Issuu on Google+

Bajka o smoku, który nie potrafił kochać Dawno dawno temu, za górami, za lasami, żył sobie mały smok. Rósł on niezwykle szybko, a dumna z niego mama mówiła: -- Będziesz zasłaniać swoimi skrzydłami słońce i staniesz się największym i najsilniejszym smokiem świata! -- Tylko nie zapominaj, że powinienieś być przede wszystkim najsilniejszy i najbardziej groźny, tak, aby wszyscy się ciebie bali! - dodawał tata. -- Och, martwię się, że to nie uczyni cię szczęśliwym, wzdychała stara i mądra babcia, ale nikt jej nie słuchał. I tak oto smok dorósł. Był tak wielki, że jego skrzydła zasłaniały pół nieba. Potrafił zionąć ogromnymi chmurami ognia i dymu, a kiedy pogrążał się w wodzie, wzniecał sztormy. Smok rozkoszował się swoją niezwykłą siłą. Jego ulubionym zajęciem było straszenie ludzi. Swoim oddechem wywoływał pożary w lasach, które niszczyły ludziom domy, a nawet całe wioski. Skacząc po górach powodował lawiny. Robiąc ogromne fale zatapiał wsie położone nad brzegiem morza. Topił rybackie łódki i przepływające obok nich okręty, a czasami z łatwością wyrzucał na brzeg ogromne wieloryby, tylko po to by przerażeni ludzie krzyczeli: -- Jaki ten smok silny! To najpotężniejsza istota na świecie! Smok wiedział, że ludzie się go boją. Ale to ciągle było dla niego za mało. Wspominał słowa swojego ojca i chciał, żeby ludzie także szanowali go. Poleciał więc na najwyższą górę i głośno krzyknął: -- Słuchajcie mnie wszyscy! Objawiam się teraz przed wami jako Pan wszystkich czterech żywiołów! Teraz jestem władcą ziemi, panem ognia, wody i powietrza! Moja władza nad siłami przyrody jest bezgraniczna, będę rządzić całym światem! Takiego zuchwalstwa jeszcze nikt nigdy nie słyszał, i było ono trochę przedwczesne. Błekitne niebo nad głową smoka nagle pociemniało, z nieba zstąpiły błyskawice, góra pod nim zadrżała i rozkołysała się. Smok runął w przepaść. Chciał wzbić się w powietrze, ale hulający wiatr nie pozwalał mu na to. Kiedy wpadał w ogień, silny powiew wiatru nagle podniósł go i z ogromna siłą wrzucił do morza. Zderzenie z taflą wody było tak silne, że smok prawie stracił przytomność i zaczął tonąć. Z trudem wypłynął na powierzchnię i nagle usłyszał gromowe głosy: -- My siły przyrody, władcy ziemi, ognia, wody i powietrza, długo znosiliśmy twoje wybryki! Długo czekalismy, aż się opamiętasz i przestaniesz siać spustoszenie, strach i śmierć. Mieliśmy nadzieję, żę pomyślisz o tym, że przy pomocy ognia i wody można także czynić dobro, że ziemia daje wszystkim schronienie i pożywienie, że bez powietrza życie byłoby niemożliwe. Jednakże zaszedłeś za daleko, myśląc, żeś mocniejszy od wszechmocnych sił przyrody. Nie wiesz co to takiego miłość i cierpienie. Zostaniesz bezwzględnie ukarany. Od tej pory będziesz słabł i malał, tak jak zwykły człowiek. Zostaniesz wyrzucony na drugi brzeg morza. Wrocić będziesz mógł dopiero wtedy, kiedy z powrotem urośniesz i twoje skrzydła będą znów wystarczająco silne. To nastąpi dopiero wtedy, kiedy nauczysz się czynić dobro i poznasz co znaczy kochać i cierpieć! Kiedy tylko komuś pomożesz z dobroci serca i szczerze stwierdzisz ze kogoś lubisz, twoja kara skończy się! Obiecujemy ci to my, władcy ziemi, ognia, wody i powietrza. Niech tak się stanie!


