Issuu on Google+

Nr 6 ( 1 0 ) ¬ M i e s i ę c z n i k ¬ S i e r pi e ń 2 0 0 8 r. ¬ I S SN 1 8 9 6 - 1 1 9 3 ¬ E g z e mp l a r z b e z p ł at ny

„Komunistyczni zbrodniarze” W maju br. w jednej z audycji Niezależnej Telewizji Lokalnej (NTL) ujawnił się

tropiciel komunizmu, komunistów i propagatorów ustrojów oraz ideologii totalitarnych. W rozmowie z redaktorem Danielem Łuszczynem zaapelował do organów wymiaru sprawiedliwości o ściganie i surowe karanie osób, które wedle jego kryteriów propagują ustroje i ideologie totalitarne. Dla dodania sobie ważności i powagi powołał się na Konstytucję RP. Do przejawów takiego zachowania zaliczył nasz „tropiciel” eksponowanie określonej symboliki np. sierpa i młota. Kim jest ów „tropiciel”? To nie kto inny jak Pan Stefan Szczygłowski. Panie Stefanie! Spieszę poinformować, że oprócz już zdemaskowanych przez Pana „zbrodniarzy” jest jeszcze jeden potencjalny (chyba zbiorowy) „zbrodniarz”. Jest nim Zarząd Cmenta-

rza Nowego w Radomsku i kilka tysięcy radomszczan. Poniżej prezentuję fotografię pomnika wzniesionego ku czci żołnierzy Armii Czer wonej, którzy polegli w walce z hitlerowskim najeźdźcą o w yzwolenie ziemi radom s z cz a ńskiej, a który to znajduje się na wspomnianym cmentarzu. Na pomniku tym widać wyraźnie: sierp i młot oraz pięcioramienną gwiazdę. Są to „jak nic” symbole państwa radzieckiego nazywanego często państwem komu nistycznym. Panu Stefanowi przypominam, że siłą pol it yczną , która owe państwo stworzyła była partia komunistyczna w y stę pu-

jąca w różnych okresach historii pod różnymi nazwami (Wszechzwiązkowa Komunistyczna Partia „bolszewików” czy też Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego). Panie Stefanie! Pędź Pan do prokuratury i żądaj dożywocia dla tych, którzy strzygą trawniki wokół pomnika z komunistyczną symboliką oraz tych co podżegają do koszenia tam trawy! Żądaj Pan ukarania tysięcy dorosłych radomszczan, którzy co roku w dniu 1 listopada palą świeczki na pomniku i obok niego, gdy braknie miejsca na cokole , oddając hołd wyzwolicielom.

Panie Stefanie! Pędź Pan do Sądu Rejonowego III Wydział Rodzinny i Nieletnich mieszczącego się w Radomsku przy ul. Tysiąclecia 3 i żądaj Pan kary chłosty dla dzieci i młodzieży poniżej 17-go roku życia za to, że palą tam świeczki. Najmłodszy „zbrodniarz komunistyczny” z tej kategorii wiekowej, jakiego widziałem przed pomnikiem, na moje oko miał około 2 lat. Gdyby wymiar sprawiedliwości nie podzielił poglądów Pana Stefana to „Panie miej go w swojej opiece”, ponieważ stan jego frustracji może być okrutnie wysoki. Arkadiusz Ciach

1


Order Krzyża Grunwaldu W 25-Lecie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – 26 lipca 1969 roku „w uznaniu rewolucyjnych walk klasy robotniczej i chłopów ziemi radomszczańskiej o wyzwolenie narodowe i społeczne, a w szczególności za wielki wkład całego społeczeństwa w walkę z hitlerowskim najeźdźcą oraz za zasługi w dziele budowy Polski Ludowej” – Rada Państwa PRL nadała ziemi radomsz-

czańskiej Order Krzyża Grunwaldu II Klasy. Dlatego też od tego wydania „Ziemi Radomszczańskiej – Nasz Dom” obok tytułu miesięcznika każdorazowo będziemy zamieszczać to odznaczenie. Order Krzyża Grunwaldu został ustanowiony w listopadzie 1943 roku przez dowództwo Gwardii Ludowej i zatwierdzony przez Krajową Radę Narodową. Był przyzna-

wany za czyny bohaterskie w walce zbrojnej z okupantem o wolność i niepodległość Polski. Został nadany 5481 razy. Wśród odznaczonych Orderem Krzyża Grunwaldu są: gen. D. D. Eisenhower, gen. J. K. Rómmel, gen. W. Sikorski (pośmiertnie), S. Starzyński (pośmiertnie), marszałek I. Koniew, marszałek G.K. Żukow, gen. Z. Berling, gen. K. Świerczewski. Redakcja

