Page 20

jej pasja Jestem na etapie, w którym wierzę, że wrócę w góry, i jednocześnie nie wierzę. To dwa demony, które się we mnie ścierają. Z Anitą Parys*, zdobywczynią dziewiczego szczytu w górach Karakorum, rozmawia Mariusz Sepioło

Z D J Ę C I E A R C H I W U M P R Y W AT N E

Moja GÓRA Wywiad ze mną? Przecież ja niczego wielkiego nie zrobiłam.

Dla Ciebie to tak ważne? (długa cisza) Może najważniejsze.

Nie każdy zdobywa dziewiczy sześciotysięcznik w Karakorum. Tak, ale minęło już kilka lat, od kiedy ostatni raz byłam w  górach wysokich. Nie wiem, czy w ogóle kiedyś tam wrócę.

To najpierw powiedz, jak się zaczęło. W dzieciństwie chorowałam. Rodzice często zabierali mnie w góry, gdzie po prostu dobrze się czułam. Mój tata i  brat jeździli na nartach, ja też robię to od dzieciaka. Na początku z plecakiem chodziłam po Beskidach i innych górach, Tatry pojawiły się trochę później. Pojechałam tam z  tatą. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Giewont, pomyślałam, że nigdy tam nie wejdę. Byliśmy dwa tygodnie i  już wtedy złapałam wielką „zajawkę” na góry. W wieku 17 lat miałam niemal wszystkie tatrzańskie szlaki za sobą. Oczywiście mówię o  Tatrach Polskich. Po raz pierwszy na Orlej Perci też byłam z tatą. Później poznałam kilka osób z  Klubu Wysokogórskiego. Zapytałam instruktora pochodzącego z toruńskiego klubu, czy mogłabym się zapisać. Skończyłam kurs skałkowy, a potem taternicki. Bardzo mnie to wciągnęło.

Dlaczego? Od lat zmagałam się z niesprawnym prawym kolanem. Przez długi czas nie przeszkadzało mi to w  sportowych aktywnościach. Ale w  2014 roku podczas intensywnego treningu uszkodziłam je po raz kolejny. Przeszłam dwie operacje, które nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Okazało się, że kontuzja jest bardzo poważna. Niestety pod koniec zeszłego roku miałam wypadek i uszkodziłam poważnie drugie kolano. Żaden z  lekarzy nie zapewnił mnie, że kiedykolwiek jeszcze będę mogła się wspinać. Więc, o ile długo miałam w sobie nadzieję i siłę do walki, to teraz coraz częściej ją tracę… Prawdopodobnie czeka mnie wstawienie endoprotezy. Nie znam nikogo - a szukam - kto z takimi kolanami poszedł w góry wysokie.

20

miastakobiet.pl

Co takiego jest w górach, że tak wciągają? Każdy odpowie na to pytanie inaczej. Są ludzie, którzy poszli w  góry raz i  nigdy

do nich nie wrócili. Ja góry traktowałam zawsze trochę metafizycznie. Skończyłam polonistykę, mam duszę humanisty, więc może dlatego. Przeczytałam kilka górskich książek, ale to nie one były źródłem mojej fascynacji. Wiesz, tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałam… Inne formy aktywności mnie nudziły, poza nartami oczywiście. Góry nigdy. Im bardziej byłam zmęczona, tym szczęśliwsza. A dotyk i zapach granitu… jest dla mnie wyjątkowy. A strach? Oczywiście, że strach jest, ale taki, który nie paraliżuje, tylko pozwala na klarowne i  czyste myślenie. To taki strach, który lubię. W  życiu jest inaczej. W  życiu boję się inaczej i  bardziej. Góry nie uodparniają na życiowe trudności. Mówię o takich prawdziwych problemach. Może trochę hartują, ale tak naprawdę, kiedy w  życiu dotyka nas coś strasznego, górskie doświadczenia nie mają większego znaczenia. Z kolei uczą nas wrażliwości - tego jestem pewna. Ludzie gór są wrażliwi i  emocjonalni. Sama mam swoje demony i coraz częściej sobie myślę,

Miasta Kobiet lipiec 2018  
Miasta Kobiet lipiec 2018  
Advertisement