Page 1

sierpień 2017

Martyna Drozdowska project mess str. 6-9


Powoli Bez przerwy za czymś gonimy. Biegniemy - dosłownie i w dość oklepanej przenośni. Załatwiamy milion spraw naraz, ze wszystkim chcemy zdążyć, wszystko zobaczyć i jeszcze więcej osiągnąć. Zresztą bycie powolnym nie kojarzy się dobrze. To przecież brak energii, brak ambicji, marnowanie życia… Czy aby na pewno? W tym numerze „Miast Kobiet” na chwilę zwalniamy, razem z naszymi bohaterkami. „Nie ma sensu przez cały czas przeć do przodu” - mówi Martyna Drozdowska, właścicielka marki odzieżowej Project MESS (str. 6-9). Trzy lata temu prezentowała na naszych łamach ubrania ze swoich pierwszych kolekcji. Dziś ma na koncie otwarcie showroomu w centrum Bydgoszczy, trzecie miejsce w kategorii „Biznesowy Debiut” w plebiscycie „Biznesmen i Firma Roku 2016”, a w jej ciuchach chodzą znane osobistości z całego kraju. I choć wydawać by się mogło, że wszystko u niej szybko się zmienia, ona przyznaje wprost: „Wiedziałam, że muszę odpocząć, zwolnić. (…) Nie zrobi się kolejnego kroku, jeśli się na chwilę nie wyluzuje, nie spojrzy na wszystko z pewnej perspektywy.” Brak pośpiechu to również ważny element życia Katarzyny Krucińskiej - florystki, która w wieku 28 lat odnalazła swoją prawdziwą pasję (str. 14-16). Mimo że wcześniej zajmowała się czymś zupełnie innym, nie było dla niej zbyt późno na zmianę. Dziś jej aranżeria Slow Florist nie bez powodu ma w logo ślimaczka. Pani Katarzyna mówi, że piękno kwiatów dane jest nam tylko na chwilę i ten moment trzeba wykorzystać. Nie da się tego jednak zrobić „na szybko”. Prawdziwe dzieła sztuki potrzebują czasu, oddechu, zastanowienia. Idea „slow life” od jakiegoś czasu staje się coraz bardziej modna - i nic dziwnego. Czasem męczy nas już ta gonitwa za karierą i nowymi doznaniami za wszelką cenę. Dojrzewamy do tego, by zwolnić tempo, choć mało kto może sobie pozwolić na radykalne zmiany. Nie namawiamy Was zresztą do takich kroków. Mamy jednak nadzieję, że przynajmniej w urlopowym okresie odetchniecie, zamiast biegu zdecydujecie się na spacer. I znajdziecie chwilę na przeczytanie naszego sierpniowego wydania. Miłej lektury!

Lucyna Tataruch redaktorka prowadząca „MiASTA KOBIET”

Wydawca: Polska Press Sp. z o.o. Oddział w Bydgoszczy ul. Zamoyskiego 2 85-063 Bydgoszcz Prezes Oddziału: Marek Ciesielski Redaktor Naczelny: Artur Szczepański Dyrektor Biura Reklamy: Agnieszka Perlińska Menedżer produktu: Emilia Iwanciw, tel. 52 326 31 34 emilia.iwanciw@polskapress.pl Redaktorka prowadząca: Lucyna Tataruch, tel. 52 326 31 65 lucyna.tataruch@polskapress.pl Teksty: Lucyna Tataruch lucyna.tataruch@polskapress.pl Dominika Kucharska dominika.kucharska@polskapress.pl Tomasz Skory tomasz.skory@polskapress.pl Jan Oleksy jan.oleksy@polskapress.pl Joanna Czerska-Thomas Projekt i skład: Ilona Koszańska-Ignasiak Zdjęcie na okładce: Natalia Kuligowska /052b Sprzedaż: Angelika Sumińska, tel. 691 370 521 angelika.suminska@polskapress.pl Anna Kapusta, tel. 693 463 185 anna.kapusta@polskapress.pl

CP Jesteś zainteresowany kupnem treści lub zdjęć? Skontaktuj się z naszym handlowcem: Piotr Król, tel. 603 076 449 piotr.krol@polskapress.pl

Znajdziesz nas na: www.miastakobiet.pl www.fb.com/MiastaKobiet.PolskaPressGrupa

„Miasta Kobiet” ukazują się w każdy ostatni wtorek miesiąca. Przez cały miesiąc są dostępne w punktach partnerskich w Bydgoszczy i Toruniu. Adresy znajdziesz na stronie www.miastakobiet.pl

nasi partnerzy

Dom Towarowy PDT Rynek Staromiejski 36-38, Toruń


make-up

Rock your summer - kolekcja lato 2017 już w salonach Jean Louis David! Zapraszamy

Fryzura

lato W rozkwicie

B A R W

u l . J a g i e l l o ń s k a 3 9 - 47

Lekka, długa sukienka w kolorze czerwieni oranżowej, nawiązująca do obowiązujących trendów wzorem i fasonem, oraz pasek w odcieniu khaki podkreślający talię. Do tego dopełniające całą stylizację niebanalne dodatki - duży słomkowy kapelusz na upalne dni i delikatna biżuteria odbijająca promienie słoneczne... Czego chcieć więcej?! Orsay pasek - 15 Promod sukienka - 124,50 Tatuum bransoletka - 39,90 NeW Look kapelusz - 49,90 Venezia buty - 279 Tatuum łańcuszek - 29,99 Venezia torebka - 169

Bluzka hiszpanka plus krótkie, dopasowane szorty tworzą stylizację spójną i ciekawą. To propozycja dla wszystkich pań lubiących swoje nogi. Taki zestaw idealnie sprawdzi się na spacerze czy spotkaniu po pracy. Załóż do niego klapki - to must have tego sezonu, szalenie wygodne i stylowe.

Lato to kolory - każdy element tej stylizacji to pokazuje! Falbaniasty top i ołówkowa dżinsowa spódnica przed kolano tworzą kreację w odcieniach nieba. Zwróć uwagę na kurtkę bomberkę przełamującą konwencję zestawu. Wyróżnisz się na tle tłumu!

Medicine szorty - 49,90 new look bluzka - 89,99 Reserved pasek - 19,99 Reserved okulary - 19,99 Orsay torebka - 139,99 H&M bransoletka - 24,90 H&M wisiorek - 29,90 H&M choker - 24,90 CCC buty - 125,99

Reserved kurtka - 69,90 Reserved spódnica - 49,99 new look pasek - 29,99 Orsay apaszka - 19,99 By o la la buty - 300 Promod torebka - 79,90 H&M kolczyki - 39,90

Zapraszamy do ch focus na Stylowe Soboty ze stylistką Umów się na bezpłatne spotkanie na www.focusmall-bydgoszcz.pl/stylistka/

007550593

P R I N T

F E E R I A

I

Z W I E W N O Ś Ć

F A K T U R A

st ylizacja Agnieszka Cesarz


kultura w sukience Filmowa Blokada Wrocławskiej przy IV śluzie Kanału Bydgoskiego 4 sierpnia, godz. 21

sierpień

4

sierpnia

Skyway Festival Stare Miasto, Toruń 22-27 sierpnia, po godz. 20

22-27 sierpnia

Tego jeszcze u nas nie było! Historia Romea i Julii znana jest na całym świecie, ale to w Toruniu zobaczymy pierwszy wodny musical w technologii 3D, zainspirowany dramatem Szekspira. Połączenie wirtualnej dekoracji wyświetlanej na wodzie z rzeczywistymi rekwizytami dała twórcom spektaklu możliwość pokazania scen, o jakich w teatrze mogliśmy dotychczas tylko pomarzyć. Podczas widowiska usłyszymy specjalnie skomponowaną na tę okazję muzykę Janusza Stokłosy, a za wizualizacje 3D odpowiada studio Platige Image, które zrealizowało m.in. nominowany do Oscara film „Katedra”.

Międzynarodowy Festiwal Światła „Bella Skyway Festival” odbędzie się już po raz dziewiąty! Widowisko, w ramach którego najbardziej charakterystyczne obiekty architektoniczne Torunia stają się częścią zapierających dech w piersiach instalacji świetlnych, po raz pierwszy zostało zorganizowane w 2009 roku. Od tego czasu przyciąga do grodu Kopernika coraz więcej gości - także z odległych zakątków świata. Wiodącą tematyką świetlnych pokazów i iluminacji są niebo oraz astronomia, a tematem tegorocznej edycji ma być „Płynny wszechświat”, nie zabraknie więc też odniesień do wody. Tego wydarzenia nie można przegapić!

CZYTANIE I DZIAŁANIE sierpień

Romeo i Julia na wodzie Fosa Zamkowa, Toruń 4 sierpnia, godz. 21.30

Kadr z filmu „Tango” C. Saura

Lato to czas rozrywki w kinie, nie tylko przy złej pogodzie. Repertuar wakacyjny jest idealny - zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych. A zatem, co tam w kinie teraz grają? Kapitan Majtas, czyli tytułowy bohater najnowszej bajki DreamWorks, to dyrektor szkoły, który pod wpływem żartu swoich uczniów pokaże nam się w majtkach i pieluchach, co z pewnością ubawi dzieciaki do łez. Film do obejrzenia od 21 lipca. Z kolei od 28 lipca zapraszamy na „Małą Wielką Stopę” - przygodę, w której nie zabraknie yeti, magii i włochatych sekretów. Prawdziwa zabawa natomiast zacznie się 18 sierpnia. Wtedy otwieramy sezon na wiewiórki! „Gang Wiewióra 2” to najlepsza propozycja dla dzieci, ale i dobra komedia dla dorosłych. Tym razem tytułowy bohater wraz ze swoimi „ziomkami” z lasu powraca, aby nie dopuścić do budowy parku rozrywki, bo „jak chrupać, to my, a nie nas”. Lubimy się w kinie odprężyć, ale lubimy też się bać - a wielu z nas boi się lalek! Już wkrótce słynna Annabelle znowu zaatakuje. „Annabelle: Narodziny zła” w Heliosie zobaczymy już od 11 sierpnia. Tej nocy nasze kino nawiedzi jednak poczwórne zło - o godz. 23 zapraszamy na czteropak strachu, czyli Nocny Maraton Annabelle, a w nim kolejno: „Annabelle”, „Obecność”, „Obecność 2” oraz „Annabelle: Narodziny zła”. Polecam bardzo ten zacny zestaw. Na koniec - żeby nie było, że w kinie jest tylko strasznie lub wesoło - uczta dla duszy i ucha, czyli najnowszy film Christophera Nolana „Dunkierka”. Chyba każdy kto zna historię przyzna, że to po prostu trzeba zobaczyć. Dodatkowo - pamiętając poprzednie filmy tego reżysera („Interstellar” i „Incepcja”) możemy spodziewać się efektów specjalnych oraz muzyki, która wbije nas w fotel. Gorąco polecam ten tytuł. Tradycyjnie pragnę zaprosić też panie (i tylko!) na babskie wychodne: Kino Kobiet z konkursami, dobrą zabawą i komedią „Mamuśki mają wychodne”. To okazja, aby zakończyć wakacje z przytupem i w doskonałym humorze - spotykamy się 30 sierpnia o godzinie 18.30. Tymczasem wszystkim Czytelniczkom „Miast Kobiet” życzę udanych urlopów i cudownej pogody. Pozdrawiam filmowo i słonecznie!

Filmowa Blokada stała się tradycją kulturalnego lata w Bydgoszczy. Już piąty rok z rzędu Miejskie Centrum Kultury blokuje jedną z ulic śródmieścia wielkim, plenerowym ekranem, na którym wyświetla dobre, ambitne filmy za darmo. W tym roku padło na ulicę Wrocławską, a na ekranie zobaczymy „Tango” Carlosa Saury. Film zdobył hiszpańską nagrodę filmową Goya oraz nagrodę za zdjęcia w Cannes, był także nominowany do Złotego Globu i Oskara. Obraz opowiada o trudnej miłości, które rodzi się w rytm dźwięków tanga.

