Page 1

N r 5 ( 9 ) ¬ M i e s i ę c z n i k ¬ M a j 2 0 0 8 r. ¬ I S S N 1 8 9 6 - 1 1 9 3 ¬ E g z e m p l a r z b e z p ł a t n y

Zamach na Bergera i Wagnera W dniu 27 maja 1943 roku, w odwecie za stracenie Polaków w Dmeninie, żołnierze Armii Krajowej wykonali wyroki śmierci na komendancie gestapo w Radomsku SS-Untersturmführerze Willi Bergerze i jego współpracowniku SS-Hauptscharführerze Johannie Wagnerze. Wydarzenie to szczegółowo opisał pierwszy żołnierz AK w Radomsku - Aleksander Stasiński ps. „Kruk”, w swoich „Zapiskach partyzanckich” spisanych w maszynopisie w 1976 roku. Akcję likwidacji zbrodniarzy tak on relacjonuje. Redakcja

3. Wymuszenie poszanowania, względnie strachu przed polską konspiracyjną władzą – poczucia liczenia się z tą władzą i przekonanie, że zbrodnie nie będą bezkarne, że wywołają odwet, który może być dla wroga bardzo bolesny. Nad tą sprawą głowiliśmy się we dwóch ze „Zbigniewem” bardzo poważnie. Przedyskutowaliśmy kilka sposobów i chociaż orientowaliśmy się, że mocno utrudniamy sobie wykonanie zadania, postanowiliśmy najprzód wezwać zbrodniarzy do opamiętania i wysłaliśmy do każdego z nich przez pocztę imiennie adresowane pisma tej treści: „władze polskie śledzą zbrodnicze, nieludzkie zachowania się pana wobec ludności polskiej i ostrzegamy, że jeżeli pan nie zmieni postępowania, to zmuszeni będziemy zastosować Przekazana nam, przez pragnącego zachować anonimowość mieszkańca Radomska, odpowiednie fotografia przedstaiwa pogrzeb zastrzelonych gestapowców sankcje.” Na najbliższej naradzie jeden z członków Komendy Obwodu zaproponował niezwłoczną likwidację obydwu komendantów gestapo, głównych inspiratorów zbrodni. Zwróciłem wtedy uwagę na konsekwencje takiego postępowania, na ówczesny nastrój i przypuszczalne rozmiary odwetu wroga. W dyskusji ustalono, że trzeba najpierw wstrząsnąć wyobraźnią Niemców, przywołać ich do przytomności i zreflektowania, wywołać w ich pojęciu przekonanie, że mają do czynienia nie z garścią zbuntowanych sa-

botażystów, lecz z poważną, silną, prężystą i dobrze zorganizowaną władzą polską, która może i umie upomnieć się o ludzkie traktowanie polskiego społeczeństwa, a w razie potrzeby – dotkliwie karać zbrodniarzy. To był wówczas dla sztabu obwodu, poważny, piekący problem. Chodziło o: 1. Ukrócenie tortur stosowanych przez gestapo radomszczańskie na aresztowanych, najczęściej przygodnie złapanych na drogach, ulicach, dworcu kolejowym itp. ludziach. 2. Zapobieganie ewentualnym represjom odwetowym.

To miało taki skutek, że gestapowcy założyli w oknach swojego biura siatki druciane, prawdopodobnie w obawie przed wrzuceniem do środka granatów ręcznych i postawili przy drzwiach wejściowych posterunek, który obserwował, kto wchodzi do środka ale postępowania swego nie zmienili, o czym z góry byliśmy przekonani. Wtedy pod koniec zimy 1943 roku obydwaj komendanci gestapo otrzymali przez pocztę imienne wyroki śmierci tej treści: „Ponieważ nasze ostrzeżenie z dnia (wymieniono datę ostrzeżenia) nie odniosło skutku i pan nie zmienił swego zbrodniczego postępowania, przeto Sąd Wojenny wyrokiem zaocznym w dniu (wymieniono datę) skazał pana na karę śmierci.” Wyrokami tymi jak i uprzednio otrzymanymi ostrzeżeniami gestapowcy chełpili się przed naczelnikiem powiatu – gorliwym hitlerowcem, ale od tej pory przestali wychodzić na ulice pojedynczo, tylko zawsze razem i w ubezpieczeniu trzech par gestapowców: dwie pary w odległości około 10 kroków jako straż przednia i jedna para w takiej samej odległości jako straż tylna. Dalszy ciąg na str. 6

1


Trzynasty maja 2008 roku to 12 rocznica zakończenia strajku, który rozpoczął się 13 lutego 1996 roku, a jego powodem było zawieszenie działalności Banku Spółdzielczego w Masłowicach i zgłoszenie do sądu wniosku o ogłoszenie jego upadłości. Tego dnia na kontach w Banku Spółdzielczym znajdowały się środki m.in. Urzędu Gminy w wysokości 4 mld 200 mln ówczesnych złotych. Ponadto, dzień wcześniej niektórzy przedsiębiorcy wpłacili „przelewy” na kwoty sięgające

500 mln zł. Kwoty te zostały zablokowane przez władze bankowe co zagroziło utratą płynności finansowej niektórym przedsiębiorstwom. Również w przeddzień zawieszenia działalności banku Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Radomsku przekazała pieniądze za dostarczone przez rolników mleko. Tak więc decyzja Prezesa NBP spowodowała dramatyczną sytuację dla wielu chłopskich rodzin. Zagroziła również prawidłowemu funkcjonowaniu Gminy Masłowice.

