Page 7

jej portret Co jadłaś na śniadanie? Kanapkę z mojego chleba razowego z hummusem, kolendrą, rzodkiewką i roszponką.

To, co jemy jako dzieci, to tzw. comfort food - smaki, które potem już przez całe życie kojarzą nam się z czymś miłym, z poczuciem bezpieczeństwa. Wracamy do nich, gdy jest nam źle. Czy chcemy, by dla naszych dzieci były to słodycze i fast food? Z dietetyczką Katarzyną Błażejewską-Stuhr* rozmawia Paulina Błaszkiewicz

ZDJĘCIE MAJA SOBCZAK

Hummus, kolendra - to tylko dwa z wielu składników, które coraz częściej pojawiają się w naszym menu za sprawą takich kobiet jak Ty, Katarzyna Bosacka czy Marta Dymek. Co się takiego stało, że Polacy polubili rewolucję żywieniową? Wydaje mi się, że coraz bardziej jesteśmy otwarci na nowości. Ja na co dzień obcuję z osobami zainteresowanymi jedzeniem, poszukującymi i otwartymi. I chociażby po niani mojego synka, Tadzika, widzę dużą zmianę. Wcześniej zdarzało jej się coś gotować, gdy Tadzio spał, i były to bardzo tradycyjne potrawy. Robiła kotlety schabowe czy mielone, z którymi później mieliśmy problem, gdyż staramy się nie jeść mięsa. Natomiast dziś przynosi przepisy na kotlety, ale warzywne. Z ciecierzycy albo kalafiora. Jak mielone zastąpić warzywami? To chyba nie jest łatwe. To zależy. Gdy znamy przepisy i umiemy gotować, to dieta roślinna okazuje się łatwa. Oczywiście nigdy kotlet z  żadnego warzywa nie będzie smakował tak jak schabowy. Jednak warto stawiać na inne, również smaczne, nowe dania niekoniecznie po to, by zastąpić klasykę, tylko żeby wzbogacić naszą kuchnię. Jakiś czas temu czytałam, że mieszkańcy wyspy Okinawa, którzy mają dużo mniejszy dostęp do żywności niż my, jedzą średnio dwieście różnych produktów w ciągu dnia. Moja znajoma była zimą w  jednym z  afrykańskich krajów. Wróciła zachwycona i  zachwalała wygląd tamtejszych ludzi - ich pięknie wyrzeźbione ciała i  zdrową skórę. To może być kolejny przykład na to, że nasza dieta ma ogromny wpływ na to, jak wyglądamy? Zdecydowanie. Jesteśmy tylko i  wyłącznie tym, co zjemy. Komórki w  naszym ciele w  zależności od tego, w  jakim są narządzie ciała, odradzają się z  różną częstotliwością. Np. komórki krwi żyją kilka dni, wątroby około 40 dni, a  te w  układzie nerwowym mają kilkuletni „okres ważności”. Ale przy niedoborach pokarmowych każda z nich, gdy będzie odtwarzana na nowo, nie będzie funkcjonować prawidłowo. Dlatego np. gdy mama w ciąży suplementuje kwasy omega-3, to wzrok jej dziecka rozwinie się szybciej w porównaniu z dziećmi mam z niedoborami tych kwasów. Ja zawsze porównuję ciało do bajki „Trzy świnki”. Jeżeli nie włożymy wysiłku w komponowanie diety, to nasze ciało nie będzie stanowiło dobrej ochrony przed chorobami. Z  wykształcenia jesteś dietetyczką i  psychodietetyczką. Kiedy zaczęłaś interesować się zdrowym odżywianiem? Dawniej nie było na to jeszcze takiej mody. Trochę wyniosłam to z  domu. Gdy kończyłam podstawówkę, mój tata zachorował na raka. To od niego się zaczęło, ponieważ zainteresował się wpływem diety na zdrowie, przez co nasze domowe menu się zmieniło. Nie jakoś diametralnie, bo zawsze odżywialiśmy się zdrowo, ale w  tym okresie mieliśmy już większą świadomość, że robimy to z powodów zdrowotnych. Ze mną było tak, że nie dostałam się na medycynę i poszłam na diete-

