Page 1

MIASTAKOBIET nasze miejsca spotkań

21 maja 2013

tabu

Matka Polka z depresją str. 18-19

portret

Pod prąd przemijaniu

Kafka Jaworska str. 6-8 R

E

K

L

A

M

A

564413TRBRA


kobieca perspektywa

Między suką a kurą Może z okazji Dnia Matki zróbmy sobie babski wieczór? Świętujmy odpoczywając po swojemu. Nie czekajmy na kwiaty. Nie dajmy się stereotypom. Emilia Iwanciw* - redaktorka prowadząca „Miasta Kobiet” Dzień Matki zbliża się wielkimi krokami. Nie lubię tego święta jak wielu innych tego typu. Nie lubię, bo wolę dostać całusa od mojego syna całkiem spontanicznie i usłyszeć zwykłe „Kocham cię, mamo” tak po prostu w zwyczajny dzień. Jakoś wtedy bardziej mnie to wzrusza. Według Nonsensopedii Dzień Matki, znany jest również pod kryptonimem: Gdzie moje kwiaty? - to jedyny dzień w roku, kiedy dzieci muszą być szczęśliwe, a ojciec daje pieniądze dzieciom. Zapewne na kwiaty. Ta nonsensowna definicja Dnia Matki jest mi bliższa niż powszechnie znana. Jest zabawna, a ja wolę powygłupiać się z moim synem, niż czekać na kwiaty. On to chyba wyczuwa, bo nie rysuje z tej okazji laurek z kwiatami, tylko ze swoimi ulubionymi superbohaterami.

Presja = depresja Dostrzegam jednak też pozytywne strony tego święta. Coraz częściej przy tej okazji mówi się publicznie o problemach polskich matek. Już nie tylko słodzimy, że bycie matką to największe szczęście na ziemi. Śmielej mówimy o tym, jak trudno godzić macierzyństwo z pracą zawodową, wychowywać dziecko samotnie, albo być matką niepełnosprawnego dziecka. Czasem mówi się też o presji społecznej bycia matką idealną, oazą spokoju z zadowolonym maluchem przy piersi, bez oznak zmęczenia, zniecierpliwienia, frustracji. Presji, która jest jednym z powodów depresji poporodowej, jaka dotyka tak wiele Polek.

Temu ostatniemu zagadnieniu poświęciliśmy jeden z ważniejszych artykułów aktualnego wydania naszego miesięcznika. Nie bez powodu burząc mit zadowolonej matki, dźwigającej dzielnie i samodzielnie wszystkie problemy.

Dwa wyjścia? Pomyślałam też, że z okazji tego święta dobrze by było zastanowić się nad tym, jaka jest polska matka dzisiaj. Agnieszka Graff powiedziała prowokacyjnie, że w Polsce matka ma tylko dwa wyjścia. Może być suką albo kurą domową. Suką, kiedy próbuje godzić pracę zawodową z macierzyństwem, z wiecznym bagażem wyrzutów sumienia, że za mało czasu poświęca dziecku. Słysząc od rodziny, znajomych, sąsiadów i męża, jak wiele obowiązków zaniedbuje. Albo kurą domową, matką, która przez cały dzień podciera pupy, pierze, nosi siatki z zakupami, miesza zupę, a potem słyszy od sąsiadki, albo nawet własnego męża, że nic nie robi, że się zaniedbała, roztyła, nie jest już taka jak kiedyś. Jedno i drugie boleśnie prawdziwe. Bądźmy realistkami, ale jednak nie pesymistkami. Wierzę, że jest coś jeszcze pomiędzy suką a kurą domową. I jestem przekonana, że bycie mamą, choć ma ciemne strony, to jednak fajna sprawa. Wiedząc, że niemal każda z nas ma podobne problemy, że słodkie bobasy znane z reklam nie istnieją, że żaden wybór, jakiego dokonamy nie będzie idealny, że każda matka bywa nieźle wkurzona, niespełniona, samotna, krytykowana przez sąsiadki, albo teściową, po prostu wrzućmy na luz. Absolutnie nie namawiam, by nie traktować serio swojego macierzyństwa. Chodzi tylko o to, by być dobrą matką na miarę aktualnych możliwości. Dać sobie samej prawo do bycia matką niedoskonałą. Taką, która zasypia bez wyrzutów sumienia, spowodowanych trudnym godzeniem ról. Bez rachunku sumienia, czy aby na pewno dobrze rozegrałam dzisiejszy dzień. Być może nie był on idealny, ale na pewno najlepszy z możliwych.

Babski wieczór W oswojeniu problemów, pomocne mogą być inne matki. Jedna z moich koleżanek niedawno podsumowała nasz babski wieczór pełen narzekań na trudne dzieci i trudnych facetów: „Lubię tak posłuchać was czasem, dziewczyny. Stwierdzam wtedy, że w sumie wszystkie mamy podobnie. Po takim wieczorze nawet czasem przytulę się do mojego starego, choć jesteśmy pokłóceni. I nie wydrę się na moją córkę, która drugi raz w tym tygodniu zgubiła strój do wuefu”. Może więc z okazji Dnia Matki zróbmy sobie babski wieczór? Świętujmy odpoczywając po swojemu. Albo idźmy do toruńskiego CSW, by niebanalnie świętować, dobrze się bawiąc. No, w każdym razie, Drogie Mamy, w tym roku nie czekajmy na kwiaty. Nie dajmy się stereotypom. WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13, tel. 52 32 60 733 Prezes Zarządu: dr Tomasz Wojciekiewicz, Redaktor Naczelny: Artur Szczepański, Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa, Redaktorka prowadząca: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863, e.iwanciw@expressmedia.pl, Teksty: Emilia Iwanciw, Dominika Kucharska, Dorota Kowalewska, Lena Kałużna, Sylwia Rybacka, Kamil Pik, Jarosław Jaworski, Jan Oleksy, Projekt i skład: Iwona Cenkier, i.cenkier@expressmedia.pl, Ilona Koszańska-Ignasiak, Jakub Woźniak Sprzedaż: Paulina Anikowska, p.anikowska@nowosci.com.pl, tel. 52 32 60 772, Angelika Sumińska, a.suminska@express.bydgoski.pl

2

miasta kobiet

21 maja 2013


relaks

584713TRBRA

miasta kobiet

21 maja 2013

3


relaks

Sobota jest nasza

Zamiast nadrabiać zaległości w sprzątaniu, przyjdź w sobotę do Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu ze swoją mamą lub sama. Porozmawiamy o... odpoczywaniu. Tekst: Emilia Iwanciw Zdjęcia: Tytus Szabelski

N

ie wychodzi nam odpoczywanie. Statystyki nie pozostawiają złudzeń: większość z nas sobotę poświęca czas na porządki, pranie, zakupy, gotowanie i wiele innych domowych obowiązków. Zamiast wyciszyć się po zabieganym tygodniu, albo odpocząć uprawiając sport czy imprezując, postanawiamy pracować w domu. Może warto przełamać ten stereotyp? Wyjść ze schematu i dobrze się bawić w miejscu, które z przełamywania stereotypów słynie? Pora na wolną sobotę w Centrum Sztuki Współczesnej.

Sztuka relaksu

Częścią trwającego projektu pod nazwą „Wolna sobota dla mam” będzie dyskusja o odpoczywaniu. Wśród dyskutantek pojawi się m.in. instruktorka jogi, socjolożka, trenerka personalna, terapeutka, fanka wspinaczki. Czy odpoczywanie jest sztuką? Jak najlepiej nam się odpoczywa? I czy w ogóle odpoczywamy? To tylko część pytań, na jakie poszukamy odpowiedzi. I niejedyna atrakcja!

Sobota z puentą

„Wolna sobota dla mam” odbywać się będzie 25 maja, czyli bardzo blisko Dnia Matki. - Z tej okazji zachęcamy gorąco, by przyjść razem ze swoją mamą - mówi KatarzynaToczko, rzeczniczka CSW wToruniu. - To doskonała okazja, by spędzić miło cały dzień podczas wspólnego dziewczyńskiego zwiedzania wystawy poświęconej modzie, warsztatów decoupage i kulinarnych, ćwiczeń tai chi, seansu filmowego. Motywem przewodnim wydarzenia jest relaks. Dlatego nawet z warsztatów kulinarnych żadna

z uczestniczek nie wyjdzie zmęczona, bo zostanie pokazane, jak zrobić coś pysznego i efektownego przy małym nakładzie środków i czasu. Partnerem warsztatów są eksperci edukacji żywieniowej Naturhouse. Proste ćwiczenia tai chi to z kolei czas na wyciszenie dla kobiet w każdym wieku - niezależnie od kondycji. Puentą wolnej soboty będzie wieczór filmowy z odprężającym seansem „Zakochani w Rzymie”.

Zapisz się za zajęcia

W „Wolną sobotę dla mam” można też liczyć na coś dla ciała: bezpłatny manicure i makijaż wykonają kosmetyczki z toruńskiego salonu „Nathalie”. Współorganizatorem i partnerem całego wydarzenia są „Nowości - Dziennik Toruński”. Aby wziąć udział w poszczególnych warsztatach należy zapisać się wysyłając maila pod adresem: wolnasobota@expressmedia.pl wpisując w tytule maila nazwę zajęć. Szczegóły obok 

miasta kobiet

Program:

15.00-15.45 oraz 15.45-16.30 warsztaty „TAI-CHI” dla początkujących, LabSen lub Taras w zależności od pogody; zapisy mailowe

15.00-16.30 warsztaty kulinarne COŚ Z NICZEGO, czyli wspólne pichcenie sałatek ze świeżych produktów sezonowych, Czytelnia; zapisy mailowe

15.00-16.30 warsztaty „DECOUPAGE”, II piętro; zapisy mailowe

16.00-17.00

Czy odpoczywanie jest sztuką? Jak najlepiej nam się odpoczywa? I czy w ogóle odpoczywamy?

Wolna sobota dla mam z Nowościami

4

dla mam

CSW w Toruniu 25 maja

organizatorzy:

PARTNERZY:

Wolna sobota

spacer po wystawie „CUDA NIEWIDY” poświęconej modzie, zbiórka przy recepcji; zapisy mailowe

17.00-18.30 „SZTUKA ODPOCZYWANIA”, dolce far niente po polsku” - dyskusja z udziałem zaproszonych gości, LabSen; wstęp wolny

19.00 oraz 21.00 seans filmowy: „ZAKOCHANI W RZYMIE” reż. Woody Allen, Kino Centrum; wstęp wolny

21 maja 2013


temat

576613TRBRA

miasta kobiet

21 maja 2013

5


jej portret

M ędzy

jawą a snem

Kino jest świetną podróżą, która może nas czegoś uczyć, ale niekoniecznie trzeba przekładać to, co się zobaczy, na prawdziwe życie. Nie robię z kina „kopiuj/wklej”. Filmy uczą nas, jak każda ze sztuk, wrażliwości. Z Kafką Jaworską* rozmawia Janusz Milanowski

Wejdę z butami w Twoją duszę… Spróbuj tylko?! Opowiedz o swoim najbardziej osobistym filmie. Nie mam. Nie wierzę… Musiałby to być jeden tytuł, a ileż musiałabym wówczas wspaniałych filmów niesprawiedliwie pominąć. Bardzo emocjonalnie podchodzę do sztuki filmowej. Żyję w świecie filmów, które lubię, kocham i które żyją razem ze mną i takich, które były dla mnie tak złe, że staram się o nich nie pamiętać. Jestem więc osobą, która nosi bagaż ulubionych filmów, nie jednego - wielu. Wolałabym zrobić listę 100 ukochanych, aniżeli musieć wybierać ten „jedyny”. Czy istnieją filmy do których wracasz? Tak, do klasyki przede wszystkim i tu chyba zawsze Bergman zostanie na piedestale. Nie smutny, ale wybitny obserwator rzeczywistości. W zależności od nastroju oglądam, bo bardzo

6

miasta kobiet

21 maja 2013

lubię „Śniadanie u Tiffany”ego”, kocham „Casablankę”, „Dolce vita”, „Życie Zofii”, „Cinema Paradiso”, „Przełamując fale”, „Stowarzyszenie umarłych poetów”, „Hair”, „Łowcę jeleni”, przegadane i przeintelektualizowane kino Allena - szczególnie „Annie Hall”, Almodovara niemalże w całości, wszystko Jarmana, Sheridana i Kieślowskiego, trochę Lyncha, Haneke’ego i Polańskiego, odrobinę von Triera, szczyptę Spielberga i Scorsese oraz wiele, wiele innych… filmów, artystów. Całą noc mogłabym wymieniać. Co dla wielu osób ciekawe nie bardzo przepadam za polskim kinem, ale tym starszym. Współczesne jest bardzo ciekawe i coraz lepsze. Jest masa filmów do których wracam. Niemalże zawsze kieruje mną nastrój. To on „wybiera” co oglądam. Jeżeli nie mam na jakiś film ochoty, to po prostu czytam książkę. A jaki masz nastrój, gdy wracasz do Bergmana? Wiesz co… po prostu melancholijny. Mam wtedy ochotę na wyciszenie. Kino to mój zawód, zatem z jednej strony budzi moje emocje, z dru-

giej nie uniknę oceniania go pod względem, artystycznym, technicznym. To niełatwe zadanie. Nie zawsze bowiem wirtuozeria techniczna idzie w parze z tym, czy film mi się podoba. Generalnie wybieram filmy, które mnie poruszają, wzburzają emocje, budzą refleksje. Nawet jeśli pozostawiają nieco do życzenia co do techniki, nie są perfekcyjnym dziełem kinowym. Najgorzej jest jednak, gdy oglądam na uznanych światowych festiwalach filmy, które rozczarowują mnie nudnym perfekcjonizmem, a potem zostają nagrodzone. Niemożliwe, a jednak prawdziwe. Wtedy jest trudno. Mówisz jak krytyk, który ma zawsze problem z oddzieleniem własnych emocji od bycia tym krytykiem. Czy aż tyle masz w sobie emocji, że pracując musisz walczyć z nimi? Nieee… Nie chciałabym być krytykiem, ale bywam. To jest poniekąd wpisane w mój zawód. W kinie szukam jakiejś iskierki, bo jednak od sztuki powinno się wymagać tego czegoś po prostu. Film jednak zawsze pozostanie dla mnie sztuką. >


jej portret >

* Kafka Jaworska

Oglądając biorę pod uwagę wszystko, co buduje film, rozkładam go na części, biorę pod uwagę doświadczenie artystyczne reżysera, zdjęcia, muzykę i w końcu pytam siebie: czy to wszystko tworzy całość? I tu wracamy do tego, że tym krytykiem bywam, choć nie chcę. Wymieniłaś filmy, których fabuła nie jest optymistyczna… Te filmy są zakorzenione w mojej głowie, ale czy to znaczy, że szukam czegoś smutnego w kinie? Raczej nie. Bardzo długo dojrzewałam do momentu, w którym będę mogła przełknąć filmy komercyjne, dotykające tematów lekkich i dziś nawet polubiłam takie obrazy, jeśli cokolwiek ze sobą niosą.

Prezeska Fundacji Biuro Kultury, Dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest. Kuratorka programowa kina „Centrum” w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, wcześniej kina studyjnego „Orzeł”. Z zawodu polonistka, filmoznawczyni i kulturoznawczyni. Wielokrotnie nagradzana za swoją działalność na polu upowszechniania kultury filmowej. Prywatnie mama Jarka i żona Jarka seniora. Uwielbia koty i kuchnię włoską.

A nie wynika to z Twojego spojrzenia na życie? Nie, nie. Postrzegam siebie jako osobę co najmniej bardzo pozytywną. Co to znaczy bardzo pozytywną? Co to znaczy? Taka trochę wańka-wstańka. Gdy coś mnie załamie, to następnego dnia, albo po tygodniu - wstaję. Nie jestem osobą depresyjną, nie mam z tym problemu. Na razie.

