Page 1

Październik 2013 (1/2)

Miesięcznik Stworzony przez studentów

TEMAT MIESIĄCA MIESZKANIE JAK Z HORRORU S.4-5

źródło fot. : http://www.visualhollywood.com

szybkie hot-dogi, tanie hamburgery! s.39-40 co ćpa statystyczny kowalski? s.6-7

WALDEMAR FORNALIKJEDYNY POLAK..... S.45


Spis treści

Słowo wstępu…………………………………....…s.3

Sprawy Społeczne 1. Mieszkanie jak z horroru………………………………..…...s.4-5

Kuchnia i Żywienie 20. Szybkie hot-dogi, tanie hamburgery...............….s.39-40 21. Zdrowe, tanie gotowanie!..................................s.40-42

Sport

2. Co ćpa statystyczny Kowalski?................................s.6-7

22. Futsal w czterech ścianach…………………………..…s.43-44

3. W Babilonie………………………………………………………...s.8-9

23. Waldemar Fornalik – jedyny Polak, który do Anglii udał się by stracić pracę!.................................................s.45

4. Nie jestem prostytutką! Nie stoję na ulicy!.........s.10-11 5. Internetowa fascynacja………………………………..….s.12-13

Źródło fot.: http://feldziarz.pl

6. Powrót do słoików……………………………………….……....s.14

Student 7. Kierunek widmo……………………………………………...……s.15 8. Dla chcącego nic trudnego………………………….…..s.16-17 9. Za czym kolejka ta stoi?......................................s.18-19 10. Akademiki okiem studenta…………………………..…s.20-21 11. (BEZ?) Płatne studia stacjonarne…………………....s.22-23

Rynek Pracy 12. Praca w McDonalds z trupem w tle………..….……s.24-25 13. Magister w McDonalds………………..................…s.26-27

Ludzie 14. Nieprzeciętny człowiek o przeciętnym nazwiskus.28-30

Kultura 15. Akademia X muzy…………………………………….……..s.31-32 16. Magiczne miejsce….Rozlewisko……………………...s.32-33 17. Rozegraj to jeszcze raz…………………………………….s.33-34

Ciekawe Miejsca 18. Wąchock miastem cudów?……………..................s.35-37

Rozrywka 19. DżInSoWe DIY, czyli zrób to sam!.............................s.38

2

stopka redakcyjna wydawca: dr Jolanta Dzierżyńska redaktor naczelny: Kinga Antosik Redaktor techniczny i opracowanie garficzne: Joanna Wyrębkiewicz Opracowanie stylistyczne i ortograficzne tekstów: ewa kiełbowicz autorzy tekstów: Anna zarzycka, ewa kiełbowicz, kinga antosik, dawid skrzypczyk, anna roterman, katarzyna kozdęba, Małgorzata grzywalska,wojciech rdzanek,paweł puchalski, łukasz kowalik, anna kuc, adrian gałkiewicz, michał karczewski, magdalena bielak, dawid kozera, monika skórska pomoc w opracowaniu graficznym : mateusz niekłań

Październik 2013 (1/2)


SŁOWO WSTĘPU

Drogi Czytelniku!

S worzyć coś, co będzie ciekawe dla wszystkich. Nie zamykać się w pewnych ramach, nie

t

szukać sensacji, pisać o tym, co nas samych interesuje. Taka myśl przyświecała nam przy tworzeniu tego pisma. My podeszliśmy do stworzenia tej gazety jak do egzaminu, którego wynikiem będzie to jak odbiorą nas czytelnicy. Włożyliśmy w nasze dzieło mnóstwo pracy, zaangażowania i cząstkę siebie. Chcieliśmy poruszyć tematy, które zainteresują wszystkich, ale o których mamy pojęcie, z którymi się utożsamiamy. Tak powstała „Pressja”- miesięcznik, który z każdą kolejną stroną niesie nowe informacje, przedstawia nowe poglądy, bada znane już sprawy od nieznanej strony, ułatwia zrozumienie zbyt trudnych do zrozumienia spraw, pomaga zauważyć to co do tej pory nie było zauważane. Znajdziecie w nim wiele różnych tytułów, poruszających wiele różnych spraw, jedyne co je łączy to oczy, przez które te wszystkie sprawy są widziane, oczy studenta. Dlaczego PRESSja? Bo żyjemy pod presją, presja towarzyszy dziś wszystkim. Cokolwiek robimy czujemy presję… Miesięcznik ten to efekt pracy 17 studentów dziennikarstwa. Każdy z nas jest inny, ma swoje pasje, zainteresowania, poglądy, pragnienia, dlatego też każda strona naszej gazety będzie inna, ale tak samo interesująca. Nie będzie to miesięcznik o studentach i tylko dla studentów, będzie to miesięcznik pisany oczami studenta. Pomyśleliśmy, że nikt nie zrobi tego lepiej niż my, bo żyjemy na tym samym świecie co Wy, oddychamy tym samym powietrzem, zastanawiamy się nad tymi samymi rzeczami, ale widzimy je często z naszej perspektywy, perspektywy młodego człowieka wchodzącego w dorosłe życie jak w paszczę lwa, a dodatkowo przez kilka ostatnich lat pilnie uczyliśmy się jak swoje poglądy przelać na papier. Czy nasza ciężka praca dała upragnione owoce? Zapraszam na kolejną stronę… :) Redaktor Naczelny:

Kinga Antosik 3


Sprawy Społeczne

Źródło fot.: http3.bp.blogspot.com

MIESZKANIE JAK Z HORRORU MIESZKANIE JAK Z HORRORU Często słyszy się o właścicielach mieszkań poszkodowanych przez studentów. Według powszechnej opinii studenci nie płacą w terminie, ciągle imprezują, nie sprzątają, nie szanują czyjejś własności, są głośni i bez żadnych zasad. W ogłoszeniach czytam - ,,nie wynajmuję studentom!”. Może jednak warto spojrzeć też na drugą stronę medalu i zastanowić się nad tym, czy właściciele mieszkań są fair wobec studentów. Felieton

Z

opowieści usłyszanych od znajomych i z własnych doświadczeń wiem, że można trafić na właściciela, który zamieni nasze życie w koszmar albo sprawi, że poczujemy się jak bohaterowie komedii, w której wcale nie chcemy grać. Już samo znalezienie mieszkania nie jest łatwe. Po długim przeglądaniu gazet wreszcie trafiłam na odpowiednie ogłoszenie, z którego wynikało, że to mieszkanie idealne dla mnie. Oprócz pokoju miało mieć w pełni wyposażoną kuchnię i łazienkę. Niestety rzeczywistość nie była już taka kolorowa. Szkoda, że w ogłoszeniu nie wspomniano o tym, 4

że kuchnia i łazienka to właściwie jedno i to samo pomieszczenie. Kiedy dotarłam na miejsce zobaczyłam pożółkłą wannę stojącą tuż obok kuchenki. Perspektywa kąpania się w kuchni jakoś niekoniecznie mi się podobała. Właścicielka nie widziała w tym nic dziwnego i chwaliła się swoją umiejętnością organizacji na małej powierzchni. Była też pralka, ale pani zasugerowała, że najlepiej byłoby gdybym oszczędzała wodę i zawoziła swoje brudne rzeczy do domu. Biorąc pod uwagę, że mój dom znajduje się w odległości 50 km nie wyobrażałam sobie takiego rozwiązania.

był student, który miał kontynuować naukę w Warszawie. Uprzedził mnie tylko, że nie zabiera ze sobą wszystkich rzeczy i dlatego raz w miesiącu będzie wracał po niektóre z nich. Zdziwiłam się kiedy pojawił się po tygodniu.Oczywiście zaczęło się to powtarzać w każdy weekend. Miał swój poranny rytuał, około 6 rano zaczynał płukać sobie gardło przy otwartych drzwiach od łazienki, później przez około pół godziny dawał koncert charkania i plucia. Było to tak głośne, że kilka razy myślałam, że trzeba będzie dzwonić po pogotowie, bo może się dusi i umiera. Niestety nie udało mi się zrozumieć sensu tej czynności, bo medycznego powodu raczej nie Zdecydowałam się wreszcie na było. Dolegliwość znikała kiedy mieszkanie, którego właścicielem tylko nocowali u niego znajomi. Październik 2013 (1/2)


Sprawy Społeczne Oprócz tego był męską wersją perfekcyjnej pani domu. Raz zrobił mi straszną awanturę o to, że zostawiłam na stole nieumyty widelec. Jeszcze dziwniej czułam się, kiedy przychodził do niego kolega, zamykali się w pokoju i siedzieli po ciemku w ciszy. Może to jakaś nowa forma medytacji, o której akurat nie mam pojęcia. Kłótnie były też o każde odwiedziny moich znajomych. Kiedy przyjechała do mnie koleżanka stwierdził, że czynsz powinien być wyższy skoro w mieszkaniu mieszka więcej osób. Najbardziej zdziwiłam się gdy okazało się, że wszystkie rachunki muszę opłacać sama, pomimo tego, że spędzał tam weekendy. Na tym moja przygoda z tym mieszkaniem dobiegła końca. Kolejnym razem postanowiłam zamieszkać ze znajomymi. Okazało się, że znalezienie mieszkania wcale nie było łatwiejsze. Powodem była para, która miała z nami mieszkać. Starsze panie, kiedy tylko o tym usłyszały kończyły z nami rozmowę. Jedna z nich wytłumaczyła nam dlaczego: ,,Koleżanki to mi mówiły: tylko nie bierz pary bez ślubu, pójdziesz później do piekła, bo na to pozwalasz. A co by ksiądz na to powiedział? Jak pokażecie dokumenty, że to już po bożemu to możecie się wprowadzić. Bo ja nie pozwolę, żeby w moim domu dochodziło do

Źródło fot. :www.google.pl

rozpusty”. Po wielu nieudanych próbach wreszcie udało nam się coś znaleźć. Właścicielka na początku wydawała się bardzo odpowiedzialna, można było bez problemu się z nią porozumieć. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy okazało się, że w naszym mieszkaniu prawie wszystko jest popsute. Klamki i krany zostawały mi w ręce, wanna przeciekała, kuchenka się zepsuła, ale za to dostaliśmy stary prodiż z lat 90-tych. W moim materacu znajdowała się dziura, do której wpadałam w nocy, a z mieszkania nad nami co weekend od rana dobiegały głośne odgłosy piłowania. Biorąc pod uwagę fakt, że systematycznie wnosili na piętro deski, doszliśmy do wniosku, że może robią trumny. Pewnego dnia właścicielka wpadła na pomysł podwyższenia czynszu, a żeby poruszyć nasze sumienia

przyprowadziła z e sobą córkę. Zaczęła opowiadać, że musi ją przecież utrzymać i sugerowała, że to my jesteśmy odpowiedzialni za jej wyżywienie. Później zaczęły się problemy z sąsiadami. Starsza pani przybiegała zapłakana, ponieważ twierdziła, że przeszkadza jej kiedy wieczorem słyszy lanie się wody. Nasze tłumaczenia, że kończymy zajęcia o 19:00 i raczej ciężko z wody nie korzystać wcale jej nie przekonywały. Powiedziała, że pozbiera

wpisy od innych ludzi, że źle się zachowujemy iżeby wyrzucono nas z mieszkania. Jeszcze więcej historii nasłuchałam się od moich znajomych. Jedna z właścicielek codziennie rano włączała radio i śpiewała na całe gardło nie przejmując się brakiem swoich wokalnych umiejętności. Kolejna systematycznie grzebała w rzeczach znajomej. Któregoś dnia, kiedy koleżanka zostawiła włączony komputer, kobieta włamała się na jej konto na Facebook’u i zrobiła później awanturę o to, że w złym świetle przedstawia jej okolicę. Oprócz tego pościągała ze ścian jej plakaty, określając je jako obsceniczne - przedstawiały wokalistów rockowych bez koszulek. Ostatecznie wyrzuciła ją z mieszkania. Jako powód podała, że nie będzie mieszkać pod jednym dachem z opętaną osobą, która ubiera się jak na pogrzeb i słucha darcia mordy przez cały dzień. Na pożegnanie zasugerował wizytę u egzorcysty. Wybierając mieszkanie trzeba więc być bardzo ostrożnym i najlepiej sporządzić dokładną umowę, w której jasno będą określone wszystkie szczegóły. Ale i tak najlepiej jest być przygotowanym na wszystko, bo właściciele mieszkań często potrafią zapewnić naprawdę mocne wrażenia, o których trudno będzie zapomnieć.

Anna Roterman

5


Sprawy Społeczne

CO ĆPA STATYSTYCZNY KOWALSKI? Głównie konopie indyjskie, amfetaminę, ecstasy. W tej kolejności, oczywiście, nie wliczając legalnych substancji psychoaktywnych. Tak, legalnych.

J

eśli o tych mowa, Światowy Raport ds. Narkotyków (World Drug Report 2013) pokazuje skalę problemu w Polsce, i Europie. Statystyka jakiejkolwiek styczności z legalnymi substancjami imitujący działanie nielegalnych środków, w przedziale wiekowym 15-24 (Experience with legal substances that imitate the effects of illicit drugs) jest wprost przerażająca.

Pod względem użytkowania tego rodzaju specyfików Polska plasuje się na drugim miejscu ze wskaźnikiem 9 punktów. Osiem procent przekroczyła jeszcze tylko Łotwa oraz Anglia. Pozostałe państwa europejskie, sklasyfikowane w badaniu, oscylują wokół wyniku 3-4 z małymi odchyleniami. Estonia, Francja oraz Luksemburg to okolice 5-6 punktów procentowych.

Pierwsze miejsce to Wielka Brytania (22.9), Polska z wynikiem niespełna 17 procent to drugi kraj na liście odpowiada osiemnastu krajom europejskim – razem wziętym!

Można nie wierzyć statystykom, uważać je za wyolbrzymione, czy zmanipulowane, nie możemy jednak ignorować rodzącego się problemu. W Polsce oraz Europie Sprawa wygląda rodzi się i trwa w najlepsze Z wynikiem 16 procent jeszcze gorzej pod względem nowa moda pośród młodzieży, tych substancji. choć nie tylko. Nie chodzi tu wyprzedza nas jedynie Irlandia! dystrybucji

Źródło fot. : www. gazeta.pl

6

Październik 2013 (1/2)


Sprawy Społeczne jedynie o potoczne „dopalacze”, z którymi tak zawzięcie walczył rząd – walczył z powodu kilku lekkomyślnych gówniarzy nie potrafiących niczego robić z głową. Odtrąbiwszy sukces, politycy zniwelowali oficjalne i jakże ogromne zagrożenie, nabili kapitał polityczny, ocalili kilkanaście (lub kilkaset) tysięcy istnień od strasznej śmierci z przedawkowania. Strychniny wymieszanej w stosunku jeden do jednego z mąką. Kryzys zażegnany, chorągiewka o nazwie „opinia publiczna” uspokojona. Tymczasem problem środków odurzających, zarówno tych legalnych jak i nielegalnych, narasta niczym kula śniegu tocząca się ze zbocza Mount Everest. Każdy mniej lub bardziej Albo lepiej Giewontu. rozgarnięty student chemii Wielu ekspertów w powinien wiedzieć jak ją otrzymać, Europie mówi jednym głosem jeśli chce dorobić do marnego – my nie przegrywamy wojny z stypendium. narkotykami, my ją przegraliśmy Została ona zbadana, – dobrze, a raczej „niedobrze”, sklasyfikowana w niejednej obrazuje to przyszłość. publikacji i przede wszystkim Za pośrednictwem jest substancją nielegalną. Internetu każdy użytkownik Czy to samo możemy niezależnie od jego wieku, powiedzieć o jej internetowym oraz co najważniejsze „zamienniku” stworzonym przez inteligencji, jest w stanie chińskich chemików w piwnicy, zamówić środki odurzające. O z rosyjskich odczynników działaniu podobnym lub wręcz chemicznych wątpliwego identycznym do amfetaminy, pochodzenia, przetrzymywaną kokainy, ecstasy, marihuany czy w nieodpowiednich warunkach LSD. A to tylko część możliwości podczas transportu? twórców tzw. designer drugs. Jak wpłynie na młodą osobę, Bo, co paradoksalne, gdy ta wiedziona ciekawością, wiemy jak chemicznie wygląda podpuszczana przez kolegów, amfetamina – jakie jest jej przyjmie dawkę niebezpieczną dla działanie, skutki uboczne oraz życia czy zdrowia? szkodliwość dla organizmu.

Źródło fot.: www.totest.pl

W parze z tak wielkim rynkiem, legalnych przecież substancji, idą równie wielkie pieniądze. Nieograniczone możliwości dystrybucji, bezproblemowa przesyłka wprost do domu, ogromny rynek zbytu. Dopóki znów młodzi ludzie nie zaczną trafiać do szpitali, umierać z powodu powikłań, media wciąż o tym trąbić, a politycy debatować – i pewnie znów wszystko wróci do jako-takiej normy. Tylko na jak długo? Dawid Skrzypczyk

7


Sprawy Społeczne

Źródło fot.: www.google.pl

W BABILONIE Temat legalizacji miękkich narkotyków nie wychodzi z mody. Temat bardzo obszerny, o którym można by spokojnie napisać parę tomów. Problem w dużej mierze także światowy. Czy w Polsce możemy liczyć na odwilż związaną z paleniem marihuany?

