Page 1

O ŻYRAFIE CO PRZYGODY MIAŁA Była sobie pewnego razu pewna żyrafa, co męża znaleźć nie mogła. Aż poszła do starego dziada żyrafiego i spytała, gdzie mogłaby znaleźć jakiegoś męża? A starzec jej na to: - Za lasem papuga. Ona na pewno ci powie. Uradowała się żyrafa, pocałowała starca i ruszyła w drogę. Kiedy weszła w las, zaczęło jej się wydawać, że ktoś za nią idzie. Obejrzała się – to był lis. Lis spłoszył żyrafę, która uciekała, uciekała, uciekała…! Aż zgubiła lisa. Kiedy wyszła z lasu, to zobaczyła kolorowy raj papug! Było tam tak kolorowo, że wszystkie papugi wyglądały jak rozmazana po niebie tęcza. A papuga, która czytała wielką księgę i miała okulary, popatrzyła na żyrafę i powiedziała: - Jestem papuga Orinoko. Czym mogę służyć? - Chciałabym znaleźć męża. On na pewno będzie szczęściem! Czy wiesz, gdzie go znajdę? - Chodź za mną – powiedziała Orinoko. Weszły do dziupli, gdzie stał wielki kocioł. Orinoko wrzuciła okulary do wody i wsypała trochę fioletowego proszku. W wodzie pokazała się twarz dużej papugi z medalem, jej skrzydła były złotoczerwone a twarz była dumna. - Acha, a to jest Elmestfun. Wielki bohater! – mruknęła Orinoko – Chodź. Kiedy wyszły z dziupli, Orinoko pokazała żyrafie Elmestfuna. I kilka tygodni później odbył się ślub. Żyrafie i papudze urodziła się mała żyrafka. Nazwano ją Welmennost. Jednak w żyrafie było coś magicznego i dziwnego. Bo żyrafa co noc stawała się papugą, ale rodzice o tym nie wiedzieli. Na przykład było takie zdarzenie, że pewnej ciemnej nocy mama żyrafy poszła sprawdzić aż do łóżka, czy jej mała śpi. I zobaczyła klatkę, a w niej siedziała papuga! *** Mijały lata a Welmennost rosła, rodzice jej umarli a Welmennost rozwijała się z innymi żyrafami. Aż nadszedł ten dzień, kiedy były urodziny Welmennost. Dostała różne prezenty, ale najbardziej spodobał jej się list, w którym pisano: Dora - Twoja mama, chce, żebyś przyjechała do Egiptu! - A więc rodzice żyją! –ucieszyła się Welmennost. Była taka szczęśliwa, że od razu zaczęła się pakować do Egiptu. Kiedy wyszła z domu, ktoś nagle dał jej kuksańca w bok! Obróciła się. To był Lenek. - Lenek! Co ty tu robisz? - Hm? Myślałem, że to ten wścibski bandzior Ononon. - Bandzior? Sam jesteś bandzior! – Obrócili się. Za nimi stał Ononon. - Gdzie jedziesz? – spytał Lenek patrząc na walizkę Welmennost. - Jadę do Egiptu. - Pociąg nr 53 do Stanisławowa – usłyszeli. - Oj, ja muszę już iść. - Welmennost, zaczekaj, ja też chcę iść. - Nie ma już miejsca i biletów – syknęła Welmennost. I odeszła, - Też mi babka – powiedział Lenek, a Ononon zaśmiał się cicho i powiedział: - Wiesz, dziewczyny już takie są, że nie mają czasu dla chłopaków. – I znów się zaśmiał. - Tak czy siak, ja idę – powiedział zdecydowanie Lenek. - Gdzie?