I w tej samej sekundzie biedny smok poczuł, że zaczyna się kurczyć. Fale okazały się ogromne, a góry na sąsiednim brzegu zdawały się sięgać samego nieba. -- Ratunku! Nie chcę być malutki! Ja już więcej nie będe! - krzyknął smok, ale jego głos stał się tak słaby, że nikt go nie słyszał. Smok starcił przytomność. Kiedy z powrotem otworzył oczy, odkrył że leży na ciepłym piasku morskiego brzegu, w miejscu, którego nigdy wcześniej nie widział. Obejrzawszy się za siebie zobaczył kamienie, muszelki i wyrzucone na brzeg wodorosty. Ujrzał przybrzeżne skały, powyginane od wiatru sosny i rzadkie kępki trawy. Zobaczył teraz wszystko to, czego wcześniej, będąc ogromnym, nie zauważał. Nad górami rozpościerało się małe miasteczko, mieniące się domami i błyszczące dachami. Gdzie niegdzie w miasteczku grała muzyka. Smok, choć bardzo się starał, nie mógł sobie przypomnieć jak wyglądają ludzie. Oni byli dla niego zawsze tylko maleńkimi zabaweczkami. -- Hej! Dzień dobry! kim jesteś? - niespodziewanie za jego plecami zabrzmiał czyjś głos. Smok omal nie przewrócił się ze zdziwienia. Co to znaczy: kim jesteś?! Kto ma czelnośc tak się do niego odzywać?! Przed nim stała dziewczynka. Wiatr targał jej kręcone włosy i bawił się jej leciutkim płaszczem. Na rękach miała jakieś dziwne puchate stworzonko. Zwierzaczek trząsł się ze strachu. Dziewczynka natomiast nie bała się ani trochę. Spokojnie patrzyła na smoka i czekała na odpowiedź. -- Kim jestem... jestem smokiem! - zmieszał się. -- Co z ciebie za smok? - z niedowierzaniem spytała dziewczynka. Smoki są ogromne, potrafią latać, zioną ogniem, czytałam o nich w bajkach! -- Ja także potrafię latać, potrafię też pływać, ogniem także zionę - to dla mnie błahostki! A to że nie jestem ogromny... Ech, gdybyś mnie wcześniej widziała! A co, nie wierzysz mi? Podejrzliwie spytał smok. No jeśli chcesz to mogę ci pokazać choćby zaraz? -- Wierzę, wierzę, Uspokoiła go dziewczynka, więc ty jesteś takim niezwyczajnym smokiem, takim malutkim. Mój kot także jest wyjątkowy. Psy odgryzły mu ogon, i nikt nie chciał go przygarnąć. Komu potrzebny jest kot bez ogonka? Ale ja go wzięłam. Co za różnica, jest u niego ogon, czy go nie ma? Ważne, że go kocham. -- A ty to potrafisz? -- Zainteresował się smok, przypominając sobie o tym, że tez musi się tego nauczyć --A jak mianowicie ty go kochasz? Co dla niego robisz? -- Nic. -- wzruszyła ramionami dziewczynka, po prostu kocham. A on wie o tym i od tego lżej mu na duszy. A jeśli ciebie nikt nie kocha, to bardzo boli. Można nawet zachorować. Każdy potrzebuje miłości. Tak na przykład, kto ciebie kocha? -- Smok zamyślił się. Dokładnie pamiętał, że stanie się z powrotem potężny kiedy tylko nauczy się czynić dobro i kogoś pokocha. Ale o tym czy ktos powinien kochać jego, nikt nie mówił. -- No dobra, powiedzmy ze naucze sie kochać -- pomyślał smok i bez przekonania powiedział: -- Pozwalam tobie mnie kochać. Ale pamiętaj, że się o to nie prosiłem. Sama chciałaś. I nie oczekuj, że ja też bede ciebie lubił. Ja tego nie potrafię! --Burknął smok. I tak oto smok i dziewczynka zostali przyjaciółmi. Smok całymi dniami chował się w pieczarze na