Pani Prezydent obiecała W kwietniu br opublikowałem tekst zatytułowany „Śmieciowisko na miejscu straceń”. Zwróciłem w nim uwagę na nieoznakowanie tego ważnego, dla historii naszego miasta, miejsca jakim jest tzw. „Kopiec” oraz inne okoliczności. Jednocześnie zwróciłem się pisemnie do Pani Prezydent Miasta Radomska – Anny Milczanowskiej, Rady Miasta Radomska, Starosty Powiatu Radomszczań-

skiego, Rady Powiatu Radomszczańskiego z prośbą o podjęcie stosownych przedsięwzięć dla upamiętnienia tragicznych wydarzeń „na Kopcu”. Jako pierwsza zareagowała Pani Prezydent A. Milczanowska, która zadeklarowała, że podejmie działania zmierzające do upamiętnienia miejsca egzekucji „na Kopcu” przesyłając stosowne pismo. Arkadiusz Ciach

12 lat temu

Strajk chłopski W tej sytuacji w dniu 13 lutego 1996 roku zdesperowani rolnicy z terenu Gminy Masłowice oraz część przedsiębiorców, których pieniądze utknęły w zawieszonym banku, podjęła strajk okupacyjny w budynku Banku Spółdzielczego. Do Narodowego Banku Polskiego udała się delegacja protestujących, która nie została jednak przyjęta przez jego kierownictwo. Strajkujących z Masłowic nie miał kto przyjąć, a postulaty strajkowe nakazano zostawić na portierni. Postulaty brzmiały tak: 1. Żądamy natychmiastowego przyjazdu przedstawiciela Generalnego Inspektoratu Bankowego. 2. Żądamy natychmiastowego uruchomienia wypłat za mleko i innych należności. 3. Żądamy odblokowania kont osobistych klientów. 4. Żądamy powołania Zarządu Komisarycznego BS w Masłowicach. 5. Żądamy pomocy w negocjacjach mających na celu przejęcie Banku Spółdzielczego w Masłowicach przez inny bank. Ze względu na zaistniałą sytuację zwołana została nadzwyczajna Sesja Rady Gminy Masłowice, która podjęła uchwałę o udzieleniu poparcia strajkującym rolnikom. W niedługim czasie zostaje zwołana kolejna nadzwyczajna sesja, która postanawia obradować w sposób ciągły tj. do czasu rozwiązania problemu. W obradach brali udział parlamentarzyści z terenu woj. piotrkowskiego: Jerzy Adamski, Bogdan Bujak, Jacek Ciecióra. 16 lutego 1996 zwróciłem się do Centralnego Komitetu Wykonawczego Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej z prośbą o interwencję.

Pisałem wtedy „[...] w załączeniu przesyłam dokumenty świadczące o upadłości Banku Spółdzielczego w Masłowicach. Jednocześnie informuję, że w/w bank został zajęty przez Komitet Strajkowy utworzony przez miejscowych rolników i przedsiębiorców. Do chwili obecnej trwa okupacja budynku wewnątrz którego w charakterze zakładników przetrzymywani są pracownicy banku. Wyżej opisana sytuacja paraliżuje całkowicie prace Urzędu Gminy, szkół i innych placówek oświatowych, przedsiębiorstw oraz rolników indywidualnych, którzy zostali pozbawieni możliwości pobrania wynagrodzenia za, dostarczone do OSM w Radomsku, mleko. Nadmieniam, że pieniądze za dostarczone mleko, w okresie zimowym, stanowią praktycznie jedyne źródło utrzymania rolników.” W międzyczasie miejscowa organizacja SdRP, kierowana przez Tadeusza Smoląga, podejmuje uchwałę, w której wyraża poparcie dla strajkujących rolników. Czytamy w niej: „Winę za upadek Banku Spółdzielczego w Masłowicach ponosi w szczególności Prezes Zarządu. Krytycznie ocenia się również działalność Rady Nadzorczej banku oraz jego Zarządu. Zastrzeżenia nasze budzi również sposób i forma zawieszenia działalności banku przez NBP w Warszawie, co naszym zdaniem stanowi oczywisty przejaw odwetu politycznego za poparcie udzielone przez mieszkańców Gminy Masłowice Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w wyborach prezydenckich w 1995 roku (59% głosów w I turze i 75% w II turze wyborów). Mając

ZIEMIA RADOMSZCZANSKA – NASZ DOM. Miesięcznik. Wydawca: BDK ARKO, 97-500 Radomsko, ul. Rataja 7; Redaktor Naczelny – Arkadiusz Ciach. Redaguje zespół. Adres Redakcji: 97-500 Radomsko, ul. Rataja 7, tel.: 044 682 65 74, tel.kom.: 0508 177 711. Skład: CC Artur Lechowski, 97-500 Radomsko, ul. Mickiewicza 9. Druk: Drukarnia „Gryf ”, 97-500 Radomsko, ul. Przedborska 147.