R

E

K

L

A

M

A

A co takiego może Cię załamać albo załamuje? Twardo stąpam po ziemi i tak naprawdę największe zmartwienie wywołuje u mnie zawsze to, co jest ludzkie. Sztuka jest bardzo ważna dla mnie, ale z sali kinowej wychodzi się do rzeczywistości. Jestem matką, żoną, córką, przyjaciółką i to jest dla mnie absolutnie najważniejsze. Na pierwszym miejscu jest rodzina, życie jako takie. Staram się chwytać dzień, cieszyć się każdą chwilą, a jeśli jest ona smutna, to wyciągać wnioski. Mam swoje zmartwienia, przejścia, ale któż ich nie ma? Obiektywnie uważam, że wiele otrzymałam od losu i dlatego staram się nie narzekać. A brudów, smutków, zmartwień nigdy nie wywlekam. Mówisz, że przestrzeń osobista jest dla Ciebie najważniejsza. Artyści w tej przestrzeni często są beznadziejni. Kiedyś myślałem, że dziełem można usprawiedliwić wszystko. Teraz już tak nie myślę. Szalenie trudno jest na to odpowiedzieć. Jest bardzo wielu wybitnych filmowców, których życie nie powinno być prototypem do czegokolwiek. Ale są jacy są. Czasami ma to jakiś wpływ na ocenę, kiedy oglądam ich filmy, ale najzdrowiej oddzielić jest ich życie od ich sztuki. Chyba że dzieło wynika z przeżyć, doświadczeń samego artysty, wtedy jest inaczej. Może dlatego, że kino jest sztuką, w której ekran stanowi swoistą granicę między jawą a snem. Snem dobrym lub złym, ale jednak snem. To nie teatr, w którym niemal dotykasz drugiego człowieka. W kinie jest ekran i w każdej chwili możesz wyjść z tej sali. A na czym płakałaś w kinie? Hmm… Jak byłam dzieckiem, to na „E.T.”

573013TRTHA

A gdy przestałaś być dzieckiem? Często się wzruszam na filmach kostiumowych. Uwielbiam filmy bardzo proste, ale piękne. Kocham brytyjskie aktorstwo, a co za tym idzie, ten ich melancholijny romantyzm; „Rozważna i romantyczna”, „Powrót do Howards End”, „Zakochana Jane” - wzruszają mnie wszystkie ważniejsze adaptacje literatury angielskiej. Mam też wielki problem z oglądaniem filmów, w których krzywda > dzieje się dzieciom… miasta kobiet

21 maja 2013

7


jej portret >

Czy z tego, co oglądasz przenosisz coś do życia? Chyba nie… Przykłady sytuacji, których chciałabym uniknąć, czerpię z rzeczywistości, jak również i to, do czego dążę. Kino jest dla mnie takim marzeniem raczej. Wchodzimy do sali i śnimy… …a potem się budzimy… …a potem się budzimy i wcale nie musi być gorzej, ale może być lepiej. Albo tak samo w ostateczności. Do czego dążysz? Do celu bardzo prostego: żeby być zadowoloną ze swego życia, z tego, co się robi. Bardzo bym chciała podjąć jak najmniej złych decyzji, choć wiem, że i tak tego nie uniknę. Życie to taka mozaika chwil, momentów. W moim rozumieniu stan jestem szczęśliwy/szczęśliwa jest na tyle krótkotrwały i złudny, że wybieram po prostu inne pojęcie - bycie zadowoloną. Takie postrzeganie rzeczywistości pomaga mi zachować balans i jest zdrowsze. Nie oznacza to, że nie umiem być szczęśliwa! Ale oczywiście, kiedy trzeba, tupię nogą. Lubisz śnić na jawie i dlatego chodzisz do kina… Dla mnie kino jest świetną podróżą, która może nas czegoś uczyć, ale niekoniecznie trzeba przekładać to, co się zobaczy, na prawdziwe życie. Nie robię z kina „kopiuj/wklej”. Filmy uczą nas, jak każda ze sztuk, wrażliwości. Myślisz o przemijaniu? Nie. Bardziej o emeryturze (śmiech). Przecież czas jest domeną kina… Oj, wkładasz wszystko w jeden worek. Czas w kinie ma dla mnie znaczenie bardziej z technologicznego punktu widzenia, ten czas rzeczywisty, który przemija, zmienia i samo kino. Są filmy wciąż aktualne. Spójrz na „Gwiezdne wojny”…

8

miasta kobiet

21 maja 2013

Tam przecież umierają gwiazdy… Nie, nie o to chodzi. Często, kiedy oglądamy starsze filmy, weźmy na przykład kino gatunkowe lat 80., science fiction czy kino akcji, widzimy, że efektów specjalnych niewiele, technika komputerowa niemalże nie istniała. Patrząc na nie widzimy upływ czasu w kinie. Potrafimy nawet odrzucić takie filmy, gdyż stają się śmieszne. Choćby „Tron” z roku 1982 w porównaniu z najnowszym traci swą magię. A „Gwiezdne wojny”? To akurat fenomen, który nie utracił czaru i wielkości, a czas nie odcisnął na nim piętna tak intensywnie i krzywdząco. Kino to sztuka, która się zmienia na naszych oczach w tempie przerażającym. Zgadzam się. To my decydujemy, czy wybieramy to, co najnowsze, czy jednak nie. Według mnie najlepsze są te filmy, na które czas nie ma wpływu. To filmy mądre, ważne, wybitnie zrealizowane, które idą pod prąd przemijaniu. To my

Według mnie najlepsze są te filmy, na które czas nie ma wpływu. To filmy mądre, ważne, wybitnie zrealizowane, które idą pod prąd przemijaniu. kafka jaworska tofifest

przemijamy, zmieniamy się, na nowo odbieramy i odkrywamy sztukę filmową. Nasze ulubione filmy sprzed dziesięciu lat albo kochamy dalej, albo odrzucamy. Przemijamy my, nie sztuka. No, dobrze. Zróbmy mały chillout, jak mawia młodzież. Co lubisz? Lubię układać rymowanki, takie z rymami częstochowskimi (śmiech). Dawaj! Nie! One najczęściej są wulgarne. No, dawaj! Nie wypada. Ale to jest jeden z moich ukrytych talentów. Próbowałam pisać wiersze białe, chciałam być poetką, jednak stwierdziłam, że są beznadziejne, więc zaczęłam tworzyć częstochowskie, które często rozluźniają atmosferę. Lubisz klnąć? Tak. Na „k…”? Jestem polonistką i powinnam zaprzeczyć, mówiąc, że język polski jest bardzo piękny. Jest! Ale nie zmienia to jednak faktu, że ja się świetnie czuję, jeśli mogę siarczyście rzucić mięsem. Przynosi mi to wielką ulgę, za to też kocham język polski. Bluzgasz w robocie? Staram się… raczej… nie. No, to w domu? Yyy, bywa (śmiech). Co byś jeszcze chciał wiedzieć? Co lubię jeść? Co lubisz pić? Wino: białe i różowe. Od czasu do czasu czerwone. Mocniejsze trunki? Wódka. Czysta i biała.


Trendy z 4 1

2 3 5

sukienki

10

na każdą okazję

6

9

8

Czas odświeżyć wnętrze szafy i przygotować się na letnią pogodę. W wysokiej temperaturze nic nie sprawdza się lepiej niż sukienka. Kiedy jesteś zabiegana, wystarczy zdjąć ją z wieszaka, dobrać buty i gotowe! Masz do wyboru setki modeli i wzorów sukienek na każdą okazję: do pracy, weekendowego relaksu, na komunię albo wesele. Różowe, niebieskie, beżowe, dżinsowe, w etniczne wzory. Eleganckie i na luzie. Niezależnie od figury znajdziesz coś dla siebie. Skorzystaj z naszych inspiracji w Toruń Plaza! Anna Deperas-Lipińska stylistka Toruń Plaza

7

1. Sukienka w kwiaty Reserved - 129,99 zł, Toruń Plaza 2. Kolorowy naszyjnik COYOCO - 59,99 zł, Toruń Plaza 3. Złoty naszyjnik Parfois - 49,90 zł, Toruń Plaza 4. Biała sukienka KappAhl - 149 zł, Toruń Plaza 5. Biała sukienka z motywem etno Mango - 139 zł, Toruń Plaza 6. Sukienka dżinsowa New Yorker - 99,95 zł, Toruń Plaza 7. Błękitna sukienka Mohito - 169,99 zł, Toruń Plaza 8. Sandały Wojas - 199 zł, Toruń Plaza 9. Sukienka Tatuum - 169,99 zł, Toruń Plaza 10. Sukienka United Colors of Benetton - 129 zł, Toruń Plaza Toruń Plaza: ul. Broniewskiego 90, www.torun-plaza.pl, czynne codziennie od 9-21

miasta kobiet

21 maja 2013

9


relaks

Klepnij kozę basem O

tym, żeby zagrać na bębnie, myślał chyba każdy, kto widział film „The Visitor” (polski tytuł to „Spotkanie”). Główny bohater - profesor Walter Vale, po latach przyjeżdża do swojego mieszkania w Nowym Jorku. Okazuje się, że przebywają tam nielegalni emigranci. Walter pozwala im zostać. W krótkim czasie zaprzyjaźnia się z dzikimi lokatorami i dzięki nim zaczyna odkrywać wyjątkowy instrument, jakim jest bęben afrykański. Djembe, bo tak brzmi jego poprawna nazwa, to drewniany „kielich”, wykończony membraną ze skóry kozy afrykańskiej, naciągniętej grubym sznurem. Mówię sobie - raz kozie śmierć. Dzwonię i umawiam się na warsztaty prowadzone przez Przemka Kubskiego* w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy.

Djembe to drewniany „kielich”, wykończony membraną ze skóry kozy afrykańskiej, naciągniętej grubym sznurem. Mówię sobie raz kozie śmierć i… zapisuję się na zajęcia gry na bębnach. tekst: Dominika Kucharska zdjęcia: Tomasz Czachorowski

Boli, ale warto

Charakterystyczne dźwięki słychać już pod budynkiem. Kierowani słuchem, razem z fotoreporterem wchodzimy po schodach MCK. A w środku… Niezbity dowód na to, że sztuka różnorodności się nie lęka. Zamiast wystroju inspirowanego Czarnym Lądem, wita nas bogato zdobiony kredens, rzeźbione stoły, krzesła, sofa a’la Ludwik XVI i pokaźny taras. W końcu, kto powiedział, że lekcje gry na bębnach nie mogą się odbywać w jednym z najbardziej wystawnych pomieszczeń w całej kamienicy?

10

miasta kobiet

21 maja 2013

Dominika Kucharska, autorka tekstu

W pokoju siedzi już kilka osób. Przeważają kobiety. - Jest dobrze, nie będę sama - myślę w duchu - i pytam dziewczyn, czy takie uderzanie w bęben najzwyczajniej ich nie boli, bo w końcu mężczyźni mają silniejsze ręce. - Oj, nieraz boli, ale warto - mówi Ilona. - Granie na bębnach pozwala oderwać się od rzeczywistości. Można wejść w muzyczny trans, chociaż jak ćwiczę w domu, podobno brzmi to jak wiecznie trwający remont - dodaje z uśmiechem Agnieszka. „Stopy płasko na podłodze, bęben między nogami. Wewnętrzną krawędź unieś łydką. Teraz posłuchaj, wiem, że bystry z ciebie facet, ale pamiętaj, żeby przy bębnach nie myśleć. Myślenie wszystko schrzani” - mówił w filmie „The Visitor” nauczyciel gry na djembe. Biorę sobie to do serca i siadam w kole z bębnem między nogami. Odpędzam natrętne myśli o niezrobionych zakupach > i masie innych spraw do załatwienia.


relaks >

W KOŃCU NAPRAWDĘ WPADAM W TRANS. UDAJE MI SIĘ NIE MYŚLEĆ. APETYT NA ODKRYWANIE KOLEJNYCH MOŻLIWOŚCI DJEMBE ROŚNIE Z KAŻDYM OPANOWANYM FRAGMENTEM, A KAŻDA POCHWAŁA DODAJE SKRZYDEŁ.

RYTM PRZEJMUJE KONTROLĘ

grywam go na kafelkach. Pisząc ten tekst, w przerwach wystukuję go na obudowie laptopa. - Gry na djembe może nauczyć się prawie każdy. Nie dyskwalifikuję nikogo. Odrobina poczucia rytmu wystarczy, bo bez tego rzeczywiście może być trudno - mówi Przemek. Pytam, czy razem z grupą zamierza występować na ulicy, w końcu sezon letni sprzyja takim akcjom. - Na to jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie - odpowiada instruktor. - Ćwiczymy wspólnie dopiero od marca. Kiedyś próbowaliśmy grać w parku, ale straż miejska szybko nas przegnała.

Zaczynamy od rozgrzewki. Po kilku sekundach jednego jestem pewna - to nie tak, że po prostu uderzasz sobie w bęben i jakoś pójdzie. Mnie zdecydowanie nie idzie... Jestem spięta. Początkowo uderzam bardzo delikatnie, prawie bezdźwięcznie. Z czasem udaje się odważniej. Bacznie obserwuję dłonie siedzących obok mnie i powoli zaczynam wyłapywać, że inne ułożenie palców pozwala uzyskać ten właśnie dźwięk. Moje dłonie pocą się już po kilku minutach gry. Co więcej, pocą mi się też łydki, nieprzyzwyczajone do podtrzymywania bębna. A muzyka? Jest wyjątkowa, głęboka i niesamowicie wciągająca. Rytm przejmuje nade mną kontrolę. Zaczynamy uczyć się czegoś nowego. Przemek rozkłada utwór na części pierwsze i gra nam jeden fragment. - Ile tych uderzeń? - pada pytanie. - Nie liczę muzyki, ale poczekaj, już mówię - odpowiada nauczyciel. Idzie mi lepiej niż na początku, choć do „dobrze” jest wciąż daleko. Słyszę hasło - czas na solówki. Zadanie polega na tym, że każdy po kolei powtarza fragment, który przed chwilą ćwiczyliśmy. Trema jest, ale kto nie próbuje, ten nie zyskuje. Na zupełnie samodzielne granie decydują się nieliczni. Większość woli zagrać w parze z Przemkiem. Sama też wybieram tę opcję. - Będzie taśma nieprofesjonalna - kwituje żartobliwie fotoreporter. Zaczynamy grać we dwójkę. Dźwięki płynące z bębna uderzanego przez dłonie profesjonalisty słychać znacznie lepiej niż moje, ale to nic. Gdy gramy wszyscy razem, czuję się pewniej i uderzam mocniej.

*Przemek „Przembas” Kubski

Już od najmłodszych lat interesował się muzyką i czuł rytm. Pierwsze próby uderzania w bęben, za który służył stary odkurzacz, odbywały się jeszcze w dzieciństwie. Przygoda z profesjonalnymi bębnami afrykańskimi rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy to po raz pierwszy „Przembas” wziął udział w warsztatach djembe i dundun (afrykański bęben cylindryczny) na etnofestiwalu w Malborku, prowadzonych przez jednego z najbardziej znanych polskich „djembefola” - Wojtka Pęczka, lidera zespołu City Bum Bum w Łodzi. Przemek Kubski to wychowanek Zachodnioafrykańskiej Szkoły Rytmu City Bum Bum w Łodzi, w której zaczynał swoją bębniarską karierę. Swoją umiejętność gry i doświadczenie zawdzięcza także takim gwiazdom muzyki afrykańskiej jak: Sylwia Walczak, Seckou Keita, Namory Keita czy Adama Bilorou Dembele. Obecnie „Przembas” prowadzi warsztaty gry na djembe i dundun, zarówno w kraju jak i za granicą.