Komunikat

dla więźniów hitlerowskich

ZAPROSZENIE na Ewinę

Przypominamy, że świadczenia z tytułu prześladowań przez nazistowskie Niemcy są wolne od podatków i nie są zaliczane do dochodów. Problematykę tę reguluje ustawa z dnia 21 września 2000 roku o zwolnieniu świadczeń z tytułu prześladowań przez nazistowskie Niemcy z podatków i opłat oraz o niezaliczaniu ich do dochodów (Dziennik Ustaw z 3 listopada 2000 roku nr 93, poz.1028. Zgodnie z jej treścią, świadczenia wypłacane ofiarom i ich spadkobiercom z tytułu prześladowań przez nazistowskie Niemcy w okresie II wojny światowej, w tym związane z pracą niewolniczą i przymusową, są wolne od podatków i opłat. Świadczeń o których mowa powyżej, nie wlicza się do dochodów, od których zależy prawo do określonych odrębnymi przepisami świadczeń i ich wysokość. Redakcja

Uprzejmie informujemy, że w dniu 14 września 2008 roku odbędą się uroczyste, rocznicowe obchody największej bitwy partyzanckiej na ziemi radomszczańskiej, którą stoczyli partyzanci III Brygady Armii Ludowej im. gen. Józefa Bema z wojskami hitlerowskimi – bitwy pod Ewiną. Uroczystości rozpoczną się o godz. 10.30 mszą polową przed pomnikiem upamiętniającym bitwę, nieopodal wsi Ewina. W programie przewidziano ponadto składanie wieńców i wiązanek kwiatów pod pomnikiem, przemówienia okolicznościowe, część artystyczną oraz degustację żołnierskiej grochówki. Serdecznie zapraszamy. Komitet Organizacyjny ZIEMIA RADOMSZCZAŃSKA – NASZ DOM. Miesięcznik. Wydawca: BDK ARKO, 97-500 Radomsko, ul. Rataja 7; Redaktor Naczelny – Arkadiusz Ciach. Redaguje zespół. Adres Redakcji: 97-500 Radomsko, ul. Rataja 7, tel.: 044 682 65 74, tel.kom.: 0508 177 711. Skład: CC Artur Lechowski, 97-500 Radomsko, ul. Mickiewicza 9. Druk: Drukarnia „Gryf ”, 97-500 Radomsko, ul. Przedborska 147.

2


Polsko-faszystowskie braterstwo broni Styczniowa ofensywa Armii Czerwonej zmusiła dowództwo Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych do pospiesznej ucieczki przed zbliżającym się frontem. Rozkaz marszowy z 13 stycznia 1945 roku wydany przez płk. Antoniego Dąbrowskiego ps. „Bohun”, dowódcę tego „wojska”, nie pozostawiał żadnych złudzeń. Mieli się wycofać na zachód wspólnie z hitlerowskim Wehrmachtem. Już 15 stycznia w miejscowości Solca doszło do spotkania z niemieckim dowództwem frontu, gdzie eneszetowcy otrzymali glejt w postaci „listu polecającego”, który miał ułatwić im dalszy marsz na zachód. 16 stycznia maszerując w kierunku Zawiercia, Brygada w miejscowości Koziegłowy uzyskała zezwolenie na przejście niemieckiej linii obronnej. Następnego dnia hitlerowscy sojusznicy eneszetowców umożliwili przejście Brygady z bronią w ręku przez granicę Generalnej Gubernii i uzyskanie zezwolenia na przejście do Protektoratu Czech i Moraw. Potwierdzenie zawarcia takiego porozumienia z wojskowymi władzami niemieckimi znalazło się w rozkazie nr 159 wydanym przez dowódcę Brygady 19 stycznia 1945 roku. Tego samego dnia Niemcy przepuścili Brygadę przez Odrę. Eneszetowcy kontynuowali marsz na południowy zachód zaopatrywani przez Wehrmacht. W miejscowości Kaubitz dogoniła Brygadę ciężarówka, którą przyjechał kielecki oddział tzw. Akcji Specjalnej pod dowództwem kapitana „Gustawa” wraz z członkami organizacji por. „Toma”, czyli Huberta Jury znanego współpracownika radomskiego gestapo i mordercy partyzantów GL z oddziału im. Ludwika Waryńskiego. Przybył również mjr Zub-Zdanowicz ps. „Ząb”, krwawy kat, znany z

