Page 1

lipiec 2018

K ATA R Z Y N A B Ł A ŻE JE WSK A - S TUHR

Rewolucja na talerzu str. 6-8


SEZONOWO I LOKALNIE

WYDAWCA: Polska Press sp. z o.o. Oddział w Bydgoszczy ul. Zamoyskiego 2 85-063 Bydgoszcz Prezes Oddziału: Marek Ciesielski Redaktor Naczelny: Artur Szczepański Dyrektor Biura Reklamy: Agnieszka Perlińska Menedżer produktu: Dominika Kucharska, tel. 52 326 31 34 dominika.kucharska@polskapress.pl Redaktorka prowadząca: Lucyna Tataruch, tel. 52 326 31 65 lucyna.tataruch@polskapress.pl Teksty:

Większości z nas lato kojarzy się m.in. ze świeżymi warzywami i owocami. O tej porze roku najłatwiej jest przeprowadzić małą „rewolucję na talerzu” - zrezygnować z przetworzonego jedzenia i niezdrowych pokarmów, ciesząc się tym, co mamy na wyciągnięcie ręki. Sezonowo i lokalnie. Takie podejście promuje nasza okładkowa bohaterka - Katarzyna Błażejewska-Stuhr. Dietetyczka, blogerka, autorka książek, a prywatnie żona Macieja Stuhra, zdradziła nam nie tylko przepis na dobre samopoczucie, ale i ulubione smaki swojego męża. Przeczytacie o tym na stronach 6-8. W tym wydaniu przedstawiamy Wam również dwie inne kobiety z prawdziwą pasją. Justyna Niebieszczańska w swoim ostatnim projekcie postanowiła pomóc otworzyć szuflady. Brzmi dziwnie? Nie dla tych, którzy od lat chowają tam swoje teksty, zastanawiając się, czy kiedykolwiek ujrzy je świat. Nasza rozmówczyni na stronach 12-13 opowiada o kulisach powstania książki z taką twórczością i o odwadze debiutujących autorów. Tej ostatniej z pewnością nie brakuje zdobywczyni dziewiczego szczytu w Karakorum - „Szczytu Przyjaźni”. Torunianka Anita Parys na stronach 20-21 mówi o prawdziwym szczęściu, jakiego doświadczyła w górach. I o bólu oraz tęsknocie za tym, co kocha najbardziej. Skręcamy też w nieco mroczniejszą stronę - próbując dowiedzieć się, dlaczego niektórzy świadomie wiążą się z nieodpowiednimi osobami. Nie chodzi tu jednak o niedopasowanie charakterów. Kpt. Agnieszka Busk-Kaczmarek z ośrodka diagnostycznego Aresztu Śledczego w Bydgoszczy na stronach 24-25 tłumaczy, co sprawia, że obiektem westchnień niektórych kobiet stają się kryminaliści. To coś dla tych z Was, które interesują się najdziwniejszymi zakamarkami ludzkiej psychiki.

Mariusz Sepioło mariusz.sepiolo@polskapress.pl Tomasz Skory tomasz.skory@polskapress.pl Jan Oleksy jan.oleksy@polskapress.pl Lucyna Tataruch lucyna.tataruch@polskapress.pl Paulina Błaszkiewicz paulina.blaszkiewicz@polskapress.pl Projekt: Ilona Koszańska-Ignasiak Skład: Dagmara Potocka-Sakwińska Katarzyna Opasińska Zdjęcie na okładce: Wojciech Olszanka Sprzedaż: Tomasz Maliszewski, tel. 609 050 446 tomasz.maliszewski@polskapress.pl Przemysław Wacławski, tel. 697 770 284 przemyslaw.waclawski@polskapress.pl

CP Jesteś zainteresowany kupnem treści lub zdjęć? Skontaktuj się z naszym handlowcem: Piotr Król, tel. 603 076 449 piotr.krol@polskapress.pl

A jeśli wybieracie się właśnie na urlop, przed wyjściem na plażę koniecznie przeczytajcie naszą rozmowę z dermatologiem, dr. n. med. Markiem Jankowskim na stronach 16-17. Choć dużo mówi się o ryzyku związanym z przebywaniem na słońcu, wciąż zdarza nam się popełniać wiele błędów podczas opalania. Polecamy garść ciekawostek i praktycznych porad wprost z gabinetu specjalisty. Mamy nadzieję, że lipcowe „Miasta Kobiet” umilą Wam letni wypoczynek - poranną kawę, popołudnie po pracy bądź upragniony wyjazd. Miłej lektury!

LUCYNA TATARUCH redaktorka prowadząca „MIAST KOBIET”

ZNAJDZIESZ NAS NA: www.miastakobiet.pl www.fb.com/MiastaKobiet.PolskaPressGrupa

„Miasta Kobiet” ukazują się w każdy ostatni wtorek miesiąca. Przez cały miesiąc są dostępne w punktach partnerskich w Bydgoszczy i Toruniu. Adresy znajdziesz na stronie www.miastakobiet.pl

2

miastakobiet.pl


Zapraszamy do C.H. FOCUS na Stylowe Soboty ze stylistką Agnieszką Cesarz u l . J a g i e l l o ń s k a 3 9 - 47

Umów się na bezpłatne dwugodzinne spotkanie na www.focusmall-bydgoszcz.pl/stylistka/

mocny akcent

duet idealny

PROMOD koszula lniana | 119 zł BY O LA LA szorty | 159 zł VENEZIA buty | 279 zł CARLA GOTTI torba | 125 zł RESERVED opaska | 24,90 zł H&M łańcuszek | 29,90 zł ORSAY okulary | 45,90 zł TIME TREND zegarek Pulsar | 665 zł

ESPRIT spodnie | 199 zł MONNARI marynarka lniana | 89,90 zł H&M top | 59,90 zł RYŁKO mokasyny | 279,99 zł H&M łańcuszek | 29,90 zł MEDICINE chustka | 29,99 zł UNISONO torba | 149 zł RESERVED okulary | 39,90 zł TIME TREND zegarek Atlantic | 795 zł

Lniane LATO MAKE-UP

FRYZURA

2. ST YLIZACJE: AGNIESZKA CESARZ

Najnowsza metoda przedłużania włosów już dostępna w Salonie Jean Louis David w Focusie

008382619

1.

Len króluje tego lata! Sięgnęli po niego projektanci i najlepsze marki. To elegancka tkanina, która świetnie sprawdza się w upalne dni. Nie mogło jej zabraknąć także w naszych stylizacjach. Lnianą marynarkę połączyliśmy ze spodniami o długości 7/8. W efekcie uzyskaliśmy wygodny, casualowy zestaw. Uwagę przykuwają dodatki - słomkowa torebka i współgrające z nią kolorystycznie buty. Nudno? Nic z tego! Dzięki mieszaniu faktur całość zyskuje ciekawy charakter. W drugiej propozycji idealny wakacyjny duet tworzą krótkie szorty z wysokim stanem i lniana koszula. Fantazyjnego sznytu stylizacji dodaje opaska na głowie - to wielki powrót trendu z lat 90.


Mama i córka na zakupach

Córki podkradają mamom torebki, fajne kurtki. Mamy z kolei pożyczają np. biżuterię, kapelusze, chusty. Rozmowa z Angeliną Felchner, stylistką i doradcą ds. wizerunku z Centrum Handlowego Zielone Arkady w Bydgoszczy. Mamy i córki często korzystają wspólnie z porad stylistki? Tak, zdarza się, że przychodzą parami. Najczęściej w takich przypadkach to właśnie mamy umawiają na konsultacje swoje nastoletnie córki. Niekiedy jest to połączone z bonem podarunkowym na konkretną kwotę, który można wykorzystać we wszystkich sklepach Zielonych Arkad. W ten sposób mamy cały pakiet - darmową usługę i do tego pewność, że zakupy będą trafione. Takie rozwiązanie przydaje się nastolatkom, które nie potrafią się jeszcze samodzielnie odnaleźć w konkretnym stylu. Jakie błędy najczęściej popełniają? Dużo zależy od typu sylwetki. Czasem dziewczynom brakuje też pomysłu na siebie. Po takiej konsultacji nie trzeba od razu wszystkiego drastycznie zmieniać. Bywa i tak, że wystarczy się czymś zainspirować, spojrzeć na siebie inaczej, odkryć nowy fason. Wśród nastolatek zdarzają się też osoby, które przez całe gimnazjum bądź liceum miały bardzo określony, subkulturowy styl, a teraz chcą już z tego wyjść. Niekiedy przemycamy jeszcze jakieś drobne elementy, ale staramy się, by całość prezentowała się bardziej nowocześnie. A czy zdarza się, że to córki robią mamom prezent w postaci takich konsultacji? Bardzo często, zresztą nie tylko córki, ale i mężowie. Rodzina umawia mamę na zakupy ze mną, czasem w tajemnicy i w formie niespodzianki. Powody takich prezentów są różne - nie musi wcale chodzić o to, że kobieta źle się ubiera i jej bliscy chcą coś zasugerować. Raczej idzie to w parze z jakimś nowym etapem w życiu, którego idealną częścią będzie odświeżenie szafy. Takiego nowego spojrzenia nie dadzą nam osoby, które nas dobrze znają.

Mamy i córki mogą kupować w tych samych sklepach? Są sieciówki, w których nie znajdziemy ubrań na trochę większe sylwetki, niekiedy więc musimy się tym sugerować przy wyborze sklepu. Często są to te miejsca, do których córki nie bardzo chcą zaglądać (śmiech). Ale zwykle takie wspólne zakupy są możliwe, co pozwala im później wymieniać się rzeczami. Córki podkradają mamom torebki, fajne kurtki. Mamy z kolei pożyczają np. biżuterię, kapelusze, chusty. Co zaproponowałaś mamie i córce w naszej sesji zdjęciowej? W pierwszej stylizacji dla córki - Karoliny - zainspirowałyśmy się tym, co w Polsce od niedawna jest modne, czyli szałem na wrotki. Wiąże się to z erą disco. W Stanach Zjednoczonych cały czas jest to na topie. U nas też powstają wrotkarnie czy dyskoteki na wrotkach. Wypad w takie miejsce może być fajnym pomysłem na rodzinne spędzenie czasu. W takich okolicznościach możemy się nawet trochę przebrać, poszaleć z legginsami, skarpetami - czyli z tym, co królowało właśnie w latach 80. W drugiej odsłonie, na sesji razem z mamą, chciałyśmy zmienić klimat. Wybrałyśmy francuskie inspiracje, bo właśnie we Francji kobiety są mistrzyniami w przełamywaniu stylu. Połączyłyśmy marynarkę „chanelkę” z dżinsem, do tego lakierowane buty zapinane wokół kostki. Celowo nie powielałyśmy tematów takich jak popularna wśród młodzieży moda uliczna. Z kolei u Magdy - mamy - starałyśmy się pokazać pazura. Pomagają w tym buty za kostkę, z odkrytymi palcami. Idealnym podkreśleniem jej charakteru jest też biżuteria. Całość zdecydowanie ma w sobie coś mocniejszego.

PREZENT W POSTACI KONSULTACJI ZE STYLISTKĄ I BONU NA ZAKUPY CZĘSTO IDZIE W PARZE Z JAKIMŚ NOWYM ETAPEM W ŻYCIU KOBIETY. JEGO IDEALNĄ CZĘŚCIĄ BĘDZIE ODŚWIEŻENIE SZAFY.

ZAKUPY ZE STYLISTKĄ Szukasz modnych inspiracji? A może chcesz odmienić swój wizerunek? Skorzystaj z bezpłatnych usług NASZEJ profesjonalistki! Wybierz się na 2-godzinne zakupy w towarzystwie stylistki i odkryj swój styl! To również idealny pomysł na prezent dla bliskiej Ci osoby!

Usługa dostępna w każdy piątek w godz. 15.00-21.00. Rezerwacja terminów pod nr. tel. 52 370 36 00 lub osobiście w punkcie informacji na poziomie 0.

4

miastakobiet.pl

Szczegóły na www.zielonearkady.com.pl

PROMOCJA 038132070


L I S TA S K L E P Ó W D O S T Ę P N A N A :

www.zielonearkady.com.pl

2.

1.

czarne spodnie LEE COOPER 169 zł torebka RYŁKO 229,99 zł czarne botki RYŁKO 349,99 zł naszyjnik „granat” ORSKA 380 zł pierścień ORSKA 240 zł długa kamizela ZARA 199 zł T-shirt ZARA 49,90 zł

zdjęcia: Natalia Kuligowska na zdjęciach: córka Karolina Adamska, mama Magdalena Adamska-Erszkowicz

córka

2. body LEVIS 329,90 zł legginsy NIKE 179,99 zł dżinsowe szorty 501 LEVIS 219,90 zł kurtka LEVIS 399,90 zł daszek przeciwsłoneczny - z szafy stylistki wrotki INTERSPORT 219,99 zł

mama

1.

dżinsowa mini BERSHKA 89,90 zł marynarka „chanelka” ZARA 249 zł lakierowane czółenka z zapięciem wokół kostki RYŁKO 329,99 zł okrągła torebka RYŁKO 169,99 zł

makijaż: Kornelia Piechulska / Inglot fryzura: Studio Stoppel


jej portret

Rewolucja na talerzu

6

miastakobiet.pl


jej portret Co jadłaś na śniadanie? Kanapkę z mojego chleba razowego z hummusem, kolendrą, rzodkiewką i roszponką.

