Page 1

Michalina Pawłowska

Magiczna Lilia

Szkoła Podstawowa nr 6 im. Mikołaja Kopernika w Inowrocławiu Klasa IV b 


Dawno, dawno temu. W wielkim królestwie żyła sobie mama Elżbieta z córką Anią. Elżbieta była nad opiekuńcza i troskliwa. Zawsze pilnowała, żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Ania natomiast była ciekawska i samodzielna. Ich pokoje były zamykane na magiczne klucze. Klucze oddawała mieszkańcą królestwa recepcja gdzie pracowały wróżki Nietresta, Antonina i Lukrecja.

Rys. Michalina Pawłowska

Pewnego dnia Ania wróciła do pałacu z zakupów. Podeszła do okienka recepcji i poprosiła o kluczy. Ku jej zdziwieniu wróżka Nietresta schowała kluczyk do kieszeni i wypowiedziała takie słowa: Znikaj, bo i tak tego co chcesz nie dostaniesz! Ania zdziwiona zachowaniem Nietresty pobiegła do swojego korytarza. Pod balkonem było małe, ciemne


przejście, którym Ania przedostawała się do swojego pokoju. Powoli na kolanach weszła do swojego azylu (pokoju). Ze szkatułki, która zawieszona była nad drzwiami wyjęła zapasowy kluczyk do pokoju i schowała go do kieszeni sukni. Wyszła z pokoju i poszła do pokoju mamy. Cichutko i spokojnie zapukała. - Kto tam - zapytała Mama - To ja Ania - odpowiedziała. Mama otworzyła drzwi do pokoju i wpuściła córkę do środka. - Co chciałaś - zapytała. - Dlaczego ciotka Nietresta nie chciała dać mi klucza - zapytała oburzona Ania. - Bo tak - krzyknęła Elżbieta. - Krzykiem rozmawiać nie będę! - wykrzyczała Ania i wyszła z pokoju. Ania wybiegła z pokoju matki i poszła do swojego azylu. Ania bała się, że mama wydała nakaz chowania klucza przed nią. Minęła noc. Ania wstała, umyła się i poszła na śniadanie. Stołówka była pusta. Ania zdziwia się i postanowiła wrocić do pokoju. Zadzwoniła do swojej przyjaciółki Mariny. - Halo! Marina? - Tak to ja. Z kim rozmawiam - Z Anią - odpowiedziała. - Rozumiem. Czym mogę Ci służyć? - zapytała Anię. - Przyjechała byś do mnie? - No pewnie! - odpowiedziała Marina. - Ok. To ja na Ciebie czekam - zapewniła. Po dziesięciu minutach Marina zjawiła się w pałacu. Z wielką siła próbowała wejść do pałacu, lecz straż z każdym jej ruchem odpychała ją. Ania przez okno zobaczyła co dzieje się na dworze. Wybiegła z pokoju i zbiegła na dół. Kiedy dobiegła do drzwi odepchnęła straż, wzięła Marinę


za rękę i wciągnęła do pałacu. Kiedy dziewczyny dobiegły do pokoju, Marina odetchnęła z ulgą. - Co się tam stało - zapytała Ania. - Nie chcieli mnie wpuścić - odpowiedziała Marina - Mam już tego serdecznie dosyć! - wykrzyczała Ania. - Czego? - Straż przez matkę jest nie do zniesienia. - Idź i pogadaj z nią - poradziła Ani Marina. - Ja się tylko boję, że ona mi jeszcze do pokoju zabroni wchodzić martwiła się Ania. - Nie martw się - pocieszała Anie. Ania postanowiła zaprosić Marinę na zakupy. Marina zgodziła się i obie dziewczyny próbowały wyjść z pałacu, lecz straż nie pozwalała im opuścić zamku. Zdenerwowana Ania wzięła Marinę za rękę i dziewczyny pobiegły do pokoju Ani. Ania wzięła z szafy dwa prześcieradła.

Rys. Michalina Pawłowska

W trudny sposób zawiązała je na głowie swojej i Mariny. Potem zawiązała na klamce okna line i powoli zjechała z niej na dół.


- Marina zjeżdżaj! - zachęcała Ania. - Dobra, dobra już zjeżdżam. - obiecała Marina. Po minucie Marina zjechała na dół i zdjęła z siebie prześcieradło. Dziewczyny pobiegły do galerii handlowej. W tym samym czasie Elżbieta bardzo martwiła się o córkę. Postanowiła zadzwonić do niej. - Halo! Ania gdzie ty jesteś - pytała Elżbieta. - Na zakupach. - Aniu wracaj - prosiła matka. - Dlaczego ty taka jesteś? Jesteś głupia! - krzyczała Ania Mama rozłączyła się i rzuciła słuchawką. Po dwóch godzinach Ania rozdzieliła się z Mariną i wróciła do pałacu. W salonie zastała mamę nieprzytomną. - Boże, mamo, mamo odezwij się!- krzyczała Ania. Nic się nie działo! - Mamo, mamusiu! - dalej krzyczała. Nic się nie działo. Po minucie obok leżącej matki pojawił się cień znanej wróżki Margaret. Wypowiedziała ona takie oto słowa: - Kwiat Lili uratuję Twa matkę. Postaraj się. Masz czas do jutra. Wróżka znikła. Przestraszona Ania szybko sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Mariny. Kiedy Marina odebrała telefon i dowiedziała się co się stało szybko przybiegła do pałacu i bez pozwolenia straży wbiegła do środka. Kiedy dotarła do salonu Ania opowiedziała jej od początku co się stało. - Aniu o co w tym wszystkim chodzi? - zapytała Marina.