wymordowania partyzanckiego oddziału GL pod Borowem. Pomiędzy 27 stycznia a 8 lutego 1945 roku polscy sojusznicy Hitlera spod znaku NSZ, dziarsko maszerując zbliżali się do Protektoratu Czech i Moraw. Na podstawie rozkazu dowódcy Brygady z 7 lutego 1945 roku, w jednostce powołano do życia kurs przygotowujący do działań na „tyłach nieprzyjaciela”, czyli na terytorium Polski wyzwolonym przez Armię Czerwoną i Wojsko Polskie. Na kurs zgłosiło się kilka setek eneszetowców z których wyselekcjonowano sześćdziesięciu. Szkoleni byli przez hitlerowskich oficerów i podoficerów, którzy stale przebywali w Brygadzie. 18 marca 1945 roku Brygada dotarła do czeskiej miejscowości Rozstani w pobliżu Blanska. Stamtąd wysłano do kraju trzy ekipy spadochronowe przeszkolone przez Niemców w ramach wspomnianego kursu szpiegowsko-dywersyjnego. Odpowiedzialnym za przygotowanie tych grup był Hubert Jura ps. „Tom”, którego opiekunem był kapitan SS Paul Fuchs. Po kilku zimowych miesiącach, jakie upłynęły od momentu wymarszu Brygady z Polski, jej hitlerowscy mocodawcy oczekiwali od swych protegowanych dowódców wdzięczności. Żądali zwiększenia grup dywersyjnych, które samolotami Luftwaffe przerzucane były na obszary wyzwolone. „Żołnierze” Narodowych Sił Zbrojnych z ryngrafami Matki Boskiej na piersiach, wspomagali żołdactwo spod znaku krzyża i swastyki. Udawali się do kraju, aby szerzyć zamęt, zabijać, rabować, palić. Szli w sukurs naszemu śmiertelnemu wrogowi. Faszyści niemieccy wystawili faszystom polskim rachunek. Za opiekę, zakwaterowanie i zaopatrzenie należało zapłacić. Tę zapłatę uiszczono w klasycz-

nym judaszowskim stylu. Tyle, że zamiast brzęczącym srebrem, płacono zaprzaństwem i zdradą narodową. Brytyjski korespondent S. Litauer, który w dwa miesiące po wojnie odwiedził miejsce postoju Brygady, nie mógł wyjść ze zdumienia. Dał temu wyraz na łamach londyńskiego dziennika „News Chronicle” nr 30/950 z 30 lipca 1945 roku. w artykule zatytułowanym „Polscy faszyści rządzą pięciu czeskimi wsiami”. Pisał on: „Chociaż trudno w to uwierzyć, tysiąc pięciuset w pełni uzbrojonych Polaków z osławionej profaszystowskiej armii podziemnej NSZ, faktycznie okupuje pięć wsi zamieszkałych przez Niemców w okolicy Boehmerwald, 35 mil na zachód od Pilzna. Ludzie ci, którzy nazywają siebie <NSZ – Grupa Zachodnia>, rozpoczęli swą eskapadę 18 stycznia po błyskawicznej ofensywie Armii Czerwonej, kiedy to opuścili swe kryjówki w lasach Miechowa, skąd przeprowadzili wiele akcji terrorystycznych przeciw Rosjanom i Polakom lubelskim. Unikając okrążenia przez posuwającą się Armię Czerwoną, przesunęli się na zachód, będąc w odwrocie razem z Niemcami, bez żadnego zagrożenia ze strony Wehrmachtu. Kiedy grupa ta osiągnęła Lubliniec na polskim Śląsku, ponownie zakonspirowali się w lasach. Jednak w marcu

ruszyli znów na zachód w obawie, iż mogliby być schwytani przez polskie władze przeszukujące te okolice. Doszli do Galatzu na Śląsku niemieckim i tam na skutek pertraktacji z armią niemiecką, uzyskali bezpieczne przejście przez linie niemieckie. Początkowo Niemcy zachęcali ich do wzięcia razem z nimi udziału w walce przeciwko Rosjanom i do stworzenia legionu polskiego. Odmówili posługując się legalistycznym argumentem ,iż rząd polski w Londynie jeszcze nie wypowiedział wojny Rosji, a jednak jednocześnie obiecywali wystąpić przeciwko Rosjanom, kiedy Wielka Brytania, Ameryka, Niemcy i Polska połączą się, aby rozpocząć wojnę z Rosją której spodziewali się wkrótce”. Dowództwo Brygady Świętokrzyskiej dążyło do nawiązania kontaktu z gen. Andersem, co w konsekwencji miało skutkować wcieleniem Brygady do II Korpusu. Jednak pomimo nawiązania takich kontaktów, które miały miejsce na przełomie lat 1945/46 nie doszło do podporządkowania eneszetowców Andersowi. Dowództwo II Korpusu nie chciało być obciążone odpowiedzialnością za współpracę polskich faszystów z ich niemieckimi odpowiednikami. Niesławny koniec Brygady nastąpił 17 czerwca 1946 roku, kiedy eneszetowcy już jako najemne żołdactwo, znaleźli się w większości w Oddziałach Wartowniczych podległych dowództwu amerykańskiemu w Niemczech. Wiesław Wielopolski (GKAL)

Tablica ku czci Narodowych Sił Zbrojnych na Klasztorze oo. Franciszkanów w Radomsku