To, co jemy jako dzieci, to tzw. comfort food - smaki, które potem już przez całe życie kojarzą nam się z czymś miłym, z poczuciem bezpieczeństwa. Wracamy do nich, gdy jest nam źle. Czy chcemy, by dla naszych dzieci były to słodycze i fast food? Z dietetyczką Katarzyną Błażejewską-Stuhr* rozmawia Paulina Błaszkiewicz

ZDJĘCIE MAJA SOBCZAK

Hummus, kolendra - to tylko dwa z wielu składników, które coraz częściej pojawiają się w naszym menu za sprawą takich kobiet jak Ty, Katarzyna Bosacka czy Marta Dymek. Co się takiego stało, że Polacy polubili rewolucję żywieniową? Wydaje mi się, że coraz bardziej jesteśmy otwarci na nowości. Ja na co dzień obcuję z osobami zainteresowanymi jedzeniem, poszukującymi i otwartymi. I chociażby po niani mojego synka, Tadzika, widzę dużą zmianę. Wcześniej zdarzało jej się coś gotować, gdy Tadzio spał, i były to bardzo tradycyjne potrawy. Robiła kotlety schabowe czy mielone, z którymi później mieliśmy problem, gdyż staramy się nie jeść mięsa. Natomiast dziś przynosi przepisy na kotlety, ale warzywne. Z ciecierzycy albo kalafiora. Jak mielone zastąpić warzywami? To chyba nie jest łatwe. To zależy. Gdy znamy przepisy i umiemy gotować, to dieta roślinna okazuje się łatwa. Oczywiście nigdy kotlet z  żadnego warzywa nie będzie smakował tak jak schabowy. Jednak warto stawiać na inne, również smaczne, nowe dania niekoniecznie po to, by zastąpić klasykę, tylko żeby wzbogacić naszą kuchnię. Jakiś czas temu czytałam, że mieszkańcy wyspy Okinawa, którzy mają dużo mniejszy dostęp do żywności niż my, jedzą średnio dwieście różnych produktów w ciągu dnia. Moja znajoma była zimą w  jednym z  afrykańskich krajów. Wróciła zachwycona i  zachwalała wygląd tamtejszych ludzi - ich pięknie wyrzeźbione ciała i  zdrową skórę. To może być kolejny przykład na to, że nasza dieta ma ogromny wpływ na to, jak wyglądamy? Zdecydowanie. Jesteśmy tylko i  wyłącznie tym, co zjemy. Komórki w  naszym ciele w  zależności od tego, w  jakim są narządzie ciała, odradzają się z  różną częstotliwością. Np. komórki krwi żyją kilka dni, wątroby około 40 dni, a  te w  układzie nerwowym mają kilkuletni „okres ważności”. Ale przy niedoborach pokarmowych każda z nich, gdy będzie odtwarzana na nowo, nie będzie funkcjonować prawidłowo. Dlatego np. gdy mama w ciąży suplementuje kwasy omega-3, to wzrok jej dziecka rozwinie się szybciej w porównaniu z dziećmi mam z niedoborami tych kwasów. Ja zawsze porównuję ciało do bajki „Trzy świnki”. Jeżeli nie włożymy wysiłku w komponowanie diety, to nasze ciało nie będzie stanowiło dobrej ochrony przed chorobami. Z  wykształcenia jesteś dietetyczką i  psychodietetyczką. Kiedy zaczęłaś interesować się zdrowym odżywianiem? Dawniej nie było na to jeszcze takiej mody. Trochę wyniosłam to z  domu. Gdy kończyłam podstawówkę, mój tata zachorował na raka. To od niego się zaczęło, ponieważ zainteresował się wpływem diety na zdrowie, przez co nasze domowe menu się zmieniło. Nie jakoś diametralnie, bo zawsze odżywialiśmy się zdrowo, ale w  tym okresie mieliśmy już większą świadomość, że robimy to z powodów zdrowotnych. Ze mną było tak, że nie dostałam się na medycynę i poszłam na diete-

tykę - z myślą, że to tylko na rok, na przeczekanie. Okazało się jednak, że ten kierunek strasznie mnie wciągnął. Poznałam też wiele różnych możliwości leczenia, więc po kilku miesiącach zrezygnowałam już z  planów związanych z  medycyną. Pamiętam, jak kardiolodzy mówili nam, że gdyby dietetycy prawidłowo wykonywali swoją pracę, a  pacjenci przestrzegali ich zaleceń, to oni nie mieliby kogo leczyć. Wrodzone wady serca, które zresztą można teraz operować jeszcze w życiu płodowym, to kilka procent. Reszta problemów kardiologicznych to skutki nieprawidłowej diety i trybu życia. Stwierdziłam wtedy, że to, co robię i czego się uczę, daje mi satysfakcję i chcę się tym zajmować. Po pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Medycznym zaczęłam studiować też technologię żywienia na SGGW. Tam poznawałam tajniki produkcji żywności, a  na dietetyce dowiadywałam się, jak ta żywność wpływa na nasze zdrowie. Podobno czasami lepiej nie wiedzieć zbyt wiele… Miałam taki moment, że byłam bliska anoreksji, bo wchodziłam do sklepu i wszystkie produkty, które widziałam, wydawały mi się nieodpowiednie dla zdrowia. No właśnie. Wspomniana już Kasia Bosacka w  jednym ze swoich programów telewizyjnych wchodzi do sklepu i  wszystko sprawdza. Ale powiedzmy sobie szczerze, większość z  nas nie ma tyle czasu, by czytać etykiety. A  gdy już zaczniemy czytać, to nagle okazuje się, że wszystko, co chcemy włożyć do koszyka, jest niezdrowe. Jak nie zwariować? Czytanie etykiet to jednorazowe zajęcie. Zwykle jest tak, że jak już raz wybierzemy dobry chrzan - czyli taki, który w  składzie ma chrzan, a nie zagęstniki, lecytynę sojową czy mleko w proszku - to nie musimy już szukać i sprawdzać kolejnych. Na studiach związałam się ze stowarzyszeniem Slow Food, zajmującym się promowaniem sezonowej, lokalnej i  tradycyjnej żywności. Zrozumiałam, że im prostsze pokarmy, tym dla nas lepiej i zdrowiej. To było rozwiązanie moich dylematów konsumenckich. Chodzę na targ, wybierałam proste składniki od znajomych rolników i  producentów żywności. Wbrew pozorom, to oszczędność czasu i pieniędzy. I jest to dobre dla naszego zdrowia. Zaczęłaś tym zarażać internautów. Siedem lat temu, gdy byłam w  ciąży ze Stasiem, zaczęłam prowadzić bloga „Dietetyczka w  ciąży”. Robiłam to po to, by usystematyzować swoją wiedzę, ale też podzielić się nią z  innymi. Na ten blog trafiła redaktorka wydawnictwa, która się ze mną skontaktowała, jak Stasiek miał trzy latka. Zaproponowała mi napisanie książki o  żywieniu dzieci. Równolegle od wydawnictwa „Zwierciadło” dostałam propozycję napisania książki z przepisami na koktajle - właśnie wyszła czwarta część, a pierwsza nominowana była do międzynarodowej nagrody na najlepszą książkę kulinarną roku. Dostawałam też odzew od samych czytelników - chwalili moje przepisy i chcieli wiedzieć, jak odżywiam się na co dzień. Poruszyłaś bardzo ważny temat odżywiania dzieci. Coraz częściej mówi się o  otyłości wśród nich.

miasta kobiet

lipiec 2018

7


jej portret Mam świadomość, czyją jestem żoną, i wiem, że ludzi może interesować to, co jada Maciej Stuhr. Staram się jednak, aby moje działania były merytoryczne. Oboje z mężem unikamy taniej plotki i sensacji. KATARZYNA BŁAŻEJEWSKA-STUHR

Powiedz, dlaczego powinniśmy zwracać uwagę na to, co je nasze dziecko? Po pierwsze, jak już mówiłam: to, co jemy, wchodzi w skład każdej komórki naszego ciała. Dzieci rosną, budują swoje ciało i nieprawidłowa dieta spowoduje, że będą mieć słabsze kości, gorszą odporność, problemy ze skórą, zaburzenia hormonalne czy problemy z  nauką. Po drugie: to, co jemy jako dzieci, to tzw. comfort food - smaki, które potem już przez całe życie kojarzą nam się z czymś miłym, z poczuciem bezpieczeństwa. Wracamy do nich, gdy jest nam źle. Jeżeli dla naszych dzieci będą to słodycze, kaloryczne przekąski albo bezwartościowy fast food, to będą to ich ulubione smaki. Czy tego chcemy? Żyjemy w czasach, gdy dostęp do bezwartościowych, kalorycznych pokarmów jest ogromny. Trudno wyjść ze sklepu, nie zauważając dziesiątek cukierków, batonów, czekoladek i słodkich napojów. One kuszą nas i nasze dzieci. Jeśli zjemy je czasami, to nic się nie stanie. Ale one stanowią podstawę diety wielu osób. Za kilka lat będzie jeszcze więcej otyłych i chorych ludzi w średnim wieku. Kiedyś na nadciśnienie czy cukrzycę chorowali emeryci. Teraz to problem pojawiający się u dzieci w liceum. Proszę sobie wyobrazić, jakie spustoszenie dzieje się w ich ciele podczas wielu lat trwania tych chorób. Czy dostrzegasz wśród dzieci podział na łasuchów i  niejadków? Jedna z  moich znajomych ukrywa przed dzieckiem, że od czasu do czasu zdarza się jej zajadać nutellą. Z  kolei druga namiętnie kupuje swojej córce chrupki, bo mówi, że nic innego jej nie smakuje. Dawanie dzieciom chrupek, białej bułki z nutellą albo tylko klarownej zupy czy kluseczek to moim zdaniem najgorsze, co możemy zrobić. Bo - jak pokazuje moje doświadczenie karmienia dzieci, znajomych synów czy dzieciaków na warsztatach, które prowadzę - maluchy da się namówić do jedzenia warzyw. Tylko rodzice tego nie robią. Albo martwią się, że ich dzieci są niejadkami i wywołują silne napięcie wokół posiłków. Przez to dzieciom ten moment kojarzy się ze stresem i w ten sposób wpada się w błędne koło. Oczywiście każdy ma prawo nie lubić niektórych rzeczy, nawet otwarci dorośli nie lubią wszystkiego. Ale zachęcajmy dzieci do szukania smaków. Porozmawiajmy o  dorosłych. Zgadzasz się z  tym, że dorośli idą do dietetyczki wtedy, gdy chcą schudnąć? Tak. Dietetyka jest zajęciem sezonowym, dlatego w miesiącach, kiedy nikt nie myśli o diecie - jesienią i zimą - musiałam sobie znaleźć nowe zajęcie. Pacjenci gremialnie odzywają się na początku stycznia i przed wakacjami, by upięknić się do lata. Później w wakacje i okresie jesienno-zimowy, odpuszczają. Lubisz to zdanie: Jestem na diecie - czyt. odchudzam się? Uważam, że cały czas powinniśmy odżywiać się zdrowo. Chudnięcie to efekt uboczny. Najważniejsze jest to, żeby dostarczać sobie wszystkich składników odżywczych, witamin i minerałów, aby dobrze i zdrowo funkcjonować, dobrze się czuć. Jedząc tak, nie mamy ochoty kończyć „diety”. W ciągu kilku lat zostałaś jedną z najpopularniejszych dietetyczek w Polsce. Zaczynałaś jako Katarzyna Błażejewska. Dziś jesteś żoną Macieja Stuhra. Znane nazwisko pomaga Ci w życiu zawodowym? Część książek wydałam jeszcze przed naszym ślubem. Bloga, Facebooka czy Instagram prowadzę pod panieńskim nazwiskiem. Mam świadomość, czyją jestem żoną, wiem, że ludzi może interesować to,

8

miastakobiet.pl

co jada Maciej Stuhr. Staram się jednak, aby moje działania były merytoryczne. Oboje z mężem unikamy taniej plotki i sensacji. No właśnie. A co jada Maciej Stuhr? Najbardziej lubi ruskie pierogi, makarony, kuchnię włoską i kanapki z żółtym serem. Udało mi się nauczyć go jedzenia dużej ilości warzyw, kasz i  dań, które zdaniem Maćka wyczarowuję z  pustej lodówki. Z radością jada wszystko, co dostaje, no może, z wyjątkiem owsianki i kalarepki. Starasz się zmienić jego nawyki żywieniowe, czy odpuszczasz? Odpuszczam. Kiedy się poznaliśmy, oboje byliśmy dojrzali i  po poważnych związkach. To inna perspektywa niż w  przypadku młodzieży - nie chce się już zmieniać partnera, raczej szanuje się go takim, jakim jest. Dotyczy to również tego, co ta osoba lubi jeść. Moja rodzina nie ma problemu z  tym, że jestem dietetyczką, bo staram się zachować zdrowy rozsądek. Nie wylewam napojów gazowanych, które kupuje sobie Maciej. Największy problem jest np. na święta - Maciej co roku robi bardzo mięsny bigos, a moi rodzice nie jedzą mięsa. Ja jem, by nie robić mu przykrości, a  on jest głuchy na argumenty, żeby nie kupować mięsa. Ostatnio przekazałam prośbę od rodziny, by może następnym razem zrobił ten bigos w  dwóch wersjach - z  mięsem i  bez - ale powiedział, że w takim razie nie zrobi go w ogóle (śmiech). Jak się poznaliście? Bo rozumiem, że nie był Twoim pacjentem i nie przyszedł do gabinetu z prośbą: „Pani Kasiu, muszę schudnąć/przytyć do roli w dwa miesiące. Pomocy”? (śmiech) Nie. Poznaliśmy się w  Teatrze Polonia. W  czasie studiów pracowałam tam jako bileterka. Później zaczęłam pracować w Nowym Teatrze jako kierownik widowni i koordynator pracy artystycznej. Tam się zaprzyjaźniliśmy, a jakiś czas później zostaliśmy parą. Często bywacie w Toruniu, Twoim rodzinnym mieście? Nie… Oboje prowadzimy bardzo intensywne życie zawodowe. Maciej dużo wyjeżdża, ja spędzam czas z dziećmi, w miarę możliwości staram się jeździć wraz z nim. Gdy jest wolna chwila, to cieszymy się nią w domu. Moi rodzice za to często bywają w Warszawie, szczególnie mama, która odkąd przeszła na emeryturę, pomaga mi przy chłopcach.CP

*Katarzyna Błażejewska-Stuhr mama, dietetyczka kliniczna i psychodietetyczka. Od lat związana z warszawskim convivium Slow Food. Wyznaje zasadę, że jedzenie powinno stanowić źródło zdrowia oraz przyjemności. Swoim pacjentom proponuje diety oparte na produktach sezonowych, lokalnych i naturalnych. Napisała książki „Odżywienie dzieci mądre i zdrowe” oraz „Jak zamieszać w swoim życiu, czyli KOKTAJLE dla zdrowia i urody”.