2


w Masłowicach powyższe na uwadze działalność Komitetu Strajkowego przy Banku Spółdzielczym w Masłowicach uważamy za słuszną i postanawiamy ją poprzeć poprzez włączenie do jego działań całej naszej organizacji. Zobowiązujemy również członków SdRP do czynnego włączenia się do tworzenia Wiejskich Komitetów Strajkowych i aktywnego w niej uczestnictwa.” Cały czas czynione są starania o odzyskanie zablokowanych w banku funduszy. Przedstawiciele strajkujących w osobach Zbigniewa Tymińskiego, Tadeusza Smoląga, z moim udziałem przy wsparciu J. Adamskiego i B. Bujaka prowadzą szereg rozmów w Narodowym Banku Polskim w Warszawie. O rozwiązanie zaistniałej sytuacji aktywnie zabiega ówczesny Zastępca Wójta – Bogusław Gontkowski. Jednak działania te nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Dlatego w dniu 22 lutego 1996 r. zwróciłem się o pomoc do Prezydenta RP - Aleksandra Kwaśniewskiego wysyłając stosowne pismo. Podczas gdy lewica z Gminy Masłowice dwoiła się i troiła aby pomóc rolnikom, inne ugrupowanie o nazwie Stronnictwo Narodowe OJCZYZNA swoją energię skierowało na zwalczanie tejże lewicy. Efektem tego było wezwanie mnie przez moich przełożonych w Policji (wtedy byłem funkcjonariuszem) na tzw. dywanik i straszenie mnie zwolnieniem z pracy jeśli będę dalej udzielał pomocy strajkującym. Ponadto kolportowano ulotkę sygnowaną przez tą partię z następującą treścią. „[...] żenująca naprawdę była relacja z pobytu A. Kwaśniewskiego w miesiącu listopadzie 1995 roku w Masłowicach, to Wa-

sze poddańcze oddawanie się w niewolę postkomuny, Wy niemal jak bożka całowaliście go w rękę. Na co Wy wtedy liczyliście...? na rzetelność człowieka mającego za nic prawdę, morale, wartości etyczne, chrześcijańskie? Na jego obietnice żywcem wzięte z PRL-u? [...] to Wy już żadnego honoru nie macie? Tyle lat draństwa, ciemiężenia i oszukiwania narodu polskiego przez sługusów Moskwy, okradania wszystkich i ze wszystkiego, a w Gminie Masłowice [...] 75% oddało swe głosy na tego ...... .Przewodniczący Ciach ośmieszył się na całą Polskę żebrząc w sztabie oszusta i kłamcy o pomoc. Wydaje mu się, że trwa w PRL-u, gdzie przemożna partia dawała, rozdzielała i nagradzała, którzy niziutko, na kolanach całowali panów w rączkę. Upadek Banku to niczyja zemsta, to raczej Pan Bóg Was w ten sposób upomina.”

Oj, pomagali nam narodowcy, pomagali w rozwiązaniu problemu z bankiem. Krwi nam trochę popsuli ale przeżyliśmy to jakoś. Do pomocy strajkującym rolnikom, Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, oddelegował Krzysztofa Janika, Danutę Waniek i Marka Ungiera (wszyscy z Kancelarii Prezydenta). W wyniku ich starań zgłasza się Bank Przemysłowy w Łodzi, który jest gotów przejąć Bank Spółdzielczy w Masłowicach. Na takie rozwiązanie nie wyraża jednak zgody Prezes NBP, Pani Hanna GronkiewiczWaltz. Kolejnym bankiem chętnym do przejęcia masłowickiego banku jest I Komercyjny Bank z Lublina. Jednak za kilka dni w Sądzie Wojewódzkim w Łodzi ma się odbyć rozprawa upadłościowa dotycząca BS z Masłowic. Lubelski bank szybko przygotowuje wstępną ofertę zakupu BS i przesyła ją do NBP. Następnie NBP kieruje wniosek do Sądu o odroczenie rozprawy upadłościowej. Sąd przychyla się do tego

wniosku. Wreszcie przychodzi dzień 8 maja 1996 roku. Pani Prezes NBP, H. Gronkiewicz – Waltz wydaje Zarządzenie nr 14/96, uchylające zarządzenie o zawieszeniu działalności BS. Jednocześnie zarządza jego likwidację. Na mocy jej decyzji przedsiębiorstwo bankowe likwidowanego banku zostało nabyte przez I Komercyjny Bank z Lublina. Tym samym zostały uratowane oszczędności i inne lokaty rolników oraz przedsiębiorców. Bank ten przejął wszelkie zobowiązania Banku Spółdzielczego wobec jego klientów. Tak w dniu 13 maja zakończył się najdłuższy strajk chłopski w dziejach ziemi radomszczańskiej i woj. piotrkowskiego. Determinacja mieszkańców Gminy Masłowice oraz poparcie ich postulatów przez A. Kwaśniewskiego, doprowadziły do wycofania się przez H. Gronkiewicz-Waltz, z wcześniej podjętej przez nią decyzji, godzącej w rolników z Masłowic. Arkadiusz Ciach

Urząd Gminy w Masłowicach. Z udziałem kilkuset rolników obradowała tu „permanentna” sesja Rady Gminy

3


Oddział partyzancki Gwardii Ludowej W dniu 28 maja 1943 roku, w mieszkaniu Władysława Wolnickiego przy ul. Miłaczki, z udziałem przedstawiciela Komitetu Okręgowego PPR Mieczysława Janikowskiego ps. „Stały” odbyło się posiedzenie Komitetu Dzielnicowego Polskiej Partii Robotniczej w Radomsku. Wtedy to zapadła decyzja o utworzeniu oddziału partyzanckiego Gwardii Ludowej im. gen. Józefa Bema. Funkcję dowódcy oddziału powierzono Czesławowi Kubikowi ps. „Paweł”, a funkcję kierownika politycznego Mieczysławowi Wenclowi ps. „Witek” Pierwszymi żołnierzami tego oddziału byli: Władysław Matuszewski ps. „Józek”, Józef Minuta ps. „Sekunda”, Józef Rybak ps. „Znachor” i kilku młodych robotników z Radomska. Grupa ta po połączeniu z grupami wypadowymi Gwardii Ludowej z Kotfina i Kłomnic, do której należeli m.in. Czesław Kowalczyk ps. „Bogdan”, i Wacław Majchrzak z stała się zalążkiem oddziału partyzanckiego. Część broni dla niej (3 pistolety) gwardziści wypożyczyli od kolejarza, członka PPS, a zarazem dowódcy plutonu Armii Krajowej w Radomsku Czesława Szweda ps. „Czerny”. W dniu 2 lipca 1943 roku oddział stoczył swą pierwszą potyczkę z żołnierzami Luftwaffe, którzy rekwirowali żywność w Stobiecku. W wyniku wymiany ognia zabito jednego Niemca i jednego raniono, zdobywając 2 pistolety. Wkrótce po tym zdarzeniu do pobliskiego lasu, w którym oddział kwaterował, przybyli żandarmi z Radomska i otworzyli ogień do partyzantów. Partyzanci wycofali się w kierunku Kłomnic, gdzie już następnego dnia zniszczyli mleczarnię oraz zbiorniki na benzynę i oliwę na stacji kolejowej. W dniu 6 lipca rozbito 2 bloki i urządzenia stacyjne na stacji w Teklinowie.