BĘBEN DLA KAŻDEGO

W końcu naprawdę wpadam w trans. Udaje mi się nie myśleć. Apetyt na odkrywanie kolejnych możliwości djembe rośnie z każdym opanowanym fragmentem, a każda pochwała dodaje skrzydeł. Co ważne, nie ma tam nawet cienia krytyki. Zamiast tego Przemek cierpliwe powtarza te same ruchy i daje szansę każdemu. Lekki ból w dłoniach czuję jeszcze następnego dnia. Rytm natomiast zostaje w głowie znacznie dużej. Chodzę po domu i wygrywam go na udach. Czekając w kolejce w sklepie budowlanych wyR

E

K

L

A

M

A

950613BDBHA

miasta kobiet

21 maja 2013

11


felieton

Historia miłosna ukryta w szafie

Dziś już wiesz, że było to fatalne zauroczenie. Chwilowa utrata rozumu, wynikająca z niedotlenienia mózgu podczas zakupów w dusznym centrum handlowym TEKST: Lena Kałużna*

U

jrzałaś go w tłumie. Najpierw mignął tylko, przysłaniany przez dzielących Was ludzi. Równym tempem szłaś w jego stronę, chociaż ogarnęła Cię fala gorąca i usłyszałaś bicie własnego serca. Żadna kobieta nie zebrałaby się do biegu. Nie wypada. Twój półprzytomny wzrok spoczął na jego szerokich ramionach. Wiedziałaś od razu, że teraz możesz czuć się bezpiecznie, że już nigdy nie zmarzniesz. Oto płaszcz idealny. Dwa rzędy guzików w kolorze espresso będą strzec Twojego delikatnego ciała przed złym wiatrem. Jest jeden, jedyny, niepowtarzalny i do tego w Twoim rozmiarze! Zerkasz na metkę. Promocja! Czyli trzymasz w dłoniach swoje przeznaczenie, w cenie o 50 proc. niższej! Nogi same kierują się w stronę przymierzalni. Kolejka. I to nie byle jaka. Trzydzieści lat temu stałaś w podobnej trzymając dla mamy miejsce po drób na kartki, do mięsnego, o piątej rano. Łza wzruszenia, czasy dzieciństwa, zabawy na trzepaku za blokami, piaskownica. A płaszcz ma kolor piasku właśnie. Głaszczesz dłonią materiał. Pod opuszkami Twoich palców poliester nabiera szlachetności kaszmiru. Bez mierzenia i zbędnych ceregieli sięgasz po portfel: „Zabieram Cię do domu maleńki”.

FATALNE ZAUROCZENIE

Od tamtego felernego dnia minęły cztery lata. Nie założyłaś go ani razu. Okazało się, że jest za wąski i jeśli wykonasz jakikolwiek gwałtowny ruch, może pójść szew na plecach. Ale miłość nosi różowe okulary. Uznałaś, że to wszystko Twoja wina. Musisz tylko trochę schudnąć. Jakieś 10 kilo. On jest tego wart. Będzie Twoją motywacją! Gestem niemalże zaręczynowym urwałaś metkę i wraz z rachunkiem wrzuciłaś do kosza na śmieci. Dziś już wiesz, że było to fatalne zauroczenie. Chwilowa utrata rozumu, wynikająca z niedotlenienia mózgu podczas zakupów w dusznym centrum handlowym. Płaszcz zamieszkał w Twojej szafie przez zasiedzenie. Przywykłaś do jego widoku i gdy pewnego razu ktoś sugeruje Ci, że może czas się go

12

miasta kobiet

21 maja 2013

Zdarza się, że wędrujemy do sklepu w poszukiwaniu pocieszenia. Kiedy mamy tradycyjnego doła. Niestety, z kłopotu lub gorszego nastroju nie wyciągnie nas żadna, nawet najpiękniejsza para butów.

pozbyć, wpadasz w oburzenie. Przecież kosztował 500 zł, sporo kasy! Zaraz z dumą dodajesz, że upolowałaś go 50 proc. taniej, bo regularna cena to okrągłe tysiąc złotych! Niezła zdobycz, aż żal wyrzucić. Zresztą jeszcze do niego schudniesz, przecież od dwóch dni jesteś na diecie.

ŁYPIĄ NA NAS CIUCHY

Takich historii miłosnych jest w kobiecych garderobach znacznie więcej. Tkwimy w szponach wyrzutów sumienia i uczuć sentymentalnych. Łypią na nas z wieszaków ciuchy, w które się nie mieścimy, których już nigdy nasze ciało nie doświadczy. Są zbyt piękne, aby je wyeksmitować. Wiele za nie zapłaciłyśmy. Jeszcze nigdy nie było okazji, aby je założyć i pewnie nigdy nie będzie, ale nikomu ich nie oddasz. Kiedyś to zrobiłaś, podarowałaś jednej takiej czerwoną sukienkę. Zołza do dziś w niej chodzi i błyszczy. A Ty będziesz żałować do końca życia.

LENA KAŁUŻNA TRENERKA WIZERUNKU

COŚ WYMYŚLĘ

Z moich obserwacji wynika, że nowych mieszkańców garderoby nabywamy najczęściej przy okazji. A okazji potrafimy znaleźć sobie wiele. Na przykład wybieramy się na zakupy, aby nagrodzić siebie samą - za zakończone sukcesem projekt, zaliczony na piątkę egzamin. Wtedy decyzje podejmujemy pochopnie, będąc pod wpływem euforii: „Jaka piękna bluzeczka, bluzunia, bluzuczenieczka! A do czego będzie mi pasowała? Nie wiem! Ale coś wymyślę! A ładnie mi w niej? Nie wiem! Ale ładnemu we wszystkim ładnie!”. Zdarza się też, że wędrujemy do sklepu w poszukiwaniu pocieszenia. Kiedy mamy tradycyjnego doła. Niestety, z kłopotu lub gorszego nastroju nie wyciągnie nas żadna, nawet najpiękniejsza para butów. Przypomnij sobie, jak z potrzeby zmiany pofarbowałaś włosy lub ścięłaś zapuszczany latami cudny koński ogon. Jak szybko żałowałaś tej decyzji? Rzecz nabyta w drodze depresyjnych zakupów, podobnie jak wizyta u fryzjera jako lek na całe zło świata, niemal na pewno następnego dnia budzić będzie niechęć lub wyrzuty sumienia.

>


A M

Łypią na nas z wieszaków ciuchy, w które się nie mieścimy, których już nigdy nasze ciało nie doświadczy. Są zbyt piękne, by je wyeksmitować. LENA KAŁUŻNA TRENERKA WIZERUNKU

A

NUDA JAK ZWYKLE

Okazja do zakupów to też wesele kuzynki. Nagle potrzebujesz „jakoś się ubrać”. To się dzieje na ostatnią chwilę, ale masz w głowie pomysł, jak będziesz wyglądać. Wtedy poszukiwana sukienka (nie wspominając o dopasowanych do niej butach, torebce, biżuterii, bieliźnie, pończochach i bolerku czy innej narzutce) najzwyczajniej chowa się przed tobą, a w sklepach jak na złość nic nie ma. Z przymusu kupujesz cały zestaw rzeczy, które założysz tylko raz. I oby nigdy więcej.

E

K

L

W NEUTRALNYM NASTROJU

Przepis na zakupy rozsądne, przyjemne i skuteczne jest nieszczególnie skomplikowany. Musisz wiedzieć, czego chcesz, jaki efekt planujesz uzyskać, co jest tobie do tego potrzebne i oczywiście - co już masz, żeby nie powielać rzeczy bez sensu, bo się zmarnują. Najlepsze zakupy robimy z głową. Bez palących potrzeb, w neutralnym nastroju i w przeznaczonym do tego czasie. Szafa to nie muzeum, ale miejsce użytkowe. Ubieranie się jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Podobnie jak jedzenie. Czy w lodówce trzymasz serek, który przywiozłaś 2 lata temu z wakacji we Francji, tylko dlatego, że kiedyś był przepyszny, no i kupiony okazjonalnie „dwa w cenie jednego”? Dlaczego? Przecież opakowanie świetnie komponuje się z innymi produktami na półkach lodówki! Jeśli fantastyczna bluzka w barwne orchidee zalega w Twojej garderobie, nienoszona od niepamiętnych czasów, a Ty nie potrafisz się jej pozbyć, bo markowa, droga, a przede wszystkim cudna - to może opraw ją w ramę i powieś na ścianie? Mniej wyrzutów sumienia, bo masz dla niej zastosowanie. A w szafie znajdzie się miejsce na nowe, może tym razem lepiej przemyślane zakupy.

* Lena Kałużna

miasta kobiet

21 maja 2013

13

556513TRTHA

- socjolożka, trenerka wizerunku. Pomaga kobietom odnaleźć własny styl. Prowadzi w Bydgoszczy pracownię wizerunkową dla kobiet - 80 metrów dobrej energii z ofertą szkoleń z rozwoju osobistego. Szczegóły na www.kobiecaperspektywa.pl R

>


kobieta przedsiębiorcza

Jej biznes, jej strefa Jestem nastawiona na cel i osiągnięcie sukcesu. Nie ma opcji, żeby nie wyszło! Z Eweliną Bejgrowicz*, joginką i szefową nowej kawiarni „Strefa”, rozmawia Dominika Kucharska

Trudne te kawiarniane początki? Właśnie mija nasz pierwszy miesiąc i muszę przyznać, że jestem przekonana, że Bydgoszcz jest gotowa na „Strefę”. Patrząc z boku na Twoje biznesowe działania mam wrażenie, że nie boisz się niczego i pojęcie ryzyka jest Ci obce. Bierzesz pod uwagę opcję, że któryś z Twoich pomysłów może najzwyczajniej nie wypalić? Nie (śmiech). Jestem optymistką we wszystkim, co robię. Przy tym tak jak sportowiec jestem bardzo nastawiona na cel i osiągnięcie sukcesu. Nasz upór i dużo wkładanej pracy zbliża nas do tego, co

14

miasta kobiet

21 maja 2013

ZDJĘCIA: Tomasz Czachorowski

sobie postanowiliśmy. Bez tego sukces nie przyjdzie. Nie ma opcji, żeby nie wyszło!

biąc to, co sprawia mi przyjemność, mogę także zarobić, więc pozostaje tylko się z tego cieszyć.

Teraz masz większe doświadczenie. A jak było wcześniej, gdy zdecydowałaś się otworzyć „Strefę Jogi”? Była nisza do wypełnienia, ale przecież ryzykowałaś, że ludzie tego nie podłapią, że asany i medytacja to nie ich bajka… Nie podchodziłam do tego w taki sposób. Moim celem było robienie tego, co lubię. Nie traktowałam „Strefy Jogi” jak pomysłu na biznes. Miałam pasję i zdolności, które pozwalały mi uczyć innych jogi, więc po prostu uznałam, że głupio tego nie wykorzystać. Dopiero później okazało się, że ro-

Potem był pierwszy w Polsce salon łaskotek. Pamiętam, że gdy go otwierałaś powiedziałaś, że sama uwielbiasz być gilgana, a nie każdy ma to szczęście, że obok jest osoba, która połaskocze. Teraz prowadzisz kawiarnię. Dawanie ludziom dostępu do tego, co sama lubisz, jest dla Ciebie drogowskazem przy otwieraniu nowych biznesów? Jak najbardziej, ale to nie wszystko. Trzeba przekalkulować sobie, czy taka inwestycja będzie opłacalna i przyciągnie ludzi. Na „Strefę” zdecy-

>


kobieta przedsiębiorcza >

dowaliśmy się dlatego, że mój narzeczony miał w Bydgoszczy kawiarnię i wiele doświadczeń z tym tematem związanych. Stąd w ogóle zrodził się pomysł, aby połączyć siły i sprawdzić, co w tym obszarze można stworzyć nowego. Poza tym bazujemy na ludziach, którzy ćwiczą tu jogę. To oni są głównymi klientami. Osoby, które przychodzą tu z ulicy to dla nas dodatkowy plus.

Jestem osobą, która może pracować wszędzie. Ostatnio zastanawiałam się, po co mi mieszkanie, skoro przyjeżdżam tam tylko spać, a przecież mogłabym to robić gdziekolwiek. ewelina bejgrowicz strefa

Bydgoszcz to dobre miejsce na prowadzenie takich kreatywnych działań biznesowych? Przyznam, że jeszcze rok temu chcieliśmy się stąd wyprowadzić w poszukiwaniu innej rzeczywistości, także biznesowej. Celowaliśmy we Wrocław. Marzyły nam się mobilne konstrukcje z kontenerów, które można postawić przy rzece. W każdej chwili można je przewieźć w inne miejsce. We Wrocławiu to nie wypaliło, bo obszar nad rzeką

W Strefie możesz nie tylko uprawiać jogę, ale też napić się kawy jest tam często zalewany, więc byłoby niebezpiecznie. Później stwierdziliśmy, że może spróbujemy ten pomysł sprzedać w Bydgoszczy. Mieliśmy gotowy projekt, biznesplan... Niestety, tu się to nie spodobało. Procedury są trudne do przejścia, a wizje urzędników często różnią się zupełnie od tego, co w głowie mają sami pomysłodawcy. Skoro o procedurach mowa, prowadzenie takiej działalności to także ogrom papierkowej roboty, która może przerastać i w pewien sposób obrzydzać nawet te zajęcia, które są naszą największą pasją. Masz wokół siebie osoby, które pomagają ci w biurowych obowiązkach? Papierkową robotą zajmuje się mój narzeczony. Przede wszystkim on ma w tym doświadczenie. W końcu sam wcześniej prowadził taki biznes. Ja natomiast powoli się przyuczam. Wystawianie faktur czy obsługa kasy fiskalnej to nie problem. Jeśli chodzi o sprawy urzędowe, to jeśli coś jest w zasięgu moich możliwości, to to robię. Za chwilę chociażby pójdę zapłacić za koncesję alkoholową. Inną sprawą jest to, że jestem tu codziennie od godziny 11 do 22, więc rzadko mam szansę wyjść i coś załatwiać osobiście. Jaką jesteś szefową? Chyba jestem wymagająca, ale nie znaczy to, że nieprzyjemna. Zatrudniliśmy dwie osoby. Na pewno nie jestem osobą, która po kilku dniach stwierdza, że jeśli ktoś czegoś nie potrafi, to niech spada. Na wyjaśnianie pewnych zadań i obowiązków poświęciliśmy trochę czasu i po miesiącu ta praca wygląda zupełnie inaczej. Co więcej, ja sama od pracowników uczę się bardzo wiele. Zatrudnione przez nas dziewczyny mówią, że jest to pierwsza praca, gdzie nie ma mobbingu, obgadywania się, nieprzyjemnej atmosfery. Jest po prostu luźno, bo bardzo się lubimy. Założyliśmy sobie, że to miejsce ma być przyjazne i nie mają stąd wychodzić jakieś brudy czy złe emocje. Strefa jogi, strefa łaskotek, kawiarnia „Strefa”... A co jest ulubioną strefą Eweliny Bejgrowicz? Zdecydowanie joga. Przede wszystkim się na niej nie męczę. Ostatnio stwierdziłam, że do tej strefy schodzi mi się najchętniej. Tam się odprężam.

Po zajęciach jestem jak nowa. Myślę, że pracując w kawiarni ludzie bardziej się męczą, niż ja ćwicząc na dole przez 3 godziny. W pewnym sensie jesteś fenomenem. Zarabiasz robiąc rzeczy, które wielu osobom nie wydają się zajęciami dochodowymi. Mam na myśli chociażby salon łaskotek. Myślisz, że jesteś szczęściarą, a może to kwestia zaufania do siebie? Wychodzę z założenia, że w życiu trzeba próbować. Przecież sama nie wiedziałam, czy znajdą się ludzie, którzy będą przychodzić na łaskotanie, a okazało się, że są chętni. Często klienci, którzy byli u nas raz i stwierdzili, że jest to przyjemne, robią swoim znajomym prezent w formie sesji łaskotania. To coś nietypowego, oryginalnego. Co będzie następne? Coś już chodzi Ci po głowie? Na razie skupiam się na kawiarni. W okresie letnim chcemy rozbudować taras i ogródek przy Młynówce, więc będzie co robić. Wyobrażasz sobie siebie w innej pracy? Tak. Jestem osobą, która może pracować wszędzie. Ostatnio zastanawiałam się, po co mi mieszkanie, skoro przyjeżdżam tam tylko spać, a przecież mogłabym to robić gdziekolwiek. Oglądałam dokument o konsumpcjonizmie, o tym, że kupujemy tyle rzeczy bez sensu, niszcząc przy tym naszą planetę, a przecież tak nie trzeba i należy ciągle poszukiwać lepszych rozwiązań. To dało mi do myślenia i stwierdziłam, że naprawdę jesteśmy nienormalni…

*Ewelina Bejgrowicz

Właścicielka „Stefy Jogi”, „Salonu Łaskotek” i nowo otwartej kawiarni „Strefa”. Sport towarzyszył jej od dziecka. Od szóstego roku życia wyczynowo trenowała akrobatykę sportową. W 2003 roku rozpoczęła praktykę ashtangi i od tamtej pory mata stała się jej życiem.

miasta kobiet

21 maja 2013

15


Z

tabu

Narodziny bez Photoshopa Poród to akt, który ociera się o sacrum i profanum, budzi skrajne emocje i wspomnienia. TEKST: Dorota Kowalewska ZDJĘCIE: Wojciech Woźniak

W

Galerii Miejskiej bwa w Bydgoszczy można obejrzeć wyjątkową wystawę „Narodziny w sztuce”. Obok cudu narodzin, fotografie bydgoskiego artysty Wojciecha Woźniaka pokazują również pełną pasji i zaangażowania pracę lekarzy, położnych i pielęgniarek w tym szczególnym, nie tylko dla kobiety, momencie.