- W daleką podróż. Do Egiptu! *** W przedziale Welmennost coś zaszeleściło. Welmennost obejrzała się, żeby sprawdzić, czy nie ma kogoś podejrzanego. Nic nie zobaczyła, ale zaraz potem ujrzała jakiś cień i nagle okno w jej przedziale się otworzyło… i wsunął się Lenek! - Lenek, ty?! Jak tu wpadłeś? - Normalnie. Chwyciłem się sznurka i wskoczyłem na dach pociągu, a potem przeszedłem do okna.. - Ale ja chciałam sama jechać. A ty mi przeszkodziłeś! - Idę wyrzucić chusteczkę – oznajmił Lenek. - Dobrze – powiedziała Welmennost. Jeszcze raz chciała spojrzeć na list. I przeżyła wielki skandal. Listu nie było! - Lenek! Popatrz. Nie ma listu. Zniknął! Co ja teraz powiem mamie? Dlaczego? Co? Jak?! – Welmennost krzyczała tak głośno, że wszyscy w pociągu, nawet maszynista, to usłyszeli. I ze strachu zaczęli uciekać z pociągu. Welmennost i Lenek zostali, ale maszynista też uciekł! Próbowali kierować na zmianę, raz Lenek, a raz Welmennost. Nagle ktoś chwycił zły przycisk i pociąg zaczął pędzić i pędzić, aż wjechał w wielkie bagno i przystanął. Welmennost wysiadła i powiedziała: - Już możesz wyjść Lenek. Nic się nie stało. Szli przez las, aż nagle Lenek zatrzymał się. - Słyszę jakieś wycie! - Poczekaj. Musimy być gotowi do walki! – Ale ku jej zdziwieniu zza krzaka nie wysunął się wilk, ale wyjechał mały autobus, a Welmennost zdziwiło, że to właśnie autobus tak warczał. Zatrzymał się przed nimi, jakby chciał ich zaprosić do wsiadania. - Chodźmy – powiedział Lenek. - Nie. Czekaj – zawołała Welmennost. – A może to jakaś podróbka? Może... - A idź sobie, ze swoim może – powiedział Lenek i odjechał. Welmennost została sama. Weszła w głąb lasu i nagle zobaczyła wielkiego goryla! Goryl przycupnął obok niej i powiedział: -Jestem gorylem co szczęście przynosi. Chodź za mną. -Nie, nie pójdę. - Jestem gorylem, co szczęście przynosi. Jestem gorylem, co szczęście przynosi... – zaczęło się rozlegać ze wszystkich stron. Od tego uszy i w ogóle cała głowa zaczęła boleć Welmennost. -To była moja rozrywka nagrywana kamerą – odezwał się jakiś głos. Welmennost obejrzała się. Stała za nią koparka, a w niej facet w pomarańczowej bluzie. - A ty, kto jesteś? - Jestem Welmennost i szukam rodziców. - Twoi rodzice wyjechali do Meksyku – powiedział i odjechał. Welmennost stała i stała, aż usłyszała dźwięk jakiejś muzyki. Potem szła i szła, aż zobaczyła polanę, z której dobiegał ten dźwięk. Ku jej zdziwieniu, nie było tam nic. Po chwili zauważyła małą kamerę. Żyrafa przestraszyła się i uciekła. Welmennost spotkała żyrafę podobną do siebie. Razem poszły na lody i przedstawiły się sobie. - Ja jestem Lola, a ty jak się nazywasz? - Welmennost. Potem poszły do lasu. - Chodźmy na przygody. - A co to są przygody?