4

W lipcu 1943 roku oddział GL im. Bema działał w Powiecie Radomszczańskim. Mimo braku odpowiednich środków technicznych, oddział dokonał szeregu akcji dywersyjnych na liniach kolejowych, niszcząc urządzenia stacyjne, posterunki blokowe, linie telekomunikacyjne. Stosunkowo duże rozmiary przybrała działalność antykontyngentowa: niszczono akta w urzędach gminnych, rozbijano zlewnie mleka itp. Choć nie dawało to bezpośrednich efektów militarnych, wyrządzało szkody okupantowi i pomagało ludności. We wspólnej akcji żołnierzy Gwardii Ludowej w sile 10 ludzi i żołnierzy Armii Krajowej w sile 20 ludzi, zniszczono w nocy na 27 lipca 1943 roku powiatową zbiornicę mleka w Radomsku. Stan liczebny oddziału szybko się powiększał. O ile w chwili wymarszu w pole w czerwcu liczył on 7 partyzantów, uzbrojonych w 2 karabiny, 1 fuzję i 5 pistoletów, to w sierpniu 1943 roku było w nim 38 partyzantów, uzbrojonych w 2 ręczne karabiny maszynowe, 18 karabinów, 6 fuzji oraz w broń krótką. W pierwszych dniach sierpnia oddział wymaszerował w piotrkowskie. Celem akcji w piotrkowskiem było zaatakowanie wsi niemieckich w południowej części powiatu i rozbrojenie zbrojnej straży (Landwacht). W toku tej akcji 11 sierpnia zdobyto 3 pistolety w Antonielowie, 2 pistolety i 4 fuzje w Cieszanowicach, a w dwa dni później rozbrojono posterunek policji granatowej w Ręcznie, zdobywając 6 karabinów. Równocześnie zdemolowano urząd Gminy i pocztę. W połowie października, wyniku tych i innych akcji oddział znacznie poprawił swe uzbrojenie. 64 partyzantów posiadało teraz 1 rkm, 60 karabinów, 9 fuzji i 11 pistoletów.

W dniu 23 października Oddział GL im. Bema zamierzał o godz. 5 rano opanować miasteczko Żarnów w Powiecie Opoczyńskim, rozbroić posterunek policji granatowej, zniszczyć akta w tamtejszych urzędach, zdewastować mleczarnię. Zawiodło jednak rozpoznanie terenu. Dopiero gdy szpica oddziału zauważyła stojące na rynku miasteczka niemieckie czołgi i samochody pancerne rozpoczęto odwrót. Okazało się, że Żarnów był jednym z punktów koncentracji większych sił niemieckich, przeznaczonych do pacyfikacji terenu w ramach akcji „Oktober”. W okolicy Diablej Góry oddział został okrążony przez znaczne siły niemieckie, własowskie oraz policji granatowej. Po całodziennej walce gwardzistom udało się wydostać trzema grupami z okrążenia. Dowodzący jedną z nich Jakow Salnikow ps. „Jasza”, zbiegły z niewoli niemieckiej lejtnant Armii Czerwonej, przemówił po rosyjsku do własowców i uzyskał chwilowe przerwanie ognia, co wykorzystali partyzanci. W bitwie poległo 3 partyzantów. W listopadzie 1943 roku oddział im. Bema został podniesiony do rangi batalionu Gwardii Ludowej. Liczył on w tym czasie 70 żołnierzy podzielonych na 3 plutony, działające wspólnie lub samodzielnie, w zależności od potrzeb. W ciągu półrocznej działalności sytuacja oddziału znacznie się poprawiła. Partyzanci nabrali doświadczenia, zahartowali się w walkach, przywykli do niewygód i trudności. Potrafili na ogół sprostać wymaganiom w dziedzinie dyscypliny dyscypliny. Dowódcy opanowali umiejętności dowodzenia i planowania akcji, poznali metody i taktykę nieprzyjaciela. W nocy z 31 grudnia 1943 roku na 1 stycznia 1944 roku w Warszawie sformułowany

