanie aktywowany automatycznie po wygaśnięciu pierwszego, jednak należy pamiętać, aby drugi bilet długoterminowy był tego samego rodzaju i typu co pierwszy, ponieważ w przeciwnym razie aktywny bilet zostanie usunięty i zastąpiony nowym, a pasażerowi nie będzie przysługiwał zwrot za niewykorzystaną część biletu. Rada Warszawy zdecydowała, że od 1 stycznia 2013 r. bilety ZTM będą droższe. Będzie to jedna z największych podwyżek w ostatnich latach, a władze stolicy już szykują następne. Normalny bilet jednorazowy zdrożeje z 3,60 zł do 4,40 zł, imienny bilet 30-dniowy z 90 zł do 100 zł, a 90-dniowy z 220 zł do 250 zł. Bilet 20-minutowy, upoważniający do przejazdu w I i II strefie, będzie kosztował 3,40 zł (obecnie 2,60 zł), 40-minutowy – 4,60 zł (obecnie 3,80 zł), a 60-minutowy – 6,40 zł (obecnie 5,20 zł). Bilet dobowy, ważny tylko w pierwszej strefie, będzie kosztował 15 zł (obecnie 12 zł). Za bilet 3-dniowy (również tylko na pierwszą strefę) będzie trzeba zapłacić 30 zł (obecnie 24 zł). Zdrożeją też bilety obowiązujące w II strefie taryfowej: bilet jednorazowy z 5,60 zł do 7 zł; imienny 30-dniowy ze 156 zł do 196 zł, a imienny 90-dniowy z 370 zł do 474 zł. Po podwyżce 30-dniowy bilet na okaziciela ma kosztować 230 zł (obecnie 180 zł), a 90-dniowy 474 (obecnie 450 zł).

Klub Mam w Centrum Bartłomieja Na warszawskim Służewcu mamy spotykają się w klubie zorganizowanym przez Fundację RoRo w Centrum Bartłomieja. Spotykają się, wymieniają doświadczeniami, uczestniczą w darmowych warsztatach i szkoleniach. Klub Mam w Centrum Bartłomieja powstał dzięki współpracy Ani Buchmiet z Fundacji RoRo oraz kierownika Centrum – Jana Kamińskiego. Chęć przebywania w towarzystwie innych mam, wymieniania się z nimi swoimi doświadczeniami, przemyśleniami i energią sprawiają, że jest to wyjątkowe miejsce, w którym można szczerze porozmawiać o poważnych tematach związanych z macierzyństwem. Nawet trudnych i niepopularnych, jak depresja poporodowa czy brak tak ważnej cierpliwości w byciu mamą. Klub nie skupia się tylko na rodzicach. Jest również przyjaznym miejscem dla dzieci. Kolorowe wnętrza, poduszki, książki, gry, zabawki, kącik do nauki i odrabiania lekcji oraz przede wszystkim towarzystwo innych dzieci mogą być alternatywą dla nudy lub siedzenia przed telewizorem. Wyjątkowym miejscem dla dzieci odwiedzających Centrum jest ściana, na której można rysować kredą i nikt nie krzyczy, że coś się pobrudzi. Oprócz zabawy Centrum oferuje dzieciom możliwość nauki. Mają one możliwość uczestniczyć w zajęciach językowych, ruchowych i plastycznych. Klub Mam prowadzony przez Fundację RoRo to inicjatywa, która wychodzi poza ramy miłego miejsca, w którym można zjeść ciastko, napić się kawy czy przygotować posiłek dla dziecka. W Centrum mamy mogą również skorzystać ze wsparcia innych mam oraz fachowców – psychologa, psychoterapeuty, prawnika i coacha. Działa tutaj też Klub Pracy i można skorzystać z bezpłatnego dostępu do Internetu a także porozmawiać z doradcą zawodowym. Do dyspozycji rodziców są fachowcy z energią, chęciami do pomagania, wiedzą i wieloletnim doświadczeniem, którzy w ramach działania Klubu Mam pomagają bezpłatnie. Klub organizuje też warsztaty i szkolenia dla mam. Podobnie jak w przypadku pomocy fachowców – również bezpłatne. Jest także otwarty na pomysły i inicjatywy – ponieważ warto robić coś pożytecznego i przy okazji dobrze się bawić. Wszystkie pomysły na nowe zajęcia są na bieżąco konsultowane z mamami odwiedzającymi Klub – w końcu to dla nich i ich potrzeb realizowane są te przedsięwzięcia – ich opinie i sugestie są dla działania Klubu zawsze bardzo ważne. Adres – Klub Mam w Centrum Bartłomieja, ulica Bartłomieja 3 WWW - http://fundacjaroro.org/projekty/klub-mam-na-sluzewcu Facebook - http://www.facebook.com/FundacjaRoRo adres mailowy do koordynatorki: ania@kubmam.org

aiiiiiiiiiiMój Mokotów grudzień-styczeń 2012

7


Matylda Kirstein – córka Ewy Sałackiej i Barbara Sałacka – jej mama.

Promocja książki „Być dzieckiem legendy”

Katarzyna Czajka, artystka, główna designerka galerii Czajka i tenor Iwo Orłowski

30 listopada byliśmy w galerii Czajka Dorum Art na promocji książki „Być dzieckiem legendy”. Autorka, Małgorzata Puczyłowska, związana z naszą redakcją, chce podziękować wszystkim, którzy pomogli w zorganizowaniu tego pięknego wieczoru – Hotelowi Holiday Inn Warszawa Józefów, restauracji Kwintesencja, restauracji Florian, pani Barbarze Jończyk, prezes Europejskiego Forum Przedsiębiorczości i rodzinie Kazimierza Brusikiewicza. Specjalne podziękowania dla projektantki mody – pani Anny Krzyżanowskiej – oraz projektantki biżuterii, Ewy Lewanowicz, które ubrały Laurę Łącz.

Ania Rusowicz opowiada w książce o swojej tragicznie zmarłej mamie, wokalistce Niebiesko-Czarnych, Adzie Rusowicz, a Laura Łącz wspomina swojego tatę – Mariana.

Kalina Ben Sira z kliniki piękności La Perla i Barbara Jończyk, prezes Forum Integracji Europejskiej, zorganizowały loterię wizytówkową. Piękne prezenty ufundowała firma Celia.

8

Swojego tatę, Jacka Chmielnika, w książce Małgorzaty Puczyłowskiej wspominają Igor i Julia.

W zastępstwie mieszkających w USA córek Krzysztofa Klenczona – Karoliny i Jackie – na promocji pojawiła się wdowa po muzyku – Alicja.