- To jest coś niebezpiecznego i pięknego! - Wrrr wolę nie iść na te przygody – stwierdziła Lola. - Chodź, będzie fajnie. - No dobrze, wrrr. Chodźmy. Wróciły do miasta, kupiły sztućce i jedzenie oraz ubrania. Potem wyruszyły w drogę. Kiedy weszły w las, usłyszały, jak coś warczy i zobaczyły mały samochodzik. Siedział w nim Lenek! - Zapraszam dziewczyny. - Oj, wsiadajmy – ucieszyła się Lola. - Ja, tak czy siak nie wsiadam. Idę na przygodę. I tak zrobiły. Podzieliły się bagażami i rozstały. Welmennost nie mogła pojąć, dlaczego jej przyjaciółka, nie chce iść z nią. W końcu pomyślała, ze może Lola chce od niej odpocząć. Następnego dnia Welmennost zadzwoniła do Loli, czy dziś się spotkają na lodach? - Nie mogę – powiedziała Lola – idę dziś do szkoły. - To ja idę do teatru – postanowiła Welmennost. *** W teatrze było ciemno, a po chwili rozświetliło się i Welmennost leciała na dno wielkiej, srebrnej rury ! Leciała i leciała, aż zobaczyła jej dno. Było całe w srebrnej wodzie! I Welmennost w tej chwili zrozumiała. Oni chcieli, żeby było odwrotnie, żeby to aktorzy siedzieli i oglądali, a widzowie – grali role. Przez te mysli, Welmennost nie zauważyła i wylądowała w sztucznej wodzie! W tym czasie Lola uczyła się fizyki. Kiedy zadzwonił dzwonek, wyjęła wielkiego arbuza i uciekła. Po drodze wzięła tornister, pobiegła do kuchni i zaczęła robić z arbuza lody arbuzowe. Potem wyjęła ananasa i zaczęła robić lody ananasowe. *** Tymczasem Welmennost zaczęła się miotać w niebieskim płótnie. - Hurra! Potwór schwytany – zawołał jakiś pan. Otworzył drzwi wielkiego kolorowego kwadratu. Z kwadratu wyszła piękna kobieta. W tej chwili... Welmennost domyśliła się, co to za bajka. To była księżniczka z morskiej fali. Jej ulubiona bajka! Nagle wszystkie światła w teatrze zgasły. Welmennost poczuła, że zasypia. Po chwili już zasnęła. Kiedy się obudziła, nadal było ciemno. Po chwili usłyszała kroki i zobaczyła ciemną sylwetkę. Jakaś postać niosła filiżanki. Welmennost rozpoznała Lolę. W dwóch filiżankach były lody. - Masz lody ananasowe? – spytała Welmennost. - Mam – powiedziała Lola. – A dla mnie arbuzowe. Zjadły lody i wyszły z teatru. - W gazecie pisało, że dzisiaj jest festyn wycinanek – powiedziała Lola. – Chodźmy sprawdzić. Na festynie wycinanek było super, a Welmennost zrobiła najbardziej kolorową wycinankę. Lola była po tej przygodzie zmęczona. Welmennost zaproponowała: - Chodźmy na lody. - Świetny pomysł. Dotarły do najbliższej lodziarni. Welmennost zjadła pół kilograma lodów ananasowych ze śmietanką, a Lola zjadła jeden i pół kilograma lodów cytrynowych z polewą czekoladową i jeszcze kupiły dwa arbuzy. Welmennost spytała: - A jeśli dopadnie nas jakaś niezwykła przygoda?


- To może się rozdzielimy - zaproponowała Lola. - Dobry pomysł - powiedziała Welmennost. I tak zrobiły *** Lola szła koło krętych murów teatralnych. Nagle jakaś postać potknęła się na niej gwałtownie i zawołała: - Nie wpychaj się, bo przez ciebie potknąłem się i straciłem nogę. Potem przyjechała karetka pogotowia i zabrała postać. W tym czasie Welmennost trafiła do fabryki ciasteczek. Tam umówiła się z fabrykantem, żeby zrobił takie wielkie ciacho, aż na całą fabrykę. Kiedy fabrykant zaczął robić ciastko, Welmennost wskoczyła do drzwi z napisem TYLKO DLA FABRYKANTÓW. Była tam wielka maszyna, która wyrabiała ciasteczka z kawałkami czekolady. Welmennost wcisnęła czarny guzik z napisem COFNIJ i wcisnęła czerwony guzik, z napisem ZIMNY. I od razu ciasteczka pojechały w druga stronę. Po chwili z maszyny wypłynęły pół ciastka pół lody czekoladowe. Welmennost wzięła lody o popędziła do najbliższej lodziarni i poprosiła, żeby sprzedawca zamroził lodowe ciasteczka. Welmennost rzuciła po pieniążku sprzedawcy i fabrykantowi, po czym popędziła do Loli. Zaczęły jeść. W końcu Lola spytała: - Skąd wzięłaś te lodociasteczka? Welmennost uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać. W czasie opowiadania jakiś chłopak wyrwał z