został w postaci Deklaracji Krajowej Rady Narodowej program, który stawiał jako naczelne zadanie walkę zbrojną z okupantem aż do ostatecznego wyzwolenia kraju. Dla realizacji tego zadania KRN uchwaliła dekret o powołaniu Armii Ludowej, jako zbrojnej organizacji narodu polskiego. Oddziały partyzanckie GL stopniowo przekształcano w jednostki Armii Ludowej. W odróżnieniu od GL, która była formacją związaną bezpośrednio z instancjami PPR, Armia Ludowa podporządkowana Krajowej Radzie Narodowej była formacją międzypartyjną. W jej szeregach obok dawnych żołnierzy GL, coraz szerzej reprezentowani byli członkowie innych formacji, głównie Batalionów Chłopskich i PPS. W związku z tym batalion AL im. Bema uległ gruntownej reorganizacji. Dokonał jej Ignacy Robb ps. „Narbutt” – doświadczony dowódca partyzancki z kielecczyzny i Mazowsza – mianowany w lutym 1944 roku dowódcą okręgu Częstochowskiego AL. W skład nowego sztabu okręgu weszli: Bolesław Boruta ps. „Hanicz” jako szef sztabu i zarazem dowódca batalionu AL im. Bema, Stanisław Hanyż ps. „Stach” jako oficer operacyjny, Bronisław Krogulec ps. „Jastrząb” jako oficer organizacyjny, Ryszard Nazarewicz ps. „Stefan” jako oficer wywiadu. Dowódcami plutonów w batalionie zostali: Jan Stępnik ps. „Wiór”, Czesław Kowalczyk ps. „Bogdan” i Jerzy Stelak ps. „Kruk”. W końcu maja 1944 roku batalion im. Bema operował samodzielnymi plutonami względnie drużynami , które niszczyły urzędy gminne, mleczarnie oraz atakowały przejeżdżające szosami samochody niemieckie. Terenem akcji był przeważnie Powiat Radomszczański, gdzie mieściła się wówczas główna baza oddziału.


im. gen. Józefa Bema

22.00 przeprowadzić koncentrację pododdziałów. Straty partyzantów wyniosły 12 zabitych, jedenastu rannych, kilkunastu zaginionych. Straty wroga oceniono wówczas na około 100 zabitych i 200 rannych. Jak się później okazało pod Ewiną miała miejsce największa bitwa partyzancka w okręgu częstochowsko-piotrkowskim w okresie II wojny światowej. Aż do wyzwolenia Radomska przez Armię Radziecką w dniu 16 stycznia, III Brygada jak i garnizony Armii Ludowej w Okręgu CzęstochowskoPiotrkowskim, prowadziły zacięte walki z okupantem. Dorobek bojowy AL w okręgu przedstawia się następująco: - wysadzono 94 transporty wojskowe, - zniszczono 57 parowozów, 586 wagonów, 12 mostów kolejowych, 9 mostów drogowych, 10 czołgów, 2 samoloty, 92 samochody, 25 obiektów komunikacyjnych i przemysłowych, - przerwa w ruchu kolejowym trwała ok. 800 godzin, - zabito lub raniono 3000 hitlerowców.

W nocy na 7 sierpnia wylądowaniem w nocy na 7 sując ruchomą, manewrową oczekujący na polanie pod września, 12 skoczków Wojska taktykę kontynuować dziaCudkowem odebrali pierw- Polskiego ( tj. oficerów – in- łalność bojową i dywersyjną. szy zrzut radzieckiej broni. W struktorów pod dowództwem Zdecydowano jednak inaczej. otrzymanych 12 zasobnikach por. Skutelego) w dniu 8 wrze- Nadzieja bliskiego zwycięstwa, było 75 pistoletów maszyno- śnia 1944 roku batalion AL poczucie siły, bojowy nastrój, wych najnowszego typu ( pm im. Bema przekształcono w gorące poparcie miejscowej Sudajewa wz. 1944) z zapasa- III Brygadę Wojska Polskiego ludności, wszystko to wpłymi amunicji, 2 rusznice prze- im. Gen. J.Bema. Dowództwo nęło na przyjęcie przez dociwpancerne, 300 kg trotylu i Brygady powierzono Bolesła- wództwo brygady koncepcji sprzęt minerski. wowi Borucie ps. Hanicz, któ- zorganizowania stałej obrony W sytuacji AL nastąpił wy- rego wkrótce awansowano do wokół wsi Ewina. Zaminowaraźny zwrot. Nawiązano łącz- stopnia majora. no drogi, a poszczególne baność z naczelnymi władzami Tak duże zgrupowanie taliony przygotowały pozycje Polski Ludowej w wyzwolo- partyzanckie na tyłach sił nie- obronne na skraju masywu nym Lublinie. Otrzymanie no- mieckich nie mogło ujść uwa- leśnego. O godz. 3 nad ranem woczesnej broni i materiałów dze okupanta. Od początku 12 września w brygadzie zawybuchowych wielokrotnie września do dowództwa bry- rządzono alarm. Nieprzyjaciel zwiększyło siłę ognia oddzia- gady docierały sygnały o kon- rozpoczął akcję jednocześnie łów AL i ich możliwości ope- centracji sił niemieckich wo- ze wszystkich stron. Przez kilracyjnych. Wzrosła również kół miejsca postoju oddziałów ka godzin panowała cisza ale atrakcyjność AL i jej autorytet AL. Wkrótce stało się jasne, że wciąż napływały meldunki, o w terenie. W tym czasie doszło rozlokowanie Brygady w oko- wkraczaniu coraz to nowych do zawarcia nowych umów o licy wsi Ewina jest nieprzyja- oddziałów niemieckich do wsi zjednoczeniu z AL szeregu cielowi znane i że tu nastąpi położonych dookoła miejsca oddziałów i jednostek tereno- główne uderzenie Niemców. stacjonowania brygady. Niemwych Batalionów Chłopskich, Według danych zwiadu siły cy szli naprzód, powoli i umacOrganizacji Wojskowej PPS niemieckie oceniano na 200 niali się na zajętym terenie. i Socjalistycznej Organizacji samochodów z SS i wojskiem Około godz. 9.00 doszło do Bojowej. tj. około 6000 ludzi. Właści- pierwszego starcia w rejonie Zgodnie z otrzymanym wym rozwiązaniem byłoby Ciężkowic. Cały dzień trwały rozkazem dowódcy obwodu więc przerzucenie brygady na ciężkie walki partyzantów z – w oparciu o Dekret KRN z kilka dni do innego masywu przeważającymi siłami wroga. Z „Ziemia Radomszczańska w dnia 21 lipca 1944 roku o zjed- leśnego, aby zdezorientować Partyzantom udało się jednak walce...” Ryszarda Nazarewicza wynotował Michał Jędrzejewski noczeniu Armii Ludowej i Ar- nieprzyjaciela i stamtąd, sto- wyjść z okrążenia i około godz. mii Polskiej w Związku Radzieckim i powołaniu ludowego Wojska Polskiego – jednostki AL używały odtąd oficjalnie nazwy Wojska Polskiego, choć w życiu codziennym posługiwano się nadal nazwą Armia Ludowa. W połowie sierpnia 1944 roku po otrzymaniu zrzutów radzieckiej broni oddział liczył już 305 żołnierzy, uzbrojonych w 3 rkm, 89 pistoletów maszynowych, 185 karabinów i 2 rusznice ppanc. W związku z masowym napływem ochotników do Armii Ludowej oraz odebraniem zrzutów radziecZ udziałem przedstawicieli ambasad: Rosji i Białorusi trzy lata temu obchodziliśmy w Radomsku 62 rocznicę kiej broni, jak również utworzenia oddziału GL

