Page 1

nasze miejsca spotkań

maj 2016

Julia Marcell Lepiej być ładną niż mądrą? str. 6-7


NA DZIEŃ MATKI, OD INNEJ STRONY Maj rozpoczynamy śpiewająco. Z okładki patrzy na nas wokalistka Julia Marcell, której utwór „Tarantino” słyszymy na co dzień w radiu. Artystka w rozmowie z Pauliną Błaszkiewicz (str. 6-7) opowiada o swoich największych inspiracjach.

WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13 tel. 52 32 60 733 Prezes Zarządu: Marek Ciesielski Redaktor Naczelny: Artur Szczepański Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa Menedżer produktu: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863 e.iwanciw@expressmedia.pl Redaktorka prowadząca: Lucyna Tataruch, tel. 52 32 60 798 l.tataruch@expressmedia.pl Teksty: Justyna Król j.krol@expressmedia.pl

Dźwięki goszczą też w naszej męskiej perspektywie (str. 44-45). Bydgoski muzyk Demar tłumaczy, dlaczego wena wcale nie jest najważniejsza przy tworzeniu muzyki. Justyna Król pyta go również o najważniejsze w jego życiu kobiety. - Mam niesamowicie mądrą mamę. To, co mówiła, zawsze było dla mnie święte - wspomina artysta. Te słowa z pewnością będą idealnym prezentem na Dzień Matki.

Tomasz Skory t.skory@expressmedia.pl

My także nie zapomnieliśmy o tym majowym święcie. Postanowiliśmy jednak przy tej okazji przyjrzeć się różnym obliczom macierzyństwa.

Lucyna Tataruch l.tataruch@expressmedia.pl

Czy pracującym, czerpiącym garściami z życia kobietom po drodze jest z planowaniem rodziny? Może do zaspokojenia instynktu wystarczy nam kot, pies lub inny pupil? Zastanawiamy się nad tym w rozmowie z psycholożką Magdaleną Szwarc-Gajewską (str. 12-13). O innych ścieżkach prowadzących do roli matki opowiada też bohaterka rozmowy Jana Oleksego (str. 20-21), która przed czterdziestką zdecydowała się samotnie adoptować córkę. Powodem był egoizm i chęć zapełnienia pustki w życiu, czy raczej naturalna potrzeba? - Od dziecka nie oczekuję, że zaspokoi potrzebę bliskości w takim znaczeniu, w jakim dorośli to rozumieją. Bardziej chodzi o zapewnienie komuś poczucia bezpieczeństwa, opieki, miłości. Dziecko nie może być lekarstwem na nieudane życie - tłumaczy. I choć zastanawia się czasem, czy jej córka nie powinna mieć pełnej rodziny, dziś nie wyobraża sobie życia bez niej. Magdalena Szwarc-Gajewska tłumaczy, że instynkt macierzyński wcale nie musi być wrodzony. Zależy od wielu czynników i często sam o sobie nie przypomina. Zwykle jednak rozkwita na dobre wtedy, gdy po prostu jesteśmy szczęśliwe. I choć banalnie to brzmi, idąc za słowami naszej rozmówczyni, życzymy Wam tego szczęścia nie tylko z okazji Dnia Matki!

Jan Oleksy j.oleksy@expressmedia.pl Dominika Kucharska d.kucharska@expressmedia.pl

Paulina Błaszkiewicz Joanna Czerska-Thomas Małgorzata Hillmann-Krysińska Zdjęcie na okładce: Sonia Szostak Projekt i skład: Ilona Koszańska-Ignasiak Obróbka zdjęć: Iwona Cenkier Sprzedaż: Angelika Sumińska, tel. 691 370 521 a.suminska@express.bydgoski.pl Anna Lewandowska, tel. 607 370 355 a.lewandowska@nowosci.com.pl

CP Jesteś zainteresowany kupnem treści lub zdjęć? Skontaktuj się z naszym handlowcem: Piotr Król, tel. 603 076 449 p.krol@expressmedia.pl

ZNAJDZIESZ NAS NA: www.miastakobiet.pl www.fb.com/MiastaKobiet.Nowosci.ExpressBydgoski

LUCYNA TATARUCH redaktorka prowadząca „MIASTA KOBIET”

nasi partnerzy

„Miasta Kobiet” ukazują się w każdy ostatni wtorek miesiąca. Przez cały miesiąc są dostępne w punktach partnerskich w Bydgoszczy i Toruniu. Adresy znajdziesz na stronie www.miastakobiet.pl


FRYZURA

MAKE-UP

OLAPLEX Rewolucyjna usługa!!! Jeden krok do idealnej dekoloryzacji i rozjaśniania już dostępna w Salonie Jean Louis David w Focusie

u l . J a g i e l l o ń s k a 3 9 - 47

R E L A K S

W Y G O D A

E L E G A N C J A

SOCZYSTY SEZON

Oversizowy płaszcz w jednym z kolorów tej wiosny - serenity, zestawiony z lekką bluzką i białymi jeansami tworzą modny i wygodny look. Całość doskonale komponuje się z delikatnymi dodatkami. Mocnym akcentem stylizacji są czerwone trampki.

Lekki top z bardzo przyjemnej tkaniny został zestawiony ze spodniami w orientalne motywy. Kropką nad „i” tej piżamowej stylizacji jest wygodny szlafrok, który będzie idealnym rozwiązaniem na wiosenne wieczory.

MONNARI spódnica - 179 MONNARI żakiet - 359 MONNARI sweter - 179 MONNARI torebka - 125,30 MONNARI bransoletka - 49,90 VENEZIA buty - 299 SWISS zegarek Hanowa - 590 LYNX OPTIQUE okulary Versace - 750 MEDICINE wisiorek - 39,90

MEDICINE płaszcz - 199 MEDICINE kapelusz - 49,90 PROMOD spodnie - 99 PROMOD bluzka - 119 PROMOD pasek - 59 PROMOD naszyjnik - 64 PROMOD bransoletka - 49 OFFICE SHOES trampki Converse - 279 LYNX OPTIQUE okulary Gucci - 1200 VENEZIA chusta - 29 STOISKO Z TOREBKAMI CARLA GOTTI torebka - 139 STOISKO Z TOREBKAMI CARLA GOTTI brelok - 29

ETAM koszulka do spania - 79,90 ETAM spodnie do spania - 94,90 ETAM laczki - 59,90 TRIUMPH szlafrok - 259,90 TRIUMPH kosmetyczka - 79,90 TIME TREND zegarek Casio Baby-G - 450 TIME TREND wisiorek Guess - 239 EMPIK książka G.Dore - 54,90 HOME&YOU pościel - 169 HOME&YOU poduszki - od 29 do 39

Zapraszamy na zakupy do FOCUS MALL BYDGOSZCZ!

006270022

Kolorowa spódnica w kwiaty świetnie sprawdzi się w duecie z marynarką w równie intensywnym kolorze. Uzupełniona kontrastową torebką i subtelnymi dodatkami wygląda niezwykle kobieco i elegancko.


kultura w sukience JAKIM CUDEM MCK/sala kinowo-widowskowa, BYDGOSZCZ 31 MAJA, GODZ. 20.00

KINO KOBIET HELIOS BYDGOSZCZ - GALERIA POMORSKA 11 MAJA, GODZ. 18.30 To już niedługo! Z niecierpliwością czekamy na kolejne Kino Kobiet, czyli najlepsze babskie spotkania w mieście. Zapraszamy 11 maja na cykliczną imprezę, jakiej z pewnością nie zapomnicie. Te z Was, które są z nami od początku, wiedzą doskonale, że takiej atmosfery nie da się powtórzyć w żadnym innym miejscu. Atrakcje, które kino Helios co miesiąc przygotowuje dla fanek filmów, spodobają się każdej z Was. Nie chodzi tylko o film! Kino Kobiet to coś więcej - atmosfera, luz, relaks i chwile tylko dla nas! Na ekranie tym razem obejrzymy „#WszystkoGra” z doskonałą Kingą Preis - opowieść o poszukiwaniach tego, co w życiu najważniejsze. Której z nas ta tematyka nie jest bliska? Świetnie się bawić zamierzamy już przed projekcją filmu. Jak zawsze, i tym razem zaczynamy na holu kina. Będą konkursy na wesoło, niespodzianki i prezenty, takie jak bony na zakupy w Galerii Pomorskiej, kosmetyki znanych marek i wiele, wiele innych... Przy okazji posłuchamy o trendach w modzie, nowinkach kosmetycznych, i zdrowotnych. Będzie się działo, gwarantujemy! Pamiętajcie - 11 maja, godzina 18.30, bilet za jedyne 23 złote.

11 maja

Koncert bydgoskiego zespołu Jakim cudem to tradycyjne polskie pieśni wspierane przez moc elektronicznych brzmień, silną sekcje i dynamiczne skrzypce, a także chóralne partie całego zespołu. Nie brakuje jednak miejsca na improwizacje czerpiące z jazzu, czy liryczny, balladowy wokal. Zespół otrzymał III Nagrodę oraz Nagrodę Specjalną na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe” oraz I Nagrodę na Festiwalu Grzegorza Ciechowskiego. Jakim cudem tworzą: Joanna Glubiak (perkusja), Anita Sobiechowska (kontrabas, gitara basowa), Kate Nürnberg (instrumenty klawiszowe), Irena Filuś (skrzypce, śpiew), Małgorzata Żurańska-Wilkowska (śpiew). W maju zespół zobaczymy i usłyszmy w sali kinowo-widowiskowej Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy. Zarezerwujcie sobie czas 31 maja, od godziny 20. Bilety są do nabycia w kasie MCK, w przedsprzedaży 15 złotych, w dniu koncertu 20.

31 maja

ZDJĘCIE: materiały prasowe

006270120

TEATRALNY KONTAKT W drugiej połowie miesiąca rozpoczyna się XXIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny Kontakt, przegląd pozwalający widzom poznać europejskich twórców nowej dramaturgii. W tym roku nie zabraknie nazwisk z całego świata. Yana Ross, Pablo Larrain, Thomas Ostermeier to tylko niektóre z nich. Ta edycja szczególnie mocno stawia na relacje i kontakt między zespołami teatralnymi a widownią. Nie bez powodu - w realiach, w których grupy teatralne nieustannie muszą zmagać się z problemami, jedynie widzowie są w stanie pomóc im przetrwać poprzez swoją zaangażowaną postawę. Akcent pada na relacje partnerskie, niepozbawione możliwości stawiania pytań i prowadzenia dialogu. Nazwa festiwalu oddaje więc jego ideę doskonale. Zapraszamy do kontaktu z prawdziwym obliczem teatru. Bilety można już rezerwować i kupować - osobiście lub telefonicznie w Biurze Obsługi Widzów oraz w kasie teatru.

22-28 maja

DLA KAŻDEGO MULTIKINO, BYDGOSZCZ MAJ

maj

WHITNEY HOUSTON SYMFONICZNIE AULA UMK, TORUŃ 26 MAJA, GODZ. 18.00 Trzy lata temu Hania Stach i Jacek Piskorz stworzyli interesujący projekt muzyczny - „Whitney Houston symfonicznie/W hołdzie Whitney Houston”, przypominający przeboje legendarnej gwiazdy. W tym miesiącu będziemy mieli okazję usłyszeć je podczas koncertu z okazji Dnia Matki. 26 maja na scenie artystce będzie towarzyszyć Toruńska Orkiestra Symfoniczna oraz skład: Jacek Piskorz (klawisze), Wiktor Tatarek (gitary), Tomasz Zieliński (bas), Jan Młynarski (perkusja), Jagoda Stach (wokal), Joanna Przybyła (wokal) i Aleksandra Nowak (wokal). Dyrygować będzie Adam Banaszak. Z pewnością możemy spodziewać się takich utworów jak: „How will I know”, „I have nothing”, „Where do broken hearts go”, „All the man that I need”, „I wanna dance with somebody”, „I will always love you”, „My love is your love”.

26 maja

Ten miesiąc w Multikinie rozpocznie się śpiewająco i tanecznie - na ekrany bowiem wejdzie długo oczekiwany polski musical „#WszystkoGra” z Kingą Preis, Stanisławą Celińską i Antonim Pawlickim. Będzie o poszukiwaniu szczęścia, miłości i radości życia - czy można sobie lepiej wyobrazić początek tego wiosennego miesiąca? W maju na fanów filmów o superbohaterach czeka kolejna produkcja Marvela - „Kapitan Ameryka: wojna bohaterów”. Co przyniesie rozdźwięk w drużynie Avengers i jak zakończy się konflikt Kapitana Ameryki i Ironmana? Dowiemy się już 6.05. Dla dzieci natomiast polecamy meksykańską animację o „Dzielnym Kogucie Mańku”, a już od 13.05. przepiękną opowieść o przyjaźni chłopca i orła przedstawioną w filmie „Mój przyjaciel orzeł”. W maju nie zapomnimy również o mamach, które będą obchodziły swoje święto i specjalnie dla nich pokażemy film „Dzień Matki” - uroczą komedię z Jennifer Aniston, Julią Roberts i Kate Hudson. Takiej plejady świetnych aktorek w jednym filmie grzechem byłoby nie obejrzeć. W maju im dalej, tym goręcej i tak też będzie z filmowymi hitami - 27.05. na ekranach zagości film o najbardziej rozpoznawalnych ptakach wszechczasów, czyli „Angry Birds” oraz baśniowa, piękna i magiczna „Alicja po drugiej stronie lustra”.

m a j

TEATR IM. WILAMA HORZYCY, TORUŃ 22-28 MAJA


006243460


jej portret

LEPIEJ BYĆ ŁADNĄ NIŻ MĄDRĄ? IKEA, Google, Tesco, czy McDonald’s to są ważne i zauważalne elementy naszej codzienności, które w dużym stopniu ją kształtują. Chcąc pisać o tu i teraz, nie mogłam ich pominąć. Z piosenkarką Julią Marcell* rozmawia Paulina Błaszkiewicz

„Kiedy byłam małą dziewczynką, modliłam się o urodę. Dzisiaj jestem już pewna, wolę być ładna niż mądra. Na co komu ta mądrość? Tylko się człowiek stresuje. Głupotę ci każdy wybaczy, brzydoty nie daruje” śpiewasz w piosence „Tarantino”. Naprawdę wolisz być ładna niż mądra? Bohaterka mojej piosenki woli (śmiech). Piszesz i śpiewasz też m.in. o tym, że z okładek kobiecych pism przemoc uśmiecha się do nas w bikini. Obserwując to, co się dzieje, trudno się z Tobą nie zgodzić. Kultura dyktuje nam to, jak mamy wyglądać, a my za wszelką cenę dążymy do ideału. Standard piękna kobiecego jest dziś bardzo wyśrubowany. Z okładek magazynów patrzą na mnie bardzo szczupłe, uśmiechnięte kobiety, najczęściej blondynki. Trochę bez wieku, jakby zatrzymane w czasie, o twarzach gładkich i cerach bez skazy. Nie mamy zbyt dużej różnorodności, nie pokazujemy innego oblicza piękna, naturalnego wyglądu. Dominują obrazy perfekcyjne, a z drugiej strony trochę bezosobowe. I myślę, że to jest problem, bo taki standard wpływa na nas wszystkich, dając do zrozumienia, że każdy, kto do niego nie pasuje, nie może być piękny. Prawie nikt nie pasuje. Tak, przecież nawet modelki z tych okładek nie wyglądają w realnym życiu tak, jak na zdjęciach. To są obrazy fałszywe, wyobrażone i dlatego często tak schematycznie przepiękne. Pracuje przy nich sztab ludzi, są trochę

6

miasta kobiet.pl

jak malarstwo. Za dużo pokazujemy tego wykreowanego piękna, a za mało zastanego. Płyta „Proxy” to osiem utworów napisanych przez Ciebie w języku polskim. Na Twojej poprzedniej płycie „Sentiments” utwór „Cincina” był zapowiedzią zmiany, ale przez ostatnich parę lat przyzwyczaiłaś swoich słuchaczy do tego, że piszesz i śpiewasz po angielsku. Ten język jest bardzo melodyjny. Wielu artystów unika pisania w języku polskim, twierdząc, że jest mało przyjazny. Skąd u Ciebie taka zmiana? U mnie to był naturalny proces. Wcześniej podejmowałam próby pisania po polsku, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Czułam, że robię to na siłę, więc zawiesiłam pomysł. Aż naszła mnie najpierw „Cincina”, a teraz cała płyta „Proxy”, którą pokazuję oczami różnych bohaterów. Ta płyta tak naprawdę zdarzyła się sama i mnie również bardzo zaskoczyła. Gdybyśmy miały zakwalifikować Twoje teksty do jakiegoś gatunku, to byłby to raczej społeczno-obyczajowy. Śpiewasz o konsumpcjonizmie, wirtualnym świecie, randkach w McDonaldzie… Tak, jest to płyta bardzo obserwacyjna. Dużo jest tam o miłości i związkach międzyludzkich, ale raczej między wierszami. Na pierwszym planie przebija się nasza codzienność i otaczająca nas rzeczywistość. IKEA, Google, Tesco, czy McDonald’s to są ważne i zauważalne elementy rzeczywistości. W dużym stopniu kształtują współczesność, więc chcąc pisać o tu i teraz, nie mogłam ich pominąć.


Z D J Ę C I E S O N I A S Z O S TA K

jej portret

Korzeń wszystkich moich tekstów to pytanie, kim jestem. Co to znaczy być człowiekiem i co to znaczy kiedyś się skończyć, jak powinnam o tym myśleć? Tak mało wiemy o sobie i stąd rodzą się te twórcze niepokoje. JULIA MARCELL

Pozostając w temacie randek - byłaś na takiej w McDonaldzie? Czy to historia znana od kogoś? Pewnie, że byłam! I to nie na jednej (śmiech). Jedyny plus tych spotkań jest chyba taki, że są lepsze od wirtualnych randek. Powiedziałaś w jednym z wywiadów, że samotność jest plagą naszych czasów… Tak, bo mamy tysiące znajomych, ale nie mamy czasu na spotkania w realu, a przecież tylko w taki sposób budują się prawdziwe więzi. Jak dziewczyna z Berlina odnajduje się w tej polskiej rzeczywistości? Właściwie to jestem dziewczyną z Polski, która jedną nogą mieszka w Berlinie. Od początku mojego mieszkania w Niemczech bardzo dużo w Polsce koncertowałam, więc całkiem naturalnie się tu odnajduję. Czujesz się wolna? Do pewnego stopnia. A co Cię ogranicza? Najbardziej moja własna głowa. „Jestem niespokojna, ciągle się zamartwiam tym, czy będzie wojna, a może mam już raka? Czasem myślę, jak dziwnie być człowiekiem i bać się ducha własnego i nie móc nic”- śpiewasz w piosence „Andrew”. Wiele lat temu Katarzyna Nosowska napisała tekst: „Dorosłość jako początek umierania”. Zgadasz się z tymi słowami?