ręki Loli lody i oblał nimi Lolę. To samo zrobił z Welmennost. Potem się zaśmiał i odbiegł. Lola zaśmiała się, ale Welmennost ją uspokoiła. Oto fabrykant niósł wielkie ciacho. - O wielka wiaro! Składamy ci w ofierze to oto ciastko, które kazałaś nam upiec. – Welmennost pomyślała: - Czy oni wszyscy poszaleli? Fabrykant położył u stóp Welmennost wielkie ciacho. - Lola, co zrobić? – spytała Welmennost. – Ale koleżanki nie było. Lola rozpłynęła się w tłumie. *** Welmennost po chwili znalazła się u malarza. - Co malujesz? – spytała. Malarz odpowiedział: - Wielkie ciacho. - AAAAAAAAAAAAAAa! – Welmennost wrzasnęła i uciekła do wyjścia. Ale niespodziewanie dwa silne węże oplotły ją jakby sznurem. A sam malarz zamienił się w kucharza, jego pędzel zamienił się w nóż a czerwona farba zamieniła się w pomidor. Zielona farba w kapustę, granatowa w borówki, fioletowa w śliwkę, żółta w cytrynę, pomarańczowa w pomarańcze a brązowa w chleb razowy. - Co z ciebie zrobić? Gulasz czy sałatkę owocową? Co by tu zrobić? Welmennost pomyślała: Co tu zrobić? Nagle przypomniała sobie, jak mama opowiadała jej o dobrej papudze Orinoko, więc zawołała: - Pomocy! Orinoko ratuj mnie! Welmennost usłyszała skrzek i węże się rozplotły. Żyrafa uciekła z zakładu. ***


- Nie mam ani chwili spokoju – pomyślała Welmennost. Nad swoja głową usłyszała głośne CMOK i po chwili zobaczyła spuszczających się po sznurach Lenka i Lolę! - Lenek, Lola. Skąd wy się tu.... – przerwała, bo Lola miała jakiś dziwny cień kolorowy i bluzkę z napisem LENEK JA CIĘ KOCHAM! Taką samą bluzkę miał Lenek. Tylko że jego cień był z kamienia. - Skąd wy macie takie cienie? – spytała Welmennost. - To z fabryki Szalonego Cienia. - Gdzie to jest? Lenek podał jej bilet. Na Krużmowskiej 8 przez 9 – przeczytała Welmennost. Ruszyła do drzwi. - Hej, gdzie idziesz? Jak za minutę ta fabryka nie będzie istnieć! Ale Welmennost zniknęła za drzwiami. Szła i szła, aż stanęła jak wryta. Nigdy nie była tak niemądra, żeby nie posłuchać swojej koleżanki. – Co, już nie istnieje? Chyba muszę wrócić. Obróciła się. Za nią był labirynt żywopłotu. Obróciła się do przodu. Tam też był labirynt, który prowadził do wysokiego bloku. Welmennost niepewnie ruszyła w stronę bloku. Kiedy była blisko, zobaczyła małą dziurę. Wślizgnęła się przez tę dziurę i znalazła się w ciemnym pomieszczeniu. Nagle komnata rozświetliła się tysiącami kolorowych świateł. W komnacie pojawił się dziwnie ubrany człowiek, który powiedział: - Ha, ha! Więc jednak jesteś ślicznotko! - Pan mnie oczekiwał? – spytała Welmennost. - Ależ tak! Oczywiście. Oczekiwałem cię sto a może tysiąc lat. A teraz, jaki chcesz cień? Welmennost rozejrzała się Wokół było mnóstwo cieni. Niektóre były złote, a niektóre srebrne, były morskie, purpurowe, diamentowe, kryształowe! I jeszcze były rubinowe! - No, jaki chcesz? Wybieeerrrrraaaaj! Człowiek nagle aż podskoczył, bo na zegarku wybiła godzina szósta. - O! Szybko, szybko wybieraj. Bo muszę znikać, to znaczy zamykać! Szybko! Weź ten jasnofioletowy cień i idź stąd! - Dzzzyń tik tak, dzzyń tik dzzyń tak! - Oj, idź już! – I po chwili człowieka i jego cieni już nie było. Zniknął. Welmennost została sama z jasnofioletowym cieniem. A jednak nie sama. Po chwili zobaczyła Lolę i Lenka. Takich jak dawniej. Jej fioletowy cień też znikł. - Lenek, Lola, co wy tu.... ... robicie! – dokończyła Lola. - I dlaczego nie macie cieni? – spytała Welmennost. - To dlatego, dlaczego i ty nie masz – zaśmiała się Lola. - Och dziewczyny! – zawołał Lenek – przecież Welmennost miała jechać do Egiptu. - Tak, ale jeden gość powiedział mi, ze moi rodzice są w Meksyku. - To zaprotestuj. Przecież są w Egipcie. - Nie! Są w Meksyku! - Twój list nawet mówił, że w Egipcie. - Przestańcie się kłócić! Welmennost pojedzie do obu krajów – zdecydowała Lola. - Paa Lola! Paa Lenek! Miłych dni przyjaciele! Kiedy samolot Welmennost odleciał, to Lola zaproponowała: - A może pójdziemy na lody? - Dobry pomysł. Chodźmy.