Symbole

ŚWIĄT

Choinkę przywieźli nam Niemcy Ozdobiony bombkami, anielskim włosiem, słodyczami i lampkami świerk to jeden z najbardziej charakterystycznych i najstarszych elementów wigilijnej tradycji. Jeszcze przed nastaniem chrześcijaństwa drzewa otaczano szczególnym kultem. Także w kulturach pogańskich były one uważane za symbole życia i odradzania się, trwania lub płodności. W mitologiach germańskich dużą rolę odgrywał mityczny, wiecznie zielony jesion – Yggdrasill, który, jak wierzono, podtrzymywał wszechświat i na którego gałęziach zawieszone były gwiazdy, Księżyc i Słońce. Germanie oddawali mu cześć, ozdabiając gałęzie drzew podczas obrzędów. Zimą ozdabiano w ten sposób drzewa iglaste, które podobnie jak Yggdrasill pozostawały zielone. Jak w wielu innych przypadkach, Kościół przejął ten lokalny zwyczaj, do którego ludy północy były od wieków przywiązane. Zmienił tylko jego sens, nadał mu nową, chrześcijańską treść. Drzewko wigilijne pojawiło się w XVI wieku. Najpierw jako element scenografii misteriów o Adamie i Ewie wystawianych w przeddzień Bożego Narodzenia. Dopiero później przyjął się zwyczaj wystawiania drzewka i ubierania go jabłkami (jako przypomnieniem odkupienia grzechu pierworodnego), świeczkami, które symbolizowały światło Chrystusa, i łańcuchami oznaczającymi zniewolenie grzechem (chociaż w Polsce czasów rozbiorów miewały one również wymowę polityczną). Wtedy też przyjął się zwyczaj wieńczenia choinek gwiazdą betlejemską, która zwiastowała narodziny Zbawiciela. Samo drzewo symbolizowało z kolei Chrystusa jako źródło życia. Tradycja ta wywodzi się z Alzacji. Popierał ją gorąco sam Marcin Luter, dlatego choinki szybko przyjęły się w protestanckich Niemczech, a stamtąd zwyczaj ten przeniósł się na cały świat, między innymi – na przełomie XVIII i XIX wieku – do Polski. Co ciekawe, przyjął się on najpierw w miastach, a dopiero później na wsiach, skąd wyparł starszą tradycję dekorowania snopku zboża zwanego Diduchem. Elektryczne lampki to już wynalazek Amerykanów. Im też zawdzięczamy Świętego Mikołaja. Święty Mikołaj przybył z Ameryki To znaczy Święty Mikołaj, jakiego znamy z telewizji, pocztówek, reklam – ten z białą brodą, w czerwonym kostiumie i z workiem na plecach. Bo prawdziwy święty Mikołaj urodził się w 270 roku w Patarze. Potem przeniósł się do Miry, gdzie mieszkańcy wybrali go na biskupa (współcześnie to tereny Turcji). Wtedy sprawy wiary nie były jeszcze zbyt sformalizowane i często to nie decyzja hierarchów, ale głos ludu decydował o tym, kto zostanie biskupem albo świętym. Mikołaj znany był z tego, że wspierał w potrzebie biednych. Jednym z elementów jego legendy jest opowieść o tym, jak pomógł trzem ubogim dziewczynom, które rodzina chciała sprzedać. Kiedy dowiedział się o tym, postanowił zapobiec nieszczęściu. Nie wiedział jednak, jak dać im pieniądze tak, żeby nie czuli się urażeni, gdyż byli bardzo honorowymi ludźmi. Zakradł się więc nocą, wszedł na dach i przez komin wrzucił im trzy sakiewki z pieniędzmi. Traf chciał, że wpadły one do pończoch, które trzy dziewczyny suszyły przy kominku. Legenda o tym, że Mikołaj przybywa z północy, a nie z południa Turcji, powstała już w czasach nowożytnych, kiedy na terenach Azji Mniejszej zadomowił się islam, a z kolei religia chrześcijańska opanowała Europę. A zwłaszcza kiedy po upadku Konstantynopola w XV wieku zniknął ostatni ślad Cesarstwa Rzymskiego. Upowszechnił ją poeta Clemens Clark Moore, który w 1822 roku napisał o świętym poemat. Jest w nim mowa o tym, jak Mikołaj przybywa saniami zaprzężonymi w renifery z bieguna. Obecny wizerunek Mikołaja – postaci w czerwonym płaszczu i czapce – ma niewiele wspólnego z przechowanymi wizerunkami świętego. Został on spopularyzowany w 1930 roku przez koncern Coca-Cola dzięki reklamie napoju stworzonej przez amerykańskiego artystę, Freda Mizena. Rok później nowy wizerunek św. Mikołaja przygotował, także na zlecenie Coca-Coli, Huddon Sundblom. Najbardziej charakterystyczny element stroju świętego mikołaja – czerwona czapka z białym pomponem, stała się jednym z komercyjnych symboli świąt Bożego Narodzenia.

9


oni tu mieszkali

Grzesiuk

„Rocznik 1918. Był do bólu szczery i charakterny. Choć „czerwony”, miał opinię porządnego faceta, takiego, co nigdy nie odmówi w potrzebie. Pamiętał też o tych, którzy pomogli jemu. Śpiewak, bandżolinista, pisarz. Kochał życie i miał temperament. Lubił zabawę, towarzystwo, śmiech. Słynął z ogromnego poczucia humoru. Przetrwał pięć lat w trzech niemieckich obozach koncentracyjnych. Nie stracił fasonu do końca. Zaziębił się, jadąc na spotkanie z czytelnikami. Był tak chory na gruźlicę, że skończyło się to tragicznie” – podsumował jego biografię Alex Kłoś, autor scenariusza do filmu „Grzesiuk. Chłopak z ferajny”. Grzesiuk jest znany przede wszystkim jako pisarz i autor piosenek. W „Pięć lat kacetu” opisał swój pobyt w obozie koncentracyjnym, w „Boso, ale w ostrogach” z kolei – swoją młodość spędzoną na Czerniakowie, gdzie mieszkał przed wojną. Jego najbardziej znane przeboje wykonywane przy akompaniamencie bandżoli i mandoliny to „Czarna Mańka”, „Siekiera, motyka”, „Bujaj się Fela”, „Bal na Gnojnej”, „Ballada o Felku Zdankiewiczu”, „Komu dzwonią”, „U cioci na imieninach”, „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka”... Ale powiedzieć o Grzesiuku, że był pisarzem i muzykiem to za mało – był jedną z legend Warszawy, barwną osobowością, która wciąż fascynuje kolejne pokolenia wielbicieli. Po jego śmierci dwie płyty z jego ulicznymi warszawskiemi piosen-