4

sierpnia

TuCzyTam. Kamienica 12, Bydgoszcz SIERPIEŃ Zorganizowanie atrakcji dzieciom spędzającym wakacje w mieście bywa wyzwaniem. Poziom trudności rośnie z każdym wyczerpanym pomysłem. Spokojnie, spieszymy z pomocą! W każdą wakacyjną środę o godzinie 17 rozpoczyna się Czytanie i Działanie w Szaflandii, a konkretnie w TuCzyTam Kamienica 12 przy ul. Poznańskiej 12 w Bydgoszczy. To rodzinne spotkania przenoszące do świata literackich postaci i mobilizujące do twórczej zabawy z książką. Zapraszamy rodziców wraz z pociechami, które skończyły 3 lata. Udział jest bezpłatny, obowiązują zapisy majlowe pod adresem: tuczytam@op.pl. Dodatkowo przez cały sierpień w TuCzyTam podziwiać można wystawę poświęconą książkowym wydaniom przygód Kubusia Puchatka.

sierpień

Alicja RączkA, dyrektorKa kina Helios, poleca:


007610232


jej portret

Dojrzały

Martyna Drozdowska w swoim nowym showroomie przy ulicy gdańskiej w bydgoszczy

W pewnym momencie trzeba się zatrzymać, przeanalizować, co się ma i jak można nad tym jeszcze popracować. Wydaje mi się, że ten moment dla mnie właśnie nadszedł. Osiągnęłam to, co chciałam osiągnąć na tym etapie. Z Martyną Drozdowską*, właścicielką marki odzieżowej Project MESS, rozmawia Dominika Kucharska

z d j ę c i A : Nata l i a K u l i g o w s k a / 0 5 2 b

Nie rzucasz słów na wiatr. Gdy rozmawiałyśmy trzy lata temu, powiedziałaś: „Zobaczysz, uda mi się”. I dopięłaś swego. Wiedziałam, co mówię (śmiech). To nie była moja fanaberia. Od samego początku wierzyłam w Project MESS najbardziej ze wszystkich. Trzy lata temu dopiero zaczynałam. Od tego czasu zmieniło się wszystko - szycie, wzory, miejsce, w którym pracuję, mój zespół. Właśnie otworzyliśmy nowy showroom przy Gdańskiej. Rozrastamy się. Wzory są inne, ale wciąż szalone… Nadal stawiam na kolor, nietypowe połączenia, wyraziste printy. To akurat się nie zmienia. Każda kolekcja różni się od poprzedniej, ale zauważyłam pewną tendencję - zmierzam w kierunku coraz bardziej kobiecych ubrań. Kiedyś dominowały u mnie młodzieżowe kroje i wzory. Z tej młodzieżówki nie rezygnuję zupełnie, ale jest jej zdecydowanie mniej. Myślę, że w tym kierunku będę podążać. Chcę pozbawiać klasyczną elegancję nudy.

6

miasta kobiet.pl

Na jednym ze spotkań biznesowych widziałam kobietę w komplecie od Ciebie. Marynarka plus spódnica. Tradycyjny krój, ale materiał w moro i kwiaty. Na tle zachowawczych szarości czy granatu robiły wrażenie! I o to przełamanie właśnie mi chodzi! Przy tak wyrazistych tkaninach nie ma co szaleć z formą. Materiał sam w sobie jest na tyle piękny, że szkoda go niepotrzebnie ciąć. Niebawem pojawi się u nas dużo kolorowych damskich garniturów. Jeśli miałabym określić, jaka obecnie jest kobieta MESS, to powiedziałabym, że to szalona bizneswoman, kobieta sukcesu. Te zmiany, pójście w kobiecość, to przejaw tego, że sama dojrzałaś? Myślę, że tak. Mój własny styl ubierania się i wizja ewoluują, ale słucham też klientek. W dążeniu do celu stawiam na swoim w stu procentach, ale jeśli słyszę, że fajnie, gdyby to było trochę dłuższe, bo klientce będzie wygodniej, to czemu nie? Te zmiany, o których mówiłam, sprawiły, że w moich


jej portret

garnitur morena

ubraniach chodzą panie w różnym wieku. Dopiero co wyszła ode mnie klientka mająca 65 lat. Poprosiła o odrobinę dłuższy top niż ten, który oferuję standardowo. Zgodziłam się. Wyglądała rewelacyjnie! A to nie moja jedyna klientka w tym wieku. Rozmiarówka Project MESS też dojrzała. Zdecydowałaś się dodać większe rozmiary. Tak. Początkowo największym rozmiarem w moich kolekcjach było L, a i tak sprzedawaliśmy najwięcej XS. Dziś najpopularniejszy rozmiar to M. Jakiś czas temu doszło XL. Było na to zapotrzebowanie. Jednak nie ma co ukrywać, że nadal to ubrania nie dla każdego. Skłamałabym mówiąc, że w tych fasonach dobrze będzie wyglądać kobieta nosząca rozmiar 50. W sportowej kurtce tak, ale w dopasowanej sukience z wycięciem już nie. Na dobre rozgościłaś się na polskim rynku modowym. Jak oceniasz tę branżę? Jest kilka rzeczy, które mnie wkurzają. Rok po tym, gdy otworzyłam firmę, nastąpiła istna eksplozja marek odzieżowych. Miałam wrażenie, że codziennie pojawia się w branży ktoś nowy. I to nie były firmy, a osoby siedzące w domu, które szyjąc w jakiś sposób chciały sobie dorobić. Bez kosztów prowadzenia działalności czy opłacania pracowników mogły

bomberka mess gang i spódnica z kolekcji barbie

sprzedawać po znacznie niższych cenach. A pomysły? Tkanina dresowa i poliester. Wszystko to było do siebie bardzo podobne. Trochę nam to psuło rynek, ale te marki tak samo, jak szybko się pojawiły, tak szybko znikały. Było też kilka głośnych spraw, kiedy marka reklamowała się jako polski dizajn, handmade, a ubrania przyjeżdżały nie wiadomo skąd i w Polsce przyklejano tylko metkę. Całe szczęście tego typu oszustwa są szybko wykrywane i nagłaśniane. A co Ci się podoba? Fast fashion, czyli wypuszczanie krótkich kolekcji, ale znacznie częściej. Takie działanie wymusili kupujący. Funkcjonujemy w czasach, kiedy już po miesiącu klientowi kolekcja wydaje się stara. Produkowanie wielkich ilości z danego modelu czy wzoru opłaca się tylko wielkim markom. Żyjemy szybko, nudzimy się w mig, chcemy wciąż czegoś nowego - kolekcji dostępnej tylko w sklepie stacjonarnym lub tylko on-line, festiwalowej, promowanej przez kogoś znanego, bądź stworzonej w kolaboracji… Wciąż coś musi się dziać. Ale oczywiście są i takie ubrania, które sprzedają się doskonale przez cały rok. Co jest Twoim evergreenem? Kolekcja Floral Camo, którą promowała Osi Ugonoh. Potem była kolekcja Pepit, którą też

szyliśmy bardzo długo. Zresztą sprzedaje się do dziś. Obecnie nie ma sensu kierować się porami roku. Kiedyś w modzie były dwa sezony, potem cztery, a z czasem każdy z nich był jeszcze bardziej rozdrabniany. Dlatego unikam schematyzowania wszystkiego. Nie mam zapisanych dat, kiedy wypuszczę coś nowego. Wpływa na to zbyt wiele czynników - chociażby pogoda czy nawet nastrój - żeby sztywno zakładać coś z góry. Raz zdarzyła nam się jeszcze inna sytuacja. Uszyliśmy kolekcję, wszystko było gotowe i zadzwoniła osoba z Czech, z którą współpracujemy. W jeden dzień wykupiła wszystko poza pojedynczymi sztukami. Często zdarza Ci się taka międzynarodowa współpraca? Mamy kilka osób, z którymi regularnie działamy. Teraz po głowie chodzi mi Hiszpania, bo odezwali się do mnie zainteresowani sprzedażą naszych ubrań właśnie w tym kraju. W Polsce kwiaty wciąż najchętniej nosi się wiosną i latem, a Hiszpanki po takie wzory sięgają przez cały rok. Nasze kwiatowe kolekcje byłyby więc idealne. Być może Project MESS dotrze i tam. To by było coś. Wspomniałaś o Osi Ugonoh, która promowała Twoją kolekcję. Sporo znanych osób sięga po Twoje ubrania. Jak do nich docierasz?

ba ł ag a n miasta kobiet

sierpień 2017

7


jej portret Oj, bardzo różnie. Nieraz kogoś poznam przez przypadek, innym razem ktoś sam się do mnie odezwie - tak było na przykład ze stylistką Margaret. Jeśli chodzi o Osi, to znałyśmy się długo. Z kolei niedawno spotkałam się z panią Kingą Kortą z„Żon Hollywood”. Najpierw trafiłam na jej konto na Instagramie i do niej napisałam. Zdziwiłam się, bo od razu dostałam odpowiedź. Bardzo spodobały jej się nasze ubrania. Z góry wiedziała, czego chce. Po Project MESS sięgnęły też Marcelina Zawadzka czy Urszula Radwańska. Pamiętam, gdy na samym początku mówiłaś, że marzysz, aby w Twoich ubraniach chodziła Rihanna. Marzenie wciąż to samo? Tak! Niestety nie jest to takie proste (śmiech). Trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Ale myślę, że to kiedyś nastąpi. Z chęcią ubrałabym też Jennifer Lopez. Szaleję za tą babką i widzę ją w naszych ciuchach. A gdzie Twoje zdjęcia na ściankach? Bywasz na salonach? Nie bywam. Czasem słyszę, że powinnam, bo ta branża trochę tego wymaga, ale wolę siedzieć w pracowni. Wieczorem lubię się tam zamknąć i w ciszy dokończyć to, czego nie udało mi się zrobić w ciągu dnia. Parzę sobie kawkę i jest mi tam dobrze. Rozmawiamy o sukcesach, ale moda to trudna branża. Miałaś kiedyś chwilę zwątpienia? Nigdy. Bywało bardzo ciężko, ale ani razu nie pomyślałam, żeby to rzucić. Tę markę budowałam od zera. Nie miałam kapitału ani doświadczenia. Do teraz codziennie mierzę się z nowymi wyzwaniami. Taka praca wymaga wielu wyrzeczeń. Ja oddałam się jej w pełni, 24 godziny, 7 dni w tygodniu. Życie prywatne poszło w odstawkę. To jest najtrudniejsze? Chyba tak. Był taki okres, kiedy miałam wrażenie, że już nikt ze mną nie wytrzymuje, bo prawie każda czynność kręciła się wokół MESS. Nawet rozmawiając z bliskimi mówiłam tylko o tym. Wiedziałam, że muszę zwolnić. I to nie znaczy, że wypada się z gry. Jest wręcz przeciwnie - nie zrobi się kolejnego kroku, jeśli się na chwilę nie wyluzuje, nie spojrzy na wszystko z pewnej perspektywy. Taka praca staje się stylem życia. Trwasz w tym, albo w pewnym momencie przenosisz to na dalszy plan, żeby skupić się na czymś innym. Pewnie przyjdzie taka chwila, kiedy będę chciała założyć rodzinę, i to nie znaczy, że wtedy Project MESS zepchnę całkiem na bok. Wiem za to, że nie będę spełniona, jeśli w życiu będę robić tylko to, co robię teraz. osi ugonoh - zwyciĘżczyni top model - prezentująca kolekcję floral como (sesja w berlinie)

Twój facet za Tobą nadąża? Czasem bywa trudno (śmiech). Ale udaje nam się. On jest zawodowym siatkarzem, więc rozumie wieczne rozjazdy i życie na wysokich obrotach. Rozumie też branżę, bo sam ma markę odzieżową. Projektuje ubrania sportowe. Wspieramy się wzajemnie. Gdy komuś udaje się coś osiągnąć, lgnie do niego wiele osób, nie zawsze z dobrymi intencjami. Przejechałaś się na kimś?

