Page 28

jej pasja Aktualnie syn Maksymilian gra w piłkę w toruńskiej Elanie, a córka Sonia w koszykówkę w Katarzynkach. Na razie mocno się angażują, zobaczymy, co z tego wyniknie.

z Warszawy, który pomógł nam stworzyć choreografię tańca dowolnego. Ale zrobił to na parkiecie, a my musieliśmy wszystko przełożyć na lód.

Nie katowała ich Pani, żeby jeździli na łyżwach? Jazdę na łyżwach traktujemy jako rodzinną przyjemność, najczęściej w weekendy czy święta, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Oczywiście moje dzieci potrafią jeździć, Sonia lepiej, Maksio trochę gorzej, ale dają sobie radę, wstydu nie ma.

Jak wygląda relacja między Panią a parą? Na zasadzie mistrz-uczeń czy raczej zgrane trio przyjaciół? Trzeba byłoby zapytać moich zawodników, jak oni to odbierają. Oczywiście, pracujemy jako trio, staram się brać pod uwagę ich zdanie, ale ja podejmuję decyzje i zawsze do mnie należy ostatnie słowo.

Pani założyła łyżwy bardzo wcześnie. Dowiedziałem się, że w wieku czterech lat. W tym wieku powinno się zaczynać, bo łyżwiarstwo jest sportem wczesnej specjalizacji, a niestety długo trwa dojście do dobrego poziomu wyszkolenia. Tak też było ze mną. Zaczęłam jeździć na łyżwach, gdy skończyłam cztery lata.

Dogadujecie się? Uważam, że komunikacja między nami jest naprawdę bardzo dobra, nie mam z nimi problemów, to są bardzo dobre dzieciaki, bardzo dobrze wychowane, grzeczne, kulturalne, więc współpraca z nimi przebiega na poziomie przyjacielskim. Jestem trenerem, a nie mentorem.

Zaowocowało to mistrzowską formą. Często tak się dzieje, że byli zawodnicy stają się trenerami. Czy planowała Pani po zakończeniu kariery zostać nadal w świecie łyżwiarstwa? Skończyłam karierę w 2003, wtedy urodził mi się syn. Na ostatnich mistrzostwach Europy startowałam, będąc już w ciąży. Na początku planowaliśmy razem z moim partnerem tanecznym Sebastianem, że urodzę i wrócę do łyżwiarstwa. Tak też się stało. Maksa urodziłam w sierpniu, w październiku już stałam na lodzie, a synek siedział w foteliku w bazie. Wkrótce jednak doszliśmy do wniosku, że nadszedł czas, by pożegnać się z łyżwiarstwem. Może brakowało nam bodźców?

Jesteście jak dobrze naoliwiona maszyna. Jak jeden organizm.

Ile wtedy miała Pani lat? 27.

W ŁYŻWIARSTWIE NIE DA SIĘ WSZYSTKIEGO DOKŁADNIE ZMIERZYĆ, JAK W RZUCIE MŁOTEM. ZAWSZE ISTNIEJE JAKIŚ UŁAMEK SUBIEKTYWNOŚCI.

To był już wiek emerytalny? Można jeszcze powalczyć, tak mniej więcej do trzydziestki, ale to zawsze indywidualna sprawa. Pożegnaliśmy się z publicznością i od razu zaczęłam pracować w szkółce łyżwiarskiej w Łodzi. Postanowiła Pani przekazywać swoje doświadczenia, które zdobyła na lodzie? Przekazuję nie tylko to, czego się nauczyłam, będąc zawodnikiem, ale też korzystam z doświadczenia, którego nabyłam, będąc już trenerem, prowadzę dużo szkoleń, seminariów, staram się dzielić swoją wiedzą z moimi uczniami. Łyżwiarstwo jest dyscypliną, która bardzo mocno się rozwija, często też zmieniają się regulaminy, więc trzeba być na bieżąco, zwłaszcza że jestem też międzynarodowym sędzią technicznym. A jak wygląda trening Natalii i Maksyma? Na mistrzowskim, profesjonalnym poziomie to właściwie nie jest już trening, tylko „full time” praca, w której spędzają po 8-9 godzin dziennie. Są to zajęcia nie tylko na lodzie, wiele czasu zajmują ćwiczenia ogólnorozwojowe, balet klasyczny, nowoczesny, różne dziedziny tańca, stretching, siłownia, lekkoatletyka… Łyżwiarstwo to jest mieszanka wielu dyscyplin. Trener też musi ciągle być w formie? Musi uczyć, wspierać, kontrolować… Nie jestem trenerem, który uczy zza bandy. Z Natalią i Maksem jestem cały czas na lodzie, pokazuję układy choreograficzne i ruchy, jak na przykład przełożyć rękę czy nogę. Przypomina to pracę reżysera? Na mistrzowskim poziomie na pewno. Łyżwiarstwo jest sportem z dużą dozą artyzmu, więc trzeba być dobrym reżyserem, który układa program, zajmuje się choreografią. Pani proponuje, co i jak mają tańczyć? Do tej pory układałam wszystkie programy. W tym roku rozpoczęliśmy współpracę z Robertem Bondarą, znanym tancerzem Teatru Wielkiego

28

miastakobiet.pl

Jeżeli nie znajdą się na podium, to co im Pani mówi? „Kochani, nic się nie stało”? To zależy, z jakiego powodu nie znaleźli się na podium. Jeżeli była duża konkurencja, a pojechali świetnie, to nie ma zmartwienia. Na podium są tylko trzy miejsca, więc dla mnie czasem ważniejsze jest to, jak się zaprezentują. Np. na zawodach Tallinn Trophy 2018, które odbyły się

na przełomie listopada i grudnia, zajęliśmy trzecie miejsce w parach tanecznych. Tam było ciasno na podium. Natalia i Maksym mogli swobodnie być zarówno pierwsi, drudzy, jak i trzeci. Nie płakałam, że nie byli pierwsi. Przegrali dosłownie o paznokieć, ale dla mnie ważniejsze było to, że był to ich kolejny mocny występ, że pojechali nadspodziewanie dobrze. W tej dyscyplinie, jak w rzadko której, oceny bywają subiektywne. Jednemu występ podoba się bardziej, drugiemu mniej… Łyżwiarstwo jest sportem, gdzie czynnik ludzki, subiektywna ocena ma wielkie znaczenie, chociaż od wielu lat funkcjonuje bardziej obiektywny system oceniania. Zmierza to ku temu, żeby łyżwiarstwo było sportem bardziej wymiernym. Ale i tak nie da się wszystkiego dokładnie zmierzyć, jak w rzucie młotem. Zawsze istnieje jakiś ułamek subiektywności. Istnieje niepewność oceny występu. Gryzie Pani wtedy paznokcie? Oczywiście, bardzo się denerwuję, ale mam świadomość, że wszystko, co mogłam, to zrobiłam. W momencie, kiedy wychodzą na lód, zaprezentować naszą wspólną pracę, to choć wiem, że nie mam już na nic wpływu, i tak targają mną emocje. Zawsze jest stres. Bardziej przeżywa Pani teraz występy swoich zawodników czy kiedyś własne? Podczas moich startów emocje towarzyszyły mi tylko do pierwszego kroku na lodzie, później już nie czułam stresu. Natomiast teraz przez cały czas trwania programu, stojąc za bandą, odczuwam wielkie napięcie. Nie potrafię tego wyłączyć przy ich pierwszym kroku.

Profile for Miasta Kobiet

Miasta Kobiet styczeń 2019  

Miasta Kobiet styczeń 2019  

Advertisement