Lenek wybrał sobie lody bananowe a kawałki czekolady na lodach były dla niego smakołykiem. Loda wybrała sobie lody malinowe ze śmietanką. Mniam, mniam. Pycha! - Może pójdziemy do kina? - Tak – zgodził się Lenek. Welmennost leciała i leciała, aż wylądowała w Egipcie. Spytała po angielsku jakąś panią z dzieckiem, czy tu była pewna kobieta żyrafa Dora? - Owszem, ale wyjechała do Meksyku. Welmennost zobaczyła, że jej samolot właśnie odlatuje. Długo machała, ale nic z tego. Została sama. Przeszła na drugą stronę ulicy, weszła do sklepu i poprosiła o mapę całego Egiptu. A potem poszła na basen. Później poszła i kupiła samochód. Pojechała nim, aż utknęła między dwoma drzewami. Wysiadła z samochodu. Była w dżungli! Rozglądała się wokół i rozglądała, w końcu zapytała sama siebie: Gdzie ja jestem? To przecież dżungla! Zobaczyła inne żyrafy. A wśród nich była Lola! Lola zobaczyla Welmennost i zawołała: - Cześć, może pójdziemy na lody? Welmennost pierwszy raz pomyślała, że nie chce lodów. - A w ogóle Lola, jak się tu dostałaś? - Poleciałam samolotem razem z tobą! - Co?! Razem ze mną? – zdziwiła się Welmennost. - Tak, razem z tobą. - A teraz przepraszam, ale ja muszę już iść – powiedziała Welmennost. - Dokąd? - Na basen. Pa! Welmennost poszła na basen, zanurzyła się w wodzie i nagle poczuła, że na czymś płynie. Po chwili zasnęła. Kiedy się obudziła, leżała na lądzie otoczona białymi i ciemnymi żyrafami różnych ras. Najwyższa żyrafa przemówiła do niej: - Kim jesteś i skąd pochodzisz rozbitku, że zawitałeś w meksykańskie ziemie? Welmennost była ucieszona. Więc to Meksyk! - Jjeeestem – jąkała się - Welmennost. - Chodź, zaprowadzimy cię do wigwamu. Welmennost pytała różnych ludzi o Dorę, ale odpowiadali, że nie widzieli żadnych żyraf. Welmennost zrobiło się smutno i postanowiła pojechać do innego kraju. Do Egiptu. W Egipcie spotkała Lolę, która ją przywitała: - Cześć! - Częścią – odpowiedziała Welmennost. - Co częścią – zdziwiła się Lola. - Mówię, że jesteś moją częścią. To znaczy, że znów polecisz ze mną. - Co, nie lecę już z tobą do Egiptu, ja pojadę do Meksyku. - Okej – i rozstały się. Wsiadły do osobnych samolotów. W samolocie Loli było gorąco, więc rozebrała się do stanika. W samolocie Welmennost było przeciwnie, było lodowato, tak ze Welmennost ubrała się do kurtki. Kiedy Lola doleciała, to pomyślała, że Meksyk nie wygląda tak, jak ten w którym była; to samo pomyślała Welmennost o Egipcie. Welmennost długo nie mogła pojąć, dlaczego skóry żyraf są białe. Tak myślała, aż się z kimś zderzyła. To była Lola. - Cześć. - Cześć – powiedziały sobie i Lola dodała – ale muszę iść do szkoły włoskiej. - Skąd wiesz, ze to Włochy? - Tam pisze Italia i jest flaga Włoch. No to cześć. - Pa!


