Page 7

zdrowie Kieruje Pani Zakładem Promocji Zdrowia - i w Collegium Medicum, i w Juraszu. Te jednostki są powiązane? Jednostka w strukturach uczelni działa już długie lata, natomiast zakład w szpitalu został utworzony w październiku zeszłego roku, w odpowiedzi na wchodzący KOS, czyli projekt kompleksowej opieki nad pacjentami po zawale serca. Ważnym elementem tego programu jest edukacja pacjenta. Wszyscy pracownicy służby zdrowia mają obowiązek edukowania pacjentów, ale przy całym szeregu innych zadań często schodzi to na dalszy plan. Dlatego dyrektor szpitala zadecydował o powołaniu jednostki, która koordynowałaby systemem opieki nad pacjentami po zawale serca. Już wcześniej w ramach zajęć na uczelni prowadziliśmy badania w szpitalu i edukowaliśmy pacjentów, a teraz realizujemy także procedury finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, będąc pracownikami szpitala. Jak dużą grupę w Polsce stanowią pacjenci kardiologiczni? Bardzo dużą. Polacy nadal najczęściej umierają na choroby sercowo-naczyniowe - to 47 proc. wszystkich przypadków. Niestety wciąż mamy niską świadomość w tym temacie, szczególnie jeśli chodzi o kobiety. Kiedyś robiłam ze studentami ankiety na ulicach, pytaliśmy o największe zagrożenia zdrowotne. Okazało się, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni uważają, że największym zagrożeniem dla kobiet są nowotwory, zwłaszcza rak piersi. Onkolodzy zrobili świetną robotę. Natomiast o chorobach sercowo-naczyniowych się tak nie myśli - a jeśli już, to częściej, że jest to coś, co zagraża mężczyznom. Statystyki wskazują jednak, że to więcej kobiet umiera z powodu chorób sercowo-naczyniowych. Mówi się, że mężczyzn szybciej dotyka ten problem… To prawda, w młodszych grupach choruje zdecydowanie więcej mężczyzn, ale kobiety „nabijają statystykę” w późniejszym wieku. Przeciętnie zaczynają chorować 10 lat później niż mężczyźni, bo wcześniej są chronione przez hormony. Po menopauzie wszystko się jednak zmienia - wówczas gwałtownie wzrasta ryzyko pojawienia się choroby wieńcowej. Kobiety chorują też inaczej - częściej występują u nich nietypowe objawy zawału serca, na przykład ból w plecach albo w nadbrzuszu. Kiedy mężczyznę zaboli w klatce, to wszyscy wiedzą, że trzeba wzywać karetkę i błyskawicznie jechać do szpitala. Natomiast jeśli kobieta czuje podobny ból, to zachowania nie są już tak oczywiste, a myślenie, że „może mi przejdzie” wcale nie jest rzadkie. W ten sposób kobiety stawiają się w zdecydowanie gorszej sytuacji, jeśli chodzi o leczenie. Jak wygląda u nas leczenie zawału serca? Dziś leczymy w Polsce na naprawdę światowym poziomie. Kilka lat temu byłam w jednym z najbardziej znanych na świecie ośrodków kardiologicznych - w Sinai Hospital Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. Tam leczy się pacjentów z zawałem serca dokładnie tak samo, jak u nas, dokładnie takim samym sprzętem. Natomiast to, co nas odróżnia od tego ośrodka, to niższy komfort i zdecydowanie gorsze warunki socjalne dla pacjentów. Staramy się, zmieniamy, remontujemy, ale parawan między łóżkami nie zapewni takiego komfortu, jak indywidualny pokój. Jeżeli leczymy na światowym poziomie, to dlaczego tak wiele osób umiera w Polsce na choroby serca? W tej chwili śmiertelność pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału serca waha się w granicach 5-7 proc. To świetny wynik. Natomiast w ciągu roku po zawale umiera około 20 procent. Śmiertelność pięcioletnia sięga aż 50 procent! To zastraszające wyniki. I faktycznie, można się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Szukając odpowiedzi na to pytanie, przyjrzałam się grupie pacjentów po zawale, którzy zgodzili się przyjeżdżać do nas co trzy miesiące na badania kontrolne. Zwracaliśmy szczególną uwagę na to, czy regularnie przyjmują zapisane leki. I okazało się, że nie? W badanej przeze mnie grupie - około 200 pacjentów - 92 procent zadeklarowało, że bierze je regularnie. Natomiast znając wyniki innych badań, postanowiłam powiedzieć „sprawdzam”. I poprosiłam NFZ o dane, ile ci pacjenci faktycznie zrealizowali w tym czasie recept. Okazało się, że z tych 92 aż 40 proc. mocno minęło się z prawdą. Nie mogli przyj-