Motyw przemijania jest mi bliski, zawsze bardzo mnie poruszał i zastanawiał. Mówi się, że w twórczości są tylko dwa tematy - seks i śmierć. Podobno wszystko ostatecznie się do nich sprowadza. To jest dla mnie korzeń wszystkich moich tekstów - pytanie, kim jestem. Co to znaczy być człowiekiem i co to znaczy kiedyś się skończyć, jak powinnam o tym myśleć? Tak mało wiemy o sobie i stąd rodzą się te twórcze niepokoje. Jest coś, za czym tęsknisz? Teraz za chwilą oddechu, ale wiem, że kiedy trasa się skończy, to będę tęskniła za graniem. Chętnie wracasz do dzieciństwa? Moja znajoma z Dworu Artusa w Toruniu powiedziała: Pamiętam Julię jako małą dziewczynkę, która razem z Bartkiem Staszkiewiczem chodziła do jednego ogniska. Po latach Wasze drogi z Bartkiem znowu się zeszły. Tak! I to zupełnie przypadkowo. Bartka spotkałam po latach całkiem niedawno, w trasie z Tworzywem, gdzie grał na klawiszach. Bardzo się cieszę, że przyjął zaproszenie na moją płytę. To fantastyczny muzyk, no i teraz mogę już powiedzieć stary znajomy (śmiech). Jak wspominasz czas spędzony w Toruniu? To chyba przyjazne Ci miasto? Uwielbiam Toruń! Łączy się z nim wiele wspaniałych wspomnień z dzieciństwa. No i to przepiękne miasto, do którego chętnie wracam.CP

*Julia Marcell Naprawdę nazywa się Julia Górniewicz. Jest piosenkarką, pianistką, gitarzystką i kompozytorką, która swoją przygodę z muzyką rozpoczęła dziesięć lat temu w Berlinie. Część dzieciństwa spędziła w Toruniu. Jest laureatką Nagrody Artystycznej Miasta Torunia im. Grzegorza Ciechowskiego z 2011 roku. W tym samym roku została nagrodzona Paszportem „Polityki” w kategorii muzyka popularna. Na swoim muzycznym koncie ma pięć płyt studyjnych. Ostatnia, zatytułowana „Proxy”, ukazała się w marcu tego roku.

miasta kobiet

maj 2016

7


urodziny

2

K O B I E TĄ Z PA S J Ą R O K U 2 0 1 5 / 1 6 Z O S TA Ł A PA N I J A N I N A M I R U Ń C Z Y K Z F U N D A C J I „ Ś W I AT ŁO ”. G R AT U LU J E M Y !

ŚWIĘTO

1

4

5

PA RT N E R Z Y ŚW I Ę TA KO B I E T Z PAS JĄ

KOBIET PASJĄ Z

7

Tego dnia nie brakowało emocji. 17 marca w Wyższej Szkole Bankowej świętowaliśmy trzecie urodziny „Miast Kobiet”. Z tej okazji wręczyliśmy statuetkę Kobiety z Pasją Roku 2015/16 oraz zaprosiliśmy wszystkie uczestniczki na wyjątkowe warsztaty. To był czas inspirujących spotkań i rozmów. Zobaczcie same! ZDJĘCIA: WSB, Łukasz Spanidis/fotografos.pl

6 1. O tym, jak ważna jest profilaktyka zdrowotna, przypomniała Barbara Nawrocka, rzeczniczka K-POW NFZ. 2. Święto Kobiet z Pasją było okazją do spotkań i rozmów z naszymi Czytelniczkami. 3. Przy stoisku Bydgoskiego Centrum Oknologii mogłyśmy nauczyć się, jak prawidłowo badać piersi. 4.  Aleksandra Głowacka poprowadziła warsztaty plastyczne „Obudź w sobie artystkę na wiosnę”. 5. Poznaliśmy wiele odmian dzikich ziół na spotkaniu z Krystyczną Stepczyńską-Szymczak. 6. Uczestniczki warsztatów „Domowe spa” pod okiem Hanny Piechurskiej dowiedziały się, jak stworzyć własne kosmetyki. 7. Chętnych na „Storytelling...” Magdaleny Karpińskiej i Moniki Wirżajtys nie brakowało. 8. Dominika Kiss-Orska podzieliła się z nami swoją pasją do pisania bajek dla dzieci. 9. Justyna Niebieszczańska, Joanna Czerska-Thomas i Monika Buńkowska zarażały pozytywną energią od pierwszych chwil swoich warsztatów.

3

9

8


W maju

e w o całkiem n

produkty

Bydgoszcz, ul. Gdańska 27

pon. - pt. 9.00 - 21.00 sob. 9.00 - 20.00, niedz. 11.00 - 19.00 pon. - sob. 9.00 - 21.00 niedz. 10.00 - 19.00

006274081

Toruń, PDT, Rynek Staromiejski 38

ODZIEŻ SKÓRZANA - KOŻUCHY - KURTKI - OBUWIE - GALANTERIA - ODZIEŻ

Toruń, Atrium Copernicus, ul. Zółkiewskiego 15

Zapraszamy! Dla czytelniczek i czytelników Miasta Kobiet wyjątkowe ceny! 006269592


zdrowie

NIE PRZYJDZIESZ NA WIZYTĘ?

ODWO Ł AJ JĄ! Jesteś zapisany na wizytę do lekarza, ale wiesz już, że nie dasz rady stawić się w wyznaczonym terminie? Poinformuj o tym placówkę medyczną. Wystarczy zadzwonić. Ktoś inny czeka…

W

szystkim pacjentom zależy na łatwym i szybkim dostępie do pomocy medycznej. Jednak często sami zainteresowani zapominają, iż przyczyną ograniczonych możliwości bywa ludzka niefrasobliwość. Z rozmów przedstawicieli Narodowego Funduszu Zdrowia ze placówkami medycznymi wynika, że nagminnym problemem organizacyjnym w takich miejscach jest brak odwoływania wizyt, na które pacjenci się nie stawiają. Dzieje się tak, mimo że odwołanie takiego terminu możliwe jest na wiele sposobów - telefonicznie, osobiście, a niekiedy i SMS-owo lub przez stronę internetową. - Taka informacja, przekazana choćby godzinę przed zaplanowanym terminem, daje innym szansę na skorzystanie z pomocy. Każdy może być w takiej sytuacji - tłumaczy Barbara Nawrocka, rzeczniczka Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia.

LICZBY MÓWIĄ SAME W niektórych poradniach, szczególnie w tych, gdzie czas oczekiwania na przyjęcie do lekarza jest dłuższy, nawet co trzeci pacjent nie zgłasza się na umówioną wizytę. W 2015 roku w Szpitalu Uniwersyteckim im. A. Jurasza anulowano ponad 40 tysięcy z blisko 230 tysięcy zaplanowanych wizyt. Tylko w 11 tys. przypadków stało się to przed termi-

nem. Oznacza to, że jedynie około 27 procent pacjentów powiadomiło placówkę o zmianie planów. Mimo uruchomienia we wrześniu 2015 roku SMS-owych przypomnień o terminach wizyt, analiza porównawcza pierwszego kwartału minionego roku do roku 2016 wykazała, iż brak powiadomień od pacjentów utrzymuje się na podobnym poziomie. Spadła za to liczba anulowanych spotkań - więcej osób stawia się w poradniach w umówionym terminie. Inni świadczeniodawcy podają również, iż najczęściej o braku możliwości pojawienia się na wizycie nie powiadamiają pacjenci, którzy umawiają się z dużym wyprzedzeniem. Wśród przyczyn często po czasie podają nagłe wyjazdy, ważniejsze zobowiązania, korki, brak zasięgu itp. Ułatwiony system kontaktu z placówką nie pomaga.

OBOWIĄZEK Kujawsko-Pomorski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia przypomina, iż pacjent, który nie może stawić się na umówioną wizytę lub zrezygnował ze świadczenia opieki zdrowotnej, zgodnie z art. 20 ust. 1 pkt 9 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (tj. DzU 2015 poz. 581 z późn. zm.), jest obowiązany niezwłocznie powiadomić o tym placówkę medyczną.

NIE PAMIĘ TASZ NUMERU TELEFONU DO PORADNI? Z ADZWOŃ I Z APYTA J 800 007 706 - bezpłatna całodobowa infolinia o liczbie osób oczekujących i średnim czasie oczekiwania na udzielenie świadczeń 801 002 706 - informacja ogólna całodobowa, dla połączeń z telefonów stacjonarnych

PRO MOCJA

006234371

52 555 77 06 - dla połączeń z telefonów komórkowych oraz z zagranicy

10

miasta kobiet.pl


006266415


kontrowersje

ZAMIAST DZIECKA, KOT Co sprawia, że ludzie decydują się na posiadanie dziecka w tym, konkretnym momencie? Wszyscy jednogłośnie odpowiadają, że praca. Nie partner. To korzystny układ finansowy jest dla nas gwarantem bezpieczeństwa, a nie druga osoba. Z psycholożką Magdaleną Szwarc-Gajewską* rozmawia Justyna Król

*Magdalena Szwarc-Gajewska, psycholożka kliniczna i społeczna, pracuje w Poradni Zdrowia Psychicznego MSW w Bydgoszczy, wykłada psychologię społeczną w WSG Bydgoszcz, prowadzi własną praktykę psychologiczną.

12

miasta kobiet.pl


kontrowersje Czy to prawda, że coraz częściej mamy czworonogi zamiast dzieci? Owszem, jest taka tendencja. Spotykam dużo kobiet po trzydziestce, które zamiast dzieci mają koty, psy lub inne pupile. Dzisiaj ostrożnie podejmuje się decyzję o przyjściu na świat małego człowieka i często odsuwa się to w czasie. Z różnych powodów. Jednocześnie usypiając instynkt macierzyński. Nie jest nam po drodze z rolą matki? Wyraźnie wydłużamy sobie tę drogę. Zdaje się, że jesteśmy świadkami kolejnej rewolucji w życiu kobiet. Najpierw była zacięta walka o równouprawnienie, a teraz w jej efekcie jest rezygnacja z dawnych priorytetów. Nastawienie na karierę stało się numerem jeden. Nie mnie oceniać, czy to dobry czy zły kierunek, bo sama byłam i jestem za równouprawnieniem, ale zmiany są zauważalne. Nie znaczy to jednak, że przestaniemy się rozmnażać. Za czym tak gonimy - faktycznie za własnym rozwojem czy jednak za pieniędzmi? Za jednym i drugim po trochu. Sytuacja ekonomiczna w Polsce ma przy tym ogromne znaczenie. Młodych ludzi często nie stać na własne mieszkanie, auto, utrzymanie się z jednej pensji, stąd odsuwanie pojawienia się dziecka. Fakt, dzisiejsza kobieta chce robić karierę i rozwijać się, ale też musi zarabiać, by móc zaciągnąć kredyt ze swym partnerem. Jednak na dłuższą metę instynktu i tak się nie oszuka. Ta potrzeba gdzieś tam jest i prędzej czy później się w nas budzi. Stąd te pieski i kotki, często ubrane i traktowane jak małe dzieci? Tak, ale one nie zastąpią dziecka, mogą jedynie chwilowo zaspokoić potrzebę opiekowania się kimś. Mówienie, że nie usypiamy w ten sposób instynktu, to łagodna ocena sytuacji. Moim zdaniem jest on na siłę tłamszony. Rodzicielstwo schodzi na dalszy plan, by kariera mogła nabrać tempa - to rodzaj presji społecznej. Do niedawna kobiety rodziły pierwsze dziecko najczęściej między 22 a 25 rokiem życia, dziś ta granica przesunęła się pomiędzy 25 a 30, a nawet i dalej. A gdy już dziecko się pojawia, chcemy szybko wrócić do pracy, by nie wypaść z obiegu… Zauważmy przy tym, że nie tylko nasza płeć zmienia podejście do tego tematu. Panowie też inaczej niż kiedyś traktują ojcostwo. Gdy już potomstwo się pojawia, chcą się nim zajmować, poświęcać mu czas. Bywa, że w dużym stopniu przejmują opiekę nad dziećmi, umożliwiając tym samym realizowanie swoich priorytetów matce. Nawet wtedy, gdy już nie są z nią w związku! Przestajemy myśleć, że jesteśmy we wszystkim, co z rodzicielstwem związane, najlepsze? Powoli zaczynamy doceniać tę zmianę w mężczyznach i korzystać z możliwości, które nam to daje. Urlop ojcowski to dziś nie wstyd. Bywa, że mama od razu wraca do pracy, bo na przykład lepiej zarabia i rodzinie się to bardziej kalkuluje. Wówczas tata zajmuje się maluchem przez dłuższy czas. Podejście do instynktu to także kwestia naszego pochodzenia? Owszem, instynkt jest zależny od biologii, hierarchii potrzeb, ale też od wychowania w rodzinie. Jeśli pochodzimy z takiej wielopokoleniowej, nastawionej na dzieci, to i instynkt szybciej się rozwinie. Natomiast jeżeli w naszej rodzinie robiło się kariery, to i instynkt na starcie będzie bardziej uśpiony, nie będzie nam tak zależało, by dziecko pojawiło się szybko, a już na pewno nie więcej niż jedno. Z drugiej strony kobiety wychowane w dużych miastach mają inne potrzeby niż te z mniejszych miejscowości czy z uboższych środowisk. Panie z większych miast dłużej chcą żyć pełnią życia, czerpać z niego garściami. Im instynkt sam o sobie aż tak często nie przypomina. Zwykle robi to otoczenie. Matki i babki… „Masz trzydzieści lat? Czas na ciebie!” - nikt nie chce tego słuchać. Zwłaszcza, że są jednak osoby, które mogą wcale nie chcieć dzieci, mając za to np. rozbudowaną potrzebę samorozwoju, przynależności do grupy, czy potrzeby poznawcze. Ludzie z mniejszych środowisk trzymają się standardów tam panujących oraz często stereotypów - wcześniej mają dzieci i częściej wybierają studia w trybie zaocznym, by jednocześnie poświęcać się rodzinie. Instynkt rodzicielski ma każdy z nas? Instynkt nie jest wrodzony tak do końca. W pełni kształtuje się dopiero w wyniku pojawienia się dziecka. Aby mógł z nas w pełni wypływać, muszą

być spełnione pewne warunki. Moi studenci sprawdzali, co sprawia, że ludzie decydują się na posiadanie dziecka w tym konkretnym momencie. Wszyscy badani jednogłośnie odpowiadali, że muszą mieć pracę. Nie partnera. Czyli to korzystny układ finansowy jest gwarantem bezpieczeństwa, a nie druga osoba. Te bytowe kwestie decydują o wyborze chwili na rodzicielstwo. Dziecko ma wiele potrzeb i jesteśmy tego świadomi. Dawniej mawiano, że lepiej jednemu dziecku stworzyć Amerykę niż dwojgu Wietnam i coś w tym jest. Czyli czekamy na lepsze czasy? W pewnym sensie tak, ale niektórzy skupiają się na gonieniu za dobrami materialnymi zbyt bardzo. U tych osób może nigdy nie nastać właściwy moment. Pytanie brzmi, czy szczęście jest dla nas stanem umysłu czy też stanem posiadania. Czy nie jest też trochę tak, że kobiety boją się, że dzisiejsi mężczyźni nie są dojrzali? Dwadzieścia, trzydzieści lat temu żaden facet nie powiedziałby o sobie, że jeszcze nie dojrzał do dziecka… Dziś to słyszymy i cierpliwie czekamy. Rzeczywiście, chcemy świadomie podchodzić do tematu. Oczekujemy, by mężczyzna był dojrzały, stabilny emocjonalnie, dajemy mu na to czas. A oni nie czują się dojrzali też przez to, że rzadko mogą sprostać historycznemu wzorcowi męża, który zapewnia byt całej rodzinie. Kobiety zaś chcą pracować. Przez to parze trudniej wejść w układ rodzinny, bo w jakimś sensie ktoś się musi poświęcić. I zaczyna się trochę przeciąganie liny. W kwestii samego osiągania dojrzałości przez mężczyzn, nie zaobserwowałam, by ten moment jakoś się przesuwał. Czyli pora oswoić się z tym, że dzieci pojawiają się później? Pamiętając, że także dziadkami będziemy później… Mam nadzieję, że jednak jeszcze wróci taki moment, gdy nie będziemy przekraczać trzydziestki przy pierwszym dziecku, bo to w moim odczuciu niekoniecznie dobry kierunek. Z jednej strony biologicznie i psychologicznie najlepszy wiek na pierwsze potomstwo jest między 28 a 32 rokiem życia. Z drugiej pracujemy coraz dłużej i coraz więcej, często w kilku miejscach naraz, więc nasze organizmy szybciej przestają w tym zabójczym tempie dobrze funkcjonować. Sygnalizują to nadciśnieniem, bólami głowy i innymi objawami stresu. Zaczynamy się szybciej starzeć, czego może nawet nie być widać, bo dbamy o swój wygląd. Jeśli jednak w środku się sypiemy, to z zajściem w ciążę i jej pozytywnym przebiegiem może być różnie. Przez to dokręcanie śruby dzisiejsi mężczyźni przechodzą przez kryzys impotencji w wieku trzydziestu paru lat! To także efekt stresu. W rezultacie późne rodzicielstwo przy takim trybie życia często po prostu nie jest możliwe. Pamiętajmy też, że u nas około 50. zaczyna się klimakterium i wahania hormonów, a i mężczyźni, choć nie muszą rodzić dzieci, muszą być jednak wydolni jako ojcowie. Dziecko trzeba nie tylko począć i urodzić, ale potem jeszcze wychować, wprowadzić w życie. Jest wiele kobiet po trzydziestce, które są singielkami… Co wtedy z instynktem? Wiele z nich w pogoni o karierze zapomniało o budowaniu relacji z drugim człowiekiem, a teraz nie widzi takiej szansy. Znam takie, które poddały się inseminacji, bo partner nie jest im niezbędny, ale dziecko tak. Czy staranie się o dziecko w takiej sytuacji nie jest trochę egoistyczne? Pewnie jest. Zawsze trochę jest, bo posiadanie potomstwa to też zabezpieczanie swojej przyszłości. Nikt nie chce na starość zostać sam. Szczególnie silnie czują to jedynacy, którzy zwykle na tym etapie myślą już też o swych dzieciach i ich przyszłości, przez co od razu planują mieć więcej niż jedno. Jak więc rozpoznać odpowiedni moment na dziecko? To oczywiście sprawa bardzo indywidualna. Na pewno biorąc pod uwagę to, o czym już wspomniałam, ale też obserwując sam związek. Sygnałem może być choćby to, że dobrze się czuję, rozkwitam przy swoim partnerze. Babcie mawiały, że dziecko powinno być owocem szczęścia i ja się z tym zgadzam.CP

[ napisz do autora: j.k rol@expressmedia.pl ] miasta kobiet

maj 2016

13


zdrowie

GINEKOLOGIA ESTETYCZNA TO NIE FANABERIA Mogą być źródłem zaburzeń psychicznych, zaniżają samoocenę kobiet i deformują szeroko pojęte zdrowie seksualne. A jak wiemy, zdrowie wg WHO to nie tylko nieobecność choroby, ale także dążenie do dobrostanu psychicznego.

dr n. med. Bartłomiej Wolski* Skąd pomysł, by zajmować się m.in. ginekologią estetyczną? Zmienia się zapotrzebowanie na usługi w gabinetach ginekologicznych? Przede wszystkim zmieniła się świadomość kobiet odnośnie estetyki i możliwości autokreacji własnego ciała. A my z Maćkiem Socha, cóż…wsłuchując się w te czasami jeszcze nieśmiałe prośby pacjentek, po prostu staramy się je spełniać (śmiech). Coraz częściej, gdy pacjentka przychodzi do gabinetu ginekologicznego, oczekuje od nas holistycznego zaangażowania w rozwiązanie danego problemu. Szczególnie dotyczy to dobrze zaplanowanej opieki okołoporodowej oraz postępowania z defektami poporodowymi, a to już jest domena ginekologii estetycznej. Z moich obserwacji wynika, że przynajmniej 1/3 pacjentek jeszcze po roku od porodu odczuwa dolegliwości związane ze zmianą anatomii krocza. To bardzo dużo. Myślę, że tak naprawdę z takich powodów cierpi znacznie więcej kobiet. Jak oceniono w ostatnich badaniach, mniej niż połowa z nich dzieli się swoimi wątpliwościami z lekarzem. Od tego, dlaczego tak się dzieje, powinniśmy w zasadzie rozpocząć naszą rozmowę. Uważam, że ginekolodzy mają tutaj ogromne pole do popisu. Mogą już na pierwszej wizycie zaproponować pacjentce plan ginekologiczno-estetyczny. Rozmowa na temat oczekiwań i obaw pacjentki powinna odbyć się jeszcze przed jej zajściem w ciążę. Dzięki temu można w porę zapobiec wielu nieprzyjemnym konsekwencjom. Jakie to mogą być konsekwencje? Najczęstsze to zespół luźnej pochwy lub zbyt szerokiego wejścia do pochwy, problemy z anorgazmią, blizny po nacięciach krocza i wiążąca się z tym dyspareunia, czyli bolesne współżycie, czasami nietrzymanie moczu. Bardzo często spotykam też defekty kosmetyczne, powstałe po uszkodzeniach warg sromowych mniejszych, po nieprawidłowej technice szycia lub zaburzeniach gojenia - szczególnie blizn po cięciu cesarskim. Wszystkie te konsekwencje porodu wpływają na jakość życia obojga partnerów.