Kiedy Lola zniknęła za drzwiami budynku z napisem Scuola di Misica, pojawił się Ononon. - Ononon, ile lat się nie widzieliśmy! – wykrzyknęła Welmennost. - Nie wiem, może dwa, ale przyniosłem ci list od króla wilków – i rozwinął mapę. Na mapie nie było żadnych napisów. - Gdzie? Co? – była po prostu narysowana czerwoną kredką droga. – I to wszystko? – zapytała Welmennost. - To wszystko – powiedział Ononon i zniknął. Po chwili pojawił się razem z Lenkiem i Lolą. - No to co, ruszmy? – spytał Lenek. - Tak. I wszyscy zrobili krok w przód. A Welmennost powiedziała: - Musimy zrobić osiemnaście kroków do góry i od razu przed nimi wyrósł pagórek. Ale to nie wszystko, teraz musimy zrobić trzy kroki w dół – mówiła dalej Welmennost. Przed nimi wyrosła przepaść, do której wskoczyli. Teraz musimy iść prosto – to wyrosła ścieżka prosto. Teraz na górę, z góry prosto na górę... i tak szli, aż zobaczyli zakręt, którego na mapie nie było. Wtedy zakręciło im się w głowie. I kiedy się ocknęli, każdy był w innym miejscu! Welmennost leżała w dżungli otoczona przez żyrafy o skośnych oczach i o ciemnej skórze oraz o jasnej skórze. Najwyższa biała żyrafa powiedziała: - Dzień dobry królowo! Welmennost nie wiedziała, co odpowiedzieć. Tymczasem żyrafy zaczęły składać jej pokłon. - Czego chcesz o pani? – spytały. - Pragnę trochę wody – wykrztusiła Welmennost. Po chwili służba przyniosła liściany kocioł. Kiedy Welmennost łyknęła wody, poczuła że jest niegazowana. Potem odbyła się koronacja. Kiedy żyrafy włożyły na głowę Welmennost koronę... to ona zrzuciła ją wrzeszcząc. - Dość! Zawieźcie mnie do domu! - Bardzo chętnie panienko. Ale nie wiem gdzie? – powiedział woźnica. - Zaprzęgać konie! - Bardzo chętnie, ale nie wiem gdzie?! - Welmennost, czeka cię miła niespodzianka. Chodź za mną – usłyszała głos i zobaczyła niebieskie światło, które poprowadziło ją do skarbca. Leżała tam mapa i przyklejona do niej kartka z takimi słowami: Droga Welmennost, tamta mapa była fałszywa, a ta mapa jest prawdziwa. Patrz na nią. Welmennost popatrzyła na mapę: - Ależ to morze! Najprawdziwsze morze! A to Niemcy. - Zgadza się. Tam są twoi rodzice. A teraz czas na nas. Welmennost i tajemnicze światło wzbili się ponad kartki książki. Owe kartki zaczęły się przewracać w szalonym pędzie. Po chwili Welmennost była w ramionach mamy. - Moje ty dziecko – powiedziała mama. Ale wrzuciła Welmennost do książki. - Mamo, proszę, nie! A po chwili szła z Lenkiem, Lolą, Onononem po pustyni. - Idziemy już tak kilka tygodni – powiedział Ononon – jestem zmęczony. - Może pójdziemy na lody? – zaproponowała Lola. Ale okazało się, że w pobliżu lodziarni nie było. Wreszcie nadszedł wieczór. - Ale mi zimno. Chciałby ognisko. I nagle rozbłysło światło i wśród terenów pustynnych pojawiło się ognisko. Welmennost zasnęła od razu i jak co noc zamieniła się w papugę. Śniło jej się, że nie wiedziała, gdzie iść i zobaczyła, że kompot się wylewa i tworzy papugę podpisaną Orinoko. I Orinoko przemówiła: - Masz szukać magicznego przedmiotu, który wyczarował wszystkie twoje przygody!