P

alenie marihuany było znane i modne już w starożytnym Rzymie. Podobnie jak opium znane już od wieków jako mocny środek przeciwbólowy. Jeszcze półwiecze temu w wielu krajach w aptekach sprzedawało się tabletki zawierające kokainę, lub amfetaminę które zwalczały katar! Wszystkie wymienione powyżej substancję (oprócz amfetaminy) są składnikami roślin występujących w naturze. Za mało miejsca żeby rozwodzić się nad powodami dla których substancje te są obecnie uznawane za szkodliwe na niemal całym globie. Zainteresowanych odsyłam do filmów dokumentalnych dostępnych na serwisie YouTube.com: „The 8

Union”, „Amerykański wojna z narkotykami” lub „Super zioło”, produkcji popartej autorytetem stacji National Geographic. To prawdziwa, profesjonalna skarbnica wiedzy. Sądzę że nawet gandża sceptycy po obejrzeniu tych filmów mogą zmienić swój pogląd na sprawy związane z marihuaną. Przede wszystkim marihuana powinna zostać zalegalizowana jako środek medyczny. Kanabinoidy zawarte w marihuanie mają całą gamę zastosowań w leczeniu wielu schorzeń, na które nie wynaleziono jeszcze skutecznych środków chemicznych. Jeśli miałbyś raka, pomyśl, wolałbyś leczyć się naturalnym „ziołem” czy trującą

Cię jeszcze bardziej chemią zalecaną przez duże koncerny farmaceutyczne? Wiele badań wykazało już skuteczność używania THC (Tetrahydrokannabinol) zawartego w marihuanie przy leczeniu nowotworów. Podobnie sprawy mają się z padaczką. Przykładem dziewczynka mająca ponad 2,5 tys. (!) ataków padaczki dziennie. Pomyślcie jaka to udręka, zero normalnego życia. Klasyczne leczenie nie przynosiło efektów, niektóre terapie powodowały nawet pogorszenie stanu pacjentki. Ostatecznie jej rodzice postanowili spróbować terapii medyczną marihuaną. W ciągu 1,5 roku, ilość ataków spadła do trzech dziennie. Ciężko uwierzyć? Odsyłam do artykułu na serwisie Gazeta.pl. Październik 2013 (1/2)


Sprawy Społeczne Polskie prawo, samo zaczyna generować patologiczne przypadki. Jak podało TVN24, w Polsce pomimo prawnego zakazu, klasyfikującego marihuanę w kategorii 1P (substancję psychoaktywne o braku zastosowań medycznych oraz dużym potencjałem uzależnień), dostępny na receptę jest aerozol „Setivex” który pomagać ma osobom ze stwardnieniem rozsianym, a więc kolejną ciężką chorobą. Były minister zdrowia, Marek Balicki, zauważa problem: składnik leku koliduje z zapisem w ustawie o przeciwdziałaniu narkomani. Pomimo tego politycy dalej nie widzą problemu w kontynuowaniu obecnej polityki narkotykowej. Powszechnie w kręgach politycznych uważa się że uznanie marihuany w celach leczniczych posłuży tylko za furtkę do całkowitej legalizacji.

Źródło Fot.: www.papilot.pl

Na koniec warto też wspomnieć że bez regulacji prawnej dotyczącej hodowli i dystrybucji roślin konopii indyjskich daję się większą władzę organizacjom przestępczym. Przydatne jest tu porównanie do ustawy prohibicji alkoholowej w Stanach Zjednoczonych w latach 1919-1933. Ustawa o prohibicji była niezręcznym posunięciem socjotechniki i przyczyniła się do konsolidacji i doskonalenia działań amerykańskich instytucji przestępczych. W ten sam sposób działa to na całym świecie. Adrian Gałkiewicz

Źródło fot. : www.wp.pl

9


Sprawy Społeczne

NIE JESTEM PROSTYTUTKĄ! NIE STOJĘ NA ULICY! Zewsząd słyszymy moralitety piętnujące kobiety, które wchodzą w relacje sponsorowane. Psycholodzy przestrzegają przed destrukcyjnymi dla psychiki skutkami „zawoalowanej prostytucji”, jak określają sponsoring. Wśród społeczeństwa krąży już utarty schemat biednej studentki, która wyrywa się z zabitej dechami dziury do dużego miasta, gdzie decyduje się zarabiać na swoje utrzymanie sprzedając swoje ciało. - Klienci mają wobec nas różne zachcianki, ometkowaane ubrania oczekiwania - mówi Marta, i kosmetyki. Najczęściej to właśnie zeczywistość nie jest studentka z Warszawy - Czasami wzrost potrzeb konsumpcyjnych jednak taka prosta, a przyczyn chcą porozmawiać, wyjść do kina, oraz chęć szybkiego osiągnięcia sponsoringu jest wiele. Prof. na kolację, wyjechać na weekend. wysokiego standardu życia skłania Tomasz Szlendak, dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, uważa, że na rosnącą skalę zjawiska ma wpływ destabilizacja klasycznego rynku matrymonialnego, nierówności społeczne i pornografizacja kultury.

R

Źródło fot.: www.msite.pl

-Uprzedmiotownienie ciała, zamknięty dla młodych rynek dochodowej pracy, rosnąca nierówność społeczna - jednym słowem, jaka kultura, takie relacje między ludźmi.- mówi. Sponsoring to trwalsza relacja z jednym partnerem, znacznie rzadziej z kilkoma naraz. Tyle, że w grę od początku i w sposób nieskrępowany wchodzą pieniądze. Sponsor opłaca utrzymance czesne, łoży na życie, funduje kosztowne rozrywki i gadżety. W zamian oczekuje od niej szeroko pojętej dyspozycyjności. 10

Zdarzają się również wyjścia na młode kobiety do rozglądania się za służbowe bankiety. Seks jest nieraz sponsorem. Marta nie ukrywa, że tylko dodatkiem. to głównie dlatego zaczęła zarabiać ciałem. Kiedy przyjrzymy sie bliżej temu zjawisku, dostrzerzemy - Uwielbiam swoją pracę, bo jego zróżnicowanie. Owszem, dzięki niej stać mnie praktycznie są dziewczyny w dramatycznie na wszystko. W trakcie studiów trudnej sytuacji finansowej, które próbowałam zając się czymś czują sie upodlone tym, co robią. innym, pracowałam w barze, ale Niektóre z nich deklarują, że szukają sponsoring przyzwyczaił mnie do sponsora, ponieważ chcą przeżyć większych pieniędzy niż te, które przygodę, poczuć dreszcz emocji. otrzymywałam np. jako kelnerka. Są też takie, które łączą „przyjemne z pożytecznym”, szukają łatwego i Według prof. Szlendaka nie jest to szybkiego źródła dochodów, aby klasyczna prostytucja, ponieważ zapewnić sobie środki nie tylko sponsorowana sama wybiera sobie na utrzymanie, ale też droższe sponsora spośród chętnych, kierując Październik 2013 (1/2)


Źródło fot.: www.fakt.pl

się swoimi potrzebami i gustem. mężczyzna zajmuje Obie strony wchodzą w dłuższą mną „na relację o intymnym charakterze, nierzadko przeradzającą się w miłość i związek.

s i ę

- Zakochałam się w swoim kliencie i postanowiliśmy być razem. Po studiach zaczęłam pracować w jego firmie - opowiada Sylwia, która również studiowała w Warszawie - Jestem szczęśliwa, mam wszystko o czym marzy większość kobiet - cudownego faceta, fajną pracę, żyję na wysokim poziomie. Nigdy nie będę żałować, że wybrałam takie życie. Kobiety w relacjach opartych na sponsoringu czują się różnie niektóre cierpią, że z powodów ekonomicznych muszą to robić, niektóre w ciągu całego związku walczą z własnymi uczuciami i starają się zachować emocjonalny chłód, inne swoich sponsorów traktują jak mężów albo kochanków.

Sprawy Społeczne myślą więc o sobie w kategoriach „przyjaciółki” czy „kochanki”. Nie rozumieją dlaczego ich postępowanie uznawane jest za społecznie naganne. -

godziny”.

Studentki, które wybrały ten styl życia potrafią zręcznie racjonalizować swoje zachowanie. Uważają, że prostytutki pracują na ulicy lub w agencji, a one nigdy by się na to nie zdecydowały. W relacji sponsorowanej to kobieta - Od początku studiów miałam decyduje z kim pójdzie do łóżka. dziewczyny trzech sponsorów - zdradza Sponsorowane Marta - Kiedy rozpoczęłam studia magisterskie poznałam chłopaka. Chciałam z nim być, dlatego zrezygnowałałam z układów sponsorskich. Jednak po pół roku brakowało mi całej tej otoczki potajemnych schadzek. Odeszłam od niego. To była ciężka decyzja. Po jakimś czasie znów spróbowałam, związałam się z kimś innym i skończyło sie tak samo. Ja chyba nie jestem stworzona do bycia w związku, duszę się w nim. Znalazłam więc sobie nowego sponsora. Teraz wiem już, że w zupełności wystarcza mi, gdy Źródło fot.:www.zwierciadło.pl

Przecież na p o d o b n y c h zasadach często ludzie wchodzą w związki małżeńskie, mężczyzna utrzymuje rodzinę a kobieta ma siedzieć w domu - mówi Marta i dodaje

- Liczę na większą akceptację i zrozumienie. Liczę, że ludzie w końcu przestaną nas postrzegać jak ulicznice i zrozumią, że to jest nasz styl życia. To, że jestem w niestandardowym związku erotycznym nie czyni ze mnie prostytutki. My nie stoimy na ulicach i nie prowokujemy mężczyzn, oni do nas przychodzą z własnego wyboru. Ewa Kiełbowicz

11


Sprawy Społeczne

Internetowa fascynacja Wiek XXI przyniósł ze sobą rozwój Internetu, a wraz z nim - rozwój internetowych znajomości. Wielu z nas posiada dzisiaj konto na portalach społecznościowych, nie tylko takich jak Nasza Klasa czy Facebook, ale i na randkowych. Przecież nikt nie lubi czuć się samotny i chciałby kogoś mieć, bądź też po prostu chce nawiązać nowe kontakty i poszerzyć swój krąg znajomych. Tu właśnie Internet otwiera wiele nowych możliwości przed licznym gronem żądnych i spragnionych nowych przygód internautów.

Jeśli przypadkiem okaże się, że ma podobne upodobania do ciebie, to twoja sympatia do niego zapewne wzrasta. Choć czasem inne gusta też mogą wzbudzać ciekawość, bo przeciwieństwa się przyciągają, a przy okazji można dowiedzieć się czegoś nowego. Natomiast kiedy nadchodzi już etap wyczerpania tematów lub odwrotnie – kiedy jest ich aż tak dużo, że nie sposób o nich pisać, to któraś ze stron wychodzi z inicjatywą spotkania. Dlaczego ludzie właściwie decydują się spotykać? Większość z nich robi to po prostu z ciekawości, by zobaczyć komu poświęcali tyle czasu w rozmowach. Inni chcą urzeczywistnić swoje marzenia o związku i przekonać się czy ten ktoś

C

zego konkretnie szukają ludzie wchodzący na tego typu portale? Tego nie wiemy dokładnie, ponieważ poszukujący jasno określa swoje wymagania co do osoby, którą chciałby poznać, bądź ujawnia je podczas internetowop o z n a w c z e j konwersacji, by wprowadzić „aurę tajemniczości”. Przypuszczam, że najzwyczajniej w świecie może to być jeden ze sposobów spędzenia wolnego czasu poprzez pisanie w sieci. Kim są nieznajomi znajdujący się na czatach? Tego też nie wiemy. Nie możemy mieć bowiem pewności co do prawdziwości informacji, jakie podają sami o sobie. Droga poznania może być tylko jedna – w realu. Jednak by do tego doszło niezbędna jest pewna ciekawość, która pobudzi do tego, że zechcemy poznać daną osobę. Ta bierze się zazwyczaj z niezliczonych rozmów poprzez różnego rodzaju czaty, gg, komunikatory na portalach 12

Źródło fot.:wp.pl

itp. W momencie kiedy dochodzi do wzajemnego zainteresowania pojawia się chęć poznania u obydwu stron – o owym nieznajomym chcesz wiedzieć coraz więcej i więcej. Pierwsze informacje jakie ci się udaje o nim uzyskać to podstawowe dane typu – imię, wiek, miejsce zamieszkania, preferencje kulturalne oraz to, czym się obecnie zajmuje.

rzeczywiście ich fascynuje i jest wart dalszej uwagi. Osobiście uważam, że znajomości internetowe są dobre dla osób, które mają do tego neutralne podejście – nie zakochują się od razu wirtualnie i po spotkaniu nie oczekują zaangażowania. Myślę tak ze względu na ludzi, którzy podają na portalach, że szukają kogoś do poważnego związku, bo niestety mogą się bardzo Październik 2013 (1/2)


Sprawy Społeczne rozczarować. Druga osoba wcale nie musi myśleć tak samo – może po prostu chce tylko kogoś poznać i to wszystko. Powodów do poznania może być wiele – czasem jest to nie tylko chęć zawarcia nowej znajomości, ale także potrzeba znalezienia osoby towarzyszącej na wesele, na jakiś wspólny wyjazd, do uczestnictwa w wybranym wydarzeniu, bądź też dla zaspokojenia potrzeb seksualnych. Prawda jest taka, że między światem wirtualnym, a rzeczywistym bywa znacząca różnica i może się okazać, że osoba, z którą piszecie jest zupełnie inna niż ta na jaką się kreowała w waszych oczach. Wracając do spotkania – oczywiście zawsze istnieje ta niepewność, że może ktoś jednak nie przyjdzie, rozmyśli się i w głowie pojawia się mnóstwo wątpliwości. Przypuszczalnie „nowo poznani” na pierwszym spotkaniu nie czują się komfortowo nie wiedząc do końca z kim mają do czynienia, bo nie ukrywajmy - w internecie można być kim się chce i „wkręcać” ludziom różne niestworzone bajki. Oczywiście nie będę od razu zakładać pesymistycznego scenariusza, ale wiadomo jednak, że internetowe znajomości niosą czasem ze sobą pewne niebezpieczeństwa, więc trzeba być przezornym i zachować pewien dystans. Jednakże patrząc na to z drugiej strony, odnoszę wrażenie, że ludzie starają się sobie wzajemnie zaimponować, pozyskać dobre uznanie drugiej strony, a w efekcie końcowym korzystnie się zaprezentować. A najlepiej dać do zrozumienia – „właśnie ja jestem tą osobą, której szukasz, bądź tą którą powinieneś/powinnaś lepiej poznać”. Rzeczywiście zdarza się, że spotykają się ludzie jakby dla siebie stworzeni, którzy potrafią się odnaleźć zarówno w sferze wirtualnej jak i rzeczywistej. Niemniej jednak, wielu z nich sprawia wrażenie zabawnych i sympatycznych tylko w internetowej rozmowie, a w rzeczywistej wręcz przeciwnie- są nieśmiali, nie mają zbyt wiele do powiedzenia i chyba liczą na to, że będziecie ciągle coś opowiadać, a oni tylko grzecznie wysłuchają i w zupełności im to wystarczy. Szkoda

tylko, że nie wykazują większej inicjatywy, by urozmaicić waszą wymianę zdań. Wbrew pozorom jeśli przez Internet wam się dobrze konwersuje, to w życiu niekoniecznie wiecie od czego zacząć rozmowę i jak ją potoczyć, aby miała jakiś sens, ani co mówić, aby zachęcić swojego rozmówcę do następnego spotkania (o ile jeszcze będziecie tego chcieć). Najczęstszy błąd jest wtedy, gdy ludzie niekoniecznie w żartach „wkręcają” sobie coś nawzajem (że mogłoby coś być z ich znajomości). W rezultacie po pierwszym owym zaznajomieniu, któreś z nich stwierdza, że to nie to. I jest to ogromna miłosna tragedia. Zdarza się, że co niektórzy tracą przy pierwszym poznaniu z różnych powodów w oczach drugiej strony, a czasem obu z nich coś jednak nie pasuje. Co wtedy zrobić? To zależy. W życiu bywa tak, że ludzie dają sobie jakieś nadzieje, czasem obietnice – znaczące bądź nie, bo tak naprawdę nigdy nie wiesz co myśli osoba składając ci je. Dlatego też jeśli dojdzie do takiej sytuacji, a wy stwierdzicie, że nie chcecie już tego kontynuować, ktoś potem usilnie znów pisze i po spotkaniu chce rzeczywiście ciągnąć znajomość dalej, to pojawia się niewygodny problem jak to teraz odkręcić. Pozostaje albo zwyczajnie kogoś zignorować, powiedzieć – „odpuść sobie”, albo dać do zrozumienia, że to była od początku do końca zabawa, lub nic nieznaczący flirt. Aby uniknąć takich sytuacji każdy kto zdecyduje się na zakończenie wirtualnej znajomości poprzez zapoznanie w rzeczywistości, powinien sobie dokładnie przemyśleć czy rzeczywiście tego chce i jaki ma w tym konkretnie cel. Fakt- nie można do końca przewidzieć oczekiwań drugiej osoby, ale jeśli ktoś nie wie sam kogo szuka i czego tak naprawdę

chce od drugiego człowieka, to należy się zastanowić – „czy dobrze robię spotykając się z nim/nią”, by przypadkiem jednak go nie zranić. Trzeba uświadomić sobie, a zarazem rozgraniczyć różnicę między niezobowiązującą znajomością, a poważnym związkiem. Wywodów na temat internetowych znajomości można snuć wiele. Zapewne ile takich przypadków poznania to i tyle różnych zdań w tej kwestii. Myślę, że nie muszę tutaj nikogo osądzać, ani pisać jak powinien postępować, czy co ma zrobić jeśli znalazł się w powyżej opisanej sytuacji. Wszyscy chcą być szczęśliwi – jedni mniej, drudzy bardziej. Jedni się angażują, inni szukają tylko dobrej zabawy i chcą mieć z kim miło spędzić czas. Jak to w życiu bywa, spotykają się bratnie dusze i rodzą się poważne związki, ale i są też wielkie rozczarowania. Jaki z tego wniosek? Jednoznaczny – chcecie kogoś poznać przez Internet, zróbcie to, ale zachowajcie dystans i neutralność. Nic na siłę sobie nie wmawiajcie, jeśli coś ma być, to pewnie i tak będzie, a jeśli nie, pogódźcie się z tym i szukajcie dalej. Magdalena Bielak

Źródło fot.: http://www.meritum-news.com

13


Sprawy Społeczne

POWRÓT DO SŁOIKÓW źródło fot.: rozmaitosci.com

Skończyła się wakacyjna przerwa. Dla wielu studentów oznacza to koniec wakacyjnej przygody z pracą, a dla reszty zwyczajnym końcem sielskiej laby od świtu do zmierzchu. Czas powrócić na matczyne łono uczelni i zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, jakie przyniesie nam kolejny rok akademicki.