8

miasta kobiet.pl


jej portret

projeCt mess w los angeles

Niestety tak, ale nie chcę o tym za dużo mówić. Cieszę się tylko, że to było zaraz na początku mojej działalności. W grę nie wchodziły duże pieniądze, a ja potrafiłam szybko się od tego odciąć. To była lekcja na całe życie. Dziś nie wiem, kto i co musiałby mi zaproponować, żebym weszła z nim we współpracę stricte finansowo-biznesową. A gdyby ktoś chciał kupić Twoją markę? Takie propozycje się pojawiają. Musiałaby to być naprawdę dobra oferta i jest jeszcze jedno „ale” - można kupić markę, jednak ja w niej zostaję i wciąż tworzę. Bardzo cenię to, co mam teraz. Bez zespołu, rewelacyjnych pań, które u mnie szyją, to by się nie udało. Właściwie co pół roku zatrudniałam nową osobę. Osób szyjących i krojących w Project MESS jest pięć. Z każdą z nich musiałam się dotrzeć, a na to potrzeba czasu. Nie oddałabym tego ot tak. Powtarzam często, że nie jestem projektantką, a raczej tworzę brand. Nie mam wykształcenia związanego z projektowaniem czy szyciem, nie rysuję… Jestem za to głową tego przedsięwzięcia. Odpowiadam za wzory, pomysły, marketing, zdobywanie kontaktów. I może dlatego tak szczerze mówisz nie tylko o projektowaniu, ale i o sprzedaży ubrań Twojej marki? Nie uciekam od tego i nie boję się słowa „komercja”. Trzeba robić to, co się chce, realizować swoje pomysły, a jednocześnie fajnie, z wyczuciem zahaczać o komercję. Przecież chce się te ubrania sprzedać. Sztuka dla sztuki? OK, jeśli ma się inne źródło utrzymania. Przez wiele lat w branży modowej to było tabu. Dziś o dążeniu do sprzedaży mówią wielcy projektanci. Wyzbywają się ściemy, że przyświeca im tylko wielka idea. W moim przypadku od idei i pasji wszystko się zaczęło, a dziś chcę, żeby coraz więcej kobiet

kolekcja tiras

chodziło w moich ubraniach, żeby były kolorowe, pewne siebie. Chcę, żeby te rzeczy znikały szybko z magazynu. Niestety na złoty środek nie ma uniwersalnego przepisu. Każdy musi znaleźć swój własny. Co dziś Cię inspiruje? Niezmiennie wszystko (śmiech). Fantastycznym źródłem inspiracji jest oczywiście internet. Uwielbiam też śledzić modę uliczną za granicą. Mam w planach kilkudniowe wyjazdy, aby podpatrywać, jak ubierają się mieszkańcy Londynu czy Hamburga. A Bydgoszcz? Lubię to miasto, mimo że często słyszę, że powinno mnie tu już nie być. W Bydgoszczy trzymają mnie ludzie, pracuje mi się tu bardzo dobrze, a na razie moje życie to praca. Gdyby nie mój zespół i pracownia, to rzeczywiście pewnie by mnie tu nie było. Zbudowanie zaufanej ekipy zajęło mi trzy lata, a i tak uważam, że poszło mi to dość szybko. Budować to w nowym miejscu od początku? Nie mam takiej potrzeby. Jak oceniasz styl bydgoszczanek? Brakuje im odwagi. Dla mnie najtrudniejszym krokiem jest właśnie przekonanie klientki, aby przymierzyła ciuch, bo często panie z góry zakładają, że to, co oferuję, jest zbyt szalone. Nie rozumiem, czemu czterdziestoparoletnia kobieta mówi, że jej to już nie wypada. Z reguły, gdy już odważą się coś przymierzyć, to wracają do nas po kolejne ubrania. Tobie z kolei odwagi nie brakuje. Dumnie reprezentujesz markę. Jak idę ulicą w swoich printach, to jest szaleństwo. A jeszcze lepiej, gdy idę ze swoim chłopakiem, który jest ponaddwumetrowym Mulatem i też lubi kolory. Wtedy w żartach pyta mnie:

„Myślisz, że patrzą się na mnie czy na twoje spodnie?”. Ludzie się za nami oglądają, ale nam zupełnie to nie przeszkadza. Czym nas zaskoczysz w najbliższym czasie? Myślę nad męską kolekcją. Chciałabym przygotować chociaż 7-8 propozycji dla mężczyzn. Z najbliższych planów to tyle. Nie ma sensu przez cały czas przeć do przodu. W pewnym momencie trzeba się zatrzymać, przeanalizować, co się ma i jak można nad tym jeszcze popracować. Wydaje mi się, że ten moment dla mnie właśnie nadszedł. Osiągnęłam to, co chciałam osiągnąć na tym etapie. Otwarcie showroomu to wisienka na torcie. Zależało mi na miejscu, w którym klientki mogą przymierzyć ubrania, wypić kawę, porozmawiać ze mną, spędzić miło czas i zobaczyć, jak to wszystko powstaje. Od jakichś dwóch tygodni zmniejszam obroty. Wciąż biegam, coś załatwiam, wiszę na telefonie, ale znajduję też czas na inne rzeczy. Chcę jeszcze bardziej skupić się na jakości i zadbać o pewne detale, które też mają znaczenie. Bardziej dopracowane metki, wizytówki - to wszystko składa się na wizerunek marki, a w codziennej gonitwie nie ma czasu, żeby się tym zająć. Potem przyjdzie czas na kolejne kroki. Dłuższe, ale z jeszcze większym rozmachem.CP

*Martyna Drozdowska rocznik 1989, w 2014 roku założyła markę odzieżową Project MESS. W lipcu otworzyła swój showroom w Bydgoszczy. Studiowała filologię rosyjską na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Bezkompromisowo dąży do realizacji swojej wizji. miasta kobiet

sierpień 2017

9


jej pasja

Grupa Crex w dzień wyprawy na Ukrainę. Na zdjęciu od lewej: Jakub Tomicz, Karol Sopoliński, Aleksandra Radzińska, Angelika Habel, Ania Lewandowska-Muller, Agata Borowska, Szymon Springer; na dole: Marek Maćkowiak, Krzysztof Behrendt i Michał Szramka

Wśród ludzi lasu Rozbijamy obozowisko i zasiadamy w kręgu. Angelika znika na moment, by rozłożyć namiot, zanim zrobi się ciemno, a Ania wyjmuje nożyk i z kawałka drewna zaczyna rzeźbić łyżkę. To jedna z wielu „leśnych” umiejętności, których można nauczyć się w Crexie. Tekst: Tomasz Skory zdjęcie: Tomasz Czachorowski

P

iątek, stacja paliw na jednej z wylotówek z Bydgoszczy. Deszcz pada od kilku godzin, a ja moknę w oczekiwaniu na transport, który zabierze mnie na wywiad. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że umówiona rozmowa też ma odbyć się w plenerze. Punktualnie o wyznaczonej godzinie na stację zajeżdża bordowe auto. - Deszcz cię nie wystraszył? - pyta siedząca za kierownicą Ania Lewandowska-Muller, właścicielka firmy sprzedającej pomoce naukowe. W tej chwili nie wygląda jednak jak bizneswoman. Ma na sobie buty trekkingowe, spodnie moro i koszulkę z napisem „Crex”. To łacińskie słowo określające derkacza, rzadkiego ptaka, objętego w Polsce ścisłą ochroną. Tak nazywa się również grupa, do której należy Ania. W wolnym czasie wspólnie organizują marsze terenowe i zajęcia z survivalu.

10

miasta kobiet.pl

Przyznaję, że miałem nadzieję na spacer w nieco lepszych warunkach. Crexów jednak pogoda nie odstrasza. Czy upał, czy ulewa, na szlaku spotykają się niemal co tydzień. A odległości, które potrafią pokonać podczas takich przechadzek, zrobiłyby wrażenie na niejednym sportowcu. Ania na swoim koncie ma już dwa marsze po sto kilometrów, kilka pięćdziesiątek - i to nie po równej drodze, ale leśnymi wertepami. - Kiedyś coś takiego byłoby dla mnie nie do pomyślenia. W ogóle spędzanie czasu w lesie mnie nie pociągało - przyznaje. - Ale wielu moich znajomych zaczęło podejmować różne wyzwania, biegać maratony, i pomyślałam, że też chcę zrobić coś dla siebie. Trafiłam na Facebooku na informację, że grupa Crex organizuje marsz na 100 kilometrów, i choć wtedy wydawało mi się to celem nie do osią-

gnięcia, stwierdziłam, że to będzie taki mój życiowy wyczyn.

Pęcherz na pęcherzu Jak się maszeruje przez sto kilometrów? Taka wycieczka zajmuje całą dobę. Oczywiście, nikt nie robi tego dystansu bez przygotowania, więc i Ania zaczęła stopniowo zwiększać pokonywane odcinki. Napisała do Crexów, że jest zainteresowana wspólnymi wypadami, i poszła na pierwszy trening. Panowie, bo wówczas grupa składała się wyłącznie z mężczyzn, zabrali ją na spacer szklakiem… starych cmentarzy. - Byłam pierwszą kobietą i w ogóle pierwszą osobą, która dołączyła do Crexów nie znając wcześniej nikogo w grupie. Chłopacy trochę żartowali, że mnie zostawią gdzieś po drodze, ale od razu wyczułam, że to fajna ekipa - przy-


jej pasja znaje Ania. Od pierwszej przechadzki do marszu przez sto kilometrów była jednak daleka droga. - Mam tę przypadłość, że bez względu na to, jak wygodne mam buty, zawsze narobię sobie odcisków. Już po trasie 50 kilometrów wiedziałam, że będzie ciężko, jednak ta setka była moim celem. Ania wspomina, że na tej najdłuższej trasie najgorsze były postoje. - Po nich trzeba było na nowo przyzwyczajać się do bólu. Kiedy dotarliśmy do Piecek, skąd do pokonania mieliśmy już tylko ostatnią prostą, zdjęłam buty… i byłam pewna, że już ich więcej nie założę. Miałam pęcherz na pęcherzu, moje stopy wyglądały okropnie! Ale kolega zaniósł mnie do jeziora, gdzie wymoczyłam nogi i jakoś pokonałam te ostatnie kilkanaście kilometrów. Dziś wiem, że najtrudniejsza jest walka nie z terenem, lecz z samym sobą. W takich sytuacjach idzie się głową, a nie nogami.

Idziemy w teren Dojeżdżamy wspólnie do Solca Kujawskiego. To tu narodził się Crex i to stąd przeważnie organizowane są wypady w plener. - O, Ania dziś wyjątkowo punktualnie! - na parkingu wita nas ze śmiechem męska część ekipy. Padać nie przestało, ale od razu widzę, że nikomu to nie będzie przeszkadzać. Wszyscy z ekipy mają buty z głębokim bieżnikiem, wojskowe spodnie i kurtki, a na głowach kapelusze rybackie lub patrolówki. W dżinsach i T-shircie odstaję od reszty. Dobrze, że chociaż założyłem turystyczne obuwie. Po niecałym kwadransie grupa jest już w komplecie. Szybkim tempem ruszamy przez miasto, by po chwili zboczyć na polną drogę. W międzyczasie zaczepiam Angelikę Habel - na co dzień doktorantkę na UTP - pytając, czy wielki plecak, który niesie, to jakiś element treningu. Każdy z Crexów ma ze sobą bagaż, ale ona największy. Z pewnością nie trzyma tam jedynie kiełbasek na ognisko. - Trening? Nieee, nie katowałabym się tak bez potrzeby. Zostaję dziś na noc w lesie, więc niosę namiot i parę innych rzeczy - odpowiada. Maszerujemy przez coraz wyższe zarośla, jestem mokry aż do pasa, a na dodatek zaczynają atakować komary. Nie mogę powstrzymać się przed zapytaniem Angeliki, czy noclegi w takich warunkach są dla niej normalne. - Zawsze lubiłam spędzać czas w lesie i dużo biwakowaliśmy z rodziną - przyznaje. - Ale faktycznie, nie jest to coś, o czym zbyt często opowiadam znajomym. Nie żebym się wstydziła, ale czuję, że tego nie rozumieją. Do Crexów Angelika trafiła razem z bratem, zapisując się na zajęcia z survivalu. Od tego czasu zrobiła już wiele ekstremalnych rzeczy. Też ukończyła marsz na sto kilometrów, stąpała po rozgrzanych węglach, przeciągała się na linie nad bagnem, kąpała w przeręblu i spotkała oko w oko z wilkiem. - Wciąż pokutuje mit z „Czerwonego Kapturka”, że wilki są złe i niebezpieczne. A te zwierzęta tak naprawdę unikają ludzi - tłumaczy. Pytam więc, czy po takich przygodach wyobraża sobie jechać na wakacje all inclusive. - To nie jest tak, że gardzę teraz komfortowymi warunkami i jak się cała nie ubrudzę, to nie będę zadowolona. Ale mając do wyboru siedzenie na plaży i zrobienie czegoś ciekawego w lesie, wybiorę raczej obcowanie z przyrodą - mówi. Góry i niedźwiedzie Docieramy do „bazy”, czyli miejsca, w którym Crex organizuje narady w terenie. Choć jesteśmy zaledwie 5 kilometrów od centrum miasta, w wąskim pasie zieleni porastającym brzeg Wisły naprawdę można się poczuć jak w sercu lasu. Szczególnie że słońce chyli się już ku zachodowi i drzewa rzucają coraz dłuższe cienie. Rozbi-