14

miasta kobiet.pl

Aż tak źle przeprowadza się porody? Czasem na siłę kontynuuje się poród pochwowy w imię prymatu naturalności lub prowadzi tzw. próbę porodu bez wcześniejszego, rzetelnego prognozowania możliwości przeprowadzenia go drogami natury. W Polsce podczas porodów nadal często wykonuje się niepotrzebne nacięcia, chociaż dawno już udowodniono, że takie postępowanie nie chroni kobiety przed poważnymi urazami krocza i odbytnicy oraz nie zapobiega nietrzymaniu moczu i obniżeniu narządu rodnego w przyszłości. To jest zatrważające. Zdarza się też, że rutynowe nacięcia krocza wykonywane są w nieprawidłowym miejscu, złą techniką. Następnie zszywają je najmłodsi, niekoniecznie doświadczeni lekarze. Pacjentka wychodzi do domu i po jakimś czasie wraca do ginekologa po pomoc, ale pewnych zmian nie da się już naprawić w stu procentach. Możemy zaproponować różne rozwiązania, jednak ginekologia estetyczna nie jest lekarstwem na wszystkie defekty. Myślę, że jakieś 10-15 proc. tych kobiet zostaje bez możliwości realnej pomocy. I tak jak wspomniałem, ten przyszły dramat zaczyna się już od braku rozmowy z kobietą przed planowaniem ciąży i w jej trakcie, a finał rozgrywa się na sali porodowej. Tam liczy się przede wszystkim to, by urodziło się zdrowe dziecko. Rzadko zastanawiamy się nad tym, czy nasze działania, podejmowane na sali porodowej, będą miały negatywne konsekwencje dla pacjentki przyszłości. I dla całej jej rodziny. Od tego rozpadają się też związki. Dokładnie tak się dzieje. Czasem trafiają do mnie kobiety po dramatycznie przebytych porodach. Współżycie w ich związkach już nie istnieje, bo wiąże się z ogromnym bólem albo wstydem nie do przełamania. Staramy się pomóc, ale zdobycze ginekologii estetycznej nie są odpowiedzią na wszystkie zaburzenia, ponieważ powrót ładu anatomicznego nie gwarantuje powrotu ładu funkcjonalnego. Dochodzi do tego jeszcze trauma po porodzie, brak akceptacji siebie. Dlatego tak ważna jest kompleksowa opieka już wcześniej, rozmowa na temat przygotowań, planu porodu, potrzeby nacięć krocza, postępowania z blizną. Omawiamy także kwestie współżycia w ciąży i oczekiwania pacjentek w tym zakresie po ciąży. Te kwestie są niezmiernie istotne dla obojga rodziców.

Partnerzy biorą udział w tych rozmowach? Zazwyczaj pierwsza rozmowa odbywa się tylko z pacjentką - tak, by nie zakłócać intymności i swobody. Często właśnie przy takim spotkaniu okazuje się, że istnieje problem z brakiem akceptacji i zrozumienia przez tę drugą osobę. Mężczyźni nie rozumieją problemów swoich partnerek? Smutne… To oczywiście zależy od charakteru związku, od sposobu komunikacji pary. Mężczyźni mogą czasem nie rozumieć swoich partnerek, ale trudno też się dziwić…Osoby niezwiązane z medycyną mają prawo nie wiedzieć, jakie mechanizmy grają tutaj rolę. Bardziej smutne jest to, że brak zrozumienia dotyczy także lekarzy, o zgrozo, również ginekologów. Niedawno sam usłyszałem od jednego z kolegów, że kobieta decydując się na zajście w ciążę świadomie podejmuje ryzyko i musi liczyć się z konsekwencjami. Jeżeli chce mieć dziecko, to powinna pogodzić się z tym, że może później mieć problemy ze współżyciem, z estetyką krocza czy z innymi rzeczami. Myślę, że współczesna kobieta wcale nie musi się na to godzić. Pamiętam, że poświęciliśmy z Maćkiem mnóstwo czasu na dyskusje o tym, co warto i co trzeba zmienić w położnictwie i ginekologii. Niezbyt to wszystko zachęcające do zajścia w ciążę… Na szczęście wcale nie musi tak być! Ale jeśli już się tak zdarzy, to my w klinice LEKARZE Mostowa4, obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by pacjentkom pomóc. W tej pracy chodzi przede wszystkim o to, by wsłuchać się w potrzeby pacjentki i stworzyć jej komfort profesjonalnej porady. Kobieta musi wiedzieć, że powstania pewnych defektów da się uniknąć, inne można skutecznie naprawić, a jeszcze innych nie trzeba lub nawet nie powinno się korygować, bo „przeszkadzają” one tylko lekarzowi. Ginekologia estetyczna jest jednym z narzędzi umożliwiających taką kompleksową opiekę. Na Mostowej skupiamy się głównie na możliwościach ambulatoryjnych, czyli na tej najszybszej i jednocześnie najbardziej efektywnej formie pomocy. Są to m.in. zabiegi mezoterapii, laseroterapii, wypełniacze, radiofrekwencja, lifting krocza w znieczuleniu miejscowym. Możemy wykorzystywać do tego większość substancji lub nici, które są używane na przykład w chirurgii plastycznej przy korektach twarzy. Mamy ogromne możliwości. Jesteśmy w stanie zaproponować konkretny plan działania, który ma zdecydowanie więcej wspólnego z niezbędną pomocą niż z czymś, co wielu nazywa fanaberią!@


zdrowie

z faktycznymi problemami zdrowotnymi… i cierpią, mimo że można im pomóc.

dr n. med. Maciej W. Socha* Badania wskazują, że bardzo dużo kobiet ma kompleksy z powodu wyglądu swoich narządów płciowych… Tak, od 15 do 20 procent. Co piąta kobieta, uważa że jej zewnętrzne narządy płciowe wyglądają źle lub że powinny wyglądać inaczej. Przy czym nie wiem, czy czytaliśmy to samo badanie naukowe, ale w tym, które ja analizowałem, wspominano, że dzieje się tak wcale nie z powodu porównań z innymi kobietami lub złej oceny przez partnera seksualnego. Wcześniej wydawało mi się, że to działa tak jak u facetów, którzy mierzą się z tym, co widzą na przykład w filmach pornograficznych. Okazuje się jednak, że u kobiet ma to często związek z niską samooceną lub problemami w związku. Czasem więc, gdy w gabinecie wytłumaczymy pacjentce, że jej krocze wygląda normalnie i potwierdzimy jego prawidłowe funkcjonowanie, to ona zmienia zdanie. Oczywiście są też osoby, które przychodzą i mówią: „Poproszę jakiś zabieg z ginekologii estetycznej. Nie wiem jeszcze co, ale wszyscy z tego korzystają, więc ja też chcę”. Czyli robi się z tego też trend, taka moda. Tak, nawet bardzo popularny trend, ale nie ma co do tego reguły. Podam inny przykład, jednej z moich pacjentek - młodej dziewczyny, studentki, która wymagała operacji z powodu torbieli gruczołu przedsionkowego. Dodatkowo miała bardzo mocno powiększoną jedną z warg sromowych mniejszych. To już nie jest jedynie kwestia estetyki, ale problem zdrowotny. Doprowadza to do urazów, otarć nawet od noszonej bielizny, przewlekłych stanów zapalnych i oczywiście problemów przy współżyciu. Zapytałem, czy jej to nie przeszkadza. Odpowiedziała: „Tak, ale co mogę zrobić? Dopiero zbieram pieniądze na operację”. Pomyślałem wtedy, że przecież nie można jej tak zostawić. To jest schorzenie, które trzeba zoperować w ramach finansowania przez NFZ. Przy okazji usunięcia torbieli, zmniejszyłem jej tę wargę sromową wiedząc, że będzie to dla niej ogromna zmiana. I faktycznie, była. Są więc też i takie pacjentki, które po cichu żyją

Korekta warg sromowych to najczęściej wykonywany tego typu zabieg? Tak, to tzw. labioplastyka. Ciekawe jest to, że do popularyzacji tych zabiegów doszło poniekąd przez zmiany, jakie dokonują się w naszych czasach. Często kobiety odchudzając się tracą tkankę tłuszczową również z warg sromowych większych i ze wzgórka łonowego. Z kolei wargi sromowe mniejsze zaczynają bardziej wystawać. Niektórym pacjentkom to przeszkadza. Mówią, że mają zwiotczałe krocze, źle się z tym czują. Chcą przywrócenia dawnego obrazu tych okolic. Mamy na to sposoby - możemy zastosować wypełniacze, czyli kwas hialuronowy, który nada tym miejscom inny kształt oraz dokonać korekty warg sromowych mniejszych, laserowo lub chirurgicznie. Często traktuje się to jak fanaberię? Być może, ale nasza praca uczy pokory. Pamiętam, jak Bartek Wolski zaproponował, żebyśmy zaczęli zajmować się tym profesjonalnie. Zastanawiałem się wtedy, czy to faktycznie potrzebne. Teraz już inaczej do tego podchodzę, bo widzę, jak te zabiegi potrafią poprawić jakość życia kobiet. Ostatnio jednej z pacjentek, przy okazji poważnej operacji ginekologicznej, usunęliśmy wystające znamię z okolicy narządów płciowych, a ona dzięki temu poczuła się jak nowo narodzona. Wcześniej nie wspominała o tym, jak duży był to dla niej problem! Gdyby miała je na twarzy czy ręku, to nikt nie nazywałby tego fanaberią. Poza tym, nie zawsze chodzi jedynie o estetykę. Dużo kobiet trafia do gabinetu na przykład z powodu przewlekłych infekcji ginekologicznych lub innych dolegliwości, które znikają wraz poprawą wyglądu krocza, choćby za sprawą zwężenia wejścia do pochwy. Czasem dzieje się to w ramach ginekologii estetycznej, a czasem to już ginekologia plastyczna i rekonstrukcyjna. Jaka jest różnica? To taka kalka z chirurgii plastycznej. W ginekologii estetycznej chodzi raczej o małoinwazyjne zabiegi laserowe lub iniekcje. W ginekologii plastycznej inwazyjność procedur jest już większa. Poprawiamy zewnętrzne narządy płciowe, zwężamy przedsionek pochwy, implantujemy nici i odsysamy tłuszcz. Z kolei w bliskiej mojej codzienności ginekologii rekonstrukcyjnej zmieniamy całość, najczęściej w ramach dużych, skomplikowanych operacji uroginekologicznych. Rekonstruujemy dno miednicy mniejszej, zmieniamy kształt pochwy i położenie macicy, dokonujemy repozycji pęcherza moczowe-

A często nie jest? Ogromnie często! 30 procent kobiet po trzydziestym roku życia ma zaburzenia statyki narządów miednicy i do tego nietrzymanie moczu lub stolca. Wśród 50-latek to prawie 80 procent. Nadal się bagatelizuje ten powszechny problem, bo tak to funkcjonuje w świadomości ludzi. Dla mnie nie do przyjęcia są na przykład te wszystkie reklamy pachnących pieluchomajtek z przekazem, że rozwiązaniem dla nietrzymania moczu jest ich noszenie. To jakiś koszmarny i nieprawdziwy komunikat! Mało tego, kobiety słyszą też podobne rzeczy w gabinetach lekarskich. Tak nie powinno być, skoro mamy możliwości, by realnie pomagać! Słyszałam, że nietrzymanie moczu można też leczyć laserem. Generalnie tak, jeśli wynika to tylko z przejściowych zaburzeń anatomicznych, spowodowanych zaburzeniami hormonalnymi lub porodem. W większości przypadków jednak, kiedy uszkodzone są struktury anatomiczne, to konieczna jest większa ingerencja. Przede wszystkim laser jest świetnym rozwiązaniem dla rejuwenacji pochwy, czyli odmładzania. To też ogromne wsparcie dermatologii i wenerologii, bo pozwala z narządów płciowych usuwać znamiona lub kłykciny kończyste, powstałe w wyniku zarażeniu wirusem brodawczaka HPV. I sukces gwarantowany. Dla mnie największym sukcesem są zadowolone pacjentki. Kiedyś jedna z nich zdecydowała się po porodzie być moim „królikiem doświadczalnym”, kiedy testowaliśmy jeden z laserów na Mostowej. Poprosiłem ją o informację zwrotną, czy coś się zmieniło. Nie odzywała się jakiś czas, byłem więc załamany, ale w końcu dostałem SMS-a, że już po tygodniu było lepiej, a po miesiącu nawet partner zauważył różnicę. Jestem bardzo szczęśliwy, że widzą poprawę. Pozdrawiam Pani Aniu, pewnie Pani to czyta (śmiech).CP

*Maciej Socha i Bartłomiej Wolski przyjaźnią się od prawie piętnastu lat. Od ponad roku prowadzą prywatną klinikę LEKARZE Mostowa4. Obaj są specjalistami położnictwa i ginekologii oraz doktorami medycyny w dziedzinie perinatologii. Dr Socha dodatkowo jest specjalistą ginekologii onkologicznej oraz andrologiem. W klinice na Mostowej zajmuje się głównie perinatologią i rozrodczością. Jest szczęśliwym wujkiem 9-miesięcznego Władka, którym w ciąży opiekował się dr Bartłomiej Wolski. Dr Wolski dodatkowo ukończył szkolenie specjalizacyjne w dziedzinie seksuologii. W klinice LEKARZE zajmuje się głównie położnictwem, ginekologią i seksuologią. Niedługo zostanie ponownie ojcem, a ciążę jego małżonki prowadzi dr Maciej Socha. Obaj wraz z dermatologiem dr Jolantą Maciejewską przeprowadzają zabiegi z zakresu ginekologii plastycznej, rekonstrukcyjnej i estetycznej. miasta kobiet

maj 2016

15

016190974

Z lekarzami z kliniki LEKARZE Mostowa4 rozmawia Lucyna Tataruch

go i odbytnicy, tak by w końcu wszystko było na swoim miejscu.

PROM OCJA

Nasza praca uczy pokory. Gdy Bartek Wolski zaproponował, żebyśmy zaczęli zajmować się profesjonalnie ginekologią estetyczną, to zastanawiałem się, czy to faktycznie potrzebne. Teraz już inaczej do tego podchodzę, bo widzę, jak te zabiegi potrafią poprawić jakość życia kobiet.


kobieca perspektywa

PRODUKUJĄC KOBIECOŚĆ

NA ZDJĘCIU OD LEWEJ: WIESŁAWA PIONKE, ALEKSANDRA MARCINIAK, WIOLETTA OLEKSY, BARBARA JAROCKA

Pierwsze skojarzenie jest takie, że robimy wkładki do powiększania biustu. Jak tłumaczę, że to protezy dla kobiet, którym usunięto pierś, to ton rozmowy zawsze się zmienia… TEKST: Dominika Kucharska ZDJĘCIA: Tomasz Czachorowski

B

ydgoskie Śródmieście w wiosenne południe. Brama obok dużej, zawsze zatłoczonej przychodni prowadzi na obszerne podwórko. Betonowy plac do rozładunku i załadunku, z każdej strony otoczony ścianami kamienic. Na jednej z nich wisi niebieski szyld firmy Cezal. Za znajdującymi się pod nim drzwiami praca wre. Na ostatnim piętrze kamienicy przy ulicy Kwiatowej, bo tam właśnie trafiłam, cztery kobiety, jak co dzień przycinają, wypełniają, obciążają, pakują. Produkcja, jakich wiele? Nie do końca. To jedyny taki zakład w Polsce, a jego pracowniczki zgodnie mówią - mamy misję. Spod ich rąk codziennie wychodzi kilkadziesiąt protez piersi dla kobiet po mastektomii. Zamówienia do tego niepozornego na pierwszy rzut oka zakładu przychodzą z całego świata.