008421750

E

K

L

A

M

A

008440744

R


kultura w sukience ALICJA RĄCZKA, DYREKTORKA KINA HELIOS, POLECA:

CSW, TORUŃ LIPIEC Kto nie zdążył jeszcze odwiedzić w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej wystaw w tegorocznej edycji festiwalu Plaster, ma szansę nadrobić to w lipcu. Tym razem wydarzenie poświęcone jest grafice projektowej z Islandii. Dla widzów dostępna jest jeszcze m.in. plenerowa wystawa tematyczna konfrontująca postawy polskich i islandzkich grafików „I’m Not the Island”, wystawa związana z typografią i ilustracją autorstwa takich artystów, jak: Ninna Thorarinsdottir, Gabriel Markan, Bjorn Loki Bjornsson i Elsa Jonsdottir, czy retrospektywna wystawa prof. Sławomira Janiaka „And / End”. Wstęp bezpłatny.

lipiec

RZEKA MUZYKI BYDGOSZCZ LIPIEC Te cotygodniowe koncerty na stałe wpisały się już w wakacyjny kalendarz bydgoskich wydarzeń. Publiczność może spodziewać się wielu wrażeń muzycznych. W Amfiteatrze nad Brdą w lipcu wystąpią: Raz Dwa Trzy (1 lipca), stypendyści Miasta Bydgoszczy Hanna Okońska-Ratajczak, Łukasz Ratajczak, Artur Pilch (8 lipca), Kraków Street Band (15 lipca), Joanna Dark (22 lipca), Tomasz Wendt Quartet (29 lipca). Uzupełnieniem cyklu będzie koncert w ramach Rzeki Muzyki Młodych, czyli propozycja artystki nowego pokolenia. 17 lipca zapraszamy na występ Magdy Grabowskiej-Wacławek, znanej jako BOVSKA.

9

KORTEZ Z ZESPOŁEM

lipca

TEATR LETNI, CIECHOCINEK 16 LIPCA, GODZ. 20 Pochodzący z Iwonicza ewenement na polskiej scenie. W 2015 roku zadebiutował piosenką „Zostań”. Błyskawicznie zyskał rozgłos i sympatię zarówno słuchaczy, jak i krytyków. Obdarzony głębokim i lekko szorstkim głosem, śpiewa nieprzekombinowane piosenki o miłości i jej braku. Małomówny artysta o ciepłym i przenikliwym spojrzeniu bardzo szybko stał się ponadpokoleniowym głosem w naszym kraju. 16 lipca Korteza zobaczyć będzie można w Ciechocinku, w Teatrze Letnim.

16

lipca

KOBIETY - KOBIETOM VOL. 2 CAFE KINO, BYDGOSZCZ 9 LIPCA, GODZ. 17.30 To już drugie spotkanie, podczas którego poznamy wybitne, przedsiębiorcze, twórcze i aktywne kobiety. Bohaterki wydarzenia podzielą się szeregiem cennych wskazówek płynących z ich wiedzy i doświadczenia, przydatnych nie tylko w biznesie, ale i w życiu codziennym. Pierwsza edycja zebrała ogromną frekwencję - z pewnością tak samo będzie i tym razem. To świetna okazja, by poznać inspirujące postaci i nawiązać ciekawe znajomości. Przyjdźcie koniecznie - 9 lipca w Cafe Kino w Bydgoszczy.

l i p i e c

Lipiec to świetna okazja, by spędzić wolne chwile z bliskimi w kinie. Jestem przekonana, że każdy znajdzie coś odpowiedniego w naszym repertuarze. Już 13 lipca będziemy mogli zobaczyć najnowszą część animacji „Iniemamocni 2”. W rodzinie Iniemamocnych przyszła kolej na zmiany! Podczas gdy Helen rozwija swoją karierę zawodową, jej mąż Bob zostaje z dziećmi, realizując się w zaciszu domowych pieleszy. Przekonajcie się sami, jak sprawdzi się to w praktyce. Zapraszamy rodziny z dziećmi do skorzystania z naszej oferty biletów rodzinnych. Dla wielbicieli dramatów idealną propozycją będzie film „41 dni nadziei” - od 6 lipca. Tami i Richard, dwoje szaleńczo zakochanych młodych żeglarzy, wyrusza w rejs przez Pacyfik do odległej o tysiące kilometrów Kalifornii. Nie mają pojęcia, że płyną wprost na spotkanie jednego z największych huraganów w historii. Również 6 lipca zapraszam na film dokumentalny „Whitney”. Whitney Houston to artystka, która zainspirowała całe pokolenie wokalistek z Mariah Carey i Beyoncé na czele. Na scenie miała głos anioła, ale poza nią przegrywała walkę z własnymi demonami. A już 27 lipca długo wyczekiwana premiera musicalu „Mamma Mia: Here We Go Again!” - bilety do nabycia już dziś w kasach kina lub na naszej stronie internetowej. Dziesięć lat po wielkim sukcesie twórcy komedii ponownie zapraszają na magiczną grecką wyspę Kalokairi. Polecam także seanse w Tanie Wtorki - wszystkie bilety za 16 zł. Panie zapraszam 18 lipca o godzinie 18.30 na chwilę relaksu w babskim gronie podczas kolejnego Kina Kobiet. Tym razem zagramy film „Pozycja obowiązkowa”, a motywem przewodnim będą stylizacje plażowe (długie sukienki, okulary przeciwsłoneczne, dmuchane flamingi oraz kapelusze słomkowe). Przed projekcją filmu odbędą się konkursy - do wygrania wyjątkowe prezenty! Co czwartek o godz. 13 i 18 zachęcam również do oglądania polskich filmów w ramach projektu Kultura Dostępna - bilety w cenie 10 zł. W najbliższym miesiącu będą to: „Kobieta sukcesu” (5.07), „Pomiędzy słowami” (12.07), „Wieża. Jasny dzień” (19.07) oraz „Listy do M. 3” (26.07). Z kolei Kino Konesera w kinie Helios to niszowe dzieła z niebanalną fabułą i inteligentnym humorem. Polecam najbliższe seanse w środę o godzinie 18.30: „Thelma” (4.07), „Nasze najlepsze wesele” (11.07) oraz „Zimna wojna” (25.07).

9. PLASTER - MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL GRAFIKI PROJEKTOWEJ


Nowy wymiar odchudzania

– najnowsza technologia

ENDERMOLOGIE® Cellu M6 Alliance Medical

R

E

K

L

796 22 33 33 A

M

008401636

Bydgoszcz, Kopernika 7A, tel.

A

018055779


kobieca perspektywa

Z D J Ę C I E

J A C E K

K U T Y B A

Otwieramy

SZUFLADY Żeby pisać, a potem publikować, trzeba mieć w sobie odwagę zmierzenia się z krytyką. I zgodę na to, że wydajemy na świat coś bardzo osobistego. Z Justyną Niebieszczańską*, specjalistka PR, przedsiębiorczynią i pisarką, rozmawia Mariusz Sepioło

Co to za pomysł: książka z literackimi debiutami? Cztery lata temu zaczęłam prowadzić zajęcia z  kreatywnego pisania. Spotkałam ludzi o  najróżniejszych historiach. Ludzi, którzy piszą, ale do szuflady i prawdopodobnie nigdy niczego nie opublikują.

wych, autobiografii, poezję. Właśnie o to mi chodziło: by pokazać, że tak jak jesteśmy różni w  życiu, tak różni się nasze pisanie. Teraz czytam pierwsze próbki i  jestem wzruszona. Widzę, do jakiego poziomu doszli ci ludzie. Poruszyło mnie to, jak wartościowe mogą być ich teksty.

Dlaczego? Bo nie ogarną całego procesu wydawniczego. Nie będą wiedzieli, od czego zacząć, gdzie znaleźć korektora, kto ma przygotować skład, którą drukarnię wybrać. Chodzi tu o self-publishing, czyli metodę wydania książki „na własną rękę”, bez udziału komercyjnego wydawnictwa. Kiedy zaproponowałam taki pomysł w  grupie uczestników warsztatów, okazało się, że sporo jest chętnych i gotowych: mentalnie, pisarsko i  finansowo. Każdy z  uczestniczących w projekcie wpłaca 500 zł na poczet korekty, redakcji i  składu. Ale „odzyskuje” te pieniądze w postaci 50 egzemplarzy autorskich. Inne źródło środków na wydanie książki to reklamodawcy - każdy z autorów zobowiązał się, że namówi jedną firmę do zamieszczenia reklamy na końcu książki.

Po co to robicie? Chcemy pokazać, że po pierwsze: razem można dużo więcej niż w pojedynkę. Po drugie, że istnieje społeczność ludzi piszących. Po trzecie, że choć na warsztatach tworzymy jedną rodzinę, to w samym pisaniu jesteśmy zupełnie różni. Marzę też o tym, żeby ta książka była motywacją dla innych. Pokazywała, że można i warto.

Co się w tej książce znajdzie? Bardzo różnorodne teksty. Będziemy mieli reportaże, fragmenty powieści obyczajo-

12

miastakobiet.pl

Na jakim etapie jesteście? Za półtora miesiąca powinny do mnie dotrzeć teksty od autorów. Nie jest to praca, która będzie trwała w nieskończoność. Wyznaczamy sobie konkretne terminy. Teraz jesteśmy w  takim radosnym momencie, w  którym rozmawiamy o  tematach, wątkach do poruszenia, wybieramy gatunki. Staram się niczego autorom nie narzucać, a raczej pomagać w podjęciu decyzji. Zadaję pytania, a odpowiedź pozostawiam im. Premierę planujemy na 5 października. Dla piszących to niezwykle ważne, bo wtedy po raz pierwszy w  życiu


zetkną się z odbiorem tego, co stworzyli. Pisanie to przejaw odwagi. Żeby pisać, a potem publikować, trzeba mieć w sobie odwagę zmierzenia się z  krytyką. I  zgodę na to, że wydajemy na świat coś bardzo osobistego. Pisanie do szuflady nie ma sensu? Ma, jak najbardziej. Może to być pisanie terapeutyczne, dla przyjemności. Ale ja zawsze zachęcam do otwierania szuflady. Ona bywa naszym wewnętrznym ograniczeniem, blokadą. Często nie wierzymy w siebie, nie czujemy się docenieni, po prostu się boimy. Otwarcie szuflady może sprawić, że nasze życie będzie dużo lepsze. Że my się w tym życiu lepiej poczujemy. Uczestnicy projektu też w ten sposób zmieniają swoje życie? Myślę, że tak. Wielu z  nich wraca do pisania po latach. Pisali kiedyś, ale potem było życie, praca, rodzina i  brak czasu. Teraz wracają do swojego marzenia, do swoich korzeni. Są też tacy, którzy twierdzą: nigdy niczego nie opublikuję, nie chcę, nie mam takiej potrzeby, ale i tak przychodzą na kurs kreatywnego pisania. Musimy pamiętać, że wychodzenie z  szuflady to nie nakaz. To my sami musimy czuć, że to odpowiedni moment. Z  jakich powodów Twoi kursanci decydują się na pisanie? Dla jednych pasją jest jazda na rowerze, dla innych pisanie powieści obyczajowych w stylu Katarzyny Grocholi. Ktoś pisze krótkie literackie formy, bo później pomaga mu to formułować urzędowe pisma w pracy. Potrzebuje oddechu, odpoczynku od schematu i  sztampy. Powody są różne i zawsze zależą od człowieka. Jak wygląda Twój kurs kreatywnego pisania? Przede wszystkim: nie interesuje mnie osobista historia. Kursanci są anonimowi, bo dzięki temu zyskują komfort i  poczucie bezpieczeństwa. Czasem dopiero po kilku latach dowiaduję się, czym zajmują się zawodowo. Trochę jak w grupie wsparcia. Nie, w tym nie chodzi o leczenie, ale o tworzenie. Wygląda to tak: daję temat i  wyznaczam czas - zwykle 3, 5, 7 minut na napisanie tekstu. Jestem zachwycona tym, jakie rzeczy z  tego powstają. Kreatywne pisanie służy również temu, by zburzyć w  sobie przeświadczenie, że do pisania potrzebna jest wena, natchnienie. By nauczyć się zwalczać twórczą blokadę, ale też barierę wstydu i pokazania swojej intymności przed innymi. Co ważne, na moich kursach nie recenzujemy wzajemnie swoich tekstów. Dlaczego? Bo my, Polacy, nie umiemy oceniać. Dla nas krytyka oznacza krytykę negatywną. Wytresował nas tak system edukacji. Mamy łatwość w wytykaniu, co jest źle, do poprawki, a trudniej nam zauważyć dobre, budujące i ciekawe rzeczy. Dlatego na kursie czytamy swoje teksty, ale nie oceniamy ich na głos. Jedyna opinia, jaką wyrażamy, jest niewerbalna. To po prostu cisza, uśmiech, kontakt wzrokowy. Czasem najlepszą recenzją jest uważne słuchanie.