- Acha, to już nie sen, to jawa. A na jawie wszystko się dzieje. – Obudziła Lenka, Lolę i Ononona i powiedziała: - Mamy tajną misję. - Jaką? – spytał Ononon. - Taką, że mamy odnaleźć przedmiot, który wyczarował wszystkie nasze przygody. - Psiakość, a ja myślałem, że ten list był najdziwniejszy – powiedział Ononon. - A ja, że wyjazd do Włoch. - A ja, że ten pociąg. Tak, ale chodźmy! - Ale gdzie? – spytał Lenek. - Wybieramy się do Niemiec – wyjaśniła Welmennost. – Chodźmy raźno chłopaki i dziewczyny. - Lepiej się rozdzielić – zaproponował Lenek – ja z Lolą, a ty z Onononem. - Dobra rada – powiedziała Lola i tak się rozdzielili. *** Welmennost i Ononon szli w gorących promieniach słońca. Kiedy wreszcie nastał wieczór, Welmennost zachciało się pić. Od razu je dostała. Zaczęła pić łapczywie, a Ononon rozglądał się, czy nie ma czegoś podejrzanego. Kiedy Welmennost piła, to nagle woda jej się wylała i olbrzymie tornado porwało wodę, Welmennost i Ononona. Po chwili Welmennost była półprzytomna, podobnie jak Ononon. Kiedy już oprzytomniała, szła po kuli ziemskiej, jak po drodze razem z Onononem. Z drugiej strony szli Lenek i Lola. Przy Niemczech wszyscy się zatrzymali i wpełzli do środka. W Niemczech było pięknie. Okazało się, że wylądowali w ogrodzie słynnego zamku. - Wejdźmy do środka, to zobaczymy, co nas tam spotka – powiedziała Welmennost. Weszli, a tam przepiękne sale i salony. Były tam szklane ściany i kolorowe podłogi, a na suficie wisiały piękne żyrandole i zwieszały się bukiety kwiatów. Do srebrnego tronu prowadziły złote schody. Welmennost weszła na schody, ale... nagle usłyszała głos: - Baczność wojowniku! – Lenek od razu się wyprostował. - A ty służąco, szoruj podłogę – Lola od razu zaczęła szorować. - A ty, myśliwy, idź na polowanie! – Ononon zniknął za drzwiami. - A ty... hmmm... ty będziesz dzwonnikiem. Welmennost zniknęła za drzwiami. I odtąd tajemniczy głos pojawiał się i rozkazywał, ale nigdy nie pokazywał im swojej twarzy. ... Jednak razu pewnego Welmennost zbuntowała się przeciwko głosowi. Głos powiedział: - Przez osiem lat mi służycie i ktoś mi się śmiał zbuntować! Pokażę więc moją prawdziwą postać – i na tronie ukazała się najpierw biała głowa, potem granatowy płaszcz, a potem całe białe ciało. - A więc kim jesteś? – spytała Welmennost. - Czarownikiem! – I nagle ze wszystkich stron zaczęły się schodzić czarownice. Czarownik uwiesił się na dzwonie i złapał Welmennost za szyję. Lenek zaczął odważnie wspinać się po sznurze, za nim uwiesili się Lola i Ononon. Zły czarownik wypuścił Welmennost. Spadała z tej samej strony, co przyjaciele. Wszyscy pospieszyli Welmennost z pomocą, ale uratował ją Lenek. Lola przyniosła trochę zimnej wody z kuchni. Ononon pogilgotał ją, ale ona nic. I właśnie teraz przyjaciele sobie uświadomili, że Welmennost nie żyje. Mama Welmennost powiedziała: - Skoro nasza córka nie żyje, to my się stąd pakujemy. - Tak – poparł ją tata Welmennost. - Ale nie, nie możecie – sprzeciwił się Lenek. - On ma rację – poparła go Lola.