5


Zamach na Bergera i Wagnera Dalszy ciąg ze str. 1 Dla osiągnięcia zamierzonego celu i podtrzymania prestiżu konspiracyjnych władz polskich, trzeba było wykonać te wyroki i to w możliwie krótkim czasie [...]. Wtedy poznałem niezwykłe uzdolnienia „Zbigniewa” [...] znajomość psychiki gestapowców i naszych volksdeutschów , [...] sposobu zachowania się ich w czasie walki. Całą akcję w szczegółach opracował „Zbigniew”. Do wykonania zgłosili się ochotniczo „Robotnik” Bronisław Skóra – Skoczyński i „Staw”, Zygmunt Czerwiński. Datę wykonania wyznaczono na czwartek (dzień targowy z większym ruchem ulicznym) 27 maja 1943 roku na ul. Strzałkowskiej, w południe, gdy gestapowcy będą szli na obiad. Trasę, dokładny czas, sposób przemarszów i zachowania się gestapowców ustalił nasz wywiad, a dwukrotnie przed wyznaczonym terminem akcji sprawdzili to i to dobrze rozpoznali Bergera i Wagnera, sami wykonawcy: „Robotnik” i „Staw”. Krytycznego dnia około godziny 12.00 przed szpitalem stanęła dorożka, na wszelki wypadek potrzeby szybkiego przewiezienia rannych lub wykonania innego nieprzewidzianego zadania. Na rogu ulic: Strzałkowskiej i Fabianiego rowerzysta – skromnie ubrany chłopiec – naprawiał nie zepsuty rower, żeby w odpowiednim momencie dać znać dowódcy akcji o zaistniałej nieprzewidzianej sytuacji. W okolicznych zaułkach czuwało niewidocznych kilku ludzi, a na ulicy Strzałkowskiej, po prawej stronie, niedaleko wylotu ulicy Wąwozowej stanęło lekko ale odświętnie ubranych dwóch wiejskich młodzieńców zajętych rozmową. Gdy na ulicy Strzałkowskiej – po przeciwnej stronie szpitala – ukazali się idący parami gestapowcy, młodzieńcy ruszyli wolnym

6

krokiem w stronę szpitala, minęli pierwszą parę gestapowców, nadal zajęci swoją rozmową i jeden z nich (był to „Robotnik”) z głośno wypowiadanymi słowami: „Jasiu! Pamiętaj ażebyś przyszedł do mnie o szóstej. Uda się!” niedbałym krokiem skierował się przez jezdnię na drugą stronę ulicy. W połowie drogi zaczął poprawiać obiema rękami krawat, ażeby wyjąć błyskawicznie, w odpowiednim momencie, z wewnętrznej kieszeni marynarki „Visa” i akurat znaleźć się blisko Wagnera, do którego oddał strzał. Wagner upadł martwy na trotuar. Drugim strzałem „Robotnik” ciężko ranił Bergera, który również upadł na trotuar ale jeszcze żył i zamierzał strzelać do „Robotnika”. W tym momencie „Staw” celnym strzałem w serce dobił zbrodniarza. Wszystko to trwało kilka sekund. Ubezpieczenie niemieckie oddało kilka strzałów bez skutku, i jak przewidział „Zbigniew”, dosłownie prysnęło. Dwóch z nich po przybyciu biegiem do Magistratu nie mogło ze zmęczenia, przez kilka minut słowa przemówić, ażeby oznajmić co się stało na ul. Strzałkowskiej. Tymczasem dorożka sprzed szpitala odjechała, chłopiec na zreperowanym rowerze również się ulotnił, zamachowcy zabrali zabitym dokumenty i broń, udali się na ul. Nową, gdzie otrzymali płaszcze, ażeby zmienić z e w nę t r z ny wygląd, poszli na ul. Stodolną, wsiedli na czekające tam na nich rowery i wyjechali z mia-