Kreatywne pisanie jest też po to, by trochę lepiej poznać siebie samego. Zawodowo zajmuję się między innymi intrakomunikacją, czyli komunikacją z samym sobą. Chodzi o to, by odróżnić to, czego wymaga od ciebie świat, od tego, czego ty naprawdę pragniesz. Ty odróżniasz? Wiem, jak żyję, czego potrzebuję, jak powinnam pracować i ile zarobić. Nie stawiam sobie celu: zarobić milion. Bo gdybym go sobie postawiła, nie miałabym czasu na rzeczy, które kocham, np. podróże. Wiem to, dlatego, że w  pewnym momencie życia zadałam sobie kilka pytań. Niestety, większość ludzi ulega gonitwie za sukcesem i pieniędzmi, nie rozmawiając ze sobą. Ja dzięki intrakomunikacji wiem, co daje mi najwięcej radości. Podam ci przykład: wiele lat marzyłam o domu w Chorwacji. Mojemu mężowi ten pomysł się nie podobał. Ale w końcu kupiliśmy stary domek do remontu na wsi w Borach Tucholskich. I zrozumiałam, że ja tej Chorwacji wcale nie potrzebowałam - chciałam tylko azylu, ciszy, mojego własnego miejsca. Pisanie powoduje, że lepiej komunikujemy się z sobą? Przeprowadziłam trzy warsztaty „pisania z trzewi”. Składają się one z kilku modułów, z których ostatni to zastanowienie się: co tak naprawdę mnie w  życiu obchodzi, wzrusza, boli. Nawet nie wiesz, jak trudne jest to pytanie i jak trudno znaleźć na nie prawdziwą, szczerą odpowiedź. Ja osobiście wierzę, że w  życiu warto podążać za ciekawością. Ludzie pytają: ale o  czym ja mam właściwie pisać? Odpowiadam pytaniem: a co najbardziej cię ciekawi? Użyjmy stereotypu: czy urzędnik, który przez osiem godzin zajmuje się tą samą, monotonną czynnością, może mieć w sobie ciekawą opowieść do przekazania? Tak. Nie mam co do tego wątpliwości. Tak naprawdę pytania są inne: czy ten urzędnik potrafi podzielić się tą opowieścią z  innymi i czy ma taką potrzebę? Każdy ma w sobie ciekawą historię, ale nie każdy potrafi ją przekazać. To nie tylko kwestia rzemiosła, ale także wewnętrznej zgody ze sobą i odwagi, o której mówiłam wcześniej. Czytałam jakiś czas temu wywiad z  pisarzem Edgarem Keretem, który mówił, że ostatnio duży nacisk kładzie się na formę opowieści. Mówił: „Forma nie powinna być w centrum. Treść, znaczenie, tęsknota, pasja - to są rzeczy ważne dla pisarza”. Zaczynałaś od poezji. Wydałam tomik. Dla mnie poezja jest najlepszą z  form. To właśnie dogadywanie się ze sobą, określanie emocji i uczuć za pomocą słów. Tylko poezja pozwala się do tego zbliżyć. Piszę wiersze od 10. roku życia. O czym pisałaś wtedy, a o czym dzisiaj? Jako nastolatka - o  przyrodzie, psach. Jestem córką weterynarza. Później tematem, który mnie bardzo wciągnął, była oczywiście miłość. Dlaczego on nie, a  ja tak? Kiedy skończyłam 40 lat, napisałam w wierszu, że jestem na pomoście w  pół drogi do prawdy: ani smutna, ani

wesoła. Nie ma już we mnie egzaltacji, skrajnych, dramatycznych uczuć, jest za to szukanie równowagi i spokoju. Tematem, który ostatnio interesuje mnie najbardziej, jest przyjaźń. Dlaczego? Piszę książkę „Anatomia przyjaźni”, m.in. dlatego, żeby poszukać odpowiedzi. Pisanie to zawsze zagadka do rozwiązania, nieodkryta prawda. Chcę poznać prawdę o  przyjaźni. Wiesz, ja mam niewielu przyjaciół i  jestem z  tego dumna (śmiech). W miłości emocje potrafią być bardzo różne, więcej w niej chemii niż rozumu. W  przyjaźni jest rozmowa, wymiana, dialog. Przyjaciel to ktoś, z  kim możesz rozmawiać naprawdę o wszystkim, kto cię nie ocenia, ale po prostu słucha. Zajmujesz się wieloma rzeczami. Masz własną firmę, pracujesz dla innej korporacji, a  oprócz tego piszesz książki, uczysz kreatywnego pisania, organizujesz Forum Praktykujących Pisanie i  konferencję dla przedsiębiorczych kobiet Charmsy Biznesu. Jak znajdujesz czas i siłę? To kwestia odpowiedniej organizacji. Jasne, przychodzi czasem moment - zwykle wrzesień, tuż przed Charmsami - kiedy nagle dzieją się rzeczy, które nie powinny się dziać, i wtedy bywa trudno. Dlatego uważam, że w życiu ważne jest odpowiednie dobieranie ludzi w swoim otoczeniu. Miałam ogromne szczęście poznać takich, na których mogę liczyć. Wiele rzeczy robimy razem z  Joasią Czerską-Thomas, jest niezastąpiona. Gdyby nie ona, książka z  debiutami nie mogłaby powstać. Radości z życia i energii można Ci pozazdrościć. Jak Ty to robisz? Dla mnie kluczem jest to, by nie bać się zmiany - odwaga próbowania, poszukiwania, wystawiania się na nowe rzeczy. Okazją do tego w moim przypadku są podróże. Kiedy wyjechaliśmy z mężem na miesiąc do Australii, zobaczyliśmy, co naprawdę w życiu jest ważne. Podróż zawsze pozwala spojrzeć na wiele rzeczy inaczej, ale też pokazuje ci, ile możesz, na co masz wpływ, jak wiele możesz zmienić, jeśli tylko chcesz. Z pisaniem jest podobnie. Dzięki niemu można spojrzeć na siebie z dystansu. Jesteś szczęśliwa? Bardzo często bywam (uśmiech).CP

*Justyna Niebieszczańska właścicielka agencji PR i meneżer kanadyjskiej korporacji na kilka krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Pisaniem zajmuje się od lat, a od 2014 roku prowadzi spotkania z kreatywnym pisaniem. Jest organizatorką Forum Praktykujących Pisanie. Wydała dwujęzyczny tomik wierszy „Sub rosa”. Wraz z Joanną Czerską-Thomas napisała książkę pt. „Kobieta na swoim”. Wierzy w miłość i slow life.

miasta kobiet

lipiec 2018

13


GDY ZACHORUJESZ ZA GRANICĄ Co zrobić, by otrzymać Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego i jakie świadczenia gwarantuje nam ten dokument? Rozmowa z Przemysławem Pankowskim, naczelnikiem Wydziału Współpracy Międzynarodowej Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Bydgoszczy Jak wyrobić Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego? Aby otrzymać kartę, trzeba najpierw wypełnić i złożyć w siedzibie NFZ odpowiedni wniosek. Jest on dostępny zarówno w naszych placówkach, jak i w internecie na stronie www.ekuz. nfz.gov.pl. Można z nim przyjść osobiście do naszych placówek albo przesłać pocztą, mailem lub faksem. Czy kartę trzeba odebrać osobiście? Można to zrobić osobiście, ale jeśli ktoś zaznaczy, że mamy ją odesłać pod podany adres, zrobimy to. Istnieje też możliwość odebrania EKUZ przez osobę trzecią, potrzebne jej będzie pisemne upoważnienie.

wnioskować w NFZ o wydanie karty. A1 to dokument ustalający właściwe ustawodawstwo, czyli wskazujący kraj, który będzie pokrywać koszty leczenia za granicą. Jak długo jest ważna karta EKUZ? Zazwyczaj 12 miesięcy. Emeryci i renciści natomiast dostają ją na pięć lat. Pod warunkiem jednak, że świadczenia rentowe są przyznane bezterminowo. Natomiast ważność karty osób bezrobotnych to dwa miesiące.

EKUZ dla dziecka wyrabia się tak samo jak innym ubezpieczonym. A co jeśli potomek skończył już 18 lat? Gdy dziecko ukończyło 18. rok życia, a nie ukończyło jeszcze 26 lat, wymagamy potwierdzenia, że nadal się ono kształci. Jeśli ktoś studiuje po ukończeniu 26 lat, do ubezpieczenia zgłasza go uczelnia i sam wyrabia sobie EKUZ.

Co nam daje ten dokument? Dzięki EKUZ mamy na terenie krajów Unii Europejskiej prawo do świadczeń niezbędnych, z medycznego punktu widzenia, z uwzględnieniem charakteru tych świadczeń i czasu trwania pobytu. Udzielenie ich ma na celu uniknięcie sytuacji, w której pacjent byłby zmuszony do powrotu na terytorium państwa ubezpieczenia, aby uzyskać potrzebne leczenie. Jeżeli jedziemy na przykład do Niemiec, to korzystając z usług tamtejszej służby zdrowia, będziemy traktowani dokładnie tak samo, jak każdy obywatel tego kraju.

Czy jadąc do pracy za granicą, powinniśmy mieć tę kartę? Jeśli zatrudnia nas firma zagraniczna, powinna nam zapewnić ubezpieczenie zdrowotne zgodnie z ustawodawstwem kraju, w którym przyjdzie nam pracować. Jeśli jesteśmy oddelegowani przez polską firmę do pracy w innym kraju unijnym, to przede wszystkim trzeba uzyskać formularz A1 z ZUS i dopiero potem

Czyli w niektórych państwach wizyta u lekarza nie będzie za darmo, jak u nas? Dokładnie tak. Trzeba jednak pamiętać, że korzystać z karty będziemy mogli tylko wtedy, gdy będziemy musieli udać się do lekarza. W żadnym wypadku karta EKUZ nie będzie stanowiła dokumentu wystarczającego do uzyskania leczenia planowanego, czyli w sytuacji, gdy leczenie jest celem wyjazdu poza granice naszego państwa.

Trzeba przy tym pamiętać, że każdy kraj ma inne zasady ubezpieczenia zdrowotnego. Na przykład we Francji, Holandii, Luksemburgu i Belgii za pewne świadczenia najpierw trzeba płacić, a dopiero potem dostaje się zwrot pieniędzy - zazwyczaj częściowy. Jeśli w Paryżu wybierzemy się do lekarza, to zapłacimy w przychodni, a potem będziemy musieli iść z rachunkiem do tamtejszej instytucji ubezpieczenia zdrowotnego, wypełnić odpowiednie formularze i na tej podstawie zwrócą nam część poniesionych kosztów. Podobnie z lekami - w zależności od rodzaju refundacji zwrócą nam część pieniędzy. Innym wyjściem jest złożenie rachunku za leczenie w oddziale NFZ, który załatwi formalności i ustali kwotę do zwrotu. W przypadku leczenia szpitalnego z reguły francuska kasa chorych bezpośrednio opłaci koszty leczenia w wysokości 80 proc. Pacjent płaci szpitalowi pozostałe koszty, których fundusz nie zwróci. Specyficzna jest sytuacja w Belgii, gdzie za przyjazd karetki trzeba zapłacić, jeśli nie wzywa się jej do wypadku przy pracy. I nikt nie zwróci nam pieniędzy. Podobnie pełnopłatne jest ratownictwo górskie, między innymi w Austrii, Czechach czy Słowacji. Zdarzają się też sytuacje, że ktoś wypoczywa na jakiejś wyspie, gdzie jest tylko prywatny szpital, i za ratowanie życia w przypadku zawału musi sam zapłacić. Nikt mu wydanych pieniędzy nie zwróci. Dlatego wyjeżdżając za granicę, warto zapoznać się z systemem opieki zdrowotnej obowiązującym w danym kraju i pomyśleć o wykupieniu dodatkowego ubezpieczenia.

P R O M O C J A 008406902

Więcej informacji można znaleźć pod adresem www.ekuz.nfz.gov.pl/wypoczynek/wyjezdzam-do


„Jedyne takie miejsce w Bydgoszczy. Doskonałe połączenie życia w kameralnym otoczeniu

008408807

parku i wody z centrum miasta”.