S

zybko skończą się zaskórniaki, które udało się zarobić za kierownicą samochodu rozwożącego pizzę, czy też podczas zapełniania tacy pustymi kuflami w przydrożnym barze. Znów każdego ostatniego dnia tygodnia większość prowincjuszy będzie zmuszona powrócić do swoich rodzinnych stron by uzupełnić swoje zapasy. Wałówkę pieczołowicie umieszczoną w szklanych pojemnikach zabiorą z powrotem ze sobą do mieszkań, które przypominają małe schowki na miotły pod schodami w babcinym domku. Bez tych zabiegów ciężko byłoby przeżyć kolejny tydzień.

osób, bez której nie mieliby szansy utrzymania się w większych miastach. Takie zjawisko jest doskonale znane i od dawna stosowane przez studentów. Nie każdy polski rodzić ma na tyle komfortową sytuację materialną, aby wysłać swoje dziecko w jarzmo samodzielnego

Wielu pracowników korporacyjnych, handlowców, czy też np. pracowników ogromnych centrów handlowych także zmuszane jest do korzystania z zasobów spiżarni w rodzinnym domu. Nie jest to powód do wstydu. Czy to nie jest tak, że oprócz jedzenia w owym słoiku przyjeżdża do

życia z kartą do bankomatu. Często dobrodziejstwa i korzyści płynące z jej posiadania zastępują mielone i fasolka przywieziona w słoiku. Przez co poczuć się można jak na obiedzie u mamy.

miasta pracowitość, determinacja, pomysłowość i ambicja? Wszystko to wpływa korzystnie na rozwój i polepszenie wizerunku miasta z czego powinni być zadowoleni wszyscy jego mieszkańcy.

Choć gros ludzi taki zabieg Zastanówmy się więc czy utożsamia tylko z tą grupą społeczną, przypadkiem każdy z nas nie jest, to po wnikliwszej analizie i choć po trosze „słoikiem”? Czy jest obserwacji życia naszych sąsiadów to powód do wstydu, czy do dumy? Oczywista jest cotygodniowa doszliby do wniosku, że są w błędzie. „wędrówka” dziesiątek tysięcy Wojciech Rdzanek 14

Październik 2013 (1/2)


Źródło Fot.:www.interia.pl

A

KIERUNEK WIDMO

gnieszkę, absolwentkę studiów I stopnia kosmetologii na Wyższej Szkole Ekonomii, Prawa i Nauk Medycznych imienia profesora Edwarda Lipińskiego w Kielcach, spotykam nieopodal budynku uczelni. Po raz kolejny odwiedziła administrację szkoły w celu uzyskania informacji w sprawie studiów magisterskich na ukończonym niedawno kierunku. – Miała być magisterka, a magisterki

STUDENT

nie ma. Podobno była ustna zgoda z ministerstwa, ale na ustną zgodę nikt nie utworzy kierunku. Zgoda miała być już w wakacje. Następnie powiedziano Nam, że decyzja zapadnie we wrześniu. Jest już październik, wszyscy zaczęli studia, a my czekamy -przyznaje z żalem w głosie. Pytanie więc nasuwa się samo, czy WSEPiNM zrobiła coś, aby zgodę ministerstwa uzyskać? – Przed ukończeniem studiów licencjackich na kosmetologii zapewniano Nas, że magisterka powstanie, jeśli nie na początku października to kilka dni później. Ponadto władze uczelni twierdzą, że wysłali dokumenty, lecz zostały one kilkukrotnie zwrócone, gdyż według nich, ministerstwo bardzo rygorystycznie sprawdza dokumenty i zwraca je, gdy nawet jedna kropka postawiona jest w innym miejscu. Podobno wszystko poprawili i wysłali ponownie, a do tej pory nadal nie ma odpowiedzi, lecz ja w to

już coraz mniej wierzę.

Ajak na te zarzuty odpowiadają przedstawiciele WSEPiNM? Rozmowa z pracownikami z działu rekrutacji (którzy mieli udzielić stosownych informacji) rozpoczyna się miłym przywitaniem oraz wielkim uśmiechem. Jednak wraz z przedstawieniem swoich intencji, którymi nie było zapisanie się na studia kosmetologiczne I stopnia, dialog staje się coraz chłodniejszy i uboższy: – Kierunek jest w organizacji, W tej chwili nic więcej powiedzieć nie potrafię – wystrzeliła pani z rekrutacji. Próba wydobycia informacji na temat pism wysyłanych do ministerstwa przez uczelnie w celu uzyskania zgody na utworzenie kierunku wywołuje zdenerwowanie i zmieszanie. – W tej sprawie musi Pan pytać kogoś innego. Ja nie jestem uprawniona do udzielania takich informacji zakończyła, odbierając telefon. Każda sytuacja niesie za sobą konsekwencje. Tak jest także w tym wypadku. Większość absolwentów studiów kosmetologii I stopnia postawiła na jedną kartę – magisterkę. Jednak ta decyzja rzutuje teraz na ich aktualną sytuację. - Pomimo tego, że wysyłałam CV do wielu salonów i otrzymywałam odpowiedzi, to nie mogłam podjąć tam pracy, gdyż wszyscy chcieli pracownika na stałe,

a ja nie mogłam się na to zgodzić, bo wiedziałam, że od października pójdę na dzienne studia. Gdybym nie zdecydowała się na magisterkę, teraz już bym zarabiała i mogła się utrzymać – łamiącym głosem mówi Agnieszka. - Koleżanki, które wybrały taką możliwość już pracują i żyją na godnym poziomie. Ja natomiast zostałam z niczym. No może tylko z regularnymi wizytami w pośrednictwie pracy. Podobnie zresztą jak wiele innych osób, gdyż sporo studentów z poza WSEPiNM zapisało się na te same studia co ja. Magisterka miała być, a jak na razie to kierunek widmo. Brak sensownej odpowiedzi uczelni na oskarżenia studentek kosmetologii może tylko potwierdzać przypuszczenia w sprawie pism do ministerstwa. Jak to mówią: na złodzieju czapka gore.

Michał Karczewski 15


STUDENT

Dla chcącego nic trudnego -Erazm z Rotterdamu Program Erasmus powstał w 1987 roku jako program wymiany studentów. Mimo, że jego zasięg i cele poszerzały się w kolejnych latach, główna idea pozostaje ta sama: rozwijanie międzynarodowej współpracy między uczelniami. Erasmus jest programem dla uczelni oraz ich studentów i pracowników. Wspiera międzynarodową współpracę szkół wyższych, umożliwia wyjazdy studentów za granicę na część studiów i praktykę, promuje mobilność pracowników uczelni, stwarza uczelniom liczne możliwości udziału w projektach wraz z partnerami zagranicznymi. W niektórych jego akacjach mogą uczestniczyć również inne instytucje, organizacje lub przedsiębiorstwa, które współpracują ze szkołami wyższymi. Polska należy do programu Erasmus od roku 1998/99.

Rozmowa z uczestnikiem programu Erasmus.

Jak wyobrażałeś sobie taki wyjazd?

Skąd dowiedziałeś się o programie

-Z jednej strony traktowałem to, jako przygodę z drugiej chciałem sprawdzić samego siebie. Liczyłem -Pierwszy raz o programie się z tym, że nie będę w stanie usłyszałem od znajomych, którzy odnaleźć się w nowym miejscu, z również brali w nim udział. obcymi ludźmi daleko od przyjaciół. Wspomnienia starszych kolegów Najbardziej przerażało mnie to, były na tyle ciekawe, że skłoniły że zajęcia prowadzone będą w mnie do poszukania dodatkowych tamtejszym języku, co mogło informacji na ten temat. Wszystko to, spowodować, że nie będę w stanie co chciałem wiedzieć odnalazłem na nadążyć za materiałem. Pomimo tych stronie Uniwersytetu. Erasmus?

16

Źródło Fot.: http://www.jactiv.ouest-france.fr

obaw cały czas myślałem pozytywnie o tym wyjeździe. Co skłoniło Cię do skorzystania z programu Erasmus? - Możliwość wyjazdu do innego kraju, poznania jego kultury, nawiązania nowych znajomości, a także zwykła ludzka ciekawość. Kiedy wyjechałem byłem na ostatnim roku, a więc chciałem wykorzystać wszystkie przywileje należne studentom.

Październik 2013 (1/2)


STUDENT Czy ciężko było zdobyć wszystkie potrzebne dokumenty by wyjechać? - Wbrew pozorom nie jest to takie trudne, podstawowe kryteria zawsze brane pod uwagę to wyniki w nauce oraz znajomość języka obcego w jakim prowadzone są zajęcia. Uczelnia także wymaga podpisania porozumienia o programie zajęć, które określa zakres przedmiotów, jakie musiałem zaliczyć, aby moja Uczelnia mogła uznać mój okres studiów za ważny.

Dlaczego wybrałeś właśnie Ukrainę? - Wybrałem ten kraj, ponieważ chciałem zweryfikować poglądy naszego rządu i państw zachodnich na temat sytuacji na Ukrainie. Pyza tym w najbliższej przyszłości planuję odwiedzić wszystkie państwa, które graniczą z Polską. Niewątpliwie argumentem, który przekonał mnie ostatecznie za Ukrainą był fakt, że moja koleżanka z roku pochodzi z Kijowa i wiele opowiadała mi na temat swego kraju rozbudzając w ten sposób moją ciekawość. Czy to był Twój pierwszy wyjazd za granicę? - Nie był to mój pierwszy wyjazd za granicę, ale pierwszy raz do kraju położonego na wschód od Polski.

temu bardzo szybko odnalazłem się w nowej sytuacji. Nigdy nie dano mi odczuć, że jestem gorszy. Bardzo podobało mi się, że podczas konferencji gdzie wyrażano różne punkty spojrzenia na dany temat często dochodziło do konfliktów, kłótni czy też sporów, gdzie otwarcie wyrażano swoje stanowisko wobec poruszanych problemów. U mnie na uczelni nigdy nie spotkałem się aż z takim zaangażowaniem w poruszaną problematykę. Jak wiem jesteś już absolwentem, ale gdybyś miał możliwość skorzystania jeszcze raz z takiego programu zdecydowałbyś wziąć w nim udział? -Zdecydowanie tak! Dzięki temu programowi zyskałem doświadczenie, wspomnienia i przyjaźń, która będzie mi towarzyszyć do końca życia.

Jak radziłeś sobie z zajęciami, które przecież prowadzone były w obcym języku? - Początkowo szło mi jak po gruzie, jednak po pewnym czasie ukraiński sprawiał mi coraz mniej problemów. Pyza tym miałem świadomość, że zajęcia będą prowadzone w innym języku, dlatego już w Polsce zacząłem się go uczyć. Niezawodną pomocą dla mnie okazały się być specjalne naklejki z literami ukraińskimi na klawiaturę, które ułatwiały mi pisanie prac zaliczeniowych. Także ludzie, z którymi studiowałem bardzo mi pomagali. Jak na Twoją obecność zareagowali studenci z Ukrainy?

- Początkowo było dość ciężko a nawet zabawnie. Często dochodziło do słownych nieporozumień z czego wynikały zabawne sytuację. Jednak z czasem zostałem w pełni Zauważyłeś jakieś różnice pomiędzy akademikami w Polsce, a zaakceptowany i potraktowany jak jeden z nich. na Ukrainie? -W sumie to niewielkie. Tak samo jak u nas pokoje są jedno, dwu i trzy osobowe. Koedukacyjne segmenty także nie wchodzą w grę, organizacja akademików jest bardzo podobna do naszej. Na Ukrainie jednak ceny są niższe nie tylko za domy studenckie, ale także i za koszty utrzymania.

Czy utrzymujecie ze sobą kontakt? - Oczywiście, że tak. Głównie przez Internet. Chociaż raz w roku staramy się spotkać w większym gronie, zarówno w Polsce jak i na Ukrainie.

Anna Kuc

Jak na wieść o wyjeździe zareagowali Twoi najbliżsi? - Początkowo utrzymywałem wszystko w tajemnicy dopóki nie byłem pewien, że dostanę się do programu Erasmus. Pierwszą osobom, którą poinformowałem była moja mama, która do dziś pęka z dumy, że ma tak zdolnego syna. Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci z pobytu za granicą? - Nigdy nie zapomnę atmosfery jaka panowała zarówno na Uczelni jak i w akademiku. Ukraińcy to ludzie bardzo szczerzy i otwarci. Dzięki Źródło fot.:www. sportetcitoyennete.blogactiv.e

17


STUDENT

źródło fot.: student.wm.pl

Kolejka studentów do dziekanatu

ZA CZYM KOLEJKA TA STOI? Z miesiącem październikiem zaczął się nowy rok akademicki na wszystkich uczelniach wyższych Polsce. Tysiące studentów jak co roku składają wnioski o uzyskanie pomocy materialnej. Jednak czy każdemu, kto złożył podanie zostanie ona przyznana i w jakiej kwocie? Czy te pieniądze wystarczą przeciętnemu studen-