CUD NARODZIN

- Pomysł powstał w głowie lekarza, który na co dzień ma możliwość uczestniczyć w porodach mówi Agnieszka Milik-Skrzypczak z Collegium Medium UMK. - Ciąża i narodziny dziecka stanowią od zawsze przykład wydarzenia wręcz mistycznego i jednocześnie są najbardziej pierwotnym przejawem natury człowieka. Poród to akt, który ociera się o sacrum i profanum, budzi skrajne emocje i wspomnienia. Jest trudnym, ale fascynującym tematem, skłaniającym do refleksji nad sensem naszego istnienia. Ukazanie jego piękna jest prawdziwą sztuką.

MOCNE WRAŻENIE

Narodziny dziecka są bardzo intymnym momentem. To nie tylko radość z oczekiwanego dziecka, ale też ból, strach i wielki wysiłek. Maluch, który przychodzi na świat, nie przypomina od razu uśmiechniętego, różowego, wyestetyzowanego bobasa, znanego choćby z reklam produktów dla dzieci i kolorowych pism. A mama po trudach porodu nie przypomina modelki. Istotną cechą wystawy jest realizm zdjęć, które pokazują poród jako przeżycie mistyczne i piękne, ale również pełne bólu, potu, wydzielin. W konsumpcyjnej rzeczywistości, której wiele części zostaje poddanych estetyzacji i obróbce Photoshopem, fotografie mogą wywrzeć na odbiorcach ogromne wrażenie.

16

miasta kobiet

21 maja 2013

MEDYCYNA TO SZTUKA

Ekspozycję można oglądać w Galerii Miejskiej bwa przy ul. Gdańskiej 20 w Bydgoszczy do 7 czerwca, a następnie w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy. Wszyscy zaangażowani w ten wyjątkowy projekt chcą udowodnić, że medycyna ma wiele wspólnego ze sztuką. Kuratorem wystawy został jej pomysłodawca, dr n. med. Maciej Socha, adiunkt Katedry Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej Collegium Medicum UMK. Organizatorem projektu jest Dział Promocji i Informacji CM. Wstęp na wystawę jest bezpłatny.

ISTOTNĄ CECHĄ WYSTAWY JEST REALIZM ZDJĘĆ, KTÓRE POKAZUJĄ PORÓD JAKO PRZEŻYCIE MISTYCZNE I PIĘKNE, ALE RÓWNIEŻ PEŁNE BÓLU, POTU, WYDZIELIN.


Zdrowie Dla Torunia Twoja Rehabilitacja Domowa

39 zł

Całkowity koszt wizyty z dojazdem na terenie Torunia

Zapewniamy skuteczną rehabilitację:

- po urazach (skręcenia, zwichnięcia, złamania) - po incydentach neurologicznych (niedowłady, porażenia) - po zabiegach operacyjnych - po długotrwałym unieruchomieniu - w chorobach przewlekłych - w dolegliwościach bólowych kręgosłupa i stawów - w zwyrodnieniach i innych chorobach narządu ruchu

Oferujemy kompleksową rehabilitację medyczną w domu pacjenta:

914213BDBHA

- ćwiczenia indywidualne - metody specjalne (Bobath, PNF, sensomotoryka) - masaże lecznicze - masaże relaksacyjne - drenaż limfatyczny - zabiegi fizykalne

UMAWIANIE WIZYT tel. 606-364-342

www.zdrowiedlatorunia.pl

590113TRTHA

MASZYNY DO SZYCIA

szwalnicze, domowe oraz części zamienne 565813TRBRA

Toruń, ul. Białostocka 6, tel. 56 648 37 22

897213BDBHA

miasta kobiet

21 maja 2013

17


tabu temat

Matka Polka z depresją Depresja poporodowa. Mówi się o niej coraz częściej, ale historie kobiet, które dotknęła ta choroba pokazują, że częściej to wciąż za mało. Tekst: Dominika Kucharska

N

iekiedy medyczne fakty podane jak na tacy, nie są w stanie przebić się przez powszechne twierdzenie, że jeśli matka kocha dziecko, to coś takiego nie ma prawa się przydarzyć. Efekt? Do wroga w postaci depresji dochodzi potępienie ze strony otoczenia. Tak zmasowany atak zbiera tragiczne żniwa…

Pewnie mi przejdzie

Ania, 29 lat. Swoje pierwsze dziecko urodziła półtora roku temu. - Nie planowałam ciąży, ale gdy okazało się, że zostanę mamą, byłam szczęśliwa. Narzeczony też się ucieszył. Czego chcieć więcej? - pyta retorycznie. Sielanka skończyła jeszcze w szpitalu. O tym, że coś jest nie tak, Ania wiedziała już w kilka godzin po porodzie. - Początkowo sądziłam, że to zwykły szok, zmęczenie. Mówiłam sobie, że instynkt macierzyński zaraz zadziała, że tulenie się do maleństwa mi też zacznie mi przynosić radość, że potrzebuję jeszcze trochę czasu. Po powrocie do domu było tylko gorzej. Wszystko, co robiłam przy synku, było mechaniczne, obojętne. Uczucia? Tylko negatywne. Nienawidziłam samej siebie. Byłam strasznie zmęczona, a nie mogłam spać. W niecałe dwa miesiące schudłam 20 kilo. Płakałam każdego dnia - wspomina. - W pierwszych tygodniach narzeczony i rodzina nie reagowali. Dopiero po miesiącu siostra zasugerowała, że to może być depresja poporodowa. Umówiła mnie do psychologa. Ulżyło mi już po pierwszej wizycie. Z każdą kolejną powoli wychodziłam z dołka - mówi. Na zwalczenie depresji Ania potrzebowała dwóch miesięcy. Natalia, 27 lat. W praktyce samotna matka, choć w teorii nie rozstała się z ojcem swojego dziecka. On natomiast uznał, że zajmowanie się niemowlęciem to zadanie kobiety. Ani razu nie zgodził się wykąpać córeczki, czy pomóc w jej usypianiu. - Nie miałam kogo poprosić o pomoc. Przyjaciółki rozjechały się po świecie. Rodzina mieszka kilkaset kilometrów stąd. Będąc w ciąży czytałam poradniki, ale w zderzeniu z rzeczywistością na wiele się to nie zdały. Czułam się beznadziejnie, miałam wrażenie, że wszystko robię źle. Odechciało mi się być mamą, w ogóle odechciało mi się żyć - mówi.

18

miasta kobiet

21 maja 2013

Niewinne z poczuciem winy

Depresja poporodowa może wystąpić u każdej z nas? - Niestety, tak i musimy sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest to wina kobiety. To choroba - wyjaśnia Aleksandra Łuczak, doktor psychologii i świeżo upieczona mama małego Alka. - Jak wskazują statystyki, depresja poporodowa dotyczy co piątej młodej mamy i co ważne, a o czym się nie mówi lub mówi zdecydowanie mniej, może ona także wystąpić u mężczyzn - dodaje psycholog. Czynników sprzyjających pojawieniu się depresji poporodowej jest wiele. - Pamiętajmy, że kiedyś pod jednym dachem mieszkały rodziny wielopokoleniowe. Pomogły babcia, mama, siostra. Poza tym często młoda dziewczyna miała gdzie się nauczyć zajmowania dzieckiem, obserwując młodsze rodzeństwo. Teraz bardzo często szuka się pomocy w Internecie lub w kolorowych gazetach. Tam widzimy uśmiechnięte bobasy, wymalowane, zadowolone kobiety, które często są zawodowymi modelkami i nie doświadczyły w minionym czasie trudu ciąży i porodu. W kolorowych magazynach wszystko wydaje się takie idylliczne. Potem kobieta patrzy w lustro, widzi dodatkowe kilogramy i mówi sobie: „jak ja wyglądam”. Dziecko zamiast się słodko uśmiechać krzyczy wniebogłosy. Do tego wszystkiego może dojść jeszcze ból związany z cięciem cesarskim lub nacięciem i mit szczęśliwego macierzyństwa rozpada się na maleńkie kawałki. Wtedy u kobiety pojawiają się wyrzuty sumienia, z którymi trudno sobie samej poradzić - tłumaczy psycholog.

Często depresja poporodowa mylona jest jest z tzw. syndromem baby blues. Wywołują go szalejące w organizmie hormony. Taki stan dotyka nawet do 80 procent kobiet po porodzie.

Baby blues

Często depresja poporodowa mylona jest jest z tzw. syndromem baby blues. Wywołują go szalejące w organizmie hormony. Taki stan dotyka nawet do 80 procent kobiet po porodzie. - Baby blues objawia się czasowym obniżeniem nastroju, płaczliwością czy drażliwością. Dodatkowo może pojawić się chwilowa utrata zainteresowania dzieckiem, czemu często towarzyszy poczucie winy, że nie jest się taką matką, jaką się być powinno - mówi Aleksandra Łuczak. - W przeciwieństwie do depresji baby blues nie wymaga leczenia. Ustępuje samoistnie, najczęściej po kilku dniach. Pamiętam, że dla mnie najgorsza była czwarta

>

C


temat Pamiętam, że w drugiej dobie po porodzie moja mama strasznie się zdenerwowała, bo Alek wyglądał, jakby uszło z niego życie. Dwa dni później lekarz wyjaśnił, że jest to normalne, że w drugiej dobie noworodek może być wiotki i sprawiać wrażenie, jakby był nieżywy. ALEKSANDRA ŁUCZAK PSYCHOLOG

>

doba. Nagle po wielkiej radości poczułam, jak wszystko się we mnie gotuje, zaczęłam płakać i krzyczeć na mamę i męża tak naprawdę bez powodu - przyznaje psycholog.

„JAK MOŻESZ SIĘ NIE CIESZYĆ?”

Zarówno w przypadku radzenia sobie z syndromem baby blues, jak i z depresją poporodową ogromne znaczenie odgrywa otoczenie młodej mamy. Zadaniem najbliższych osób jest obserwowanie stanu kobiety i reagowanie, gdy sytuacja, zamiast na lepszą, zmienia się na gorszą. Niestety, błędem w wielu wypadkach popełnianym nie do końca świadomie, jest

R

E

K

jeszcze większe dołowanie młodej mamy. Mówienie jej: „Zobacz, jakie masz śliczne dziecko, a ty się nie cieszysz, nie chcesz się nim zajmować”. Różnie bywa także ze wsparciem w szpitalu. - Na pewno bardzo dużo zależy od placówki, do której trafimy. Wiem, że tam, gdzie ja rodziłam, był psycholog, ale do mnie nie dotarł. Dodam tylko, że na oddziale leżałam przez prawie dwa tygodnie - mówi Aleksandra Łuczak. - Myślę, że w każdym szpitalu kobiety przed i po porodzie powinny mieć kontakt z psychologiem. Pamiętam, że w drugiej dobie po porodzie moja mama strasznie się zdenerwowała, bo Alek wyglądał, jak-

L

by uszło z niego życie. Dwa dni później lekarz wyjaśnił, że jest to normalne, że w drugiej dobie noworodek może być wiotki i sprawiać wrażenie, jakby był nieżywy. Wiedząc coś takiego wcześniej z pewnością byłabym spokojniejsza. Jestem też pewna, że gdyby przed porodem lub po porodzie ktoś uprzedził kobiety, że przez kilka dni może się u nich pojawić smutek, złość, wahanie czy pogorszenie nastroju i to jest naturalna poporodowa reakcja, to uniknęłyby one wielu stresów i zmartwień. Wiedziałyby, że to wina szalejących hormonów. Myślę, że wtedy i depresji poporodowych byłoby mniej - dodaje psycholog.

A

M

KUPON RABATOWY na obrączki ślubne

-10%

Cardano Jewellery - Salon biżuterii ślubnej, ul. Św. Katarzyny 4, 87-100 Toruń ń WWW.CARDANO.PL

kobiet ważny 21 majado 2013 19 Kuponmiasta rabatowy 31.05.2013

556413TRTHA

JEDYNY W REGIONIE SALON OBRĄCZEK ŚLUBNYCH

A


jej pasja

Zazdrościłam ptakom Skok z wysokości czterech kilometrów, spadanie z prędkością około 180 kilometrów na godzinę, pęd powietrza utrudniający oddychanie i 60 sekund absolutnej wolności. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIA: Cygan

M

w tandemie. - Rodzinie postawiłam sprawę jasno, że bez względu na ich reakcję i tak będę skakać. Po roku od skoku tandemowego zapisałam się na kurs w toruńskim Aeroklubie Pomorskim u Marka Tarczykowskiego. Miałam uzbierane 1000 złotych, co pokryło wszystkie niezbędne koszty - mówi Emilia Jarmołowicz.

oże jest to paradoks, ale za każdym razem przed skokiem się boi. A jednak skacze, bo potrzeba adrenaliny jest silniejsza. Pokonać własny lęk, to zwycięstwo nad strachem i pełnia wolności. Emilia Jarmołowicz skacze na spadochronie już od pięciu lat. - Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale zawsze marzyłam o skakaniu, jeszcze w czasach licealnych. Ale wydawało mi się to niedostępne: przechodzenie kursów, badań, załatwianie formalności…

POTRZEBA ADRENALINY

SKOK NA URODZINY

E

WOLNA JAK PTAK

A o czym myśli będąc w powietrzu? - Skacząc z wysokości 3000-4000 metrów jestem w powietrzu przez 40-60 sekund. To niezwykłe uczucie grawitacji. Jestem wtedy wolna jak ptak. Lubię ten pęd powietrza i tę ogromną prędkość 180 - 200 km/h. Na początku bałam się, ze zahaczę o kadłub lub skrzydło, ale przecież szybko spada się na ziemię, a samolot zwalnia wtedy do 115 km/h. Zawsze uspokaja ją świadomość, że ma jeszcze spadochron zapasowy, który zadziała automatycznie, gdyby wydarzyło się w powietrzu coś niespodziewanego. Po otwarciu spadochronu kontroluje wysokościomierz, ręce ma zajęte linkami sterowniczymi, jest mało czasu na rozmyślanie. Filozofować i podziwiać można przy skokach tandemowych, gdy pilot wszystko robi za ciebie. Z tym spadochronem zapasowym związane jest pewne zdarzenie, które Emilia niechętnie >

Aktualnie kurs kosztuje 890 złotych. W tym są trzy pierwsze skoki. Dodatkowym wydatkiem jest ubezpieczenie. Kurs podstawowy trwa jedynie dwa dni - najważniejsze wiadomości, zachowanie w sytuacjach awaryjnych, podstawowe zasady skakania. Jeśli dopisuje pogoda, to trzeciego dnia kursu można odbyć już pierwsze trzy skoki na linie z wysokości 800 metrów. Spadochron jest wówczas podpięty liną do samolotu, która po paru sekundach od wyskoku otwiera spadochron. Emilia Jarmołowicz ma w tej chwili na swoim koncie już 77 skoków. Od pierwszego skoku minęło pięć lat. Powtarza, że za każdym razem czuje pewien niepokój, ale chęć latania jest silniejsza. - Mój

Pewnego razu poznała chłopaka, który latał na paralotniach. Pokazał jej, że istnieją skoki w tandemie. Nakłonił, by spróbowała i sprawdziła, czy jej się to spodoba. - Zaczęłam szukać kontaktów ze skoczkami - opowiada Emilia. - Okazało się, że skakać można w Toruniu. Najpierw wykonałam skok w tandemie. Połknęłam bakcyla, przepadłam. Stwierdziłam, że muszę skakać sama. Akurat zbliżały się 25 urodziny Emilii i w formie prezentu zażyczyła sobie od najbliższych skok R

organizm potrzebuje naprawdę silnych wrażeń, a poza tym mam niskie ciśnienie, więc skokami je sobie podnoszę - żartuje Emilia.