3


Pacyfikacja Rzejowic - 1943 we wspomnieniach Aleksandra Stasińskiego ps. „ Kruk”, pierwszego żołnierza Armii Krajowej na ziemi radomszczańskiej, spisanych w maszynopisie w 1976 roku. W dniu 3-go sierpnia o godzinie 4-tej rano cala wieś została otoczona, a poszczególne oddziały żandarmów udały się jednocześnie do wskazanych przez Ś. zagród. Zaskoczenie było całkowite. U Jana Lipińskiego, który do organizacji nie należał, przebywał na melinie Bolesław Kubicz, plutonowy rezerwy. Kubicz kilka dni przed pacyfikacją przyniósł z terenu 7 karabinów i ukrył je pod stosem rąbanego drzewa. Gdy spostrzeżono zbliżających się Niemców, Kubicz wyskoczył przez tylne okno i próbował uciec, ale celnymi strzałami żandarmów został zabity. W czasie rewizji znaleziono karabiny. Lipiński został pobity i wraz z żoną aresztowany. W tym czasie dowódca rejonu „Zbigniew”, który mieszkał u swego ojca na końcu wsi, zbudzony w porę, zwinął dokumenty kancelaryjne rejonu w paczkę, podał swej matce, ażeby to dobrze ukryła, a sam przez stodołę biegiem udał się polem do pobliskiego lasu ma-

4

jątku Dąbrowa Chełmska. Sojczyńska paczkę z konspiracyjnymi dokumentami zaniosła do kościoła i ukryła w ołtarzu. „Zbigniew” został spostrzeżony przez patrol żandarmów z otoczenia i ostrzelany, ale szczęśliwie bez skutku. Kiedy dobiegał do lasu dogonił go pies policyjny. „Zbigniew” był przygotowany na walkę z psem, trzymał w ręku otwarty scyzoryk. Gdy wyczuł, że pies miał się rzucić na uciekiniera, „Zbigniew” szybko odwrócił się i patrząc prosto psu w oczy – krzyknął „mus!”. Pies zrezygnował z ataku, a „Zbigniew” wpadł do lasu. Goniący go żandarmi również zrezygnowali z dalszego pościgu. Bali się wejść do lasu. A we wsi u Kościeniów, gdzie znaleziono broń, skrzynki amunicji i granaty, palił się dom i stodoła, ogień przerzucił się na sąsiednie zabudowania. Niemcy przerazili się że mogą spłonąć zbiory zboża, na co oni w czwartym roku wojny nie mogli sobie pozwolić. Przy aresztowanych

około 50 ludzi postawiono warty. Reszta żandarmów i policji granatowej zaczęła gasić pożar. Spędzono do gaszenia ognia resztę ludności. Wezwano straż pożarną z Radomska. Przebieg pacyfikacji obserwował zastępca „Zbigniewa” – „Postrach”, który ubiegłego wieczoru w biurze poczty opracowywał plany operacyjne i tam je zostawił. Nocował u swego szwagra. Zbudzony wcześnie ukrył się w stodole i stąd czynił obserwacje. Korzystając z zamieszania w czasie gaszenia pożaru, zaczął wynosić z domu szwagra rzeczy w pole i w odpowiednim momencie zbiegł do Tworowic. Kierowniczka poczty „Małgorzata”, zanim Niemcy zdążyli wtargnąć do biura, zawinęła akta „Postracha” w paczkę, zaadresowała do Niemiec i rzuciła pomiędzy paczki do ekspedycji. [...] pacyfikacji wywiad bojowy rejonu zawiadomił o sytuacji w Rzejowicach oddział „Robotnika” kwaterujący pod Przedborzem. „Robotnik”

natychmiast zdecydował się na pójście Rzejowicom z odsieczą i urządzenie zasadzki na pacyfikatorów w lesie na szosie pomiędzy Rzejowicami i Kodrębem. Zarządził zbiórkę i z oddziałem w sile 30 dobrze uzbrojonych żołnierzy przyśpieszonym marszem podążył na zaplanowane miejsce zasadzki. Niestety, odsiecz przybyła na miejsce z półgodzinnym opóźnieniem. Niemcy przejechali wcześniej. Po pacyfikacji w Rzejowicach zapanowały rozpacz i powszechna żałoba: 6 zagród spalonych, trzech młodych żołnierzy zabitych, 51 osób aresztowanych, organizacja zdziesiątkowana. Nawet sklepikarka Ś. nie wiedziała, że kiedy składała donos o Rzejowicach szefowi żandarmerii, słuchał go jednocześnie nasz wywiadowca, który nie mógł wtedy zaraz wyjść z biura, żeby się nie zdekonspirować, a gdy na drugi dzień przekazywał ten donos naszemu szefowi wywiadu, Rzejowice już płonęły, ale zdrajca wiadomym nam był prawie natychmiast. „Zbigniew” po szczęśliwej ucieczce z Rzejowic schronił się w Włynicach i niezwłocznie podjął śmiałą decyzję odbicia więźniów rzejowickich z więzienia w Radomsku. Cały wywiad bojowy i łączność Obwodu stanęły „na nogach”. „Zbigniew” zarządził zbiórkę najlepiej wyćwiczonych i uzbrojonych oddziałów na dzień 6 sierpnia w lesie, w rejonie Wron koło Podświerka. Działanie musiało być szybkie i wymagało dokładnego opracowania planu przeprowadzenia walki z wielokrotnie silniejszym, lepiej uzbrojonym i korzystniej usytuowanym nieprzyjacielem. Plan taki ze wszystkimi szczegółami, przewidującymi wszelkie możliwości w czasie akcji opracował „Zbigniew” i przedłożył