jamy obozowisko i zasiadamy w kręgu. Angelika znika na moment, by rozłożyć namiot, zanim zrobi się ciemno, a Ania wyjmuje nożyk i z kawałka drewna zaczyna rzeźbić łyżkę. To jedna z wielu „leśnych” umiejętności, których można nauczyć się w Crexie. - W środę wyruszamy na Ukrainę. To nasze ostatnie spotkanie przed wyjazdem, więc jeśli macie jakieś wątpliwości, to pytajcie - mówi do zgromadzonych Marek Maćkowiak, inicjator i nieformalny kierownik wyprawy. Informatyk z Solca Kujawskiego w marszach po lesie, podglądaniu zwierząt i doskonaleniu sztuki przetrwania odnalazł odskocznię od codzienności. Z czasem zaczął szukać osób o podobnych zainteresowaniach, a że podczas ich pierwszych wspólnych wypadów często dał się słyszeć głos derkacza, zdecydowali, że to ten ptak „patronować” będzie grupie. Tak trzy i pół roku temu narodził się Crex. - W podróży na Ukrainę spędzimy w sumie dwa tygodnie - tłumaczy Marek. - Po drodze czeka nas osiem dni marszu, w tym ponad 100 kilometrów po górach. Przejdziemy całe pasmo Czarnohory i zahaczymy o Świdowiec. Nocujemy w terenie, tam gdzie nas zastanie zmierzch. Taka wyprawa to nie przelewki. Na trasie znajdują się dzikie odcinki, którymi nie biegną żadne szlaki, wodę trzeba będzie pozyskiwać z naturalnych źródeł i na dodatek w tej części Karpat można natknąć się na niedźwiedzie. W ubiegłym roku Marek na podobną wędrówkę zabrał tylko trzech kolegów, ale nie każdy z nich wytrzymał presję gór. Dlatego teraz, choć grupa jest większa, na Ukrainę pojadą jedynie najwytrwalsi. - Angela, tylko nie narzekaj, jak pierwszego dnia w Beskidzie: „Dlaczego ja się dałam na to namówić?” - śmieje się Marek. I zaraz tłumaczy, że niedawno grupa wróciła z Beskidu Niskiego, gdzie członkowie przeszli „eliminacje”. Wyłoniono dziesięć sprawdzonych osób, które na pewno poradzą sobie na szlaku. Oprócz Angeliki i Ani na wyjazd zakwalifikowały się też Ola Radzińska z Torunia i Agata Borowska, która na spotkania z Crexem dojeżdża specjalnie z Gdańska. - Próbowaliśmy się ich pozbyć, ale twarde są, nie dały się wygryźć z wyjazdu - żartują koledzy. W całej grupie kobiet jest znacznie więcej i żadna nie widzi już nic niezwykłego w tym, że spędza wolny czas wśród „ludzi lasu”, jak mówią o sobie niektóre Crexy. Członków grupy też przybywa - od młodzieży po osoby o skroniach przyprószonych siwizną. Niektórzy wybierają się tylko na krótsze marsze, inni pojawiają się głównie na tych dłuższych, a jeszcze inni celują w określone aktywności, takie jak spotkanie przy ognisku lub podglądanie dzikich ptaków. Trzon grupy stanowią jednak ci, z którymi spotkałem się w terenie.

W całej grupie kobiet już jest znacznie więcej i żadna nie widzi nic niezwykłego w tym, że spędza wolny czas wśród „ludzi lasu”, jak żartobliwie mówią o sobie niektóre Crexy.

najważniejsze wyzwanie Nadwiślańska narada dobiega końca. Żegnamy się w tymi, którzy zostają na noc w lesie, i ruszamy z powrotem do miasta. Bez latarek ani rusz - jest już tak późno, że nawet komary poszły spać. Na szczęście mój telefon jakoś sobie radzi, ale obserwując Crexów szybko dochodzę do wniosku, że powinienem zaopatrzyć się w czołówkę. W drodze powrotnej pytam Anię, jak jej rodzina zapatruje się na te wyprawy. - Mąż ma swoją pasję, jeździ na rowerze po górach, więc mnie rozumie. Mamy dwóch synów w wieku gimnazjalnym i nawet byli już z nami na marszach. Te odbywają się zwykle w piątki wieczorami, resztę weekendu mam już tylko dla rodziny. Dłuższych wyjazdów tak często nie organizujemy, więc nikt nie ma nic przeciwko, że czasem na trochę zniknę - wyjaśnia. Pytam, co w wyprawie na Ukrainę uważa za największe wyzwanie. - Wytrwanie do środy - odpowiada bez zastanowienia. - Nie mogę się już doczekać!CP miasta kobiet

sierpień 2017

11


Stylowo w pracy Gdy chcemy wyglądać profesjonalnie, przynajmniej jeden element naszego stroju powinien być formalny - mówi Angelina Felchner, stylistka i doradca ds. wizerunku w centrum handlowym Zielone Arkady w Bydgoszczy Czym jest power dressing? To styl ubioru, który ma podkreślać silną pozycję kobiety, szczególnie w polityce i biznesie. Standardowymi przykładami są stylizacje z lat 80., ale tak naprawdę ten trend widoczny był już wcześniej - nawet w XIX wieku, choćby za sprawą George Sand, która wykorzystywała męskie elementy stroju. Silna kobieta to ta stylizująca się na wzór mężczyzn? Początkowo tak to wyglądało. Pionierką w tym była również Marlena Dietrich, ale także i Coco Chanel z damską wersją garnituru, czyli garsonką. Kobiety chciały być traktowane poważnie, a męski wizerunek właśnie z tym się kojarzył. Kolejne lata dołożyły do tego brak dekoltów, szerokie ramiona, określoną paletę barw - czerń, która ma w sobie władzę, granat kojarzący się z zaufaniem i szarość, jako oznaka solidności. Później jednak power dressing poszedł w zupełnie inną stronę - zaczęto wręcz podkreślać kobiecość. I tak jest do dziś, a pomagają w tym np. kolory. Wyrazisty, czerwony kostium może się przecież świetnie sprawdzić na oficjalnym, służbowym spotkaniu.

która była na szczycie w swojej branży - miała na sobie eleganckie spodnie i oversize’ową bluzę sportową z numerem. Wyglądała i czuła się w tym świetnie. Gdyby jednak pracowała np. jako asystentka, to w takim stroju raczej nie traktowano by jej serio. Ze znanych osób przykładem może być Monika Olejnik; jej stylizacje są często nietuzinkowe. To kobieta, która na spotkanie z prezydentem zakłada ażurową sukienkę, ale stoi za tym jej pozycja. W innym przypadku taka stylizacja by się nie obroniła i o tym trzeba pamiętać. Zależy jeszcze, w jakiej branży pracujemy. Tak, klasyczny dress code obowiązuje w niewielu miejscach - są to banki i wszystkie firmy czy instytucje, w których nosi się uniformy bądź fartuchy. Jednak nawet i tam, gdzie nikt nie określa nam jasno, co wolno, a czego nie, powinnyśmy wyglądać schludnie, strojem okazywać szacunek do innych. Nieszczęsny casual friday w Polsce jest zdecydowanie nadinterpretowany. „Na luzie” to nie znaczy w podartych dżinsach i pogniecionej koszulce. Gdy chcemy wyglądać profesjonalnie, przynajmniej jeden element stroju powinien być formalny. Jeśli zakładamy dżinsy, to dobierzmy do nich marynarkę. I odwrotnie - gdy zamiast żakietu decydujemy się na narzutę o sportowym fasonie, zestawmy ją z eleganckimi spodniami.

A co z takimi klasycznymi zasadami, jak zakrywanie palców stóp i pięt, noszenie rajstop nawet w bardzo upalne dni? Jeśli nie obowiązuje nas w pracy ścisły dress code, to rajstop nie musimy nosić, buty mogą być odkryte, ale nasz pedicure powinien być wtedy idealny. Jeśli zaś chodzi na przykład o pokazywanie kolan - moim zdaniem lepiej je zakrywać odpowiednią długością spódnicy. Na oficjalne spotkania nie idziemy również z odkrytymi ramionami. W upalne dni dobrze sprawdzą się oversize’owe koszule z dobrej bawełny lub z domieszką lnu, których rękawy możemy podwinąć do łokcia. Jakie błędy najczęściej popełniamy wybierając strój do pracy? Niestety kobiety nadal uparcie wciskają się w zbyt małe ubrania. Nawet jeśli zwykle nosimy rozmiar 38, to nic się nie stanie, gdy założymy koszulę 42, o ile dobrze na nas wygląda. Sama metka naprawdę nie ma znaczenia. Za małe ubrania wyjątkowo źle prezentują się w biznesowych stylizacjach, np. sprawiają, że widać odciskającą się bieliznę. Niekiedy też spotykam kobiety ubrane jak Angela Merkel, czyli w marynarkach bez fasonu. W wielu sklepach możemy znaleźć już dobrze uszyte, taliowane żakiety. Mamy dużo więcej możliwości niż 10 lat temu.

Każda z nas może sobie na taki pozwolić? Wszystko zależy od tego, kim jesteśmy. Kobiety na wysokich stanowiskach bardzo często same dyktują zasady ubioru. Ostatnio poznałam panią,

Z A K U P Y

Z E

S T Y L I S T K Ą

Szukasz modnych inspiracji? A może chcesz odmienić swój wizerunek? Skorzystaj z bezpłatnych usług NASZEJ profesjonalistki! Wybierz się na 2-godzinne zakupy w towarzystwie stylistki i odkryj swój styl! To również idealny pomysł na prezent dla bliskiej Ci osoby! Usługa dostępna w każdy piątek w godz. 15.00-21.00. Rezerwacja terminów pod nr. tel. 52 370 36 00 lub osobiście w punkcie informacji na poziomie 0.

12

miasta kobiet.pl

Szczegóły na

www.zielonearkady.com.pl


www.zielonearkady.com.pl

L

2

koszula Wólczanka 179,99 zł spodnie Pretty Girl 119 zł torebka Orsay 79,99 zł buty Zebra 329,50 zł zegarek BRIJU model Anne Klien 376 zł

marynarka Orsay 149,99 zł spódnica Aggi 149,90 zł bluzka Aggi 99,90 zł buty Zebra 329,50 zł czarna torebka Greenpoint 69,99 zł turkusowa torba na tablet Sumatra 185 zł zegarek Tous 1059 zł

zdjęcia: Natalia Kuligowska /052b

miasta kobiet

sierpień 2017

13

P R O M O C J A 007491295, 007491273

1

Klasyka i KOLOR

lista sklepów dostępna na:

etnie stylizacje do pracy to częsty problem kobiet, z którymi pracuję. W pierwszej odsłonie postawiłam na biurową klasykę, m.in. ołówkową spódnicę - w wersji ze wzorem, których często unikamy, a warto pobawić się nimi w klasyce. Zakładajmy je na dół, nie na górę. Dzięki temu unikniemy zaburzenia w odbiorze rysów twarzy. Spódnica wykonana jest z grubszego materiału ze stretchem, co bardzo korzystnie podkreśla sylwekę. Kremowa bluzka bez rękawów to idealne rozwiązanie na upały, a przy tym świetnie współgra z marynarką. Druga stylizacja stawia na kolor. Wysokiej jakości bawełna koszuli jest przewiewna i lekka, do tego superwygodne spodnie - cygaretki na gumce. Pamiętajmy, że szpilki zawsze możemy wymienić na eleganckie płaskie buty.


z d j ę c i e t o m a s z c z ac h o r o w s k i

jej pasja

Katarzyna Krucińska zajęła się florystyką w wieku 28 lat. talent okazał się ważniejszy od doświadczenia

Siła nietrwałości W pracowni nie może zabraknąć wiertarki, młotka, piły, śrubokręta, drutów… Florystyka wystawowa to nie bukieciki, a prawdziwe rzeźby. Z Katarzyną Krucińską*, bydgoską florystką, rozmawia Dominika Kucharska

Plotła Pani wianki, gdy była małą dziewczynką? Pewnie! Zrywało się mlecze, siadało na trawie i robiło wianki. Chyba wszyscy takie pletli. Do mnie to wspomnienie wróciło, gdy zobaczyłam zdjęcia z prowadzonych przez Panią sobótkowych warsztatów „Wiła wianki”. Zainteresowanie nimi przerosło moje najśmielsze oczekiwania! W bydgoskiej Kamienicy 12 zgromadziło się prawie 30 osób, w tym 2 chłopaków. Chcieli zrobić coś swojego, niepowtarzalnego. Uwinęli się z zadaniem w godzinę, a muszę zaznaczyć, że takie wianki robi się inaczej niż z te mleczy. Zaczynaliśmy od tworzenia konstrukcji, na przykład z drucika. Z kolei dla mnie wyzwaniem było zdobycie materiałów. Potrzebowałam mnóstwa