mować leków, skoro ich nie wykupili. Warto przy tym zwrócić uwagę, że na udział w badaniu zgadzają się zwykle osoby bardziej aktywne, którym się chce. Nie każdy ma ochotę przyjeżdżać do szpitala na kontrole. Myślę, że gdybyśmy wzięli pod lupę wszystkich, to te wyniki mogłyby być jeszcze gorsze. Do pacjentów nie przemawia, że jak przestaną brać leki, to mogą umrzeć? Każdy pacjent wychodzący ze szpitala jest wyraźnie poinformowany, zarówno ustnie jak i pisemnie - na karcie informacyjnej, że z większością tych leków musi się „zaprzyjaźnić” do końca życia. Co więcej, jeśli idzie o leki zmniejszające krzepliwość krwi, to podkreślamy, że ich samowolne odstawienie przed upływem roku od zabiegu angioplastyki wiąże się nie tylko z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, ale także z narażeniem życia. Zazwyczaj kiedy rozmawiamy z naszymi pacjentami, to większość mówi: „Będę brał, rozumiem, że to ważne”, a potem… a potem bywa różnie. Z czego to wynika? Myślę, że najczęściej z niskiej świadomości zdrowotnej. Często sami zadajemy sobie pytanie, dlaczego niektórzy pacjenci, pomimo tych informacji, odstawiają leki? Nie ma pewnie jednej dobrej odpowiedzi. Dla niektórych koszty leczenia mogą być istotnym ograniczeniem, chociaż większość zalecanych przez nas leków nie jest droga. Bywają oczywiście leki, które kosztują nieco więcej - wtedy mówimy o cenach i pytamy, czy są one akceptowalne. Jeśli nie, to proponujemy alternatywne rozwiązania. To nie są łatwe rozmowy, bo dla wielu osób ograniczenia ekonomiczne są wstydliwe. Staramy się pozyskać zaufanie pacjentów, aby usłyszeć szczere odpowiedzi. To ważne również w kontekście możliwych efektów ubocznych leczenia - na przykład niektóre leki zalecane po zawale mogą powodować impotencję u mężczyzn. Wielu panom bardzo trudno się do tego przyznać i wolą odstawić lek, niż o tym powiedzieć. W niektórych przypadkach paradoksalnie skuteczność leczenia i uwolnienie pacjenta od wszelkich dolegliwości powoduje przekonanie, że dalsze działania nie są już konieczne. Bywają też osoby, które zwyczajnie zapominają o lekach, a jeszcze inni uważają, że „chemia” truje, a nie leczy, i w razie czego zawsze można wrócić do szpitala i powtórzyć zabieg. Bardziej się boimy przyznać do słabości niż tego, że możemy kolejny raz dostać zawału? Pacjentom, którzy pierwszy raz przyjeżdżają do szpitala, towarzyszy silny lęk przed śmiercią, ale dzisiaj leczenie zawału serca przebiega w miarę bezboleśnie. Zabieg angioplastyki trwa zazwyczaj nie więcej niż pół godziny i ból ustępuje. Niedawno rozmawiałam z pacjentem, który powiedział: „Mniej bolało niż wizyta u dentysty”. Po kilku dniach taki pacjent wychodzi ze szpitala i może pomyśleć: „Tak straszyli, a tu raz, dwa i załatwione”. Lekarze każą brać leki, nie palić, zmienić dietę, a on pyta się: „Po co? Jak mi się trafi drugi zawał, to też przyjadę, cztery dni i znowu po problemie”. Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że nie jest to rzadki sposób myślenia wśród pacjentów, którzy nie dostrzegają powagi sytuacji. Staramy się im uświadomić, że ten kolejny raz może być ostatnim. Może nie zdążyć przyjechać karetka, albo nie będzie miał jej kto zawiadomić. Trzeba sobie zdawać sprawę, że ryzyko wystąpienia zawału u kogoś, kto już go miał, jest cztery, pięć razy większe niż u innych. Właśnie dlatego trzeba zrobić wszystko, aby do tego kolejnego zawału nie doszło. Co można więc zrobić, by zmniejszyć ryzyko pierwszego czy kolejnego zawału? Na nasze zdrowie bardzo duży wpływ ma styl życia - dotyczy to zresztą wszystkich chorób cywilizacyjnych. Styl życia obejmuje dietę, aktywność fizyczną, palenie papierosów, umiejętność odpoczywania i radzenia sobie ze stresem. Kluczowe znaczenie dla skutecznej prewencji ma przekonanie, że to my sami odpowiadamy za własne zdrowie i to my musimy o nie dbać. Lekarz powinien informować pacjenta o wszystkim, co jest istotne, ale nie może mu nic kazać. Nasza rola polega na przekonywaniu, co jest dobre, jednak ostatecznie to przecież pacjent sam podejmie decyzje. miasta kobiet

grudzień 2018

7

Miasta Kobiet listopad 2018  
Miasta Kobiet listopad 2018  
Advertisement