TO, CO ROBIĘ, MA ZNACZENIE - Ktoś mógłby powiedzieć, że nasza praca opiera się na nieszczęściu innych, ale my to widzimy inaczej - mówi Basia Jarocka, energiczna brunetka. W lipcu jej minie dokładnie siedem lat w tym miejscu. - Stałam kiedyś w przychodni i widziałam kobietę bez jednej piersi. Wtedy pomyślałam, że to, co robię, ma duże znaczenie. Protezy pomagają innym kobietom i ta myśl rodzi dumę. Wiem, że możemy poprawić komfort ich życia, dodać im pewności siebie i odrobiny normalności po tak ciężkich przeżyciach… Często rozmawiamy o tym z dziewczynami, bo to jednak kobiecy temat. Wiadomo, że każda z nas boi się raka, a chcąc nie chcąc przypominamy sobie o tej chorobie codziennie. Jak na zakładową weterankę przystało, oprowadza mnie po przestronnej, choć nieprzesadnych rozmiarów hali. Idziemy od pierwszego do końcowego punktu produkcji. Praca zaczyna się tu o 7 rano. Na począ-

16

miasta kobiet.pl

tek nalewany jest żel. Potem 45 minut mieszania, wylewanie, zgrzewanie i dwie godziny w piecu w temperaturze 80 stopni Celsjusza. To telegraficzne uproszczenie, bez szczegółowego odmierzania parametrów i tym podobnych zadań, których trzeba pilnować, jak w laboratorium. Końcówka jest najtrudniejsza. Każdą, jeszcze ciepłą protezę należy dobrze obciążyć. Potem ręcznie obciąć zbędną folię. Od precyzji czterech kobiet zależy efekt końcowy. Tempo bywa zawrotne, rozpoczęty proces musi być zakończony, nie można zostawić niczego na następny dzień. - Co się zmieniło przez te 7 lat? - pytam. - Rozmiary protez - odpowiada pani Basia, wskazując na metalowe formy, leżące na regale i wyglądające jak części zbroi. - Doszły większe i to na nie jest zdecydowanie większe zapotrzebowanie - wyjaśnia. W eleganckich pudełkach do wysyłki czekają protezy w różnych kolorach skóry, bo zamówienia pochodzą nie tylko z Europy, ale i z Chin czy Meksyku. Są też takie przezroczyste na basen, z sylikonu, który się nie odbarwia. Nieśmiało pytam, czy mogę wziąć jedną do ręki. Obchodzę się z nią jak z niemowlęciem. Proteza jest leciutka, miękka, bardzo delikatna.

NAMIASTKA NORMALNOŚCI Od weteranki przechodzę do najmłodszej stażem na tym piętrze. - Najmłodsza stażem, ale najwyższa z ekipy - żartuje Wioletta Oleksy. Z zawodu technik chemik. Dopiero od chwili, gdy tu trafiła, ma szansę wykorzystywać specjalistyczną wiedzę zdobytą w szkole. Wcześniej przez kilkanaście lat pracowała jako ekspedientka w sklepie. - To mój mały sukces, bo nie myślałam, że jeszcze kiedyś będę mogła pracować w wyuczonym zawodzie. A poza tym fajnie jest móc powiedzieć znajomym, że robi się


006290091


kobieca perspektywa cze bardziej pamiętać o profilaktyce i nakłaniać do tego bliskich. Każda z pracujących tu pań ma swoją własną receptę na odcięcie się od powracających myśli o tym, że tyle kobiet cierpi. - Dla mnie to czas, który po pracy spędzam z synem. To przypomina mi, że w życiu nie o to chodzi, żeby się zamartwiać, a cieszyć się każdą chwilą - mówi pani Wiesia.

Podczas pracy mówimy z dziewczynami - namacajmy się tych protez, nadotykajmy do woli, ale obyśmy nigdy nie musiały ich używać. WIOLETTA OLEKSY

coś dla innych kobiet. Oczywiście pierwsze skojarzenie jest takie, że robimy wkładki do powiększania biustu. Jak tłumaczę, że to protezy dla kobiet, którym usunięto pierś, to ton rozmowy zawsze się zmienia. Praca z taką misją buduje, dowartościowuje, bo mamy konkretny cel i to jaki - kobiety kobietom. Cieszą się, gdy trafia do nich większe zamówienie - bo firma zyska. Jednak zawsze po chwili nadciąga ta sama refleksja. Proteza to nie coś, co kupuje się dla przyjemności. Większe zamówienie - równa się więcej cierpiących kobiet. - Chciałabym, żeby wszystkie panie po mastektomii miały możliwość odbudowania w jakiś sposób piersi. Proteza nigdy w pełni jej nie zastąpi, ale daje namiastkę normalności - mówi pani Wioletta. - Moją ciocię rak zmusił do mastektomii. Sam nowotwór to klęska dla zdrowia, a do tego jeszcze to… Pamiętam, że ciocia na początku nie chciała się z nikim spotykać, jak ognia unikała wyjść. Proteza bardzo jej pomaga. Bez skrępowania znów widuje się z ludźmi. Podczas pracy mówimy z dziewczynami - namacajmy się tych protez, nadotykajmy do woli, ale obyśmy nigdy nie musiały ich używać. Najczęściej życzymy sobie po prostu zdrowia.

ANI JEDNEGO ZADZIORKA Za regałami, pod oknem wychodzącym na podwórko, siedzi Wiesława Pionke - specjalistka od wycinanek. To jej palce skrupulatnie badają każdy milimetr krawędzi nowej protezy. - Nie może być ani jednego zadziorka, bo mógłby obcierać skórę - wyjaśnia. Na jej stół trafiają wszystkie wyprodukowane protezy. Przyglądam się, jak pani Wiesia sprawnym ruchem nożyczek przycina folię. - Taka mała manufaktura - śmieje się. - Staram się dopieścić każdą protezę. Traktuje je jak części ciała, którymi w pewnym sensie się stają. Serca do tego zajęcia jej nie brakuje. Zna kobiety, które musiały stanąć do walki z rakiem. - Wśród nich są te, które noszą protezy i to daje mi ogromną satysfakcję, ale znałam także takie, które tę walkę przegrały, a to już przywołuje złe myśli - przyznaje. - Z drugiej strony, to dla mnie i innych przestroga oraz motywacja, aby jesz-

18

miasta kobiet.pl

NIE BYLE CO Czwarta z załogi to Ola Marciniak, dziarska, konkretna babka, która czuwa nad najgłośniejszym odcinkiem produkcji. Aby porozmawiać, przed hałasem uciekamy do innej części hali. Opowiada, że zanim dotrze do pracy z Barcina, w którym mieszka, musi pokonać przeszło 40 kilometrów. - Nie męczy to pani? - pytam. - Dla mnie to nie problem. Zresztą, to najlżejsza ze wszystkich prac, które do tej pory wykonywałam. A przede wszystkich całkiem inne zajęcie, można nawet powiedzieć, że szlachetne. Pani Ola 20 lat przepracowała w Stomilu w Łabiszynie. Był więc i wielki wysiłek fizyczny, i robota na trzy zmiany. Potem trafiła do sklepów mięsnych, a od roku pracuje w bydgoskim Cezalu. - Jestem po szkole chemicznej, a tu mam namiastkę laboratorium - mówi. Rosnące zapotrzebowanie na protezy? Ucieka myślami od tego. - Przynajmniej się staram… Jakbym przez te osiem godzin pracy myślała tylko o raku i mastektomii, to bym zwariowała. Skupiam się na rutynie. O chorobach słyszy się co chwilę. Nieraz moje koleżanki żartują, że jakby co, to im przynajmniej zrobię protezę. Ale to śmiech przez łzy, sposób na oswojenie strasznej wizji, której ziszczenia nie chce żadna kobieta. Po pracy pani Ola znów pędzi na tramwaj, a potem na bus. W rodzinnym Barcinie robi zakupy, obiad na jutro. - I jakoś te dni mijają. W końcu na tym polega życie, żeby pracować. A jak się jeszcze robi nie byle co, to wszystko jest tak, jak być powinno - dodaje.CP [ napisz do autora: d.kucharsk a@expressmedia.pl ]


MAMY POMYSŁ NA TWÓJ BIZNES Otwórz własną szkołę

W związku z dynamicznym rozwojem sieci franczyzowej szkół języka angielskiego metodą Helen Doron na rynku polskim poszukujemy nowych, zdecydowanych na wspólny sukces, przedsiębiorczych osób. Chcesz dołączyć do największej sieci szkół języka angielskiego, a może szukasz pomysłu na swój pierwszy biznes? Czekamy właśnie na Ciebie!

Kontakt: fbbydgoszcz@helendoron.pl 006306762

w Żninie ul. Plac Wolności 13 tel. (52) 302 04 50 pn.-nd. 8-22

ul.Kossaka 23 tel. 515 979 046 pn.-nd. 8 – 21

006031107

006305520

Wolne lokalizacje: Toruń, Włocławek, Solec Kujawski, Inowrocław, Świecie, Grudziądz, Chełmża, Żnin, Chełmno


rodzina

JESTEM DRUGĄ MAMĄ Najgorszą rzeczą, jaką może usłyszeć dziecko, jest to, że ktoś je porzucił. Nigdy nie wolno mu mówić: „Tamta pani cię nie chciała i dlatego ja cię wzięłam”. Z Lucyną Kowalską* rozmawia Jan Oleksy ZDJĘCIE: Jacek Smarz To była dla Ciebie trudna decyzja? W jakim znaczeniu? Wziąć odpowiedzialność za małego człowieka… Trzeba pewnie mieć do tego jakieś szczególne predyspozycje… Te predyspozycje oceniono w ośrodku adopcyjnym. W jaki sposób? Przez cały rok, mniej więcej raz w miesiącu, chodziłam na spotkania z pracownikami ośrodka adopcyjnego, psychologami, pedagogami. Przeczytałam zalecane książki i materiały pokazujące różne oblicza adopcji. Panie w ośrodku obserwują, pytają o wiele rzeczy - o motywy, o podejście do dzieci, z jakiej rodziny się pochodzi, jakie wartości się wyznaje. Na tej podstawie oceniają, czy ktoś się nadaje na rodzica, czy nie - szczególnie ktoś taki jak ja, chcący wychowywać w pojedynkę. Zdałam odpowiednie testy psychologiczne. Dla mnie to nie była trudna decyzja. Miałaś tak silną potrzebę macierzyństwa? Życie nie zawsze układa się tak, jakby się chciało… Miałam prawie czterdzieści lat i wszystko mogłam, a nic nie musiałam. To jest nudne - przychodzić do domu i nic nie musieć robić. Nie ma się żadnych obowiązków! Żadnych. W takiej sytuacji możesz jechać gdzie chcesz, możesz w ciągu jednego dnia wydać całą pensję, możesz zamknąć dom w piątek po południu i wrócić w niedzielę wieczorem. I nic się nie stanie. A w życiu nie o to chodzi. Trzeba coś po sobie pozostawić. To były Twoje motywy? Dojrzewałam do tej decyzji. Słyszałam od znajomych o dwóch przypadkach, kiedy kobiety same adoptowały dzieci. Znam też takie rodziny osobiście. Ośmielało mnie to. W moim przypadku trudno powiedzieć o jednym motywie, był ich cały szereg. Chęć spełnienia się w macierzyństwie jest jednym z nich, bardzo ważnym. Czułam też potrzebę, żeby robić coś oprócz pracy zawodowej. Chciałam, by moje życie miało sens. Poszukiwałam różnych zajęć, zaczęłam podróżować. Ale nie wystarczało mi to. Czułaś brak celu w życiu?

20

miasta kobiet.pl

To nawet nie jest brak celu, bo cel zawsze można sobie wymyślić. Raczej potrzeba wyeliminowania poczucia bezsensu. Dla mnie życie nie jest pełne, jeśli nic nikomu z siebie nie daję… A potrzeba bliskości drugiej osoby? To też był Twój powód? Nie, od dziecka nie oczekuję, że zaspokoi potrzebę bliskości w takim znaczeniu, w jakim dorośli to rozumieją. Bardziej chodzi o potrzebę zapewnienie komuś bezpieczeństwa, opieki, miłości. Dziecko potrzebuje bliskości, ale nie może być lekarstwem na jej brak, na nieudane życie. Chciałaś się kimś opiekować, po prostu być mamą, kimś najważniejszym dla tej małej istotki? Zaraz się wzruszę… Tak… Teraz czujesz pełnię szczęścia? Regularnie odwiedzam ośrodek. Opowiadam o tym, jaki moja córka ma fajny charakter, jakim jest radosnym i ciekawym świata dzieckiem. Panie z ośrodka mówią, że nie wszystko jest kwestią charakteru… To też moja zasługa. Chyba jestem fajną mamą. Szczęśliwą - na pewno. A nie miałaś obawy w związku z tym, że bierzesz kogoś nieznanego? Mówi się, że jednak pewne cechy charakteru przekazuje się w genach… Jak rodzisz własne dziecko, to też nie wiesz, jakie geny zostały mu przekazane. A wiesz, na kogo je wychowasz? Wiesz, w jakie towarzystwo wpadnie? Nie wiesz tego. Zawsze może ułożyć się z tego taka mieszanka… wybuchowa. Dlatego w ogóle o tym nie myślałam. Chciałaś, żeby to była córka czy syn? Starałam się o adopcję jako samotna matka, więc ze względu na bezpośredni brak wzorców męskich, chłopiec nie był brany pod uwagę. Tak przynajmniej to tłumaczyły panie z ośrodka. Biorąc Olę, nic o niej nie wiedziałaś? Gdy ją poznałam - dla mnie to odpowiednik urodzenia - miała trochę mniej niż trzy miesiące. Przebywała w dobrej rodzinie zastępczej już od trzeciej doby swojego życia. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że czekam na dziecko, a potem coś mi nie pasuje, bo ma niebieskie oczy


rodzina zamiast czarnych! Nie miałam takiego problemu, aczkolwiek nie było też wybuchu nagłej miłości macierzyńskiej. Panie z ośrodka mnie uspokajały, że proces, gdy opieka przeradza się w miłość, bywa długi… Ja już po drugiej wizycie zaczęłam tęsknić. Przywiozłaś ją do domu, położyłaś w łóżeczku, usiadłaś i wpatrywałaś się w nią? Mała była przyzwyczajona do tego, że gdy kładło się ją do łóżeczka, to spokojnie zasypiała. Miała trzy miesiące. Tego dnia była u mnie znajoma, siedziałyśmy w kuchni. Otworzyłam wino, ale ze strachu nie wypiłam nawet kieliszka, bo jakby się coś stało, to przecież musiałabym prowadzić samochód. Dobrze pamiętam, jak znajoma nagle powiedziała: „Ty, Luca, ale ona się tu rano obudzi i już zawsze będzie z tobą”… Co było dalej? Urlop macierzyński? Kobietom adoptującym dziecko do siódmego roku życia przysługuje normalny urlop macierzyński. Ja też z tego skorzystałam, byłam na nim siedem miesięcy. Dość śmiesznie to wyszło nie byłam w ciąży, chodziłam do pracy, a z dnia na dzień poszłam na urlop macierzyński! Jak ludzie w Twoim otoczeniu reagowali na córkę? Różnie. Niektórzy nawet tak, jak sobie nie życzyłam. Czasem mówili: „Szacun”. Kurcze, jaki szacun? Nie zrobiłam nic, za co należy mi się szacunek. To mnie krępowało. Były też osoby, które się wzruszały. W odbiorze społecznym jest coś takiego… Może nie szacunek, ale bardziej podziw? E, tam. Jest dużo samotnych kobiet, mają dwójkę, trójkę, czwórkę dzieci, dzieci ciężko chore. A ja mam jedno, zdrowe i do tego dobrą sytuację materialną. A gdybyś miała gorszą? Też bym się zdecydowała. Pieniądze nie są najważniejsze, chociaż pomagają. Nie chciałaś wyjść za mąż, zajść w ciążę i mieć własne dziecko? Ech… Tak się ułożyło, że jakoś nie wyszło. Chociaż sama się dziwię… Nie masz wątpliwości w związku z tym, że wychowujesz ją w pojedynkę? W niektórych sytuacjach jest mi nawet trochę łatwiej, ponieważ w domu jest jedna koncepcja na wychowanie, pewnie głęboko zakorzeniona w tym, jak i ja byłam wychowywana. Nie ma różnicy zdań. Dziecko nie czuje się zagubione, nie zna innych warunków. Chociaż czasem zastanawiam się, czy nie zrobiłam jej krzywdy… Bo ona zasługuje, wiesz… … na pełną rodzinę? To byłoby idealne, ale życie nie jest idealne. Cieszmy się z tego, co mamy. Damy sobie radę. A odpowiedzialność za nią nigdy Cię nie hamuje?

Dla mnie bycie mamą Oleńki to jest przywilej. Na samą myśl, że ona mogłaby być u kogoś innego, zaczynam się denerwować. Tak sobie myślę, że są też dobre strony adopcji. Masz córkę bez niewygody ciąży, męki porodu… Zależy, jak na to spojrzeć. Każda droga od decyzji o dziecku, do jego narodzenia, jest inna. Każdy ma inne doświadczenia. Ja wolałam przyjąć do siebie kogoś, kto już był na świecie i… na mnie czekał. Mówiłaś córce o tym, że jest adoptowana? Mówię jej, że cieszę się z tego, że się odnalazłyśmy. Używam tego słowa. Oprócz tradycyjnych urodzin, kameralnie we dwie świętujemy też dzień, w którym ją poznałam. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym oszukiwać ją w tak ważnej dla każdego człowieka kwestii - jego pochodzenia, jego korzeni. Ten fakt będzie dla Oli oczywisty, bo po prostu z tym dorasta. Ona to wie. Trzeba mówić o adopcji w sposób naturalny i swobodny - w sytuacjach, kiedy jest miła atmosfera, kiedy dziecko się przytula. Tak, by słowa wyjaśnienia dobrze się kojarzyły. Fajne jest to określenie, którego używasz - „jestem drugą mamą”. Oleńka mnie kiedyś spytała: „To ja byłam u innej mamy?”. „Tak, byłaś przez kilka dni” - odpowiedziałam. Zresztą wszystkie ośrodki zalecają jawność adopcji. Dziecko ma prawo znać prawdę. Szanujmy drugiego człowieka. A próbowałaś się dowiedzieć, kim są jej prawdziwi rodzice? Czy to tajemnica? To nie jest tajemnica. Nie musiałam się w szczególny sposób dowiadywać. Wszystko jest w papierach, ale o tych danych szybko się zapomina. Ta informacja nie jest do niczego potrzebna. Nie kusiło Cię, żeby pogrzebać, zobaczyć, spotkać…? Nie, nie. Może to działa w drugą stronę? Może częściej rodzice biologiczni chcą wiedzieć, gdzie jest ich dziecko…? Masz taką obawę, że kiedyś w życiu Oli pojawi się jej biologiczna matka? Nie pojawi się bez zgody mojej i ośrodka adopcyjnego. Jak Oleńka będzie miała 18 lat, sama zdecyduje, czy chce poznać biologicznych rodziców. Jeśli zechce, pomogę jej nawiązać kontakt. Z kobietą, która dla córki będzie obcą osobą i to jeszcze taką, która ją zostawiła, porzuciła? Nie można mówić o porzuceniu. Nigdy! Lepiej tłumaczyć, że czasami dzieci rodzą się nie tam, gdzie powinny i potrzeba trochę czasu, aby się odnaleźć. Córka była bardzo chciana, długo na nią czekałam. Absolutnie, pod żadnym pozorem, nie wolno mówić: „Tamta pani cię nie chciała i dlatego cię wzięłam”. Najgorszą rzeczą, jaką dziecko może usłyszeć, jest to, że ktoś je zostawił.