P

odstawowym problemem studenta przy składaniu wniosku jest niewiedza wynikającą z niedoinformowania ze strony uczelni od kiedy można się ubiegać o pomoc materialną. Często informacje o terminie nie są pewne, a tylko pojawiają się od czasu do czasu na pewnym portalu społecznościowym, gdzie to jeden student dzieli się informacją, do której udało mu się dotrzeć, ze swoimi kolegami. Dzieje się tak dlatego, że administratorzy stron internetowych poszczególnych uczelni nie zamieszczają informacji dotyczących możliwości składania wniosków lub ich nie aktualizują. Problemem jest też trudny lub wręcz niemożliwy kontakt telefoniczny czy osobisty z pracownikami uczelni zajmującymi się przyjmowaniem wniosków. Dzwoniąc do dziekanatu lub przychodząc osobiście student nie wie czego może się spodziewać. Można to nazwać mianem rosyjskiej ruletki. Jednego dnia pracownicy są bardzo mili i udzielają odpowiedzi na wszystkie pytania, a nawet osobiście pomagają wypełnić wniosek, innym 18

razem za brak choćby jednego dokumentu wypraszają za drzwi i każą wrócić z kompletną dokumentacją, nie do końca rozwiewając wątpliwości studenta. Kolejnym corocznym problemem jest ilość dokumentów, które należy złożyć do dziekanatu. Bardzo dużo młodych ludzi gubi się z trakcie gromadzenia potrzebnych zaświadczeń. Lista potrzebnych dokumentów jest dość długa i aktualizowana z każdym rokiem. Największy jednak problem mają ci studenci, którzy mieszkają bardzo daleko od uczelni i nie mają możliwości, aby szybko dostarczyć brakujące dokumenty. W takich sytuacjach student jest zdany na życzliwość osoby przyjmującej wniosek, a to zależy od wielu czynników, np. pory dnia, pogody, ciśnienia, czyli – humoru pań przyjmujących plik dokumentów. Często zdarza się, że osoba której brakowało jakiegoś dokumentu i nie doniosła go w umówionym terminie traci możliwość uzyskania pomocy na co najmniej dwa miesiące, tj. listopad i zwrot za miesiąc październik. Uciążliwe są też wręcz niemożliwie

długie kolejki przy składaniu wniosków o stypendia. Zwykle dziekanaty otwarte są w godzinach od 9:00 do 15:00. Ten czas nie wystarcza, aby przyjąć wszystkich studentów. Często zdarzają się takie sytuacje, kiedy to studenci przychodzą nawet na kilka godzin przed otwarciem, a pomimo to nie są pewni czy uda im się złożyć wniosek w tym dniu, gdyż na uczelni chodzą wręcz legendy, że nie znalazł się jeszcze taki, który sprawę stypendium załatwił przy okazji jednej wizyty w dziekanacie. A ostatni dzień składania wniosków to historia na kolejny artykuł, tutaj niestety zawiniają często sami studenci, którzy czekają na ostatnią chwilę ze składaniem wniosków. Niektóre uczelnie w takich sytuacjach się nie sprawdzają, są nie zorganizowane i nie przygotowane na około 100 studentów, którzy w dany dzień chcą złożyć wniosek, choć przecież historia ta powtarza się każdego roku o tej samej porze. Zatrudnia tylko jednego pracownika, który zajmuje się przyjmowaniem i dokumentacją wniosków. Zdarza się więc, że kolejka ciągnie się przez cały korytarz, przesuwa co około godzinę Październik 2013 (1/2)


STUDENT o jedną osobę do przodu i każdy zastanawia się, czy to już ten dzień, kiedy w końcu wejdzie do magicznego pokoju. Każda uczelnia w Polsce ma swój indywidualny próg odnośnie wysokości przyznawanej pomocy materialnej, który waha się najczęściej w granicach od 150 zł do nawet ponad 1000 zł. Stypendia często dzielone są na stypendia dla osób mieszkających w domu rodzinnym, oraz na stypendia dla osób mieszkających poza domem. Różnica ta wynosi ok.200 zł więcej dla tych drugich ( ma być to, jak rozumiemy, dodatkowy koszt wynikający z opłaty mieszkania. Konia z rzędem temu, kto znajdzie pokój w takiej cenie chociażby w Kielcach). Przeciętny student, który otrzyma stypendium o najniższej stawce nie jest w stanie utrzymać się przez cały miesiąc z tych pieniędzy, zapłacić za wynajem mieszkania, czy miejsca w domu studenta i jeszcze zapewnić sobie wyżywienie. Pomyślmy, czy normalny człowiek, pracujący na swoje utrzymanie i

zarabiający…500zł byłby w stanie wyżyć, opłacić rachunki i mieszkanie za te pieniądze? Wydaje mi się, że jest to nie możliwe biorąc pod uwagę, że cena chociażby jednego pokoju waha się w granicach ok.300-400 zł. A przecież student to też normalny człowiek, tyle, że zamiast pracować uczy się i spędza czas na uczelniach. I musi za 500zł wyżyć albo… prosić o pomoc rodzica. Absolutnie nie można pominąć bardzo istotnego faktu, że każda uczelnia wypłaca stypendia dopiero w listopadzie, najczęściej dodając do tego zwrot za październik, jednak absolutnie nikt nie bierze pod uwagę faktu, że zajęcia zaczynają się od początku października i w takiej sytuacji student jest zmuszony do tego, żeby po raz kolejny prosić o pomoc rodziców. Zasadne byłoby więc wprowadzenie pewnych zmian jeśli chodzi o terminy składania wniosków o przyznanie pomocy materialnej, tak aby studenci nie musieli martwić się za co przeżyją pierwszy miesiąc

roku akademickiego. Takich jak np. składania papierów o stypendium już pod koniec bieżącego roku akademickiego tak, by już w kolejnym sprawy były jasne i klarowne. Warto byłoby się również zastanowić, czy wysokość stypendium jest adekwatna do cen panujących na rynku i czy stypendia te mają studentowi pomóc w utrzymaniu się na studiach, czy jest to tylko kieszonkowe. Można by także przemyśleć sprawę wzmocnienia szeregów dziekanatu i wzbogacenia ich o chociażby jeszcze dwóch pracowników, przynajmniej na czas wzmożonego zainteresowania studentów sprawami pomocy socjalnej, czyli w terminach składania wniosków. Myślę, że wszystkie problemy da się rozwiązać tak, aby obie strony w tym przypadku władze uczelni i studenci byli zadowoleni. Potrzebne są tylko chęci i chwila zastanowienia.

Katarzyna Kozdęba

Źródło fot.: http://office.microsoft.com

19


STUDENT

AKADEMIKI OKIEM STUDENTA Rozboje, wieczne imprezy, nieproszeni goście, demolka. Tak przeciętny człowiek postrzega mieszkanie w akademiku. Prawda czy mit? Źródło fot.: http://s1.blomedia.pl

K

ażdego roku w październiku studenci w Polsce zadają sobie to samo pytanie gdzie zamieszkać czy w akademiku czy na mieszkaniu? Większość studentów przez legendy, którymi owiane są domy studenckie decyduje się na zamieszkanie w bloku. Ta zła renoma wynika z niewiedzy oraz mitów, które w rzeczywistości mijają się z prawdą. Stereotypy dotyczące akademików są bardzo mocno zakorzenione w wyobrażeniach ludzi i trudno jest je zmienić. Przyjrzyjmy się teraz temu problemowi bliżej. Mieszkamy w akademiku już trzeci rok i postaramy się polemizować z mitami, którymi owiane są domy studenckie. Faktycznie jako, że w akademiku spotykamy ludzi o bardzo szerokich zainteresowaniach, gustach to nigdy nie jest nudno. Dzięki temu możemy po prostu poznać różne rodzaje muzyki, sposoby ubierania, subkultury, hobby, co jedynie poszerza nasze horyzonty. Wieczne imprezy? Owszem zdarzają się przynajmniej raz w tygodniu. Jednak nie jest to tak jak zakładają inni libacja do białego rana tylko wspólne spędzanie czasu by się lepiej poznać, zaprzyjaźnić. 20

Wychodzimy także w większym gronie do klubów, gdzie potrafimy się bawić nawet bez alkoholu. Najważniejsze dla nas jest to z kim idziemy. Rzeczywiście możemy trafić na współlokatora, który nie będzie nam odpowiadał, bo na przykład lubi słuchać głośno muzyki, nie utrzymuje porządku, podkrada jedzenie z lodówki. Jednak nie jest to na takiej zasadzie, że musimy wytrzymać z tą osobą do końca roku czy też wyprowadzać się. Problem ten zawsze możemy zgłosić do kierownictwa akademików, które ma obowiązek interweniować przy każdej skardze i umieścić nas w innym pokoju, bądź usunąć, osobę która przeszkadza. Studenci, którzy cenią sobie cisze i prywatność zawsze mają możliwość wynajęcia jednoosobowego pokoju. Zazwyczaj jednak współlokatorzy potrafią się dogadać, bo przecież każdy z nas wiedział na co się decyduje i że będzie musiał z kimś dzielić pokój.

Łazienki i kuchnie trzeba dzielić z dziesięcioma osobami. Rzeczywiście jeszcze kilka lat temu trafiały się takie akademiki jednak teraz się to zmieniło. Uczelnia stała się bardziej przychylna dla studentów i oddała je do remontu. Pokoje są na tyle duże, że dwie osoby mają przestrzeń dla siebie, a także możliwość wstawienia dodatkowych mebli. Jeśli chodzi o łazienki i kuchnie to segmenty są czteroosobowe, także nie problemu z prysznicem czy dostępem do kuchenki. Zazwyczaj w segmentach obowiązuje co tygodniowy grafik sprzątania. Zwykle nie stwarza to większych problemów, wbrew powszechnemu założeniu studenci w akademikach także nie chcą żyć w brudzie. Pokoje te z czasem stają się dla nas drugim domem do którego wracamy po długich, wyczerpujących zajęciach na Uczelni. Mamy wówczas czas dla siebie, kiedy to możemy poczytać, pouczyć się obejrzeć ulubiony serial, film. Spotykać ze znajomymi zarówno tymi mieszkającymi na miejscu jak i z tymi spoza.

Nieproszeni goście zdarzają Stereotypem jest także się i tacy. Wiadome, że nie musimy pogląd, że pokoje są bardzo małe, akceptować wszystkich znajomych ciasne i nie ma w nich miejsca na naszych współlokatorów. Ale przecież cokolwiek oprócz łóżek i jednej szafy. Październik 2013 (1/2)


STUDENT zawsze można się po ludzku dogadać i zwrócić uwagę na to co nam nie odpowiada. Goście z zewnątrz mogą pozostać do godziny 22.00, następnie są wypraszani. Dewastacje oraz demolki też nie mają miejsca ponieważ jeśli dokonamy jakiegoś zniszczenia to pociąga to za sobą konsekwencję. Student musi pokryć wszystkie koszty z własnej kieszeni. Ludzie myślą, że mieszkańcy domów studenckich to rozhukani, niewychowani, nie wyżyci, sięgający jedynie po alkohol czy inne używki młodzi ludzie. Nie jest to prawdą. Przez trzy lata spędzone w akademiku poznałyśmy wielu ludzi, którzy udzielali się aktywnie. Organizowane były turnieje piłki nożnej, ręcznej, siatkówki między Uczelniami. Dla tych co niekoniecznie lubią biegać jest możliwość zapisania się na tenis stołowy. Studenci działają także charytatywnie. Przykładem jednej z takich akcji jest wampiriada organizowana przez studentów. Posiadamy także Studencki Klub Wspak. Gdzie organizowane są liczne koncerty oraz imprezy dla studentów. W Wspaku możemy także rozwijać swoje pasję i talenty. Sama z tego korzystałam . na pierwszym roku uczyłam się malować tam akrylami na szkle. Działamy także społecznie. Wielu naszych znajomych jest wolontariuszami w domach dziecka, przedszkolach czy należy do Akademii Przyszłości. Nie raz spotkałyśmy się z twierdzeniem, że mieszkańcy domów studenckich nie mają nic wspólnego z religią. Jest to oczywiście bzdura ponieważ posiadamy Duszpasterstwo Akademickie. Co roku wszystkie akademiki odwiedza brat z zakonu Kapucynów z Kolendą, ale i nie tylko. Od czasu do czasu odwiedza nas tak po prostu pytając czy ktoś nie potrzebuje rozmowy. Organizowane są także rekolekcje przeznaczone dla studentów. Są one prowadzone w ciekawy sposób, dostosowany do młodego człowieka na których nie siedzimy biernie jak na tureckim kazaniu a aktywnie uczestniczymy.

Czas spędzamy bardzo aktywnie i wspólnie. Nigdy się nie nudzimy. Potrafimy dla siebie zawsze zorganizować jakieś ciekawe zajęcie. Często gramy w karty, oglądamy wspólnie filmy, najczęściej plotkujemy o wszystkim i o niczym. Nie wątpliwie argumentem przemawiającym za akademikami jest fakt, że każdy z nas studiuje coś innego dlatego też gdy mamy jakiś problem z przedmiotem którego nie potrafimy ogarnąć zawsze się znajdzie osoba, która go już go wcześniej miała i nam pomoże. Kolejnym plusem dla akademików jest to, że gdy nam się coś zepsuje w pokoju czy segmencie to wystarczy to zgłosić na portierni i na drugi dzień usterka jest naprawiana. Akademiki przystosowane są także dla osób niepełnosprawnych. Każdy posiada podjazdy dla wózków inwalidzkich. Najlepszym przykładem jest to, że w naszym domu studenckim mieszka

dziewczyna na wózku. Z tego co mówi jest zadowolona i czas w akademiku uważa za najlepszy w jej życiu. Polecamy każdemu młodemu człowiekowi zamieszkanie w akademiku. Jest to prawdziwa szkoła życia, ale także niezwykła przygoda. Spotykamy tutaj ludzi z różnych miast, o różnych charakterach- musimy nauczyć się z nimi funkcjonować. Akademiki uczą nas samodzielności i samorealizacji.

Katarzyna Kozdęba Anna Kuc

Źródło fot.: http://files.students.ch

21


STUDENT

Źródło fot.:www. p6.uniface.pl.

(BEZ?)PŁATNE

STUDIA STACJONARNE Stawiamy na studia dzienne, bo są bezpłatne, nie ma czesnego, którego wysokość przeraża, a i wizja otrzymania stypendium nęci. W efekcie już końcem wakacji spotyka nas ogromne rozczarowanie. Wtedy to szukając lokum, dowiadujemy się jaki jest to koszt, a to dopiero początek wydatków związanych z „darmowymi” studiami. Najczęściej to problem nie samych studentów, ale ich rodziców, którzy starają się jak mogą, by wiązać koniec z końcem, a nie jest to łatwe, kiedy ma się dziecko na studiach. Bo studia dzienne są bezpłatne, ale samo studiowanie już nie i choć to ponoć najpiękniejszy okres w życiu każdego człowieka, jest to też czas wiecznego oszczędzania, po to by nasze studia nie zrujnowały finansowo rodziców. Koszta zależne są od miasta w jakim się studiuje i mogą wynieść nawet 2000 zł. Najdrożej jest oczywiście w Warszawa, nieco taniej w mniejszych miastach, ale i tam ceny wahają się między 600, a 1000zł.

Justyna, 21 lat. Wybrałam studia dzienne, bo nawet sami rodzice nie pozwolili mi iść na zaoczne. Uważamy, że studia stacjonarne są dużo bardziej efektywne, no i nie ma co kryć, lepsze – mówi – jednak nie ma studiów bezpłatnych! Samo utrzymanie w Krakowie kosztuje. Ja współdzielę kawalerkę i płacę 450 zł plus media, 22

do tego dochodzi też wyżywienie, karta miejska, wyjście do kina itd. W moim przypadku muszę zakupić też materiały na zajęcia, brystole, kalki, bo na takich rzeczach pracuję, a to mimo wszystko nie są tanie rzeczy. Musiałam zainwestować też w dobry sprzęt tj. laptopa, który będzie mi pomagał w nauce, obsługiwał programy do rysowania map, no i oczywiście muszę też opłacić Internet – wylicza Justyna, studiująca w Krakowie.

Piotr, 40 lat. Ojciec 21-latki, studentki 3 roku, przyznaje, że jej decyzja o pójściu na studia stacjonarne była dla niego i żony równoznaczna z dodatkowymi, niemałymi wydatkami – Na pewno wiąże się to z dużymi wydatkami, ale razem z żoną stwierdziliśmy, że musimy dać radę, bo chcemy zapewnić naszej córce możliwość kształcenia się – mówi dziś, kiedy jego córka kończy studia. Październik 2013 (1/2)


STUDENT Teraz już wie, że studia stacjonarne ze studiami bezpłatnymi nie mają nic wspólnego. – Co z tego, że nauka sama w sobie jest bezpłatna, skoro za wszystko co z nią związane trzeba płacić i to nie małe pieniądze- mówi. Największym wydatkiem z jakim musi zmierzyć się rodzic to opłata miejsca w akademiku, stancji, czy pokoju w mieszkaniu studenckim, każdy szuka jak najtaniej, jednak jest to wydatek co najmniej 400zł. Dochodzą do tego pieniądze związane z wyżywieniem, biletem miesięcznym, pomocami naukowymi, w sumie są to dość duże kwoty. – Ja na szczęście mam tylko jedno dziecko, a i tak nie da się nie odczuć tego, że studiuje. Nie wiem jak radzą sobie rodzice, którzy mają kilkoro studiujących dzieci, z pewnością nie jest to łatwe. Jest to wtedy ogromne obciążenie dla rodziców. W naszej rodzinie stałą pracę mam tylko ja, córka otrzymuje stypendium socjalne w wysokości ok.500 zł i nie ukrywam, że są to pieniądze, które przeznacza na swoje wydatki, które w domu nazywamy „dodatkowymi”, czyli kosmetyki, ubrania, wypady do kina. Na te rzeczy stypendium wystarcza i dobrze, że jest, jednak nie oszukujmy się, gdyby miała z tych pieniędzy opłacić pokój, kupić bilet i jedzenie… mogłoby zabraknąć już przy tym pierwszym – dodaje z ironią Piotr. Ewa, 21 lat Studiuje na studiach stacjonarnych już trzeci rok i od samego początku w każde wakacje wyjeżdża do pracy za granicą - Moi rodzice mają trójkę dzieci na studiach. Oprócz mnie studiują moi dwaj bracia. Myślę, że gdybyśmy nie pracowali przez wakacje, to ciężko byłoby nam się utrzymać z samego stypendium socjalnego, a rodzice nie byliby w stanie pomagać finansowo każdemu z nas. Krótko mówiąc, w moim wypadku wybór jest prosty - studia i praca albo nic – mówi. Wie również, że mogłaby iść do pracy w Polsce, jednak wybór nie jest duży, bo firmy, które są otwarte na studentów to np.