K

L

A

M

A

C

Z 596113TRTHA

20

miasta kobiet

21 maja 2013


jej pasja

* Emilia Jarmołowicz dotychczas oddała 77 skoków spadochronowych znak zodiaku: Lew ulubione jedzenie: chic & chips napój: piwo boi się pająków i węży na co dzień jest kierowniczką recepcji hotelowej

Był to pamiętny szósty skok. Otworzył mi się wówczas zapasowy spadochron, bo zbyt późno zabrałam się do otwierania głównego.

kę. Sam nie obawia się ryzyka, dlatego akceptuje ryzyko, jakie przy każdym skoku ponosi jego ukochana. - Ostatnio byłam w pierwszej trasie na motorze. Gdy poczułam pęd powietrza, to od razu przypomniały mi się wrażenia ze skoków. Mój chłopak też chce skoczyć, na początku przynajmniej w tandemie. Ciągnie go do tego, na pewno spróbuje, prędzej czy później - cieszy się Emilia.

wspomina. - Był to pamiętny szósty skok. Otworzył mi się wówczas zapasowy spadochron, bo zbyt późno zabrałam się do otwierania głównego. I dopiero na ziemi zorientowałam się, że leciałam na dwóch spadochronach. Szczęśliwie dobrze się ustawiły, nic się nie poplątało. Mogło być gorzej.

NIE TYLKO DLA MĘŻCZYZN

Jest w Toruniu kilka skaczących dziewczyn. - Mam koleżankę, z którą w podobnym czasie zaczynałyśmy naszą przygodę. Często spotykamy się na lotnisku, chociaż ona przyjeżdża aż z Koszalina. Ale jednak głównie skaczą faceci - twierdzi Emilia. Trzeba pamiętać, że nie tylko chodzi o męską odwagę. Jest też prozaiczny powód - sprzęt waży około 20 kg, czyli tyle, co porządny plecak w góry. - Jeszcze nieraz słyszę, co ty robisz, dziewczyno! Przecież możesz się zabić! Odpowiadam, że ryzyko jest wpisane w ten sport - dodaje z uśmiechem.

EMILIA JARMOŁOWICZ SPADOCHRONIARKA

CO SIĘ ZMIENIA?

Skoki spadochronowe nie zmieniają diametralnie osobowości skoczków. Emilia jednak stała się bardziej odważna, pewna siebie i otwarta na ludzi. - Skoki polecam tym wszystkim, którzy chcą spróbować czegoś nowego, niecodziennego i niebanalnego i tym, którzy chcą się sprawdzić. Nie warto jednak na siłę przełamywać swoich blokad. Może skończyć się na jednorazowej przygodzie, która nie da satysfakcji. Skakać trzeba chcieć. Tak po prostu. Bez głębszej filozofii.

CO NA TO FACET?

Emilia ma partnera, który z kolei uwielbia jazdę chopperem i swoją pasją zaraża spadochroniarR

E

K

L

A

M

A

Centrum Stomatologii Dentus Stomatologia: • zachowawcza • chirurgia stomatologiczna • protetyka • ortodoncja • implanty • rentgen zębowy

Zabiegi

w znieczuleniu komputerowym

czynne codziennie w niedziele i święta od 8.00 do 20.00

Bydgoszcz, ul. Waryńskiego 51, tel. 52 340 60 80 pon.-pt. 8.00-20.00, sob. 8.00-14.00

Toruń, ul. Chełmińska 21, tel. 56 622 59 25 czynne codziennie w niedziele i święta od 8.00 do 20.00

Toruń, ul. Dziewulskiego 21, tel. 56 648 00 31 • rentgen panoramiczny, cafalometryczny i zębowy kobiet 21 maja 2013 pon.-pt. 8.00-20.00,miasta sob.-nd. 9.30-15.00

21

903613BDBHA

Bydgoszcz, Ku Wiatrakom 19, tel. 52 346 45 53


zdrowie i uroda

Soki i suplementy Jednym z najpopularniejszych suplementów zażywanych wiosną i latem są preparaty z beta-karotenem. Czy pomagają uzyskać piękną opaleniznę? TEKST: Sylwia Rybacka

między innymi skóra zewnętrzna, drogi oddechowe i przewód pokarmowy. Odpowiednie jej spożycie wspomaga wzrost kości, sprawność układu pokarmowego i proces widzenia. Witamina A jest niezbędna dla normalnego wzrostu, rozwoju, rozmnażania oraz sprawności układu odpornościowego. Bezpiecznym źródłem witaminy A jest beta-karoten i dlatego powinniśmy dostarczać go z naturalnych źródeł w codziennej diecie. Wypicie butelki soku pokrywa ponad 100 proc. dziennego zapotrzebowania organizmu na witaminę A.

GDZIE GO ZNAJDZIEMY?

B

adania przeprowadzone na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu dowodzą, że beta-karoten jest substancją, która znacznie wpływa na poprawę kondycji naszej skóry. Wszystkie osoby, które poddały się badaniom, zaobserwowały poprawę stopnia gładkości oraz zmniejszenie suchości i szorstkości skóry. Po stosowaniu beta-karotenu aż 97 proc. uczestników badania stwierdziło poprawę jej kolorytu. Katarzyna Błoch, kosmetolog-farmaceuta badająca naukowo wpływ tej substancji na skórę, stwierdza: - Nie od dziś wiadomo, że opalona skóra wygląda o wiele ładniej i zdrowiej. Dobrze jest zażywać beta-karoten w suplementach lub pić sok z marchwi oraz stosować kosmetyki z dodatkiem witamin A i E. Mają tę właściwość, że przyspieszają proces melanogenezy (powstawania barwnika, a więc opalenizny), a także dodatkowo chronią skórę przed niekorzystnym działaniem promieni UV.

CZYM JEST BETA-KAROTEN?

Większość z nas beta-karoten kojarzy z marchwią i sokami marchwiowymi. Jednak czym tak naprawdę jest? - Beta-karoten w wątrobie i jelicie zostaje przekształcany w witaminę A, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu - wyjaśnia Beata Dobkowska, zastępca dyrektora operacyjnego ds. produkcji Marwit sp. z o.o. - Wpływa na stan zdrowia błon śluzowych i tkanki nabłonkowej, z której zbudowana jest

22

miasta kobiet

21 maja 2013

Najpopularniejszym źródłem beta-karotenu jest marchew, jednak - jak przekonuje dietetyk Natalia Wojciechowska z Centrum Dietetycznego Natur House - nie tylko. - Beta-karoten znajdziemy w żółtych i pomarańczowych warzywach takich, jak: marchew, dynia, pomidory oraz żółtych i pomarańczowych owocach: morele, brzoskwinie, nektarynki, melony i mango. Jego źródłem są także zielone warzywa liściaste i tu wymienić należy szpinak, kalafior, brokuły, sałatę, cykorię, kapustę włoską, liście buraka, rzepę, gorczycę oraz inne warzywa i owoce, np. szparagi, groszek, wiśnie, czy suszone śliwki.

SUPLEMENTY POMAGAJĄ?

Nie tylko w aptekach, ale także w prawie każdej drogerii znajdziemy preparaty z beta-karotenem, które reklamowane są jako te, które gwarantują nadanie brązowego kolorytu naszej skórze. Czy na pewno pomagają? Dietetyk Natalia Wojciechowska wyjaśnia - Suplementy diety zawierające beta-karoten mają swoich przeciwników, jak i zwolenników. Ci, którzy myślą, że samo przyjmowanie tabletek zapewni piękną opaleniznę, są w błędzie. Samo przyjmowanie tabletek na pewno nie wywoła takiego efektu, ponieważ główne działanie beta-karotenu to ochrona przed wolnymi rodnikami, których ilość w organizmie wzrasta pod wpływem działania promieni słonecznych. stwierdza. - Przyjmowanie suplementów zawierających beta-karoten na pewno jednak nie zaszkodzi. Mogą one dostarczyć naszemu organizmowi skutecznych antyutleniaczy i pomóc w walce z wolnymi rodnikami. Warto więc zacząć łykać takie suplementy np. przed letnim okresem, by brązowić naszą skórę, można je także brać przez

cały rok, traktując je jako suplement uzupełniający naszą dietę w witaminy. Ich działanie ochronne przed promieniami UV polega przede wszystkim na walce z wolnymi rodnikami.

W APTEKACH I DROGERIACH

Środki z beta-karotenem znajdziemy w aptekach i drogeriach. Katarzyna Błoch zaznacza, że najlepiej wybierać te od farmaceuty. Dlaczego? - Jeśli chcemy kupić suplementy, to najlepiej w pigułkach w aptece. Należy zwrócić uwagę na zawartość czystej substancji przypadającej na jedną tabletkę, ponieważ często wartości te są zakłamane. Najistotniejszym na opakowaniu jest więc ilość substancji na sto gramów masy tabletkowej - zaznacza.

UMIAR JEST NIEZBĘDNY

Spożywając warzywa i owoce z beta-karotenem należy zachować umiar. Stosowanie go ładnie podkreśli naszą opaleniznę, jednak nadmiar może wiązać się z pojawieniem się na skórze pomarańczowych plam. Dietetyk Natalia Wojciechowska stwierdza: - Dzienne zapotrzebowanie na beta-karoten dla dorosłego człowieka wynosi od 15 do 30 mg (100 gramów świeżej marchwi zawiera ok. 15 mg beta-karotenu). Przy założeniu, że obrana marchewka waży ok. 45 g, łatwo obliczyć, że średnio dziennie zjadać powinniśmy około trzech marchewek. Co ciekawe, szklanka soku ze świeżej marchewki zawiera ok. 9 mg beta-karotenu, czyli wystarczą maksymalnie trzy szklanki soku dziennie - stwierdza dietetyk.


temat

901713BDBHA

miasta kobiet

21 maja 2013

23


temat

Kazimiera Żuławska

Zawsze umalowana Elegancka dama, która nigdy nie wyszła z domu bez kapelusza i bez różu na policzkach i czubkach uszu. - Najważniejsze to zrobić twarz z rana, a potem niech się dzieje, co chce - zwykła mawiać. TEKST: Janusz Milanowski ZDJĘCIE pochodzi ze zbiorów Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

W

polskiego modernizmu, aktorką Ireną Solską. Od 1910 r. Żuławscy mieszkają w Zakopanem i tam prowadzą słynną Ładę. Pięć lat później Kazimiera zostaje wdową. Żyje się jej coraz ciężej, aż w końcu sprzedaje Ładę i jej ducha przenosi do Torunia, do Zofijówki. Ruszyła za nią połowa polskiej bohemy. Kazimiera Żuławska była zakochana we Francji; nie tyle jednak w modzie, jak większość dam ze sfer, co w jej kulturze intelektualnej. Studiowała we Lwowie, a następnie w Szwajcarii obroniła doktorat z literatury francuskiej, pisząc pracę o bohaterkach kobiecych u Woltera. Urodziła trzech synów: Marka, Juliusza i Jerzego Wawrzyńca - tuż po śmierci męża. Zofijówka tętniła życiem do 1926 r. i bynajmniej nie samymi hulankami stała. Powstało w niej wiele ciekawych projektów artystycznych, ważnych dla kultury polskiej. To Kazimiera namówiła Witkacego, by swych dramatów nie pisał do szuflady, a Osterwa werbował tu aktorów do Reduty.

centrum salonu w pruskiej kamienicy na Bydgoskim Przedmieściu Kazimiera Żuławska siedzi przy fortepianie. Dym papierosów spowija pokój jak muzyka Brahmsa spod jej dłoni. Podobnie jak alkohol głowy niezwykłych gości, którzy w środku międzywojnia oddychają jeszcze Młodą Polską. Witkacy z boku kropi kolejny portret. To jego kolejna ucieczka do Torunia od zakopiańskiej nudy; utrapienia. W ułańskim mundurze paraduje poeta Karol Zawodziński. Niesiołowski jak zwykle spiera się ze Szpakiewiczem i Popławskim, by w końcu machnąć ręką i stanąć przed sztalugami. Juliusz Osterwa siedzi zamyślony nad kieliszkiem wódki. Obserwuje to wszystko kilkunastoletni syn pianistki Marek Żuławski - przyszły wybitny malarz. Nagle z poważną miną podchodzi do niego mag Stanisław Przybyszewski. - Czy wiesz, chłopcze, co to jest delirium tremens - pyta. Młody Żuławski nie wie. - To żałuj - mówi Przybyszewski i dostojnie się oddala.

ZEPSUCIE UMALOWANYCH UST

Tak często wyglądały dnie i noce w willi Zofijówka przy ul. Bydgoskiej 26 w Toruniu, którą w 1921 kupiła 40-letnia Kazimiera Żuławska, przenosząc się tu z modnego Zakopanego. Podążyli za nią najwybitniejsi przedstawiciele polskiej kultury. Przed I wojną pod Tatrami prowadziła wraz z mężem, młodopolskim pisarzem Jerzym Żuławskim, willę Łada; ostoję ówczesnej bohemy. Mąż zmarł i w obliczu kłopotów finansowych Kazimiera sprzedaje Ładę i przenosi się do Torunia, gdzie życie było tańsze. Jest już tłumaczką francuskiej literatury i postanawia wskrzesić klimat Łady w pruskiej kamienicy na Bydgoskim Przedmieściu, która dziś jest otynkowana. Był to jeden z ostatnich polskich salonów artystycznych w stylu Młodej Polski. Po odzyskaniu niepodległości Toruń liczył nieco ponad 37 tys. mieszkańców i tętnił życiem. Przybyszów zaskakiwała elegancja przechadzających się po ulicach kobiet, co zauważył felietonista „Dnia Pomorskiego”. „Kobieta nieumalowana na ulicach Paryża wygląda jakby nie dokończyła toalety i wyszła z domu w negliżu… Jest to wprost nieprzyzwoite. (…) I u nas za przykładem Paryża zwyczaj ten z wolna przesiąka, i wywalcza sobie prawo obywatelstwa. I  u nas spotyka się coraz częściej panie umalowane. Zwolennicy starego porządku załamują ręce nad tem pogwałceniem utartych przekonań. Prowincjonalni moralizatorzy rozdzierają szaty nad „zepsuciem obyczajów”. Powstaje

24

miasta kobiet

21 maja 2013

Brukowane uliczki, gazowe latarnie, kanalizacja i niezwykły XIX-wieczny park o angielskim założeniu; z kawiarniami, kinem i muszlą koncertową. Wśród jego starych cisów Kazimiera Żuławska zwykła spacerować zawsze umalowana. około malowanych ust, zaróżowionych policzków, istna burza w szklance wody (…)”. Bydgoskie Przedmieście było dzielnicą tyleż elitarną, co piękną, zamieszkałą przez generalicję i urzędników. Brukowane uliczki, gazowe latarnie, kanalizacja i niezwykły XIX-wieczny park o angielskim założeniu; z kawiarniami, kinem i muszlą koncertową. Wśród jego starych cisów Kazimiera Żuławska zwykła spacerować zawsze umalowana.

OD WOLTERA DO WITKACEGO

Pochodzącą z 1876 r. pruską kamienicę nazwała Zofijówką na cześć swej matki Zofii z Hanickich, energicznej Podolanki, która zostawiła męża w rodzinnym majątku na Wołyniu i zamieszkała z córkami we Lwowie. W 1907 r. Kazimiera wyszła za mąż za Jerzego Żuławskiego, starszego od niej o 10 lat młodopolskiego dramaturga, który właśnie zakończył romans z femme fatale

PRZEKUPUJĄC GESTAPO

Potem Kazimiera przeniosła się do Warszawy, ale tam nie znalazła klimatu do stworzenia nowego salonu. Mieszkała na Żoliborzu, Mokotowie, w Śródmieściu, pracowała jako urzędniczka ZUS. Podczas II wojny wraz z Wawrzyńcem ratowała Żydów, pozwalając im u siebie mieszkać, załatwiając lewe papiery, etc. Potrafiła nawet skorumpować gestapo łapówkami w razie wpadki. Izraelska organizacja Yad Vashem odznaczyła ich za to medalem „Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Nie wyemigrowała po wojnie, choć mogła żyć w Londynie. Zmarła 18 kwietnia 1971 r. w Warszawie. Marek został wybitnym malarzem, Juliusz - pisarzem i długoletnim prezesem Pen Clubu, Wawrzyniec - taternikiem i alpinistą. (Dziękuję pani Katarzynie Kluczwajd z Muzeum Okręgowego w Toruniu za pomoc przy pisaniu tekstu)

Z s l w


792713BDBHB 578513TRTHA 585913TRTHA

Wyższa Szkoła Języków Obcych w Świeciu ul. Chmielniki 2 A, tel./fax (52) 333-02-70, tel. (52) 331-27-03

Zapraszamy na nowoczesne studia filologiczne licencjackie i magisterskie w zakresie:

wysokie stypendia socjalne

∙ Filologii angielskiej ∙ ∙ Filologii niemieckiej ∙ ∙ Filologii rosyjskiej ∙ NOWOŚĆ!

www.wsjo.edu.pl

936213BDBRA

Studia łączone - dwa dyplomy licencjata!


jej pasja

Zwierzenia wróżki Często słyszę pytanie: „Co mam zrobić?”. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy życie nas zmusza do wybierania między złym a jeszcze gorszym. TEKST: Wróżka Inana ZDJĘCIE: Adam Zakrzewski

W

BAŁAM SIĘ WRÓŻB

DECYZJA NALEŻY DO CIEBIE

E

908613BDBHA

26

miasta kobiet

21 maja 2013

Podczas wróżenia korzystam z wiedzy zdobytej dzięki zainteresowaniu filozofią, religiami, mistycyzmem. Dla mnie jest to odkrywanie nowych światów, a wróżenie nigdy nie było zabawą, raczej potrzebą wewnętrzną. O swoich zdolnościach przekonałam się już w czasach studenckich. Potwierdzały je koleżanki, które przychodziły, by im wykładać karty kolejny raz, bo poprzednie wróżby się sprawdziły. Jestem pierwszą w Polsce tarocistką specjalizującą się we współczesnym systemie Voyager Tarot, wprowadzającym nową symbolikę. Nadal się uczę. Umiejętność odczytywania przekazów dotyczących przeszłości, teraźniejszości i przyszłości poprzez tarota, runy, tybetańską wróżbę MO czy inne systemy, to obszar nieskończony, pełen miejsc, które czekają na zbadanie. Unikam zatem rutynowego traktowania wróżenia, staram się, aby moje podejście do pytającego człowieka było pełne pokory i uwagi, empatii i odpowiedzialności.