To co powiedzieć? Trzeba mówić dziecku tyle, ile jest w stanie zrozumieć. Nie będę jej teraz tłumaczyła wszelkich zawiłości. Ola cię zmieniła? Może jestem bardziej wyluzowana? Moi znajomi mówią: „O, nareszcie u ciebie wygląda tak, jak w prawdziwym domu”. Bo podobno dotychczas wszystko było eleganckie, wypicowane, podłoga błyszcząca… A teraz w całym domu leżą zabawki. Nie skupiam się już na porządkach. Wiele rzeczy przestało mnie denerwować, na przykład spóźnianie się. Zmieniły mi się priorytety. Banalne sprzątanie jest dla mnie kompletnie nieistotne. Czy nie lepiej zamiast tego wybrać się na wycieczkę? Mam krąg znajomych, z którymi spędzamy dużo czasu, żeby Oleńka poznała też męskie wzorce. Podobno dzieci matek samotnie wychowujących są bardziej otwarte na otaczającą rzeczywistość - takie rodziny częściej wychodzą z domu, przebywają z innymi… Zamyśliłaś się… Wzruszam się, gdy myślę o tym, co Oleńka we mnie zmieniła. Jest wyjątkowa. Właśnie uzmysłowiłam sobie, że to nie może przypadek. Coś musi w tym być… Metafizyka? Wszystkie daty, które się z Oleńką wiążą są magiczne. Dokładnie pamiętam, co każdy z członków rodziny robił w dniu jej urodzin. Dodatkowo poznałam ją w urodziny mojej babci. Każdy dzień pierwszych miesięcy z Olą jest dla mnie magiczny. Jestem chemikiem, a dotyka mnie metafizyka. Doszukiwanie się znaków tylko potwierdza Twoje głębokie uczucie do niej. Niedawno znalazłam stary horoskop z roku, w którym się urodziła i tam są podane najważniejsze daty dla mojego znaku zodiaku. I proszę wierzyć, że była tam data urodzin Oleńki. Czy to nie przeznaczenie? Myślałaś o adopcji drugiego dziecka? Chyba już jestem za stara! A jest granica wiekowa? Nie powinno być więcej niż 40 lat różnicy między matką a dzieckiem. To logiczne, bo przy dziecku trzeba mieć trochę energii, chociażby po to, by móc codziennie walczyć w wojnach na poduszki, bawić się w berka, czy też grać w piłkę. Miałam 41 lat, jak Oleńka się pojawiła. Panie z ośrodka stwierdziły, że się nadaję na matkę. Metryka nie zawsze odzwierciedla wiek.CP [ napisz do autora: j.oleksy@expressmedia.pl ]

*Lucyna Kowalska (nazwisko zmienione na prośbę rozmówczyni) adoptowała trzymiesięczną dziewczynkę. Teraz jej córka jest już przedszkolakiem. miasta kobiet

maj 2016

21


006266479

Osiedle Sztuk Pięknych ul. Broniewskiego 4/101, 87 - 100 Toruń

www.miracle-beauty.pl

kontakt@miracle-beauty.pl tel. 533 314 994 • Nowoczesna kosmetyka twarzy w oparciu o innowacyjne formy kosmetyków oraz aparaturę, w tym makijaż mineralny.

• Bezbolesna depilacja laserowa nowoczesnym leserem Mediostar Next Pro - możliwa o każdej porze roku i różnej barwie włosa.

• Modelowanie i wyszczuplanie sylwetki oraz drenaż limfatyczny za pomocą Medycznych Fal Radiowych RF, Endermologii.

• Likwidowanie blizn i rozstępów, Frakcyjnym Laserem Nieablacyjnym - nowoczesna technologia, która skutecznie stymuluje skórę do odnowy kolagenu bez efektu łuszczenia naskórka.

• Laserowe zamykanie naczynek.

• Detoksykacja skóry ciała (zabiegi BODY WRAP) z użyciem wysokowartościowych alg firmy Thalgo.

• Fotoodmładzanie laserowe (rozjaśnianie przebarwień, stymulacja fibroblastów do wytwarzania nowego kolagenu, napina i rozświetla skórę).

• Masaże relaksacyjne i medyczne.

006314463

Serdecznie zapraszamy na wybrane zabiegi z naszej oferty, przygotowanej specjalnie z okazji Święta Kobiety z Pasją z 20% rabatem. Szczegółowe informacje otrzymacie Państwo w recepcji.


maj 2016

23

006266494

miasta kobiet


relaks

W STARYM MŁYNIE TĘTNI ŻYCIE Gościliśmy niedawno ekstremalną grupę pod względem żywieniowym. Na 110 wolontariuszy pomagających w krajach Afryki, tylko jeden jadł mięso. Z Katarzyną Pachucy*, kierowniczką Międzynarodowego Centrum Spotkań Młodzieży w Toruniu, rozmawia Jan Oleksy ZDJĘCIE JACEK SMARZ

MCSM to obiekt niepodobny do innych… Budynek wyróżnia się niezwykłą urodą i historycznym rodowodem. W przeszłości mieściły się w nim Młyny Richtera. Na szczęście obiekt nie podzielił losu toruńskiej rzeźni i dzięki zabiegom konserwatorskim odzyskał dawny blask i nową funkcję. Z zabytku XIX-wiecznej architektury przemysłowej, po udanych pracach adaptacyjnych, stał się nowoczesnym, świetnym hostelem na niepowtarzalną skalę. Już sama nazwa obiektu Międzynarodowe Centrum Spotkań Młodzieży sugeruje - zakres działalności hotelowo-kulturalno-turystycznej.

we wszystkich sprawach. Bardzo cieszą mnie te opinie. Nie jestem gołosłowna, te dobre recenzje zamieszczane są na Bookingu przez gości, którzy nas odwiedzili. Jestem zadowolona, że turyści wybierają nasz obiekt spośród kilkudziesięciu działających w Toruniu. Pomimo dużej konkurencji, MCSM cieszy się najlepszą opinią wśród toruńskich hosteli - nota 9,2 na Bookingu oznacza znakomitość. To ocena gości, więc nie ma w niej fałszu. Ogromne wyróżnienie i radość, że goście czują się w MCSM świetnie. Obiekt to ściany, ale atmosferę tworzą ludzie.

To pierwszy w Toruniu multikompleks o takim charakterze? MCSM dysponuje wieloma otwartymi, ogólnodostępnymi przestrzeniami. Dziś już nie pachną zbożem, ale drewnem, dzięki zachowaniu autentycznych konstrukcji belkowych. Goście mogą wygodnie posiedzieć w lobby przy recepcji, poczytać gazetę, pooglądać telewizję, wypić kawę, pójść do restauracji, na antresolę, pograć w bilard, gry planszowe, skorzystać z kafejki internetowej, czy po prostu spędzić czas w swoim towarzystwie. Ci, którzy chcą żywić się we własnym zakresie, mogą swobodnie korzystać aż z trzech samoobsługowych kuchni, wyposażonych w odpowiedni sprzęt i naczynia. W MCSM, jak przystało na przyjazny hostel, goście, bez względu na wiek, czują się jak u siebie w domu. Nieskrępowana atmosfera i panujący luz czyni to miejsce niepodobnym do typowych hoteli, w których goście czują się bardziej oficjalnie. A do nas przyjeżdżają na rowerach, z plecakami, z walizkami. Każdy jest mile widziany.

Atmosfera zabytkowego wnętrza jest ważna, ale ważniejsza jest chyba Wasza działalność? Nasz wielofunkcyjny obiekt o niekonwencjonalnej przestrzeni umożliwia prowadzenie szerokiej działalności, od organizacji spotkań, szkoleń, konferencji i sympozjów, aż po tematyczne zajęcia warsztatowe dla dzieci. Poza trzema mniejszymi salami na pierwszym piętrze, do celów konferencyjnych przystosowane jest patio, które ma prawie 300 mkw. Jest długą przestrzenią, która pierwotnie była rampą kolejową, usytuowaną pomiędzy dwoma budynkami. Można ją aranżować na różne sposoby. Elewacja czerwonych cegieł, odpowiednie oświetlenie, a teraz jeszcze prace rzeźbiarskie artystki Anny Wysockiej tworzą niesamowitą atmosferę.

W iście młodzieżowym duchu… Osoby, które cenią sobie miłą i niepowtarzalną atmosferę powracają w nasze progi. Podkreślają, że dobry klimat tworzą ludzie pracujący w MCSM, twierdzą, że każdy problem załatwiamy od ręki, chętnie pomagamy

24

miasta kobiet.pl

Czym jeszcze wyróżnia się Wasz multikompleks? MCSM jest obiektem o dużym potencjale i z infrastrukturą do prowadzenia międzynarodowej wymiany czy spotkań młodzieży. U nas odbywają się różnego rodzaju zjazdy instytucji kulturalnych i naukowych oraz fundacji, które tworzą programy dla młodzieży. Naszym marzeniem jest, by wszyscy się tutaj się spotykali. Nie tylko na konferencjach, ale i na inicjowanych przez MCSM imprezach?


Taneczne wakacje, kreatywne majówki, weekendy dla dziewczyn - to też Wasze inicjatywy? Tworzymy kompleksowe oferty pobytu i atrakcyjnego spędzenia wolnego czasu dla dzieci i młodzieży. Prowadzimy działalność z myślą o gościach z Polski, z zagranicy, ale nie zapominamy również o lokalnej społeczności. Nasze propozycje kierujemy także do dzieci szkolnych, głównie z klas I-VI, które w czasie przerw szkolnych nie bardzo wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Zamiast siedzieć przed komputerem, mogą przyjść do nas na zajęcia warsztatowe. Organizujemy je w ciekawy i urozmaicony sposób. W programie jest zwiedzanie sztandarowych zabytków Torunia, różnorodne warsztaty: kulinarne, teatralne, dekoracyjne, „Ferie bez nudy”, „Coś z niczego”, „Niewidzialny teatr” realizowany w studiu nagrań. Nie rezygnujemy z zabaw ruchowych i sportowych na boisku i w sali wielofunkcyjnej.

szczegóły oferty na www.mcsm.torun.pl www.fb.com/mcsmhostel

Ważny dla torunian jest fakt, że można w MCSM zorganizować studniówkę, bal gimnazjalny, maturalny, zjazd klasowy… Proszę uwierzyć, że mamy już zabukowane studniówki na 2017 rok. Tym, którzy się jeszcze zastanawiają, gdzie mają zorganizować bal maturalny, podpowiem, że

najlepiej u nas. MCSM ma wiele atutów. Jednym z nich jest długie, przestronne patio, na którym poprowadzony polonez będzie prawdziwym mistrzostwem świata. Nie widzimy również problemu ze zrobieniem prób przed balem, bo dysponujemy salą wielofunkcyjną, gdzie można ćwiczyć do woli. Rodziców i pedagogów może też przekonać fakt, że MCSM jest bezpieczną przestrzenią, w której mieści się około 250 osób przy stołach bankietowych, z miejscem do tańców. Z kolei gościom spoza Torunia polecacie miasto. Macie swój udział w promocji grodu Kopernika. Zdecydowanie tak. Po pełnym roku działalności w 2015, widzimy, że trafia do nas coraz więcej grup z wymian międzynarodowych, a coraz więcej organizatorów decyduje się na przeprowadzenie u nas imprez, konferencji i spotkań o różnym charakterze. Bo MCSM to najwygodniejsze miejsce, w którym można zrobić wszystko. Wygodnie nocować, dobrze zjeść, zorganizować warsztaty, a nawet za naszym pośrednictwem przygotować wyprawę na starówkę czy do toruńskich muzeów. Na miejscu mamy też rowery do wypożyczenia. A jacy goście zapadli Pani szczególnie w pamięci? Mieliśmy niedawno ekstremalną grupę pod względem żywieniowym. Gościliśmy 110 uczestników seminarium (12 narodowości), biorących udział w programie GLEN - intensywny cykl z edukacji globalnej, którego częścią są staże w krajach Afryki. Okazało się, że w tej licznej grupie tylko jedna osoba jadła mięso. Cała reszta wolontariuszy była wegetarianami, a nawet weganami z nietolerancją na laktozę i na gluten. Na cztery dni ich pobytu musieliśmy skomponować menu ściśle dopasowane do diet, a jednocześnie różnorodne. Wszystko im smakowało. Egzamin zdaliśmy na piątkę, bo mamy dobrych kucharzy. Dla całego naszego zespołu była to dobra nauka radzenia sobie w nietypowych sytuacjach.CP miasta kobiet

maj 2016

25

006274201, 006274284

Stworzyliśmy autorskie oferty, których celem jest uatrakcyjnienie pobytu potencjalnym gościom. Są one dodatkowym magnesem, pomysłem na tworzenie całego pakietu usług. Zapewniamy, że możemy atrakcyjnie wypełnić program pobytu gości dosłownie od godziny przyjazdu do godziny wyjazdu. Mamy świadomość, że nasz obiekt musi żyć w pełni, że poza posiadanym wyposażeniem, przestrzenią, działalnością hostelową i konferencyjną, powinien prezentować bogaty program dodatkowy. Wszystko po to, żeby goście zostali w Toruniu trochę dłużej, a my byśmy mogli realizować nawet ich szalone pomysły.

PRO MOCJ A

Międzynarodowe Centrum Spotkań Młodzieży w Toruniu to multikompleks, składający się z hostelu dla 96 osób, restauracji, sal warsztatowo-konferencyjnych, sali widowiskowo-rekreacyjnej, przestrzeni wystawowoeventowej, kafejki internetowej, strefy relaksu, boiska wielofunkcyjnego oraz wypożyczalni sprzętu sportowego. MCSM jest doskonałym miejscem do pobytu grupowego młodzieży z całego świata.

Z D J Ę C I A M I Ę D Z Y N A R O D O W E C E N T R U M S P O T K A Ń M ŁO D Z I E Ż Y

relaks


TWARZ NOWA

C O D Z I E N N I E

męskim okiem

1

26

miasta kobiet.pl


męskim okiem 2

3

4

NIECO PONAD PIĘĆ LAT TEMU WPADŁEM NA POMYSŁ, ŻE CODZIENNIE BĘDĘ ROBIĆ ZDJĘCIE PRZYPADKOWO NAPOTKANEJ OSOBIE. DZIŚ W SWOIM PORTFOLIO MAM JUŻ PONAD DWA TYSIĄCE PORTRETÓW I NIE ZAMIERZAM NA TYM POPRZESTAĆ. Z fotografem Sławomirem Jędrzejewskim* rozmawiał Tomasz Skory

Kiedy i jak zrodził się pomysł na cykl „One Day, One Face”? Dokładnie 26 września 2010 roku. Decyzja o rozpoczęciu projektu była dość spontaniczna, wiązała się z krótkimi przemyśleniami nad ewentualną zmianą kierunku, który obrałem. Wcześniej zajmowałem się głównie fotografią plenerową, w znacznym stopniu o charakterze kreowanym i planowanym. Atrakcyjną odskocznią wydała mi się więc idea fotografowania przypadkowych ludzi, w przypadkowych miejscach i zastanych warunkach. Motywujący był też fakt, że nie słyszałem o podobnym projekcie. Dziś już wiem, że istnieje taki, chociaż prowadzony jest w nieco innym celu i formule. Codziennie starasz się znaleźć nową twarz do sfotografowania. Jak zagadujesz ludzi, którym chcesz zrobić zdjęcie? I na jakiej zasadzie w ogóle ich wybierasz? Zwracam uwagę na potencjalnie zachęcający wyraz twarzy, a w dalszej kolejności na ciekawy strój lub otoczenie. A zagaduję bardzo prosto: „Cześć, realizuję projekt polegający na fotografowaniu przypadkowych ludzi, czy mógłbym zrobić ci zdjęcie?”. Dodaję też szybko, że wyślę wykonaną fotografię, co od razu wyjaśnia, że nie jest to usługa płatna, a zdjęcia nie są przeznaczone na sprzedaż. Bywają takie dni, że nikt nie chce dać się sfotografować? Bo np. pada i wszyscy się spieszą… miasta kobiet

maj 2016

27


męskim okiem 5

6

7

8

Zdarza się, że trudno znaleźć modela lub modelkę, jednakże ich ewentualna niechęć wynika raczej z wieku oraz podejrzliwego podejścia do tego, co i w jakim celu robię. Młodsi chętniej się zgadzają, cieszą się, że wyślę im ich portrety. Starsi spodziewają się najgorszego, nawet nie wiem czego (śmiech). Poza tym ludzie w średnim wieku często podnoszą również kwestię swojego niekorzystnego w ich ocenie wyglądu. Ciekawostką jest to, że właśnie w Polsce te obawy są większe niż w innych krajach. Próbujesz poznać swoich modeli? Utrzymujesz z nimi jakiś kontakt? Zwykle staram się być delikatny i rozwijam dialog tylko w sytuacjach, gdy widzę, że dana osoba jest otwarta. Również w tym przypadku obcokrajowcy są bardziej chętni do rozmowy - o ile oczywiście nie zaistnieje bariera językowa. Ostatecznie utrzymuję jednak sporo znajomości, nawiązanych w ten sposób i jest to kolejny bardzo przyjemny aspekt tego, co robię. Większość Twoich zdjęć powstaje na toruńskiej starówce, ale z czasem do cyklu dołączyły fotografie wykonane w innych miejscach, w tym także na Kubie… Mieszkam w pobliżu starówki i dość często na niej bywam, stąd siłą rzeczy wiele zdjęć powstaje w centrum Torunia. Poza tym uważam to miejsce za dobre do zagadywania - wiele

28

miasta kobiet.pl

osób bywa tam w celach rekreacyjnych, stąd istnieje mniejsze prawdopodobieństwo odmowy z takich powodów, jak pośpiech. Fotografuję jednak w każdym miejscu, w którym się znajdę, dlatego okresowo pojawiają się portrety wykonane w innych zakątkach Polski i świata. Teraz faktycznie jest czas obywateli Ameryki Środkowej i Północnej. Liczyłeś kiedyś, ile zdjęć opublikowałeś przez te wszystkie lata? Dziś jest to ponad dwa tysiące portretów.

1 2 3 4 5 6 7 8

23 sierpnia 2015, I g a 24 kwietnia 2015, G e a n e 8 września 2013, P hy l l i s 20 września 2015, M a l i n a 3 0 m a rc a 2 0 1 6 , A n ny 19 kwietnia 2016, Vo u l a 28 marca 2012, Ew a 22 kwietnia 2016, S a f i j a

To już dużo. Wyznaczyłeś sobie może jakiś limit, po którym chciałbyś zakończyć projekt? Myślę, że permanentnie wsiąknąłem w temat i będę go kontynuował, póki życia starczy (śmiech). Zresztą, fotografia ludzi jest moim podstawowym zainteresowaniem i nie zanosi się na zmiany. A masz jakieś fotograficzne marzenie do spełnienia? Coś, co by Cię uskrzydliło… Nie przychodzi mi nic takiego do głowy. Największą radość i satysfakcję daje mi świadomość, że gdy mnie już nie będzie, moje zdjęcia pozostaną w różnych rękach, w różnych zakątkach globu. Ten fakt, wraz z zadowoleniem osób obdarowanych, jest dla mnie największą nagrodą.CP

*Sławomir Jędrzejewski fotograf reportażowy i artystyczny, absolwent UMK w Toruniu, autor projektu „One Day, One Face”.