10

kami rozeszły się w nakładzie kilkuset tysięcy! A w ostatnich latach jego utwory przypomniał Muniek Staszczyk z zespołem Szwagierkolaska. Ich album „Luksus”, wydany w 1995 roku, zrobił prawdziwą furorę i zdobył podwójną platynową płytę. Nie tylko piosenki Grzesiuka nie zestarzały się. Także „Boso, ale w ostrogach” robi takie samo wrażenie, jak 50 lat temu, kiedy książka ta została wydana. Dosadny, przesycony gwarą język nadal urzeka, a świat lumpenproletariatu, drobnych rzezimieszków, łobuzów, „chłopaków z dołu” (czyli ludzi z Powiśla i Czerniakowa, którzy gardzili „frajerami z góry”) może się wydać dzisiejszym warszawiakom egzotyczny, ale i niepozbawiony uroku. „– No co, chłopaki, jak stoimy z forsą? Może wstąpimy do Bandyty na kieliszek chleba? – zaproponowałem, gdy staliśmy na schodach. – Mam parę groszy, ale chcę iść wieczorem do „Przyjaciół” – odezwał się Olek. – U mnie chyba coś się znajdzie – powiedział Heniek, szukając w kieszeniach. Każdy wyciągnął pieniądze, odliczył i schował tyle, ile było potrzeba na zabawę, a resztę złożyliśmy do wspólnej kasy i przeszliśmy na drugi róg, do knajpy, której właściciela nazywano Bandytą. Była to knajpa ostatniej kategorii; gdyby kategorii było dwadzieścia, to ta byłaby knajpą dwudziestej kategorii. Kilka brudnych stolików i popsutych krzeseł, jeden stolik z boku osłonięty czymś, co nazywało się kotarą. Za bufetem gruby właściciel z gębą, za którą można było dać bez wyroku dziesięć lat więzienia. Zajęliśmy stolik osłonięty kotarą. Na stół wyjechał literek – na sześciu to nawet niedużo – kiełbasa, ogórek kwaszony i chleb. Kieliszków nie było, więc wódkę piło się w szklankach. Wypiliśmy i zastanawiamy się, czy starczy jeszcze chociaż na ćwiartkę. – Ja stawiam – powiedziałem, gdy mimo szczerych chęci chłopaki nie zdołali nic zebrać. – Uwaga. Szmuklerze przyszli – cicho powiedział Heniek. Spojrzałem przez szparę w kotarze. Na salę weszło czterech nowych gości, którzy siadali właśnie przy stoliku. – Co jest? – zapytałem po cichu. – Mamy z nimi wojnę, może być rżnięcie – odpowiedział Heniek. Zauważyłem, że chłopaki wkładają ręce w kieszenie, a za chwilę wyjmują je i trzymają pod blatem stolika. Usłyszałem charakterystyczny trzask otwieranych sprężynowych noży.” „Bard z Czerniakowa” jednak był i nadal jest postacią kontrowersyjną. Otwarte pozostaje na przykład pytanie, na ile faktycznie był „chłopakiem z ferajny”, jakim opisuje się w książce, a na ile ten literacki wizerunek został przez niego wykreowany na potrzeby własnej legendy. Tak na przykład

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


oni tu mieszkali

Chłopak z Mokotowa Grzesiuk opisywał swój dom na ulicy Tatrzańskiej: „Ulica Tatrzańska to mała uliczka, może około dwustu metrów długa, na której w okresie mojego dzieciństwa stało zaledwie kilka domów. Leży między ulicami Górską i Nabielaka. W tamtych czasach nie było na niej bruku, chodników i latarni, a w domach światła i wody. Po wodę trzeba było chodzić na inną ulicę, płacąc jeden grosz za wiadro. Był też jeden woziwoda, który rozwoził wodę w dużej, specjalnie do tego zrobionej beczce, krzycząc na ulicy i w podwórzach: „Woda woda - woda!” U niego wiadro wody kosztowało pięć groszy. Ulica otrzymała bruk i oświetlenie wcześniej, lecz w naszym domu dopiero na wiosnę 1939 roku założono na korytarzach światło i wodę. Do tego czasu trzeba było, jak mówiłem, wiadrem przynosić wodę i wiadrem wynosić brudną do zlewu na podwórzu, a z podwórza dopiero rynsztokiem spływała ona do ulicznego ścieku. Światło elektryczne w mieszkaniu miał tylko właściciel sklepu, który przeciągnął linię bezpośrednio z ulicy, ja zaś w 1938 roku przeciągnąłem od niego linię do swego mieszkania. Dom był czteropiętrowy i mieszkało w nim czterdziestu pięciu lokatorów - nie licząc sublokatorów. Mieszkania były jednoizbowe i miały wymiar cztery i pół na trzy i pół metra, zajmowały je rodziny złożone z pięciu, siedmiu osób, a były i takie, gdzie mieszkało jedenaście osób.” W artykule „Czerniaków moja młodość” opublikowanym w 1962 roku w tygodniku „Stolica” dodawał: „Tak. Nasz dom to zbiorowisko różnych ludzi: złodzieje i policjanci, komuniści i fanatycy religijni, żebracy i ludzie pracujący dorywczo lub na pracach stałych”. Odmalowany przez niego Czerniaków to miejsce nędzy: „Czerniaków. Dzielnica proletariatu, nędzy, grandy, przestępców i wykolejeńców. Dzielnica ludzi zepchniętych do najgorszych warunków bytowania. Warunków, w których wyrastali ludzie o silnych charakterach, a innych znów zepchnęły na drogę przestępstwa”. Siostra Grzesiuka, Krystyna Zaborska, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wspomina jednak ich młodość inaczej: „Ciężko powiedzieć, że był łobuziakiem, bo nikogo nie bił jakoś specjalnie. Był urwisem nie z tej ziemi, ale to, co napisał w „Boso, ale w ostrogach”, to gruba przesada. Że niby żyliśmy w takim slumsie. Przecież wokół mieszkali normalni ludzie. On też nie był takim ulicznikiem, nożownikiem. O godz. 10. musiał się meldować w domu, a od 16. roku życia pracował w fabryce. Dla mnie był bardzo dobry. Jak zawołałam: „Stasiu!”, to od razu leciał. Był lubiany, bo grał, śpiewał. Gdzie on był, było wesoło. Śpiewam ze wzruszeniem piosenki, które wtedy razem śpiewaliśmy”. W „Boso, ale w ostrogach” Grzesiuk więc nie tyle wiernie opisywał, jak wyglądało życie na przedwojennym Czerniakowie, ile budował swoją legendę „chłopaka z ferajny”. Chodziło jednak nie tylko o koloryzowanie pewnych wydarzeń