sta. Ulica Strzałkowska po tej strzelaninie opustoszała, ale niedługo zapełniła się nowymi ludźmi. Dopiero godzinę po zamachu Niemcy otoczyli ulicę, zabrali zabitych, zatrzymali około 400 osób: robotników zdążających do pracy, ludność wiejską przybyłą na jarmark i innych interesantów z dobrze udokumentowanym alibi. Wszystkich po kilku godzinach zwolniono. W godzinę po zamachu został wrzucony do skrzynki pocztowej imiennie zaadresowany do Pana Kreishauptmanna list napisany celowo w języku niemieckim, ażeby nie miał trudności z tłumaczeniem i bez krępowania się tłumaczem mógł zachować poufność. W liście napisano: „Wyroki zostały wykonane, ale gdyby z tego powodu była prześladowana ludność polska – to władze polskie czynią za to Pana osobiście odpowiedzialnym”. Tu muszę nadmienić, że ostrzeżenia i wyroki śmierci na komendantów gestapo, jak również list do naczelnika powiatu pisał po niemiecku na maszynie nauczyciel – germanista z Gimnazjum im. Fabianiego kol. Otto Zakliński. Niemcy nie mogli wyjść z podziwu tak precyzyjnego sposobu wykonania akcji w

biały dzień przy silnym ubezpieczeniu i że nikt po obydwu stronach nie został zabity prócz skazanych na karę śmierci. Kreishauptmann zawiadomił rodziny nieboszczyków w Niemczech, urządził zabitym wspaniały pogrzeb, ale gdy Bergerowa przed odjazdem do domu, dziękując mu w biurze za ten trud, wyraziła się w końcu, że kładzie mu na sercu pomszczenie śmierci jej męża i obowiązek jak najszybszego powieszenia stu Polaków – po jej wyjściu powiedział głośno do swego zastępcy: „ja ją rozumiem, ale ona pojechała, a ja tu zostaję”. Zaraz po uśmierceniu Bergera i Wagnera przyszedł do naczelnika powiatu w Radomsku, od władz niemieckich z Radomia, rozkaz niezwłocznego powieszenia w Radomsku stu Polaków, w odwet za śmierć komendantów gestapo. Naczelnik powiatu odpowiedział osobiście przez siebie zredagowanym uzasadnieniem, że zbrodni dokonały czynniki spoza powiatu radomszczańskiego, a ludność polska miasta Radomska i powiatu z oburzeniem potępia tę zbrodnię i trudno mu jest karać ludzi, którzy solidaryzują się z Niemcami w żalu i potępieniu dokonanej zbrodni.


BOLESŁAW HANICZ-BORUTA Poniżej publikujemy fragmenty pierwszej części „ZAPISKÓW BIOGRAFICZNYCH” Bolesława Hanicza – Boruty, więźnia politycznego okresu międzywojennego i czasów PRL, legendarnego partyzanta, bezpośredniego wykonawcy wyroku śmierci na kacie Radomska – szefie żandarmerii Dehnie, uczestnika największej bitwy partyzanckiej II wojny Światowej na Ziemi Radomszczańskiej – Bitwy pod Ewiną, dowódcy III Brygady Armii Ludowej – zgrupowania partyzanckiego operującego na naszym terenie. I wojna światowa W sierpniu nastąpił wybuch I wojny światowej. Niemcy w dniu 1 sierpnia wypowiedziały wojnę Rosji. Wkrótce działania wojenne między armiami niemieckimi i austrowęgierskimi z jednej strony, a wojskami rosyjskimi, z drugiej – rozgorzały zaciętymi bojami na ziemiach polskich, podbitych przez trzech zaborców: Rosję, Austrowęgry i Niemcy. Wywołało to ogromny popłoch w rządzących sferach moskiewskich, a w środowiskach polskich nadzieję na wyzwolenie spod jarzma niewoli rosyjskiej. Władze okupacyjne w Radomsku zarządziły likwidację monopoli wódczanych i spowodowały pogromy żydowskie urządzane przez Kozaków. Rozbijano sklepy monopolowe, a wódkę i spirytus wylewano do rynsztoków, które spływały do ścieków ulicznych. Grupy zdziczałych Kozaków napadały na sklepy żydowskie. Towar znajdujący się na półkach, przeznaczony do sprzedaży, wyrzucały na ulice. Właścicieli sklepów brutalnie smagali batami, ku uciesze gawiedzi i elementów przestępczych, gotowych w każdej sytuacji do kradzieży i rabunków. Następne miesiące po tym ostatnim wydarzeniu z braćmi Kędrami, upływały we wsi, w atmosferze względnej stabilizacji stosunków, jakie zaczęły się układać z moimi rówieśnikami. Coraz częściej teraz dopuszczano mnie do wspólnych zabaw, takich jak: kto kogo prześcignie, w przeskakiwaniu przez wysokie płoty, w bandytów i policjantów, w wojsko, w prawdziwe wyścigi konne, w jeździe na koniu „na oklep” bez siodła i uzdy, a za uzdę służyła pętaczka. Wyścigi takie obejmowały niekiedy przestrzeń kilku kilometrów, na przykład od Klekotowego do Wymysłówka albo od Stobiecka do Wymy-