Owszem, opalenizna kusi, ale biologicznie nie ma uzasadnienia. Każde opalanie, nawet w niedużej dawce, będzie zwiększało ryzyko rozwoju nowotworu skóry. Z dr. n. med. Markiem Jankowskim*, specjalistą dermatologiem, rozmawia Jan Oleksy

Opalenizna nie jest już modna, ale z kolei alabastrowa skóra po powrocie z wakacji świadczy o nieudanym urlopie... Przede wszystkim z punktu widzenia dermatologa opalanie się nie jest zdrowe. Każde opalanie, nawet w niedużej dawce, będzie zwiększało ryzyko rozwoju nowotworu skóry. Istotne jest nie tylko to, jak mocno się opalimy, ale także, jaka jest kumulatywna ekspozycja na słońce. Czas ekspozycji? Nawet jeżeli jest to niewielki stopień opalenia, ale przebywamy na słońcu przez długi okres naszego życia - ma to negatywne konsekwencje. Pacjenci odwiedzający mnie z powodu nieczerniakowych nowotworów skóry to najczęściej osoby, które wykonują zawód rolnika, budowlańca czy drogowca. Codzienną ekspozycją na słońce przez lata niestety „zapracowali sobie” na nowotwór. Pewną ochroną może być jednak ciemna karnacja skóry? W Polsce wiele osób ma pierwszy i drugi fototyp skóry - czyli ten bardziej wrażliwy na słońce - i  opala się często z  poparzeniem słonecznym. W takich przypadkach ryzyko nowotworu zawsze będzie większe. Ewolucyjnie ludzie z jasną karnacją są przystosowani do życia dalej od równika. W krajach afrykańskich mieszka ludność, która przez setki tysięcy lat przystosowała się do słońca i liczba zachorowań na nowotwory skóry jest tam niewielka. Ale np. w Australii to zatrważający problem. 90 procent populacji tamtych rejonów to ludzie o bardzo jasnej karnacji, potomkowie przybyłych na te ziemie 100 lat temu osób ze Szkocji czy Irlandii. Liczba nowotworów skóry jest znacznie wyższa niż w samej Szkocji czy Irlandii, mimo że genetycznie ci ludzie są podobni. Jasna skóra, jasne oczy, jasny bądź rudy kolor włosów i tendencja do piegów są czynnikami zwiększającymi ryzyko poparzeń i rozwoju raka.

16

miastakobiet.pl

Ale z drugiej strony słońce nie tylko nadaje ciału piękny odcień, ale także poprawia nastrój i zapewnia witaminę D3. Korzyści z witaminy D3 są bardzo duże. To witamina, która nie tylko wpływa na naszą gospodarkę wapniową, ale też oddziałuje na stabilność układu immunologicznego. Jednak jej poziom nie zależy bezpośrednio od długiego przebywania na słońcu. Z badań przeprowadzonych w Instytucie Geofizyki PAN wynika bolesna prawda - na naszej szerokości geograficznej, przy dużej liczbie dni pochmurnych, tylko osoby poniżej 21. roku życia są w stanie zapewnić sobie prawidłową ilość witaminy D3, przebywając wyłącznie na słońcu i to w bezpiecznym czasie. Natomiast dorośli, żeby dostarczyć sobie w ten sposób odpowiednią dawkę, musieliby wyeksponować na słońce więcej niż 30 proc. powierzchni ciała. Z kolei wystawiając tylko twarz, trzeba byłoby być na słońcu tak długo, że skutki negatywne przewyższyłyby korzyści. Tak naprawdę nie mogąc biegać półnago, jesteśmy skazani na suplementację tej witaminy. Mówi Pan o bezpiecznym czasie przebywania na słońcu - ile można? To będzie zależało od fototypu skóry. Osoby, które mają naturalny ciemniejszy kolor skóry, ciemne włosy oraz oczy i od razu opalają się na brązowo, będą mogły przebywać zdecydowanie dłużej niż ci o jasnej karnacji, którzy najpierw opalają się na czerwono, a dopiero potem na brąz. Dla osób z drugim fototypem już ekspozycja dłuższa niż 20-30 minut może mieć negatywne konsekwencje. A w lipcowe południe ten czas powinien być skrócony nawet do kwadransa. Zachłanność na słońce powoduje, że ludzie przesadzają. Często jest to też nieuświadomione przebywanie na słońcu. To wcale nie musi być opalanie się na plaży. Zjawiają się u mnie pacjenci, którzy mają objawy fotostarzenia tylko na lewym policzku.


zdrowie Są zdziwieni, dlaczego? Okazuje się, że często jest to wynik powtarzającej się ekspozycji na słońce np. podczas zwyczajnych dojazdów do pracy samochodem. To wystarczy, by dokonać trwałych zmian na skórze. W tych przypadkach ewidentnie widać różnicę wieku skóry po lewej i prawej stronie. Czyli przedwczesne starzenie się skóry to kolejny niepożądany efekt opalania? Moim studentom na zajęciach pokazuję zdjęcie skóry 24-latki, która chodzi na solarium cztery razy w tygodniu. Jeszcze nikomu nie udało się określić jej prawdziwego wieku. Wszyscy „strzelają”, że to kobieta po pięćdziesiątce. Wiele jest negatywnych skutków, a  mimo to się opalamy... Z punktu widzenia dermatologa słońce nie jest naszym przyjacielem. Owszem, opalanie kusi, ale biologicznie nie ma uzasadnienia. Atrakcyjność opalania jest uwarunkowana kulturowo, bycie opalonym świadczy o  wyższym statusie ekonomicznym, pokazuje np., że możemy sobie pozwolić na wakacje prawdopodobnie w ciepłym, egzotycznym miejscu. Wśród młodych ludzi o chęci „spalenia się na heban” decyduje norma rówieśnicza. Tylko trzeba mieć świadomość, że opalenizna to tylko nasz lokalny wzorzec kulturowy, i to historycznie bardzo młody. „Jej biały skóry alabaster kusi” - jak pisze poeta… Dawniej było inaczej. Jeszcze 100 lat temu bycie opalonym znaczyło, że jest się ubogim wieśniakiem, a  nie członkiem elity społecznej. Trzeba dodać, że nie jest to też wzorzec uniwersalny. Jeżeli np. pojedziemy do Azji, to zobaczymy, że mieszkańcy chronią się przed słońcem. Podam anegdotkę. Będąc z  własnymi dziećmi na plaży w  Malezji, założyłem im ubranka, które zakrywały cały tułów, do łokci i do kolan, oraz czapeczki z  daszkiem. Siedząca obok koreańska mama w pewnym momencie nie wytrzymała, podeszła i pokazała, jak jej dzieci są ubrane, dając do zrozumienia, że zaniedbuję bezpieczeństwo własnych. Koreańskie dzieci na plaży chodzą w ubrankach plażowych do nadgarstków i  do kostek, a  czapeczki mają nauszniki i  karczek! W  tamtych krajach jasna skóra jest obiektem pożądania, niektórzy są w  stanie wydać tysiące dolarów, żeby ją rozjaśnić. Wracając do zdrowia - powinniśmy się bać słońca... Ale nie możemy demonizować. Jest grupa osób, która odczuwa wyraźną poprawę po ekspozycji na słońce. To pacjenci z  chorobami zapalnymi. Ultrafiolet działa przeciwzapalnie, a naświetlanie pomaga. Taką poprawę widzą pacjenci z atopowym zapaleniem skóry czy łuszczycą, ale już w przypadku wirusowej opryszczki wargowej często po pobycie na plaży następuje jej powrót. Mam pacjentkę, która w trakcie wykonywania tatuażu została zakażona wirusem brodawczaka ludzkiego. Po zaleczeniu wybrała się do solarium i  nastąpił świeży wysiew zmian chorobowych. Dzieje się tak dlatego, że słoń-

ce w dużej dawce obniża sprawność układu odpornościowego, a  co za tym idzie, nawracają choroby wirusowe, takie jak wspomniana opryszczka. Bez słońca by się tak nie stało. Słońce bywa niebezpieczne także w przypadku bardzo agresywnego raka Merkla, który wywołany jest przez obecność pewnego wirusa w naszej skórze. Większość osób w ciągu życia zaraża się nim, nie mając żadnych objawów. Dopiero wieloletnia ekspozycja na słońce może powodować utratę zdolności obrony przed nim, co w ostatecznym rozrachunku prowadzi właśnie do raka Merkla. Występuje on najczęściej na twarzy, skroni i  podudziach, czyli w  miejscach, które statystycznie najczęściej wystawione są na słońce. A  jakie ubranie nosić w  upały? Białe czy czarne? Z punktu widzenia biologicznego teoretycznie lepsze są czarne ubrania, bo więcej absorbują promieniowania UV i tym samym mniej dociera go do skóry. Jednak ważniejszy od koloru jest rodzaj materiału. W  niektórych krajach firmy odzieżowe muszą obowiązkowo podawać na metce współczynnik fotoprotekcji, dzieje się tak w  np. w  Australii. Kupując dla dziecka strój kąpielowy, zalecałbym zakryty kombinezonik do kolan i do łokci à la lata 20. Niektóre materiały dają efekt porównywalny z filtrem SPF50. Pod wpływem słońca i  niektórych leków może pojawić się niekorzystna reakcja skórna. Które leki są fotouczulające? Każdy taki lek ma na ulotce informację, że należy zwrócić uwagę na ekspozycję na słońce. Niektóre farmaceutyki stosowane w  dermatologii są właśnie lekami zwiększającymi wrażliwość na słońce, więc każdego pacjenta, któremu przepisuję taki lek, uprzedzam. Problem pojawia się z lekami dostępnymi bez recepty i z mieszankami ziołowymi. Np. herbatka na depresję nie będzie miała informacji o uczuleniu na słońce, a często w jej składzie jest dziurawiec, zawierający furanokumarynę, która działa fototoksycznie. Wiem, że będę się „smażył” na słońcu... Czego powinienem się wystrzegać? Nie ma na to prostej odpowiedzi, ale zwracałbym uwagę na wszystkie rośliny, których kwiatki przypominają koperek, czyli rośliny baldaszkowate. Zawierają one bardzo dużo różnych substancji wywołujących reakcje fotoalergiczne i  fototoksyczne. W  upalne dni powinniśmy uważać też na to, obok czego przechodzimy. Miesiąc temu odwiedziła mnie pacjentka, której blizny po reakcji fototoksycznej pozostaną prawdopodobnie na całe życie. Poszła z psem na spacer i zawędrowała w miejsce, gdzie rosną rośliny baldaszkowate, prawdopodobnie niesławny barszcz Sosnowskiego. Produkują one lotne olejki eteryczne, które unoszą się w powietrzu i w reakcji ze słońcem mogą być groźne. Podobnie fototoksyczna jest ruta zwyczajna, bardzo dużo jej rośnie w Portugalii. Wprawdzie sama ruta nie uczula, ale pod

wpływem ultrafioletu jej cząsteczki lotne ulegają przemianie chemicznej i stają się wyjątkowo kłopotliwe dla naszej skóry. A jak już przesadzimy z opalaniem i doznamy oparzenia, to co robić? Jeżeli są to oparzenia z  pęcherzami, to warto udać się do lekarza. Natomiast jeżeli oparzeniu towarzyszy jedynie rumień, dyskomfort i pieczenie skóry, to pomocna będzie niewielka dawka kwasu acetylosalicylowego - czyli łykamy aspirynę. Warto użyć też kremu zawierającego enzym endonukleazę, który naprawia posłoneczne uszkodzenia DNA. Pewnie tym, którzy boją się skutków opalania, poleci Pan urlop w  Skandynawii, na Islandii albo Wyspach Owczych? Raczej nie, bo na Islandii i Wyspach Owczych będzie zimno, ale słonecznie. Proponowałbym Irlandię lub Wielką Brytanię, gdzie szerokość geograficzna jest podobna, ale zachmurzenie dużo większe i zdecydowanie niższa ekspozycja na słońce. A odważnym, którzy wybiorą Grecję? Dla nich najważniejsze są kremy z filtrem użyte z głową. Nałożenie kremu rano i pójście na osiem godzin na plażę to zwykła psychoterapia. Nawet dobry krem z filtrem jest w stanie utrzymać się na skórze stosunkowo krótko. W trakcie pobytu na plaży trzeba używać go przynajmniej raz na cztery godziny, i to w odpowiedniej dawce. Jako dermatolog zalecam krem z  filtrem 50, choć to niepopularne. Warto wiedzieć, że ilość kremu, która mieści się na koniuszku palca, wystarcza najwyżej na 1 proc. powierzchni ciała, więc 50-mililitrowa tubka kremu nie ma prawa wystarczyć na cały urlop.CP

* dr n. med. Marek Jankowski lekarz medycyny estetycznej, specjalista dermatolog-wenerolog, biolog molekularny, zawodowo związany z Kliniką Dermatologii UMK, gdzie pełni funkcję adiunkta i kierownika Pracowni Diagnostyki Obrazowej i Farmakologii Skóry. miasta kobiet

lipiec 2018

17


Wyprzedaż oferty. Samochody do natychmiastowego odbioru. Nowy Opel Corsa

Cena wyprzedażowa brutto 43 400 zł

1.4 90 KM TwinPort, 5 drzwi - fabrycznie nowy RP2017 Dane techniczne: nowy silnik – 1.4 16V 90KM, dynamiczny, nowoczesny i oszczędny, przeglądy co 30 000 km, technologia TwinPort, zużycie paliwa 5,2 l/100 średnio, emisja CO2 122 g/km Wyposażenie: przednie poduszki powietrzne kierowcy i pasażera, boczne i kurtynowe, wspomaganie układu kierowniczego, KLIMATYZACJA,radio, 4głośniki,złączeAUX-in,elektryczniesterowaneszybyprzednie,centralnyzamek,elektryczniesterowanelusterka zewnętrzne w kolorze nadwozia, koła stalowe 15’, fotel kierowcy z regulacją wysokości, kolumna kierownicy regulowana w pionie i poziomie, światła do jazdy dziennej, zderzaki w kolorze nadwozia.