aiiiiiiiiiiMój Mokotów grudzień-styczeń 2012

lub o przesadę w opisach ludzi i miejsc – w końcu książki Grzesiuka to literatura, a nie sprawozdanie. Tyle że, jak wspomina jego siostra, opisywał on warunki panujące na Czerniakowie przed wojną, za sancji, w ciemnych barwach, by… nie zawieść komunistycznych władz, z którymi sympatyzował: „W naszym domu panowały lewicowe ideały. Ojciec należał do PPS. Stasiek wierzył w socjalizm, ale nie przypominam sobie jakichś szczególnych rozmów o polityce. Kiedy pisał książki, to robił to tak, jak tego oczekiwano.” Sporo jest w „Boso...” krytyki pod adresem kapitalistycznej Polski lat 20. i 30. I kiedy się czyta tę książkę, staje się oczywiste, że jej autor ma zdecydowanie lewicowe poglądy. Z pewnością duży wpływ na to miało jego pochodzenie, nędza, którą widział wokół na Czerniakowie. Na własnej skórze przekonał się, jak trudno jest wyrwać się z getta biedy. I winił za to ustrój panujący przed wojną. Krótki wywiad z Krystyną Zaborską, którego fragmenty tu przytaczałem, pozwala więc dojrzeć w Grzesiuku postać o wiele bardziej złożoną, niejednoznaczną niż wizerunek, jaki on sam kreował. Tak naprawdę „Bard z Czerniakowa” był postacią tragiczną. 5-letni pobyt w obozie koncentracyjnym sprawił, że zachorował na gruźlicę. I to tak poważnie, że diagnoza lekarzy była bezlitosna – nie było dla niego ratunku. Być może to wszystko razem – przeżycia obozowe i świadomość nieuchronnego losu – tłumaczy jego kontrowersyjne wybory i zadziwiającą uległość wobec cenzury. Jak wspomina jego siostra: „Opisał np. nie najlepiej naszego ojca. Kiedy starszy brat Wacław zapytał dlaczego, on odpowiedział: „Jestem świnia, daj mi w mordę, ale musiałem tak zrobić. Inaczej by mi tego nie wydali. Ja umieram, a nie chcę, by moje dzieci przychodziły do was na zupkę”. Siostra tym też tłumaczy jego problemy a alkoholem. Na pytanie, czy jej brat był szczęśliwy, odpowiedziała Alexowi Kłosiowi: „Był lubiany i wyglądał na szczęśliwego, ale czy ja wiem? On wciąż dostawał lanie. Jak był mały, to go tatuś bił, ale on wiedział, że zasłużył. Na grochu musiał klęczeć w kącie za karę. Po wojnie mi powiedział, że dobrze, bo go roznosiło i nie wiadomo, co by inaczej z niego wyrosło. Potem pięć lat był w obozie koncentracyjnym. Przez to się rozchorował na gruźlicę. Lekarze powiedzieli mu, że ma wyrok śmierci. Był załamany, miał dwoje dzieci, życie stało przed nim otworem, był dyrektorem administracyjnym w trzech szpitalach, stał się sławnym artystą. Dlatego tyle pił. Mówił „Wolę przeżyć rok o »taaak« niż dziesięć lat byle jak. Mnie robak zje? Staśka Grzesiuka?”. Mówiłam: „Zje cię, jak będziesz pił wódkę”. Może gdyby nie pił, toby wyzdrowiał? Dostawał przecież leki z zagranicy” (TM).

11


Agnieszka Mandat czyli Kaśka z „Życia nad rozlewiskiem”

Miłośnicy powieści Małgorzaty Kalicińskiej „Miłość nad rozlewiskiem” na wieść o serialu kręconym na jej podstawie, żywo dyskutowali nie tylko o obsadzie głównej bohaterki, Małgorzaty, którą zagrała Joanna Brodzik. Równie dużo emocji budziła rola niepełnosprawnej Kaśki, bez wątpienia jedna z najtrudniejszych do zagrania. A gdy okazało się, że zagra ją mało znana Agnieszka Mandat, ciekawość graniczyła z niedowierzaniem, czy też aktorce uda się wzbudzić sympatię widzów. Tymczasem wybór okazał się strzałem w dziesiątkę i dziś trudno wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli. Nie powinno to dziwić – Agnieszka Mandat to doświadczona aktorka Teatru Starego w Krakowie, świętująca niedawno 35-lecie swej artystycznej pracy, ceniona pani profesor krakowskiej szkoły teatralnej. Grała u Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupy, Andrzeja Wajdy, zdobyła zaszczytne miano Najlepszej Studentki Krakowa 1975 roku. I ceniona jest do dziś jako wybitna aktorka teatralna. Na deskach macierzystego teatru stworzyła wiele fascynujących kreacji, ale ostatnio występuje też ze swoim monodramem „Po schodach”. Jednak to film i telewizja dają aktorom popularność, a choć pani Agnieszka zagrała m. in. Teresę Wójcik w „Klanie”, Joannę Sadzińską w „Samym życiu”, żonę Nowasza w „Ekipie” i Helenę Rowicką w „Barwach szczęścia”, to jednak nie były to role na tyle duże, by mogła nam pokazać całą paletę swoich aktorskich możliwości. Taką rolą okazała się dopiero Kaśka, przybrana siostra Barbary granej przez Małgorzatę Braunek. – Kiedy przedstawiłam reżyserowi, Adkowi Drabińskiemu, swoją propozycję pokazania Kaśki, szczerze wyznał mi, że to jest jedyna

12


„Żyję, jak lubię” postać, co do której wciąż nie znalazł odpowiedniej konwencji – opowiada nam pani Agnieszka. – Bo to nie było łatwe. Szukając klucza do mojej postaci, uczestniczyłam przez trzy miesiące w zajęciach w zakładzie opieki społecznej. Zrozumiałam, że są to ludzie emocjonalni, prawdziwi, nie kłamią. Jak każdy z nas, potrzebują bliskości i akceptacji. Kaśka jest dużym dzieckiem, cieszy się i płacze wtedy, kiedy tak czuje, nie kontroluje swoich emocji jak człowiek dorosły. Najpiękniejszą nagrodą za trud włożony w tę rolę są podziękowania widzów, którzy w swoim życiu muszą zmierzyć się z opieką nad osobami niepełnosprawnymi. Dziękują za to, że poprzez sympatię do Kaśki inni stają się wobec takich osób bardziej tolerancyjni, wyrozumiali i serdeczni. Sama dla swoich synów pani Agnieszka była mamą także wyrozumiałą, ale przewidującą i konsekwentną. – Chłopcy muszą gdzieś znaleźć ujście swojej energii, więc starałam się, żeby tym miejscem był sport. Trenowali sztuki walki i do dziś przypominają mi, jak kładłam im do głowy, że „Bruce Lee kąpie się codziennie albo sprząta pokój”. Najważniejsze, że skutkowało – śmieje się pani Agnieszka. Choć obaj przejawiali artystyczne uzdolnienia i w dzieciństwie mieli doświadczenia w filmie, stwierdzili z czasem, że to nie jest zawód dla mężczyzny. Starszy jest prawnikiem, pracuje w kancelarii, młodszy, po Akademii Górniczo-Hutniczej, jest menadżerem w dużej firmie. Wyfrunęli z rodzinnego gniazda, co na początku dla ich mamy nie było łatwe. – Trzeba się tego nauczyć, że synów chowamy dla innej kobiety. Odpowiedzią na te wszystkie dylematy jest właśnie mój monodram, który porusza te życiowe sprawy, kiedy kobieta musi uporać się z tym, co nieuchronne. Starszy syn pani Agnieszki jest żonaty, ma już dwie córeczki i synka, którym babcia, w miarę możliwości, poświęca dużo czasu. – Lubię synową i mam z nią dobry kontakt, z wielkim trudem wybudowali z synem domek pod Krakowem, jestem tam częstym i sądzę, że miłym

gościem. Zapraszają mnie, mam tam nawet swój pokój i mogę przyjeżdżać, kiedy tylko chcę – zdradza aktorka. Dodaje, że zawsze tak się jakoś układa w jej życiu, że kiedy coś się kończy, to coś innego zaczyna. Chociaż kolejna część „Życia nad rozlewiskiem” właśnie teraz weszła na nasze ekrany, zdjęcia skończyły się już jakiś czas temu i pani Agnieszka znów więcej czasu może poświęcać wnukom. Oczywiście nie jest babcią na pełnym etacie, bo równie dużo czasu poświęca swoim studentom. – Ludzie rozpoznają mnie na ulicy, zagadują, wyrażają swoje, najczęściej pozytywne, opinie i to jest oczywiście bardzo miłe, bo przecież gramy dla widzów i chcemy, żeby nasza praca była zauważana. Na szczęście ta popularność przyszła w odpowiednim czasie i nie zmieniła mojego życia w koszmar. Nie biegają za mną paparazzi jak za moimi młodszymi koleżankami z serialu, na przykład Joasią Brodzik, nie muszę się kryć, być czujną, uważać na każdy ruch i słowo. Nie potrafiłabym tak, więc po prostu cieszę się, że mogłam pokazać się szerszej widowni, a zarazem dalej żyć po swojemu – wyznaje nam aktorka. (MP)

uroda

Kaśka przygotowuje Wigilię.