Mc’Donalds, CCIG, itp. a zarobki w takiej pracy nie są zbyt górnolotne i nie pozwalają na zbyt rozrzutne życie. Miłym dodatkiem jest wtedy stypendium socjalne, choć i ono nie jest wysokie. Jednak Ewa szczerze mówi, że jeśli zsumować te dwa źródła dochodów można wyżyć, jednak jest to okupowane wieloma wyrzeczeniami i oczywiście brakiem czasu - Zdecydowałam się pójść na studia, bo myślę, że bez wyższego wykształcenia nie miałabym w przyszłości szans na pracę, która by mnie satysfakcjonowała. Po prostu podjęłam tę decyzję z myślą o przyszłości – tłumaczy swoją decyzję.

Mateusz, 23 lata Wybrałem studia zaoczne, dlaczego? Prosta odpowiedź, na studia dzienne mnie nie stać! – mówi Mateusz, student ostatniego roku na jednej z Politechnik w Polsce – od początku wiedziałem, że na studiach będę się musiał utrzymać sam, a więc będę musiał znaleźć pracę. Nie w jakimś fastfoodzie za grosze. Potrzebowałem normalnej pracy, a nikt nie zatrudni studenta studiów dziennych, niedyspozycyjnych. Dużo większe szanse ma studiujący zaocznie, jest zajęty tylko dwa razy w miesiącu – dodaje – teraz pracuję w sklepie komputerowym, zarabiam tyle, że jestem w stanie opłacić studia i się utrzymać, z jakiegoś marnego stypendium na pewno bym nie dał rady.

z palca. Moje dwie córki studiują dziennie w Warszawie i Krakowie ( studia bezpłatne), nie wyobrażam sobie, aby mogły jeszcze pracować na etacie, to jest nie wykonalne, musiałyby być na zajęciach i w pracy jednocześnie. Ja utrzymuję córki, tzn. całe moje miesięczne wynagrodzenie przeznaczam dla nich, a jest to 1800zł. Z trzecim dzieckiem w wieku gimnazjalnym utrzymujemy się wraz z mężem z jego zarobków (2 tys. zł). Naprawdę jest trudno – tłumaczy. W efekcie, wszyscy są zgodni, studia bezpłatne nie istnieją, zawsze wiążą się z mniejszymi lub większymi wydatkami, a tylko to kto za nie płaci zależy od sytuacji w jakiej znajduje się student. Co więc czeka nas w przyszłości? Czy to nie jest mglista, ale mimo wszystko wizja rezygnacji ze szkół wyższych? Już teraz mimo, że panuje kult nauki i młodzi ludzie uważają, że studia są ważne, wielu rezygnuje zderzając się z kosztami. A może politycy w przerwie między słownymi przepychankami pomyślą kiedyś, że byłoby korzystnie dla kraju, jeśli zainwestowaliby nie tylko w siebie nawzajem, ale i w przyszłe pokolenia, które notabene kiedyś zajmą ich miejsca, co jest nieuniknione. A może tego właśnie się boją? Bo przecież mądrym narodem trudniej manipulować.

KINGA ANTOSIK

Alicja Mama trójki dzieci, dwoje z nich, córki, studiują, więc Alicja doskonale wie, ile kosztują studia bezpłatne. Denerwuje się, kiedy ktoś mówi, że kwoty jakie podaje są wyssane z palca, czy, że jej córki są leniwe, bo spokojnie mogłyby iść do pracy - Kwoty nie są wyssane Źródło fot.: www.studente.pl

23


RYNEK PRACY

PRACA W MCDONALDS Z TRUPEM W TLE

Joanna Kuncewicz jest studentką II roku grafiki komputerowej na Wydziale Sztuki Nowych Mediów w Polsko -Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych. Podczas wakacji zdecydowała się na pracę w angielskim McDonaldzie. Postanowiła opowiedzieć o doświadczeniach, które tam zdobyła. Dlaczego w czasie studenckich Jakie warunki musiałaś spełnić, wakacji zdecydowałaś się na pracę żeby ją dostać i czego oczekiwał od za granicą a nie w kraju? ciebie pracodawca? - Na pracę za granicą zdecydowałam się, ponieważ można zarobić tam więcej pieniędzy i nie ma takiego problemu ze znalezieniem pracy. Tam udało mi się znaleźć pracę zaledwie po 4 dniach, co wdaje mi się mało możliwe w naszym kraju, jeśli nie ma się znajomości. Jak wyglądała twoja praca i co należało do twoich obowiązków? - Do moich obowiązków należało przyjmowanie zamówień od klientów i ich realizacja, przyjmowanie i wydawanie pieniędzy oraz dbanie o porządek na moim stanowisku. Dbałam też o czystość wszystkich maszyn znajdujących się w pobliżu, np. maszyn do kawy czy zimnych napoi. W jaki sposób udało ci się dostać tę pracę? - Pracę dostałam aplikując przez Internet. Następnego dnia dostałam informację o dacie i godzinie rozmowy kwalifikacyjnej. Po tej rozmowie na drugi dzień dostałam telefon o tym, że zostałam przyjęta. Parę dni później zaczęłam pracę.

24

- Aby dostać tę pracę musiałam dobrze odpowiedzieć na pytania znajdujące się w aplikacji oraz przejść pozytywnie rozmowę kwalifikacyjną. Pracodawca wymagał ode mnie szybkości, rzetelności, szczerości oraz bycia sympatyczną wobec klientów. W razie jakichkolwiek problemów obowiązkiem każdego pracownika było zgłoszenie się do menadżera, który znajdował się na obecnej zmianie. Jakie były plusy i minusy tej pracy? - Plusy tej pracy to na pewno możliwość douczenia się języka, ponieważ przebywa się tylko i wyłącznie wśród obcokrajowców oraz nabranie śmiałości w kontaktach międzyludzkich. Najważniejsze zawsze było bezpieczeństwo pracowników, w ciągu dnia przysługiwał nam jeden posiłek pracowniczy i 45 minut przerwy. Jedyne minusy jakie widzę, to fakt, że nie zawsze klienci byli przyjaźnie nastawieni i to, że praktycznie zawsze, mimo że koniec mojej zmiany był o godzinie 23,

przedłużało się to do prawie dwunastej w nocy. Było tak ze względu na to, że jako pracownicy tak zwanej nocnej zmiany, musieliśmy wszystko czyścić i przygotowywać dla zmiany śniadaniowej. Czy miałaś jakieś momenty, które szczególnie utkwiły ci w pamięci? - Nawet pracując w McDonaldzie trzeba być przygotowanym na wszystko. Moja znajoma miała taką zmianę, że była odpowiedzialna za utrzymywanie porządku na sali. Pewnego dnia ciężarna kobieta zaczęła rodzić przy stoliku. Wszystkie wody płodowe i krew zostały na ziemi, a ona musiała wszystko posprzątać. Jeśli jest się odpowiedzialnym za porządek, żadne wymówki nie pomogą i nie ważne jak bardzo dana rzecz nas obrzydza, musimy to posprzątać. Nikt nie zrobi tego za nas. Z kolei inna znajoma pracowała w Burger Kingu, jej zadaniem było utrzymywanie sali i toalet w czystości. Na swojej zmianie poszła sprawdzić w jakim stanie są toalety. Weszła do męskiej a na

Źródło fot.: www.google.pl

Październik 2013 (1/2)


RYNEK PRACY podłodze leżał człowiek. Zaczęła go reanimować, ale nic się nie działo i okazało się, że to trup. Zadzwoniła na policję i potem sama miała jeszcze problemy, bo musiała tłumaczyć się w jakich okolicznościach go znalazła i co wie na ten temat. Mój menadżer miał swój specjalny czarny notatnik w którym zapisywał wszystkie szkody i dziwne wydarzenia w McDonaldzie. Sama kilka razy znajdowałam strzykawki po heroinie w damskiej toalecie i wtedy właśnie notatnik był potrzebny. Ale nie wiem czy później było to zgłaszane na policję. Więc nawet w tak pozornie przyjaznym miejscu mogą mieć miejsce ekstremalne sytuacje. Czy byłaś zadowolona z tej pracy? - Bywało ciężko, jak zresztą w każdej pracy, ale atmosfera stworzona przez innych pracowników była świetna i mile wspominam spędzony tam czas. Myślę, że mogłabym tam pracować nawet dłużej niż tylko w czasie wakacji. Kontakt z menadżerami był moim zdaniem bardzo dobry, gdyż większość z nich traktowała pracowników bardziej jak znajomych i nie czuć było tej różnicy stanowisk. Nie złościli się na nas, raczej zawsze starali się pomagać w bardzo przyjazny sposób w razie jakichkolwiek problemów. Ile może zarobić student podczas takiej wakacyjnej pracy za granicą? -

Zarobki oczywiście są zależne od wieku studenta i rodzaju pracy jaką wykonuje. Nie mając skończonych 20 lat, najwyższa stawka jaką można zarobić w każdej pracy to 5 funtów za godzinę, lecz od tej kwoty nie pobierane są żadne podatki. W przypadku, gdy ma skończone 20 lat, najniższą stawką jest 6,31 funtów. W tym przypadku

pobierany jest podatek, ale jest on bardzo szybko zwracany. Mnie osobiście przy stawce 5 funtów i 5 tygodniach pracy udało się przywieźć do Polski 400 funtów. Myślę, że jak na taki rodzaj pracy i na tak krótki okres czasu nie jest źle. Na pewno nie zarobiłabym tyle pracując w Polsce, o ile udałoby mi się znaleźć pracę przez te 5 tygodni. Na jakim poziomie trzeba znać język, żeby móc pracować za granicą? - Jeżeli chodzi o język, w przypadku gdy nie ma się znajomości na miejscu, powinno się go znać w bardzo dobrym stopniu. Przez pierwsze parę dni ciężko jest zrozumieć co do ciebie mówią, ale potem wchodzi się w ten rytm. Zaczynasz sama myśleć po angielsku i nie ma żadnych przeszkód w komunikacji. Poznałam tam też kilka osób, które w ogóle nie potrafią mówić po angielsku a pracują i czasem nawet zarabiają więcej od innych. Wszystko zależy od funkcji jaką się wykonuje. Ale tak jak już wspomniałam, po prostu trzeba mieć znajomości. Czy planujesz w przyszłości jeszcze tam wrócić? - W chwili obecnej robię sobie rok przerwy w studiowaniu i wracam do Anglii. Pozwalają mi na to zdobyte tam kontakty. Pracodawca był ze mnie bardzo zadowolony i namawiał mnie do kontynuowania pracy. W czasie tego roku lepiej poznam kraj, język, zdobędę nowe doświadczenia i myślę, że któregoś dnia zostanę tam na stałe. Oczywiście z czasem zacznę szukać pracy związanej już z moim kierunkiem studiów.

Czy chciałabyś zostać na stałe za granicą? - Myślę, że tak. Pomijając lepsze i wyższe zarobki, atmosfera tam jest zupełnie inna niż w Polsce. Ludzie są przyjaźnie nastawieni, każdy jest chętny do pomocy. Na ulicy

wszyscy się uśmiechają i nawzajem pozdrawiają, co dla mnie jest zupełnie czymś obcym po doświadczeniach zdobytych w naszym kraju. Sam ten fakt sprawia, że inaczej podchodzi się do życia. Po prostu czujesz się lepiej. Czy poza pracą miałaś jakiś wolny czas na zwiedzanie? - Miałam czas na zwiedzanie, ale szczerze mówiąc tego nie robiłam. Zbyt krótko tam byłam i chciałam oszczędzić jak najwięcej pieniędzy. Oprócz tego często wolałam po prostu odpocząć w domu po tygodniu pracy. Oczywiście zdarzyło mi się kilka razy wybrać na zakupy czy imprezę.

Czym różnią Polaków?

się

Anglicy

od

- Anglicy przede wszystkim nie są takimi pesymistami jak Polacy, co można zobaczyć nawet idąc ulicą. W przeciwieństwie do Polaków nie zwracają tak bardzo uwagi na wygląd. W Polsce często spotykam się ze spojrzeniami, które nie są życzliwe, co można bardzo łatwo wyczuć. W Anglii często chodziłam do sklepu obok mojego domu w piżamie i to nie było czymś dziwnym. Nie wyobrażam sobie, żeby doszło do takiej sytuacji w Polsce, gdyż pewnie po paru chwilach byłabym uznana za osobę chorą psychicznie. Anglicy są też bardzo chętni do pomocy i to bezinteresownej. Jaką radę mogłabyś dać komuś kto myśli o wyjeździe za granicę, ale się tego obawia? - Co do rady, mogę powiedzieć, że nie ma się czego obawiać. Miałam ułatwioną sytuację, ponieważ mieszkałam u znajomych. Jeśli zna się w miarę dobrze język angielski to nie warto się nawet zastanawiać. Wiadomo, że zawsze jest ryzyko, ale kto nie ryzykuje ten nic nie ma.

Anna Roterman 25


RYNEK PRACY

MAGISTER W MCDONALDS

Źródło fot.: bi.gazeta.pl

W społeczeństwie od dawna panuje niezłomne przekonanie, iż studia zapewniają wymarzoną pracę z dobrymi zarobkami, służbowym autem i innymi wygodami. Jak jest na prawdę? Hmm...

P

rzechodząc ulicami miasta z łatwością znajdziemy mnóstwo ofert pracy wywieszonych czy to w witrynach sklepowych czy innych miejscach dobrze widoczny. Najczęściej poszukiwane są 26

młode osoby tuż po studiach bądź studenci. Co ciekawe nie ma różnicy czy osoba uczy się zaocznie czy dziennie. Wszystko ładnie, pięknie, jest oferta pracy, jest osoba szukająca zatrudnienia. Czas na rozmowę kwalifikacyjną i... no właśnie i tu

zaczynają się schody. Dlaczego? Ponieważ większość pracodawców stawia wymagania, lekko mówiąc prosto z księżyca, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, iż do pracy w osiedlowym kiosku poszukiwana jest osoba młoda, tuż po studiach Październik 2013 (1/2)


S

RYNEK PRACY z minimum pięcioletnim doświadczeniem oraz bardzo dobrą znajomością języka angielskiego? Takich sytuacji jest mnóstwo. Wymagania stawiane przez pracodawców są bardzo często nie realne do spełnienia. Co raz częściej wśród studentów można usłyszeć żartobliwe uwagi o perspektywie pracy w jednej z sieci fast foodów. Z tym, że to nie koniecznie musi być żart. Coraz częściej mówi się o tym, że brakuje rąk do pracy fizycznej, ponieważ większość młodych ludzi wybiera studia. Powstaje pytanie czy jest to przemyślana decyzja? Ok, zgadzam się z faktem, że fajnie mieć skrót mgr przed nazwiskiem, jednak warto pomyśleć o trochę dalszej przyszłości, kiedy to wszystkie te osoby będą poszukiwać pracy. Prawda jest taka, iż najwięcej ofert na rynku pracy jest w zawodach związanych z pracą fizyczną, niestety zdecydowanie brakuje chętnych. Obiektywnie rzecz ujmując, studenci w naszym kraju zdecydowanie nie potrafią dostosować swych kompetencji do wymagań panujących na rynku pracy, ponieważ kierunki studiów częściej wybierane są pod wpływem chwili i emocji, niż spokojnej kalkulacji i wybadania na jakich pracowników jest największe zapotrzebowanie. Sprawą bezrobocia wśród absolwentów szkół wyższych zajmuje się Polskie Stowarzyszenie

Zarządzania Kadrami. Pomimo tego, iż osoby po studiach są najlepiej wykształcone, to procent zatrudnienia niestety z roku na rok maleje. Bezrobocie wśród absolwentów w 2013 roku sięga niestety blisko 30%. PSZK ocenia, iż trudności ze znalezieniem pracy, są spowodowane głównie problemami na rynku gospodarczym w naszym kraju, takimi jak nikły wzrost PKB. Niestety jest to pokłosie wszechobecnego kryzysu, który choć w większości został zażegnany to jednak odbił swoje piętno na gospodarce Polski. T y l k o nielicznym udaję się dostać wymarzoną pracę, która jest owocem kilku lat studiów. W takiej sytuacji osoby studiujące najłatwiej spotkać zatrudnione w miejscach typu restauracje fast food, zmywak w podrzędnej knajpce czy stacje benzynowe. Nie pozostaje nic innego jak zadawać sobie jedno pytanie: po co mi studia, skoro i tak skończę na zmywaku?