brzegu, a nocą łowił ryby. Dziewczynka codziennie go odwiedzała i opowiadała mu o tym jak zyją ludzie, śpiewała mu swoje ulubione piosenki, częstowała ciastem z wiśniami, czyściła z piasku jego miedziane łuski i zdobiła jego kolce wiankami z kwiatow. Kotek bez ogonka także przyzwyczaił się do niego. A smok z każdym dniem stawał się smutniejszy. Tracił nadzieje na to, że kiedykolwiek wróci do poprzedniego wyglądu. Nie odczuwał najmniejszej chęci czynienia dobra, nie miał nawet pojęcia jak to zrobić. Pytał o to swoja nową koleżankę, ale ona tylko sie śmiała i mówiła, że to bardzo proste, trzeba tylko słuchać swojego serca. Ale smok nie był przekonany czy ma w ogole serce, a nawet jeśli ono jest to z uporem milczy i nic nie chce mu podpowiedzieć. -- Mój biedny smok -- mówiła dziewczynka, cały czas jestes taki smutny, nie znam sposobu by cię rozweselić. Czasami wydaje mi się, że nie cieszysz się z naszej przyjaźni. Może nie chcesz żebym do ciebie przychodziła? -- Wszystko mi jedno. Możesz przychodzic, to mi nie przeszkadza, ale szczególnej radości także nie odczuwam. Jestem wielkim i wszechmocnym smokiem, chociaż mi nie wierzysz, a ty jestes tylko zwykłą dziewczynką z małego nadmorskiego miasteczka. W tym mieście z pewnością mieszka pełno takich dziewczynek jak ty! A ty odróżniasz się od nich tylko swoim głupim kotkiem bez ogonka! Więc nie wyobrażaj sobie, że jesteś mi do czegoś potrzebna! I tak oto następnego dnia dziewczynka nie przyszła. Nie pojawiła się także następnego dnia. Smok ze zdziwieniem czuł jak coś ściska go w piersi, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Na trzeci dzień usłyszał jakiś wewnętrzny głos. -- Ty głupcze! Obraziłeś ją i teraz nie chce cię więcej widzieć -- srogo zabrzmiał głos -- i smok od razu pojął, że jest to głos serca, o którym mówiła jego mała przyjaciółka -- A jeśli coś jej się stało i potrzebuje twojej pomocy? Musisz ja szybko odnaleźć. I smok rozpostarłszy skrzydła poleciał w stronę miasta. Wylądował na ogromnym placu, gdzie tłoczyło się mnóstwo osób. Ludzie kupowali i sprzedawali warzywa i owoce, ryby, zieleninę, jagody i kwiaty. Z początku tłum widząc smoka zamarł ze zdziwnienia, a chwilę później wybuchł śmiechem i zaczęły się krzyki: -- Spójrzcie na to dziwadło! Karłowaty smok! Co za nieporozumienie! W stronę smoka poleciały ogryzki, zgniłe pomidory i skórki od arbuzów. Jednakże nie odczuwał on nienawiści w stosunku do tych ludzi. W jego sercu wypełnionym czymś całkiem nowym i niezbadanym po prostu nie było miejsca na złość i nienawiść. Jego oczy spotkały się z oczami starej kwiaciarki sprzedającej róże. Staruszka spojrzała na niego ze współczuciem. Smok postanowił spytać się jej czy nie wie gdzie mieszka dziewczynka, która ma kotka bez ogonka. Usłyszawszy jego pytanie ludzie przestali się śmiac i zaczęli wypytywać do czego potrzebna mu córka najznakomitszej w mieście koroonkarki. -- Muszę prosić ją o wybaczenie -- odpowiedział smok -- obraziłem ją i nie mogę sobie tego darować. Ludzie zaczęli wyjaśniać gdzie znajduje sie domek pod starą lipą, a stara kwiaciarka dała mu wszystkie swoje róże. Kiedy smok wszedł do domku od razu poczuł wilgoć i chłód. Kotek podbiegł do niego z żałosnym miałczeniem. Zobaczył leżącą na kanapie, grubo przykrytą dziewczynkę. Jej oczy były zamknięte, a


