Page 20

kobieca perspektywa

może liczyć na wsparcie ze strony czytelniczek. Dostaje sto podnoszących na duchu komentarzy i być może jest jej trochę łatwiej.

POMYSŁ BYŁ TAKI, BY POZWOLIĆ KOBIETOM OPOWIADAĆ. MY ICH HISTORII NIE OCENIAMY I NIE WARTOŚCIUJEMY.

Jak w przypadku kobiety, która napisała: „Chciałabym doczekać czasów, kiedy bycie osobą nieheteronormatywną nie będzie wiązało się z wysłuchiwaniem żarcików i komentarzy, tylko z naturalną reakcją. Dla mnie to było zawsze coś oczywistego i normalnego. Mam nadzieję, że wkrótce będzie takie dla wszystkich”. Pod postem od razu znalazły się wyrazy wsparcia i pozytywne komentarze. Dorota: Niektóre z tych kobiet odważyły się o czymś powiedzieć po raz pierwszy w życiu. Dla mnie to chyba największa, osobista radość - że takim prostym fanpagem mogę dać poczucie, że opowiadanie tych historii ma sens. Fajne jest też to, że ludzie piszą po przeczytaniu tekstu: „mam podobnie”, „przeżyłam to samo”, „też chcę się tym podzielić”. Często są to po prostu wiadomości prywatne, w których dziewczyny piszą: „dzięki, to dla mnie ważne, że o tym piszecie”. Olga: Czasem łatwiej o sobie opowiedzieć anonimowo na portalu społecznościowym niż w gronie znajomych. Ale jednak ciągle pozostaje w nas poczucie, że słowo pisane, gotowy tekst, ma większą moc i pozostaje na dłużej. Nawet jeśli jest to tylko post na Facebooku. Dorota: Dawniej kobiety na wsiach spotykały się na darcie pierza, tworzyły wspólnotę, rozmawiały, wymieniały się doświadczeniami i nawzajem wspierały. Dzisiaj tego nie ma i to często Facebook zastępuje takie spotkania. Chcemy, żeby nasza „Katarzyna” była przestrzenią dzielenia i wzmacniania się swoimi prywatnymi historiami. Nie tylko kobiecymi. Naszym celem jest też to, żeby czytelnikom otwierały się oczy na pewne tematy. Często okazuje się, że coś, co komuś nie mieściło się w głowie, ktoś inny już dawno przeżył. Poznanie czyjejś historii rewiduje nasze dotychczasowe przekonania, sposób myślenia, stereotypy, którymi na co dzień się posługujemy. To kolejna cecha #jestemkatarzyną: teksty nigdy nie są takie same, nie powtarzają tych samych tez. Dorota: Na pewno nie jest to strona kobiet narzekających na facetów. Dla nas nic nie jest czarno-białe. Kiedy mój mąż mówi, że jego żona jest feministką, słyszy najczęściej: masz przerąbane. Przerąbane? Bo ma kobietę, która go kocha, fantastyczne dzieci i bardzo poukładane życie? Stereotyp dotyczący feminizmu jest w Polsce mocno zakorzeniony i bardzo nam zależy na tym, żeby teksty nie miały tylko negatywnego, krytycznego wobec mężczyzn wydźwięku. Ale cóż, historie kobiet są, jakie są. Czasem ich negatywnym bohaterem jest mężczyzna. Olga: Przygotowałam „Top 5” najbardziej popularnych postów na stronie. Pierwszy to tekst o opiekunach osób niepełnosprawnych. Drugi - o pigułce „po”, a raczej problemach z jej zdobyciem. Trzeci - tekst Doroty o zmianach w edukacji. W tej piątce jest też mój tekst o ślubach kościelnych osób niewierzących. To tematy społeczne, którą dotyczą każdego z nas. Dorota: Zależy nam - także w Toruńskich Dziewuchach - by mówić o feminizmie nie obciążonym traumą i stereotypami. Feministki to nie skrzywdzone, słabe dziewczynki, ale kobiety, które doświadczają w życiu zarówno dobrego, jak i złego, które mają prawo podejmować takie, a nie inne decyzje. Chcemy, żeby nasza „Katarzyna” taka była.

By nasze bohaterki mówiły o traumach - jeśli takie są - ale też o historiach pozytywnych, budujących.