- Ja nawet nie wiem muszę jakiś kwiat Lili odnaleźć. Mam czas do jutra. - Pomogę Ci. Przyjaciół nie zostawi się w potrzebie. - Dziękuję Ci bardzo. - podziękowała Marinie. Dziewczęta uniosły Elżbietę i położyły ją na sofie. Po tej czynności wybiegły z pałacu w poszukiwaniu Lili. Przemierzyły wiele kilometrów i dotarły na górę kwiatową. Było tam miliony rodzajów kwiatów. Ania i Marina nie wiedziały o jaki kwiat chodzi. Szukały, ale bez skutecznie. W końcu Ania postanowiła pójść do domu na samym wierzchołku góry.

Rys. Michalina Pawłowska

Ania zapukała cichutko do drzwi. Otworzyła jej staruszka.


- Proszę Pani wie Pani może jak wygląda kwiat Lili? - zapytała. - Wiem. Naturalnie, że wiem lecz zdarza się on raz na jakiś czas i nie obiecuję Ci, że znajdziesz go w tylu kwiatach. - Może mi Pani pokazać zdjęcie? - Pewnie kochanie. Wejdźcie! Po dziesięciu minutach dziewczynki wyszły z domu. Ania była przerażona tym co się stało z jej mamą. - Ania szybko szukajmy, za pięć godzin następny dzień. Nie zdążymy. - Dobra już się zbieram. Ania wstała z ziemi. Razem wyruszyły szukać Lili. Lilia byłą rzadkim okazem i rzadko można było ją znaleźć. Kiedy Ania potknęła się o kamień spadła w dół. - Ania! Ania! Ania! - krzyczała Marina. - Ratuj! - Złap się tego kwiatka co tam rośnie! Ania złapała się kwiata. Gdyby nie on mogła by już nie żyć. Marina po malutku na kolanach zeszła z góry i podała Ani rękę. - Ej! Marina ten kwiat wygląda tak jak na zdjęciu. - Rzeczywiście! - Zerwijmy go! - Dobra!


Rys. Michalina Pawłowska

Dziewczyny zerwały kwiat, i szybko zbiegły z góry. Próbowały jak najszybciej dobiec do pałacu, ale po drodze złapał je deszcz. Ania powoli zwątpiła w swoje siły i powiedziała do Mariny: - Marina to się nie uda - wątpiła. - Uda, uda - odpowiadała. - Już nie ma sensu biec. - Trzeba próbować, damy radę. Marina przytuliła Anię, wzięła ją za rękę i zaciągnęła na most, który prowadził do pałacu. Marina biegła ile sił w nogach i w końcu we mgle ujrzała pałac. - Już blisko - zapewniała Marina. - Nie wieżę. Nie zdążymy. - Nie gadaj, tylko chodź! - krzyczała Marina.


Dziewczyny biegły, biegły i biegły ile sił w nogach, aż w końcu dotarły na miejsce. Nie zważając na straż wbiegły do pałacu i otworzyły drzwi salonu. Mama blada leżała na sofie. - Dalej Anka. Rób to zostały dwie minuty. Ania podeszła do mamy. Po cichu przeprosiła za to, że ją wyzywała. Pocałowała ją w czoło i włożyła do jej ust jeden urwany płatek Lili. Ania zaczęła płakać. - Mówiłam, że nie wyjdzie! Ja to jestem głupia! - Cicho słyszałaś to? - Co? Po cichu Elżbieta zaczęła wstawać z sofy i otwierać oczy. - Mamusiu! Mamusiu! Mamusiu! - Ania! - krzyknęła Mama Ania rzuciła się na mamę i przytuliła ją mocno. - Obiecuję, że już Cię nigdy nie wyzwę Mamusiu!- obiecała Ania. - Dobrze skarbie. W ten oto sposób cała rodzina pogodziła się. Matka i Córka nigdy się nie kłóciły i wszystko było OK. Morał jest taki, że zbyt szybko nie warto wątpić. Wszystko czego chcemy. Wszystko co tak usilnie pragniemy może się stać.


Rys. Michalina Pawłowska 

Magiczna Lilia