słówka. Oczywiście wszystkie te zabawy odbywały się na świeżym powietrzu i były dobrym przygotowaniem do ćwiczeń fizycznych w szkole i na boisku sportowym w latach późniejszych. W czasie wyścigów konnych niejeden z nas, przy tej okazji, zleciał na łeb z konia na ziemię, aż jęknęło ale to nikogo nie ustraszyło. Pewnego słonecznego popołudnia, pod koniec sierpnia 1914 roku, rozległy się nagle suche trzaski wystrzałów karabinowych, a ich kule , ze świstem przelatywały przez wieś i strącały w ogrodach dojrzewające grusze, jabłka, liście z drzew, a nawet okazałe głowy słoneczników, kołyszące się na długich łodygach, co wskazywało, że pociski szły nisko. W kilkanaście minut później, przez wieś galopem, w kierunku lasu, przejechało na swych małych ale ścigłych konikach, paru Kozaków. Okazało się, że o jakieś dwa kilometry na południe od Wymysłówka, gdzieś na pustych wrzosowiskach, dawnych wyrębów leśnych, w miejscowości nazwanej Lipie, nastąpiło zwarcie się jazdy i trwało niedługo. Niemcy liczebnie silniejsi, Kozaków złamali i odrzucili w tył. W popłochu uciekali oni w kierunku lasów wsi Brodowe, a niektóre mniejsze grupy konnicy rosyjskiej, przedzierały się co koń wyskoczy, przez naszą wieś. W pogoni za nimi jazda Niemiecka, ścigająca ich, strzelała z karabinów ręcznych po wsi, po ogrodach i chałupach, siejąc kulami na oślep. Jak już wyżej zaznaczyłem, jesienią zapisano mnie do szkoły wiejskiej w Zakrzówku, gdzie poznałem dalszych chłopców, ze wszystkich trzech części Wymysłówka oraz ze wsi Zakrzówek i Podborowego. Szkoła była oddalona ode mnie o jakieś trzy kilometry. Po przyjściu ze szkoły i odrobieniu zadanych przez nauczycielkę lekcji domowych, resztę dnia spędzałem wraz z ko-

legami na zabawach, na świeżym powietrzu, przeważnie w lasach, do których od mojego, było zaledwie kilkadziesiąt kroków. Pewnego razu znowu wyskoczyło jeźdźców ze dwie sotnie. Zatrzymali się na krótko u brodu, w końcu wsi i czekali dłuższą chwilę, aż pojawił się przed szeregami gruby jeździec. Dowódca ten rozkazał coś w obcym języku i jazda ruszyła. Ziemia, kopytami końskimi bita, zadudniła. Łoskot szczękającej stali rozszedł się w powietrzu i konnica ruszyła w kierunku Stobiecka Miejskiego. Gramy „w palanta” na łące pod lasem, choć jesienne krople deszczu padają na nas bez szumu. Po drugiej stronie strugi – Wymysłowianki, na zbiorowej mogile powstańczej już wyschły kwiaty. Na szczycie kurchanu widnieje biały, wapnem co roku obielony, wysokawy kamień, a w niego silnie wmurowany stalowy krzyż. Wszystko razem jest to przeraźliwie smutne. Kiedy czasem bawimy się tutaj w chowanego albo „w palanta”, człowiek czuje się jak nieproszony gość, który zakłóca komuś spokój. Wilgoć przenika powoli nasze lekkie ubranka, dobiera się do kości ale my tego nie odczuwamy, rozbiegani za piłką. Nagle widzimy, że na drodze za mogiłą, coś ciemnieje w dali. Deszcz się wzmaga. Drogą do brodu, a więc w naszym kierunku zbliżają się jeźdźcy. Gdy podjechali bliżej, jeden wysunął się z koniem naprzód i skinął na nas. Rozpoznaliśmy w nich Rosjan. Zbliżyłem się do kawalerzysty i pozdrowiłem go słowami: „zdrastwuj dziadzinka”. Rosjanin osłupiał z wrażenia, gdy usłyszał ruską mowę w ustach małego chłopca – „malczyka”. Opowiedziałem mu w jego mowie, iż nie tak dawno wróciliśmy z Moskwy i stąd ta moja znajomość języka rosyjskiego.

Żołnierz bardzo się ucieszył z kontaktu ze mną i zaraz mnie prosił, żeby zaprowadzić go do sklepu, a ja z kolei, pozostałych ruskich zaprosiłem do domu moich rodziców. Oczywiście z radością zgodziłem się służyć wojskowemu za przewodnika do sklepu, tym bardziej, że wziął on mnie, przed siebie na konia, co mi niesłychanie imponowało i wynosiło ponad kolegów, którzy to wszystko oglądali w wielkim zdumieniu i na pewno zazdrościli mi w duchu, że z prawdziwym dragonem jechałem na wojskowym koniu przez całą wieś, na oczach wielu ludzi. Wskazałem żołnierzowi kierunek i wkrótce znaleźliśmy się w sklepie. Właścicielem sklepu był Hipolit Ciupa. W sklepie było sporo ludzi. Kłęby machorkowego dymu snuły się jak gęsta mgła pod sufitem. Od lady szły korzenne zapachy. Pachniało też skórą i biczyskami do batów z elastycznej trzciny. Wojak zakupił słoninę, cebulę, chleb i kilka łutów kolorowych landrynek, dla mnie. Na oczach wszystkich zebranych w sklepie, jako tłumacz, imponowałem dorosłym gospodarzom swoją znajomością języka rosyjskiego, którzy to mnie na głos pochwalali, co mnie jeszcze bardziej radowało i napawało dumą, że pomimo młodego wieku mogę się czymś wyróżnić. Po wyjściu ze sklepu znów dosiedliśmy konia i wprost pojechaliśmy do naszego mieszkania, gdzie pozostali kawalerzyści już dla siebie gotowali, ogromny garnek kartofli, w które zaopatrzyła ich mama, a gdy po jakimś czasie dobrze się pożywili, bardzo serdecznie nas pożegnali i spiesznie odjechali, jakby się obawiali, że wkrótce mogą nadejść Niemcy. W czerwcowym numerze „Ziemi Radomszczańskiej - Nasz Dom” opublikujemy kolejny odcinek.

7

Ziemia Radomszczanska - Nasz Dom  

Ziemia Radomszczanska - Nasz Dom

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you