A Małgosia, czyli Joanna Brodzik, wybrała choinkę.

13


§

nasi eksperci

Michał Rączkowski

Michał Kwieciński

Wspólnoty mieszkaniowe Dla wielu osób, szczególnie młodych i planujących założenie rodziny, posiadanie własnego mieszkania na nowym osiedlu jest jednym z największych marzeń, często pomimo wieloletniej perspektywy spłacania kredytu hipotecznego zaciągniętego na ten cel. Nic więc dziwnego, że po zakupie i rozlokowaniu się w nowo nabytym mieszkaniu najczęściej nie myślimy o tym, że właśnie staliśmy się członkami wspólnoty mieszkaniowej, a w związku z tym nabyliśmy szereg uprawnień, ale i obowiązków z tym związanych. Czym jest wspólnota mieszkaniowa? W największym skrócie wspólnota mieszkaniowa oznacza ogół właścicieli lokali wchodzących w skład określonej nieruchomości. Powstaje ona z mocy prawa w momencie wyodrębnienia pierwszego lokalu na nieruchomości, a więc nie jest w tym zakresie konieczne zawieranie jakichkolwiek umów pomiędzy właścicielami. Kwestie powstania i funkcjonowania wspólnot reguluje ustawa z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali. Należy pamiętać, iż z lokalem, także niemieszkalnym, związany jest również udział w nieruchomości wspólnej, którym jest grunt pod budynkiem, gdzie znajduje się lokal oraz części wspólne budynku tj. klatki schodowe, korytarze, chodniki, place zabaw przed budynkiem itp. W obrocie wyróżnia się

14

dwa rodzaje wspólnot, w zależności od ilości wyodrębnionych lokali. Jeżeli liczba lokali wyodrębnionych i lokali niewyodrębnionych, należących nadal do dotychczasowego właściciela nie jest większa niż 7, to mamy do czynienia z tzw. „małą” wspólnotą, natomiast w przypadku, gdy liczba lokali jest większa niż 7, to wtedy mówimy o  „dużej” wspólnocie mieszkaniowej. Rozróżnienie to ma znaczenie dla określenia sposobu zarządzania nieruchomością wspólną. Co istotne, zgodnie z prawem wspólnota mieszkaniowa może nabywać prawa i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozwana, a więc staje się odrębnym podmiotem prawa.

Co członkostwo we wspólnocie mieszkaniowej oznacza w praktyce? Kupując lokal w nieruchomości, w której powstała już wspólnota mieszkaniowa, nie mamy wyboru – wraz z jego nabyciem stajemy się pełnoprawnymi członkami wspólnoty. Tym samym zyskujemy prawo udziału w podejmowaniu wszelkich decyzji wspólnoty w zakresie zarządu nieruchomością wspólną, choć formalnie nie mamy takiego obowiązku, a  udział w utrzymaniu nieruchomości wspólnej możemy ograniczyć jedynie do wpłacania określonych kwot na podstawie uchwał wspólnoty. Podstawowym uprawnieniem, ale i obowiązkiem wspólnoty mieszkaniowej, jest wybór sposobu

zarządu, tzn. podjęcie decyzji, kto będzie wspólnotę reprezentował i prowadził jej bieżące sprawy. Zarząd nieruchomością wspólną może być powierzony na podstawie umowy określonej osobie fizycznej bądź prawnej (bardzo często jest to sam deweloper budujący osiedle bądź osoba przez niego wyznaczona), albo też w „dużych” wspólnotach możliwy jest wybór zarządu jedno- bądź wieloosobowego w drodze uchwały członków wspólnoty. Należy podkreślić, że ustalony sposób zarządu może z czasem ulec zmianie, co najczęściej ma miejsce, gdy członkowie wspólnoty decydują się uniezależnić od zarządu dewelopera i podjąć się zarządu na własną rękę, co należy co do zasady uznać za tendencję jak najbardziej słuszną. To członkowie wspólnoty mogą decydować, czy wręcz powinni decydować o wyborze zarządu, a w razie konieczności dokonywać jego zmiany. W oczywistym interesie każdego właściciela lokalu jest to, aby klatki schodowe były posprzątane, miejsca parkingowe pozamiatane i odśnieżone, trawnik przed budynkiem nie składał się jedynie z dziko rosnącej trawy, a w przypadku takiej konieczności dokonywane były odpowiednie remonty nieruchomości. Sensem istnienia wspólnoty mieszkaniowej jest zajmowanie się takimi rzeczami bez konieczności ciągłego angażowania każdego właściciela lokalu w przedmiotowe działania. Zarząd wspólnoty może więc w granicach upoważnienia do dokonywania czynności zwykłego zarządu nieruchomości zawierać w imieniu jej członków stosowne umowy, np. w  zakresie zapewnienia czystości na nieruchomości, jak również będzie pilnował m.in. terminowości uiszczania stosownych opłat przez właścicieli lokali. Innymi słowy zarząd będzie na bieżąco prowadził sprawy wspólnoty. Bardzo często czynności te są zlecane przez wspólnoty profesjonalnym podmiotom na podstawie umowy o administrowaniu nieruchomością, a które to podmioty z racji charakteru prowadzonej działalności sprawnie pomogą zapewnić właściwe funkcjonowanie wspólnoty. Należy pamiętać, że wszelkie czynności przekraczające zakres

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


zdrowie zwykłego zarządu nieruchomością wspólną mogą być podejmowane jedynie na podstawie uchwał wspólnoty, gdzie każdy jej członek ma prawo głosu. Z prawa tego należy korzystać, aby mieć pewność, że nieruchomość wspólna będzie zarządzana prawidłowo i zgodnie z naszą wolą. Co istotne, każdy z członków wspólnoty ma możliwość zaskarżenia każdej uchwały wspólnoty do sądu w przypadku, gdy będzie ona naruszać przepisy prawa, umowę właścicieli, zasady prawidłowego zarządu bądź indywidualny interes członka wspólnoty. Kilka słów podsumowania Tematyka funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych jest zagadnieniem bardzo szerokim i nie sposób wyczerpać jej w jednym artykule. Co jednak jest bardzo ważne, to wskazanie, że tylko zaangażowanie jak największej liczby członków wspólnoty w jej sprawy umożliwia prawidłowe funkcjonowanie wspólnoty i wypełnianie powierzonych zadań. Czynny udział w podejmowaniu decyzji i zarządzie nieruchomością wspólną leży więc w interesie każdego z właścicieli lokali, ponieważ nieruchomość ta jest przecież nie tylko wspólna, ale stanowi własność każdego członka wspólnoty. Jakub Kosicki Aplikant adwokacki / Trainee advocate Rączkowski & Kwieciński Adwokaci Sp. p. ul. Wilcza 46, IV p. 00-679 Warszawa Tel.: +48 22 380 33 44 D: +48 22 292 03 21 Fax: +48 22 380 33 46 M: +48 664 063 765 www.rklegal.pl

Nie kontrolujesz zakupów? – masz problem!

