Page 7

kobieca perspektywa mieli dzieci na emigracji w Niemczech, więc potrafili ją zrozumieć jak mało kto. - Janka powiedziała, że mogę traktować ją jak taką swoją polską mamę - wspomina Tetiana. - Zabrała mnie do siebie na święta, abym nie była sama. Potem mieszkałam z jej rodziną jeszcze dwa miesiące, aż w końcu załatwili mi pracę z mieszkaniem w Tucholi. Jednak gdy wszystko zaczęło iść dobrze, skończyła mi się wiza i musiałam wrócić na Ukrainę.

ALINA PONAD TRZY LATA TEMU WYRUSZYŁA DO POLSKI W POGONI ZA EUROPEJSKĄ MENTALNOŚCIĄ

ści, chcieliśmy wyjechać na Zachód. Większość tego towarzystwa podróżuje w celach zarobkowych. Ja również nie wiem, co przyniesie kolejny dzień. Lubię Polskę, ale czy zapuszczę tu korzenie na stałe? - zastanawia się Alina.

WYSZCZEKANA IMIGRANTKA Tetiana Polinkewycz ma 31 lat. Pochodzi z ukraińskiego domu, ale urodziła się w stolicy Mołdawii, dokąd jej mama wyjechała na studia. Na Ukrainę wróciła z rodzicami, gdy miała siedem lat. Ma też polskie korzenie. - Mój pradziadek od strony matki nosił nazwisko Nawrocki. Z dzieciństwa pamiętam kilka polskich słów… jabłko, patelnia - wymienia ze śmiechem. - Moja babcia jeszcze ich używała. Kobieta wychowała się na zachodzie, w okolicach Tarnopola. Skończyła szkołę w Woloczysku i studia w Chmielnickim. Z wykształcenia jest konstruktorką odzieży, certyfikowaną również w Monachium. W Polsce mieszka już ponad trzy lata. Minionej jesieni zaczęła pracę, o jakiej zawsze marzyła - wśród tkanin, w bydgoskiej pracowni aranżacji wnętrz. Tutaj robi to, co kocha - szyje w sposób kreatywny, na indywidualne zamówienie. Początki w nowym kraju były jednak trudne. Do Polski przyjechała sama, by zapracować na lepszą przyszłość dla siebie i córki. Ośmioletnią wówczas Anię zostawiła pod opieką babci. Pierwszym polskim przystankiem był Malbork i niedrogi hostel niedaleko szwalni, w której miała pracować. - To nie było ani łatwe, ani twórcze zajęcie. Szyłam mundury dla wojska. Musiałam uwijać się jak mróweczka, ale zarabiałam godziwie. Niestety, po kilku miesiącach sytuacja nagle się zmieniła, pensje spadły pięciokrotnie. Nie mogłam się wtedy nadziwić, na jaką poddańczą pracę muszą godzić się Polki. Tamtejsze szwaczki z trzydziestoletnim stażem harowały po 12 godzin jak roboty, by zarobić 23 złote na dzień. Takie historie kojarzą się z tanią siłą roboczą w Chinach, a dzieją się w Polsce - dodaje. Wytrzymała kilka dni. Zbuntowana poszła z pretensjami prosto do prezesa. - Był oburzony, że jako imigrantka jestem taka wyszczekana i na tyle bezczelna, by w ogóle się skarżyć - wspomina. - Nawrzeszczał na mnie, groził deportacją, zwolnił i nie zapłacił. Nie dałam się zastraszyć, ale zostałam na lodzie - bez pracy i środków do życia. Chodziła więc od firmy do firmy pytając, czy ktoś szuka ludzi do pomocy. Zahaczyła się w małym zakładzie krawieckim, ale i tam zamówień od klientów nie wystarczyło na długo. Niespodziewanie pomocną dłoń wyciągnęli do niej właściciele hostelu, w którym mieszkała. Znali jej sytuację, sami

DWA LATA BEZ CÓRKI Siedem miesięcy Tetiana czekała na ponowne dopełnienie formalności w swoim kraju. - To, co się tam dzieje z wizami, to jakiś koszmar. W urzędach stoją długie kolejki, niektórzy mają problem z tym, by w ogóle wyjechać - przyznaje kobieta. Gdy starała się o nowy paszport, okazało się, że przez pracę w szwalni nie ma już linii papilarnych - tak mocno starła sobie skórę na palcach. Wakacje spędziła na Ukrainie z córką. Te dwa lata temu widziała ją ostatni raz. - Zimą wróciłam do Polski. Nie łudziłam się, że w Tucholi ktoś będzie na mnie czekał z pracą. Jednak moi aniołowie z hostelu w Malborku ponownie zaoferowali pomoc. Zaproponowali, abym zatrzymała się w ich nowym, remontowanym mieszkaniu w Bydgoszczy - dopóki czegoś nie znajdę i nie zacznę zarabiać. Dworzec w Bydgoszczy przypomina maszynę do szycia, czyż to nie znak? - śmieje się Tetiana. - Od razu poczułam klimat tego miasta. Spodobało mi się. Natychmiast zaczęła szukać nowej pracy. Nie wybrzydzała, dzwoniła niemal pod każde ogłoszenie. Zdradzał ją akcent, a pracodawcy niechętnie podchodzili do zatrudniania dziewczyn z Ukrainy. - Cały czas szlifowałam język. Uparcie powtarzałam te szeleszczące dla mnie słowa. W końcu dostałam pracę w szwalni, potem przeniosłam się do pralni. Szefostwo pomogło mi załatwić kartę tymczasowego pobytu. Zaczęło się jakoś układać - wspomina. Kiedy pojawiła się propozycja pracy w pracowni aranżacji wnętrz, od razu ją przyjęła. - Pracuję tu do dziś i lubię swoją pracę. Tetiana przyznaje, że do dziś słyszy propozycje matrymonialne od Polaków. - Bo jak Ukrainka, to na pewno po męża przyjechała, obywatelstwo chce sobie załatwić - śmieje się kobieta. - Nie tędy droga, nie chcę w ten sposób. Znam zresztą kobiety, które wyszły w Polsce za mąż zupełnie szczerze, z miłości, i nawet im po urodzeniu dziecka zdarzały się w nocy naloty urzędników. Sprawdzano, czy polski mąż na pewno jest przy żonie… Jeśli wszystko się uda, za trzy lata będzie mogła starać się o polskie obywatelstwo, a potem ściągnąć tu córkę. - Nie widziałam jej tyle czasu… - mówi drżącym głosem. - Ale wszystko przed nami. Prawie codziennie

TETIANA WYJECHAŁA Z UKRAINY ZAPRACOWAĆ NA LEPSZĄ PRZYSZŁOŚĆ DLA SIEBIE I JEDENASTOLETNIEJ CÓRKI

miasta kobiet

marzec 2017

7

Miasta Kobiet marzec 2017  
Miasta Kobiet marzec 2017  
Advertisement