- Nie! My idziemy. Rodzice Welmennost zniknęli za drzwiami. Ale teraz zaczęły czarownice – jedna z nożem, druga z nożycami, a trzecia z różdżką. Ta z różdżką pozbawiła Welmennost pamięci. Ta z nożycami obcięła Welmennost włosy. A ta z nożem... i w ostatniej chwili Maja i Michał oblali wszystkie trzy czarownice wodą. Wtedy cała piątka zaczęła się radować, ale niebawem przestała... Bo oto nagle pojawił się zły czarownik. Widząc, że jego czarownic nie ma wściekł się bardzo i popatrzył na żyrafy, które skuliły się wszystkie razem. Czarownik wyszedł do kuchni, żeby sporządzić miksturę. W tym czasie Lenek zapytał: - Co teraz? - Chodu – odpowiedział Ononon, ale Maja go zatrzymała. – Hej chłopie, ten czarownik może mieć kamery. - A... zgoda – i Ononon został z nimi. Nagle Lola wpadła na pomysł: - Kiedy powiem „start”, to Lenek puszcza ogień na czarownika, a Welmennost polewa go wodą. I tak zrobili. Kiedy Lola powiedziała „start”, Lenek i Welmennost zrobili to, co im kazała, i wnet czarownik zniknął. - Hurra! – zawołali. Teraz tylko trzeba znaleźć ten skarb. - Ja wam pokażę – powiedziała Welmennost. Poszli za tron. A tam było wielkie futro. W futrze była szkatułka, a w szkatułce – mała błyszcząca kulka. - To jest ten skarb! – powiedziała Welmennost – bez niego nie będę miała przygód. - To już czas iść z baśniowego świata? - Nie! Jeszcze muszę znaleźć rodziców – powiedziała Welmennost. - No cóż, przez ten krótko czas pójdę do szkoły kuchennej – postanowiła Lola. - Możemy iść z tobą? – spytała Welmennost. - Tak – odpowiedziała Lola. W tej szkole pachniało pieprzem, a wielkie pieczone kurczę piekło się na rożnie. Niektóre żyrafy piekły ciasteczka z dżemem i czekoladą. A Welmennost aż ciekła ślina na myśl o tych smakołykach. Lenek z apetytem rzucił się na jabłka, Maja zajadała gruszki, a Michał z apetytem gryzł mięsko. Lola zatem robiła chleb. Wielki apetyczny chleb! W kuchni apetycznie pachniało. Kiedy wyszli ze szkoły kuchennej, Lenek zaprosił ich do teatru i to była prawdziwa „Księżniczka z morskiej fali”. Potem Lola zaprosiła wszystkich na wspólne lody! Aż na koniec każdy się rozszedł do swojego domu. Następnego dnia poszli na wyprawę, aż zobaczyli jezioro żab. - Cześć żaby! – powiedziała Welmennost. - Cześć – zarechotały żaby. – Chcesz posłuchać naszej smutnej historii? - Chętnie. Nawet bardzo chętnie. - A więc tak... – zaczęły żaby - ...kiedyś jedna z naszych żab otruła się workiem foliowym i zaniemogła ciężko. Wtedy przybył uczony i powiedział tak:- Żeby żaba wyzdrowiała, trzeba jej syropu z wodorostów. Długo tego syropu szukano, aż się znalazł na Atlantydzie i tym sposobem wyleczono chorą. - Bardzo ciekawa historia – pochwali Welmennost. – A może chcecie wpaść do nas na kwiatową herbatkę? - Tak, oczywiście. Po herbatce ruszyli dalej, aż doszli na łąkę. Tam się zatrzymali, żeby odpocząć chwilkę, a Welmennost zatęskniła za rodzicami. Rodzice od razu się pojawili. Razem wrócili z wyprawy.


- No, a teraz pora na rodzinne zdjęcie! – I Welmennost i jej przyjaciele i rodzice ustawili się do rodzinnego zdjęcia. KONIEC - To już koniec opowieści – powiedziała żyrafa Wena i odłożyła książkę na półkę.

O żyrafie co przygody miala  

Historia żyrafy Welminnost napisana przez Kamilę l. 7

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you