go komendantowi Obwodu – majorowi „Korsakowi”. Komendant po dokładnym przeanalizowaniu plan zatwierdził do wykonania. Na Podświerku stawiło się około 80 żołnierzy i oficerów. Uzbrojenie wynosiło: 2 ręczne karabiny maszynowe, około 30 karabinów różnych typów, około 30 pistoletów, dostateczną ilość amunicji i kilkanaście granatów angielskich. „Zbigniew” wybrał z tego 71 żołnierzy i utworzył z nich 3 drużyny: 1-wsza pod dowództwem „Postracha” w sile 30 ludzi miała ubezpieczać ulice wlotowe miasta; 2-ga pod dowództwem „Robotnika” w sile 30 ludzi, nazwana szturmową, miała za zadanie rozbicie więzienia, uwolnienie aresztowanych i doprowadzenie ich do furmanek koło szpitala; 3-cia pod dowództwem „Grota” miała dostarczyć około 40 furmanek po chorych, słabych więźniów i ewentualnie rannych żołnierzy oraz zabezpieczyć pomoc lekarską. Dowódcą służby sanitarnej był dr Jerzy Kasperski „Tulipan”. Przed wieczorem 7 sierpnia odbyła się narada wojenna dowódców, na której omówiono szczegółowo zadania i plan działania każdej drużyny. Punkt wyjściowy – Nowy Cmentarz przy ul. Strzałkowskiej. Początek godzina 24.00. Pierwsza wyjdzie drużyna pod dowództwem „Postracha” i jego zastępcy „Wilka” dla zabezpieczenia ulic wlotowych miasta. Za nią drużyna 2-ga pod dowództwem „Robotnika” i jego zastępcy ppor. ”Łana” z zadaniem uwolnienia więźniów i doprowadzenia ich do furmanek przed szpitalem. Dla ułatwienia sobie akcji „Robotnik” miał wysłać patrol do mieszkania strażnika więziennego i zabrać klucze od cel, a umówiony przez nasz wywiad policjant granatowy miał otworzyć od wewnątrz furtkę zamykającą wejście na podwórze więzienne. Jak się potem okazało jedno i drugie zawiodło, a potrzebne kilofy i łom „Robotnik” musiał zdobyć w straży ogniowej. Zaraz po 24.00 3-cia drużyna pod dowództwem „Grota” stanęła

z 40-ma podwodami koło szpitala na ul. Strzałkowskiej dla zabrania więźniów chorych, słabych i ewentualnie rannych. Syrena straży pożarnej będzie hasłem zakończenia akcji i wycofania się wszystkich oddziałów przez ul. Strzałkowską z miasta. Po akcji zbiórka całości w lesie za Podświerkiem koło trzech stawów. Całością dowodził „Zbigniew” z punktu dowodzenia przed kościołem Farnym koło Figury Matki Bożej. Przy dowódcy był poczet pod komendą „Poraja”. Przed rozpoczęciem akcji zostały pozrywane druty telefoniczne i telegraficzne na Piotrków, Częstochowę, Włoszczowę i w mieście tak, że poszczególne placówki niemieckie nie miały połączeń i nie wiedziały co się dzieje w mieście, a nawet oddział Wehrmachtu, stacjonujący w Radomsku, po usłyszeniu odgłosów walki, zabarykadował się i wystrzelił rakiety alarmowe. Kiedy oddziały partyzanckie wieczorem 7-go sierpnia maszerowały do punktu wyjściowego na Nowym Cmentarzu przy ul. Strzałkowskiej, w tym czasie w celi więziennej leżał skatowany tego dnia podczas badań śledczych Jan Lipiński i przysłuchiwał się jak towarzysze niedoli, aresztowani razem z nim rzejowiczanie, rozmawiając między

zsobą, używali pseudonimów np. ”Ostróg” optymistycznie uspokajał wszystkich, że jeżeli „Zbigniew” zdołał uciec to ich na pewno uwolni. [...] W pewnej chwili Lipiński zwrócił się do dyskutantów ze słowami: „Chłopy głupie wy, czy ja durak? Jak wy się nazywacie? Od dziecka znam Teofila a wy na niego mówicie „Uparty” , a na Heńka „Bąk”, Michalszczaka nazywacie „Bryndzą”. Po jakiemu to?...”. Otrzymuje odpowiedź – „Po wojskowemu”. „To te luśnie znalezione u mnie w drzewie – wasze? Niby polskich wojowników?” – „A tyś myślał , że sułtana tureckiego?”- „Tośta wy, czy ja Boga w sercu nie mam, przecież bym lepiej luśnie schował niż wy...” i z oczu Lipińskiego popłynęły łzy... Wkrótce po północy więźniowie usłyszeli głuche uderzenia w furtę więzienną , strzały straży więziennej, wybuchy granatów, dudnienie na korytarzu, uderzenia w drzwi do poszczególnych cel. Wszyscy szaleją, rzucają się na drzwi, chcąc je wyważyć od wewnątrz. Do celi rzejowiczan wpada spocony i zziajany „Robotnik” z pistoletem w ręku. Wita go gromki okrzyk radości. „Robotnik” pyta czy tu są wszyscy rzejowiczanie? Pada odpowiedź: „Wszyscy!”.