Opel Astra IV Sedan

Cena 2018 52 500 zł

1.6 16V 115 KM - fabrycznie nowy RP2018 Dane techniczne: dynamiczny, nowoczesny i oszczędny, przeglądy co 30 000 km, technologia TwinPort - zużycie paliwa 6,8 l/100 średnio, emisja CO2, 160 g/km Wyposażenie: układ ABS i stabilizacji toru jazdy ESP z TCS, przednie, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera, klimatyzacja, radioodtwarzacz CD/MP3, elektrycznie sterowane szyby przód i tył, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, światła do jazdy dziennej, fotel kierowcy z regulacją wysokości, kolumna kierownicy regulowana w pionie i poziomie, tylne siedzenia dzielone w proporcji 40/60, zaczepy Isofix w oparciach tylnych zewnętrznych siedzeń, Komputer pokładowy, temomat.

Opel Astra IV Sedan

Cena 2018 63 600 zł

1.4 T 140 fabryczna instalacja LPG- fabrycznie nowy RP2018 Dane techniczne: Fabryczna instalacja LPG, przeglądy co 30 000 km, - zużycie paliwa ( benz./LPG ): 6,3/ 7,6 , emisja CO2 146/131 g/km Wyposażenie: układ ABS i stabilizacji toru jazdy ESP z TCS, przednie, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera, klimatyzacja, radioodtwarzacz CD/MP3, elektrycznie sterowane szyby przód i tył, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, światła do jazdy dziennej, fotel kierowcy z regulacją wysokości, kolumna kierownicy regulowana w pionie i poziomie, tylne siedzenia dzielone w proporcji 40/60, zaczepy Isofix w oparciach tylnych zewnętrznych siedzeń, Komputer pokładowy, temomat, bluetooth, czujniki parkowania tył.

Mokka SUV: Opel Mokka X

Cena wyprzedażowa brutto 63 800 zł

1.6 115KM 5 drzwi – fabrycznie nowy RP2017 Dane techniczne: Silnik benzynowy 1.6 115 KM dynamiczny, nowoczesny i oszczędny, przeglądy co 30 000 km, zużycie paliwa 6,5 l/100 średnio, emisja CO2, 153 g/km Wyposażenie: układ ABS i stabilizacji toru jazdy ESP z TCS, poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera, boczne, poduszki kurtynowe, klimatyzacja, komputer pokładowy, radioodtwarzacz R300, elektrycznie sterowane przednie szyby, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, światła do jazdy dziennej, fotel kierowcy z regulacją 6 kierunków, kolumna kierownicy regulowana w pionie i poziomie, tylne siedzenia dzielone.

Opel Mikołajczak

008380738

Zdjęcia samochodów są przykładowe. Na zdjęciach mogą być widoczne elementy, których nie ma w wyposażeniu.

Bydgoszcz, ul. Fordońska 59, tel. 52 365 02 00, ul. Armii Krajowej 250, tel. 52 320 31 00 www.opelmikolajczak.pl Inowrocław, ul. Staszica 69, tel. 52 353 99 42


lek. med. Iwona Skonieczna-Makarewicz specjalista ginekolog-położnik GABINET GINEKOLOGICZNY ul. Dworcowa 13, 85-009 Bydgoszcz rejestracja codziennie 10-19, tel. 52 320 50 94; tel. 600 99 21 26 www.ginekologbydgoszcz.pl, www.iwonamakarewicz.ginweb.pl

HIGIENA W GABINECIE KOSMETYCZNYM

• leczenie menopauzy, osteoporozy • leczenie nadżerek • kriokonizacja • usg • usg trójwymiarowe 3D/4D

008402615

• opieka położniczoginekologiczna • profilaktyka onkologiczna • badania cytologiczne, bakteriologia • badania piersi • antykoncepcja

środki do dezynfekcji ręczniki papierowe prześcieradła jednorazowe rękawiczki

ul. Polna 129, tel. 56 659 81 21 www.tuden.com

008425338

doradzimy - dostarczymy

008422078

R

E

K

L

A

M

A

008426330


jej pasja Jestem na etapie, w którym wierzę, że wrócę w góry, i jednocześnie nie wierzę. To dwa demony, które się we mnie ścierają. Z Anitą Parys*, zdobywczynią dziewiczego szczytu w górach Karakorum, rozmawia Mariusz Sepioło

Z D J Ę C I E A R C H I W U M P R Y W AT N E

Moja GÓRA Wywiad ze mną? Przecież ja niczego wielkiego nie zrobiłam.

Dla Ciebie to tak ważne? (długa cisza) Może najważniejsze.

Nie każdy zdobywa dziewiczy sześciotysięcznik w Karakorum. Tak, ale minęło już kilka lat, od kiedy ostatni raz byłam w  górach wysokich. Nie wiem, czy w ogóle kiedyś tam wrócę.

To najpierw powiedz, jak się zaczęło. W dzieciństwie chorowałam. Rodzice często zabierali mnie w góry, gdzie po prostu dobrze się czułam. Mój tata i  brat jeździli na nartach, ja też robię to od dzieciaka. Na początku z plecakiem chodziłam po Beskidach i innych górach, Tatry pojawiły się trochę później. Pojechałam tam z  tatą. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Giewont, pomyślałam, że nigdy tam nie wejdę. Byliśmy dwa tygodnie i  już wtedy złapałam wielką „zajawkę” na góry. W wieku 17 lat miałam niemal wszystkie tatrzańskie szlaki za sobą. Oczywiście mówię o  Tatrach Polskich. Po raz pierwszy na Orlej Perci też byłam z tatą. Później poznałam kilka osób z  Klubu Wysokogórskiego. Zapytałam instruktora pochodzącego z toruńskiego klubu, czy mogłabym się zapisać. Skończyłam kurs skałkowy, a potem taternicki. Bardzo mnie to wciągnęło.

Dlaczego? Od lat zmagałam się z niesprawnym prawym kolanem. Przez długi czas nie przeszkadzało mi to w  sportowych aktywnościach. Ale w  2014 roku podczas intensywnego treningu uszkodziłam je po raz kolejny. Przeszłam dwie operacje, które nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Okazało się, że kontuzja jest bardzo poważna. Niestety pod koniec zeszłego roku miałam wypadek i uszkodziłam poważnie drugie kolano. Żaden z  lekarzy nie zapewnił mnie, że kiedykolwiek jeszcze będę mogła się wspinać. Więc, o ile długo miałam w sobie nadzieję i siłę do walki, to teraz coraz częściej ją tracę… Prawdopodobnie czeka mnie wstawienie endoprotezy. Nie znam nikogo - a szukam - kto z takimi kolanami poszedł w góry wysokie.

20

miastakobiet.pl

Co takiego jest w górach, że tak wciągają? Każdy odpowie na to pytanie inaczej. Są ludzie, którzy poszli w  góry raz i  nigdy

do nich nie wrócili. Ja góry traktowałam zawsze trochę metafizycznie. Skończyłam polonistykę, mam duszę humanisty, więc może dlatego. Przeczytałam kilka górskich książek, ale to nie one były źródłem mojej fascynacji. Wiesz, tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałam… Inne formy aktywności mnie nudziły, poza nartami oczywiście. Góry nigdy. Im bardziej byłam zmęczona, tym szczęśliwsza. A dotyk i zapach granitu… jest dla mnie wyjątkowy. A strach? Oczywiście, że strach jest, ale taki, który nie paraliżuje, tylko pozwala na klarowne i  czyste myślenie. To taki strach, który lubię. W  życiu jest inaczej. W  życiu boję się inaczej i  bardziej. Góry nie uodparniają na życiowe trudności. Mówię o takich prawdziwych problemach. Może trochę hartują, ale tak naprawdę, kiedy w  życiu dotyka nas coś strasznego, górskie doświadczenia nie mają większego znaczenia. Z kolei uczą nas wrażliwości - tego jestem pewna. Ludzie gór są wrażliwi i  emocjonalni. Sama mam swoje demony i coraz częściej sobie myślę,


jej pasja że może… Gdybym nie spróbowała gór, to dziś bym nie cierpiała, tęskniąc za nimi. Nigdy nie dały Ci w kość? Zawsze traktowałam wspinanie jako radość, coś, co sprawia mi frajdę i przyjemność. Uwielbiałam ludzi, z którymi tam byłam. W Taborisku nad Morskim Okiem potrafiłam przesiedzieć miesiąc, czekając na kogoś, kto się zjawi, żeby móc się z nim wspinać. Czasem padało przez dwa tygodnie. Wtedy się po prostu „kiblowało”. Schodziłam na Słowację, bo tam było taniej, piłam piwo i słuchałam opowieści. Zdarzyło się trochę przygód, mniej lub bardziej groźnych - pamiętam, jak dostałam w ucho kawałkiem skały albo jak lód rozciął mi wargę. Podziwiałam starszych, doświadczonych kolegów, którzy zawsze mi imponowali. A  potem był wypadek, długa przerwa, dużo Tatr, Alpy i  w  końcu Karakorum. Kompletny przypadek. Zaraz, zaraz. Przypadkiem pojechałaś w wysokie góry z Krzysztofem Wielickim? Którejś jesieni znowu miałam wszystkiego dość, spakowałam plecak i wsiadłam w autobus do Zakopanego. Turystycznie. Dotarłam do Morskiego Oka dość późno, więc wybrałam się tylko na Wrota Chałubińskiego. Kiedy byłam u  góry, zauważyłam idącą w  moim kierunku dziewczynę. Zaczęłyśmy rozmawiać, okazało się, że to Kasia, przyszła żona Krzysztofa Wielickiego. Następnego dnia poszłyśmy na Rysy. Zaprzyjaźniłyśmy się. To ona w  końcu zaproponowała wspólną wyprawę w  Karakorum. Coś mnie tknęło, żeby spróbować. Musiałam znaleźć sponsorów, ale że pracuję w marketingu od wielu lat, to nie było to aż tak trudne. Napisałam ofertę, rozesłałam do firm i się udało. Super, że są takie firmy, które pomagają realizować marzenia. Krzysztof Wielicki i Janusz Majer, który bardzo interesuje się dziewiczymi terenami w Karakorum, mieli już wstępny plan wyprawy. Projekt bardzo mi się podobał. A Mount Everest, do którego ustawiają się kolejki? Tam jest za dużo ludzi, bo stało się to za bardzo komercyjne. Nie mam parcia na samą wysokość. Eksplorowanie dziewiczego terenu jest dla mnie dużo bardziej ekscytujące. Być w jakimś miejscu i mieć świadomość, że przede mną nie było tam nikogo - to przecież fascynujące. Jak się czułaś w roli żółtodzioba? Wielicki i Majer w ogóle nie pokazywali, że są legendami himalaizmu, a ja tylko małym żuczkiem. Ale podczas tej pierwszej wyprawy nie czułam się specjalnie dobrze. W końcu się zaaklimatyzowałam, jednak trochę mi to zajęło. Choć nie wszystkich znałam i choć była między nami spora różnica wieku, w ogóle nie miało to znaczenia. Gadaliśmy o milionie rzeczy, nie tylko o  górach. Spędziliśmy tam miesiąc. Mieliśmy za sobą ciężką podróż - najpierw samolotem, potem legendarną, niebezpieczną drogą Karakorum Highway samochodem i trzydniowe dojście do bazy. Często błądziliśmy, nie wiedzieliśmy, gdzie założyć bazę. Kluczyliśmy po trudnym lodowcu, a porterzy (wynajęci tragarze z okolicy gór - przyp. red.) nie chcieli dalej iść. Kiedy w końcu się to udało, miałam ochotę jechać do domu. Byłam totalnie zmęczona. Wtedy, podczas wyprawy w 2012 roku, nie udało mi się zdobyć szczytu. Dlaczego? Nigdy nie jest tak, że wszyscy atakują wierzchołek na raz. Szczególnie jeśli wytycza się nowe drogi. Jedna z ekip poszła do góry i zdobyła szczyt, my zostaliśmy w bazie. Byłam rozgoryczona. Zauważył to Janusz Majer. Poprosił Karima Hayata, pakistańskiego wspinacza, żebyśmy spróbowali pójść razem. Karim się zgodził. Ruszyliśmy we dwójkę na górę upatrzoną wcześniej z bazy, ale zaskoczyło nas załamanie pogody i noc musieliśmy spędzić w  małym namiociku w  trzech czwartych wysoko-