Zakupy przynoszą im ulgę i odprężenie, nawet wtedy, gdy zaopatrzyły się one w niepotrzebne przedmioty. Nierzadko dochodzi do sytuacji, gdy uzależniona od zakupów osoba nawet nie przynosi ich do domu, stara się ukryć przed współmałżonkiem czy partnerem wydane pieniądze. Bo dla niej najważniejszy dr Sławomir był sam moment ich wydawania, zaWolniak, opatrywania się w nowe rzeczy, potem psychiatra, ordynator nawet z nich nie korzysta. – Z racji tego, że taka osoba w pewnym Kliniki WOLMED momencie nie jest w stanie kontrolować Boże Narodzenie coraz bliżej. Czas na już swoich wydatków, wpada w przygprzedświąteczne zakupy! Zachęcają do nębienie, smutek, ma wyrzuty sumienia. nich liczne wyprzedaże i okazje. Można By poprawić nastrój, znów wraca do z nich korzystać, ale – jak we wszystkim zakupów jako jedynego źródła radości. W ten sposób tworzy się błędne koło – należy zachować umiar. Bo niekontrolowane zakupy mogą być – mówi Sławomir Wolniak. – Z mojego poważnym problemem. Zwłaszcza gdy doświadczenia wiem, że zakupoholizm osoba, która ich dokonuje, wydaje na bardzo często dotyka osoby, które w młonie ostatnie pieniądze lub wręcz je po- dości niewiele miały, a gdy w dorosłym życza. Przyczyn prowadzących do chęci życiu im się powiodło, chcą sobie zreciągłego robienia zakupów jest wiele. kompensować dawne braki. Mają niską Jest to o tyle niebezpieczne, że u niek- samoocenę i chcą nadrobić zaległości. tórych osób może przerodzić się w za- Kupowanie coraz to nowych przedmiotów sprawia, że wzrasta ich poczukupoholizm. Jak zauważa lekarz specjalista psychia- cie wartości. tra Sławomir Wolniak, ordynator Kliniki Osoby uzależnione od zakupów często Psychiatrycznej i Terapii Uzależnień wymagają leczenia. W szpitalu psychiatWolmed w Dubiu koło Bełchatowa, rycznym może ono trwać od 4 do 6 tyw wielu przypadkach robienie zakupów godni. – Leczenie polega na stosowaniu ma służyć poprawie nastroju, jest spo- psychoterapii behawioralno-poznawczej sobem na chandrę. Gdy jest to pro- – wyjaśnia Sławomir Wolniak. – Dotces kontrolowany, nie ma powodu do knięta zakupoholizmem osoba musi niepokoju. Jest to wręcz zalecany przez sobie uświadomić po co, w jakim celu psychologów sposób na rozładowanie tak postępuje. Co chce sobie zrekomnapięcia i stresu. Gorzej, gdy są to pensować, zachowując się tak, a nie niekontrolowane zakupy, za bardzo inaczej. Takiej osobie podawane są też wysokie kwoty, które mają służyć jed- leki podnoszące poziom serotoniny nemu – zaspokojeniu nagłego impulsu i zapobiegające pojawianiu się niekonw sytuacji, gdy żaden inny sposób trolowanych impulsów. radzenia sobie ze stresem się nie Przede wszystkim trzeba pamiętać, sprawdza i nie jest stosowany, jak na by – tak jak we wszystkim – także tu przykład pójście do kina, na basen czy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Czerpać przyjemność z robienia zana siłownię. Co ciekawe, zakupy wyzwalają endorfiny kupów nie zapominając o możliwościach zwane hormonami szczęścia. Kupno domowego budżetu i umiejętnym goskosmetyków, ubrań czy biżuterii daje podarowaniu finansami. wielu osobom niepohamowaną radość, podnosi też samoocenę.

aiiiiiiiiiiMój Mokotów grudzień-styczeń 2012

15


kuchnia

Lubimy i polecamy!

Łosoś marynowany w koprze

Makowiec wykwintny tradycyjny

Restauracja Kwintesencja

Holiday Inn Józefów

ul. Racławicka 146

Składniki 1 kg filetu z surowego łososia ze skórą, 2 pęki kopru, 4 łyżki cukru, 2 łyżki grubej soli, 2 łyżeczki kruszonego czerwonego pieprzu, 1 kieliszek wódki. Sos 3 łyżki musztardy dijońskiej, 1 łyżka białego octu winnego, 2 łyżki miodu, 3 łyżki drobno posiekanego kopru, 3 łyżki oliwy, sok z cytryny do smaku. Wszystkie składniki zmiksować. Przygotowanie Z oczyszczonego łososia usunąć ości, wykroić dwa równe filety ze skórą. Wymieszać cukier, sól, pieprz i wódkę. Mieszanką grubo posmarować mięso ryby i położyć na tym koper. Położyć na sobie połówki ryby skórą do zewnątrz i owinąć folią spożywczą, zostawiając otwór na dole. Ułożyć rybę na desce, pod kątem, tak żeby sok mógł wypływać przez otwór w folii, obciążyć z wierzchu drugą deską. Wstawić do lodówki na co najmniej 12 godzin. Przed podaniem oczyścić rybę z kopru i nadmiaru soli, kroić w cieniutkie plasterki i podawać z sosem musztardowym i pieczywem.

Śledzie w oleju rzepakowym z cebulką i przyprawami Restauracja Florian ul. Chłodna 3

Składniki 8 filetów solonych śledzi, 8 średnich cebul, 4 liście laurowe, 6 goździków, 6 ziarenek jałowca, 4 ziarenka ziela angielskiego, 4 ząbki czosnku, średniej wielkości korzeń imbiru, 300 ml oleju rzepakowego. Przygotowanie Filety płuczemy, zalewamy zimną wodą i odstawiamy na 2-3 godziny. W tym czasie co najmniej raz zmieniamy wodę. Po tym czasie śledzie osuszamy i kroimy na mniejsze cząstki. Cebulkę kroimy w kostkę, zasypujemy nią śledzia. Dodajemy wszystkie wymienione przyprawy, zalewamy olejem i odstawiamy na trzy dni. Podajemy z cebulką z marynaty.