006283481


kobieca perspektywa

kina kobiet

Podobało mi się, gdy Rey z „Gwiezdnych wojen” w pewnym momencie oznajmiła, że potrafi biegać bez trzymania mężczyzny za rękę. Zabrzmiało to jak apel do hollywoodzkich scenarzystów. Z dr Magdaleną Wichrowską* na temat roli kobiet w historii kina rozmawia Tomasz Skory Niedawno natrafiłem na publikację dr Marthy Lauzen, która od lat bada częstotliwość, z jaką kobiety pojawiają się w głównych rolach w hollywoodzkich produkcjach. Aż do ubiegłego roku ten wskaźnik nie przekraczał kilkunastu procent. Dlaczego kino jest tak zdominowane przez mężczyzn? Nie tylko kino. W wielu sferach życia publicznego, także w szeroko rozumianej sferze artystycznej, dostrzegam krzywdzące schematy, w których kobiety cały czas funkcjonują jako obywatele drugiej kategorii. Są to gorsze płace, ale też mało atrakcyjne wyzwania filmowe, o czym często mówią same aktorki. Kiedy myślimy o najciekawszych postaciach z historii światowego kina, są to na ogół mężczyźni. Wiele aktorek, powyżej pewnego wieku, mówi, że nie ma dla nich ról, ponieważ już

30

miasta kobiet.pl

nie mogą być pięknymi dwudziestoparolatkami, szukającymi miłości. Inna sprawa, że dla części z tych diabelnie utalentowanych młodych dziewczyn to za mało. Nie jest dla nich wyzwaniem kolejna komedia romantyczna czy melodramat. Chcą łamać schematy i rozwijać się, a nie zrobią tego, gdy Hollywood widzi w nich tylko ładną buzię. To się zmienia, ale bardzo powoli. Ten entuzjazm, pasję i twórczy ferment kobiet dostrzegam najpełniej w kinie funkcjonującym poza głównym nurtem, które jest dalekie od kalek kina gatunkowego. Filmy te dotyczą życia, nie kolorują go. Są szczere, eksponują inne emocje, relacje przyjacielskie, siostrzane. Nie są sztampą, w której kobieta jest jedynie dopełnieniem mężczyzny. W ogóle kino autorskie, robione z wewnętrznej potrzeby, eksponujące osobowość


kobieca perspektywa Wydaje mi się, że lata 80. i 90. były też na swój sposób przełomowe. Na ekranach królowali twardziele, jak Stallone czy Schwarzenegger, ale pojawił się też „Obcy”, „Nikita”, „Terminator 2”, czy serial „Z Archiwum X”… Ale zauważ, w jakich rolach pojawiają się tam kobiety. Naładowany magazynek to nie ta siła kobiet, którą warto pokazać.

twórczą, jest według mnie dużo ciekawsze od kina papy i klisz. Sporo ciekawych produkcji z festiwalach filmowych nie dociera później do polskich kin, ale uważny widz, który odrzuca banał i szuka w kinie czegoś więcej, zawsze znajdzie w ofercie dystrybutorów coś dla siebie. Ciekawe bohaterki znacznie częściej pojawiają się w filmach reżyserowanych lub napisanych przez kobiety. Te dysproporcje mogą więc wynikać z tego, że cały czas mało pań chwyta za kamery… Umowna data narodzin kina to 28 grudnia 1895 roku. To nie był przychylny czas dla twórczych kobiet. Kobiety nie miały prawa głosu, żyły w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Mało ich na kartach historii kina nie dlatego, że nie miały nic do powiedzenia czy brakowało im umiejętności, tylko najzwyczajniej w świecie zatrzaskiwano im drzwi przed nosem. Dużo się od tamtych czasów zmieniło, natomiast nie zmienia się jedna rzecz - za dużymi produkcjami idą duże pieniądze. A kto rozdaje karty przy wysokobudżetowych produkcjach? Mężczyźni. Którzy - jak wiadomo - zarabiają więcej od kobiet. Tylko że w świecie filmu mówimy o rozbieżnościach sięgających milionów dolarów. To krzywdzące. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że uważnie śledzę temat filmowych gaż, natomiast na pewno można to podsumować tak, że kobiety w przemyśle filmowym mają cały czas pod górkę. Są też rzadziej doceniane. W całej długiej historii Oscarów nagrodę za reżyserię otrzymała tylko Kathryn Bigelow... I to za jaki film! Czy „The Hurt Locker. W pułapce wojny” jest kinem kobiecym? Ten termin sugeruje widzowi rodzaj kina, typ narracji czy charakter fabuły. Bigelow zrobiła film wojenny, ale bez wątpienia jest to kino kobiet, które eksponuje punkt widzenia twórczyni. Ucieszę się jeszcze bardziej, gdy Oscar za reżyserię dla kobiety zbiegnie się z Oscarem za najlepszy film, w którym zobaczymy ciekawą bohaterkę łamiącą stereotypy. A które filmy i role kobiece oceniłabyś jako takie kroki milowe w historii kina? Pionierką kina była Alice Guy-Blaché. Warto wspomnieć o awangardzie filmowej i Germaine Dulac. Maya Deren stała w opozycji do schematów kina hollywoodzkiego lat 40. Nowa fala przyniosła nam takie wyraziste twórczynie jak Věra Chytilová czy Agnès Varda. Tych przykładów mogłabym podać więcej. Problem w tym, że z tych przełomowych momentów w historii X muzy pamiętamy dziś głównie mężczyzn. Nie wyobrażam sobie, by w akcie feministycznej solidarności eksponować tylko twórczynie. Myślę, że tak jak musimy przyjąć, że Kopernik był mężczyzną, tak musimy się pogodzić z tym, że nie były to czasy przychylne dla kobiet i pierwsze skrzypce w historii kina odegrali mężczyźni. Nie zmienia to jednak faktu, że przy każdej nadarzającej się okazji pokazuję swoim studentkom i studentom również prace autorek kina. Warto jednak zastanowić się nad pewnym fenomenem w postrzeganiu bohaterek filmowych. W latach 70. młode kobiety zwariowały na punkcie „Annie Hall”. Tym obrazem Woody Allen postawił pomnik Diane Keaton, a dokładniej jej osobowości i intelektowi. W latach 90. takim ważnym filmem stał się „Thelma i Louise”, który pokazywał przyjacielskie, niemal siostrzane relacje między bohaterkami oraz ich siłę. To były tytuły przełomowe dla kobiet, którym nazwiska Varda czy Deren niewiele mówią.

Umowna data narodzin kina to 28 grudnia 1895 roku. To nie był przychylny czas dla twórczych kobiet. Mało ich na kartach historii kina nie dlatego, że nie miały nic do powiedzenia, tylko najzwyczajniej w świecie zatrzaskiwano im drzwi przed nosem. MAGDALENA WICHROWSKA FILMOZNAWCZYNI

W ubiegłym roku w kinach pojawiło się dużo silnych bohaterek. Katniss z „Igrzysk śmierci”, Furiosa z „Mad Maxa”, Rey z „Gwiezdnych wojen”… Furiosa jest świetna, ale jako entuzjastka „Gwiezdnych wojen” jeszcze bardziej podobałoo mi się, gdy Rey w pewnym momencie oznajmiła, że potrafi biegać bez trzymania mężczyzny za rękę. Zabrzmiało to jak apel do hollywoodzkich scenarzystów. Porozmawiajmy może teraz o rodzimym kinie. Jak sobie radzą kobiety w polskim filmie? W Polsce ostatni rok był bardzo pozytywny. Jeżeli spojrzymy na Orły, polskie nagrody filmowe, to w tym roku możemy powiedzieć, że gala została zdominowana przez kobiety. Małgorzata Szumowska odebrała nagrodę za najlepszy film i reżyserię. Kinga Dębska za scenariusz i najlepszy dokument. Agnieszka Glińska dostała nagrodę za montaż, a Agnieszka Smoczyńska została okrzyknięta odkryciem roku! Mam nadzieję, że to znakomite rozdanie ośmieli kolejne dziewczyny do robienia filmów. Numerem jeden ostatnich lat w świecie aktorskim jest świetna Agata Kulesza. Mamy znakomite dokumentalistki. Karolina Bielawska i Hanna Polak pokazały w minionym roku przejmujące obrazy, które przejdą do historii dokumentu. Obie nie boją się trudnych tematów, nie kalkulują, co się sprzeda, a co nie, tylko uważnie przyglądają się rzeczywistości ludzkiej, robiąc piękne kino. Jaką historię chciałabyś zobaczyć lub jaki film uważałabyś za potrzebny dla kobiet w polskim kinie? Chciałabym, żeby kobiety kina miały możliwość rozwijania się w Polsce, by miały wolność twórczą i miały pieniądze, żeby robić dobre kino. Tworzenie postaci i historii filmowych to ich rola. Chciałabym poczuć zaskoczenie. Gdybym miała już wskazać jakąś kliszę, to bardzo chętnie zobaczyłabym lekki jak piórko polski film, w którym wyeksponowana jest nie para, ale bohaterki, które są kumpelkami. Tak jak w filmie „Frances Ha”, sympatycznej komedii o przyjaźni dwóch kobiet wchodzących w dorosłość, czy w serialu „Dziewczyny”. To zwykłe historie o ludzkich relacjach, po obejrzeniu których chce się sięgnąć po telefon i zadzwonić do dawno niewidzianej przyjaciółki.CP [ napisz do autora: t.sk or y@expressmedia.pl ]

*Magdalena Wichrowska filmoznawczyni i filozofka, wielokrotna stypendystka miasta Torunia i Bydgoszczy w dziedzinie kultury. Adiunkt Katedry Przemysłów Kreatywnych WSG w Bydgoszczy, gdzie kieruje Pracownią Kultury Medialnej. Autorka książek „Toruń. Miasto kobiet” i „Szukając prawdy. Problem poetyki w polskim filmie dokumentalnym po roku 1989” oraz cyklu „Movie Mówi Project”, eksnaczelna „Musli Magazine”. miasta kobiet

maj 2016

31


wesele ZDJĘCIE:

w w w.afektpracereczne.pl

Para Młoda do schrupania Małe, symboliczne, a jednak ważne… Podarunki dla gości - to od kilku sezonów must-have weselnych przyjęć.

T

en weselny trend przyjął się tak samo dobrze jak wizytówki wskazujące gościom miejsca przy stołach. Drobne prezenty dla zaproszonej rodziny i znajomych to forma podziękowania im za obecność w tym wyjątkowym dniu. Czym pary młode obdarowują gości? Przede wszystkim, tego typu podarunek musi być niewielki i symboliczny. Nie powinien wprowadzać w zakłopotanie gości. Za to dobrze, aby był oryginalny. Dzięki temu stanie się kolejnym detalem robiącym wrażenie. Oferta gotowych podarunków jest bardzo duża, choć oczywiście można je przygotować samodzielnie. Hitem są maleńkie słoiczki z miodem. Przyozdobione wstążką z karteczką z imionami młodej pary prezentują się świetnie na weselnych stołach. Nierzucający się, a zarazem jaki zdrowy prezent! Duże wrażenie mogą zrobić także słodycze. Elegancko zapakowane praliny czy cukierki to jedna z propozycji. Druga to wszelakiego rodzaju ciastka kruche, cupcake’i czy muffiny w nietypowym „ubraniu” - wykonanym z masy cukrowej. Ciastka można „ubrać” we frak, suknię ślubną, koronki czy inne jadalne cuda. Ciekawą propozycją są również ciastka z wróżbą. W smakołyku rodem z Chin ukryta jest przepowiednia dla każdego z gości. Może podany ciąg liczb któregoś z nich nakłoni do gry w loterii i zmieni w milionera… Takiego wesela nie da się zapomnieć.


Start do wymarzonego celu

S

 52 342 04 92 www.bzdz.pl

zukamy sekretu, przepisu, a może nawet zaklęcia. Zapominamy czasem, że odpowiedź jednak może być blisko. To właśnie nauka jest najlepszą inwestycją w naszą przyszłość. Analizując potrzeby rynku, w  Bydgoskim Zakładzie Doskonalenia Zawodowego Stowarzyszeniu Oświatowo-Technicznym staramy się spełniać wszelkie wymogi naszych klientów. Jako placówka oświatowa posiadająca liczne certyfikaty, stwarzamy szansę na zdobycie kwalifikacji, udoskonalenie warsztatu własnych umiejętności bądź przekwalifikowanie zawodowe. W swojej ofercie prezentujemy szeroką gamę kursów przydatnych do pracy w różnych zawodach. Akademia Piękna proponuje kursy przyuczające do pracy w  zawodzie kosmetyczka, fryzjer, masażysta. Kurs Art Visage & Stylizacja to idealny sposób na poznanie tajników kreowania wizerunku, stylizacji, projektowania ubioru oraz trendów panujących we współczesnej modzie. Zapraszamy również na kurs Make-up Artist, który powstał z  myślą o  wszystkich kobietach,

pragnących w krótkim czasie poznać nowoczesne techniki profesjonalnego wizażu. Podążając za trendami na rynku kosmetycznym Akademia Piękna BZDZ zaprasza m.in. na mezoterapię igłową, wypełniacze, kwasy w kosmetyce, makijaż permanentny oraz nowoczesne techniki depilacji. Jako jedyni na rynku usług edukacyjnych na terenie naszego województwa możemy pochwalić się wyspecjalizowaną kadrą z  zakresu podologii. Nasi mistrzowie podologii zapraszają na kursy pedicure leczniczego, klamry ortonyksyjne, hiperkeratozy itp. Dużym zainteresowaniem cieszą się kursy zagęszczania i  przedłużania rzęs, stylizacji paznokci - w  tym bardzo modnego ostatnio manicure hybrydowego. Nie zapominamy o mężczyznach. Panów zapraszamy na kursy spawania metodami: MAG(135), MIG(131), TIG(141), MMA(111), Gazowa(311) oraz na kurs kierowcy wózków jezdniowych, operatora maszyn do robót ziemnych, budowlanych i drogowych. W naszej ofercie każdy znajdzie coś dla siebie.

Naszą wizytówką jest współpraca z profesjonalistami, od wielu lat działającymi czynnie w  branży oraz nowoczesne pracownie specjalistyczne. Ciekawe zajęcia i skondensowany program zaowocował u wielu naszych słuchaczy, którzy dziś pochwalić się mogą własnym biznesem. Teorię masz w  książkach, u  nas dostaniesz coś więcej. Przyjdź do nas i wybierz kurs, który może odmienić również Twoje życie. Cytując Jimiego Rohna, jednego z  czołowych amerykańskich specjalistów m.in. w  dziedzinie rozwoju osobistego i  sukcesu zawodowego: „Standardowa edukacja zapewni Ci przeżycie. Samokształcenie – fortunę”. W imieniu Bydgoskiego Zakładu Doskonalenia Zawodowego zapraszamy na kursy, które są świetnym startem do osiągnięcia wymarzonego celu. Zapoznaj się z  naszą bogatą ofertą kursów. Wejdź na stronę www.bzdz.pl i wybierz kurs, który może być startem do osiągnięcia wymarzonego celu. Zespół BZDZ

016203846

Często zastanawiamy się, w jaki sposób ludzie, którzy osiągnęli sukces, tego dokonali?

Zajazd „Pieprz i Wanilia” oferuje Państwu przemiłą atmosferę, fachową obsługę, wyśmienitą kuchnię zarówno polską jak i zagraniczną. Nasz zajazd dysponuje gustownie urządzoną salą restauracyjną, salą bankietowo-weselną, nowoczesną salą szkoleniowo-muzyczną, palarnią, placem zabaw, plażą oraz tarasem z wyjściem na ogród. Posiadamy także własny monitorowany parking. Nasz zajazd specjalizuje się w organizowaniu imprez okolicznościowych, takich jak: Wesela. Przyjęcia. Chrzciny. Komunie. Urodziny. Kindrebale. Stypy. Konferencje i bankiety. Organizujemy także inne imprezy rodzinne i firmowe (dysponujemy projektorem tv).

Zajazd Pieprz i Wanilia przypraw z nami nową drogę życia W przygotowaniu nową ofertę Wesele First Minute - wkrótce więcej szczegółów. Zajazd Pieprz i Wanilia chciałby Państwa poinformować o naszej ofercie „Przyjęć Komunijnych”. W trosce o wygodę i komfort Rodzin z dziećmi przygotowaliśmy: • Specjalny kącik dla najmłodszych • Rozległy teren zielony z placem zabaw oraz plażą • Animacje i zabawy na terenie zielonym • Konkursy z nagrodami • Mini Disco

• Rysowanki i kolorowanki • Dmuchany zamek dla najmłodszych • Mini karaoke lub bajki na dużym ekranie

Zapraszamy Serdecznie

Rezerwacje terminów na lata 2017/18 tel. 56-639-02-05 lub 515-168-952

87-100 Toruń, ul. Płocka 1, tel. 56 639 02 05 www.pieprziwanilia.net.pl 006321042


zdrowie i uroda

WAMPIRZY LIFTING

Osocze bogatopłytkowe to zabiegi stosowane w celu naturalnego odmłodzenia i silnej rewitalizacji skóry. TEKST: mgr kosmetolog Małgorzata Hillemann-Krysińska

Z

abiegi te polegają na pobraniu krwi od pacjenta. Jest ona następnie odwirowywana w specjalnej wirówce, dzięki czemu uzyskujemy koncentrat bogatopłytkowy, który wraz z osoczem pobiera się do strzykawki. Tak przygotowany preparat podaje się w wybrane miejsce z zastosowaniem technik mezoterapii igłowej lub wzdłuż zmarszczek i bruzd. Stymuluje to powstawanie nowego kolagenu i naczyń krwionośnych, przyspiesza powstawanie nowych komórek naskórka. Przez to skóra się regeneruje - jest nawilżona, promienna, odżywiona, odzyskuje blask i świeżość. Poprawia się jej elastyczność, gęstość, napięcie, a zmarszczki ulegają wygładzeniu.

R

E

Zabieg z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego jest uznawany za jeden z najbezpieczniejszych zabiegów medycyny estetycznej z uwagi na 100-procentową biokompatybilność i immunologiczną neutralność. Nie niesie za sobą ryzyka reakcji uczuleniowych. Wysoka skuteczność w osiągnięciu zamierzonego efektu, związana jest z substancjami, odpowiedzialnymi za stymulację procesów naprawczych w skórze. Warto w szczególności polecić ten zabieg pacjentom poszukującym naturalnych metod odmładzania skóry i osobom, u których często występują reakcje alergiczne. Metoda ta jest idealna na oznaki starzenia, takie jak: zmarszczki, bruzdy, kurze łapki, K

L

zmniejszona gęstość skóry, a także dla osób, które chcą, by skóra szybciej się goiła i regenerowała po innych zabiegach, np. laserowych. Jest polecana również w terapii przeciw wypadaniu włosów. Zabieg z użyciem osocza możemy stosować na twarz, szyję, dekolt, skórę głowy, dłonie i inne okolice, które wymagają silnej rewitalizacji skóry.Przeciwwskazaniem do podania osocza bogatopłytkowego to: ciąża oraz okres karmienia, choroby autoimmunologiczne, choroba nowotworowa, choroby przebiegające z zaburzeniami funkcji lub liczby płytek krwi, zaburzenia krzepliwości krwi, choroby krwi, aktywna opryszczka lub inne zakażenia skóry.CP A

M

A

Tylko w Clinic Derm specjalna wiosenna promocja Do każdego zabiegu laserowego powyżej 800 złotych zabieg osocza bogatopłytkowego w cenie 400 złotych.