Fanpage zyskał sporo nowej energii przy okazji akcji #metoo. Olga: Akcja #metoo była bardzo szeroka i zawierała w sobie całe spektrum złych zachowań: od podszczypywania, nachalności, po przypadki gwałtów. Niemal codziennie publikowałyśmy nową historię. Okazało się, że problem jest bardzo szeroki i złożony. W końcu zaczęłyśmy czuć przesyt, nasze czytelniczki też były tym zmęczone, ale mimo to wiedziałyśmy, że powinnyśmy publikować te historie dalej. Czasem są one bardzo nieoczywiste. Na przykład taka: „Witajcie kochane, #jestemkatarzyną, ale bardzo inną od tych, które tutaj opisują swoje historie (...). Znajomi, którzy dobrze mnie znają, mówią na mnie Mirella, ale naprawdę jestem… Mirkiem. Mirkiem w papierach, ale moja mama, gdy mnie oczekiwała, chciała Natalię. I to imię bardzo lubię i się z nim utożsamiam”. Olga: Poznałyśmy tę osobę. I wiemy, jak trudne było dla niej to, by o sobie opowiedzieć. Wymagało od niej ogromnej odwagi. Nawet jeśli nie opublikowała swojego prawdziwego nazwiska czy wizerunku. Dorota: Ja ze swoją emocjonalnością do każdej historii podchodzę osobiście. Każdą bardzo przeżywam. Czasem zdarza się, że czytam i myślę: nie wierzę, to nie mogło się wydarzyć. Miałam taki przypadek. Nie mogłam uwierzyć, że bohaterka tego doświadczyła. Okazało się, że historia jest prawdziwa, dziewczyny znają tę osobę i wiedzą, że nic nie zmyśliła. Ta opowieść na długo we mnie została, tkwiła gdzieś z tyłu głowy, do dziś ledwie sobie z nią radzę. Ale spektrum doświadczeń jest tak szerokie, że każdy może się z nimi utożsamić. Olga: Moglibyśmy zaczepić dowolną dziewczynę na tej ulicy. Gwarantuję - każda z nich ma w sobie ważną historię, a czasem pięć. Każda ma w życiu doświadczenie, które pokazuje ważny kobiecy problem. Czy spotkania z bohaterkami zawsze kończą się napisaniem tekstu? Dorota: Nie zawsze. Pewna dziewczyna opowiedziała mi o bardzo złych rzeczach, które przeżyła. Ciężko to spotkanie przeżyłam, były łzy. Ale kiedy spisałam to w formie tekstu, bohaterka nie zdecydowała się na publikację. I ja to rozumiem. Być może potrzebowała się swoją historią podzielić, ale nie była jeszcze gotowa na to, by poznali ją inni. Nie zawsze efektem spotkania jest tekst. Czasem dziewczyny piszą do nas po prostu prosząc o pomoc. To najczęściej sytuacje związane z nałogami, przemocą w rodzinie. Pomagamy na tyle, na ile możemy. Kierujemy do odpowiednich organizacji i instytucji. Niestety często nasze możliwości na tym się kończą. To trudne, ale zawsze cenne doświadczenie. „Katarzyna”, czyli kto? Olga: Kobieta, która nie zgadza się na utrwalany od tysięcy lat stereotyp. Kobieta, która poszukuje. Dorota: Kobieta, która ma prawo do życia na swoich zasadach, która ma odwagę i chce zmieniać rzeczywistość, świadoma, potrafiąca nazwać swoje problemy, ale też cieszyć się tym, co się jej przydarzyło - tymi „cudami codzienności”. Można też powiedzieć krótko: „Katarzyna” to wojowniczka codzienności.CP

*DOROTA NIJAKI-BUJNAROWICZ, OLGA BOROWICZ-WIĘCEK - współtwórczynie i członkinie redakcji #jestemkatarzyną, członkinie Toruńskich Dziewuch. Kobiece historie można zgłaszać i przesyłać w formie gotowych tekstów na adres: katarzyny.trn@gmail.com lub za pośrednictwem fanpage'a „Jestem Katarzyną”.

20

miastakobiet.pl

Profile for Miasta Kobiet

Miasta Kobiet styczeń 2019  

Miasta Kobiet styczeń 2019  

Advertisement