ści. Dzisiaj myślę, że nie byłam w odpowiedniej kondycji. Ale już wtedy wiedziałam, że bardzo chciałabym tam wrócić. Udało się to rok później, z Karimem i innym Pakistańczykiem, kiedy zdobyliśmy dziewiczy szczyt. Leży na granicy Khunjerab Mountain Group i Shuijerab Mountain Group w Ghidims Valley, w Północnym Pakistanie i mierzy 6061 m. Nazwaliśmy go „Szczytem Przyjaźni”. Trochę kiczowato, ale w języku Urdu brzmi to znacznie lepiej - „Doust Sar”. To była wyjątkowa wyprawa, tuż po zamachu Talibów na wspinaczy pod Nangą Parbat. Zginęło wtedy 11 osób. Nikt z mojej ekipy nie chciał jechać. Wszyscy się bali… Więc pojechałam sama. Spędziłam miesiąc z trójką Pakistańczyków. Było fantastycznie. Co się czuje na szczycie? Trudno to opisać. Zachwycają widoki. Było widać K2, Broad Peak i „morze” pięknych, często dziewiczych sześciotysięczników wokół. Tego uczucia nie da się porównać z niczym innym. Jednak w moim przypadku najsilniejsze emocje pojawiły się w innym momencie. Jakim? Pamiętam, jak po dojściu do bazy poszliśmy z Karimem na rekonesans. Doszliśmy dość wysoko. W którymś momencie zostałam sama, gdzieś na 5200 m. Czekając na niego, siedząc na kamieniu i patrząc w dal, poczułam coś bardzo silnego. Zrozumiałam, że jestem po prostu bardzo szczęśliwa. Chyba nawet bardziej, niż będąc na szczycie. Bardzo mocno dotarło do mnie, że to jest właśnie to, co chciałabym w życiu robić. To uczucie się kiedyś powtórzyło? Może gdybym wiedziała, że jeszcze kiedyś tam wrócę, mogłabym poczuć się podobnie. Nie jesteś spełniona? Nie mogę być. Kontuzje, operacje, kolejne diagnozy. Do momentu kontuzji drugiego kolana wierzyłam, że będę się jeszcze wspinać. Teraz ta wiara zaczyna gasnąć. Nie jest dobrze. Ciągle powraca do mnie myśl, że może już nigdy nie wrócę w góry. Nawet, jeśli przez chwilę czuję się lepiej, to zaraz przychodzą wyrzuty: że przecież nie mam się z czego cieszyć, bo i tak nigdy nie wrócę do tego, co kocham. Dlaczego? Trudno w to wierzyć, odczuwając ból przy każdym kroku. I jeśli rehabilituję jedno kolano, po czym wysiada drugie, to po prostu opadają mi skrzydła. To znaczy: jestem na etapie, w którym wierzę, że wrócę w góry, i jednocześnie nie wierzę. To dwa demony, które się we mnie ścierają. Jeśli się nie uda… Nawet nie chcę o tym myśleć. Musisz jednak pamiętać, że udało Ci się coś wielkiego. Nie każdy ma swoją górę na Ziemi. Jestem wdzięczna losowi… że w  ogóle miałam okazję tam być i doświadczyć tego, czego doświadczyłam. Mam szczęście do ludzi, których poznałam. Wszyscy mnie wspierają. Krzysiek Wielicki niedawno w  rozmowie telefonicznej uspokajał mnie: „Daj spokój, zobacz, ludzie idą w góry bez nóg i rąk, dasz radę, wrócisz”. Chciałabym, żeby miał rację. Rodzina Cię wspiera? Wspierała zawsze. Nigdy nie zadawali zbędnych pytań. Nigdy nie odradzali i nie stawiali ultimatum. A gdyby ktoś kazał wybierać: góry czy ja? Przecież znasz odpowiedź.CP

*Anita Parys torunianka, polonistka z wykształcenia, z zawodu marketingowiec. Wiceprezes Klubu Wysokogórskiego w Toruniu. Wspinała się w Tatrach, Alpach i Karakorum. W tych ostatnich była trzy razy, m.in. z Krzysztofem Wielickim, Januszem Majerem i Karimem Hayatem. Z tym ostatnim w 2013 r. weszła na nigdy wcześniej niezdobyty szczyt w Karakorum, który wspólnie nazwali „Szczytem Przyjaźni”.

miasta kobiet

lipiec 2018

21


Wybierz się w kulinarną podróż po smakach Pomorza i Kujaw! Dla Prenumeratorów Expressu Bydgoskiego i Nowości – Dziennika Toruńskiego oferta specjalna:

19,95

Przedstaw dowód zakupu prenumeraty za ostatni miesiąc w oddziale lub przesyłając skan na adres ksiazka@polskapress.pl Cena regularna 29,40 zł

Książka do kupienia w biurach ogłoszeń: • Bydgoszcz, ul. Warszawska 13, czynne od pon. do pt., w godz. 8.00-17.00 • Bydgoszcz, ul. Zamoyskiego 2, czynne od pon. do pt., w godz. 8.00-17.00 • Toruń, ul. Podmurna 31, czynne od pon. pt., w godz. 8.00-17.00 lub w sklepie internetowym www.czytajwkuchni.pl R

E

K

L

A

M

PARTNER WYDANIA

008371012

A

196 - 29

3 444 000 52 322 22 22

52 W miłej i kameralnej atmosferze dołożymy wszelkich starań, by dobrać biustonosz w odpowiednim rozmiarze, właściwej konstrukcji i na każdą okazję dla każdej z Pań. Zapraszamy serdecznie.

MOŻLIWOŚĆ PŁACENIA KARTĄ

Zamów Taxi z aplikacji:

www.19629.pl

008416032

Galeria Miedzyń – Pasaż Handlowy ul. Nakielska 86, 85-358 Bydgoszcz  880 299 901 602 791 183 2 brasklepik@wp.pl

–20% do i z Fordonu i poza miasto 007781078

R

E

K

L

A

M

A

TORUŃ , UL PODMURNA 40 TEL. 56 652 29 10 008438751


SOCZEWKI KONTAKTOWE NA LATO

ZAPRASZAMY DO NASZYCH SALONÓW:

BYDGOSZCZ

• ul. DWORCOWA 110 tel. 52 327 60 94 691 203 710 • ul. 11 LISTOPADA 8 tel. 52 371 02 29

KCYNIA

• ul. RYNEK 8 (Apteka) tel. 609 704 521 fb.com/piastowskioptyk www.piastowskioptyk.pl

TEKST: mgr inż. Monika Niklas optometrysta NO16307 Soczewki kontaktowe nie zaparują, zapewniają szerokie pole widzenia, stabliność obrazu oraz nie powodują zniekształceń, a niektóre z nich posiadają filtr chroniący nasze oczy przed promieniowaniem UV. Możemy nimi korygować bardzo duży zakres wady wzroku, a nawet i astygmatyzm. Na rynku istnieją również soczewki kontaktowe progresywne, które umożliwiają ostre widzenie z daleka oraz z bliska (czytanie) - idealne rozwiązanie dla osób powyżej 40. r.ż. JAKIE ROZWIĄZANIA MOŻEMY WZIĄĆ PO UWAGĘ? Najczęściej stosowane są soczewki kontaktowe miękkie. Większość z nich użytkujemy w trybie dziennym, czyli zakładamy je rano i ściągamy po całym dniu noszenia. Dla osób potrzebujących komfortu widzenia w godzinach nocnych istnieją soczewki o przedłużonym trybie noszenia. Najłatwiejsze w użytkowaniu są soczewki kontaktowe jednodniowe (po zdjęciu ich pod koniec dnia wyrzucamy je do kosza i rano zakładamy nową parę soczewek). Soczewki kontaktowe wielokrotnego użytku (dwutygodniowe, miesięczne) przed pójściem spać czyścimy specjalnym płynem do pielęgnacji soczewek i umieszczamy na noc w pojemniczku napełnionym świeżym płynem do soczewek kontaktowych. Rano będą gotowe do założenia. Nosimy je przez okres do dwóch tygodni (dwutygodniowe) lub do miesiąca (miesięczne). SOCZEWKI KONTAKTOWE DLA KAŻDEGO Dzięki nowoczesnym materiałom soczewki kontaktowe może nosić praktycznie każdy z nas. Poważniejsze powikłania powstają w wyniku zbyt długiego noszenia soczewek, nieodpowiedniej ich pielęgnacji oraz nieprzestegania zasad higieny. Musimy pamiętać, że dopasowanie każdej soczewki kontaktowej wymaga specjalistycznego badania i stałej kontroli. Jeśli rozważasz możliwość stosowania soczewek kontaktowych, zgłoś się na badanie wzroku u optometrysty, który nie tylko dopasuje odpowiednie parametry i rodzaj soczewek kontaktowych, ale i nauczy Cię ich zakładania/ ściągania oraz ich pielęgnacji. Użytkownicy soczewek kontaktowych powinni kontrolować swoje oczy przynajmniej raz w roku. CO ZROBIĆ, ABY LATEM CIESZYĆ SIĘ DOBRYM WZROKIEM I ZDROWYMI OCZAMI? Na czas wakacyjnych podróży nie zapomnij o okularach przeciwsłonecznych i odpowiednim nakryciu głowy. Mimo że większość soczewek kontaktowych posiada filtr UV, to nigdy nie zastąpią dobrych okularów przeciwsłonecznych. Woda to potencjalne źródło zakaże-

nia bakteryjnego, dlatego nie zakładaj soczewek, kiedy planujesz przebywać w wodzie, i zabierz ze sobą gogle do pływania. Suche powietrze i klimatyzacja często prowadzą do odczucia suchości oka. Nie zapominaj w tym okresie o kroplach nawilżających, nie ustawiaj klimatyzacji samochodowej bezpośrednio na twarz i pamiętaj o częstym mruganiu. Jeżeli podczas wakacyjnego wyjazdu mogą być problemy z  zachowaniem higeny i pielęgnacji soczewek kontaktowych - wybierz odpowiednio dopasowane przez specjalistę soczewki kontaktowe jednodniowe. Chlorowana woda, piasek, kremy do opalania mogą podrażnić oko i wprowadzić dyskomfort. Zakładanie codziennie świeżej i czystej soczewki spowoduje, że bez zmartwień i przeszkód będziesz mógł cieszyć się wakacjami. Stosowanie się do tych kilku wskazówek oraz zachowanie właściwej higieny oraz czasu noszenia soczewek kontaktowych spowoduje, że będziesz mógł bez przeszkód cieszyć się komfortem widzenia w  nich przez całe lato! Dla osób o wysokich wymaganiach wzrokowych, często korzystających z urządzeń elektronicznych i mających długotrwałą pracę przy komputerze, polecamy najnowszej generacji miesięczną soczewkę Bauch+Lomb ULTRA. Soczewki te zapewniają doskonałą jakość widzenia i komfort noszenia przez cały dzień. Aby wypróbować soczewki Baush+Lomb ULTRA: na hasło „Miasto Kobiet” wykonaj badanie optometryczne w Piastowskich Salonach Optycznych i odbierz bezpłatne soczewki próbne Baush+Lomb ULTRA (korekcja sferyczna). SPECJALIŚCI PIASTOWSKICH SALONÓW OPTYCZNYCH CZEKAJĄ Jesteśmy ciągle rozwijającą się firmą z 25-letnim doświadczeniem na rynku optycznym. Dlatego z powodzeniem możemy realizować naszą misję i otwarcie się na potrzeby rynku optycznego. Naszym atutem jest profesjonalizm, dbałość o jakość produktów i usług oraz elastyczne podejście do klienta. Specjalizujemy się nie tylko w doborze standardowych okularów korekcyjnych, ale i okularów progresywnych i specjalistycznych okularów biurowych, gdzie niezbędna jest indywidualizacja wszelkich parametrów wzrokowych. Nasz szeroki asortyment soczewek okularowych/kontaktowych, opraw korekcyjnych i przeciwsłonecznych wiodących firm na świecie pozwala na wybór odpowiedniego modelu, uwzględniając Państwa upodobania i wadę wzroku. Profesjonalne badanie wzroku wykonywane jest u nas przez optometrystów - specjalistów w zakresie badań refrakcji i zaopatrzenia w pomoce wzrokowe, a także w zakresie diagnozowania i właściwego postępowania w przypadku chorób oczu. Zatroszczymy się o każdy szczegół przy wyborze okularów, by mogli Państwo w pełni cieszyć się komfortem widzenia.

PROMOCJA 008438528

Zbliżają się upragnione przez wszystkich wakacje. Jak dobrze wiemy, lato to czas plażowania, częstszych wieczornych wyjść do miasta, a przede wszystkim czas uprawiania letnich sportów. Wiele osób z wadami wzroku odkłada w kąt okulary korekcyjne i wybiera soczewki kontaktowe jako bardziej komfortowe rozwiązanie.