Clinic Derm, ul. Łabiszyńska 2 (róg Szubińskiej) 85-304 Bydgoszcz, [ 570 999 500 klinika@clinicderm.pl, www.clinicderm.pl

Spektakularny i ulubiony zabieg gwiazd – wampirzy lifting na dwie dowolne okolice tańszy o 400 zł.

to my

piękno

006270637

tworzymy Małgorzata Hillemann Krysińska, Joanna Berg

fot. whiteberry.pl


006307294


jej pasja

UZALEŻNIONA OD TKANIN GDY MAM DUŻO PRACY, PROSZĘ O POMOC SPRAWDZONĄ KRAWCOWĄ. SKÓRZANE UCHWYTY ZAWSZE MONTUJĘ U PROFESJONALNEGO KALETNIKA. RĘKODZIEŁO RĘKODZIEŁEM, ALE TRWAŁOŚĆ TEŻ JEST WAŻNA. KTO BY CHCIAŁ KUPOWAĆ COŚ, CO ZA CHWILĘ MOŻE SIĘ ROZPAŚĆ?

ZDJĘCIE TOMASZ CZACHOROWSKI

36

miasta kobiet.pl


jej pasja

ZDJĘCIE NADESŁANE

TEKST JUSTYNA KRÓL

O

la jest uśmiechniętą brunetką, która zawsze uwielbiała wzory. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie przerodziło się w jej ogromną pasję, a pasja w pracę. Przyczynkiem działań były dwa stare fotele po babci - klasyczne proste, z lat 60. Od dawna kurzyły się w piwnicy, czekając aż ktoś się nad nimi zlituje. Ola od wielu lat miała na nie oko. - Szukałam tkaniny do ich obicia latami i nie mogłam znaleźć odpowiedniej. W  końcu rozszerzyłam swoje poszukiwania poza granice kraju, co okazało się strzałem w  dziesiątkę - wspomina.

WARIACJE ZZA OCEANU Trafiła na stronę amerykańskich projektantów tkanin i przepadła. Przez kilka dni nie mogła się oderwać od Internetu, zachwycona wyborem, kolorytem i wzorami dostępnymi na Zachodzie. U nas nie było nawet namiastki tego, co tam zobaczyła. - Projektanci nie tylko wykonywali wzory na tkaninę, ale też z tego materiału tworzyli wiele dekoracyjnych i użytkowych rzeczy, by pokazać jak można ich produkt zastosować. Zafascynowała mnie ta wielość opcji - ubrania, dodatki do domu, całe aranżacje przestrzeni, meble tapicerowane, pidżamki i szlafroczki dla dzieci, zasłony, firany rolety, fartuszki i łapki do kuchni… Z tych tkanin można robić po prostu wszystko. Długo zastanawiałam się którą wybrać na moje fotele, ale nie potrafiłam wybrać. Uznałam, że chcę mieć je wszystkie - opowiada projektantka z Bydgoszczy. I tak wpadła na pomysł otwarcia sklepu internetowego z tkaninami oraz zaczęła sprowadzać zza oceanu materiały porażające kolorytem. - Fotele wykonałam jako pierwsze. Wybrałam jasną tkaninę w podobne do róż kwiaty. Robiłam to pierwszy raz, metodą prób i błędów, ale mój przykład pokazuje, że wystarczą chęci i cierpliwość. Po prostu rozebrałam fotel na części pierwsze i przyglądając się, jak to było zrobione, starałam się odtworzyć proces, składając go od nowa - tłumaczy Ola. Prosta forma, dwie poduchy, drewniane poręcze - niemniej jednak dla wielu osób obicie go byłoby wyzwaniem. Dla niej był to pierwszy schodek do kolejnych projektów. A tych w głowie mnóstwo.

miasta kobiet

maj 2016

37


ZDJĘCIA NADESŁANE

jej pasja

NAJBARDZIEJ ROZCHWY TYWANE SĄ KOLOROWE TOREBKI OLI, PROJEKTOWANE NA INDYWIDUALNE ZAMÓWIENIA

Wąska specjalizacja jest czymś naturalnym, pożądanym na polskim rynku. Tak jest na pewno łatwiej, ale o ile nudniej. Tworząc ciągle coś zupełnie innego, człowiek cały czas się rozwija. OLA LEWANDOWSKA

38

miasta kobiet.pl

- Bogactwo wzorów i kolorów to istne szaleństwo… Efekt był taki, że chciałam z tych tkanin zrobić wszystko. Co chwilę wpadał mi do głowy jakiś pomysł. Rolety, zasłony, dekoracje do domu, sukienki, spodnie, pufy… Tyle że doba ma 24 godziny, więc trzeba było się na coś zdecydować. Zawsze doceniałam rękodzieło. To, co robię sobie sama, cieszy bardziej - kiecka czy torebka. Może nie są idealne, ale jednak zrobione tak, jak chciałam i  z  tego, co sobie wymarzyłam. Takie moje, po prostu - mówi Ola.

NA PASKU LUB ŁAŃCUSZKU Od dziecka lubiła szyć. Dziadek w czasach komuny jeździł na Zachód i przywiózł jej zabawkową maszynę do szycia. Tak naprawdę była kiepskiej jakości, co chwilę coś pękało, zrywało się, ale Ola już wtedy szyła jak zaczarowana. Budowała lalkom domki z  tektury, tapetowała ściany, w oknach wieszała własnoręcznie uszyte firanki, na podłodze układała dywany. Dziś z  jej torebek cieszą się inne kobiety. Noszą je z  dumą, bo są w  jakimś sensie unikatowe. Ola nie produkuje ich masowo, ani nawet seryjnie. Większość to pojedyncze sztuki. To torebka była pierwszym projektem od A do Z wykonanym ze sprowadzanych tkanin. - Tę zielono-różową wykonałam najpierw. Projektując ją myślałam o zapięciu na zameczek, ale przypomniały mi się te staromodne bigle - są takie klimatyczne, a że do stylu retro mam ogromny sentyment, postawiłam na takie rozwiązanie. Z czasem materiałowe paski zastąpiłam łańcuszkami - opowiada. Jej rękodzieło to też jakość i  trwałość. Ola dba, by jej wyroby były precyzyjnie i solidnie wykonane. Bigle wszywa osobiście, z dużą starannością. - To porządne zapięcie. Mam jedną taką starą torebkę, z zamierzchłych czasów. Bigle w niej nadal działają i o to chodzi. Robię też większe torby, workowate, pojemne, typowo miejskie. Gdy mam dużo pracy, proszę o pomoc sprawdzoną krawcową, skórzane uchwyty zaś zawsze montuję u profesjonalnego kaletnika. Rękodzieło rękodziełem, ale trwałość też jest ważna. Kto by chciał kupować coś, co za chwilę może się rozpaść? Zawsze wszystko dokładnie sprawdzam - podkreśla. Jej projekty nie są dla każdego. Jak zaznacza ich autorka - wyglądają dość specyficznie, trzeba lubić kolor, wzór i tę estetykę, aby wziąć któryś z jej wyrobów do domu. Jednak gdy pojawia się na targach, jej stoisko z tkani-

nami oblega tłum. Jest tak kolorowe, że trudno go nie dostrzec pośród innych. Numerem jeden podczas targów zawsze są tkaniny laminowane, czyli pokryte laminatem, dzięki któremu są przeciwdeszczowe. Można z nich szyć płaszcze, peleryny, kurtki, czapki, pokrowce, torby, kosmetyczki, śliniaczki i akcesoria dla maluszków, a nawet parasole. - Są bardzo miękkie i plastyczne, co trudno pokazać w  Internecie. W  ogóle niełatwo sprzedawać materiały w  sieci. Ludzie mogą myśleć, że to śmierdząca plastikiem cerata, a nie fajna, miękka, wodoodporna tkanina. Kupują głównie ci, którzy już sami sprawdzili tę jakość - zdradza.

Z PAPIERU NA TKANINĘ Z wykształcenia jest socjolożką, ale skończyła też liceum plastyczne. Opanowanie rysunku na pewno pomaga jej w przenoszeniu swych wizji na papier. Ma już spory zeszyt projektów plus mnóstwo luźnych kartek, na które przenosi pomysły, gdy rodzą się spontanicznie. Do życia powołuje te wybrane realizacje. - Pracuję bardzo różnie. Kiedy jest wena to powstaje kilka rzeczy jednocześnie, a mnie nie ma przez jakiś czas dla świata. Czuję w takich momentach, że muszę manualnie się wyżyć i  robię to. Potem nadchodzi przerwa - tłumaczy. Sprzedaje głównie online. Poza tkaninami, gotowe produkty - poszewki na poduszki, korale, kosmetyczki, torby, torebki, fartuszki z łapkami i wszystko, co podyktuje jej wyobraźnia. Są to najczęściej indywidualne zamówienia, a wśród nich m.in. misie, które dzieciaki po prostu uwielbiają, właśnie za kolor i wzór, czyli to, co charakteryzuje wykonania Oli. Uważa, że w  Polsce produkowanie wielu różnych rzeczy naraz podnosi poprzeczkę bardzo wysoko. Trudno o  odbiorców tak zróżnicowanego produktu, nie wyklucza więc, że zawęzi pole działania. - U nas tak już jest, że jedna firma zajmuje się torebkami, druga koszulkami, trzecia robi zegary… I  to się sprawdza. Wąska specjalizacja jest czymś naturalnym, pożądanym na polskim rynku. Tak jest na pewno łatwiej, ale o  ile nudniej. Tworząc ciągle coś zupełnie innego, człowiek cały czas się rozwija - twierdzi.CP [ napisz do autora: j.k rol@expressmedia.pl ]


006313804

006301794


kobieta przedsiębiorcza

ZDJĘCIE MONIK A BUŃKOWSK A

ZAŁOŻYŁAM FIRMĘ Z PASJI Żeby w pełni poświęcić się krav madze, z pasji założyłam swoją firmę. Dzięki temu mogę pomagać kobietom na większą skalę. Z Hanną Kaczmarczyk* rozmawia Joanna Czerska-Thomas* Jesteś bardzo aktywna sportowo. Na wywiad przyjechałaś rowerem, a pogoda dzisiaj raczej średnia… Rower to moja pasja. Ten jest pierwszym kupionym w sklepie, wcześniejsze sama sobie składałam. Muszę powoli myśleć o następnym, bo ten - siedmiolatek - już nie pozwoli mi wystartować na zawodach MTB. A wygrałam je trzy razy z rzędu. Czy jest coś jeszcze, oprócz roweru? Triathlon. Ale to raczej dla siebie - żeby pokonać swoje słabości. Trenowałam 12 lat pływanie. Kiedy się zaczęło to sportowe szaleństwo? Jak miałam 5-6 lat, tata powiedział mi, że jak ktoś mnie zaczepi, to mam kopać w krocze, a kiedy miałam 9 lat dostałam od niego książkę „Obroń się sama”. Z perspektywy czasu widzę, że żadna literatura nie wywarła aż takiego wpływu na moje życie. Chodziłam do szkoły średniej z internatem. Pewnej nocy obudziłam się i poczułam nóż na gardle. Każdy szczegół pamiętam do dziś. Obroniłam się. Wychowawczyni nie uwierzyła mi, kiedy powiedziałam jej o próbie gwałtu. Rodzicom opowiedziałam o tym dopiero po piętnastu latach… I teraz uczysz kobiety, jak mogą się obronić. Na zajęciach z krav magi dla kobiet uczę, jak unikać sytuacji niebezpiecznych, a w ostateczności, jak wykorzystać swoje ciało, przedmioty codziennego użytku i odruchy. Kobiety szukają tam też wsparcia? Tak, zdarza się, że przychodzą do mnie ofiary przemocy domowej i po jakimś czasie odzyskują siły i wiarę w siebie. Są w stanie powiedzieć „nie” swojemu oprawcy. Są w stanie chronić siebie i dzieci. Dlatego nawiązałam współpracę z Fundacją Wyjść z Cienia. Ona pomaga ofiarom przemocy domowej, a moje zajęcia je wzmacniają. Wiem, że poszłaś dalej. Razem z Martą i Emilią zakręciłaś się na zmianę? Tak! To uczestniczki naszego programu. Wybrałyśmy je spośród chętnych. Dziewczyny powitają lato szczuplejsze o kilkadziesiąt kilogramów. W akcji bierze udział cała grupa specjalistów z konkretnych dziedzin. Ja odpowiadam za treningi personalne. Dziewczyny są w coraz lepszej formie i po akcji będą doskonale wiedziały, co robić dalej, by utrzymać tempo. We wrześniu planujemy kolejną edycję. Każdy może się zgłosić, a obserwować nas można na Facebooku - Zakręć się na zmianę. Skąd pomysł na to, żeby prowadzić dziecięcą grupę Krav Magę?

40

miasta kobiet.pl

Sama mam syna, który czasem gra na komputerze i nie jest to wymarzona forma spędzania czasu. Dlatego na święta własnoręcznie przygotowujemy stroiki, rysujemy wspólnie komiksy. Jeździmy na wycieczki rowerowe. Krav maga dla dzieci to też konkurencja dla ekranów. Widziałam akcję społeczną, która wskazywała, że więźniowie mogą spędzić dwie godziny na świeżym powietrzu, a nasze dzieci spędzają zaledwie godzinę. Tak, zdecydowanie za mało. Bardzo podoba mi się moda na ruch. Lubię nasze wtorkowe i piątkowe zajęcia z dziećmi. Gry i zabawy grupowe poprawiają koncentrację, budują zespół. Pracujemy też nad kondycją i koordynacją. Wszyscy świetnie się przy tym bawią. Znamy się z BNI Legends - to organizacja biznesowa. Masz swoją firmę. Wszystko zaczęło się od wypadku, po którym przez 3 lata miałam niesprawną rękę. Nie dawali mi szans na powrót do pełnej formy. Wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam ćwiczyć. Udało się! Teraz trenuję z najlepszymi. Jędrzej Przeniosło to master w naszej dyscyplinie. Systematycznie biorę udział w seminariach organizowanych przez Jędrzeja. Ćwiczymy w tramwajach, autobusach. Niesamowite wrażenie. Teraz współpracujemy przy prowadzeniu sekcji kobiecej i dziecięcej. W 2013 powstała grupa dla kobiet, bo panie, jak się okazuje, najlepiej czują się w swoim towarzystwie. I tak już zostało. Żeby w pełni poświęcić się krav madze, z pasji w 2015 roku założyłam swoją firmę. Dzięki temu mogę pomagać kobietom na większą skalę. Do grupy można dołączyć bez względu na wiek i sprawność fizyczną. Krav maga bywa kojarzona z męskim sportem. Jaki jest Twój sposób na kobiecość? Mam w szafie więcej sukienek niż spodni. Bardzo je lubię. Uwielbiam też chodzić do opery!CP

*Hanna Kaczmarczyk trener w stopniu G2 Krav Maga Academy Przeniosło Team - sekcja kobieca, Centrum Krav Maga ul. Fordońska 116, Krav Maga dla dzieci, ul. Fordońska 116. www.kravmaga.bydgoszcz.pl *Joanna Czerska-Thomas marketing integrator, właścicielka Agencji Marketingowej M4Bizz, współorganizuje comiesięczne spotkania Biznes dla Kobiet oraz konferencję Charmsy Biznesu. www.m4bizz.pl


POMOCNICY temat NATURY ZAPRASZAJĄ NA ŚWIEŻO WYCISKANE SOKI Z WARZYW I OWOCÓW DO FOCUS PARK BYDGOSZCZ

MARCHEWKA I IMBIR Jeśli jeszcze nie próbowaliście tego połączenia, to może wydawać się Wam dziwne… ale gwarantujemy, będzie tak do pierwszego łyku. Dalej to już tylko pyszny smak i co równie ważne - samo zdrowie. Marchewka to prawdziwe warzywo młodości. Wypełniona jest witaminą A, niezwykle ważną dla oczu i skóry. Rozpiera ją wapń, potas, żelazo, miedź, fosfor i jod. Imbir z kolei to strażnik odporności, potrzebny nam w okresie wiosennego przesilenia.

M K

O

korzyściach płynących z picia świeżo wyciskanych soków z owoców i warzyw wiemy nie od dziś. Zastępują drogie suplementy, dostarczają wszystkiego, co potrzebne i to w najlepiej przyswajalnej, przystępnej formie. Oprócz tego, oczywiście, świetnie smakują. Pijemy je, zamiast sięgać po niezdrowe przekąski, orzeźwiamy się nimi w duszne dni, poprawiamy sobie dzięki nim humor oraz budzimy się wraz z nimi do życia. Mało tego - dzielimy się nimi z naszymi pociechami, które zwykle przepadają za smakiem słodkich owoców i nie marudzą przy tym, jeśli przemycimy w nich potrzebne warzywa. Sok można zrobić z czego tylko się chce. Same nieustannie eksperymentujemy z kolorowymi składnikami i dziś dzielimy się tym, co ostatnio zasmakowało nam szczególnie. Oto nasze ulubione połączenia i ich główne zalety. Smak i zdrowie w jednym!

L

A

POSTAW NA SOK

A

kobieta smakuje

MARCHEW, BURAK I NATKA PIETRUSZKI Rozszerzamy to karotenowe szaleństwo. Dokładamy do niego specyficzną czerwień i voila - otrzymujemy podwójną dawkę wapnia, potasu i dodatkową magnezu oraz sodu. Bogactwo buraka usprawnia przemianę materii, pobudza krążenie, oczyszcza. Warzywo to jest znanym elementem diety antynowotworowej. Natka pietruszki również nie wypada przy nim wcale tak blado. Jest wypełniona witaminami, minerałami, podnosi odporność, zapobiega wzdęciom i pomaga uporać się z anemią.

E

PUNKTU JUŻ WKRÓTCE

W GALERII POMORSKIEJ

fb.com/zdrowamarka 006314918

SELER, JABŁKO, MIĘTA Miętowe soki jabłkowe to dość powszechny patent. Warto urozmaicić go na przykład selerem korzeniowym, bogatym w witaminę C i fosfor. Ma on w sobie tyle dobra, że pomaga nawet w odchudzaniu! Na dodatek, uznawany bywa za afrodyzjak, gdyż zwiększa potencję. Może więc warto wybrać się na warzywną randkę z sokiem w ręku?CP

NOWEGO

R

OGÓREK I JABŁKO Kto by pomyślał? A jednak. Smak koniecznie do sprawdzenia. Warto nie tylko dla podniebienia - zalet jest tu zdecydowanie więcej. Jabłek przedstawiać nikomu nie trzeba. Od dawna wiadomo, że regulują florę bakteryjną, a co za tym idzie, zapobiegają zaparciom. Redukują też poziom cholesterolu i chronią tym samym przed miażdżycą. Na dodatek pomogą nam usunąć toksyny z organizmu. Mało? Dokładamy więc trochę zielonego. Ogórek, co prawda, składa się w większości z wody, może więc wydawać się, że w niczym tu za bardzo nie pomoże. Nic bardziej mylnego. Wystarczy, że ma w sobie tak cenny kwas foliowy, który w szczególności poleca się kobietom w ciąży, gdyż zapobiega występowaniu wad płodu. Jeden sok - korzyści dla dwojga!