14

miasta kobiet.pl

liści i dzikich roślin typowych dla wianków sobótkowych. Trzeba było pójść na łąkę i zrywać. Często ma Pani zamówienia na takie wianki? Wianki z żywych kwiatów zamawiane są na śluby czy komunie. To nietrwała ozdoba, nie można wyciągnąć jej z szafy po paru latach, ale robi zdecydowanie większe wrażenie. Zresztą po co nam obrastające w kurz pamiątki? Jestem przeciwniczką zbieractwa, gromadzenia rzeczy. Stawiam na minimalizm. Naturalny wianek ucieszy, potem zwiędnie, rozłoży się i wszystko wróci do natury. Pełen recycling. Kiedy zajęła się Pani florystyką? Miałam wtedy 28 lat i byłam na życiowym zakręcie. Moja koleżanka prowadziła własne ogrodnictwo i kwiaciarnię. „Odnaj-


z d j ę c i A N o x P h o t o / T u C z y Ta m . Ka m i e n i ca 1 2

jej pasja Po co nam obrastające w kurz pamiątki? Naturalny wianek ucieszy, potem zwiędnie, rozłoży się i wszystko wróci do natury. Pełen recycling. Katarzyna Krucińska florystka

dziesz się tam doskonale” - powiedziała i tym sposobem wyciągnęła mnie z domu. Nie miałam ukończonego żadnego kursu czy szkoły ogrodniczej. Miałam tylko talent. Pochodzę z rodziny architektów, zawsze lubiłam kreatywne zadania, tworzenie czegoś, lepienie, zdobienie, fotografię. I to wystarczyło. Czyli można powiedzieć, że kwiaty wyciągnęły Panią z dołka? Dzięki nim wyszłam do ludzi, a na dodatek trafiłam do pięknego otoczenia. Fantastyczne było wkroczenie do świata roślin, chodzenie po szklarni i wybieranie tego, co akurat pasuje do twórczej wizji. Po jakimś czasie zrobiłam doktorat z florystyki, bo tak żartobliwie nazywam ukończone przeze mnie trzy kursy florystyczne (śmiech). Później otworzyłam własną kwiaciarnię. Spełniałam się artystycznie, realizowałam swoje pomysły, ale niestety koszty utrzymania tego biznesu okazały się zbyt duże. Teraz działam z wolnej stopy, i to dosłownie. Prowadzę aranżerię Slow Florist. To nawiązanie do idei slow life, poszanowania dla natury, używania naturalnych materiałów, recyclingu, upcyclingu. Nawet w logo mam ślimaczka. Poza tym, generalnie nie lubię się spieszyć. To chyba wspólna cecha florystów. Kiedyś, w drodze na urodziny babci wpadłam do kwiaciarni i poprosiłam o szybki bukiet. Usłyszałam, że kwiaty wymagają czasu i ekspresowo się nie da. Dla spieszących się są gotowce, czyli wcześniej przygotowane bukiety. Pod presją czasu nie uzyska się dopracowanego dzieła sztuki - a za takie uważam roślinne kompozycje. Sama tworząc wielokrotnie rozkładam kwiaty, układam tak, a za chwilę inaczej… Robienie tego w pośpiechu mija się z celem. Teraz jest slow, a czym zajmowała się Pani przed florystyką? Oj, ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję (śmiech). Tylko czy myśli pani, że to ciekawe? Przekonajmy się. Zajmowałam się turystyką, organizowałam wycieczki, pracowałam w recepcji hotelowej, byłam też sekretarką, a nawet agentką ubezpieczeniową. A w ogóle, to gdy byłam młoda, myślałam, że zostanę nauczycielką romanistyki. Język francuski był moją ogromną pasją. Jak pani widzi, daleko odeszłam od tych planów, ale nie narzekam. Wyczytałam, że florystyka to wcale nie takie - jak z pozoru może się wydawać - lekkie, elitarne zajęcie. Podobno pracownia florystyczna bez wiertarki to nie pracownia?! Bez wiertarki, młotka, piły, śrubokręta, drutów… Nieraz trzeba zbić ozdobną skrzyneczkę, przywiesić coś, przyciąć czy użyć kawałka blachy albo konara. Florystyka wystawowa to nie bukieciki, a prawdziwe rzeźby. Konieczne jest przygotowanie solidnej konstrukcji. W ogóle praca z roślinami to brudne zajęcie. Liście trzeba oberwać, kwiaty trzeba podciąć, wazony trzeba codziennie myć. To procen-

do stworzenia sobótkowych wianków użyto mnóstwa dzikich roślin. uczestnicy warsztatów w tuczytam.kamienica 12 dumnie prezentowali swoje dzieła sztuki miasta kobiet

sierpień 2017

15


jej pasja z d j ę c i A N o x P h o t o / T u C z y Ta m . Ka m i e n i ca 1 2

warsztaty wiła wianki zgromadziły prawie 30 osób

tuje piękną ekspozycją. Osobiście nie mogę znieść widoku kwiatów w kwiaciarni wstawionych w te cmentarne, plastikowe wazony. Oczywiście jest to tańsze, wygodniejsze, lżejsze, a klient nie widzi, czy woda jest czysta, ale to kłóci się z moim poczuciem estetyki i poszanowaniem dla materiału, czyli samych kwiatów. Co Panią w tych kwiatach najbardziej urzeka? Chyba nietrwałość, bo piękne są wszystkie kwiaty. Te różnorodne formy, niesamowite kolory… Ich wartość dla mnie wzrasta właśnie dlatego, że całe to piękno jest nam dane na chwilę, i ten moment trzeba wykorzystać. Ważniejszy jest zapach czy wygląd? Dla mnie zdecydowanie wygląd. Jestem alergiczką, więc gdy jakaś roślina wydziela zbyt intensywny zapach, to wiem, że nie jest dla mnie. Stawiam na wrażenia wzrokowe, ale też nie przesadzam. Gdy w jednym pomieszczeniu ustawimy nawet najpiękniejsze kwiaty, ale będzie ich za dużo, to zaburzą przestrzeń. Pytanie banalne, ale muszę je zadać - jaki kwiat jest Pani ulubionym? Mając dostęp do tak wielu gatunków, nie jestem w stanie zdecydować się na jeden. Szybciej odpowiem, za jakim kwiatem nie przepadam. To róża, a już w ogóle czerwona. Jest taka oklepana, przereklamowana. Od róż zdecydowanie bardziej lubię tulipany, kwiaty polne czy jakieś kwitnące dodatki, które stosuje się jako uzupełnienie bukietu. Czyli wręczający Pani bukiet czerwonych róż sam siebie skazuje na porażkę? Trochę tak (śmiech). Z drugiej strony, ja właściwie nie dostaję kwiatów, bo trudno jest zaskoczyć kwiaciarkę. Moi bliscy wychodzą z takiego założenia, no i trochę w tym racji. Rzadko ktoś mi dogodzi w tej kwestii.

16

miasta kobiet.pl

Może wkładam kij w mrowisko, ale moim zdaniem w Bydgoszczy trudno jest znaleźć coś bardzo zaskakującego czy odkrywczego. Dla porównania, rynek florystyczny w Poznaniu jest bardzo ciekawy. Skąd więc czerpać inspiracje? To sztuka. Trzeba kombinować, śledzić trendy, nieraz zaryzykować z czymś, czego jeszcze nie było. Nawet wieniec pogrzebowy może być wyjątkowy, jeśli włoży się w to serce. Można jeździć na targi, ale wystarczy przeglądać magazyny wnętrzarskie, zagraniczne strony internetowe, media społecznościowe czy blogi. Bez wychodzenia z domu mamy obraz florystyki na świecie. Zauważyłam, że jednym z trendów są polne kwiaty, o których Pani wspomniała. Dekoruje się nimi przeróżne wnętrza - od tych z przepychem po skandynawskie. To prawda. Do tego dochodzą gałęzie, patyki. Po wichurze, która była niedawno, sama poszłam do lasu i szukałam najciekawszych form. Do łask wróciły też rośliny doniczkowe. Niesamowity renesans przeżywa chociażby „babcina” paprotka. Przez długi czas żywe rośliny w domu były traktowane jak uciążliwość, bo przecież trzeba podlewać. Tymczasem większość kwiatów doniczkowych ginie, bo ludzie je przelewają. Rośliny w domu to element życia. Nie wyobrażam sobie, żeby ich zabrakło. Kocham obserwować ich przemianę, otwierające się listki, rozkwitające pączki. Mogę nie mieć w domu drogich i pięknych dekoracji, ale mam swoje rośliny. A co z tymi, którzy mówią, że nie mają ręki do roślin? Słyszałam to nieraz, ale dla mnie coś takiego nie istnieje. Jesteśmy w stanie bez problemu znaleźć w internecie instrukcję obsługi prawie wszystkiego, czy obejrzeć film, jak coś zrobić krok po kroku. Takie same informacje znajdziemy o kwiatach. Trzeba tylko wpisać hasło w wyszukiwarkę.CP

Dzięki kwiatom wyszłam do ludzi, a na dodatek trafiłam do pięknego otoczenia. Fantastyczne było wkroczenie do świata roślin, chodzenie po szklarni i wybieranie tego, co akurat pasuje do twórczej wizji. Katarzyna Krucińska Florystka

*

Katarzyna Krucińska bydgoska florystka, właścicielka aranżerii Slow Florist, żeglarka, turystka. Lubi jazdę rowerem. Nie są jej obce żadne prace ręczne.


Bydgoszcz, ul. Modrzewiowa 7, tel. 52 360 25 60, fax 52 320 93 95 www.uni-car.com.pl 007586279

w Żninie ul. Plac Wolności 13 tel. (52) 302 04 50 pn.-nd. 8-22

ul.Kossaka 23 tel. 515 979 046 pn.-nd. 8 – 21

007053279

Chojnice, ul. Gdańska 68, tel. 52 395 00 45


kontrowersje

Z plecakiem po seks Sexpacking często dotyczy młodych osób, które uciekają spod kontroli rodziców. Mogą twierdzić, że cel wyjazdu jest zupełnie niewinny, ale w podróży rodzi się u nich poczucie bezkarności. Uwalniają się od codziennych norm. Tekst: Tomasz Skory

„Niedawno gościłem dziewczynę z Warszawy. Byłem czarujący, zabrałem ją na spacer, wypiliśmy trochę wina. Powiedziała jednak, że nie jest typową Polką i nie odda mi się na pierwszej randce. Więc się wycofałem. (…) Ostatniej nocy kompletnie się nawaliła, powiedziała mi, że przeprasza za tamtą pierwszą noc i że jest dokładnie taka jak reszta Polek. Wróciliśmy do mnie, gdzie dosłownie się na mnie rzuciła”. To cytat z nieaktywnego już bloga Couch Bangs, na którym użytkownicy popularnego serwisu turystycznego opisują swoje erotyczne przygody przeżyte z obcokrajowcami. Blog najpierw zmienił adres, a potem zniknął z sieci, ale wciąż można znaleźć archiwalną wersję z pierwszymi wpisami. Wśród ocalałych postów znajdziemy aż cztery pikantne opowieści z Polkami w rolach głównych. Aż cztery, bo żadna inna narodowość nie pojawia się na blogu więcej niż dwa razy. Oprócz przytoczonej opowieści Włocha możemy przeczytać, jak pewien Francuz chwali się, że nakłonienie Polki do seksu zajęło mu w Paryżu 15 minut. Młody Chilijczyk opowiada o tym, jak poznana w Warszawie dziewczyna zaprosiła go do łóżka pod nieobecność swojego chłopaka. Peruwiańczyk wspomina zaś, jak nasza krajanka wyznała mu kiedyś, że „zawsze chciała zaliczyć Latynosa”. Oczywiście autor postu pomógł jej to marzenie zrealizować.