Kiedyś postanowiłam położyć karty sobie samej, chociaż zazwyczaj tego unikam. Wiele kart wyglądało złowróżbnie. Gdy w środku ciemnego pola zobaczyłam damę i króla trefl, nie wiem czemu, wymówiłam głośno imię bliskiej mi osoby i poczułam wyraźny lęk. Okazało się później, że ta osoba właśnie w tym momencie otarła się o śmiertelne niebezpieczeństwo. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, ale ja byłam przerażona. Od tamtej pory do kart podchodzę z większą ostrożnością.

Czasami ciężar odpowiedzialności za decyzję przytłacza, człowiek czułby się lepiej, mogąc powołać się na wróżbę. Często spotykam się z pytaniem: „Co mam zrobić?” Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy życie nas zmusza do wybrania między złym a czymś jeszcze gorszym. Ja jednak nie podejmuję decyzji za pytającego. Ten ciężar musi ponieść sam. R

DUCHOWA PODRÓŻ

Dla dużej liczby osób proszących mnie o wróżbę, życie to dyskomfort, cierpienie przerywane jedynie momentami radości. Moja rola sprowadza się do pomocy w zrozumieniu cierpienia, odkryciu jego źródła. Wszystko po to, by życie uczynić znośniejszym. Pytającym często towarzyszy strach. Występuję wtedy w roli terapeutki. Przepowiadając przyszłość staram się delikatnie sugerować to, co ma nastąpić.

ychodzę z założenia, że pojawiając się u mnie każdy mówi prawdę. Jeśli gra, wprowadza mnie w błąd, chcąc mnie po prostu sprawdzić i udowodnić, że to wielka bujda - traci czas. Wtedy karty do niczego się nie przydadzą. Wróżka nigdy nie występuje w roli sędziego. Nie ocenia osoby poszukującej odpowiedzi. Owszem, jeśli z przekazu wyniknie, że czynisz coś, co jest niekorzystne dla ciebie lub krzywdzi innych, mówię o tym, ale nie osądzam. Sędzią jest twoje sumienie.

K

L

A

M

A


924313BDBHA

934013BDBHA

947513BDBHA


kobieta w podróży

Nogi pomalowane

na biało Im więcej blizn, tym większe powodzenie. Kobiety, które nie mają śladów biczowania, należą do gorszej kategorii. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIA: Ewa Bajraszewska

E

tiopia to mało popularny kierunek. Nigdzie nie można kupić przewodników Kraj powszechnie kojarzy się z głodem, ubóstwem, z dziećmi z wielkimi brzuchami. - Starszym, interesującym się sportem - z wybitnym biegaczem długodystansowcem Bikilą Abebe. - mówi Ewa Bajraszewska, podróżniczka. - W stolicy Addis Abebie jest stadion jego imienia.

28

miasta kobiet

21 maja 2013

NIE DLA TURYSTÓW

Miejsca, do których dotarła nie były przygotowane pod turystów. Etiopia nie jest krajem turystycznym, nie ma tam folderków, przewodników, map czy pamiątek. Informacje typu „co, gdzie, kiedy” zdobywa się od miejscowych. - Ja skorzystałam z wiedzy przewodnika etiopskiego, dobrze mówiącego po angielsku wyjaśnia podróżniczka. Dzięki niemu trafiła na

południu kraju na ważną ceremonię plemienia Hamerów w dolinie rzeki Omo. Wszystko co zobaczyła, było autentyczne, żadnych teatralnych aranżacji na pokaz. Samo prawdziwe życie, prawdziwy folklor. To niebywała gratka, uczestniczyć w czymś takim. - Aby tam dotrzeć jechaliśmy po bezdrożach, poruszaliśmy się po szutrowych drogach. Ale > było warto - mówi z radością.


M

A

temat

L

A

DZIKI BANANOWIEC

Ewa Bajraszewska dotarła także do wioski zamieszkałej przez plemię Dorse. Tubylcy mieszkają w chatach w kształcie ula, zwanych „łbem słonia”. - Tam poznałam zalety fałszywego czyli dzikiego bananowca - opowiada pani Ewa. - Ma on większe zastosowane niż zwykły banan do jedzenia. Z włókien robi się przędzę, a liście stanowią budulec na ściany domów i na płoty. Z łodyg bananowca można upiec… chleb. Kobiety Dorse rozcierają je na miąższ, z którego lepią masę. Poddają ją trzymiesięcznej fermentacji. Jak masa stwardnieje, wyrabiają „ciasto”, kroją na kawałki, rozklepują i wypiekają placki. Pieką je nad ogniskiem między liśćmi bananowca, by się nie spaliły. Są dla nich tym, czym dla nas chleb. Tutaj, jak zresztą wszędzie, za zrobienie zdjęć trzeba było zapłacić.

PAMIĄTKA Z ETIOPII

Jak już wspominaliśmy, ogólnie pamiątek jest bardzo niewiele. Pani Ewa przywiozła jedynie miniaturowy stołek pasterski o wysokości zaledwie kilkunastu centymetrów. Co ciekawe, ten „taboret” używany nie tylko przez mężczyzn z plemienia Hamer i służy także do… spania. Tubylcy nocą opierają głowę właśnie na tym wyprofilowanym stołeczku i tak śpią. Hamerowie są ludem pasterskim. Pilnując bydła, mają zawsze stołek przy sobie. - Ten dwufunkcyjny mebel jest, oczywiście oprócz zdjęć i wspomnień, jedyną pamiątką przywiezioną do domu z etiopskiej wyprawy - podsumowuje podróżniczka.

K

SKOKI PRZEZ BYKI

Jeszcze ciekawiej wygląda dalsza, wieczorna część ceremonii, czyli rytuał inicjacyjny zwany Ukuli Bula. Jest to wprowadzenie chłopca w dorosłość. Zanim jednak dojdzie do tego, chłopiec musi przez wiele dni wędrować po wioskach i spraszać krewnych na tę uroczystość. Po zmierzchu tubylcy spędzają stada byków na jedną polanę i ustawiają je w rzędzie jeden obok drugiego, tak aby stykały się brzuchami. By stać się dorosłym, nagi chłopak musi trzykrotnie przebiec po kilkudziesięciu byczych grzbietach, udowadniając swoją sprawność. Nie jest to wcale taka łatwa sztuka. Po przejściu tego obrzędu mężczyzna może już zapuścić włosy, które będzie splatał w warkoczyki, ale przede wszystkim będzie mógł wreszcie poślubić wybraną dla niego przez ojca dziewczynę. Może założyć własną rodzinę i posiadać swoje stado zwierząt. Jego rodzina musi zapłacić rodzinie przyszłej żony 30 kóz i 20 krów. Jest to wielki wydatek, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę, że Hamer może mieć nawet cztery żony. - Obrzędowy wieczór kończy się tańcami i śpiewami. Piwo

z sorgo leje się strumieniami. Jest to okazja do swawoli bez żadnych zahamowań. Po tym wieczorze nie miałam już żadnych wątpliwości, że nie była to udawana i reżyserowana uroczystość tylko dla turystów, a prawdziwy pełen energii, bólu ale i radości, tradycyjny obrzęd - twierdzi podróżniczka.

PARTNEREM STRONY SĄ

E

SMAGANIE DZIEWCZĄT

Dotarła tam w porze południowej. Pomału zaczęli się schodzić mieszkańcy z różnych stron, wiosek bliższych i dalszych. Kobiety po jednej stronie, mężczyźni po drugiej. - Moją uwagę zwróciła duża grupa dziewcząt, jak się dowiedziałam - wszystkie niezamężne. Skręcone włosy, drobne warkoczyki. Ciała i włosy wysmarowane czerwoną glinką z tłuszczem. Skórzane spódnice, wyszywane muszelkami i wiele, wiele bransolet. Dziewczyny przygotowując się do obrzędu, tańczą i skaczą w rytmie wybijanym bębenkami. Obok siedzą faceci z długimi kijami. Nogi pomalowane na biało. Czekają, aż dziewczyny do nich podejdą. Wtedy podrywają się i smagają kijami, a raczej biczują te biedne kobiety aż do krwi. Oczywiście na wyraźne ich życzenie. Niesamowite sceny, trochę barbarzyńskie. Ale cóż? Tradycja. Im kobieta ma więcej blizn, tym większe ma powodzenie, czuje się bardziej dowartościowana. Te, które nie mają śladów biczowania, należą do gorszej kategorii - wyjaśnia Ewa Bajraszewska.

585713TRTHA

R

>

miasta kobiet

21 maja 2013

29


kobieca perspektywa

Zabiją cię

drzwiami Pragnę uzmysłowić polskim dziewczynom, marzącym o słonecznym kraju i pięknych facetach, że życie we Włoszech nie jest telenowelą tekst: Sylwia Dombrowska*

M

oje cztery lata życia i pracy w Wiecznym Mieście to cztery lata wędrówki wąskimi uliczkami obcej kultury, odmiennej mentalności i rozbieżnych wartości. Zastrzegam, że nie chcę krytykować Włochów i ich kraju. Pragnę tylko rozwiać pewne mity.

Z cynicznym uśmieszkiem

Pierwszy raz odwiedziłam Rzym trzynaście lat temu. Kraj wybrany przez Boga - pomyślałam. Mają wszystko: Alpy, Apeniny, zieloną Umbrię, magiczną Toskanię, Morze Adriatyckie, Tyrreńskie, Jońskie. Wspaniała kawa, kuchnia, słodkie owoce, wino i słońce oraz mężczyzn, którzy przy każdej okazji obsypują kobiety komplementami. Włoskie życie widziane oczami turysty potrafi ogłupić, zafascynować, lecz codzienność na słonecznym półwyspie to zupełnie inna bajka…

Włoszki sypiają same

Jacy są faceci? Ci słynni na cały świat kochankowie, do których wzdycha kobieca północ Europy? Może najpierw nieco o ich kulturze osobistej. Włosi uważają, że są najpiękniejszymi mężczyznami świata, największymi romantykami i najlepszymi kochankami. Kobiety z Polski niech zapomną o pięknych, prostych gestach, do których są przyzwyczajone. Pomoc w założeniu płaszcza, odsunięcie krzesła, przepuszczenie w drzwiach, to bezcenne maniery Polaków. Włoscy maczo bez względu na wykształcenie, zawód, pozycję społeczną grzeszą brakiem dobrego wychowania. Przykłady? Siedzę rano w barze kawowym. Dwóch mężczyzn w eleganckich garniturach przez kwadrans nie odrywa wzroku ode mnie, a potem przy wyjściu omal nie zabija mnie drzwiami! Pomarzyć można również o wolnym miejscu w autobusie czy metrze. Najczęściej bywa tak, że wszystkie miejsca są zajęte przez panów, a nad nimi kołyszą się kobiety w różnym wieku z siatkami w ręku. Jeżeli ktoś ustępuje miejsca kobiecie w ciąży lub staruszkowi, to najczęściej cudzoziemiec. I jeszcze jedno: mit o superkochanku Włochu należy szczerze wyśmiać. Badania dowodzą, że

30

miasta kobiet

21 maja 2013

co druga żona Włocha narzeka na brak intymnych relacji lub czuje się uprzedmiotowiona. Dlaczego? Bo facet jest zainteresowany przede wszystkim sobą. Mowa oczywiście o długich relacjach, nie jednorazowych romansach, gdzie każda ze stron chce zaprezentować siebie z jak najlepszej strony. Generalnie: wiele słów, mało czynów, wiele obietnic i jeszcze więcej rozczarowań.

Trudno tu być ładną kobietą

Wiesz jak trudno być tu ładną kobietą? Za to się płaci. Masz dylemat: być kobietą i dbać o swoją atrakcyjność, czy ją po prostu ukryć pod woalem i udostępnić tylko na wyjątkowe okazje. Będąc atrakcyjna, jesteś narażona na nieustanne obserwacje, komentarze, zaczepki. Mężczyźni udają, że szukają ulicy, że się zgubili i wykorzystując chęć pomocy, wciskają ci dosłownie swoją wizytówkę z numerem telefonu. Potrafią też zagrać scenkę jak z filmu, że niby jesteś koleżanką, z którą urwał się kontakt i są zdolni do tego, żeby z wielkiej radości spotkania po latach nagle cię pocałować. Na początku mnie to bawiło; dziś drażni i złości, ponieważ bardzo często są to ludzie w związkach, którzy szukają przygody. Wiele Polek przyjeżdżających tu na wakacje myśli, że nie mogą przejść spokojnie rzymską ulicą, bo są tak piękne i wyjątkowe. Otóż nie! To zwyczaj, który płynie w ich krwi. Robią to zawsze i z każdą; teraz zaczepią ciebie, za chwilę inną.

Mit słowiańskiej blondynki

Znam wiele międzynarodowych małżeństw. Nieprawdą jest, że tylko chętnie poślubia się tutaj kobiety z Polski, Rosji, czy Ukrainy ze względu na wyjątkową urodę Słowianek. To kolejny mit. Włosi wiążą się z kobietami za całego świata. Mitem jest też, że Włosi tracą głowę dla blondynek, oni zwyczajnie lubią wszystkie kobiety, byle była atrakcyjna - bella e dolce. Prawdą jest, że wielu Włochów celowo szuka partnerki cudzoziemki. Wyjaśnili mi to dwaj włoscy wlasciciele butiku z elegancką kobiecą bielizną. - Dzieje się tak, dlatego że Włoszki stawiają nam zbyt wielkie wymagania, są zbyt agresywne i przestały dbać o siebie - powiedzieli mi wprost.