Dawid Kozera

Źródło fot.: cgk.czestochowa.pl

27


LUDZIE

KAZIMIERZ NOWAK

NIEPRZECIĘTNY CZŁOWIEK O PRZECIĘTNYM NAZWISKU Ilu z nas wie kim był Kazimierz Nowak? Człowiek o nazwisku, którego często używa się by zobrazować przeciętnego Polaka, dokonał czynu niemalże wykraczającego poza ludzkie możliwości. W pierwszej połowie lat trzydziestych w pojedynkę, na rowerze, wierzchem i pieszo pokonał dystans 40 tysięcy kilometrów, przemierzając Afrykę z północy na południe i z powrotem. W ciągu swojego czterdziestoletniego życia przeżył, zasmakował i zobaczył więcej niż dane będzie to większości z nas, choćbyśmy nawet żyli dwa razy dłużej. Włóczęga Afryki

SYLWETKA

K

azik pochodził z Podola. Urodził się w małej miejscowości Stryj w 1897 roku. Od początku ciekawy świata, swoją pierwszą samodzielną podróż do Watykanu odbył jako piętnastolatek. Po pierwszej wojnie światowej, już jako młody mężczyzna przeprowadził się do Poznania. Tam znalazł pracę w towarzystwie ubezpieczeniowym i założył rodzinę. Pasję podróżnika i fotografa realizował podróżując rowerem po kraju. W okresie kryzysu problemy 28

finansowe skłoniły go do wyjazdu za granicę w roli korespondenta prasowego. By utrzymać rodzinę podróżował po Europie. Na rowerze odwiedził Węgry, Austrię, Włochy, Belgię, Holandię, Rumunię, Grecję i Turcję. Dotarł do wybrzeży Afryki Północnej lecz problemy zdrowotne zmusiły go do przerwania podróży. Wrócił do Poznania, ale w jego sercu kiełkowała już wtedy myśl o następnej wyprawie, która miała być spełnieniem jego marzeń.

W 1931 roku Nowak pociągiem udał się do Rzymu, skąd wyruszył na swoim obładowanym sześćdziesięciokilowym bagażem siedmioletnim rowerze do Neapolu. Przepłynąwszy statkiem Morze Śródziemne stanął oko w oko z Czarnym Lądem. Choć nikt nie wierzył w powodzenie jego wyprawy, udało mu się dotrzeć do Przylądka Igielnego w kwietniu 1934 roku, skąd powrócił do Algieru w listopadzie 1936, przemierzając tym

Październik 2013 (1/2)


LUDZIE samym wzdłuż cały kontynent dwukrotnie w ciągu pięciu lat. Przebył trzy strefy klimatyczne. Przewędrował trzynaście afrykańskich państw. Był na dworze króla Ruandy. Poznał liczne plemiona jak własną kieszeń. Wiedział, że przysmakiem Pigmejów jest sól, a życzliwość Tuaregów zaskarbi sobie herbatą i ziołami. Odwiedził wioski szczepu Arande, którego najstarsi przedstawiciele znali smak ludzkiego mięsa. Od Beduinów uczył się jak przetrwać pośród pustyni. Rdzenni mieszkańcy Afryki traktowali białego przybysza na dziwnym wehikule jakby był jednym z nich. Był dla nich muskinem, biedakiem, niegroźnym włóczęgą, którego wspomagali garścią daktyli, woreczkiem mąki czy cukru. Znający język arabski Pollaco, jak o nim mówili, potrafił w mig zaskarbić sobie ich życzliwość. W czasie swojej wyprawy zabił oszczepem lwa, widział „żyjące szkielety chorych na śpiączkę” w osadzie Nola, niebo zasnute szarańczą, polował na antylopy, przedzierał się przez moczary pełne krokodyli. A to tylko garstka jego przygód. Wszystkiego tego dokonał sam, mogąc liczyć jedynie na skromną pomoc ze strony firmy Stomil, która dosyłała mu co jakiś czas opo-

ny oraz na łaskę lub niełaskę ludzi, których spotykał na swojej drodze. Środki finansowe zdobywał pisząc i wysyłając reportaże do polskich i niemieckich gazet. To co udało mu się zarobić wysyłał swojej rodzinie, natomiast od żony pocztą otrzymy-

stycznych szlaków, napocić się, zaznać głodu i pragnienia, ryzykować życie. W liście spod równika pisał:

„Są w mej podróży chwile tak ciężkie nieraz, że nie da się opisać ich piórem.”

Udało mu się jednak, jak sam pisał, dośnić swój sen do końca. „Sen o dżungli, o pustyni, o wolności”. W niespełna rok po powrocie do ojczyzny, strudzony znojem pięcioletniej podróży i wyczerpany nawrotami malarii odszedł tak skromnie i cicho, jak cicho stąpał pośród bambusów i piasków Sahary.

Źródło fot.: poznan.wikia.com

wał klisze do aparatu, dzięki czemu swoją podróż udokumentował tysiącami zdjęć. Jego zmagania pośród pustyni, stepów, dżungli, nieprzyjaznych, często ziejących śmiercią krajobrazów, „gdzie tylko trupy koczują, tylko sępy żerują” są dowodem niebywałego hartu ducha i niezłomnej woli. Aby poznać prawdziwe oblicze Afryki musiał zboczyć z tury-

Pionier polskiego reportażu

Pamięć o poznańskim podróżniku przywrócił Łukasz Wierzbicki, biografista i autor książek dla dzieci. Udało mu się zebrać i opracować w formie książki listy i zdjęcia Nowaka z jego podróży do Afryki.

29


Źródło fot.:htpp// swieto.laja.pl

LUDZIE

.po Źródło fot.: http://www

- Gdy zacząłem szukać śladów w archiwach trafiłem na relacje ze środka jego podróży, potem, cofając się, odkrywałem ogrom czasu i przestrzeni, jakie były za nim. W końcu udało mi się dotrzeć do pierwszych jego listów i do ostatnich relacji. Wreszcie książka była gotowa - mówi Łukasz.

morska.pl

Zainspirował go do tego jego dziadek, który opowiadał mu fascynujące historie o polskim cykliście w afrykańskim buszu. Książka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931 – 1936 uznana przez Ryszarda Kapuścińskiego za klasykę polskiego reportażu, to skarbnica wiedzy o Afryce lat trzydziestych XX wieku, która przeminęła bezpowrotnie oraz imperializmie mocarstw kolonialnych. Przede wszystkim jednak jest urzeczywistnieniem kolejnego z marzeń Nowaka, który znad Rzeki Słoniowej pisał w liście do Źró żony: d Ł0 fot.

: ht

tp:/

„Jak ja bardzo pragnę już raz napisać książkę (…). Ale to jeszcze marzenie tylko – czasu zbiegnie sporo, zanim krytyka weźmie mię w swoje szpony…” 30

/go

sc.p

l

Rzeczywiście, upłynęło aż 63 lata od śmierci podróżnika do wydania jego książki. Teraz jednak pamięć o nim ożywa na nowo.

Ewa Ki ełbowicz Październik 2013 (1/2)


KULTURA

Wesele, Noce i Dnie czy Seksmisja to propozycje, które zobaczysz w Akademii Polskiego Filmu. Po wakacyjnej przerwie rusza kolejny cykl spotkań z polskim kinem. Nie zabraknie w dzieł twórców takich jak Krzysztof Kieślowski, Andrzej Wajda czy Agnieszka Holland.

F

ormalnie rzecz ujmując Akademia Polskiego Filmu to kurs historii polskiego filmu fabularnego na poziomie akademickim. Uczestnictwo w nim polega na spotkaniach, które odbywają się raz w tygodniu i obejmują godzinne wykłady, projekcję filmów i spotkania z twórcami. Przeznaczona jest dla wszystkich zainteresowanych, którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę na temat rodzimego filmu. Została stworzona przede wszystkim z myślą o studentach ale przeznaczona jest także dla wolnych słuchaczy. Projekt ten realizowany jest w kilku miastach w Polsce: Warszawie, Łodzi, Kielcach, Krakowie i Wrocławiu. Spośród nich Kielce są jedynym miastem, w którym udział w wykładach i projekcjach filmowych dla studentów jest bezpłatny. Wykupienie karnetu na semestr w wysokości 120 złotych pokrywa Marszałek Województwa Świętokrzyskiego. Akademia Polskiego Filmu w Kielcach od roku akademickiego 2013/2014 ma status wykładu ogólnouniwersyteckiego. Pomysłodawczynią APF w Kielcach jest prof. UJK Barbara Gierszewska – filmoznawca, która jest opiekunem naukowym akademii. Obecnie rozpoczyna się III semestr, którego opiekunem naukowym jest dr Monika Bator z UJK w Kielcach, a za koordynację projektu odpowiada

mgr Jarosław Skulski – kierownik kina WDK. Wykładowcami są profesorowie i doktorzy z wielu uniwersytetów z całej Polski oraz kieleccy filmoznawcy popularyzujący film polski. Zajęcia prowadzone są przez znawców danego tematu. Odwołując się do poprzednich edycji można wysnuć wnioski, iż program ten ma wielu odbiorców. Semestr II cieszył się dużym zainteresowaniem a rzędy sali kinowej Wojewódzkiego Domu Kultury w Kielcach wypełnione były publicznością. Wśród odbiorców znaleźli się nie tylko przedstawiciele kierunków humanistycznych ale również innych wydziałów. Łatwo więc pokusić się o stwierdzenie, że forma spędzania tego typu czasu poza uczelnią wzbudziła duże zainteresowanie. Ciemna sala, wielki ekran i wtorkowe popołudnie spędzone w Wojewódzkim Domu Kultury to propozycje na najbliższe tygodnie. Zajęcia już tradycyjnie będą odbywać się we wtorki o godz. 17.00 w kinie WDK przy ul. Ściegiennego 2. Wielkim plusem uczestnictwa w całym kursie (cztery semestry) jest możliwość otrzymania certyfikatu ukończenia APF (360 godz. projekcji

Źródło fot.: http://fszhida88.com

AKADEMIA X MUZY

filmowych oraz 120 godz. wykładów) potwierdzonego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach. Nie było by tematu gdyby nie choćby jedno małe, „przysłowiowe ale”. Należy z a z n a c z y ć , iż udział w Akademii wymaga wygospodarowania paru godzin wolnego czasu. Po pierwsze, całe spotkanie rozpoczyna się od około godzinnego w y k ł a d u poświęconego filmom, które n a s t ę p n i e zostaną widzom zaprezentowane. Czas trwania jednej ekranizacji to około 100 minut a niemal każde 31


KULTURA spotkanie obejmuje dwie produkcje. Jednakże sam udział w projekcji dostarcza nie tylko ciekawych lekcji z dziedziny filmoznawstwa ale również pozwala na zaliczenie czy odbycie wykładów wydziałowych, do których zobowiązany jest student. Więc jeśli nie masz wolnego czasu na kino, w telewizji nie ma nic ciekawego a Internet Cię już nudzi to koniecznie zapisz się na wykłady.

Źródło fot.: www.wdk-kielce.pl

Monika Skórska

Magiczne miejsce … rozlewisko „W czasach, gdy wszystko idzie pod górkę, kiedy czujecie się niedokołysani, zmęczeni i nostalgiczni – zajrzyjcie nad … rozlewisko”. Tu świat wydaję się być inny od całej otaczającej nas rzeczywistości. W małym domku na Mazurach można poczuć zapach herbaty z cytryną oraz spokój płynący z tego magicznego miejsca. miłości między główną bohaterką a jej mężczyznami, ale też miłości matczynej, miłości dojrzałej, miłości nastoletniej, miłości do niepełnosprawnej siostry, miłości szalonej, miłości skrywanej.

Fot. Anna Zarzycka

P

owieść ta, to historia kilku pokoleń kobiet. Zainteresowała mnie owa książka, ponieważ każda kobieta ma swoje historie, które chciałaby z pewnością opowiedzieć. Usłyszałam o niej przypadkowo, przeskakując z programu na program zauważyłam zapowiedź nowego serialu. „Dom nad rozlewiskiem”, który jest ekranizacją książki Małgorzaty Kalicińskiej o tym samym tytule. Po obejrzeniu pierwszego odcinka, postanowiłam przeczytać powieść. Jest to książka o miłości. Nie tylko 32

Jest to opowieść, o czterdziestoletniej Małgorzacie, córce, matce i żonie, która po utracie pracy w agencji reklamowej stara się nie załamywać. Wyjazd z wielkiego miasta to odpoczynek dla głównej bohaterki od problemów związanych nie tylko z pracą, ale również kłopotów z mężem. Wraca do wspomnień o swojej mamie Barbarze, którą ostatni raz widziała, gdy była małą dziewczynką i postanawia pojechać na Mazury, aby ją poznać. Obie kobiety w tym wyjątkowym miejscu, drobnymi kroczkami zbliżają się do siebie. Dodatkowo Małgosia poznaje uroki życia na wsi, odzyskuje spokój, odnajduje sens życia, zmienia swe priorytety. Zaczyna się uczyć cieszyć każdym

kolejnym dniem – zapachem świeżych warzyw, smażonych dżemów i mgły znad rozlewiska. Podejmuję decyzję pozostania nad rozlewiskiem i założenie pensjonatu dla turystów. Kiedy dowiaduje się o zdradzie męża, nie wie co robić. Zgadza się jednak na rozwód i niedługo potem poznaje młodego stomatologa. Lecz ta miłość nie jest usłana różami. Na swej drodze jeszcze nie raz napotka na przeszkodę. Gosia, choć sympatyczna i przebojowa, jest postacią dość irytującą. Przede wszystkim przez jej niedojrzałość emocjonalną i hipokryzję. Jest krytykancka i niepotrzebnie bywa wulgarna i wyuzdana. Myślę, że można ją porównać do Judyty – Katarzyny Grocholi, Jagody – Zofii Staniszewskiej oraz Lucyny – Lucyny Olejniczak. Wszystkie te bohaterki mają jakąś cechę wspólną. To co łączy Barbarę i Małgorzatę to przeżywanie drugiej młodości Październik 2013 (1/2)


KULTURA

ROZEGRAJ TO JESZCZE RAZ

jak również poszukiwanie szczęścia na tle malowniczego krajobrazu. To doświadczone życiem kobiety – dojrzałe, a mimo to bardzo temperamentne. Uważam, iż warto przeczytać „Dom nad rozlewiskiem” oraz pozostałe części jak „Miłość nad rozlewiskiem” i „Powroty nad rozlewiskiem”, ponieważ może nam kobiet podpowiedzieć jak być dobrą córką, matką i żoną i jak zbudować dom pełen miłości i ciepła. Autorka stara się ustrzec nas przed popełnianiem takich błędów jak jej bohaterki, czyli na przykład zdrada, opuszczenie rodziny i wyjazd w nieznane. Kto jeszcze nie czytał, powinien to zrobić właśnie teraz. Można poczuć zapach wsi, pieczonego chleba czy przetworów na zimę, których Małgosia robi całą masę. A to dlatego, że dialogi są znakomicie przeplecione opisami krajobrazów mazurskich, a w całość wkomponowane są przepisy kulinarne. Małgorzata Kalicińska stwierdza, że są takie babcie i takie domy jak w tej powieści. I każdy może taki dom zbudować i nadać mu taką aurę, ponieważ jest to właśnie rola nas, kobiet: babć, mam, córek i wnuczek. Czterech pokoleń, które muszą zmierzyć się, w swoim czasie, z życiem bycia kimś innym niż tylko … . No właśnie kim? Zachęcam gorąco do czytania.

Anna Zarzycka

Czarujący, trochę nieporadny, ale jakże słodki 21-letni młodzieniec, który nie potrafi rozpiąć dziewczynie stanika na randce, to bohater najnowszej brytyjskiej komedii Czas na miłość.