Niestety w zamieszaniu zapomniano, że po badaniach śledczych w tym dniu żandarmi wepchnęli Antoniego Krogulca do celi kryminalistów i on jeden z Rzejowic został w więzieniu, a potem zginął w obozie koncentracyjnym. Z więzienia zwolniono ponad 100 osób: przygodnie zatrzymanych ludzi, grupę Cyganów, sporo Żydów i 50 rzejowiczan. Przygodnie aresztowani rozbiegli się każdy w swoją stronę, Cyganie zniknęli natychmiast, kilku Żydów również. Część Żydówek nie chciała wyjść z celi więziennej, a część poszła razem z rzejowiczanami na ul. Strzałkowską, ale doszły tylko do Starego Cmentarza i tu zostały, ażeby rano dobrowolnie powrócić do więzienia. Żadna Żydówka nie zgodziła się odjechać z partyzantami. Lipiński nie mógł iść. Trzeba go było donieść do furmanek przed szpitalem. Na zakończenie zabuczała syrena strażacka. Oddziały „Postracha” i „Robotnika” osłaniały odwrót. Pościg rozpoczęli Niemcy, kiedy partyzanci byli już daleko poza Radomskiem, a dodatkowo zatrzymały go i mocno opóźniły rozrzucone przez partyzantów na drogach wylotowych z miasta i na drodze odwrotu specjalne haki do dziurawienia opon.

Tablica na murze Muzeum Regionalnego w Radomsku upamiętniająca uwolnienie aresztowanych mieszkańców Rzejowic przez partyzantów Armii Krajowej

5


BOLESŁAW HANICZ-BORUTA Poniżej publikujemy fragmenty pierwszej części „ZAPISKÓW BIOGRAFICZNYCH” Bolesława Hanicza – Boruty, więźnia politycznego okresu międzywojennego i czasów PRL, legendarnego partyzanta, bezpośredniego wykonawcy wyroku śmierci na kacie Radomska – szefie żandarmerii Dehnie, uczestnika największej bitwy partyzanckiej II wojny światowej na Ziemi Radomszczańskiej – Bitwy pod Ewiną, dowódcy III Brygady Armii Ludowej – zgrupowania partyzanckiego operującego na naszym terenie. I wojna światowa

Ich obawy okazały się uzasadnione, bo jeszcze tej nocy do wsi przybywali Niemcy. Jechali skrajem lasu milczkiem, że nie było ich słychać, to znów, gdy wozy z armatami zarzynały się w głębokim piachu, krzyczeli na całe gardła okładając zmęczone konie bicychami: wio...wio...! Przejeżdżając przez miejscowość Klekotowe, zaraz za młynem, przed sobą mieli lasy, a na prawo trzęsawiska i stada żab, które za ich zbliżaniem, w wodę i bagna z pluskiem rzucały się. Tutaj nikt nie wychodził na ich spotkanie. Wszędzie rozciągała się głusza, w której, niby w próżni, dudniły tętent koni i odbijało się głuchym echem skrzypienie ciężkich wozów armatnich, wozów z amunicją, żywnością, sprzętem wojennym itp. Zakrytych wydętymi plandekami. Zdawać by się mogło, że w ciemnościach nocy z trzęsawisk i bagnisk spoglądają na pochód wojsk niemieckich upiory i chichoczą głośno. Wojska zszedłwszy z pociągu i wyjechawszy wozami połowę drogi od Bobrów do Wymysłówka, stawały często, grzęznąc na przemian, to w błocie to w piaskach. Klnąc na polskie drogi, konie i ludzi nareszcie nad ranem, wjechali do wsi, a ponieważ najlepszy plac na biwakowanie tego ogromnego taboru koni i ludzi, nadawał się dla nich na naszym polu obsianym żytem, które już o tej porze przepięknie się zieleniło na całym gruncie uprawnym przylegającym do drogi.