OTWARCIE

Zamów do domu lub pracy na: miasta kobiet

maj 2016

41


006311632


miasta kobiet

maj 2016

43

026126044

006320646

006270047


kobieta z pasją

PA R T N E R T E M AT U

ROLKI ZAMIAST SZPILEK

Kiedyś była sensacją dla sąsiadów, teraz nikt już się nie dziwi. Halinę Igłowską można śmiało uznać za prekursorkę jazdy na rolkach w jej kategorii wiekowej. A ile ma lat? Mówią, że między 30 a 80. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIE: Jacek Smarz

U

mówiliśmy się na toruńskiej Barbarce. Dookoła las i ścieżki rowerowe wylane asfaltem. To ulubione miejsce pani Haliny. Chwilkę czekam wraz z  fotoreporterem. Naraz pojawia się smukła postać w  czarnym stroju. Na nogach ma wyczynowe rolki. Wiek nieokreślony, podobno nawet jej uczniowie zastanawiają, się ile ma lat. - Mówią, że między 30 a 80 - śmieje się pani Halina. Już po stylu jazdy widać, że mamy do czynienia z mistrzynią w swojej kategorii wiekowej. Ale o wieku nie będziemy rozmawiać, tak samo jak o jej wielkich, międzynarodowych sukcesach. Wiadomo, że rolki po raz pierwszy założyła 12 lat temu. Zacznijmy więc od początku.

PRZEŁOM W ŻYCIU Dziś pani Halina jest filigranowa, ale nie zawsze tak było. - Za młodu byłam za chuda, ale później przytyłam - wyznaje. - Prowadziłam niewłaściwy tryb życia, co poskutkowało dużą nadwagą w  granicach 30 kilogramów. Wpływ na to miały z pewnością częste gościny, a właściwie uczty, jakie się u mnie odbywały. W trakcie rozmów dużo się jadło. Doprowadziło mnie to do takiego stanu, że ze zbyt

44

miasta kobiet.pl

chudej, stałam się osobą otyłą, na dodatek wyśmiewaną. - Często słyszałam: „Coś ty ze sobą zrobiła”, „Jak ty wyglądasz” - podaje powtarzane komentarze. I wtedy właśnie… złamała nogę. - Człowiek z normalną wagą, przy zwykłym upadku, nie złamałby sobie dwóch kości podudzia z przemieszczeniem. U mnie tak właśnie się stało - wspomina. W efekcie dorobiła się sześciu sześciocentymetrowych śrub stabilizujących w  nodze. Wydawało się to wielkim dramatem, który jednak po czasie dał pani Halinie motywację do zmian. - Całe moje życie dzielę na „przed wypadkiem” i „po wypadku”. Jak leżałam w łóżku z nogą na poduchach i nie mogłam nawet chodzić o kulach, to córka przypomniała mi przysłowie: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” - mówi refleksyjnie. Długi czas zastanawiała się, co mogłoby wyjść dobrego z leżenia i jeżdżenia na wózku inwalidzkim. Od czasu do czasu taksówkarz woził ją tym wózkiem do supermarketu, by mogła pobyć między ludźmi. Tak minęło ponad pół roku, jednak gdy jej stan zaczął się poprawiać, coraz częściej przypominały jej się słowa córki. Postanowiła, że jak tylko wyleczy nogę, to w końcu zabierze się do pracy


kobieta z pasją

PA R T N E R T E M AT U

POKONYWANIE TRUDNOŚCI Po 11 miesiącach od chwili złamania była już lżejsza o 16 kilogramów dzięki gimnastyce i zmianach w diecie. Wróciła też do dawnej pasji - łyżwiarstwa. Wraz z przyjściem wiosny ślizgawkę zamieniła na rower i  spacery. Kiedy jednak poczuła się już w pełni sprawna, postawiła na coś innego. - Spróbowałam jazdy na rolkach. Okazały się strzałem w dziesiątkę - tłumaczy. Teraz jej typowy, codzienny trening rolkarski to 20 km na Barbarce plus dojazd, co daje w sumie około 24 km. Taka trasa z pewnością nie jest dla każdego początkującego, ale pani Halina potrafi już wydłużyć swój dystans i do 40 km. Najdłużej bez przerwy jechała około 200 km, na kaliskich zawodach, przy październikowej pogodzie - doskonałej na jazdę. Wspomina, że jedyną niewygodą była nieodpowiednia nawierzchnia. - Jechałam prawie 11 godzin, ale wyniki nie są dla mnie najważniejsze. Większą radość mam z  pokonywania trudności, np. 100 km w  Niemczech w  ponad 40-stopniowym upale. Wówczas wszyscy reprezentanci Polski wycofali się z zawodów, a mnie udało się przejechać tę trasę. Ten wyczyn uważam za swój największy sukces życiowy - cieszy się rolkarka. Przypięty pas na treningach rolkarskich to jej dzieło. Sama go najpierw wymyśliła, a  potem wykonała. Ma kilka kieszonek, w  których mieszczą się buteleczki z piciem, cukierki, chusteczki do nosa i dezodorant do… odstraszania psów. Nosi też ze sobą odtwarzacz MP3. - Podczas treningów słucham Franka Sinatry, to mój ulubiony piosenkarz. Jego sposób śpiewania, spokojna długa melodia pozwala wydłużyć krok na rolkach. Mam też wgranego Barry White’a, który z  kolei ma bardziej rytmiczne, dyskotekowe piosenki, oraz niezawodną Doris Day - mówi o swoich fascynacjach muzycznych. ZACZYNAMY STOPNIOWO W uprawianiu sportu wiek nie musi stanowić przeszkody. - Ja późno zaczęłam też biegać i do tej pory zaliczyłam 19 maratonów oraz wiele innych krótszych dystansów - wymienia pani Halina.

R

E

K

L

Ze śmiechem wspomina swoje początki: - Mając skończone 55 lat poszłam z synem potrenować na stadion. Kondycję miałam niezłą, więc udało mi się przebiec 10,3 km w  58 minut i  wkrótce postanowiłam wziąć udział w warszawskim maratonie. Przeliczyłam sobie, że jeżeli 10 km pokonuję w 58 minut, to 42 km na pewno zaliczę w 6 godzin, a jak nie dam rady… to dyskretnie wrócę taksówką. Pani Halina nie miała złudzeń co do tego, że przebiegnięcie takiego dystansu nie jest możliwe z dnia na dzień. Przygotowywała się więc podczas długich treningów. - Sport należy zaczynać uprawiać stopniowo. Od niewielkich aktywności - tłumaczy. - Trzeba powoli przyzwyczajać organizm do zwiększonego wysiłku. Ostatecznie udało mi się przebiec założoną trasę w 4 godziny i 22 minuty.

NIKT SIĘ NIE DZIWI To nie jej jedyne aktywności. Na nartach zjazdowych też zaczęła jeździć dopiero po 50., na nartach biegowych jeszcze później, na łyżwach długich - panczenach dopiero niedawno. Rowerem jeździ całe życie. Kiedyś była sensacją dla sąsiadów, teraz nikt już się nie dziwi. W jej kategorii wiekowej w Toruniu można ją śmiało uznać za prekursorkę jazdy na rolkach i propagatorkę zdrowego stylu życia. - Szkoda, że w  naszym mieście pań w moim wieku jeżdżących na rolkach jest niestety niewiele - mówi z żalem w głosie. - Wiadomo, że jeżeli ktoś nigdy nie uprawiał sportu, to nie powinien się od razu forsować. Ale zawsze warto wyjść z domu, choćby nawet pospacerować z kijkami w lesie. POST SCRIPTUM Pani Halina inspiruje do uprawnia sportu osoby w różnym wieku. Należy jednak pamiętać, że najpierw trzeba poznać możliwości swojego organizmu. Wcześniejsze konsultacje lekarskie dadzą absolutną pewność, że bez lęku można zacząć się ruszać. Pamiętajmy, iż nagła chęć zmiany swojego trybu życia bez kontroli czy opieki trenerskiej często bardziej szkodzi niż pomaga.CP

[ napisz do autora: j.oleksy@expressmedia.pl ] A

M

miasta kobiet

A

maj 2016

45

016207333

nad sobą. Zgubi zbędne kilogramy, wróci do aktywnego trybu życia. - To był przełomowy okres w moim życiu. Z perspektywy czasu nawet się cieszę z tego, że tę nogę złamałam - wyznaje.

006208501

WIADOMO, ŻE JEŻELI KTOŚ NIGDY NIE UPRAWIAŁ SPORTU, TO NIE POWINIEN SIĘ OD RAZU FORSOWAĆ. ALE ZAWSZE WARTO WYJŚĆ Z DOMU, CHOĆBY NAWET POSPACEROWAĆ Z KIJKAMI W LESIE.


męska perspektywa temat

ŚPIĘ NIESPOKOJNIE Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że brak mu weny. Dla mnie tworzenie to zawsze w 90 procentach ciężka praca. Natchnienie wywołane przeżyciem czy książką może być tylko bodźcem do działania. Resztę trzeba zrobić samemu! Z Demarem, bydgoskim producentem muzycznym, tekściarzem oraz członkiem składu Incognito, rozmawia Justyna Król

POSŁUCHA J INCOGNITO NA MIASTAKOBIE T.PL

46

miasta kobiet.pl


męska perspektywa Można powiedzieć, że Incognito powoli przestaje być incognito… Nagrywacie, działacie, promujecie kolejne klipy… Dzieje się trochę ostatnio, fakt. Ale tak naprawdę nad płytą, która teraz wypływa, ciężko pracowaliśmy z Robertem i Uckiem przez ostatnie cztery lata. A są na niej utwory z prawie piętnastu ostatnich lat, od kiedy to współtworzymy Incognito. Jeszcze wcześniej działaliśmy wspólnie z Grzaną, Yakim oraz Piranią, z którymi zaliczyliśmy parę mniejszych występów - m.in. w bydgoskim Mózgu, klubie Wiatraczek czy toruńskiej Odnowie. Nasza płyta to takie podsumowanie wieloletniej przyjaźni i wspólnej pasji. Postanowiliśmy w końcu coś pokazać światu. Robimy to jednak powoli i z satysfakcją. Nie oszukujmy się - to nie nowy krążek Ostrego, nikt na nas nie czeka. Robimy to przede wszystkim dla siebie i chcemy się tym cieszyć… Chociaż muszę przyznać, że nie byliśmy całkowicie zgodni, co do decyzji podzielania się tym materiałem ze światem (śmiech). Prawdopodobnie album „Utwory zebrane”, będzie w sprzedaży w okolicach czerwca. Długo go dopieszczaliśmy i tak naprawdę nigdzie nam się nie spieszy. Muzyka była od zawsze takim Twoim number one? Była w moim życiu odkąd pamiętam. Zdziwisz się - w szkole podstawowej słuchałem takich składów jak Sepultura, Metallica i Slayer. Kręciły mnie cięższe klimaty. Przepięcie z muzyki metalowej na hip-hop nastąpiło w momencie przesłuchania pierwszej płyty Rage Against The Machine, choć jako rocznik 80’, pamiętam czasy, kiedy w Polsce w ogóle nie było hip-hopu. Potem zakochałem się w twórczości Kazika Staszewskiego, m.in. w albumach „Spalam się” i „Oddalenie”. Zacząłem się zasłuchiwać w muzyce Kalibra 44, Wzgórza Ya-Pa 3, całej nowojorskiej szkole hip-hopu z A Tribe Called Quest na czele… i poszło. Tak wystartowała wieloletnia miłość, trwająca do dziś. Teraz jednak tak naprawdę nie słucham zbyt wiele hip-hopu, nie odnajduję w nim inspiracji i takich emocji jak dawniej. Hip-hop był owocem buntu, swoistym manifestem ludzkich poglądów. Osobiście lubię ten z lat dziewięćdziesiątych, ale hiphopowcem się nie czuję. Najbardziej inspirujące są dla mnie brzmienia bluesa, jazzu i soulu z lat siedemdziesiątych. Muzyka, którą stworzyłem do albumu „Utwory zebrane”, jest pochodną wszystkich zebranych doświadczeń. W Waszych kawałkach nie ma tego buntu? Piszemy o relacjach międzyludzkich, przemijaniu i melanżu (śmiech), a dokładnie o tym, co jest w nas. Pojawiają się radości, pijackie imprezy, nieszczęśliwe miłości i emocje nimi wywołane. Wydaje mi się, że poruszamy tematy, które dotykają każdego z nas, w końcu to nasze przemyślenia z kilkunastu lat - dojrzewania, przeżywania, część naszego życia ubrana lirycznie i muzycznie. Nie wiem, czy rynek to chwyci. Dzisiejsze pokolenia słuchają zupełnie czegoś innego, ale my nie będziemy się pod taką modłę naginać. Emocje i przemyślenia w naszych utworach są dla nas najważniejsze. Jest Was trzech, ale już nie jak dawniej, na miejscu… Tak, „Utwory zebrane” Incognito to efekt starań naszego stałego, starego dobrego, ale obecnie rozsianego po świecie składu - trzech przyjaciół. Ucek mieszka w Hamburgu, Robert w Eidnhoven, a ja w Polsce scalam to wszystko. Nie jest to łatwe, chłopaki piszą teksty, wpadają nagrywać zwrotki, a resztę ogarniam sam. Przez lata gromadziłem sprzęty i - jak widzisz udało mi się stworzyć taką oto swoją pracownię dźwięków. Własne studio wiele ułatwia. Są i kobiety. Nie tylko jako inspiracja w tekstach i twarze w teledyskach. Pojawiają się też głosy… Tak, wspierają nas trzy bydgoszczanki. Adela Konop to fantastyczna wokalistka jazzowa, która płynie w zwrotkach jak instrument, ubarwiając całość niesamowicie. Dominika Skrzypek, usłyszana przeze mnie przypadkiem w coverze numeru „Apple Tree” Eryki Badu na Facebooku, megaociepla swoim soulowym głosem nasz numer „Jestem Prawdą”. Zaś Ania Hnatowicz, z którą mamy najwięcej wspólnych znajomych, jest w stanie zaśpiewać prawie wszystko w perfekcyjny sposób i sprawdza się na każdym gruncie. W sumie to zawsze chciałem usłyszeć w naszych numerach soulowy, gruby, męski murzyński głos, ale okazało się, że trudno znaleźć taki w Bydgoszczy (śmiech).

Kobiety w życiu są Ci bliskie? Oj tak, mam niesamowicie mądrą mamę. To, co mówiła zawsze było dla mnie święte - wiedziałem, że ona wie co jest dobre, a co złe. Bardzo cenię rodziców i mam z nimi świetny kontakt, choć są już starszymi ludźmi, po siedemdziesiątce. Ogólnie dzisiejsze kobiety bywają silne, zawzięte i ambitne, a czasem wręcz bezwzględne (śmiech). Mam w pracy szefową, którą osobiście jakiś czas temu zatrudniałem do mojego zespołu. Żaden facet nie wspiąłby się w tak krótkim czasie po drabince kariery jak ona. Z drugiej strony, znam sporo kobiet strasznie niekonsekwentnych, a dla mnie konsekwencja jest w życiu podstawą. Jestem umysłem ścisłym, lubię planowanie i realizowanie założeń krok po kroku. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że brak mu weny. Dla mnie tworzenie to zawsze w 90 procentach ciężka praca. Natchnienie, wywołane przeżyciem czy książką, może być tylko bodźcem do działania. Resztę trzeba zrobić samemu! Trudno się buduje związki z kobietami? Zabawne, ale dla mnie to chyba jak potrzeba fizjologiczna. Zawsze poważnie traktowałem temat związków i prawie całe życie w jakimś byłem. Opierałem je na przyjaźni i chyba dzięki temu nigdy nie były powierzchowne. W sumie pierwszą stałą dziewczynę miałem od czwartej klasy podstawówki. Pamiętam, że rokrocznie w czerwcu żegnaliśmy się na wakacje, a po lecie, które spędzałem z rodzicami na działce, pytałem ją na nowo czy nadal jest moją dziewczyną, czy dalej ze sobą chodzimy (śmiech). Potem miałem też tę pierwszą dziewczynę w dorosłym życiu, aż do czasów studenckich. I pojawiła się Kasia, Twoja obecna żona… Tak, jesteśmy razem już trzynaście lat. Wiem, to niezły staż jak na mój wiek, ale to taka rodzinna klątwa - w miłości jesteśmy dinozaurami (śmiech). Tak mnie wychowano. Mężczyźni w mojej rodzinie są stali w uczuciach i wierni. Tata poznał mamę jeszcze w podstawówce. Mój brat swoją pierwszą żonę również. Obecnie ma drugą, ale tylko dlatego, że pierwsza niestety zmarła… Jego syn, mimo zaledwie 24 lat, też już jest w wieloletnim związku i ma w planach zaślubiny. Z Kasią tworzycie nowoczesny związek czy raczej tradycyjny? Kto gotuje? Bardzo nowoczesny. Nikt nie gotuje (śmiech). Prawda jest taka, że nawet nie mamy czasu na regularne zapełnianie lodówki, często jemy na mieście lub u rodziców. Realizujemy swoje plany zawodowe, ale też pasje. Rozumiemy się w tej materii doskonale, nikt nikomu nic nie narzuca. Muzyka kwitnie, małżeństwo szczęśliwe. Uważasz się za człowieka spełnionego? Mam teraz taki okres, że megadużo czasu poświęcam na produkcje muzyczne, pisanie tekstów, tworzenie. Zaczynam współpracę z różnymi artystami, trwają też prace nad moim solowym krążkiem, ale są też inne priorytety. Jakie? Może pora pomyśleć o potomstwie? Jestem zdecydowanie na tak, ale wszystko w swoim czasie. Nie wyobrażam sobie w przyszłości Bożego Narodzenia bez dziecka… Co to za święta? Robienie prezentów dla dorosłych nie ma tego klimatu. Mam wiele koleżanek singielek z wyboru. Nie mają partnerów, mężów ani dzieci. Z różnych powodów. Uważam, że nie jest im z tym do twarzy… Zawodowo zajmujesz się zarządzaniem projektów. Oceniasz projekt „dziecko” jako duże wyzwanie? Wiesz, doba ma 24 godziny, a taki maluch potrafi być absorbujący. Dzieci mają kolki, ząbkują… Zgadza się, ale jestem przekonany, że przychodzi taki moment, gdy życie bez dziecka stanie się puste. Taki mały człowiek to przecież sens istnienia. Radość, a jednocześnie natchnienie do działania. Teraz nie śpię spokojnie, kto wie, może paradoksalnie, gdy pojawi się maluch, to zacznę. Czas dla dziecka na pewno się znajdzie, w końcu są rzeczy ważne i ważniejsze.CP [ napisz do autora: j.k rol@expressmedia.pl ]

miasta kobiet

maj 2016

47


006274120

Miasta Kobiet maj 2016  
Miasta Kobiet maj 2016  
Advertisement