F

ilm brytyjskiego scenarzysty, producenta i reżysera filmowego Richarda Curtisa jest komedią z humorem z elementami dramatu w stylu science-fiction. Czas na miłość do kin polskich trafił niespełna 3 tygodnie po brytyjskiej premierze. Dziesięć lat po superhicie To tylko miłość Richard Curtis postawił na nową komedię  romantyczną, pod oryginalnym tytułem About Time. Reżysera tego znamy choćby dzięki komicznemu Dziennikowi Bridget Jones, idealnym na zimowe wieczory  To właśnie miłość  oraz ogromnie popularnym Notting Hill. Curtis w swoim najnowszym filmie postanowił dodać elementy fantastyczne, w  Czasie na

miłość główny bohater odkrywa w sobie pewną niezwykłą umiejętność. W roli głównej Domhnall Gleeson, jako Tim, młody prawnik obdarzony magicznymi zdolnościami. Ta sympatyczna, rudowłosa wersja postaci kojarzona do tej pory z twarzą Hugh Granta została tym razem obdarzona ,,niezwykłą mocą”, której pragnęliby wszyscy poprzedni bohaterowie filmów Curtisa, potrafi cofać się w czasie. Niewykorzystana okazja? Towarzyska wpadka czy głupi tekst pozbawiający szans na oczarowanie potencjalnej miłości życia – z tym nie ma żadnego problemu. Dzięki mocy przekazywanej w jego rodzinie z ojca na syna, Tim może wrócić do prawie dowolnego momentu ze swojej przeszłości. Zdolność tę wykorzystuje do odnalezienia tego, czego najbardziej mu brakuje czyli wielkiej, prawdziwej miłości. Rudzielec, Bomhnall Gleeson, pewnie dużo bardziej kojarzony jako Bill Weasley z filmów o Harrym Potterze, nie do końca radzi sobie z płcią piękną i dlatego bez wahania korzysta z daru jakim jest umiejętność podróżowania w czasie, by powrócić do wydarzeń minionych i móc rozegrać je jeszcze raz od nowa. Po każdej randce wraca

Źródło fot.: www.abouttimemovie.com

33


KULTURA w czasie, by naprawić to co popsuł. W duecie z Gleesonem zagrała Rachel McAdams jako Mary. Znana głównie z filmu Pamiętnik. To mieszanka postaci, która na ekranie na swój niepowtarzalny urok. Bohaterowie drugiego planu, to przede wszystkim grający pierwsze skrzypce Bill Nighy wyluzowany, zabawny i czuły ojciec głównego bohatera. Drugi, to trochę pokręcony Harry (Tom Hdander) w roli nerwusa, furiata. Obaj na ekranie są genialni, a sceny z ich udziałem pozostają w pamięci na długo. Postaci te są bardzo ciekawym zabiegiem reżyseria, dzięki któremu tworzą specyficzne tło bez którego akcja mogłaby stać się niebezpiecznie przesłodzona. Fabuła może nie jest zaskakująco oryginalna, w końcu podróże w czasie pojawiały się w niejednym filmie to jednak samo przenoszenie się w czasie jest o tyle zabawne, że z przymrużeniem oka może wyjaśnić zachowanie kobiety, ukazać jej zmienność i humory. Nie tylko bohaterka Opowieści z Narnii mogła przeżyć fascynujące wydarzenia po wejściu do szafy. Dla Tima była również magicznym miejscem pozwalającym mu na nierealne działania. Wystarczyło wejść w ciemny zakątek domu jak choćby szafa, zamknąć oczy, zacisną pięści i bez słów- czary mary- minione zdarzenie pojawiało się dosłownie po chwili.

34

W nowej odsłonie Curtisa odnajdujemy wszystko to, co gwarantuje sukces komedii romantycznej. Do tych elementów zaliczamy dobry scenariusz z elementy humoru plus spełnioną miłość. Jest jednak w tym filmie coś, co sprawia, że przekonuje nas bardziej niż cała masa podobnych produkcji. Podobnie jak w Tylko miłość reżyser (i scenarzysta zarazem) nie pozbawia widza smutnych wzruszeń, bo nie zawsze w życiu ,, wygrywamy’’, nie wszystkie marzenia się spełniają… Nieodpartą zaletą produkcji jest też jego przytulność, której nie traci ani podczas szerokich plenerów w Kornwalii, ani na zatłoczonych ulicach Londynu. Daje nam to poczucie jakby widz dopuszczał nas do swojej prywatności. Ekranizacja cieszy, bawi a jednocześnie potrafi wzruszyć. Czas na miłość nieco zmusza do refleksji, a co za tym idzie jest fenomenalnym sposobem na jesienną depresję. Te niespełna dwie godziny seansu przed ekranem pozwalają zrozumieć główne motto produkcji. Nasze życie nawet jeśli bywa najzwyklejsze w świecie jest jednocześnie nadzwyczajne.

najnowszej komedii Richarda Curtisa a w zasadzie większości jego filmów poczynając od Czterech wesel i pogrzebu przez Notting Hill aż po najnowszą Czas na miłość. Richard Curtis przypomina po raz setny, że najbardziej cenne w życiu są zwykłe chwile. Na ścieżce dźwiękowej do tego filmu pojawiają się przeboje różnych wykonawców. Usłyszeć można m.in. Sugababes (Push The Button), Amy Winehouse (Back To Black) czy The Cure z piosenką Friday I’m In Love oraz wiele innych. Jeśli poszukujecie dobrej komedii romantycznej, pełnej uroku i do tego świetnie zrealizowanej, zdecydowanie powinniście wziąć pod uwagę ten tytuł.

Monika Skórska Źródło fot.: www.m.dziennik.pl

Chodź brzmi to mało prawdopodobnie to takie jest właśnie główne przesłanie Październik 2013 (1/2)


CIEKAWE MIEJSCA

Fot. Anna Zarzycka

Pomnik sołtysa Wąchocka

WĄCHOCK MIASTEM CUDÓW? Teren, na którym znajduję się Wąchock, był do czasu przybycia cystersów podmokłą, lesistą i pustą ziemią. Ucywilizowanie go wymagało wiele wysiłku.

Pałac Schoenbergów

Warte obejrzenia Do Wąchocka warto przyjechać, ponieważ jest wiele zabytkowych miejsc do obejrzenia.

Fot. Anna Zarzycka

Dlaczego Wąchock? Pewnie każdy z nas zastanawia się zawsze dlaczego i skąd nazwa Wąchock. Historię mogą opowiedzieć nam dziadkowie, pradziadkowie. Ludzie, którzy wiele przeżyli i widzieli, a Wąchock zamieszkują od pokoleń. Wąchock po raz pierwszy pojawia się w bulli papieża Honoriusza III z 12 maja 1218r.

Nazwę tę zapoczątkowali cystersi w roku 1249, kiedy to zaczęto mówić Wonchoz, następnie przeinaczano tę nazwę, aż w końcu nastał Wąchock. Cystersi, którzy przybyli do nas z francuskiego opactwa Morimond osiedlili się na terytorium aktualnie Wielkiej Wsi. Gdyby nie Wonchoz, pewnie teraz miejscowość ta nosiła by nazwę Kamienna od „Abattia de Camina”, czyli nad Kamienną.

Pierwszym punktem naszej wycieczki będzie Klasztor Cystersów. Powstał w 1179 roku, zaś w wieku XIII został samodzielnym opactwem. Historia mówi, że dzięki darowiznom, jakie otrzymywali cystersi, klasztor stał się jednym z bogatszych klasztorów na ziemiach polskich. Klasztor jest w stylu romańskim z romańskim kapitularzem, przykrytym sklepieniem krzyżowożebrowym jest prawdziwą mieszanką stylów architektonicznych. Został całkowicie przebudowany w XVII w., 35


CIEKAWE MIEJSCA

Dworek gen. Mariana Langiewicza

Cystersi również przyczynili się do rozwoju przemysłu nad Kamienną. Powstało wiele zakładów, np. w Bzinie, Parszowie, Mostkach, Wąchocku i Starachowicach. Następne miejsce to dawny zajazd, w którym gen. Langiewicz miał swoją kwaterę podczas powstania styczniowego. Jest w typie dworku z I poł. XIX wieku. W dworku tym Marian Langiewicz ogłasza odezwę „Do mieszkańców województwa krakowskiego”, wzywając ludność do zwiększenia wysiłku zbrojnego. Kolejnym punktem naszej wycieczki po Wąchocku są ruiny zakładu metalowego z I poł. XIX, w

Fot. Anna Zarzycka

choć zachowały się niektóre wnętrza w stylu gotyckim ( sala zebrań zakonników, sala pracy zakonników, karcer pod schodami), jadalnia jest najpiękniejszym pomieszczeniem z czasu wczesnogotyckiego z poł. XIII w. W klasztorze mieści się Muzeum Ojców Cystersów. skład którego wchodzą: fabryki, dawny budynek administracyjnomieszkalny( zwany przez późniejszych właścicieli pałacem Schoenbergów),hale fabryczne oraz pozostałości dawnego ujęcia rzeki nad Kamienną.

chętnie udzielą informacji i opowiedzą ze szczegółami o powstaniu klasztoru.

Rekreacja nad Kamienną W słynnym Wąchocku jest gdzie odpocząć. Stworzono zalew,

gdzie w porze wakacji można wypożyczyć sobie kajaki, rowerki wodne i popływać, a osoby starsze wraz ze swoimi wnuczkami mogą nakarmić kaczki. To w lato, natomiast przez cały rok można wybrać się na spacer po niedzielnym obiedzie. Co kilka metrów są ławki i stojaki na rowery, Naprawdę warto przyjechać i zwiedzić jest więc okazja do “odkurzenia” Wąchock. Przy okazji można poznać rowerów. Dla aktywnych sportowo lepiej historię. W klasztorze opaci są postawione przyrządy do ćwiczeń. Dzieci i dorośli mają wiele rozrywek nie tylko Idźmy dalej, po pałacu Schoenbergów będzie kaplica św. Rocha, potem zabytkowe domy, cenne nagrobki na cmentarzu oraz sam cmentarz żydowski i dawna willa drewniana, a także stara apteka, która ma ciekawą historyjkę.

nad zalewem, ale i poza nim. Atrakcją turystyczną jest coroczny Zjazd Sołtysów. Gdyby ktoś nie wiedział, kto jest Sołtysem miasta dowcipów, to podpowiem Marek Samsonowski. Wtedy na imprezie 36

Fot. Anna Zarzycka

siłownia na świeżym powietrzu nad zalewem

Październik

2013


Źródło fot.:www.kwejk.pl

CIEKAWE MIEJSCA

jest mnóstwo przeróżnych konkursów i zabaw, dla każdego. Zapewnione jest wyżywienie, np. kiełbaski, napoje i przeróżne smakołyki swojskiej roboty. Również co roku odbywa się odpust, gdzie można nabyć wiele zabawek i posłuchać muzyki.

Gorąco zachęcam do odwiedzenia Wąchocka, aby przekonać się czy naprawdę jest warte śmiechu. Myślę, iż dobrze jest zainwestować w taki wypad i poznać to miasto nie tylko z dowcipów. Klasztor Cystersów Źródło fot.:www.wachock.cystersi.pl

Jeszcze kilka żartów dla poprawy humoru: - A w Wąchocku konie chodzą w gumiakach, żeby asfaltu nie porysowały. - Jakie są zakręty na rzece w Wąchocku? - Takie, że ryby na wirażach wypadają.

- A gdzie w Wąchocku jest kryta pływalnia? - Pod mostem.

- Dlaczego w Wąchocku sołtys orze pole w kółko? - Bo kupił sobie konia z cyrku.

Anna Zarzycka

- Gdzie się chowa koń sołtysa, gdy pada deszcz? - Pod dyszel. Źródło fot.: www.radiownet.pl

37


ROZRYWKA

DŻINSOWE DIY, CZYLI ZRÓB TO SAM! Dżins niesie w sobie wiele możliwości przeróbek, które nie wymagają żadnych szczególnych umiejętności. Postaramy się pokazać jak ze zwykłych ubrań dżinsowych zrobić coś dizajnerskiego. Do tej zabawy wystarczą tylko dobre chęci i odrobina cierpliwości. Zatem bierzmy się do pracy!

1. Dżins + nożyce! Najprostszym sposobem na wzbogacenie szafy o nowy ciuch jest cięcie. Ucinając nogawki starych dżinsów, uzyskujemy szorty, możemy je zostawić postrzępione w stylu rockowym lub zawinąć i zaprasować. Taki zabieg nie zajmuję wiele czasu, a szorty można nosić latem jak i zarówno jesienią, wystarczy tylko założyć pod nie rajstopy i grube skarpety. To samo dotyczy kurtek i koszul. Za pomocą nożyczek ucinamy rękawy i w ten oto sposób powstaje kamizelka. Źródło fot.: http://3.bp.blogspot.

2. Dżins + chemia Wybielacz. Z jego pomocą zdziałamy cuda! Rozchlapany i pozostawiony na spodniach

38

tworzy artystyczny nieład, zaś nakładany na materiał przez szablon pozwoli otrzymać takie wzory, jakie sobie tylko wymarzymy. Wybielacz rozcieńczony z wodą rozjaśni dżins o kilka tonów. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, jaki będzie efekt końcowy. 3. Dżins + papier ścierny Aby uzyskać efekt przetarcia, należy pocierać materiał papierem ściernym. W taki sposób utworzymy niepowtarzalną parę spodni dżinsowych.

przewodnim, np. kwiaty, motyle, zwierzaki. Ostatnio modne stało się również doczepianie złotych i srebrnych dżetów o różnych wzorach szczególnie do kurtek i kamizelek. W pasmanterii można znaleźć mnóstwo innych aplikacji, które możemy zaprasować żelazkiem, aby nie męczyć się zbytnio z igłą i nitką. 6. Dżins + patchwork Modnym zabiegiem jest doszywanie łat na łokciach, bądź kolanach. Dobrym sposobem na wykorzystanie starych dżinsów, które nie nadają się do noszenia jest zrobienie z nich patchworkowej torebki, wystarczy pociąć spodnie na kawałki, najlepiej kwadraty i najzwyczajniej je zszyć.

4. Dżins + graffiti A la graffiti możemy stworzyć za pomocą flamastrów do tkanin, które są łatwo dostępne i niezmywalne. Flamastry pozwalają na precyzyjne wykonanie wzorów.

Jak widać dżinsowych inspiracji nigdy brak, więc nie wyrzucajmy starych ubrań, gdyż mogą przydać się nam w zaskakujących okolicznościach.

Małgorzata Grzywalska

5. Dżins + dżety, i inne przypinki Świetnym pomysłem na odświeżenie naszych ubrań dżinsowych są wszelkiego rodzaju gadżety, które można bez problemu doczepić do materiału. Dobrym przykładem są broszki. Efektywnie wyglądają doczepione w jednym skupisku oczywiście objęte tym samym motywem Źródło fot.:www.google.pl

Październik 2013 (1/2)


KUCHNIA I ŻYWIENIE

Źródło fot.: www.google.pl

SZYBKIE HOT-DOGI, TANIE HAMBURGERY

Student odda życie za dwie rzeczy – piwo i jedzenie. Jedno i drugie to niestety towar deficytowy w każdych akademikach. W przypadku jedzenia, wybór często pada na tak zwany fast food. Szybko i tanio, takie hasło przewodzi wyborom studentów. Gdzie w takim razie zjeść, by nasz portfel na tym zbytnio nie ucierpiał?

N

a początku zerknijmy na popularne sieci. Na pierwszy ogień pójdzie McDonald’s, sieć barów szybkiej obsługi, prosto z Kalifornii. Każdy zna, nie każdy lubi. McDonald’s ostatnio raczy nas ciekawymi ofertami, które dostępne są dzięki specjalnym papierowych kuponom rabatowym, które pokazujemy przy kasie. Dodatkowym atutem kuponów promocyjnych jest fakt, że możemy je ściągnąć na swojego smartfona i mieć je zawsze przy sobie. Oferta promocyjna jest bardzo obszerna i można naprawdę zaoszczędzić. Możemy zjeść dwie kanapki w cenie jednej – zamawiając dwa razy Big Maca, oszczędzamy 50%. To tylko przykład, ofert jest naprawdę wiele i z pewnością każdy głodny student znajdzie coś dla siebie. Jeśli wolimy zjeść coś zdrowszego, warto zajrzeć do sieci restauracji North Fish. Jeśli jesteśmy wygłodniałymi studentami, to dobry wybór ze względu na zniżki studenckie. Przy okazaniu legitymacji

dostaniemy 30% rabatu na jeden, wybrany przez siebie produkt. Promocja jest ważna codziennie do godziny 13:00 i warunkiem jest zakupienie napoju w normalnej cenie. Jeśli lubimy ryby i zdrowe warzywa to doskonałe miejsce, żeby się najeść. Niewiele osób wie, że na przykład w kieleckim North Fish’u, pół godziny przed zamknięciem, niektóre potrawy kosztują 50% mniej. Warto więc zapytać o taką promocję w restauracji w swoim mieście. Na uwagę zasługują także zestawy, które można nabyć już od 5,90 zł (np. hamburger + frytki). K F C g ł ó w n y M c D o n l a d ’s . Sieć tego fooda, tak jak jego konkurent, wywodzi się ze Stanów

t

o konkurent fast

przyciągają tam dwa powody: tanie zestawy Bsmart za 4,95 zł (kawałki kurczaka + frytki) i piwo, które jest tym tańsze, im więcej pieniędzy wydamy na jedzenie. Co chwila pojawiają się też dodatkowe promocje, które warto śledzić. Alternatywą dla sieciówek mogą być budki z jedzeniem lub małe restauracje, które rozsiane są po centrach miast. Kurczak z rożna, hamburgery, frytki, hot-dogi, kebaby – to wszystko możemy kupić za rozsądne pieniądze. Żeby najeść się na cały dzień musimy wydać jakieś 10 zł. Za tą kwotę zakupimy dużego kebaba lub pozostałe rzeczy

Zjednoczonych, z tą różnicą, że KFC zajmuje s i ę głównie kurczakami. Studentów Źródło fot.: www.google.pl

39


KUCHNIA I ŻYWIENIE w różnych konfiguracjach, np. hamburger + frytki lub hamburger + hot dog.