16

Telimeny 1 05-420 Jozefów k. Warszawy Składniki Ciasto 23 g świeżych drożdży, 6 żółtek, 80 g drobnego cukru do wypieków lub cukru pudru, ziarenka z 1 laski wanilii (ewentualnie kilka kropli ekstraktu z wanilii), 380 g mąki pszennej tortowej, 190 ml ciepłego mleka, 110 g masła, roztopionego i ostudzonego. Masa makowa • 250 g maku • 25 g orzechów włoskich, grubo posiekanych • 25 g rodzynek, najlepiej sułtanek • 25 g smażonej skórki pomarańczowej • 1/4 kostki miękkiego masła, 50 g • 1 kieliszek likieru amaretto (opcjonalnie) • 5 jajek, oddzielnie żółtka od białek • 1 szklanka cukru pudru • gotowa polewa lukrowa Przygotowanie Ciasto: Skruszyć drożdże, wymieszać z 1/4 szklanki ciepłego mleka, 1 łyżeczką cukru i 2 łyżkami mąki. Przykryć i odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Żółtka utrzeć z cukrem na puszysty krem. Laskę wanilii przeciąć na pół, łyżeczką wyłuskać ziarenka i dodać je do ubitej masy. Wymieszać z przesianą mąką, drożdżami, resztą ciepłego mleka oraz roztopionym i ostudzonym masłem. Wyrobić elastyczne i dość luźne ciasto, przez około 10 minut, aż zacznie odchodzić od ręki. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na około 1 godzinę. Masa makowa: Mak umieścić na sitku i przelać wrzątkiem, dokładnie odsączyć i odparować. Zmielić dwukrotnie w maszynce sitkiem do maku (o najmniejszych oczkach). Do zmielonego maku dodać posiekane orzechy, rodzynki, skórkę pomarańczową, miękkie masło oraz likier amaretto. Żółtka utrzeć z cukrem pudrem i wymieszać z masą makową, następnie ubić pianę z białek i również wymieszać z masą. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę i wyrabiać przez 2-3 minuty. Ciasto rozwałkować na podsypanym mąką arkuszu papieru do pieczenia, całość przenieść na blachę do pieczenia. Pokryć masą makową i zawinąć w roladę, skleić ciasto na łączeniach, zarówno wzdłuż rolady, jak i na jej końcach. Przykryć luźno przeźroczystą folią i odstawić na 30 minut do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić ciasto i piec przez 45 minut. Gdyby wierzch zanadto się rumienił, przykryć folią aluminiową. Ostudzić i polać lukrem, udekorować orzechami oraz bakaliami.

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


zdrowie

Nadchodzi czas biesiad – jedzmy na zdrowie! Święta Bożego Narodzenia, jak pokazują liczne badania, to okres kiedy statystyczny Polak się objada, skazując się niejednokrotnie na przejedzenie i związane z nim dolegliwości. Ale jak się powstrzymać od spróbowania świątecznych smakołyków? Jak odmówić babci lub cioci kolejnej porcji sałatki lub ciasta? Przejedzenie świąteczne powoduje nudności, zgagę, bóle brzucha czy głowy lub biegunkę. Objawy te dotyczą bardzo licznej grupy Polaków. Sam fakt spożycia zbyt dużej ilości jedzenia pociąga za sobą niemiłe konsekwencje, które mogą zakończyć się nawet pobytem w szpitalu. Jednak można tego wszystkiego nie tylko uniknąć, ale i przeżyć wspaniały czas z bliskimi, pełen degustacji świątecznego menu, ale i ruchu. Spacery, zabawa na śniegu to idealny sposób na to, by oderwać się od świątecznej uczty – mówi dr Rafał Uniczko z Centrum Medycznego MEDRUN w Warszawie. Grubi Polacy, obficie zastawione stoły? Problem z utrzymaniem prawidłowej wagi ciała mają zarówno dorośli Polacy, jak i dzieci. Okres świąteczny trwa około 1 tygodnia, jednak nie wówczas tyjemy – na naszą wagę wpływa cały rok nieodpowiedniego odżywiania się. Niestety Polacy do własnej, nie najlżejszej kuchni, dodali przysmaki rodem z fast foodów. Mówi dr Uniczko: Główną przyczyną nieprawidłowej masy ciała jest zbyt duża kaloryczność posiłków, które spożywamy w stosunku do zapotrzebowania energetycznego organizmu. Sprawa jest zatem bardzo prosta: zaczynamy tyć, gdy dużo jemy, a mało się ruszamy! Niestety świąteczne rekordy przyprawiają czasami o zawrót głowy – 9 tysięcy kilokalorii w ciągu jednego dnia! Co może się przełożyć na 1 dodatkowy kilogram. Świąteczne menu to wielka uczta, na którą czekamy przez cały rok. W tak miłym dla nas czasie możemy łatwo zapomnieć o kontroli i możliwościach żołądka. Inną kwestią jest to, że po świętach zostają nam nadprogramowe kilogramy – nawet kilka dodatkowych kilogramów! Zdrowe święta! Jest kilka zasad, których powinniśmy przestrzegać przy świątecznym stole,

ale i zawsze wówczas, kiedy uczestniczymy w wydarzeniach z bogatym menu. W świąteczny czas również obowiązuje zasada, że śniadanie stanowi najważniejszy posiłek – nie rezygnujmy zatem ze śniadania. Posiłek ten powinien składać się z pełnoziarnistego chleba oraz „lekkich” dodatków – zrezygnujmy z sałatki z majonezem. Śniadanie jest ważne, powinno być sycące na kilka godzin. Pamiętajmy również, by po nim nie podjadać, tylko czekać na wspólny posiłek. Bardzo ważne jest to, by nie „jeść w biegu” tylko zawsze nakładać porcję na talerz, wówczas na spokojnie możemy zjeść i nasz organizm odnotuje zjedzenie kawałka ciasta. Inną ważną zasadą jest niedojadanie – wstawajmy od stołu z uczuciem niedosytu. Jeśli zjemy zbyt dużo to po pierwsze nasz przewód pokarmowy będzie musiał się o wiele więcej napracować, a po drugie trawienie zajmie więcej czasu. Pamiętajmy zatem, że żołądek ma ograniczoną pojemność. U osoby dorosłej jest to 300–500 ml i tyle albo niewiele więcej powinniśmy zjeść podczas jednego posiłku. Zjedzenie większej ilości pokarmu powoduje niestrawność oraz uczucie ciężaru w brzuchu, a nawet mdłości. I jeszcze dwie istotne kwestie: Po pierwsze, mózg potrzebuje 20 minut, by odczytać informację żołądka: jestem już pełny. Po drugie – warto próbować, nie zaś zjadać pełne porcje. Zmniejszenie porcji o połowę lub nawet więcej pozwoli nam degustować i smakować, nie zaś się przejadać – mówi dr Rafał Uniczko z MEDRUN. Aby zjeść mniej,