policzki płonęły nienaturalnym rumieńcem. -- Zachorowałam, wybacz, że do ciebie nie przychodziłam -- z żalem powiedziała dziewczynka -Jakie róże! Moja mama pojechała na kilka dni do innego miasta, aby odwiedzić swoja siostrę, a ja nie mogę nawet rozpalić ognia w kominku i zagrzać kotu mleka, tak źle się czuję... -- Nic sie nie martw! Teraz ja sie wszystkim zajmę. Niczym sie nie przejmuj! -- powiedział smok -Swoim oddechem w mgnieniu oka ogrzał cały pokój, dolożył drewna do kominka. Otworzywszy okno napełnił pomieszczenie świeżym powietrzem, pachnącym morzem i kwiatami lipy. Jednen jego wydech wystarczył by zagrzać w miseczce mleko. Kotek rzucił się na jedzenie. Smok chwycił znaleziony pusty koszyczek i wzlatując przez okno skierował się w stronę lasu. Przypomniał sobie, że gdy w dzieciństwie chorował, mama poiła go herbatą z malinami. Wracając z lasu smok udał się w kierunku morza. Nie minęło kilka chwil, a radośnie uśmiechająca się dziewczynka piła gorącą, malinową herbate i bawiła się pieknymi koralikami i perłami, które z dna morza wyłowił dla niej smok. -- Czemu robisz dla mnie to wszystko? -- cicho spytała dziewczynka -- do czego ci to potrzebne? -- Do niczego, po prostu cię lubię -- odparł bez wachania smok -- słyszę głos mojego serca. I w tej chwili poczuł, że zaczyna rosnąć. Wyskoczył na ulicę, aby nie zburzyć maleńkiego domku. -- Nie! - Krzyczał smok - tylko nie teraz! Wreszcie kiedy znalazłem sobie przyjaciela. Powinieniem sie o nią troszczyć, nie mogę teraz tak po prostu odlecieć! -- Nie martw się o mnie smoku! - Krzyknęła przez okno dziewczynka.- Jest mi już znacznie lepiej. Leć w swoje strony i nie zapominaj o mnie! Teraz już zawsze i wszędzie będziesz miał przyjaciół, bo teraz potrafisz kochać i umiesz czynić dobro! Może się jeszcze spotkamy! A teraz leć, kochany smoku, leć! -- Z pewnością wrócę! Obiecał smok. Ale na początku muszę odkupić swoje winy u ludzi. Teraz wiem z własnego doświadczenia jak to jest być malutkim, słabym i bezsilnym. Nauczyłaś mnie wspólczuć i kochać. Smok wrócił w swoje rodzinne strony. Od tej pory starał się stale czynić dobro. Gasił pożary, ratował tonące statki, a kiedy nastawały chłody, swoim wydechem ogrzewał całe place. Ludzie zaczęli nazywać go przyjacielskim smokiem. Czasami przylatywał na brzeg morza. Patrzył w dal i marzył, że któregoś pięknego dnia poleci za morze i zobaczy swoją przyjaciółkę i jej kotka, który jest już na pewno dużym kotkiem bez ogona. I ona znów zaśpiewa mu swoje ulubione piosenki, ugości ciastem z wisienkami i z pewnością powie: -- Jak ja ciebie lubię smoku! I tak oto kończy się bajka o smoku, który nauczył się kochać. O smoku, który uważał się za władcę ziemi, ognia, wody i powietrza, a potem nauczył si€ za ich pomocą czynić dobro. Czy zobaczył jeszcze kiedyś dziewczynke? Kto wie... ale na pewno się jeszcze spotkają. Dlatego, żę bajki zawsze mają dobre zakończenie! Olga Kurchyna (tłumaczenie z jęz. rosyjskiego, Urszula Podobińska)


O smoku, który nie potrafił kochać.