tykę - z myślą, że to tylko na rok, na przeczekanie. Okazało się jednak, że ten kierunek strasznie mnie wciągnął. Poznałam też wiele różnych możliwości leczenia, więc po kilku miesiącach zrezygnowałam już z  planów związanych z  medycyną. Pamiętam, jak kardiolodzy mówili nam, że gdyby dietetycy prawidłowo wykonywali swoją pracę, a  pacjenci przestrzegali ich zaleceń, to oni nie mieliby kogo leczyć. Wrodzone wady serca, które zresztą można teraz operować jeszcze w życiu płodowym, to kilka procent. Reszta problemów kardiologicznych to skutki nieprawidłowej diety i trybu życia. Stwierdziłam wtedy, że to, co robię i czego się uczę, daje mi satysfakcję i chcę się tym zajmować. Po pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Medycznym zaczęłam studiować też technologię żywienia na SGGW. Tam poznawałam tajniki produkcji żywności, a  na dietetyce dowiadywałam się, jak ta żywność wpływa na nasze zdrowie. Podobno czasami lepiej nie wiedzieć zbyt wiele… Miałam taki moment, że byłam bliska anoreksji, bo wchodziłam do sklepu i wszystkie produkty, które widziałam, wydawały mi się nieodpowiednie dla zdrowia. No właśnie. Wspomniana już Kasia Bosacka w  jednym ze swoich programów telewizyjnych wchodzi do sklepu i  wszystko sprawdza. Ale powiedzmy sobie szczerze, większość z  nas nie ma tyle czasu, by czytać etykiety. A  gdy już zaczniemy czytać, to nagle okazuje się, że wszystko, co chcemy włożyć do koszyka, jest niezdrowe. Jak nie zwariować? Czytanie etykiet to jednorazowe zajęcie. Zwykle jest tak, że jak już raz wybierzemy dobry chrzan - czyli taki, który w  składzie ma chrzan, a nie zagęstniki, lecytynę sojową czy mleko w proszku - to nie musimy już szukać i sprawdzać kolejnych. Na studiach związałam się ze stowarzyszeniem Slow Food, zajmującym się promowaniem sezonowej, lokalnej i  tradycyjnej żywności. Zrozumiałam, że im prostsze pokarmy, tym dla nas lepiej i zdrowiej. To było rozwiązanie moich dylematów konsumenckich. Chodzę na targ, wybierałam proste składniki od znajomych rolników i  producentów żywności. Wbrew pozorom, to oszczędność czasu i pieniędzy. I jest to dobre dla naszego zdrowia. Zaczęłaś tym zarażać internautów. Siedem lat temu, gdy byłam w  ciąży ze Stasiem, zaczęłam prowadzić bloga „Dietetyczka w  ciąży”. Robiłam to po to, by usystematyzować swoją wiedzę, ale też podzielić się nią z  innymi. Na ten blog trafiła redaktorka wydawnictwa, która się ze mną skontaktowała, jak Stasiek miał trzy latka. Zaproponowała mi napisanie książki o  żywieniu dzieci. Równolegle od wydawnictwa „Zwierciadło” dostałam propozycję napisania książki z przepisami na koktajle - właśnie wyszła czwarta część, a pierwsza nominowana była do międzynarodowej nagrody na najlepszą książkę kulinarną roku. Dostawałam też odzew od samych czytelników - chwalili moje przepisy i chcieli wiedzieć, jak odżywiam się na co dzień. Poruszyłaś bardzo ważny temat odżywiania dzieci. Coraz częściej mówi się o  otyłości wśród nich.

miasta kobiet

lipiec 2018

7

Miasta Kobiet lipiec 2018  
Miasta Kobiet lipiec 2018  
Advertisement