aiiiiiiiiiiMój Mokotów grudzień-styczeń 2012

należy sobie robić dłuższe przerwy pomiędzy kolejnymi daniami. Skutecznym sposobem jest przejście do innego pomieszczenia i rozmowa. Kiedy nie patrzymy na stół pełen smakołyków, o wiele łatwiej nam poskromić łakomstwo. Ruch poprawia trawienie Ruch, aktywność fizyczna pozytywnie wpływają na trawienie. Jeśli się nie przejadamy i systematycznie się ruszamy to świąteczne biesiadowanie nie wpłynie negatywnie ani na nasz żołądek, ani na wagę. Zalecam zatem odchodzenie od stołu – nie spędzajmy całego dnia przy stole! Warto udać się na długi spacer czy pobawić się z dziećmi, które zazwyczaj mają więcej zapału do zabaw na śniegu. Oczywiście nie polecam dwugodzinnego spaceru przy minus 20 stopniach, ale jeśli mróz nie jest srogi, to zdecydowanie zalecam ruch – mówi dr Rafał Uniczko. Święta i okres noworoczny to wciąż dla wielu z nas te chwile, kiedy należy nieco wyhamować i znaleźć czas na spotkania z najbliższymi oraz prawdziwy odpoczynek. Pamiętajmy również i o tym, że święta muszą nam smakować, ale nie powinny powodować dolegliwości żołądkowych. Życzę Państwu zdrowych świąt, pełnych radości, ale i aktywności! Jako lekarz zachęcam do rozsądku przy spożywaniu tradycyjnych i pysznych potraw świątecznych. W imieniu swoim oraz lekarzy i pracowników Centrum Medycznego Medrun w Warszawie życzę wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku!

17


Karnawał (już wkrótce) czas zacząć „Pożegnanie mięsa” Karnawał wywodzi się z rzymskich Saturnaliów, święta odbywającego się w czasach cesarstwa w połowie grudnia na cześć boga Saturna, któremu oddawano hołd okazałymi ucztami. Starożytni Rzymianie w tym czasie obdarowywali się też podarunkami i przebierali – mężczyźni w damskie stroje, a kobiety w męskie. Po nastaniu chrześcijaństwa Saturnalia w zmienionej postaci stały się częścią roku liturgicznego. Nazwa „karnawał” wywodzi się z języka włoskiego i oznacza „pożegnanie mięsa” (carne vale), bo jest to w tradycji okres poprzedzający wielki post. Ze względu na powiązanie z rokiem liturgicznym daty kończące karnawał są ruchome. Rozpoczyna się on w dniu Trzech Króli – chociaż coraz częściej świętowanie zaczynamy tuż po Nowym Roku – a kończy we wtorek przed Środą Popielcową, która oznacza początek wielkiego postu i oczekiwania na Wielkanoc. Karnawał na świecie Najsłynniejsze festiwale karnawałowe odbywają się oczywiście w Rio de Janeiro, gdzie przez 4 dni panują zmysłowe rytmy samby, i w Wenecji, w której z kolei symbolem karnawału są świąteczne

18

maski. Tradycja karnawału w Rio sięga XVIII wieku. Na słynnym Sambodronie o palmę pierwszeństwa rywalizują najsłynniejsze szkoły tańca, a ich zmagania obserwuje cała Brazylia. W tym czasie kluby w całym mieście pękają w szwach, ludzie bawią się też na ulicach. Weneckiemu karnawałowi, który budzi do życia całe miasto, towarzyszą z kolei liczne imprezy kulturalne, koncerty i słynne bale w pałacach przy Canale Grande. Przebierańcy w historycznych strojach ruszają z pochodniami w dłoniach na Pizza San Marco i Riva degli Schiavoni, biorą udział w pokazach akrobatów, trubadurów, tancerzy. Karnawał obchodzony jest niemal na całym świecie. W Nowym Orleanie szczególnie uroczyście obchodzi się Mardi Gras („Tłusty Wtorek”), czyli ostatni dzień karnawału. W tym dniu przy dźwiękach orkiestr dętych i zespołów jazzowych odbywają się wielobarwne pochody z tańcami i muzyką. Z okazji karnawału wszyscy mogą się cieszyć królewskim ciastkiem, The King Cake, czyli wypiekanym wianuszkiem zdobionym słodką purpurą (sprawiedliwość), zielenią (wiara) i złotem (siła), w którym szczęśliwcy mogą znaleźć maleńką figurkę małego Jezus. Z kolei w Hong-

kongu, gdy rozpoczyna się chiński Nowy Rok, czyli 23 stycznia, całe miasto zapełnia pochód tancerzy. Noworoczna parada to procesja idąca traktem Tsim Sha Tsui, złożona z wspaniale udekorowanych, rozświetlonych wozów, tysięcy maszerujących muzyków, trup aktorów, klaunów oraz tańczących smoków i lwów. Przewodzi im zawsze gigantyczna maskotka zwierzęcia patronującego danemu rokowi. Weneckie maski Zwyczaj noszenia masek był popularny wśród włoskiej arystokracji i szlachty już w czasach średniowiecza i renesansu. Początkowo nie miały ono jednak wiele wspólnego z radosnych świętowaniem karnawału. Służyły bardziej praktycznym celom – ukryciu tożsamości podczas alkoholowych libacji, hazardowych wypadów lub korzystania z usług kobiet uprawiających najstarszy zawód świata. Praktyka ta stała się tak powszechna, a poczynania zamaskowanych szlachciców tak skandaliczne, że władze ustanowiły zakaz ich noszenia – wyjątkiem od tej reguły był właśnie okres karnawału, kiedy można było pozwolić sobie na rozluźnienie obyczajów.

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


a

Tutaj dostaniesz miesięcznik

„ M ó j Mokotów”

Restauracja Vivandier, ul. Łowicka 37

Al. Niepodległości 107/109

ul. Łowicka 21b

ul. Biały Kamień 4

ul. Łowicka 21

Aleja Niepodległości 80

GRUPA SCANMED MULTIMEDIS

Dziki ryż, ul. Puławska 24B

Galeria Mokotów: Cukiernia Teledzińscy Akasaka sushi Costa Coffee Heaven Puerto Banus

Salon Kosmetyczny Inspiracja, Al. Wilanowska 364B Studio Fryzur Hollywood, ul. Domaniewska 22/2

Europlex, ul. Puławska 17: Red Sun Sushi Starbucks Sadyba Best Mall: Coffee Heaven Cukiernia Grycan Empik Cafe Pizza Hut, ul. Puławska 14 Kyoto Sushi, ul. Kazimierzowska 43E

Gabinet Dermatologiczny, ul. Domaniewska 22A Urząd Dzielnicy Mokotów, ul. Rakowiecka 25/27, ul. Wiktorska 91A, ul. Wiśniowa 37

VIMED, ul. Czerniowiecka 9

Restauracja Shilla, Centrum Land, ul. Wałbrzyska 11

Stary Dom, ul. Puławska 104/106 Bonzai Spa, ul. Puławska 108/112 Art Bistro Po prostu, ul. Czerniowiecka 9

• •

City Dent, ul. Domaniewska 22A Studio Stylu EM, ul. Domaniewska 22A lok. 7

Grill & Co., ul. Biały Kamień Trattoria il Successo, ul. Biały Kamień 1

Happy Studio, ul. Domaniewska 22A

ul. Gotarda 16

ŁukaDent Centrum Stomatologiczne, ul. Melomanów 10 Achilles Centrum Medyczne, ul. Melomanów 10 lok. 2 Qdental, ul. Puławska 23/25


GRUPA SCANMED MULTIMEDIS

• •

Mój Mokotów grudzień-styczeń 2012aaaaaa


Mój Mokotów 12/2012-1/2013