Chirurg w zalotach

Narzekamy na naszą polską opiekę medyczną i służbę zdrowia. Po czterech latach tułania się w tutejszych szpitalach kłaniam się z tego miejsca polskim lekarzom, z którymi mam kontakt również dziś. W zeszłym roku musiałam być operowana i przeżyłam szok po wizycie u chirurga. A było to tak… Zrobiłam badania i umówiłam się na wizytę, aby ustalić termin operacji. Doktor przejrzał moje wyniki i oznajmił, że muszę być szybko operowana, bo jest wręcz niebezpiecznie. Obiecał, że w ciągu najbliższych dni powiadomi mnie o terminie zabiegu. Przy okazji zadał kilka dziwnych pytań, niezwiązanych z moją chorobą, tylko życiem osobistym; mężatka czy wolna i takie tam. Byłam zakłopotana i aby uniknąć drążenia tematu, powiedziałam, że nie przeszkadzam już i zobaczymy się na sali operacyjnej. Nie zdążyłam jeszcze opuścić terenu szpitala, kiedy otrzymałam SMS-a od pana doktora: „strasznie mi się podobasz...”. Byłam zmartwiona i przerażona. Boże, co ja teraz zrobię? Nie chcę być operowana przez lekarza, który zachowuje się nieetycznie... Wieczorem zaczęłam zastanawiać się, czy nie polecieć do Polski na operację. Chirurg zaczął mnie codziennie nękać esemesami, choć wyraźnie mu powiedziałam, że sobie nie życzę, że mam partnera i dziecko. W końcu na moją stanowczą prośbę, skierowaną do dyrekcji szpitala, zoperował mnie inny lekarz, a pan chirurg jeszcze przez pół roku przysyłał mi SMS-y. Nie wyobrażam sobie, żeby polski lekarz w ten sposób traktował pacjentkę. Powtarzam jeszcze raz. Nie krytykuję Włochów. Pragnę tylko polskim dziewczynom, marzącym o słonecznym kraju i pięknych facetach, uzmysłowić, że życie tu nie jest telenowelą. Jak wszędzie, zresztą… wysłuchał Janusz Milanowski

*Sylwia Dombrowska

Pochodząca z Chełmna poetka, dziennikarka, stylistka i wizażystka. Swoją twórczością zwyciężyła prestiżowy konkurs poetycki Concorso Nazionale di Poesia e Narrativa casa editoriale „ IL FILO”. Od 4 lat mieszka w Rzymie.


Najlepsze oferty nieruchomości z regionu nareszcie w jednym miejscu!

CO TYDZIEŃ W MAGAZYNIE:  aktualności z rynku  modne wnętrza  porady budowlane

68112BIBI/A

4 STYCZNIA 2013

1

najlepsze oferty nieruchomości!

co piątek w gazecie zawsze w internecie


jej portret

Tanio skóry nie sprzedamy Chciałyśmy, aby kobieca reprezentacja była traktowana na równi z męską, a nie jak piąte koło u wozu. To żeńska koszykówka na szczeblu reprezentacyjnym ma większe sukcesy niż męska. Z Agnieszką Szott-Hejmej*, koszykarką, reprezentantką Polski i brązową medalistką mistrzostw Polski w tym sezonie rozmawia Kamil Pik zdjęcia: Kamil Pik, Tomasz Czachorowski

półki. Gdyby w Bydgoszczy była szansa na udział w rozgrywkach na tym poziomie, to kto wie, może grałabym dalej w Artego.

Jaką kobietą jest Agnieszka Szott-Hejmej? Ooo, najlepiej opisałby mnie mój mąż. Ale pewnie powiedziałby, ze jestem roztargniona i zapominalska. Jedyne, czego nie zapominam, to córeczka i portfel. Do tego optymistyczna, wiecznie uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do życia, może nieco naiwna i czasami zbytnio wierząca w ludzi. Bywam też nerwowa. A co Cię najbardziej denerwuje? Hmm. Chyba krytyka, ale nie ta dotycząca występów na parkiecie, bo na tę już się uodporniłam. Chociaż czasami niesprawiedliwe decyzje sędziów na boisku potrafią mnie bardzo zdenerwować. Jednak najbardziej drażni mnie, kiedy ktoś mi zarzuca, że jestem złą mamą, i radzi, jak powinnam postępować. Bardzo tego nie lubię, bo zawsze staram się z całych sił robić co tylko potrafię, aby być jak najlepszą mamą. Masz jakieś ulubione miejsca w Bydgoszczy, w których lubisz spędzać czas ze swoją rodziną?

32

miasta kobiet

21 maja 2013

Jestem zachwycona np. Wyspą Młyńską. Myślęcinek jest doskonałym miejscem na zimę - da się i na nartach zjechać, i pospacerować, rowerem pojeździć, piknik zrobić czy zoo odwiedzić. Jest tam mnóstwo możliwości. Bardzo podoba mi się to, że w Bydgoszczy jest dużo zieleni, parków w centrum. No i rzeka. Brda dodaje wyjątkowego uroku temu miastu. Moi teściowie mieszkają na Osowej Górze i bardzo mi się też podoba położenie tego osiedla w sąsiedztwie lasu. Daje to możliwość wyjścia z domu na spacer prosto do lasu. Mimo miłości do Bydgoszczy zdecydowałaś jednak, by nie przedłużać kontraktu z Artego Bydgoszcz i przenosisz się do Krakowa. W Artego spędziłam wspaniały czas, ale to może być dla mnie ostatnia okazja, aby spróbować swoich sił w Eurolidze. W moim wieku za rok lub dwa może się już taka oferta nie pojawić. Jak dla każdego istotne są dla mnie również sprawy finansowe ale w tym przypadku decydująca była okazja do podjęcia wyzwania sportowego z najwyższej

Jak z perspektywy kilku tygodni oceniasz brązowy medal za trzecie miejsce wywalczone w tym sezonie z Artego Bydgoszcz w lidze? Na pewno nie było łatwo go zdobyć. Trener Herkt stworzył jednak bardzo ciekawy zespół i udało nam się skutecznie walczyć o najwyższe laury w tym sezonie. W półfinale po pierwszym meczu z Wisłą, który udało nam się rozstrzygnąć na naszą korzyść, nawet zaczęłyśmy myśleć sobie z dziewczynami kurczę, może i finał uda się wywalczyć. Potem jednak Wisła pokazała, że jest na razie drużyną znacznie lepszą. A nam pozostała walka o trzecie miejsce. Przed meczami o brąz gdzieś tam z tyłu głowy była świadomość, że wygrałyśmy z toruniankami w sezonie zasadniczym, ale pamiętałyśmy też, że wówczas były one mocno osłabione brakiem czołowych zawodniczek. W efekcie okazało się, że rywalizacja o trzecie miejsce była bardziej ekscytująca niż finał zakończony wynikiem 4:0. U nas spotkały się dwie wyrównane drużyny, bardzo zdeterminowane do zdobycia medalu i tym bardziej czuję radość i satysfakcję z wygranej 3:2. Nie jest sztuką osiągnąć taki sukces z zespołem zbudowanym za grube pieniądze i naszpikowanym gwiazdami, dlatego tym bardziej cenię drużynę, którą udało się zbudować w Bydgoszczy i nasz sukces. Swoją drogą udział dwóch drużyn z regionu w walce o medale świadczy o tym, na jak wysokim poziomie stoi koszykówka w województwie kujawsko-pomorskim. Czy w trakcie meczów z Energią Toruń dało się odczuć bydgosko-toruńskie animozje? Oczywiście. Nie jestem co prawda rodowitą bydgoszczanką, ale zdążyłam się już przyzwyczaić, że szczególne emocje wyzwala rywalizacja pomiędzy tymi miastami na każdej płaszczyźnie, nie tylko sportowej. Podczas meczów rozgrywanych w Toruniu zdarzało się np. słyszeć okrzyki pod naszą szatnią np. „Brzydgoszcz”, czy „Tyfusowo”. Ze strony naszych kibiców natomiast dało się zauważyć szczególnie w komentarzach po meczach,

>


jej portret

>

że wynik z Toruniem wzbudza gorące emocje. Toruńskie koszykarki z kolei proponowały, abym przeniosła się do Torunia, bo jest według nich ładniejszym miastem. Ja jednak jestem zauroczona Bydgoszczą i myślę, że ta gorąca atmosfera dodawała nam tylko motywacji do walki. Planujesz tu wrócić? Czy zagram jeszcze w Bydgoszczy w koszykówkę, zobaczymy. Na pewno chciałabym. Natomiast jeśli chodzi o życie po zakończeniu kariery sportowej, to na dzień dzisiejszy liczy się dla mnie tylko Bydgoszcz. Jestem zachwycona tym miastem, tu mam moją rodzinę. Nawet planujemy z mężem budować tutaj dom. Po sezonie ligowym rozpoczął się czas reprezentacji. Jakie masz oczekiwania od występów w reprezentacji? Niestety, na początek musiałyśmy negocjować z władzami PZKOSZ, bo chciałyśmy, aby kobieca reprezentacja była traktowana na równi z męską, a nie jak piąte koło u wozu. To żeńska koszykówka na szczeblu reprezentacyjnym ma większe sukcesy niż męska, a czułyśmy się spychane gdzieś na margines. Dotyczy to zarówno kwestii marketingowych, promowania naszych występów, transmisji telewizyjnych, jak również takich podstawowych rzeczy jak opieka medyczna, ubezpieczenie zawodniczek podczas zgrupowania czy wyposażenie kadry w odpowiedni sprzęt. O wszystkie te elementy musiałyśmy zabiegać i negocjować, a przecież nie powinnyśmy skupiać się na tym tylko na zgrupowaniu. Na szczęście udało się dogadać ze związkiem w najważniejszych sprawach. A w kwestiach sportowych? Sportowo to martwi mnie to, że znajdujemy się w takim momencie, że brakuje dobrych dziewczyn, które można powoływać do reprezentacji. Na pierwsze zgrupowanie od 8 maja przyjechało

8 zdrowych dziewczyn na 16 powołanych. A poza pewną od dawna określoną grupą brakuje młodych koszykarek, które dobijałyby się do reprezentacji i miały szansę nas zastąpić. To dzisiaj mnie najbardziej martwi, ale oczywiście bez względu na kontuzje naszym celem reprezentacyjnym jest awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Czy się uda? Gdybyśmy grały w naszym najsilniejszym składzie, to mogłabym ze spokojem patrzeć na wyniki, a tak, zobaczymy. Na pewno tanio skóry nie sprzedamy.

Jeśli chodzi o życie po zakończeniu kariery sportowej, to na dzień dzisiejszy liczy się dla mnie tylko Bydgoszcz. agnieszka szott-hejmej koszykarka

Z czego Twoim zdaniem wynika brak polskich dziewczyn, które mogłyby grać w reprezentacji? Myślę, że właśnie z pomijania żeńskiej koszykówki przez władze związkowe. Przecież zazwyczaj praktycznie niemożliwe jest, aby obejrzeć w telewizji mecze ligowe drużyn z poza czołówki. Z reprezentacyjnymi bywa podobnie. W okresie, gdy w reprezentacji grała jeszcze Małgorzata Dydek, to nasza koszykówka była mocno obecna w mediach. Dzisiaj jest prawie zapomniana, a przez to coraz mniej dziewczyn interesuje się tą dyscypliną i rozpoczyna treningi. Poza tym czasami

w wielu sztabach trenerskich brakuje po prostu odwagi, żeby postawić na młodość, nawet jeśli na początku miałoby to nie przynieść dobrych wyników w lidze. Dlatego marzy mi się, aby po zakończeniu kariery otworzyć w Bydgoszczy koszykarską szkółkę dla dziewczyn. Ale do realizacji tego pomysłu jeszcze parę lat gry, mam nadzieję, mi pozostało. Masz jakieś hobby poza koszykówką? Bardzo lubię jeździć rowerem. Lubię również pograć na komputerze. Interesuję się też ubraniami i modą. Ulubiony styl, strój? Na co dzień najczęściej towarzyszy mi dres. A tak poważnie, to staram się łączyć elegancję z pewnym luzem. Uwielbiam marynarki. Mam ich mnóstwo. Chyba we wszystkich odcieniach wszystkich kolorów. Czego byś nigdy nie ubrała? Butów na platformie. To zupełnie nie w moim stylu. Tak samo buty z świecącymi ćwiekami czy napami. Nie lubię również swetrów tak wyciętych, że odsłaniają pępek. Co wprawia cię w dobry humor? Uśmiech i żart.

*Agnieszka Szott-Hejmej

Agnieszka Szott-Hejmej - 186 cm wzrostu, grająca na pozycji skrzydłowej wielokrotna reprezentantka Polski w różnych kategoriach wiekowych.

miasta kobiet

21 maja 2013

33


zdrowie i uroda

Bliżej

natury Coraz więcej z nas z uwagą czyta listę składników na opakowaniach kosmetyków i wybiera te z naturalnych komponentów. TEKST: Sylwia Rybacka

M

oda na ekologię dotyczy nie tylko dbania o środowisko naturalne, ale także o siebie. Na topie jest zdrowy tryb życia. Szczególnie kobiety zwracają coraz większą uwagę na jakość tego, co wpływa na ich ciało. Zmieniają dietę na taką, która będzie bogata w produkty nieprzetworzone, korzystają z naturalnych kosmetyków.

NATURALNE, CZYLI JAKIE?

Krąży przekonanie o tym, że wszystkie kosmetyki określane jako naturalne są zdrowe, jednak nie zawsze tak jest. Czym więc różnią się od tych tradycyjnych, powszechnie dostępnych? - Kosmetyki naturalne są przede wszystkim pozbawione konserwantów, sztucznych barwników i zapachów czy dodatków odzwierzęcych - wyjaśnia Małgorzata Tomaszewska z Manufaktury Kosmetyków Naturalnych „Avebio”. - Najczęściej korzystają z nich osoby żyjące w stylu ekologicznym, wegetarianie, weganie oraz posiadacze skóry wrażliwej i alergicznej. Skład większości takich produktów tworzy jeden bądź dwa naturalne składniki. Daje to konsumentowi pewność, że korzysta z produktu najwyższej jakości. Okazuje się więc, że im krótsza lista składników na opakowaniu, tym większa szansa, że jest on naprawdę naturalny.

PROPORCJA JAKOŚCI DO CENY

Wybierając kosmetyki naturalne musimy liczyć się często z większym wydatkiem niż w przypadku popularnych środków pielęgnacyjnych. Ostatnio przeżywa czarne mydło Savon Noir, czy olej arganowy z Maroka. Małgorzata Tomaszewska przekonuje, że olej, który jest w stu procentach naturalny, nie może być tani. - Płacąc więcej, mamy pewność, że jest to produkt wysokiej jakości prosto z Maroka. Tańszy często ma niewiele wspólnego z eliksirem młodości. Kupując olej arganowy, który doskonale wpływa na skórę (można smarować nim po kąpieli

34

miasta kobiet

21 maja 2013

twarz i ciało) oraz włosy (nakłada się na noc i rankiem zmywa), powinnyśmy dokładnie przeczytać skład. Na rynku jest bowiem cała masa olejków, które mają w sobie zaledwie 10, 20 procent oleju arganowego. Reszta to zwykła chemia. Należy też zburzyć mit, że wszystkie produkty eko mają bardzo krótką datę przydatności do użycia. Wynosi ona w zależności od produktu, od sześciu do piętnastu miesięcy, czyli tyle, ile faktycznie potrzeba na zużycie kosmetyku. Na przykład około 100 ml olejku arganowego wystarczy na około 6 miesięcy pielęgnacji twarzy. Zaletą wielu kosmetyków naturalnych jest ich duża wydajność.

GDZIE JE ZNALEŹĆ?

Jeszcze do niedawna kosmetyki naturalne były nie tylko mało reklamowane, ale również trudno dostępne. Teraz można je znaleźć praktycznie wszędzie - począwszy od sklepów specjalistycznych po sieciowe drogerie. Niekiedy kobiety próbują samodzielnie wykonać proste mikstury, których celem jest odżywić ciało. Przepisy niegdyś przekazywane były z pokolenia na pokolenie, teraz z jednego internetowego portalu na kolejne. Jeden z największych polskich serwisów internetowych, zajmujących się modą i urodą - wizaż. pl, ogłosił plebiscyt najlepszych domowych sposobów na dbanie o ciało. Największą popularnością cieszy się peeling kawowy (uzyskał 831 głosów), a za nim (z dużo mniejszą liczbą głosów - 154) uplasowała się maseczka drożdżowa do skóry tłustej. Zabawa w farmaceutę może jednak czasem przynieść nam więcej strat niż zysków. Często pojawia się problem z przechowywaniem mikstur. A to ważne, by kosmetyki, których używamy nie straciły swoich właściwości oraz nie zaszkodziły. Katarzyna Błoch, kosmetolog, przestrzega: - Samodzielnie robione preparaty mogą wywoływać alergie czy podrażnienia. Tak naprawdę nie mając wiedzy i doświadczenia łatwo źle dobrać stężenie substancji. Błąd nie zawsze uwidacznia się na skórze od razu - dodaje. - Z kolei wybierając kosmetyki naturalne w sklepie musimy uważać na dobór składników,

ponieważ każda skóra indywidualnie reaguje, chociażby na olejki eteryczne. Kosmetolog uważa jednak, że naturalne kosmetyki dostępne obecnie na rynku mają bardzo wiele zalet: - Badania kliniczne, testy alergiczne, jeśli są w nich konserwanty - to dobrej jakości mówi.