6

Okrutny nieprzyjaciel rozbił tu swoje wojskowe obozowisko, wprowadzając na uprawne pole konie, wozy, armaty, warsztaty reperacyjne, kuźnie polowe, gdzie całymi dniami liczni kowale kuli na ostro konie na zimę, wozy przyjeżdżały i odjeżdżały, inne z każdym dniem przybywały, tabory się powiększały, aż doszło do tego, iż co najmniej morgę najpiękniejszego zasiewu całkowicie spustoszyli i zniszczyli. Żołnierze chodzili butni, palili fajki na długich cybuchach i nosili w gębach grube cygara. Sami byli mało sprawni, ociężali, z brzuchami wysuniętymi naprzód, przed siebie, wrzaskliwi i nieuprzejmi. Niszczyli co się dało. Snopki ze zbożem wyciągali z sąsieków i rzucali swoim ogromnym koniom na podściółkę. Pomimo, że prawie byli w lesie, zabierali ludności ostatni opał przygotowany na zimę. Ponieważ już rozpoczęły się jesienne chłody, wojsko pozajmowało mieszkania, prawowici mieszkańcy musieli się gnieździć po szopach i stodołach tak, że z każdym dniem sytuacja życiowa pogarszała się coraz bardziej. Szczęściem, że ich panowanie we wsi okazało się niedługie, gdyż pewnego dnia zrobił się w ich szeregach ogromny zamęt i popłoch, a brzuchaci wojskowi skądiś nabrali ze strachu niesłychanej sprawności i wprost w mgnieniu oka, niewiadomo kiedy opuścili wieś i uciekli w wielkiej panice w kierunku Stobiecka Miejskiego.

Wkrótce Rosjanie opanowali Radomsko, a Niemcy wycofali się w kierunku na Brzeźnicę. Rosjanie na drodze do Brzeźnicy zajęli następujące wsie: Stobiecko Miejskie, Ładzice, Radziechowice, Wolę Jedlińską, Kruplin. Na polach od Ładzic do Woli okopali się i od tego czasu, aż do Bożego Narodzenia rozpoczęła się między przeciwnikami wojna pozycyjna przy użyciu przeważnie dział artyleryjskich dalekiego zasięgu, które grzmiały dniem i nocą, a od czasu do czasu, zwłaszcza w nocy, ukazywały się na niebie olbrzymie łuny, oświetlając szerokie przestrzenie okolic. Zapamiętałem z wydarzeń wojennych w latach 1914 – 1918 jakie miały miejsca w naszych okolicach, dwie poważniejsze bitwy: pierwsza, która odbyła się w wigilię Bożego Narodzenia 1914 roku na polach radziechowskich pod wsią Ładzice, gdzie Austryjacy uderzyli silnym atakiem na bagnety na okopy rosyjskie, druga zaś, równie krwawa i zacięta bitwa nastąpiła późnym latem w 1915 roku we wsi Dąbrówka, kiedy to, z kolei Rosjanie znienacka natarli i ostrzelali pozycje austryjackie huraganowym ogniem z broni maszynowej /kulomioty/ i ręcznej, a następnie rzucili się na nieprzyjaciela walką wręcz na bagnety. A oto w skrócie podaję co wiem o bitwie Wigilijnej. Do mieszkania naszego w Wymysłówku, gdzie odbywaliśmy właśnie skromny, wigilijny wieczór świąteczny przy stole zastawionym obfitszym, niż

zwykle jadłem ktoś wszedł, pochylił się w ukłonie i powiedział: Życzę wszystkiego dobrego, zdrowia i szczęśliwych świąt, po czym, z powrotem się do drzwi udając , dziwnie wykrzyknął!...wychodźcie prędko z mieszkania, za lasem wojsko bije się na bagnety!... Na wysokim progu, z kuchni do sieni, potknął się i omal nie zwalił się na podłogę, z tej szybkości, z jaką wychodził, podniecony i zdenerwowany. Ojciec popatrzył za nim, a po chwili milczenia powiedział – chodźmy, pójdziemy na łąkę zobaczyć - narzucił na siebie burkę i wyskoczył z mieszkania na podwórze a ja za nim, zaraz za mną wybiegły, Ewa i Weronika – siostry mojej mamy, oraz mama ze Stefą i Helą. Wkrótce cała nasza rodzina znalazła się za stodołą na łące, ale wnet okazało się, że niepokój ogarnął już całą wieś, bo prawie wszyscy mieszkańcy w naszej wsi wybiegali także za stodoły, które umiejscowione były w prostej linii za zabudowaniami mieszkalnymi. Wieczór był cichy, księżycowy i jasny. W świetle miesiąca iskrzyły się szronem pokryte łąki i drzewa. Na dworze było widno, ciepło, miło, nawet najmniejszy wietrzyk nie mącił dostojnej ciszy świątecznej. Za lasami, na północno-zachodniej stronie nieba, unosiła się wysoko olbrzymia łuna – paliły się daleko wsie. Ciszę od czasu do czasu, przerywały chóralne, gromkie krzyki i wycia: hurraa!... huraaa!... Odgłosy te przerażały, mroziły serca. Najważniejsze, że