Ale o co chodzi? Powyższe perypetie spotkały użytkowników Couchsurfingu, najpopularniejszej platformy, na której turyści z całego świata oferują sobie wzajemnie noclegi, by pomóc innym ograniczyć koszty podróży. A przynajmniej taka idea przyświecała portalowi na początku. Dziś w sieci roi się od opinii, że serwis zatracił swój pierwotny charakter i wykorzystywany jest często nie po to, by użyczyć komuś kanapy, ale by dzielić z nim własne łóżko. - Zastanawiałbym się, na ile jest to powszechne zjawisko i czy te przypadki opisywane na blogach dają nam podstawę do generalizacji, natomiast biorąc pod uwagę liczbę takich doniesień, coś musi być na rzeczy - mówi dr Piotr Siuda, adiunkt Katedry Socjologii UKW. - Wydawałoby się, że takim naturalnym środowiskiem do poznania kogoś na seks będzie portal randkowy, tymczasem wszystkie badania takich serwisów wskazują, że większość osób rejestruje się na nich z myślą o poznaniu kogoś na stałe, a jednorazowe przygody to tylko margines. Zresztą, z roku na rok serwisy te tracą użytkowników. Przenoszą się oni do innych miejsc, takich jak Facebook czy właśnie Couchsurfing, i tam z kolei chcą nawiązywać znajomości, nie zawsze z myślą o stałym związku. - Być może spowodowane jest to wstydem i chęcią zakamuflowania się. Mimo że nasza społeczność jest coraz bardziej liberalna, to uprawianie

18

miasta kobiet.pl

przygodnego seksu nadal bywa piętnowane - tłumaczy dr Siuda. - Poznawanie partnerów za pomocą niewinnego z pozoru serwisu turystycznego może być więc taką próbą ukrycia swoich zachowań. Bo przyjeżdża do mnie ktoś obcy, uprawiamy seks, wyjeżdża i nikt inny o tym nie wie. Sexsurferzy, bo tak ochrzczono couchsurferów poszukujących czegoś więcej niż noclegu, zwykle dbają o swoją anonimowość, więc nikt ich na ulicy palcem ich nie wytknie. Ale opinie na temat użytkowników, którzy „lubią ten sport”, rozchodzą się pocztą pantoflową. James Maverick, autor bloga Maverick Traveler, w notce zatytułowanej „Osiem oznak niegrzecznej couchsurferki” opisuje nawet, po czym rozpoznać, że dziewczyna będzie się chciała przespać ze swoim gospodarzem. Wśród wskazówek wymienia: „Jest z Francji, Finlandii lub Polski”. Jego wpisy wywołują lawinę komentarzy, wśród których zarzuca się autorowi seksizm i generalizację. Jednak na forach internetowych można znaleźć więcej opowieści, z których nietrudno wywnioskować, jaką opinią Polki cieszą się na świecie.

Rozwibrowani Polacy - Sexsurfing wydaje się ciekawym zjawiskiem, jeśli chodzi o Polaków, bo przecież jesteśmy postrzegani jako bardzo nieufny naród. Sami zresztą przyznajemy, że podchodzimy z rezerwą do obcych i że na nasze zaufanie trzeba sobie zapracować - dodaje dr Siuda. - Statystyki wskazują, że do naszego kraju, licząc na łatwy seks, przyjeżdżają głównie mężczyźni. Wychodzi więc na to, że Polki są bardziej otwarte na znajomości tego typu, choć w naszym społeczeństwie nadal kobiety, które przeżywają przygody seksualne, są surowiej oceniane niż mężczyzni. Socjolog wiąże tę otwartość z rosnącą świadomością kobiet na temat własnej seksualności. W kontekście sexsurfingu zwraca też uwagę na ogólną tendencję zachowań konsumenckich Polaków i przywołuje ubiegłoroczne badanie Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii, ukazujące obraz Polaka-konsumenta, podejmującego decyzje pod wpływem chwili, ciągle poszukującego nowości oraz skrajności. - Polacy są niezwykle rozwibrowani pod względem swoich wyborów. Potrafią w jednym miesiącu przebiec maraton, a cały następny spędzić przed telewizorem. Albo na śniadanie jeść zdrową kaszę jaglaną, a wieczorem stołować się w fast foodach. Coraz częściej w swoich wyborach konsumenckich pragną ekstremy i sexsurfing może być tak traktowany. Romantycznie Sexsurfing jest jeszcze młodym zjawiskiem i trudno rozstrzygnąć, czy będzie to tylko chwilowa moda. Dużo dłuższą tradycję ma „klasyczna”


kontrowersje seksturystyka, która przeszła sporą ewolucję w minionym stuleciu. Na początku ubiegłego wieku za „miasta grzechu” uważano Paryż, Berlin czy Amsterdam. Z czasem, wraz z upowszechnieniem transportu lotniczego, na popularności zyskały bardziej egzotyczne kierunki. Europejczycy, a w tym i Polacy, w poszukiwaniu cielesnych uciech zaczęli latać do południowo-wschodniej Azji, Polki zaś swoje pragnienia zaspokajały w północnej Afryce. - Przeprowadzono badania dotyczące seksturystyki Polek jeżdżących do Egiptu. Często były to panie w związkach małżeńskich, znudzone życiem, starsze od obcokrajowców, z którymi się spotykały. I co ciekawe, większość z tych kobiet początkowo zakładała, że ich wyjazd będzie miał niewinny charakter - zwraca uwagę socjolog. - Warto też zauważyć, że ich egipscy kochankowie czarowali je nie tylko seksem. Kobiety były przez nich adorowane, ceniły sobie przede wszystkim zainteresowanie swoją osobą, a potrzeby seksualne, choć też zaspokajane, były w tych przypadkach drugorzędne. Nie da się natomiast tłumaczyć zjawiska sexsurfingu z tego punktu widzenia, bo tam się zaprasza kogoś tylko na jedną noc. Nie ma tego elementu romantycznego.

W sieci roi się od opinii, że Couchsurfing zatracił swój pierwotny charakter i wykorzystywany jest nie po to, by użyczyć komuś kanapy, ale by dzielić z nim własne łóżko.

Wyrwać się z domu Jest też inne zjawisko, o którym nie mówi się dużo, bo nie sposób określić jego skali. To coś w rodzaju niskobudżetowej seksturystyki, która dotyczy zwykle młodych osób, wyjeżdżających w świat - autostopem, pod namiot, na zagraniczny wolontariat czy nawet Erasmusa. Sexpacking, bo o nim mowa, to po prostu podróżowanie po świecie z plecakiem, nie stroniąc od seksualnych przygód na trasie. „Podróżując jakby szybciej się zakochujemy, istnieje bowiem limit czasowy, a zegar tyka na naszą niekorzyść. Proces poznawania się jest tak intensywny, że czasem po kilku dniach wspólnego podróżowania wiemy o danej osobie więcej niż po miesiącu spotykania się na gruncie domowym. Seks w podróży to coś, co się widzi, o czym się mówi i czego się doświadcza” - pisze Anna Nadia Bandura, autorka bloga Nadia vs the World. Podobnego zdania jest Agnieszka Ptaszyńska, blogerka znana jako Zależna w Podróży. W jednym z wpisów przyznaje, że sama ma za sobą doświadczenia tego typu. „Seksturystyka backpackerki to nie jest wyjeżdżanie w podróż, pakowanie 10 zestawów seksownej bielizny, dwóch paczek prezerwatyw i uderzanie do wielkich imprezowych miast. Jest to zabranie ze sobą jednego zestawu sexybielizny, jednej kiecki na wyjście, jednej prezerwatywy, miniaturki perfum. Bo coś wydarzyć się może. I jak się wydarzy, to będzie pięknie. Podróż to przekraczanie granic. Na wielu poziomach.” - wyjaśnia na blogu. - Sexpacking często dotyczy stosunkowo młodych osób, które uciekają spod kontroli rodziców. Mogą twierdzić, że cel wyjazdu jest zupełnie niewinny, ale w podróży rodzi się u nich poczucie bezkarności, uwolnienia się od norm. Podobny mechanizm zachodzi - paradoksalnie - w przypadku zjawiska pielgrzymowania, gdy na trasie ludzie zapominają o swoich statusach z codziennego życia. Pielgrzymi, którzy podejmują razem wędrówkę, to bardzo różne osoby: prawnik, lekarz, student, osoba z wykształceniem podstawowym. Ci ludzie stają się równi, w takim stopniu, w jakim normalnie nie miałoby to miejsca. I w przypadku sexpackingu może dziać się tak samo. Biorę plecak, wyjeżdżam, mogę robić wszystko z każdym, a potem wracam do domu i zostawiam to za sobą - tłumaczy dr Piotr Siuda. Socjolog podkreśla, że są to jeszcze słabo poznane zjawiska i dopiero przyszłość pokaże, w jakim kierunku będą się rozwijać oraz jakie społeczne konsekwencje się z tego zrodzą. - Nie wiem, czy tego rodzaju zabawy, jak sexsurfing czy sexpacking, nie będą u niektórych z czasem skutkować pewnego rodzaju rozgoryczeniem. Nie zapominajmy też o niebezpieczeństwach związanych z tym, że wpuszczamy do łóżka kogoś, kogo nie znamy i nie wiemy, co może nam zrobić. Jednak to, co kto robi w sypialni, to już wyłącznie jego sprawa i o ile nie ma to formy przymuszania do pewnych zachowań, to nie powinno się tego krytykować.CP

miasta kobiet

sierpień 2017

19


uroda

Urodowy high-tech Potraktować się igłą, plazmą, prądem, a może światłem? Propozycje nowoczesnych zabiegów urodowych brzmią nieraz jak wycięte z filmów science fiction. I wszystko się zgadza, bo wielokrotnie bazują one na supernowoczesnych rozwiązaniach. Kupiłaś już wycieczkę, przygotowałaś walizkę, ale troskę o wygląd zostawiłaś na ostatnią chwilę przed wyjazdem? Podpowiadamy, jakie zabiegi zadziałają błyskawicznie.

Piękne spojrzenie i nie tylko Jett Plasma

Bez blizn i zmarszczek Mezotherm

Chcesz odmłodzić swoje spojrzenie? Polecamy zabieg wykorzystujący nową technologię, opartą na ładunku elektrycznym - plazmie. Generuje ona bezpieczne wysokie napięcie powstałe pomiędzy końcówką zabiegową a obszarem zabiegowym. Idealnie działa też na skórę szyi, dekoltu i poprawia owal twarzy.

Przeszkadzają ci rozstępy, blizny, rozszerzone pory lub zmarszczki? Metoda progresywnej regeneracji, opartej na technologii C.I.T. (collagen induction therapy) może okazać się w sam raz dla ciebie. Zabieg polega na mikronakłuwaniu, po którym skóra dostaje sygnał do autonaprawy.

centrum medyczne Bieńkowski cena: 250-850 zł

Feminarium cena: 250-420 zł

RE RE

K K

LA LA

M M

A A

DERMATOLOGIA ESTETYCZNA 007611407

 ostrzykiwanie twarzy  laseroterapia  leczenie nadpotliwości

 56 610 67 67

www.vanilla-spa.pl

Vanilla Spa ul. Lelewela 33, Toruń


- 29.07- 2.09.2017

007553877

KUJAWSKO-POMORSK I

BEZBOLESNA,

STRACILIŚMY GŁOWĘ DLA BIZNESU

JEDYNA W TORUNIU DEPILACJA LASEROWA Tylko u nas możesz skorzystać z zabiegów bezbolesnej, skutecznej depilacji laserowej wykonywanej nowoczesnym laserem diodowym

Mediostar Next Pro,

możliwej nawet latem na opalonej skórze i różnej barwie włosa Z

007612817

50%

RABATEM na każdy zabieg do końca sierpnia. ZAPRASZAMY

Osiedle Sztuk Pięknych ul. Broniewskiego 4/101, 87 - 100 Toruń www.miracle-beauty.pl kontakt@miracle-beauty.pl tel. 533 314 994 007608061


uroda Akademickie Centrum Medyczne przy WSG Centrum Fitness i Dietetyki Rewital przy WSG www.acm.byd.pl www.rewital.byd.pl

Modelowanie sylwetki Endermologie Lipomassage Jak pozbyć się opornej na dietę i gimnastykę tkanki tłuszczowej? Warto spróbować w pełni naturalnej metody z wykorzystaniem rolki Roll’in oraz elastycznych pasów Endermogyn. Zabieg ten przynosi spektakularne efekty, zwłaszcza gdy wykonuje go doświadczony masażysta.

Feminarium cena: 60-100 zł

Zawsze świeżo leczenie nadpotliwości toksyną botulinową Koniec ze wstydliwym problemem nadmiernego pocenia się dłoni, stóp czy pach! Wystarczy 30-minutowy zabieg równomiernego wstrzyknięcia małej ilości botoxu. To obecnie jedna z najskuteczniejszych metod leczenia tego problemu, a przy tym zupełnie bezpieczna - nie blokuje całkowicie wytwarzania potu, ogranicza go o 70-80 proc. Efekt utrzymuje się przez ok. 6 miesięcy.

Vanila Spa Toruń cena: 1100-1200 zł

Depilacja laserowa Mediostar Next Pro W to warto zainwestować na cały rok - bezbolesne i skuteczne usuwanie włosów na wszystkich obszarach ciała, niezależnie od karnacji czy koloru włosa. Dla dobrego efektu polecamy minimum 4 zabiegi raz w miesiącu. Zabieg trwa od 15 do 60 minut, w zależności od powierzchni.