Wcale nie tak rzadko się zdarza, że kobieta, która ma dobry status społeczny - jest psychologiem czy adwokatem - związuje się nagle z przestępcą w przekonaniu, że jest w stanie go zmienić. Z kpt. Agnieszką Busk-Kaczmarek*, starszym psychologiem ośrodka diagnostycznego Aresztu Śledczego w Bydgoszczy, rozmawia Tomasz Skory

PIĘKNA I BESTIA Mówi się, że „kobiety lubią drani”, „łobuz kocha bardziej”… A z drugiej strony jest powiedzenie „mężczyźni wolą zołzy”. Tak, jednak w  przypadku kobiet czasem nie chodzi jedynie o typów macho, którzy nie boją się zakląć lub dać komuś w mordę. Ciekawi mnie fascynacja przestępcami grubego kalibru, pociąg do psychopatów. W  takich przypadkach najczęściej możemy mówić o  hybristofilii. Są to zaburzenia preferencji seksualnych - parafilia polegająca na tym, że jedynym lub preferowanym obiektem wywołującym pożądanie seksualne jest właśnie kryminalista. I  niejednokrotnie im cięższe są jego przestępstwa, tym bardziej pociąga on kobiety cierpiące na to zaburzenie. Często się to zdarza? Generalnie częstotliwość występowania nie jest jednoznacznie określona. Dane, do których docieramy, wahają się od kilku do nawet kilkudziesięciu procent. Do zaburzeń preferencji seksualnych ludzie

24

miastakobiet.pl

nie chcą się przyznawać nawet sami przed sobą, w związku z czym niewiele osób zgłasza się na terapię. Z dostępnych statystyk wiadomo tylko, że o ile ogólnie zaburzenia preferencji seksualnych występują ok. 30 razy częściej u mężczyzn niż u kobiet, to hybristofilia jest na tyle specyficzna, że częściej dotyczy kobiet. Może dlatego, że wśród osób popełniających najcięższe przestępstwa jest więcej facetów… Co poza preferencjami seksualnymi łączy jeszcze te kobiety? To nie jest jednolita grupa, ale znaczna część z nich doświadczyła w dzieciństwie lub okresie dorastania traum związanych ze sferą seksualną - przemocy seksualnej, nadużyć, znęcania. Sprawcą w takiej sytuacji najczęściej jest bliski mężczyzna, ojciec czy ojczym, przeważnie despotyczny, zimny emocjonalnie,  surowy. I  nawet jeśli dorosła już kobieta świadomie i  racjonalnie nie chce wchodzić w  związki z  mężczyznami o  takim rysie psychologicznym, to podświadomość pcha ją do nich. Bo popęd seksualny i pożądanie uruchamia się u niej w reakcji na te właśnie cechy.


tabu Ale są też kobiety spoza środowisk patologicznych, które świadomie związują się z przestępcami. I jak to wytłumaczyć? W grę wchodzą różne czynniki psychologiczne. Wcale nie tak rzadko się zdarza, że kobieta, która ma dobry status społeczny - jest psychologiem czy adwokatem - związuje się nagle z przestępcą w przekonaniu, że jest w stanie go zmienić. Uruchamia się w niej misja. Wierzy, że uda się jej zrobić to, co nie udało się wcześniej nikomu innemu. Ma poczucie swojej wyjątkowości i pochlebia jej relacja z kryminalistą. Poza tym wśród kobiet, które związują się z przestępcami, obserwuje się także syndrom „matkowania”, czyli potrzeby chronienia i  otaczania opieką swojego partnera. Jest jeszcze syndrom „pięknej i bestii”, gdzie kobieta wchodzi w relację z kimś brutalnym, ale wobec niej troskliwym. Pozwala jej to wierzyć, że jest wyjątkowa i ma w sobie tyle miłości, by z czasem zmienić tę bestię w księcia. Oczywiście są też kobiety szukające po prostu stymulacji i  adrenaliny, bo takie normalne, poukładane życie jest dla nich nudne. Wiązanie się z  agresywnym kryminalistą to dość ekstremalny sposób na szukanie rozrywki... Ekstremalny i  do tego bardzo niebezpieczny. Aby lepiej zrozumieć motywy takich kobiet, możemy także sięgnąć do teorii psychologów ewolucyjnych, m.in. profesora Davida Bussa. Jego zdaniem chodzi o  pierwotny instynkt. Agresja mężczyzny podświadomie kojarzy się w  takim przypadku z  siłą, wzbudza poczucie bezpieczeństwa, zwiększa szansę przekazania silnych genów potomstwu i obronę przed otoczeniem. Tym bardziej ma to sens, że niektóre z  tych kobiet wywodzą się z  podkultury przestępczej. Częściej więc kierują się swoimi pierwotnymi instynktami, a nie tym, co narzuca na nas kultura i życie w społeczeństwie. W tych środowiskach zresztą cały czas praktykowany jest kult siły - grupie przewodzi ten najbardziej brutalny, agresywny, bezwzględny mężczyzna. One celują swoimi upodobaniami w  lidera, bo jego zainteresowanie podnosi ich status - u jego boku stają się samicą alfa. Nierzadko sympatię, a  nawet pożądanie budzą filmowe postaci przestępców i psychopatów. Czy to powinien być powód do niepokoju? Odwracając trochę to pytanie, myślę, że warto spojrzeć na rolę mediów w  kreowaniu bohaterów - również prawdziwych przestępców. Gdy opisuje się perypetie kryminalisty, którego długo nie może złapać policja, zaczyna on budzić powszechne zainteresowanie. Jest o  nim głośno, staje się niemal celebrytą. I  to może powodować, że ludzie zaczynają z nim sympatyzować czy też solidaryzować się. Niesie to za sobą wiele zagrożeń. Tak trochę było w USA przy Tedzie Bundym czy Charlesie Mansonie, którzy pomimo popełnionych zbrodni zyskali swego czasu grono fanek. I  ostatnio przy Andersie Breiviku, który już po aresztowaniu w  przeciągu roku otrzymał około 800 listów od różnych kobiet. Warto się

Więźniowie z Polski też dostają listy? Pewnie, że tak. Mają do tego prawo. Im skazany ma większy kontakt ze społeczeństwem, tym łatwiej jest mu potem wrócić do życia na wolności, jak już zakończy karę. Zachęcamy zarówno osadzonych, jak i członków ich rodzin do podtrzymywania kontaktów - widzeń, rozmów przez Skype, telefonicznych lub wysyłania listów.

żonę, przebywając w ośrodku zamkniętym, ale to ekstremalny przypadek. Nasi więźniowie zawierają małżeństwa? W ciągu ostatnich trzech lat mieliśmy w bydgoskim areszcie ok. 5-6 ślubów - niewiele, bo ze względu na specyfikę naszej jednostki, rzadko więźniowie zostają tu na dłużej. Za to np. w zakładzie karnym w Koronowie jest takich przypadków znacznie więcej. Pamiętam śluby młodocianych, którzy przed zatrzymaniem byli już dłuższy czas w związkach. I to ci mężczyźni chcieli sformalizowania tej relacji. Ich motywacja to najczęściej lęk związany z porzuceniem bądź też byciem zdradzonym. W ich przekonaniu ślub zmniejszał prawdopodobieństwo ziszczenia się tych negatywnych scenariuszy.

Ale pisać można nie tylko z rodziną. Jak więźniowie zawierają korespondencyjne znajomości z kobietami? W USA działają takie portale, jak meet-an-inmate.com czy writeaprisoner.com, za pośrednictwem których można kontaktować się z  osadzonymi. U  nas, póki co, nie ma portali „randkowych” dla skazanych. Polscy więźniowie najczęściej poznają kobiety za pośrednictwem swoich znajomych i nierzadko także swoich kolegów z  celi. Mamy w  więzieniach szczelny system wizyt i  nie dopuszczamy do widzeń o charakterze towarzyskim z osobami obcymi, jednakże osadzeni mogą z  nimi korespondować.

Podobno nieraz kobietom jest na rękę, że ich małżonkowie przebywają w więzieniach... I to też związane jest z lękiem - idealnym partnerem jest ten skazany na dożywocie, bo on nigdy nie zdradzi. Na taki związek najczęściej decyduje się kobieta, która nie potrafi nawiązywać głębszych relacji. Na rękę jest jej to, że partner nigdy z nią nie zamieszka, nie będzie widział jej bez makijażu, że ma pełną kontrolę nad spotkaniami. Związek nie ma szans się rozwinąć, zatrzymuje się w  takiej wczesnej „romantycznej” fazie - fantazjowania i pisania do siebie listów. Kobieta może więc żyć mrzonką o idealnej miłości, budując sobie w głowie obraz idealnego związku.

Jak więźniowie reagują na taki kontakt? Ci, którzy utrzymują kontakty z  kobietami, bardziej o siebie dbają. Gdy udaje im się reaktywować znajomość z byłą partnerką, to często przychodzą i proszą o pomoc w naprawie tych relacji. To bardzo budujące. Ale są też tacy, którzy kontakty z kobietami traktują wyłącznie instrumentalnie, bądź całkowicie przerzucają na nie odpowiedzialność za swoje postępowanie. Mówią: „Gdybym miał kobietę, którabymniekrótkotrzymałaidobrzeprowadziła, to bym do tego więzienia nie trafił”. Trzeba pamiętać, że każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje i  nie może zrzucać tego na kogoś innego.

A jak często kobietom faktycznie udaje się wyciągnąć wybranków z kryminału? Nie ma na to statystyk, ale spróbuję ugryźć to pytanie od drugiej strony. Około 80 proc. skazanych to osoby, u których występują zaburzenia osobowości typu dyssocjalnego, a skuteczność terapii w przypadku takich osób jest niewielka. W  dużej mierze są to psychopaci, instrumentalnie traktujący wszelkie kontakty z innymi ludźmi. Powiedziałabym więc, że w  takich relacjach kobiety z  góry skazane są na porażkę. Próby będą nie tylko bezcelowe, ale mogą też okazać się dla tych kobiet niebezpieczne. Daleko nie szukając - parę lat temu był w Bydgoszczy taki przypadek, że pewien mężczyzna uwodził kobiety, z  którymi korespondował, a  później się nad nimi znęcał. Do tego stopnia potrafił manipulować innymi, że udało mu się nakłonić matkę jednej z tych kobiet, by razem z nim znęcała się później nad swoją córką.

w tym miejscu zastanowić, czy nie powinno się zmienić polityki medialnej. Może lepiej skupiać się na ofiarach i  pomocy im, a  nie na oprawcach. Przestępcom, szczególnie tym narcystycznym i psychopatycznym, często chodzi właśnie o rozgłos i sławę.

Dla kobiet, którym marzy się „odczarowanie bestii”, to i tak brzmi jak sygnał, że warto próbować. Powiedziała Pani, że kontakt pomaga wrócić do życia na wolności… Jednak to, co wydaje się dobre dla osadzonych, nie zawsze jest dobre dla kobiet, które postanawiają z  nimi korespondować. Pozbawienie wolności ma na celu wzbudzanie w  skazanym poczucia odpowiedzialności oraz potrzeby przestrzegania porządku. Osadzeni muszą nauczyć się prawidłowo funkcjonować w  swoich podstawowych rolach społecznych, dotyczących przede wszystkim płaszczyzny rodzinnej - obowiązków ojca, brata, syna, partnera itp. Nawiązując kontakt z osobą, która nie osiągnęła jeszcze tego celu, musimy liczyć się z wszelkimi negatywnymi konsekwencjami. Łącznie z byciem ofiarą przestępstwa. Zdarzają się jednak historie zakończone ślubami. Nawet Mariusz Trynkiewicz znalazł

Aż trudno w to uwierzyć. A zagrożeń jest znacznie więcej. Trzeba pamiętać, że wiążąc się z  kryminalistą, oddajemy nasze życie i uczucia nie jednej osobie, ale całej populacji więziennej. Listy, które piszemy, może czytać cała cela i  nigdy nie mamy gwarancji, że dane, które przekazujemy, jakiekolwiek informacje o nas, nie trafią w ręce kogoś trzeciego. Nasze działania mogą w  tej kwestii przynieść dużo więcej szkody niż pożytku. Dlatego zanim zaczniemy rozmyślać o „naprawianiu” jakiegoś kryminalisty, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy samemu nie potrzebujemy pomocy psychologa bądź terapeuty. Resocjalizowanie przestępców zostawmy specjalistom.CP miasta kobiet

lipiec 2018

25


008049954


008415063

R

E

K

L

A

M

Anders-Prasa205x140_5-WakacjeNadJeziorem2018-1.indd 1

A 17.05.2018 11:04

LETNIA PROMOCJA NA WYSZCZUPLANIE (zabiegi już od 45 zł)

mgr

Agnieszka Kudanowska

orchideahomespa.pl tel. 509 197 990

DIETETYKA ANTI-AGING

Polecamy KARBOKSYTERAPIĘ,

● ocena stanu odżywienia ● badanie składu ciała ● odchudzanie ● dietoterapie

KRIOLIPOLIZĘ

i inne

Klinicznie potwierdzona skuteczność, 100% bezpieczeństwa. Zabiegi wykonujemy aparatami medycznymi.

008401631

tel: 534 00 11 33

Seniorzy 70+ badanie składu ciała i stanu odżywienia z poradą dietetyczną GRATIS w ramach programu Zdrowie Seniora.

Cenowa superoferta

na zabiegi wyszczuplające i likwidujące cellulit.

CZYNNE 7 dni w tygodniu od 7 do 23 Wizyty umawiamy przez telefon. 008442126

K

L

A

M

A

Medycyna estetyczna Bydgoszcz dr Beata Kościałkowska Jestem dyplomowanym lekarzem medycyny estetycznej, specjalistą anestezjologii i intensywnej terapii, właścicielem nowoczesnego, przyjaznego każdemu pacjentowi gabinetu, w którym wykonuję zabiegi korygujące urodę i  poprawiające fizyczną atrakcyjność. Dzięki mojej pracy, troszczę się nie tylko o  Państwa wygląd, ale również pomagam wzmacniać poczucie własnej wartości. Zapraszam do skorzystania z bogatej oferty usług. Moje motto to: Ze wszystkich sztuk medycyna jest najszlachetniejsza. Hipokrates KONTAKT • lekarz medycyny Beata Kościałkowska • ul. Kurpińskiego 12/9A, 85-096 Bydgoszcz / +48 606 870 109 • Rejestracja telefoniczna po godzinie 16 2 bkoscialkowska@gmail.com Gabinet czynny od poniedziałku do piątku. Godziny przyjęć ustalam indywidualnie - po wcześniejszej rejestracji. www.estetycznabydgoszcz.pl

008308379

E

008307424

R


008406330

BYDGOSZCZ, ul. Modrzewiowa 7, tel. 52 360 25 60, CHOJNICE, ul. Gdańska 68, tel. 52 397 30 66, www.uni-car.com.pl, kontakt@uni-car.com.pl

Miasta Kobiet lipiec 2018  
Miasta Kobiet lipiec 2018  
Advertisement