właściwie wszyscy wydawali się być zaskoczeni tymi wypadkami, chociaż niewiadomo dlaczego, gdyż starsi winni byli spodziewać się tego, jako że mieli zapewne większe rozeznanie rzeczywistości wojennej, niż my dzieci. Wszędzie wśród ludzi widziało się wielkie zaniepokojenie, jakby za chwilę miały nastąpić rzeczy straszne i nieoczekiwane. Kobiety na głos rozpaczały, płakały i lamentowały. Ktoś krzyknął , czego wy, głupie?... Widzicie tam... te łuny? Ci dopiero mają święta?... co?!... A nie wy, głupie. Cicho tam! U nas oczywiście nic złego nie nastąpiło. Płaczące kobiety jednak lamentowały nie bez słuszności, ponieważ wiele z nich, a nawet i nasza rodzina w płonących wsiach, w Radziechowicach, Woli, Jedlnie, miały swoich krewnych. A tu jak na złość ogień nie ustawał, syczące jego języki coraz wyżej nad lasem wybuchały w górę złotymi pasami, pomieszane z czarnymi chmurami dymu, unoszącego się wyżej i wyżej na tle bielejącego nieba, oświetlonymi promieniami księżyca, świadcząc wyraźnie o rozprzestrzenianiu się ognia. Nareszcie po dłuższych obserwacjach i lękliwych nadsłuchiwaniach odgłosów bitwy, nastąpiło pewne uspokojenie i ludzie zaczęli rozchodzić się do chałup. Do naszego mieszkania weszło razem z nami kilka osób, którzy porozsiadali się, gdzie kto mógł i zapalili papierosy. Teraz nastrój świąteczny ustąpił nastrojowi przygnębienia. Nastało przez dłuższy czas niepokojące milczenie, ktoś jakby trwożliwie odezwał się: No, jak tam Konstanty? – zwracając się do mojego ojca – jak myślicie? Kto kogo? Ojciec jakby na to czekał, bo natychmiast odpowiedział zdecydowanym tonem: Jak to, kto kogo? Oczywiście, że nasz baciuszka da im wszystkim po nosie! /ojciec w I wojnie światowej był zdekla-

rowanym rusofilem/. A tam, wskazał wyraźnie na las na pewno zwyciężyli Rosjanie! A zresztą... machnął w powietrzu ręką, jutro się okaże kto ma rację. Znajomi ze wsi jeszcze przebywali, wkrótce w mieszkaniu zrobiło się zupełnie ciasno, nie każdy z przybyłych miał miejsce siedzące. Rozmawiali może godzinę, może dwie, dyskutowali, rozkładali rękami, ćmili papierosy, pluli na podłogę. W mieszkaniu było niebiesko od dymu. Siedziałem gdzieś w kącie niewidoczny i wcale nie chciało mi się spać, bo z wielkim zainteresowaniem słuchałem dyskusji i wypowiedzi na temat dzisiejszych wydarzeń. Co jakiś czas ktoś wychodził z domu i wracał z nowymi wiadomościami, jakby przychodził bezpośrednio z pola walki. Było już dobrze po północy, a oni ciągle dalej rozmawiali, a ja zupełnie znużony usnąłem na ławeczce przy piecu, a kiedy na chwilę się budziłem, znów widziałem pełno ludzi, aż kiedy całkiem się przebudziłem i oprzytomniałem ze snu już nikogo nie było – goście nieproszeni odeszli. Pierwszy dzień Bożego Narodzenia wstał mroźny, lecz kiedy słońce wyszło zza chmur w powietrzu zaraz się ociepliło. Łąki i pastwiska straciły srebrzysty od szronu kolor, pożółkłe trawy zwilgotniały, choć później nieco wyschły, struga –Wymysłowianka i rozlewiska wodne na łąkach zajaśniały błyszczącym lodowiskiem. Tego dnia cała dorosła wieś udała się od samego rana na pola radziechowsko-ładzieckie, na pobojowisko. Ojciec, pomimo próśb, płaczu i nalegań z mojej strony kategorycznie zabronił mi pójść ze sobą na pozycje wojskowe, a na dodatek stanowczo zapowiedział, iż gdybym go nie usłuchał i poszedł z chłopakami na własną rękę, będzie mnie czekało wielkie lanie.

Pomniki II wojny światowej (2) W dniu 16 grudnia 1943 roku, w odwet za zabicie przez partyzantów Armii Krajowej komendanta żandarmerii w Gidlach, żandarmi niemieccy dokonali egzekucji na 20 zakładnikach przywiezionych z Częstochowy i skazanych uprzednio na karę śmierci przez komendanta Sipo i SD okręgu Radom. W dniu 30 lipca 1944 roku żandarmi niemieccy oraz Ukraińcy, pozostający w służbie hitlerowskiej, dokonali pacyfikacji wsi Wygoda i zamordowali dziewiętnaście osób, w tym jednego z dowódców Armii Ludowej, obywatela ZSRR, Jakuba Salnikowa ps. „Jasza”. W lesie, obok wioski, wzniesiono pomnik upamiętniający te wydarzenia. Arkadiusz Ciach

W kolejnym numerze „Ziemi Radomszczańskiej - Nasz Dom” opublikujemy następny odcinek.

7


Ziemia Radomszczanska - Nasz Dom