Miracle Beauty SPA cena: 130-800 zł (od tej ceny promocja -50% w lipcu i sierpniu na zabiegi laserowe)

22

miasta kobiet.pl

Wiele z nas chciałoby jeszcze przed urlopem zgubić kilka zbędnych kilogramów. Przestrzegam jednak przed dietami cud czy głodówkami. Nie istnieje żaden sposób na to, by w bardzo krótkim czasie zdrowo schudnąć. Aby redukcja masy ciała była bezpieczna, nie powinnyśmy tracić więcej niż 1 kg tygodniowo. Gwałtowne obniżenie ilości kalorii spowoduje przede wszystkim utratę wody z organizmu oraz spowolnienie metabolizmu lub pogorszenie funkcji poszczególnych narządów. Ważne, by wyznaczyć sobie realny cel - zdecydowanie zwiększa to motywację. Z pewnością jednak warto jeszcze przed urlopem wprowadzić kilka podstawowych zasad zdrowego żywienia. Jak to zrobić? Przeanalizujmy nasz dotychczasowy sposób żywienia poprzez zapisywanie, co i w jakich ilościach jemy. Na podstawie piramidy zdrowego odżywiania sporządzonej przez Instytut Żywności i Żywienia możemy nauczyć się, jak to prawidłowo robić. Przede wszystkim musimy pamiętać, by jeść 4-5 posiłków, przerwy między nimi nie powinny być dłuższe niż 3-4 godziny. Pomaga to w utrzymaniu prawidłowych poziomów cukrów we krwi, a także usprawnia pasaż jelitowy. Do diety należy włączyć warzywa i owoce, które dostarczają bioaktywnych związków, takich jak błonnik, witaminy, izoflawony. Mają one działanie antyoksydacyjne, hamują namnażanie się komórek, regulują działanie hormonów oraz stymulują układ immunologiczny. Pamiętajmy, że owoce to też cukry, dlatego wybierajmy te o niskiej zawartości kalorii - arbuzy, maliny, grejpfruty. Nie zaleca się spożywania ich na noc, ponieważ zawarte w nich cukry nie zostaną w pełni strawione ze względu na zwolniony metabolizm i brak ruchu. Warto również włączyć do diety produkty zbożowe, zwłaszcza pełnoziarniste. Wybierajmy też te z pełnego przemiału, ograniczając lub eliminując cukry proste (białe pieczywo, makaron, mąka, słodycze). Ważne jest także mleko lub jego przetwory - źródło wapnia, białka i witamin z grupy B - które jednocześnie dostarczają stosunkowo mało kalorii. Kolejnym istotnym zaleceniem Instytutu Żywności i Żywienia jest ograniczenie spożycia mięsa - do 0,5 kg na tydzień, ze względu na zawartość tłuszczu, który sprzyja powstawaniu miażdżycy, a tym samym chorobie niedokrwiennej serca czy otyłości. Wybierajmy chude gatunki (indyk, kurczak). Dobrym zamiennikiem są ryby, głównie morskie - zawierają kwasy omega 3 i omega 6.cp Monika Bielik dietetyk

rpomocja 007601736

Zdrowe nawyki


MesoTherm

Odkryj sekret globalnej odnowy!

Czym jest i jak działa MesoTherm? MesoTherm jest najnowszą, ekskluzywną, niezwykle zaawansowaną technologicznie metodą odnowy skóry, aktywnego odmładzania oraz spektakularnej poprawy jej kondycji! Łączy sześć różnych technologii w jednym bezpiecznym, nieinwazyjnym urządzeniu. Moduł Abralase zawiera laser stymulujący odnowę komórkową oraz piling mechaniczny tlenkiem glinu, silnie regenerujący skórę. Za napięcie skóry odpowiada monopolarna fala radiowa, wspomagana przez mikronakłuwanie specjalnym rollerem z setkami mikroigieł, oraz pulsacyjny masaż podciśnieniowy, przywracający elastyczność nawet najbardziej poluźnionej skórze. Moduł Mesoskin wykorzystuje prąd zmienny o niskiej amplitudzie drgań, aby zwiększyć zdolność skóry do absorpcji składników aktywnych, zawartych w specjalnie opracowanych formułach serum. W efekcie programu zabiegowego złożonego z najbardziej innowacyjnych procedur, uzyskujemy efekty takie jak: • napięta i jędrna skóra, • podniesiony owal twarzy, • wypłycone zmarszczki i bruzdy, • zwężone pory, • skóra wolna od zaskórników, • zredukowane bizny potrądzikowe i rozstępy.

Szosa Chełmińska 84/86 87-100 Toruń tel.(56) 621 06 88 mobil 609 244 399 www.feminarium.com NAU KA N I G DY D OTĄ D N I E BYŁA TAK PI Ę K NA NAU KA N I G DY D OTĄ D N I E BYŁA TAK PI Ę K NA 007593296


zdrowie

Walcz albo uciekaj Po stresującym dniu w pracy kładziemy się na kanapie przed telewizorem. Nie „wyrzucamy” tego napięcia z siebie i w efekcie rozpoczyna się złożony proces niekorzystnych zmian w naszym organizmie. To może prowadzić do rozwoju chorób. Z dr hab. Małgorzatą Anną Basińską*, prof. nadzw. UKW, kierownikiem Zakładu Psychopatologii i Diagnozy Klinicznej, rozmawia Lucyna Tataruch

Podobno życie bez stresu jest niemożliwe. Tak, to prawda. Oczekiwanie, że może być inaczej, jest irracjonalne. Wszystkie obserwacje to potwierdzają i trzeba się z tym po prostu pogodzić (śmiech). Warto jednak zadać sobie pytanie, jak dużo tego stresu musi być w naszym życiu i co da się z nim zrobić. Powiedzmy najpierw, czym w ogóle jest stres. Samo słowo oznacza napór, napięcie. Coś nas pcha, pozostajemy pod silnym naciskiem. Na ogół, gdy ktoś mówi: „Jestem w stresie”, to ma na myśli stan, w którym czuje dyskomfort psychiczny, połączony z negatywnymi emocjami - lękiem, złością czy smutkiem. Przy czym zdarza się to nie tylko w następstwie nieprzyjemnych zdarzeń. Stresujemy się również przed ślubem, podróżą czy świętami. Potocznie stres rozumiemy jako wynik różnych zewnętrznych, wpływających na nas czynników. Natomiast

24

miasta kobiet.pl

obecnie w psychologii uważa się, że w grę wchodzą tu nie tylko czynniki zewnętrzne, ale i wewnętrzne. Na przykład jakie? Choćby nasze wewnętrzne nakazy. Przykładowo - jeśli jesteśmy ambitni, mamy wysokie standardy działania, nigdy sobie nie odpuszczamy i oceniamy się bardzo krytycznie, to z pewnością częściej będziemy w stresie niż osoby, które wymagają od siebie niewiele. Co wówczas dzieje się w naszym organizmie? Najpierw dochodzi do pobudzenia autonomicznego układu nerwowego, który unerwia wiele narządów w naszym organizmie. Dlatego np. ściska nas w żołądku, zmienia nam się barwa skóry, zasycha nam w ustach, a dzieci muszą biec do ubikacji, bo czują parcie na pęcherz. To są pierwsze reak-


zdrowie cje na zdarzenie, które nas stresuje. Gdy jednak stresor zniknie, wszystko się wycisza, a nasz organizm wraca do stanu typowego. A jeśli nie zniknie? Wtedy aktywują się nadnercza - w pierwszej kolejności ich rdzeń, co uruchamia reakcję zwaną „walcz albo uciekaj”. Wydzielają się przy tym noradrenalina i adrenalina, czego efektem są zaburzenia w układzie krążenia. Jeśli ta sytuacja się przedłuża, to pobudzona zostaje też kora nadnerczy, wydziela się m.in. kortyzol, hormon stresu, i wówczas - najogólniej mówiąc - obniża się odporność organizmu. „Walcz albo uciekaj” to nasza pamiątka po prehistorycznych czasach, w których takie reakcje były bardziej potrzebne na co dzień? Tak. I miało to swoje uzasadnienie, bo zarówno podczas walki, jak i ucieczki, następowało też rozładowanie napięcia. Natomiast współcześnie, gdy nasz organizm jest w stresie i zachodzą w nim te przemiany biochemiczne, to często nie idzie za tym żadna adekwatna aktywność. Po stresującym dniu w pracy kładziemy się na kanapie przed telewizorem. Nie „wyrzucamy” tego napięcia z siebie i w efekcie rozpoczyna się złożony proces niekorzystnych zmian w naszym organizmie, który może prowadzić do rozwoju chorób. Kiedy po raz pierwszy zauważono, że tak się dzieje? Na gruncie fizjologii po raz pierwszy o stresie powiedział Walter Cannon, w latach 20. ubiegłego wieku. Potem, w latach 40., Hans Selye rozwinął tę koncepcję, ale i on nie skupiał się na stresie rozumianym w kategoriach psychologicznych. Sprawdzał raczej, jak reagujemy, gdy jesteśmy narażeni na działanie bardzo niekorzystnych czynników zewnętrznych, takich jak choćby zimno. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś zamyka panią w lodówce… (śmiech). Koszmarna wizja! No właśnie, najpierw pod wpływem odczuwania tego zimna załamie się pani. Potem będzie pani próbowała jakoś zaradzić tej sytuacji - podskokami, oklepywaniem się, rozcieraniem skóry i innymi czynnościami, które pobudzą organizm do utrzymania temperatury. Ale jak długo jest pani w stanie to robić? Jakiś czas można podskakiwać, jednak później - jeśli sytuacja się nie zmienia - ponownie się pani załamie. Przestanie pani walczyć. I zamarznę. Zgadza się. Schemat tak przebiegającej reakcji przyjął się również na gruncie psychologicznego rozumienia stresu, bo mniej więcej tak to się dzieje. Gdy ktoś wymaga ode mnie dużo pracy, więcej, niż mogę udźwignąć, to najpierw mnie to przygniecie. Potem będę próbowała jakoś sprostać temu zadaniu, ale ile mogę funkcjonować na zwiększonych obrotach? Miesiąc, rok, może kilka lat… W końcu jednak nasilające się zmęczenie i brak wypoczynku doprowadzą do załamania i zacznę chorować. A z Japonii

znamy i bardziej drastyczne przypadki - śmierć przy pracy… Zostańmy przy chorobach. Mówi się, że stres najbardziej wpływa na nadciśnienie, wrzody żołądka… Jest nawet tzw. wielka siódemka chorób psychosomatycznych, wśród których, poza tymi wymienionymi, są jeszcze: astma, reumatoidalne zapalenie stawów, zapalenie jelita grubego, atopowe zapalenie skóry czy nadczynność tarczycy. Odchodzi się jednak od takiego klasycznego rozumienia tego tematu. To znaczy? Dawniej uważano, że czynniki psychologiczne - w tym przede wszystkim osobowość - mają ogromne znaczenie dla samego zachorowania. Dziś z kolei dużo bardziej zwraca się uwagę na to, że te różne właściwości wpływają też na przebieg schorzeń oraz na ich leczenie, które często bywa niezwykle obciążające. Można więc powiedzieć, że w mniejszym lub w większym stopniu wszystkie choroby są psychosomatyczne. Na dodatek odchodzi się od powszechnego twierdzenia, że istotna jest w tym osobowość człowieka. To zdecydowanie bardziej złożone zjawisko. Czyli to nieprawda, że np. osoby nerwowe są bardziej narażone na zawał serca? To zależy. Zawał serca często występuje u jednostek o tzw. osobowości typu A, czyli tych bardzo aktywnych, dynamicznych, zaangażowanych zawodowo, rywalizujących i żyjących w pośpiechu. Duża grupa pacjentów kardiologicznych faktycznie tak funkcjonuje. Jest jednak szereg badań, które pokazują, że taka zależność nie zawsze występuje. U jednej osoby nadmiar nerwów będzie się ujawniał poprzez kłótliwość, powodującą duże napięcie i skoki ciśnienia. Inny człowiek dokładnie tę samą emocję stłumi, co również przyczyni się do negatywnych konsekwencji zdrowotnych. Zarówno cechy osobowościowe, jak i inne właściwości psychospołeczne mogą być takim czynnikiem spustowym dla rozwoju choroby - u osoby obciążonej biologicznie. Czynniki psychologiczne są brane pod uwagę w diagnozowaniu i leczeniu pacjentów? W Polsce? U nas nadal w procesie kształcenia w bardzo niewielkim stopniu uczy się przyszłych lekarzy takiego myślenia, choć zdarzają się kliniki, w których jest to praktykowane. Nie mamy jednak systemowych procedur w diagnozowaniu czynników psychologicznych przy różnych schorzeniach. Jeden pacjent może być kilkukrotnie przyjmowany na ten sam oddział kardiologiczny i często nie zwraca się przy tym uwagi na fakt, że pogorszenie w stanie zdrowia jest następstwem tego, co dzieje się w jego domu czy pracy. W innych krajach Europy czy w USA lekarze próbują określić nie tylko aktualny stan somatyczny, ale i życiowy - np. to, do jakiego środowiska pacjent wróci, czy jest potencjalnie narażony na wiele czynników stresujących, jak wyglądają jego relacje społeczne itp. Przecież bez uwzględnienia tych kwestii całe szpitalne