ROZSĄDEK NAJWAŻNIEJSZY

Przy wyborze kosmetyków najważniejsze jest to, aby dopasować je do swojej skóry. Warto korzystać z tych naturalnych, ponieważ przy długotrwałym stosowaniu poprawią kondycję naszych włosów i cery nie wysuszając ich i nie zaburzając naturalnej gospodarki lipidowej. Kosmetyki tradycyjne zawierają substancje, które przy bardzo regularnym stosowaniu dadzą rezultat, jednak po odstawieniu często zauważamy, że efekt był tymczasowy. Tak działają np. odżywki do włosów z silikonami, czy balsamy do ciała o przyjemnej konsystencji i kuszącym zapachu. Skóra jest nawilżona, a włosy gładkie i lśniące jednak tylko w okresie używania preparatu. Skóra uzależniona od balsamu szybko przestanie być gładka, kiedy skończy się opakowanie i nie użyjemy kolejnego. Włosy bez silikonowej odżywki staną się suche i bez połysku. Kosmetyki naturalne mają szansę przywrócić naturalną gospodarkę lipidową skóry na dłużej. Oznacza to, że z czasem być może nie będzie potrzeby, by nawilżać całe ciało po każdej kąpieli, kiedy przerzucimy się na naturalne mydło aloesowe w kostce. Są również minusy: mydła naturalne często nie pachną wcale, popularne i skuteczne naturalne czarne mydło wręcz pachnie nieprzyjemnie. Konsystencja nie jest tak wygodna w użyciu jak w wypadku naszpikowanych chemią kosmetyków. Balsam trudniej się rozprowadza. Mydło słabiej się pieni. Można się jednak przyzwyczaić do tych niedogodności, widząc efekty.


956313BDBRA

596013TRTHA

949613BDBHA


kobieca perspektywa

Zwinny jak adam O

ba samochody to przedstawiciele niewielkich pojazdów. Opel adam to najnowsze dziecko niemieckiego koncernu, mające konkurować z takimi markami jak mini czy fiat 500. Włosi jednak postanowili nieco powiększyć swoją „pięćsetkę”. I to właśnie fiat 500L jest drugim autem, które zostało poddane kobiecym testom. Litera „L” oznacza tu „wielki” („large”). - Pierwsze wrażenie? „Opel Adam” - śliczne malutkie, kobiece i kolorowe auto. Fiat 500L? Od razu widać, że będzie to większe auto od opla, ale też ma dużo do zaproponowania - dzieli się pierwszymi spostrzeżeniami Aleksandra Rubczak-Grzegorzewska, która chwilę później zasiadała po kolei za kierownicą obu pojazdów. - Po zajęciu miejsca w środku uderza mnie dopracowana w każdym detalu stylistyka. W obu przypadkach kojarzy mi się ona z włoskim stylem - okrągłe zegary, łączone ze smakiem w wykończeniach aluminium, skóra i inne materiały. W adamie w oczy rzuca się również podsufitka podświetlana ozdobnymi punkcikami. Nie każdemu to się spodoba, ale dla wielu, zwłaszcza pań, może to być uroczy element wystroju wnętrza - zauważa Ola.

ADAM ZA MAŁY?

W obu autach bardzo pozytywne wrażenie na testerce wywołało również nagłośnienie i multimedia pozwalające m.in. na podłączenie telefonu przez bluetooth. W adamie mamy nieco więcej możliwości multimedialnych. System audio-informacyjny IntelliLink umożliwia podłączenie smartphonów z systemem operacyjnym Android i iOS. Dzięki temu można korzystać ze swoich zasobów muzycznych oraz wyświetlać zdjęcia i mapy na 7-calowym ekranie dotykowym umieszczonym w konsoli centralnej. Młodzi ludzie mogą chętnie wykorzystywać to rozwiązanie.

36

miasta kobiet

21 maja 2013

Dwa samochody. Jedna kobieta. Postanowiliśmy sprawdzić jak w damskich dłoniach będą się spisywać dwa nowe auta. TEKST: Kamil Pik ZDJĘCIA: Kamil Pik - Pierwsza zasadnicza różnica, ale i najważniejsza pomiędzy tymi autami, to oczywiście ilość miejsca we wnętrzu. Widać, że włosi postanowili powiększyć „500” - kontynuuje Ola. - Adam oferuje całkiem komfortowe warunki jak na swój rozmiar, ale tylko dla kierowcy i pasażera siedzącego obok. Z tyłu natomiast jest już bardzo mało miejsca, kanapę zaplanowano tylko dla dwóch osób, które i tak będą miały ciasno. Równie mało miejsca jest w bagażniku (pojemność 170l) - dosłownie na trzy torby z zakupami. Adam to typowe autko miejskie, nadające się na drugie w rodzinie, które będzie wykorzystywane np. do podjechania do centrum na zakupy. Decydując się na ten model, powinniśmy być świadomi jego przeznaczenia. Jeśli jednak poszukujemy właśnie małego, zwinnego autka, które wciśnie się na najmniejsze miejsce parkingowe, a dodatkowo będzie przepełnione multimediami, to nie pożałujemy wyboru.

AUTO NA WEEKEND

Fiat 500L pozwala na podróż w dużo większym komforcie pasażerom posadzonym na tylnej kanapie. - Powiększona wersja dostępnej od kilku lat „500” zaskakuje ilością miejsca przy swoich wy-

miarach zewnętrznych. Na tylnej kanapie całkiem wygodnie mogą podróżować trzy osoby. Nie ma też ryzyka, że przy wysokim wzroście będziemy zahaczać głową o podsufitkę - chwali włoski projekt Ola. - Dużą przestrzeń zarówno na przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie dopełnia bardzo pojemny bagażnik (aż 400 litrów). Włosi wprowadzili w swoim samochodzie dodatkowe bardzo praktyczne rozwiązanie. Możliwość nie tylko składania tylnej kanapy, dzięki czemu powiększa się przestrzeń bagażowa, ale również jej przesuwania w poziomie tak jak przednich foteli. Nowy fiat 500L jest to zatem auto, którym spokojnie możemy wybrać się na weekendowy, a nawet dłuższy wypad za miasto czy np. nad morze, bez obawy, że nie zmieścimy sporej porcji bagaży. Powiększona wersja tego miejskiego auta może zwiększyć liczbę właścicieli „500”. Adam, który został nam udostępniony przez salon Opel Mikołajczak, wyposażony był w benzynowy silnik 1,4 litra o mocy 100 KM. Do wyboru mamy jeszcze jednostkę o tej samej pojemności, ale mocy 87 KM oraz jednostkę 1,2 litra o mocy 70 KM. 1,4-litrowe silniki zapewniają maksymalny moment obrotowy na poziomie 130 Nm przy 4000 obr./min. Wersja o mocy 100 KM gwarantuje przy-

>


kobieca perspektywa

Opel kontra fiat Oba testowane pojazdy, mając podobne silniki, oferują też podobne spalanie. W cyklu mieszanym producenci deklarują dla fiata 6,2 litra, a dla opla 5,5 litra paliwa na 100 km.

>

śpieszenie od zera do 100 km/h w niecałe 11,5 sekundy i umożliwia osiągnięcie maksymalnej prędkości 185 km/h. - Adam ze stukonnym silnikiem pod maską prowadzi się doskonale, jest to auto bardzo dynamiczne i zwrotne. W ruchu miejskim poruszamy się nim sprawnie, przy włączaniu się do ruchu, przy ruszaniu na światłach nie zawiedzie nas pozostając w blokach startowych. Bardzo praktyczna jest również dodatkowa funkcja „city”, która oprócz wspomagania kierownicy jeszcze bardziej ułatwia manewrowanie kierownicą. Można to robić dosłownie jednym palcem - mówi Ola.

Opla adama w najuboższej wersji wyposażenia (producent deklaruje niezliczoną ilość jego kompilacji) z silnikiem 1,2 otrzymamy od 42 900 złotych. Fiata 500L z silnikiem 1.4 16v 95KM w najuboższej wersji wyposażenia Fresh (dostępne są jeszcze Pop, Pop star, Easy, Lounge) zakupimy w cenie od 49 000 złotych.

- Fiat 500L w ruchu miejskim o dużym natężeniu nie sprawia wrażenia auta tak dynamicznego i zwinnego jak adam. Jest nieco bardziej „ospały” i sztywny, ale różnica ta nie przeszkadza w komfortowej podróży. Tym bardziej że gdy ruch zelżeje lub wyjedziemy poza miasto, przestajemy dostrzegać nieco mniejszą dynamikę pojazdu. A zaczyna nas cieszyć płynność, z jaką prowadzi się „500” i komfort, w jakim podróżujemy - podsumowuje swoją jazdę testową Ola Rubczak-Grzegorzewska. Można więc z pełnym przekonaniem stwierdzić, że opel adam doskonale spełni oczekiwania kobiet poszukujących małego, miejskiego auta. Powiększony fiat 500L natomiast zdaje się być słusznym krokiem włoskich projektantów. Pojemna jak adam pierwotna wersja fiata 500 po dodaniu litery „L” zyskała na funkcjonalności i wygodzie podróżowania. Zyska zatem pewnie i nowych użytkowników, bo może posłużyć całej rodzinie.

DLA CAŁEJ RODZINY

Multisalon Reiski przekazał do testu fiata 500L wyposażonego również w benzynowy 95-konny silnik o pojemności 1,4 litra. Poza tym dostępne są silniki 0,9 TwinAir 105 KM oraz 1,3 Multijet II 85KM i silnik 1,6 Multijet II 105 KM. Jednostka, którą mieliśmy okazję przetestować, dysponuje maksymalnym momentem obrotowym na poziomie 127 Nm przy 4500 obr./min i przyspieszeniem od 0 do 100 k/h w 12,4 sekundy oraz prędkością maksymalną 178 km/h. 21 maja 2013

37

494213TRTHA

miasta kobiet


kobieca perspektywa Światowy Dzień Mleka

Nie tylko mleko Jeśli wykreśliłaś ten produkt z jadłospisu, pomyśl, jak go zastąpić

W

ORIENTACJA W PRZESTRZENI

Ci, którzy lubią mleko, powinni pić przynajmniej jedną szklankę mleka dziennie. Naukowcy odkryli, że dorosłym picie mleka pomaga utrzymać ciało w zdrowiu. Dowiedziono, że przede wszystkim poprawia ono koncentrację i orientację w przestrzeni. Jednak nie tylko mleko zawiera potrzebny nam wapń. Można go znaleźć również w wielu innych smacznych i nie zawsze kalorycznych produktach. - Doskonałym rozwiązaniem może być jogurt grecki, użyty np. do sosu sałatkowego - mówi Magdalena Smużyk, dietetyczka. - Możemy go R

miasta kobiet

21 maja 2013

K

L

Co jeszcze warto zdjąć z półki z nabiałem? Mleczne napoje fermentowane, czyli produkty otrzymywane z mleka pełnego, częściowo lub całkowicie odtłuszczonego, poddane fermentacji przez specjalne mikroorganizmy. Przy rezygnacji z samego mleka krowiego warto pić więcej kefirów, jogurtów, maślanki, jeść sery. - Żółte sery mają nawet dziesięć razy więcej wapnia niż twarogowe - mówi dietetyczka. - Należy je jednak jeść w rozsądnych ilościach ze względu na kaloryczność. Doskonałym rozwiązaniem są wyjątkowo cienko pokrojone sery mierzwione, popularne w ostatnim czasie. A co jeśli mamy ochotę na deser? Zamiast jeść niezdrowe ciastka z kremem, lepiej zjeść bogate w wapń i błonnik owsianki, płatki na mleku. Zaspokoją potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, a zarazem dostarczą witamin i poprawią przemianę materii. A

M

A

589613TRTHA

950713BDBHA

38

E

KEFIRY, DESERY

również dodać zamiast kalorycznej śmietany do przygotowania makaronu ze szpinakiem, albo pierogów z owocami. Na rynku jest także coraz więcej nietypowych (może lepiej nowych) rodzajów masła. Ten produkt spożywany w nadmiarze szkodzi. Jednak kiedy jemy masło z umiarem, dostarcza naszemu organizmowi wielu niezbędnych składników i witaminy A, D, E oraz K. Na rynku jest coraz więcej rodzajów masła. Możemy kupić masło z ziołami, solą morską, która dostarczy dodatkowych mikroelementów, albo z czosnkiem. Dwa ostatnie właśnie wprowadziła na rynek Mleczarnia Łowicz. Można je kupić w wygodnych i estetycznych kubeczkach, które bez wstydu postawimy na stół. - Masło tzw. smakowe jedzone raz na jakiś czas do grzanek z bagietki, czy jako przysmak ze świeżym chlebem nikomu nie zaszkodzi, a wręcz dostarczy organizmowi niezbędnych witamin - mówi dietetyczka. - To także idealny dodatek do wszelkich potraw z jarzyn: odrobina masła ułatwia przyswajanie zawartych w nich witamin, a przy okazji podkreśla ich aromat.

spółczesna dieta zmniejsza wchłanianie wapnia. Przyczyniają się do tego przetworzone produkty, białko obecne w mięsie, a także sód i kofeina. Ze względu na funkcje jakie wapń pełni w organizmie, ważne jest, by nie dopuścić do jego niedoboru. Czy to oznacza, że każdy z nas powinien codziennie pić mleko?


męskim okiem

Same tego chcecie Jarosław Jaworski* Po moim pierwszym felietonie usłyszałem od pewnej kobiety, że mój tekst jest feministyczny. Bardzo mnie to zmartwiło. Bo wyszło na to, że jeżeli powie się „hej dziewuchy, fajnie jest myśleć i kierować się w życiu myśleniem” to jest już feminizm. Czy gdybym powiedział do facetów „chłopaki, odniesiecie sukces, jeżeli będziecie myśleć”, to ktokolwiek powiedziałby, że to wspaniałe zdanie wzmacniające męskość, czy raczej, że to wszyscy wiedzą? Z tej nieudanej pochwały wychylił się diabeł strachu. Strachu, że aspirowanie kobiety musi być czymś poparte - np. feminizmem, bo jeżeli nie będzie, to po prostu nie mieści się na skali. Bo nie ma na naszej codziennej polskiej, powtarzam polskiej, skali takiej podziałki, w której jest znacznik „normalna, myśląca i dążąca do celu kobieta”. Bo ta skala jest kaleka. Mam wrażenie, że nasza narodowa podziałka ma takie punkty: „dobra żona/córka/partnerka”, potem pustka i od razu „cwane/wredne babsko”, a potem „feministka”. „Babsko” to zazwyczaj kobieta samodzielna i suwerennie podejmująca decyzje w życiu. Suwerennie, czyli umiejąc konsultować je ze swoim partnerem jak równy z równym. „Feministka” to wiadomo co - zgroza i Środa. R

E

K

L

Zdaję sobie sprawę, że nie zmienia się ustalonych przez wieki schematów społecznych w jeden dzień. Wręcz nie jestem zwolennikiem ich zmieniania w sposób radykalny, w końcu różnimy się i dopełniamy zarazem, i tak powinno pozostać. Ale na Boga, czemu nie ma na linii takiego punktu, w którym kobieta może być dynamiczna, mądra i nie musi być feministką? W mojej głowie rodzi się straszne podejrzenie graniczące z pewnością. Nie ma, bo kobiety same tego nie chcą. Wolą kryć się za „społecznie ustalonymi rolami”, wolą podpinać się pod faceta, by jakoś tam je utrzymał z dzieckiem. A jeżeli inna kobieta odnosi sukces, to trzeba ją oznakować „feministka”, bo to psychicznie pozwala się od niej zdystansować. No przecież ja nie zostanę feministką. Tym babochłopem, którego mężczyźni się boją. A skoro nie zostanę, nie muszę walczyć. Nie trzeba być feministką, by być wartościowym człowiekiem. Tak jak nie trzeba być katolikiem by dobrze wierzyć w Boga, i nie trzeba być białym, by zostać prezydentem USA. Trzeba tylko przestać się bać. Tylko tyle i aż tyle. *Jarosław Jaworski - specjalista ds. public - relations i promocji kultury. Dziennikarz, rysownik satyryczny, scenarzysta radiowy i filmowy.

A

M

A

589613TRTHA


temat

579813TRBHA

40

miasta kobiet

21 maja 2013

Miasta Kobiet maj 2013  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you