Źró

dło

fot.

:w

ww

ogl

e.p

l

ZDROWE, TANIE GOTOWANIE! Studencie! To koniec z niezdrowym odżywianiem się w barach szybkiej obsługi, czyli tzw. FAST FOODACH. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że pochłania puste kalorie, przez co nie dostarcza organizmowi odpowiedniej ilości błonnika, witamin i minerałów. Jeżeli nie masz pomysłów i sił na przygotowanie posiłku my Ci w tym pomożemy. Nasz kącik kulinarny powstał właśnie z myślą o Tobie. Tutaj znajdziesz mnóstwo przepisów na dania łatwe do przyrządzenia, tanie a przede wszystkim zdrowe i smaczne. Potrawy, które proponujemy, nie zajmą Ci więcej niż 20 minut.

Propozycja 1. Kurcze! jak zielono! - czyli kurczak w ryżu z brokułami Porcja na 4 osoby. Składniki: - 40 dag piersi z kurczaka - ½ brokuła - 20 dag ryżu - 1cebula - 2 łyżki masła - olej - sól 40

- pieprz - ostra papryka mielona Przygotowanie: Piersi z kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w plastry, oprószyć solą, pieprzem i papryką. Cebulę posiekać w drobną kostkę i podsmażyć na maśle. Ryż ugotować w osolonej wodzie. Brokuł rozdzielić na różyczki i sparzyć gorącą wodą. Na rozgrzanym oleju podsmażyć plastry mięsa, dodać ryż i brokuły. Wszystko wymieszać. Smacznego.

Propozycja 2. Drogi panie, droga pani, będzie serek z owocami - czyli naleśniki z twarożkiem i owocami Przepis na ok. 6 naleśników. Składniki: - szklanka mleka - ½ szklanki wody - 1 ½ szklanki mąki - 1 jajko - kostka twarogu Październik 2013 (1/2)

Źródło fot.:www.google.pl

Wielu studentów z powodu braku czasu i problemów finansowych korzysta z fast foodów. Wolą taką formę posiłku od mozolnego przygotowywania obiadów w domu lub akademiku. Pozostaje pytanie czy jest to zdrowe? Opinii na ten temat jest bardzo wiele. Osobiście dodam, że w serwisie Youtube możemy znaleźć filmy pewnego pana, który żywi się wyłącznie fast foodami już od roku czasu. O dziwo jego wyniki lekarskie są dobre i nie zmieniły się odkąd zaczął stołować się w barach szybkiej obsługi. Może wystarczy zachować zdrowy umiar?

.go


KUCHNIA I ŻYWIENIE

Źródło fot.:www.google.pl

- duża śmietana

prowansalskimi. Smacznego.

- 2 banany

Propozycja 4. Ziemniaczany specjał.

- 2 gruszki - 5 łyżek cukru

Porcja na 4 osoby.

- olej do smażenia

Składniki:

Przygotowanie: Do miski wlewamy mleko i wodę, dodajemy mąkę, jajko. Całość energicznie mieszamy do powstania gładkiej masy. Na rozgrzanym oleju, smażymy naleśniki. W międzyczasie przygotowujemy farsz: twaróg rozgniatamy widelcem, dodajemy ¾ śmietany i 3 łyżki cukru. Całość dokładnie mieszamy. Obieramy banany i gruszki, następnie kroimy je w plastry. Na usmażone naleśniki kładziemy plastry owoców a na nie farsz. Całość zawijamy. Smacznego. Propozycja 3. Ratunek w “głodowej” niedoli - Spaghetti Napoli.

- 60 dag ziemniaków( wczorajszych ugotowanych) - 3 papryki (żółta, zielona, czerwona) - por - 15 dag kiełbasy - makaron spaghetti Przygotowanie: Wstawić osoloną wodę. Jak woda zacznie się gotować wrzucić makaron, w międzyczasie przygotować sos.

- olej do smażenia - sól, pieprz, papryka słodka mielona, zioła prowansalskie - pomidory w puszce Przygotowanie: Ziemniaki pokroić w grube plastry, paprykę w paski, a kiełbasę i pora w skośne kawałki. Najpierw podsmażyć plastry ziemniaków, następnie dodać paprykę kiełbasę, pora. Wszystko

Cebule posiekać na drobną kostkę i podsmażyć na oleju razem ze startym czosnkiem. Następnie dodać pomidory w puszce i smażyć 10 minut. Pod koniec doprawić ziołami Źródło fot.:www.google.pl

Porcja na 3 osoby. Składniki: -1 pomidory w puszce - ząbek czosnku(można zastąpić czosnkiem granulowanym) - ½ cebuli - zioła prowansalskie - olej lub oliwa do smażenia - 10 dag parmezanu lub sera żółtego do posypania 41


KUCHNIA I ŻYWIENIE wymieszać i dalej smażyć dodając pomidory z puszki. Doprawić do smaku. Smacznego. Propozycja 5. Rybka z kokardką na głowie, czyli makaron kokardki z tuńczykiem. Porcja na 4 osoby. Składniki: - 1 puszka tuńczyka w oleju lub w sosie własnym - 1 pomidory w puszce - 2 ząbki czosnku - 15 dag żółtego sera - paczka makaronu kokardki - łyżeczka słodkiej papryki w proszku

- 800 g papryki czerwonej

- sól, pieprz

- ¼ szklanki oleju

- suszona bazylia Przygotowanie: Zagotować wodę na makaron. Do wrzątkuj wrzucić kokardki. Gotować 9 minut. Tuńczyka odcedzić z oleju i wymieszać z pomidorami z puszki. Dusić pod przykryciem ok. 7-10 minut. Dodać drobno posiekany czosnek oraz przyprawy. Na koniec do sosu dodać ser i wymieszać. Makaron odcedzić i polać sosem. Smacznego. Propozycja 6. Parówka na kolorowo. Porcja na 4 osoby. Składniki: - 500 g parówek - 1 kg cukinii 42

- 1 ½ szklanki przecieru pomidorowego - sól, cukier, pieprz - zioła prowansalskie Przygotowanie: W rondelku na rozgrzanym oleju pokrojoną w kostkę paprykę dusimy, aż do miękkości. Dodajemy pokrojoną w słupki cukinię i dalej dusimy. Następnie wrzucamy pokrojone w plastry parówki i jeszcze przez chwilę dusimy. Wlewamy przecier pomidorowy i przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, cukrem i ziołami. Zostawiamy na ogniu jeszcze przez chwilę. Podawać z pieczywem.

Ta dam! Już nie musicie martwić się co zjecie na obiad! Nie musicie szukać pomysłu na… Przez kolejne 6 dni was obiad może być smaczny, piękny i zdrowy! W następnym numerze kolejna porcja pomysłów! Małgorzata Grzywalska

Smacznego. Październik 2013 (1/2)


SPORT

FUTSAL W CZTERECH ŚCIANACH

VI

Liceum im. Juliusza Słowackiego w Kielcach po raz kolejny będzie gospodarzem w Akademickiej Lidze Halowej Piłki Nożnej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Na inauguracyjnym spotkaniu kapitanów organizatorzy przedstawili uczestnikom regulamin, a także terminarz rozgrywek. Zanim zaczną się prawdziwe emocje 9 drużyn weźmie udział w turnieju barażowym o awans do turnieju głównego. W lidze będzie uczestniczyć 10 drużyn. Baraże zostaną rozegrane w dniach 23 października i 30 października, natomiast Akademicka Liga rozpocznie się 6 listopada i potrwa do 18 czerwca. Mecze barażowe będą rozgrywane w wymiarze 2x7 minut, zaś sam turniej finałowy będzie rozgrywany w wymiarze 2x10 minut. W połowie maja rozgrywki zostaną podzielone na grupę mistrzowską która będzie grała o zwycięstwo w turnieju i na grupę spadkową. Drużyny które mają zagwarantowany udział w turnieju to: AC Kielce, No Name, Spartanie, Ziomki

fot.: Łukasz Kowalik

Piorunochronki, Reaktor Czarnobyl. Zespoły, które wezmą udział w barażach: Pisarze Miłości, Żebynamsię, Barmańska Team, Ciasteczko Team, Narix, Eleganckie chłopy, FC Żywiec, Dziennikarstwo I, BGC Nasz Ruch.

Rozmowa z Damianem Liwochą organizatorem Akademickiej Ligi Halowej Piłki Nożnej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Łukasz Kowalik:

Proszę powiedzieć jak zrodził się pomysł zorganizowania Akademickiej Ligi Halowej w Piłce Nożnej?

Damian Liwocha: Pomysł zorganizowaniaAkademickiej Ligi Halowej w Piłce Nożnej powstał kilka lat temu. Dzięki staraniom Studium Wychowania Fizycznego i Sportu możemy popularyzować piłkę nożną wśród studentów. Już po raz kolejny rozpoczniemy sezon

zachęcając studentów do aktywnego wypoczynku po zajęciach. Opiekunem rozgrywek jest pan mgr Włodzimierz Sterkowicz, trener sekcji piłki nożnej AZS UJK Kielce, natomiast koordynatorem od najbliższego sezonu jeden ze studentów – Damian Liwocha. Czym ten turniej różni się od pozostałych tego typu imprez rozgrywanych w naszym mieście? W turnieju grają najlepsze studenckie drużyny Uniwersytetu. Liga przeznaczona jest dla amatorów, chociaż grają również zawodnicy AZS, czy piłkarskich klubów. Cieszymy się, że poziom ligowych rozgrywek jest bardzo wysoki i z roku na rok staje się coraz wyższy. Jak Pana ocenia zainteresowanie tego typu imprezami na Uniwersytecie? Studenci bardzo chętnie biorą udział w tego typu imprezach. Grając w piłkę nożną dobrze się bawimy, a ponadto dbamy o zdrowe i kondycję. 43


SPORT Warto zadbać, aby powstawało coraz myślę, że budowa kompleksu więcej podobnych imprez, w które sportowego to kwestia czasu. Nie możemy oczekiwać, że w 3-4 warto angażować studentów. lata dostaniemy wszystko. Cieszę Termin zgłaszania drużyn się, że Rektor dba o dynamiczną kampusu, co zakończył się 11 października. rozbudowę Proszę powiedzieć ile drużyn umożliwi wszechstronny rozwój weźmie udział w turnieju i jaką on studentów. Czekając na budowę hali uczelnia robi wszystko, będzie miał formę? aby studenci mieli jak najlepsze W lidze weźmie udział 10 warunki do uprawiania sportu, co drużyn. Rozgrywki zostaną rozegrane potwierdzają wyniki sportowe. w dwóch rundach: zasadniczej i Warto wspomnieć chociażby finałowej. Każda drużyna rozgrywa z znakomite występy sekcji piłkarzy pozostałymi drużynami dwa spotkania. ręcznych AZSu w III lidze. Po rozegraniu rundy zasadniczej Jednak najważniejsze, aby zespoły zostaną podzielone sport przede wszystkim integrował na dwie grupy: mistrzowską środowisko akademickie i dawał i spadkową. szansę na rozwijanie swoich pasji, a póki co nasza Uczelnia Czy dla zwycięzców i najlepszych wywiązuje się z tych zadań bardzo zawodników przewidziane są dobrze. Mimo k r y z y s u jakieś nagrody? Oczywiście, oprócz niezapomnianych emocji i wrażeń najlepsze drużyny oraz najlepsi zawodnicy w poszczególnych kategoriach otrzymają puchary i nagrody rzeczowe. Ponadto w tym roku po raz pierwszy prowadzona będzie klasyfikacja fair play, aby docenić zespoły, które rozgrywają swoje mecze w lidze w duchu czystej i sportowej rywalizacji.

Politechnika Świętokrzyska ma halę sportową, a Uniwersytet ma nowoczesną Bibliotekę Główną, Centrum Języków Obcych, Centrum Edukacji Artystycznej, czy Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu. Patrząc na działania Rektora Uniwersytetu pana prof. Jacka Semaniaka, 44

fot.: Łukasz Kowalik

finansowego, myślę, że przed naszą Uczelnią wspaniała perspektywa. Rozbudowa kampusu, niesamowite zaangażowanie Rektora w rozwój uczelni, czy zdolni studenci sprawią, że za kilka lat Uniwersytet Jana Kochanowskiego będzie jednym z najbardziej pożądanych ośrodków akademickich w Polsce. To właśnie w Kielcach młode osoby będą chciały ukończyć prawo, medycynę, a może i wychowanie fizyczne. Ktoś może pomyśli, że brzmi to śmiesznie, ale wystarczy popatrzeć na wspomniane przeze mnie inwestycje w infrastrukturę i zobaczyć w jakim kierunku idzie Uniwersytet. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł powiedzieć „a nie mówiłem” i cieszyć się z rozwoju swojej Alma Mater. Łukasz Kowalik

Źródło fot.:www.nic-nagoya.or.jp

Spotkania turniejowe będą rozgrywane w hali VI LO im. Juliusza Słowackiego. Czy nie martwi pana fakt, że Uniwersytet nie ma swojej hali sportowej tak jak Politechnika Świętokrzyska i jest zmuszony wypożyczać obiekty?

Na zdjęciu: Damian Liwocha

Październik 2013 (1/2)


SPORT

WALDEMAR FORNALIK – JEDYNY POLAK, KTÓRY DO ANGLII UDAŁ SIĘ BY STRACIĆ PRACĘ!

K

iedy 10 lipca 2012 roku Waldemar Fornalik został wybrany nowym selekcjonerem reprezentacji Polski, liczba jego zwolenników przewyższała liczbę osób nieprzychylnie do niego nastawionych kilkakrotnie. Dzień po meczu z Anglią na Wembley sytuacja wyglądała już diametralnie inaczej. Mało kto widział dalej Fornalika w roli selekcjonera. Ostatni mecz Polaków w nieudanych dla nas eliminacjach do Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro miał być niczym innym jak honorowym pożegnaniem się z tą imprezą. Ok. 20 tysięcy polskich kibiców na trybunach, co było głównie zasługą licznej kolonii zamieszkującej Wyspy Brytyjskie obejrzało mecz, który następnego dnia okazał się ostatnim dla Fornalika w roli selekcjonera. W środę 16 października Zbigniew Boniek odwoła ze stanowiska trenera naszej reprezentacji Waldemara Fornalika. Okres w którym Fornalik sprawował to stanowisko ciężko określić jako udany. Niemoc Biało – Czerwonych przejawiała się praktycznie w każdym meczu.

Najbardziej boleśnie dawało się to odczuwać w meczach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, takimi jak Mołdawia czy San Marino. Mimo, że z tymi drużynami udało się nam uzyskać łącznie 10 punktów, to styl jaki prezentowali nasi zawodnicy pozostawiał wiele do życzenia. Na Anglię, Ukrainę i Czarnogórę to już nie wystarczyło. W meczach z silniejszymi zespołami, nasi przeciwnicy obnażali wszystkie nasze błędy. Stąd w tych spotkaniach zdobyliśmy tylko 3 punkty i zajęliśmy dopiero 4 miejsce w grupie. To wynik, który jest znacznie poniżej oczekiwań. Gorycz porażki się przelała. Frustracja urosła do takiego stopnia, że PZPN nie mógł postąpić inaczej. Kto więc będzie następcą Fornalika? Wiadomo, że prawie na pewno będzie to Polak. W korytarzach PZPN usłyszeć można cztery nazwiska: „Nawałka, Wdowczyk, Engel, Skorża” - mówił dziennikarz Polsatu Sport Roman Kołtoń. W mediach przewijają się także nazwiska: Urban, Lenczyk czy też Tarasiewicz. Temu ostatniemu daje się najmniejsze szanse. Największe natomiast Adamowi Nawałce. Obecny trener

Górnika Zabrze zbudował zespół, który z sezonu na sezon walczy o co raz wyższe cele. Jednak przykład Fornalika pokazał, że w piłka klubowa to nie to samo co reprezentacyjna. W gronie piłkarskich ekspertów nie brakuje zwolenników wyboru na stanowisko selekcjonera Jerzego Engela. Było by to już jego drugie podejście do tej roli. W latach 2000 – 2002 prowadził reprezentację Polski. Jest to trener z ogromnym doświadczeniem, będący również na bieżąco ze wszystkimi nowinkami taktycznymi. Trenerem, o którym także dużo się mówi jest Maciej Skorża. Pracował u boku Pawła Janasa, kiedy to nasza reprezentacją awansowała na mundial w Niemczech. Były trener m.in. Legii i Wisły jest obecnie bezrobotny. Nazwisko Dariusza Wdowczyka także przewija się w mediach. Mimo sukcesów jakie odnosi ostatnio jako trener Pogoni Szczecin, to przeważająca w jego przypadku może być przeszłość, która jak przyznaje sam Wdowczyk, nie jest powodem do dumy. Wojciech Rdzanek 45


Miesięcznik "PRESSja"  

I numer miesięcznika tworzonego przez studentów 3 roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you