leczenie może pójść na marne. W Niemczech, Holandii czy Belgii istnieją oddziały psychosomatyczne. U nas natomiast dużo zależy od indywidualnego podejścia lekarza. Ale co może zrobić lekarz, który wie, że jego pacjent ma bardzo stresującą pracę? Przecież nie będzie go namawiał, żeby się z dnia na dzień zwolnił, a potem w stresie szukał kolejnego zajęcia… Taki pacjent może np. zacząć psychoterapię. Pewnych rzeczy nie da się zmienić i tak jak powiedziałyśmy na początku - życie bez stresu nie istnieje. Zawsze jednak da się coś skorygować, popracować nad myśleniem, nad swoimi reakcjami. Pacjenci oczywiście często oczekują, że lekarz ich wyleczy aplikując odpowiednie leki. Nie zastanawiają się nad związkiem między psyche a soma, ale też nikt nie ułatwia im zrozumienia tych zależności. Co więc możemy zrobić sami dla siebie, zanim jeszcze dojdzie do choroby? Jak minimalizować odczuwanie stresu na co dzień? Trudno tak radzić ogólnie, bo każdy jest inny, ale z pewnością warto zadać sobie to pytanie: co każdego dnia robię dla siebie? Co sprawia mi przyjemność i jest dla mnie dobre? Poszukajmy takiej aktywności i dbajmy o to, by znaleźć na nią czas w codzienności. Każdy człowiek tego potrzebuje, bez względu na okoliczności. Do tego dołóżmy ruch fizyczny - gdy mieliśmy ciężki dzień w pracy, to pójdźmy na spacer, siłownię, basen, wsiądźmy na rower itp. Budujmy też głębokie relacje z ludźmi - takie, które przetrwają trudności i będą dla nas źródłem wsparcia w sytuacjach stresowych. No i znajdźmy swój sposób na odpoczynek - każdego dnia. To takie najbardziej uniwersalne rady. Dodam jeszcze, że wielu z nas żyje w ciągłym stresie z powodu sytuacji, na które nie mamy żadnego wpływu. Może być to na przykład przewlekła choroba kogoś bliskiego. To ogromne obciążenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne; z moich badań wynika, że może przyczynić się do uaktywnienia różnych schorzeń, w tym autoagresywnych. Pamiętajmy więc, by przy okazji szczególnie dbać również i o siebie. W żadnym wypadku nie będą to egoistyczne działania, tylko mądra profilaktyka.CP

*dr hab. Małgorzata Anna Basińska prof. nadzw. UKW, specjalista psycholog kliniczny, zastępca dyrektora Instytutu Psychologii UKW, przewodnicząca Oddziału Bydgoskiego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Autorka 109 publikacji: artykułów, rozdziałów w książkach, w tym redaktorka lub współredaktorka 4 pozycji książkowych oraz autorka 2 książek z tematyki stresu, radzenia sobie, chorób psychosomatycznych i zdrowia psychicznego. miasta kobiet

sierpień 2017

25


kobieta na swoim

Po co ci media społecznościowe? Często spotykam się z pytaniami: „Czy muszę znać wszystkie media społecznościowe i czy muszę w nich być?”. O ile odpowiedź na pierwszą część jest twierdząca, o tyle na drugą - nie! W żadnym wypadku! Tekst: Joanna Czerska-Thomas*

M

edia społecznościowe wykorzystujemy w celach prywatnych lub służbowych. Jedno i drugie jest bardzo ważne. Budując markę zawsze patrzymy całościowo na obraz osoby czy firmy. Nawet niewielka rysa może się przerodzić w pęknięcie i w konsekwencji - co najmniej - spory kryzys. Po co i dla kogo są konkretne media społecznościowe? .

Facebook

Czy warto? Facebook to obecnie najpotężniejsze medium społecznościowe. Korzysta z niego 80 proc. wszystkich polskich internautów, czyli ponad 20 mln Polaków. Dla kogo? 51 proc. użytkowników Facebooka to kobiety, 49 proc. - mężczyźni. 40 proc. to także osoby uprawiające wolny zawód. Najliczniejsza wiekowo grupa - 25 proc. użytkowników - to ludzie młodzi, w wieku 25-43 lat. Studenci i uczniowie do 24. roku życia stanowią 22 proc. Jak wykorzystać? Facebook idealnie sprawdzi się w twoim biznesie jako narzędzie, które pozwoli dotrzeć do ściśle określonej grupy odbiorców. Reklama na Facebooku pozwala na ustawienia konkretnej grupy docelowej ze względu na płeć, wiek, zainteresowania czy miejsce zamieszkania.

twitter

Czy warto? Ponad 3 miliony Polaków - 13 proc. polskich internautów - korzysta z Twittera. Mówi się, że Twitter to narzędzie polityków i dziennikarzy. Coś w tym jest, bo odbiorcy to ludzie, którzy chcą być na bieżąco z tym, dzieje się w kraju i okolicy. Z Twittera chętnie korzystają też blogerzy, celebryci i inni wpływowi ludzie. Dla kogo? To medium króluje w miastach powyżej 200 tysięcy mieszkańców (20 proc. użytkowników). Co ciekawe - 17 proc. osób na twitterze to emeryci i renciści - osoby powyżej 55 roku życia.

26

miasta kobiet.pl

Jak wykorzystać? Jeżeli chcesz dotrzeć do mężczyzn w wieku powyżej 34. roku życia, to Twitter będzie odpowiednim medium. 55 do 45 procent - tyle wynosi tam stosunek mężczyzn do kobiet.

linkedin

Czy warto? Poprzez stronę LinkedIn możesz dotrzeć do ponad miliona użytkowników miesięcznie. Dla kogo? To medium skierowane jest do specjalistów i studentów. Ok. 30 proc. użytkowników to osoby w wieku 25-34 lat, mieszkający w mieście powyżej 500 tysięcy mieszkańców. Jak wykorzystać? Użytkownicy LinkedIn to przede wszystkim osoby z wykształceniem wyższym (ok. 45 proc.). To idealna platforma, jeżeli chcesz dotrzeć do specjalistów. Często LinkedIn jest wykorzystywany przez firmy rekrutujące pracowników na wyższych szczeblach.

pinterest

Czy warto? Jeżeli obraz ma dla Ciebie znaczenie, to Pinterest jest idealnym medium społecznościowym do wykorzystania dla Twojego biznesu. Pinterest określa się czasami jako tablicę korkową, na której przypina się zdjęcia (piny). Pracownicy biurowi stanowią 12 proc. użytkowników tego medium. Dla kogo? Użytkownicy zazwyczaj korzystają z Pinteresta na komputerach stacjonarnych. Często interesują się wystrojem wnętrz, modą lub szukają pomysłu na posiłek. Są to osoby, które szukają inspiracji w życiu. Jak wykorzystać? To idealne medium, jeżeli pracujesz obrazem. Sprawdzi się w firmach związanych z branżą modową, wystrojem wnętrz, gastronomią.

instagram

Czy warto? Jeżeli interesuje cię grupa ponad 3 milionów Polaków, a w szczególności kobiety, które

stanowią 60 proc. użytkowników Instagrama, to warto. Dla kogo? Jest to medium wykorzystywane przez osoby młode. Najwięcej użytkowników, bo aż 36 proc., to ludzie w wieku 18-24 lata, a 23 proc. to 25-34-latkowie. Jak wykorzystać? Na Instagramie królują obraz i krótki tekst. Jeżeli masz produkty lub usługi, z którymi chcesz dotrzeć do osób młodych - polecam!

youtube

Czy warto? YouTube ma zasięg 72 proc. Dzięki temu medium możesz dotrzeć do 15,5 miliona użytkowników w Polsce. Dla kogo? Internauci w wieku 15-24 lata to aż 83 proc. użytkowników YT. To medium stanowi źródło rozrywki dla gimnazjalistów i licealistów, a osoby starsze - po 35. roku życia - wykorzystują YT do słuchania muzyki. Jak wykorzystać? YouTube świetnie nadaje się do pokazania - niczym kiedyś pan Adam Słodowy - jak coś zrobić. Dziel się swoją wiedzą poprzez kanał na YT, a klienci i tak zwrócą się do ciebie po konkretne usługi. Wszak można tam znaleźć instrukcję, jak zbudować dom, a przecież nikt z nas nie zrobi tego samodzielnie.CP

*Joanna Czerska-Thomas marketing integrator, ekspert w dziedzinie marketingu. Właścicielka Agencji Marketingowej M4Bizz. Kreatywnie, spontanicznie i indywidualnie podchodzi do pracy z klientami. Specjalistka PR oraz absolwentka Nowoczesnego Marketingu. Ekspert w dziedzinie kompleksowej obsługi - od planowania do realizacji działań PR i marketingowych. Korektorka tekstów. Prowadzi fanpge dla swoich klientów oraz organizuje szkolenia z mediów społecznościowych.


Muzeum Sztuki Dalekiego Wschodu – Kamienica pod Gwiazdą, Rynek Staromiejski 35

Kamienica pod Gwiazdą to przepiękny dom mieszczański znajdujący się w samym sercu miasta, na Rynku Staromiejskim. Zachwyca bogato zdobioną fasadą i jest jednym z najokazalszych przykładów tego typu architektury w Europie Północnej i Środkowej. Równie wyjątkowe jest jej wnętrze – uwagę gości przyciągają kręcone, barokowe schody oraz manierystyczne stropy. Wskutek prac renowatorskich wnętrze budynku przystosowano do celów muzealnych. Obecnie w Kamienicy pod Gwiazdą mieści się Dział Kultur Pozaeuropejskich Muzeum Okręgowego w Toruniu i wystawa stała Świat Orientu. Na zwiedzających czekają zabytki m.in. z Chin, Syjamu, Tybetu, Korei, Wietnamu, Indii i Japonii. Są to obrazy, drzeworyty, brązy, ceramika, tkaniny, miecze i elementy uzbrojenia samurajów, wyroby z kamieni półszlachetnych, rzeźby kamienne oraz drewniane. Unikatową atrakcją jest również ulokowany na podwórzu budynku ogród orientalny o powierzchni ponad 200 m2. Doborem roślin, układem przestrzennym oraz elementami małej architektury doskonale oddaje estetykę i ducha tradycyjnych japońskich ogrodów. Aktualnie (do 8 października br.) we wnętrzach Kamienicy pod Gwiazdą eksponowana jest wystawa „Edward hr. MycielskiTrojanowski – podróżnik i kolekcjoner”. Na wystawie prezentowane są fotografie przedstawiające m.in. Bucharę, Samarkandę, Konstantynopol, Suez, Abisynię, Monte Carlo czy pałac w Aleksandrowie Kujawskim i jego okolice. Udostępniono także inne eksponaty z kolekcji Edwarda hr. Mycielskiego-Trojanowskiego, takie jak fragment zbroi japońskiej w postaci znakomitej maski mempo wykonanej przez mistrza ze szkoły Myochin, miecze indoperskie, hełmy i tarcze perskie, widły bojowe, jatagany tureckie czy puginały kaukaskie. Edward hr. Mycielski-Trojanowski (1878-1954) – ziemianin, znakomity kolekcjoner i  podróżnik, swoje losy związał z  Aleksandrowem Kujawskim. Absolwent trzyletnich studiów rolniczych na Uniwersytecie w  Lipsku. Jego największą pasją były wycieczki. W  latach 1902-1903 odbył podróż dookoła świata. Zapraszamy do pozostałych oddziałów Muzeum Okręgowego w Toruniu.

Muzeum Okręgowe w Toruniu jest samorządową instytucja kultury, której organem założycielskim jest Gmina Miasta Toruń. Muzeum Okręgowe w Toruniu Rynek Staromiejski 1 87-100 Toruń

Tel. +48 56 660 56 12 fax + 48 56 662 40 29 muzeum@muzeum.torun.pl

www.torun.pl 007569275


007608515

Miasta Kobiet sierpień 2017  
Miasta Kobiet sierpień 2017  
Advertisement